wtorek, Listopad 19, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "AMRON"

AMRON

W pierwszym kwartale tego roku niemal co piąte wolne miejsce pracy dotyczyło sektora budowlanego, a w ciągu ostatnich pięciu lat popyt na pracę w branży budowlanej zwiększył się prawie trzykrotnie. Pod tym względem budowlanka wyprzedziła już nawet szeroko rozumiany handel, nieznacznie ustępując miejsca tylko przemysłowi przetwórczemu. Możliwości zatrudnieniowe deklarowane przez pracodawców z sektora budowlanego są kilkukrotnie wyższe niż bieżące potrzeby. Tak źle nie było jeszcze nigdy.
Liczba wolnych miejsc w sektorze budowlanym
mat. prasowy

Branża budowlano-remontowa przeżywa szczyt swojej hossy. Według najnowszych danych GUS, sam rynek nieruchomości mieszkaniowych na koniec maja bieżącego roku przekroczył rekordową barierę wzrostu – do użytku oddano o ponad 12,6% więcej mieszkań w porównaniu do ubiegłego roku. Dzięki czynnikom warunkującym popyt strukturalny i inwestycyjny (m.in. rekordowo niskie stopy procentowe, struktura demograficzna czy nader ekspansywna polityka fiskalna), mieszkania wyprzedają się jeszcze na wiele miesięcy przed rozpoczęciem robót. Niemniej jednak, jest to wynik inwestycji rozpoczętych 2 – 3 lata temu. W maju po raz pierwszy od dłuższego czasu spadła liczba wydanych pozwoleń na budowę dla deweloperów (-6,3% r/r), a liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, zmniejszyła się o 7,1 % w porównaniu z miesiącem poprzednim. Jedną z głównych przyczyn takiego stanu rzeczy, obok rosnących cen materiałów budowlanych, jest niedobór podaży pracy, co stanowić może fundamentalną barierę rozwojową dla polskiego sektora budowlanego w najbliższej przyszłości.

Największe zapotrzebowanie dotyczy murarzy, tynkarzy czy dociepleniowców (ogólnie całej branży wykończeniowej), ale także chociażby operatorów maszyn specjalistycznych czy inżynierów. Brak pracowników wynika przede wszystkim z przemian demograficznych oraz uwarunkowań społeczno-ekonomicznych. Duża część pracowników sektora budowlanego przechodzi na emeryturę, a ich odpływ nie jest rekompensowany nową, młodszą podażą. Praca w sektorze budowlanym wciąż jest postrzegana jako mało atrakcyjna zarówno pod względem wizerunkowym, jak i finansowym. Choć płace w branży budowlanej rosną, to ich wysokość jest mocno zróżnicowana pod względem geograficznym (średnie wynagrodzenie w 2018 roku dla branży budowlanej według danych Sedlak&Sedlak wahało się od niespełna 5 800 zł brutto w województwie mazowieckim do poziomu poniżej 4 000 zł brutto w województwie lubelskim). Mimo wzrostu gospodarczego, ciągle mamy do czynienia z postępującą emigracją zarobkową, która dotyczy również wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Polacy wyjeżdzający zagranicę często znajdują pracę w sektorze budowlanym, gdzie wynagrodzenie jest kilkukrotnie wyższe a warunki pracy oraz całe zabezpieczenie socjalne dalece odbiegają od polskich standardów. W Polsce nie wykształcił się także odpowiedni poziom szkolnictwa zawodowego. Funkcjonujące od niemal dwóch lat szkoły branżowe miały być odpowiedzią na realne zapotrzebowanie rynku pracy – mimo że na efekt tych zmian trzeba będzie poczekać, to już dziś w niektórych regionach zainteresowanie nauką w rzeczonych placówkach jest marginalne. Dodatkowo należy zwrócić uwagę na wzmożoną liczbę zakładanych jednoosobowych działalności gospodarczych. Dzięki subsydiowaniu unijnemu, zaczęły powstawać mikrofirmy, które w warunkach wzrostu gospodarczego odnalazły popyt na swoje usługi. Bardzo często są to przedsiębiorstwa w formie jednoosobowej działalności gospodarczej, zwłaszcza z branży budowlanej, głównie świadczące usługi remontowe.

Wakaty w sektorze budowlanym w podziale na firmy o określonym poziomie zatrudnienia (w tys.)
mat. prasowy

Swoista dekompozycja rynku budowlanego ma ogromne znaczenie w odniesieniu do potencjału rozwojowego małych, aczkolwiek jak dotąd dobrze prosperujących przedsiębiorstw. Okazuje się bowiem, że prawie 18 tys. wakatów w budowlance w I kwartale tego roku dotyczy firm zatrudniających do 9 pracowników. Oczywiście okres zimowy charakteryzuje się dużą sezonowością, ale takie proporcje utrzymują się w Polsce co najmniej od 5 lat. System dotacji na start działalności gospodarczej, uproszczony proces zakładania firmy, możliwość skorzystania z tzw. „małego ZUS-u”, nieskomplikowany system rozliczania z Urzędem Skarbowym na zasadzie ryczałtu ewidencjonowanego, ale przede wszystkim wzrost zapotrzebowania na drobne usługi budowlane wśród odbiorców indywidualnych – te wszystkie czynniki powodują, że zamiast pracować na etacie, budowlańcy zaczynają działać na własny rachunek, przy czym ich aktywność ze względu na ograniczone zasoby sprowadza się głównie do prac remontowo-wykończeniowych. Jest to problem zarówno w odniesieniu do deweloperskich inwestycji mieszkaniowych, ale także w kontekście realizacji zamówień publicznych czy projektów rządowych. Obecnie trwa realizacja trzech rekordowych inwestycji państwowych. Największa z nich to Program Budowy Dróg Krajowych o wartości 135 mld zł. Na dzień dzisiejszy oddano do użytku 820 km dróg, ale budowa aż 1 363 km (o wartości 54 mld zł) znajduje się w różnych fazach wykonania, a przetargi o wartości 5 mld zł nie zostały jeszcze rozstrzygnięte. Dodatkowo realizowany jest Krajowy Program Kolejowy, który zakłada modernizację aż ok. 9 tys. km torów. Takiej inwestycji polskie koleje nie doświadczyły jeszcze nigdy. Program wyceniony został na ok. 66 mld. W lutym tego roku, na mniej więcej zakładanym półmetku trwania prac, osiągnięto pokrycie dla zaledwie 15% projektu, a przetargi na inwestycje o wartości ok. 24 mld zł nie zostały jeszcze rozstrzygnięte. Do tego dochodzą plany intensyfikacji prac w ramach Programu Mieszkanie Plus – w ciągu najbliższych lat rząd planuje wybudować ponad 15 tys. mieszkań, co według komunikatu Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wymaga zatrudnienia ok. 20,5 tys. pracowników budowlanych. Pytanie zatem, jak wypełnić lukę na rynku pracy w sektorze budowlanym, która z roku na rok się pogłębia?

Przeczytaj także:

Jako, że mamy do czynienia z problemem generacyjny i postępującym, w pierwszej kolejności należy stworzyć system usprawnień, zachęcający cudzoziemców do podejmowania pracy w Polsce. Nie da się nie zauważyć, że już teraz dużą część pracowników w sektorze budowlanym stanowią Ukraińcy, przybywa także Białorusinów oraz obywateli Indii, ale przyrost ten jest zdecydowanie niewystarczający. Dodatkowo nasi zachodni sąsiedzi przyjęli pod koniec ubiegłego roku ustawę znacznie ograniczającą bariery zatrudnienia dla obywateli spoza UE. Jak wynika z szacunków Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, już niedługo może to dla nas oznaczać odpływ nawet 500 tys. obywateli Ukrainy do Niemiec. Obecnie polskie regulacje dotyczące zatrudnienia obcokrajowców są bardzo skomplikowane. Aby uzyskać pozwolenie na pracę, należy skierować się do kilku urzędów zarówno w Polsce, jak i w kraju macierzystym, a sam proces różni się w zależności od województwa i może trwać nawet do 6 miesięcy. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z 2007 roku branża budowlana nie może korzystać z pracowników sezonowych. Praca na oświadczenie odnosi się z kolei do zbyt wąskiego grona krajów, których obywatele mogą podjąć pracę w Polsce bez uzyskania pozwolenia, a sam okres wykonywania takiej pracy również jest zdecydowanie za krótki (6 miesięcy w ciągu kolejnych 12 miesięcy bez konieczności uzyskania pozwolenia na pracę). Wreszcie warto się zastanowić, czy idąc wzorem węgierskim nie należy zliberalizować przepisów dotyczących zatrudnienia obcokrajowców w branżach krytycznie zagrożonych wakatami – jak wynika z powyższej analizy, budownictwo z pewnością do takiej należy. Modyfikacje w tych trzech obszarach wymagają jednocześnie gruntownej reorganizacji w wymiarze legislacyjnym i zwiększenia efektywności samego procesu administracyjnego, związanego chociażby z wydawaniem pozwoleń na pracę.

Niemniej jednak działania o charakterze stricte podażowym muszą być wspierane przez stymulowanie wzrostu płac – zarówno nominalnych, jak i realnych. Zarobki w budownictwie nie rosną w wystarczającym tempie co najmniej z kilku powodów. Po pierwsze, zatory płatnicze wynikające z długich terminów płatności często uniemożliwiają długookresowe kreowanie polityki wynagrodzeń przez pracodawców. Po drugie, złożoność procedur przetargowych oraz skomplikowany system rozliczania dużych inwestycji (m.in. rozrachunki z podwykonawcami, rozliczenia w ramach inwestycji publicznych) powodują konieczność zwiększania przez przedsiębiorstwa budowlane wydatków administracyjno-biurowych. Wreszcie po trzecie – należy rozważyć indeksację cen materiałów budowlanych dla wykonawców. Rosnące ceny surowców mocno odbijają się na rentowości inwestycji budowlanych, dlatego trudno w takich warunkach oczekiwać znaczącego wzrostu wynagrodzeń.

Podsumowanie

Sektor budowlany, czy szerzej – rynek nieruchomości, stanowi swoisty papierek lakmusowy dla polskiej gospodarki. Sygnały płynące z sektora budowlanego przez wielu ekonomistów postrzegane są w wymiarze makro-ostrożnościowym czy też w kategoriach wczesnego ostrzegania. Według różnych szacunków, na rynku pracy w branży budowlanej brakuje obecnie od 150 tys. do 200 tys. pracowników o zróżnicowanych kwalifikacjach. Niedobór ten wynika przede wszystkim ze zmian demograficznych, ewolucji struktury samego rynku oraz z niedostatecznego wzrostu płac. Skutki luki pracowniczej powoli stają się odczuwalne w wielorakich aspektach: od wzrostu cen nieruchomości mieszkaniowych po wyhamowanie inwestycji budowlanych, warunkujących ogólny dobrobyt społeczny. Problem nadwyżki popytu nad podażą pracy można rozwiązać jedynie poprzez działania stymulujące obie strony. Jest tylko jeden warunek: działanie te muszą być kompleksowe i realizowane w bardzo nieodległej perspektywie czasowej – im szybciej, tym lepiej.

źródło: Centrum AMRON

Wprowadzone przez Komisję Nadzoru Finansowego wymogi posiadania przez potencjalnego kredytobiorcę coraz wyższego kapitału własnego będą wymuszały potrzebę oszczędzania. Im wyższy kapitał początkowy, tym bezpieczniejszy kredyt, niższa rata lub krótszy czas spłaty. Systematyczne oszczędzanie opłaci się również osobom, które dziś nawet nie marzą o własnym mieszkaniu.

Jako społeczeństwo zgadzamy się z tym, że odłożony kapitał pomaga realizować długoterminowe cele. 67% Polaków widzi potrzebę oszczędzania, by zabezpieczyć swoją przyszłość, 63% z nas rozmawia o budżecie domowym, oszczędzaniu i inwestowaniu w domu, 36% byłoby w stanie wygospodarować z budżetu domowego ok. 100-250 zł oszczędności w skali miesiąca, a aż 24% – kwotę między 250 a 500 zł – wskazują dane Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy z września 2015 r. opublikowane w raporcie „Postawy Polaków wobec finansów”, a także najnowsze opracowanie Deutsche Banku ze stycznia 2016 r. „Portret finansowy Polaków 2015. Plany i marzenia finansowe na rok 2016”. Wyniki obu raportów wskazują wyraźnie, że Polacy mają potencjał, by oszczędzać. Potencjalne możliwości gromadzenia kapitału zapewnia także dobra sytuacja ekonomiczna kraju. Rok 2015 był rokiem deflacji – zgodnie z komunikatem Prezesa GUS z dnia 15 stycznia br., średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych ogółem w 2015 r. w stosunku do roku poprzedniego wyniósł 99,1, co oznacza spadek cen o 0,9%. Zgodnie z danymi GUS, sytuacja finansowa gospodarstw domowych jest coraz lepsza – w grudniu 2015 r. przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw było wyższe o 3,1% r/r i wyniosło 4 515,28 zł, spada też stopa bezrobocia (w 2015 r. wyniosła ona 10,5% wobec 12,3% w roku ubiegłym). Wskutek pozytywnych zmian gospodarczych, od 2008 r. do dziś odsetek osób regularnie odkładających co miesiąc pewną kwotę zwiększył się ponad dwukrotnie, a w okresie 2011-2015 liczba osób deklarujących brak nadwyżek finansowych spadła aż o 1/3. Odkładamy również coraz większe kwoty. Jednak struktura naszych wydatków i przyjęty horyzont czasowy gromadzenia kapitału potwierdzają, że brak nam skłonności do systematycznego oszczędzania – doraźnie odkładane na lokatach i kontach oszczędnościowych środki stanowią najczęściej zabezpieczenie na tzw. „czarną godzinę” lub są przeznaczane w niedalekiej perspektywie na bieżące wydatki.

Przyglądając się uważniej wynikom raportu „Postawy Polaków wobec finansów” można dostrzec, że nie umiemy zarządzać finansami domowymi. Aż 38% z nas wydaje wszystko, co zarabia, a 5% wydaje kwoty przewyższające jednomiesięczne dochody. Jednocześnie spośród osób, które dysponują jakąkolwiek nadwyżką finansową, co szósty Polak nie przykłada wagi do planowania wydatków.

 

WYKRES 1. KONTROLA WYDATKÓW PRZEZ POLAKÓW W 2015 R.

1

Źródło: Opracowanie Centrum AMRON na podstawie raportu „Postawy Polaków wobec finansów”, Fundacja Kronenberga przy Citi Handlowy

Tylko 16% Polaków w każdym miesiącu odkłada pewną sumę pieniędzy (43% od czasu do czasu udaje się coś zaoszczędzić, ale z reguły wszystko wydaje). Ważne jest także, że za gromadzeniem kapitału najczęściej nie stoi żaden cel – odpowiedź taką wskazuje aż 29% respondentów Fundacji Kronenberga. Dla zabezpieczenia przyszłości swojej lub najbliższych środki świadomie odkłada 28% Polaków. Pocieszające jest, iż procent ten od 3 lat wzrasta (w 2013 r. wynosił 18%, a w 2014 r. – 22%), jednak udział odkładających na konkretne cele regularnie i systematycznie jest mniejszy od wspomnianych 28%.

WYKRES 2. CELE OSZCZĘDZANIA POLAKÓW W 2015 R.

2

Źródło: Opracowanie Centrum AMRON na podstawie raportu „Postawy Polaków wobec finansów”, Fundacja Kronenberga przy Citi Handlowy

 

Zdaniem przedstawicieli środowiska bankowego, sektora finansów oraz kadry akademickiej[1], obecnie obserwowane zjawiska wynikają z wieloletnich zaniedbań edukacji ekonomicznej, a także z faktu, iż przez lata wiele dóbr w Polsce było niedostępnych. Często podkreśla się także negatywne doświadczenia Polaków oszczędzających w książeczkach mieszkaniowych w okresie PRL, za sprawą których wielu z nich straciło swoje długoletnie oszczędności. Jednocześnie, silne są pokusy konsumpcyjnego modelu życia – wzrost dochodów bardzo często przekłada się na wzrost wydatków, a tym samym na podnoszenie standardu życia. Polska jest nadal krajem na dorobku. Brakuje też świadomości, że systematyczne oszczędzanie przynosi korzyści dla gospodarki kraju. Jak podkreślił Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes Związku Banków Polskich, również „(…) administracja czy władze regulacyjne nie wypracowały zdolności sterowania procesami mobilizowania oszczędności”. Jego zdaniem IKE, OFE czy Szkolne Kasy Oszczędności można nazwać projektami pilotażowymi, a oszczędności, którymi dysponują gospodarstwa domowe (ponad 1 000 mld zł) to o wiele za mało w stosunku do rosnących potrzeb polskiej gospodarki.

Eksperci debaty organizowanej przez „Rzeczpospolitą” sugerowali, by edukację ekonomiczną wdrażać już u dzieci. W systemie finansowym oraz fiskalnym powinny zostać zaimplementowane rozwiązania, w których oszczędzający widzi korzyści od razu, a zachęty podatkowe winny być klarowne i ugruntowane w świadomości społecznej. Prezes Związku Banków Polskich wskazał, że aby Polacy zaczęli długoterminowo oszczędzać, konieczne są zachęty ze strony państwa. „Polacy doceniają i lubią różnego rodzaju bonusy” – powiedział. Jego zdaniem korzyści podatkowe wbudowane w IKZE czy IKE są niewystarczające, by zmotywować do regularnego oszczędzania większą grupę Polaków, a zachęty stosowane w trzecim filarze systemu emerytalnego nie spełniły swojej roli.

Uruchomienie w Polsce systemu długoterminowego oszczędzania na cele mieszkaniowe w formule kas oszczędnościowo-budowlanych z instrumentem pomocy państwa dla oszczędzających w tym systemie jest jedną z Rekomendacji Mieszkaniowych Związku Banków Polskich postulowaną od roku 2010. Dotychczasowe doświadczenia krajów Europy Środkowo-Wschodniej potwierdzają, że system ten jest w stanie zmobilizować imponujące kwoty prywatnych oszczędności na inwestycje mieszkaniowe, a także na cele emerytalne, edukacyjne oraz inne.

Jak znacząca jest liczba osób, które mogłoby stanowić grupę potencjalnie oszczędzających, wskazuje fakt, iż zgodnie z danymi Deutsche Banku w 2015 r. ta część polskiego społeczeństwa, której codzienne lub wszystkie wydatki były zaspokajane z posiadanych środków pieniężnych, wyniosła aż 68%. Tymczasem nawet jeśli odkładamy pieniądze, najczęściej wybieramy najbardziej zachowawcze rozwiązania, takie jak lokaty czy konta oszczędnościowe.

 

TABELA 1. SPOSOBY LOKOWANIA KAPITAŁU PRZEZ POLAKÓW W 2015 R.

Konto oszczędnościowe 29,2%
Lokaty terminowe 17,8%
Gotówka trzymana w domu 10,2%
Inwestycje w nieruchomości 8,1%
Inwestycje w jednostki funduszy 5,9%
III filar (IKE, IKZE) 5,6%
Akcje giełdowe 2,9%
Pozostałe 20,3%

 

Źródło: „Portret finansowy Polaków 2015. Plany i marzenia finansowe na rok 2016”, Deutsche Bank

Jak podczas debaty „Rzeczpospolitej” podkreślił Paweł Sawicki, dyrektor Departamentu Licencji Ubezpieczeniowych i Emerytalnych w Komisji Nadzoru Finansowego, odkładając 100 zł miesięcznie, po 40 latach można zgromadzić 200 tys. zł. Jest to możliwe przy 6% oprocentowaniu rocznym tych oszczędności, co oferują m.in. fundusze inwestycyjne, a podobną lub wyższą stopę zwrotu mogłyby zaoferować także kasy oszczędnościowo-budowlane, których wprowadzenie w Polsce podczas konferencji z 13 stycznia br. zapowiedział Minister Infrastruktury i Budownictwa. Jak pokazują doświadczenia krajów Europy Środkowo-Wschodniej (m.in. Węgier, Słowacji i Czech), które przeszły podobną do Polski drogę rozwoju gospodarczego, kasy budowlane funkcjonujące na wzór niemieckich Bausparkassen z zachętą w postaci premii państwa do zgromadzonych środków indywidualnych na kilku lub kilkunastoletnich rachunkach oszczędnościowych od 20 laty z powodzeniem budują skłonność do oszczędzania obywateli tych krajów. Obecnie w 11 europejskich krajach w kasach oszczędnościowo-budowlanych oszczędzana ponad 50 mln Europejczyków.

 

[1] http://www.rp.pl/TVRPPL/160209695-Na-Celowniku-Marcina-Piaseckiego-Jak-przekonac-Polakow-do-dlugoterminowego-oszczedzania.html

 

Joanna Komorowska, Analityk Rynku Nieruchomości, Koordynator Projektów Zewnętrznych
Centrum AMRON

15 stycznia 2016 roku Sejm przyjął ustawę o podatku od niektórych instytucji finansowych. W myśl tej ustawy, od lutego bieżącego roku banki krajowe, oddziały banków zagranicznych, spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe, zakłady ubezpieczeń i reasekuracji oraz firmy pożyczkowe zostaną obłożone tak zwanym „podatkiem bankowym” wynoszącym 0,44% wartości ich aktywów. Podstawa opodatkowania będzie się różniła dla poszczególnych grup podatników. Tym samym banki i kasy oszczędnościowo-kredytowe zapłacą podatek od nadwyżki aktywów ponad 4 miliardów złotych, ubezpieczyciele powyżej 2 miliardów złotych, a dla firm pożyczkowych kwotą wolną od tego podatku będą aktywa o wartości do 200 milionów złotych.

Jako uzasadnienie wprowadzenia dodatkowej opłaty obciążającej sektor bankowy, ustawodawca podał między innymi następujące powody: „(…) pozyskanie dodatkowego źródła finansowania wydatków budżetowych, szczególnie wydatków na cele społeczne. Ma na celu zwiększenie udziału sektora w finansowaniu wydatków budżetowych” oraz fakt, iż Polska jest jednym z nielicznych krajów, w którym taki podatek jeszcze nie obowiązuje. Bezpośrednią przesłanką wprowadzenia podatku bankowego w innych krajach europejskich i na świecie było jednak przede wszystkim odzyskanie funduszy przeznaczonych wcześniej na ratowanie banków przed upadkiem w czasie kryzysu finansowego w 2008 roku, zgromadzenie funduszy na wypadek przyszłych kryzysów finansowych, a tym samym niedopuszczenie do wystąpienia następnych problemów w sektorze finansowym oraz ograniczenie rozmiaru ryzyka podejmowanego przez banki (podatek ten byłby nakładany na instytucje, które przekroczyły rozmiary ryzyka, co mogłoby doprowadzić do ich upadłości, a tym samym do zachwiania systemu finansowania poszczególnych państw). Tymczasem w przypadku polskiego sektora bankowego żaden z powyższych powodów nie wystąpił. W czasie ostatniego kryzysu światowego, żaden z działających w Polsce banków nie korzystał z pomocy państwa. Dodatkowo polski sektor bankowy odprowadzał środki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny (od 2001 roku wpływy do Funduszu przekroczyły 7,4 mld zł), stworzył Fundusz Wsparcia Kredytowego (wpłaty w wysokości 600 mln złotych), stosował ułatwienia dla kredytobiorców walutowych (tzw. „sześciopak”), naliczał specjalne rezerwy celowe na ekspozycje kredytowe, płacił najwyższy podatek CIT wynoszący w zależności od roku 24 – 26% wszystkich wpływów budżetowych z tego tytułu, a także pokrył straty wynikające z upadłości SKOK-ów czy SK Banku (w IV kwartale 2015 roku wpłaty w wysokości 2 mld zł na depozyty upadłego banku). Ze wskazywanym przez pomysłodawców powodem wprowadzenia podatku bankowego jako tamy zapobiegającej transferowi krociowych zysków przez banki zagraniczne również trudno się zgodzić. Wystarczy bowiem spojrzeć na wzrosty kapitałów własnych polskich banków, aby dojść do przekonania, że zyski te w dużej części przeznaczane były na konsekwentne budowanie kapitałów własnych banków, umożliwiających w konsekwencji finansowanie gospodarki narodowej. Na wyłącznie fiskalny charakter nowego podatku wskazuje natomiast przede wszystkim szeroka baza opodatkowania aktywów wyłączająca jedynie kapitały własne, nałożenie podatku także na instytucje ubezpieczeniowe oraz wysoka stawka opodatkowania. Zgodnie z szacunkami Ministerstwa Finansów, z tytułu podatku bankowego do budżetu wpływać będzie ok 5-6 miliardów złotych rocznie. 

Polska na tle innych krajów europejskich

Ze względu na brak porozumienia co do kształtu podatku bankowego, poszczególne kraje Unii Europejskiej wprowadzały go we własnym zakresie na określonych przez siebie zasadach. Obecnie zarówno wysokość jak i podstawa opodatkowania jest w Europie mocno zróżnicowana.

 

TABELA 1. WYSOKOŚĆ STAWKI ORAZ PODSTAWA OPODATKOWANIA W POSZCZEGÓLNYCH KRAJACH UNII EUROPEJSKIEJ

KRAJ STAWKA PODSTAWA OPODATKOWANIA
Francja 0,250% wymóg kapitałowy
Finlandia 0,125% aktywa ważone ryzykiem banków depozytowych
Wielka Brytania 0,105-0,21% pierwsza stawka dotyczy długoterminowego kapitału i pasywów, druga – pasywów krótkoterminowych;
pierwsze 20 mld funtów nie podlega podatkowi
Austria 0,9-0,11% całkowite aktywa, niższa stawka obowiązuje do 20 mld euro
Portugalia 0,07% pasywa z wyłączeniem kapitału, rezerw, itp.;
na pozycje pozabilansowe obowiązuje stawka 0,0003%
Holandia 0,04% pasywa z wyłączeniem kapitału podstawowego i depozytów podlegających funduszowi gwarancyjnemu; stawka na pasywa długoterminowe wynosi 0,022%
Szwecja 0,04% pasywa z wyłączeniem kapitału akcyjnego

i części funduszy podporządkowanych

Niemcy 0,02-0,06% pasywa z wyłączeniem kapitału akcyjnego, funduszu ogólnego ryzyka bankowego, stawka rośnie wraz ze wzrostem kwoty pasywów, maksymalna obowiązuje od poziomu 300 mld euro
Węgry 0,31% całkowite aktywa
Słowacja 0,40% depozyty bankowe niepodlegające gwarancjom
Polska 0,44% aktywa

 

źródło: opracowanie własne na podstawie danych forsal.pl

Do końca 2015 roku, najwyższa stawka podatku bankowego obowiązywała na Węgrzech i wynosiła 0,53%. Od 2016 roku została ona obniżona do poziomu 0,31%, przez co zaproponowana w ustawie o podatku od niektórych instytucji finansowych stawka (0,44%) obowiązująca od 1 lutego 2016r. w Polsce jest jedną z najwyższych tego typu w Europie.

Wprowadzona w 2010 roku opłata bankowa na Węgrzech nie przyniosła pozytywnych efektów zarówno dla węgierskiego sektora bankowego jak i dla całej gospodarki. W ciągu dwóch lat udział kredytów zagrożonych wzrósł z poziomu 7,8% do 13,7% w 2012 roku i taki pozostał w kolejnych latach. O prawie 10 pkt. proc. spadła rentowność kapitału własnego z poziomu -3,8% w 2012 roku do -13,2% w roku 2014. Akcja kredytowa spadła o 30%, a wszystko to miało negatywny wpływ na wzrost gospodarczy Węgier. Można przypuszczać, że rząd Węgier dostrzega zły wpływ tego rodzaju danin na rozwój gospodarczy kraju, gdyż w kolejnych latach 2017-2019 mają nastąpić dalsze obniżki stawki tego podatku.

Konsekwencje dla Kowalskiego

Wprowadzenie dodatkowego obciążenia będzie miało znaczący wpływ na kondycję całego sektora bankowego. Może to skutkować ograniczeniem akcji kredytowej, a co za tym idzie – doprowadzić do spowolnienia gospodarczego. Już w tej chwili banki udzielające kredytów hipotecznych stopniowo podwyższają marżę kredytową. W ostatnim czasie przez wzrost marż kredytowych koszt modelowego kredytu hipotecznego w wysokości 300 000 PLN udzielonego na 25 lat wzrósł średnio o ok. 20 tys. złotych. Ponadto, ze względu na duże ryzyko oraz niską stopę zwrotu, kredyty hipoteczne oraz kredyty dla firm mogą stać się dla wielu instytucji finansujących nieopłacalne. Spadnie podaż kredytów dla przedsiębiorstw. Zgodnie z szacunkami prezesa Związku Banku Polskich Krzysztofa Pietraszkiewicza „(…) skala finasowania gospodarki przez sektor bankowy w ciągu najbliższych pięciu lat zmniejszy się od 80 do 150 mld złotych”.

Innym sposobem na niwelowanie strat wynikających z nowych przepisów są rosnące koszty usług bankowych. Z ofert banków znikają powoli darmowe rachunki oszczędnościowo-rozliczeniowe, wprowadzane są opłaty za korzystanie z bankomatów konkurencji, podwyższane są minimalne kwoty płatności gwarantujące brak opłat za kartę płatniczą, a także rosną opłaty za przelewy. Oznacza to, iż miesięczny koszt usług bankowych wzrośnie nawet do kilkudziesięciu złotych, a poniesie go klient banku.

Warto też dodać, iż ze względu na objęcie podatkiem instytucji ubezpieczeniowych należy się spodziewać wzrostu kosztów najpopularniejszego ubezpieczenia, jakim jest obowiązkowe ubezpieczenie OC.

 

Ilona Kostrzewska, Analityk Rynku Nieruchomości, Centrum AMRON

Eksperci

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

AKTUALNOŚCI

Wielka kradzież danych osobowych. Uważaj, żeby nie spłacać cudzego kredytu!

W ciągu kilkunastu dni dane osobowe kilkuset tysięcy osób trafiły w niepowołane ręce na skutek rażąc...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Innowacyjnie, energooszczędnie – i z bezbłędnym finansowaniem!

Innowacyjnie, energooszczędnie i z myślą o przyszłości – takie rozwiązania dla ludności tworzy i fin...

Planowane zmiany w składkach ZUS dla przedsiębiorców

Stanowisko Związku Przedsiębiorców i Pracodawcówws. zapowiedzi wprowadzenia proporcjonalnościw skład...