sobota, Październik 19, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "rynek finansowy"

rynek finansowy

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarnych w Polsce dużego zaskoczenia nie ma. Według sondażu late poll Ipsos, wyborcy najbardziej zaufali Prawu i Sprawiedliwości. Złoty na tę wiadomość nie zareagował prawie w ogóle. Wciąż pozostaje on pod wpływem wydarzeń ze świata.

W świetle wszystkich dostępnych informacji Prawo i Sprawiedliwość utrzymuje samodzielną większość w Sejmie. Z punktu widzenia rynków finansowych, wyceny złotego i obligacji skarbowych jest to wynik najbardziej neutralny z możliwych – od wiosennych wyborów do Parlamentu Europejskiego był w końcu postrzegany jako scenariusz bazowy – pisze Bartosz Sawicki, analityk TMS Brokers.

Notowania złotego i dolara. Wybory parlamentarne 2019 r. 

Przypomina on, że w ostatnich dniach trwała 13. runda negocjacji handlowych pomiędzy USA a Chinami i „pojawiło się światełko w tunelu jeśli chodzi o możliwość porozumienie ws. brexitu„. Tak więc, według niego, przy zgodnym z oczekiwaniami wyniku wyborów to czynniki o globalnym, zewnętrznym charakterze będą wyznaczać siłę złotego.

– EUR/PLN na fali poprawy nastrojów (silny wzrost indeksów giełdowych, umocnienie walut ryzykownych) zbliżył się do 4,30. Nie widzimy znacznego pola do dalszych spadków kursu – w naszej ocenie obecne pułapy korespondują ze średnioterminową wartością godziwą – tłumaczy Sawicki.

Jego zdaniem gdyby PiS miał możliwość odrzucania prezydenckiego weta, to interpretacja takiego wyniku przez inwestorów byłaby bardzo podobna. Dodaje, żeDopiero uzyskanie większości konstytucyjnej mogłoby tworzyć przejściową presję na złotego, ponieważ groziłoby potencjalną intensyfikacją napięć w relacjach z Brukselą. Podobnie: konieczność szukania koalicjanta – z punktu widzenia krajowej waluty i aktywów – byłoby mniej korzystne ze względu na większą niepewność polityczną. W zakresie kursu w polityce gospodarczej, społecznej i budżetowej różnica byłaby jednak niewielka.

Kontynuacja PiS – bazowy scenariusz

Co wygrana PiS oznacza dla rynków i gospodarki? – Przede wszystkim kontynuację kursu obranego w poprzedniej kadencji i realizację najświeższych zapowiedzi. M.in. stopniowego podnoszenia płacy minimalnejzniesienia limitu trzydziestokrotności składek na ZUS, wypłat dodatkowych emerytur. Nowelizacja budżetu na 2020 rok powinna zawierać jedynie kosmetyczne zmiany w zakresie kluczowych wskaźników fiskalnych – zauważa Bartosz Sawicki.

Na finalne wyniki wyborów jeszcze poczekamy, ale dla inwestorów przekaz jest jasny: kontynuacja. Partia rządząca nie będzie potrzebować koalicjanta i przynajmniej do wyborów prezydenckich będzie mogła dość swobodnie wdrażać swoje pomysły. W odróżnieniu od sytuacji sprzed czterech lat niepewność jest dużo mniejsza i wydaje się, że nie ma powodów do nerwowych reakcji na rynku walutowym. W istocie, złoty jest dziś rano bardzo stabilny, tracąc tylko nieznacznie do dolara. Również piątkowe zwyżki na GPW pokazały, że motywem dominującym jest sytuacja na rynkach globalnych – komentuje z kolei dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Teraz EUR/PLN 4,3013 zł, USD/PLN 3,90 zł, a CHF/PLN 3,9165 zł. Wyniki wyborów bez wpływu na złotego, który pozostanie pod wpływem nastrojów na świecie – czytamy z kolei w serwisie macroNext.

Źródło: Damian Szymański, Business Insider

Świat rynków finansowych kończył rok 2018 z dużym bagażem nierozwiązanych problemów. Wpływały one na perspektywy globalnego ożywienia, ceny walut i surowców czy kierunki rynków akcji. Jak podkreślają eksperci, ten bagaż czynników ryzyka zabieramy na kolejny rok i wcale nie jesteśmy bogatsi o rozwiązania.

Okazuje się, że na globalną gospodarkę w 2019 roku wciąż będą wpływać czynniki, które mocno namieszały na rynku już w poprzednim roku. Przedstawiamy cztery najważniejsze z nich.

Brexit

Dla osób interesujących się rynkami finansowymi nie ma dnia, w którym nie słyszeliby czegoś nowego o Brexicie. O tym, jak absurdalna stała się cała saga rozstania Wielkiej Brytanii z Unią Europejską, niech świadczy fakt, że w Rosji powstało już specjalne słowo „brexić”. W wolnym tłumaczeniu oznacza, że ktoś się żegna, ale nie wychodzi. Po półtora roku negocjacji i na dwa miesiące przed planowaną datą „rozwodu” wciąż nie wiemy na jakich warunkach i czy w ogóle Wielka Brytania opuści UE. Wstępny projekt porozumienia między brytyjskim rządem i unijnym przedstawicielstwem został ostro skrytykowany, a w końcu odrzucony przez parlament, zapisując na kartach historii największą porażkę rządowego wniosku. Rząd premier szuka nowego pomysłu na jednoczesne udobruchanie UE, opozycji, a nawet członków własnej partii.

W 2019 rok wkroczyliśmy z bogatą paletą scenariuszy dotyczących Brexitu – od chaotycznego rozstania z UE bez żadnych uzgodnień, przez podtrzymanie unii celnej, zatwierdzenie gotowego projektu porozumienia, aż po powtórzenie referendum. Brexit może odbyć się 29 marca lub zostać odroczony. Czas ucieka, a Brytyjczycy wciąż nie wiedzą, jak będzie wyglądać ich przyszłe życie w Europie.

– Wydaje się, że zdrowy rozsądek wygra, a Brexit odbędzie się na łagodnych warunkach. Jednak na razie pozostaje duża niepewność, która gospodarczo szkodzi obu stronom. Sam „rozwód” nie będzie wydarzeniem na „raz i po kłopocie”, ale z jego skutkami Europa będzie się borykać przez dłuższy okres – podkreśla Konrad Białas, główny ekonomista Domu Maklerskiego TMS Brokers.

Polityka

Ryzyko polityczne na dobre zagościło wśród czynników, które zaprzątają głowy inwestorów. Wszelkie trendy rynkowe szybko tracą pęd w obawie, że jeden gest czy decyzja polityczna odwrócą sytuację o 180 stopni. Specyfika ryzyka politycznego polega na tym, że zwykle pojawia się nagle i jest bardzo trudne do zmierzenia. Idealnym przykładem minionego roku jest rynek ropy naftowej. Decyzja Donalda Trumpa o wycofaniu się z umowy atomowej z Iranem wywindowała jej ceny o ponad 20 proc. W kolejnym kroku Waszyngton udzielił jednak zwolnień od kar dla kluczowych odbiorców ropy, co spowodowało spadek cen o 45 proc. Jedna decyzja, olbrzymie implikacje.

W 2019 roku znów będziemy borykać się z ryzykiem nagłego zwrotu wydarzeń. Głównym „sprawcą” pozostanie wciąż prezydent USA Donald Trump. Trwający od 22 grudnia government shutdown, czyli wstrzymanie prac części administracji publicznej i niewypłacanie pensji pracownikom, jest najlepszym dowodem determinacji Trumpa do osiągnięcia swoich celów. W tym przypadku chodzi o uzyskanie środków na budowę muru na granicy z Meksykiem. Ponadto, wciąż toczy się spór budżetowy włoskiego rządu z Komisja Europejską, a we Francji możemy spodziewać się konsekwencji protestów „żółtych kamizelek” . Jest to wciąż bardzo duży bagaż powodów do nerwowości rynków w 2019 roku.

Wojny handlowe

Wojny handlowe to chwytające hasło, które krótko podsumowuje problemy globalnej gospodarki. Protekcjonizm i bariery dla wolnego handlu stają się kotwicą dla rozwoju globalnej gospodarki. Na głównym froncie wojen handlowych znajdują się obecnie USA i Chiny, ale problem jest głębszy z uwagi na skomplikowaną siatkę połączeń międzyrządowych. Mniejsze gospodarki Azji są uzależnione do handlu z Chinami, a samo Państwo Środka jest kluczowym partnerem wymiany dla UE i Japonii.

Konflikt ma więc wpływ na kłopoty całego świata. Nawet jeśli w ostatnich tygodniach słyszymy o postępach w negocjacjach, protekcjonistyczne aspiracje prezydenta Trumpa nie kończą się na Chinach. Wygrana na jednym polu bitwy może go zachęcać do kontynuacji kampanii na frontach z UE i Japonią. To poważne zagrożenie dla rozwoju inwestycji, które może hamować światowy wzrost gospodarczy.

Banki centralne

Wszystkie wymienione problemy są trudnym orzechem do zgryzienia dla banków centralnych. Po masowych obniżkach stóp procentowych, często nawet poniżej zera, kiełkuje potrzeba normalizacji polityki pieniężnej. Przede wszystkim banki chcą odbudować amunicję na przyszłe uderzenie recesji. Wyzwaniem okazuje się podwyższanie kosztu kredytu. Pierwszym odważnym była Rezerwa Federalna USA, która jednak pod presją rynków przerwała cykl podwyżek stóp procentowych. Inne banki centralne nie mają takiego komfortu i dalsze podtrzymywanie luźnej polityki grozi narastaniem poważnych nierównowag w systemie finansowym.

Decyzje decydentów w 2019 roku mogą być równie trudne, co w szczycie kryzysu finansowego. Zagadką pozostaje na ile można działać przeciwko ożywieniu teraz, żeby wciąż mieć narzędzia by je ratować podczas większych zagrożeń. Rezerwa Federalna USA, Europejski Bank Centralny, Bank Anglii i Bank Japonii – najważniejsze podmioty globalnej polityki monetarnej będą prowadzić świat finansów po nieznanych, niespokojnych wodach.

 

Londyn wciąż pozostaje jednym z najlepszych miejsc na inwestycje – zapewnia major Londynu – Andrew Parmley, który 28 czerwca 2017 zawitał do Warszawy. Wizyta ta miała charakter dyplomatyczny, była częścią podróży majora Londynu do Rumunii, Czech oraz Polski w celu nawiązania bliższych więzów gospodarczych pomiędzy Londynem a lokalnymi przedsiębiorcami. Uwaga majora byłą skupiona głównie na rozmowach z przedstawicielami rządowymi poszczególnych krajów i przedsiębiorcami zainteresowanymi rozwojem biznesu międzynarodowego. Przedstawiciel brytyjskiej delegacji wysłuchał również obaw przedsiębiorców i ich potrzeb, aby powrócić do Wielkiej Brytanii i ustosunkować się do obaw związanych ze zmianą sytuacji politycznej.

Major zapewnił, że pomimo wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, Londyn wciąż pozostaje jednym z najatrakcyjniejszych miejsc rynku finansowego, z pełnym dostępem do talentów z całego świata. Zgodnie ze słowami majora, Wielka Brytania pozostaje otwarta na inwestycje i polityczny rozwód w żaden sposób nie wpłynie na atrakcyjność Londynu na arenie międzynarodowej.

Podczas delegacji w Polsce majorowi towarzyszyła przedstawicielka międzynarodowej firmy z siedzibą w Londynie – Magdalena Gołębiewska z TransferGo, która reprezentowała głos “biznesu” w kwestii Brexitu. Major Londynu miał okazję także zapoznać się z polską innowacyjnością i wiedzą dzięki technicznemu inkubatorowi przedsiębiorczości THE HEART, który skupia się na pomocy w rozwijaniu regionalnych biznesów.

Jak wspomina major Parmley w swoim podsumowaniu delegacji – „takie właśnie małe, rozwojowe firmy też chcemy widzieć w Londynie. Jeśli firmy mają dostęp do Wielkiej Brytanii, mają nie tylko dostęp do Londynu, ale także do ekspertyz z całego świata.” Major jednocześnie zapewnił przedsiębiorców, że Londyn pozostaje na pozycji lidera w świecie finansowym, pozostając idealnym partnerem dla ambitnych firm, które chcą zaistnieć na arenie międzynarodowej.

Magdalenę Gołębiewską, przedstawicielka międzynarodowej firmy TransferGo biorąca udział w dyskusjach podczas delegacji, zapytana, co sądzi na temat Brexitu i jego następstw dla londyńskiego biznesu, odpowiedziała:

„To była bardzo udana wizyta. Odbyło się mnóstwo ciekawych, budujących dyskusji. Brexit przestał straszyć swoimi następstwami, a major zapewnił, że Londyn wciąż pozostanie jednym z najbardziej przyjaznych, pozytywnych miejsc nie tylko na inwestycje i rozwój biznesów, ale także do życia. Wszyscy potrzebujemy siebie nawzajem…  Brexit or no Brexit, we will do our job” – dodała, co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że niezależnie od decyzji politycznych i zerwania więzi z UE, sytuacja przedsiębiorców i zwykłym obywateli nie ulegnie radykalnej zmianie.

Jak wynika z ekspertyzy przygotowanej prze TransferGo, ponad 30% pracowników wysoko wykwalifikowanych pochodzi spoza Wielkiej Brytanii. Jedynie 5% ludności Wielkiej Brytanii stanowią emigranci z Unii Europejskiej. Ponad 80% emigrantów unijnych jest zatrudnionych, są wśród nich także cenieni eksperci jednej z najbardziej dynamicznie rozwijających się branż biznesu – Fin Tech. Najliczniejszą grupą etniczną wśród obywateli z UE wciąż pozostają Polacy.

TransferGo to firma o rodowodzie litewskim, która wyrosła na kanwie talentu, determinacji i ciężkiej pracy jego założycieli. Hasłem przewodnim firmy jest „TransferLOVE”. To słowa, które określają sposób podejścia do klienta i jego interesów. Za dwójką emigrantów nie stała ogromna fortuna, działalność rozpoczęli od zera. W ciągu kilku lat przedsiębiorcom udało się w Londynie tak rozwinąć usługi szybkich, niedrogich i wygodnych transferów pieniężnych, że obecnie konkurują z największymi graczami na rynku. To kwintesencja historii sukcesu emigranta w Londynie.

Pomimo rozpoczęcia ożywionych negocjacji na temat Brexitu, obawy co do przyszłości stają się coraz mniejsze, ustępując miejsca optymizmowi inwestycyjnemu. Warto więc mieć nadzieję, że tak pozytywnych historii będzie coraz więcej i Brexit nie stanie się barierą dla dobrobytu obywateli całego świata, którzy akurat Londyn wybrali na miejsce swoich biznesów.

 

Źródło: Biuroprasowe.pl

Po raz pierwszy od czasu kryzysu finansowego w 2008 r. Fed zadeklarował, że wszystkie duże banki są bezpieczne po przeprowadzeniu corocznych testów w warunkach skrajnych. Stanowi to uzupełnienie oświadczenia Janet Yellen, że prawdopodobnie nie zobaczymy kolejnego kryzysu finansowego w ciągu naszego życia. Sektor bankowy jest obecnie w dobrym nastroju i udało mu się podciągnąć również resztę rynków. Wiele firm ogłosiło, że będą nagradzać swoich akcjonariuszy dodatkowymi dywidendami oraz odkupem akcji.

Mówiąc o dniu wczorajszym, usługa kopiowania @TheBigBanks, którą założyliśmy 12 miesięcy temu, zyskała już 43% na wartości od dnia swojego założenia. Ta dobra nowina wróży prawdopodobnie jeszcze większe zyski, podczas gdy Wall Street otwiera się dziś na biznesy. Nawet akcje rynku technologicznego, które w tym miesiącu osiągnęły słabe wyniki, zdołały odrobić trochę zysków.

Podczas ostatniego posiedzenia Banku Anglii zaskakującym było, jak wielu członków faktycznie głosowało za podwyższeniem stóp procentowych w Wielkiej Brytanii. Bank Anglii utrzymywał stopy na bardzo niskim poziomie biorąc przykład z innych banków centralnych od czasu kryzysu. Po decyzjach w sprawie Brexitu, obniżył swoje stawki nawet jeszcze bardziej, aby zachęcić do brania pożyczek i wydawania pieniędzy w tym niepewnym czasie. Prezes Banku, Mark Carney, był jednym z największych zwolenników utrzymywania niskich stawek, ale wydaje się, że nawet teraz ugiął się pod naciskiem i również zasygnalizował, że nadszedł czas, aby zrównać się z resztą świata i zacząć myśleć o podnoszeniu stopy procentowej. Ci, którzy już od jakiegoś czasu śledzą moje komentarze, wiedzą, dlaczego jest to tak ważne. Pozostałym przypominam, iż pomimo Brexitu i okropnego występu Theresy May w wyborach 8 czerwca, inwestorzy czują, że nawet cień szansy wyższych stóp wystarczy, aby podnieść cenę funta. Teraz wyobraźmy sobie, co się stanie, jeżeli rzeczywiście je podniosą.

Wygląda na to, że duży spadek Bitcoina rzeczywiście znalazł kilku kupców, ale są oni nietypowi. Patrząc na woluminy w ciągu ostatnich 24 godzin widzimy, że klientem numer jeden jest koreańska giełda Bithumb. To pierwszy raz, kiedy można zauważyć przewagę Koreańczyków nad Poloniex. Musimy jednak pamiętać, że w tej chwili Koreańczycy nie mają praktycznego zastosowania dla Bitcoinów. Nie mają wielu sklepów, które by je akceptowały, a nowy rząd ma teraz większe zmartwienia, niż tworzenie ram prawnych dla aktyw cyfrowych. Jedynym krajem, który ma szybko rosnącą liczbę sprzedawców akceptujących Bitcoiny jest Japonia. BitFlyer znajduje się obecnie na 10 pozycji. Nie dlatego, że niedawno odnotowali duże spadki, ale dlatego, iż nie zwiększali zamówień kupna od czasu szczytu. Dlatego możemy pokusić się o stwierdzenie, że powodem, dla którego Bitcoin ostatnio wzrasta, jest spekulacja. Na ten moment jest to niekoniecznie zła wiadomość, raczej coś, o czym należy pamiętać.

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Po pięciu miesiącach bezkrólewia Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie ma nowego prezesa. Oczywiście Marek Dietl, prezes – elekt, musi zaczekać jeszcze na zgodę Komisji Nadzoru Finansowego, niemniej w jego przypadku organ nie powinien mieć żadnych zastrzeżeń, historia nieudanego wyboru Rafała Antczaka raczej się nie powtórzy. Przed nowym prezesem stoi wiele wyzwań, jednak największym z nich wydaje się być utrzymanie miejsca w fotelu, który bardzo często staje się przedmiotem zjawiska karuzeli stanowisk w spółkach Skarbu Państwa.

Wybór Marka Dietla wydaje się dobrym posunięciem, choć takie stwierdzenia adresowane są w kierunku każdego nowo obranego prezesa GPW. Marek Dietl z całą pewnością jest osobą kompetentną i posiadającą odpowiednie doświadczenie, aby sprawować niniejszą funkcję. Prezes – elekt jest doktorem, adiunktem w katedrze Ekonomii Biznesu Szkoły Głównej Handlowej, społecznym doradcą ekonomicznym Prezydenta RP, ekspertem i członkiem zarządu Instytutu Sobieskiego oraz dotychczasowym członkiem rady nadzorczej GPW. Dietl posiada bogate doświadczenie zawodowe, zarówno w kraju jak i za granicą. Pracował m.in. w Krajowym Funduszu Kapitałowym, czy też w międzynarodowej firmie doradczej zajmującej się zarządzaniem cenami Simon-Kucher & Partners w Bonn. Ponadto, nowy prezes GPW zasiadał w wielu organach spółek niepublicznych oraz podmiotów z rynku finansowego.

Nie da się ukryć, że Marek Dietl zasiądzie w dość sprzyjających okolicznościach w fotelu prezesa polskiej giełdy. Za nami pierwszy etap hossy (oby nie ostatni), który przyniósł istotny wzrost obrotów. Dodatkowo rynek pierwotny wyraźnie wybudził się z letargu. Mimo wszystko przed nowym prezesem GPW stoi wiele wyzwań. Wraz z rosnącą liczbą debiutów coraz więcej spółek decyduje się na zakończenie swojej przygody z rynkiem publicznym. Dodatkowo w 2018 r. rozpocznie się reforma OFE, w której istotną rolę odegrać ma rynek kapitałowy. Wsparcie oraz dalsze działania na rzecz wprowadzenia i dalszego ulepszania Programu Budowy Kapitału powinny być jednymi z kluczowych kierunków zaangażowania nowego prezesa. Ponadto, maleje znaczenie inwestorów indywidualnych, którzy niegdyś stanowili bardzo istotną siłę na polskiej giełdzie. GPW systematycznie powinna intensyfikować działania edukacyjne i podejmować inicjatywy na rzecz wzrostu świadomości inwestycyjnej Polaków, aby Ci nie traktowali giełdy jak kasyno, a jako miejsce pomnażania swoich oszczędności. Marek Dietl zwraca również szczególną uwagę na potrzebę aliansu polskiej giełdy z jej zagranicznym odpowiednikiem – taka idea powstała już kilka lat temu (potencjalna fuzja z austriackim parkietem).

Z drugiej strony wiele wskazuje na to, że najbardziej wymagającym wyzwaniem dla nowego prezesa będzie zdobycie poparcia akcjonariuszy (tj. rządu). Tymczasem w ostatnich latach GPW w Warszawie znana jest z licznych zmian w swoich kadrach. Marek Dietl jest czwartym prezesem spółki od 2013 r. (warto dodać, że w ostatnich miesiącach funkcję tę w zastępstwie pełnił Jarosław Grzywiński – to teoretycznie piąta osoba na tym stanowisku od 2013 r.). Tak częste zmiany nie wspomagają rozwoju polskiej giełdy. Bardzo trudno oceniać kolejnych zarządzających po tak krótkim okresie ich pracy – takich ocen dokonuje się z perspektywy długoterminowej. Co więcej, skuteczność kolejnych strategii zależy również od planów polityków, którzy nierzadko nie doceniają roli giełdy w gospodarce. Należy także dodać, że starania prezesów GPW dodatkowo tracą na znaczeniu w dobie braku stabilności decyzji rządzących w ramach polityki gospodarczej, czy też polityki związanej ze spółkami Skarbu Państwa – gdy działania te niepokoją rynek, zwłaszcza inwestorów zagranicznych, zaufanie do całego rynku wyraźnie spada. W takich warunkach giełda może czuć się bezradna.

Podsumowując, pomysłowość, chęć do działania, wysokie kompetencje oraz bogate doświadczenie nowego prezesa niewątpliwie będą cennymi i niezbędnymi atutami dla GPW, niemniej bez silnego poparcia w rządzie trudno będzie o realizację wcześniej wymienionych wyzwań. Otóż to politycy w znacznej mierze odpowiadają za miniony okres stagnacji rozwoju warszawskiego parkietu, który był efektem m.in. demontażu OFE, czy też wzrostu wrażliwości giełdy na politykę. Zatem GPW potrzebuje nie tylko prezesa kompetentnego, ale również posiadającego wsparcie rządu, dzięki któremu przez dłuższy okres będzie mógł kierować niniejszą instytucją. W przeciwnym razie skuteczna realizacja jakiejkolwiek strategii rozwoju polskiej giełdy wydaje się mało prawdopodobna.

 

Autor: Seweryn Masalski, MM Prime TFI

Jednym z założeń, na którym opiera się Program Budowy Kapitału opracowany przez Ministerstwo, jest osiąganie przez uczestniczące w jego realizacji instytucje wynoszącej 3 proc. realnej stopy zwrotu z inwestycji. Przy obecnym poziomie inflacji, oznaczałoby to konieczność wypracowania 5 proc. wzrostu wartości kapitału.

Wkrótce powinniśmy poznać projekty ustaw, w oparciu o które nastąpi transfer 75 proc. środków zgromadzonych w OFE na Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego oraz przekształcenie zarządzających nimi Powszechnych Towarzystw Emerytalnych w fundusze inwestycyjne. Jednak nie mniej ważnym elementem projektowanego systemu emerytalnego mają być Pracownicze Plany Kapitałowe, które miałyby zacząć powstawać już od stycznia 2018 r. To one docelowo miałyby stanowić jeden z kluczowych elementów budowy emerytalnego kapitału Polaków, wspierając obowiązkowy „ZUS-owski” filar oraz sprzyjać wzrostowi krajowych oszczędności. Niezależnie od rozwiązań instytucjonalnych, jakie zostaną w tym względzie ostatecznie przyjęte, z opublikowanego jeszcze w ubiegłym roku Programu Budowy Kapitału wynika, że jednym z głównych założeń jest takie inwestowanie gromadzonych w jego ramach składek, by osiągnąć realną roczną stopę zwrotu w wysokości 3 proc. Realną, czyli uwzględniając obecny poziom inflacji, nominalna stopa zwrotu z inwestycji powinna sięgać 5 proc. Biorąc pod uwagę fakt, że chodzi o oszczędności w ramach systemu emerytalnego, powinny one jednocześnie być inwestowane w sposób ograniczający ryzyko. Średnie oprocentowanie lokat wynosi 1,5 proc. i trudno oczekiwać od banków, nawet tych, w których znaczącym udziałowcem jest Skarb Państwa, by na potrzeby Programu zaoferowały dwu-trzykrotnie wyższe odsetki. W ciągu ostatnich kilkunastu lat realne zyski z lokat bankowych jedynie sporadycznie, przez krótki czas, przekraczały 3 proc. i nie ma podstaw by sądzić, że w przyszłości będzie inaczej. Oprocentowanie obligacji detalicznych wynosi, w zależności od terminu wykupu, od 2,1 do 2,7 proc. w pierwszym okresie odsetkowym. W przypadku papierów indeksowanych inflacją, marża odsetkowa wynosi w kolejnych okresach 1,25 punktu procentowego dla obligacji czteroletnich i 1,5 punktu w przypadku dziesięcioletnich. A więc także i tym instrumentom daleko od 3 proc. realnej stopy zwrotu. Niewiele lepsze efekty można uzyskać z obligacji hurtowych, sprzedawanych inwestorom instytucjonalnym, w tym zagranicznym. Biorąc pod uwagę wyniki ostatniego przetargu, jedynie rentowność papierów dziesięcioletnich przekraczała 3 proc., ale nadwyżka wyniosła zaledwie 0,57 punktu procentowego, a więc do 5 proc. brakowało niemal 1,5 punktu. Ministerstwo Finansów nie stroni zaś od sięgania po emisje na rynkach zagranicznych, także egzotycznych, jak na przykład chiński, choć w Programie Budowy Kapitału zwraca się uwagę na fakt, że za granicę wypływają znaczne kwoty z tytułu odsetek.

Dokonując przeglądu innych dostępnych aktualnie możliwości, jakie daje rynek finansowy, okazuje się, że nie da się tego założenia spełnić bez znaczącego udziału akcji i obligacji korporacyjnych. Z akcjami wiąże się jednak podwyższone ryzyko i duża zmienność notowań, powodująca wahania wartości inwestowanego kapitału. W przypadku obligacji firm ten drugi czynnik ma zdecydowanie ograniczone znaczenie, zaś poziom ryzyka można zredukować wybierając do portfela papiery największych i najbardziej wiarygodnych emitentów. Problem w tym, że ta grupa spółek szuka tańszego kapitału w bankach lub lokując obligacje na rynkach zagranicznych. Przykłady z ostatnich tygodni można mnożyć. W marcu obligacje za 300 mln euro sprzedała Energa, emisję euroobligacji planuje Tauron, PZU zamierza za granicą szukać kapitału o wartości 500 mln euro. Te zaś, które zdecydowały się na sprzedaż papierów inwestorom krajowym, odsetkami nie szastały. Enea w 2015 r. oferowała 0,85 punktu procentowego ponad WIBOR, Energa w 2012 r. płaciła 1,7 punktu powyżej WIBOR, PGNIG także w 2012 r. oferował marżę w wysokości 1,25 proc., a rok później PGE płaciła tylko 0,7 proc. powyżej WIBOR.

W Programie Budowy Kapitału przewiduje się również nowe instrumenty, takie jak Polski Fundusz Nieruchomości, czy fundusze typu REIT, obligacje infrastrukturalne, także detaliczne, czy obligacje premiowe (te jednak zamiast odsetek brałyby udział w losowaniu premii, a więc przeznaczone byłyby raczej dla oszczędzających indywidualnie). Jednak i w ich przypadku trudno oczekiwać realnej stopy zwrotu znacząco przekraczającej 3 proc., być może poza REIT-ami, dla których dopiero tworzy się prawne podstawy działania. Wszystko więc wskazuje, na to, że nie obędzie się bez twardej walki zarządzających funduszami na szerzej pojmowanym rynku finansowym, obejmującym także akcje oraz obligacje mniejszych spółek, oferujących odsetki sięgające powyżej 5 proc.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk Gerda Broker

Od kilku lat na rynkach finansowych mamy do czynienia ze zmiennością, która nie ułatwia inwestowania. Mam tutaj na myśli inwestorów, którzy chcieliby się „podłączyć” do trendu wzrostowego i widzieć nawet niewielkie, ale za to systematyczne zyski. Oczywiście, nie zawsze rynki rosną, dlatego w idealnym świecie można by przeczekać bessę i wejść na rynek, gdy „dołek” będzie za nami. Jednak wskazanie momentu, gdy ceny osiągają najniższy (i najwyższy) poziom jest wysoce nieprawdopodobne, dlatego inwestowanie jest szczególnie trudne w trendzie bocznym, ponieważ takie poziomy trzeba by wielokrotnie trafnie wskazywać. Na polskim rynku akcyjnym od jakiegoś czasu mamy do czynienia z trendem bocznym, ale czy to oznacza, że nie można było na nim zarobić? A jak wyglądała sytuacja na rynku światowym do którego polscy inwestorzy mają coraz łatwiejszy dostęp?

Do porównywania stóp zwrotu niejednokrotnie będę brał wartość indeksów giełdowych, dlatego warto przypomnieć, że niektóre indeksy są dochodowe (np. WIG, WIG20TR, S&P 500 TR), a inne cenowe (np. WIG20, mWIG40, sWIG80, S&P 500). Indeksy dochodowe uwzględniają zarówno ceny zawartych w nim akcji, jak i dochody z dywidend i praw poboru. Natomiast w indeksach cenowych nie uwzględnia się dochodów z dywidend i praw poboru. Z uwagi na ww. różnice porównywanie indeksów dochodowych z cenowymi nieco zaburza wyniki na korzyść dochodowych. Dodatkowo, trzeba mieć świadomość, że składy indeksów na przestrzeni czasu ulegają zmianom, co także nieco zaburza analizę. Niemniej jednak wydaje się, że porównywanie wartości indeksów w długim terminie jest relatywnie dokładne i obiektywne.

Na początku przyjrzyjmy się średniorocznym (geometrycznym) stopom zwrotu indeksów giełdowych na rynku polskim w okresie 5, 10 i 15 lat. Biorąc pod uwagę indeksy dochodowe, WIG w okresie 5 lat średniorocznie rósł o 4 proc., 10 lat – 0 proc., a 15 lat – 9 proc. Natomiast WIG20TR spadał o odpowiednio 1 proc. i 1 proc. (brak danych za okres 15 lat) rocznie. Przechodząc do indeksów cenowych, to najgorsze wyniki generował WIG20 (odpowiednio -5 proc., -5 proc. oraz 3 proc. rocznie). Porównanie WIG20TR oraz WIG20 pokazuje jak duże różnice mogą wynikać z powodu uwzględniania (bądź też nie) dochodów z tytułu dywidend i praw poboru. Bezapelacyjnym zwycięzcą w długim terminie okazał się sWIG80, który ww. okresach zyskiwał średniorocznie 9 proc., 2 proc. oraz 15 proc. Natomiast w najkrótszym analizowanym terminie (5 lat) najwięcej zyskiwał mWIG40 (12 proc. rocznie), a w okresie 10-15 lat stopa zwrotu wynosiła średniorocznie 2 proc. oraz 10 proc.

Pozostając na polskim „podwórku”, inwestorzy zniechęceni sytuacją na krajowym rynku kapitałowym lub chcący zdywersyfikować swoje aktywa niejednokrotnie kupowali nieruchomości, w tym szczególności mieszkania, licząc na wzrost ich cen oraz dochody z tytułu najmu. Dochód mógł sięgać kilku procent w skali roku, a jak wyglądała średnioroczna zmiana cen mieszkań? Warto w tym miejscu posłużyć się danymi publikowanymi przez Narodowy Bank Polski dotyczącymi cen transakcyjnych na rynku pierwotnym za 1 m2. Dane porównawcze będą dotyczyły średniorocznych zmian cen w okresie 5 oraz 9,75 lat (10 lat bez jednego kwartału). Ceny transakcyjne w Warszawie w ciągu 5 lat utrzymywały się na podobnym poziomie, natomiast w okresie niespełna 10 lat rosły średniorocznie o 3 proc. Zgoła inaczej wyglądała sytuacja w Krakowie, gdzie wg danych NBP ceny spadały średniorocznie o 2 proc. oraz 1 proc. Natomiast w takich miastach jak Łódź, Wrocław i Poznań ceny w okresie niespełna 10 lat rosły średniorocznie o odpowiednio 5, 7 oraz 6 proc., podczas gdy w okresie 5 lat zmieniały się średniorocznie o -2, +1 oraz -1 proc.

Inwestować w nieruchomości można także poprzez nabywanie certyfikatów REIT. O ile w Polsce ta forma inwestycji jest w trakcie tworzenia, o tyle na Zachodzie zyskała już swoją popularność. REIT (ang. Real Estate Investment Trust) to inaczej fundusz inwestycyjny zarabiający na czynszach z nieruchomości, których jest właścicielem. Certyfikaty inwestycyjne REIT notowane są na giełdach. Przykładami takich funduszy o ponad piętnastoletniej historii notowań jest m.in. Simon Property Group (kapitalizacja ok. 65 mld USD) oraz Equity Residential (kapitalizacja ok. 23 mld USD). Średnioroczna stopa zwrotu w Simon Property Group w okresie 5, 10, 15 lat wynosiła w dolarach 11, 8 oraz 16 proc., a w złotówkach 16, 11 oraz 15 proc. Analizując historię notowań Equity Residential można stwierdzić, że średnioroczna stopa zwrotu w certyfikaty tego funduszy wynosiła 8, 5 oraz 9 proc., a uwzględniając zmiany kursu walutowego USDPLN: 13, 7 oraz 9 proc.

Wracając do akcji, ale tym razem na rynku amerykańskim, S&P 500 TR w okresie 5, 10, 15 lat średniorocznie rósł o odpowiednio 14, 7 oraz 7 proc. Po przeliczeniu na złotówki, polski inwestor w tych okresach mógł średniorocznie zarobić odpowiednio 19, 10 oraz 7 proc.

Przejdźmy teraz do najcenniejszego kruszcu, tj. złota, którego niektórzy inwestorzy nazywają także „bezpieczną przystanią”. Wydawać by się mogło, że skoro na akcjach notowanych przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych można było przyzwoicie zarobić, to już na złocie niekoniecznie. Nic bardziej mylnego. Notowania złota co prawda w ciągu 5 lat średniorocznie spadały o 6 proc. (-1 proc. w PLN), natomiast w okresie 10-15 lat średniorocznie rosły one o 8 proc. (11 proc. w PLN) oraz 11 proc. (10 proc.).

Popularną klasą aktywów są także obligacje. O ile przy obecnych rentownościach obligacji skarbowych trudno oczekiwać zadawalających wyników w przyszłości o tyle obligacje korporacyjne mogą dalej zyskiwać na znaczeniu. No właśnie, w Polsce nie doczekały się one jeszcze żadnego oficjalnego indeksu, a sam rynek obligacji korporacyjnych (Catalyst) istnieje zaledwie 7 lat. Natomiast na bardziej rozwiniętych rynkach, obligacje korporacyjne mają duże większe znaczenie. Opierając się na części indeksów obligacji korporacyjnych przygotowanych przez Bank of America Merrill Lynch można stwierdzić, że w analizowanych okresach na obligacjach spółek z krajów rozwijających się (tzw. Emerging Markets) można było średniorocznie zarabiać ok. 6 proc., z tym że obligacje typu High Yield dawały średniorocznie zysk o ok. 2 pkt. proc. wyższy, podczas gdy obligacje z ratingiem na poziomie inwestycyjnym o ok. 1 pkt. proc. niższy.

Biorąc pod uwagę analizowane klasy aktywów i ich długoterminowe (15 lat) stopy zwrotu można dojść do wniosku, że wspomniane inwestycje dały zarobić. Wśród liderów znajdują się certyfikaty ww. REIT-ów, indeksy cenowe mWIG40 czy też sWIG80 oraz złoto. Otrzymane wyniki pokazały, że w długim terminie, nawet przy „chwilowo” (tj. w okresie nawet kilku lat) niesprzyjających warunkach, warto było inwestować. Gdyby analizować stopy zwrotu za okres 5 lat, to nie wszystkie inwestycje okazałyby się trafne, co może skłaniać do wniosku, że cierpliwość i dywersyfikacja popłacają, a przynajmniej zdały egzamin w przeszłości.

 

Autor: Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael / Ström

Rosnąca skokowo inflacja dobitnie przypomniała o swym istnieniu, skłaniając posiadaczy oszczędności do zwrócenia baczniejszej uwagi na to, co w takich warunkach dzieje się z ich pieniędzmi i w jaki sposób działać, by uchronić kapitał przed erozją. Pierwsze efekty widać już w styczniowych danych o sprzedaży obligacji skarbowych.

Wzrost inflacji, która w styczniu sięgnęła już 1,8 proc., a w kolejnych miesiącach podskoczy z pewnością powyżej 2 proc., powoduje że nawet nie uwzględniając podatku od dochodów kapitałowych, zdecydowana większość posiadaczy lokat bakowych poniesie realną stratę, wynikającą z erozji wartości kapitału. Średnie oprocentowanie lokat według wyliczeń NPB wynosi 1,5 proc., czyli tyle samo co stopa referencyjna banku centralnego, a najbardziej popularnych lokat na okres od 1 do 3 miesięcy sięga 1,7 proc. Dla porównania, 3-miesięcza stawka WIBOR, obowiązująca na rynku międzybankowym (według niej banki pożyczają sobie nawzajem pieniądze na taki okres), wynosi 1,73 proc. W przypadku lokat średni poziom wynoszący 1,7 proc. oznacza, że na tę wartość składają się oferty bardziej i mniej atrakcyjne. Oprocentowanie tych pierwszych, zdecydowanie mniej licznych, oferowanych najczęściej przez niewielkie banki i obwarowanych licznymi ograniczeniami oraz związanych z obowiązkiem skorzystania z innych produktów banku, może w najlepszym wypadku zbliżać się do 3 proc. Nie brakuje za to tych zwykłych, „nieuprzywilejowanych”, które dominują w bankowej ofercie, szczególnie największych instytucji finansowych, mających dostęp do najliczniejszej grupy klientów. W tej grupie odsetki poniżej 1 proc. nie należą do rzadkości, a zdarzają się też często oferty sięgające 0,1-0,5 proc. Popularność lokat, jako najprostszej i najbardziej bezpiecznej formy oszczędzania powoduje, że mimo tak mało atrakcyjnych warunków, Polacy trzymają na nich ponad 710 mld zł, z czego połowę w formie w większości nieoprocentowanych depozytów bieżących.

W porównaniu z tymi imponującymi wartościami, zdecydowanie skromniej wygląda zainteresowanie obligacjami oszczędnościowymi, choć ich konstrukcja jest równie prosta, a oprocentowanie konkurencyjne wobec lokat bankowych. Polacy w swych portfelach posiadają obligacje skarbowe o wartości nieco ponad 11 mld zł. Ta kwota stanowi zaledwie 1,3 proc. całkowitego zadłużenia Skarbu Państwa z tytułu obligacji i rośnie w dość wolnym tempie. W ubiegłym roku powiększyła się o około 900 mln zł, mimo, że ministerstwo finansów sprzedało papiery o wartości 4,6 mld zł, czyli najwięcej od 2008 r. Trzeba bowiem pamiętać, że obligacje mają swój „czas życia” i po jego upływie podlegają wykupowi. Nie wszystkie uzyskane w ten sposób środki oszczędzający decydują się ponownie ulokować w obligacjach. W ubiegłym roku do Skarbu Państwa „wróciło” w ten sposób nieco ponad 2 mld zł, licząc transakcje zamiany obligacji na nowe. Pod względem napływu nowych środków bardzo dobrze prezentują się dane za styczeń obecnego roku. Oszczędzający kupili obligacje o wartości 486,6 mln zł, a więc najwyższej od października 2016 r., gdy wydali aż 870 mln zł. Jeśli jednak od obu tych wielkości odejmiemy wartość transakcji zamiany, okaże się że styczeń był najlepszym od dwóch lat miesiącem pod względem napływu nowych pieniędzy na rynek obligacji skarbowych.

Ten wzrost zainteresowania obligacjami ze strony oszczędzających może wynikać z kilku przyczyn. Po pierwsze, od grudnia ubiegłego roku resort finansów podwyższył oprocentowanie papierów o wszystkich terminach wykupu, poza najbardziej popularnymi obligacjami dwuletnimi. Od stycznia 2017 r. zdecydował się jednak i w ich przypadku zwiększyć wysokość odsetek z 2 do 2,1 proc. Szczegółowe dane o sprzedaży wskazują jednak na inny powód. Warto bowiem zwrócić uwagę, że bardzo wysoki dotąd udział w sprzedaży obligacji dwuletnich, sięgający w ubiegłym roku średnio aż 75 proc., w styczniu obniżył się do rekordowo niskiego poziomu niespełna 55 proc. Mimo podwyższenia oprocentowania tych papierów, popyt przeniósł się na obligacje czteroletnie. Ich udział w sprzedaży podskoczył do ponad 28 proc. W ciągu ostatnich dziesięciu lat tak dużym zainteresowaniem nabywców cieszyły się one jedynie w 2012 r. Ich oprocentowanie w pierwszym okresie odsetkowym sięga obecnie 2,4 proc., a więc jest wyraźnie wyższe niż w przypadku papierów dwuletnich, ale różnica na korzyść tych pierwszych utrzymuje się już od dawna. Mają one jednak bardzo istotną z punktu widzenia obecnych tendencji na rynku finansowym cechę, którą inwestorzy niewątpliwie dostrzegli. Ich oprocentowanie w kolejnych rocznych okresach odsetkowych zmienia się w zależności od wskaźnika inflacji, zaś w przypadku dwuletnich nie zmienia się w całym okresie ich życia. A skoro już wiadomo, że obecny rok będzie stał pod znakiem wysokiej inflacji, to nabywcy czteroletnich papierów mogą liczyć na bardziej atrakcyjne oprocentowanie, chroniące realną wartość ich kapitału. Zakładając, że w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy wskaźnik  inflacji wyniesie 2 proc., za przyszły rok otrzymają odsetki w wysokości 3,25 proc., dzięki dodatkowej, wynoszącej 1,25 punktu procentowego marży, podczas gdy właściciele dwulatek będą wciąż musieli zadowolić się oprocentowaniem wynoszącym 2,1 proc.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk Gerda Broker

Na początku nowego roku nastroje na światowych rynkach finansowych są bardzo dobre, toteż najważniejsze indeksy giełdowe zakończyły miniony tydzień w kolorze zielonym. W Stanach, NASDAQ wzrósł o 2,6%, S&P500 umocnił się o 1,7%, a DJI o 1%. Z kolei w Europie, brytyjski FTSE250 wzrósł o 1,5%, a niemiecki DAX oraz francuski CAC40 zwyżkowały o 1%. Pierwszy tydzień 2017 r. przyniósł przede wszystkim solidną dawkę najnowszych danych makroekonomicznych. Większość odczytów z Eurolandu przewyższyło oczekiwania rynku m.in. usługowy indeks PMI (53,7 pkt), dynamika sprzedaży detalicznej (2,3% rdr), czy też niemal wszystkie indeksy zaufania. Ponadto, nie zawiodły indeksy PMI dla Chin. Niemniej, w centrum uwagi inwestorów znalazły się liczne publikacje z amerykańskiej gospodarki. Odczyty indeksów ISM oraz PMI były wyższe od prognoz rynkowych. Z drugiej strony, grudniowe payrollsy okazały się nieco rozczarowujące. Stopa bezrobocia wzrosła z 4,6% do 4,7%, natomiast zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym wyniosła 156 tys. względem konsensusu na poziomie 170 tys. Mimo wszystko słabsze dane z amerykańskiego rynku pracy nie przyczyniły się do deprecjacji dolara, ale w skali całego tygodnia osłabił się on względem euro oraz złotego. Inwestorzy poznali również protokół z ostatniego posiedzenia FOMC. Ten potwierdził jastrzębie nastawienie Fed oraz podtrzymał oczekiwania rynku co do stopniowego zaostrzania polityki monetarnej.

Miniony tydzień był także pomyślny dla inwestorów z Książęcej. Pomimo tego, że handel trwał zaledwie cztery dni (w piątek giełda była zamknięta ze względu na święto Trzech Króli), indeksy giełdowe poruszały się w kierunku północnym. W skali całego tygodnia, WIG20 wzrósł o 2,6%, mWIG40 o 0,2%, a sWIG80 o 1,1%. Pierwsze dni nowego roku były szczególnie udane dla banków i spółek z sektora paliwowego, których walory mocno zyskiwały na wartości. Z całą pewnością wsparciem dla indeksów okazała się publikacja przemysłowego indeksu PMI. Odczyt na poziomie 54,3 pkt był o 1,9 pkt wyższy od prognoz rynkowych. Co więcej, w ubiegłym tygodniu została dokonana zmiana na stanowisku prezesa GPW w Warszawie. Po roku pracy została odwołana Małgorzata Zaleska, którą zastąpił Rafał Antczak.

W bieżącym tygodniu na uwagę zasługują dane z Chin: inflacja PPI i CPI, bilans płatniczy oraz dynamika PKB w IV kwartale 2016 r. Ponadto, inwestorzy poznają dane dotyczące amerykańskiej sprzedaży detalicznej. W strefie euro odbędzie się publikacja stopy bezrobocia, indeksu Sentix, dynamiki produkcji przemysłowej oraz protokołu z ostatniego posiedzenia EBC. W Polsce RPP podejmie decyzję ws. stóp procentowych. Rynek nie spodziewa się zmian. Z kolei w piątek agencje ratingowe Fitch i Moody’s opublikują przeglądy ratingu kredytowego dla Polski.

Ubiegły tydzień przyniósł kontynuację wzrostów indeksu największych polskich spółek. W efekcie WIG20, pomimo nieco mniejszego wolumenu handlu, testował psychologiczną granicę 2000 pkt. Tym niemniej, starania rynku okazały się niewystarczające, toteż indeks blue chipów zakończył miniony tydzień na poziomie 1998 pkt. Warto zwrócić uwagę na oscylator RSI oraz oscylator stochastyczny – oba wskaźniki są mocno wykupione. Niewykluczone, że nadchodzące dni przyniosą korektę, która najprawdopodobniej zakończy niniejszą falę wzrostów. Najbliższe wsparcie znajduje się na poziomie 1957 pkt.

Tym razem warto zwrócić uwagę na układ techniczny walorów PKO BP. W skali całego tygodnia, cena akcji tegoż banku wzrosła o 7,7%. Kurs akcji w drugiej połowie 2016 r. rozpoczął pierwszą falę wzrostów, po której nastąpiła faza konsolidacji. Niemniej, początek 2017 r. przyniósł znaczące ruchy w kierunku północnym, które doprowadziły do przełamania oporu na poziomie 28,4 zł. Kolejna bariera znajduje się w okolicy 31,5 zł. Jednak należy podkreślić, że oscylator RSI jest mocno wykupiony, toteż w najbliższym czasie nie można wykluczyć korekty.

Autorzy: Zespół Zarządzający MM Prime TFI S.A.

Wielkimi krokami zbliżają się wybory prezydenckie w USA, a temperatura wokół nich podgrzewana jest kolejnymi zwrotami akcji. Wcześniejsze rewelacje związane z Donaldem Trumpem wyraźnie zmniejszyły deklarowane mu poparcie, ale w kluczowym okresie ostatnich dni kampanii wyborczej to Hillary Clinton znalazła się na cenzurowanym.

Pamiętać przy tym trzeba, że te wybory są o tyle specyficzne, że większość osób nie będzie głosowała za konkretnym kandydatem, ale raczej przeciwko jego oponentowi. Właśnie dlatego kluczowe są wiadomość negatywne, gdyż osłabiają one jednego kandydata na rzecz drugiego. Teraz wcześniej niemalże przekreślony Donald Trump wraca jako potencjalny przyszły prezydent USA, co oczywiście przekłada się na stosowną reakcję po stronie rynków finansowych. W tym miejscu warto jest spojrzeć w przeszłość i na podstawie wcześniejszych wyborów określić możliwy ich wypływ na rynek kapitałowy. Otóż historia dość dobrze potwierdza dwie znane charakterystyki rynku.

Pierwsza wiąże się z próbą dyskontowania wyniku wyborów jeszcze przed ich miejscem, a druga wskazuje na niechęć wobec zmian. Tym samym Hillary Clinton jest korzystna z punktu widzenia ryzykownych aktywów, tylko dlatego, że zapewnia kontynuację znanej polityki. Jednocześnie malejące szanse na jej wygraną powodują właśnie obserwowane rynkowe perturbacje. Historia pokazuje, że inwestorzy są dość dobrzy w określeniu wyniku wyborów i przez ostatnie niemalże 100 lat tylko raz zdarzyło się, aby przez okres trzech miesięcy przed wyborami stopa zwrotu z indeksu S&P500 była ujemna w przypadku wygranej kandydata dotychczas rządzącego obozu. Z kolei w pierwszym miesiącu po wyborach zachowanie rynku jest trudne do przewidzenia na podstawie danych historycznych, poza powtarzającym się schematem gorszej postawy w relacji do historycznego wzorca. Dopiero w kluczowym okresie grudnia i stycznia dość wyraźnie zaznacza się wpływ wyniku wyborów na to, czy zobaczymy ewentualny rajd św. Mikołaja bądź efekt stycznia.

Odnosząc te obserwacje do obecnej sytuacji stwierdzić trzeba, że początkowa nerwowa reakcja na wynik wyborów może okazać się nietrwała. Jednocześnie po pierwszym niepewnym miesiącu rynek albo wróci do swojego normalnego zachowania (w przypadku wygranej Clinton), bądź czekać nas może słabszy niż zwykle grudzień i początek nowego roku na fali niepewności, z którą wiązać się będą rządy Donalda Trumpa. Tym samym historia pokazuje, że zwycięstwo populistów w USA nie powinno przełożyć się na prostą powtórkę rynkowego scenariusza znanego z Brexitu.

 

Lukasz_BŁukasz Bugaj, CFA, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

Rynek finansowy jest miejscem gdzie, w oparciu o instrumenty finansowe, zawierane są na różne terminy transakcje kupna i sprzedaży różnych form kapitału pieniężnego. Bez względu na stopień zamożności i skłonność do akceptacji ryzyka każdy może znaleźć na nim swoje miejsce.Odgrywa on istotną rolę w gospodarce i społeczeństwie. Składa się z pięciu segmentów, każdy o swoistej specyfice. Dzięki temu zwiększa się efektywność wykorzystania zasobów w gospodarce.

Rynek finansowy. Czym jest?

„Rynek” – słowo, które od zawsze kojarzy się z handlem. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że handel jest tak stary jak historia cywilizacji. Od kiedy tylko człowiek zaczął posiadać jakiekolwiek użyteczne dobra – dzielił się nimi. Początkowo tylko je wymieniał, a potem kupował i sprzedawał, zastawiał, czy licytował. Krótko mówiąc – handlował.

Wyobraź sobie, że jesteś właścicielem firmy i chcesz sfinansować nowy, ciekawy projekt, który rozwinie firmę. Rozejrzyj się – zobaczysz, że masz wiele możliwości pozyskania kapitału. Rynek finansowy – bo o nim mowa – dzięki bogatej ofercie, daje szansę na zebranie pieniędzy na sfinansowanie projektów umożliwiających rozwój przedsiębiorstwa, a w efekcie podniesienia jego wartości. Banki, fundusze inwestycyjne, inwestorzy – ci wszyscy, którzy posiadają nadwyżkę kapitału mogą być Twoim wsparciem. Oczywiście nie za darmo. Obszar, w którym spotykają się podmioty, takie jak Twoja firma – potrzebujące finansowania, oraz takie, które poszukują możliwości zainwestowania w zyskowne przedsięwzięcia – to właśnie rynek finansowy. A handel, który się tam odbywa, kieruje się jak zawsze – obietnicą zysku.

To zagadnienie można przedstawić też inaczej.…Wyobraź sobie, że jesteś inwestorem i poszukujesz ciekawego projektu, w który mógłbyś zainwestować by z czasem na nim zarobić…

…i masz wiele instrumentów do wyboru

Bo jak każdy klient, cenisz sobie możliwość wyboru. I chodzi nie tylko o wybór konkretnej spółki czy tego jedynego przedsięwzięcia, ale też o wybór najlepszego dla Ciebie narzędzia – czyli instrumentu finansowego.

Przez pojęcie instrumentu finansowego należy rozumieć umowę, która reguluje wzajemne relacje finansowe pomiędzy stronami, w jakich będą one pozostawać od chwili jej zawarcia. Warunki takiej umowy są wystandaryzowane, co ułatwia zawieranie transakcji i są obowiązujące dla wszystkich instrumentów danej emisji bądź serii. Dzięki temu nie ma potrzeby by każdorazowo podpisywać najeżone paragrafami dokumenty. Postanowienia takiej umowy, czyli zasady na jakich funkcjonuje dany instrument finansowy, określa odpowiedni dokument, np. prospekt emisyjny czy warunki emisji. Instrumenty finansowe opiewają na różne formy kapitału, o zróżnicowanych terminach zapadalności i kosztach, i dlatego pozwalają na zaspokajanie potrzeb różnych podmiotów gospodarczych, zarówno małych, średnich jak też korporacji. Dzięki rynkowi finansowemu Twoja firma będzie mogła zbudować optymalną strukturę finansowania, a innowacyjny projekt uzyska szansę realizacji. Z drugiej strony inwestorzy będą mogli lokować wolne środki przy akceptowanym ze swego punktu widzenia poziomie ryzyka i oczekiwanej stopie zwrotu. Czy obdarzenie zaufaniem Twojej firmy będzie słuszną decyzją? Będzie to zależeć, jak zagospodarujesz powierzone Ci środki.

Świat finansów staje się coraz bardziej skomplikowany i dzisiejszy rynek finansowy jest wypełniony gąszczem instrumentów finansowych. Dzielą się one na następujące kategorie:

  • papiery wartościowe (akcje, obligacje, certyfikaty inwestycyjne, kwity depozytowe, warranty subskrypcyjne)
  • jednostki uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych otwartych,
  • instrumenty rynku pieniężnego,
  • instrumenty pochodne.

Na rynek finansowy składa się pięć segmentów. Każdy zaspokaja inne potrzeby przedsiębiorców i inwestorów. Jest więc w czym wybierać:

  • rynek pieniężny,
  • rynek kapitałowy,
  • rynek terminowy,
  • rynek walutowy,
  • rynek depozytowo-kredytowy.

Rynek pieniężny

Kto zamierza pozyskać kapitał lub zainwestować oszczędności na krótki okres może skorzystać z oferty rynku pieniężnego. Na tym rynku są zawierane transakcje na instrumentach finansowych o okresie zapadalności nie dłuższym niż rok. Do instrumentów rynku pieniężnego należą krótkoterminowe papiery dłużne – idealne dla Twego przedsiębiorstwa aby zwiększyć kapitał obrotowy i pobudzić sprzedaż. Swapy walutowe pozwolą Ci zabezpieczyć się przed ryzykiem, jeżeli eksportujesz lub importujesz. Bonami skarbowymi będą zainteresowani inwestorzy lokujący na krótko i stroniący od ryzyka akceptujący niskie zyski. Kupują je też fundusze inwestycyjne i ubezpieczyciele. Inne instrumenty, jak pożyczki i depozyty na rynku międzybankowym czy operacje otwartego rynku są domeną sektora bankowego.

Uczestnikami polskiego rynku pieniężnego są: Skarb Państwa, Narodowy Bank Polski, banki komercyjne i spółdzielcze, przedsiębiorstwa, domy maklerskie, fundusze, ubezpieczyciele, inwestorzy instytucjonalni oraz indywidualni.

Rynek kapitałowy

Większe możliwości finansowania i inwestowania oferuje rynek kapitałowy. Jest on segmentem rynku finansowego, na którym są zawierane transakcje instrumentami o okresie zapadalności dłuższym niż jeden rok. Należą do nich udziałowe papiery wartościowe (akcje, certyfikaty inwestycyjne) oraz dłużne papiery wartościowe (obligacje, listy zastawne). Racjonalnie postępujący przedsiębiorca dokonując emisji obligacji może dać szansę dla realizacji projektu, który podniesie jego firmę na wyższy poziom, dystansując w ten sposób konkurencję, która pozostała przy tradycyjnym finansowaniu bankowym.

Coraz częściej z rynku kapitałowego korzystają przedsiębiorstwa, pozyskując w ten sposób środki w średnim i długim terminie. Nic w tym dziwnego, bowiem dzięki dużemu zasięgowi i rozbudowanej strukturze rynek ten daje możliwość zmobilizowania dużego kapitału w stosunkowo krótkim czasie. Z kolei dla inwestorów rynek kapitałowy jest miejscem szczególnym, gdzie mogą oni lokować oszczędności w wybrane papiery wartościowe zgodnie z własnymi preferencjami i możliwościami przy akceptowalnym poziomie ryzyka.

Rynek terminowy

Jeżeli ktoś lubi szybkie, ryzykowne inwestowanie, zainteresuje go rynek terminowy. Tu można szybko zarobić i również szybko stracić, a to przez wysoką dźwignię finansową. Na rynku terminowym odbywa się obrót instrumentami pochodnymi (derywatami), tj. takimi, których ceny zależą bezpośrednio od notowań aktywów bazowych, którymi mogą być akcje, obligacje, indeksy giełdowe, towary, energię, waluty czy stopy procentowe. Do instrumentów pochodnych należą kontrakty terminowe futures i forward, opcje, swapy, transakcje terminowe FRA (ang. Forward Rate Agreement) oraz  outright-forward. Zarabiać można bez względu na kierunek zmian notowań aktywów bazowych. Kwestią pozostaje tylko trafne przewidzenie tych zmian i zajecie odpowiedniej pozycji – kupna lub sprzedaży odpowiedniego instrumentu pochodnego. Ale te instrumenty mogą uchronić Twoją firmę przed stratą, jaką może przynieść niekorzystna zmiana cen, kursów walut czy stóp procentowych.

Instrumenty pochodne są notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie oraz Towarowej Giełdzie Energii. Są to kontrakty terminowe i opcje na indeksy, akcje, obligacje, waluty i stopy procentowe i energię.

Rynek walutowy

Kolejnym miejscem dla osób nie stroniących od ryzyka jest rynek walutowy (ang. forex), gdzie odbywa się wymiana jednej waluty na drugą po bieżącym kursie rynkowym. Nie ustala go żadna instytucja finansowa, ani rząd, lecz wolny rynek, na którym spotykają się kupujący i sprzedający waluty – nieprzerwanie z wyjątkiem weekendów i dni świątecznych. Miejscem spotkań spekulujących są internetowe platformy transakcyjne, więc nie ma dla tego rynku granic.

Siła forexu jest wielka, gdyż jest wzmocniona dźwignią finansową. Można na nim szybko i dużo zarobić ale jednocześnie stracić, nawet więcej niż początkowy kapitał. Zarobić można zarówno na wzrostach jak też spadkach notowań walut, a sukces zależy od trafności przewidzenia kierunku zamiany kursu i wyboru czasu wejścia lub wyjścia z inwestycji.  Głównymi uczestnikami rynku walutowego są spekulujący na zmianach kursów walut i właśnie oni generują zdecydowaną większość obrotów. Ponadto transakcje zawierają przedsiębiorstwa dokonujące zakupu lub sprzedaży walut lub fundusze inwestycyjne, banki komercyjne i banki centralne zabezpieczające się przed niekorzystnymi zmianami kursów walutowych (ang. hedging).

W Polsce transakcje na walutowych instrumentach pochodnych (kontraktach terminowych i opcjach) można zawierać na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. a także w bankach oraz internetowych platformach transakcyjnych.

Rynek depozytowo-kredytowy

A jeżeli uznałeś, że powyższe rynki nie są odpowiednie dla Ciebie, pozostaje Ci rynek depozytowo-kredytowy. Jest on miejscem funkcjonowania instytucji finansowych, do których podstawowych zadań należy przyjmowanie depozytów oraz udzielanie kredytów i pożyczek. Mowa o bankach, spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych, a także innych podmiotach świadczących usługi w tym zakresie. Transakcje zawierane na rynku depozytowo-kredytowym opierają się na instrumentach o niższej płynności, mniejszym poziomie skomplikowania i ryzyka niż na pozostałych segmentach rynku finansowego.

 

 

Podsumowanie
Na rynek finansowy składa się pięć segmentów: pieniężny, kapitałowy, terminowy, walutowy, depozytowo-kredytowy.
Rynek finansowy zapewnia obrót pieniężny niezbędny dla prawidłowego funkcjonowania gospodarki.
Rynek finansowy pozwala na efektywne wycenę różnych form kapitału i oszacowanie ryzyka.
Kondycja rynku finansowego świadczy o  stanie  koniunktury w gospodarce i jakości zarządzania nią.
Dziś niemal każdy jest uczestnikiem rynku finansowego, a jak wykorzysta jego możliwości, zależy od niego samego.

 

Jan Mazurek, ekspert Domu Maklerskiego Michael/Ström

Premier Beata Szydło poinformowała o zmianie w rządzie. Odwołany został minister finansów, Paweł Szałamacha. Wicepremier Mateusz Morawiecki dołącza do swoich obowiązków funkcję ministra finansów oraz szefa Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów.

Od rana, w oczekiwaniu na konferencję prasową premier Beaty Szydło, na której miała zostać przedstawiona rekonstrukcja rządu, polski złoty systematycznie, ale jednocześnie niezbyt silnie osłabiał się. Konferencja prasowa i informacja o tylko jednej zmianie kadrowej w rządzie – odwołaniu ministra finansów Pawła Szałamachy i powołaniu na to stanowisko wicepremiera Mateusza Morawieckiego, który będzie łączył je z dotychczasowymi obowiązkami wicepremiera i ministra rozwoju gospodarczego, a także z szefowaniem Komitetowi Ekonomicznemu RM, nie spowodowała powrotu złotego do kursu z otwarcia rynku. Wydaje się, że rynek walutowy nie może się zdecydować, czy superwicepremier to dobre rozwiązanie, czy też rozwiązanie ryzykowne (godz. 18.00).

Wprowadzona zmiana w rządzie tworzy szanse, ale także ryzyka. Szansą jest sygnał, że rozwój ma mieć dostęp do finansowania. Premier M. Morawiecki przygotował wraz ze swoimi współpracownikami Strategię na rzecz odpowiedzialnego rozwoju. Zaplanował do 2020 r. na jej realizację 1,5 bln zł, przede wszystkim ze środków unijnych i krajowych. Połączenie funkcji ministra rozwoju i ministra finansów pozwala teoretycznie na uzyskanie efektu synergii – zapewnienie stabilności finansom publicznym, czyli utrzymanie deficytu budżetowego i długu publicznego w ryzach, a jednocześnie zapewnienie środków finansowych na realizację zaplanowanych w Strategii projektów. Ale wymaga to także jednoznaczne odniesienie się do  projektów czekających w kolejce do realizacji, w tym do obniżenia wieku emerytalnego, czy też przyjętego przez rząd programu mieszkaniowego. Generują one bowiem koszty, które dodane do kosztów związanych z realizacją programu 500+ (prawie 23 mld zł w 2017 r.) nie pozwolą na jednoczesne zapewnienie stabilności finansów publicznych i kapitału na rozwój. Szansa jest zatem obarczona olbrzymim ryzykiem, bowiem decyzje o „wyborczych” projektach są decyzjami politycznymi, nie związanymi z tym co teraz dla polskiej gospodarki jest najważniejsze, czyli stworzeniem warunków dla rozwoju i zapewnieniem dla niego finansowania przy jednoczesnym utrzymaniu stabilności finansów publicznych. A jest to niezbędne, bo gospodarka globalna wyraźnie buduje 4. rewolucję przemysłową. I polska gospodarka, aby wziąć w niej udział, musi dostać silne wsparcie w polityce gospodarczej.

Dlatego premier Mateusz Morawiecki koncertując od dzisiaj w swoich rękach resort rozwoju i finansów, a także odpowiadając za koordynację polityki gospodarczej przez szefowanie Komitetowi Ekonomicznemu Rady Ministrów powinien wystąpić z „gospodarczym expose”, pokazać cele gospodarcze rządu i sposób w jaki chce je realizować, a także w jaki sposób chce panować nad pozarozwojowymi, „wyborczymi” wydatkami. Gospodarka (i rynek finansowy) czeka na te informacje.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

To był kolejny tydzień, podczas którego globalny rynek finansowy poruszał się w kierunku południowym – DJI zniżkował o 1,4%, S&P500 o 0,8%, a NASDAQ o 0,4%. W Europie natomiast spadki były znacznie bardziej dotkliwe – francuski CAC40 stracił 4,9%, brytyjski FTSE250 3,6%, a niemiecki DAX 3,4%. Sentyment rynkowy jest naprawdę zły, a inwestorzy spodziewają się najgorszego – nowego kryzysu. Do czynników, które wywołują największe obawy należy zaliczyć trwającą recesję w gospodarce chińskiej, oraz napiętą sytuację na pozostałych rynkach wschodzących. Ta natomiast spowodowana jest kolejnymi przecenami ropy naftowej. Niska cena czarnego złota niekorzystnie wpływa również na amerykańskie spółki z branży naftowej. Ponadto, inwestorów niepokoi pogarszający się stan sektora bankowego, zwłaszcza w Europie. Warto także zwrócić uwagę na dane ze strefy euro. Zawiódł indeks Sentix, który w lutym spadł do poziomu 6,0 pkt. wobec 9,6 pkt. w styczniu. Nieco gorsza od oczekiwań okazała się również dynamika PKB, która w IV kwartale 2015 roku wyniosła 1,5% r/r wobec oczekiwanego wzrostu na poziomie 1,55%. Znacznie gorzej zaprezentowała się produkcja przemysłowa, która w grudniu skurczyła się o 1,3% r/r wobec konsensusu zakładającego wzrost na poziomie 1%. W Stanach natomiast, inwestorzy zwrócili uwagę na wypowiedź Janet Yellen, która podkreśliła, że pomimo bardzo niekorzystnej sytuacji na rynkach finansowych, Fed planuje stopniowe podwyżki stopy procentowej. Rynek jednak potraktował ten komunikat bardzo gołębio. Inwestorzy poznali również poziom amerykańskiej sprzedaży detalicznej, która w styczniu wzrosła o 3,4% r/r.

Warszawska giełda również została zdominowana przez niedźwiedzie. W skali tygodnia WIG20 zniżkował o 1,4%, mWIG40 o 3,7%, a sWIG80 o 1,1%. Polskiej giełdzie przede wszystkim nie pomagają bardzo słabe nastroje na rynku globalnym. W ubiegłym tygodniu poznaliśmy również dynamikę krajowego PKB w IV kwartale 2015 roku, która wyniosła 3,6% r/r wobec konsensusu na poziomie 3,8%. Ponadto, inwestorzy poznali poziom wskaźnika CPI za miesiąc styczeń. Ten natomiast niespodziewanie spadł o 0,7% r/r (oczekiwany spadek na poziomie 0,6%).

Po dłuższej przerwie, związanej z Chińskim Nowym Rokiem, powrócą inwestorzy z Państwa Środka. W poniedziałek jednak, odpoczywać będzie Wall Street (Dzień Prezydenta). W obecnym tygodniu warto także zwrócić uwagę na publikacje danych ekonomicznych z Państwa Środka oraz Japonii. Ponad to, inwestorzy poznają dynamikę amerykańskiej produkcji przemysłowej oraz poziom inflacji. Ciekawym punktem w kalendarium wydaje się również wystąpienie prezesa ECB, Mario Draghiego. W Polsce natomiast zostanie opublikowana styczniowa dynamika produkcji przemysłowej.

Analiza techniczna

15.02Wykres 1. WIG20 w interwale dziennym. Źródło: Stooq

Indeks największych spółek tym razem zakończył tydzień pod kreską, osiągając poziom 1765 pkt. Niemniej jednak, należy zwrócić uwagę, że tym samym od niemal trzech tygodni WIG20 testuje opór na poziomie 1783 pkt. Można zatem odnieść wrażenie, że sytuacja na rynku nieco się poprawiła. Być może, gdyby nie słaby sentyment globalny, WIG20 podążałby w kierunku północnym. Przebicie najbliższego oporu będzie sygnałem do dalszych wzrostów  w kierunku przyśpieszonej linii trendu spadkowego oraz psychologicznej granicy 1800 pkt. Oscylator RSI nadal pozostaje neutralny i nie wskazuje żadnego sygnału.

15.02.16Wykres 2. Sygnity w interwale dziennym. Źródło: Stooq

Na miano spółki tygodnia zasługuje firma Sygnity, której walory podrożały o 7,6%. Ponadto, cena akcji od początku roku systematycznie wzrasta. W najbliższym czasie można oczekiwać testowania oporu na poziomie 8,6 zł. Ewentualne przebicie może oznaczać dalsze wzrosty w kierunku linii długoterminowego trendu spadkowego. W związku z tym, spółka znajduje się na dobrej drodze, aby rozpocząć trend wzrostowy. Z drugiej strony, oscylator RSI zbliża się do granicy 70 pkt. i niebawem może wskazać sygnał sprzedaży. Wydaje się jednak, że to byki będą dominować, a ewentualny sygnał  przyniesie prawdopodobnie tylko lekką korektę.

 

Autorzy: Zespół Zarządzający MM Prime TFI S.A.

Poprzedni tydzień po raz kolejny przyniósł dużą zmienność na rynkach finansowych. Po początkowych wzrostach, które prawdopodobnie były następstwem nieznacznie gorszych od oczekiwań danych z chińskiej gospodarki, na giełdy powróciły spadki. Niemniej jednak, druga część tygodnia została zdominowała przez byki, dzięki którym najważniejsze rynki giełdowe zdołały zakończyć tydzień nad kreską. NASDAQ wzrósł o 2,3%, S&P500 o 1,4%, a DJI zanotował wzrost na poziomie 0,7%. Również giełdy europejskie zakończyły tydzień na zielono – francuski CAC40 wzrósł o 3,0%,a  niemiecki DAX o 2,3%. Jedynie brytyjski FTSE250 zniżkował o 0,2%. Sentyment rynkowy prawdopodobnie poprawił się nie tylko dzięki nie najgorszym danym z gospodarki Państwa Środka, ale także za sprawą konferencji Mario Draghiego. Prezes ECB zaznaczył, że najbliższe posiedzenie, tj. 10 marca, może przynieść gołębią korektę polityki pieniężnej. Informacja ta została odebrana przez inwestorów pozytywnie. Ponadto, istotnym czynnikiem, który napędzał wzrosty, zwłaszcza w Stanach, była drożejąca ropa naftowa. Jeśli się przyjrzeć cenie czarnego złota oraz notowaniom najważniejszych indeksów, zobaczyć można niemal identyczne ruchy. Niemniej jednak, nie należy oczekiwać, że cena ropy na trwale zmieniła trend, gdyż z najnowszych danych wynika, że na rynku wciąż występuje znaczna nadpodaż.

Polski parkiet ponownie podążał swoją, niezależną ścieżką, kończąc tydzień w kolorze czerwonym. Co prawda WIG20 zniżkował zaledwie o 0,4%, ale małe i średnie spółki po raz kolejny dynamicznie poruszały się w kierunku południowym – mWIG40 stracił 4,0%, a sWIG80 2,8%. Największym przedsiębiorstwom pomogły spekulacje, dotyczące polityki dywidendowej spółek energetycznych oraz wzrosty w wyprzedanym sektorze bankowym. Ponadto, nie zawiodły dane ekonomiczne z kraju za miesiąc grudzień: produkcja przemysłowa wzrosła o 6,5% R/R, a dynamika sprzedaży detalicznej wyniosła 4,9% R/R. Warto zwrócić uwagę także na znaczny wzrost przeciętnego wynagrodzenia, które w grudniu wzrosło o 3,1% R/R. Dane te jednak nie okazały się wystarczające, aby pomoc małym i średnim spółkom.

Nadchodzący tydzień przyniesie wiele ważnych odczytów danych ekonomicznych. Do najważniejszych można zaliczyć odczyt niemieckiego indeksu Ifo oraz publikację indeksów zaufania dla strefy euro. W Polsce natomiast poznamy stopę bezrobocia za grudzień. Niemniej jednak, uwaga inwestorów zostanie zwrócona przede wszystkim na Stany, w których to zapadnie decyzja, dotycząca stopy procentowej – najprawdopodobniej nie zostanie zmieniona. Ponadto, w USA zostaną opublikowane indeksy Conference Board oraz Chicago PMI.

Analiza techniczna

25.01Wykres 1. WIG20 w interwale dziennym. Źródło: Stooq

W minionym tygodniu indeks największych spółek ustanowił 7 – letnie minimum na poziomie 1657 pkt. Niemniej jednak, WIG20 odbił się i testował psychologiczną granicę 1700 pkt., która została nieznacznie przebita. Warto zwrócić również uwagę na wysoki poziom obrotów, który może świadczyć o powracających na polską giełdę bykach. Oscylator RSI po wskazaniu sygnału kupna zaczął rosnąć. W najbliższym tygodniu WIG20 będzie nadal bronił poziomu 1700 pkt. Jeżeli jednak próba ta zakończy się niepowodzeniem, to może być ona sygnałem do kontynuacji spadków.

25.01.16Wykres 2. Orbis w interwale dziennym. Źródło: Stooq

W ostatnim czasie spółką, która wyróżniała się na warszawskiej giełdzie jest Orbis. Cena akcji firmy zarządzającej siecią hoteli znajduje się w długoterminowym trendzie wzrostowym. Ponadto, kurs pokonał opór na poziomie 63 zł, dając sygnał do dalszych zakupów, które mogą ustanowić historyczne maksimum. Należy jednak zwrócić uwagę, że oscylator RSI znajduje się na wysokim poziomie i może wskazać sygnał sprzedaży. Z drugiej strony, oscylatory MACD oraz ATR wskazały sygnał kupna. Jeżeli przyniosą one przebicie granicy 65 zł, kurs akcji prawdopodobnie będzie kontynuował trend wzrostowy. W przeciwnym razie, można spodziewać się korekty.

Autorzy: Zespół Zarządzający MM Prime TFI S.A.

Rynki finansowe zanotowały wyraźny odwrót od czwartkowego pesymistycznego nastawienia z pomocą wystąpienia Janet Yellen. USD zyskuje, ale w dobrej formie są też waluty surowcowe. Lepsze nastroje pomagają też złotemu.
Wczorajszy wykład prezes Fed Janet Yellen w Bostonie na tle jej konferencji prasowej po posiedzeniu FOMC tydzień temu pokazuje, jak można powiedzieć mniej więcej to samo, a odzew rynków może być zupełnie inny. Baza wypowiedzi była podobna – więcej pewności o siłę ożywienia gospodarczego USA i poprawę sytuacji na rynku pracy, otoczenie zewnętrzne ważne, ale nie przykuwa głównej uwagi. Co inwestorzy odebrali jako dobrą monetę, to przyznanie przez Yellen, że jest ona w obozie zwolenników pierwszej podwyżki jeszcze w tym roku. Było też kilka „oszukańczych” sztuczek, jak całkowite pominięcie tematu Chin w wykładzie. Ogólnie jednak należy przyznać, że Yellen wyciągnęła wnioski z lekcji, jakiej dały jej rynki finansowe w ostatnich dniach – Fed jest odpowiedzialny za budowanie zaufania i optymizmu, a nie może siać niepewności niezależnie do tego jak mały procent szans przypisze poszczególnym ryzykom.
Nie zmienia to jednak faktu, że rynkowy pesymizm ostatnich dni nie dotyczy wyłącznie Fedu niepodnoszącego stóp procentowych. Jest on mocno zakorzeniony w obawach o Chiny i globalne ożywienie oraz jak to przełoży się pozostałe rynki wschodzące i rynek surowcowy. Fakt, że Yellen nie wspomina o tych problemach nie znaczy, że one cudownie zniknęły. W ostatnich godzinach obserwujemy rajd ulgi na ryzykownych aktywach, co od strony głębokości czwartkowej wyprzedaży jest w pewnym stopniu zrozumiałe. Jednak nie można zapominać, że problemy, które wywołały wyprzedaż na samym początku wciąż są obecne i przebudzenie że snu może być bolesne dla wszystkich. To są niespokojne czasy dla rynków finansowych. W długim terminie fundamenty wyraźnie przemawiają za kupnem USD oraz GBP (a nawet PLN), a sprzedażą EUR, JPY, CHF, czy NZD. Mimo to droga do celu w dalszym ciągu jest wyboista.
W piątek interesujące będzie, czy rynki akcji wpiszą się w klimat narzucany przez FX, bo od tego bardziej niż do danych będzie zależne zamknięcie tygodnia. W kalendarium mamy finalną rewizję PKB z USA za II kwartał, gdzie oczekuje się utrzymania poprzedniego wyniku 3,7 proc. PMI dla sektora usług z USA nie jest pozycją, która mocno rusza rynkiem. Indeks Uniwersytetu Michigan ma zostać nieco zrewidowany w górę do 86,5. Poza danymi mamy wystąpienia Ramsaya z Banu Anglii, Bullarda i George z Fed i Weidmanna z Bundesbanku.

Sporządził: Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Eksperci

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

AKTUALNOŚCI

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Innowacyjnie, energooszczędnie – i z bezbłędnym finansowaniem!

Innowacyjnie, energooszczędnie i z myślą o przyszłości – takie rozwiązania dla ludności tworzy i fin...

Planowane zmiany w składkach ZUS dla przedsiębiorców

Stanowisko Związku Przedsiębiorców i Pracodawcówws. zapowiedzi wprowadzenia proporcjonalnościw skład...

Ważne dla Polski nowe stanowisko Komisji Europejskiej

Odpowiedź Komisji Europejskiej na ostatnie głosowanie Parlamentu Europejskiego w sprawie pakietu mob...

Dlaczego państwo pozwala na nieozusowane umowy zlecenia?

Dlaczego rząd do tej pory nie zmienił szkodliwego art. 9 ustawy o SUS? Federacja Przedsiębiorców Pol...