piątek, Listopad 22, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "lider"

lider

Trwają zapisy do udziału w największej na świecie grze – wirtualnej symulacji biznesowej, jaką jest Global Management Challenge (GMC). Jest to konkurs zarządzania przedsiębiorstwem, który co roku przyciąga setki menedżerów, specjalistów i studentów do rywalizacji o tytuł najlepiej zarządzających. Nie ma na świecie drugiego takiego szkolenia, które rozwija zarówno kompetencje miękkie, twarde, ale i świadomość biznesową. Stąd rosnące wciąż zainteresowanie tym niezwykłym przedsięwzięciem wśród firm.

Za nami światowy, 39. już finał Global Management Challenge. Grywalizacja to innymi słowy granie i rywalizowanie. Uczestnikami symulacji Global Management Challenge (GMC) są menedżerowie, specjaliści, absolwenci oraz studenci, którzy mają za zadanie wcielić się w rolę zarządu wirtualnej spółki. Przez kilka tygodni zarządzają firmą tak, aby osiągnęła ona jak najlepszy wynik finansowy, na wirtualnym rynku. Zespoły firmowe i studenckie grają w tym samym czasie, rywalizując ze sobą jednocześnie. Drużyny podzielone są na grupy, w ramach których walczą o osiągnięcie jak najwyższego wyniku inwestycyjnego. Decyzje jednej drużyny mają wpływ na konkurentów z grupy, przez co zachodzi pełna interakcja pomiędzy uczestnikami. Każda rozgrywka to pięć decyzji biznesowych. „GMC polecam wszystkim tym, którzy interesują się zarządzaniem, przedsiębiorczością, a także chcą spróbować swoich sił w podejmowaniu prawdziwych decyzji biznesowych. Jak zauważył jeden z uczestników GMC w Polsce, mimo, iż środowisko jest wykreowane sztucznie, nie brakuje w nim wyzwań i reguł zmieniających się w momencie, gdy wydaje nam się, że już wiemy, o co chodzi. Emocje są gwarantowane.” – mówi Karolina Zawiślak – Karolkowska, Project Manager GMC Polska.

Zobacz też:

W tegorocznym finale światowym wzięło udział 19 drużyn z blisko 20 krajów.  Uczestnicy spotkali się 5 lipca b.r. w Jekaterynburgu w Rosji i przez 2 dni wcielali się w rolę prezesów, podejmując strategiczne decyzje dotyczące ich firmy. Przedstawicielami z Polski byli studenci z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, którzy po pierwszej decyzji biznesowej w swojej grupie zajęli 1. miejsce. Po pięciu decyzjach wypracowali sobie 2. pozycję, przechodząc tym samym do wielkiego finału, który miał miejsce następnego dnia. W finale nasza drużyna rywalizowała z: Rosją, Chinami, Portugalią, Słowacją, Macau, Hongkongiem i Wybrzeżem Kości Słoniowej. Ostatecznie studenci z Katowic zajęli 7. miejsce na świecie. Kolejny, 20. już finał odbędzie się w Portugalii, w Porto. Za polski finał odpowiada firma doradztwa personalnego BIGRAM. „GMC pokazało mi jak trudno jest być menedżerem. Myślałem, że idealne decyzję nie istnieją, a istnieją tyl,e że są skrajnie niemożliwe. Gdy już jednak się pojawiają, budują cały sukces. Nam udały się aż dwie takie decyzje. Jedna dała nam Mistrzostwo Polski, druga pozwoliła nam wejść do finału w Rosji.” – mówi tegoroczny finalista GMC, Marcin Szewczyk.

Grywalizacja to niezwykle angażująca metoda, która idealnie sprawdza się w procesach rozwojowych w organizacjach. Wyznacza aktualne trendy w szkoleniach i integracjach, gdyż poza tym, że jest efektywną formą poszerzania swojej wiedzy i umiejętności przez graczy, sprawia uczestnikom satysfakcję. Grywalizacja jest formą zabawy, emocjonalnie i intelektualnie angażującą, a także nastawiającą uczestników na zdrową rywalizację. Jak zauważa Sonia Zakrzewska, Menedżer Działu Employer Brandigu w BIGRAM, który jest wyłącznym organizatorem GMC w Polsce, grywalizacja daje pracodawcom bardzo dużo możliwości w obszarze zarządzania kadrami: „Odpowiednio przygotowane programy grywalizacyjne wspierają rozwój pracowników i zwiększają ich zapał do pracy. Pozwalają przyciągać do firmy młode talenty i wyławiać spośród nich te najlepsze. Ponadto, optymalizują system szkoleniowy w firmie oraz dostarczają pracodawcy informacji o tym, co najbardziej motywuje jej pracowników, oraz jakie są ich potrzeby”.

Zobacz też:

BIGRAM, jako jedyny przedstawiciel Global Management Challenge w Polsce, organizuje polskie edycje konkursu od 2000 roku –  w tym roku będziemy obchodzili jubileuszową, już 20. edycję. W ciągu 20 lat obecności GMC na polskim rynku w symulacji wzięło udział blisko 30 tysięcy uczestników, a także 350 firm. To imponujący wynik pokazujący, że organizacje mają świadomość korzyści płynących z udziału w grze. Symulacja GMC uczy zarządzania, współpracy w zespole i integruje jego członków. Jest też wykorzystywana jako narzędzie rekrutacyjne do poszukiwania talentów oraz podnoszące wartość marki. „W świecie, który staje się coraz bardziej skomplikowany, edukacja zaczyna odgrywać coraz większą rolę. Dlatego stawiamy na studentów, na ich aktywności i na Global Management Challenge. Jesteśmy sponsorem drużyn studenckich dlatego, że głęboko wierzymy, że rozwijanie młodych, przygotowywanie ich do bycia liderami w niezwykle wymagającym świecie przyszłości, ma głęboki sens.” – zauważa przedstawicielka z jednej z partnerskich firm GMC w Polsce. 20., jubileuszowy finał GMC w Polsce odbędzie się w październiku b.r. na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Sylwia Klimek, PR & Marketing Leader, BIGRAM

Grzegorz Kubera, w najnowszym artykule magazynu „Personel & Zarządzanie” zaznacza, że istnieje przekonanie, że świetny pracownik to taki, który jest zaangażowany, wykazuje się inicjatywą i chce się rozwijać. A co z menedżerami? Jeśli ci nie chcą uczyć pracowników, nie przekazują wiedzy i nie pomagają zdobywać umiejętności, pracownicy nie będą w stanie się rozwijać. Co dokładnie powinien robić lider, aby zasłużyć na miano nauczyciela pracowników?

a
Fragment tekstu pochodzi z najnowszego magazynu „Personel & Zarządzanie” wydawnictwa Infor.pl.
Pełny dostęp do artykułu dostępny jest na stronie
https://personel.infor.pl/

„Chcę pracować w firmie, w której nauczę się wielu nowych rzeczy” – to stwierdzenie kandydatów pojawia się w trakcie wielu rozmów rekrutacyjnych, a pracodawcy wówczas zazwyczaj zapewniają, że w firmie takie możliwości rozwoju istnieją. Jaka jest jednak praktyka? Niestety, dużo zależy od samych liderów, którzy tę wiedzę i umiejętności powinni pracownikom przekazywać. Często tego nie robią lub robią w niewystarczającym stopniu, zasłaniając się brakiem czasu lub ważniejszymi zadaniami.

PROBLEMY ZE ZROZUMIENIEM

Co należy zrobić, aby lider zrozumiał, że jego rola w organizacji to także bycie nauczycielem, czyli osobą, która pomaga innym zdobywać nowe umiejętności i realizować wspólne cele? Wielu liderów ma z tym problem.
– Szczególnie problematyczne jest to w przypadku młodych menedżerów, którzy mają skłonność oceniać innych za efekty, a siebie za intencje. Mają również trudność z wyznaczaniem celów dla członków zespołu tak, aby razem osiągnąć zakładane plany. Dzieje się tak, bo często menedżerem zespołu zostaje specjalista, który wykazuje najlepsze wyniki. Myślę, że zrozumienie roli lidera, który pomaga i rozwija innych, to kwestia bardzo indywidualna. Zależy w dużej mierze od ambicji menedżera, jego predyspozycji, umiejętności miękkich oraz stylu zarządzania, jaki wybierze – zauważa Agnieszka Zawadka, szef marketingu i osoba odpowiedzialna za budowanie kultury organizacyjnej w firmie Livespace.
Zanim więc zaczniemy zastanawiać się nad tym, czy lider faktycznie przekazuje wiedzę i rozwija zespół, warto dokładnie przeanalizować, czy obsadziliśmy na tych stanowiskach właściwe osoby. Agnieszka Zawadka przekonuje, że najlepiej wybierać liderów z wewnątrz organizacji i stawiać na płaską strukturę.
– Wszyscy liderzy zespołów w Livespace to osoby związane z firmą od dłuższego czasu. Każdy z nich pracował jako członek zespołu i z czasem awansował do miana lidera. Widzimy dużą zaletę wynikającą z takiego wewnętrznego awansowania – osoby te bardzo dobrze poznały specyfikę pracy oraz miały dobre relacje z pozostałymi członkami zespołu – mówi Agnieszka Zawadka.

Zobacz też:

Takie podejście sprawia, że firma wybiera na stanowisko lidera osobę, która przez ostatnie miesiące czy lata mogła wykazać, że jest odpowiednim kandydatem. Ponadto taki lider ma już zbudowany autorytet i dobre relacje z zespołem, co przekłada się na zaufanie pracowników i chęć do wspólnego działania. Warto też zwrócić uwagę na zachowania poszczególnych liderów, a konkretnie, czy postępują we właściwy sposób.
– To naturalna kolej rzeczy. Jeżeli lider chce dalej rozwijać swoją karierę, musi wyszkolić osoby, które będą mogły znaleźć się na jego miejscu w przyszłości lub będą w stanie przejąć część jego obowiązków. Chodzi o to, że firma nie może się rozwijać, jeśli cały czas każdy będzie na tym samym poziomie. Ważne, aby lider szedł do przodu, a swoją postawą zachęcał innych do pójścia za nim. Niechęć do pomocy swoim pracownikom w rozwoju ich umiejętności to jak podcinanie sobie skrzydeł na własne życzenie i świadome spowolnienie rozwoju firmy – mówi Katarzyna Rejdych, dyrektor produktu w firmie Benhauer.

Chcę pracować w firmie, w której nauczę się wielu nowych rzeczy” – to stwierdzenie kandydatów pojawia się w trakcie wielu rozmów rekrutacyjnych, a pracodawcy wówczas zazwyczaj zapewniają, że w firmie takie możliwości rozwoju istnieją. Jaka jest jednak praktyka? Niestety, dużo zależy od samych liderów, którzy tę wiedzę i umiejętności powinni pracownikom przekazywać. Często tego nie robią lub robią w niewystarczającym stopniu, zasłaniając się brakiem czasu lub ważniejszymi zadaniami.

PROBLEMY ZE ZROZUMIENIEM

Co należy zrobić, aby lider zrozumiał, że jego rola w organizacji to także bycie nauczycielem, czyli osobą, która pomaga innym zdobywać nowe umiejętności i realizować wspólne cele? Wielu liderów ma z tym problem.
– Szczególnie problematyczne jest to w przypadku młodych menedżerów, którzy mają skłonność oceniać innych za efekty, a siebie za intencje. Mają również trudność z wyznaczaniem celów dla członków zespołu tak, aby razem osiągnąć zakładane plany. Dzieje się tak, bo często menedżerem zespołu zostaje specjalista, który wykazuje najlepsze wyniki. Myślę, że zrozumienie roli lidera, który pomaga i rozwija innych, to kwestia bardzo indywidualna. Zależy w dużej mierze od ambicji menedżera, jego predyspozycji, umiejętności miękkich oraz stylu zarządzania, jaki wybierze – zauważa Agnieszka Zawadka, szef marketingu i osoba odpowiedzialna za budowanie kultury organizacyjnej w firmie Livespace.

Zobacz też:


Zanim więc zaczniemy zastanawiać się nad tym, czy lider faktycznie przekazuje wiedzę i rozwija zespół, warto dokładnie przeanalizować, czy obsadziliśmy na tych stanowiskach właściwe osoby. Agnieszka Zawadka przekonuje, że najlepiej wybierać liderów z wewnątrz organizacji i stawiać na płaską strukturę.
– Wszyscy liderzy zespołów w Livespace to osoby związane z firmą od dłuższego czasu. Każdy z nich pracował jako członek zespołu i z czasem awansował do miana lidera. Widzimy dużą zaletę wynikającą z takiego wewnętrznego awansowania – osoby te bardzo dobrze poznały specyfikę pracy oraz miały dobre relacje z pozostałymi członkami zespołu – mówi Agnieszka Zawadka.

a


Do kupienia jest także prenumerata magazynu do zamówienia na stronie
https://personel.infor.pl/

Takie podejście sprawia, że firma wybiera na stanowisko lidera osobę, która przez ostatnie miesiące czy lata mogła wykazać, że jest odpowiednim kandydatem. Ponadto taki lider ma już zbudowany autorytet i dobre relacje z zespołem, co przekłada się na zaufanie pracowników i chęć do wspólnego działania. Warto też zwrócić uwagę na zachowania poszczególnych liderów, a konkretnie, czy postępują we właściwy sposób.

– To naturalna kolej rzeczy. Jeżeli lider chce dalej rozwijać swoją karierę, musi wyszkolić osoby, które będą mogły znaleźć się na jego miejscu w przyszłości lub będą w stanie przejąć część jego obowiązków. Chodzi o to, że firma nie może się rozwijać, jeśli cały czas każdy będzie na tym samym poziomie. Ważne, aby lider szedł do przodu, a swoją postawą zachęcał innych do pójścia za nim. Niechęć do pomocy swoim pracownikom w rozwoju ich umiejętności to jak podcinanie sobie skrzydeł na własne życzenie i świadome spowolnienie rozwoju firmy – mówi Katarzyna Rejdych, dyrektor produktu w firmie Benhauer.

Źródło: „Personel & Zarządzanie”

Całość artykułu dostępna jest na https://personel.infor.pl/

Wśród pozostałych artykułów, w numerze Czytelnicy znajdą m.in.:

„Przedsiębiorca znaczy innowator”,

RAPORT
ZARZĄDZANIE
METODY, PROCESY, NARZĘDZIA HRM
SIŁA KOBIET
OKIEM COACHA
PRAWO DLA MENEDŹERA
STUDIUM PRZYPADKU
PO GODZINACH

Całość


W trzech pierwszych kwartałach br. firmy leasingowe sfinansowały w segmencie transportu ciężkiego aktywa o wartości 12,8 mld zł, porównywalne wartości do analogicznego okresu w 2016 roku. Szczególnie duży wzrost, o ponad 11 proc. dotyczył samochodów ciężarowych powyżej 3,5 t.

Z jednej strony można oczywiście mówić o stagnacji lecz pamiętajmy, że bazą odniesienia jest historyczny rok 2016, w którym tempo wzrostu leasingu transportu ciężkiego było rekordowo wysokie. Jeszcze w połowie bieżącego roku w tym segmencie mieliśmy do czynienia ze spadkiem o 2,4 proc., zaś nastroje w branży transportowej były pesymistyczne. Wiązały się one z niepokojem wywoływanym przez trwające w Komisji Europejskiej prace nad Pakietem Mobilności. Dziś sytuacja jest bardziej zrównoważona, a w leasingu środków transportu ciężkiego obserwujemy stabilizację z tendencją wzrostową,mówi Piotr Gąska, Dyrektor Rynku Transportu Ciężkiego PKO Leasing.

Leasing w segmencie transportu ciężkiego „ciągną” samochody ciężarowe powyżej 3,5 t. W trzech pierwszych kwartałach wartość leasingowanych aktywów wyniosła 2,055 mld zł. W porównaniu z analogicznym okresem 2016 roku to wzrost o ponad 11 proc.

Niewielki wzrost, o blisko 1 proc., odnotowano w przypadku leasingu przyczep i naczep (wartość netto 2,6 mln zł). Zmniejszyło się natomiast w trzech pierwszych kwartałach br. finansowanie pozostałych środków transportu ciężkiego. W przypadku leasingu statków, samolotów i kolei spadek wyniósł 11 proc. (do 635,3 mln zł). Ciągniki siodłowe i autobusy zmniejszył się odpowiednio o niemal 2 proc. (do 6,09 mln zł) i 3 proc. (do 1,08 mln zł).

Ostatnia z wymienionych tendencji nie dotyczyła PKO Leasing. Lider polskiego rynku leasingu odnotował ogromny wzrost w zakresie finansowania autobusów. Wartość leasingowanych aktywów w trzech pierwszych kwartałach br. sięgnęła tu 250 mln zł. W porównaniu z podobnym okresem poprzedniego roku (152,5 mln złotych, liczone razem z Raiffeisen-Leasing Polska) oznacza wzrost o ponad 60 proc. Na ten wynik złożyły się wygrane przetargi publiczne, m.in. finansowanie nowoczesnych autobusów dla Kalisza czy Krakowa.

Po trzech kwartałach 2017 roku PKO Leasing umocnił się na pozycji lidera finansowania przedsiębiorstw. W sektorze środków transportu ciężkiego Spółka wyleasingowała aktywa o wartości 1,62 mld złotych.

Za przyrost sprzedaży pojazdów ciężarowych w ostatnim okresie odpowiadają przede wszystkim firmy prowadzące przewozy krajowe. To cieszy, rozwój polskiej gospodarki jest widoczny gołym okiem. Chcemy wspierać rozwój wszystkich przewoźników, zarówno tych, którzy zajmują się dystrybucją na obszarze Polski, jak i firmy realizujące transport międzynarodowy. Obecnie czekają je wyzwania związane z Pakietem Mobilności. Z naszej strony oferujemy przedsiębiorcom nie tylko sprawną obsługę, lecz również uproszczoną procedurę, pozwalającą finansować inwestycje zarówno nowe, jak i używane pojazdy do łącznego zaangażowania 1 mln zł, dodaje Piotr Gąska, Dyrektor Rynku Transportu Ciężkiego PKO Leasing.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

W ubiegłym roku zaledwie 6% polskich firm analizowało duże zbiory informacji – wynika z danych Eurostatu. Daje nam to przedostatnie miejsce w unijnym rankingu, przed Cyprem. Liderami pod względem digitalizacji i korzystania z Big Data jest Malta i Holandia. W tych krajach niemal już co piąta firma analizuje cyfrowe informacje.

Dane Eurostatu nie napawają optymizmem. W ubiegłym roku, zaledwie co trzecia firma działająca w UE, zatrudniająca co najmniej 10 osób, posiadała stronę internetową. Choć znacznie lepiej wyglądają  wskaźniki wykorzystana mediów społecznościowych w działaniach biznesowych – przyznaje się do tego już połowa firm – to ten wyjątek tylko potwierdza regułę: cyfryzacja to pięta achillesowa wielu przedsiębiorstw. Nie tylko polskich. Najlepiej ilustrują to dane na temat wykorzystania Big Data.

Daleko za liderami

Jak wynika z opublikowanego przez firmę Domo raportu „Data Never Sleeps 5.0”, w ciągu minuty internauci publikują ponad 46 tys. zdjęć na Instagramie, korzystają z wyszukiwarki Google ponad 3,5 mln razy i umieszczają ponad 74 tys. postów w mikroblogowym serwisie TumbIr. To kopalnia wartościowych informacji. Jednak póki co wykorzystywana rzadko. Jak wynika z unijnych danych, w UE tylko 10% firm analizuje duże zbiory informacji – o klientach, rynku czy konkurencji.

– To oczywiście średnia, są kraje, gdzie z danych korzysta się znacznie częściej, niemniej te liczby pokazują, że Big Data znajduje się na podobnym etapie rozwoju jak kilka lat temu chmura obliczeniowa. Biznes do cloud computingu podchodził na początku bardzo ostrożnie, dopiero gdy zobaczył efekty wdrożenia chmury, znacznie szybciej zaczął adaptować tę technologię. Podobnie będzie z Big Data. zwraca uwagę Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, notowanej na NewConnect spółki, która zarządza jedną z największych na świecie hurtowni danych.

Ten wzrost już widać, co dobrze ilustrują dane spółki, która jeszcze w II kwartale ubiegłego roku z usług opartych o Big Data wygenerowała 12 mln zł, a rok później już 16,7 mln zł. Póki co, w unijnym rankingu Polska wypada jednak bardzo słabo. Tylko 6% polskich firm korzysta z analityki Big Data, co daje nam w ogólnej klasyfikacji 24, przedostatnie miejsce przed Cyprem. Lepiej wypada od nas m.in. Rumunia, Czechy, Słowacja czy Bułgaria. Podium zajmują Malta, Holandia i Belgia, kolejne pozycje zajęły takie państwa jak Finlandia, Wielka Brytania czy Estonia.

Marketing korzysta z danych

Dystans jaki dzieli nas od dobrze zinformatyzowanych, ucyfrowionych państw, dobrze pokazuje nasycenie rozwiązaniami Big Data w dużych firmach. W Polsce z analityki danych korzysta 5% małych, 8% średnich i 18% dużych, zatrudniających powyżej 250 osób przedsiębiorstw. Dla porównania, na Malcie takich firm jest 42%, w Danii i Finlandii 40% a u naszych południowych sąsiadów – Słowaków i Czechów – odpowiednio 24% i 22%.

Najczęściej firmy analizują dane geolokalizacyjne z urządzeń przenośnych, do czego przyznaje się aż 46% przedsiębiorstw, a także dane generowane w mediach społecznościowych (45% wskazań). Co trzecia firma analizuje dane własne pozyskane ze smart urządzeń i sensorów. Dla porównania, w Polsce dane z urządzeń smart pozyskuje 10% firm, tyle samo wykorzystuje informacje geolokalizacyjne. Co ciekawe, dane pozyskane z mediów społecznościowych analizuje zaledwie 5% firm.

Najczęściej po dane sięga branża marketingowa, a w szczególności e-commerce, bo mają one największą świadomość korzyści. Dzięki analizie informacji z różnych źródeł można bardzo dobrze poznać zainteresowania i potrzeby klienta i tym samym znacząco zwiększyć skuteczność kampanii reklamowych i sprzedaż produktu. Widzimy także rosnące zainteresowanie analizą danych ze strony instytucji finansowych oraz firm działających w segmencie B2C, które wzbogacają nimi swoje systemy CRM – tłumaczy Piotr Prajsnar z Cloud Technologies.

Zewnętrzne

Firma analityczna IDC szacuje, że rynek Big Data rośnie dziś w tempie 11,7, proc. rdr i w 2020 r. osiągnie wartość 203 miliardów dolarów. Jaka część tego tortu przypadnie Polsce? Jak wynika z unijnych danych, proces digitalizacji polskich przedsiębiorstw postępuje dużo wolniej niż ma to miejsce w większości innych państw UE. To o tyle ciekawe, że autorzy rankingu Digital Economy and Society Index 2017 (w którym że Polska zajmuje odległe 23 miejsce), zwracają uwagę na to, że poczyniliśmy postępy m.in. w obszarze cyfryzacji społeczeństwa, wdrażania szybkich połączeń internetowych czy korzystania z mobilnych usług szerokopasmowych. Jednak wprowadzanie technologii cyfrowych przez przedsiębiorstwa idzie nam wyjątkowo opornie.

– Podczas gdy unijny wskaźnik w tym obszarze rośnie nieprzerwanie od 2014 r., to w Polsce od ubiegłego roku utrzymuje się na niemal na tym samym poziomie. Oznacza to, że dystans dzielący nas od liderów systematycznie się powiększa. W tej sytuacji warto zastanowić się nad skorzystaniem z usług Data as a Service, w tym modelu nie trzeba inwestować we własne rozwiązania – zwraca uwagę Piotr Prajsnar z Cloud Technologies.

Jak wynika z danych Eurostatu, z zewnętrznych źródeł danych korzysta jedna czwarta firm. W Polsce, to zaledwie 1%.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Influencer to osoba wywierająca wpływ i tworząca własne medium. Lider opinii ma duży wpływ na podejmowane decyzje zakupowe, zwłaszcza przedstawicieli Generacji Z. W erze pokolenia digital natives może nim zostać każdy – sportowiec, kucharz czy pasjonat gier i nowych technologii. O mitycznych influencerach krąży wiele pogłosek. Niektórzy uważają, że z założenia są bogaci i rozkapryszeni,  inni traktują ich, jak medium do współprac komercyjnych. Jak jest naprawdę?

Spotkasz go na ulicy

Influencerem może być celebryta, znajomy nastolatek, kolega z pracy, który dzieli się swoimi pasjami z użytkownikami Internetu, np. kucharz publikujący na Instargramie zdjęciami swoich potraw lub fashionistka, która prowadzi bloga i aktywnie prowadzi swoje profile w social media dzieląc się ciekawostkami ze świata mody i poradami jak odpowiednio dobrać elementy stylizacji. Początkowo mianem influencerów określano wyłącznie  twórców tworzących video. Dopiero w kolejnym etapie rozwoju świadomości internautów tytuł influencerów zyskali również blogerzy. Warto zwrócić uwagę, że najstarszy blog w Polsce ma już 20 lat, a pierwsze produkcje video na youtube pojawiły się o wiele później – komentuje Mateusz Krogulec, Managing Director w Szeri Szeri (grupa AdNext).

Generuje zaangażowanie

Mocną stroną influencer marketingu jest docieranie do określonej grupy odbiorców i jej angażowanie. Przedstawiciele najmłodszych pokoleń swoich ulubionych liderów opinii traktują jak znajomych. Generacja Z, która socjalizuje się w Internecie traktuje rekomendacje swoich ulubionych liderów opinii jak rady od dobrego przyjaciela. Wykorzystują to zarówno zagraniczne jak i polskie marki do promowania swoich produktów. Wzrasta świadomość reklamodawców w zakresie influencer marketingu. Do niedawna stawiali oni na współpracę ze z popularnymi celebrytami. Teraz się to zmienia. Marki poszukują influencerów, którzy produkują content wysokiej jakości oraz potrafią skutecznie zaangażować fanów – wskazuje Bartłomiej Sibiga, CEO DDOB (grupa AdNext). Warto dodać, że influencerzy angażują się nie tylko w projekty komercyjne, ale także edukacyjne. Bardzo dokładnie dobierają swoich partnerów.

Z (nie)naganną opinią

Osoby przygotowujące treści do Internetu spotykają się z mitem rozkapryszonych influcenerów, przez co tracą w oczach swoich potencjalnych klientów. Utrwalaniu takiej opinii sprzyja zachowanie części twórców, którzy wyceniając współpracę z markami nie odpowiednio – dobierają ceny usług lub też nie zachowują profesjonalizmu podczas realizacji zlecenia. Niestety można zaobserwować również psucie się rynku influencer marketingu. W sieci rozwijają się blogi i vlogi, które nie produkują wartościowego contentu, a niestety tylko niszczą rynek współpracując z konkurencyjnymi firmami. Jeśli chodzi o rozliczenia to najwięcej wątpliwości budzą rozwiązania barterowe, które są zazwyczaj atrakcyjniejszą formą dla marek niż influencerów. Warto zwrócić uwagę, że przy dobrze prowadzonym blogu lub kanale na Youtube efekty działań influencera dla marki kilkanaście lub kilkaset razy przewyższają wartość samego produktu – dodaje Mateusz Krogulec z Szeri Szeri (grupa AdNext).

 

Źródło: AdNext

Moda to wspaniały środek wyrazu na komunikowaniu światu naszych emocji i samopoczucia, a nie ma lepszego okresu w ciągu roku niż lato.

To czas, w którym pełni nowej energii i ciekawi nowych wyzwań chcemy się wyróżnić i cieszyć pięknem otaczającej nas przyrody.

Falk&Ross wiodący lider w branży odzieży reklamowej zawsze wychodzi naprzeciw potrzebom swoich klientów. Również tym razem Falk&Ross proponuje coś co pomoże wyróżnić się Państwa klientom– kolekcję Original marki Fruit of the Loom w bardzo atrakcyjnych cenach.

T-shirty w kolekcji Original są dostępne aż w 21 kolorach i wykonane z wysokiej jakości materiałów.
Tkanina jest lekka, a przy tym nie traci swoich właściwości. Jest wykonana z czystej bawełny, dzięki czemu jest  odpowiednia do każdego rodzaju zdobienia i nie traci swojej głębokiej barwy.

Hasłem przewodnim Falk&Ross oraz wszystkich producentów, z którymi współpracuje jest zrównoważony rozwój oraz społeczna odpowiedzialność biznesu. Przykładem jest również wyżej wspomniana marka Fruit of the Loom, która posiada niezależny certyfikat Oeko-Tex świadczący o tym, że odzież produkowana przez firmę nie posiada żadnych substancji szkodliwych, które mogłyby zaszkodzić środowisku. Jest również członkiem FTA organizacji zajmującej się promowaniem zrównoważonego biznesu.

 

Źródło: giftsjournal.pl

Dwudziestokilkulatkowie, ubiegając się o pierwszy w życiu etat, wyraźnie precyzują swoje oczekiwania. Brak doświadczenia zawodowego nie powstrzymuje ich przed tym, by wymagać np. pensji powyżej średnich zarobków. Nie chcą przy tym poświęcać życia prywatnego dla kariery. Wobec rosnącej liczby wakatów, firmy im ulegają.

Częstą przypadłością młodych ludzi, urodzonych po 1990 roku, jest dość długa lista oczekiwań wobec pracodawców. Jak zauważa Oskar Kasiński, Business Director Wyser Polska, zdarza się, że oczekiwania finansowe dwudziestokilkulatków bardzo często przewyższają średnie, krajowe wynagrodzenia. Zdaniem eksperta, jeżeli mówimy o samej podstawie, to pensja ok. 3 tys. zł netto dla osoby, będącej świeżo po studniach, jest dość rozsądna. Do tego oczywiście może być wynagrodzenie prowizyjne, uzupełnione takimi bonusami, jak opieka medyczna czy karta do klubu fitness. Na początku kariery powyższe warunki powinny być satysfakcjonujące, lecz w praktyce nie zawsze tak jest.

– Osoby, właśnie wchodzące na rynek pracy, często zupełnie bezwarunkowo, słyszały od swoich rodziców, że są po prostu najlepsze. Dlatego, wykazują ogromną pewność siebie i reprezentują postawę roszczeniową wobec pracodawców. To niesie ze sobą dość duże ryzyko niedostosowania się do otoczenia, zwłaszcza w pierwszym miejscu pracy. W praktyce widoczny jest brak akceptacji oczekiwań przełożonych, choćby w tak podstawowym zakresie, jak dress code. Młodzi ludzie wierzą bowiem, że jeżeli dany szef nie jest nimi zachwycony, to następny z pewnością będzie. I rzeczywiście potrafią bardzo szybo zdobywać informacje o nowych stanowiskach w swoich branżach, ale bez takich narzędzi, jak Wi-Fi, stają się już dość bezradni – stwierdza Oskar Kasiński.

W ocenie eksperta, pracodawcy wielokrotnie ustępują dwudziestokilkulatkom w ich roszczeniach. Wynika to z tego, że obecnie mamy rynek pracownika i ilość wakatów w Polsce gwałtownie rośnie. Jak podał GUS, liczba wolnych miejsc pracy wyniosła 119,5 tys. pod koniec pierwszego kwartału 2017 roku i była wyższa o 41,5 tysięcy, czyli aż o 53,2%, niż w poprzednim kwartale. Z kolei, w porównaniu z pierwszym kw. 2016 roku, ta wartość wzrosła o 29,9 tys., tj. o 33,4%. W związku z tym, przedsiębiorcy bardzo często podnoszą wynagrodzenia nawet tym osobom, które dopiero zaczynają karierę zawodową. Zdaniem Oskara Kasińskiego, to już nie wygląda na poszczególne przypadki, lecz na poważną tendencję.

– W Warszawie mamy skrajnie niskie bezrobocie, dlatego firmy są zmuszone do czynienia ustępstw w poszukiwaniu pracowników. Coraz częściej zatrudniają najlepszych ludzi z tych, dostępnych na rynku, a nie takich, których faktycznie widzieliby na danym stanowisku. Jak wynika z moich obserwacji, w całej Polsce, w samym tylko IT brakuje nawet miliona osób do pracy. Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego za pierwszy kwartał 2017 roku, najwięcej wakatów odnotowano w przetwórstwie przemysłowym – 25,1% i budownictwie – 15,8% – zauważa Oskar Kasiński.

Tymczasem, młodzi ludzie, znając języki obce, próbują swoich sił za granicą. Rozmowa kwalifikacyjna z przedsiębiorcą z innego kraju to zaledwie kwestia uruchomienia Skype’a. Przedstawiciele najmłodszego pokolenia na rynku pracy raczej nie martwią się o swoją przyszłość. Powinni jednak pamiętać o tym, że kryzys gospodarczy, jaki ostatnio dotknął międzynarodowe rynki w 2008 roku, pojawia się co około dekadę. Zbiera mniejsze lub większe żniwa, m.in. w postaci masowych zwolnień pracowników. To, czy młodzi ludzie utrzymają swoje posady w warunkach kolejnej recesji, zależeć będzie od indywidualnych przypadków. Zdaniem Oskara Kasińskiego, pracowitość i lojalność wciąż są bardzo cenione przez większość pracodawców i to raczej szybko się nie zmieni. A niewykazywanie takich cech zawsze ma wpływ na decyzje zarządów.

– Obecnie najmłodszych pracowników motywują do działania nie tylko wysokie zarobki, ale też inne zasoby, które podnoszą jakość życia. Mają oni określone oczekiwania względem miejsca i narzędzi pracy. Dla przykładu, służbowa poczta musi być skonfigurowana w komórce, a CRM – działać zdalnie. Można to wyjaśnić w ten sposób, że dwudziestokilkuletnie osoby prywatnie korzystają z nowoczesnych smartfonów oraz tabletów. I tego typu przedmioty chcą używać w celach zawodowych. Nie przyjmą od pracodawcy np. niemodnego telefonu lub starszego modelu laptopa. Firmy coraz częściej inwestują w najlepszej klasy sprzęty i wygodne meble, podnoszące komfort pracy – mówi Oskar Kasiński.

Według eksperta, młodzi ludzie oczekują, że wykonywanie obowiązków służbowych będzie sprawiało im przyjemność i upływało w przyjaznej atmosferze. Jeśli firma ich rozczaruje, to ją zmienią. Chcą bowiem pracować, żeby żyć, a nie żyć, żeby pracować, jak często robili to ich niestrudzeni rodzice czy dziadkowie. Oskar Kasiński dodaje, że dla przedstawicieli najmłodszego pokolenia na rynku pracy coraz większe znaczenie zyskuje tzw. Work Life Balance. Pod tym pojęciem kryje się odnajdywanie równowagi między życiem zawodowym i osobistym. Dlatego, w szeregu oczekiwań młodych osób pojawia się m.in. dostępność dla pracodawcy tylko do godziny 17:00. Potem pracownicy zamierzają odpoczywać i oddawać się swoim pasjom, np. uprawianym sportom.

– Chcąc zrozumieć międzypokoleniowe różnice, warto wspomnieć baby boomers. Powojenne pokolenie wyżu demograficznego to tytani pracy, nawet na emeryturze. Ich dzieci, czyli rodzice obecnych dwudziestokilkulatków, często zaczynali swoje kariery w wolnej Polsce. Bardziej, niż starsi, dbali o balans między życiem rodzinnym i zawodowym. Przekazali ten wzorzec następnej generacji. Dziś młodzi ludzie cenią rodzinne relacje. I jakby na to nie patrzeć, zachowanie równowagi między firmą a domem jest zdrowe. Trzeba tylko pamiętać, że w zależności od wykonywanej pracy i jej charakteru, ten balans okresowo może mieć różne wahnięcia – podkreśla Oskar Kasiński.

Jak podsumowuje ekspert z Wyser Polska, dwudziestokilkuletnie osoby potrafią dobrze pracować. Jednak ogromnym wyzwaniem dla dzisiejszych managerów jest i jeszcze długo będzie umiejętność zarządzania przedstawicielami różnych pokoleń w jednej firmie. W przypadku najmłodszych osób kluczowe okazuje się zachęcanie ich do działania. Inspirację dla nich może stanowić prawdziwy lider, który jednocześnie odbiega od wizerunku tradycyjnego, wyniosłego i groźnego szefa. Nowoczesny przywódca traktuje podwładnych po partnersku. Wówczas zyskuje ich zaufanie i może sprawniej nimi zarządzać.

 

Źródło: MondayNews.pl

Często powodem awansu wielu szefów są zasługi na niższych stanowiskach. Wielu ludzi ma nadzieję, że zdobyte doświadczenie, pozwoli im zostać wyjątkowym szefem. Tymczasem kierowanie zespołem pracowników to nie tylko wiedza, ale też kompetencje miękkie, wyobraźnia, empatia. Często młodzi ludzie jako cel obierają – zostać dyrektorem, zostać szefem, zupełnie nie zważając na predyspozycje. Powiedzmy sobie szczerze – nie każdy ma w sobie tyle siły i przebojowości, aby zarządzać kilkunasto-, a nawet kilkudziesięcioosobowym zespołem. Niczym nie da się zastąpić doświadczenia życiowego i nabytych w drodze kariery zawodowej, umiejętności. Przecież nikt nie powierzy niedoświadczonemu i nieprzygotowanemu robotnikowi wybudowania nawet prostego domu. Od nowych szefów firma wymaga znacznie bardziej skomplikowanej pracy, nie dając im najczęściej żadnego przygotowania.

Jakie jest główne zadanie szefa?
Motywowanie podwładnych do jak najlepszej pracy, zarządzanie pracą, delegowanie zadań i rozliczanie ich wykonania. Nie ma jedynego, obowiązującego sposobu zarządzania ludźmi. Narzucanie sobie schematu, jaki powinien się sprawdzić, powoduje zwiększenie presji, stres i niepotrzebne napięcia. Nie ma takich samych ludzi, każdy z nas jest inny, ma inne doświadczenie, różne kompetencje. Szef powinien być elastyczny, a jednocześnie charyzmatyczny. W wielu badaniach, które mówią o tym, co jest najskuteczniejszym atrybutem szefa, na najwyższych miejscach pojawia się charyzma. W sytuacjach przekazywania decyzji i egzekwowania poleceń, szef powinien umieć robić to stanowczo i dyrektywnie, ale bez naruszania godności podwładnych. Niezwykle ważna jest też umiejętność prowadzenia mediacji i negocjacji w sytuacjach konfliktowych.

Jeżeli jesteś niedoświadczonym szefem, musisz liczyć się z tym, że pracownicy będą starali się wykorzystać Twój brak doświadczenia, dobre serce czy pobłażliwość. Jeżeli pozwolimy sobie na zbyt przyjacielskie relacje z pracownikami, umożliwimy im krytykować nas ostro i niesprawiedliwie, najpewniej wykorzystają to przeciwko nam. Nie ulegajmy presji, nie reagujmy pochopnie oraz emocjonalnie. Niezwykle częstą umiejętnością szefa w Polsce jest „wymuszanie” odpowiedzialnej postawy u swoich podwładnych. Najważniejsza wydaje się być pomoc podwładnym w rozwiązywaniu problemów, niepozostawienie ich samych na polu walki, ale też niewyręczanie w rozwiązywaniu wszystkich działań.

Bycie skutecznym szefem często wiąże się z pewnym dystansem wobec podwładnych, jak i samotnością w pracy. Jeżeli jednak będziemy sprawiedliwi, będziemy brać odpowiedzialność za podjęte decyzje, będziemy wymagający, ale też pomocni, szacunek oczywiście się pojawi. Warto doceniać osiągnięcia swoich pracowników – chwalić i nagradzać, wstawiać się za zespołem u przełożonych i podchodzić do pracy z uśmiechem oraz tak potrzebnym zrozumieniem. Jeżeli jednak decydujemy się zostać szefem, musimy dopuścić do siebie możliwość stawiania wielu kroków samotnie.

Autor: Robert Zych – współwłaściciel firmy szkoleniowej Kontrakt OSH. Autor książek: „Lider sprzedaży”, „Gen Sprzedawcy”, „Szef w roli coacha” oraz najnowszej „Klient w centrum uwagi”.

Programy tworzone w Polsce są od dawna cenione na całym świecie. Europejski Tydzień Kodowania pokazał, że nasz kraj staje się liderem wspierania edukacji i rozwoju nowoczesnych kompetencji cyfrowych

Polacy utrzymują się w ścisłej czołówce krajów rankingu TopCoder, prestiżowego konkursu dla programistów. W czerwcu tego roku, polski zespół Need for C zdobył Mistrzostwo Świata w kodowaniu Hello World Open pokonując 2,5 tysiąca drużyn. W tegorocznych, międzynarodowych zawodach łazików marsjańskich organizowanych w USA, zespół Hyperion 2 z Politechniki Białostockiej również okazał się być najlepszym. Rok temu Polacy zatriumfowali w światowym finale zawodów Imagine Cup. Chętnie kodują też najmłodsi, co potwierdziła tegoroczna edycja Europejskiego Tygodnia Kodowania.

Mieszkańcy Europy potwierdzili, że chcą rozwijać swoje kompetencje cyfrowe oraz dyskutować na temat wpływu nowych technologii na ich przyszłość, gospodarkę państw Unii oraz Europejski rynek pracy. W październiku tego roku, w 38 krajach Europy zorganizowano ponad 3000 imprez dedykowanych programowaniu. W Polsce odbyło się 295 wydarzeń, co zagwarantowało nam trzecie miejsce na podium tegorocznej edycji Europejskiego Tygodnia Kodowania. Nasz kraj znalazł się w trójce liderów wspierających rozwój umiejętności cyfrowych, przygotowując różnorodne warsztaty z programowania dla najmłodszych, ich rodziców oraz nauczycieli. 14 października Mistrzowie Kodowania gościli w Brukseli, gdzie przeprowadzono dwugodzinną lekcję pokazową dla członków Parlamentu Europejskiego, Komisji Europejskiej oraz przedstawicieli biznesu.

Cieszy nas nie tylko sukces Polski podczas Europejskiego Tygodnia Kodowania, ale zauważalny wzrost zaangażowania w naukę programowania zarówno najmłodszych jak i ich rodziców oraz nauczycieli – mówi Blanka Fijołek, PR & CSR Senior Manager w Samsung Electronics Polska.

Polska i inne państwa, które wprowadziły do podstawy programowej kształcenia ogólnego w szkołach podstawowych obowiązkowe zajęcia z programowania są dowodem, że technologie cyfrowe pozytywnie zmieniają oblicze systemu edukacji. Ogromnym zainteresowaniem cieszy się program Mistrzowie Kodowania – inicjatywa poświęcona rozwijania umiejętności w zakresie programowania, ale także kreatywności i myślenia strategicznego, czyli najbardziej poszukiwanych kompetencji na globalnym rynku pracy. W 2013 roku Komisja Europejska poinformowała, że do 2015 roku liczba osób potrzebnych do wypełnienia luki zatrudnienia w branży ICT może wynieść nawet 900 tysięcy. Obserwując dotychczasowe osiągnięcia polskich zespołów w zawodach i konkursach związanych z informatyką, prawie milion wolnych miejsc pracy w sektorze ICT może być ogromną szansą dla Polaków.

źródło: http://samsungmedia.pl/

Eksperci

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

AKTUALNOŚCI

Zniesienie limitu ZUS od 1 stycznia 2020 – znowu prawdopodobne

12 listopada 2019 r. do Sejmu trafił projekt ustawy, przewidującej zniesienie górnego limitu składek...

Wielka kradzież danych osobowych. Uważaj, żeby nie spłacać cudzego kredytu!

W ciągu kilkunastu dni dane osobowe kilkuset tysięcy osób trafiły w niepowołane ręce na skutek rażąc...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Innowacyjnie, energooszczędnie – i z bezbłędnym finansowaniem!

Innowacyjnie, energooszczędnie i z myślą o przyszłości – takie rozwiązania dla ludności tworzy i fin...