sobota, Marzec 7, 2020
Facebook
Home Archiwa 2020 Luty

Miesięczne archiwaLuty 2020

Maseczki ochronne drożeją z dnia na dzień i w stostunku do swojej wartości osiągają astronomiczne ceny. Dlatego też Prezes UOKiK Tomasz Chróstny wszczął postępowanie w sprawie nieuczciwych działań hurtowni zaopatrujących szpitale w środki ochrony indywidualnej. UOKiK uruchomił infolinię dla dyrektorów szpitali aby niezwłocznie informowali urząd w przypadku wystąpienia podobnych praktyk.

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów otrzymał informacje o tym, że dwie hurtownie wypowiedziały szpitalom umowy na dostawy środków ochrony indywidualnej. Uzupełnienie ich zostało powierzone Agencji Rezerw Materiałowych. Z uzyskanych przez urząd informacji wynika, że hurtownie rozwiązują umowy, aby w efekcie uzyskać znacznie wyższe ceny. Chodzio m.in. o maseczki ochrone chirurgiczne. Jest to efekt pojawiających się fałszywych informacji o ogniskach koronawirusa.

Maseczki ochronne – hurtownie pod lupą

– We wszczętym postępowaniu zweryfikujemy, czy hurtownie wypowiadając umowy szpitalom nie łamią przepisów prawa konkurencji, w tym poprzez nadużywanie pozycji dominującej lub zawieranie zmów cenowych. Zerwanie umowy szpitalom po to, aby podnieść cenę lub sprzedać produkty na rynku zamiast dostarczyć je placówkom medycznym w ramach wcześniej zawartych umów to działanie nie tylko haniebne ale również sprzeczne z ustawą. Pacta sunt servanda – umów należy dotrzymywać. Każdy tego typu przypadek będzie do nas niezwłocznie zgłaszany. My zaś od dziś publicznie będziemy informowali które podmioty nie zachowują się odpowiedzialnie odstępując od zawartych ze szpitalami umów. Względem nich podejmiemy stanowcze działania zgodnie z wszelkimi dostępnymi nam prawnie mechanizmami. Apeluję do sprzedawców i właścicieli hurtowni, aby nie wykorzystywali strachu i dezinformacji do podnoszenia cen środków ochrony indywidualnej. W tym maseczek ochronnych – mówi Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.

Kara może być dotkliwa

Maksymalna kara, którą może nałożyć w tym przypadku prezes UOKiK, to 10 proc. obrotu przedsiębiorcy. Kwestionowane działania mogą również naruszać przepisy kodeksu karnego. Ponadto sprowadzenia stanów powszechnie niebezpiecznych dla życia lub zdrowia. W takich sytuacjach Urząd nie wyklucza zawiadomienia prokuratury i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Ponadto przypominamy, iż niewykonanie lub nienależyte wykonanie zamówienia podlega regulacji na gruncie ustawy prawo zamówień publicznych („pzp”). Ustawy związanej z możliwością wykluczenia takiego wykonawcy z przyszłych procedur zamówieniowych przez zamawiających. W toku postępowań będziemy weryfikowali, czy istnieją podstawy do zastosowania art. 24 ust. 5 pkt 4 prawo zamówień publicznych – w przypadku potwierdzenia będziemy każdorazowo informować o tym fakcie Urząd Zamówień Publicznych.

Maseczki ochronne - czyli zarobić na koronawirusie - banknoty 500 zł
Maseczki ochronne – czyli zarobić na koronawirusie

Telefon od dyrektora

Urząd monitoruje kształtowanie cen produktów i napływające sygnały. Dyrektorzy szpitali mogą zgłaszać urzędowi przypadki łamania prawa pod numerem specjalnej infolinii, której numer zostanie im przekazany przez Ministerstwo Zdrowia.

Konsumentom polecamy dodatkowo lekturę poradnika przygotowanego przez Ministerstwo Zdrowia oraz informacji na stronach Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

Przeterminowana faktura to czarny sen każdego ptrzedsiębiorcy. Niestety prawie 9 na 10 przedsiębiorców w Polsce zgłasza problemy z płatnościami. Co czwarty uważa, że problem narasta. Jeżeli termin płatności faktury upłynął, szansa na odzyskanie środków drastycznie spada. Pozostaje skierowanie długu do windykacji lub odsprzedanie go instytucji finansowej wyspecjalizowanej w odzyskiwaniu zaległych płatności.

Przeterminowana faktura – co zrobić?

Przedsiębiorca obawiający się utraty płynności finansowej lub mający do wykonania ważne przelewy wychodzące nie może w nieskończoność czekać na rozliczenie faktury sprzedażowej. Jeśli termin zapłaty zobowiązania już minął, szanse na odzyskanie środków są coraz mniejsze. W takiej sytuacji osoba prowadząca biznes może rozważyć podzielenie się ryzykiem związanym z przeterminowaną fakturą z firmą wyspecjalizowaną w odzyskiwaniu takich środków. Czasem może to być dla przedsiębiorcy jedyne wyjście, są też sytuacje, kiedy w zaistniałych okolicznościach jest to dla niego po prostu korzystne. Są dwie podstawowe metody postępowania w takiej sytuacji – skierowanie długu do windykacji lub jego sprzedaż. Jakie są różnice?

Przeterminowna faktura – jak działać

W przypadku przekazania długu do windykacji przedsiębiorca wprowadza w swoje relacje z niesumiennym płatnikiem trzeci podmiot. Najlepiej, kiedy jest to wyspecjalizowana w odzyskiwaniu długów instytucja prawno-finansowa. Ta, przyjmując zlecenie, zobowiązuje się prowadzić określone działania mające na celu wypłacenie zamrożonych pieniędzy. To jednak chwilę może trwać, jeśli dłużnik jest „oporny”. Pierwszym krokiem jest wezwanie do polubownego rozwiązania, poszukiwanie majątku dłużnika, wizyty terenowe a jeśli to pozostaje bez efektu, sprawa kierowana jest na drogę sądową. Ostatnim krokiem jest egzekucja komornicza. W tym rozwiązaniu przedsiębiorca też musi zaczekać na pieniądze, chociaż szansa na ich odzyskanie rośnie. Drugą możliwością jest wykup długu, wtedy przedsiębiorca od razu otrzymuje część należnych środków, a windykator na własną rękę i ryzyko stara się odzyskać pieniądze – mówi Piotr Maciągowski Prezes Zarządu e-kancelaria Grupa Prawno-Finansowa sp. z o.o.

Przeterminowana faktura - co można z nią zrobić - zdjęcie faktury vat
Przeterminowana faktura – co można z nią zrobić

Ilu przedsiębiorców trzyma pieniądze w zamrażarce?

Po pierwsze nieterminowe płatności dotykają już blisko 90 proc. przedsiębiorstw w Polsce. Po drugie wg Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w badaniach aż 23,9 proc. prowadzących biznes zadeklarowało, że problem zatorów płatniczych nie maleje, a nawet zwiększa się. Zatory płatnicze to problem dla całej gospodarki. Firma, która nie dostaje pieniędzy w terminie, może mieć problemy z regulowaniem zobowiązań do ZUS czy US a także ze spłatą kredytów czy opłatami np. za energię. Zaległości wpływają również na brak możliwości terminowego regulowania wynagrodzeń pracowników – co skutkuje ich odpływem, ogranicza także możliwość startowania w przetargach. W skrajnych przypadkach zatory doprowadzają nawet do upadku firm.

Czas działa na niekorzyć

Im więcej czasu upływa od terminu płatności, tym mniejsze szanse na to, że dłużnik zapłaci z własnej woli. Po dwóch miesiącach to około 50% szans, po poł roku około 20%. Raczej nie można w tej sytuacji liczyć na odzyskanie całej kwoty z faktury. Jest duże prawdopodobieństwo, że dłużnik ma poważne kłopoty i potrzebny będzie specjalista by próbować te środki odzyskać.

– Z rozmów odbywanych z przedsiębiorcami zgłaszającymi do nas swoje długi do windykacji wynika, że bardzo dotkliwy jest dla nich brak pewności czy pieniądze zostaną kiedykolwiek przelane. To bardzo wiąże plany takiej firmy, uniemożliwia rozwój czy podejmowanie nowych zobowiązań biznesowych. W takiej sytuacji lepsze jest odzyskanie chociaż części środków np. poprzez sprzedaż długu, w myśl powiedzenia lepszy wróbel w garści… – mówi Joanna Wrana-Szyszka Dyrektor Operacyjny w e-kancelaria Grupa Prawno-Finansowa sp. z o.o.

Przeterminowana faktura – problem MŚP

W efekcie najczęściej problemy z zatorami płatniczymi dotykają małe i średnie firmy. Dla nich taka sytuacja jest też najbardziej dotkliwa bo często nie mają rezerwy finansowej. Ponadto zamrożenie znacznych środków na rachunkach ich partnerów biznesowych uniemożliwia inwestycje czy możliwość podpisania nowych kontraktów.

Leczenie koronawirusa na wyjeździe turystycznym jest możliwe. Biura turystyczne nie wykluczyły tego a więc jest to możliwe w ramach ubezpiecznia turystycznego. Dodatkwo CUK Ubezpieczenia uspokaja – koronawirus może być leczony w ramach Turystycznej Ochrony Ubezpieczeniowej

Leczenie koronawirusa – narazie epidemia nie pandemia

Koronawirus jest wciąż u progu naszego kraju. Wielu z nas wciąż czeka na doniesienia czy trafi do Polski i w jakim wymiarze zagrozi zdrowiu i życiu Polaków. Póki co Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) nie ogłosiła stanu pandemii. Mamy wciąż do czynienia z epidemią w wielu ogniskach. Z naszych informacji wynika, że w większości Towarzystw Ubezpieczeniowych z jakimi współpracujemy leczenie poza granicami kraju w wyniku zakażenia koronawirusem jest objęte ochroną ubezpieczeniową. Oczywiście każde z TU ma pewne obostrzenia i wykluczenia, ale dotyczą one w większości sposobu i terminu zachorowania, a nie istoty samego leczenia. Zakładając, że wyjeżdżamy np. na narty, czy podróżujemy turystycznie w regiony, w których występuje wysokie ryzyko zachorowania – wciąż możemy liczyć na pokrycie kosztów leczenia z naszego ubezpieczenia. 

Ogólne warunki ubezpieczenia

Przed wyjazdem polecamy zapoznać się szczegółowo z Ogólnymi Warunkami Ubezpieczenia Dodatkowo zadzwonić na odpowiednią infolinię. Oraz potwierdzić oficjalnymi kanałami objęcie leczenia w wyniku zakażenia koronawirusem poza granicami RP. Ponadto takie potwierdzenie pozwoli nam skupić się na zadbaniu o nasze zdrowie. I wykluczy ryzyko powikłań finansowych w trakcie ewentualnej choroby. Odpowiedni pakiet ubezpieczenia i jego suma może zapewnić nam przynajmniej finansowy spokój ducha.

Analizując oferty i pakiety danych ubezpieczeń należy zawsze zapoznać się dokładnie z warunkami. Suma ubezpieczenia różni się między poszczególnymi pakietami. Oprócz tego czynnika warto upewnić się, że posiadamy uprawnienia do zwrotu kosztów transportu medycznego. Np pokrycie kosztów transportu helikopterem lub specjalnymi środkami transportu w górach. Po pierwsze wszystkie parametry ubezpieczeń turystycznych są bardzo klarownie rozpisane. I praktycznie żaden z Polaków nie powinien mieć szczególnego problemu z ich interpretacją. Po drugie warto pamiętać, że ubezpieczenia takie nie dotyczą tylko amatorskiego uprawiania sportów zimowych. Mogą być związane ze zwyczajnym odpoczynkiem i wyjazdem zagranicznym. Dodatkowo ich koszt z roku na rok staje się coraz bardziej atrakcyjny a zakres coraz szerszy. Ponadto warto na pewno zapoznać się z tymi produktami planując marcowe i kwietniowe wojaże poza granicami Polski.

Komentarz przygotował Maciej Kuczwalski, ekspert multiagencji CUK Ubezpieczenia.

E-hulajnogi są już dostępne od 27 lutego, Mieszkańcy Krakowa i goście stolicy Małopolski znów mogą korzystać z elektrycznych hulajnóg Bird. Operator wraca do miasta po zimowej przerwie.

e-hulajnogi a samochody

Bird zadebiutował w Krakowie w sierpniu 2019 roku jako firma, która dzięki e-hulajnogom chce wpłynąć na ograniczenie ruchu samochodowego w mieście oraz przeciwdziałać rosnącemu poziomowi zanieczyszczeń powietrza. W pierwszym sezonie funkcjonowania Bird w Krakowie użytkownicy przejechali ponad 350 tys. km. Gdyby tę samą liczbę przejechali samochodem, spowodowałoby to wyemitowowanie do atmosfery ponad 90 tys. kg CO2. 

E-hulajnogi Bird wracają do Krakowa - zdjęcie e-hulajnogi
E-hulajnogi Bird wracają do Krakowa

Walcząc ze smogiem

Naszą misją jest proponowanie rozwiązań, dzięki którym w miastach będzie żyło się lepiej. Elektryczne hulajnogi Bird są odpowiedzią na wysoki poziom zanieczyszczeń, w Krakowie powodowany przez tzw. niską emisję, czyli pyły i szkodliwe gazy pochodzące z domowych pieców opalanych materiałami niskiej jakości, a także nadmierny ruch samochodowy. E-hulajnogi są przyjazne środowisku i pomagają walczyć z tym problemem. Po pierwszym sezonie funkcjonowania w Krakowie widzimy, że mieszkańcy coraz chętniej korzystają z tego środka transportu. Ponadto ciekawostką jest, że użytkownicy naszych hulajnóg aż 7216 razy odwiedzili Smoka Wawelskiego. W tym sezonie pracujemy nad tym żeby jeszcze bardziej zwiększyć dostępność hulajnógmówi Mathieu Deloly, General Manager Poland w Bird.

E-hulajnogi to również receptą na problem tzw. “ostatniej mili”, czyli kiedy podróże transportem publicznym są zbyt krótkie, aby były opłacalne a dojście do celu pieszo zbyt czasochłonne.

e-hulajnogi na chodnikach

Bird na bieżąco będzie monitorował zapotrzebowanie na hulajnogi i regulował ich liczbę na ulicach tak, by żaden pojazd nie stał nieużywany na chodniku, ale mógł był wykorzystywany maksymalnie długo. Według raportu agencji konsultingowej Carbon 4 The Role of e-scooters and Light Electric Vehicles in Decarbonizing Cities żywotność standardowej hulajnogi wynosi ok. 3-4 miesiące. W przypadku hulajnóg Bird może to być nawet 18 miesięcy.

-Wszystkie hulajnogi Bird, które były na ulicach w zeszłym sezonie, przeszły przegląd w naszym serwisie w przerwie zimowej i są gotowe do jazdy – dodaje Mathieu Deloly

Jak używać

W celu skorzystania z e-hulajnogi trzeba mieć dedykowaną aplikację Bird. Ponadto wypożyczenie następuje po zeskanowaniu kodu QR. Dodatkowo opłata za odblokowanie wynosi 3 zł, a każda minuta korzystania z niej kosztuje 50 groszy. Krakowianie będą mogli używać pojazdów codziennie przez całą dobę.

Od 2 marca, 10% najlepszych użytkowników Bird z zeszłego sezonu, będzie mogło skorzystać przez tydzień z darmowych odblokowań. W efekcie zostaną oni poinformowani o tym za pośrednictwem powiadomienia w aplikacji oraz drogą mailową.

Bird to najpopularniejsza firma tzw. sharingu hulajnóg w USA. Na całym świecie działa już w ponad 100 miastach. W Polsce – oprócz Krakowa – są dostępne również w Warszawie Wrocławiu i Poznaniu.

Tzw. dieta zachodnia może upośledzać pracę mózgu – już po tygodniu  jedzenia produktów o wysokiej zawartości cukrów i tłuszczu  (w tym fast foodów) uczestnicy badań osiągali gorsze wyniki w testach pamięciowych – pisze w lutym The Guardian powołując się na naukowców z Macquarie University w Sidney.

Dieta ma znaczenie

Przeprowadzone tam badania wykazały, że bogata w cukier i tłuszcze dieta zachodnia skutkuje zaburzeniami łaknienia, a jako potencjalną przyczynę wskazano zakłócenia w obszarze mózgu nazywanym hipokampem, związanym zarówno z regulacją apetytu, jak i pamięci (odgrywa on m.in. ważna rolę w przenoszeniu informacji z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej).

Dieta nie tylko dla menedżerów. - jarmuż
Dieta nie tylko dla menedżerów.

Jak zatem pomóc sobie dietą zamiast szkodzić? Dietetycy już od dłuższego czasu przekonują, że właściwa, zbilansowana zawartość talerza jest ważna nie tylko dla zdrowia fizycznego, ale i psychicznego. Globalna marka mediów spożywczych BBC Good Food opracowała zestawienie 10 produktów wspomagających pracę naszych szarych komórek. Listę otwierają pełne ziarna zbóż. Ich niski indeks glikemiczny w porównaniu z ziarnem oczyszczonym powoduje, że nasz mózg ma zapewnioną stabilną, długotrwałą dostawę niezbędnej energii.

Zbawienne dla zdrowia

Tłuste ryby morskie – m.in. łosoś, śledź, makrela czy sardynka – są bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe omega-3, które mają dobroczynne działanie dla funkcjonowania nie tylko ludzkiego mózgu, ale i serca. Podobne działanie wykazują zresztą również niektóre produkty roślinne – m.in. olej lniany, soja, nasiona dyni oraz orzechy włoskie. A niektóre badania wskazują, że niski poziom DHA (czyli jednego z kwasów omega-3) zwiększa ryzyko choroby Alzheimera.

Na liście produktów pożądanych są też borówki, które mogą wzmacniać pamięć krótkotrwałą ze względu na wysoką zawartość antocyjanów (jeśli nie jesteśmy ich fanami, możemy z podobnym skutkiem sięgnąć po jeżyny albo czerwoną kapustę). Z kolei likopen – przeciwutleniacz występujący
w dużej ilości w pomidorach – chroni przed uszkodzeniami spowodowanymi wolnymi rodnikami i w konsekwencji obniża ryzyko demencji. Likopen w znacznych ilościach zawierają też papaja, czerwony grejpfrut oraz arbuz.

Dieta dobra dla mózgu

W diecie dobrej dla mózgu nie powinno też zabraknąć witamin z grupy B obniżających stężenie homocysteiny. Jej nadmiar jest ważnym czynnikiem choroby wieńcowej, udaru mózgu, ale też zaburzeń poznawczych i Alzheimera. Dobrym źródłem witamin z grupy B są m.in. jajka zawierające oprócz tego również cholinę. Ta – jak wykazują najnowsze badania – odgrywa zasadnicza rolę w prawidłowym rozwoju układu nerwowego, a przede wszystkim mózgu, już u dzieci w łonie matki
i niemowląt. A weganie chcący zwiększyć podaż witaminy B12 i B6 zamiast jajek mogą z dobrym skutkiem uwzględnić w codziennej diecie mleko roślinne. Ponadto zboża, drożdże, awokado i soję.

Porzeczki, papryka i pomarańcze

O ile niedobór witaminy C może przyczyniać się m.in. do związanej z wiekiem degeneracji mózgu, to właściwa jej podaż pomaga radzić sobie z niepokojem i stresem. Sięgnijmy zatem po czarną porzeczkę, czerwoną paprykę, pomarańcze, bo to jedne z najlepszych źródeł tej „witaminy młodości”. Podobnie zresztą jak brokuły, które równolegle zawierają też odgrywającą ważną rolę w funkcjonowaniu mózgu witaminę K. Badania wskazują, że brokuły mają wysoką zawartość glukozynolanów. Czyli substancji spowalniających rozkład acetylocholiny – neuroprzekaźnika wpływającego na procesy pamięciowe i zdolność koncentracji uwagi. Innym dobrym źródłem glukozynolanów są kalafior, jarmuż I brukselka, a witaminy K – wątróbka, sery twarde i suszone śliwki.

Cenne pestki

Pestki dyni to jedno z najbogatszych w przyrodzie źródeł cynku, pierwiastka chroniącego układ nerwowy i wspomagającego pamięć. To też świetne źródło tryptofanu, koniecznego do produkcji serotoniny – potocznie nazywanej hormonem szczęścia, a odpowiadającej m.in. za procesy zasypiania, regulowanie naszego nastroju oraz apetytu. Na liście opublikowanej przez BBC Good Food jest też szałwia lekarska, od wieków stosowana w medycynie ludowej.  Wzmacnia pamięć i koncentrację może też oddziaływać antydepresyjnie. Ponadto warto dodać trochę świeżej szałwii do potraw, pamiętając, że olejki eteryczne zawarte w jej liściach ulegną zniszczeniu podczas długiego gotowania. 

Jestem tym co jem

– Nauka niemal codziennie dostarcza nam nowych dowodów na poparcie prawdziwości hasła „jestem tym, co jem”. Niestety nadal zbyt rzadko zastanawiamy się nad zawartością naszych talerzy. A przecież nasz styl żywienia przekłada się bezpośrednio na funkcjonowanie całego naszego organizmu, w tym mózgu – mówi nam Łukasz Gębka z Polskiej Izby Żywności Ekologicznej, prezes Farmy Świętokrzyskiej.

– Co ciekawe, właściwie wszystkie z przedstawionych tu produktów są całorocznie dostępne w Polsce. Zecydowana większość z nich również w wersji ekologicznej, tej najczystszej. A w dobie galopujących zmian klimatycznych warto też mieć na uwadze, że dieta roślinna w porównaniu z zachodnią to podwójna korzyść. Dla zdrowia i dla środowiska, bo oznacza m.in. niższą o kilkadziesiąt procent emisję gazów cieplarnianych. Hodowla przemysłowa to też erozja gleby, zanieczyszczenie wody i powietrza – podkreśla Łukasz Gębka, który wraz z żoną prowadzi na Facebooku profil „Dwójka Wegan ze Świętokrzyskiego”.

Fałszywe sms-y i e-maile wykorzystują oszuści podszywający się pod TAURON. Grożą wyłączeniem energii elektrycznej i nakazują natychmiastową zapłatę zaległej należności za prąd. Ignoruj takie e-maile i SMS-y, nie klikaj w załączone linki. Na Górnym Śląsku ofiara takiego przestępstwa straciła kilkanaście tysięcy złotych.

Fałszywe SMS-y i e-maile oraz wirusy

– Oszuści nieustannie modyfikują swoje metody działania. Podstawą bezpieczeństwa jest nieotwieranie żadnych załączników i nieklikanie w odnośniki informacji SMS, czy e-mail dostarczanych rzekomo od różnych zaufanych firm. W załącznikach mogą znajdować się bowiem wirusy pozwalające oszustom na przejęcie naszych danych, a odnośniki przekierowywać na strony łudząco podobne do serwisów prawdziwych instytucji, w rzeczywistości zarządzane przez cyberprzestępców. Dzięki temu mogą oni przejąć np. nasze dane dostępowe do kont bankowych – mówi asp. sztab. Adam Jachimczak z Zespołu Prasowego KWP w Katowicach.

Fałszywe SMS-y i e-maile w sprawie rachunków za prąd - słłup elektryczny widziany od środka
Fałszywe SMS-y i e-maile w sprawie rachunków za prąd

Możliwe duże straty

– Mamy sygnał ze Śląska, że jeden z klientów klikając w link z podejrzanego SMS-a stracił kilkanaście tysięcy złotych. Przypominamy zasady bezpieczeństwa chcąc uchronić klientów przed kradzieżą. Prosimy, żeby każdy przypadek oszustwa zgłaszać Policji – wyjaśnia Łukasz Zimnoch, rzecznik prasowy TAURON Polska Energia.

TAURON ostrzega i przypomina podstawowe zasady opłacania rachunków za prąd.

  1. Wpłacaj pieniądze tylko na numer rachunku bankowego wskazany na Twojej fakturze za prąd oraz widoczny w serwisie Mój TAURON.
  2. Jeżeli zalegasz z opłatami za energię elektryczną, wysyłamy list wzywający do zapłaty.
  3. W listownym wezwaniu do zapłaty podajemy kwotę zaległej należności i wyznaczamy 14 dniowy termin do jej uregulowania. Wskazujemy numer rachunku bankowego, ten sam, który jest na Twojej fakturze za prąd.
  4. Dopiero w przypadku braku wpłaty po upływie tego czasu, mamy prawo wyłączyć prąd.
  5. Nigdy nie wysyłamy e-maili i SMS-ów przypominających o zapłacie z linkiem czy numerem rachunku bankowego, na który należy wpłacić pieniądze.
  6. Nigdy nie przekazuj pieniędzy za prąd osobom, które odwiedzają Cię w domu podających się za pracowników TAURONA. TAURON nie chodzi po domach, by sprzedawać prąd czy gaz. TAURON nie przyjmuje też pieniędzy w domach klientów.
  7. Jeżeli masz wątpliwości:
  • zadzwoń pod numer pod numer 32 606 0 606
  • odwiedź najbliższy punkt obsługi klienta TAURONA
  • sprawdź w serwisie Mój TAURON

Ponadto serwis Mój TAURON umożliwia Ci bezpieczny i wygodny sposób płacenia rachunków za prąd. Masz w nim stały wgląd we wszystkie swoje faktury i inne dokumenty związane z TAURONEM. Gdziekolwiek jesteś, możesz korzystać z serwisu Mój TAURON łatwo i bezpiecznie, również na urządzeniach mobilnych.

Przekaż tę informację rodzinie i znajomym. Gdy płacisz rachunki, zachowaj ostrożność.

Kredyty hipoteczne na prawie 63 miliardy złotych zaciągnęli Polacy na zakup mieszkań w 2019 roku – wynika z raportu AMRON – SARFiN. To najwyższy wynik w historii. Wbrew pozorom w ostatnich latach zadłużamy się jednak dość zachowawczo – dysponując coraz wyższym wkładem własnym i wyższymi zarobkami.

Kredyty hipoteczne – zadłużamy się chętnie, ale ostrożniej

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że rynek hipoteczny jest rozgrzany jak nigdy dotąd. W 2019 roku Polacy zaciągnęli bowiem kredyty mieszkaniowe na kwotę prawie 63 mld złotych – wynika z najnowszego raportu AMRON-SARFiN. Z drugiej strony w tym samym raporcie czytamy, że przeciętny kredytobiorca, który zaciągnął dług na zakup nieruchomości w 2019 roku, wydawał na ratę 36% swojego miesięcznego dochodu. Jest to dość bezpieczny poziom. Jest to też jedna z liczb przewijająca się we wspomnianym raporcie, która sugeruje, że Polacy wciąż nie zapomnieli o tym, aby na mieszkanie zadłużać się z głową.

Kredyty hipoteczne Polaków - historyczny rekord - grafika
Kredyty hipoteczne Polaków – historyczny rekord

Stać nas na więcej

Inne dane z raportów AMRON – SARFiN także potwierdzają, że daleko nam do kredytowego szału z jakim mieliśmy do czynienia na przykład w roku 2007. Wtedy to udzielonych zostało prawie o 40% więcej kredytów niż w 2019 roku. Dla porządku trzeba też dodać, że ponad 12 lat temu zarobki Polaków były prawie dwa razy niższe niż dziś. Nawet po uwzględnieniu inflacji teraz statystyczny rodak zarabia realnie o około połowę więcej niż w 2007 roku. Mimo to chętnych na kredyt jest mniej niż w czasie największego w historii kredytowego boomu.

Z drugiej strony rośnie przeciętna kwota pożyczana na mieszkanie. Ze wspomnianego raportu wynika, że w 2019 roku przeciętnie pożyczaliśmy na mieszkanie kwotę prawie 278 tysięcy złotych. To prawie o połowię więcej niż w 2007 roku. Nominalnie przeciętne wynagrodzenie wzrosło w omawianym okresie prawie dwa razy mocniej niż przeciętna kwota, na którą zadłużają się nabywcy mieszkań.

Kredyty hipoteczne Polaków - historyczny rekord - wykres
Kredyty hipoteczne Polaków – historyczny rekord

Pożyczamy ostrożniej

Podobnie uspokajające informacje znajdziemy w danych o tym na jaką część ceny mieszkania zadłużają się Polacy korzystający przy zakupie z kredytów bankowych. W 2019 roku było to 65,4% ceny kupowanej nieruchomości. To oznacza, że statystycznie rzecz biorąc, kupujący na kredyt mieli prawie 35% wkładu własnego. To mniej więcej tyle samo co rok wcześniej, ale też prawie o 5 pkt. proc. więcej niż w 2015 roku. Dla porządku trzeba jednak dodać, że w 2015 roku mieliśmy do czynienia z trochę łagodniejszym podejściem banków do wymaganego wkładu własnego. W myśl rekomendacji S, wydanej przez KNF, zaciągając kredyt w 2015 roku wystarczyło posiadać 10% ceny mieszkania w gotówce, aby skutecznie ubiegać się o kredyt. Dziś teoretycznie banki powinny wymagać 20% wkładu własnego, ale większość z nich przyjmuje wnioski z 10-proc. wkładem, a brakujący wkład (do równowartości 20% ceny lokalu) zastępują ubezpieczeniem.

Kredyty hipoteczne Polaków - historyczny rekord - słupki
Kredyty hipoteczne Polaków – historyczny rekord

Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments

Zmiany w życiu są nieuniknione – czy w obszarze zawodowym, czy w prywatnym, nie uciekniemy od zmienności i dynamicznego środowiska. To samo tyczy się sukcesu. Jak pisze Dale Carnegie, Sukces w karierze ma charakter dynamiczny, nie statyczny. Aby osiągnąć sukces, musimy być gotowi na zmiany i je przede wszystkim akceptować.

Już w pierwszym rozdziale dowiadujemy się, jakie czynniki wpływają na sukces. Są to: pewność siebie, samodyscyplina, pobudzenie, inicjatywa, wrażliwość, sztuka sprzedaży i trzymanie się swoich postanowień. Zgodnie z receptą autora, ważne jest także wyspecjalizowanie się w danej dziedzinie. Kluczem do sukcesu jest zatem między innymi ponadprzeciętna wiedza z jednego, interesującego nas tematu. Ważne jest, by temat ten nas interesował, ponieważ gdy robimy to, co kochamy, jesteśmy mniej sfrustrowani, a wypalenie zawodowe nie jest dla nas aż takim zagrożeniem.

Dale Carnegie: zmiany są częste

W miejscu pracy zmiany zachodzą dość często – ktoś odchodzi, przychodzi ktoś nowy, pojawia się nowy klient lub nowe zlecenie. Zazwyczaj są to zmiany nieoczekiwane, jednak co, jeśli chcemy z premedytacją wprowadzić zmianę? Tutaj z pomocą przychodzi autor książki, prezentując czytelnikom model zmiany. Jest to sposób na jak najmniej bolesne wprowadzenie nowych pomysłów w życie lub zmodyfikowanie starych. Zatem warto określić naszą motywację do zmiany i ją przeanalizować – co zyskujemy wprowadzając to nowe rozwiązanie? Ile nas (jako organizację) to będzie kosztować? Co się stanie, jeśli wprowadzanie zmiany się nie powiedzie?

Na te oraz wiele innych pytań odpowiada cała książka Dale’a Carnegiego. Autor podkreśla także znaczenie grania w zespole i bycia graczem zespołowym w miejscu pracy. Z racji tego, że wiele pracy wykonujemy w grupie, warto wprowadzać zmiany tak, by odbywało się to bezproblemowo i efektywnie. Autor poleca w procesie zmian wykorzystywać mocne strony każdego z członków zespołu. Pomaga to w podniesieniu wydajności zespołu i jednocześnie umacnia ducha pracy zespołowej.

„Jak zapanować nad zmianą” to pozycja obowiązkowa nie tylko dla szczebla zarządzającego, ale również dla ich podwładnych. Rady autora można aplikować także poza organizacją – są one uniwersalne.

Julia Trepkowska

Książkę Dale’a Carnegiego kupisz >>TUTAJ<<
W tym miejscu przeczytasz recenzję innej książki jego autorstwa.

koronawirus

Od kilku dni warszawska giełda odnotowuje ogromne spadki związane z rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Wbrew powszechnej panice, praktycy rynkowi wskazują, że epidemia to nie czas na sprzedaż akcji, ale najlepszy moment na udane zakupy inwestycyjne “po przecenie”.

Wyprzedaż na Warszawskiej Giełdzie trwa już kilka dni. Jak podaje Gazeta Wyborcza, w miniony poniedziałek indeks WIG 20 stracił 4,2 proc. wartości, a akcje wielu polskich spółek notowanych na giełdzie osiągnęły najniższy poziom na przestrzeni ostatnich 52 tygodni. We wtorek obniżki były jeszcze wyższe. Przykładowo, akcje Orlenu spadły o 4,77 proc., a akcje Lotosu straciły w ciągu dwóch dni 7,9%.  Wczoraj po południu silne spadki odnotowały również takie spółki jak One More Level (-7,01), KGHM (-3,68), CCC (-5,80), TAURON (-3,11) czy Setenta, której akcje spadły aż o 13,17 proc. Powód? Koronawirus.

Giełda a koronawirus – komentarz eksperta

– Koronawirus jest czymś nowym. Dlatego nie jesteśmy pewni, jak w danej sytuacji zachowa się rynek. Ludziom towarzyszy wszechobecna panika, która udziela się również inwestorom. Dochodzi do sytuacji, w której  giełdy dołują pomimo tego, że sytuacja spółek jest bardzo dobra. Powodem takiego stanu rzeczy jest zachowanie ludzi. W panice wycofują pieniądze, aby zabezpieczyć się na tzw. czarną godzinę. Wypłacanie funduszy wpływa automatycznie na zwiększenie liczby transakcji sprzedaży. Więcej osób chce sprzedać, a mniej kupić, dzięki temu cena spada. Mamy obecnie do czynienia z prawdziwymi przecenami akcji. W związku z tym, jest to najlepszy moment na inwestycję dla osób, które dysponują wolnymi środkami oraz odpowiednim horyzontem czasowym – podkreśla Cezary Chybowski prezes Reliance Polska. – Spodziewamy się jeszcze większych przecen akcji w momencie, gdy koronawirus dotrze do Polski. Jednakże wierzymy, że z biegiem czasu sytuacja będzie się normowała, a w efekcie większość spółek wyjdzie z tej sytuacji obronną ręką – dodaje.

materiał prasowy

Koronawirus może wpłynąć na polski PKB. Teraz gospodarka zwalnia, ale łagodnie. Wbrew obawom odnotowujemy dodatnią dynamikę PKB kwartał do kwartału.

PKB na plus

Jak podaje w dzisiejszym komunikacie GUS, nieodsezonowana dynamika realnego PKB w IV kwartale 2019 wyniosła 3,2% r/r (przy 4,9% przed rokiem). W porównaniu do połowy lutego, GUS znacznie skorygował wynik, o 0,2 pkt proc. in plus. Dzięki korekcie i zaokrągleniom dynamika roczna za 2019 rok  jest wyższa niż 2,8%, a więc wbrew obawom odnotowujemy dodatnią dynamikę kwartał do kwartału.

Koronawirus może spowolnić wzrost gospodarczy w Polsce - cytat na planszy
Koronawirus może spowolnić wzrost gospodarczy w Polsce

Struktura wyników jest daleka od hurraoptymizmu. Dynamika konsumpcji prywatnej plasuje się poniżej średniej z ostatnich lat, i spada (3,3% r/r). Z kolei wysokiej dynamiki inwestycji, jaką obserwowaliśmy w I połowie roku nie udało się utrzymać (9,1-12.2%), i tempo wzrostu inwestycji utrzymuje się na podobnym poziomie, co przed kwartałem (4,9% r/r). Eksport nadal przeważa nad importem, i to jest dość trwały efekt, ale skala nadwyżki nie pozwala zniwelować efektu słabnącego popytu krajowego. 

Koronawirus a wzrost PKB

Nie da się jednak ukryć, że ostatnie dni absorbują ekonomistów nie ze względu na spowolnienie polskiej gospodarki, a raczej na niespodziewany szok, który dynamikę PKB obniży znacznie poniżej tempa wynikającego z trendu. Jeszcze przed tygodniem zakładano, że dominującym kanałem wpływu koronawirusa na polską gospodarkę będą przestoje w dostawach surowców i półproduktów dla polskiego przemysłu. Teraz, gdy wirus panoszy się po Europie, a prawdopodobieństwo, że zostanie wykryty w Polsce, graniczy z pewnością, pojawia się wiele nowych kanałów oddziaływania. Z pewnością nastąpi ograniczenie zainteresowania turystyką i imprezami masowymi, co niewątpliwie uderzy w usługi turystyczne, kulturalne, oraz zmniejszy popyt na noclegi, gastronomię, czy tradycyjny handel detaliczny w centrach handlowych i marketach. Problem wąskich gardeł zyska na znaczeniu bo dotyczyć będzie już nie tylko Chin. Warto zauważyć, że pojawienie się nowego ogniska COVID-19 w Polsce dość naturalnie zniechęci pracowników migranckich, co może stanowić barierę dla dotychczasowego funkcjonowania firm.

Niepewność nie pomaga

W efekcie nie jest zaskoczeniem, że inwestorzy takich sytuacji nie lubią – ograniczeniu w generowaniu zysków towarzyszy wszechobecna niepewność. Stąd giełdy na czerwono. Z jednym wyjątkiem – firm, dla których koronawirus to swoista szansa. Analogicznie w realnej gospodarce: można wyobrazić sobie takie branże i biznesy, którym pandemia podniesie obroty i zyski. Pierwsi na myśl przychodzą producenci dóbr medycznych i służące dezynfekcji. Ale łatwo wyobrazić sobie wzrost zainteresowania zakupami on-line i usługami kurierskimi czy rozrywkami w zaciszu domowym w zastępstwie tych towarzyskich. Dodatkowo to niestety kropla w morzu strat wywołanych zawieszoną działalnością i niezrealizowanym popytem konsumenckim. Dlatego też już wiadomo, że dynamice polskiego PKB wciska hamulec koronawirus. Ale trudno jeszcze powiedzieć gdzie po tym ostrym hamowaniu skończymy.

Komentarz dr Soni Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Konfederacji Lewiatan

Spadek bezrobocia towarzyszy nam od długiego już czasu. Wskaźnik Rynku Pracy (WRP) informujący z wyprzedzeniem o przyszłych zmianach wielkości bezrobocia w lutym ponownie zmalał. Jest to piąty miesiąc jego spadku, jednak jego skala z miesiąca na miesiąc wyhamowuje. W lutym w porównaniu do stycznia wskaźnik zmniejszył się o dwukrotnie mniejszą wartość niż przed miesiącem. Abstrahując od comiesięcznych wahań wskaźnika, od jesieni 2018 roku WRP oscyluje wokół zbliżonych do siebie wartości, z niewielką tendencją do wzrostu. Taki jego przebieg wskazuje na coraz wyraźniejsze ograniczenia możliwości dalszego spadku stopy bezrobocia.

Spadek bezrobocia wyhamował. To cały czas w okolicach 5%

Stopa bezrobocia rejestrowanego w styczniu wzrosła w ujęciu miesięcznym o 0,3 punktu procentowego. Tym niemniej, po uwzględnieniu wpływu czynników sezonowych utrzymała się na niezmienionym poziomie i wyniosła podobnie jak w październiku, listopadzie i grudniu 5,2%.  

Aktualnie tylko trzy składowe, przy czym jedna istotnie, oddziałują w kierunku spadku wartości wskaźnika, co wskazywałoby na potencjalny spadek stopy bezrobocia. Pięć składowych działa w kierunku jego wzrostu, a tym samym prognozuje pogorszenie sytuacji na rynku pracy i wzrost stopy bezrobocia.

Spadek bezrobocia - czyżby to już koniec? - wykres
Spadek bezrobocia – czyżby to już koniec?

Wzrosła liczba nowych bezrobotnych

W styczniu br. wzrosła liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych. W urzędach pracy zarejestrowało się o blisko 35 tys. więcej bezrobotnych niż w grudniu (wzrost w ujęciu miesięcznym o nieco ponad 30%). Dodatkowo zwiększony napływ rejestrujących się w PUP-ach nowych bezrobotnych obserwujemy od wielu lat na początku każdego roku kalendarzowego. W ostatnich latach dynamika tego zjawiska uległa nasileniu.

Z pewnością nie ma to związku ze zwolnieniami pracowników z przyczyn leżących po stronie pracodawcy. Chodzi o zwolnienia grupowe lub wynikające z restrukturyzacji. Wielkość tej grupy bezrobotnych, za wyjątkiem trzech korekt – dwóch in minus i jednej in plus, nie ulega istotnej zmianie od 9 miesięcy. Wzrosła natomiast liczba bezrobotnych będących w szczególnej sytuacji  – zarówno młodych, jak i tych powyżej 50 roku życia, oraz długotrwale bezrobotnych. Ponadto wzrost bezrobocia wśród tych kategorii osób jest na ogół zapowiedzią negatywnych zmian na rynku pracy. Są to bowiem pracownicy, którzy w warunkach spadku aktywności gospodarki jako pierwsi na ogół tracą pracę.

więcej na www.biec.org

Metale szlachetne nie reagują na wirusa w sposób negatywny. Wręcz odwrotnie. Rozprzestrzenianie się koronawirusa pomogło w zwyżce notowań złota i srebra, a jednocześnie nie skorygowało istotnie wcześniejszego wzrostu notowań palladu, który – choć zaliczany do metali szlachetnych – zastosowanie znajduje przede wszystkim w przemyśle.

Złoto w cenie

12 proc. spadek cen miedzi na giełdzie metali od połowy do końca stycznia nie był zapewne specjalnie zaskakujący – wiadomo było, że koronawirus rozprzestrzenia się w Chinach zbyt szybko, by nie mogło to wywrzeć wpływu na gospodarkę Państwa Środka, która jest zarazem jednym z głównych konsumentów tego metalu.

W tym samym czasie notowania złota stały jednak w miejscu – inwestorzy na globalnych rynkach uznawali kłopoty Chin za zjawisko lokalne i ograniczono czasowo. Wszak w kontekście koronawirusa często przywoływano także epidemię SARS i Ebola, które wywarły tylko krótkoterminowy wpływ na światowe rynki.

Sytuacja zmieniła się w pierwszych dniach lutego i oczywiście zmienność podskoczyła dodatkowo, gdy lawinowo rosła liczba zarejestrowanych i zarażonych wirusem w Europie. Od piątego do 24 lutego notowania złota wzrosły o 8,4 proc., po czym rozpoczęły korektę. Również srebro zyskało na poszukiwaniu przez inwestorów miejsc bezpiecznej przystani, ale znacznie mniej niż złoto – notowania ruszyły w górę tydzień później i kilkudniowy rajd przyniósł wzrost o niespełna 6 proc. Zaś przede wszystkim to złoto osiągnęło w czasie rajdu notowania najwyższe od 2013 r., podczas gdy srebro zahaczyło na krótko o poziom widziany ostatnio w październiku ub.r.

Miedź w drugą stronę

Jeśli rozróżnimy przebieg notowań całej trójki z podziałem na ich zastosowanie, dynamika i kierunek ruchu cen nie będzie zastanawiający. Miedź jako metal przemysłowy tanieje, ponieważ koronawirus zagraża koniunkturze gospodarczej, a więc i popytowi na miedź. Złoto drożeje, ponieważ jest uznaną „bezpieczną przystanią”, a w dodatku inwestorzy liczą się z ryzykiem kolejnych obniżek stóp przez Fed, co oznacza już teraz spadek rentowności amerykańskich obligacji do historycznie niskich poziomów. W oczach wielu inwestorów złoto daje zarobić, a obligacje USA dają zarobić coraz mniej. Srebro natomiast jest wykorzystywane i w przemyśle i jako sposób na przechowanie wartości – z tego powodu jego notowania utrzymują wysoki poziom, ale nie błyszczą.

Metale szlachetne – król pallad

Najciekawiej przedstawiają się jednak notowania palladu – metalu z grupy platynowców, zaliczanego do metali szlachetnych. Od 2016 r. notowania palladu wzrosły z 500 dolarów do 2,7 tys. USD za uncję w lutym br. Pojawienie się koronawirusa w Chinach w ogóle nie zahamowało popytu na metal (a zdawałoby się, że powinno), dopiero nowe ogniska choroby na świecie wywołały korektę o niewielkim – jak dotąd – zasięgu. Dlaczego notowania palladu są odporne na wirusa COVID-19, a notowania innych metali podlegają wpływom epidemii w znacznie większym stopniu?

Wykres1: Od 2016 r. notowania palladu wzrosły o 450 proc. Uncja metalu jest droższa od złota

Metale szlachetne odporne na koronawirusa - wykres palladu
Metale szlachetne odporne na koronawirusa

Powrót do przeszłości

By to zrozumieć musimy cofnąć się o ponad dekadę, do 2008 r., kiedy to notowania platyny osiągnęły zawrotny poziom 2,2 tys. USD za uncję. Platyna jest także metalem szlachetnym i znajduje zastosowanie m.in. przy produkcji katalizatorów oczyszczających spaliny z silników samochodowych. Ze względu na wysokie notowania, część producentów zwiększyła wówczas udział (znacznie tańszego) palladu w katalizatorach używanych przy produkcji samochodów z silnikami benzynowymi. Ta ostatnia uwaga ma znacznie o tyle że właśnie w 2015 r. wybuchła afera dieselgate, a jej zasięg był na tyle duży, że kupujący auta zaczęli częściej wybierać silniki benzynowe (oczywiście czynników decydujących o takim wyborze kupujących było znacznie więcej – rosnąca awaryjność silników diesla, zanieczyszczenia miast spalinami, moda na ekologię etc.).

Mało palladu

Problem z palladem polega jednak na tym, że wydobywa się go niewiele. Zaledwie 200 ton rocznie i niejako przy okazji – w kopalniach platyny w RPA i niklu na Syberii. Z tych dwóch miejsc pochodzi 80 proc. wydobycia palladu. Podaż jest więc ograniczona, a apetyt na samochody, których sprzedaż wyniosła w ub.r. ok. 100 mln oraz katalizatory – coraz większy. Samochody nie są wyrobem jubilerskim i zawartość kilku – coraz droższych – gram metali szlachetnych w katalizatorach nie ma istotnego znaczenia dla końcowej ceny aut (ale ma znaczenie dla cen używanych katalizatorów – stąd rosnąca liczba ich kradzieży; ceny niektórych katalizatorów sięgają od kilku tysięcy do ponad dwudziestu tysięcy złotych), a zatem nie wpływa także na stabilność popytu. Ten wpływ ma jednak koronawirus. Należało się zatem spodziewać, że wybuch epidemii, zwłaszcza w kraju tak istotnym dla motoryzacji jak Chiny, wpłynie na zmniejszenie sprzedaży i produkcji samochodów, na końcu wywoła też korektę notowań palladu.

Metale szlachetne – pallad nie chce tanieć

Tak się jednak nie stało. Być może przyczyn należy upatrywać w kondycji budżetu Republiki Południowej Afryki. Inwestorzy spodziewają się, że jeszcze w I kwartale kraj straci ostatni rating inwestycyjny (dwie agencje już wcześniej obniżyły go do śmieciowego), co ma o tyle istotne znaczenie, że należący do skarbu państwa monopolista energetyczny pilnie wymaga zasilenia gotówką w celu podtrzymania płynności, nie wspominając o koniecznych inwestycjach w rozbudowę mocy i infrastruktury – bez nich dostawy prądu w RPA są regularnie przerywane, co skutkuje m.in. zakłóceniem dostaw (lub obawami o ich zakłócenie – to przecież rynkom wystarczy do windowania cen) palladu. Z tego powodu pallad (w przeciwieństwie do platyny) utrzymuje wysokie notowania i nie chce tanieć. Mimo że mniejsza sprzedaż nowych samochodów wymieniana jest jako jeden z potencjalnych skutków epidemii koronawirusa.

Emil Szweda dla Michael/Ström Dom Maklerski

Odfrankowienie to coraz bardziej realna perspektywa. Ostatnie statystyki zapadłych wyroków potwierdzają, że frankowicze mogą wygrać z bankiem. Jedni mogą liczyć na odzyskanie nadpłaconych rat, inni na unieważnienie w całości  swojej umowy kredytowej. Liczba korzystnych orzeczeń w sprawach frankowych przybywa. Ale po wydaniu takiego wyroku często pada pytanie, co dalej z moim kredytem? W przypadku stwierdzenia nieważności sprawa wydaję się bardziej oczywista – umowa przestaje dalej obowiązywać i pozostaje jedynie kwestia rozliczenia się z bankiem z udzielonego kapitału. A co po odfrankowieniu? Jak będą ustalane moje raty?

Odfrankowienie umowy kredytowej

Istotą odfrankowienia jest pozbycie się z umowy kredytowej zapisów odnoszących się do kursu franka szwajcarskiego. Dotyczy to zarówno zasad udzielenia kredytu i wypłaty kapitału, jak również ustalania rat kredytowych. Skutkiem odfrankowienia jest zwrot nienależnie pobranych przez bank świadczeń i uwolnienie kredytu od miernika CHF poprzez sądowe ustalenie, że kredyt jest złotówkowy.  Czyli został udzielony w PLN i w tej walucie jest zwracany przez klienta. Natomiast  przeniesiona z bankowego wzorca umowy waloryzacja kursem CHF jest nieuczciwa w rozumieniu prawa unijnego i polskiego.

Saldo zadłużenia i raty

Takie rozwiązanie rodzi jednak pytanie, co dalej z saldem zadłużenia i ratami? Skoro kredyt przestaje mieć charakter walutowy (choć tak naprawdę nigdy nie miał), to jak to wpłynie na oprocentowanie. W szczególności, czy stanowi to klasyczne przewalutowanie na kredyt złotówkowy, oprocentowany wg stawki WIBOR. Czy jednak pozostaje oprocentowanie oparte na LIBOR? Wątpliwości te na korzyść kredytobiorców rozwiewa ubiegłoroczne orzecznictwo Sądu Najwyższego. Ale zanim to, najpierw krótkie wyjaśnienie obu parametrów.

LIBOR a WIBOR

Oba indeksy stanowią fakultatywny i zmienny parametr transakcji finansowych stosowany przez banki jako stopa referencyjna (punkt odniesienia) oprocentowania depozytów i kredytów na rynku międzybankowym:

  • w Londynie dla walut o globalnym znaczeniu: USD, EUR, CHF, GBP i JPY (London IBOR – LIBOR),
  • w Polsce dla waluty PLN (Warsaw IBOR – WIBOR).
Odfrankowienie i co dalej? LIBOR czy WIBOR? - flaga szwajcarii i góra
Odfrankowienie i co dalej? LIBOR czy WIBOR?

Zasady ustalania stawek

Każdy z indeksów obliczany jest jako średnia arytmetyczna wielkości oprocentowania podawanych przez te banki, które są uczestnikami odpowiednio panelu LIBOR, bądź panelu WIBOR. Źródłem stosowania tych indeksów oraz zasad ich ustalania nie jest przy tym prawo powszechnie obowiązujące, lecz porozumienie między wybranymi bankami.

Zatem kredytobiorcy nie mają żadnego wpływu na określanie tych stawek. Co więcej, nie są to stopy oprocentowania faktycznie zawieranych transakcji, lecz uśredniona odpowiedź banków na pytanie, na jaki procent mogłyby pożyczyć na danym rynku międzybankowym (londyńskim/polskim) danego dnia kwotę typową dla danej waluty i okresu pożyczki.

Orzeczenia Sądu Najwyższego

W odniesieniu do oprocentowania tzw. kredytu frankowego Sąd Najwyższy kilkakrotnie potwierdził, że nie jest ono elementem postanowień waloryzujących kredyt i raty kredytu kursem CHF (wyroki z dnia 4 kwietnia 2019 r., sygn. akt III CSK 159/17, 9 maja 2019 r., sygn. akt I CSK 242/18, oraz 29 października 2019 r., sygn. akt IV CSK 309/18). Tym samym uznanie abuzywności tych zapisów i eliminacja z umowy wszelkich powiązań kwoty świadczeń z walutą inną niż polska, nie skutkuje zmianą wysokości i zasad ustalania oprocentowania.

Sąd Najwyższy podkreślił, że obowiązujące prawo limituje tylko maksymalne, a nie minimalne granice oprocentowania świadczeń. Bez znaczenia pozostaje przy tym hipotetyczna okoliczność, że bank prawdopodobnie nie ustaliłby wysokości oprocentowania kredytu złotowego według stawki LIBOR, gdyby był świadomy abuzywności klauzuli waloryzacyjnej.

Odfrankowienie i odstraszanie

Pozostawienie dotychczasowego oprocentowania pełni funkcję klauzuli odstraszającej kredytodawcę od stosowania w przyszłości niedozwolonych postanowień umownych. Takie rozwiązanie nie prowadzi do zaburzenia równowagi kontraktowej stron, o czym stanowi  również orzeczenie TSUE z października 2019 r. Dodatkowo przy okazji warto wspomnieć, że Brytyjski Nadzór Finansowy zapowiedział zaprzestanie publikacji wskaźnika LIBOR po 2021 r. Niedostosowanie umów kredytu do zmiany rodzaju indeksu oprocentowania może skutkować ich unieważnieniemwskazuje Paweł Wójcik, Członek Zarządu Votum Robin Lawyers SA, wchodzącej w skład Grupy Kapitałowej VOTUM.

Wynajem mieszkań popłaca. Nawet 16% – mniej więcej z takiego zysku może cieszyć się ktoś kto miał w 2019 roku mieszkanie na wynajem – wynika z szacunków HRE Investments. To 10 razy więcej niż daje przeciętna roczna lokata bankowa. Nieruchomości w zeszłym roku deklasowały też obligacje skarbowe, fundusze inwestycyjne i notowania indeksu giełdowego WIG 20 skupiającego największe spółki rodzimego parkietu. Lepsze było tylko złoto.

Wynajem mieszkań daje zarobić 10 razy więcej niż lokata - grafika
Wynajem mieszkań daje zarobić 10 razy więcej niż lokata

Wynajem mieszkań jak złoto… prawie

Prawie 20% można było zarobić posiadając przez cały 2019 rok złoto. Cena uncji w ciągu 12 miesięcy wzrosła bowiem z poziomu prawie 4800 złotych do ponad 5750 złotych. Zawdzięczamy to nie tylko rosnącym notowaniom kruszcu na światowych giełdach (tam jego cena wyznaczana jest w amerykańskiej walucie), ale też temu, że dolar w 2019 roku umocnił się wobec złotówki.

Co więcej – niepewność co do perspektyw światowej gospodarki związane z atakiem koronawirusa doprowadziły już do tego, że obecnie za uncję złota trzeba już płacić ponad 6,5 tys. złotych – najwięcej w historii. I choć najlepszy moment na zakup tego metalu najpewniej już minął, a zakup złota oznacza ryzyko kradzieży i po części wystawia nas też na ryzyko zmienności kursu walutowego, to bez wątpienia wciąż jest to solidne zabezpieczenie na wypadek realizacji różnych skrajnych scenariuszy – wojen, kryzysów gospodarczych czy innych poważnych kataklizmów.

Nieruchomości znowu w czołówce

Rok 2019 okazał się też bardzo dobry dla posiadaczy nieruchomości. Co więcej, okazał się on nawet lepszy, niż pierwotnie zakładano. Nie tylko ceny mieszkań rosły szybciej niż wynikało z większości prognoz konstruowanych rok temu, ale też wzrosła liczba kupionych przez Polaków mieszkań. Jeszcze rok temu większość ekspertów spodziewała się tego, że – ze względu na rosnące ceny – chętnych na zakup „własnych czterech kątów” będzie mniej.

Powody do zadowolenia

W efekcie te osoby, które rok temu postanowiły zainwestować swoje oszczędności na rynku mieszkań na wynajem, mają dziś powody do zadowolenia. Z szacunków HRE Investments opartych o dane NBP wynika bowiem, że pod koniec 2018 roku kupując w stolicy mieszkanie na wynajem, można było liczyć na to, że w formie czynszów trafił na konto właściciela około 5,5% ceny zapłaconej za lokal i to już po uwzględnieniu wszystkich kosztów czy okresowego braku najemcy. Wartość ta – tak samo jak w przypadku pozostałych przytaczanych wyników – nie została skorygowana o opodatkowania (np. ryczałt wymaga oddania fiskusowi 8,5% przychodu).

Wzrost cen

Do tego pozytywną zmianą jest wzrost wycen nieruchomości. Z najświeższych danych NBP na temat zmian cen nieruchomości wynika, że w Warszawie używane mieszkania w ciągu roku zdrożały o prawie 10,5% (indeks hedoniczny).

W sumie daje to potencjalny zysk na poziomie aż 16% w ciągu zaledwie 12 miesięcy. Dlaczego potencjalny? Żeby faktycznie zarobić na wzroście wartości mieszkania trzeba byłoby je bowiem sprzedać. To wiąże się z kosztami, czasem wymaga zapłaty podatku od wzrostu wartości lokalu. Dlatego też zakup mieszkania na wynajem tylko na jeden rok nie ma sensu. W tym kontekście zaprezentowane wyniki należy raczej traktować jako zabawę na liczbach.

Lokaty kokosów nie dadzą

Niemniej wynik takiej inwestycji jest bez wątpienia imponujący – szczególnie jeśli zestawimy go z przeciętną ofertą depozytów bankowych. Jak bowiem wynika z danych NBP osoby, które pod koniec 2018 roku zakładały przeciętną lokatę, decydowały się powierzyć swoje pieniądze za obietnicę oprocentowania na poziomie zaledwie 1,8% (niecałe 1,5% po opodatkowaniu). To około 10 razy mniej niż wcześniej wspomniany zysk z wynajmu i wzrostu wartości mieszkania.

Niewiele lepiej radziły sobie obligacje. Średnie oprocentowanie tych kupionych przez Polaków pod koniec 2018 roku opiewało na bez mała 2,2% w skali roku. Wynik może niezbyt imponujący, ale szczególnie osoby, które kupiły rok temu obligacje co najmniej czteroletnie dziś poznają uroki indeksowanych papierów skarbowych i mogą się cieszyć nawet ponad 5-proc. stopą zwrotu przez najbliższe 12 miesięcy.

Wynajem mieszkań przed funduszami

Niezłe stopy zwrotu wypracowały też rodzime fundusze inwestycyjne, które pieniądze angażują na rynku akcji. W ich przypadku przeciętna stopa zwrotu za 2019 rok wynosi 12% (przed opodatkowaniem). Niestety głębsze spojrzenie na wyniki tych funduszy pokazuje, że nie jest to zasługa notowań akcji rodzimych firm. Te fundusze, które inwestowały w akcje polskich firm zarobiły bowiem w ubiegłym roku tylko 4,5%, czyli niewiele więcej niż fundusze inwestujące w obligacje (także korporacyjne). W sumie więc wyniki i tak są niezłe, bo indeks skupiający największe spółki rodzimego parkietu (WIG 20) zanotował w 2019 roku spadek o ponad 5%.

Skąd więc 12-proc. wzrost wyceny jednostek uczestnictwa rodzimych funduszy akcyjnych? Jest to zasługa inwestowania przez polskie fundusze na zagranicznych parkietach. Mamy więc tu do czynienia z wypadkową dobrych wyników światowych giełd w 2019 roku i faktu, że w ubiegłym roku złotówka osłabiała się np. wobec dolara. Dla porządku warto też dodać, że ten sam czynnik, który stoi w ostatnim czasie za wzrostem cen złota, doprowadził do wyraźnej przeceny na giełdach w lutym 2020 roku.

Łyżka dziegciu w beczce miodu

Jak więc widać historyczne wyniki nie są gwarancją, że podobne zyski przyniosą inwestycje np. w bieżącym roku. I choć jest to truizm, to zawsze trzeba pamiętać, że nie istnieją idealne sposoby na pomnażanie kapitału. I tak na przykład oprócz szans na generowanie solidnych zysków mieszkanie kupione przez inwestora wymaga niemałego zaangażowania.

Lokal trzeba bowiem kupić, wykończyć, przygotować do wynajmu, znaleźć lokatora, a potem monitorować rozliczenia i stan nieruchomości reagując przy tym na awarie, usterki, a tym bardziej sytuacje konfliktowe. Trzeba też pamiętać, że nikt nie zagwarantuje, że ceny nieruchomości i czynsze wynajmu będą wciąż rosły. Co prawda, historia pokazuje, że w dłuższym terminie mieszkania drożeją szybciej niż rośnie ogólny poziom cen (inflacja), ale prawda ta dotyczy inwestycji długoterminowych, a nie spekulacyjnych.

Wysoki próg wejścia

Ponadto inwestowanie w nieruchomości wiąże się z ograniczoną płynnością, czyli faktem, że gdybyśmy potrzebowali sprzedać lokal „od ręki”, to musimy zaproponować bardzo atrakcyjną cenę. Jeśli chcemy uzyskać lepszą – rynkową cenę – to nawet popularne dwa pokoje w dużym mieście mogą sprzedawać się nawet kilka miesięcy.

Zakup mieszkania to także inwestycja o dość wysokim progu wejścia. Chodzi o to, że nawet kupując mieszkanie z pomocą kredytu trzeba mieć w kieszeni sporo gotówki, aby pokryć wymagany przez banki wkład własny i opłacić wszystkie koszty transakcyjne. Może się okazać, że chcąc kupić mieszkanie warte 400 tys. zł trzeba dysponować kwotą 50-100 tysięcy złotych i to raczej przy założeniu jego delikatnego odświeżenia, a nie gruntownego remontu. Do tego pamiętajmy, że w końcu Rada Polityki Pieniężnej zacznie podwyższać stopy procentowe. Jeśli więc ktoś na zakup lokalu zaciągnął kredyt hipoteczny, to musi się liczyć z tym, że jego rata wzrośnie.

Wynajem mieszkań to początek

Nieruchomości to jednak nie tylko mieszkania. Na tym rynku można też inwestować w lokale użytkowe, biurowce, galerie handlowe, grunty, a nawet garaże serwerownie czy magazyny samoobsługowe. Można to robić zarówno bezpośrednio jak i za pośrednictwem np. poprzez fundusze inwestycyjne. Duży popyt na nieruchomości zgłaszany przez Polaków chcących ulokować na tym rynku nadwyżki finansowe spowodował, że na rynku pojawiają się też innowacyjne rozwiązania, które np. pomagają zrzeszać inwestorów wspólnie finansujących zakup mieszkań na wynajem, rewitalizację kamienic lub budowę całych inwestycji deweloperskich. Jak w każdym przypadku niezbędna jest jednak przy takich inwestycjach rozwaga i dokładne zrozumienie wad i zalet.

Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments

nowy numer Magazynu Personel&Zarządzanie

W lutowym numerze Personel&Zarządzanie tematem przewodnim jest różnorodność i kultura włączania, natomiast wydanie specjalne poświęciliśmy nowym technologiom w firmie. Nowy numer Magazynu Personel&Zarządzanie możesz teraz otrzymać bezpłatnie – czytaj dalej.

Personel&Zarządzanie to więcej niż magazyn

Wyniki badań wskazują, że przyjazne środowisko pracy, dobra komunikacja i relacje w zespole są ważnymi czynnikami motywującymi do pracy. Niezwykle ważne jest także poszanowanie praw jednostki. Dzięki polityce równego traktowania oraz akceptacji różnic wśród pracowników firma może uzyskać wymierne korzyści i stać się innowacyjna. Potwierdzają to liczne doświadczenia organizacji zatrudniających różnorodne zespoły. Wydawać by się mogło, że zarządzanie różnorodnością może dotyczyć głównie globalnych korporacji. Podczas gdy małym firmom na lokalnym rynku nic do tego. Jest to błędne rozumowanie. Nawet w małej społeczności są osoby niepełnosprawne, starsze czy rodzice samotnie wychowujący dzieci, którzy powinni być traktowani z takim samym szacunkiem jak pozostałe osoby.

Magazyn Personel& Zarządzanie od 25 lat na rynku

Wydanie specjalne poświeciliśmy tematyce nowych technologii. Nowe technologie w biznesie nikogo dziś nie zaskakują. Mamy z nimi do czynienia na co dzień, bo usprawniają złożone i czasochłonne procesy, a przez to wpływają na efektywność organizacji. Cyfryzacja nie omija również działów HR, które nie mogą pozostać obojętne na zmiany i muszą wdrażać nowoczesne rozwiązania. Czy mają inne wyjście? Raczej nie.

Bądź jednym z 30 pierwszych osób, które otrzymają bezpłatnie nowy numer Magazynu Personel&Zarządzanie. Poznaj najnowsze trendy i rozwiązania w zarządzaniu zasobami ludzkimi. Wystarczy wypełnić formularz na stronie wydawnictwa:

https://www.landpage.co/3a0946a3d6226fa70286

jak oszczędzać

Ponad 20% Polaków nie monitoruje swoich finansów i wydatków. Z kolei blisko co trzeci z nas robi to codziennie. Najczęściej są to osoby, których dochód netto na gospodarstwo domowe wynosi powyżej 5 tys. zł. Co piąty z nas nie oszczędza, a przeszło co trzeci deklaruje, że zaczął to robić, gdy tylko zarobił pierwsze samodzielne pieniądze.

Jak oszczędzać? Z badania przeprowadzonego przez Panel Ariadna na zlecenie ikalkulator.pl wynika, że coraz więcej z nas dba o zabezpieczenie finansowe w postaci oszczędności. Co ważne, Polacy zazwyczaj zdają sobie sprawę, gdzie mogą ich szukać w codziennym życiu. Obecnie o odkładaniu zarobionych pieniędzy myślą coraz młodsze osoby i realizują to, gdy tylko zdobędą pierwszą pracę zarobkową.

Finanse pod kontrolą?

Z badania wynika, że blisko co trzeci Polak codziennie sprawdza stan swojego konta bankowego i monitoruje wydatki. Co ciekawe, najczęściej robią tak osoby, których dochód netto na gospodarstwo domowe jest największy i wynosi powyżej 5 tys. zł. Opowiedziało tak 38 proc. ankietowanych z tej grupy.

Nieco mniej respondentów – 25% – wskazało, że sprawdza konto i monitoruje wydatki tylko raz w tygodniu. Z kolei 23% ankietowanych odpowiedziało, że robi to kilka razy w miesiącu.

Badanie pokazało także niepokojący fakt. Co piąty Polak nie pilnuje swoich finansów: zatem 15% z nas wyznaje zasadę „carpe diem” i zagląda na swoje konto bankowe i monitoruje wydatki tylko, jak im się przypomni, a 6% w ogóle tego nie robi! Zatem łatwo przypuszczać, gdzie może zaprowadzić taka postawa konsumentów. Może to świadczyć nie tylko o dość swobodnym podejściu do tematu finansów, ale także braku zarządzania budżetem domowym oraz brakiem jakichkolwiek oszczędności. Wielu Polaków nadal żyje od wypłaty do wypłaty, rosną też ich długi – łączna kwota zaległych zobowiązań zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w BIK na koniec września 2019 r. wyniosła 78,7 mld zł.

Budżet Polaka, czyli jak oszczędzać?

Zapytaliśmy też Polaków, które kategorie wydatków zajmują w ich budżetach najwięcej miejsca. Dlatego na zakupy spożywcze i chemiczne wydajemy najwięcej pieniędzy. Aż 52% respondentów wskazało, że ta kategoria jest najbardziej obciążająca dla ich portfela i przeznaczają na nią „dużą” lub „bardzo dużą” część budżetu. Na drugim miejscu są rachunki za prąd, wodę, czynsz itp. (37% wskazań „dużą” i „bardzo dużą” część budżetu), a na trzecim wydatki mieszczące się w kategorii finanse – wszelkie raty kredytów, pożyczek, ubezpieczenia itp. (24% wskazań „dużą” i „bardzo dużą” część budżetu).

Jak oszczędzać w młodym wieku?

A jak jest z naszym oszczędzaniem? Badanie ikalkulator.pl pokazuje, że przeszło co trzeci ankietowany deklaruje, że zaczął odkładać, gdy poszedł do pracy i zarobił pierwsze samodzielne pieniądze. Zazwyczaj, ten czas przypada na wiek 20-26, więc jeśli już, to zaczynamy oszczędzać w młodym wieku. Zatem zauważalna jest też rosnąca świadomość potrzeby oszczędzania u coraz młodszych roczników. Aż 51% ankietowanych z grupy 18-24 odpowiedziało, że zaczęło oszczędzać, gdy zarobiło pierwsze pieniądze.

Jednak wyniki badania ikalkulator.pl pokazują także, że nie jest aż tak optymistycznie. Co piąty Polak jeszcze nie zaczął oszczędzać. Zrozumiały jest fakt, że w najmłodszej grupie badanych odpowiedziało tak 27% ankietowanych. Jednak niepokojąco wyglądają dane w grupie 35-44 i 44-54 – gdzie takiej odpowiedzi udzieliło po 22% ankietowanych.

Tu szukamy oszczędności

Zapytani o to, gdzie szukać oszczędności, Polacy najczęściej wskazywali na nałogi typu papierosy, alkohol czy słodycze. Było to najwięcej wskazań „zdecydowanie tak” i „tak” spośród wszystkich kategorii (67%). W dalszej kolejności znalazło się: ograniczenie jedzenia na mieście (58%) oraz robienie przemyślanych zakupów spożywczych (57%). Według ankietowanych najtrudniej szukać oszczędności w aktywnych produktach bankowych (konsolidując kredyty, spłacając je na czas, odpowiedzialnie korzystać z karty kredytowej, zamykając konta, których nie używamy), a także obniżając rachunki np. za prąd, wodę, poprzez stosowanie odpowiednich nawyków lub zmianę np. dostawcy energii elektrycznej.

Badanie zostało przeprowadzone na ogólnopolskim panelu badawczym Ariadna metodą CAWI.  Próba ogólnopolska losowo-kwotowa N=1055 osób w wieku 18+.

materiał prasowy

niewypłacalny kontrahent

Zaległości przedsiębiorstw wobec partnerów biznesowych i banków zbliżyły się na koniec trzeciego kwartału 2019 roku do kwoty 31,5 mld zł. 6 na 10 firm w naszym kraju ma problem z opóźnionymi płatnościami. Na zapłacenie wystawionej faktury oczekują średnio prawie 4 miesiące. W sytuacji wchodzenia Polski w spowolnienie gospodarcze, nie są to dobre informacje.

Zatory płatnicze i niewypłacalny kontrahent na skraju bankructwa, zadecydują w najbliższym czasie o liczbie upadłości polskich firm. Są jednak dobre sposoby, aby zabezpieczyć się przed klientami, których kondycja finansowa jest słaba. – przekonują eksperci z firmy doradczej Lege Advisors.

Niewypłacalny kontrahent to opóźnienie

Na początku warto wspomnieć o sytuacji, która gubi bardzo wielu przedsiębiorców. Mamy tu na myśli brak szybkiego monitowania o zaległe płatności. Odkładanie w czasie monitów związane jest z przekonaniem, że „przecież wszyscy płacą z opóźnieniem”. Tymczasem rzeczywistość może być inna. Faktura mogła nie dotrzeć do biura adresata (oczywiście wina poczty), na skrzynkę e-mail lub zostać „zagubiona” w księgowości. To być może banalna sytuacja, ale również wydłuża czas zapłaty i pogłębia problemy obu stron.

– „Kredytowanie” partnerów biznesowych to polska specjalność coraz rzadziej spotykana na świecie. Gdy nasz biznes harmonijnie się rozwija, budujemy silne i dobre relacje z kontrahentem. Niestety, szybko prowadzi to do „kredytowania” jego działalności. Chodzi zwykle o wydłużone terminy płatności. I tu często wpadamy w pułapkę. Kontrahent zwleka z płatnością, spłaca małą część zadłużenia i obiecuje, że wkrótce spłaci resztę. To sygnał, że on już ma, a my zaraz będziemy mieli kłopoty. – tłumaczy Przemysław Furmanek z firmy doradczej Lege Advisors.

Jak uniknąć konsekwencji?

Co więc zrobić, aby uniknąć konsekwencji niewypłacalności kontrahenta? Sposoby, które zaraz opiszemy nie są finezyjne i mogą się wydawać przesadzone. Jednak perspektywa niewypłacalności naszej firmy (nie z naszej winy), a w konsekwencji upadłości, jest dobrym argumentem za.

Najlepiej podjąć odpowiednie kroki już na początku współpracy z klientem. Warto uzyskać od niego oświadczenie o poddaniu się egzekucji, składane przed notariuszem, z art. 777 Kodeksu Postępowania Cywilnego. – Pozwala to na dochodzenie swoich należności w tańszym i szybszym postępowaniu klauzulowym, zamiast w postępowaniu upominawczym. W przypadku, gdy dochodzi do niewypłacalności kontrahenta, taki zabieg prawny pozwala nam podjąć kroki egzekucyjne szybciej niż pozostali wierzyciele. wyjaśnia Przemysław Furmanek z firmy doradczej Lege Advisors.

Wskazanie granicy jest najważniejsze

Częstym błędem jest zgoda na zwiększanie zadłużenia kontrahenta w stosunku do naszej firmy. Niewypłacalny kontrahent oczekuje dalszego świadczenia usług czy dostarczenia towarów, bez spłacania poprzednich zobowiązań. Argumentuje to zwykle, że usługi lub towary są niezbędne do spłaty wcześniejszych zobowiązań. W ten sposób powstają wielomiesięczne zaległości, a współpraca zazwyczaj się kończy. Rozwiązaniem łączącym się z oświadczeniem o poddaniu się egzekucji jest wskazanie kontrahentowi granicy stop loss już na etapie rozpoczęcia współpracy. Po przekroczeniu tej granicy (pewnej kwoty wierzytelności) współpraca miałaby zostać automatycznie zakończona i podjęte kroki egzekucyjne.

Kolejnym sprawdzonym rozwiązaniem w przypadku nierzetelnego klienta jest sądowe zabezpieczenie roszczeń na jego majątku (np. nieruchomościach, ruchomościach, kontach bankowych). Można tego dokonać nawet przed złożeniem pozwu o zapłatę. W przypadku egzekucji, ale także upadłości oraz restrukturyzacji, zabezpieczenie takie pozwala na odzyskanie kwot oscylujących, co najmniej, wokół wartości przedmiotu zabezpieczenia. Gdyby okazało się, że klient nie posiada majątku, który mógłby zostać zabezpieczony, dostajemy wyraźny sygnał, że mamy do czynienia z niepewnym partnerem.Teoretycznybrak majątku klienta może być wynikiem m.in. jego zabezpieczania się przed roszczeniami (majątek przepisany na córkę lub matkę), bądź zabezpieczeniem się na nim innych kontrahentów.

Niewypłacalny kontrahent a wniosek o upadłość

W przypadku obawy, że nierzetelny klient wyzbywa się majątku firmy, warto rozważyć złożenie wniosku o upadłość.  – Jest to o tyle ważne, że pozwala zabezpieczyć majątek przed jego sprzedażą. Umożliwi też zbadanie czynności podjętych przez kontrahenta w celu działania na szkodę wierzycieli. Dzięki temu syndyk będzie miał szansę stwierdzić bezskuteczność niektórych czynności lub je zaskarżyć i odzyskać do masy upadłości.mówi Szymon Mojzesowicz z firmy doradczej Lege Advisors.

Opisane kroki prawne wobec kontrahentów, którzy mają problemy z wypłacalnością, są zdecydowane, bezwzględne i zwykle skuteczne. Nadchodzi niestety czas, kiedy trzeba będzie je stosować nawet wobec marek istniejących na rynku wiele lat. Niewypłacalność może dotknąć każdego. Nie zawsze jednak taką karę ponosi winny. Dlatego dbajmy o interesy naszych firm i nie bójmy się sięgać po rozwiązania szybkie i zdecydowane. Od niewypłacalności do upadłości jest bardzo mały krok.

materiał prasowy

ceny mieszkań

Jaką najwyższą kwotę przeznacza większość kupujących na zakup mieszkań w poszczególnych miastach? Jakie lokale są najczęściej wybierane? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości Dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develia S.A.   

Górna granica kwoty, jaką klient jest w stanie przeznaczyć na zakup mieszkania zależy od segmentu inwestycji i celu zakupu. Zatem w segmencie popularnym, gdzie klient kupuje swoje pierwsze mieszkanie o układzie dwa pokoje z aneksem/kuchnią, maksymalne ceny mieszkań wahają się od około 280 tys. zł w Katowicach, przez 350 tys. zł w Krakowie, Wrocławiu czy Gdańsku do ponad 400 tys. zł w Warszawie.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Realizujemy obecnie inwestycje wyłącznie na terenie Warszawy. W związku z tym górna granica ceny mieszkań zależy przede wszystkim od rodzaju poszukiwanego przez nabywców mieszkania oraz lokalizacji w konkretnej dzielnicy Warszawy. Dlatego na Targówku przykładowo najwięcej osób poszukuje mieszkań do kwoty 400 tys. zł, a na Woli do 500 tys. zł.  

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Zbyt wiele zmiennych, jak lokalizacja, standard wykonania, wyposażenie, odległość od centrum miasta, czy wreszcie niedefiniowalne preferencje indywidualne praktycznie uniemożliwiają wyznaczenie górnej granicy, akceptowalnej przez nabywców mieszkań w poszczególnych miastach. Oczywiście najszybciej kupowane są mieszkania, których cena za metr kwadratowy oscyluje w okolicy średniej statystycznej w danym mieście. Należy jednak pamiętać, że różnice w cenie, nawet w obrębie jednego miasta, mogą sięgać kilkudziesięciu procent z uwagi na lokalizację i inne czynniki cenotwórcze. Dlatego praktycznie każda inwestycja jest dedykowana określonej grupie nabywców o innych preferencjach, również dotyczących ceny mieszkań.

Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska

Działamy głównie na rynku warszawskim, wrocławskim i poznańskim. Każdy z nich jest inny. Dysproporcje widać na przykładzie średnich cen za metr kwadratowy. Zatem w Warszawie ich poziom jest wyższy niż 10 tys. zł/mkw., a w Poznaniu ceny przekraczają 7 tys. zł/mkw. Dlatego warto zwrócić uwagę na zmieniającą się strukturę oferty w miastach. Maleje udział mieszkań najtańszych, a rośnie tych, których cena za metr jest wyższa od średniej rynkowej. Dlatego osoby, które kupują pierwsze mieszkanie poszukają lokali usytuowanych dalej od centrum w możliwie najkorzystniejszej cenie. Natomiast osoby, dla których priorytetem jest centralna lokalizacja są skłonne zapłacić więcej.

Wojciech Duda, wiceprezes Duda Development

Nie można mówić o tego rodzaju górnej granicy ceny mieszkań, ponieważ zawsze zachodzi tutaj  zależność pomiędzy lokalizacją obiektu, jego metrażem i jakością wykonania a właśnie ceną. Dlatego obecnie w naszej ofercie najbardziej kosztowne propozycje to domy w zielonej, poznańskiej dzielnicy Morasko w osiedlu Morasko Park. Najdroższe kosztują 850 tys. zł i cieszą się zainteresowaniem naszych klientów.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Prowadzimy sprzedaż mieszkań w Warszawie i Gdańsku. Linia oddzielająca wysokość całkowitych kwot przeznaczanych na zakup lokali przebiera raczej pomiędzy typami inwestycji. Ceny w segmencie popularnym w Gdańsku są porównywalne z tymi w Warszawie. W przypadku inwestycji apartamentowych trudno mówić o górnej granicy. W segmencie popularnym największym zainteresowaniem cieszą się lokale dwupokojowe Wówczas całkowita kwota przeznaczana na zakup to około 350 tys. zł. W przypadku inwestycji apartamentowych większość transakcji to kwoty od 700 tys. zł za mieszkania dwupokojowe do kilku milinów za apartamenty.

Agnieszka Jaworska-Goździewska, Marketing i PR Manager w Nickel Development

Dla większości naszych klientów kluczowym kryterium oceny jest użyteczność mieszkania lub domu, a nie jego cena. Dlatego nasze produkty są bardzo zróżnicowane, począwszy od luksusowych apartamentów, po mieszkania na przedmieściach, oferujące wysoki stosunek jakości do ceny. Mogę jednak powiedzieć, że nie są odosobnione sytuacje, w których klienci decydują się przekroczyć początkowo zakładany budżet, aby zamieszkać w miejscu, które spełnia ich wszystkie wymagania. Uwagę zwraca też fakt, że wiele osób poszukuje lokali z możliwie dużą liczbą pomieszczeń w porównaniu do danej powierzchni. Mówimy o nich – przez analogię do samochodów – że to mieszkania kompaktowe.

Magdalena Gąsienica-Samek, p.o. dyrektor marketingu Red – Real Estate Development

Trudno mówić o górnej granicy ceny. To, ile nabywcy wydają na mieszkanie, zależy od wielu czynników, m.in. od ich zamożności, zdolności kredytowej i od kwoty, jaką planują na mieszkanie przeznaczyć. Duże znaczenie mają również oczekiwania wobec lokalizacji, standardu i relacji ceny do jakości. W przypadku mieszkań w Warszawie średnia cena za mkw. przekroczyła 10 tys. zł. W grupie największych rynków jest też Trójmiasto, Kraków, Wrocław, Poznań i Łódź.

Ceny mieszkań – Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Robyg SA.

Na polskim rynku mieszkaniowym od wielu lat popyt przerasta podaż, a potrzeby mieszkaniowe Polaków wciąż są duże. Mimo nieuniknionego wzrostu cen mieszkań, związanego m.in. z cenami materiałów budowlanych, wciąż duże zapotrzebowanie rynkowe skutkuje utrzymaniem zainteresowania zakupem mieszkania. Nadal najpopularniejszy segment to lokale dwu i trzypokojowe w metrażach 40-60 mkw. o dobrym stosunku ceny do jakości. Górne granice cenowe w poszczególnych miastach to około 1,5 mln zł w Warszawie, we Wrocławiu 660 tys. zł, natomiast w Gdańsku 1,2 mln zł.

Andrzej Gutowski, wiceprezes Ronson Development, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu

Wśród klientów kupujących mieszkania za gotówkę, możemy właściwie mówić przede wszystkim o psychologicznej granicy cenowej, a ta granica w ostatnich latach wyraźnie przesuwa się w górę. Niegdyś taką granicą był poziom około 300 tys. zł dla mieszkania dwupokojowego, czy około 400 tys. zł dla mieszkania trzypokojowego. Dziś nikogo nie dziwią oferty deweloperów i transakcje opiewające na znacznie większe kwoty. Wiele zależy od samych projektów, w tym ich lokalizacji, jak i poszczególnych nabywców. Ich gotowość do nabycia drogiego mieszkania często nie wynika tylko z możliwości finansowych, ale również jest podyktowana emocjami.

Aleksandra Goller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w spółce mieszkaniowej Skanska

Trudno mówić o granicach, najważniejsze w naszej branży to trafić z ofertą w oczekiwania klientów. Do naszych biur sprzedaży przychodzą osoby o różnorodnych potrzebach. Nie dla wszystkich cena jest najistotniejsza. Liczy się standard wykończenia, jakość, marka i pełen pakiet dodatkowych usług. Jeżeli zyskają pewność, że to u nas zmaterializują swoje marzenia o mieszkaniu idealnym – po prostu je kupią.

Jarosław Kozak, wiceprezes w Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Potencjalny nabywca mieszkania na wynajem zwraca przede wszystkim uwagę na lokalizację, powierzchnię oraz na koszty, jakie musi ponieść na zakup i wykończenia lokalu, tak aby satysfakcjonował go zwrot z inwestycji w ciągu kilku lat.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development  

Górna kwota jest dla nas trudna do określenia ze względu na to, że nasze mieszkania należą do najtańszych nieruchomości na stołecznym i podstołecznym rynku. Dlatego ceny mieszkań w Osiedlu Natura w Wieliszewie zaczynają się od 4290 zł/mkw., zaś w Osiedlu Łomianki od 5150 zł/mkw. W obu inwestycjach największy popyt jest na mieszkania najtańsze, w cenie do 250 tys. zł.

Ceny mieszkań – Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Ceny mieszkań nie powinny w najbliższych kwartałach ulegać większym wahaniom. Zatem zakładamy stabilizację stawek cenowych z możliwym, niewielkim trendem wzrostowym. Zeszłoroczne wyniki sprzedaży udowadniają, że jest to poziom akceptowalny dla klientów.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

W ramach naszych inwestycji najwyższa ofertowa cena oscyluje w granicach 1,7 mln zł – 1,75 mln zł brutto. Dotyczy bardzo atrakcyjnego i luksusowego apartamentu o powierzchni około 85 mkw. w kompleksie Sol Marina. To prestiżowy projekt z własną mariną jachtową położony jest na Wybrzeżu Gdańskim. Dlatego powstaje w otoczeniu dziewiczej przyrody, a jednocześnie zaledwie kilka kilometrów od centrum Gdańska. Lokalizacja, wysoki standard nieruchomości oraz wiele dodatkowych funkcjonalności sprzyjających aktywnemu wypoczynkowi to olbrzymie atuty tej inwestycji.

Źródło: Dompress

Praca za granicą czyli w Niemczech lub Wielkiej Brytanii. Tak wynika z globalnego badania Workmonitor, przeprowadzonego przez firmę Randstad. Na kraje te wskazuje co 4 respondent. Największą motywacją do wyjazdu jest pozytywny wpływ na rozwój kariery oraz równowaga między życiem prywatnym i zawodowym. Polska, pod względem atrakcyjności dla obcokrajowców wypada  jednak słabo. Czechy, to jedyne państwo, którego obywatele wymieniają Rzeczpospolitą w pierwszej 10 miejsc, gdzie chcieliby podjąć pracę.

Polska jako miejsce pracy

Polski rynek pracy potrzebuje obcokrajowców. Rekordowo niskie bezrobocie sprawia, że w firmach często brakuje wysoko wykwalifikowanych kandydatów. Niestety, wyniki badania Randstad wskazują, że Polska nie jest postrzegana jako atrakcyjne miejsce do emigracji dla cudzoziemców. Spośród 34 krajów świata, jedynie Czesi wymieniają nasz kraj w pierwszej 10 państw, w których chcieliby podjąć pracę. Musimy pamiętać, że brak pracowników może hamować rozwój firm, a to niebezpieczne dla całej gospodarki.

Nowoczesne sektory w kłopotach

Przede wszystkim dla nowoczesnych sektorów, w których potrzeba wysoko wyspecjalizowanych pracowników. Jednak nasze doświadczenie pokazuje, że pracodawcy mogą efektywnie sięgać po doświadczonych pracowników z zagranicy. Najlepszym sposobem jest w tym przypadku jasne zidentyfikowane i komunikowanie przewagi polskich firm, jako atrakcyjnych miejsc pracy, ale także Polski jako przyjaznego kraju do życia, mówi Henri Viswat, Director Randstad Professionals w Polsce.

Praca za granicą czyli w Niemczech i Wielkiej Brytanii

Niemcy i Wielka Brytania to najczęściej wymieniane przez Polaków kraje, jeśli chodzi o pożądane miejsce pracy za granicą. Wskazuje na nie odpowiednio 16% i 11% krajowych pracowników. Państwa te są najchętniej wybieranymi kierunkami emigracji przez wszystkie grupy wiekowe, niezależnie od płci.

Na trzecim miejscu znajduje się Holandia (6%), chociaż w tym przypadku występują różnice zarówno pomiędzy płciami, jak i grupami wiekowymi. Podczas gdy dla 7% mężczyzn Niderlandy są krajem pierwszego wyboru po Niemczech i Wielkiej Brytanii, kobiety częściej wskazywały na Hiszpanię (5%). Osoby od 18 do 24 lat, na trzecim miejscu wymieniają Stany Zjednoczone (9%), a od 55-65 lat – Czechy (7%).

Czesi chcą do nas

Niestety, obcokrajowcy rzadko wymieniają Polskę jako miejsce, w którym chcieliby pracować. Ponadto spośród 34 krajów, w których przeprowadzono badanie, jedynie Czesi wymienili Polskę w pierwszej 10 państw, gdzie mogliby podjąć zatrudnienie. W efekcie na nasz kraj wskazało 4% obywateli Czech. Na kolejnych miejscach znaleźli się Chińczycy (0,7%), Szwedzi (0,7%) i Niemcy (0,6%). Takie wyniki sprawiają, że Polska plasuje się odpowiednio na 24, 27 i 28 miejscu rankingu krajów, w których chcieliby pracować obywatele ww. państw.

Kariera i work-life balance główną motywacją do podjęcia pracy za granicą

69% Polaków rozważyłoby wyjazd do pracy za granicę jeśli miałby on pozytywny wpływ na karierę i równowagę między życiem zawodowym a prywatnym. Na połączenie tych czynników częściej wskazywały kobiety (72%) niż mężczyźni (67%). Dodatkowo aspekt ten wymieniany jest najczęściej przez osoby w wieku od 25 do 34 lat (85%), a najrzadziej – od 55 do 65 lat (52%). Polska jest pod tym względem na pierwszym miejscu krajów europejskich. Za nami znajdują się Włochy (67%) i Hiszpanie (64%).

3 na 5 Polaków wyjechałaby z Polski dla znacząco wyższego wynagrodzenia

W efekcie 60% polskich pracowników deklaruje, że zdecydowałoby się na wyjazd do pracy za granicą dla znacząco wyższego wynagrodzenia. Odsetek ten sprawia, że pod tym względem zajmujemy drugie miejsce spośród krajów europejskich. Wyprzedzają nas tylko Włosi, gdzie 64% pracowników wskazuje taką odpowiedź. W Polsce gotowość do wyjazdu za granicę w związku ze znaczącym wzrostem wynagrodzenia rzadziej potwierdzają mężczyźni (58%) niż kobiety (61%). W podziale na grupy wiekowe największą gotowość do emigracji ze względu na wyższe wynagrodzenie wskazują osoby od 25 do 34 roku życia (73%) a najmniejszą osoby od 55 do 65 lat (50%).

Co 2 pracownik chciałby rozwijać karierę w innych krajach

Po pierwsze dla 53% Polaków możliwość rozwoju kariery za granicą jest wystarczającym powodem do emigracji. Po drugie wskazuje tak 54% mężczyzn i 51% kobiet. Ponadto czynnik ten jest dominujący w grupie wiekowej od 25 do 34 lat (66%). Najrzadziej na takie rozwiązanie decydują się osoby od 55 do 65 roku życia. Również pod tym względem Polska uplasowała się na drugim miejscu w Europie. Częściej na rozwój kariery poza granicami kraju decydują się tylko Włosi (57%).

Praca za granicą - ulubione kierunki Polaków - ludzie holu biurowca
Praca za granicą – ulubione kierunki Polaków

Praca za granicą musi być interesująca

66% Polaków wskazuje także że byłaby gotowa wyjechać za granicę dla interesującej pracy. W efekcie na takie rozwiązanie zdecydowałoby się 66% mężczyzn i 65% kobiet. Dodatkowo sapekt ten jest najpopularniejszy w najmłodszej grupie wiekowej, tj. 18-24 lata, gdzie wskazuje go 83% badanych.

Ponadto badanie Randstad Workmonitor realizowane jest w 34 krajach świata: w Argentynie, Australii, Austrii, Belgii, Brazylii, Chile, Chinach, Czechach, Danii, Francji, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Hongkongu, Indiach, Japonii, Kanadzie, Luksemburgu, Malezji, Meksyku, Niemczech, Nowej Zelandii, Norwegii, Polsce, Portugalii, Rumunii, Singapurze, Szwajcarii, Szwecji, Turcji, USA, na Węgrzech, w Wielkiej Brytanii i we Włoszech.

Zdolność kredytowa jest najwyższa w historii choć banki utrudniają dostęp do kredytów i podnoszą ich koszty, to i tak dzieje się to wolniej niż wzrost wynagrodzeń, o którym informuje co miesiąc Główny Urząd Statystyczny. Rekordowo wysokie pensje Polaków to przepustka do zakupu mieszkania na kredyt.

Zdolność kredytowa dzięki podwyżkom

GUS poinformował o rekordowo wysokich pensjach Polaków. Przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej wyniosło w 2019 roku trochę ponad 4,9 tys. złotych brutto – nawet po uwzględnieniu inflacji oznacza to realny wzrost wynagrodzeń o prawie 5%. Co miesiąc urząd podaje też wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw – to, liczone jako średnia ważona zatrudnieniem, w całym 2019 roku wyniosło niecałe 5,2 tys. zł brutto, czyli o 6,6% więcej niż przed rokiem – wynika z szacunków HRE Investments. Skąd ta różnica? W wynagrodzeniach z gospodarki narodowej znajdziemy też pensje wypłacane w administracji publicznej, które nie należą przecież do najwyższych.

Zdolność kredytowa Polaków najwyższa w historii - grafika
Zdolność kredytowa Polaków najwyższa w historii

Bez podwyżki więcej nie pożyczysz

Abstrahując jednak od tych metodologicznych zawiłości trend jest widoczny. Wynagrodzenia Polaków co do zasady rosną, co wprost przekłada się na możliwości zadłużania się. Te co miesiąc bada HRE Investments pytając banki ile pożyczyłyby trzyosobowej rodzinie. Takiej w której oboje rodzice przynoszą do domu po średniej krajowej. Bierzemy tu pod uwagę wynagrodzenia w przedsiębiorstwach i chcieliby zadłużyć się na 30 lat z 20-proc. wkładem własnym.

Efekt? Mając od wydania co miesiąc kwotę ponad 7,4 tys. zł netto taka rodzina mogłaby pożyczyć przeciętnie 670 tys. złotych. To o 6 tys. zł więcej niż przed miesiącem oraz o 59 tysięcy więcej niż rok wcześniej. Cały ten wzrost zawdzięczamy rosnącej przeciętnej pensji. Banki stawiają bowiem klientom coraz wyższe wymagania przez co są bardziej wybredne przy akceptowaniu składanych przez Polaków wniosków kredytowych. Do tego mamy w ostatnim czasie do czynienia z podnoszeniem zarówno marż jak i poza odsetkowych kosztów kredytów. W efekcie jeśli ktoś w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie dostał podwyżki, to będzie mógł pożyczyć na mieszkanie mniej.

Pożyczysz kilkadziesiąt razy więcej niż zarabiasz

Wspomniane 670 tysięcy to mediana, a więc połowa instytucji chciałaby pożyczyć na zakup mieszkania kwotę wyższą, a połowa niższą. Nie zmienia to faktu, że nawet ta przeciętna zdolność kredytowa odpowiada 90-krotności dochodów naszej modelowej familii.

W naszym zestawieniu wyróżnia się oferta Credit Agricole. Tam modelowa rodzina mogłaby złożyć wniosek o kredyt na kwotę aż 723 tys. złotych. Jest to najwyższy wynik. Warto jednak zauważyć, że tak samo jak w styczniu bank ten – pomimo podwyżki wynagrodzenia modelowych kredytobiorców – oszacował zdolność kredytową na kwotę o trochę niższą niż przed miesiącem. Na ponad 700 tysięcy zdolności kredytowej rodzina może liczyć też w Pekao. W gronie najhojniejszych uplasował się też BNP Paribas, gdzie modelowa rodzina mogłaby teraz pożyczyć 697 tys. złotych.

Zdolność kredytowa Polaków najwyższa w historii - grafika
Zdolność kredytowa Polaków najwyższa w historii

Na drugim biegunie znajdziemy Alior Bank. Nawet jednak ta instytucja zadeklarowała chęć pożyczenia rodzinie kwoty prawie 602 tys. złotych. Z deklaracji banków wynika ponadto, że na najtańszą ofertę (najniższe RRSO) modelowa rodzina mogłaby liczyć w BNP Paribas, BOŚ Banku, Santanderze czy Citi Handlowym.

Zdolność rośnie szybciej niż zarobki

Zaprezentowane powyżej kwoty przeciętnej zdolności kredytowej są wysokie. Ale wprost wynikają one z przyjętych – niemal idealnych założeń – dysponowania solidnym wkładem własnym, czy brakiem posiadania innych zobowiązań finansowych przy dobrej historii kredytowej. Do tego pensje otrzymywane przez rodzinę zostały oszacowane dość optymistycznie uwzględniając dane GUS, które pomijają tzw. „śmieciówki”, pensje w małych firmach i administracji publicznej, co bez wątpienia zawyża przyjętą stawkę przeciętnego wynagrodzenia.

Jak wyglądałaby oferta banków gdyby obniżyć wcześniej wspomniane wynagrodzenie o 20%? To oznacza, że dwie osoby dysponowałyby co miesiąc kwotą prawie 6 tys. zł netto. Jest to w przybliżeniu mediana płac w Polsce. To znaczy, że połowa rodaków faktycznie zarabia mniej, a połowa więcej niż wspomniana kwota.

Zdolność kredytowa – badanie HRE

Z badania przeprowadzonego przez HRE Investments wynika, że mediana zdolności kredytowej naszej rodziny przy zmienionych założeniach stopniałaby do 439,6 tys. złotych (o prawie 35%). Dalej jest to solidny wynik. Który oznacza, że przeciętna familia mogłaby pożyczyć na mieszkanie 74 razy więcej niż wynoszą jej miesięczne zarobki. Aby jednak udać się po taki kredyt rodzina musi najpierw zbudować sobie dobrą historię kredytową. Czyli pokazać, że wywiązuje się ze zobowiązań finansowych np. poprzez umiejętne korzystanie z mniejszych kredytów lub kart kredytowych. Spłacić wszystkie posiadane zobowiązania i posiadać minimum 20% ceny mieszkanie, które chcieliby kupić. Bez spełnienia tych warunków może się okazać, że bank zaprezentuje nam mniej hojną ofertę kredytową.

Louis Vuitton zebrał ponad 10 milionów dolarów amerykańskich w ciągu czterech lat od rozpoczęcia międzynarodowego partnerstwa z UNICEF – Funduszem Narodów Zjednoczonych na Rzecz Dzieci. Angażując globalną sieć sklepów, klientów i pracowników, aby wspierać programy UNICEF. Ponadto pomagać najbardziej potrzebującym dzieciom na świecie.

Louis Vuitton na rzecz dzieci

W obliczu ryzyka związanego z klęskami żywiołowymi, gwałtownymi konfliktami, chorobami zakaźnymi czy ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi, alarmująca liczba dzieci potrzebuje natychmiastowej pomocy. Co czwarte dziecko mieszka w kraju dotkniętym konfliktem lub katastrofą naturalną. Wspierając UNICEF, Louis Vuitton daje potrzebującym dzieciom nadzieję na lepsze życie.

Wśród inicjatyw podjętych w ramach partnerstwa, Louis Vuitton wprowadza na rynek kolekcję Silver Lockit. Kolekcja, inspirowana kłódką z 1890 roku zaprojektowaną przez Georges’a Vuitton, aby zabezpieczać najcenniejsze rzeczy klientów, jest symbolem ochrony. Silver Lockit jest także symbolem spełnienia obietnicy LV o pomocy najbardziej potrzebującym dzieciom.

Louis Vuitton Silver Lockit

Dzisiaj Louis Vuitton przedstawia pierwszą srebrną bransoletę Silver Lockit zaprojektowaną przez Virgil Abloh, dyrektora artystycznego linii męskiej LV. 100 USD od każdej sprzedanej bransoletki w cenie 390 USD, zostanie przekazane na wsparcie programów kryzysowych UNICEF.

Około połowa ludzi na świecie, żyjąca bez urządzeń sanitarnych i dostępu do bezpiecznej wody pitnej, zamieszkuje kraje ogarnięte konfliktem. Każdego dnia UNICEF działa w 190 krajach, aby bronić praw dzieci. Ponadto zaspokajać ich podstawowe potrzeby, zapewnić każdemu dziecku bezpieczeństwo, ochronę i edukację. Środki zebrane przez LV na rzecz UNICEF pomogły dostarczyć natychmiastową pomoc dzieciom w krajach takich jak Syria. Czyli Jordania, Bangladesz, Nepal, Mozambik, Zimbabwe czy Malawi.

Kryzys w Syrii

Kryzys w Syrii jest jednym z największych kryzysów humanitarnych naszych czasów. Ponad 2,5 miliona dzieci żyje jako uchodźcy w Turcji, Libanie, Jordanii, Iraku i Egipcie. Odpowiadając na kryzys humanitarny, Louis Vuitton wspiera programy UNICEF mające na celu pomoc dzieciom-uchodźcom z Syrii. W 2018 roku, dzięki wsparciu LV, UNICEF zaszczepił blisko 3,5 miliona dzieci poniżej piątego roku życia przeciwko polio. Dodatkowo poprawił dostęp do wody pitnej dla około 4,6 miliona ludzi. W Koks Badźar w Bangladeszu kryzys uchodźczy Rohingja wciąż zagraża życiu setek tysięcy dzieci i ich rodzin. Pracownicy terenowi UNICEF w 2018 zaszczepili około 1,2 miliona ludzi przeciwko cholerze. Ponadto zapewnili prawie 350 tysiącom uchodźców Rohingja dostęp do wody pitnej.

UNICEF

Cieszymy się, że firma Louis Vuitton postanowiła kontynuować współpracę z UNICEF na  rzecz dzieci na świecie. Wprowadzając nową srebrną bransoletę Silver Lockit, powiedział Marek Krupiński, Dyrektor Generalny UNICEF Polska. Środki z jej sprzedaży pozwolą dotrzeć do najbardziej potrzebujących dzieci i chronić je każdego dnia.

Od momentu rozpoczęcia współpracy, także pracownicy LV angażują się w wolontariat pracowniczy na rzecz UNICEF wspierając programy kryzysowe organizacji.

UNICEF nie promuje żadnej firmy, marki, produktu ani usługi.

5G – już wkrótce zmieni nasze podejście do Internetu. Według 71,5% przedsiębiorców uważa, że technologia 5G zwiększy konkurencyjność polskiej gospodarki wobec innych krajów Unii Europejskie, a tylko 3% zdecydowanie wyklucza taką możliwość. Polskie firmy oczekują szybkiego wdrożenia technologii i wykorzystania jej potencjału do rozwoju własnego biznesu i krajowej gospodarki – wynika z badania Ericsson Polska zrealizowanego we współpracy z Łódzką Specjalną Strefą Ekonomiczną oraz Skandynawsko-Polską Izbą Gospodarczą.

5G – optymistyczne nastawienie

Największe nadzieje na polepszenie koniunktury dzięki technologii 5G widzą managerowie średnich przedsiębiorstw (50-249 pracowników). 75,6% respondentów z tej grupy uważa, że sieć zdecydowanie zwiększy lub będzie miała pozytywny wpływ na konkurencyjność polskiej gospodarki. Uczestnicy badania Ericsson bardzo optymistycznie podchodzą do prognoz wprowadzenia technologii na terenach miejskich i głównych szlakach transportowych w Polsce do 2025 roku. 62,3% jest przekonanych o realności wprowadzenia technologii w Polsce w tym terminie, w tym 13% uznaje taki scenariusz za wielce prawdopodobny.

5G - czekajac na nowe możliwości Internetu - grafika
5G – czekajac na nowe możliwości Internetu

„Przejście z 4G na 5G przyniesie korzyści zarówno konsumentom, jak i wielu branżom. Zapewnia ona większą wydajność sieci, wychodząc naprzeciw potrzebom w zakresie większej przepustowości. Technologia ta umożliwi również rozwój nowych usług, ekosystemów i nowych źródeł przychodów dla polskich firm. Jednak wykorzystanie tego potencjału wymaga inwestycji w technologie. Dodatkowo rozwoju przedsiębiorstw, wypracowania nowych modeli wprowadzania produktów i usług na rynek. Ponadto dostosowań o charakterze organizacyjnym w skali infrastruktury krajowej” – mówi Martin Mellor, szef firmy Ericsson w Polsce.

Potrzeba współpracy oraz edukacji

Większość badanych managerów interesuje się nowymi technologami i potrafi wskazać wyzwania stojące przed wdrożeniem technologii 5G w Polsce. Ponad połowa (51,3%) średniej wielkości przedsiębiorstw jako główne bariery wskazała obawy związane z bezpieczeństwem i kontrolą danych. 46% ogółu respondentów główną barierę, która mogłaby opóźnić wprowadzenie technologii 5G w Polsce widzi w budowie infrastruktury sieci. Za równie problematyczne respondenci uznali obawy związane z negatywnym wpływem technologii 5G na zdrowie (42%). Tymczasem według Światowej Organizacji Zdrowia nie ma wystarczających dowodów potwierdzających szkodliwe oddziaływanie pola elektromagnetycznego. Takiego o natężeniu wykorzystywanym w telekomunikacji na ludzkie zdrowie.

„Wyniki te pokazują, że tylko ścisła współpraca na polu edukacji pomiędzy wszelkimi zaangażowanymi podmiotami na rynku, począwszy od instytucji unijnych, przez administracje lokalne, operatorów, przedsiębiorstwa czy organizacje pozarządowe może przyczynić się do uwolnienia realnego potencjału 5G”. Mówi Carsten Nilsen, prezes Skandynawsko-Polska Izba Gospodarcza, partner badania Ericsson Polska.

5G – nieprawdopodobna szybkość

Wyróżnikiem łączności 5G jest kilkudziesięciokrotnie wyższa szybkość transmisji danych w porównaniu do LTE oraz praktycznie brak opóźnień (0,1 ms). Dzięki temu przedsiębiorstwa inwestując w nowoczesne narzędzia np. łączące sztuczną inteligencję, analizę danych, będą w stanie realizować równolegle wiele procesów w czasie rzeczywistym, co pozwoli na zdobycie realnej przewagi konkurencyjnej w swojej branży.

„Polscy przedsiębiorcy mogą już testować swoje pomysły w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. W tym roku zainaugurowaliśmy pierwszy w kraju przemysłowy Akcelerator Technologii 5G. Czyli program wspierający rozwój innowacyjnych rozwiązań wykorzystujących w sposób znaczący technologię 5G lub 5G ready (architekturę Non-Standalone) w przedsiębiorstwach. Program stwarza startupom możliwość pracy na żywym organizmie. Instalowanie urządzeń przy liniach produkcyjnych, na pojazdach czy w halach magazynowych wybranych partnerów. Ponadto pracę z realnymi danymi, a nawet działania z klientem końcowym”. Komentuje Agnieszka Sygitowicz, Wiceprezes Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej S.A., partner badania Ericsson Polska.

Polska u progu technologii

Technologia jest już dostępna w Polsce, ale konieczne jest przydzielenie odpowiednich pasm i częstotliwości. Od 2015 r. Ericsson zainstalował niemal 5 mln stacji bazowych gotowych obsłużyć 5G, które czekają na zdalne uruchomienie. Spora część z tych stacji znajduje się w Polsce. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G. Ericsson ogłosił uruchomienie komercyjnej sieci z operatorem Polkomtel.  Wiosną planowane jest uruchomienie badawczej sieci firmy Ericsson
na Politechnice Łódzkiej. Ericsson prowadzi testy z innymi operatorami i podmiotami w Polsce.

S19 – właśnie w Dzienniku Urzędowym UE pojawiło się ogłoszenie o przetargu na zaprojektowanie i wybudowanie odcinka drogi ekspresowej S19. Od Dobrzyniewa do węzła Białystok Zachód wraz z węzłem. To pierwszy z przetargów na podlaskiej części S19, która stanowi fragment trasy Via Carpatia na terenie Polski.

  • W Polsce Via Carpatia będzie miała długość ponad 700 km i przebiegać będzie przez województwa podlaskie, mazowieckie, lubelskie i podkarpackie.
  • Pierwszy odcinek podlaskiej S19 w procedurze przetargowej
  • Strategiczne skrzyżowanie S19 i S8

S19 a Via Carpatia 

Via Carpatia połączy, wzdłuż wschodniej granicy naszego kraju, państwa bałtyckie z południem Europy, tworząc nowy korytarz transportowy. Ponadto droga ekspresowa zaplanowana została od przejścia granicznego z Białorusią w Kuźnicy Białostockiej, przez bliskie sąsiedztwo Białegostoku i dalej na południe przez Lublin aż do granicy ze Słowacja w Barwinku. 

Via Carpatia to szlak komunikacyjny, który połączy Morze Bałtyckie z Morzem Czarnym i Morzem Śródziemnym. To także droga życia dla polski wschodniej. Nasz rząd jest zdeterminowany, aby zrealizować tę inwestycję w pełni. Kolejne inauguracje budów, kolejne podpisane umowy i kolejne ogłoszone przetargi świadczą o tym, że od słów przeszliśmy do czynów – powiedział minister infrastruktury Andrzej Adamczyk.

Białystok Zachód – kluczowe skrzyżowanie

Obecnie ogłaszany przetarg dotyczy wprawdzie niewielkiego odcinka, ale za to w ramach tego zadania powstanie węzeł Białystok Zachód. To właśnie w tym miejscu w przyszłości krzyżować się będzie istniejąca S8 z powstającą drogą ekspresową S19. Tym samym wykonany węzeł zapewni w przyszłości relacje Warszawa – Białystok – Ełk oraz Ełk – Białystok – Lublin.

Przedmiotem zamówienia jest zaprojektowanie i budowa drogi ekspresowej S19 na odcinku około 5,38 km oraz drogi ekspresowej S8 na odcinku około 2,1 km wraz z węzłem Białystok Zachód. Planowane są dwie jezdnie po dwa pasy ruchu, a całość ma być przystosowana do najcięższego ruchu. 

W efekcie droga ekspresowa S8 będzie krzyżować się z drogą ekspresową S19 i przebiegać pod nią. Konstrukcję nawierzchni na węźle wybierze wykonawca. Ponadto w ramach zadania wybudowanych będzie dziesięć obiektów inżynierskich, w tym dwa przejścia nad rzekami Supraśl i Białą oraz jeden wiadukt kolejowy.

Harmonogram prac na odcinku Dobrzyniewo – Białystok Zachód

  • 24 lutego 2020 r. – przekazanie ogłoszenia o zamówieniu do publikacji
  • 28 lutego 2020 r. – wszczęcie postępowania
  • 14 kwietnia 2020 r. – termin składania ofert
  • II półrocze 2020 r. – planowane zawarcie umowy
  • II półrocze 2021 r. – planowane złożenie wniosku o wydanie decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej do Wojewody Podlaskiego
  • 2022-2024 – realizacja

Ceny mieszkań rosną od wielu miesięcy. W Warszawie klienci narzekają na drożyznę. Nie inaczej jest w innych miastach. Barometr Metrohouse i Gold Finance wskazuje, jakie mieszkania cieszą się największą popularnością.

Ceny mieszkań – tanio czyli ile?

Czy można w Warszawie kupić mieszkanie do 7000 zł za m kw.? Barometr Metrohouse i Gold Finance wskazuje, że takich transakcji w ostatnim kwartale 2019 r. było tylko 7 proc., podczas gdy jeszcze przed rokiem podobne ceny były widoczne aż w co czwartej transakcji. Jednak tak drastyczny brak „tanich” ofert nie może dziwić w kontekście obserwacji średniej ceny, która zbliża się do poziomu 10 tys. zł. za m kw. (9977 zł za m kw.).

– Najczęściej spotykany przedział w stołecznych transakcjach to 9-10 tys. zł., który występował w 26 proc. transakcji. Warto podkreślić, że już 43 proc. transakcji na stołecznym rynku wtórnym jest zawierana w cenach powyżej 10 tys. zł za m kw.. Dla porównania przed rokiem było to 27 proc., mówi Marcin Jańczuk, autor raportu Barometr Metrohouse i Gold Finance.

5 tysięcy za metr

Po pierwsze w innych największych miastach w Polsce nadal można kupić mieszkanie w cenie 5000 zł za m kw. Choć podobnie jak w Warszawie, przedziały cenowe sprzedawanych lokali przenoszą się w stronę coraz wyższych wartości. Spośród największych miast dość duża dostępność stosunkowo niedrogich, przynajmniej w skali innych duży ośrodków mieszkań występuje w Łodzi. Natomiast w Gdańsku, Krakowie lokale w łódzkich cenach, gdzie średnia wynosi 4765 zł za m kw., są w zasadzie nieosiągalne.

– Należy zwrócić uwagę, że w grupie dużych miast wzrasta odsetek mieszkań, których cena przekracza 10 tys. zł za mkw. W piątce największych miast już 28 proc. sprzedawanych na rynku wtórnym mieszkań ma ceny ponad 10 tys. Oprócz Warszawy. To wzrost o 8 pkt. proc. w porównaniu do sytuacji sprzed roku, mówi Marcin Jańczuk.

Ceny mieszkań - czyli szalejąca drożyzna - zdjęcie budowy
Ceny mieszkań – czyli szalejąca drożyzna

Do 50 m2

W efekcie w Warszawie największym zainteresowaniem cieszą się mieszkania w grupie cenowej między 400 a  600 tys. zł. Dodatkowo w tym zakresie przeprowadzono połowę wszystkich transakcji. Ponadto w dalszym ciągu prym wiodą mieszkania dwupokojowe oraz nieduże mieszkania trzypokojowe. 40 proc. transakcji dotyczy segmentu 35-50 m kw., a kolejne 26 proc. – metraży 50-65 m kw. Z kolei w innych największych miastach ruch transakcyjny rozpoczyna się już od poziomu 200 tys. zł. W zakresie cen 200-500 tys. zł dokonuje się 56 proc. transakcji. Nabywcy także preferują zakupy mieszkań między 30 a 65 m kw. (59 proc. transakcji).

polska cyfryzacja

83% polskich przedsiębiorców oceniło poziom cyfryzacji swoich firm w 2019 roku jako co najmniej dobry, co oznacza wzrost o 7 pp. r/r – wynika z badania ICAN Research i Orange „Cyfryzacja dużych firm i korporacji”.

Zdecydowana większość przedsiębiorstw uznaje analitykę danych za kluczowy obszar transformacji cyfrowej, mający istotny wpływ na budowanie przewagi konkurencyjnej. Niestety tylko co czwarta firma wykorzystuje posiadane dane do celów analitycznych. Przełom w zarządzaniu danymi może nastąpić dzięki robotyzacji procesów biznesowych (RPA). Na jakim etapie jest polska cyfryzacja?

Polska cyfryzacja musi się usystematyzować

Obecnie zmierzyć i usystematyzować można niemal wszystkie aktywności potencjalnych klientów. Zatem zebrane dzięki temu dane są nieocenionym źródłem informacji. Wyścig po wiedzę wymusza na firmach wdrażanie coraz to nowych typów oprogramowania. Systemy te, kupowane od różnych dostawców w przeciągu nawet dekady, po prostu ze sobą nie współpracują. Jednak wszystkie gromadzą gigabajty danych w swoich bazach. Bez ich integracji zarządzanie informacjami staje się trudne i czasochłonne – mówi Mariusz Gołębiewski, wiceprezes Abile Consulting.

Dane są cenne, ale trudne do ujarzmienia

86% przedsiębiorców przebadanych przez ICAN i Orange twierdzi, że analityka danych jest istotnym elementem budowy przewagi konkurencyjnej. Pomimo tej świadomości, 73% firm nie wykorzystuje swoich zbiorów do prowadzenia analiz. Więc przyczyn jest kilka. Aż 90% organizacji nie ma spójnego zbioru i korzysta z różnych baz danych. Informacje w nich zawarte w 63% są niekompletne i nieaktualne, a w prawie połowie przypadków także nieuporządkowane i niespójnie nazwane. Dlatego tylko w 1 firmie na 4, pracownicy mają dostęp do raportów i analiz od ręki, z poziomu swojego komputera. W pozostałych spółkach, w razie potrzeby ktoś musi odpowiednie dane wyszukać, zebrać i dostarczyć.

Paradoks tak przeprowadzanej cyfryzacji polega na tym, że im więcej systemów informatycznych wdrożymy w firmie, tym więcej godzin nasi pracownicy stracą na własnoręczne wykonywanie prostych zadań biurowych. Należą do nich przygotowywanie i dystrybucja raportów na podstawie danych gromadzonych w rozproszonych systemach czy wyszukiwanie, segregowanie i przenoszenie informacji, takich jak wyniki sprzedaży czy dane personalne. Warto pomyśleć o tym zawczasu i zautomatyzować przepływ informacji przy pomocy odpowiednich algorytmów, czyli tzw. robota klasy RPA. Wówczas aktualne dane będziemy mieć zawsze pod ręką – tłumaczy Mariusz Gołębiewski.

Polska cyfryzacja? Robotyzacja!

Robotyzacja procesów biznesowych (RPA) jako narzędzie integrujące niekompatybilne ze sobą systemy informatyczne, jest podstawą do skutecznego zarzadzania danymi i ich analizy. Zatem dostrzegają to również szefowie polskich firm, zdaniem których to właśnie robotyzacja i automatyzacja wyznaczą kierunek rozwoju cyfryzacji. Eksperci Abile podkreślają także HRową wartość implementacji Cyfrowego Pracownika. Odciąża on zatrudnionych w codziennych, żmudnych czynnościach i powoduje, że mogą więcej czasu oraz energii poświęcić na zadania bardziej złożone, dające znacznie więcej satysfakcji. To w konsekwencji przekłada się na wzrost produktywności i może ograniczyć rotację pracowników.

materiał prasowy

sąd online

Mimo że jedynie niespełna połowa światowej populacji korzysta z ochrony prawnej, sądy i tak nie są w stanie opanować napływu nowych pozwów i wniosków. Najbardziej jaskrawym przykładem tego zjawiska jest Brazylia – niezałatwionych pozostaje tam ponad 100 milionów spraw!

Z roku na rok coraz bardziej widoczny jest rozdźwięk pomiędzy tym, do czego obywatele mają prawo, a tym, czego w praktyce mogą dochodzić na drodze sądowej. Eksperci, jak chociażby Richard Susskind, lekarstwa na zatory sądowe upatrują w implementacji rozwiązań opartych na nowoczesnych technologiach – wirtualnej rzeczywistości i sztucznej inteligencji. Czy sąd online będzie rzeczywistością?

Postęp technologiczny a sąd online

Postęp technologiczny nabiera coraz większej prędkości. AI i wirtualna rzeczywistość wdzierają się w coraz to nowe dziedziny biznesu. Rewolucja nie omija także wymiaru sprawiedliwości – ale pytanie, czy jest to rewolucja? Gdy chodzi o wymiar sprawiedliwości czas płynie w innym rytmie, a postęp technologiczny nieco wolniej odciska swoje piętno. W dobie rewolucji cyfrowej rozwiązania stosowane obecnie w sądownictwie wydają się archaiczne komentuje Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio.

Sądy przyszłości już dziś

Telekonferencje, chaty, multimedialne narzędzia i platformy elektroniczne – tak, za naście lat, będą wyglądać sądy według „naczelnego wizjonera” systemu sprawiedliwości, Richarda Susskinda. To on w latach 90. przepowiedział, że e-mail będzie głównym środkiem komunikacji z klientami, a Internet pierwszym źródłem informacji prawniczej. Dziś, w książce „Online Courts and The Future of Justice”, twierdzi, że sądy muszą przestać być postrzegane jako budynki z cegieł i cementu, a powinny stać się usługą. Według eksperta, tylko w ten sposób – przenosząc rozpoznanie spraw do wirtualnej rzeczywistości – możliwe będzie uzdrowienie wymiaru sprawiedliwości. Prognozy profesora Susskinda z reguły się sprawdzają. W przypadku informatyzacji wymiaru sprawiedliwości już dziś można znaleźć liczne przykłady dobrej zmiany.

W Wielkiej Brytanii działa sąd online

I wcale nie trzeba daleko szukać. W Wielkiej Brytanii, z powodzeniem działa już kilka sąd online. Jednym z nich jest całkowicie elektroniczny Online Civil Money Claims Court, który zajmuje się sprawami o roszczenia cywilne nie przekraczającymi 10 tyś. funtów i jest przystosowany dla potrzeb stron nie korzystających z pomocy profesjonalnych pełnomocników. Kolejny to Traffic Penalty Tribunal i wbudowany w niego moduł FOAM (Fast Online Appeals Management), pozwalający na całkowicie elektroniczne rozpoznawanie odwołań od mandatów drogowych.  Ciut dalej, bo w Kanadzie, działa uruchomiony w 2016 roku elektroniczny Civil Resolution Tribunal, który do tej pory rozpoznał już 60 tysięcy spraw, a sądy w Szanghaju posiłkują się oprogramowaniem opartym na sztucznej inteligencji przy orzecznictwie w sprawach karnych.

A w Polsce… kiedy sąd online?

Digitalizacja usług sądowych nie ominęła także naszego kraju. Od 2018 roku przy Stowarzyszeniu Notariuszy Rzeczypospolitej Polskiej działa Ultima Ratio, Pierwszy Elektroniczny Sąd Polubowny. Dzięki specjalnie przygotowanemu portalowi, postępowanie toczy się wyłącznie w online. Arbiter może zajmować się sprawą 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i w każdym miejscu na świecie. Wszystkie wydane dotychczas wyroki zapadły w czasie nie przekraczającym 3 tygodni od złożenia pozwu. To jest szczególnie godne uwagi w kontekście danych Banku Światowego, zgodnie z którymi sprawy gospodarcze w polskich sądach trwają średnio 685 dni.

Multimedialny materiał dowodowy, czaty zamiast przesłuchań czy specjalne formularze wypełniane online. To wszystko sprawia, że nasi arbitrzy są w stanie znacznie szybciej rozpatrzyć daną sprawę. Nasz rekord to wyrok wydany w 8 dni od złożenia pozwumówi Robert Szczepanek z Ultima Ratio.Widzimy potencjał jaki drzemie w cyfryzacji usług sądowych: z naszych szacunków wynika, że automatyzacja procesów może potencjalnie zredukować nakład pracy sędziego bądź arbitra nawet o 80%, pomagając mu skupić się na meritum sprawy.  W najbliższych miesiącach będziemy ulepszać nasz system informatyczny o moduły oparte na sztucznej inteligencji.

Nowa rzeczywistość a prawnicy

A jaka w nowej rzeczywistości będzie rola prawników? Według Susskinda, na pewno zgoła inna niż w sądach tradycyjnych – w e-sprawiedliwości czynnik ludzki jest przecież ograniczony do minimum, nie ma miejsca chociażby na żarliwe mowy końcowe, które czasem decydują o ostatecznym rozstrzygnięciu sprawy. To właśnie sprawia, że prawnicy z rezerwą traktują sądy online. Zdaniem eksperta, cechuje ich „technologiczną krótkowzroczność”, czyli brak umiejętności przewidywania, że systemy jutra będą o wiele bardziej wszechstronne, wygodne i dostępne niż rozwiązania, które znamy dziś. Potwierdzenia tej tezy można upatrywać w raporcie „Future Ready Lawyer” opracowanego przez Wolters Kluwer, zgodnie z którymi aż trzech na czterech prawników przyznaje, że nie rozumie nowoczesnych technologii.

Co dalej?

Ewolucja sądownictwa jest nieunikniona – według ekspertów tylko implementacja nowoczesnych technologii, a więc wpisanie sądów w „cyfrową” rzeczywistość, pomoże uzdrowić wymiar sprawiedliwości czyniąc go bardziej przyjaznym. Potwierdzają to twarde dane. Średnio nawet 90% procent „klientów” e-sądów, takich jak chociażby wspomniany wcześniej Online Civil Money Claims Court, jest zadowolonych z ich działania. Dla porównania, według CBOS, sądy powszechne w Polsce cieszą się zaufaniem jedynie 1/3 społeczeństwa. Digitalizacja sądów jest więc szansą na przywrócenie im estymy, jaką cieszyły się jeszcze kilkadziesiąt lat temu.

Źródło: Ultima Ratio

Zmiana pracy to dobry moment, aby przy okazji nowego zakresu obowiązków i wyzwań, zadbać również o swoje zarobki. Rozmowa na temat oczekiwań finansowych i poziomu wynagrodzenia jest jednak jednym z trudniejszych etapów rozmowy rekrutacyjnej dla wielu kandydatów. Warto zatem przemyśleć swoje oczekiwania oraz granice elastyczności wcześniej – nawet zanim zaangażujemy się w proces rekrutacyjny. Łatwiej też będzie osiągnąć swój cel, jeśli solidnie przygotujemy się do rozmowy o wynagrodzeniu. Od czego zacząć przygotowania i na co zwrócić szczególną uwagę?

Zmiana pracy – zdobądź niezbędne informacje

Pierwszym krokiem przed rozmową rekrutacyjną powinno być zebranie możliwie najwięcej informacji o zarobkach oferowanych na stanowiskach podobnych do tego, o które się ubiegamy. Takie dane dostępne są m.in. w raportach płacowych przygotowywanych przez agencje rekrutacyjne, w serwisach branżowych oraz na forach i portalach wymiany opinii o pracodawcach.

Obok danych rynkowych pod uwagę warto wziąć aktualne trendy, sytuację w branży, lokalizację oraz specyfikę i pozycję firmy. Bez tych informacji ciężko bowiem mówić o realnych oczekiwaniach i liczyć na partnerską relację w rozmowie o zarobkach z potencjalnym pracodawcą. I chociaż nawet najlepsze przygotowanie do rozmowy o warunkach finansowych nie zagwarantuje sukcesu w negocjacjach, to zawsze pozwoli pokazać nasze zaangażowanie i solidne przygotowanie.

Zadbaj, aby Twoje oczekiwania były realne

Drugi krok to określenie swoich minimalnych oczekiwań finansowych – dolnej granicy zarobków w nowej firmie, które jednak będą wyższe niż aktualne wynagrodzenie – oraz górnej, określającej pożądany i najbardziej interesujący dla nas poziom płacy. Konieczne jest także przemyślenie, czy dopuszczamy jakąkolwiek możliwość negocjowania dolnej granicy wynagrodzenia. Gdy np. potencjalny pracodawca w zamian za niższe wynagrodzenie, zaoferuje np. atrakcyjniejsze świadczenia dodatkowe.

Rekruterzy często proszą o podanie oczekiwań finansowych w formie widełek. Warto pamiętać, że potencjalny pracodawca może potraktować dolną granicę jak punkt wyjścia do dalszych negocjacji. Podane minimum może także zostać odebrane jako kwota, która będzie dla kandydata wystarczająco satysfakcjonująca. Dobrym pomysłem jest więc podawanie niezbyt szerokich widełek płacowych, których dolna granica nadal pozostawia pole do małej negocjacji.

Zmiana pracy – oczekiwania finansowe

Rozważając swoje oczekiwania finansowe warto jednocześnie przygotować argumenty do negocjacji wyższej pensji, jeśli propozycja firmy nie będzie zadowalająca. Widząc, że potencjalny pracodawca dość sztywno określił swoje możliwości, można odwołać się do listy posiadanych umiejętności i kompetencji. Można też przypomnieć o swoim cennym doświadczeniu, odbytych kursach i posiadanych certyfikatach. Pamiętając treść ogłoszenia o pracę oraz poszukiwane przez firmę doświadczenie i umiejętności, można odnieść te wymagania do swojego profilu. Podstawą do rozmowy o wyższym wynagrodzeniu mogą być także osiągnięte wcześniej sukcesy.

Nigdy nie mów nigdy

Nawet jeśli zaoferowane wynagrodzenie nie spełnia naszych oczekiwań, nie powinniśmy od razu odrzucać oferty. Lepiej na spokojnie zastanowić się nad elementami innymi niż wynagrodzenie podstawowe. Mogą one być dla nas równie ważne, a jednocześnie stanowią element, który można negocjować z pracodawcą. Przykładem może być dodatkowa premia, której nie mieliśmy w poprzedniej pracy. Upewnijmy się, czy po zsumowaniu pensji i premii, nasze nowe wynagrodzenie w rezultacie nie okaże się wyższe.

Sprawdźmy też, jakie świadczenia pozapłacowe oferuje firma i jaka jest ich wartość. Po szczegółowej analizie może okazać się, że różnica w całkowitym wynagrodzeniu oferowanym przez firmę oraz oczekiwanym przez nas nie będzie duża. Aspekty, które warto wziąć pod uwagę to m.in. forma zatrudnienia. Ponadto ruchoma część wynagrodzenia (premie i bonusy), benefity pozapłacowe oraz pula dni wolnych. Oprócz benefitów rozważmy też możliwości rozwoju w organizacji. Atrakcyjna oferta szkoleniowa, ścieżki karier i perspektywa awansu mogą bowiem w niedalekiej przyszłości pozytywnie wpłynąć na naszą sytuację – również finansową.

Zmiana pracy - szansa na lepsze zarobki - komputer i człowiek
Zmiana pracy – szansa na lepsze zarobki

Pośpiech nie jest dobrym doradcą

Część kandydatów przyjmuje ofertę pracy od razu, pod wpływem emocji, nie dając sobie czasu do namysłu. Dopiero później pojawia się myśl o negocjowaniu pensji i podawaniu wysokich stawek. Które to nie zostały nawet wymienione podczas całego procesu rekrutacyjnego. Niestety takie zachowanie jest nieprofesjonalne i najczęściej nie przynosi zamierzonych skutków. Najlepszą praktyką jest – niezależnie od poziomu atrakcyjności oferty – zapewnienie sobie czasu na spokojne jej przemyślenie. W momencie otrzymania oferty pracy, warto za nią podziękować i zapytać, do kiedy firma chciałaby uzyskać odpowiedź. Pamiętajmy jednak, że procesy rekrutacje są obecnie coraz szybsze. W związku z czym zdarza się, że pracodawca poprosi o odpowiedź już następnego dnia. Jeśli nie możemy zagwarantować dotrzymania takiego terminu ponieważ bierzemy udział w innych projektach rekrutacyjnych i czekamy na informacje zwrotne od innych firm, poinformujmy o tym rekrutera.

Niegocjacje niewykluczone

Co jednak w sytuacji, kiedy otrzymana oferta jest niższa od spodziewanej, choć poniekąd mieści się w oczekiwaniach? Zawsze dozwolone jest zadanie pytania, czy wynagrodzenie podlega negocjacjom. Jeśli firma nie przewiduje takiej możliwości od razu, to warto dopytać o to co dalej. Czy wynagrodzenie rośnie po okresie próbnym albo po jakim czasie istnieje możliwość powrotu do negocjacji. Natomiast mając od razu przestrzeń do negocjacji, warto z niej skorzystać. Oprócz szansy na uzyskanie atrakcyjniejszego wynagrodzenia, można bowiem zaprezentować swoje umiejętności negocjacyjne, co na niektórych stanowiskach stanowi duży atut.

źródło; Hays, Klaudia Milczarek

work life balance

O tym jak osiągnąć równowagę pomiędzy pracą a życiem osobistym piszemy w cyklu artykułów poradnikowych Wellbeing Wednesday.

Współczesny employer branding opiera się dążeniu pracodawców do zapewnienia pracownikom równowagi pomiędzy strefą zawodową, a prywatną czyli work-life balance. Jak osiągnąć równowagę pomiędzy pracą a życiem osobistym? Na to pytanie odpowiadają skuteczne programy godzenia życia zawodowego z prywatnym, opierające się na kulturze organizacyjnej firmy.

Work-life balance wciąż zyskuje na popularności wśród narzędzi employer brandingowych. Nie powinien być jedynie pustym hasłem na ulotce rozdawanej na targach pracy. Jest to praktyczny element strategii działania firmy.” Tak Marii Magdaleny Gulewicz pisze w swojej książce „Jak odzyskać utraconą skuteczność”.  Autorka uważa,  że w  przedsiębiorstwach kluczowym czynnikiem decydującym o równowadze pracowników jest jakość zarządzania zasobami ludzkimi. Nietrafiony dobór kadr, styl zarządzania i kultura organizacyjna mają istotny wpływ na nieprawidłowości w obszarze kształtowania work-life balance pracowników.

Równowaga przynosi wszystkim korzyści

Wprowadzanie rozwiązań sprzyjających zachowaniu równowagi łagodzi wysiłek energetyczny pracowników. Szczególnie związany z koniecznością organizacji życia pozazawodowego i ciągłym dostosowywaniem go do wymagających ram wyznaczanych przez pracę. Pracownicy uzyskują poczucie większej kontroli nad życiem, gdy stosowane rozwiązania dopasowane są do ich potrzeb na różnych etapach tego życia.

Skuteczne metody, jak osiągnąć równowagę pomiędzy pracą a życiem osobistym

Często pracownicy nie są świadomi swoich potrzeb ani tego, jak istotna jest równowaga między pracą a życiem pozazawodowym. Firmy powinny systematycznie edukować pracowników w tym zakresie i wpływać na poczucie ich własnej odpowiedzialności w tym obszarze. Zaakceptowanie odpowiedzialności za równowagę między pracą, a życiem pozazawodowym pozwala zbudować programy wspierające równowagę osób zatrudnionych. Ich podstawą jest wcześniejsze rozpoznanie obopólnych potrzeb i oczekiwań oraz wyznaczenie celów możliwych do osiągnięcia.

Kultura organizacyjna podpowiada jak osiągnąć równowagę pomiędzy pracą a życiem osobistym

Skuteczne programy godzenia życia zawodowego z pozazawodowym opierają się na kulturze organizacyjnej firmy. Wykazując dbałość  o  równowagę  swoich  pracowników,  pracodawcy wpływają  na  kształtowanie odpowiednich zachowań w tym zakresie. Jak osiągnąć równowagę pomiędzy pracą a życiem osobistym? Dla pracowników możliwość spełnienia się w każdej sferze życia sprawia, że wzrasta poczucie satysfakcji. To przekłada się na ich produktywność i lojalność wobec firmy.

Mimo, że podstawy do wdrażania programów wspierających równowagę życiową pracowników są różne dla każdego przedsiębiorstwa, można zakładać, iż są one podyktowane względami ekonomicznymi. Firmy, które zdecydowały się na wprowadzenie programów WLB, dostrzegały  w  nich  wymierne  korzyści. Najważniejsze to  zwiększenie  liczby pracowników o wysokich kwalifikacjach zawodowych, mniejsza rotacja kadr,  zwiększone  zaangażowanie  pracowników  i  ich  lojalności  wobec pracodawcy, wyższą wydajność pracy.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, zamów książkę „Jak odzyskać utraconą skuteczność” Małgorzaty Gulewicz: http://sklep.infor.pl/jak-odzyskac-utracona-skutecznosc.html

Polski satelita a w zasadzie pierwsza polska konstelacja coraz bliżej. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przyznało środki w ramach konkursu „Szybka ścieżka – Technologie kosmiczne”. Największe dofinansowanie dla projektu, ponad 33 miliony złotych, przypadło konsorcjum spółki SatRevolution i Politechniki Wrocławskiej.

Polski satelita – rewolucyjna usługa

Środki zostaną przeznaczone na opracowanie rewolucyjnej usługi obrazowania Ziemi przy użyciu satelitarnej konstelacji REC. Chodzi o Real-time Earth-observation Constellation. Rozwiązanie ma znaleźć zastosowanie m.in. w ocenie szkód wyrządzonych przez klęski żywiołowe. Ponadto w rolnictwie precyzyjnym, geodezji i kartografii czy monitorowaniu miast na potrzeby Smart City.

Polski satelita - 33 miliony z NCBIR na pierwszą konstelację - dwóch mężczyzn i satelita
Polski satelita – 33 miliony z NCBIR na pierwszą konstelację

W efekcie według planu w 2023 operacyjna będzie już pierwsza partia konstelacji składająca się z 8 satelitów ScopeSat. Na przestrzeni kolejnych kilku lat planujemy skalować projekt umieszczając na orbicie ponad pięćdziesiąt jednostek obserwacyjnych. W sumie docelowo konstelacja REC na urosnąć do ponad tysiąca satelitów. Wybrane elementy naszego rozwiązania przeszły już pierwsze testy orbitalne – zapowiada Grzegorz Zwoliński, prezes zarządu SatRevolution.

Nanosatelity

SatRevolution zapowiada, że docelowa konstelacja nanosatelitów, tworzonych na bazie autorskiej platformy NanoBus, umożliwili obrazowanie Ziemi w czasie rzeczywistym. W efekcie odświeżanie obrazu nawet co 30 minut w jakości obrazowania odpowiadającej 10-krotnie cięższym satelitom. Co ważne przy jednoczesnej znacznej (nawet 10-krotnej) redukcji kosztów. Podstawową jednostką konstelacji będzie wspomniany satelita obserwacyjny ScopeSat. W którym to funkcję instrumentu pełnić będzie modułowy teleskop optyczny DeploScope. To właśnie on ma umożliwić osiągnięcie rozdzielczości obrazowania poniżej 1 m. Zastosowany układ optyczny pozwoli również znacząco zmniejszyć rozmiar i masę satelity. Ponado do pełnych wymiarów satelita rozłoży się dopiero po dotarciu na orbitę. Grzegorz Zwoliński zwraca również uwagę na to, że satelity SatRevolution zdeorbitują po 5 latach, nie zaśmiecając przestrzeni kosmicznej.

Doświadczenie w kosmosie

SatRevolution, spółka specjalizująca się w projektowaniu i produkcji nanosatelitów o globalnym zasięgu, działa na rynku od 2016 roku. Do jej sukcesów należą między innymi zbudowanie i wyniesienie Światowida – pierwszego polskiego satelity obserwacyjnego. Demonstracja technologii tego satelity zakończyła pierwszą fazę projektu REC. Niezależnie od rozwoju konstelacji REC, w tym roku SatRevolution planuje wyniesienie czterech kolejnych satelitów. W tym dwóch komercyjnych oraz dwóch badawczo – rozwojowych.
Środki w konkursie „Szybka ścieżka – Technologie kosmiczne” pochodzą z programu operacyjnego Inteligentny Rozwój. Ponadto program w całości finansuje Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego. W efekcie w konkursie łączne dofinansowanie niemal 144 miliony złotych otrzymało 15 projektów, wybranych spośród 33 nadesłanych zgłoszeń. Dodatkowo inni beneficjenci konkursu mają takie plany jak stworzenie suborbitalnego systemu rakietowego wynoszenia czy innowacyjnego detektora promieniowania podczerwonego.

Polisa na życie jest wymaganym przez banki zabezpieczeniem przy zawieraniu umowy na kredyt hipotecznym. Jednak często pokrywa ona zaledwie 25% kwoty kredytu. Jeżeli kredytobiorca nie rozszerzy ubezpieczenia tak, aby obejmowało 100% należności, to w razie jego śmierci resztę będą musieli spłacić spadkobiercy, w przeciwnym razie stracą nieruchomość.  

Polisa na życie – ważne szczegóły

Przy wykupie polisy w banku, oprócz sumy ubezpieczenia ważne są także wyłączenia odpowiedzialności – jest ich znacznie więcej niż przy tej nabywanej w towarzystwie ubezpieczeniowym lub u eksperta.

Polisa na życie przy kredycie hipotecznym - kalkulator i dokumenty
Polisa na życie przy kredycie hipotecznym

O ubezpieczeniu na życie nie chcemy myśleć na co dzień, gdy jesteśmy zdrowi i szczęśliwi. Dlatego pierwsza styczność z tego typu polisą może nastąpić np. dopiero w banku, gdy staramy się o kredyt hipoteczny – zdarza się bowiem, że wykupienie ubezpieczenia jest obowiązkowe, aby otrzymać finansowanie. Nie jest to jednak łatwa kwestia, warto zawczasu dowiedzieć się, na co należy zwrócić szczególną uwagę, aby polisa zadziałała i zapewniła pełną ochronę.

Co zapewnia polisa na życie?

Zadaniem polisy na życie jest zapewnienie najbliższym ochrony na wypadek naszej śmierci lub zdarzeń objętych umową. Wtedy to osoby wskazane na polisie jako uposażone otrzymują świadczenie. Pozwala to na utrzymanie domowego budżetu na podobnym poziomie oraz niweluje ryzyko zmartwień związanych np. z koniecznością spłaty kredytów czy regulowaniem bieżących wydatków.

Polisa na życie jest potrzebna, a przy kredytach czy innych zobowiązaniach – nawet obowiązkowa. I to nie ze względu na wymóg banku przy zawieraniu kredytu, ale ze względu na sam fakt zapewnienia bezpieczeństwa finansowego swoim najbliższym w razie nieszczęśliwego zdarzenia. Taka forma zabezpieczenia świadczy o dojrzałości oraz odpowiedzialności osoby myślącej o przyszłości swojej i najbliższych. Pieniądze z pewnością nie zastąpią utraty bliskiej osoby, jednak zapewnią dotychczasowy poziom życia przez kilka najbliższych lat – mówi Karolina Trzeciakiewicz z ANG Spółdzielni.

Dlaczego banki wymagają tego typu zabezpieczeń?

Podczas negocjowania w banku warunków kredytu hipotecznego, możemy spotkać się z koniecznością wykupienia polisy na życie pokrywającej 25% kwoty zaciąganego kredytu. Jest to zabieg mający na celu ochronę interesów banku w razie śmierci kredytobiorcy.

¼ kredytu jest więc spłacona z polisy na życie, a resztę powinni uregulować spadkobiercy, czyli najczęściej partner zmarłego kredytobiorcy lub jego dzieci. Jeśli nie są w stanie spłacić całości, ponieważ pozostała kwota przewyższa ich możliwości finansowe, bank będzie chciał jak najszybciej sprzedać nieruchomość, aby pokryć zobowiązanie. Może to zrobić nawet za 75% ceny, ponieważ reszta została zabezpieczona polisą. Wymagając jako zabezpieczenia kredytu ubezpieczenia na życie w kwocie 25% wartości nieruchomości, bank zabezpiecza tylko swój interes, czyli pokrycie różnicy w przypadku tzw. sprzedaży wymuszonej. Klienci często albo nie mają wiedzy, że mogą się ubezpieczyć na sumę odpowiadającą kwocie kredytu, albo – chcąc obniżyć jego koszty –  po prostu rezygnują z pełnej ochrony. W ten sposób rezygnują z zabezpieczenia interesu najbliższych – tłumaczy Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni.

Ubezpieczenia wzajemnie się uzupełniają

Wiele osób posiada obecnie grupowe ubezpieczenia na życie oferowane przez zakład pracy, które obejmują rozmaite ryzyka. Zakładanie jednak, że tego typu polisa będzie wystarczająca, nawet przy zobowiązaniach w postaci kredytu hipotecznego, są niestety na wyrost.

Suma ubezpieczenia przy polisach grupowych wynosi zwykle 50 tys. zł, maksymalnie 100 tys. zł. Nie jest to kwota umożliwiająca bliskim spłatę kredytu hipotecznego po śmierci kredytobiorcy. Choć tzw. grupówki są tańsze od polis indywidualnych, to nie stanowią pełnego zabezpieczenia finansowego. Posiadanie jednak jednej polisy nie wyklucza nabycia drugiej i tutaj te ubezpieczenia mogą być dla siebie świetnym uzupełnieniem, zapewniającym pełną ochronę. I o ile majątek jest ubezpieczany do wysokości jego wartości, to życia nie jesteśmy w stanie wycenić. Polis na życie możemy mieć kilka równolegle. Przed nabyciem kolejnej warto jednak skonsultować się z ekspertem ubezpieczeniowym, który podpowie, jakie rozwiązanie będzie dla nas najkorzystniejsze – dodaje Karolina Trzeciakiewicz.

Nieczytanie umów może skończyć się odmową wypłaty świadczenia

Oprócz zakresu i sum ubezpieczenia bardzo istotne są także wykluczenia, czyli zdarzenia, które stanowią podstawę do odmowy wypłacenia środków z polisy. Należą do nich m.in. wypadki pod wpływem alkoholu lub podczas uprawniania sportu. Co ważne, w bankach mamy do czynienia z większą ich liczbą, ze względu na brak ankiety medycznej. Bardzo popularne wśród nieświadomych klientów jest także przeświadczenie, że jeżeli nikt nie pyta o choroby, to nie są one istotne. Takie myślenie jest błędne, ponieważ w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia (OWU) widnieje zapis mówiący o tym, że jeśli do śmierci dojdzie w wyniku choroby, którą zdiagnozowano przed przystąpieniem do polisy, to towarzystwo ubezpieczeniowe jest zwolnione z odpowiedzialności. Inaczej jest w przypadku polis oferowanych przez agentów, którzy przeprowadzają ankietę medyczną lub zlecają badania i na tej podstawie przygotowują polisę zapewniającą pełną ochronę bez względu na zaistniałe okoliczności. 

Żródło: http://www.angspoldzielnia.pl/

Eksperci

Dane makroekonomiczne – wolniejszy wzrost przy rosnących cenach

Styczniowe dane z polskiej gospodarki wpisały się w oczekiwania co do wolniejszego wzrostu w całym 2...

Startupy – czy mogą rozwijać się samodzielnie?

Jakie są potrzeby młodych, dynamicznie rozwijających się firm? Czy są w stanie rozwinąć się bez pomo...

Lokata 10 tysięcy to mniej niż 100 złotych odsetek!

98 złotych - tyle w ciągu roku zarobi ktoś, kto powierzył bankowi 10 tysięcy złotych zakładając prze...

Co czeka branżę Consumer Finance? Prognoza 2020

Początek nowej dekady będzie dla branży pożyczkowej pełen wyzwań. Katarzyna Jóźwik, Dyrektor General...

Polacy puszczają z dymem 105 tysięcy mieszkań rocznie

W bieżącym roku Polacy wydadzą na wyroby tytoniowe około 28 miliardy złotych – wynika z szacunków HR...

AKTUALNOŚCI

Koronawirus – co jeszcze musisz wiedzieć?

Podstawowe środki ochronne przeciwko nowemu koronawirusowi wywołującemu chorobę COVID-19. https://yo...

Volkswageny czy ople? Jakie auta wolą Polki?

Volkswageny czy ople? Jakie auta wolą Polki? Na te pytania odpowiedź wskazuje raport przygotowany na...

Polski samochód elektryczny, czyli rewolucja mobilności

Polski samochód elektryczny, czyli rewolucja mobilności staje się faktem. Na co dzień obserwujemy co...

Ładowarki – Inspekcja Handlowa kwestionuje aż 1/3 z nich

Ładowarki - oto najczęstsze zastrzeżenia Inspekcji. Brak odporności na temperaturę oraz dostęp do cz...

Wybory w USA – kto zostanie prezydentem?

Wybory w USA wzbudzają szerokie zainteresowanie opinii publicznej na całym świecie. To, kto zostanie...

Koronawirus – co jeszcze musisz wiedzieć?

Podstawowe środki ochronne przeciwko nowemu koronawirusowi wywołującemu chorobę COVID-19. https://yo...

Opakowanie ma znaczenie. Czyli co nas przyciąga

Opakowanie ma znaczenie co widać chociażby po pieniądzach na tym rynku. Wartość światowego rynku opa...

Volkswageny czy ople? Jakie auta wolą Polki?

Volkswageny czy ople? Jakie auta wolą Polki? Na te pytania odpowiedź wskazuje raport przygotowany na...

Polski samochód elektryczny, czyli rewolucja mobilności

Polski samochód elektryczny, czyli rewolucja mobilności staje się faktem. Na co dzień obserwujemy co...

Kobieta w sieci stereotypów – badanie

Mogłoby się zdawać, że słowa popularnej piosenki Ada to nie wypada, nie mają zastosowania w dzisiejs...