sobota, Marzec 7, 2020
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "przewalutowanie kredytów"

przewalutowanie kredytów

Bardzo długa historia o próbie rozwiązania problemu kredytów frankowych wydaje się zmierzać do końca. Potwierdziły to słowa lidera partii rządzącej, Jarosława Kaczyńskiego, który stwierdził, że frankowicze powinni wziąć sprawy w swoje ręce tj. walczyć z bankami w sądach. Następnie dodał, że państwo nie może podejmować decyzji, które mogłyby zachwiać stabilnością systemu bankowego. Ten zdecydowany komentarz nie tylko zawiódł kredytobiorców wierzących w realizację obietnic wyborczych obecnej władzy, ale równocześnie istotnie zredukował ryzyko ciążące całemu sektorowi bankowemu.

Najpierw były wielkie zapowiedzi oraz stwierdzenia, że przewalutowanie kredytów walutowych nie jest zadaniem trudnym, zwłaszcza przy możliwości zaangażowania banku centralnego. Następnie NBP jasno odizolował się od kwestii kredytów frankowych, a zespół prezydenckich ekspertów zaprezentował kilka złych ustaw. Efektem finalnym okazała się ustawa o zwrocie niesłusznie naliczonych spreadów, która de facto także nie była dobrym rozwiązaniem. W rezultacie temat jakby przepadł bez wieści.

Brak pomocy ze strony państwa oznacza, że jedynym rozwiązaniem dla frankowiczów pozostaje droga sądowa. Ta nie jest prosta, o czym wielu z nich zdążyło się już przekonać, a co więcej nie gwarantuje sukcesu. Do tej pory znane są jedynie pojedyncze przypadki, w których to kredytobiorca zwyciężył z bankiem. Wydaje się, że wielu zadłużonych w walucie obcej nie podejmie takiego wysiłku, chociażby ze względu na wysokie koszty i niskie prawdopodobieństwo sukcesu. To oznacza, że frankowicze będą musieli spłacać swoje zobowiązania na dotychczasowych warunkach. Niemniej, jak wskazują badania, do tej pory ze swoich obowiązków wywiązywali się wzorowo, znacznie lepiej niż osoby zadłużone w polskiej walucie.

W bardziej korzystnej sytuacji znajdują się banki. Jeżeli słowa prezesa PiS nie były rzucone na wiatr, to branża może odetchnąć z ulgą. To nie oznacza jednak, że ryzyko związane z kredytami frankowymi zostanie całkowicie zlikwidowane. Te kontrowersyjne aktywa nadal będą utrudniać prowadzenie biznesu, toteż banki prędzej czy później być może zdecydują się na ich stopniowe przewalutowanie, oczywiście na swoich warunkach. To oznacza, że koszty banków będą relatywnie niewielkie i rozłożone w czasie.

Na słowa Jarosława Kaczyńskiego inwestorzy zareagowali natychmiastowo, aczkolwiek jednorazowo. Po jednodniowej euforii, póki co nie widać dalszych odznak wzmożonego entuzjazmu. Rynek najprawdopodobniej będzie czekał, bacznie obserwując dalszy rozwój zdarzeń. Mimo wszystko wypowiedź polityka raczej pozytywnie została oceniona przez inwestorów, zwłaszcza tych zagranicznych. Tym niemniej należy podkreślić, że sektor bankowy od ponad dwóch miesięcy jest wyróżniającym się segmentem na warszawskim parkiecie. Inwestorzy wierzą w ten biznes, bowiem mają ku temu podstawy. Według NBP, zysk sektora bankowego wzrósł o 24% rdr w 2016 r. Dane te znalazły swoje odzwierciedlenie w solidnych wynikach finansowych za czwarty kwartał 2016 r., które zostały opublikowane przez ING, Pekao czy też mBank. Niewykluczone, że wyniki pozostałych podmiotów z tegoż sektora także wpiszą się w niniejszą tendencję.

Banki udowodniły, że potrafią sobie poradzić pomimo niesprzyjających im warunków. Obciążenie z tytułu podatku bankowego nie okazało się dotkliwe, a co więcej owe koszty zostały przeniesione na konsumentów. Ponadto, wielu przedstawicieli branży rozwija swój biznes i poprawia wyniki. Oczekiwania są tym większe, gdyż najnowsze dane makroekonomiczne wskazują na kiełkujące ożywienie gospodarcze, natomiast realizacja perspektywy unijnej ma w końcu przyspieszyć. To generuje szansę na wzrost krajowych inwestycji, toteż na wzmożone zapotrzebowanie na kredyt. Co więcej, rosnące oczekiwania inflacyjne pobudzają nadzieję na podwyżkę stóp procentowych.

Mimo wszystko warto nieco studzić entuzjazm. Podwyżka stóp procentowych raczej pozostaje odległym scenariuszem, bowiem RPP wyraźnie podkreśla, że rok 2017 nie przyniesie żadnych zmian w polityce pieniężnej. Ryzyko związane z kredytami frankowymi wyraźnie spadło, jednakże jeszcze nic nie zostało przesądzone. Dodatkowo nie do końca wiadomo, jak na sektor wpłyną nowe przepisy dotyczące naliczania składek do BFG. Warto również pamiętać, że wyceny wskaźnikowe polskich banków na tle całej branży w naszym regionie, a nawet Europy Zachodniej, pozostają wymagające.

Podsumowując, wiele wskazuje na to, że frankowy roller coaster może zakończyć się happy endem dla banków oraz rozwianymi nadziejami kredytobiorców. To z kolei wpłynie na poprawę atrakcyjności sektora bankowego, który już od kilku miesięcy wydaje się odzyskiwać swój blask. W efekcie być może warto zwiększyć ekspozycję na ten sektor, chociaż kluczem do sukcesu najprawdopodobniej pozostanie wnikliwa selekcja. Rok 2017 dla tej branży zapowiada się obiecująco, ale jeżeli koniunktura gospodarcza nie zawiedzie, a RPP zrewiduje politykę monetarną najwcześniej za rok, to co najlepsze dla banków może nadejść dopiero w 2018 r.

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Początek nowego roku na warszawskim parkiecie kontynuował grudniowe wzrosty. Szczególne wyróżniał się sektor bankowy, którego indeks w pierwszych dniach nowego roku dynamicznie szedł w górę. Niestety, entuzjazm ten dość prędko został stłumiony przez Komitet Stabilności Finansowej, który przypomniał rynkowi o wciąż aktualnych czynnikach ryzyka dla tego sektora.

W minionym roku zespół ekspercki Prezydenta RP zaprezentował ustawę dotyczącą zwrotu niesłusznie naliczonych spreadów dla kredytów walutowych. Kolejnym krokiem zmierzającym do spełnienia prezydenckich obietnic wyborczych miały być nowe narzędzia, które zachęcą banki do przewalutowania zobowiązań klientów zadłużonych w walucie obcej. Pierwsze z nich zostały zawarte w nowej uchwale Komitetu Stabilności Finansowej, podmiotu odpowiedzialnego za nadzór makroostrożnościowy w Polsce. Na jej mocy zostaną zaktualizowane bufory kapitałowe. Jednym z nich jest współczynnik wypłacalności obliczany jako stosunek funduszy własnych do aktywów i pozycji pozabilansowych ważonych ryzykiem. Zgodnie ze zmianami, kredyty walutowe otrzymają wyjątkowo wysoką wagę na poziomie 150%. Dodatkowo, na wszystkie banki zostanie nałożony bufor ryzyka systemowego, który zastąpi dotychczasowe, podwyższone z tytułu tego ryzyka wymogi kapitałowe.

Nowe wymagania nadzorcze to istotny koszt dla banków, które będą zmuszone zamrozić część kapitału. To natomiast znajdzie swoje negatywne odzwierciedlenie we wskaźniku ROE, czy też w braku możliwości wypłaty dywidend. Koszt zwrotu spreadów został oszacowany przez KNF na kwotę 9,3 mld zł. To jednak nie wszystko, w bieżącym roku zmianie uległy także zasady naliczania składek do BFG. Niewykluczone, że nowe przepisy okażą się bardziej kosztowne niż dotychczasowe. W efekcie szacunki analityków Domu Maklerskiego Trigon dotyczące kosztów ,,dobrowolnego” przewalutowania kredytów walutowych wydają coraz bardziej realne. Te dla całego sektora mogą wynieść od 25 mld do 30 mld zł. Warto podkreślić, że niniejsze czynniki ryzyka są również dostrzegane przez innych analityków – w ostatnich miesiącach odsetek rekomendacji pozytywnych dla banków oscyluje w pobliżu 20%, natomiast negatywnych wokół poziomu 40%.

Dlaczego zatem inwestorzy w ostatnim czasie tak chętnie umieszczają akcje banków w swoich portfelach? To niewątpliwie zasługa poprawy globalnych nastrojów rynkowych wokół tego sektora – wiele wskazuje na to, że włoski rząd znalazł sposób na dokapitalizowanie upadających podmiotów. Należy pamiętać, że sytuacja rodzimych banków jest znacznie bardziej stabilna niż europejskich, co wynika m.in. z dobrej na tle Europy kondycji polskiej gospodarki oraz dodatnich stóp procentowych. Według szacunków NBP zysk netto całego sektora w okresie I – XI 2016 r. wzrósł o 20,5% rdr do 13 mld zł. Te wielkości oznaczają również, że podatek bankowy nie uderzył w branżę tak mocno, jak pierwotnie tego oczekiwano. Dochody Skarbu Państwa z tytułu nowej daniny publicznej do listopada ub. roku wyniosły 3,15 mld zł. Dodatkowo, dynamicznie rosnąca inflacja wpływa na oczekiwania co do wzrostu rynkowych stóp procentowych. Inwestorzy liczą także, że opóźniony napływ środków unijnych wpłynie na wzrost inwestycji, który przyczyni się do pobudzenia akcji kredytowej. Ryzyko związane z kolejnymi ewentualnymi upadłościami SKOK – ów, którego materializacja obciążyłaby cały system bankowy, nieco zmniejszy się w środowisku wyższych stóp procentowych.

Niewątpliwie fundamenty polskich banków są bardzo solidne, a obecne uwarunkowania ekonomiczne pozwalają z optymizmem spoglądać w przyszłość na zyskowność tego biznesu. Warto jednak podkreślić, że póki co oczekiwania dotyczące wzrostu stóp procentowych są nieco przedwczesne, bowiem RPP wyraźnie podkreśla, że w tym roku nie widzi perspektyw do zacieśniania polityki monetarnej. W powietrzu ciągle wisi ryzyko zwrotu spreadów i przewalutowania kredytów walutowych. Wszystko to sprawia, że branża w dalszym ciągu jest nieco mniej atrakcyjna niż można byłoby oczekiwać. Wielkości wskaźników rynkowych wskazują na to, że te najbardziej realne atuty sektora zostały już wycenione. Wskaźniki C/Z dla banków o małej ekspozycji na ryzyko frankowe są relatywnie wysokie, podczas gdy te nim obarczone są wyraźnie niższe. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku C/WK. Co więcej, mnożniki polskich banków są wysokie na tle naszego regionu, a nawet Europy Zachodniej.

Podsumowując, perspektywy sektora bankowego są coraz bardziej obiecujące, choć wciąż obarczone istotnym ryzykiem oraz niepewnością. Wiele wskazuje na to, że dopiero w 2018 r. potencjał wzrostowy banków odzyska swój blask. Niemniej, rynek dyskontuje przyszłość, toteż warto rozważyć zwiększenie ekspozycji na ten segment rynku już w tym roku, zwłaszcza jeżeli gospodarka przyśpieszy, inflacja utrzyma wysoką dynamikę, a obawy dotyczące kredytów frankowych stracą na swojej sile. Ponadto, kluczem do sukcesu może okazać się wnikliwa selekcja w ramach całej branży.

Autor: Seweryn Masalski, MM Prime TFI

Rezygnacja z przymusowego przewalutowania kredytów frankowych jest słuszną decyzją. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom przedstawiony przez Prezydenta projekt ustawy „frankowej” nie przewiduje przymusowego dla banków przewalutowania kredytów frankowych. Natomiast na konferencji prasowej zapowiedziano działania nadzorcze mające stworzyć silniejsze bodźce dla banków, by stopniowo, w drodze indywidualnych negocjacji z kredytobiorcami, przewalutowały udzielone przez nie kredyty frankowe.

Jest to właściwe podejście, nie narażające banków na nadmierne straty i tym samym, nie stanowiące zagrożenia dla wzrostu gospodarczego Polski.

Niemniej jednak należy zauważyć, że wcześniej rozbudzone przez PiS oraz Prezydenta oczekiwania „frankowiczów” mogą sprawić, że ich istotna część będzie wstrzymywała się z przewalutowaniem, czekając na bardziej radykalne, i szkodliwe dla gospodarki, rozwiązania.

Kredyty walutowe są instrumentem ryzykownym zarówno dla kredytobiorców jak i samych banków. Zarówno banki jak i kredytobiorcy w momencie zawierania umów liczyli na dalsze umacnianie się złotego, ignorując przy tym ryzyko jego osłabienia. Sytuacja poszczególnych kredytobiorców była zróżnicowana, ale zdecydowana większość z nich znała ryzyko związane z osłabieniem się złotego lub mogła o tym ryzyku dowiedzieć się z różnych źródeł. W momencie gdy udzielano najwięcej kredytów frankowych (lata 2007-2008) w mediach toczyła się burzliwa debata wokół Rekomendacji S nadzoru bankowego, zmierzającej do ograniczenia dostępności tych kredytów. Działania nadzoru były krytykowane zarówno przez konsumentów (akcja „chcemy ryzykować”), jak i polityków (w szczególności rządzącego wówczas PiS). Dopóki klienci, którzy zaciągnęli kredyty w walutach obcych zyskiwali w porównaniu do osób zadłużonych w złotych, protestów nie było. Dopiero negatywne dla posiadaczy kredytów zmiany kursu walutowego rozpoczęły dyskusję na temat konieczności przewalutowania kredytów walutowych (więcej o genezie problemu w Komunikacie FOR z 26 II 2015).

Przewalutowanie kredytów walutowych na koszt banków byłoby niesprawiedliwe i szkodliwe dla gospodarki. Zrównanie sytuacji kredytobiorców, którzy licząc na niższe raty zaciągnęli bardziej ryzykowne kredyty walutowe z sytuacją tych, którzy wybrali droższe, ale bezpieczniejsze kredyty złotowe, byłoby niesprawiedliwe dla tej drugiej grupy osób. Przerzucenie całości kosztów przewalutowania byłoby także niebezpieczne dla stabilności polskiego sektora bankowego, a w konsekwencji, także dla gospodarki jako całości. Bez zdrowego, dobrze skapitalizowanego sektora bankowego przedsiębiorstwa mają problemy z pozyskaniem kredytów i rozwojem, co przekłada się na problemy całej gospodarki. Jak kosztowne dla gospodarki i obywateli mogą być kryzysy bankowe świadczą liczne przykłady ze świata (ostatnio m.in. z Hiszpanii, Włoch i Słowenii).

Działaniem nieodpowiedzialnym byłoby celowe doprowadzanie istotnej części sektora bankowego na krawędź bankructwa (więcej o negatywnych konsekwencjach przewalutowania kredytów walutowych na koszt banków w Komunikacie FOR z 18 III 2016).

Co więcej, jak słusznie zauważył prezes NBP, prof. Glapiński, tak jednostronne zmienianie przez ustawodawcę wcześniej zawartych umów kredytowych, mogłoby narazić Polskę na kosztowe procesy z zagranicznymi inwestorami.

W ostatecznym rachunku straty zagranicznych inwestorów mogłyby obciążyć polskiego podatnika zmuszonego do sfinansowania odszkodowań.

Dobrym kierunkiem rozwiązania problemu kredytów frankowych są zindywidualizowane negocjacje między bankami a kredytobiorcami. Sytuacja poszczególnych kredytobiorców jest zróżnicowana i trudno porównywać sytuację zamożnego obywatela, który kupuje inwestycje kilku mieszkań pod wynajem, z sytuacją osoby, której na kredyt złotowy nie było stać, ale pośrednicy finansowi naginając zasady udzielili jej kredytu frankowego, którego teraz nie jest w stanie spłacać. Jednocześnie w interesie państwa i podatników jest ograniczenie ryzyka związanego z kredytami walutowymi.

To państwo i podatnicy są ostatecznymi gwarantami systemu bankowego, mają więc prawodomagać się by nie podejmował on nadmiernego ryzyka.

Dalsze podnoszenie wag ryzyka i zwiększenie wymogów kapitałowych dla banków posiadających szczególnie duże portfele kredytów walutowych jest właściwym kierunkiem, motywującym banki do stopniowego przewalutowywania problematycznych kredytów. Dotychczas zaproponowane przez banki działania nie były wystarczająco daleko idące. Takie działania nadzoru wraz z systematycznym zmniejszaniem się wolumenu kredytów frankowych (istniejące są stopniowo spłacane, a nowe nie są
już udzielane) przybliżają usunięcie zagrożenia jakie dla gospodarki stanowią kredyty frankowe.

Najlepszą strategią rządu przyspieszającą ten proces byłoby prowadzenie odpowiedzialnej polityki makroekonomicznej (przede wszystkim: ograniczenie deficytu sektora finansów publicznych). Niestety obecnie działania rządu idą w przeciwnym kierunku, szybszego zadłużania państwa. (Patrz Komunikat FOR z 31 V 2016).

Nie budzi zasadniczych wątpliwości projekt zwrotu spreadów pobieranych przez banki przed 2011 rokiem. Jednostronne ustalanie przez banki kursu wymiany walut godziło w równość stron umowy i było często nadużywane przez banki. Oddzielnym tematem jest, czy kwestię tę należy rozwiązywać ustawowo, czy pozostawić drogę sądową. Niemniej jednak skala problemu i liczba poszkodowanych osób sprawiają, że droga ustawowa może być bardziej efektywnym rozwiązaniem.

Zagrożeniem dla obecnych propozycji Prezydenta mogą być jego wcześniejsze obietnice oraz wcześniejsze pomysły PiS. Zarówno Andrzej Duda, najpierw jako kandydat, później jako prezydent, jak i przedstawiciele PiS powtarzali hasła o przewalutowaniu kredytów po kursie z dnia zaciągnięcia. Pamiętając to, kredytobiorcy mogą nie być zainteresowani negocjacjami z bankami, czekając na kolejną, bardziej radykalną ustawę, korzystniejszą dla nich, ale szkodliwą dla gospodarki.

Z drugiej strony, banki także powinny być pod presją by w indywidualnych negocjacjach z klientami
zaoferować im lepsze warunki.

Opracowanie: Aleksander Łaszek i Rafał Trzeciakowski – Analitycy FOR

 

– rozmowa z ekspertem finansowym – Krzysztofem Oppenheim, na temat sytuacji frankowiczów oraz  o szansach na przeprowadzenie przez sejm stosownej ustawy w zakresie przewalutowania kredytów z CHF

Jest Pan niemal etatowym obrońcą frankowiczów. Dlaczego, w Pana opinii, to właśnie oni mają rację w sporze z kredytodawcami?

 Z bankowością jestem związany nieprzerwanie od 1993 roku, a od 1998 roku specjalizuję się także w kredytach denominowanych. Podstawowa, absolutnie nadrzędna zasada obowiązująca przy planowanym zadłużeniu  się w obcej walucie:  nie bierz kredytu walutowego, jeśli złotówka jest bardzo mocna. Tak było w okresie 2007  – VIII 2008 r., a szczególnie  pod koniec tego okresu, kiedy to frank momentami był tańszy niż 2 złote. To nie jest wiedza tajemna, tylko  elementarz dla każdego bankowca i to na poziomie początku nauki tej dziedziny. Porównując tę wiedzę np. do nauczania czytania w klasach wczesnoszkolnych: to jak nauka literek.

 Czyli, w Pana opinii, skok kursu franka do złotówki, który miał miejsce jesienią 2008 roku można było przewidzieć?

 W pewnym sensie – tak. Co prawda, nie było możliwe do przewidzenia, kiedy frank zacznie drożeć i w jakim tempie. Gdyby jednak wiedza bankowców na ten temat przekładała się na działanie i uczciwe doradztwo, to banki w okresie 2007-VIII 2008 namawiałyby swoich klientów „frankowych” na zmianę waluty, czyli na przejście z franka na złotówki.  Oczywiście, dodatkowo, akcja udzielania kredytów hipotecznych w tej walucie powinna być wtedy zastopowana.

Jednak było zupełnie inaczej. Banki, nawet w okresie, kiedy kurs franka wobec złotówki spadł poniżej 2 zł, nastawiały się przede wszystkim na sprzedaż kredytów w tej walucie.

 Zgadza się. To chciwość Panie redaktorze. Chciwość ponad rozsądek, co nie może mieć miejsca w przypadku „instytucji publicznego zaufania”, której naczelnym zadaniem jest dbałość o bezpieczeństwo depozytów, a nie zysk.

W okresie przed pierwszym skokowym wzrostem kursu franka (jesień 2008), na kredytach w CHF zarabiało się znacznie więcej niż na kredytach złotówkowych. W jaki sposób? Po pierwsze kredyty frankowe miały zawsze wyższe marże, po drugie banki osiągały znaczący dochód także na spreadzie, był to zysk od 5 do 13 procent!

Sprzedawanie  – i to na wielką skalę –  kredytów frankowych w okresie tak mocnej złotówki było więc ze strony banków działaniem bardzo ryzykownym oraz  skrajnie nieodpowiedzialnym . Ale kto by się tym przejmował. Przecież bankowcy nie bawili się w „gry walutowe” własnymi środkami, tylko swoich klientów.

W zaistniałej sytuacji obronę frankowiczów uznaję za swój moralny obowiązek. Wszak, nie tylko bardzo dobrze poruszam się w dziedzinie „hipotek” i kredytów walutowych, ale także jestem Polakiem. Nie mogę zaakceptować faktu, że w tym sporze, w którym po jednej stronie jest blisko 1,5 mln poszkodowanych moich rodaków, a po drugiej – kilka chciwych, nieodpowiedzialnych banków, opinie Polaków są tak bardzo podzielone.

Sprawa frankowiczów wdarła się bardzo mocno także do polityki. Czy ten problem powinien być uregulowany odgórnie, tj. poprzez stosowną ustawę?

 Nie ulega to najmniejszej wątpliwości. Tu w pełni zgadzam się z Profesorem Witoldem Modzelewskim, który kiedyś wypowiedział te słowa: „rozwiązanie problemu z kredytami w CHF to swego rodzaju test dla państwa”.  Innymi słowy, jeśli obecny rząd nie poradzi sobie ze skutecznym rozwiązaniem tego frankowego węzła gordyjskiego, za słuszne uznać należy słowa innego klasyka: „państwo polskie istnieje tylko teoretycznie”. Albo rząd reprezentuje interesy wyborców, albo zagranicznych banków, które poprzez własną, skrajną  nieodpowiedzialność wywołały tę sytuację. A teraz umywają rączki.

Poprzedni rząd zlekceważył zupełnie problemy frankowiczów. Natomiast Andrzej Duda,  w swojej kampanii wyborczej, obiecywał pechowym posiadaczom kredytów w CHF,  przewalutowanie tychże po kursie z dnia uruchomienia. I to pewnie zaważyło na wynikach wyborów.

Zarówno Bronisław Komorowski, jak i jego ugrupowanie ponieśli zasłużoną karę za zlekceważenie tragedii – bo tak można nazwać bankructwa wielu praworządnych i uczciwych polskich rodzin –  tak znaczącej ilości grupy naszych rodaków.

Sprawę frankowiczów wykorzystał w doskonałym momencie kandydujący na prezydenta RP Andrzej Duda, co z pewnością znacząco wpłynęło na wynik wyborów.  Niemniej jednak, słowo się rzekło, frankowicze czekają na realizację tej tak ważnej dla nich obietnicy wyborczej.

Jak Pan ocenia przebieg działań w tej kwestii? Czy prace zespołu ekspertów, który tworzy na zlecenie Kancelarii Prezydenta stosowny projekt ustawy, mogą przynieść oczekiwane przez frankowiczów rozwiązanie?

 Kierunek jest niby dobry: dążenie do przewalutowania toksycznych kredytów na złotówki wraz z poszukiwaniem właściwego, czyli sprawiedliwego kursu. Problem jest jednak w tym, że nazywany w pierwszej wersji projektu ustawy kurs zmiany waluty jako „kurs sprawiedliwy” jest jedynie nazwą własną. Z punktu widzenia kredytobiorców: bardziej właściwym określeniem jest nazwanie tego kursu jako „przypadkowy”. Bowiem w bardzo dziwny sposób kalkulator wylicza „kurs sprawiedliwy”. W konsekwencji część frankowiczów byłaby bardzo wygrana na tej propozycji przewalutowania, ale dla innych kredytobiorców taka zmiana wcale nie poprawi sytuacji. A przecież wszyscy pechowi nabywcy toksycznych kredytów zostali w taki sam sposób oszukani przez bankowców. Pomoc należy się więc każdemu kredytobiorcy, a nie tylko wybranej części.

W ostatnim okresie pojawił się też inny pomysł w kwestii frankowiczów, pod którym podpisało się m.in. wielu senatorów. Mam na  myśli delegalizację umów kredytowych w CHF, jako niezgodnych z prawem. Powód: abuzywność zapisów tychże umów, które można znaleźć w każdej umowie. Podążamy tu tropem głośnej opinii w tej sprawie, wydanej przez Rzecznika Finansowego. Co Pan na to?

Powiem tak: rozwiązanie to wydaje się jak najbardziej sensowne i sprawiedliwe. Albo jesteśmy państwem prawa, albo – państwem prawa banków, dającym instytucjom finansowym przywilej bycia ponad prawem.

Niemniej jednak, jest to działanie nad wyraz radykalne i nie bardzo wierzę, że uda się w ten sposób przeprowadzić przewalutowanie. To jest: przez unieważnienie wszystkich umów kredytowych w CHF.

Skąd moje obawy? Sądzę bowiem, że siła lobby bankowego oraz lament płynący z całego świata – wszak niemal wszystkie banki umoczone w toksyczne kredyty, poza PKO BP, mają właścicieli za granicą – nie pozwolą na przeprowadzenie takiej operacji.

Od początku wybuchu frankowego tsunami, czyli od „czarnego czwartku” postulowałem kompromis. Czyli przewalutowanie wszystkich kredytów w CHF na złotowe, przy zastosowaniu kursu o 20 proc. wyższego od tego, który obowiązywał w dniu uruchomienia kredytu.

Skąd wynika tak ustalony sposób przewalutowania?

Wprost z Rekomendacji S obowiązującej od 1 lipca 2006 r., autorstwa Komisji Nadzoru Finansowego. Otóż, zgodnie z treścią Rekomendacji, KNF założyła maksymalny wzrost kursu CHF do poziomu 120 proc. w stosunku do dnia uruchomienia. I o takim ryzyku kursowym został kredytobiorca poinformowany przed podjęciem decyzji o wyborze waluty zadłużenia. Identyczne założenia przyjęły także banki, przy badaniu zdolności kredytowej osób wnioskujących o kredyt we frankach. W treści opracowanego przeze mnie projektu w tym zakresie, który nazwałem „Frankopiryna 2016”,  przytoczyłem w sumie pięć oczywistych argumentów, dlaczego kredyty frankowe powinny być przewalutowane. Wszystkie, bez wyjątku.

Czy brak odpowiedniej ustawy anty-frankowej może negatywnie odbić się na notowaniach obecnego rządu?

 Moim zdaniem porażka prezydenckiego projektu dotyczącego rozwiązania problemu z kredytami frankowymi, bardzo niekorzystnie wpłynie nie tylko na wizerunek Andrzeja Dudy, ale także rządzącego ugrupowania. Skorzystać z tego może na przykład PO,  które to ugrupowanie już raz sprawę frankowiczów nie uznało za godną zainteresowania.  Zyskać głosy może wówczas także Nowoczesna, której lider z pewnością nigdy bankom nie zaszkodzi.  W tym miejscu warto przypomnieć kompromitującą wypowiedź Pana Petru, która pochodzi z wywiadu udzielonego Gazecie Wyborczej w 2014 roku. W wywiadzie tym Lider Nowoczesnej zrównał zakup kredytu frankowego, z działaniem hochsztaplera rozsławionego na całym świecie przez film Scorsese – Wilka z Wall Street. Tym samym, wprost określił nabywców toksycznych kredytów w CHF jako przestępców.

Moim zdaniem, szansę na skuteczne i sensowne rozwiązanie frankowego problemu, gnębiącego około 1,5 mln naszych rodaków, daje wyłącznie Prawo i Sprawiedliwość.  Oby to miało miejsce – oznaczać to będzie pierwszy wielki sukces w wojnie polskiego społeczeństwa przeciwko zagranicznym bankom, którą od kilkunastu miesięcy obserwujemy w mediach i w życiu publicznym.

A jak się ma do tego Brexit? Kurs franka znowu podskoczył.

 To kolejny dowód, że musimy jak najszybciej rozbroić frankową bombę. Znowu rynek walutowy będzie szaleć, nie wiemy jaka będzie relacja franka do złotówki za tydzień lub dwa, tym bardziej w perspektywie kilku lat.  W tak niepewnych czasach zamiatanie przez polityków tej sprawy pod  dywan i udawanie, że problemu z toksycznymi kredytami nie ma, świadczy o ich niekompetencji i braku odpowiedzialności.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

Krzysztof OPPENHEIM, Prezes Zarządu „Nieruchomości Boża Krówka”, ekspert finansowy od kredytów hipotecznych, restrukturyzacji zobowiązań, specjalizujący się także w oddłużaniu i upadłości konsumenckiej. Założyciel Fundacji Praw Dłużnika „Dłużnik też Człowiek”.

BIZNESTUBA – dalej BT.

Krzysztof OPPENHEIM, Prezes Zarządu „Nieruchomości Boża Krówka”(dalej KO),

ekspert finansowy od kredytów hipotecznych, restrukturyzacji zobowiązań, specjalizujący się także w oddłużaniu i upadłości konsumenckiej. Założyciel Fundacji Praw Dłużnika „Dłużnik też Człowiek”.

BT.  Jak Pan ocenia szanse na opracowanie przez rząd stosownej ustawy dotyczącej kredytów frankowych oraz wdrożenie jej w życie?

 Marnie to widzę…

Czyli nie wierzy Pan, że uda się przeforsować w sejmie propozycję Prezydenta Dudy, który proponuje przewalutowanie kredytów po tzw. kursie sprawiedliwym?

Proszę zwrócić uwagę, że od ogłoszenia projektu ustawy minęło już ponad 3 miesiące i sprawa nie ruszyła do przodu. Praktycznie ze wszystkich stron – także części kredytobiorców, którzy wpakowali się w ten toksyczny bankowy produkt –słyszymy tylko krytyczne opinie na temat prezydenckiego projektu. Ja również jestem na NIE, jeśli chodzi o ocenę tej propozycji.

Cóż się więc Panu nie podoba w przedstawionej przez prezydenta propozycji rozwiązania problemu frankowiczów?

Przede wszystkim negatywnie należy ocenić sposób przewalutowania. Zgodnie z projektem ustawy, ma to nastąpić po tzw. kursie sprawiedliwym. De facto – jest to jedynie nazwa własna, która może dobrze się sprzedawać marketingowo.  Ale już po krótkiej analizie efektów zastosowania „kursu sprawiedliwego”, łatwo wyciągnąć wniosek, że bardziej odpowiednia nazwa wyliczonego sposobu przewalutowania to „kurs przypadkowy”. Część kredytobiorców, szczególnie osoby, które wpakowały się we franki w 2008 roku będzie bardzo wygrana, natomiast kredytobiorcy z okresu 2004-2006 nie uzyskają nic na wprowadzeniu prezydenckiej ustawy, lub ich korzyści będą minimalne. Tym samym nie ma więc tumowy o sprawiedliwym rozwiązaniu.

Co dalej mają robić frankowicze?

 Wszystko zależy od sytuacji. Żadnego sensownego ruchu nie mają te osoby, których zadłużenie jest mniejsze od wartości nieruchomości oraz ich sytuacja finansowa jest na tyle dobra, że poradzą sobie ze spłatą. Nie pozostaje w tym przypadku nic innego tylko kontynuacja spłaty.

Skrajnie inna sytuacja, to brak możliwości spłaty kredytu oraz zadłużenie przekraczające wartość mieszkania. Zwykle najlepszym rozwiązaniem będzie wtedy złożenie wniosku o upadłość konsumencką. Wraz z zaprzestaniem spłaty zobowiązania: są to bowiem środki wyrzucone w błoto, bank i tak prędzej lub później wypowie umowę kredytową.

W jakich innych sytuacjach odradza Pan spłatę zobowiązania?

 Tu może posłużę się przykładem, jest to jedna ze spraw, która trafiła do mnie w ostatnim okresie. Kredytobiorcy to rodzina z dwójką nieletnich dzieci, pracuje tylko mąż i zarabia miesięcznie ok. 8000 zł/netto. Z tego obecnie aż 5000 zł pochłania spłata kredytu.

Nieruchomość, która stanowi zabezpieczenie kredytu – segment w okolicach Warszawy – warta jest obecnie nie więcej niż 550 tys. zł. Wartość zadłużenia: około 1,2 mln zł. Co zatem oznacza dalsza spłata zobowiązania? To jest tak, jakby kupić od banku nieruchomość – wartą 550 tys. zł – za kwotę 1,2 mln zł i na dodatek jeszcze płacić odsetki. Jest to działanie absurdalne pod kątem opłacalności ekonomicznej. Dodać należy, że sytuacja finansowa tej rodziny – od paru lat cała ich aktywność zawodowa i dochody podporządkowane są spłacie kredytu – spowodowała niemal rozpad małżeństwa: związek małżeński zamienił się w związek hipoteczny. Rodzina jest w rozsypce.

Poradziłem więc klientom, aby odpuścili sobie spłatę kredytu. Szczególnie, że wynajem podobnej nieruchomości to koszt na poziomie 2-2,5 tys. zł miesięcznie.

I co dalej? Przecież bank nie odpuści i będzie ścigał kredytobiorcę?

Zróbmy prostą kalkulację. Zanim bank skutecznie wypowie umowę oraz uzyska tytuł egzekucyjny może upłynąć nawet 2 lata. W tym czasie w kieszeni kredytobiorcy zostanie kwota 24 razy 5 tys. zł, czyli 120 tys. zł. Potem wystarczy złożyć wniosek o upadłość konsumencką, więc nie dojdzie do egzekucji z udziałem komornika. Sprzedażą domu zajmie się wyznaczony przez sąd – syndyk, z kwoty sprzedaży upadły uzyska jeszcze spory zastrzyk gotówki: będzie to kwota stanowiąca równowartość kosztów najmu podobnej nieruchomości na okres od 12 do 24 miesięcy. Wszystkie te działania są w pełni zgodne z obowiązującym prawem.

Czy doradzając w ten sposób frankowiczom, nie działa Pan w sposób niemoralny? Przecież bank w ten sposób poniesie znaczące straty.

Kredyty frankowe to zaprzeczenie wszelkich zasad bezpieczeństwa, których to podstawą jest działanie każdego banku. Mam na uwadze zarówno bezpieczeństwo depozytów, jak również bezpieczeństwo finansowe kredytobiorców, którym przez kilka lat wciskano – bez opamiętania – kredyty w szwajcarskiej walucie. Cała wina za ten stan rzeczy leży po stronie danego banku, a nie klienta. Jest to klasyczna odpowiedzialność producenta za wady fabryczne towaru. Wracając do kwestii moralności: w opisanej sytuacji ucieczka od odpowiedzialności przez banki za skutki niekontrolowanej akcji sprzedaży toksycznych kredytów frankowych to skrajna niemoralność. Jedyną obroną przed takim działaniem jest przyjęcie taktyki wroga. Inaczej nas zniszczy.

Czyli postuluje Pan działanie na zasadzie: jak bank Kubie – tak Kuba bankowi?

Tak jest! Nie martwmy się zatem o finanse banku, który prawie zrujnował nasze życie.

Krzysztof OPPENHEIM

Nieruchomości Boża Krówka

BIZNES TUBA – dalej BT.

Krzysztof OPPENHEIM, Prezes Zarządu „Nieruchomości Boża Krówka”  (dalej KO), ekspert finansowy od kredytów hipotecznych, restrukturyzacji i upadłości konsumenckiej.

BT.  Banki listy piszą … A konkretnie zagraniczni właściciele banków, w tym między innymi Banku BPH i mBanku, którzy w swoich listach do polskich władz protestują przeciwko ustawie o przewalutowaniu kredytów, grożąc procesem o odszkodowanie. Co Pan na to?

KO. Nie po raz pierwszy przekonujemy się, że bezczelność i arogancja banków, które wypuściły na rynek ponad 700 tys. toksycznych kredytów w CHF, nie ma granic. Najbardziej zbulwersował mnie fakt, że jednym z oponentów był wiceprezes koncernu General Electric, który jest właścicielem Banku BPH.

BT. Nie przepada Pan za tym bankiem?

KO. Właściciel Banku BPH zgłasza swoje uwagi do polskich władz, że Polacy są nie w porządku wobec tej instytucji. Nieprawdopodobny tupet. W szczególności, że Bank BPH znany jest na rynku z najbardziej bezwzględnego podejścia do kredytobiorców frankowych, którym powinęła    się noga. Między innymi uwikłany jest w aferę wypowiadania „zdrowych” umów kredytów hipotecznych.

BT. Co to była za afera?

KO. Bank BPH znalazł sobie świetny sposób na zwiększenie dochodowości z kredytów w CHF. Jak tylko klient wykazywał opóźnienia w spłacie, np. zalegał 2-3 raty, bank wypowiadał taką umowę i nie zgadzał się na restrukturyzację. Także w sytuacji, kiedy problemy ze spłatą zobowiązania były chwilowe, dlatego też mówimy o wypowiadaniu „zdrowych” umów kredytowych.

BT. Jaką zatem bank miał korzyść z takiego działania?

KO. Jak to mawiał kiedyś klasyk: „Kasa, Misiu. Kasa!” Po wypowiedzeniu umowy bank mógł naliczać odsetki karne (przed kilku laty było to nawet ponad 20 proc. w skali roku), a potem – ustawowe, czyli 13 proc. Zysk na odsetkach był naprawdę warty grzechu: kredyt frankowy przed wypowiedzeniem umowy był oprocentowany na poziomie od 1.6 do 2,5 procent w skali roku. Oczywiście bank mógł doliczać do salda także regulaminowe kary oraz przewalutować kredyt na złotówki po kursie wedle własnego uznania. Efektem ubocznym było zniszczenie życia kredytobiorcy     i jego rodziny. Ten barbarzyński proceder został opisany w mediach, m.in. w tygodniku WPROST ukazała się publikacja pt. „Hodowcy kredytów”.  Ale nikomu za to nie spadł włos z głowy, a bank ten dalej posługuje się mottem „BPH – po prostu fair”, organizując przy tym – od kilku lat – konkurs „Zwykły bohater”. Co to za akcja? Ten wielkoduszny bank „nagradza ludzi niezwykłych, którzy zachowali się fair, wykazali się inicjatywą albo odwagą   w niesieniu pomocy innym” – jak czytamy na www.bph.sa.

BT. Rozumiem, że nie jest to jedyny, znany Panu przypadek łamania prawa przez zagraniczne instytucje finansowe?

KO. Łamanie prawa przez banki obserwuję nagminnie. Problem jest w tym, że my pozwalamy na takie traktowanie naszych rodaków przez zagraniczne banki. W konsekwencji instytucje te tak się rozpanoszyły, że powalają sobie na krytykę działania polskiego rządu. No bo jak to być może, że sejm Rzeczpospolitej Polskiej, zamiast bronić interesów chciwych, zagranicznych banków, próbuje ratować swoich obywateli przed bankructwem?

BT. Wróćmy zatem do tematu kredytów frankowych. Jakie według Pana będą dalsze losy ustawy przegłosowanej przez Sejm 5 sierpnia br.?

KO. Ustawa w obecnej formie na pewno się w senacie nie ostanie. W pewnym sensie to i dobrze: pod względem merytorycznym jest to kompletny bubel, stworzony przez grupę posłów, niemających pojęcia o bankowości hipotecznej.

BT. Co zatem ustawodawca powinien zrobić, aby problem frankowych kredytów rozwiązać?

KO. Nie bawić się w wymyślanie – spod małego palca – absurdalnych projektów, tylko oddać sprawę w ręce bezstronnych fachowców. Nie da się uciec od określenia odpowiedzialności za zaistniałą sytuację, wymaga to między innymi z zasady sprawiedliwości społecznej, która powinna obowiązywać w każdym cywilizowanym kraju.

BT. Winne są zatem przede wszystkim banki?

KO. Oczywiście. Oto przed ponad 10-laty nasi żądni zysków bankowcy wypuścili na rynek super kredyt w CHF własnej produkcji. Największa jazda bez trzymanki to jednak okres 2007- VI 2008, kiedy frank był wyjątkowo tani wobec PLN: momentami kurs tej waluty spadał poniżej 2 zł, co jednak w żaden sposób nie powstrzymało banków przed umasowieniem sprzedaży tego produktu. Na dodatek można było otrzymać kredyt nawet na 130 proc. wartości nieruchomości. Jeśli mamy na względzie absolutnie najważniejszą zasadę działania banków na całym świecie – dbałość o bezpieczeństwo depozytów – za „rozkręcenie”  akcji kredytów w CHF zarząd danego banku powinien ponieść stosowne konsekwencje. Było to bowiem świadome narażanie kredytodawcy na znaczącą szkodę, właśnie poprzez produkcję i sprzedaż bez żadnych ograniczeń wyjątkowo ryzykownych „towarów”, jakim niewątpliwie były kredyty w CHF.

BT. Czy zatem postuluje Pan, aby przewalutować wszystkie kredyty frankowe po kursie z dnia uruchomienia?

KO. Na ten temat wielokrotnie się wypowiadałem. Absolutnie oczywiste jest, że przewalutowanie kredytów jest konieczne. Zastosowałbym kurs o 20 proc. wyższy, niż ten, który obowiązywał przy zawarciu umowy. Szczegółowo tę kwestię wyjaśniam w moim projekcie „Frankopiryna – czyli lek na franka”, który łatwo znaleźć w Internecie.

BT. Czy ten koszmar dla frankowiczów może się zakończyć kiedyś sukcesem? Przecież kurs franka może podskoczyć po raz kolejny niemal w dowolnym momencie, na dodatek – wzrost kursu może być znowu znaczący.

KO. Szczerze powiedziawszy – marne są na to szanse. Z ostatnich miesięcy widać gołym okiem, jak wielka jest siła lobbingu bankowego w Polsce. Nie jestem do końca przekonany, że coś się zmieni po wyborach. W świetle zdarzeń z ostatnich miesięcy widać, jak katastrofalnym błędem była sprzedaż banków zagranicznym inwestorom. Jest to tak samo „dobry” pomysł, jak sprywatyzowanie sądów i wymiaru sprawiedliwości. Wtedy za kradzież ołówka sędzia mógłby dowalić oskarżonemu nawet 100 tys. zł grzywny. Na szczęście „Plan Balcerowicza”, który niegdyś był uważany za cud gospodarczy i chwalony pod niebiosa,  nie poszedł aż tak daleko. Aby faktycznie nastąpiły istotne zmiany oraz doszło do uregulowania relacji na linii bank – klient, niezbędna jest repolonizacja banków.

 

 

 

Dzisiaj senatorowie z komisji budżetu i finansów zajmą się tzw. ustawą frankową. Konfederacja Lewiatan uważa, że w kształcie uchwalonym przez Sejm powinna być zmieniona. Kontrowersje budzi przerzucenie na banki 90 proc. kosztów przewalutowania kredytów czy poszerzenie liczby osób, które mogą skorzystać z ustawy przez podwyższenie powierzchni mieszkania lub domu na zakup których zaciągnięto kredyt.

W ocenie Konfederacji Lewiatan wątpliwości budzi usunięcie z ustawy, w trakcie prac w Sejmie, przesłanki wykorzystywania nieruchomości na zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych – to powoduje możliwość restrukturyzacji również tych kredytów, które takiemu celowi nie służą. Wprawdzie pozostał wymóg braku „posiadania” innego lokalu mieszkalnego ani innego domu jednorodzinnego, ale złagodzony przez wyłączenie tych nieruchomości, które zostały nabyte w drodze spadku po dniu zaciągnięcia kredytu podlegającego restrukturyzacji. To także może budzić wątpliwości, tym bardziej, że spadek można przyjąć, ale można też odrzucić. Wydaje się, że osłabia to cel, jakim w założeniu miała być pomoc osobom, które znalazły się w trudnej sytuacji w związku z gwałtownym umocnieniem się kursu franka.

Ustawa w kształcie uchwalonym przez Sejm zbytnio poszerza także krąg osób, których kredyty kwalifikują się do restrukturyzacji poprzez podwyższenie progu dotyczącego powierzchni użytkowej nieruchomości do 100 m2 dla lokalu mieszkalnego i 150 m2 dla domu jednorodzinnego.

Ustawa podwyższa także udział banków w kosztach przewalutowania kredytów do 90 proc. Niezależnie od bardzo negatywnego wpływu tego zapisu na wyniki finansowe banków, byłaby to dodatkowa zachęta do składania wniosków o restrukturyzację, co przełożyłoby się na gwałtowny wzrost ich liczby.

źródło: Konfederacja Lewiatan

 

Jeśli w tzw. ustawie frankowej Senat utrzyma obecny zapis mówiący, że banki ponoszą 90% kosztów przewalutowania, to powinien również uszczegółowić ustalenia mówiące o podziale kredytu na dwie części. Z wyliczeń Expandera wynika bowiem, że przy tak wysokim umorzeniu, w niektórych przypadkach dodatkowy (niezabezpieczony) kredyt może mieć wartość ujemną. Ustawa nie mówi jednak, co w takiej sytuacji należy zrobić. Ponadto w ustawie jest błędny zapis mówiący, że banki przeliczały raty po kursie kupna, a nie, jak było w rzeczywistości, po kursie sprzedaży.

Już niedługo Senat zajmie się uchwaloną przez Sejm tzw. ustawą frankową. To od senatorów będzie zależało, czy pozostanie w niej zapis mówiący, że aż 90% kosztów przewalutowania poniosą banki. Jeśli nie zostanie przywrócona poprzednia wersja ustawy, to w wyniku wprowadzenia korzystnych dla kredytobiorców zmian, w zapisach pojawi się luka wymagająca  uregulowania. Ustawa mówi bowiem, że kredyt frankowy po przewalutowaniu zamieni się w dwa nowe kredyty. Nie stwierdza jednak, co należy zrobić jeśli jeden z nich (kredyt niezabezpieczony) okaże się kwotą ujemną. Nie zostało to określone prawdopodobnie dlatego, że w pierwotnym wariancie (umorzenie na poziomie 50%) taka sytuacja się nie zdarzała. Stała się jednak możliwa w momencie, gdy znacznie wzrósł parametr umorzenia (z 50% do 90%), a co za tym idzie, spadła kwota kosztów, które musi ponieść kredytobiorca.

Kredyt dodatkowy (niezabezpieczony) może stać się ujemny ponieważ jednym z jego składników jest różnica w wysokości zapłaconych rat. Ta kwota w poszczególnych może być mniejsza lub większa od zera. To jednak nie stanowi jeszcze problemu. Pojawia się on dopiero, gdy jest to wartość tak bardzo ujemna, że powoduje obniżkę łącznej sumy kredytu niezabezpieczonego poniżej zera. Do takiej sytuacji może dojść np. przy kredytach we frankach zaciągniętych po kursie zbliżonym do 2 zł z okresem kredytowania poniżej 25 lat.

W przypadku kredytu frankowego na kwotę 300 000 zł na 20 lat uruchomionego na początku sierpnia 2008 r. suma rat jest aż o 41 000 zł wyższa niż kredytu w złotych. Jednocześnie po umorzeniu 90% narosłego długu, jego wysokość  spadnie do poziomu nieco ponad 18 000 zł. Po zsumowaniu tych dwóch wartości okazuje się, że kredyt niezabezpieczony wynosi -23 000 zł. Nie wiadomo jednak, czy kwota ta powinna zostać wypłacona kredytobiorcy czy pomniejszyć kredyt zabezpieczony. Możliwe jest też mniej korzystne dla kredytobiorców podejście – przyjęcie, że w takiej sytuacji kredyt niezabezpieczony jest równy zeru. Takie rozwiązanie byłoby jednak niesprawiedliwe. Cześć kredytobiorców odzyskiwałoby bowiem pieniądze w sytuacji, gdy ich raty były w sumie wyższe niż kredytu w złotych. Inni musieliby się natomiast pogodzić z utratą wpłaconych pieniędzy.

Co stanie się z kredytem walutowym po preferencyjnym przewalutowaniu

co_stanie_sie_z_kredytem_walutowym_po_preferencyjnym_przewalutowaniu

Niezależnie od tego, jaki będzie ostateczny parametr umorzenia, w ustawie pozostanie jeszcze jeden zapis wymagający zmiany. Mówi ona, że do przeliczania rat na walutę kredytu banki stosują kurs kupna. Tymczasem wszystkie banki wykorzystują do tego celu kurs sprzedaży. Pozostawienie obecnego sformułowania oznaczałoby, że wszystkie zapłacone dotychczas raty trzeba byłoby przeliczyć po kursie kupna NBP. To byłoby jednak niekorzystne dla osób korzystających z przewalutowania. Spowodowałoby bowiem, że w wyliczeniach uwzględniono by, że ich raty były znacznie niższe niż w rzeczywistości.

 

autor: Jarosław Sadowski, główny analityk firmy Expander

 

Eksperci

Dane makroekonomiczne – wolniejszy wzrost przy rosnących cenach

Styczniowe dane z polskiej gospodarki wpisały się w oczekiwania co do wolniejszego wzrostu w całym 2...

Startupy – czy mogą rozwijać się samodzielnie?

Jakie są potrzeby młodych, dynamicznie rozwijających się firm? Czy są w stanie rozwinąć się bez pomo...

Lokata 10 tysięcy to mniej niż 100 złotych odsetek!

98 złotych - tyle w ciągu roku zarobi ktoś, kto powierzył bankowi 10 tysięcy złotych zakładając prze...

Co czeka branżę Consumer Finance? Prognoza 2020

Początek nowej dekady będzie dla branży pożyczkowej pełen wyzwań. Katarzyna Jóźwik, Dyrektor General...

Polacy puszczają z dymem 105 tysięcy mieszkań rocznie

W bieżącym roku Polacy wydadzą na wyroby tytoniowe około 28 miliardy złotych – wynika z szacunków HR...

AKTUALNOŚCI

Koronawirus – co jeszcze musisz wiedzieć?

Podstawowe środki ochronne przeciwko nowemu koronawirusowi wywołującemu chorobę COVID-19. https://yo...

Volkswageny czy ople? Jakie auta wolą Polki?

Volkswageny czy ople? Jakie auta wolą Polki? Na te pytania odpowiedź wskazuje raport przygotowany na...

Polski samochód elektryczny, czyli rewolucja mobilności

Polski samochód elektryczny, czyli rewolucja mobilności staje się faktem. Na co dzień obserwujemy co...

Ładowarki – Inspekcja Handlowa kwestionuje aż 1/3 z nich

Ładowarki - oto najczęstsze zastrzeżenia Inspekcji. Brak odporności na temperaturę oraz dostęp do cz...

Wybory w USA – kto zostanie prezydentem?

Wybory w USA wzbudzają szerokie zainteresowanie opinii publicznej na całym świecie. To, kto zostanie...

Koronawirus – co jeszcze musisz wiedzieć?

Podstawowe środki ochronne przeciwko nowemu koronawirusowi wywołującemu chorobę COVID-19. https://yo...

Opakowanie ma znaczenie. Czyli co nas przyciąga

Opakowanie ma znaczenie co widać chociażby po pieniądzach na tym rynku. Wartość światowego rynku opa...

Volkswageny czy ople? Jakie auta wolą Polki?

Volkswageny czy ople? Jakie auta wolą Polki? Na te pytania odpowiedź wskazuje raport przygotowany na...

Polski samochód elektryczny, czyli rewolucja mobilności

Polski samochód elektryczny, czyli rewolucja mobilności staje się faktem. Na co dzień obserwujemy co...

Kobieta w sieci stereotypów – badanie

Mogłoby się zdawać, że słowa popularnej piosenki Ada to nie wypada, nie mają zastosowania w dzisiejs...