• Najczęstsze powody nieregulowania zobowiązań to wg specjalistów: świadome unikanie problemów (może dług sam zniknie) i kontaktu z firmą windykacyjną, oczekiwanie przedawnienia długu oraz brak przekonania, że z długiem można sobie poradzić.
  • Niezależnie od powodów niespłacania długów, trzeba się z nich rozliczyć, a żaden dług samoczynnie nie zniknie.
  • Rozmowa z doradcą zazwyczaj pomaga znaleźć rozwiązanie adekwatne do sytuacji i możliwości.

Jesteśmy świetni w wymyślaniu powodów niespłacania długów. Specjaliści z Best S.A., firmy zajmującej się windykacją, przygotowali listę Top 10.

  1. Pieniędzy ledwo starcza na życie, nie stać mnie. Trudna sytuacja finansowa, czasem powiązana ze stratą pracy, to jeden z najczęstszych powodów unikania spłaty zobowiązań. W wielu przypadkach sytuacja rzeczywiście jest trudna i potrzeba czasu, żeby stanąć na nogi. Bywa też jednak tak, że pomimo własnego przekonania o trudnej sytuacji finansowej, równocześnie sporo środków przeznaczamy na przyjemności, rozrywkę i inne cele, odsuwając spłatę zaciągniętych rat na dalszy plan.
  2. Wezmę się za to za miesiąc. Grudzień to święta i Sylwester oraz związane z tym niewątpliwe wydatki. Styczeń i luty to ferie. Kwiecień to ponownie święta, a w maju długi weekend, kiedy wreszcie można gdzieś wyjechać. Potem komunie, wakacje, szkolna wyprawka itd. W rezultacie niemal każdy miesiąc w roku wiąże się z jakimiś dodatkowymi wydatkami. To zła strategia – dług odsuwany w czasie rośnie.
  3. Spłacę, jak dostanę większą gotówkę. Według specjalistów z branży windykacyjnej część dłużników odkłada spłatę długu na czas, kiedy wejdzie w posiadanie większej gotówki. To błąd, bo wygrana w „totka” czy niespodziewany spadek po zapomnianym wujku zdarzają się bardzo rzadko, więc oczekiwanie na nie to bardzo zła metoda na spłatę zobowiązań.
  4. Dług jest za duży, nie dam rady go spłacić, więc nie będę się nim zajmował. Niestety długo nieregulowane zobowiązanie może zwiększyć swoje rozmiary w wyniku doliczania do niego odsetek. Nawet wtedy pozostaje jednak długiem, którym kiedyś i tak trzeba się zająć. Żaden wierzyciel nie zgodzi się na całkowite umorzenie tylko dlatego, że kwota przerasta aktualne możliwości dłużnika. Jednak kontakt z doradcą pozwala znaleźć rozwiązanie pośrednie – np. rozłożenie długu na możliwe do spłaty raty, czy wstrzymanie naliczania odsetek karnych w zamian za minimalną kwotę wpłaty co miesiąc.
  5. Z firmami windykacyjnymi nie da się dogadać. To niestety tylko kolejna tania wymówka, logika podpowiada co innego. Firmom windykacyjnym zależy na odzyskaniu swoich pieniędzy, a przynajmniej ich części, więc zazwyczaj skłonni są negocjować. To lepsze niż cisza po stronie dłużnika i dopisywanie wirtualnych odsetek.
  6. Bo inni też nie płacą, jestem jedną/ym z wielu. Rzeczywiście dłużników w Polsce jest bardzo dużo – już 2,2 mln. To jednak wcale nie znaczy, że obowiązek spłaty długu kogokolwiek ominie, albo że dług się przedawni i nie trzeba go będzie płacić. Przecież długi to pieniądze, które mają swoich właścicieli, nie ma co liczyć, że „machną na nie ręką”.
  7. Tradycja „zastaw się, a postaw się”. Mało kto lubi przyznawać się publicznie do swoich kłopotów finansowych. Dlatego przy okazji rodzinnych uroczystości wolimy zwiększyć zadłużenie niż uczciwie powiedzieć, że w tej chwili nie stać nas na drogie prezenty. Chcemy udowodnić swój wyższy status, choć często rzeczywistość jest inna.
  8. Nie będę płacił tym, którzy dług odkupili, to szara strefa (zapłacili za niego grosze, a oczekują, że spłacę go w całości). Takie usprawiedliwienie pojawia się czasem w ustach osób z wieloma zobowiązaniami, nie ma jednak podstaw w rzeczywistości. Polskie prawo zezwala nabywać dług przez firmy trzecie, które pożyczki czy kredytu nie udzielały. Takie podmioty mają pełne prawo prowadzić skuteczne działania windykacyjne. Są to często duże instytucje finansowe, kontrolowane przez KNF i obecne na giełdzie.
  9. Nie oddam, bo kredyt był dla… kolegi/brata/ojca itp. Wzięcie kredytu dla osoby trzeciej to odpowiedzialność osobista, takie zobowiązanie trzeba spłacić. Warto więc podobną prośbę dwa razy przemyśleć. Dopóki się komuś pomaga – relacje kwitną, jednak wiele osób zrywa kontakty z bliskimi właśnie z powodu niespłaconych długów. W konfliktach międzyludzkich, szczególnie rodzinnych, sprawy finansowe odgrywają czasem kluczową rolę.
  10. Bo sądziłem/am, że dam radę spłacić – to nie moja wina, że samochód się zepsuł. Przed podjęciem decyzji o kredycie warto usiąść i z ołówkiem w ręku (lub korzystając z narzędzi internetowych, np. http://kalkulator.best.com.pl/?_ga=1.136160118.674204145.1481286767) zrobić kalkulacje ile kosztuje życie, opłaty, rachunki, utrzymanie i losowe zdarzenia (takie jak choroba, awaria samochodu czy lodówki). To da odpowiedź czy starczy na ratę. Jeśli po jej doliczeniu na koniec miesiąca wychodzimy na 0, pieniędzy może nie wystarczyć. W efekcie na pierwszy rzut oka wydaje się, że stać nas na ratę spłaty, do której się zobowiążemy, ale czasem drobne zdarzenie losowe, np. choroba dziecka czy awaria samochodu, pochłania nieprzewidziane koszty i pojawia się problem. W efekcie zadłużenie jest już tak duże, że trudno się z tym uporać.

 

– Rozmawiając z dłużnikami słyszymy wiele argumentów przeciw regulowaniu zaległych długów. Zawsze staramy się wysłuchać osoby po drugiej stronie i znaleźć rozwiązanie odpowiadające obecnej sytuacji życiowej Klienta. Czasem jest to rozłożenie długu na korzystne raty, czasem częściowe umorzenie w zamian za spłatę pozostałej części. Tak czy inaczej – jeśli pożyczamy, musimy oddać, problem sam nie zniknie, a odkładanie konsekwencji w czasie i unikanie kontaktu z firmą windykacyjną zwiększa tylko odsetki. Zazwyczaj najważniejszy jest jeden mały krok, np. kontakt z doradcą, potem konieczna jest regularność i konsekwencja. Przy takich założeniach z długów można wyjść w dość łatwy sposób – komentuje Katarzyna Gulbicka z Best S.A