Jeszcze w 2015 roku przeciętne wynagrodzenie w Polsce wynosiło niespełna 3,9 tys. zł brutto. Dziesięć lat później przekroczyło 8,9 tys. zł. Na pierwszy rzut oka można więc uznać, że sytuacja finansowa Polaków poprawiła się spektakularnie.
Problem w tym, że przez tę dekadę zmieniła się również wartość samego pieniądza. Za 100 zł można dziś kupić wyraźnie mniej niż dziesięć lat temu, a ceny mieszkań, żywności, usług czy utrzymania gospodarstwa domowego wzrosły w tempie, które w wielu przypadkach mocno zmieniło codzienne decyzje finansowe Polaków.
Co zatem wydarzyło się z naszym portfelem między 2015 a 2025 rokiem?
Pensje wzrosły ponad dwukrotnie
Według Głównego Urzędu Statystycznego przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej wynosiło w 2015 roku 3 899,78 zł brutto miesięcznie. W 2025 roku było to już 8 903,56 zł brutto.
Oznacza to nominalny wzrost o około 128 proc.
Jeszcze bardziej spektakularnie wygląda zmiana płacy minimalnej. W 2015 roku minimalne wynagrodzenie wynosiło 1 750 zł brutto, natomiast w 2025 roku było to już 4 666 zł brutto. W 2026 roku wzrosło do 4 806 zł brutto.
Nominalnie Polacy zarabiają więc zdecydowanie więcej niż dekadę temu.
Nie oznacza to jednak automatycznie, że ich poziom życia wzrósł w takim samym stopniu.
100 zł z 2015 roku nie jest tym samym 100 zł dzisiaj
Kluczowym zjawiskiem była inflacja.
Przez pierwszą część analizowanej dekady wzrost cen pozostawał stosunkowo umiarkowany. Sytuacja zmieniła się szczególnie w latach 2021–2023, kiedy Polska – podobnie jak wiele innych europejskich gospodarek – doświadczyła silnej fali inflacyjnej związanej m.in. z następstwami pandemii, zaburzeniami globalnych łańcuchów dostaw, wzrostem cen energii i surowców oraz gospodarczymi konsekwencjami wojny w Ukrainie.
Według danych GUS średnioroczna inflacja wyniosła aż 14,4 proc. w 2022 roku i 11,4 proc. w 2023 roku.
Jeżeli połączymy roczne wskaźniki inflacji publikowane przez GUS, otrzymujemy prosty obraz skali zmiany: ogólny poziom cen konsumpcyjnych w latach 2015–2025 wzrósł łącznie o około połowę.
Oznacza to, że koszyk dóbr i usług kosztujący około 100 zł w 2015 roku wymagał pod koniec analizowanej dekady przeciętnie około 150 zł – choć oczywiście poszczególne produkty i usługi drożały w bardzo różnym tempie.
To właśnie dlatego porównywanie samych kwot wynagrodzeń może być mylące.
Codzienne zakupy pokazują zmianę najlepiej
Spadek siły nabywczej pieniądza najbardziej widoczny jest nie w statystykach makroekonomicznych, lecz podczas zwykłych zakupów.
Dane statystyczne pokazują, że w 2015 roku kilogram chleba pszenno-żytniego kosztował przeciętnie około 4,40 zł, litr mleka około 2,87 zł, a litr benzyny Pb95 około 4,65 zł.
W kolejnych latach ceny wielu podstawowych produktów znacząco wzrosły. Szczególnie mocno drożały w różnych okresach żywność, energia, usługi gastronomiczne, koszty związane z mieszkaniem oraz część usług świadczonych gospodarstwom domowym.
Nie wszystkie ceny rosły jednak jednakowo.
To ważne, ponieważ oficjalna inflacja jest średnią dla określonego koszyka konsumpcyjnego. Każde gospodarstwo domowe ma natomiast własną, można powiedzieć, „osobistą inflację”.
Rodzina przeznaczająca dużą część dochodu na żywność, mieszkanie, energię i transport mogła odczuć wzrost kosztów znacznie mocniej niż osoba, której struktura wydatków wygląda inaczej.
Mieszkanie stało się symbolem zmiany wartości pieniądza
Jeszcze wyraźniej dekadę zmian widać na rynku nieruchomości.
Dane Narodowego Banku Polskiego pokazują długoterminowy, bardzo silny wzrost nominalnych cen mieszkań w największych polskich miastach. Skala wzrostu różniła się w zależności od miasta, rynku pierwotnego i wtórnego oraz konkretnego okresu, jednak w wielu lokalizacjach ceny metra kwadratowego w ciągu dekady wzrosły w przybliżeniu dwukrotnie, a miejscami nawet więcej.
Dobrym przykładem jest Warszawa.
W połowie poprzedniej dekady ceny transakcyjne mieszkań oscylowały na poziomach, które z dzisiejszej perspektywy wydają się bardzo niskie. W ostatnich kwartałach 2025 roku przeciętne ceny transakcyjne na rynku wtórnym w stolicy znajdowały się już w okolicach 16,5–17 tys. zł za metr kwadratowy.
Oznacza to, że wzrost wynagrodzeń nie przełożył się automatycznie na równie dużą poprawę dostępności mieszkań.
Do ceny nieruchomości dochodzi bowiem drugi czynnik – koszt finansowania.
Po okresie bardzo niskich stóp procentowych Polska weszła w lata gwałtownego wzrostu oprocentowania kredytów. Dla kupujących mieszkanie oznaczało to, że problemem stała się nie tylko wyższa cena nieruchomości, ale również zdolność kredytowa i wysokość miesięcznej raty.
W efekcie mieszkanie stało się jednym z najlepszych przykładów pokazujących różnicę między nominalnym wzrostem dochodów a rzeczywistą siłą nabywczą gospodarstwa domowego.
Zarabiamy więcej. Ale też wydajemy znacznie więcej
Zmiana sytuacji finansowej Polaków nie jest jednak wyłącznie historią o ubożeniu.
Dane GUS pokazują, że w 2025 roku przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny na jedną osobę w gospodarstwie domowym wyniósł około 3,5 tys. zł. W ostatnich latach dochody gospodarstw domowych rosły, a po okresie wysokiej inflacji nastąpiła również poprawa ich realnej dynamiki.
Oznacza to, że część wzrostu cen została zrekompensowana przez rosnące wynagrodzenia i dochody.
Problem polega jednak na tym, że sytuacja różnych grup społecznych jest bardzo nierówna.
Osoba, której wynagrodzenie rosło szybciej niż inflacja i która kupiła mieszkanie dziesięć lat temu, może dziś znajdować się w znacznie lepszej sytuacji majątkowej.
Ktoś, kto dopiero rozpoczyna karierę zawodową, wynajmuje mieszkanie lub próbuje kupić pierwszą nieruchomość, może natomiast odczuwać zupełnie inną rzeczywistość ekonomiczną.
Największa zmiana dokonała się w cenie wejścia w dorosłość
To być może najważniejszy wniosek z ostatnich dziesięciu lat.
Nominalnie Polska stała się krajem znacznie wyższych wynagrodzeń. Jednocześnie jednak znacząco wzrósł finansowy próg wejścia w samodzielne życie.
Droższe są mieszkania, najem, usługi, remonty, energia i wiele codziennych wydatków.
Dlatego osoba zarabiająca dziś dwukrotnie więcej niż pracownik dziesięć lat temu niekoniecznie może pozwolić sobie na dwukrotnie wyższy standard życia.
Szczególnie wyraźnie widać to przy zakupie nieruchomości – największym wydatku większości gospodarstw domowych.
Kto wygrał na ostatniej dekadzie?
Zmiana wartości pieniądza miała także ogromny wpływ na majątek Polaków.
Osoby posiadające nieruchomości, ziemię, akcje lub inne aktywa mogły korzystać ze wzrostu ich nominalnej wartości. Właściciel mieszkania kupionego dekadę temu często posiada dziś aktywo warte znacznie więcej niż w momencie zakupu.
W zupełnie innej sytuacji znalazły się osoby przechowujące przez lata oszczędności wyłącznie w gotówce lub na nisko oprocentowanych rachunkach.
Inflacja stopniowo zmniejszała realną wartość tych pieniędzy.
To jedna z najważniejszych lekcji ekonomicznych ostatniej dekady: wartość pieniądza nie jest równoznaczna z liczbą widniejącą na banknocie lub rachunku bankowym. Liczy się to, co za te pieniądze można rzeczywiście kupić.
Polska 2015 i Polska 2025 to dwa różne światy cenowe
W ciągu dziesięciu lat przeciętne wynagrodzenie wzrosło z około 3,9 tys. zł do 8,9 tys. zł brutto, a płaca minimalna z 1 750 zł do 4 666 zł brutto.
Jednocześnie skumulowany wzrost ogólnego poziomu cen wyniósł około połowy, a w przypadku niektórych kategorii – szczególnie nieruchomości czy części podstawowych produktów i usług – wzrost był znacznie większy.
Nie można więc powiedzieć po prostu, że Polacy są dziś dwa razy bogatsi dlatego, że zarabiają ponad dwa razy więcej.
Z drugiej strony nie można również stwierdzić, że cały wzrost wynagrodzeń został „zjedzony” przez inflację. W ujęciu całej dekady płace nominalne rosły szybciej niż ogólny poziom cen, choć korzyści z tego wzrostu były bardzo nierówno odczuwane.
Największa różnica dotyczy tego, na co wydajemy pieniądze.
Jeżeli głównym celem jest zakup elektroniki czy niektórych dóbr konsumpcyjnych, dzisiejsze wynagrodzenie może dawać większe możliwości niż dekadę temu.
Jeżeli jednak celem jest zakup mieszkania w dużym mieście, utrzymanie rodziny, opłacenie usług i zgromadzenie kapitału na przyszłość, obraz staje się znacznie bardziej skomplikowany.
Po dziesięciu latach polski złoty nadal nazywa się tak samo i banknot 100-złotowy wygląda niemal identycznie.
Zmieniło się jednak to, co można za niego kupić.
I właśnie ta różnica najlepiej pokazuje, czym naprawdę jest zmiana wartości pieniądza.





