piątek, Listopad 15, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "Restrukturyzacja"

Restrukturyzacja

Jak zapowiada dr hab. Robert Rządca, po 2019 roku można spodziewać się znaczącego obniżenia dotacji unijnych dla Polski. Przyczyną tego będzie zarówno Brexit, zmiana priorytetów w nowej perspektywie finansowej Unii Europejskiej, jak i odmienna pozycja naszego kraju – staniemy się po prostu bogatsi jako beneficjenci. Według eksperta, nie znajdziemy alternatywnych środków np. na pokrycie dopłat do rolnictwa. Obecnie pochłaniają one ok. 38% funduszy unijnych. Inwestycje infrastrukturalne, na które przeznaczamy 60% subwencji, mógłby wyrównać chiński kapitał. Jednak ta „pomoc” miałaby raczej charakter zwrotny. Chińczycy często oferują innym krajom za darmo np. budowę fragmentu autostrady, linii kolejowej, lotniska czy stadionu narodowego. W zamian oczekują, że projekt ukończą wyłącznie ich wykonawcy.

Zastępca rektora Akademii Leona Koźmińskiego przypomina, że na lata 2004-2017 uzyskaliśmy z Unii Europejskiej netto około 92 mld euro. Pewne wsparcie nadal będziemy otrzymywać, choćby w ramach Wspólnej Polityki Rolnej, funduszy strukturalnych czy badawczych. Zdaniem eksperta, te subwencje mogą być dużo mniejsze, ale powinny pozostać. Inne kraje też będą zainteresowane zachowaniem dopłat rolniczych. Jeśli zostaną one utrzymane dla rolników francuskich czy hiszpańskich, to nie ominą również polskich.

– Środki na rozbudowę dróg i linii kolejowych za unijne pieniądze będą bardzo ograniczone, chociaż zapewne niezlikwidowane całkowicie. Warto pamiętać o tym, że istotą funduszy strukturalnych jest dążenie do pomocy słabiej rozwiniętym regionom, restrukturyzacja oraz zwalczanie bezrobocia. Polska w ostatnim czasie radzi sobie dobrze w tych wszystkich dziedzinach, a wzrost PKB powoduje, że spada dystans pomiędzy nami a krajami Europy Zachodniej – ocenia dr hab. Robert Rządca, profesor Akademii Leona Koźmińskiego.

Według eksperta, dopłat rolniczych w żaden sposób nie zastąpimy pieniędzmi z innego źródła. Nie ma powodu, aby ktokolwiek finansował polskich rolników na tej zasadzie, co UE. Oczywiście, takie państwo, jak Chiny, mogłoby nam zaoferować swój potężny rynek zbytu, ułatwiając wejście na niego w sferze formalno-prawnej. Bez tego typu pomocy, jak wiadomo, polscy wytwórcy starali się o zgody na eksport przez kilka lat. Niemniej, taka ewentualność dotyczyłaby tylko najnowocześniejszego przetwórstwa, w zakresie sadownictwa, produktów mleczarskich, wieprzowiny i drobiu.

– Pierwszy transport polskich jabłek trafił do Chin w grudniu 2016 roku. Eksport mięsa drobiowego również trwa. To już są pewne sukcesy. Jednak trzeba poczekać, aż będzie ich jeszcze więcej. Sądzę, że bardzo dobrym wskaźnikiem pożądanej efektywności byłoby wejście Chin na czołową pozycję odbiorców naszej żywności. Większy eksport, zwłaszcza pod własnymi markami, pozwoliłby budować renomę producenta wśród chińskich konsumentów. To ułatwiłoby zwiększenie sprzedaży i eksport kolejnych produktów z Polski – tłumaczy dr hab. Robert Rządca.

W kwestii infrastruktury Państwo Środka mogłoby wybrać wariant, który stosuje m.in. w Afryce. Jednym z lepiej przeanalizowanych przykładów jest Benin. Jak wyjaśnia ekspert, Chińczycy oferują niektóre inwestycje za darmo, np. budują fragment autostrady albo linii kolejowej. Ale w tle porozumienia jest zgoda danego kraju na to, żeby całość ukończyli wyłącznie chińscy wykonawcy. W praktyce mają oni od razu uzyskać określony kontrakt lub wygrać przetarg. W zamian za to Chiny oferują nisko oprocentowane kredyty. I na ogół stawiają kolejne żądania. Mogą one dotyczyć wykorzystania ich materiałów budowlanych, a także pewnych warunków politycznych, np. braku poparcia dla zwolenników Wolnego Tybetu. Innym przykładem jest Kenia, gdzie Chiny budują za około 4 mld dolarów linię kolejową z Nairobi do Mombasy. W Etiopii tworzą połączenie z Dżibuti do Addis Abeby. Finansowanie zapewnia chiński Eximbank, a wykonawcą jest państwowa firma China Road and Bridge Corporation.

– Wyraźnym celem Państwa Środka jest coraz głębsze wchodzenie w infrastrukturę gospodarczą danego państwa. Nie należy patrzeć na to wyłącznie negatywnie. Chiny stosują, także w swoim kraju, schemat myślenia zgodny z przysłowiem: Chcesz być bogaty, zbuduj sobie drogę. Mając zaplecze finansowe, rozpoczynają pewną inwestycję, w ramach wysiłku swojego państwa i podmiotów prywatnych. Dają impuls rozwojowy w postaci popytu na towary i usługi. W końcu dochodzi do wykorzystania zbudowanej infrastruktury. Połączenie ze sobą różnych miast wpływa na wzrost wartości zlokalizowanych w nich nieruchomości. To z kolei przekłada się na zwiększenie możliwości instytucji sektora finansowego. Ten schemat stosowany jest również w Afryce – mówi dr hab. Rządca.

Zdaniem eksperta, pieniądze z UE na rozbudowę infrastruktury da się zastąpić środkami z Chin, jak darowiznę np. od wujka preferencyjnym kredytem z banku. Oczywiście istnieją też pewne zagrożenia, związane z warunkami wykorzystania takiego wsparcia. Można to wytłumaczyć na przykładzie. W przypadku funduszy unijnych, wspólnota pozwala wydać określoną subwencję na budowę autostrady, pod warunkiem zapewnienia wszystkim podmiotom na rynku równych szans na otrzymanie kontraktu. Tymczasem, chcąc korzystać z inwestycji bezpośrednich lub preferencyjnych kredytów z Państwa Środka, trzeba na ogół kupować chińskie towary i zatrudniać ich firmy. W dłuższej perspektywie mogłoby to oczywiście doprowadzić do nadmiernego uzależnienia naszej gospodarki od Chin.

– Polska dla Chin jest istotnym krajem, jak na Europę, z punktu widzenia ekspansji gospodarczej. Jesteśmy dość dużym państwem, któremu można wiele sprzedać, m.in. maszyny i urządzenia RTV, sprzęt AGD, narzędzia telekomunikacyjne, odzież, obuwie czy zabawki. 38 mln naszych konsumentów tworzy jednolity rynek, z punktu widzenia prawno-formalnych wymogów, geografii, języka i kultury. Bycie u nas bardzo ważnym graczem zapewniłoby Chińczykom lepszą pozycję w globalnej grze o wpływy. Polska jest dla nich elementem większej układanki. Przejęcie przez chińskich inwestorów ważnych na polskim rynku producentów, np. okien, mebli, autobusów czy rowerów, otworzyłoby im szerzej drzwi do Europy – podsumowuje dr hab. Robert Rządca z Akademii Leona Koźmińskiego.

 

Przejściowe kłopoty w firmie to nic nadzwyczajnego. Czasami wymykają się jednak spod kontroli i bywają fatalne w skutkach. Czy jest jakiś sposób na unikniecie upadłości firmy? Kiedy świadomemu menedżerowi powinna zapalić się czerwona lampka i co można zrobić, aby uratować przedsiębiorstwo? Na te pytania odpowiadają eksperci.

Nowelizacja prawa upadłościowego obowiązująca od 1 stycznia 2016 r., wprowadziła sporo zmian w zakresie upadłości. Pojawiły się np. pojęcia dłużnika niewypłacalnego lub zagrożonego niewypłacalnością oraz definicja restrukturyzacji. Trudno jest ocenić, jaki wpływ może mieć ten proces na rozwój biznesu w Polsce, ponieważ nie mamy jeszcze w tym temacie praktyki. Wydaje się jednak, że jest kilka oczywistych aspektów mogących mieć znaczenie dla przedsiębiorstwa, które staje w obliczu problemów z niewypłacalnością. Istotna jest tu główna idea, czyli „wyższość” procesu restrukturyzacji nad upadłością. Otwarcie i prowadzenie postępowania restrukturyzacyjnego wykluczają możliwość ogłoszenia przez sąd upadłości. To bardzo ważne, bo najczęściej ogłoszenie upadłości jest już samo w sobie skazaniem firmy na ostateczny koniec. Takie odium i etykieta „X sp. z o.o. w upadłości” w naszych realiach mówią najczęściej o kompletnej porażce i koniecznej likwidacji, a najlepiej zapomnieniu. Tymczasem dziś można uprzedzić ten bieg wydarzeń i pod znakiem „X sp. z o.o. w restrukturyzacji” dalej funkcjonować na rynku pod nadzorem sądu i przetrwać. Wskutek działań sanacyjnych skutecznie można odsunąć ryzyko związane z niewypłacalnością. Takie regulacje to zupełnie nowe narzędzie w rękach menedżerów, które wydaje się szansą na przetrwanie, szczególnie dla wielu firm działających w branżach, w których pojawia się nagła dekoniunktura.

Restrukturyzacja – na czym polega?

Postępowanie restrukturyzacyjne otwiera sąd restrukturyzacyjny, który następnie wskazuje sędziego – komisarza. Jego zadaniem jest wykonywanie czynności sądowych, w tym nadzór nad czynnościami doradcy restrukturyzacyjnego, który występuje w roli nadzorcy lub zarządcy. Sąd restrukturyzacyjny, otwierając postępowanie, wyznacza więc specjalistę (doradcę restrukturyzacyjnego), który pod nadzorem sędziego komisarza będzie prowadził czynności mające na celu restrukturyzację firmy. W ramach tych czynności doradca przygotowuje i przedstawia sędziemu plan restrukturyzacyjny. Na jego podstawie zostaną podjęte wszystkie późniejsze decyzje dotyczące działań, które powinny się zakończyć układem, czyli swoistą „ugodą” z wierzycielami. To z kolei powinno umożliwić dalszą działalność operacyjną przedsiębiorstwa. Wiele możliwości prawnych, jakie daje sędziemu i doradcy ustawa, pozwala na czasowe prowadzenie przedsiębiorstwa w „warunkach ochronnych” i umożliwia finalnie uzgodnienie warunków dalszej działalności po zawarciu układu. Przykładem może być wprowadzenie do zagrożonej firmy zarządcy sądowego, który w pierwszej kolejności czasowo odsunie istniejący Zarząd od pełnienia funkcji. Za zgodą sędziego komisarza zawiesi cześć prowadzonych egzekucji komorniczych, przygotuje w ramach planu restrukturyzacyjnego szczegółowy biznes plan dla firmy, wdroży zmiany strukturalne, być może pozbędzie się części majątku na potrzeby bieżącej działalności i przekonstruuje funkcjonowanie firmy tak, że wierzyciele przystaną na propozycje układowe. W rezultacie firma po wyjściu zarządcy sądowego będzie w stanie w miarę konkurencyjnie funkcjonować na rynku i realizować warunki układu. W takiej sytuacji doradca pod nadzorem sędziego komisarza wciela się w rolę zarządu, zobowiązanego do działań w myśl ustawy, ale też wyposażonego w niestandardowe narzędzia, niedostępne w innej sytuacji. Sposób działania zależy jednak od wielu czynników.

Restrukturyzacja – jakie są typy postępowania?

Ustawa przewiduje cztery rodzaje postępowań restrukturyzacyjnych, wedle stopnia skomplikowania sytuacji: postępowanie o zatwierdzenie układu, przyspieszone postępowanie układowe, postępowanie układowe i postępowanie sanacyjne.

Postępowanie o zatwierdzenie układu, to stosunkowo najprostsza droga do zrestrukturyzowania firmy. Ogranicza się do zatrudnienia doradcy restrukturyzacyjnego, który przygotowuje dokumenty i przedstawi do zatwierdzenia sądowi. W terminie dwóch tygodni sąd wydaje postanowienie o zatwierdzeniu układu. Tryb ten jest odpowiedni dla wierzytelności spornych stanowiących mniej niż 15%, czyli przy względnej zgodzie co do stanu wzajemnych rozliczeń między firmą a wierzycielami.

Przyspieszone postępowanie układowe również dotyczy tego warunku wierzytelności spornych. Jest ono o tyle bardziej skomplikowane, że to sąd powołuje doradcę restrukturyzacyjnego w roli nadzorcy sądowego, a ustawa przewiduje kilka dodatkowych „bezpieczników”, m.in. bezskuteczność zapisów niekorzystnych umów, brak możliwości ustanowienia hipoteki lub zastawu, brak możliwości wypowiedzenia dłużnikowi umowy najmu czy umowy kredytu. Kolejne to zawieszenie egzekucji wierzytelności objętych układem, możliwość wszczynania egzekucji lub zwolnienie zajęć wierzytelności nieobjętych układem na trzy miesiące. Sąd ma tydzień na otwarcie postępowania, natomiast nadzorca ma dwa tygodnie na plan restrukturyzacyjny i spis wierzytelności. Następnie sędzia komisarz niezwłocznie zwołuje zgromadzenie wierzycieli. Przy towarzyszeniu, przewidzianej prawem, ochrony prawnej, teoretycznie można już w czasie około jednego miesiąca doprowadzić do zawarcia układu.

Postępowanie układowe, będące odpowiednikiem byłej „upadłości z układem”, jest zbliżone do przyspieszonego postępowania układowego, ale stosuje się je w przypadku więcej niż 15% wierzytelności spornych.
Postępowanie sanacyjne jest najbardziej nowatorskie i zaawansowane. W warstwie uprawnień i ochrony prawnej dłużnika jest w zasadzie zbliżone do upadłości. Powoduje możliwość bezterminowego zdjęcia zajęcia nieukładowych wierzytelności czy niedopuszczalność egzekucji, a dla pracowników, bezskuteczność zbyt dużych wynagrodzeń. Oznacza również  bezskuteczność zabezpieczeń, ugód i powództw oraz np. prawo do odstąpienia od umów wzajemnych czy uznanie bezskuteczności niekorzystnych zapisów umów. Tak szeroki zakres uprawnień sądu i zarządcy sądowego pozwala na uzdrowienie kondycji firmy przez rewizje zdarzeń poprzedzających otwarcie postępowania nawet do 12 miesięcy i realny wpływ na otoczenie wierzycieli podczas pracy nad wzajemnym układem. Czas tego postępowania do przedstawienia planu restrukturyzacyjnego wynosi nawet dziesięć tygodni, po czym sędzia ma 12 miesięcy na zwołanie zgromadzenia wierzycieli.

Od czego zacząć?

Najlepiej od samego Prawa restrukturyzacyjnego i poznania tych zapisów, które pozwolą odpowiedzieć na pytanie: czy sytuacja mojej firmy już kwalifikuje się do restrukturyzacji, czyli czy jako Firma, bądź wspólnik jestem dłużnikiem niewypłacalnym lub zagrożonym niewypłacalnością? Jeśli uznamy, że to prawdopodobne, słusznym jest zostawić dalszą analizę specjaliście. Wybór rodzaju postępowania to analiza wielowątkowa i należy to dobrze zaplanować, żeby wniosek był skuteczny i żeby w efekcie osiągnąć zamierzony cel. Trzeba traktować te przepisy jako narzędzie do poprawy sytuacji firmy i warto dobrze wiedzieć, jak z tego narzędzia skorzystać. Oczywiście niezbędne będzie zaangażowanie zarządu, księgowości i kadr, ale równie istotny i zasadny wydaje się udział doradcy restrukturyzacyjnego. Szczególnie, że już w najprostszym postępowaniu (o zatwierdzenie układu) jego udział na warunkach rynkowych przez angaż ze strony dłużnika jest niezbędny na mocy samej ustawy. Pozostałe typy postępowań mają również krótkie terminy, a są znacznie bardziej skomplikowane. W tej sytuacji, podczas składania wniosku do sądu, najlepiej wiedzieć, czego się oczekuje, jakie będą założenia planu restrukturyzacyjnego i dalsze działania.

Czerwona lampka

Każdy, kto świadomie zarządza firmą, wie, że czasami kluczowe są zawodowa czujność i reakcja w odpowiednim czasie. Dzisiaj w Polsce na kanwie nowych przepisów budzi się nowy rynek doradztwa restrukturyzacyjnego. Jego beneficjentami będą przede wszystkim przedsiębiorcy, którzy zdecydują się w niepewnej sytuacji skorzystać z ochrony, jaka im przysługuje i poddać leczeniu w formie restrukturyzacji. Tym samym nie mogą uchronić firmę przed upadłością z likwidacją. To właśnie ta „czerwona lampka ostrzegawcza” wynikająca z rachunku wyników czy bilansu, powinna wywołać u menedżera moment refleksji, czy aby nie warto poszukać doradcy restrukturyzacyjnego tylko po to, by przeanalizować z nim sytuację w firmie, szczególnie w kontekście odpowiedzialności zarządu za zaniechania w tej kwestii. Znacznie lepiej na czas to zbadać i dowiedzieć się, że nie ma takiej potrzeby, niż po czasie się zorientować, że taka potrzeba była… ale teraz już jest za późno. Taka też wydaje się idea stojąca za całym procesem restrukturyzacji – naprawiać zamiast upadać.

Źródło: Lightscape

Od 1 stycznia 2016 r. wprowadzono nowe prawo restrukturyzacyjne. Głównym celem postępowania restrukturyzacyjnego, oprócz zaspokojenia wierzycieli, jest uniknięcie ogłoszenia upadłości dłużnika przez umożliwienie mu restrukturyzacji w drodze zawarcia układu z wierzycielami, a w przypadku postępowania sanacyjnego – również przez przeprowadzenie działań sanacyjnych, przy zabezpieczeniu słusznych praw wierzycieli.

Istotną zmianą jest także fakt, że w obecnym prawie, postępowaniu restrukturyzacyjnemu podlegają zarówno firmy niewypłacalne, jak i zagrożone niewypłacalnością, w związku z tym nowe statystyki pokazują nie tylko liczbę bankrutów, ale także firm zagrożonych bankructwem. Wcześniej obowiązujące prawo umożliwiało ogłoszenie upadłości układowej tylko wobec firmy faktycznie niewypłacalnej.

  • W roku 2016 liczba upadłości i restrukturyzacji polskich firm wyniosła 760, czyli o 2,6 proc. więcej niż w roku 2015              (wg danych na dzień 29 grudnia 2016).
  • Wśród rodzajów postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych najwięcej ogłoszono upadłości w celu likwidacji majątku (530 tj. 70 proc.), a najmniej postępowań o zatwierdzenie układu (4).
  • Obserwujemy, że zmiany jakie wprowadzono z początkiem 2016 r. w nowym prawie upadłościowym były potrzebne, ponieważ już pierwszy rok ich stosowania przyniósł wzrost zainteresowania nowymi formami ratowania przedsiębiorstw poprzez restrukturyzację. Liczba upadłości likwidacyjnych wyraźnie spadła i jest najniższa od 2009 roku.
  • W całym roku 2016 sądy zastosowały nowe formy postępowania już 204 razy, z czego najczęściej wdrażano przyspieszone postępowanie układowe (117).
  • Utrzymuje się spadek liczby upadłości i restrukturyzacji w transporcie (-24 proc.) i w przetwórstwie przemysłowym             (-9 proc.). Budownictwo także zanotowało spadek liczby bankructw (-16 proc.), natomiast ich liczba wzrosła w handlu       (+13 proc.) oraz w pozostałych branżach (głównie usługach) o 24 proc.
  • Coface prognozuje, że w 2017 r. dostępne formy restrukturyzacji nadal będą zyskiwać na popularności wśród firm borykających się z trudnościami płynnościowymi, a liczba upadłości będzie się obniżać.

 

Przetwórstwo przemysłowe

W sektorze przetwórstwa przemysłowego rok 2016 był dość spokojny. Pomimo spadku poziomu inwestycji w kraju nie odbiło się to negatywnie na kondycji tej gałęzi gospodarki. Jedynie w branży produkcji artykułów spożywczych oraz wśród producentów maszyn i urządzeń zanotowano wzrost liczby upadłości i restrukturyzacji. Wzrost ten był wywołany wahaniami cen surowców, dużą konkurencją na rynku, a także malejącymi inwestycjami (negatywny wpływ widoczny przede wszystkim wśród producentów maszyn i urządzeń). Pozostałe branże przetwórstwa przemysłowego, zwłaszcza te, na który duży wpływ ma poziom konsumpcji wewnętrznej oraz eksport, miały się dobrze.

Handel

Rok 2016 był trudny dla handlu, zarówno hurtowego jak i detalicznego. Mieliśmy do czynienia z kilkoma istotnymi restrukturyzacjami i upadłościami wśród sieci detalicznych (m.in. Marcpol czy Alma), a rynek dla hurtowników również się kurczy. Pomimo rosnącej konsumpcji oraz powracającej inflacji obroty wielu firm handlowych spadały, pogarszała się także ich rentowność i zachowania płatnicze. Branża podlega ciągłym procesom konsolidacyjnym, mniejszym firmom coraz trudniej jest konkurować z rosnącymi w siłę i oferującymi znacznie lepsze warunki handlowe rynkowym potentatom. Spodziewamy się, że w roku 2017 proces ten będzie kontynuowany.

Budownictwo

Branża budowlana przeżywa okres pewnego zastoju, spowodowanego przede wszystkim ograniczeniem inwestycji infrastrukturalnych. Ma to jednak również pozytywne skutki przejawiające się ograniczeniem liczby upadłości i restrukturyzacji do poziomu najniższego od 2010 roku. Dość dobrze rozwija się budownictwo mieszkaniowe i komercyjne, a brak dużych projektów infrastrukturalnych paradoksalnie zmniejsza ryzyko finansowe, na które wystawiane są firmy budowlane. To właśnie tego typu projekty – ich opóźniona realizacja i płatności, były często powodem problemów firm budowlanych, zwłaszcza podwykonawców. Teraz firmy budowlane skupiają się na mniejszych projektach, które nie przynoszą spektakularnych wzrostów sprzedaży, ale także dają większe bezpieczeństwo płynnościowe.

Szczegółowy raport roczny Coface: coface.pl

Nie wierzcie bankowcom, gdy przynoszą dary! Czyli: uważaj na bankowe sztuczki przy restrukturyzacji.

 W każdym banku od zawsze istniał i po wszech czasy będzie funkcjonował  departament restrukturyzacji. Jakie funkcje z założenia ma spełniać ten dział banku? Mówiąc po polsku jest to taki serwis naprawy kredytów: jeśli klient banku ma problem ze spłatą zobowiązania, wówczas temat trafia właśnie do restrukturyzacji. W jakim celu? Chodzi o to, aby uratować kapitał z udzielonego kredytu (wszak nadrzędnym obowiązkiem banku jest dbałość  o bezpieczeństwo depozytów!), ale także nie pogrzebać dłużnika.  Jak więc powinna wyglądać fachowo przeprowadzona restrukturyzacja?

Jeśli nie chcesz mojej zguby, kalkulatora użyj luby!

Oto najprostsza definicja restrukturyzacji, która jednocześnie wskazuje metodę jej przeprowadzenia:

Restrukturyzacja jest to zmiana warunków spłaty kredytu, polegająca na dostosowaniu wysokości rat do bieżących możliwości kredytobiorcy.

Do przeprowadzenia restrukturyzacji absolutnie niezbędna jest umiejętność dodawania i odejmowania (chyba, że ktoś ma pod ręką kalkulator). No i tu dotknęliśmy piekielnie poważnego problemu, gdyż bankowcy nie radzą sobie zupełnie z matematyką. I chyba też stoją kiepsko z sprzętem do dokonywania tych nieskomplikowanych wyliczeń…

Weźmy przykład pierwszy z brzegu. Kredyt hipoteczny spłacany jest przez małżonków, którzy łącznie zarabiają 5000 zł netto, przy racie na poziomie 2000 zł. Da się wyżyć z 3000 zł miesięcznie, ale małżonkowie nie dorobili się oszczędności. Jedno z nich traci pracę przez co do dyspozycji kredytobiorców zostaje np. kwota 2700 zł netto miesięcznie. Za 700 zł nie da się przeżyć całego miesiąca, szczególnie, że właśnie tyle trzeba zapłacić na mieszkanie (czynsz plus media). Idziemy więc do banku i prosimy o czasowe obniżenie rat. Jak to zrobić? Piszemy podanie wraz z informacją o kosztach bieżących, oczywiście tych minimalnych, które trzeba ponieść, aby wystarczyło do pierwszego. Będą to właśnie koszty mieszkania, jakaś kwota przeznaczona na jedzenie, dojazdy do pracy, itp. Niech będzie to łącznie około 2000 zł.

Jak widać z tej prostej kalkulacji, którą może skutecznie przeprowadzić nawet średnio rozgarnięty ośmiolatek – na spłatę kredytu nasi bohaterowie mogą przeznaczyć nie więcej niż 700 zł miesięcznie.

Pewni tego, że sprawa jest banalnie prosta, składamy stosowne podanie do banku z prośbą o czasowe obniżenie raty (na 6 do 12 miesięcy) do 700 zł,  a tu klops! Bank odmawia dokonania tej czynności, tłumacząc się w znany wszystkim sposób:

Bo takie mamy procedury!

To tyle wstępu. Dlaczego więc tak często nie możemy dogadać się z bankiem odnośnie przeprowadzenia restrukturyzacji, nawet w tak oczywistych przypadkach jak wyżej opisany? Otóż bankowcy – oprawcy ani myślą, aby wykonywać swoją robotę zgodnie z wiedzą i sztuką bankową. W miejsce ratowania kapitału kredytu oraz nie doprowadzania klienta do bankructwa (tak często kończy się „siłowa” windykacja należności, czyli egzekucja przy udziale komornika), restrukturyzacja służy bankowcom do dwóch zupełnie odmiennych celów. Poniżej więcej na ten temat – jest to jednocześnie przestroga dla Ciebie, dłużniku, jeśli przymierzasz się do zmiany warunków umowy kredytowej, ze względu na problemy w płynności finansowej.

Restrukturyzacja jako sposób na dodatkowy dochód banku

Jeśli wpadniemy w dołek finansowy, co zmusza nas do renegocjacji z bankiem umowy kredytowej: jesteśmy w sytuacji przymusowej. Tę wiedzę oczywiście posiada także kredytodawca. Skoro tak, to czemu na tej sytuacji chciwi bankowcy mają nie zarobić? W jaki sposób? Na przykład przez znaczące podniesienie marży kredytu. Powyższe bardzo często ma miejsce w przypadku kredytów dla przedsiębiorców. Jest to więc podanie tonącemu brzytwy zamiast koła ratunkowego.

Aneks restrukturyzacyjny z pistoletem przy skroni

Pozycja dominująca w tego typu sytuacjach była nader często nadużywana przez banki w okresie, kiedy posiadały one w swoim arsenale bankowy tytuł egzekucyjny (BTE), zwany czasem przez bankowców pieszczotliwie mianem „batonik”. Na temat BTE, które stanowiło śmiertelne narzędzie do szybkiej pacyfikacji niesubordynowanych kredytobiorców, będę pisał w następnym odcinku Poradnika.

Widząc widmo śmierci, kredytobiorca podpisywał aneks restrukturyzacyjny niemal na każdych warunkach: a jest to przeogromny błąd!  Jeśli bowiem klient ten nie wywiązywał się ze spłaty zobowiązania – często przekraczającej jego możliwości – bank i tak wypowiadał umowę kredytową, na dodatek dysponując argumentem w sądzie (gdyby tam klient próbował szukać ratunku), że przecież bank dał kredytobiorcy szansę, a ten po raz kolejny zawiódł zaufanie kredytodawcy.

 Odmowa restrukturyzacji – kiedy bank ma bardzo dobre zabezpieczenie

Kolejna ciężka patologia, dość często przez banki stosowana – na szczęście nie przez wszystkie – to wykorzystanie sytuacji, kiedy bardzo dobrze zabezpieczony kredyt można wypowiedzieć, lub nie przedłużyć umowy przy kredycie obrotowym.  Przypomnę tu kryminalną (to moja subiektywna ocena) „sztuczkę” bankowych oprawców, którą opisywałem w Odcinku 15:

 ”Za czasów, kiedy bankowi temu prezesował Pan (….), bank ten wykonał kilka kontrowersyjnych posunięć, polegających na wypowiadaniu kredytów firmom mającym kłopoty finansowe, ale i atrakcyjne nieruchomości. Firmy odcięte od finansowania składały się jak domki z kart, a bank kładł łapę na atrakcyjnych zabezpieczeniach”

Jest to fragment felietonu Pana Macieja Samcika, redaktora Gazety Wyborczej. Po co bank wykonuje taki numer? Kasa Misiu, Kasa! Po pierwsze od wypowiedzianego kredytu może naliczać znacząco wyższe odsetki (niż te, które wynikają z umowy), po drugie może  za niską cenę przejąć od klienta nieruchomość i sprzedać ją potem z zyskiem.

Na szczęście mniej więcej rok temu weszły do prawa bankowego bardzo korzystne dla kredytobiorców zmiany. Obecnie, tj. dzięki ustawie z dnia 25 września 2015 roku (ustawa ta m.in. zdelegalizowała BTE), przed  wypowiedzeniem umowy: „bank informuje kredytobiorcę o możliwości złożenia (…) wniosku o restrukturyzację zadłużenia” (cytat z ustawy).

Nie dość na tym, czytamy dalej w treści ustawy:

„Bank w przypadku odrzucenia wniosku kredytobiorcy o restrukturyzację zadłużenia, przekazuje kredytobiorcy, bez zbędnej zwłoki, szczegółowe wyjaśnienia w formie pisemnej, dotyczące przyczyny odrzucenia wniosku o restrukturyzację.”

Uwaga na bankowe cyrografy!

Krótko mówiąc: obecnie kredytobiorca nie jest narażony na użycie przez bank paralizatora (w postaci BTE), na dodatek może w sądzie się bronić, stwierdzając, że kredytodawca nie wyjaśnił w sposób dostateczny powodów odmowy restrukturyzacji, która została przedstawiona we wniosku dłużnika.

Dzięki temu kredytobiorca może – a dokładniej musi! –  odrzucić propozycję zawarcia aneksu restrukturyzacyjnego złożoną przez bank, o ile warunki spłaty zobowiązania będą dla zainteresowanego zdecydowanie niekorzystne.

Aneks restrukturyzacyjny niczym … koń trojański

W ostatnim okresie zauważam jeszcze jedną patologię w „propozycjach” bankowców przy ewentualnej restrukturyzacji. Otóż umowy kredytów niby-frankowych, które powstały w okresie boomu, czyli przed wrześniem 2008,  to w dużym stopniu efekt radosnej twórczości bankowych prawników.

Jak było dobrze i toksyczne kredyty schodziły jak ciepłe bułeczki, to nikomu poszczególne zapisy w treści umowy nie przeszkadzały. Jednakowoż, kiedy kurs franka skoczył ponad dwukrotnie w stosunku do kursu z czerwca 2008 roku, kredytobiorcy zaczęli szukać pomocy prawnej u specjalistów z najwyższej półki. Co się okazało – wiemy doskonale. W umowach tych aż roi się od klauzul abuzywnych, także nie jest możliwe udowodnienie zasadności indeksacji kredytu; o ile oczywiście sąd weźmie pod uwagę nie tylko pisma pełnomocników frankowicza, ale także znane powszechnie opinie Rzecznika Finansowego i UOKiK-u.

„Dziewicza” umowa frankowicza sprzed ośmiu czy dziesięciu lat, z dużą dozą prawdopodobieństwa nie wybroni się w sądzie, jeśli tam trafi spór pomiędzy stronami umowy. Wiedzą o tym doskonale także i bankowcy. Jak więc próbują wzmocnić swoją pozycję w przypadku postępowania sądowego? Otóż, kiedy zgłaszasz się do banku z prośbą o obniżenie rat, kredytodawca może Ci podsunąć bardzo „korzystny” aneksik, który pozwala na 6-cio, czy 12-to miesięczny oddech. Czyli zgodzi się na niskie raty w tym okresie. Ty się koncentrujesz na wysokości kwoty do spłaty, a zapominasz, aby przeczytać i przeanalizować ze specjalistą pełną treść tego dokumentu.

Jestem przekonany, że najczęściej znajdzie się tam zapis, że uznajesz dług w CHF jako bezsporny, czyli: akceptujesz indeksację. Dodatkowo będziesz musiał podpisać stosowny weksel in blanco lub poddanie się egzekucji w trybie  art. 777 K.p.c., co znacząco przyspieszy egzekucję należności, jeśli kiedyś  w przyszłości będziesz zalegał w spłacie zobowiązania. Na przykład kilka lat po zakończeniu okresu spłaty z niskim ratami.

To raczej na pewno nie jest szpital w Leśnej Górze….

W tradycyjnej bankowości, na której ideałach się wychowałem, często się mawiało, że departament restrukturyzacji, to taki szpital dla kredytobiorców.

Tu ciekawa historia z moich osobistych doświadczeń i sądowej walki z jednym z banków, na ten temat pisałem w jednej z publikacji (spór ten dotyczy odmowy banku X na mój wniosek o restrukturyzację w okresie 60 miesięcy). Otóż podczas rozprawy, pracownica pozwanego banku stwierdziła w swoich zeznaniach  z rozbrajającą szczerością:

 „Nasze procedury przy restrukturyzacji zakładają możliwość rozłożenia spłaty na maksimum 24 miesiące i nie jest w tym wypadku badana sytuacja finansowa kredytobiorcy.”

Moja odpowiedź na powyższe, która znalazła się w aktach sprawy:

„Skoro uznaje się, że departament restrukturyzacji, pełni rolę „szpitala dla kredytobiorców”, to w „szpitalu” banku X podaje się wszystkim pacjentom identyczne lekarstwo, nie badając chorego.”

Co mi takie „leczenie kredytu” przypomina? Osoby z mojego pokolenia być może pamiętają jedną historyjek z filmu o Pippi Langstrumpf. Otóż Pippi, która miała nieograniczone środki finansowe (po tacie – piracie) kupiła kiedyś aptekę i wszystkie medykamenty ze sobą zmieszała. Po co? Bo w ten sposób chciała uzyskać „likarstwo”, czyli lek na wszystkie choroby…

Zachodzi pytanie: dlaczego nasze prawo w żaden sposób nie przewiduje odpowiedzialności za błędy zawodowe? Czy nie uważasz – podobnie jak ja –  że bankowcom powinna grozić, tak jak lekarzom, odpowiedzialność karna za działanie sprzeczne z wiedzą i sztuką bankową?

 

Zachęcamy do zadawania pytań dotyczących: upadłości konsumenckiej, problemów z kredytami niby-frankowymi, nadmiernego zadłużenia oraz restrukturyzacji zobowiązań. Pytania prosimy kierować na adres:

pytanie@krzysztofoppenheim.pl

 

Krzysztof OPPENHEIM

Eksperci

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

AKTUALNOŚCI

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Innowacyjnie, energooszczędnie – i z bezbłędnym finansowaniem!

Innowacyjnie, energooszczędnie i z myślą o przyszłości – takie rozwiązania dla ludności tworzy i fin...

Planowane zmiany w składkach ZUS dla przedsiębiorców

Stanowisko Związku Przedsiębiorców i Pracodawcówws. zapowiedzi wprowadzenia proporcjonalnościw skład...

Ważne dla Polski nowe stanowisko Komisji Europejskiej

Odpowiedź Komisji Europejskiej na ostatnie głosowanie Parlamentu Europejskiego w sprawie pakietu mob...