poniedziałek, Wrzesień 24, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "wskaźnik PMI"

wskaźnik PMI

Po kilku miesiącach wzrostu, wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu obniżył w styczniu swoją wartość z 55 do 54,6 punktu. Koniunktura i jej perspektywy wciąż pozostają dobre, ale coraz większym problemem staje się nadążanie z produkcją i terminowa realizacja dostaw, a także rosnąca presja cen surowców.

Rosnący od sierpnia 2017 r. wskaźnik koniunktury w polskim przemyśle zanotował w styczniu spadek wartości do 54,6 punktu, nadal sygnalizując dobre nastroje przedsiębiorców oraz sugerując kontynuację pozytywnych tendencji w przemyśle i całej gospodarce. Coraz mocniej zaczynają dawać znać o sobie ograniczenia wynikające z szybkiego tempa wzrostu gospodarczego. Zamówienia zwiększają się bardzo szybko, w styczniu ich wzrost był najmocniejszy od trzech lat, co wskazuje na utrzymujący się wysoki popyt zarówno w kraju, jak i u odbiorców zagranicznych. Firmy radzą sobie ze sprostaniem tej tendencji zwiększając zatrudnienie, ale jednocześnie ponosząc wyższe koszty płac. Przedsiębiorcy sygnalizują, że coraz mocniej odczuwają także wzrost kosztów zakupu surowców i materiałów, ale też udaje się im rekompensować skutki tego zjawiska, podnosząc ceny swoich wyrobów. To sygnał prawdopodobnego zwiększenia się presji inflacyjnej w najbliższych miesiącach, która może być widoczna także we wzroście inflacji bazowej. Gdyby tak się stało, byłby to czynnik skłaniający Radę Polityki Pieniężnej do przyspieszenia decyzji o podwyżce stóp procentowych, choć nadal trudno spodziewać się, by nastąpiło to przed końcem roku.

Wszystko wskazuje na to, że coraz mocniej daje znać o sobie wcześniejsza powściągliwość firm w inwestowaniu w rozwój mocy produkcyjnych. Świadczą o tym wyraźnie sygnalizowane opóźnienia w realizacji dostaw i zaległości w realizacji zamówień. Jednocześnie może to być sygnał, że wkrótce mocniej przyspieszą inwestycje przedsiębiorstw, poprawiając strukturę wzrostu gospodarczego.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Markit Economics podał, że w grudniu 2017 r. wskaźnik PMI dla niemieckiego przemysłu znalazł się na najwyższym w historii poziomie 63,3 pkt. To mocny zwiastun, że niezła koniunktura z ostatnich miesięcy utrzyma się w Niemczech również w tym roku, przynosząc wzrost PKB o co najmniej 2 proc. Gratulujemy sąsiadowi świetnych nastrojów i optymistycznych prognoz, ale też sami się cieszymy. Nadchodzi bowiem dobry czas dla polskich eksporterów. Przedstawiciele Banku Zachodniego WBK wskazują, że to okazja, aby umocnić relacje z niemieckimi odbiorcami.

Komisja Europejska przewiduje, że wzrost PKB Niemiec w 2018 r. sięgnie 2,1 proc., Bundesbank mówi o 2,5 proc., instytut Ifo o 2,6 proc. Co ważne, tegoroczne wzrosty wskaźników, zgodnie z analizami, dotyczyć będą i konsumpcji, i inwestycji. Dalej powinna poprawiać się też sytuacja w eksporcie oraz kondycja rynku pracy, w tym wynagrodzenia.

– Dobre wiadomości dla niemieckiej gospodarki to dobre wiadomości dla polskiej gospodarki, co wynika przede wszystkim z silnych relacji handlowych – wskazuje Piotr Bielski, szef Departamentu Analiz Ekonomicznych Banku Zachodniego WBK. Zgodnie z danymi GUS za okres styczeń-październik 2017 r. udział Niemiec w polskim eksporcie, wyniósł 27,4%.  W tym okresie wartość towarów sprzedanych przez polskie firmy na tym rynku wyniosła prawie 46,1 mld EUR.

 – Wiele krajowych firm jest włączonych w łańcuch dostaw niemieckiego przemysłu, więc bardzo szybko i bezpośrednio odczuwa efekty zwiększenia obrotów na tamtejszym rynku. Co ciekawe, dane pokazują, że stan koniunktury za granicą jest dla polskich eksporterów znacznie ważniejszym czynnikiem niż kurs złotego, determinujący ich konkurencyjność cenową – dodaje Piotr Bielski.

 

W listopadzie wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wzrósł z 53,4 do 54,2 punktu, osiągając wartość najwyższą od stycznia i wyrównując wynik z lutego. Trudno wciąż mówić o euforycznych nastrojach przedsiębiorców, szczególnie w porównaniu do bardzo dobrych danych płynących z realnej gospodarki, ale poprawa jest wyraźnie widoczna. Przedstawiciele ankietowanych firm sygnalizują znaczący wzrost produkcji, zamówień i kosztów. Jednocześnie zwraca uwagę nasilające się zjawisko opóźnień w realizacji dostaw, co świadczy o rosnącym niedostosowaniu możliwości podaży do potrzeb po stronie popytu. Z jednej strony ten czynnik może zwiastować narastające kłopoty i napięcia, z drugiej zaś sygnalizuje potrzebę zwiększenia inwestycji, którego wszyscy usilnie od dłuższego czasu wypatrują. Problem w tym, że na efekty trzeba będzie trochę poczekać. Tymczasem rosnące koszty produkcji, w tym surowców i pracy, przekładają się, choć w mniejszym stopniu na wzrost cen. Widoczna już spora presja inflacyjna może więc jeszcze bardziej się zwiększyć.

autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

W sierpniu indeks PMI® polskiego sektora przemysłowego (Wskaźnik Managerów Logistyki) zarejestrował 52,5 punktu, co wskazuje na kontynuację wzrostu gospodarczego w polskim sektorze przemysłowym.

Jak podała firma badawcza IHS Markit, wskaźnik PMI dla Polski jest nieznacznie wyższy niż w lipcu br. (52,3 pkt.). Odczyt wciąż jest powyżej średniej z badań historycznych i wydłuża tempo nieprzerwanej ekspansji do ponad dwóch lat.

W minionym miesiącu wielkość produkcji ponownie zwiększyła się, ale tempo wzrostu wciąż było niewielkie i poniżej średniej z 2017 roku.

Na poprawę warunków gospodarczych w polskim sektorze przemysłowym miał wpływ wzrost liczby nowych zamówień zarówno na rynku krajowym, jak i na rynkach zagranicznych. Mimo to, że popyt na rynku krajowym rósł szybciej niż zamówienie z zagranicy.

W sierpniu ponownie odnotowano wzrost kosztów produkcji, na które największy wpływ miały rosnące ceny surowców. Producenci przerzucili część obciążeń na klientów, co przełożyło się na wzrost cen wyrobów gotowych.

Sierpniowy poziom indeksu PMI sygnalizuje kontynuację tempa wzrostu w polskim przemyśle. Wskaźnik jest wyższy od najniższego w tym roku odczytu z lipca, ale wciąż jest poniżej średniej w 2017. Optymizm polskich przedsiębiorców jest duży i wynika głównie ze wzrostu liczby zamówień oraz wielkości produkcji na rodzimym rynku.

 

Autor: Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael Ström

W lipcu wskaźnik PMI Polskiego Sektora Przemysłowego spadł do poziomu 52,3 z 53,1 w czerwcu – podał Markit.

Trzeci kwartał 2017 r. nie zaczął się w przemyśle z taką dynamiką jaka charakteryzowała go w pierwszej połowie br. – wskaźnik PMI wyniósł 52,3, wobec 53,7 średnio w ciągu pierwszych 6. miesięcy 2017 r. W lipcu PMI był także niższy niż w końcu 2016 r.

Czy to tylko wakacyjne spowolnienie związane z urlopami pracowników, czy też pierwszy sygnał lekkiego słabnięcia polskiej gospodarki?

W lipcu PMI był niższy, mimo że polski przemysł wspierała szybko rosnąca liczba nowych zamówień z zagranicy. A wynikało to zapewne z ciągle bardzo dobrej sytuacji przemysłu w strefie euro (PMI w lipcu na poziomie 56,6), gdzie lokujemy prawie 60 proc. naszego eksportu, w tym w Niemczech (PMI w lipcu na poziomie 58,1). PMI był w lipcu niższy, bowiem zamówienia z polskiej gospodarki rosły wolniej niż wcześniej, i wolniej niż zamówienia eksportowe. To dziwi, bowiem przedsiębiorcy mówią, że popyt rośnie, i że zaspakajają go zwiększeniem zatrudnienia. Sygnalizują także niewystarczającą podaż surowców oraz opóźnienia w dostawach. Produkcja powinna zatem dynamicznie rosnąć, a tymczasem wzrost wielkości produkcji był najwolniejszy od 9. miesięcy.

Popyt konsumpcyjny gospodarstw domowych rzeczywiście rośnie. Widać to chociażby po wzroście sprzedaży detalicznej (w ciągu 6. miesięcy br. o 8,2 proc. w cenach bieżących), a także po doskonałej koniunkturze konsumenckiej. I nie ma zagrożeń dla jego spadku – rosnące zatrudnienie i wynagrodzenia będą spożycie indywidualne podtrzymywać.

Widać jednak, że część popytu konsumpcyjnego zaspakajana jest nie przez produkcję w Polsce, a przez import. Po 5. miesiącach 2017 r. import był wyższy o ponad 10 proc. (w euro) niż rok wcześniej. A to oznacza, że albo towary z importu wypierają towary produkowane w Polsce, albo polski przemysł nie ma potencjału do zagospodarowania całego popytu. Jeśli to drugie, to najgorszy z możliwych sygnałów, bo pokazujący konsekwencje osłabienia skłonności firm do inwestowania – w 2016 r. inwestycje przedsiębiorstw spadły r/r o 13,2 proc. W 1. kwartale 2017 r. co prawda tylko o 0,4 proc., ale to ciągle spadek w stosunku do 2016 i 2015 r. Przyczyną spadku, jak wskazywali przedsiębiorcy w badaniach, była niestabilność regulacyjna i polityczna. Musiało się to odbić na potencjale firm przemysłowych w Polsce.

Istnieje ryzyko, że po nieco większym otwarciu się na inwestycje w 2. kwartale br. przedsiębiorcy po ostatnich (lipiec) szybkich i nocnych procedowaniach ważnych ustaw w Sejmie i Senacie, a także po ciągle pojawiających się propozycjach zmian w ustawach podatkowych, znowu ograniczą nakłady na inwestycje.

Martwi zatem nie najsłabszy od 8. miesięcy PMI, ale informacje które za tym stoją. Na konsumpcji nie zbudujemy trwałych, stabilnych podstaw wzrostu polskiej gospodarki. Do tego potrzebne są inwestycje. A te potrzebują jasności, przewidywalności regulacyjnej i stabilności politycznej. A tego nie ma. W perspektywie dłuższej niż najbliższe miesiące pojawia się zatem pytanie, co przedsiębiorcy uznają za większe ryzyko – brak tej przewidywalności i jednoznaczności, co będzie oznaczać ograniczenie skłonności do inwestowania, czy też zagrożenie powolną utratą rynku, co skłonność do inwestowania powinno zwiększyć. Na to pytanie odpowiedzieć mogą tylko przedsiębiorcy.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

W czerwcu indeks PMI® polskiego sektora przemysłowego (Wskaźnik Managerów Logistyki) zarejestrował 53,1 punktu, co wskazuje na przyspieszenie tempa wzrostu gospodarczego w polskim sektorze przemysłowym.

Jak podała firma badawcza IHS Markit, wskaźnik PMI dla Polski był wyższy niż w maju br. (52,7 pkt.) i wskazywał na mocne zakończenie drugiego kwartału 2017 roku.

W minionym miesiącu w wyniku wzmożonej liczby zamówień z sektora wytwórczego  odnotowano wzrost wielkości produkcji, a jej dynamika była nieznacznie wyższa niż w maju. Pomimo większej liczby nowych zleceń ogólna liczba kontraktów pochodzących z rynków zagranicznych zwiększyła się w umiarkowanym tempie, które było niższe niż miesiąc wcześniej.

Po raz kolejny wzrósł poziom zatrudnienia w sektorze, ale dynamika tego wzrostu była najwolniejsza od 34 miesięcy. Okres nieprzerwanego zwiększania zatrudnienia trwa już prawie cztery lata. Ceny wyrobów wzrosły, ale w tempie najniższym od siedmiu miesięcy. Wyhamowała również inflacja kosztów produkcji, przy czym zwiększenie ogólnych obciążeń wciąż było gwałtowne i odczuwalne dla firm z sektora.

Czerwcowy poziom indeksu PMI zakończył pozytywnie drugi kwartał w polskim przemyśle, co odzwierciedla poprawę warunków gospodarczych. Przełożyło się to na optymizm polskich przedsiębiorców, którzy oczekują dalszego przyspieszenia wzrostu w kolejnych kwartałach.

 

Źródło: Biuro Prasowe Michael / Ström

W kwietniu br. wskaźnik PMI Polskiego Sektora Przemysłowego wzrósł do poziomu 54,1 z 53,5 w marcu 2017 r. – podał Markit.

Kwietniowy PMI potwierdza dobrą koniunkturę w polskim przemyśle. W 1. kwartale 2017 r. wskaźnik ten wyniósł 54,2. Oceny menedżerów logistyki dotyczące sytuacji na początku kolejnego kwartału są podobne (PMI w kwietniu 2017 r. wyniósł 54,1) jak w ciągu pierwszych 3 miesięcy br. – rośnie produkcja, rosną zamówienia z rynku polskiego i z zagranicy, rośnie zatrudnienie. Wszyscy się cieszą. Pytanie, czy da się tę dobrą tendencję utrzymać.

Firmy zwiększają bowiem swoją zdolność zaspakajania rosnących zamówień ciągle tą samą metodą – „aby sprostać wzmożonemu napływowi nowych zleceń, firmy zwiększyły moce produkcyjne rekrutując nowych pracowników.” A pracowników na polskim rynku jest coraz mniej. W marcu 2017 r. stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła w Polsce 8,1 proc. A w regionach najsilniej uprzemysłowionych – na Śląsku, Mazowszu, w Wielkopolsce, na Dolnym Śląsku, czy w Małopolsce stopa bezrobocia jest jeszcze niższa, np. w Wielkopolsce wyniosła w marcu br. 4,9 proc. Jeszcze większe wrażenie robi liczba bezrobotnych. W Polsce jest ich ciągle dużo, bo ponad 1,3 mln. Ale jeśli przedsiębiorstwa chciałyby szukać pracowników w miastach z silną obecnością przemysłu, np. w Katowicach, to zarejestrowanych bezrobotnych jest tam tylko 6 tys., w Poznaniu 6,6 tys., we Wrocławiu 10,2 tys., w Warszawie – 33,2 tys. (co daje stopę bezrobocia na poziomie 2,7 proc.). Jeśli przedsiębiorstwa przemysłowe będą odpowiadać na rosnący popyt krajowy i zagraniczny zwiększając moce produkcyjne poprzez rekrutację nowych pracowników, to za chwilę natrafią na barierę nie do pokonania – brak pracowników.

Trzeba jak najszybciej zacząć działać, i w kilku obszarach. Najważniejsze są trzy sprawy. W wszystkich kluczowe jest działanie rządu i polityków.

Po pierwsze, przedsiębiorcy muszą uruchomić inwestycje na zdecydowanie większą niż dotychczas skalę (w 2016 r. ich inwestycje były o 13,2 proc. mniejsze niż rok wcześniej). Ale aby tak się stało otoczenie regulacyjno-polityczne musi być stabilne. Przedsiębiorcy pytani o niższą skłonność do inwestycji w 2016 r. wskazywali bowiem właśnie na niestabilność regulacyjną i polityczną. Wydawało się, że politycy to zrozumieli. Tymczasem niedawno Parlamentarny Zespół na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego wystąpił z propozycją zmian w systemie podatkowym, w tym zniesienie podatku dochodowego od działalności gospodarczej i zastąpienie go podatkiem od przychodów. A dzisiaj przedstawiciel rządu powiedział, że możliwy jest powrót do koncepcji jednolitego podatku. Jeśli w dalszym ciągu w przestrzeni publicznej będą pojawiać się ogólne informacje od decydentów na tematy związane z podatkami, to skłonność firm do inwestycji nie będzie rosła. A musi. Inaczej polski przemysł się zatka. Tym bardziej, że możliwość zwiększania mocy produkcyjnych poprzez rekrutację nowych pracowników kończy się.

Dlatego, po drugie potrzebna, jest dobrze zdefiniowana polityka imigracyjna państwa związana z rynkiem pracy. Do tego niezbędna jest m.in. wiedza o kompetencjach, kwalifikacjach pracowników potrzebnych przedsiębiorstwom. Z tym nie ma problemu, ale rząd musi chcieć z niej skorzystać. Niezbędna jest także eliminacja ograniczeń w zatrudnianiu cudzoziemców, dzisiaj nie jest to bowiem łatwe ze względu ma duże sformalizowanie i często bardzo wydłużone terminy rozpatrywania wniosków.

I po trzecie, niezbędne są jak najszybsze zmiany w edukacji zawodowej, a także zdecydowanie większe środki na szkolenia pracowników w ramach Krajowego Funduszu Szkoleniowego.

Jeśli przynajmniej te warunki nie zaczną być spełniane, to co z tego, że zamówienia dla polskiego przemysłu będą rosły, jeśli nie będzie ich jak zrealizować. A przemysł to ¼ polskiego PKB. Chyba, że przedsiębiorcy uznają, że ryzyko utraty zamówień, utraty rynków zbytu jest większe niż ryzyko regulacyjne i polityczne. Wydaje się to bardziej prawdopodobne niż stabilność regulacyjna i polityczna.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Niewielkie spadki, które obserwowaliśmy na rynkach w zeszłym tygodniu, nie powinny zmieniać pozytywnego nastawienia do akcji w tym roku. Korzystny trend na światowych giełdach, który trwa od wyborów w USA, cały czas jest silny. Wzmacniają go dobre dane makroekonomiczne ze strefy euro i słabnące ryzyka polityczne w Europie. Inwestorzy powinni za to bacznie obserwować sytuację w USA oraz ostatnie niepowodzenie Donalda Trumpa w sprawie zniesienia ustawy „Obamacare”. Stawia to pod znakiem zapytania jego zdolności do przeprowadzenia zapowiadanych reform i inwestycji, które miały być fiskalnym impulsem dla gospodarki.

Wszystkie oczy patrzą na Francję

Wybory w Holandii zakończyły się zwycięstwem partii premiera Marka Ruttego (VVD). To przełożyło się na wzrosty na europejskich giełdach. Skorzystał na tym także nasz WIG20. Wynik wyborów ucieszył inwestorów, ponieważ ewentualne zwycięstwo Partii Wolności (której liderem jest Geert Wilders) było postrzegane jako jeden z ważnych elementów na tegorocznej mapie ryzyk. Czynnikiem ryzyka pozostają wciąż wybory we Francji. Ostatnie sondaże wskazują jednak, że poparcie dla Marine Le Pen spada. Liderka Frontu Narodowego może nie wygrać nawet pierwszej tury. W drugiej – zgodnie z francuskimi badaniami – przegra z Emmanuelem Macronem. Tak więc już za niecały miesiąc oczy wszystkich europejskich inwestorów zwrócą się na Francję, gdzie rozpocznie się pierwsza tura wyborów prezydenckich (23 kwietnia). Dopiero wynik francuskich wyborów da nam odpowiedź jak silny jest ruch populistyczny w Europie.

Euroland zaczyna się rozkręcać

Coraz lepiej wyglądają perspektywy wzrostu gospodarczego w eurolandzie. Swoje prognozy w marcu podniósł Europejski Bank Centralny (EBC). Zdaniem EBC gospodarka strefy euro urośnie w tym roku o 1,8%. Z kolei analitycy agencji ratingowej Fitch w swojej najnowszej prognozie szacują, że wzrost PKB w strefie euro wyniesie 1,7%.To wzrost o 0,2 pkt. proc. względem poprzedniej prognozy. Natomiast z marcowego odczytu wskaźnika PMI wynika, że gospodarka strefy euro rozwija się najszybciej od 6 lat.

Źródło: Marek Straszak, zarządzający portfelami inwestycyjnymi Union Investment TFI

W ostatnich tygodniach to krajowy rynek kapitałowy wyraźnie skupiał na sobie uwagę i nie bez przyczyny. Pokazuje on bowiem nieoglądaną od dawna siłę i pozytywnie wyróżnia się na tle innych parkietów. Nie można jednak powiedzieć, że w otoczeniu nastroje są złe. GPW jest po prostu lepsza od większości innych rynków, ale co do zasady porusza się w tym samym kierunku, a ten niemalże wszędzie jest wzrostowy. Warto zacząć od istotnego indeksu MSCI World grupującego 46 największych parkietów, który wzrósł od początku roku o 5,7% i w tym tygodniu osiągnął nowe historyczne maksima. Jednocześnie w niecałe dwa miesiące udało się lekko pobić dynamikę wzrostu z całego minionego roku, która wyniosła 5,6%. Głównym koniem pociągowym pozostawała oczywiście Wall Street, ale również na Starym Kontynencie nastroje dopisywały. Paneuropejski indeks STOXX 600 wzniósł się bowiem na najwyższe poziomy od grudnia 2015 roku. W globalnej hossie współuczestniczą rynki wschodzące, których indeks MSCI Emerging Markets pokonał zeszłoroczne maksima i sprawnie kontynuuje odrabianie potężnych strat z 2015 roku wywołanych obawiamy o kondycję Chin w związku z silnie wówczas słabnącym juanem. Głównym katalizatorem do wzrostów jest gospodarka. Ta zaskakuje pozytywnie niemalże w każdym zakątku globu. Cały świat przeszedł bowiem w inflacyjną fazę ożywienia, a jej głównym beneficjentem są rynki akcyjne. W tym kontekście można się z jednej strony bardzo cieszyć, gdyż środowisko makroekonomiczne wydaje się korzystne dla niemalże każdego. Nawet europejskie polityczne niepokoje niespecjalnie zaburzają jego obraz. Wyraźnie na to wskazują wtorkowe publikacje wstępnych odczytów wskaźników PMI, gdzie zwraca na siebie uwagę odradzająca się gospodarka Francji, czyli długotrwałego outsidera ożywienia gospodarczego. Dodatkowo wczorajszy niezwykle szanowany niemiecki indeks instytutu Ifo nie pozostawia wiele wątpliwości: największa gospodarka Europy pozostaje w zaskakująco dobrej kondycji jak na nadzwyczaj niepewne czasy. Jednocześnie niejednoznaczna retoryka nowego prezydenta USA czy nieuchronnie zbliżająca się materializacja Brexitu nie mają negatywnego wpływu na sentyment w biurach zarządów firm. Niestety, ten ogólny optymizm w połączeniu z bardzo silnym zachowaniem rynków kapitałowych może budzić niepokój u kontrariańskiego inwestora. Nie chodzi tutaj nawet o wciąż niemogącą nadejść korektę, ale raczej o powoli pojawiającą się niebezpieczną mieszankę bardzo dobrych nastrojów i momentu w globalnym cyklu koniunkturalnym, który w przeszłości raczej był tożsamy z ostatnią fazą hossy niż jej rozbudzeniem na kolejne udane lata.

Autor: Łukasz Bugaj, CFA,  Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

 

 

Na znaczenie koniunktury w Niemczech dla naszej gospodarki wskazuje fakt, że ponad 27 proc. polskiego eksportu trafia do naszych zachodnich sąsiadów oraz liczne powiązania kooperacyjne firm obu krajów. Z tego punktu widzenia istotne znaczenie dla nas mają dane o niemieckim handlu zagranicznym. Po najmocniejszym od czerwca 2014 r. wzroście o 3,5 proc., w grudniu wartość importu nie uległa zmianie, sygnalizując stabilizację na wysokim poziomie, choć spodziewano się jej spadku o 1 proc. Ten optymistyczny obraz zakłóca jednak nieoczekiwanie mocny, sięgający 3,3 proc. spadek eksportu, po jego listopadowej poprawie o 3,9 proc.

Najnowsza seria danych dotyczących niemieckiej gospodarki nie przynosi jasnego obrazu sytuacji. Po nieoczekiwanie dużym sięgającym 3,6 proc. listopadowym spadku, zamówienia w przemyśle zwiększyły się w grudniu ubiegłego roku o 5,2 proc. To największy miesięczny skok od lipca 2014 r. W porównaniu do grudnia 2015 r. zwyżka wyniosła aż 10,3 proc., i była największa od czerwca 2015 r. Jednocześnie grudniowa produkcja przemysłowa była mniejsza niż miesiąc wcześniej aż o 3 proc., notując spadek największy od stycznia 2009 r., czyli od czasu pokryzysowego załamania koniunktury. W porównaniu do grudnia 2015 r. produkcja była wyższa o 1,4 proc., jednak był to piąty najgorszy wynik w wyjątkowo kapryśnym dla niemieckiego przemysłu ubiegłym roku, w trakcie którego aż w czterech miesiącach zanotowano spadek produkcji, w tym w listopadzie o 5,3 proc., a w lipcu o 7,7 proc. Zmienna koniunktura w przemyśle miała odzwierciedlenie w dynamice PKB, który w pierwszym i trzecim kwartale rósł o 1,5 proc., a jedynie drugi kwartał przyniósł niespodziewanie dobry wynik na poziomie 3,1 proc. Wynik za ostatnie trzy miesiące 2016 r. prawdopodobnie będzie zbliżony do tych dwóch słabszych, choć według szacunków Federalnego Urzędu Statystycznego PKB wzrósł w całym roku o 1,9 proc., a więc najmocniej od pięciu lat. Co ciekawe, mimo pesymistycznie brzmiących prognoz dla niemieckiej gospodarki zarówno na obecny, jak i na przyszły rok, niemieccy przedsiębiorcy są w bardzo dobrych nastrojach. Szef opiniotwórczego instytutu DIW (Deutsche Institut fur Wirtschaftsforschung) ocenia, że tempo wzrostu w 2017 r. będzie niższe niż w 2016 r., a w przyszłym jeszcze bardziej osłabnie. Wskaźnik PMI dla przemysłu rośnie od kwietnia ubiegłego roku i w lutym osiągnął wartość najwyższą od trzech lat. Niemal w takim samym punkcie znalazł się w grudniu ubiegłego roku wskaźnik nastrojów instytutu Ifo, uznawany za dobry instrument prognostyczny. Jego styczniowy odczyt był już jednak nieco niższy, co może stanowić sygnał ostrzegawczy.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wyniósł w sierpniu 51,1, wobec 54,5 w lipcu i 54,3 pkt. w czerwcu br. – podał Markit.

W lipcu przemysł nie miał urlopu, ale w sierpniu już tak. Pytanie jednak, czy to tylko urlop, czy zmiana trendu i wejście w okres wolniejszego wzrostu. Produkcja wzrosła, nowe zamówienia – tak krajowe jak i zagraniczne – także, ale wolniej niż w poprzednich miesiącach. „Rozpędzony” w poprzednich miesiącach przemysł realizował w sierpniu bieżące zamówienia i likwidował zaległości produkcyjne. Firmy ograniczyły też aktywność zakupową. To nie brzmi najlepiej. Tym bardziej, że sytuacja w przemyśle niemieckim, czyli u naszego głównego partnera handlowego, gdzie lokujemy 27 proc. naszego eksportu (głównie przemysł)  była w sierpniu bardzo dobra. Wskaźnik PMI dla przemysłu Niemiec wzrósł najsilniej od 5. miesięcy (do poziomu 53,3 z 51,8 w lipcu). A siłę tego wzrostu potwierdził wzrost zatrudnienia – najsilniejszy od stycznia 2012 r.

Co prawda w 6. kolejnych krajach, które należą do naszych największych partnerów handlowych (W.Brytania, Czechy, Francja, Włochy, Holandia, Hiszpania, łącznie prawie 31 proc. polskiego eksportu) PMI spadł w sierpniu, a ciągle był on na poziomie istotnie powyżej 50 punktów (poza Francją).

Co się zatem dzieje w naszym przemyśle? Mniejsze wzrosty nowych zamówień krajowych i eksportowych nie musiałyby oznaczać mniejszego wzrostu produkcji przemysłowej. Ale ona także rosła wolniej. Z drugiej strony firmy przemysłowe ciągle zwiększają zatrudnienie. A nie robiłyby tego, gdyby nie widziały wyraźnie dobrych perspektyw. Zatrudnienie wiąże się bowiem nie tylko z kosztami pracy (wynagrodzenia plus obciążenia różnymi daninami, m.in. na fundusz emerytalny, rentowy, funduszy pracy, fundusz gwarantowanych świadczeń pracowniczych, ubezpieczenie wypadkowe, ubezpieczenie chorobowe, PFRON), ale także z ryzykiem związanym z koniecznością zwolnienia pracownika, gdyby okazało się, że jednak nie ma dla niego pracy. A to takie proste nie jest. Gdyby zatem nie kontynuacja wzrostu zatrudnienia w przemyśle, można byłoby obawiać się, że sierpniowy PMI sygnalizuje zmianę trendu w przemyśle, a tym samym w całej gospodarce. A tak możemy na razie założyć, że to „tylko” wakacje i od września nie tylko zatrudnienie, ale także nowe zamówienia krajowe, a szczególnie eksportowe, a także produkcja zaczną rosnąć.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wyniósł w kwietniu 54 pkt, wobec 54,8 pkt w marcu br. – podał HSBC.

Przemysł ciągle ma się dobrze, aczkolwiek nowe zamówienia krajowe nie rosną już tak dynamicznie jak przed miesiącem. Ważne, że nie maleje tempo wzrostu nowych zamówień eksportowych, a firmy wprowadzają na rynek nowe produkty i zdobywają nowych klientów.

Rośnie również wydajność pracy, co zapewne nieco osłabia wzrost zatrudnienia. Przedsiębiorstwa wyraźnie sygnalizują wpływ kursu dolara i euro na koszty produkcji. Ci, którzy importują i rozliczają się w dolarach muszą akceptować wyższe koszty, ponieważ dolar jest mocny. Z kolei ci, którzy importują i rozliczają się w euro mają dodatkowy „bonus” ze względu na niższy kurs euro.

Sytuacja w przemyśle ustabilizowała się na wysokim poziomie. Już tak silnie nie rośnie ilość zakupionych środków produkcji, a jednocześnie maleją zapasy, co oznacza, że firmy znalazły złoty środek do zarządzania nimi, co ma szczególne znaczenie przy ciągle malejących cenach producentów. Większą produkcję „obsługują” nierosnącymi zapasami i dzięki temu pozytywnie oddziałują na płynność finansową.

Firmy przemysłowe zwiększają zatem swoje finansowe bezpieczeństwo, zwiększają produkcję, w tym na rynki zewnętrzne, zwiększają także zatrudnienie (ale już nie tak „silnie” jak w poprzednich miesiącach).

Kwietniowy wskaźnik PMI daje nadzieję na wyższy niż w I kwartale wzrost PKB w II kwartale br.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Eksperci

Pistolet przystawiony do głowy, czyli walutowe zawirowania kluczowych rynków

Globalny rynek finansowy pozostaje obciążony asymetrią ryzyk, gdyż najwyraźniej w temacie wojen hand...

Turek: 10 lat po upadku Lehman Brothers ceny znowu są rekordowe

Gwałtowne przeceny, a potem ożywienie na rynkach mieszkaniowych – tak prosto można podsumować ostatn...

Przasnyski: Praca jest, ale brakuje pracowników

Firmy nadal tworzą sporo nowych miejsc pracy, ale wciąż mają kłopoty z ich obsadzeniem. Problem ten ...

Kondycje gospodarek wschodzących, przyszłość wojen handlowych i odczyty infacji – zobacz n

Chociaż niepokoje o kondycję gospodarek wschodzących i przyszłość wojen handlowych powinny skraść gł...

Raport, który znaczy coraz mniej

Moment uspokojenia objął waluty rynków wschodzących, ale spadające kolejny dzień indeksy w Azji nie ...

AKTUALNOŚCI

Juncker o UE: potrzebujemy silnej i zjednoczonej Europy

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker w swoim dorocznym przemówieniu do Parlamentu...

Podatek dochodowy i kryptowaluty – co zmienią nowe przepisy?

Od 2019 r. w polskim systemie podatkowym obowiązywać mają nowe przepisy dotyczące podatku dochodoweg...

Jak wzrost stóp procentowych i wynagrodzeń wpłynie na zdolność kredytową Polaków?

Rada Polityki Pieniężnej nie spieszy się z podwyższaniem stóp procentowych. Niemniej jednak z uwagi ...

Eksporterom coraz trudniej

Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury (WWK), informujący z wyprzedzeniem o przyszłych tendencjach w gos...

Innovation Box – ulga podatkowa z tytułu sprzedaży innowacyjnych rozwiązań

W dniu 24 sierpnia 2018 r. Rząd opublikował projekt ustawy zakładającej szereg zmian w podatkach doc...