niedziela, Sierpień 18, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "wywiad"

wywiad

Zmiana… Każdy z nas przynajmniej raz zadawał sobie pytanie: co musiałoby się zdarzyć, żeby w moim życiu zarówno zawodowym jak i osobistym coś się zmieniło?

Czasami odpowiedź przychodzi nieoczekiwanie i w zasadzie dzieje się sama, wystarczy znaleźć się w grupie ludzi, którzy mają inne perspektywy poznawcze, czyli patrzą na świat przez inne filtry, i zrozumieć te zależności.

Po szczegóły budowania relacji i partnerstwa opartego na zaufaniu zapraszamy do czytania rozmowy z Mariuszem Majdanikiem, General Managerem w firmie Fortaco, o tym, jakie korzyści daje ukończenie programu MBA i jak może się zmienić własna perspektywa.

Zapraszamy do czytania wywiadu z Mariuszem Majdanikiem, w najnowszym wydaniu specjalnym magazynu „Personel i Zarządzanie”.

Publikacja dostępna bezpłatnie tutaj : http://p.infor.pl/promocja-infor/piz/2019/20190524_piz-edukacja-s24/index.html.

Panie Profesorze, czym się kierować przy wyborze studiów MBA?

Dr hab. Rafał Mrówka: Najważniejsze jest, żeby wybrać studia, które są tworzone przez instytucję z autorytetem. Taka instytucja będzie miała wykładowców na odpowiednim poziomie i będzie prowadziła studia metodami, które są wiarygodne. W Polsce jest kilkanaście takich instytucji, które są w stanie zorganizować studia MBA, bo mają doświadczenie w tworzeniu dużych projektów edukacyjnych. Wiarygodność uniwersytetów jest dobrym punktem wyjścia, aby w ogóle zacząć rozpatrywać wybór takich studiów. Szczególnie że na rynku sporo jest studiów, które mają jedynie szyld MBA, a standardy, które oferują, mają niewiele wspólnego z MBA.
Drugim kryterium są międzynarodowe akredytacje. Jeżeli studia mogą się pochwalić posiadaniem jednej lub większej liczby akredytacji udzielanych przez instytucję, która ocenia jakość programów MBA w skali całego świata i przyznaje te akredytacje jedynie uniwersytetom, które spełniają określone standardy, to myślę, że nie wybieramy źle.

Jakie akredytacje posiada SGH?

Dr hab. Rafał Mrówka: Nasza główna akredytacja pochodzi z brytyjskiej instytucji AMBA – Association of MBAs. W skali światowej kilkaset uniwersytetów posiada taką akredytację. Wiąże się to z dosyć skomplikowanym audytem, napisaniem dużego raportu i przyjrzeniem się procedurom, według których uczymy studentów, utrzymujemy relacje z absolwentami i partnerami biznesowymi. Taki audyt dotyka bardzo wielu aspektów, które w efekcie tworzą produkt edukacyjny, jakim jest program MBA-SGH.

Wywiad pochodzi z najnowszego wydania magazynu „Personel & Zarządzanie”. Więcej tutaj.

Czy w Polsce są inne uczelnie, które posiadają tę akredytację?

Dr hab. Rafał Mrówka: Tak, w Polsce jest już kilka takich uczelni, zresztą nie tylko w Warszawie; to także Toruń, Kraków, Wrocław i Poznań. Natomiast istnieją także instytucje, które nie mają żadnych akredytacji, a próbują sprzedawać programy pod szyldem MBA. Nie twierdzę, że wszystkie z nich są złe, ale w tym momencie powinna zapalić się lampka w głowie potencjalnego kandydata na studia. Powinien dużo uważniej sprawdzić programy, które tej akredytacji nie posiadają.

Jaki jest profil idealnego kandydata na studia MBA?

Dr hab. Rafał Mrówka: Przede wszystkim na studia MBA nie przyjmujemy każdego. Żeby rozpocząć studia w programie MBA, trzeba mieć kilkuletnie doświadczenie w biznesie. Nie można zostać studentem w programie MBA, nie będąc menedżerem, przy czym my „bycie menedżerem” definiujemy jako odpowiedzialność za zespół. Nie chcemy uczyć studentów tuż po studiach dziennych, którzy dopiero w trakcie studiowania MBA będą dowiadywać się, na czym polega zarządzanie. Chcemy zderzyć się z pewnymi doświadczeniami, jakie nasi studenci już mają w momencie rozpoczęcia programu. Uważamy, że w programie MBA wymiana doświadczeń jest co najmniej tak samo ważna jak to, czego my próbujemy uczyć studentów. Z drugiej strony, szukamy różnorodności – tego, by nasi studenci nie byli tacy sami, by mogli się uzupełniać i wzajemnie inspirować. Świetnym połączeniem są humaniści i inżynierowie, bo oni mogą się od siebie wiele nauczyć, a przecież całe zarządzanie nie polega na funkcjonowaniu tylko w jednym z tych obszarów.

Jakich Pana zdaniem kompetencji najczęściej brakuje studentom rozpoczynającym naukę? Jakie zdolności studia MBA rozwijają najsilniej?

Dr hab. Rafał Mrówka: Wiele zależy od tego, kim są nasi studenci. Nie wszyscy mają te same braki. Zapewniamy im pewne kompetencje, ale oni także uczą się od siebie, wzajemnie swoje braki uzupełniając. Na przykład finansiści najczęściej potrzebują przedmiotów tzw. miękkich, czyli takich jak przywództwo, zarządzanie zasobami ludzkimi, zachowania w organizacji. HR-owcy i marketingowcy są właśnie zbyt „miękcy” i ich trzeba nauczyć kompetencji „twardych”, finansowych, strategicznych czy analitycznych. Bardzo wiele grup potrzebuje wiedzy z obszaru nowych technologii. W dobie cyfrowej transformacji nie wyobrażam sobie tworzenia programu MBA, który pomija te kwestie. Mamy ambicje, by kształcić studenta, który prędzej czy później będzie zajmował absolutnie topowe pozycje w swojej organizacji i będzie potrafił tworzyć wizję jej rozwoju. To, co jest unikatowe z perspektywy programu MBA-SGH, to nauka autooceny i spoglądania na siebie samego. Studia MBA to nie tylko kompetencje „miękkie” i „twarde”, ale też kształtowanie pewnej samoświadomości.

Czy Pana zdaniem kompetencje menedżerów przyszłości to przede wszystkim te związane z umiejętnością odnalezienia się w cyfrowym świecie?

Dr hab. Rafał Mrówka: To jest umiejętność przewodzenia swoim organizacjom – to dosyć uniwersalne, ale myślę, że obecnie tej umiejętności potrzeba bardziej niż jakiś czas temu. Potrzebna jest także umiejętność rozumienia, jak nowe technologie wpływają na współczesny świat. Jeżeli komukolwiek się wydaje, że działa w takim obszarze biznesu, gdzie nowe technologie nie mają większego znaczenia, to bardzo potrzebuje zmiany myślenia. To dzisiaj absolutnie konieczne. Mam wrażenie, że ludziom brakuje także kompetencji miękkich, a studia MBA są w stanie tych kompetencji nauczyć. Uczą także wielostronnego spojrzenia na problemy. Takie spojrzenie jest jedną z głównych wartości studiów MBA.

Na ile programy MBA nadążają za tak zmieniającym się światem biznesu?

Dr hab. Rafał Mrówka: Zależy to od konkretnych programów i tego, jakich wykładowców uda nam się zaangażować. Mam to szczęście, że w Szkole Głównej Handlowej mogę czerpać z naprawdę dużych zasobów nauczycieli akademickich. Jestem przekonany, że jako uczelnia nadążamy za zmianami w świecie, a naszą siłą są wykładowcy, których środowisko biznesowe ocenia jako wybitnych ekspertów. Niemniej jednak cały czas musimy trzymać rękę na pulsie i obserwować trendy. Zaczynałem swoją karierę z programem MBA-SGH 7 lat temu. Obserwując ten program dzisiaj, mogę powiedzieć, że jest to zupełnie inna oferta edukacyjna. Rdzeń jest ten sam dla wszystkich akredytowanych programów MBA, jednak zmieniają się niektóre przedmioty, a nawet liczba godzin.

Przeczytaj także:

Jakie nowe przedmioty zostały wprowadzone do programu studiów MBA-SGH w ostatnim czasie?

Dr hab. Rafał Mrówka: W każdej edycji programu jest nowy przedmiot lub program istniejących przedmiotów znacząco ewoluuje, jak np. w przypadku zarządzania w czasach czwartej rewolucji przemysłowej. Przedmiot, który pojawił się niedawno w kontekście roli odpowiedzialnego biznesu, to zarządzanie relacjami z interesariuszami. Pojawiły się także przedmioty projektowe, aby dać naszym studentom możliwość pracy nad konkretnymi projektami. W bieżącej edycji studiów to wspólny projekt ze studentami z Carlson School of Management oraz z firmą Cargill, w którym studenci pracują nad oceną nowego modelu biznesu firmy Cargill. Staramy się oczywiście nie ograniczać do Polski, czego dowodem jest przedmiot Mission to China. Śmieję się, że ten dwutygodniowy wyjazd leczy naszych studentów z europocentryzmu. Pokazujemy studentom, że świat niekoniecznie skupia się na Europie i Polsce. To bardzo otrzeźwiające doświadczenie, które zmienia naszych studentów.

Jak długo trwa taki pobyt w Chinach?

Dr hab. Rafał Mrówka: Około 2 tygodni, ale doświadczenia zbierane przez naszych studentów omawiamy jeszcze kilka miesięcy po powrocie podczas sesji podsumowujących. Fascynujące są różnice pomiędzy studentami z Polski i Chin, jak zupełnie inaczej rozumieją i odmiennie odbierają te same zjawiska. Tego nie można nauczyć się z książek. W trakcie wyjazdu studenci odbywają liczne spotkania biznesowe z chińskimi firmami, instytucjami, pracują w zespołach nad analizą wybranych przypadków, rozwiązują zlecone im zadania, a na koniec piszą projekt biznesowy, który potencjalnie mogliby zrealizować na rynku chińskim. Taki wyjazd jest realnym sprawdzianem zdobytej wiedzy w praktyce, bo programy MBA powinny być studiami praktycznymi. Oczywiście są także zajęcia teoretyczne, ale zdecydowany nacisk kładziemy na doskonalenie praktycznych zdolności i umiejętności naszych studentów.

mat. prasowy

Które z globalnych tendencji najmocniej zmieniają programy MBA i formy kształcenia?

Dr hab. Rafał Mrówka: Dziś standardem jest wykorzystywanie platform e-learningowych, dzięki którym studenci otrzymują materiały zdalnie. Osobiście sceptycznie podchodzę do zdalnych form kształcenia. Moim zdaniem w najlepszym wypadku sprawdzają się one w programach mieszanych, zawsze jako uzupełnienie spotkań, wykładów, ćwiczeń. Oczywiście korzystamy z nowoczesnych technologii, jak choćby wideokonferencje, ale póki co nie decydujemy się na dostarczenie jakiegokolwiek kursu wyłącznie w wersji online. Pamiętajmy, że wspólne wykłady i seminaria pozwalają na networking, który jest jednym z fundamentów kształcenia i rozwoju kompetencji studentów. Aktualnie bardziej zmieniają się treści programów niż ich forma. Do dziś podstawą programów MBA są analizy i studia przypadków będące niejako współczesnym kanonem nauczania. Mam wrażenie, że te uczelnie, które odchodzą od form fizycznego kontaktu pomiędzy studentem a wykładowcą i oferują programy e-learningowe, poszukują kompromisu cenowego, choć jest to oczywiście także odpowiedź na trudności z wygospodarowaniem czasu przez zapracowanych słuchaczy studiów MBA. W SGH wychodzimy z innego założenia: jeśli ktoś chce studiować w naszym programie MBA, musi poświęcić na to czas. Zarówno sam słuchacz, jak i jego pracodawca muszą pogodzić się z ograniczoną dostępnością pracownika – to jest pewnego rodzaju inwestycja.

Często słyszy się dziś o lifelong education – jak na taki trend przygotowana jest oferta studiów MBA-SGH?

Dr hab. Rafał Mrówka: Nasza oferta studiów MBA jest dokładną realizacją tego trendu, gdyż, jak wspominałem na początku, jesteśmy otwarci na różnorodność, przyjmujemy studentów w dowolnym wieku z kilkuletnim doświadczeniem menedżerskim. Nigdy nikomu z moich studentów nie powiem, że jest za stary na studia MBA, po prostu każdy skorzysta z nich trochę inaczej. Staramy się też utrzymywać kontakt z naszymi absolwentami. Przynajmniej raz na kwartał organizujemy wartościowe spotkania merytoryczne – to może być wykład gościa specjalnego albo zajęcia warsztatowe. Na przykład jakiś czas temu mieliśmy warsztaty design thinking dla naszych absolwentów, gdyż staramy się mieć dla nich ciekawą ofertę i nie tracić z nimi kontaktu. Jednocześnie wykładowcy są dostępni dla studentów podczas konsultacji, a my traktujemy naszych absolwentów jak naszych studentów. To oznacza, że jeśli kiedykolwiek nasz absolwent zechce przypomnieć lub odświeżyć sobie wiedzę z danego przedmiotu czy wykładu, może przyjść i uczestniczyć w zajęciach. Bez żadnych ograniczeń i bez żadnej dopłaty.
Diversity – czyli różnorodność – staram się odmieniać przez wszystkie możliwe przypadki. Dla mnie, im student bardziej wymyka się powszechnym standardom, tym lepiej, oczywiście przy zachowaniu określonych wymagań.

Dlaczego warto zdecydować się na jeden z programów MBA na SGH?

Dr hab. Rafał Mrówka: Mówiąc wprost: dużo wymagamy od naszych studentów. Choć nie brzmi to jak slogan promocyjny, okazuje się jednak, że jest to bezdyskusyjny atut, a pieniądze zainwestowane w naukę przynoszą realny zwrot. Tu się nie kupuje dyplomu; trzeba się naprawdę napracować, by go zdobyć. Bardzo ważna jest wysoka pozycja Szkoły Głównej Handlowej w rankingach. Studenci wybierają programy MBA, kierując się w dużej mierze marką uczelni, a my nieustannie pracujemy i budujemy siłę tej marki, zatrudniając wybitnych wykładowców i zdobywając między- narodowe akredytacje. Zdobywamy uznanie w rankingach pracodawców, co dla naszych absolwentów jest konkretną wartością. Elastycznie dostosowujemy program. Dobra renoma naszej uczelni przyciąga dobrych studentów, co jest szczególnie ważne z punktu widzenia jakości i poziomu realizowanych programów nauczania. Nie wspominając o wartościowym networkingu.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: Magdalena Springer, „Personel & Zarządzanie”

Wydanie specjalne magazynu „Personel & Zarządzanie” już w sprzedaży – do kupienia na stronie INFOR.pl.

Kryptoreklama, stres, niewłaściwa dykcja czy mimika, zbyt długie wypowiedzi i nie na temat, błędy merytoryczne – to główne powody medialnych wpadek w trakcie wywiadów. Choć coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że obecność w radiu, telewizji czy internecie to ogromna szansa na wypromowanie marki, wiele z nich nie posiada wiedzy na temat tego typu wystąpień. Jak praktycznie przygotować się do rozmowy z mediami?

Odpowiednie przygotowanie do wywiadu to już połowa sukcesu – łatwiej wtedy uniknąć medialnych wpadek, które mogą mieć negatywne skutki dla firmy i eksperta ją reprezentującego. Eksperci z Praktycy.com prezentują 5 sposobów jak dobrze przygotować się do rozmowy z dziennikarzami.

Komunikację z mediami powierz specjalistom

Bardzo częstym problemem, który pojawia się już na początkowym etapie przygotowań do wizyty w mediach, jest wybór osoby, która ma udzielić wywiadu. W wielu firmach, zwłaszcza tych mniejszych, brakuje osób, które nie tylko znają zasady komunikowania się z dziennikarzami, ale też posiadają fachową wiedzę na temat firmy, jej produktów oraz specyfiki danej branży. Jeśli zależy nam na obecności w radiu czy telewizji i chcemy, aby firma była uznawana za profesjonalną, warto wyznaczyć osobę, która będzie reprezentować przedsiębiorstwo na zewnątrz. Dobrze, aby był to ekspert w swojej dziedzinie, umiejscowiony dość wysoko w hierarchii firmy, ktoś o nienagannej prezencji, kto nie ma problemów z poprawnym wysławianiem się i potrafi opanować stres. Jeśli firma nie posiada takiej osoby warto postawić na szkolenia z zakresu wystąpień medialnych lub skorzystać z usług wyspecjalizowanych firm.

Przygotuj się do rozmowy

Nawet jeśli dziennikarz, z którym rozmawiamy to osoba nam znajoma, zawsze może pojawić się pytanie, które okaże się zaskakujące. Niezależnie od tego jak pewnie czujemy się przed mikrofonem i jak dobrze znamy swoją firmę, zawsze pytajmy dziennikarza lub wydawcę czego ma dotyczyć rozmowa. Poprośmy też o przykładowe pytania, które mogą zostać zadane i przygotujmy odpowiedzi na nie. Nie ograniczajmy się wyłącznie do przekazanych przez dziennikarza zagadnień, ale spójrzmy na temat z szerszej perspektywy. Jeśli czegoś nie wiemy – poprośmy o pomoc inne osoby z firmy, sięgnijmy po fachową prasę lub poszukajmy informacji w internecie. Zabierzmy ze sobą niezbędne notatki, zwłaszcza jeśli zamierzamy powoływać się na konkretne liczby. Dobrze też dowiedzieć się czegoś więcej o dziennikarzu, z którym będziemy rozmawiać. O ile to możliwe ustalmy jak się nazywa i sprawdźmy, jakie tematy zwykle podejmuje, czym się interesuje. Koniecznie dopytajmy o to, czy rozmowa będzie przeprowadzana na żywo, ile będzie trwała oraz czy będą w niej uczestniczyli inni goście.

Wyeliminuj sytuacje stresowe

Jeśli zależy nam, aby podczas rozmowy z dziennikarzem wypaść jak najlepiej, postarajmy się wyeliminować sytuacje stresowe. Planując dojazd uwzględnijmy korki lub inne trudności, które mogą się pojawić na drodze. Na spotkanie zawsze przychodźmy przynajmniej kwadrans wcześniej, tak, by mieć czas na złapanie oddechu. W przypadku wystąpienia telewizyjnego będziemy potrzebować dodatkowych 15 minut na profesjonalne „przypudrowanie noska”. Bez obaw, stacje telewizyjne zapewnią nam specjalistyczne usługi we własnym zakresie. Dzięki temu nasza twarz nie będzie się świeciła w kamerze, a my wypadniemy profesjonalnie. Weźmy ze sobą coś do picia (najlepiej wodę niegazowaną), by w razie gdy zaschnie nam w gardle nie chrząkać i nie przełykać głośno śliny. Pamiętajmy o schludnym i profesjonalnym, ale jednocześnie wygodnym ubiorze, który nie będzie krępował ruchów czy rozpraszał. Przed samym nagraniem postarajmy się zamienić kilka zdań z dziennikarzem lub jego współpracownikami – pozwoli to nam nieco się rozluźnić i dopytać o kwestie, których nie jesteśmy pewni.

Mów krótko, zwięźle i na temat

Rozmawiając z dziennikarzem postarajmy się, aby nasze wypowiedzi były merytoryczne. Jeśli potrzebujemy czasu na zastanowienie przemyślmy co chcemy powiedzieć i odpowiedzmy po chwili. Nie ma nic gorszego niż przerywniki w stylu eee… czy yyy… Eksperci Praktycy.com radzą, aby unikać zbyt długich zdań, niepotrzebnych wtrąceń i specjalistycznego słownictwa, zrozumiałego tylko dla specjalistów z danej branży. Mówmy powoli i wyraźnie. Opowiadając o firmie nie popadajmy w megalomanię, ale też nie bądźmy przesadnie skromni. Utrzymujmy kontakt wzrokowy z rozmówcą, starajmy się nie bawić długopisem czy poprawiać ubioru. Pamiętajmy, aby nie wymieniać nazwy swojej firmy lub marki często (jeden raz do dwóch jest dopuszczalne), bo inaczej robimy tzw. kryptoreklamę i nikt nas więcej nie zaprosi do TV. Jeśli rozmowa nie jest emitowana na żywo, a nie jesteśmy zadowoleni z udzielonej odpowiedzi, poprośmy o możliwość ponownego jej udzielenia.

Pamiętaj o możliwości autoryzacji

Jeśli udzielamy wywiadu dla mediów drukowanych lub nasza wypowiedź nie była emitowana na żywo pamiętajmy, że mamy prawo do autoryzacji. Choć w przypadku radia lub telewizji trudno będzie o wprowadzenie większych zmian, w przypadku prasy czy portali internetowych nie powinno to stanowić problemu. Prosząc o możliwość zatwierdzenia ostatecznej wersji wywiadu, nie nadużywajmy swojego prawa, zwłaszcza jeśli nasza wypowiedź ograniczała się do kilku zdań. Pamiętajmy, że możemy przekształcać wyłącznie własne wypowiedzi, a nie słowa innych osób, z którymi się nie zgadzamy. W ostateczności mamy prawo nie zgodzić się na publikację swojej wypowiedzi, jednak dziennikarz mimo to może ją zamieścić zaznaczając, że nie została przez nas autoryzowana.

 

Praktycy.com

9 czerwca w Warszawie, po raz pierwszy odbył się SWISS INNOVATION DAY. To unikalne spotkanie przedstawicieli szwajcarskiego i polskiego świata biznesu, na temat innowacji w wielowymiarowych aspektach. 

Jednym z Partnerów Swiss Innovation Day była JURA. Od 1931 roku szwajcarska firma JURA rozwijała innowacyjne i ekskluzywne urządzenia do użytku domowego. Jako pionier w branży automatycznych ekspresów do kawy JURA od połowy lat 80-tych jest głównym graczem w sektorze automatycznych ekspresów do kawy. Aktualnie firma tworzy kompleksowe rozwiązania zarówno w segmencie urządzeń domowych jak i profesjonalnych urządzeń do biur i sektora gastronomicznego.

Celem konferencji było stworzenie platformy do szwajcarsko-polskiego dialogu na szczeblu rządowym, o współpracy i wymianie w zakresie nauki, transferu technologii i innowacji oraz jednocześnie zaprezentowanie i promocja innowacyjnych firm i rozwiązań szwajcarskich, obecnych na co dzień, na polskim rynku.

Swiss Innovation Day został zorganizowany przez Ambasadę Szwajcarii w Polsce, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Ministerstwo Gospodarki oraz Polsko-Szwajcarską Izbę Gospodarczą.

 

Nowa Ordynacja podatkowa, może znacznie uprosić prowadzenie własnej działalności gospodarczej. Niedawno przedstawiono jej założenia kierunkowe, a w maju dokument ma być udostępniony do konsultacji społecznych. O najważniejsze zmiany, jakie mają szansę wejść w życie za kilkanaście miesięcy oraz o inne rozwiązania, dzięki którym bycie przedsiębiorcą może być o wiele prostsze, zapytaliśmy Adama Głosa, prezesa Tax Care.

Jakie rozwiązania dla przedsiębiorców chcą wprowadzić twórcy nowej ordynacji podatkowej?

Warto zacząć od tego, że – w mojej opinii – nowa ordynacja podatkowa była potrzebna i oczekiwana od dawna. Trzeba pamiętać, że nasz system podatkowy jest jednym z najbardziej uciążliwych w Europie. Jak pokazuje najnowszy raport „Paying taxes 2015” przygotowany przez Bank Światowy i PwC polski przedsiębiorca poświęca średnio 286 godzin rocznie na procedury związane z regulacją zobowiązań wobec fiskusa. W Szwajcarii czy Luxemburgu, które uchodzą w Europie za kraje z najprostszym systemie podatkowym, to samo zajmuje odpowiednio 63 i 55 godzin. To ogromny dystans, który Polska ma do nadrobienia. Po drugie, na uciążliwości polskiego systemu i niejasności obecnych przepisów najwięcej tracą małe firmy, a przecież to one generują blisko połowę polskiego PKB. Wielkie firmy stać na doradców i prawników, dlatego o wiele lepiej radzą sobie z przejściem przez wszelkie procedury. Dla mnie, samo pojawienie się chęci zmiany przepisów, jest ogromną szansą dla małego i średniego biznesu.

 Co z nowych propozycji może być najważniejszą zmianą dla właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw?

Zgodnie z przedstawionymi założeniami podatnicy zyskają szersze uprawienia, z kolei fiskus dostanie narzędzia, by surowiej traktować te firmy, które celowo unikają płacenia podatków. Po wejściu w życie nowej ordynacji, jeśli zostanie ona przygotowana zgodnie z przedstawionymi założeniami, punktem wyjścia do jakichkolwiek działań, ma być domniemanie, że podatnik jest rzetelny i świadomie nie odpuszcza się naruszeń prawa podatkowego. Dlatego m.in. obowiązywać ma zasada rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatnika.

Wiele zmieni się też jeśli chodzi o interpretacje przepisów. Obecnie wiele zależy od tego, jak zrozumie je urzędnik. Jak będzie później?

Proponowane jest, by wprowadzić centralizację zasad udzielania interpretacji indywidualnych w przypadku podatków lokalnych oraz stworzenie jednej bazy dla takich dokumentów. Kolejna ważna zmiana, to danie podatnikom możliwości uzyskania z licznych źródeł informacji o charakterze urzędowym oraz ochronę, jeśli podatnik się do niej zastosuje. To oznacza, że uzgodnień z fiskusem dotyczących przyszłych albo przeszłych rozliczeń będzie można dokonać, zanim dojdzie do sporu. Zmieni się też procedura sporów, ponieważ jeśli do niego dojdzie, będzie można skorzystać z mediacji za pośrednictwem eksperta z listy prowadzonej przez resort finansów. Ważne są również zmiany terminów na odwołanie się od decyzji, które w wybranych przypadkach zostaną wydłużone z obecnie obowiązujących 14 dni do miesiąca.

Jeśli nawet obecne propozycje spotkają się z przychylnością różnych środowisk oraz zostaną pozytywnie przyjęte przez Sejm, Senat i Prezydenta, to i tak będą obowiązywać nie wcześniej niż za kilkanaście miesięcy.

Pośpiech nie byłby tutaj wskazany. Dlatego ważne, by twórcy nowych przepisów, nie tylko zadbali o ich przygotowanie, ale także o wdrożenie. Potrzebny jest dość długi okres na to, aby urzędnicy i przedsiębiorcy zapoznali się z tymi zasadami oraz wiedzieli jak je stosować. Natomiast, jest już dostępnych wiele rozwiązań, które już dzisiaj ułatwią pracę przedsiębiorcom.

Takim rozwiązaniem może być outsourcing?

Tak, to jedna z propozycji. Przedsiębiorca, szczególnie w małej czy nawet średniej firmie, nie musi spędzać wspomnianych wcześniej 268 godzin rocznie nad samymi tylko formalnościami podatkowymi. Może to zlecić firmie księgowej, a sam skupić się na rozwijaniu swojego biznesu. Oczywiście, pewna cześć przedsiębiorców podnosi argument kosztów takiej obsługi. Wtedy odpowiadam, że jeśli ten sam czas przeznaczyliby na działalność na rzecz swojej firmy, to okaże się, że zarabiają na tym o wiele więcej, niż suma jaką pobiera biuro rachunkowe. Poza tym, współpraca z ekspertami daje pewność działania się w zgodzie z najnowszymi przepisami prawa, które w Polsce zmieniają się w rekordowym w historii naszego kraju tempie. Aby być na bieżąco z regulacjami dotyczącymi działalności przedsiębiorstw, trzeba było w zeszłym roku, jak wylicza Grant Thornton, przeczytać 9,4 tys. stron.

Przedsiębiorcom w codziennej pracy mogą pomagać też nowe technologie?

Tak, w Tax Care staramy wprowadzać maksymalnie dużo nowoczesnych rozwiązań. Nasi klienci, zamiast przechowywać tony papierowych dokumentów, mogą je magazynować i przetwarzać „w chmurze”. Dzięki temu mogą mieć do nich dostęp z każdego miejsca na świecie o dowolnej porze, zarówno korzystając z komputera, jak i tabletu czy telefonu. Nasi klienci mogą przesyłać nam faktury mailem, ale niedługo będą je mogli ładować do chmury. Myślę, że technologie w połączeniu z korzystnymi dla podatnika przepisami, sprawiają, że już wkrótce prowadzenie własnej firmy będzie o wiele mniej skomplikowane niż jeszcze kilka lat temu.

źródło: Tax Care

Wywiad z Krzysztofem Oppenheimem, Prezesem Zarządu „Nieruchomości Boża Krówka”

BIZNES TUBA – dalej BT.

Krzysztof OPPENHEIM, Prezes Zarządu „Nieruchomości Boża Krówka” –  dalej KO.

BT.  Często poddaje Pan w swoich wypowiedziach ostrej krytyce instytucje finansowe. Czy jest Pan wrogiem banków?

KO. Nic bardziej błędnego. Jestem wrogiem nieodpowiedzialnych, niekompetentnych i aroganckich bankierów. Bank – to brzmi dumnie, bank to instytucja publicznego zaufania: na takich hasłach i założeniach uczyłem się bankowości. I tym ideałom pozostanę wierny. Bez względu na otaczającą nas rzeczywistość, w której banki coraz bardziej przypominają krwiożercze, bezwzględne korporacje. Tylko mają znacznie więcej przywilejów.

Jakich przywilejów?

Na przykład ochrona depozytów. System finansowy większości krajów,  poprzez różnego rodzaju działania, które w dużym stopniu zabezpieczają lokaty klientów złożone w bankach, zachęca obywateli, aby pozostawiali swoje oszczędności w bankach, a nie w konkurencyjnych parabankach. Dzięki temu banki pozyskują środki na niezwykle korzystnych warunkach, które są dla nich jest źródłem dochodu z udzielanych kredytów.  Bo przecież blisko 70 proc. dochodów banków to właśnie przychody z działalności kredytowej.

Trudno też pewnie Panu zaakceptować zasadność stosowania bankowego tytułu egzekucyjnego?

KO. BTE to powrót do norm prawnych z czasów średniowiecza, czyli do sposobu osądzania czarownic. Pozwolę sobie oddać głos w tej sprawie Panu Stanisławowi Kluzie – poprzedniemu prezesowi Komisji Nadzoru Finansowego. Oto jego słowa z niedawno udzielonego wywiadu: „bankowy tytuł egzekucyjny jest karykaturą państwa, bo bank może ferować wyroki w swojej sprawie kosztem drugiej strony, z pominięciem wymiaru sprawiedliwości i państwa”.

I jeszcze jeden cytat z tego wywiadu: „przypomina to trochę prawo kaduka, według którego silniejszy może ograbić słabszego, pozbawiając go również prawa do przyszłej obrony”. Nic dodać, nic ująć!

Jak w praktyce przebiega stosowanie przez banki BTE?

Bankowy tytuł egzekucyjny bank może zastosować w sytuacji, kiedy klient nie spłaca kredytu, co wcale nie jest jednoznaczne z brakiem woli spłaty zobowiązania. Przykład z ostatniego okresu: spłata kredytu we frankach. Po gwałtownym skoku tej waluty wobec złotówki, może dojść do sytuacji, kiedy frankowicz nie jest w stanie udźwignąć podwyższonej raty.

Zgłasza się więc do banku z prośbą o restrukturyzację kredytu, prosi o zmianę warunków umowy i zmniejszenie bieżących rat. Bank nie musi wyrazić na powyższe zgody, bo „takie mają procedury”. Jeśli zaległości w spłacie zobowiązania przekraczają dwa miesiące – bank może wypowiedzieć umowę i sięgnąć po BTE, czyli otrzymać w trybie przyspieszonym wyrok sądu, bez rozpoznania sprawy przez wymiar sprawiedliwości. Następnie do akcji wkracza komornik i pacyfikuje niesubordynowanego kredytobiorcę, zajmując mu na początek wszystkie konta, połowę dochodów z miejsca pracy, a nawet ruchomości z miejsca zamieszkania. Potem wystawia mieszkanie klienta do licytacji, z której bank uzyska nie więcej niż 40 do 45 proc. jego wartości rynkowej.

Czyli finalnie bank także poniesie na tej transakcji stratę?

I to jest w tego typu sprawach największą patologią. Bo być może wystarczyłoby zgodzić się na obniżenie raty o 200 czy 300 zł i kredyt byłby dalej obsługiwany. Brak zgody na tak drobną zmianę umowy spowodował nie tylko zniszczenie życia niejednego kredytobiorcy i jego rodziny, ale także naraził bank na poważne straty. Winny nie poniesie żadnych konsekwencji. Przecież to nic innego jak zwykłe barbarzyństwo! A my tego typu działania banków w pełni aprobujemy.

Rzeczywiście, coś jest nie tak w tak brutalnym egzekwowaniu długów. Gdzie poszkodowany może się udać w takiej sytuacji?

W obecnym systemie prawnym – nigdzie. Ani KNF, ani ZBP nie zajmują się sporami klientów z bankami. Inne instytucje, które niby mogą pomagać konsumentom w podobnych sprawach, nie mają ani odpowiednich kompetencji, ani narzędzi, aby skutecznie zatrzymać ten proces. Jedynie pozostaje droga sądowa: kredytobiorca może złożyć do sądu pozew o unieważnienie BTE.

Czyli jest jakaś droga do skutecznej obrony?

Niezupełnie. Wyobraźmy sobie, że w USA sąd skazuje oskarżonego na karę śmierci. Obrońca odwołuje się od wyroku sądu, następuje więc automatycznie wstrzymanie egzekucji – do czasu rozpoznania odwołania przez sędziego. To dość normalne działanie w cywilizowanym świecie, nawet jeśli mamy do czynienia z seryjnym mordercą. A jak prawo działo w Polsce, jeśli „ofiara” BTE odwoła się do sądu? Otóż – odwołanie to nie wstrzymuje egzekucji komorniczej. Załóżmy, że kredytobiorcą jest przedsiębiorca. Kiedy dowiaduje się, że komornik rozpoczął swoją pracę, wtedy dopiero ma możliwość zapoznania się z wyrokiem śmierci na swoją firmę, czyli z bankowym tytułem egzekucyjnym. W trybie ekspresowym składa wniosek do sądu o unieważnienie BTE. Komornik zaczyna od zajęcia kont bankowych swojej ofiary. Przedsiębiorcy udało się trochę kasy zachomikować, ale starczyło jej na miesiąc. W drugim miesiącu zaprzestaje spłaty innych zobowiązań, w trzecim miesiącu pracownicy przestają przychodzić do pracy, bo nikt nie przepada za pracą bez wynagrodzenia. I właściwie jest już pozamiatane.

A sąd? Kiedy można się spodziewać reakcji na pozew przeciw BTE?

A sąd w czwartym miesiącu wysyła korespondencję do naszego przedsiębiorcy z prośbą o uzupełnienie braków formalnych. Bo np. powód nie wpisał w pozwie numeru NIP swojej firmy. Firma została zniszczona, ludzie stracili pracę, urząd skarbowy – solidnego podatnika. A bank zwykle sporo kasy, jeśli kredyt nie posiadał bardzo dobrych zabezpieczeń. I to wszystko dzieje się w majestacie prawa. Pracownicy banku nie poniosą żadnych konsekwencji, nawet jeśli wystawienie BTE było ewidentnym błędem w sztuce, lub poważnym nadużyciem z ich strony.

Sugeruje Pan, że obecnie, w Polsce banki stoją ponad prawem?

Nie sugeruję, tylko nazywam rzeczy po imieniu. To są fakty. Stosowanie bankowego tytułu egzekucyjnego to odebranie naszym rodakom konstytucyjnego prawa do sprawiedliwego procesu, co jest pogwałceniem Art. 45 Konstytucji RP.

Rzeczywiście, trudno w to uwierzyć. Czy nie sądzi Pan, że tej sprawie powinna odbyć się publiczna debata?

Debat to u nas, akurat, dostatek… Problem w tym, że najczęściej nic z nich nie wynika.  Właśnie z takimi działaniami banków walczę jako publicysta, bo tylko tyle mogę zrobić. Ale to nie jest największa patologia,  jaka obecnie funkcjonuje w bankowości. Nie zgadnie Pan, na czym najwięcej zarabiają banki?  Bo nikt by na to nie wpadł!

Na czym?

Na… niespłacanych kredytach. Ale to temat na zupełnie inną rozmowę.

 

Intuicja i rzetelność to kluczowe składniki sukcesu marki Dr Irena Eris. Rozmowa z twórcami i właścicielami marki Dr Irena Eris, dr Ireną Eris oraz Henrykiem Orfingerem. 

Spotkanie odbyło się 13 stycznia b.r. w siedzibie Konfederacji Lewiatan w Warszawie.

Marka, którą Państwo stworzyli jest jedną z najsilniejszych na polskim rynku i to nie tylko kosmetycznym. Jak buduje się tak silną i stabilną markę?

ERI-085_pp11

Dr Irena Eris

Irena Eris: Nasze laboratorium powstało w 1983. To były zupełnie inne czasy, pozbawione swobody zakładania działalności gospodarczej. Największą motywacją do założenia własnej firmy był fakt, że praca na etacie nie dawała mi oczekiwanej przeze mnie satysfakcji. Miałam inne wyobrażenie o tym, co chcę w życiu robić. Nie znajdowałam dla siebie ani wyzwań, ani możliwości rozwoju, dlatego szukałam własnej drogi. Zdecydowałam się na trudny krok przejścia „na swoje” Mimo że starałam się nie myśleć o negatywnych opiniach o tzw. prywaciarzach, to jednak musiałam zapłacić wysoką cenę  – z naukowca z doktoratem zostałam zdegradowana do roli rzemieślnika. Na szczęści mój mąż dał mi psychiczne i organizacyjne wsparcie. Bez jego zaangażowania laboratorium, by nigdy nie powstało. Łatwo powiedzieć: „weź sprawy w swoje ręce”, trudniej wykonać. Na szczęście nam się udało. Zawodowo z mężem  doskonale się uzupełniamy. Ja jestem odpowiedzialna za produkt, technologię, badania naukowe, a cała reszta to Henryk – organizacja, zarządzanie, HR. I wtedy, w początkach naszej działalności, i teraz, gdy otwieramy kolejny hotel niezwykle ważna jest rzetelność wobec całego otoczenia. Postępowanie fair w relacjach z klientami, pracownikami i naszymi konkurentami jest dla nas fundamentem marki, którą stworzyliśmy. Bezkompromisowo podchodzimy także do jakości naszych produktów i usług.

ORF_-14711

Henryk Orfinger

Henryk Orfinger: Żeby zostać przedsiębiorcą, nie wystarczy powiedzieć: ja chcę. Trzeba mieć to coś, co do tego predysponuje. Są ludzie, którzy lepiej sprawdzają się jako managerowie w przedsiębiorstwach, niż prowadzący własne firmy. Decyzje to ryzyko i w przedsiębiorstwach odpowiedzialność zawsze trochę się rozmywa. Przy prowadzeniu własnego biznesu nigdy tak nie jest. Zawsze odpowiedzialność i ryzyko bierze się na siebie.

Jak dobierają Państwo ludzi do współpracy? Jaką radę mają Państwo dla młodych przedsiębiorców, jak rekrutować właściwych ludzi?

H.O.: Intuicja podpowiada mi, że najważniejszy jest potencjał i wola rozwoju. Wiedza i doświadczenie są istotne, ale nie najważniejsze. Musimy mieć zaufanie do swoich pomysłów i wyczuć, czy ludzie, z którymi chcemy pracować, są właściwi. Obecnie w naszej organizacji jest ponad 1000 osób, więc dział HR korzysta z rozmaitych testów i innych metod weryfikacji. Jednak zdecydowanie w rekrutacji na kluczowe stanowiska najbardziej liczy się intuicja. Rozmawiamy i spotykamy się. W większości przypadków przeczucie nas nie zawodzi i okazuje się, że ludzie zaproszeni do współpracy to ci, których chcieliśmy mieć w naszym zespole.

I.E.: Ważne są wartości, które wspólnie są nam bliskie. Jest bardzo istotne, by pracownik rzetelnie i z pasją wykonywał swoje obowiązki i by wyciągał wnioski z popełnianych błędów – bo i takie się zdarzają każdemu. Mamy w firmie bardzo wiele osób, które są z nami od dawna, ale jest też wiele młodych osób, które poznają naszą kulturę prowadzenia firmy.

H.O.: Największa rotacja pracowników w firmie związana jest z urlopami macierzyńskimi i faktem, że ktoś musi zastąpić osobę na danym stanowisku. To spore wyzwanie, bo tylko w ubiegłym roku ok. 20 kobiet z naszych pracownic urodziło dzieci, a kolejne są obecnie w ciąży.

I.E.: Ciąża nie jest dla nas żadnym problemem i nikt się z tym faktem nie kryje. Wiemy, że musimy zaplanować ciągłość pracy na danym stanowisku. Kobieta odejdzie na pewien czas, a potem wróci, więc zorganizowanie tego we właściwy sposób jest po naszej stronie.

H.O.: Mieliśmy jednak odpowiedzieć konkretnie na pytanie o dobór ludzi. Nie mamy sprawdzonej i jednej recepty, ale wiemy, że nawet najlepsi fachowcy, jeśli nie wyznają wartości, którymi my się kierujemy, nie sprawdzą się w organizacji.

Czy teraz byłoby wam trudniej osiągnąć taki sukces? Zaczynali Państwo w czasach, gdy nie było konkurencji, praktycznie żadnych produktów na rynku?

H.O.: Na początku wydawało się nam, że będzie łatwo. W sklepach nie było produktów i półki świeciły pustkami. Niestety, jak się okazało, nikt nie chciał kupować produktów od nieznanego producenta. Przez pierwszy rok, kiedy sam zajmowałem się sprzedażą, miałem ogromne problemy, by cokolwiek sprzedać. Na szczęście udało mi się w kilku miejscach, które odbierały nasze produkty w większych ilościach i zaczęliśmy stopniowo odczuwać pozytywny wpływ rekomendacji. Klienci poznali nasz produkt. Przekonali się, że warto go kupować i nagle sprzedaż zaczęła rosnąć.

Ile na początku było produktów?

I.E.: Był jeden krem i zrobiliśmy kalkulację, dziś nazywa to biznes planem, że będziemy mogli prowadzić laboratorium, gdy sprzedaż osiągnie 5000 sztuk miesięcznie. Pod koniec pierwszego roku udało nam się dojść do tej ilości. W naszym przypadku niebywale zadziałała tzw. poczta pantoflowa i popyt bardzo dynamicznie rósł. Wszystko, co zarabialiśmy, przeznaczaliśmy na inwestycje w surowce i opakowania. Jednocześnie rozszerzaliśmy asortyment i tworzyliśmy nowe receptury, gdyż moim marzeniem było stworzenie linii, z różnymi kosmetykami dla różnych kobiet.

Skąd się biorą pomysły na nowe produkty?

I.E.: Prowadzimy własne, zaawansowane badania w naszym Centrum Naukowo-Badawczym.  To ich efekty sprawiają, że możemy proponować nowe technologie i substancje aktywne. Mamy własne patenty i wiele autorskich zgłoszeń patentowych. Nasi naukowcy publikują swoje odkrycia w prestiżowej prasie branżowej, biorą udział w zagranicznych kongresach, dokładając tym samym cegiełkę do rozwoju światowej kosmetologii.

Również samo życie często podsuwa nam wiele wskazówek. Warto też być na co dzień otwartym na ludzi. Słuchać, czego potrzebują, czego od nas oczekują. Być kreatywnym i nie podchodzić rutynowo, do swoich obowiązków. Rutyna zabija wyobraźnię.

Jak doszli Państwo do tak perfekcyjnej wprawy z zarządzaniu hotelami? Miałyśmy okazję być gośćmi hotelu Wzgórza Dylewskie i od wejścia do wyjazdu czułyśmy się zaopiekowane. Serwis był na najwyższym poziomie.

H.O.: Mamy w naszej organizacji określone procedury, które nas czasem uwierają. Jednak wszyscy pracownicy wiedzą, jak mają się zachować w określonych sytuacjach. W hotelach staramy się, by procedur było jak najmniej, ważne by były dobre wzorce. Swoim zachowaniem i pomysłami staram się uczyć ludzi. Najważniejszy jest wysoki standard i zadowolenie gości. Sami tego pilnujemy i przekonujemy swoich pracowników, że można oferować najwyższy standard, będąc przy tym miłym i sympatycznym. Moim zdaniem, hotelem w Polanicy, osiągnęliśmy szczyt naszych obecnych możliwości. Zawsze jednak pamiętamy, że nie ma takiego elementu, którego  nie można by zmienić na lepszy.

Są Państwo parą prywatnie i zawodowo od wielu lat. Skąd czerpią Państwo siłę, by pokonywać trudności?

I.E.: Życie takie jest: raz jest ciężej, innym razem łatwiej. Problemy trzeba rozwiązywać często bardzo szybko. Jeżeli ktoś tego nie potrafi, to nie poradzi sobie w biznesie.

H.O.: A ja uważam, że 31 naszego wspólnego, biznesowego życia to jedna wielka bajka i legenda. Nic złego się nie wydarzyło, a to co było trudnego, nie ma dziś żadnego znaczenia 😉

I nigdy nie mieli Państwo chwili zwątpienia?

I.E.: Na początku rzeczywiście mieliśmy spore kłopoty. Wielokrotnie staliśmy przed wyborem: być albo nie być.

H.O.: Tak, rzeczywiście. W pierwszym roku było kilka dramatycznych sytuacji. Nie mieliśmy pieniędzy, nie posiadaliśmy wiedzy, jak prowadzić biznes. Żaden z naszych przyjaciół, nikt z naszej rodziny nie był przedsiębiorcą i nie miał nam kto pomóc.

I.E.: Myślałam, że jak się ma dobry pomysł na produkt, który się ludziom podoba, gdyż jest naprawdę dobrze zrobiony, to będzie się on z pewnością sprzedawać. Nie zdawałam sobie sprawy z kłopotów z dystrybucją czy sprzedażą. Trudno się dziś o tym mówi, bo to były tak zupełnie inne czasy. Jakże abstrakcyjne wydają się dziś nasze wspomnienia z tamtego okresu.

Teraz rynek jest zupełnie inny, sprzedaż i sklepy wyglądają inaczej. Czy i jak znaleźć swoją niszę?

I.E.: To nie znalezienie niszy jest ważne. Trzeba robić swoje, mieć własne pomysły i uważnie obserwować swojego klienta. Czuć się i patrzeć jak on. Wchodzę do sklepu, rozglądam się i czego szukam? To jest pytanie, na które zawsze trzeba sobie odpowiedzieć.

A jaka jest dziś Pani konkurencja?

I.E.: Mam własną kwalifikację: na konkurencję pozytywną i negatywną. Są tacy, którzy coś kreują i tacy, którzy wyłącznie podążają tropem innych. W każdym środowisku, nie tylko kosmetycznym tak jest. Prawdą jest także fakt, że naśladownictwo może być dochodowe, ale to już zależy, co jest dla kogo wyzwaniem i co, kogo satysfakcjonuje.

Mają Państwo wizję, która jest nadal młoda duchem. Nie spoczęli także Państwo na laurach, jak to Państwo robicie?

H.O.: Nie ma moim zdaniem takiej branży, która jest już zamknięta, która przestała się rozwijać. W sektorze kosmetycznym, w ciągu ostatnich 10 lat także powstało wiele nowych firm i marek, które zdobywają uznanie wybranych grup klientów. Rozwijamy się, bo oboje gorąco wierzymy, że trzeba mieć marzenia niezrealizowane. To nas napędza i inspiruje.

I.E.: Bardzo ważne jest to, że w pracy nie konkurujemy ze sobą. Uzupełniamy się i wraz z wiekiem nauczyliśmy się akceptować siebie bardziej. Często mamy inne zdanie, ale to nie wyklucza porozumienia.

Czy są Państwo zwolennikami inwestowania z odłożonych pieniędzy czy z kredytów?

H.O.: Kredyty nie są złe, tylko trzeba wiedzieć, co się chce osiągnąć. Warto wiedzieć, że duża firma bez kredytów zawsze będzie miała kłopoty z płynnością. Kredytami trzeba umiejętnie zarządzać. Kłopoty z płynnością, a nie brak zysku jest powodem upadku wielu firm.

Kiedy pomyśleli Państwo o sprzedaży na zagranicę?

H.O.: Po sześciu latach działalności zaczęliśmy wysyłać nasze produkty do Stanów Zjednoczonych.

I.E.: Tak, ale to był przypadek.

H.O.: Życie składa się z przypadków, trzeba umieć je wykorzystywać. Myśmy to zrobili.

I.E.: Cała nasza załoga, ok 20 osób wówczas, zrobiliśmy sobie koszulki z napisem <Official Supplier to the USA>. Byliśmy wszyscy bardzo dumni z tego faktu.

W ubiegłym roku wprowadzili Państwo na rynek linię kosmetyków do makijażu Dr Irena Eris ProVoke. Jakiego typu analizy poprzedziły tę decyzję?

I.E.: Nie prowadziliśmy dodatkowych analiz, a jedynie kontynuowaliśmy linię, którą już mieliśmy w swojej ofercie. W kosmetykach rozróżnia się segment: pielęgnacyjny i kosmetyki do makijażu. Już wiele lat temu wprowadziliśmy fluidy, które są de facto z segmentu makijażu, ale ze względu na właściwości pielęgnacyjne wymykają się standardowym podziałom. Zawsze uważałam, że fluid, który jest tak blisko cery, musi mieć właściwości pielęgnacyjne. I tak, zupełnie bezwiednie, stworzyliśmy nową kategorię.

H.O.: Dzisiaj jesteśmy absolutnym liderem rynku fluidów, w Polsce. Kosmetyki do pielęgnacji i do makijażu są naturalnie blisko siebie. Tworzymy teraz nowe, kompatybilne regały, prezentujące w punktach sprzedaży oba segmenty kosmetyków łącznie.

I.E.: Wszystkie marki luksusowe mają pielęgnację i kosmetykę razem. Takie połączenie jest dla nas zatem naturalną drogą rozwoju. Należy mieć się jednak na baczności i nie dać się zwieść zbyt wielu pomysłom, bo wówczas można przestać panować nad firmą. W naszej firmie, bardzo często rezygnowaliśmy z pewnych działań lub celowo je opóźnialiśmy, by mieć czas na ustabilizowanie uzyskanych osiągnięć. Jest taka pokusa, by wykorzystywać wszystkie możliwości, a potem okazuje się, że nie dajemy rady.

Marka Państwa cieszy się doskonałym wizerunkiem. Jak to robicie?

I.E.: Mamy wewnętrzny dział PR, ale przede wszystkim dbamy o jakość naszych produktów i usług. Problem z klientem hotelowym rozwiązywany jest natychmiast, gdyż wszyscy pracownicy wiedzą, że klient niezadowolony, którego oczekiwania zostaną zaspokojone i dodatkowo zrekompensowane może być w przyszłości najlepszym i najbardziej lojalnym. W przypadku produktów, po numerze serii wiemy, kiedy i w jakiej partii został dany kosmetyk wyprodukowany. Gdy występuje potrzeba, natychmiast wycofujemy produkt z rynku. Na negatywne lub nieprawdziwe artykuły w prasie nie reagujemy. Nie uczestniczymy też, z zasady, w żadnych medialnych aferach.

Modne są ostatnio kosmetyki ekologiczne, dlaczego nie ma takiej linii u Państwa?

I.E.: Ekologiczne nie zawsze znaczy dobre i skuteczne. Wbrew stereotypowemu myśleniu, często również składniki naturalne są alergenne. Nigdy w swojej pracy nie kierowałam się marketingiem, tylko wiedzą i zdrowym rozsądkiem. W naszym laboratorium badamy rozmaite substancje i czynniki pod kątem reakcji, wygaszania lub wzmacniania działania i to jest najważniejsze. Nie chcę i nie uczestniczę w populistycznej modzie tworzenia kosmetyków ekologicznych, w których marketing jest ważniejszy niż skuteczność działania. Nigdy nie manipulowałam klientem. Zawsze dawałam i daję mu tylko to, co uważam za dobre, a nie to, co podpowiada moda. To jest w moim rozumieniu rzetelność i uczciwość.

Wizerunek marki w Polsce wydaje się oczywisty, a jaki jest zagranicą?

H.O.: Polska w ogóle nie kojarzy się, jako kraj produkujący wysokiej jakości kosmetyki. Udział eksportu w naszym ogólnym obrocie wyniósł prawie 13% za ubiegły rok, ale to wciąż bardzo niestabilny i zmienny sektor naszej działalności. Eksportujemy obecnie do 40 krajów.

I.E.: Niestety wizerunek naszego kraju jest nadal stereotypowy, nieprawdziwy i oczywiście niekorzystny. Nie jesteśmy postrzegani, jako kraj nowoczesny i to się odbija na wizerunku wszystkich polskich, nie tylko naszych produktów eksportowych.

Jaki jest główny rynek eksportowy dla marki Eris?

H.O.: Emiraty Arabskie, Tajwan i Ukraina. Oraz wiele innych krajów, jak Niemcy, Austria choć kraj, gdzie nasza marka jest najlepiej rozpoznawalna to Litwa. Jesteśmy tam obecni od ponad 20 lat.

Co determinuje sukces polskiej marki na światowych rynkach?

H.O.: Oczywiście ważna jest suma działań promocyjnych i komunikacyjnych, jednak najważniejszy jest właściwy produkt. W branży kosmetycznej jest to: właściwa linia produktów, ich przeznaczenie i wizerunek. Dziś świat wymaga oryginalności i innowacyjności. Dobry produkt ma zawsze szansę – gorąco w to wierzę.

I.E.: Kiepski produkt można sprzedać klientowi tylko raz. Potem, żadna reklama i promocja nie skłonią nikogo do ponownego zakupu.

A co Państwo sądzą o pomyśle na promocję Polski i konkursie na logo naszego kraju?

H.O.: Od początku byłem zdania, że to fatalny pomysł. Promocja tak, ale logo absolutnie nie. Na produktach jest zawsze za mało miejsca, by wstawiać tam dodatkowy znak. Francja, Szwajcaria, Włochy to kraje, które naturalnie doskonale kojarzą się, jako producenci kosmetyków, natomiast Bułgaria, Rumunia czy Polska absolutnie nie. Można to zmienić jedynie pokazując, że mamy dobre produkty. W ubiegłym roku, po raz pierwszy, dzięki wsparciu Ministerstwa Gospodarki udało nam się zorganizować polski pawilon na największych światowych targach kosmetycznych w Bolonii. I to doskonale się sprawdza, gdyż kontrahenci z branży widzą, że my, jako kraj mamy interesującą ofertę.

Jaka jest Państwa recepta na sukces?

I.E.: Intuicja jest bardzo ważna, ponadto wiedza i rzetelność. Ale nie jest to jedyna, uniwersalna recepta choć w naszym przypadku się sprawdziła.

H.O.: Nie uważamy, że mamy receptę na wszystko. W naszym życiu intuicja odegrała olbrzymią rolę i zadecydowała o tym, gdzie jesteśmy. Cały czas robimy to, co uważamy za słuszne, choć często było to wbrew zdrowemu rozsądkowi. I w tym jest nasza siła. Wierzę także w to, że trzeba bardzo rygorystycznie pilnować finansów i w ramach organizacji mieć ludzi, którzy potrafią dobrze zorganizować pracę i kontrolują poziom kosztów na różnych szczeblach. Oczywiście na różnych etapach rozwoju firmy są inne problemy, czasem można sobie pozwolić na większą swobodę w wydatkach, ale trzeba umieć to kontrolować.

Mówimy o intuicji, ale to jest przecież wiedza, tylko ukryta, nieuświadomiona. To suma doświadczeń i skumulowanej wiedzy, która pozwala na trafne podejmowanie decyzji.

Rozmowa z Edytą Goryszewską – Szumską – Dyrektorem Personalnym w Qubus Hotel.

 

Sieć Qubus Hotel to czternaście nowoczesnych, 3- i 4-gwiazdkowych obiektów biznesowych, zlokalizowanych m.in. w Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu, Łodzi, Bielsku-Białej i Katowicach. Oprócz komfortowych pokoi, w ofercie sieci znajdują się również restauracje oraz centra biznesowe i konferencyjne. W wybranych obiektach Goście korzystać mogą także z centrów fitness, saun, basenów, jacuzzi. Wizytówką sieci są również doskonałe śniadania, składające się z ponad 100 produktów.

Ile osób zatem zatrudniają Państwo w Polsce?

W tej chwili w całej sieci Qubus Hotel pracuje blisko 700 osób.

Jaka jest forma zatrudnienia pracowników?

Wszyscy nasi pracownicy zatrudnieni są na umowę o pracę, zależy nam bowiem na tym, aby komfort pracy był u nas jak najwyższy i aby Pracownicy czuli się u nas bezpiecznie.

Hotele Qubus to miejsca spotkań ludzi różnych kultur, narodowości, języków – poziom świadczonych usług musi więc spełniać wymagania Gości z całego świata. Jakie szczególne wymagania stawiają Państwo kandydatom do pracy?

Przede wszystkim nasi Pracownicy powinni posługiwać się językiem angielskim. Podczas rekrutacji zwracamy też uwagę na takie cechy charakteru jak otwartość, gościnność, gotowość do udzielenia pomocy oraz wysoką kulturę osobistą. Pracownicy rekrutowani na wyższe stanowiska powinni dodatkowo posiadać kilkuletnie doświadczenie w branży hotelarskiej.  

Czy i jak dbają Państwo o podnoszenie kwalifikacji zawodowych pracowników?

Podnoszenie kwalifikacji zawodowych przez naszych pracowników to jeden z głównych elementów naszej polityki personalnej. Bardzo ważna jest dla nas taka wartość jak rozwój, dlatego korzystamy z wewnętrznych systemów szkoleniowych czy z programów adaptacyjnych dla nowych pracowników. Korzystamy także z platformy e-learningowej, a co pół roku w całej sieci przeprowadzane są rozmowy ewaluacyjne. Oczywiście nasi specjaliści korzystają także ze szkoleń zewnętrznych.

Qubus Hotel nagradzany jest nie tylko za doskonałą jakość świadczonych usług, ale także za wysoki poziom polityki personalnej. Firma jest trzykrotnym laureatem nagrody Solidny Pracodawca, a w tym roku już po raz czwarty zdobyła Godło Inwestor w Kapitał Ludzki.

Czym właściwie jest wysoki poziom polityki personalnej sieci Qubus Hotel?

Przede wszystkim jest to profesjonalne podejście do zarządzania zasobami ludzkimi, z wykorzystaniem najnowszych narzędzi i systemów.

Na ile mogą Państwo lokalnie kształtować swoją politykę personalną, a na ile jest ona zależna od standardów sieci?

Nasze standardy kształtowane są z zasady sieciowo. Natomiast warto pamiętać o tym, że pracownik „przychodzi do firmy, ale odchodzi od dyrektora”, dlatego uważam, że ogromny wpływ na kształtowanie polityki personalnej mają sami dyrektorzy hoteli.

Czy błyskotliwa kariera w sieci Qubus np.: od pokojowej do managera hotelu jest możliwa?

Tak oczywiście. Część aktualnie pracujących u nas dyrektorów przeszło właśnie podobną ścieżkę kariery.

Proszę opisać najbardziej spektakularną ścieżkę kariery w swojej firmie.

Jeden z naszych obecnych dyrektorów zaczynał swoją karierę od stanowiska portiera. Następnie awansował na recepcjonistę, kierownika recepcji, potem na zastępcę dyrektora, aż w końcu został dyrektorem hotelu.  Również Prezes naszej sieci przebył bardzo ciekawą drogę zawodową, zaczynał bowiem od stanowiska dyrektora hotelu i awansował na dyrektora operacyjnego, potem na członka zarządu spółki, kończąc na stanowisku Prezesa sieci Qubus Hotel.

Co najtrudniej jest zmienić w obszarze polityki personalnej?

Najtrudniej jest zmienić ludzką postawę i nawyki, w taki sposób, aby zachowanie pracownika wpisywało się w nasz sieciowy system wartości firmowych.

Wraz z godłem IWKL otrzymują Państwo wsparcie dla działu HR. Jak ocenia Pani przydatność ogólnych narzędzi i działań, z których jako laureat, możecie korzystać?

Przyznanie nam godła IWKL to dla nas bardzo ważna nagroda. Przede wszystkim liczy się jej rozpoznawalność na rynku Polskim, dzięki temu budujemy i prowadzimy nasze działania employer brandingowe.   

Jakie jest największe wyzwanie na rok 2015 dla sieci Qubus?

Takich wyzwań mamy sporo. Największym jest chyba jednak wprowadzenie nowego brandu na rynek hotelarski. Hotel Alto będzie całkowicie nowym konceptem biznesowym, a jego otwarcie planujemy pod koniec lutego 2015 r.

Życzę powodzenia w realizacji tych planów i dziękuję bardzo za rozmowę.

IMG_0210-Edit

łódka QH Gdańsk

 

logo_IWKL2

 

MS

 

Rozmowa z Kay Napier – CEO Arbonne Cosmetics

Zacznijmy od kilku faktów, które przybliżają markę Arbonne.

Pomysł na markę Arbonne narodził się w głowie wyjątkowego przedsiębiorcy – Pettera Morcka, Norwega, który niespełna 35 lat temu wspólnie ze szwajcarskimi naukowcami opracował koncepcję całkowicie naturalnych, botanicznych i wyjątkowych pod względem jakości kosmetyków. Nazwa marki pochodzi zresztą od nazwy szwajcarskiej miejscowości, a sam założyciel w 1980 roku przybył do Stanów Zjednoczonych i w Kalifornii rozwinął swoją wyjątkową firmę. Miał niezwykłą, jak na tamte czasy wizję produkcji kosmetyków ekologicznych, naturalnych, bez dodatku żadnych sztucznych substancji i sprzedaży ich przez sieć niezależnych konsultantów. Ze względu na swoje prywatne doświadczenia, dziecka wychowywanego przez samotną, pracującą matkę, chciał i rzeczywiście dał kobietom więcej wolności i swobody w decydowaniu o sobie. I do dziś, rozwój osobisty kobiet pracujących w firmie jest priorytetem wszystkich działań, na każdym kontynencie to kobiety decydują o rozwoju marki i to kobiety są podmiotem naszej aktywności. To bardzo mnie przekonało do Arbonne i sprawiło, że także zdecydowałam się dołączyć do zespołu.

Dziś rozpoczynamy działalność w Polsce, wprowadzając na rynek kosmetyki pielęgnacyjne do twarzy i ciała oraz dla dzieci- wszystko wegańskie, produkowane absolutnie bez żadnych sztucznych dodatków, bez parabenów. Wkrótce dostępne będą także kosmetyki do makijażu oraz suplementy diety.

Ponad 60% naszych produktów stanowią  kosmetyki do pielęgnacji skóry. Produkty do makijażu to około 15% naszej oferty. Pozostałą część portfolio stanowią suplementy diety. Wszystkie trzy segmenty rosną bardzo intensywnie, ok 18% w skali roku, co daje naprawdę bardzo satysfakcjonujące rezultaty. Obecne obroty marki to 500 mln dolarów rocznie, ale gorąco wierzę, że wkrótce przekroczymy miliard dolarów, albo i więcej.

Szczególne miejsce w moim sercu zajmuje Polska, gdyż to pierwszy nie-anglojęzyczny kraj, w którym rozwijamy naszą aktywność. I muszę przyznać, że jestem bardzo tym podekscytowana.

Arbonne ma inspirującą historię i obiecujące wyniki finansowe, ale dlaczego zdecydowałaś się opuścić ikony współczesnego biznesu Procter&Gamble czy McDonalds? Przez ponad dwie dekady byłaś Vice-Prezydentem i członkiem zarządu największych światowych marek, dlaczego zostawiłaś je dla sprzedaży bezpośredniej i Arbonne?

Po pierwsze segment naturalnych, botanicznych kosmetyków rośnie, jak żaden inny w branży produktów pielęgnacyjnych i chciałam mieć swój udział w tym wzroście. Botaniczne produkty, jakimi są kosmetyki Arbonne to doskonała inspiracja, nie tylko do pracy, ale także do lepszego życia. Po wielu latach pracy na pełen etat, poznałam wiele osób, szczególnie kobiet, które także potrzebowały zmiany, a sprzedaż bezpośrednia taką zmianę umożliwia.

Jakie zdolności przywódcze i jakie doświadczenia z poprzednich miejsc pracy były najbardziej przydatne przy budowaniu sukcesu w segmencie Multi Level Marketing?

Z pewnością wytrwałość. Nigdy nie zniechęcam się, gdy słyszę <nie>, gdyż im więcej <nie> przemienię na tak, tym będzie lepiej dla mnie i dla firmy. Także dobra komunikacja jest niezbędna, trzeba umieć słuchać innych i precyzyjnie wyrażać swoje myśli. Zatrudniamy wiele nieśmiałych osób, które pod wpływem naszych szkoleń zmieniają się w skutecznych konsultantów – to ważne byśmy zawsze dobrze się rozumieli.

A co było dla Ciebie największą zmianą, gdy dołączyłaś do zespołu Arbonne?

Najtrudniej było zachować równowagę pomiędzy pracą, a życiem prywatnym. Szczególnie na początku, gdyż miałam mnóstwo pracy do wykonania, a po latach doświadczeń i szkoleń w Procter&Gamble widziałam lepiej niż mogłam to oficjalnie przyznać, ile jest rzeczywiście zadań do wykonania. Na szczęście udało mi się, zachować równowagę życiową, dzięki wspaniałym członkom mojego zespołu, jak choćby Joe Wojcik, – który ma polskie korzenie i będzie opowiadał za naszą strategię na polskim rynku, a ma wiele sił i determinacji, czego najlepszym dowodem jest fakt, że ukończył nowojorski maraton w tym roku.

Co napędza twoją karierę? Jakie są twoim zdaniem twoje największe osiągnięcia i jakie wyzwania sobie jeszcze stawiasz?

Największym sukcesem jest to, że marka Arbonne rośnie, tak jak powinna. Dajemy naszym konsultantom możliwość nielimitowanego rozwoju, nieporównywalnie z żadną inną marką. To wielkie wyzwanie, odpowiedzialność i duma jednocześnie.

No właśnie, zarządzanie międzynarodową siecią konsultantów wymaga…

To relacja <dawaj i bierz>, która polega na zrozumieniu, że wszyscy konsultanci są niezależni, żyją według własnych zasad. Trzeba być, więc dobrym słuchaczem, by ich zrozumieć i musisz umieć podejmować decyzje, które łączą ich oczekiwania oraz są jednocześnie korzystne dla firmy.

Plan Sukcesu i Manifest Arbonne odgrywają znaczącą role w komunikacji marki. Co sprawia, Twoim zdaniem, że są wiarygodne?

Wiarygodne jest połączenie produktu z możliwościami, jakie daje Arbonne. Nasi konsultanci są dumni z naszych produktów, wierzą w ich jakość, bo znają i rozumieją naszą politykę odnośnie stosowanych składników i naszą politykę jakości. Możliwości, jakie dajemy naszym konsultantom są tym większe, im więcej wysiłku i zaangażowania sami wnoszą w budowanie marki. Motto <pure, safety and beneficial> najlepiej wyraża naszą filozofię. Słowa: czyste i bezpieczne – nie wymagają interpretacji, a korzystne jest w moim rozumieniu wszystko to, co sprawia, że jesteś lepszym człowiekiem.

Dlaczego wybrałaś Polskę i właśnie teraz rozpoczynasz tutaj działalność?

Arbonne odnosi sukcesy w Ameryce Północnej, Kanadzie, Australii i Wielkiej Brytanii. Przez ostatnie lata byliśmy bardzo skoncentrowani na rynkach azjatyckich, które mają niewyobrażalny potencjał. Ale upór i wytrwałość zaledwie kilku osób doprowadził do tego, że jesteśmy tutaj. Przez ostatnie pięć lat, naprawdę wspaniałe i niezwykle zdeterminowane kobiety – Polki, pracujące dla Arbonne w Ameryce, doprowadziły do dzisiejszej inauguracji naszej działalności w Polsce. Miały zawsze przygotowaną właściwą odpowiedź na każde moje pytanie, nie miałam wątpliwości, że musimy to zrobić. W połowie lat 90-tych mieszkałam i pracowałam przez 4 lata w Niemczech i mam doskonałą opinię o mieszkańcach Europy środkowej, a szczególnie o Polakach, których cenię za wysoką etykę pracy i niezwykłą wytrwałość w dążeniu do celu. A więc  z wielką satysfakcją i nadzieją zaczynamy teraz działalność w Polsce.

No właśnie, wspomniałaś o Niemczech – to zdecydowanie większy i zamożniejszy rynek, dlaczego nie zdecydowałaś się wejście na ten rynek?

Gorąco wierzę w siłę ponad-granicznych relacji. Mamy wielu konsultantów w Ameryce i Wielkiej Brytanii, którzy mają rodziny w Polce i to najlepszy moim zdaniem punkt wejścia na dany rynek. Na sieci rodzinnych i przyjacielskich powiązań budujemy naszą markę, więc Polska była dla mnie naturalnym wyborem. Chciałam, by Arbonne był obecny tutaj i dałam polskiemu rynkowi priorytet. Na rynek niemiecki przyjdzie wkrótce czas i znów sieć naszych ponad-narodowych relacji zadziała.

Witamy zatem w naszym kraju. Ponad 70% rynku MLM w Polsce jest zdominowane przez marki kosmetyczne. Doskonale rozpoznawalne, potężne marki inwestują i rozwijają sieć sprzedaży bezpośredniej od ponad dekady. Co wyróżnia, więc Twoją strategię?

Nie konkurujemy z tymi markami, to nie jest nasz cel. Nie próbujemy także pozyskać ich konsultantów. Arbonne tworzą ludzie, którzy zaczynają sprzedawać nasze produkty, gdyż sami ich używają. Nasze konsultantki, to kobiety, które mają swoją pracę – nauczycielki, prawniczki, lekarki lub właśnie urodziły swoje pierwsze czy kolejne dziecko i wykorzystują możliwości, jakie stwarza im marka Arbonne. Nie konkurujemy z Oriflame, Avon czy Mary Kay, gdyż nasze produkty mają wyższą jakość i wyższą cenę. Za naszą konkurencję uważam marki klasy premium, dostępne w szerokiej dystrybucji, jak Clinique, Loreal, Estee Lauder. Wyróżnia nas także unikalny model biznesowy w tym segmencie rynku. Pozycjonujemy cenowo nasze kosmetyki odnosząc się do marki Estee Lauder, ale u nas otrzymujesz znaczący rabat, jakiego nigdy nie otrzymasz w sklepie.

Czy planujesz jakieś znaczące inwestycje na polskim rynku, tak jak marki Avon czy Oriflame?

Zdecydowanie planujemy rozszerzać nasze centrum dystrybucji na polskim rynku. Im bardziej będziemy się rozwijać, tym więcej będziemy tu inwestować. Na początek najwięcej inwestujemy w ludzi, szkolenie i przygotowanie naszych konsultantów do pracy. Tu na miejscu, wszystkie działania koordynuje Agnieszka Pielok – Dyrektor Sprzedaży Arbonne Polska, która doświadczenie zdobyła przez lata pracy w Wielkiej Brytanii, a teraz tworzy naszą organizację w Polsce. Inwestujemy także w komunikację, gorąco wierzę w Internet, który jest bazą wszelkich naszych działań komunikacyjnych. Nasi lokalni liderzy są najlepszymi marketerami, bo znają i rozumieją mechanizmy sprzedaży i reklamy jednocześnie. Wierzę także w nasz model biznesowy, bo on się po prostu sprawdza.

Zauważyłam, że w przeciwieństwie do innych firm kosmetycznych nigdy nie zatrudniacie celebrytów na potrzeby kampanii reklamowych.

Tak, nie musimy tego robić. Nie zależy nam na błahym rozgłosie, ale na wiarygodnym przekazie. Na wysokich stanowiskach mamy mnóstwo niesamowitych i pięknych kobiet, których wizerunek buduje siłę naszej marki. W naszym katalogu sesje zdjęciowe mają swoją historię, a zobaczyć tam można kobiety z dwóch, górnych poziomów naszej struktury organizacyjnej, czyli Regionalnych lub Krajowych Vice-Prezydentów. I nie wystarczy sam fakt, że osiągnęły wysoką pozycję, nadal się rozwijają i wzrastają. Nasza kadra kierownicza to prawdziwie inspirujące wzorce.

Rzeczywiście patrząc na obecne dziś razem z Tobą, kobiety z zarządu Arbonne oraz na zdjęcia w materiałach promocyjnych, masz niepowtarzalny zespół. 

To prawda i za każdym razem, gdy się z nimi spotykam wydają mi się piękniejsze. Trudno dotrzymać im kroku. Mężczyźni w naszej firmie są także niesamowici, choć 85% zespołu tworzą kobiety. Często też w naszej organizacji można spotkać prawdziwie rodzinne zespoły, czyli matka z córką pracujące razem i odnoszące wspólne sukcesy. To rzadko spotykane w innych firmach.

A ile jest obecnie konsultantek w Polsce?

Ponad 700, więc to doskonały początek. Dbamy, by w relacjach z klientkami były autentyczne. Uwzględniamy w procesie szkoleniowym różnice narodowe i kulturowe. Polki są doskonale wykształcone, dużo wiedzą o kosmetykach, więc przygotowujemy nasze konsultantki, by spełniały ich oczekiwania.

Rozmawiając z Tobą, nie mam wątpliwości, że siła jest kobietą. Skąd czerpiesz inspiracje?

Wierzę, że moc wynika z równowagi. Niezwykle wierzę w to, że trzeba lubić to, co się robi. Moją inspiracją był mój ojciec. Miał inną wizję mojej kariery, chciał bym została lekarzem, ale to zupełnie mi nie pasowało. Przede mną nie było przedsiębiorców w rodzinie, ale cieszę się, że to ja teraz jestem mentorem dla mojego najbliższego otoczenia. Zawsze chciałam mieć wpływ na historię świata, mieć znaczenie w życiu innych ludzi i to mi się w Arbonne udaje. Czuję, że moja praca zmienia życie wielu osób wokół mnie.

W trakcie naszej rozmowy <równowaga> jest motywem przewodnim. Jakie jeszcze słowo definiuje twój styl pracy i życia?

Myślę, że wzmacnianie w innych wiary w siebie, gdyż niesamowite jest to, jak często sami nie uświadamiamy sobie, ile możemy zrobić, ile jesteśmy warci. Ludzie rodzą się z wieloma zdolnościami, ale często nie zdają sobie z nich sprawy. Pomagamy im je odkryć i wykorzystać. Niezwykle ważna jest także innowacja i kreatywność – bez nich nie byłoby marki Arbonne.

Jak w dobie dominacji opinii z portali społecznościowych i marketingu rekomendacji w oparciu o internet planujesz propagować markę Arbonne?

Internet jest najważniejszym elementem naszej strategii promocji na najbliższe lata. Zarówno nasza strona internetowa, jak i Facebook, Pinterest są stałym medium naszego przekazu. Polska strona internetowa www.arbonne.pl jest już dostępna i zbudowana została zgodnie z nowymi założeniami. Każda konsultantka będzie miała swoją własną stronę internetową i każda zostanie przeszkolona w zakresie korzystania z portali społecznościowych, prezentowania swoich historii i rekomendacji właśnie w internecie. Wierzę, że mamy wystarczająco wizjonerską i atrakcyjną markę, by zdobyć fanów właśnie przez portale społecznoścowe i sami jesteśmy wystarczająco bystrzy, by dostrzec potencjał nowych mediów.

Czy jest jakieś pytanie, na które czekałaś, a ja go nie zadałam? Czy chciałabyś coś dodać od siebie do naszej rozmowy?

Tak, chciałam podkreślić, że każde przedsięwzięcie biznesowe, w jakim uczestniczyłam do tej pory, kończyło się sukcesem. Jestem przekonana, że i tym razem tak będzie. Mam wokół siebie wyśmienity zespół, ludzi zaangażowanych w swoją pracę, wierzących w nasze produkty i nasze cele. Nic nie muszę zmieniać. To wielki dar i jestem pewna, że odniesiemy sukces.

MS

Wywiad z profesorem Markiem Adamczewskim, projektantem wzornictwa przemysłowego, koordynatorem merytorycznym projektu „Wzornictwo-Biznes-Zysk”.

„Wzornictwo-Biznes-Zysk”- projekt  finansowany jest z działania 5.2 „Wspieranie Instytucji otoczenia biznesu świadczących usługi proinnowacyjne oraz ich sieci o znaczeniu ponadregionalnym”.

Zadaniem przedsięwzięcia jest praktyczna prezentacja korzyści, jakie przynosi aplikacja wzornictwa przemysłowego w przedsiębiorstwach oraz zasad i form współpracy przedsiębiorców z projektantami.

Projekt jest skierowany do przedsiębiorców, projektantów wzornictwa przemysłowego, studentów i absolwentów wzornictwa oraz przedstawicieli administracji.

„Wzornictwo-Biznes-Zysk” obejmuje warsztaty, towarzyszące warsztatom wystawy (ekspozycje studiów przypadków), seminaria oraz portal internetowy.

 

Eksperci

Paradoksalna sytuacja na rynku obligacji

W ostatnich dniach doszło do dość kuriozalnej sytuacji, polegającej na tym, że rentowność dziesięcio...

W cieniu ustawy „frankowej”, w Sądzie Najwyższym kształtuje się orzecznictwo w sprawach kred

Ostatnie informacje i wydarzenia w świecie kredytów „frankowych”, zostały zdominowane przez kwestię ...

Biegowy biznes z Polski podbije świat. I można do tego podboju dołączyć

Runmageddon – stworzony w Polsce cykl biegów przeszkodowych – to najbardziej nuklearna historia na p...

Straty są nieodłączną częścią inwestycji

Zakończony niedawno maj był najgorszym miesiącem w tym roku dla rynku akcji. Większość parkietów odn...

Uchwała NSA pozwala wygrać z fiskusem

Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia or...

AKTUALNOŚCI

Ważne dla Polski nowe stanowisko Komisji Europejskiej

Odpowiedź Komisji Europejskiej na ostatnie głosowanie Parlamentu Europejskiego w sprawie pakietu mob...

Dlaczego państwo pozwala na nieozusowane umowy zlecenia?

Dlaczego rząd do tej pory nie zmienił szkodliwego art. 9 ustawy o SUS? Federacja Przedsiębiorców Pol...

Parlament wybrał Ursulę von der Leyen jako pierwszą kobietę przewodniczącą Komisji Europejskie

Parlament Europejski 383 głosami za wybrał w tajnym głosowaniu 16 lipca Ursulę von der Leyen na prze...

Wzrost cen może być krótkotrwały

Jak informuje BIEC (Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych), wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prog...

KONKURS: odpowiedz na pytanie i wygraj książkę

Zapraszamy do udziału w kolejnym konkursie organizowanym przez nasz portal. Tym razem pytamy Was o t...