niedziela, Grudzień 8, 2019
Facebook
Home Archiwa 2019 Październik

Miesięczne archiwaPaździernik 2019

Polscy wierzyciele nie czekają długo z rozpoczęciem postępowania prowadzącego do odzyskania pieniędzy. Często działania rozpoczynają zaraz po przeterminowaniu płatności, a długi, których dochodzą, nie przekraczają zwykle 10 tysięcy złotych – wynika z danych serwisu Oferteo.pl. Częściej niż sprzedaż długu wybierana jest windykacja.

Wyniki analizy przeprowadzonej przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług z ich dostawcami, wskazują, że długi, jakie odzyskują Polacy, nie przekraczają zwykle 10 000 zł. Takich kwot dotyczyło 38% zleceń zamieszczonych w serwisie w ciągu ostatniego roku. Co trzecie zapytanie obejmowało natomiast kwoty od 10 000 do 29 999 zł. Większe sumy windykowane były znacznie rzadziej, a długi przekraczające milion złotych stanowiły już tylko 1% przypadków.

Okazuje się, że wierzyciele częściej niż na sprzedaż długu decydują się na rozpoczęcie postępowania windykacyjnego. To rozwiązanie wybrało 47% badanych, podczas gdy na sprzedaż długu decydowało się 42% z nich. Preferencje te zupełnie inaczej wyglądały w ubiegłym roku, kiedy to właśnie odsprzedanie należności firmie je skupującej było najczęściej wybieranym rozwiązaniem. Dodatkowo 11% firm było gotowych zarówno sprzedać dług, jak i rozpocząć postępowanie windykacyjne.

Nierzetelni dłużnicy i trudności z odzyskaniem własnych pieniędzy stanowią poważny problem dla wierzyciela. W tak złożonych sprawach bardzo cenna jest pomoc specjalistów rozumiejących finansowe i prawne aspekty każdego indywidualnego przypadku. Szukając firm zajmujących się tego typu tematyką, warto zapoznać się z zagadnieniami, jakimi zajmowały się one wcześniej oraz opiniami na temat ich pracy. W ten sposób możemy zdobyć pewność, że powierzamy kwestię swoich finansów w ręce profesjonalistów – radzi Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl

Firmy nie zwlekają z walką o pieniądze

Badania pokazują, że firmy w Polsce nie czekają z podjęciem działań mających na celu odzyskanie długu. 38% z nich zgłaszało się po pomoc w tej sprawie już w tym samym roku, w którym płatność się przeterminowała, a 27% podjęło działanie po roku od terminu płatności. Należności przeterminowane od 2 do 4 lat były przedmiotem 23% spraw zgłaszanych w serwisie Oferteo.pl. Tylko 12% ankietowanych zwlekało z walką o pieniądze pięć lat lub dłużej. O tym, jak cenny w tego typu sprawach jest czas, świadczy również fakt, że aż 80% badanych zwracających się o pomoc podkreślało, że zależy im na jak najszybszym rozwiązaniu sprawy. 11% było w stanie poczekać miesiąc, a 5% nie było jeszcze zdecydowanych na żaden konkretny termin.

Źródło: Oferteo.pl

100% opakowań przyjaznych środowisku i 50% udziału kolekcji ekologicznych we flagowej marce Reserved do 2025 roku oraz zmniejszenie śladu węglowego – to najważniejsze cele strategii zrównoważonego rozwoju, ogłoszonej właśnie przez polskiego producenta odzieży. Zwrot w kierunku ekologii to odpowiedź LPP na nowe wyzwania pojawiające się w branży modowej. Gdańska firma kontynuuje również inwestycje w nowe technologie – właśnie zakończyła najszybsze na świecie wdrożenie elektronicznych metek (tzw. RFID) w sieci Reserved w Polsce. 

Globalne wyzwania środowiskowe zmieniają oblicze branży modowej. Przyszłość rynku za kilka lat zależy od tego, czy producenci wezmą na siebie większą odpowiedzialność za ludzi i otoczenie. To oznacza konieczność podejmowania strategicznych decyzji, które determinują zmiany w całym łańcuchu wartości. W końcu moda przyjazna środowisku to coś więcej niż tylko T-shirt z organicznej bawełny. Jej rzeczywisty wpływ na otoczenie to suma wielu elementów – od wyboru surowców, dostawców, poprzez transport i logistykę, aż po sieć sprzedaży. W obliczu wyzwań klimatycznych polska firma odzieżowa LPP chce ograniczyć swój wpływ na środowisko i deklaruje wyraźny zwrot w kierunku ekologii za sprawą nowej strategii zrównoważonego rozwoju.

– Dokonujemy fundamentalnej zmiany w naszym podejściu do prowadzenia biznesu – mówi Marek Piechocki, prezes i założyciel LPP. – W ostatnich latach zrobiliśmy sporo w obszarze zrównoważonego rozwoju, systematycznie zwiększając udział kolekcji eko, czy intensywnie pracując na rzecz poprawy warunków pracy u naszych dostawców. Ale dziś chcemy zrobić kolejny krok i odpowiedzialność za ludzi oraz środowisko uczynić integralnym elementem naszej strategii rozwojowej – dodaje Marek Piechocki. – LPP jest firmą rodzinną. Czujemy więc szczególną odpowiedzialność za przyszłe pokolenia i warunki, w jakich przyjdzie im żyć. Jako współzałożyciel LPP, prezes, ale także ojciec i dziadek, realizację celów zapisanych w naszej strategii zrównoważonego rozwoju traktuję jako osobiste zobowiązanie.

Strategia zrównoważonego rozwoju LPP na lata 2020-2025 uwzględnia zmiany w czterech obszarach, nad których realizacją czuwać będzie nowo utworzony Dział Zrównoważonego Rozwoju. Najbardziej znaczące i szeroko zakrojone działania będą obejmowały produkcję przyjazną środowisku. W 2021 roku co czwarty produkt polskiej firmy będzie oznaczony metką Eco Aware, a już rok później w salonie każdej z pięciu marek LPP wprowadzony zostanie system zbiórki odzieży używanej.

Równocześnie spółka zamierza zainwestować milion złotych w technologie pozwalające w przyszłości utylizować odpady tekstylne. Celami długofalowymi na 2025 rok jest redukcja emisji CO2 o 15% i zwiększenie udziału kolekcji ekologicznych w Reserved do 50% (dziś sprzedaż marki odpowiada za około 40% przychodów grupy). W ramach nowej strategii spółka położy także nacisk na bezpieczeństwo chemiczne produkcji, a już w 2020 roku – jako pierwsza polska firma – dołączy do programu ZDHC (Zero Discharge of Hazardous Chemicals), czym zobowiąże się do wypełnienia rygorystycznych standardów w zakresie eliminacji niebezpiecznych chemikaliów w tekstylnym łańcuchu dostaw.

Trzecim filarem zmian w LPP będzie eliminacja plastikowych opakowań niepodlegających obiegowi zamkniętemu, którą jeszcze w tym roku zapoczątkowało przystąpienie do inicjatywy New Plastics Economy Global Commitment. We wrześniu br. foliowe torby zakupowe zniknęły z salonów w Polsce, a do 2025 roku firma wyeliminuje niepodlegające cyrkularności opakowania z całej sieci sprzedaży i łańcucha dostaw. Będzie korzystać wyłącznie z plastiku spełniającego jedno z kryteriów: w 100% nadającego się do ponownego użycia, poddającego się recyklingowi lub kompostowaniu. Nowa strategia zapowiada również ekologiczne rozwiązania w budynkach centrali i sieci sprzedaży. W 2021 roku 100% energii zasilającej serwery firmy i sklepy internetowe będzie pochodziło z zielonych źródeł. Z kolei w 2023 roku wszystkie nowe budynki firmy będą już objęte certyfikatami ekologicznymi.

Polski producent odzieży już od jakiegoś czasu realizuje zasady zrównoważonego rozwoju w praktyce biznesowej. Przykładem ich zastosowania w łańcuchu dostaw LPP może być znajdujący się w fazie projektowania park logistyczny w Brześciu Kujawskim. Flagowy projekt gdańskiej spółki będzie pierwszym w Polsce obiektem magazynowym posiadającym międzynarodowy certyfikat WELL. Certyfikacja ta potwierdza pozytywny wpływ miejsca pracy na zdrowie i samopoczucie ludzi i do tej pory była stosowana jedynie w budynkach biurowych. Inwestycja o wartości 860 mln zł zostanie zakończona w 2022 roku.

Na przestrzeni ostatnich kilku lat LPP zainicjowało również szereg działań proekologicznych. W swoich kolekcjach wykorzystuje bawełnę organiczną, Tencel, Lyocell pozyskiwany z celulozy drzewnej, organiczny len, czy włókna z recyklingu np. poliester z butelek. Dostawy e-commerce marek Reserved i Mohito realizowane są tylko w opakowaniach wykonanych z makulatury. W kilkudziesięciu salonach Reserved, Mohito i House prowadzona jest zbiórka odzieży używanej, która trafia do osób potrzebujących. Firma kontroluje także bezpieczeństwo i wpływ na otoczenie w łańcuchu dostaw – od 2013 roku gdańska spółka przeznaczyła na ten cel ponad 20,5 mln zł.

Przeczytaj także:

Równolegle do realizacji nowej strategii, LPP zamierza utrzymać dynamikę rozwoju biznesowego, głównie za sprawą inwestycji w nowe technologie. Polski producent zakończył proces wdrażania RFID w marce Reserved w Polsce.

– Możemy śmiało powiedzieć, że to najszybsze wdrożenie RFID na świecie. W podobnej skali taki proces zajmuje zazwyczaj około 2-3 lata. Ten krok milowy stawia nas w pozycji lidera branży Fashion Tech w Polsce – komentuje Jacek Kujawa, wiceprezes LPP ds. IT. – Przed nami czas na pierwszy bilans korzyści – możemy dokładnie kontrolować to, co jest na sali sprzedaży i osiągamy blisko 100% zgodności z naszymi założeniami. To oznacza poprawę dostępności towaru dla klientów o około 15%. Elektroniczne metki usprawniają także procesy w salonie i mają korzystny wpływ na doświadczenia zakupowe naszych klientów – proces inwentaryzacji skrócił się około 100-krotnie, a czas rejestracji towaru przy kasie zmniejszył o około 70% – dodaje Jacek Kujawa.

W kolejnych latach spółka planuje wdrożenie RFID w pozostałych markach i będzie analizować kolejne możliwości, jakie stwarza wykorzystanie elektronicznych metek. Z perspektywy strategii omnichannelowej istotną funkcjonalnością będzie potencjalne wykorzystanie przestrzeni magazynowej w sklepach i realizacja dostaw online bezpośrednio z salonu. To wpłynie na szybkość realizacji zamówień, ale także redukcję emisji CO2 wynikającą z ograniczenia transportu.

Źródło: LPP

Pojawienie się na rynku pojazdów elektrycznych i autonomicznych ma przełożenie nie tylko na sektor automotive, lecz także na branżę oponiarską. Coraz bardziej zaawansowane technologicznie samochody wymuszają wprowadzanie kolejnych przełomowych rozwiązań. Już w tej chwili opony nowej generacji są w stanie wydłużyć zasięgi samochodów elektrycznych o blisko 20 proc., zredukować hałas czy zapewnić szczelność opony po jej uszkodzeniu. Za kilka lat na rynku pojawią się takie, które będą się komunikować z pojazdem i informować np. o zagrożeniu na drodze.

– Trendy na rynku opon mamy dzisiaj bardzo zbieżne z trendami na rynku automotive. Pierwszy to elektromobilność, a drugi to autonomiczne pojazdy. Elektromobilność wyznacza również kierunek rozwoju branży oponiarskiej i wiąże się m.in. z oczekiwaniem coraz niższych oporów toczenia, zwiększonych zasięgów pojazdów elektrycznych i większego komfortu podróżowania poprzez ograniczenie hałasu. Ten hałas był dotąd generowany przez silniki spalinowe. Silniki elektryczne pracują dużo ciszej, w związku z czym musimy zapewnić też cichsze opony tak, aby ten komfort podróżowania był na bardzo wysokim poziomie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Wójcik, dyrektor generalny Continental Opony Polska.

Producenci samochodów podczas opracowywania pojazdów nowej generacji potrzebują opon o specyficznych parametrach. Ich oczekiwania wobec opony są uzależnione m.in. od mocy pojazdu, segmentu czy zastosowanego napędu. Odpowiadając na ich potrzeby, producenci ogumienia muszą tworzyć coraz bardziej zaawansowane technologicznie opony, które m.in. obniżą zużycie paliwa oraz emisję spalin czy pozwolą zwiększyć zasięg samochodów elektrycznych. Z testów przeprowadzonych przez Continental wynika, że zaawansowane technologicznie opony są w stanie wydłużyć zasięgi samochodów elektrycznych nawet o 20 proc.

– Polski rynek opon samochodowych o wysokich osiągach rośnie blisko trzykrotnie szybciej niż w Europie, a takie pojazdy wymagają nowoczesnych technologii. Te, które można już dzisiaj wyróżnić, to technologia ContiSilent, która wspiera ograniczenie hałasu odczuwalnego w środku pojazdu oraz technologia ContiSeal, która zapewnia szczelność opony nawet po jej uszkodzeniu – wymienia Dariusz Wójcik.

Równie ważnym trendem, który ma wpływ na kierunek rozwoju branży motoryzacyjnej i oponiarskiej jest łączność pojazdów z otoczeniem (connected cars). Jak podkreśla dyrektor generalny Continental Opony Polska, w nadchodzących latach na rynku pojawią się już inteligentne opony, które zwiększą bezpieczeństwo podróżujących. Takie ogumienie będzie mogło się komunikować z pojazdem oraz informować użytkownika o ewentualnym uszkodzeniu, stopniu zużycia czy niebezpiecznej sytuacji na drodze.

Bezpieczeństwo jest kluczowym aspektem nowych trendów w mobilności. Opony są jedynym punktem styku samochodu z drogą, dlatego mają ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa jazdy. Ubiegłoroczne badanie Moto Data pokazuje, że kierowcy są tego świadomi. W Polsce aż 79 proc. z nich popiera wymóg wprowadzenia obowiązku jazdy na oponach z homologacją zimową. Rozmiar kół, rodzaj oraz jakość opon są też ściśle powiązane z działaniem elektronicznych systemów bezpieczeństwa w nowoczesnych samochodach.

– Opony są jednym z systemów bezpieczeństwa same w sobie, ponieważ m.in. skracają drogę hamowania i współpracują z innymi systemami. Od stanu opony czy głębokości bieżnika zależy droga hamowania na mokrej bądź suchej nawierzchni oraz trakcja – czyli możliwość przeniesienia sił z pojazdu na podłoże – wyjaśnia Łukasz Kusiak, product manager w Continental Opony Polska. – Głębokość bieżnika ma tutaj kluczowe znaczenie. Im więcej bieżnika, tym droga hamowania na mokrej czy ośnieżonej nawierzchni jest krótsza. Rekomendujemy wymianę opon zimowych już przy głębokości bieżnika równej 4 milimetry, o czym informuje specjalny znacznik na oponie. Taka głębokość wciąż zapewnia optymalne bezpieczeństwo. Poniżej tej granicy droga hamowania drastycznie się wydłuża – przestrzega.

Już w tej chwili 4 na 5 pojazdów poruszających się po drogach całego świata jest wyposażonych w innowacje opracowane przez Continental. Tylko w ubiegłym roku wydatki na działalność badawczo-rozwojową oraz rozbudowę zakładów produkcyjnych przekroczyły 6,3 mld euro. Koncern zatrudnia ok. 49 tys. inżynierów, którzy zajmują się opracowywaniem kolejnych przełomowych technologii. Firma ściśle współpracuje z producentami samochodów osobowych i ciężarowych w celu opracowywania coraz bardziej zaawansowanych technologicznie opon i systemów.

Continental inwestuje m.in. w rozwój technologii truck platooningu, która jest jednym z kluczowych trendów rozwoju transportu drogowego. Szacuje się, że wartość światowego rynku konwojowania ciężarówek wyniesie do 2028 r. 1,14 mld dol. Wyniki pierwszych testów uniwersalnego systemu Platooning Demonstrator, opracowanego przez Continental we współpracy z Knorr-Brems, są na tyle obiecujące, że obecnie trwają prace rozwojowe polegające na dostosowaniu rozwiązania do wymagań klientów. Konwoje ciężarówek to źródło wielu korzyści w postaci większej przepustowości drogi, mniejszych oporów powietrza i stałej prędkości, a to przekłada się na niższe spalanie i zmniejszenie negatywnego wpływu na środowisko.

Przeczytaj także:

– Współpracując z producentem pojazdu, jesteśmy w stanie sprostać bardzo konkretnym wymaganiom w zakresie parametrów komponentów, które dostarczamy. Nie są to tylko opony, lecz także elementy takie jak np. radary, które są wykorzystywane m.in. w truck platooningu, czyli łączeniu ciężarówek w konwoje – mówi Krzysztof Otrząsek, Fleet & Digital Solutions Manager w Continental Opony Polska. – Połączenie dwóch lub więcej ciężarówek w konwoju, z wykorzystaniem technologii łączności i zautomatyzowanych systemów wspomagania prowadzenia pojazdu, dzięki zmniejszonym odległościom i stałej prędkości jazdy w konwoju, pozwala wygenerować dodatkowe oszczędności w zużyciu paliwa na poziomie ok. 4 proc. Ponadto zaawansowane czujniki umożliwiają reakcję na sytuacje awaryjne w 0,1 sekundy, czyli o 1,3 sekundy szybciej niż człowiek – dodaje.

Dla branży automotive Continental chce być kluczowym partnerem w zakresie przełomowych rozwiązań technologicznych. Dlatego – obok producentów samochodów – podejmuje partnerstwa również z głównymi graczami z sektora technologii mobilnej. Koncern współpracuje m.in. z T-Systems (największym dostawcą usług IT w branży motoryzacyjnej w Niemczech) czy grupą telekomunikacyjną Vodafone. Międzynarodowy operator telefonii komórkowej zapewnia łączność dla platformy ContiConnect – kompleksowego narzędzia do zdalnego monitoringu ciśnienia i temperatury opon dla flot. System zapewnia pełną kontrolę w czasie rzeczywistym, co pozwala zapobiegać awariom, wydłużyć żywotność opon oraz zredukować zużycie paliwa.

Razem z Hewlett Packard Enterprise firma opracowuje z kolei platformę umożliwiającą bezpieczną wymianę danych pomiędzy pojazdami opartą na technologii blockchain. Do końca 2022 roku Continental planuje też zwiększyć liczbę własnych ekspertów ds. oprogramowania i IT o 30 proc. – z obecnych 19 do 25 tys. specjalistów.

Źródło: Newseria Biznes

Kobiety stanowią zdecydowaną większość osób kończących studia wyższe. Częściej podejmują również studia za granicą. 65 proc. studentów internetowej szkoły językowej Fluentbe to kobiety. Czy Polki są bardziej ambitne od Polaków? Z jakimi wyzwaniami muszą się mierzyć?

Ponad sto lat temu Maria Skłodowska Curie o mało nie dostałaby Nobla tylko dlatego, że była kobietą. O pominiętą przy zgłoszeniu do nagrody żonę upomniał się Piotr Curie. Choć czasy, gdy nagrody naukowe przyznawane były tylko mężczyznom, minęły, kobiety nadal muszą się mierzyć z uwarunkowaniami kulturowymi. W tym roku NASA musiała przełożyć o kilka miesięcy lot na Księżyc dwóch astronautek, bo zabrakło dla nich odpowiednich kombinezonów.

Od najmłodszych lat

Dzisiaj kobiety wybijają się na wielu płaszczyznach już na poziomie szkolnym. Badania PISA sprawdzają różne umiejętności 15-latków z krajów OECD. Jednym z badanych obszarów jest umiejętność zespołowego rozwiązywania problemów (collaborative problem solving). Okazuje się, że w każdym (sic!) z krajów, w którym przeprowadzono badanie dziewczyny wypadły lepiej od chłopców. Średnio różnica wynosiła kilkadziesiąt punktów. 

“Dziewczynki są lepsze z przedmiotów humanistycznych, a chłopcy są ścisłowcami”. Ta wyświechtana formułka nie do końca odzwierciedla rzeczywistość. Według badań opublikowanych przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne dziewczynki uzyskują lepsze oceny końcowe z matematyki, nawet jeśli czasami w testach wypadają słabiej. Autorzy badania Gender Differences in Scholastic Achievement: A Meta-Analysis zauważają, że finalne oceny semestralne z przedmiotów pokazują uczenie w szerszym kontekście społecznym. Uzyskanie lepszych stopni wymaga wytrwałości w długim okresie. 

Studia pierwszego stopnia i jeszcze dalej

Zdecydowanie więcej kobiet niż mężczyzn decyduje się na studia. W roku akademickim 2017/2018 w Polsce w publicznych szkołach wyższych kobiety stanowiły 58 proc. studiujących.

Kobiety stawiają na rozwój po ukończeniu magisterki. Wśród osób podejmujących studia podyplomowe również stanowią większość. Na tym etapie ich udział rośnie – w  roku akademickim 2017/2018 stanowiły ponad 72 proc. słuchaczy. Jest ich więcej również wśród osób piszących doktorat – ponad 55 proc. Ich przewaga jest dostrzegalna nie tylko w naukach humanistycznych. Stanowią większość również w naukach społecznych, ekonomicznych, prawnych, rolniczych i medycznych. Być może ta sytuacja przyczyni się do zmiany w strukturze płci nauczycieli akademickich. Choć już teraz kobiety stanowią większość na stanowisku asystenta, nauczyciele akademiccy to większości wciąż mężczyźni.

Studia za granicą i dodatkowa edukacja

Polki nie są fenomenem. W przypadku cudzoziemców studiujących w Polsce, również kobiety stanowią większość. W listopadzie 2017 roku było ich ponad 37 tysięcy. Sprawy mają się podobnie w przypadku obywatelek i obywateli Polski wyjeżdżających na studia za granicę:

– 67 proc. osób, którym pomogliśmy wyjechać na studia za granicę to kobiety. Dziewczyny stanowią 70 proc. osób aplikujących z nami na zagraniczne uczelnie – mówi Emilia Łosiewicz z Elab Education Laboratory.

Większa aktywność kobiet  nie dotyczy wyłącznie edukacji na uczelniach wyższych. Częściej korzystają one np. z usług internetowych szkół językowych:

– 65 proc. osób uczących się we Fluentbe to kobiety. Zależy im głównie na zdobyciu umiejętności swobodnego komunikowania się. Potrzebują go również w pracy – mówi Daria Domagała – dyrektor metodyczna we Fluentbe.com.

– Kobiety wykazują się większą aktywnością również na innych polach. Trzeba pamiętać, że dodatkowa edukacja i rozwój wiążą się również z poziomem czytelnictwa. Z corocznego raportu Biblioteki Narodowej wynika, że to kobiety częściej czytają książki, a także prasę – zarówno w wersji papierowej, jak i elektronicznej – dodaje Domagała.

Przeczytaj także:

Wbrew stereotypom

Wiele kobiet już dawno przeciwstawiło się stereotypom i oczekiwaniom części społeczeństwa np. względem ich roli w rodzinie. Blisko połowa zatrudnionych w Polsce to kobiety. Dla porównania – w 1950 stanowiły one niespełna jedną trzecią osób pracujących.

W przestrzeni publicznej wciąż obecne jest przeświadczenie, że kobiety lepiej sprawdzą się na stanowiskach kojarzonych z pomocniczością, okazywaniem empatii, komunikacją. Tymczasem wiadomo, że radzą sobie równie dobrze w rolach stereotypowo kojarzonych z mężczyznami: wymagającymi umiejętności szybkiego podejmowania decyzji czy zdolności przywódczych. 47 proc. osób w zawodach menedżerskich w Polsce to kobiety, co plasuje nasz kraj na piątym miejscu w Unii Europejskiej przy średniej na poziomie 36 proc. Jest ich jednak zdecydowanie mniej wśród członków zarządów w największych spółkach publicznych czy na stanowiskach kierowniczych wyższego szczebla. Na szczęście szklany sufit jest regularnie kruszony. Ich udział na tych stanowiskach systematycznie rośnie.

– Przemiany kulturowe, zmiany zachodzące na rynku pracy sprawiają, że zmienia się również sytuacja kobiet, które często bardziej ambitnie od mężczyzn podchodzą do powierzonych im zadań. Nastawione na rozwiązywanie problemów, szukają sposobów by skutecznie łączyć różne obowiązki i zwiększać swoje kompetencje – chętnie biorą udział w szkoleniach, szukają mentorów, korzystają z kursów online  – komentuje Daria Domagała z Fluentbe.com.

Fluentbr.com

Mimo iż co trzeci Polak uważa, że obecna sytuacja ekonomiczna w Polsce jest gorsza niż rok temu, a ponad połowa respondentów uważa, że w ciągu najbliższych miesięcy Polskę dotknie recesja, Polacy należą do najbardziej optymistycznych Europejczyków w zakresie oceny sytuacji ekonomicznej – tak wynika z badania 2019 IRIS Financial Confidence Survey, którego polską część przeprowadziła agencja ARC Rynek i Opinia.

W ramach międzynarodowego badania, zrealizowanego przez sieć niezależnych agencji badawczych z całego świata, zapytano mieszkańców dwudziestu dwóch krajów na całym świecie, w tym dziesięciu z Europy, o ich ocenę sytuacji ekonomicznej w ich krajach oraz ocenę osobistej sytuacji finansowej.

Porównując opinie Polaków z opiniami mieszkańców pozostałych krajów europejskich, jesteśmy w pierwszej trójce krajów, gdzie ta ocena jest najbardziej pozytywna.

Wprawdzie co trzeci Polak uważa, że jego gospodarstwu domowemu trudniej jest związać koniec z końcem niż jeszcze rok temu, to jednak w przypadku ośmiu z badanych dziesięciu krajów ten odsetek był wyższy. Bardziej pesymistyczne w tym zakresie są kobiety – w ich przypadku odsetek ten wzrasta do 41%.

Źródło: Badanie 2019 IRIS Financial Confidence Survey, ARC Rynek i Opinia, maj-czerwiec 2019

Polacy są też najbardziej optymistycznym narodem jeśli chodzi o recesję – bardziej optymistyczni są tylko Austriacy.

Źródło: Badanie 2019 IRIS Financial Confidence Survey, ARC Rynek i Opinia, maj-czerwiec 2019

Co trzeci Polak liczy się z pogorszeniem sytuacji finansowej w naszym kraju. Również w tym przypadku tylko dwa kraje są bardziej optymistyczne – Irlandia i Austria.

Źródło: Badanie 2019 IRIS Financial Confidence Survey, ARC Rynek i Opinia, maj-czerwiec 2019

Na poziom satysfakcji i wskaźniki optymizmu konsumenckiego wpływ ma przede wszystkim koniunktura. W porównaniu z innymi Europejczykami Polacy są jednym ze społeczeństw, które najmniej obawiają się kryzysu. Jako że zasobność portfela Polaków znacząco wzrosła – średnie miesięczne dochody brutto, zgodnie z danymi GUS, podwoiły się od 2000 roku, to czują się oni bardziej pewnie i mają mniej obaw dotyczących tego, co ich czeka. Można powiedzieć, że czujemy się nadal „zieloną wyspą” w Europie. W ciągu ostatnich 10 lat wzrosła samoocena sytuacji materialnej gospodarstw domowych i gospodarczej kraju. Jednocześnie – kiedy lepiej się nam powodzi a podaż dóbr jest wysoka – chcemy coraz bardziej racjonalnie wydawać pieniądze. W ostatniej dekadzie wzrósł odsetek osób, które deklarują, że ograniczyły swoje wydatki na podstawowe potrzeby dnia codziennego. Jeśli chodzi o aktualną ocenę perspektyw, kluczowy tu jest własny status materialny. Mniej ważne są aspekty polityczne, istotne jest to, ile mamy pieniędzy w kieszeni i czy starcza nam do pierwszego. – komentuje Krzysztof Szczerbacz, Kierownik Zespołu Badawczego w ARC Rynek i Opinia.

Źródło: ARC Rynek i Opinia

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURSOWE: w którym roku został wydany pierwszy numer magazynu „Personel i Zarządanie”?

Nagrodą jest mini-prenumerata magazynu do końca roku, obejmująca wydanie listopadowe i grudniowe. Ponadto, nagrodzimy nie jedną, a DWADZIEŚCIA PIĘĆ osób, które udzielą poprawnej odpowiedzi!

Konkurs jest przeprowadzony na fanpage’u naszego serwisu internetowego prowadzonego pod adresem: https://www.facebook.com/BiznesTuba/.

Konkurs trwa od 29 października do 5 listopada do godziny 23:59.

Aż 65% Polaków nie wie, jaką decyzję podejmie w sprawie partycypacji w Pracowniczych Planach Kapitałowych. Co czwarty (25%) uważa, że PPK ma więcej zalet niż wad, a co piąty (20%) ma odmienne zdanie. To wyniki badań przeprowadzonych na zlecenie Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami przez instytut badawczy ARC Rynek i Opinia. Małgorzata Rusewicz, Wiceprezes Zarządu IZFiA, zaznacza, że kluczowe dla sukcesu PPK są działania edukacyjne nie tylko podkreślające zalety rozwiązania, lecz także przybliżające Polakom mechanizmy funkcjonowania rynku kapitałowego, prowadzone szczególnie w małych i średnich przedsiębiorstwach, które zatrudniają ponad 70% potencjalnych uczestników PPK.

Jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami przez ARC Rynek i Opinia, większość (65%) pracujących Polaków nie podjęła jeszcze decyzji czy skorzysta z Pracowniczych Planów Kapitałowych, czy złoży rezygnację z tej formy oszczędzania. Chęć wspólnego inwestowania pieniędzy na przyszłość z pracodawcą i państwem zadeklarowało 18% procent respondentów, zaś 17% planuje wycofać się z uczestnictwa w programie.

Co czwarty badany zgodził się ze stwierdzeniem, że PPK ma więcej zalet niż wad, a co piąty miał odmienne zdanie, większość (54%) miała jednak kłopoty z oceną programu. Jako główne zalety przywoływane były: możliwość odłożenia dodatkowych środków do wykorzystania na emeryturze (63%), otrzymanie wkładu finansowego od pracodawcy (61%) oraz od państwa (60%). Z kolei najczęściej wskazywanymi wadami były: obniżenie wynagrodzenia (75%), brak zaufania (69%) oraz obawa o opłacalność tej formy oszczędzania na przyszłość (69%).

Polacy są zmęczeni ciągłymi zmianami w systemie emerytalnym. Ostatnia reforma i planowane zmiany dotyczące m.in. transferu kapitału z OFE do ZUS lub TFI  sprawiły, że spora część z nas boi się zbiorowego oszczędzania, a to w połączeniu z niskim poziomem wiedzy ekonomicznej wśród Polaków nie służy wdrażaniu Pracowniczych Planów Kapitałowych. Właśnie dlatego niezmiernie ważne by różne instytucje z rynku finansowego, a także instytucje publiczne, zintensyfikowały działania edukacyjne przybliżające nie tylko mechanizmy funkcjonowania i zalety PPK, ale również wiedzę jak wybrane przez firmy TFI będą w bezpieczny sposób pomnażać środki przyszłych emerytów. Szczególnie istotne jest, by taki przekaz dotarł do pracowników małych i średnich firm, które mają dołączyć do PPK de facto w przyszłym roku a zatrudniają 8 z 11,5 mln potencjalnych uczestników programu mówi Małgorzata Rusewicz, Wiceprezes Zarządu Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami. Trzeba również na każdym kroku podkreślać, że obecne zmiany to krok w dobrym kierunku – wzorujemy się na rozwiązaniach, które na zachodzie funkcjonują z sukcesem. To rola wszystkich podmiotów zaangażowanych we wdrożenie PPK, w tym pracodawców, którzy powinni aktywnie uczestniczyć w tym procesie. Izba Zarządzających Finansami i Aktywami zamierza wspierać kooperację między przedsiębiorcami a instytucjami finansowymi oraz wszelkie działania edukacyjne mające na celu przybliżenie Polakom mechanizmów działania PPK i TFIdodaje.

Przeczytaj także:

Mimo że o Pracowniczych Planach Kapitałowych mówi się już niemal od roku, wielu Polaków nadal ma mgliste pojęcie na ich temat. Jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami przez ARC Rynek i Opinia jedynie 40% deklaruje, że wie czym są Pracownicze Plany Kapitałowe, kojarząc je przede wszystkim z gromadzeniem dodatkowych środków na emeryturę. Co więcej, tylko co dziesiąty respondent potrafi wskazać na czym dokładnie polega to rozwiązanie.

Badanie zostało przeprowadzone przez ARC Rynek i Opinia metodą CAWI (Computer-Assisted Web Interview) na próbie 1183 Polaków w wieku 20-55 lat. Zebrana próba była reprezentatywna dla populacji Polski ze względu na płeć, wiek, poziom wykształcenia oraz wielkość miejscowości zamieszkania.

materiał prasowy

Projektanci z Porsche AG i Lucasfilm Ltd. współpracują przy projekcie fantastycznego statku kosmicznego, który zostanie zaprezentowany podczas światowej premiery filmu „Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie”. Producent sportowych samochodów i amerykańska wytwórnia, słynąca z gwiezdnej serii, połączyły siły, by stworzyć statek kosmiczny, który ma wspierać nadchodzącą część „Gwiezdnych wojen” – ostatnią część historii sagi Skywalkerów.

Opracowanie statku kosmicznego z wyraźnym DNA designu Porsche to naprawdę ekscytujące zadanie” – powiedział Michael Mauer, wiceprezes Porsche Style w firmie Porsche AG. „Choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że oba światy mają ze sobą niewiele wspólnego, łączy je podobna filozofia projektowania. Ścisła współpraca z zespołem projektowym »Gwiezdnych wojen« jest dla nas bardzo pozytywna – jestem pewien, że obie strony mogą wynieść z tej wymiany (doświadczeń) znaczące korzyści”.

Globalną atrakcyjność marek Star Wars i Porsche w zdecydowanym stopniu kształtują ich kultowe projekty” – powiedział Doug Chiang, wiceprezes i dyrektor kreatywny Lucasfilm, odpowiedzialny za nadzorowanie wszystkich projektów dla franczyzy „Gwiezdnych wojen”. „W ramach tego zadania łączymy dwa światy: egzotyczny, filmowy projekt bardzo odległej galaktyki z precyzyjną pracą, która przeradza się w opracowywanie emocjonujących sportowych samochodów Porsche. Nasza współpraca ma szansę zaowocować innowacyjnym designem, który skupi najlepsze cechy obu marek, tworząc nowy ekscytujący statek kosmiczny godny zarówno Porsche, jak i »Gwiezdnych wojen«”.

Przeczytaj także:

Aby zaprojektować statek kosmiczny i stworzyć odpowiedni model, w ciągu najbliższych tygodni zespół projektowy będzie regularnie spotykał się w Stuttgarcie oraz w San Francisco w Kalifornii.

Publiczna prezentacja makiety statku odbędzie się podczas grudniowej premiery filmu „Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie” (w Polsce trafi on do kin 19 grudnia). Na imprezie Porsche pokaże również swój pierwszy całkowicie samochód elektryczny – model Taycan, który zadebiutował na początku września 2019 r. Jego dostawy do USA rozpoczną się pod koniec roku. W Europie pierwsze egzemplarze Porsche Taycan zostaną przekazane klientom na początku 2020 r.

materiał prasowy

Certyfikat „Przedsiębiorstwo Fair Play” wskazuje klientom, za którymi produktami i usługami stoją firmy godne zaufania. Innych przedsiębiorców informuje, czy firma terminowo wywiązuje się ze zobowiązań wobec kontrahentów. Dla społeczeństwa stanowi natomiast potwierdzenie, że nagrodzone nim przedsiębiorstwo w swojej codziennej działalności kieruje się zasadami etyki biznesu.

Na liście uczestników tegorocznej edycji programu rozpoznać można marki znane z półek polskich sklepów, jak producent nabiału – Milkpol, przedsiębiorstwa przetwórstwa mięsnego Tarczyński i Dobrowolscy, właściciel marki Cholinex  – Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Handlowe „EWA”, czy producent papieru Foxy – ICT Poland. O znalezienie się w gronie Przedsiębiorstw Fair Play ubiegać będą się też znani producenci drzwi: Erkado i Voster, producent oświetlenia – firma Kanlux, a także firmy farmaceutyczne, jak producent popularnej Polopiryny  – Polpharma, Hasco-Lek znane między innymi z produkcji leku Ibum, Farmapol – producent serii Asmag oraz Olimp Laboratories, który na Polski rynek dostarcza preparat Chela-Mag B6. Pośród uczestników nie zabrakło również takich firmy jak KGHM Metraco, Śląskie Kruszywa Naturalne, Tramwaje Śląskie, Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Krakowie czy Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w Krakowie.

Certyfikat przyznawany jest na podstawie dwuetapowego procesu weryfikacji. W pierwszym etapie uczestnicy udzielają szczegółowych informacji o ocenianych w programie aspektach działalności. Właśnie zakończył się drugi etap programu, w którym prawdziwość tych danych potwierdza audytor na podstawie dokumentów źródłowych i wywiadów z osobami zarządzającymi firmą oraz przedstawicielami działu księgowości, kadr, marketingu, przedstawicielami Związków Zawodowych i z wybranymi pracownikami. Odpowiednio wykwalifikowani audytorzy dotarli do każdej z ubiegających się o certyfikat firm, aby zebrać wszelkie niezbędne informacje.

15 października zebrała się Kapituła programu, w skład której wchodzą eksperci zajmujący się problemami etyki i gospodarki, przedstawiciele parlamentu, administracji państwowej i agencji rządowych, przedsiębiorstw oraz organizacji pozarządowych. Na podstawie przygotowanych przez zespół audytorów raportów podjęła ona ostateczne decyzje – z 270 zweryfikowanych firm wybrano 250, które w swojej działalności kierują się zasadami etyki i społecznej odpowiedzialności biznesu. To właśnie do tych firm 22 listopada br. trafią certyfikaty Przedsiębiorstwo Fair Play. Ich uroczyste wręczenie jak co roku odbędzie się podczas Wielkiej Gali Finałowej, w obecności ok. 600 gości – nie tylko uczestników, partnerów i organizatorów programu, ale też przedstawicieli władz państwowych, samorządowych, organizacji z otoczenia biznesu oraz mediów.

W tym roku nagrody trafią nie tylko do firm, które przeprowadziły wyjątkowe działania na rzecz społeczności lokalnej i środowiska naturalnego, ale także do tych nastawionych na nieustanny rozwój, stale poszerzających swoją ofertę i jej jakość, oferujących innowacyjne towary bądź usługi. Od uczestników certyfikacji spłynęły dziesiątki zgłoszeń o innowacjach, które firmy wprowadziły w okresie ostatnich trzech lat. Są to nie tylko nowatorskie urządzenia i produkty, ale też innowacyjne rozwiązania w zakresie procesów, systemów oraz organizacji pracy.

Tegoroczna edycja programu Przedsiębiorstwo Fair Play odbywa się pod honorowym patronatem Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju, Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, a także we współpracy z Fundacją Polska Bezgotówkowa. Z pomocą partnerów i patronów medialnych organizatorzy programu rozpowszechniają ideę etycznego i odpowiedzialnego biznesu, wyróżniając i dając za przykład przedsiębiorstwa, które na tych właśnie wartościach budują swoją markę.

materiał prasowy

W listopadzie wydawnictwo INFOR oddaje w ręce Czytelników podwójny numer magazynu. Do wydania rejsowego dołączone jest wydanie specjalne poświęcone Pracowniczym Planom Kapitałowym.

Duże firmy, zatrudniające powyżej 250 pracowników, były zobowiązane do wdrożenia pracowniczych planów kapitałowych już 1 lipca tego roku. Organizacje, które weszły do programu w pierwszej turze, miały najtrudniejsze zadanie. Brakowało praktyk w zakresie wprowadzania PPK, więc nie mały się na kim wzorować. Ponadto brak jasnych interpretacji, jak zachowywać się w określonych sytuacjach, dodatkowo komplikował działanie. A za niedopełnienie obowiązków groziły i nadal grożą konsekwencje. Kolejne podmioty – zatrudniające od 50 do 250 pracowników – będą musiały przystąpić do programu 1 stycznia 2020 roku. Dlatego też przygotowaliśmy wydanie specjalne „Personelu i Zarządzania” poświęcone pracowniczym planom kapitałowym. Można się będzie z niego dowiedzieć, z jakimi wyzwaniami najczęściej spotykali się pracodawcy, a także jakie obawy mieli pracownicy. Podpowiadamy także, czym się kierować przy wyborze instytucji zarządzającej, czy środki inwestowane w PPK będą bezpieczne oraz jakie są koszty i korzyści dla pracowników wynikające z przystąpienia do pracowniczych planów kapitałowych. Nie ulega wątpliwości, że na emeryturę trzeba oszczędzać. O tym, jak będzie nam się żyło w przyszłości, zadecydują dzisiejsze wybory.

Tematem numeru wydania rejsowego jest Nowa Wizja Pracy.

Coraz szybciej zmienia się środowisko pracy, a firmy wciąż borykają się z niedoborem kandydatów z odpowiednimi kompetencjami. Dziś wynagrodzenie, benefity czy modne biuro może być już niewystarczające, żeby pozyskać i zatrzymać wartościowych pracowników. Badania wskazują, że pracownicy chcieliby, aby ich pracodawcy poświęcali więcej uwagi i troski dobremu samopoczuciu i zdrowiu osób zatrudnionych. Ponadto ludzie chcą widzieć sens wykonywanej przez siebie pracy. Jest to szczególnie ważne w postępującej automatyzacji i robotyzacji. Pracownicy obawiają się, że zastąpić mogą ich maszyny, a przecież to człowiek ma cechy niezbędne do tworzenia relacji i współpracy w zespole. Warto zatem wprowadzać programy, które będą miały na celu docenianie pracowników i pokazanie, że są wartością dla firmy. Roboty mogą przejąć bardziej standardowe zadania, a ludzie skupić się na rozwiązywaniu problemów czy na kreatywnych rozwiązaniach. Dlatego ważna jest synergia ludzi i maszyn.

W tym wydaniu podejmujemy zupełnie nowy temat, ale ważny z punktu widzenia każdej organizacji. Jest nim „okno na świat” firmy, czyli strona internetowa. Dzisiaj trudno wyobrazić sobie prowadzenie jakiegokolwiek biznesu bez firmowej witryny internetowej. W internecie szukamy usług, produktów i pracy. Dlatego rozpoczynamy cykl artykułów, w których eksperci podpowiedzą, jak budować i pozycjonować własną stronę www i co powinna zawierać, by służyć budowie marki w sieci. Życzymy Państwu pożytecznej lektury.

Najnowsze wydanie magazynu „Personel i Zarządzanie” do kupienia TUTAJ.

Ataki na WordPress’a, SQL Injection, spam przez formularze, próby odgadnięcia haseł typu brute force – to najczęstsze ataki, jakie są dokonywane na polskie strony internetowe. Atakujący nasze strony boty pochodzą przede wszystkim z Finlandii, Francji, Ukrainy oraz Rosji – takie wyniki przyniosło badanie sposób i źródeł ataków w polskim internecie, które zostało przeprowadzone w pierwszym półroczu br. przez grupę hostingową H88.

Badanie zrealizowane przez H88 polegało na umieszczeniu skryptów zliczających i blokujących podejrzane żądania. Skrypty zostały umieszczone na stronach marek hostingowych należących do grupy H88, w tym Linuxpl.com, Hekko.pl, stronie H88.pl, wybranych blogach i systemach. Trzeba przy tym pamiętać, że każda strona będzie mieć własny „profil ataków”, który może być inny – większość typów ataków będzie jednak się pokrywać. W ciągu pierwszej połowy 2019 roku zarejestrowano 101121 adresów IP, z których doszło do 114711 zanotowanych incydentów. Na tej podstawie określono źródła i najczęstsze sposoby ataków.

Atakują głównie z zagranicy

Najwięcej problematycznego ruchu przyszło niespodziewanie z… Finlandii! Była to niemal połowa żądań. Na kolejnych miejscach znalazły się Francja, Ukraina, Rosja, Kanada oraz Chiny. Dopiero na siódmy miejscu są wewnętrzne ataki wykonywane z Polski, a potem kolejno z USA, Irlandii oraz Włoch.

Dominują ataki na WordPress i SQL Injection

W badaniu najwięcej zarejestrowano prób dotarcia do pliku odpowiedzialnego za XML-RPC w systemie CMS WordPress. To mechanizm zdalnego wywoływania procedur, który – jeśli wykorzysta się go niewłaściwie – potrafi bardzo szybko i efektywnie „popsuć” stronę.

„Mechanizm ten jest rzadko potrzebny na stronach. Tam, gdzie zainstalowaliśmy nasz monitoring zagrożeń, był on wyłączony. Mimo to roboty uparcie o niego odpytywały, co traktowaliśmy jako szukanie podatności. Zarejestrowaliśmy ponad 133 tys. takich prób ataków. Interesującą kategorią ataków było też szukanie podatności w pluginach i to nawet, jeśli strona w ogóle nie działała w oparciu o WordPress’a! To tylko pokazuje, jak istotnym jest, żeby stosować aktualne wersje wtyczek i szablonów” – mówi Artur Pajkert z Linuxpl.com

Drugim co do powszechności zagrożeniem okazał się atak SQL Injection – H88 zarejestrował prawie 11 tys. prób ataków tą metodą. Polega ona na spreparowaniu informacji w taki sposób, aby aplikacja wykonała polecenie bazodanowe, którego nie przewidział autor aplikacji. W ten sposób atakujący zamiast np. zapisać się na newsletter, może próbować otrzymać listę wszystkich zapisanych osób, do czego nie powinien być uprawniony.

„Dojrzałe aplikacje powinny być zabezpieczone przed takimi atakami. Natomiast zdarza się, że nawet do dojrzałego systemu, np. WordPress’a, ktoś zainstaluje mniej dojrzałą wtyczkę lub motyw – wówczas kłopot gotowy!” – tłumaczy Artur Pajkert.

Zalewa nas spam

Kolejną najpopularniejszą formą ataków na polskie strony internetowe jest „flood fill”. Ten rodzaj ataków zdefiniowano jako próbę zalania formularza na stronie (np. kontaktowego, do komentowania wpisów na blogu, do zakładania usług) masowymi wpisami o charakterze spamerskim.

„Bardziej od treści szkodliwy jest masowy charakter takiego działania, które może powodować wykorzystanie limitów serwera, sparaliżowanie pracy osób obsługujących takie zgłoszenia, czy radykalne obniżenie atrakcyjności strony w oczach zwykłych użytkowników” – wyjaśnia Artur Pajkert.

Odmianą tego typu ataku jest masowe wysyłanie do strony żądań zawierających wpisy, które mają skłonić do kliknięcia w określony link – czy to człowieka, czy też robota Google. Pojawiać się mogą one jako recenzje produktów, zgłoszenia serwisowe, komentarze pod wpisami itp.

„Najwięcej było spamu zawierającego podejrzane linki, reklam środków na potencję, odchudzanie i porost włosów, ofert finansowych, porno oraz innych ofert darmowych usług i produktów przeróżnego rodzaju” – mówi Artur Pajkert.

Inne zagrożenia

Do innych zarejestrowanych zagrożeń należały także: Brute Force, AFD (Arbitrary File Download), System Words oraz XSS (Cross-Site-Scripting). Atak typu Brute Force polega na próbie „odgadnięcia” hasła do serwisu przez sprawdzenie wszystkich możliwych kombinacji. Z kolei atak AFD wykorzystuje lukę związaną z brakiem filtrowania zmiennej obsługującej pobieranie plików lub nadmierne uprawnienia w niewłaściwie skonfigurowanym serwerze – takie, które powodują pobranie dowolnego pliku

System Words to atak znany szerzej jako „path traversal” – czyli skanowanie podatności serwera na dostęp do plików systemowych przez wychodzenie do wyższego poziomu ścieżek systemowych. Atakujący robi to wszystko z nadzieją, że natrafi na ścieżkę umożliwiającą odczyt ważnego pliku, np. zawierającego informacje o nazwach użytkowników i hasłach.

Atak XSS sprowadza się natomiast, najogólniej mówiąc, do osadzenia w treści atakowanej strony kodu, który wyświetlony innym użytkownikom może doprowadzić do wykonania przez nich niepożądanych akcji. Dzieje się to przez przemycenie takiego kodu na przykład w polu formularza, gdzie zamiast imienia podajemy skrypt, który ma się wykonać, kiedy wprowadzone imię miało być wyświetlone w przeglądarce.

Źródło: Linuxpl.com

W dzisiejszych czasach elektryczna hulajnoga to wręcz idealny „pojazd” do firmy. Zajmuje mało miejsca, nie produkuje spalin, nie stoi w korkach, jest stosunkowo szybki i tani w użytkowaniu. Czy zatem kupując taką hulajnogę, jako pojazd służbowy, możemy ją traktować jako koszt w firmie? Czy można uwzględnić jej zakup jako koszt uzyskania przychodu?

Zacznijmy od początku. Zgodnie z art. 22 ust. 1 ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (Dz. U. z 2019 r., poz. 1387, z późn. zm.): kosztami uzyskania przychodów są koszty poniesione w celu osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, z wyjątkiem kosztów wymienionych w art. 23.

 – To oznacza, że cel zakupu hulajnogi musi być jednoznaczny. Musi być nabyta „w celu osiągnięcia przychodów”. Nie może to być firmowy gadżet do zabawy przez pracowników tłumaczy Norbert Banaszek, ekspert serwisu Finfinder.pl.Pojęcie „w celu” zostało jasno określone w prawie podatkowym przez Naczelny Sąd Administracyjny. – dodaje.

Wyrok NSA:

Należy zauważyć, że przez sformułowanie „w celu” należy rozumieć dążenie do osiągnięcia jakiegoś stanu rzeczy (przychodu), a dążenie podatnika ma przymiot „celowości”, jeżeli na podstawie dostępnej wiedzy o związkach przyczynowo-skutkowych można zasadnie uznać, że poniesiony koszt może przynieść oczekiwane następstwo (przychód).

Jeśli więc prowadzimy działalność gospodarczą, a hulajnogę wykorzystujemy dla celów prowadzonej działalności (np. dojazdu do klienta w celu uzyskania przychodu z wykonanej usługi a w centrum miasta dojazd do klienta samochodem jest mocno utrudniony), to zakup takiej hulajnogi nie tylko będzie naszym dobrem czasowym, ale także kosztem uzyskania przychodu. Zaliczenie tego wydatku do kosztów uzyskania przychodów możliwe jest w miesiącu, w którym dokonano jego zakupu.

Hulajnoga staje się w takiej sytuacji środkiem trwałym w firmie, bo według definicji jest to: składnik majątku, który stanowi własność (współwłasność) podatnika, został nabyty (wytworzony) przez podatnika, jest kompletny i zdatny do użytku w dniu przyjęcia do używania, przewidywany okres jego używania jest dłuższy niż rok oraz jest wykorzystywany przez podatnika na potrzeby związane z prowadzoną działalnością gospodarczą. –wyjaśnia Norbert Banaszek z serwisu Finfinder.pl.

Należy też wyjaśnić, że w przypadku zakupu składników majątku, których wartość nie przekracza 10 000 zł, podatnik ma do wyboru trzy rozwiązania.

Przeczytaj także:

Po pierwsze – może nie zaliczać danego składnika majątkowego do środków trwałych, natomiast wydatki związane z nabyciem danego środka trwałego zaliczyć bezpośrednio do kosztów uzyskania przychodów na podstawie art. 22d ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.

Po drugie – możliwe jest zaliczenie danego składnika majątku do środków trwałych, a następnie jednorazowe jego zamortyzowanie. Następuje to przez dokonanie jednorazowego odpisu amortyzacyjnego w wysokości odpowiadającej wydatkom na nabycie danego składnika majątku – w miesiącu oddania do używania tego środka trwałego albo w miesiącu następnym.

Po trzecie – podatnicy mogą także amortyzować składniki majątkowe na analogicznych zasadach jak wszystkie inne środki trwałe.

Źródło: Finfinder.pl

400 lekcji o niemarnowaniu dla 20 000 uczniów z 200 szkół podstawowych, a także aktywne zaangażowanie 200 nauczycieli w ramach Szkolnych Klubów Niemarnowania – to cel programu edukacyjnego „EkoMisja – nie marnuję” Banków Żywności i marki Amica, który zaplanowano na lata 2019/2020.

Co roku do koszy na śmieci trafia blisko 9 mln ton kupowanej żywności. Głównym winowajcą jest nieumiejętne przechowywanie produktów spożywczych i brak edukacji w tym zakresie. Dlatego Banki Żywności i Amica ponownie łączą siły. Zapoczątkowana w ubiegłym roku akcja „EkoMisja – nie marnuję!” i związana z nią kampania „Przechowuję, nie marnuję!” kolejny raz zwracają uwagę na problem marnowania żywności i edukują uczniów szkół podstawowych w całej Polsce – mówi Tomasz Pietrzyk, PR Manager marki Amica.

Akcja edukacyjna w szkołach podstawowych zaplanowana na lata 2019/2020 to program, który obejmie 400 lekcji o niemarnowaniu jedzenia dla 20 000 uczniów z 200 szkół podstawowych. Planowane jest także aktywne angażowanie 200 nauczycieli w ramach Szkolnych Klubów Niemarnowania. W ramach współpracy Amica przygotowała pełen zestaw materiałów informacyjnych dla uczniów i nauczycieli, w tym scenariusze lekcyjne, specjalne makiety wnętrza lodówek i szereg nowoczesnych materiałów dydaktycznych, dzięki którym realizowane lekcje i omawiane problemy staną się nie tylko o wiele ciekawsze i bardziej zrozumiałe, ale i barwniejsze.

Pilotażowe lekcje odbyły się w czerwcu 2019 roku. Szkoła Podstawowa w Grudusku (18 km od Ciechanowa) jako pierwsza wzięła udział w projekcie i przetestowała materiały edukacyjne z uczniami. Podczas zajęć poruszano zagadnienia związane z ochroną środowiska, a także ekologicznych skutków marnowania jedzenia i prawidłowego odżywiania, w tym zasad odpowiedniego postępowania z żywnością.

Chcemy przyczynić się do tego, by już od najmłodszych lat uczyć młode pokolenia, jak kupować, by nie marnować oraz jak przechowywać jedzenie, by wyrzucać go jak najmniej – podkreśla Małgorzata Fuszpaniak, Menedżer ds. Komunikacji Kategorii, koordynator projektu.

Nabór do programu wciąż jest otwarty. Szkoły mogą zgłaszać się bezpośrednio do regionalnego Banku Żywności, który będzie prowadził zajęcia lub przez biuro Federacji Polskich Banków Żywności. Obecnie prowadzona jest rekrutacja w następujących lokalizacjach: Ciechanów, Tczew, Słupsk, Suwałki, Białystok, Siedlce, Wrocław, Chojnice, Konin, Kielce, Kraków, Lublin.

Zachęcamy do przyłączenia się do akcji!

Krótki materiał reportażowy z przeprowadzonych już lekcji w Grudusku:

###

Grupa Amica to wiodący europejski producent sprzętu gospodarstwa domowego z ponad 70-letnim doświadczeniem. W ofercie posiada pełną gamę inteligentnych urządzeń dużego i małego AGD, wyróżniających się przemyślanymi, użytecznymi rozwiązaniami, najnowszą technologią i nowoczesnym designem. Jednym z filarów strategii rozwoju firmy jest inwestowanie w rozpoznawalne marki lokalne. W portfelu grupy znajdują się marki Amica (Europa Środkowa i Zachodnia), Hansa (Europa Wschodnia), Gram (Skandynawia) oraz CDA (Wielka Brytania) i Fagor (Hiszpania). Na całym świecie zatrudnia ponad 3 tysiące osób, dzięki którym dostarcza do klientów na ponad 60 rynkach na świecie ponad 5 milionów urządzeń rocznie. W 2018 roku skonsolidowany obrót grupy wyniósł ponad 750 mln EUR.

Notowanie Polski w rankingu Banku Światowego „Doing Business 2020” powinno stać się poważnym powodem do refleksji dla zarządzających polityką gospodarczą. Nasz kraj zajął w nim 40. pozycję, czyli o 7 pozycji gorzej niż w poprzednim roku, o 13 pozycji niżej niż w DB’2018 oraz o 16 miejsc niżej niż w DB’2017. Trend jest jednoznaczny – w dół. Czterdzieste miejsce w rankingu skierowanym do potencjalnych inwestorów na świecie, w sytuacji, kiedy Polska publicznie zgłasza aspiracje, aby zaliczyć ją do dwudziestu najlepiej rozwiniętych gospodarek świata – to nie jest najlepsza rekomendacja.

Mamy sporo powodów do zadowolenia – stosunkowo szybki wzrost gospodarczy, niska inflacja, umiarkowany deficyt sektora finansów publicznych, wzrastający udział eksportu w PKB i inne. Ale mamy także sporo barier i niepewności nękających przedsiębiorców w Polsce, zarówno krajowych jak i zagranicznych. Ciągle zmieniające się prawo gospodarcze, słaby dialog ze środowiskiem biznesu, prymat doraźnych celów politycznych nad długookresowym rozwojem kraju, etc. Końcowym rezultatem jest m.in. bardzo niski udział inwestycji w PKB Polski.

Szybki komentarz opublikowany przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii ma wyraźnie apologetyczny, w stosunku do rządzących, charakter. Nie wyważa racji, nie przyznaje, że jednak w co najmniej kilku z badanych dziesięciu obszarów sytuacja nie jest najlepsza i należy ją jak najszybciej poprawić, tylko – jest dobrze, a ten jeden czy dwa drastyczne spadki w rankingu – to zupełny przypadek, jednorazowy incydent, niewart uwagi.

Niestety, nie takiej reakcji oczekują przedsiębiorcy i potencjalni inwestorzy od administracji rządowej odpowiedzialnej w największym stopniu za nasze miejsce w rankingu. Potrzebujemy znacznie więcej niż obecnie dyskusji merytorycznej, partnerskiego traktowania w procesie konsultacji rządowych projektów ustaw i sektorowych polityk, ograniczenia doraźnych decyzji motywowanych politycznie oraz długookresowego spojrzenia na obecne i przyszłe problemy przedsiębiorców i inwestorów, których miejsce Polski w rankingu Banku Światowego powinno przyciągać znacznie silniej, niż ma to miejsce w Doing Business 2020.

Źródło: Business Centre Club

Jeszcze nigdy nie pomagaliśmy tak dużo. Według CBOS, tylko w 2018 roku blisko trzech na czterech Polaków przekazało środki na cele charytatywne. O ile jednak coraz więcej osób rozumie, że warto pomagać, to mało kto wciąż wie, jakie wymierne korzyści podatkowe może to przynieść samym darczyńcom. Dlatego właśnie powstał kalkulator dla filantropów – proste w użyciu, bezpłatne narzędzie online, które wyliczy osobom prywatnym i firmom kwotę darowizny, którą możemy zaplanować na pomaganie, aby otrzymać maksymalną ulgę podatkową. To pierwsze takie narzędzie w naszej części Europy.

Kalkulator pomoże filantropom nie tylko w Polsce, ale też w innych krajach Grupy Wyszehradzkiej, gdzie preferencje podatkowe bywają bardzo różne. Według polskich przepisów, w niektórych przypadkach odliczymy od dochodu wysokość nawet całej darowanej kwoty. W czeskim systemie wysokimi ulgami jest promowana działalność filantropów indywidualnych. Na Węgrzech mogą z nich skorzystać tylko filantropi biznesowi, a Słowakom pozostaje satysfakcja moralna, gdyż darczyńcy nie mogą obecnie odliczyć ani centa.

6% czy 10%? Ile mogę odliczyć? Kiedy można odpisać całość?

W Polsce ulgi podatkowe dla darczyńców mają długą tradycję, bo istnieją od prawie 30 lat. O darowiźnie mówimy wówczas, gdy darczyńca zwiększa majątek obdarowanego i jednocześnie obdarowany nie wykonuje na rzecz darczyńcy żadnego świadczenia zwrotnego. Wysokość darowizny wpływa na obniżenie podatku należnego do zapłaty, jeśli jest przekazana na cele organizacji realizującej cele pożytku publicznego, kultu religijnego, krwiodawstwa czy kształcenia zawodowego publicznym szkołom prowadzącym kształcenie zawodowe. Darczyńca może skorzystać z preferencji podatkowych na etapie składania rozliczenia rocznego. Podatnik-filantrop, przed obliczeniem podatku, powinien odjąć od uzyskanego w roku podatkowym dochodu kwotę darowizny.

Powinien jednak pamiętać, że w Polsce odliczana kwota nie może być wyższa od 6 proc., a w przypadku osób prawnych 10 proc. uzyskanego rocznego dochodu. Istnieje również możliwość odliczenia od dochodu całej kwoty darowizny przekazywanej na kościelną działalność charytatywno-opiekuńczą, po spełnieniu opisanych w przepisach warunków formalnych – zaznacza Magdalena Sławińska-Rzemek doradca podatkowy z Kancelarii V4Legal wchodzącej w skład V4Group.

Jak działa kalkulator filantropa?

W celu zachęcenia filantropów do planowania swoich zasobów przeznaczonych na pomaganie, wśród których, obok czasu i wiedzy, są właśnie środki finansowe, powstał kalkulator dla filantropów. Jest to dostępne dla każdego, bezpłatne narzędzie finansowe online, które wylicza wysokość kwoty darowizny, którą możemy zaplanować na pomaganie, aby otrzymać maksymalną ulgę podatkową. Kalkulator działa na gruncie prawa polskiego, czeskiego, słowackiego i węgierskiego.

W kalkulatorze można w prosty sposób – po podaniu szacowanego rocznego dochodu oraz wyborze rodzaju podatku – wyliczyć maksymalną kwotę, którą można odliczyć w zeznaniu podatkowym. I tak na przykład, przy miesięcznym dochodzie przed opodatkowaniem w wysokości 5 tysięcy złotych, a więc 60 tysięcy rocznie, będziemy mogli jako osoba fizyczna odliczyć od podstawy opodatkowania 3600 zł, co przekłada się już na bardzo wymierne obniżenie podatku należnego do zapłaty o kilkaset złotych. Z kolei w przypadku firmy, mającej dochód 10 tysięcy złotych miesięcznie, a więc 120 tysięcy rocznie będzie to już nawet 12 tys. zł możliwych do odpisania od podstawy opodatkowania.

Ustawodawstwo w zakresie filantropii jest na tyle skomplikowane, że podatnicy mogą mieć problemy z zaplanowaniem wydatków na cele charytatywne w kontekście podatkowym. Filantropom potrzebne są narzędzia, wiedza i doradztwo, dlatego zdecydowaliśmy się stworzyć dla nich praktyczne narzędzie, z którego może skorzystać każdy zainteresowany pomaganiem: darczyńca indywidualny, korporacyjny czy nawet doradcy podatkowi. Warto pamiętać, że problemy społeczne są złożone i wymagają  zaangażowania każdego z nas. Między innymi poprzez darowizny, przekazywane świadomie i mądrze, możemy realnie wpłynąć na otaczającą nas rzeczywistość – mówi Anna Korzeniewska z Social Impact Alliance for Central & Eastern Europe, międzynarodowego ThinkTanku, który działa w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem krajów Grupy Wyszehradzkiej.

Różne ulgi podatkowe dla darczyńców w Grupie Wyszehradzkiej

W państwach Grupy Wyszehradzkiej preferencje podatkowe dla filantropów mocno się różnią. Największe korzyści w tym zakresie mogą osiągnąć darczyńcy fizyczni i prawni przekazujący w Polsce darowizny na kościelną działalność charytatywno-opiekuńczą. Najsłabiej na tle grupy przedstawia się Słowacja, która w rozliczeniach podatkowych w żaden sposób nie wspiera działalności charytatywnej.

W Czechach osoba fizyczna może odliczyć od dochodu kwotę darowizny, ale nie więcej niż 15% dochodu, jeżeli przekazana darowizna jest wyższa niż 2% dochodu albo wynosi co najmniej 1000 CZK (ok. 168 zł ). Natomiast osoba prawna może odliczyć od dochodu przekazaną darowiznę, ale nie więcej niż 10% dochodu, jeżeli przekazywana darowizna jest w wysokości co najmniej 2000 CZK (ok. 336 zł).

Na Węgrzech nie przewidziano żadnych preferencji podatkowych dla osób fizycznych. Istnieją jednak bardzo duże ulgi – sięgające aż 50% dochodu – w przypadku darowizny przekazywanej przez osoby prawne, pod warunkiem, że z obdarowanym zostały zawarte umowy darowizny.

materiał prasowy

Bycie eko to trend, który zaczyna dominować w wielu krajach. Zero waste powoli staje się sposobem na życie oraz na prowadzenie biznesu – ideą, której nie da się zlekceważyć. Pracownicy i klienci zmieniają swoje podejście do zakupów i usług. Coraz częściej zaczynają się domagać proekologicznych rozwiązań, które zmniejszają ilość odpadów. Według badania Unilever, 1/3 konsumentów wybiera marki na podstawie ich wpływu społecznego i środowiskowego.

Zmiana klimatu, której jesteśmy świadkiem związana jest przede wszystkim z przemysłową działalnością człowieka. Temperatura powierzchni ziemi wzrosła o 25 proc. w zaledwie trzy lata – wynika z danych udostępnionych przez University of Arizona. Co więcej, w raporcie Global Warming of 1.5 ºC czytamy, że globalne ocieplenie spowodowało wzrost średnich temperatur o około 1,0°C w porównaniu do poziomu sprzed epoki przemysłowej.

Nasza planeta złapała dość sporą zadyszkę. Niestety to my jesteśmy temu winni. Doprowadziliśmy do tego, że na naszych oczach maleje powierzchnia pokrywy lodowej, podnosi się poziom mórz i oceanów, bezpowrotnie giną kolejne gatunki zwierząt… a to dopiero początek. Branża opakowań w obliczu wyzwań środowiskowych powinna inicjować zmiany na rzecz zrównoważonego rozwoju. Firmy muszą zacząć ze sobą współpracować, aby stworzyć innowacyjne rozwiązania, a nie tylko „udawać”, że są eko. Przyszedł czas działań, a nie słów – mówi Maciej Olipra, CEO Global Shopper Marketing.

Odpady opakowaniowe to problem

51 proc. konsumentów uważa odpady opakowaniowe za ważny problem ekologiczny, a taki sam odsetek zgadza się, że zrównoważony rozwój opakowań papierowych jest dla nich ważniejszy niż pięć lat temu – wynika z raportu DS. Smith. Co więcej, według „CSR w praktyce – barometr Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej” ponad połowa respondentów przykłada wagę do tego, w jaki sposób produkty, które kupują oddziałują na społeczeństwo i ekologię.

Międzynarodowe firmy zaczynają łączyć bycie eko z bardziej efektywnym prowadzeniem biznesu, który dodatkowo pozytywnie wpływa na naszą planetę. Przykładem jest Corona. Zaproponowała rozwiązanie, które w 100% eliminuje dodatkowe plastikowe opakowanie, a jednocześnie pozwala na realizację strategii sprzedażowej. Obserwujemy również takie zachowania na naszym rynku. Producenci kosmetyków zamiast w plastik, swoje produkty pakują w szkło, aluminium i tekturę. Zachęcają również społeczeństwo do proekologicznych zachowań. Jest to również stratega marketingowa, ale połączona ze słusznym celem. Przykładem może być oferta banku ING oraz BNP Paribas.

Przeczytaj także:

Nadmierne pakowanie i zbędne dodatki

W związku z tym, że żyjemy na kredyt, pod który zastawiliśmy naszą Ziemię, a dług ekologiczny drastycznie wzrasta powinniśmy również zmienić swoje nawyki i wywierać naciski na producentów opakowań. Zapobieganie zmianom klimatycznym to obowiązek nas wszystkich – wskazuje Maciej Olipra, CEO Global Shopper Marketing. A jeśli chodzi o naszą branżę, powinniśmy zacząć działać i uświadamiać wszystkich, że można zaprojektować przyciągające wzrok opakowanie, które nie szkodzi środowisku – dodaje.

Nadmierne pakowanie i zbędne wypełniacze kładą się cieniem na każdym aspekcie działalności firmy, od kosztów wysyłki poprzez środowisko naturalne po satysfakcję klientów. 25% zawartości opakowań w e-handlu to… powietrze. 122 milionów ton dwutlenku węgla rocznie generuje transport pustej przestrzeni. Jej wyeliminowanie może pomóc każdej firmie, która wysyła towary, uzyskać znaczne oszczędności i przewagę nad konkurencją, przy jednoczesnym zmniejszeniu wpływu na środowisko. Redukcja odpadów powoduje wzrost wydajności i obniża koszty. Ponowne wykorzystanie materiałów przedłuża ich życie, pomagając zużyć mniej cennych zasobów planety.

 Źródło: Global Shopper Marketing

FSE Fabryka Samochodów Elektrycznych z Bielska-Białej zaprezentowała swój w pełni elektryczny, lekki samochód dostawczy w klasie do 3,5 tony. FSE M to pierwszy w Polsce tego typu e-mobilny pojazd, już gotowy do produkcji seryjnej i jeden z trzech modeli, które spółka ma wprowadzić na drogę w ramach projektu NCBiR – INNNOMOTO.

W dobie szybkiego rozwoju aglomeracji i narastającego problemu smogu europejskie miasta zaczynają wprowadzać zakaz poruszania się pojazdami spalinowymi po ich śródmieściach, na korzyść bezemisyjnych środków transportu. To zielone światło dla naszego projektu, który skupia się na rynku wykazującym potencjał dynamicznego wzrostu, jakim jest produkcja i sprzedaż lekkich, elektrycznych pojazdów dostawczych – powiedział Thomas Hajek, twórca nowego pojazdu FSE M, prezes zarządu FSE Fabryka Samochodów Elektrycznych sp. z o.o. oraz FSE Holding SA.

FSE M zaspokoi rosnący popyt na ekologiczny transport miejski i spełni wymagania profesjonalnych kierowców w zakresie bezpieczeństwa, komfortu, oszczędności energii oraz niskich kosztów napraw i utrzymania samochodu. Pojazd FSE M będzie oferowany w czterech różnych rozmiarach, z przestrzenią ładunkową od 3,4 m3 do 4,6 m3 i ładownością do 600 kg.

FSE jest jedyną polską firmą w prestiżowym programie finansowanym przez UE – INNOMOTO, która z sukcesem dostarcza elektryczny lekki samochód dostawczy w klasie do 3,5 t masy całkowitej pojazdu.

Częścią projektu rozwojowego jest wdrożenie innowacyjnych rozwiązań technicznych, takich jak instalacja zautomatyzowanego bezprzewodowego urządzenia do ładowania, dwukierunkowy system ładowania, integracja paneli fotowoltaicznych, wszystkie kontrolowane przez innowacyjny system zarządzania energią w celu zwiększenia zasięgu jazdy i poprawienia komfortu ładowania.

Wkrótce gamę elektrycznych lekkich samochodów dostawczych FSE uzupełnią dwa kolejne modele FSE S i FSE L. – Docelowo będziemy w stanie zaoferować ponad 10 wersji pojazdów elektrycznych o ładowności od 235 kg do ponad 1000 kg i pojemności załadunkowej od 1 m3 do 15 m3. Będzie to najbardziej kompletna gama pojazdów na rynku lekkich samochodów dostawczych w Europie. A to dopiero początek – zapewnia prezes.

Projekt FSE jest w pełni finansowane ze środków prywatnych, z kapitałem od inwestorów polskich, niemieckich i hiszpańskich. Firma zapowiada, że chce otworzyć okno inwestycyjne dla polskich inwestorów społecznościowych. Dlatego wkrótce nowo powstała spółka FSE Holding SA rozpocznie pierwszą kampanię crowdfundingową, która promowana będzie na platformie Crowdway.pl, jednej z wiodących polskich platform finansowych w Polsce.

Przeczytaj także:

W rundzie zalążkowej chcemy zebrać 1 milion zł, aby wesprzeć uruchomienie produkcji oraz sprzedaży naszego pierwszego elektrycznego samochodu dostawczego i wzmocnić pozycję finansową dla dalszego rozwoju – powiedział Thomas Hajek.

Spółka planuje otwarcie kolejnych rund inwestycyjnych dla większych i instytucjonalnych inwestorów, w celu sfinansowania dynamicznego wzrostu i utworzenia przyszłej fabryki w Polsce, która pozwoli na produkcję masową opracowywanych przez FSE samochodów. – W dłuższej perspektywie planujemy upublicznienie spółki, co umożliwi efektywne wyjście z inwestycji dla inwestorów crowdfundingowych – dodał prezes.

Strategia rozwoju FSE Holding SA zakłada wprowadzenie do 2020 roku do sprzedaży trzech modeli samochodów dostawczych. Szacujemy, że sprzedaż samochodów do roku 2025 osiągnie 10 000 sztuk – zapowiedział Thomas Hajek.

Thomas Hajek, założyciel FSE z branżą motoryzacyjną jest związany od ponad 25 lat, w tym z sektorem e-mobility of 9 lat. Był odpowiedzialny m.in. za stworzenie całej sieci dealerów Fiat Group w Polsce jako dyrektor zarządzający Fiat Professional Europe, a także sieć dystrybucji Mazda Motors Europe.

Źródło: FSE

Październik to czas, kiedy nikt jeszcze nie czuje magii Świąt, ale sieci handlowe, a także mniejsi sprzedawcy starają się usilnie o to, abyśmy już teraz zaczęli wydawać pieniądze. Najpierw pojawiają się pierwsze sezonowe wyprzedaże, następnie szaleństwo związane z Black Friday, a potem jeszcze zapożyczamy się, by kupić wymarzone prezenty i zorganizować Boże Narodzenie…

A w styczniu budzimy się z finansowym kacem. Dziura w domowym budżecie zaskakuje nas tak samo, jak zima polskich kierowców. Ile razy obiecywaliśmy sobie, że następnym razem będzie inaczej, że nie posłużmy się kartą kredytową podczas świątecznych zakupów i nie zaciągniemy drobnego kredytu lub „chwilówki” na sylwestrowy wyjazd? Kto dotrzymał danego słowa? A może w tym roku rzeczywiście postaramy się o to, aby wytrzymać w postanowieniu, by nie spłacać „niepotrzebnych” zobowiązań przez następnych kilka miesięcy nowego roku albo nawet przez kilka następnych lat? Jak przekonują eksperci Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF), nie jest to trudne. Wystarczy tylko podejść do sprawy z głową i znać kilka przydatnych tricków.

Wiele osób daje się złapać na magię sklepowych wystaw w centrach handlowych, które przed Świętami zachęcają do wydawania pieniędzy. Zorganizowanie wystawnej kolacji w Wigilię i kupienie wymarzonych prezentów jest dla nas priorytetem. Nie mamy problemu z tym, żeby się zapożyczyć na ten cel.

W ubiegłym roku statystyczny Polak wydał prawie 1200 zł jedynie na przedświąteczne zakupy. Jakie są tego efekty? W grudniu 2018 r. aż 62 proc. Polaków miało problemy ze spłatą bieżących rachunków, rat kredytów czy pożyczek. Na ten stan rzeczy z pewnością także wpływ miało szaleństwo podczas jesiennych wyprzedaży (Black Friday), podczas których wydajemy średnio 500 do nawet 800 zł. 

Dlaczego tak łatwo przychodzi nam wydawanie? Jesteśmy zachęcani do tego nie tylko przez sklepy, reklamy w Internecie, itp., ale także przez banki czy firmy pożyczkowe, które w okresie przedświątecznym chętnie oferują dodatkową gotówkę, kredyty które możemy spłacić dużo później, dzięki oferowanej przez nich odroczonej racie.

Polacy chętnie zaciągają kredyty gotówkowe, szczególnie przed Świętami – w IV kwartale 2018 roku pośrednicy finansowi zrzeszeni w ZFPF udzielili ich na kwotę ponad 775 mln zł. Taki rodzaj finansowania, to doskonały sposób, aby „podreperować” budżet domowy, jednak i w tym przypadku warto zachować zdrowy rozsądek. Odroczona rata to bardzo wygodne rozwiązanie, jednak może okazać się zgubna. Jeżeli raty wszystkich zaciągniętych zobowiązać skumulują się, możemy wpaść w poważne kłopoty finansowe zaraz po Nowym Roku. To samo dotyczy korzystania z limitu na karcie kredytowej. Przyzwyczajeni do dodatkowych środków co miesiąc, przy zwiększonych wydatkach możemy ten limit bardzo szybko wykorzystać, pozostając bez gotówki na trudny okres poświąteczny – mówi Bartłomiej Marzec, ekspert ZFPF, Open Finance.

Możemy nie tylko uniknąć finansowego dołka, ale nawet w ogóle korzystania z dodatkowych źródeł finansowania naszych okołoświątecznych wydatków, wdrażając kilka rozwiązań w naszym codziennym podejściu do wydawania pieniędzy.

Krok 1: wygodne kontrolowanie budżetu

Październik to ostatni dobry moment, aby uporządkować swoje finanse i przygotować się na nadchodzące wydatki. Pierwszym krokiem powinno być skrupulatne opracowanie budżetu domowego. To dobry punkt wyjścia do kolejnych działań, przygotowujących nas na ten trudny finansowo czas, jakim jest okres listopad-grudzień-styczeń. Zapomnijmy jednak o starej metodzie „kartka i ołówek” i o niewygodnym arkuszu w Excelu.

W opracowaniu budżetu domowego mogą nam pomóc aplikacje finansowe dostępne na nasze smartfony, które zawsze mamy przy sobie. Dzięki nim, nie tylko będziemy kontrolować nasze wydatki, ale także zsynchronizujemy je z naszym kontem osobistym, gdzie będziemy mogli sumować i grupować opłaty według określonych kategorii. Zamiast tworzyć tabele w notesie, wystarczy pobrać na telefon darmowe narzędzie typu np. „Kontomierz”, czy „Wallet” i zacząć kontrolować, ile wydajemy. Wszystkie te narzędzia pozwalają na szybki i stały podgląd dostępnych funduszy, a także monitorowanie naszych nawyków finansowych – radzi Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinanse.

Wśród dostępnych aplikacji istnieją również takie, które mają możliwość skanowania i przechowywania rachunków np. „PanParagon” czy „Kwitki”. Przydadzą się nie tylko wtedy, kiedy będzie nam zależeć na kontrolowaniu czasu trwania gwarancji, ale również po to, abyśmy mogli  sprawdzić, na jakie produkty wydajemy najwięcej w skali miesiąca. – Jeżeli wyciągniemy tych zestawień właściwe wnioski, unikniemy sytuacji, w której pieniądze będą „uciekać nam z portfela”, a prawdopodobne jest także to, że będziemy mogli zauważyć oszczędności – podpowiada Bartłomiej Marzec, ekspert ZFPF, Open Finance.

Krok 2: rozpocznij „mądre oszczędzanie”

Trudno jest oszczędzać, kiedy praktycznie od października, listopada, do końca roku czeka nas pasmo wydatków. Jest to jednak możliwe, nawet przed Świętami!

W tym przypadku chodzi jednak o „mądre oszczędzanie”, czyli o takie robienie codziennych zakupów i wydawanie pieniędzy, które pozwoli zaoszczędzić nam trochę potrzebnej gotówki. Przy czym ważne jest, aby nie wiązało się to dla nas z wieloma wyrzeczeniami. Oszczędności niech nam rosną „mimochodem” – radzi Bartłomiej Marzec, ekspert ZFPF, Open Finance. Sposobów na oszczędzanie jest wiele, jednak jak zrobić to „mądrze”? Warto podejmować małe kroki, które zmienią nasze nawyki i dzięki którym odłożymy trochę gotówki.  

Rozwiązaniem na dodatkowe środki może być np. stworzenie subkonta na naszym rachunku bankowym, na którym odkładane będą drobne kwoty, „reszta” z naszych zakupów. Jak to działa w praktyce? Wydawane przez nas pieniądze, kiedy płacimy kartą, są zaokrąglane do danej sumy, np. do 5 zł. Jeżeli wydajemy przykładowo 3,10 zł, to 1,90 zł wpływa na nasze konto oszczędnościowe. Wydaje się niewiele, ale w skali tylko jednego miesiąca, możemy zaoszczędzić w ten sposób 200-300 zł – dodaje Bartłomiej Marzec.

Krok 3: sprawdzaj ceny produktów, poluj na okazje

Jak nie dać się zwariować na zakupach, a co ważne, nie wydać na nie fortuny?

W tym przypadku kluczem jest świadome kupowanie, które zaczyna się już w domu, przed wyjściem do sklepu. W Internecie dostępne są porównywarki, takie jak np. „Skąpiec” czy „Ceneo”, które wskażą nam sklep oferujący najlepszą cenę produktu, którego szukamy. Regularne korzystanie z tego rodzaju aplikacji pomoże nam realnie ocenić, gdzie dany zakup opłaca się najbardziej, a w którym sklepie sporo przepłacimy. Jak często zdarza się, że nasz portfel nie domyka się od kart zniżkowych i lojalnościowych? Warto ich używać, ale zbyt dużo „plastiku” zniechęca nas do korzystania z programów dla najbardziej lojalnych klientów, a przecież dzięki nim możemy wiele zyskać, a przede wszystkim uda nam się nie przekroczyć założonego budżetu. Z pomocą przychodzą aplikacje, które uporządkują nasze karty, takie jak np. „StoCard”, która przechowuje za nas karty zniżkowe w formie mobilnej na naszym smartfonie – mówi Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinanse.

Krok 4: kup prezenty wcześniej

A może dobrym pomysłem jest to, aby w ogóle unikać sklepów w okresie przedświątecznym i robić zakupy na „ostatnią chwilę”. Wtedy unikniemy pokus i niepotrzebnego wydawania pieniędzy. Wręcz przeciwnie. Warto właśnie teraz pomyśleć o kupieniu prezentów.

Teraz mamy jeszcze czas na to, by zrobić zakupy „na chłodno”, na spokojnie porównać ceny i wybrać najlepszą ofertę. Na dwa dni przed Wigilią będzie to trudne. Co ważne, jeszcze nie zaczął się okres największych promocji. Należy wiedzieć, że kupowanie produktów z etykietą „sale” nie zawsze się opłaca. Niestety, są sklepy, których polityką jest podwyższanie cen na krótko przed ogłoszeniem promocji, aby później „sztucznie” je obniżyć. Klienci się na to nabierają, ale ostatecznie wcale nie płacą mniej – wyjaśnia Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinanse.

Nie tylko obserwujmy ceny tego samego albo podobnego produktu u różnych sprzedawców, ale również sprawdźmy, ile zapłacimy za wybraną rzecz w sklepie tradycyjnym, stacjonarnym, a ile w tym  internetowym. Obecnie z zakupów online korzysta ponad 60 proc. z nas. Polubiliśmy ten sposób nabywania produktów, bo jest wygodny, szybki, ale czy zawsze tańszy? Być może cena jednostkowa w sklepie internetowym będzie niższa, ale należy doliczyć koszty przesyłki. Aby ta z kolei była darmowa, bardzo często musimy zrobić zakupy za niemałą kwotę. Badania również pokazują, że kupując online, kupujemy więcej, ponieważ łatwiej wkłada się produkty do wirtualnego koszyka, niż do tego prawdziwego i łatwiej wydaje się również wirtualną gotówkę, płacąc kartą czy Blikiem. Kupowanie w sklepie stacjonarnym też ma zalety, o czym pamiętajmy. Możemy dokładniej obejrzeć interesujący nas produkt, poznać wszystkie jego cechy, skonsultować od ręki zakup ze sprzedawcą-fachowcem, co ma duże znaczenie, np. w przypadku kupowania elektroniki czy po prostu kosztowniejszych prezentów.

Źródło: ZFPF

Październik z reguły jest jednym z najniebezpieczniejszych miesięcy na polskich drogach. Kierowcy przyzwyczajeni do letniej aury i dobrych warunków niechętnie przestawiają się na „jesienno-zimowy” tryb jazdy. Co więcej tegoroczna pogoda mogła nas rozpieścić. Niestety z końcem października znacząco zmieni się pogoda a z nią warunki drogowe.

Choć liczba wypadków w Polsce regularnie spada to i tak jest jedną z największych w Unii Europejskiej. W rekordowym pod tym względem roku 1997 doszło do ponad 66 tysięcy wypadków. Zginęło w nich ponad 7 tysięcy osób a ponad 83 tysiące zostało rannych.

Jakich roszczeń w związku z taką sytuacją mogą dochodzić poszkodowani o tym mówi ekspert, radca prawny Michał Graf z Kancelarii A. Łebek i Wspólnicy

  • Posłowie dodali ponad €2 miliardy do propozycji Komisji Europejskiej na ochronę klimatu
  • Budżet 2020 powinien być pomostem do Europy przyszłości z inwestycjami w tworzenie miejsc pracy, badania oraz wsparcie dla ludzi młodych
  • Negocjacje z Radą w listopadzie

Parlament przyjął swoje stanowisko w sprawie budżetu dla UE w 2020 w środę, podkreślając, że musi on dawać solidną pozycję startową nowej generacji programów oraz polityk UE.

W projekcie rezolucji, Parament podkreślił, że budżet UE na rok 2020 jest “ostatnią szansą UE” na zbliżenie się do politycznych zobowiązań złożonych na ten okres, włącznie z osiągnięciem celu związanego z walką ze zmianą klimatu. Budżet ten powinien przecierać szlak długoterminowemu budżetowi UE 2021-2027, tzw. wieloletnim ramom finansowym (WRF).

Posłowie zwiększyli budżet w stosunku do projektu budżetu przygotowanego przez Komisję Europejską, dodając w sumie ponad 2 miliardy euro, przeznaczone na ochronę klimatu, inicjatywę na rzecz zatrudnienia młodzieży (YEI) i programów Erasmus+ oraz zapewnienie dalszego wsparcia, zgodnie z priorytetami Parlamentu, dla małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP), cyfryzacji oraz polityk migracyjnej i zewnętrznej, w tym pomocy rozwojowej i humanitarnej.

Parlament zagłosował nad budżetem wynoszącym prawie €171 miliardów środków na zobowiązania (funduszy, które UE zobowiązuje się zainwestować w 2020 roku lub przyszłych latach, ponieważ istnieje wiele wieloletnich projektów oraz programów), podnosząc go o €2,7 miliardów, w porównaniu do projektu budżetu przedstawionego przez Komisję Europejską. Środki na płatności (fundusze, które zostaną faktycznie wydane w 2020 roku) zostały ustalone na poziomie €159 miliardów.

Monika Hohlmeier (EPP, DE), odpowiedzialna za prace nad budżetem 2020, powiedziała: „Dzisiejsze głosowanie nad budżetem UE 2020 pokazuje, że Parlament jest zjednoczony oraz, że wśród grup politycznych istnieje porozumienie dotyczące: ambitnych celów klimatycznych oraz ochrony środowiska, które idą ramię w ramię z programami wpływającymi na wzrost zatrudnienia, wspierającymi badania i rozwój w UE oraz zwiększają konkurencyjność. Posłowie potwierdzili również swoje zaangażowanie w inicjatywę na rzecz zatrudnienia młodzieży, program wymiany studentów Erasmus+ oraz DiscoverEU, program, który oferuje osiemnastolatkom bilety Interrail, pozwalając im na odkrywanie Europy bez granic”.

Przeczytaj także:

Kolejne kroki

Głosowanie na posiedzeniu plenarnym rozpocznie trzy tygodnie rozmów w ramach „procedury koncyliacji” z Radą w celu osiągnięcia porozumienia między obiema instytucjami na tyle wcześnie, aby budżet na przyszły rok mógł zostać poddany pod głosowanie w Parlamencie i podpisany przez Przewodniczącego Parlamentu podczas II sesji plenarnej w listopadzie (25-28 listopada). W przypadku braku porozumienia Komisja Europejska musi przygotować nowy projekt budżetu.

Kontekst

Około 93% budżetu UE finansuje działania w terenie, w krajach UE i poza nią, dotyczące obywateli, regionów, miast, rolników, naukowców, studentów, organizacji pozarządowych i przedsiębiorstw.

Budżet UE jest wyjątkowy. W przeciwieństwie do budżetów krajowych, które w dużej mierze wykorzystywane są do świadczenia usług publicznych i finansowania systemów zabezpieczenia społecznego, budżet UE jest przede wszystkim budżetem inwestycyjnym i, w przeciwieństwie do budżetów krajowych, budżet UE nie może wykazywać deficytu.

Już od kilku lat wykres dla notowań brytyjskiej waluty pozostaje rozchwiany i niestabilny. Przez rozregulowujący wpływ Brexitu, planowanie rozliczeń w tej walucie staje się utrapieniem dla firm handlujących z Wielką Brytanią. O tym czy w Halloween spełni się ich najgorszy koszmar – wyjście Wyspiarzy z UE bez umowy – zadecydują najbliższe dni. Wg prognoz analitycy międzynarodowej instytucji płatniczej AKCENTA, szanse na taki scenariusz wynoszą ok 10%, jednak rosną z każdym dniem utrzymującej się niepewności.

Kolejny termin wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej, ustalony na 31. października br., zbliża się nieubłaganie. Jednocześnie status rozstania nadal pozostaje niejasny i skomplikowany. 22. października br. brytyjski parlament uchwalił projekt ustawy o wdrożeniu umowy o Brexicie do prawa brytyjskiego, ale następnie odmówił przyjęcia harmonogramu przyspieszonego zatwierdzenia tej ustawy (w ciągu 3 dni). Premier B. Johnson w reakcji na wynik głosowania w brytyjskim parlamencie niezwłocznie zawiesił negocjacje, wspomniał o możliwości wcześniejszych wyborów oraz przyśpieszył przygotowania na wypadek twardego Brexitu.

Unia traci cierpliwość

W tej sytuacji kluczowa będzie decyzja Unii Europejskiej w kwestii zatwierdzenia odroczenia daty opuszczenia przez Wielką Brytanię grona państw członkowskich. Nowym terminem byłby wtedy 31. stycznia 2020 r. Jednak prezydent Francji, E. Macron kilkakrotnie zwracał uwagę, że nie wyobraża sobie kolejnego przesunięcia daty Brexitu.

Według analityka AKCENTY, Miroslava Nováka w grze pozostają trzy główne scenariusze:
  • twardy Brexit 31. października br.;
  • zgoda UE na przesunięcie terminu Brexitu i udana próba zatwierdzenia porozumienia w brytyjskim parlamencie, opuszczenie UE 31. stycznia 2020 r.;
  • zgoda UE na przesunięcie terminu Brexitu, nieudana próba zatwierdzenia porozumienia w brytyjskim parlamencie i powrót niepewności.

Pomimo ponownego wzrostu ryzyka twardego Brexitu, scenariusz kolejnego przesunięcia rozwodu z Unią na 31. stycznia 2020 r. moim zdaniem pozostaje najbardziej prawdopodobny. W tej sytuacji spodziewam się, że na Wyspach dojdzie do przedterminowych wyborów, które w zależności od wyników mogą doprowadzić do późniejszej implementacji porozumienia o Brexicie, ale nie można też wykluczyć decyzji o przeprowadzeniu ponownego referendum w sprawie pozostania w UE. Ostatnie badania pokazują, że w ponownym głosowaniu Brytyjczycy prawdopodobnie zadecydowaliby o pozostaniu w UE. Szansę na opuszczenie Unii bez umowy z ostatnim dniem października oceniam na najmniejsze spośród wszystkich (ok. 10%). Jednak nadal wszystko może się jeszcze zmienić w nadchodzących dniach i pewne jest tylko to, że niczego nie możemy być pewni – dodaje analityk instytucji płatniczej AKCENTA.

Przeczytaj także:

Widmo Brexitu ciąży handlowi

W październiku funt brytyjski znacząco się umocnił – na parze walutowej z euro do poziomu 0,86 GBP/EUR, czyli na najwyższe wartości od maja br. W stosunku do złotego brytyjska waluta także się wzmocniła, osiągając wartość bliską granicy 5 zł, co również ostatni raz widzieliśmy w maju. Jednak, biorąc pod uwagę obecną niepewność związaną z rozwojem Brexitu, dalsze umacnianie się GBP wydaje się mało prawdopodobne, uważa Miroslav Novák.

Do końca października i w listopadzie br. najprawdopodobniej funt będzie się utrzymywał w granicach 0,85-0,90 GBP/EUR, a w stosunku do polskiego złotego w granicach 4,80-5,05 PLN/GBP, prognozuje analityk AKCENTY. To ważna wiadomość dla polskich firm, które sprzedają lub kupują towary z Wielkiej Brytanii. Wyspiarze są trzecim najważniejszym odbiorcą naszego eksportu – wędruje tam ok. 6% całej polskiej sprzedaży zagranicznej. Wg danych GUS w 2018 r. jej wartość wyniosła blisko 58,2 mln zł (13,7 mln euro). Wielka Brytania jest również ważnym dostawcą dla krajowych importerów (10. miejsce). W ubiegłym roku wartość towarów sprowadzona z tego państwa na polski rynek wyniosła ok. 23,3 mln zł (5,5) mln zł. Patrząc na te kwoty łatwo domyślić się, że ciągłe wahania funta stanowią spory problem dla przedsiębiorców rozliczających się z brytyjskimi kontrahentami w tej walucie. Jeśli firma nie stosuje zabezpieczeń przed ryzykiem kursowym, to musi mierzyć się z możliwymi dużymi różnicami miedzy oczekiwanym kursem, a tym po którym rzeczywiście wymieni swoje transakcje. Nawet niewielka zmiana notowań przy dużych kwotach przewalutowań odbija się na marży przedsiębiorcy i może go kosztować setki a nawet dziesiątki tysięcy złotych na jednym zamówieniu.

W samym 2019 r. kurs funta względem złotówki wahał się od ponad 5 zł do ok. 4,67 zł.  Eksperci AKCENTY zawracają przy tym uwagę, że niepewność i ciągłe odraczanie terminów ostatecznej decyzji w sprawie sposobu wyjścia Wielkiej Brytanii z UE podnosi ryzyko zwiększenia tych wahań. To istotnie wpływa na konkurencyjność polskich firm, które ze względu na to zagrożenie często uwzględniają na nie dodatkowy bufor w swojej ofercie kosztowej, na czym traci atrakcyjność ich propozycji w oczach parterów handlowych. Im dłużej sytuacja będzie niepewna i nieprzewidywalna, tym na większe ryzyko kursowe będą narażeni polscy eksporterzy i importerzy, podsumowuje Miroslav Novák.

Źródło: AKCENTA

Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie dysponuje największym w Polsce i jednym z największych w Europie laboratoriów Przemysłu 4.0. Jego budowa i późniejsze rozbudowy mają być finansowane przez przedsiębiorców, którzy liczą na pozyskanie wykwalifikowanych pracowników inteligentnych fabryk. Tych wciąż w Polsce i Europie jest zbyt mało, a ich powstawanie jest konieczne do tego, by móc się liczyć w walce o przychody, zwłaszcza w branżach takich jak automotive.

– Akademia Górniczo-Hutnicza nawiązała współpracę z kilkunastoma liderami rynku automotive, producentami nie tylko automatyki przemysłowej, lecz także producentami finalnymi samochodów. W wyniku tej współpracy powstało laboratorium przemysłu 4.0. Na takim standardzie przemysłu musi się oprzeć branża automotive – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr inż. Krzysztof Lalik z Wydziału Inżynierii Mechanicznej i Robotyki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

AGH w Krakowie dysponuje od niedawna linią technologiczną w standardzie Industry 4.0 o wartości miliona złotych, zbudowaną przez Teamtechnik. Jest to największe tego typu laboratorium w Polsce i jedno z trzech największych w Europie. Linia jest elastyczna, dzięki czemu co kilka lat będzie ją można modernizować i dostosowywać do aktualnych standardów obowiązujących w przemyśle. Mają o to zadbać partnerzy projektu, czyli przedsiębiorstwa, którym zależy na solidnym wykształceniu swoich przyszłych kadr.

– Przemysł 4.0 to szeroko pojęta robotyzacja, bardzo nowoczesne, inteligentne napędy, czujniki oraz systemy wizyjne, ale również inne technologie, których cechą charakterystyczną jest to, że te systemy są inteligentne. One doskonale wiedzą, w którym momencie produkcji danego elementu znajduje się linia technologiczna i jak mają zareagować, kogo wezwać i kiedy skończą się jej zasoby. Synergia tych rozwiązań powoduje, że możemy produkować efektywniej, taniej i bardziej elastycznie – przekonuje Krzysztof Lalik.

Dzięki wprowadzaniu takich rozwiązań czas mijający od momentu zaprojektowania do wytworzenia produktu skraca się z kilku lat do zaledwie kilku miesięcy. Pomimo że przemysł na wprowadzaniu takich innowacji bardzo dużo zyskuje, to inteligentne linie produkcyjne wdrażają nieliczni. Z badań przeprowadzonych przez Fujitsu wynika, że większość producentów znajduje się dopiero w początkowej fazie transformacji cyfrowej. Z praktycznych informacji dostarczanych przez technologie Industry 4.0 korzysta w procesie podejmowania biznesowych decyzji zaledwie 28 proc. badanych. 37 proc. projektów inteligentnych fabryk jest obecnie na etapie projektowania. 36 proc. firm dobrnęło do uruchomienia ich w ramach programów pilotażowych, a zaledwie 19 proc. wdrożyło je na stałe. Jedną z barier są koszty inwestycji.

Przeczytaj także:

– Koszty trzeba ponieść na samym początku. Inwestycje te mimo wszystko jeszcze nie są na tyle powszechne, żeby były tanie. W związku z tym koszty inwestycyjne są dosyć spore, natomiast okres amortyzacji, okres zwracania się takiej inwestycji jest ultrakrótki w porównaniu do klasycznych technologii. Tymczasem kto nie zaimplementuje standardu Industry 4.0, zostanie w tyle. A ci, którzy zostaną w tyle, bardzo szybko wypadną z rynku – ostrzega naukowiec z AGH.

Z badania Fujitsu wynika, że pozytywne wyniki w okresie do 3 lat od wdrożenia notuje 97 proc. przedsiębiorstw inwestujących w rozwiązania z zakresu Przemysłu 4.0. Raport badawczy IndustryARC wskazuje z kolei, że szacunkowa wartość światowego rynku Industry 4.0 sięgała w 2018 roku 75 mld dol. Do 2025 roku rynek ten ma rosnąć w tempie nawet 20 proc. średniorocznie.

Źródło: Newseria

Blisko 83% przedstawicieli firm z sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw chciałoby móc konsultować się z prawnikiem co najmniej raz w miesiącu, w tym niemal 1/3 znacznie częściej. Jednocześnie mniej niż co dziesiąta posiada w swoich strukturach dział prawny lub prawnika. Brak bieżącego wsparcia prawnego to duży problem w prowadzeniu działalności. Niewielu przedsiębiorców jednak wie, że może sobie na nie pozwolić i to za mniej niż 100 zł miesięcznie. Wśród produktów i różnych pakietów ochrony prawnej występują wyraźne różnice, na które warto zwrócić uwagę.

Mikro, małe i średnie firmy uważają, że często zmieniające się regulacje oraz niejasne przepisy mają najbardziej negatywny wpływ na prowadzenie działalności gospodarczej w Polsce. Mimo dużej świadomości trudnego otoczenia prawnego, wielu przedsiębiorców nie zabezpiecza tej sfery swojej działalności.

Ryzyka pojawienia się problemu prawnego, nawet przy najwyższym stopniu ostrożności, nie może wyeliminować żadne przedsiębiorstwo. Nierzadko są one wynikiem braku właściwej informacji lub błędnej interpretacji przepisów czy zapisów umów przez samą firmę. Problem ten dotyczy szczególnie sektora mikro, małych i średnich firm, gdzie korzystanie z usług radcy prawnego lub adwokata ogranicza się najczęściej do doraźnej pomocy przy próbie rozwiązywania poważnych spraw. Tymczasem przedsiębiorstwa powinny korzystać z ich pomocy na bieżąco, w celu zapobiegania różnym ryzykom i problemom prawnym – mówi Rafał Hiszpański, Prezes Zarządu DAS Towarzystwo Ubezpieczeń Ochrony Prawnej.

Pomoc prawna na kieszeń MŚP

Przed zapewnieniem firmie stałej opieki prawnej przedsiębiorców z sektora MŚP powstrzymują głównie obawy przed wysokimi kosztami takich usług. Okazuje się, że niekoniecznie są one uzasadnione. Badanie DAS wykazało, że ponad połowa MŚP deklaruje, że na stałą opiekę prawną miesięcznie byłaby w stanie przeznaczyć 100-250 zł. Kwoty tego rzędu pozwalają na skorzystanie z bardzo ograniczonego zakresu usług prawnika lub kancelarii prawnej. Jednak MŚP mogą już znaleźć na rynku bardzo kompleksową ofertę wsparcia prawnego zapewnianego w ramach stałej umowy. Takie możliwości oferują ubezpieczenia prawne oraz abonamenty prawne. Produkty te są skierowane do MŚP, ale ich model świadczeń i zakres pomocy są wyraźnie odmienne. Znajomość tych różnic może pozwolić przedsiębiorcy wybrać ofertę, która najlepiej spełnia jego oczekiwania.

Więcej niż obsługa prawna

Jednym z najbardziej kompleksowych rozwiązań dla firm w sferze ochrony prawnej są ubezpieczenia prawne. To specjalny rodzaj polisy, dostępnej dla jednoosobowych działalności gospodarczych, przedstawicieli wolnych zawodów, jak i firm każdej wielkości. Zapewnia szeroki zakres finansowania usług prawnych w ramach zakresu ubezpieczenia, pokrywa m.in. koszty pracy prawnika, analiz dokumentów oraz daje dostęp do szybkich porad prawnych. Przykładowo, w ofercie specjalizującego się wyłącznie w ubezpieczeniach prawnych Towarzystwa DAS liczba telefonicznych konsultacji prawnych jest nieograniczona, przedsiębiorca może radzić się w kwestiach prawnych z zakresu ubezpieczenia kiedy chce i jak często chce.

Największym wyróżnikiem ubezpieczenia prawnego jest jednak fakt, że finansuje ono nie tylko koszty pracy prawnika, ale pokrywa także dodatkowe wydatki związane z uczestnictwem w procesie sądowym. W jego ramach ubezpieczony może mieć sfinansowane opłaty sądowe, koszty tłumaczeń, dojazdów na rozprawy, w tym także poza granicami Polski oraz wydanie opinii biegłych sądowych i rzeczoznawców, które są szczególnie ważne i niekiedy niezbędne dla pomyślnego rozstrzygnięcia sprawy dla ubezpieczonego. Zwykle polisa obejmuje zakresem sprawy w postępowaniu cywilnym, karnym lub arbitrażowym, a nawet rozstrzyganie w drodze mediacji.

Kolejnym istotnym wyróżnikiem ubezpieczenia prawnego jest to, że w razie niepowodzenia w sądzie przedsiębiorca może także sfinansować dzięki niemu koszty przegrania sprawy sądowej, czyli opłat zasądzonych na rzecz strony przeciwnej lub Skarbu Państwa. Takich wydatków nie pokrywa z własnej kieszeni żaden prawnik, kancelaria czy firma oferująca abonamenty prawnicze.

Ubezpieczenie prawne to najczęściej zobowiązanie roczne. Pułap cenowy składki zaczyna się już na poziomie od ok. 75 zł/mies. W ciągu roku przedsiębiorca może swobodnie korzystać z szeregu usług prawnych w ramach sumy rzędu 50-100 tys. zł na rok. Firma nie musi się więc martwić, że np. w danym miesiącu zużyła już swój limit godzin konsultacji z prawnikiem, może bowiem sfinansować usługi prawne których potrzebuje do kwoty przewidzianej w sumie ubezpieczenia. Są one na tyle wysokie, że wystarczają na pokrycie nawet kosztownych procesów. Dzięki braku innych limitów przedsiębiorca może z pomocą ubezpieczenia doprowadzić swoją sprawę od początku do końca. W dodatku w ramach ubezpieczenia firma ma swobodę wyboru prawnika lub kancelarii. Może więc skorzystać z usług specjalisty w danej dziedzinie. Ubezpieczyciel może także pomóc znaleźć odpowiedniego eksperta zarówno w kraju, jak i za granicą.

Duży potencjał rozwoju ubezpieczeń prawnych w Polsce pokazują także wyniki badania DAS, które wykazały, że prawie 60% polskich MŚP uważa, że w obliczu trudnego i często zmieniającego się otoczenia  prawnego warto rozważyć zakup ubezpieczenia oferującego stałą pomoc profesjonalnego prawnika.

Przeczytaj także:

Ochrona ochronie nie równa

Pod względem kosztów z ubezpieczeniami prawnymi konkurować mogą abonamenty prawne, które są stałą, pakietową formą współpracy z kancelarią lub ich siecią. W ramach miesięcznej opłaty przedsiębiorstwo ma zagwarantowany dostęp do różnego zakresu usług prawnych ściśle określonych w umowie. Pakiety abonamentowe są także bardzo zróżnicowane pod względem wysokości składki. Ich kwota może wahać się od ok. 60 zł, do nawet ponad tysiąca złotych miesięcznie. Co do zasady finansują jedynie pracę prawnika i nie obejmują innych wydatków związanych np. z procesem sądowym. Najbardziej podstawowe pakiety obejmują zwykle kilka godzin pracy prawnika miesięcznie. W niektórych abonamentach firma ma z kolei do wykorzystania ograniczoną liczbę konkretnych usług w miesiącu. Po ich zużyciu firma musi już płacić za dalsze wsparcie prawne. Decydując się na abonament w konkretnej kancelarii lub ich sieci przedsiębiorca ma do dyspozycji tylko prawników lub radców prawnych, którzy do niej należą.

Warto wiedzieć, że ustawa o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej nakłada na zakłady ubezpieczeń wiele dodatkowych regulacji, którym nie podlegają firmy oferujące abonamenty prawne. Nadzór KNF oraz m.in. regulacje dotyczące poziomu świadczenia usług czy wypłacalności towarzystwa ubezpieczeń są zabezpieczeniem dla ich klientów. Poza tym, ubezpieczony ma prawo swobodnie wybrać radcę prawnego lub adwokata i jest ustawowo chroniony przed przypadkami konfliktu interesów, np. gdyby chciał wejść w spór sądowy z posiadaczem takiej samej polisy u tego samego ubezpieczyciela. Tymczasem abonamenty często oferowane są przez podmioty, które same nie mają prawa do świadczenia usług prawniczych, w tym przez spółki z o.o., których model biznesowy opiera się na sieci współpracujących prawników, którzy świadczą usługi na rzez klientów takich spółek. Warto zwrócić na to uwagę, bo takie podmioty nie ponoszą prawnej odpowiedzialności za usługi prawne. Z punktu widzenia bezpieczeństwa to ważna różnica – wskazuje Piotr Skorupa, Członek Zarządu DAS Towarzystwo Ubezpieczeń Ochrony Prawnej.

Stała ochrona prawna, bez względu na jej formę, to długoterminowa inwestycja w utrzymanie zdrowego i bezpiecznego biznesu. Pod jej ochronnym parasolem firmy są mniej narażone na ryzyko prowadzenia sporów prawnych. To także oszczędność cennego czasu przedsiębiorcy, który bez konieczności angażowania się w sprawę może w pełni skoncentrować się na biznesie.

Źródło: D.A.S. Towarzystwo Ubezpieczeń Ochrony Prawnej S.A

58 proc. menedżerów napotyka problemy podczas migracji danych do chmury, a cały proces okazuje się często bardziej złożony, niż się wydawało. Raport firmy 7N “Cloud Adoption. Executive Brief 2019” pokazuje, że w związku z tym szybko przybywa stanowisk pracy związanych z rozwiązaniami chmurowymi, a wartość rynku cloud rośnie w tempie 16 proc. rocznie.

W ciągu minionych trzech lat w USA aż dwukrotnie przybyło ofert pracy, gdzie od kandydata wymaga się znajomości oprogramowania bazującego na chmurze – podał serwis rekrutacyjny Indeed. Raport “Cloud Adoption. Executive Brief 2019” autorstwa ekspertów 7N – firmy zajmującej się pozyskiwaniem programistów dla dużych międzynarodowych projektów – udowadnia, że to nie chwilowa moda. Globalne wydatki firm i organizacji na rozwiązania chmurowe wzrosły na przestrzeni ostatniej dekady o 366 proc., osiągając w tym roku wartość 214 mld dolarów.

– Powstanie internetu wprowadziło świat na nowy poziom szybkości funkcjonowania. Większa dostępność technologii i jej niższe ceny przewartościowały wiele elementów przewagi konkurencyjnej firm z „posiadam” na „potrafię” czy też „tworzę”. Nasze codzienne życie również nabrało nowej dynamiki. Coraz istotniejsze staje się, co możemy osiągnąć tu i teraz. Model posiadania staje się powoli przestarzały w stosunku do modelu korzystania. Rezygnujemy z gromadzenia płyt i cyfrowych bibliotek muzyki na rzecz usług strumieniowania, a klasyczną telewizję zastępują usługi VoD. Zdjęcia, książki czy filmy przechowujemy na „wirtualnych półkach”. Myślimy już nie tyle o zakupie auta, co o formacie, w którym będziemy je użytkować w pełnym lub niepełnym wymiarze czasu. Analogiczne trendy obserwujemy w świecie biznesu. Firmy, reagując na bardzo dynamiczne zmiany zapotrzebowania na IT, rezygnują z klasycznych modeli posiadania na rzecz modeli korzystania. Sprawne IT jest minimalną koniecznością. Sprawne i dynamiczne wykorzystanie możliwości, jakie daje IT, jest przewagą konkurencyjną. Dzięki rozwiązaniom chmurowym, firma może w trybie niemal natychmiastowym skalować dostęp do infrastruktury, zasobów a nawet funkcjonalności wykorzystywanych aplikacji. To przyszłość nowoczesnego IT – zauważa Sebastian Podleśny, dyrektor zarządzający 7N w Polsce.

Przeczytaj także:

Wyzwania i korzyści

Co wielka migracja do chmur oznacza dla organizacji? 7N szacuje że już połowa wydatków na infrastrukturę IT związana jest z rozwiązaniami chmurowymi, a aż 58 proc. menedżerów firm napotyka problemy podczas migracji do chmury.Autorzy raportu zwracają uwagę zwłaszcza na kwestie związane z bezpieczeństwem danych. Aż 43 proc. firm wskazuje ten obszar jako jedno z wyzwań napotkanych przy adaptacji rozwiązań chmurowych.Autorzy przytaczają również wyniki badania przeprowadzonego przez firmę Flexera, od ponad 30 lat rozwijającą narzędzia optymalizujące korzystanie z oprogramowania przez organizacje. Wśród problemów związanych z migracją firm do chmur wymienione zostało nadzorowanie chmury, zarządzanie wydatkami związanymi z jej obsługą, zgodność z innymi używanymi systemami oraz bezpieczeństwo, czyli de facto braki “chmurowych” zasobów kadrowych.

– Rynek rozwija się tak szybko, że już od dawna nie ma ofert dla zwykłych “fachowców od chmur”. Obszar ten ma więc własnych specjalistów. Cloud Architect, Cloud Software Engineer, Cloud System Administrator, czy Cloud Sales, by wymienić tylko kilka. Do tego istnieją profesje zajmujące się tą technologią niejako “od zaplecza” czyli utrzymaniem infrastruktury chmurowej i bezpieczeństwem danych. Da się zauważyć wykształcają się niszę dla osób, które łączą doświadczenia pracy z głównymi dostawcami chmury, jak: Azure, Amazon, Google i innymi. To swego rodzaju “poligloci chmurowi”. Od 2017 roku obserwujemy też wyraźny wzrost adopcji Kubernetes’a – najpopularniejszego obecnie orkiestratora kontenerów, niezależnie od chmury na jakiej jest wdrażany. To pozwala przewidzieć wzrost zapotrzebowania także na specjalistów z wiedzą o tym ekosystemie. Wartość chmurowego segmentu branży IT rośnie w tempie 16 proc. rocznie, więc spodziewamy się, że specjalizacja zawodów jeszcze się zwiększy – mówi Maciej Misztal, Cloud Expert z 7N.

Źródło: 7N

  • Można już składać rezerwacje na Mazdę MX-30 w Europie
  • Cena w Polsce dla wersji First Edition to 149 990 zł brutto
  • Pierwsze samochody trafią do klientów w II połowie 2020 r.

Pierwszy samochód elektryczny w gamie japońskiego producenta, Mazda MX-30 dostępna w ramach rezerwacji po premierze na targach motoryzacyjnych w Tokio, została opracowana z myślą o kierowcach, którzy nie chcą rezygnować z przyjemności prowadzenia.

Dzięki unikalnemu projektowi drzwi o koncepcji freestyle, ekologicznym materiałom i odpowiednio dobranym akumulatorom o zasięgu około 200 km przekraczającym średni dzienny dystans 48 kilometrów pokonywanych przez europejskich kierowców, Mazda MX-30 jest kolejnym pozytywnym etapem na drodze ewolucji Mazdy do redukcji emisji zanieczyszczeń, zapoczątkowanym najnowszą premierą innowacyjnej jednostki napędowej Skyactiv-X. Podobnie jak w przypadku napędów spalinowych, Mazda stosuje w swoim pierwszym samochodzie elektrycznym rightsizing, który jednak w tym przypadku odnosi się do odpowiedniego dobrania wielkości akumulatora trakcyjnego do rozmiaru i przeznaczenia samochodu z myślą o pozostawieniu jak najmniejszego śladu węglowego w ujęciu „well to wheel”, czyli od wydobycia surowców, poprzez ich przetworzenie, produkcję samochodu, jego eksploatację aż po utylizację.

Samochód napędzany baterią, a nie bateria na kołach

Komentując premierę Mazdy MX-30, która pojawi się w europejskich salonach sprzedaży w drugiej połowie 2020 r. (w Wielkiej Brytanii w 2021 roku), Yasuhiro Aoyama, Prezes i Dyrektor Zarządzający Mazda Motor Europe powiedział:

„Podobnie jak w przypadku wszystkich samochodów Mazdy, nasi projektanci i inżynierowie mieli bardzo jasno sprecyzowany cel dla naszego pierwszego pojazdu z napędem elektrycznym. Postanowiliśmy, że będzie wyróżniać się sylwetką nadwozia oraz doskonałym prowadzeniem, co jest kluczowym elementem DNA Mazdy i czyni nas wyjątkowymi w porównaniu z konkurentami na rynku, a co najważniejsze – pozytywnie przyczynia się do zmniejszenia emisji w całym cyklu życia samochodu.

Oprócz technologii elektryfikacji, które wprowadzamy w całej naszej gamie modelowej, jako mniejszy producent skupiliśmy wszystkie nasze wysiłki na stworzeniu samochodu elektrycznego, który według naszych przewidywań będzie drugim samochodem w rodzinie, a zasięg naszego pojazdu będzie odpowiadał potrzebom klientów.

Wielu przedstawicieli mediów, którzy mieli okazję prowadzić nasz prototypowy pojazd testowy zgodnie twierdzi, że jest to jeden z niewielu samochodów elektrycznych, którego charakterystyka jezdna jest tożsama z pozytywnymi cechami zwykłego samochodu.  Dostarczanie przyjemności z jazdy jest esencją każdego modelu Mazdy jaki projektujemy i nie inaczej będzie w naszym samochodzie elektrycznym.” – dodał Aoyama.

Koncentracja na kierowcy

Podobnie jak pozostałe modele Mazdy, MX-30 zapewnia bardzo naturalne i responsywne prowadzenie, samochód przyspiesza, skręca i hamuje dokładnie tak, jak oczekujesz tego w codziennych sytuacjach drogowych.

W Maździe MX-30 jest to możliwe dzięki innowacyjnym rozwiązaniom technologicznym skumulowanym w pakiecie rozwiązań e-Skyactiv. Dotyczy to baterii, silnika elektrycznego i skrzyni biegów, które są sztywno zintegrowane z konstrukcją pojazdu co zwiększa ogólną sztywność nadwozia i zapewnia doskonałą reakcję na polecenia kierowcy. 

Ponadto, biorąc pod uwagę znaczenie dźwięku w percepcji momentu obrotowego i prędkości przez kierowców, inżynierowie Mazdy stworzyli również wewnątrz modelu MX-30 elektroniczny system nagłośnienia, który jest zsynchronizowany z momentem obrotowym silnika w zakresie częstotliwości akustycznej i ciśnienia akustycznego. Rozwiązanie to skutkuje mniejszą zmiennością prędkości prowadzenia pojazdu, co pozwala na bardziej harmonijną jazdę, wspieraną przez unikalny system G-Vectoring Control (GVC) Mazdy, teraz dodatkowo rozszerzony i wykorzystujący zalety silnika elektrycznego (G-Vectoring Control Plus).

Wyrazista stylistyka KODO

Stylistyka Mazdy MX-30 jest kontynuacją podejścia projektowego Mazdy, gdzie „mniej znaczy więcej”, zarówno w zakresie designu sylwetki nadwozia, jak i wnętrza samochodów.

Kabina, zaprojektowana została z myślą o stworzeniu poczucia jedności, płynącego od góry słupka A ku tyłowi nadwozia. Kontrastowe odcięcie linii dachu sprawia, że wrażenie to jest jeszcze wyraźniejsze.

Charakterystyczne drzwi o koncepcji freestyle, po raz pierwszy zastosowane w sportowej Maździe RX-8, nadają sylwetce kabiny Mazdy MX-30 smukłości i elegancji oraz również zapewniają łatwiejszy dostęp zarówno do przednich jak i tylnych siedzeń.

We wnętrzu wprowadzamy również materiały przyjazne dla środowiska i zastępujemy większość prawdziwej skóry wegańską alternatywą. W wykończeniu „pływającej” konsoli centralnej, która zapewnia kreatywną przestrzeń do przechowywania, znajduje się również ekologiczny korek.

Dla świadomych klientów

Odpowiedzialne podejście do kwestii śladu węglowego i ujęcie emisji CO2 w szerokim podejściu „well to wheel” pozwoliło na stworzenie samochodu, który wpisuje się w ekologiczny trend coraz chętniej podchwytywany przez mieszkańców aglomeracji.

„Wśród klientów naszej nowej Mazdy MX-30 widzimy przede wszystkim mieszkańców domów jednorodzinnych zlokalizowanych na przedmieściach dużych i średnich polskich miast, którzy na co dzień pokonują kilkadziesiąt kilometrów w drodze do swoich obowiązków” – mówi Łukasz Paździor, Dyrektor Zarządzający Mazda Motor Poland. – „Doskonale wiemy, że przy obecnym stanie infrastruktury komfort używania samochodu elektrycznego może zostać zapewniony tylko dostępem do własnego gniazdka, dzięki czemu można podłączać samochód elektryczny do ładowania nawet co noc. Widzimy też coraz większe zainteresowanie właścicieli domów jednorodzinnych fotowoltaiką, która pozwala na pozyskanie czystego prądu i dalsze obniżenie kosztów eksploatacji samochodu elektrycznego. Jednocześnie mamy świadomość, że przy obecnej technologii samochód na prąd nie jest w stanie zastąpić spalinowego choćby w dalszych podróżach służbowych czy wakacyjnych wyjazdach dlatego traktujemy nasz nowy model jako drugi w rodzinie, choć wiemy, że od poniedziałku do piątku może on pełnić funkcję podstawowego środka transportu” – dodaje Paździor.

Co kryje nazwa modelu?

Mazda wykorzystała prefiks MX w kilku wcześniejszych modelach, które zostały zaprojektowane i skonstruowane w celu zakwestionowania założeń branży motoryzacyjnej w swoich czasach. Tworząc MX-5 wskrzesiliśmy sportowy dwumiejscowy samochód w czasach, gdy roadster został skreślony przez innych producentów. W historii Mazdy są też modele koncepcyjne oznaczone skrótem MX, które, jak MX-81 z 1981 r., wyznaczały nowe kierunki dla stylizacji kolejnych samochodów Mazdy. Liczba 30 to przyporządkowanie do segmentu kompaktowych SUV-ów, bo MX-30 jest pod względem wielkości odpowiednikiem nowej Mazdy CX-30.

Wraz z Mazdą MX-30 stworzyliśmy zupełnie nowe doświadczenie korzystania z samochodu elektrycznego w połączeniu z DNA Mazdy wyróżniającym się unikalnym wzornictwem wnętrza i nadwozia oraz dużą dynamiką jazdy, dzięki czemu nasi klienci nadal mogą doświadczać radości z jazdy, z której Mazda jest znana.

Specyfikacja samochodu

Mazda MX-30 jest już dostępna w systemie rezerwacji na wielu europejskich rynkach, w tym w Polsce, poprzez stronę www.mazda.pl w zakładce Modele. Samochody z serii First Edition wycenione zostały na 149 990 zł i oferują bogate wyposażenie, w skład którego wchodzi m.in.:

  • Matrycowe reflektory LED
  • Cyfrowe zegary
  • System Mazda Connect
  • Nawigacja
  • Sterowanie HMI
  • Automatyczna klimatyzacja z ekranem dotykowym
  • Head-up na szybie
  • Kontrola martwego pola ze wspomaganiem zmiany pasa
  • Przyciemniane szyby
  • Aluminiowe obręcze 18”
  • Elektryczna regulacja fotela kierowcy

Pierwsze samochody trafią do salonów w drugiej połowie 2020 r., a klienci którzy zdecydują się na kupno Mazdy MX-30 First Edition w procesie rezerwacji otrzymają urządzenie wallbox, dzięki któremu pełne ładowanie samochodu od zera z domowego gniazdka zajmie niespełna 5 godzin.

Podstawowe dane techniczne (model w specyfikacji europejskiej)
Typ nadwoziaSUV
Liczba miejsc5
Długość, szerokość i wysokość całkowita4395 x 1795 x 1570 mm
Rozstaw osi2655 mm
Układ napędowye-SKYACTIV
Zawieszenie kół przednichna kolumnach MacPherson
Zawieszenie kół tylnychbelka skrętna
Typ przekładni kierowniczejzębatkowa
Układ hamulcowy (przód, tył, sterowanie)tarcze wentylowane / tarcze pełne / hamowanie silnikiem z odzyskiem energii
Rozmiar opon215/55 R18
Akumulator zasilający litowo-jonowa
ogniwapryzmatyczne
napięcie łączne355V
pojemność akumulatora 35,5 kWh
Silnik elektrycznysilnik synchroniczny na prąd zmienny
układ chłodzeniacieczą
Ładowanieładowanie prądem stałymspecyfikacja COMBO (CCS)
ładowanie prądem zmiennymMaksymalna moc wejściowa 6,6 kW

Źródło: Mazda Motor Poland

Zapowiadana podwyżka płacy minimalnej nie musi być problemem. Zdaniem ekspertów NFG, są na rynku narzędzia, które pozwalają przedsiębiorcom nie tylko wypłacać pensje w terminie, ale też realnie zwiększyć ich wartość bez ryzyka utraty płynności finansowej i bez konieczności zaciągania dodatkowych zobowiązań. Takim narzędziem jest faktoring online.

Zapowiadana podwyżka płacy minimalnej, choć entuzjastycznie przyjęta przez pracowników, spędza sen z powiek najmniejszym przedsiębiorcom. Mikrofirmy już dziś borykają się z problemem zatorów finansowych. Według danych GUS, zatrudniają w naszym kraju ponad 4,1 mln osób, a zarobki, które oferują, są z reguły dużo niższe niż w korporacjach. Jeśli do tego dojdzie wzrost kosztów pracowniczych, to wypłata wynagrodzeń może stanąć pod znakiem zapytania. W takich sytuacjach firmy mogą sięgać po zewnętrzne wsparcie finansowe. Eksperci przestrzegają jednak przed pochopnym zaciąganiem nowych zobowiązań, które dodatkowo obciążą budżet firmy.

Zapowiadaną podwyżkę płacy minimalnej mikroprzedsiębiorcy postrzegają wyłącznie przez pryzmat dodatkowych kosztów. Tymczasem prawdziwy problem kryje się w przeterminowanych należnościach. A tych jest w portfelu mikrofirm 31,2 procent. W tej sytuacji niewskazane lub niemożliwe może być zaciąganie kolejnych zobowiązań w postaci pożyczki lub kredytu na bieżącą działalność, gdyż one dodatkowo obciążają budżet firmy. Rekomendowałby raczej rozmrożenie środków z nieopłaconych faktur i przeznaczenie odzyskanych pieniędzy właśnie na podwyżki płac i pensje dla pracowników – uważa Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG.

Kadrowy problem budowlanki

Jak pokazuje raport Krajowego Rejestru Długów i Związku Przedsiębiorstw Finansowych „Portfel należności polskich przedsiębiorstw”, już niemal 9 na 10 firm w Polsce ma problemy z wyegzekwowaniem należności od kontrahentów. Opóźnienia w płatnościach stanowią barierę dla działalności przedsiębiorstwa. W szczególny sposób dotykają one mikrofirmy (68,1%) i przedsiębiorstwa z branży budowlanej (66,5%). Mało tego: branża budowlana najbardziej ze wszystkich branż skarży się na to, że opóźnienia w płatnościach od kontrahentów wpływają na ograniczenie płac i zatrudnienia. Taki problem wskazuje 17,6% przedsiębiorstw budowlanych, podczas gdy w branży usługowej jest zaledwie 5% takich wskazań, a w przemyśle taki problem nie występuje w ogóle. Kadrowy problem budowlanki potwierdzają eksperci NFG:

Mikrofirmy budowlane, z którymi współpracujemy, często skarżą się, że opóźnienia w płatnościach od kontrahentów powodują u nich właśnie kłopot z terminową wypłatą wynagrodzeń. W budownictwie średni czas oczekiwania na zapłatę od zleceniodawcy wynosi 129 dni. Dlatego, nie chcąc, by pracownicy czekali na pensje, sięgają po eFaktoring. Uwolnione z faktur środki mogą przeznaczyć na wynagrodzenia, nie obciążając budżetu i nie narażając się na ryzyko utraty płynności finansowej – wyjaśnia Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG.

Oczywiście sektor budowlany nie jest jedynym beneficjentem usługi faktoringu online, bo z tego rodzaju wsparcia finansowego mogą korzystać przedsiębiorstwa z każdej branży, istotnie jednak częściej korzystają z niego wykonawcy różnego rodzaju instalacji wodno-kanalizacyjnych, cieplnych, gazowych, klimatyzacyjnych, elektrycznych, jak i przedstawiciele robót budowlanych związanych ze wznoszeniem budynków czy z budową dróg i autostrad. Na drugim miejscu sięgają po tę usługę firmy transportowe oraz usługowe.

Szybkie pieniądze z nieopłaconych faktur

Jak pokazuje ogólnopolski raport Instytutu Keralla Research na zlecenie firmy faktoringowej NFG „Percepcja faktoringu w MŚP”, nawet firmy, które nie korzystają z faktoringu, postrzegają go przez pryzmat korzyści (92,7%). Rzadziej potrafią wskazać konkretne zalety tego rozwiązania (67,1%).

Wśród zalet tej usługi na pierwszym miejscu wskazują oni szybkość pozyskania pieniędzy. Taką odpowiedź podało 38,7% przedsiębiorców, czyli o 16,7 pp. więcej niż jeszcze 3 lata temu. Jako pozostałe zalety faktoringu przedsiębiorcy wskazują również: łatwą procedurę i minimum formalności (15,2%), niższy koszt pozyskania pieniędzy w porównaniu do kredytu (14%) i możliwość szybszego rozwijania firmy mając do dyspozycji środki (14%). Blisko 8% badanych docenia dostępność narzędzi za pośrednictwem Internetu.

Źródło: materiał prasowy

Rozgrywki e-sportowe w Polsce zyskują na popularności, a polscy kibice e-sportu doceniani są na świecie za żywiołowość i zaangażowanie. Ogromne zainteresowanie grami komputerowymi należy wykorzystać do promowania pozytywnych zachowań oraz do edukowania młodych ludzi – mówią zgodnie eksperci związani z rynkiem gier wideo w Polsce.

Zdaniem prezesa ARP Games Remigiusza Kopoczka, gry wideo mogą stanowić obszar oddziaływania społecznego i promować pozytywne zachowania. Zwłaszcza w przypadku młodych ludzi mogą być elementem kształcenia. „Jest też gamifikacja, czyli potencjał stosowania mechanizmów z gier w przemyśle i biznesie” – podkreśla Kopoczek.  

„E-sport jest też szansą dla ludzi z niepełnosprawnością, a poza tym zbliża pokolenia i wpływa na większą socjalizację” – mówi dyrektor w firmie ESL Adrian Kostrzębski.

Nauczanie o grach wideo

W opinii Remigiusza Kopoczka, nauczanie o grach wideo i e-sporcie powinno budować świadomość wśród młodych ludzi, aby korzystali z technologii we właściwy sposób i dostrzegali potencjalne zagrożenia, szczególnie niebezpieczeństwo zaniedbywania innych sfer rozwoju fizycznego i intelektualnego.

„Aktywność fizyczna i psychofizyczna w e-sporcie jest nieodzowna do utrzymania koncentracji i dobrego stanu zdrowia. Budowanie formy e-sportowej będzie coraz mocniej przypominać tradycyjny sport zawodowy” – zwraca uwagę Kopoczek.

Jak mówi Adrian Kostrzębski, trudno znaleźć tak zaangażowanych kibiców jak w Polsce, na co zwracają uwagę sami zawodnicy, jak i międzynarodowi komentatorzy rozgrywek e-sportowych.

Międzynarodowym symbolem polskiego e-sportu stały się Katowice, gdzie ESL organizuje od 2013 roku zawody Intel Extreme Masters. „Zadziałała magia katowickiego Spodka, głównie za sprawą fanów gier wideo oraz żywiołowych kibiców” – dodaje Kostrzębski.

Zwraca on uwagę, że o randze imprezy w Katowicach świadczy to, że stała się ona dla branży producentów gier wideo i organizatorów turniejów swoistym papierkiem lakmusowym. „To właśnie tam ogromna liczba graczy i kibiców może ocenić daną grę z różnych perspektyw” – dodaje przedstawiciel ESL.

„Jeszcze kilkanaście lat temu polska gra była synonimem przeciętności, a branża traktowała ją z pobłażaniem. Obecnie obserwujemy niesamowity skok jakościowy i przeganiamy dużo większe rynki, takie jak Szwecja czy Australia” – mówi szef działu komunikacji G2A.com Maciej Kuc.

„The Crown – Korona Rzeczpospolitej”

Prezes Grupy Landeskrone Jan Lubomirski-Lanckoroński zastanawia się, dlaczego w Polsce do tej pory nie powstała dobra gra historyczna. Stąd zarządzana przez niego Fundacja Książąt Lubomirskich od dwóch lat realizuje własny projekt darmowej gry MMORPG pt. „The Crown – Korona Rzeczypospolitej”.

Przeczytaj także:

„Chciałem stworzyć grę, która zainteresuje ludzi polską historią, szczególnie z czasów wolnej elekcji” – zaznacza Lubomirski-Lanckoroński. Premierę gry wyznaczono na przyszły rok i będzie można w nią zagrać na dowolnym komputerze, jak również na urządzeniach przenośnych.

Eksperci zwracają też uwagę na potrzebę kształcenia specjalistów w dziedzinie gier wideo.

„E-sportu nie da się zamknąć w jednym kierunku studiów. To najbardziej interdyscyplinarna dziedzina sztuki” – przekonuje Maciej Kuc. Jego zadaniem, wciąż brakuje know-how w kwestii przygotowywania zawodników do udziału w turniejach. E-sportowcy mają co prawda silną rutynę treningową, ale nikt nie bada jak powinien taki trening wyglądać.

„Jako grupa ESL zmagamy się z dużym problemem zatrudnienia. Rośniemy geometrycznie, a zapotrzebowanie na specjalistów jest olbrzymie” – mówi Adrian Kostrzębski. Według niego, firma jest obecnie na etapie „wyrywania ludzi z rynku”.

Panel poświęcony fenomenowi gier wideo i e-sportu w Polsce odbył się w ramach Kongresu 590 w Jasionce koło Rzeszowa (7-8 października 2019 roku.).

Źródło informacji: Centrum Prasowe PAP

Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (ang. IPCC) w swoim ostatnim raporcie podaje, że zachodzące zmiany klimatyczne są niezaprzeczalnym faktem. Globalna temperatura wzrosła o 0,8 °C, a poziom wód podniósł się o 22 centymetry na przestrzeni ostatnich 100 lat.

Główną przyczyną jest wzrost poziomu stężenia dwutlenku węgla CO2 i metanu, których ilość w atmosferze istotnie reguluje klimat na kuli ziemskiej. Pod koniec XXI wieku temperatura powierzchni, w zależności od natężenia emisji gazów cieplarnianych, może wzrosnąć o kilka stopni Celsjusza, a poziom mórz nawet o kilkadziesiąt centymetrów.

Jak podniesienie się poziomu CO2 wpłynie na planetę globalnie?

Zachodzi reakcja sprzężona, globalna temperatura podnosi się, a im wyższa temperatura, tym mniejsza absorpcja szkodliwego CO2 w naturalny sposób pochłanianego przez oceany. Do tego postępujący wyręb lasów dodatkowo podniesie wskaźniki poziomu gazów cieplarnianych. 

Naukowcy są zgodni, że największą rolę w emitowaniu CO2 i szkodliwych substancji odgrywa zużycie paliw kopalnianych, gros emisji jest generowane przez produkcję energii, przemysł i transport. Na dodatek, emisja CO2 w powietrzu rośnie, gdyż państwa rozwinięte nadal stawiają na agresywny rozwój, bez dostatecznego rozważenia konsekwencji  tak szybkiego tempa wzrostu gospodarczego, opartego na tradycyjnych źródłach energii.

Co możemy zrobić już dziś?

Szeregowy obywatel, coraz bardziej świadomy zachodzących na naszych oczach zmian klimatycznych, często staje przed wyborem dobrania do swoich potrzeb produktu ekologicznego. Zmiany klimatu to już nieuchronny fakt, ale możemy jeszcze spowolnić ten proces i dać rządom czas na wprowadzenie strukturalnych rozwiązań.

Rynek paliwowy, odpowiedzialny za dużą część emisji szkodliwego CO2, już odpowiedział na rosnące potrzeby konsumentów. Co prawda rozwiązania na szeroką skalę dla pojazdów są jeszcze w fazie testów, ale dla mniejszych silników w kosiarkach, piłach spalinowych, quadach i motorówkach powstało ekologiczne paliwo alkilatowe.

Paliwo alternatywne pochodzi ze Skandynawii, gdzie mieszkańcy państw słynących z czystej przyrody nie dali się długo przekonywać, by do koszenia swoich trawników używać czystego paliwa, które wprowadziła na nasz rynek firma Warter Fuels. Z danych Federalnej Agencji Ochrony Środowiska  wynika, że w każdy weekend około 54 mln Amerykanów kosi trawniki, zużywając w ten sposób 3 mld litrów benzyny rocznie i wytwarzając tony zanieczyszczeń powietrza.

Przeczytaj także:

Silniki urządzeń ogrodniczych emitują wysoki poziom tlenku węgla, lotnych związków organicznych i tlenków azotu, wytwarzając nawet do 5 proc. notowanego w USA zanieczyszczenia powietrza. Te pomiary dotyczą również innych części świata, w tym Polski, gdzie co tydzień możemy usłyszeć kosiarki w przydomowych ogrodach. Nowa, w pełni sprawna kosiarka spalinowa wytwarza w ciągu godziny pracy lotne związki organiczne i tlenki azotu odpowiadające emisji z około 50 samochodów – mówi Janusz Pilarczyk, Dyrektor Produkcyjno-Badawczy w Warter Fuels.

Zmiana nawyków

Czy powyższe liczby wystarczą, by przekonać zwykłego konsumenta do zmiany nawyków? Z pewnością skandynawska moda bycia eko-świadomym przyjmuje się coraz częściej i wiąże się z nią pewien trend „zachłyśnięcia się czystym powietrzem”, na który składa się suma naszych codziennych działań.

Paliwo Warter Pro to nie tylko dbałość o środowisko, gdyż paliwa alkilatowe emitują do 99 proc. mniej szkodliwych substancji, które wpływają na wzrost efektu ocieplania się klimatu. To również troska o zdrowie użytkownika poprzez ograniczenie wdychania związków toksycznych, mających działanie rakotwórcze – dodaje Janusz Pilarczyk.

Źródło: Warter Fuels

Ponad połowa firm z sektora MŚP ocenia swoją obecną kondycję finansową jako dobrą lub bardzo dobrą – wynika z badania Diners Club Polska. Mimo że wynik jest dla większości pozytywny, od trzech lat systematycznie rośnie liczba przedsiębiorstw w złej sytuacji. Przybywa również tych, które przewidują pogorszenie w przyszłości.

Prawie połowa (49 proc.) firm z sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw ocenia swoją aktualną kondycję finansową jako dobrą, natomiast zdaniem tylko 6 proc. jest ona nawet bardzo dobra. W stabilnej sytuacji jest blisko co trzecia firma (32 proc.) – wynika z piątej edycji badania Diners Club Polska „Kondycja finansowa Polskich MŚP”. Negatywnie swoją obecną sytuację ocenia tylko 13 proc. – 8 proc. źle, a 5 proc. bardzo źle.

W porównaniu do roku ubiegłego, koniunktura polskich MŚP jest nieco gorsza. Nieznacznie wzrosła liczba przedsiębiorstw, które oceniają swoją kondycję jako złą lub bardzo złą, z drugiej strony spadła liczba podmiotów w bardzo dobrej sytuacji.

Źródło: Badanie IBRIS na zlecenie Diners Club Polska, „Kondycja polskich MŚP”, październik 2019.

Kondycja polskich MŚP jest stabilna, ponad połowa jest w dobrej sytuacji. Warto jednak zwrócić uwagę, że na przestrzeni trzech lat bilans jest systematycznie słabszy. Jeszcze w 2017 r., w dobrej lub bardzo dobrej sytuacji było 68 proc. firm. Rok temu już 56 proc., a obecnie 55 proc. Najwyraźniej widać to po malejącej liczbie przedsiębiorstw w bardzo dobrej kondycji. W 2017 r. było ich 13 proc., rok temu już 8 proc., a teraz zaledwie 6 proc. – mówi Monika Masztakowska z Diners Club Polska.

Najgorzej w mikro, najlepiej w średnich

Samoocena kondycji finansowej zależy głównie od wielkości firmy. Najgorzej jest w przedsiębiorstwach mikro, zatrudniających do 9 pracowników. 15 proc. z nich określa swoją kondycję jako złą lub bardzo złą, w przypadku 35 proc. jest ona stabilna (ani dobra, ani zła). 46 proc. ankietowanych uważa swoją sytuacją za dobrą, a tylko 5 proc. za bardzo dobrą.

Na przeciwnym biegunie są firmy średnie, zatrudniające między 50 a 249 pracowników. 75 proc. z nich ocenia swoją sytuację jako dobrą lub bardzo dobrą. Stabilnie jest u 17 proc. ankietowanych, a tylko u 8 proc. jest ona zła lub bardzo zła.

Firmy pesymistycznie patrzą w przyszłość

Jak wynika z badania Diners Club Polska, tylko 21 proc. podmiotów z sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw uważa, że ich sytuacja polepszy się w ciągu najbliższego roku. Natomiast zdaniem 45 proc. ankietowanych pozostanie ona bez zmian. Co ważne, aż 26 proc. firm z sektora MŚP prognozuje, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy ich sytuacja się pogorszy. W porównaniu do 2018 r., pogorszeniu uległy wszystkie wskaźniki. Rok temu słabszej kondycji spodziewało się tylko 11 proc. badanych. 52 proc. prognozowało, że sytuacja ich firm będzie stabilna, a 29 proc. liczyło na poprawę.

Źródło: Badanie IBRIS na zlecenie Diners Club Polska, „Kondycja polskich MŚP”, październik 2019.

Prognozy na najbliższy rok mogą niepokoić. Co czwarta firma uważa, że jej sytuacja się pogorszy. Jest to najgorszy wynik od pięciu lat. Natomiast w porównaniu do 2017 r. takich firm przybyło aż o 20 pkt. proc. Z drugiej strony ubyło przedsiębiorstw, które liczą na poprawę. Na przełomie trzech lat mamy spadek aż o 15 pkt. proc. – mówi Monika Masztakowska z Diners Club Polska.

Przeczytaj także:

Mikro najbardziej pesymistyczne

Najczęściej negatywnie w przyszłość patrzą firmy mikro (zatrudniające do 9 pracowników). Jak wynika z badania Diners Club Polska, 29 proc. z nich przewiduje pogorszenie kondycji finansowej, natomiast na polepszenie liczy 18 proc. Odwrotnie oceniają najbliższy rok firmy średnie (między 50-249 pracowników). 13 proc. spodziewa się gorszej koniunktury, 54 proc. stabilnej, a 21 proc. liczy na poprawę.

Gorsze przewidywania mogą wynikać z wielu czynników. Zatory płatnicze, trudności z pozyskaniem pracowników, niepewna sytuacja prawna, m.in. dotycząca płacy minimalnej. To wszystko może wpływać niepokojąco na firmy z sektora MŚP, zwłaszcza na te najmniejsze – mówi Monika Masztakowska z Diners Club Polska. – Ważne jest to, że firmy mają świadomość nowych wyzwań, bo to pokazuje, że będą się do takiej sytuacji przygotowywać – dodaje.

Źródło: Diners Club Polska

Prawie 90 proc. Polaków zna pojęcie sztucznej inteligencji, jednak nie zawsze wiedzą, co naprawdę oznacza. Wprawdzie dostrzegają korzyści związane np. z poprawą komfortu życia czy bezpieczeństwa w miejscu pracy, ale też mają wiele obaw, np. o to, że technologia odbierze im miejsca pracy. Tylko co szósta osoba skorzystałaby z pomocy urządzenia opartego na SI zamiast lekarza – wynika z raportu NASK „Sztuczna Inteligencja w społeczeństwie i gospodarce”. Tymczasem to właśnie odpowiednie nastawienie społeczeństwa jest niezbędne, by polska gospodarka mogła faktycznie rozwijać działania oparte o tę technologię.

– Zasadniczym celem sztucznej inteligencji jest zwiększenie możliwości analizy danych i wykorzystania tego do różnych celów – podkreśla Marek Zagórski, minister cyfryzacji. – Mówimy przede wszystkim o potencjale wynikającym z mocy obliczeniowej. Tak naprawdę nie ma ograniczeń do zastosowań sztucznej inteligencji – czym większa moc obliczeniowa, tym te zastosowania będą pełniejsze. Natomiast to, do jakich zastosowań będziemy wykorzystywali sztuczną inteligencję, zależy tak naprawdę od potrzeb gospodarki.

Dynamiczny rozwój technik informacyjnych i komputerowych sprawia, że sztuczna inteligencja ma już zastosowanie w życiu codziennym. To właśnie rozwiązania oparte o inteligentne urządzenia i algorytmy w najbliższych latach zadecydują o rozwoju gospodarczym państw.

 Sztuczna inteligencja znajdzie zastosowanie w każdej dziedzinie: od medycyny i diagnostyki po samochody autonomiczne. Ale przed nami jeszcze długa druga zanim będziemy mogli jej w pełni zaufać – zaznacza prof. Dimitris Politis z Halicioglu Data Science Institute na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Diego.

Według McKinsey Global Institute zyski z rozwiązań opartych o SI do 2030 roku mogą globalnie wynieść nawet 13 bln dol. (dane za raportem NASK „Sztuczna Inteligencja w społeczeństwie i gospodarce. Analiza wyników ogólnopolskiego badania opinii polskich internautów”). Korzystają z nich już dziś m.in. komunikacja i marketing, informatyka i wojskowość. Przymierzają się do nich również energetyka, transport, edukacja czy rolnictwo. Coraz szerzej sztuczną inteligencję wykorzystuje nie tylko biznes, lecz także administracja, również w Polsce.

– W coraz większym stopniu także w administracji będziemy wykorzystywać algorytmy. Musimy zrewidować nasze podejście do tego, żeby akceptować algorytmy, a nie konkretną decyzję, bo coraz częściej to algorytmy, oprogramowanie generuje rozwiązania i decyzje, na które urzędnik nie ma większego wpływu – mówi Marek Zagórski.

Wyzwaniem jest prawne uregulowane nowej rzeczywistości. Legislacja musi iść w kierunku akceptacji algorytmów – dlatego resort cyfryzacji pracuje nad Założeniami do strategii rozwoju sztucznej inteligencji.

Sztuczna inteligencja ma wpływ na codzienne życie społeczeństwa. Z badania NASK wynika, że dostrzega to już połowa Polaków, przede wszystkim w zakresie rozrywki i gier, w transporcie, motoryzacji czy komunikacji publicznej.

Przeczytaj także:

 Takim prostym przykładem jest sieć edukacyjna OSE. Łączymy internetem 26 tys. szkół podstawowych i średnich, a po fizycznym podłączeniu tych szkół do sieci będziemy mogli wpływać na ekosystem edukacyjny – mówi prof. Jacek Leśkow, dyrektor NASK.

Wśród innych korzyści, które mogą płynąć z zastosowania sztucznej inteligencji, Polacy najczęściej wymieniali poprawę komfortu życia (34 proc.), wzrost zabezpieczeń przed cyberatakami (33 proc.), spadek liczby wypadków w miejscu pracy (prawie 33 proc.) i lepsze dopasowanie oferty do potrzeb konsumenta (ponad 30 proc.).

Wiele jest jednak także obaw z tym związanych. Polacy nie zawsze rozumieją istotę sztucznej inteligencji. Obawiają się jej przede wszystkim w kontekście naruszenia prywatności (ok. 60 proc.), cyberataków (ok. 37 proc.) i utraty miejsc pracy (22 proc.).

– Powinniśmy mieć na uwadze to, że sztuczna inteligencja nie będzie lekiem na całe zło, który zmieni nasze życie na lepsze jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Prace badawcze wciąż trwają. Technologie oparte na SI będą z pewnością pomocne w połączeniu z innymi rozwiązaniami, które są opracowywane równolegle do nich. Nie jesteśmy jeszcze na takim etapie, aby móc w pełni zaufać diagnozie postawionej przez urządzenie wyposażone w SI lub uciąć sobie drzemkę w samochodzie autonomicznym – mówi prof. Dimitris Politis.

– Nie można nie dostrzegać faktu, że są organizacje czy państwa, które mogą wykorzystywać narzędzia nowej cywilizacji cyfrowej do wzmacniania działań dywersyjnych wobec innych państw – mówi prof. Jacek Leśkow. – Szalenie istotna jest rola dobrego przemyślenia relacji, czym jest demokracja w rzeczywistości cyfrowej, jakie są relacje państwo – obywatel, co państwo powinno chronić, jaka przestrzeń cyfrowa dla obywatela powinna być zarezerwowana wyłącznie dla państwa.

Źródło: Newseria Biznes

Eksperci

Polacy puszczają z dymem 105 tysięcy mieszkań rocznie

W bieżącym roku Polacy wydadzą na wyroby tytoniowe około 28 miliardy złotych – wynika z szacunków HR...

Na mieszkanie wydajemy co czwartą złotówkę

Najmocniej w ostatnim roku drożał wywóz śmieci. Według GUS podwyżka opłat wyniosła 31,3%, co więcej ...

To nie jest kraj dla bogatych ludzi – zmiany Małego ZUS-u

Dzięki rozszerzeniu Małego ZUS-u najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca zaoszczędzą średnio po k...

PKB Polski rośnie coraz wolniej. Opinia eksperta.

Polska gospodarka zwalnia. Od jakiegoś czasu mówi o tym ekonomiści. Kilka dni temu rządzący politycy...

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

AKTUALNOŚCI

Dlaczego Black Friday jest czarny, czyli #walmartfights, księgowi i kryzys

Już od kilku lat czarny piątek (ang. Black Friday) rozpoczyna sezon wyprzedaży w Polsce. O wiele dłu...

Zniesienie limitu ZUS od 1 stycznia 2020 – znowu prawdopodobne

12 listopada 2019 r. do Sejmu trafił projekt ustawy, przewidującej zniesienie górnego limitu składek...

Wielka kradzież danych osobowych. Uważaj, żeby nie spłacać cudzego kredytu!

W ciągu kilkunastu dni dane osobowe kilkuset tysięcy osób trafiły w niepowołane ręce na skutek rażąc...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj mini-prenumeratę magazynu „Personel i ZarządzanieR

Zapraszamy do udziału w konkursie współorganizowanym przez BiznesTubę oraz Infor.pl. PYTANIE KONKURS...

Wybory parlamentarne w Polsce. Czy rynek finansowy zareagował na wyniki?

Jak podaje Business Insider, wynki finansowe nie lubią zaskoczeń, a w wynikach wyborów parlamentarny...

Koniec folii na warzywach czyli „tatuaże” zamiast plastiku. Farma Świętokrzyska wyznacza tren

Rewolucja na rynku BIO żywności w Polsce Farma Świętokrzyska jako pierwsza polska firma wprowadziła ...

W tym roku w Polsce zadebiutowało 17 nowych marek

Sloggi, Monki, Weekday, Peserico, Under Armour, Hermes - to kilka z siedemnastu międzynarodowych mar...

Indywidualne rachunki podatkowe już od stycznia 2020 r.

Znane są już bardziej szczegółowe informacje dotyczące indywidualnych rachunków podatkowych (mikrora...

Od 2020 r. pliki JPK także na żądanie prezesa UOKiK

22 listopada 2019 r. na stronie Rządowego Centrum Legislacji został opublikowany projekt rozporządze...

Kredyt gotówkowy na Święta, czyli co warto wiedzieć?

Jak wynika z szacunków firmy Deloitte, na tegoroczne Święta wydamy średnio 1521 zł – to aż o 350 zł ...