wtorek, Grudzień 11, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "ZPP"

ZPP

W dniu 23 października 2018 roku Sejm RP przegłosował rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy – Ordynacja podatkowa oraz niektórych innych ustaw (druk nr 2860) oraz rządowy projekt ustawy o Solidarnościowym Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych (druk nr 2848).

Oba projekty były przedmiotem gruntownej krytyki wielu uczestników przeprowadzonych konsultacji społecznych, w tym również ZPP. Pierwszy z nich zakłada bowiem wprowadzenie do polskiego systemu podatkowego szeregu zmian o charakterze bardzo istotnym dla podmiotów gospodarczych, odnoszących się m.in. do kwestii raportowania o schematach podatkowych, czy też zmian dotyczących klauzuli obejścia prawa podatkowego. Są to działania, które w zamierzeniu ustawodawcy mają uszczelnić system i doprowadzić do zwiększenia dochodów budżetowych, w praktyce jednak mogą być dla podatników niebezpieczne. Ponadto, w ramach projektu, ustawodawca wprowadza tzw. exit tax, zgodnie z którym opodatkowane miałyby zostać dochody z niezrealizowanych zysków. Oznacza to de facto opodatkowanie przeniesienia składnika majątku poza terytorium Polski, w wyniku którego Rzeczpospolita traci w całości albo w części prawo do opodatkowania dochodów ze zbycia tego składnika, a także zmiana rezydencji podatkowej, w wyniku której Polska traci w całości albo w części prawo do opodatkowania dochodów ze zbycia składnika majątku będącego własnością podatnika, w związku z przeniesieniem jego miejsca zamieszkania do innego państwa.

Jest to rozwiązanie wynikające poniekąd z dyrektywy ATAD – jednak polski ustawodawca zdecydował się implementować przepisy w sposób zaostrzony względem minimalnych wymagań ustanowionych w dyrektywie, obejmując podatkiem również osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej.

Warto zaznaczyć, że przyjęty projekt został wyodrębniony z projektu większego, który był uprzednio przedmiotem konsultacji społecznych i zawierał szereg innych rozwiązań, obejmujących m.in. preferencyjne opodatkowanie dochodów z praw własności intelektualnej, czy też zmianę zasad podatkowego rozliczania kosztów rat leasingowych. W toku konsultacji społecznych, ZPP złożył krytyczne stanowisko do projektu zwracając uwagę na część niekorzystnych rozwiązań, a także poddając krytyce fakt, że dyrektywę ATAD polski ustawodawca zdecydował się implementować w pośpiechu czyniącym proces konsultacji w zasadzie iluzorycznym (zaledwie dwa tygodnie na zgłoszenie uwag do bardzo obszernego projektu, przy jednoczesnym konsultowaniu nowej Ordynacji podatkowej), mimo że czas na transpozycję mija dopiero z końcem 2019 roku. Nasze stanowisko w powyższym zakresie pozostaje niezmienne – wyrażamy stanowczy sprzeciw wobec wprowadzania nowych rozwiązań podatkowych, tak głęboko ingerujących w interesy podatników, w tak krótkim czasie, bez uwzględnienia uwag złożonych w toku konsultacji społecznych, a także bez dogłębnej analizy i dyskusji nad orzecznictwem TSUE odnoszącym się do koncepcji exit tax oraz jego wpływem na ostateczny kształt polskiej regulacji.

Podczas tej samej sesji plenarnej uchwalono ponadto również drugi projekt ustawy – o Solidarnościowym Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych. Fundusz ten miałby być finansowany ze składek obciążających wynagrodzenia pracowników oraz nowego podatku o stawce 4 proc., którego podatnikami będą osoby osiągające roczne dochody na poziomie miliona złotych. Warte zauważenia, że wysokość wspomnianej składki nie została w ustawie podana – ma być na bieżąco określana w ustawie budżetowej. W rzeczywistości zatem, polski ustawodawca, pod pretekstem stworzenia Funduszu (w dużej mierze pokrywającego się kompetencyjnie z już istniejącym PFRON), zdecydował się na zwiększenie pozapłacowych kosztów pracy (co gorsza – w wysokości nie określonej na stałe w ustawie), a także likwidację liniowego podatku dochodowego od działalności gospodarczej i wprowadzenie do skali podatkowej trzeciego progu w wysokości miliona złotych. ZPP już kilkukrotnie zdecydowanie krytykował ten pomysł, wskazując na jego antyrozwojowy charakter, a także niebezpieczeństwo wprowadzenia dalej idących zmian w przyszłości, zmierzających w kierunku stworzenia w Polsce progresywnego systemu opodatkowania dochodów.

Reasumując, 23 października polski Sejm uchwalił dwa projekty ustaw wprowadzające istotne, niekorzystne dla podatników zmiany. Jak wynika z informacji dotyczącej głosowań, niestety niewielu posłów sprzeciwiło się tym inicjatywom, co pozostawiamy do rozwagi w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych.

Źródło: Związek Przedsiębiorców i Pracodawców  

 

Bilans handlowy Polski po wprowadzeniu rosyjskiego embarga systematycznie się poprawia. Struktura eksportu nie uległa szczególnej zmianie, jednak wolumen produktów żywnościowych wzrósł. Polakom udało się zatem skutecznie znaleźć alternatywne rynki zbytu.

Podstawowy wniosek z opublikowanego przez ZPP dokumentu jest następujący: polscy eksporterzy doskonale sobie radzą i, mimo embarga, sukcesywnie zwiększają wolumen eksportu, poszukując nowych rynków zbytu. Co istotne, również eksport produktów żywnościowych nie ucierpiał w szczególnym stopniu na embargu. Wydaje się natomiast, że głównymi poszkodowanymi w całej sytuacji są przede wszystkim
Rosjanie.
– Zaraz po wprowadzeniu embarga straszono nas, jakie straszne skutki przyniesie ono dla polskich producentów, w szczególności rolników miała czekać katastrofa – mówi prezes ZPP, Cezary Kaźmierczak. – Okazało się tymczasem, że Rosja nie jest dla naszych eksporterów niezbędnym rynkiem zbytu, a samo embargo najbardziej uderza w samych Rosjan, którzy muszą płacić za żywność dużo więcej, niż przed 2014 rokiem.
O tym, że embargo nie wpłynęło w istotnie negatywny sposób na wolumen polskiego eksportu, najlepiej świadczą twarde dane – w 2013 roku eksportowaliśmy towary o wartości ok. 648 miliardów złotych. W 2016 roku, po dwóch latach obowiązywania embarga, wartość eksportu wzrosła do 803 miliardów złotych, czyli o ok. 32 proc. w stosunku do roku 2013. Jednocześnie, nie zmieniła się istotnie struktura eksportu –
co oznacza, że również wolumen sprzedaży za granicę polskich produktów żywnościowych zwiększył się. – Wyraźnie świadczy to o tym, że embargo nie doprowadziło do załamania eksportu polskiej żywności. Okazuje się ponadto, że Rosja wcale nie jest kluczowym rynkiem zbytu dla polskich eksporterów, już w 2013 roku więcej, niż tam, sprzedawaliśmy do malutkich Czech – mówi Jakub Bińkowski, sekretarz
Departamentu Prawa i Legislacji ZPP.
Mimo faktu, że Polacy znakomicie poradzili sobie z wprowadzonym w 2014 roku ograniczeniem, a Rosjanie narzekają na rosnące ceny żywności, Władimir Putin twierdzi, że będzie chciał utrzymywać embargo tak długo, jak się da. Wydaje się, że nie ma ku temu żadnych racjonalnych przesłanek – nawet kondycja rosyjskiego sektora spożywczego, która teoretycznie mogłaby się wskutek tej sytuacji poprawić,
z uwagi na jego zwiększony udział w zaspokajaniu wewnętrznego zapotrzebowania na żywność, nie uzasadnia podtrzymywania embarga. Wyraźną poprawę można odnotować w zasadzie tylko w sektorze drobiu i wieprzowiny. Ostatecznie, wydaje się że Rosja, ze względu na niestabilność sytuacji gospodarczej, uzależnionej w ogromnym stopniu od cen na rynku surowcowym, a także relatywne ubóstwo większości społeczeństwa (zwłaszcza w okręgach oddalonych od Moskwy), nie stanowi bardzo atrakcyjnego rynku zbytu, dlatego też ewentualne utrzymywanie embarga nie powinno stanowić dla polskich producentów żadnej poważnej groźby. Argumentację zatem, jakoby embargo było wyjątkowo dotkliwą reperkusją politycznych i gospodarczych sankcji nałożonych na Rosję, przez co należałoby je – zdaniem niektórych – złagodzić, trzeba uznać za fałszywą.

Pozwólmy rynkowi ocalić edukację naszych dzieci, a polskim szkołom znaleźć się w światowej czołówce. WEI i ZPP prezentują raport „Szkoła dla życia. Kto zapłaci za nasze emerytury?”. Opracowanie pod kierownictwem profesora Krzysztofa Konarzewskiego zawiera rekomendacje zmian we wszystkich kluczowych obszarach oświaty: programie kształcenia, ustroju szkolnym, zarządzaniu i finansowaniu.

Jeżeli polska szkoła ma odpowiadać na wyzwania zmieniającego się świata, a sami Polacy mają żyć na poziomie najbogatszych narodów, to system edukacji musi przejść głębokie przeobrażenia. Dać szkołom większą niezależność finansową, upodmiotowić rodziców i lokalną społeczność, a w szczególności lokalnych przedsiębiorców, kosztem centralnego nadzoru państwa i gmin. Bez wprowadzenia elementów twardej konkurencyjności i mechanizmów rynkowych nigdy nie zapewnimy naszym dzieciom edukacji na poziomie najszybciej rozwijających się państw.

Sporadyczne zmiany programowe i arbitralne decyzje ministra należy zastąpić systematyczną pracą nad doskonaleniem podstaw programowych i podręczników szkolnych z wykorzystaniem nowych pomysłów i danych empirycznych. Taką ciągłość pracy może zapewnić umocowana w ustawie Rada Programowa przy Ministrze Edukacji Narodowej.

Polskie szkoły potrzebują większej samodzielności i przestrzeni do kreatywnego rozwoju młodzieży. Kluczowe decyzje dotyczące oferty dydaktycznej, wychowawczej, wyposażenia i zatrudnienia nauczycieli zapadają dziś poza szkołą – przede wszystkim w gminnych lub miejskich wydziałach oświaty, które dzielą subwencję oświatową, w kuratoriach i w MEN, które drobiazgowo reguluje każdy aspekt jej działalności. Nikt nie bierze pod uwagę specyfiki każdej ze szkół, różnic między uczniami i potencjału rozwojowego wybranej kadry nauczycielskiej.

WWE wraz z Fundacją Związku Przedsiębiorców i Pracodawców rekomendują:

  1. Szkołami nie powinny dłużej zarządzać jednostki samorządu terytorialnego, lecz spółki not for profit mające własny budżet i radę nadzorczą. Spółkę prowadzącą szkołę powinna obowiązkowo wybierać jednostka samorządu terytorialnego w drodze zamówienia publicznego. Po rozstrzygnięciu przetargu samorząd zawierałby ze spółką umowę na prowadzenie placówki.
  2. Gruntowną zmianę w systemie finansowania. Na budżet szkoły powinny się składać: subwencja wypłacana przez jednostkę samorządu terytorialnego, dotacje i darowizny z innych źródeł oraz dochody z własnej działalności. Samorząd pozostawałby właścicielem nieruchomości oświatowych i miałby obowiązek utrzymywać je w należytym stanie.
  3. Powołanie Rady Programowej przy Ministrze Edukacji Narodowej, do której zadań należałoby tworzenie projektów zmian podstawy programowej kształcenia, analizowanie wyników pomiaru osiągnięć szkolnych oraz rekomendowanie podręczników zasługujących na dopuszczenie do użytku szkolnego.
  4. Powołanie, wzorem Anglii, Walii i Irlandii Północnej, szkolnej rady nadzorczej z udziałem przedstawicieli nauczycieli, rodziców, lokalnych przedsiębiorców, organizacji pozarządowych, fundacji, uczelni, która bada efekty nauczania, wysuwa nowe cele i kieruje zmianami, po to, by zbliżyć szkołę do oczekiwań lokalnej społeczności.
  5. Polska szkoła powinna nauczać i wymagać o wiele więcej przydatnych umiejętności praktycznych, przy jednoczesnej rezygnacji z nadmiaru treści. Kluczowe jest także powszechne korzystanie z technologii informacyjnej w nauczaniu i uczeniu się poszczególnych przedmiotów.
  6. Zerwanie z przestarzałymi i nieefektywnymi metodami pracy na lekcjach, wykorzystanie metod aktywizujących inteligencję ucznia.

Pełny raport jest dostępny do pobrania tutaj.

Raport powstał w ramach projektu „Agenda Polska”, wspólnego przedsięwzięcia Warsaw Enterprise Institute oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, którego celem jest przygotowywanie strategii rozwoju Polski, rozwiązań systemowych i punktowej naprawy prawa.

Jak wynika z raportu prezentowanego dziś podczas konferencji prasowej ZPP pt. „Finansowanie biznesu w Polsce” najważniejszym sposobem inwestowania przedsiębiorstw nadal jest wykorzystanie środków własnych. Należą do nich oszczędności z zysków osiągniętych w latach poprzednich i aktualnie wygospodarowane środki. Według dostępnych danych, aż 62% firm z sektora MSP finansuje rozwój ze środków własnych.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) opublikował drugi już raport nt. finansowania biznesu w Polsce. Tematyka jest istotna, bowiem decyduje o poziomie dokonywanych przez przedsiębiorstwa inwestycji na rozwój oraz unowocześnianie prowadzonych działalności. Inwestycje natomiast są niezbędne dla utrzymania wzrostu gospodarczego.

– Wyraźnie widać, że polscy przedsiębiorcy z sektora MSP finansują swoje działania przede wszystkim z własnych środków – twierdzi prezes ZPP Cezary Kaźmierczak– Obawy przed zaciąganiem poważnych zobowiązań są zrozumiałe, ale wydaje się że przeprowadzanie naprawdę dużych inwestycji nie może obyć się bez korzystania z zewnętrznych źródeł finansowania. Dlatego właśnie odpowiednio skrojona oferta i brak przeszkód tworzonych przez prawodawcę to tak istotne czynniki dla rozwoju polskich firm.

Stosunkowo niewielką, choć jednak rosnącą rolę odgrywają tak zwane zewnętrzne źródła finansowania, wśród których wyróżnić można środki zwrotne i bezzwrotne.

Za główny środek zwrotny uważa się kredyty bankowe. Z kolei do środków bezzwrotnych zalicza się subwencje, dotacje oraz pieniądze z funduszy celowych Unii Europejskiej. Szczególnie ten ostatni wydaje się być bardzo atrakcyjny. Tyle tylko, że jedynie niewielki odsetek przedsiębiorców uważa, że stosunkowo łatwo można je pozyskać. Aż 43% jest zdania, że procedura ubiegania się o nie jest stanowczo zbyt skomplikowana. A wśród przedsiębiorców, którzy dofinansowania nie otrzymali, chociaż się o nie ubiegali, niezadowolonych z procedur jest aż 72%.

Z treści raportu wynika jednoznaczny wniosek, że wskazane byłoby, aby proces ubiegania się o dofinansowanie z funduszy europejskich mógł zostać maksymalnie uproszczony. Z drugiej jednak strony trzeba wziąć pod uwagę, że instytucje przyznające środki chcą mieć kontrolę nad gospodarowaniem nimi, dlatego domagają się szczegółowych sprawozdań z wydatkowania. Potrzebny byłby zatem rozsądny kompromis między oczekiwaniami przedsiębiorców a koniecznością nadzoru.

– Z jednej strony mamy do czynienia z sytuacją, w której dofinansowanie przyznawane jest na bardzo wątpliwe projekty, z drugiej jednak wciąż kluczową przeszkodą w korzystaniu przez MSP ze środków unijnych są skomplikowane procedury – powiedział Jakub Bińkowski, sekretarz Departamentu Prawa i Legislacji ZPP.

Istotną, chociaż jeszcze w niewielkim stopniu wykorzystywaną możliwością finansowania rozwoju oraz inwestycji są wspomniane już wcześniej kredyty bankowe. Przegląd ofert kredytowych poszczególnych banków wskazuje, że jest ona bogata i zróżnicowana. Wygląda jednak na to, ze przedsiębiorcy wciąż z dużą ostrożnością podchodzą do zaciągania poważnych zobowiązań.

Odnotować należy, że coraz większą popularnością wśród przedsiębiorców cieszą się różne formy leasingu. W roku 2017 firmy leasingowe sfinansowały aktywa o wartości 67,8 miliarda złotych, z tego aż 71% podmiotów, które z nich skorzystały, stanowiły firmy mikro i małe. W pierwszym kwartale roku bieżącego zanotowano dynamiczny wzrost korzystania z leasingu, wynoszący aż 20,9%. Większość finansowanych aktywów stanowiły pojazdy, transport ciężki oraz maszyny i urządzenia. Zatem, jak się wydaje, branża leasingowa ma przed sobą dobrze zapowiadające się perspektywy rozwoju i to pomimo, że aż 52% przedsiębiorców deklaruje, że nie korzystało do tej pory z leasingu i w najbliższej przyszłości nie ma takiego zamiaru.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o stosunkowo rzadko wykorzystywanej usłudze factoringu. Jej popularność stopniowo rośnie, chociaż w ubiegłym roku skorzystało z niej jedynie 14% przedsiębiorców z branży MSP. Ma ona tę zaletę, że pozwala rozwiązać jeden z głównych problemów przy prowadzeniu działalności, a mianowicie likwiduje zatory płatnicze, z którymi boryka się aż 81% mikro, małych i średnich firm. W roku 2017 firmy factoringowe wykupiły wierzytelności na ogólną kwotę 185 miliardów złotych, czyli całkiem sporo.

Magda Strzykalska, informacja prasowa ZPP

 

Przedsiębiorcy nie wykazują radykalnej zmiany nastrojów gospodarczych – najnowszy odczyt Indeksu Busometr ZPP wyniósł 44,67 pkt. To wynik zbliżony do badania z II poł. 2017 roku.

– Wynik kolejnej fali badania Busometr pokazuje, że przedsiębiorcy sektora małych i średnich firm mają raczej neutralny stosunek do polityki gospodarczej rządu. Nie odnotowaliśmy także znaczących różnic w wartości komponentów, które mają wpływ na wartość Indeksu, w stosunku do wyników z poprzedniego badania. Wprawdzie wskaźnik koniunktury gospodarczej jest nieco niższy, jednak jest to niewielka różnica, bo zaledwie 6 pkt. Sytuacja na rynku pracy już od dłuższego czasu utrzymuje się na dobrym poziomie, a wskaźnik inwestycji nieznacznie wzrósł – mówi Cezary Kaźmierczak, Prezes ZPP.

Badanie Związku Przedsiębiorców i Pracodawców przeprowadzone wśród reprezentatywnej, pod względem ilości zatrudnianych pracowników, próby małych i średnich firm w Polsce, pokazuje, że największe fluktuacje w czasie wykazuje komponent koniunktury gospodarczej. Jego wartość dla aktualnego odczytu wynosi 41,75 pkt. Zdaniem 35% przedsiębiorców, w ciągu najbliższych miesięcy, koniunktura nie ulegnie zmianie, 42% spodziewa się natomiast jej pogorszenia.

Pozytywne nastroje co do sytuacji gospodarczej w Polsce w perspektywie najbliższego półrocza wykazują przedsiębiorcy sektora produkcyjnego – tutaj wskaźnik wynosi 52,59 pkt. Gorzej jest w handlu i usługach – około 38 pkt.

Na Indeks Busometr ZPP wpływ mają również dwa pozostałe komponenty – rynku płacy i inwestycji. Ich wartość to kolejno 55,14 pkt. oraz 43,46 pkt.

– Optymistyczne nastroje przedsiębiorców w zakresie „rynku pracy” wykazują przedsiębiorcy z każdego sektora. Podobnie jest jeśli weźmiemy pod uwagę wielkość przedsiębiorstwa, staż na rynku czy region. W każdym z tych przypadków wartość komponentu przekracza 50 pkt. – komentuje Cezary Kaźmierczak.- O tym, że mamy teraz rynek pracownika, może świadczyć chociażby to, że 38% przedsiębiorców planuje podniesienie wynagrodzenia w swoich firmach w ciągu najbliższych kilku miesięcy, natomiast blisko 30% zamierza zwiększyć zatrudnienie.

Od pierwszego półrocza 2017 roku odnotowano powolny wzrost komponentu „inwestycje”. Aktualnie jego wartość osiągnęła 43,46 pkt. W tym obszarze najlepiej prosperują firmy z sektora produkcyjnego (wartość indeksu wynosi blisko 65 pkt.).

48% badanych w perspektywie najbliższego półrocza deklaruje, że będzie inwestować. Największą skłonność do inwestowania wykazują przedsiębiorcy z sektora średnich i dużych firm (53,7 pkt), mniejszy optymizm panuje wśród mikroprzedsiębiorców.

Wynagrodzenie w Polsce na przestrzeni ostatnich lat systematycznie rośnie. Zmiany w tym zakresie mogą być realnie odczuwalne dla przeciętnego pracownika. Aby tak się stało koniecznie jest przeprowadzenie reform mających na celu podatkowe odciążenie płac – zmniejszenie wysokości klinu podatkowego oraz wydatków na system ubezpieczeń społecznych wynika z publikacji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców pn. „Raport Płacowy. Polska i Świat”.

W ostatnim czasie, z uwagi na kłopoty demograficzne i deficyt rąk do pracy, wzrost przeciętnego wynagrodzenia nabrał wyjątkowej dynamiki. W październiku 2017 roku przeciętne wynagrodzenie miesięczne wyniosło w naszym kraju 4574 złotych, czyli o ponad 500 złotych więcej niż w roku 2016. W większości sektorów jednak wysokość przeciętnych wynagrodzeń jest windowana przez płace w podmiotach publicznych. Jest również zróżnicowana w zależności od wielkości firmy (im większa tym większe mediany płac) czy też województwa. Ponadto w  metodologii obliczania przeciętnego wynagrodzenia brane są pod uwagę tylko firmy zatrudniające powyżej 9 osób.

Wzrost wynagrodzeń w Polsce mógłby być bardziej odczuwalny przez pracowników, jednak największą barierą w tym zakresie są podatkowe i składkowe obciążenia płac.

– Od 2001 do października 2017 roku przeciętne wynagrodzenie urosło ponad dwukrotnie. Nie sposób zatem zaprzeczyć, że Polacy w ciągu tych kilkunastu lat realnie znacznie się wzbogacili, co z kolei wpływa na lepszą jakość życia. Istotnym problemem pozostaje natomiast klin podatkowy w Polsce, który wynosi około 35,78 proc. i jest zbliżony dla średniego w OECD, ale zdecydowanie za wysoki jak na nasz poziom rozwoju gospodarczego. Pod względem wydatków na system ubezpieczeń społecznych jesteśmy jednym z liderów Organizacji – powiedział Jakub Bińkowski, sekretarz Departamentu Prawa i Legislacji ZPP, autor raportu.

Ekspert dodał, że realna zmiana w zakresie zmniejszenia tych obciążeń będzie możliwa dzięki całkowitemu przemodelowaniu systemu podatkowego.

Według danych za I półrocze 2017 roku spośród wszystkich sektorów gospodarki, najwyższe wynagrodzenia osiągali pracownicy zatrudnieni w firmach prowadzących działalność w zakresie informacji i komunikacji (przeciętne wynagrodzenie na poziomie 7 871,60 zł) oraz finansów i ubezpieczeń (przeciętne wynagrodzenie na poziomie 7 648,64 zł). Z Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń za rok 2016 wynika, że na wzrost wynagrodzeń wpływa kolejny, skończony etap edukacji.

Jeśli chodzi o podział regionalny, w pierwszym półroczu 2017 roku najwięcej zarabiali pracownicy w województwie mazowieckim – przeciętne wynagrodzenie brutto osiągnęło tam wysokość 5 530,32 zł. Drugie w kolejności jest województwo dolnośląskie (4 652,90 zł), a trzecie województwo pomorskie, gdzie w omawianym okresie zarabiało się przeciętnie 4 599,41 zł. Województwa, w których wynagrodzenia były najniższe, to: warmińsko-mazurskie (3 876,63 zł), podkarpackie (3 895,38 zł) oraz świętokrzyskie (3 963,43 zł).

Wśród czynników kształtujących wynagrodzenia wyróżnia się m.in. wysokość zasiłków dla bezrobotnych, intensywność poszukiwań pracy, koszty poszukiwań pracy czy też ustawodawstwo chroniące pracowników.

W tym zakresie z punktu widzenia ekonomicznego znaczenie ma ustalana na mocy przepisów prawa wysokość minimalnego miesięcznego wynagrodzenia za pracę.

W 2017 roku płaca minimalna w Polsce wynosi 2000 złotych brutto. W ciągu kilkunastu lat jej wysokość wzrosła prawie trzykrotnie.

– Generalnie nie jesteśmy zwolennikami płacy minimalnej. Ta regulacja zniekształca rynek pracy i wpływa na pogorszenie sytuacji najsłabszych jego uczestników. Chodzi tu przede wszystkim o osoby młode i niedoświadczone – powiedział Marcin Nowacki, wiceprezes ZPP. – Skoro już taka regulacja musi w Polsce obowiązywać to opowiadałbym się raczej za określaniem płacy minimalnej na poziomie regionu, ponieważ taka konstrukcja spowodowałaby potencjalnie o wiele mniej szkód, niż płaca minimalna ustalana dla całego kraju – dodał.

Analizując dane dotyczące wysokości wynagrodzeń w skali globalnej można zauważyć, że w okresie od 2013 do 2015 roku, wzrost realnych rocznych płac na świecie znacząco zwolnił – w ostatnim roku objętym pomiarem, czyli 2015, wzrost osiągnął najniższy poziom od 2011 roku i wyniósł 1,7 proc.

Danych dotyczących wysokości wynagrodzeń w poszczególnych państwach dostarcza OECD. Zgodnie z ich statystykami, najwięcej zarabia się w Luksemburgu, Stanach Zjednoczonych, Szwajcarii, Islandii, Norwegii, Holandii, Danii, Australii, Irlandii i Belgii.

Polska w 2016 roku znalazła się w grupie państw, w których średnie roczne wynagrodzenie jest najniższe (wynosi ono 25 921 złotych). Polacy zarabiają zatem dwukrotnie mniej niż Irlandczycy, ale o ponad połowę więcej niż Meksykanie.

– Ciekawy jest fakt, że wysokość wynagrodzeń przekłada się w pewien sposób na udział płac w PKB. Analizując dane Międzynarodowej Organizacji Pracy możemy zaobserwować taką zależność, że państwa z najwyższymi wynagrodzeniami mają jednocześnie najwyższy ich udział w produkcje krajowym brutto i odwrotnie, choć nie jest to reguła obowiązująca bezwzględnie. Co do zasady jednak, wśród krajów cechujących się wysokimi wynagrodzeniami, udział płac w PKB jest wyższy niż w państwach o niskich wynagrodzeniach. – powiedział Jakub Bińkowski.

Udział płac w PKB Polski wyniósł w 2016 roku 47,5 proc. (a zatem poniżej średniej dla pięciu państw o najniższych płacach) i w ciągu dekady zmalał o 1 pp. Według prognoz Komisji Europejskiej, ma on jednak w ciągu najbliższych lat rosnąć.

Wszystkie wartości podawane w ramach raportu zaprezentowanego przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców są wartościami brutto. Nie równają się wobec tego z wynagrodzeniem, które trafia na konto pracownika każdego miesiąca – są powiększone o składki na ubezpieczenia społeczne, w części płaconej przez pracownika oraz zaliczki na podatek dochodowy od osób fizycznych. Ponadto mówi się także o kontrybucji pracodawcy do składek na ubezpieczenia społeczne pracownika i tożsamych z faktycznym kosztem zatrudnienia. Według danych GUS, miesięczny koszt pracy na 1 zatrudnionego w 2016 roku, wyniósł w Polsce przeciętnie 5 489,14 zł. Przypomnieć należy, że przeciętne wynagrodzenie brutto wynosiło wówczas ok. 4 047 zł, a pracownik otrzymywał „na rękę” jeszcze mniej.

 

 

Eksperci

Inwestorzy widzą tylko to, co chcą zobaczyć

Wygląda na to, że przed obawami o globalne spowolnienie rynki finansowe mogą uratować... skutki obaw...

PPK to nie nowe OFE, dajmy im szansę

Proces legislacyjny w Polsce od dawna budzi niemałe kontrowersje, ale pomysłodawcom ustawy o Pracown...

Koniec jednego, początek drugiego

Koniec miesiąca i start szczytu G20 nakładają się na siebie, co może przynieść wszystko i nic w kwes...

W ostatnim tygodniu listopada polityka może pozostać ważniejsza niż gospodarka

. Europa będzie śledzić wydarzenia wokół brexitu i Włoch, a w odniesieniu do szczytu G20 tlą się nad...

Najważniejsze zasady budowania portfela inwestycyjnego

Jak zbudować portfel inwestycyjny? Opierać się na funduszach czy inwestować w akcje i nowe, obiecują...

AKTUALNOŚCI

Historyczny moment: Ameryka niezależna energetycznie

Gdy wszyscy oczekiwali na komunikat OPEC na temat redukcji podaży ropy naftowej, pojawiła się znaczn...

Co nam zostanie po COP 24?

 Od kilku dni w Katowicach goście z całego świata dyskutują o możliwościach i regułach wdrożenia por...

Będą kolejne referenda w sprawie opuszczenia UE? Nie Polska i Węgry, ale…

Nie Polska czy Węgry, ale Włochy i Grecja są najbliższej wyjścia z Unii Europejskiej. Londyński bukm...

Elektroniczne faktury zdominują wkrótce rynek rozliczeń

Elektroniczne faktury mają za kilka lat zdominować rynek rozliczeń. Polscy przedsiębiorcy jednak do ...

Black Friday czyli zakupowe szaleństwo nie tylko Amerykanów

Wielka wyprzedaż przypadająca na ostatni piątek listopada i mająca początek swojej tradycji w Stanac...