poniedziałek, Grudzień 9, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "złoto"

złoto

Kiedy kupujemy najwięcej złota? Pod koniec roku. Grudzień jest miesiącem, w którym niezależnie od ceny kruszcu kupujemy go najwięcej.

– Na rynku złota od kilku lat widzimy, że na przełomie roku wzrasta zainteresowanie kruszcem. Wynika to z kilku czynników. Oczywiście jest to grudzień i czas prezentów. Złota sztabka jest coraz popularniejszym prezentem w Polsce – mówi Marta Dębska, ekspert Grupy Goldenmark.

Jak zauważa ekspert grudzień to także czas podsumowań. To właśnie w tym czasie przyglądamy się czy mamy jakieś nadwyżki. Jest to moment, w którym podsumowujemy nasze zyski i zastanawiamy się nad dywersyfikacją. – Coraz częściej Polacy wybierają złoto jako metodę dywersyfikacji swoich oszczędności. Co ciekawe ten trend niezależny jest od cen.  Zawsze przełom roku to dobry moment na dywersyfikacje i na oszczędzanie. Polacy coraz częściej wybierają złoto jako metodę na oszczędzanie.

Z obserwacji Goldenmarkt wynika, że o 40 procent wzrosła liczba klientów, którzy regularnie kupują złoto. Dane mogą sugerować, że rynek złota w Polsce się stabilizuje.

Kobiety dostaną o 80 proc. niższe emerytury niż mężczyźni. Z wyliczeń ZUS wynika, że kobiety mają dostać średnio 1540 złotych a mężczyźni  2820 złotych. Jedyne co możemy zrobić to zacząć oszczędzać. Które inwestycje są najbardziej opłacalne?

Polacy gdy chodzi o ich finanse najczęściej wybierają bezpieczeństwo. Najbardziej popularnym sposobem oszczędzania są lokaty i konta oszczędnościowe.

– Zarówno lokaty jak i konta oszczędzające nie oferują zbyt wysokich stop zwrotu. Można zaryzykować stwierdzenie, że tak na prawdę jesteśmy poniżej rzeczywistej inflacji – mówi Robert Śniegocki, ekspert Grupy Goldenmark.

Swoje oszczędności można też pomnażać na giełdzie. W tym przypadku możemy w krótkim czasie osiągnąć bardzo duże zyski ale także musimy liczyć się z ryzykiem straty.

– Giełda wymaga wiedzy, doświadczenia, często wyższego nakładu kapitału i czasu. Czas jest niezbędny inwestorom do tego, żeby to wszystko monitorować. Z drugiej strony znajduje się chociażby złoto. Inwestycja nie wymaga zbyt dużej wiedzy. W długim horyzoncie czasowym przynosi zdecydowanie ponadprzeciętne stopy zwrotu. Dodatkowo osoba, która zdecydowała się uwzględnić złoto w swoim przyszłym portfelu emerytalnym może cieszyć się zyskiem, który jest zwolniony z podatku dochodowego – wyjaśnia Robert Śniegocki.

Im później zaczynamy oszczędzać na emeryturę tym większe sumy powinniśmy odkładać. Jeżeli zaczynamy to robić wcześniej. Mamy więcej czasu na zgromadzenie kapitału. Polecanym rozwiązaniem jest też dzielenie zgromadzonych środków i inwestowanie ich w różne instrumenty.

Ekspert podkreśla, że złoto powinno być podstawą budowania kapitału na przyszłość. Sztabki złota najlepiej kupować raz na kwartał lub pół roku. Nabywanie ich z mniejszą częstotliwością wiąże się z większym wydatkiem, a więc koniecznością rezygnacji z innych przyjemności.

– Żeby inwestować w złoto wcale nie trzeba być krezusem finansowym i posiadać zasobny portfel. Złoto jest dzisiaj dla każdego, sztabka jest dostępna już od 200 zł i dobrze jest ją uwzględnić w swoim portfelu aktywów na przyszłą emeryturę – dodaje Robert Śniegocki.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Komiksy, zabawki, monety, trunki czy zabytkowe auta – sposobów na alternatywne inwestycje jest cała masa. Moda na nie potrafi jednak przemijać, a obietnica dwu-trzycyfrowych zysków może zostać przekuta w stratę – ostrzega Open Finance. Poznaj 5 niecodziennych sposobów na inwestycję

W ciągu roku klasyczne auta zdrożały przeciętnie o 6,5%, a kolekcjonerskie butelki „szkockiej” aż o 18,5% – wynika ze statystyk portali HAGI i Rare Whisky 101. Takie wyniki rozbudzają chciwość inwestorów – szczególnie jeśli bankowe lokaty z trudem pokonują inflację.

Co warto podkreślić, niezmiennie klasyczne inwestycje – akcje, obligacje, nieruchomości czy złoto – pozostają w centrum zainteresowania przeciętnego inwestora (pisaliśmy o nich więcej 5 października w materiale pt. „5 sposobów na emeryturę „na własną rękę”). Nie zmienia to jednak faktu, że alternatywne sposoby lokowania kapitału zyskują na popularności – szczególnie kusząc potencjalnymi zyskami w otoczeniu niskich stóp procentowych. Wiele źródeł podkreśla też, że inwestycje alternatywne (znaczki pocztowe, stare samochody czy trunki) nie tanieją, gdy na rynek giełdowy przychodzi bessa, czyli są antycykliczne. W ostatnich latach takie przypadki się zdarzały, ale nie jest to reguła. Z drugiej strony minusem inwestycji alternatywnych jest to, że moda na nie także może przeminąć, a wtedy kupione przez inwestorów przedmioty mogą okazać się znacznie mniej warte lub nawet bezwartościowe. Jak zawsze niezbędne są więc rozwaga, wiedza i ostrożność.

Polska motoryzacja w cenie

Jak wcześniej wspomniano wyraźnie zdrożały w ostatnim czasie auta klasyczne – o 6,5% w ciągu roku – wynika z indeksu HAGI TOP. Przygotowuje go firma Historic Automobile Group International, która popularyzuje wiedzę o autach klasycznych i zmianach ich cen. Indeks HAGI TOP ma za zadanie badanie cen transakcyjnych najrzadszych klasycznych aut zbudowanych na przestrzeni całej historii motoryzacji. Znajdziemy w nim zarówno samochody zbudowane przed wojną jak i w XXI wieku. Rodzimy rynek aut klasycznych nie dorównuje zachodnioeuropejskim, co nie znaczy, że Polakom obce jest lokowanie pieniędzy na tym rynku. Co więcej, zainteresowaniem cieszą się nie tylko stare Mercedesy, Ferrari, Porsche czy Jaguary, ale mamy też rynek rodzimych ikon motoryzacji.

Trzeba mieć przy tym świadomość, że utrzymanie auta w nienagannej kondycji sporo kosztuje. W przypadku ikon PRL-u istnieje poważne zagrożenie, że ewentualny wzrost wartości czterech kółek może nie pokryć wspomnianych kosztów. Ten trzeba szacować na kilka-kilkanaście tysięcy złotych rocznie. Spójrzmy więc na konkretny przykład. W pierwszej dekadzie XXI wieku „duży fiat” w dobrym stanie kosztował około 2-3 tys. zł, a egzemplarze zaniedbane wyceniane były na zaledwie kilkaset złotych. Podobnie było z „małymi fiatami”. Aut tych jest jednak coraz mniej, a sentyment na nie wraca. Efekt jest taki, że ceny za auta w idealnym stanie przyprawiają o zawrót głowy. Zdarza się, że sprzedający żądają za nie 30-50 tys. złotych i więcej. Głośny był przypadek ponad 30-letniego malucha, który „mieszkał” na piętrze domu jednorodzinnego. Właściciel wycenił go na 65 tys. złotych.

Potężne zyski na komiksach

Imponujące są też wzrosty cen komiksów. Ikoną jest tu pierwsze wydanie Action Comics z 1938 roku. 79 lat temu kosztowało ono 10 centów. Dziś za egzemplarz w idealnym stanie trzeba zapłacić nawet 3,2 mln dolarów – jest to najwyższa w historii cena zapłacona za komiks. To oznacza, że ten egzemplarz co roku drożał przeciętnie o ponad 24% i działo się tak przez prawie 8 dekad. Kolejne numery z tej serii nie są już aż tak drogie. Maksymalną cena jaką osiągnął piąty numer było „zaledwie” 7,5 tys. dolarów. Uśredniając wzrosty cen dla pierwszych 10 numerów tej serii osiągamy wynik na poziomie ponad 18%. Aż o tyle przeciętnie drożały co roku te komiksy.

Na rodzimym rynku próżno szukać takich spektakularnych przykładów. Niemniej poważne ceny osiągają komiksy wydawane w okresie PRL. W 2016 roku głośny był na przykład wynik licytacji, w wyniku której plansza komiksowa z 1971 roku z Tytusa, Romka i A’Tomka sprzedana została za 20,6 tys. zł. Drogie są też dziś komiksy z serii Kapitan Kloss, Kapitan Żbik czy Kajko i Kokosz. Oczywiście takie ceny osiągają tylko komiksy prawdziwie unikatowe – najlepiej niepublikowane i w idealnym stanie.

Krocie za marzenia z dzieciństwa

Podobne przypadki – szalonych wzrostów cen – znaleźć można w przypadku zabawek z dzieciństwa. Nawet jednak Barbie, „resoraki” czy figurki bohaterów z młodych lat nie osiągają milionowych wycen. Prawdziwe unikaty kosztują przeważnie nie więcej niż 100-300 tysięcy dolarów, co i tak jest kwotą przyprawiającą o zawrót głowy. Spójrzmy jednak na bardziej przyziemne przypadki. Figurka płatnego zabójcy (Boba Fetta), którą wprowadzono do sprzedaży w 1997 roku przy okazji premiery filmu Gwiezdne Wojny: Imperium Kontratakuje, została w 2015 roku sprzedana za 18 tysięcy funtów. Taką cenę osiągnęła zabawka w oryginalnym nieotwieranym pudełku. Jak informuje portal Daily Mail w 1980 roku w sklepie figurkę tę można było kupić za 1,5 funta. Kto mógł jednak wtedy przewidzieć jakim hitem i ikoną popkultury zostanie seria Gwiezdnych Wojen?

To jest też największy problem z alternatywnymi inwestycjami. Jest to po prostu bardzo ryzykowny sposób na pomnażanie kapitału. Jeśli łatwo byłoby wytypować rzeczy, które dziś są relatywnie tanie, a za lat kilkadziesiąt będą warte majątek, to nie oszukujmy się – wszyscy by je kupowali i za kilkadziesiąt lat podaż byłaby wciąż wyższa niż popyt. Rynek, na którym chcemy działać musimy znać jak własną kieszeń, mieć tzw. „nosa” i szczyptę szczęścia. W przeciwnym przypadku pieniądze stracimy lub przynajmniej nie zarobimy zbyt wiele. Gwarancji zysku nie daje też zakup przedmiotów, które dziś są pożądanymi unikatami. Nawet zakup komiksu wycenianego dziś na setki tysięcy czy miliony dolarów nie daje gwarancji zysku, bo moda może minąć.

Wysoki procent zaklęty w szkle

I tak na przykład w modzie jest obecnie lokowanie kapitału w kolekcjonerskich egzemplarzach szkockich trunków. Jak informuje portal Rare Whisky sto najbardziej pożądanych butelek zdrożało w ostatnim roku o 18,5%. Od początku publikacji indeksu badającego zmiany ich cen (koniec 2008 r.) zanotowano już prawie 400-proc. wzrost.

W tym wypadku największą popularnością cieszą się oczywiście także butelki unikalne. Ważny jest więc wiek trunku, jego jakość i długość okresu, przez który leżakował. Dobrze gdy jest to seria limitowana, a jeszcze lepiej gdy gorzelnia, w której powstał dany destylat, zamknęła już swe podwoje.

Moda zmienną jest

Skoro o modzie mowa, to warto dla przestrogi przytoczyć przykład całkiem niedawny – tym bardziej ciekawy, że z rodzimego podwórka. Dokładnie 10 lat temu boom przeżywał rynek współczesnych monet kolekcjonerskich i obiegowych emitowanych przez NBP. Regularnie – w dniach kolejnych emisji – przed oddziałami banku centralnego ustawiały się kolejki osób chcących kupić nowe monety, które często z kilkukrotnym przebiciem sprzedawano z pomocą portali aukcyjnych. W tym samym czasie mocno drożały też inne monety emitowane po denominacji.

Doskonałym przykładem jest moneta obiegowa o nominalne 2 złote wyemitowana przez NBP w 1996 roku, a upamiętniająca Zygmunta II Augusta. W 2007 roku jej cena wzrosła nawet do ponad 1000 złotych (500 razy więcej niż cena emisyjna). Szał na monety emitowane przez NBP osiągnął jednak szczyt na przełomie 2007/08. Potem zainteresowanie malało wraz z cenami. Trudno powiedzieć czy powodem był kryzys finansowy, czy fakt, że NBP widząc potężne zainteresowanie emitowanymi monetami, po prostu zwiększał ich nakłady (podaż). Teraz za dwuzłotówkę Zygmunta Augusta trzeba zapłacić mniej więcej 300-400 złotych, co i tak oznacza mocne przebicie ponad cenę emisyjną, ale również sporą stratę dla kogoś kto kupił „na górce”. Oczywiście trzeba dodać, że w 1996 roku dwuzłotówkę z Zygmuntem można było po prostu dostać zostawiając w kasie NBP zwykłe 2 złote. Gdyby tego było mało, każdy mógł wymienić dowolną kwotę na okolicznościowe monety.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Trwający w najlepsze sezon zarobkowy spowodował, że w piątek sprzedawcy doprowadzili Dow Jones do najwyższego dotychczas wyniku. Przetasowania w administracji Donalda Trumpa, nieudana próba reformy systemu opieki zdrowotnej, nowe sankcje rosyjskie czy udane testy rakietowe w Korei Północnej nie zdołały doprowadzić do spadku kursów akcji.

Dziś rano rynki wydają się grać stosunkowo bezpiecznie. Z kolei na rynkach walutowych możemy zobaczyć, że trzy główne waluty są na czele. Wygląda na to, że nawet dolar, który ostatnio ciągle spadał, dostał chwilowe wsparcie. Również ostatnia bezpieczna przystań, złoto, pomnaża swoje zyski z ostatnich kilku tygodni i jest na dobrej drodze do mocnego zakończenie lipca. Kolejną rzeczą, która może napawać inwestorów optymizmem jest cena ropy naftowej, która dzisiejszego ranka opornie przekroczyła cenę 50 dolarów.

Gdy czekamy na decyzję, czy nastąpi raczej hard fork czy soft fork dla Bitcoina, w brytyjskim parlamencie łagodny Brexit jest teraz zagrożony. Partia Konserwatywna premier May jest podzielona w temacie imigracji i tego jak Wielka Brytania będzie wyglądać po Brexicie. Kanclerz Philip Hammond i jego sojusznicy są za tym by granice zostały stosunkowo otwarte, a ich przeciwnicy twierdzą, że to właśnie otwartość Wielkiej Brytanii na migracje była głównym czynnikiem przemawiającym za opuszczeniem Unii Europejskiej. Jak dotąd nie poznaliśmy stanowiska Premier w tej spornej kwestii. Tymczasem silne euro prześciga brytyjskiego funta, a część ekspertów przewiduje, że parytet (1.0000) może się znajdować daleko od pary walutowej EUR/GBP.

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Wydawać by się mogło, że zniszczenia poczynione przez Theresę May znalazły się pod kontrolą, tak jakby to była broń jądrowa, którą można odłożyć na przyszłość Niepewnemu sojuszowi torysów z północnoirlandzką Partią Demokratycznych Unionistów udało się wprowadzić na rynek pewne załagodzenia. Miejmy nadzieję, że wkrótce uda im się osiągnąć solidne porozumienie. Jak na razie May wciąż dowodzi, ale po igraniu z losem narodu wiele osób pragnie ją zastąpić jak najszybciej.

Najbardziej odbija się do na funcie brytyjskim, który spadł o ponad 300 jednostek w przeciągu nocy wyborczej. Od czasu referendum w sprawie Brexitu rok temu, mogliśmy zauważyć dwa duże wzrosty. Jednym było przemówienie Theresy May na temat Brexitu 17 stycznia, drugim wezwanie May do przedterminowych wyborów po których rynki się spodziewały umocnienia jej pozycji. Prawdopodobnie to silna pozycja May była odpowiedzialna za uratowanie funta od spadku poniżej 1.2000. Dalsza niepewność mogłaby spowodować powrót do tego samego punktu. Pozostałe rynki nie wyglądają na zaniepokojone sytuacją w Wielkiej Brytanii. Na ten moment, Brexit jest już przesądzony więc jedynym pytaniem jakie wszyscy sobie zadają to rodzaj porozumienia, które Wielka Brytania podpisze z Europą.

Wall Street kontynuowało swój pęd ku rekordowo wysokim notowaniom w piątek, ale Dow Jones i S&P zetknęły się z niewielkimi spadkami tuż przed weekendem. Złoto kontynuuje swój spadek i poważnie testuje swój krótkoterminowy poziom wsparcia. Należy uważać na duże zamówienia sprzedaży. Również ropa notowana jest na niski poziomie i przez ostatnie trzy miesiące trzyma się poziomu 46 dolarów za baryłkę. Jeżeli jednak nadmierna podaż przepchnie ją poniżej poziomu 42,5 dolarów może to oznaczać kłopoty. Poza dramatem Trumpa w Stanach Zjednoczonych, rynki czekają na spotkanie Federalnej Rezerwy w środę. Analitycy wciąż dyskutują, co Fed zamierza zrobić, a taka powszechna niepewność z perspektywą coraz szybciej zbliżającego się spotkania, nie oznacza nic dobrego.

W ten weekend nastąpił gwałtowny wzrost krypto-aktywów. Ethereum przekroczyło poziom 300 dolarów a Bictoin jest obecnie handlowany za ponad 3000 dolarów w Japonii oraz Chinach. Zachód wciąż notuje nieco niższe poziomy, ale jeżeli trend będzie kontynuowany, z pewnością szybko to nadrobi. Ethereum nie traciło czasu aby spocząć na tym kamieniu milowym i już jest notowane powyżej 360 dolarów za monetę. Nowy ICO o nazwie Bancor, który pojawi się dzisiaj online, może przyciągnąć dużo świeżych pieniędzy do sieci Etheru. Ten projekt znajduje się w samym sercu Blockchaina jako przyszłości internetu. Być może, pewnego dnia całkowicie zastąpi kontrakty różnicy kursowej będącej główną metodą, jaką ludzie sprzedają akcje, towary i inne aktywa finansowe w internecie.

Nadal znajdujemy się we wczesnym stadium rozwoju technologii Blockchain, ale w mojej opinii Bitcoin i Ethereum pewnego dnia mogą zastąpić pieniądze, a internet z pewnością ciągle zdobywa na popularności.  Całkowita kapitalizacja rynkowa wszystkich cyfrowych aktyw według coinmarketcap.com wynosi skromne 115 miliardów dolarów i szybko wzrasta.

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

 

Sentyment do bezpiecznego schronienia na rynkach jest obecnie wyraźny. Inwestorzy z całego świata wytężają wzrok na swoje portfele indywidualne, ponieważ obawiają się politycznego chaosu. Fajerwerki pojawiły się wczorajszego ranka w Brazylii. Państwo, którym wstrząsają polityczne skandale, uderzyło wczoraj w rynki w wielkim stylu. Notowania indeksu Ibovespa spadły o 10% na otwarciu a brazylijski real spadł o 8,5% w stosunku do dolara amerykańskiego.

Centrum zainteresowań rynkowych skupi się dzisiaj na Bliskim Wschodzie. W Iranie odbywają się wybory. Piastujący do tej pory urząd prezydent Rouhani posiada niewielką przewagę nad swoim rywalem. Ponieważ Irańczycy idą dzisiaj do urn, tematem rozważań będzie wybór pomiędzy Wschodem a Zachodem. Rouhani chce zbliżyć się do Europy i Ameryki. Jego przeciwnik jest bardziej islamistycznym idealistą. Jako były sędzia, osobiście skazał setki osób na karę śmierci i bardzo prawdopodobnym jest, że nie byłby dobrym sprzymierzeńcem Zachodu. Walka wyborcza może doprowadzić do drugiej tury, która rozstrzygnie się pomiędzy tymi dwoma faworytami.

W międzyczasie na Bliskim Wchodzie. Donald Trump rozpoczyna swoją podróż do Arabii Saudyjskiej, przez Izrael, Rzym aż do Belgii. Prawdopodobnie będzie pierwszym prezydentem Stanów Zjednoczonych w historii, który wyrusza odwiedzić Bliski Wschód, aby uniknąć politycznego zamieszania. Amerykańskiemu rynkowi udało się zamknąć wczorajszą sesję na plusie po Trumpowych zawirowaniach ze środy. Wielkim sprawdzianem będzie, co się stanie dzisiaj. Czy inwestorzy stchórzą czy nie ustąpią? Dowiemy się wkrótce. Przez ostatnie dwa tygodnie, bezpieczna przystań handlu znajdowała się pewnie na swoim miejscu. Złoto poszło w górę razem z japońskim jenem, a amerykańskie obligacje skarbowe wzrosły gwałtownie.

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Wczoraj był wielki dzień w Zjednoczonym Królestwie, niebawem poznamy szczegóły ustawy budżetowej, która obowiązywać będzie w 2017 roku. Kanclerz Phillip Hammond będzie z dużą rozwagą i ostrożnością szafował środkami publicznymi w obliczu czekających Wielką Brytanię, ciężkich dwuletnich negocjacji z Unią Europejską. Analitycy spodziewają się mocno defensywnej ustawy budżetowej.

Izba Lordów w końcu przegłosowała ustawowe upoważnienie dla rządu Theresy May do rozpoczęcia negocjacji z Brukselą. Lordowie dodali jednak poprawkę dającą parlamentowi możliwość nakazania rządowi powrót do stołu negocjacyjnego, jeśli parlamentarzyści nie będą zadowoleni z wyników rokowań z Brukselą. Sprawa ustawy brexitowej wraca w następnym tygodniu do Izby Gmin, która na pewno usunie poprawkę lordów. Wyspiarski polityczny ping-pong negatywnie wpływa na notowania funta. Dziś rano para GBP/USD osiągnęło niebezpieczny pułap 1.216.

Rynki wyraźnie zwolniły. Wczorajsze informacje dotyczące chińskiego budżetu oraz rezerwy walutowej spowodowały spadki na rynkach w Azji. Chiński juan jest coraz słabszy, natomiast na wartości zyskuje dolar, para walutowa USD/CNH stoi obecnie na poziomie 6,91. Dziś rano także dolar australijski oraz jen odnotowały spadki w porównaniu do dolara. Złoto zniżkuje, wczoraj spadło poniżej poziomu 1220 dolarów za uncję, obecna cena wynosi 1213 dolarów, srebro także spada. Debiut giełdowy ubiegłego tygodnia, czyli Snap Inc. póki co odnotowuje spadki. Akcje twórcy popularnej aplikacji społecznościowej osiągnęły wczoraj najniższą cenę od wejścia na nowojorski parkiet.

Bitcoin pikuje, obecnie cena wynosi 1178 dolarów. Decyzja amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) o zatwierdzeniu pierwszego bitcoinowego ETF powinna zostać ogłoszona do 11 marca, czyli do soboty. Zazwyczaj SEC ogłasza tego typu informacje przed ostatecznym terminem. Jednak regulacje komisji mówią jasno, iż jeśli ostateczny termin wypada w dzień wolny od pracy lub weekend, ma ona prawo do ogłoszenia decyzji w następny dzień roboczy – w tym przypadku byłby to poniedziałek. Inwestorzy w Europie będą wiedzieć więcej na temat ewentualnych dalszych losów kryptowaluty w nocy z poniedziałku na wtorek.

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków społecznościowej platformy inwestycyjnej eToro.

Donald Trump został prezydentem USA, decyzja o Brexicie Wielkiej Brytanii – miniony rok był pełen zaskakujących wydarzeń politycznych, które miały swoje odzwierciedlenie na rynku. Przed nami wybory  m.in. w Niemczech, Francji, we Włoszech, i Holandii. Czy czekają nas kolejne zaskoczenia i ile zapłacimy za złoto?

– W 2017 roku z pewnością czeka nas wiele zaskoczeń. Pokazał to rok 2016, a szczególnie jego druga połowa. Wiele znaczących wydarzeń politycznych spowodowało niezwykle wysoki popyt na kruszec w postaci inwestycyjnej. Cena dolara spadała, a klienci z tego korzystali: nabywali dużą ilość kruszcu – mówi  Michał Tekliński, prezes zarządu Mennica Wrocławska, Grupa Goldenmark.

Co teraz wpłynie na cenę złota w 2017 roku? – Pierwsze decyzje nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, kolejne decyzje Fed dotyczące stóp procentowych, także rozpoczęcie procesu wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej – to wszystko spowoduje, że na rynku złota wydarzy się sporo – odpowiada Michał Tekliński.

Jak ocenia ekspert aktualne warunki geopolityczne, jak i obecna wartość złota, pozwalają oczekiwać zmian. – Aktualna cena jest bardzo bliska ceny wydobycia, co pokazuje, że jest jeszcze pole do tego, żeby cena kruszcu wzrastała – dodaje Michał Tekliński.

Pod koniec 2016 roku za złoto trzeba było zapłacić o 10 proc. więcej niż na początku roku. Można się spodziewać, że cena kruszcu 2017 roku będzie także uzależniona od  czynników politycznych oraz sytuacji ekonomicznej na świecie.

 

Wypowiedź: Michał Tekliński, prezes zarządu, Mennica Wrocławska, Grupa Goldenmark.

Wypowiedź: Michał Tekliński, prezes zarządu, Mennica Wrocławska, Grupa Goldenmark.

W tym roku rajd Świętego Mikołaja na rynkach finansowych będzie raczej przypominał rajd na kolejce górskiej – analizują ekspercie z Mennicy Wrocławskiej i prognozują, że impulsów do wzrostów oraz spadków jest wiele. Dotyczy to również rynku złota.

– W pierwszym kwartale tego roku rynek złota zanotował bardzo wysokie wzrosty rzędu 20 proc., w drugim troszkę wyhamował. Natomiast spodziewamy się, że koniec roku przyniesie dwa konkretne impulsy, które mogą wpłynąć na cenę surowca. Pierwszy to wybory w Stanach Zjednoczonych, które będą miały wpływ na sytuację na rynkach światowych. Drugi czynnik to sytuacja ekonomiczna Stanów Zjednoczonych i stopy procentowe. Czy zostaną one podniesione, czy też obniżone? – mówi newsrm.tv Michał Tekliński, prezes zarządu, Mennica Wrocławska, Grupa Goldenmark i dodaje. – Impuls ten jest raz dodatni, a raz ujemny. Sytuacja wpływa na cenę złota.

A co na to banki?  Największe banki inwestycyjne Goldman Sachs czy Credit Suisse również czują w tej sytuacji pewien dyskomfort jeśli chodzi o prognozowanie cen surowca. Według ich szacunków ceny złota na koniec roku mogą wynosić od 1050 do 1500 dolarów za uncję. – Ten rozstrzał pokazuje, że dynamika kształtowania się cen złota będzie naprawdę wysoka.  Z punktu widzenia lokalnych inwestorów również warto zwrócić uwagę na to, co robią banki centralne – wyjaśnia Michał Tekliński i dodaje. – W przypadku Polski, NBP oprócz tradycyjnych aktywów, w których zawsze lokuje polskie rezerwy również zwiększył zapotrzebowanie na złoto.

 

źródło: newsrm.tv

Dolar pozostaje silny w czwartek, gdyż w tygodniu skupionym na danych te z USA zaskakują pozytywnie, choć w innych czołowych gospodarkach także nie wygląda to źle. Czwartek przynosi moment wytchnienia i czekanie na jutrzejszy raport z rynku pracy USA. To może zastopować wzrosty USD/JPY i spadki cen złota, ale posiadacze długich pozycji w jenie i kruszcu są przepełnieni strachem.

Trudno stać na przeciw pędzącej lokomotywy o nazwie USD, kiedy dane makro z USA dorzucają węgla do pieca. Indeks ISM dla usług we wrześniu skoczył do 57,1 z 51,4 w sierpniu, zaskakując rynek ustawiony na 53. Jest to najwyższy odczyt od października zeszłego roku, a szczegóły raportu były dobre w każdym elemencie. Odnotowano poprawę w aktywności biznesowej i nowych zamówieniach, a zatrudnienie skoczyło z 50,7 do 57,2, co jest najmocniejszym wzrostem od 1997 r. Ponieważ sektor usługowy odpowiada za sporą cześć miejsc pracy w gospodarce, przed jutrzejszym raportem z rynku pracy nieformalne oczekiwania dla wrześniowego wzrostu zatrudnienia poza rolnictwem są teraz kilka tysięcy wyżej niż wskazywane w konsensusie 172 tys.

Zatem dane z USA wskazują w dobrym kierunku i podwyżka stóp procentowych Fed przed końcem roku staje się coraz bardziej prawdopodobna. Tylko uznawany za niekorzystny wynik wyborów prezydenckich (czyt. wygrana Trumpa) może wywrócić wszytko do góry nogami i pewnie dlatego rynkowa wycena prawdopodobieństwa grudniowej podwyżki ruszyła się nieznacznie (o 1 pp. do 61 proc.). Za to rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA wybiły się ponad 1,70 proc., co jest alarmujące dla tych pozycji, które stanowią alternatywę dla amerykańskiego długu. Nie licząc biednego GBP, największe zmiany w tym tygodniu dotyczą USD/JPY i złota, gdzie konsensualne pozycje były nagromadzone w stronę aprecjacji jena i wzrostu ceny złota, a jedną z argumentacji za pozycją był sceptycyzm względem normalizacji polityki Fed. Jednak inwestorzy spekulacyjni czują, że tracą grunt pod nogami, szczególnie, że doniesienia z kampanii prezydenckiej w USA nie sugerują, aby Trump się zbliżał do Clinton. Wprawdzie wszystko może zmienić niedzielna debata, ale na razie kapitulacja wzięła górę. Dziś nie zanosi się na świeże impulsy do porzucania jena i złota, ale przy solidnym NFP jutro możemy wrócić do rajdu.

Poza tym EUR/USD pozostaje wiecznie nudny, twardy Brexit przygniata GBP i nawet lepsze dane z brytyjskiej gospodarki nie są w stanie pomóc mu powstać z ziemi. AUD i NZD przegrywają z USD z kwi w gorszej pozycji (lubimy długą pozycję w AUD/NZD), a CAD ratuje solidna postawa ropy naftowej.

Czwartkowy kalendarz jest ubogi. Cotygodniowy raport o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych z USA traci na znaczeniu w tygodniu z raportem NFP. ECB opublikuje protokół z wrześniowego posiedzenia, ale nie oczekujemy interesujących niespodzianek, a na pewno nie w temacie wygaszania QE.

 

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

 

Wypowiedź: Mirosław Mejer, prezes spółki Inwestycje Alternatywne Profit S.A.

 Kiedy jest popyt, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał nieuczciwie zarobić. Nie inaczej jest z rynkiem złota, na który trafia dziś coraz więcej podróbek. Fałszerze zdążyli się już wyspecjalizować. Przygotowane przez nich sztabki do złudzenia przypominają oryginalne. Co gorsze podrabiane są także certyfikowane sztabki złota inwestycyjnego.

– Na rynku pojawia się coraz więcej podróbek złotych monet i złotych sztabek. Dla kogoś, kto nie ma dużego doświadczenia są trudne do rozpoznania. Tych podróbek będzie coraz więcej, gdyż obecnie złoto jest bardzo popularne – mówi newsrm.tv Mirosław Mejer, prezes spółki Inwestycje Alternatywne Profit S.A.

Złoto podrabiane jest na różne sposoby. Może być mniej złota w złocie, może go wcale nie być. Sama sztabka może być także pokryta tylko cienką warstwą tego kruszcu. Niestety przyglądając się tylko opakowaniom można nie rozpoznać, czy mamy do czynienia z podróbką. – Niewytrenowane oko nie jest w stanie odróżnić prawdziwego złota od nieprawdziwego. Dlatego polecałbym korzystać z usług firm profesjonalnych. Takich, które mają odpowiedni sprzęt i mogą za jego pomocą właściwie ocenić złoto – radzi Mirosław Mejer.

Jak profesjonalnie sprawdza się złoto? Pomaga w tym spektrometr, który z dokładnością do dwóch miejsc po przecinku podaje nam skład chemiczny badanego metalu. – Urządzenie bez uszkadzania opakowania oceni zawartość złota i pozostałych metali, które znajdują się w sztabce. Nowoczesne spektrometry, w odróżnieniu od tradycyjnych metod, nie uszkadzają złota. Sprawdzenie taką metodą sztabki nie wymaga także rozerwania certyfikatu – opowiada Mirosław Mejer i dodaje. – Zawsze w takim urządzeniu warto sprawdzić nawet opakowanie w tzw.  CertiCardach, gdyż one też są podrabiane.

Jak informuje Mennica Złota niestety niektóre punkty skupu złota, także próbują naciągnąć klientów. Nie jest to szczególnie trudne, jeśli wycena oferowanego kruszcu dokonywana jest „na oko” i mimo zachęcającej ceny za gram nagle „zawartość złota w złocie” okazuje się niższa, niż klient się spodziewał.

źródło: Newsrm.tv

W czwartkowy poranek (16 czerwca 2016 r.) średnia cena uncji złota wynosiła prawie 5,2 tys. zł. To najwięcej od 38 miesięcy. Powody są dwa. Rośnie prawdopodobieństwo Brexit-u, a amerykański FED postanowił jednak nie podnosić stóp procentowych i to pomimo niedawnych sygnałów o podwyżce.

W ciągu zaledwie 3 tygodni uncja żółtego kruszcu najpierw staniała o 200 zł, aby później zdrożeć o 400 zł wyznaczając najwyższy poziom od 38 miesięcy. Taka huśtawka cen i nastrojów potwierdza, że krótkoterminowe inwestowanie na tym rynku jest rozwiązaniem dla osób o mocnych nerwach. Wystarczy bowiem pogłoska, sondaż lub krótka wypowiedź wpływowych osób, aby inwestorzy rzucili się na rynek ze zleceniami kupna albo wręcz przeciwnie, porzucając tony kruszcu i dołując w kilka godzin notowania.

Złoty rajd niepewności

Co stało się w ostatnich dniach? Najpierw 27 maja Janet Yellen uprawdopodobniła podwyżki stóp procentowych przez FED, czego efektem był spadek złotowych notowań kruszcu o 200 zł w przeliczeniu na uncję. Był to efekt racjonalny, skoro powodem podwyżki miała być dobra kondycja gospodarki, a więc mniej niepewności na rynku.

Niedługo trzeba było jednak czekać na doniesienia zgoła przeciwne. Szybko prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych stopniało, aby w końcu 15 czerwca FED postanowił nie zmieniać kosztu pieniądza za oceanem. Tym samym nie potwierdzono poprawy w największej gospodarce świata (wtedy należałoby podnieść stopy procentowe) oraz osłabiono notowania samego dolara (przy niskich stopach procentowych waluta powinna być słaba). Spowodowało to wzrost dolarowych notowań kruszcu ponad 1300 USD za uncję. Złoto jest bowiem notowane w amerykańskiej walucie, a więc skoro ta tanieje wobec innych walut, to trzeba zażądać więcej dolarów za uncję. Jest to jeden z powodów, dla którego Polacy muszą płacić więcej złotówek za złote monety i sztabki. Drugim jest widmo Brexit-u, czyli wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, co jest coraz bardziej prawdopodobne, jak wskazują przedreferendalne sondaże.

Biżuteria drożeje przez Brytyjczyków

Obawy o konsekwencję takiego ruchu powodują bowiem, że inwestorzy mają mniejszy apetyt na ryzyko. To znowu ma dwie ważne z naszego punktu widzenia konsekwencje. Po pierwsze więcej osób kupuje złoto, jako bezpieczną inwestycję w niepewnych czasach, a do tego inwestorzy zagraniczni wyciągają pieniądze z rynków wchodzących. Tym samym rodzima waluta traci na wartości wobec dolara. W efekcie Polaka, który chciałby kupić złoto, uderzają po kieszeni dwa niekorzystne trendy – złoto kosztuje więcej dolarów, a za samą amerykańską walutę trzeba zapłacić więcej złotówek. Właśnie dlatego w czwartkowy poranek za złoto trzeba płacić 5160 zł w przeliczeniu za uncję i to bez uwzględnienia kosztu bicia monety czy marży sprzedawcy. Jest to najwyższy wynik od przełomu marca i kwietnia 2013 r.

Z drugiej strony warto dodać, że jeśli ktoś kupił uncję złota pod koniec zeszłego roku, to może się dziś cieszyć potencjalnym zyskiem na poziomie tysiąca złotych (około 25% bez uwzględnienia kosztów). Warto więc pamiętać, że aby nie zapłacić podatku od zysków ze sprzedaży złota, trzeba odczekać 6 miesięcy od zakupu.

 

fota (300 DPI, 1024 PNG)Bartosz Turek, Lion’s Bank

 

Cena złotego kruszcu zmienia się jak wiosenna pogoda, a przewidywania są równie pewne, jak prognozy starego gazdy: będzie dobra pogoda, albo nie będzie. Na tle złota zaczyna błyszczeć srebro.

Na rynku złota niejeden inwestor położył krzyżyk, ponieważ trwająca tam bessa jeszcze w ubiegłym roku wydawała się nie mieć końca. Od historycznego rekordu z 2011 r., kiedy cena dobiła do 1 895 dolarów za uncję minęło sześć lat, a widoki na powrót koniunktury wydawały się nader marne. Jak czas pokazał, ta negatywna ocena była przedwczesna. Od stycznia cena wzrosła już o 18 proc. i nie brakuje optymistów, którzy spodziewają się, że w maju testowany będzie poziom 1500 dolarów za uncję. Problem jednak w tym, że stan zdrowia pacjenta jest mocno niestabilny i rynek złota bardzo szybko przekształca się z byczego w niedźwiedzi. Po trwającym pięć tygodni rajdzie cenowym w marcu i kwietniu, kiedy wydawało się, że kurs będzie szedł stale w górę, ostatnie sesje przyniosły korektę, stawiając pod znakiem zapytania dalsze perspektywy rynku.

Kiedy jedni twierdzą, że fundament pod dalsze wzrosty jest mocny, inni mówią o chwilowych przyczynach wzrostu kursu i uważają, że rynek złota jest przewartościowany.

Na dwoje babka wróżyła

Optymiści podkreślają sprzyjający złotemu splot korzystnych okoliczności rynkowych. Są to przede wszystkim niskie stopy procentowe, które zawsze zwiększały atrakcyjność lokacyjną kruszcu. Tak było w 2011 r., w czasach historycznych szczytów kursu złota – wtedy stopa zwrotu z 10-letnich obligacji amerykańskich była ujemna. Dzisiaj nie chodzi już tylko o negatywne rentowności. W siedmiu krajach obowiązują ujemne stopy procentowe, co sprawia, że nie tylko przechowywanie pieniędzy na lokatach traci sens, ale niewielka jest też atrakcyjność nisko oprocentowanych papierów skarbowych, które w czasach niepewnych postrzegane są jako bezpieczne porty dla inwestorów. Słabość światowej gospodarki jest kolejnym motorem nakręcającym popyt na kruszec. Niski popyt na surowce na rynkach wschodzących, głównie w Chinach w ostatnich latach, doprowadził do spadku wydobycia, co z kolei przełożyło się na podaż metali. Według szacunków, płynność złota zmniejszyła się o 67 proc. w stosunku do szczytu z 2011 r. Warto też pamiętać, że kurs złota zawsze porusza się w przeciwnym kierunku do ceny dolara. Kiedy on słabnie, kruszec zyskuje na wartości. Na razie dolar nie jest specjalnie silną walutą, a perspektywy nie rysują się najlepiej, ponieważ seria podwyżek stóp procentowych w tym roku, prognozowana jeszcze kilka miesięcy temu, wydaje się, zdaniem części obserwatorów mocno zagrożona.

„Uważamy, że fundamenty rynku złota są solidne i że realokacja inwestycji w złoto ogranicza ryzyka makroekonomicznego, aczkolwiek nie daje podstaw do nowego ataku byków” – stwierdzają w opinii analitycy banku UBS, wskazując średnią cenę kruszcu w tym roku na 1225 USD.

„Nadal spodziewamy się, że poprawiająca się sytuacja na rynku pracy w USA wymusi na Fed podwyżkę stóp trzy razy w tym roku, co spowoduje umocnienie dolara i zepchnie ceny złota” – to z kolei opinia analityków Goldman Sachs.

Krwawa łaźnia

Nieco przejrzyściej i klarowniej kształtuje się natomiast rynek srebra, które w tym roku jest w czołówce najpopularniejszych surowców. Od początku roku jego cena wzrosła o 23 proc. Przyczyny są podobne jak w przypadku złota, chociaż srebro ma jeszcze jedną cechę, które sprawia, że zyskuje na wartości mocniej niż żółty metal. Zasadniczo pełni funkcję stabilnego portu inwestycyjnego, ale szerokie zastosowanie w przemyśle sprawia, że w chwili poprawy koniunktury cena tego surowca szybko reaguje na popyt. Dane z Chin i innych krajów wschodzących zdają się ostatnio wskazywać na rosnące ożywienie, co natychmiast przełożyło się na wzrosty większości surowców: od ropy, żelaza, metali szlachetnych po soję.

Otwarte jest pytanie o trwałość odbicia w światowej gospodarce. Poza tym rajd surowców w ostatnich tygodniach ściągnął na rynek sporo kapitału spekulacyjnego i, jak zauważa analityk Logic Advisor z New Jersey, przy wciąż rosnącej wartości ETF na srebro „jeśli kurs złota miałby się załamać to na rynku srebra możemy spodziewać się krwawej łaźni”.

Pytanie czy do krachu rzeczywiście dojdzie. Zwolennicy złota podkreślają, że czas już najwyższy na powrót hossy. Ostatni raz byki wpadły na rynek we wrześniu 2011 r. Od lat 70-tych ubiegłego wieku pięć razy przegalopowały prze niego. Za każdym razem koniunktura trwała średnio 63 miesiące, a stopa zwrotu wynosiła 385 proc.

 

Konrad Grzelec, BGŻOptima

Polacy chcą mieć złoto i kupują go coraz więcej. Od lat rynek tego drogocennego kruszcu w kraju zdecydowanie rośnie i zapewne nadal będzie rósł. Szacuje się, że w przyszłym roku Polacy wydadzą już miliard złotych na złoto inwestycyjne. Przemawiają za tym trzy powody – ocenia dr Wojciech Kaźmierczak, prezes Goldenmark SA.

Po pierwsze obserwujemy wzrost świadomości Polaków na temat walorów metali lokacyjnych: złota i srebra. – Tutaj edukacja cały czas się rozwija, może jeszcze nie jest to wiedza powszechna. W mediach ten temat nie pojawia się zbyt często. Eksperci różnych instytucji finansowych pomijają temat złota z oczywistych względów. Jest to konkurencja dla tradycyjnych produktów finansowych. Natomiast jest wiele publikacji książkowych, jest Internet. Polacy się edukują, dokształcają i ich świadomość rośnie – mówi newsrm.tv dr Wojciech Kaźmierczak.

Drugi powód zdaniem eksperta to sytuacja polityczna i makroekonomiczna, która zdecydowanie sprzyja lokowaniu środków w złoto. Kruszec od dawna jest postrzegany jako alternatywa dla tradycyjnych form lokowania kapitału: lokat, funduszy inwestycyjnych, czy akcji. – Złoto traktowane jest jako swoista „polisa ubezpieczeniowa” na trudne, niepewne czasy. Zawsze można kupić sobie sztabkę, czy monetę, można trzymać ją w domu i tutaj żadne kryzysy, żadne zawirowania polityczne nie sprawią, że sztabka zniknie – wyjaśnia prezes Goldenmark SA.

Trzeci powód to łatwa dostępność złota i nasza skłonność do oszczędzania. Według badań Polacy 2/3 swoich oszczędności trzymają w gotówce, na lokatach lub zwykłych rachunkach bankowych. Ekspert ocenia, że właśnie z tych powodów rynek ma potencjał do wzrostu: – Na rynku polskim złoto staje się rzeczywiście produktem bardzo dostępnym każdy już może kupić sobie złotą monetę, czy sztabkę. Właściwie tych sklepów stacjonarnych, które oferują tego typu produkty jest coraz więcej – dodaje.

Polski rynek złota inwestycyjnego szacowany jest na mniej więcej 6-7 ton, jest on blisko 20 razy mniejszy od rynku niemieckiego. Wciąż najczęściej wybieranym produktem jest złota sztabka o wadze jednej uncji, czy stu gram. Natomiast w ostatnim czasie rośnie zainteresowanie także mniejszymi gramaturami. – Już od 200 złotych można kupić sztabkę złota, która jest często przeznaczona na prezent lub jest po prostu związana z regularnym oszczędzaniem. Jako ciekawy przykład mogę podać serwis Goldsaver.pl, który oferuje klientom możliwość zakupu sztabek uncjowych niejako na raty. Klient może wpłacać kiedy chce dowolną kwotę, gdy uzbiera odpowiednią sumę odbiera fizyczną sztabkę złota – mówi dr Wojciech Kaźmierczak.

 

Wypowiedź: dr Wojciech Kaźmierczak, prezes Goldenmark SA.
źródło: newsrm.tv

Pierwsze miesiące 2016 roku przyniosły zdecydowane pogorszenie sentymentu rynkowego. Świat finansów zaczął wieścić nadejście nowego kryzysu. W efekcie inwestorzy zaczęli szukać bezpiecznej przystani, którą po raz kolejny okazało się złoto. W ciągu dwóch miesięcy złoty kruszec podrożał o 20%, tym samym przerywając trwający od czterech lat trend spadkowy. Wielu analityków w tak istotnym odbiciu widzi początek nowego, długoterminowego trendu. Sprawa nie wydaje się jednak tak oczywista, na rynku istnieje wciąż wiele czynników, które mogą przynieść dalsze spadki cen złota.

Analizując rynek złota nie można bagatelizować dwóch historycznych zależności. Po pierwsze, złoto wraca do łask inwestorów w czasie kryzysu gospodarczego. Tak było w latach siedemdziesiątych po kryzysach naftowych, czy też po wybuchu bańki internetowej na początku XXI wieku. Co więcej, kryzys z 2007 roku doprowadził do dalszych wzrostów, aż do roku 2012. Ważna też jest ujemna korelacja między kursem dolara, a ceną złotego kruszcu. Jeżeli amerykańska waluta taniała lub drożała, to cena złota poruszała się w kierunku odwrotnym. W związku z tym, każde dynamiczne zmiany trendów ceny złota są odbierane przez rynki finansowe jako zapowiedź istotnych zmian gospodarczych.

Wielu analityków i legendarnych inwestorów zapowiada rozpoczęcie nowego trendu wzrostowego na rynku złota, jednak, po drugiej stronie znaleźli się przedstawiciele banku Goldman Sachs, którzy prognozują dalsze spadki cen tego kruszcu. Czynniki fundamentalne wskazują, że to prognozy tych drugich mogą okazać się bardziej trafne. Obawy dotyczące rychłego wybuchu światowego kryzysu najprawdopodobniej okażą się tylko i wyłącznie mrzonką oraz noworocznym marazmem. Już teraz obserwujemy uspokojenie i poprawę nastrojów na rynkach finansowych. Co więcej, słabe dane ekonomiczne z Europy, widmo Brexitu oraz zapowiedziane zwiększenie luzowania ilościowego przez ECB nie wskazują, aby dolar mógł osłabić się względem drugiej najważniejszej waluty na świecie. Ponadto Rezerwa Federalna zapowiedziała stopniowe podwyżki stóp procentowych. O ile już wiadomo, że najprawdopodobniej cztery zaplanowane na ten rok podwyżki nie nastąpią, o tyle Fed będzie chociaż w najmniejszym stopniu próbował wywiązać się ze swoich zapowiedzi. W związku z tym, amerykańska waluta powinna zostać mocna, co zgodnie z historyczną zależnością, zapowiada dalszą przecenę złotego kruszcu.

Z perspektywy analizy technicznej, cena złota istotnie przełamała linię oporu, która wyznaczała długoterminowy trend spadkowy. Niemniej jednak, oscylatory wskazują, że rynek jest mocno wyprzedany. W związku z tym w najbliższych czasie nie można wykluczyć korekty, w trakcie której spadki mogą sprowadzić cenę złota do poziomu 1180 dolarów za uncję. Natomiast, jeżeli kurs będzie próbował w dalszym ciągu poruszać się w kierunku północnym, na drodze stanie solidny opór, którym jest psychologiczna granica 1300 dolarów. Wydaje się jednak, że poprawiający się sentyment rynkowy oraz mocny dolar nie pozwolą na przebicie niniejszego oporu. Ewentualne przełamanie byłoby niezaprzeczalnym sygnałem, potwierdzającym rynek byka. Warto również podkreślić, że zarówno początek roku 2014, jak i 2015, przyniósł mocne wzrosty na rynku tego cennego kruszcu. Następnie kurs powracał do trendu spadkowego i ustanawiał kolejne dołki. Historia ta może się powtórzyć.

Jeżeli prognoza dotycząca kontynuacji trendu spadkowego się potwierdzi, może to oznaczać, że złoto straci swoją atrakcyjność? Można przedstawić szereg czynników, które świadczą o tym, że najcenniejszy kruszec powróci w łaski inwestorów. Przede wszystkim warto zastanowić się dokąd zmierza globalna gospodarka. Obecna ekonomia jest swego rodzaju fenomenem, eksperymentem. Efekt finalny nie jest znany największym autorytetom z tej dziedziny. Granicą deficytów budżetowych wydaje się nieskończoność, a polityka niskich stóp procentowych (nierzadko ujemnych) oraz szerokie programy luzowania ilościowego nie spełniają swoich zadań. Jedynym efektem są narastające bańki spekulacyjne. W perspektywie kilku następnych lat istnieje wysokie prawdopodobieństwo nadejścia nowego kryzysu. Inwestorzy wtedy znów zaczną inwestować w złoto. Po drugie, warto zaznaczyć, że w ubiegłym roku po raz pierwszy w historii spadło wydobycie złotego kruszcu. Według najnowszych danych zasoby złota są niewielkie. W związku z tym, w perspektywie długoterminowej malejąca podaż spowoduje wzrost wartości złota.

Warto jednak pamiętać, że można wyodrębnić kilka innych możliwości, które zasługują na miano bezpiecznych inwestycji. Do nich zaliczają się szeroko pojęte inwestycje alternatywne. Jeżeli obawiamy się kryzysu, dobrą inwestycją okażą się surowce, zwłaszcza inne metale szlachetne. Warto zauważyć, że obecnie rynek surowców jest mocno wyprzedany, co stanowi dobrą okazję inwestycyjną. Na popularności zyskują inwestycje w alkohol. Podczas analizy tego segmentu rynkowego wielu z nas będzie zaskoczonych skalą dochodowości tego rodzaju inwestycji. Nie można oczywiście zapomnieć o możliwości alokacji swoich środków w sztukę. Minusem tych inwestycji jest wymóg posiadania szerokiej wiedzy na temat rynku wina czy malarstwa. Do tego dochodzą wysokie koszty inwestycji. Niemniej jednak, powyższe opcje są relatywnie bezpieczne, długoterminowe i niezwykle dochodowe, zwłaszcza w czasach kryzysu.

Podsumowując, po burzliwym początku roku na rynkach finansowych, wydaje się, że sytuacja powoli się stabilizuje. Ponadto, obecna kondycja globalnej gospodarki najprawdopodobniej nie spowoduje osłabienia dolara. W związku z tym, podobnie jak w latach ubiegłych, po początkowych wzrostach, cena złota może powrócić do trendu spadkowego. Nie oznacza to jednak, że złoty kruszec stracił swoją atrakcyjność. W perspektywie długoterminowej nadal stanowi dochodową inwestycję.

 

Lukasz Rozbicki_1Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Niekorzystne dane gospodarcze z Chin, utrzymujące się niskie ceny surowców, ropy i miedzi oraz niepokojące dane dotyczące sektora finansowego – to wszystko powoduje, że w ostatnich tygodniach obserwujemy ucieczkę kapitału z głównych parkietów na świecie. Czy to zapowiedź kolejnego kryzysu?

– W 2008 roku właśnie od tego sektora finansowego zaczęły się kłopoty i upadek znaczącego banku inwestycyjnego Lehman Brothers. Obecnie europejski wskaźnik dla banków stracił 28 procent. Duże, znaczące banki mają problemy i faktycznie bardzo mocno tracą na wartości. Duża przecena na wiodących instytucjach finansowych podyktowana jest tym, że inwestorzy obawiają się scenariusza, który miał miejsce w roku 2008 – mówi newsrm.tv Robert Śniegocki, wiceprezes Mennicy Wrocławskiej, Grupa Goldenmark.

Przypomnijmy Lehman Brothers ogłosił upadłość 15 września 2008 roku. Data uznawana jest za początek wielkiego światowego kryzysu finansowego. Jak zauważa Robert Śniegocki wtedy brakowało rzetelnej informacji dotyczącej ekspozycji banków na ryzykowne instrumenty, szczególnie instrumenty pochodne. Obecnie inwestorzy o tym nie zapomnieli i zachowują ostrożność. W podejmowaniu bardziej ryzykownych zachowań nie pomaga też obecna polityka banków centralnych.

– Banki centralne pozbawiły się głównego narzędzia, którym była możliwość reakcji na pogłębiający się kryzys poprzez obniżkę stóp procentowych. Żyjemy w świecie ujemnych stóp procentowych, to na pewno nie pomaga – dodaje Robert Śniegocki. – Ja zawsze będę stał na stanowisku, że złoto samo w sobie jest „złotym bezpiecznikiem”. W bieżącym roku widzimy to bardzo mocno. Złoto zyskuje ponad kilkanaście procent, bo wzrok inwestorski zaczął kierować się w stronę instrumentów, które są zazwyczaj uznawane za bezpieczne. Takim jest przede wszystkim złoto. Każdorazowo, gdy mieliśmy do czynienia z dużymi wyprzedażami na dużych parkietach złoto samo w sobie zyskiwało na wartości. Nawet jeżeli były to krótkoterminowe wzrosty.

Złoto kusi nie tylko inwestorów ale także same banki. Obecnie banki centralne są największym kupującym netto na rynku złota. Rok do roku zwiększają poziom swoich rezerw.

 

Wypowiedź: Robert Śniegocki, wiceprezes Mennicy Wrocławskiej, Grupa Goldenmark
źródło:  Newsrm.tv

Eksperci

Polacy puszczają z dymem 105 tysięcy mieszkań rocznie

W bieżącym roku Polacy wydadzą na wyroby tytoniowe około 28 miliardy złotych – wynika z szacunków HR...

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

AKTUALNOŚCI

Dlaczego Black Friday jest czarny, czyli #walmartfights, księgowi i kryzys

Już od kilku lat czarny piątek (ang. Black Friday) rozpoczyna sezon wyprzedaży w Polsce. O wiele dłu...

Zniesienie limitu ZUS od 1 stycznia 2020 – znowu prawdopodobne

12 listopada 2019 r. do Sejmu trafił projekt ustawy, przewidującej zniesienie górnego limitu składek...

Wielka kradzież danych osobowych. Uważaj, żeby nie spłacać cudzego kredytu!

W ciągu kilkunastu dni dane osobowe kilkuset tysięcy osób trafiły w niepowołane ręce na skutek rażąc...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Kredyt dla „młodych” firm – jak uzyskać finansowanie na start biznesu?

O założeniu własnej firmy myśli coraz więcej Polaków. Są to zarówno osoby pracujące na etacie, które...

GETEC z prestiżową nagrodą Niemieckiej Agencji Energii

O firmie GETEC jest w naszym kraju coraz głośniej. Dzieje się tak nie tylko dzięki bardzo solidnie u...

Deloitte: Podczas tegorocznego Black Friday średnie obniżki cen sięgnęły 4%

Coroczna analiza ofert 800 sklepów internetowych przeprowadzona przez Deloitte we współpracy z firmą...

700 tysięcy złotych! – nawet tyle odszkodowania można dostać za wypadek w pracy

5 miliardów na odszkodowania Z informajcji płynących z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że su...

Polski PKB rośnie najszybciej w Unii. Rynek pracy rozgrzany do czerwoności.

PKB za III kw. Zgodnie z danymi Eurostatu za trzeci kwartał 2019 roku największy wzrost w stosunku d...