sobota, Grudzień 7, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "fundusze inwestycyjne"

fundusze inwestycyjne

Rozmowa z Pawłem Wnętrzakiem, prezesem KLG S.A.

 Dlaczego zainteresował się Pan rynkiem inwestycyjnym?

Historia mojej działalności na rynku inwestycyjnym rozpoczęła się od współpracy z funduszami inwestycyjnymi i z domem maklerskim. Tu zdobywałem doświadczenie i tu stopniowo rozwijało się moje zainteresowanie inwestycjami i rynkiem kapitałowym. Życie pokazało, że – kiedy związałem się na stałe z branżą inwestycyjną – te doświadczenia pozwoliły mi patrzeć na biznes szeroko i w sposób perspektywiczny. Obecnie Spółka KLG S.A. aktywnie działa w obszarze szeroko rozumianych inwestycji, m.in. dokonaliśmy kupna i rewitalizacji historycznego browaru, znajdującego się w Parku Chorzowskim; działamy w obszarze inwestycji w unikalne nieruchomości, jak również inwestujemy w inne obszary, którymi interesują się nasi klienci.

Jakie są Pańskie motywacje?

Najważniejsze są marzenia. Każdy z nas określa, co daje mu satysfakcję i co chciałby robić. Ja zawsze starałem się odpowiadać sobie na to pytanie i te dążenia realizować. Na tych fundamentach zbudowałem firmę.

Jak buduje Pan zespół w firmie KLG S.A.?

Drugim, oprócz marzeń, filarem w biznesie – są według mnie ludzie. Zawsze szukałem pracowników z właściwym podejściem do biznesu, odpowiednią, pozytywną motywacją. Budowanie zespołu wokół takich ludzi daje mocne podstawy do stworzenia kreatywnego, efektywnego zespołu. Co ważne, bardzo doceniam pracowników, którzy swoimi kompetencjami dzielą się z zespołem. Tworzymy team – nie rywalizujemy, tylko budujemy wspólną wartość. Podkreślam, że to bardzo ważne, by cele pracowników były zbieżne z celami firmy. To daje mocny fundament dla działań.

Od czego uzależnia Pan swoje zainteresowanie inwestycjami w poszczególne branże?

Rynek ewoluuje. To ważne, by uważnie go obserwować. Zakres działania firmy i branże, które są przedmiotem jej zainteresowania powinny odpowiadać na subtelne zmiany w gospodarce. Mogę powiedzieć, że – w moim przypadku – ta obserwacja oraz właściwa ocena nadarzających się okazji rynkowych pozwoliła spółce rozwinąć skrzydła poprzez inwestycje w nowe branże. Obecnie jesteśmy zaangażowani w działania w sektorze restauracyjnym i browarniczym, co daje nam wiele satysfakcji. Spektakularne efekty tej pracy będą widoczne już pod koniec wakacji, kiedy w Parku Śląskim otwarta zostanie w odnowionym, zabytkowym obiekcie Kawiarni Przystań restauracja z najnowocześniejszą instalacją browarniczą. Będzie to miejsce dla rodzin i przyjaciół – połączenie niepowtarzalnego klimatu z doskonałą ofertą gastronomiczną. Spółka aktywnie działa także w innych obszarach inwestycyjnych.

Przystań została poddana gruntownemu remontowi, dzięki któremu odzyskała dawną świetność. Czy jedną z Państwa motywacji było ratowanie zabytku?

Oczywiście. Według mnie, miejsca szczególne, z historią, należy bardzo mocno pielęgnować. Kiedyś Przystań była jednym z najbardziej znanych i szanowanych punktów gastronomicznych na Śląsku. Byłoby dużą stratą dla miasta i okolicznych mieszkańców, gdyby taki kapitał kulturalny został zmarnowany. W trakcie realizacji inwestycji zwracaliśmy baczną uwagę na to, by zachować piękne elementy wykończenia i ozdoby budynku. Jestem dumny z tego, że nam się to udało. Cieszę się, że nasza praca przyniesie korzyść pięknej okolicy, w jakiej się znajduje. Warto dawać drugie życie takim obiektom, jak Przystań.

Jakie inne sektory uważa Pan za perspektywiczne z punktu widzenia inwestycji?

Perspektywiczny pozostaje cały czas rynek nieruchomości. Po woli ulega on jednak wysyceniu, dlatego kluczem do sukcesu jest poszukiwanie wyjątkowych miejsc. Takie jest oczekiwanie odbiorców. Wysoki standard i pełen profesjonalizm – to już must have. Klient oczekuje jednak czegoś więcej od lokalizacji.

Co zatem charakteryzuje inwestycje KLG S.A. w nieruchomości?

Założenie, jakie podjęliśmy. Nasze nieruchomości mają, oczywiście, stanowić efektywną inwestycją biznesową. To jednak nie wszystko: zależy nam na tym, by obiekty – w tym ogólnodostępne miejsca rekreacyjne, które tworzymy, odpowiadały na potrzeby ludzi – były dla nich przydatne i atrakcyjne. To bardzo istotne z naszego punktu widzenia.

 

Paweł Wnętrzak, Prezes Zarządu KLG S. A. 

Człowiek posiadający wyjątkowy zmysł inwestycyjny, potrafiący dostrzec potencjał w wartych uwagi przedsiębiorstwach i projektach. Wizjoner widzący sukces tam, gdzie inni przechodzą obojętnie. Entuzjasta i pasjonat, wykazujący imponujący talent do wyszukiwania okazji biznesowych. Nigdy nie traci zapału i wiary, opierając działania na merytorycznych filarach.

Posiada niezachwianą wiarę w możliwości każdego człowieka. Jego siła, zmysł i niezwykła determinacja budzą nieskończoną wiarę i zawsze kończą się sukcesem. Działa z głową pełną innowacyjnych pomysłów, energią i nieustającą młodzieńczą ekspresją, które nie nikną pomimo wielu lat doświadczenia.

Optymizm i zapał, które towarzyszą mu każdego dnia przekłada na pomoc i wsparcie potrzebującym. Wierzy w człowieka i widzi w nim więcej niż inni. Wspiera, pomaga i napędza do działania utalentowaną młodzież, wskazuje drogę młodym przedsiębiorczym osobom, wyznaczając odpowiedni kierunek na ścieżce kariery.

Lokaty bankowe to obecnie przechowalnia oszczędności, odpowiednik dawnej „skarpety”. Jeśli chcemy, aby nasze oszczędności pracowały, powinniśmy rozważyć fundusze inwestycyjne. Przed taką decyzją powstrzymuje nas jednak szereg obaw. Sprostujmy 5 najczęstszych mitów.

Fundusze inwestycyjne są najpopularniejszym sposobem oszczędzania na świecie, ale nie w Polsce. U nas pojawiły się w latach 90-tych. Zanim je zrozumieliśmy, przeżyliśmy fascynację giełdą, szalone hossy i  frustrujące bessy, a banki płaciły wysokie odsetki od depozytów. Polacy przestraszyli się rynków finansowych, zanim nauczyli się rozsądnego inwestowania. Od kilku lat oprocentowanie depozytów jest minimalne, a większość z nas wciąż paraliżuje lęk przed funduszami.

Mit 1: fundusze to ryzyko jak w kasynie

W rzeczywistości jest wiele rodzajów funduszy – od bezpiecznych po ryzykowne. Jeśli nie chcemy ryzykować, wybierzmy fundusz bezpieczny, który w ogóle nie inwestuje w akcje ani inne ryzykowne instrumenty. Jeśli dopiero zaczynamy przygodę z inwestowaniem, też postawmy na fundusz bezpieczny. Dopiero dla doświadczonych i odważnych są fundusze akcyjne, w których można więcej zarobić, ale należy równocześnie liczyć się z ryzykiem straty oraz większą zmiennością wyników. Powiem więcej: większość oszczędzających w ogóle nie powinna wybierać funduszy akcyjnych ani innych propozycji o wyższym poziomie ryzyka.

Mit 2: fundusze są dla bogatych

Wcale nie musimy mieć dużo pieniędzy. Wystarczy 100 zł, aby rozpocząć przygodę z inwestowaniem. Gdy zbierzemy pewną sumę i zobaczymy, że pieniądze pracują dla nas, nie będziemy chcieli wrócić do sytuacji, gdy wszystko wydajemy na bieżąco.

Mit 3: fundusze są skomplikowane

Wielu klientów odstrasza od funduszy trudny język i nadmiernie rozbudowana oferta. W tej sprawie ich rozumiem – oferta funduszy rzeczywiście jest zbyt skomplikowana. Wyciągamy wnioski – stawiamy na prosty język, kilka podstawowych funduszy i internet, np. Aviva24.pl. Warto zdobyć podstawową wiedzę na temat inwestowania, ale nie trzeba być ekspertem, żeby rozsądnie pomnażać swoje oszczędności.

Mit 4: fundusze nie są bezpieczne

Każdy sposób inwestowania wiąże się z ryzykiem. Można je minimalizować, wybierając bezpieczne fundusze. Poczucie bezpieczeństwa wzmacnia również to, że pieniądze można wpłacać i wypłacać z funduszu w każdej chwili. Pieniądze klientów w funduszu są prawnie oddzielone od zarządzającego nimi podmiotu (TFI). Czuwa też nad nimi bank-depozytariusz funduszu.

Mit 5: fundusze pobierają wysokie opłaty

Wielu uważa, że fundusze pobierają wysokie opłaty, a lokaty bankowe są bezpłatne. Tymczasem szczególnie w funduszach bezpiecznych opłaty są niskie. Czasem rekordowo niskie – na przykład w Funduszu Lokacyjnym dostępnym na Aviva24.pl jedyna opłata wynosi 0,25% aktywów rocznie.

Autor: Marek Przybylski, Aviva Investors TFI

 

Największą popularnością wśród inwestorów cieszy się rynek mieszkaniowy. Potężny kapitał wpłynął też do funduszy inwestycyjnych. Spadł za to popyt na złoto, którego kupić mogliśmy mniej niż 5 ton. Stopniały też oszczędności trzymane na lokatach.

Na zakup nieruchomości Polacy mogli wydać nawet ponad 111 mld złotych – wynika z szacunków Open Finance opartych o dane NBP, REAS i SARFiN. Jest to kalkulacja zakładająca, że w skali całego kraju połowa transakcji jest finansowana kredytem z 20-proc. wkładem własnym, a druga połowa to zakupy gotówkowe. Jest to o tyle uzasadnione, że dostępne szacunki NBP na temat skali zakupów gotówkowych w 2017 roku mówią o tym, że w największych miastach dwa na trzy nowe mieszkania są kupowane bez udziału kredytu.

Nie każde mieszkanie to inwestycja

Pamiętajmy jednak, że spora część pieniędzy trafiająca na rynek, to środki pochodzące ze sprzedaży innych nieruchomości. Poza tym nie każda złotówka wydana na zakup nieruchomości jest inwestycją – szczególnie jeśli nabywany lokal, dom lub działka mają służyć zaspokajaniu własnych potrzeb mieszkaniowych. Jaka więc część tej potężnej kwoty ponad 111 miliardów może być potraktowana jako inwestycja? W ubiegłym roku firma doradcza REAS sugerowała, że taki charakter może mieć nawet co trzeci zakup mieszkania w dużym mieście. Gdyby zachowawczo przyjąć, że w skali całego kraju odsetek ten topnieje do 15%, to może to oznaczać, że Polacy zainwestowali w nieruchomości na wynajem i tak niebagatelną kwotę 16,7 miliardów złotych. Kwota porażająca, bo jeśli przyjąć, że przeciętne mieszkanie trafiające na rynek wynajmu warte jest 250 tys. zł, to i tak oznaczałoby to około 67 tysięcy nowych mieszkań kupionych z myślą o czerpaniu dochodów z czynszu.

Za dużo? W ostatnich latach liczba podatników, którzy zaczęli rozliczać się z zarobków z wynajmu rosła przeciętnie o 12% r/r – wynika z danych do których dotarło Stowarzyszenie właścicieli mieszkań na wynajem „Mieszkanicznik”. To sugeruje, że w 2017 roku do grona inwestorów na rynku mieszkaniowym mogło dołączyć aż 60 tysięcy osób. Są to ci, którzy dotychczas nie osiągali przychodów z wynajmu, a więc dopiero dołączyły do grona inwestorów na tym rynku. Część z nich mogła kupić więcej niż jeden lokal, co wbrew pozorom nie jest wcale rzadką praktyką. Z drugiej strony do tej liczby dolicza się też tych, którzy wychodzą z szarej strefy i decydują się rozliczać z fiskusem zgodnie z prawem.

Nie zapominajmy jednak, że mamy już w Polsce grono przynajmniej 500 – 600 tysięcy inwestorów posiadających mieszkanie na wynajem. Wystarczy że co dwudziesty z nich kupił w 2017 roku dodatkowe lokum, a okaże się, że w sumie z nieruchomościami kupionymi przez początkujących inwestorów mogło na rynek trafić nawet ponad 85 tysięcy dodatkowych lokali na wynajem. Wspominane wyżej 67 tysięcy nie wydaje się więc przesadzone.

Fundusze inwestycyjne na plusie

Potężny kapitał trafił też do funduszy inwestycyjnych. W 2017 roku było to łącznie ponad 14 mld złotych – wynika z danych udostępnianych przez Izbę Zarządzających Funduszami i Aktywami. Polacy inwestują przez te podmioty głównie zachowawczo wybierając fundusze rynku pieniężnego, dłużne i mieszane. Najmniejsze dodatnie saldo wpływów zanotowały najbardziej ryzykowne podmioty, czyli fundusze akcji.

Na giełdę wysłaliśmy prawie 4 miliardy

Sporo inwestorów pokusiło się też o samodzielne inwestowanie poprzez rachunki w biurach maklerskich. Choć tu także opierać musimy się na szacunkach, to niewątpliwie rok 2017 był na giełdzie przełomowy. Może o tym świadczyć dynamiczny wzrost obrotów generowanych przez inwestorów indywidualnych. W 2017 roku opiewały one na ponad 76 miliardów złotych. To o prawie 55% więcej niż rok wcześniej. Przyrost (26,9 mld zł), to jednak nie jest kwota, która napłynęła na rynek. Powodów jest kilka. Po pierwsze obrót to suma wartości wszystkich przeprowadzonych transakcji. Wystarczy więc, że jeden gracz giełdowy sprzeda innemu pakiet akcji wart 2 tys. zł, a już okaże się, że obrót giełdowy opiewa na 4 tysiące. Do tego dokonanie 5 takich wymian w ciągu jednego dnia – nawet pomiędzy tymi samymi inwestorami sumuje się do obrotu w kwocie 20 tysięcy złotych. Jako pierwszy krok w szacunkach należy więc wspomniany przyrost obrotów podzielić na dwa.

Jak dalej na tej podstawie oszacować ile pieniędzy mogło trafić na rynek giełdowy 2017 roku? Do tego niezbędna będzie informacja o tym jak często przeciętny inwestor obraca papierami wartościowymi. W tym wypadku z pomocą przychodzą wyniki ankiety przeprowadzonej przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Można z niej wysnuć wniosek, że przeciętny inwestor operuje kwotą 50 tysięcy złotych, którą dzieli pomiędzy około 6 spółek i dokonuje około 2 transakcje miesięcznie. Możemy więc założyć, że statystyczny gracz giełdowy „obraca” swoim portfelem w ciągu roku czterokrotnie. Wcześniej ustaloną kwotę prawie 13,5 miliardów należałoby więc podzielić przez cztery. W ten sposób otrzymujemy kwotę niecałych 3,4 mld złotych. Właśnie na tyle oszacować można kwotę, którą w całym 2017 roku Polacy wtłoczyli na giełdę.

Rekordowy popyt na papiery skarbowe

To mniej niż kwota, za którą Minister Finansów sprzedał w 2017 roku obligacje skarbowe. Polacy kupili bowiem w ubiegłym roku detaliczne obligacje skarbowe aż za 6,9 miliardów. To o połowę więcej niż rok wcześniej i najwięcej od 2007 roku, od kiedy ministerstwo publikuje odpowiednie dane.

Wyraźnie mniejszą popularnością cieszyły się obligacje korporacyjne. W ich przypadku rentowność jest przeważnie wyższa niż w przypadku obligacji skarbowych, ale wyższy zysk jest pokłosiem ponoszenia wyższego ryzyka. Wartość nowych publicznych emisji obligacji korporacyjnych opiewała w ubiegłym roku na trochę ponad 1,8 mld złotych – wynika z szacunków portalu obligacje.pl.

Złota kupiliśmy 5 ton

Szacunki World Gold Council sugerują ponadto, że w 2017 roku wyraźnie spadł w naszym regionie popyt na złote sztabki i monety wykorzystywane w celach inwestycyjnych. Niestety raporty tej organizacji nie wyznaczają popytu przypadającego konkretnie na nasz kraj. Polska wylądowała w kategorii „inne kraje europejskie”. Znaleźć w niej można wszystkie kraje starego kontynentu oprócz Francji, Niemiec, Włoch, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii i Austrii. Polska w swojej kategorii stanowi bardzo ważny rynek. Z szacunków różnych instytucji publikowanych w poprzednich latach wynika, że na Polskę przypada około 20% popytu zgłaszanego we wspomnianych „innych krajach europejskich”. W 2016 roku w grupie krajów, do której należy Polska, sprzedano 27 ton złota inwestycyjnego. W roku 2017 popyt spadł do poziomu 23,3 ton. Jeśli „Nad Wisłą” ruchy były podobne, to popyt na inwestycyjne złoto można ostrożnie oszacować na 4,7 ton. Za gram królewskiego metalu Polacy musieli płacić w ubiegłym roku przeciętnie niecałe 153 zł. To oznacza to, że skala rodzimych inwestycji w żółty kruszec opiewała na 0,72 mld złotych.

Lokaty w odwrocie

Skąd te wszystkie pieniądze? Częściowo mogą to być nowe oszczędności, ale też pieniądze uwalniane z rachitycznie oprocentowanych depozytów bankowych. Wszystko przez to, że dziś przeciętna nowo założona lokata roczna była w styczniu 2018 roku oprocentowana na niewiele ponad 1,6% (dane NBP), a od tego wyniku należy odjąć podatek (19%), co daje odsetki „na rękę” na poziomie około 1,3%. Efekt jest więc zbyt mizerny, aby pokonać inflację, która zgodnie z ostatnią projekcją inflacji NBP ma być pod koniec 2018 roku na poziomie około 2,4%.

Nie powinno więc dziwić, że saldo depozytów terminowych wyraźnie stopniało. Podczas gdy pod koniec 2016 roku Polacy trzymali na lokatach bankowych prawie 310 mld zł (w tym depozyty złotowe), to rok później było to 289 mld zł, czyli prawie 21 miliardów mniej – wynika z danych NBP.

 

Autor: Bartosz Turek

Wraz z początkiem nowego roku firmy czekają zmiany. Powodem jest prawo unijne, które nakłada obowiązek na część pracodawców raportowania danych niefinansowych. Dotyczy to dużych firm działających na terenie Unii Europejskiej, także z sektora HR. Wśród nich Work Service jest jedyną agencją zatrudnienia w Polsce, która dotychczas stawiała na społeczną odpowiedzialność biznesu. Od dziś jest dostępny nowy raport CSR, w którym Grupa wskazuje na swój wpływ na otoczenie i podejmowane działania, m.in. z zakresu aktywizacji osób długotrwale bezrobotnych i niepełnosprawnych.

Od początku 2017 roku duże firmy będące jednostkami zainteresowania publicznego (JZP), w tym emitenci giełdowi, obejmuje nowy, wymagany przez Unię Europejską, obowiązek informacyjny. Wdrożona przez Parlament Europejski Dyrektywa 2014/95/UE mówiąca o ujawnianiu informacji niefinansowych spowodowała zmiany w ustawie o rachunkowości. Implementacja przepisów unijnych oznacza, że polscy przedsiębiorcy powinni być w trakcie przygotowań do raportowania danych niefinansowych za 2017 rok i ujawnienia ich w pierwszym kwartale 2018 roku.

Nowy obowiązek dotyczy nie tylko największych spółek notowanych na giełdzie. Obejmuje on firmy z kategorii tzw. jednostek zainteresowania publicznego (JZP), które spełniają określone w ustawie o rachunkowości kryteria finansowe oraz wielkości zatrudnienia. Zaliczane są do nich m.in. banki, zakłady ubezpieczeń, krajowe instytucje płatnicze, instytucje pieniądza elektronicznego, fundusze inwestycyjne i emerytalne. Ujawniać informacje niefinansowe będą musiały te podmioty, które mają w raportowanym i poprzednim roku obrotowym średnioroczne zatrudnienie przekraczające 500 osób w przeliczeniu na pełne etaty oraz osiągają wyniki 85 mln zł w przypadku sumy aktywów bilansu na koniec roku obrotowego lub 170 mln zł  w przypadku przychodów netto ze sprzedaży towarów i produktów za rok obrotowy – mówi Ewa Zamościńska, menedżer projektów i konsultant CSR z firmy edukacyjno-doradczej CSRinfo.

Przedsiębiorstwa objęte nowym obowiązkiem powinny raportować informacje o modelu biznesowym, związanych ze swoją działalnością ryzykach z obszarów wskazanych w ustawie, o stosowanych politykach dotyczących tych obszarów oraz wynikach ich wdrażania. Ustawa wymaga także zaraportowania kluczowych niefinansowych wskaźników efektywności związanych z działalnością jednostki. Polityki, efekty ich wdrażania i ryzyka dotyczą zagadnień pracowniczych, społecznych, środowiska naturalnego, poszanowania praw człowieka oraz przeciwdziałania korupcji.

Jeżeli raportująca firma nie wdraża polityk odnoszących do wyżej wymienionych zagadnień, powinna zastosować zasadę „zaraportuj lub wyjaśnij dlaczego tego nie raportujesz”. Wówczas należy przedstawić wyjaśnienie dlaczego pewnych wypracowanych praktyk w firmie nie ma. – Szacuje się, że w Polsce zagadnienia niefinansowe będzie musiało raportować prawie 300 dużych firm. W całej Unii Europejskiej jest ich kilka tysięcy. Jeżeli tak liczne grono znaczących graczy rynkowych – dużych klientów i pracodawców – jest pytane np. o zarządzanie ryzykiem łamania praw człowieka w miejscu pracy i szerzej, w całej strefie wpływu swojej działalności, to może to wpłynąć na tempo włączania tych kwestii w polityki doboru dostawców. Dostawcy B2B mogą się zatem spodziewać większego zainteresowania ich podejściem do kwestii pracowniczych, społecznych czy środowiskowych, nawet  jeżeli oni sami nie są objęci obowiązkiem raportowania – dodaje Ewa Zamościńska.

CSR na rynku agencji zatrudnienia

Z ubiegłorocznego raportu „Społeczna odpowiedzialność biznesu w polskich realiach. Teoria i praktyka” wynika, że na rynku agencji zatrudnienia, obejmującym obecnie ponad 7 tysięcy firm, tylko jedna przygotowuje raport społeczny. Wobec nowych wyzwań formalnych dla wielu podmiotów może to stanowić duże wyzwanie.

Jesteśmy przygotowani na nowe regulacje. Już w 2015 roku podjęliśmy decyzję, że będziemy raportować naszą działalność niefinansową i będziemy się dzielić naszymi doświadczeniami z interesariuszami. Dziś oddajemy nowy dwuletni raport, który przygotowany jest w standardzie GRI G4 – podkreśla Iwona Szmitkowska, Wiceprezes Zarządu Work Service S.A.

Aktywizacja zawodowa dla tysięcy Polaków

W swojej polityce odpowiedzialnego biznesu Grupa Work Service stawia przede wszystkim na wykorzystanie synergii pomiędzy oczekiwaniami otoczenia, a działalnością i kompetencjami. W efekcie realizowanych jest szereg aktywności nastawionych na aktywizację zawodową, edukację rynku i pracowników, a także na działalność charytatywną i społeczną.

Nasza bieżąca działalność ma wyraźny wpływ na życie wielu ludzi. W prowadzonych przez nas projektach aktywizacyjnych wzięło udział 6,5 tys. osób długotrwale bezrobotnych. W wyniku podjętych działań z tej grupy 4 tys. osób podjęło lub wkrótce podejmie pracę. Jednocześnie działamy na rzecz zwiększania zatrudnienia wśród kandydatów z niepełnosprawnością. Z jednej strony pomagamy osobom niepełnosprawnym w znalezieniu satysfakcjonującego zatrudnienia, z drugiej strony edukujemy naszych klientów w zakresie: korzyści płynących z ich zatrudnienia oraz odpowiedniego przystosowania miejsca pracy. Dzięki tym aktywnościom pomagamy znaleźć zatrudnienie dla ponad 500 osób rocznie – podsumowuje Iwona Szmitkowska.

 

Źródło:  Work Service

Belgowie mają powiedzenie: „Jedno dziecko to jeden dom”. Wrzesień to jeden z najtrudniejszych okresów w życiu każdego rodzica. Nie tylko muszą zadbać o logistykę przedszkolno-szkolną, ale jeszcze w tym czasie ich portfele znacznie się uszczuplają. Wyprawka szkolna, ubezpieczenie, opłaty za zajęcia dodatkowe – wydatków naprawdę nie brakuje. W takich sytuacjach rodzicom mają pomóc pieniądze z programu „Rodzina 500+”. Z badania Nationale-Nederlanden wynika, że 62 proc. Polaków przeznacza je właśnie na bieżące wydatki. Tylko nieco ponad jedna trzecia odkłada pieniądze otrzymywane z tego świadczenia na przyszłość.

Wsparciem rządowego programu „Rodzina 500+” w czerwcu 2017 roku objęto ponad 3,98 mln dzieci do 18 lat, czyli 58 proc. Do ponad 2,6 mln rodzin trafiło już ponad 29,2 mld zł. Na co Polacy wydają te pieniądze? Aż 62 proc. osób biorących udział w badaniu Nationale-Nederlanden przyznało, że przeznacza je na codzienne potrzeby rodziny. Z kolei 36 proc. traktuje te środki jak oszczędności.

Słodka, ale i kosztowna inwestycja

Wychowanie dziecka, to czasochłonny, ale też kosztowny proces. Według wyliczeń Centrum im. Adama Smitha koszt wychowania jednego dziecka w Polsce (do osiągnięcia 19. roku życia) mieści się w przedziale od 176 tys. do 190 tys. zł, a dwójki dzieci – od 317 tys. do 350 tys. zł. Według szacunków ekonomistów w przypadku rodzin z trójką dzieci koszty te wynoszą przeciętnie od 421 do 460 tys. zł. Z wyliczeń OECD wynika, że koszty wychowania i utrzymania dziecka są stosunkowo wysokie i sięgają przeciętnie od 15 do 30 proc. budżetu rodzinnego. – Nic więc dziwnego, że większość rodzin przeznacza zarabiane i otrzymywane środki przede wszystkim na bieżące, codzienne potrzeby. Jeżeli jednak naprawdę chcemy pomóc naszym dzieciom i zapewnić im dobry start w przyszłość, najpierw musimy zadbać o siebie i pomyśleć czy nasze finanse są w dobrej kondycji. W praktyce oznacza to minimalizowanie zadłużenia i posiadanie oszczędności – mówi Martyna Kucicka-Witek, Menedżer ds. Produktów Ochronnych i Majątkowych w Nationale-Nederlanden.

Z badania Nationale-Nederlanden wynika, że blisko dwie trzecie Polaków deklaruje, że posiada jakiekolwiek oszczędności odłożone z myślą o przyszłości. Jednocześnie 40 proc. badanych deklaruje, że trudno im oszczędzać, ponieważ codzienne wydatki pochłaniają ich całe dochody. Blisko 20 proc.  respondentów przyznaje, że nie myśli jeszcze o oszczędzaniu, a kolejne 15 proc. woli wydać pieniądze na przyjemności.

Bezpieczne i regularne oszczędzanie

Polacy zazwyczaj rozpoczynają oszczędzać z myślą o przyszłości dzieci już od momentu ich urodzenia. Prawie 40 proc. rodziców, którzy dotąd nie oszczędzali na ten cel, deklaruje, że w ciągu najbliższego roku zaczną to robić. Takich planów nie ma co piąty rodzic, a deklarowanym powodem takiej decyzji jest brak odpowiednich funduszy.

Jaką formę oszczędzania wybierają ci Polacy, którzy decydują się odkładać otrzymywane w ramach programu „Rodzina 500+”? Badanie Nationale-Nederlanden pokazuje, że są to przede wszystkim produkty bankowe: konto oszczędnościowe (62 proc.), zwykłe konto bankowe (24 proc.) i lokata (18 proc.). Jedynie 4 proc. wybiera fundusze inwestycyjne, a 3 proc. polisę ubezpieczeniową. – Możliwości inwestycji jest naprawdę wiele i można je dostosować do własnych potrzeb. Jedną z wartych zainteresowania form są na pewno polisy ubezpieczeniowe, które zapewniają jednocześnie ochronę całej rodzinie i oferują lokatę kapitału – mówi Martyna Kucicka-Witek.

Blisko połowa rodziców, którzy otrzymują świadczenie „Rodzina 500+”, ale do tej pory nie oszczędzali pieniędzy z tego źródła, deklaruje, że w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy zacznie to robić. Co mniej optymistyczne, blisko jedna czwarta (23 proc.) ankietowanych nie ma jednak zamiaru w najbliższym czasie odkładać tych pieniędzy. – Tymczasem regularne oszczędzanie nawet części tej sumy da naszej rodzinie poduszkę bezpieczeństwa finansowego, która pozwoli nam przygotować się na nieprzewidziane sytuacje, chociażby takie jak ciężka choroba czy trwała lub czasowa niezdolność do pracy i zapewnić najmłodszym dobry start w dorosłość – mówi Martyna Kucicka-Witek z Nationale-Nederlanden.

 

Wypowiedź: Martyna Kucicka-Witek z Nationale-Nederlanden

Powszechnie krąży opinia o niskiej płynności rynku obligacji korporacyjnych, która przywoływana jest wraz ze statystykami obrotu dostarczanymi przez GPW Catalyst. Należy jednak pamiętać, że giełda to niejedyne miejsce gdzie można obracać papierami dłużnymi, nawet tymi notowanymi na giełdzie. Obligacjami można również handlować na rynku pozagiełdowym (tzw. OTC). Dostęp do niego mają zarówno inwestorzy instytucjonalni, jak i detaliczni. O ile dane dotyczące obrotu na  rynku pozagiełdowym nie są w żaden sposób zbierane, o tyle można próbować oszacować obrót obligacjami przez inwestorów instytucjonalnych na podstawie zmiany wartości aktywów funduszy inwestycyjnych. I właśnie o tym jest ten artykuł.

W drugiej połowie 2016 r. giełdowy obrót (sesyjny i pakietowy łącznie) obligacjami korporacyjnymi, które były notowane przez całą drugą połowę minionego roku, wyniósł 476 mln zł. Statystyki te uwzględniają wszystkie transakcje funduszy emerytalnych, funduszy inwestycyjnych, innych osób prawnych oraz osób fizycznych, które miały miejsce na giełdzie na tych papierach. Wykazanie szczegółowego portfela obligacji korporacyjnych Otwartych Funduszy Emerytalnych na przestrzeni półrocza jest niemożliwe, ponieważ ich skład na koniec półrocza musi jedynie szczegółowo wykazywać pozycje, które stanowiły ponad 5 proc. portfela, a szczegółowy skład funduszy przedstawiany jest jedynie na koniec roku. Składy portfeli obligacji korporacyjnych osób fizycznych oraz prawnych (oprócz funduszy inwestycyjnych) nie są w ogóle publicznie dostępne. Jedyną bazą odniesienia mogą być portfele funduszy inwestycyjnych, które szczegółowo przedstawiają skład portfeli, zarówno w połowie, jak i na koniec roku.

Analogicznie jak w przypadku obrotu giełdowego, w przypadku funduszy inwestycyjnych pod lupę zostały wzięte obligacje korporacyjne, które były w portfelach funduszy inwestycyjnych na początku oraz końcu 2H16. Wartość tych obligacji w portfelach funduszy inwestycyjnych zmieniła się pomiędzy 30 czerwca, a 31 grudnia 2016 r. o 1,7 mld zł w wartościach bezwzględnych. Należy mieć świadomość, że część zmian mogła wynikać ze sprzedaży obligacji pomiędzy funduszami uwzględnionymi w zestawieniu, dlatego konserwatywnie można przyjąć, że wszystkie transakcje odbywały się między funduszami inwestycyjnymi, zatem obrót można ostrożnie szacować na 873 mln zł, a więc o 83 proc. więcej niż na całym rynku giełdowym. I to przy kolejnym konserwatywnym założeniu, że na przestrzeni półrocza fundusze dokonywały transakcji na ww. papierach wyłącznie raz, a nie kilkukrotnie.

Ciekawie prezentują się statystyki zmian wartości w aktywach funduszy inwestycyjnych dla poszczególnych papierów. Dla takich papierów jak PZU0719, ING1219, ENG1019 czy też PKO0119 łączny obrót na rynku giełdowym w całym 2H16 wyniósł… 0 zł. Natomiast łączna zmiana wartości tych papierów w aktywach funduszy inwestycyjnych wyniosła 476 mln zł. Wśród obligacji, które miały znikomy obrót na giełdzie, a znaczący poza nią, należy zaliczyć jeszcze ENA0220, TPE1119 oraz RBP1117. Zatem można wysnuć wniosek, że obligacje dużych spółek z sektora finansowego oraz energetycznego z reguły są częściej handlowane na rynku pozagiełdowym. Natomiast na uwagę zasługuje jeden papier, którym szczególnie chętnie handluje się na giełdzie, a nie poza nią, i jest nim CPS0721 (Cyfrowy Polsat).

Rynek obligacji korporacyjnych w Polsce nie ogranicza się wyłącznie do rynku giełdowego. Oprócz niego funkcjonuje rynek pozagiełdowy, którego wartość nie jest dokładnie znana. Przy konserwatywnym założeniu, obrót na rynku pozagiełdowym dotyczącym obligacji korporacyjnych handlowanych wyłącznie przez fundusze inwestycyjne jest mniej więcej dwukrotnie większy od giełdowego. Do tego dochodzą jeszcze transakcje funduszy emerytalnych oraz innych osób prawnych i fizycznych, dlatego można szacować, że obrót na całym rynku obligacji korporacyjnych w Polsce jest kilkukrotnie większy od obrotu na rynku giełdowym

Autor: Piotr Ludwiczak, Head of Research, Michael/Ström Dom Maklerski

Oprocentowanie depozytów bankowych nie przestaje spadać. Banki wyznaczyły kolejne historyczne minimum. Odkładając na rok 1000 złotych można liczyć jedynie na 11,10 zł odsetek – wynika z szacunków Open Finance. To za mało, aby uchronić pieniądze przed inflacją.

Jeśli ktoś myślał, że banki nie mogą już zaoferować gorzej oprocentowanych lokat, był w błędzie. W czerwcu przeciętne oprocentowanie depozytów opiewało na zaledwie 1,37% – wynika z danych NBP. Niestety, tak skromnym procentem trzeba się jeszcze podzielić z fiskusem. Po potrąceniu tzw. podatku Belki możemy liczyć jedynie na wynik na poziomie 11,10 zł netto za każde 1000 zł zostawione w banku na rok – wynika z szacunków Open Finance.

Lepiej oprocentowane są lokaty roczne i kwartalne, choć i tu nie ma co liczyć na kokosy. Oba rodzaje depozytów pozwalają zarobić około 1,5 – 1,6%. Po uwzględnieniu podatku daje to niecałe 1,3% zysku w skali roku. Niestety nawet takie oferty są zbyt słabe, aby ochronić kapitał przed utratą wartości. Pamiętajmy, że zgodnie z prognozami NBP inflacja w 2017 roku może opiewać na 1,9%, a w latach kolejnych odpowiednio 2 i 2,5%. Aby uchronić kapitał przed inflacją za pomocą bankowych depozytów trzeba poświęcić niemało czasu na studiowanie ofert promocyjnych – dla nowych klientów i ich nowych środków. Nawet jednak wtedy nie ma co liczyć na jakiś solidny zysk. Stawką jest walka o to, aby pokonać inflację.

Gotówka pali w ręce

Efekt? Fundusze inwestycyjne, rynek akcji, obligacje skarbowe i nieruchomości  – słowem wszystkie popularne rozwiązania, które pozwalają ulokować nadwyżki finansowe – cieszą się dziś sporym zainteresowaniem Polaków.

Rezygnujemy z lokat

Obecna – niekorzystna dla deponentów sytuacja ma swoje konkretne konsekwencje. Polacy likwidują lokaty. Maj był pod tym względem rekordowy (saldo lokat i depozytów stopniało bez mała o 5,3 mld zł – najwięcej w historii). Czerwiec był mniej niepokojący. Co prawda z lokat wyparowały 3,7 mld zł, ale w tym samym czasie na kontach oszczędnościowych i bieżących przybyło o miliard więcej.

Każdy posiadacz kapitału musi mieć świadomość, że obecnie inflacja przeważnie szybciej pochłania siłę nabywczą pieniędzy, niż banki są w stanie dopisywać do nich odsetki. Jeśli więc ktoś zakłada lokatę, to najpewniej realnie na niej traci. Po prostu za wyjęte z banku za rok pieniądze będzie można kupić mniej niż dziś. Pewnym pocieszeniem może być fakt, że okresy realnych strat i zysków na bankowych depozytach przeplatają się. Te pierwsze nie trwają przeważnie dłużej niż rok czy dwa.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Nie ma idealnej, najlepszej strategii inwestowania. Jest natomiast jedna, którą można polecić inwestorom początkującym – metoda uśredniania cen: zrozumiała, logiczna, łatwa w zastosowaniu. Doskonale koi nerwy w czasie dołków i bessy.

„Gdyby akcje były jak jabłka lub pomarańcze ludzie kupowaliby ich więcej kiedy są tanie i mniej kiedy ceny idą w górę” – twierdzi Warren Buffet. Łatwo powiedzieć, tylko jak wyczuć moment, gdy aktywa są tanie? Jak zachować spokój, kiedy na rynku leje się krew? A patrząc z drugiej strony: dlaczego kupować mniej kiedy ceny idą w górę na fali rozkręcającej się hossy?

Dla uzyskania odpowiedzi na te pytania powstał cały aparat analityczny i mnóstwo strategii inwestycyjnych szacujących i zabezpieczających ryzyko. Większość wymaga sporej wiedzy, czasu i zaangażowania. To luksus, na jaki mogą pozwolić sobie procesjonalni gracze. Istnieje jednak strategia, którą z powodzeniem może stosować laik – DCA, Dollar Cost Averaging, czyli po polsku metoda uśredniania cen. Łatwa do zrozumienia i prosta w zastosowaniu, wymagająca tylko systematyczności i konsekwencji. Na czym polega?

Zakup ratalny

Strategia jest prosta: zamiast wykładać wszystkie pieniądze na jednorazowy zakup funduszy, gdy niełatwo „wstrzelić” się we właściwy moment, dzielimy środki na porcje i inwestujemy w ratach, w ściśle określonych przedziałach czasowych. Za każdym razem przeznaczamy na inwestycję taką samą sumę. Dla początkującego inwestora najwłaściwszym wyborem będą fundusze inwestycyjne.

Zakup na raty i uśrednianie cen pozwala zaasekurować ryzyko gwałtownej utraty wartości inwestycji, która w przypadku jednorazowej transakcji mogłaby uszczuplić poważnie kapitał. Kupując w określonych przedziałach czasowych w dłuższym okresie nawet na rynku spadającym rozkładamy ryzyko straty w czasie, dając sobie szansę na doczekanie do momentu poprawy koniunktury.

Ważny jest też psychologiczny aspekt inwestowania w ten sposób. Uśrednianie cen wprowadza większy spokój i poprawia komfort inwestora, uodparniając go w okresach bessy. Kiedy ceny spadają, naturalną reakcją jest stres, zdenerwowanie, a przy dużych korektach pojawia się chęć wycofania z inwestycji. Strategia DCA sprawia, że zmienia się postrzeganie rynkowych dołków, które z zagrożenia zmieniają się w szansę dokupienia większej liczby funduszy. Przecena może być traktowana jak rodzaj promocji, możliwości na powiększenie portfela.

Kolejnym plusem uśredniania cen jest to, że inwestor nie musi dysponować od razu całą suma do zainwestowania, ale lokować pojawiające się w budżecie nadwyżki finansowe w ramach planu systematycznego oszczędzania. Jeśli ktoś już ma duży budżet na inwestycje, również może inwestować w ratach, trzymając pozostałą pulę w płynnych instrumentach, łatwych do spieniężenia, tak by można było sięgnąć po pieniądze, gdy nadejdzie termin zakupu kolejnej transzy funduszy.

Dwa scenariusze

Zespół BGŻOptima przygotował dwie analizy inwestycji metodą DCA. Wybrany do nich został fundusz stabilnego wzrostu BGŻ BNP Paribas, mający już odpowiednio długą metrykę rynkową, charakteryzujący się umiarkowanymi wahaniami cen.

Na moment inwestycji wybrano 2010 r., kiedy rynek funduszy znalazł się w dołku. W pierwszym scenariuszu jednostki funduszu kupowane były w odstępach rocznych, według cen z pierwszego roboczego dnia nowego roku. Co roku hipotetyczny inwestor wydawał taką samą sumę: 5000 zł. W ciągu ośmiu lat, do 2017 r. kupił w ten sposób 305 jednostek funduszu po średniej cenie 131,46 zł. Najniższa cena nabycia to 116 zł. Najwyższa – 140 zł. Od 2010 r. zainwestował 40 tys. zł kapitału. Według cen z połowy maja tego roku wartość jednostek funduszu wyniosła 44980 zł (brutto, bez opłat i podatku), co oznacza wzrost o 12,4 proc. w ciągu ośmiu lat.

W drugim scenariuszu zlecenie kupna jednostek było składane na początku każdego kwartału, począwszy od stycznia 2010 r. Wartość jednorazowa inwestycji to znowu 5 tys. zł. Na początku II kwartału tego roku w portfelu modelowego inwestora było 1127,79 jednostek funduszu o wartości według cen z połowy maja 166 123 zł. Przy 150 000 zł zainwestowanego kapitału zysk z inwestycji wyniósł 10,7 proc.

Plusy i minusy

DCA ma też swoje mankamenty. Nie jest to z całą pewnością strategia agresywna. Ktoś nastawiony na duże zyski powinien poszukać innych metod. Uśrednianie cen najlepiej sprawdza się na rynku przechodzącym korektę, kiedy po niższych cenach można spokojnie budować portfel na lepsze czasy. Analizy i badania dotyczące DCA dowodzą, że w dwóch trzecich przypadków jest to strategia przynosząca mniejsze zyski niż jednorazowy zakup aktywów. Jak wspomnieliśmy nie jest to sposób na maksymalizację zysków. Nie jest to również metoda skoncentrowana na minimalizacji ryzyka, a na rozłożeniu go w czasie. DCA jest natomiast strategią systematycznego inwestowania w długim horyzoncie, odpowiednią dla nieprofesjonalnych inwestorów. Jej zaletą jest prostota i przejrzystość. Każdy może przeprowadzić symulacje zachowania wybranego aktywa przy zastosowaniu DCA i wybrać najlepsze rozwiązanie dla siebie.

Autor: Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima

 

Intensywność zdarzeń polityczno-gospodarczych, które bezpośrednio wpływają na rynki finansowe jest tak duża, że płynność rynku stała się kluczowym aspektem przy wyborze inwestycji. Jak wynika z danych Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami (IZFiA) oraz spółki Analizy Online, na koniec czerwca br. we wszystkich krajowych funduszach zgromadzone było 272,2 mld zł. Czy fundusze absolutnej stopy zwrotu w czasach dużej zmienności i niepewności są magnesem dla inwestorów?

2016 rok był piątym z kolei, w którym powiększyła się wartość aktywów zarządzanych przez fundusze inwestycyjne w Polsce. Na koniec grudnia wyniosła aż 259 mld zł. W pierwszych miesiącach 2017 roku wartość aktywów nadal rosła, ale wiosną sytuacja się pogorszyła. Niekorzystne warunki rynkowe i wypłaty z funduszy dedykowanych spowodowały spadek aktywów funduszy inwestycyjnych. Ostatecznie, na koniec czerwca we wszystkich krajowych funduszach zgromadzone było 272,2 mld zł, czyli o prawie 1,26 mld zł mniej niż miesiąc wcześniej.

W 2016 roku rynek funduszy inwestycyjnych musiał stawić czoła wielu wstrząsom. Mowa tu przede wszystkim o BREXICIE, wygranych przez Donalda Trumpa wyborach prezydenckich w USA czy podwyżce stóp procentowych dokonaną przez amerykańską Rezerwę Federalną (Fed). Wiele światowych gospodarek, także polska, zmierzyły się również z powracającą inflacją.

W zeszłym roku doświadczyliśmy dalszego rozwoju rynku. Powstały nowe towarzystwa funduszy inwestycyjnych, a już istniejące rozbudowały swoją ofertę. Jednocześnie utrzymał się trend rosnącego znaczenia FIZ-ów. To właśnie fundusze zamknięte były gorącym tematem medialnym w 2016 roku. W listopadzie pojawił się projekt ustawy dotyczącej ich dodatkowego opodatkowania. Ostatecznie udało się wypracować kompromisowe rozwiązanie, pozwalające na tworzenie atrakcyjnych możliwości inwestycyjnych dla zamożnych inwestorów. Osoby, które chcą korzystać z takich rozwiązań, muszą przygotować równowartość minimum 40 tys. EUR.

Z drugiej jednak strony, inwestorzy mogą otrzymać produkt o stabilnym, umiarkowanym wzroście, a nie wysokim ryzyku. Zmianę nastawienia potwierdzają rosnące aktywa funduszy typu absolute return. Na koniec maja 2017 roku w kategorii funduszy absolutnej stopy zwrotu w formie FIZ-ów zgromadzonych było w sumie blisko 12 mld złotych.

Liderom tego segmentu rośnie konkurencja w postaci towarzystw, które mają ugruntowaną pozycję wśród inwestorów, ale uruchomiły autorskie fundusze absolute return stosunkowo późno. Jedno z najdłużej funkcjonujących na rynku towarzystw – Union Investment TFI – ma w swojej ofercie trzy fundusze zamknięte absolutnej stopy zwrotu. Według zarządzających, podstawą przyciągnięcia do siebie inwestorów jest zagwarantowanie odpowiedniej strategii i dbanie o zachowanie wysokiej płynności, co w polskich realiach nie zawsze jest regułą.

Takie działania są bardzo istotne w sytuacji nieprzewidywalności rynku. Ostatnie wybory prezydenckie we Francji, podczas których cała Europa wstrzymywała oddech z myślą o przyszłości Unii Europejskiej, są ilustracją tego, że możliwość szybkiej realokacji aktywów funduszu ma kluczowe znaczenie. Dodatkowym czynnikiem ryzyka jest zachowanie banków centralnych, które stają się istotniejsze niż wycena aktywów oraz czynniki fundamentalne.

Nie ma jednej recepty na inwestowanie w czasach niepewności. Na pewno ważne jest, aby zarządzający aktywami mieli konkretne pomysły na inwestycje. Warto również brać pod uwagę strategię market neutral, czyli neutralizowanie ryzyka. Należy wreszcie szukać efektywnych i płynnych rynków, a na pewno nie ulegać presji. To, że inni skupiają się tylko na inwestowaniu w konkretne klasy aktywów, nie zawsze oznacza, że będzie to opłacalny ruch.

 

Autor: Tomasz Michalak, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży Union Investment TFI

Najnowsze dane NBP pokazują, że maj był kolejnym miesiącem, w którym wypłacaliśmy pieniądze z lokat bankowych. Polacy wycofali z nich 4 mld zł, a łącznie od lutego 2016 r. już ponad 20 mld zł. Expander zwraca uwagę, że obniżki oprocentowania lokat i wywołana nią fala wypłat dokładnie pokrywają się z momentem wprowadzenia podatku bankowego.

Choć ustawa zakazuje przerzucania kosztów podatku bankowego na klientów to w rzeczywistości pośrednio ich jednak dotyka. Istotne podwyżki marż kredytów hipotecznych banki wprowadziły już pod koniec 2015 r., czyli tuż przed wejściem ustawy w życie. Jeśli chodzi o lokaty, to obserwujemy natomiast powolny proces pogarszania się oferty. Do lutego 2016 r., czyli momentu wejścia w życie przepisów o podatku, średnie oprocentowanie wynosiło 1,7%-1,8%. Później systematycznie spadało i obecnie jest to ok. 1,4%. Należy też dodać, że w największych bankach ta wartość często nie przekracza 1%. Oprocentowanie jest więc już tak niskie, że cześć osób przenosi oszczędności z banków do funduszy inwestycyjnych czy na obligacje przedsiębiorstw. Inni po prostu trzymają pieniądze na podstawowym, nieoprocentowanym koncie bankowym.

Warto też zwrócić uwagę, że choć spadek oprocentowania nie jest bardzo duży, to suma wypłat (20 mld zł) już niemal dorównała tej z 2013 r., kiedy wypłacono prawie 24 mld zł. Wtedy jednak NBP obniżył stopy procentowe z  4,25% do 2,5%, a średnie oprocentowanie lokat z 3,5% do 2,3%. Tym razem efekt zniechęcenia potęguje jednak inflacja, która sprawia, że niemal wszystkie oferowane nam produkty przynoszą straty w ujęciu realnym. Przy prognozowanej inflacji na poziomie 2% i uwzględnieniu podatku od odsetek, oprocentowanie musiałby wynieść przynajmniej 2,47%, aby utrzymać realną wartość oszczędności. Tymczasem takich lokat już prawie się nie spotyka, nie licząc jednorazowych promocji dla nowych klientów.

W kontekście inflacji warto jednak pamiętać, że rezygnując z lokat i trzymając pieniądze na zwykłym, nieoprocentowanym rachunku tracimy jeszcze więcej. Najlepszym rozwiązaniem w obecnej sytuacji wydaje się więc polowanie na lokaty promocyjne lub korzystanie z innych rozwiązań, które pozwalają uzyskać wyższe zyski. Niekoniecznie muszą to jednak być inwestycje obarczone wysokim ryzykiem jak np. akcje czy fundusze akcji. Dla przykładu obligacje przedsiębiorstw będących w dobrej sytuacji finansowej mogą przynosić odsetki wynoszące 4% – 6% w skali roku.

 

Źródło: Lightscape

Jeśli zarabiasz miesięcznie ponad 7 500 zł netto, należysz do bardzo wąskiej grupy około miliona najzamożniejszych Polaków. Przy takich dochodach powinno ci spokojnie wystarczać „od pierwszego do pierwszego”. Stać cię na przyjemności i dobre wakacje, a co więcej – masz komfort oszczędzania na przyszłość. Co piąty zamożny Polak odkłada ze swoich bieżących przychodów do 500 zł, a niemal taka sama część – powyżej 3 tys. zł. Oszczędza głównie na kontach oszczędnościowych i lokatach. Pod tym względem nie różni się od statystycznego Kowalskiego.

Jako społeczeństwo jesteśmy z roku na rok coraz bogatsi. Jeszcze na przełomie wieków, średnia pensja w Polsce w sektorze przedsiębiorstw wynosiła wg GUS nieco ponad 1,9 tys. zł brutto miesięcznie. Obecnie skoczyła ona aż do ponad 4,5 tys. brutto miesięcznie. Jest już też wśród nas ponad milion osób, które zarabiają powyżej 85 tys. zł rocznie. Łączne dochody netto tych, którzy zaliczają się do najbardziej zamożnych Polaków, szacowane są na około 171 mld zł.

– Najbogatsi klienci banków w Polsce z powodzeniem korzystają od lat z tzw. private banking, w ramach którego mogą liczyć na spersonalizowaną obsługę. Jednocześnie z roku na rok rośnie grupa klientów o nieco niższym, ale zdecydowanie przekraczającym średnią statusie majątkowym. To grupa klientów, którą w Deutsche Bank definiujemy jako  „premium”. W naszej ocenie właśnie ta grupa i jej potrzeby związane z możliwościami pomnażania zgromadzonych oszczędności będą z każdym rokiem rosnąć – mówi Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej Deutsche Bank.

Zamożni są zachowawczy, choć to się nie opłaca

Jak pokazało badanie wykonane na potrzeby raportu Deutsche Bank „Portret zamożnego Polaka – Klienta Premium”, co piąta osoba zarabiająca powyżej 7,5 tys. zł netto miesięcznie nie odkłada, ani nie inwestuje oszczędności z myślą o budowaniu kapitału na przyszłość. To i tak dobry wynik, bo w całej populacji nie oszczędza dwa razy więcej osób.

– Klient premium ma większe możliwości oszczędzania w ramach tzw. „funduszu swobodnej decyzji” – czyli nadwyżki finansowej, która zostaje w portfelach po uregulowaniu wszystkich bieżących kosztów życia. Jednak podobnie, jak „przeciętny Kowalski”,  grupa ta wybiera rozwiązania zachowawcze. Może to wynikać z niskiej tolerancji na ryzyko, albo po prostu z wygody – komentuje prof. Małgorzata Bombol ze Szkoły Głównej Handlowej.

Jeśli jesteś klientem premium, co mówi badanie Deutsche Bank o Twoim stylu oszczędzania? Najpewniej masz rachunek oszczędnościowy, podobnie jak co trzeci zamożny Polak. Z dużym prawdopodobieństwem masz również w banku lokatę (wskazało na nią 27 proc. badanych). Możesz też należeć do grupy ok. 20 proc. zamożnych osób, które zainwestowały swoje oszczędności w nieruchomości. Mniej prawdopodobne jest, że wybrałeś bardziej aktywne formy pomnażania pieniędzy. Obok walut i kruszców, w które zainwestowało 13 proc. klientów premium, możesz mieć też IKE i IKZE (10 proc.), plan systematycznego oszczędzania (9 proc.), fundusze inwestycyjne (8 proc.) lub być bezpośrednio zaangażowany w inwestycje na giełdzie (7 proc.).

Można powiedzieć, że klienci zamożni są mocno konserwatywni, jeśli chodzi o wybór produktów oszczędnościowych. W dużej mierze są to osoby, które po wejściu w dorosłość i założeniu rodziny wchodzą w wiek regularnej akumulacji kapitału. Dobrze więc, że wraz z rozwojem tej grupy i wzrostem jej majętności rośnie gotowość banków do zapewnienia jej odpowiedniej obsługi i tworzenia sprofilowanych ofert produktowych – zauważa Monika Szlosek z Deutsche Bank. Jej zdaniem, z czasem wybory dotyczące rozwiązań służących budowie kapitału będą w tej grupie klientów szły w kierunku produktów bardziej złożonych, stwarzających większe możliwości osiągnięcia zysków.

Ile oszczędzają zamożni?

Więcej niż co piąty badany (22 proc.) ocenia, że optymalna kwota do odłożenia co miesiąc to dla niego do 500 zł. Mniej więcej tyle samo osób (21 proc.) wskazuje, że odłożenie nawet ponad 3 000 zł co miesiąc nie stanowiłoby dla nich trudności. Tylko 8 proc. deklaruje brak wolnych środków w domowym budżecie, które mogliby przeznaczyć na oszczędzanie.

Kobiety bardziej dociekliwe i oszczędne

Jak zauważa Monika Szlosek, kobiety są bardziej zachowawcze w swoich wyborach niż mężczyźni. Aż 42 proc. zamożnych Polek, które wzięły udział w badaniu, odkłada nadwyżki finansowe na koncie oszczędnościowym. Wśród mężczyzn zwolenników tego rozwiązania jest mniej o 15 p. pkt. proc. Podobny wynik obserwujemy w przypadku lokat: wybiera je 31 proc. najlepiej zarabiających Polek i tylko co czwarty mężczyzna (25 proc.).

– Z moich obserwacji wynika, że kobiety potrzebują nieco więcej czasu, by przekonać się do nowych rozwiązań i są bardziej dociekliwe, jeśli chodzi o chęć zrozumienia mechanizmów produktów inwestycyjnych – komentuje Monika Szlosek. – Tymczasem mężczyźni częściej są skłonni akceptować ryzyko i odważniej podejmują decyzje dotyczące inwestycji.

Kiedy kobieta oszczędza, jest bardziej skłonna odkładać regularnie wyższe sumy, niż przeciętny mężczyzna. Co czwarta zamożna Polka zadeklarowała w badaniu możliwość odkładania ponad 3 000 zł, podczas gdy tę samą kwotę mogłoby odkładać jedynie 18 proc. mężczyzn. Wśród dobrze zarabiających mężczyzn najwięcej badanych (23 proc.) uznało, że oszczędzanie kwoty mieszczącej się w przedziale od 201 do 500 zł jest dla nich optymalne.

Co czeka klienta premium?

Firma KPMG prognozuje, że w 2019 roku w Polsce będzie mieszkać już blisko 1,3 mln osób zamożnych i bogatych, a ich dochód netto sięgnie około 220 mld zł.  – Jeśli Polska gospodarka  będzie  nadal się rozwijać w podobnym jak obecnie tempie, segment klienta premium z pewnością będzie się w najbliższych latach poszerzał, a co za tym idzie – zyskiwał na znaczeniu w oczach banków – przewiduje Monika Szlosek. – Dlatego ich zachowanie będzie miało coraz większy wpływ na rozwój bankowych ofert wspierających ich rosnące aspiracje.

Już dziś warto rozejrzeć się w ofertach instytucji finansowych. Jest coraz większa szansa, że nasze premium dochody zapewnią nam też premium obsługę i wsparcie banku w ich skutecznym pomnożeniu.

 

Źródło: Deutsche Bank

Z badań przeprowadzonych przez Izbę Zarządzających Funduszami i Aktywami wynika, że Polacy najchętniej inwestowaliby w nieruchomości (53 proc.), kruszce (32 proc.) i waluty (15 proc.). Rozwiązania te często wymagają jednak posiadania znacznego kapitału i nierzadko obarczone są również wysokim ryzykiem. Jak wskazują eksperci Związku Firm Doradztwa Finansowego (ZFDF), alternatywnym i stosunkowo dostępnym sposobem pomnażania pieniędzy, są jednostki udziału funduszy inwestycyjnych. Podpowiadają, co warto wiedzieć, włączając te produkty do swojej strategii oszczędzania.

Otwarte czy zamknięte?

Pierwszym dylematem, z którym spotykają się często inwestorzy chcący ulokować pieniądze w fundusze, jest wybór pomiędzy rodzajem tych produktów, czyli funduszami otwartymi i zamkniętymi. Oba pojęcia określają formy uczestnictwa w produkcie i wpływają na zasady przystępowania do takiej inwestycji. – Jeżeli chodzi o fundusze inwestycyjne zamknięte (FIZ), liczba inwestorów, którzy mogą do nich przystąpić, jest ograniczona – tłumaczy Bartłomiej Marzec, ekspert ZFDF, Open Finance.
Dzieje się tak, bowiem liczba certyfikatów uczestnictwa jest stała, a jej zwiększenie może odbyć się wyłącznie w drodze dodatkowej emisji. W przypadku funduszy inwestycyjnych otwartych (FIO), to ograniczenie nie występuje, bowiem kierowane są one właściwie do każdego inwestora. Wystarczy, że ten wpłaci pieniądze do funduszu tego rodzaju, otrzymując w zamian tytuł (jednostkę) uczestnictwa. Istotnym elementem może być to, że FIO muszą być wyceniane codziennie oraz można je nabyć już od 50 zł. Natomiast FIZ mogą być wycenianie znacznie rzadziej, nawet raz na kwartał, a minimalna kwota ich nabycia może sięgać równowartość 40 tys. euro – mówi Marzec, ZFDF.

Także proces umarzania jednostek funduszu inwestycyjnego, czyli odkupienie od uczestnika przez fundusz określonej liczby jednostek, różni się w przypadku FIO i FIZ-u. Certyfikaty funduszy zamkniętych mogą być zgłaszane do umorzenia tylko w terminach ustalonych przez fundusz, np. co miesiąc lub kwartał. Jeżeli chodzi o FIO, fundusz dokonuje wykupu jednostek uczestnictwa na żądanie inwestora, uczestnika funduszu.

Pokaż funduszu, co masz w portfelu

Fundusze inwestycyjne można także klasyfikować w zależności od instrumentów finansowych, w które inwestowane są pieniądze. Możemy wymienić fundusze pieniężne, które inwestują w instrumenty rynku pieniężnego, takie jak np. bony skarbowe, pieniężne, certyfikaty depozytowe oraz bony komercyjne. Fundusze dłużne zainteresowane są natomiast głównie obligacjami, o stałym bądź zmiennym oprocentowaniu. Z kolei większość portfela funduszu akcji stanowią właśnie akcje.
Można wymienić również fundusze inwestycyjne mieszane, inwestujące zarówno w akcje, jak i obligacje. – Znajomość instrumentu finansowego, w który inwestuje dany fundusz jest o tyle istotna, że określa poziom ryzyka danej inwestycji – wskazuje Bartłomiej Marzec, ekspert ZFDF, Open Finance. – Przykładowo, fundusze rynku pieniężnego czy obligacji (dłużne) należą do tych najbezpieczniejszych, inwestują bowiem – co o zasady – np. w bony skarbowe czy obligacje skarbowe, czyli w papiery wartościowe, których emitentem jest m.in. Skarb Państwa. Choć taka inwestycja nie przyniesie spektakularnych zysków, dzięki niej będziemy mogli stosunkowo bezpiecznie pomnożyć nasz kapitał.

Ci, którzy liczą na większy zysk, mogą wybrać fundusze akcji. Warto jednak pamiętać o tym, że w przypadku tych produktów znacznie wzrasta także ryzyko inwestycyjne. – Fundusze akcyjne MiŚS (Małych i Średnik Spółek), są jednymi z najbardziej ryzykownych spośród wszystkich funduszy akcyjnych – wskazuje Bartłomiej Marzec, ekspert ZFDF, Open Finance. – Lokują one środki w instrumentach o bardzo zmiennej wartości, np. akcjach nowych spółek czy przedsiębiorstw znajdujących się aktualnie w gorszej kondycji biznesowej, ale też tych rokujących poprawę, tzw. spółek wzrostowych. Ponieważ ich wycena może się zmienić znacząco w bardzo krótkim czasie, musimy być przygotowani na to, że podobnie będą wyglądać wyniki naszej inwestycji. Dlatego tego rodzaju fundusze akcyjne, powinny być wybierane jedynie przez doświadczonych, znających rynek inwestorów, a przede wszystkim przez osoby znające i rozumiejące strategię inwestycyjną takiego funduszu, które są świadome ich ryzyka.

Co zrobić, by inwestycja była bezpieczna?

Bez względu na to, na jaki fundusz inwestycyjny się zdecydujemy, powinniśmy pamiętać, że każda inwestycja wiąże się z ryzykiem ewentualnej utraty środków. Odpowiednie przygotowanie się może jednak pomóc ograniczyć możliwość straty. – Przed wyborem konkretnego funduszu warto przyjrzeć się jego strategii inwestycyjnej, ryzyku oraz historycznym wynikom – po nich możemy oceniać, jak „zachowywał się” w przeszłości, w szczególności, w okresie złej koniunktury, jaką miał zmienność oraz czego można spodziewać się po nim w przyszłości – radzi Piotr Nowak, ekspert ZFDF, Expander Advisors. – Analizując wyniki i zmienność, należy jednak patrzeć w dłuższej perspektywie, minimum dwóch, trzech lat. Jeżeli nie czujemy się na siłach, aby odpowiednio ocenić produkt, warto udać się do sprawdzonego doradcy, który znajdzie korzystne dla nas fundusze.

Rozwiązaniem, które pozwoli nam ograniczyć ryzyko portfela, jest przed wszystkim dywersyfikacja, czyli ulokowanie kapitału w kilku niezależnych od siebie produktach. Warto, by różniły się one wysokością możliwego do osiągnięcia zysku i ponoszonego ryzyka. – Jeśli część produktów przyniesie nam stratę, inne będą mogły ją nadrobić – wyjaśnia Piotr Nowak, ekspert ZFDF, Expander Advisors – Aby  jednak było to możliwe, portfel musi składać się instrumentów, które nie są ze sobą skorelowane. Dzięki temu ograniczymy prawdopodobieństwo, że wzrost lub spadek wartości tych instrumentów będzie następował w tym samym czasie. Dodatkowo, w celu ograniczenia ryzyka inwestycji, warto stosować proces alokacji skorygowany o ryzyko, a nie alokację równą, czyli rozkładać środki pomiędzy produkty uwzględniając stopień ryzyka, z jakim wiąże się dana inwestycja. Przykładowo, mając portfel składający się z dwóch elementów tj. funduszy akcji polskich i obligacji skarbowych, można podzielić je w proporcji 20:80 lub 40:60 zamiast równego podziału 50:50.

Decyzja o inwestowaniu zawsze powinna być podejmowania świadomie i wedle przyjętej, przemyślanej strategii. Każdy inwestor, szczególnie ten początkujący, przed wyborem funduszu powinien poznać jego budowę, czyli dowiedzieć się, w jakie instrumenty finansowe fundusz lokuje pieniądze. Znając te informacje, może jednocześnie ocenić poziom ryzyka i wysokość możliwych zwrotów z inwestycji. Po przejściu tych kroków, łatwiej mu będzie wybrać fundusz odpowiadający jego potrzebom.

 

Źródło: Związek Firm Doradztwa Finansowego (ZFDF)

W ciągu dekady Polacy podwoili kwotę swoich oszczędności do 1,2 bln zł. Aż 59 proc. tych środków ulokowanych jest w bankach. Pomimo bardzo niskiego oprocentowania depozytów, Polacy nadal stronią od produktów inwestycyjnych. Czy to wciąż konsekwencja kryzysu sprzed dziewięciu lat? Już czas, aby pozwolić pieniądzom zarabiać. Rynek jest dzisiaj w zupełnie innym miejscu niż w 2008 r.

Historia rynku funduszy inwestycyjnych zatoczyła koło. Na koniec 2016 r. towarzystwa funduszy inwestycyjnych (TFI) zarządzały aktywami o wartości  147,4 mld zł. To niemal tyle samo co w grudniu 2007 r. Pod względem wartości napływów do TFI ubiegły rok był najlepszy w całej 25-letniej historii branży inwestycyjnej w Polsce.

Na koniec 2007 r. Polacy trzymali w funduszach 16 proc.  swoich środków. Na depozytach procentowało wówczas 38,6 proc. wszystkich oszczędności. Potem przyszedł kryzysowy 2008 r. niemalże demolując rynek TFI. Wartość aktywów w ciągu roku skurczyła się aż o 45 proc. do 73,7 mld zł, głównie przez spadek cen aktywów na rynkach finansowych, ale w dużej mierze również wskutek gwałtownej ucieczki klientów z funduszy, którzy umorzyli jednostki uczestnictwa o wartości 25,8 mld zł.

Inflacja zjada oszczędności

Mówi się, że pamięć inwestora wynosi 5 lat. Po tym czasie zapomina on o poniesionych wcześniej stratach i powraca do aktywnej gry na rynku. Czy w Polsce okres rekonwalescencji będzie trwał  dużo dłużej? – Rynek funduszy powoli odbudowuje się, ale szok kryzysu sprzed blisko dekady wciąż skutecznie powstrzymuje wielu przed odważniejszym inwestowaniem pieniędzy, od lat wybierają oni wyłącznie bezpieczne depozyty – mówi Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej w Deutsche Bank. Na koniec 2008 r. udział funduszy w oszczędnościach gospodarstw domowych wyniósł tylko 6,3 proc., a depozytów 49 proc. Łączna wartość wolnych środków do dyspozycji (gotówka, rachunki bieżące, terminowe, fundusze krajowe i zagraniczne, bony oraz obligacje) wyniosła wówczas 680 mld zł.- W ciągu dziewięciu lat Polacy podwoili swoje oszczędności. Szybciej jednak rosła wartość depozytów niż środków wpłaconych do funduszy inwestycyjnych – wyjaśnia Monika Szlosek.

Na koniec III kwartału 2016 r. oszczędności miały wartość 1 228 mld zł. Ich struktura zmieniła się tylko nieznacznie. W funduszach trzymamy 10,6 proc. kapitału. Na lokatach spoczywa aż 59 proc. oszczędności. Przy czym, jak pokazują dane NBP, mniej niż połowa z nich faktycznie pracuje. 322 mld zł Polacy wpłacili na lokaty terminowe. 401 mld zł znajduje się na depozytach bieżących, symbolicznie oprocentowanych lub nieoprocentowanych w ogóle.

Zresztą odsetki od terminowych lokat również spadły do bardzo niskich poziomów i w III kwartale 2016 r. wyniosły 1,4 proc. Przy tak niskich zyskach depozyt przestał pełnić funkcję, jaką z powodzeniem pełnił od czasu kryzysu: ochrony kapitału przed inflacją. W tym roku po raz pierwszy od lat inflacja wyprzedziła odsetki z lokat. W styczniu ceny wzrosły do 1,8 proc., czyli powyżej średniej oprocentowania dla lokat na krótkie terminy, które według NBP wnosi 1,7 proc. (więcej niż dla lokat o dłuższym terminie zapadalności).

Mówiąc obrazowo, jeśli ktoś trzyma w gotówce 1000 zł, to realna wartość pieniędzy jest o 18 zł mniejsza niż przed rokiem. Jeśli ktoś wpłacił środki na lokatę, to przyniosła mu ona około 15 zł odsetek. Zatem pieniądze na lokacie również nie zachowały wartości sprzed roku – mówi Monika Szlosek, ekspertka Deutsche Bank.

Lepiej z inflacją radzą sobie fundusze inwestycyjne, choć nie wszystkie. Według serwisu analizy.pl wszystkie fundusze polskie (publiczne i niepubliczne) wypracowały w 2016 r. zwroty w wysokości 6,7 proc. Najlepiej zachowywały się aktywa niepubliczne, gdzie wzrosty wyniosły 5,6 proc. O 2,9 proc. wzrosła wartość funduszy absolutnej stopy zwrotu, a funduszy obligacji o 2,2 proc. Fundusze gotówkowe zyskały 2,2 proc., pod kreską znalazły się fundusze akcji: -14 proc. oraz mieszane -7,8 proc.

Dobór właściwego miksu

Są to jednak dane uśrednione, mocno spłaszczające obraz rynku. Obecnie dobre fundusze osiągają wyniki często lepsze niż w 2006 r., kiedy fundusze akcyjne, uniwersalnej strategii osiągały 40-procentowe dynamiki, a fundusze akcji małych i średnich firm +70 proc. Najlepsze krajowe fundusze surowcowe osiągnęły w ostatnich 12 miesiącach wzrosty rzędu 80 proc. a najlepsze strategie inwestycji w krajowe „MiŚ-ie” przyniosły zwroty w wysokości 46 proc.

Po przeciwnej stronie mamy oczywiście fundusze osiągające niższe lub nawet ujemne dynamiki. Obraz rynku jest złożony, oferta jest jednak bardzo bogata, a historia inwestycji na tyle długa, że można wybrać produkt o najbardziej satysfakcjonujących nas parametrach, pamiętając o odpowiedniej dywersyfikacji portfela i takim doborze aktywów, który w przypadku strat w jednej kategorii, może pozwolić na zysk w innej – mówi Monika Szlosek. – Pomocna może być platforma db Navi, która ułatwia porównanie i selekcję funduszy, a następnie budowę portfela zgodnie z indywidualnymi oczekiwaniami inwestora. Informacje na temat poszczególnych funduszy, przejrzyste kryteria porównywania i prezentacja w formie wykresów pomagają dokonać świadomego wyboru – wyjaśnia ekspertka Deutsche Bank.

Główna obawa związana z inwestowaniem w fundusze wynika z lęku przed powtórką z 2008 r., kiedy jednostki funduszy straciły blisko połowę wartości. – Trzeba jednak pamiętać, że inwestorzy lokowali wówczas pieniądze głównie na niebywale rosnącym rynku akcyjnym. Dzisiaj oferta funduszy jest bez porównania bogatsza i obejmuje wiele różnorodnych aktywów, zachowujących się odmiennie w tych samych warunkach ekonomicznych – tłumaczy Monika Szlosek.

Strategia inwestowania w jedno aktywo obarczona jest dużym ryzykiem poniesienia straty. Jeśli np. ktoś na fali „gorączki złota” zainwestował w instrumenty rynku metali szlachetnych pod koniec ubiegłego roku, naraził się na niemały stres, bo wyniki wcale nie były tak oczywiste jak na początku roku. Jeśli ktoś wybrał i złoto i aktywa firm surowcowych, których ceny poszły w ostatnich miesiącach istotnie w górę, zbudował bardziej zrównoważony portfel.

Aktywne zarządzanie portfelem i dywersyfikacja inwestycji jest podstawą sukcesu indywidualnego inwestora. Dzięki szerokiej ofercie i dużemu wyborowi funduszy, nie tylko krajowych,  ale także zagranicznych oferujących inwestycje w polskiej walucie oraz euro czy dolarze, nasi klienci mają możliwość  zbudowania  portfela najlepiej dopasowanego do ich potrzeb – komentuje Monika Szlosek z Deutsche Bank.

Z danych Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami wynika, że największą popularnością wśród inwestorów na początku tego roku cieszą się fundusze absolutnej stopy zwrotu: trafiła do nich co trzecia złotówka z 1,5 mld zł jakie w lutym trafiło na rynek funduszy, 300 mln zł pozyskały fundusze akcyjne. To dwa razy większa suma niż w styczniu. Fundusze dłużne przyciągnęły 400 mln zł dodatkowych środków. Pieniądze płynął do funduszy na fali hossy, która ogarnęła polski rynek akcyjny. W lutym WIG zyskał 5,6 proc. i był to najlepszy wynik ze wszystkich indeksów na świecie.

Komentarz:  Monika Szlosek z Deutsche Bank

Nową aplikacją CNTX Trading, Cinkciarz.pl umacnia swoją obecność w sektorze wymiany walut dla liderów rynku. Teraz elitarne grono klientów korporacyjnych będzie mogło dokonywać wielomilionowych transakcji walutowych według indywidualnie ustalanych kursów.

Adresatem usługi, którą umożliwia aplikacja CNTX Trading, są instytucje regularnie wymieniające waluty w dużych wolumenach. Ofertą mogą być zainteresowane m.in. międzynarodowe korporacje, fundusze inwestycyjne i hedgingowe, towarzystwa ubezpieczeniowe i reasekuracyjne, a nawet banki.

Prace nad narzędziem zostały zainspirowane rosnącym zapotrzebowaniem świata korporacyjnego na szybsze, tańsze i bezpieczniejsze przewalutowania. – Usługa, którą oferujemy, jest oparta o pieczołowicie rozbudowaną międzynarodową infrastrukturę i niesie odpowiedź na wiele wyzwań, przed jakimi współcześnie stają największe globalne organizacje. CNTX Trading ułatwi zarządom i radom nadzorczym spółek z całego świata przeprowadzanie dużych transakcji walutowych – wyjaśnia Piotr Kiciński, wiceprezes Cinkciarz.pl.

Z aplikacji będzie mógł korzystać elitarny krąg klientów, dokonujący pojedynczych transakcji na kwotę co najmniej 1 mln euro. Przed udostępnieniem usługi organizacja przejdzie proces weryfikacyjny, podczas którego sprawdzony zostanie m.in. średni wolumen jej transakcji walutowych z ostatnich miesięcy.

Ze względu na ekskluzywny charakter, CNTX Trading może zostać w przyszłości objęte opłatą abonamentową. Każdy użytkownik otrzymuje indywidualnie przypisanego opiekuna oraz bezpośredni kontakt z dealerem za pośrednictwem komunikatora aplikacji. Korzystanie z platformy umożliwia wybór zarówno listy obsługiwanych przez system par walutowych, jak i domyślnych kont dla określonej waluty. Ponadto aplikacja oferuje dostęp do historii transakcji i kwotowań, a także do komentarzy walutowych, publikowanych na portalu Cinkciarz.pl. CNTX Trading jest aktualnie dostępny w angielskiej i polskiej wersji językowej.

Jako kwestię kluczowego znaczenia potraktowano ochronę informacji umieszczonych w systemie. W celu zagwarantowania pełnego bezpieczeństwa danych zastosowano najnowocześniejsze technologie, stosowane w największych światowych instytucjach finansowych. Klient łączy się z systemem CNTX Trading przez połączenie szyfrowane, a operator usługi zapewnia całodobowe wsparcie konsultantów technicznych.

Źródło: Cinkciarz.pl

Jednym z założeń, na którym opiera się Program Budowy Kapitału opracowany przez Ministerstwo, jest osiąganie przez uczestniczące w jego realizacji instytucje wynoszącej 3 proc. realnej stopy zwrotu z inwestycji. Przy obecnym poziomie inflacji, oznaczałoby to konieczność wypracowania 5 proc. wzrostu wartości kapitału.

Wkrótce powinniśmy poznać projekty ustaw, w oparciu o które nastąpi transfer 75 proc. środków zgromadzonych w OFE na Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego oraz przekształcenie zarządzających nimi Powszechnych Towarzystw Emerytalnych w fundusze inwestycyjne. Jednak nie mniej ważnym elementem projektowanego systemu emerytalnego mają być Pracownicze Plany Kapitałowe, które miałyby zacząć powstawać już od stycznia 2018 r. To one docelowo miałyby stanowić jeden z kluczowych elementów budowy emerytalnego kapitału Polaków, wspierając obowiązkowy „ZUS-owski” filar oraz sprzyjać wzrostowi krajowych oszczędności. Niezależnie od rozwiązań instytucjonalnych, jakie zostaną w tym względzie ostatecznie przyjęte, z opublikowanego jeszcze w ubiegłym roku Programu Budowy Kapitału wynika, że jednym z głównych założeń jest takie inwestowanie gromadzonych w jego ramach składek, by osiągnąć realną roczną stopę zwrotu w wysokości 3 proc. Realną, czyli uwzględniając obecny poziom inflacji, nominalna stopa zwrotu z inwestycji powinna sięgać 5 proc. Biorąc pod uwagę fakt, że chodzi o oszczędności w ramach systemu emerytalnego, powinny one jednocześnie być inwestowane w sposób ograniczający ryzyko. Średnie oprocentowanie lokat wynosi 1,5 proc. i trudno oczekiwać od banków, nawet tych, w których znaczącym udziałowcem jest Skarb Państwa, by na potrzeby Programu zaoferowały dwu-trzykrotnie wyższe odsetki. W ciągu ostatnich kilkunastu lat realne zyski z lokat bankowych jedynie sporadycznie, przez krótki czas, przekraczały 3 proc. i nie ma podstaw by sądzić, że w przyszłości będzie inaczej. Oprocentowanie obligacji detalicznych wynosi, w zależności od terminu wykupu, od 2,1 do 2,7 proc. w pierwszym okresie odsetkowym. W przypadku papierów indeksowanych inflacją, marża odsetkowa wynosi w kolejnych okresach 1,25 punktu procentowego dla obligacji czteroletnich i 1,5 punktu w przypadku dziesięcioletnich. A więc także i tym instrumentom daleko od 3 proc. realnej stopy zwrotu. Niewiele lepsze efekty można uzyskać z obligacji hurtowych, sprzedawanych inwestorom instytucjonalnym, w tym zagranicznym. Biorąc pod uwagę wyniki ostatniego przetargu, jedynie rentowność papierów dziesięcioletnich przekraczała 3 proc., ale nadwyżka wyniosła zaledwie 0,57 punktu procentowego, a więc do 5 proc. brakowało niemal 1,5 punktu. Ministerstwo Finansów nie stroni zaś od sięgania po emisje na rynkach zagranicznych, także egzotycznych, jak na przykład chiński, choć w Programie Budowy Kapitału zwraca się uwagę na fakt, że za granicę wypływają znaczne kwoty z tytułu odsetek.

Dokonując przeglądu innych dostępnych aktualnie możliwości, jakie daje rynek finansowy, okazuje się, że nie da się tego założenia spełnić bez znaczącego udziału akcji i obligacji korporacyjnych. Z akcjami wiąże się jednak podwyższone ryzyko i duża zmienność notowań, powodująca wahania wartości inwestowanego kapitału. W przypadku obligacji firm ten drugi czynnik ma zdecydowanie ograniczone znaczenie, zaś poziom ryzyka można zredukować wybierając do portfela papiery największych i najbardziej wiarygodnych emitentów. Problem w tym, że ta grupa spółek szuka tańszego kapitału w bankach lub lokując obligacje na rynkach zagranicznych. Przykłady z ostatnich tygodni można mnożyć. W marcu obligacje za 300 mln euro sprzedała Energa, emisję euroobligacji planuje Tauron, PZU zamierza za granicą szukać kapitału o wartości 500 mln euro. Te zaś, które zdecydowały się na sprzedaż papierów inwestorom krajowym, odsetkami nie szastały. Enea w 2015 r. oferowała 0,85 punktu procentowego ponad WIBOR, Energa w 2012 r. płaciła 1,7 punktu powyżej WIBOR, PGNIG także w 2012 r. oferował marżę w wysokości 1,25 proc., a rok później PGE płaciła tylko 0,7 proc. powyżej WIBOR.

W Programie Budowy Kapitału przewiduje się również nowe instrumenty, takie jak Polski Fundusz Nieruchomości, czy fundusze typu REIT, obligacje infrastrukturalne, także detaliczne, czy obligacje premiowe (te jednak zamiast odsetek brałyby udział w losowaniu premii, a więc przeznaczone byłyby raczej dla oszczędzających indywidualnie). Jednak i w ich przypadku trudno oczekiwać realnej stopy zwrotu znacząco przekraczającej 3 proc., być może poza REIT-ami, dla których dopiero tworzy się prawne podstawy działania. Wszystko więc wskazuje, na to, że nie obędzie się bez twardej walki zarządzających funduszami na szerzej pojmowanym rynku finansowym, obejmującym także akcje oraz obligacje mniejszych spółek, oferujących odsetki sięgające powyżej 5 proc.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk Gerda Broker

Znowu inflacja zaczęła pochłaniać oszczędności Polaków. Ci, który złożyli w bankach depozyty w 2016 roku najczęściej nie mają co liczyć na zyski. Od rachitycznych odsetek trzeba bowiem najpierw odjąć podatek, a to co zostanie nie uchroni już kapitału przed utratą wartości – wynika z najnowszej projekcji inflacji przygotowanej przez NBP.

Przeciętna roczna lokata zakładana w 2016 roku była oprocentowana na od 1,65% do 1,85% – wynika z comiesięcznych statystyk publikowanych przez NBP. Od tych i tak już mizernych odsetek należy odjąć jeszcze 19% podatku. W efekcie faktyczny zysk, na jaki może liczyć przeciętny deponent, można oszacować na od 1,3 do 1,5%. Marnie, jeśli wziąć pod uwagę, że najnowsze dane GUS sugerują, że w lutym br. poziom cen był o 2,2% wyższy niż w analogicznym okresie przed rokiem. Dla posiadacza przeciętnej rocznej lokaty założonej w lutym 2016 roku oznacza to realna stratę na poziomie 0,7%.

Niestety na podobne rezultaty muszą przygotować się posiadacze lokat zakładanych w całym 2016 roku – wynika z projekcji inflacji przygotowanej przez NBP. Projekcja centralna sugeruje, że w ciągu roku inflacja będzie mniej więcej w okolicach 2,0 – 2,2%. Będzie więc pochłaniać siłę nabywczą oszczędności szybciej niż bank naliczać będzie odsetki.

Deponencie! Ty nad poziomy wylatuj

Tyle mówią średnie, choć trzeba pamiętać, że na rynku znaleźć można też oferty pozwalające zarobić więcej niż statystyczna lokata. Z danych Open Finance wynika na przykład, że oprocentowanie lokat trzymiesięcznych jest wyższe niż rocznych. W gronie krótkoterminowych produktów łatwiej znaleźć też oferty promocyjne – przeznaczone dla nowych klientów lub dla ich nowych środków. Korzystając z promocji można ulokować oszczędności na 3 – 4%, a niekiedy nawet ponad 5%. Należy jednak dokładnie czytać umowy. Bank oferując nam lepsze warunki depozytu może wymagać posiadania konta, karty czy innych produktów, które mogą okazać się płatne lub przynajmniej bezpłatne tylko wtedy, gdy aktywnie będziemy z nich korzystali. Warto też zwrócić uwagę na to czy pieniądze podlegają ochronie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Ten jeszcze nigdy nie zawiódł deponentów. Nawet w przypadku upadłości banku czy SKOK-u klienci otrzymywali gwarantowane kwoty (dziś limit to 100 tys. euro).

Jeśli kogoś to nie przekonuje, może poszukać alternatywy. Rynek akcji, obligacji, funduszy inwestycyjnych czy złota to tylko kilka z możliwości czekających na inwestorów. Warto w tym miejscu zauważyć, że przez ostatnie lata wiele osób swoje nadwyżki finansowe ulokowało na rynku nieruchomości. Z najświeższych szacunków NBP wynika na przykład, że w 2016 roku tylko na zakup nowych mieszkań i tylko w 7 polskich miastach Polacy wydali aż 14,2 mld zł gotówki. Bez wątpienia część z tych pieniędzy pochodziła z kieszeni posiadaczy lokat, którzy byli niezadowoleni z oferty bankowej. Trudno się im dziwić – na wynajmie można zarobić nawet 3-4 razy więcej niż na przeciętnej rocznej lokacie. Nie ma jednak nic za darmo. Aby zarobić na wynajmie trzeba mieszkanie znaleźć, kupić, wykończyć, wyposażyć i wynająć, a potem rozliczać się z najemcą i sprawdzać czy wywiązuje się z umowy. Rozwiązanie jest to więc bardziej intratne, ale też wymaga pracy i oznacza podejmowanie dodatkowego ryzyka.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów zarekomendował przyjęcie Informacji Rady Ministrów dla Sejmu RP o skutkach obowiązywania ustaw dotyczących funkcjonowania systemu ubezpieczeń społecznych wraz z propozycjami zmian, przygotowaną przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Dokument ten został również przyjęty przez Stały Komitet Rady Ministrów.

Zgodnie z kierunkowymi rekomendacjami tego dokumentu, 25% środków zgromadzonych w Otwartych Funduszach Emerytalnych (OFE) ma zostać przekazanych do Funduszu Rezerwy Demograficznej, a jednocześnie ich wartość zewidencjonowana na subkontach prowadzonych przez ZUS. Pozostałe 75% aktywów będzie przekazane do zarządzania przez fundusze inwestycyjne, które powstaną z przekształcenia obecnych OFE. Środki te znajdą się na indywidualnych kontach emerytalnych w ramach III filaru. Powyższa rekomendacja jest zgodna z koncepcją przebudowania modelu funkcjonowania OFE, jaką w lipcu bieżącego roku zaprezentował wicepremier Mateusz Morawiecki.

Nasza propozycja zmierza do tego, aby większość środków zgromadzonych w OFE znalazło się na indywidualnych kontach emerytalnych Polaków, zasilając w ten sposób ich prywatne oszczędności na jesień życia. Chcemy też, żeby wypracowane przez nas rozwiązania w jak największym stopniu pracowały na rzecz rozwoju polskiej gospodarki – podkreślił Mateusz Morawiecki, przewodniczący KERM.

W rekomendowanej Informacji Rady Ministrów wskazano na konieczność stworzenia powszechnych dobrowolnych pracowniczych programów kapitałowych w ramach III filaru systemu emerytalnego, opartych na automatycznym zapisie pracowników. Służyć to będzie rozwojowi dobrowolnego kapitałowego systemu oszczędzania w Polsce, oraz długoterminowych produktów inwestycyjnych.

Powyższa koncepcja wychodzi naprzeciw konieczności przebudowy modelu funkcjonowania OFE oraz wzmocnienia powszechnych emerytalnych programów kapitałowych, które to działania zostały wskazane w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju oraz rozwinięte w Programie Budowy Kapitału.

Wypowiedź: Daniel Jurzyk, Legg Mason Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych.

Będziemy pracować krócej – to już jest praktycznie pewne. Senat zdecydował, że nie wniesie poprawek do ustawy, która obniży wiek emerytalny do 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn. Skrócenie wieku emerytalnego oznacza także, że krócej będziemy oszczędzać na emeryturę, a im mniej środków zgromadzimy, tym mniejsze świadczenie dostaniemy. Jak zatem możemy zabezpieczyć swoją przyszłość i jeszcze zapłacić mniejszy podatek?

– Obniżenie wieku emerytalnego bez wątpienia jest jednym z czynników, który powoduje, że większość z nas zaczyna intensywniej myśleć o tym, jak będzie wyglądała jego przyszłość emerytalna. Poprzez oszczędzanie na swoją emeryturę na Indywidualnym Koncie Zabezpieczenia Emerytalnego mamy możliwość korzystania z ulgi podatkowej – mówi newsrm.tv Daniel Jurzyk z Legg Mason Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych.

Ile wyniesie uzyskana ulga zależy od tego, w jakim progu podatkowym jesteśmy: 18%, czy 32%. W przypadku pierwszego progu ulga wyniesie maksymalnie do 875,88 zł, w drugim – do 1 557,12 zł. Warto także pamiętać, że konto IKZE określone jest limitem wpłat za dany rok, w 2016 roku wynosi on do 4 866 zł. Całą kwotę możemy wpłacić jednorazowo np. w grudniu, a i tak będziemy mogli skorzystać z pełnej ulgi podatkowej.

– Dodatkową korzyścią dla nas jest też brak podatku od zysków kapitałowych, tzw. „podatku Belki”, który obecnie wynosi 19% – dodaje Daniel Jurzyk. – Pamiętajmy, że im więcej czasu mamy na odkładnie swoich oszczędności, tym jest to dla nas korzystniejsze. Co to znaczy? To znaczy, że mniejsze kwoty wpłacane długoterminowo co miesiąc mogą wygenerować dosyć duży kapitał. Jeżeli tego czasu mam stosunkowo mało, to żeby osiągnąć podobny cel emerytalny konieczne jest zaangażowanie większych środków.

Z raportu Komisji Europejskiej „The 2015 Ageing Report” wynika, że w 2060 roku przeciętny Europejczyk będzie żył prawie o 7 lat dłużej niż teraz, a odsetek osób, które ukończą 80 lat, przekroczy 12% (obecnie wynosi ok. 5%). Szacuje się, że do 2060 roku na jednego emeryta będzie przypadać jedna osoba pracująca. Jeżeli chcemy, aby poziom naszego życia po zakończeniu kariery zawodowej nie uległ gwałtownemu obniżeniu, mamy tak naprawdę 3 możliwości: możemy pracować dalej, pomimo osiągnięciu wieku emerytalnego, możemy liczyć na pomoc dzieci, lub samodzielnie zadbać o prywatną emeryturę i żyć z oszczędności zgromadzonych w czasie aktywności zawodowej.

 

Newsrm.tv

Na rynku dostępna jest szeroka oferta różnych funduszy inwestycyjnych. Wybór zależy od wielu czynników – od rodzaju inwestora, jego wieku, wielkości dostępnych środków pieniężnych, czy też stosunku do ryzyka. W Polsce największą popularnością cieszą się fundusze otwarte, zarządzane aktywnie (zwłaszcza pieniężne) oraz  aktywnie zarządzane fundusze zamknięte. Niemniej jednak, na rynku można również wyodrębnić fundusze pasywne. Nowością są natomiast wciąż fundusze algorytmiczne. Oba wyżej wymienione rodzaje są jednak w Polsce mało popularne, a zarazem mało znane. Warto zatem przybliżyć specyfikę ich działalności.

Fundusze pasywne, zgodnie z definicją, kierują się strategią kupuj i trzymaj. W praktyce oznacza to, że fundusze te najczęściej odzwierciedlają zachowanie danego indeksu. W Polsce są one mało popularne, a sam rynek swoją ofertą nie zachwyca. Na GPW w Warszawie notowane są jednostki uczestnictwa, które odzwierciedlają zachowania indeksów: WIG20, DAX oraz S&P500. Również na rynku niepublicznym fundusze pasywne nie zdołały znaleźć swojego przyczółka.  Oczywiście, nieco inaczej sytuacja wygląda na Zachodzie i w Stanach. Ponadto, ich obecność na rynku, wbrew opinii wielu przedstawicieli z sektora finansowego, nie pogorszyła konkurencyjności innych, alternatywnych funduszy. Niemniej jednak, warto zastanowić się jakie są korzyści i wady takiej formy alokacji środków pieniężnych, a w związku z tym dla kogo taka oferta może być atrakcyjna. Po pierwsze, inwestor powierzając swoje oszczędności funduszowi pasywnemu zyskuje na mniejszych opłatach za zarządzanie. Z drugiej jednak strony, portfel, który odzwierciedla zachowanie danego indeksu, nie jest w stanie wygenerować ponadprzeciętnego zysku/straty, ponad wzrost/spadek indeksu. Warto jednak zauważyć, że w przypadku bessy, fundusz pasywny może okazać się albo najlepszą decyzją z możliwych, albo gwoździem do trumny. W tym ostatnim przypadku, jednostki uczestnictwa będą tracić, tak jak indeksy, podczas gdy fundusze aktywne mogą zniwelować straty. W bardziej optymistycznej wersji, może być również odwrotnie. Natomiast w czasie, gdy na rynku panuje hossa, w przeciwieństwie do funduszy pasywnych, aktywnie zarządzane portfele często są w stanie wygenerować ponadprzeciętne zyski. W związku z tym, fundusz pasywny wydaje się relatywnie bezpieczniejszy, gdyż eksponowani jesteśmy przede wszystkim na ruchy indeksów giełdowych, a nie dodatkowo na odpowiednie umiejętności alokacji i selekcji zarządzających funduszem.

Fundusze algorytmiczne, podobnie jak fundusze pasywne, nie należą w Polsce do najbardziej popularnych. W tym przypadku jednak, powód jest nieco inny. Fundusze algorytmiczne są nadal swego rodzaju nowością, związaną z postępem technologicznym. Opierają się one na algorytmach, stworzonych przez analityków, na podstawie których komputer samodzielnie podejmuje decyzję inwestycyjną i składa zlecenie. Przedmiotem transakcji najczęściej są kontrakty terminowe, surowce lub waluty. Oczywiście, komputery są pod stałym nadzorem analityków. Główną zaletą takiego rozwiązania, jest pozbycie się czynnika emocjonalnego w procesie zarządzania portfelem, który niejednokrotnie okazuje się kluczowym aspektem. Ponadto, system zapewnia niemal doskonale zdywersyfikowany portfel. Z drugiej strony, komputer nie zawsze jest bezbłędny. Dla przykładu warto przybliżyć algorytmy, jakimi kierowali się analitycy ryzyka w największych instytucjach finansowych Stanów Zjednoczonych przed kryzysem finansowym w 2007 roku.  Specjaliści polegali na systemach, które kierowały się tylko i wyłącznie liczbami. Podczas gdy, przesłanki fundamentalne wskazywały na toksyczność wielu instrumentów finansowych, komputery wskazywały względnie niskie ryzyko i wysoką opłacalność inwestycji. Jak skończyła się ta historia to już wszyscy wiemy. W związku z tym, fundusz przeznaczony jest dla wszystkich inwestorów, którzy cenią sobie szeroką dywersyfikację, a zarazem mają wystarczającą ufność w bezpieczeństwo systemów komputerowych. W przypadku zaistnienia jakichś skrajnych warunków rynkowych, te fundusze mogą mieć najmniejszą szansę na uniknięcie dużej straty.

Biorąc pod uwagę wszystkie powyżej wymienione argumenty, należy stwierdzić, że zarówno rynku funduszy pasywnych, jak i algorytmicznych nie można zaliczyć do grona rozwiniętych w naszym kraju. Oba rozwiązania mają swoje zalety i wady. Dlatego też potencjalni inwestorzy muszą dokładnie przeanalizować ich specyfikację pod kątem swoich celów oraz uwarunkowań personalnych. Niewątpliwym faktem jest jednak, że mały rynek tworzy obecnie atrakcyjną przestrzeń dla nowych podmiotów, które mogą przyczynić się do rozpowszechnienia tego rodzaju funduszy w Polsce.

 

Lukasz Rozbicki_1Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

W Polsce coraz trudniej jest pomnażać oszczędności. Rekordowo niskie stopy procentowe powodują, że lokaty bankowe i obligacje przynoszą niewielkie odsetki. Dodatkowo w ostatnim czasie znacząco pogorszyła się sytuacja na giełdzie. W rezultacie zysków trzeba szukać za granicą. Pomóc w tym mogą fundusze inwestycyjne. Z danych zebranych przez Expandera wynika, że w ostatnich sześciu miesiącach polskie TFI wprowadziły do oferty aż 17 nowych funduszy inwestujących poza Polską. Sprawdziliśmy, co mają nam do zaoferowania.

Obecnie oprocentowanie przeciętnej lokaty rocznej wynosi zaledwie ok. 1,75%. Fundusze inwestujące w polskie obligacje zarobiły jedynie 0,9%, a akcje wchodzące w skład indeksu WIG20, od maja potaniały o niemal 30%. W sytuacji, gdy tak trudno jest o atrakcyjne zyski w kraju Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych (TFI) postanowiły zachęcić Polaków do inwestowania za granicą. Aby to się udało starają się poszerzyć swoją ofertę o nowe rozwiązania. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy z 24 nowopowstałych funduszy aż 17 będzie inwestowało poza krajem.

Pierwsze, co rzuca się w oczy po przejrzeniu listy nowych funduszy to, że nareszcie TFI zmieniły podejście na takie, które jest bardziej przyjazne przeciętnym Polakom. W większości nie powstają już fundusze inwestujące na określonym obszarze np. tylko w akcje amerykańskie czy europejskie. Wiele osób po prostu nie wie, w jakiej części świata warto w danym momencie inwestować. Natomiast ci, którzy wiedzą i z takich rozwiązań korzystali niejednokrotnie, zawiedli się na tym, że zarządzający funduszem nie potrafił zarobić więcej niż średnia, czyli indeks danej giełdy.

Dla tych ostatnich ciekawą propozycję przygotował ING Bank Śląski przy współpracy z Amundi TF. Są to dwa fundusze (ING BSK Indeks MSCI EMU oraz ING BSK Indeks S&P 500), których zadaniem jest odwzorowywanie amerykańskiego indeksu S&P 500 i zachodnioeuropejskiego MSCI EMU. Korzyścią inwestowania w ten sposób są niskie koszty zarządzania, gdyż skład portfela jest zawsze taki sam jak indeks giełdowy. Zapewnia to też wysoką dywersyfikację, ponieważ w skład S&P 500 wchodzi 500 spółek, a w MSCI EMU jest ich 240.

Wróćmy jednak do osób, które nie wiedzą, w jakiej części świata warto zainwestować. Aby ograniczyć wysokie ryzyko, jakie wiąże się z inwestowaniem w akcje, dobrym rozwiązaniem może być inny nowy fundusz – Aviva Oszczędnościowy. Może on lokować środki na całym świecie, jednak robi to w nietypowy sposób. Należy on do niespotykanej dotychczas w Polsce grupy funduszy target return (fundusze celu). W przeciwieństwie do funduszy akcji nie dążą one za wszelką cenę do maksymalizacji zysku, kosztem wysokiego ryzyka. Ich zadaniem jest natomiast osiągnięcie zysku nie niższego niż określona z góry wartość. W przypadku funduszu Avivy celem jest uzyskanie rocznej stopy zwrotu na poziomie ok. 5%[1].

Na inwestowanie za granicą bardzo mocno w ostatnim czasie postawił też Legg Mason TFI. Wprowadził on do oferty aż 5 nowych funduszy. W jego przypadku obserwujemy jednak tradycyjne podejście, czyli regionalny zakres inwestycji np. fundusz inwestujący w akcje amerykańskie czy azjatyckie. Dla tych, który nie wiedzą, w jakiej części świata warto ulokować pieniądze jest jednak fundusz globalnych papierów dłużnych i fundusz okazji rynkowych.

nowe_fundusze_wprowadzone_przez_polskie_tfi

1] Faktycznym celem jest, aby średnia roczna stopy zwrotu była o  5 pkt. proc. wyższa niż główna stopa procentowa NBP na przestrzeni kolejnych 3 lat. Stopa NBP obecnie wynosi 1,5%, tak więc celem jest 6,5%, ale jest to wartość przed odliczeniem opłat za zarządzanie. Fundusz nie gwarantuje osiągnięcia powyższego celu. Zalecany okres inwestowania to co najmniej 5 lat.

 

Jarosław Sadowski, Główny analityk firmy Expander

Święta Bożego Narodzenie to okres, w którym Ludzie kupują i obdarzają się prezentami, ale również na rynkach giełdowych, jak uczy historia, występuje tzw. rajd świętego Mikołaja, który obdarza giełdy wzrostami. Czym jest ten efekt? Jest to hossa związana z chęcią poprawiania przez fundusze inwestycyjne swoich wyników, w celu osiągnięcia lepszych premii przez zarządzających tzw. strojenie okien. Jak się okazuje, nie jest to tylko przesąd, czy też przypadek. Efekt rajdu św. Mikołaja na polskim parkiecie wystąpił 13 razy w ciągu 19 lat. Przeciętne wzrosty wynoszą 2,68%. Podobna prawidłowość występuje także na giełdzie amerykańskiej. Czy grudzień 2015 przyniesie po raz kolejny przewagę byków na rynku kapitałowym w Polsce?

Po dwóch tygodniach grudnia można stwierdzić, że św. Mikołaj zamiast prezentów przynosi rózgę. WIG20 traci ponad 8%, a indeksy małych i średnich spółek zniżkują w granicach 4%. GPW znajduje się w bessie, która przede wszystkim jest związana ze zmianą władzy państwowej i ryzykiem politycznym, które jest generowane przez ugrupowanie pełniące władzę. Ich nieprawdopodobnie wysoka motywacja realizacji hojnych obietnic wyborczych, przekłada się na działania, które szkodzą polskiej giełdzie, szczególnie największym spółkom z indeksu WIG20. Nowe rozwiązania zagrażają wynikom finansowym tych firm. Co więcej, właśnie na ostatni miesiąc roku, przypadła dobrze nam znana po każdej zmianie władzy, karuzela na stanowiskach zarządczych spółek Skarbu Państwa. Wszystkie te czynniki negatywnie wpływają na rynek. W rezultacie, podczas gdy giełdy amerykańskie i europejskie ustanawiają swoje historyczne szczyty, GPW w Warszawie dynamicznie pokonuje kolejne poziomy wsparcia.

Gdyby św. Mikołaj zmienił zdanie i raczył przynieść grudniową hossę na polskiej giełdzie, musiałby naprawdę szybko działać. W obliczu tak wielkiej niepewności politycznej, która od wyborów parlamentarnych przyniosła spadek indeksu WIG20 o 14%, zadanie to wydaje się nie lada wyzwaniem. Najbliższy czas musiałby przynieść diametralną zmianę kierunku polityki nowego rządu. Ceny akcji wydaje się zdyskontowały już nowe podatki, ekspansywną politykę fiskalną, zamieszanie związane z Trybunałem Konstytucyjnym. Jednak obecnie rozpoczęła się karuzela na stanowiskach zarządczych w spółkach Skarbu Państwa, a na horyzoncie jest wymiana składu RPP, czyli organu ustalającego politykę pieniężną w Polsce. Wielkim znakiem zapytania jest, jakie nowe pomysły przyjdą jeszcze na myśl rządowi. Jedno jest pewne, póki sytuacja polityczna się nie ustabilizuje i rząd nie zaskoczy kolejnymi obciążeniami, które będą dotyczyć największych polskich przedsiębiorstw, giełda nie będzie w stanie odreagować spadków. Nadzieja pozostaje w mniejszych spółkach, które na tle blue chipów radzą sobie całkiem dobrze i w tym roku znajdują się wciąż w trendzie wzrostowym. Same jednak, bez pomocy największych firm, nie są w stanie zmienić obrazu polskiej giełdy. Również ostatnia decyzja ECB, która rozczarowała inwestorów i zbliżająca się podwyżka stóp procentowych w USA (zapewne nie ostatnia) niekorzystnie wpływa na możliwości zmiany trendu.  W związku z takimi fluktuacjami, ciężko też dokonać wyceny ryzyka i ciężko oczekiwać nowych wzrostów, gdyż faktycznie na horyzoncie brakuje solidnych impulsów do odbicia.

Biorąc pod uwagę wszystkie wymienione zagrożenia, które właściwie skupiają się na tle politycznym, ciężko wierzyć w tegoroczny rajd świętego Mikołaja. Potrzeba czasu, aż gorliwość nowych polityków trochę się ostudzi, a parkiet będzie miał czas na odreagowanie. W związku z tym w grudniu najprawdopodobniej przeważać będą niedźwiedzie. Inwestorom pozostaje czekać na styczeń, którego to efekt również statystycznie przynosi wzrosty na rynkach finansowych.

 

Lukasz Rozbicki_1Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Okres wakacyjny zazwyczaj cechuje się podwyższoną zmiennością na rynkach akcji, jednak tegoroczny sierpień okazał się wyjątkowo „gorący” i zaskoczył chyba nawet największych pesymistów. Zdecydowanie za najgorsze inwestycje miesiąca uznać można fundusze akcyjne lokujące środki w Chinach, Turcji oraz na rynkach wschodzących. Obronną ręką z sytuacji wyszedł natomiast fundusz Eurogeddon, który zarobił aż 12,82%.

Na drastyczne spadki na światowych giełdach wpływ miały przede wszystkim obawy inwestorów co do obecnej kondycji gospodarki Chin oraz jej przyszłego tempa wzrostu. Już decyzja Ludowego Banku Chin z 11 sierpnia o dewaluacji juana została odebrana przez rynki bardzo negatywnie. Z kolei napływające kilka dni później informacje o słabych danych makroekonomicznych i brak szybkiej reakcji władz otworzyły puszkę Pandory. 24 sierpnia, czyli w tzw. „czarny poniedziałek” silne spadki pojawiły się na większości światowych giełd – przykładowo indeks Shanghai Composite w ciągu jednego dnia stracił aż 8,5%.

Finalnie krajobraz po sierpniowej „burzy” wygląda jeszcze gorzej. W całym miesiącu chińska giełda odnotowała spadki na poziomie 12,5% (w lipcu było to aż 14%). W Stanach Zjednoczonych główne indeksy straciły po około 6% (warto zauważyć, że był to najgorszy wynik od ponad trzech lat), z kolei w Europie najważniejsze indeksy obniżyły się o ponad 8%. Wszystkie te wydarzenia znalazły odzwierciedlenie w wynikach funduszy. Spośród 450 analizowanych przez nas funduszy inwestycyjnych aż 82% przyniosło inwestorom straty.

Najbardziej pechowym funduszem w sierpniu okazał się QUERCUS Turcja, który zanotował stratę wynoszącą aż 12,27%. Oprócz zawirowań na giełdach światowych i negatywnego sentymentu do rynków wschodzących, wpływ na wyniki funduszu miała również sytuacja polityczna Turcji związana z przyspieszonymi wyborami parlamentarnymi, które odbędą się 1 listopada oraz interwencja militarna przeciwko Państwu Islamskiemu. Słabo wypadły również wyniki pozostałych funduszy inwestujących w Turcji: UniAkcje Turcja stracił 10,92%, Arka BZ WBK Akcji Tureckich – 10,9%, Investor Turcja – 10,82% natomiast Caspar Akcji Tureckich – 10,76%.

10_najgorszych_funduszy_w_sierpniu_2015

 

Z kolei na szczególną uwagę zasługują fundusze, które w tak trudnych warunkach rynkowych potrafiły wygenerować dodatnie stopy zwrotu.

 W sierpniu najlepszym wynikiem może pochwalić się fundusz Eurogeddon (+12,82%), który zarządzany jest przez prof. Krzysztofa Rybińskiego. Polityka inwestycyjna zakładająca między innymi zajmowanie krótkich pozycji na kontraktach futures na WIG20, DAX, CAC40 czy Stoxx oraz długiej pozycji na złoto, sprawdziła się idealnie w ostatnich ciężkich warunkach rynkowych. Warto jednak zauważyć, że ogólny wynik funduszu nadal jest bardzo negatywny. Od momentu uruchomienia stracił on już blisko 60%, a aktywa w nim zgromadzone są skromne.

Na drugim i trzecim miejscu znalazły się fundusze PKO Akcji Dywidendowych Globalnych (+3,34%) oraz BPH Superior Selektywny (+2,99%), które bardzo dobrze poradziły sobie z zawirowaniami rynkowymi mimo iż znaczna część ich aktywów inwestowana jest w akcje.

W sierpniu sprawdziły się również dobrze fundusze mające zarabiać w okresach spadków na giełdach (tzw. fundusze typu short). Najlepszy z nich Ipopema Short Equity wypracował dodatnią stopę zwrotu wynoszącą 2,72%. Polityka tego funduszu zakłada jak najwierniejsze odwzorowanie indeksu WIG20short, który odzwierciedla odwrotność zmiany wartości indeksu WIG20, czyli zajmuje pozycje krótkie. Tuż za nim uplasował się QUERCUS short z wynikiem +2,48%.

W minionym miesiącu zyskiwały również  fundusze inwestujące bezpośrednio lub pośrednio w złoto. Skorzystały one na sierpniowym wzroście cen surowca, które były największe od stycznia br. QUERCUS Gold zyskał 2,98%, natomiast PKO Złota – 1,73%.

10_najlepszych_funduszy_w_sierpniu_2015

autor: Piotr Nowak, Dyrektor ds. Produktów, Inwestycyjnych i Ubezpieczeniowych

 

Wzrost gospodarczy odzwierciedlany jest w wynikach spółek giełdowych, zachodnie indeksy odnotowują wzrosty od wielu miesięcy, a stopy procentowe są na historycznie niskim poziomie. Wielu analityków ocenia, że czas najwyższy, aby Polacy więcej swoich oszczędności zainwestowali w produkty rynku kapitałowego, jak akcje czy fundusze inwestycyjne, zamiast pozwalać wszystkim swoim pieniądzom leżeć na niskooprocentowanych lokatach. Jednakże przeszkodą może być nasza niewystarczająca wiedza o tych produktach.

Narodowy Bank Polski prognozuje wzrost PKB w latach 2015-2017 na stabilnym poziomie, który ma wynieść średnio 3,4 proc. Ministerstwo Pracy poinformowało, że bezrobocie w marcu spadło do poziomu 11,7 proc. Dane makroekonomiczne są więc coraz bardziej optymistyczne. – Jednak po doświadczeniach kryzysu z 2008 roku pozostał pewien brak zaufania do inwestycji wykorzystujących narzędzia rynku kapitałowego – mówi Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej Deutsche Bank.

Po kryzysie finansowym w USA, który przerodził się w kryzys ekonomiczny na skalę światową, posiadacze oszczędności zaczęli poszukiwać takich instrumentów pomnażających pieniądze, które są przede wszystkim bezpieczne, a w dalszej kolejności zyskowne. Ten trend powoli się odwraca, choć nadal zdecydowaną większość naszych oszczędności trzymamy dziś na lokatach lub kontach oszczędnościowych. A tam nie pracują one dla nas wystarczająco ciężko z powodu rekordowo niskich stóp procentowych. Oprocentowanie lokat spadło z około 4,5 proc. w 2010 r. (średnie oprocentowanie nominalnie brutto lokaty 12 miesięcznej) do poziomu 1,65 proc. w kwietniu 2015 r. – wynika z danych portalu Comperia.pl.

Jak podaje portal Analizy Online, dynamika wzrostu wartości aktywów zarządzanych przez krajowe fundusze inwestycyjne wzrosła na koniec marca br. niemal o 15 proc. w ujęciu rocznym. W tym roku, według Piotra Tukendorfa, doradcy inwestycyjnego z Biura Maklerskiego Deutsche Bank Polska, inwestorzy powinni bardziej ukierunkowanie szukać zysków w funduszach akcji. W przeciwieństwie do wielu giełd zagranicznych, w Warszawie  widać jeszcze dość słabe  oznaki ożywienia. Jednak wielu analityków uważa, że jest to zapowiedź hossy. – Polski rynek finansowy jest z reguły relatywnie mocno związany z rynkami zachodnimi, które już odnotowały znaczące wzrosty w ostatnich miesiącach. W najbliższym czasie spodziewamy się pewnego nadrobienia  wyników naszych krajowych indeksów w stosunku do rynków rozwiniętych – mówi Piotr Tukendorf.

Pytani o najlepszą formę inwestycji Polacy ciągle wskazują nieruchomości i złoto. Jednocześnie trzymanie oszczędności na kontach Polacy uzasadniają potrzebą stałego dostępu do nich. A przecież inwestycja w nieruchomość, choć może być faktycznie zyskowna, oznacza zamrożenie kapitału na długie lata. Deutsche Bank postanowił więc sprawdzić, czy Polacy wiedzą, czym są fundusze inwestycyjne, kto do tej pory w nie inwestował, a kto zamierza to zrobić w przyszłości.

Jak pokazało badanie Deutsche Bank, 77 proc. Polaków słyszało o funduszach inwestycyjnych. Spośród nich około 20 proc. posiada jednostki uczestnictwa. Jednak zdecydowana większość (80 proc.) nie inwestuje w takie produkty. Warto przy okazji zwrócić uwagę, że mężczyźni wykazują większą aktywność w inwestowaniu. Fundusze posiada 22 proc. z nich, podczas gdy wśród kobiet odsetek ten wynosi 17,2 proc. Posiadaczami jednostek uczestnictwa są też częściej osoby lepiej wykształcone (24,8 proc. – z wykształceniem wyższym). Jednak kluczowym czynnikiem jest wysokość zarobków. Wśród badanych, którzy zadeklarowali dochody powyżej 5000 zł netto miesięcznie uczestnikami funduszy inwestycyjnych jest niemal co drugi – 48,5 proc.

czy posiada Pan jednostki funduszy inwestycyjnych

 

Dlaczego zatem, chociaż świadomość istnienia takiej formy inwestowania jest wysoka, wiele osób wybiera inne możliwości? Zdaniem Moniki Szlosek, z jednej strony znaczenie ma mała faktyczna wiedza o mechanizmach funkcjonowania funduszy. Z drugiej strony Polacy pamiętają negatywne doświadczenia z okresu załamania rynków po 2008 roku. Portfele inwestycyjne traciły wówczas w szybkim tempie. Jednak jak podkreśla Monika Szlosek, nie powinniśmy oceniać potencjału zarobku na inwestycjach w fundusze przez pryzmat jednego cyklu koniunktury. – Odpowiednio dobrany portfel inwestycyjny powinien w długim terminie pozytywnie reagować na zawirowania. Pamiętajmy, że fundusze są zarządzane przez doświadczonych finansistów, których głównym zadaniem jest wypracowanie zwrotów dla posiadaczy jednostek uczestnictwa – podkreśla Monika Szlosek.

Monika Szlosek zwraca również uwagę, że klienci często zapominają o tym, jak zróżnicowane są różne kategorie funduszy. – Urok funduszy inwestycyjnych polega na tym, że inwestor sam decyduje, co chce osiągnąć i na ile chce ryzykować i w zależności od m.in. tych czynników buduje swój portfel inwestycyjny. Jednak nawet, gdy jego akceptacja dla ryzyka jest bardzo niska, ma do wyboru sporo rozwiązań, które mogą zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa na odpowiednim poziomie – mówi.

Ważne, żeby inwestycje w rynek kapitałowy, w tym fundusze, traktować długofalowo i nie zrażać się przejściowymi zawirowaniami, ponieważ dopiero uśredniony wynik z długiego horyzontu inwestycji jest miernikiem efektywności tego typu produktów. Jeśli spojrzymy na uśredniony wynik poszczególnych klas funduszy przez ostatnich 6 lat – okaże się, że dla funduszy mieszanych stabilnego wzrostu wyniósł on 5,85 proc., dłużnych 5,98 proc., a akcyjnych aż 12,95 proc.

Ponadto fundusze są elastyczne – większość pozwala na płynny zakup i zbycie jednostek uczestnictwa, a więc w każdym momencie możemy spieniężyć zainwestowane oszczędności. Nietrudno znaleźć dziś na rynku takie oferty, które umożliwiają te operacje przy minimalnych kosztach. Fundusze nie wymagają też dużych jednorazowych nakładów. Kupując regularnie za mniejsze kwoty uśredniamy cenę, więc i zwiększamy swoje szanse na przyzwoity zysk. Ponieważ rynek funduszy jest bardzo konkurencyjny, warto szukać promocji, dzięki którym fundusze można nabyć bez opłat manipulacyjnych. Deutsche Bank poszedł nawet o krok dalej i oferuje 1 proc. zwrotu od kwoty zainwestowanej w fundusze.


Czy zamierza Pan nabyć jednostki TFI

 

W badaniu Deutsche Bank tylko 9 proc. ankietowanych, którzy słyszeli o funduszach inwestycyjnych, planuje w nie zainwestować. Tymczasem osoby, które myślą o inwestowaniu nie powinny czekać na lepszy moment. Oprócz sprzyjających okoliczności rynkowych, na powodzenie inwestycji istotny wpływ będzie miało to, jak dobrą strategię przyjmie każdy indywidualny inwestor. – Aby pracować dla nas efektywnie, portfel inwestycyjny powinien być odpowiednio zdywersyfikowany, w zależności od tego, na jak długo chcemy zainwestować oszczędności. Należy podzielić swoje oszczędności między inwestycje krótko-, średnio- i długoterminowe tak, abyśmy mieli dostęp do pieniędzy niezależnie od wahań rynkowych. Pewną część środków można też pozostawić na lokatach lub rachunkach oszczędnościowych. Nie warto jednak, aby leżały tam zbyt duże kwoty –  podkreśla Monika Szlosek.

źródło: Deutsche Bank

Średnia stopa zwrotu jaką uzyskały w minionym roku fundusze inwestycyjne wynosi tylko 1,82%, czyli mniej niż przeciętne oprocentowanie lokaty bankowej. Odpowiednio je selekcjonując można było jednak zyskać znacznie więcej. W kategorii zarządzających funduszami najlepsze okazało się Union Investment TFI. Z wyliczeń Expandera wynika, że ich produkty zyskały średnio 8,1%. Jeśli kryterium był rodzaj inwestycji, to najwyższe zyski przyniosły fundusze akcji tureckich i amerykańskich. Najgorszą inwestycją były natomiast fundusze akcji rosyjskich.

 Miniony rok nie był zbyt dobry dla osób lokujących kapitał w fundusze inwestycyjne. Po przeanalizowaniu 398 funduszy otwartych notowanych w złotych i zarządzanych przez polskie TFI okazuje się, że ich średnia stopa zwrotu w 2014 r. wyniosła zaledwie 1,82%. Tyle zarobiłaby osoba, która swój kapitał podzieliłaby na 398 równych części i zainwestowała je w każdy z analizowanych przez nas funduszy. Wynik tej inwestycji byłby niższy niż zysk osiągnięty w omawianym okresie na przeciętnej lokacie bankowej.

Wśród funduszy było jednak wiele takich, które kilkakrotnie przekroczyły zyski, jakie można było osiągnąć na lokacie. Nie zabrakło jednak również tych przynoszących straty. Decydując się na tego typu inwestycję, problemem zawsze jest jednak to jak zdecydować w które z nich zainwestować, aby zarobić, a nie stracić. Jednym z takich kryteriów może być talent zarządzających.

Najlepsze TFI to Union Investment

Biorąc pod uwagę inwestycje we wszystkie fundusze zarządzane przez konkretne TFI, to najlepsze wyniki uzyskali ci, którzy zaufali Union Investment TFI. Średnia stopa zwrotu z 15 zarządzanych przez nich funduszy wyniosła 8,1%. Niezłymi wynikami mogą pochwalić się również Caspar TFI (5,8%), MetLife TFI (5,6%, ING TFI (5,5%) oraz Superfund TFI (5%).

Najlepsza grupa to fundusze akcji tureckich i amerykańskich

Kolejnym kryterium, które może decydować o wynikach tego typu inwestycji jest to, w co lokują kapitał wybrane przez nas fundusze. W ubiegłym roku najwięcej, bo zwykle powyżej 30%, zyskali ci, którzy zdeponowali swoje pieniądze w funduszach akcji tureckich. Jednocześnie jeden z nich – UniAkcje: Turcja – był najzyskowniejszym funduszem w 2014 r, notując wzrost na poziomie aż 34,5%. To właśnie wynik tego funduszu w dużej mierze przyczynił się to wspomnianego sukcesu Union Investment TFI. Bardzo atrakcyjne wyniki przyniosły również fundusze akcji amerykańskich. Najgorszy z nich zarobił nieco ponad 10%, a najlepszy aż 28,5%.

Największe straty przyniosły fundusze akcji rosyjskich

Oczywiście były też fundusze, które przyniosły inwestorom w 2014 r. bardzo dotkliwe straty. Najgorszą decyzją inwestycyjną ubiegłego roku  był zakup jednostek funduszy inwestujących w akcje rosyjskie. Dwa z nich przyniosły starty wynoszące ok. 30%, a najgorszy z nich – Quercus Rosja – stracił aż 43,5%. W rezultacie stał się on najgorszym funduszem ubiegłego roku. Co ciekawe, wśród 10 najgorszych funduszy znalazły się aż dwa należące do Inventum TFI, któremu KNF cofnęła licencję na działalność. Powodem tej decyzji były naruszenia interesów uczestników funduszy oraz przepisów prawa.

10 najzyskowniejszych funduszy w 2014 r.
UniAkcje: Turcja 34,5%
Arka BZ WBK Akcji Tureckich 34,3%
Investor Turcja 31,8%
Caspar Akcji Tureckich 31,3%
Pioneer Akcji Amerykańskich 28,5%
QUERCUS Turcja 28,3%
Investor Sektora Nieruchomości i Budownictwa 25,1%
Pioneer Zrównoważony Rynku Amerykańskiego 25,0%
MetLife Akcji Amerykańskich 24,7%
MetLife Akcji Chińskich i Azjatyckich 24,7%
10 funduszy, które w 2014 r. przyniosły największe straty
QUERCUS Rosja -43,5%
Arka Prestiż Akcji Rosyjskich -31,2%
Investor Rosja -29,2%
Pioneer Akcji Europy Wschodniej -25,7%
Eques Aktywnej Alokacji -22,0%
Inventum Zrównoważony -21,9%
Inventum Zmiennego Zaangażowania -21,3%
Copernicus Dłużnych Papierów Korporacyjnych -20,8%
Skarbiec Rynków Surowcowych -19,6%
PZU Akcji Małych i Średnich Spółek -19,4%

Opracowanie: Expander Advisors na podstawie danych Analiz Online

 

Jarosław Sadowski, Główny Analityk Expander Advisors

Eksperci

Polacy puszczają z dymem 105 tysięcy mieszkań rocznie

W bieżącym roku Polacy wydadzą na wyroby tytoniowe około 28 miliardy złotych – wynika z szacunków HR...

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

AKTUALNOŚCI

Dlaczego Black Friday jest czarny, czyli #walmartfights, księgowi i kryzys

Już od kilku lat czarny piątek (ang. Black Friday) rozpoczyna sezon wyprzedaży w Polsce. O wiele dłu...

Zniesienie limitu ZUS od 1 stycznia 2020 – znowu prawdopodobne

12 listopada 2019 r. do Sejmu trafił projekt ustawy, przewidującej zniesienie górnego limitu składek...

Wielka kradzież danych osobowych. Uważaj, żeby nie spłacać cudzego kredytu!

W ciągu kilkunastu dni dane osobowe kilkuset tysięcy osób trafiły w niepowołane ręce na skutek rażąc...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Indywidualne rachunki podatkowe już od stycznia 2020 r.

Znane są już bardziej szczegółowe informacje dotyczące indywidualnych rachunków podatkowych (mikrora...

Od 2020 r. pliki JPK także na żądanie prezesa UOKiK

22 listopada 2019 r. na stronie Rządowego Centrum Legislacji został opublikowany projekt rozporządze...

Kredyt gotówkowy na Święta, czyli co warto wiedzieć?

Jak wynika z szacunków firmy Deloitte, na tegoroczne Święta wydamy średnio 1521 zł – to aż o 350 zł ...

Konkurs Mazda Design w 2020 roku zmienia swoją formułę

Po 10 latach konkurs projektowy Mazda Design zyskuje nową formułę i nową nazwę – Mazda Design Experi...

Wyczynowo pracują i odpoczywają. A ubezpieczenie?

Intensywna praca i stres to codzienność przedsiębiorców i menedżerów. Nic więc dziwnego, że aby „odr...