sobota, Październik 19, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "notowania giełdowe"

notowania giełdowe

Black Friday przede wszystkim kojarzy się z szaleństwem zakupowym i cenowymi okazjami na półkach sklepów wielkopowierzchniowych. Choć promocje trwają tylko chwilę, same wyniki sprzedaży sklepów w Black Friday mogą również pośrednio nadać ton klimatowi na giełdzie.

Rynek akcji ma problem z połączeniem słowa „black” z dniem tygodnia. Czarny Czwartek 24 października 1929 r. rozpoczął krach na Wall Street (w pierwszej fali zakończony Czarnym Wtorkiem 29 października), który zapoczątkował Wielki Kryzys. Szczęśliwie nazwa Black Friday według najbardziej popularnej teorii wzięła się z szansy na poprawę sytuacji finansowej sklepów z zapisywanej w bilansie na czerwono straty w odnotowywany na czarno zysk.

Do końca ubiegłego wieku utrwaliła się doroczna tradycja szturmowania sklepów w dzień po Święcie Dziękczynienia w poszukiwaniu atrakcyjnych okazji, głównie sprzętu elektronicznego. Jednak pod koniec pierwszej dekady XXI w. blask Black Friday przygasł w związku z trwającą recesją (Wielki Kryzys Finansowy), ale też rozszerzeniem „święta konsumentów” na Cyber Monday – dzień z wyprzedażami w sklepach internetowych. Popularyzacja e-commerce oraz możliwość zakupów w zaciszu własnego domu rozleniwiła konsumentów, zniechęcając do wystawania w długich kolejkach pod drzwiami sklepów. Z czasem „efekt Black Friday” został rozciągnięty na wcześniejsze tygodnie listopada i to niezależnie, czy w danym kraju obchodzi się Święto Dziękczynienia, czy nie.

Dla rynku kapitałowego Black Friday nie jest jednoznacznym impulsem do zakupowego szału. Na najważniejszym rynku giełdowym świata, Wall Street, piątkowa sesja jest skrócona o połowę, aby pracownicy biur maklerskich i funduszy mogli wcześniej zjechać od domów na świąteczny weekend. Perspektywa długiego weekendu dodatkowo sprawia, że aktywność inwestorów w piątek jest mniejsza. Podwyższone obroty rynek notuje w dniach poprzedzających Święto Dziękczynienia, kiedy inwestorzy są bardziej skłonni spieniężać zyski, by bezstresowo spędzać czas na rodzinnym biesiadowaniu lub wystawaniu w kolejkach do sklepów. Choć świąteczna przerwa odnosi się tylko do USA, dżentelmeńska umowa między Nowym Jorkiem a Londynem, centrum finansowym Starego Kontynentu, wpływa na zmniejszoną aktywność na europejskich giełdach. W ostatnich 8 latach średnie dzienne obroty w Black Friday w segmencie blue chipów w Londynie, Frankfurcie czy Warszawie były średnio o 19-24 proc. poniżej średniej za cały listopad.

Pomimo tego Black Friday nie jest całkowicie do zignorowania przez inwestorów giełdowych. Wielu detalistów jest notowanych na giełdzie i ich wyniki sprzedażowe mogą silnie rzutować na decyzje o zakupie ich akcji. Na Wall Street najuważniej śledzone są wyniki Amazon, Walmart, Best Buy czy Target (w Polsce niestety nie ma spółek, które chwalą się wynikami sprzedaży). Dobra sprzedaż w okresie świątecznym może być ważnym prognostykiem kondycji konsumentów i nastrojów panujących wśród gospodarstw domowych, co może przełożyć się na silne wyniki w całym sezonie zakupowym aż do świąt Bożego Narodzenia. Przyspieszenie sprzedaży detalicznej oznacza wzmocnienie wzrostu PKB, a to fundament wzrostu indeksów giełdowych. W tym kontekście sygnały z Black Friday mogą być wskaźnikiem wyprzedzającym dla całego rynku akcji.

To jednak przede wszystkim teoria silniej zagnieżdżona w finansach behawioralnych niż znajdująca potwierdzenie w twardych danych statystycznych. Badania ostatnich lat wskazują brak korelacji między wynikami sprzedaży w Black Friday, a zachowaniem rynku akcji od Święta Dziękczynienia do końca roku. Rozwodnienie promocji sklepowych na większą liczbę dni i sprzedaż internetowa dodatkowo utrudnia ocenę nastrojów konsumentów. Inwestorzy na rynku akcji muszą brać pod uwagę szereg innych czynników, czasami znaczących więcej niż długość kolejki do sklepu z elektroniką.

Efekt psychologiczny Black Friday jest jednak niezaprzeczalny. Jeśli konsumenci pozbawieni są trosk na tyle, by ich głównym dylematem była liczba cali w nowym telewizorze, tak samo inwestorzy mogą mieć przekonanie, że grudzień może być pomyślny dla rynku akcji. Niewiele trzeba, aby konsekwencją udanego dla sprzedawców Black Friday był rajd św. Mikołaja, czyli grudniowy wzrost kursów akcji spółek, dyktowany podbudowaniem wyników przez fundusze inwestycyjne na koniec roku oraz pościgiem inwestorów do zbudowania atrakcyjnego portfela w przygotowaniu na ponoworoczną hossę.

Autor: Konrad Białas, Główny Ekonomista TMS Brokers

 

W ostatnich dniach nastroje na giełdowych parkietach zauważalnie się poprawiły. Na dalszy plan odsunięty został konflikt handlowy pomiędzy USA a Chinami, który pozostaje żywy, ale przynajmniej na chwilę obecną jest wyraźnie mniej „medialny” niż wcześniej. Na pierwszy plan wysuwają się wyniki amerykańskich spółek, których zyski w I kw. mają wzrosnąć średnio o 18,6%, co byłoby najlepszym rezultatem od siedmiu lat. Jeżeli dodamy do tego niepisaną zasadę związaną z nagminnym przekraczaniem oczekiwań, to niemalże z góry założyć można, że ubiegły kwartał dla amerykańskich spółek był bardzo udany, na co oczywiście wpływ miał jednorazowy efekt związany z obniżką podatków. Inwestorzy mają świadomość, że powtarzalność takiej dynamiki jest wykluczona, ale przy zderzeniu z niższymi rynkowymi wycenami i minorowymi nastrojami zapewnia ona wzrostowe pole manewru, które jest realizowane zarówno na Wall Street, jak i na głównych parkietach Europy Zachodniej. Na tym tle gorzej radzi sobie warszawski parkiet. Owszem, udało się oddalić od minimów z przełomu marca i kwietnia, ale w tym tygodniu pozytywna tendencja uległa zatrzymaniu. Słabszemu zachowaniu towarzyszy niewielka skala aktywności inwestorów oraz podobnie rozczarowujące zachowanie małych bądź średnich spółek. Jeżeli dodamy do tego budzącą podobny niedosyt postawę giełd regionu oraz całego spektrum rynków wschodzących, to za przyczynę takiego zachowania uznać należy brak zainteresowania kapitału globalnego inwestycją na tak hołubionych w minionym roku rynkach wschodzących. Najlepiej prezentują się rynki bazowe z największą inwestycyjną bazą. Jeżeli dodamy do tego lokalny problem w postaci braku napływów do funduszy agresywnych, to wynikiem jest takie, a nie inne zachowanie rynku szerokiego. Dobrym tego przykładem są nowe minima indeksu cenowego całego rynku, który po krótkim przerywniku z początku roku powrócił do wielomiesięcznej spadkowej tendencji i już w marcu zszedł poniżej minimów z poprzedniego roku. Tym samym GPW nadal cierpi na deficyt kapitału. Potencjalni krajowi jego dostawy są na chwilę obecną bardziej zainteresowani rynkiem nieruchomości czy bezpiecznymi alternatywami dla niskooprocentowych lokat. Z kolei zagraniczni inwestorzy wydają się aktualnie koncentrować na bazowych rynkach rozwiniętych, które zapewniają większą płynność obrotu. To samo w sobie jest symptomem wciąż obecnej w systemie awersji ryzyka. Na poziomie lokalnym dodatkowym tego symptomem jest dobre zachowanie złotego, czyli najpłynniejszej waluty regionu. Tym samym powrót apetytu na ryzyko jak na razie realizowany jest selektywnie poprzez najbezpieczniejsze i najpłynniejsze formy, z których w razie czego można się relatywnie szybko wycofać. Wraz z upływem czasu to się oczywiście może zmienić, z potencjalną korzyścią dla GPW.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

Ostatnie dni przyniosły nie tylko informacje o wstrząsających i krwawych wydarzeniach z Niemiec czy Turcji, ale także kolejną falę destabilizacji politycznej na naszym podwórku. Kryzys sejmowy dla jednej strony jest niczym innym jak buntem opozycji, która próbuje odzyskać utraconą władzę, dla drugiej strony sporu, konflikt jest rezultatem nieodpowiedzialnych rządów PiS, które naruszają zasady demokracji. W tym miejscu pojawia się pytanie o rację, która jak to zwykle bywa znajduje się zapewne po środku. Inwestorzy, którym w przeciwieństwie do polityków udzielił się już świąteczny klimat, tym razem nie wydają się zbytnio przejmować waśniami władzy. W efekcie warszawski parkiet, a zwłaszcza najbardziej wrażliwy na ryzyko polityczne indeks WIG20, pozostaje odporny na to, co dzieje się w naszej polityce.
Po ośmiu latach względnie stabilnej władzy PO – PSL nadeszła zmiana, a wraz z nią wzrost niepewności. Niepokoje zostały spotęgowane przez szereg kolejnych sporów i kontrowersyjnych decyzji politycznych, które zostały dostrzeżone również przez inwestorów zagranicznych. Problemy wewnętrzne zostały dodatkowo zaognione przez globalne czynniki ryzyka np. Brexit, czy też wybory prezydenckie w Stanach. Konsekwencje musiały być dotkliwe – wzrost globalnej awersji do ryzyka oraz wyraźne pogorszenie sentymentu rynkowego, których ofiarą okazały się polskie aktywa. Niemniej w grudniu, który przyniósł intensyfikacje niepokojów politycznych, warszawski parkiet radzi sobie co najmniej przyzwoicie. Co więcej, rynek odnotował wyraźny wzrost wolumenu obrotów, który wskazuje na wzmożone zaangażowanie inwestorów zagranicznych. Co zatem spowodowało poprawę nastrojów rynkowych?
Jedna dobra odpowiedź na to pytanie nie istnieje. Niewykluczone, że po ponad roku działania ,,dobrej zmiany” inwestorzy zdążyli zaakceptować wzmożone ryzyko polityczne, które de facto jest nieodzownym elementem rynków emerging markets. Warto jednak podkreślić, że polska gospodarka jest zaliczana raczej do grona ,,converging economies”, toteż inwestorom było nieco trudniej zaakceptować nowe realia. W rezultacie obecne zamieszanie w sejmie być może nie jest postrzegane jako nadmiernie niebezpieczne. W rzeczywistości bowiem trudno porównywać polski kryzys polityczny z tym, który ma miejsce w Turcji – konsekwencje nieudanej próby puczu zbierają swoje żniwo aż do tej pory, zarówno w sferze gospodarczej, politycznej, jak i społecznej. Tymczasem w Polsce sytuacja z całą pewnością jest niepokojąca, jednakże wciąż daleka od ekstremalności.
Tym niemniej polska gospodarka, warszawska giełda, inwestorzy zagraniczni, a przede wszystkim Polacy potrzebują stabilności politycznej. Póki co rynek jest spokojny, jednak prędzej czy później, jeżeli sytuacja nie ulegnie poprawie, agencje ratingowe po raz kolejny mogą nieco uważniej zainteresować się sytuacją nad Wisłą. Ich decyzje, chociaż nierzadko kwestionowane, mają spory wpływ na rynek oraz na jego poglądy dotyczące ocenianego podmiotu. Kolejne ostrzeżenia, a tym bardziej ewentualne negatywne rewizje polskiej wiarygodności kredytowej nie są potrzebne ani GPW w Warszawie, ani naszej gospodarce, która pomimo bardzo dobrych danych na temat sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej znajduje się w wyraźnym spowolnieniu.
Póki co szanse na rozwiązanie politycznego pata wydają się nikłe. Obie strony konfliktu są zdeterminowane i nieustępliwe. Co więcej, według najnowszych doniesień protesty będą trwać nawet podczas świąt Bożego Narodzenia. Mimo wszystko nadchodzące, świąteczne dni powinny nieco ostudzić gorące emocje. To nie zmienia faktu, że zapewne powrócą one wraz z początkiem nowego roku, a przyniesie on przecież kolejne publikacje przeglądu polskiego ratingu kredytowego. Być może inwestorzy, zwłaszcza Ci zagraniczni, tymczasowo zaakceptowali obecny stan rzeczy, jednakże ewentualne negatywne decyzje dotyczące polskiego ratingu kredytowego pogorszą atrakcyjność inwestycyjną naszego państwa, której dotychczasowa opinia została mocno nadszarpnięta – głównie z powodu polityków. Nie zapominajmy, że stabilność polityczna jest niezbędna nie tylko w kontekście sentymentu rynkowego, ale również w kwestii rozwoju polskiego rynku kapitałowego, który od 2013 r. wyraźnie wyhamował.
Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Robert Burdach, zarządzający funduszami akcji Union Investment TFI, ocenia szansę na kontynuację hossy na warszawskiej giełdzie w 2017 roku.
Odkąd wiemy, kto będzie nowym prezydentem USA, na światowych rynkach akcji zapanowały optymistyczne nastroje. W Polsce od kilku tygodni szczególnie dobrze radzi sobie indeks WIG20, ale również banki notowane w indeksie mWIG40 odrobiły część tegorocznych spadków. Warto dodać, że najlepsze fundusze akcyjne, które inwestują na warszawskiej giełdzie, wypracowały w tym roku dwucyfrowe stopy zwrotu. I co ważne – nie ma przesłanek za tym, żeby sytuacja na GPW miała gwałtownie się pogorszyć. Oczywiście przy założeniu, że ryzyko polityczne w Polsce nie będzie się zwiększało.
W scenariuszu bazowym zakładamy, że OFE przekażą do Funduszu Rezerwy Demograficznej 25% swoich aktywów, a reszta środków zgromadzona w II filarze pozostanie na rynku kapitałowym. W takim przypadku trend obserwowany na polskim rynku akcji może być kontynuowany. Rzecz jasna, że im lepsza będzie końcówka tego roku, tym bardziej zmniejszy się potencjał wzrostowy przyszłym w roku.
Widzimy dużą szansę na to, że w 2017 roku warszawska giełda w końcu zacznie zachowywać się porównywalnie do rynków zagranicznych. Byłby to duży zwrot w porównaniu do lat ubiegłych, kiedy WIG wykazywał wyraźną słabość w stosunku do niemieckiego indeksu DAX czy amerykańskiego S&P500. To jak najbardziej możliwe, bo ceny akcji wielu polskich spółek wciąż są relatywnie niskie i istnieje przestrzeń do wzrostów na GPW. Skłaniamy się jednocześnie ku poglądowi, że w nachodzącym roku „misie” mogą nie być już tak silne na tle spółek z WIG20.

Blokowanie sali plenarnej przez opozycję, protesty przed Sejmem i wzajemne oskarżanie się polityków nie robią wrażenia na inwestorach. Giełda praktycznie nie zareagowała na kryzys, z którym mamy do czynienia.
– Jeżeli spojrzymy na poniedziałkowe zachowanie to, co prawda giełda lekko traci, ale można powiedzieć, że jest to spójne z tym, co obserwujemy za granicami naszego kraju. Złoty otworzył się nieco słabiej, niż był notowany w czasie zamknięcia w piątek, ale można powiedzieć, że odrobił straty. Także reakcja jest kosmetyczna, jeżeli w ogóle jest. Jeżeli chodzi o polskie aktywa tutaj dużo już jest w cenach – mówi Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ.
Jak ocenia analityk inwestorzy muszą liczyć się z tym, że w krajach rozwijających się ta „temperatura polityczna” jest nieco wyższa. Przykład? Kryzys konstytucyjny w Korei Południowej. – U nas można powiedzieć, że to zamieszanie jest bardziej medialne niż faktyczne. Mamy rząd, który funkcjonuje i ma, jak się wydaje, stabilną większość w parlamencie. Trzeba tutaj pamiętać, że jest ten jeden niuans. Niechlubne wejście na pierwszą stronę Financial Times i Bloomberg. Obecnie nie wywołuje to większych konsekwencji – dodaje Łukasz Bugaj.
Co ciekawe w poniedziałek PKN Orlen osiągnął nowe historyczne maksima.

Tomasz Matras, zastępca dyrektora inwestycyjnego ds. akcji Union Investment TFI, komentuje wpływ ostatnich wydarzeń na notowania giełdowe akcji banków.

Niedługo minie miesiąc od momentu zaprezentowania prezydenckiego projektu ustawy frankowej. Ustawy długo wyczekiwanej zarówno przez polskie banki, jak i inwestorów obecnych na GPW. Pierwsza, bardzo pozytywna reakcja inwestorów giełdowych na te zapowiedzi wygasła bardzo szybko. I wcale się temu nie dziwię. Propozycja przedstawiona przez Kancelarię Prezydenta nie zdjęła z banków największego ryzyka – konieczności przewalutowania kredytów hipotecznych denominowanych w walutach obcych. Obawy inwestorów o to, w jaki sposób ustawodawca oraz nadzór finansowy w Polsce rozwiążą ten problem, będą powracać i tym samym negatywnie wpływać na notowania spółek zgromadzonych w subindeksie WIG-Banki.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że poza zwróceniem niesłusznie naliczonych spreadów (różnica pomiędzy kursem kupna a sprzedaży walut), banki zostaną zmuszone, aby „dobrowolnie” przewalutować kredyty. Na to, że prędzej czy później problem przewalutowania kredytów będzie musiał zostać rozwiązany – poprzez jednorazowe decyzje bądź systemowo – wskazują także ostatnie wydarzenia. Uwagę zwraca m.in. istotny pogląd UOKiK wyrażony w temacie sporu jednego z banków z frankowiczami oraz orzeczenie polskiego sądu nakazujące innemu bankowi oddanie kredytobiorcy pieniędzy nadpłaconych w ratach kredytu frankowego wraz z odsetkami. Przewalutowanie kredytów walutowych będzie oznaczało dla banków znaczące koszty.

Poza bankami słabszy okres przeżywają także spółki z indeksu WIG20. Na tym tle dużo lepiej prezentują się małe i średnie spółki. Bardzo wiele z nich zaprezentowało niezłe wyniki finansowe za II kwartał 2016 r. Kilka, m.in. AmRest, Kęty czy UNIWHEELS, wyróżniło się zdecydowanie na plus. Patrząc całościowo, wyceny spółek z indeksów mWIG40 i sWIG80 nie są już niskie. Mimo to wciąż da się zbudować portfel złożony z akcji „misiów”, który do końca roku może przynieść przyzwoitą, dodatnią stopę zwrotu.

 

Były wielkie spadki i szok na rynku giełdowym oraz finansowym – wynik referendum w Wielkiej Brytanii wywołał poruszenie na całym świecie i spowodował straty dla wielu inwestorów. Teraz sytuacja się uspokoiła, ale nadal inwestorzy mogą czuć obawy o to, co stanie się dalej. Są też tacy, którzy na Brexicie zarobili. To osoby, które zainwestowały w złoto. Czy trend się utrzyma?

– Dzisiaj mamy więcej pytań dotyczących tego jak będzie wyglądał świat po Brexicie niż przed samym referendum, którego efektu myślę, że niewielu się spodziewało. Inwestorzy zastanawiają się, jak będzie wyglądała sytuacja na rynku giełd, walut w najbliższych miesiącach i latach – mówi newsrm.tv Robert Śniegocki, wiceprezes Mennicy Wrocławskiej, Grupa Goldenmark.

Ciekawe zjawisko miało miejsce na rynku złota. Decyzja o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej wzmocniła notowania kruszcu. – Kolejny raz potwierdziła się teza mówiąca, że złoto doskonale sprawdza się w czasach niepewności i niepokojów. Cena uncji przekroczyła 1300 dolarów –dodaje Robert Śniegocki.

Co będzie dalej i czy złoto może jeszcze zyskiwać? Jak zauważa ekspert cały czas jesteśmy w okresie dość dużej niepewności. Na to jak będzie się kształtowała cena złota na rynku wpływ będzie miało wiele czynników m.in. jaki będzie kształt Unii Europejskiej oraz Wielkiej Brytanii, czy dojdzie do referendum niepodległościowego w Szkocji i Irlandii Północnej. Niestabilna jest także sytuacja sektora finansowego, szczególnie niemieckiego banku inwestycyjnego Deutsche Bank. Co ciekawe powrót rezerw złota do skarbców narodowych rozważają Austria Niemcy i Holandia.

– Każdorazowysygnał z rynku, że dzieje się źle, że jest duża niepewność i dezorientacja wśród inwestorów sprawia, że poszukiwane są rozwiązania bezpieczne. Takim jest niewątpliwie złoto – wyjaśnia Robert Śniegocki i dodaje. – Dzisiaj mamy do czynienia ze spektakularnym wzrostem wartości złota. Kruszec zyskuje od początku roku, czyli zanim jeszcze znany był wynik referendum w Wielkiej Brytanii. To pokazuje, że inwestor, który poważnie i racjonalnie myśli o swoich aktywach powinien mieć część fizyczną w złocie.

Każdą inwestycję należy jednak przemyśleć i odnieść do aktualnej sytuacji rynkowej. Obecnie banki inwestycyjne podają różne prognozy co do przewidywanej ceny złota w najbliższych kwartałach, od 1000 aż do 1500 dolarów za uncję.

Wypowiedź: Robert Śniegocki, wiceprezes Mennicy Wrocławskiej, Grupa Goldenmark.

Podczas, gdy amerykańskie giełdy biją historyczne rekordy, warszawski parkiet może patrzeć za ocean z zazdrością. Jednak zarówno hossa w USA, jak stagnacja na GPW stwarzają ciekawe okazje inwestycyjne.
W piątek, 29 lipca indeks S&P500 pobił historyczny poziom, wspinając się do 2,177 pkt. To kolejny rekordowy wynik po ostatnim zanotowanym 11 lipca. Nastroje inwestorów sugerują, że kierunek trendu jest trwały i należy oczekiwać kolejnych zysków. Tak uważają optymiści. I nie ma znaczenia, że dopiero co Wielka Brytania wzięła rozwód z Brukselą, że Europa za sprawą Włoch znalazła się na skraju kryzysu bankowego i finansowego (analitycy szacują potrzeby kapitałowe banków nad Tybrem na poziomach pomiędzy 38 mld EUR a 150 mld EUR). Nie przeraża też fakt, że rentowności obligacji szorują po dnie, a ich cena idzie w górę, co mogłoby wskazywać – i wcześniej tak było – że inwestorzy przerzucają się z akcji na bezpieczne papiery rządowe.
Jakie są zatem źródła optymizmu w tak nieprzewidywanym i nerwowym otoczeniu rynkowym? Jeśli chodzi o rynek amerykański to nastroje inwestorów od dawna są niezłe. Ostatnio zostały dodatkowo podbudowane przez dobre informacje z rynku pracy w czerwcu. Trzeba do tego dodać brak podwyżek stóp procentowych w USA i prognozy, że nie dojdzie do nich w tym roku. Kolejny czynnik wspierający optymistów stanowią zapowiedzi Banku Anglii, że gotów jest sięgnąć po narzędzia luzowania monetarnego, żeby pomóc bankom
i gospodarce w trudnym okresie po Brexicie. W Japonii wybory pewnie wygrała partia premiera Shninzo Abe, zwolennika ujemnych stóp i stymulowania gospodarki poprzez dostarczanie jej dodatkowej płynności. Jeśli chodzi o Włochy i UE, to inwestorzy zakładają, że Europejski Bank Centralny jeszcze mocniej zakręci maszyną do dodruku pieniędzy i problem kryzysu bankowego uda się zażegnać.
Pomimo optymistycznych nastrojów w USA, największe obawy inwestorów paradoksalnie dotyczą właśnie amerykańskiego rynku. Cieniem na giełdzie kładą się jesienne wybory
i obawy związane z możliwym zwycięstwem Donalda Trumpa. Nawet jeśli czarny scenariusz, bo tak większość analityków postrzega wygraną kontrowersyjnego multimilionera, nie ziści się to zmiana władzy w Waszyngtonie może odbić się niekorzystnie na rynkach, co wynika
z tzw. cyklu prezydenckiego. Zgodnie z tą teorią pierwsze dwa lata prezydentury zbiegają się w czasie z najsłabszym okresem na amerykańskich giełdach, druga połowa jest zdecydowanie lepsza. Szczególnie mocno korelacja ta ma występować w momencie zmiany urzędującego prezydenta, a Barak Obama kończy właśnie drugą kadencję. Ponadto amerykańskie giełdy rosną nieprzerwanie od 2009 r., a obecna hossa jest jedną z najdłuższych w historii. Nie trudno zatem wywnioskować że jesteśmy zdecydowanie bliżej jej końca niż początku.
Polska na szarym końcu
Tymczasem chociaż fundamenty polskiej gospodarki są solidne, nasza giełda jest lata świetlne od historycznych poziomów z 2007 r. Tylko w ciągu ostatnich 12 miesięcy GPW straciła ok 22,5 proc. i jest to jeden z najsłabszych wyników na Starym Kontynencie. Patrząc w dłuższej perspektywie, w ciągu 5 lat z giełdy wyparowało niemal 40 proc. wartości. Gorsze wyniki zanotowały jedynie parkiety w Moskwie i Atenach, czyli na rynkach funkcjonujących w warunkach wojny (Rosja – Krym, Syria) lub w warunkach krachu finansowego (Grecja).
W tym samym czasie S&P wzrósł o 55 proc. Podobnie zyskiwał japoński Nikkei. Giełda
w Nowej Zelandii zyskała ponad 100 proc., w Argentynie aż 324 proc.!
Sytuacja jest złożona na większości rynków wschodzących. Z jednej strony aktywa są dość tanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę wskaźniki takie, jak cena/zysk czy cena/wartość księgowa. Dodatkowo oddalająca się podwyżka stóp procentowych może przyczynić się do spadku wartości dolara, a to oznacza wzrost cen surowców i co za tym idzie wzrost cen akcji
w krajach mocno uzależnionych od surowców jak Rosja czy Brazylia. Jeśli amerykańska hossa miałaby mieć się ku końcowi, to historyczne dane pokazują, że rynki wschodzące mogę wejść w cykl koniunktury. Tak było w latach 1988-1993 oraz 1999-2007, kiedy rosły
w imponującym tempie, podczas gdy giełda amerykańska w tym czasie zachowywała się dużo spokojniej. Z kolei w latach 1994-1998 i 2008-2016 rynki wschodzące traciły, podczas gdy indeksy w USA biły kolejne rekordy. Jeżeli ta prawidłowość się utrzyma to najbliższe lata będą stały pod znakiem dominacji rynków wschodzących.
Tu jednak wracamy do ryzyk jakie czyhają na głównych rynkach. Wielkość kapitalizacji giełdy nowojorskiej rzutuje na pozostałe parkiety na świecie. Od 1988 r. nie zdarzyło się, aby bessie na rynku amerykańskim towarzyszyła hossa na rynkach wschodzących. Jeżeli zatem USA podtrzymają wzrosty, emerging markets mogą być ciekawym kierunkiem inwestycyjnym. Jeżeli jednak nastaną na niej spadki, pociągną one za sobą spadki także na pozostałych rynkach.
Czynnikiem ryzyka wciąż pozostaje Brexit, który wywołał dużą niepewność na giełdach. Istnieje ryzyko, że wystąpi efekt domina i kolejne kraje będą chciały pójść w ślady Brytyjczyków utrzymując stale rynki w niepewności. Tą dodatkowo wymaga w ostatnich dniach sytuacja w Turcji, z której kapitał wycofuje się w dramatycznych okolicznościach nieudanego puczu i stanu wyjątkowego. W efekcie w ciągu tygodnia stambulska giełda straciła blisko 13 proc. a turecka lira osłabiła się do dolara o ponad 5 proc. i jest najtańsza w swojej historii. Sytuacji nie poprawiło obniżenie ratingu Turcji przez agencję S&P. Mocno przecenione aktywa tureckie mogą, po uspokojeniu sytuacji w tym kraju, stanowić ciekawą okazję inwestycyjną, przeznaczona ona jednak będzie jedynie dla inwestorów o bardzo mocnych nerwach.
Czas na fundusze
Jak w tej złożonej sytuacji może znaleźć się inwestor? Różna dynamika na poszczególnych rynkach sprzyja inwestowaniu na giełdach poprzez fundusze inwestycyjne. Niskie wyceny w Polsce zarówno akcji, jak jednostek funduszy inwestycyjnych stwarzają okazję do kupna aktywów po bardzo niskiej cenie. Nadzieję na atrakcyjne zwroty dają też fundusze inwestujące w zagraniczne indeksy. Być może jest to czas, żeby przemyśleć strategię inwestycyjną i większą część pieniędzy przenieść z funduszy ochrony kapitału, funduszy obligacji na fundusze z nieco bardziej agresywną strategią inwestycyjną.

Autor: Konrad Grzelec, BGŻOptima

Eksperci

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

AKTUALNOŚCI

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Innowacyjnie, energooszczędnie – i z bezbłędnym finansowaniem!

Innowacyjnie, energooszczędnie i z myślą o przyszłości – takie rozwiązania dla ludności tworzy i fin...

Planowane zmiany w składkach ZUS dla przedsiębiorców

Stanowisko Związku Przedsiębiorców i Pracodawcówws. zapowiedzi wprowadzenia proporcjonalnościw skład...

Ważne dla Polski nowe stanowisko Komisji Europejskiej

Odpowiedź Komisji Europejskiej na ostatnie głosowanie Parlamentu Europejskiego w sprawie pakietu mob...

Dlaczego państwo pozwala na nieozusowane umowy zlecenia?

Dlaczego rząd do tej pory nie zmienił szkodliwego art. 9 ustawy o SUS? Federacja Przedsiębiorców Pol...