Telefon wydaje charakterystyczny dźwięk. Kolejny Alert RCB. Dla mieszkańców części Polski takie wiadomości w ostatnich tygodniach stały się elementem codzienności. We wrześniu Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wielokrotnie informowało między innymi o zagrożeniach związanych z sytuacją za wschodnią granicą. Pojawiały się również komunikaty dotyczące innych zagrożeń i ćwiczeń systemów alarmowania.
Problem nie polega jednak na tym, że alerty są wysyłane. Ich zadaniem jest właśnie szybkie ostrzeganie ludzi w sytuacjach, które mogą mieć znaczenie dla ich bezpieczeństwa. RCB wyjaśnia, że system służy do informowania o sytuacjach, w których występuje prawdopodobieństwo bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia na znaczącym obszarze. Centrum działa przez całą dobę i korzysta z informacji przekazywanych przez służby, ministerstwa, wojewodów oraz inne instytucje.
Coraz ważniejsze staje się jednak inne pytanie: co dzieje się z reakcją odbiorcy, kiedy ostrzeżeń jest bardzo dużo?
Dobrym przykładem jest sytuacja z 23 września. RCB wysłało mieszkańcom województwa lubelskiego komunikat dotyczący rosyjskiego ataku powietrznego na Ukrainę i operowania polskiego lotnictwa w polskiej przestrzeni powietrznej. W trakcie dystrybucji pojawiła się informacja, że zagrożenie ustało. Wysyłkę pierwszego komunikatu przerwano, a następnie rozpoczęto wysyłanie informacji o zakończeniu zagrożenia. W efekcie część osób mogła otrzymać oba SMS-y, a część tylko komunikat o ustaniu zagrożenia. RCB oficjalnie wyjaśniło, że była to konsekwencja zmiany sytuacji w czasie wysyłania ostrzeżenia.
Podobny mechanizm pojawił się 24 września. Alert dotyczący rosyjskiego ataku powietrznego na Ukrainę został wysłany do mieszkańców województw lubelskiego i podkarpackiego. Później RCB przekazało wiadomość: „Zakończył się atak powietrzny na Ukrainę. Brak zagrożenia na terenie Polski”.
Z punktu widzenia bezpieczeństwa szybkie odwołanie ostrzeżenia jest oczywiście potrzebne. Problem pojawia się na poziomie odbioru takich komunikatów. Jeśli telefon regularnie informuje o zagrożeniu, a niedługo później pojawia się wiadomość o jego zakończeniu, część użytkowników może z czasem zacząć traktować kolejne alerty mniej emocjonalnie. Nie mamy jednak obecnie reprezentatywnego badania, które pozwalałoby stwierdzić, że Polacy masowo ignorują Alerty RCB. Możemy mówić o potencjalnym ryzyku takiego zjawiska, a nie o udowodnionym trendzie społecznym.
To rozróżnienie jest bardzo ważne, ponieważ Alert RCB nie zawsze oznacza, że na terytorium Polski właśnie trwa bezpośredni atak. Wrześniowe komunikaty dotyczące sytuacji na Ukrainie pokazały to bardzo wyraźnie. RCB informowało o zagrożeniu z powietrza za granicą oraz o działaniach polskiego lotnictwa, a następnie przekazywało informację o braku zagrożenia na terytorium Polski.
Jednocześnie istnieją sytuacje, w których komunikat jest znacznie bardziej bezpośredni. 5 września RCB wysłało mieszkańcom województw lubelskiego i podkarpackiego ostrzeżenie o zagrożeniu atakiem z powietrza, zalecając znalezienie bezpiecznego miejsca i stosowanie się do poleceń służb. Po zakończeniu zagrożenia wysłano aktualizację informującą o braku zagrożenia na terytorium Polski.
I właśnie tutaj pojawia się najważniejsze pytanie. Jeżeli obywatel zacznie traktować każdy kolejny alert jako kolejną wiadomość, która prawdopodobnie za chwilę zostanie odwołana, co stanie się wtedy, gdy pojawi się rzeczywiste i bezpośrednie zagrożenie wymagające natychmiastowej reakcji?
System ostrzegania musi działać szybko, ponieważ sytuacja kryzysowa może zmienić się w ciągu kilku minut. RCB nie może więc czekać na absolutną pewność, jeżeli istnieją przesłanki wskazujące na zagrożenie życia lub zdrowia. Z drugiej strony każdy kolejny komunikat powinien być możliwie jasny: czego dotyczy, jakiego obszaru, czy zagrożenie występuje bezpośrednio w Polsce i co mieszkańcy powinni zrobić. RCB samo wskazuje, że po otrzymaniu alertu należy stosować się do jego treści.
Być może więc największym wyzwaniem na kolejne lata nie będzie samo zwiększanie liczby komunikatów, lecz utrzymanie ich wiarygodności i czytelności. Obywatel powinien wiedzieć, że jeśli telefon wydaje alarmowy sygnał, warto sięgnąć po wiadomość i ją przeczytać, nawet jeśli kilka poprzednich ostrzeżeń zostało później odwołanych.
Bo w systemie bezpieczeństwa najgorszy scenariusz nie musi polegać na tym, że alert nie dotrze.
Może nim być sytuacja, w której alert dotrze, ale odbiorca uzna, że nie warto już na niego reagować.





