niedziela, Październik 27, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "zysk"

zysk

Mogą przynieść zysk kilka razy wyższy niż lokata. Bez trudu można znaleźć na rynku takie, które gwarantują ochronę całości lub większości kapitału. Ich konstrukcja jest prosta. Można je nabywać w banku lub na rynku kapitałowym. A na dodatek oferują ekstra bonusy. Certyfikaty strukturyzowane mogą być doskonałym instrumentem dla inwestorów poszukujących szans na ponadprzeciętny zysk, ale unikających nadmiernego ryzyka.  

Mają niejedno imię. Nazywane są strukturami, lokatami inwestycyjnymi albo trackerami (dlatego, że naśladują zachowania instrumentu bazowego, od którego zależy wartość inwestycji). Taki punkt odniesienia może stanowić przykładowo indeks giełdowy (Nasdaq, DAX), określona grupa akcji (spółki technologiczne, biomedyczne), surowiec (złoto, kakao, soja), grupa surowców (metale szlachetne, surowce rolne) albo kurs waluty.

W wielkim uproszczeniu certyfikat strukturyzowany to rodzaj umowy – „zakładu” z jego emitentem.  Sprzedawca i nabywca umawiają się, że jeśli w danym czasie zostanie zrealizowany określony scenariusz (np. wzrost lub spadek instrumentu bazowego) posiadacz certyfikatu otrzyma określony zysk. Instrument ten ma dodatkowo dwie zalety. Inaczej niż w bezpośredniej inwestycji, niezrealizowanie bazowego scenariusza nie musi oznaczać straty wpłaconego kapitału. Na rynku znajdziemy produkty z pełną lub częściową, warunkową ochroną wpłaconego kapitału. W przypadku tych drugich ograniczona ochrona wiąże się z potencjalnie wyższym zyskiem.

Dodatkowym plusem (w stosunku np. do ETF) jest to, że certyfikat może przynieść dodatkowy ekstra zysk z tytułu bonusu wypłacanego po spełnieniu określonych warunków. Jest to doskonałe narzędzie inwestycyjne w czasie umiarkowanych wzrostów na giełdach. Jeśli oparty jest o dobrze rokujący, nieprzewartościowany instrument bazowy szanse na zysk stają się naprawdę spore.

Naśladowca

 Certyfikat strukturyzowany należy do grupy instrumentów finansowych o średnim poziomie ryzyka. Polega na tym, że daje inwestorowi możliwość czerpania zysków z inwestycji w instrumenty trudno dostępne dla indywidualnej osoby, np. w zagraniczne akcje lub surowce. Certyfikat odwzorowuje zachowanie instrumentu bazowego na zasadzie 1:1. Jeśli oparty jest o rynek złota, to gdy kruszec drożeje wartość certyfikatu również rośnie. Analogicznie: gdy instrumentem bazowym jest kurs indeksu giełdowego lub grupy akcji konkretnych spółek, a ich wartość rośnie, to na wartości zyskuje również certyfikat.

Analogicznie jak w przypadku akcji, do kupna i sprzedaży certyfikatów niezbędne jest posiadanie rachunki maklerskiego. Nie oznacza to, że broker może być jedynym dystrybutorem. Certyfikaty strukturyzowane można znaleźć w ofercie banków, istnieje też obrót publiczny certyfikatami w ramach rynku równoległego na giełdzie. W zależności od oferty od inwestora mogą, choć nie muszą, być pobierane prowizje. Trzeba się też liczyć z koniecznością poniesienia opłat z tytułu świadczenia usług maklerskich oraz podatku od zysków kapitałowych.

Bezpieczny papier

Certyfikaty zazwyczaj emitowane są przez duże, wyspecjalizowane instytucje finansowe, jak banki, co w istotny sposób ogranicza ryzyko niewypłacalności emitenta. Jest to instrument przygotowywany w oparciu o fachową wiedzę, skonstruowany w oparciu o ekspertyzę i doświadczenie zespołów analityków, którzy prognozują możliwe wzrosty określonej grupy aktywów.

Certyfikat może zostać wyemitowany na określony czas, po którym przedstawiany jest do wykupu albo na czas nieograniczony – inwestor sam decyduje kiedy zakończyć inwestycję. Może mieć różne cechy w zależności o rodzaju do jakiego należy, gdyż certyfikaty to cała rodzin instrumentów finansowych.

Najprostsze są trackery, certyfikaty odzwierciedlające zachowanie instrumentu bazowego. Short trackery umożliwiają grę na spadki. Certyfikaty dyskontowe sprzedawane są po niższej cenie, przy czym wysokość zysku z inwestycji jest organiczna tzw. capem, czyli górnym limitem ceny, jaki może osiągnąć instrument.

Scenariusz inwestycyjny

 W bankach certyfikaty strukturyzowane dostępne są w ramach subskrypcji na organizowane regularnie emisje. Klient z góry zna maksymalny okres inwestycji (zazwyczaj od minimum 12 miesięcy do 3 lat) oraz warunki na jakich kalkulowany będzie jego zysk. To ile zarobi na swojej inwestycji zależy od odczytów wartości bazowego indeksu w tzw. dniach obserwacji. Dla każdej emisji są one ustalane indywidualnie.

Odczyty uruchamiają też różne mechanizmy. Przykładowo dla jednego produktu zysk będzie wypłacony w przypadku gdy indeks będzie miał wartość inna niż bazowa we wszystkich dniach obserwacji, a dla innego wystarczy, że spełni ten warunek w kilku z nich. Może się też zdarzyć, że certyfikat zostanie automatycznie wykupiony i umorzony przed zakończeniem okresu inwestycji np. w pierwszym dniu obserwacji. Taką możliwość daje przykładowo certyfikat strukturyzowany „Postaw na Banki III” emitowany przez Bank BGŻ BNP Paribas, a dostępny m.in. w BGŻ Optima. Przed podjęciem decyzji o zakupie certyfikatu strukturyzowanego zawsze trzeba dokładnie zapoznać się z informacją o produkcie, aby zrozumieć mechanizm scenariusza wpływającego na wynik inwestycji.

Ekstra bonus

Specyficzną grupą certyfikatów są tzw. certyfikaty bonusowe. Taki papier podobnie jak tracker naśladuje zachowania indeksu bazowego, ale dodatkowo umożliwia wypracowanie ekstra zysku z tytułu bonusów wypłacanych w ścisłe określonych datach trwania inwestycji, po osiągnięciu określonych parametrów przez instrument.

Przykład: certyfikat oparty o indeks banków europejskich, dzień pomiaru co sześć miesięcy, dzień automatyczny wykup po osiągnięciu zakładanych parametrów, zakończenie inwestycji po 3 latach. Założenie: jeśli w dniu pomiaru indeks, który naśladuje certyfikat znajdzie się na poziomie początkowym lub powyżej niego, inwestor otrzymuje kapitał plus kupon. Bonus jest wypłacany w kolejnych dnach pomiaru jeśli instrument bazowy będzie powyżej początkowego poziomu.

Kilkanaście procent zysku

Certyfikat jest dobrym pomysłem dla inwestorów unikających dużego ryzyka inwestycyjnego. Na liście instrumentów szeregowanych według ryzyka lokuje się tuż poniżej tradycyjnych produktów oszczędnościowych, jak lokata i obligacje skarbowe i na równi z obligacjami korporacyjnymi. Ma nad nimi jednak tą przewagę, że ryzyko niewypłacalności emitenta, ze względu na rozmiary instytucji emitujących certyfikaty jest bardzo ograniczone. Certyfikat daje szansę uzyskana zysku kilkakrotnie wyższego niż zyski z lokaty, nawet rzędu kilkunastu procent. To więcej niż zysk z obligacji korporacyjnych czy funduszy obligacji.

 

 

 

 

 

Autor: Dorota Seń, ekspertka BGŻ Optima

 

Najnowsze dane GUS pokazują, że inflacja wzrosła do 2,2%. Przy takim poziomie zdecydowana większość lokat bankowych przynosi straty w ujęciu realnym. Z wyliczeń Expandera wynika, że aby zarabiać, ich oprocentowanie musi wynieść przynajmniej 2,72%. Tymczasem banki oferują średnio 1,47%. Nie powinno więc dziwić, że Polacy wypłacili z banków już 9% (26 mld zł) swoich oszczędności, a firmy aż 17% (16 mld zł).

Ze wstępnych danych GUS wynika, że wyraźnie przyspieszył wzrost cen w Polsce – we wrześniu były one 2,2% wyższe niż przed rokiem. To nie tylko oznacza, że musimy wydawać więcej na życie. Dodatkową konsekwencją jest również to, że pieniądze, które nie pracują, szybciej tracą na wartości. Przy wyższej inflacji rosną również wymagania w stosunku do lokat bankowych. Ich oprocentowanie musi wynieść teraz przynajmniej 2,72%, żeby zapewnić nam choćby utrzymanie realnej wartości posiadanych oszczędności.

Na przeciętnej lokacie tracimy 100 zł

Wzrost cen sprawia, że co prawda po zakończeniu lokaty otrzymujemy więcej pieniędzy niż na nią wpłaciliśmy, ale i tak możemy za te środki kupić mniej niż na początku. Dla przykładu, deponując 10 000 na lokacie rocznej z oprocentowaniem 1,5%, po roku otrzymamy 10 122 zł (odliczając podatek). Jednak ze względu na wzrost cen, za towary, które wcześniej kosztowały 10 000 zł, trzeba będzie zapłacić 10 220 zł. W rezultacie, tak naprawdę zakładając taką lokatę tracimy w ujęciu realnym prawie 100 zł.

Nie powinno więc dziwić, że Polacy wypłacają pieniądze z lokat. W sierpniu wycofali kolejny już miliard złotych, a od lutego 2016 r. – 26,6 mld zł. Firmy wypłaciły natomiast 16,2 mld zł. W ich przypadku relatywne wypłaty były jednak nawet większe w porównaniu do gospodarstw domowych, gdyż 16,2 mld zł oznacza spadek aż o 17%. Warto jednak dodać, że nie ma w tym nic złego, jeśli ktoś wypłaca pieniądze z lokaty i inwestuje je efektywniej. Niestety w wielu przypadkach zniechęcenie do lokat objawia się tym, że oszczędności trzymane są na zwykłych, nieoprocentowanych rachunkach bankowych. W takiej sytuacji tracą na wartości jeszcze bardziej.

Nowe obligacje skarbowe na 1,5%

Co ciekawe, mimo że Polacy zniechęcili się do niskiego oprocentowania, Ministerstwo Finansów zdecydowało się wprowadzić 3-miesięczne obligacje skarbowe z oprocentowaniem 1,5% w skali roku. Taki poziom jest zbliżony do przeciętnego oprocentowania w bankowych i również nie daje szansy na zysk wyższy od inflacji. Na tą ofertę powinni jednak zwrócić uwagę klienci PKO BP. Bank ten na 3-miesiecznej lokacie oferuje im bowiem 0,5%-0,8% zysku. Tymczasem, za pośrednictwem jego systemu obsługi elektronicznej, w kilka chwil można skorzystać z obligacji dającej 1,5% zarobku. Oczywiście obligacje te bez problemu mogą kupić także klienci innych banków.

Warto też dodać, że dużo wyższe oprocentowanie uzyskamy inwestując w obligacje przedsiębiorstw. Dla przykładu PKN Orlen niedawno oferował 2,81% w skali roku. Bez problemu znajdziemy też inne firmy zachęcające do swoich obligacji z oprocentowaniem 5%-6%. W przypadku tego rodzaju inwestycji trzeba jednak pamiętać, że ryzyko jest znacznie większe niż w przypadku lokat bankowych czy obligacji skarbowych. W sytuacji upadłości przedsiębiorstwa oferującego swoje obligacje, możemy nie odzyskać części lub nawet całości zainwestowanej kwoty.

 

Źródło : Jarosław SadowskiGłówny analityk Expander Advisors

Opinie ekspertów na temat tego, czy garaż jest dobrą inwestycją, są dość mocno podzielone. Niektórzy wskazują na niepewny popyt i nierozbudowany rynek w Polsce. Inni przewidują, że duże zapotrzebowanie na miejsca parkingowe nie obniży się w ciągu 3-5 lat. Szacują też, że stopa zwrotu może wynosić od 5% do 10% rocznie. To zwykle więcej, niż w przypadku inwestycji w rynek mieszkań, gdzie ta wartość jest na poziomie 3-5%. Ale to i tak niewielki zysk w porównaniu z USA czy Europą Zachodnią, gdzie wynajmem garaży zajmują się wyspecjalizowane firmy. Zarabiają one nawet 2 razy więcej od właścicieli lokali mieszkaniowych.

Jak zauważa Łukasz Sęktas, Prezes Zarządu TIARA Development, przeciętny garaż w dużym polskim mieście kosztuje blisko 25 tys. zł. Później można go wynajmować za około 250 do 300 zł miesięcznie. Na przedmieściu zakup garażu wiąże się z kwotą ok. 10 tys. zł, a w śródmieściu, np. Warszawy, to zwykle 30-40 tys. złotych. Skrajnie wysokie ceny wynoszą powyżej 50-60 tys. zł. Tyle kosztują garaże znajdujące np. pod rewitalizowanymi kamienicami lub pod bardzo luksusowymi apartamentowcami. Generalnie im bardziej zatłoczone jest miasto, tym większe staje się zapotrzebowanie na parkingi i garaże. Dotyczy to też mniejszych miejscowości, ale gęsto zaludnionych, np. Legionowa, Piastowa czy Świętochłowic. Na obrzeżach czynsze mogą wahać się od 100 do 500 zł za miesiąc, przy czym w dużej aglomeracji najczęściej występują widełki w kwotach 200-300 złotych.

– Jeżeli kupimy garaż tanio w gorszej lokalizacji, to oczywiście będziemy mieli niskie zwroty. Generalnie to nie jest łatwa inwestycja. Charakteryzuje się średnim i podwyższonym ryzykiem, dlatego że trudno jest przewidzieć popyt. A od niego zależy wysokość czynszu, jaką ostatecznie sobie zażyczymy. Ludzie mogą chcieć wynająć od nas garaż tylko z dwóch powodów. Pierwszy to brak miejsc parkingowych w danej lokalizacji. Druga szansa jest taka, że kierowcy ekskluzywnych aut, przeważnie służbowych, będą skłonni zapłacić więcej za bezpieczne miejsce dla samochodu. Ale nie jesteśmy w stanie ustalić z nimi tej kwoty przed dokonaniem zakupu – mówi prof. Jacek Łaszek ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Według Prezesa Sęktasa, w dużych miastach dosyć łatwo jest wynająć garaż. Ale trzeba pamiętać, że posiadanie go wiąże się z czynszem, płaconym spółdzielni lub wspólnocie mieszkaniowej. Kształtuje się on zwykle na poziomie 30-100 zł miesięcznie. Składa się na niego sprzątanie i oświetlenie, naprawy eksploatacyjne, amortyzacja bramy wjazdowej itp. Garaże przeciętnie mają od 12-20 mkw. Jednak podatek od nieruchomości może być zbliżony lub nawet wyższy, niż w przypadku mieszkania, wynosząc np. 100 zł rocznie. Większe mogą być też opłaty za użytkowanie wieczyste. Oczywiście należy też zapłacić podatek dochodowy. Można wybrać albo ryczałt 8,5% albo zasady ogólne, tj. 18% lub 32%. Niemniej, biorąc pod uwagę wszystkie koszty, ekspert ocenia garaż jako opłacalną inwestycję. Jego zdaniem, w skali roku stopa zwrotu może osiągnąć od 5 do 10%, czyli więcej, niż w przypadku mieszkań, gdzie wynosi zwykle 3-5%.

– Można wybrać znacznie prostsze inwestycje, niż garaż, który trudno nam będzie sprzedać, jeśli nie znajdziemy najemcy lub zwyczajnie trafimy na nieuczciwe osoby. Wówczas zmęczeni trudnościami, będziemy chcieli szybko pozbyć się nietrafionego zakupu, ale napotkamy na kłopot. Skoro wynajem nie będzie cieszył się zainteresowaniem, to ze sprzedażą może być podobnie. Tymczasem, instrumenty rynku finansowego dają sporo możliwości na spokojny zarobek. Dla przykładu, obligacje skarbowe czy papiery wartościowe emitowane przez duże firmy nie wymagają większego zachodu i są bardziej opłacalne, niż lokaty bankowe. Dlatego, raczej nie polecałbym kupowania garażu w celu wynajmowania go. Ale, jak wiadomo, bez ryzyka nie ma zysku – stwierdza prof. Łaszek.

Natomiast Łukasz Sęktas podaje przykład zakupu garażu w dużym mieście za 25 tys. zł, który wynajmiemy za ok. 250 zł miesięcznie. Od tego musimy odjąć opłaty na rzecz wspólnoty mieszkaniowej lub spółdzielni, podatek od nieruchomości i gruntowy. W sumie to może być ok. 70 zł w skali miesiąca. Zostaje wtedy 180 zł miesięcznie, czyli 2160 zł rocznie. Trzeba to jeszcze pomniejszyć o podatek, który w przypadku ryczałtu wynosi 8,5%. Zostaje więc niecałe 2000 zł, co daje 8% zwrot w skali roku. Według eksperta, Polacy mogą zorientować się, że garaż to de facto niewielka inwestycja, na której da się dobrze i szybko zarobić. Ale to nie znaczy, że zaczną masowo wybierać ten biznes. Wynajem jednego mieszkania potrafi przynieść ok. 2-3 tys. zł przychodu miesięcznie, ale żeby tyle samo zarobić na garażach, trzeba mieć ich ok. 10. Znalezienie tylu chętnych jest bardziej skomplikowane i czasochłonne.

– Na światowym rynku zwroty z tej inwestycji są znacznie większe, niż w Polsce. W USA i w Europie Zachodniej ten biznes jest inaczej zorganizowany. Zajmują się nim wyspecjalizowane firmy o sporej sile przebicia. Często naciskają na władze lokalne, aby w planach przestrzennego zagospodarowania tworzone było miejsce na budowę takich obiektów. Jednocześnie wielopiętrowe garaże minimalizują koszty zakupu ziemi i samej konstrukcji. W związku z tym, zyski z ich wynajmu są nawet dwa razy większe, niż w przypadku mieszkań. Nie jestem przekonany, czy my będziemy powielać ten wzorzec, z uwagi na mniejszą popularność samochodów, niż np. w USA – dodaje prof. Jacek Łaszek.

W ostatnim czasie w Polsce pojawiły się jednak inicjatywy zmierzające do budowy tzw. modułowych smart parkingów. Zdaniem Łukasza Sęktasa, można je stawiać szybko na działkach, które często do niczego innego się nie nadają. To znaczy, są wąskie lub znajdują się np. pod liniami energetycznymi. Na tym etapie trudno jeszcze ocenić, jak dużym zainteresowaniem będą się cieszyły tego typu inwestycje, ale przykłady krajów Zachodniej Europy i Stanów Zjednoczonych wyznaczają kierunki rozwoju dla takiego biznesu, również na naszym rynku.

– Pamiętajmy, że nie żyjemy w USA. Tam opłaca się inwestować w garaże, ponieważ prawie każdy, nawet uczeń średniej szkoły, ma swój samochód. Komunikacja miejska bywa często bardzo ograniczona i w zasadzie trudno nią się poruszać, a dochody Amerykanów są znacznie wyższe, niż nasze. I trzeba przyznać, że oni częściej mają dużo droższe i lepszej jakości pojazdy od tych, które poruszają się po polskich drogach. W niektórych stanach bywają też bardzo restrykcyjne przepisy dotyczące parkowania. Zatem brak własnego garażu albo miejsca parkingowego oznacza, że kierowca nie ma gdzie trzymać samochodu – stwierdza prof. Łaszek z SGH.

Tymczasem, Łukasz Sęktas podkreśla, że przez ostatnie 10 lat liczba samochodów w Polsce zwiększyła się prawie o 50%. W poprzedniej dekadzie 400 aut posiadało 1000 mieszkańców, a obecnie taka liczba pojazdów przypada na około 600 osób. To oczywiście zwiększyło zainteresowanie miejscami postojowymi. Ten trend jednak powinien wyhamować, ponieważ mamy już więcej samochodów na 1000 Polaków, niż Francuzi, Szwajcarzy czy Hiszpanie. Natomiast zapotrzebowanie na garaże jest nadal wysokie. Ekspert przewiduje, że w ciągu najbliższych 3-5 lat to się raczej nie zmieni.

 

Źródło: MondayNews

Oprocentowanie depozytów bankowych nie przestaje spadać. Banki wyznaczyły kolejne historyczne minimum. Odkładając na rok 1000 złotych można liczyć jedynie na 11,10 zł odsetek – wynika z szacunków Open Finance. To za mało, aby uchronić pieniądze przed inflacją.

Jeśli ktoś myślał, że banki nie mogą już zaoferować gorzej oprocentowanych lokat, był w błędzie. W czerwcu przeciętne oprocentowanie depozytów opiewało na zaledwie 1,37% – wynika z danych NBP. Niestety, tak skromnym procentem trzeba się jeszcze podzielić z fiskusem. Po potrąceniu tzw. podatku Belki możemy liczyć jedynie na wynik na poziomie 11,10 zł netto za każde 1000 zł zostawione w banku na rok – wynika z szacunków Open Finance.

Lepiej oprocentowane są lokaty roczne i kwartalne, choć i tu nie ma co liczyć na kokosy. Oba rodzaje depozytów pozwalają zarobić około 1,5 – 1,6%. Po uwzględnieniu podatku daje to niecałe 1,3% zysku w skali roku. Niestety nawet takie oferty są zbyt słabe, aby ochronić kapitał przed utratą wartości. Pamiętajmy, że zgodnie z prognozami NBP inflacja w 2017 roku może opiewać na 1,9%, a w latach kolejnych odpowiednio 2 i 2,5%. Aby uchronić kapitał przed inflacją za pomocą bankowych depozytów trzeba poświęcić niemało czasu na studiowanie ofert promocyjnych – dla nowych klientów i ich nowych środków. Nawet jednak wtedy nie ma co liczyć na jakiś solidny zysk. Stawką jest walka o to, aby pokonać inflację.

Gotówka pali w ręce

Efekt? Fundusze inwestycyjne, rynek akcji, obligacje skarbowe i nieruchomości  – słowem wszystkie popularne rozwiązania, które pozwalają ulokować nadwyżki finansowe – cieszą się dziś sporym zainteresowaniem Polaków.

Rezygnujemy z lokat

Obecna – niekorzystna dla deponentów sytuacja ma swoje konkretne konsekwencje. Polacy likwidują lokaty. Maj był pod tym względem rekordowy (saldo lokat i depozytów stopniało bez mała o 5,3 mld zł – najwięcej w historii). Czerwiec był mniej niepokojący. Co prawda z lokat wyparowały 3,7 mld zł, ale w tym samym czasie na kontach oszczędnościowych i bieżących przybyło o miliard więcej.

Każdy posiadacz kapitału musi mieć świadomość, że obecnie inflacja przeważnie szybciej pochłania siłę nabywczą pieniędzy, niż banki są w stanie dopisywać do nich odsetki. Jeśli więc ktoś zakłada lokatę, to najpewniej realnie na niej traci. Po prostu za wyjęte z banku za rok pieniądze będzie można kupić mniej niż dziś. Pewnym pocieszeniem może być fakt, że okresy realnych strat i zysków na bankowych depozytach przeplatają się. Te pierwsze nie trwają przeważnie dłużej niż rok czy dwa.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

W Polsce w 2016 roku za metr kwadratowy nowego mieszkania trzeba było zapłacić średnio 1 212 euro, czyli o 9,7 proc. więcej niż rok wcześniej. W Warszawie cena ta wynosiła 1 729 euro. Dla porównania średni koszt zakupu metra kwadratowego w centralnych dzielnicach Londynu wynosi ponad 16,5 tys. euro, a w Paryżu – 12,4 tys. euro. Polska znalazła się w grupie państw, w których wynajmowanie mieszkania przynosi najwyższy średni zysk.

– Poszukiwanie nowych produktów inwestycyjnych przez inwestorów instytucjonalnych, wzrastająca mobilność społeczeństwa oraz stopniowe odchodzenie od stereotypu mieszkania na własności stają się czynnikami rozwoju segmentu mieszkań na wynajem– mówi Marta Kamionowska, dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Największy udział mieszkań pod wynajem w stosunku do ogółu lokali mieszkalnych mają Niemcy (54,3 proc.). W Polsce wskaźnik ten wynosi 15,3 proc. Najmniej wynajmowanych mieszkań jest w Słowenii i na Węgrzech, w których ich udział do ogółu mieszkań wynosi odpowiednio 2,4 i 3,9 proc.

Opłacalne inwestycje w nieruchomości

Na najwyższy zysk w wysokości 8,9 proc. mogą liczyć właściciele mieszkań pod wynajem w duńskim mieście Odense oraz w Budapeszcie (7,9 proc.). Polskie miasta wypadły pod tym względem bardzo korzystnie. Zysk netto (stosunek rocznego przychodu z najmu pomniejszonego o koszty eksploatacji do łącznego kosztu zakupu i adaptacji mieszkania) w Warszawie  w 2016 roku wyniósł średnio 6 proc., w Krakowie 6,6 proc., Łodzi 7,2 proc. oraz Wrocławiu 7,4 proc. Co ciekawe na najniższy zysk mogą liczyć wynajmujący mieszkania w centralnych dzielnicach Londynu (2 proc.).

Warszawa droższa od Budapesztu, ale tańsza od Pragi

Wśród najdroższych metropolii w analizowanych krajach, tuż za centralnym Londynem (16,5 tys. euro za m2) i centralnych dzielnicach Paryża (12,4 tys. euro), znalazł się Tel Awiw z ceną 8,2 tys. euro za m2. Z kolei najtańsze mieszkania można znaleźć w dwóch węgierskich miastach Debreczynie (883 euro za m2) i Győr (947 euro za m2). Spośród stolic w naszym regionie najtaniej jest w Budapeszcie (ok. 1,5 tys. euro za m2), w Warszawie (nieco ponad 1,7 tys. euro za m2) oraz Wilnie (prawie 1,8 tys. euro za m2). Dla porównania w Pradze koszt ten wzrasta już do 2,4 tys. euro za m2. Raport pokazuje również poziom cen dla trzech innych polskich miast: Krakowa i Wrocławia (w obu 1,4 tys. euro za m2) oraz Łodzi (1,1 tys. euro za m2).

Ceny mieszkań w Polsce rosną

Średnia cena metra kwadratowego w Polsce wynosiła w ubiegłym roku 1 212 euro, czyli o 9,7 proc. więcej niż rok wcześniej. Taniej jest na Węgrzech i Portugalii. Najdrożej jest za to we Francji, Izraelu, Irlandii i Wielkiej Brytanii, gdzie za metr kwadratowy trzeba zapłacić średnio prawie cztery razy więcej. Oprócz Polski najwyższe wzrosty rok do roku odnotowano w Słowenii (o 26,5 proc.), Danii (o 10,8 proc.) oraz na Węgrzech (o 9,7 proc.). Z kolei największe spadki cen odnotowano w Wielkiej Brytanii (o 9 proc.), co wiąże się głównie z deprecjacją funta.

– Poprzedni rok był dobry dla sektora nieruchomości. W 2016 roku w Polsce ponownie zanotowano rekordową sprzedaż nowych mieszkań. W sześciu największych aglomeracjach w tym czasie sprzedano 61,6 tys. mieszkań, podczas gdy rok wcześniej było to 58,2 tys. Aktywność ta mogła wynikać m.in. ze zbliżania się do końca programu Mieszkanie dla Młodych. Nowy program rządowego wsparcia Mieszkanie Plus, ma na celu zmianę struktury posiadania mieszkań w Polsce, jakkolwiek podtrzyma koniunkturę w sektorze budowlanym mówi ekspert.

Polska buduje, ale wciąż za mało

W roku 2016 średnie zasoby mieszkaniowe dla krajów Unii Europejskiej wyniosły 486,6 mieszkania na tysiąc mieszkańców. Największymi zasobami mieszkaniowymi może pochwalić się Portugalia (574,6). Spośród wszystkich analizowanych krajów najmniej mieszkań na 1000 mieszkańców jest w Izraelu (295). Na drugim miejscu po Izraelu ponownie znalazła się Polska, w której wskaźnik ten wynosi 372 mieszkań na 1000 mieszkańców. W całej Unii Europejskiej mieszkańcy mają do dyspozycji 245,6 mln mieszkań, z czego 2,5 mln przypada na Polskę. Dla porównania kilkukrotnie mniejsze Czechy dysponują 4,9 mln mieszkań.

 

Wypowiedź: Marta Kamionowska, dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Inwestorom niejednokrotnie reklamowane są strategie czy produkty inwestycyjne, które w przeszłości wygenerowały spory zysk. Problem jednak w tym, że historyczne wyniki nie gwarantują, że w przyszłości one ponownie będą miały miejsce. Natomiast generowanie mniej spektakularnych, ale systematycznych zysków pozwala osiągnąć atrakcyjne wyniki w długim horyzoncie czasowym.

W tabeli poniżej przedstawione zostały przykładowe inwestycje i ich stopy zwrotu. Przyglądając się stopom zwrotu w poszczególnych portfelach i dla kolejnych lat można wysnuć wniosek, że jednorazowa strata może mieć kluczowy wpływ na zyskowność inwestycji w długim terminie.

stopa zwrotu
inwestycja w 1. roku w 2. roku w 3. roku skumulowana w okresie 3 lat
#1 -10,0% 6,0% 5,0% 0,2%
#2 5,0% 6,0% 5,5% 17,4%
#3 -10,0% 14,0% 14,0% 17,0%
#4 12,0% 12,0% -20,0% 0,4%

Stopa zwrotu pierwszego portfela jest charakterystyczna dla inwestorów, którzy w pierwszym roku inwestycji ponieśli znaczącą stratę na ryzykownych instrumentach (np. akcjach), po czym przerzucili swoje środki w mniej ryzykowne papiery (np. obligacje korporacyjne). Przedstawiona sytuacja może mieć np. miejsce, gdy inwestorzy nie dywersyfikują swoich portfeli, tylko wszystkie środki „wrzucają do jednego koszyka”. Co więcej, finanse behawioralne wskazują, że inwestorzy z reguły błędnie oceniają własne podejście do ryzyka i w przypadku znaczących strat najczęściej zamykają pozycje i „uciekają” do mniej ryzykownych instrumentów. Drugi przykład pokazuje, że nawet w przypadku niewielkich, ale za to systematycznych zysków, inwestor w długim terminie może godziwie zarobić. Z kolei trzecia inwestycja charakteryzuje inwestorów, którzy po poniesieniu strat trzymali środki w ryzykownych instrumentach, co w kolejnych dwóch latach się opłaciło. Warto jednak zwrócić uwagę, że w tym przypadku skumulowany zysk za cały okres był niższy niż w przypadku drugiej inwestycji pomimo spektakularnych stóp zwrotu w drugim i trzecim roku. Ostatni przykład jest typowy dla inwestorów, którzy w ostatnich latach solidnie zarabiali, ale w odpowiednim momencie nie zamknęli swoich pozycji, co sprawiło, że jednorazowa strata „skonsumowała” ich zyski wygenerowane w poprzednich latach.

Instrumentem, który umożliwia realizowanie powtarzalnych i godziwych zysków niewątpliwie są obligacje korporacyjne. Obligacje przy relatywnie niewielkim ryzyku dają zarobić ok. 5-6 proc. rocznie. Warto dodać, że tak długo jak emitent nie ma problemów z obsługą swojego zadłużenia, na obligacje korporacyjne w Polsce znikomy wpływ mają wydarzenia polityczno-gospodarcze ze świata. Najlepszym przykładem były wyniki głosowania ws. Brexitu, po których upublicznieniu indeksy giełdowe zaczęły znacząco tracić, podczas gdy na Catalyst (miejscu gdzie notowane są obligacje korporacyjne w Polsce) nie było widać żadnej dodatkowej nerwowości. Stabilność wyników jaką umożliwiają obligacje korporacyjne (oczywiście przy zdywersyfikowanym i rozsądnie zbudowanym portfelu) niewątpliwie jest pożądaną cechą dla części inwestorów z punktu widzenia behawioralnego. Wspomniane 5-6 proc. jest ciągle dużo wyższe od oprocentowania lokat, co ma swoje uzasadnienie przede wszystkim w ryzyku kredytowym (zdarzają się upadki emitentów, co sprawia, że inwestorzy w skrajnym przypadku mogą stracić całość zainwestowanego kapitału) oraz ryzyku płynności (inwestor nie zawsze ma możliwość spieniężenia obligacji przed zapadalnością).

Ryzyko kredytowe można ograniczać poprzez szczegółową analizę emitentów oraz dywersyfikację inwestycji. Warto również korzystać z usług domu maklerskiego, co daje inwestorowi dostęp do analiz emitentów obligacji korporacyjnych oraz do rynku międzybankowego. Szacujemy, że obrót na rynku międzybankowym jest kilkukrotnie wyższy niż na rynku giełdowym, dlatego korzystając z usług domu maklerskiego inwestor ma możliwość zmniejszenia ryzyka płynności.

Podejmowanie decyzji inwestycyjnych należy do zadań skomplikowanych i ryzykownych. Naszym zdaniem warto ułatwić sobie ten proces korzystając z materiałów przygotowywanych przez doświadczony zespół, co pozwoli także ograniczać ryzyko inwestycji. Decydując się na inwestycje w obligacje korporacyjne trzeba pamiętać, że raczej trudno będzie o spektakularne stopy zwrotu w pojedynczych latach, ale to nie one, tylko powtarzalność wyników, mogą przynieść godziwy zysk w dłuższym terminie.

 

Autor: Piotr Ludwiczak, Head of Research, Michael/Ström

Wczorajszy debiut drugiego co do liczby użytkowników operatora komórkowego Play zdecydowanie się nie udał. Jedynie nielicznym udało się sprzedać akcje w pierwszych minutach notowań z symbolicznym zyskiem – cena maksymalna akcji nabytych po 36 zł wyniosła 36,34 zł, czyli +0,9%, bez uwzględnienia kosztów transakcyjnych. Przez większą część sesji akcjami handlowano poniżej ceny emisyjnej, maksymalna strata wyniosła 5,8%, zaś sesja zakończyła się wynikiem minus 1,39%.

Wolumen obrotu akcjami był imponujący – ok. 20% akcji sprzedanych w ofercie, czyli ok. 10% kapitału zakładowego – lecz ponad połowa istniejących akcji objęta jest zobowiązaniem do niesprzedawania. Wartość handlu walorami Playa – 866 mln zł – stanowiła 56% całości rynku na czwartkowej sesji. Część akcji mogła wielokrotnie zmieniać właściciela.

Siła podaży zaskoczyła większość inwestorów. W ciągu 2-3 tygodni od zapisów sytuacja rynkowa nie pogorszyła się. Wartość obrotów świadczy jednak o tym, że także  niektórzy inwestorzy instytucjonalni sprzedawali akcje poniżej ceny nabycia, choć średnio otrzymali dwukrotnie mniej papierów wartościowych niż ich deklarowany popyt. Jednym z wytłumaczeń może być negatywna rekomendacja Sprzedaj wydana przez dom maklerski Ipopema Securities z ceną docelową 32 zł. Część akcjonariuszy mogła być nastawiona na szybką sprzedaż w pierwszym dniu, niezależnie od ceny, i woleli ciąć straty nie czekając na potencjalny zysk w dłuższym terminie. Tym bardziej że wiele jest przykładów, gdzie debiut na minusie był tylko początkiem trendu spadkowego.

Czy tak będzie w przypadku Playa? Na plus działają potężne czynniki. Po pierwsze, popyt ze strony funduszy pasywnych, które po prostu muszą mieć w portfelu akcje tak dużej spółki. Po drugie, już w przyszły roku Play wypłaci sutą dywidendę, stanowiącą 7,3% wartości akcji z wczorajszego zamknięcia. W następnych latach wypłaty zysków mają być jeszcze wyższe. Są to wartości zdecydowanie lepsze niż polskich konkurentów.

Z drugiej strony są też poważne ryzyka i słabości Są to np. możliwa podaż akcji głównych właścicieli i pracowników po okresie lock-up. Play nie posiada też usług komplementarnych (w rodzaju telefonii i internetu stacjonarnego Orange lub telewizji satelitarnej Cyfrowego Polsatu), a polski rynek jest w zasadzie nasycony i silnie konkurencyjny.

Bardzo trudno zaprognozować, które czynniki przeważą. Istotnym wydarzeniem dla kursu będzie na pewno publikacja wyników za drugi kwartał 2017 r. przewidziana na 27 sierpnia. Sprawozdanie finansowe częściowo zweryfikuje zapewnienia zarządu o chęci bycia nr 1 w Polsce pod względem przychodów z telefonii komórkowej.

 

Autor: Seweryn Masalski, MM Prime TFI

Stoisz przed koniecznością wymiany waluty i chcesz wybrać właściwy moment? Niezwykle trudno przewidzieć, kiedy i jak zmienią się kursy. Warto jednak poznać czynniki, które znacząco wpływają na wahania notowań. Wprawdzie wiedza nie gwarantuje zysku, ale chroni przed popełnieniem błędów – pisze Bartosz Grejner, analityk Cinkciarz.pl.

Przez siedem kolejnych miesięcy złoty zyskał do dolara aż 12 proc., a od grudnia 2015 r. funt stracił w relacji do polskiej waluty ok. 21 proc. Te przykłady pokazują, że zmiany bywają istotne, a wartość jednej z walut wyrażamy zwykle w zestawieniu z inną. Dlatego na początek przydatna staje się wiedza, jak układa się relacja inflacji (wzrostu poziomu cen w gospodarce) obu krajów. Wyższy poziom w jednym kraju w stosunku do drugiego wpływa, biorąc pod uwagę tylko ten czynnik, na deprecjację, czyli obniżenie wartości waluty.

Inflacja nie zawsze bywa groźna

Trzeba jednak zaznaczyć, że inflacja sama w sobie nie musi być zła, o ile utrzymuje się na stabilnym i oczekiwanym poziomie. Inflacja nie zawsze musi być też spowodowana czynnikami wewnętrznymi. Na wzrost cen mogą wpływać również czynniki spoza granic kraju. Zewnętrznym źródłem inflacji bywają np. wyższe ceny surowców energetycznych, w szczególności ropy. Ceny surowców energetycznych podlegają historycznie sporym wahaniom, podobnie jak ceny żywności. Dlatego też, aby móc lepiej ocenić zmianę poziomu cen w gospodarce, wyróżnia się inflację bazową, z której wyłączone są ceny produktów energetycznych oraz żywności.

Obecnie przyjmuje się, że inflacja ok. 2 proc. (plus/minus 1 proc.) jest zdrowa dla rozwoju gospodarki, pozwalając osiągać wyższe tempo wzrostu, bliskie potencjalnemu. W ostatnich latach jednak kraje rozwinięte (i nie tylko) borykały się z odwrotnym problemem – spadkiem inflacji, czyli deflacją. Ma ona o tyle negatywny wpływ, że ogranicza rozwój gospodarczy, powodując spadek tempa wzrostu PKB, a gorsza kondycja danego kraju to w efekcie słabsza waluta.

Banki centralne rozdają karty

Aby uniknąć negatywnego wpływu zbyt wysokiej inflacji lub deflacji, banki centralne krajów operują poziomem stóp procentowych w gospodarce. Wyższe stopy procentowe w danym kraju w stosunku do innego mogą powodować wzrost rentowności obligacji skarbowych.

Zachęca to inwestorów do lokowania kapitału w kraju o wyższych stopach procentowych. Efektem tego jest większy popyt na walutę kraju, do którego kapitał ten przypływa. Z podstawowych zasad ekonomii wiemy, że wyższy popyt wiąże się z wyższą ceną, stąd waluta w takim przypadku ulega aprecjacji, czyli wzrostowi wartości. Z kolei zbyt wysoki poziom stóp procentowych może negatywnie wpływać na gospodarkę.

Koszty kredytów stają się wyższe, ograniczając tym samym konsumpcję i inwestycje, a inflacja może być niższa od założonej (w Polsce 2,5 proc. plus/minus 1 proc.), co razem wpływa na ograniczenie rozwoju gospodarki. Z podobnym przypadkiem spotykamy się obecnie na świecie. Kryzys finansowy z 2007/2008 r. z USA spowodował, że tamtejszy bank centralny (Rezerwa Federalna) obniżył stopy procentowe do zera i rozpoczął program skupu obligacji, co w efekcie oznaczało po prostu „wpompowywanie” dolarów, by stymulować gospodarkę i wzrost cen. Obecnie program został zaniechany, a stopy procentowe zostały już dwa razy poniesione.

Ujemne stopy procentowe wprowadziły też bank centralny Japonii oraz Europejski Bank Centralny (EBC), odpowiedzialny za strefę euro i wspólną walutę. Ten drugi zareagował na kryzys kredytowy w strefie euro, który spowodował deflację i załamanie wzrostu gospodarczego. Obserwujemy już pozytywne efekty w postaci wyższej inflacji w strefie euro oraz przyspieszającego tempa wzrostu. Jednak ciągle ujemne stopy procentowe (banki muszą płacić za możliwość pożyczania pieniędzy EBC) oraz łagodna polityka monetarna w postaci programu skupu obligacji, wynoszącym kilkadziesiąt miliardów euro co miesiąc, powodują osłabienie się euro. Ujemne stopy procentowe w strefie euro najprawdopodobniej będą utrzymane do końca 2017 r.

Jaki jest tego efekt? Więcej euro na rynku i większa podaż wywierają presję na spadek wartości waluty. Stąd np. w stosunku do złotego, gdzie stopy procentowe w Polsce są relatywnie wyższe i wynoszą obecnie 1,5 proc., można domniemywać, że euro nie podrożeje w sposób znaczny.

Ważne, na co czekają znawcy rynku

Na wycenę waluty wpływają także oczekiwania co do jej przyszłej wartości. Eksperci opierają się w tej materii na aspektach politycznych i gospodarczych, uwzględniają zapowiedzi o zmianach stóp procentowych czy poziomu inflacji. W krótkim okresie to właśnie ten czynnik może decydować o znacznych wahaniach kursów walut.

Przykład z ostatnich miesięcy: wahania kursu dolara po wyborach prezydenckich w USA. Rynki wiązały z wyborem Donalda Trumpa nadzieje na obniżenie podatków, zwiększenie wydatków infrastrukturalnych czy uproszczenie systemu finansowego. Zanim odbyło się zaprzysiężenie nowego prezydenta, nie mówiąc o jakichkolwiek decyzjach, dolar osiągnął 13-letnie szczyty wartości wobec euro oraz 15-letnie w relacji do złotego.

Podobną sytuację można zaobserwować w strefie euro. Europejski Bank Centralny utrzymuje i prawdopodobnie utrzyma przez cały 2017 r. ujemne stopy procentowe oraz łagodną politykę monetarną. To samo w sobie osłabia euro, ale niska oczekiwana inflacja w bieżącym roku oraz kolejnym (poniżej dwuprocentowego celu EBC) uzasadnia rynkowe założenia, że EBC nie zaostrzy polityki monetarnej, gdyż nie będzie ku temu warunków. W efekcie powoduje to, że popyt na euro i potencjał aprecjacyjny są ograniczane.

Wiedza pomaga, gdy ryzyko kusi

Czy to wszystkie czynniki? Odpowiedź brzmi: nie. Istotny jest jeszcze np. bilans handlowy – różnica pomiędzy eksportem a importem. Ew. nadwyżka bilansu powoduje większy popyt na walutę – podmioty zagraniczne (konsumenci i przedsiębiorcy) kupują więcej dóbr w danym kraju. Stąd wynika konieczność wymiany waluty i wpływ na jej aprecjację. Nie mniej ważny wydaje się także dług publiczny państwa – im wyższy, tym większa niepewność inwestorów co do możliwości jego spłaty przez państwo.

Efektem tego może być wyprzedawanie aktywów danego kraju, w tym waluty, której wartość będzie spadała. Z długiem kraju wiąże się także rating nadawany przez agencje ratingowe. Daje on inwestorom pogląd na to, jak ryzykowny może być dług danego kraju, czyli jaką premię za ryzyko należy żądać. Odbija się to również na walucie, której wartość jest zmniejszana, aby uwzględnić większe ryzyko.

Składników wpływających na waluty można by znaleźć o wiele więcej, choć ich wpływ na kursy wymiany prawdopodobnie byłyby już nieco mniej istotny. To, jakie czynniki akurat w największym stopniu decydują o wartości danej waluty, może ulegać zmianie, zwłaszcza w krótkim okresie czasu. Dlatego ważne wydaje się przeanalizowanie wymienionych elementów nie tylko w przypadku dwóch krajów, których waluty zamierzamy wymieniać, ale także zapoznanie się ze stanem największych gospodarek na świecie, ponieważ mogą one decydować o globalnej sytuacji na rynkach.

Świadomość czynników, które w największym stopniu mogą wpływać na kursy walut, nie da gwarancji wymiany po najkorzystniejszym kursie. Jednakże, uwzględniając ostatnie wydarzenia na rynkach światowych i wahania kursów walut, znajomość tych elementów może pomóc podjęciu optymalnej decyzji o wyborze momentu wymiany waluty, a tym samym ograniczyć ryzyko straty.

 

Autor: Bartosz Grejner, analityk Cinkciarz.pl

 

Jak pokazuje polskie doświadczenie, rodzinne przedsiębiorstwa nie tylko stanowią podstawę całej gospodarki, ale coraz częściej skutecznie konkurują z zagranicznymi podmiotami – bez względu na branżę. To właśnie rodzimi przedsiębiorcy zaczynają wygrywać walkę o najlepszych kandydatów. Co możemy zyskać porzucając pracę w korporacji na rzecz rodzinnej firmy? Oto kilka przykładów:  

Rodzinne firmy są otwarte na indywidualistów. Decydując się na pracę w korporacji, godzimy się na bycie częścią zespołu, który jest podstawą jej funkcjonowania, a także na ocenę poprzez pryzmat wyników wszystkich jego członków. Sami rekruterzy, decyzję o zatrudnieniu kolejnego pracownika podejmują często w oparciu o ocenę tego, czy dany kandydat „pasuje do zespołu”. Nikt nie ocenia naszego wkładu pracy – liczy się efekt, wypracowany przez wszystkich.

W firmach rodzinnych obserwujemy mniejszą biurokrację, relacje z pracownikami oparte są na zaufaniu, przez co z kolei wzrasta ich identyfikacja zarówno z firmą, jak i jej partnerami.

Na pewno nie ma także tylu stopni hierarchii jak w korporacjach, nie ma więc problemu, by swój pomysł zaprezentować bezpośrednio właścicielowi firmy. Co ważne, takie inicjatywy bardzo często są realizowane, ponieważ dzięki nieszablonowym projektom i pomysłom małe firmy mogą konkurować z międzynarodowymi markami.

Nasze sukcesy są bardziej widoczne. W mniejszych firmach, gdzie podział obowiązków jest bardziej przejrzysty, łatwiej zostać dostrzeżonym. Przede wszystkim nie ma anonimowości – wszyscy wiedzą, jaka jest nasza rola w firmie i nad czym pracujemy. Dzięki temu łatwiej dostrzec im wymierne efekty naszej pracy. Pracownik z kolei, ponieważ ma świadomość, że sam odpowiada za swoje działania, pracuje wydajniej i łatwiej zidentyfikować mu się z organizacją.

Warto też wspomnieć, że małe firmy do rekrutacji podchodzą rozsądniej niż wielcy konkurenci. Problem przerostu zatrudnienia raczej ich nie dotyczy, a to oznacza, że znacznie łatwiej jest zaznaczyć swój udział w kluczowych dla przedsiębiorstwa projektach.

Większe możliwości zdobycia doświadczenia. Jak już wspominaliśmy, w małej firmie łatwiej przebić się z dobrym pomysłem i po prostu zacząć go realizować. A jeżeli Ci się powiedzie, możesz liczyć na dalsze wsparcie. Warto jednak wspomnieć, że dzięki prostej strukturze tych przedsiębiorstw,  możesz realizować się na różnych płaszczyznach, w różnych działach i ćwiczyć nowe  umiejętności.

W małych firmach odnajdą się więc osoby, które nie lubią monotonii i chciałyby rozwijać różne projekty. Wiąże się to z brakiem przerostu zatrudnienia – nie ma kilku osób desygnowanych do tej samej czynności, dlatego czasem trzeba być bardziej elastycznym. Choćby dlatego, że sam przekonasz się, w czym jesteś najlepszy i co chcesz robić.

Nauka efektywności. Rodzinne firmy ostrożniej postępują z budżetem. Przejawia się to w różnych aspektach. Pracownicy zatrudniani są wtedy, kiedy naprawdę są potrzebni. Nie trzeba się zastanawiać, kto za co właściwie odpowiada. Nie ma też zbędnych gadżetów, które zalegają w magazynach czy szufladach. Mimo to, to właśnie takie firmy najefektywniej gospodarują swoim budżetem.

Stawiamy na rozwiązania najbardziej efektywne. Właściwa selekcja pozwala na odrzucenie tych działań i wydatków, które być może wcale nie są nam niezbędne. W efekcie podejmowane są działania, które mają największe szanse na sukces, nie tracimy energii na rzeczy nieistotne – podkreśla Wojciech Tulwin, Dyrektor ds. Marketingu i PR w firmie Recman.

Prawdziwy CSR. Z różnorodnych badań opinii przeprowadzanych wśród tzw. Millenialsów wynika, że młodzi ludzie – zarówno jako konsumenci, jak i pracownicy – oczekują coraz większego zaangażowania biznesu w sprawy, z którymi nie radzą sobie politycy i instytucje publiczne. Społeczna Odpowiedzialność Biznesu stała się więc modnym hasłem, które firmy próbują wdrożyć także w swoich strukturach. Często zapominają jednak o tym, że działania nie mogą ograniczać się do haseł i okazjonalnie przeprowadzanych akcji. Muszą generować zaangażowanie pracowników, ale aby tak się stało, muszą być autentyczne.

Działania na rzecz społeczeństwa, dla firm rodzinnych są czymś naturalnym, ponieważ małe przedsiębiorstwa są istotną częścią lokalnej społeczności. CSR w ich wydaniu ma zwykle o wiele mniejszy zasięg niż w przypadku korporacji. Tutaj nie liczą się ogólnopolskie, medialne akcje. Pracownicy działają najczęściej w obrębie najbliższego otoczenia, na rzecz osób czy instytucji, które znają, które są dla nich ważne. Działania te są najczęściej bardzo systematyczne.

Rodzina odporna na kryzysy.

Duże rodzinne biznesy, które trwają od wielu pokoleń, robią wszystko by mieć pewność, że etos ich działalności i silne poczucie celów, które sobie narzucili, będzie kontynuowany. Przetrwanie jest więc dla nich ważniejsze niż zysk.

Badania prowadzone w związku ze światowym kryzysem gospodarczym pokazały, że firmy rodzinne, w porównaniu z ich odpowiednikami z danych krajów i sektorów, cechowały się rozsądną oszczędnością w okresie recesji, miały niższy poziom zadłużenia i lepiej zdywersyfikowaną działalność. Jednocześnie skutecznie broniły się przed odejściem najbardziej wartościowej kadry.

Źródło: www.recman.pl

 

Na bankowych rachunkach odłogiem leży 401 mld zł, które dają symboliczne odsetki lub w ogóle są nieoprocentowane. Wygląda na to, że Polacy nie chcą wpłacać pieniędzy na lokaty terminowe, bo zapewniają one niewielki zysk, a boją się inwestować w inne instrumenty. Ignorują jednocześnie instrumenty rynku kapitałowego, które mogłyby pomnożyć ich oszczędności w sposób bezpieczny, a jednocześnie bardziej efektywny.

Z danych NBP wynika, że przeciętne oprocentowanie lokat krótkoterminowych wyniosło w III kwartale 2016 r. 1,7 proc. Depozyty o dłuższym terminie zapadalności dawały odsetki w wysokości 1,4 proc. Dla porównania, jak podaje GUS, inflacja w styczniu tego roku wzrosła do 1,8 proc. Oznacza to, że standardowa lokata nie jest już w stanie ochronić oszczędności zgromadzonych w bankach i po wygaśnięciu lokaty realna wartość pieniędzy jest niższa niż na początku.

Jeszcze większy uszczerbek ponoszą środki przechowywane na nieoprocentowanych rachunkach bieżących. Mimo to od dziewięciu kwartałów Polacy więcej pieniędzy zostawiają na kontach niż lokują na lokatach terminowych. Na koniec 2016 r. wartość oszczędności na depozytach bieżących wyniosła 401 mld zł, a depozytów z terminem zapadalności 322 mld zł.

Utrzymujące się od 2015 r. wysokie saldo wpływów na depozyty bieżące świadczy o tym, że Polacy nie mają pomysłu co zrobić z wolnymi środkami. Stosunkowo niskie oprocentowanie lokat nie zachęca do zakładania depozytów. Statystyczny klient nie zna natomiast innych instrumentów pomnażania oszczędności. Albo się ich boi – mówi Konrad Grzelec, ekspert BGŻOptima.

Dlatego najlepiej przygodę z alternatywnymi wobec depozytów instrumentami inwestycyjnymi zacząć od najbardziej bezpiecznych. Do tej kategorii zaliczają się fundusze rynku pieniężnego.

Nie jedno imię

Znane są pod różnymi nazwami: fundusz pieniężny, gotówkowy, depozytowy, lokacyjny, rynku pieniężnego i wiele innych. Jednak za każdym razem chodzi o jedną grupę funduszy, które zgodnie z przepisami mogą inwestować w aktywa charakteryzujące się: krótkim terminem wykupu (do 1 roku), wysokim poziomem bezpieczeństwa, wysoką płynnością oraz niską zmiennością ceny.

W praktyce fundusze pieniężne inwestują w:

  • bony skarbowe emitowane przez Skarb Państwa ;
  • obligacje skarbowe o krótkim terminie zapadalności;
  • bony pieniężne, emitentem jest Narodowy Bank Polski;
  • certyfikaty depozytowe – emitowane przez banki;
  • krótkoterminowe papiery dłużne przedsiębiorstw;
  • depozyty bankowe o krótkim okresie zapadalności;

Dodatkowo w ich portfelach znajdziemy:

  • obligacje komunalne;
  • zagraniczne obligacje skarbowe;
  • obligacje korporacyjne.

Są to więc w instrumenty o najwyższej wiarygodności, jak papiery dłużne skarbu państwa czy NBP oraz instrumenty o bardzo wysokim poziomie bezpieczeństwa, jakimi są bony i obligacje emitowane przez banki i firmy o wysokim ratingu.

Bezpieczeństwo ma swoją cenę

Bezpieczeństwo oraz płynność, czyli możliwość wyjścia z inwestycji praktycznie w dowolnym momencie mają swoją cenę. Otóż fundusze pieniężne chronią kapitał, jednak nie przynoszą ponadprzeciętnych zysków. W ubiegłym roku średni wynik w tym segmencie wyniósł 2,3 proc., czyli w granicach odsetek uzyskiwanych z lokaty bankowej.

Ostateczny rezultat funduszu zależy w dużym stopniu od przyjętej strategii inwestycyjnej i kalkulacji ryzyka. Jeśli fundusz inwestuje w niskooprocentowane bony pieniężne i depozyty siłą rzeczy nie wypracuje wysokich zwrotów. Gdy natomiast polityka inwestycyjna oparta jest w większym stopniu na obligacjach korporacyjnych, które oprocentowane są w granicach 4-5 proc. powyżej WIBOR (chodzi oczywiście o firmy stabilne, które nie muszą przepłacać za emitowany dług) wówczas szansa na wyższy zysk rośnie.

Trzeba pamiętać, że fundusze pieniężne nie służą aktywnemu pomnażaniu kapitału, gdyż ich rola jest inna – pomagają ochronić kapitał – mówi Konrad Grzelec z BGŻOptima.

Dla kogo ten fundusz

Stosunkowo bezpieczne i płynne fundusze pieniężne to bardzo dobry produkt dla początkujących inwestorów, którzy dotąd oszczędzali tylko na lokatach. Sytuacja na rynku, przy niskim średnim oprocentowaniu depozytów, wyjątkowo sprzyja podjęciu decyzji o rozpoczęciu nauki inwestowania w fundusze. Są to instrumenty o niewielkiej zmienności wycen – spadek o 1 proc. można uznać za duże wahnięcie – łatwo zbywalne i przejrzyste w sposobie inwestowania. Dodatkowo środki można w dowolnym momencie wycofać z funduszu zachowując wypracowany zysk.

Fundusze pieniężne to także doskonały sposób na zaparkowanie pieniędzy w bezpiecznym miejscu na czas potrzebny na przemyślenie oraz wybór nowej strategii inwestycyjnej. Mogą także posłużyć do budowy bardziej konserwatywnej części portfela inwestycyjnego.

Oprocentowanie depozytów jeszcze długo nie będzie wyższe niż teraz, a wręcz niewykluczone jest, że w kolejnych miesiącach banki będą jeszcze je obniżać. W nadpłynnym systemie bankowym (czyli dysponującym nadwyżką depozytów), przy umiarkowanym popycie na kredyt, zapotrzebowanie na depozyty, nie będzie rosło. Należy przy tym pamiętać, że choć fundusze pieniężne obarczone są minimalnym ryzykiem straty, to nie można stawiać go na równi z depozytem, który objęty jest pełną gwarancją ochrony kapitału.

Autor: Konrad Grzelec, eksperta BGŻOptima

 Polskie firmy w porównaniu z zagranicznymi płacą więcej podatku CIT. Więcej podatku zapłaciły w 2015 roku i w 2014 roku. W ujęciu procentowym więcej zapłaciły w zestawieniu z ich przychodem i zyskiem mimo tego, że to właśnie zagraniczne firmy w każdym roku wykazują zdecydowanie większy przychód i zysk.

CIT: Firmy polskie a zagraniczne. Dane za 2015 i 2014 rok.

500 największych polskich firm w 2015 roku do budżetu państwa odprowadziło 7,2 mld zł podatku dochodowego. To o 13,3 proc. więcej niż 500 największych spółek zagranicznych działających nad Wisłą. Spółki zagraniczne w 2015 roku łącznie do budżetu państwa odprowadziły 6,3 mld zł.

Podatek dochodowy, spółki polskie i zagraniczne w latach 2015 / 2014 w mld zł.

Więcej podatku CIT polskie spółki zapłaciły również w 2014 roku. Wówczas 500 największych spółek do budżetu państwa odprowadziło łącznie ponad 8,6 mld zł, w porównaniu do firm zagranicznych do więcej o 40,1 proc. W 2014 roku 500 największych firm z kapitałem zagranicznym odprowadziło 6,1 mld zł.

Przychody a CIT: Firmy polskie a zagraniczne. Dane za 2015 i 2014 rok.

500 największych polskich firm w 2015 roku w swoich sprawozdaniach finansowych wykazało 493 mld zł przychodu. Wartość 7,2 mld zł odprowadzonego podatku dochodowego stanowi 1,4 proc. przychodu. Dla porównania 500 największych spółek zagranicznych w 2015 roku wykazało sprzedaż na poziomie 502,3 mld zł. Płacąc 6,3 mld zł podatku CIT, co stanowi 1,2 proc. ich przychodu.

 

2015 rok CIT Przychód % Przychodu
polskie 7 209 580 213,6 493 182 580 417,3 1,46
zagraniczne 6 358 606 405,8 502 369 411 033,3 1,27
2014 rok CIT Przychód % Przychodu
polskie 8 646 710 085,8 496 961 532 580,9 1,74
zagraniczne 6 169 416 371,5 426 157 418 788,4 1,45

Źródło: Bisnode Polska

Analogiczną sytuację obserwowaliśmy w 2014 roku. Wówczas 500 największych polskich firm wykazało blisko 497 mld zł przychodu, odprowadzając 8,6 mld zł z tytuł podatku dochodowego. Stanowi to 1,7 proc. przychodu. W analogicznym okresie, spółki zagraniczne wykazały 426,1 mld zł sprzedaży, płacąc 6,1 mld zł podatku, który stanowi 1,4 proc. przychodów.

Zysk a CIT: Firmy polskie a zagraniczne. Dane za 2015 i 2014 rok.

500 największych polskich firm w 2015 roku odprowadzając generując 20,7 mld zł zysku odprowadziły 7,2 mld zł podatku dochodowego, który stanowi 34,8 proc. ich zysku. Jednocześnie spółki zagraniczne generując 29,6 mld zł zysku, zapłaciły 6,3 mld zł podatku dochodowego, który stanowi 21,4 proc. ich zysku. W 2014 roku odprowadzony podatek w stosunku do zysku dla polskich firm wyniósł 22,2 proc. a zagranicznych blisko 25 proc.

 

2015 rok CIT Zysk % zysk
polskie 7 209 580 213,6 20 715 753 568,4 34,80
zagraniczne 6 358 606 405,8 29 684 812 316,6 21,42
2014 rok CIT Zysk % zysk
polskie 8 646 710 085,8 38 910 282 394,3 22,22
zagraniczne 6 169 416 371,5 24 691 656 130,2 24,99

Źródło: Bisnode Polska

5 największych płatników podatku CIT. Firm polskich i zagranicznych w 2015 roku

Firmy polskie: TOP 5 największych płatników podatku dochodowego w 2015 roku.

1 KGHM POLSKA MIEDŹ S A 850 000 000,00 zł
2 PGE DYSTRYBUCJA S A 268 275 342,67 zł
3 POLSKI KONCERN NAFTOWY ORLEN S A 260 000 000,00 zł
4 TAURON DYSTRYBUCJA S A 190 544 070,36 zł
5 ANWIL S A 170 788 000,00 zł


Firmy zagraniczne: TOP 5 największych płatników podatku dochodowego w 2015 roku.

1 JERONIMO MARTINS POLSKA S A 290 202 550,00 zł
2 ROSSMANN SUPERMARKETY DROGERYJNE POLSKA SP Z O O 171 184 600,00 zł
3 P4 SP Z O O 170 934 000,00 zł
4 MONDI ŚWIECIE S A 120 987 000,00 zł
5 ARCELORMITTAL POLAND S A 108 496 000,00 zł

 

Źródło: Bisnode

 

 

 

 

 

 

 

Osiągnięcie zysku to główny powód, dla którego inwestujemy nasze pieniądze. Różne produkty finansowe oferują jednak inny zysk i inaczej go generują. Od czego zależy oprocentowanie lokat, a od czego stopa zwrotu z funduszy inwestycyjnych? Czym jest zysk brutto i zysk netto? Dlaczego 1% w ofercie nie zawsze przekłada się na jeden procent zysku z inwestycji?

Oprocentowanie depozytu bankowego jest uzależnione od kilku czynników. Najważniejsza jest referencyjna (główna) stopa procentowa. Jej poziom jest ustalany przez Radę Polityki Pieniężnej (organ decyzyjny Narodowego Banku Polskiego). – Stopa referencyjna wpływa na stawki, po których banki są skłonne pożyczać pieniądze sobie nawzajem i stanowi punkt odniesienia dla wysokości oprocentowania lokat dla osób, które chcą pomnażać swoje oszczędności – mówi Hanna Maciejewska, dyrektor regionalny ds. sprzedaży detalicznej w Union Investment TFI.

Oprocentowanie oferowane przez banki zależy również od kwoty depozytu, czasu na jaki klient deklaruje oddanie środków, waluty w której deponowane są środki, ale również od wyboru dodatkowych produktów bankowych, np. ROR. – Istotne znaczenie ma też sytuacja płynnościowa banku. Zazwyczaj im jest ona lepsza, tym niższe odsetki od lokaty otrzymamy – dodaje Hanna Maciejewska. Bank nie pobiera opłaty za założenie lokaty. Nie oznacza to jednak, że na niej nie zarabia. Środki zdeponowane przez inwestorów bank przeznacza m.in. na kredyty, od udzielenia których pobiera marże i prowizje.

Od czego zależy stopa zwrotu z funduszu?

Pod względem konstrukcji i zasad działania, fundusz inwestycyjny różni się istotnie od lokaty bankowej. Przede wszystkim, w przeciwieństwie do oprocentowania lokaty, stopa zwrotu z funduszu nie jest z góry znana, ani też gwarantowana. Jest to związane z ryzykiem wpisanym w różne aktywa finansowe. Jednocześnie, wbrew panującym mitom, nie wszystkie fundusze inwestycyjne są równie ryzykowne. – Jest cała gama bezpieczniejszych funduszy, które nie inwestują na giełdzie. Dla osób, które dotychczas korzystały wyłącznie z lokat bankowych pierwszym wyborem powinny być fundusze pieniężne, nazywane też gotówkowymi. Cechują się one najwyższym poziomem bezpieczeństwa i najniższymi wahaniami wartości­ – wyjaśnia Hanna Maciejewska.

Od czego jednak zależy wysokość zysku, który możemy osiągnąć inwestując poprzez TFI? Finalna stopa zwrotu jest wypadkową wielu czynników: typu funduszu (akcyjny, obligacyjny, pieniężny, nieruchomościowy etc.), sytuacji na rynkach finansowych, realizowanej przez fundusz strategii inwestycyjnej, jakości zarządzania (kompetencji osób zarządzających majątkiem TFI). Na zysk dla inwestora ma wpływ również poziom pobieranych opłat. Można spotkać dwie podstawowe: dystrybucyjną, za zakupienie jednostek uczestnictwa w funduszach (przy czym inwestując online najczęściej można całkowicie jej uniknąć) i za zarządzanie funduszem.

Generalna zasada jest taka, że im bardziej ryzykowny fundusz, tym wyższą opłatę za zarządzanie pobiera. Opłata za zarządzanie funduszem pieniężnym jest niska, najczęściej na poziomie 1% od wpłaconych środków – mówi ekspertka Union Investment TFI. – Stopy zwrotu podawane w zestawieniu notowań czy mediowych rankingach to zyski netto, a więc całkowite zyski dla inwestora, po wcześniejszym uwzględnieniu tej opłaty – dodaje.

Ile można zyskać?

Obliczenie zysku z lokaty założonej na rok jest proste. Wystarczy kwotę początkową pomnożyć przez oprocentowanie lokaty w skali roku (taka wartość jest najczęściej podawana przy ofertach depozytów). Przykład: wpłacając 10000 zł na rok, przy oprocentowaniu 1,7%, nasz zysk brutto (przed opodatkowaniem) wyniesie 10000×0,017, czyli 170 zł. Sytuacja komplikuje się, jeśli nasze środki lokujemy w banku na krótszy okres. Wówczas do powyższego działania musimy dodać zmienną określającą czas trwania lokaty. W przypadku 3-miesięcznej będzie to: 3/12 (liczba miesięcy w roku) = ¼ = 0,25. W tym przypadku nasz zysk brutto (przed opodatkowaniem) wyniesie 10000×0,017×0,25, czyli 42,5 zł.

Inwestując w fundusz nie trzeba deklarować pozostawienia środków na rok lub trzy miesiące, jak w przypadku lokaty. Zysk z funduszu zależy przede wszystkim od czynników opisanych wcześniej. Dlatego warto wybrać fundusz o sprawdzonej historii i  regularnie monitorować, jakie są perspektywy rynkowe dla interesującej nas klasy aktywów. – Spodziewamy się, że w 2016 r. fundusze pieniężne wypracują zyski netto w okolicach 2-2,5%. Biorąc pod uwagę środowisko niskich stóp procentowych i niskie oprocentowanie lokat, powinny kolejny rok z rzędu cieszyć się dużym zainteresowaniem inwestorów – mówi Hanna Maciejewska.

Obliczając zysk, pamiętaj o podatku

Pomnażając środki, niezależnie czy na lokacie bankowej, czy w funduszu, trzeba pamiętać o podatku od zysków kapitałowych, tzw. podatku Belki. Wynosi on 19% i jest naliczany wyłącznie od zysku – nie od całości inwestowanej kwoty. Ile otrzymamy po jego zapłaceniu? Jeśli zysk z produktu finansowego to 170 zł, to podatek wyniesie 32,3 zł (170×0,19). Do ręki, oprócz ulokowanej kwoty, otrzymamy więc 137,7 zł. Na szczęście zarówno bank, jak i TFI odprowadza podatek Belki automatycznie przy wypłacie środków. Nie trzeba się więc martwić samodzielnym rozliczaniem przychodów w PIT.

Warto też pamiętać o pewnej różnicy. Zysk brutto z lokaty bankowej to zysk netto z funduszu inwestycyjnego. Dlaczego? – Jest to związane z charakterystyką funduszu inwestycyjnego. W funduszu na zysk brutto składa się zysk netto dla inwestora oraz opłata za zarządzanie – fundusz musi na siebie zarobić. W ostatecznym rozrachunku, dla uproszczenia, TFI podają tylko wartość netto, czyli tę, którą otrzymuje inwestor – mówi Hanna Maciejewska.

Podsumowując, podatek Belki dla lokat jest naliczany od kwoty brutto, a dla funduszy inwestycyjnych dla kwoty netto.

Warto szukać promocji

Banki często oferują lokaty promocyjne, kuszące oprocentowaniem. Przed ulokowaniem środków warto tylko przeczytać, czy nie jest to promocja na depozyt krótkoterminowy. Co to oznacza? Jeśli oferta opiewa na 4%, a okres trwania lokaty wynosi 3 miesiące, klient nie otrzyma zysku w tej wysokości, a jedynie jego ćwierć.

Promocje, które mogą zwiększyć nasz zysk możemy spotkać także w TFI, jednak zauważalnie rzadziej. Może to być czasowe obniżenie opłat za zarządzanie lub też bonus do inwestycji. Załóżmy, że TFI proponuje inwestorowi, że dopłaci do 3-miesięcznej inwestycji 1%. Wówczas zysk nie jest dzielony przez cztery, jak w przypadku oprocentowania depozytu, dla którego zwyczajowo podaje się oprocentowanie roczne, niezależnie od okresu trwania lokaty. W przypadku takiej promocji, przez 3 miesiące inwestor zarobi na funduszu nie 1%, a 4% w skali roku.

Jak pokazuje powyższy przykład, każdą ofertę promocyjną należy dokładnie sprawdzać. Nie zawsze 4% oznacza 4%, a czasami 1% to w rzeczywistości równowartość 4% dodatkowego zysku liczonego w skali roku. Niezależnie od promocji warto jednak wiedzieć, skąd bierze się zysk w przypadku depozytu bankowego, a skąd w przypadku funduszu inwestycyjnego. Pamiętajmy też o różnicach w zyskach brutto (dla lokat) oraz netto (dla funduszy), a także o tym, że od zysku zawsze odprowadzimy podatek do budżetu państwa. Uzbroiwszy się w tę wiedzę, możemy śmiało ruszać na podbój rynku w poszukiwaniu najatrakcyjniejszych produktów finansowych.

 

Union Investment TFI

 

Ponad 5,5 proc. netto rocznie można zarobić kupując mieszkanie na wynajem w Gdańsku. To z punktu widzenia inwestora najbardziej dochodowe duże miasto w Polsce. Najmniejszy potencjał ma zakup lokalu w Krakowie, gdzie oczekiwana rentowność najmu nie przekracza 4 proc. netto, choć i to jest wartością znacznie wyższą od oprocentowania lokat i obligacji.

Przeciętna oczekiwana rentowność najmu jest aktualnie najwyższa od co najmniej wiosny 2010 r. odkąd Home Broker i Domiporta.pl wspólnie prowadzą obliczenia i wynosi 4,61 proc. netto w skali roku. Z siedmiu badanych miast od wielu miesięcy najlepiej wypada Gdańsk, gdzie oczekiwana stopa zwrotu wynosi aktualnie 5,67 proc. w skali roku. Wartość ta jest zależna głównie od kwoty zapłaconej za mieszkanie oraz stawki najmu uzgodnionej z najemcą. Nie należy jednak zapominać o innych czynnikach, takich jak stawka czynszu, nakłady poniesione na przygotowanie nieruchomości oraz czas potrzebny na znalezienie najemcy. Inwestowanie w mieszkania na wynajem ma daje szanse na spory zysk, ale jednocześnie wymaga sporo zaangażowania i wiąże się z ryzykiem. Jest to koszt wyższego zarobku, bo najbardziej rentowne roczne lokaty bankowe dają nieco ponad 2 proc. rocznie.

 

 Warszawa droga, ale zyskowna i płynna

Największym rynkiem nieruchomości w Polsce jest oczywiście Warszawa. Aktualna oczekiwana rentowność najmu wynosi tam 4,82 proc., co jest trzecią wartością spośród badanych miast. Warto jednak zwrócić uwagę, że mieszkanie w dobrym punkcie stolicy będzie bardziej płynne niż w innym mieście, co oznacza, że w razie potrzeby szybkiego wyjścia z inwestycji będzie to po prostu łatwiejsze. Wiążą się z tym także znacznie wyższe koszty – metr mieszkania w Warszawie to przeciętnie ponad 7,4 tys. zł, ale atrakcyjne lokale kosztować będą jeszcze więcej, w prestiżowej okolicy nie dziwi nawet stawka przekraczająca 10 tys.

W najlepiej rokującym z punktu widzenia inwestorów Gdańsku przeciętna cena mieszkania to 5195 zł za mkw., a za wynajem można dostać 36,90 zł za mkw. każdego miesiąca. Daje to 5,67 proc. zysku w skali roku po uwzględnieniu czynszu i podatku oraz założeniu, że przez 1,5 miesiąca w roku mieszkanie będzie stało puste (poszukiwanie najemców).

Rentowność najmu mieszkań w poszczególnych miastach w lipcu 2015 roku

Miasto Średnia cena
zakupu mkw.
Średnia stawka najmu (za mkw.) Rentowność brutto Rentowność netto
Gdańsk 5 195 zł 36,90 zł 6,30% 5,67%
Gdynia 5 598 zł 30,06 zł 4,57% 4,09%
Kraków 6 367 zł 33,56 zł 4,40% 3,93%
Łódź 3 708 zł 24,23 zł 5,24% 4,66%
Poznań 5 153 zł 27,94 zł 4,53% 4,05%
Warszawa 7 434 zł 46,06 zł 5,38% 4,82%
Wrocław 5 534 zł 36,54 zł 5,63% 5,04%
Źródło: ceny transakcyjne Home Broker i Open Finance z lipca 2015 r.;
oferty najmu z serwisu Domiporta.pl z lipca 2015 r. obniżone o 5 proc.

Z dużych miast najtańsze w zakupie i wynajmie są mieszkania w Łodzi. Osoba chcąca nabyć tam nieruchomość zapłaci mniej więcej połowę tego co w Warszawie (3708 zł za mkw.), zaś najemca musi się liczyć z miesięcznym czynszem na poziomie 24,23 zł za mkw. mieszkania. Po uwzględnieniu w/w założeń oznacza to zysk równy 4,66 proc. w skali roku, czyli na poziomie krajowej średniej.

Rentowność najmu równa 4,61 proc. rocznie oznacza, że mieszkanie na wynajem zwróci się przeciętnie po prawie 22 latach. W przypadku najlepiej rokującego Gdańska jest to niespełna 18 lat, w Krakowie z kolei będzie to 25,5 roku. To wyliczenie zakłada jednak niezmienność warunków przez ponad 20 lat, co jest mało realne. W kalkulacji przed podjęciem decyzji o zakupie mieszkania na wynajem należy jeszcze uwzględnić potencjał wzrostu wartości samej nieruchomości oraz jej płynność.

Dynamiczne lato na rynku

– Czas od czerwca do końca października uważany jest za „gorący okres” na rynku najmu. Jest on w tym czasie pobudzany głównie przez studentów, z których jedni zwalniają lokale po zakończeniu studiów, a drudzy szukają lokum na kolejny rok akademicki. – zauważa Maciej Górka z Domiporta.pl. – Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, iż ożywienie popytowe generowane przez studentów jest widoczne, ale głównie w kategorii pokoi i tanich mieszkań do wynajęcia, a nie dotyczy całego rynku – dodaje. Właśnie te dwa segmenty są najbardziej popularne wśród młodzieży studiującej z prostego powodu, są najtańsze – dodaje Górka.

O najtańsze mieszkania walczą zresztą nie tylko studenci (wszak każdy chciałby wynajmować mieszkanie jak najtaniej), więc posiadacze takich lokali wykorzystują sytuację i podnoszą ceny. Według danych Domiporta.pl zwyżki dochodzą nawet do 10 proc. – Niektórzy właściciele potrafią organizować castingi i wybierać do współpracy tych najemców, którzy najbardziej przypadną im do gustu. Zdarzają się nawet aukcje cenowe – zwraca uwagę Maciej Górka.

W danych popytowych z serwisu Domiporta.pl widać, że udział zapytań użytkowników o mieszkania do wynajęcia w „gorącym okresie” zwiększył z 27 do 31 proc względem wszystkich zapytań. Największa dynamika odnotowana została w sześciu największych miastach z Warszawą na czele. Nic dziwnego, bo jest to jednocześnie największy rynek nieruchomości i największy ośrodek akademicki w Polsce. Na rynku najmu stołeczne lokale stanowią ponad jedną trzecią całej podaży. Sytuację tę starają się wykorzystać inwestorzy którzy, mimo wysokich cen zakupu, inwestują w mieszkania pod wynajem kuszeni jedną z najwyższych rentowności.

Jak liczona jest rentowność najmu?
Oczekiwana rentowność z inwestycji w mieszkanie na wynajem liczona jest na podstawie cen transakcyjnych mieszkań (z transakcji dokonanych przez klientów Home Broker i Open Finance) oraz ofert na wynajem zamieszczonych na stronach portalu Domiporta.pl. Stawki ofertowe najmu zostały do obliczeń obniżone o 5 proc. W wyliczeniach uwzględniano dane z siedmiu rynków nieruchomości: Gdańska, Gdyni, Krakowa, Łodzi, Poznania, Warszawy i Wrocławia. Pod uwagę bierzemy medianę, która urealnia dane zmniejszając wagę ofert znacząco odstających od przeciętnych.

Rentowność netto uwzględnia 10,5-miesięczny okres wynajmu mieszkania, 5 PLN za metr miesięcznego czynszu dla administracji płaconego przez właściciela (6 PLN w Krakowie i Wrocławiu oraz 7 PLN w Warszawie) oraz podatek ryczałtowy od przychodów z wynajmu w wysokości 8,5 proc.

autorzy: Marcin Krasoń, Home BrokerMaciej Górka, Domiporta.pl,

500% zysku? Nawet tyle mogli zarobić Ci, którzy dekadę temu zainteresowali się rynkiem zabytkowych aut. Sporo można było też zarobić na dziełach sztuki, winie, whisky, ziemi rolnej i kolekcjonerskich monetach. Informacje na ten temat zebrał Lion’s Bank.

W 2014 roku średnie oprocentowanie lokat spadło poniżej 3%, giełda niespecjalnie pozwalała zarobić, a ceny nieruchomości pozostawały na niemal niezmienionym poziomie. Tym bardziej warto podkreślić, że wciąż są aktywa, w przypadku których notowane stopy zwrotu każą inwestorom przecierać oczy ze zdumienia.

Są one jednak najczęściej możliwe do zrealizowania na rynkach, w przypadku których inwestowanie bez odpowiedniej wiedzy może się skończyć sporymi stratami. Co więcej nawet osoby z największą wiedzą mogą mieć trudności z przewidzeniem korekty lub nie zauważą pompowania na danym rynku spekulacyjnej bańki. Niemniej warto wiedzieć gdzie dziś dwucyfrowe stopy zwrotu można było uzyskać w zaledwie rok.

2015 05 29 wykres 1

Dwucyfrowe zyski w 2014 roku

Pod względem wzrostu wartości najlepiej w 2014 roku wypadły: zabytkowe samochody, ziemia rolna, whisky, dzieła sztuki i monety kolekcjonerskie. Wszystkie te aktywa pozwoliły zrealizować dwucyfrowe stopy zwrotu w zaledwie 12 miesięcy. Prym wiedzie w tej grupie ziemia rolna, której przeciętny wzrost wartości wyniósł aż 18,7% (IV kw. 2014 r. / IV kw. 2013 r.) – wynika z indeksu wartości ziemi rolnej stworzonego przez Lion’s Bank. Na kolejnych miejscach uplasowały się zabytkowe auta z wynikiem na poziomie 16% (dane HAGI), dzieła sztuki (15% dane Art Market Research), monety (13% dane Art Market Research) i whisky (11% dane Rare Whisky Vintage 50 Index).

Zmiany cen wybranych aktywów inwestycyjnych
Typ aktywów Stopa zwrotu
Rok 5 lat 10 lat
Samochody 16% 140% 487%
Ziemia rolna w Polsce 19% 86% 406%
Dzieła sztuki 15% 61% 252%
Wino 7% 38% 234%
Monety 13% 92% 232%
Znaczki 3% 34% 195%
Biżuteria 2% 35% 168%
Diamenty 2% 73% 167%
Gitary 7% -16% 73%
Chińska ceramika 9% 46% 69%
Zegarki 4% 49% 68%
Meble -9% -25% -28%
Whisky 11% 190% brak danych
Akcje na świecie (MSCI) 6% 67% 90%
Akcje w Warszawie (WIG) 0% 29% 93%
Źródło: Knight Frank, Rare Whisky Vintage 50 Index, The 42 Guitar Index; Dane za okres do 2014 r.

 

W gronie tym rok 2014 przyniósł dwa rekordy cenowe. Po pierwsze na aukcji organizowanej przez Bonhams za 38 mln USD nowego właściciela znalazło Ferrari 250 GTO Berlinetta z 1962 roku. Warto podkreślić, że kwota ta to równowartość około 600 – 700 przeciętnych polskich mieszkań.

Ferrari 250 Gto, źródło BonhamsFerrari 250 GTO Berlinetta sprzedane za 38 mln USD, źródło Bonhams

Drugą rekordową transakcją była sprzedaż złotej monety, która miała upamiętnić koronację Edwarda VIII planowaną na 1937 rok. Po wybiciu dwóch monet próbnych okazało się jednak, że w grudniu 1936 przyszły król abdykował. Powstał tym samym bardzo rzadki numizmat, którego wartość rynek ocenił na aukcji urządzonej przez Baldwin’s na 516 tys. GBP. Jest to najwyższa cena jaką kiedykolwiek osiągnął brytyjski numizmat.

Edward VIII Sovereign 1937, źródło Royal MintEdward VIII Sovereign 1937 sprzedany za 516 tys. GBP, źródło Royal Mint

Stracić można było na meblach

Gorzej było w przypadku zabytkowych mebli (spadek o 9% zgodnie z danymi Art Market Research). Relatywnie niewysokie stopy zwrotu można było ponadto zrealizować inwestując z biżuterię (wzrost o 2% dane Art Market Research) i diamenty (wzrost o 2% dane Fancy Color Research Foundation). W tej ostatniej kategorii warto zwrócić uwagę na rekord cenowy. W 2014 roku na aukcji organizowanej przez Sotheby’s sprzedany został bowiem niebieski diament (The Mellon Blue Diamond) za 32,6 mln USD, co było najwyższą ceną osiągniętą w historii przez tego typu kamień.

The Mellon Blue Diamond, źródło  Sotheby'sThe Mellon Blue Diamond sprzedany za 32,6 mln USD, źródło Sotheby’s

W kontekście relatywnie niewielkich wzrostów cen na uwagę zasługuje także rynek kolekcjonerskich znaczków. Z katalogu, który bada zmiany ich cen na całym świecie (Stanley Gibbons) wynika, że przeciętnie filateliści zyskali w ubiegłym roku 3%. Znacznie bardziej elektryzującą informacją jest w tym wypadku fakt, że rok 2014 przyniósł na tym rynku kolejną rekordową transakcję. Dotyczyła ona niepozornego znaczka pochodzącego z Gujany Brytyjskiej. Ten z 1856 roku o nominale zaledwie 1 centa wyceniony został na 9,48 mln USD. Cenę tę tylko w ograniczonym stopniu tłumaczy fakt, że na świecie znany jest tylko jeden zachowany egzemplarz tego znaczka.

British guiana 1c magenta z 1856 r. cena, źródło WikipediaBritish Guiana 1c magenta z 1856 r. sprzedany za 9,48 mln USD, źródło Wikipedia

Od kilkuset złotych do kilkuset milionów

Powyższa lista inwestycji, które wykraczają poza tradycyjne produkty bankowe czy akcje, obligacje i fundusze inwestycyjne jest bardzo okrojona, bo i możliwości lokowania kapitału jest cała masa. Można na przykład zainwestować na rynku mieszkaniowym i czerpać przychody z wynajmu, wymienić gotówkę na monety o niskich nominałach zanim trafią do obiegu i liczyć na to, że w przyszłości będzie ktoś chciał za nie więcej zapłacić czy stworzyć kolekcję specjalnych edycji gier komputerowych i popularnych zabawek, które zachowane w nienaruszonym pudełku z wiekiem mogą zyskać na wartości.

Rozwiązań jest więc wiele, a każde z nich wymaga innej zasobności portfela. Podczas gdy na zbieranie monet okolicznościowych czy zabawek i gier wystarczy kilkaset złotych w ciągu roku, to już zakup nieruchomości, beczki whisky lub zabytkowego sportowego auta kosztować może od kilkudziesięciu tysięcy złotych do ponad 100 milionów złotych. Co więcej trzeba pamiętać, że inwestycje tego typu są przeważnie długoterminowe. Warto więc, aby lokowany kapitał mógł pozostać zainwestowany przez 5-10 lat. Oczekiwanie potrafi się opłacić. Z drugiej strony trzeba mieć świadomość, że wyniki prezentowane przez wyżej wspomniane indeksy często prezentują zmiany cen hipotetycznego portfela butelek, aut, monet czy mebli, których ceny na bieżąco są badane, a wynik prezentowany w formie indeksu. W efekcie, pomimo wzrostu indeksu cen zabytkowych aut czy 100 butelek whisky o ponad kilkanaście procent w sakli roku, bez problemu można znaleźć egzemplarze, których ceny spadały.

fota (300 DPI, 1024 PNG)autor: Bartosz Turek, Lion’s Bank

Dotychczasowe wyniki funduszu w niewielkim stopniu rzutują na jego potencjalne przyszłe dokonania. Warto o tym pamiętać i nie przykładać do historycznych stóp zwrotu funduszy zbyt dużej wagi.

Ustalenie właściwego dla nas profilu ryzyka, jakim powinny charakteryzować się fundusze, w które zainwestujemy, to tylko jedna strona medalu. Kolejnym dylematem jest wybór konkretnego produktu. Niemal w każdej spośród kategorii na jakie dzielą się fundusze jest zwykle po kilkanaście, a nawet po kilkadziesiąt pozycji. Pod względem podstawowych założeń co do strategii inwestycyjnej specjalnie nie różnią się one od siebie. Zawsze, oczywiście, warto zapoznać się z detalami, jednak zazwyczaj są to niuanse, nie mające większego znaczenia.

Niewątpliwie jednym z istotniejszych elementów różnicujących ofertę poszczególnych towarzystw funduszy inwestycyjnych są koszty. Koniecznie trzeba zwracać na nie uwagę, zwłaszcza na opłatę z tytułu zarządzania funduszem, bo pod tym akurat względem różnice między funduszami bywają spore.

Nie ulega jednak dyskusji, że tym co odgrywa największą rolę procesie wyboru funduszu, są wyniki osiągane w przeszłości. Z historycznymi stopami zwrotu wszelkich instrumentów inwestycyjnych jest jednak ten sam problem – nie ma żadnej gwarancji ich powtarzalności. Nie inaczej jest w przypadku funduszy. Żeby się o tym przekonać wystarczy porównać wyniki funduszy w różnych, następujących po sobie okresach.

Wyobraźmy sobie przykładowo inwestora, który ponad trzy lata temu podejmował decyzję, w które fundusze akcji polskich zainwestować. Kierował się przy tym trzyletnimi stopami zwrotu na koniec 2010 roku. Wybrany okres obejmował akurat również rok 2008, w którym na rynku panowała silna tendencja spadkowa, stąd wyniki prawie wszystkich funduszy akcji polskich (poza jednym wyjątkiem) były ujemne. Inwestor wybrał zatem po prostu trzy fundusze zajmujące najwyższe pozycje na liście. Kolejno były to SKOK Akcji (6,4 proc.), Allianz Akcji Plus (-0,5 proc.) i Inventum Akcji, który wówczas nazywał się jeszcze Idea Akcji (-0,6 proc.). Gdyby ten inwestor podzielił pieniądze na trzy równe części, każdą z nich inwestują w jeden z wymienionych funduszy, to po kolejnych trzech latach, na koniec 2013 roku, prawdopodobnie mocno by się rozczarował. Każdy z tych trzech funduszy wypracował bowiem stratę, przy czym jeden z nich zanotował kosmiczny, ponad 65-prov. Zjazd wartości jednostki. Po podsumowaniu wyników wypracowanych przez poszczególne fundusze, inwestor mógłby tylko stwierdzić, że zaliczył 25-proc. stratę.

Co więcej, gdyby nasz inwestor należał do tych bardziej roztargnionych i popełnił błąd i zamiast w trzy fundusze o najlepszych trzyletnich stopach zwrotu na koniec 2010 roku zainwestował w trzy najgorsze, tj. w Pioneer Akcji Polskich (-35,7 proc.), PKO Akcji Plus (-39,9 proc.) oraz PKO Akcji (-41,8 proc.), to po trzech latach też mogłaby go zmartwić strata na portfelu, ale zdecydowanie mniejsza, bo wynosząca tylko 6,5 proc.

Porównanie trzyletnich stóp zwrotu funduszy akcji polskich uniwersalnych

fundusz trzyletnie stopa zwrotu

na koniec 2010

trzyletnie stopa zwrotu

na koniec 2013

SKOK Akcji (SKOK PARASOL FIO) 6,4% -3,1%
Allianz Akcji Plus (Allianz FIO) -0,5% -6,5%
Inventum Akcji (Inventum FIO) -0,6% -65,3%
UniKorona Akcje (UniFundusze FIO) -7,9% 4,4%
Noble Fund Akcji (Noble Funds FIO) -8,7% 7,3%
Aviva Investors Polskich Akcji (Aviva Investors FIO) -12,3% 6,5%
Legg Mason Akcji (Legg Mason Parasol FIO) -13,2% 8,6%
Allianz Akcji (Allianz FIO) -13,5% -7,3%
Średnia -16,3% 0,5%
Skarbiec Akcja (Skarbiec FIO) -17,0% 0,5%
Skarbiec – Top Funduszy Akcji SFIO -17,0% -0,7%
Credit Agricole Akcyjny (Credit Agricole FIO) -18,0% -0,3%
Millennium Akcji (Millennium FIO) -20,3% -0,6%
KBC Akcyjny (KBC FIO) -20,8% 2,5%
BNP Paribas Akcji (BNP Paribas FIO) -21,0% -13,1%
BPH Akcji (BPH FIO Parasolowy) -21,2% -5,8%
Arka BZ WBK Akcji (Arka BZ WBK FIO) -21,6% -15,7%
ING Akcji (ING FIO) -21,9% -0,8%
Novo Akcji (Novo FIO) -22,0% -15,3%
Investor Akcji Dużych Spółek FIO -22,3% -1,3%
UniAkcje Wzrostu (UniFundusze FIO) -22,9% 13,2%
PZU Akcji KRAKOWIAK (PZU FIO Parasolowy) -23,4% -4,4%
MetLife Akcji Polskich (Światowy SFIO) -30,0% -6,4%
MetLife Akcji (Krajowy FIO) -31,1% -10,1%
Investor Akcji FIO -33,3% 8,0%
ING Selektywny (ING FIO) -35,0% -19,2%
Pioneer Akcji Polskich (Pioneer FIO) -35,7% -29,8%
PKO Akcji Plus (Parasolowy FIO) -39,9% 6,8%
PKO Akcji (Parasolowy FIO) -41,8% 3,7%
Źródło: Analizy Online.

Może biblijne „ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi” nie do końca oddaje zmiany zachodzące w tabelach prezentujących wyniki funduszy, łatwo jednak się zorientować, nawet na tak prostym przykładzie, że dotychczasowe wyniki funduszu raczej w niewielkim stopniu rzutują na jego potencjalne przyszłe dokonania. Warto o tym pamiętać i nie przykładać do historycznych stóp zwrotu funduszy zbyt dużej wagi, co oczywiście nie oznacza, żeby w ogóle się nimi nie interesować. Na uwagę zasługują z pewnością wszelkie rankingi funduszy, które między innymi oceniają regularność osiąganych przez nie wyników w kolejnych, postępujących po sobie okresach. Na bardziej zaawansowanych i dociekliwych inwestorów czeka też szereg wskaźników (m.in. beta, tracking terror, information ratio czy wskaźniki Jensena, Sharpe`a i Treynora), które pomagają ocenić skalę ryzyka ponoszonego przez zarządzającego funduszem w odniesieniu do wypracowanego przez niego zysku. Pomimo wielu zalet, wskaźniki te również nie są wolne od wad, a ich interpretacja potrafi nie być jednoznaczna.

Bernard_Waszczyk

Bernard Waszczyk, Open Finance

Fot. Krystian Szczęsny FOTOactions

Wzornictwo-Biznes-Zysk – jak inwestować i zarabiać na wzornictwie.

Wczoraj 25 września odbyła się konferencją prasowa z udziałem Wiceminister Infrastruktury i Rozwoju – Iwony Wendel. Konferencja odbyła się w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego w Warszawie i była inauguracją projektu „Wzornictwo-BiznesZysk”.Projekt  finansowany jest z działania 5.2 „Wspieranie Instytucji otoczenia biznesu świadczących usługi proinnowacyjne oraz ich sieci o znaczeniu ponadregionalnym”.

konf_wzor_bizn_zysk2Fot. Krystian Szczęsny FOTOactions

 

konf_wzor_bizn_zysk3Fot. Krystian Szczęsny FOTOactions

 

konf_wzor_bizn_zysk4Fot. Krystian Szczęsny FOTOactions

 

konf_wzor_bizn_zysk5Fot. Krystian Szczęsny FOTOactions

źródło: Instytut Wzornictwa Przemysłowego

Fot. Krystian Szczęsny FOTOactions

Konferencją prasową z udziałem Wiceminister Infrastruktury i Rozwoju – Iwony Wendel 25 września tego roku Instytut Wzornictwa Przemysłowego w Warszawie zainaugurował projekt „Wzornictwo-Biznes-Zysk”, finansowany z działania 5.2 „Wspieranie Instytucji otoczenia biznesu świadczących usługi proinnowacyjne oraz ich sieci o znaczeniu ponadregionalnym”.

W ostatnich latach nastąpiło przyspieszenie procesu zbliżania rozwoju Polski z najbardziej rozwiniętymi krajami UE, do czego przyczyniły się m.in. inwestycje wsparte ze środków funduszy strukturalnych, a także wzrost konkurencyjności polskiej gospodarki osiągnięty dzięki działaniom na rzecz inteligentnego rozwoju. Jego nieodłącznym elementem jest innowacyjność, a ta z kolei nie istnieje bez wzornictwa.

Innowacja poprzez Wzornictwo

W 2007 roku Instytut Wzornictwa Przemysłowego na zlecenie Ministerstwa Gospodarki przebadał ponad 300 różnej wielkości przedsiębiorstw, z różnych rejonów Polski, działających w ośmiu branżach.

Z raportu „Analiza aplikacji wzornictwa przemysłowego w polskich przedsiębiorstwach” wynika, że większość firm uważa wzornictwo za skuteczne narzędzie konkurencji rynkowej. Aż 86% firm sądzi, że inwestycje w produkt wzorniczy są opłacalne. 60% liderów wzornictwa wskazuje na jego duży wpływ na wzrost satysfakcji konsumenta i wizerunek firmy.

Cel projektu

Nowy projekt potwierdza tezę, iż świadome inwestowanie we wzornictwo przemysłowe jest szansą na osiągnięcie przewagi konkurencyjnej i rozwój, szczególnie dla sektora MŚP oraz regionów. „Produkt dobrze zaprojektowany sprzedaje się lepiej, a firmy które współpracują z projektantami mają większe szanse na sukces – tego właśnie uczy Instytut Wzornictwa Przemysłowego w ramach nowego projektu Wzornictwo-Biznes-Zysk” – podkreśla Prezes Instytutu Bożena Gargas i dodaje: „W ramach warsztatów prowadzonych przez czołowych  polskich projektantów zapewniamy także niezwykle ważny blok zajęć poświęcony finansowaniu inwestycji na wzornictwo.”

Zadaniem projektu, którego koordynatorem merytorycznym jest profesor Marek Adamczewski, projektant wzornictwa przemysłowego, jest praktyczna prezentacja korzyści, jakie przynosi aplikacja wzornictwa przemysłowego w przedsiębiorstwach oraz zasad i form współpracy przedsiębiorców z projektantami.

Uczestnicy projektu:

Do udziału w projekcie zaproszeni zostali: przedsiębiorcy, projektanci, studenci i absolwenci wzornictwa oraz przedstawiciele administracji.

Działania:

Projekt obejmuje warsztaty, towarzyszące warsztatom wystawy (ekspozycje studiów przypadków), seminaria oraz portal internetowy.

  • Warsztaty

 W ramach projektu zaplanowano dwa rodzaje warsztatów skierowane do:

•        przedsiębiorców: kadry technicznej i ekonomicznej
(m.in. technologów, konstruktorów, ekonomistów), projektantów oraz studentów i absolwentów uczelni wyższych

•        przedsiębiorców: kadry zarządzającej w firmach, osób biorących udział we wdrażaniu nowego produktu na rynek, projektantów oraz studentów i absolwentów uczelni wyższych

Warsztaty prowadzone przez znane studia projektowe, dotyczyć będą zasad wdrażania procesu wzorniczego w przedsiębiorstwach z przedstawieniem na konkretnych przykładach korzyści, które niesie za sobą wdrożenie nowego produktu.
Warsztaty poświęcone będą takim zagadnieniom jak: budowanie zespołu projektowego, aspekty prawne, techniczne i ekonomiczne procesu wzorniczego, finansowe wsparcie wdrożenia procesu wzorniczego.
Uczestnicy warsztatów zapoznają się z całym procesem wzorniczym opartym na przykładach wdrożeń, zakończonych sukcesem rynkowym. Warsztatom towarzyszyć będzie wystawa (ekspozycja studiów przypadków) i katalog.

  • Seminaria

 Seminaria będą miały charakter informacyjno-dyskusyjny. Wezmą w nich udział projektanci, przedsiębiorcy, osoby odpowiedzialne za wdrożenie wzornictwa, zajmujące się finansowaniem procesów wzorniczych oraz zagadnieniami prawnymi w tym zakresie.

Podczas seminariów uczestnicy poznają, poparte konkretnymi przykładami, korzyści płynące z rozwoju nowego produktu z wykorzystaniem wzornictwa oraz najnowsze światowe trendy. Mówić o nich będą polscy i zagraniczni goście oraz projektanci posiadający doświadczenie w pracy z przedsiębiorcami w Polsce i za granicą.

  • Portal

www.projekt-wbz.com.pl  jest główną platformą komunikacji i wiedzy, integrującą przedsiębiorców, projektantów, uczelnie i podmioty zajmujące się promocją i doradztwem w zakresie wzornictwa.

Portal dostarczy specjalistyczną wiedzę, metodologię i praktyczne rozwiązania, pokaże na przykładach, jak skutecznie tworzyć innowacyjne wzorniczo produkty i z sukcesem wprowadzać je na rynek.

Będą to m.in. studia przypadków, przykłady dobrych praktyk oraz materiały pochodzące z seminariów i warsztatów realizowanych
w ramach projektu. Szczególnie cennym źródłem wiedzy, przydatnym przedsiębiorcom i projektantom, są działy poświęcone prawu własności intelektualnej oraz dotacjom unijnym wykorzystywanym do dofinansowywania innowacyjnych projektów.

Na portalu WBZ dostępna jest aplikacja, która pomoże w samodzielnym stworzeniu przykładowego briefu projektowego. Dzięki niej uczestnicy warsztatów będą mogli w praktyce wykorzystać wiedzę zdobytą w projekcie.

Na portalu znajduje również Wizytownik – narzędzie online umożliwiające nawiązywanie relacji biznesowych, między przedsiębiorcami,
a projektantami biorącymi udział w projekcie.

Wsparcie wzornictwa przemysłowego w nowej perspektywie budżetowej UE

W budżecie unijnym na lata 2014-2020 większość programów ma charakter horyzontalny i dlatego priorytetowe wsparcie otrzymają inicjatywy wspierające innowacyjność i pobudzające kreatywność społeczeństwa. Wsparcie wzornictwa jest możliwe w szczególności w ramach projektów badawczo-rozwojowych oraz projektów związanych z podnoszeniem konkurencyjności przedsiębiorstw.

„Wzornictwo, jako metoda tworzenia innowacji pomaga lepiej dopasować nowe rozwiązania do potrzeb ich użytkowników” – powiedziała Wiceminister Infrastruktury i Rozwoju Iwona Wendel podczas konferencji inaugurującej projekt „Wzornictwo–Biznes–Zysk”, zorganizowanej przez Instytut Wzornictwa Przemysłowego 25 września br.

RPO

-w 5 województwach (łódzkie, wielkopolskie, małopolskie, zachodnio-pomorskie i kujawsko-pomorskie) strategiczny przemysł kreatywny, w tym wzornictwo, jest uznany za inteligentne specjalizacje,

-możliwe dofinansowanie wydatków ponoszonych na wzornictwo, jako uzupełnienie prac B+R lub wdrożeniowych (np.: koszt przeprowadzenia badań w zakresie stosowania nowych technologii materiałów lub ergonomii, koszt opracowania koncepcji wyrobu wraz ze wstępnymi rozwiązaniami wzorniczymi, koszt opracowania założeń do wdrożenia wyboru na rynek, koszt przeprowadzenia testów i analiz na prototypach, koszt wdrożenia serii próbnej),

-możliwe dofinansowanie wydatków ponoszonych na wzornictwo w zakresie projektów inwestycyjnych MŚP (np.: koszty na inwestycje związane z zakupem środków trwałych umożliwiających wdrożenie nowych produktów wzorniczych),

-wsparcie w zakresie zakupu praw do własności intelektualnej (w części województw), w tym możliwość zakupu patentów, licencji, know-how lub innej nieopatentowanej wiedzy technicznej, związanej z wdrażanym produktem lub usługą,

-wsparcie związane z uzyskaniem ochrony własności przemysłowej (w części województw) – dla rozwiązań technologicznych, w tym pochodzących z realizowanych przez przedsiębiorcę prac B+R.

PO IR

-możliwe dofinansowanie wydatków ponoszonych na wzornictwo, jako uzupełnienie prac B+R lub wdrożeniowych(np.: koszt przeprowadzenia badań w zakresie stosowania nowych technologii materiałów lub ergonomii, koszt opracowania koncepcji wyrobu wraz ze wstępnymi rozwiązaniami wzorniczymi, koszt opracowania założeń do wdrożenia wyrobu na rynek, koszt przeprowadzenia testów i analiz na prototypach, koszt wdrożenia serii próbnej),

-możliwe dofinansowanie usług dla przedsiębiorców świadczonych przez wyspecjalizowane IOB lub jednostki naukowe w zakresie wzornictwa przemysłowego (np.: koszt usługi opracowania pełnego projektu wzorniczego wyrobu, koszt usługi przeprowadzenia analiz wzorniczych, w tym ocena możliwości rozwoju nowego produktu, koszt usługi przeprowadzenia analizy, dotyczącej spełniania głównych wymagań w zakresie funkcji i wyglądu oraz wykonalności koncepcji produktu),

-działanie dedykowane wsparciu uzyskania ochrony prawa własności przemysłowej poza terytorium Polski oraz realizacja ochrony własności przemysłowej, a także prowadzenie analiz czystości patentowej (freedom-to-operate). Możliwe dofinansowanie kosztów zgłoszenia wynalazku, wzoru użytkowego lub przemysłowego.

Projekt kluczowy: „Wzornictwo-Biznes-Zysk”, w skrócie WBZ finansowany jest z działania 5.2 „Wspieranie Instytucji otoczenia biznesu świadczących usługi proinnowacyjne oraz ich sieci o znaczeniu ponadregionalnym”, Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka 2007-2013.

Okres realizacji projektu: 01.06.2014 – 31.12.2015

wzornictwo_biznes_zysk_1Fot. Krystian Szczęsny FOTOactions

wzornictwo_biznes_zysk_2Fot. Krystian Szczęsny FOTOactions

źródło: Instytut Wzornictwa Przemysłowego

 

Koniunktura na naszym rynku akcji w tym roku kapryśna, lokaty bankowe i detaliczne obligacje skarbowe nie dają zarobić, tymczasem nie brakuje rynków, na których można osiągnąć pokaźne zyski. Nie trzeba przy tym wielkich pieniędzy ani wyrafinowanych instrumentów. Wszystko dostępne jest na naszej giełdzie. Tylko zainteresowania brak.

Od początku tego roku można było zarobić ponad 50 proc. na wzroście cen kawy. Niemal 30 proc. przyniosła inwestycja w kukurydzę. Nawet na złocie, którego notowania wzrosły o 6 proc., można było zyskać 25 proc. A wszystko to na warszawskiej giełdzie, nie sięgając po wyrafinowane instrumenty finansowe, wymagające wielkiej wiedzy, sporych pieniędzy czy związanych z dużym ryzykiem. Nie sięgając na giełdy zagraniczne, można było korzystać z hossy na największych akcjach europejskich i amerykańskim rynku technologicznym Nasdaq, zyskując niemal 19 proc. w ciągu ośmiu miesięcy. Są też dostępne instrumenty związane z cenami ropy naftowej, towarów rolnych, nieruchomości i wielu innych. W sumie różnego rodzaju certyfikatów notowanych na naszym parkiecie mamy ponad 150.

Tę szeroką ofertę zapewniają certyfikaty inwestycyjne, emitowane przez kilkanaście polskich i zagranicznych instytucji finansowych i notowane na warszawskiej giełdzie. Kupować i sprzedawać można je tak samo jak akcje, płacąc zwykłe prowizje giełdowe. Bez żadnych komplikacji, dodatkowych opłat, specjalnych warunków. Wartość większości z notowanych certyfikatów waha się od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. By śledzić ich notowania wystarczy dostęp do większości popularnych portali internetowych, niekoniecznie specjalistycznych.

Oczywiście notowania certyfikatów podążają w różnych kierunkach, zgodnie ze zmianami cen instrumentów, na które opiewają. Można więc na nich i zarobić i stracić, tak jak na akcjach, ryzyko więc jest porównywalne do większości giełdowych inwestycji. Można jednak przy ich użyciu konstruować zróżnicowane portfele, dzięki czemu ryzyko można ograniczyć.

 Zmiany notowań wybranych certyfikatów inwestycyjnych notowanych na GPW

(od początki roku, w proc.)

nie_ma_chetnych_na_zyski

Źródło. Stooq.pl.

Podejrzliwy inwestor będzie się z pewnością doszukiwał jakiegoś „haczyka”, skoro bowiem wszystko tak pięknie wygląda, to pewnie gdzieś musi on tkwić. Rzeczywiście, haczyk tkwi w małej popularności tych instrumentów, czego konsekwencją są bardzo niskie obroty nimi. To jeden z najpoważniejszych czynników ryzyka. Mało płynny instrument najczęściej łatwiej kupić niż sprzedać, szczególnie jeśli sprzedając chcemy osiągnąć cenę wyższą niż przy zakupie. W przypadku certyfikatów, podobnie jak i sporej części innych instrumentów, oferowanych poprzez warszawską giełdę, mamy do czynienia z paradoksem polegającym na tym, że niewielka płynność staje się przeszkodą w zdobyciu popularności przez dany instrument, a brak popularności powoduje, że płynność jest niewielka.

Roman Przasnyski1
Roman Przasnyski, Open Finance

Dla polskich firm wciąż najważniejszy jest zysk, później długo nic – przyznają przedsiębiorcy. Tylko w deklaracjach widzą potrzebę wyznaczania i realizację pozabiznesowych celów. Jak wynika z badania Rzetelnej Firmy przeprowadzonego wśród właścicieli firm, ponad połowa badanych (57,6 proc.) twierdzi, że przedsiębiorstwa powinny wdrażać zasady społecznej odpowiedzialności biznesu, a więc poza celami zarobkowymi, wyznaczać także dodatkowe.

Według 49,3 procenta przedsiębiorców, polskie firmy kierują się tylko chęcią szybkiego zarobku i nie interesuje ich nic innego. Z kolei 42,5 procent ankietowanych twierdzi, że jest zupełnie odwrotnie. Ich zdaniem, biznesmeni w Polsce dbają nie tylko o własne interesy, ale patrzą na firmę kompleksowo, pamiętając o satysfakcji klienta, działaniach proekologicznych, czy akcjach charytatywnych.

Niespełna połowa przedsiębiorstw, która uważa, że stosuje dobre praktyki biznesowe to wciąż mało. Wyniki badania Rzetelnej Firmy potwierdzają, że jeszcze wiele firm nie rozumie dlaczego tak ważne jest prowadzenie biznesu społecznie odpowiedzialnego. Słuchanie otoczenia, może przynieść wymierne korzyści, bowiem rozwijając swoje relacje z interesariuszami, dostawcami, czy środowiskiem lokalnym – podnosimy wartość przedsiębiorstwa. Co w efekcie przynosi zysk – przekonuje Waldemar Sokołowski, prezes Rzetelnej Firmy. – Musimy jednak pamiętać, że jednorazowa akcja charytatywna, czy wyjazd integracyjny pracowników nie wystarczą. Aby być społecznie odpowiedzialnym, strategia CSR musi być wpisana w długofalowe plany firmy, za czym idą solidne procedury, mierniki efektywności, ale też stały dialog ze wszystkimi interesariuszami – dodaje Sokołowski.

Niestety, jak wynika z badania, sensu w dbałości o relacje biznesowe czy pracownicze, nie widzi 14 procent badanych, pozostałe 28 procent nie opowiada się po żadnej ze stron.

W badaniu Rzetelnej Firmy Polscy biznesmeni zostali poproszeni o wskazanie wartości, które ich zdaniem powinny mieć największą wartość. Najczęściej wskazywali na troskę o jakość usług i satysfakcję klientów. Na drugim miejscu jest według nich wiedza i profesjonalizm, a na trzecim uczciwość i przejrzystość. Właściciele firm uznają też takie wartości jak elastyczność, szacunek do otoczenia, pasja i zaangażowanie. Dla najmniejszej liczby przedsiębiorców wartością w prowadzeniu biznesu jest pomoc słabszym, konkurencyjność, działanie na rzecz środowiska lokalnego czy patriotyzm oraz wspieranie krajowej gospodarki.

Martwi mnie jednak dopiero trzecie miejsce uczciwości i przejrzystości w biznesie. Wynik ten potwierdza, że w kwestii kapitału społecznego, jak i zaufania jest jeszcze wiele do zrobienia – dodaje Sokołowski.

Niestety, Polska jest państwem o jednym z najniższym wskaźników zaufania na Starym Kontynencie. Z opinią, że „większości ludzi można ufać”, zgadza się jedynie 15,9 proc. Polaków (według badań European Social Survey). W porównaniu z państwami o rozwiniętej gospodarce rynkowej wypadamy bardzo słabo. W krajach skandynawskich, Szwajcarii, Holandii czy Irlandii deklarację o zaufaniu do innych składa co najmniej połowa obywateli.

NAJWAŻNIEJSZE WARTOŚCI W BIZNESIE

1. Troska o jakość, satysfakcję klientów

2. Wiedza, profesjonalizm

3. Uczciwość, przejrzystość

4. Elastyczność,umiejętność dostosowania się do zmian rynkowych

5. Zaangażowani, pasja, radość z pracy

6. Szacunek dla otoczenia, ludzi

7. Patriotyzm, wspieranie krajowej gospodarki

8. Działanie na rzecz środowiska lokalnego

9. Konkurencyjność, zwyciężanie na rynku

10. Pomoc słabszym

Rzetelna Firma

Eksperci

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

AKTUALNOŚCI

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Innowacyjnie, energooszczędnie – i z bezbłędnym finansowaniem!

Innowacyjnie, energooszczędnie i z myślą o przyszłości – takie rozwiązania dla ludności tworzy i fin...

Planowane zmiany w składkach ZUS dla przedsiębiorców

Stanowisko Związku Przedsiębiorców i Pracodawcówws. zapowiedzi wprowadzenia proporcjonalnościw skład...

Ważne dla Polski nowe stanowisko Komisji Europejskiej

Odpowiedź Komisji Europejskiej na ostatnie głosowanie Parlamentu Europejskiego w sprawie pakietu mob...

Dlaczego państwo pozwala na nieozusowane umowy zlecenia?

Dlaczego rząd do tej pory nie zmienił szkodliwego art. 9 ustawy o SUS? Federacja Przedsiębiorców Pol...