czwartek, Grudzień 19, 2019
Facebook
Home Archiwa 2019 Grudzień

Miesięczne archiwaGrudzień 2019

Polak przed świętami szuka w internecie oryginalnego pomysłu na życzenia, świerka i kalendarza adwentowego. Szwedzi i Rosjanie wyszukują hasło „grzane wino”, a Kanadyjczycy – „syrop klonowy”. W Ameryce Południowej i Europie Centralnej sporym zainteresowaniem cieszą się kolędy. Trzy postaci królujące w grudniowych wyszukiwaniach to Jezus, Święty Mikołaj i …Grinch. Specjaliści Data Science z ITMAGINATION przeanalizowali tysiące zapytań zadanych wyszukiwarce przez internautów z 50 krajów, w tym Polski. Badali zależności pomiędzy wyszukiwanymi hasłami a tradycjami i sposobem obchodzenia Świąt Bożego Narodzenia w różnych częściach świata.

Celem badania była identyfikacja skojarzeń ludzi z różnych krajów ze świętami Bożego Narodzenia i wykazanie nieoczywistych różnic między narodami. Analiza uwzględniła częstotliwość wyszukiwania poszczególnych słów kojarzących się z Bożym Narodzeniem na podstawie wyszukiwań w przeglądarce Google w okresie przedświątecznym.[1] W osiągnięciu tego celu pomogła analiza języka naturalnego, a dokładniej wektoryzacja słów oraz wyszukiwanie ich najbliższych semantycznie sąsiadów.

Technologia w służbie zrozumienia zainteresowań

Jako firma specjalizująca się w innowacjach przede wszystkim opartych o Data Science chcemy pokazać, jak można wykorzystać najnowszą technologię do zrozumienia świątecznych zainteresowań i tradycji. Można śmiało powiedzieć, że wyszukiwarka internetowa nie kłamie i hasła, które jej podajemy są najlepszym świadectwem tego, w jaki sposób przeżywamy Święta Bożego Narodzenia. Ciekawym doświadczeniem jest porównanie wyników w różnych krajach, podobieństw między nami i obserwowanie, gdzie rodzą się nowe tradycje – mówi Łukasz Dylewski, Data Science Team Manager w ITMAGINATION.

„Xmas” i Grinch

W większości krajów słowo “xmas” jest wyszukiwane częściej niż “christmas”. Najpopularniejszymi postaciami w wyszukiwarkach są Jezus, Święty Mikołaj i …Grinch. Poszczególne kraje znacząco różnią się pod względem najczęściej wyszukiwanych haseł. Szwedzi intensywnie wyszukują przed świętami prezentów w postaci voucherów i kart podarunkowych. Często „googluje” się też „gingerbread house” (domek z piernika) i „christmas town” (miasteczko świąteczne). Analogicznie jak Rosjanie szukają też hasła „grzane wino”. W Kanadzie jako jedynym kraju na świecie przed świętami w wyszukiwarce wysoko pojawia się haslo “maple” – które jest związane z dobrze znanym syropem klonowym. W Brazylii w czołowej 30. wyszukiwań są kartki z życzeniami, podczas gdy w innych krajach nie występują one nawet w pierwszej 100.

Jak pokazuje analiza ITMAGINATION, Polacy częściej niż inne narody szukają w internecie pomysłów na życzenia świąteczne, kalendarzy adwentowych i …dzwonków. Świerk to drzewko, które jest najcześciej wyszukiwane jako przyszła choinka w Polsce, Szwecji, Kanadzie i Rosji podczas gdy w innych krajach internauci szukają po prostu hasła “choinka” lub “drzewo bożonarodzeniowe”. Wyjątkiem są Amerykanie, którzy wyszukują cedru. Polacy, Ukraińcy, Kolumbijczycy, Meksykanie i Hiszpanie najcześciej szukają kolęd. Wyniki Google wyraźnie wskazują na podobieństwa kulturowe i religijne krajów Ameryki Południowej i Europy Środkowo-Wschodniej. To tu poszukuje się więcej niż w innych regionach informacji o kolędach i Jezusie Chrystusie.

Natural Language Processing

Do badania wykorzystaliśmy technologię Natural Language Processing. Proces rozpoczął się od wybrania kilku słów w języku angielskim kojarzących się ze Świętami. Następnie zastosowano model NLP CBOW (The Continuous Bag of Words) oraz Skip-Ngram do znalezienia 1 tys. wyrazów najbliższych znaczeniowo. Uwzględniono również frazy świąteczne np. tytuły piosenek lub nazwy potraw. Istotne było przetłumaczenie wygenerowanych słów na języki narodowe, tak aby trend każdego kraju został zbadany w ojczystym języku. Na koniec zebrano dane z Google Trends z 5. ostatnich lat, na które złożyło się ok. 10 tys. zapytań z 50 krajów. Mieliśmy szansę „odwiedzić” w ten sposób tak oddalone miejsca jak Wenezuela, Japonia, Indie czy Nowa Zelandia – mówi Dawid Kowalczyk, Data Scientist w ITMAGINATION.

Źródło: ITMAGINATION

Ultima Ratio, pierwszy w Polsce elektroniczny sąd arbitrażowy przy Stowarzyszeniu Notariuszy RP, podpisał umowę z warszawską spółką IUS.AI na wdrożenie modułów informatycznych opartych na sztucznej inteligencji. Wyroki będą zapadać szybciej, bo docelowe, nowe funkcje mogą zastąpić człowieka nawet w 80% procesu związanego z prowadzeniem sprawy i wydawaniem wyroków. Pierwsze moduły oparte na sztucznej inteligencji rozpoczną pracę już w połowie przyszłego roku.

Sztuczna inteligencja w sądach to nie fikcja. W wielu krajach już dziś funkcjonują systemy informatyczne, których zadaniem jest usprawnianie pracy sędziów i arbitrów. Wspomagają w analizie dowodów, a także znajdują wzorce i podobieństwa między daną sprawą, a innymi, już rozstrzygniętymi. Sądy w Szanghaju posiłkują się oprogramowaniem opartym na sztucznej inteligencji, które wspomaga wymiar sprawiedliwości w orzecznictwie w sprawach karnych, a w niektórych stanach USA stosowane są algorytmy, które wyliczają prawdopodobieństwo, z jakim dana osoba popełni kolejne przestępstwo czy też nie zgłosi się na wezwanie sądu lub instytucji penitencjarnych.

Z kolei Estonia planuje do końca tego roku wdrożyć specjalne systemy informatyczne analizujące wszystkie dowody i wydające wstępną decyzję w sprawach, w których wartość przedmiotu sporu nie przekracza 7 tys. euro. A jak sprawa ma się w Polsce? Eksperci podkreślają, że AI w naszych sądach to tylko kwestia czasu, zaznaczając przy tym, że sztuczna inteligencja może znacznie usprawnić funkcjonowanie całego sądownictwa.

To trochę tak, jak z podróżą autonomicznym samochodem. Kierowca wsiada i decyduje, gdzie chce jechać, a resztą zajmuje się oprogramowanie. Pojazd samodzielnie rusza, utrzymuje się na pasie ruchu, obserwuje znaki drogowe, przestrzega ograniczeń prędkości, zwalnia przed zakrętami a otrzymawszy od innych aut informację o wypadku czy korkach, zmieni trasę. Taką samą sytuację mamy w przypadku wykorzystania sztucznej inteligencji w sądownictwie czy arbitrażu. Systemy informatyczne pełnią jedynie role wspomagającą

komentuje Robert Szczepanek, współzałożyciel Ultima Ratio.

Nie podejmują żadnych decyzji, tak jak oprogramowanie samochodów autonomicznych nie decyduje za kierowcę o celu podróży.  AI ma za to pomóc arbitrowi w wykonywaniu pewnych prostych acz czasochłonnych i często powtarzalnych czynności – na przykład automatycznie przygotować projekt uzasadnienia orzeczenia. Z naszych szacunków wynika, że sztuczna inteligencja może potencjalnie zredukować nakład pracy sędziego bądź arbitra nawet o 80%, pomagając mu skupić się na meritum sprawy.”  dodaje.

„Nasze oprogramowanie pomoże arbitrom skupić się na meritum sprawy a nie na typowym copy-paste, aby przygotować orzeczenie i jego uzasadnienie. Obecnie duża część pracy arbitra to praca z tekstem, która zabiera większość czasu. Jest to praca żmudna i często powtarzalna. Idealna dla sztucznej inteligencji. Systemy sztucznej inteligencji mogą porównać sprawy między sobą, wyłapać punkty wspólne, ale też różnice. Obie te cechy są kluczowe dla przewidywania wyniku danej sprawy. Pozwalają też na wypracowanie i stosowanie linii orzeczniczych. Arbiter może łatwo dostać wyciąg z posumowanych informacji i zadecydować o podążeniu daną linią orzeczniczą lub uznać, że sprawa jest różna i wymaga bardzo dokładnej analizy.

mówi Adam Zadrożny, CTO w IUS.AI

Co więcej, sztuczna inteligencja może bardzo szybko sprawdzić, czy zaszły zmiany w orzeczeniach Sądu Najwyższego, które mogły by mieć wpływ na daną linię orzeczniczą. Normalnie taka praca mogła by za każdym razem zając długie godziny natomiast AI jest wstanie to wykonać w ułamku sekundy znając stan faktyczny. Technologie pozwalające na to już są częściowo gotowe albo są w stadium R&D w firmie IUS.AI.” – dodaje.

Ultima Ratio, we współpracy ze spółką IUS.AI, planuje w ciągu trzech lat wprowadzić nowe moduły informatyczne oparte na AI. Docelowo sztuczna inteligencja będzie automatycznie przygotowywać gotowy projekt orzeczenia wraz z uzasadnieniem, przetwarzając w tym celu dane i stanowiska stron zgromadzone w toku postępowania. System będzie też wspierał arbitra dostarczając mu informacji o przebiegu i wyniku podobnych spraw, a także przedstawi mu te fragmenty uzasadnień innych orzeczeń, które najlepiej wyjaśniają konkretny problem czy zagadnienie prawne. Co więcej, specjalny algorytm będzie szybko sprawdzał, czy zaszły zmiany w orzeczeniach Sądu Najwyższego, które mogły by mieć wpływ na daną linię orzeczniczą.

Źródło: Ultima Ratio

Boom na przedświąteczne prace sezonowe trwa w najlepsze. Już niedługo w galeriach handlowych zaczną pojawiać się Święci Mikołajowie, którzy jak wynika z analizy Personnel Service w tym roku mogą zarobić średnio nawet 55 zł netto za godzinę. Śnieżynki, choć ich stawka godzinowa jest niższa, zarobią 20% więcej niż w ubiegłym roku. Wszystko dzięki benefitom wynikającym z obniżonych kosztów pracy przed 26 rokiem życia. Święty Mikołaj z prawdziwą siwą brodą i dużym brzuchem z takiej ulgi nie skorzysta.

Firmy w okresie przedświątecznym poszukują m.in. Świętych Mikołajów, Śnieżynek, sprzedawców wigilijnego karpia i choinek czy osób do roznoszenia świątecznych ulotek. Z analizy Personnel Service wynika, że na najwyższe stawki mogą liczyć Święci Mikołaje, bo nawet 55 zł netto za godzinę. Na drugim miejscu świątecznego rankingu plasują się Śnieżynki, które dostaną średnio 23,5 zł netto za godzinę. Podium domyka sprzedawca choinek, który zarobi w tym roku średnio 19 zł netto za godzinę.

– Wyższa płaca minimalna wpłynęła na zarobki w zasadzie w każdym zawodzie przedświątecznym. Pracownicy mogą liczyć na wyższe stawki, a młodzi ludzie dodatkowo skorzystają na wprowadzonej uldze dla osób przed 26 rokiem życia. Śnieżynki, czyli najczęściej młode dziewczyny, mogą liczyć na 20% wyższe zarobki niż jeszcze rok temu. Mikołaje, o ile są to siwobrodzi panowie w średnim wieku, nie skorzystają ze wspomnianej ulgi. Choć warto wspomnieć, że Święci Mikołaje to często młodzi studenci, którzy w ten sposób dorabiają sobie w okresie przedświątecznym

– komentuje Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service, ekspert rynku pracy.

Przeczytaj także:

Jako Mikołaj i Śnieżynka pracę można znaleźć przez cały grudzień – w galeriach handlowych, na wydarzeniach świątecznych czy w domach prywatnych. Przez cały miesiąc zapotrzebowanie widać również na merchandiserów i ulotkarzy, którzy zarobią w tym roku odpowiednio 14,25 zł netto na godzinę i 13,5 zł netto na godzinę. Krótszy okres zatrudnienia dotyczy sprzedawców ryb oraz sprzedawców fajerwerków. Ich pracodawcy będą potrzebowali tuż przed samymi Świętami Bożego Narodzenia i Nowym Rokiem. Sprzedawca ryb zarobi 15,5 zł netto na godzinę, a sprzedawca fajerwerków 14,75 zł netto na godzinę.

Okres przedświąteczny to również czas wzmożonego obłożenia restauracji. Pracujący w tym czasie kelnerzy mogą liczyć na 14,5 zł netto za godzinę.

Proces zakupu mieszkania to nie tylko kwestia wyboru lokalizacji i metrażu czy dokonanie satysfakcjonującej nas transakcji. Jest jeszcze ostatni etap – wykończenie, a więc doprowadzenie lokum do zadowalającego nas standardu. Eksperci Gumtree.pl w raporcie „Jak Polacy kupują mieszkania? Oczekiwania, motywacje, obawy” przyjrzeli się szczegółom związanym z oddaniem nieruchomości do użytku.

Jak deklarują badani, blisko co czwarte mieszkanie w Polsce kupowane jest w stanie pozwalającym na wprowadzenie się do niego niemalże od ręki. Niezależnie od tego, czy nieruchomość pozyskiwana jest z rynku pierwotnego, czy wtórnego, najczęściej wymaga ona dokonania prac wykończeniowych, remontu bądź przynajmniej umeblowania. W związku z tym, pojawia się kwestia dodatkowych środków, które trzeba przeznaczyć na dostosowanie lokum do swoich upodobań i potrzeb.

Wydatki planowane, choć często poza budżetem

Mimo że ponad 65% przebadanych osób zadeklarowało, że o ewentualnym remoncie czy wykończeniu mieszkania myślało jeszcze przed jego zakupem i zgromadziło w tym celu oszczędności, to spora część kupujących – bo aż 39% – musiała się posiłkować dodatkowymi pieniędzmi z kredytu. Tylko co piąty Polak mógł w tym zakresie liczyć na pomoc z zewnątrz, na przykład od rodziny.

Wraz z kryzysem finansowym, którego szczyt przypadł na lata 2008-2009, skończyły się czasy, w których polscy konsumenci mogli ubiegać się o tanie kredyty hipoteczne, udzielane na kwotę nawet o 10-20% wyższą niż wartość mieszkania. Dziś zaciągnięcie takiego zobowiązania wiąże się z obowiązkiem posiadania wkładu własnego na poziomie minimum 10%. Dostępność kredytów ogranicza też coraz wyższa marża. Takie okoliczności nie ułatwiają przyszłym właścicielom pozyskania środków na wykończenie ich lokum – zauważa Katarzyna Merska, Koordynator ds. Komunikacji Gumtree.pl.

W oczekiwaniu na finisz

W kontekście wykończenia mieszkania duże znaczenie ma nie tylko kwestia pieniędzy, ale także czasu, w jakim lokum zostanie doprowadzone do oczekiwanego stanu. Według badań, których wyniki analizowali eksperci Gumtree.pl, tylko 44% szczęśliwców może pochwalić się tym, że zakupiona przez nich nieruchomość została wykończona w ciągu pół roku od chwili jej odebrania. 37% zapytanych Polaków musiało czekać na ten moment powyżej 6 miesięcy, ale nie dłużej niż rok. 14% z nas jeszcze dłużej, bo nawet do 2 lat.

Dla zdecydowanej większości ankietowanych oczekiwanie na wykończenie mieszkania to doświadczenie nowe. Aż 72% respondentów przyznało, że zakupione przez nich „M” było ich pierwszą nieruchomością na własność. 21% badanych już wcześniej posiadało mieszkanie własnościowe. 7% kupiło zaś kolejne, dodatkowe lokum.

Przeczytaj także:

Nieruchomość z zyskiem

13% – taki odsetek badanych przyznał, że zdecydował się na kupno mieszkania w celach inwestycyjnych. Coraz popularniejszą opcją na ulokowanie kapitału w nieruchomościach jest tzw. house flipping. To sposób zarabiania, który polega na kupnie mieszkania po okazyjnej cenie w celu wyremontowania go i szybkiej odsprzedaży z zyskiem. Okazuje się, że taki model działania może wiązać się z negatywnymi konsekwencjami dla rynku.

Moda na house flipping trwa już ponad 3 lata i stale zyskuje nowych zwolenników. Taki stan spowodował z jednej strony malejącą podaż mieszkań do remontu za rozsądną cenę, zaś z drugiej nagły przyrost sporej liczby lokali urządzonych z przesadnym przepychem. Niestety, napięte budżety, brak wysokiej klasy fachowców i pogoń za tanimi materiałami powodują, że również i te mieszkania nie zachowają wystarczającej trwałości przez kolejne lata. Klienci, którzy kupują takie gotowe mieszkania, muszą liczyć się w nieodległej perspektywie ze spadkiem cen w przypadku dalszej sprzedaży – wyjaśnia Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości.

Źródło: Gumtree

Mikrorachunek podatkowy – założenia

Mikrorachunek podatkowy będzie już od początku 2020 roku służył zapłacie podatków. Dla przedsiębiorców to olbrzymie ułatwienie bo zamiast dokonywać różnych przelewów na różne konta w urzędach skarbowych wszystkie podatki wyślą na jeden numer rachunku. Bez róznicy czy to będzie PIT, CIT czy VAT. Mikrorachunek podatkowy muszą też jednak wygenerować zwykli podatnicy, ale narazie tylko ci, którzy będą w rozliczeniu rocznym posiadać niedopłatę. Bardzo ważne jest to, że nie musza tego robić do końca roku. W Internecie pojawiło się bowiem wiele przekłamań mówiących że muszą zrobić do do końca 2019. To nie jest prawda. Muszą to zrobić dopiero wtedy gdy przyjdzie im dopłacić do podatków po rozliczniu rocznym. Może to być w przyszyłym roku a może być też za dwa lub trzy lata. Gernerowanie rachunku zajmuje dosłownie kilkanaście sekund. Ministerstwo Finansów pokazuje film jak to zrobić.

Mikrorachunek podatkowy – film instruktażowy

Poza tym na stronach Ministerstwa Finansów można przeczytać o szczegołach mikrorachunku podatkowego. Poniżej publikujemy główne informacje:

Mikrorachunek podatkowy – ważne informacje

PIT, CIT i VAT zapłacisz do urzędu skarbowego wyłącznie na indywidualny rachunek podatkowy, tzw. mikrorachunek podatkowy od 1 stycznia 2020 r.

Numer swojego mikrorachunku podatkowego możesz sprawdzić w dowolnym momencie w ciągu roku, korzystając z generatora dostępnego na stronie podatki.gov.pl lub w każdym urzędzie skarbowym.

Wygenerowanie i korzystanie z mikrorachunku nie wiąże się z żadnymi opłatami. Wystarczy go sprawdzić w generatorze i wykorzystać podczas przelewu.

Generator mikrorachunku podatkowego

Numer mikrorachunku w każdej chwili możesz wygenerować na stronie podatki.gov.pl, np. tuż przed dokonaniem przelewu podatkowego. Ważne, by przed skorzystaniem z mikrorachunku upewnić się, że został poprawnie wygenerowany. Możesz sprawdzać go wielokrotnie, zawsze wygenerujesz ten sam numer mikrorachunku, który został nadany tylko tobie i zawiera m.in. twój PESEL lub NIP. Do tej pory swój mikrorachunek sprawdziło już blisko 330 tys. podatników, a z generatora skorzystano ponad 2 mln razy.

Aby sprawdzić swój numer mikrorachunku, wystarczy podać:

  • PESEL, jeśli jesteś osobą fizyczną:

– nie prowadzisz działalności gospodarczej
– lub nie jesteś zarejestrowanym podatnikiem VAT

  • NIP, jeśli:

– prowadzisz działalność gospodarczą lub jesteś podatnikiem VAT
– lub jesteś płatnikiem podatków, składek na ubezpieczenie społeczne i / lub zdrowotne

Generator mikrorachunku podatkowego działa całodobowo, dzięki temu swój numer możesz sprawdzić w każdym czasie i miejscu (np. korzystając z telefonu czy tabletu). Sprawdzisz go również w dowolnym urzędzie skarbowym. Ponadto jego wygenerowanie i prowadzenie jest całkowicie bezpłatne. Numer nadawany jest każdemu podatnikowi i płatnikowi automatycznie – to znaczy, że nie wymaga składania żadnych wniosków do urzędu. Numer sprawdzisz w generatorze na stronie podatki.gov.pl. Nie korzystaj z żadnych innych stron internetowych lub np. numerów rachunków otrzymanych e-mailem lub SMS-em. Mogą być one próbą wyłudzenia.

Dotychczasowe rachunki urzędów skarbowych do wpłat PIT, CIT i VAT pozostaną aktywne do 31 grudnia 2019 r.

Dzięki mikrorachunkowi podatkowemu:

Więcej informacji na temat mikrorachunku podatkowego znajdziesz na stronie podatki.gov.pl.

Najnowsze statystyki potwierdzają, że nieruchomości wciąż pozostają w czołówce najbardziej opłacalnych inwestycji. Sprzyjają temu korzystna sytuacja gospodarcza, rosnące wynagrodzenia czy spadek bezrobocia. Polacy są świadomi wzrostu cen zarówno kredytów, jak i tych za m2 – nie wpływa to jednak negatywnie na ich decyzje zakupowe. Nadal intensywnie inwestują we własne cztery kąty, bo stanowią one nie tylko doskonałą perspektywę biznesową, ale i dla wielu są synonimem bezpieczeństwa.

Niezmiennie od kilkunastu miesięcy nieruchomości okazują się najbardziej opłacalną i bezpieczną inwestycją. Potwierdza to najnowszy raport NBP, który pokazuje, że aż połowa stołecznych mieszkań kupowana jest z chęci zysku. Nic w tym dziwnego – Polacy zaczęli szukać innych perspektyw biznesowych po widocznym spadku opłacalności obligacji skarbowych czy lokat bankowych. Własne cztery kąty to dla wielu osób nie tylko doskonały sposób na pomnożenie własnego kapitału, ale i oszczędności. Co więcej, to również poczucie spełnienia i bezpieczeństwa. Według NBP dla 23 proc. nabywców wynajem to najważniejszy powód zakupu mieszkania, dla 8 proc. istotny jest przede wszystkim wzrost wartości własnego M w czasie, zaś 9 proc. rozważa zarówno najem, jak i wykorzystanie mieszkania do celów własnych. Klienci są przygotowani na wzrost cen mieszkań, który w dużej mierze spowodowany jest wysokimi kosztami wykonawstwa, materiałów budowlanych oraz wzrostem cen działek budowalnych.

Popyt na mieszkania nie maleje, a wręcz przeciwnie, zwiększa się. Klienci są przygotowani na wzrost cen, które nie wpływają negatywnie na ich decyzje zakupowe. Zauważyliśmy, że są również coraz bardziej świadomi. Wiedzą, że wszystkie kluczowe informacje dostępne są w prospekcie informacyjnym i ustawie deweloperskiej

– tłumaczy Aleksandra Stawiska, Lider Biura Sprzedaży Gocław.

Rekordowy rok 2019

Najnowsze statystyki, uwzględniające kilka ostatnich miesięcy pokazują, że 2019 r. może należeć do rekordowych – zarówno pod względem liczby udzielonych kredytów hipotecznych, oddanych do użytkowania mieszkań czy wydanych pozwoleń na budowę. Najnowszy październikowy odczyt BIK Indeks – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe pokazuje, że w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku, klienci zawnioskowali o finansowanie na kwotę wyższą o 18,1 proc.

Z kolei z danych Centrum AMRON wynika, że po dziewięciu miesiącach br. wartość udzielonych kredytów wynosi 87 proc. wyniku uzyskanego w całym poprzednim roku. W tym czasie zawarto łącznie 59,7 tys. umów kredytowych. Tylko w trzecim kwartale banki udzieliły kredytów mieszkaniowych na łączną kwotę 16,8 mld zł, co stanowi o 2,62 proc więcej niż w poprzednich trzech miesiącach. Popularność w tym zakresie była najwyższa od 43 kwartałów. Dynamika wzrostowa jest doskonale widoczna w zestawieniu danych z poprzedniego roku. Sama wartość finansowania była wyższa o 24,3 proc, a liczba umów o 14,7 proc w porównaniu z 2018 r. Eksperci przewidują, że w 2019 r. zostanie podpisana niespotykana w historii polskiego sektora bankowego liczba umów – nawet ok. 220 tys., na łączną kwotę 60 mld zł.

Faza wzrostu „mieszkaniówki”

Dobra koniunktura widoczna jest także w zakresie budowanych domów i osiedli. Jak pokazuje Centrum AMRON, w trzecim kwartale oddano do użytkowania 51 021 mieszkań, a budowę kolejnych 63 052 lokali rozpoczęto. Jest to odpowiednio o 8,31 proc. i 2,5 proc. więcej niż we wcześniejszym kwartale. Równie imponująco wyglądają statystyki wydanych pozwoleń na budowę lokali mieszkalnych – było ich 71 736. Po trzech kwartałach roku można wnioskować, że podobnie jak sektor bankowy, tak i rynek nieruchomości w 2019 r. będzie równie rekordowy. „Mieszkaniówka” znajduje się w bardzo wysokiej fazie wzrostu. Eksperci twierdzą, że tak dobrej sytuacji nie notowano nawet w czasie boomu mieszkaniowego w 2007 roku. Potwierdzają to kolejne statystyki, gdzie w ciągu dziesięciu miesięcy br. wydano klucze do 164,6 tys. lokali. Z raportu GUS wynika, że deweloperzy oddali od użytkowania 62,4 proc. mieszkań tj. o 2,2 proc. więcej niż w 2018 r. Sama liczba lokali, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym również zwiększyła się w okresie styczeń-październik 2019 r. o 5,0 proc. r/r. Rozpoczęto zatem budowę 202,5 tys. mieszkań, co stanowi 4,4 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub. roku.

Ze względu na intensywnie zmieniającą się sytuację gospodarczą zarówno na rynku bankowym, jak i mieszkaniowym czy budowlanym, ciężko dokładnie ocenić, czy obecne wysokie wyniki są do powtórzenia w przyszłym roku. Można jednak przypuszczać, że 2020 będzie niewątpliwie ciekawy, z uwagi na niesłabnące zainteresowanie nieruchomościami czy stale rosnące wynagrodzenia.

Źródło: Profbud

Warszawa do 2050 r. chce być neutralna klimatycznie. Podobną deklarację złożyło blisko 400 miast na całym świecie – poinformowała prezydent szczytu klimatycznego ONZ w Madrycie (COP25) Karolina Schmidt. W październiku „alarm klimatyczny” ogłosił Wrocław, który również zamierza dążyć do zeroemisyjności.


Jak podała Schmidt, nad osiągnięciem zerowej emisji netto CO2 do 2050 r. pracują 73 strony ramowej konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, w tym Unia Europejska, a także 14 regionów, 398 miast, 786 przedsiębiorstw i 16 inwestorów w całego świata.

„Pokazuje to wyraźnie, że zarówno podmioty państwowe, jak i niepaństwowe uznają pilną potrzebę podjęcia ambitnych działań w celu sprostania nadzwyczajnej sytuacji związanej ze zmianami klimatu” – oceniała prezydent COP25.

Neutralność emisyjna = zero emisji CO2?

Neutralność emisyjna, nazywana też neutralnością klimatyczną, węglową lub zerową emisją netto, nie wiąże się z całkowitym zaprzestaniem emisji dwutlenku węgla. Oznacza jedynie równowagę między emisjami CO2 a pochłanianiem gazu z atmosfery. Głównymi naturalnymi pochłaniaczami są gleba, lasy i oceany.

Obok Warszawy „pilną potrzebę podjęcia ambitnych działań na rzecz klimatu”  wyraziły m.in. jedne z największych metropolii świata: Tokio (Japonia), Dhaka (Bangladesz) i Karaczi (Pakistan).

Wśród sygnatariuszy deklaracji znalazły się miasta z różnych państw i kontynentów, takie jak: Addis Abeba (Etiopia), Barcelona (Hiszpania), Los Angeles (USA), Dubaj (ZEA), Nankin (Chiny), Sydney (Australia), Montreal (Kanada) czy Rio de Janeiro (Brazylia).

Warszawa jest członkiem grupy miast C40 – wszystkie tworzące ja miasta zobowiązały się do „zasadniczej redukcji emisji gazów cieplarnianych” w perspektywie 2050 roku. Grupa C40 to sieć 94 największych miast na świecie służąca działaniom na rzecz klimatu. Reprezentują one ponad 700 milionów światowej populacji i jedną czwartą globalnej gospodarki.

Transformacja energetyczna to szansa dla Polski

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski w przekazanym PAP komentarzu ocenił, że transformacja energetyczna jest szansą dla Polski.

„Tak jak wielu innych samorządowców w Europie, jestem przekonany, że musimy zobowiązać się do ambitniejszych celów w zakresie ograniczenia emisji zanieczyszczeń. Do 2050 roku Europa ma się stać neutralna dla klimatu. To nie iluzja, ale realistyczny plan oparty na nowoczesnych technologiach” – podkreślił Trzaskowski.

Przywódcy unijni w czwartek na szczycie w Brukseli porozumieli się ws. osiągnięcia przez UE neutralności klimatycznej do 2050 r. Takiej deklaracji nie była w stanie złożyć Polska, która domagała się więcej konkretów ws. finansowania kosztów transformacji energetycznej.

Koniec z paliwami kopalnymi

Neutralność dla klimatu, którą UE miałaby osiągnąć w połowie wieku, wiąże się z koniecznością odejścia od paliw kopalnych. Będzie to szczególnie trudne dla krajów, których gospodarka opiera się na węglu. Z raportu Komisji Europejskiej dotyczącego regionów górniczych wynika, że transformacja energetyczna UE najsilniej uderzy w Polskę. To w naszym kraju znajdują się regiony o największej liczbie zagrożonych miejsc pracy – w szczególnej sytuacji jest woj. śląskie.

Obok kopalń problemem na drodze do zeroemisyjności są elektrownie opalane węglem. To w Polsce funkcjonuje największa w Europie elektrownia na węgiel brunatny – Elektrownia Bełchatów. Według szacunków byłego resortu energii, Polska potrzebuje na transformację w kierunku gospodarki zeroemisyjnej około 700-900 mld euro, z czego sam sektor energetyczny 300 do 400 mld zł.

Fundusze unijne na walkę z dwutlenkiem węgla

Również prezydent stolicy przekonuje, że kluczowym narzędziem w walce ze zmianami klimatu będą fundusze unijne. Warszawa planuje zwiększyć ich wykorzystanie na ten cel w ciągu następnej dekady. „Jako członek Europejskiego Komitetu Regionów wraz z burmistrzami i lokalnymi administratorami z całej UE chcemy gwarancji, że Unia zapewni odpowiednie wsparcie regionom i miastom, w tym silną politykę spójności po 2020 r. i ambitny fundusz właśnie w okresie przejściowym” – zauważył Trzaskowski.

Analitycy Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, oceniając perspektywy COP25, wskazywali, że w sytuacji braku nowych ambitnych działań państw większą rolę w ochronie klimatu mogą odegrać podmioty, które nie są stronami porozumienia paryskiego. Władze regionalne (np. stanów USA), burmistrzowie, poszczególne firmy czy instytucje finansowe od lat uczestniczą w szczytach i zgłaszają nowe deklaracje.

Przeczytaj także:

Paryskie porozumienie klimatyczne

W niedzielę w Madrycie zakończyły się prowadzone pod prezydencją chilijską negocjacje blisko 200 delegacji. Odbyły się one w ramach 25. sesji Konferencji Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (COP25) i 15. sesji Spotkania Stron Protokołu z Kioto (CMP 15).

Przyjęte w 2015 r. w Paryżu porozumienie klimatyczne zakłada powstrzymanie globalnego ocieplenia. Aby ograniczyć wzrost średniej globalnej temperatury do 1,5 stopnia Celsjusza – progu, który Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) określił jako bezpieczny – niezbędne jest osiągnięcie neutralności emisyjnej do połowy XXI wieku.

Źródło: Centrum Prasowe PAP

Twórca sukcesu największego polskiego producenta AGD został laureatem pierwszej edycji nagród Przedsiębiorca Roku magazynu „Forbes”, jakie zostały wręczone podczas IV Kongresu Polskiego Kapitału. Tytuł w kategorii Biznesowy Ambasador Roku został przyznany za prezentację Polski na arenie międzynarodowej przez Grupę Amica.

Amica generuje ponad 70% skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży kompleksowego portfolio sprzętu AGD na blisko 70 rynkach zagranicznych. Skupia się na Europie, gdzie znajdują się jej największe obecnie rynki zbytu – Polska, Niemcy, Francja, Wlk. Brytania, Rosja i Skandynawia.

– Dziękuję za nagrodę Biznesowego Ambasadora Roku magazynu „Forbes” w imieniu Prezesa Rutkowskiego, ale również w imieniu całego zespołu Grupy Amica, liczącego blisko 3 tys. osób. Wszyscy pracujemy na to, aby Amica – polska spółka notowana na GPW – była dobrą wizytówką Polski na świecie. To przekłada się również na sukces finansowy – powiedział Michał Rakowski, członek zarządu Grupy Amica ds. finansowych, który odebrał nagrodę w imieniu Prezesa Jacka Rutkowskiego.

– Mamy ambicje rosnąć na obecnych rynkach oraz odnosić sukcesy na kolejnych. Dynamicznie zwiększamy skalę m.in. we Francji, gdzie przejęliśmy spółkę dystrybucyjną Sideme. Ekspansja biznesowa dotyczy również innych krajów, w czym pomagają nam wysokiej jakości produkty oraz lokalne silne marki – Amica, CDA, Hansa, Gram. Rozpoczynamy właśnie kolejny rozdział dzięki możliwości używania marki Fagor, niezwykle zakorzenionej w Hiszpanii, czyli rynku, z którym wiążemy bardzo duże nadzieje. Marka Fagor wykreuje również popyt na sprzęt grzejny z wielkopolskich Wronek w takich krajach jak Portugalia czy Francja, a także na Bliskim Wschodzie czy w Afryce Północnej – dodał Michał Rakowski.

W ramach aktualizacji strategii HIT2023 Amica zamierza wejść do grona trzech największych producentów sprzętu grzejnego w Europie, osiągając w roku 2023 skonsolidowane przychody na poziomie 4 mld zł. Efekty podejmowanych działań widać już obecnie. Porównując rok 2018 do roku 2013 (bazowy dla strategii HIT2023), przychody wzrosły o około 80%, do ponad 2,9 mld zł, a w ramach ekspansji sprzedażowej największym obszarem przychodowym stała się Europa Zachodnia.

Kongres Polskiego Kapitału to największe w kraju wydarzenie, organizowane przez magazyn „Forbes”, służące wymianie doświadczeń właścicieli i menedżerów dużych polskich przedsiębiorstw. Po raz pierwszy w 15-letniej historii magazynu „Forbes” przyznane zostały własne nagrody Przedsiębiorcy Roku magazynu „Forbes”, będące uhonorowaniem dokonań polskiego biznesu. Wśród pięciu kategorii znajduje się Biznesowy Ambasador Roku.

materiał prasowy

Z najnowszej edycji badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” wynika, że elastyczność w pracy jest dla pracowników priorytetem. Już co drugi pracownik chce pracować zdalnie i mieć elastyczne godziny pracy. Odsetek osób wskazujących ten element jako kluczowy wzrósł w ciągu 5 ostatnich lat o 42 punkty procentowe. Z drugiej strony czynnikiem najczęściej wpływającym na odejście z organizacji jest złe zarządzanie. Jak poradzić sobie z oczekiwaniami wykwalifikowanych specjalistów? Jak sprawić, by nie odeszli najlepsi? Co zrobić, żeby przyciągać talenty jak magnes? Antal przedstawia 5 najważniejszych trendów na rynku pracy w 2020 roku.

Kluczowe fakty:

Z  9. edycji badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” zrealizowanego przez firmę rekrutacyjną Antal wynika, że:

  • 40% specjalistów i menedżerów aktywnie dąży do zmiany pracy (np. przegląda i odpowiada na ogłoszenia rekrutacyjne).
  • Poprawę swojej sytuacji zawodowej deklaruje 55% badanych – tj. o 5 punktów procentowych mniej niż w zeszłym roku. Nieznacznie mniej osób otrzymało również podwyżki.
  • Na czele listy powodów wpływających na zmianę pracy znajdują się: bardziej atrakcyjne możliwości kariery, propozycja wyższego wynagrodzenia oraz złe zarządzanie w organizacji. Każdy z wymienionych czynników został wskazany przez 41% respondentów.
  • Na 10 najczęściej wymienianych powodów odejścia z organizacji, aż 7 jest wewnętrznych, związanych z niezadowalającą dla pracowników sytuacją w miejscu pracy, nie zaś konkurencyjną ofertą.
  • Głównymi czynnikami przyciągającymi pracowników do nowej pracy jest elastyczny czas pracy, wskazany przez 50% respondentów.

Rozwarstwienie rynku

– Wyniki badania pokazują, że rynek zaczyna się stabilizować i coraz mocniej się rozwarstwia. O ile np. liczba ofert pracy dla specjalistów IT wciąż rośnie, dla niemal wszystkich pozostałych obszarów zawodowych spada. Z drugiej strony oczekiwania pracowników nie maleją. Specjaliści bardzo szybko decydują się wejść na rynek pracy, jeśli obecna organizacja ich rozczaruje – np. nie zapewni zwiększenia wynagrodzenia do oczekiwanego pułapu, elastyczności godzin pracy czy innych ważnych dla pracownika aspektów – zauważa Agnieszka Wójcik, Market Research & Strategic Partnerships Manager, Antal.

Czy można zatrzymać pracowników i przyciągnąć uwagę kandydatów, walcząc nie tylko o ich umysły, ale też o ich serca? Specjaliści i menadżerowie staną się emocjonalnie związani z firmą, jeśli ta zacznie słuchać ich potrzeb? Może partnerski styl zarządzania i przejrzysta komunikacja sprawią, że pracownicy będą lepszymi ambasadorami marki? Wyniki najnowszego raportu Antal udowadniają, że tak!

Oto 5 najważniejszych trendów według Antal, które pozwolą firmom przyciągnąć i utrzymać talenty w 2020 roku.

Elastyczne godziny pracy. Przywilej czy nadchodzący standard?

W kontekście pojawiających się zmian społecznych czy ekonomicznych warto zastanowić się nad samą definicją pracy. Z badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” wynika, że mit „wysiedzianych godzin” jako czasu efektywnej pracy, dobiega już końca. Już co drugi pracownik deklaruje, że warunkiem rozważenia oferty nowego pracodawcy jest możliwość  elastycznych godzin pracy (50%). Odsetek osób wskazujących ten element jako kluczowy wzrósł o 28 punktów  procentowych w porównaniu do 2016 roku i 42 punkty procentowe w porównaniu do 2014 roku.

To prawdziwa rewolucja na rynku pracy. Organizacje, które będą w stanie zapewnić takie rozwiązania pracownikom, a jednocześnie zadbać o jakość komunikacji i organizację pracy odniosą sukces w kolejnych latach – zarówno w aspekcie budowania marki pracodawcy, jak i wskaźników biznesowych.

Komunikacja i zaufanie definiują markę pracodawcy

Z badania Antal wynika, że poza atrakcyjniejszymi możliwościami kariery i wyższym wynagrodzeniem, na czele listy powodów wpływających na zmianę pracy znajduje się złe zarządzanie w organizacji. Ten czynnik był powodem odejścia z dotychczasowego miejsca pracy dla 41% respondentów. Wskazuje to na konieczność pracy u podstaw w większości firm z kadrą menedżerską w postaci szkoleń z zakresu komunikacji, dawania feedbacku i wyznaczania celów. Pracownicy, którzy czują, że mają partnerską relację z szefem, są jej wiarygodnymi rzecznikami nie tylko na rynku pracy, ale również w stosunku do partnerów biznesowych.

Coraz częściej spotykam się z sytuacją, że w tej samej firmie, z tymi samymi procesami i wynagrodzeniem występują zespoły o bardzo różnym poziomie zaangażowania. Dlaczego tak się dzieje? Badanie Antal pokazuje, że relacje z bezpośrednim przełożonym mają decydujące znaczenie w postrzeganiu organizacji. Patrzymy na firmy poprzez okulary, jakimi jest nasz bezpośredni przełożony – mówi Anna Piotrowska-Banasiak, Development Director, Antal.

Umowa o pracę – warunek konieczny?

Wbrew obiegowym opiniom na temat rosnącej popularności umowy b2b, dla wielu specjalistów i menedżerów to umowa o pracę nadal stanowi kluczowy czynnik wpływający na wybór pracodawcy. Odsetek osób wskazujących ten element jako kluczowy wzrósł o 4 punkty procentowe w porównaniu do ubiegłego roku. Jednocześnie o 2 punkty procentowe spadł odsetek osób preferujących umowy B2B. Wyjątkiem jest branża IT, gdzie doświadczeni kandydaci oczekują przede wszystkim elastyczności zarówno w wymiarze czasu pracy, jak i formy zatrudnienia.

Budowa marki pracodawcy, poprzez skuteczny content marketing

LinkedIn w ujęciu globalnym to już ponad 645 mln zarejestrowanych użytkowników, z czego ponad 2,5 mln w Polsce. To daje nam 34 pozycję wśród 44 krajów Europy. Średnio co sekundę rejestrują się więcej niż 2 nowe osoby. Z badania Antal wynika, że udział na rynku specjalistów i menedżerów posiadających zaktualizowany profil pozostaje na wysokim poziomie 80%. Wzrost aktywnych kont to konsekwencja cyfrowej transformacji rynku pracy. Media społecznościowe o profilu biznesowym to „żyzny grunt” dla pracodawców i podstawowy punkt styku dla działań w ramach strategii social sellingu, employer brandingu czy marketingu rekrutacyjnego. Z tego względu transparentna, szczera firma, powinna prowadzić odpowiednią komunikację na portalach społecznościowych, dzięki czemu  sprawi wrażenie niemającej nic do ukrycia, wzbudzi zaufanie i pozytywne emocje wśród potencjalnych kandydatów i tym samym zachęci ich do pracy w firmie.

Przeczytaj także:

Rekrutacja bez granic

Pracodawcy, żeby być skuteczni rekrutacyjnie, powinni rozważać również jako możliwości pozyskiwania kandydatów inne regiony Polski oraz zagranicę. Z badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” wynika, że specjaliści i menedżerowie w Polsce są otwarci na relokację zawodową. Najczęściej taką gotowość deklarują przedstawiciele wyższej kadry zarządzającej (79%), logistyki oraz sprzedaży (72%). Na relokacji pracowników zależy nie tylko firmom. Ostatnio coraz bardziej popularne są inicjatywy całych regionów czy miast, które zachęcają do zamieszkania na ich terenie oraz kooperacje lub zrzeszenia firm, które razem promują region widząc szansę we współpracy.

Mieszkając w rejonach oddalonych od stolicy, zaczynamy doceniać jakość życia oferowaną w nieco bliższym otoczeniu. Nie każdy też odnajduje się w wielkiej metropolii. Trend jest widoczny zarówno wśród kadry menedżerskiej, jak i specjalistycznej. Przykładowo, specjalista z Katowic relatywnie chętnie relokuje się do Krakowa. Nieco mniej chętnie przeprowadzi się do Wrocławia, natomiast rzadziej zdecyduje się na dalszą eskapadę. W swojej praktyce rekrutacyjnej na co dzień spotykam się z mobilnością w ramach najbliższych regionów. Jednak w ogromnej większości przypadków istnieją pewne wymagania minimalne. Dotyczą one dostępu do kultury czy ogólnej jakości życia. I takie kryteria coraz częściej spełniają miasta powyżej 100 tys. mieszkańców, a niekoniecznie tylko największe ośrodki – podkreśla Dominik Pekról, Regional Manager, Antal.

materiał prasowy

Projektanci Porsche AG i Lucasfilm Ltd. połączyli swoje siły, aby stworzyć fantastyczny statek kosmiczny spajający DNA designu obu marek. Przez dwa miesiące zespół projektowy we współpracy z pracowniami obu firm w Weissach i San Francisco najpierw opracowywał wstępne pomysły i szkice, a później przystąpił do stworzenia konkretnej koncepcji. Statek o nazwie Tri-Wing S-91x Pegasus Starfighter zadebiutuje jako szczegółowy model o długości 1,5 metra podczas grudniowej premiery filmu „Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie” w Los Angeles.

Design statku kosmicznego jest harmonijnie zintegrowany z filmowym światem „Gwiezdnych wojen”, a jednocześnie zdradza wyraźne nawiązania do charakterystycznego stylu i proporcji Porsche

– mówi Michael Mauer, wiceprezes Style Porsche w Porsche AG.

Podstawowy kształt kabiny, która zwęża się ku tyłowi, i bardzo wyrazista topografia od linii „flyline” kokpitu do turbin tworzą wizualne podobieństwa do kultowego wzornictwa modeli 911 i Taycan. Niezwykle zwarty projekt emanuje dynamiką i zwinnością, podkreślając wspomniane cechy designu Porsche – mówi.

Nasza współpraca jest niesamowitą okazją do połączenia estetyki Porsche i Star Wars. W mojej opinii to niezwykle twórcze, inspirujące wyzwanie

– mówi Doug Chiang, wiceprezes i dyrektor wykonawczy Lucasfilm.

To coś naprawdę emocjonującego – nasycić „Gwiezdne wojny” stylem Porsche i stworzyć nowy kultowy statek kosmiczny, który mógłby istnieć zarówno na Ziemi, jak i w filmowym wszechświecie – dodaje.

Projekt statku

O ile w klasycznym procesie projektowania seryjnego pojazdu wymogi prawne w pewnym stopniu ograniczają kreatywność designerów, o tyle projekt statku kosmicznego zapewnił im nieznany dotąd wymiar wolności. Jednocześnie zespół Style Porsche stanął jednak przed nowymi wyzwaniami – okazało się, że tworzenie czysto wirtualnego projektu również stanowi nie lada wyzwanie. Na ekranie statek jest widziany tylko w dwóch wymiarach, podczas gdy klasyczne pojazdy seryjne fizycznie pojawiają się w trzech wymiarach. Ponadto statki kosmiczne zazwyczaj widać w filmie w ruchu i tylko przez krótką chwilę – projekt musi więc robić wrażenie i być natychmiast rozpoznawalny.

Przeczytaj także:

Kosmiczne Porsche

Rzut oka na kilka detali ujawnia szereg cech, z których znany jest styl Porsche. Przód statku przypomina tzw. kurtyny powietrzne (wloty powietrza), które w przypadku modelu Taycan tworzą formalną całość z reflektorami. Oprócz typowych dla Porsche czteropunktowych świateł do jazdy dziennej znalazły się tam również tzw. blastery, czyli broń długolufowa. Tył z żaluzjami i zintegrowanym trzecim światłem hamowania nawiązuje do obecnej generacji 911, podobnie jak charakterystyczny pas świetlny. Kryteria projektowania Porsche znalazły swoje zastosowanie także w kabinie: instrumenty w kokpicie są zlokalizowane wyraźnie w osi kierowcy, a nisko zamocowany fotel przypomina sportową ergonomię Porsche 918 Spyder. Podsumowując, projekt wypełnia podstawową zasadę charakterystyczną dla marki ze Stuttgartu-Zuffenhausen: wszystkie elementy na zewnątrz mają swoją wyraźną funkcję, a akcenty czysto wizualne zostały w dużej mierze pominięte.

Nasz wspólny projekt z „Gwiezdnymi wojnami” idealnie współgra z premierą modelu Taycan. Zespoły projektantów połączyły dwa różne światy – Porsche i Gwiezdnych wojen, by stworzyć wyjątkowy prezent dla fanów obu marek

– mówi Kjell Gruner, dyrektor marketingu Porsche. Goście premiery filmu w Los Angeles będą mieli również okazję zobaczyć zupełnie nowe Porsche Taycan.

Źródło: Porsche

Sposób, w jaki organizacja rozstaje się z pracownikami, pakiety, jakie otrzymują zwalniani, wyzwania, jakie czekają ich przy poszukiwaniu nowej pracy – to zagadnienia, które nie tracą ani na aktualności czy ważności, ani na sile ładunku emocjonalnego, jaki tym rozstaniom towarzyszy. To bardzo trudny proces dla obu stron: zwalniającego i zwalnianego. Jak firmy radzą sobie z tą sytuacją?

Wiele firm boryka się z trudnościami rekrutacyjnymi, a co za tym idzie, zwolnienia należą u nich do rzadkości. Są też organizacje, które nie postrzegają tematu zwalnianych pracowników za istotne wyzwanie ze względu na małą skalę zmian w firmie i potencjalnie korzystną pozycję zwalnianych na rynku pracy. Jednak rynek rekrutacji, a rynek pracy osoby zwolnionej to zupełnie inne światy. Współistnieją ze sobą niezależnie od koniunktury. Podobnie jak w firmach, procesy rekrutacyjne egzystują ze zwolnieniami, choć oczywiście proporcje i skale tych procesów mogą być różne.

Zgodnie z prawem

W procesie rozstania z pracownikiem firmy reprezentują różne podejścia. Powody, dla których dochodzi do rozwiązania umowy o pracę, są różne, zawsze jednak od strony prawnej odpowiedzialność organizacji polega na zabezpieczeniu strony formalnej procesu i wypłaty kodeksowo określonych świadczeń. W tej perspektywie sposób, w jaki pracownik reaguje na zwolnienie oraz jak będzie radził sobie z poszukiwaniem nowej pracy, jest poza zainteresowaniem pracodawcy. Przedstawiciele działu HR, którzy reprezentują takie podejście, uzasadniają go tak: „Naszą rolą jest przeprowadzić proces zgodnie z prawem. Wierzymy, że pracownik da sobie radę, nie chcemy ingerować w jego działania po rozwiązaniu umowy ani w jakikolwiek sposób sugerować braku wiary w jego możliwości poradzenia sobie z tą sytuacją. To dorosły człowiek”. Zdarza się, że opinie te są efektem złych doświadczeń z przeszłości lub nietrafionych inicjatyw pomocowych, które spotkały się z dużą krytyką i niechęcią ze strony odchodzących. Czasem opinie te są po prostu wyrazem racjonalizacji w sytuacji, gdy przedstawiciele działu HR czują, że inne rozwiązania byłyby w tym przypadku lepsze. Wreszcie, nierzadko, podejście to bywa traktowane – zwłaszcza przez menedżerów spoza działu HR – jako przejaw biznesowej racjonalności. Takie podejście ma na celu zapewnianie godziwych warunków rozstania. Przy czym punktem odniesienia jest tu ustawodawca, który przewidując takie sytuacje i uzależniając wysokość należnych odpraw od stażu pracy, zabezpiecza interes pracownika. To podejście przewiduje rozpatrywanie sytuacji rozstań w kategoriach racjonalnych i analitycznych, a nie emocjonalnych.

Z pozycji silniejszego

Są organizacje, które uważają, że ich pozycja, co do zasady, jest silniejsza w relacji z pracownikiem i kiedy to za ich sprawą dochodzi do rozstania, powinny należycie zabezpieczyć pracownika pakietem i wsparciem w poszukiwaniu nowej pracy. Wśród HR-owców reprezentujących ten pogląd dominuje przekonanie, że rolą firmy jest zaoferować pomoc niezależnie od indywidualnej sytuacji i kompetencji pracownika. To wyraz społecznej odpowiedzialności pracodawcy, który stara się sytuację obiektywnie trudną i destabilizującą życie pracownika rozwiązać w możliwie najlepszy sposób. W tym podejściu bardzo ważne są kwestie emocjonalne.

Fakt wywołania na skutek zwolnienia negatywnych emocji zaburzających funkcjonowanie pracownika w wielu sferach jego życia jest brany pod uwagę jako istotne kryterium opracowania pakietu. Punktem odniesienia w tej sytuacji są kwestie związane z wizerunkiem dobrego pracodawcy, do którego firma aspiruje. Zdarza się też, że organizacje, które prezentują powyższe stanowisko, w przeszłości doświadczyły tego, jak działania podejmowane przez zwolnionych pod wpływem emocji (wpisy w social mediach, na forach internetowych, kontakty z klientami, wyciek danych biznesowych czy sprawy sądowe) mocno nadszarpnęły reputację firmy, nierzadko angażując czas i pieniądze organizacji. Właśnie tym może być też podyktowana strategia, która skupia się na zapobieganiu pojawieniu się trudnych sytuacji. „My dajemy wsparcie, a czy pracownik z niego skorzysta i w jakim zakresie, to już absolutnie jego wybór i decyzja. Rolą firmy jest po prostu dać możliwość każdemu zwolnionemu skorzystania z pakietu wsparcia, pokazania, że rozumiemy, jak trudna jest ta sytuacja. Taką mamy politykę” – to słowa, nierzadko zdarza się słyszeć od HR biznes partnerów i menedżerów HR.

Tylko indywidualnie

Wreszcie jest trzecia grupa pracodawców, która podchodzi do każdej sytuacji zwolnienia pracownika indywidualnie. Dla takich firm kluczową kwestią jest trafna diagnoza potencjalnego ryzyka towarzyszącego rozstaniu i optymalnego zarządzenia nim minimalnym kosztem. Potencjalnie im większą szkodę wizerunkową, biznesową czy prawną zwolniony mógłby wyrządzić organizacji, tym większa wola na hojne porozumienie się, tak aby obie strony miały poczucie, że zachowały się wobec siebie fair.

Bywa, że kiedy sytuacja rozstania z pracownikiem zostanie zakwalifikowana jako potencjalnie niezbyt groźna dla organizacji, skłonność do trzymania się pakietów ustawowych rośnie. Jest to często przejaw rozsądku i próby ujęcia sytuacji w kategoriach biznesowych, jednak to rozwiązanie ma dwa słabe punkty, których warto być świadomym. Nie zawsze przewidywanie potencjalnego ryzyka będzie trafne i finalnie firma może mieć większe problemy niż szacowała na początku. Ponadto strategia indywidualnego podejścia może budować poczucie nierównego traktowania wśród pracowników i wpłynąć negatywnie na morale załogi, która pozostaje w firmie. Niezależnie od oczekiwań organizacji odchodzący tym chętniej dzielą się z pozostałymi współpracownikami informacjami o pakietach na rozstanie, im większe jest ich poczucie krzywdy i silniejsze przekonanie, że firma nie rozstała się z nimi tak, jak tego oczekiwali.

Powyższe sytuacje nie dotyczą zwolnień grupowych czy programów dobrowolnych odejść, w których regulaminy konsultowane ze związkami zawodowymi czy przedstawicielami załogi determinują wysokość i zakres pakietów na odchodne. Wszystkie te przypadki, ze wspomnianymi zwolnieniami grupowymi włącznie, mają jeden wspólny mianownik: intencję pracodawcy, żeby odchodzącemu zapewnić godziwe warunki rozstania. Jednak to, co każda ze stron uznaje za wystarczająco dobry pakiet w sytuacji zwolnienia, może się zdecydowanie różnić.

Cały artykuł jest dostępny w najnowszym numerze magazynu „Personel i Zarządzanie. Do kupienia TUTAJ.

17 grudnia mija 30 lat od przedstawienia tzw. Planu Balcerowicza

Wybory parlamentarne 4 czerwca 1989 roku otworzyły drogę do fundamentalnych zmian ustroju Polski: w kierunku demokracji, państwa prawa i wolnorynkowej gospodarki. Polacy, zmęczeni skrajną niewydolnością gospodarki socjalistycznej, której najbardziej widocznym przejawem były masowe kolejki, pokazali, że chcą zmiany – że chcą żyć tak, jak żyją ludzie na Zachodzie. 17 grudnia w Sejmie swój plan radykalnej przebudowy systemu gospodarczego przedstawił Leszek Balcerowicz, wicepremier i minister finansów w rządzie Tadeusza Mazowieckiego.

10 ustaw Planu Balcerowicza

Plan, który rozpoczęło przyjęcie 10 ustaw i który zapowiadał późniejsze kroki na czele z zasadniczymi zmianami ustrojowymi – prywatyzacją i liberalizacją – oraz radykalną redukcją zadłużenia zagranicznego) służył dwóm celom.

Pierwszym było stłumienie odziedziczonej po socjalizmie hiperinflacji połączonej z powszechnymi brakami towarów. Dlatego wymagało to zerwania z przyspieszonym drukowaniem pieniądza bez pokrycia oraz uwolnienia cen i przedsiębiorczości.

Co więcej drugim celem było rozpoczęcie szybkiego przejścia do gospodarki wolnorynkowej, co wymagało zasadnicze rozszerzenia wolności gospodarczej, w tym likwidacji pozostałości politycznego kierowania gospodarką (rozdzielnictwo i nakazy) i wprowadzenie wymienialności złotego.

Głębokie chirurgiczne cięcie

Plan Balcerowicza przede wszystkim zmierzał do otwarcia perspektywy „godnego życia, swobodnego rozwoju, owocnej i przynoszącej satysfakcję pracy”. Leszek Balcerowicz ostrzegał, że odwlekanie lub spowalnianie zmian grozi klęską, gdyż w zastanej przez rząd Mazowieckiego sytuacji gospodarczej „głębokie chirurgiczne cięcie” było niezbędne, zwłaszcza ze względu na galopującą inflację.

1 stycznia 1990 roku, kiedy pakiet ustaw wszedł w życie Polska wykonała pierwszy fundamentalny krok w kierunku zerwania z „fałszywą grą, w której ludzie udają, że pracują, a państwo udaje, że płaci”, czyli ku gospodarce wolnorynkowej. Dodatkowo dalsze reformy w ramach Planu Balcerowicza zakładały m.in. prywatyzację przedsiębiorstw państwowych, wprowadzenie niezależnego banku centralnego, przebudowę podatków, usunięcie monopoli w gospodarce.

Polska jako pierwsza

Polska była pierwszym krajem byłego bloku socjalistycznego, który wszedł na ścieżkę wzrostu, a Plan Balcerowicza, jak stwierdził badacz transformacji gospodarczych Anders Åslund, „nakreślił drogę dla skutecznych reform”. Co więcej naukowe badania pokazują, że Polska osiągnęła w latach 1989–2015 największy wzrost gospodarczy spośród wszystkich krajów Europy Środkowo-Wschodniej

Jakość życia po Planie Balcerowicza

Poziom życia Polaków przed I wojną, na koniec II RP i na koniec PRL oscylował wokół 20% poziomu życia Amerykanów. Ponadto dzięki rozwojowi w III RP, dzisiaj jest to już ok. 50%. Standard zycia wszystkich grup społecznych w Polsce, również średni standard 10% najuboższych, jest dzisiaj wyższy niż w 1989 roku. Dodatkowo poparcie dla transformacji do gospodarki rynkowej pozostaje w Polsce najwyższe spośród wszystkich krajów postsocjalistycznych i wynosi 85%.

Komputery, drukarki, biurka, telefony służbowe – to podstawowe wyposażenie, które powinna posiadać każda firma, niezależnie od wielkości. Niektóre z nich wydają się niewielkim kosztem, ale zakup np. kilku laptopów wysokiej jakości może wynieść kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. A nowoczesny sprzęt to dziś standard, bo jak pokazują badania GUS, ponad 96 proc. przedsiębiorstw z sektora MŚP wykorzystuje komputery do swojej działalności. Jak sfinansować taki zakup, zwłaszcza na początku funkcjonowania firmy? Eksperci Siemens Financial Services przedstawiają 5 sposobów.

Technologia wkroczyła w każdą dziedzinę życia prywatnego i zawodowego. Według danych GUS, w sektorze MŚP zaledwie niecałe 4 proc. firm obywa się bez komputera. Własną stronę internetową posiada blisko 67 proc. – co i tak jest znacznie poniżej średniej w UE (77 proc). Niemal co trzecie przedsiębiorstwo wykorzystuje również w swojej działalności media społecznościowe. Natomiast jak wynika z badania Siemens Financial Services, już w 2016 r. średnio co drugi przedsiębiorca z sektora mikro i MŚP kupował rzeczy do firmy w sklepach e-commerce. To pokazuje, że wysokiej jakości sprzęt jest niezbędny do utrzymania się na rynku i firmy – nawet mikro – muszą już na początku swojej działalności nabyć odpowiednie sprzęty biurowe. Jak to zrobić? Jest na to kilka sposobów.

Kredyt

Kredyt bankowy jest popularną formą finansowania inwestycji. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez CBM INDICATOR i Związek Banków Polskich, z tego typu finansowania skorzystało w 2019 roku 37 proc. firm małych i 46 proc. średnich. Niestety w przypadku przedsiębiorstw, które dopiero startują, kredyt jest poza zasięgiem. W większości przypadków, by uzyskać finansowanie firma musi działać minimum rok i mieć pozytywną historię kredytową.

Przy inwestycji np. w sprzęt komputerowy – poza dostępnością – warto również zwrócić uwagę na czas, jaki przedsiębiorca musi poświęcić na pozyskanie takiego finansowania w stosunku do jego wartości. Niekiedy procedura trwa długo, wymaga odwiedzenia oddziału i czekania w kolejce. Korzystając np. z leasingu, środki na taki sprzęt można pozyskać w kilkanaście minut podczas wizyty w salonie lub online, bez wychodzenia z domu

– mówi Grzegorz Jarzębski, Szef linii biznesowej Asset Finance w Siemens Financial Services.

Leasing online

Leasing należy do jednej z najpopularniejszych metod finansowania inwestycji. Niestety, często kojarzony z zakupem przede wszystkim samochodów i tradycyjną formą zawierania umów. W rzeczywistości, leasing jest wykorzystywany przy różnych inwestycjach (także tych mniejszych), m.in. zakupie maszyn i urządzeń, sprzętu IT czy nawet RTV/AGD. Kwoty finansowania mogą być zróżnicowane i zaczynają się nawet od 1 tys. zł. Co ważne, leasing jest dostępny w niektórych sklepach online np. już od 2017 r. za pośrednictwem platformy SimplyLease – należącej do Siemens Financial Services. Ta forma finansowania daje również korzyści podatkowe, np. przy leasingu operacyjnym możliwe jest wliczenie całej raty w koszty prowadzenia działalności.

Leasing online jest jedną z najlepszych metod sfinansowania zakupu sprzętu do biura. W przypadku niektórych rozwiązań, takich jak SimplyLease, dostępną także dla firm, które rozpoczynają działalność. Dodatkowo, finansowanie można uzyskać nawet bez wkładu własnego i na niskie kwoty. Natomiast proces uzyskania leasingu ograniczony jest do minimum, a sama decyzja o przyznaniu finansowania wydawana jest w 15 minut – mówi Grzegorz Jarzębski z Siemens Financial Services.

Pożyczka

Przedsiębiorcy mają do dyspozycji również pożyczki dla firm. Oferują je banki oraz podmioty pozabankowe. W przypadku tych pierwszych, podobnie jak przy kredycie, firma zazwyczaj musi funkcjonować min. 6 lub 12 miesięcy, co ogranicza dostępność finansowania dla dopiero startujących biznesów. Pożyczkodawcy niebankowi oferują bardziej elastyczne warunki dając możliwość uzyskania finansowania już na starcie prowadzenie działalności. Decydując się na tego typu formę pozyskania pieniędzy warto zapoznać się m.in. z doświadczeniem firmy na rynku.

Przeczytaj także:

Środki własne

Jak wynika z badania CBM INDICATOR i ZBP, firmy z sektora MŚP najczęściej wykorzystują środki własne do finansowania inwestycji. Jest to najbardziej komfortowa forma, jednak w przypadku dłużej funkcjonujących przedsiębiorstw nie pozwala w pełni wykorzystać możliwości na rozwój. Z kolei firmy, które dopiero startują, mają wiele wydatków, ale nie generują jeszcze wysokich przychodów, w związku z czym często brakuje im kapitału.

Sprzęt komputerowy jest niezbędny w dzisiejszym biznesie, niezależnie od wielkości firmy czy branży. Urządzenia elektroniczne stały się centrum sterowania firmą i to nie tylko dla freelancerów czy informatyków. Przedsiębiorcy mają dziś do dyspozycji całą gamę produktów finansowych, które minimalizują jednorazowe wydatki, pozwalając utrzymać elastyczność budżetową i konkurencyjność. To szczególnie ważne dla młodych firm, które nie uzyskując jeszcze stabilnych przychodów, generują stałe koszty. Opisywane rozwiązania dają szybki dostęp do najnowocześniejszych urządzeń, spłacanych w wygodnej, miesięcznej racie – mówi Grzegorz Jarzębski z Siemens Financial Services.

Musimy także pamiętać, że technologia bardzo szybko się zmienia i sprzęt w ciągu kilkunastu miesięcy może już być przestarzały. Dlatego efektywnym rozwiązaniem jest skorzystanie z rozwiązań, które umożliwiają prostą i mało kosztowną wymianę, jak np. leasing

– dodaje.

Dotacje i dofinansowania

Na polskim rynku przedsiębiorcy mogą skorzystać również z różnego rodzaju dofinansowań lub dotacji na rozwój bądź start. Wsparcie pochodzi m.in. z instytucji państwowych lub UE. Jedną z najpopularniejszych jest dotacja na rozpoczęcie działalności gospodarczej, o którą można się ubiegać w urzędach pracy. Warto jednak pamiętać, że tego typu finansowanie może być  wykorzystane jedynie na ściśle określone cele (np. na zakup towarów) oraz należy spełniać kilka, kilkanaście wymogów. Możliwość wykorzystania dotacji na wyposażenie i sprzęt do firmy jest ograniczona. Dodatkowo, sama procedura jest bardzo czasochłonna, wymaga złożenia kilku dokumentów, spotkań i oczekiwania na decyzję. Sama dotacja może również nie wystarczyć na pokrycie wszystkich kosztów na starcie, dlatego warto połączyć tego typu wsparcie z korzystnym finansowaniem zewnętrznym.

Źródło: Siemens

Zaciągnięcie kredytu lub pożyczki wydaje się być coraz szybsze i prostsze. Właściwie każdy pełnoletni obywatel może zaciągnąć pożyczkę, ale czy każdy może sobie na nią pozwolić? Jak pożyczać odpowiedzialnie? W jaki sposób sprawdzić, czy nasz domowy budżet udźwignie ratę kredytu? Jak nie wpaść w spiralę zadłużenia? O czym pamiętać w kontakcie z firmą windykacyjną?

Warto pamiętać, że dużą część sytuacji windykacyjnych prowokują sami konsumenci, którzy zadłużyli się w sposób nieodpowiedzialny. O zaciąganie nowych zobowiązań nietrudno – zwłaszcza w okresie przedświątecznym, któremu towarzyszą duże emocje i gdy potrzeb zakupowych mamy zdecydowanie więcej, a każdą z nich moglibyśmy sfinansować nowym kredytem czy pożyczką. Zewsząd kuszą nas reklamy „najlepszych”, „najtańszych”, „najpotrzebniejszych” produktów i usług. W takich sytuacjach często tracimy kontrolę nad domowym budżetem i zapominamy, że rozsądek powinien być priorytetem.

Świadome gospodarowanie domowym budżetem to umiejętność nie do przecenienia. Warto poświęcić kilka godzin w miesiącu na uporządkowanie swoich finansów oraz prowadzenie tzw. „małej księgowości”, dotyczącej wszystkich wpływów oraz wydatków. Najlepiej zapisać kwotę, którą mamy do dyspozycji na początku miesiąca. Następnie odjąć to, co przeznaczamy na opłaty stałe oraz tzw. bieżące wydatki (jedzenie, komunikację, zakup ubrań czy kosmetyków). Warto uwzględnić wszystkie zobowiązania, które już zaciągnęliśmy i musimy je spłacać, np. pożyczki konsumenckie, kredyt mieszkaniowy czy leasing za samochód. Po dokonaniu tych wyliczeń, zobaczymy, czy i jakie rezerwy zostają w naszym budżecie i czy możemy sobie pozwolić na zaciągnięcie nowego kredytu. Jeżeli trudno nam zmieścić się w kwocie, jaką mamy do dyspozycji, to kolejna rata kredytu może pogorszyć naszą sytuację finansową, a nawet doprowadzić do niewypłacalności

– mówi Andrzej Roter, Prezes Zarządu Związku Przedsiębiorstw Finansowych. Organizacja, którą zarządza realizuje kampanię edukacyjną „Windykacja? Jasna Sprawa!”.   

Polak mądry… przed wzięciem pożyczki

Z badania „Sytuacja na rynku consumer finance”, przeprowadzonego przez Związek Przedsiębiorstw Finansowych oraz Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH, wynika, że rośnie liczba gospodarstw, które mają trudności z ich terminową spłatą z powodu lekkomyślnie zaciąganych kredytów oraz braku planowania wydatków i dochodów. W 2018 r. taką odpowiedź wskazało 56,5 proc. respondentów, co oznacza 20 proc. wzrost w porównaniu z sytuacją sprzed czterech lat. Tylko 14,5 proc. ankietowanych przyznało, że przyczyną problemów z regulowaniem zobowiązań były losowe wypadki. Przed zaciągnięciem pożyczki warto więc zastanowić się, czy rzecz, którą chcemy kupić „na kredyt” jest nam w tej chwili rzeczywiście niezbędna oraz czy nasz domowy budżet „uniesie” spłatę rat.

Instytucję pożyczkową warto zweryfikować

Przed zaciągnięciem pożyczki warto zweryfikować instytucję, która będzie jej udzielać. Zgodnie z polskim prawem firma, która pożycza pieniądze, musi mieć formę spółki z ograniczoną odpowiedzialnością lub spółki akcyjnej. Takie przedsiębiorstwo powinno posiadać też kapitał zakładowy w wysokości co najmniej 200 tys. zł, który nie może pochodzić z emisji obligacji, kredytu, pożyczki lub nieudokumentowanych źródeł. Kluczowy jest też wpis do rejestru prowadzonego przez Komisję Nadzoru Finansowego. Warto też sprawdzić, czy firma należy do jednej z organizacji branżowych (np. Związku Przedsiębiorstw Finansowych) oraz czy przestrzega norm etycznych takich jak Zasady Dobrych Praktyk, ustanowione w ramach ZPF.

W umowie trzeba zwracać uwagę na zapisy dokonane „małym druczkiem”, ale nie tylko

Jeżeli decyzja o zaciągnięciu pożyczki już zapadła, warto porównać oferty dostępne w różnych instytucjach. Najważniejsze jest oprocentowanie nominalne oraz RRSO, czyli Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania. Warto pamiętać, że oprócz oprocentowania wskaźnik RRSO uwzględnia również wszelkie prowizje, ubezpieczenia oraz inne opłaty, które spłacane są w ratach miesięcznych. Przed podpisaniem umowy trzeba ją zawsze dokładnie przeczytać (także te postanowienia, jeśli takie są, które zapisano tzw. małym druczkiem), a następnie przeanalizować. W przypadku wątpliwości zadawać pytania lub skonsultować się z kimś bliskim, o ile jego wiedza finansowa może być dla nas wsparciem. Warto podkreślić, że w takiej umowie musi znaleźć się między innymi informacja o tym, jaka jest suma wszystkich kosztów ponoszonych przez kredytobiorcę oraz o terminach spłat.

Uwaga na spiralę zadłużenia 

Zdarza się, że zaciągając nowe zobowiązanie, byliśmy w dobrej sytuacji finansowej, która później uległa pogorszeniu. Okazało się, że musieliśmy poradzić sobie z niespodziewanymi wydatkami, straciliśmy pracę, bliska osoba lub członek rodziny poważnie zachorował albo najzwyczajniej – przeszacowaliśmy koszty i obecnie nie mamy wystarczających środków na spłatę zobowiązania. W takich sytuacjach często szukamy ratunku w kolejnej pożyczce, a nowe środki chcemy przeznaczyć na spłatę wcześniejszego zobowiązania. Takie działanie może nas wpędzić w tzw. spiralę zadłużenia i spowodować jeszcze większe problemy finansowe – przypomina Andrzej Roter, Prezes Zarządu ZPF. – Zanim weźmiemy nową pożyczkę, warto porozmawiać z obecnym pożyczkodawcą i powiedzieć mu o swoich problemach finansowych. Być może istnieje możliwość wydłużenia terminu spłaty, odroczenia płatności (czyli tzw. wakacje kredytowe), rozłożenia zobowiązania na niższe raty. Jeżeli posiadamy kilka zobowiązań, warto sprawdzić, czy można je skonsolidować i spłacać przez dłuższy czas, nawet z niższą ratą.

Przeczytaj także:

Z firmą windykacyjną warto rozmawiać

Co robić, gdy dzwoni przedstawiciel firmy windykacyjnej i upomina się o spłatę zadłużenia? Do takiej sytuacji dochodzi zazwyczaj wtedy, gdy konsument przez dłuższy czas nie spłacał zaciągniętych zobowiązań. Z osobą zadłużoną może kontaktować się zarówno sam wierzyciel (np. bank lub instytucja pożyczkowa czy telekom lub spółdzielnia mieszkaniowa), jak i firma windykacyjna, która odkupiła od niego wierzytelność i teraz działa w imieniu wierzyciela, co oznacza, że odzyskuje należność na jego zlecenie.

Z przeprowadzonego w ramach kampanii „Windykacja? Jasna Sprawa!” badania wynika, że konsumenci obawiają się kontaktu z windykatorem i nie zawsze wiedzą co zrobić, gdy dzwoni. Warto jednak rozmawiać z firmą windykacyjną – i to z kilku względów. Po pierwsze, tylko w taki sposób można dowiedzieć się, o jakie zadłużenie chodzi, z jakiego tytułu powstało oraz jakie kwoty mamy do uregulowania. To może pozwolić nam nie dopuścić do sprawy sądowej i jeszcze wyższych kosztów, jakie w związku z tym nas obciążą. Po drugie, można negocjować warunki spłaty: ustalić harmonogram, rozłożyć zadłużenie na dogodne dla nas raty etc. Dzisiejsza windykacja opiera się na dialogu i negocjacjach, a firmie windykacyjnej zależy na tym, by pomóc osobie zadłużonej wyjść z kłopotów finansowych.

Skierowanie sprawy do sądu jest zazwyczaj ostatecznością. Gdy sąd wyda prawomocny wyrok bądź nakaz zapłaty, sprawa wkroczy w etap postępowania egzekucyjnego. Komornik będzie miał wtedy prawo zająć przedmioty należące do osoby zadłużonej. Jako dłużnicy, z prawomocnym wyrokiem nakazującym spłatę należności, będziemy musieli się wtedy liczyć z dodatkowymi wydatkami. A przecież w spłacie długu nie o chodzi o to, by generować kolejne koszty. Warto być mądrym przed zaciągnięciem pożyczki, w trakcie pożyczania oraz… spłacania. Przede wszystkim warto jednak pamiętać, że wyłącznie rozsądne pożyczanie ma sens i jest pożyteczne. Inaczej wpędzić się możemy w niechciane w długi.

Źródło: ZPF

Jesteśmy świadkami renesansu technologii wielkopłytowej. Z kwartału na kwartał rośnie liczba mieszkań budowanych z betonowych elementów prefabrykowanych – wynika z danych urzędu statystycznego. Gonimy tym samym Zachód, gdzie budowanie z gotowych modułów pomaga w rozwiązaniu problemów rosnących kosztów budowy, ekologii czy długiego procesu budowlanego.

7,7 tysięcy – aż tyle mieszkań powstało w ciągu 9 miesięcy br. w technologii wielkopłytowej – wynika z danych GUS. To znaczy, że ta technologia odpowiada już w Polsce za oddanie do użytkowania co 19 nowego mieszkania. Wszystko wskazuje na to, że w całym 2019 roku w wielkiej płycie powstać może nawet ponad 10 tysięcy mieszkań – wynika z szacunków HRE Investments. Dla porządku warto uściślić, że chodzi tu o budowy, w których całe ściany przyjeżdżają na plac budowy jako gotowe elementy betonowe.

Gonimy Zachód

Na naszych oczach dokonuje się renesans tej niesłusznie zapomnianej przez lata technologii. Warto przypomnieć, że jeszcze w latach 2014-17 mieszkań w blokach z wielkiej płyty powstawało dosłownie po kilkaset sztuk. Przełomowy był rok 2018 z produkcją mieszkań w wielopłytowym budownictwie na poziomie prawie 4,7 tysięcy.

I choć wielu Polakom może się to wydawać zaskoczeniem, to na Zachodzie o budownictwie prefabrykowanym mówi się dziś w superlatywach. W Polsce mamy do czynienia z ugruntowanymi przez lata uprzedzeniami. Ich źródeł należy szukać w betonowych blokach budowanych w okresie PRL-u. Ich mankamenty można wymieniać długo – toporna architektura, współdzielona z sąsiadami wentylacja, niedomagające instalacje wodne i elektryczne czy chociażby akustyka i krzywe ściany i podłogi.

Nowoczesna technologia prefabrykowana ma się jednak tak do budownictwa wielkopłytowego z okresu PRL, jak czekolada do innego wynalazku czasów słusznie minionych, czyli wyrobu czekoladopodobnego.

Szybko, dokładnie i tanio

Technologia wielkopłytowa może ponadto rozwiązać kilka problemów, z którymi boryka się mieszkaniówka. Są to na przykład rosnące koszty i brak pracowników budowlanych. Przy budowie bloku z gotowych, wstępnie wykończonych elementów, prace postępują błyskawicznie, przez co zamiast kilkunastu czy kilkudziesięciu pracowników na budowie wystarczy, aby budynek wznosiło kilku. Do tego kupujący bardzo szybko po wbiciu pierwszej łopaty mogą nie tylko zobaczyć jak wyglądają gotowe mieszkania, ale też szybko mogą się do nich zacząć wprowadzać. W efekcie proces budowlany można skrócić z kilkunastu miesięcy do kilku. To oznacza możliwość szybszego dostarczania nowych mieszkań na rynek w odpowiedzi na zgłaszany popyt.

Raport firmy McKinsey sugeruje nawet, że dzięki prefabrykacji czas budowy może zostać ograniczony o od 20 do 50%. Do tego koszty budowy mogą być nawet o 20% niższe – sugeruje wspomniana firma doradcza. Od razu uzupełnia jednak, że wymaga to specjalizacji i optymalizacji, a więc dużej skali i powtarzalności inwestycji. W Polsce mówimy dopiero o odkrywaniu na nowo uroków tej technologii. Choć więc nowoczesna prefabrykacja niesie za sobą możliwość optymalizacji kosztów, to niestety nie daje gwarancji, że mieszkania wznoszone w tej technologii będą tańsze w budowie.

Popularność budownictwa prefabrykowanego

Atutem prefabrykacji jest też wcześniej wspomniana dokładność trudna do osiągnięcia przy tradycyjnych metodach wznoszenia budynków. Rozwiązuje to problem z tym, że obiecana w umowie powierzchnia mieszkania nie pokrywa się z rzeczywistością. Dzięki temu nie są konieczne z tego tytułu późniejsze rozliczenia pomiędzy deweloperem i nabywcami mieszkań. Mamy też mniejsze ryzyko popełnienia błędów przy budowie i szansę na uzyskanie lepszych parametrów energetycznych.

Nie powinno więc dziwić, że na Zachodzie budownictwo prefabrykowane jest popularne. Jak bowiem donosi portal Deluxe Modular 84% nowych budynków jednorodzinnych w Szwecji powstaje w technologii prefabrykowanej (króluje tam technologia oparta o elementy drewniane). W USA jest to 5%, w Niemczech 9%, w Holandii 20%, a w Japonii 28%.

Przeczytaj także:

Technologie budowy uwzględniane w statystykach GUS:

tradycyjna udoskonalona — to ta, w której powstaje wciąż większość budynków mieszkalnych w Polsce. W tym przypadku konstrukcją nośną są ściany wykonane z cegły, bloczków lub pustaków o ciężarze i wymiarach umożliwiających ich ręczne wbudowywanie,

wielkopłytowa ― konstrukcja nośna ścian składa się z montowanych na miejscu elementów prefabrykowanych betonowych lub żelbetonowych. Wymiary elementów ściennych odpowiadają wysokości całej kondygnacji i mają szerokość co najmniej 2,40m,

wielkoblokowa ― jak wyżej, ale elementy o szerokości mniejszej niż 2,40m. W potocznym rozumieniu technologia ta także nazywana byłaby wielkopłytową. Wciąż mówimy bowiem o budownictwie prefabrykowanym betonowym. Różnica jest tylko w wielkości elementów, z których montuje się budynek,

monolityczna ― o konstrukcji z betonu lub żelbetonu realizowanej na miejscu budowy, z zastosowaniem deskowań,

konstrukcja drewniana ― taka, w której konstrukcja budynku powstała z drewna posadowiona jest na fundamencie. W tej kategorii znajdujemy budynki drewniane szkieletowe, prefabrykowane lub z bali.

Źródło: HRE Investments

Statystyki niestety pokazują smutną prawdę. W wypadkach komunikacyjnych w Polsce ginie najwięcej osób w Unii Europeskiej w przeliczeniu na liczbę przejechanych kilometrów. Takie są wnioski płynące z raportu Europejskiej Rady Bezpieczeństwa Transportu – ETSC

76% kierowców za największy problem uważa zachowanie pieszych na pasach, dodatkowo nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu przez kierowcę to trzecia najczęstsza przyczyna wszystkich wypadków drogowych w Polsce.

Premier Mateusz Morawiecki zapowiada zmiany

Jesteśmy w samym ogonie Unii Europejskiej jeśli chodzi o bezpieczeństwo na drogach. Ginie w ostatnich latach średnio około 3000 osób i jest to liczba jedna z najwyższych w Europie, niestety – mówi Mateusz Morawiecki.

Odszkodowania za wypadek

Warto wiedzieć, że osoba poszkodowana w wypadku ma prawo do odszkodowania z kilku źródeł. M.in. z ubezpiecznia sprawycy mówi Jolanta Werner – Votum S.A.

Premier Mateusz Morawiecki zaproponował wprowadzenie dodatkowych obostrzeń. W rezultacie chodzi o pierwszeństwo dla pieszego przed wejściem na pasy. A także ograniczenie prędkości do 50 km/h w terenie zabudowanym przez całą dobę. Ponadto także o utratę prawa jazdy z powodu przekroczenia prędkości o więcej niż 50 km/h również poza terenem zabudowanym.

Od ogłoszenia precedensowego wyroku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE)  3 października 2019 r. w sprawie Państwa Dziubak przeciwko Raiffeisen Bank International AG, temat kredytów „frankowych” jest jednym z dominujących na rynku finansowo-prawnym. Obecna sytuacja pokazuje znaczny wzrost liczby podmiotów, które proponują pomoc prawną w tego typu sprawach. Wzrost liczby podmiotów to z kolei rosnąca ilość oferowanych usług. Oczywistym jest, że Kredytobiorca posiadający kredyt powiązany z walutą obcą najczęściej zadaje sobie dwa podstawowe pytania: czy warto i ile tak naprawdę będzie to kosztowało. M.in. o to zapytaliśmy Prezesa Zarządu Votum Robin Lawyers S.A. Kacpra Jankowskiego.

Kacper Jankowski: Należy pamiętać o podstawowej kwestii – koszt odfrankowienia umowy kredytowej zależny jest od dwóch elementów. Po pierwsze, są to koszty wynikające z obowiązujących norm prawa – chodzi przede wszystkim koszty procesu, a po drugie koszty obsługi prawnej – czyli koszty, które uzależnione są od wyboru podmiotu prowadzącego sprawę.

Oferty odfrankowienia umów bankowych

BiznesTuba.pl: Skoro na koszty procesu Kredytobiorca nie ma bezpośredniego wpływu, natomiast na koszty obsługi prawnej już tak, to na co w tym zakresie należy zwrócić szczególnie uwagę?

KP: Ważne jest, aby Kredytobiorca wybrał ofertę, która nie tylko jest atrakcyjna pod względem finansowym, ale przede wszystkim w pełni zabezpiecza jego interesy. Analizując dostępne na rynku oferty, należy pamiętać o kilku istotnych kwestiach czyli:

– sprawdzenie, jakie usługi mieszczą się w zakresie wykonania umowy to znaczy, czy dotyczy ona jedynie postępowania sądowego, czy też postępowania przed-sądowego (polubownego), które zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa należy przeprowadzić przed skierowaniem pozwu w sprawie. W tym zakresie należałoby także pozyskać informację, czy wybierany przez nas pełnomocnik pomoże nam w pozyskaniu niezbędnej dokumentacji bankowej;

– sprawdzenie, czy umowa obejmuje reprezentację przed sądem II instancji i ewentualnie Sądem Najwyższym. Jeśli nie, dowiedzieć się, jakie dalsze koszty będziemy musieli ponieść z tego tytułu;

– sprawdzenie, czy umowa obejmuje dokładne określenie kosztów dodatkowych, jak choćby koszt dojazdu pełnomocnika na rozprawę;

Są to tak naprawdę podstawowe elementy, warto jednak pamiętać, że umowa, która z pozoru może wydawać się atrakcyjna dla naszego portfela, nie zawsze taka będzie. Należy zatem wybierać taki podmiot, który w sposób kompleksowy zajmie się naszą sprawą.

Ile kosztuje odfrankowienie umowy kredytowej

BT: Porozmawiajmy zatem o realnych kwotach. Ile to kosztuje? Jak to jest w przypadku Votum Robin Lawyers S.A.? Na jakie koszty musi być przygotowany Wasz potencjalny Klient?

KP: Przede wszystkim mamy zróżnicowaną ofertę i właśnie dzięki szerokiemu wachlarzowi cenowemu możemy dopasować jeden z czterech wariantów umowy do zdolności finansowej naszego Klienta. Nasze wynagrodzenie składa się z opłaty wstępnej wahającej się od 3 690 zł brutto do 19 690 zł brutto a także tzw succes fee w wysokości od 5% do 30%.

BT: Czyli jakie są konkrety?

KJ: Konkrety sprowadzają się do czterech rodzajów umów:

– BASIC 3 690 zł tytułem opłaty wstępnej oraz 30% succes fee od uzyskanych świadczeń, bądź 8% od kwoty udzielonego kredytu w razie stwierdzenia nieważności umowy.

– PREMIUM 7 390 zł tytułem opłaty wstępnej oraz 20% succes fee od uzyskanych świadczeń, bądź 6% od kwoty udzielonego kredytu w razie stwierdzenia nieważności umowy.

– VIP 13 590 zł tytułem opłaty wstępnej oraz 10% succes fee od uzyskanych świadcze, bądź 4% od kwoty udzielonego kredytu w razie stwierdzenia nieważności umowy.

– PLATINIUM 19 690 zł tytułem opłaty wstępnej oraz 5% succes fee od uzyskanych świadczeń, bądź 2% od kwoty udzielonego kredytu w razie stwierdzenia nieważności umowy.

Dopasowana oferta odfrankowienia

BT: A jak ktoś nie wie, na co ma się zdecydować, to co wtedy?

KJ: W zależności od tego, jakie środki Klient chce zainwestować w prowadzą sprawę, jesteśmy w stanie dopasować dla niego odpowiednią ofertę. Co więcej, w sytuacji gdy w trakcie prowadzonego postępowania Klient jest usatysfakcjonowany współpracą z nami może wystąpić o zmianę zawartego wariantu umowy, zwiększając opłatę wstępną, co z kolei wpływa na końcowe rozliczenie i zmniejszenie wysokości succes fee. Warto dodać, iż proces odfrankowienia umowy jest procesem złożonym. W pierwszej kolejności uzyskujemy dla naszego Klienta zwrot już dokonanych nadpłat rat kredytowych a ponadto dążymy do uznania abuzywności konkretnych postanowień umownych. W dalszej kolejności, jeśli Bank samodzielnie nie dokona zmiany harmonogramu spłat rat kredytu, wówczas także jesteśmy otwarci na pomoc naszym Klientom. Wiąże się to z opłatą w wysokości 3.000 zł w przypadku postępowania polubownego oraz 5.000 zł w przypadku postępowania sądowego.

BT: Rozumiem różnorodność, ale jednak nawet najniższy kwotowo wariant Państwa umowy zakłada uiszczenie ponad 3,5 zł tytułem opłaty wstępnej a to nie jest kwota mała, zwłaszcza, że po wygraniu sprawy pobieracie dodatkowo honorarium.

KJ: Na kwotę zarówno opłaty wstępnej jak i pobieranego przez nas honorarium ma wpływ całokształt podejmowanych przez nas czynności. Proszę zwrócić uwagę, iż w zakresie tych kosztów zobowiązujemy się do poprowadzenia sprawy w sposób kompleksowy (począwszy od pomocy w pozyskaniu dokumentacji kredytowej, przez przeprowadzenie postępowania likwidacyjnego aż po postępowanie sądowe i to zarówno w I jak i w II instancji) co nie jest standardem w zakresie obsługi Klienta „frankowego”, albowiem są to sprawy bardzo skomplikowane, gdzie linia orzecznicza dopiero się kształtuję, a my swoimi działaniami również na nią wpływamy. W związku z tym sprawy te wymagają czasochłonnego i naprawdę bardzo dużego zaangażowania z naszej strony jako pełnomocnika.

Najwięksi na rynku – pomaga czy przeszkadza?

BT: Jesteście dość dużą firmą, często ze strony innych Kancelarii jesteście postrzegani jako pewna „masówka” prowadzonych sprawy. Wielkość to zaleta czy słabość?

KJ: Votum Robin Lawyers S.A. jest spółką wchodząca w skład Grupy Kapitałowej Votum S.A. a w składzie naszej grupy posiadamy podmioty zajmujące się konkretnymi dziedzinami prawa. Dlatego w ramach Votum Robin Lawyers S.A. oferującego pomoc Kredytobiorcom posiadającym kredyt powiązany z walutą obcą, od kilku lat gromadzimy niezbędną wiedzę i doświadczenie pozwalające nam na skuteczną walkę z Bankami. Ponadto w ramach naszej grupy kapitałowej posiadamy również wyspecjalizowane kancelarie prawne, dzięki czemu mamy własną grupę wyspecjalizowanych profesjonalnych pełnomocników, która w sposób kompleksowy zajmuję się sprawami naszych Klientów, począwszy od pozyskania dokumentacji kredytowej aż do całkowitego zakończenia postępowania sądowego. Co więcej dzięki rozbudowanej strukturze oraz dokonania specjalizacji w ramach naszego Departamentu jesteśmy w stanie obsłużyć znaczną liczbę Klientów. Dlatego też myślę, że grupa osób, która zaufała nam powierzając do prowadzenia swoją sprawę (a jest już ich niemalże 12.000 i liczba ta sukcesywnie rośnie!), jest właściwym wyznacznikiem jakości prowadzonych przez nas spraw.

Więcej o odzyskaniu nadpłaconych rat i dochodzeniu roszczeń z tytułu abuzywnych klauzul w umowach kredytów walutowych przeczytasz tutaj:

https://www.dlafrankowiczow.pl/

https://votum-sa.pl/oferta/mam-kredyt-we-frankach/

Wzrost cen widać ostatnio w wielu przypadkach. Jednym z najgośniejszych jest chociażby wzrost kosztów wywozu śmieci. Drożeje żywność i napoje bezalkoholowe a od przyszłego roku zwiększą się np ceny za parkowanie w centrach miast. Dlatego nie dziwi to, że inflacja jest na jednym z najwyższych poziomów w ostatnich miesiącach (2,6%) a to dopiero początek. Szczyt inflacji czeka nas w przysłym roku – to opinia Jakuba Borowskiego Głównego Ekonomisty Credit Agricole Bank Polska S.A.

Przed nami inflacyjna „górka” w I kw. 2020 r.

Podtrzymujemy naszą prognozę, zgodnie z którą w kolejnych miesiącach inflacja będzie kształtowała się w trendzie wzrostowym i w I kw. 2020 r. wyniesie 3,5% r/r, osiągając swoje maksimum lokalne. Czynnikami oddziałującymi w kierunku zwiększenia inflacji będą prognozowane przez nas wzrosty dynamiki cen energii, paliw oraz inflacji bazowej. Przeciwny wpływ będzie miało wolniejsze tempo wzrostu cen żywności. Nasza prognoza zakładająca znaczący spadek inflacji od II kw. 2020 r. jest spójna z naszym scenariuszem zakładającym stabilizację stóp procentowych w Polsce przynajmniej do końca 2020 r.

Owoce wciąż coraz droższe

Do wzrostu rocznej dynamiki cen w listopadzie w największym stopniu (o 0,1 pkt. proc.) przyczyniło się zwiększenie tempa wzrostu cen w kategorii „łączność” (z 1,0% r/r do 3,7%), związane z efektami niskiej ubiegłorocznej bazy. Zbliżony wkład do wzrostu rocznej dynamiki cen miało również zwiększenie inflacji w kategorii „żywność i napoje bezalkoholowe” (6,5% r/r wobec 6,1% w październiku). W strukturze wzrostu cen żywności na szczególną uwagę zasługuje obniżająca się dynamika cen warzyw (16,0% r/r w listopadzie wobec 16,3% w październiku). Podobnie jak przed miesiącem, w listopadzie, mimo nieurodzaju spowodowanego suszą, w kierunku obniżenia tempa wzrostu cen w tej kategorii oddziaływały efekty wysokiej bazy sprzed roku. Warto odnotować również wciąż rosnącą roczną dynamikę cen owoców (15,0% r/r wobec 12,5% w październiku), co jest efektem niższych zbiorów związanych z wiosennymi przymrozkami i suszą.

Drożeje „szynka”. Przez Chińczyków

Na uwagę zasługuje również odnotowany w listopadzie wzrost dynamiki cen mięsa wieprzowego (16,1% r/r, najszybszy wzrost od 2005 r.) To efekt pogłębiającego się deficytu mięsa w Chinach ze względu na straty w pogłowiu świń związane z ASF. Przyczynił się on, do zwiększenia dynamiki cen w kategorii „mięso” do 9,2% r/r wobec 8,0% w październiku.

Wieloletnie rekordy

Zgodnie z naszymi szacunkami inflacja bazowa (po wyłączeniu cen żywności, paliw  i pozostałych nośników energii) wzrosła w listopadzie do 2,6%. Kształtując się tym samym na poziomie najwyższym od kwietnia 2012 r. Do wzrostu inflacji bazowej przyczyniły się w największym stopniu wspomniany wyżej wzrost dynamiki cen w kategorii „łączność”. Chodzi również o wzrost cen w kategorii „rekreacja i kultura” (z 2,6% do 3,6%). Oczekujemy, że inflacja bazowa, podbijana przez presję płacową i podwyższone oczekiwania inflacyjne, osiągnie lokalne maksimum w I kw. 2020 r. (2,8% r/r).

Jakub Borowski
Główny Ekonomista

Rosnące wynagrodzenia i dobra sytuacja na rynku pracy to powody, przez które banki chętnie udzielają dziś kredytów hipotecznych. Choć banki stawiają kredytobiorcom coraz wyższe wymagania, to jednak pożyczają coraz więcej osobom, których pensje rosną.

Trzyosobowa rodzina, w której oboje rodzice pracują i każde z nich przynosi do domu po średniej krajowej, mogłaby pożyczyć na mieszkanie prawie 660 tys. złotych – wynika z grudniowej ankiety przeprowadzonej przez HRE Investments wśród banków. To o 7 tysięcy więcej niż przed miesiącem i około 47 tysiące więcej niż przed rokiem.

Pożyczysz kilkadziesiąt razy więcej niż zarabiasz

Nie powinno ulegać wątpliwości, że wynik jest wysoki. W naszym założeniu wynagrodzenie wspomnianej rodziny opiewa bowiem na niecałe 7,4 tys. złotych netto miesięcznie. To znaczy, że na mieszkanie taka familia mogłaby pożyczyć prawie 90 razy więcej niż zarabia.

Trzeba mieć jednak świadomość, że zdolność kredytowa szybko maleje wraz z obniżaniem się wynagrodzenia przyjętego do analizy kredytowej. Można to pokazać na konkretnym przykładzie. Gdyby bowiem obniżyć wynagrodzenie modelowej rodziny o 20% (do trochę ponad 5,9 tys. zł), to mediana zdolności kredytowej spadłaby do 407 tys. złotych, czyli o 38%. W tym wypadku familia mogłaby pożyczyć na zakup mieszkania 69 razy więcej niż zarabia.

Wymagania rosną, a wkład jest niezbędny

Warto przy tym zauważyć, że w naszym badaniu co miesiąc aktualizujemy wysokość wynagrodzenia rodziny – stosownie do zmian publikowanych przez GUS. Te sugerują wciąż szybki wzrost wynagrodzeń. I to właśnie rosnącym płacom zawdzięczamy rosnącą zdolność kredytową modelowej rodziny. Z szacunków HRE Investments wynika bowiem, że jeśli rodzina w ciągu ostatniego roku nie dostałaby żadnej podwyżki, to i jej zdolność kredytowa byłaby niższa niż przed rokiem – nawet o około 30-40 tysięcy.

Poza tym w naszym badaniu zakładany, że kredytobiorcy posiadają wkład własny. Warto przypomnieć, że dziś każdy, kto chce kupić mieszkanie z pomocą kredytu, musi minimum 10% wartości kupowanego lokum mieć w gotówce. Do tego dochodzą koszty transakcyjne (opłaty notarialne i sądowe, prowizje i opłaty bankowe czy wynagrodzenie pośrednika) oraz koszty wyposażenia, wykończenia lub przynajmniej odświeżenia lokum.

Najhojniejsi pożyczą nawet ponad dwa razy więcej

I choć jest to truizm, to każdy potencjalny kredytobiorca musi mieć świadomość, że oferty kredytowe banków potrafią się bardzo różnić. Dotyczy to stawianych wymagań, kosztów czy sposobu liczenia zdolności kredytowej. Co więcej, warunki kredytowe zmieniają się w bankach np. wraz z wprowadzaniem lub wygaszaniem promocji na hipoteki.

Przykład? W grudniu nasza trzyosobowa rodzina mogłaby liczyć na najmniejszy kredyt korzystając z oferty banku Millennium, który zadeklarował chęć pożyczenia rodzinie około 330 tys. złotych. Najwięcej zaproponowałby za to Credit Agricole – 782 tysięcy. Z deklaracji banków wynika ponadto, że na najtańszą ofertę (najniższe RRSO) modelowa rodzina mogłaby liczyć w BOŚ Banku, Citi Handlowym czy Credit Agricole.

Warto ponadto podkreślić, że w naszym badaniu zakładamy stan niemal idealny – rodzina nie ma żadnych zobowiązań, nie posiada kredytów, kart kredytowych, nie spłaca rat i ma niskie koszty utrzymania, a z drugiej strony posiada pozytywną historię kredytową. Rodzice pracują od 3 lat na pełen etat na umowie na czas nieokreślony i są skłonni przelewać wynagrodzenie na założone przy okazji zaciągania kredytu konto. Chcą też skorzystać z kart płatniczych lub kredytowych danej instytucji. Na pozostałe produkty dodatkowe patrzą bardzo sceptycznie np. regularne oszczędzanie, dodatkowe polisy ubezpieczeniowe i skorzystają z nich tylko jeśli będzie to bezwzględnie konieczne lub opłacalne.

Konkrety:

Małżeństwo z jednym dzieckiem. Obie dorosłe osoby pracują od 3 lat na pełen etat na umowie na czas nieokreślony. Dochód rodziny na poziomie 7378 zł netto miesięcznie. Modelowy kredytobiorca mieszka w mieście o 300 tys. mieszkańców i ma pozytywną historię kredytową. Na ten moment rodzina spłaciła wszystkie kredyty, nie posiada kart kredytowych czy limitów w kontach. Rodzina posiada samochód wart 15 tys. zł. Przeciętne deklarowane miesięczne koszty utrzymania na poziomie 2 tys. zł miesięcznie. Jeśli będzie miało to wpływ na wynik kalkulacji, rodzina skłonna jest skorzystać z dwóch produktów, chodzi o rachunek ROR z przelewem wynagrodzenia i kartę płatniczą lub kredytową. Kredytobiorca woli unikać ubezpieczeń typu: od utraty pracy, na życie itp. Raty równe.

Opracowanie HRE Investments na podstawie danych przesłanych przez banki (ankieta wysłana 4 grudnia 2019 r.)

Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments

Sztuczna inteligencja, redukcja roli człowieka w procesie wytwarzania dóbr, zaawansowane technologie informatyczne – to realia w jakich przyszło nam funkcjonować. Szybki postęp technologiczny i dynamika rozwoju wymusza zmianę podejścia do pracy i potrzebę ponownego zdefiniowania ról w organizacjach. Umiejętności i kwalifikacje, które posiadali nasi rodzice i dziadkowie, nie są już wystarczające. Zatem, co zrobić, aby odnaleźć się w dzisiejszej niełatwej rzeczywistości?

Według raportu World Economic Forum (2018) aż 75 mln miejsc pracy może zostać wypartych przez zautomatyzowane systemy oparte na algorytmach. Jednocześnie szacuje się, że dzięki rozwojowi nowych technologii około 133 mln osób znajdzie zatrudnienie w zupełnie nowych zawodach. To z kolei rodzi potrzebę ciągłego nabywania wiedzy i zmianę podejścia do innowacji, które należy traktować jak przyjaciela, a nie wroga. Dlaczego? Technologia ma za zadanie ułatwiać nam pracę i upraszczać procesy. Nie jest jednak w stanie w całości zastąpić ludzkiego umysłu. Póki co kreatywność, krytyczne myślenie i rozwiązywanie problemów to domena człowieka. A według raportu PFR i firmy Google -„Kompetencje Przyszłości – jak je kształtować w elastycznym ekosystemie edukacyjnym” są to właśnie główne kompetencje zawodowe, na które powinniśmy postawić w 2020 roku.

Kreatywność i krytyczne myślenie

Nie ma się co łudzić – sama znajomość technologii to za mało. Dzisiejsze biznesy działają szybciej, są bardziej elastyczne i rozproszone geograficznie. Multitasking to codzienność. Podobnie jak posiadanie umiejętności wykraczających poza ramy danego stanowiska.

– W tym momencie kreatywność to już nie tylko punkt wzbogacający każde CV, ale konieczność. Dynamiczna praca i codzienne wyzwania wymagają kreatywnego oraz krytycznego sposobu myślenia. Model szkolny, gdzie nauczyciel przekazuje wiedzę, a uczniowie biernie ją przyswajają, nie znajdzie tu zastosowania. Samodzielne myślenie, analizowanie i wyciąganie wniosków, które pomogą podjąć trafną decyzję w krótkim czasie, to podstawa skutecznego działania – mówi Magdalena Kozińska, ekspert firmy HRP.

Zdolność ciągłego uczenia się

Czasy, kiedy nauka kończyła się wraz z odebraniem dyplomu, już dawno za nami. Studia poszerzają horyzonty, inspirują i wyposażają w wiedzę potrzebną na start.

– Obecnie ciężko wymienić choć jedną branżę, w której nie trzeba aktualizować już zdobytej wiedzy i być na bieżąco z trendami. Nauka nie kończy się wraz z ostatnim rokiem studiów. Można powiedzieć, że to dopiero początek. Chcąc jak najlepiej wykonywać swoją pracę w zmiennym środowisku, trzeba nastawić się na ciągłe kształcenie. Warto postawić na kursy i szkolenia podnoszące kwalifikacje, które obecnie są niemalże na wyciągnięcie ręki, dzięki takim projektom jak prowadzony przez nas Przepis na Rozwój. A przed nami już jego 3 odsłona, która wystartuje na początku 2020 roku – podkreśla ekspert HRP. – Dofinansowanie z funduszy unijnych daje przedsiębiorcom możliwość podwyższania kwalifikacji pracowników, co finalnie wpływa na wzrost przewagi konkurencyjnej firmy.  Dzięki szkoleniom pracownik nie tylko nauczy się nowych rzeczy, ale nawiąże kontakty i otworzy się na pracę zespołową. To bardzo istotna umiejętność, której tak naprawdę młodzi ludzie uczą się dopiero po wejściu na rynek pracy. W szkole i na studiach nadal często stawia się na indywidualizm – stwierdza Magdalena Kozińska.

Kompetencje społeczne

Nowoczesny pracownik działa w bardzo dynamicznym oraz różnorodnym środowisku. Często jest to połączenie nie tylko wielu charakterów, ale i kultur, zwłaszcza w strukturach międzynarodowych. Dlatego tak ważna jest umiejętność współdziałania i efektywnej komunikacji. Różnorodność zespołowa rozumiana jest również jako zbiór odmiennych zdolności i doświadczeń. Zespół, w którym znajdą się przedstawiciele świata nowych technologii, nauk humanistycznych, biznesu czy sztuki jest w stanie wypracować lepsze, bardziej innowacyjne rozwiązania ze względu na połączenie różnych umiejętności i punktów widzenia. Jednak, aby przyniosło to efekt potrzebne jest wzajemne zrozumienie i umiejętność „wejścia w skórę” drugiej osoby, czyli empatia.

Pracodawcy coraz częściej zwracają uwagę na umiejętności miękkie oraz poziom inteligencji emocjonalnej bez której ciężko jest funkcjonować w zróżnicowanym zespole. Nie bez znaczenia jest tutaj również przedsiębiorczość i wykazywanie się inicjatywą

– dodaje Magdalena Kozińska.

Kompetencje społeczne, choć bywają bagatelizowane, w dużej mierze przyczyniają się do sukcesu organizacji. Powinni o tym pamiętać przede wszystkim liderzy, których głównym zadaniem jest motywowanie zespołu do osiągania założonych celów oraz zapewnienie sprawnego przepływu informacji w ramach struktury.

Źródło: HRP

  • W Polsce dynamicznie rośnie liczba klientów banków “mobile-only”, korzystających z usług bankowych wyłącznie przy pomocy aplikacji mobilnych. Jest ich już 5 milionów, co oznacza wzrost o ok. 50 proc. w stosunku do danych po 3. kwartale 2018 roku.
  • Obecnie użytkownicy “mobile-only” stanowią ponad 40 proc. wszystkich klientów korzystających z bankowości mobilnej, których w Polsce jest ponad 12 milionów.
  • Skalę popularności bankowości mobilnej prezentuje opracowany przez Cashless.pl raport “Bankowość Mobilna i Płatności Mobilne w Polsce 2019”, którego partnerem merytorycznym jest Neontri.

Choć ze statystyk wynika, że Polacy wciąż używają bankowości mobilnej przede wszystkim do sprawdzania stanu konta, przeglądania historii transakcji i zlecania przelewów, to aplikacje krajowych banków dają im obecnie dostęp do wielu innych funkcji. Jak pokazuje tabela funkcjonalności zawarta w raporcie “Bankowość Mobilna i Płatności Mobilne w Polsce 2019”, standardem stała się już możliwość dokonywania przy pomocy bankowych aplikacji takich operacji jak: zakładanie lokat bankowych, składanie wniosków o pożyczkę czy doładowywanie telefonu. Coraz powszechniejsze stają się również funkcje umożliwiające dokonywanie płatności w sklepach oraz wypłacanie pieniędzy z bankomatów.

40 proc. użytkowników “mobile-only”

Rosnąca funkcjonalność bankowości mobilnej w coraz większym stopniu umożliwia pełne zarządzanie swoimi finansami osobistymi wyłącznie przy pomocy telefonu komórkowego. Nie może zatem dziwić, że już ponad 12 milionów Polaków jest aktywnymi użytkownikami bankowości mobilnej. W czołowej trójce banków pod względem liczby “mobilnych” klientów znajdują się: PKO Bank Polski, mBank oraz ING. Aplikacje pierwszych dwóch z wymienionych banków są również najlepiej oceniane przez klientów – zarówno w sklepie Google Play, jak i Apple App Store.

Raport Cashless.pl stworzony przy wsparciu Neontri pokazuje, że dynamiczny wzrost funkcjonalności i popularności aplikacji mobilnych skutkuje rezygnacją klientów z innych kanałów kontaktu z bankami. Liczba tzw. użytkowników “mobile only”, zarządzających swoimi finansami wyłącznie przy pomocy aplikacji mobilnych, bez wizyt w oddziałach czy choćby bankowości internetowej, wynosi już 4,9 miliona. To około 40 proc. wszystkich klientów indywidualnych korzystających z bankowości mobilnej w Polsce. Uwagę zwraca również dynamika przyrostu segmentu klientów “mobile-only”. Między 3. kwartałem 2018 roku a 2. kwartałem 2019 roku ich liczba wzrosła aż o ponad 50 proc.

Dynamiczny rozwój rynku płatności mobilnych

Rosnącą popularność kanału mobilnego w sektorze bankowym pokazują również zawarte w 2. części raportu dane dotyczące liczby użytkowników płatności Blik. Z danych udostępnionych Cashless.pl przez 8 spośród 12 banków oferujących Blika wynika, że na koniec czerwca 2019 roku liczba aktywnych użytkowników tego systemu płatności przekroczyła 3,5 miliona. Oznacza to wzrost w stosunku do 1. kwartału bieżącego roku aż o 240 tys. osób.

Według zawartych w raporcie Cashless.pl i Neontri danych, bardzo dynamicznie na polskim rynku zwiększa się popularność zbliżeniowych płatności mobilnych dokonywanych przy pomocy takich rozwiązań jak Apple Pay, Google Pay, Garmin Pay czy Fitbit Pay. W 2. kwartale tego roku Polacy zapłacili zbliżeniowo telefonem już ponad 38,5 miliona razy. To wzrost aż o ponad 50 proc. w stosunku do 1. kwartału tego roku.

Polska bankowość mobilna konkurencyjna na skalę międzynarodową

Cytowani w raporcie “Bankowość Mobilna i Płatności Mobilne w Polsce 2019” eksperci nie mają wątpliwości, że w obszarze mobilnych usług finansowych Polska jest w światowej czołówce. Dotyczy to zarówno poziomu zaawansowania technologicznego udostępnianych rozwiązań, ich popularności wśród klientów, jak i rozwoju infrastruktury.

Przywoływane w raporcie dane pokazują między innymi wysoką aktywność polskich klientów “mobilnych” w porównaniu z ich amerykańskimi odpowiednikami. Udział klientów logujących się do swojej bankowej aplikacji mobilnej co najmniej kilka razy w tygodniu wynosi w Polsce aż 67 proc. podczas gdy w USA zaledwie 47 proc.

Przeczytaj także:

Przewaga Polski nad Ameryką?

Choć Stany Zjednoczone są̨ niewątpliwie światowym liderem innowacyjności, to jest jeden obszar, w którym pod względem zaawansowania technologicznego Polska góruje nad Ameryką. Chodzi o nowoczesne rozwiązania finansowe, a w szczególności bankowość́ mobilną. Aplikacje rozwijane w Polsce w większości wypadków wyprzedzają̨ pod względem funkcjonalności i warstwy technologicznej przynajmniej o kilka lat te oferowane przez amerykańskie banki – komentuje w raporcie “Bankowość Mobilna i Płatności Mobilne w Polsce 2019” Maciej Stępień, CEO i współzałożyciel Neontri.

Przewaga Polski nad Ameryką jest bardzo wyraźna również jeśli weźmie się pod uwagę aktywnych użytkowników Google Pay i Apple Pay. W Polsce udział korzystających z tej formy płatności przynajmniej kilka razy w tygodniu wynosi prawie 70 proc., a w USA zaledwie 22 proc. Czynnikiem sprzyjającym tak dużej przewadze naszego rynku nad amerykańskim jest stopień nasycenia sieci akceptacji terminalami zbliżeniowymi. W Polsce już wszystkie POS-y są gotowe na przyjmowanie bezstykowych płatności mobilnych. W USA udział terminali zbliżeniowych w rynku wynosi natomiast dopiero 70 proc.

Źródło: Neontri

Europa Ubezpieczenia we współpracy z agencją gamingową Fantasyexpo i start-upem Protect.me wprowadza na rynek nowe ubezpieczenia dla miłośników gier, które chroni ich sprzęt gamingowy, konta w grach cyfrowych, a nawet wirtualne przedmioty. Produkt będzie dostępny pod nową marką, stworzoną z myślą o graczach: Gshield.gg.

Według raportów firmy Newzoo, która bada globalny rynek gier cyfrowych, w Polsce mieszka nawet 12 milionów graczy. W 2018 roku wydali oni na różnego rodzaju gry ponad 2 mld zł. Część tej kwoty przeznaczyli na zakup różnego rodzaju dóbr cyfrowych w grach, takich jak wirtualne przedmioty czy wewnętrzna waluta.  

Coraz częściej tego typu dobra cyfrowe padają łupem internetowych złodziei. Dlatego z myślą o bezpieczeństwie fanów gier Europa Ubezpieczenie we współpracy z największą polską agencją gamingową Fantasyexpo i start-upem, działającym w segmencie insurtech Protect.me stworzyła nową markę ubezpieczeniową: Gshield.gg. Pod tym brandem będzie oferowała dwa produkty stworzone dla graczy. Będzie to Gshield Inventory – ubezpieczenie kont w grach i dóbr cyfrowych, a także Gshield Hardware, ubezpieczenie sprzętu gamingowego. Chroni ono komputery, konsole czy tablety wraz z dodatkowymi akcesoriami (np. klawiatury, myszki, pady itp.)

Polski rynek gier szybko dojrzewa – pod względem poziomu wydatków zaczynamy doganiać bogatsze od nas kraje. Tylko w ciągu ostatnich czterech lat wydatki Polaków na gry oraz dobra cyfrowe związane z grami wzrosły o 25 proc. Polscy gracze coraz więcej przeznaczają także na sprzęt gamingowy. Dlatego w naszej ocenie nadszedł dobry moment, by zaoferować graczom stworzone z myślą o ich potrzebach produkty ubezpieczeniowe z ochroną dóbr cyfrowych związanych z grami oraz ich cennego sprzętu gamingowego. Odpowiedzią na ich potrzeby w tym zakresie jest stworzona razem z partnerami marka Gshield.gg

– mówi Magdalena Marciniak, dyrektor pionu rozwoju biznesu w Europa Ubezpieczenia.

W wielu przypadkach graczom nie udaje się odzyskać wirtualnych przedmiotów, które padły łupem złodziei. Podobnie sytuacja wygląda z ukradzionymi kontami, na które gracze często pracowali miesiącami, a nawet latami. Według nas to poważny problem, bo wirtualne wyposażenie posiada swoja realną wartość. Dlatego chcemy dać fanom gier możliwość ubezpieczenia się między innymi na wypadek tego typu sytuacji

– podkreśla Ireneusz Anoszczenko, prezes firmy Protect.me.

Jak działa ubezpieczenie gamingowe?

Ubezpieczenie Gshield Inventory chroni konta w grach i zawierane w związku z nimi transakcje (np. zakupu kodów do gry). Chronione również są kupione za ich pośrednictwem wirtualne przedmioty (np. waluta in-game czy popularne „skórki”). Ubezpieczony będzie musiał jedynie udokumentować swoją wirtualną własność. Natomiast w przypadku Gshield Hardware będzie można ubezpieczyć sprzęt gamingowy od zniszczenia, uszkodzenia lub kradzieży z włamaniem.

Za ubezpieczenie, które od 16 grudnia będzie można kupić na stronie internetowej gshield.gg, można zapłacić w formie wygodnych miesięcznych płatności. Ceny zaczynają się już od 8 zł miesięcznie lub 96 zł rocznie. Wszystko zależy od rodzaju ubezpieczenia, jego wariantu i zakresu ochrony.

Przeczytaj także:

Wprowadzaniu na rynek nowego ubezpieczenia dla graczy będzie towarzyszyła kampania marketingowa, skierowana bezpośrednio do fanów gier komputerowych. Do kampanii promującej ubezpieczenia zostaną zaangażowani popularni polscy gamerzy oraz streamerzy. Między innymi to: Piotr „Izak” Skowyrski, Damian „Nervarien” Ziaja czy Patryk „Rojo” Rojewski.

Każda kampania marketingowa jest skuteczna jeśli jest wiarygodna. Zaangażowanie do projektu naszych streamerów i gamerów jest naturalną rzeczą, ponieważ bardzo często ich samych spotykają tego typu problemy – czy to zniszczonego sprzętu czy utraty kont w grach

– mówi Kamil Górecki, prezes agencji gamingowej Fatansyexpo.

Europa Ubezpieczenia to dwa towarzystwa ubezpieczeniowe: majątkowe TU Europa i życiowe TUnŻ Europa. Strategia ubezpieczyciela koncentruje na rozwoju nowych kanałów sprzedaży z wykorzystaniem możliwości, jakie oferują nowe technologie. Za skuteczną cyfrową transformację biznesu Europa otrzymała nagrodę „Najlepszy Cyfrowy Ubezpieczyciel 2018” oraz tytuł „Finansowej Marki Roku 2019″.

materiał prasowy

W Polsce pracuje około ćwierć miliona programistów, a według danych GUS zapotrzebowanie na nich sięga ponad 50 tys. specjalistów rocznie. Szacuje się, że w pozostałych krajach UE liczba wolnych wakatów to nawet 900 tys. Wszystko to w połączeniu z wysokimi zarobkami w branży powoduje, że programista jest jednym z najbardziej pożądanych i pewnych zawodów. Jak na rynku pracownika funkcjonują firmy IT?

Zarobki programistów są wysokie, jednak w dużej mierze uzależnione od posiadanego doświadczenia i języka programowania, jakim operuje dany specjalista. Według raportu No Fluff Jobs różnica pomiędzy pensją młodszego specjalisty (ok. 5 500 zł), a wynagrodzeniem doświadczonego developera to ponad trzykrotność pensji tego pierwszego. Jedni i drudzy myśląc o swojej pracy oprócz zarobków będą także zwracali uwagę na możliwości swojego rozwoju. Coraz więcej firm IT zatrudnia nie specjalistów ds. zarządzania zasobami ludzkimi, a Head of People – czyli osoby łączące funkcje HRowca i wewnętrznego community managera.

Banan i worki z fasolą

Mityczne darmowe owoce i pokoje gier wideo wyposażone w poduchy (bean bags), które miały być odpowiedzią na rotację pracowników, w branży wysokich technologii szybko przestały być czymś wyjątkowym, a co za tym idzie nie spełniają przypisywanej im funkcji.

– Biorąc pod uwagę poziom wynagrodzenia programisty darmowy banan to mało atrakcyjny benefit

– żartuje Damian Szalewicz, Head of People z Grupy Kapitałowej TenderHut.

Pakiety benefitów pracowniczych, takie jak prywatna opieka zdrowotna, karnety sportowe czy dofinansowania do lunchy, stanowią standard w tej branży i z pewnością nie zadecydują o tym, czy dany pracownik wybierze jedną, czy drugą firmę.

Kluczowy dla pracowników jest szeroko rozumiany samorozwój. Dobre środowisko pracy to takie, które pozwala podnosić kwalifikacje, daje wyzwania i różnorodność dostępnych projektów. Takie warunki jednak to znacznie trudniejsze zadanie do spełnienia niż kupienie skrzynki owoców

– tłumaczy Szalewicz.

Mówca IT

Pracodawcy, aby zatrzymać specjalistów u siebie, oprócz szkoleń rozwijających twarde umiejętności inwestują w szkolenia miękkie, takie jak wystąpienia publiczne, prowadzenie prezentacji czy zarządzanie zespołem.

– Programiści pracują w małych kilkuosobowych zespołach, na co dzień muszą współpracować ze sobą, prezentować swoje pomysły także przed klientem. Umiejętności miękkie to dziś element pracy każdego z nich. W grupie TenderHut nasi specjaliści aktywnie występują np. w cyklu SpeakingHut, w którym to publicznie mogą zaprezentować wyzwania, z jakimi się spotkali i sposób ich rozwiązania. Część z naszych ekspertów współpracuje także z uczelniami wyższymi, gdzie wspólnie tworzymy specjalistyczne kierunki studiów podyplomowych, jak to ma miejsce na Politechnice Białostockiej. Dzielimy się wiedzą i doświadczeniem, bo w branży poprzez współpracę można osiągnąć znacznie więcej

podkreśla Szalewicz.

Wystąpienia publiczne i samorozwój to jedno, jednak dla rozchwytywanego pracownika równie ważne jest także to, na czym polegają jego codzienne zadania.

Lekarstwo na monotonię

W branży programistycznej możemy się spotkać z kilkoma głównymi językami programowania, jakimi posługują się specjaliści. Ich znajomość ma wpływ na poziom wynagrodzenia oraz możliwości rozwoju danego pracownika. Według No Fluff Jobs najwyżej opłacani specjaliści posługują się językiem NODE, JAVA oraz PYTHON. Natomiast dla samego pracownika ważnym czynnikiem jest to, aby mógł w ramach swojej specjalizacji wykonywać różnorodne zadania. Google pozwala swoim pracownikom poświęcać 20% czasu pracy na projekty własne, które często ewoluują do produktów wdrażanych do wachlarza usług cyfrowego giganta. Jak wyglądają pozytywne wzorce w Polsce?

– Odpowiedzą na monotonię wśród programistów stała się sama struktura Grupy TenderHut. Grupa kapitałowa to obecnie 6 spółek, w ramach których rozwijane są trzy innowacyjne projekty własne, takie jak Zonifero, Holo4Labs oraz GrowUperion. Nasi programiści, oprócz udzielania się na forum publicznym w postaci meetupów, konferencji branżowych czy jako wykładowcy, wewnątrz firmy mają także sporo ciekawych projektów do realizacji. W dodatku portfolio naszych klientów zapewnia im wiele wyzwań – w głównej mierze są to globalne projekty, realizowane praktycznie na wszystkich kontynentach

tłumaczy Robert Strzelecki, Prezes Zarządu GK TenderHut.

Siła synergii

Branża obecnie przechodzi transformację, polegającą na przyłączaniu się mniejszych firm do większych graczy po to, aby zapewnić swoim pracownikom odpowiednie ścieżki rozwoju czy płynność w realizowanych projektach. Naturalną rzeczą jest konsolidacja rynku, która powoduje, że powstają firmy na tyle duże, że są w stanie realizować złożone projekty, zachowując przy tym elastyczność charakterystyczną dla małych podmiotów.

Przeczytaj także:

– Idea łączenia się mniejszych firm leżała u podstaw powstania Grupy TenderHut. Przebyta droga rozwoju całej grupy, którą przeszliśmy przez ostatnie cztery lata pokazała, że mimo trudności był to dobry kierunek. Napotkane wyzwania przekuliśmy w sukces, czego doskonałym przykładem była aplikacja Zonifero służąca w początkowej fazie do uporządkowania dynamicznego środowiska, które powstało po włączeniu w szeregi TenderHut jednej ze spółek. Zonifero to obecnie jeden z najbardziej obiecujących start–upów z obszaru Prop–Tech, ale nie byłoby go, gdyby nie nasze podejście do pracowników. Łącząc się dajemy naszym ekspertom dużo większe możliwości i uzyskujemy w ten sposób efekt synergii

– podkreśla Strzelecki.

Wyzwania przed branżą na kolejne lata pozostają bez zmian. Rosnący w tempie 4–5% rok do roku rynek usług IT powoduje, że każdy nowy pracownik jest na wagę złota i tylko firmy posiadające umiejętności związane z kompleksowym podejściem do pracowników mają szansę na pozyskanie i utrzymanie tych najlepszych. Mimo kolejnych roczników, kończących studia programistyczne, luka w postaci 50 tys. pracowników nadal utrzymuje się w Polsce i nic nie zapowiada, że sytuacja ta ulegnie zmianie.

Źródło: TenderHut

Wśród pracowników wysoko wykwalifikowanych w Polsce większy udział mają kobiety (18,7 proc.) niż mężczyźni (13,9 proc.) – wskazał Polski Instytut Ekonomiczny. Nie przekłada się to jednak na zajmowane stanowiska. Kobiety są bardziej krytyczne w samoocenie i większość z nich ubiega się o stanowisko tylko wtedy, kiedy mają poczucie, że spełniają wszystkie wymagane kryteria. Rzadziej aplikują też na stanowiska wyższe niż te, które aktualnie zajmują.

Badania pokazują, że nierówne traktowanie kobiet i mężczyzn (tzw. gender gap) wpływa negatywnie na wzrost gospodarczy, co znajduje odzwierciedlenie w miernikach zrównoważonego rozwoju – czytamy w ostatnim wydaniu „Tygodnika Gospodarczego Polskiego Instytutu Ekonomicznego”. Eksperci wskazali na międzynarodowe indeksy, takie jak Global Gender Gap Index (GGG), Gender Equality Index (GEI) czy Gender Balance Index, które dokonują pomiaru równości kobiet i mężczyzn w życiu społecznym i gospodarczym na podstawie danych o zatrudnieniu, wykształceniu, stanie zdrowia, udziale w życiu politycznym.

Polska w rankingu globalnym GGG w 2018 r. znalazła się na 42. pozycji na 149 krajów. Jednak pod względem udziału kobiet i mężczyzn w rynku pracy nasz kraj uplasował się na 70. miejscu. W badanym roku w naszym kraju pracowało 62,5 proc. kobiet i 76,1 proc. mężczyzn. Co ciekawe, wśród pracowników wysoko wykwalifikowanych w Polsce większy udział mają kobiety (18,7 proc.) niż mężczyźni (13,9 proc.).

Gender Gap – powody

Wyjaśnienia różnic w poziomie zatrudnienia kobiet i mężczyzn oraz sposobów na ich optymalne zrównoważenie upatruje się najczęściej, jak wyjaśnili, w dyskryminujących kobiety np. barierach prawnych czy instytucjonalnych. Ważnym czynnikiem są też, jak wskazali, odmienne zachowania i preferencje przedstawicieli obu płci widoczne już na etapie poszukiwania pracy. Kobiety i mężczyźni w podobny sposób przeszukują oferty pracy, jednak ich strategie ubiegania się o zatrudnienie są wyraźnie różne – wynika z raportu serwisu LinkedIn, opracowanego na podstawie aktywności 610 mln użytkowników z ponad 200 krajów.

Kobiety są bardziej krytyczne w samoocenie i większość z nich ubiega się o stanowisko tylko wtedy, kiedy mają poczucie, że spełniają wszystkie wymagane kryteria. Ponadto, rzadziej aplikują na stanowiska wyższe niż te, które aktualnie zajmują. Mężczyźni podchodzą do stawianych wymagań z większą swobodą. Większość z nich decyduje się aplikować, jeśli spełniają około 60 proc. kryteriów.

Eksperci PIE zwrócili ponadto uwagę, że kobiety rzadziej proszą o rekomendację na interesujące je stanowisko, nawet jeśli znają kogoś, kto pracuje w danej firmie. Większym zainteresowaniem wśród kobiet cieszą się propozycje pracy, które ujawniają zarobki, zakres obowiązków oraz możliwości elastycznego czasu pracy. Do mężczyzn bardziej przemawia informacja o możliwościach awansu i rozwoju.

Źródło: Prawo.pl

Komisja Europejska przedstawiła w środę Europejski Zielony Ład – plan zbudowania zrównoważonej gospodarki UE poprzez dostrzeżenie w wyzwaniach związanych z klimatem i środowiskiem naturalnym możliwości we wszystkich obszarach polityki oraz przeprowadzenie transformacji, która będzie sprawiedliwa i sprzyjająca włączeniu społecznemu.

Komisja zwróciła się do Parlamentu Europejskiego i Rady Europejskiej o zaaprobowanie jej ambitnych zamierzeń dotyczących przyszłej gospodarki i środowiska Europy oraz o pomoc w ich realizacji.

Europejski Zielony Ład – plan działania

Europejski Zielony Ład zawiera plan działań umożliwiających bardziej efektywne wykorzystanie zasobów dzięki przejściu na czystą gospodarkę o obiegu zamkniętym, powstrzymaniu zmiany klimatu, przeciwdziałaniu utracie różnorodności biologicznej i zmniejszeniu poziomu zanieczyszczeń. Omówiono w nim konieczne inwestycje i dostępne narzędzia finansowe oraz wyjaśniono, w jaki sposób zapewnić transformację, która będzie sprawiedliwa i sprzyjająca włączeniu społecznemu.

Europejski Zielony Ład dotyczy wszystkich sektorów gospodarki, w szczególności transportu, energii, rolnictwa, obiektów budowlanych oraz takich gałęzi przemysłu jak przemysł stalowy, cementowy, teleinformatyczny, tekstylny i chemiczny.

Pierwsze prawo o klimacie

Stanie się pierwszym neutralnym dla klimatu kontynentem to ambitny cel politczny. W ciągu 100 dni Komisja przedstawi pierwsze europejskie prawo o klimacie. KE przedstawi również strategię na rzecz różnorodności biologicznej do roku 2030, nową strategię przemysłową i plan działania UE dotyczący gospodarki o obiegu zamkniętym, strategię „od pola do stołu” dotyczącą zrównoważonej żywności oraz przedłoży wnioski w sprawie Europy wolnej od zanieczyszczeń. Natychmiast rozpoczną się prace nad ustaleniem ambitniejszych celów w zakresie emisji w Europie do 2030 r. i nakreśleniem realistycznego sposobu osiągnięcia celu wyznaczonego na okres do 2050 r.

Realizacja celów przedstawionych w Europejskim Zielonym Ładzie będzie wymagała znacznych inwestycji. Szacuje się, że aby osiągnąć cele wyznaczone obecnie w zakresie klimatu i energii na okres do 2030 r., konieczne będą dodatkowe inwestycje w kwocie 260 mld euro rocznie. To około 1,5% PKB z 2018 r. Takie inwestycje będą wymagały mobilizacji zarówno sektora publicznego, jak i prywatnego. Na początku 2020 r. Komisja przedłoży plan inwestycyjny na rzecz zrównoważonej Europy, aby pomóc sprostać potrzebom w zakresie inwestycji. Na przeciwdziałanie zmianie klimatu należy przeznaczyć co najmniej 25 proc. budżetu długoterminowego UE. Dalszym wsparciem będą działania Europejskiego Banku Inwestycyjnego, który pełni rolę europejskiego banku klimatycznego. W 2020 r. Komisja przedstawi strategię w sprawie zielonego finansowania, aby sektor prywatny włączył się w finansowanie zielonej transformacji.

Przeciwdziałanie zmianie klimatu i degradacji środowiska jest wspólnym przedsięwzięciem. Jednak nie wszystkie regiony i państwa członkowskie startują z tej samej pozycji. Sprawiedliwa transformacja będzie miała za zadanie wspieranie regionów, których gospodarka opiera się w większości na działalności powodującej wysokie emisje CO2. Będzie wspierała obywateli, którzy najsilniej odczują skutki transformacji. W tym celu zapewni programy pozwalające na zdobywanie nowych kwalifikacji zawodowych i tworzenie miejsc pracy w nowych sektorach gospodarki.

Przeczytaj także:

Pakt na rzecz Klimatu

W marcu 2020 r. Komisja uruchomi „Pakt na rzecz Klimatu”, aby dać obywatelom możliwość zabrania głosu i odegrania roli przy opracowywaniu nowych działań, wymianie informacji, inicjowaniu oddolnych działań i promowaniu rozwiązań, z których inni będą mogli skorzystać.

Globalne wyzwania związane ze zmianą klimatu i degradacją środowiska wymagają ogólnoświatowej reakcji. UE będzie w dalszym ciągu promowała swoje cele i normy w obszarze ochrony środowiska w konwencjach ONZ w sprawie różnorodności biologicznej i klimatu. Także wzmocni swoją dyplomację w zakresie Zielonego Ładu. Szczyty G7 i G20, konwencje międzynarodowe i stosunki dwustronne posłużą nam do przekonania innych, aby zwiększyli swoje wysiłki. UE będzie ponadto tak prowadziła swoją politykę handlową, aby zapewnić zrównoważony handel. Będzie również budowała partnerstwa z państwami na Bałkanach i w Afryce, aby pomóc im w ich własnej transformacji.

Przewodnicząca Ursula von der Leyen przekonywała: „Musimy być pewni, że nikt nie zostanie z tyłu. Innymi słowy, ta transformacja albo będzie działać dla wszystkich i będzie sprawiedliwa, albo nie będzie działać w ogóle. Dlatego kluczową częścią Europejskiego Zielonego Ładu będzie Mechanizm Sprawiedliwej Transformacji. Mamy ambicję, aby zmobilizować 100 mld euro dla najbardziej wrażliwych regionów i sektorów”.

Źródło: Centrum Prasowe PAP

Zakupy spożywcze mają być wygodne i przyjemne a żywność musi być dobrej jakości. Polacy na zakupach są coraz bardziej wymagający. Zmienia się przez to podejście do klienta. To on jest teraz w centrum uwagi a jego głównym narzędziem zakupowym jest telefon komórkowy. Handel musi być na to gotowi mówią eksperci.

Dziś wydatki Polaków na żywność ekologoczną nie są jeszcze duże. Średnio to 8 euro rocznie. Niemcy wydają ponad 100 a Szwajcarzy nawet więcej niż 200. Ale polskie przedsiębiorstwa potrafią za to wyznaczać trendy. Szczególnie w Europie Centralnej o czym świadczy przykład Farmy Świętokrzyskiej:

Nastolatki w Polsce częściej niż w innych krajach korzystają ze smartfonów (71 proc.). Na drugim miejscu są Hiszpanie (59 proc.), podium zamykają Turcy (51 proc.) – wynika z raportu „Cyfrowi tubylcy. Co warto wiedzieć o pokoleniu online?” opracowanego przez SW Research. Międzynarodowe badanie przeprowadzone na osobach w wieku 14-18 lat z Polski, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Turcji i Brazylii pokazuje, że choć globalnie nastolatki funkcjonują w wirtualnym świecie i z nowymi technologiami są za pan brat, to różni ich podejście do urządzeń mobilnych.

Nowe technologie i wręcz nieograniczany dostęp do Internetu w znaczący sposób kształtują styl życia, sposób komunikacji oraz zachowania konsumentów, do których bez wątpienia należą nastolatki. Szczególnie że tzw. cyfrowi tubylcy nadają tempo i kierunek wykorzystania urządzeń mobilnych.

Dostęp do urządzeń – Polska na tle innych państw

Smartfon, tablet, komputer stacjonarny, konsola do gier, laptop to urządzenia, które na stałe wpisały się w styl życia współczesnych nastolatków. Jednak jak pokazują dane zestawione w raporcie SW Research „Cyfrowi tubylcy. Co warto wiedzieć o pokoleniu online?” w zależności od kraju widoczne są znaczące różnice w podejściu młodzieży do urządzeń i technologii mobilnych. I tak nastolatki w Polsce częściej niż w innych krajach korzystają ze smartfonów (71 proc.). Na drugim miejscu są Hiszpanie (59 proc.), a podium zamykają Turcy (51 proc.). W przypadku respondentów z Wielkiej Brytanii i Brazylii został odnotowany identyczny wynik (43 proc.). Co ciekawe, nastolatki z Polski pozytywnie wyróżnia na tle innych badanych państw również fakt, że 29 proc. ankietowanych korzysta ze Smart TV.

Ponadto sporym zainteresowaniem, w porównaniu z innymi badanymi krajami, cieszy się komputer stacjonarny. Korzysta niego ponad połowa polskich respondentów (53 proc.), co na tle USA, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Turcji i Brazylii daje najwyższy wynik. W korzystaniu z laptopa cyfrowych tubylców z Polski wyprzedzają nastolatki z Wielkiej Brytanii (49 proc.) oraz Stanów Zjednoczonych (48 proc.). Co ciekawe, tablet jest tak samo popularny w Wielkiej Brytanii, jak w Turcji (po 20 proc.). Które urządzenia są najmniej popularne wśród polskich reprezentantów grupy wiekowej 14-18 lat? Z raportu „Cyfrowi tubylcy. Co warto wiedzieć o pokoleniu online?” wynika, że są nim właśnie tablety (18 proc.) oraz przenośne konsole do gier (12 proc.).

Mobilność w parze z rozrywką

Do czego służy smartfon? Nastolatki w Polsce najczęściej w swoich urządzeniach mobilnych instalują gry, co przyznało blisko 60 proc. respondentów. Ponadto 45 proc. stawia na programy związane z muzyką, a 37 proc. korzysta z aplikacji społecznościowych. W całym zestawieniu najmniej uwagi – jak dotąd – nastolatki poświęcają aplikacjom z kategorii transport (7 proc.) i finanse (6 proc.).

Jak pokazuje raport „Cyfrowi tubylcy. Co warto wiedzieć o pokoleniu online?” nastolatki z Polski z urządzeniami mobilnymi są za pan brat. Dla osób urodzonych w erze cyfrowej telefon czy komputer to naturalne narzędzia służące do komunikacji z rówieśnikami już nie tylko w kraju, ale także poza jego granicami. Dzięki nim mogą nawiązywać znajomości, kreować swój wizerunek. To także narzędzia pomagające w nauce, pracy, ale przede wszystkim sprzyjające rozrywce. Urządzenia mobilne stopniowo przejmują rolę komputerów w przypadku słuchania muzyki (68 proc.), rozmów ze znajomymi (66 proc.), a także korzystania z portali społecznościowych (62 proc.). Ma to odzwierciedlenie w tym, co osoby w wieku 14-18 lat instalują na swoich urządzeniach

– mówi Piotr Zimolzak, Dyrektor ds. Badań i Analiz w SW Research Agencji Badań Rynku i Opinii.

Pod względem najpopularniejszych aplikacji preferencje użytkowników są bardzo podobne we wszystkich sześciu badanych krajach. Zaskakujące jest jednak, jak niewielki odsetek nastolatków z Hiszpanii (7 proc.), USA (5 proc.) i Wielkiej Brytanii (3 proc.) korzysta z aplikacji społecznościowych. Częściej wskazywali oni na programy z gatunku rozrywka – taką odpowiedź wybrał średnio co trzeci respondent z tych krajów. W Polsce sporą popularnością cieszą się aplikacje dla miłośników filmów i seriali, w swoim telefonie posiada taką co piąty użytkownik.

Źródło: SW Research

Zapraszamy na bezpłatne webinarium, które poprowadzi Agnieszka Czarnecka. Zaplanowanie dobrego procesu onboardingowego to wyzwanie dla każdej organizacji. Warto podejść do tego procesu profesjonalnie, biorąc pod uwagę wykorzystanie nowych technologii.

W dobie transformacji cyfrowej pracownicy – zwłaszcza millenialsi i pokolenie Z, dopiero wkraczający na rynek pracy – szukają pracodawcy, który zaoferuje im innowacyjne rozwiązania na każdym poziomie organizacji. Podczas webinarium ekspertka Hays przedstawi proces onboardingu od strony employee experience i podzieli się najlepszymi praktykami w tym obszarze.

Dołącz do nas, jeśli chcesz poznać:

  • Koszty i utracone korzyści związane z onboardingiem niskiej jakości;
  • Trendy na rynku pracy – istotne z punktu widzenia pozyskiwania pracowników;
  • Poziomy programów onboardingowych;
  • Przykłady sprawdzonych działań onboardingowych;
  • Sposoby projektowania onboardingu i budowania employee experience od pierwszego dnia pracy.

Agnieszka Czarnecka, Head of HR Consultancy w Hays Poland – Ekspertka z kilkunastoletnim doświadczeniem w HR, która uważa, że w dzisiejszej misji działów personalnych niezbędne jest połączenie perspektywy biznesowej, strategicznych celów, jak również potencjału, oczekiwań pracowników oraz kultury i wartości firmy. To właśnie spójność w tym zakresie gwarantuje sukces na konkurencyjnym rynku.

Już ponad 100 firm i instytucji z 17 europejskich krajów zgłosiło się do przetestowania swoich technologii kosmicznych na pokładzie satelity OPS-SAT. W przygotowaniu misji Europejskiej Agencji Kosmicznej, której start zaplanowany jest na 17 grudnia 2019 roku, uczestniczyli m.in. specjaliści z warszawskiego GMV Innovating Solutions opracowując i wdrażając pełne oprogramowanie pokładowe. To pierwszy raz, gdy zaprojektowany i wykonany w Polsce tzw. flight software dla satelity ESA zostanie uruchomiony na orbicie.

Ze względu na duże ryzyko i możliwe straty finansowe, firmy kosmiczne dość niechętnie biorą udział w drogich, komercyjnych misjach z wykorzystaniem nowych i nieprzetestowanych technologii. Jest to jedna z barier, która utrudnia szybki rozwój wielu obszarów sektora kosmicznego, w tym naziemnych systemów kontroli misji (Ground Control Segment). Aby przełamać negatywne nastawienie przedstawicieli branży do eksperymentów na orbicie Europejska Agencja Kosmiczna przygotowała misję wystrzelenia satelity formatu CubeSat, który posłuży jako platforma do taniej weryfikacji nowych rozwiązań technologicznych w warunkach rzeczywistych, na orbicie wokół Ziemi.

Laboratorium na orbicie

Satelita OPS-SAT wyposażony jest w procesor 10 razy mocniejszy od tych używanych obecnie w statkach kosmicznych ESA oraz w zestaw eksperymentalnych podsystemów. Na orbicie biegunowej o wysokości 515 km sprawował będzie funkcję laboratorium do testowania m.in. sposobów kontrolowania satelitów i podsystemów pokładowych. Pozwoli to firmom na demonstrację działania nowych technologii tanim kosztem na pokładzie małego satelity, zanim zostaną zaimplementowane do większych i bardziej kosztownych projektów.

OPS-SAT to bardzo ważny projekt dla GMV oraz polskiej branży kosmicznej. Po raz pierwszy polscy inżynierowie, pracujący w GMV, opracowali i dostarczyli pełne oprogramowanie pokładowe z wszystkimi jego funkcjonalnościami dla satelity Europejskiej Agencji Kosmicznej. Projekt OPS-SAT realizowany jest w ramach General Support Technology Programme (GSTP), programu opcjonalnego ESA umożliwiającego rozwój unikalnych technologii i kompetencji w polskich przedsiębiorstwach. Udział GMV w misji OPS-SAT nie tylko utrwala wizerunek polskiej branży kosmicznej jako zaufanego i kompetentnego dostawcy ESA, ale również pokazuje korzyści z inwestowania przez Polskę w programy opcjonalne Europejskiej Agencji Kosmicznej – mówi Paweł Wojtkiewicz, dyrektor ds. sektora kosmicznego w GMV.

Przeczytaj także:

Pełne oprogramowanie pokładowe opracowane przez firmę z Warszawy

Do zadań firmy w ramach projektu OPS-SAT należało opracowanie pełnego oprogramowania pokładowego misji, a także zaprojektowanie i wdrożenie szeregu systemów dla satelity. Do tych ostatnich należy m.in. ADCS (Attitude Determination and Control System) – jeden z najważniejszych elementów oprogramowania każdego satelity odpowiedzialny za prawidłową komunikację z urządzeniem i kontrolowanie trajektorii jego ruchu po orbicie. Także FDIR (Failure Detection Identification and Recovery), umożliwiający monitorowanie parametrów podsystemów satelity, a w razie wykrycia nieprawidłowości przestawienie go w bezpieczny tryb. Specjaliści GMV odpowiedzialni byli również za integrację nowego algorytmu kompresji danych POCKET+ oraz przygotowanie i implementację standardu protokołu wymiany informacji MOS (Mission Operation Services).

Każdy satelita kontrolowany jest z Ziemi za pomocą specjalnego oprogramowania i infrastruktury naziemnej (Ground Control Segment). Jednym z kluczowych celów misji jest zademonstrowanie działania MOS w warunkach operacyjnych, w trakcie kontrolowania satelity oraz jego ładunku użytecznego. Jeśli stworzone przez GMV rozwiązanie zadziała, to ma szansę stać się standardem stosowanym we wszystkich satelitach Europejskiej Agencji Kosmicznej i nie tylko, jest to bowiem standard opracowywany przez wszystkie największe agencje kosmiczne na świecie łącznie z NASA. Postawi to GMV w roli wiodącej marki, która jako pierwsza zaimplementowała standard MOS do użytku na orbicie – tłumaczy Krystyna Macioszek, inżynier oprogramowania pokładowego w GMV i koordynatorka projektu.

Satelita zostanie wyniesiony na orbitę z Kourou w Gujanie Francuskiej na pokładzie Soyuz STA/Fregat. Start rakiety zaplanowany jest na 17 grudnia 2019 roku, o godzinie 9:54 (CET). Właścicielem misji jest Europejska Agencja Kosmiczna a satelita będzie kontrolowany z Europejskiego Centrum Operacji Satelitarnych ESOC. Całkowity koszt misji wynosi ok. 2,5 miliona EUR.

Źródło: GMV Innovating Solutions

Nowoczesny klient na zakupach nie kieruje się wyłącznie ceną. Usiłuje raczej połączyć rozsądek z emocjami. Coraz częściej ma świadomość, że płacenie jest niczym głosowanie. Decydując się na dany produkt, może poprzeć firmę ekologiczną i odpowiedzialną społecznie lub przeciwnie – przyczynić się do niszczenia środowiska. Na szczęście firmy coraz częściej zaczynają brać ten aspekt pod uwagę.

Byłoby wspaniale, gdyby wszystkie przedsiębiorstwa z zaangażowaniem dbały o naszą planetę, a najlepiej robiły to, kierując się jedynie szlachetnymi pobudkami. W praktyce jest trochę inaczej – owszem, świadomość zagrożeń związanych z degradacją środowiska rośnie i zapewne coraz wrażliwsze stają się także osoby decyzyjne w przedsiębiorstwach. Jednak w biznesie wciąż bardziej liczą się zyski. Dlatego pro-ekologiczne argumenty, które mogą  w największym stopniu wpłynąć na realne działania przedsiębiorstw, to te, które odwołują się do możliwych oszczędności lub do wyborów klientów.

Ekologia się opłaca!

Dobra wiadomość jest taka, że również te ostatnie kwestie sprzyjają ekologii. Działając oszczędniej, zazwyczaj w większym stopniu chronimy środowisko – ekologia po prostu się opłaca! Z kolei rosnąca świadomość ekologiczna konsumentów powoduje, że firmy, które już dziś nie staną się bardziej odpowiedzialne, w niedługim czasie zaczną być pomijane przez klientów. Coraz więcej osób zwraca bowiem uwagę na to, aby swoimi wyborami (również zakupowymi) nie przyczyniać się do degradacji środowiska. 

Dla firm bardziej zrównoważone podejście oznacza nowe wyzwania. Powinny one bowiem uwzględnić konieczność włączenia do swoich strategii oraz codziennych działań: edukacji ekologicznej (zarówno pracowników, jak i klientów), przestrzegania zasad zero waste (czyli wytwarzać jak najmniej odpadów), czy też unikania stosowania produktów, które byłyby używane jednorazowo.

Nie muszą być to jednak działania bezinteresowne – wartość firmy, która wykazuje zaangażowanie społeczne, może dzięki temu wyraźnie wzrosnąć. Po pierwsze, z powodów wizerunkowych. Po drugie dlatego, że mając do wyboru dwa podobne produkty, świadomy klient wybierze ten bardziej eko. A po trzecie – rośnie grupa klientów deklarujących, że za produkt ekologiczny są w stanie zapłacić więcej.

Zrównoważone działania w logistyce

Zrównoważone podejście do ochrony środowiska powinno objąć wszystkie aspekty funkcjonowania przedsiębiorstwa. Dotyczy to nie tylko samego produktu i opakowania, ale również kwestii, o których często się zapomina, takich jak chociażby ekspozytory produktów w sklepach (nazywane także materiałami POS lub POSM).

Na ekologię (oraz koszty) wpływ może mieć niemal wszystko – od etapu projektu, przez produkcję, magazynowanie, czy transport. Dwa identycznie wyglądające stojaki, na których eksponuje się produkty w sklepie podczas promocji, mogą mieć zupełnie inną budowę. Ekspozytor „tradycyjny” zostanie zazwyczaj wyprodukowany z tworzywa sztucznego. Ten bardziej ekologiczny będzie natomiast zbudowany ze sklejki lub tektury, bez użycia folii, a do tego może być zaprojektowany w taki sposób, aby po wymianie tylko kilku elementów można było wykorzystać go ponownie, w ramach zupełnie innej akcji. Na oszczędności wpływ może mieć także to, czy dany ekspozytor jest składany – jeśli tak, zajmie mniej miejsca podczas magazynowania oraz transportu.

Jak jednak sprawdzić, czy materiały POS danej firmy będą odpowiednio zoptymalizowane pod kątem ekologii? Niedługo w Polsce pojawi się rozwiązanie, które to umożliwi.

– Już wkrótce udostępnimy naszym klientom Ekokalkulator – aplikację, która pozwala przeanalizować konkretne ekspozytory produktów. Ale nie tylko. Chodzi o podobne nośniki reklamy pod kątem ich wpływu na środowisku naturalne – mówi Urszula Rąbkowska z firmy XBS Group. Poza tym firmy, które dbają o środowisko, mogą starać się o certyfikat „ekoPOSytywni”. Wydajemy go tylko tym producentom, których nośniki reklamowe spełnią surowe warunki – podkreśla.

Biznes coraz bardziej zaangażowany

Warto wspomnieć, że działania przedsiębiorstw na rzecz równowagi ekologicznej są coraz bardziej doceniane przez sam biznes. Świadczy o tym chociażby zorganizowana w tym roku po raz pierwszy konferencja Sustainability Confex 2019. Celem tego spotkania było zainspirowanie przedstawicieli szeroko rozumianej branży FMCG do wykorzystywania zrównoważonego rozwoju w dziale  produkcji, opakowań i logistyki. Właśnie podczas tej konferencji nagrodzone zostały firmy, które koncentrują się w swoich działaniach na łączeniu biznesu z ekologią. Wśród nagrodzonych znalazła się także firma XBS Group, która otrzymała nagrodę Sustainability Solution Provider Award w kategorii Transformacja Łańcucha Dostaw.

Materiały reklamowe odgrywają ważną rolę we wsparciu sprzedaży, ale stanowią też obciążenie dla środowiska, dlatego naszym celem jest ich eko-optymalizacja w całym łańcuchu dostaw

– mówi Urszula Rąbkowska.

W związku z tym zainicjowaliśmy akcję „ekoPOSytywni”. Celem projektu jest promocja zrównoważonego i odpowiedzialnego zarządzania materiałami reklamowymi. Podjęliśmy wiele działań, m.in. rozpoczęliśmy debatę dotyczącą optymalizacji w obszarze POS, a w przyszłym roku planujemy konkurs dla studentów – dodaje.

Przeczytaj także:

Im więcej firm, instytucji, ale też osób indywidualnych zaangażuje się w pozytywne zmiany na rzecz ekologii, tym lepiej dla wszystkich. Przedsiębiorstwa, które zaczną na każdym etapie redukować swój ślad węglowy, dzięki odpowiedzialnym działaniom udowodnią, że są warte zaufania. Wzmocni to ich wizerunek i zapewne podniesie ich wartość, ale co najważniejsze – pozytywnie wpłynie na stan naszej planety.

Bardzo prawdopodobne, że jesteśmy ostatnim pokoleniem, które może ocalić Ziemię. A skoro tak – nie możemy ignorować odpowiedzialności, jaka stoi przed nami wszystkimi. Ta odpowiedzialność dotyczy nie tylko każdego mieszkańca planety z osobna. Ale także przedsiębiorstw, a w największym stopniu tych, które działają na dużą skalę. W przypadku dużej firmy każdy najmniejszy proces jest powielany miliony razy, a więc ma też potężny wpływ na środowisko.

Źródło: XbsGroup

Eksperci

Polacy puszczają z dymem 105 tysięcy mieszkań rocznie

W bieżącym roku Polacy wydadzą na wyroby tytoniowe około 28 miliardy złotych – wynika z szacunków HR...

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

AKTUALNOŚCI

Trendy 2020: Elastyczny styl pracy kusi coraz więcej Polaków

Z najnowszej edycji badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” wynika, że el...

Dlaczego Black Friday jest czarny, czyli #walmartfights, księgowi i kryzys

Już od kilku lat czarny piątek (ang. Black Friday) rozpoczyna sezon wyprzedaży w Polsce. O wiele dłu...

Zniesienie limitu ZUS od 1 stycznia 2020 – znowu prawdopodobne

12 listopada 2019 r. do Sejmu trafił projekt ustawy, przewidującej zniesienie górnego limitu składek...

Wielka kradzież danych osobowych. Uważaj, żeby nie spłacać cudzego kredytu!

W ciągu kilkunastu dni dane osobowe kilkuset tysięcy osób trafiły w niepowołane ręce na skutek rażąc...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Wyszukiwarka prawdę Ci powie. Co Google wie o naszych świątecznych zwyczajach?

Polak przed świętami szuka w internecie oryginalnego pomysłu na życzenia, świerka i kalendarza adwen...

Sztuczna inteligencja w pierwszym w Polsce sądzie arbitrażowym on-line

Ultima Ratio, pierwszy w Polsce elektroniczny sąd arbitrażowy przy Stowarzyszeniu Notariuszy RP, pod...

Praca sezonowa: Mikołaj jest dyskryminowany, w tym roku Śnieżynka zarobi więcej

Boom na przedświąteczne prace sezonowe trwa w najlepsze. Już niedługo w galeriach handlowych zaczną ...

Sam zakup to nie wszystko. Jak finansujemy wykończenie mieszkania?

Proces zakupu mieszkania to nie tylko kwestia wyboru lokalizacji i metrażu czy dokonanie satysfakcjo...

Mikrorachunek podatkowy – każdy będzie musiał go mieć. Ministerstwo Finansów publikuje fi

Mikrorachunek podatkowy - założenia Mikrorachunek podatkowy będzie już od początku 2020 roku służył ...