sobota, Styczeń 25, 2020
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "nieruchomość"

nieruchomość

Zdolność kredytowa coraz wyższa

Przeciętna zdolność kredytowa Polaków rośnie, ale dzieje się tak tylko dzięki wciąż rosnącym wynagrodzeniom. Banki stawiają od miesięcy coraz wyższe wymagania swoim potencjalnym klientom. Mogą to robić, bo chętnych na mieszkaniowy dług nie brakuje.

Trzyosobowa rodzina, w której oboje rodzice pracują i każde z nich przynosi do domu po średniej krajowej, mogłaby pożyczyć na mieszkanie 664 tys. złotych – wynika ze styczniowej ankiety przeprowadzonej przez HRE Investments wśród banków. To o 4 tysiące więcej niż przed miesiącem i około 64 tysiące więcej niż przed rokiem.

W naszym przykładzie wynagrodzenie wspomnianej rodziny opiewa na 7,4 tys. złotych netto miesięcznie. To znaczy, że na mieszkanie taka familia mogłaby pożyczyć prawie 90 razy więcej niż zarabia.

O kredyt łatwo, ale…

Nie powinno ulegać wątpliwości, że wynik jest wysoki. Po części jest to pokłosie tego, że w naszym badaniu zakładamy stan niemal idealny – rodzina nie ma żadnych zobowiązań, nie posiada kredytów, kart kredytowych, nie spłaca rat i ma niskie koszty utrzymania, a z drugiej strony posiada pozytywną historię kredytową. Rodzice pracują od 3 lat na pełen etat na umowie na czas nieokreślony i są skłonni przelewać wynagrodzenie na założone przy okazji zaciągania kredytu konto. Chcą też skorzystać z kart płatniczych lub kredytowych danej instytucji. Na pozostałe produkty dodatkowe patrzą bardzo sceptycznie (np. regularne oszczędzanie, dodatkowe polisy ubezpieczeniowe) i skorzystają z nich tylko jeśli będzie to bezwzględnie konieczne lub opłacalne.

Wyższe zarobki

Ponadto w naszym badaniu co miesiąc aktualizujemy wysokość wynagrodzenia rodziny – stosownie do zmian publikowanych przez GUS. Te sugerują wciąż szybki wzrost wynagrodzeń. I to właśnie rosnącym płacom zawdzięczamy rosnącą zdolność kredytową modelowej rodziny.

Z szacunków HRE Investments wynika bowiem, że jeśli rodzina w ciągu ostatniego roku nie dostałaby żadnej podwyżki, to i jej zdolność kredytowa byłaby niższa niż przed rokiem – nawet o około 30-40 tysięcy. Wszystko dlatego, że banki podnoszą marże oraz wymagania stawiane potencjalnym kredytobiorcom. Trudno się temu dziwić w obliczu bardzo szybko rosnącego popytu na mieszkaniowe długi. W samym tylko grudniu br. popyt na kredyty mieszkaniowe był o prawie jedną czwartą wyższy niż w analogicznym okresie przed rokiem – wynika z najnowszych danych BIK.

Poza tym w naszym badaniu zakładamy, że kredytobiorcy posiadają wkład własny. Warto przypomnieć, że dziś każdy, kto chce kupić mieszkanie z pomocą kredytu, musi minimum 10% wartości kupowanego lokum mieć w gotówce. Do tego dochodzą koszty transakcyjne (opłaty notarialne i sądowe, prowizje i opłaty bankowe czy wynagrodzenie pośrednika) oraz koszty wyposażenia, wykończenia lub przynajmniej odświeżenia lokum.

Najhojniejsi spuszczają z tonu

I choć jest to truizm, to każdy potencjalny kredytobiorca musi mieć świadomość, że oferty kredytowe banków potrafią się bardzo różnić. Dotyczy to stawianych wymagań, kosztów czy sposobu liczenia zdolności kredytowej. Co więcej, warunki kredytowe zmieniają się w bankach np. wraz z wprowadzaniem lub wygaszaniem promocji na hipoteki.

Modelowa rodzina

W naszym zestawieniu wyróżnia się oferta Credit Agricole. Tam modelowa rodzina mogłaby złożyć wniosek o kredyt na kwotę aż 724 tys. złotych. Jest to najwyższy wynik. Warto jednak zauważyć, że bank ten – pomimo podwyżki wynagrodzenia modelowych kredytobiorców – oszacował zdolność kredytową na kwotę o 4 tys. złotych niższą niż w grudniu 2019 roku. Podobnie zdolność kredytowa spadła względem poprzedniego miesiąca w BNP Paribas, gdzie modelowa rodzina mogłaby teraz pożyczyć 691 tys. złotych. W gronie najhojniejszych banków uplasował się też Pekao ze zdolnością na poziomie 696 tys. złotych.

Na drugim biegunie znajdziemy Alior Bank. Nawet jednak ta instytucja zadeklarowała chęć pożyczenia rodzinie kwoty prawie 602 tys. złotych. Z deklaracji banków wynika ponadto, że na najtańszą ofertę (najniższe RRSO) modelowa rodzina mogłaby liczyć w BNP Paribas, BOŚ Banku czy Citi Handlowym.

Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments

Dochodzenie odszkodowania od firmy budowlanej w przypadku wykrycia wady budowlanej jest ograniczone odpowiednimi przepisami. Właściciel danej nieruchomości może m.in. dochodzić odszkodowania za nienależyte wykonanie umowy na roboty budowlane. Eksperci wskazują, że w niektórych sytuacjach można liczyć na dłuższy termin dochodzenia roszczeń tego rodzaju.

Zgodnie z polskim systemem prawnym, ujawnienie wady nieruchomości, która powstała w efekcie działań wykonawcy, daje właścicielowi możliwość dochodzenia odszkodowania za nienależyte wykonanie umowy na roboty budowlane.

Jak tłumaczy prawnik z Kancelarii Prawnej Rafał Kufieta, w tego typu sprawach właściciel może starać się o naprawę szkody lub odszkodowanie, korzystając z kilku różnych dróg.

– Sytuacje wystąpienia wady budowlanej nie należą niestety do rzadkości. Przykładem może być dom jednorodzinny, którego właściciel odkryje – już po wykonaniu umowy – pękniętą ścianę. W takim przypadku można skorzystać z kilku możliwości. Podstawową jest okres gwarancji, który wynosi z reguły kilka lat. Kodeks cywilny zawiera natomiast przepisy odnoszące się do rękojmi za wady fizycznych nieruchomości. Z tego rozwiązania można skorzystać w ciągu 5 lat od wydania rzeczy – mówi Rafał Kufieta.

Kolejną możliwością jest dochodzenie naprawy na zasadach ogólnych, czyli na podstawie regulacji dotyczących odpowiedzialności kontraktowej. Terminy przedawnienia tego rodzaju roszczeń wynoszą obecnie: – 10 lat (termin standardowy); – 3 lata (sprawy związane z prowadzeniem działalności gospodarczej).

Możliwość skorzystania z tej ścieżki jest uzależniona od spełnienia ściśle określonych warunków – wykonanie umowy jest nienależyte (wadliwe) i powstaje szkoda (np. wydatki związane z naprawą), a między oboma tymi faktami występuje bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy.

Kiedy można ubiegać się o odszkodowanie?

Przez lata termin przedawnienia roszczenia liczono od momentu wykonania umowy, czyli zakończenia prac budowlanych. Zazwyczaj była to w praktyce data podpisania protokołu zdawczo-odbiorczego. Sytuację zmieniła dopiero uchwała Sądu Najwyższego z 22 listopada 2013 r. (sygn. akt – III CZP 72).

– Sąd Najwyższy wskazał wtedy, że termin przedawnienia roszczenia dotyczącego odszkodowania z tytułu niewykonania albo nienależytego wykonania zobowiązania zaczyna swój bieg od daty wystąpienia szkody pozostającej w związku przyczynowym z owym zdarzeniem. Oznacza to, że w niektórych przypadkach odszkodowania można dochodzić np. nawet po ponad 20 latach od wybudowania obiektu – wyjaśnia Rafał Kufieta.

Zgodnie z interpretacją przedstawioną przez Sąd Najwyższy, największe znaczenie ma powstanie samej szkody – do tego dojść może zarówno w chwili wykonania zobowiązania, jak i później. Ustalając początek biegu terminu przedawnienia, należy więc ustalić, kiedy dana szkoda w rzeczywistości powstała. Bieg terminu przedawnienia dochodzenia odszkodowania z tytułu wady budowlanej powinien być liczony właśnie od daty powstania szkody.

– Zakończenie samej budowy to jedno, ale kluczowe jest w praktyce ujawnienie szkody budowlanej. Może się zdarzyć, że wada ujawni się kilka lat po zakończeniu budowy – np. dom jednorodzinny oddano do użytku w 2000 r., a w 2005 r. zaczął przeciekać dach. Jeśli ta konkretna wada powstała w efekcie zaniedbań w trakcie prac budowlanych, czyli doszło do nienależytego wykonania umowy na roboty budowlane, to termin biegu przedawnienia powinno liczyć się od 2005, a nie od 2000 r. – dodaje Rafał Kufieta.

Właściciele nieruchomości mogą ubiegać się o odszkodowanie nawet wtedy, gdy dana wada ujawniła się dopiero po wielu latach od zakończenia robót budowlanych.

Polacy uważają, że inwestycja w nieruchomości zawsze jest opłacalna, tymczasem dzisiejsze ceny mieszkań nadal są niższe niż w 2007 r.  Zyski z najmu też wcale nie są duże. W długim okresie rentowność z najmu wynosi 3-3,5 proc., czyli niewiele więcej niż zyskowność bankowej lokaty.

W ciągu ostatnich 10 lat liczba osób zarabiających na wynajmie mieszkań wzrosła 5-krotnie – do przeszło pół miliona. Na koniec 2016 r., jak podaje NBP, 505 tys. Polaków płaciło podatek z tytułu dochodu z najmu nieruchomości. W stosunku do 2015 r. liczba podatników wzrosła aż o 11 proc. Dekadę wcześniej z fiskusem rozliczało się natomiast tylko 100 tys. wynajmujących. Wszystko wskazuje na to, że trend wzrostowy utrzyma się.

W „Raporcie o sytuacji na rynku nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych w Polsce w 2016 r.” z września tego roku, przygotowanym przez NBP czytamy:  „Wzrosły średnie stawki najmu (ofertowe i transakcyjne) metra kwadratowego mieszkań́. Może to stanowić́ czynnik skłaniający zamożniejsze gospodarstwa domowe do inwestycyjnego zakupu mieszkania na wynajem”. Bank centralny wyjaśnia dalej, że poziom czynszów zapewnia wyższe stopy zwrotu niż obligacje lub depozyty bankowe oraz podobny jak inwestycji w nieruchomości komercyjne. „Należy jednak podkreślić istotną różnicę płynności, kosztów transakcyjnych, a także ryzyka lokaty w banku czy obligacji i inwestycji w mieszkanie na wynajem” – stwierdza raport. Bank centralny nie wspomina o jeszcze jednym ryzyku inwestowania w nieruchomości: dużej zmienności cen.

Inwestycja pierwszego wyboru

Nieruchomość to jedno z aktywów niemal intuicyjnie wskazywanych przez Polaków, jako optymalny sposób inwestowania. Według badań Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami 51 proc. społeczeństwa uważa rynek nieruchomości za najlepsze miejsce do lokowania kapitału. Dalej są kruszce 24 proc. i waluty 14 proc.

Zestaw tych trzech aktywów wpisuje się w stereotypowe wyobrażenie Polaków o sposobach nie tyle inwestowania, co zachowania kapitału: ziemia, złoto, dolary. Potwierdza to najnowszy raport BGŻOptima „Polak Oszczędny 2017. Dlaczego przechodzimy obojętnie obok zysków?”. Z badania przeprowadzonego na osobach posiadających oszczędności, wynika, że najskuteczniejszym i najbezpieczniejszym sposobem pomnażania oszczędności jest ulokowanie ich w aktywach materialnych. Jeśli zejdziemy z poziomu deklaracji na grunt praktyczny to okaże się, że rozmijają się one z rzeczywistością.

Według Diagnozy Społecznej z 2015 r. kapitał ulokowany w nieruchomościach miało 6,9 proc. ankietowanych. Odsetek ten jest stosunkowo niewielki, jednak należy podkreślić fakt, że nieruchomości znajdują się najwyżej na liście inwestycji, jeśli pominąć lokaty bankowe, konta oszczędnościowe i rachunki osobiste oraz gotówkę (w tej ostatniej formie swoje oszczędności przechowuje według Diagnozy 12 proc. społeczeństwa).

Bez ochrony kapitału

Zainteresowanie nieruchomościami świadczy o coraz większej dojrzałości tego rynku. Staje się on coraz bardziej głęboki dla inwestorów dywersyfikujących kapitał, przerzucających wolne środki w aktywa o mniejszej płynności. Migracji kapitału sprzyjają niskie stopy procentowe i spadek zysku z lokat bankowych, będący efektem utrzymujących się niskich stóp procentowych w połączeniu z inflacją.

Tylko 15 proc. respondentów biorących udział w badaniu na zlecenie BGŻOptima zakupiło nieruchomości z przeznaczeniem na wynajem. Mimo to jest to rodzaj inwestycji powszechnie uznawany za bardzo bezpieczny i najzyskowniejszy.

– Jeśli ktoś jednak liczy na bardzo wysoki zwrot z inwestycji nieruchomościowych może mocno się rozczarować. Co więcej, kupno mieszkania z przeznaczeniem na wynajem wcale nie musi przynieść zysku, a może wygenerować straty – mówi Dotota Seń, BGŻOptima. – Wbrew dość powszechnemu przekonaniu, że na inwestowaniu w nieruchomość się nie traci, nie jest to inwestycja pewna, a spadki cen, czasem głębokie, są na tym rynku czymś naturalnym – dodaje.

Lokalizacja, lokalizacja i jeszcze raz lokalizacja

Eksperci BGŻOptima przeanalizowali zachowanie rynku nieruchomości w największych polskich miastach w ostatniej dekadzie, żeby sprawdzić jak tego rodzaju inwestycja zabezpiecza kapitał i jaką przynosi rentowność. Wyniki są dość zaskakujące.

Po pierwsze zysk z kupna nieruchomości wcale nie jest gwarantowany. Spośród siedmiu największych aglomeracji w kraju, tylko w Łodzi ceny transakcyjne w 2017 r. są wyższe od ofert sprzed 10 lat (dane za I kwartał 2007 i 2017 r.). Wzrost na łódzkim rynku jest zresztą symboliczny i wynosi 2,85 proc. Nabywcy mieszkań w pozostałych dużych miastach wciąż są pod kreską. Najwięcej stracili inwestorzy w Krakowie, którzy w 2007 r. płacili 7 883 zł za metr. Obecnie mogą liczyć na 6 647 zł, czyli o 15,67 proc. mniej niż przed dekadą.

Spora przecena dotknęła rynek wrocławski. Sprzedawcy liczą sobie dzisiaj 6 390 zł z metra – 8,38 proc. mniej niż przed dekadą. O 5,75 proc. spadły ceny w Gdyni, podobnie w Warszawie – 5,31 proc. W Gdańsku korekta była jeszcze mniejsza i wyniosła 3,2 proc. Najmniej potaniały mieszkania w Poznaniu – o 2,17 proc.

Mimo upływu 10 lat ceny nie wróciły do poziomu sprzed kryzysu. Różnice są jeszcze większe jeśli weźmiemy pod uwagę ceny transakcyjne z 2008 r., kiedy osiągnęły historycznie najwyższy poziom. Z danych NBP wynika, że dopiero nieruchomości nabyte w latach 2011-12, kiedy rynek mieszkaniowy (pierwotny i wtórny) osiągnęły swój dołek przyniosły nabywcom realny wzrost wartości.

Kupno nieruchomości zalicza się do inwestycji o długim horyzoncie w związku z czym nawet 10 lat trudno uznać za okres referencyjny dla ostatecznego rezultatu. Niemniej, zachowanie rynku w minionej dekadzie pokazuje, że w nieruchomościach, jak w każdej innej inwestycji niezwykle ważny jest moment wejścia.

Rentowność na poziomie lokaty

Drugie zaskakujące spostrzeżeniem z naszej analizy dotyczy rentowności nieruchomościowych inwestycji. Jak pokazują dane Home Broker z kwietnia br. zyski z najmu wahały się w Polsce między 4,06 proc. (Poznań) a 6,61 proc. (Tychy). Dość wysoką rentowność generują mieszkania w Katowicach (6,58 proc.) i Gdańsku (5,92 proc.). Warszawa z 5,64 proc. znajduje się w środku stawki.

Obecne stawki są historycznie najwyższe. Opłacalności najmu sprzyja też stosunkowo niska inflacja. W perspektywie długoterminowej, krzywa zysku zdecydowanie się spłaszcza. Według naszych obliczeń rentowność najmu wynosi przeciętnie 3-3,5 proc., czyli tylko nieznacznie więcej niż wynosiła zyskowność lokat w ostatnich latach.

Inwestowanie w nieruchomości z zyskiem jest sztuką – wymaga wiedzy i czasu. Pod względem zyskowności niekoniecznie jest to również lepsze rozwiązanie od tradycyjnej lokaty. Pieniądze z banku można wypłacić niemal w każdej chwili. Wyjście z inwestycji nieruchomościowej wymaga natomiast czasu.

Od początku stycznia przyszłego roku składać będzie można wnioski o dopłaty w programie Mieszkanie dla Młodych. Nie sposób stwierdzić, czy środki wystarczą na tydzień czy na dwa, ale pewne jest, że aby uzyskać dopłatę, trzeba będzie się śpieszyć. Home Broker podpowiada jak się przygotować, by nie stracić niepowtarzalnej szansy.

2 stycznia, we wtorek, ponownie ruszy machina zwana kredytami z dopłatami w ramach programu Mieszkanie dla Młodych. W puli znajdzie się ostatnie 381 mln zł, co powinno wystarczyć dla 15-16 tys. kredytobiorców. Normalnie na rynku podobnej liczby kredytów udziela się w miesiąc, ale MdM wzbudza tak wielkie zainteresowanie, że pieniądze mogą się skończyć w tydzień, maksymalnie dwa. W programie obowiązuje zasada „kto pierwszy ten lepszy”, warto więc być gotowym na te kluczowe dni. Home Broker przygotował poradnik dla osób chcących skorzystać z dopłat w 2018 roku.

  • Znajdź mieszkanie spełniające warunki programu

Choć to banalne stwierdzenie, to przygotowania do zaciągnięcia kredytu z dopłatami należy zacząć od spełnienia warunków programu. Kupujący mieszkanie muszą znaleźć lokal o powierzchni maksymalnie 75 mkw. (dla rodzin z co najmniej trójką dzieci jest to 85 mkw.), a nabywcy domów muszą zmieścić się w 100 mkw. (10 mkw. więcej dla wielodzietnych). Warto jednak wiedzieć, że dopłata liczona jest do maksymalnie 50 mkw. (rodziny wielodzietne do 65 mkw.), co oznacza, że od tego pułapu wzrost powierzchni nieruchomości nie pociąga za sobą wzrostu wysokości dofinansowania.

Ale powierzchnia mieszkania to tylko jeden warunek. Nieruchomość musi też spełniać kryterium cenowe, cena metra kwadratowego nie powinna przekraczać limitu publikowanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego dla danego obszaru. Limity są wyższe dla lokali z rynku pierwotnego. Przykładowo do końca marca w Warszawie będzie to 6 264,07 zł za mkw. dla lokali nowych i 5 125,15 zł dla tych z drugiej ręki, a w Łodzi odpowiednio 4 191,00 i 3 429,00 zł za mkw.

  • Podpisz umowę przedwstępną lub deweloperską

Aby ubiegać się o kredyt hipoteczny należy mieć podpisaną umowę przedwstępną, której funkcję na rynku pierwotnym spełnia umowa deweloperska. Umowa ta zobowiązuje obie strony do zawarcia w przyszłości ostatecznej umowy, ma dać kupującemu czas na pozyskanie finansowania. Warto w niej zawrzeć zapis o zwrocie zadatku w sytuacji gdy nabywca nie załapie się na dofinansowanie w MdM.

  • Skompletuj niezbędne dokumenty

Osoby zainteresowane dopłatami na 2018 rok będą mogły składać wnioski kredytowe od 2 stycznia, ale wstępne procedury prawdopodobnie będzie można uruchomić już w grudniu, tak przynajmniej było w ubiegłym roku.

Banki przeprowadzały weryfikację składanych dokumentów oraz wstępną ocenę zdolności kredytowej. To daje klientom dodatkowy czas na skompletowanie niezbędnych formalności, wszystko po to, by na początku stycznia, gdy tylko pula środków MdM zostanie otwarta, złożyć gotowy wniosek kredytowy. Działanie banków na tym etapie polega na weryfikacji, czy klient rzeczywiście ma uprawnienia do skorzystania z programu Mieszkanie dla Młodych, sprawdzeniu dostarczonych dokumentów  oraz wydaniu tak zwanej decyzji finansowej, która jest ważna przez określony czas. W tym czasie kupujący mieszkanie otrzymuje też listę dokumentów niezbędnych do późniejszych działań. Jeśli sytuacja klienta nie ulegnie w międzyczasie zmianie, kontynuacja procesu kredytowego nastąpi na podstawie decyzji finansowej wydanej w grudniu, dzięki czemu możliwe będzie sprawniejsze dokończenie całości.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Do końca rządowego programu „Mieszkanie dla Młodych” pozostało 70 dni. Początek 2018 r. to bowiem ostatni moment, w którym będzie można wnioskować o dofinansowanie wkładu własnego przy zakupie nieruchomości na kredyt. Prawdopodobnie środki wyczerpią się w zaledwie kilka dni, w ubiegłych miesiącach, zainteresowanie MdM było bardzo duże. Wszystkim tym, którym nie uda się skorzystać z rządowego wsparcia, pozostanie przygotować się do „tradycyjnych wymagań” przy złożeniu wniosku o kredyt hipoteczny. Eksperci Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) podpowiadają, o czym powinny pamiętać osoby planujące zakup nowego lokum na kredyt bez programowego wsparcia.

Przygotuj się na minimum 10% wkładu własnego

Program MdM umożliwił wielu osobom otrzymanie kredytu na zakup mieszkania, mimo braku posiadania własnych środków stanowiących wkład własny. Gdy ostatnia pula dopłat zostanie rozdysponowana, kredytobiorcy, będą musieli jednak samodzielnie zadbać o zebranie odpowiedniej sumy. Co prawda większość banków zgadza się na obniżony wkład własny, w wysokości 10 proc. wartości nieruchomości. Należy jednak pamiętać, że wedle rekomendacji KNF, standardowy udział w zakupie lokum wnoszony przez kredytobiorcę powinien wynosić 20 proc. Oznacza to, że jeżeli będziemy chcieli uzyskać kredyt
w wysokości 200 tys. zł, wnioskodawca będzie musiał dysponować sumą od 20 do 40 tys. zł. Może być to więc warunkiem nie do spełnienia dla osób od niedawna posiadających stałe dochody lub dla młodych rodzin z dzieckiem.

– Jeżeli będziemy chcieli złożyć wniosek o kredyt z wkładem własnym na poziomie 10 proc, bank będzie wymagał od nas zabezpieczenia brakującej kwoty, w związku z ryzykiem oferowania finansowania przy obniżonym wkładzie. Może zdarzyć się, że kredytodawca przedstawi szereg warunków, które musi spełnić nabywana przez nas nieruchomość. Niektóre banki bowiem patrzą nieprzychylnym okiem na zaciąganie kredytu na tzw. dziurę w ziemi, czyli na lokum dopiero w powstającej inwestycji mieszkaniowej. Inną formą zabezpieczenia jest blokada środków kredytobiorcy zdeponowanych na koncie osobistym, bądź ulokowanych na IKE lub IKZE – zaznacza Michał Krajkowski, ekspert ZFPF, Notus Finanse.

Starając się o przyznanie środków z kredytu na zakup domu lub mieszkania, warto wiedzieć, że wkładem własnym nie musi być wyłącznie wolna gotówka. W przypadku niektórych banków jego rolę może pełnić inna nieruchomość, którą posiadamy lub odpowiednio udokumentowane koszty, które ponieśliśmy w związku z budową domu.

– Przed złożeniem wniosku kredytowego warto przeanalizować posiadany przez nas majątek i ocenić, które z jego elementów będą mogły zostać zabezpieczeniem naszego kredytu. Oceńmy również inne, posiadane przez nas składniki finansowe, takie jak np. obligacje, udziały w przedsiębiorstwach czy polisy oszczędnościowe, które mogą zostać uznane za część wkładu własnego w inwestycję. Nie mogą nim być jednak środki trwałe, takie jak samochód, ze względu na potencjalnie szybką utratę swojej wartości – wyjaśnia Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinance.

Pozbądź się innych długów

W przypadku młodych osób, przeszkodą w uzyskaniu kredytu hipotecznego może być również brak odpowiedniej zdolności kredytowej. Wpływa bowiem na nią kilka czynników, m.in. uzyskiwane dochody czy posiadane zobowiązania kredytowe. Choć na wysokość wynagrodzenia nie zawsze mamy aż tak duży wkład, możemy postarać się zredukować nasze długi.

– Nawet drobne zobowiązania, takie jak zakup laptopa czy pralki na raty mogą skutecznie obniżyć naszą zdolność kredytową, tak samo jak karta z aktywnym limitem kredytowym, nawet jeżeli nie planujemy z niej skorzystać.  Jeżeli wynosi on np. 20 tys. zł, to bank zakłada, że nasze konto jest obciążone taką właśnie sumą, ponieważ kredyt w każdym momencie może zostać uruchomiony. Dlatego jako miesięczne obciążenie przyjmowane jest około 5% limitu, gdyż w przypadku skorzystania z limitu taką minimalną kwotę z reguły musimy spłacać. –  radzi Michał Krajkowski, ekspert ZFPF, Notus Finanse.

Warto więc odpowiednio się przygotować, spłacając posiadane zobowiązania. Innym rozwiązaniem może być również poproszenie o wsparcie rodziny, u której pożyczymy potrzebne nam środki na uregulowanie zaległości.

Jak poprawić swoją szansę na kredyt: uważaj na długi nawet te najdrobniejsze.

Zanim zdecydujemy się na zaciągnięcie zobowiązania, prześledźmy również naszą historię kredytową. Zacznijmy od upewnienia się, czy naszej wiarygodności finansowej nie obciążają długi, o których spłacie zapomnieliśmy, np. może być to zaległy rachunek telefoniczny czy rata za zakupy. Z drugiej strony, jeżeli w ogóle nie posiadamy udokumentowanej historii kredytowej, to w oczach wierzyciela możemy być niewiarygodnym kredytobiorcą, ponieważ bank nie ma możliwości sprawdzenia, jak radziliśmy sobie ze spłatą długów w przeszłości. Dlatego czasami warto odłożyć zakup nieruchomości w czasie, aby zbudować pozytywną historię kredytową. Przykładowo, może być to zakup sprzętu AGD/RTV na raty, które spłacimy bez żadnych przeszkód do czasu złożenia wniosku o kredyt mieszkaniowy. Należy jednak podkreślić, że brak historii kredytowej nie oznacza, że kredytu mieszkaniowego na pewno nie otrzymamy. Może to utrudnić uzyskanie środków, ale nie przekreśla całkowicie szans.

Wspólne zobowiązanie

Innym sposobem na zwiększenie zdolności kredytowej jest złożenie wniosku wspólnie z  partnerem, rodzicami czy rodzeństwem. W takim przypadku pod uwagę zostaną wzięte dochody, ale także zobowiązania wszystkich kredytobiorców. Często także w takim przypadku zostaną policzone wyższe koszty związane z utrzymaniem dwóch gospodarstw domowych.

– Staranie się o kredyt wspólnie z partnerem, z którym prowadzimy gospodarstwo domowe, posiada jednak tą przewagę, że koszty utrzymania i wydatki, które są brane pod uwagę przez bank przy ocenie zdolności, będą liczone tylko raz. Może się więc okazać, że ten element pomoże nam w uzyskaniu środkówmówi Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinance.

 

 

 

Źródło: Materiały prasowe firmy

W ocenie Barbary Bugaj z firmy Cenatorium, do końca 2018 roku inwestowanie w mieszkanie nadal będzie opłacalne. Jednak później prawdopodobnie wzrosną stopy procentowe, a wraz z nimi koszt ewentualnie zaciągniętego kredytu. To spowoduje spadek rentowności najmu. Ten sam skutek wywoła podwyższenie cen nieruchomości. W Warszawie rosną one od 2013 roku, w tempie 1-3% w skali roku. W pozostałych miastach od początku br. zauważalny jest lekki trend wzrostowy na poziomie kilku procent. Zdaniem eksperta, obecnie największą dochodowość można uzyskać w Katowicach, na poziomie 6,5%, następnie w Łodzi – 5,9%. Na 3. miejscu jest Gdańsk – 5,6%, a dopiero potem stolica – 5,5%.

Największe ryzyko istnieje wtedy, gdy inwestycję w nieruchomość opieramy na kredycie mieszkaniowym. Stopy procentowe wciąż jeszcze są rekordowo niskie, ale należy obawiać się, że na początku 2019 roku wzrosną. Starszy analityk ds. nieruchomości w firmie Cenatorium podkreśla, że tak właśnie dzieje się teraz na zagranicznych rynkach. Przykładowo, Narodowy Bank Czeski podwyższył stopy procentowe w sierpniu br. z 0,05% do 0,25%. W USA zostały one podniesione już kilka miesięcy temu. Ostatnia podwyżka miała tam miejsce w czerwcu. Stopa funduszy federalnych wzrosła wówczas z 0,75-1% do 1-1,25%.

– Globalizacja gospodarcza sprawia, że zmiany na poszczególnych rynkach krajowych odbywają się falowo. Dlatego jesteśmy pewni tego, że stopy procentowe wzrosną również w Polsce. Nie możemy tylko podać dokładnej daty. Gdyby powróciło u nas oprocentowanie sprzed 5 lat w wysokości 4,5%, to koszt zadłużenia klienta podniósłby się aż o ok. 30%. To byłoby możliwe po podwyżce stóp procentowych o 3 p.p. Wówczas rata zaciągniętego kredytu wzrosłaby o jedną trzecią. Takie ryzyko istnieje zawsze, ponieważ wynika z naturalnych cyklów koniunkturalnych – przewiduje Barbara Bugaj.

Na podstawie wszystkich zjawisk gospodarczych, NBP podejmuje decyzję o ewentualnym podniesieniu stóp procentowych. Jednak, jak zapewnia ekspert, nigdy te zmiany nie są drastyczne. Taki wzrost jedynie może nastąpić z czasem. Zaciągając kredyt hipoteczny, musimy liczyć się z tym, że będzie on miał zmienne oprocentowanie. Jeżeli w danym momencie stopy procentowe są niskie, to należy brać pod uwagę ryzyko ich wzrostu w przyszłości.

– Zawsze warto policzyć, czy będzie nas stać na kredyt, gdyby jego oprocentowanie wzrosło o ok. 2%. Brak przygotowania do takiej sytuacji może wywołać problemy z budżetem gospodarstwa domowego lub znacznie obniżyć komfort życia. Narażone są na to zwłaszcza osoby, dla których rata kredytu stanowi przykładowo 40% dochodów. Co miesiąc wydają bowiem prawie połowę swojej pensji na spłatę należności – tłumaczy Barbara Bugaj.

Trzeba też zwrócić uwagę na konkurencję, która systematycznie rośnie. Jest coraz więcej inwestorów indywidualnych i w najbliższym czasie pojawią się nowe instrumenty wynajmu nieruchomości, m.in. Mieszkanie Plus czy fundusz inwestycyjny Real Estate Investment Trust. Niektóre spółki deweloperskie deklarują już teraz gotowość stworzenia REIT’u dla mieszkań. Ponadto, wchodzą na nasz rynek firmy z innych krajów, które kupują od deweloperów całościowe projekty. Należy do nich np. holenderski inwestor instytucjonalny Bouwfonds European Residential Fund lub międzynarodowy fundusz Catella, który kupił 72 apartamenty w wieżowcu w samym centrum Warszawy. Mieszkania, nabywane w ramach zagranicznych funduszy inwestycyjnych, również będą przeznaczane na wynajem.

– Korzystność inwestycji nie wynika z podziału na rynek pierwotny i wtórny. Nie można niczego generalizować, ponieważ najważniejsza jest rentowność wynajmu. Jedyna uwaga jest taka, że ceny nowych mieszkań są nieco wyższe, niż tych starszych. W związku z tym, teoretycznie opłacalność zakupu nieruchomości od dewelopera mogłaby być niższa. Ale z drugiej strony, konkurencja na rynku najmu ciągle rośnie. Dlatego, wybierając pomiędzy niemodnym lokalem z meblościanką a nowym mieszkaniem o zbliżonej wysokości czynszu, wygramy, stawiając na to drugie – podkreśla Bugaj.

Opłacalność inwestycji określa stosunek ceny zakupu mieszkania do wysokości umownej odpłatności za używanie lokalu. Niemal w całej Polsce czynsz najmu sięga trzydziestu kilku złotych za mkw. Wyjątkiem jest stolica, gdzie wynosi około ok. 51 zł. W Gdańsku to około 41 zł za mkw. A w Krakowie – 40 złotych. Zdaniem eksperta, najwyższa rentowność wynajmowanych nieruchomości występuje w Katowicach. Tam przeciętny czynsz ma wartość 36 zł za mkw. Natomiast średnia cena zakupu mieszkania za mkw. jest na poziomie 4,5 tys. zł. Rentowność najmu dochodzi tam więc do 6,5%. W Łodzi cena transakcyjna lokalu wynosi 3 800 zł za mkw. Typowa stawka czynszu plasuje się na poziomie 29-30 zł za mkw. Tam dochodowość sięga 5,9%. Dla porównania, w Gdańsku wynosi  5,6%, w Warszawie – 5,5% i w  Krakowie – 4,7%.

– Zwykle indywidualni inwestorzy optymistycznie zawyżają rentowność najmu, ponieważ zapominają o tym, że nie są w stanie dokładnie policzyć niektórych kosztów dodatkowych. Mogą to być np. usterki czy też niespodziewane zniszczenia w mieszkaniu. Właściciele biorą pod uwagę ryzyko pustostanów, jednak czasami jest ono niedoszacowane. Dlatego, zawsze trzeba obliczać średnią dochodowość danego lokalu. Faktycznie może ona okazać się nieco niższa, niż zakładamy, na przykład minus 2% – zwraca uwagę Barbara Bugaj.

W opinii specjalisty, inwestowanie w nieruchomości premium może nie być na tyle rentowne, co kupowanie lokali z tzw. segmentu popularnego. Wynika to z bardzo wysokiej ceny zakupu apartamentu. Inwestycji na poziomie kilku milionów złotych nie zwrócą nam lokatorzy. Trzeba też mieć na uwadze to, że poziom pustostanów jest dużo wyższy wśród luksusowych mieszkań, ponieważ z reguły nie wynajmuje się ich zbyt często i szybko. Należy liczyć się także z tym, że możemy nie znaleźć klienta przez klika miesięcy, a nawet przez rok.

Jeżeli już zdecydowaliśmy się na zakup mieszkania pod wynajem, to powinniśmy właściwie ocenić, czy nasz produkt jest atrakcyjny na tle innych mieszkań w okolicy. Chodzi przede wszystkim o standard wykończenia i wysokość czynszu najmu. Należy przeanalizować lokalny rynek pod kątem konkurencji, chociażby na podstawie ofert zamieszczonych w serwisach internetowych. Najważniejsze jest to, aby proponowana przez nas odpłatność za używanie lokalu była rynkowa i dopasowana do warunków, jakie oferujemy klientowi – podsumowuje ekspert.

 

Okazuje się, że z roku na rok studenci mają coraz większe wymagania, co do wynajmowanych mieszkań. Jak zwykle w przypadku nieruchomości kluczowym czynnikiem jest lokalizacja (84 proc.) i cena (82 proc.). Z kolei dla 41 proc. młodych najemców ważny jest standard i stan techniczny nieruchomości. Właściciele natomiast coraz częściej dbają o zabezpieczenie swoich interesów zwłaszcza, gdy dojdzie do dewastacji lub uciążliwy lokator odmówi wyprowadzki. Zanim podpiszemy umowę powinniśmy zwrócić uwagę na kilka kwestii. Jakie zmiany prawne zaszły na rynku wynajmu? Jak uniknąć niespodziewanych kosztów? Dlaczego warto mieć ubezpieczenie?

Wakacje na rynku nieruchomości to zwykle okres spowolnienia. Mimo to, z danych BIK wynika, że w lipcu 2017 roku popyt na kredyty hipoteczne był aż o 24 proc. wyższy niż przed rokiem. Z kolei, według raportu „Rynek mieszkaniowy w Polsce 2017” wynika, że w II kwartale 2017 roku sprzedano 17,6 tys. mieszkań. Oznacza to wzrost o 16,6 proc. do analogicznego okresu ubiegłego roku
– Dynamiczny rozwój rynku nieruchomości oraz kupowanie mieszkań „pod wynajem” stwarza nowe potrzeby również w innych obszarach, takich jak ubezpieczenia. Studenci nie zawsze pamiętają o ubezpieczeniu nieruchomości i jej wyposażenia, podobnie jak właściciele. Szkoda, bo dla obu stron polisa to korzystne rozwiązanie. Ubezpieczenie z jednej strony może chronić sprzęt elektroniczny, rower, meble studenta i inne przedmioty będące jego własnością, z drugiej zapewnia rekompensatę finansową właścicielowi w razie różnych zdarzeń, jak choćby zalanie, pożar, przepięcie. A to tylko część rzeczy, które można zawrzeć w polisie – podkreśla Anna Materny, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Detalicznych.

Na co zwrócić uwagę wynajmując mieszkanie?

Po pierwsze

Pamiętaj o zmianach w umowie najmu okazjonalnego

Dotychczas właściciel nie mógł wyrzucić kłopotliwego lokatora, który nie chciał się wyprowadzić z wynajmowanego mieszkania, mimo że umowa najmu została rozwiązana. Nowe przepisy rozstrzygają ten problem. Zgodnie z ustawą, najemca zobowiązany jest do dostarczenia oświadczenia w formie aktu notarialnego (załącznik do umowy najmu okazjonalnego), w którym najemca poddaje się egzekucji i zobowiązuje do opróżnienia i wydania mieszkania po rozwiązaniu umowy. Dodatkowo najemca musi wskazać (w umowie, w załączniku do niej albo oświadczeniu notarialnym) inny lokal, w którym mógłby zamieszkać w razie obowiązku opróżnienia wynajmowanego lokalu.

Po drugie

Przeczytaj dokładnie umowę

Zanim podpiszemy jakąkolwiek umowę powinniśmy ją najpierw dokładnie przeczytać – niezależnie od tego, czy jest to umowa podpisywana u notariusza, czy zawierana tylko pomiędzy właścicielem a najemcą. Jeżeli nie rozumiemy zapisów umowy, warto zwrócić się z prośbą o wyjaśnienie do właściciela lub doradcy prawnego.  Niezbędnymi informacjami, które również powinny się znaleźć w tego typu dokumencie, są szczegółowe dane właściciela i najemcy, długość wynajmu (na czas określony lub nieokreślony) oraz informacja związana z terminem płatności czynszu. Kolejną istotną kwestią jest kaucja, czyli kwota zabezpieczająca właściciela mieszkania, w przypadku powstania ewentualnych szkód. Jeżeli nie wpłacamy kaucji na konto bankowe, należy poprosić o poświadczenie odbioru (nawet na zwykłej kartce). – Wprowadzając się do nowego lokum, warto również udokumentować rzeczywisty stan mieszkania. Niestety, zdarza się, że nieuczciwi właściciele pobierają część kaucji np. za zabrudzone ściany, które od lat nie były odświeżane – zwraca uwagę Anna Materny z Gothaer. W umowie istotnym elementem jest również okres wypowiedzenia. Najczęściej jest to miesiąc. Pamiętajmy, by zwrócić uwagę na to, która ze stron odpowiada za szkody i jakiego rodzaju? Najemca, zobowiązany jest do odpowiedzialności za szkody zarówno wobec właściciela jak i sąsiadów, np.: w przypadku zalania. Również właściciel nieruchomości, w zależności od zdarzenia, mimo że nie mieszka tam na stałe, może ponieść odpowiedzialność za szkody w mieniu lokatora i sąsiadów. W przypadku najemcy, straty częściowo mogą zostać pokryte z kaucji. Zdarza się jednak, że standardowo pobierana kaucja w wysokości jednomiesięcznego czynszu, jest stanowczo za niska na pokrycie strat i nie pomoże w przypadku szkód w mieniu sąsiadów.

Po trzecie

Dobierz odpowiednie ubezpieczenie

Jeżeli to my, jako właściciel, wynajmujemy mieszkanie innej osobie, należy pamiętać, że dalej odpowiadamy za nieruchomość. Dlatego w momencie, gdy dojdzie do nieprzewidzianego zdarzenia, jakim jest np. pożar, nie ominą nas konsekwencje, zwłaszcza finansowe. A koszt wyremontowania mieszkania, w którym doszło do pożaru, może być bardzo wysoki. Żeby tego uniknąć, właściciele powinni zadbać o odpowiednie ubezpieczenie murów i elementów stałych lokalu – z polisy nieruchomości, właściciel będzie mógł liczyć na odszkodowanie.

Każdy student wprowadzając się do wynajmowanego mieszkania powinien pamiętać, że właściciel ubezpiecza tylko to, co należy do niego. Zatem wszelkie przedmioty, które należą do najemcy, takie jak smartfon, laptop, sprzęt RTV, AGD, sprzęt turystyczny czy własne meble – zazwyczaj nie są objęte ochroną. Dlatego w przypadku ich zniszczenia (na przykład na skutek zalania) lub kradzieży, ubezpieczyciel wypłaci odszkodowanie tylko za rzeczy należące do właściciela. Aby tego uniknąć, student tuż po wprowadzeniu się, powinien zadbać o ubezpieczenie przedmiotów we własnym zakresie. Zwłaszcza, że to raczej niewielki wydatek w stosunku do spokoju, który się nabywa. Co istotne, polisa obejmuje mienie należące zarówno do głównego najemcy wskazanego w umowie najmu, jak i osób, które z nim mieszkają. – Warto także pomyśleć o ubezpieczeniu OC w życiu prywatnym, które może się przydać nie tylko z racji najmowania mieszkania, ale w wielu innych niespodziewanych sytuacjach, np. wtedy, gdy zalejemy sąsiada – mówi Anna Materny, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Detalicznych.

 

Źródło; Grupa Gothaer

Rekordowe wyniki aktywności i sprzedaży deweloperów musiały w końcu odbić się na cenach mieszkań. Systematyczne wzrosty doprowadziły do tego, że aktualnie Indeks Cen Transakcyjnych znajduje się najwyżej od dokładnie sześciu lat.

Mimo realnej wizji pojawienia się na rynku tysięcy tanich mieszkań na wynajem pochodzących z programu Mieszkanie Plus, Polacy nie przestają kupować nieruchomości. 859,84 pkt – najnowszy odczyt Indeksu Cen Transakcyjnych Home Brokera i Open Finance ma wartość najwyższą od sierpnia 2011 roku. Ceny mieszkań w głównych ośrodkach miejskich wzrosły w ciągu roku o 3,4 proc. Warto jednak zwrócić uwagę na dynamikę w ostatnich miesiącach, przez ostatnie pół roku stawki wzrosły o 5,7 proc.

Główny Urząd Statystyczny regularnie informuje o kolejnych rekordach w działalności deweloperów. W okresie styczeń-lipiec tego roku wystąpili oni o ponad 80 tys. pozwoleń na budowę mieszkań, o prawie 40 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Imponują także wzrosty liczby rozpoczętych budów (28 proc. r/r) i lokali oddanych do użytkowania (10 proc. r/r). Tak wysoka aktywność firm jest pochodną zainteresowania ze strony kupujących.

Indeks Cen Transakcyjnych Home Broker i Open Finance

We wszystkich najważniejszych miastach ceny mieszkań w ostatnim roku wzrosły – wynika z obliczeń Home Brokera. Na szczególną uwagę zasługują Gdańsk i Łódź, gdzie roczna zmiana jest największa. W pierwszym mieście wzrost wyniósł 11,5 proc., a w drugim 28,1 proc. Szokować może dynamika zmiany w Łodzi, acz trzeba pamiętać, że historycznie przeciętna cena metra kwadratowego w tym mieście cechuje się dużą zmiennością, a rok temu mediana ceny była wyjątkowo niska (poniżej 3,6 tys. zł za mkw.) i obecny odczyt porównywany jest do tej niskiej bazy. To nie jest jednak tak, że inwestorzy rzucili się na lokale w Łodzi i ceny poszybowały w kosmos. Za taką zmianą stoi raczej zmiana struktury kupowanych nieruchomości. Gdy sprzedaje się mniej mieszkań starszych, a więcej nowych, w lepszych lokalizacjach, przeciętna cena transakcyjna rośnie. Nie znaczy to jednak, że rosną wyceny konkretnych lokali.

 

Drożej w wielu miastach

Mediana (to ona służy nam do wyliczeń) ceny metra kwadratowego wzrosła w większości miast, jedynymi dużymi miastami z obniżkami są w tym tygodniu Białystok, Gdynia i Katowice. Poza wspomnianymi Gdańskiem i Łodzią, po stronie wzrostów warto zauważyć Poznań (+7,5 proc.), Kraków (+4,3 proc.), Warszawę (+3,5 proc.) i Wrocław (+1,6 proc.). To największe rynki w kraju i skala zmian podobna do średniej dla całości nie powinna dziwić.

Piąty miesiąc z rzędu w górę poszła przeciętna cena w Warszawie, na początku roku było to poniżej 7 tys. zł za mkw., aktualnie zaś wartość ta przekracza 7350 zł za mkw. Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że w ostatnim roku ceny transakcyjne na stołecznym rynku pierwotnym najbardziej wzrosły na Bemowie, Bielanach, Ochocie i Wilanowie (5-6 proc.). Z kolei na rynku wtórnym jedyną dzielnicą, gdzie wzrost przekroczył 5 proc. była Praga Południe , za to na Ochocie i Włochach przeciętne stawki obniżyły się o ponad 6 proc. Aktywności kupujących sprzyja duże zróżnicowanie oferty, co dotyczy zarówno lokalizacji, jak i standardu i wielkości mieszkań.

Co stoi za wzrostami cen mieszkań w Polsce?

W ostatnich miesiącach mieszkania kupują zarówno osoby dysponujące gotówką jak i ci, którzy posługują się kredytem bankowym. Jeśli chodzi o rynek kredytowy, to rośnie zarówno przeciętna kwota, jak i liczba pożyczek. Jest to efektem korzystnej sytuacji gospodarczej, w której przy niskich stopach procentowych spada bezrobocie, rosną pensje, a pracownicy czują się bezpieczniej na swoich stanowiskach. Są więc skłonni do podejmowania takich decyzji jak zakup mieszkania. Dotyczy to zarówno osób inwestujących w lokal pod wynajem, jak i tych, którzy kupują nieruchomość dla siebie.

Z obliczeń Open Finance wynika, że trzyosobowa rodzina o zarobkach w wysokości dwukrotności średniej krajowej, chcąca dziś kupić mieszkanie, może pożyczyć na 30 lat około 480 tys. zł, co jest kwotą o ok. 70 tys. wyższą niż rok temu.

Dokąd zmierzamy?

Sytuacja na rynku mieszkaniowym poprawia się już od ponad czterech lat. Początkowo o trendzie decydował rosnący popyt gotówkowy, ale od początku 2017 roku rośnie też popyt na kredyty mieszkaniowe. Ten przez siedem miesięcy bieżącego roku wzrósł o około 16 proc. – wynika z szacunków BIK. Sytuacja jest o tyle zaskakująca, że o kredyt jest trudniej. Banki wymagają przecież 20-proc. wkładu własnego, a marże kredytowe rosną. Dążenie to ułatwia dobra sytuacja na rynku pracy, która skutkuje rosnącymi wynagrodzeniami i poziomem zatrudnienia.

Eldorado trwa też dzięki rekordowo niskiemu poziomowi stóp procentowych. To skutkuje niskim oprocentowaniem kredytów i lokat. Szczególnie dzięki słabej ofercie dla oszczędzających Polacy szukają alternatywy dla swoich pieniędzy, znajdując ją na rynku mieszkań na wynajem. Póki co nie powinni obawiać się braku najemców biorąc pod uwagę jak wielu Ukraińców przyjechało do Polski w poszukiwaniu pracy i lepszego życia. Rzadko kupują oni mieszkania (w 2016 r. niewiele ponad tysiąc), częściej stają się najemcami. Z szacunków Open Finance wynika, że zajmują przynajmniej 100-200 tys. mieszkań, a pamiętajmy, że w Polsce wynajmowanych jest oficjalnie ok. 650-700 tys. lokali.

Prezydent wpłynie na wzrost cen?

Dane Home Broker i Open Finance, ale też NBP czy REAS pokazują, że w takim otoczeniu ceny mieszkań rosną. Diagnoza jest prosta – popyt przewyższa podaż i to pomimo rekordowej aktywności deweloperów. Nie sposób ocenić jak długo sytuacja ta będzie jeszcze trwała. Oprócz przytoczonych wyżej motorów wzrostu warto też zwrócić uwagę na inicjatywę, którą niedawno zgłosił Prezydent.

Chodzi o projekt nowelizacji ustawy o funduszu wsparcia kredytobiorców. Paradoksalnie może on przynieść ulgę nie tylko kredytobiorcom walutowym, ale też doprowadzić do wzrostu popytu na mieszkania. Jak? Nowe prawo to dodatkowe koszty dla banków – nawet 3,2 mld zł rocznie. Podobnym obciążeniem był tzw. „podatek bankowy”, a wiązać można go ze spadkiem oprocentowania lokat o około 0,4 – 0,5 pkt. proc. To znowu zmotywowało wiele osób do zakupu mieszkania na wynajem, co pozwala dziś zarobić nawet ponad cztery razy więcej niż przeciętny bankowy depozyt. Problem w tym, że najświeższe dane NBP sugerują, że kwota trafiająca na rynek mieszkaniowy, wraz ze spadkiem oprocentowania, zaczyna rosnąć w sposób wykładniczy.

Przykład? W 2012 roku oprocentowanie rocznych lokat było na poziomie około 4,5 proc., a do biur sprzedaży deweloperów z siedmiu miast trafiali nabywcy, którzy co kwartał wydawali około 1,5 mld zł na mieszkania. W 2014 roku oprocentowanie depozytów spadło do poziomu około 2,5 proc., a zakupy gotówkowe opiewały na około 2,1 mld zł kwartalnie. Spójrzmy jednak co dzieje się dalej. W 2016 roku oprocentowanie spadło już nieznacznie – do poziomu około 1,8 proc., a zakupy gotówkowe wzrosły do średniego poziomu prawie 3,5 mld zł kwartalnie. Zaskakujący był natomiast pierwszy kwartał br. Oprocentowanie na poziomie około 1,65 proc. było na tyle nieatrakcyjne, że Polacy zanieśli do biur sprzedaży deweloperów aż 4,4 mld złotych gotówki. Jeśli sytuacja dalej tak będzie się rozwijać, to nawet niewielki spadek oprocentowania może skutkować znacznym wzrostem popularności zakupów mieszkań na wynajem, a pokonanie bariery 6, 7 czy nawet 8 mld złotych trafiających co kwartał na rynek wydaje się w świetle dostępnych dziś danych prawdopodobne.

Nie jest jednak tak, że przed rynkiem nie ma zagrożeń, które mogą doprowadzić do bolesnej korekty. Wielkimi krokami zbliża się koniec programu dopłat do kredytów. Lada moment na rynek zaczną trafiać też mieszkania budowane w ramach programu Mieszkanie Plus, a jeśli wierzyć zapowiedziom, to stawki czynszu mieszkań oferowanych w jego ramach mogą być nawet trzykrotnie niższe niż na rynku. To może doprowadzić do spadku popytu na mieszkania. Do tego z każdym dniem coraz bliższa staje się perspektywa podwyżek stóp procentowych, przez które kredyty mogą zdrożeć, a oprocentowanie lokat wzrosnąć stając się znowu realną alternatywą dla inwestowania w mieszkania. Takie ruchy z łatwością mogą schłodzić rozgrzany rynek mieszkaniowy.

 

Źródło: Home Broker

Rynek mieszkaniowy w Polsce od wielu lat dynamicznie się rozwija. Według danych GUS, w pierwszym półroczu 2017 roku oddano do użytkowania ponad 78 tys. mieszkań. Wydano również pozwolenia lub dokonano zgłoszenia na budowę ponad  13 tys. mieszkań, tj. o 33 proc. więcej niż 2016 r. Budujemy też coraz więcej domów. W związku z tym rośnie zapotrzebowanie na produkty ubezpieczeniowe chroniące nasze nieruchomości. Jednym z nich jest domowe Assistance, czyli usługa dodawana (często w pakiecie) do polis ubezpieczeniowych. Kiedy i w jakim zakresie możemy liczyć na pomoc w ramach Assistance? Co zrobić gdy dojdzie do zalania, awarii instalacji grzewczej lub pęknięcia rury? Jakie są koszty napraw hydraulicznych?

Z analizy Gothaer wynika, że Polacy, którzy decydują się na polisę mieszkaniową, coraz częściej rozszerzają jej zakres o poszczególne ryzyka wynikające z ich indywidualnych potrzeb a także oczekują większego wsparcia ze strony ubezpieczyciela. – Ubezpieczenie domu lub mieszkania zawiera również wsparcie oferowane w ramach Assistance. Niestety nie każdy ubezpieczony wie, że przysługuje mu prawo do takich usług, dlatego warto sprawdzić zakres i zasady działania każdej polisy. W Gothaer Assistance przysługuje wszystkim osobom korzystającym z ubezpieczenia „Cztery kąty” – niezależnie od tego, czy właściciel sam zamieszkuje nieruchomość, czy ją wynajmuje – wyjaśnia Anna Materny, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Detalicznych w Gothaer TU S.A.

Hydraulik w środku nocy może słono kosztować

Kuchnia, łazienka, piwnica, kotłownia są najbardziej narażone na zalanie. Jednak awarie związane z zalaniem mogą wystąpić wszędzie: tam gdzie są kaloryfery, ogrzewanie podłogowe, rury w ścianach – czyli praktycznie w każdym pomieszczeniu. Najczęstszą przyczyną awarii hydraulicznych są wadliwe lub stare i zużyte materiały o słabej jakości lub wytrzymałości. Jeżeli usterka, do której doszło jest powszechna i nie wymaga wymiany specjalnych części – pomoc możemy otrzymać dość szybko. W większych miastach funkcjonują tzw. pogotowia hydrauliczne, które działają przez całą dobę, jednak w przypadku mniejszych miejscowości na wizytę specjalisty możemy czekać od kilku godzin do kilku dni. Nawet jeśli hydraulik przybędzie na czas, może okazać się, że części, które uległy zniszczeniu nie są dostępne, a oczekiwanie na zamówione elementy może wiązać się z dewastacją mieszkania czy domu. Ceny usług hydraulicznych różnią się zależnie od doświadczenia fachowca, sposobu wykonania przez niego pracy i od regionu, w którym oferuje on swoje usługi. Przykładowo naprawa baterii (kranu) w umywalce kosztuje średnio 120 zł brutto, za wymianę mechanizmu spustowego spłuczki kompaktowej zapłacimy taką samą cenę. Gdy doliczymy koszt dojazdu fachowca na miejsce a także wynagrodzenie możemy narazić się na dużo większe wydatki.

Jak działa Assistance?

Ochrona w ramach Assistance polega na praktycznej pomocy to znaczy organizacji usługi, dojazdu odpowiedniego specjalisty oraz pokrycia kosztów robocizny. Oznacza to, że w przypadku kłopotów z zamkiem szybko pojawi się u nas ślusarz, a gdy dach zacznie przeciekać pomoże nam dekarz.
– W Gothaer zapewniamy wsparcie 10 specjalistów: elektryka, hydraulika, murarza, specjalisty RTV/AGD/ PC, stolarza, szklarza, ślusarza, dekarza, technika urządzeń grzewczych, technika urządzeń klimatyzacyjnych. Ubezpieczony otrzyma pomoc w ciągu 4 godzin od momentu zgłoszenia zdarzenia do Centrum Alarmowego Gothaer. Ponadto, jeżeli doszło do awarii pralki, lodówki lub innego sprzętu RTV/AGD/PC i nie ma możliwości usunięcia defektu, ubezpieczyciel pokryje koszt transportu sprzętu z nieruchomości do autoryzowanego serwisu i z powrotem – tłumaczy Anna Materny, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Detalicznych w Gothaer TU S.A. Oprócz tego Assistance zapewnia przeglądy bojlera, pieca, systemów kominowych, instalacji elektrycznej i gazowej, jeżeli doszło do ich zniszczenia na skutek nieszczęśliwego zdarzenia.

Wysokość składki i suma ubezpieczenia a pomoc specjalisty                                   

Jak podkreślają przedstawiciele Gothaer, polisy mieszkaniowe są jednymi z najtańszych na rynku. Biorąc pod uwagę wartość ubezpieczonego mienia, składki roczne są relatywnie niskie i zaczynają się już od ok. 100 zł. W zamian nabywamy nie tylko finansowe zabezpieczenie na wypadek szkód, ale przede wszystkim zaoszczędzamy sobie niepotrzebnych zmartwień i problemów, gdy do trudnej sytuacji rzeczywiście dojdzie – W przypadku Assistance suma ubezpieczenia w zakresie czynności związanych z udzieleniem natychmiastowej pomocy interwencyjnej wynosi 600 zł na jedno i wszystkie zdarzenia zaistniałe w okresie ubezpieczenia – podkreśla Anna Materny z Gothaer TU S.A. Pamiętajmy jednak, by zapoznać się z Ogólnymi Warunkami Ubezpieczenia ponieważ liczba interwencji w ramach Assistance jest ograniczona. – Ubezpieczonemu przysługuje jedna interwencja usługodawcy każdej specjalności w rocznym okresie ubezpieczenia. Jeżeli jedno zdarzenie wymaga interwencji kilku specjalistów, to przysługuje świadczenie łączne, do wyczerpania sumy ubezpieczenia – dodaje Anna Materny, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Detalicznych w Gothaer TU S.A.

Źródło: Grupa Gothaer

 

 

 

Statystyki policyjne są jednoznaczne: spada liczba kradzieży z włamaniem, a rośnie ich wykrywalność. Możemy czuć się bezpieczniej, ale to nie powinno uśpić naszej czujności. W 2016 r. w Polsce było 77,2 tys. kradzieży z włamaniem, z czego sprawców niemal 50 tys. nie wykryto. Home Broker podpowiada, jak zmniejszyć ryzyko takiego zdarzenia w czasie wyjazdu na wakacje.

Od kilkunastu lat policja notuje coraz mniej przestępstw w kategorii „kradzież z włamaniem”. Na początku XXI wieku każdego roku było 300-350 tys. takich przypadków, w 2015 r. liczba ta spadła poniżej 100 tys., a w ubiegłym roku było to „zaledwie” 77,2 tys. W ostatnich latach wykrywalność tego rodzaju przestępstw ustabilizowała się na poziomie 31-34 proc., w 2016 r. nie wykryto sprawców 49,6 tys. przestępstw, podczas gdy w 1999 r. było to aż 281,3 tys.

Nie dajmy się jednak zmylić optymistycznym statystykom. 70 tys. włamań rocznie to nadal dużo. Spora część z nich ma miejsce w okresie wakacyjnym, gdy opuszczamy swoje domostwa, a zaaferowani wyjazdem, zaniedbujemy środki ostrożności. Polacy lekceważą skuteczność zamków i okien antywłamaniowych, a alarm wydaje im się często fanaberią i niepotrzebnym wydatkiem. Zdanie zmieniają dopiero gdy dojdzie do nieszczęścia.

Liczba stwierdzonych w Polsce kradzieży z włamaniem (w tys.) i ich wykrywalność w latach 1999-2016

Wakacje to czas rozluźnienia, a jednocześnie okres żniw dla złodziei, którzy pod nieobecność domowników mają dużo czasu na obserwację i zaplanowanie włamania. Warto zrobić wszystko, by im to utrudnić.

Dobre okna i drzwi to podstawa

Z policyjnych danych wynika, że zdecydowana większość (80 proc.) włamań do domów następuje przez okna. Jeśli nie są one po prostu otwarte, to rabusie wpychają całe skrzydło do środka, wyważają uchylone okno lub wybijają szybę. Warto więc zainwestować w okna antywłamaniowe, bo choć nie chronią one przed włamaniem w 100 proc., to z całą pewnością utrudniają życie włamywaczom. A dla nich czas jest najważniejszy, jeśli nie da się szybko wejść do domu, często wolą zrezygnować, by nie narażać się na wpadkę.

Drugim istotnym elementem są drzwi wejściowe. Ważne jest, by wysoki poziom bezpieczeństwa miał cały system, czyli drzwi i zamek. Nie sztuką jest wstawić najlepszy zamek do drzwi z dykty. System jest tak silny jak silny jest jego najsłabszy element, trzeba więc o każdy z nich zadbać. Warto zainwestować kilka tysięcy złotych w dobre atestowane drzwi z solidnymi zamkami. Taki zestaw na pewno powstrzyma pierwszy szturm rabusiów. Dobrej jakości drzwi mają w środku pręty z hartowanej stali i wielopunktowy zamek, który blokuje drzwi nie tylko na wysokości klamki, ale i w podłodze lub górnej części ościeżnicy. Dodatkowo należy pamiętać o zabezpieczeniu przejść pomiędzy piwnicą i/lub garażem a domem, bo wejść do każdego domu jest kilka.

Zdrowy rozsądek i czujny sąsiad

Największym sprzymierzeńcem bezpieczeństwa domu w czasie wakacyjnego wyjazdu jest zdrowy rozsądek jego mieszkańców. Dokładne zamknięcie drzwi i okien to dobry punkt wyjścia, a wbrew pozorom, nie wszyscy tak robią. Unikajmy też takich „zabezpieczeń” jak chowanie kluczy od domu pod wycieraczką czy oszczędzanie na polisie ubezpieczeniowej.

Zdrowy rozsądek nakazuje też dobrze żyć z sąsiadami, bo to oni są najlepszym zabezpieczeniem domu w czasie nieobecności mieszkańców. Spostrzegawczy sąsiad zareaguje na obcego kręcącego się po posesji. Warto więc dobrze żyć z innymi mieszkańcami okolicy. Dobre relacje z ludźmi nie kosztują nic poza uprzejmością i ewentualnie czasem sześciopakiem piwa czy kiełbasą na grilla.

Gdy ktoś co jakiś czas pojawi się w domu, przewietrzy i podleje kwiaty to też będzie znak dla potencjalnych rabusiów, że nieruchomość nie jest pozostawiona bez opieki. Można także zakupić elektroniczne urządzenia włączające i wyłączające światło, które upozorują czyjąś obecność.

Nowe technologie w służbie bezpieczeństwa

Coraz więcej osób instaluje w domu alarm lub monitoring. Prosty system można podłączyć samodzielnie, a wystarczy wyłożyć 2-3 tys. zł, by mieć zestaw kilku kamer z podczerwienią i czujnikami ruchu. Do tego podgląd przez internet, zintegrowanie systemu z alarmem i mamy gotowe zabezpieczenie.

Minimalizowanie strat

Warto pamiętać, że większość złodziei szuka w domach i mieszkaniach rzeczy o wysokiej wartości i niewielkim rozmiarze. Istnieje mała szansa, że wyniosą wartościową lodówkę i telewizor, bo łatwiej jest zabrać gotówkę, biżuterię czy sprzęt fotograficzny i telefony komórkowe. Zwracajmy więc uwagę, by tego typu rzeczy były schowane, najlepiej w sejfie. Dobrej jakości sejf ochroni nie tylko przed włamaniem, ale i zalaniem czy pożarem – warto korzystać z niego na co dzień, a nie tylko przy okazji wyjazdów.

Dodatkowym zabezpieczeniem w razie dojścia do kradzieży jest wykupienie polisy ubezpieczeniowej. Składka roczna polisy, która zabezpiecza zarówno przed kradzieżą, jak i pożarem czy zalaniem, to co najmniej kilkaset złotych, ale pozwala spać spokojnie. Dla bezpieczeństwa warto też przeprowadzić ewidencję sprzętu trzymanego w domu – zdjęcia, numery seryjne, modele urządzeń itd. W razie kradzieży może to ułatwić poszukiwania.

 

Źródło: Home Broker

Taksa notarialna, prowizja za udzielenie kredytu, ubezpieczenie, prowizja pośrednika, opłaty sądowe i podatek od czynności cywilno-prawnych – to tylko kilka pozycji z całej listy kosztów związanych z zakupem mieszkania. W efekcie w 2015 roku nie wystarczy trzeba będzie mieć nie tylko 10%, ale nawet około 20% ceny mieszkania, żeby kupić lokal na kredyt.

Już za trzy tygodnie, a więc od 1 stycznia 2015 r., trzeba będzie posiadać przynajmniej 10-proc. wkład własny, aby kupić mieszkanie na kredyt. Czy to oznacza, że wystarczy posiadać 30 tys. zł, aby kupić mieszkanie warte 300 tys. zł? Niestety nie.

Po 2015 roku rewolucji już nie będzie

Warto pamiętać, że obowiązująca wersja rekomendacji S zakłada, że wymagania co do wkładu własnego będą rosnąć aż do 2017 roku. Od stycznia 2017 roku trzeba będzie posiadać 20-proc. wkład własny, w 2016 r. będzie to 15%, w 2015 roku 10%, a obecnie (w 2014 r.) wciąż wymagane jest 5% wkładu. Wbrew pozorom, najbardziej wyraźnymi zmianami były te wprowadzające wymóg posiadania 5-proc. wkładu własnego w 2014 roku i 10-proc. w roku kolejnym. Dalszy wzrost restrykcji może zostać przez kupujących niezauważony. Po 2015 roku co prawda rekomendacja narzuca bowiem obowiązek posiadania wyższego niż 10-proc. wkładu własnego, ale pozwala też na wykupienie ubezpieczenia, które pokryje brakujący wkład własny, ale tylko w kwocie przekraczającej 10%. Jednocześnie trzeba pamiętać, że nawet dziś banki często wymagają 20-proc. wkładu własnego, a od klientów posiadających tylko 5% czy 10%, wymagają dodatkowej opłaty tytułem ubezpieczenia brakującego wkładu.

Wkład własny to tylko jeden z listy wydatków

W praktyce bowiem lista wydatków związanych z zakupem mieszkania jest długa – wkład własny jest tylko jednym z jej elementów. Wszystkie koszty związane z zakupem mieszkania można podzielić na dwie główne kategorie: transakcyjne i kredytowe. Te pierwsze są niemal identyczne w przypadku kredytu zaciąganego na zakup mieszkania od dewelopera, jak i lokalu używanego. W obu przypadkach nabywca może być zmuszony do opłacenia kosztów związanych z wyceną nieruchomości (np. 300 zł), zapłaci także zbliżone kwoty za ubezpieczenie od ognia i wody. Do tego dochodzi jeszcze 200 zł opłaty za ustanowienie hipoteki i 19 zł podatku od czynności cywilno-prawnych.

Najwięcej przyszły kredytobiorca będzie musiał zapłacić za ubezpieczenie niskiego wkładu własnego oraz prowizję za udzielenie kredytu. Pierwsza z tych opłat opiewać może na przykład na 3% od kwoty różnicy między posiadanym wkładem własnym a równowartością 20% wyceny kupowanej nieruchomości(pobierana np. za trzy czy pięć lat z góry). Prowizja za udzielenie kredytu pochłania natomiast od 0 do 2% kwoty kredytu. Jeśli znowu przyjąć, że kredytobiorca chciałby kupić mieszkanie warte 300 tys. zł, to w grudniu br. wciąż mógłby zadłużyć się na 95% tej kwoty, płacąc za to prowizję w kwocie do 5 700 zł oraz ubezpieczenie niskiego wkładu w wysokości około 1 350 zł. W styczniu, gdy trzeba będzie wnieść w gotówce przynajmniej 10% ceny zakupu, opłaty te odrobinę spadną – odpowiednio do 5 400 zł i 900 zł. W sumie daje to więc łączny koszt kredytowy na poziomie 7 869 zł w 2014 r. i 7 119 zł w 2015 r. Całe szczęście w praktyce często banki obniżają kwoty tych opłat albo przynajmniej część okołokredytowych kosztów doliczają do pożyczanej kwoty. Dzięki temu więc nie trzeba np. prowizji opłacać gotówką, ale potem powiększy ona comiesięczne raty.

wklad_wlasny_t1Zakup nowego kosztuje mniej

W kategorii kosztów transakcyjnych sytuacja wygląda zupełnie inaczej – koszty związane z zakupem mieszkania nowego są znacznie niższe niż w przypadku zakupu lokalu używanego. Powody są dwa – podatek od czynności cywilno-prawnych i prowizja pośrednika. Oba te elementy występują niemal wyłącznie na rynku wtórnym. Podatek od czynności cywilno-prawnych (PCC) płaci kupujący przy podpisaniu aktu notarialnego. Stawka to 2% wartości nieruchomości. Przy zakupie mieszkania o wartości 300 tys. zł, wspomniany podatek pochłonie 6 000 zł. Sporym kosztem może się okazać prowizja pośrednika. Tradycyjnie ustalana jest ona na poziomie 3% wartości nieruchomości plus VAT, choć można negocjować jej wysokość, więc jest szansa na obniżenie wydatków do 1-2% wartości nieruchomości. Ale przy naszych wyliczeniach przyjmiemy prowizję na poziomie 3% plus VAT, co w przypadku naszego modelowego mieszkania daje koszt rzędu 11 070 zł.

wklad_wlasny_t2Pozostałe koszty uderzają nabywcę mieszkania po kieszeni już w znacznie mniejszym stopniu. Dla przykładu taksa notarialna przy zakupie mieszkania za 300 tys. zł pochłonie do 1,2 tys. zł w przypadku zakupu mieszkania używanego, a za 5 odpisów z aktu notarialnego po 10 stron notariusz zażądać może 369 zł. Na rynku pierwotnym koszty te mogą być wyższe, bo zarówno umowę deweloperską (podobną do przedwstępnej na rynku wtórnym), jak i końcową przenoszącą prawo własności trzeba podpisać u notariusza. Plus jest taki, że pierwszy wydatek współdzielą deweloper i nabywca. W modelowym przypadku nabywca nowego mieszkania musi się liczyć z taksą na poziomie około 1,8 tys. zł i opłatami za wypisy na poziomie około 0,6 tys. zł. Do tego dochodzą jeszcze opłaty sądowe. Jeśli księgę wieczystą nieruchomości trzeba dopiero założyć, kosztować to będzie 60 zł. Wpis właściciela w księdze pochłonie ponadto 200 zł.

wklad_wlasny_t3W związku z podniesieniem od stycznia wymagań co do posiadania wkładu własnego, łączne wydatki związane z zakupem modelowego mieszkania wzrosną. Zakup w 2015 r. wymagać będzie posiadania w gotówce kwoty o 14,25 tys. zł wyższej niż w 2014 r. Zmiana wprowadzona rekomendacją może się okazać bardziej dotkliwa dla osób, które chciałyby kupić mieszkanie używane. W modelowym przypadku łączne koszty zakupu mieszkania w styczniu wynieść mogą około 56 tys. zł w przypadku lokalu z drugiej ręki i 40 tys. zł w przypadku mieszkania nowego. Dla porównania kupujący jeszcze w grudniu będą potrzebować 25,5 tys. zł na nowe mieszkanie o wartości 300 tys. zł i prawie 42 tys. zł przy zakupie lokalu z drugiej ręki. Oczywiście, tak jak wspomniano, w praktyce koszty te mogą być znacznie niższe – szczególnie dzięki negocjacji stawek opłat i prowizji z notariuszem, pośrednikiem lub bankiem. Kupując na kredyt używane „M” trzeba mieć nawet 19% ceny w gotówce.

wklad_wlasny_t4fota (300 DPI, 1024 PNG)

 

 

Bartosz Turek, Lion’s Bank

Najem w Polsce jest wciąż drogi, choć pochłania znacznie mniejszą część domowego budżetu niż przed dekadą – wynika z szacunków Lion’s Bank. Do zachodnich standardów wciąż jest jednak daleko.

34,4% – aż taką część budżetu statystycznego Polaka pochłaniają wydatki na najem. Tak przynajmniej wynika z szacunków opartych o dane Eurostatu. Wydają się one wiarygodne, biorąc pod uwagę jak sporą część wynagrodzenia muszą przeznaczyć na najem single mieszkający w miastach wojewódzkich.

Jak oszacowaliśmy jaka część budżety domowego pochłaniają wydatki na najem?

Teoretycznie czynsz stanowi wydatek na poziomie jedynie 1,446% przeciętnego domowego budżetu (Dane Eurostat za 2013 r.). Trzeba jednak uwzględnić fakt, że z najmu korzysta w Polsce relatywnie niewiele osób (4,2%), a więc udział wydatków na najem jest w przypadku osób, które faktycznie są najemcami jest prawie 24 razy wyższe niż w budżecie statystycznego Polaka.

Singiel najwięcej wyda na najem

Singiel, który mieszka w mieście wojewódzkim i zarabia równowartość średniej pensji dla danego ośrodka, na czynsz za wynajem mieszkania wydaje średnio 40% swojego wynagrodzenia netto (od 32% w Łodzi do 47% w Warszawie czy 46% w Krakowie). W przypadku pracującej pary, udział kosztów najmu w domowym budżecie będzie oczywiście statystycznie niższy. Ale nawet jeśli przyjmiemy, że wynajmujący mieszkania na czynsz przeznaczają przeciętnie co trzecią złotówkę, to i tak uzyskujemy bardzo wysoki współczynnik. Dla porównania bowiem wynajem 30-metrowej kawalerki w Berlinie kosztuje niecałe 400 euro. Kwota ta odpowiada około 15% przeciętnego niemieckiego wynagrodzenia netto.

najem_pochlaniaNajem pochłania coraz mniej

Na tle tego porównania niewielkim pocieszeniem jest fakt, że w ostatnich latach wynagrodzenia rosły szybciej niż stawki czynszów. Dzięki temu – jak wynika ze statystyk GUS i Eurostatu – w wydatkach rodziny, która wynajmuje mieszkanie, czynsz zajmuje coraz mniejszą część comiesięcznych wydatków, dążąc do warunków zachodnich.

Pomiędzy rokiem 2003 i 2013 przeciętne wynagrodzenie brutto wrosło w Polsce o 67,5% (dane GUS). W tym samym czasie przeciętny czynsz wzrósł o 41,6%. Jeśli więc dziś przeciętny najemca wydaje na czynsz 34,4% swojego wynagrodzenia, to w 2003 roku wydawał 40,7%, a więc wyraźnie więcej niż dziś (o 18,3%).

najem_pochlania2png
fota (300 DPI, 1024 PNG)

 

autor: Bartosz Turek, Lion’s Bank

Nawet co piąty zainteresowany kredytem mieszkaniowym, czyli grubo ponad 30 tys. osób będzie miało problem z pożyczeniem pieniędzy na mieszkanie – wynika z ankiety przeprowadzonej wśród doradców Open Finance. Wszystko z powodu wymogu posiadania 10 proc. wartości kredytowanej nieruchomości od 2015 r.

Zgodnie z zaleceniami Komisji Nadzoru Finansowego od przyszłego roku bank nie pożyczy na mieszkanie więcej niż 90 proc. jego wartości. Klient będzie musiał mieć własne pieniądze na 10 proc. zakupu. Tymczasem kłopotem jest już 5-proc. wkład własny wymagany od tego roku, choć klienci są w stanie sobie z nim poradzić. Zdaniem doradców Open Finance przy 10 proc. wkładzie własnym 15-20 proc. zainteresowanych kredytem mieszkaniowym nie zgromadzi w krótkim czasie koniecznej sumy. Odejdą z kwitkiem i zostaną zmuszeni do przełożenia planów. Biorąc po uwagę roczną liczbę nowo udzielanych kredytów przed poważnym problemem stanie około 30 tys. osób.

Sposoby na wkład własny: od kredytu po drugą nieruchomość

Już teraz część pożycza w bankach pieniądze na wkład własny, ale kredyt na 5 proc. ceny nieruchomości to nie to samo co na 10 proc. Na dodatek jest to niezgodne z zaleceniami nadzoru finansowego, który zakazuje takich praktyk. Posiłkowanie się kredytami konsumpcyjnymi w dojściu do kredytu mieszkaniowego z pewnością od przyszłego roku stanie się jednak powszechniejsze. Zwiększy się dzięki temu ruch w bankach i to na najbardziej rentownych produktach.

Wzrośnie też rola rodzinnej pomocy finansowej. W nowych warunkach częściej stosowanym rozwiązaniem może też być włączenie pod zabezpieczenie kredytu dodatkowej nieruchomości. Wszystkim chętnym jednak się nie uda.

Wzrośnie rola MdM

Wzrost wymaganego wkładu własnego z pewnością spowoduje, że zwiększy się też znaczenie programu Mieszkanie dla Młodych, który za klienta opłaca od 10 do 15 proc. ceny mieszkania. Dzięki temu poprawi się wykorzystanie państwowych dopłat, co w tym roku nie wygląda najlepiej. MdM to nie jest jednak rozwiązanie dla każdego. Nowo nabywane mieszkanie musi pochodzić wyłącznie z rynku pierwotnego i mieścić się w określonej cenie, co często mocno ogranicza wybór.

W nowych warunkach, osoby bez oszczędności na zakup mieszkania z pewnością będą mniej wybredne i chętniej zaakceptują nawet kiepsko położone M, pod warunkiem, że będzie dofinansowane. Skorzystają na tym deweloperzy z ofertą lokali kwalifikujących się do programu pomocy.…i mieszkań używanych.

Wzrośnie też rola rynku wtórnego, szczególnie mieszkań w dobrym stanie nadającym się do natychmiastowego wprowadzenia. Spadnie bowiem chęć do zakupu nowych mieszkań w stanie deweloperskim, do których trzeba na wykończenie dołożyć po ok. 1 tys. zł na mkw.

Warto pamiętać, że poza wkładem własnym klient sporą sumę musi też mieć na opłaty transakcyjne i kredytowe, przeważnie jest to od 6 do 9 proc. wartości nieruchomości. W przypadku mieszkania za 300 tys. zł wraz z wkładem własnym potrzeba od 48 do 60 tys. zł.

W 2016 r. wkład własny rośnie do 15 proc., ale resztę ponad 10 proc. można ubezpieczyć.

Obawy o dalsze podnoszenie wkładu własnego nie są na szczęście uzasadnione, bo kolejne wzrosty w 2016 r. do 15 proc. i w 2017 r. do 20 proc. można będzie objąć ubezpieczeniem brakującego wkładu. Klient bezwarunkowo będzie musiał mieć jednak 10 proc. wartości kredytowanej nieruchomości, który to obowiązek wchodzi w życie od stycznia 2015 r.

rok

wartość (mld zł) liczba tys. sztuk
2007 55,9 314,3
2008 57,1 286,8
2009 38,7 189,2
2010 48,7 230,4
2011 49,2 231,2
2012 39,1 196,6
2013 36,5 176,9
I poł. 2014 18,4 87,44

 Już dziś można się spodziewać, że wyższe wymagania, szczególnie w pierwszym roku ich obowiązywania przełożą się na spadek sprzedaży kredytów mieszkaniowych. Jak pokazują dotychczasowe wyniki, nie będą temu w stanie zapobiec nawet niskie stopy procentowe. Od połowy 2013 r., gdy doliczany najczęściej do marży kredytów mieszkaniowych WIBOR 3M wynosił jedynie 2,7 proc. do połowy 2014 r. udzielonych zostało niecałe 179 tys. kredytów. Tymczasem za optymalną wartość dla rynku uznaje się liczbę około 200 tysięcy kredytów mieszkaniowych rocznie jak miało to miejsce np. w 2012 r.

Około połowy kredytów z niskim wkładem własnym

Klienci z dużymi pieniędzmi na wkład własny w bankach już byli. Jak wynika z danych Związku Banku Polskich w latach 2008 i 2009 kredytów na ponad 80 proc. wartości nieruchomości udzielano między 26 a 32 proc. W kolejnych latach było to już od 43 do 53 proc. W zeszłym roku, gdy wiele osób chciało zdążyć z kredytem przed wejściem w życie obowiązku posiadania 5 proc. wkładu własnego odsetek ten wynosił 53 proc. Po I połowie tego roku było to 52 proc. kredytów.

halina_BIG

Halina Kochalska, Open Finance

Od 150 tys. zł do ponad 64 mln złotych – z grubsza tak szeroki jest zakres cen oferowanych dziś na sprzedaż zamków w Europie. Najmniejszym budżetem trzeba oczywiście dysponować kupując obiekt w ruinie. Odrestaurowanie go może jednak pochłonąć niemałą fortunę.

Romantyczne marzenia o własnym pensjonacie w górach, domu z dostępem do linii brzegowej, dworku lub nawet zamku nawiedzają wcześniej czy później niemal każdego. Realizacja takich marzeń wymaga jednak kapitału. Tym razem Lion’s Bank sprawdził jak musi on być duży, gdy ktoś chce zostać właścicielem zamku.

Zamek za samochód

Wyniki mogą zaskakiwać. Okazuje się bowiem, że wystarczy już 150 tys. złotych, aby kupić jeden z najtańszych, o ile nie najtańszy, dostępny dziś w sprzedaży zamek. Oferta taka czeka na nowego nabywcę w województwie lubuskim. Jak wynika z informacji firmy Dolana, zamek, którego historia sięga XIV w., znajduje się niedaleko rzeki, a częściowo okala go sucha fosa. Powierzchnia obiektu to 400 m kw., a park, który otacza zamek ma prawie 3 ha. Niestety zamek kwalifikuje się do kapitalnego remontu. Trzeba więc ponieść wysokie nakłady, aby przywrócić mu dawną świetność. Efektem jest okazyjna cena. Co ciekawe w zamian za zamek obecny właściciel skłonny jest przyjąć w rozliczeniu mieszkanie lub samochód.

zamek_na_kazda_kieszen9Zamek w województwie lubuskim, cena ofertowa 150 tys. zł, źródło: dolana.pl

Stare mury przyciągają biznes

Nie powinno ulegać wątpliwości, że nie tylko koszty odrestaurowania zabytkowego obiektu są wysokie. Sporo kosztuje także utrzymanie własnego zamku. Często więc z ruin podnoszone są historyczne mury, w których później działa hotel, spa czy restauracja. Dzięki temu tętnią one życiem, a portfel właściciela ma szanse pęcznieć, a nie topnieć. Jeśli ktoś chciałby ominąć czasochłonną i kosztowną procedurę rewitalizacji i uruchamiania w starych murach hotelu lub restauracji, także znajdzie na rynku nieruchomości coś dla siebie. Przykładem może być zamek w miejscowości Krąg (woj. zachodniopomorskie). Tam to właśnie na właściciela czeka zamek rycerski z końca XV wieku wraz ze znacznie młodszymi zabudowaniami (folwarkiem i stajnią). Łączna powierzchnia zamku i zabudowań to ponad 3,5 tys. m kw. Do tego dochodzi teren o powierzchni około 26 ha z parkiem i jeziorem w otoczeniu lasów i wzgórz. Obiekt dysponuje miejscami noclegowymi dla 120 osób, a wewnątrz urządzona także apartament, w którym zamieszkać może właściciel. Do tego w zamku mieści się restauracja, sala koncertowa, sala balowa, sala rycerska i biblioteka. Cena ofertowa to 15,5 mln zł.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERAZamek w Krągu, woj. zachodniopomorskie, cena ofertowa 15,5 mln zł, źródło: wgn.pl

Na Zachodzie zamki są droższe

Wspomniana kwota 15,5 mln zł nie jest wcale górną granicą ceny jaką można zapłacić za zamek w naszej części globu. Przykład? Zamek Hampton Court w hrabstwie Hereford (Wielka Brytania). Jest to sporej wielkości nieruchomość zajmująca łącznie obszar prawie 380 hektarów. W samym zamku znajduje się 26 sypialni, 23 łazienki i takie pomieszczenia jak: hall bankietowy, prywatna kaplica, sala balowa, biblioteka, jadalnia, oranżeria, galeria. Cała nieruchomość jest oczywiście wyposażona i wykończona zgodnie z wymaganiami minionych epok. Cena ofertowa to 12 mln GBP (równowartość 64,1 mln zł).

zamek_na_kazda_kieszen4Hope under Dinmore, Leominster, Hereforfshire, cena ofertowa 12 mln GBP, źródło Kinght Frank

 

Na wspomnianą cenę składają się też oprócz okalających zamek ogrodów także: dwa gospodarstwa rolne, 6 wiejskich domów, tradycyjne zabudowania, pastwiska i lasy.

zamek_na_kazda_kieszen3Hope under Dinmore, Leominster, cena ofertowa 12 mln GBP, źródło Kinght Frank

Ciekawą propozycją jest też XII – wieczny zamek we Francji (okolice Limoges). Dostępu do niego broni fosa i drewniany most zwodzony. Choć podczas prac restauratorskich wprowadzono ułatwiające życie współczesne rozwiązania, zachowano tradycyjne dębowe podłogi, granitowe kominki, gotyckie stropy i inne dzieła sztuki. Mury zamku pamiętają czasy największych rycerskich rodzin, a także wizytę Henryka IV. Powierzchnia użytkowa zamku to 1500 m kw., a całej posiadłości prawie 17 ha. Niestety cena ofertowa nie jest podana do publicznej wiadomości

zamek_na_kazda_kieszen5Okolice Limoges, Francja, cena ofertowa dostępna na życzenie, źródło telegraph.co.uk i vladi-private-slands.de

Zamki też bywają kompaktowe

Nie należy jednak ulegać błędnemu wrażeniu, że na Zachodzie zamki mogą być tylko droższe niż nad Wisłą. W relatywnie drogiej Anglii można bowiem znaleźć kameralny zamek w bardzo dobrym stanie, którego cena ofertowa to 268 tys. GBP (równowartość około 1,4 mln zł). Zamek został wzniesiony w 1842 roku z kamienia i znajduje się w hrabstwie Worcester. Powierzchnia użytkowa to niespełna 73 m kw., a więc idealna dla rycerza szukającego kompaktowej nieruchomości. W zamku znajdują się dwie sypialnie, pokój dzienny oraz ośmioboczna trzypiętrowa wieża, na której szczycie znajduje się wyjście na taras.

zamek_na_kazda_kieszen1Arley Tower, Bewdley, Worcestershire, cena ofertowa 268 tys. GBP, źródło Knight Frank

Innym przykładem kompaktowego zamku jest fortyfikacja zbudowana w 1780 w hrabstwie Shrop. Tam na powierzchni prawie 140 m kw. znaleźć można 3 sypialnie, salon i dwie łazienki. Zamek jest świeżo odrestaurowany i wyposażony z zachowaniem szczegółów z epoki. Atutami nieruchomości są też widok z okien i tarasu roztaczający się na okolicę (zamek wzniesiono na niewielkim wzgórzu) oraz zadbany ogród o powierzchni około 0,7 ha. Cena ofertowa to 750 tys. GBP (4 mln zł).

zamek_na_kazda_kieszen6Sham Castle, Acton Burnell, Shropshire, cena ofertowa 750 tys. GBP, źródło Struttand & Parker

Apartamenty zamkowe

Co ciekawe na Zachodzie nie trzeba od razu kupować całego zamku, aby w nim na co dzień mieszkać. Nierzadko znaleźć można bowiem oferty sprzedaży części zamku zamienionej na apartament. Cieszą się one przeważnie dużym zainteresowaniem nabywców i znikają z rynku szybciej niż całe zamki. Przykładem może być luksusowy apartament znajdujący się na pierwszym piętrze historycznego zamku w południowej części Edynburga. Apartament składa się z 3 sypialni, bawialni, pokoju dziennego i 2 łazienek. Zamek otacza czterohektarowy teren z klasycznym angielskim ogrodem. Cena ofertowa wynosiła 795 tys. GBP, niestety jeśli ktoś tą nieruchomością byłby zainteresowany, to niedawno znalazła już ona nabywcę.

zamek_na_kazda_kieszen2Bonaly Tower, Edinburgh, źródło telegraph.co.uk i Knight Frank

Wciąż z w sprzedaży jest natomiast apartament w zamku Thurland w Lancashire (Wielka Brytania). Składa się on z 3 sypialni, pokoju dziennego otwartego na kuchnię, bawialni, gabinetu do pracy, tarasu i garażu. Cena ofertowa to 995 tys. GBP (5,3 mln zł). Właściciel apartamentu w zamku ma oczywiście prawo do korzystania ze wspólnego terenu, czyli czterohektarowego parku i kortu tenisowego.

zamek_na_kazda_kieszen7Thurland Castle, Lune Valley, Lancashire, cena ofertowa 995 tys. GBP, źródło telegraph.co.uk i Savills

Jeszcze niedawno w tym samym zamku do sprzedania był mniejszy apartament, którego cena ofertowa wynosiła 375 tys. GBP, ale on także znalazł już nabywcę.

fota (300 DPI, 1024 PNG)

Bartosz Turek, Lion’s Bank

Amstar i BBI Development S.A. połączyły siły, aby pozyskać najbardziej rozpoznawalny projekt deweloperski w Polsce – inwestycję Złota 44.

Przejęcie inwestycji od Orco Property Group zostało sfinalizowane wczoraj. Złota 44 została zakupiona za atrakcyjną, niewygórowaną kwotę 63 mln euro.

3_resize52-piętrowy (192 m.) wysokościowiec, który nabyło konsorcjum, oferujący luksusowe mieszkania, został zaprojektowany przez światowej sławy architekta polskiego pochodzenia – Daniela Libeskinda i jest jednym z najwyższych wieżowców mieszkalnych w Unii Europejskiej. Amstar i BBI Development S.A. wspólnie zakończą realizację inwestycji i przygotują do sprzedaży 266 luksusowych apartamentów. Prace wykończeniowe w obiekcie Złota 44 rozpoczną się w I kwartale 2015 r., a planujemy, że pierwsi rezydenci zamieszkają w luksusowym apartamentowcu za około 2 lata. Obaj partnerzy gwarantują duże doświadczenie w realizacji i zarządzaniu projektami o skali inwestycji Złota 44.

 „Złota 44 jest dla nas wielkim wyzwaniem. Jesteśmy pewni, że nasze wspólne kompetencje w realizacji wymagających projektów, a także stabilizacja finansowa projektu jaką gwarantujemy, pozwolą na sfinalizowanie tej znakomitej inwestycji” – powiedział Michał Skotnicki, Prezes BBI Development S.A.

Jason Lucas, Prezes Zarządu Amstar Global Partners. dodał: „Rozpoczęcie współpracy z BBI Development S.A. poprzedzone było prowadzeniem głębokich analiz rynku i badaniem potencjału partnerów. Cieszymy się, że połączymy nasze siły z wiodącym deweloperem o szerokim doświadczeniu na rynku warszawskim. Oferujemy nasze pełne zaangażowanie w ponowne uruchomienie projektu i zapewnienie mu sukcesu realizacyjnego. Przejęcie inwestycji Złota 44 rozpoczyna naszą działalność na polskim ryku. Mamy nadzieję na dalsze wspólne realizacje inwestycji z firmą BBI Development, którą postrzegamy jako wiarygodnego i doświadczonego partnera”.

Wybitny architekt i wizjoner Daniel Libeskind, który jako autor koncepcji wspiera inwestycję na każdym etapie jej realizacji, podkreślił: „Złota 44 jest projektem bliskim mojemu sercu. To prawdziwy zaszczyt móc realizować go w moim ojczystym kraju. Jestem pewny, że nowi inwestorzy wniosą do projektu nową energię, dzięki czemu inwestycja zakończy się sukcesem i stanie się przyszłym symbolem Warszawy”.

Tomas Salajka, Dyrektor Generalny Orco Property Group, powiedział: „Złota 44 jest unikalnym projektem w skali europejskiej – wyróżniającym się doskonałą architekturą wizjonera Daniela Libeskinda, luksusem i świetnym położeniem w centrum Warszawy. Cieszymy się, że ta inwestycja ma już za sobą komplikacje spowodowane głównie czynnikami zewnętrznymi, spowodowanymi kryzysem finansowym. Powierzamy Złotą 44 doświadczonemu konsorcjum złożonemu z partnera lokalnego i globalnego. Amstar i BBI Development S.A. wspólnie mogą dokończyć realizację tego dzieła i zapewnić mu także sukces komercyjny”.

192-metrowej wysokości Złota 44 jest jednym z najbardziej luksusowych projektów mieszkaniowych w Unii Europejskiej, zlokalizowanych w ścisłym centrum Warszawy, oferującym szeroki wachlarz zindywidualizowanych usług i wyjątkową atmosferę dla swoich mieszkańców.

BBI Development S.A.

15 mln Polaków planuje w tym roku wakacje, większość z nich (niemal siedmiu na dziesięciu) zostanie w kraju, na zagraniczne wojaże wybiera się ponad 5 mln osób. Znalezienie miejsca noclegowego to jeden z kluczowych punktów przygotowania udanego urlopu. Home Broker podpowiada, jak przygotować się do wakacyjnego wyjazdu.

Z badania przeprowadzonego przez firmę ubezpieczeniową Mondial Assistance wynika, że niezmiennie najpopularniejszym kierunkiem zagranicznych wyjazdów wakacyjnych jest Chorwacja (14 proc. wskazań), która wyprzedza Grecję (12 proc.) i Hiszpanię (10 proc.). Na czwartym miejscu w zestawieniu znalazły się Włochy (7 proc.). Pod tym względem nic się nie zmienia, te kraje od lat są w ścisłej czołówce, znaczące spadki zanotowały m.in. Bułgaria i Turcja.

Jak pokazuje inne badanie, przeprowadzone przez CBOS, zdecydowana większość wyjazdów organizowanych jest samodzielnie, bez udziału np. biura podróży. Taka organizacja od A do Z daje bez wątpienia sporo satysfakcji i wyjazd powinien być dokładnie dopasowany do oczekiwań, ale z drugiej strony wymaga sporo zachodu. Jedną z najtrudniejszych spraw do załatwienia jest znalezienie odpowiedniego miejsca na nocleg. Home Broker przyjrzał się serwisom internetowym ułatwiającym znalezienie miejsca noclegowego, warto bowiem wiedzieć jakie zasady obowiązują nie tylko przy dokonywaniu rezerwacji, ale także na przykład przy rezygnacji z niej.

Chętni do zarezerwowania apartamentu w Barcelonie lub domu wakacyjnego w Toskanii pierwsze kroki kierują do kilku największych serwisów międzynarodowych, ale warto rozejrzeć się także za lokalnymi portalami, takowe prężnie działają m.in. w w/w stolicy Katalonii. Trzeba jednak zwracać uwagę na profil danej strony, bo niektóre specjalizują się np. w willach i oferta mieszkań będzie tam bardzo skromna. Najlepiej byłoby przeanalizować oferty kilku.

Nie wszędzie zapłacisz przelewem
Podstawowym wyposażeniem przy rezerwowaniu noclegu jest karta kredytowa. Jest ona najczęściej niezbędna do potwierdzenia rezerwacji – dokonywana jest tzw. preautoryzacja (sprawdzana jest jej ważność i dostępność środków). Na Booking.com karta kredytowa jest właściwie jedynym sposobem pokrycia kosztów noclegu, ale już np. Atraveo czy Interhome umożliwiają zapłacenie także bankowym przelewem. To oczywiście trochę dłużej trwa, ale daje szansę na dokonanie rezerwacji osobom, które nie chcą korzystać z karty kredytowej w internecie lub w ogóle jej nie mają.

Uwagę zwracać trzeba też na termin i podział płatności. Zwykle mamy niewiele czasu od momentu rezerwacji na wpłacenie zaliczki, a resztę środków trzeba uiścić do określonego punktu przed rozpoczęciem pobytu. Np. w Interhome 30 proc. trzeba wpłacić w ciągu 10 dni od daty rezerwacji, a w Novasol mamy na to 8 dni, ale kwota zaliczki to 25 proc. W przypadku rezerwacji dokonywanej krótko przed wyjazdem, zwykle należy od razu uiścić całą kwotę.

Przegląd serwisów rezerwacyjnych

Strona Uwagi
Atraveo Należy do koncernu turystycznego TUI Travel PLC, wybór domów i mieszkań (głównie w Europie) płatność możliwa i przelewem i kartą kredytową.
Booking.com Specjalizuje się w hotelach, ale ma też wybór nieruchomości wakacyjnych, także poza Europą, płatność głównie kartą kredytową.
Belvilla Specjalizacja: domki letniskowe w 20 krajach europejskich. Płatność kartą kredytową i przez PayPal.
Casamudo Oferty z całej Europy oraz USA. Płatność przelewem lub kartą kredytową.
Interhome Domy i apartamenty w całej Europie, płatność kartą lub przelewem.
Novasol Obejmuje kraje europejskie, płatność głównie kartą kredytową.
TripAdvisor Obejmuje kraje europejskie, płatność głównie kartą kredytową.
Źródło: Home Broker na podstawie stron WWW

Poza sezonem jest łatwiej
W momencie dokonywania rezerwacji dowiemy się często nie tylko o tym, w jakich terminach dana nieruchomość będzie wolna, ale i na jakie okresy można w ogóle dokonywać rezerwacji. Zwykle w najpopularniejszych regionach turystycznych jest tak, że w sezonie można rezerwować tylko pełne tygodnie (często rozpoczynające się od soboty). Poza sezonem i najbardziej obleganymi miejscami występuje większa elastyczność.

Każdy klient ma inne oczekiwania, a nieruchomości są zwykle przygotowane standardowo. Jeśli więc chcemy pojechać na wakacje z psem lub mamy małe dziecko i będzie potrzebny fotelik do stołu, trzeba sprawdzić istnienie takich możliwości. Niektóre udogodnienia dostępne są za darmo, za inne trzeba zapłacić. Często wszystko można załatwić już w trakcie procesu rezerwacji.

Uwaga na zasady rezygnacji
Odrębna sprawa to ewentualne anulowanie rezerwacji. Tutaj wszystko zależy od tego, kiedy się rozmyślimy. Jeśli dojdzie do tego zaraz po dokonaniu rezerwacji, jeszcze przed wpłaceniem zaliczki, to nie ma problemu. Ale jeśli zmiana zdania nastąpi później, trzeba liczyć się z kosztami takiej decyzji. Np. w Interhome koszt taki rośnie od 10 proc. na 1,5 miesiąca przed rozpoczęciem pobytu do 80 proc. na 28 lub mniej dni przed wyjazdem.

Wyjściem jest wykupienie ubezpieczenia na wypadek odwołania wyjazdu. Kosztuje ono od kilku do 10 proc. kwoty, na którą opiewa rezerwacja, ale jeśli przewidujemy, że może dojść do takiej sytuacji, warto się zastanowić nad takim zabezpieczeniem, bo przy rodzinnych wakacjach koszt podstawowego ubezpieczenia nie powinien przekroczyć kilkuset złotych. Pamiętajmy jednak o dokładnym przeczytaniu warunków ubezpieczenia. Niektóre polisy zwracają nawet środki za niewykorzystane dni wyjazdu jeśli w trakcie urlopu dojdzie do nieoczekiwanej historii, inne zaś mają dużo wyłączeń i realne otrzymanie odszkodowania jest trudne.

Marcin Krasoń, Home Broker

Eksperci

Co czeka branżę Consumer Finance? Prognoza 2020

Początek nowej dekady będzie dla branży pożyczkowej pełen wyzwań. Katarzyna Jóźwik, Dyrektor General...

Polacy puszczają z dymem 105 tysięcy mieszkań rocznie

W bieżącym roku Polacy wydadzą na wyroby tytoniowe około 28 miliardy złotych – wynika z szacunków HR...

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

AKTUALNOŚCI

Prezydent RP Andrzej Duda oficjalnie otworzył Dom Polski zorganizowany przez PZU i Pekao

Prezydent Andrzej Duda otworzył dziś oficjalnie Dom Polski w Davos. PZU i Pekao już po raz drugi zor...

Miało być źle, będzie jeszcze gorzej – zmiany w rozliczeniach firm

Minimalna pensja jest jeszcze wyższa niż planowano w 2019 roku, dodatkowy roczny koszt poniesiony pr...

Gdzie spodziewać się cyberzagrożeń w 2020 roku?

Najnowszy „2020 Threat Report” ukazuje przewidywania dotyczące zagrożeń czekających w cyberprzestrze...

PIT-11: idą zmiany!

Do końca stycznia pracodawcy mają czas na dostarczenie w formie elektronicznej PIT-11 do urzędu skar...

Nowa Normalność – obowiązkowa lektura na Nowy Rok

"Konwergencja sił społeczno-demograficznych, technologicznych, gospodarczych i środowiskowych przeks...

PZU sponsorem programu „The Voice Kids”. To tu rozbłysły gwiazdy Roksany Węgiel i Viki Gabor.

Firma PZU po raz trzeci została sponsorem popularnego telewizyjnego programu „The Voice Kids”, dzięk...

4,3 mld złotych – tyle wyda PKP Intercity. Idą wielkie inwestycje

Nowe i zmodernizowane elektryczne zespoły trakcyjne oraz lokomotywy, inwestycje w infrastrukturę czy...

Zakaz handlu w niedzielę coraz ostrzejszy. W tym roku już tylko w 7 niedziel zrobimy zakupy. Podaj

Najbliższa niedziala handlowa już 26 stycznia czyli jutro. W ten dzień wszystkie sklepy będą pracowa...

Szkoły przyszłości – jak technologia zmieni edukację? Czyli jak będą uczyły się nasze dzie

Postęp technologiczny zmienia przyzwyczajenia uczniów i nauczycieli. Już ponad 80% dzieci w wieku od...

Droga nad morze coraz szybsza. Trasa S7 rośnie w oczach.

Przybliżamy Trójmiasto do Warszawy dzięki trasie S7! Kierowcy podróżujący obecną DK7 pomiędzy Płońsk...