piątek, Listopad 22, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "klient"

klient

UOKiK stwierdził, że bank przekazywał klientom nieprawdziwe informacje o skutkach wpisu stosowanych przez niego klauzul umownych do rejestru postanowień niedozwolonych. Ukarał bank kwotą ponad 20 mln zł.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów otrzymywał skargi od konsumentów na to, że Bank Millennium stosuje klauzule niedozwolone. Kredytobiorcy składali do banku reklamacje, w których dochodzili swoich praw, powołując się na dwie klauzule wpisane w 2012 r. do rejestru postanowień niedozwolonych. Dotyczyły one sposobu przeliczania kwoty i rat kredytów hipotecznych w oparciu o franki szwajcarskie.

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w październiku 2016 r. wszczął postępowanie przeciwko Bankowi Millennium. Wątpliwości wzbudziły przekazywane klientom informacje. Przedsiębiorca odpowiadał konsumentom, że uznanie stosowanej przez niego klauzuli za niedozwoloną i wpisanie jej do rejestru nie ma znaczenia w ich sytuacji.

– Naszym zdaniem, wpis klauzuli wobec danego przedsiębiorcy do rejestru oznacza, że każdy konsument, który zawarł z nim umowę i ma w niej takie postanowienie, może dochodzić swoich praw. Taka klauzula nie wiąże konsumentów już od chwili zawarcia umowy. Odpowiedzi udzielane przez bank mogły zniechęcać klientów do dochodzenia roszczeń – mówi Marek Niechciał, prezes UOKiK.

Coraz więcej firm przyznaje, że zapłatę za sprzedane towary i usługi dostaje po terminie, a mimo to połowa z nich nie ma opracowanego scenariusza, co robić, kiedy klient nie płaci – taki obraz rodzimego biznesu przedstawia najnowsze badanie „Audyt windykacyjny”, przeprowadzone przez Keralla Research na zlecenie Kaczmarski Inkasso. Optymistyczne jest jednak to, że w stosunku do badania z 2015 r. wzrósł odsetek firm, które plany awaryjne posiadają.

To już druga edycja „Audytu windykacyjnego”. Pierwsza została przeprowadzona w II połowie 2015 r. O ile dwa lata temu brak terminowej zapłaty był bolączką 71 proc. przedsiębiorstw, to teraz problem dotyka już ponad 81 proc. firm Badaniem zostały objęte małe i średnie przedsiębiorstwa. To właśnie dla tej grupy firm kłopoty z płatnościami są najbardziej dotkliwe. Przy ich skali działalności, znacznie mniejszej niż w przypadku dużych korporacji, brak płynności finansowej może skutecznie sparaliżować funkcjonowanie firmy.

– Chodzi tu zarówno o regulowanie należności wobec kontrahentów, jak i wypłatę wynagrodzeń dla pracowników oraz spłacanie kredytów czy leasingu. Puste konto sprawia, że firma dostaje zadyszki, a związane z tym straty wizerunkowe to tylko czubek góry lodowej. Brak zaufania ze strony otoczenia oznacza początek poważnych perturbacji biznesowych, które nie zawsze udaje się pokonać bez nadszarpnięcia kondycji firmy – mówi Jakub Kostecki, prezes Kaczmarski Inkasso.

Opóźnione płatności osłabiają firmy

Ponad 18 proc. podmiotów z sektora MSP przyznaje, że klienci płacą im z opóźnieniem bardzo często. W poprzednim badaniu wskazało tak prawie 24 proc. ankietowanych. Z kolei 63 proc. firm potwierdza, że spotykają się z tym problemem sporadycznie lub czasami. Dwa lata temu odpowiedzi takiej udzieliło 48 proc. przedsiębiorstw. To oznacza, że choć samo zjawisko opóźnień w płatnościach się nasiliło i dotyka większej liczby firm, to jego dokuczliwość zmalała.

– To bez wątpienia wpływ dobrej koniunktury. Kiedy gospodarka się rozwija, przedsiębiorcy płacą chętniej. Ale z drugiej strony jeśli ktoś w tak komfortowych warunkach pozwala sobie na to, aby nie płacić w terminie, to gdy tylko pojawi się choćby niewielki kryzys, nie zapłaci na pewno. Dlatego niepokojące jest to, że nadal połowa firm z sektora MSP nie ma opracowanego scenariusza działania, gdy klient im nie płaci. Postępują w myśl zasady „Jak będzie problem, to się będziemy martwić”. Tyle, że to już za późno – przekonuje Jakub Kostecki.

W 4,4 proc. firm do kasy wpływa z opóźnieniem ponad połowa należnych pieniędzy, a 11,8 proc. przedsiębiorców dostaje po terminie od 25 proc. do 50 proc. zapłaty. To znacznie mniej niż w 2015 r., kiedy ten odsetek wynosił odpowiednio 12,6 proc. i 14,2 proc., ale nadal bardzo dużo. Oznacza to, że co 6 polska firma z sektora MSP tak naprawdę co miesiąc walczy o przeżycie, często kredytując się kosztem innych, którym też nie płaci w terminie. Brak pieniędzy na koncie sprawia też, że te przedsiębiorstwa nie rozwijają się, bo nie mają wystarczających środków na inwestycje.

Ręczne sterowanie księgowością

Aby zapobiegać zaległościom, przedsiębiorcy starają się kontrolować stan wpływów na konto. Wykorzystują do tego różne narzędzia. Niemal połowa samodzielnie sprawdza na koncie płatności od kontrahentów lub wspomaga się programem księgowym do monitorowania spływu należności (prawie 40 proc.). Ci, którzy preferują bezpośredni nadzór, codziennie sami logują się na konto bankowe i sprawdzają wpływy (30 proc.) lub zlecają to pracownikom działu księgowości (46 proc.).

– Zadziwiające jest to, że choć zjawisko płacenia po terminie jest powszechne i mocno zakorzenione w rynkowej mentalności, co druga firma nie ma opracowanego planu działania. Zabezpieczenie się na taką okoliczność to przejaw odpowiedzialności za firmę, pracowników i kontrahentów. W biznesie, jak w medycynie, profilaktyka jest zawsze tańsza od leczenia – tłumaczy Jakub Kostecki.

W stosunku do badania sprzed dwóch lat zwiększyła się liczba firm, które opracowały scenariusze działania na wypadek odwlekania zapłaty faktur przez kontrahentów. Aktualnie połowa przedsiębiorców deklaruje, że posiada kryzysowe plany działania w zakresie odzyskiwania należności. W 2015 r. zabezpieczało się niecałe 40 proc. firm.

Dlatego tak ważne jest zarówno sprawdzanie kontrahentów przed zawarciem transakcji, jak i monitorowanie tego, co dzieje się z należnościami. Płynność finansowa stanowi fundament sprawnej gospodarki, a wpływ na to ma każdy, nawet najmniejszy, przedsiębiorca.

 

Sztuczna inteligencja (AI) jest już dziś częścią rzeczywistości biznesowej, a w najbliższych latach należy spodziewać się, że w znaczącym stopniu będzie decydować o konkurencyjności firm. Aż 37 proc. przedsiębiorstw już w tej chwili wykorzystuje sztuczną inteligencję dzięki dostępnym na rynku rozwiązaniom jak np. CRM. Kolejnych 22 proc. planuje zrobić to w najbliższym czasie.

Przełom w technologii cloud, social media oraz mobile dały klientom dostęp do informacji oraz możliwości wyboru, a także elastyczność większą niż kiedykolwiek wcześniej. W rezultacie ponad połowa konsumentów (58 proc.) przyznaje, że technologia znacząco zmieniła ich oczekiwania wobec tego jak przedsiębiorstwa powinny się z nimi komunikować – 55 proc. z nich liczy na personalizację oferty. Co piąty klient oczekuje, że do 2020 roku, firmy będę wyprzedać jego potrzeby i zgodnie z nimi sugerować odpowiedni produkt. Co więcej, ponad połowa klientów deklaruje, że zmieni markę, jeśli ta nie spełni ich potrzeb.

Big data odpowiedzią na personalizację

Personalizacja nie jest możliwa bez danych dotyczących zachowań i wyborów klientów. Samodzielnie nie da się przeanalizować wszystkich dostępnych danych oraz wyciągnąć na ich podstawie odpowiednich wniosków – szczególnie przy ogromnej liczbie klientów. Według badania Salesforce tylko 12 proc. działów obsługi klienta oraz 18 proc. z działów sprzedaży ocenia swoje umiejętności do gromadzenia wiedzy na temat cyklu życia klienta, jako doskonałe bądź wybitne.

Tutaj z pomocą przychodzi sztuczna inteligencja. Na rynku pojawiają się systemy, które dzięki rozwiązaniom oferującym zaawansowane mechanizmy analityczne, nie tylko podpowiadają określone rozwiązania w oparciu o analizę danych, ale także pokazują prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu przy zastosowaniu zaproponowanych rozwiązań. Przykładem jest np. system Einstein – szuka on wzorców w posiadanych danych oraz rekomenduje kolejne kroki, jakie powinniśmy podjąć – mówi Jan Michalski, Lider Salesforce w Deloitte Digital

Korzyść dla konsumentów

Inteligentna sprzedaż zwiększa wydajność i skraca czas pracy zespołom ds. sprzedaży i obsługi klienta. 80 proc. oddziałów korzystających z metod opartych na AI, przyznaje, że ma ona pozytywny wpływ na produktywność ich przedstawicieli handlowych, a 74 proc. z nich odnotowuje wzrost sprzedaży. Co jednak ważniejsze, sztuczna inteligencja pozwala firmom, budować trwałą i pogłębioną relację z konsumentami. Jest to możliwe, bo systemy oparte o AI mogą czasie rzeczywistym gromadzić informacje o klientach i podejmować z nimi indywidualny dialog – na masową skalę. 83 proc. sprzedawców, którzy korzystają z inteligentnej sprzedaży, odnotowało, iż pozwoliła im ona „zatrzymać klientów”. Natomiast 80 proc. przyznało, że umożliwiło im pielęgnowanie relacji z klientami (również tymi potencjalnymi).

AI zabierze miejsca pracy?

Często się mówi, że sztuczna inteligencja zastąpi pracowników, chociaż już w tym roku Gartner powiedział, że wcale tak nie będzie. Sztuczna inteligencja tak jak maszyny parowe albo Windows spowoduje wybuch kolejnych miejsc pracy i jej nowych rodzajów, o których dzisiaj jeszcze nie wiemy. Na przykład osoby, które będą trenować sztuczną inteligencję albo wymyślać nowe sposoby ich użycia. AI nie zastąpi sprzedawców, a e wspomagać sprzedaż podpowiadając np. jaki następny produkt mogą zaproponować klientowi i jak go przedstawić w sposób bardziej interesujący – mówił w newsrm.tv Jan Michalski.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Zaciągnięcie pożyczki czy kredytu gotówkowego jest obecnie bardzo łatwe. Jeśli dysponujemy dokumentami potwierdzającymi nasze zarobki oraz dane osobowe, uzyskanie dodatkowej gotówki bywa bardzo szybkie. Niestety nadmierny pośpiech czasem sprawia, że zapomnimy o szczegółach, które w późniejszym czasie mogą okazać się kłopotliwe. Eksperci MEDFinance wskazują, na co warto zwrócić uwagę przy podpisywaniu umowy.

Zajrzyj do tabeli opłat

Zarówno podczas poszukiwania ofert pożyczki, jak i przy samej finalizacji umowy warto dokładnie przeanalizować tabelę opłat i prowizji. Znajdziemy w niej informacje nie tylko dotyczące oprocentowania czy marży, ale również prowizji związanych z obsługą zobowiązania. Są w niej także opisane koszty, które będziemy musieli ponieść, jeśli dojdzie do opóźnienia w spłacie zobowiązania.
– Warto zwrócić uwagę na to, czy koszty te mają postać konkretnej sumy czy procentu od pewnej wartości, jak ma to miejsce np. przy nadpłacie pożyczki –
wskazuje Krzysztof Rabe, analityk firmy MEDFinance. – Jeśli dodatkowo zauważymy w tabeli lub całej umowie jakieś zapisy, których rozumienia nie jesteśmy pewni, warto jeszcze raz poprosić o ich wyjaśnienie, tak aby uniknąć nieporozumień. Takie wątpliwości powinniśmy rozwiać przed podpisaniem umowy, w przeciwny razie narażamy się bowiem na nadmierne koszty. Możemy również spróbować negocjować wysokość niektórych stawek.

Elastyczność oferty

Przedsiębiorcy, w tym również lekarze, prowadzący własną działalność gospodarczą wiedzą, że popyt na ich usługi zmienia się w czasie. Miesiące, w których osiągają oni ponadprzeciętne zarobki przeplatają się z tymi mniej zyskownymi. Nierzadko pojawiają się też niespodziewane wydatki, które dodatkowo odbiją się na kondycji finansowej. W związku z tym, decydując się na zaciągnięcie pożyczki warto zwrócić uwagę na rozwiązania, dzięki którym łatwiej poradzimy sobie ze spłatą. Z jednej strony chodzi o możliwość wcześniejszej spłaty czy nadpłaty pożyczki. Dzięki niej szybciej pozbędziemy się zobowiązania, choć zwykle będzie to też oznaczało konieczność poniesienia pewnym dodatkowych kosztów. Z drugiej strony przydatną opcją są też tzw. wakacje kredytowe. W tym przypadku mamy możliwość zawieszenia spłaty rat lub ich części na pewien czas, co pozwala poradzić sobie np. z przejściowymi problemami finansowymi bez konieczności zaciągania kolejnej pożyczki.
Okres, na jaki spłata zostaje zawieszona bywa różny, w zależności od warunków oferty i sytuacji klienta – wyjaśnia Krzysztof Rabe. – W tym czasie klient może być zwolniony z całej raty lub np. tylko z części kapitałowej, co oznacza, że regularnie trzeba będzie opłacać jedynie odsetki.  

Dwa razy sprawdźmy swoje dane

Kolejną bardzo ważną czynnością, którą powinniśmy wykonać przed podpisaniem umowy, jest sprawdzenie poprawności zawartych w niej danych. Chodzi nie tylko o te, dotyczące naszej tożsamości, ale też np. adresu do korespondencji. To właśnie za jego pośrednictwem pożyczkodawcy kontaktują się z nami, jeśli np. dojdzie do opóźnienia w spłacie rat lub gdy pojawią się jakieś nieścisłości. – Gdy np. wysłaliśmy przelew z ratą, który z jakiegoś powodu utknął w systemie i nie dotarł do odbiorcy, ten będzie szukał kontaktu właśnie pod wskazanym w umowie adresem. Jeśli będzie błędny, wyjaśnienie sytuacji zajmie więcej czasu i będzie trudniejsze – mówi ekspert MEDFinance.

Z tego samego powodu powinniśmy informować pożyczkodawcę o każdej zmianie adresu, numeru telefonu czy adresu mailowego, poprzez które może się on z nami kontaktować. Nie zajmuje to wiele czasu, a może pozwolić nam uniknąć problemów.

Zapoznajmy się także z harmonogramem spłat, a zwłaszcza terminami opłacenia kolejnych rat. O ile kilkudniowe opóźnienie wiąże się tylko z naliczeniem niewielkich odsetek karnych, o tyle dłuższa zwłoka może już skutkować np. wezwaniem do zapłaty. – Gdybyśmy nie płacili dłużej, umowa pożyczki może zostać wypowiedziana, co prowadzi do obowiązku całkowitej spłaty, na co nie zawsze możemy sobie pozwolić. W takim wypadku sprawa może trafić na drogę sądową. Aby uniknąć takich przykrych konsekwencji niektóre instytucje stosują rozwiązania przypominające o obowiązku zapłaty. Przykładowo dzień przed upłynięciem terminu opłacenia raty wysyłany jest sms z odpowiednią informacją – wyjaśnia analityk firmy MEDFinance.

Jeśli mimo takich ułatwień, nadal mamy problem z terminowym regulowaniem zobowiązań, możemy skorzystać z rozwiązań oferowanych przez banki, takich jak polecenie przelewu. W określony dzień instytucja automatycznie wykona przelew na wskazane konto. My musimy zadbać jedynie o to, żeby na rachunku znajdywała się odpowiednia suma.

 

Źródło: Medfinance

Nowatorska platforma marketingowa MintCloud pozwala mniejszym firmom tworzyć angażujące kampanie o wielkim rozmachu, na które wcześniej było stać tylko największe marki.

Klient podczas zakupów w sklepie robi zdjęcie paragonu fiskalnego aplikacją MintCloud. System zapisuje paragon w chmurze, by ten zawsze był pod ręką w razie zwrotów lub reklamacji. Jednocześnie, ułatwia i upraszcza do minimum kontrolę budżetu wydatków domowych.

Jeśli firma prowadzi swój program lojalnościowy w systemie MintCloud, może automatycznie przyznawać punkty za zeskanowany paragon. Klient zbiera i wymienia punkty na nagrody rzeczowe albo na gotówkę na karcie podarunkowej. Zgromadzone środki może wydać w danym sklepie lub przekazać innym w prezencie.

„Chcieliśmy koniecznie zmienić oblicze obecnych programów lojalnościowych, które nie nadążają za oczekiwaniami klientów. Wierzę, że technologia, jaką tworzymy w MintCloud pomoże sprostać tym potrzebom” – mówi Michał Filipek, prezes i współtwórca MintCloud.

Dużą wartością dodaną jest dostęp do kampanii promocyjnych i ofert specjalnych partnerów biznesowych MintCloud. Użytkownicy mogą brać udział w kampaniach i konkursach zarówno małych lokalnych biznesów, dużych sieci handlowych jak i marek z sektora FMCG.

„Stworzyliśmy takie narzędzie dla marketerów, aby mogli realizować nietuzinkowe i niesamowicie angażujące akcje dla swoich klientów w czasie rzeczywistym – takie, w jakich sami chcieliby brać udział. Nie chodzi tutaj jedynie o zniżki i kupony, ale o wchodzenie w interakcje z ulubionymi markami oraz płynące z nich korzyści dla użytkowników – zarówno te materialne jak i niematerialne.” – mówi Michał Filipek.

Programy lojalnościowe oparte o skanowanie paragonów fiskalnych i cash-back na kartę podarunkową w jednej aplikacji to tylko dwa przykłady z długiej listy możliwości jakie wypuszcza na rynek MintCloud. ,,Miętowa chmura” ma w rękawie technologię na miarę przyszłości.

Co MintCloud oferuje konsumentom?

  • Miejsce, w którym przechowywane są wszystkie paragony, aby nigdy już nie znaleźć się w sytuacji braku możliwości zwrotu lub reklamacji kupionych produktów. Paragony przechowywane są w chmurze, dzięki czemu nie zginą, nawet przy zmianie telefonu.
  • Możliwość kontrolowania swoich wydatków w szybki i prosty sposób. Wystarczy zrobić zdjęcie paragonu. System nie wymaga nawet podania kwoty zakupów – sam ją znajduje i liczy za Użytkownika.
  • Nowoczesne programy lojalnościowe w jednej aplikacji, bez zbędnych kart plastikowych w portfelu. Klient nie musi rejestrować się w każdym programie z osobna. Jedno konto w MintCloud pozwala uczestniczyć w wielu programach.
  • Aplikacja MintCloud jest zarówno kartą lojalnościową, jak i kartą podarunkową. Użytkownik ma możliwość zamiany punktów na złotówki, które może wydać w danym punkcie samodzielnie lub przesłać bliskiej osobie za pomocą aplikacji, podając jedynie numer telefonu lub e-mail.

Co MintCloud oferuje biznesom?

  • Nieograniczone możliwości na tworzenie konkursów i kampanii z nagrodami. Biznes może zestawić każdego rodzaju akcję marketingową w oparciu o dane zakupowe, zachowania, a nawet lokalizację klientów. Technologia automatycznych scenariuszy marketingowych umożliwia tworzenie angażujących akcji w czasie rzeczywistym. Np. marka sportowa może nagradzać klientów za pokonane kilometry na wyznaczonych trasach i konwertować ich na sprzedaż przy zastosowaniu wiadomości SMS, push, wiadomości mailowych, wiadomości w aplikacji lub przez chatbota na Facebooku.
  • Technologia oferuje dotarcie do konkretnej grupy klientów, którzy chętniej odwiedzą sklep i otrzymają skuteczną motywację do wydawania większej ilości pieniędzy. System oferuje klientom akcje promocyjne, które są dopasowane do indywidualnych preferencji.
  • Zaawansowane narzędzie do zarządzania programem lojalnościowym. Uruchamiając swój własny program lojalnościowy w systemie MintCloud, firma może automatycznie przyznawać punkty za zeskanowane paragony. Dzięki temu wszystkie transakcje mogą być nagradzane – zarówno gotówkowe jak i płacone kartą. Punkty za paragony to też wygoda dla klienta, który robi zdjęcie paragonu w dowolnym czasie, przy czym proces nie obciąża dodatkową pracą obsługi sklepu.
  • Platforma szerzy inicjatywę dzielenia się – klienci mogą przesyłać zgromadzone na karcie podarunkowej środki w prezencie innej osobie lub zasilić konta organizacji charytatywnych. Dla tradycjonalistów preferujących nagrody rzeczowe z katalogu istnieje możliwość zamówienia ich w dostawie w wybrane miejsce jedynie przy użyciu aplikacji.

 

Wiosna–lato 2018 powita nas eksplozją kolorów, a klimaty będą mocno urlopowe: printy rodem z południowego Pacyfiku zmieszają się z motywami urbanistycznymi, typowymi dla krótkich wypadów do miejskiej dżungli. Kwiatowe mininadruki typu millefleurs z poprzedniego sezonu nabiorą rozmachu: w męskich szafach pojawią się palmy, papugi i paprocie. Z kiczem hawajskich koszul nadchodząca moda nie będzie miała jednak nic wspólnego.

Logo tegorocznej edycji targów Panorama Berlin – ponadwymiarowa i bardzo kolorowa osa – z pewnością nie pojawiła się przypadkiem. Stoiska w każdej niemal hali bardziej przypominały plaże Florydy, chaszcze tropikalnej dżungli czy otchłanie oceanu niż targowe instalacje. I takaż była moda: tryskająca energią i pełna letnich motywów. Kto nie lubi nadruków w formie fauny czy flory, może sięgnąć po printy w łódki, deski surfingowe, plażowe ręczniki czy przeciwsłoneczne okulary, ale także miejską panoramę i abstrakcyjne impresje architektoniczne. Paletę barw zdominują żywe odcienie zieleni, amarantu, żółci oraz śliwki, wspomagane całą gamą błękitów z dodatkiem granatu i bieli. Pomarańczowy tylko u niektórych firm odegra ważną rolę, ale za to zabłyśnie najrozmaitszymi tonami – od ciemnej margerytki aż po blady łososiowy. Tropikalne klimaty będą różnobarwne, ale nie wściekłe – pokryje je pewnego rodzaju semitransparentna powłoka z szarości, tłumiąca jaskrawość barw, i czasem to samo zestawienie będzie ciemniejsze i bardziej stonowane niż na znanych dotąd hawajskich koszulach.
 
Tropikalnie na pierwszy i drugi rzut oka
Klimaty południowego Pacyfiku i Miami Beach zdecydowanie opanują modową scenę, trafiając nawet do najbardziej klasycznych, tradycyjnych marek. Tu pojawiają się „rozbuchane“ elementy, aczkolwiek w miejscach raczej ukrytych: na podszewce, pod kołnierzem czy jako butonierka. Odważniejsze firmy zdecydowały się na „rozsianie” mocnych printów po całej kolekcji. Zrobił to między innymi niemiecki producent koszul Olymp, który obok klasycznych prążków i krat – te dostępne będą już tylko w ilościach śladowych – sięgnął po palmy, papugi, tukany, lody i egzotyczne kwiaty. Tropikalne motywy pojawią się u niego albo bezpardonowo na tkaninie koszul, albo bardziej subtelnie w ich zakamarkach: na wewnętrznej części rękawa, pod listwą guzikową czy jako wzmocnienie kołnierzyka.

Na podobny pomysł wpadła marka Benvenuto, która wzorzyste tkaniny powieliła w różnych elementach stroju, jej motywy i desenie były jednak troszkę bardziej oryginalne niż u konkurencji. Na koszulach, kamizelkach czy chustkach w Benvenuto pojawią się filigranowe kraby, żabki czy mewy, czasem tak drobne, że trzeba przyjrzeć im się z bliska, aby zidentyfikować zwierzęce motywy. W sukurs przyjdą im malutkie spinki do koszul w kształcie skuterów, palm lub… trupich czaszek. Te ostatnie powstały zapewne w wyniku przesytu tropikami.

Marka Colour & Sons pójdzie o krok dalej: tam nie tylko koszule pełne będą flamingów i kolibrów, ale i metki nabiorą ptasich kształtów.

Strefy podwodne
Najmniejsze wyzwanie w obliczu tak kolorowych i odważnych trendów miała chyba holenderska firma A Fish Named Fred, która już z zasady stawia na niecodzienny dizajn. W jej ofercie klient znajdzie koszule z mikronadrukami, które dzięki nonszalanckim detalom odetną się od printowej konkurencji. Nazwa marki – w przetłumaczeniu Ryba zwana Fredem – była na stoisku firmy widoczna nie tylko w morskich motywach koszul, ale także w formie ostro pomarańczowej, przyciągającej wzrok gumowej ryby. „Mamy dosyć nudnych ciuchów. Jesteś na właściwym miejscu, jeśli chcesz odciąć się od szarej masy”, głosi ich strona internetowa. „Fish Named Fred ma alergię na przeciętność, dlatego kreujemy własny, oryginalny dizajn. Z nami możesz zmienić nic w coś, szarość w kolor, zwyczajność w legendę”. Oprócz motywów zwierzęcych lub roślinnych, jak papugi czy palmy, holenderska marka wyjdzie na rynek z lekko militarnym, zredukowanym deseniem portowej floty: linia Harbour zaprezentuje się w typowo morskiej palecie kolorów, ale zamiast biało-granatowych prążków postawi na granatowe parowce lub grafitowe żaglowce na białym tle. W linii Art Deco, zainspirowanej artystyczną dzielnicą Miami, Wynwood, wśród wzorów klient znajdzie małe rybki, duże łuski i niezliczone ukryte detale: śmieszne slogany na rękawie czy lekko niematematyczne formułki typu „41% crazy, 82% fun, 66% unique, 31% fresh = 200% fish. Grupa docelowa marki A fish Named Fred nie ma nic wspólnego z wiekiem. – To nie wiek, lecz mentalność decyduje o tym, czy ktoś sięgnie po nasz produkt – skonstatował Rob Schalker, założyciel firmy.

Miejskie wypady
Oprócz wszędobylskiej zwierzęco-roślinnej szaty graficznej do głosu dojdzie inspiracja motywami urbanistycznymi. Abstrakcyjna panorama miasta lub elementy architektoniczne pokażą się zarówno na casualowych trykotowych koszulkach, jak i na eleganckich koszulach, które – choć wykonane z bawełny – sprawią wrażenie szlachetnego jedwabiu. Do perfekcji opracowała takie nadruki firma Fredrick Martin. Jej grafiki przedstawiają błękitno-granatowe pejzaże Santorini czy słoneczne klimaty starożytnego Rzymu, między innymi miniaturowe figurki gladiatorów. Stylowym dodatkiem do drobnych deseni będą dzianinowe, mięsiste krawaty rodem z lat 80.

Marynarki cienkie jak koszule, garnitury wygodne jak dres
W tej samej strefie, czyli w hali MA!N na stoisku firmy Carl Gross szybciej zabiły serca mężczyzn o upodobaniach bliższych klasyce. Niemiecki producent garniturów nie dał się wprawdzie ponieść kolorystycznemu szaleństwu, ale zapunktował za to modelami szczególnie inteligentnymi. Elegancki klient nawet w upały nie będzie musiał zrezygnować ze stylowego czy biznesowego ubioru. Marynarki Carla Grossa są tak cieniutkie i zwiewne jak koszule. Letnia marynarka z kreszowanej bawełny w cienkie, biało-granatowe prążki zapewni elegancki wygląd i przyjazną skórze lekkość, nie więżąc ciała w zbyt ciepłej tkaninie. Efekt kreszu pozwoli ponadto na rezygnację z uciążliwego prasowania i doda młodzieńczej charyzmy.
A że strój biznesowy może być wygodny i inspirujący, udowodnił zwycięzca hamburskiego maratonu, który przebiegł cały dystans właśnie w garniturze Carla Grossa. – Bieg w garniturze był całkiem przyjemny. Nie ma różnicy czy biegłbym w długim stroju sportowym, czy w garniturze – podkreślił Felix Mayerhöfer, który jako pierwszy przekroczył metę, pokonując 42-kilometrowy odcinek w 2 godziny 42 minuty i 59 sekund.

Wspomnienie jutra
Udane zestawienie tradycji i innowacji zaprezentował Camel Active, kreatywnie łącząc elementy retro, klasyczne fasony z inteligentnymi funkcjami i praktycznymi rozwiązaniami. Wiosenno-letnia kolekcja generalnie zyska na lekkości, funkcji, stylu i kolorze. Camel Active najwyraźniej celuje w młodszą grupę konsumentów. Wiązane w pasie dżinsy przekonają nonszalancką, prawie już marchewkową formą, u dołu zakończoną luźnym ściągaczem – to bezpretensjonalne połączenie spodni dżinsowych i spodni od dresu. Kurtki przeciwdeszczowe wykonane z thermo light yarn są przepuszczalne dla powietrza, ale wodoodporne i pozbawione szkodliwych powłok teflonowych. Punktują inteligentnymi rozwiązaniami w postaci długich, obustronnie otwieranych zamków błyskawicznych, które kryją pod sobą podwójne kieszenie. Outdoorowe spodnie zostały wyposażone w dopinane nogawki, a kurtki w dopinane rękawy.

Zrób to sam
W dobie postępującej globalizacji, wszechobecnych sieciówek i coraz szybszej wymiany informacji na znaczeniu zyskują trendy podkreślające indywidualność i niezależność. Niemiecka firma BA98 Colognezaprezentowała paski z bydlęcej, roślinnie garbowanej, sprowadzanej z Włoch skóry, które można indywidualnie zestawiać. Klient najpierw wybiera klamrę, a potem pasujący do niej pasek: od wersji gładkiej, jednokolorowej poprzez modele sierści aż po zaawansowane warianty z cyfrowym nadrukiem. Całość można dodatkowo spersonalizować, przesyłając elektronicznie napis, który laserowo zostaje naniesiony na skórę

Podobnie kreatywnie było na stoisku młodej berlińskiej firmy Lilienthal Berlin, produkującej zegarki unisex, które klient sam może sobie zestawić. Do wyboru są dwie wielkości i dwa kolory koperty oraz trzy kolory cyferblatu. Indywidualną ofertę uzupełnia cała gama pasków, które klient może od razu nabyć w kilku wariantach i w zależności od potrzeby wymieniać. Najnowsza linia pasków – Urbania – inspirowana jest elementami typowymi dla Berlina, choć nie całkiem jednoznacznymi: wzorem kafelków ze stacji metra Alexanderplatz, kostki brukowej na Gendarmenmarkt, pasa startowego na zamkniętym lotnisku Tempelhof czy gry światła na kanale Szprewy.

 

Źródło: fashionbusiness.pl

Najnowsze dane GUS, opublikowane w ramach Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności, pokazują aktualny (za pierwszy kwartał 2017 r.) obraz rynku pracy, budzącego coraz większe zainteresowanie i zróżnicowane oceny. Z jednej strony mamy zadowolenie z najniższego w historii bezrobocia i zwiększających się płac, z drugiej zaś kłopoty firm ze znalezieniem chętnych do pracy i wynikające z rosnących kosztów zatrudnienia. Dochodzą do tego obawy dotyczące przyszłych tendencji, które mogą ograniczać możliwości rozwojowe gospodarki i powodować wzrost obciążeń związanych z ograniczoną wydolnością systemu emerytalnego, przy jednoczesnym niedostatecznym stopniu zapewnienia poziomu życia po zakończeniu aktywności zawodowej. Prezentujemy najważniejsze liczby, charakteryzujące sytuację na rynku pracy oraz ciekawe zjawiska, które często umykają uwadze, patrząc na najbardziej ogólne dane.

  • 16 mln 281 tys. – liczba osób pracujących
  • 15 mln 639 tys. – liczba pracujących w wieku produkcyjnym. Z porównania tych dwóch liczb wynika, że wśród pracujących jest 642 tys. osób, które osiągnęły już wiek emerytalny (lub nie ukończyły 15 roku życia)
  • 8 mln 964 tys. – to liczba pracujących mężczyzn
  • 7 mln 317 tys. – pracujące kobiety
  • 9 mln 809 tys. – pracujący mieszkańcy miast
  • 6 mln 472 tys. – pracujący na wsi
  • 12 mln 919 tys. – zatrudnieni w charakterze pracowników najemnych
  • 2 mln 954 tys. – pracujący na własny rachunek. Ta grupa stanowi 18,1 proc. ogółu pracujących. Jednocześnie 632 tys. (czyli nieco więcej niż co piąty) pracujących na własny rachunek jest także pracodawcą, czyli zatrudnia pracowników najemnych. Z tej grupy 6,4 proc. pracujących niezatrudniających pracowników to tzw. samozatrudnieni zależni ekonomicznie, czyli pracujący wyłącznie dla jednego klienta lub zleceniodawcy
  • 409 tys. – to liczba członków rodzin pomagających pracującym na własny rachunek
  • 3 mln 401 tys. – liczba osób posiadających umowę o pracę na czas określony. Prawie dwie trzecie (61 proc.) z nich godzi się na taką formę, nie mogąc znaleźć stałej pracy, niemal 20 proc. taką formę pracy uznaje za odpowiednią dla siebie, dla 10,6 proc. wiąże się ona z okresem próbnym, a 8,6 proc. dorabia w ten sposób w czasie nauki, odbywa staż lub przyucza się zawodu
  • 1 mln 204 tys. – tyle osób pracowało w niepełnym wymiarze czasu. Z tej liczby 257 tys. chciałoby pracować dłużej, ale nie ma takiej możliwości
  • 9 mln 402 tys. – liczba pracujących w sektorze usług (57,7 proc. ogółu pracujących)
  • 5 mln 148 tys. – pracujący w przemyśle (31,6 proc. ogółu)
  • 1 mln 676 tys. – pracujący w rolnictwie (10,3 proc. ogółu)
  • 901 tys. osób – liczba pracujących w więcej niż jednym miejscu pracy
  • 266 tys. – tyle osób poszukiwało pracy innej niż obecnie wykonywana
  • 474 tys. – liczba osób pracujących na podstawie innej niż umowa o pracę (umowa zlecenie, o dzieło, kontrakt managerski, formy mieszane, inna umowa cywilno-prawna). Pracujący w ten sposób stanowili 3,7 proc. ogółu pracujących
  • 53,2 % – wskaźnik zatrudnienia, pokazuje odsetek osób pracujących w ogólnej liczbie ludności w wieku 15 lat i więcej
  • 71,3 % – wskaźnik zatrudnienia w grupie osób w wieku produkcyjnym
  • 926 tys. – liczba bezrobotnych. Różni się ona od podawanej zazwyczaj przez GUS liczby bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy (na koniec czerwca wynosi ona 1 mln 152 tys.) z powodu odmiennej definicji osoby bezrobotnej. Średni czas poszukiwania pracy przez osobę bezrobotną sięga jednak prawie 10 miesięcy
  • 13 mln 405 tys. – liczba osób biernych zawodowo (nie pracujących i nie poszukujących pracy). Stanowiła ona 43,8 proc. ogółu ludności powyżej 15 roku życia
  • 5 mln 383 tys. – tyle osób spośród biernych zawodowo było w wieku produkcyjnym

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Prowadzenie biznesu wymaga od nas rzetelnej i wnikliwej weryfikacji wszystkich partnerów, z którymi podejmujemy współpracę. Jeżeli sami nie dysponujemy narzędziami do sprawdzania kontrahentów, pomocna okaże się firma scoringowa. Świadomy wybór partnera biznesowego, oparty na komplecie informacji o jego działalności, zminimalizuje ryzyko wystąpienia ewentualnych kłopotów finansowych firmy w przyszłości. Mateusz Panek, ekspert i B2B&Leasing Unit Manager Lindorff SA, radzi na co zwracać uwagę przy wyborze usług scoringowych.

Scoring to metoda weryfikacji kontrahenta przed podpisaniem umowy lub w trakcie jej trwania. Stosuje się ją m. in. do sprawdzenia zdolności kredytowej klienta czy całościowej oceny potencjalnego ryzyka, które może wynikać z podjętej współpracy. W celu uzyskania takich informacji stosuje się badania behawioralne, które weryfikują zachowania finansowe podmiotu, bądź aplikacyjne, w których określane są jego dane majątkowe. Ze względu na wagę uzyskanych informacji, scoring potencjalnych partnerów może okazać się kluczowym elementem zachowania płynności finansowej naszej firmy. W zależności od oczekiwań, profilu działalności przedsiębiorstwa, jak i stopnia zaufania wobec partnera biznesowego, możemy wybrać konkretną, dopasowaną do naszych potrzeb, formę weryfikacji.

Przede wszystkim powinniśmy zastanowić się, jak wnikliwa analiza działalności potencjalnego partnera biznesowego jest nam potrzebna – zaznacza Mateusz Panek, ekspert i B2B&Leasing Unit Manager Lindorff SA. – Możemy zdecydować się na wizję lokalną jawną lub niejawną. W przypadku tej pierwszej kontrahent będzie wiedział, że zbieramy o nim informacje, umożliwi to poznanie większej ilości szczegółów na temat jego działalności. Kolejna pozwala zachować proces weryfikacji w tajemnicy przed drugą stroną – dodaje Mateusz Panek.

Biznesowy detektyw

Niejawna wizja lokalna polega na sprawdzeniu kontrahenta bez jego uczestnictwa i wiedzy. Ta metoda jest skoncentrowana przede wszystkim na potwierdzeniu danych adresowych potencjalnego partnera, głównie lokalizacji prowadzonej przez niego działalności gospodarczej. Dodatkową korzyścią z takiego działania są informacje pozyskane przy okazji przeprowadzania wywiadów terenowych, niezbędnych do realizacji całej procedury.

Informacje zebrane podczas wywiadów środowiskowych są równie ważne, jak oficjalne dane przekazywane za pomocą dokumentów. Niekiedy mogą być nawet dokładniejszą wskazówką dotyczącą kultury prowadzenia biznesu naszego potencjalnego partnera. Dzięki temu możemy dowiedzieć się np. jaką opinią cieszy się dany przedsiębiorca na rynku lokalnym. Dobrze, jeśli firma, z usług której korzystamy, zaprezentuje nam wszystkie zebrane w ten sposób informacje, w postaci przejrzystego raportu – podsumowującego wszystkie konkluzje oraz sugerującego ocenę kontrahenta – komentuje Mateusz Panek.

Karty na stół

Jawna wizja lokalna umożliwia potwierdzenie faktu prowadzenia działalności gospodarczej oraz weryfikację prawidłowości danych przekazanych przez potencjalnych lub obecnych klientów i dostawców. Weryfikacja odbywa się dzięki danym potwierdzonym podczas bezpośredniego spotkania z przedstawicielem firmy. Jawny scoring pomaga również określić, czy zasoby posiadane przez przedsiębiorcę są wystarczające do prowadzenia danego typu działalności.

Na tym etapie narzędzia oraz styl działania, wybierane przez firmę oferującą usługę scoringu, są mocno uzależnione od know-how oraz portfolio firmy. W dużej mierze może potwierdzić to skuteczność analizy podmiotu. Firma wyręczająca nas w weryfikacji przedsiębiorstwa powinna nawiązać kontakt z jego przedstawicielem oraz doprowadzić do realnego spotkania. Podczas takiej „konfrontacji” należy sprawdzić dane dotyczące prowadzonej przez weryfikowanego działalności gospodarczej oraz istnienie sprzętu. Wtedy też należy dostarczyć wszystkie niezbędne do procedury dokumenty. To najlepsza okazja do ustalenia zbieżności dostarczonych nam danych ze stanem faktycznym. Pozwala to również ocenić aktualne miejsce prowadzonej działalności gospodarczej (jakość siedziby, dopasowanie do profilu prowadzonej działalności, wygląd pomieszczeń, wyposażenie, liczba pracowników) oraz pozyskać informacje na temat aktualnej sytuacji podmiotu – podsumowuje Mateusz Panek.

Scoring ma charakter zapobiegawczy i pozwala zminimalizować ryzyko pojawienia się kłopotów z wypłacalnością kontrahenta czy jego szeroko pojętą nierzetelnością (np. brakiem dotrzymywania warunków umowy czy próbami forsowania zobowiązań w niej niezawartych). Większa pewność płynności finansowej pozwoli naszej firmie na szybszy i dynamiczny rozwój. Ponadto reputacja partnera biznesowego wpływa na wizerunek powiązanych z nią firm. Dzięki współpracy z zaufanymi i rzetelnymi podmiotami sami stajemy się bardziej wiarygodni w naszych działaniach.

 

Źródło: Grupa Lindorff

W pierwszym banku w Polsce rusza operacyjnie nowa usługa o nazwie QLIK. Narzędzie pozwala firmom wystawiającym faktury na przesłanie informacji o płatności bezpośrednio do serwisu transakcyjnego bankowości elektronicznej klientów. Tym samym mogą oni w bardzo prosty sposób regulować cykliczne przesłanie informacji o płatności gaz czy telefon bezpośrednio ze swojego konta w bankowości on-line. Rozwiązanie to przyspiesza proces płatności oraz przyczynia się do wyeliminowania papierowych faktur z obiegu. Dostęp do usługi jako pierwsi otrzymają klienci Banku Millennium. Dostawcą technologicznym jest Krajowa Izba Rozliczeniowa S.A. (KIR).

Dostawcy usług masowych, wystawiający regularnie faktury za swoje usługi, za pomocą QLIK mogą udostępniać tym klientom, którzy posiadają rachunek w Banku Millennium, informacje o płatnościach bezpośrednio do systemu transakcyjnego bankowości elektronicznej. Klient z kolei w serwisie bankowości internetowej swojego banku może wyrazić zgodę na otrzymywanie danych o zobowiązaniach względem określonych dostawców. QLIK znacząco skraca proces płatności, ponieważ ich uregulowanie ogranicza się do jednego kliknięcia. Co więcej, system nie wymaga wprowadzenia wielu kodów czy haseł – w serwisie znajdziemy już wypełnione pole przelewu, które wystarczy zaakceptować.

– QLIK jest doskonałą ofertą zarówno dla konsumentów, jak i firm wystawiających faktury. Klient w sposób szybki i zarazem bezpieczny może opłacić rachunki, co minimalizuje ryzyko opóźnień w płatnościach oraz ogranicza ryzyko pomyłki przy ręcznym wypełnianiu danych – mówi Dariusz Marcjasz, wiceprezes Zarządu KIR. – Korzyści odnoszą też dostawcy usług masowych, zyskując innowacyjny i popularny kanał komunikacji z klientami. Co istotne, z punktu widzenia klienta, kluczową zaletą jest możliwość prostego opłacania swoich rachunków w jednym miejscu – w bankowości elektronicznej lub mobilnej swojego banku – dodaje Dariusz Marcjasz.

Nowe rozwiązanie stanowi odpowiedź sektora bankowego i ZBP na rosnące zapotrzebowanie na innowacyjne usługi cyfrowe zarówno ze strony odbiorców, jak i wystawców faktur.

 

Źródło: KIR

Przedsiębiorcy w pogoni za sukcesem stale szukają skutecznych sposobów by go osiągnąć. Na te potrzeby odpowiada również marketing i narzędzia, jakimi operuje. W odpowiedzi na nowe wyzwania do łask wraca marketing szeptany w nowoczesnej odsłonie – jako micro digital influence. Czym różni się od klasycznego marketingu szeptanego?

Marketing szeptany nie cieszy się najlepszą opinią. Bardzo często jest błędnie kojarzony z nachalnym spamem, który zalewa rozmaite fora i grupy dyskusyjne. Na czym tak naprawdę on polega? Domorosły freelancer bez chociażby podstawowej wiedzy marketingowej rejestruje się na wielu forach i zaczyna prowadzić „marketing szeptany” – czyli zakładanie tematów, często niepowiązanych z tematyką forum i rozpoczynanie dyskusji z samym sobą, która zazwyczaj obfituje w takie banały, jak „najlepsza jest marka X” lub „nie uwierzycie – kupiłem laptopa na tej stronie za X”. Tego typu działania naturalnie są bardzo negatywnie odbierane przez użytkowników forów oraz ich administratorów. Działania takich niewyedukowanych marketingowo freelancerów  są całkowicie nieskuteczne, a wręcz szkodliwe, co poskutkowało zepsuciem rynku i negatywnym odbiorem marketingu szeptanego.

Jednak marketing szeptany to coś zgoła innego niż pospolity spam. Biznes powoli odzyskuje zaufanie do WoMM, podejście zmieniają również rozmaite agencje i domy mediowe. Coraz częściej marketing szeptany staje się integralnym elementem kampanii marketingowych. Jest wykorzystywany w działaniach content marketingowych, a w przypadku SEO jest jednym z podstawowych narzędzi, za pomocą których jest prowadzona kampania. Co interesujące, klienci, zlecając działania SEO, nie zdają sobie sprawy z tego, że jest w nich wykorzystywany marketing szeptany. Najczęściej nie mają też świadomości, że kampanie content marketingowe również skutecznie wykorzystują to narzędzie. WoMM stał się swego rodzaju ofiarą nieumiejętnie prowadzonych kampanii, których podstawowym założeniem było to, by była zrobiona „po kosztach”. A jak powszechnie wiadomo, jakość ma swoją cenę.

Nowoczesne działania WoMM ewoluują obecnie w micro digital influencing. Co się kryje pod tą nazwą? Obecnie użytkownicy internetu są wyedukowani i mają świadomość istnienia i działania takich narzędzi jak SEM czy SEO.  Szukając produktu i chcąc poznać opinię innych o danej marce, starają się unikać przekazu reklamowego. Pomijają więc strony dobrze pozycjonowane i płatnie rekomendowane przez Google. Jak więc dotrzeć z przekazem do świadomych użytkowników internetu? Na pewno nie korzystając ze spamu i nachalnej reklamy.

Do takich świadomych użytkowników można dotrzeć właśnie za sprawą micro digital influencingu. To działania precyzyjnie targetowane bezpośrednio do wąskiej grupy docelowej zainteresowanej produktem lub usługą. Świadomy internauta wchodzi na wybrane forum, rejestruje się i szuka porady i opinii innych użytkowników. Jest zdecydowany na zakup, posiada już środki – na podstawie rekomendacji chce podjąć jak najlepszą decyzję. Korzystając z profesjonalnych aplikacji do monitoringu, kompetentni marketerzy są w stanie praktycznie natychmiast odnaleźć osoby, które poszukują konkretnego produktu, np. najlepszej pralki. Dzięki temu marketer może nawiązać z nim dialog i spróbować go przekonać, że to jego produkt najlepiej spełni potrzeby klienta.

Dzięki tak precyzyjnemu dotarciu do użytkowników wykazujących potrzebę zakupu możemy wpłynąć na ich decyzje. Oczywiście nie banalnym „marka X jest najlepsza”, tylko rzeczywistym dialogiem. Marketer podejmuje temat, ustala, jakie rozwiązania są najlepsze dla tej osoby – przeprowadza swoisty wywiad. Dzięki temu może przedstawić argumenty, które przekonają potencjalnego klienta do zakupu. Działania micro digital influence można określić jako działania prosprzedażowe i są one skuteczniejsze niż wiele innych narzędzi marketingowych. Efekty dobrze poprowadzonych działań mogą być spektakularne, ponieważ propozycja każdorazowo jest przygotowana z uwzględnieniem indywidualnych potrzeb użytkownika przez eksperta.

 

Źródło: Content Organica

Krawat i poszetka (set) są niezbędnym elementem garderoby i dopełnieniem wizerunku każdego eleganckiego mężczyzny. Wszystkie nasze krawaty,  poszetki są ręcznie obszywane, co nadaje im niepowtarzalny charakter i ekskluzywność. Wykonane są  wysokiej jakości jedwabiu, wełny, lnu lub bawełny. Krawat i poszetka nie muszą być wzorniczo te same! A nawet lepiej, gdy ich wzór jest różny! Można je nosić razem lub każdy z osobna.

Promo-House oferuje gotowe sety krawat i poszetka z magazynu lub w dowolnej kombinacji wzorniczej, klient sam dobiera krawat do poszetki z bogatej kolekcji.

Ponadto realizują indywidulane wzorniczo zestawy „TAILOR-MADE FOR CUSTOMERS” już od 50szt. Projektanci starają się zachować równowagę między panującymi trendami, a wymaganiami klientów.Każdy zestaw pakowany jest w eleganckie opakowanie.

 

Źródło: giftsjournal.p

Stereotypowo szef postrzegany jest jako osoba surowa, która wydaje polecenia i rozlicza z nich. Inaczej coach, który jawi się raczej jako partner do rozmowy – otwarty i przyjacielski. Czy więc menedżer może być dla swoich pracowników coachem? Czy może nie rezygnować ze swoich wymagań, a jednocześnie, zamiast wydawać rozkazy – słuchać podwładnych, wspierać ich i inspirować?

Coaching nie jest już słowem tajemniczym, wciąż jednak zdarza się, że rozumiany jest w rozmaity sposób. Warto więc sprecyzować, że zgodnie z definicją International Coach Federation (ICF), „coaching jest partnerską współpracą z klientami w prowokującym do myślenia i kreatywnym procesie, który inspiruje ich do maksymalizacji swojego osobistego i zawodowego potencjału”.

Kluczowe dla coachingu jest wyznaczanie celów i dążenie do nich, a to jest już całkowicie zbieżne z podejściem biznesowym. W końcu w każdej firmie pojawiają się cele i wyzwania, którym należy sprostać.

Czym jest coachingowy styl zarządzania?

Coachingowy styl kierowania nie wymaga sesji, charakterystycznych dla klasycznego coachingu. Zarządzanie tego typu opiera się na komunikacji ukierunkowanej na szukanie rozwiązań, najczęściej za pomocą pytań. Szef wspiera pracownika w rozwoju, dba o poziom jego motywacji i pomaga mu dostrzec szerszą perspektywę.

– Wśród pracowników można się czasem spotkać z zupełnie innym rozumieniem coachingu. Często słyszę: „ale zostałem dzisiaj zcoachowany”, co może oznaczać, że menedżer udzielił negatywnej informacji zwrotnej. Innym razem słyszę „no tak, jak nie wyrobisz się z planem, pójdziesz na coaching”, czyli coaching bywa uważany za rodzaj kary – mówi Marta Bober-Lal, trener w firmie Effect Group. – Tymczasem coachingowy styl zarządzania to nic innego jak sztuka osiągania rezultatów za pomocą rozmowy. Dzięki niej ludzie odnajdują siłę, żeby postawić sobie cele, o których do tej pory nawet nie mieli odwagi marzyć, bo wydawały się poza ich zasięgiem – podkreśla.

Generalnym celem coachingowego stylu zarządzania jest to, żeby ludzie identyfikowali się z firmą, brali współodpowiedzialność za jej losy oraz aby ich działania przekładały się na korzyści dla organizacji.

Z jednej strony, coachingowy styl zarządzania oznacza wzrost produktywności i w efekcie napływ pieniędzy do firmy. Z drugiej, celem jest utrzymanie w przedsiębiorstwie najbardziej wartościowych talentów, poprzez zapewnienie im szansy na rozwój, poprawę efektywności pracy oraz większą satysfakcję z życia (nie tylko zawodowego).

Cele wyznacza szef

Coachingowy styl zarządzania najczęściej wdrażany jest w dużych i średnich firmach, tak naprawdę jednak ani wielkość organizacji, ani branża, ani inne jej cechy nie są przeszkodą do jego stosowania.

Ważne jednak, aby osoby zarządzające przedsiębiorstwem i poszczególnymi działami miały świadomość przyjętej strategii, celów bieżących a także zadań dla poszczególnych stanowisk. O ile bowiem w klasycznym coachingu swoje cele wyznacza sam klient, o tyle w organizacji określa je menedżer.

To, czy coaching stanie się częścią kultury organizacyjnej zależy więc przede wszystkim od kierownictwa danej firmy. Zdarza się jednak, że coachingowy styl zarządzania bierze swój początek od jednego menedżera.

– W coachingu jest takie powiedzenie: „chcesz zmienić innych, zmień siebie”. Jeśli choćby jeden kierownik zacznie pracować ze swoim zespołem metodami coachingowymi, to istnieje duża szansa, że po pewnym czasie również inni menedżerowie, widząc efekty jakie to przynosi, sami będą chcieli robić tak samo – zapewnia Marta Bober-Lal.

Czy to się opłaca?

Tradycyjnie myślący przedsiębiorca lub menedżer może zakładać, że surowe wymagania i rozliczanie pracowników z osiąganych wyników to bardziej efektywne metody niż zarządzanie poprzez zadawanie pytań i rozmowę. Jednak menedżerowie, którzy już poznali zasady coachingowego stylu zarządzania, nie podzielają takiego poglądu.

– Kiedy pytam menedżerów uczestniczących w moich szkoleniach o to, „czy opłaca Ci się wspierać pracowników tak, by osiągnęli cele, które sobie wyznaczyli?”, albo: „czy opłaca Ci się dbać o to, by powiązać osobiste cele i zainteresowania pracownika z celami organizacyjnymi?”, odpowiedzi zawsze są twierdzące – mówi Marta Bober-Lal.

Te intuicje menedżerów potwierdzają wyniki badań. Np. z badań „2014 ICF Global Consumer Awareness Study” wynika, że korzyści płynące z rozwoju pracowników z zastosowaniem podejścia coachingowego pomagają organizacjom zwiększyć skuteczność wykonywanej pracy, poprawić relacje panujące w zespołach, a także korzystnie wpływają na zaangażowanie pracowników.

Coaching wymaga zmian w myśleniu

Nie oznacza to jednak, że każdy menedżer, który dostrzeże korzyści w takiej metodzie zarządzania, będzie potrafił od razu wdrożyć ją w życie. Sama dobra wola może nie wystarczyć, szczególnie w obliczu ciągłego pośpiechu i niecierpliwości w osiąganiu kolejnych celów biznesowych.

– Coaching wymaga uważności, obecności „tu i teraz” – podkreśla trenerka. – Trzeba na chwilę zatrzymać się, znaleźć czas na rozmowę z pracownikiem i to nie tylko w celu wydania nowych poleceń, ale także po to, by go wysłuchać i dać mu szansę na zaproponowanie własnych rozwiązań.

Poza tym zarządzanie w stylu coachingowym często wymaga zmiany w sposobie myślenia. Menedżer powinien wyzbyć się niektórych przekonań, np. takich, że władza przypisana jest do stanowiska, a przełożony powinien mówić innym co mają robić, a potem ponaglać ich. W zamian warto w sobie wyrobić chociażby nawyk zachęcania pracowników do przekazywania informacji zwrotnych oraz do zgłaszania własnych pomysłów. Ważne, aby menedżer miał świadomość własnego potencjału, ale też, by sam chciał nauczyć się czegoś od ludzi, którymi się otacza.

– Bycie menedżerem-coachem wymaga większej odwagi niż szefowanie. Coach musi polegać na swoich ludziach i okazywać to. Poza tym powinien czuć się komfortowo, konfrontując pracownika z wynikami jego pracy. No i powinien wyzbyć się iluzji kontroli – uważa  Marta Bober-Lal.

Ostatecznie kluczem do osiągania lepszych rezultatów biznesowych okazuje się wysoka motywacja wszystkich pracowników tworzących organizację. Motywacja zaś wynika ze wspólnego ustalania celów, brania na siebie odpowiedzialności za ich realizację i wspólnej oceny wyników. A temu właśnie służy coachingowy styl zarządzania.

 

Źródło: empemedia.pl

Gwałtownie rosnący popyt na pracowników IT sprawia, że rozwój informatyczny firm staje się coraz droższy i coraz trudniejszy w realizacji. Body leasing to system, który już od wielu lat wykorzystywany jest przez firmy z sektora prywatnego. Dlaczego? To oszczędność pieniędzy, czasu i zasobów. Zamiast zlecać firmom IT cały projekt budowy, czy wdrożenia oprogramowania zatrudnia się pojedynczych programistów lub specjalnie oddelegowany zespół. Na to rozwiązanie zdecydował się Centralny Ośrodek Informatyki, podlegający Ministerstwu Cyfryzacji, który podpisze umowy z firmami specjalizującymi się w wynajmie zespołów informatycznych, outsourcingu i budowie systemów IT. W czym tkwi sekret body leasingu? Jak skorzysta na tym COI?

Centralny Ośrodek Informatyki (COI) poszukiwał około 500 pracowników IT, w tym programistów Java i testerów oprogramowania. Na ich wynajęcie przeznaczył ponad 100 mln zł. Największy wpływ na wynik postępowania miała cena, czyli wynagrodzenie wydzierżawionego informatyka. Godzinowa stawka wahała się od 119 zł do 180 zł. Zamawiającemu zależało również, by firma wykonawcza posiadała możliwie dużą liczbę rekruterów oraz obszerną bazę danych programistów i testerów. COI wyłonił pięciu, z którymi będzie współpracować. Wśród zwycięzców jest Devonshire (który właśnie zmienił nazwę na devire), Britenet, SII, Transition Technologies i Cube.ITG.

Jak korzystać z body leasingu najtaniej?

Przede wszystkim należy dobrze określić na wstępie rzeczywiste potrzeby firmy. Body leasing jest jednak sam w sobie rozwiązaniem, które może znacznie obniżyć koszty pracodawcy w długim terminie. Przedsiębiorstwa nie tracą czasu na poszukiwanie specjalistów na rynku, a tym samym unikają związanych z tym nakładów finansowych. To firmy dostawcze mają bazy danych, w których znajdują się eksperci IT z różnych obszarów, a także zespoły rekruterów IT, którzy dedykowani są wyłącznie do pozyskiwania specjalistów z rynku. Klient nie ponosi też kosztów utrzymania pracownika etatowego i oszczędza na obsłudze kadrowo-administracyjno-księgowej. Rozwiązanie to pozwala też zaoszczędzić na inwestycjach w sprzęt, licencje, a często też powierzchnię biurową. Pamiętajmy, że body leasing umożliwia zaangażowanie konsultantów na krótki okres. Bywa, że klient potrzebuje takiego wsparcia na kilka godzin, co kilka dni. W takich sytuacjach brak sztywnych kosztów związanych z tradycyjną formą zatrudnienia jest dużym udogodnieniem dla firmy.

Wynajem pracowników dotarł do sektora publicznego

Wśród zwycięzców postępowania dominują firmy, które specjalizują się w outsourcingu i wynajmowaniu zespołów informatycznych do konkretnych projektów. Jak przyznaje COI samodzielne poszukiwanie i zatrudnianie takich pracowników byłoby dla instytucji kłopotliwe i kosztowne. Zwłaszcza, że nadzór nad projektami i tak będą pełnić pracownicy COI. Podlegająca Ministerstwu Cyfryzacji jednostka nie jest jedyną, która wynajmie pracowników IT. W podobny sposób działają również: Ministerstwo Finansów, Agencja Rynku Rolnego czy Komenda Główna Policji.

– Body leasing, czyli wynajem pracowników na godziny, projekty lub kilkuletnie kontrakty, zyskuje na popularności nie tylko w sektorze prywatnym, ale również publicznym. Taki model działania, o ile jest dobrze zarządzany, może okazać się dużo bardziej efektywny cenowo niż zakup kompletnego oprogramowania i jego budowa przez firmę zewnętrzną – mówi Michał Młynarczyk, Prezes devire, jedynej firmy z zapleczem rekrutacyjnym, która znalazła się w gronie zwycięzców. Zarządzana przez niego instytucja zatrudnia blisko 100 konsultantów w biurach w Polsce i Niemczech. Posiada również ponad 450 pracowników biurowych oddelegowanych do klientów, realizujących między innymi projekty IT w modelu IT Contracting. – W ostatnim roku zmieniliśmy strukturę i uruchomiliśmy cztery nowe dywizje, w tym IT Contracting. Jesteśmy dumni, że zmiany, które wprowadziliśmy w firmie pozwolą nam realizować najbardziej skomplikowane i wymagające projekty dla największych firm – dodaje Piotr Święcki, Senior Account Manager z devire.

Zmiany na rynku IT

Rynek usług IT już od kilku lat przechodzi diametralne zmiany. Na rynku obok klasycznych graczy IT, takich jak IBM, Comarch czy Asseco, którzy oferują body leasing jako dodatkowy produkt, powstało też kilkaset podmiotów świadczących tylko tego rodzaju usługi. Od kilku lat usługi body leasingu najszybciej rozwijają jednak firmy rekrutacyjne takie jak Devonshire/devire, Antal czy HAYS. Posiadają one ogromne bazy danych i oddelegowują pracowników IT na kilkuletnie kontrakty. Powód? Coraz więcej instytucji dostrzega, że tradycyjny model realizacji złożonych projektów IT przestał się sprawdzać, chociażby ze względu na koszty, czy opóźnienia. Najpierw zauważył to biznes, dziś dostrzega także sektor publiczny.

 

Źródło: Devonshire/devire

Ponad 800 przykładów działań społecznie odpowiedzialnych i ponad 130 firm zgłaszających swoje inicjatywy zawiera 14. edycja Raportu Forum Odpowiedzialnego Biznesu „Odpowiedzialny biznes w Polsce. Dobre praktyki”. Jego premiera miała miejsce 31 marca br., podczas konferencji w Kinie Muranów w Warszawie.

Raport „Odpowiedzialny biznes w Polsce. Dobre praktyki”, opracowywany przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu, stanowi największy w Polsce przegląd aktywności biznesu społecznie odpowiedzialnego. Prezentuje dane za miniony rok, najnowsza edycja za 2015. Tegoroczna odsłona zebrała rekordową liczbę dobrych praktyk CSR (ang. Corporate Social Responsibility) – 811 (suma praktyk zgłaszanych po raz pierwszy i długoletnich; w ubiegłym roku łącznie było 684). Opublikowano 452 nowe przykłady działań firm (w roku ubiegłym – 420), oraz 359 długoletnich, czyli takich, które opisane zostały we wcześniejszych edycjach Raportu, ale kontynuowano je w 2015 roku (w roku ubiegłym było ich 264).

– Liczba zgłaszanych praktyk świadczy o dużym wzroście aktywności biznesu w zakresie odpowiedzialności społecznej w porównaniu do roku 2014. Co ważne, nie tylko odnotowaliśmy duży wzrost zgłoszeń ogółem, ale także liczba praktyk długoletnich ‘dogania’ liczbę nowych, jeszcze nie zgłaszanych praktyk. Potwierdza się zatem to, co komunikowaliśmy już w roku ubiegłym, że CSR się w Polsce profesjonalizuje, a biznes szuka w tej koncepcji korzyści w perspektywie długofalowej, co jest ze wszech miar słusznym podejściem  – komentuje Marzena Strzelczak, dyrektorka generalna Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

Rozwój CSR zauważalny jest również w liczbie firm zgłaszających nowe praktyki. W tym roku jest ich 136 (w roku ubiegłym – 124), a wśród nich 35 reprezentuje sektor MŚP (w roku ubiegłym – 31). Niezmienne pozostają obszary z największą liczbą praktyk. Należą do nich „zaangażowanie społeczne i rozwój społeczności lokalnej” oraz „praktyki z zakresu pracy”.

Pracownik ważniejszy od klienta

Raport „Odpowiedzialny biznes w Polsce. Dobre praktyki” grupuje działania firm według 7 obszarów normy ISO 26000: ład organizacyjny, prawa człowieka, praktyki z zakresu pracy, środowisko, uczciwe praktyki operacyjne, zagadnienia konsumenckie, zaangażowanie społeczne i rozwój społeczności lokalnej. I choć najwięcej praktyk opisanych jest w obszarze „zaangażowanie społeczne i rozwój społeczności lokalnej”, to największy ich wzrost obserwujemy w obszarze „praktyki z zakresu pracy” (2014 – 84 praktyki, 2015 – 113 praktyk).

Uzasadnienia takiej sytuacji można szukać po pierwsze w tym, że rynek pracy staje się rynkiem pracownika, a więc pracodawcy szukają sposobów na wyróżnienie się i przyciągnięcie talentów. Po drugie,  przedstawiciele pokoleń Y czy Z to także coraz bardziej wymagający pracownicy, ceniący odpowiedzialne społecznie oblicze marki. CSR dostarcza narzędzi do lepszego zarządzania kadrami, oferowania udogodnień pracownikom, budowania określonej kultury organizacji a dzięki temu umożliwia utrzymywanie wykwalifikowanej kadry. Nie dziwią więc praktyki zachęcające do dbania o zdrowie i pomagające w tym, ułatwiające adaptację w nowym miejscu pracy czy godzenie życia zawodowego z prywatnym.

Tę sytuację tłumaczą dodatkowo ubiegłoroczne badania Forum Odpowiedzialnego Biznesu „Menedżerowie CSR”. Ankietowani na pytanie o korzyści z CSR na pierwszych miejscach wskazują te związane właśnie z miejscem pracy, a dokładnie: podniesienie poziomu świadomości pracowników w zakresie etyki i wzrost zaangażowania pracowników. Po 15 latach CSR w Polsce firmy zauważają zatem wpływ społecznej odpowiedzialności biznesu na aspekty pracownicze i odnoszą z tego tytułu realne korzyści.

Z kolei dużo słabiej rozwijają się działania CSR skierowane do konsumentów, na co wskazują również sami autorzy Raportu. W ich opinii ten obszar pozostaje niedoreprezentowany. Zgłoszonych zostało do niego 26 dobrych praktyk (w roku ubiegłym 21). Firmy w swoich działaniach duży nacisk kładą na kwestie dostępności swoich produktów i usług, także dla grup defaworyzowanych. Odbiorcami tych działań są m.in. osoby z niepełnosprawnościami (np. niesłyszące) bądź osoby starsze.

Inne obszary CSR

Obszar „zaangażowanie społeczne i rozwój społeczności lokalnej” zawiera jak co roku największą liczbę praktyk – 186 działań realizowanych przez 99 firm. Bardzo ważną rolę odgrywają w nich działania edukacyjne, przy czym coraz częściej dotyczą one wprost specjalizacji firm, związane są stricte z jej działalnością, co może być interpretowane jako lepsze odczytywanie definicji CSR.

Trzecim obszarem pod względem liczby zgłaszanych praktyk jest „środowisko” – 57 przykładów działań firm. Tu również ważne miejsce wśród dobrych praktyk zajmuje edukacja interesariuszy, ale obejmująca zagadnienia ekologiczne. Nowością są zgłoszone w tym roku trzy praktyki dotyczące odnawialnych źródeł energii. W ostatnich dwóch edycja Raportu ten temat się nie pojawił.

W „ładzie organizacyjnym” opisanych jest 36 dobrych praktyk zgłoszonych przez 28 firm. Dane te są niemalże identyczne z zeszłorocznymi: w Raporcie za rok 2014 znalazło się 35 praktyk. Wciąż tematami wiodącymi pozostają kwestie raportowania i zarządzania, dialogu z interesariuszami oraz zagadnienia etyczne.

Obszar uczciwych praktyk operacyjnych zgromadził o 7 mniej praktyk niż w roku ubiegłym – 22. Ważną kwestią są relacje z interesariuszami – coraz częściej regulowane kodeksami postępowania, opisującymi ramy współpracy i akceptowalne zasady prowadzenia biznesu. I podobnie jak w innych obszarach podejmowane są działania edukacyjne, na przykład względem innych uczestników rynku.

Podobnie jak w minionych latach najmniej reprezentowanym obszarem okazały się być „prawa człowieka”. 12 przykładów działań firm dotyczyło między innymi tematu kobiet w biznesie, przeciwdziałania łamaniu praw człowieka i różnorodności.

CSR w 2015 roku

Obok zestawienia dobrych praktyk firm, realizowanych w 2015  roku, Raport „Odpowiedzialny biznes w Polsce 2015. Dobre praktyki” zawiera podsumowanie minionego roku. Kalendarium wydarzeń obejmuje 78 CSR-owych inicjatyw, a także prezentuje badania, publikacje i konkursy. W przeglądzie mediów znalazło się 38 polecanych artykułów prasowych, a w początkowej części publikacji 7 artykułów eksperckich, ukazujących perspektywę CSR dla kluczowych wydarzeń 2015 roku w tym m.in. pożarów lasów w Indonezji, Celów Zrównoważonego Rozwoju, kwestii uchodźców.

Podczas ogłoszenia Raportu, 31 marca wręczono również nagrody główne i wyróżnienia w 6. edycji konkursu dla dziennikarzy i ekspertów „Pióro odpowiedzialności”. W tym dniu także oficjalnie do grona firm partnerów FOB dołączyło pięć nowych firm, zaś długoletni Partnerzy otrzymali symboliczne podziękowania za dotychczasową współpracę z FOB.

Raport „Odpowiedzialny biznes w Polsce. Dobre praktyki” to najważniejsza cykliczna publikacja Forum Odpowiedzialnego Biznesu, wydawana od 2002 roku. Raport jest przeglądem aktywności firm, które zgłosiły swoje działania w zakresie CSR, oraz podsumowuje najważniejsze kwestie związane z odpowiedzialnym biznesem w danym roku w Polsce. W części wprowadzającej znajdują się artykuły i komentarze ekspertów/ekspertek. Stałym elementem publikacji jest także przegląd wybranych artykułów prasowych oraz kalendarium wydarzeń związanych z CSR. Raport dostępny jest także w formie elektronicznej w portalu odpowiedzialnybiznes.pl.

 

Forum Odpowiedzialnego Biznesu

Klient 2.0 nie czeka, nie dostosowuje się, chętnie przedkłada świat cyfrowy nad realny i jest bardzo sceptyczny wobec tradycyjnych form reklamy. Lubi kupować w Internecie – dzięki takim jak on polski rynek e-handlu rozwija się najszybciej w Unii Europejskiej ze stopą wzrostu 21,7%. Poznaj bliżej klienta 2.0.

 Kim jest klient 2.0? To millenialsi i dzisiejsi „najmłodsi dorośli”. Są zanurzeni w sieci przez 24 godziny na dobę. Oczekują błyskawicznej i spersonalizowanej obsługi tam, gdzie sobie tego akurat życzą – na Twitterze, czacie czy poprzez aplikację mobilną. Ale czasem,  w zależności od chwilowego upodobania, także w sklepie stacjonarnym. Dla porównania: pokolenie X, urodzone w czasach PRL i wychowane w czasach raczkującego Internetu, jest na zakupach bardziej cierpliwe, a kanały cyfrowe wykorzystuje umiarkowanie.

 Smart shopper

Klienci nowej ery są sprytni, bardzo sceptyczni wobec reklam, choć jednocześnie otwarci na nowe produkty i usługi. Ścieżka od momentu zdobycia ich uwagi do finalizacji zakupu wiedzie jeszcze przez wyszukiwarkę – sprawdzą parametry produktu, opinie innych użytkowników i porównają ceny. Według Google, tak robi blisko 90% Amerykanów. W Polsce odsetek ten sięga – w zależności od branży – do 80% internautów (raport Gemius 2015).

Klienci 2.0 doskonale potrafią wyszukiwać informacje i tym bardziej irytuje ich, jeśli nie znajdują ich tam, gdzie powinny być przede wszystkim, czyli na stronie e-sklepu. Pełne i zachęcające opisy produktów z wykorzystaniem i słowa, i obrazu – najlepiej także wideo – są niezbędne, aby zatrzymać uwagę. – Jeśli klient nadal ma wątpliwości, oczekuje, że będzie mógł otrzymać na swoje pytanie odpowiedź niemal natychmiast. Przykładowo – jeśli na zadane na czacie pytanie nie dostanie odpowiedzi w ciągu kilkunastu sekund, najprawdopodobniej zrezygnuje z czekania i przejdzie do innego sklepu – mówi Michał Misiak, ekspert ds. komunikacji  z klientami Focus Telecom Polska, spółki technologicznej oferującej usługi do komunikacji biznesowej z klientami.

Nie lubią czekać i nie są lojalni

Polski klient 2.0 ma podobne oczekiwania i sposoby działania jak klienci z USA, Niemiec czy Australii. Dynamicznie rośnie w Polsce wykorzystanie kanałów cyfrowych i urządzeń mobilnych przy zakupach – obecnie smartfonów używa 3 na 4 polskich internautów, w tym 90% osób w wieku poniżej 30 lat – i odsetek ten wzrasta.

Nawet, jeśli polscy internauci zamierzają nabyć produkty w sklepach stacjonarnych, to około połowa z nich analizuje wcześniej ich parametry i ceny online, często konsultując się z obsługą e-sklepu – tworzy to tzw. efekt ROPO (research online purchase offline).

Klient 2.0 nie stawia granicy między Internetem a światem realnym, a także między prywatnymi i firmowymi kanałami komunikacji. Oglądając produkt w sklepie, zada producentowi na Facebooku pytanie dotyczące dostępnych modeli. Następnego dnia, czatując z konsultantem e-sklepu tego producenta, będzie się spodziewać, że ten zna treść jego wczorajszej rozmowy na Facebooku. Część polskich e-sklepów ma duże problemy ze wzrastającymi oczekiwaniami klientów.

– Podstawą działania proklienckiego jest dziś zaakceptowanie trzech podstawowych zasad. Po pierwsze, komunikacja wielokanałowa, z ulubionym przez młodych konsumentów czatem na czele. Po drugie, gromadzenie w czasie rzeczywistym danych ze wszystkich kanałów i udostępnianie ich aktualnie obsługującemu klienta konsultantowi, czyli stosowanie strategii omnichannel. Po trzecie, szybka, kompetentna i spersonalizowana obsługa w każdym kanale, zarówno online, jak i offline. Do wprowadzenia tych zasad w życie potrzebne są wielokanałowe, zintegrowane platformy komunikacyjne i sprzęgnięte z nimi CRM-y – wyjaśnia Michał Misiak.

Poprzeczkę w zakresie obsługi klienta podnoszą międzynarodowi giganci, jak Amazon czy eBay. Stosują najbardziej rozwinięte technologie, które minimalizują wysiłek, jaki klient musi włożyć, aby zdobyć wszelkie potrzebne informacje oraz uzyskać natychmiastowe odpowiedzi na swoje pytania.

Klientowi 2.0 obce jest pojęcie lojalności. Jeśli jakikolwiek element obsługi go nie zadowala – bez wahania natychmiast przechodzi do konkurencji. Poza tym dość chętnie dzieli się negatywnymi opiniami o sklepie na Facebooku czy Twitterze zniechęcając kolejnych potencjalnych nabywców – dodaje ekspert Focus Telecom Polska.

Klient 2.0 już niedługo będzie przeciętny

Według raportu Think Paga 2015, blisko 50% polskich e-sklepów utrzymuje się na rynku zaledwie dwa lata. Dlaczego tak się dzieje?

Większość polskich e-sklepów ma nie dość rozwinięte systemy obsługi klientów i z tego powodu tych klientów tracą. Właściciele sklepów martwią się zbyt niską konwersją, ale jednocześnie nie prowadzą skutecznych działań, które miałyby sprawić, że klient będzie chciał wrócić do ich sklepu i polecić go znajomym – mówi Tomasz Paprocki, dyrektor sprzedaży firmy Focus Telecom Polska, oferującej m.in. platformy komunikacyjne dla e-handlu.

Przyszłość w e-handlu to coraz bardziej zaawansowane rozwiązania z zakresu Business Automation & Communication. Upowszechnianie się standardów obsługi klientów 2.0 oznacza definitywny koniec e-biznesów działających wciąż według zasad z końca lat 90. – startujemy ze stroną www sklepu i… jakoś to będzie.

Te z dziś działających e-sklepów, które chcą przetrwać, muszą szybko dostosować swoje standardy obsługi do oczekiwań klientów 2.0. A należy się spodziewać, że kolejne pokolenie będzie jeszcze bardziej wymagające wobec sprzedawców.

 

Focus Telecom Polska Sp. z o.o.

Projekt ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym, przygotowany przez Ministerstwo Finansów, może pomóc w zwiększeniu poziomu ochrony klientów instytucji finansowych, a w szczególności konsumentów korzystających z usług firm pożyczkowych – uważa Konfederacja Lewiatan.

Pod koniec 2014 r. Ministerstwo Finansów opublikowało projekt ustawy o zmianie ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym, ustawy – prawo bankowe oraz niektórych innych ustaw. Projekt co do zasady należy ocenić pozytywnie.

Regulacja wprowadza m.in. ograniczenie możliwości pobierania nadmiernych opłat, prowizji i odsetek w umowach o kredyt konsumencki, co ma na celu przeciwdziałanie popadnięciu kredytobiorców w tzw. spiralę zadłużenia. Pozytywnie należy też ocenić propozycję rozszerzenia na wszystkie sektory rynku finansowego uprawnień Komisji Nadzoru Finansowego do prowadzenia postępowania wyjaśniającego wobec podmiotów, co do których zachodzi podejrzenie, że wykonują działalność nielegalnie, np. bez zezwolenia. Umożliwi to szybsze i skuteczniejsze wykrywanie zachowań niezgodnych z prawem. Jednocześnie należy zadbać o to, aby osoby, w stosunku do których takie postępowanie może być skierowane, miały zapewnione odpowiednie narzędzia obrony przed potencjalnym nadużyciem tych uprawnień.

– Warto natomiast wrócić do dyskusji nad pomysłem utworzenia odrębnego rejestru tzw. instytucji pożyczkowych, co zakładała pierwotna wersja projektu założeń przygotowana przez Ministerstwo Finansów. W założeniach tych proponowano bowiem reglamentację działalności polegającej na udzielaniu kredytów konsumenckich przez instytucje pożyczkowe. Zakładano, że prowadzenie takiej działalności byłoby działalnością regulowaną i wymagałoby uzyskania wpisu do odpowiedniego rejestru, po spełnieniu określonych w ustawie warunków. Z propozycji tej zrezygnowano, a tymczasem, jawny i powszechny dostęp do informacji o podmiotach legalnie działających w obszarze udzielania kredytów konsumenckich przyczyniłby się do transparentności i przejrzystości tego segmentu rynku, z korzyścią dla konsumentów – mówi Bartosz Wyżykowski, ekspert Konfederacji Lewiatan.

źródło: Konfederacja Lewiatan

 

 

Krajowe firmy deweloperskie nie są całkowicie uzależnione od koniunktury panującej na rynku kredytowym. Sporą część popytu na nowe mieszkania generują tzw. klienci gotówkowi. W największych miastach osoby kupujące lokale za własne środki zapewniają deweloperom wyższe przychody niż kredytobiorcy.

Zakupy za gotówkę przeważają na terenie metropolii …

Znalezienie informacji dotyczących gotówkowych zakupów mieszkań jest dość trudne. Takie dane od początku 2012 r. regularnie zbiera tylko Narodowy Bank Polski. NBP bazując na statystykach firmy REAS, oblicza szacunkową wartość nowych mieszkań, które zostały sprzedane w siedmiu dużych miastach. Do grupy analizowanych lokalizacji należy Warszawa, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań, Gdańsk oraz Gdynia (patrz poniższa tabela). Po porównaniu sprzedaży deweloperów z sumą wypłaconych kredytów można ustalić łączną wartość mieszkań kupionych za własne środki klientów-tłumaczy Andrzej Prajsnar z portalu RynekPierwotny.pl. Kolejnym krokiem jest wyznaczenie udziału transakcji gotówkowych w sprzedaży na największych rynkach pierwotnych.

Osoby zainteresowane szczegółami analizy, którą wykonuje Narodowy Bank Polski powinny zajrzeć do kwartalnego raportu tej instytucji („Informacja o cenach mieszkań i sytuacji na rynku nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych w Polsce”). Spore znaczenie ma fakt, że NBP w swoich obliczeniach prócz kredytu uwzględnił wniesiony wkład własny (patrz poniżej).

Zgodnie z szacunkami NBP wartościowy udział transakcji gotówkowych na największych rynkach pierwotnych prawie przez cały czas przekraczał 50%. Wyjątek stanowił II i III kw. 2012 r. Najwyższy wynik (66%) odnotowano na początku badanego okresu. W 2014 r. transakcje gotówkowe generowały 55% – 63% sprzedaży na siedmiu największych rynkach pierwotnych.

mieszk_za_gotowke_tabela

Poniższy wykres dobrze ilustruje zmiany udziału transakcji gotówkowych na największych rynkach. Po wyznaczeniu średnich wartości z poszczególnych lat można zauważyć wzrost odsetka zakupów finansowanych gotówką. W 2012 r. ta wartość wynosiła 54%. Uśredniony wynik z pierwszych trzech kwartałów 2014 r. to 58%.

Wzrost udziału transakcji gotówkowych prawdopodobnie był związany z obniżkami stóp procentowych NBP. Mało imponujące oprocentowanie lokat nadal zachęca do zakupu mieszkań na wynajem. Wzmożone zainteresowanie inwestorów można zaobserwować głównie w krajowych metropoliach. Dodatni wpływ tego czynnika na odsetek transakcji gotówkowych częściowo jest równoważony przez program MdM. Rządowe dopłaty w 2014 r. o kilka procent zwiększyły liczbę udzielonych kredytów hipotecznych.

mieszk_za_gotowke_wykres

Na całym rynku kredytowanie lokali jest bardziej popularne

Wyniki, które co kwartał prezentuje NBP dotyczą tylko pewnej części rynku. Znalezienie danych na temat transakcji gotówkowych w mniejszych miastach stwarza pewne problemy – mówi Andrzej Prajsnar z portalu RynekPierwotny.pl. Podobne przeszkody napotyka osoba badająca cały rynek mieszkaniowy (zarówno pierwotny jak i wtórny). Dzięki dość fragmentarycznym informacjom NBP i BIK-u można obliczyć udział transakcji gotówkowych w sprzedaży nowych oraz używanych lokali na warszawskim rynku. Ta wartość wynosiła:

* 2008 r. – 25% liczby transakcji

*  2009 r.  – 42% liczby transakcji

*  2010 r.  – 35% liczby transakcji

*  2011 r.  – 36% liczby transakcji

*  2012 r.  – 48% liczby transakcji

*  2013 r.  – 46% liczby transakcji

Zaprezentowane wyniki wskazują, że na całym stołecznym rynku również zwiększył się udział gotówkowych zakupów mieszkań. Mowa o zmianie obserwowanej od 2011 r. do 2013 r. Mimo braku odpowiednich danych można przypuszczać, że w innych metropoliach, które są atrakcyjne dla wynajmujących (Kraków, Wrocław, Poznań, Gdańsk) miały miejsce podobne zmiany. Deweloperzy działający na terenie Łodzi i mniejszych miast raczej nie mogli liczyć na silne wsparcie ze strony nabywców gotówkowych.

źródło: RynekPierwotny.pl

Mimo tego, że mazowieckie firmy cieszą się najgorszą opinią w Polsce, to przedsiębiorcy z innych województw właśnie je widzą w gronie trójki najbardziej pożądanych kontrahentów. Miejsce na podium dzielą z ocenianymi jako najbardziej rzetelnymi Wielkopolanami i plasującymi się pod tym względem na 6. miejscu w Polsce Dolnoślązakami. Skoro zatem nie profesjonalizm, uczciwość i terminowość decydują o tym, z kim chcemy robić interesy, to co?

Zdecydowana większość małych i średnich firm szuka dostawców i klientów w pobliżu swojej siedziby. Tak jest najłatwiej i najtaniej. Mniejsze są choćby koszty logistyki, większe jest też rozeznanie lokalnego rynku. Ale okazuje się, że ten wybór wynikający z rozsądku i rachunku ekonomicznego, wcale nie jest wymarzonym. Gdyby odrzucić takie czynniki, jak odległość czy dostępność, to okazuje się, że zdecydowana większość firm w Polsce chciałaby współpracować z przedsiębiorcami z Dolnego Śląska, Wielkopolski i Mazowsza. O ile w pierwszym i drugim wypadku to nie dziwi, bo biznesmeni znad Odry i Warty (a zwłaszcza ci drudzy) są uważani za profesjonalnych, terminowych i uczciwych, to trzecia pozycja przedsiębiorców znad Wisły jest zaskoczeniem – są pod tym względem oceniani najgorzej w kraju.

– „Chcieliśmy sprawdzić jakie są stereotypowe wyobrażenia o firmach z różnych województw i jak to się przekłada na chęć współpracy z nimi. Każdy przedsiębiorca, który brał udział w badaniu, oceniał firmy z innych województw na podstawie 5 cech: terminowości, uczciwości, profesjonalizmu, oszczędności i wiarygodności. Przy czym często te opinie były wyrażane na podstawie wyobrażeń, a nie faktów, jako że większość ankietowanych przedsiębiorców ograniczała swoją aktywność biznesową do własnego województwa” – mówi Jakub Kostecki, kierujący programem FairPay, który promuje przedsiębiorców i konsumentów terminowo regulujących swoje płatności.

Uczciwie na Pomorzu, profesjonalnie na Śląsku

Wyniki dla poszczególnych cech zostały porównane ze sobą województwami, wyłaniając zwycięzców w poszczególnych kategoriach. Jednocześnie stworzono indeks wojewódzki będący zestawieniem wszystkich cech dla poszczególnego regionu i odzwierciedlający ogólną ocenę każdego województwa. Im wyższa wartość indeksu, tym lepsza ocena danego regionu.

indeks_wojewodzki

[rys. indeks wojewódzki)

Najlepiej w tym rankingu wypadły cztery województwa – wielkopolskie, śląskie, małopolskie i pomorskie. Jednocześnie firmy ze Śląska i Wielkopolski pojawiły się też wśród tych regionów, które plasowały się w czołówce zestawieniach poszczególnych cech. Za najbardziej wiarygodne, czyli takie, które budzą zaufanie u kontrahentów, uznane zostały firmy z Pomorza. W luźnych skojarzeniach, jakie łączą się z tym regionem pojawiały się określenia: solidność, kompetentność i wiarygodność. Również pomorskie przedsiębiorstwa wraz z tymi ze Śląska określane zostały jako najbardziej uczciwe. Oszczędność, czyli zarówno umiejętność odkładania pieniędzy na później, jak i ich rozważne wydawanie, stała się domeną województwa wielkopolskiego.

Analizując wszystkie cechy jakie zostały ocenione, łatwo zauważyć, że firmy w całej Polsce nie wypadły najlepiej jako terminowi partnerzy. Wynik sporej części województw znalazł się w okolicach 3 punktów procentowych, czyli średniej wartości. Na prowadzenie wysunęła się Wielkopolska z mocnym jak na tę  kategorię wynikiem 3,33 pkt.

– „Może to oznaczać, że polskie firmy wciąż nie są zadowolone z tego, jak ich kontrahenci płacą im za wystawione faktury, czy też dostarczają towar. Znane powiedzenie mówi, że czas to pieniądz, a nasi przedsiębiorcy wciąż nie nauczyli się, jak bardzo dbanie o tę cechę może pomóc im w zbudowaniu wizerunku wiarygodnego partnera biznesowego” – podkreśla Jakub Kostecki.

Mazowsze – źle myślimy, ale chcemy współpracować

Regionem najgorzej ocenionym przez badanych okazało się Mazowsze. Wszystkie cechy dostały tu dość niskie cenzurki w porównaniu z innymi województwami. Tylko jedna cecha osiągnęła poziom nieco powyżej 3 pkt, czyli oceny średniej. Inni przedsiębiorcy uważają, że mazowieckie firmy charakteryzują się najniższą terminowością i nie do końca są uczciwe, czy wiarygodne. Najwyższą ocenę w tym województwie zyskała cecha: „profesjonalizm”, przekraczając jednak średnią jedynie o jedną dziesiątą punktu. W porównaniu z wynikiem najwyższym (3,47 pkt), na jaki cecha ta została oceniona na Śląsku, mazowieckie nie ma się czym chwalić.

I choć firmy z Mazowsza zyskały tak złą metryczkę, przedsiębiorcy wcale nie myślą o tym, aby nie kontynuować z nimi współpracy. W rankingu „marzeń”, gdzie można było wybrać firmę z dowolnego rejonu Polski, z którą podjęłoby się współpracę, mazowieckie znalazło się wśród pięciu najczęściej wskazywanych województw. Podobny wynik osiągnęło województwo dolnośląskie, które w zestawieniu cech było mocnym średniakiem, a pod względem atrakcyjności firm z regionów, uplasowało się na pierwszym miejscu.

„I właśnie ten wynik pokazuje, że decydując o współpracy z inną firmą, mocniej opieramy się na dostępnych danych, niż na własnych stereotypowych wyobrażeniach. Tak naprawdę lista marzeń, to lista najbardziej uprzemysłowionych i najszybciej rozwijających się województw. Stąd obok siebie solidny Poznaniak, trochę mniej, ale jednak rzetelny Dolnoślązak i cwaniak z Warszawy, bo z nimi można robić najlepsze interesy” – tłumaczy Jakub Kostecki

Oczywiście i w Poznaniu i we Wrocławiu i w Warszawie trzeba starannie dobierać kontrahentów, bo i w bardzo uczciwym Poznaniu można trafić na oszusta, jak i w źle pod tym względem ocenianej Warszawie znaleźć wielu uczciwych kontrahentów.

„Na podstawie naszych doświadczeń szacujemy, że zaledwie 8-12% przedsiębiorców, to notoryczni dłużnicy, jest też spora grupa takich, którym „zdarza się” nie zapłacić w terminie, ale ostatecznie prędzej czy później regulują należności. Stąd pomysł, aby uruchomić program FairPay, w ramach którego gromadzimy i udostępniamy informacje o terminowych płatnościach z ostatnich 12 miesięcy. Dzięki temu łatwiej będzie znaleźć uczciwego kooperanta w oparciu o twarde dane, a nie stereotypy”mówi Jakub Kostecki. – „Zdajemy sobie sprawę, jak ważne jest dla firm posiadanie nie tylko przekonań i domysłów o tym, jacy są inni partnerzy biznesowi, ale też twardych, ekonomicznych danych. Właśnie dlatego nieustannie zachęcamy do tego, aby dzielić się z innymi swoimi doświadczeniami o współpracy z innymi firmami. Również tymi pozytywnymi” – dodaje Kostecki.

źródło: KRD BIG SA

 

Niemal połowa kandydatów (46%), którzy wynieśli negatywne wrażenia z rekrutacji u danego pracodawcy, zmienia nastawienie do jego produktów lub usług na negatywne i rezygnuje z ich zakupu – wynika z 2. edycji badania Candidate Experience przeprowadzonego z inicjatywy Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji. I choć aż 65% pracodawców uważa, że dba o relacje z kandydatami na wszystkich etapach procesu rekrutacyjnego, to podobnie jak rok temu, w opinii większości kandydatów (57%) firmy nie dbają o ten obszar swojego biznesu.

Działania na polu candidate experience w Europie Zachodniej czy Stanach Zjednoczonych są prowadzone już od kilkudziesięciu lat, podczas gdy w Polsce jest to jeszcze stosunkowo młode zagadnienie. Jednak z roku na rok obserwujemy, że coraz więcej naszych pracodawców udoskonala swoje praktyki w tym zakresie, bo zdaje sobie sprawę, że przekłada się to na ich część biznesową. Potwierdzają to wyniki tegorocznej edycji badania Candidate Experience, w ramach którego zdecydowana większość pracodawców – aż 85% – uważa, że wrażenia kandydatów wyniesione z procesu rekrutacji mają wpływ na postrzeganie produktów i usług firmy – mówi Marcin Sieńczyk, dyrektor zarządzający eRecruitment Solutions, która jest inicjatorem Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji.

Pracodawca nie docenia kandydata

Choć 65% pracodawców twierdzi, że dba o relacje z kandydatami, to tylko 29% z nich wysyła informację zwrotną o przebiegu rekrutacji do wszystkich kandydatów. Pozostali respondenci kontaktują się tylko z osobami, które dotarły do ostatniego etapu rekrutacji (35%) lub które otrzymały zaproszenia na rozmowę kwalifikacyjną (33%). Z drugiej edycji raportu, podobnie jak z ubiegłorocznej, wynika także, że 7 na 10 zapytanych pracodawców nie utrzymuje żadnego kontaktu z kandydatami, którzy nie przeszli do finalnego etapu, a jedynie zachowuje ich dane w bazie. Te wyniki pokazują, że zdecydowana większość pracodawców nie liczy się z tzw. kandydatami odrzuconymi i nie jest świadoma, że może to mieć negatywne odbicie w rekrutacjach prowadzonych w przyszłości. W szczególności, kiedy będziemy mieć do czynienia z rynkiem pracownika. Wówczas z uwagi na pewność zatrudnienia oraz rosnący popyt na pracownika, firmy muszą zawalczyć o wartościowego kandydata także pozapłacowymi atutami – podkreśla Marcin Sieńczyk.

Dbanie o relacje z kandydatami może przynieść wymierne korzyści firmie. Michał Molik, Starszy Specjalista ds. Rekrutacji w PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. zauważa, że od kiedy jego firma jest członkiem Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji i stosuje jej standardy, spotyka się z niezwykle pozytywną reakcją kandydatów. Doceniają pogłębioną informację, dziękują za odpowiedź i w przyszłości chętniej biorą udział w kolejnych naszych rekrutacjach – mówi Michał Molik.

Niezadowolony kandydat „nie kupuje” pracodawcy

Nieodpowiednio przeprowadzona rekrutacja może odbić się negatywnie na wynikach sprzedażowych firmy. Bo jak twierdzi blisko połowa zapytanych kandydatów (46%), negatywne wrażenia wyniesione z rekrutacji u danego pracodawcy zmieniają ich nastawienie do jego produktów lub usług na negatywne, a w konsekwencji mogą oznaczać rezygnację z ich zakupu. Potencjalnie może być to duży problem dla firm, ponieważ jak wynika z badania, aż 57% kandydatów uważa, że pracodawcy wcale nie dbają o relacje z nimi. Choć jest to wynik o 11 p.p. niższy niż rok temu, to jednak szczegółowe wyniki pokazują, że jeszcze wiele do zrobienia w tym obszarze. 1 na 4 kandydatów nie otrzymuje żadnej informacji o przebiegu rekrutacji (23%), a ponad połowa odpowiedzi (55%), dlaczego nie zostali przyjęci do pracy i nad czym powinni popracować, by móc w przyszłości aplikować na dane stanowisko.

Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której zapraszamy kandydata na spotkanie rekrutacyjne i nie informujemy go o jego wynikach. Zdarza się, że otrzymujemy od kandydatów podziękowanie za informację zwrotną z komentarzem, że jesteśmy pierwszą firmą, która takiej odpowiedzi udzieliła – zauważa Agata Błaszkiewicz, Dyrektor ds. HR w Colliers International.

Wyniki 2. edycji badania Candidate Experience, podobnie jak rok temu, pokazują, że przed rekruterami jest jeszcze sporo pracy w zakresie przygotowania do procesu rekrutacyjnego, zarówno w czasie jak i po jego zakończeniu. Duża rozbieżność między działaniami firm a opiniami kandydatów powinna skłonić do podejmowania przez pracodawców kolejnych kroków w celu uzyskania większej przychylności ze strony potencjalnych pracowników. Cieszy nas, że coraz więcej firm dostrzega potrzebę dbania o relację z kandydatami, czego dowodem jest między innymi podwojenie w ciągu roku liczby członków Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji – podsumowuje Marcin Sieńczyk z eRecruitment Solutions.

źródło: eRecruiter

Eksperci

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

AKTUALNOŚCI

Zniesienie limitu ZUS od 1 stycznia 2020 – znowu prawdopodobne

12 listopada 2019 r. do Sejmu trafił projekt ustawy, przewidującej zniesienie górnego limitu składek...

Wielka kradzież danych osobowych. Uważaj, żeby nie spłacać cudzego kredytu!

W ciągu kilkunastu dni dane osobowe kilkuset tysięcy osób trafiły w niepowołane ręce na skutek rażąc...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Innowacyjnie, energooszczędnie – i z bezbłędnym finansowaniem!

Innowacyjnie, energooszczędnie i z myślą o przyszłości – takie rozwiązania dla ludności tworzy i fin...