piątek, Grudzień 15, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "wydatki"

wydatki

PayPal udostępnił właśnie nowy i prosty sposób zbierania i kontrolowania pieniędzy na wspólne wydatki z rodziną i przyjaciółmi w ramach konta PayPal. Dzięki Zbiórce, użytkownicy PayPal będą mogli zbierać pieniądze na wakacje, prezenty grupowe lub regularne wspólne wydatki – tworząc i udostępniając dedykowany link swoim znajomym i rodzinie. Dzięki Zbiórce, miliony klientów, którzy już korzystają z płatności osobistych PayPal, mogą liczyć na bardziej spersonalizowany i zorganizowany sposób zarządzania wspólnymi wydatkami.

Jak działa Zbiórka?

Aby utworzyć Zbiórkę, wystarczy skorzystać z opcji Utwórz Zbiórkę, dostępnej na koncie PayPal w zakładce Podsumowanie.

Użytkownicy mogą spersonalizować Zbiórkę do swoich potrzeb, poprzez dodanie zdjęć, czy określenie celu, na jaki zbierają środki, a także na kiedy będą potrzebować funduszy.

W celu rozpoczęcia zbierania pieniędzy, wystarczy udostępnić link do strony Zbiórki za pośrednictwem wiadomości tekstowej, e-mail, Facebooka czy Twittera. Jeśli zapraszane osoby nie posiadają konta PayPal, mogą je łatwo i bezpłatnie utworzyć.

Wszystkie wydatki są kontrolowane w sekcji aktywności i po osiągnięciu celu Zbiórki trafiają bezpośrednio na balans PayPal osoby, która ją stworzyła.

 

Źródło: materiały prasowe firmy.

Rosnące ceny żywności dotykają wszystkich konsumentów, ale najbardziej emerytów i rencistów, którzy nie korzystają z silnego wzrostu wynagrodzeń czy też transferów socjalnych z programu Rodzina 500 plus.

Według danych Eurostatu we wrześniu w Polsce żywność zdrożała o 4,7 proc. r/r. Ceny dla tej kategorii produktów rosły szybciej jedynie w pięciu unijnych państwach, a przeciętny wynik dla całej wspólnoty wynosił 2,3 proc. Dodatkowo inflacja żywności w naszym kraju jest obecnie najwyższa od końca 2012 r.

W ciągu minionego roku w naszym kraju najbardziej podrożało masło – o 48 proc. Tylko w czterech europejskich krajach odnotowano procentowo wyższe podwyżki tego produktu. W Niemczech masło kosztuje dziś o 70 proc. więcej niż we wrześniu 2016 r., ale np. we Francji już tylko 7,6 proc. Silnie zdrożały w Polsce również jaja (7,7 proc. r/r), jogurty (9,1 proc. r/r) czy wieprzowina (7,4 proc. r/r).

Ostatnie miesiące to także znacznie wyższe wydatki dla zwolenników zdrowszych produktów. W porównaniu z wrześniem ub.r. świeże owoce podrożały o 9,7 proc., a warzywa o 5,8 proc. Niewielkim pocieszeniem dla większości konsumentów może być fakt, że w analogicznym okresie staniały o 0,7 proc. owoce morza czy napoje gazowane – o 0,4 proc.

Emeryci i renciści najbardziej poszkodowani

Teoretycznie wyższe ceny w sklepach dotykają każdego w ten sam sposób. Praktycznie jednak rosnące koszty zakupu żywności są dotkliwsze dla osób o najniższych dochodach. Dobrze pokazuje to coroczne badanie GUS dotyczące budżetów gospodarstw domowych.

W 2016 r. mediana wydatków na żywność oraz napoje stanowiła 30 proc. wszystkich wydatków emerytów oraz rencistów. W przypadku pracujących na własny rachunek czy gospodarstw nierobotniczych ten odsetek wynosi 23 proc. Emeryci oraz renciści w niewielkim stopniu korzystają natomiast z faktu, że np. ceny ubrań czy obuwia spadają (o 4,4 proc. r/r). W porównaniu do mediany wszystkich wydatków udział akurat tej kategorii jest u seniorów o ponad połowę mniejszy niż w przypadku ogółu gospodarstw domowych.

Naturalny jest również fakt, że emeryci czy renciści wydają na edukację niewielki odsetek (jedną siódmą) tego co reszta społeczeństwa. Ceny w tej kategorii rosną jednak stosunkowo wolno (o 1,3 proc. r/r), co obniża ogólny wskaźnik inflacji, ale analizowana grupa społeczna tego nie odczuwa.

Wysoki wzrost dochodów, ale nie dla seniorów

Według danych GUS średni dochód rozporządzalny na osobę wzrósł w 2016 r. o 7 proc. Dla gospodarstw domowych otrzymujących świadczenie wychowawcze Rodzina 500+ ten wzrost wyniósł 16,8 proc. (wśród małżeństw z co najmniej trójką dzieci o 25,2 proc.). Wyraźnie podniosły się również dochody na wsi (o 9,8 proc.).

Emeryci i renciści nie skorzystali z ostatnich zmian w programach socjalnych, omijał ich też szybki wzrost wynagrodzeń. Wprawdzie dochód rozporządzalny emerytów i rencistów wzrósł, lecz wyraźnie poniżej ogólnego trendu i kształtował się na poziomie odpowiednio +4,1 oraz +4,4 proc. Zestawiając ze sobą niski wzrost dochodu oraz fakt, że seniorzy wydają proporcjonalnie najwięcej na gwałtownie drożejącą żywność, ostatnie podwyżki cen są szczególnie dotkliwe dla ich domowych budżetów.

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk cinkciarz.pl

Na początku października 2017 r. 1,8 mln Polaków posiadało 3 mln długów o łącznej wartości niemal 25 mld zł – wynika z danych ERIF Biura Informacji Gospodarczej S.A. To prawie o 1,4 mld więcej niż na początku tego roku. Jak pokazał raport ERIF BIG S.A., zdecydowanie częściej i na większe kwoty, zadłużają się mężczyźni (19 mld zł zaległych zobowiązań) niż kobiety (5,5 mld zł). Tak duże kwoty to wynik przeterminowanych zobowiązań alimentacyjnych, niespłaconych pożyczek, ale również zasądzonych grzywien.

Najczęstszym powodem zadłużania się Polek są pożyczki, umowy telekomunikacyjne i kredyty. Długi z tytułu tych pierwszych, to domena 42% pań wpisanych do rejestru. Co ciekawe, z danych ERIF BIG S.A. wynika, że Panie mają częściej kłopot z terminowym spłacaniem rat pożyczek niż rat kredytów (42% vs. 15%). Choć najczęściej zadłużają się kobiety w wieku 31-46 lat, to rekordzistką jest 60-letnia Polka. Jej prawie 6-milionowy dług wynika z zasądzonych grzywien. Z takiego samego powodu zadłużony jest rekordzista – mężczyzna.

Zdarza się, że kobiety mają również zadłużenie alimentacyjne. W bazie ERIF BIG S.A. znajdują się sprawy dotyczące 17 tys. Polek, z których każda ma średnio 24,6 tys. złotych zaległych alimentów do spłacenia.

Nie mniej pod kątem zadłużenia alimentacyjnego większość spraw znajdujących się w bazie ERIF BIG S.A. dotyczy mężczyzn. Jest ich ponad 304 tys., a każdy z Panów zalega średnio z zapłatą alimentów na kwotę 36 tys. zł. To aż 25% mężczyzn wpisanych z zadłużeniem do rejestru.

Podobna liczba mężczyzn ma kłopoty z terminowym opłacaniem usług telekomunikacyjnych. To głównie rachunki za telefon. Spłata rat pożyczek to problem dla 24% mężczyzn. Oznacza to, że główne powody zadłużenia rozkładają się wśród panów mniej więcej po równo. Najbardziej zadłużonym w całej bazie ERIF jest 40-latek, który posiada zadłużenie w wysokości 46 mln złotych. Z danych ERIF BIG S.A. również wynika, że najczęściej zadłużają się mężczyźni pomiędzy 31 a 46 rokiem życia.

– Tak duża skala zadłużenia Polaków i Polek pokazuje, że warto zacząć kontrolować swoje wydatki i zaległe płatności. Im wcześniej dowiemy się, jaki jest stan faktyczny naszego zadłużenia, tym prędzej będziemy mogli uporządkować swoją sytuację finansową. Zdarza się, że często zapominamy o terminowych płatnościach, dlatego pomocny może się okazać dostęp do danych gospodarczych na swój temat.  Może w tym pomóc serwis infoKonsument.pl. Dowiemy się z niego nie tylko, czy w biurze informacji gospodarczej ERIF znajdują się informacje o naszym zadłużeniu, ale sprawdzimy też, czy jakaś firma nie pobierała z rejestru ERIF danych na nasz temat. Jeśli okaże się, że banki lub inne instytucje chciały dowiedzieć się, jaka jest nasza rzetelność płatnicza w BIG, a my tymczasem nie ubiegaliśmy się nigdzie o kredyt lub nową usługę w danej firmie, może być to sygnał o próbie wyłudzenia pożyczki czy kredytu na nasze dane mówi Edyta Szymczak, prezes zarządu ERIF BIG S.A.

Dlaczego tak ważne jest posiadanie kompletnej wiedzy na temat własnej sytuacji finansowej? Z informacji, jakie zawiera baza ERIF BIG S.A. korzystają na co dzień instytucje takie jak: banki, firmy pożyczkowe i udzielające kredytów ratalnych, a także szereg usługodawców, w tym dostawcy telewizji, internetu czy usług telefonicznych. Sprawdzają oni w BIG, czy potencjalny klient terminowo reguluje swoje zobowiązania. Jeżeli uzyskają informację o zaleganiu z opłatami, mogą zaproponować mniej korzystne warunki współpracy, a w najgorszym wypadku odmówić zawarcia umowy.

Do 19 listopada w serwisie infoKonsument.pl będzie można za darmo pobrać pakiet raportów, które umożliwią nam nadzór nad naszą sytuacją finansową i zagwarantują wiedzę o tym  kto pobiera informacje na nasz temat. Wśród nich są: raport o sobie, raport z rejestru zapytań oraz raport o dokumencie. Akcja ta została zorganizowana w ramach tegorocznych obchodów „Ogólnopolskiego Dnia bez Długów”, który 9 lat temu zainicjowała Grupa KRUK

 

Źródło: ERIF Biuro Informacji Gospodarczej S.A.

Czego tak naprawdę szukają u pracodawcy milenialsi? Dla ponad połowy najważniejsze są zarobki. W dużej mierze oczekiwania pokolenia Y (czyli milenialsów) są zbieżne z oczekiwaniami ich rodziców. Więcej informacji na temat potrzeb milenialsów zdradza raport „Sytuacja materialna Polaków”, zrealizowany na zlecenie Lindorff SA.

Przede wszystkim wynagrodzenie

Respondenci w badaniu zostali podzieleni na dwie grupy: milenialsów, czyli ludzi którzy w chwili badania mieli od 21 do 36 lat, a także starsze pokolenie w wieku 45-60 lat – w domyśle  generację X, która reprezentuje pokolenie rodziców pierwszej grupy badawczej. Wszystkim respondentom zadano pytanie: „co jest dla ciebie najważniejsze w wykonywanej obecnie pracy?”. Dla ponad połowy milenialsów priorytetem okazały się zarobki (53% wskazań). 41% z nich zasugerowało także, że istotna jest atmosfera w pracy, a podium najczęstszych odpowiedzi zamknęła odpowiedź „stabilne/bezpieczne stanowisko” z 38% wskazań. Co ciekawe, pozostałe aspekty popularnie przypisywane oczekiwaniom pokolenia Y, zajęły w badaniu zdecydowanie niższe wyniki, np. elastyczność pracy – 18%; rozwój zawodowy – 13%; autonomia wykonywania zadań – 5%.

Jakie odpowiedzi wskazało „starsze” pokolenie? Na pierwszym miejscu również znajdują się zarobki, choć z niższym niż w przypadku milenialsów poziomem wskazań – 40%. Mniejszą różnicę we wskazaniach widać przy drugiej najpopularniejszej odpowiedzi, czyli „atmosfera w pracy” z 43% deklaracji. Również trzecia najpopularniejsza odpowiedź pokrywa się procentem wskazań niemal identycznie – w przypadku grupy wiekowej 45-60 lat „stabilne/bezpieczne stanowisko” uzyskało 35%.

Jak wykazuje fachowa literatura, pokoleniu Y przypisuje się: dobrą znajomość nowych technologii, umiejętność radzenia sobie w czasach gospodarki globalnej i wielokulturowego środowiska, nastawienie na rozwój osobisty, wielozadaniowość, niezależność oraz umiejętność pracy zespołowej. Tymi czynnikami odróżnia się je od wcześniejszego pokolenia. Jednak jak pokazują wyniki badania „Sytuacja materialna Polaków”, większość ankietowanych na płaszczyźnie zatrudnienia deklaruje oczekiwania niemal zbieżne z oczekiwaniami „swoich rodziców”, choć faktycznie największe różnicę we wskazaniach można zauważyć przy odpowiedzi „zarobki” – to aż 13 punktów procentowych. Z kolei druga „największa różnica” rysuje się przy odpowiedzi „system premiowy”, który jest ważny dla 17% badanych przedstawicieli pokolenia Y i tylko 8% starszej grupy porównawczej – dysproporcja wyniosła aż 9 punktów procentowych. Wyraźną różnicę widać także przy wskazaniu „autonomia wykonywania zadań” (5 punktów procentowych), jednak znikoma ilość wskazań obu grup tej odpowiedzi pozwala sugerować, że to czynnik marginalny dla wszystkich badanych. Różnice przy innych odpowiedziach oscylują w okolicach 3 punktów procentowych.

Czy pensja nas satysfakcjonuje?

Jednocześnie badani zostali zapytani, czy są zadowoleni ze swojej obecnej pensji. Przy odpowiedziach na to pytanie różnice wydają się bardziej wyraźne: to pokolenie Y jest bardziej usatysfakcjonowane z zarobków, gdy tymczasem pokolenie X dużo częściej deklaruje zdecydowane niezadowolenie ze swojej pensji.

„Zdecydowanie tak” to odpowiedź, która uzyskała najmniej wskazań obu grup. Milenialsi odpowiedzieli w ten sposób w 7%, druga grupa tylko w 5%. „Raczej tak” to wskazanie 46% badanych przedstawicieli pokolenia Y, a jedynie 35% grupy porównawczej. Obie grupy zadeklarowały identyczny poziom wskazań przy odpowiedzi „raczej nie” – 34%. Natomiast dużo więcej dojrzałych respondentów zdecydowanie nie jest zadowolonych ze swojej pensji (26%) w porównaniu do milenialsów (13%).

Można zatem wnioskować, że obecna wysokość wynagrodzeń pokolenia Y jest zbieżna z ich oczekiwaniami finansowymi bardziej niż w przypadku generacji X. Milenialsi to w dużej mierze osoby wychowane w nowym systemie gospodarczym, mocniej bazującym na sile pieniądza. Być może dzięki temu pokolenie Y wydaje się bardziej zaradne już w pierwszym etapie kariery zawodowej. Z drugiej strony starsi badani mają przed sobą mniej perspektyw na rozwój zawodowy, zatem swoje wynagrodzenie mogą oceniać bardziej surowo, zwłaszcza jeśli jego wysokość odbiega od oczekiwanej.

Jak analizować wydatki?

Jeśli twoje bieżące wydatki przewyższają aktualną wysokość wynagrodzenia i nie czujesz satysfakcji z osiąganego przez siebie pułapu finansowego, przeanalizuj swoje potrzeby. Dzięki temu możesz wywnioskować, czy na pewno wszystkie z twoich decyzji zakupowych są niezbędne, a także pozwoli to wyprofilować, na których płaszczyznach realnie brak ci środków do realizowania swoich potrzeb. Pomoże w tym kilka wskazówek:

  • Korzystaj z miesięcznych zestawień wydatków – obecnie większość serwisów internetowych banków posiada funkcje podsumowania miesięcznych wydatków z podziałem na kategorie. Dzięki nim możesz sprawdzić, które z twoich decyzji zakupowych i na jakich płaszczyznach pochłaniają najwięcej funduszy.
  • Porównuj – jeśli w danym miesiącu wydałeś daną kwotę np. na jedzenie, sprawdź czy w każdym miesiącu ta suma jest podobna. Jeśli nie – przeanalizuj, dlaczego czasami wydajesz więcej, a niekiedy mniej. Być może okaże się, że zrezygnowanie z dań w punktach gastronomicznych na rzecz domowych posiłków znacząco zasili twój domowy budżet.
  • Planuj – jeśli wiesz, że duża część twoich miesięcznych wydatków jest absorbowana przez codzienne płatności, których dokonujesz tzw. „lekką ręką”, spróbuj planować swoje wydatki z wyprzedzeniem. Kupowanie napoju w kiosku czy szybkiej przekąski w sklepie franczyzowym może sumować się do nawet kilkuset złotych miesięcznie! Planując wcześniej wszystkie zakupy na dany dzień, tydzień lub nawet miesiąc, będziesz mógł zaopatrzyć się w produkty (zwłaszcza z kategorii FMCG) w miejscu oferującym niższe ceny.

Źródło: Grupa Lindorff

Podwyżki cen opału to główny powód wrześniowych podwyżek kosztu utrzymania mieszkania i jego wyposażenia. Statystyczna para wydaje na ten cel średnio 568 złotych, a do tego często doliczyć trzeba jeszcze czynsz najmu lub ratę kredytu– wynika z szacunków Open Finance opartych o dane GUS.

Deflację pożegnaliśmy już prawię rok temu i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie miała wrócić. Jej miejsce na dobre zajęła inflacja, czyli wzrost ogólnego poziomu cen dóbr i usług. Póki co nie mamy do czynienia ze skokowymi podwyżkami, ale i tak nasze koszty życia z miesiąca na miesiąc rosną.

Inflację napędzamy sami

Prognozy NBP sugerują, że w najbliższym czasie presja inflacyjna odrobinę spadnie, a w perspektywie 2019 roku zbliżymy się do poziomu 2,5%. Gwałtownych zmian nie sugeruje też wskaźnik przyszłej inflacji (autorstwa BIEC). We wrześniu zanotował on wzrost głównie za sprawą rosnących wynagrodzeń i zatrudnienia, a więc obaw o presję popytową. Póki co sytuacja rozwija się powoli. Kredytobiorcy powinni przygotować się na ewentualne zmiany i okres niskiego oprocentowania długu wykorzystać do nadpłacania swoich zobowiązań lub tworzenia funduszy na przyszłość. Z drugiej posiadacze kapitału powoli odczuwają już, że banki zaczynają bardziej dbać o ich względy. Co prawda podwyżki oprocentowania lokat są skromne, ale od lipca br. na rynku pojawiają się coraz lepsze oferty.

Za mieszkanie płacimy coraz więcej

W przypadku kosztów składających się na utrzymanie dachu nad głową urząd uwzględnia koszty ogrzewania i nośników energii (odpowiadają za 40% kosztów związanych z mieszkaniem), a ponadto m.in. wydatki na dostarczenie mediów, odprowadzenie nieczystości, zakup mebli, AGD, środków czystości czy remontów. We wrześniu najmocniej zdrożał opał – przeciętnie o 2,5%, choć dynamika wzrostu cen niektórych sortymentów węgla była nawet kilkukrotnie wyższa.

Od połowy 2016 roku przeciętny koszt związany z „dachem nad głową” znowu zaczął rosnąć. W tym czasie wydatki per capita podniosły się z poziomu 271,7 zł do 284,2 zł ustanawiając tym samym historyczny rekord. To znaczy, że dwuosobowa rodzina musi wydać na mieszkanie średnio trochę ponad 568 zł miesięcznie. Warto przy tym dodać, że gwałtowny wzrost tych szacunków w połowie 2016 roku wynika z aktualizacji danych na podstawie badania GUS „Warunki Życia”. Wynika z niego, że przeciętne wydatki na utrzymanie mieszkania wynosiły w 2016 roku 221,35 zł (per capita), a na wyposażenie i prowadzenie domu Polacy wydawali przeciętnie po 57,73 zł miesięcznie. Dla porównania w 2015 roku było to odpowiednio 219,48 zł i 54,47 zł.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Według badań NBP, dwie trzecie Polaków uważa, że płatności kartą i smartfonem są wygodniejsze niż gotówką. Głównie ze względu na szybkość i bezpieczeństwo. Transakcja bezgotówkowa zajmuje zaledwie kilka sekund. Kto na zakupach w pierwszej kolejności sięga po banknoty i monety, powinien dokładnie przeczytać ten artykuł. Na jednej transakcji zbliżeniowej można zaoszczędzić 22 sekundy w porównaniu z płaceniem gotówką. Przy 1000 transakcji oszczędność czasu to zatem już 6 godzin – wyliczają eksperci kampanii społecznej „Warto bezgotówkowo”.    

Na zakupach Polacy coraz częściej korzystają z kart płatniczych i smartfonów. Według danych NBP 66 proc. Polaków uważa, że płatności bezgotówkowe jest wygodniejsze od gotówki, przeciwnego zdania jest 27 proc. badanych.

Płacenie kartą jest przede wszystkim szybsze niż inne formy płatności. Jak wynika z danych Barcleycard, brytyjskiego wydawcy kart, przeciętny czas trwania transakcji gotówkowej to 34 sekundy. Tymczasem zapłata np. kartą z wprowadzeniem kodu PIN trwa 27 sekund, a płatność zbliżeniowa to tylko 12,5 sekundy. Wydaje się, że to nieznaczne różnice, ale każdy, kto stał w kolejce do kasy, doceni tę oszczędność czasu.

– Z badań wynika, że aż 79 proc. Polaków reaguje pozytywnie na osoby płacące kartą. Regulując swoje wydatki bezgotówkowo redukujemy kolejki, gdyż takie transakcje są po prostu szybsze niż gotówkowe. Zdarza nam się też oddawać nietrafione zakupy i tu także zwrot na kartę odbywa się sprawniej niż wypłata gotówki. Ponadto, dla przedsiębiorcy koszt obsługi gotówki jest wyższy niż ten wynikający z przyjmowania transakcji bezgotówkowych – mówi Dariusz Marcjasz, Wiceprezes Zarządu KIR.

Zakupy bez portfela

Bezgotówkowe formy płatności nie wymagają też wcześniejszego planowania, ile dokładnie chcemy wydać. Aby mieć ze sobą odpowiednią kwotę gotówki, trzeba się przygotować, zabierając ją z domu lub wypłacić z bankomatu. Płacąc kartą lub telefonem, mamy dostęp do pełnego stanu naszego konta. Gdy więc zdecydujemy się kupić coś droższego niż początkowo planowaliśmy, albo trafi nam się super okazja na zakup kilku rzeczy zamiast jednej, nie musimy marnować czasu na szukanie bankomatu.

– Wiele osób płacących gotówką uważa, że dzięki temu wydaje mniej i ma większą kontrolę nad swoimi finansami. Jednak płacąc bezgotówkowo, wiemy znacznie więcej o swoich nawykach i tym, gdzie wydajemy pieniądze. Wszystkie informacje o wydatkach znajdziemy w aplikacji mobilnej banku lub w historii rachunku w bankowości internetowej. Płacąc kartą lub smartfonem, możemy ustalić sobie limity wydatków, aby kontrolować i ograniczać wydatki – mówi Włodzimierz Kiciński, Przewodniczący Koalicji na Rzecz Obrotu Bezgotówkowego i Mikropłatności.

Na zakupach nie tylko gotówki staje się zbędna, ale nawet portfel z kartami płatniczymi. Obecnie aż 4,5 mln Polaków korzysta z systemu BLIK, który pozwala na płacenie za zakupy smartfonem. Prawie 500 tys. osób korzysta też z technologii HCE oraz Android Pay, w przypadku której dane karty przechowywane w systemie płatniczym, a zapłata nią następuje poprzez zbliżenie telefonu do terminala.

Bezpieczniej bez gotówki

Brak gotówki oznacza także większe bezpieczeństwo zakupów. Szczególnie kiedy chcemy wydać większą kwotę. Zgubiony portfel prawie w każdym wypadku równa się utracie wszystkich zgromadzonych w nim pieniędzy. W przypadku korzystania z kart czy smartfona strata jakichkolwiek pieniędzy z konta to sytuacja zupełnie wyjątkowa. Jeśli zgłosimy do banku utratę karty, to od tego momentu nie ponosimy odpowiedzialności za ewentualne transakcje wykonane przez inne osoby. Gdyby okazało się, że ktoś zrealizował transakcję przed zastrzeżeniem karty, wtedy odpowiedzialność posiadacza ogranicza się do równowartości 150 euro (ok. 640 zł) dla transakcji tradycyjnych i 50 euro (ok. 210 zł) dla transakcji zbliżeniowych.

– Niedawno Sąd Najwyższy uznał, że użycie karty zbliżeniowej przez osobę trzecią wbrew woli właściciela wypełnia znamiona przestępstwa kradzieży z włamaniem. A to oznacza wyższe, niż w wypadku zwykłej kradzieży, zagrożenie karą dla przestępcy. Zatem można stwierdzić, że karta płatnicza przez prawo karne jest lepiej chroniona niż gotówka w portfelu – mówi dr Przemysław Barbrich, ekspert kampanii „Warto bezgotówkowo”.

Coraz częściej robimy także zakupy w internecie. Według danych Izby Gospodarki Elektronicznej bezgotówkowe formy płatności wybiera 56 proc. polskich e-konsumentów. Są to w 28 proc. transakcje kartą, 19 proc. przelewem i 10 proc. BLIKIEM. Zapłatę gotówką przy odbiorze wybiera mniejszość – 27 proc. kupujących – i wynika to zwykle z braku zaufania do e-sklepu, w którym klient kupuje pierwszy raz.

 

Źródło: NBP

Belgowie mają powiedzenie: „Jedno dziecko to jeden dom”. Wrzesień to jeden z najtrudniejszych okresów w życiu każdego rodzica. Nie tylko muszą zadbać o logistykę przedszkolno-szkolną, ale jeszcze w tym czasie ich portfele znacznie się uszczuplają. Wyprawka szkolna, ubezpieczenie, opłaty za zajęcia dodatkowe – wydatków naprawdę nie brakuje. W takich sytuacjach rodzicom mają pomóc pieniądze z programu „Rodzina 500+”. Z badania Nationale-Nederlanden wynika, że 62 proc. Polaków przeznacza je właśnie na bieżące wydatki. Tylko nieco ponad jedna trzecia odkłada pieniądze otrzymywane z tego świadczenia na przyszłość.

Wsparciem rządowego programu „Rodzina 500+” w czerwcu 2017 roku objęto ponad 3,98 mln dzieci do 18 lat, czyli 58 proc. Do ponad 2,6 mln rodzin trafiło już ponad 29,2 mld zł. Na co Polacy wydają te pieniądze? Aż 62 proc. osób biorących udział w badaniu Nationale-Nederlanden przyznało, że przeznacza je na codzienne potrzeby rodziny. Z kolei 36 proc. traktuje te środki jak oszczędności.

Słodka, ale i kosztowna inwestycja

Wychowanie dziecka, to czasochłonny, ale też kosztowny proces. Według wyliczeń Centrum im. Adama Smitha koszt wychowania jednego dziecka w Polsce (do osiągnięcia 19. roku życia) mieści się w przedziale od 176 tys. do 190 tys. zł, a dwójki dzieci – od 317 tys. do 350 tys. zł. Według szacunków ekonomistów w przypadku rodzin z trójką dzieci koszty te wynoszą przeciętnie od 421 do 460 tys. zł. Z wyliczeń OECD wynika, że koszty wychowania i utrzymania dziecka są stosunkowo wysokie i sięgają przeciętnie od 15 do 30 proc. budżetu rodzinnego. – Nic więc dziwnego, że większość rodzin przeznacza zarabiane i otrzymywane środki przede wszystkim na bieżące, codzienne potrzeby. Jeżeli jednak naprawdę chcemy pomóc naszym dzieciom i zapewnić im dobry start w przyszłość, najpierw musimy zadbać o siebie i pomyśleć czy nasze finanse są w dobrej kondycji. W praktyce oznacza to minimalizowanie zadłużenia i posiadanie oszczędności – mówi Martyna Kucicka-Witek, Menedżer ds. Produktów Ochronnych i Majątkowych w Nationale-Nederlanden.

Z badania Nationale-Nederlanden wynika, że blisko dwie trzecie Polaków deklaruje, że posiada jakiekolwiek oszczędności odłożone z myślą o przyszłości. Jednocześnie 40 proc. badanych deklaruje, że trudno im oszczędzać, ponieważ codzienne wydatki pochłaniają ich całe dochody. Blisko 20 proc.  respondentów przyznaje, że nie myśli jeszcze o oszczędzaniu, a kolejne 15 proc. woli wydać pieniądze na przyjemności.

Bezpieczne i regularne oszczędzanie

Polacy zazwyczaj rozpoczynają oszczędzać z myślą o przyszłości dzieci już od momentu ich urodzenia. Prawie 40 proc. rodziców, którzy dotąd nie oszczędzali na ten cel, deklaruje, że w ciągu najbliższego roku zaczną to robić. Takich planów nie ma co piąty rodzic, a deklarowanym powodem takiej decyzji jest brak odpowiednich funduszy.

Jaką formę oszczędzania wybierają ci Polacy, którzy decydują się odkładać otrzymywane w ramach programu „Rodzina 500+”? Badanie Nationale-Nederlanden pokazuje, że są to przede wszystkim produkty bankowe: konto oszczędnościowe (62 proc.), zwykłe konto bankowe (24 proc.) i lokata (18 proc.). Jedynie 4 proc. wybiera fundusze inwestycyjne, a 3 proc. polisę ubezpieczeniową. – Możliwości inwestycji jest naprawdę wiele i można je dostosować do własnych potrzeb. Jedną z wartych zainteresowania form są na pewno polisy ubezpieczeniowe, które zapewniają jednocześnie ochronę całej rodzinie i oferują lokatę kapitału – mówi Martyna Kucicka-Witek.

Blisko połowa rodziców, którzy otrzymują świadczenie „Rodzina 500+”, ale do tej pory nie oszczędzali pieniędzy z tego źródła, deklaruje, że w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy zacznie to robić. Co mniej optymistyczne, blisko jedna czwarta (23 proc.) ankietowanych nie ma jednak zamiaru w najbliższym czasie odkładać tych pieniędzy. – Tymczasem regularne oszczędzanie nawet części tej sumy da naszej rodzinie poduszkę bezpieczeństwa finansowego, która pozwoli nam przygotować się na nieprzewidziane sytuacje, chociażby takie jak ciężka choroba czy trwała lub czasowa niezdolność do pracy i zapewnić najmłodszym dobry start w dorosłość – mówi Martyna Kucicka-Witek z Nationale-Nederlanden.

 

Wypowiedź: Martyna Kucicka-Witek z Nationale-Nederlanden

Oszczędzaj i ucz oszczędzać” – dzisiejsi trzydziesto- i czterdziestolatkowie mogą pamiętać to hasło ze szkoły, gdy odkładali pieniądze w Szkolnych Kasach Oszczędności. Kiedyś była to właściwie jedyna forma edukacji finansowej kierowana do dzieci. Dziś tych możliwości jest już znacznie więcej. Ale co właściwie nasze zieci wiedzą o finansach i czy rodzice są dla nich odpowiednim źródłem wiedzy? Z badania Nationale-Nederlanden wynika, że 63 proc. Polaków uważa swoją wiedzę finansową za wystarczającą, ale jednocześnie wielu z nas nie potrafi realnie oszacować kosztów wynikających z różnych sytuacji życiowych.

Co trzeci Polak (37 proc.) rozmawia z dziećmi o finansach, a 58 proc. zachęca je do oszczędzania. Jedna piąta nie robi jednak zupełnie nic w kwestii edukacji finansowej swoich pociech. Te wyniki nie napawają optymizmem, a piętnaście-dwadzieścia lat temu było jeszcze gorzej. Jedynie 18 proc. z nas pamięta, że rodzice rozmawiali z nami o finansach, a 41 proc. było przez nich zachęcanych do oszczędzania. Jedna czwarta w ogóle nie poruszała kwestii pieniędzy z rozmowach z rodzicami. – Te deklaracje pokazują, że zarówno w przeszłości, jak i obecnie rodzice chcieliby, by ich dzieci odkładały pieniądze, ale znacznie mniej osób zdobywa się na wysiłek, by edukować je w zakresie finansów. Wygląda więc na to, że oczekujemy od najmłodszych racjonalnych postaw, ale jednocześnie nie dajemy im chociażby teoretycznej podstawy – mówi Michał Nestorowicz, Dyrektor ds. Badań i Analiz w Nationale-Nederlanden.

Co ciekawe, rodzice w wieku 40-50 lat, z uwagi na to, że posiadają starsze dzieci, bardziej angażują je w sprawy finansowe, zachęcają do oszczędzania i regularnie dają im kieszonkowe. Z kolei rodzice z pokolenia trzydziestolatków nieco częściej niż w pozostałych grupach wiekowych rozmawiają z dziećmi na tematy związane z finansami i budżetem domowym.

Nie jest tak dobrze, jak myślimy

Ciekawe jest również to, jak Polacy oceniają swoją wiedzę finansową. Za wystarczającą uważa ją prawie dwie trzecie respondentów (63 proc.). Najlepiej w tym względzie postrzegają siebie trzydziesto- i czterdziestolatkowie, częściej mężczyźni niż kobiety. A jak wygląda rzeczywistość? W obejmującym trzydzieści krajów badaniu poziomu świadomości finansowej przygotowanym przez OECD Polacy znaleźli się na ostatnim miejscu. Tylko 32 proc. ustawia sobie długoterminowe cele finansowe i dąży do ich realizacji.

Potwierdza to badanie Nationale-Nederlanden. Jedna czwarta Polaków uważa, że ogólne koszty (wydatki na prywatną opiekę medyczną, koszty leków, rehabilitacja, ewentualne utracone dochody), jakie pociąga zachorowanie na raka mieszczą się w kwocie do tysiąca złotych. Tę samą sumę wskazało 15 proc. badanych pytanych o wydatki związane z wystąpieniem zawału serca. – Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna. Wizyta prywatna u specjalisty to koszt od 150 do 250 zł, nie wspominając o kosztach badań, jak chociażby tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny – mówi Michał Nestorowicz. Suma łącznych wydatków ponoszonych w przypadku zachorowania na nowotwór to według Polaków średnio 5 tys. zł. Jednocześnie koszty, które trzeba ponieść w przypadku uszkodzenia samochodu w wypadku samochodowym, wyceniają średnio na 10 tys. zł. Z kolei ich zdaniem start dziecka w dorosłość, bez kosztów edukacji, to wydatek rzędu średnio 15 tys. zł, a przeciętne wydatki na emeryturze zamykają się według Polaków w sumie 2 tys. zł miesięcznie.

Przykład idzie z góry

Polacy posługują się mitami w swoich opiniach o ubezpieczeniu. Pytani o to, jaką część budżetu domowego może pochłonąć indywidualne ubezpieczenie na życie, około 25 proc. respondentów odpowiedziało, że składka musi być droga i wynosić ponad 100 zł miesięcznie. Z kolei jedna trzecia ankietowanych w ogóle nie potrafi określić jej wysokości. – Polacy są wciąż przekonani, że takie ubezpieczenie jest drogie i się nie opłaca lub po prostu nie myślą o tym. Ich wiedza na temat ubezpieczeń jest ciągle bardzo mała. Nie wiemy więc nie tylko ile ubezpieczenia kosztują, ale też co można na nich zyskać – mówi Anna Hełka, Psycholog społeczna z SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego.

Przykład ubezpieczeń pokazuje, że z edukacją finansową Polaków nie jest więc najlepiej. Tymczasem pozwala nam ona nie tylko na co dzień w lepszy sposób gospodarować domowym budżetem, ale również zabezpieczyć się przed nieprzewidzianymi sytuacjami losowymi. Podnoszenie poziomu edukacji finansowej jest nie tylko w naszym interesie, ale również najmłodszych. Zdaniem specjalistów powielają one bowiem zazwyczaj w dorosłym życiu model, który znają z domu. – Gdy rodzice nadmiernie zadłużają się, wielce prawdopodobne jest, że dzieci będą robić to samo. Jeżeli jednak zadbamy o przyszłość najbliższych, chociażby poprzez oszczędzanie czy też wykupienie ubezpieczenia, które wesprze naszą rodzinę na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń, to pokażemy dzieciom, że nasza edukacja finansowa to nie tylko deklaracje – podsumowuje Michał Nestorowicz.

Nie można zaakceptować archaicznej, niedostosowanej do wyzwań rynku pracy, formuły wykorzystania środków z Funduszu Pracy. Wątpliwości budzi zmniejszenie środków na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu i finansowanie ze środków Funduszu przedsięwzięć, które nie należą do jego zadań  – uważa Konfederacja Lewiatan.

Plan finansowy Funduszu Pracy na 2018 rok przewiduje zmniejszenie o połowę wydatków na kształcenie pracowników z Krajowego Funduszu Szkoleniowego.  Skurczą się też wydatki na aktywizację bezrobotnych, doradztwo zawodowe oraz dofinansowanie kształcenia młodocianych pracowników.

– Uważamy, że obecną sytuację na rynku pracy – najniższe od 26 lat bezrobocie – powinniśmy wykorzystać do zdefiniowania na nowo celów Funduszu Pracy. W tym kontekście szczególnie niekorzystne może być zmniejszenie środków na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu, aż o 14%, czyli o  931,6 mln zł, co będzie  przeszkodą w aktywizowaniu osób długotrwale bezrobotnych – mówi prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Pracodawcy bardzo negatywnie oceniają  też zmniejszenie wydatków na Krajowy Fundusz Szkoleniowy o 47%, czyli 94 mln zł. KFS jest podstawowym narzędziem wspierającym pracodawców w rozwijaniu i aktualizacji kompetencji pracowników w ramach kształcenia ustawicznego i dostosowywania tych kwalifikacji do praktycznych potrzeb rynkowych.

– Niezwykle ważna jest odbudowa systemu kształcenia zawodowego, którego podstawą jest zaangażowanie firm w praktyczną naukę zawodu. Zmniejszenie dofinansowania pracodawcom kosztów kształcenia młodocianych pracowników o 22,5 mln zł w 2018 roku nie jest działaniem wspierającym współpracę firm z instytucjami edukacji i jest dalekie od budowania dualnego systemu kształcenia zawodowego, bazującego na współfinansowaniu kształcenia przez państwo i pracodawców – dodaje prof. Jacek Męcina.

Aktywna polityka rynku pracy przeciwdziałająca bezrobociu wymaga także zaangażowania urzędów pracy, których zadaniem, przy niskim bezrobociu, jest aktywizacja zawodowa obywateli. Nie będą one robiły tego efektywnie jeśli budżet na działania aktywizacyjne ma być zmniejszony o 56%, czyli 74,5 mln zł.

 

Źródło; Konfederacja Lewiatan

Ponad połowa Polaków, którzy są w związkach, uważnie analizuje swoje wydatki. Jak pokazało badanie przeprowadzone na zlecenie Grupy KRUK „Budżet domowy polskich par”, prawie 60 proc. badanych uwzględnia przy wydatkach potrzeby swoich partnerów.

Analiza badania przeprowadzonego przez SW Research pokazuje, że Polacy w ponad 55 proc. przypadków analizują swoje wydatki. Oznacza to, że połowa z nas robi zakupy w sposób przemyślany. Jednak 32 proc. osób odczuwa niepokój w związku z wydatkami, szczególnie tymi większymi lub nieprzewidzianymi.

Oczywiście są wśród nas pary, dla których spontaniczne zakupy nie stanowią problemu, ale są one w zdecydowanej mniejszości. I tak na przykład w województwie zachodniopomorskim tylko 11 proc. badanych przyznało się, że robi zakupy spontanicznie. Z kolei 70 proc. mieszkańców Lubelszczyzny uważnie analizuje każdą wydaną złotówkę. Wśród bardziej ostrożnych konsumentów znajdują się mieszkańcy wsi. Może to wynikać z różnic zarobków, jakie są między mieszkańcami wsi i miast, ale też z ograniczonego dostępu do miejsc, gdzie można wydawać pieniądze.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego z bieżącego roku, mieszkaniec województwa lubelskiego zarabia średnio 3878 zł brutto. Jest to jeden z niższych wyników w Polsce. To z kolei może się przekładać na ich obawy co do nieprzemyślanego wydawania pieniędzy. Ponad 62 proc. badanych z tego regionu uważa, że nagła utrata pieniędzy będzie dla nich zła w skutkach i może negatywnie wpłynąć na ich zdrowie psychiczne. W porównaniu do mieszkańców innych regionów Polski, ankietowani z Lubelszczyzny odczuwają również największy stres w związku z wydatkami.

Jeśli chodzi o uwzględnianie partnera w wydatkach danego gospodarstwa domowego, to można śmiało powiedzieć, że zależy ono od pokolenia. Najczęściej osoby w wieku 60+ dbają o komfort i zaspokojenie potrzeb finansowych swoich partnerów życiowych (odpowiedziało tak aż 70 proc. respondentów w tym wieku).

Jak się okazuje, skłonność do wydawania pieniędzy zależy również od płci. Zdecydowanie więcej kobiet niż mężczyzn uwzględnia przy wydawaniu pieniędzy swoich partnerów. W tym przypadku różnica wynosi 6 punktów procentowych. Panie również bardziej analizują swoje wydatki. Na tzw. „czarną godzinę” oszczędza ponad 60 proc. Polek i około 53 proc. Polaków.

Mniej spontanicznie podchodzą do wydatków osoby będące w związkach małżeńskich (60 proc. wobec 50 proc.). Polacy będący w związkach formalnych także częściej analizują swoje zakupy (70 proc. wobec 53 proc.).

Co ciekawe, najciężej jest rozstać się z pieniędzmi osobom do 24 roku życia. Prawie 40 proc. młodych niechętnie wydaje pieniądze. Dla przykładu wśród osób w wieku 50-59, około 25 proc. nie chce rozstawać się z gotówką.

– Jak pokazało badanie „Budżet domowy polskich par”, kobiety są bardziej odpowiedzialne w związku pod kątem wydawania pieniędzy. Odkładają pieniądze częściej niż mężczyźni. Kontrola finansowa to też domena małżeństw. To one częściej dbają o swoje wspólne fundusze niż osoby, które są w związkach nieformalnych. Ciekawe jest również to, że zachowania finansowe zależą również od pokolenia. Na przykład seniorzy dużą wagę przywiązują do ustalania wspólnych wydatków. Z kolei najmłodsi, którzy być może mają nieregularne przychody, wnikliwie analizują swoje wydatki, nim się na nie zdecydują  – mówi Agnieszka Salach z Grupy KRUK.

Komentarz psychoterapeuty, Mateusza Ostrowskiego

Badanie pokazuje, że osoby w związkach małżeńskich podchodzą poważniej do swoich wspólnych finansów. To zapewne efekt tego, że część związków nieformalnych ma raczej status „chłopaka i dziewczyny”, czyli są to nieco luźniejsze więzi. Niewykluczone, że część tych osób jeszcze ze sobą nie mieszka. Małżeństwo jest m.in. deklaracją, że to, co się dzieje między dwojgiem ludzi, jest „na poważnie”. W naszej kulturze jest też swego rodzaju inicjacją w dorosłość. Co oczywiście nie oznacza, że wśród par żyjących w nieformalnych związkach nie ma takich, które odpowiedzialnie i rozsądnie prowadzą wspólne gospodarstwo domowe. Jednak na całkowity efekt statystyczny będą miały wpływ te luźniejsze relacje w początkowym stadium.

Jeśli chodzi o to, że kobiety częściej uwzględniają partnera przy wydawaniu pieniędzy, jest to zapewne wynikiem ich lepszych umiejętności czy kompetencji. Można dyskutować czy to efekt czynników biologicznych, czy ról społecznych, ale widać, że paniom jakoś łatwiej pomyśleć o tym, jak ich decyzje wpływają na drugą osobę. Są one również bardziej otwarte na rozmowę o swoich potrzebach czy problemach. To, że częściej analizują swoje wydatki może być pokłosiem tradycyjnych ról społecznych.  Jeszcze jedną generację temu mężczyzna przynosił wypłatę do domu, przekazywał mniejszą lub większą jej część żonie i to na jej głowie zostawiał problem wiązania końca z końcem. Te role oczywiście mocno się zmieniają, ale stare wzorce zachowań zaskakująco długo potrafią wpływać na nasze postawy
i działania.

 

Źródło: Firma KRUK S.A.

Ankietowani w zrealizowanym na zlecenie Lindorff SA badaniu „Sytuacja materialna Polaków” przyznali (42%), że przynajmniej raz w życiu sprzedali swoje dobra materialne, aby poprawić sytuację finansową. Połowa badanych kobiet zadeklarowała, że była to biżuteria, natomiast ankietowani mężczyźni najczęściej pozbywali się sprzętu RTV. Co jeszcze sprzedają Polacy, aby uzupełnić „dziury w portfelu”?

Jak często sprzedajemy dobytek?

Ankietowani zapytani, czy sprzedają swoje dobra materialne, aby mieć pieniądze na bieżące wydatki, w 18% przyznali się do jednorazowej sytuacji tego typu. Niewiele więcej respondentów, bo o 1 punkt procentowy (19%), zadeklarowało, że sytuacja, kiedy musieli sprzedać swój dobytek, powtórzyła się u nich kilka razy. Jedynie 1 na 20 ankietowanych zadeklarował, że wielokrotnie sięgał po ten sposób wyrównywania swoich deficytów finansowych. Jednak większość – 58% wszystkich badanych zaprzeczyła podobnym praktykom.

Odpowiedzi podzielone ze względu na płeć nie wykazują znaczących różnic w stosunku do wyników ogólnych (maksymalnie 2 punkty procentowe). Największe, choć nadal nieznaczne, różnice w odpowiedziach męskich i żeńskich wynoszą w przypadku obu pytań 4 punkty procentowe. Mężczyznom częściej zdarza się kilkukrotnie sprzedawać swoje rzeczy, z kolei kobiety mają nieco większą skłonność do robienia tego nagminnie.

Jak wykazują powyższe wyniki, ponad połowa ankietowanych w okresie trudnej sytuacji finansowej nie sprzedaje swoich dóbr, a Ci którzy decydują się na taki krok – robią to raczej sporadycznie. Jedynie 5% wszystkich ankietowanych przyznaje się do częstej sprzedaży swoich dóbr, w tym 7% wszystkich kobiet i 3% wszystkich ankietowanych mężczyzn. Czy wyprzedawanie naszego majątku wiąże się z odium społecznym lub wstydem? Większość badanych nawet jeśli postrzega takie sytuacje jako wstydliwe czy kłopotliwe, ma na wyciągnięcie ręki zarówno rosnącą sieć lombardów, jak i portale on-line do sprzedaży wszelkich dóbr z drugiej ręki. Świadczy to o tym, że taki model wyprzedaży coraz bardziej się upowszechnia, a przez to – przestaje być postrzegany jako coś stygmatyzującego. Większość sprzedających to osoby pozbywające się niepotrzebnego sprzętu elektronicznego lub mebli, jednak wśród sprzedawców są i tacy, którzy swojej biżuterii, ubrań lub elektroniki pozbywają się z konieczności. Wyprzedaże garażowe są w Polsce nadal stosunkowo mało popularne, jednak taką rolę skutecznie przejęły portale aukcyjne.

Co sprzedajemy?

Uogólnione wyniki wszystkich wskazań respondentów wyklarowały trzy najpopularniejsze odpowiedzi: biżuteria z 37% odpowiedzi, 28% wskazało na odzież, a 27% na sprzęt RTV. Te trzy deklaracje wyraźnie przewyższają późniejsze wskazania, wśród których znajdują się m. in. książki (16%), płyty (14%), samochód (13%) czy meble (12%).

Wyraźne różnice w wynikach widać wtedy, gdy podzielimy je na męskie i damskie. „Podium” wśród odpowiedzi kobiet zajmują te same pozycje, które są najwyżej w zestawieniu ogólnym. Aż ½ badanych kobiet wskazała biżuterię (tę grupę dóbr zadeklarował jedynie 1 na 4 ankietowanych mężczyzn). „Odzież” na drugim miejscu uzyskała 41% damskich wskazań (vs. 16% męskich). Trzecia najwyżej punktowana odpowiedź, sprzęt RTV uzyskała 19%. Mężczyźni zadeklarowali ją w 35% i wśród nich okazała się najpopularniejszym wskazaniem. 1 na 4 ankietowanych mężczyzn wymienił biżuterię, co uplasowało tę odpowiedź na drugim miejscu na „męskiej liście”. Na trzecim natomiast znalazła się sprzedaż płyt – 20%.

Największe dysproporcje wyników kobiet i mężczyzn wyniknęły przy odpowiedziach „biżuteria” oraz „odzież” – w obu wypadkach wyniosły aż 25 punktów procentowych. Można wnioskować, że kobiety, które dużo częściej niż mężczyźni pasjonują się biżuterią, zazwyczaj posiadają większą kolekcję drogocennych dodatków. Jednocześnie według panujących stereotypów lubią mieć szafę bogatą w garderobę, mają tym samym o wiele więcej możliwości do spieniężania elementów swoich zbiorów.

Jak sprzedawać, aby zyskać najwięcej?

Bez względu na rzecz, której musieliśmy się kiedykolwiek pozbyć z powodu kłopotów finansowych, jedno jest pewne – warto nauczyć się zarządzać swoim budżetem tak, aby móc uniknąć takich sytuacji. Jeśli jednak jesteśmy osobami, które nie przywiązują wagi do gromadzenia materialnego dobytku, a bardziej zależy nam na ciągłym zwiększaniu komfortu życia, dzięki kontrolowanej i nieprzerwanej konsumpcji, także na bazie tego schematu możemy dużo zyskać. Jak to robić i na czym koncentrować wydatki, nie tracąc przy tym zbyt dużej ilości funduszy?

  1. Samochód – na nim „tracimy” od pierwszego dnia zakupu. Wartość samochodu znacząco spada z każdym dniem, który minął od jego produkcji oraz z każdym przejechanym kilometrem. Jeśli chcemy uzyskać jak najwięcej ze sprzedaży swojego samochodu (lub innego prywatnego środka transportu, np. motocykla) i nie odstrasza nas częsta zmiana „czterech kółek” – warto wymieniać swój samochód mniej więcej co dwa lata. Dzięki temu wartość naszego sprzętu w dniu sprzedaży nie będzie tak diametralnie niska w stosunku do ceny wyjściowej jak np. 4 lata od jego zakupu. Wówczas dokładając stosunkowo niewielki procent całej sumy do kwoty uzyskanej ze sprzedaży, zapewnimy sobie nowsze auto.
  2. Komputer – bardzo podobnym schematem „rządzi się” sprzęt komputerowy, jednak zamiast przejechanych kilometrów istotna jest zastosowana w nim technologia. Laptop, za który zapłacimy kilka tysięcy złotych, po kilku latach użytkowania będzie wart co najwyżej kilkaset złotych. Jeśli skoncentrujemy się na systematycznej wymianie sprzętu na nowszy, odpowiednio wcześniej sprzedając swój obecny sprzęt (przed kompletnym postarzeniem się technologii w nim użytych), niewielkim „dodatkiem” finansowym zapewnimy sobie pracę na aktualnie najnowocześniejszym sprzęcie.
  3. Biżuteria – wskazywana przez ankietowanych na pierwszym miejscu faktycznie jest dobrym pomysłem na „lokowanie funduszy” – wartościowa biżuteria nie traci istotnie na wartości z upływem czasu, a ewentualne różnice są związane przede wszystkim z wahaniami kursu danego kruszcu. W przypadku problemów finansowych lub chęci zmiany drogocennych dodatków do naszej garderoby, możemy sprzedać już posiadane i nienoszone elementy prywatnej kolekcji.
  4. Treści audiowizualne – amatorzy muzyki czy filmów w większości budują swoją kolekcję gromadząc fizyczne nośniki. Nawet w dobie cyfryzacji świata i wykorzystywania „chmury” do pobierania muzyki czy filmów, kolekcjonerzy nadal mają w czym wybierać. Co więcej – nowsze technologie nie zawsze cieszą się wśród nich popularnością (np. nadal bardzo modne jest gromadzenie muzyki na płytach winylowych). Nie licząc naprawdę wyjątkowych wydawnictw (unikatów czy „białych kruków”), z myślą o zysku najlepiej sprzedawać całe, złożone zestawy. Pojedyncze sztuki nie wzmocnią znacząco naszego budżetu, jednak sprzedaż pokaźnej kolekcji o wiele ciekawszej dla potencjalnego kupca, może uratować nas w „podbramkowej” sytuacji. Nie dość, że zbiór nośników jest więcej wart, to tematycznie dobrana kolekcja może dużo skuteczniej skłonić zainteresowanego do przeznaczenia na nią większej sumy.

Źródło;  Lindorff SA

Według danych GUS-u, na koniec zeszłego roku liczba zarejestrowanych jednoosobowych działalności gospodarczych w Polsce wyniosła blisko 3 mln. Prowadzenie własnej firmy może być bardziej opłacalne niż praca na czyjś rachunek i dawać niezależność, ale ma także swoje wady.  Przedstawiciele tzw. wolnych zawodów, czyli freelancerzy, którzy zrezygnowali z pracy na etacie marząc o własnym biznesie, nie zawsze mogą liczyć na regularny przypływ zleceń, a tym samym na stały dopływ gotówki. Gdy taka sytuacja powtarza się wielokrotnie, z czasem mogą pojawić się trudności z zachowaniem płynności finansowej. Expander podpowiada świeżo upieczonym freelancerom, jak zaplanować budżet, by przygotować się na przejściowe problemy z gotówką.

Praca na etacie przeważnie oznacza, że danego dnia w miesiącu na nasze konto wpływa pensja. Gdy zmieniamy formę zatrudnienia i stajemy się freelancerami, nie zawsze będziemy mogli liczyć na regularne przypływy gotówki. Zarobki osób, które wykonują tzw. wolne zawody uzależnione są bowiem m.in. od koniunktury na rynku, na którym działają, a także od popytu na usługi czy produkty, które oferują. Zdarza się więc, że w jednym okresie, z braku czasu, muszą rezygnować z niektórych propozycji, a kiedy indziej zmuszeni są aktywnie szukać nowych zleceń i klientów oraz redukować koszty. W czasie przejściowych problemów finansowych ułożenie budżetu, który pozwoli pokryć wszystkie niezbędne wydatki, może być więc trudnym, jednak wykonalnym zadaniem. Wystarczy, że będziemy pamiętać o kilku prostych zasadach.

1. Sprawdź, z jakimi stałymi kosztami będziesz musiał się liczyć

Układanie budżetu zacznijmy od ustalenia, jak duże wydatki będziemy ponosić w związku z prowadzeniem firmy. W ten sposób zdobędziemy punkt odniesienia, dzięki któremu łatwiej będzie nam ustalić plan finansowy na cały rok.

Wydatki, które ponosimy w związku z prowadzeniem jednoosobowej działalności gospodarczej można podzielić na dwie grupy. Do pierwszej zaliczymy stałe opłaty administracyjno-skarbowe. Należą do nich m.in. regularnie odprowadzane składki na ubezpieczenia społeczne. Pamiętajmy, że jako początkujących przedsiębiorców obowiązują nas zasady „małego ZUSu”, czyli przez okres 2 lat po rozpoczęciu działalności płacimy obniżone składki. Łącznie wyniosą one 487,90 zł, zamiast 1 172,56 zł, które płacą pozostali przedsiębiorcy. Drugą grupę kosztów stanowią bieżące wydatki związane z funkcjonowaniem firmy, np. rachunki za media, koszt korzystania z pomocy firmy księgowej czy ewentualna wartość czynszu za wynajmowaną przestrzeń biurową. – Rozpoczynając biznes i ustalając cenę za swoje produkty czy usługi należy bardzo dokładnie oszacować wszystkie koszty, a także z góry ustalić jaki zysk chcemy uzyskać. Pieniędzy powinno wystarczyć także na zakup zużywanego materiału i sprzętu oraz na dalszy rozwój firmy. – dodaje Jarosław Sadowski, Expander

Przy prowadzeniu własnej działalności niezwykle ważne jest również rozdzielenie finansów osobistych od firmowych, co nie stawiło problemu, gdy pracowaliśmy na etacie, a pensję wypłacał nam pracodawca. Posiadanie dwóch oddzielnych kont bankowych: prywatnego i firmowego, pomoże nam efektywniej zarządzać przedsiębiorstwem i zachować przejrzystość finansową, zarówno w sferze domowej, jak i zawodowej.

2. Przygotuj plan awaryjny

Ważnym krokiem jest także przygotowanie awaryjnego planu finansowego, który warto mieć po ręką, gdy dotkną nas przejściowe problemy budżetowe. Jest to szczególnie ważne, jeśli popyt na nasze usługi nie jest stały i zdarzają się okresy kiedy nie mamy zamówień. –  Rozpoczynając prowadzenie własnego biznesu zwykle ponosimy wysokie koszty, natomiast dochody na początku często są dość niskie i dopiero po pewnym czasie rosną do poziomu, który pozwoli nam płynnie funkcjonować. Jednak wraz z pojawieniem się zysków lepiej od razu nie zwiększać wydatków. W przyszłości może się bowiem okazać, że zapotrzebowanie na nasze produkty czy usługi spadnie. Być może będziemy zmuszeni przetrwać bez dochodów przez kilka miesięcy. Dlatego dobrze jest zgromadzić sobie poduszkę finansową, która w razie pojawiania się tego typu problemów pozwoli nam przeczekać taki trudny okres. – podpowiada ekspert Expandera.

Oprócz trudnych okresów zapewne zdarzą się również takie, kiedy zamówień będzie dużo dzięki czemu dochody firmy będą wysokie. Wtedy warto pomyśleć o inwestycjach, które sprawią, że firma będzie mogła jeszcze szybciej się rozwijać.  – Idealnie byłoby gdyby inwestycje udało się sfinansować ze zgromadzonych oszczędności. Nie zawsze jest to jednak możliwe. Czasami jest to wręcz niebezpieczne, gdyż jeśli wydamy wszystkie lub większość oszczędności, to nie będziemy już mieli poduszki bezpieczeństwa na trudniejsze okresy. Dlatego w wielu przypadkach firmy finansują inwestycje z pomocą kredytu. Co prawda jego zaciągnięcie wiąże się z kosztami. Jeśli jednak inwestycja daje duże szanse na uzyskanie znacznych przychodów, to nierzadko kierownictwo decyduje się na finansowanie kredytem niż czekanie miesiącami aż uda się zgromadzić potrzebne oszczędności. Oczywiście zawsze warto porównać oferty i wybrać taką, która najlepiej będzie odpowiadała naszym potrzebom oraz uważnie dobrać kwotę – podpowiada główny analityk Expandera.

3. Przygotuj się na „niespodziewane”

Zostając przedsiębiorcą trzeba przygotować się na nieodłączny element ryzyka, które może nam towarzyszyć nawet gdy firma dobrze prosperuje np. problemy z płynnością finansową. Niekiedy zapłata za wykonaną już usługę czy sprzedany towar wpływa z dużym opóźnieniem. Tymczasem regularnie pojawiają się różnego rodzaju koszty. – Istnieje kilka sposobów na uniknięcie kłopotów w sytuacji problemów z płynnością finansową. Jednym z nich jest kredyt obrotowy. Może on działać np. tak jak debet na koncie. Korzystamy z niego dopiero wtedy, gdy zabraknie nam własnych środków. Innym rozwiązaniem jest faktoring. Firma świadcząca takie usługi przekazuje nam od razu ok. 90% kwoty z wystawionej faktury. Nie musimy więc czekać aż nasz klient przeleje nam pieniądze. Poza tym pozbywamy się ryzyka, że kontrahent w ogóle nam nie zapłaci. W takiej sytuacji strata obciąży faktora, czyli firmę, z którą podpisaliśmy umowę na usługę. – dodaje Sadowski, Expander.

 

Źródło: lightscape.pl

 

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w ciągu pierwszych 6. miesięcy 2017 r. o 5,7 proc. r/r. W największym stopniu w województwie świętokrzyskim, o 13,7 proc. – podał GUS.

Produkcja sprzedana przemysłu rosła w 1. połowie 2017 r. szybciej niż w tym sam okresie 2016 r. (o 5,7 proc. w stosunku do 4,4 proc.). Najsilniej przemysł rósł w 3 województwach Polski Wschodniej – w świętokrzyskim (o 13,7 proc.), podlaskim (o 12,3 proc.) i lubelskim (o 9,6 proc.). W pozostałych województwach tej części naszego kraju – podkarpackim i warmińsko-mazurskim – przemysł rósł także szybciej niż średnio w Polsce (odpowiednio (7,8 i 6,6 proc.).

Te 5. województw to nie są uprzemysłowione regiony – ich przemysł daje jedynie ok. 12 proc. produkcji sprzedanej całego przemysłowego sektora gospodarki.

Świętokrzyskie to przede wszystkim spożywczy, materiałów budowlanych, metalurgiczny, i maszynowy. Podlaskie to także przemysł rolno-spożywczy (przede wszystkim przetwórstwo mleka, tytoniu oraz produkcja wódki i piwa), ale także maszyny rolnicze, przemysł tekstylny oraz drzewny. Lubelskie to też przemysł spożywczy (przede wszystkim cukrowniczy, mleczarski, mięsny, piwowarski, młynarski, tytoniowy, spirytusowy, zielarski oraz owocowo-warzywny). A ponadto przemysł chemiczny, wydobywczy i materiałów budowlanych. Podkarpacie to przemysł lotniczy, spożywczy, a także materiałów budowlanych oraz drzewny. Warmia i Mazury to przetwórstwo rolno-spożywcze, produkcja maszyn do obróbki plastycznej metali, produkcja wyrobów gumowych (opony) oraz mebli i wyrobów stolarskich.

Zestawiając ze sobą dynamiczny wzrost produkcji sprzedanej przemysłu w tych województwach z branżami, które w tych regionach dominują wydaje się, że „sprawcą” jest wzrost skłonności gospodarstw domowych do konsumpcji. A wzrost skłonności do konsumpcji jest efektem poprawiającej się systematycznie sytuacji na rynku pracy, wzrostu wynagrodzeń oraz … programu Rodzina 500+. Polacy zwiększają swoje wydatki na artykuły rolno-spożywca, na odzież, a także na usługi budowlane robiąc remonty swoich mieszkań i domów. Jak widać ten konsumpcyjny popyt silnie wspiera regiony, w których przemysł rolno-spożywczy, a także drzewny i budowlany jest dominujący.

Do czynników związanych z rynkiem pracy i programem 500+ należy zapewne dodać fundusze unijne, które do tych regionów już trafiły i jeszcze trafią (w perspektywie finansowej 2007-2013 oraz obecnej 2014-2020 te 5. województw miało i ma swój dodatkowy Program Operacyjny Polska Wschodnia). Wsparły one tworzenie gospodarczej infrastruktury, a także rozwój lokalnych firm.

Efektem silnie rosnącego w tych województwach przemysłu jest „zwrotnie” większe zatrudnienie i wynagrodzenia. W świętokrzyskim zatrudnienie w przemyśle wzrosło w ciągu 6. miesięcy br. o 9,3 proc., a wynagrodzenia o 6,5 proc. W podlaskim wynagrodzenia wzrosły o 6 proc., a zatrudnienie o 4,5 proc. W lubelskim produkcja sprzedana przemysłu wzrosła o 9,6 proc. przy  minimalnym wzroście zatrudnienia w przemyśle (jedynie o 0,1 proc.) i relatywnie niedużym wzroście wynagrodzeń (o 4,3 proc.), co wskazuje na silny wzrost wydajności pracy.

Jeśli rosnący przemysł pozwolił firmom w tych województwach (i będzie nadal pozwalał) na wzrost dochodów i rentowności, a one zechcą zainwestować ten kapitał w rozwój, to mamy szanse, aby Polska Wschodnia zaczęła powoli (a nawet bardzo powoli, bo jest dużo do nadrobienia) doganiać bardziej rozwinięte regiony pod względem poziomu PKB na mieszkańca. Fundusze europejskie, dobrze zainwestowane przez władze lokalne powinny w tym także pomóc.

Po 6. miesiącach 2017 r. na końcu stawki wszystkich regionów jest przemysł na Dolnym Śląsku –  w ciągu 6. miesięcy produkcja sprzedana wzrosła tam jedynie o 0,4 proc. r/r, przy wzroście wynagrodzeń o prawie 10 proc. (najwyższa dynamika w Polsce) i zatrudnienia o 1,3 proc. Wskazuje to, że silną barierą rozwoju przemysłu w tym województwie jest dostęp do pracowników. Szczególnie zatem w województwie dolnośląskim administracje lokalne powinny dbać o edukację i jej dostosowanie do potrzeb rynku pracy. Ale w krótkim okresie powinny dążyć do stworzenie warunków dla sprawnej, szybkiej legalizacji zatrudnienia obcokrajowców. Nie może ona trwać miesiącami, szczególnie w okresie zwiększonego, sezonowego popytu na pracę.

Warto, aby wynikom przemysłu, budownictwa, wzrostowi liczby firm zarejestrowanych w systemie REGON w ciągu pierwszych 6. miesięcy 2017 r. przyjrzały się wszystkie województwa. I zastanowiły się jak poprawić sytuację na rynku pracy, ale także jak wykorzystać dostępne w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych środki unijne, aby zapewnić rozwój województwa oraz jak działaniami administracyjnymi wspierać ten rozwój.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

To w jaki sposób płacimy ma wpływ na nasze wakacyjne wydatki. Przykład? Żeby nie narazić się na niekorzystne kursy przewalutowania, zwykle warto płacić w lokalnej walucie. Oferowane w bankomatach i terminalach kursy przewalutowań są zazwyczaj gorsze od tych które uzyskamy wybierając opcje „płać w walucie lokalnej”. O czym jeszcze warto pamiętać, żeby nie przepłacać na wakacjach?

1. Za granicą warto gotówkę przeznaczyć jedynie na drobne wydatki

Na urlopie płaćmy kartami wszędzie, gdzie to możliwe: w hotelach, sklepach spożywczych, na autostradach czy w restauracjach. Weźmy ze sobą tylko niewielką ilość gotówki – przyda się na zrobienie zakupów na lokalnym targu czy kupienie hamburgera w ulicznej budce. Dzięki temu, po przyjeździe do kraju nie zostaniemy z obcą walutą w portfelu (a tym bardziej z niewymienialnym w kraju bilonem) i nie stracimy na jej ponownej wymianie. Dobrym rozwiązaniem jest posiadanie karty wielowalutowej podłączonej do rachunku w złotych i rachunków walutowych (rachunki walutowe zasilimy na bieżąco korzystając z wymiany walut w bankowości na smartfony). Kartą wielowalutową zapłacimy w walucie kraju, w którym się znajdujemy.

2. Płacąc kartami, wybierajmy płatność w lokalnej walucie

Kiedy płacimy kartami za granicą, na terminalu bądź bankomacie może pojawić się pytanie o to, czy chcemy zapłacić w walucie lokalnej czy w złotówkach. Żeby nie narazić się na niekorzystne kursy przewalutowania, zwykle warto płacić w lokalnej walucie, gdyż oferowane w bankomatach i terminalach kursy przewalutowań są zazwyczaj gorsze od tych które uzyskamy wybierając opcje „płać w walucie lokalnej”.

3. Karta kredytowa przyda się na niespodziewane wydatki

Karta kredytowa, tak jak okulary przeciwsłoneczne czy krem z filtrem, to obowiązkowe wyposażenie podróżnika. To taka poduszka bezpieczeństwa, która zadziała w razie gdybyśmy byli zmuszeni pokryć niespodziewane wydatki. Dzięki niej kupimy także wymarzone buty, torebkę czy sprzęt elektroniczny upolowany na zagranicznych wyprzedażach. Karta kredytowa przyda się, jeśli będziemy chcieli wynająć samochód na miejscu (w wielu krajach nie da się tego zrobić bez karty kredytowej lub w razie jej braku, trzeba dodatkowo zapłacić) czy zarezerwować nocleg w hotelu. Do kart kredytowych często dołączony jest pakiet ubezpieczeń turystycznych.

4. Nie trzeba szukać bankomatu, żeby wypłacić gotówkę

Zdarza się, że podczas krajowego urlopu potrzebujemy wypłacać gotówkę. W tym celu, nie musimy szukać bankomatu, wystarczy, że wypłacimy pieniądze robiąc zakupy w osiedlowym sklepie czy na stacji benzynowej.

5. Sprawdzajmy ile wydajemy.

Podczas urlopu, warto od czasu do czasu sprawdzić stan rachunku, logując się do bankowości ze smartfona czy tabletu. Niektóre systemy bankowości mobilnej nie tylko pokazują stan rachunku, ale również kategoryzują wydatki. Od razu wiemy, ile wydaliśmy na artykuły spożywcze, podróż czy rozrywkę. Przy okazji przypominamy, żeby podczas logowania do bankowości internetowej, mobilnej oraz innych serwisów zawierających nasze dane, nie korzystać z niezabezpieczonych, przypadkowych sieci wi-fi np. w hotelach, na lotniskach etc.

6. Dla bezpieczeństwa: dwie karty bądź karta i smartfon.

Niestety może zdarzyć się, że na urlopie zapomnimy PIN-u do karty, lub bankomat z przyczyn niezależnych od nas ją zatrzyma. Dlatego na wszelki wypadek warto mieć ze sobą dwie karty debetowe, albo kartę debetową (np. wielowalutową) i smartfon z aplikacją płatności mobilnych. W końcu żaden bankomat nie zatrzyma smartfona!

 Wypowiedź: Katarzyna Münnich, Bank Pekao S.A.

W czerwcu 2017 r. sprzedaż detaliczna wzrosła o 5,8 proc. r/r (w cenach stałych), a o 1,6 proc. w stosunku do maja br. – podał GUS.

Sprzedaż detaliczna, chociaż nieco słabiej niż w pozostałych (poza kwietniem) miesiącach 1. połowy 2017 r., ale ciągle rośnie. Konsumenci, jak widać, nie są znudzeni zakupami. Szczególnie kosmetykami oraz odzieżą i obuwiem. Sprzedaż detaliczna tych grup produktów niezmiennie od początku roku rośnie w dwucyfrowym tempie.

W sytuacji, gdy nasze dochody nie są wysokie, ograniczamy wydatki na odzież, kosmetyki, czy obuwie. Wzrost ich sprzedaży wskazuje nie tylko na to, że zasobność Polaków rośnie, ale także, że nie obawiamy się o pracę. Potwierdził to wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej w czerwcu br., którego komponent – ocena trendów poziomu bezrobocia – był najlepszy w historii (w lipcu był on ciągle wysoki, ale nieco niższy niż w czerwcu). Tak było także w 2016 r., gdy część gospodarstw domowych otrzymała zasilenie pieniędzmi publicznymi w ramach programu Rodzina 500+. Tylko, że w zeszłym roku na tej liście zakupowej były w większym stopniu niż dzisiaj samochody.  Ale ile samochodów rodzina może kupić? Aczkolwiek ciągle popyt na nie jest zdecydowanie silniejszy niż na żywność.

Wydaje się, że wzrost sprzedaży żywności, napojów i wyrobów tytoniowych osiąga swoje maksima – w czerwcu wyniósł on 3,8 proc., a w 1. półroczu 2017 r. – 3 proc. W 2016 r. wzrost ten wyniósł natomiast 6,4 proc. Widać wyraźnie nasycenie. Producenci i sprzedawcy produktów żywnościowych „ratują” się zatem silnym wzrostem cen – w czerwcu br. ceny żywności wzrosły o 3,9 proc., a w ciągu pierwszych 6. miesięcy 2017 r. – o 3,7 proc. Tylko ceny paliwa wzrosły w tym okresie w większym stopniu. Doskonałym przykładem jest masło, którego cena prawie podwoiła się w ciągu roku. Ale też tłuszcze zwierzęce, ryż, mięso, wędliny, pieczywo, czekolada, ……

Wzrost sprzedaży detalicznej był w 2. kwartale 2017 r. nieco niższy niż w pierwszym kwartale (w pierwszym kwartale wyniósł 7,1 proc., a po 6. miesiącach – 6,9 proc.). Konsumpcja prywatna nadal zatem wspiera wzrost gospodarczy, ale już w mniejszym stopniu niż w ciągu pierwszych 3. miesięcy tego roku. Trudno oczekiwać, aby dynamika spożycia indywidulanego była w 2. kwartale na poziomie bliskim 5 proc. Jeśli nie ruszyły zdecydowanie inwestycje, to wzrost PKB będzie bliższy 3,5-3,6 proc. niż 4 proc. osiągniętym w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2017 r.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Dane o budżecie państwa po maju mogą oznaczać, że na koniec roku deficyt będzie niższy nawet o 20 mld zł od założonego w tegorocznym budżecie – uważają niektórzy ekonomiści.

Resort finansów podał w czwartek, że deficyt budżetu po maju wyniósł 0,2 mld zł, czyli 0,3 proc. dopuszczonego w ustawie budżetowej na ten rok deficytu w wysokości 59,3 mld zł. W okresie styczeń-maj br. dochody budżetu wyniosły 143,3 mld zł, czyli 44 proc. planu na cały rok, wydatki 143,5 mld zł, tj. 37,3 proc.

Zdaniem ekonomistów z ING Banku Śląskiego, wykonanie budżetu po maju należy uznać za kontynuację pozytywnego trendu. „Dzięki temu deficyt centralny może być mniejszy o 15-20 mld zł (od zakładanych 59,3 mld zł – PAP) i o tyle samo potrzeby pożyczkowe” – ocenił ekonomista ING Jakub Rybacki.
„Z perspektywy długookresowej sytuacji fiskalnej to duża kwota, na przykład niemal w całości zabezpieczająca roczne wydatki na program 500+. Ryzyko wzrostu długu publicznego znacznie maleje, co jest także bardzo istotne dla długookresowego funkcjonowania gospodarki” – powiedział PAP Rybacki.

Ekonomista zwrócił uwagę, że niższy deficyt oznacza, iż podjęte przez rząd działania będą miały znacznie bardziej stabilne finansowanie. To może mieć pośrednie przełożenie na portfele Polaków. „Niedługo kolejnym obciążeniem fiskalnym dla państwa będzie obniżenie wieku emerytalnego. W obliczu dobrego wykonania budżetu koszty, które będzie to generowało będą mniej dotkliwe dla państwa a tym samym dla podatników” – wyjaśnił Rybacki.
Jego zdaniem, także deficyt sektora finansów publicznych powinien być znacznie niższy od zakładanego – powinien być bliższy poziomowi 2,4 proc. PKB, niż 2,9 proc. PKB, jak zakłada resort finansów.

Także ekonomiści z BZ WBK uważają, że deficyt budżetowy w tym roku może być o 20 mld zł niższy od planu. „Z szacunków +statycznych+ wynikałoby wręcz, że deficyt na koniec roku mógłby być nawet niższy o 30 mld zł. Ten szacunek może być jednak zbyt ambitny, zakłada bowiem, że do końca roku zostanie utrzymane obecne tempo ograniczania wydatków” – powiedział Piotr Bielski. „To, że po pięciu miesiącach mamy prawie zbilansowany budżet to nie tylko zasługa dochodów, ale w dużej części wydatków, które są realizowane znacznie poniżej harmonogramu” – zaznaczył.

Według Bielskiego jest duże prawdopodobieństwo, że dochody będą nadal rosły w niezłym tempie, ale na utrzymanie obecnego tempa ograniczania wydatków raczej już nie można liczyć. „Jeżeli minister finansów będzie widział, że jest szansa na tak niski deficyt budżetowy, może ulec pokusie, by zrobić to samo, co w zeszłym roku – rozładować napięcie budżetu z 2018 r. przenosząc część wydatków z przyszłego roku na ten rok” – wyjaśnił Bielski.

Zwrócił też uwagę, że pod koniec tego roku presję na budżet będzie wywierać obniżenie wieku emerytalnego. „Co prawda nie wiadomo ile osób zdecyduje się przejść wcześniej na emeryturę, ale zakładam, że większość uprawnionych z tego skorzysta. Mamy bowiem tak skonstruowane przepisy, że racjonalne jest przejście na emeryturę tak wcześnie, jak to możliwe” – ocenił.

Bielski uważa, że dobre dane o budżecie mogłyby przełożyć się na sytuację Polaków, np. gdyby zachęciło to rząd do spełnienia obietnicy i obniżenia VAT-u do 22-proc. „To niestety się nie stanie ze względu na rozbudowane wydatkowe plany rządu na kolejne lata” – uważa ekonomista. Zwrócił jednak uwagę, że im lepsza jest sytuacja budżetu, tym rośnie skłonność polityków, aby trochę pieniędzy rozdać. Tym bardziej, że – jak zauważył Bielski – najbliższa lata będą latami zmagań wyborczych.
„Tak dobra sytuacja w budżecie powinna być wykorzystana na obniżenie deficytu, ale podejrzewam, że zostanie wykorzystana na realizowanie programów społecznych związanych z hojnymi wydatkami. Polacy mogą to więc pozytywnie odczuć, ale jeszcze nie wiemy w jaki sposób” – dodał.

Również ekonomista z PKO BP Michał Rot zwrócił uwagę, że dynamika wydatków budżetu państwa jest ciągle bliska zeru, po spadku piąty miesiąc z rzędu. „Wynik budżetu państwa po maju odzwierciedla kombinację kilku czynników (…). Niskiej realizacji deficytu sprzyja także zerowa dynamika wydatków. W dalszej części roku pozytywny wpływ na wynik będzie mieć także transfer zysku z NBP” – uważa Rot.
Jego zdaniem, ocena bieżących trendów sugeruje, że deficyt budżetowy w całym roku może być wyraźnie niższy od założonego, ale o ostatecznym jego poziomie zadecydować mogą przesunięcia dochodów i wydatków między 2017 r. a 2018 r. „Oczekiwane przez nas dalsze przyspieszenie inwestycji publicznych, w tym samorządowych, zmniejsza dostępną w 2018 r. przestrzeń fiskalną i może skłonić do +przerzucenia+ części przyszłorocznego budżetu na ten rok” – uważa ekonomista z PKO BP.

MF wyjaśniło w czwartkowym komunikacie na temat wykonania budżetu po maju, że między styczniem a majem 2017 r. dochody budżetu państwa były wyższe o 14,2 mld zł w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego. Z kolei dochody podatkowe wzrosły w tym okresie o 18,8 proc. w ujęciu rocznym.
Wzrost dochodów w stosunku do okresu styczeń-maj 2016 r. odnotowano we wszystkich głównych podatkach. Dochody z podatku VAT były wyższe o 30 proc. w ujęciu rocznym (ok. 15,9 mld zł), dochody z podatku akcyzowego i podatku od gier były wyższe o 3,9 proc. (ok. 1 mld zł), dochody z podatku PIT wzrosły o 7,4 proc. (ok. 1,4 mld zł), a dochody z podatku CIT były wyższe o 14,3 proc. (ok. 1,9 mld zł).
Z kolei dochody z tytułu podatku od niektórych instytucji finansowych (tzw. podatku bankowego) za okres styczeń-maj 2017 r. wyniosły 1,8 mld zł.

W tym samym okresie wykonanie dochodów niepodatkowych wyniosło 9,2 mld zł i było niższe o 7,4 mld zł w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. „W lutym 2016 roku miała miejsce wpłata na rachunek budżetu państwa z tytułu aukcji LTE, której nie było w 2017 r.” – wyjaśnił w komunikacie resort finansów.
W przypadku wydatków, dodaje MF, nie ma istotnej różnicy w stosunku do 2016 roku – między styczniem i majem ub. roku na wydatki przekazano 142,6 mld zł (38,7 proc. planu).

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Już blisko 3 mln osób w Polsce zdecydowało się na założenie jednoosobowej działalności gospodarczej. Część z nich na siedzibę swojej firmy wybrało własne mieszkanie, nie ponosząc kosztów związanych z wynajęciem czy kupnem lokalu. Co więcej, takie rozwiązanie w dłuższej perspektywie może przynieść także dodatkowe oszczędności. Wydatki związane z użytkowaniem nieruchomości mieszkalnej w celach służbowych, można bowiem zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu, jednocześnie obniżając kwotę podatku należnego fiskusowi. Eksperci Tax Care podpowiadają, w jakich przypadkach będzie to możliwe.

Gdy na siedzibę firmy wybieramy własne lokum, które zamieszkujemy na co dzień, przede wszystkim powinniśmy zadbać o wydzielenie z niego tej części, którą przeznaczymy wyłącznie na cel związany z prowadzeniem działalności gospodarczej. To pozwoli nam bowiem na oddzielenie wydatków prywatnych od tych, które ponosimy w związku z funkcjonowaniem firmy, bo tylko te ostatnie mogą być zaliczone do kosztów uzyskania przychodu. Prawo nie przedstawia jednego sposobu, dzięki któremu z całkowitych kosztów związanych z utrzymaniem mieszkania czy domu, moglibyśmy wyodrębnić te dotyczące działalności gospodarczej. – Aby dokonać tego podziału, najpierw musimy być świadomi, jakie wydatki w ogóle ponosimy na użytkowanie mieszkania, i które z nich są kosztami dotyczącymi uzyskania przychodu, bo wynikają z prowadzenia własnej firmy. Zaliczamy do nich przede wszystkim: czynsz, media, wydatki związane z korzystaniem z Internetu i telefonu – podpowiada Marta Krusiewicz, z biura rachunkowego TAX AIDE Sp. z o. o. w Mińsku Mazowieckim, Partnera Tax Care. Jak je rozliczyć?

1. Określ powierzchnię „domowej firmy” do odliczenia czynszu i odsetki za spłacany kredyt

Jeżeli chcemy rozliczyć wydatki związane z opłacaniem czynszu, powinniśmy zacząć od określenia, jaki procent mieszkania wykorzystujemy w celach służbowych. – Przypuśćmy, że nasze lokum liczy 50 mkw., za które płacimy czynsz w wysokości 500 zł. Na naszą działalność przeznaczyliśmy gabinet, który ma 10 mkw., czyli „siedziba” naszej firmy zajmuje 20%naszego mieszkania. Ta część czynszu, która dotyczy naszej działalności gospodarczej, czyli zatem 100 zł, stanowi koszt uzyskania przychodu – tłumaczy Dorota Burchard, z kaliskiego Biura Rachunkowego „DaKaDor”, Partnera Tax Care.

Podobny procentowy przelicznik możemy zastosować także w przypadku, gdy do kosztów uzyskania przychodu chcemy zaliczyć odsetki kredytu, który zaciągnęliśmy za zakup mieszkania, w którym prowadzimy działalność gospodarczą.

2. Sprawdź wartość początkową mieszkania do odliczenia amortyzacji mieszkania jako środka trwałego

Decydując się na włączenie mieszkania – jego całości, bądź części –  do środków trwałych firmy, możemy dokonywać odpisów amortyzacyjnych, które także stanowią koszty uzyskania przychodu. Należy jednak pamiętać, że nie każde lokum będzie można zaliczyć jako środek trwały, a tylko takie, które spełnia kilka wymogów. Mieszkanie musi być przede wszystkim własnością lub współwłasnością podatnika, nabyte lub wytworzone w jego własnym zakresie, kompletne i zdatne do użytku w dniu przyjęcia do używania, które będzie użytkować dłużej niż rok.

Jeżeli chcemy dokonać odpisu amortyzacji mieszkania, czyli odliczyć od podatku koszty, które ponosimy w związku ze stopniowym „zużywaniem się” naszego M., musimy określić wartość początkową lokum. – Ta zwykle jest ustalana na podstawie ceny kupna nieruchomości, którą możemy powiększyć np. o koszt związany z wykończeniem lokum. W przypadku, gdy została ona wytworzona przez podatnika, wartość początkowa – przykładowo – domu, równa jest kosztom poniesionym w związku z jego budową. Jeśli natomiast mieszkanie, w którym prowadzimy działalność gospodarczą, otrzymaliśmy w spadku, darowiźnie lub w inny nieodpłatny sposób, wartość początkową stanowi wartość rynkowa z dnia nabycia, chyba, że umowa darowizny określa wartość w niższej wysokości – podaje Dorota Burchard, Partner Tax Care. Określając wartość naszej nieruchomości, możemy skorzystać także z metody uproszczonej, wedle której, wartość początkowa stanowi 998 zł, którą mnożymy przez powierzchnię mieszkania lub domu.

Stawka amortyzacji uzależniona jest od tego, jakie prawo przysługuje nam do mieszkania. W przypadku prawa własnościowego jest to 1,5% wartości początkowej lokum, a prawa do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej – 2,5%. Możemy także zastosować stawkę indywidualną (od 1,5 do 10%), ale w tym przypadku istnieje warunek – mieszkanie musi być wcześniej użytkowane przez 60 miesięcy lub poddane renowacji, której koszt wyniósł 30% wartości początkowej.

Pamiętajmy, że amortyzacji także może podlegać np. sprzęt komputerowy czy meble, które wykorzystujemy w działalności, jeżeli spełniają definicję środków trwałych. Bez względu na to, czy określiliśmy nasze lokum jako środek trwały, do kosztów uzyskania przychodu możemy zaliczyć również wydatki związane z remontem mieszkania, ale tylko jego „firmowej” części.

3. Załóż oddzielny telefon służbowy i Internet dla łatwiejszego odliczenia

W przypadku korzystania z telefonu oraz Internetu, ustalenie, które wydatki możemy zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu, nie sprawia kłopotu. Nie może nim być ten związany z opłaceniem rachunku za telefon prywatny, nawet jeżeli używamy go w celach służbowych. – Ta sama zasada dotyczy Internetu. Wystarczy jednak, że zdecydujemy się na założenie oddzielnego numeru służbowego i Internetu, z których będziemy korzystać tylko w pracy, a koszty ponoszone z tego tytułu, będziemy mogli rozliczyć w deklaracji podatkowej jako koszty uzyskania przychodu – wyjaśnia Marta Krusiewicz, Partner Tax Care.

4. Wyposaż mieszkanie w liczniki, by określić, ile prądu zużywa Twoja firma

Rozliczanie mediów, czyli zużycia wody, energii elektrycznej czy gazu jest bardziej skomplikowane. W tym przypadku przelicznik procentowy nie ma zastosowania, chociażby z tego powodu, że w działalności gospodarczej nie wykorzystujemy większości sprzętów elektrycznych znajdujących się w gospodarstwie domowym. Aby ustalić wysokość wydatków, które związane są z prowadzoną działalnością, można założyć oddzielne liczniki do pomiaru zużywanej energii, wody czy gazu.

Jeżeli chcemy prowadzić firmę we własnym mieszaniu, zadbajmy o wcześniejsze przygotowanie do tego nieruchomości. Pozwoli to na klarowny podział stref, a w związku z tym na wydzielenie tych kosztów dotyczących użytkowania lokum, które możemy odliczyć od podatku.

 

Źródło: Lightscape

Poszukiwanie miejsca, w którym zlokalizujesz swój biznes przypomina nieco wybór mieszkania. Musisz dopasować je do swoich preferencji i możliwości finansowych, zastanowić się nad lokalizacją, wielkością czy stylistyką. Wynajmowany lub kupiony lokal powinien odzwierciedlać cechy, które są ważne dla Ciebie – a w tym przypadku istotne dla wyróżnienia Twojego biznesu i zwrócenia uwagi jego odbiorców. Jak się do tego zabrać?

– Lokal gastronomiczny, butik czy kancelaria prawna – czyli każda działalność, którą wiąże się z goszczeniem klientów – powinna cechować się pewną unikalnością, nasuwając odpowiednie skojarzenia z podstawowymi wyróżnikami Twojego biznesu – mówi Kuba Karliński, członek zarządu Magmillon, firmy realizującej projekty nieruchomościowe oparte o odnawianie kamienic. – Według teorii „4p”jednym ze składników tzw. kompozycji marketingowej, czyli zbioru elementów za pomocą których każdy biznes oddziałuje na rynek, jest „place” – „miejsce”, które teoretycy definiują szeroko – jako kanał dystrybucji. Jednak w przypadku wielu tradycyjnych biznesów o niewielkiej skali działania, warto rozumieć „place” dosłownie – jako miejsce, w którym sprzedajesz swoje produkty lub usługi. To ono decyduje często o powodzeniu przedsięwzięcia – dodaje ekspert.

Koszty

Jeśli dysponujesz takim kapitałem by kupić lokal, w którym później poprowadzisz swój biznes – świetnie. Dzięki temu łatwiej będzie Ci zaplanować budżet, comiesięczne koszty będą nieco niższe i w najtrudniejszym, początkowym okresie łatwiej będzie Ci osiągnąć satysfakcjonujące rezultaty finansowe (np. wyjść na plus w nowo otwartej i jeszcze nieznanej kawiarni). Sytuacja komplikuje się w przypadku wynajmu. To dodatkowy koszt, który musisz dopisać do swojego biznesplanu. Umowy na wynajem lokali użytkowych najczęściej są dłuższe i lepiej chroniące właściciela niż w przypadku mieszkań. W przypadku ewentualnego niepowodzenia biznesu, nie będziesz w stanie się szybko wycofać. To nie oznacza, że wynajem nie jest dobrym rozwiązaniem. Przeciwnie – w przypadku braku odpowiedniego kapitału czy niepewności co do przyszłej lokalizacji inwestycji jest najlepszym wyjściem. Zanim jednak podejmiesz decyzję, musisz bardzo dokładnie oszacować swoje przyszłe przychody i wydatki. Koszty wynajmu mogą okazać się kluczowe dla Twojego biznesplanu.

Wymogi techniczne

W zależności od tego, jaki typ działalności zamierzasz prowadzić, możesz być zmuszony do spełnienia szeregu różnorodnych kryteriów. Przykładowo – biuro podróży nie wymaga warunków znacząco odmiennych niż zwykłe mieszkanie. Zupełnie inaczej jest z restauracją, która musi spełnić liczne wymogi Sanepidu. Nie w każdym lokalu uda Ci się wygospodarować oddzielne pomieszczenie do przygotowywania warzyw, owoców i mięsa, czy wytyczyć dwie „ścieżki” dla naczyń – czyste nie mogą być przenoszone z kuchni do klienta w taki sposób by „krzyżować się” z brudnymi – noszonymi od stolików do zmywarki. Jeszcze inne wymogi techniczne prawodawcy narzucają aptekom, zakładom fryzjerskim czy gabinetom kosmetycznym. Trzeba je brać pod uwagę wybierając nieruchomość. Im bardziej specyficzny jest Twój biznes, tym więcej nakładów będzie wymagało przystosowanie pomieszczeń. Sporą część ofert odrzucisz już na wstępie.

Lokalizacja

Lokalizację swojego biznesu musisz przemyśleć wieloaspektowo. Po pierwsze z biznesowego punktu widzenia. Zanim wybierzesz nieruchomość postaraj się oszacować wielkość rynku. Ilu lokalnych klientów masz szansę zdobyć? Czy dojazd do nieruchomości jest prosty i wygodny? Czy konkurencja jest znacząca i jak sobie radzi? To kilka podstawowych pytań, do których musisz dodać wiele bardziej szczegółowych – związanych z Twoją branżą lub specyfiką firmy. Tam gdzie doskonale będzie sprzedawała się kawa z mlekiem sojowym, zupełnym niewypałem może okazać się sklep spożywczy. Po drugie, zastanów się nad miejscem w kontekście własnej wygody. To bardzo ważne, w szczególności jeśli to ma być Twoje nowe miejsce pracy.

Dopasowanie do charakteru biznesu

To kluczowy aspekt wyboru nieruchomości. Jeśli chcesz by Twój punkt usługowy był unikalny – zdecyduj się na unikalny lokal. Oczywiście to nie jest metoda dla każdego. Dla części firm lepszym rozwiązaniem może być wynajem powierzchni w centrum handlowym, które ma swoje niewątpliwe zalety, jak stała baza klientów czy promocja takiej galerii jako całości. Trudno się tam jednak wyróżnić. Dlatego jeśli cechy, z którymi ma być kojarzony Twój biznes to np. kreatywność, odwaga, tradycja, kulturalna niszowość czy ekskluzywność – wybierz coś niestandardowego. To może być barka nad Wisłą lub lokal w odnowionej kamienicy, w sercu Pragi. Jeśli Twoją grupą docelową są ludzie ceniący detale i trudno uchwytny „klimat miejsca” – z pewnością docenią oryginalność.

Negocjacje i formalności

Kiedy już znajdziesz nieruchomości, które spełniają Twoje wymagania w każdej z wymienionych kategorii, pozostają kwestie formalne. Podobnie jak w przypadku zakupu czy wynajmu mieszkania – warto negocjować. Każda „wytargowana” kwota zwiększa budżet Twojego biznesu. Jeśli chcesz wynająć lokal – jako karty negocjacyjnej użyj argumentu o ponoszonych kosztach. Twoje inwestycje w nieruchomość mogą zwiększyć jej wartość. Dodatkowo wiążą Cię z nią, dając właścicielowi większą pewność przyszłych zysków.

Ustal z właścicielem kto jest odpowiedzialny za uzyskanie dokumentacji, niezbędnej do rozpoczęcia działalności. W zależności od typu biznesu, mogą to być koncesje, pozwolenia, czy dokumenty potwierdzające spełnienie wymogów technicznych.

Podpisując umowę, szczególną uwagę zwróć na warunki wypowiedzenia. Dla niektórych typów biznesu lokalizacja jest kluczowym czynnikiem warunkującym sukces, dlatego musisz ją zabezpieczyć. Nie dopuść do sytuacji, w której musisz przenosić dobrze prosperującą firmę z dnia na dzień. W umowie zabezpiecz również swoje prawa dotyczące ewentualnych zmian w lokalu, przystosowujących go do wymogów Twojego biznesu. Zastrzeż również kto jest odpowiedzialny za usuwanie ewentualnych usterek.

I pamiętaj, że to nieruchomość ma być dopasowana do Twojej wizji własnego biznesu. Nigdy na odwrót!

Źródło: Magmillon

Już prawie połowa polskich rodziców deklaruje, że odkłada pieniądze na przyszłość swoich dzieci – wynika z badania „Dojrzałość Finansowa Polaków 2017”. Co ciekawe, duża część z nich robi to już od chwili narodzin pierwszego potomka. Dzieci dają nam więc impuls do oszczędzania. Dodatkowo, blisko 80 proc. Polaków uważa, że z dziećmi warto rozmawiać o finansach już od najmłodszych lat.

Większość Polaków uważa się za osoby dojrzałe i odpowiedzialne. Z raportu „Dojrzałość Finansowa Polaków 2017” Nationale-Nederlanden wynika, że gdy zostajemy rodzicami, finansowe zabezpieczenie przyszłości zaczyna być dla nas ważniejsze niż dotychczas.

Oszczędności od narodzin

Blisko 2/3 Polaków, niezależnie od wieku, deklaruje, że posiada jakiekolwiek fundusze odłożone z myślą o przyszłości. Jeśli chodzi o odkładanie dla dzieci, to na ten cel oszczędza około 48 proc. badanych. Szczególnie interesujące jest podejście do zabezpieczenia przyszłości u młodych. Już 3/4 osób w wieku 20-29 lat, które mają oszczędności dla swych pociech, deklaruje, że rozpoczęło odkładać pieniądze w momencie narodzenia dziecka. Wśród obecnych 30-latków tę odpowiedź wybrało 59 proc. badanych. Dzięki takiej postawie rodzice mogą być przygotowani zarówno na sporadyczne wydatki, jak i na długoterminowe plany związane z przyszłością dziecka.

Ważna edukacja

81 proc. społeczeństwa zgadza się ze stwierdzeniem, że można być osobą odpowiedzialną za rodzinę i jednocześnie realizować swoje pasje i marzenia. Równocześnie blisko 80 proc. osób uważa, że o finansach warto rozmawiać z dziećmi od najmłodszych lat. Coraz częściej troszczymy się więc o tak ważne aspekty edukacji naszych pociech jak umiejętność zarządzania swoim budżetem.

Badanie Nationale-Nederlanden dotyczące dojrzałości finansowej Polaków pokazuje, że spośród osób, które mają dzieci, a wciąż nie odkładają z myślą o ich przyszłości, aż 40 proc. ma zamiar zacząć w ciągu najbliższego roku. To bardzo pozytywny wynik, który daje nadzieję, że a kilkanaście lat Polacy osiągną pełną dojrzałość, nie tylko jako społeczeństwo, ale również w sferze finansów osobistych.

Realne zabezpieczenie

Choć celem rodziców jest ochrona swojego dziecka przed trudnymi sytuacjami, nie można wykluczyć niespodziewanych zdarzeń. Można jednak zabezpieczyć się na taką okoliczność, aby mieć pod ręką dodatkowe pieniądze, dzięki którym otoczymy dziecko kompleksową opieką. Z myślą o dzieciach powstał również produkt „Strażnik Przyszłości”. Jest to ubezpieczenie ochronno-inwestycyjne dla całej rodziny z gwarancją ochrony kapitału. „Strażnik” oferuje także dodatkowy bonus finansowy w wysokości do 500 zł rocznie, który można przeznaczyć na dowolny cel.

Nasze wieloletnie doświadczenie pokazuje, że klienci na pierwszym miejscu stawiają rodzinę i przyszłość dzieci. Strażnik Przyszłości pozwoli rodzicom zadbać o przyszłość finansową ich dzieci i spokojnie myśleć o ich wejściu w dorosłość. Niebagatelne znaczenie ma również edukacyjny aspekt naszej oferty, która przekonuje, że oszczędzając, uczymy najmłodszych czym jest odpowiedzialność finansowa – mówi Edyta Fundowicz, Dyrektor Portfolio Produktowego w Nationale-Nederlanden.

Choć nigdy nie będziemy w stanie zaplanować całego naszego życia, możemy podjąć wiele działań aby czuć się bezpiecznie. Warto więc przy okazji Dnia Dziecka, zastanowić się nad przyszłością naszych pociech i umożliwić im spełnianie marzeń na progu dorosłości.

 

Źródło: Nationale-Nederlanden

Start każdego biznesu wymaga przede wszystkim innowacyjnego pomysłu, który będzie w stanie przebić się przez konkurencję i zacząć funkcjonować na rynku na stabilnej pozycji. Nie każda firma ma aspiracje bycia liderem, jednak kwestia zaistnienia, pokazania swoich możliwości i osiągnięcia zysków jest bardzo istotna. Pierwsze kroki bywają trudne, ponieważ wiążą się z dużą ilością formalności, a przede wszystkim z wkładem pieniężnym, który będzie w stanie pokryć wszystkie wydatki w pierwszych miesiącach działalności. I na takie sytuacje warto się przygotować, wcześniej sprawdzając np. opcje pożyczek dla nowych firm.

Opracuj biznesplan

Każdy, nawet najlepszy pomysł powinno się podeprzeć rozsądnym biznesplanem, w którym zostaną zawarte cele, które chcemy osiągnąć oraz wydatki z tym związane. Musimy wiedzieć, kim będą nasi klienci i jakie będą ich oczekiwania. W tym planie powinna się znaleźć również próba oszacowania wielkości rynku i analiza konkurencji. Wszystko to pomoże m.in. skutecznie ukierunkować działania marketingowe, które będą podążały za wymaganiami grupy docelowej. W strategii warto także zawrzeć długoterminowe plany, które chcemy realizować w kolejnych miesiącach. To pomoże w ustaleniu strategii marketingowej.

Rejestracja firmy i formalności

Każda firma musi być wpisana do bazy Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Efektem złożenia wniosku jest otrzymanie numeru NIP, który służy jako identyfikator w systemie i jest wymagany przy wielu innych czynnościach prawnych. Złożenie takiego wniosku automatycznie stanowi: nadanie numeru REGON, zgłoszenie firmy jako płatnika składek do ZUS-u i identyfikację właściciela firmy w Urzędzie Skarbowym. Numer REGON jest niezbędny przy zawieraniu umów i rozliczeniach z kontrahentami. Nim posługujemy się do identyfikacji naszej działalności gospodarczej w Urzędzie Skarbowym i ZUS-ie. Oprócz wnioskowania do CEIDE, należy zgłosić do ZUS-u ubezpieczenie pracowników i osób współpracujących na 7 dni przed rozpoczęciem przez nich pracy oraz do Państwowej Inspekcji Pracy w ciągu 14 dni. Ostatnią rzeczą, która nie jest wymagana, ale stała się standardem prowadzenia firmy, jest otwarcie firmowego konta w banku.

Pierwsze wydatki

Decydując się na otwarcie firmy, musimy być świadomi kosztów, jakie to ze sobą niesie. Pierwszym największym wydatkiem, będzie przygotowanie miejsca pracy, czyli zakup niezbędnego wyposażenia i np. opłacenie powierzchni, na której będzie funkcjonowała firma. Oczywiście jeżeli zamierzamy prowadzić działalność gospodarczą w domu, to część opłat będzie znaczenie mniejsza. Następnie musimy mieć przeznaczoną kwotę na szkolenie pracowników i zapewnianie im niezbędnych do pracy narzędzi, takich jak telefony czy komputery. Warto też z góry pomyśleć o pierwszych wypłatach – może się bowiem okazać, że początkowe wpływy nie będą w stanie ich pokryć. W tym momencie powinniśmy też mieć już zaplanowane inwestycje, które sprawią, że firma będzie się rozwijać i zarabiać.

Finansowanie na start

Wydatki się mnożą, firma jeszcze nie zarabia, a zebrany fundusz nie wystarcza na pokrycie wszystkiego. W tym momencie mamy do dyspozycji kilka rozwiązań. Możemy starać się o różnego rodzaju dofinansowania krajowe lub np. od Unii Europejskiej. Jednak w tym wypadku należy spełniać szereg dodatkowych wymogów, przedstawić ciekawy biznesplan, który będzie mieć szansę przebić się przez wszystkie nadesłane wnioski. Poza tym o takich rozwiązaniach trzeba pomyśleć raczej przed startem. Tymczasem problemy z niedopinającym się budżetem pojawiają się, kiedy już działamy.

Kolejną możliwością są inwestorzy, tzw. „aniołowie biznesu”, jednak aby ich zainteresować, nasz pomysł na biznes musi być innowacyjny i wypełniać niszę, która będzie warta ich uwagi. Najłatwiej dostępnym sposobem jest pożyczka, która stała się powszechną formą pozyskiwania środków na pierwsze miesiące działalności. Nie wszystkie banki są chętne do udzielania pożyczek dla nowych firm, których przyszłość jest niepewna i które nie mogą pochwalić się jeszcze żadnymi wynikami. Na rynku istnieje jednak rozwiązanie w postaci firm pożyczkowych, które specjalizują się w ofercie kredytów dla firm i co istotne, mają ograniczone wymogi względem klienta. Nowym podmiotem, wspierającym rozwój małych firm, jest BOSS pożyczka, gdzie online mogą wnioskować o kredyt właściciele firm i start-upowcy, nawet tuż po zarejestrowaniu działalności gospodarczej.

Zakładając firmę należy pamiętać, że mimo świetnego przygotowania, zawsze mogą wystąpić nieprzewidziane wydarzenia i wydatki. Należy być na to gotowym i wcześniej pomyśleć o możliwych rozwiązaniach kryzysowych sytuacji. W przypadku nagłego braku gotówki i problemów z utrzymaniem płynności, idealnym rozwiązaniem będą np. pożyczki online dla firm. Na pewno każdy kryzys warto obrócić w naukę na przyszłość, dzięki której wyciągniemy konstruktywne wnioski.

Autorem komentarza jest Ewelina Nadworna, Prezes Zarządu BOSS pożyczka

Eksperci

Bugaj: Obniżka podatków niekoniecznie korzystna

W minionym miesiącu, a szczególnie w jego drugiej połowie, globalny kapitał zaczął ponownie preferow...

Kowalski: To Rząd a nie ZUS powinien rozwiązać kwestię ozusowania umów zleceń

Ozusowanie umów zleceń zawieranych przed 2016 rokiem pozostaje kwestią sporną pomiędzy przedsiębiorc...

Przasnyski: Zróżnicowane tempo inwestycji w przemyśle

Najnowsze dane GUS dotyczące nakładów i wyników przemysłu po trzech kwartałach 2017 r. dają mocno zr...

Sawicki: Inflacja bazowa obojętna na pędzącą gospodarkę

W listopadzie dynamika inflacji bazowej podniosła się z 0,8 do 0,9 proc. r/r. To wartość minimalnie ...

Lipka: Jak w Polsce marnotrawiony jest kapitał ludzki

Co sprawia, że znakomite wyniki polskiej młodzieży w badaniach kapitału ludzkiego nie przekładają si...

AKTUALNOŚCI

Bruksela zatwierdziła polski program dotyczący energii odnawialnej o wartości 40 mld zł

Na mocy przepisów UE w dziedzinie pomocy państwa Komisja Europejska zatwierdziła polski program doty...

Wirtualne „waluty”, takie jak bitcoin, litecoin czy ether nie są emitowane i gwarantowane p

Czym są wirtualne „waluty" Organizatorzy akcji przypominają, że kryptowaluty nie są ani emitowane, a...

Polskie instytucje finansowe pozytywnie oceniają swój stopień przygotowania do RODO

3 na 4 przedstawicieli polskiego sektora bankowego biorących udział w najnowszym badaniu Linux Polsk...

Trendy sprzedaży w sklepach małoformatowych w listopadzie 2017

Jak wynika z danych CMR, w listopadzie 2017 r. obroty sklepów małoformatowych do 300 m2 były o 9,0% ...

Przełomu w służbie zdrowia raczej nie będzie

Służba zdrowia jest pierwszym najważniejszym zadaniem – stwierdził premier Mateusz Morawiecki w expo...