Home Tagi Wpis otagowany "wydatki"

wydatki

Według danych GUS-u, na koniec zeszłego roku liczba zarejestrowanych jednoosobowych działalności gospodarczych w Polsce wyniosła blisko 3 mln. Prowadzenie własnej firmy może być bardziej opłacalne niż praca na czyjś rachunek i dawać niezależność, ale ma także swoje wady.  Przedstawiciele tzw. wolnych zawodów, czyli freelancerzy, którzy zrezygnowali z pracy na etacie marząc o własnym biznesie, nie zawsze mogą liczyć na regularny przypływ zleceń, a tym samym na stały dopływ gotówki. Gdy taka sytuacja powtarza się wielokrotnie, z czasem mogą pojawić się trudności z zachowaniem płynności finansowej. Expander podpowiada świeżo upieczonym freelancerom, jak zaplanować budżet, by przygotować się na przejściowe problemy z gotówką.

Praca na etacie przeważnie oznacza, że danego dnia w miesiącu na nasze konto wpływa pensja. Gdy zmieniamy formę zatrudnienia i stajemy się freelancerami, nie zawsze będziemy mogli liczyć na regularne przypływy gotówki. Zarobki osób, które wykonują tzw. wolne zawody uzależnione są bowiem m.in. od koniunktury na rynku, na którym działają, a także od popytu na usługi czy produkty, które oferują. Zdarza się więc, że w jednym okresie, z braku czasu, muszą rezygnować z niektórych propozycji, a kiedy indziej zmuszeni są aktywnie szukać nowych zleceń i klientów oraz redukować koszty. W czasie przejściowych problemów finansowych ułożenie budżetu, który pozwoli pokryć wszystkie niezbędne wydatki, może być więc trudnym, jednak wykonalnym zadaniem. Wystarczy, że będziemy pamiętać o kilku prostych zasadach.

1. Sprawdź, z jakimi stałymi kosztami będziesz musiał się liczyć

Układanie budżetu zacznijmy od ustalenia, jak duże wydatki będziemy ponosić w związku z prowadzeniem firmy. W ten sposób zdobędziemy punkt odniesienia, dzięki któremu łatwiej będzie nam ustalić plan finansowy na cały rok.

Wydatki, które ponosimy w związku z prowadzeniem jednoosobowej działalności gospodarczej można podzielić na dwie grupy. Do pierwszej zaliczymy stałe opłaty administracyjno-skarbowe. Należą do nich m.in. regularnie odprowadzane składki na ubezpieczenia społeczne. Pamiętajmy, że jako początkujących przedsiębiorców obowiązują nas zasady „małego ZUSu”, czyli przez okres 2 lat po rozpoczęciu działalności płacimy obniżone składki. Łącznie wyniosą one 487,90 zł, zamiast 1 172,56 zł, które płacą pozostali przedsiębiorcy. Drugą grupę kosztów stanowią bieżące wydatki związane z funkcjonowaniem firmy, np. rachunki za media, koszt korzystania z pomocy firmy księgowej czy ewentualna wartość czynszu za wynajmowaną przestrzeń biurową. – Rozpoczynając biznes i ustalając cenę za swoje produkty czy usługi należy bardzo dokładnie oszacować wszystkie koszty, a także z góry ustalić jaki zysk chcemy uzyskać. Pieniędzy powinno wystarczyć także na zakup zużywanego materiału i sprzętu oraz na dalszy rozwój firmy. – dodaje Jarosław Sadowski, Expander

Przy prowadzeniu własnej działalności niezwykle ważne jest również rozdzielenie finansów osobistych od firmowych, co nie stawiło problemu, gdy pracowaliśmy na etacie, a pensję wypłacał nam pracodawca. Posiadanie dwóch oddzielnych kont bankowych: prywatnego i firmowego, pomoże nam efektywniej zarządzać przedsiębiorstwem i zachować przejrzystość finansową, zarówno w sferze domowej, jak i zawodowej.

2. Przygotuj plan awaryjny

Ważnym krokiem jest także przygotowanie awaryjnego planu finansowego, który warto mieć po ręką, gdy dotkną nas przejściowe problemy budżetowe. Jest to szczególnie ważne, jeśli popyt na nasze usługi nie jest stały i zdarzają się okresy kiedy nie mamy zamówień. –  Rozpoczynając prowadzenie własnego biznesu zwykle ponosimy wysokie koszty, natomiast dochody na początku często są dość niskie i dopiero po pewnym czasie rosną do poziomu, który pozwoli nam płynnie funkcjonować. Jednak wraz z pojawieniem się zysków lepiej od razu nie zwiększać wydatków. W przyszłości może się bowiem okazać, że zapotrzebowanie na nasze produkty czy usługi spadnie. Być może będziemy zmuszeni przetrwać bez dochodów przez kilka miesięcy. Dlatego dobrze jest zgromadzić sobie poduszkę finansową, która w razie pojawiania się tego typu problemów pozwoli nam przeczekać taki trudny okres. – podpowiada ekspert Expandera.

Oprócz trudnych okresów zapewne zdarzą się również takie, kiedy zamówień będzie dużo dzięki czemu dochody firmy będą wysokie. Wtedy warto pomyśleć o inwestycjach, które sprawią, że firma będzie mogła jeszcze szybciej się rozwijać.  – Idealnie byłoby gdyby inwestycje udało się sfinansować ze zgromadzonych oszczędności. Nie zawsze jest to jednak możliwe. Czasami jest to wręcz niebezpieczne, gdyż jeśli wydamy wszystkie lub większość oszczędności, to nie będziemy już mieli poduszki bezpieczeństwa na trudniejsze okresy. Dlatego w wielu przypadkach firmy finansują inwestycje z pomocą kredytu. Co prawda jego zaciągnięcie wiąże się z kosztami. Jeśli jednak inwestycja daje duże szanse na uzyskanie znacznych przychodów, to nierzadko kierownictwo decyduje się na finansowanie kredytem niż czekanie miesiącami aż uda się zgromadzić potrzebne oszczędności. Oczywiście zawsze warto porównać oferty i wybrać taką, która najlepiej będzie odpowiadała naszym potrzebom oraz uważnie dobrać kwotę – podpowiada główny analityk Expandera.

3. Przygotuj się na „niespodziewane”

Zostając przedsiębiorcą trzeba przygotować się na nieodłączny element ryzyka, które może nam towarzyszyć nawet gdy firma dobrze prosperuje np. problemy z płynnością finansową. Niekiedy zapłata za wykonaną już usługę czy sprzedany towar wpływa z dużym opóźnieniem. Tymczasem regularnie pojawiają się różnego rodzaju koszty. – Istnieje kilka sposobów na uniknięcie kłopotów w sytuacji problemów z płynnością finansową. Jednym z nich jest kredyt obrotowy. Może on działać np. tak jak debet na koncie. Korzystamy z niego dopiero wtedy, gdy zabraknie nam własnych środków. Innym rozwiązaniem jest faktoring. Firma świadcząca takie usługi przekazuje nam od razu ok. 90% kwoty z wystawionej faktury. Nie musimy więc czekać aż nasz klient przeleje nam pieniądze. Poza tym pozbywamy się ryzyka, że kontrahent w ogóle nam nie zapłaci. W takiej sytuacji strata obciąży faktora, czyli firmę, z którą podpisaliśmy umowę na usługę. – dodaje Sadowski, Expander.

 

Źródło: lightscape.pl

 

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w ciągu pierwszych 6. miesięcy 2017 r. o 5,7 proc. r/r. W największym stopniu w województwie świętokrzyskim, o 13,7 proc. – podał GUS.

Produkcja sprzedana przemysłu rosła w 1. połowie 2017 r. szybciej niż w tym sam okresie 2016 r. (o 5,7 proc. w stosunku do 4,4 proc.). Najsilniej przemysł rósł w 3 województwach Polski Wschodniej – w świętokrzyskim (o 13,7 proc.), podlaskim (o 12,3 proc.) i lubelskim (o 9,6 proc.). W pozostałych województwach tej części naszego kraju – podkarpackim i warmińsko-mazurskim – przemysł rósł także szybciej niż średnio w Polsce (odpowiednio (7,8 i 6,6 proc.).

Te 5. województw to nie są uprzemysłowione regiony – ich przemysł daje jedynie ok. 12 proc. produkcji sprzedanej całego przemysłowego sektora gospodarki.

Świętokrzyskie to przede wszystkim spożywczy, materiałów budowlanych, metalurgiczny, i maszynowy. Podlaskie to także przemysł rolno-spożywczy (przede wszystkim przetwórstwo mleka, tytoniu oraz produkcja wódki i piwa), ale także maszyny rolnicze, przemysł tekstylny oraz drzewny. Lubelskie to też przemysł spożywczy (przede wszystkim cukrowniczy, mleczarski, mięsny, piwowarski, młynarski, tytoniowy, spirytusowy, zielarski oraz owocowo-warzywny). A ponadto przemysł chemiczny, wydobywczy i materiałów budowlanych. Podkarpacie to przemysł lotniczy, spożywczy, a także materiałów budowlanych oraz drzewny. Warmia i Mazury to przetwórstwo rolno-spożywcze, produkcja maszyn do obróbki plastycznej metali, produkcja wyrobów gumowych (opony) oraz mebli i wyrobów stolarskich.

Zestawiając ze sobą dynamiczny wzrost produkcji sprzedanej przemysłu w tych województwach z branżami, które w tych regionach dominują wydaje się, że „sprawcą” jest wzrost skłonności gospodarstw domowych do konsumpcji. A wzrost skłonności do konsumpcji jest efektem poprawiającej się systematycznie sytuacji na rynku pracy, wzrostu wynagrodzeń oraz … programu Rodzina 500+. Polacy zwiększają swoje wydatki na artykuły rolno-spożywca, na odzież, a także na usługi budowlane robiąc remonty swoich mieszkań i domów. Jak widać ten konsumpcyjny popyt silnie wspiera regiony, w których przemysł rolno-spożywczy, a także drzewny i budowlany jest dominujący.

Do czynników związanych z rynkiem pracy i programem 500+ należy zapewne dodać fundusze unijne, które do tych regionów już trafiły i jeszcze trafią (w perspektywie finansowej 2007-2013 oraz obecnej 2014-2020 te 5. województw miało i ma swój dodatkowy Program Operacyjny Polska Wschodnia). Wsparły one tworzenie gospodarczej infrastruktury, a także rozwój lokalnych firm.

Efektem silnie rosnącego w tych województwach przemysłu jest „zwrotnie” większe zatrudnienie i wynagrodzenia. W świętokrzyskim zatrudnienie w przemyśle wzrosło w ciągu 6. miesięcy br. o 9,3 proc., a wynagrodzenia o 6,5 proc. W podlaskim wynagrodzenia wzrosły o 6 proc., a zatrudnienie o 4,5 proc. W lubelskim produkcja sprzedana przemysłu wzrosła o 9,6 proc. przy  minimalnym wzroście zatrudnienia w przemyśle (jedynie o 0,1 proc.) i relatywnie niedużym wzroście wynagrodzeń (o 4,3 proc.), co wskazuje na silny wzrost wydajności pracy.

Jeśli rosnący przemysł pozwolił firmom w tych województwach (i będzie nadal pozwalał) na wzrost dochodów i rentowności, a one zechcą zainwestować ten kapitał w rozwój, to mamy szanse, aby Polska Wschodnia zaczęła powoli (a nawet bardzo powoli, bo jest dużo do nadrobienia) doganiać bardziej rozwinięte regiony pod względem poziomu PKB na mieszkańca. Fundusze europejskie, dobrze zainwestowane przez władze lokalne powinny w tym także pomóc.

Po 6. miesiącach 2017 r. na końcu stawki wszystkich regionów jest przemysł na Dolnym Śląsku –  w ciągu 6. miesięcy produkcja sprzedana wzrosła tam jedynie o 0,4 proc. r/r, przy wzroście wynagrodzeń o prawie 10 proc. (najwyższa dynamika w Polsce) i zatrudnienia o 1,3 proc. Wskazuje to, że silną barierą rozwoju przemysłu w tym województwie jest dostęp do pracowników. Szczególnie zatem w województwie dolnośląskim administracje lokalne powinny dbać o edukację i jej dostosowanie do potrzeb rynku pracy. Ale w krótkim okresie powinny dążyć do stworzenie warunków dla sprawnej, szybkiej legalizacji zatrudnienia obcokrajowców. Nie może ona trwać miesiącami, szczególnie w okresie zwiększonego, sezonowego popytu na pracę.

Warto, aby wynikom przemysłu, budownictwa, wzrostowi liczby firm zarejestrowanych w systemie REGON w ciągu pierwszych 6. miesięcy 2017 r. przyjrzały się wszystkie województwa. I zastanowiły się jak poprawić sytuację na rynku pracy, ale także jak wykorzystać dostępne w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych środki unijne, aby zapewnić rozwój województwa oraz jak działaniami administracyjnymi wspierać ten rozwój.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

To w jaki sposób płacimy ma wpływ na nasze wakacyjne wydatki. Przykład? Żeby nie narazić się na niekorzystne kursy przewalutowania, zwykle warto płacić w lokalnej walucie. Oferowane w bankomatach i terminalach kursy przewalutowań są zazwyczaj gorsze od tych które uzyskamy wybierając opcje „płać w walucie lokalnej”. O czym jeszcze warto pamiętać, żeby nie przepłacać na wakacjach?

1. Za granicą warto gotówkę przeznaczyć jedynie na drobne wydatki

Na urlopie płaćmy kartami wszędzie, gdzie to możliwe: w hotelach, sklepach spożywczych, na autostradach czy w restauracjach. Weźmy ze sobą tylko niewielką ilość gotówki – przyda się na zrobienie zakupów na lokalnym targu czy kupienie hamburgera w ulicznej budce. Dzięki temu, po przyjeździe do kraju nie zostaniemy z obcą walutą w portfelu (a tym bardziej z niewymienialnym w kraju bilonem) i nie stracimy na jej ponownej wymianie. Dobrym rozwiązaniem jest posiadanie karty wielowalutowej podłączonej do rachunku w złotych i rachunków walutowych (rachunki walutowe zasilimy na bieżąco korzystając z wymiany walut w bankowości na smartfony). Kartą wielowalutową zapłacimy w walucie kraju, w którym się znajdujemy.

2. Płacąc kartami, wybierajmy płatność w lokalnej walucie

Kiedy płacimy kartami za granicą, na terminalu bądź bankomacie może pojawić się pytanie o to, czy chcemy zapłacić w walucie lokalnej czy w złotówkach. Żeby nie narazić się na niekorzystne kursy przewalutowania, zwykle warto płacić w lokalnej walucie, gdyż oferowane w bankomatach i terminalach kursy przewalutowań są zazwyczaj gorsze od tych które uzyskamy wybierając opcje „płać w walucie lokalnej”.

3. Karta kredytowa przyda się na niespodziewane wydatki

Karta kredytowa, tak jak okulary przeciwsłoneczne czy krem z filtrem, to obowiązkowe wyposażenie podróżnika. To taka poduszka bezpieczeństwa, która zadziała w razie gdybyśmy byli zmuszeni pokryć niespodziewane wydatki. Dzięki niej kupimy także wymarzone buty, torebkę czy sprzęt elektroniczny upolowany na zagranicznych wyprzedażach. Karta kredytowa przyda się, jeśli będziemy chcieli wynająć samochód na miejscu (w wielu krajach nie da się tego zrobić bez karty kredytowej lub w razie jej braku, trzeba dodatkowo zapłacić) czy zarezerwować nocleg w hotelu. Do kart kredytowych często dołączony jest pakiet ubezpieczeń turystycznych.

4. Nie trzeba szukać bankomatu, żeby wypłacić gotówkę

Zdarza się, że podczas krajowego urlopu potrzebujemy wypłacać gotówkę. W tym celu, nie musimy szukać bankomatu, wystarczy, że wypłacimy pieniądze robiąc zakupy w osiedlowym sklepie czy na stacji benzynowej.

5. Sprawdzajmy ile wydajemy.

Podczas urlopu, warto od czasu do czasu sprawdzić stan rachunku, logując się do bankowości ze smartfona czy tabletu. Niektóre systemy bankowości mobilnej nie tylko pokazują stan rachunku, ale również kategoryzują wydatki. Od razu wiemy, ile wydaliśmy na artykuły spożywcze, podróż czy rozrywkę. Przy okazji przypominamy, żeby podczas logowania do bankowości internetowej, mobilnej oraz innych serwisów zawierających nasze dane, nie korzystać z niezabezpieczonych, przypadkowych sieci wi-fi np. w hotelach, na lotniskach etc.

6. Dla bezpieczeństwa: dwie karty bądź karta i smartfon.

Niestety może zdarzyć się, że na urlopie zapomnimy PIN-u do karty, lub bankomat z przyczyn niezależnych od nas ją zatrzyma. Dlatego na wszelki wypadek warto mieć ze sobą dwie karty debetowe, albo kartę debetową (np. wielowalutową) i smartfon z aplikacją płatności mobilnych. W końcu żaden bankomat nie zatrzyma smartfona!

 Wypowiedź: Katarzyna Münnich, Bank Pekao S.A.

W czerwcu 2017 r. sprzedaż detaliczna wzrosła o 5,8 proc. r/r (w cenach stałych), a o 1,6 proc. w stosunku do maja br. – podał GUS.

Sprzedaż detaliczna, chociaż nieco słabiej niż w pozostałych (poza kwietniem) miesiącach 1. połowy 2017 r., ale ciągle rośnie. Konsumenci, jak widać, nie są znudzeni zakupami. Szczególnie kosmetykami oraz odzieżą i obuwiem. Sprzedaż detaliczna tych grup produktów niezmiennie od początku roku rośnie w dwucyfrowym tempie.

W sytuacji, gdy nasze dochody nie są wysokie, ograniczamy wydatki na odzież, kosmetyki, czy obuwie. Wzrost ich sprzedaży wskazuje nie tylko na to, że zasobność Polaków rośnie, ale także, że nie obawiamy się o pracę. Potwierdził to wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej w czerwcu br., którego komponent – ocena trendów poziomu bezrobocia – był najlepszy w historii (w lipcu był on ciągle wysoki, ale nieco niższy niż w czerwcu). Tak było także w 2016 r., gdy część gospodarstw domowych otrzymała zasilenie pieniędzmi publicznymi w ramach programu Rodzina 500+. Tylko, że w zeszłym roku na tej liście zakupowej były w większym stopniu niż dzisiaj samochody.  Ale ile samochodów rodzina może kupić? Aczkolwiek ciągle popyt na nie jest zdecydowanie silniejszy niż na żywność.

Wydaje się, że wzrost sprzedaży żywności, napojów i wyrobów tytoniowych osiąga swoje maksima – w czerwcu wyniósł on 3,8 proc., a w 1. półroczu 2017 r. – 3 proc. W 2016 r. wzrost ten wyniósł natomiast 6,4 proc. Widać wyraźnie nasycenie. Producenci i sprzedawcy produktów żywnościowych „ratują” się zatem silnym wzrostem cen – w czerwcu br. ceny żywności wzrosły o 3,9 proc., a w ciągu pierwszych 6. miesięcy 2017 r. – o 3,7 proc. Tylko ceny paliwa wzrosły w tym okresie w większym stopniu. Doskonałym przykładem jest masło, którego cena prawie podwoiła się w ciągu roku. Ale też tłuszcze zwierzęce, ryż, mięso, wędliny, pieczywo, czekolada, ……

Wzrost sprzedaży detalicznej był w 2. kwartale 2017 r. nieco niższy niż w pierwszym kwartale (w pierwszym kwartale wyniósł 7,1 proc., a po 6. miesiącach – 6,9 proc.). Konsumpcja prywatna nadal zatem wspiera wzrost gospodarczy, ale już w mniejszym stopniu niż w ciągu pierwszych 3. miesięcy tego roku. Trudno oczekiwać, aby dynamika spożycia indywidulanego była w 2. kwartale na poziomie bliskim 5 proc. Jeśli nie ruszyły zdecydowanie inwestycje, to wzrost PKB będzie bliższy 3,5-3,6 proc. niż 4 proc. osiągniętym w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2017 r.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Dane o budżecie państwa po maju mogą oznaczać, że na koniec roku deficyt będzie niższy nawet o 20 mld zł od założonego w tegorocznym budżecie – uważają niektórzy ekonomiści.

Resort finansów podał w czwartek, że deficyt budżetu po maju wyniósł 0,2 mld zł, czyli 0,3 proc. dopuszczonego w ustawie budżetowej na ten rok deficytu w wysokości 59,3 mld zł. W okresie styczeń-maj br. dochody budżetu wyniosły 143,3 mld zł, czyli 44 proc. planu na cały rok, wydatki 143,5 mld zł, tj. 37,3 proc.

Zdaniem ekonomistów z ING Banku Śląskiego, wykonanie budżetu po maju należy uznać za kontynuację pozytywnego trendu. „Dzięki temu deficyt centralny może być mniejszy o 15-20 mld zł (od zakładanych 59,3 mld zł – PAP) i o tyle samo potrzeby pożyczkowe” – ocenił ekonomista ING Jakub Rybacki.
„Z perspektywy długookresowej sytuacji fiskalnej to duża kwota, na przykład niemal w całości zabezpieczająca roczne wydatki na program 500+. Ryzyko wzrostu długu publicznego znacznie maleje, co jest także bardzo istotne dla długookresowego funkcjonowania gospodarki” – powiedział PAP Rybacki.

Ekonomista zwrócił uwagę, że niższy deficyt oznacza, iż podjęte przez rząd działania będą miały znacznie bardziej stabilne finansowanie. To może mieć pośrednie przełożenie na portfele Polaków. „Niedługo kolejnym obciążeniem fiskalnym dla państwa będzie obniżenie wieku emerytalnego. W obliczu dobrego wykonania budżetu koszty, które będzie to generowało będą mniej dotkliwe dla państwa a tym samym dla podatników” – wyjaśnił Rybacki.
Jego zdaniem, także deficyt sektora finansów publicznych powinien być znacznie niższy od zakładanego – powinien być bliższy poziomowi 2,4 proc. PKB, niż 2,9 proc. PKB, jak zakłada resort finansów.

Także ekonomiści z BZ WBK uważają, że deficyt budżetowy w tym roku może być o 20 mld zł niższy od planu. „Z szacunków +statycznych+ wynikałoby wręcz, że deficyt na koniec roku mógłby być nawet niższy o 30 mld zł. Ten szacunek może być jednak zbyt ambitny, zakłada bowiem, że do końca roku zostanie utrzymane obecne tempo ograniczania wydatków” – powiedział Piotr Bielski. „To, że po pięciu miesiącach mamy prawie zbilansowany budżet to nie tylko zasługa dochodów, ale w dużej części wydatków, które są realizowane znacznie poniżej harmonogramu” – zaznaczył.

Według Bielskiego jest duże prawdopodobieństwo, że dochody będą nadal rosły w niezłym tempie, ale na utrzymanie obecnego tempa ograniczania wydatków raczej już nie można liczyć. „Jeżeli minister finansów będzie widział, że jest szansa na tak niski deficyt budżetowy, może ulec pokusie, by zrobić to samo, co w zeszłym roku – rozładować napięcie budżetu z 2018 r. przenosząc część wydatków z przyszłego roku na ten rok” – wyjaśnił Bielski.

Zwrócił też uwagę, że pod koniec tego roku presję na budżet będzie wywierać obniżenie wieku emerytalnego. „Co prawda nie wiadomo ile osób zdecyduje się przejść wcześniej na emeryturę, ale zakładam, że większość uprawnionych z tego skorzysta. Mamy bowiem tak skonstruowane przepisy, że racjonalne jest przejście na emeryturę tak wcześnie, jak to możliwe” – ocenił.

Bielski uważa, że dobre dane o budżecie mogłyby przełożyć się na sytuację Polaków, np. gdyby zachęciło to rząd do spełnienia obietnicy i obniżenia VAT-u do 22-proc. „To niestety się nie stanie ze względu na rozbudowane wydatkowe plany rządu na kolejne lata” – uważa ekonomista. Zwrócił jednak uwagę, że im lepsza jest sytuacja budżetu, tym rośnie skłonność polityków, aby trochę pieniędzy rozdać. Tym bardziej, że – jak zauważył Bielski – najbliższa lata będą latami zmagań wyborczych.
„Tak dobra sytuacja w budżecie powinna być wykorzystana na obniżenie deficytu, ale podejrzewam, że zostanie wykorzystana na realizowanie programów społecznych związanych z hojnymi wydatkami. Polacy mogą to więc pozytywnie odczuć, ale jeszcze nie wiemy w jaki sposób” – dodał.

Również ekonomista z PKO BP Michał Rot zwrócił uwagę, że dynamika wydatków budżetu państwa jest ciągle bliska zeru, po spadku piąty miesiąc z rzędu. „Wynik budżetu państwa po maju odzwierciedla kombinację kilku czynników (…). Niskiej realizacji deficytu sprzyja także zerowa dynamika wydatków. W dalszej części roku pozytywny wpływ na wynik będzie mieć także transfer zysku z NBP” – uważa Rot.
Jego zdaniem, ocena bieżących trendów sugeruje, że deficyt budżetowy w całym roku może być wyraźnie niższy od założonego, ale o ostatecznym jego poziomie zadecydować mogą przesunięcia dochodów i wydatków między 2017 r. a 2018 r. „Oczekiwane przez nas dalsze przyspieszenie inwestycji publicznych, w tym samorządowych, zmniejsza dostępną w 2018 r. przestrzeń fiskalną i może skłonić do +przerzucenia+ części przyszłorocznego budżetu na ten rok” – uważa ekonomista z PKO BP.

MF wyjaśniło w czwartkowym komunikacie na temat wykonania budżetu po maju, że między styczniem a majem 2017 r. dochody budżetu państwa były wyższe o 14,2 mld zł w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego. Z kolei dochody podatkowe wzrosły w tym okresie o 18,8 proc. w ujęciu rocznym.
Wzrost dochodów w stosunku do okresu styczeń-maj 2016 r. odnotowano we wszystkich głównych podatkach. Dochody z podatku VAT były wyższe o 30 proc. w ujęciu rocznym (ok. 15,9 mld zł), dochody z podatku akcyzowego i podatku od gier były wyższe o 3,9 proc. (ok. 1 mld zł), dochody z podatku PIT wzrosły o 7,4 proc. (ok. 1,4 mld zł), a dochody z podatku CIT były wyższe o 14,3 proc. (ok. 1,9 mld zł).
Z kolei dochody z tytułu podatku od niektórych instytucji finansowych (tzw. podatku bankowego) za okres styczeń-maj 2017 r. wyniosły 1,8 mld zł.

W tym samym okresie wykonanie dochodów niepodatkowych wyniosło 9,2 mld zł i było niższe o 7,4 mld zł w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. „W lutym 2016 roku miała miejsce wpłata na rachunek budżetu państwa z tytułu aukcji LTE, której nie było w 2017 r.” – wyjaśnił w komunikacie resort finansów.
W przypadku wydatków, dodaje MF, nie ma istotnej różnicy w stosunku do 2016 roku – między styczniem i majem ub. roku na wydatki przekazano 142,6 mld zł (38,7 proc. planu).

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Już blisko 3 mln osób w Polsce zdecydowało się na założenie jednoosobowej działalności gospodarczej. Część z nich na siedzibę swojej firmy wybrało własne mieszkanie, nie ponosząc kosztów związanych z wynajęciem czy kupnem lokalu. Co więcej, takie rozwiązanie w dłuższej perspektywie może przynieść także dodatkowe oszczędności. Wydatki związane z użytkowaniem nieruchomości mieszkalnej w celach służbowych, można bowiem zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu, jednocześnie obniżając kwotę podatku należnego fiskusowi. Eksperci Tax Care podpowiadają, w jakich przypadkach będzie to możliwe.

Gdy na siedzibę firmy wybieramy własne lokum, które zamieszkujemy na co dzień, przede wszystkim powinniśmy zadbać o wydzielenie z niego tej części, którą przeznaczymy wyłącznie na cel związany z prowadzeniem działalności gospodarczej. To pozwoli nam bowiem na oddzielenie wydatków prywatnych od tych, które ponosimy w związku z funkcjonowaniem firmy, bo tylko te ostatnie mogą być zaliczone do kosztów uzyskania przychodu. Prawo nie przedstawia jednego sposobu, dzięki któremu z całkowitych kosztów związanych z utrzymaniem mieszkania czy domu, moglibyśmy wyodrębnić te dotyczące działalności gospodarczej. – Aby dokonać tego podziału, najpierw musimy być świadomi, jakie wydatki w ogóle ponosimy na użytkowanie mieszkania, i które z nich są kosztami dotyczącymi uzyskania przychodu, bo wynikają z prowadzenia własnej firmy. Zaliczamy do nich przede wszystkim: czynsz, media, wydatki związane z korzystaniem z Internetu i telefonu – podpowiada Marta Krusiewicz, z biura rachunkowego TAX AIDE Sp. z o. o. w Mińsku Mazowieckim, Partnera Tax Care. Jak je rozliczyć?

1. Określ powierzchnię „domowej firmy” do odliczenia czynszu i odsetki za spłacany kredyt

Jeżeli chcemy rozliczyć wydatki związane z opłacaniem czynszu, powinniśmy zacząć od określenia, jaki procent mieszkania wykorzystujemy w celach służbowych. – Przypuśćmy, że nasze lokum liczy 50 mkw., za które płacimy czynsz w wysokości 500 zł. Na naszą działalność przeznaczyliśmy gabinet, który ma 10 mkw., czyli „siedziba” naszej firmy zajmuje 20%naszego mieszkania. Ta część czynszu, która dotyczy naszej działalności gospodarczej, czyli zatem 100 zł, stanowi koszt uzyskania przychodu – tłumaczy Dorota Burchard, z kaliskiego Biura Rachunkowego „DaKaDor”, Partnera Tax Care.

Podobny procentowy przelicznik możemy zastosować także w przypadku, gdy do kosztów uzyskania przychodu chcemy zaliczyć odsetki kredytu, który zaciągnęliśmy za zakup mieszkania, w którym prowadzimy działalność gospodarczą.

2. Sprawdź wartość początkową mieszkania do odliczenia amortyzacji mieszkania jako środka trwałego

Decydując się na włączenie mieszkania – jego całości, bądź części –  do środków trwałych firmy, możemy dokonywać odpisów amortyzacyjnych, które także stanowią koszty uzyskania przychodu. Należy jednak pamiętać, że nie każde lokum będzie można zaliczyć jako środek trwały, a tylko takie, które spełnia kilka wymogów. Mieszkanie musi być przede wszystkim własnością lub współwłasnością podatnika, nabyte lub wytworzone w jego własnym zakresie, kompletne i zdatne do użytku w dniu przyjęcia do używania, które będzie użytkować dłużej niż rok.

Jeżeli chcemy dokonać odpisu amortyzacji mieszkania, czyli odliczyć od podatku koszty, które ponosimy w związku ze stopniowym „zużywaniem się” naszego M., musimy określić wartość początkową lokum. – Ta zwykle jest ustalana na podstawie ceny kupna nieruchomości, którą możemy powiększyć np. o koszt związany z wykończeniem lokum. W przypadku, gdy została ona wytworzona przez podatnika, wartość początkowa – przykładowo – domu, równa jest kosztom poniesionym w związku z jego budową. Jeśli natomiast mieszkanie, w którym prowadzimy działalność gospodarczą, otrzymaliśmy w spadku, darowiźnie lub w inny nieodpłatny sposób, wartość początkową stanowi wartość rynkowa z dnia nabycia, chyba, że umowa darowizny określa wartość w niższej wysokości – podaje Dorota Burchard, Partner Tax Care. Określając wartość naszej nieruchomości, możemy skorzystać także z metody uproszczonej, wedle której, wartość początkowa stanowi 998 zł, którą mnożymy przez powierzchnię mieszkania lub domu.

Stawka amortyzacji uzależniona jest od tego, jakie prawo przysługuje nam do mieszkania. W przypadku prawa własnościowego jest to 1,5% wartości początkowej lokum, a prawa do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej – 2,5%. Możemy także zastosować stawkę indywidualną (od 1,5 do 10%), ale w tym przypadku istnieje warunek – mieszkanie musi być wcześniej użytkowane przez 60 miesięcy lub poddane renowacji, której koszt wyniósł 30% wartości początkowej.

Pamiętajmy, że amortyzacji także może podlegać np. sprzęt komputerowy czy meble, które wykorzystujemy w działalności, jeżeli spełniają definicję środków trwałych. Bez względu na to, czy określiliśmy nasze lokum jako środek trwały, do kosztów uzyskania przychodu możemy zaliczyć również wydatki związane z remontem mieszkania, ale tylko jego „firmowej” części.

3. Załóż oddzielny telefon służbowy i Internet dla łatwiejszego odliczenia

W przypadku korzystania z telefonu oraz Internetu, ustalenie, które wydatki możemy zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu, nie sprawia kłopotu. Nie może nim być ten związany z opłaceniem rachunku za telefon prywatny, nawet jeżeli używamy go w celach służbowych. – Ta sama zasada dotyczy Internetu. Wystarczy jednak, że zdecydujemy się na założenie oddzielnego numeru służbowego i Internetu, z których będziemy korzystać tylko w pracy, a koszty ponoszone z tego tytułu, będziemy mogli rozliczyć w deklaracji podatkowej jako koszty uzyskania przychodu – wyjaśnia Marta Krusiewicz, Partner Tax Care.

4. Wyposaż mieszkanie w liczniki, by określić, ile prądu zużywa Twoja firma

Rozliczanie mediów, czyli zużycia wody, energii elektrycznej czy gazu jest bardziej skomplikowane. W tym przypadku przelicznik procentowy nie ma zastosowania, chociażby z tego powodu, że w działalności gospodarczej nie wykorzystujemy większości sprzętów elektrycznych znajdujących się w gospodarstwie domowym. Aby ustalić wysokość wydatków, które związane są z prowadzoną działalnością, można założyć oddzielne liczniki do pomiaru zużywanej energii, wody czy gazu.

Jeżeli chcemy prowadzić firmę we własnym mieszaniu, zadbajmy o wcześniejsze przygotowanie do tego nieruchomości. Pozwoli to na klarowny podział stref, a w związku z tym na wydzielenie tych kosztów dotyczących użytkowania lokum, które możemy odliczyć od podatku.

 

Źródło: Lightscape

Poszukiwanie miejsca, w którym zlokalizujesz swój biznes przypomina nieco wybór mieszkania. Musisz dopasować je do swoich preferencji i możliwości finansowych, zastanowić się nad lokalizacją, wielkością czy stylistyką. Wynajmowany lub kupiony lokal powinien odzwierciedlać cechy, które są ważne dla Ciebie – a w tym przypadku istotne dla wyróżnienia Twojego biznesu i zwrócenia uwagi jego odbiorców. Jak się do tego zabrać?

– Lokal gastronomiczny, butik czy kancelaria prawna – czyli każda działalność, którą wiąże się z goszczeniem klientów – powinna cechować się pewną unikalnością, nasuwając odpowiednie skojarzenia z podstawowymi wyróżnikami Twojego biznesu – mówi Kuba Karliński, członek zarządu Magmillon, firmy realizującej projekty nieruchomościowe oparte o odnawianie kamienic. – Według teorii „4p”jednym ze składników tzw. kompozycji marketingowej, czyli zbioru elementów za pomocą których każdy biznes oddziałuje na rynek, jest „place” – „miejsce”, które teoretycy definiują szeroko – jako kanał dystrybucji. Jednak w przypadku wielu tradycyjnych biznesów o niewielkiej skali działania, warto rozumieć „place” dosłownie – jako miejsce, w którym sprzedajesz swoje produkty lub usługi. To ono decyduje często o powodzeniu przedsięwzięcia – dodaje ekspert.

Koszty

Jeśli dysponujesz takim kapitałem by kupić lokal, w którym później poprowadzisz swój biznes – świetnie. Dzięki temu łatwiej będzie Ci zaplanować budżet, comiesięczne koszty będą nieco niższe i w najtrudniejszym, początkowym okresie łatwiej będzie Ci osiągnąć satysfakcjonujące rezultaty finansowe (np. wyjść na plus w nowo otwartej i jeszcze nieznanej kawiarni). Sytuacja komplikuje się w przypadku wynajmu. To dodatkowy koszt, który musisz dopisać do swojego biznesplanu. Umowy na wynajem lokali użytkowych najczęściej są dłuższe i lepiej chroniące właściciela niż w przypadku mieszkań. W przypadku ewentualnego niepowodzenia biznesu, nie będziesz w stanie się szybko wycofać. To nie oznacza, że wynajem nie jest dobrym rozwiązaniem. Przeciwnie – w przypadku braku odpowiedniego kapitału czy niepewności co do przyszłej lokalizacji inwestycji jest najlepszym wyjściem. Zanim jednak podejmiesz decyzję, musisz bardzo dokładnie oszacować swoje przyszłe przychody i wydatki. Koszty wynajmu mogą okazać się kluczowe dla Twojego biznesplanu.

Wymogi techniczne

W zależności od tego, jaki typ działalności zamierzasz prowadzić, możesz być zmuszony do spełnienia szeregu różnorodnych kryteriów. Przykładowo – biuro podróży nie wymaga warunków znacząco odmiennych niż zwykłe mieszkanie. Zupełnie inaczej jest z restauracją, która musi spełnić liczne wymogi Sanepidu. Nie w każdym lokalu uda Ci się wygospodarować oddzielne pomieszczenie do przygotowywania warzyw, owoców i mięsa, czy wytyczyć dwie „ścieżki” dla naczyń – czyste nie mogą być przenoszone z kuchni do klienta w taki sposób by „krzyżować się” z brudnymi – noszonymi od stolików do zmywarki. Jeszcze inne wymogi techniczne prawodawcy narzucają aptekom, zakładom fryzjerskim czy gabinetom kosmetycznym. Trzeba je brać pod uwagę wybierając nieruchomość. Im bardziej specyficzny jest Twój biznes, tym więcej nakładów będzie wymagało przystosowanie pomieszczeń. Sporą część ofert odrzucisz już na wstępie.

Lokalizacja

Lokalizację swojego biznesu musisz przemyśleć wieloaspektowo. Po pierwsze z biznesowego punktu widzenia. Zanim wybierzesz nieruchomość postaraj się oszacować wielkość rynku. Ilu lokalnych klientów masz szansę zdobyć? Czy dojazd do nieruchomości jest prosty i wygodny? Czy konkurencja jest znacząca i jak sobie radzi? To kilka podstawowych pytań, do których musisz dodać wiele bardziej szczegółowych – związanych z Twoją branżą lub specyfiką firmy. Tam gdzie doskonale będzie sprzedawała się kawa z mlekiem sojowym, zupełnym niewypałem może okazać się sklep spożywczy. Po drugie, zastanów się nad miejscem w kontekście własnej wygody. To bardzo ważne, w szczególności jeśli to ma być Twoje nowe miejsce pracy.

Dopasowanie do charakteru biznesu

To kluczowy aspekt wyboru nieruchomości. Jeśli chcesz by Twój punkt usługowy był unikalny – zdecyduj się na unikalny lokal. Oczywiście to nie jest metoda dla każdego. Dla części firm lepszym rozwiązaniem może być wynajem powierzchni w centrum handlowym, które ma swoje niewątpliwe zalety, jak stała baza klientów czy promocja takiej galerii jako całości. Trudno się tam jednak wyróżnić. Dlatego jeśli cechy, z którymi ma być kojarzony Twój biznes to np. kreatywność, odwaga, tradycja, kulturalna niszowość czy ekskluzywność – wybierz coś niestandardowego. To może być barka nad Wisłą lub lokal w odnowionej kamienicy, w sercu Pragi. Jeśli Twoją grupą docelową są ludzie ceniący detale i trudno uchwytny „klimat miejsca” – z pewnością docenią oryginalność.

Negocjacje i formalności

Kiedy już znajdziesz nieruchomości, które spełniają Twoje wymagania w każdej z wymienionych kategorii, pozostają kwestie formalne. Podobnie jak w przypadku zakupu czy wynajmu mieszkania – warto negocjować. Każda „wytargowana” kwota zwiększa budżet Twojego biznesu. Jeśli chcesz wynająć lokal – jako karty negocjacyjnej użyj argumentu o ponoszonych kosztach. Twoje inwestycje w nieruchomość mogą zwiększyć jej wartość. Dodatkowo wiążą Cię z nią, dając właścicielowi większą pewność przyszłych zysków.

Ustal z właścicielem kto jest odpowiedzialny za uzyskanie dokumentacji, niezbędnej do rozpoczęcia działalności. W zależności od typu biznesu, mogą to być koncesje, pozwolenia, czy dokumenty potwierdzające spełnienie wymogów technicznych.

Podpisując umowę, szczególną uwagę zwróć na warunki wypowiedzenia. Dla niektórych typów biznesu lokalizacja jest kluczowym czynnikiem warunkującym sukces, dlatego musisz ją zabezpieczyć. Nie dopuść do sytuacji, w której musisz przenosić dobrze prosperującą firmę z dnia na dzień. W umowie zabezpiecz również swoje prawa dotyczące ewentualnych zmian w lokalu, przystosowujących go do wymogów Twojego biznesu. Zastrzeż również kto jest odpowiedzialny za usuwanie ewentualnych usterek.

I pamiętaj, że to nieruchomość ma być dopasowana do Twojej wizji własnego biznesu. Nigdy na odwrót!

Źródło: Magmillon

Już prawie połowa polskich rodziców deklaruje, że odkłada pieniądze na przyszłość swoich dzieci – wynika z badania „Dojrzałość Finansowa Polaków 2017”. Co ciekawe, duża część z nich robi to już od chwili narodzin pierwszego potomka. Dzieci dają nam więc impuls do oszczędzania. Dodatkowo, blisko 80 proc. Polaków uważa, że z dziećmi warto rozmawiać o finansach już od najmłodszych lat.

Większość Polaków uważa się za osoby dojrzałe i odpowiedzialne. Z raportu „Dojrzałość Finansowa Polaków 2017” Nationale-Nederlanden wynika, że gdy zostajemy rodzicami, finansowe zabezpieczenie przyszłości zaczyna być dla nas ważniejsze niż dotychczas.

Oszczędności od narodzin

Blisko 2/3 Polaków, niezależnie od wieku, deklaruje, że posiada jakiekolwiek fundusze odłożone z myślą o przyszłości. Jeśli chodzi o odkładanie dla dzieci, to na ten cel oszczędza około 48 proc. badanych. Szczególnie interesujące jest podejście do zabezpieczenia przyszłości u młodych. Już 3/4 osób w wieku 20-29 lat, które mają oszczędności dla swych pociech, deklaruje, że rozpoczęło odkładać pieniądze w momencie narodzenia dziecka. Wśród obecnych 30-latków tę odpowiedź wybrało 59 proc. badanych. Dzięki takiej postawie rodzice mogą być przygotowani zarówno na sporadyczne wydatki, jak i na długoterminowe plany związane z przyszłością dziecka.

Ważna edukacja

81 proc. społeczeństwa zgadza się ze stwierdzeniem, że można być osobą odpowiedzialną za rodzinę i jednocześnie realizować swoje pasje i marzenia. Równocześnie blisko 80 proc. osób uważa, że o finansach warto rozmawiać z dziećmi od najmłodszych lat. Coraz częściej troszczymy się więc o tak ważne aspekty edukacji naszych pociech jak umiejętność zarządzania swoim budżetem.

Badanie Nationale-Nederlanden dotyczące dojrzałości finansowej Polaków pokazuje, że spośród osób, które mają dzieci, a wciąż nie odkładają z myślą o ich przyszłości, aż 40 proc. ma zamiar zacząć w ciągu najbliższego roku. To bardzo pozytywny wynik, który daje nadzieję, że a kilkanaście lat Polacy osiągną pełną dojrzałość, nie tylko jako społeczeństwo, ale również w sferze finansów osobistych.

Realne zabezpieczenie

Choć celem rodziców jest ochrona swojego dziecka przed trudnymi sytuacjami, nie można wykluczyć niespodziewanych zdarzeń. Można jednak zabezpieczyć się na taką okoliczność, aby mieć pod ręką dodatkowe pieniądze, dzięki którym otoczymy dziecko kompleksową opieką. Z myślą o dzieciach powstał również produkt „Strażnik Przyszłości”. Jest to ubezpieczenie ochronno-inwestycyjne dla całej rodziny z gwarancją ochrony kapitału. „Strażnik” oferuje także dodatkowy bonus finansowy w wysokości do 500 zł rocznie, który można przeznaczyć na dowolny cel.

Nasze wieloletnie doświadczenie pokazuje, że klienci na pierwszym miejscu stawiają rodzinę i przyszłość dzieci. Strażnik Przyszłości pozwoli rodzicom zadbać o przyszłość finansową ich dzieci i spokojnie myśleć o ich wejściu w dorosłość. Niebagatelne znaczenie ma również edukacyjny aspekt naszej oferty, która przekonuje, że oszczędzając, uczymy najmłodszych czym jest odpowiedzialność finansowa – mówi Edyta Fundowicz, Dyrektor Portfolio Produktowego w Nationale-Nederlanden.

Choć nigdy nie będziemy w stanie zaplanować całego naszego życia, możemy podjąć wiele działań aby czuć się bezpiecznie. Warto więc przy okazji Dnia Dziecka, zastanowić się nad przyszłością naszych pociech i umożliwić im spełnianie marzeń na progu dorosłości.

 

Źródło: Nationale-Nederlanden

Start każdego biznesu wymaga przede wszystkim innowacyjnego pomysłu, który będzie w stanie przebić się przez konkurencję i zacząć funkcjonować na rynku na stabilnej pozycji. Nie każda firma ma aspiracje bycia liderem, jednak kwestia zaistnienia, pokazania swoich możliwości i osiągnięcia zysków jest bardzo istotna. Pierwsze kroki bywają trudne, ponieważ wiążą się z dużą ilością formalności, a przede wszystkim z wkładem pieniężnym, który będzie w stanie pokryć wszystkie wydatki w pierwszych miesiącach działalności. I na takie sytuacje warto się przygotować, wcześniej sprawdzając np. opcje pożyczek dla nowych firm.

Opracuj biznesplan

Każdy, nawet najlepszy pomysł powinno się podeprzeć rozsądnym biznesplanem, w którym zostaną zawarte cele, które chcemy osiągnąć oraz wydatki z tym związane. Musimy wiedzieć, kim będą nasi klienci i jakie będą ich oczekiwania. W tym planie powinna się znaleźć również próba oszacowania wielkości rynku i analiza konkurencji. Wszystko to pomoże m.in. skutecznie ukierunkować działania marketingowe, które będą podążały za wymaganiami grupy docelowej. W strategii warto także zawrzeć długoterminowe plany, które chcemy realizować w kolejnych miesiącach. To pomoże w ustaleniu strategii marketingowej.

Rejestracja firmy i formalności

Każda firma musi być wpisana do bazy Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Efektem złożenia wniosku jest otrzymanie numeru NIP, który służy jako identyfikator w systemie i jest wymagany przy wielu innych czynnościach prawnych. Złożenie takiego wniosku automatycznie stanowi: nadanie numeru REGON, zgłoszenie firmy jako płatnika składek do ZUS-u i identyfikację właściciela firmy w Urzędzie Skarbowym. Numer REGON jest niezbędny przy zawieraniu umów i rozliczeniach z kontrahentami. Nim posługujemy się do identyfikacji naszej działalności gospodarczej w Urzędzie Skarbowym i ZUS-ie. Oprócz wnioskowania do CEIDE, należy zgłosić do ZUS-u ubezpieczenie pracowników i osób współpracujących na 7 dni przed rozpoczęciem przez nich pracy oraz do Państwowej Inspekcji Pracy w ciągu 14 dni. Ostatnią rzeczą, która nie jest wymagana, ale stała się standardem prowadzenia firmy, jest otwarcie firmowego konta w banku.

Pierwsze wydatki

Decydując się na otwarcie firmy, musimy być świadomi kosztów, jakie to ze sobą niesie. Pierwszym największym wydatkiem, będzie przygotowanie miejsca pracy, czyli zakup niezbędnego wyposażenia i np. opłacenie powierzchni, na której będzie funkcjonowała firma. Oczywiście jeżeli zamierzamy prowadzić działalność gospodarczą w domu, to część opłat będzie znaczenie mniejsza. Następnie musimy mieć przeznaczoną kwotę na szkolenie pracowników i zapewnianie im niezbędnych do pracy narzędzi, takich jak telefony czy komputery. Warto też z góry pomyśleć o pierwszych wypłatach – może się bowiem okazać, że początkowe wpływy nie będą w stanie ich pokryć. W tym momencie powinniśmy też mieć już zaplanowane inwestycje, które sprawią, że firma będzie się rozwijać i zarabiać.

Finansowanie na start

Wydatki się mnożą, firma jeszcze nie zarabia, a zebrany fundusz nie wystarcza na pokrycie wszystkiego. W tym momencie mamy do dyspozycji kilka rozwiązań. Możemy starać się o różnego rodzaju dofinansowania krajowe lub np. od Unii Europejskiej. Jednak w tym wypadku należy spełniać szereg dodatkowych wymogów, przedstawić ciekawy biznesplan, który będzie mieć szansę przebić się przez wszystkie nadesłane wnioski. Poza tym o takich rozwiązaniach trzeba pomyśleć raczej przed startem. Tymczasem problemy z niedopinającym się budżetem pojawiają się, kiedy już działamy.

Kolejną możliwością są inwestorzy, tzw. „aniołowie biznesu”, jednak aby ich zainteresować, nasz pomysł na biznes musi być innowacyjny i wypełniać niszę, która będzie warta ich uwagi. Najłatwiej dostępnym sposobem jest pożyczka, która stała się powszechną formą pozyskiwania środków na pierwsze miesiące działalności. Nie wszystkie banki są chętne do udzielania pożyczek dla nowych firm, których przyszłość jest niepewna i które nie mogą pochwalić się jeszcze żadnymi wynikami. Na rynku istnieje jednak rozwiązanie w postaci firm pożyczkowych, które specjalizują się w ofercie kredytów dla firm i co istotne, mają ograniczone wymogi względem klienta. Nowym podmiotem, wspierającym rozwój małych firm, jest BOSS pożyczka, gdzie online mogą wnioskować o kredyt właściciele firm i start-upowcy, nawet tuż po zarejestrowaniu działalności gospodarczej.

Zakładając firmę należy pamiętać, że mimo świetnego przygotowania, zawsze mogą wystąpić nieprzewidziane wydarzenia i wydatki. Należy być na to gotowym i wcześniej pomyśleć o możliwych rozwiązaniach kryzysowych sytuacji. W przypadku nagłego braku gotówki i problemów z utrzymaniem płynności, idealnym rozwiązaniem będą np. pożyczki online dla firm. Na pewno każdy kryzys warto obrócić w naukę na przyszłość, dzięki której wyciągniemy konstruktywne wnioski.

Autorem komentarza jest Ewelina Nadworna, Prezes Zarządu BOSS pożyczka

Prawie co trzeci Polak planuje w tym roku przeznaczyć na organizację Świąt Wielkiej Nocy od 300 do 500 zł. Niewiele mniej, bo 1/5 respondentów wyda na ten cel od 500 do 800 zł. Tylko 5 proc. badanych planuje zakupy powyżej 1000 zł. Z badania Grupy KRUK „Świąteczne wydatki Polaków” wynika, że zdecydowana większość rodzin pokryje koszty zakupów świątecznych z bieżących dochodów.

Aż 4/5 respondentów planuje spędzić nadchodzące Święta w towarzystwie rodziny lub znajomych. Tak najczęściej odpowiadali 50-latkowie (82 proc.). Młodsze pokolenia również mają takie plany, ale tu osoby w wieku do 24 lat zadeklarowały, że świąteczny czas będzie okazją do wyjazdu i wiosennego wypoczynku (ponad 7 proc.).

Na wielkanocnych stołach pojawią się przede wszystkim wyroby wędliniarskie, takie jak kiełbasy i wędliny (79 proc.), pieczywo (76 proc.), jaja (74 proc.), wyroby cukiernicze (62 proc.) oraz alkohol (35 proc.). Co czwarty Polak planuje również zakup artykułów dekoracyjnych. Prawie 1/3 badanych myśli również o wydatkach na prezenty dla rodziny i znajomych.

Z wyników badania przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Grupy KRUK wynika, że tylko 14 proc. Polaków wybierze się na zakupy świąteczne z zaoszczędzonymi pieniędzmi. Z takiej możliwości skorzystają przede wszystkim osoby, których dochody przekraczają 5 000 zł netto miesięcznie (1/5 badanych). Jedynie 4 proc. myśli natomiast o złożeniu wniosku o kredyt lub pożyczkę na organizację świąt.

– Wielkanoc, podobnie jak Boże Narodzenie, to szczególny czas. Wtedy też jesteśmy skłonni wydawać więcej, niż zwykle. Jednak nie da się ukryć, że są to zapewne mniejsze wydatki, niż na Boże Narodzenie. Pomimo tego, że większość z nas pokryje wydatki z bieżących dochodów, to są też osoby, które zamierzają wziąć niewielki kredyt lub pożyczkę – mówi Agnieszka Salach z Grupy KRUK. – Szczególnie nasi ankietowani w wieku 50+ planują wziąć pożyczkę w wysokości od 300 do 500 zł (prawie 66 proc.). Podobnie odpowiedzieli respondenci w wieku pomiędzy 35 a 49 lat (niemal 39 proc.). Młodsze osoby zamierzają zadłużyć się bardziej. Nasi ankietowani pomiędzy 25 a 34 rokiem życia zadeklarowali, że chcą skorzystać z pożyczki w wysokości od 500 do 800 zł (ponad 36 proc). Trzeba pamiętać, że w ciągu kolejnych miesięcy trzeba będzie te pieniądze spłacić. Dlatego warto zrobić to z rozwagą i dokładnie zaplanować swój domowy budżet – dodaje Agnieszka Salach.

Okazuje się, że mężczyźni są skłonni do zaciągania wyższych pożyczek lub kredytów. Blisko 13 proc. panów wzięłoby pożyczkę na kwotę wyższą niż 1000 zł. Taką kwotę planowałoby  zaciągnąć jedynie niespełna 3 proc. kobiet.

Świąteczny czas okazją do wypoczynku poza domem

Część Polaków planuje wykorzystać świąteczny czas na wypoczynkowy wyjazd w Polsce lub zagranicą. Aż 43 proc. osób odpowiedziało, że największym wydatkiem będą koszty przejazdu. Z kolei niewiele mniej, bo 40 proc. ankietowanych planuje wydać pieniądze na  rozrywkę, a po 39 proc. na jedzenie
i zakwaterowanie. 1/5 Polaków przeznaczy na taki świąteczny wyjazd  od 300 do 500 zł, a prawie 1/3 od 500 do 800 zł.

 

Źródło: KRUK S.A

Prawdziwe walentynkowe szaleństwo zakupowe, jak większość trendów, przybyło ze Stanów Zjednoczonych. Według tamtejszej Narodowej Federacji Handlu, Amerykanie w ubiegłym roku wydali blisko 20 mld $ na upominki związane ze świętem zakochanych. Na rodzimym rynku wydatki choć nie tak duże, z roku na rok rosną, a e-sklepy coraz chętniej przygotowują się na tę okazję. Dlatego RTB House, działająca globalnie, polska spółka specjalizująca się w innowacyjnej technologii retargetingowej, przeanalizowała setki kampanii na ponad 40 rynkach i wybrała 3 sposoby na zwiększenie efektywności prowadzonych w tym czasie działań.

#1 Celuj dokładnie niczym Kupidyn

Badania pokazują, że na kilka dni przed Walentynkami, sklepy internetowe cieszą się większym zainteresowaniem niż zwykle. Niestety wielu użytkowników przegląda oferty, ale nie decyduje się na zakup.

W okresie wzmożonej sprzedaży szczególnie dobre efekty przynoszą działania ukierunkowane na indywidualnych użytkowników. Wyświetlane banery z wcześniej oglądanymi produktami przypominają o potrzebie zakupu, co w okresie walentynkowym ma wyjątkowe znaczenie.

Właściwie zaplanowana, specjalna kampania reklamowa musi uwzględniać nie tylko nowych użytkowników, lecz także tych, którzy już jakiś czas wcześniej przeglądali ofertę sklepu. W przeciwieństwie do noworocznych wyprzedaży czy przedświątecznej gorączki zakupowej, Walentynki są krótką i skierowaną do konkretnej grupy docelowej okazją, by zaprezentować ofertę sklepu. Dlatego tym bardziej warto przyjrzeć się twardym danym i przygotować komunikację marketingową z wykorzystaniem odpowiednich narzędzi retargetingowych. Kampania retargetingowa pozwala na zoptymalizowanie prowadzonych działań i ustawienie wyższych stawek dla tych użytkowników, którzy wykazują się większym potencjałem zakupowym.

#2 Sprzyjaj poszukującym prezentu idealnego

Dla wielu Walentynki to długo wyczekiwane święto. Dlatego też poszukiwania prezentu są zwykle zakrojone na szerszą skalę, niż wyjście do kwiaciarni czy wizyta u jubilera. E-sprzedawcy mogą na tym skorzystać przygotowując specjalne oferty, promocje czy opcję darmowej dostawy.

W dniach poprzedzających święto zakochanych warto umieścić na banerach reklamowych informację o zbliżającym się wielkimi krokami momencie, przygotować specjalny tematyczny layout kreacji czy pokazać ile czasu pozostało do Walentynek. Tych zapobiegliwych, jak i tych lekko zdesperowanych może przekonać np. darmowa wysyłka czy gwarancja terminu dostawy, dlatego warto pamiętać o dodaniu również takiej informacji.

#3 Pamiętaj o tych, którzy zapominają

Szczęśliwi czasu nie liczą, dlatego walentynkowe zakupy są często robione w ostatniej chwili. W takiej sytuacji wygrywają oczywiście sklepy stacjonarne, ale odpowiednio przygotowana kampania reklamowa online może dodatkowo wesprzeć sprzedaż offline.

Baner z informacją „Walentynki tuż tuż – nie zapomnij wpaść do nas po prezent” to być może za mało by przykuć uwagę, ale już podanie adresu sklepu najbliższego aktualnej lokalizacji danego użytkownika czy wyświetlenie walentynkowych promocji, które tam na niego czekają, może okazać się zarówno efektywne dla sklepu, jak i zbawienne dla zapominalskich.

 

Źródło: RTB House

Budżet domowy to podstawowe narzędzie do zarządzania własnymi finansami. Niewielu Polaków jednak planuje swoje budżety na cały rok. Tymczasem taki plan pozwala na realne spojrzenie na przychody i wydatki.

Budżet domowy to planowanie przyszłości. Dave Ramsey’a, amerykański ekspert w zakresie finansów osobistych i wychodzenia z długów, proponuje taką definicję: „budżet to mówienie Twoim pieniądzom, dokąd mają iść, zamiast zastanawiania się, dokąd one same sobie poszły”.

„Mówi się, że 95 proc. osób nie ma planu finansowego. Ja uważam, że znacznie większa liczba Polaków nie ma planu, to nie jest nawet 5 proc., nawet takiego zapisanego na kartce” – podkreśla ekspert finansowy Sławek Śniegocki, autor bloga finansowego w audycji „Jakie decyzje podejmują ludzie inteligentni finansowo?” PigułkiWiedzy.TV.

„Ogólnie nie planujemy budżetu rodzinnego, żyjemy z dnia na dzień. Jedyne o czym myślimy, planując budżet to wyjazdy wakacyjne i na ferie (około 10 tys. rocznie)” – przyznaje Karolina, mama dwójki dzieci. Stałe wydatki, jakie miesięcznie ponosi jej rodzina to: zajęcia dodatkowe dzieci, takie jak angielski, basen, tańce córki (około 400 zł miesięcznie) opłaty – zimą około 1000 zł miesięcznie, latem – około 400 zł miesięcznie.

„Rozrywki typu kino, koncert są u nas w miarę często, ale jest to typowo spontaniczny wypad nieplanowany” – podkreśla. „Zdecydowanie największym wydatkiem, który najbardziej mnie boli, to wizyty prywatne u lekarzy, badania i dentysta” – dodaje.

Jak zabrać się za sporządzenie budżety domowego?

Stworzenie budżetu domowego to pierwszy krok na drodze do zapanowania nad własnymi finansami.
„Dobrze przygotowany budżet to podstawowe narzędzie w skutecznym zarządzaniu pieniędzmi. W połączeniu z systematycznym spisywaniem wydatków realizuje on bowiem dwa cele: pozwala zaplanować co mamy zrobić z pieniędzmi, które mamy do dyspozycji oraz pozwala zweryfikować ile tak naprawdę wydajemy w skali miesiąca i na co, oraz podjąć decyzje, które w kolejnym miesiącu pozwolą nam lepiej gospodarować pieniędzmi” – pisze na swoim blogu jakoszczedzacpieniadze.pl Michał Szafrański.

Blogerzy finansowi udostępniają gotowe aplikacje budżetowe wspierające monitoring budżetu domowego. Narodowy Bank Polski przygotował bezpłatną aplikację „NBP Portfel”, która dostępna jest na stronie http://www.nbp.pl/home.aspx?f=/aplikacje/portfel.html. Można za jej pomocą m.in. zapisywać zakupy w podziale na kategorie oraz dodawać zdjęcia paragonów do każdego wydatku.

Można też skorzystać z aplikacji budżetowych na urządzenia mobilne, internetowych agregatorów informacji o wydatkach i przychodach.

Na co zaplanować?

Aby zacząć prace nad budżetem, warto przyjrzeć się swoim przychodom (z pracy na etacie, zleceń, spadków i darowizn, z inwestycji, wygranych i prezentów). Z danych GUS wynika, że w poziom przeciętnego miesięcznego dochodu rozporządzalnego na osobę (czyli po potrąceniu wszystkich podatków) wyniósł w 2015 r. 1386 zł i był realnie wyższy o 4,3 proc. od dochodu z roku 2014. Wraz ze wzrostem dochodów rosły także przeciętne miesięczne wydatki. W 2015 r. osiągnęły one w gospodarstwach domowych wartość 1091 zł na osobę.

Niemal jedną czwartą (24 proc.) miesięcznych wydatków na osobę w gospodarstwie domowym pochłaniają zakupy żywności i napojów bezalkoholowych. Kolejny duży dział to opłaty za użytkowanie mieszkania i nośniki energii – 20 proc. wydatków. Niemal 9 proc. przeciętnych wydatków na osobę to wydatki na transport. Po około 5 proc. przeznaczamy na: odzież i obuwie (5,4 proc.), zdrowie (5,3 proc.), wyposażenie mieszkania i prowadzenie gospodarstwa domowego (5 proc.) oraz łączność, w tym internet (5 proc.). W strukturze przeciętnych miesięcznych wydatków na osobę 6,7 proc. to rekreacja i kultura, 4,2 proc. – restauracje i hotele, 2,5 proc. – napoje alkoholowe. Udział wydatków na edukację to zaledwie 1 proc.

Planując budżet, to my decydujemy, na co i ile przeznaczymy. Część wydatków gospodarstwa domowe przeznaczają na spłatę kredytów. Z Diagnozy Społecznej 2015 wynika, że w 2015 r. niespełna 34 proc. gospodarstw było zadłużonych. Najwięcej kredytów i pożyczek Polacy mają na zakup domu lub mieszkania. Ich wartość to prawie 67 proc. całości zobowiązań.

Deficyt w domowym budżecie

Trudności ze zbilansowaniem domowych budżetów miało w 2015 r. roku 37 proc. gospodarstw, przy czym duże problemy miało z tym aż 13 proc. rodzin. Najwyższy odsetek gospodarstw domowych ledwo wiążących koniec z końcem dotyczył rodzin utrzymujących się z niezarobkowych źródeł (ponad 50 proc. gospodarstw) oraz rencistów (ponad 31 proc. gospodarstw).

Co w sytuacji, kiedy rozchody przewyższają dochody i w budżecie domowym pojawi się deficyt? Polacy radzą sobie w takich sytuacjach, ograniczając bieżące potrzeby (86 proc. gospodarstw domowych w 2015 r.) , a z drugiej strony – korzystając z pomocy krewnych (prawie 36 proc. gospodarstw). Dopiero na trzecim miejscu Polacy deklarują, że zaciągają pożyczki (prawie 26 proc. gospodarstw) – wynika z Diagnozy Społecznej 2015 r. Tylko w niecałych 14 proc. gospodarstw znajdujących się w trudnej sytuacji, członek gospodarstwa podejmuje dodatkową pracę.

A gdzie oszczędności?

Sytuacja jest komfortowa, jeśli rozchody są niższe niż przychody i pojawia się nadwyżka. Wtedy możemy pozwolić sobie na oszczędności. Eksperci finansowi radzą, aby z dochodów odkładać chociaż 10 proc. na oszczędności. I z roku na rok zwiększa się odsetek gospodarstw domowych, które deklarują posiadanie oszczędności – w 2007 r. było ich tylko 28 proc., ale już w 2013 r. ok. 40 proc., a w 2015 r. – 45 proc.

Jak wynika z Diagnozy Społecznej 2015 r., największa część oszczędności polskich gospodarstw domowych zgromadzona jest na starość (22 proc.), na tzw. „czarną godzinę” lub wypadek sytuacji losowych (18 proc.). Na wypoczynek oszczędza tylko 8 proc. badanych gospodarstw. To wciąż mniej niż w krajach strefy euro, gdzie oszczędności deklaruje 96 proc. gospodarstw domowych. Dane Narodowego Banku Polskiego pokazują wzrost wartości oszczędności gospodarstw domowych o 15 proc. w ciągu ostatnich dwóch lat.

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Gdy siedzisz nad filiżanką kawy w małej kawiarni, możesz mieć poczucie, że dla Ciebie czas zatrzymał się w miejscu. To nic, że kelnerzy uwijają się, by kolejnym klientom przynieść espresso i rogalika. Ty leniwie delektujesz się smakiem kawy oraz promieniami słońca za oknem, które wydają się zapowiedzią dobrego dnia…

Czy może być coś wspanialszego niż rozpoczęcie dnia od smacznej kawy wypitej w ulubionym miejscu? Wiele osób powie, że nie. Jednak te same osoby, które zgodzą się z takim stwierdzeniem, skarżą się w Internecie na „zdzierstwo” panujące w kawiarniach. Kawa? Za 15 złotych?

To się przecież w żaden sposób nie opłaca. We własnym domu możemy napić się kawy prawie za darmo… No dobrze, jeśli weźmiemy pod uwagę cenę zakupu dobrego ekspresu, dobrej jakości ziaren, do tego prądu, wody i dodatków takich jak cukier lub mleko, koszt może wzrosnąć do kilku złotych za filiżankę. Na pewno jednak nawet nie zbliżymy się do ceny napoju z kawiarni!

Dlaczego płacimy tak dużo za kawę?

Z punktu widzenia właściciela kawiarni, cena za kawę jest w pełni uzasadniona. W Polsce koszt otwarcia nowoczesnego lokalu wynosi przynajmniej 70 tys. zł. Do tego doliczyć należy koszty zatrudnienia personelu, przeszkolenia pracowników, czy też codziennego zaopatrzenia kawiarni w kawę, ciasta, rogaliki, dodatki. A jest jeszcze prąd, czynsz, woda…

Wszystko to generuje ogromne koszty, które nawet przy wysokiej cenie za filiżankę małej czarnej mogą się zwrócić wyłącznie przy bardzo dużym obłożeniu lokalu. Ale czy klienta musi to interesować? Nie, z jego punktu widzenia ważne jest to, czy to, co otrzymuje, jest warte kwoty, jaką musi wydać.

Skoro kawa jest „za droga”, czym uzasadnić te tłumy ludzi, które tak często spotkać można w kawiarniach? Jak wytłumaczyć przepełnione kawiarnie w miejscach popularnych turystycznie? Czyżby w domach, w pracy, w hotelach, dostęp do kawy był dziś utrudniony?

Zazwyczaj– nie. Gdy przychodzimy do kawiarni, to nie po to, aby napić się kawy. A przynajmniej – nie tylko po to. Gdyby chodziło wyłącznie o kawę, w wielu przypadkach poskąpilibyśmy tych pieniędzy.

– Wydajemy je jednak, ponieważ chcemy otrzymać rozmaite usługi, takie jak obsłużenie przez miłego barmana/barmankę, możliwość przebywania w ładnie urządzonym wnętrzu, przyjemność obserwowania ludzi, poczucie relaksu, możliwość nieskrępowanego gapienia się w okno, a czasem też możliwość zachwycania się widokami za oknem – mówi Marcin Pietraszek, autor książki „Czas to pieniądz. Jak oszczędzać czas i pieniądze”, która właśnie trafiła do księgarń. – Właściwie często kawa jest jedynie miłym dodatkiem do całego zestawu drobnych przyjemności, które wraz z nią otrzymujemy – podkreśla.

Jak wymienić przyjemności na oszczędności?

Ponieważ wizyta w kawiarni jest czymś, co umila nam dzień, łatwo uczynić z kawy w kubku (lub filiżance) codzienny rytuał. Biorąc pod uwagę korzyści, jakie się z nią wiążą, koszt takiego zestawu przyjemności może już nie wydawać się nam wygórowany. Łatwo jednak przy tym zapomnieć, że nawet stosunkowo nieduże koszty, powtarzane regularnie, w dłuższej perspektywie urastają do całkiem pokaźnych sum.

Jeśli dana osoba kupuje kawę przez 5 dni w tygodniu, za każdym razem płacąc za kubek 15 zł, w skali miesiąca wyda na tę przyjemność 300 zł. A jeśli spojrzymy na ten wydatek z perspektywy całego roku? Uzyskamy wcale niemałe pieniądze – 3600 zł! To koszt odpowiadający np. wakacyjnemu pobytowi niedużej rodziny w letnim kurorcie za granicą. Jeśli dobrze poszukamy – nawet z kosztami biletów lotniczych.

Wolisz kawę czy wakacje? Kawę czy nowy komputer? Nie, odpowiedź nie jest wcale oczywista i każdy powinien udzielić jej sam, stosownie do swojej sytuacji finansowej oraz tego, co stanowi dla niego większą wartość. Dla wielu osób drobne przyjemności rozłożone na cały rok mogą mieć większe znaczenie niż najwspanialszy wyjazd, który trwa tylko tydzień lub dwa.

– Zadawanie sobie podobnych pytań, a więc i analizowanie codziennych wydatków ma dużo sensu. Przede wszystkim dlatego, że dzięki temu zwiększamy świadomość tego, jakich codziennych wyborów dokonujemy oraz jakie konsekwencje mają te wybory dla naszego budżetu – uważa Marcin Pietraszek. – W swojej najnowszej książce starałem się pokazać, że nie chodzi wcale o zaciskanie pasa. Najważniejsze jest to, abyśmy odzyskali faktyczną kontrolę nad naszymi pieniędzmi i potrafili spojrzeć na nie zarówno z bliskiej, jak i dalekiej perspektywy.

Wracając do naszego przykładu, jeśli codziennie kupujesz kawę w kubku, może to wynikać z różnych powodów. Jeśli uśmiech barmana umila Ci każdy poranek, a rytuał picia kawy w biegu ułatwia rozpoczęcie dnia pracy, być może uznasz, że kilkusetzłotowy „abonament”, jaki płacisz w skali miesiąca, ma w tym przypadku sens.

Ktoś inny może jednak kupować kawę bez pozytywnych emocji, tylko po to, by mieć kontakt z taką samą odrobiną kofeiny, którą może mieć za darmo po dotarciu do pracy, albo dlatego, że koledzy też wchodzą po drodze do tego samego lokalu. W takiej sytuacji lepiej zrobi, jeśli zrezygnuje z płatnej kawie, a zaoszczędzone pieniądze zacznie wrzucać do świnki-skarbonki z napisem „wakacje”. Kawę wypije w pracy, a świnkę już wkrótce wymieni na wspaniałe okoliczności, w jakich spędzi swój wymarzony urlop.

Marcin Pietraszek

Najpierw mieszkanie, następnie edukacja dzieci i… wsparcie organizacji charytatywnych – to trzy główne cele, na które Polacy wydaliby pieniądze, gdyby wygrali lub otrzymali w spadku 5 mln zł. Jeśli chodzi o szeroko rozumiane przyjemności, największą popularnością cieszą się dalekie podróże. Spora część ankietowanych skorzystałaby z okazji do spełnienia marzeń o własnej firmie. Jej założenie deklarowała co piąta osoba. W swoim najnowszym badaniu Deutsche Bank, sprawdził, co zrobiliby Polacy, gdyby zostali milionerami.

Czy 5 mln zł to dużo? Przyjmując za GUS, że średnia krajowa pensja brutto w Polsce wynosiła w lutym 2015 r. nieco ponad 4,2 tys. zł, kwota ta stanowi równowartość prawie 1,2 tys. takich pensji. Zakładając, że zadowolilibyśmy się wynagrodzeniem tej wysokości, nawet nie biorąc pod uwagę ewentualnych odsetek zarobionych na takim kapitale, nie musielibyśmy się martwić o pieniądze przez blisko 99 lat. – Dla większości z nas taka perspektywa jest nader kusząca – mówi Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej, Deutsche Bank. – To pieniądze pracują na nas, a nie my na nie – dodaje.

Nie ma to jak nieruchomość?

Jak wynika z najnowszego sondażu Deutsche Bank, gdybyśmy niespodziewanie wygrali lub otrzymali w spadku kwotę wynoszącą 5 mln zł, ponad 40 proc. z nas zainwestowałoby ją w nieruchomość – kupiło mieszkanie, zbudowało dom lub nabyło ziemię. Była to najczęściej wskazywana przez ankietowanych odpowiedź.

Zdaniem Moniki Szlosek, ta popularność nieruchomości jest symptomatyczna dla polskiego społeczeństwa. – Co roku w naszych sondażach pytamy Polaków o najbardziej zyskowne formy inwestycji i za każdym razem, to właśnie nieruchomości zdecydowanie wygrywają – komentuje. – W przypadku najnowszego badania mógł zadziałać podobny mechanizm, czyli powszechne przekonanie, że nieruchomości są najbardziej stabilną, bezpieczną i perspektywiczną inwestycją – mówi. – Warto jednak pamiętać, że taka kalkulacja nie zawsze i nie wszędzie się sprawdza, nie tylko dlatego, że ceny nieruchomości mogą się wahać, ale również dlatego, że jako aktywa są one wyjątkowo trudno zbywalne.

W opinii prof. Małgorzaty Bombol ze Szkoły Głównej Handlowej, wyniki badania można również próbować tłumaczyć z punktu widzenia kształtowania się wartości materialistycznych i postmaterialistycznych w społeczeństwie. – Musimy pamiętać, że wielu dorosłych dziś Polaków, funkcjonowało na pewnym etapie w tzw. niedostatku konsumpcyjnym – komentuje. – Z tego właśnie powodu, jeśli już mieliby inwestować, preferują np. nieruchomości, które dają duży spokój oraz pewność, że nigdy już nie odczują oni deprywacji potrzeb. Stąd tak duża popularność zachowań „ostrożnościowych”, charakterystycznych dla osób z większą awersją do ryzyka – zaznacza.

Nie można również wykluczyć, że nagły przypływ tak dużej ilości gotówki, znaczna część Polaków chciałaby wykorzystać do zmiany mieszkania na inne, lepiej zlokalizowane, o większym standardzie i metrażu. Natomiast w przypadku wielu młodszych respondentów, powodem może być po prostu chęć zakupu swojego pierwszego mieszkania i wyprowadzka od rodziców.

Edukacja dzieci to priorytet

Drugą największą grupą respondentów są tacy, którzy dzięki otrzymanym 5 mln zł, chcieliby zapewnić swoim dzieciom wysoki poziom edukacji, np. na zagranicznym uniwersytecie. Takiej odpowiedzi udzieliło 28 proc. ankietowanych. Badanie pokazało ponadto, że zapewnienie dobrego wykształcenia dzieciom to kwestia istotna przede wszystkim dla kobiet.

Jak podkreśla Monika Szlosek z Deutsche Bank, dla osób majętnych dobre wykształcenie dzieci jest zazwyczaj priorytetem. – Taki wydatek można potraktować jako swego rodzaju inwestycję, która prawdopodobnie zaprocentuje w przyszłości, m.in. dlatego, że ci bardziej zamożni rodzice mają nadzieję, że ich potomstwo będzie potrafiło skutecznie zarządzać odziedziczonym kiedyś majątkiem – komentuje.

Hedonistyczny altruista

Co ciekawe, z badania wynika również, że cechuje nas całkiem duża doza altruizmu, przynajmniej na poziome deklaracji. Więcej niż co czwarty badany (27,5 proc.) chciałby podzielić się swoimi pieniędzmi, wspierając wybraną instytucję charytatywną, a niecałe 8 proc. pomogłoby  finansowo rodzinie. Taka dobroczynna postawa cechuje przede wszystkim starszych respondentów.

Równocześnie, wielu ankietowanych wykorzystałoby otrzymane 5 mln zł na cele konsumpcyjne, czy wręcz hedonistyczne. Jedna czwarta pojechałaby w daleką podróż, np. dookoła świata (25 proc.), a 9 proc. kupiłoby wakacyjny dom lub apartament za granicą. Ponad 7 proc. chętnie nabyłoby drogi samochód, a niemal identyczny odsetek badanych rzuciłby pracę i już nigdy w życiu, by do niej nie wrócił. Zdaniem prof. Małgorzaty Bombol tę ostatnią odpowiedź można rozumieć jako chęć odczuwania braku przymusu pracy i związanych z tym stanem rygorów.

Milioner roztropny

Z drugiej jednak strony wielu badanych, chciałoby spożytkować 5 mln zł w dużo bardziej roztropny sposób. Co piąty Polak (21 proc.) założyłby własną firmę. Identyczny odsetek ankietowanych otrzymaną sumę umieściłby na lokatach, a 13 proc. spłaciłoby wszystkie swoje zobowiązania i zaległości kredytowe.

Jeśli chodzi o narzędzia inwestycyjne, to 6 proc. respondentów kupiłoby jednostki funduszy inwestycyjnych, a 4 proc. zainwestowałoby w inne instrumenty rynku kapitałowego, np. akcje spółek giełdowych. Dane pokazują, że tego typu postawa częściej występuje wśród mężczyzn. To panowie chętniej skorzystaliby z możliwości zainwestowania i pomnożenia pieniędzy na rynku kapitałowym. Kobiety preferują mniej ryzykowne, konserwatywne narzędzia, takie jak lokaty. Większe zainteresowanie inwestycjami wykazywały również osoby bardziej zamożne.

Pieniądze powinny dla nas pracować

Jest to kolejne badanie, które potwierdza tezę, że Polacy raczej niechętnie korzystają z możliwości, jakie stwarzają inwestycje na rynku kapitałowym. W opinii Moniki Szlosek z Deutsche Bank taka postawa jest błędna, szczególnie jeśli dysponujemy dużym kapitałem. – Warto zadbać przede wszystkim o to, aby nasz kapitał nie kurczył się, ale zaczął na nas pracować i zarabiać. Bezpieczeństwo finansowe, które sobie zapewnimy, będzie sprzyjało realizacji marzeń wymagających większych funduszy – mówi.

Taką właśnie rolę mogą spełniać pieniądze przeznaczone na produkty inwestycyjne, np. fundusze inwestycyjne. Mimo że obarczone są one pewnym ryzykiem, to przy odpowiednio zdywersyfikowanej strukturze portfela, są w stanie pozytywnie reagować nawet na rynkowe zawirowania. – Najważniejszą zaletą funduszy jest ich różnorodność – komentuje Monika Szlosek. – Wachlarz dostępnych typów funduszy jest na tyle różnorodny, że łatwo można znaleźć taką ofertę, która pozwoli nam dostosować inwestycje do naszych oczekiwań, np. pod względem poziomu ryzyka i potencjalnego zwrotu.

Jak zauważa prof. Małgorzata Bombol, szczegółowa analiza wyników badania pokazuje, że popularne wśród respondentów postawy konsumpcyjne, są zazwyczaj równoważone przez postawy bardziej roztropne. Oznacza to, że większość badanych, jeśli już marzy o podróży dookoła świata, równocześnie część pieniędzy zainwestuje w edukację dzieci lub zakup jednostek TFI – mówi. – To optymistyczna informacja, która świadczy o dużej dozie rozsądku w polskim społeczeństwie, którego nawet taka suma nie jest w stanie zaburzyć.

W tym roku kalendarz długich weekendów nas nie rozpieszcza, dlatego Polacy już myślą o wakacyjnych podróżach. Z raportu Expandera i Travelplanet.pl wynika, że swój urlop zaplanowało na czerwiec przeszło 10% rodaków więcej, niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Popularnością cieszą się zarówno wyjazdy zorganizowane, jak i spontaniczne wycieczki „na własną rękę”. Jak jednak pokazują analizy, oferta touroperatora może być nawet o ponad 300 zł tańsza.

Polacy coraz odważniej planują wakacje. W ostatnich sześciu latach nastąpił istotny wzrost popularności ofert „na ostatnią chwilę”. – Obecnie last minute to dominujący sposób rezerwowania wakacji. Mimo, że turyści najchętniej wybierają oferty na 10 dni lub mniej przed wylotem, obserwujemy rosnącą tendencję do wczesnych rezerwacji. Wyprzedzenie sięga nawet do dwóch miesięcy przed wyjazdem – zauważa Radosław Damasiewicz, dyrektor marketingu i e-commerce, Travelplanet.pl. Nie brakuje również chętnych na lipcowe czy sierpniowe wojaże. Za tydzień wakacji organizowanych przez biura podróży w tym okresie w najpopularniejszych krajach, takich jak Grecja czy Turcja, Polacy płacą średnio 2 500 zł. W Bułgarii czy Tunezji – około 2 000 zł. Za granicę można także wyjechać na „własną rękę”, lecz raport Expandera i Travelplanet.pl pokazuje, że nie zawsze jest to korzystne rozwiązanie. Z analiz wynika, że chociaż w najlepszym przypadku można zaoszczędzić do 150 zł, często jednak oferta touroperatora jest nawet o 315 zł tańsza w przeliczeniu na osobę.

Niestety nie wszyscy mogliśmy pozwolić sobie na wakacyjny wyjazd. Zgodnie z najnowszymi danymi CBOS-u, w ubiegłym roku aż 40% Polaków zrezygnowało z wycieczek urlopowych z powodu braku odpowiednich środków. – Aby nie odmawiać sobie przyjemności wypoczynku za granicą warto zaplanować taki wyjazd w domowym budżecie i jak najwcześniej rozpocząć oszczędzanie – mówi Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors. – Jeśli natomiast zdecydujemy się w tym celu na zaciągnięcie kredytu, pamiętajmy, by wygospodarować trochę czasu na porównanie dostępnych ofert kredytowych. Najprostszym sposobem jest analiza rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania (RRSO) danego produktu. Wskaźnik ten, oprócz oprocentowania, uwzględnia również pozostałe koszty, takie jak prowizje czy opłaty dodatkowe. Jest to niezwykle istotne, bowiem obecnie stanowią one większą część kosztów niż same odsetki – dodaje ekspert.

Chociaż coraz chętniej wydajemy pieniądze na letni wypoczynek, niestety nadal niewielu turystów pamięta o zakupie polisy wakacyjnej. – Polacy z dodatkowych pakietów korzystają znacznie częściej wyjeżdżając na narty i snowboard. W okresie letnim zaledwie co trzeci decyduje się na dodatkowe ubezpieczenie, a średnia kwota wynosi 150 zł na rezerwację – oblicza Radosław Damasiewicz, Travelplanet.pl. Koszt ten okaże się jednak nieporównywalnie mniejszy, jeśli zestawimy go z wydatkami na opiekę medyczną za granicą. Dla przykładu, w niektórych krajach Unii Europejskiej koszt transportu helikopterem do najbliższego szpitala może osiągnąć nawet 2 tys. euro. – Ubezpieczenia NNW i OC są często niedoceniane, zwłaszcza w czasie letnich wyjazdów. Bez względu na porę roku, warto jednak pamiętać, że jeśli w czasie spektakularnego skoku do basenu doznamy urazu lub korzystając z wypożyczonego sprzętu nieopatrznie zniszczymy go, może nas to naprawdę drogo kosztować – podsumowuje Jarosław Sadowski, Expander.

źródło: Expander

Jak wynika z badania „Postawy Polaków wobec oszczędzania” Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy, jedynie co czwarty Polak planuje swoje wydatki z półrocznym wyprzedzeniem, jeszcze mniej z nas myśli o większych zakupach w perspektywie roku. Nic dziwnego, że notorycznie zaskakują nas koszty związane ze Świętami Wielkanocnymi czy też Bożym Narodzeniem. Dziurę w budżecie domowym często uzupełniamy …. chwilówkami.

Polacy nie myślą długoterminowo. Niepokojący jest fakt, że 38% z nas planuje swoje wydatki jedynie w perspektywie miesiąca. W takim horyzoncie czasowym niestety trudno o zorganizowanie nadwyżki w domowym portfelu z przeznaczeniem na wyższe niż zazwyczaj wydatki, na przykład z powodu Świąt Wielkanocnych. A stąd tylko krok do skorzystania z szybkiej pożyczki. Z raportu Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy wynika, że co dziesiąty Polak przynajmniej raz w życiu sięgnął po „chwilówkę”, a 16% z nas skorzystałoby z niej w sytuacji kryzysowej. Wśród osób, które zdecydowały się na szybką pożyczkę aż 59% zrobiłoby to ponownie.

Większe wydatki w ciągu roku można przewidzieć, mówi Krzysztof Kaczmar, prezes Zarządu Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy. Święta Bożego Narodzenia i Wielkiejnocy, urodziny członków rodziny, wyprawka do szkoły – mają swoje ustalone daty. A mimo to, w dalszym ciągu nie jesteśmy na nie finansowo gotowi. Brakuje nam umiejętności planowania i myślenia długoterminowego, co, chociaż jest pracochłonne, pozwoli nam efektywniej zarządzać naszym domowym budżetem.

Biorąc „chwilówkę” w instytucji pozabankowej należy mieć na uwadze ukryte koszty kredytu, jak prowizja czy ubezpieczenie, które często sprawiają, że realne oprocentowanie pożyczki wynosi kilkaset lub nawet kilka tysięcy procent. Dlaczego się na to zgadzamy? Ponieważ zwyczajnie nie wiemy, z czym to się wiąże gdyż nie czytamy umów – prawie co trzeci z nas przegląda je pobieżnie lub wcale. To z kolei powoduje, że wpadamy w spiralę zadłużenia, zaciągając coraz to kolejne pożyczki. A wydostać się z tego nie jest już tak łatwo  – podsumowuje Krzysztof Kaczmar, prezes Zarządu Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy.

Planując wydatki, trzeba również pamiętać o oszczędzaniu, zwłaszcza przed świętami. Średnie wydatki wielkanocne to co najmniej kilkaset złotych. Biorąc pod uwagę, że oszczędza tylko niecała połowa Polaków (zaś regularnie jedynie 12%), oznacza to, że w większości będziemy próbować pokryć te koszty z bieżących przychodów. Jak pokazują wyniki badania  „Postawy Polaków wobec oszczędzania” większość z nas nie tylko nie oszczędza, ale także żyje w sposób, który łatwo może doprowadzić do nadmiernego zadłużenia. 56 % Polaków co miesiąc wydaje wszystko co zarabia, a to powoduje, że każdy nieplanowany wydatek może skutkować zadłużeniem. Co niepokojące, 5 % respondentów deklaruje, że wydaje więcej niż zarabia. I właśnie w takiej sytuacji, by załatać dziurę w domowym budżecie, decydują się na korzystanie z „chwilówek”.

 

źródło: Citi Handlowy

Nie wszystkie wydatki na odzież i obuwie mogą zostać uznane za koszt uzyskania przychodu. I to nawet jeśli przedsiębiorca będzie wykorzystywał zakupione ubrania wyłącznie w swojej działalności.

Generalnie kosztami firmowymi obniżającymi kwotę podatku dochodowego są wszelkie racjonalnie i gospodarczo uzasadnione wydatki związane z działalnością gospodarczą, o ile zgodnie z art. 23 ustawy o PIT nie podlegają wyłączeniu z tych kosztów. Przedsiębiorca musi być w stanie udowodnić, że celem zakupów jakie robi „na firmę” jest osiągnięcie przychodów lub zabezpieczenie czy zachowanie źródła przychodu oraz, że nie służą one jego celom osobistym.

Wydatki na odzież czy obuwie nie są wskazane w art. 23 ustawy o PIT, stąd przy ich ocenie izby skarbowe brały dotychczas pod uwagę przepisy prawa pracy i innych przepisów branżowych. I tak przyjmuje się, że przedsiębiorca może rozliczyć w kosztach zakup stroju niezbędnego do wykonywania danej działalności w świetle przepisów BHP. To ubrania ochraniające zdrowie i życie przedsiębiorcy czy jego pracowników, którzy przez trudne warunki pracy narażeni są na uszczerbki – np. kaski w firmie budowlanej. W interpretacji indywidualnej Dyrektora Izby Skarbowej w Katowicach z dnia 27.02.2015 r. o sygn. IBPBI/1/415-1427/14/ŚS czytamy: „jeżeli ze względu na wymagania sanitarne lub bezpieczeństwa i higieny pracy jest się zobowiązanym do wykonywania pracy w odzieży ochronnej, to wydatki poniesione na jej zakup można uznać za wydatki niezbędne do uzyskania przychodów z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej”. Do kosztów można też „wrzucić” ubrania z logo firmy, które służą jej reklamie, tj. odzież z cechami charakterystycznymi dla konkretnej firmy, wyróżniającymi ją na tle innych. To ubrania, które uniemożliwiają wykorzystywanie ich w celach prywatnych, np. strój stewardesy danej linii lotniczej.

Firma nie rozliczy zakupu markowych koszul i krawatów

Art. 23 ust. 1 pkt 23 ustawy o PIT wyłącza z kosztów firmowych koszty reprezentacji. To oznacza, że przedsiębiorca nie może obniżyć kwoty podatku o wydatki na zakup drogich, markowych koszul, krawatów, garniturów, pasków czy torebek, które zamierza zakładać i zabierać ze sobą na spotkania z klientami w celu wywołania jak najlepszego wrażenia na klientach i polepszania wizerunku swojej firmy, czyli w celu reprezentowania jej. To odzież i obuwie pozbawione charakterystycznych dla danego przedsiębiorstwa cech.

Pielęgniarka nie rozliczy zakupu spódnic

Przytoczona powyżej interpretacja została wydana w sprawie pielęgniarki środowiskowej świadczącą usługi pielęgniarskie w terenie w ramach własnej firmy. Jej firma działa w górach, co utrudnia przedsiębiorczyni dojazd do klientów (pacjentów), często jeździ rowerem lub idzie pieszo. W związku z takimi warunkami pracy zużywa znacznie więcej odzieży codziennej, takiej jak kurtki, płaszcze przeciwdeszczowe, spodnie, spódnice, rękawiczki, fartuchy czy gumowce, kalosze, buty zdrowotne. Zdaniem fiskusa jedynie rękawiczki i fartuchy są ubraniami ochronnymi w zawodzie pielęgniarki. „W przypadku spodni, kurtek czy płaszczy przeciwdeszczowych stanowią one wydatki związane z faktem funkcjonowania pielęgniarki w życiu społecznym(…). Niezależnie bowiem od rodzaju prowadzonej działalności gospodarczej, każda osoba musi nabywać i używać dostosowaną do własnych wymagań odzież i obuwie. Z tej też przyczyny zakupy tych rzeczy stanowią spełnienie zwykłych, normalnych osobistych potrzeb określonej osoby fizycznej”.

 

autorzy: Katarzyna Miazek, Tax Care; Katarzyna Więsik, księgowa Tax Care

55% Polaków jest zadowolonych ze swoich dochodów, a sytuacja 7% z nich jest na tyle dobra, że mogą pozwolić sobie na wszystko. Na drugim biegunie są ci, którym nie wystarcza pieniędzy nawet na bieżące potrzeby. To 4% populacji w Polsce. Reszta musi mocno zaciskać pasa.

Według badania przygotowanego przez TNS Polska na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, 4% Polaków w wieku produkcyjnym i poprodukcyjnym przyznaje, że żyje w nędzy. To 1,26 mln osób. W tej grupie najczęściej znajdują się osoby z wykształceniem podstawowym lub zasadniczym, często mieszkający na wsi, których dochód przypadający na gospodarstwo domowe nie przekracza 1500 zł miesięcznie. Najliczniejszą grupę wśród najuboższych stanowią bezrobotni i emeryci.

Dane te różnią się od tego, co wyliczył GUS. Według niego w 2013 r. złą sytuację materialną miało aż 7,4% społeczeństwa, które żyło poniżej granicy ubóstwa skrajnego, osiągając miesięczny dochód poniżej 551 zł na osobę, a ponad 8%, aby przeżyć, korzystało z pomocy społecznej.

Ta różnica może wynikać z tego, że część osób ukrywa swoje dochody, działając w tak zwanej szarej strefie, której wartość wynosiła w ubiegłym roku blisko 400 mld zł. Pobierają więc pomoc od państwa, jednocześnie pracując na czarno, a tych zarobków nie widać w danych GUS. Nasze badania opierają się na deklaracjach – tłumaczy Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

W opozycji do części społeczeństwa, deklarującej brak pieniędzy na godne życie, jest 7% Polaków, których stać na zaspokojenie wszystkich potrzeb. Takich osób, które nie muszą martwić się, czy wystarczy im „do pierwszego” jest blisko 2,21 mln. Trochę gorzej powodzi się natomiast prawie połowie Polaków – żyją nieźle, choć nie mogą pozwolić sobie na beztroskie wydawanie pieniędzy. Co piąty Polak twierdzi, że aby przeżyć musi bardzo zaciskać pasa – stać go na skromne życie, ale musi mocno ciąć wydatki.

Dobrze jest na Mazowszu i Śląsku… i źle też

Spośród wszystkich ankietowanych przez TNS, najwięcej tych, którzy skarżą się, że nie wystarcza im pieniędzy nawet na bieżące potrzeby lub że ledwo wiążą koniec z końcem, mieszka na Mazowszu (14%), Podkarpaciu (14%) oraz Śląsku (13%). Jednocześnie Mazowszanie i Ślązacy stanowią też najliczniejszą grupę wśród tych, których co prawda nie stać na wszystko, ale są w stanie żyć na dobrym poziomie.

– Nie ma w tym nic dziwnego. Mazowsze utożsamiamy z Warszawą, gdzie bezrobocie jest niskie, a pensje wysokie. Musimy jednak pamiętać, że to bardzo duże województwo, a im dalej od stolicy, tym niższe wynagrodzenia i, co za tym idzie, poziom życia. Podobnie jest na Śląsku, który wciąż przechodzi transformację. Zamykane są przedsiębiorstwa przestarzałe, nieopłacalne, a w ich miejsce powstają natomiast nowoczesne firmy, w których zatrudnienie znajdują wykwalifikowani specjaliści. I ta dwoistość od lat znajduje także potwierdzenie w naszej bazie danych. Najwięcej dłużników jest właśnie na Mazowszu i Śląsku – zwraca uwagę Adam Łącki.

Najlepiej powodzi się mieszkańcom Wielkopolski – 18% spośród tych, którzy twierdzą, że nie muszą ograniczać się z wydatkami, to Wielkopolanie.

Wpływ na pełniejsze konta Wielkopolan ma dobra sytuacja ekonomiczna tego województwa: stosunkowo wysokie zarobki i duża liczba miejsc pracy. Na koniec 2014 r. stopa bezrobocia była tam bowiem najniższa, wyniosła 7,8%, podczas gdy w warmińsko-mazurskim aż 18,9% – tłumaczy Waldemar Sokołowski, prezes Zarządu Rzetelnej Firmy.

Biedni liczą na zmiany

Zdecydowana większość ankietowanych nie spodziewa się w tym roku wielkich zmian, jeśli chodzi o ich finanse – blisko 60% twierdzi, że poziom ich dochodów będzie taki sam, jak w ubiegłym roku, nie zwiększą się też ich wydatki. Wyższych zarobków spodziewa się natomiast 12% badanych. Co ciekawe, optymistami są natomiast najczęściej osoby, których zarobki znajdują się na dwóch przeciwległych biegunach – ci najbiedniejsi i ci najbogatsi.

Gospodarka ruszyła do przodu. Ci, którzy zarabiają pieniądze, rozwijają własny biznes, w końcu mają środki na inwestycje i rozwój i liczą na profity. Natomiast ci, których sytuacja finansowa jest zła, również dostrzegają, że po kilku latach stagnacji, na rynku pracy w końcu pojawiło się ożywienie – tłumaczy Adam Łącki.

Tylko 8% społeczeństwa zakłada czarny scenariusz i pogorszenie sytuacji materialnej. Podobnie jest w przypadku spodziewanych wydatków. Najwięcej osób (57%) przewiduje, że wyda tyle samo, co w minionym roku. Natomiast 20% skarżących się na brak pieniędzy, obawia się, że ich wydatki jeszcze poszybują do góry.

Takie osoby najczęściej szukają rozwiązania swoich problemów finansowych, pożyczając pieniądze – mówi Adam Łącki. Przeprowadzone dla KRD badania zdają się to potwierdzać, ponieważ co trzecia osoba, która ledwo wiąże koniec z końcem, rozważa zaciągnięcie pożyczki lub kredytu. – To może okazać się dla nich niebezpieczne. Trzeba bowiem pamiętać, że taką pożyczkę również należy spłacić, jest to kolejne miesięczne zobowiązanie. Przed jej zaciągnięciem powinno się więc przeanalizować, czy na pewno poradzimy sobie z takim obciążeniem – radzi Łącki.

źródło: Krajowy Rejestr Długów

Polacy doceniają zimowe wyprzedaże. Jak pokazują badania PAYBACK Opinion Poll, w tym roku trzech na czterech konsumentów zdecyduje się na skorzystanie z różnego rodzaju promocji, obniżek i przecen. Eksperci wyjaśniają, dlaczego nie warto zwlekać z planowanymi zakupami oraz podpowiadają, jak ustrzec się przy tej okazji przed nadmiernymi wydatkami.

Zmiany dobrze zaplanowane

Nowy rok zachęca do snucia planów na przyszłość. Chcemy, by „nowe rozdanie” było lepsze od poprzedniego, dlatego chętniej podejmujemy wyzwania idecyzje. Zmiany warto rozpocząć od małych kroków, takich jak metamorfoza garderoby czy wystroju mieszkania. Okres noworocznych wyprzedaży to idealny moment na tego typu działania. – Sezonowe przeceny to doskonała okazja na znalezienie nowych kreacji i modnych akcesoriów bez nadwyrężania portfela. Obniżone ceny zachęcają do kompletowania nowych stylizacji. Markowe ubrania, buty czy dodatki można kupić nawet o 70% taniej – mówiAgata Wojtkiewicz, Projektantka, Ambasadorka Stylu Manufaktury. – Warto teraz wyszukać dla siebie rzeczy, które stanowią niezbędnik w kobiecej szafie i pozwalają na komponowanie zestawień, które będą modne dłużej niż przez jeden sezon. Biała, najlepiej męska koszula, miękki kaszmirowy lub moherowy sweter w szarym melanżu oraz czarna skórzana kurtka, to elementy garderoby, których powinniśmy szukać obecnie na sklepowych półkach. 

Tego typu zakupy należy jednak wcześniej przemyśleć. Odwiedzając butiki i sklepy dobrze mieć plan dotyczący tego, czego szukamy. W przeciwnym wypadku może się bowiem okazać, że ogromny wybór nas przytłoczy, a decyzje podejmowane pod wpływem chwilowego kaprysu czy atrakcyjnej ceny mogą okazać się nietrafione.

Budżet w wersji smart

Wyniki badań wskazują, że w czasie trwających obecnie wyprzedaży wydamy średnio od 251 do 500 zł[1]. Najczęściej pieniądze te przeznaczamy na zakup odzieży, obuwia oraz dodatków, choć rosnącą popularnością cieszą się również książki, gry komputerowe, kosmetyki czy urządzenia elektroniczne.
Wyprzedaże pozwalają na kupno wielu towarów w atrakcyjnych cenach – przyznaje Jarosław Sadowski, ekspert Expandera i Związku Firm Doradztwa Finansowego (ZFDF). – Warto jednak zachować rozsądek i nie wydawać pieniędzy na rzeczy, które są nam niepotrzebne. Przydatne może okazać się dokładne określenie celu zakupów oraz odpowiednie przygotowanie „wyprzedażowego budżetu”. Jeśli lubimy korzystać z gotówki, nie powinniśmy zabierać ze sobą zbyt dużej kwoty. Posiadacze kart mogą natomiast ustalić limity transakcji. W ten sposób zabezpieczą się przed pokusami promocji – dodaje.

W czasie zakupów warto korzystać z kart także z innych powodów. Bilingi przeprowadzonych transakcji pozwalają bowiem na analizę naszych wydatków i skuteczniejsze gospodarowanie budżetem, co w przypadku płatności gotówką jest trudniejsze. – Warto także zwrócić uwagę na karty kredytowe, które mogą okazać się pomocne w czasie wyprzedaży. Pozwalają bowiem na szybkie zasilenie budżetu – mówi Ewa Kozłowska, Gold Finance, ZFDF. – Powinniśmy jednak pamiętać, że kredyt zaciągnięty za pomocą takiej karty musimy spłacić. Najlepiej jeśli zrobimy to jak najszybciej, w czasie trwania okresu bezodsetkowego, co pozwoli na uniknięcie wysokich opłat. Rozsądnie jest więc zaciągnąć jedynie zobowiązania w wysokości, którą możemy spłacić po otrzymaniu najbliższej pensji – konkluduje ekspert.

 

Eksperci ZFDF radzą:
  • Kontroluj saldo na swoim koncie.
  • Przed wyprawą do galerii handlowej określ swój budżet i nie przekraczaj go
    w czasie zakupów.
  • Ustal limity dotyczące dziennych płatności kartą i wypłat gotówki w bankomacie.
  • Zachowaj szczególną ostrożność w czasie korzystania z bankomatów i transakcji przy użyciu kart.
  • Nigdy i nikomu nie udostępniaj swojego kodu PIN.
Źródło: Związek Firm Doradztwa Finansowego

 

[1] PAYBACK Opinion Poll

źródło: Związek Firm Doradztwa Finansowego

Raport KPMG w Polsce „Zimowe plany i wydatki Polaków.  Święta Bożego Narodzenia, Sylwester i wyjazdy zimowe 2014/2015”

Jak wynika z czwartej edycji raportu KPMG, Polacy wydadzą w tym roku na Święta Bożego Narodzenia, Sylwestra i ferie zimowe łącznie 29,9 mld zł, co oznacza wzrost o blisko 7% w porównaniu z zimą 2013/2014. Kwota przeznaczona na Święta wyniesie 15,3 mld zł, wydatki na Sylwestra pochłoną 10 mld zł, a na wyjazdy podczas ferii zimowych Polacy wydadzą 4,6 mld zł. Większość osób obchodzi Święta w sposób tradycyjny. Blisko 90% planuje spędzić je w domu, z rodziną lub przyjaciółmi. Kameralne spotkanie w gronie najbliższych pozostaje także najpopularniejszym sposobem na powitanie Nowego Roku, wybieranym przez prawie 60% dorosłych Polaków.

Święta Bożego Narodzenia i Sylwester nieco bogatsze niż rok temu

Jak wynika z raportu KPMG Polacy wydadzą na Święta Bożego Narodzenia 15,3 mld zł, co oznacza wzrost o 6% w stosunku do 2013 r. Wydatki przeciętnego gospodarstwa domowego zwiększą się o około 50 zł i wyniosą 1031 zł. Najważniejszą kategorię wydatków będą stanowić tradycyjnie prezenty. Na podarunki dla najbliższych Polacy planują przeznaczyć blisko 6,5 mld zł, czyli 8% więcej niż rok temu.

image001

 

Większą kwotę niż w zeszłym roku Polacy przeznaczą także na Sylwestra – w sumie wyniesie ona 10 mld zł (wzrost o 4%), a przeciętne gospodarstwo domowe wyda 692 zł (rok temu – 655 zł). Najważniejszą pozycją w sylwestrowym budżecie będą żywność oraz napoje bezalkoholowe. Konsumenci przeznaczą na nie 4,2 mld zł, czyli o 1% więcej niż w 2013 r. Spadną natomiast łączne wydatki na alkohol, o 2% do poziomu 860 mln zł. Nieco więcej, bo blisko 873 mld zł, pochłoną wydatki związane z wyjściem na bal lub zorganizowaną imprezę (wzrost o 9%). Na zakup fajerwerków Polacy przeznaczą w sumie 520 mln zł, co oznacza wzrost o 18%.

image003

 

W momencie przeprowadzenia badania (pierwszy tydzień grudnia) 88% respondentów miało już sprecyzowane plany sylwestrowe. Tak samo jak rok temu blisko 60% dorosłych Polaków powita Nowy Rok w domu, w gronie najbliższych. Na prywatną imprezę wybiera się 12% (w 2013 r. – 13%). Wyjście na bal lub imprezę zorganizowaną (np. w hotelu) planuje 6%, co oznacza spadek o jeden punkt procentowy. Jedynie 3% planuje wycieczkę (w kraju lub za granicą), w 2013 r. taki zamiar miało 5% osób. Nie zmienił się odsetek respondentów, którzy chcą powitać Nowy Rok na imprezie plenerowej (1%). Tylko 2% nie zamierza świętować Sylwestra w żaden sposób – tyle samo, co w 2013 roku.

Porównując odpowiedzi respondentów z wynikami poprzednich edycji badania widać, że preferencje Polaków dotyczące sposobu spędzania Sylwestra od lat pozostają właściwie niezmienne. Powitanie Nowego Roku kojarzy się z imprezami i balami, ale w rzeczywistości większość dorosłych Polaków, niezależnie od wieku i wykształcenia, spędza Sylwestra w domu, w rodzinnym gronie. Jedynym wyjątkiem jest grupa najmłodszych, czyli osób w wieku od 18-24 lat, w której ponad jedna czwarta preferuje imprezy prywatne, a podobny odsetek wybiera takie formy spędzania Sylwestra jak zorganizowany bal czy wycieczka w kraju lub za granicą. Co do zasady, im starsza grupa wiekowa, tym większy odsetek osób planuje spędzić Sylwestra w domu razem z rodziną tłumaczy Andrzej Bernatek, partner w dziale doradztwa podatkowego, szef grupy doradczej dla rynku dóbr konsumpcyjnych w KPMG w Polsce.

image005

Więcej wyjazdów zagranicznych

W sezonie 2014/2015 Polacy wydadzą na wyjazdy zimowe (inne niż świąteczne czy sylwestrowe) łącznie 4,6 mld zł, 15% więcej niż podczas ostatniej zimy. Odsetek osób planujących wyjazd wzrósł o 2 punkty procentowe i wynosi 16%. Wśród rodziców 12% chce wysłać swoje dzieci na zimowe kolonie (rok temu – 13%). Wzrost wydatków może częściowo wynikać z większej popularności wycieczek zagranicznych. W grupie Polaków planujących wyjazd podczas ferii 38% wybiera się za granicę, podczas gdy w sezonie zimowym 2013/2014 jedynie 29% miało taki zamiar. Najczęściej wymienianymi kierunkami zimowych wyjazdów zagranicznych są Włochy, Niemcy, Austria i Słowacja.

Jak wynika z badania KPMG, 56% osób wybierających się na wyjazd planuje uprawiać sporty zimowe. Nieco ponad 10% podczas wyjazdu będzie uprawiać inne sporty. Chociaż wyjazdy zimowe to dla większości Polaków przede wszystkim czas na aktywny wypoczynek, blisko 39% osób szuka podczas nich relaksu w SPA.

Blisko 40% wypadów zimowych będzie trwało ponad tydzień, 36% potrwa dokładnie tydzień, a jedna  czwarta mniej niż 7 dni. W porównaniu z ubiegłorocznym badaniem dwukrotnie wzrósł udział wyjazdów trwających dokładnie dwa tygodnie (14%, rok temu – 8%). Wyniki badania pokazują, że najczęściej na wyjazdy zimowe decydują się osoby zamożne i młode.

Na wyjazdy zimowe i koszty związane z nimi wciąż pozwala sobie stosunkowo mała liczba osób. Im wyższy dochód gospodarstwa domowego, tym częściej jego członkowie decydują się na zimowy wyjazd. Prawie połowa osób z gospodarstw domowych o dochodzie netto powyżej 7500 zł planuje wyjazd tej zimy, podczas gdy w grupie o najniższych dochodach jest to tylko 5%. Ponadto, na zimowe podróże znacznie częściej decydują się ludzie młodzi. Wyjeżdżający stanowią 28% w grupie wieku 18-24 lat –tłumaczy Monika Palmowska, dyrektor w dziale doradztwa podatkowego KPMG w Polsce.

 Mniej niż połowa pracujących Polaków planuje urlop w okresie świąteczno noworocznym

Spośród pracujących Polaków 40% planuje wziąć urlop w okresie świąteczno-noworocznym, nieco mniej niż rok temu (46%). W sumie urlop planuje 6,4 mln osób. Wśród nich 46% chce wziąć wolne w Wigilię. Najczęściej planowany jest urlop w okresie między Wigilią
a Sylwestrem (78%), natomiast na samego Sylwestra  wolne weźmie 40% osób. Niemal ten sam odsetek osób planuje urlop w okresie między Sylwestrem a Świętem Trzech Króli.

Z deklaracji respondentów wynika, że przeciętny urlop świąteczno-noworoczny będzie trochę dłuższy niż w zeszłym roku i potrwa 2,8 dnia, nie licząc wolnych od pracy dni świątecznych (w ostatnim roku – 2,5 dnia).

image007

 

KPMG

Eksperci

Greenspan: Grzeczne euro

Pasmo terroru, które przeszło przez Hiszpanię mogło przyczynić się do strat zanotowanych na giełdach...

Lipka: Czy to ostatni tak dobry wzrost PKB w Polsce?

16 sierpnia GUS ogłosił wstępne dane o PKB za drugi kwartał. Dostaliśmy bardzo dobre informacje - wz...

Greenspan: Bitcoin osiągnął rekord

Wszyscy mówią o rekordowej cenie Bitcoina, która ciągle rośnie i w trakcie weekendu udało jej się po...

Rozbicki: Sezon wynikowy na GPW nabiera tempa

Wakacje w pełni, a na warszawskim parkiecie wakacyjną nudę powoli zaczyna przerywać sezon publikacji...

Lipka: Przed nami ostatnie kwartały szybkiego wzrostu PKB?

16 sierpnia GUS ogłosi wstępne dane o PKB za drugi kwartał. Z dużym prawdopodobieństwem dowiemy się,...

WIADOMOŚCI

Bezgotówkowe płatności w urzędach

Od rozpoczęcia ogólnopolskiego Programu upowszechniania płatności bezgotówkowych w administracji pub...

Aplikacje pomogą przetrwać burze

Afrykański skwar a później burze, grad i ulewny deszcz - pogoda w najbliższych dniach ma być niebezp...

Opóźnienia w wydawaniu funduszy unijnych

Wykorzystanie funduszy unijnych utrzymuje się na wysokim poziomie, nadal jednak niektóre regiony - j...

Zmiany w stosowaniu stawek VAT na żywność

MF nie wyklucza zmian w stosowaniu obniżonych stawek VAT na żywność, weźmie pod uwagę propozycję sta...

„500 plus” nie wpływa na zwiększenie liczby kobiet biernych zawodowo

„Ten, kto twierdzi, że kobiety rezygnują z pracy zawodowej z powodu wsparcia otrzymanego na dzieci, ...