Home Eksperci OPPENHEIM: Podatek bankowy? Jestem za, a nawet przeciw

OPPENHEIM: Podatek bankowy? Jestem za, a nawet przeciw

Krzysztof OPPENHEIM, Prezes Zarządu „Nieruchomości Boża Krówka”  (dalej KO), ekspert finansowy od kredytów hipotecznych, restrukturyzacji i upadłości konsumenckiej, związany z bankowością od 1993 roku.

Biznes Tuba (BT):  Pod koniec ubiegłego roku przyjęta została  przez Sejm ustawa, według której  od lutego 2016 r. m.in. banki będą obciążone podatkiem bankowym, wynoszącym rocznie 0,44 proc. wartości ich aktywów. Czy według Pana to dobre rozwiązanie?

Krzysztof Oppenheim: Pomysł szukania dochodów przez Skarb Państwa w sektorze bankowym uważam za słuszny, natomiast niekoniecznie solidaryzuję się ze sposobem na powyższe, zaproponowanym przez PiS.

BT: Dlaczego nie podoba się Panu zbytnio podatek bankowy?

KO: Pewne jest bowiem, że bankowcy odbiją sobie tę stratę na klientach. Już to ma miejsce: od nowego roku spora część banków podniosła marże na kredytach hipotecznych, pewnie wzrosną także opłaty za konta, przelewy, czy też zwiększeniu ulegną prowizje od udzielanych pożyczek.

BT: Czyli podatek bankowy uderzy klientów po kieszeni?

KO: Nie może być inaczej. Z drugiej strony, w pełni akceptuję, aby zwiększenia dochodów budżetowych szukać właśnie w sektorze finansowym.

BT: Co zatem, według Pana, przyniosłoby lepsze efekty, niż wprowadzenie podatku bankowego?

KO: Mam ogromne wątpliwości odnośnie prowadzenia przez banki księgowości, mam na myśli przede wszystkim banki zagraniczne. Jestem przekonany, że w części tych instytucji mają miejsce nadużycia, których efektem jest m.in. wypływ środków z danego banku za granicę.

Z jednej strony mogą to być pseudo-koszty, np. niezwykle drogie i niezbyt przydatne „działania consultingowe” zagranicznych firm doradczych, czy też niebotycznie wysokie opłaty za używanie logo banku. W ten sposób banki, nie dość, że zmniejszają podstawę opodatkowania, to na dodatek – środki te transferują poza Polskę.

W mojej opinii zdecydowanie lepsze efekty finansowe przyniosłyby audyty przeprowadzane przez niezależnych ekspertów – powołanych do realizacji tego zadania przez sejm – wraz z możliwością zakwestionowania części kosztów, które dany audytor uzna za nieuzasadnione.

BT: Czy coś jeszcze ciekawego można znaleźć przy tego typu zewnętrznej kontroli?

KO: Z pewnością. Na przykład tworzenie wirtualnych zysków. Może to mieć miejsce dzięki narzuconemu nam przez Unię systemowi MSR 39, który w bardzo abstrakcyjny sposób nakazuje bankom księgowanie kredytów nieregularnych.

BT: Jak to się więc odbywa? Na czym polega abstrakcyjność systemu MSR 39?

KO: Jeśli kredytobiorca nie spłaca zobowiązania, bank może wpisywać w pozycji „dochód” wirtualne odsetki od tej ekspozycji. Zgodnie z zasadami MSR 39 jest to święte prawo banku i do tego – zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami – przyczepić się nie można. W gestii banku pozostaje, jaka przewidywana strata z tego kredytu zostanie wpisana w koszty, co nazywa się fachowo „tworzeniem rezerw”. Ta uznaniowość w ocenie strat wynika wprost z Rekomendacji R. Powtórzę tu opinię doktora Krzysztofa Czerkasa, którą przedstawił w wywiadzie dla Biznes Tuby:

 „Stosowanie MSR 39 przez banki – w obecnej formule – otwiera szerokie pole do „kręcenia” wynikiem finansowym”.

Podzielam w pełni powyższą opinię Pana Czerkasa. MSR 39 to niezwykle ryzykowny mechanizm.

BT: Niedawno prof. Witold Modzelewski opowiedział się za powołaniem komisji śledczej do spraw ewentualnych wyłudzeń podatku VAT. Czy w Pana opinii w podobny sposób powinniśmy przyjrzeć się bankom?

KO: Może nie aż tak – tu nie jest potrzebna komisja śledcza, tylko sprawdzona grupa kilku niezależnych ekspertów, którzy mieliby prawo wglądu do bankowej księgowości w wybranych instytucjach. Mówimy więc o faktycznym nadzorze nad sektorem finansowych, a nie pseudo-nadzorze, jaki niby pełni Komisja Nadzoru Finansowego.

BT: Ma Pan na myśli historię upadku wołomińskiego SK Banku?

KO: Owszem. Trudno o większą kompromitację. Nie wchodząc w głęboko historię tej upadłości, samo powołanie zarządu komisarycznego – i ogłoszenie tego wszem i wobec – gwarantowało bliską upadłość banku. Ale w tzw. międzyczasie KNF naraził Skarb Państwa na dodatkową, gigantyczną stratę.

Cytuję za Gazetą Prawną:

„W sierpniu 2015 r. bank uzyskał wsparcie finansowe w postaci kredytu w wysokości 500 mln zł, udzielonego przez Narodowy Bank Polski, który został częściowo poręczony przez Ministra Finansów.”

To już było za czasów kiedy działał w SK Banku zarząd komisaryczny powołany przez KNF. Po czym, 21 listopada 2015 – KNF zawiesił działanie tego banku.  500 milionów złotych poszło z dymem… I to ma się nazywać nadzór nad sektorem finansowym? Na koniec jeszcze jeden cytat z Gazety prawnej, właśnie w kwestii nieudolnego „ratowania” SK Banku z publicznych środków:

„Udzielając kredytu, NBP kierował się opinią Komisji Nadzoru Finansowego, zgodnie z którą SK był wypłacalny, aktywa banku wystarczały na zaspokojenie jego zobowiązań, oraz faktem ustanowienia w tym banku zarządu komisarycznego, którego zadaniem było prawidłowe zarządzanie bankiem i jego restrukturyzacja w uzgodnieniu z KNF”

BT: W Pana opinii powszechne zaufanie, jakie mamy do sektora finansowego jest mocno przesadzone?

KO: Zgadza się. Bez gruntownej wiedzy, co banki chowają pod dywanami i w swoich szczelnie zamkniętych szafach, tj. ile tam jest trupów – siedzimy na aktywnym wulkanie.

Dopóki nie stworzymy podwalin prawdziwej kontroli nad sektorem bankowym, pozostaje nam naiwnie liczyć, że bankowcy nie będą przeginać  z kreatywną księgowością. A to z kolei w perspektywie kilku lat może doprowadzić do upadku danej instytucji.

BT: Jak ma się do tego podatek bankowy?

KO: Banki – szczególnie te z zagranicznym kapitałem – za wszelką cenę będą chciały odbić straty związane z zapłatą daniny na rzecz Skarbu Państwa.

Ponieważ daliśmy tym instytucjom możliwość uznaniowej oceny przyszłych strat z akcji kredytowej, z pewnością będzie ten mechanizm mocno nadużywany przez niektóre banki; co w dłuższym dystansie grozi katastrofą.

Grozi nam więc scenariusz znany z USA z 2008 roku. Dodam w tym miejscu, że wówczas, w amerykańskiej bankowości obowiązywał system księgowości pod nazwą GAAP, który – podobnie jak MSR 39 – pozwalał na skuteczne ukrywanie przed opinią publiczną faktycznego stanu nieregularnych kredytów. Nie robiąc nic w kierunku stworzenia prawdziwego nadzoru nad działalnością banków, prowokujemy upadek sektora finansowego.