wtorek, Listopad 19, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "depozyty bankowe"

depozyty bankowe

Lokaty trzymiesięczne i roczne są najniżej oprocentowane w historii – wynika z najświeższych danych NBP. Tylko najwyżej oprocentowane oferty depozytów i kont oszczędnościowych pozwalają liczyć na zyski. Niestety w przypadku przeciętnego produktu inflacja szybciej pochłania wartość kapitału niż banki zdążają dopisywać odsetki – wynika z szacunków Open Finance.

0,4% – tyle po uwzględnieniu inflacji i podatku można stracić na rocznej lokacie założonej w lutym – wynika z szacunków Open Finance opartych o najświeższe dane NBP. Nie jest oczywiście tak, że oprocentowanie proponowane przez banki jest ujemne, ale po uwzględnieniu podatku i prognoz dotyczących inflacji trzeba spojrzeć prawdzie w oczy – banki naliczają dziś odsetki wolniej niż inflacja pochłania wartość zdeponowanego w banku kapitału.

Przykład? Przeciętna roczna lokata założona w lutym oprocentowana była na 1,62%. Przy depozycie na 10 000 zł oznacza to odsetki w kwocie 162 zł. Niestety nie cała ta kwota trafi na konto deponenta. Najpierw po 19% z tego zysku rękę wyciągnie fiskus zostawiając deponentowi skromne 131,22 zł. Problem w tym, że prognozy inflacji sugerują, że w lutym 2018 roku poziom cen będzie o około 1,7% wyższy niż rok wcześniej. Tym samym deponent zanotuje realną stratę w wysokości prawie 0,4%. W rozważanym przykładzie i w przeliczeniu na złotówki oznacza to utratę wartości posiadanego kapitału o około 38 zł. Nie jest to ani pierwsza ani ostatnia zła informacja dla posiadaczy lokat. Jeszcze przez wiele miesięcy trzeba się liczyć ze stratami na lokatach. Pewnym pocieszeniem może być fakt, że okresy realnych strat i zysków na bankowych depozytach przeplatają się. Te pierwsze nie trwają przeważnie dłużej niż rok czy dwa.

Trzymiesięczne są najlepsze

W dłuższym terminie najlepiej oprocentowane są produkty trzymiesięczne. Ta reguła nie pokrywa się jednak z danymi NBP o warunkach nowych lokat zakładanych w lutym br. Najwyżej oprocentowanymi depozytami okazały się te ponad roczne z wynikiem na poziomie 1,68%. Dla porównania depozyty nie dłuższe niż roczne (ponad 6 miesięcy, ale do 12 miesięcy) oprocentowane były na 1,62%, a trzymiesięczne (ponad 1 miesiąc ale do 3 miesięcy) na 1,65%. Były to najniższe wyniki w historii.

Tyle mówią średnie. Całe szczęście na rynku znaleźć można też oferty pozwalające zarobić więcej niż statystyczna lokata. Taka szuka możliwa jest głównie dzięki ofertom promocyjnym – przeznaczonych dla nowych klientów lub dla ich nowych środków. Korzystając z promocji można ulokować oszczędności na 3 – 4%, a niekiedy nawet ponad 5%. Należy jednak dokładnie czytać umowy. Bank oferując nam lepsze warunki depozytu może wymagać posiadania konta, karty czy innych produktów, które mogą okazać się płatne lub przynajmniej bezpłatne tylko wtedy, gdy aktywnie będziemy z nich korzystali. Warto też zwrócić uwagę na to czy pieniądze podlegają ochronie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Ten jeszcze nigdy nie zawiódł deponentów. Nawet w przypadku upadłości banku czy SKOK-u klienci otrzymywali gwarantowane kwoty (dziś limit to równowartość 100 tys. euro).

Autor:Bartosz Turek, analityk Open Finance

Na bankowych rachunkach odłogiem leży 401 mld zł, które dają symboliczne odsetki lub w ogóle są nieoprocentowane. Wygląda na to, że Polacy nie chcą wpłacać pieniędzy na lokaty terminowe, bo zapewniają one niewielki zysk, a boją się inwestować w inne instrumenty. Ignorują jednocześnie instrumenty rynku kapitałowego, które mogłyby pomnożyć ich oszczędności w sposób bezpieczny, a jednocześnie bardziej efektywny.

Z danych NBP wynika, że przeciętne oprocentowanie lokat krótkoterminowych wyniosło w III kwartale 2016 r. 1,7 proc. Depozyty o dłuższym terminie zapadalności dawały odsetki w wysokości 1,4 proc. Dla porównania, jak podaje GUS, inflacja w styczniu tego roku wzrosła do 1,8 proc. Oznacza to, że standardowa lokata nie jest już w stanie ochronić oszczędności zgromadzonych w bankach i po wygaśnięciu lokaty realna wartość pieniędzy jest niższa niż na początku.

Jeszcze większy uszczerbek ponoszą środki przechowywane na nieoprocentowanych rachunkach bieżących. Mimo to od dziewięciu kwartałów Polacy więcej pieniędzy zostawiają na kontach niż lokują na lokatach terminowych. Na koniec 2016 r. wartość oszczędności na depozytach bieżących wyniosła 401 mld zł, a depozytów z terminem zapadalności 322 mld zł.

Utrzymujące się od 2015 r. wysokie saldo wpływów na depozyty bieżące świadczy o tym, że Polacy nie mają pomysłu co zrobić z wolnymi środkami. Stosunkowo niskie oprocentowanie lokat nie zachęca do zakładania depozytów. Statystyczny klient nie zna natomiast innych instrumentów pomnażania oszczędności. Albo się ich boi – mówi Konrad Grzelec, ekspert BGŻOptima.

Dlatego najlepiej przygodę z alternatywnymi wobec depozytów instrumentami inwestycyjnymi zacząć od najbardziej bezpiecznych. Do tej kategorii zaliczają się fundusze rynku pieniężnego.

Nie jedno imię

Znane są pod różnymi nazwami: fundusz pieniężny, gotówkowy, depozytowy, lokacyjny, rynku pieniężnego i wiele innych. Jednak za każdym razem chodzi o jedną grupę funduszy, które zgodnie z przepisami mogą inwestować w aktywa charakteryzujące się: krótkim terminem wykupu (do 1 roku), wysokim poziomem bezpieczeństwa, wysoką płynnością oraz niską zmiennością ceny.

W praktyce fundusze pieniężne inwestują w:

  • bony skarbowe emitowane przez Skarb Państwa ;
  • obligacje skarbowe o krótkim terminie zapadalności;
  • bony pieniężne, emitentem jest Narodowy Bank Polski;
  • certyfikaty depozytowe – emitowane przez banki;
  • krótkoterminowe papiery dłużne przedsiębiorstw;
  • depozyty bankowe o krótkim okresie zapadalności;

Dodatkowo w ich portfelach znajdziemy:

  • obligacje komunalne;
  • zagraniczne obligacje skarbowe;
  • obligacje korporacyjne.

Są to więc w instrumenty o najwyższej wiarygodności, jak papiery dłużne skarbu państwa czy NBP oraz instrumenty o bardzo wysokim poziomie bezpieczeństwa, jakimi są bony i obligacje emitowane przez banki i firmy o wysokim ratingu.

Bezpieczeństwo ma swoją cenę

Bezpieczeństwo oraz płynność, czyli możliwość wyjścia z inwestycji praktycznie w dowolnym momencie mają swoją cenę. Otóż fundusze pieniężne chronią kapitał, jednak nie przynoszą ponadprzeciętnych zysków. W ubiegłym roku średni wynik w tym segmencie wyniósł 2,3 proc., czyli w granicach odsetek uzyskiwanych z lokaty bankowej.

Ostateczny rezultat funduszu zależy w dużym stopniu od przyjętej strategii inwestycyjnej i kalkulacji ryzyka. Jeśli fundusz inwestuje w niskooprocentowane bony pieniężne i depozyty siłą rzeczy nie wypracuje wysokich zwrotów. Gdy natomiast polityka inwestycyjna oparta jest w większym stopniu na obligacjach korporacyjnych, które oprocentowane są w granicach 4-5 proc. powyżej WIBOR (chodzi oczywiście o firmy stabilne, które nie muszą przepłacać za emitowany dług) wówczas szansa na wyższy zysk rośnie.

Trzeba pamiętać, że fundusze pieniężne nie służą aktywnemu pomnażaniu kapitału, gdyż ich rola jest inna – pomagają ochronić kapitał – mówi Konrad Grzelec z BGŻOptima.

Dla kogo ten fundusz

Stosunkowo bezpieczne i płynne fundusze pieniężne to bardzo dobry produkt dla początkujących inwestorów, którzy dotąd oszczędzali tylko na lokatach. Sytuacja na rynku, przy niskim średnim oprocentowaniu depozytów, wyjątkowo sprzyja podjęciu decyzji o rozpoczęciu nauki inwestowania w fundusze. Są to instrumenty o niewielkiej zmienności wycen – spadek o 1 proc. można uznać za duże wahnięcie – łatwo zbywalne i przejrzyste w sposobie inwestowania. Dodatkowo środki można w dowolnym momencie wycofać z funduszu zachowując wypracowany zysk.

Fundusze pieniężne to także doskonały sposób na zaparkowanie pieniędzy w bezpiecznym miejscu na czas potrzebny na przemyślenie oraz wybór nowej strategii inwestycyjnej. Mogą także posłużyć do budowy bardziej konserwatywnej części portfela inwestycyjnego.

Oprocentowanie depozytów jeszcze długo nie będzie wyższe niż teraz, a wręcz niewykluczone jest, że w kolejnych miesiącach banki będą jeszcze je obniżać. W nadpłynnym systemie bankowym (czyli dysponującym nadwyżką depozytów), przy umiarkowanym popycie na kredyt, zapotrzebowanie na depozyty, nie będzie rosło. Należy przy tym pamiętać, że choć fundusze pieniężne obarczone są minimalnym ryzykiem straty, to nie można stawiać go na równi z depozytem, który objęty jest pełną gwarancją ochrony kapitału.

Autor: Konrad Grzelec, eksperta BGŻOptima

Obserwując przebieg wydarzeń po ubiegłorocznym „czarnym czwartku”, kiedy to kurs franka gwałtownie poszybował do góry, mam wrażenie, że od tego dnia jesteśmy w stanie wojny. Z jednej strony barykady atakują frankowicze,  jest to grupa o liczebności ponad 1,5 mln naszych rodaków; brałem tu pod uwagę kredytobiorców frankowych wraz z ich rodzinami. Ich przeciwnikiem jest ledwie garstka banków, głównie z zagranicznym kapitałem, które odpowiedzialne są za frankowe szaleństwo.  Mimo tak znaczącej przewagi liczebnej i prowadzenia walki „na naszym terenie”, frankowicze, jak na razie, przegrywają z kretesem.

Straszna broń w rękach instytucji finansowych

Jak to jest możliwe? Takie pytanie wydaje się oczywiste w zaistniałej sytuacji.

Dogłębna analiza „wojennych” manewrów pozwala na zrozumienie tej anomalii. Otóż bankowcy dysponują bronią o potwornej sile, której nie posiada druga strona.

Cóż to za potworna broń, która pozwala niemal bez strat własnych pacyfikować tak liczną grupę Polaków w ich własnym kraju? To straszne i tak bardzo skuteczne narzędzie walki stosowane przez kredytodawców … to  nasze oszczędności, które grzecznie zanosimy do banków. Mając do tychże instytucji pełne zaufanie, że środki te będą odpowiednio zabezpieczone. Każdy z banków ubranych w akcję frankową ma do dyspozycji nie mniej niż 40 mld zł kapitału pochodzącego z dobrowolnych wpłat naszych rodaków, a także  firm działających w Polsce. I każdy kredytodawca może środkami tymi dysponować wedle własnej woli.

Szanowny Czytelniku, jeśli nie masz silnych nerwów, zakończ lekturę niniejszej publikacji w tym miejscu. Bowiem to co wyrabiają bankowcy z naszymi oszczędnościami – czyli także z Twoimi pieniędzmi, które grzecznie wpłacasz  do bankowej kasy –  woła o pomstę do nieba.

Środki te są nie tylko sprywatyzowane przez bankowców i wydawane na ich potrzeby własne, są również bardzo często  marnotrawione. No bo kto by się przejmował cudzą kasą… Ale  ten ogromny kapitał jest także orężem w omawianej na wstępie wojnie frankowicze  vs. banki.

Oto więc jak banki, głównie te należące do zagranicznych właścicieli, realizują ideę bezpieczeństwa lokat, tworzonych z naszych oszczędności.

Bajońskie wynagrodzenia członków zarządu.

W żadnej branży nie ma tak abstrakcyjnie wysokich zarobków dla zarządu, jak  w przypadku bankowości. Podstawowe wynagrodzenie członka zarządu to nie mniej niż 1 mln zł rocznie, prezesi dochodzą do 5-ciu, 7-miu milionów, a rekordzista – zagraniczny prezes jednego z największych banków działających w Polsce – dostaje ponoć sporo ponad 10 mln zł rocznie.

Problem jest w tym … że jakości tej pracy nie widać. Opinię tę wyrażam jako osoba związana z bankowością nieprzerwanie od 1993 roku, mająca osobisty udział w rozwoju kilku dziedzin polskiej  bankowości. Weźmy pod uwagę np. bankowość hipoteczną, w której się specjalizuję. Przeciąganie wydawania decyzji kredytowych –  przez  miesiące – w prostych sprawach, mnożenie absurdalnych i zupełnie zbędnych procedur, czy też nieumiejętność stworzenia odpowiednich zabezpieczeń spłaty zobowiązań w postaci szerokiego wachlarza działań z zakresie restrukturyzacji – to chleb powszedni obecnej bankowości.

Zagraniczny właściciel danego banku, decydując o wysokości apanaży członków zarządu podległego podmiotu „kupuje’ w ten sposób pełne poddaństwo tych osób  i skierowanie ich działań tylko na jeden cel: aby bank ten wykazywał jak najwyższe dochody.  Wtedy właściciel może sięgnąć po sutą dywidendę.

Tu bardzo ważna uwaga: „wykazywanie dochodu” i „osiąganie dochodu” to zupełnie dwie różne kwestie. Bankowcy są bowiem mistrzami kreatywnej księgowości, o czym pisałem m.in. w publikacji „Small Short na Wisłą”.

Generowanie wirtualnych dochodów, które pozwalają na wypłatę nienależnych dywidend,  jest więc świadomym działaniem na szkodę banku. I m.in. za takie właśnie działania, członkowie zarządów zagranicznych banków (na szczęście nie wszystkich) są tak hojnie wynagradzani. Ponieważ zyski tychże instytucji finansowych są najczęściej bardzo zawyżane, stąd prosty wniosek: kasa na wypłaty tak astronomicznych pensji pochodzi w istotnej części z naszych oszczędności.

Bankowy lobbing

Banki, działając w określonym otoczeniu prawnym, mogą dzięki dostępowi do gigantycznego kapitału odpowiednio zadbać o swoje interesy.  Nierzadko pojawia się w mediach stwierdzenie, że Polska nie jest państwem prawa, tylko – państwem prawa banków. Czyli banki są ponad prawem, zaś każdy kto – na przykład będąc kredytobiorcą – sprzeciwi się instytucji finansowej, staje się osobą wyjętą spod prawa. Potwierdza powyższe m.in. funkcjonowanie przez blisko 20 lat w naszym systemie prawnym, bankowego tytułu egzekucyjnego (BTE).

Otóż, w okresie obowiązywanie BTE, bank dostał przywilej bycia sędzią we własnej sprawie, z czego uśmiali by się już Rzymianie w VI wieku naszej ery. Patrz: kodyfikacja prawa rzymskiego opisana w „Kodeksie Justyniana” w latach 528-534 n.e.

BTE, które zostało zdelegalizowane dopiero pod koniec ub. roku,  działało niczym paralizator: pozwalało pacyfikować niesubordynowanych kredytobiorców w trybie błyskawicznym. I odbywało się to w majestacie prawa.

Bankowy lobbing to nie tylko wpływ na obowiązujące w Polsce prawo. To także możliwość ustawiania innych instytucji, w tym – odpowiedzialnych za nadzór nad rynkiem finansowym, aby bankowcom nie spadł włos z głowy. Nie sposób nie przytoczyć tu słów wypowiedzianych przez Przewodniczącego KNF przed paroma miesiącami. Podaję stosowny fragment notatki PAP z marca 2016 roku:

 „Według szefa KNF, niepokojące jest, że z ust osób, które – w odczuciu społecznym – mają wiedzę na temat tego, co się dzieje w systemie, padają stwierdzenia podające w wątpliwość stabilność sektora bankowego w Polsce.

Mówiąc wprost: przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, narzuca zmowę milczenia wszystkim ekspertom, którym może działanie banków się nie podobać; także w sytuacji, kiedy zagraża ono stabilności sektora finansowego.

Lobbing bankowy idzie także w innych kierunkach. Jest to opłacanie zawsze pro-bankowych dziennikarzy, ekonomistów i ekspertów, a tym ważniejszy jest ich głos,  im większy posiadają oni autorytet w kwestii rynku finansowego.  Oto kilka przykładów, tu odnoszę do wypowiedzi właśnie w sprawie wojny frankowiczów        z bankami:

„Wziąłeś kredyt we frankach? Nie jesteś lepszy od wilków z Wall Street”

–  wypowiedź Ryszarda Petru dla Gazety Wyborczej z 29 listopada 2014 r.

„Pomoc  frankowiczom byłaby niemoralna”

–  wypowiedź Leszka Balcerowicza dla Polska The Times, z 26 stycznia 2015 r.

„Kredytobiorcy walutowi są w lepszej sytuacji niż kredytobiorcy złotowi”
–  wypowiedź Krzysztofa Pietraszkiewicza dla Polska The Times, z 9 czerwca b.r.

Pewnie każdy z wymienionych powyżej panów uważa się za patriotę. Nie mniej jednak z czegoś trzeba żyć, a w przypadku tych osób mówimy o życiu bardzo dostatnim… Nawet jeśli ceną za to  jest wypowiadanie tak anty-polskich haseł.

Oręż w sądowej walce przeciwko frankowiczom oraz przy innych sporach sądowych.

Gdzie może udać się frankowicz  po sprawiedliwość, w sytuacji kiedy grozi mu bankructwo, a stosownej ustawy jak nie było tak nie ma? Pozostaje jedynie droga sądowa.  Statystyki pokazują jednoznacznie, że łatwiej zaistniały problem finansowy rozwiązać dzięki wygranej w lotto, niż poprzez zakończony sukcesem proces sądowy przeciwko kredytodawcy. Dzięki ustawicznej pracy lobby bankowego oraz gigantycznych nakładów finansowych bankowców na tworzenie własnego pozytywnego wizerunku instytucji publicznego zaufania, daje się odczuć, że przy sporach sądowych kredytobiorca kontra bank, ten pierwszy jest na z góry przegranej pozycji. No bo wziął z banku kasę i nie chce jej oddać.  Na to bezmyślnie powtarzane hasło, oraz tłumaczenie działania banków misją dbałości o bezpieczeństwo depozytów – sędziowie wciąż dają się nabierać.

Aby jednak doszło do procesu, frankowicz (czy też każdy inny kredytobiorca będący w sporze z bankiem) musi za stanięcie do tej nierównej walki sporo zapłacić. Do niedawna było to 5% wartości sporu za każdą instancję plus koszty wynagrodzenia prawnika –  a musi to być ekspert od bankowości, które wynosi od 10 do 25 tys. zł netto za napisanie pozwu do pierwszej instancji.

Na ewentualne, swoje koszty sądowe, bank może brać – do woli – środki z naszych depozytów. Także wtedy, kiedy zdecyduje się zaangażować do pomocy najdroższą kancelarię prawną z Nowego Jorku. Cudze pieniądze łatwo się wydaje..

Lipne sondaże, fałszywe statystki

Czy pamiętasz, Szanowny Czytelniku, w jakich okolicznościach po raz pierwszy usłyszałeś, że Pan Petru idzie do polityki?  Ja pamiętam. W tym samym czasie podano bowiem wyniki sondażu, że Nowoczesna.pl może cieszyć się blisk 10-procentowym poparciem wyborców… Bankowcy chcieli mieć swoją partię w sejmie i zakończyło się to pełnym sukcesem. Jak myślisz, za czyją kasę sondaż taki został zamówiony?

A oto dwa inne przykłady. Na początek sondaż z początku czerwca br. Oto wniosek, później często cytowany przez media:

„Gdyby wybory odbyły się z najbliższą niedzielę, to najwięcej frankowiczów poparłoby Nowoczesną Ryszarda Petru”

Czyli frankowicze, których lider Nowoczesnej nie tak dawno temu porównywał do  hochsztaplera rozsławionego przez film Scorsese „Wilk z Wall Street”, nazywając ich w ten sposób przestępcami – chcą powierzyć swój los w ręce Panu Petru.

Pewnikiem liczą, że za rządów Nowoczesnej za swój niecny czyn trafią do zakładu zamkniętego, mając tym samym zapewniony wikt i opierunek. I nie będą musieli przejmować się wciąż rosnącą ratą kredytu…

I jeszcze jeden sondaż, tym razem zamówiony przez Związek Banków Polskich.

Wniosek z tegoż sondażu:

„48 procent Polaków dobrze ocenia sektor bankowy”

Na  temat tak absurdalnego stwierdzenia,  wypowiadałem się w felietonie „Dlaczego nienawidzimy banków?”

Hodowla trolli

Celem pozyskania w walce z frankowiczami oparcia w polskim społeczeństwie, a konkretnie wśród osób, którym udało się nie zostać ofiarami toksycznego kredytu w CHF, bankowcy poszli w nowoczesność. A więc wykorzystują media społecznościowe oraz Internet jako źródła do przedstawiania niby-własnych opinii.  Poprzez firmy pi-arowe, opłacane przez instytucje finansowe, zaangażowano tysiące trolli do pracy nad urabianiem opinii Polaków, w kwestii kto ma rację w sporze o kredyty w szwajcarskiej walucie.

Wiedzę na temat tej metody walki banków z frankowiczami i możemy zdobyć przez zapoznanie się z mini-blogiem pt. „Byłam bankowym trollem”. Oto kilka celnych cytatów z tego opracowania:

„Trolle wynajmuje firma pi-arowa i ona im płaci. Ale skąd pochodzi ta kasa to trolle nie mają prawa wiedzieć. W przypadku trolowania bankowego może idzie z banku, kilku banków, ze związku banków, od lobbystów, a może od instytucji, która pilnuje interesów banków. Nie obchodziło mnie dla kogo, albo przeciwko komu trolowałam.”

„Troll jest bardzo malutkim trybikiem w maszynerii. Maszynerii smarowanej ogromną kasą (…) Chodzi o ochronę przed odpowiedzialnością za grube afery: kredyty walutowe, polisolokaty, mylące umowy, nadmierne opłaty, itp. Sam zwrot kasy oszukanym kredytobiorcom walutowym oznaczałby dla banków zmniejszenie kilkuletnich zysków o 30 – 40 miliardów złotych.”

Pod każdą publikacją dotyczącą frankowiczów – bez względu na opinię autora w tej kwestii, pojawia się natychmiast seria argumentów przeciwko kredytobiorcom, którym chyba rozum odebrało, skoro wzięli kredyt walutowy (to jedno z typowych stwierdzeń trolla). Jednak opinia idzie w świat – dopisują się to tychże, inni internauci, którzy „kupują” hasła kontra frankowiczom, wymyślone przez firmy pi-arowe zatrudniające trolli. Z najbardziej znanych to: „widziały gały, co brały”.

Oszczędnościami i Polaków pracą, właściciele banków się bogacą

Te wszystkie działania, które obrócone są nie tylko przeciwko frankowiczom, ale także przeciwko całemu społeczeństwu, banki opłacają z naszych depozytówi innych środków, które pozostawiamy na bankowych kontach.  A więc z owoców naszej ciężkiej pracy i za nasze pieniądze stworzyliśmy finansowego potwora, którego nadrzędnym celem jest wyprowadzenie za granicę jak największej ilości kasy do swoich właścicieli.

Bankowcy nie wahają się także przed użyciem naszych oszczędności przy pacyfikacji wrogów, czyli wobec  przeciwników opisanej polityki, która z pewnością nie służy polskiej gospodarce. A przecież tylko w tym celu, bankowcy uzyskali od państwa tak wiele przywilejów, zupełnie niedostępnych dla innych, komercyjnych podmiotów działających w naszym kraju.

Gospodarka pieniężna a`la bank

Jak widać, banki do perfekcji opanowały tzw. gospodarkę finansową. Sprywatyzowały środki, które tam pozostawiamy, wydając je w wedle własnego uznania, bardzo często na cele sprzeczne z interesem deponentów.

Banki sprywatyzowały także zyski – co było widać przy kredytach frankowych przed pierwszym tąpnięciem, które nastąpiło jesienią 2008 roku. Zyskowność  na tej działalności była wówczas bardzo wysoka: marże były wyższe niż w przypadku kredytów złotówkowych plus zarobek na spreadzie; od  do 15 proc.

W całości zysk ten pozostał  w bankach.

Ale żeby nie wszystko było w jedną stronę: banki upaństwowiły ryzyko kredytowe oraz także straty,  które powstają w wyniku ich skrajnie nieodpowiedzialnej działalności. Patrz: szaleńcza akcja udzielania kredytów hipotecznych w CHF  w okresie największego ryzyka, tj. przy bardzo mocnej złotówce wobec szwajcarskiej waluty.

A my na to wszystko pozwalamy, na dodatek stawiając sektor bankowy ponad prawem.

 

Krzysztof Oppenheim, Nieruchomości Boża Krówka

 

Właściciele zakładanych przed rokiem 12-miesięcznych depozytów bankowych mogą zacierać ręce. Choć otwierali lokaty w okresie silnych spadków oprocentowania, udało im się osiągnąć stosunkowo wysoki realny zysk.

Zakładane w lipcu ubiegłego roku 12-miesięczne lokaty ze stałym oprocentowaniem, po uwzględnieniu 19-proc. podatku oraz wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych (-0,2 proc. r/r), zakończyły się ze średnią rentownością na poziomie 2,4 proc. To o 0,56 pkt proc. mniej niż przed rokiem, ale jednocześnie 0,36 pkt proc. więcej niż miesiąc temu. Osiągnięty przez amatorów lokat zysk jest tym bardziej wartościowy, że wyjściowe (nominalne) przeciętne oprocentowanie 12-miesięcznych lokat w lipcu ubiegłego roku wynosiło już tylko 2,71 proc. Kluczowa w tym przypadku okazała się ujemna dynamika cen.

Dla porównania, podobny realny zysk zanotowano na przykład w styczniu 2013 r., ale wtedy przy inflacji na poziomie 1,7 proc. r/r kończyły się lokaty oprocentowane na 4,93 proc. Przy okazji konfrontacja ta pokazuje, że nie należy przesadnie emocjonować się niskimi stawkami w momencie zakładania depozytu, bo i tak – jeśli mówimy o ujęciu realnym – ostatnie słowo należeć będzie do poziomu cen.

 Średni realny zysk z 12-miesięcznych zakończonych lokat

lokaty_inflacja_sierpien2014

Źródło: Open Finance

Na najlepszych lokatach klientom udało się wycisnąć ponad 3 proc. realnego zysku. Najwięcej zarobili ci, którzy skorzystali z oferty BIZ Banku (wówczas działającego pod nazwą FM Bank) na 3,8 proc. w skali roku. Po uwzględnieniu podatku i deflacji realnie zarobili oni 3,28 proc. Klienci Inteligo (3,7 proc. w ujęciu nominalnym) zarobili natomiast 3,2 proc. Niewiele niższą rentownością zakończył się natomiast lokaty w Getin Banku, Idea Banku i Meritum Banku, które wyjściowo oprocentowane na 3,5 proc. dały 3,04 proc. realnego zysku.

Nawet właściciele najniżej oprocentowanych depozytów nie mają szczególnych powodów do zmartwień, bo nie tylko zachowali oni realną wartość powierzonych bankom oszczędności, ale także zarobili sporo powyżej 1 proc. Dla przypomnienia, to poziom prawie nieosiągalny przez większość 2011 i dużą cześć 2012 r. Tymczasem lokata na 1,5 proc. w Banku BGŻ dała realnie zarobić 1,42 proc., a oferta BZ WBK na 1,75 proc. przyniosła klientom 1,62 proc. rzeczywistej rentowności. Z kolei w Citi Handlowym, Deutsche Banku, neoBanku i Raiffeisen Polbanku, gdzie proponowano klientom niskie 2 proc. w ujęciu nominalnym, wypracowano 1,82 proc. zysku po uwzględnieniu podatku i zmiany poziomu cen.

W przypadku zakładanych obecnie lokat (średnia dla rocznych depozytów to 2,6 proc.) należy liczyć się z możliwością wypracowania zauważalnie niższej realnej rentowności. Gdyby inflacja w sierpniu przyszłego roku znalazła się na poziomie około 1,5 proc. r/r (założenie na podstawie projekcji Narodowego Banku Polskiego), w żadnym z banków nie udałoby przebić bariery 2 proc. i tylko w kilku bankach realny zysk przekroczyłby 1 proc. Co więcej, depozyty ze stawką poniżej 1,86 proc. przyniosłyby stratę po opodatkowaniu i uwzględnieniu wzrostu cen. I choć uwzględniając sytuację polityczno-ekonomiczną scenariusz ten wydaje się mocno niepewny, to jeszcze nie powód, aby lokować oszczędności na pierwszym lepszym zaoferowanym przez bank depozycie licząc, że deflacja lub wyjątkowo niska inflacja utrzyma się przez długi czas.

 Michał Sadrak, Open Finance

Eksperci

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

AKTUALNOŚCI

Wielka kradzież danych osobowych. Uważaj, żeby nie spłacać cudzego kredytu!

W ciągu kilkunastu dni dane osobowe kilkuset tysięcy osób trafiły w niepowołane ręce na skutek rażąc...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Innowacyjnie, energooszczędnie – i z bezbłędnym finansowaniem!

Innowacyjnie, energooszczędnie i z myślą o przyszłości – takie rozwiązania dla ludności tworzy i fin...

Planowane zmiany w składkach ZUS dla przedsiębiorców

Stanowisko Związku Przedsiębiorców i Pracodawcówws. zapowiedzi wprowadzenia proporcjonalnościw skład...