Mniej niż tydzień pozostał do referendum w sprawie zerwania istniejącej od 1707 roku unii państwowej między Szkocją i Anglią. Ostatnie sondaże pokazują, że liczba zwolenników odłączenia się od Wielkiej Brytanii wzrasta w gwałtownym tempie. Według najnowszego badania Instytutu Survation, osób, które zagłosują za pozostaniem w ścisłym związku z Wielką Brytanią jest już tylko 53 proc. Za niepodległością opowiada się natomiast 43%. Wyniki nie uwzględniały osób niezdecydowanych, jest ich około 10%. W środę, premier Wielkiej Brytanii wraz z szefem partii Liberalnych Demokratów oraz przywódcą laburzystów udali się do Szkocji aby przekonywać jej mieszkańców do pozostania w unii z Wielką Brytanią. Podczas swojego wystąpienia w Edynburgu David Cameron podkreślał fakt, że decyzja w referendum nie będzie miała znaczenia kilkuletniego, jak wybory powszechne ale konsekwencje ewentualnej separacji będą odbijały się przez następne dziesięciolecia. Premier obiecuje dalsze przeniesienie uprawnień brytyjskiego rządu w szkockie ręce. Mówi się o większej autonomii gospodarczej, fiskalnej oraz socjalnej. Poza obietnicami, angielscy politycy straszą, że Szkoci po odłączeniu od Zjednoczonego Królestwa wpadną w nie lada problemy. Według politologów koszt budowy odrębnych instytucji państwowych wynosiłby w ciągu dziesięciu lat między 0,6 do 1,6 mld funtów. Do tego dochodzi wyodrębniony szkocki dług publiczny, który według szacunków wynieść ma ponad 130 mld funtów, około 10% ogólnego długu Wielkiej Brytanii. Problem stanowić będzie koszt obsługi tego długu oraz nowa waluta Szkocji. Szef Banku Centralnego Anglii, Mark Carney, stwierdził, że państwo, które chce zakończyć unię polityczną ze Zjednoczonym Królestwem, nie może liczyć na pozostanie w unii walutowej. Jeżeli Szkocja zdecyduje się na wprowadzenie nowej waluty ryzykuje jej niestabilność oraz wysokie koszty transakcyjne. Nie wspominając o konieczności zgromadzenia rezerw walutowych oraz ekspozycji na ataki spekulacyjne. Agencje ratingowe już ogłosiły, że niepodległa Szkocja nie może liczyć na wysoki rating, choćby z powodu braku historii, a koszty obsługi jej długu szacuje się jako znaczne. Mówi się również o negatywnym wpływie na dochody oraz zatrudnienie w sektorze energetycznym, rybołówstwie oraz producentach whiskey. Kolejną niedogodnością byłoby wprowadzenie barier w handlu między dwoma państwami, na których głównie traciłaby Szkocja.

Jak pokazuje jednak przykład Irlandii Południowej, która proklamowała niepodległość w 1919 roku, odłączenie się od Wielkiej Brytanii wcale nie musi oznaczać marginalizacji nowo utworzonego kraju. Irlandia jest członkiem zarówno ONZ jak i Unii Europejskiej, posługuje się walutą Euro, a jej gospodarka, pomimo kryzysu lat 2008-2013, jest na jak najlepszej drodze do odzyskania miana celtyckiego tygrysa.

Wielka Brytania na pewno straci więcej na potencjalnym odłączeniu się Szkocji. Jakie będą konsekwencje odłączenia się Szkocji od Wielkiej Brytanii? Przede wszystkim powierzchnia Królestwa zmniejszy się o prawie 35%. Jeśli chodzi o ludność, strata nie będzie tak znaczna, wyniesie zaledwie 8%. Podobnie jeśli chodzi o PKB, Szkocja odpowiedzialna jest za około 9% produktu krajowego Wielkiej Brytanii. Ciekawie może wyglądać batalia o złoża ropy. Wielka Brytania jest jej największym europejskim producentem, a około 90% jej zasobów leży na terytoriach Szkocji. Rząd w Edynburgu szacuje ich wartość na 1,5 bln funtów. Kwestią sporną, może być podział tych złóż w przypadku odłączenia Szkocji od Korony. Podobna sytuacja dotyczy wojska, oddziałów szkockich w strukturach militarnych Wielkiej Brytanii oraz stacjonujących na wodach szkockich łodzi podwodnych z głowicami atomowymi.

Odłączenie się Szkocji od Wielkiej Brytanii stanowiłoby katastrofę dla gabinetu Davida Camerona, który kolokwialnie mówiąc, przespał polityczną potyczkę ze szkockimi narodowcami. Jeszcze kilka miesięcy temu nikt z polityków zasiadających w Pałacu Westminsterskim nie liczył, że na tydzień przed referendum przewaga unionistów nad separatystami stopnieje do kilku punktów procentowych. Wielka Brytania w tym momencie zrobi wszystko aby zachować unię państwową ze Szkocją. Dlaczego tak uważam? Ponieważ do stracenia jest o wiele więcej niż tylko Szkocja.  Potencjalne odłączenie się Szkocji przesądzi o powolnym rozpadzie Królestwa Wielkiej Brytanii. Już sam fakt ogromnego poparcia dla separatystów szkockich odradza nadzieję na pełną niepodległość takich krajów jak Walia czy Irlandia Północna. Wzrost popularności partii nacjonalistycznych, w tym partii Sinn Féin, politycznego odłamu Irlandzkiej Armii Republikańskiej, jest tego dobitnym przykładem. Dublin od dekad marzy o zjednoczeniu Irlandii Północnej z Południową. Zarówno szef Sinn Féin, dawny członek rady wojskowej IRA, Gerry Adams,  jak i premier Republiki Irlandii, Enda Kenny mają świadomość, że teraz zjednoczeniowa retoryka pada na podatny grunt. Ma tę świadomość również Londyn, który w mojej opinii zrobi wszystko co tylko możliwe aby nie pozwolić na secesję Szkocji oraz rozpad Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii.

Adrian_Apanel

Adrian Apanel, MM Prime TFI S.A.