Krótszy tydzień pracy przestał być wyłącznie zagranicznym eksperymentem. W Polsce trwa pilotaż skróconego czasu pracy z zachowaniem wynagrodzenia, w którym uczestniczą dziesiątki firm i instytucji. Testowane są różne rozwiązania – od dodatkowego dnia wolnego po zmniejszenie liczby godzin pracy. Wyniki eksperymentu mogą mieć znaczenie dla przyszłości polskiego rynku pracy.
Firmy już testują nowe rozwiązania
Od 1 stycznia 2026 roku trwa zasadniczy etap rządowego pilotażu skróconego czasu pracy. Program prowadzony przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej obejmuje 78 pracodawców i niemal 5 tys. pracowników.
Do programu zgłosiło się wcześniej aż 1994 przedsiębiorstw i instytucji. Ostatecznie wybrano podmioty, które otrzymały możliwość przetestowania różnych modeli organizacji pracy.
To oznacza, że Polska nie wprowadza obecnie odgórnie czterodniowego tygodnia pracy. Testuje natomiast rozwiązania, które mogą w przyszłości doprowadzić do szerszych zmian.
Nie wszędzie chodzi o wolny piątek
Jednym z najczęściej kojarzonych rozwiązań jest czterodniowy tydzień pracy. Pilotaż jest jednak znacznie szerszy.
Pracodawcy mogą testować m.in.:
- dodatkowy dzień wolny,
- krótszy czas pracy każdego dnia,
- zmniejszenie liczby godzin pracy,
- własny model organizacji skróconego czasu pracy.
Najważniejszym warunkiem jest zachowanie wynagrodzenia pracowników objętych programem.
Oznacza to, że firma nie musi koniecznie przejść z pięciu dni pracy na cztery. Może np. skrócić każdy dzień pracy albo zastosować inne rozwiązanie dopasowane do charakteru działalności.
Przedsiębiorcy mają sprawdzić, czy da się pracować krócej
Idea pilotażu jest prosta: sprawdzić, czy krótszy czas pracy może funkcjonować bez pogorszenia sytuacji firmy.
Ministerstwo chce zebrać dane zarówno od pracowników, jak i pracodawców. Testowane rozwiązania mają być oceniane pod kątem organizacji pracy i ich wpływu na funkcjonowanie przedsiębiorstw.
To szczególnie ważne dla biznesu. Inaczej wygląda bowiem skrócenie czasu pracy w biurze, inaczej w zakładzie produkcyjnym, handlu, transporcie czy usługach.
Nie istnieje jeden model, który można bez zmian zastosować we wszystkich branżach.
Wynagrodzenie nie może spaść
Jednym z podstawowych warunków udziału w pilotażu jest utrzymanie wynagrodzeń pracowników objętych projektem na poziomie nie niższym niż przed rozpoczęciem pilotażu.
Pracodawca musi również utrzymać zatrudnienie na poziomie co najmniej 90 proc. stanu początkowego.
Ma to ograniczyć ryzyko sytuacji, w której skrócenie czasu pracy byłoby finansowane poprzez masową redukcję zatrudnienia.
Państwo dofinansowuje eksperyment
Uczestniczące firmy i instytucje mogły otrzymać wsparcie finansowe. Maksymalna kwota wynosi 1 mln zł na projekt, ale nie więcej niż 20 tys. zł na jednego pracownika.
Pieniądze mogą pomóc pracodawcom przygotować organizację pracy do nowego modelu.
Dla firmy skrócenie czasu pracy może bowiem oznaczać konieczność zmiany grafików, reorganizacji procesów, automatyzacji części zadań czy zwiększenia efektywności.
Czy krócej znaczy mniej produktywnie?
To jedno z najważniejszych pytań, na które ma odpowiedzieć pilotaż.
Jeżeli pracownik spędza w firmie mniej czasu, przedsiębiorstwo musi znaleźć sposób na utrzymanie odpowiedniej wydajności.
Może to oznaczać większe znaczenie:
- automatyzacji,
- cyfryzacji,
- sztucznej inteligencji,
- lepszego planowania zadań,
- ograniczenia niepotrzebnych spotkań,
- usprawnienia procesów administracyjnych.
W niektórych firmach krótszy czas pracy może więc paradoksalnie przyspieszyć inwestycje w technologie.
Nie każda firma jest gotowa na cztery dni pracy
Skrócenie czasu pracy może być łatwiejsze w przedsiębiorstwach, w których pracę można elastycznie organizować.
Znacznie większym wyzwaniem może być natomiast produkcja, transport, handel czy branże wymagające ciągłej obsługi klientów.
Dlatego właśnie polski pilotaż nie ogranicza się do jednego modelu. Pracodawcy mogą sprawdzać rozwiązania dostosowane do swoich warunków.
Co mówi obecne prawo?
Na dziś standardowy pełny wymiar czasu pracy w Polsce nadal wynosi 8 godzin na dobę i przeciętnie 40 godzin tygodniowo w pięciodniowym tygodniu pracy.
Jednocześnie Kodeks pracy już obecnie przewiduje system skróconego tygodnia pracy. Może on obejmować pracę przez maksymalnie cztery dni w tygodniu, przy czym dobowy wymiar czasu pracy może wynosić do 12 godzin. Rozwiązanie to jest jednak czymś innym niż powszechny czterodniowy tydzień pracy z zachowaniem pełnego wynagrodzenia.
To ważne rozróżnienie, ponieważ w Polsce nie obowiązuje obecnie powszechna zasada „cztery dni pracy za pięć dni pensji”.
2026 rok będzie kluczowy
Pilotaż skróconego czasu pracy trwa do 31 grudnia 2026 roku. Następnie rozpocznie się etap podsumowania wyników. Ostateczny raport ma zostać przedstawiony najpóźniej 15 maja 2027 roku.
Dopiero wtedy będzie można znacznie lepiej ocenić, które modele sprawdziły się w polskich przedsiębiorstwach.
To może być początek większej zmiany
Dyskusja o czterodniowym tygodniu pracy nie dotyczy wyłącznie dodatkowego dnia wolnego.
W tle znajduje się znacznie większe pytanie: czy polska gospodarka może zwiększać produktywność, jednocześnie ograniczając czas spędzany przez pracowników w pracy?
Jeżeli pilotaż pokaże, że część firm jest w stanie utrzymać efektywność przy krótszym czasie pracy, argumenty za dalszymi zmianami na rynku pracy będą znacznie silniejsze.
Jeżeli natomiast okaże się, że rozwiązanie jest trudne lub kosztowne w wielu branżach, może to przemawiać za pozostawieniem większej elastyczności pracodawcom.
Cztery dni pracy? Na razie eksperyment
Na razie nie można powiedzieć, że czterodniowy tydzień pracy w Polsce został przesądzony.
Można natomiast powiedzieć coś innego: Polska już testuje skrócenie czasu pracy na realną skalę. W programie uczestniczy niemal 5 tys. pracowników, a przedsiębiorcy sprawdzają różne sposoby organizacji pracy przy zachowaniu wynagrodzeń.
Jeżeli wyniki okażą się korzystne zarówno dla pracowników, jak i przedsiębiorstw, pilotaż może stać się ważnym argumentem w dyskusji o przyszłości polskiego rynku pracy.





