czwartek, Listopad 14, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "branża budowlana"

branża budowlana

Prawie ¾ firm z branży budowlanej ma problem z opóźnieniami w płatnościach za sprzedany towar lub świadczone usługi. Ponad 20% respondentów 14. fali cyklicznego badania Bibby MSP Index deklaruje, że w ostatnim półroczu zetknęło się z problemem niewypłacalnego kontrahenta. Problem opóźnionych płatności dotyczy wszystkich przedsiębiorców. Z barierą w postaci niezapłaconej faktury przynajmniej raz w miesiącu styka się 65% przedstawicieli branży budowlanej. Aż 45% badanych wskazało, że opóźnienie w uregulowaniu płatności po terminie średnio trwa od miesiąca do trzech i więcej po terminie.

Ponad ¾ badanych firm próbuje przeciwdziałać opóźnieniom w płatnościach. Najczęściej stosowaną metodą zabezpieczenia się przed nimi jest monitorowanie należności przez dział księgowy. Firmy chcąc poprawić płynność finansową korzystają również z dedykowanego działu kontrolingu (20% wskazań). Prawie 18% respondentów deklaruje, że ich właściciel firmy osobiście kontaktuje się z klientami, którzy nie uregulowali należności w terminie. Ponad 10% respondentów z branży budowalnej korzysta z faktoringu jako metody zabezpieczenia się przed opóźnieniami w płatnościach.

Warto wspomnieć, że aż ¼ badanych deklaruje, że w przypadku stałych kontrahentów toleruje opóźnienia w płatnościach.

– Bacznie przyglądamy się sytuacji finansowej firm z branży budowalnej. Przedsiębiorcy z tego sektora gospodarki w codziennej pracy spotykają się z problemem długiego łańcucha płatniczego. Gdy przedsiębiorstwo podejmuje się wykonania konkretnego etapu całego przedsięwzięcia, jej płatnikiem nie jest firma, która koordynuje całą inwestycję, ale inwestor. W tym przypadku podmiot, który jest na końcu łańcucha musi najdłużej czekać na należności z tytuły wykonania pracy, przez co spotyka się z szeregiem negatywnych konsekwencji nie mogąc uregulować swoich zobowiązań wobec pracowników, czy dostawców – komentuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services w Polsce.

Ponad 50% respondentów chcąc zabezpieczyć swój biznes przed nierzetelnymi klientami weryfikuje kontrahentów korzystając z biur informacji gospodarczej, prawie 10% badanych ubezpiecza transakcje, a niecałe 8% przedsiębiorców deklaruje, że korzysta z usług firmy windykacyjnej podobnie, jak w przypadku używania faktoringu bez regresu.

Z myślą o przedsiębiorcach, którzy spotykają się z trudnościami w związku z utrzymaniem płynności finansowej uruchomiliśmy kampanię „Płacę faktury – jestem gospodarczo odpowiedzialny”. Dostrzegamy skalę problemu z nieterminowym otrzymywaniem płatności oraz regulowaniem należności, którą można porównać do efektu domina – brak płynności finansowej u jednego przedsiębiorcy rzutuje na sytuację finansową współpracujących z nim firm. Przez działania kampanii chcemy uświadomić przedsiębiorcom, jak duże znaczenie ma płacenie swoich zależności w terminie dla całego ekosystemu gospodarczego, w ramach którego dana firma funkcjonuje. Celem akcji jest promowanie dobrych praktyk, w tym opłacania faktur na czas oraz edukacja, jak radzić sobie z brakiem płynności finansowej – komentuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services w Polsce.

Ponad 70% badanych podczas 14. fali Bibby MSP Index mówiąc o konsekwencjach nieterminowo płaconych faktur w swoim otoczeniu wskazywało pogorszenie relacji biznesowych (trudności w pozyskaniu nowych klientów) oraz utratę wizerunku (prawie 60% wskazań). ¼ respondentów obawia się pogorszenia relacji z wieloletnim partnerem biznesowym, wpisu do KRD (prawie 12%), bankructwa spowodowanego nieuregulowaniem przez kontrahenta należności na czas (prawie 4%) oraz nadzoru komorniczego (2% wskazań).

W ostatnich dniach poznaliśmy szereg najnowszych danych z polskiej gospodarki. Te w gruncie rzeczy nieco zawiodły, np. dynamika sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej wyniosła kolejno 7,3% rdr i 1,2% rdr wobec prognoz na poziomie 8,6% i 2,9%. To nie oznacza jednak, że po kilku miesiącach ożywienia gospodarka ponownie łapie zadyszkę. Dane te charakteryzują się silną zmiennością, dopiero stosowanie średnich pozwala określić kierunek trendu. Tym niemniej, na szczególną uwagę zasługują dane dotyczące polskiej branży budowlanej. Tę bowiem można podzielić na podsektory dwóch prędkości.

Zgodnie z szacunkami GUS, w lutym produkcja budowlano – montażowa skurczyła się o 5,4% rdr. Co prawda ujemna dynamika może niepokoić, jednakże w kontekście ostatnich miesięcy niniejszy wynik należy ocenić neutralnie. W styczniu owa wielkość wyniosła 2,1% rdr, podczas gdy w całym 2016 r. była wyraźnie ujemna, osiągając poziom nawet -20,5% rdr (odczyt sierpniowy). Takie dane mogłyby wskazywać, że branża budowlana ma wyraźne kłopoty. To natomiast tylko połowiczna prawda, dotycząca jedynie tej części sektora, która zajmuje się projektami infrastrukturalnymi. Diametralnie odmienne nastroje panują na rynku mieszkaniowym, gdzie koniunktura jest naprawdę imponująca.

Bardzo solidna postawa deweloperów nie jest nowością, o czym świadczą m.in. systematyczne, wysokie zyski tych podmiotów oraz regularnie rosnące ceny ich akcji. Niemniej, najnowsze dane mogą robić wrażenie. W pierwszych dwóch miesiącach bieżącego roku rozpoczęto budowę 13,9 tys. nowych mieszkań – wzrost na poziomie 49% rdr. Liczba otrzymanych przez firmy pozwoleń na budowę wzrosła o 62% rdr do 21, 3 tys. lokali. W tym samym czasie oddano do użytkowania ,,zaledwie” 12,3 tys. mieszkań, czyli 5% więcej niż w roku ubiegłym. Co więcej, popyt na mieszkania rośnie wraz z wzmożoną działalnością deweloperów. Zatem wiele wskazuje na to, że rynek mieszkaniowy coraz bardziej się rozpędza. Kluczowym pytaniem pozostaje: jak długo będzie trwać ta świetna passa?

Głównym motorem napędzającym koniunkturę na rynku deweloperskim jest polityka historycznie niskich stóp procentowych. Niski koszt kredytu niewątpliwie wsparł zarówno stronę popytową, jak i podażową tego segmentu rynku. Z wyliczeń NBP wynika, że w czwartym kwartale 2016 r. aż 65% mieszkań zostało kupionych bez udziału kredytu. Niskie oprocentowanie lokat bankowych najwyraźniej zachęciło wiele podmiotów do przeniesienia swoich oszczędności na rynek nieruchomości, który oferuje znacznie bardziej atrakcyjne stopy zwrotu. Tymczasem aktualnie realna stopa oprocentowania lokat jest de facto ujemna, bowiem poziom inflacji jest wyższy od średniego poziomu ich nominalnego oprocentowania. Ponadto, dodatkowe wsparcie dla rynku mieszkaniowego stanowi rządowy program Mieszkanie dla Młodych (MdM), który cieszy się bardzo dużą popularnością.

Wiele wskazuje na to, że sprzyjające warunki gospodarcze utrzymają się do końca 2017 r. Zgodnie z zapowiedziami RPP, stabilizacja stóp procentowych będzie trwać co najmniej do końca bieżącego roku. Warto jednak podkreślić, że wielu ekspertów nie zgadza się z prognozami NBP, jakoby inflacja po dynamicznym wzroście miała wyhamować. Nabierający tempa wzrost gospodarczy, który niebawem powinien zostać wzmocniony poprzez rozpoczęcie wydatkowania środków unijnych, przyczyni się do dalszego wzrostu cen, a w następstwie do podniesienia stóp procentowych. Realizacja tego scenariusza najprawdopodobniej rozpocznie się już w 2018 r. Z drugiej strony, redystrybucja środków z perspektywy unijnej ożywi sektor budowlany trudzący się szeroko rozumianą infrastrukturą. Oczekiwania są wysokie, co znajduje swoje odzwierciedlenie w rosnącym ostatnimi czasy indeksie WIG – Budownictwo. Co więcej należy podkreślić, że rok 2018 będzie ostatnim, w którym to można skorzystać z programu MdM. Ten zostanie zastąpiony nowym projektem ,,Mieszkanie Plus”, który ma zalać rynek tanimi mieszkaniami a to z kolei stanowi istotny czynnik ryzyka, którego materializacja może dotkliwie uderzyć w deweloperów.

Podsumowując, wiele wskazuje na to, że ten rok przyniesie kontynuację okresu budowlanki dwóch prędkości – dobrej koniunktury na rynku mieszkaniowym oraz relatywnie słabej, choć być może powoli poprawiającej się, na rynku budownictwa infrastrukturalnego. Dlatego też póki co, sektor deweloperski na warszawskim parkiecie nadal wydaje się bardzo atrakcyjny. Oprócz potencjału do dalszych wzrostów, spółki z tego segmentu rynku oferują również wysokie stopy dywidendy. Przyszły rok może okazać się rokiem kulminacyjnym, w którym to kondycja branży deweloperskiej osiągnie swój szczyt. Co więcej, niewykluczone, że w tym samym czasie dotychczasowo wolniejsza część budowlanki będzie coraz szybciej odzyskiwać swój blask.

Autor: Seweryn Masalski, MM Prime TFI

Obowiązujące od 1 stycznia br. tzw. odwrotne obciążenie w rozliczeniu podatku VAT w branży budowlanej może spowodować utratę płynności finansowej przez wiele firm. Przepisy stwarzają problemy interpretacyjne, są trudne w stosowaniu – uważa Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan.

Zgodnie z nowymi przepisami firmy budowlane realizujące usługi jako podwykonawcy są zobowiązane do wystawiania faktury bez VAT – podatek rozlicza wówczas generalny wykonawca, na rzecz którego wykonywana jest usługa.

Dotąd podwykonawcy wystawiali faktury z wykazaną kwotą VAT, dzięki czemu mogli tę kwotę kompensować z podatkiem wynikającym z faktur zakupowych (m.in zakup materiałów na potrzeby wykonywanych usług). Od początku 2017 r. podwykonawcy nadal dokonują zapłaty za nabywane towary i usługi (inne niż budowlane) wraz z podatkiem VAT, przy czym mogą go odzyskać dopiero poprzez zwrot z urzędu skarbowego. Powoduje to istotne wydłużenie okresu w jakim przedsiębiorca ponosi ciężar VAT (co może budzić wątpliwości zgodnie z zasadą neutralności podatku VAT dla podatnika), a okres ten może wynieść nawet kilka miesięcy.

– Ze wstępnych szacunków wynika, że każdego roku firmy budowlane będą „oddawać na przechowanie” do Skarbu Państwa kilka miliardów złotych rocznie. Dodatkowym zagrożeniem dla branży jest to, że organy podatkowe są obowiązane kontrolować prawidłowość dokonywanych zwrotów, przy czym często zgłaszają zastrzeżenia do wniosków o zwrot, i w konsekwencji podatnik otrzymuje zwrot podatku nie w ciągu ustawowych 60 dni, a znacznie później – mówi Arkadiusz Łagowski, manager w Grant Thornton, wiceprzewodniczący Grupy VAT Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Zmiany wprowadzone zostały w pośpiechu, a w ustawie jest wiele niejasności interpretacyjnych, np. nie wiadomo do końca, kto ma obowiązek rozliczania VAT po nowemu, czyli kto jest z podatkowego punktu widzenia uznawany za podwykonawcę.

 

Źródło:Konfederacja Lewiatan

 

 

Branża budowlana przechodzi podatkową rewolucję. Od 1 stycznia 2017 r. została objęta tzw. odwrotnym obciążeniem VAT, tzn. firmy budowlane, realizujące usługi jako podwykonawcy, są zobowiązane do wystawiania faktury bez wykazywania w niej VAT – podatek ten rozlicza generalny wykonawca, na rzecz którego wykonywana jest usługa. Nowe przepisy mogą spowodować utratę płynności finansowej przez firmy budowlane i wzrost cen usług – ostrzega Konfederacja Lewiatan.

Dotąd podwykonawcy wystawiali faktury z wykazaną kwotą VAT, dzięki czemu mogli tę kwotę kompensować z podatkiem wynikającym z faktur zakupowych (m.in zakup materiałów na potrzeby wykonywanych usług). Od początku 2017 r. podwykonawcy nadal dokonują zapłaty za nabywane towary i usługi (inne niż budowlane) wraz z  VAT, przy czym mogą go odzyskać dopiero poprzez zwrot z urzędu skarbowego.

– Powoduje to istotne wydłużenie okresu w jakim przedsiębiorca ponosi ciężar VAT (co może budzić wątpliwości zgodnie z zasadą neutralności  VAT dla podatnika), a okres ten może wynieść nawet kilka miesięcy. Ze wstępnych szacunków wynika, że każdego roku firmy budowlane będą „oddawać na przechowanie” do Skarbu Państwa kilka miliardów złotych rocznie. Dodatkowym zagrożeniem dla branży jest to, że organy podatkowe są obowiązane kontrolować prawidłowość dokonywanych zwrotów, przy czym często zgłaszają zastrzeżenia do wniosków o zwrot, i w konsekwencji podatnik otrzymuje zwrot podatku nie w ciągu ustawowych 60 dni, a znacznie później – mówi Arkadiusz Łagowski, menedżer w GrantThornton,  wiceprzewodniczący Grupy VAT Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Firmy budowlane alarmują, że zmiany wprowadzone zostały w pośpiechu, a w ustawie jest wiele niejasności interpretacyjnych, np. nie wiadomo do końca, kto ma obowiązek rozliczania VAT po nowemu, czyli kto jest z podatkowego punktu widzenia uznawany za podwykonawcę.

Istotne wątpliwości budzi ograniczenie mechanizmu odwrotnego obciążenia tylko do podwykonawców, co powoduje istotne ryzyka finansowe po stronie głównych wykonawców prac budowlanych, którzy muszą finansować VAT od całej wartości transakcji, często w kwotach przekraczających założone zyski na danej transakcji. Stanowi to duże zagrożenie dla istnienia tych firm i ich kondycji finansowej.

Odwrotne obciążenie oznacza istotne zmniejszenie płynności w branży, znaczący wzrost ryzyka zatorów płatniczych oraz dodatkowe koszty dla firm wynikające z konieczności zaciągania pożyczek na pokrycie VAT. Wartość  VAT do zwrotu, z uwagi na znaczny udział tego podatku w obrocie brutto, stanowi ważny czynnik mający wpływ na kondycję finansową przedsiębiorców branży budowlanej.

Należy wyjaśnić wątpliwości dotyczące interpretacji nowych przepisów, jak również dokonać zmiany w prawie w celu zażegania ryzyka utraty przez branżę budowlaną płynności finansowej, czy wzrostu kosztu usług związanych z koniecznością finansowania w okresie oczekiwania na zwrot VAT (podwykonawcy) lub jego zapłatę przez inwestora (główni wykonawcy).

Źródło: Konfederacja Lewiatan

W pierwszym pakiecie ułatwień dla firm, który przygotowało Ministerstwo Rozwoju, znalazły się m.in. propozycje dotyczące Prawa budowlanego. Zgłoszenia mają być szybciej rozpatrywane, a niektóre roboty budowlane nie będą już wymagać pozwolenia. Eksperci oceniają, że skutkiem nowelizacji będzie usprawnienie procesów inwestycyjnych związanych z budownictwem. Nowelizacja czeka obecnie na podpis prezydenta, a zmiany wejdą w życie z początkiem 2017 r.

Wprowadzenie zmian w Prawie budowlanym przewiduje rządowy projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego przedsiębiorców. Projekt, który jest częścią szerszego pakietu ułatwień dla firm, trafił do Sejmu w listopadzie br. Obecnie ustawa czeka na podpis prezydenta Andrzej Dudy.

Ułatwienia dotyczące Prawa budowlanego mają wejść w życie już 1 stycznia 2017 r. Jak zapewnia Ministerstwo Rozwoju, głównym celem zmian jest poprawa warunków prowadzenia działalności gospodarczej.

Chodzi o swoistą transakcję między państwem a przedsiębiorcami. Państwo będzie poprawiać otoczenie w jakim funkcjonują firmy, a przedsiębiorcy tworzyć wartościowe miejsca pracy” – zapowiedział podczas prezentacji pakietu wicepremier oraz minister rozwoju i finansów, Mateusz Morawiecki.

Wśród 33 ułatwień, które obejmuje pakiet Ministerstwa Rozwoju, niemal 1/3 (9 ułatwień) dotyczyć będzie właśnie przepisów budowlanych.

Więcej zwolnień, szybsze decyzje

Jedną z głównych zmian ma być poszerzenie katalogu robót budowlanych, które są zwolnione z pozwolenia na budowę lub zgłoszenia. Zmiany dotyczyć będą np. budowy parterowych budynków gospodarczych o powierzchni zabudowy do 35 m² (przy rozpiętości konstrukcji nie większej niż 4,80 m) oraz suszarni kontenerowych o powierzchni zabudowy do 21 m². W tych przypadkach nie będzie konieczności ani uzyskania pozwolenia, ani zgłoszenia. Analogiczne zmiany obejmą budowę zjazdów z dróg krajowych i zatok parkingowych na tych drogach, budowy przepustów o średnicy do 100 cm, budowy przydomowych basenów i oczek wodnych o powierzchni do 50 m² oraz instalacji klimatyzacyjnych.

Jak tłumaczy Rafał Kufieta, prawnik z Kancelarii Prawnej Rafał Kufieta, znaczenie dla większej części społeczeństwa będą mieć planowane zmiany ws. przebudowy – np. poszerzenie otworu drzwiowego nie będzie już wymagać uzyskania odpowiedniego pozwolenia. Zgłoszenia mają być konieczne jedynie w sytuacji, kiedy przebudowa dotyczy przegród zewnętrznych i elementów konstrukcyjnych.

Poszerzenie listy robót budowlanych, które nie wymagają uzyskania pozwolenia czy zgłoszenia, to na pewno krok w dobrą stronę. Ciekawym przykładem jest budowa wiaty o powierzchni zabudowy do 35 m² – w tym przypadku proponuje się zniesienie wymogu uzyskania pozwolenia, a wystarczające ma być zgłoszenie. Tego typu proste konstrukcje generalnie nie powinny oznaczać konieczności spełniania uciążliwych obowiązków biurokratycznych. Korzystne będą także zmiany ws. przebudowy czy remontu obiektów, szczególnie że w tych przypadkach aktualne wymogi są zdecydowanie zbyt rygorystyczne i po prostu nieprzystające do realiów” – komentuje Rafał Kufieta.

Jednocześnie resort rozwoju zamierza skrócić z 30 do 21 dni czas rozpatrywania zgłoszeń. W efekcie organy będą miały mniej czasu na ewentualne wniesienie sprzeciwu wobec składanych zgłoszeń.

Czasochłonność procedur związanych z procesami budowlanymi to jeden z kluczowych problemów Polski, co pokazują m.in. raporty Banku Światowego. Skrócenie w tym przypadku okresu z 30 do 21 dni będzie zatem korzystne, choć nie usprawni procedur w jakiś szczególnie poważny sposób” – wskazuje prawnik.

Bardziej racjonalne zasady

Wśród przygotowanych w Ministerstwie Rozwoju zmian znalazło się także m.in. wdrożenie możliwości prowadzenia przez nadzór budowlany jednego (wspólnego) postępowania dla wszystkich obiektów budowlanych, które zostały uszkodzone w tej samej katastrofie budowlanej. Spodziewanym efektem jest w tym przypadku przyspieszenie postępowań wyjaśniających.

Dla inwestorów pozytywna powinna okazać się również propozycja zmian ws. tymczasowych obiektów budowlanych. Możliwe stanie się bowiem uzyskanie decyzji o pozwoleniu na budowę tego rodzaju obiektu. Co to oznacza w praktyce? Po czasie określonym w zgłoszeniu dopuszczalne będzie dalsze użytkowanie danego obiektu. Obecnie w takich sytuacjach organy nakazują tymczasem rozebranie danego obiektu, a inwestor nie ma niestety żadnej możliwości, by jednak dalej korzystać z tymczasowego obiektu” – dodaje prawnik z Kancelarii Prawnej Rafał Kufieta.

Projektodawcy zaproponowali też doprecyzowanie sprawy przekazywania elektronicznych protokołów. Obecny system elektroniczny, z którego korzystają organy nadzoru budowlanego, pozwala na przekazywanie dokumentów dotyczących obowiązkowej kontroli. Po nowelizacji możliwe stanie się przekazywanie protokołów kontroli w formie elektronicznej także inwestorom.

Zaproponowany przez resort rozwoju pakiet z pewnością pozytywnie wpłynie na warunki prowadzenia różnego typu inwestycji budowlanych, ale nawet po nowelizacji Prawo budowlane pozostanie wciąż skomplikowaną i sprawiającą wiele problemów interpretacyjnych ustawą. Trzeba też pamiętać o tym, że zmiany te są jednak tak naprawdę tymczasowe, bo od jakiegoś czasu trwają prace nad całkiem nowym Kodeksem urbanistyczno-budowlanym, który ma być wprowadzany stopniowo w następnych latach. Jego założenia mogą sygnalizować zmiany na lepsze, chociaż to okaże się dopiero wtedy, gdy znany będzie ostateczny kształt nowego prawa” – podsumowuje Rafał Kufieta.

 

Tab2

Październik był kolejnym miesiącem, w którym średnie ceny mieszkań w największych miastach Polski poszły w górę. W skali roku sporo podrożały mieszkania w Katowicach, Krakowie i Wrocławiu, a taniej jest w Łodzi.

Najnowsze notowanie Indeksu Cen Transakcyjnych to 853,56 pkt, co jest najwyższym wynikiem od września 2011 roku. ICT jest wskaźnikiem obrazującym zmiany cen mieszkań na najważniejszych rynkach w Polsce. Indeks jest obliczany na podstawie median z transakcji zakupu mieszkania przez klientów Home Brokera i Open Finance, powstaje od końca 2007 r.

Przez trzy lata Indeks był stabilny, praktycznie cały czas przebywał w przedziale 800-820 punktów, a w największych miastach, ceny nie zmieniały się prawie w ogóle. To zmieniło się w tym roku. Październik był kolejnym miesiącem lekkiego wzrostu cen lokali mieszkaniowych. Miesiąc do miesiąca indeks wzrósł piąty raz z rzędu, a od początku roku obniżył się tylko raz – w maju. Obecny poziom indeksu to wartość o 4,2 proc. wyższa od tego sprzed roku i 0,4 proc. wyższa niż miesiąc temu.

Indeks Cen Transakcyjnych Home Broker i Open Finance

2016_11_23-indeks_cen_transakcyjnych

Źródło: Home Broker i Open Finance;
na podstawie transakcji przeprowadzonych przez klientów firm.

Warszawa najdroższa i najbardziej zróżnicowana

Po wiosennej obniżce do poziomu poniżej 7 tys. zł za mkw. przeciętna cena mieszkania w Warszawie utrzymuje się znów na poziomie około 7,3 tys. zł, taki stan trwa już ponad dwa lata. Rok do roku średnia cena w stolicy spadła o 0,9 proc., a miesiąc do miesiąca – o 0,2 proc. Można więc uznać, że stawki utrzymują się na stabilnym poziomie. Stolica to jednak rynek bardzo zróżnicowanych. Wśród transakcji klientów Open Finance i Home Brokera znalazło się kilka takich z ceną poniżej 5 tys. zł za mkw., ale są i takie po kilkanaście tys. zł za mkw. Najdroższe transakcje odbywają się za średnią cenę trzykrotnie wyższą od najtańszych. Największy wpływ na ceny nieruchomości mają lokalizacja i standard mieszkania. Najdroższe dzielnice to Śródmieście, Mokotów, Wilanów, Żoliborz, Wola, Ursynów i Ochota.

Ceny w górę w większości miast

Z badanych ośrodków miejskich w zdecydowanej większości ceny wzrosły. Rok do roku spadek zanotowaliśmy tylko w Łodzi, gdzie obecna stawka jest o 3,6 proc. niższa niż przed rokiem. Za metr kwadratowy mieszkania trzeba tam obecnie zapłacić 3611 zł. Największy wzrost w skali roku zaobserwowaliśmy w Katowicach (o 19,4 proc.) i Lublinie (10,4 proc.). Warto jednak zwrócić uwagę, że Katowice są relatywnie niewielkim rynkiem (pod względem liczby transakcji w badaniu) i wahnięcia cen zdarzają się w takich miejscach częściej. Należy więc traktować je z ostrożnością.

Przeciętne ceny metra kwadratowego mieszkania
w największych miastach Polski i ich zmiana w czasie

Miasto Mediana
ceny mkw.
Zmiana
ceny r/r
Gdańsk 5 288 zł 3,3%
Katowice 4 356 zł 19,4%
Kraków 6 602 zł 8,2%
Lublin 4 691 zł 10,4%
Łódź 3 611 zł -3,6%
Poznań 5 498 zł 1,7%
Szczecin 4 541 zł 1,6%
Warszawa 7 302 zł -0,9%
Wrocław 5 867 zł 8,0%

Źródło: Home Broker i Open Finance;
na podstawie transakcji przeprowadzonych przez klientów firm.

Ale już na Kraków i Wrocław, gdzie w analizie występuje około 300 transakcji, a ceny rosną o 8 proc., warto zwracać baczniejszą uwagę. Rynki te są atrakcyjne zarówno ze względu na położenie geograficzne, rozwój biznesu, jak i atrakcyjność turystyczną.

Deweloperzy na fali

Hossa na rynku mieszkaniowym trwa w najlepsze. Korzystają na niej przede wszystkim deweloperzy, którzy wyznaczają kolejne rekordy sprzedaży lokali. Tradycyjnie ostatni kwartał roku jest pod tym względem szczególnie udany. Powód? Zarówno deweloperom jak i kupującym zależy na tym, aby zawierać transakcje. Chodzi nie tylko o to, aby zakończyć ważne sprawy przed nowym rokiem. Deweloperzy chcą pochwalić się jak najlepszymi wynikami sprzedaży, a kupujący chcą uniknąć wyższych wymagań dotyczących wkładu własnego.

Przypomnijmy, że od stycznia chcąc kupić mieszkanie, trzeba będzie mieć 20 proc. wkładu własnego. Całe szczęście połowę tej kwoty będzie można zastąpić ubezpieczeniem, ale oznacza to dodatkowe koszty i wyraźne ograniczenie oferty banków, z których można będzie skorzystać. Obecnie wstępne deklaracje banków sugerują, że w styczniu jedynie co drugi zainteresowany będzie pożyczaniem pieniędzy na mieszkanie osobom bez 20-proc. wkładu własnego.

Jest dobrze, póki jest gotówka

Warto podkreślić, że tak jaskrawej hossy na rynku nie byłoby gdyby na zakupy nie ruszyli inwestorzy. Ci szukają alternatywy dla skromnie oprocentowanych lokat i znajdują ją w mieszkaniach na wynajem. Jest to rozwiązanie o wyższym ryzyku i wymagające od inwestora znacznie większego zaangażowania, ale zyski nawet 2-3 krotnie wyższe niż oferowane przez lokaty, wiele osób przekonują. Efekt? Szacunki Narodowego Banku Polskiego pokazują, że przez pierwsze półrocze br. na tylko siedmiu największych rynkach Polacy wydali na nowe mieszkania aż 7 mld zł gotówki. Jest to najwyższy wynik w historii. Co niemniej ciekawe, zakup przeciętnego „M” aż w 2/3 sfinansowane było gotówką. Kredyt odpowiadał więc jedynie za brakującą 1/3 ceny mieszkania – oczywiście mowa tu o statystycznej transakcji zakupu nowego „M”.

„Przecena” na horyzoncie

Początek przyszłego roku powinien przynieść dobre wyniki dotyczące liczby zawieranych transakcji połączone ze spadkiem przeciętnej ceny transakcyjnej raportowanej przez Open Finance i Home Broker. Ten pozorny paradoks łatwo wytłumaczyć. Będzie to jedynie techniczna zmiana wywołana uruchomieniem w styczniu kolejnej transzy środków na dopłaty z programu „Mieszkanie dla młodych” w kwocie niecałych 340 mln zł. Pamiętajmy że do tego wsparcia kwalifikują się przede wszystkim tanie lokale. Jeśli w całej masie sprzedanych nieruchomości tych z niższą ceną będzie więcej, średnia cena transakcyjna spadnie. Efekt ten powinien przeminąć równie szybko co się pojawić.

Marcin Krasoń, Home Broker
Bartosz Turek, Open Finance

W pierwszej połowie tego roku przychody 11 największych spółek budowlanych notowanych na GPW w Warszawie były o 2 proc. wyższe niż rok wcześniej. Ich średnia marża ze sprzedaży wzrosła do poziomu 9,4 proc. (w 2015 r. 7,84 proc.). W 2015 roku przychody największych 15 firm budowlanych w Polsce wzrosły rok do roku o 8,2 proc. Mimo tych dobrych wyników finansowych eksperci firmy doradczej Deloitte przestrzegają, że w tym roku jest już widoczne wyhamowanie produkcji budowlanej, które może skutkować spiętrzeniem robót w latach następnych. Obecna sytuacja w sektorze budowlanym związana jest z przesunięciem kluczowych projektów infrastrukturalnych, w tym w szczególności w kolejnictwie, realizowanych w ramach nowej unijnej perspektywy finansowej na rok 2017 i 2018.

 Branża budowlana w Polsce przeżyła w roku 2014 lekkie ożywienie po okresie spadku w latach 2012-2013. W ubiegłym roku wzrost sektora wyniósł 2,9 proc. w cenach stałych (wzrost w cenach bieżących wyniósł symboliczne 0,13 proc.).

Z analizy przygotowanej przez Deloitte wynika, że w 2015 roku łączne przychody piętnastu największych spółek wzrosły o blisko 2,3 mld zł, co stanowi ponad 8,2 proc. wzrost rok do roku. Było to skorelowane z lepszym wynikiem zarówno na poziomie działalności operacyjnej, jak i na poziomie wyniku netto. „Po raz pierwszy wszystkie podmioty tworzące poprzedni ranking, znalazły się w nim również w kolejnym roku. Podobnie jak poprzednio czołówka pozostała bez zmian. Tegoroczne zestawienie ponownie otwiera Grupa Skanska, uzyskując przychody na poziomie 5,5 mld zł, o 8,4 proc. więcej niż w 2014 roku” – mówi Maciej Krasoń, Partner, Lider Sektora Nieruchomości i Budownictwa w Deloitte Polska. Na drugim miejscu znalazła się Grupa Budimex, kontrolowana przez hiszpański Ferrovial, z przychodami sięgającymi 5,1 mld zł, co stanowi wzrost o 3,7 proc. rok do roku. Trzeci jest austriacki Strabag, który zanotował wzrost przychodów o 22 proc. w stosunku do poprzedniego roku do poziomu 3,8 mld zł. Średnia przychodów dla największych podmiotów w 2015 nie osiągnęła jeszcze poziomu obserwowanego w 2011 roku, w którym był on związany z dużymi inwestycjami infrastrukturalnymi prowadzonymi w Polsce przed EURO 2012 oraz z kumulacją pierwszej perspektywy finansowej Unii Europejskiej.

W roku 2015 inwestorzy odzyskali zaufanie do indeksu WIG Budownictwo (WIG BUD). Rok do roku nastąpił jego wzrost o około 30 proc., podczas gdy główny indeks WIG zakończył rok 2015 na poziomie o ok. 10 proc. gorszym w porównaniu do końca 2014 roku.

Kapitalizacja jedenastu największych spółek budowlanych notowanych na warszawskim parkiecie na koniec ubiegłego roku wyniosła 8,3 mld zł i wzrosła w stosunku do wartości z końca grudnia 2014 roku o 2,2 mld zł (wzrost o 36 proc.). „Wyniki sektora budowlanego na GPW zależą przede wszystkim od Budimex, którego udział w kapitalizacji największych spółek z tego sektora notowanych na GPW i ujętych równocześnie w rankingu największych spółek budowlanych Deloitte wynosi prawie 60 proc.” – mówi Łukasz Michorowski, Dyrektor w Dziale Audytu Deloitte.

W pierwszym półroczu 2016 roku spółki notowane na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych zanotowały nieznaczny, dwu procentowy, wzrost przychodów ze sprzedaży w porównaniu do tego samego okresu w 2015 roku. Dane wynikające z przychodów oraz wysokiej marży ze sprzedaży nie przełożyły się jednak na wartość akcji. Łączna kapitalizacja prezentowanych spółek na dzień 30 czerwca 2016 spadła w stosunku do końca grudnia 2015 roku o ponad 14 proc. (spadek byłby o 5 proc. wyższy po wyłączeniu z analizy Budimex) niemniej trend ten uległ odwróceniu i indeks WIG Budownictwo na dzień 30 września 2016 roku zbliżył się do poziomu notowanego na koniec 2015 roku.

Jak zauważają eksperci Deloitte, w 2016 roku widoczne jest wyhamowanie produkcji budowlanej. Jest to związane z przesunięciem kluczowych projektów infrastrukturalnych realizowanych w ramach nowej perspektywy finansowej. „Efekty opóźnień w przetargach widać na podstawie danych GUS. W sierpniu bieżącego roku odnotowano spadek produkcji budowlano-montażowej o 20,5 proc. w cenach stałych. W całym okresie styczeń-sierpień 2016 r. produkcja była również niższa niż przed rokiem o 14,9 proc. w cenach stałych. Przesunięcie kluczowych inwestycji może spowodować wyhamowanie sektora również w 2017 roku, a pierwsze przychody z aktualnie toczących się przetargów, w ramach nowej perspektywy, firmy budowlane odnotują dopiero w drugiej połowie 2018 roku” – mówi Patryk Darowski, Wicedyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Nie najlepszą kondycję w branży budowlanej potwierdzają najnowsze dane o upadłości przedsiębiorstw. Po trzech kolejnych latach spadku liczby upadłości w pierwszej połowie 2016 roku nastąpił wzrost upadłości o 8 proc. Jest to jednak tylko 5 podmiotów więcej i nie musi ten fakt determinować całego 2016 roku. Opóźnienia w ogłaszaniu dużych przetargów infrastrukturalnych w roku 2016 negatywnie wpływają na bieżącą sytuację w branży budowlanej. Mimo to w pierwszych miesiącach 2016 r. nastąpił wzrost średnich płac w budownictwie. Prognozuje się również wzrost zapotrzebowania na siłę roboczą, między innymi ze względu na oczekiwania co do realizacji projektów dofinansowywanych z funduszy unijnych. W I poł. 2016 r. w sektorze budowlanym nastąpiło zatrzymanie tendencji spadkowej w liczbie zatrudnionych, utrzymującej się od 2012 r. Według danych GUS średnie zatrudnienie w I półroczu 2016 r. wzrosło o 0,2 proc. w stosunku do analogicznego okresu w roku poprzednim, podczas kiedy jeszcze w I kwartale tego roku zaobserwowano spadek o 0,3 rok do roku.

Kluczowe znaczenie dla poprawy sytuacji budownictwa infrastrukturalnego w Polsce w kolejnych latach będzie miał napływ funduszy unijnych. Alokacja europejskich funduszy strukturalnych i inwestycyjnych dla Polski na lata 2014-2020 wynosi 86,6 mld euro, z czego do maja 2016 roku Unia Europejska wypłaciła 0,8 mld euro, co odpowiada 0,9 proc. całkowitej ich sumy.

Przedstawiciele największych spółek budowlanych dostrzegają szanse związane z nową perspektywą finansową UE, ale mają również obawy wynikające z obserwowanych opóźnień w ogłaszaniu przetargów i finalizowaniu ogłoszonych już postępowań przetargowych.

Oprócz presji cenowej obserwowanym zjawiskiem w postępowaniach przetargowych jest coraz większa konkurencyjność. Obecnie w przetargach bierze udział średnio dwa razy więcej oferentów niż w poprzednich latach, a ponadto zgłaszają się także firmy z krajów Europy Zachodniej, dotychczas nieobecne na polskim rynku. Przedstawiciele spółek budowlanych pozytywnie patrzą natomiast na zapowiedziane zmiany w postępowaniach przetargowych. Kluczową zmianą ma być ograniczenie wagi kryterium ceny do maksimum 60 proc.

Przedstawiciele spółek budowlanych pozytywnie patrzą natomiast na zmiany zapowiedziane w postępowaniach przetargowych. „Istotną zmianą jest ograniczenie wagi kryterium ceny do maksimum 60 proc. Wszystko będzie jednak zależeć od tego, jakie kryteria pozacenowe zostaną wprowadzone i na ile będą mierzalne” – mówi Patryk Darowski. Jako pozytywny przykład eksperci podają model skandynawski, w którym dominującą zasadą jest wybór ofert korzystnych ekonomicznie. Na tę kategorię składają się takie czynniki, jak czas dostawy, warunki płatności, warunki dostawy, aspekty społeczne, polityka środowiskowa, czy jakość.

„Najtrudniejsza sytuacja jest w budownictwie infrastrukturalnym, uzależnionym od finansowania publicznego i decyzji na szczeblu rządowym. Spowolnienie w tym segmencie może wpłynąć na zakończenie trwającego od dwóch kolejnych lat wzrostu branży budowlanej. Kluczowym wyzwaniem dla sektora na najbliższy rok jest przetrwanie tymczasowego spowolnienia w dużych inwestycjach infrastrukturalnych, który jest związany z rozpoczęciem nowej perspektywy unijnej 2014-2020 oraz aktualizacją istniejących programów budownictwa w zakresie dróg i kolei” – podsumowuje Maciej Krasoń.

 

Deloitte

Deweloperzy, nie bacząc na sygnały ostrzegawcze z rynku, nadal budują na potęgę. Przez ostatnich 12 miesięcy rozpoczęli budowę największej liczby mieszkań w historii, od lat nie oddawali do użytkowania tyle mieszkań co teraz, a i liczba pozwoleń na kolejne budowy przyprawia o zawrót głowy.

Budowę 89 072 nowych mieszkań rozpoczęli w Polsce deweloperzy w ciągu ostatniego roku (o 10,7 proc. więcej niż w analogicznym okresie zakończonym sierpniem 2015 r.). To najwyższy wynik w historii, nawet w okresie boomu mieszkaniowego w latach 2006-2008 nie budowano tak dużo. W samym sierpniu rozpoczęto budowę 7357 lokali mieszkalnych, o 4,7 proc. więcej niż w sierpniu ubiegłego roku. Ożywienie w nowych budowach trwa od połowy 2013 r. Wówczas rocznie rozpoczynano mniej niż połowę dzisiejszej liczby budów.

Co więcej, nadal rośnie liczba pozwoleń na kolejne inwestycje. Przez ostatnich 12 miesięcy deweloperzy otrzymali ich 106 037, czyli o 24,6 proc. więcej niż rok temu. Równie dynamicznie rośnie liczba lokali oddawanych do użytkowania. Od września 2015 do sierpnia 2016 r. działający na terenie kraju deweloperzy oddali 74 822 lokale mieszkalne, najwięcej od siedmiu lat. Aktualna liczba jest o 28,5 proc. wyższa od tej sprzed roku.

Aktywność deweloperów w okresie wrzesień 2015 – sierpień 2016 r.

  Liczba Zmiana r/r
Oddane mieszkania 74 822 +28,5%
Rozpoczęte budowy 89 072 +10,7%
Wydane pozwolenia na budowę 106 037 +24,6%

Źródło: obliczenia Home Broker, na podst. danych GUS

Zauważona miesiąc temu wysoka liczba budów rozpoczętych przez spółdzielnie mieszkaniowe (604 mieszkania – najwięcej od kwietnia 2010 r.) nie była zwiastunem nadchodzącego odrodzenia spółdzielni. W sierpniu nowych budów było 46. Lipcowy wynik był więc statystycznie nieistotny.

Deweloperzy w budowlanym pędzie

Deweloperzy nie zwalniają tempa, liczba rozpoczynanych inwestycji oraz pozwoleń na kolejne budowy cały czas jest wysoka. To o tyle ciekawe, że mamy do czynienia z dość trudnym rynkiem kredytów hipotecznych. Banki mają coraz większe oczekiwania co do klientów i coraz mniej chętnie udzielają kredytów mieszkaniowych. A popyt na nowe mieszkania nie spada. Z danych REAS-a wynika, że poza Łodzią i Poznaniem, na wszystkich głównych rynkach sprzedaż mieszkań w drugim kwartale 2016 r. była wyższa niż w poprzednim. Rośnie też liczba wprowadzanych do sprzedaży lokali, gdyż deweloperzy starają się zaspokoić wysoki popyt.

Firmy deweloperskie powinny jednak być ostrożne, gdyż dobra passa nie będzie trwała w nieskończoność. Z jednej strony zagrożeniem dla popytu na nowe mieszkania jest sytuacja na rynku kredytowym, ale z drugiej nie bez znaczenia są działania państwa. Działania rządu mają bowiem coraz większy wpływ na rynek. Wprowadzenie podatku bankowego spowodowało skokowy wzrost marż kredytowych (o 0,3-0,5 pkt proc.), a co za tym idzie – spadek zdolności kredytowej. Obecnie wszyscy czekają na rozstrzygnięcia w sprawie kolejnego pomysłu – programu Mieszkanie Plus. Na razie wciąż znamy tylko ogólne jego założenia i nie wiadomo, w jakim zakresie utrudni on życie deweloperom.

Póki co rynek pierwotny broni się klientami kupującymi mieszkania w celach inwestycyjnych. W niektórych inwestycjach deweloperskich odsetek osób kupujących nieruchomość za gotówkę przekracza dwie trzecie, a duża część mieszkań trafia potem na rynek najmu. Inwestorzy traktują to jako alternatywę dla obligacji skarbowych i bankowych lokat, które – przy historycznie najniższych stopach procentowych – nie dają wiele zarobić. Ale jeśli inflacja wzrośnie, to za nią pójdą stopy procentowe i bezpieczne oszczędzanie w banku lub na obligacjach może wrócić do łask.

 

marcin_krasonMarcin Krasoń, Home Broker

W pierwszej połowie tego roku przychody polskich spółek budowlanych notowanych na giełdzie były o 9,2 proc. wyższe niż rok wcześniej. Poprawiła się także ich marża ze sprzedaży i wyniosła 8,3 proc w porównaniu do 7,2% w I półroczy 2014 roku. Lepsze wyniki finansowe sugerują poprawę w sektorze usług budowlano-montażowych, choć znaczącego ożywienia należy spodziewać się dopiero od 2017 roku. Dużą szansę dla rozwoju branży stwarza nowa perspektywa unijna oraz planowane inwestycje w infrastrukturę. Według publicznie dostępnych dokumentów szacowane potrzeby inwestycyjne w infrastrukturę w Polsce do 2020 roku wynoszą około 310 mld zł – wynika z raportu „Polskie spółki budowlane 2015 – najważniejsi gracze, kluczowe czynniki wzrostu i perspektywy rozwoju branży” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Zdaniem ekspertów Deloitte dalszy rozwój spółek budowlanych w Polsce zależy od efektywności sektora publicznego, organizującego przetargi na realizację dużych inwestycji infrastrukturalnych.

Branża budowlana w Polsce przeżywa obecnie powolne odrodzenie po okresie spadku w latach 2012-2013, spowodowanego zakończeniem dużych projektów inwestycyjnych związanych z poprzednią finansową pespektywą unijną oraz organizacją mistrzostw UEFA Euro 2012™ w Polsce. Już poprzedni rok pokazał, że firmy z sektora budowlanego powoli wychodzą z kryzysu – obecny rok potwierdza ten trend. Z analizy przygotowanej przez Deloitte wynika, że przychody spółek budowlanych, notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie wyniosły w pierwszym półroczu tego roku 10 mld zł, podczas gdy w tym samym okresie w roku poprzednim było to 9,2 mld zł, to wzrost o 9,2 proc.

W 2014 roku przychody największych piętnastu spółek budowlanych w Polsce osiągnęły poziom 28,5 mld zł i zwiększyły się o 2,5 mld zł w porównaniu do roku 2013, co stanowiło wzrost o 9,4 proc. Tegoroczny ranking Deloitte otwiera Grupa Skanska, uzyskując przychody na poziomie 5,1 mld zł i odnotowując ich wzrost o 16,5 proc. Na drugim miejscu znalazł się zeszłoroczny lider Grupa Budimex z przychodami sięgającymi 4,9 mld zł, co stanowi wzrost o 4,2 proc. w porównaniu do 2013 roku. Wśród trzech największych spółek budowlanych w Polsce jest także austriacki Strabag, który jako jedyny z tej grupy odnotował spadek przychodów o 5 proc. w stosunku do poprzedniego roku, uzyskując przychody na poziomie 3,1 mld zł” – mówi Maciej Krasoń, Partner w Dziale Audytu Deloitte, Lider Zespołu Nieruchomości i Budownictwa.

Wartość indeksu WIG BUDOWNICTWO wzrosła w okresie pierwszych 6 miesięcy 2015 roku o 24 proc., podczas gdy w tym samym czasie wzrost indeksu WIG wyniósł jedynie 4 proc. Kapitalizacja spółek budowlanych notowanych na warszawskim parkiecie na dzień 30 czerwca tego roku wyniosła 9,11 mld zł i wzrosła w stosunku do wartości z końca grudnia 2014 roku o 1,67 mld zł. Warto jednak zaznaczyć, że wyniki sektora budowlanego na GPW zależą w dużej mierze od notowań firmy Budimex, której udział w kapitalizacji spółek notowanych w ramach WIG BUDOWNICTWO wynosi 46 proc.

Ranking spółek budowlanych w Polsce pod względem przychodów w roku 2014 – TOP 15

tabela deloitte

Zdaniem ekspertów Deloitte perspektywy rozwoju sektora budowlanego w Polsce są obiecujące, tym bardziej, że w 2014 roku po dwóch latach spadków, odnotowano symboliczny wzrost wartości rynku budowlanego na poziomie 0,4 proc. W pierwszym kwartale tego roku liczba upadłości w sektorze budowlanym zmniejszyła się o jedną trzecią w stosunku do tego samego okresu rok wcześniej. Ponadto dwie firmy, które znalazły się w tegorocznym rankingu Deloitte: Polimex i PBG, kilka lat temu będące na krawędzi bankructwa, dziś wydają się wracać do gry.

W pierwszych miesiącach tego roku zanotowano również zahamowanie spadkowej tendencji zatrudnienia w branży budowlanej. „W pierwszym kwartale bieżącego roku zatrudnienie wzrosło o 1,5 proc. w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku. W dłuższej perspektywie w związku z napływem nowych funduszy europejskich oczekujemy dalszego wzrostu zatrudnienia w budownictwie infrastrukturalnym. Zwiększy się również zapotrzebowanie na wyspecjalizowanych pracowników w obszarze budownictwa ciężkiego oraz energetyki” – mówi Patryk Darowski, Wicedyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Dalszemu wzrostowi branży budowlanej sprzyjają czynniki makroekonomiczne. Prognozowany przez Economist Inteligence Unit wzrost PKB dla Polski na poziomie 3,2 proc. w latach 2015-2018 powinien znacznie zwiększyć skłonność sektora publicznego do inwestowania w infrastrukturę. „Najsilniejszym bodźcem dla poprawy kondycji segmentu budownictwa infrastrukturalnego w najbliższych latach będzie napływ nowych funduszy unijnych. W nowej perspektywie finansowej na lata 2014-2020 w ramach polityki spójności Polska otrzyma środki w rekordowej wysokości 82,5 mld euro, z czego 25,8 mld euro zostanie przeznaczone na rozbudowę infrastruktury”– mówi Patryk Darowski. Polska w najbliższych latach będzie nadrabiać zaległości w stanie infrastruktury w porównaniu do krajów Europy Zachodniej. Wstępnie oszacowane przez Deloitte wybrane potrzeby infrastrukturalne w większości do 2020 roku wynoszą około 310 mld zł. Na tę kwotę składają się przede wszystkim inwestycje w infrastrukturę drogową, kolejową, energetyczną i tę związaną z ochroną środowiska.

Organizacja mistrzostw UEFA Euro 2012™ przez Polskę miała istotny wpływ na przyspieszony rozwój infrastruktury, niestety kosztem wyników wielu przedsiębiorstw budowlanych biorących udział w realizacji inwestycji, czego przyczyną była ogromna konkurencja i wynikająca z niej „wojna cenowa”. Doprowadziło to do znacznego obniżenia cen w przetargach na wykonawstwo. Problem ten nadal w największym stopniu doskwiera branży budowlanej. Nie zmieniło się to nawet po wprowadzeniu zmian do ustawy o zamówieniach publicznych, gdyż nadal przy przetargach na kontrakty głównym kryterium wyboru pozostaje cena. Presja cenowa, w opinii przedstawicieli firm budowlanych, może się jeszcze powiększyć po pojawieniu się w Polsce nowych znaczących graczy zagranicznych. „Oferent publiczny, nauczony doświadczeniami poprzedniej perspektywy unijnej, w dużej części zmienił już swoje podejście, co jest dobrym sygnałem. W celu uniknięcia spiętrzenia projektów, które miało miejsce przy inwestycjach prowadzonych przed EURO 2012, GDDKIA rozstrzygnęła już przetargi na 30 mld zł ze 107 planowanych do zainwestowania w latach 2014-2025” – mówi Maciej Krasoń. – Jednak PKP PLK do końca sierpnia nie rozstrzygnęła jeszcze żadnego projektu w ramach nowej perspektywy UE. Tymczasem trzeba pamiętać, że od ogłoszenia przetargu do rozpoczęcia prac budowlanych upływa czasem nawet dwa lata. Dlatego prawdziwego ożywienia w branży budowlanej możemy się spodziewać dopiero od 2017 roku” – dodaje.

źródło: Deloitte

Choć gospodarka pnie się w górę, budowlanka wciąż pozostaje kulą u jej nogi. Zadłużenie branży w Krajowym Rejestrze Długów wynosi obecnie 1 mld 23 mln zł i wciąż rośnie. Na mniejsze lub większe problemy z odzyskiwaniem swoich należności narzeka aż 83% firm z tej branży. Przedsiębiorcy tracą również nadzieję na poprawę swojej sytuacji.

Według danych KRD w ciągu roku zadłużenie firm z sektora budowlanego wzrosło o 136 mln zł. Wierzyciele dopisali do KRD już blisko 31 tys. firm z sektora budowlanego. Na jedną z nich przypada blisko 5 zobowiązań. Aby spłacić swoich wierzycieli każda taka zadłużona firma musiałaby oddać po 33 tys. zł. Budowlańcy zalegają najczęściej firmom windykacyjnym, które odkupiły dług od pierwotnych wierzycieli.

Jednak firmy budowlane mają nie tylko długi.  Same oczekują na płatności od swoich kontrahentów – mają do odzyskania ponad 363 mln zł. Z cyklicznego badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” przeprowadzanego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów oraz Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce wynika, że ponad 30% wszystkich faktur w tej branży jest przeterminowana, a na spłatę takiej faktury czeka się średnio aż 4 miesiące i 24 dni, czyli o 18 dni dłużej niż w ubiegłym kwartale. Gdyby nie opóźnienia w płatnościach, firmy budowlane zaoszczędziłyby ponad 10% swoich kosztów.

Okazuje się, że firmom budowlanym najczęściej zalegają… inne firmy budowlane. Wartość takiego długu to blisko 200 mln zł. 53 mln zł muszą budowlańcom oddać firmy z sektora przemysłowego, a 38 mln zł wstrzymują handlowcy.

Kiedyś wstrzymywanie płatności bardzo źle świadczyło o kondycji firmy i negatywnie wpływało na jej wizerunek. Obecnie bardzo wiele dużych firm kredytuje swoją działalność, celowo spóźniając się z zapłatą. To element strategii finansowej firmy. Najbardziej przeszkadza to tym mniejszym podmiotom, dla których brak zapłaty oznacza np. brak pieniędzy na pensje dla pracowników czy środków na pokrycie bieżących kosztów – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów. Potwierdzają to sami przedsiębiorcy, wskazując, że dla 38% z nich to poważne utrudnienie w prowadzeniu działalności.

Druga przyczyna powstawania opóźnień w płatnościach to niewłaściwie skonstruowana umowa, korzystna tylko dla jednej strony.

Dzieje się tak dlatego, że w obawie przed utratą zlecenia, mniejsi przedsiębiorcy godzą się na gorsze warunki umowy, czyli na przykład przetrzymanie kaucji, wydłużenie terminów zapłaty, niekorzystne zapisy dotyczące udzielania gwarancji – tłumaczy Waldemar Sokołowski, prezes programu Rzetelna Firma, do którego należy wiele firm z tego sektora.

Przedsiębiorcy zrzeszeni w programie Rzetelna Firma przyznają, że właściciele mniejszych firm często przymykają oko na brak płatności w terminie, mając nadzieję, że w końcu jednak otrzymają zapłatę. To bardzo duży błąd, bo niejednokrotnie okazuje się, że kontrahent wcale nie zamierza uregulować należności, a w międzyczasie np. ogłoszą upadłość.

Z doświadczeń Krajowego Rejestru Długów wynika, że w przypadku długów przeterminowanych do 3 miesięcy spłacanych jest około 72% zaległości, a w przypadku długów starszych niż rok – tylko 26%. Widać więc wyraźnie, że im szybciej i konsekwentniej reagujemy, tym większe szanse na odzyskanie pieniędzy. Tymczasem aż 22% nieuregulowanych należności firm budowlanych przeterminowana jest już powyżej roku.

W naszym portfelu blisko 11% spraw to te zlecone przez firmy z branży budowlanej. Ich problemy bardzo często wynikają z tego, że zlecenia na wykonanie prac przyjmują bez podpisania umowy lub jest ona zbyt ogólna. Jeden z naszych klientów starał się odzyskać od kontrahenta pieniądze za wykonaną przez siebie pracę o wartości ponad 600 tys. złotych. Problem w tym, że umowa została spisana na serwetce i składała się z jednego zdania: „zlecenie na budowę wiaduktu”. – mówi Radosław Koński, dyrektor Departamentu Windykacji w firmie windykacyjnej Kaczmarski Inkasso. – Windykacja dla tej branży różni się od innych, ponieważ występuje tu szereg zawiłości, angażuje się podwykonawców, a odbiór prac zależy od zleceniodawcy, który często szuka wymówek w jakości ich wykonania – dodaje Koński.

źródło: KRD

Mimo stopniowego ożywienia na rynku budowlanym, ceny materiałów nadal pozostają na rekordowo niskim poziomie. Mniejsze zyski mogłyby stanowić motor napędowy do podwyżek, jednak duża konkurencyjność branży utrudnia zwiększanie rentowności tą drogą. Blink.pl przeprowadził badanie pokazujące jak w wyeksponowaniu oferty może pomóc reklama online – jak przedstawiają się szacunkowe koszty oraz przewidywane efekty takiej kampanii?

Zgodnie z prognozami opublikowanymi przez firmę badawczą IBP Research, rynek materiałów budowlanych w 2014 roku osiągnął wartość ok. 45 mld zł (rynek dystrybucji po odliczeniu sprzedaży bezpośredniej – 38 mld zł). Przez ostatnie 2 lata w branży budowlanej odnotowywano konsekwentne, kilkuprocentowe spadki. Dopiero teraz, w 2015 roku ma nastąpić ożywienie szacowane na ok. 6 proc.

Co hamuje rozwój polskich firm budowlanych? Przede wszystkim zbyt skomplikowane procedury administracyjne oraz wysokie koszty pracy. Problemem są także rekordowo niskie ceny materiałów budowlanych oraz niemożność zastosowania podwyżek wynikająca ze zbyt dużej konkurencyjności tego sektora gospodarki. Jak przekonują specjaliści, odpowiedź na te wyzwania może tkwić w rynku reklamy online. Jego potencjał już od pewnego czasu zauważany jest przez branżę, szczególnie polskie sklepy i markety budowlane.

Świadomi przedsiębiorcy zdają sobie sprawę, że aby zarobić, często trzeba zainwestować w reklamę. Nierzadko to internet kształtuje przekonania konsumentów na temat różnego rodzaju dóbr i nie bez powodu, jako medium reklamowe, zdobywa rosnący udział w budżetach przeznaczonych na promocję. Na pewno szczególną uwagę warto zwrócić w kierunku kampanii linków sponsorowanych w wyszukiwarce Google. Taka reklama pozwala na szybkie i precyzyjne dotarcie z przekazem do właściwych grup docelowych oraz osiąganie wysokich wyników jakościowych, przekładających się na wzrost zainteresowania ofertą reklamodawcy – tłumaczy Jakub Dwernicki, prezes Blink.pl, agencji specjalizującej się w hostingu oraz kampaniach SEM i SEO. Firma właśnie przeprowadziła badanie pokazujące wydatki na reklamę w wyszukiwarce Google symulowane dla statystycznego, polskiego przedsiębiorstwa sprzedającego materiały budowlane (producenta, dystrybutora czy marketu).

260 tys. potencjalnych klientów w jeden miesiąc

Analizując warunki determinujące reklamę AdWords w branży materiałów budowanych, Blink.pl pod uwagę wziął zestaw 15-tu fraz reprezentujących ten rynek. Wśród zbadanych słów znalazły się takie wyrażenia, jak: „beton”, „cegły”, „cement”, „gips”, „gładź”, „keramzyt”, „kruszywo”, „piasek”, „prefabrykaty”, „pustaki”, „stal konstrukcyjna”, „tynk”, „wylewka”, „zaprawa” oraz „żwir”. Założono kampanię ogólnopolską w tzw. sieci wyszukiwania obejmującej słowa z analizowanej listy (czyli reklamę docierającą do osób wpisujących frazy w okno wyszukiwarki). Badanie przeprowadzono w styczniu 2015 roku. Symulowano wyniki, jakie uzyskałby reklamodawca wydatkujący budżet dzienny w wysokości 2 500 zł netto i płacący maksymalną cenę – 5 zł netto za pojedyncze kliknięcie w reklamę. Analiza pokazała, że inwestycja na tym poziomie pozwoli osiągnąć efekt kształtujący się na poziomie 260 tys. wyświetleń reklam miesięcznie.

Warto nadmienić, że przyjęta strategia w sieci wyszukiwania nie wyczerpała potencjału reklamowego dla słów kluczowych. Do wykorzystania zawsze pozostaje sieć display, w której reklama wyświetla się kontekstowo, czyli w zależności od treści znajdujących się na stronie czy zainteresowań użytkowników – doprecyzowuje dr inż. Artur Pajkert, ekspert z Blink.pl.

Ile dokładnie kosztuje reklama materiałów budowlanych?

Aby oszacować koszty reklamy w wyszukiwarce Google dla branży budowlanej, Blink.pl przeprowadził symulację z podziałem na poszczególne słowa kluczowe. Sprawdzając potencjał każdego z nich okazało się, że najwięcej przyjdzie zapłacić za kliknięcie w reklamę ukazującą się po wpisaniu słowa „wylewki” – 4,24 zł netto. Co ciekawe, większość słów definiujących materiały podstawowe (np. „beton”, „żwir”, „zaprawa”, „cement” czy „gips”) – nie różni się znacznie pod kątem ogólnego kosztu kliknięcia w kampanii ogólnopolskiej. Zazwyczaj można liczyć na uzyskanie cen rzędu ok. 2 zł netto za kliknięcie.

Dodatkowo Blink.pl sprawdził, które materiały budowlane należą do najczęściej poszukiwanych w internecie. Liderem zestawienia okazał się być „beton” – frazy związane z tym słowem wpisywane są w wyszukiwarkę średnio 67 tys. razy miesięcznie! Za wyświetlenie reklamy po tej frazie zapłacimy 2,08 zł netto.

Kolejne miejsca przypadły słowom – „cegły” (blisko 50 tys. miesięcznych wyszukiań) oraz „pustaki”, których co miesiąc średnio poszukuje 24,5 tys. polskich klientów. Za kliknięcie w te reklamy zapłacimy kolejno 1,33 oraz 1,18 zł netto.

blink_fot3W których województwach firmy budowlane zrobią największy biznes?

Nie jest wielką niespodzianką, że największa liczba kliknięć dla analizowanego zestawu fraz miała miejsce w województwie mazowieckim – 10,6 tys. Zwiększoną aktywność internautów zainteresowanych materiałami budowlanymi zanotowano także w województwach śląskim (4,5 tys. kliknięć w reklamy), małopolskim (4,2 tys.) oraz wielkopolskim (3,4 tys.). Szacunkowa wartość miesięcznych wyświetleń reklam w całej polskiej branży budowlanej wyniosła ponad ćwierć miliona, natomiast liczba kliknięć – prawie 40 tys. Warto jeszcze raz podkreślić, że chodzi o wyświetlenia w sieci wyszukiwania, a nie sieci display, a więc wyświetlanie reklamy użytkownikowi, który właśnie wpisał w wyszukiwarkę frazę zawierającą słowo z wybranej listy.

blink_fot4Co, gdy budżet na reklamę online jest mniejszy?

Na potrzeby powyższej symulacji przyjęto dzienny budżet w wysokości 2 500 zł netto. To spora kwota, mogąca dla wielu przedsiębiorstw stanowić punkt zaporowy, uniemożliwiający inwestycję w tego typu kampanie. Czy można ograniczyć te koszty i nadal uzyskiwać dobre wyniki? Tak, wykorzystując do tego koncentrację tematyczną, merytoryczną oraz niższy budżet miesięczny. – Kampanie o zasięgu ogólnopolskim, kierowane na ogólne frazy, zwykle wiążą się z wyższymi kwotami. Nie zapominajmy jednak o tym, że to klient decyduje o ostatecznym budżecie. Koszty kampanii zawsze można obniżyć dopasowując je do wymagań reklamodawcy. Robi się to m.in. poprzez ograniczanie liczby fraz do tych najbardziej potrzebnych, geolokalizację skupiającą kampanię na wybranej grupie odbiorców lub decydując się na niższy budżet dzienny. Uzyskamy wówczas mniej wejść na stronę, ale w przybliżeniu rozkład według fraz będzie podobny – podsumowuje dr inż. Artur Pajkert.

 

Źródło: www.blink.pl

Dnia 14 października 2014 w Warszawie, w siedzibie firmy Deloitte odbyło się spotkanie poświęcone sytuacji finansowej spółek budowlanych w Polsce.

Perspektywa dla sektora jest obiecująca i firmy budowlane w Polsce powoli wychodzą z kryzysu. Według dostępnych źródeł, do 2020 roku szacowne nakłady na inwestycje w infrastrukturę w naszym kraju wynoszą około 500 mld zł.

W pierwszej połowie tego roku przychody 9 największych polskich spółek budowlanych notowanych na giełdzie były o 6 proc. wyższe niż rok wcześniej. Biorąc pod uwagę, że poprawiła się także ich marża ze sprzedaży zarówno na koniec roku 2013 jak i na połowę bieżącego roku, można powiedzieć, że sektor budowlany powoli zaczyna wychodzić z kryzysu. Dużą szansą dla jego rozwoju stwarza nowa perspektywa unijna oraz planowane inwestycje w infrastrukturę. Według publicznie dostępnych dokumentów szacowane potrzeby inwestycyjne w infrastrukturę w Polsce do 2020 roku wynoszą około 500 mld zł. Zdaniem ekspertów Deloitte szansą dla stabilnego rozwoju sektora budowlanego w Polsce może być również szersze stosowanie formuły partnerstwa publiczno-prywatnego.

Ostatnie lata nie były łatwe dla branży budowlanej, na co złożyło się wiele czynników. Realizacja nierentownych kontraktów infrastrukturalnych, trudności w dialogu z inwestorem publicznych czy też ograniczona liczba przetargów na projekty z poprzedniej perspektywy unijnej niekorzystnie wpłynęły na wyniki finansowe spółek tego sektora w ostatnich latach. Ale rok 2014 przynosi firmom budowlanym pewne oznaki ożywienia. Z analizy przygotowanej przez Deloitte wynika, że przychody 9 największych spółek budowlanych, notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, wyniosły w pierwszym półroczu tego roku 7,2 mld zł, podczas gdy w tym samym okresie w roku poprzednim było to 6,8 mld zł.

Wśród giełdowych firm związanych z tą branżą niekwestionowanym liderem pod względem przychodów pozostaje Grupa Budimex. „Wzrost przychodów o 6 proc. nie oznacza, że możemy mówić o jakiejś znaczącej poprawie kondycji całego sektora. Ale połączenie tego faktu z rosnącą w tym samym okresie produkcją budowlano-montażową o 7,3 proc. wskazuje, że branża budowlana czas największego kryzysu ma już najprawdopodobniej za sobą. Ostatnie lata to okres lawinowo bankrutujących spółek. Nadal ich nie brakuje, ale w pierwszym półroczu odsetek ten spadł o 21 proc. w porównaniu do tego samego momentu rok wcześniej. Można więc już mówić o ostrożnym optymizmie” – mówi Maciej Krokosiński, Menedżer w Dziale Audytu Deloitte.

W omawianym okresie wzrosła także marża na sprzedaży wspomnianych powyżej spółek, która w okresie pierwszych 6 miesięcy 2014 roku wyniosła 6,53 proc. w porównaniu do 6,27 proc. rok wcześniej.  Również giełda zaczęła postrzegać spółki z sektora budowlanego z relatywnie mniejszą awersją. Wartość rynkowa 9 największych spółek budowlanych notowanych na warszawskim parkiecie wzrosła od końca 2012 roku do końca czerwca 2014 roku o 38,8%.

Zdaniem ekspertów Deloitte perspektywy rozwoju sektora budowlanego w Polsce są obiecujące. Sprzyjają mu, m.in. również czynniki makroekonomiczne. Prognozowany dla Polski wzrost PKB na poziomie około 4 proc. w najbliższych latach oraz oczekiwane obniżenie poziomu długu publicznego do około 46 proc. w 2016 roku powinny znacznie zwiększyć skłonność sektora publicznego do inwestowania w infrastrukturę. „Ogromne znaczenie ma nowa perspektywa unijna na lata 2014-2020. Polska ma otrzymać w jej ramach 82,5 mld euro, z czego 24,3 mld euro są przeznaczone na infrastrukturę, w tym w znacznej części na rynek budowlany” – wyjaśnia Jarosław Dąbrowski, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Te 24,3 mld euro środków unijnych ma być przeznaczone przede wszystkim na rozwój dróg oraz kolei, ale jak zaznaczają eksperci Deloitte sektor budownictwa może liczyć nie tylko na pieniądze z Unii Europejskiej. Według publicznie dostępnych dokumentów szacowane potrzeby inwestycyjne w infrastrukturę w Polsce do 2020 roku to około 500 mld zł. „Na tę kwotę składają się przede wszystkim inwestycje w infrastrukturę drogową, kolejową, energetyczną i tę związaną z ochroną środowiska. Wydatkowanie tak znaczących środków stanowi niewątpliwie szansę na poprawę sytuacji spółek budowlanych, choć realnie odczują one to dopiero po 2015 roku” – tłumaczy Patryk Darowski, Menedżer w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Z roku na rok rośnie w Polsce liczba projektów realizowanych w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Wciąż jednak zbyt mało jest projektów o dużej skali i zakończonych sukcesem. W latach 2009-2013 tylko jeden na cztery z ogłoszonych projektów PPP lub z koncesji zaowocował podpisaniem umowy, spośród których nie wszystkim udało się zamknąć finansowanie. Większość z 287 postępowań, które toczyły się w tych latach dotyczyły projektów o kilkumilionowych nakładach inwestycyjnych. Jedynie kilka, w tym np. WtE Poznań (ok. 850 mln zł) czy zagospodarowanie terenów dworca PKP w Sopocie (200 mln zł) wyróżniały się dużymi budżetami.

Zdaniem ekspertów Deloitte szansą dla stabilnego rozwoju sektora budowlanego w Polsce może być również szersze stosowanie formuły PPP. Największe aktualnie przygotowywane projekty w tym obszarze dotyczą gospodarki odpadami i energetyki (spalarnie w Gdańsku i Łodzi oraz elektrociepłownia w Olsztynie), budowy szpitali (m.in. Poznań), budowy, przebudowy i utrzymania dróg (woj. dolnośląskie i kujawsko-pomorskie) oraz budownictwa kubaturowego (akademiki, domy komunalne i parkingi). „Te projekty przecierają szlaki dla dalszego rozwoju PPP w Polsce. Największym wyzwaniem pozostaje wciąż brak odpowiedniej wiedzy i doświadczenia po stronie sektora publicznego oraz trudności w łączeniu PPP z finansowaniem ze środków unijnych. W tym kontekście docenić należy wysiłki podejmowane przez Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju na rzecz odpowiedniego uregulowania problematyki projektów hybrydowych w nowej perspektywie finansowania. Na świecie, zarówno w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się, istnieje wiele przykładów udanych projektów PPP, a firmy budowlane zaangażowane w realizację tych projektów gotowe są przenosić te doświadczenia i dobre praktyki na polski grunt” – podsumowuje Jarosław Dąbrowski.

Gościem specjalnym podczas spotkania był Wojciech Trojanowski, Członek Zarządu STRABAG Sp. z o.o. jednej z wiodących firm na rynku budowlanym, która działa w Polsce od 1985 roku. Wojciech Trojanowski podsumował sytuację spółek budowlanych w Polsce. Podkreślił jak ważne są najwyższe standardy w każdej realizacji i codziennej pracy oraz opowiedział,  w jakich segmentach rynku budowlanego planowane są największe inwestycje. Wspomniał także o zagrożeniach i niepewności rynku, które są zdecydowanie mniejsze, ale nadal istnieją.

Zdaniem Wojciecha Trojanowskiego mimo wszystko trzeba patrzeć w przyszłość z optymizmem, bo teraz dzięki dotacjom unijnym, sektor budowlany ma duże szanse na wyjście z kryzysu.

 

 

 źródło: Deloitte

Eksperci

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

AKTUALNOŚCI

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Innowacyjnie, energooszczędnie – i z bezbłędnym finansowaniem!

Innowacyjnie, energooszczędnie i z myślą o przyszłości – takie rozwiązania dla ludności tworzy i fin...

Planowane zmiany w składkach ZUS dla przedsiębiorców

Stanowisko Związku Przedsiębiorców i Pracodawcówws. zapowiedzi wprowadzenia proporcjonalnościw skład...

Ważne dla Polski nowe stanowisko Komisji Europejskiej

Odpowiedź Komisji Europejskiej na ostatnie głosowanie Parlamentu Europejskiego w sprawie pakietu mob...