środa, Grudzień 18, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "PIT"

PIT

Mikrorachunek podatkowy – założenia

Mikrorachunek podatkowy będzie już od początku 2020 roku służył zapłacie podatków. Dla przedsiębiorców to olbrzymie ułatwienie bo zamiast dokonywać różnych przelewów na różne konta w urzędach skarbowych wszystkie podatki wyślą na jeden numer rachunku. Bez róznicy czy to będzie PIT, CIT czy VAT. Mikrorachunek podatkowy muszą też jednak wygenerować zwykli podatnicy, ale narazie tylko ci, którzy będą w rozliczeniu rocznym posiadać niedopłatę. Bardzo ważne jest to, że nie musza tego robić do końca roku. W Internecie pojawiło się bowiem wiele przekłamań mówiących że muszą zrobić do do końca 2019. To nie jest prawda. Muszą to zrobić dopiero wtedy gdy przyjdzie im dopłacić do podatków po rozliczniu rocznym. Może to być w przyszyłym roku a może być też za dwa lub trzy lata. Gernerowanie rachunku zajmuje dosłownie kilkanaście sekund. Ministerstwo Finansów pokazuje film jak to zrobić.

Mikrorachunek podatkowy – film instruktażowy

Poza tym na stronach Ministerstwa Finansów można przeczytać o szczegołach mikrorachunku podatkowego. Poniżej publikujemy główne informacje:

Mikrorachunek podatkowy – ważne informacje

PIT, CIT i VAT zapłacisz do urzędu skarbowego wyłącznie na indywidualny rachunek podatkowy, tzw. mikrorachunek podatkowy od 1 stycznia 2020 r.

Numer swojego mikrorachunku podatkowego możesz sprawdzić w dowolnym momencie w ciągu roku, korzystając z generatora dostępnego na stronie podatki.gov.pl lub w każdym urzędzie skarbowym.

Wygenerowanie i korzystanie z mikrorachunku nie wiąże się z żadnymi opłatami. Wystarczy go sprawdzić w generatorze i wykorzystać podczas przelewu.

Generator mikrorachunku podatkowego

Numer mikrorachunku w każdej chwili możesz wygenerować na stronie podatki.gov.pl, np. tuż przed dokonaniem przelewu podatkowego. Ważne, by przed skorzystaniem z mikrorachunku upewnić się, że został poprawnie wygenerowany. Możesz sprawdzać go wielokrotnie, zawsze wygenerujesz ten sam numer mikrorachunku, który został nadany tylko tobie i zawiera m.in. twój PESEL lub NIP. Do tej pory swój mikrorachunek sprawdziło już blisko 330 tys. podatników, a z generatora skorzystano ponad 2 mln razy.

Aby sprawdzić swój numer mikrorachunku, wystarczy podać:

  • PESEL, jeśli jesteś osobą fizyczną:

– nie prowadzisz działalności gospodarczej
– lub nie jesteś zarejestrowanym podatnikiem VAT

  • NIP, jeśli:

– prowadzisz działalność gospodarczą lub jesteś podatnikiem VAT
– lub jesteś płatnikiem podatków, składek na ubezpieczenie społeczne i / lub zdrowotne

Generator mikrorachunku podatkowego działa całodobowo, dzięki temu swój numer możesz sprawdzić w każdym czasie i miejscu (np. korzystając z telefonu czy tabletu). Sprawdzisz go również w dowolnym urzędzie skarbowym. Ponadto jego wygenerowanie i prowadzenie jest całkowicie bezpłatne. Numer nadawany jest każdemu podatnikowi i płatnikowi automatycznie – to znaczy, że nie wymaga składania żadnych wniosków do urzędu. Numer sprawdzisz w generatorze na stronie podatki.gov.pl. Nie korzystaj z żadnych innych stron internetowych lub np. numerów rachunków otrzymanych e-mailem lub SMS-em. Mogą być one próbą wyłudzenia.

Dotychczasowe rachunki urzędów skarbowych do wpłat PIT, CIT i VAT pozostaną aktywne do 31 grudnia 2019 r.

Dzięki mikrorachunkowi podatkowemu:

Więcej informacji na temat mikrorachunku podatkowego znajdziesz na stronie podatki.gov.pl.

Znane są już bardziej szczegółowe informacje dotyczące indywidualnych rachunków podatkowych (mikrorachunków), na które podatnicy PIT, CIT i VAT będą wpłacać swoje podatki już od 1 stycznia 2020 r.  Zmiana w sposobie regulowania należności podatkowych dotyczyć będzie zarówno podatników jak również pracodawców-płatników.  Już teraz każdy podatnik lub płatnik może otrzymać numer swojego mikrorachunku podatkowego korzystając z generatora lub odbierając go w dowolnym urzędzie skarbowym. Dotychczas obowiązujące rachunki bankowe poszczególnych urzędów skarbowych dedykowane do wpłat PIT, CIT i VAT będą aktywne jedynie do 31 grudnia 2019 r.

Zakres zmian

Obecnie należności podatkowe są wpłacane na rachunki bankowe urzędów skarbowych dedykowane dla poszczególnych rodzajów zobowiązań, takich jak podatek dochodowy od osób fizycznych (PIT), podatek dochodowy od osób prawnych (CIT), VAT oraz inne niepodatkowe należności budżetowe.

Dotychczasowe rachunki urzędów skarbowych służące do wpłat PIT, CIT i VAT  zostaną zamknięte z końcem 2019 r., a zatem wpłata na nie powyższych należności podatkowych  nie będzie już możliwa. Inne należności podatkowe (np. z tytułu podatku od czynności cywilnoprawnych czy podatku od spadków i darowizn) nadal będą regulowane na dotychczasowych zasadach.

W związku z tym, od 1 stycznia 2020 r., każdy podatnik i płatnik PIT, CIT i VAT powinien dokonywać wpłat za wszystkie swoje zobowiązania podatkowe dotyczące powyższych podatków na swój indywidualny rachunek podatkowy (tzw. mikrorachunek) niezależnie od tego czy wpłata będzie dotyczyć zobowiązań za rok 2020 czy za lata poprzednie.  Numer mikrorachunku ma pozostać zawsze taki sam, niezależnie od zmiany adresu zamieszkania, siedziby firmy, nazwiska, czy właściwości urzędu skarbowego danego podatnika czy płatnika.

Co to dla mnie oznacza?

Mikrorachunek będzie zawierał odpowiedni identyfikator podatkowy podatnika lub płatnika.  W odniesieniu do osób fizycznych identyfikatorem tym będzie w większości przypadków numer PESEL. Natomiast w przypadku wszystkich przedsiębiorców i innych jednostek organizacyjnych, a także płatników podatków lub płatników składek na ubezpieczenia społeczne oraz niektórych osób fizycznych (tych prowadzących działalność gospodarczą lub niepodlegających ewidencji w rejestrze PESEL) odpowiednim identyfikatorem podatkowym będzie NIP.

Władze skarbowe nie planują przeprowadzenia zorganizowanej akcji informowania podatników i płatników o ich indywidualnym rachunku podatkowym obowiązującym od 2020 r.  Z tego względu, wszyscy podatnicy i płatnicy sami będą musieli uzyskać informację o numerze swojego mikrorachunku podczas wizyty w dowolnym urzędzie skarbowym lub wygenerować go na stronie internetowej ministra właściwego do spraw finansów publicznych po podaniu identyfikatora podatkowego.

Za prawidłowe wygenerowanie mikrorachunku odpowiedzialny jest wyłącznie podatnik/płatnik. W związku z powyższym, istotnym jest, aby każdy podatnik i płatnik w Polsce podjął niezbędne działania (w tym upewnił się czy posiada PESEL lub NIP) w celu uzyskania swojego numeru rachunku podatkowego, aby od stycznia 2020 r. mógł wypełniać swoje zobowiązania podatkowe.

Na gruncie obowiązujących przepisów, co do zasady, jedynie podatnik może dokonać zapłaty podatku skutkującej wygaśnięciem zobowiązania podatkowego. Oznacza to, że płatności podatku przekraczające 1000 zł powinny być dokonywane przez samego podatnika (np. osobę zatrudnioną przez zagranicznego pracodawcę oddelegowaną do pracy w Polsce). Do tej pory niektóre urzędy skarbowe akceptowały przelewy należności podatkowych (niezależnie od ich wysokości), które były realizowane w imieniu podatnika przez jego pracodawcę lub inny podmiot (na gruncie odpowiednich uzgodnień dokonanych między stronami). Nowe zasady dotyczące wpłaty należności, między innymi, z tytułu PIT , na mikrorachunki są niezależne od powyższej regulacji i jej w żaden sposób nie modyfikują.

Nie spodziewamy się też zmiany podejścia urzędów skarbowych do rozliczania wpłat regulowanych w imieniu podatnika przez podmiot trzeci. Niemniej jednak zmiany w zakresie rachunków bankowych, na które przekazywane mają być należności podatkowe mogą skłonić podatników do zmiany sposobu ich regulowania.

Źródło: PwC

„Budżet 4.0 – Polska bez CIT i PIT” – raport na temat potencjalnych skutków likwidacji podatków dochodowych w Polsce

Pierwszy taki raport

To pierwszy tego typu raport w Polsce przygotowany przez Kochański & Partners na podstawie danych z 2017 roku pochodzących z raportów GUS a także BDL oraz udostępnionych przez Ministerstwo Finansów. Celem raportu jest ukazanie realnej dyskusji na temat zniesienia podatków dochodowych, która toczy się w doktrynie od dziesięcioleci. Podjęto w nim próbę wstępnego oszacowania skutków istnienia podatków dochodowych ojak również ich potencjalnej likwidacji.

Polska bez CIT i PIT

Obecnie, inaczej niż w czasach kształtowania się idei opodatkowania dochodu – sens istnienia podatków dochodowych nie sprowadza się do konieczności finansowania działań wojennych. Podatki dochodowe mają zapewnić wpływy do budżetu, a jednocześnie spełnić szereg tzw. funkcji pozafiskalnych (np. funkcję wspierania innowacyjności poprzez zastosowanie ulgi IP Box). System opodatkowania dochodu ma też ograniczyć wpływ zarządów globalnych korporacji na politykę państw, a także sprawić, że nie nastąpi erozja bazy opodatkowania państw zamożnych na rzecz państw o korzystniejszych systemach podatkowych.

Pozytywne skutki likwidacji podatków

Jednak z ekonomicznego punktu widzenia, brak podatków dochodowych prawdopodobnie spowoduje masowy napływ inwestycji zagranicznych oraz wzrost inwestycji po stronie funkcjonujących już w Polsce przedsiębiorstw. Efekty skumulowanych inwestycji powinny przyczynić się do gwałtownego i silnego wzrostu gospodarczego, na czym skorzystałaby zarówno gospodarka, budżet, jak i obywatele. Istotny wzrost dochodu rozporządzalnego gospodarstw domowych zwiększy także poziom konsumpcji. Według naszych analiz, do obiegu mogą trafić nawet dodatkowe 62 miliardy zł, z których duża część powinna wrócić do budżetu w postaci podatków pośrednich.

Aktualna dyskusja nad istotą podatków dochodowych oscyluje zatem między efektywnością ekonomiczną opodatkowania a sprawiedliwością społeczną.

Co daje utrzymywanie podatków?

Wśród argumentów przemawiających za utrzymaniem podatków dochodowych wymienia się zmniejszenie nierówności społecznych, ale również zwiększenie dobrobytu społecznego, transfer zamrożonego kapitału do obszarów bardziej produktywnych czy zwiększenie transparentności finansowej przedsiębiorstw.

Z kolei argumentując potrzebę ich likwidacji zwraca się uwagę na wysoki poziom skomplikowania podatków dochodowych czy też postępującą erozję wpływów z podatków dochodowych, wysokie koszty obsługi administracji skarbowej czy negatywny wpływ na gospodarkę poprzez spadek motywacji podmiotów gospodarczych do dalszej aktywności.

Jak wynika ze zgromadzonych danych, zniesienie podatków dochodowych może nieść ze sobą skutki zarówno punktowe jak i długofalowe. Będą one w dużej mierze zależały od tego w jaki sposób państwo, w tym system podatkowy, zostanie przygotowane do podjęcia tego wyzwania.

Wraz ze zniesieniem podatków dochodowych nastąpi spadek wartości dochodów budżetu z tego tytułu ale za to w dłuższym okresie może nastąpić wzrost gospodarczy spowodowany wzrostem konsumpcji oraz pobudzenie gospodarki. Te zjawiska powinny przynieść korzyści już od roku, w którym wprowadzone będą zmiany.

Samorządy – Jak im pomóc?

Likwidacja podatków dochodowych, skokowo i drastycznie, obniży wielkość dochodu sektora publicznego z tytułu CIT i PIT. Szczególnie dotkliwą stratę poniosą jednostki samorządu terytorialnego ponieważ wpływy z tytułu podatków dochodowych stanowią najistotniejszą część ich budżetu. Likwidacja podatków dochodowych i związana z tym luka budżetowa zdecydowanie wpłynie zatem na realizację przypisanych im zadań. Jak wynika z badań, szacowane uszczuplenie budżetów jednostek samorządu terytorialnego wyniesie odpowiednio: 22% w przypadku gmin, 20% w przypadku powiatów i aż 46% w przypadku województw.

Likwidacja PIT i CIT powinna też wywołać zauważalne zmiany w ujęciu makroekonomicznym, szczególnie w kontekście wartości zagregowanej konsumpcji a także oszczędności i nakładów inwestycyjnych, co w długim okresie może przełożyć się na wyższy wzrost gospodarczy. Można zakładać, że zmiany dotkną także podmiotów gospodarczych w kontekście ich motywacji do pracy.

Ponadto, zamiany wywołane likwidacją PIT wpłyną też bezpośrednio na dochody jednostek. Likwidacja PIT może spowodować wzrost przeciętnego miesięcznego dochodu rozporządzalnego każdego pracownika nawet o 500 zł, w odniesieniu do średniego miesięcznego dochodu rozporządzalnego, który w 2017 r. wynosił 1600 zł.

Więcej w naszych portfelach

Wzrost dochodu rozporządzalnego powinien z kolei przynieść gwałtowny wzrost oszczędności obywateli, co więcej szacuje się, że zagregowana roczna wartość oszczędności obywateli wzrośnie nawet o 35 miliardów zł, co w przeliczeniu na jednego zatrudnionego pracownika daje 2150 zł w skali roku.

Z badań wskazujących na istnienie zależności między zmianą płynności przedsiębiorstw a podejmowanymi decyzjami inwestycyjnymi wynika, że likwidacja podatku CIT, która skokowo podniesie wartość zysków netto, powinna poprawić płynność przedsiębiorstw, oraz zwiększenie wartości kapitału własnego. Zakładając liniową zależność między wzrostem zysku netto a wzrostem wartości nakładów inwestycyjnych, szacuje się, że w wyniku likwidacji podatku CIT wzrost wartości nakładów inwestycyjnych może wynieść nawet 25 miliardów zł, co w przeliczeniu daje wzrost rzędu 15,7%.

Z korzyścią dla PKB

Likwidacja podatków dochodowych wpłynie również na wzrost PKB. Szacuje się, że przyrost wzrostu PKB w wyniku likwidacji może wynieść nawet do 3,3 PKB %.

Wnioski płynące z raportu posłużyły za podstawę do merytorycznej debaty eksperckiej, która odbyła się 20 września br. w siedzibie Kochański & Partners. Wzięli w niej udział mec. Agata Dziwisz (Partner, Szef Praktyki Prawa Podatkowego), dr Izabela Andrzejewska-Czernek (Radca Prawny, Dział Prawa Podatkowego), prof. Wojciech Morawski, prof. Witold Orłowski oraz prof. Robert Gwiazdowski.

Spółka cywilna jest najprostszą i najbardziej powszechną formą prawną prowadzenia biznesu w Polsce. W przeciwieństwie do spółek kapitałowych i osobowych nie posiada osobowości prawnej, a jej funkcjonowanie zostało uregulowane w Kodeksie cywilnym, a ściśle rzecz ujmując, w prawie zobowiązań. W praktyce spółka cywilna oznacza umowę pomiędzy wspólnikami, którzy realizują wspólny cel gospodarczy.

Konstrukcja spółki cywilnej nakłada jednak na wspólników liczne obowiązki na tle podatkowym. Istotną jej cechą jest fakt, że na gruncie podatków dochodowych podatnikami są wyłącznie wspólnicy, natomiast podatnikiem VAT będzie już sama spółka.

Zobacz też:

Opodatkowanie dochodów wspólników spółki cywilnej

W świetle przepisów o podatkach dochodowych spółka cywilna została sklasyfikowana jako spółka niebędąca osobą prawną. Tworzą ją co najmniej dwa podmioty gospodarcze (osoby fizyczne lub osoby prawne). W zależności od formy prowadzenia działalności gospodarczej wspólnicy są zobowiązani rozliczać PIT lub CIT od dochodów uzyskiwanych w ramach spółki cywilnej. Zgodnie z treścią art. 8 ust. 1 ustawy o PIT przychody z udziału w spółce niebędącej osobą prawną u każdego ze wspólników określa się proporcjonalnie do jego udziału w zysku (udziału). W przypadku braku przeciwnego dowodu, w szczególności braku stosownych zapisów w umowie lub statucie spółki, przyjmuje się, że udziały wspólników są równe. Również proporcjonalnie do udziału w zyskach spółki wspólnicy rozliczają koszty uzyskania przychodów, wydatki niebędące kosztami podatkowymi oraz straty, jak również ulgi podatkowe rozliczane w związku z prowadzeniem działalności w formie spółki niebędącej osobą prawną. W tym celu spółka cywilna osób fizycznych jest zobowiązana prowadzić podatkową księgę przychodów i rozchodów, a w niektórych przypadkach księgi rachunkowe.

Formy opodatkowania dochodu przez wspólników

Prowadzenie działalności w formie spółki cywilnej oznacza możliwość wyboru przez wspólnika najbardziej dla niego dogodnej formy opodatkowania dochodów. Ustawa o PIT przewiduje możliwość zastosowania:

  1. opodatkowania na zasadach ogólnych:
  2. według skali podatkowej 18% lub 32% albo
  3. podatkiem liniowym 19%;
  4. opodatkowania w formach zryczałtowanych:
  5. ryczałt od przychodów ewidencjonowanych albo
  6. karta podatkowa.

Co istotne, wspólnicy spółki cywilnej mogą wybrać różne formy opodatkowania (np. skala podatkowa i podatek liniowy). Z kolei wybór formy ryczałtowej przez jednego ze wspólników oznacza, że również pozostali wspólnicy powinni przyjąć tę samą formę rozliczeń z fiskusem. O wyborze formy opodatkowania powinna decydować m.in. indywidualna specyfika prowadzonego biznesu, zakres prowadzonej działalności, a niekiedy także branża, w której funkcjonuje przedsiębiorca. Niejednokrotnie atrakcyjna stawka opodatkowania ryczałtem przy jednoczesnej rezygnacji z rozliczania kosztów podatkowych może być dla przedsiębiorcy mniej korzystna od rozliczania dochodów według skali podatkowej lub liniowo.

Spółka cywilna na gruncie ustawy o VAT

Inaczej niż na gruncie ustaw o PIT i CIT wygląda podmiotowość podatkowo-prawna spółki cywilnej w ustawie o podatku od towarów i usług. W myśl przepisów VAT-owskich to spółki cywilne, a nie ich wspólnicy, występują w charakterze podatników VAT. O statusie podatnika VAT spółki cywilnej przesądza fakt, iż w istocie jest ona podmiotem wykonującym działalność zarobkową o określonym celu gospodarczym, co wpisuje się w definicję podatnika, o której mowa w art. 15 ust. 1 i 2 ustawy o VAT. Skoro zatem na spółce ciąży obowiązek rozliczania tego podatku, to status jej wspólników jest z punktu widzenia VAT obojętny. Dla przykładu limity zwolnienia podmiotowego z VAT (limit 200 tys. zł) nie dotyczą poszczególnych wspólników, a spółki cywilnej rozumianej jako jeden organizm na gruncie podatku VAT.

Spółka cywilna jako podmiot spełniający kryteria podatnika i niekorzystająca ze zwolnienia podmiotowego lub przedmiotowego VAT powinna zatem złożyć właściwe zgłoszenie rejestracyjne (VAT-R) do celów podatku od towarów i usług przed dniem wykonania pierwszej czynności podlegającej opodatkowaniu tym podatkiem. Spółka cywilna wykonująca czynności opodatkowane VAT jest także zobowiązana do wystawiania faktur VAT na rzecz innych podatników oraz prowadzenia ewidencji sprzedaży i zakupów do celów VAT. Ponadto na spółce cywilnej jako podatniku VAT będzie ciążył obowiązek zapłaty podatku, składania miesięcznych lub kwartalnych deklaracji VAT-7 oraz informacji podsumowujących oraz bieżącego raportowania do Szefa KAS plików JPK.

VAT w relacjach spółka-wspólnicy – na co uważać?

W przypadku prowadzenia działalności gospodarczej w formie spółki cywilnej szczególną uwagę należy poświęcić tematyce tzw. odpłatnych i nieodpłatnych świadczeń spółki na rzecz jej wspólników. Co do zasady odpłatne świadczenie na rzecz wspólnika (np. sprzedaż samochodu) stanowi czynność opodatkowaną VAT na zasadach ogólnych, tak jak ma to miejsce w przypadku dokonywania transakcji z innymi podatnikami. Również w przypadku tzw. świadczeń nieodpłatnych na rzecz wspólnika (np. nieodpłatne przekazanie zużytych towarów) może powstać – pod pewnymi warunkami – obowiązek naliczenia i odprowadzenia podatku do budżetu państwa. Jest to o tyle istotna kwestia, gdyż nieprawidłowe rozliczenia na gruncie VAT pomiędzy spółką a jej wspólnikami mogą przyspieszyć wszczęcie postępowania kontrolnego przez organy skarbowe.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Środowisko przedsiębiorców z bardzo dużym niepokojem przyjęło wypowiedź wiceministra finansów Filipa Świtały, w której zapowiedział on, że Ministerstwo pracuje nad projektem rozwiązań, mającym na celu ograniczenie możliwości stosowania liniowej stawki PIT przez przedsiębiorców. Zdaniem wiceministra, uprawnienie takie powinny stracić osoby samozatrudnione, wystawiające często co miesiąc jedną fakturę temu samemu podmiotowi.

W swojej wypowiedzi stwierdził, że nie są to prawdziwi przedsiębiorcy, w związku z czym nie powinni podlegać reżimowi prawnemu przewidzianemu dla firm. Zapowiedział, że celem Ministerstwa jest wprowadzenie dwóch różnych regulacji dotyczących podatku dochodowego od osób fizycznych – osobne dla tych, którzy osiągają dochody ze stosunku pracy, czy też innej działalności wykonywanej osobiście (w tym zatrudnionych), osobne dla tych, którzy prowadzą „prawdziwą” – zdaniem resortu – działalność gospodarczą. Rozróżnienie takie mogłoby być możliwe wskutek przeprowadzania „testu przedsiębiorcy” – członkowie kierownictwa Ministerstwa nie wskazali jednak konkretnej konstrukcji tego rozwiązania.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców zdecydowanie krytycznie ocenia omawiany pomysł – i to na wielu poziomach.

Po pierwsze, uważamy definicję przedsiębiorcy wynikającą z Prawa przedsiębiorców za stosunkowo jasną i jednoznaczną. Zgodnie z art. 4 ustawy, przedsiębiorcą jest osoba fizyczna, osoba prawna lub jednostka organizacyjna niebędąca osobą prawną, której odrębna ustawa przyznaje zdolność prawną, wykonująca działalność gospodarczą. Działalność gospodarcza z kolei to zorganizowana działalność zarobkowa, wykonywana we własnym imieniu i w sposób ciągły. Podane definicje wydają się mieć charakter kompletny i wystarczający – trudno zatem wymyślić racjonalny powód, dla którego uzyskanie statusu przedsiębiorcy mielibyśmy uzależniać od dodatkowego, całkowicie arbitralnego kryterium, jakim jest np. liczba wystawionych w miesiącu faktur. Na gruncie podatkowym zaś, prawo do stosowania stawki podatku 19% przysługuje, na podstawie art. 30c ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, osobom uzyskującym dochody z pozarolniczej działalności gospodarczej lub działów specjalnych produkcji rolnej. Przez pozarolniczą działalność gospodarczą, rozumie się działalność zarobkową prowadzoną w określonych sektorach we własnym imieniu, bez względu na jej rezultat, w sposób zorganizowany i ciągły. Podobnie – niełatwym zadaniem byłoby uzasadnienie wprowadzenia dodatkowego kryterium w postaci np. mnogości kontrahentów. Zorganizowane i ciągłe prowadzenie działalności jest cechą dystynktywną działalności gospodarczej, pozwalającej odróżnić ją od okazjonalnego dokonywania sprzedaży, czy też wykonywania zleceń. Uzupełnianie katalogu tych cech o podejmowanie współpracy z wieloma kontrahentami, jest całkowicie nieuzasadnione. Nie dość, że zaburzałoby ono zakonserwowane już podejście do definiowania działalności gospodarczej i przedsiębiorcy, to byłoby nieracjonalne z punktu widzenia rzeczywistości gospodarczej. Istnieją bowiem sytuacje, w której przedsiębiorca współpracuje stale z tylko jednym kontrahentem i w żaden sposób nie czyni to jego działalności gospodarczej nieprawdziwą.

Zobacz też:

Rozwód a kredyt we frankach

Po drugie, nie widzimy powodu, dla którego w obecnych warunkach osoby samozatrudnione miałyby być poddane innemu reżimowi podatkowemu, niż przedsiębiorcy zatrudniający pracowników. Ponoszą oni dokładnie te same ryzyka, związane z koniecznością uiszczania składek na ubezpieczenia społeczne (niezależnie od tego, czy osiągnęli jakikolwiek przychód, czy nie), w określonych przypadkach uiszczania podatku VAT (a w związku z tym – również sprawozdawczością w ramach Jednolitych Plików Kontrolnych), czy samodzielnego obliczania i wpłacania zaliczek na podatek dochodowy. Tak samo jak przedsiębiorcy będący pracodawcami podlegają oni kontrolom organów podatkowych, czy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Podejmując działalność w określonych branżach muszą spełnić dokładnie te same wymogi określone przepisami prawa. Muszą również prowadzić księgowość. Będąc zarejestrowanymi jako przedsiębiorcy, funkcjonują – w ramach relacji z innymi przedsiębiorcami – w obrocie profesjonalnym, z czym wiążą się również wyższe wymogi stawiane wobec nich przez prawodawcę. Nie ma zatem żadnej przyczyny, dla której uzasadnione byłoby pozbawianie grupy podmiotów działających na dokładnie tych samych zasadach, przywileju rozliczania się w ramach podatku liniowego.

Po trzecie – trudno nam zaakceptować sytuację, w której instytucje państwowe dysponowałyby nieokreślonymi do końca narzędziami („test przedsiębiorcy”) do określania, czy ktoś jest przedsiębiorcą i może korzystać z liniowej stawki 19% PIT, czy też nie. W naszym przekonaniu, w sytuacji w której niestabilność prawa i brak poczucia bezpieczeństwa prawnego stanowią jedne z kluczowych barier prowadzenia działalności gospodarczej, wprowadzanie dodatkowego zamętu jest działaniem absurdalnym.

Po czwarte w końcu – zdecydowanie sprzeciwiamy się kolejnej próbie uderzenia w polską rachityczną, od niedawna formującą się klasę średnią. Z niepokojem przyglądamy się licytacji na obietnice socjalne, w której poszczególni gracze uczestniczą bez – wydawałoby się – żadnej refleksji dotyczącej kosztów proponowanych rozwiązań. Ostatecznie jednak rachunek ekonomiczny jest nieubłagany i pojawia się pokusa, by programy socjalne realizować z realnego zwiększenia poziomu opodatkowania tych, którzy stanowią potencjał polskiej gospodarki. Jest to postępowanie skrajnie nieodpowiedzialne i zdecydowanie się mu sprzeciwiamy. W jaki sposób mamy realizować postulaty związane z wyższą stopą inwestycji i rozwojem innowacji, skoro prawodawca rozważa zwiększenie opodatkowania dochodów tych osób, którym udaje się powoli akumulować kapitał?

Zgodnie z ostatnimi doniesieniami, Ministerstwo Finansów twierdzi, że projekt „testu przedsiębiorcy” omawiany był jedynie w ramach koncepcyjnych dyskusji i nie stanowi jeszcze oficjalnej propozycji resortu. Mamy nadzieję, że zdecydowana reakcja środowiska przedsiębiorców sprawi, że tak pozostanie i resort nie zabierze milionowi samozatrudnionych możliwości korzystania z liniowej, dziewiętnastoprocentowej stawki PIT – byłaby to katastrofa dla wątłej i dopiero rozwijającej się klasy średniej w Polsce.

Na stronie internetowej Rządowego Centrum Legislacji opublikowano projekt ustawy wprowadzającej nową daninę od najlepiej zarabiających, tzw. podatek solidarnościowy.

Wpływy z podatku mają zasilić nowo-utworzony Solidarnościowy Fundusz Wsparcia Osób Niepełnosprawnych („Fundusz”). Ponadto, projekt wprowadza nową składkę na Fundusz , do której zapłaty zobowiązana będzie większość płatników składek ZUS. Podpowiadamy, co to oznacza w praktyce.

Podatek solidarnościowy

Zgodnie z założeniami projektu, osoby uzyskujące  w roku podatkowym dochody w wysokości przekraczającej kwotę 1 000 000 zł, będą obowiązane do zapłaty daniny solidarnościowej w wysokości 4% od nadwyżki ponad tę kwotę. Osoby te będą składały odrębną deklarację podatkową w terminie przewidzianym dla rozliczenia rocznego z tytułu dochodów opodatkowanych PIT, czyli do 30 kwietnia kolejnego roku podatkowego.

Nową daniną objęte zostaną dochody uzyskane z tytułu m.in. stosunku pracy (i innych źródeł opodatkowanych progresywnie), działalności gospodarczej (w tym opodatkowanej liniowo według stawki 19 %) i niektórych kategorii dochodów kapitałowych (z wyłączeniem jednak m.in. odsetek i dywidend). Dochód (rozumiany jako przychód minus koszty uzyskania) będzie mógł być pomniejszony o zapłacone przez podatnika (bądź potrącone ze środków podatnika przez płatnika) składki na ubezpieczenia społeczne. Kwota daniny nie będzie jednak mogła być zaliczona do kosztów podatkowych.

Zgodnie z zapisami projektu przepisy będą miały zastosowanie do dochodów osiągniętych w 2019 r., zatem pierwsze deklaracje o wysokości daniny solidarnościowej będą składane w terminie do 30 kwietnia 2020.

Co to oznacza dla podatników?

Zgodnie z obecnym, literalnym brzmieniem zapisów projektu, zobowiązane do zapłaty nowej daniny będą m.in. osoby, które – będąc polskimi rezydentami podatkowymi – uzyskają dochody z pracy wykonywanej poza granicami Polski i nie podlegają w Polsce opodatkowaniu w wyniku zastosowania odpowiednich zapisów umów o unikaniu podwójnego opodatkowania.  Projekt nie zawiera bowiem klauzuli, uzależniającej opodatkowanie podatkiem solidarnościowym od braku opodatkowania podatkiem PIT (lub obniżenia kwoty PIT w wyniku zastosowania odpowiedniej metody uniknięcia podwójnego opodatkowania).

Ponadto, analiza projektowanych przepisów wskazuje, że może dojść do podwójnego opodatkowania tego samego dochodu – raz z tytułu „regularnego” PIT, a kolejny raz – podatkiem solidarnościowym.

Nowa składka na ZUS

Zgodnie z obecnym, literalnym brzmieniem zapisów projektu, źródłem dochodów Funduszu będą również obowiązkowe składki na Fundusz naliczane od dochodów większości osób aktywnych zawodowo (również prowadzących działalność gospodarczą), osiągających dochody w wysokości co najmniej minimalnego wynagrodzenia.

Składki będą pobierane przez płatników. Ustawa przewiduje surowe sankcje za brak ich odprowadzania – obok odsetek karnych, zastosowanie znajdzie dodatkowa opłata w wysokości  do 100% należnej składki. Niepokojący jest zapis w projekcie ustawy mówiący o tym, iż powyższa dodatkowa opłata może być nałożona nie tylko na płatnika (np. pracodawcę), ale również na osobę podlegającą ubezpieczeniom społecznym (tj. na pracownika).

Wysokości składki nie wpisano do projektu ustawy  – ma ją określić ustawa budżetowa. W 2019 roku składka ma być pobierana na zasadach obowiązujących obecnie w stosunku do składek na Fundusz Pracy. W uzasadnieniu ustawy (nie stanowiącym jednak źródła prawa) wskazano, że kwota składki będzie wynosiła 0,15% podstawy naliczania składek (bez ograniczenia stosowanego dla składki na ubezpieczenie emerytalne i rentowe) i będzie stanowiła część wartości składki odprowadzanej obecnie na Fundusz Pracy (co oznacza, że stawka 2,45%  zostanie obniżona do 2,30%). Na konkretne rozwiązania w tym zakresie trzeba jednak poczekać do momentu zakończenia prac legislacyjnych.

Co to oznacza dla płatników?

Projekt przede wszystkim nie przewiduje konkretnego sposobu wysokości i poboru składki – te informacje znajdują się w uzasadnieniu ustawy. Jej literalne brzmienie nie koresponduje z tezą wynikającą z uzasadnienia, zgodnie z którą nowa składka będzie częścią wartości składki przewidzianej obecnie dla Funduszu Pracy. Nie jest zatem pewne, czy wraz z jej wprowadzeniem nie dojdzie do wzrostu kosztów pracy.

Od stycznia 2018 roku ponad dwuipółkrotnie, do kwoty 1.000 złotych, wzrósł limit zwolnienia z podatku dochodowego PIT od wartości  konkretnych świadczeń pozapłacowych finansowanych ze środków zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. Warto o tym pamiętać planując tegoroczny budżet socjalny i wydatki przeznaczone na motywację  pracowników.
Pracodawca wybierając świadczenia dla pracownika, powinien zwrócić uwagę na sposób ich rozliczenia – zarówno w kwestii podatku dochodowego, jak i ZUS. Zasadą jest, że wszystko co firma oferuje pracownikowi stanowi przychód ze stosunku pracy, a więc podlega opodatkowaniu. Są jednak pewne wyjątki.

Zgodnie z art. 21 ust. 1 pkt 67 Ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, zwolnione z opodatkowania są świadczenia pieniężne oraz rzeczowe takie jak na przykład przedpłacone karty podarunkowe czy paczki na święta, finansowane przez pracodawcę ze środków zakładowego funduszu świadczeń socjalnych (zfśs) do określonej kwoty. Dotychczasowa kwota zwolnienia, która wynosiła 380 złotych, wraz z początkiem roku wzrosła do 1 000 złotych rocznie na jednego pracownika. Oznacza to, że pracodawcy będą mogli przeznaczać więcej środków na świadczenia pozapłacowe bez konieczności odprowadzania od nich podatku.

Jesteśmy przekonani, że tak znaczące podniesienie kwoty zwolnienia dodatków pozapłacowych z podatku dochodowego to ruch we właściwą stronę. To realny sygnał dla pracodawcy, że należy dbać o pracownika i jego potrzeby, a dla firmy szansa na wdrożenie efektywnych kosztowo rozwiązań -Magdalena Słomczewska-Klimiuk, Kierownik Marketingu, Sodexo Benefits and Rewards Services.

Trzeba pamiętać, że wartość świadczeń finansowanych z ZFŚS zgodnie z obowiązującym prawem powinna być zróżnicowana i uzależniona od sytuacji rodzinnej, materialnej i życiowej zatrudnionych. (ustawa z dnia 4 marca 1994 r. o zakładowym funduszu świadczeń socjalnych rozdział 1, art. 8 pkt.1) Nie można dać wszystkim pracownikom takiego samego wsparcia. Ponadto o formie wykorzystania środków z zfśs decyduje regulamin.

Warto przeanalizować zmiany w prawie podatkowym oraz rozsądnie zaplanować budżet socjalny i motywacyjny, szczególnie w kontekście wydatków ponoszonych z ZFŚS.

Przedsiębiorca, któremu kontrahent nie płaci na czas, odzyska zapłacony podatek dochodowy, a dłużnik zapłaci podatek za generowanie długu – m.in. takie rozwiązanie wprowadza kolejna, duża paczka nowelizacji przepisów pod nazwą „50 uproszczeń dla biznesu”. O ile projekt podyktowany jest faktycznymi problemami firm, przedsiębiorców może niepokoić ilość zmian wdrażanych obecnie w prawie, które rewolucjonizują prowadzenie biznesu.

M.in. do ustawy o PIT, ustawy o VAT czy Ordynacji podatkowej ma trafić część z 50 zmodyfikowanych uprawnień, zwolnień podatkowych i odciążeń biurokratycznych – rozwiązań konkretnych problemów, z jakimi na co dzień borykają się firmy. Tak wynika z projektu resortu rozwoju o uproszczeniach w prawie podatkowym i gospodarczym. Większość rozwiązań miałaby wejść w życie 1 stycznia 2018 r.

Propozycje zmian same w sobie można oceniać pozytywnie, choć niektórym z nich brakuje doprecyzowania.

Ulga na „złe długi” w PIT

Wraz z nowym rokiem miałaby się polepszyć sytuacja wierzycieli, którzy od dawna zgłaszają problem nieterminowego regulowania płatności przez kontrahentów. Prawo skonstruowane jest tak, że podatek dochodowy płaci się od wystawionej faktury, choćby nawet nie została uregulowana. Z kolei dłużnik taką nieopłaconą fakturę może wrzucić w koszty.

Jak czytamy w uzasadnieniu do omawianego projektu, „zaistniała potrzeba dokonania zmian w celu poprawy płynności przedsiębiorstw i zmniejszenia zatorów płatniczych”. Zgodnie z projektem, wierzyciele mogliby odejmować od podstawy opodatkowania wartość długu, jeśli w ciągu 120 dni od ustalonego na fakturze czy w umowie terminu jej płatności dłużnik go nie spłaci, a sam wierzyciel nie dokona jego zbycia. Jednocześnie dłużnik musiałby powiększyć podstawę opodatkowania. Modyfikacja podstawy opodatkowania miałaby się odbywać za okres rozliczeniowy, w którym minął 120 dzień od dnia upływu terminu płatności.

Takie rozwiązanie przyjęło się nazywać ulgą na „złe długi” i od lat jest stosowane w podatku VAT – to możliwość odzyskania VAT od faktury nieuregulowanej przez kontrahenta przez co najmniej 150 dni. Również ten zapis resort rozwoju chce zmodyfikować, tj. skrócić okres rozliczania ulgi na złe długi w podatku VAT do 120 dni.

Więcej interpretacji ogólnych

Jednym z uproszczeń kierowanych do właścicieli firm w ramach projektu jest też uporządkowanie interpretacji podatkowych. W tej chwili można natrafić na interpretacje indywidualne sprzeczne z orzecznictwem. Od nowego roku minister finansów miałby wydawać interpretację ogólną, w sytuacji, kiedy pojawi się interpretacja indywidualna uwzględniająca wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego, która jednocześnie zawiera stanowisko rozbieżne z dotychczasowym zdaniem fiskusa.

Interpretacja ogólna to wydawana z inicjatywy ministra finansów informacja dla wszystkich podatników oraz urzędów skarbowych, która rozwiązuje kontrowersyjne zagadnienia podatkowe i daje pełną ochronę wszystkim, którzy się do niej zastosują. Nowe zastosowanie interpretacji ogólnej w praktyce jest jednak niepewne. Po pierwsze dlatego, że w projekcie brakuje zapisu, że ta interpretacja ogólna miałaby uwzględniać treść wyroku. Po drugie, minister finansów interpretacje ogólne wydaje ostatnio niechętnie – na dzień dzisiejszy, od początku roku wydał ich jedynie 4 (www.sip.mf.gov.pl). Co więcej, minister finansów może od tego roku wydawać objaśnienia podatkowe, wyjaśniając w nich skomplikowane przepisy prawa podatkowego. Zastosowanie się przez przedsiębiorcę do takiego objaśnienia chroni podobnie jak interpretacja podatkowa. To narzędzie wprowadził „Pakiet 100 zmian dla firm”. Do tej pory jednak objaśnienie podatkowe pojawiło się całe jedno (www.mf.gov.pl).

Zwrot VAT bez wniosku

Jak wynika z projektu „50 uproszczeń dla biznesu”, ułatwić prowadzenie działalności gospodarczej miałoby także zniesienie obowiązku składania wraz z deklaracją VAT wniosku o zwrot podatku. Obecnie taki wniosek muszą składać m.in. ci, którzy ubiegają się o zwrot w trybie przyspieszonym, tj. 25 dniowym. Niestety ci przedsiębiorcy muszą od tego roku spełniać szereg innych dodatkowych obowiązków, m.in. dostarczać fiskusowi potwierdzenie zapłaty podatku przelewem.

W kosztach wartość pracy małżonka i strata w całości

Projekt nowelizacji upraszcza także proces rozliczania przez przedsiębiorcę straty (obniżania o jej wartość dochodu) oraz zatrudniania małżonków, choć obydwie zmiany miałyby wejść w życie dopiero 1 stycznia 2019 r. Dziś, jeśli przedsiębiorca wykaże w danym roku (np. 2013) stratę z działalności, w praktyce nie może jej rozliczyć wcześniej niż w ciągu dwóch lat, a strata nierozliczona przez 5 lat (tj. 2014-2018) przepada. Według projektu, przedsiębiorca uzyska możliwość rozliczenia poniesionej straty jednorazowo (do wysokości 5 mln zł). Resort rozwoju wierzy, że w efekcie wzmocni się pewność zwłaszcza świeżo upieczonych przedsiębiorców, którzy uzyskają możliwość wcześniejszego niż dotychczas „odzyskania” zainwestowanych w firmę środków.

Bez ograniczenia w poczet kosztów przedsiębiorca mógłby również zaliczać wartość pracy zatrudnionego przez siebie małżonka czy małoletniego dziecka, a także małżonków i małoletnich dzieci wspólników bez względu na formę ich zatrudnienia. Aktualnie, przepisy tego wyraźnie zabraniają. Ministerstwo rozwoju oceniło, że to rozwiązanie pozwoliłoby przedsiębiorcy zaoszczędzić ponad 15 tys. zł przy rocznej pensji małżonka na poziomie 104 tys. zł (tj. mniej więcej dwukrotności przeciętnego wynagrodzenia w I kwartale 2017 r., czyli 4355 zł miesięcznie).

Nowelizację się piętrzą

Powyższe modyfikacje przepisów to tylko część zapowiadanych zmian w ramach projektu. Projekt zakłada nowelizację aż 19-stu ustaw i to ustaw regulujących wyjątkowo różnorodną tematykę, bo poza podatkami zmienia m.in. relację pracodawca-pracownik, sposób funkcjonowania spółek prawa handlowego, obrót alkoholem czy nawet definicję motocyklu. Projektowi zarzuca się więc, że objęcie tak szerokiej tematyki jedną ustawą nowelizującą kłóci się z ogólnym celu projektu, jakim jest wprowadzenie uproszczeń dla przedsiębiorców. Prawo powinno być uchwalane w sposób spójny i nie podlegać częstym zmianom, na co opiniując projekt, zwróciła uwagę Krajowa Rada Sądownictwa.

Trudno się z powyższym stanowiskiem nie zgodzić, zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę pozostałe projekty, którymi obecnie zajmują się rządzący, a które rewolucjonizują życie przedsiębiorców. Przede wszystkim warto wspomnieć o zaakceptowaniu w zeszłym tygodniu przez rząd Prawa przedsiębiorców – ustawy zmieniającej rdzeń przepisów o prowadzeniu działalności. W międzyczasie Sejm uchwalił nowelizację przepisów o podatku dochodowym, wprowadzając m.in. wyższy próg braku amortyzacji, o czym Tax Care sygnalizował na początku listopada. Teraz parlament zajmuje się jeszcze nowatorskimi ustawami o split paymencie czy STIR, które również były przedmiotem analizy Tax Care.

Pakiet „50 uproszczeń” poznaliśmy pod koniec września br. i jest on obecnie opiniowany. To naprawdę dużo radykalnych zmian na raz i przez to, mimo, że wszystkie z założenia mają ułatwić przedsiębiorcom życie, w rzeczywistości mogą utrudnić przedsiębiorcom prowadzenie biznesu.

Upadek polskiej branży elektronicznych papierosów, rozwój szarej strefy, drastyczny wzrost kosztów dla użytkowników, a nawet powrót do palenia tytoniu – taki efekt może przynieść znowelizowana ustawa o podatku akcyzowym, która ma wejść w życie już 1 stycznia 2018 r. Producenci apelują do posłów o weryfikację projektu ustawy i racjonalne zmiany.

Rynek e-papierosów rozwija się w Polsce dopiero od kilku lat, jednak już teraz jego wartość jest szacowana na 500 mln zł, plasując nasz kraj w czołówce nie tylko Europy, ale i świata. Polski kapitał rośnie w siłę, a rodzimi producenci płynów do elektronicznych papierosów planują lub już prowadzą działalność eksportową. Liczba użytkowników e-papierosów w Polsce to aktualnie ponad 1,5 mln osób, z czego duża część to byli palacze tradycyjnego tytoniu. Tak dobra sytuacja tego rozwojowego sektora naszej gospodarki może się jednak niebawem diametralnie zmienić.

Ministerstwo Finansów przygotowało znowelizowany projekt ustawy o podatku akcyzowym, w którym zakłada wprowadzenie od 1 stycznia 2018 r. akcyzy na płyny do e-papierosów w wysokości 0,50 zł/ml. Oznacza to wzrost ceny jednej buteleczki liquidu o pojemności 10 ml aż o 5 zł (np. z 10 do 15 zł). Producenci tych wyrobów alarmują, że tak wysoki jednorazowy skok akcyzy, jeden z najwyższych w historii tego podatku w Polsce, negatywnie odbije się na polskiej gospodarce.

Plan Ministerstwa Finansów a rzeczywistość

Branża e-papierosów wspólnie uznaje, że szanse na to, aby projekt znowelizowanej ustawy o podatku akcyzowym w aktualnym brzmieniu przyniósł oczekiwane przez Ministerstwo Finansów rezultaty, zarówno w zakresie ochrony zdrowia, jak i wpływów do budżetu państwa, są bardzo małe.

Drastyczny wzrost cen

Wysoka stawka akcyzy, 0,50 zł/ml e-liquidu, jedna z najwyższych w Europie pod kątem rozporządzalnego dochodu obywateli, przyniesie od 2018 r. drastyczny wzrost cen dla konsumentów.

– Szacunkowe roczne koszty używania płynów do elektronicznych papierosów zwiększą się z 1825 zł do 2775 zł. Oznacza to, że korzystanie z e-papierosów i e-liquidów będzie tylko o 24% tańsze w stosunku do tradycyjnego palenia. W efekcie możemy mieć do czynienia z powrotem Polaków do tytoniu. Tymczasem elektroniczne papierosy są wykorzystywane w terapiach antynikotynowych i, jak podaje Ministerstwo Zdrowia Wielkiej Brytanii, stanowią lepszą i przede wszystkim o wiele mniej szkodliwą dla zdrowia alternatywę dla tradycyjnych papierosów – mówi Justyna Lipowicz z LIPRO e-Liquid Production.

Rozwój szarej strefy

Po wprowadzeniu akcyzy na płyny do elektronicznych papierosów Ministerstwo Finansów liczy na wpływy do budżetu państwa rzędu 75 mln zł rocznie. Przykłady innych krajów Unii Europejskiej pokazują jednak, że wprowadzenie za wysokiej jednorazowej stawki podatku może spowodować skutki przeciwne do zamierzonych. We Włoszech (stawka akcyzy 0,37 EUR/ml) doprowadziło to już do wzrostu szarej strefy oraz upadku wielu mniejszych przedsiębiorstw. Włoski rząd spodziewał się wpływów budżetowych w kwocie 86 mln euro za 2015 rok. Rzeczywiste wpływy wyniosły jednak zaledwie 5,18 mln euro, czyli 6% założonego planu.

Widmo zapaści sektora polskiej gospodarki

Zgodnie z projektem ustawy akcyzowej, producenci e-liquidów będą zobligowani do założenia i prowadzenia tzw. składów akcyzowych. Działania przygotowawcze mogą zająć kilka miesięcy, a każdy z przedsiębiorców będzie musiał wyłożyć 50-100 tys. zł oraz dodatkowo 250-300 tys. zł na zabezpieczenie składów.

– W obecnym kształcie projektu ustawy obowiązek podatkowy na dzień 1 stycznia 2018 r. będą mogli spełnić tylko przedstawiciele rynku wyrobów tytoniowych, czyli międzynarodowe koncerny. Natomiast polska branża e-papierosów to w większości małe i średnie przedsiębiorstwa, które nie posiadają założonych składów akcyzowych. Jest duże prawdopodobieństwo, że potrzebne inwestycje z tym związane będą dla nich wręcz zabójcze. Taka sytuacja z kolei może przyczynić się do powstania tzw. szarej strefy – tłumaczy Justyna Lipowicz. – Trzeba pamiętać, że to sektor MŚP napędza budżet państwa płacąc podatki VAT i PIT oraz tworząc nowe miejsca pracy – dodaje.

Przedsiębiorcy e-papierosowi wskazują, że niesie to ryzyko skupienia krajowego rynku elektronicznych papierosów w rękach kilku zagranicznych koncernów, co wiązałoby się z zahamowaniem rozwoju polskiego kapitału.

Rodzime firmy apelują do posłów

Od momentu publikacji obecnego projektu ustawy o podatku akcyzowym mali i średni producenci płynów do e-papierosów publicznie apelują do rządu o wprowadzenie zmian, które ograniczą negatywne skutki ustawy. W tym celu odbyły się również spotkania z przedstawicielami branży, m.in. w Warszawie i w Katowicach, podczas których firmy tłumaczyły zawiłości ustawy.

– Jako młoda branża jesteśmy głęboko rozczarowani podejściem Ministerstwa Finansów do prac nad ustawą akcyzową bez stosownych analiz rynku, dyskusji z sektorem oraz bez wyciągania wniosków z doświadczeń innych państw w tym zakresiemówi Tomasz Chmal, przedstawiciel firmy A-Sense.

W oficjalnym liście wysłanym do posłów producenci postulują o wprowadzenie stopniowego wzrostu stawki akcyzy na płyny do elektronicznych papierosów:

  • Etap I 2018 r. – 0,10 zł/ml
  • Etap II 2019 r. – 0,20 zł/ml
  • Etap III 2020 r. – 0,30 zł/ml – akceptowalna przez rynek stawka końcowa

Przedsiębiorcy są przekonani, że tylko takie racjonalne rozłożenie w czasie stawki akcyzy przyniesie pozytywne rezultaty, tj.:

  • dalszy rozwój obiecującej polskiej branży e-papierosów oraz polskiej przedsiębiorczości,
  • osiągnięcie zakładanych wpływów z akcyzy do budżetu państwa,
  • większą akceptację stopniowego wzrostu cen przez konsumentów,
  • łatwiejszy dostęp do wyrobów obarczonych mniejszym, w stosunku do tradycyjnych papierosów, ryzykiem odziaływania na zdrowie.

Ustawa akcyzowa do zmiany

Poważne obawy co do słuszności projektu ustawy podzielają także eksperci podatkowi.

– Płyny do e-papierosów, ale też wyroby nowatorskie powinny być opodatkowane niską, kwotową stawką akcyzy, liczoną dla tych wyrobów odpowiednio od 1 ml lub 1 kg tytoniu. Wprowadzenie niższych niż zaproponowane przez Ministerstwo Finansów stawek akcyzy na te dotychczas nieopodatkowane wyroby zachęcałoby do płacenia podatku i ograniczałoby rozwój szarej strefy. Jednocześnie pozwalałoby Ministerstwu Finansów monitorować rynek i reagować propozycją podwyżki lub obniżenia podatku w zależności od sytuacji – mówi Marcin Zimny, doradca podatkowy, autor publikacji „Akcyza. Komentarz”.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Przedsiębiorcy nie będą wpłacać zaliczek na PIT, jeśli te nie przekroczą 1 tys. zł, nie będą też musieli amortyzować środka trwałego tańszego niż 10 tys. zł – m.in. takie uproszczenia wprowadza nowelizacja przepisów o podatku dochodowym, którą właśnie przyjął Sejm. To dobra wiadomość dla właścicieli najmniejszych firm.

Modyfikacje obowiązujących zasad rozliczania działalności gospodarczej to część dużej noweli zmieniającej ustawę o PIT, ustawę o CIT oraz ustawę o zryczałtowanym podatku dochodowym. Nowelizację przedstawił w lipcu br. resort rozwoju, a w zeszłym tygodniu została przegłosowa przez Sejm. Teraz zajmie się nią Senat. Przedsiębiorcy mają odczuć zmiany już od 1 stycznia 2018 r.

Mniej przelewów do fiskusa z tytułu PIT

Patrząc przez pryzmat mikroprzedsiębiorców, na uwagę zasługują dwie modyfikacje. Przede wszystkim właściciele firm mają być zwolnieni z obowiązku wpłacania zaliczek na podatek dochodowy w ciągu roku, jeśli należna fiskusowi zaliczka (lub suma zaliczek liczona narastająco od początku roku) nie przekroczy 1 tys. zł.

Załóżmy, że zobowiązanie przedsiębiorcy z tytułu PIT za styczeń 2018 r. wyniesie 600 zł. Według przepisów obowiązujących obecnie, przedsiębiorca musiałby wpłacić tę kwotę na konto fiskusa. Od nowego roku natomiast, zgodnie z nowelizacją przepisów, nie zapłaciłby nic.

Obliczanie zaliczek na PIT w kolejnych miesiącach ma wyglądać następująco. Jeśli zobowiązanie z tytułu PIT za luty 2018 r., wyniesie np. 100 zł, suma zaliczek liczona od początku roku będzie równa 700 zł. Przedsiębiorca nadal nie wpłacałby kwoty do urzędu skarbowego.

Natomiast, jeżeli zaliczka za luty 2018 r. wyniesie np. 600 zł, suma zaliczek liczona od początku roku wzrośnie do 1200 zł i dokładnie tyle przedsiębiorca będzie musiał przekazać fiskusowi.

Od strony technicznej limit 1 tys. zł należy odnosić do różnicy między zaliczkami należnymi, a wpłaconymi.

Powyższą zmianę należy oceniać pozytywnie, zwłaszcza z punktu widzenia przedsiębiorców o niższych dochodach. Termin płatności zaliczek na PIT będzie odroczony, więc w efekcie przedsiębiorcy po pierwsze wykonają mniej przelewów do urzędu skarbowego w ciągu roku, po drugie będą mogli przeznaczyć na inny cel zaliczki należne, ale nieprzelane na rachunek fiskusa.

Zaktualizowany limit braku amortyzacji

Drugim, ważnym doprecyzowaniem przepisów z punktu widzenia najdrobniejszych firm jest aktualizacja ulgi, która pozwala przedsiębiorcy nie amortyzować zakupionej na firmę rzeczy (środka trwałego czy wartości niematerialnej i prawnej), jeśli jej wartość nie przekracza 3,5 tys. zł. Taka rzecz trafia od razu i bezpośrednio do kosztów firmowych – z pominięciem trwającego kilka lat procesu rozpisywania jej wartości w czasie. Nic więc dziwnego, że właściciele firm często po nią sięgają.

Wraz z nowym rokiem wartość tej ulgi ma wzrosnąć z obecnych – nieaktualizowanych od kilkunastu lat – 3,5 tys. zł do 10 tys. zł. To podwyżka powyżej czynnika skumulowanej inflacji, która przez te kilkanaście lat wyniosła 42%. Zatem wszystko wskazuje na to, że przedsiębiorcy doczekają się wreszcie urealnienia bardzo popularnej ulgi. Kwota 10 tys. zł ma dotyczyć składników majątku przyjętych do używania po dniu 31 grudnia 2017 r.

Przyjęcie przez Sejm podwyżki cieszy podwójnie, bo to już trzecia w tym roku – tym razem udana – próba waloryzacji jednorazowego rozliczenia w kosztach rzeczy z pominięciem jej amortyzacji. W marcu br. bowiem Sejm odrzucił projekt poselski, który miał zaktualizować limit do 10 tys. zł. Z kolei jeszcze przed wakacjami rządzący nie przychylili się do stanowiska Stowarzyszenia Księgowych w Polsce, które również sugerowało podwyżkę limitu do 10 tys. (te kwestie były poruszane przez Tax Care w czerwcu br.).

Autorzy projektu przekonują, że „korzystny wpływ na warunki funkcjonowania i rozwoju mikroprzedsiębiorców” mają mieć także pozostałe przewidziane w nowelizacji zmiany, które to z kolei mają ograniczyć agresywną optymalizację podatkową stosowaną przez „dużych” podatników.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Projekt resortu pracy, przewidujący zniesienie od początku 2018 r. limitu opłacania składek na ubezpieczenie społeczne, zwiększy dochody państwa o ok. 5,5 mld zł. Szukanie pieniędzy w kieszeni podatników to jasny dowód na to, że rząd PiS pilnie potrzebuje pieniędzy na sfinansowanie kosztów obietnic wyborczych. Wielokrotne zapewnienia PiS o tym, że obietnice wyborcze można sfinansować z samego uszczelnieniu systemu podatkowego były bez pokrycia.

Rząd sięga do kieszeni podatników, by znaleźć dodatkowe pieniądze na pokrycie kosztów Programu Rodzina 500+ (24 mld zł) i obniżenia wieku emerytalnego (8 mld zł w 2018 r. i więcej w kolejnych latach). Dzieje się tak pomimo rezygnacji z trzeciej kosztownej obietnicy – podniesienia kwoty wolnej dla wszystkich podatników (wprowadzona podwyżka kwoty wolnej obejmie mniej niż 1/5 podatników i obniży dochody państwa o  mniej niż 2 mld zł zamiast 16 mld zł).

Likwidacja limitu składek to kolejne działanie rządu zwiększające opodatkowanie Polaków. Jeszcze w 2015 roku tylko osoby zarabiające 210% przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw były objęte najwyższą stawką PIT. Zamrożenie progów podatkowych oznacza, że w 2018 roku wystarczy już 180% przeciętnego wynagrodzenia, aby zostać objętym najwyższymi podatkami. Według szacunków Ministerstwa Finansów dotyczy to 350 tys. pracowników.

Polityka zwiększania opodatkowania osób o wyższych dochodach stoi w sprzeczności z deklaracjami rządu o wzroście innowacyjności polskiej gospodarki. Najzdolniejsze osoby w rozwijających się sektorach zarabiają więcej i to w ich dochody zamierza uderzyć rząd. Jeżeli proponowane zmiany wejdą w życie, zarobki powyżej 180% przeciętnego wynagrodzenia (czyli powyżej drugiego progu podatkowego) będą obciążone prawie 52% klinem podatkowym. Taka strategia, zamiast wzmocnić bodźce najzdolniejszych pracowników do rozwoju kariery zawodowej w Polsce, będzie zachęcać ich do emigracji zarobkowej. Jeżeli tak się stanie to dziura w finansach publicznych jeszcze bardziej się powiększy.   

Według obecnie obowiązujących przepisów składkę emerytalną i rentową płaci się od wynagrodzenia nieprzekraczającego 30-krotności przeciętnej płacy w gospodarce (ok. 10 tys. zł miesięcznie i 120 tys. zł rocznie). Po przekroczeniu tego progu na konto emerytalne nie trafiają już składki, zarówno te odliczane od płacy brutto, jak i te, które dodatkowo płaci pracodawca. Przepis ten został wprowadzony w życie na początku reformy emerytalnej w 1999 roku po to, aby w przyszłości ZUS nie wypłacał bardzo wysokich świadczeń

Według szacunków resortu pracy, w perspektywie najbliższych 10 lat zniesienie limitu 30-krotności poprawi saldo FUS o ok. 7,3 mld zł rocznie. Ponieważ jednak wyższe składki emerytalne i rentowe zmniejszą podstawę opodatkowania, to po wprowadzeniu planowanych zmian dochody z PIT spadną o ok. 1,6 mld zł rocznie, a dodatkowo dochody NFZ z tytułu składki zdrowotnej zmniejszą się o ok. 0,27 mld zł rocznie. Efekt netto dla sektora finansów publicznych jest szacowany na ok. 5,5 mld zł rocznie. Resort pracy szacuje, że zmiana dotknie ok. 350 tys. pracowników.

 

 

Źródło: Forum Obywatelskiego Rozwoju

Polscy przedsiębiorcy finansują już za pomocą leasingu aktywa o wartości 47,9 mld zł – wynika z raportu przygotowanego przez Związek Polskiego Leasingu. To o ponad 10 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2016 roku. Dlaczego ta forma finansowania zyskuje taką popularność i kto może z niej skorzystać?

W ostatnich dniach Związek Polskiego Leasingu zaprezentował dane, z których wynika, że coraz więcej polskich firm korzysta z takiej formy finansowania. Zdaniem ekspertów Związku, popularność tego rozwiązania rośnie zwłaszcza wśród mikro i małych przedsiębiorstw. Wyniki raportu wskazują, że aż 71 proc. usług firm leasingowych, jest kierowana do firm z tego sektora.

Dlaczego leasing się opłaca?

Powodem, dla którego przedsiębiorcy decydują się na wzięcie leasingu jest mała ilość związanych z tym formalności oraz znacznie niższe – w porównaniu do kredytu bankowego – wymagania dotyczące zabezpieczenia transakcji (najczęściej sam przedmiot leasingu jest wystarczającym zabezpieczeniem). Ponadto, firmy leasingowe często nie wymagają opłaty wstępnej nawet przy dużych i skomplikowanych projektach finansowania. – Przedsiębiorstwo, które na przykład chce zakupić nowe maszyny nie musi angażować własnych środków. To leasingodawca, po akceptacji wniosku i podpisaniu umowy leasingowej, wpłaca za nie zaliczkę dostawcy – wyjaśnia Jarosław Kubiszewski, dyrektor sprzedaży bezpośredniej z firmy Siemens Finance, specjalizującej się w leasingu maszyn i urządzeń.

Co ważne, samo złożenie wniosku jest bardzo łatwe. Przedsiębiorca dostarcza leasingodawcy wymagane dokumenty – często wystarczają tylko dane firmy wyciąg z KRS lub CEIDG, podstawowe dokumenty finansowe, dowód tożsamości oraz 3-4 stronicowy wniosek leasingowy. Po przeanalizowaniu tych wszystkich informacji wniosek jest weryfikowany (decyzja wstępna jest znana nawet w ciągu kilkunastu minut). Cała procedura, w zależności od wolumenu transakcji, trwa od jednego do maksymalnie kilku dni.

Niewątpliwą korzyścią wynikającą z leasingu jest możliwość wliczenia całej raty leasingowej w koszty uzyskania przychodu. W efekcie leasingobiorca pomniejsza koszty prowadzonej działalności. W przypadku oferty większości firm leasingowych dodatkowym atutem jest elastyczność tego rozwiązania. Przedsiębiorcy mogą sami wybrać wysokość opłaty wstępnej oraz wartość końcową przedmiotu leasingu. Co istotne, w przypadków kłopotów finansowych, leasing można “przekazać”. Każdy kto podpisuje umowę leasingową, może przepisać ją na inny podmiot przy zachowaniu takich samych warunków. W takim przypadku jedynym warunkiem jest pozytywna weryfikacja „nowego” leasingobiorcy, która odbywa się analogicznie do podmiotu, który „przekazuje” leasing.

Co można sfinansować za pomocą  leasingu?

Choć wciąż dominującym segmentem rynku jest finansowanie pojazdów, to według danych ZPL w trzecim kwartale 2017 roku największy – bo sięgający niemal 20 proc. wzrost – zanotował sektor maszyn i urządzeń. Jak podkreślają eksperci Związku Polskiego Leasingu, w dużej mierze wynika to z dostępności funduszy unijnych pochodzących z nowej perspektywy finansowej, która zastała uruchomiona na początku bieżącego roku.

Według Jarosława Kubiszewskiego, wpływ na zwiększone zainteresowanie leasingiem wśród przedstawicieli sektora MŚP ma też sytuacja gospodarcza Polski. Małe i średnie firmy od wielu lat stanowią siłę polskiej gospodarki. Rosnące możliwości eksportowe, ale także coraz większa konkurencja wpływa na fakt, że muszą one inwestować pieniądze w nowe technologie produkcyjne. A leasing jest do tego idealnym narzędziem –zaznacza ekspert.

 Co wybrać – kredyt czy leasing?

Przedsiębiorcy mają obecnie do dyspozycji wiele zróżnicowanych produktów finansowych. Według raportu NFG „Finansowanie działalności przez MŚP w Polsce”, ze wszystkich zewnętrznych narzędzi, firmy do finansowania swoich inwestycji wybierają przede wszystkim kredyt bankowy oraz właśnie leasing. Odpowiedź na pytanie, które z nich jest bardziej korzystne zależy jednak od indywidualnych potrzeb klienta.

Przy wyborze rozwiązania należy wziąć pod uwagę specyfikę naszego biznesu. Jeśli potrzebujemy szybko sfinansować zakup nowych maszyn, jednocześnie nie angażując środków własnych, to leasing jest najlepszym wyjściem – zaznacza Jarosław Kubiszewski. Ten instrument finansowy jest też bardzo korzystny ze względu na przepisy podatkowe. W przeciwieństwie do kredytu, w którym w koszty prowadzonej działalności możemy wliczyć jedynie odsetki oraz amortyzację, w przypadku leasingu istnieje możliwość zmniejszenia podatku CIT lub PIT o całą wartość raty – co przy umowach na krótkie okresy pozwala zaliczyć maszynę w koszty np. dwa razy szybciej niż przy zakupie w kredycie.

Firmy leasingowe starają się być partnerem dla leasingobiorców. Na przykład oferują między innymi pomoc w negocjacjach warunków szczegółowych umów z dostawcami, jak również mogą uzależnić wysokość rat od sezonowości branży – podsumowuje ekspert Siemens Finance.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

Już 22 listopada br. podczas największych w Europie Środkowo – Wschodniej motoryzacyjnych targów dla biznesu Fleet Market, które odbędą się w Centrum EXPO XXI w Warszawie, swoje najnowsze samochody osobowe i użytkowe zaprezentują wszyscy wiodący importerzy samochodowi. 

Fleet Market 2017 to już dziewiąta edycja targów organizowanych przede wszystkim z myślą o przedsiębiorcach i właścicielach firm, którzy są obecnymi lub potencjalnymi nabywcami samochodów firmowych i usług flotowych. W tym roku potwierdzone modele premierowe to m.in. Audi A8, BMW X3, Citroën C3 Aircross, DS7 Crossback, Ford GT, Ford Fiesta Vignale, Hyundai Kona, Hyundai i30N, KIA Stinger, KIA Stonic, Mercedes Klasy X, Nissan Leaf, Opel Insignia GSi, SEAT Arona, Škoda Karoq, Volkswagen Polo czy Opel Vivaro Tourer.

Poza tym na targach Fleet Market będzie można zobaczyć modele ekologiczne, specjalistyczne, czy limuzyny. Zaprezentowane zostaną między innymi: Toyota Prius Plug- In, Lexus NX, Renault Zoe, Lexus LS, Volkswagen T-Roc, Audi TT, Opel Combo Izoterma,  Volvo S90 czy Iveco Daily.

Uczestnicy targów będą mogli w jednym czasie i w jednym miejscu porównać ze sobą auta z tych samych segmentów, co jest niewątpliwą zaletą przy podejmowaniu decyzji zakupowych. Samochody zdaniem wielu osób są dziś narzędziem, a ich użytkowanie usługą. Dlatego, mimo, że prezentacja aut stanowi znaczną część ekspozycji, to podczas targów Fleet Market będzie można znaleźć wystawców i ekspertów reprezentujących usługi związane z finansowaniem, leasingiem, wynajmem czy szacowaniem wartości, za jaką po kilku latach będziemy mogli sprzedać nasz samochód. Ponadto, specjalnie dla gości, eksperci od finansów będą mogli przeprowadzić symulację finansowania dla wybranego modelu. Dzięki niej zobaczymy, ile samochód będzie nas kosztował miesięcznie, co wejdzie w skład raty i czy w jednej opłacie będziemy mogli zawrzeć sezonową wymianę opon. Być może korzystniejszym rozwiązaniem jest ponoszenie zaledwie części tych opłat, w zamian za możliwość użytkowania.

Targi to także dostępna dla gości część konferencyjna. Tegoroczny panel konferencyjny skupi się przede wszystkim wokół takich zagadnień jak: oferta finansowania samochodów do firm z sektora MŚP. Przedstawimy oferty programów finansowych importerów, a także firm leasingowych i car fleet management. Eksperci omówią zalety fiskalne tego typu rozwiązań. Jak zawsze nie zabraknie analizy nadchodzących w 2018 roku zmian prawnych i podatkowych, ze szczególnym uwzględnieniem zmian w podatku VAT, PIT i CIT.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

Deficyt finansów publicznych ma wynieść w 2017 r. 51,2 mld zł – podał Eurostat w październikowym „Reporting of Government Deficits and Debt Levels”.

Państwa członkowskie UE przekazują Eurostatowi 2 razy w roku – w marcu i we wrześniu – sprawozdania z danymi dotyczącymi prognozowanego w danym roku deficytu finansów publicznych, z jego składowymi – deficytem budżetu państwa, deficytem budżetów samorządowych oraz deficytem funduszu ubezpieczeń społecznych. Przekazywanie danych dotyczących prognozowanej w danym roku sytuacji finansów publicznych jest elementem monitoringu fiskalnego w UE ustanowionego na potrzeby decyzji dotyczących wyłączania lub włączania procedury nadmiernego deficytu wobec krajów członkowskich UE.

W październikowej projekcji sytuacji finansów publicznych przekazanej Eurostatowi przez Ministerstwo Finansów we wrześniu br. zapisano deficyt w 2017 r. na poziomie 51,2 mld zł. W projekcji kwietniowej (dane z marca) było to 56,8 mld zł, co oznacza, że sytuacja finansów publicznych w ocenie MF dokonanej po 8 miesiącach br. była lepsza (o 5,6 mld zł) niż po 3 miesiącach br.

W tym kontekście bardzo ciekawe jest to, co zapisano w sprawozdaniu dla Eurostatu w pozycji: nakłady brutto sektora finansów publicznych na środki trwałe, czyli inwestycje. Mają one wynieść w 2017 r., wg projekcji październikowej, 80,7 mld zł, czyli o prawie 20 mld więcej niż w 2016 r., ale niestety tylko 1,6 mld zł więcej niż w 2015 r. (nominalnie). Problem w tym, że w projekcji kwietniowej planowane nakłady brutto na środki trwałe wynosiły 86,5 mld zł, czyli o 5,8 mld zł więcej niż plany październikowe. Oznacza to, że spadek planowanego w 2017 r. deficytu sektora finansów rządowych i samorządowych to efekt obniżenia wydatków tego sektora na inwestycje. A inwestycji polska gospodarka potrzebuje jak nigdy wcześniej.

Przedstawiciele rządu w komentarzu do planowanego i przedstawionego Eurostatowi deficytu finansów publicznych w 2017 r. informowali, że ostatecznie będzie on jeszcze niższy niż 51,2 mld zł. Może warto zapytać rząd, co jest przyczyną coraz lepszych prognoz dotyczących deficytu instytucji rządowych i samorządowych. Na ile są one efektem dalszego ograniczania nakładów na inwestycje, na ile efektem opóźniania zwrotu podatku VAT przedsiębiorcom, a na ile efektem bardzo dobrej koniunktury gospodarczej i przede wszystkim domykania luk podatkowych. Te dwa ostatnie czynniki poprawiające sytuację finansów publicznych bardzo by cieszyły, dwa pierwsze to poważne zmartwienie.

Patrząc na wykonanie budżetu państwa za 8 miesięcy 2017 r. widzimy, że jego dochody były wyższe od planowanych w harmonogramie o 21,5 mld zł. Głównym źródłem wzrostu był VAT. Wpływy z tego podatku wzrosły r/r o 23,5 proc., podczas gdy sprzedaż detaliczna wzrosła w tym samym okresie o 8,2 proc. (ceny bieżące). Zatem koniunktura gospodarcza jest na pewno źródłem wzrostu wpływów do budżetu państwa z podatku VAT, ale nie w osiągniętym stopniu (23,5 proc. r/r). Pozostaje zatem efekt domykania luk podatkowych, a także efekt opóźnień zwrotów VAT. Łącznie mogło to dać ok. 10 mld zł. Pytanie ile z tego odbywa się kosztem przedsiębiorców i ich płynności finansowej.

Dochody budżetu państwa z podatku PIT wzrosły w ciągu 8. miesięcy 2017 r. o 8,3 proc. r/r. W tym czasie fundusz płac w przedsiębiorstwach 10+ wzrósł o 10 proc. Można zatem przyjąć, uwzględniając słabsze zapewne tempo wzrostu funduszu wynagrodzeń w sektorze mikroprzedsiębiorstw i w sektorze publicznym, że wpływy budżetowe z podatku PIT rosną w tempie zgodnym z sytuacją na rynku pracy. Także dochody do budżetu państwa z podatku CIT wzrosły w okresie styczeń-sierpień 2017 r. w tempie porównywalnym do wzrostu wyniku finansowego brutto firm.

Widzimy zatem, że relatywnie dobre wyniki finansów publicznych mają dwa główne źródła – niską skłonność do inwestycji sektora instytucji rządowych i samorządowych oraz wyższe wpływy z podatku VAT. W tym drugim przypadku nie wiemy jednak w jakim stopniu poszczególne elementy (koniunktura gospodarcza, domykanie luki podatkowej, opóźnienia w zwrocie VAT przedsiębiorcom) wpływają na wzrost wpływów budżetowych z VAT. A warto to wiedzieć, bo można wtedy ocenić, czy źródła te są trwałe czy też jednorazowe.

Deficyt sektora finansów publicznych będzie w 2017 r. znacznie niższy od planowanych w ustawie budżetowej na 2017 r. 59,3 mld zł. To już wiemy z danych przekazanych Eurostatowi przez MF (51,2 mld zł). Z przekazów medialnych od członków rządu wiemy, że może on być jeszcze niższy niż 51,2 mld zł. Jeśli spadek deficytu sektora finansów rządowych i samorządowych ma trwały, strukturalny charakter, należy chwalić rząd jak nigdy dotąd. Jeśli jednak ten niższy deficyt jest budowany przede wszystkim na koniunkturze gospodarczej, która jest przecież zmienna oraz na opóźnieniach w zwrocie VAT, a przede wszystkim na ograniczaniu wydatków na inwestycje, to niestety mamy problem.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Jednoosobowa działalność gospodarcza czy spółka z o.o., a może akcyjna? W jakiej formie zorganizować startup, aby jak najmniej oddać organom podatkowym od zebranych pieniędzy ze zrzutek w internecie? Różnice sięgają kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Prześwietlamy obowiązujące przepisy prawne – kiedy i ile należy się urzędowi skarbowemu?

Środki finansowe zgromadzone w ramach finansowania społecznościowego, tzw. crowdfundingu, są w świetle obowiązujących przepisów prawnych traktowane jako darowizny, tzn. że od takich wpłat firmy muszą odprowadzić podatek. Czy takie koszty ponosi tylko obdarowany? Czy firmy płacą tylko podatek dochodowy PIT lub CIT, czy także VAT?

Ile od jednoosobowych?

Najczęstszą formą prawną  startupów w Polsce są jednoosobowe działalności gospodarcze. W tym  przypadku mamy do czynienia z sytuacją, w której darowizny pieniężne są przekazywane de facto osobie fizycznej. Dlatego też,  zastosowanie mają  tu przepisy o podatku od spadków i darowizn od osób fizycznych  i nie ma znaczenia, że darowizny są powiązane z prowadzoną działalnością gospodarczą.

Zgodnie z art. 9 ust. 1 ww. ustawy, opodatkowaniu podlegają środki o wartości przekraczającej:

1) 9 637 zł – jeżeli obdarowanym jest osoba wchodząca w skład I grupy podatkowej (zaliczamy tu małżonka, zstępnych, wstępnych, pasierba, zięcia, synową, rodzeństwo, ojczyma, macochę i teściów)

2) 7 276 zł – jeżeli obdarowanym jest osoba wchodząca w skład II grupy podatkowej (zaliczamy tu zstępnych rodzeństwa, rodzeństwo rodziców, zstępnych i małżonków pasierbów, małżonków rodzeństwa i rodzeństwo małżonków, małżonków rodzeństwa małżonków, małżonków innych zstępnych)

3) 4 902 zł – jeżeli obdarowanym jest osoba wchodząca w skład III grupy podatkowej (zaliczamy tu innych nabywców, czyli osoby obce).

Co ważne, kwoty opisane powyżej sumują się na przestrzeni 5 lat. Jednak dotyczą sytuacji, w których wpłaty przekazane są tylko przez pojedyncze osoby, a nie całościowej wartość internetowej zbiórki.

100 wpłat po 2 000 zł na jedną zrzutkę przekazane przez 100 różnych osób nie wymaga zgłoszenia i opodatkowania zbiórki, gdyż żadna z wpłat nie przekracza kwoty zwolnionej z podatku tj. kwoty 4 902 PLN. W tym przypadku nie trzeba więc płacić podatku – wyjaśnia Tomasz Chołast, współzałożyciel Zrzutka.pl. – Najlepiej, aby na potwierdzenie powyższego, obdarowany był w posiadaniu imiennego spisu darczyńców i wpłaconych przez nich sum pieniędzy – dodaje Chołast.

Hojniejszy darczyńca

Co jeśli jednak suma wpłat przekazanych przez jedną osobę, z którą nie jesteśmy w żaden sposób spokrewnieni, w okresie 5 lat przekracza kwotę 4 902 zł?

W takiej sytuacji należy zgłosić tę jedną wpłatę w odpowiednim urzędzie skarbowym, poprzez deklarację SD-3 i odprowadzić należny podatek – wyjaśnia  Chołast z Zrzutka.pl.

Bez znaczenia dla obowiązku podatkowego jest natomiast charakter zbiórki. Zatem, bez względu czy organizujemy zrzutkę na cele prywatne czy charytatywne, opisane powyżej zasady mają identyczne zastosowanie. Co warto także podkreślić, w przypadku darczyńców, czyli osób wpłacających na internetowe zbiórki, taka czynność pozostanie neutralna z punktu widzenia obowiązku podatkowego. Nie zapłacą więc one podatku od przekazanych środków.

Jaki podatek płacą osoby prawne?

W przypadku zbiórek organizowanych przez spółki prawa handlowego, czyli z ograniczoną odpowiedzialnością oraz akcyjne, czyli tzw. osoby prawne, na platformie finansowania społecznościowego, mamy do czynienia z wielowątkową sytuacją.

Pierwszy przypadek, najczęściej występujący, to tzw. model „fanowski”, kiedy spółka zbiera środki na cele własne i w którym zrzutka jest nieodpłatna, czyli wpłacający nie otrzymują w zamian tzw. świadczeń wzajemnych (np. produktu po niskiej cenie lub kodu rabatowego umożliwiającego zakup towaru po niższej cenie, czy długopisu z logo firmy). Wówczas wpłata taka traktowana jest jako darowizna i  będzie opodatkowana podatkiem dochodowym CIT. Jednak beneficjent takiej zbiórki nie będzie zobligowany do odprowadzenia podatku VAT – podstawa prawna art. 5 ust. 1 ustawy o podatku od towarów i usług. Zatem dla przykładu, kiedy uzbieramy za pośrednictwem platformy crowdfundingowej 100 tys. zł, będziemy musieli odprowadzić podatek w wysokości 19% (chyba, że mamy do czynienia z tzw. małą spółką z o.o., wówczas 15%). Czyli ze zgromadzonych środków zostanie nam 81 tys. zł dla naszej firmy.

W przypadku drugim, w tzw. modelu finansowania społecznościowego mieszanego, kiedy zbiórka jest odpłatna, czyli w zamian za środki finansowe, wpłacający otrzymuje świadczenie wzajemne, np. usługę lub rzecz, nawet o bardzo niskiej wartości i zbiera środki na cele własne, to urząd skarbowy, zgodnie z artykułem 12 ust. 1 pkt 1 Ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, będzie traktował zgromadzone fundusze, jako przychód z prowadzonej działalności podlegający opodatkowaniu podatkiem dochodowym CIT.

Dodatkowo, jeżeli beneficjent jest płatnikiem podatku VAT i w zamian za wsparcie finansowe będzie realizował tzw. świadczenia wzajemne, to powinien także tym podatkiem opodatkować uzbierane fundusze. Zatem ze zgromadzonych w zrzutce przykładowych 100 tysięcy zł, będzie musiał odprowadzić 23% podatku VAT i 19% CIT. W związku z czym firmie zostanie do wykorzystania 65 853 zł, czyli o ponad 15 tys. zł mniej, niż w przypadku pierwszym, czyli w modelu „fanowskim”.

Będąc startupem poszukującym finansowania poprzez model crowdfundingowy, z punktu widzenia podatkowego najlepiej ubiegać się o środki finansowe prowadząc jednoosobową działalność gospodarczą. Wówczas obciążenie ze strony fiskusa będzie najmniejsze, praktycznie równe lub bliskie 0 zł. W przypadku spółek z o.o. i akcyjnych, najlepiej zorganizować tzw. zbiórkę „fanowską” bez oferowania darczyńcom świadczeń wzajemnych. Wówczas będziemy musieli odprowadzić do organów podatkowych „tylko” 19% od zgromadzonych środków finansowych – podsumowuje Tomasz Chołast, współzałożyciel Zrzutka.pl.

Jedynym przypadkiem, w którym osoba prawna jest zwolniona z podatków, zarówno CIT jak i VAT, jest sytuacja, kiedy taki podmiot organizuje zbiórkę w celach charytatywnych.

 

Źródło: Zrzutka.pl

Jak wynika z badania „Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa o usługach finansowych”, firmy z sektora MŚP nadal najchętniej korzystają z własnych środków do prowadzenia działalności – aż 89 proc. badanych odpowiedziało, że preferuje właśnie taki sposób finansowania przedsiębiorstwa. Nie zawsze jednak jest to możliwe, zwłaszcza jeśli przedsiębiorca planuje większe inwestycje. Wyniki badania wskazują, że właśnie na taki cel najczęściej brane są kredyty w polskich firmach. Obecnie z kredytu inwestycyjnego korzysta 44 proc. średnich i ok. 1/3 mikro i małych przedsiębiorstw. W celu skorzystania z tego sposobu finansowania, należy jednak spełnić szereg wymogów stawianych przez banki, niektóre mogą w znaczny sposób ograniczyć możliwość wzięcia kredytu.

Strata na koniec ubiegłego roku może przekreślić szanse na kredyt

Jednym z dokumentów wymaganych przez banki do wyliczania zdolności kredytowej przedsiębiorcy, jest jego PIT za ubiegły rok. Jeżeli widnieje na nim strata w przychodzie większa niż 5 proc., to należy się liczyć z odmową udzielenia kredytu. Dla banków finansowanie takiego przedsiębiorstwa jest ryzykowne.

Należy jednak pamiętać, że taka strata nie zawsze spowodowana jest złą kondycją przedsiębiorstwa, a poczynionymi przez nie inwestycjami. Jeżeli przedsiębiorca wytłumaczy, że stratę spowodowały zakupy przeznaczone na rozwój firmy, to nadal ma szansę na pozytywne rozpatrzenie wniosku. Każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie, dobrze jednak wiedzieć, jaką politykę na ogół przyjmują konkretne banki lub skorzystać z wiedzy konsultanta finansowego, który podpowie, w jakim banku mamy szansę na kredyt  – mówi Paweł Mazur z ANG Biznes.

Lepiej nie zawieszać działalności

Chwilowe kłopoty firmy często skłaniają przedsiębiorców do zawieszenia działalności. Dzięki temu nie muszą odprowadzać składek do ZUS i mogą przeczekać niekorzystny okres. Robią tak przede wszystkim firmy, które zajmują się działalnością sezonową, które poza kilkoma miesiącami w roku nie odnotowują większych przychodów. Niestety, okazuje się, że zawieszenie działania firmy w okresie krótszym niż 12 miesięcy przez złożeniem wniosku, może zdyskwalifikować przedsiębiorcę w procesie kredytowym. Banki traktują ponowne rozpoczęcie działalności jako nową datę rozpoczęcia jego funkcjonowania na rynku. W związku z tym staż krótszy niż 12 miesięcy jest uważany przez nie za krótki do prawidłowego wyliczenia zdolności kredytowej przedsiębiorstwa.

Zaległości w ZUS i US niemile widziane w banku

Przedsiębiorcy muszą się liczyć z tym, że podczas weryfikacji kredytowej zostanie również sprawdzona ich rzetelność w płaceniu składek do ZUS i Urzędu Skarbowego. Jeżeli z jakiegoś powodu starający się o kredyt zalega z płatnościami, to aby otrzymać kredyt musi je jak najszybciej spłacić lub dogadać się z instytucjami, żeby zgodziły się rozłożyć należność na raty. W przeciwnym razie bank może wydać negatywną decyzję, szczególnie jeśli przedsiębiorca stara się o wyższą kwotę kredytu.

Niektóre branże mają pod górkę

Może się okazać, że starający się o kredyt przedsiębiorca dostanie odmowę już na samym początku procesu. Niektóre branże nie są przez banki w ogóle obsługiwane, np. hazardowa, zbrojeniowa czy finansowa, a niektóre są bardzo dokładnie przez nie weryfikowane.

– Należą do nich między innymi branża budowlana i transportowa – dodaje Paweł Mazur. – Wiele banków bardzo krytycznie podchodzi również do rolników, zwłaszcza tych, którzy prowadzą działy specjalne produkcji rolnej. Może się okazać, że to, co wpiszemy jako główną działalność podczas procesu rejestracji firmy, wpłynie na późniejsze starania o finansowanie w banku. Wybierając zatem kody PKD, sprawdźmy, jak do danej branży podchodzą banki, aby nie przekreślić już na starcie swoich szans na kredyt.

Przedsiębiorcy na ryczałcie mają mniejsze szanse na kredyt

Jednym z podstawowych czynników wpływających na zdolność kredytowych przedsiębiorstwa jest jego sposób rozliczania się z fiskusem. Okazuje się, że najgorzej traktowanym przez banki jest sposób ryczałtowy. Dzieje się tak, ponieważ w przypadku ryczałtu podatek płacony jest od przychodu. Podstawą wyliczania zdolności kredytowej przez banki jest natomiast dochód przedsiębiorstwa. Banki szacują więc dochód firmy jako 20 – 25 proc. przychodu, co oznacza, że aby dostać kredyt, przedsiębiorca musi mieć bardzo wysoki przychód. W innym przypadku nie ma szans na finansowanie. Niektóre banki ze względu na trudności w obliczaniu dochodu, od razu skreślają taką firmę w procesie starania się o kredyt.

Minimalne wynagrodzenie za pracę w 2018 r. będzie wynosiło 2100 zł. Oznacza to wzrost o 100 zł w stosunku do 2017 r.

Rada Ministrów przyjęła rozporządzenie w sprawie wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę oraz minimalnej stawki godzinowej w 2018 r., przedłożone przez ministra rodziny, pracy i polityki społecznej.

Minimalne wynagrodzenie za pracę w 2018 r. będzie wynosiło 2100 zł, co oznacza wzrost o 100 zł (5 proc.) w stosunku do 2017 r. Kwota ta stanowi 47,3 proc. prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej na 2018 r. Minimalna stawka godzinowa w 2018 r. będzie wynosiła 13,70 zł.

Jak podkreślił resort pracy, uzasadniając rozporządzenie, w efekcie wzrostu płacy minimalnej dochody rozporządzalne gospodarstw domowych wzrosną o 1,13 mld zł netto. Ministerstwo założyło w wyliczeniach, że liczba pracowników otrzymujących wynagrodzenie w wysokości płacy minimalnej to ok. 1,4 mln osób. W związku z tym koszty wynikające ze zwiększenia płacy minimalnej dla instytucji publicznych oszacowano na ok. 501,4 mln zł, obciążenia przedsiębiorstw mają wzrosnąć o 1,66 mld zł.

Jak podało MRPiPS, w wyniku wzrostu płacy minimalnej zwiększą się wpływy do sektora finansów publicznych z tytułu podatku dochodowego oraz składek na ubezpieczenia społeczne, zdrowotne i fundusze (ok. 1,03 mld zł). Podkreślono, że w związku ze wzrostem wpływów z tytułu PIT, powiększą się zarówno dochody budżetu państwa jak i jednostek samorządu terytorialnego.

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Uszczelnienie systemu podatkowego jest jednym z głównych priorytetów Ministerstwa Finansów. Po działaniach mających na celu zapobieganie oszustwom i wyłudzeniom podatku VAT, przyszła kolej na podatek dochodowy. Projekt nowelizacji ustaw podatkowych ma przede wszystkim uszczelnić CIT i jest kolejnym po zapowiedziach gruntownych zmian systemowych oraz zastąpieniu PIT i CIT trzema nowymi ustawami, elementem uszczelniania systemu podatkowego.

Pod koniec maja br. pojawiły się informacje o przymiarkach MF do zastąpienia ustaw o PIT i CIT trzema nowymi, które mają dotyczyć osobno opodatkowania dochodów z wynagrodzeń, działalności gospodarczej i kapitału. Nowe rozwiązania prawne miałyby uprościć niejasne dla podatników przepisy i przyczynić się do zwiększenia przejrzystości prawa podatkowego, a także pozytywnie wpłynąć na prowadzenie działalności gospodarczej. Zmiany planowane w dłuższej perspektywie będą miały charakter systemowy, a zasady naliczania podatku nie będą się różniły od dotychczas stosowanych. W lipcu pojawił się projekt nowelizacji ustaw o podatku dochodowym, który może być wstępem do wdrożenia trzech nowych ustaw.

Trzy odrębne ustawy

Zwolennicy napisania przepisów podatkowych od nowa zauważają, że obecne ustawy dyskryminują przedsiębiorców ze względu na ich status prawny. Spółkom, które są osobami prawnymi, łatwiej rozliczyć niektóre wydatki jako koszty podatkowe, jednak z drugiej strony podlegają one podwójnemu opodatkowaniu: raz jako spółka, a drugi  jako poszczególni wspólnicy otrzymujący dywidendę. Wprowadzenie opodatkowania zależnego od źródła przychodów, a nie kryterium podmiotowego mogłoby ten problem rozwiązać. Zmiana zablokowałaby także możliwość rozliczania poniesionych strat z dochodu kapitałowego w ramach działalności gospodarczej.

Jednocześnie wprowadzenie jednego podatku dla wszystkich przedsiębiorców wiąże się z pułapką jednakowego traktowania osób prowadzących jednoosobowe firmy i duże koncerny, czy spółki kapitałowe, pomimo iż specyfika ich działalności jest skrajnie różna. Ponadto pojawiają się pytania, który sposób opodatkowania będzie obejmował osoby samozatrudnione. Czy będą one podlegały przepisom dotyczącym działalności gospodarczej czy o dochodach z wynagrodzenia? Możliwe wprowadzenie w dłuższej perspektywie trzech nowych ustaw budzi jeszcze inne, istotne wątpliwości.

Interpretacje podatkowe stracą funkcję ochronną

Pomimo zastrzeżeń do obecnego orzecznictwa i piśmiennictwa interpretacyjnego, wynikających głównie z braku spójności w stosowaniu regulacji, stanowi ono niezwykle ważny element wykładni prawa podatkowego, dający poczucie stabilności i sprawiedliwości prawa. Wprowadzenie trzech nowych ustaw może anulować zbudowany przez lata dorobek praktyczny i wprowadzić chaos, który wpłynie na podniesienie ryzyka prowadzenia działalności gospodarczej. Wykładnia przepisów nowych ustaw dokonana na podstawie analogicznych przepisów obowiązujących do tej pory może być kwestionowana, a odbudowanie stabilności w tym zakresie będzie wymagało wielu lat.

W jaki sposób będą rozliczane koszty uzyskania przychodów?

Jedną z istotnych kwestii, którą musiałyby uregulować nowe przepisy są koszty uzyskania przychodu, zwłaszcza w przypadku osób fizycznych. Pracownicy mogą uzyskiwać koszty zarówno ze stosunku pracy, umów-zleceń i o dzieło, a w każdym z tych przypadków koszty są inne. Obecnie stosowane stawki kwotowe w przypadku stosunku pracy nie są sprawiedliwe, bowiem nie były waloryzowane od 2006 roku i nie uwzględniają wzrostu cen, np. biletów komunikacji publicznej. Inaczej koszty rozliczane są w umowach cywilno-prawnych, gdzie mamy do czynienia z dwoma stawkami procentowymi – 20 proc. i 50 proc. Pytanie, w jaki sposób koszty te będą rozliczane w nowej ustawie o podatku od wynagrodzeń.

Co stanie się z ryczałtem i kartą podatkową?

Ważną do rozstrzygnięcia kwestią jest decyzja, co stanie się z najprostszymi formami opodatkowania, czyli ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych i kartą podatkową. Wpływy z karty podatkowej w całości zasilają budżety gmin. Czy nowa ustawa o dochodach z działalności gospodarczej podtrzyma tę formę opodatkowania, czy zmieniając ją, pozbawi części dochodów gminy lub też w inny sposób zrekompensuje braki finansowe po stronie samorządów? Jednocześnie nasuwa się pytanie, czy po zmianach przepisów będzie możliwe, podobnie jak teraz, dokonanie wyboru formy opodatkowania, czy też będą na tyle ujednolicone, że taki wybór będzie ograniczony.

Czy wzrosną podatki?

Mimo, iż Ministerstwo Finansów zapowiada, że zasady naliczania podatku nie zmienią się, obawy ekspertów budzi także możliwość podwyższenia opodatkowania oraz likwidacji podatku liniowego przy okazji zmian przepisów. Takie postulaty padały już wcześniej przy koncepcji podatku jednolitego. Być może w nowych ustawach pojawią się również zapisy zwiększające progresję, dzięki którym osoby zarabiające więcej będę płacić wyższe podatki.

Nowelizacja uszczelniająca podatek CIT

Poza długofalowymi zmianami zapowiedzianymi pod koniec maja, lipiec przyniósł nowy projekt nowelizacji przepisów podatkowych. Ministerstwo Finansów przedstawiło projekt ustawy o zmianie ustaw o PIT, CIT i zryczałtowanym podatku dochodowym. Projekt ten przede wszystkim zakłada odbudowanie źródeł dochodów w CIT, upowszechnienie opodatkowania związanego z prowadzeniem działalności gospodarczej oraz przeciwdziałanie agresywnej optymalizacji podatkowej.

Nowela zawiera także część przepisów, jakie proponowano w maju, skąd rodzi się pytanie, czy zastąpi ona pomysł trzech nowych ustaw, czy też będzie wstępem do ich wprowadzenia. W projekcie z początku lipca pojawiają się bowiem zapisy o wyodrębnieniu w ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych źródła przychodów w postaci zysków kapitałowych oraz rozdzielenie dochodów uzyskiwanych z tego źródła od pozostałych dochodów podatnika.

Opodatkowanie zagranicznych przedsiębiorstw i ograniczenie finansowania długiem

Zmiana przepisów zakłada powiązanie miejsca opodatkowania z miejscem uzyskiwania dochodu. Dzięki temu budżet mają zasilić podatki od dużych, najczęściej międzynarodowych przedsiębiorstw, które do tej pory unikają opodatkowania, stosując np. wykazywanie zawyżonych odsetek od pożyczek od podmiotów powiązanych, kreowanie strat kapitałowych czy fikcyjne usługi niematerialne, realizowane z udziałem podatkowych grup kapitałowych czy kontrolowanych spółek zagranicznych. Nowela modyfikuje przepisy, które do tej pory pozwalały na takie praktyki, m.in. poprzez wprowadzenie limitów odliczenia od podatku wydatków na określone usługi niematerialne, co budzi wiele kontrowersji.

„Zapisane w projekcie ustawy limity, które mają ograniczyć stosowanie agresywnej optymalizacji podatkowej, w rzeczywistości mogą uderzyć w uczciwych podatników. Na szczęście jednak Ministerstwo Finansów usłyszało głos przedsiębiorców i planuje wprowadzić dwa wyłączenia od przyjętych limitów. Pierwsze dotyczy firm, których zysk zależy bezpośrednio od nabytych usług niematerialnych. Drugie wyklucza z objęcia limitem usług świadczonych przez profesjonalnych doradców niepowiązanych kapitałowo lub osobowo z firmą. Wprowadzenie takich zmian w projekcie będzie dobrym posunięciem. Nie można bowiem odgórnie zakładać, że wszyscy przedsiębiorcy nadużywają prawa i unikają opodatkowania. Kwestią sporną pozostaje jednak nadal ograniczenie kosztów finansowania dłużnego” – zwraca uwagę Bogdan Zatorski, ekspert biznesowy Sage w Polsce.

Projekt nowelizacji zakłada bowiem wprowadzenie nowego limitu, który obejmie wszystkie koszty finansowania dłużnego. Kontrowersje budzi fakt, że limit ma dotyczyć nie tylko podmiotów zaciągających długi, ale także wierzycieli i leasingobiorców. Zapisy noweli nie uwzględniają źródła finansowania zewnętrznego, zatem obejmą także pożyczki i kredyty zaciągane u podmiotów niezależnych, np. w bankach. Limit ma obejmować także części odsetkowe raty leasingowej, prowizje, kary i odsetki za opóźnienia w spłacie zobowiązań, czy koszty zabezpieczenia należności, także po stronie pożyczkodawcy. MF przymierza się jednak do podniesienia limitu rozliczenia odsetek w kosztach działalności ze 120 tys. do 1,2 mln zł.

Wyższy limit jednorazowej amortyzacji

Poza kontrowersyjnymi przepisami, proponowane zmiany zawierają także pozytywne zapisy. M.in. ten o podniesieniu z 3 500 zł do 5 000 zł limitu wartości środków trwałych lub wartości niematerialnych i prawnych, który umożliwia jednorazowe zaliczenie tych wydatków do kosztów uzyskania przychodów. Ma to stanowić bodziec inwestycyjny dla małych i średnich firm. Być może jednak limit ten zostanie podniesiony docelowo do kwoty 10 tys. zł. Prace nad nowelizacją są nadal w toku, a wprowadzenie zmian przepisów zakładane jest na początek 2018 roku.

Kierowca, będący osobą prywatną, który aby zaoszczędzić na paliwie szuka przez internet chętnych do wspólnej jazdy, nie musi zawiadamiać o tym fiskusa, ani tym bardziej nie ma obowiązku rejestrować w tym celu własnej firmy.

O ile kierowca oferujący przejazdy za pomocą aplikacji Uber to w oczach fiskusa rasowy przedsiębiorca, o tyle kierowca, oferujący przez internet wspólny przejazd własnym samochodem w zamian za podział kosztów tego przejazdu już nie. Jeśli kierowca działa jako osoba fizyczna nieprowadząca działalności gospodarczej i używa samochodu do celów prywatnych, otrzymana zapłata od pasażera nie rodzi obowiązku podatkowego ani na gruncie PIT ani VAT.

Wspólne przejazdy nie generują zarobku

Dobrym przykładem internetowej platformy pośredniczącej w takich wspólnych przejazdach jest BlaBlaCar. To internetowy portal społecznościowy, na którym mogą się odnaleźć wybierający się w dłuższą podróż kierowcy i osoby potrzebujące tzw. podwózki. Portal pozwala kierowcy zaoszczędzić na kosztach podróży, a pasażerowi znaleźć bardzo tani transport – przykładowa cena za połączenie Warszawa-Katowice to 37 zł.

Zasadą działania portalu jest współdzielenie się przez kierowców kosztami przejazdu z innymi użytkownikami portalu. Kierowca jako osoba prywatna, bez celu zarobkowego, oferuje miejsce w swoim samochodzie w zamian za to, że pasażer „dorzuca się” do benzyny i innych koniecznych opłat (np. za autostradę).

W przypadku BlaBlaCar, sam portal zobowiązuje kierowców do pobierania odpowiednio niskich stawek za przejazd – takich, które nie będą większe niż faktyczny koszt przejazdu, czyli nie pozwolą kierowcy osiągnąć jakiegokolwiek zysku. Jak czytamy w regulaminie BlaBlaCar, „Serwis Usługodawcy dostępny jest dla Usługobiorców wyłącznie dla celów niekomercyjnych. W szczególności zabronione jest oferowanie lub korzystanie z Usług w celach zarobkowych lub związanych z działalnością zawodową Usługobiorców, w tym osiąganie z tytułu Podróży dochodu”.

Nie ma zarobku, nie ma podatku

W powyższych okolicznościach, jeśli kierowca i pasażer występują na portalu jako osoby prywatne, kierowca wykorzystuje swój samochód tylko do celów prywatnych, a pasażer jedynie partycypuje w kosztach transportu, po stronie kierowcy nie pojawia się żaden przychód. Już jakiś czas temu resort finansów zajął stanowisko, że wspólne przejazdy oparte na zasadzie podziału kosztów podróży nie podlegają opodatkowaniu. Zgodnie z art. 9 ust. 2 ustawy o PIT opodatkowaniu podlega bowiem dochód stanowiący nadwyżkę przychodów nad kosztami ich uzyskania.

Opodatkowaniu podlegałby natomiast, zdaniem resortu, dochód kierowcy, jeśli ten pobierałby od pasażerów opłaty za przejazd przewyższające faktyczny koszt wspólnej podróży przypadający na każdego z pasażerów.

Przejazd „przy okazji” nie jest działalnością

Kropką nad „i” przesądzającą o tym, że wspólne przejazdy powinny znajdować się poza zainteresowaniem fiskusa jest fakt, że kierowca podwozi pasażera zawsze przy okazji własnej, zaplanowanej wcześniej podróży. Kierowca nie zabiera pasażera w miejsce, które wybiera pasażer, tylko tam, gdzie akurat jedzie sam, w osobistym celu. Świadczy to o tym, że przejazd jest okazjonalny, zatem nie może być traktowany jako stała działalność gospodarcza, która co do zasady wymaga rozliczania podatku od towarów i usług.

Przyszłość współdzielących się nie jest przesądzona

Warto jednak pamiętać, że póki co, ani ustawa o PIT ani ustawa o VAT nie przewidują szczególnych rozwiązań dotyczących opodatkowania transakcji zawieranych w ramach tzw. ekonomii współdzielenia. Z tych względów ustawodawca często zaleca traktowanie każdego przypadku współdzielenia indywidualnie i ostrożnie. Rynkowi usług prywatnych bazujących na zasadzie współdzielenie cały czas przygląda się nie tylko Ministerstwo Gospodarki, ale i sama Komisja Europejska. Komisja zaleca rozróżniać okazjonalne oferty od regularnego biznesu, innymi słowy – aktywności obywateli opartych na dzieleniu się kosztami od tych, w których celem jest zarabianie na udostępnianych innym zasobach.

 

Źródło: Tax Care

Nie ma podstaw do opodatkowania spłaty udziałów w mieszkaniu pozostałych spadkobierców, jeśli spłata będzie wynosiła tyle samo, co udziały w spadku. W takiej sytuacji nie można mówić o wzbogaceniu się względem odziedziczonego majątku, zatem tym bardziej o pojawieniu się podatku dochodowego do zapłaty – stwierdził fiskus.

Z wątpliwością co do skutków podatkowych otrzymania spłaty w związku z podziałem spadku zwrócił się do fiskusa podatnik, który wraz z żoną oraz zięciem nabył spadek po zmarłej córce. W skład masy spadkowej wchodziło mieszkanie, którego córka była współwłaścicielem razem ze swoim mężem.

Córka podatnika zmarła w 2015 r., a rok później, w 2016 r. sąd rozstrzygnął sprawę o spadek, dzieląc prawo do połowy mieszkania między jej ojca i matkę oraz męża. Druga połowa mieszkania należy do męża z racji wspólności majątkowej. Czyli w obecnej sytuacji mąż spadkodawczyni ma prawo do  udziałów w mieszkaniu w wysokości ¾, natomiast spadkobiercy – matka i ojciec po ⅛ części każde z nich.

Zięć podatnika w tym roku (tj. dwa lata po śmierci córki podatnika i rok po ogłoszeniu spadku przez sąd) zamierza spłacić teściów w kwocie równej wartości ich udziałów w mieszkaniu i w zamian zostać jedynym właścicielem mieszkania. Czy z punktu widzenia teściów ta transakcja spowoduje powstanie przychodu, od którego będą musieli zapłacić PIT? Zdaniem wnioskującego o interpretację przepisów podatkowych nie.

PIT od sprzedaży udziału w mieszkaniu

Generalną zasadą jest, że odpłatne zbycie m.in. nieruchomości, udziału w nieruchomości, spółdzielczego własnościowego prawa do mieszkania czy domu oraz prawa wieczystego użytkowania gruntów rodzi obowiązek zapłaty PIT, o ile:

  • nie dochodzi do niego w ramach działalności gospodarczej oraz
  • zostało dokonane przed upływem 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym nastąpiło nabycie lub wybudowanie (art. 10 ust. 1 pkt 8 ustawy o PIT).

Pod pojęciem odpłatnego zbycia należy rozumieć nie tylko sprzedaż, czy zamianę, ale każdą czynność prawną, w wyniku której dochodzi do przeniesienia prawa własności nieruchomości, jej części lub udziału w niej za odpłatnością, a więc, co do zasady również odpłatny dział spadku.

Spłata teściów nie będzie odpłatnym zbyciem

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji indywidualnej z dnia 9 czerwca 2017 r. o sygn. 0111-KDIB-2-2.4011.78.2017.1.KK przychylił się do stanowiska podatnika. Co prawda okoliczność, że podział spadku następuje ze spłatami na rzecz pozostałych spadkobierców powoduje, że umowa ta ma charakter odpłatny. Nie jest to jednak równoznaczne z obowiązkiem zapłaty podatku dochodowego z tytułu takiego zbycia mieszkania. Jeśli wartość spłaty teściów przez zięcia nie przekracza wartości przysługującego teściom udziału spadkowego, to nie powstaje przychód z odpłatnego zbycia.

Fiskus stwierdził, że w sytuacji, w której spłata jest ekwiwalentna do posiadanego przez podatnika udziału w spadku, podatnik nie uzyskuje w związku z czynnością działu spadku żadnego przysporzenia majątkowego względem odziedziczonej części masy spadkowej. W takim przypadku brak jest podstaw do opodatkowania podatkiem dochodowym kwoty spłaty otrzymanej przez teściów od zięcia.

Moment nabycia spadku przez spadkobierców

Kwestia określenia momentu, w którym spadkobierca nabywa spadek, nie była kluczowa w rozstrzygnięciu fiskusa, choć i tę wyjaśnił. W myśl przepisów Kodeksu cywilnego spadek nabywa się z chwilą otwarcia spadku, a to następuje z chwilą śmierci spadkodawcy. Innymi słowy, z chwilą śmierci należące do zmarłego prawa i obowiązki stają się spadkiem. Z kolei postanowienie sądu o stwierdzeniu nabycia spadku lub akt poświadczenia dziedziczenia potwierdzają jedynie prawo spadkobiercy do spadku.

W sytuacji, w której spadek przypada kilku spadkobiercom, mamy do czynienia z instytucją działu spadku. Wskutek działu spadku poszczególni spadkobiercy stają się podmiotami wyłącznie uprawnionymi względem przyznanych im praw majątkowych, stanowiących do chwili działu przedmiot wspólności. Na skutek działu spadku następuje konkretyzacja składników masy spadkowej przypadających poszczególnym spadkobiercom. A dział spadku może nastąpić bądź na mocy umowy między wszystkimi spadkobiercami, bądź na mocy orzeczenia sądu na żądanie któregokolwiek ze spadkobierców.

W rezultacie w wyniku zniesienia współwłasności (działu spadku) dochodzi więc jedynie do nowego ukształtowania prawa własności poprzez odebranie temu prawu cechy wspólności.

 

Źródło: Tax Care

Polska ma jedne z najniższych podatków w Unii Europejskiej, co każe nam przewartościować dość powszechny pogląd, że daniny w naszym kraju są wysokie – uważa dr Piotr Maszczyk, ekonomista SGH.

Podczas warsztatu dla uczestników szkolenia „Prasowa Akademia Pieniądza XXI” dr Maszczyk przypomniał, że wchodząc do Unii Europejskiej, Polska miała jedne z najniższych podatków wśród wszystkich państw wspólnoty. „W 2004 r. udział dochodów podatkowych w relacji do PKB wynosił 34,3 proc. i tylko sześć państw miało ten wskaźnik niższy niż Polska” – podkreślił Maszczyk, zwracając uwagę, że jednym z tych krajów był Cypr uchodzący wówczas za jeden z rajów podatkowych.

Maszczyk przypomniał, że w kolejnych latach nastąpiły dalsze obniżki podatków w Polsce. „Już w 2005 r. rząd obniżył znacząco składkę rentową co oznaczało obniżenie tego współczynnika. Przygotowano wówczas także reformę dochodów osobistych PIT zmieniającą cztery stawki podatkowe (0 proc., 19 proc., 30 proc., 40 proc.) na trzy (0 proc., 18 proc., 32 proc.), co stanowiło kolejną obniżkę wspomnianej relacji dochodów podatkowych do PKB” – wyjaśnił ekspert SGH.

Zdaniem Maszczyka postrzeganie podatków w Polsce jako wysokich wynika więc raczej z rozkładu obciążeń podatkowych oraz niską kwotą wolną. „Wysokość zerowego progu podatkowego jest w Polsce niższa od minimum socjalnego , a mimo tego dochody, które ciągle jeszcze mieszczą się w minimum socjalnym są u nas opodatkowane. Być może dlatego postrzegamy podatki jako wysokie, mimo że patrząc na obiektywne dane, wcale takie nie są” – wskazał ekonomista.

Maszczyk zauważył też, że dane dotyczące relacji dochodów podatkowych do PKB pokrywa się na ogół z raportami dotyczącymi klimatu inwestycyjnego w danym kraju. ”Szwecja, Dania i Finlandia, które mają jedne z najwyższych podatków są jednocześnie tymi krajami, w których prowadzenie biznesu jest najłatwiejsze i najatrakcyjniejsze z punktu widzenia inwestorów. To także każe zastanowić się nad obiegową opinia, że wysokie podatki odstraszają biznes i nie sprzyjają prowadzeniu działalności gospodarczej” – podkreślił ekonomista.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Spółdzielcze prawo do lokalu mieszkalnego jest prawem niezbywalnym, w związku z czym nie można mówić o jego nabyciu ani też zbyciu w rozumieniu ustawy o PIT. 5-letni termin eliminujący zapłatę podatku od sprzedaży mieszkania może być liczony jedynie od daty nabycia prawa zbywalnego, tj. przekształcenia spółdzielczego prawa do lokalu mieszkalnego w prawo własności.

Generalną zasadą opodatkowania sprzedaży mieszkań jest, że jeżeli odpłatne zbycie nieruchomości lub praw w nim wymienionych miało miejsce przed upływem 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym nastąpiło nabycie lub wybudowanie i nie następuje w wykonaniu działalności gospodarczej, stanowi źródło przychodu i w efekcie skutkuje powstaniem obowiązku podatkowego i zapłaty PIT (art. 10 ust. 1 pkt 8 ustawy o PIT). W praktyce sprzedaż mieszkania zakupionego w 2017 r. będzie wolna od PIT dopiero w 2023 r.

Czy moment przekształcenia spółdzielczego prawa do lokalu w prawo własności wpływa na bieg powyższego terminu?

Z wątpliwością w tej kwestii zwrócił się do fiskusa podatnik, który od 1980 r. posiadał spółdzielcze prawo lokatorskie do lokalu mieszkalnego. Rok temu rozwiódł się i sąd przyznał to prawo jemu, jednocześnie zasądzając spłatę na rzecz byłego małżonka w wysokości prawie połowy wartości mieszkania. Z uwagi na fakt, że podatnik nie dysponował wolnymi środkami finansowymi, postanowił jeszcze w tym roku podpisać umowę ze spółdzielnią o przekształcenie lokatorskiego prawa do lokalu mieszkalnego w prawo odrębnej własności, a następnie sprzedać prawo własności.

Sprzedaż na pokrycie spłaty małżonka

Podatnik stanął na stanowisku, że przekształcenie spółdzielczego prawa do tego lokalu w prawo własności nie będzie stanowić nabycia w rozumieniu ustawy o PIT, stąd nie będzie musiał zapłacić podatku od jego sprzedaży. Jego zdaniem, w przypadku takiego przekształcenia nie można mówić o nabyciu prawa, bo prawo przysługujące podatnikowi istnieje od 1980 r., skoro od tego roku nieprzerwalnie zamieszkiwał w mieszkaniu i opłacał wszystkie należności z nim związane.

Ponadto uznał, że zbycie prawa własności nie spowoduje u niej jakiegokolwiek wzbogacenia się, bo sporą część z uzyskanej sumy podatnik przeznaczy na rzecz byłego małżonka. Z kolei z pozostałej kwoty będzie musiał zaspokoić własne potrzeby mieszkaniowe. Przekształcenie nie będzie polegało na zawarciu umowy sprzedaży i nie spowoduje też zmian związanych z formą użytkowania lokalu. Zbycie nie nastąpi w wykonaniu działalności gospodarczej.

Kluczowa data nabycia prawa własności, nie prawa do lokalu

Fiskus nie przychylił się do stanowiska podatnika, uznając, że nieprawidłowo ustalił on datę nabycia mieszkania, które zamierza sprzedać.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji indywidualnej z dnia 16 maja 2017 o sygn. 0111-KDIB2-2.4011.46.2017.1. stwierdził, że słowo „nabycie” jest synonimem otrzymania czegoś na własność, a spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu mieszkalnego w żadnym wypadku nie ma charakteru własnościowego. Osoba posiadająca takie prawo jest jedynie osobą uprawnioną do używania lokalu jako najemca, a właścicielem i zarządzającym jest spółdzielnia. Poza tym prawa tego nie można nabyć, można je jedynie ustanowić. W konsekwencji, ustanowienie spółdzielczego lokatorskiego prawa do lokalu mieszkalnego nie jest nabyciem w rozumieniu przepisów ustawy o PIT.

Zdaniem fiskusa w rozpatrywanej sprawie nabycie odrębnej własności mieszkania nastąpiło w dniu, w którym podatnik zawarł ze spółdzielnią umowę ustanowienia odrębnej własności, tj. w 2017 r., stąd aby uniknąć PIT od sprzedaży prawa własności, sprzedaż musiałaby nastąpić dopiero w 2023 r.

Spłata na rzecz małżonka nie będzie kosztem przekształcenia

Jednocześnie fiskus podkreślił, że podstawę opodatkowania podatnik może obniżyć o koszty nabycia i sprzedaży prawa własności. Mogą być nimi m.in. wkład mieszkaniowy wniesiony w celu uzyskania spółdzielczego lokatorskiego prawa do lokalu mieszkalnego czy poniesione przez podatnika koszty opłat notarialnych związanych z przekształceniem mieszkania z lokatorskiego na własnościowe.

Natomiast spłata dokonana na rzecz byłego małżonka jest wydatkiem związanym z podziałem majątku wspólnego małżonków w wyniku ustania małżeńskiej wspólności majątkowej. Nie stanowi zatem kosztu nabycia ich mieszkania.

Źródło: Tax Care SA

Jeśli na imienny bilet komunikacji podmiejskiej podatnik wydawał w zeszłym roku ponad 139 zł miesięcznie, może zaoszczędzić na rocznym PIT w Warszawie 153 zł, a w Poznaniu 129 zł – przypomina Tax Care w ramach cyklu „PIT Last Minute”. Na ulgę nie mogą liczyć dojeżdżający do pracy rowerem.

W kolejnym materiale cyklu „PIT Last Minute” Tax Care przypomina o przywileju dla dojeżdżających do pracy komunikacją miejską i podmiejską. W rocznej deklaracji podatkowej mogą wykazać wyższe koszty uzyskania przychodu, niż wynika to z otrzymanego od pracodawcy PIT-11. W stosunku do ubiegłych lat wysokość podstawowych kosztów uzyskania przychodu nie uległa zmianie, natomiast w niektórych miastach ceny biletów komunikacji poszły w górę, co w prawdzie wiąże się z wyższymi kosztami ponoszonymi w trakcie roku, ale i też z większą oszczędnością na podatku dochodowym.

Koszty ujęte w PIT-11 a faktyczna cena dojazdu do pracy

W trakcie roku podatkowego pracodawca co miesiąc obniża przychód pracownika m.in. o ustalone sztywno tzw. zryczałtowane koszty uzyskania przychodów. Ich wysokość wynika z ustawy i zależy od odległości, jaka dzieli miejsce zamieszkania pracownika, a miejsce jego pracy oraz od ilości wykonywanych umów o pracę. Zastosowane koszty pracodawca wykazuje na formularzu PIT-11.

Nierzadko jednak faktycznie poniesione w ciągu roku przez pracownika wydatki na dojazd do biura przekraczają powyższe. Warto pamiętać, że w takim wypadku ma on prawo „upomnieć” się o uwzględnienie tej nadwyżki w rocznym rozliczeniu podatkowym (art. 20 ust. 11 ustawy o PIT). Dzięki temu może obniżyć przychód do opodatkowania, czyli w efekcie zapłacić niższy podatek. Te faktyczne wydatki muszą jednak spełniać łącznie pewne warunki.

Po pierwsze muszą być udokumentowane wyłącznie imiennymi biletami okresowymi. Po drugie muszą dotyczyć przejazdów autobusami, koleją, promem lub komunikacją miejską (m.in. tramwajami, metrem, ale nie taksówkami czy rowerem). Wreszcie prawa do podwyższenia kosztów uzyskania przychodów nie mają ci, którym szef zwrócił koszty dłuższego dojazdu do miejsca pracy.

Najwyższe oszczędności w Warszawie

Z zestawienia aktualnych cen biletów transportu publicznego wynika, że nadal – podobnie jak Tax Care opisywał to w latach ubiegłych – najwięcej na rocznym PIT mogą zaoszczędzić dojeżdżający z terenów podmiejskich.

Biorąc pod uwagę 5 dużych polskich miast, największa różnica między zryczałtowanymi kosztami dojazdu a faktycznymi cenami biletów dotyczy mieszkańca stolicy przemieszczający się do pracy przez cały rok w obrębie dwóch stref aglomeracyjnych. Wynosi ona 851,28 zł w skali roku (210 zł*12 – 1 668,72 zł), co pozwala mu obniżyć podatek o ok. 153 zł. Trochę mniej zaoszczędzą pracownicy dojeżdżający liniami podmiejskimi w Poznaniu i w Krakowie. Faktycznie zapłacą rocznie odpowiednio o 719,28 zł (199 zł*12 – 1 668,72 zł) oraz  o 59,28 zł (144 zł*12 – 1 668,72 zł) więcej niż przewiduje to zryczałtowane rozliczenie. W portfelu Poznaniaka zostanie ok. 129 zł, a Krakowiaka ok. 10 zł.

 

Autor: Katarzyna Miazek, Tax Care

 

Dla większości Polaków obecny system podatkowy jest nieodpowiedni, przede wszystkim ze względu na jego skomplikowanie i niezrozumienie. 93% Polaków uważa, że system ten powinien zostać uproszczony. Obecny system jest postrzegany jako nieprzyjazny, niesprawiedliwy, skomplikowany i niezrozumiały – wynika z badania przeprowadzonego przez firmę Maison&Partners.

– Przeprowadzone badania pokazały, że jeżeli chodzi o rozumienie systemu podatkowego to jest bardzo źle. Większość Polaków nie rozumie o co w tym systemie chodzi, nie ma świadomości jakie podatki płaci. 16 proc. pracujących na umowę o pracę Polaków jest przekonana, że nie płaci podatku PIT. Ponad 50 proc. z nas uważa, że nie płaci podatku VAT. Przecież w każdym zakupie, który dokonujemy jest uwzględniony VAT – mówi dr hab. Dominika Maison, prof. Uniwersytetu Warszawskiego.

Wiedza Polaków na temat istniejącego w Polsce systemu podatkowego jest bardzo mała. Znajomość rodzaju podatków ze słyszenia nie oznacza również, iż Polacy rozumieją, na czym one polegają.

Po pierwsze bardzo mała jest faktyczna wiedza na temat rodzajów podatków: PIT, VAT, CIT. Chociaż 90% twierdzi, że słyszało o podatku PIT, to cały czas 16% pracujących na umowę o pracę jest przekonana, że nie płaci takiego podatku. Podobnie z podatkiem VAT – 90% słyszało o takim podatku, 70% twierdzi, że wie na czym on polega, ale tylko 42% uważa, że płaci taki podatek. Najmniej znanym podatkiem jest podatek CIT, co nie dziwi, gdyż jest to podatek odprowadzany przez pracodawców. Ponadto 21% Polaków jest przekonana, że nie płaci żadnych podatków, ani PIT-u, ani CIT-u, ani nawet VAT-u.

Uzupełnieniem braku wiedzy na temat działania i zasad systemu podatkowego w Polsce jest również brak świadomości wysokości wynagrodzenia z uwzględnieniem zawartych w nim podatków. Spośród osób pracujących 82% orientuje się ile wynosi ich wynagrodzenie netto, 72% twierdzi, że wie ile wynosi kwota brutto (choć prawdopodobnie wynik ten jest zawyżony), natomiast tylko 36% ma świadomość dodatkowych kosztów ich wynagrodzenia dla pracodawcy i zawartych w nich podatkach.

W świetle toczącej się od lat w mediach dyskusji o tym, czy Polacy wolą system podatkowy progresywny czy liniowy, wyniki pokazują, że poparcie zależy od sformułowania pytania. Jeżeli operuje się tylko nazwą systemu podatkowego (bez jego wyjaśnienia) to 10% jest za obecnie istniejącym systemem progresywnym, 20% za liniowym, ale równocześnie aż 69% nie ma zdania na ten temat (gdyż prawdopodobnie nie ma wiedzy). Natomiast gdy zada się pytanie z podaniem przykładu na konkretnych kwotach (czyli dostarczy wiedzy respondentom), to okazuje się, że poparcie dla liniowego podatku drastycznie wzrasta – 60% Polaków (trzykrotnie więcej niż w pytaniu bez przykładu) wskazuje ten system jako właściwy, a poparcie progresywnego systemu pozostaje na podobnym poziomie (12%) – czyli ma pięciokrotnie mniej zwolenników niż obowiązujący obecnie podatek progresywny. Preferencja wobec systemu liniowego (szczególnie po wyjaśnieniu jego zasad) utrzymuje się w Polsce od lat. Ten obraz wyników pokazywały badania z 2009 zaprezentowane w książce „Polak w świecie finansów” (PWN, D. Maison, 2013).

Z Raportu wynika, że spośród osób pracujących na umowę o pracę 65% rozlicza się samodzielnie. Pozostała jedna trzecia (35%) rozliczających się z podatku PIT nie robi tego samodzielnie. Są to przede wszystkim osoby najmłodsze i o najniższym wykształceniu, które korzystają ze wsparcia rodziny i znajomych. Spośród osób samodzielnie rozliczających podatki aż 40% uważa to zadanie za trudne.

Badanie przeprowadzone przez firmę Maison&Partners pokazuje, że zdecydowana większość, bo aż 70% Polaków, jest za uproszczeniem dotychczasowego systemu podatkowego i wprowadzeniem nowego, w którym pracownicy nie musieliby się rozliczać na koniec roku z podatków, gdyż wszystkie podatki byłyby odprowadzane przez pracodawcę.

91% Polaków uważa, że taki system jest lepszy od dotychczasowego a 68% uważa, że byłby to system lepszy dla Polski niż dotychczasowy. Większość Polaków postrzega taki system jako lepszy dla wszystkich: obywateli, przedsiębiorców i państwa.

– Mamy nadzieję, że działania nowo powstałej koalicji „Polacy na rzecz sprawiedliwych podatków” doprowadzą do wprowadzenia zupełnie nowego systemu podatkowego, który my proponujemy – powiedział Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP. – Starego nie ma sensu już ulepszać i modyfikować. Wszyscy dobrze wiemy, że tworzenie nowych regulacji i przepisów w tym zakresie nie ma przełożenia na realną poprawę, nie tylko w zakresie lepszego stosowania przepisów podatkowych, ale także skutecznego weryfikowania ich przestrzegania. System podatkowy trzeba stworzyć od nowa i to jest fakt. Mówiliśmy o tym już dawno. Przedstawiliśmy wstępne założenia dotyczące nowego systemu podatkowego i cieszy nas, że ta propozycja spotkała się z tak pozytywnym odbiorem większości społeczeństwa – podsumował Kaźmierczak.

Zdaniem większości Polaków (73%) zaproponowany system podatkowy byłby korzystny przede wszystkim dla obywateli (36% – dla obywateli + 37% – dla wszystkich). Znacząco mniej, bo 16% Polaków uważa, że na takim systemie skorzystałoby tylko państwo, a najmniej osób (4%) uważa, iż taki system byłby korzystny wyłącznie dla przedsiębiorców.

Z przytoczonych danych wynika, że taki system podatkowy byłby dla zwykłych obywateli dużo bardziej zrozumiały, a co więcej odciążyłby ich od konieczności sporządzania corocznego rozliczenia podatkowego i zdejmował odpowiedzialność za źle rozliczone podatki.

 

Wypowiedź: dr hab. Dominika Maison, prof. Uniwersytetu Warszawskiego.

To, co Donald Trump powie 28 lutego w Kongresie, może mieć fundamentalne znaczenie dla wyceny dolara. W zaplanowanym na ten dzień wystąpieniu prezydent USA zaprezentuje zmiany założeń polityki fiskalnej, które znajdą odzwierciedlenie w przedstawionym w kolejnych dniach projekcie budżetu na najbliższy rok oraz planach dochodów i wydatków na kolejne 10 lat – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

W pierwszych wystąpieniach przed połączonymi izbami Kongresu amerykańscy prezydenci tradycyjnie przedstawiają podstawowe elementy polityki gospodarczej swoich nowych administracji. Czy prezydent Donald Trump powtórzy we wtorek obietnice, które w kampanii składał jako kandydat?

Przypomnijmy, że Trump i Republikanie przedstawiali kompleksowy program zmiany podatków. Chodziło m.in. o obniżenie liczby progów PIT dla Amerykanów z siedmiu do trzech. Najwięcej na obiecanych reformach zyskałyby osoby zarabiające powyżej 400 tys. dolarów rocznie. Redukcji powinny ulec również obciążenia na rzecz państwa związane z zyskami kapitałowymi.

Mniejsze obciążenia fiskalne zostały obiecane także przedsiębiorstwom, gdzie podatek od zysków, według planów prezydenta, spadłby z obecnych 35 do 15 proc., a w założeniach republikańskiego planu gospodarczego „A Better Way” – do 20 proc. Towarzyszące im programy promocji eksportu i produkcji dóbr oraz usług w kraju (Korekta Podatku Granicznego) czy plan repatriacji zagranicznych zysków przez amerykańskie przedsiębiorstwa także pojawiały się w kampanii wyborczej konserwatystów. Na uwagę zasługuje też zapowiedź przeznaczenia 1 biliona dolarów w najbliższej dekadzie na inwestycje infrastrukturalne.

Historia drogowskazem?

Przez ostatnie tygodnie w przestrzeni medialnej zamiast dyskusji na temat zmian w polityce fiskalnej wiele było informacji dotyczących imigracji. Powoli więc uczestnicy rynku zaczęli się zastanawiać, jaka część z kampanijnych zapowiedzi zostanie zrealizowana. Przyszłotygodniowe wystąpienie Trumpa w Kongresie i późniejszy plan budżetu na rok fiskalny 2018 (zaczynający się od października 2017 r.) to już praktycznie ostatni moment, by odnieść się do przedwyborczych obietnic.

Gdyby we wtorkowym wystąpieniu Trumpa pojawiły się zapowiedzi zmian podatków dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw, a także większość pozostałych projektów, to szanse na ich faktyczne wprowadzenie są stosunkowo duże. Analizując pierwsze po przyjęciu nominacji orędzia amerykańskich prezydentów dostępne na stronach kalifornijskiego uniwersytetu USCB (The American Presidency Project), widać, że plany miały odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Poświęcone w znacznej części sprawom gospodarczym orędzie Ronalda Reagana z 18 lutego 1981 r. spowodowało, że już od 1982 r. podatki dochodowe dla najbogatszych zmniejszyły się z 70 do 50 proc., a dla najmniej zarabiających – z 14 do 12 proc. (wg archiwalnych danych amerykańskiego Urzędu Skarbowego – IRS).

Podczas drugiej kadencji Reagana redukcja podatków była jeszcze głębsza. W 1988 r. zostały już tylko dwie skale podatkowe – 15 i 28 proc., co oznacza, że obciążenia fiskalne dla najbogatszych zmniejszyły się aż o 42 pkt proc. w porównaniu do 1981 r. W tym samym okresie redukcji o 12 pkt proc. uległy podatki dla przedsiębiorstw.

Prezydentura George’a Busha nie zmieniła zauważalnie podatków, prócz wprowadzenia trzeciego progu na poziomie 31 proc. Ale już w 1993 r. Bill Clinton w swoim pierwszym orędziu zapowiedział, że 1.2 proc. najlepiej zarabiających Amerykanów będzie płacić wyższe podatki. W rezultacie najzamożniejsza grupa zaczęła oddawać państwu 39.6 proc. swojego dochodu.

Warto zauważyć, że podczas sprawowania władzy przez Reagana czy Busha cały czas w Izbie Reprezentantów przewagę mieli Demokraci, a od drugiej połowy lat 80. Republikanie utracili także Senat. Mimo to kluczowe zmiany zostały wprowadzone. Teraz cały Kongres jest pod kontrolą Republikanów, co dodatkowo powinno ułatwiać proces legislacyjny i faktyczne wprowadzenie zmian sugerowanych w kampanii.

Silny wpływ na dolara

Zmniejszenie podatków dla gospodarstw domowych to impuls do konsumpcji. Wyższe wydatki infrastrukturalne, repatriacja zagranicznych zysków czy redukcja obciążeń regulacyjnych dla przedsiębiorstw to szansa na przyspieszenie inwestycji. Stymulacja eksportu oraz mniej opłacalny import to z kolei szansa na wyższą inflację. Wszystkie te elementy powinny przynajmniej w krótkim terminie sprzyjać wzrostowi gospodarczemu i podwyższać prawdopodobieństwo szybszego od oczekiwań podnoszenia stóp procentowych.

Ponieważ jednak powyższe zmiany cały czas są w formie planów, stosunkowo niewiele niezależnych ośrodków analitycznych oszacowało ich skutki dla gospodarki amerykańskiej. Temat został jednak podjęty w listopadzie przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD).

Organizacja przyjęła w swoich szacunkach, że stymulacja fiskalna w 2018 r. zwiększy wzrost PKB w porównaniu do wcześniejszego scenariusza o 0.9 pkt proc. do 3.0 proc. O 0.4 pkt proc. ma być wyższa inflacja i sięgnąć w przyszłym roku 2.2 proc. Nie to jest jednak najważniejsze. Kluczową kwestią są szacunki, jak mogą wyglądać rynkowe stopy procentowe, których wyznacznikiem są np. rentowności obligacji skarbowych.

Według modeli OECD rentowności 10-letnich obligacji skarbowych mogą wzrosnąć z obecnych 2.4 proc. do 3.6 proc. Różnica w dochodowości obligacji krajów rozwiniętych z podobną wiarygodnością kredytową jest jednym z podstawowych impulsów do zmian na rynku walutowym. Tak silna zmiana przyszłych stóp procentowych mogłaby doprowadzić do gwałtownego wzmocnienia się dolara w perspektywie najbliższych kilku miesięcy.

Niezwykle ważne najbliższe dni

Barack Obama pierwsze wystąpienie przed połączonymi Izbami Kongresu miał 24 lutego 2009 r. Już dwa dni później został ogłoszony budżet na 2010 r. Z kolei w 2001 r. orędzie George’a W. Busha odbyło 27 lutego, a plan wydatków i dochodów państwa Kongres otrzymał dopiero 9 kwietnia.

Budżet Donalda Trumpa ma, wg doniesień agencji Bloomberg, trafić na Kapitol w okolicach 13 marca. Podczas środowej konferencji prasowej te doniesienia potwierdził Sean Spicer, rzecznik Białego Domu.
Biorąc jednak pod uwagę, że plany gospodarcze zaprezentowane w inauguracyjnym orędziu prezydenta zwykle mają przełożenie w ogłoszonym później budżecie, już we wtorek będzie można oszacować skalę zmian fiskalnych. Gdyby wystąpienie Donalda Trumpa w Kongresie zawierało większość kampanijnych zapowiedzi, wtedy scenariusz silnego wzmocnienia się dolara stałby się bardzo prawdopodobny. Niewykluczone, że w takim rozwoju sytuacji amerykańska waluta sięgnęłaby poziomu 4.50 zł w kolejnych miesiącach.

Źródło: Cinkciarz.pl

Rząd chce zmienić PIT tak, aby urząd skarbowy rozliczał podatnika. Zmiana ma ograniczyć koszty, a projekt zmian wpisany jest do wykazu prac legislacyjnych.

Zgodnie z uzasadnieniem, jakie napisano w wykazie prac legislacyjnych, zmiany mają polegać na ograniczeniu kosztów związanych z poborem podatku dochodowego od osób fizycznych poprzez zmniejszenie: kosztów związanych z zaopatrzeniem urzędów skarbowych w papierowe wersje druków zeznań; kosztów związanych z obsługą deklaracji składanych papierowo; uwolnienie pracodawców od kosztownego utrzymywania dokumentacji papierowej.

Zmiana ma też na celu uwolnienie podatników podatku dochodowego od osób fizycznych, uzyskujących dochody wyłącznie od płatników lub organów rentowych, od samodzielnego sporządzania zeznań podatkowych.

„Wniosek o sporządzenie zeznania składany byłby wyłącznie elektronicznie za pośrednictwem portalu podatkowego lub banków. Rozliczenia podatku dochodowego za dany rok podatkowy – na podstawie złożonego wniosku oraz informacji o dochodach od płatnika lub organu rentowego – dokonywałby za podatnika urząd skarbowy. Tak przygotowane zeznanie udostępniane byłoby podatnikowi w systemie teleinformatycznym do akceptacji lub odrzucenia” – napisano.

Proponuje się, aby taką możliwością rocznego rozliczenia podatku dochodowego od osób fizycznych objąć podatników rozliczających się: indywidualnie, wspólnie z małżonkiem, w sposób przewidziany dla osób samotnie wychowujących dzieci.

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Tylko do piątku, 20 stycznia, przedsiębiorcy mogą zmienić formę opodatkowania na kolejny rok. Po raz pierwszy mogą to zrobić elektroniczne, warunkiem jest jednak posiadanie profilu zaufanego lub płatnego podpisu elektronicznego.

Jeśli przedsiębiorca chce zmienić sposób opodatkowania swojego biznesu, jaki stosował do tej pory, musi powiadomić o tym fiskusa najpóźniej 20 stycznia br. Chodzi o przejście ze skali podatkowej na podatek liniowy lub formy ryczałtu oraz odwrotnie, z liniowego i form ryczałtu na skalę.

„Deadlinem” nie muszą się przejmować ci właściciele działalności, którzy chcą kontynuować w 2017 r. przyjętą w zeszłym roku formę opodatkowania, z wyjątkiem kartowiczów. Jeśli oni chcą nadal opłacać PIT przy pomocy karty podatkowej, również do 20 stycznia br. są obowiązani złożyć wniosek o zastosowanie karty podatkowej, tj. PIT-16.

  skala podatkowa podatek liniowy ryczałt od przychodów ewidencjonowanych  

karta podatkowa

Czy można zrezygnować w trakcie roku?  

 

nie

 

nie

 

tak

Możliwe przymusowe przejście na skalę w trakcie roku  

 

tak

 

tak

 

tak

 

 

Kto nie może wybrać tej formy PIT-u?

 

 

 

 

 

współpracujący z byłym pracodawcą

m.in. przedsiębiorcy z nieokreślonych w ustawie branż;

współpracujący z byłym pracodawcą; niektóre wolne zawody, prawnicy, księgowi, ochroniarze

m.in. przedsiębiorcy z nieokreślonych w ustawie branż; zatrudniający więcej pracowników niż określono w ustawie
Jak zgłosić decyzję o zmianie opodatkowania? oświadczenie pisemne

lub CEIDG-1

oświadczenie pisemne lub CEIDG-1  

oświadczenie pisemne lub CEIDG-1

 

PIT-16 lub CEIDG-1 z dołączonym PIT-16

Ważne zmiany przepisów obowiązujące od 2017 r.  

nowe zasady liczenia kwoty wolnej

 

utrzymany na dotychczasowych zasadach

 

zwiększony limit przychodów z 150 tys. do 200 tys. euro

 

utrzymana wysokość stawek z 2016 r.

Formalności przez internet

Zmiany opodatkowania można dokonać w urzędzie skarbowym, składając pisemne, sporządzone samodzielnie oświadczenie o wyborze formy opodatkowania lub zawiadomienie o rezygnacji z danej formy (a w przypadku karty podatkowej deklarację PIT-16) lub wysłać listem polecony. Od tego roku można też dokonać zmiany opodatkowania elektronicznie.

W tym ostatnim wypadku trzeba skorzystać z wniosku o zmianę wpisu CEIDG-1 dostępnym na www.prod.ceidg.gov.pl. Zaznaczamy w okienku nr 1 rodzaj wniosku, a przy nr 18 formę opodatkowania. Kartowicze wypełniający CEIDG-1 muszą dołączyć do wniosku PIT-16.

Aby zmiana opodatkowania biznesu odbyła się w pełni online, przedsiębiorca musi posiadać albo wykupiony kwalifikowany podpis elektroniczny (poświadczony certyfikatem) albo potwierdzony profil zaufany, który jest bezpłatny. Jednym z nich musi bowiem podpisać elektroniczny CEIDG-1. Płatny podpis można kupić jedynie w certyfikowanych firmach, darmowy można uzyskać na www.pz.gov.pl. „Aktywacja” bezpłatnego e-podpisu może wiązać się z koniecznością złożenia niestety osobistej wizyty w Punkcie Potwierdzającym (urzędzie skarbowym, niektórych placówkach ZUS-u, ale i też np. oddziałach Idea Banku, mBanku).

 „Samozatrudnieni” bez wyboru

Warto pamiętać, że wyboru ryczałtu czy podatku liniowego pozbawiony jest ten przedsiębiorca, który współpracuje ze swoim byłym lub obecnym pracodawcą. W praktyce chodzi o osoby, które zakładają działalność gospodarczą jedynie pod jednego kontrahenta – ich pracodawcę – zmieniając tym samym etat na własną firmę, czyli ich zdaniem na korzystniejszy od etatu „kontrakt”. Popularnie nazywa się takich przedsiębiorców samozatrudnionymi.

Źródło: taxcare.pl

Po programach ,,Rodzina 500 plus” i ,,Mieszkanie plus” nadszedł czas na kolejny projekt, który na wzór wcześniejszych konceptów rządu został nieoficjalnie nazwany – ,,500 plus dla przedsiębiorców”. Zmiana zakłada nowelizację ustawy o PIT oraz CIT, dzięki której przedsiębiorstwa będą mogły skorzystać z rozszerzonej ulgi dotyczącej amortyzacji dóbr inwestycyjnych. Jak podkreślają przedstawiciele rządu, reforma jest kolejnym elementem Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. W ten sposób, bezpośrednio skorzystają na niej wszystkie przedsiębiorstwa, zwłaszcza małe i średnie, natomiast pośrednio cała gospodarka.

Ta forma wsparcia będzie polegać na rozszerzeniu zakresu jednorazowej amortyzacji środków trwałych. Do tej pory było to możliwe wyłącznie do kwoty nabycia danego dobra inwestycyjnego w wysokości 3,5 tys. zł. Na mocy nowych przepisów, ta kwota wzrośnie do 100 tys. zł, pod warunkiem że w danym roku wartość zakupów dóbr inwestycyjnych przekroczy 10 tys. zł. Podmiot, który skorzysta z pełnego odpisu zyska w ciągu roku 17,7 tys. zł. Nowy koncept obejmie swoim zasięgiem 1,3 mln przedsiębiorców i rocznie będzie kosztował Skarb Państwa około 100 mln zł, czyli stosunkowo niewiele.

Warto w tym miejscu zadać pytanie, czy nowa zmiana zasługuje na miano ,,dobrej”. Odpowiedź wydaje się oczywista – tak, zasługuje, zwłaszcza z perspektywy małych i średnich firm, bowiem na większych jednostkach gospodarczych takie kwoty nie robią wrażenia. Wyższa kwota jednorazowej amortyzacji może zachęcić firmy do nieco wcześniejszych decyzji inwestycyjnych. Plusem nowego rozwiązania jest nie tylko wyższy koszt uzyskania przychodu (tzn. niższy podatek), ale także korzyści wynikające z uniknięcia strat z tytułu zmienności wartości pieniądza w czasie. Ponadto, zmiana przyczyni się do mniejszego wykorzystania pomocy de minimis (do 50 tys. euro dla małych podatników o rocznym przychodzie 1,2 mln euro), która wiąże się ze znacznie bardziej skomplikowanym procesem administracyjnym oraz z możliwością utraty szans na pozyskanie innych środków europejskich, a tych w obecnej perspektywie unijnej dla Polski jest naprawdę wiele.

Mimo wszystko należy podkreślić, że reforma nie stanowi bezinteresownego przejawu sympatii rządu do przedsiębiorców. Główną intencją jest przede wszystkim pobudzenie inwestycji, których dynamika w pierwszej połowie 2016 r. wyniosła -5,9% rdr. Co więcej, w trzecim kwartale ubiegłego roku poziom inwestycji skurczył się o 7,7%. Te słabe wyniki obciążają rachunek PKB, który w 2016 r. będzie najprawdopodobniej istotnie niższy od początkowego konsensusu. To zła wiadomość nie tylko dla przeciętnego Kowalskiego, ale również, a raczej przede wszystkim  dla polityków. Oczywiście opóźniona realizacja budżetu unijnego niewątpliwie pobudzi poziom krajowych inwestycji ale w dłuższej perspektywie europejskiej kroplówki w końcu zabraknie, dlatego należy podejmować decyzje, które wzmocnią polski potencjał inwestycyjny.

Z całą pewnością nowelizacja ustawy o PIT i CIT może wzmocnić dynamikę inwestycji, lecz w moim przekonaniu nie zażegna kryzysu i nie będzie miała znaczącego wpływu w długim terminie. Cały szkopuł tkwi w tym, że przedsiębiorstwa posiadają odpowiednie środki, aby realizować kolejne przedsięwzięcia, lecz tego nie robią. Według szacunków NBP, polskie firmy na koniec 2015 r. posiadały blisko 250 mld zł na kontach i depozytach bankowych. Co więcej, najnowszy raport zapewne wykaże wzrost tej kwoty, tym bardziej że w ostatnich latach trend jest wyraźnie wzrostowy. Wiele wskazuje na to, że aktualna sytuacja ekonomiczna i polityczna nie tylko na lokalnym podwórku, nie zachęca polskich przedsiębiorców do inwestowania swoich nadwyżek. Wysoki poziom niepewności oraz ryzyka związany z polityką oraz nadmiernym interwencjonizmem państwowym obecnego rządu stanowi istotną barierę – rynek lubi mieć wolną rękę, przewidywalną politykę oraz stabilną sytuacją gospodarczą w kraju i za granicą, a tych póki co wydaje się brakować.

Warto oczywiście wyjść naprzeciw oczekiwaniom polskich firm, zwłaszcza teraz, gdy wcześniej wspomniane czynniki globalne nie stanowią dla nich wsparcia. Dobra zmiana powinna objąć cały system podatkowy, by był znacznie bardziej przejrzysty i prostszy. Być może należy obniżyć stopę opodatkowania dochodów, co jednak w dobie nadmiernie ekspansywnej polityki fiskalnej wydaje się trudnym zadaniem. Ponadto, państwo powinno zmienić swoje nastawienie do przedsiębiorców, którzy nierzadko padają ofiarami aparatu skarbowego. Władza powinna zapewnić stabilność polityczną, zwłaszcza w zakresie polityki gospodarczej, która sprzyja rozwojowi biznesu. Dlatego też należy jasno powiedzieć, że program ,,500 plus dla przedsiębiorców” to dobre rozwiązanie, jednak zdecydowanie niewystarczające.

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Zbliża się termin składania zeznań podatkowych przez firmy – niektóre należy złożyć już do końca stycznia. Dlatego właśnie przedsiębiorstwa zatrudniające więcej niż 5 osób powinny już teraz sprawdzić, czy posiadają ważny kwalifikowany certyfikat umożliwiający podpisanie deklaracji podatkowych podpisem elektronicznym.

Z raportu na temat stanu polskiej e-administracji pt. „E-administracja w Polsce na tle Unii Europejskiej” przygotowanego przez zespół ekspertów z Laboratorium Gospodarki Cyfrowej DELab Uniwersytetu Warszawskiego wynika, że Polacy wciąż niezbyt chętnie korzystają z usług publicznych oferowanych przez Internet. Zalewnie 31 proc. z nas w ciągu ostatniego roku kontaktowała się z jednostkami administracji za pośrednictwem narzędzi on-line innych niż e-mail. Jest to jeden z najsłabszych wyników w UE. Sytuację ma poprawić realizacja rządowego programu „Od papierowej do cyfrowej Polski”, który zakłada, że w ciągu 5 lat połowa Polaków będzie załatwiała 80 proc. spraw urzędowych przez Internet. Pomimo wymagającego podniesienia poziomu polskiego „ucyfrowienia”, warto zwrócić uwagę na dane Ministerstwa Finansów, z których wynika, że w 2016 r. 46 proc. wszystkich zeznań podatkowych za poprzedni rok stanowiły deklaracje składane przez Internet. To dobry wynik, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że jeszcze trzy lata temu odsetek ten wyniósł zaledwie 25 proc.

Kto powinien składać e-deklaracje i do kiedy?

Obowiązek złożenia deklaracji podatkowych w formie elektronicznej dotyczy biur rachunkowych oraz wszystkich firm, które zatrudniają więcej niż 5 pracowników. Termin na przesłanie formularzy fiskusowi (tj. PIT-8C, PIT-11, PIT-R, IFT-1/IFT-1R, IFT-3/IFT-3R oraz rocznego obliczenia podatku PIT-40) mija 28 lutego, jednak w przypadku niektórych deklaracji (PIT-4C oraz PIT-8AR) ostateczna data to 31 stycznia. Pozostałe firmy, czyli te zatrudniające do pięciu pracowników, mają wybór – mogą składać druki w formie papierowej bądź w trybie elektronicznym.

Co to jest podpis elektroniczny?

E-podpis to zbiór danych, które pozwalają na potwierdzenie tożsamości danego użytkownika – wyjaśnia Elżbieta Włodarczyk, dyrektor Linii biznesowej podpis elektroniczny w KIR. – W przypadku e-deklaracji urząd skarbowy, dzięki zastosowaniu podpisów elektronicznych w formularzach, może stwierdzić autentyczność przesłanych przez podatnika dokumentów – dodaje. – Pod względem skutków prawnych podpis elektroniczny jest równoważny podpisowi własnoręcznemu i jednoznacznie poświadcza tożsamość jego właściciela, którym może być jedynie osoba fizyczna – zaznacza E. Włodarczyk.

Warto podkreślić, że podpis elektroniczny jest dużo bardziej odporny na fałszerstwa niż ten składany odręcznie. Jest on przyporządkowany wyłącznie osobie składającej podpis i sporządzany przy pomocy tylko jej dostępnych bezpiecznych urządzeń (karta kryptograficzna) i danych.

E-podpis łatwo dostępny

Zestaw do e-podpisu można kupić w jednej z pięciu firm świadczących usługi certyfikacyjne w zakresie bezpiecznego podpisu elektronicznego, wpisanych do specjalnego rejestru Ministerstwa Cyfryzacji, np. w Centrum Obsługi Podpisu Elektronicznego Szafir w KIR. W przypadku oferowanego przez KIR e-podpisu, klienci mają do dyspozycji sieć kilkunastu placówek firmy w całej Polsce oraz kilkuset współpracujących banków spółdzielczych, których adresy dostępne są na stronie  www.elektronicznypodpis.pl

Jak zamówić podpis elektroniczny? Zestawy w różnych konfiguracjach można zamówić on-line na stronie KIR. Wystarczy wypełnić zamówienie, wydrukować udostępnione dokumenty (umowę oraz zamówienie), opatrzyć je podpisem osoby upoważnionej, a następnie wysłać na adres wybranego oddziału KIR. Dokumenty możemy również wysłać w wersji elektronicznej, potwierdzonej bezpiecznym e-podpisem, na adres podany w podsumowaniu zamówienia. Zamówiony zestaw będzie przygotowany do odbioru w placówce wskazanej w zamówieniu.

www.kir.pl

 

W ostatnich dniach rząd oficjalnie potwierdził swoją inicjatywę dotyczącą wprowadzenia jednolitego podatku, łączącego PIT oraz składki na ZUS i NFZ. Pomysł, który wcześniej został zaprezentowany przez Platformę Obywatelską i skrytykowany przez obecną partię rządzącą, najprawdopodobniej zostanie wprowadzony w życie wraz z początkiem 2018 roku. Sama idea na pierwszy rzut oka wydaje się słuszna. Jednak projekt nie rozwiązuje kilku zasadniczych kwestii, a jego realizacja może przynieść efekty odwrotne do haseł postulowanych przez ich autorów.

Zaproponowane zmiany zakładają, że jednolity podatek będzie podzielony na dwie części: podatkową i składkową. Zabieg ten ma na celu przede wszystkim uprościć system oraz zlikwidować jego niebezpośrednią degresywność. Co więcej, reforma zniesie także wymóg ubezpieczenia zdrowotnego, które do tej pory było obligatoryjne w przypadku umów o pracę, natomiast fakultatywne w odniesieniu do umów cywilnoprawnych. Ponadto, kwota wolna od podatku zostanie najprawdopodobniej zwiększona z obecnych 3091 zł do 8000 zł. Ta oczywiście będzie dotyczyć jedynie części podatkowej. Podobnie ulga na dzieci będzie odpisywana tylko i wyłącznie od PIT – u. Reforma nie wyklucza możliwości dotychczasowego wspólnego rozliczania przez małżonków. Wiele wskazuje na to, że zmianie ulegną również obecne progi podatkowe. Ich liczba może zostać zwiększona nawet do pięciu. Dodatkowo zmianie ulegną przepisy dotyczące maksymalnych składek na ubezpieczenia społeczne. Do tej pory nie mogły one przekroczyć trzydziestokrotności prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej na dany rok kalendarzowy. Reforma zakłada, że nadwyżka ponad tę kwotę zwiększy podstawę opodatkowania.

W efekcie wszystkich wymienionych zmian, jednolity podatek z pewnością wpłynie na obniżenie kosztów podatkowych najmniejszych podmiotów. Powstałą dziurę w budżecie sfinansują natomiast Ci najzamożniejsi. Beneficjentami tej reformy będą mali przedsiębiorcy oraz społeczeństwo. Spadek kosztu zatrudnienia pracownika pozytywnie wpłynie na rynek pracy oraz na redukcję szarej strefy. W oczach większości Polaków nowa forma systemu podatkowego będzie znacznie mniej skomplikowana oraz bardziej sprawiedliwa. Oczywiście, odmienne zdanie będą miały osoby najzamożniejsze, które będą musiały płacić więcej.

Może się wydawać, że rząd musi bardzo ostrożnie i dokładnie opracować nowy plan, aby pękający w szwach budżet mógł udźwignąć efekty tej reformy. Legislatorzy podkreślają, że proponowane zmiany będą obojętne dla Skarbu Państwa. Paradoksalnie nie można odrzucić scenariusza, w którym to nowe rozwiązanie wpłynie na budżet pozytywnie. Obecnie zaledwie 2,7% Polaków przekracza drugi próg podatkowy. Zapłacone przez nich daniny odpowiadają za 25,5% przychodów budżetu państwa z tytułu PIT. To oznacza, że odpowiednio przygotowana reforma może wpłynąć na wzrost dochodów państwa. Tutaj pojawia się kluczowe pytanie zadawane od wielu lat. Czy Ci najbardziej przedsiębiorczy muszą płacić tak wiele w ,,nagrodę” za ich znaczący wkład w rozwój gospodarki?

Kwestia reorganizacji podatkowej pozostaje w ścisłej korelacji z przyszłym kształtem systemu emerytalnego. Póki co, autorzy nowego rozwiązania nie podają odpowiedzi na pytania dotyczące roli składek do OFE. Ponadto, mankamentem pozostają liczne ulgi podatkowe. Na pewno pozostanie ulga na dzieci oraz możliwość wspólnego rozliczania podatku przez małżonków, a co z resztą? Pomysł nadal wydaje się niedopracowany, dlatego z jednoznaczną oceną należy wstrzymać się do prezentacji kompleksowego projektu.

Oceniając pomysł nowego podatku można już teraz sformułować kilka wstępnych wniosków. Trzeba podkreślić, że system podatkowy nigdy nie będzie sprawiedliwy, dlatego ocena każdej jego reformy, pod tym względem zawsze będzie nieodpowiednia. Podatki powinny być proste i przejrzyste, i w tym kontekście można pozytywnie ocenić proponowane zmiany. Z drugiej strony, czy aby na pewno głównym zamierzeniem nowej ustawy nie jest zwiększenie dochodów budżetu państwa kosztem najzamożniejszej klasy społeczeństwa? Pozostała część konceptu wydaje się dobrym pomysłem, jednak w mojej ocenie należy się bardzo dokładnie zastanowić przed podjęciem decyzji o tak skokowym wzroście progresji podatkowej.

 

Lukasz Rozbicki_1Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Eksperci

Polacy puszczają z dymem 105 tysięcy mieszkań rocznie

W bieżącym roku Polacy wydadzą na wyroby tytoniowe około 28 miliardy złotych – wynika z szacunków HR...

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

AKTUALNOŚCI

Trendy 2020: Elastyczny styl pracy kusi coraz więcej Polaków

Z najnowszej edycji badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” wynika, że el...

Dlaczego Black Friday jest czarny, czyli #walmartfights, księgowi i kryzys

Już od kilku lat czarny piątek (ang. Black Friday) rozpoczyna sezon wyprzedaży w Polsce. O wiele dłu...

Zniesienie limitu ZUS od 1 stycznia 2020 – znowu prawdopodobne

12 listopada 2019 r. do Sejmu trafił projekt ustawy, przewidującej zniesienie górnego limitu składek...

Wielka kradzież danych osobowych. Uważaj, żeby nie spłacać cudzego kredytu!

W ciągu kilkunastu dni dane osobowe kilkuset tysięcy osób trafiły w niepowołane ręce na skutek rażąc...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Mikrorachunek podatkowy – każdy będzie musiał go mieć. Ministerstwo Finansów publikuje fi

Mikrorachunek podatkowy - założenia Mikrorachunek podatkowy będzie już od początku 2020 roku służył ...

Mimo rosnących cen Polacy chcą mieszkać na swoim

Najnowsze statystyki potwierdzają, że nieruchomości wciąż pozostają w czołówce najbardziej opłacalny...

Warszawa do 2050 r. chce być neutralna klimatycznie

Warszawa do 2050 r. chce być neutralna klimatycznie. Podobną deklarację złożyło blisko 400 miast na ...

Prezes Jacek Rutkowski z tytułem Przedsiębiorcy Roku – Biznesowego Ambasadora Roku magazynu

Twórca sukcesu największego polskiego producenta AGD został laureatem pierwszej edycji nagród Przeds...

Trendy 2020: Elastyczny styl pracy kusi coraz więcej Polaków

Z najnowszej edycji badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” wynika, że el...