środa, Styczeń 17, 2018
Home Tagi Wpis otagowany "ZUS"

ZUS

Według  danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych składki do polskiego systemu odprowadzało na koniec trzeciego kwartału 2017 roku 307,8 tys. Ukraińców. Jeszcze 12 miesięcy wcześniej było to 172 tys. osób.

– Wzrost liczby obywateli Ukrainy ubezpieczonych w ZUS jest konsekwencją zarówno narastającego napływu pracowników z tego kraju do Polski, a ichh zatrudnienie ma coraz trwalszy i bardziej formalny charakter, czego konsekwencją jest również objęcie ich ubezpieczeniem społecznym. To pozytywne zjawisko, świadczące o coraz bardziej unormowanym charakterze zatrudniania Ukraińców w Polsce –  oceniają specjaliści.

Od początku 2018 roku zniknęła konieczność opłacania składek ZUS na trzy lub cztery (wraz ze składką na Fundusz Emerytur Pomostowych) różne rachunki.

Od 1 stycznie każdy przedsiębiorca ma do dyspozycji swój indywidualny numer rachunku składkowego, na który wpłaca składki bez podziału na poszczególne fundusze. Przelewy nie muszą już być dodatkowo opisywane identyfikatorem płatnika (np. NIP) oraz wskazaniem, za który miesiąc jest opłata.

Po otrzymaniu składek zadaniem ZUS jest rozdysponowanie środków pomiędzy fundusze oraz ich dysponentów za pomocą algorytmu podziału wpłaty. Następnie ZUS księguje wyliczone wartości na koncie płatnika składek. Rzecznik ZUS poinformował, że z nowych przepisów skorzystało już 800 tys. przedsiębiorców. Z tego tytułu do Zakładu trafiło ok. 1,9 mld zł.

 

Z danych Analiz Online wynika, że wyniki funduszy emerytalnych prezentują się bardzo atrakcyjnie. 

Wynik OFE osiągnięty w 2017 roku był znacznie wyższy od wypracowanego przez fundusze akcji polskich o uniwersalnej strategii, które zarobiły średnio 13,8 proc. Wszystkie fundusze emerytalne zarobiły więcej, w tym najwyższą stopę zwrotu dla klientów wypracował OFE PZU „Złota Jesień” (aż 20,9 proc.).

Na koniec grudnia 2017 roku aktywa OFE warte były 179,5 mld zł, czyli o 26,1 mld zł więcej rok do roku. Analizy Online podają, że największa w tym zasługa dobrej koniunktury na warszawskim parkiecie i pracy zarządzających.

  • Rządowym deklaracjom o dobrym stanie finansów publicznych towarzyszy intensywne szukanie dodatkowych pieniędzy w kieszeni podatnika, czego najnowszym przykładem są postępujące prace nad zniesieniem limitu 30-krotności składek ZUS. W efekcie proponowanych zmian już przy zarobkach ok. 6 tys. zł netto miesięcznie każda kolejna złotówka wypłacona przez pracodawcę będzie obłożona aż 52 groszami podatkówi składek, a tylko 48 groszy trafi do pracownika.
  • Dalszy wzrost opodatkowania osób pracujących na etacie będzie tworzył silne bodźce do fikcyjnego samozatrudnienia, gdzie analogiczne opodatkowanie zamiast 52 groszy wynosi tylko 19 groszy. Związany z tym spadek dochodów państwa będzie prowokował kontrole w firmach i liczne spory między podatnikami a administracją.
  • Tak ostre podnoszenie opodatkowania osób o wyższych kwalifikacjach i zarobkach stoi w sprzeczności z rządowymi deklaracjami o wspieraniu innowacyjności. Wysokie opodatkowanie już relatywnie niskich, na tle unijnego rynku pracy, wynagrodzeń sprawi, że praca w Polsce dla wysokiej klasy specjalistów stanie się jeszcze mniej opłacalna.
  • Zniesienie limitu składek ZUS będzie oznaczało dodatkowy wzrost długu ukrytego o 5 mld zł rocznie, pomimo że już teraz wynosi on ponad 3250 mld zł. Rosnące koszty wypłaty emerytur oraz niska wysokość świadczeń (szczególnie kobiet po obniżeniu wieku emerytalnego) będą tworzyły w przyszłości presję, by ZUS ograniczył najwyższe emerytury. Dlatego pomimo wzrostu składek ZUS po zniesieniu limitu 30-krotności nie będzie towarzyszył proporcjonalny wzrost emerytur w przyszłości.

 

Źródło: FOR

Obecnie jednym z najgorętszych tematów  w polskiej służbie zdrowia jest elektroniczne zwolnienie lekarskie. Od 1 lipca 2018 roku zostaną wyeliminowane z obiegu tradycyjne zwolnienia w wersji papierowej, zastąpią je elektroniczne. Możliwość wystawiania e-zwolnień to kolejny krok w kierunku cyfryzacji służby zdrowia. Takie zwolnienia wystawiane są już w niektórych placówkach, gdzie lekarze korzystają z bezpłatnego oprogramowania Gabinet drWidget.

– Działa to mniej więcej w ten sposób, że pacjent przychodzi do lekarza, mówi co mu dolega. Lekarz uznaje, że warto takiego pacjenta wysłać na zwolnienie lekarskie. Jedyne co  musi zrobić, to wprowadzić  PESEL pacjenta i ustalić powód takiego zwolnienia. System zajmuje się już resztą. Rozsyła odpowiednie dokumenty zarówno do pracodawcy jak i ZUS-u – mówi newsrm.tv Piotr Miluski, ekspert Gabinet drWidget.

Wystawianie e-zwolnienia – zwłaszcza w porównaniu z odręcznym wypisywaniem dokumentu – zajmuje lekarzowi kilka chwil. Co najbardziej istotne – system podpowiada większość danych.  Od początku 2016 r. pacjenci mogą otrzymać zwolnienie lekarskie w formie elektronicznej (e-ZLA). Lekarz takie zwolnienie musi podpisać, z wykorzystaniem bezpiecznego podpisu elektronicznego lub kwalifikowanego certyfikatu, a następnie przekazać do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS), który następnego dnia udostępnia je płatnikowi składek.

– Korzystanie z elektronicznego zwolnienia jest dla mnie bardzo korzystne. Znacznie skraca czas przeznaczony na wypełnienie tego dokumentu. Możemy wystawić zwolnienie nawet jeśli pacjent nie pamięta NIP-u swojego pracodawcy. Poza tym oszczędność czasu, która wiąże się z brakiem konieczności zawożenia co siedem dni kopii zwolnień do siedziby ZUS-u, jest dla mnie niezwykle cenna – komentuje Filip Diks, kardiolog.

Takie zwolnienia można już wystawiać w aplikacji Gabinet drWidget. Program pozwala na zarządzanie placówką, umawianie się na wizyty, odbieranie recept i zwolnień.

Wypowiedź: Piotr Miluski, project manager LekSeek Polska, Filip Diks, kardiolog

 

 

 

Przed dzisiejszym posiedzeniem rządu, Konfederacja Lewiatan w listach do wicepremiera Mateusza Morawieckiego i minister rodziny, pracy i polityki społecznej, Elżbiety Rafalskiej,  ostrzega, że szybkie wejście w życie uchwalonej przez Sejm ustawy o zniesieniu limitu składek na ZUS, może spowodować duże perturbacje w funkcjonowaniu firm, których negatywne konsekwencje mogą dotknąć część pracodawców i pracowników. I apeluje o opóźnienie wejścia w życie tej regulacji  do 1 stycznia 2019 r.

– Wydłużenie vacatio legis do 1 stycznia 2019 r. pozwoli uniknąć katastrofy, która w przypadku szybkiego wejścia w życie tych przepisów zagraża rynkowi pracy i gospodarce. Postulujemy wsłuchanie się w argumenty partnerów społecznych i podjęcie odpowiedzialnej decyzji w tej sprawie – mówi Robert Lisicki, radca prawny, dyrektor departamentu pracy, dialogu i spraw społecznych Konfederacji Lewiatan.

Pracodawcy i związkowcy, członkowie Rady Dialogu Społecznego, skrytykowali sposób procedowania ustawy dotyczącej zniesienia górnego limitu składek na ZUS. Ich zdaniem nowe przepisy będą miały negatywne konsekwencje dla rynku pracy, ubezpieczeń społecznych i gospodarki. Wspólne stanowisko podpisali NSZZ „Solidarność”, Forum Związków Zawodowych, BCC, Pracodawcy RP i Konfederacja Lewiatan.

Zdaniem partnerów społecznych doszło do poważnego naruszenia zasad przyświecających działaniu Rady Dialogu Społecznego, co wpływa na prawidłowość procesu legislacyjnego. Po uchwaleniu ustawy i wejściu jej w życie, takie działanie może zostać zakwestionowane przed Trybunałem Konstytucyjnym.

W ocenie partnerów społecznych proponowane zmiany mają bezsprzecznie systemowy charakter i wywołują poważne skutki w sferze ubezpieczeń społecznych, przychodów FUS, budżetu, jednostek samorządu terytorialnego, Narodowego Funduszu Zdrowia oraz rynku pracy. Tak doniosła zmiana w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych powinna być poddana wnikliwym konsultacjom społecznym. Krótkie vacatio legis, termin wejścia w życie nowych rozwiązań to 1 stycznia 2018 r., jest w opinii reprezentatywnych organizacji pracowników i pracodawców sprzeczne z art. 2 Konstytucji RP (naruszenie zasady prawidłowej legislacji).

Zniesienie limitu ma przynieść w przyszłym roku kwotę 5,5 mld zł. Zmniejszą się wynagrodzenia netto pracowników o wysokich kwalifikacjach lub wzrosną koszty przedsiębiorstw ich zatrudniających. Zarówno pracownicy, jak i pracodawcy będą silnie zmotywowani do unikania podwyższonych składek, co nie będzie sprzyjało zatrudnianiu specjalistów w ramach stosunku pracy, szczególnie w środowisku nowych technologii i wysokich kompetencji.

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

Ustawa o jawności życia publicznego, której projekt przedstawił minister koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński, ma zobowiązywać lekarzy orzeczników ZUS do składania od 1 stycznia 2018 roku oświadczeń majątkowych. Niechęć lekarzy do ujawniania informacji o swoich zarobkach może spowodować, że aż 650 z nich zakończy współpracę z ZUS. Doprowadziłoby to do zablokowania systemu przyznawania rent i kontroli zasiłków. 

W ubiegłym roku statystycznie co drugi Polak był na zwolnieniu chorobowym, z czego u zaledwie 3% spośród tych osób skontrolowano prawidłowość wykorzystania zwolnienia. Wobec tego przy bardzo małym prawdopodobieństwie przeprowadzenia kontroli, w sytuacji gdy z pracy zrezygnują lekarze orzecznicy prawdopodobieństwo to spadnie do zera. Jednoznacznie wskazuje to, że niedobory kadrowe wśród lekarzy orzeczników są ogromne i zdecydowanie potrzebnych jest ich znacznie więcej. Skutek jest taki, że pracodawcy chcący zapanować nad nieuczciwymi zwolnieniami chorobowymi zdani są tylko na siebie. Odbierana jest im bowiem możliwość reakcji na nieuczciwe praktyki. Przy stale rosnących słupkach absencji, ZUS traci narzędzie do weryfikacji nieuczciwych zwolnień, jednocześnie tracąc możliwość przyznawania rent, rehabilitacji i świadczeń dla osób faktycznie poszkodowanych. Ustalenia garstki w skali kraju, terenowych kontrolerów ZUS, bez możliwości poparcia ich przez lekarzy orzeczników staną się bezwartościowe.

Taka sytuacja może skutkować załamaniem na rynku pracy od strony popytu na pracownika. Zwłaszcza, że pracownicy przyjeżdżający do nas z Ukrainy również coraz częściej udają się na zwolnienia chorobowe. Pracując w Polsce legalnie mają prawo do zwolnień chorobowych. Realia rynku są takie, że konsekwencje wobec pracowników, którzy przebywają na nieuczciwych zwolnieniach mogą efektywnie wyciągać jedynie pracodawcy, jednak niewielu jest takich, którzy są do tego przygotowani. Potrzebne są im bowiem do tego odpowiednie narzędzia i pomoc prawna.

Pierwszy krok to znalezienie punktu odniesienia i ocena czy firma ma zawyżone wskaźniki absencji. Jeżeli wskaźniki pokazują zawyżony poziom absencji rekomendujemy przeprowadzenie audytu absencji chorobowej czyli wnikliwej analizy procesów, które wpływają na jakość pracy, rekrutację i na to, jak w firmie odnajdują się pracownicy. Poza działaniami z zakresu analizy możliwe jest wdrożenie działań terenowych polegających na weryfikacji pracowników przebywających na zwolnieniach lekarskich pod kątem tego, jak wykorzystują L4. Badane jest szczególnie to, czy w trakcie zwolnienia lekarskiego nie podejmują dodatkowej pracy lub nie wykorzystują zwolnienia lekarskiego w inny niezgody z jego przeznaczeniem sposób. Odpowiednio dobrane działania mogą ograniczyć wydatki przedsiębiorstwa ponoszone w związku z absencją od kilku do nawet 70%. Nasze działania powodują, skrócenie średniego czasu trwania zwolnień i przywrócenie naturalnej krzywej absencji.

Autor: Mikołaj Zając prezes firmy Conperio

Pracodawcy i związkowcy, członkowie Rady Dialogu Społecznego, krytykują sposób procedowania ustawy dotyczącej zniesienia górnego limitu składek na ZUS i apelują o wstrzymanie prac nad nowymi przepisami. Przyjęcie ustawy będzie miało negatywne konsekwencje dla rynku pracy, ubezpieczeń społecznych i gospodarki. Wspólne stanowisko podpisali NSZZ „Solidarność”, Forum Związków Zawodowych, BCC, Pracodawcy RP i Konfederacja Lewiatan. Nowe przepisy skrytykowała też Rada Nadzorcza ZUS.

Zdaniem partnerów społecznych doszło do poważnego naruszenia zasad przyświecających działaniu Rady Dialogu Społecznego, co wpływa na prawidłowość procesu legislacyjnego. W przypadku uchwalenia ustawy i wejścia jej w życie, takie działanie może zostać zakwestionowane przed Trybunałem Konstytucyjnym.

W ocenie partnerów społecznych proponowane zmiany mają bezsprzecznie systemowy charakter i wywołują poważne skutki w sferze ubezpieczeń społecznych, przychodów FUS, budżetu, jednostek samorządu terytorialnego, Narodowego Funduszu Zdrowia oraz rynku pracy. Tak doniosła zmiana w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych powinna być poddana wnikliwym konsultacjom społecznym. Krótkie vacatio legis, proponowany termin wejścia w życie nowych rozwiązań to 1 stycznia 2018 r., jest w opinii reprezentatywnych organizacji pracowników i pracodawców sprzeczne z art. 2 Konstytucji RP (naruszenie zasady prawidłowej legislacji).

Pracodawcy i związkowcy we wspólnym stanowisku podkreślają, m.in., że tempo i sposób procedowania ustawy podważa  podstawowe zasady zaufania do państwa prawa i jego instytucji.

Zniesienie ograniczenia podstawy wymiaru (zasada trzydziestokrotności) spowoduje w perspektywie długofalowej, rozwarstwienie wysokości świadczeń emerytalnych. Zjawisko to, które można określić jako powstanie „kominów emerytalnych”, jest sprzeczne z zasadą solidarności społecznej i szkodliwe z punktu widzenia długofalowej stabilizacji wydatków z FUS. Projektowana zmiana zmniejszy obecnie deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, ale w przyszłości znacznie go zwiększy, pogłębiając nierównowagę dochodów i wydatków FUS.

Zniesienie limitu ma przynieść w przyszłym roku kwotę 5,5 mld zł. O tyle samo zmniejszą się wynagrodzenia netto pracowników o wysokich kwalifikacjach lub wzrosną koszty przedsiębiorstw ich zatrudniających. Zarówno pracownicy, jak i pracodawcy będą silnie zmotywowani do unikania podwyższonych składek, co nie będzie sprzyjało zatrudnianiu specjalistów w ramach stosunku pracy, szczególnie w środowisku nowych technologii i wysokich kompetencji.

Niezależnie od podpisanego stanowiska, wszystkie siedem organizacji pracodawców i związkowców, wyraziło sprzeciw wobec ustawy dotyczącej zniesienia limitu składek na ZUS na posiedzeniu zespołu ds. ubezpieczeń społecznych RDS.

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

Od stycznia 2016 roku objęto umowy zlecenia składkami do kwoty minimalnego wynagrodzenia. Przyniosło to ponad 600 mln złotych dodatkowego wzrostu składek od umów zleceń w 2016 roku w stosunku do 2015 roku. Ocena skutków regulacji przewidywała zwiększenie o 50 mln zł z tego tytułu. Działania podjęte przez rządzących od 2016 roku – zwłaszcza popierane przez przedsiębiorców ozusowanie umów zleceń – ograniczyły wartość nieoskładkowanych umów zlecenia o 25%, jednak nadal średnio ponad 32% umów zlecenia było nieoskładkowanych. Dopiero w 2017 roku, obejmując umowy zlecenia ochroną ustawową w zakresie stawki minimalnej, Państwo Polskie rozpoczęło proces powolnego poprawiania sytuacji płacowej najniżej zarabiających. Federacja Przedsiębiorców Polskich wskazuje, że w celu uzyskania zasadniczej oraz rzeczywistej poprawy sytuacji wymagana jest dalej idąca zmiana przepisów.

To mechanizm narzucony de facto przez prawodawcę od 2008 roku spowodował systematyczne zwiększanie się popularności stosowania umów zlecenia i doprowadził do trendu wzrostowego tak w zakresie ich liczby, jak też wartości. Nawet wprowadzone w 2016 roku obligatoryjne oskładkowanie wynagrodzeń zleceniobiorców do wysokości minimalnej płacy krajowej nie zahamowało przyrostu wartości wszystkich umów cywilnoprawnych, chociaż pierwszy raz od 2008 roku nastąpiło ograniczenie o 14% wartości umów zleceń nieoskładkowanych. Tym samym przeniesiono też ryzyko gospodarcze związane ze wzrostem kosztów pracy spowodowanym działaniami Państwa Polskiego na przedsiębiorców będących kontrahentami tego Państwa mówi Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Pozytywne efekty przyniosły z pewnością nowelizacje w Prawie zamówień publicznych – takie jak waloryzacja kontraktów czy wymóg zatrudnienia na umowę o pracę, gdy charakter pracy tego wymaga. Istotne były też nowe przepisy wprowadzające ozusowanie umów zleceń do wysokości minimalnego wynagrodzenia oraz wprowadzenie stawki minimalnej w umowach zlecenie na poziomie 13 zł za godzinę. Wzrost liczby umów o pracę – dzięki tym działaniom, inicjowanym i popieranym przez przedsiębiorców – został zanotowany w branżach wysoko usługowych, w dużej mierze obsługujących sektor publiczny – takich jak sprzątanie czy ochrona.

ZUS prowadzi kontrole ozusowania umów zleceń z lat 2009 – 2017. Nakłada kary za brak ozusowania – pomimo, iż wcześniej wydał interpretacje o zgodności z prawem stosowanego systemu ozusowania umów zleceń. Tymczasem większość kontraktów, które były realizowane w oparciu o pracowników zatrudnionych na umowach zlecenie, prowadzono na rzecz jednostek administracji rządowej i samorządowej. Państwo płaciło niższe stawki wynagrodzenia w zamówieniach publicznych, a dziś wyciąga rękę do kieszeni przedsiębiorców, żądając od nich składek ZUS, które nie były wliczone do budżetów zamówień publicznych – czyli przedsiębiorcy nigdy nie otrzymali takich kwot. Oznacza to, że państwo chce podwójnie zarobić wydając nowe interpretacje – nie zapłaciło przedsiębiorcom za ozusowanie umów zleceń, ale dziś żąda od nich opłacenia tych składek do budżetu.

Mechanizm jest dość prosty – do 2016 roku obowiązek ozusowania umów zleceń dotyczył tylko pierwszej umowy. Każda kolejna nie była obciążona składkami ZUS. Do końca 2015 roku ZUS potwierdzał tę jednolitą zasadę zarówno podczas kontroli, jak i w ramach interpretacji.

Źródło: Federacja Przedsiębiorców Polskich

Od 1 stycznia 2018 r. wchodzą w życie zmiany w Ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych. W miejsce dotychczasowych czterech: ubezpieczenia społecznego, zdrowotnego, Funduszu Pracy i Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych oraz Funduszu Emerytur Pomostowych, ZUS stworzy dla każdego indywidualny numer rachunku składkowego (NRS). O zmianach prawnych i docelowym numerze instytucja ma obowiązek powiadomić pismem, które dostarczy do końca br.

NRS – zasada

Nowy, 26 cyfrowy numer konta składa się z liczby kontrolnej rachunku bankowego (pierwsze dwie cyfry), zakodowanego identyfikatora ZUS (kolejnych jedenaście cyfr) oraz zakresu numerów deklaracji (kolejne trzy cyfry) i numeru NIP płatnika (ostatnie dziesięć cyfr). Stare rachunki bankowe dla składek ZUS zostaną zamknięte z ostatnim dniem br.

 Zadbaj o Twoje aktualne dane teleadresowe w ZUS

Bez wiedzy o indywidualnym numerze NRS nie będzie można opłacić składek. Już dziś warto upewnić się, że ZUS wie, na jaki adres przesłać nam oficjalne pismo z nadaniem NRS. Wysyłka listów rozpoczęła się 1 października br. Jeśli dotąd nie otrzymali Państwo pisma lub w otrzymanym coś się nie zgadza (np. ostatnie dziesięć cyfr to nie jest nasz NIP) warto pilnie skontaktować się z placówką ZUS lub Centrum Obsługi Telefonicznej pod numerem 22 560 16 00, aby wyjaśnić sytuację. Ponadto, dla bezpieczeństwa własnych środków przelewanych do ZUS, można zapoznać się z opublikowanym na stronach urzędowych wzorem pisma, aby mieć pewność, że pismo otrzymaliśmy właśnie z urzędu. Dodatkowo, na specjalnej stronie uruchomionej przez ZUS eskladka.pl każdy płatnik może sprawdzić swój indywidualny numer konta na podstawie typowych danych identyfikacyjnych.

Wpłaty – uproszczenie

Dzięki NRS płatnicy nie będą już musieli wypełniać takich danych, jak imię i nazwisko płatnika, NIP, REGON, PESEL, nr dowodu osobistego czy paszportu. Tytuł wpłaty będzie zbędny, podobnie jak numer deklaracji, określenie okresu, za który dokonuje się wpłaty, numer umowy oraz tytuł wykonawczy.

Bez pomyłek i wyjaśnień – będzie prościej

Dotychczasowe rozliczanie z ZUS wiązało się z możliwością pomyłki przy rozliczaniu tytułu składki – dodatkowe oznaczenia (składki bieżące, zaległe składki, spłaty układu ratalnego, odroczone składki) i wielość kont powodowały szereg nieporozumień. Z tego tytułu wiele wpłat od niemal 7 mln płatników składek uzyskało dotąd tytuł „niezidentyfikowanych”. Ponadto brak wiedzy o sposobie księgowania wpłat po stronie ZUS często powodował sytuację, w której płatnicy decydowali o regulowaniu bieżących składek, mając zaległości i… piętrzące się odsetki.

Kolejność zaliczania wpłat – najpierw zaległości

Zasady zaliczania składek wpłacanych przez płatników ulegają zmianie. Od 1 stycznia 2018 r. ZUS będzie naliczał w pierwszej kolejności najstarsze należności, według terminu wymagalności. Mając więc dziś w ZUS opłacone bieżące składki, ale także zaległości, gdy wpłacimy kolejną bieżącą składkę – będzie ona zaliczana przez urząd na nasze najstarsze zobowiązanie. W przypadku braku uregulowania dawnych należności (choćby ustaleniami z ZUS dot. spłat ratalnych) – może się okazać, że regularnie wpłacane bieżące składki nie będą dawały tytułu do ubezpieczenia! Dlatego już dziś warto sprawdzić, jak przedstawia się nasza sytuacja w ZUS – tak aby mieć przejrzyste dane, a co najważniejsze – zgodne z tymi posiadanymi przez ZUS.

Terminowe i dokładne kwoty wpłat gwarantem ubezpieczenia

Od stycznia spóźnienie z zapłatą składek, czy zaniżenie kwoty będzie skutkować powstaniem zaległości podatkowej. Zasada zaliczania kolejnych wpłat najpierw na zaległości i odsetki może doprowadzić do sytuacji, w której opłacający składki nie będzie wiedział jaka część wpłaty będzie dotyczyć składek na ubezpieczenie społeczne, zdrowotne, Fundusz Pracy czy FGŚP. Jest to szczególnie istotne dla osób, które prowadzą działalność gospodarczą, wspólników spółek osobowych, jednoosobowych spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, a także osób z ww. współpracujących. Powstanie zaległości podatkowej będzie bowiem skutkowało utratą tytułu do dobrowolnego ubezpieczenia, a więc także prawa do świadczeń – np. ubezpieczenia w razie choroby, czy macierzyństwa.

Zwrot nienależnie pobranych świadczeń – tylko do 5 lat od zdarzenia

W związku z dotychczasowymi rozwiązaniami systemowymi dochodziło do sytuacji, w której część pobranych świadczeń – np. chorobowych – mogła zostać uznana przez ZUS za nienależnie pobrane. Urząd mógł domagać się ich zwrotu do 10 lat od zdarzenia. Nowe przepisy skracają ten termin i ZUS może żądać zwrotu środków do 5 lat od zdarzenia tj. ostatniego dnia okresu, za który takie środki pobrano.

Cyfryzacja ZUS na korzyść płatników

Ilość rachunków, które będzie obsługiwał ZUS znacznie się zmniejszy. Co więcej, rozdysponowanie składek z jednego konta na poszczególne fundusze będzie się odbywało automatycznie – algorytm zdecyduje o przypisaniu podziału wpłaty. Uproszczenie zasad rozliczania będzie sprzyjało lepszej komunikacji z urzędem. Ręczna praca urzędników zostanie w większej części wyeliminowana, co przełoży się na szybsze wydawanie zaświadczeń w formie pisemnej o niezaleganiu ze składkami. Dodatkowo, ustawa przewiduje prawne zrównanie „papierowych” zaświadczeń, z tymi generowanymi przez płatnika z elektronicznych systemów ZUS.

 

Autor: Cezary Karolczyk, ekspert z obszaru HR firmy Sage w Polsce

Fundusz Ubezpieczeń Społecznych ma zakończyć 2017 r. nadwyżką w wysokości 38,1 mld zł – podał Eurostat w październikowym „Reporting of Government Deficits and Debt Levels”.

W danych przekazanych we wrześniu br. przez Ministerstwo Finansów Eurostatowi w ramach sprawozdania dotyczącego planowanego w 2017 r. deficytu finansów publicznych znalazła się informacja o tym, że Fundusz Ubezpieczeń Społecznych zakończy bieżący rok nadwyżką w wysokości 38,1 mld zł. Podobna wartość nadwyżki (37 mld zł) znajdowała się w danych przekazanych przez MF Eurostatowi w pierwszej połowie roku.

Pierwsze spojrzenie to zaskoczenie. Jednak należy przypomnieć, że jest to efekt umorzenia części pożyczek udzielonych Funduszowi Ubezpieczeń Społecznych (39,15 mld zł) z budżetu państwa w latach 2009-2014, których spłata przypada na 2017 r. Jako że FUS nie ma z czego spłacić tych zobowiązań, już w ustawach okołobudżetowych na 2017 r. przyjętych w 2016 r. umorzenie to zostało zapisane. Na szczęście nie wpływa ono na wynik finansów sektora instytucji rządowych i samorządowych, zmienia tylko jego podmiotową strukturę – w większym stopniu na deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych (wg ESA2010) wpływa wynik budżetu państwa, ale równoważy to dodatni stan finansów FUS.

Nie ma jak przepływ „żywej gotówki” w jedną stronę, a potem oddawanie przez umarzanie zobowiązań. Na szczęście Ministerstwo Finansów w 2015 r. podjęło decyzję, że koniec z taką „zabawą” i ZUS musi zaspakajać swoje potrzeby finansowe na rynku.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Każdego kandydata, który pomyślnie przejdzie wszystkie etapy procesu rekrutacji i otrzyma propozycję pracy, czeka jeszcze jedno, bardzo istotne zadanie – dopełnienie formalności związanych z zatrudnieniem. 

Przyjęcie oferty pracy to dopiero pierwszy krok, który kandydat musi poczynić, żeby zostać zatrudnionym. Przed nim jeszcze wypełnienie kilku dokumentów oraz dopełnienie innych formalności, o które powinien zadbać pracodawca. Najważniejsze etapy zatrudnienia wskazuje ekspert LeasingTeam Professional.

Wypełnienie dokumentów

 Pracodawca przekazuje kandydatowi komplet dokumentów, których wypełnienie jest niezbędne do zatrudnienia pracownika. Pierwszym z nich jest kwestionariusz osobowy, w którym pracownik wpisuje dane konieczne do zawarcia umowy takie jak m.in. imię i nazwisko, data urodzenia, numer pesel, miejsce zamieszkania etc. Inne dokumenty, o których wypełnienie pracodawca musi poprosić pracownika to PIT-2, czyli oświadczenie pracownika dla celów obliczania miesięcznych zaliczek na podatek dochodowy od osób fizycznych, informacja o podwyższonych kosztach (wypełniana, jeśli miejsce zamieszkania pracownika znajduje się w innej miejscowości niż miejsce wykonywania pracy), zgoda na przetwarzanie danych osobowych, zgoda na przekazywanie wynagrodzenia na wskazane konto oraz oświadczenie wypełniane, gdy kandydat jest rodzicem lub opiekunem dziecka.

– Niektóre organizacje posiadają wewnętrzne dokumenty takie jak: zakaz konkurencji, oświadczenie dotyczące przestrzegania tajemnicy służbowej lub odpowiedzialności materialnej za powierzone mienie. Tego typu dokumenty pracownik najczęściej podpisuje w pierwszym dniu pracy po zapoznaniu się z regulaminami – komentuje Magdalena Szewczyk, Team Leader w LeasingTeam Professional.

Podpisanie umowy

Po wypełnieniu dokumentów pracownik podpisuje umowę. Jeżeli umowa o pracę nie została zawarta na piśmie, pracodawca najpóźniej dzień przed rozpoczęciem przez pracownika pracy, powinien pisemnie potwierdzić wszystkie ustalenia i warunki.

– Przed podpisaniem danego rodzaju umowy warto zapoznać się z ustawą lub kodeksem, które regulują podstawę prawną danej umowy. W przypadku umowy o pracę będzie to Kodeks Pracy, natomiast umowę o pracę tymczasową reguluje Ustawa o zatrudnianiu pracowników tymczasowych. Dzięki temu pracownik pozna swoje prawa i obowiązki, a także zorientuje się w kwestiach związanych z urlopem, czasem pracy itp.uważa Magdalena Szewczyk z LeasingTeam Professional.

W ciągu 7 dni od daty zatrudnienia, pracodawca musi poinformować pracownika m.in. o obowiązującej normie czasu pracy, terminach i sposobie wypłat wynagrodzenia, wymiarze urlopu wypoczynkowego czy długości wypowiedzenia.

Badania lekarskie

Na podstawie wypełnionego przez pracownika kwestionariusza osobowego, pracodawca wystawia skierowanie na badania lekarskie, które pracownik jest zobowiązany wykonać przed rozpoczęciem zatrudnienia. Badania są obowiązkowe i mają na celu wykluczenie przeciwwskazań do wykonywania pracy na danym stanowisku. Ich koszt ponosi pracodawca. Bez nich pracownik nie może zostać dopuszczony do pracy. Jeżeli pracownik posiada aktualne orzeczenie wydane na podstawie skierowania uzyskanego od poprzedniego pracodawcy, które stwierdza brak przeciwwskazań do pracy w warunkach odpowiadających warunkom występującym na nowym stanowisku pracy, pracownik nie musi ponownie przechodzić badań.

Szkolenie BHP

Przed rozpoczęciem pracy kandydat musi odbyć wstępne szkolenie z zakresu przepisów BHP. Celem wstępnego szkolenia BHP jest dostarczenie pracownikowi wiedzy i umiejętności niezbędnych do wykonywania pracy z uwzględnieniem przepisów BHP (instruktaż ogólny) oraz zapoznanie pracownika z zagrożeniami występującymi na konkretnych stanowiskach pracy (instruktaż stanowiskowy). Udział w szkoleniu BHP stanowi warunek konieczny do dopuszczenia pracownika do pracy. Szkolenie pracownika przed dopuszczeniem do pracy nie jest wymagane w przypadku podjęcia przez niego pracy na tym samym stanowisku pracy, które zajmował u danego pracodawcy bezpośrednio przed nawiązaniem z tym pracodawcą kolejnej umowy o pracę.

Ubezpieczenie

W ciągu 7 dni od daty zatrudnienia pracodawca ma obowiązek zgłosić daną osobę jako swojego pracownika do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, a następnie regularnie odprowadzać za niego określone składki ubezpieczeniowe: emerytalną, rentową, chorobową i wypadkową. ZUS pobiera i przekazuje innym instytucjom również składki na ubezpieczenie zdrowotne, Fundusz Pracy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych i Fundusz Emerytur Pomostowych.

Powyższe składki nie dotyczą pracowników zatrudnionych na podstawie umowy zlecenia, którzy nie ukończyli 26 roku życia i posiadają status studenta. Poświadczeniem statusu studenta jest ważna legitymacja studencka lub zaświadczenie z uczelni wyższej. Student może dobrowolnie zgłosić chęć przystąpienia do ubezpieczenia chorobowego na podstawie wniosku złożonego do pracodawcy. Ta zasada nie dotyczy umów regulowanych przez Kodeks Pracy takich jak np. umowa o pracę.

Znajomość wszystkich etapów procesu zatrudnienia, a także wiedza, których formalności powinien dopełnić kandydat, a których pracodawca, przyda się każdej osobie i to nie tylko dopiero rozpoczynającej karierę zawodową. Przepisy się zmieniają, dlatego dobrze jest śledzić informacje na temat nowego prawa regulującego kwestie zatrudnienia. Zawsze należy także zapoznać się z treścią podpisywanych dokumentów, gdyż zawarte w nich zapisy będą obowiązywały pracownika od daty ich podpisania.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Budzący kontrowersje rządowy plan obniżenia wieku emerytalnego wszedł w życie. Od 1 października kobiety, które ukończyły 60 lat oraz mężczyźni po 65. roku życia mogą ubiegać się o świadczenie emerytalne. Szacuje się, że z rynku pracy może odejść nawet dodatkowe 330 tys. osób, co spowoduje, że w 2017 przybędzie ponad pół miliona nowych emerytów. Przejście na emeryturę jest dobrowolne, jednak tylko 42 proc. kobiet i 39 proc. mężczyzn planuje kontynuować pracę. Kto i w jaki sposób może ubiegać się o emeryturę? Czy warto decydować się na odejście z rynku pracy? Jak emeryt może poprawić swoją sytuację na emeryturze?

W tej chwili 17 proc. seniorów, którzy są uprawnieni do przejścia na emeryturę, decyduje się pozostać na rynku pracy. Jak wygląda sytuacja osób, które możliwość wyboru osiągnęły po pierwszym października? Wszystko zależy od zarobków seniora. Osobom, których pensja jest wyższa, opłaca się zostać na etacie. Zazwyczaj są to osoby wykształcone, wykonujące pracę niefizyczną. W tym przypadku aż 40 proc. seniorów planuje pracować na wyższą emeryturę. Drugą grupą są seniorzy mający niższe dochody, którzy zdają sobie sprawę z niewielkich możliwości wzrostu świadczenia. Możliwe, że oni zdecydują się przejść na emeryturę od razu.
– Odejście z rynku pracy to dla seniorów trudna decyzja. Z jednej strony zdają sobie sprawę, że przysługujące im świadczenia są zdecydowanie niższe niż ich dotychczasowe zarobki, z drugiej wiedzą, że dodatkowe kilka lat pracy nie zmieni – w znaczący sposób – wysokości emerytury. Duży wpływ na decyzję mają również kwestie zdrowotne, zwłaszcza w przypadku osób wykonujących prace fizyczne. Niestety koszty leczenia pochłaniają dużą część budżetu polskich emerytów. Trudno podjąć decyzję, czy lepiej odpocząć na emeryturze, ale wydawać większość świadczeń na leczenie, czy pracować dłużej mimo problemów ze zdrowiem – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Czy kampania pomoże?

Już dziś niż demograficzny zaczyna dotykać polski rynek pracy. Jeśli będzie się pogłębiał, istnieje niebezpieczeństwo, że zacznie brakować pracowników, a to z kolei wpłynie na wysokość świadczeń emerytalnych. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zdecydowało, że we współpracy z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych, przeprowadzi kampanię społeczną „Godny wybór. Przywrócenie Wieku Emerytalnego”. Ma ona pomóc seniorom w podjęciu świadomej decyzji dotyczącej przejścia na emeryturę i pośrednio nakłonić ich do pozostania jeszcze przez jakiś czas na rynku pracy. Resort szacuje, że dzięki temu ilość osób odkładających w czasie swoją emeryturę może wzrosnąć do 20 – 25 proc.

– Wszelkie działania edukacyjne związane z systemem emerytalnym mają sens, szczególnie te prowadzone na szeroką skalę. ZUS w ramach kampanii powołał specjalnych doradców emerytalnych, z porad których można skorzystać w każdym oddziale. Takie akcje są bardzo ważne, ale konieczne jest stałe edukowanie i kontynuacja poradnictwa emerytalnego. Podobne programy działają od lat w innych krajach Unii Europejskiej, np. w Wielkiej Brytanii od kilku lat działa Pension Wise. Zakres porad obejmuje tam nie tylko informację o systemie państwowym, ale również porady jak zwiększyć swój dochód, czy jak zarządzać posiadanym majątkiem korzystając np. z rent dożywotnich czy hipoteki odwróconej – mówi Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM.

Ile wydaje ZUS?

Warto przypomnieć, że Polska jest jednym z krajów, który boryka się z problemem starzejącego się społeczeństwa. Wg danych GUS liczba emerytów w 2001 roku oscylowała wokół 4,5 mln osób, tymczasem w pierwszym półroczu 2016 zaczęła zbliżać się do 9 mln i wciąż rośnie. Z nową falą emerytów wzrosły również wydatki ZUS. W styczniu 2014 roku ZUS wydawał na emerytury 9,88 mld zł miesięcznie. Rok później już 10,26 mld zł, dziś jeszcze więcej. – Gwałtownie rosnąca liczba emerytów powoduje, że prowadzenie polityki społecznej jest dla Państwa coraz trudniejsze. Młodym coraz trudniej „utrzymać” starszych, a wzrost bezrobocia wśród młodzieży oraz ich zatrudnianie w oparciu o tzw. „umowy śmieciowe” stale pogarsza sytuację. Braki w kasie ZUS widać coraz wyraźniej – mówi Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM.

Ile dziś dostają seniorzy?

Z danych GUS-u wynika, że w czerwcu 2016 przeciętna miesięczna emerytura brutto kształtowała się na poziomie 2082,47 zł (ok. 1727 netto). W 2017 roku zanotowano niewielką podwyżkę emerytur, w 2018 rok planowana jest kolejna – tym razem nie mniej niż o 2,4 proc. Oznacza to, że emeryt, który otrzymuje świadczenie w wysokości 1000 zł brutto, dostanie 1024 zł, czyli 872 zł netto. Aby poprawić jakość życia emerytów Państwo planuje wprowadzenie programu „500+ dla Seniora”. Miałby on polegać na wypłacie 500 złotych (raz do roku) emerytom, których świadczenie nie przekroczy określonej ustawowo kwoty. Jednoznaczne warunki nie są jeszcze znane, praca nad projektem w MRPiPS toczy się we współpracy z Ministerstwem Finansów Czy 500+ to dobry pomysł? – Niekoniecznie. Zamiast drenować budżet państwa i zadłużać go na kolejne 2,5 mld złotych, może warto zastanowić się jak stworzyć mechanizmy poprawiające sytuację seniorów, ale bez niesprawiedliwego rozdawnictwa. Seniorzy powinni otrzymywać 500+ (a nawet i więcej) ale nie z państwowej kasy. Warto tu dodać, że osoby starsze są właścicielami nieruchomości, których wartość rynkowa przekracza w Polsce 1 bilion złotych, a blisko 90 proc. emerytów mieszka w nieruchomościach, które są ich własnością. Źródłem dodatkowego dochodu na emeryturze mogłaby być zatem renta dożywotnia z nieruchomości – podkreśla Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM.

Jak emeryt może zasilić swój budżet?

Jakie opcje ma senior, który chce poprawić swoją sytuację materialną? Oczywiście, może iść do pracy dorywczej, zwłaszcza po osiągnięciu powszechnego wieku emerytalnego, nie spowoduje to bowiem obniżenia świadczeń. Jednak jeśli senior zdecydował się na odejście z rynku pracy, możemy założyć, że na dalszą aktywność nie pozwala mu albo sytuacja życiowa albo stan zdrowia. Kolejnym sposobem może być wynajęcie pokoju w swoim mieszkaniu – zasili to budżet, jednak kosztem niezależności i przestrzeni życiowej. Wciąż mało popularnym sposobem na podwyższenie swoich miesięcznych wpływów jest renta dożywotnia. Rozpowszechniony w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej system comiesięcznych świadczeń wypłacanych w zamian za przekazanie prawa własności do nieruchomości w Polsce dopiero raczkuje. – Z danych KPF wynika, że dotychczas z renty dożywotniej skorzystało w Polsce ponad pół tysiąca osób. Z naszych statystyk wynika, że są to mieszkańcy różnych rejonów Polski. Największą liczbę klientów zanotowaliśmy z województwa mazowieckiego, dolnośląskiego i pomorskiego – mówi Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM. – Wysokość zależy od wieku i płci seniora oraz od wartości nieruchomości. Renta dożywotnia jest wyliczana indywidualnie, choć średnie świadczenie pieniężne to ok. 1000 zł miesięcznie. Zdarzają się i klienci, którzy otrzymują ponad 3000 zł – dodaje Robert Majkowski.

 

Źródło; Fundusz Hipoteczny DOM

System przechowywania dokumentacji osobowej i płacowej sprzed 1999 r. jest nieskuteczny; wielu obywateli ma problemy z udokumentowaniem zarobków, a od tego zależy wysokość emerytury – wskazano w raporcie Najwyższej Izby Kontroli.

Izba podkreśliła w raporcie, że wielu obywateli, którzy pracowali przed 1999 r., w nieistniejących już dzisiaj zakładach pracy, ma problemy z udokumentowaniem zarobków na potrzeby ustalenia kapitału początkowego i wyliczenia wysokości emerytur. ZUS, do wyliczenia kapitału początkowego, uwzględnia bowiem dokumentację płacową zlikwidowanych zakładów pracy tylko wtedy, kiedy ta została poświadczona ze zgodnością z oryginałem przez uprawnione do jej przechowywania, zarejestrowane podmioty.

Z danych Naczelnego Dyrektora Archiwów Państwowych przedstawionych w 2015 r. wynika, że obowiązku rejestracji nie dopełniło ok. 400 prywatnych firm, przechowujących dokumenty. Przedsiębiorców zarejestrowanych było dwa razy mniej.

Według NIK, państwo nie stworzyło systemu przechowywania dokumentacji osobowo-płacowej sprzed 1999 r., który zapewniłby jednolite traktowanie wszystkich obywateli.

„Pracownicy zlikwidowanych zakładów pracy nie mieli wpływu na to, do którego przechowawcy trafiły dokumenty potwierdzające przebieg ich zatrudnienia. Mimo to, miejsce przechowywania dokumentacji, zarejestrowane bądź niezarejestrowane, ma dzisiaj znaczący wpływ na to, czy przez ZUS będzie ona traktowana jako wiarygodny dowód, wystarczający do obliczenia wynikającej z dokumentów wysokości emerytury, czy też nie” – wskazano.

NIK podkreśla, że w przypadku osób, których dokumentacja płacowa sprzed 1999 r. przechowywana była przez nieupoważnione do tego podmioty, ZUS (do 2008 r.) – przy wyliczaniu wysokości emerytury – uznawał jedynie lata pracy, a za podstawę zarobków przyjmował stawkę zero; od początku 2009 r. zaś kwotę minimalnego wynagrodzenia (obowiązującą w danym okresie).

„ZUS oszacował, że skutki finansowe ustanowienia nowej zasady przejścia ze stawki zero na płacę minimalną pochłoną rocznie 300 mln zł. Świadczy to o skali problemu i liczbie obywateli, którzy z powodu problemów ze swoją dokumentacją płacową mogą mieć wyliczoną niższą emeryturę” – napisano w raporcie.

NIK zwraca też uwagę, że nie stworzono jednej bazy danych, w której znajdowałyby się wszystkie informacje o miejscach przechowywania dokumentacji sprzed 1999 r. „Dlatego pracownicy zlikwidowanych zakładów pracy często mają ogromne problemy z odnalezieniem dotyczących ich dokumentów” – zaznaczono.

W raporcie podkreślono, że ustalenie miejsc przechowywania dokumentacji przed 1999 r. może się nie udać. „Istnieje ryzyko jej utraty lub zniszczenia albo wywozu za granicę. Bowiem przechowawcy niezarejestrowani nie są kontrolowani” – podkreślono.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Wzrost ryzyka kredytowania małego biznesu

Z najnowszej ankiety Narodowego Banku Polskiego (NBP) wynika, że w drugim kwartale tego roku zaostrzeniu uległy warunki udzielania krótkoterminowych pożyczek dla małych i średnich przedsiębiorstw. Z jednej strony wzrosły pozaodsetkowe koszty kredytu, a z drugiej skróceniu uległ maksymalny możliwy czas kredytowania. Banki zaostrzenie wymagań tłumaczą wzrostem ryzyka związanego z kredytowaniem małego biznesu, w szczególności kilku branż. Tradycyjnie do tych szczególnie mocno prześwietlanych przez instytucje finansowe należą budowlanka, transport, ostatnio także IT. Zawieszanie działalności, księgowość prowadzona w formule ryczałtu, a przede wszystkim strata na koniec roku zazwyczaj dyskwalifikują w oczach bankowców przedsiębiorców starających się o finansowanie.

Gdzie bank nie może…

Z tej samej ankiety NBP wynika, że banki odczuły zwiększenie się popytu na kredyty dla firm. Korzystają na tym inne instytucje finansowe, do których przedsiębiorcy zwracają się po środki na bieżącą działalność lub inwestycje. Niepokoju wyrażonego przez banki w ankiecie nie odczuwa branża faktoringowa, również zajmująca się finansowaniem działalności MSP.

– Nie podzielam obaw banków, my aktualnie nie wprowadzamy żadnych zaostrzeń warunków finansowania przedsiębiorstw. Oczywiście spośród zgłaszających się do nas są firmy mniej i bardziej stabilne, ale przy rzetelnej ocenie można zminimalizować ryzyko i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy finansowanie takiego podmiotu będzie rodziło problemy. Niezależnie od reakcji banków na bieżącą sytuację, firmy faktoringowe, takie jak nasza, zawsze w większym stopniu zwracają uwagę na kontrahentów naszego klienta i zawarte kontrakty, niż na bieżące zadłużenie w ZUS lub US, czy też krótki okres działalności przedsiębiorstwa – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor S.A.

Pieniądze pożyczone vs własne zarobione

Inny system oceny czy przedsiębiorca zasługuje na finansowanie i czy jego wsparcie nie niesie ryzyka, przynosi korzyści branży faktoringowej, która z roku na roku ma większy udział w finansowaniu firm. Jeszcze 10 lat temu udział był śladowy i niemal niezauważalny. Obecnie z takiej formy finansowania korzysta nawet 10% przedsiębiorców, a wzrost obrotów branży faktoringowej osiąga dwucyfrowe wskaźniki. Od stycznia do czerwca 2017 branża faktoringowa sfinansowała wierzytelności przedsiębiorców o łącznej wartości 83,6 mld zł. To wzrost o 13,6% w stosunku do analogicznego okresu 2016 roku (dane Polski Związek Faktorów – PZF).

– Obawy banków przed finansowaniem MSP zmuszają przedsiębiorców do poszukiwania innych źródeł finansowania. Naturalnym wyborem stają się firmy faktoringowe, które są relatywnie tańsze od firm pożyczkowych, a jednocześnie bardziej elastyczne w analizie, oczekiwanych zabezpieczeniach, a także już na etapie wykonywania umowy (finansowania konkretnych faktur). Właśnie elastyczność na każdym etapie współpracy z klientem uważam za nasz największy atut. Jednocześnie ciągle pracujemy nad tym, aby nasza oferta była jeszcze lepiej dopasowana do potrzeb i możliwości MSP. Od kilku lat intensywnie rozwijamy również siły sprzedażowe i analityczne, żeby nadążyć za potrzebami przedsiębiorców z grupy MSP – Piotr Gąsiorowski z eFaktor S.A.

W przypadku finansowania za pomocą faktoringu wypłacane są środki, które przedsiębiorca już zarobił i wystawił na nie niekwestionowaną przez odbiorcę fakturę, jednak zmuszony jest długo czekać na przelew. Faktoring zmniejsza ten czas do kilkudziesięciu godzin.

Jak wynika z badania „Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa o usługach finansowych”, firmy z sektora MŚP nadal najchętniej korzystają z własnych środków do prowadzenia działalności – aż 89 proc. badanych odpowiedziało, że preferuje właśnie taki sposób finansowania przedsiębiorstwa. Nie zawsze jednak jest to możliwe, zwłaszcza jeśli przedsiębiorca planuje większe inwestycje. Wyniki badania wskazują, że właśnie na taki cel najczęściej brane są kredyty w polskich firmach. Obecnie z kredytu inwestycyjnego korzysta 44 proc. średnich i ok. 1/3 mikro i małych przedsiębiorstw. W celu skorzystania z tego sposobu finansowania, należy jednak spełnić szereg wymogów stawianych przez banki, niektóre mogą w znaczny sposób ograniczyć możliwość wzięcia kredytu.

Strata na koniec ubiegłego roku może przekreślić szanse na kredyt

Jednym z dokumentów wymaganych przez banki do wyliczania zdolności kredytowej przedsiębiorcy, jest jego PIT za ubiegły rok. Jeżeli widnieje na nim strata w przychodzie większa niż 5 proc., to należy się liczyć z odmową udzielenia kredytu. Dla banków finansowanie takiego przedsiębiorstwa jest ryzykowne.

Należy jednak pamiętać, że taka strata nie zawsze spowodowana jest złą kondycją przedsiębiorstwa, a poczynionymi przez nie inwestycjami. Jeżeli przedsiębiorca wytłumaczy, że stratę spowodowały zakupy przeznaczone na rozwój firmy, to nadal ma szansę na pozytywne rozpatrzenie wniosku. Każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie, dobrze jednak wiedzieć, jaką politykę na ogół przyjmują konkretne banki lub skorzystać z wiedzy konsultanta finansowego, który podpowie, w jakim banku mamy szansę na kredyt  – mówi Paweł Mazur z ANG Biznes.

Lepiej nie zawieszać działalności

Chwilowe kłopoty firmy często skłaniają przedsiębiorców do zawieszenia działalności. Dzięki temu nie muszą odprowadzać składek do ZUS i mogą przeczekać niekorzystny okres. Robią tak przede wszystkim firmy, które zajmują się działalnością sezonową, które poza kilkoma miesiącami w roku nie odnotowują większych przychodów. Niestety, okazuje się, że zawieszenie działania firmy w okresie krótszym niż 12 miesięcy przez złożeniem wniosku, może zdyskwalifikować przedsiębiorcę w procesie kredytowym. Banki traktują ponowne rozpoczęcie działalności jako nową datę rozpoczęcia jego funkcjonowania na rynku. W związku z tym staż krótszy niż 12 miesięcy jest uważany przez nie za krótki do prawidłowego wyliczenia zdolności kredytowej przedsiębiorstwa.

Zaległości w ZUS i US niemile widziane w banku

Przedsiębiorcy muszą się liczyć z tym, że podczas weryfikacji kredytowej zostanie również sprawdzona ich rzetelność w płaceniu składek do ZUS i Urzędu Skarbowego. Jeżeli z jakiegoś powodu starający się o kredyt zalega z płatnościami, to aby otrzymać kredyt musi je jak najszybciej spłacić lub dogadać się z instytucjami, żeby zgodziły się rozłożyć należność na raty. W przeciwnym razie bank może wydać negatywną decyzję, szczególnie jeśli przedsiębiorca stara się o wyższą kwotę kredytu.

Niektóre branże mają pod górkę

Może się okazać, że starający się o kredyt przedsiębiorca dostanie odmowę już na samym początku procesu. Niektóre branże nie są przez banki w ogóle obsługiwane, np. hazardowa, zbrojeniowa czy finansowa, a niektóre są bardzo dokładnie przez nie weryfikowane.

– Należą do nich między innymi branża budowlana i transportowa – dodaje Paweł Mazur. – Wiele banków bardzo krytycznie podchodzi również do rolników, zwłaszcza tych, którzy prowadzą działy specjalne produkcji rolnej. Może się okazać, że to, co wpiszemy jako główną działalność podczas procesu rejestracji firmy, wpłynie na późniejsze starania o finansowanie w banku. Wybierając zatem kody PKD, sprawdźmy, jak do danej branży podchodzą banki, aby nie przekreślić już na starcie swoich szans na kredyt.

Przedsiębiorcy na ryczałcie mają mniejsze szanse na kredyt

Jednym z podstawowych czynników wpływających na zdolność kredytowych przedsiębiorstwa jest jego sposób rozliczania się z fiskusem. Okazuje się, że najgorzej traktowanym przez banki jest sposób ryczałtowy. Dzieje się tak, ponieważ w przypadku ryczałtu podatek płacony jest od przychodu. Podstawą wyliczania zdolności kredytowej przez banki jest natomiast dochód przedsiębiorstwa. Banki szacują więc dochód firmy jako 20 – 25 proc. przychodu, co oznacza, że aby dostać kredyt, przedsiębiorca musi mieć bardzo wysoki przychód. W innym przypadku nie ma szans na finansowanie. Niektóre banki ze względu na trudności w obliczaniu dochodu, od razu skreślają taką firmę w procesie starania się o kredyt.

W związku z tym, że 1 października wejdą w życie przepisy o obniżeniu wieku emerytalnego, w części placówek Poczty Polskiej pojawią się dyżurne stanowiska ZUS, w których będzie można zasięgnąć informacji na ten temat.

Obsługujący stanowiska doradcy emerytalni wyjaśnią zainteresowanym zmiany przepisów obniżających wiek emerytalny, wytłumaczą, od czego zależy wysokość emerytury i ile wyniesie ich świadczenie. W urzędach pocztowych będzie można także wysyłać wniosek o przyznanie emerytury.

Powstanie takich stanowisk to efekt – podpisanego 31 sierpnia – porozumienia o współpracy między Pocztą Polską a ZUS, związanego z wejściem w życie obniżonego wieku emerytalnego. Zakłada ono także, że w urzędach pocztowych będą dostępne materiały informacyjne ZUS dotyczące usług doradcy ds. emerytalnych oraz informatory skierowane do przyszłych świadczeniobiorców. Planowane jest również wyświetlanie spotów informacyjnych.

Wspomniane wyżej przepisy przywracają wiek emerytalny do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Wnioski o emeryturę z tytułu obniżenia wieku emerytalnego można składać od 1 września, czyli na 30 dni przed osiągnięciem uprawnień. Prawo do emerytury w związku z tymi zmianami ma ponad 330 tys. osób.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Chcesz otrzymać prawie 114 tysięcy złotych na zakup mieszkania? Zostało Ci niewiele czasu na skompletowanie niezbędnych dokumentów. Już 8 sierpnia może ruszyć ostatni w tym roku nabór wniosków i wszystko wskazuje na to, że pieniądze rozejdą się w ekspresowym tempie.

Ustawa podpisana 20 lipca przez prezydenta pozwala jeszcze w bieżącym roku ubiegać się o dopłaty do kredytów w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”. Do wzięcia jest około 67 mln złotych. Pozwoli to kupić mieszkanie około 2,6 tys. szczęśliwcom. Czy warto? Przeciętna dopłata opiewa na 25,8 tys. zł, a rekordzista może zainkasować nawet prawie 114 tys. złotych – wynika z szacunków Open Finance.

Problem w tym, że ostatnia w tym roku transza jest dość skromna. 67 mln złotych, to pieniądze, które Polacy są w stanie wchłonąć błyskawicznie. Doskonałym przykładem była sytuacja ze stycznia br. Z uruchomionej wtedy kwoty zniknęły 122 miliony w zaledwie dwa dni. Może się więc okazać, że budżet zaplanowany na dopłaty rozejdzie się w 1-2 dni.

Tylko przygotowani mają szanse

Jeśli więc ktoś chce ubiegać się o dofinansowanie do zakupu mieszkania bezwzględnie powinien przygotować wszystkie niezbędne dokumenty, aby wniosek kredytowy mógł zostać zarejestrowany w systemie komputerowym jak najwcześniej we wtorek (8 sierpnia). Oznacza to, że na załatwienie wszystkich formalności zostało już bardzo mało czasu. Niezbędne jest wybranie odpowiedniego mieszkania i banku oraz rozpoczęcie całej procedury jak najszybciej. Część instytucji już od pewnego czasu przyjmuje od potencjalnych kredytobiorców dokumenty dotyczące sytuacji finansowej i samej nieruchomości i rozpoczynają analizy.

Mogą to być dokumenty w miarę łatwo dostępne jak wyciągi z kont, zaświadczenia o zarobkach. Gorzej jeśli bank będzie wymagał poświadczonych kopii złożonych deklaracji PIT, albo zaświadczenia o niezaleganiu ze składkami ZUS. Wtedy trzeba poprosić w urzędach, aby te dokumenty zostały wydane możliwie szybko. Nie zapominajmy też o samej umowie zakupu mieszkania – to przecież od powierzchni i ceny lokalu zależeć będzie czy nabywca zmieści się w limitach cen kwalifikujących do dopłat w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”.

Kto może skorzystać z dopłat do kredytów?

Na dopłatę do zakupu mieszkania lub domu mogą liczyć przede wszystkim osoby młode – zarówno single, jak i rodziny i to niezależnie od tego czy mają dzieci. Program przeznaczony jest on dla osób w wieku do 35 lat (w wypadku małżeństw wystarczy, że jedno z małżonków ma maksymalnie 35 lat). Dodatkowo w myśl ustawy każdy z przynajmniej trójką dzieci jest osobą młodą. Nieruchomość musi być nabywana na kredyt, może pochodzić od dewelopera, spółdzielni lub z drugiej ręki. Beneficjentami co do zasady mogą być jedynie osoby, które nigdy wcześniej nie posiadały nieruchomości mieszkalnej. To ograniczenie także nie dotyczy rodzin wielodzietnych. Dopłata może wynieść od 10% do nawet 35% wartości odtworzeniowej kupowanej nieruchomości. Pieniądze te mogą być przez bank potraktowane jako wkład własny.

W wypadku mieszkania metraż nie może być większy niż 75 mkw. (dla rodzin z trójką dzieci 85 m kw.), a w wypadku domu 100 m kw. (dla rodzin z trójką dzieci 110 m kw.). Dopłata liczona jest jednak tylko do 50 m kw. nabywanej nieruchomości (dla rodzin wielodzietnych 65 m kw.). Zakwalifikować się do dopłat mogą mieszkania i domy, w wypadku których cena metra kwadratowego nie przekracza limitu publikowanego przez BGK. Dla nieruchomości nowych jest on wyraźnie wyższy. Na przykład w trzecim kwartale 2017 roku limit w Warszawie wynosi dla mieszkań nowych 6,4 tys. zł za m kw., a dla używanych niecałe 5,3 tys. zł za m kw.

Ryzykowna dopłata

Wszyscy beneficjenci muszą też mieć świadomość, że dofinansowanie jest na tyle popularne, że pieniędzy może nie wystarczyć dla wszystkich. W praktyce oznacza to, że niektórzy nie tylko nie otrzymają pieniędzy z budżetu, ale też mogą być narażeni na straty. Wszystko dlatego, że chcąc ubiegać się o kredyt z dopłatą, należy podpisać umowę zakupu mieszkania lub domu. W przypadku transakcji z deweloperem niezbędna jest umowa podpisana przed notariuszem. Ta usługa jest płatna i połowę rachunku ponosi nabywca. W przypadku rezygnacji z zakupu oznacza to stratę na poziomie od kilkuset złotych do kilku tysięcy. Do tego deweloper przy podpisaniu umowy może żądać zadatku lub zaliczki. Różnica w nazwie niesie za sobą poważne konsekwencje. W przypadku odstąpienia od umowy zaliczka zostanie zwrócona niedoszłemu nabywcy, ale zadatek deweloper będzie już mógł sobie zatrzymać. Z drugiej strony, gdyby to deweloper odstąpił od umowy, nabywca musi otrzymać od dewelopera podwójną kwotę wpłaconego zadatku.

Podobnie jest w przypadku zakupu mieszkania używanego. Tam też można sprzedającemu wpłacić zadatek lub zaliczkę. Umowę przedwstępną zakupu można natomiast podpisać zarówno przed notariuszem (to oznacza koszty, ale jest bezpieczniejsze) lub po prostu na piśmie korzystając z powszechnie dostępnych w internecie wzorów umów przedwstępnych.

Z faktu, że w sierpniu pieniędzy może nie wystarczyć dla wszystkich chętnych wynikają więc całkiem konkretne i potencjalnie bardzo kosztowne konsekwencje. Warto więc możliwie najlepiej zabezpieczyć się przed nimi. Dobrym sposobem może być wynegocjowanie ze sprzedającym takiego zapisu, zgodnie z którym termin na zapłatę za nieruchomość może być wydłużony, jeśli pomimo złożenia wniosku o dopłatę w sierpniu wniosek ten pozostanie niezrealizowany. Pamiętajmy, że wciąż o sporo pieniędzy (około 390 mln zł) będzie można się ubiegać w styczniu 2018 roku. Wtedy łatwiej już będzie osobom, które będą miały skompletowane dokumenty, zakwalifikować się na dofinansowanie.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

 

 

 

Każdy, kto prowadzi działalność gospodarczą, musi pamiętać nie tylko o regularnym płaceniu podatków, ale także o terminowym odprowadzaniu składek do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Unikanie lub zaniedbywanie tego obowiązku, tak jak w przypadku nierozliczenia się z fiskusem, może skutkować przykrymi konsekwencjami dla przedsiębiorcy. Można ich uniknąć, jeżeli już na etapie zakładania własnej firmy poznamy zasady regulowania płatności dla ZUS-u.

Zasada 1: opłacanie składek jest obowiązkowe, ale nie wszystkich!

Każdy, kto prowadzi pozarolniczą działalność gospodarczą, podlega ubezpieczeniom. W związku z tym, musi regularnie odprowadzać do ZUS-u składki na ubezpieczenia społeczne (emerytalne, rentowne, wypadkowe) i zdrowotne. Z kolei opłacanie składki na ubezpieczenie chorobowe jest dobrowolne. – W takim przypadku przedsiębiorca nie musi ponosić kosztu związanego z opłacaniem składek na to ubezpieczenie, ale pamiętajmy, że gwarantuje ono wypłatę świadczeń w postaci zasiłku chorobowego, macierzyńskiego i opiekuńczego. Koszt ubezpieczenia chorobowego, w porównaniu do konsekwencji jego nieposiadania, jest niewielki– mówi Dorota Burchard, z kaliskiego Biuro Rachunkowego „DaKaDor”, Partner Tax Care.

Zasada 2: „mały ZUS”, czyli „nowi” płacą mniej

Jeżeli zakładamy własną firmę, przez dwa lata od momentu rozpoczęcia działalności gospodarczej, możemy skorzystać z płacenia obniżonych składek na ubezpieczenia społeczne. – Ta ulga jest wsparciem dla osób stawiających pierwsze kroki w biznesie, będących „na dorobku”, którzy szukają sposobów na obniżenie kosztów prowadzonego interesu. Przedsiębiorcy powinni jednak pamiętać o tym, że płacąc składki na preferencyjnych zasadach, w przyszłości będą otrzymywać niższe świadczenia emerytalne czy rentowe, niż w przypadku, gdyby przez cały okres opłacania ZUS-u, odprowadzali składki w pełnej wysokości – wyjaśnia Dorota Burchard, Partner Tax Care.

Warto pamiętać, że nie będziemy mogli jednak skorzystać z tej ulgi, jeżeli w ramach naszej firmy dla byłego pracodawcy świadczymy te same usługi, które wykonywaliśmy przez dwa lata przed startem własnej działalności. – W praktyce oznacza to, że, przykładowo – grafik, który był dotychczas zatrudniony w firmie X, postanawia zacząć pracować na własny rachunek, ale chce otrzymywać zlecenia od byłego pracodawcy, zgodnie z prawem, nie może skorzystać z płacenia niższych składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne – zaznacza Dorota Burchard, Partner Tax CareZasady „małego ZUS-u” będą jednak dotyczyć tych przedsiębiorców, którzy chcą działać na rzecz byłego pracodawcy, ale w obecnym i poprzednim roku podatkowym nie byli przez niego zatrudnieni, z wyjątkiem, gdyby przez ten okres charakter wykonywanych usług dla ówczesnego przełożonego był odmienny od tego realizowanego obecnie – Ograniczenie w  korzystaniu z możliwości płacenia mniejszych składek istnieje także w przypadku początkujących przedsiębiorców, którzy wcześniej prowadzili jakąkolwiek firmę, np. jednoosobową działalność gospodarczą i nie minęło przez 5 lat od jej zamknięcia – dodaje Burchard.

Zasada 3: te kwoty trzeba znać, czyli dowiedz się, ile wynoszą składki

Jeżeli obejmują nas zasady „małego ZUS-u, będziemy płacić składki w wysokości 190,62 zł (wraz z dobrowolnym ubezpieczeniem chorobowym). Z kolei aktualna składka na ubezpieczenie zdrowotne wynosi 297,28 zł. Wynika z tego, że przedsiębiorca płacący składki na preferencyjnych  zasadach przekazuje do ZUS-u blisko 488 zł każdego miesiąca.

Po dwóch latach od rozpoczęcia działalności, kończy się „okres ochronny” dla nowych przedsiębiorców i w związku z tym wysokość wszystkich składek (łącznie z tą na ubezpieczenie chorobowe) wzrasta do sumy 1172,56 zł miesięcznie, w którą wlicza się także obowiązkowe składki na rzecz Funduszu Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. – Płatnik, który korzysta z preferencyjnych zasad opłacania składek, nie musi wnosić opłat za Fundusz Pracy. Składek tych nie opłacają także przedsiębiorcy, którzy skończyli 55 lat, w przypadku kobiet i 60 lat, w przypadku mężczyzn. Środki z Funduszu Pracy w głównej mierze przeznaczone są na aktywizację zawodową bezrobotnych i łagodzenie skutków bezrobocia – zaznacza Dorota Burchard, Partner Tax Care.

Zasada 4: przedsiębiorco, zgłoś się do ZUS-u

Obowiązek opłacania składek do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych powstaje od dnia rozpoczęcia działalności, często jest to dzień, gdy dokonujemy rejestracji  naszej firmy, czyli chodzi o moment złożenia wniosku o wpis do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Następnie wniosek wraz z kopią wpisu do CEIDG automatycznie jest przesyłany do ZUS-u, a Zakład wypełnienia za nas druk ZUS ZFA, czyli dokonuje zgłoszenia płatnika składek.  – Nie jest to jednak równoznaczne z faktem, że zostajemy objęci ubezpieczeniem,  ponieważ  samodzielnie musimy zgłosić się do ubezpieczeń społecznych i ubezpieczenia zdrowotnego. Jeżeli chcemy podlegać wyłącznie temu drugiemu, wypełniamy druk ZUS ZZA. Z kolei, jeżeli chcemy się jednocześnie zgłosić do ubezpieczeń społecznych i zdrowotnego, odnotowujemy ten fakt na formularzu ZUS ZUA. W obu przypadkach jako przedsiębiorcy mamy na to 7 dni od rozpoczęcia działalności – zaznacza Dorota Burchard, Partner Tax Care.

Zasada 5: pamiętaj o terminach płatności

Gdy prowadzimy jednoosobową działalność gospodarczą, jesteśmy zobowiązani do opłacana składek do 10 dnia następnego miesiąca na konta wskazane przez ZUS. Jeśli spóźnimy się z płatnością lub zapomnimy uregulować należność, mogą nas czekać przykre konsekwencje. Te nie są tylko związane z naliczaniem karnych odsetek, zapłaceniem kary pieniężnej czy nawet ze wpisaniem do Rejestru Dłużników Niewypłacalnych, ale przede wszystkim skutkują ustaniem ochrony wynikającej z ubezpieczenia. – Pamiętajmy, że ta zasada obowiązuje także w przypadku dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego. Jeżeli nie zostanie opłacone w terminie lub w niepełnej wysokości, ubezpieczenie wygasa od pierwszego dnia kalendarzowego tego miesiąca, w którym składka nie została opłacona. Wtedy płatnikowi nie przysługuje prawo do zasiłku chorobowego, macierzyńskiego, opiekuńczego i świadczeń rehabilitacyjnych – zaznacza Dorota Burchard, Parter Tax Care.

Nie zapominajmy także, że terminowe opłacanie składek, to nie jedyny obowiązek przedsiębiorcy względem ZUS-u. – Jeżeli odprowadzamy składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne, musimy regularnie wypełniać deklarację rozliczeniową ZUS DRA, którą składa się do 10 dnia każdego miesiąca za miesiąc poprzedni. Należy jednak pamiętać o tym, że kiedy rozpoczynamy działalność gospodarczą, powinniśmy dostarczyć ZUS-owi deklarację ZUS DRA za obecny miesiąc oraz miesiąc kolejny – podpowiada Dorota Burchard, Partner Tax Care.

 

Źródło: Lightcape

Wzorowo wypadło majowe podsumowanie rejestru REGON. W stosunku do poprzedniego miesiąca zostało zarejestrowanych więcej nowych jednoosobowych działalności gospodarczych, a ich ogólna liczba wzrosła o 7 tys., w rezultacie dając 2,975 mln. Mamy też rekordowo niską liczbę wyrejestrowań. To najlepsze wyniki od czerwca 2016 r. Dobra passa dla mikroprzedsiębiorców może potrwać dłużej, biorąc pod uwagę pozytywne dane płynące z rynku.

NBP zakładał w marcu, że motorem pobudzającym polską gospodarkę w tym roku będzie przed wszystkim spożycie indywidualne zasilane transferami, a także dobra sytuacja na rynku pracy. Ostatnie dane GUS na temat stanu polskiej gospodarki za pierwszy kwartał zdają się to potwierdzać – PKB urósł o 4 proc. wobec analogicznego okresu ubiegłego roku. GUS szacuje też, że siłą napędową są właśnie zakupy Polaków, a to powinno pozytywnie wpływać na sytuację na lokalnych rynkach, a zatem i na sytuację najmniejszych firm. Wydaje się prawdopodobne, że poprawa sytuacji gospodarczej w naszym kraju może stymulować wzrost liczby jednoosobowych firm.

Na rynku działa najwięcej firm na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy

Jak wynika z rejestru REGON, ogólna liczba jednoosobowych działalności gospodarczych wpisanych do rejestru na koniec maja wyniosła 2,975 mln. To nie tylko trzeci z rzędu wzrost w tym roku, o 7 tys. więcej niż miesiąc wcześniej oraz aż o 16 tys. więcej niż na początku tego roku. To także najwyższy poziom od czerwca 2016 r., kiedy to odnotowano 2,963 mln jednoosobowych firm. W dodatku, uwzględniając dwa lata wstecz, tylko sześć razy liczba jednoosobowych firm była wyższa niż obecnie.

Rekordowo mało zamkniętych biznesów

Rekord padł też po drugiej stronie rejestru REGON, bowiem w maju wyrejestrowało się jedynie 19,1 tys. firm. Ten miesiąc przyniósł nie tylko najniższy poziom wyrejestrowań odnotowany w tym roku, ale i najniższy, patrząc przez pryzmat ostatnich dwunastu miesięcy. Natomiast na przestrzeni ostatnich 24 miesięcy, jedynie 5 razy zanotowano wynik niższy od obecnego. Cieszyć może też fakt, że od stycznia br. liczba wyrejestrowanych firm maleje regularnie – z miesiąca na miesiąc średnio zamyka się prawie o 4 tys. firm mniej.

Pełnia sezonu wśród mikrofirm jeszcze przed nimi?

Obserwowane od początku tego roku wzrostowa tendencja ogólnej liczby jednoosobowych firm i spadkowy trend wyrejestrowań mają spore szanse utrzymać się również w kolejnych miesiącach. Zgodnie z marcowymi prognozami NBP, w drugim i trzecim kwartale br. poza konsumpcją włączyć powinien się też drugi silnik gospodarki, jakim są inwestycje prywatne. W maju na rynek wkroczyło 25,7 tys. nowych jednoosobowych działalności gospodarczych – o kilkaset więcej niż miesiąc temu, a także o 1,3 tys. więcej niż wynika to ze średniej za pierwszy kwartał br.

Optymizm widać też w uśrednionym wskaźniku pokazującym chęć do pracy „na swoim”, który trzeci miesiąc z rzędu wypada na przyzwoitym poziomie, w porównaniu do słabszej końcówki zeszłego roku. Biorąc pod uwagę ostatnie 12 miesięcy, aktualnie średnio w miesiącu przybywa 23,4 tys. nowych jednoosobowych firm. Dokładnie na takim samym poziomie wskaźnik ten kształtował się w marcu i na bardzo zbliżonym w kwietniu tego roku.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy podał w maju, że oczekuje kontynuacji silnego przyspieszenia wzrostu gospodarczego w naszym kraju, o ile dojdzie do wzrostu produktywności, silniejszych inwestycji prywatnych oraz wzrostu aktywności zawodowej. Możliwe, że nowych firm nadal będzie przybywać, ale trzeba mieć też na uwadze, ile z nich się utrzyma. Informacje płynące z rejestru REGON warto uzupełniać np. o dane ZUS dotyczące liczby przedsiębiorców aktywnie opłacających składkę na ubezpieczenie społeczne. Wynika z nich, że w pierwszym kwartale br. liczba aktywnych płatników składek, którzy prowadzą działalność jako osoby fizyczne, zmalała o niecałe 8 tys. w stosunku do czwartego kwartału 2016 r., wynosząc 2,109 mln. Taki spadek obserwujemy rokrocznie właśnie w pierwszych kwartałach.

 

Źródło: Tax Care

Eksperci

Bugaj: Dobre złego początki

Jedno ze słynnych powiedzeń Warrena Buffetta głosi, że inwestorzy powinni być bojaźliwi, gdy inni są...

Kowalski: Interpretacja MF w sprawie VAT rozstrzyga wątpliwości prawne

Interpretacja ogólna Ministra Finansów w sprawie VAT od usług ściśle związanych z profilaktyką, zach...

Przasnyski: Rozbieżne prognozy dla stóp procentowych

Środowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej z pewnością nie przyniesie zmiany stóp procentowych, a ...

Lipka: Frank najtańszy od trzech lat. Czy jeszcze spadnie?

Pierwsze dni stycznia przynoszą pogłębienie spadków franka. Szwajcarska waluta jest o 1 proc. poniże...

Białas: Czy stabilizacja na GPW to scenariusz maksimum?

Czy mogą zaskoczyć rynki w 2018 roku? To pytanie sobie niemal każdy inwestor. Solidne fundamenty pol...

AKTUALNOŚCI

Ponad 20 mln zł kary dla banku Millennium

UOKiK stwierdził, że bank przekazywał klientom nieprawdziwe informacje o skutkach wpisu stosowanych ...

Ratunek dla lotniska w Radomiu

Państwowa firma PPL, będąca głównym udziałowcem większości lotnisk pasażerskich w Polsce, chce przej...

MPK Kraków podpisało umowę z Solarisem i Stadlerem na tramwaje

MPK w Krakowie podpisało umowę z konsorcjum firm Solaris Bus & Coach i Stadler Polska na dostawy...

2515 firm z elastycznym czasem pracy

Coraz więcej firm stawia na elastyczny czas pracy. Z danych Państwowej Inspekcji Pracy wynika, że to...

Digital PLN (dPLN) – narodowa kryptowaluta

Powstanie polska kryptowaluta w ramach Polskiego Akceleratora Technologii Blockchain, który działa p...