poniedziałek, Maj 28, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "wig20"

wig20

Jedna z rynkowych zasad głosi, że spadki na giełdach kończą się w momencie, kiedy dobrze zostaną poznane ich przyczyny. Na pierwszy rzut oka może wydawać się to nieco śmieszne, gdyż wyjaśnień ruchów na rynkach można codzienne znaleźć od groma. Problem w tym, że nierzadko są one nieprecyzyjne bądź wręcz błędne. Warto w tym kontekście prześledzić historię ostatniego „krachu”.

W dość częstej opinii rozpoczął się on w piątek po publikacji comiesięcznego raportu z rynku pracy, w którym uwagę inwestorów zwrócił najsilniejszy wzrost płac od 2009 roku. Miałoby to wpłynąć na wzrost oczekiwań inflacyjnych i w konsekwencji również ilości podwyżek stóp procentowych w USA. Z kolei silniejsza skala zacieśnienia monetarnego wywołała odwrót od ryzyka na parkietach giełdowych. Z tym tłumaczeniem jest jednak kilka problemów. Po pierwsze, pierwsza silniejsza wyprzedaż miała miejsce dzień wcześniej w Europie. Zbiegło się to z początkiem kolejnego miesiąca kalendarzowego i już wówczas złamane zostały ważne techniczne wsparcia w przypadku DAX-a czy WIG20. Po drugie, dla uważnego obserwatora piątkowe dane z USA wcale nie miały wymowy proinflacyjnej.

Aby to zrozumieć trzeba mieć świadomość, że zarobki podawane są jako średnia za jedną godzinę pracy. Wspomniana średnia wzrosła w styczniu o 2,9% rok do roku, co w istocie było przyspieszeniem względem wcześniejszych odczytów. Miało ono jednak naturę bardzo techniczną. Otóż nastąpił silny spadek ilości godzin przeprowadzonych przez Amerykanów. Był on najsilniejszy od początku ubiegłego roku, nie licząc września, w którym niski odczyt wynikał z huraganowych zniszczeń. Zresztą spadała też ogólna wielkość zarobków, ale mniej niż ilość godzin pracy, i stąd obserwowany wzrost średniej płacy za przepracowaną godzinę.

Sam raport był dodatkowo pod wpływem obserwowanego w ostatnim czasie uderzenia zimy w USA, więc nie warto na jego bazie wyciągać zbyt pochopnych wniosków. Efektywny rynek nie powinien przynajmniej tego robić. Co więc było prawdziwą przyczyną spadków? Odpowiedź wszyscy poznali we wtorek. Była nią implozja popularnych ostatnimi czasy funduszy zarabiających na spadku rynkowej zmienności. Strategia ta była bardzo zyskowna z uwagi na niemalże niczym nieprzerwany, jednostajny i spokojny wzrost najważniejszych indeksów.

Koniec tej sielanki musiał kiedyś nastąpić, a że trwała ona nadzwyczaj długo, to i zakończenie było gwałtowne. Co ważne, wyraźnie spokojniejsze były rynki walut oraz surowców. Oznacza to, że giełdowych zniżek nie można wiązać z obawami o osłabienie koniunktury gospodarczej. To teoretycznie dobra wiadomość, ale gdyby za miesiąc nie zmienił się obraz wspomnianego wyżej raportu z rynku pracy, to jego wymowa nie byłaby korzystana dla perspektyw dla wzrostu czy inflacji, co lekki niepokój może już budzić.

 

Autor: Łukasz Bugaj, CFA, Analityk Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

                                                                                                                    

 

Końcówka roku nie była co prawda typowym „rajdem św. Mikołaja” (zwłaszcza pierwsza połowa miesiąca), ale najważniejsze, że wszystkie główne indeksy zakończyły grudzień na plusie. Tym razem najwięcej zyskały małe spółki zgromadzone w indeksie sWIG80, który wzrósł o +2,99%. Nieźle radził sobie także indeks blue chipów, głównie dzięki dobrej formie banków oraz spółek wydobywczych i paliwowych, dyskontujących wzrost cen surowców na światowych giełdach. W grudniu WIG20 zyskał +2,18%, a w całym roku +26,35%.

– Dobra koniunktura na rynku kapitałowym premiuje najlepsze kompetencje w zakresie zarzadzania, co znajduje odzwierciedlenie w osiąganych stopach zwrotu. Po raz kolejny wyniki potwierdzają, że w długim czy krótszym okresie, OFE są w Polsce najbardziej efektywną formą pomnażania kapitału. W kontekście wyczekiwanej reformy systemu emerytalnego, utworzenia PPK i przekształcenia OFE, potwierdza się, że rynek kapitałowy jest dobrym miejscem na umiejętne lokowanie długoterminowych oszczędności. Przeprowadzenie obu komponentów reformy mogłoby dodatkowo wzmocnić jego stabilność oraz podnieść efektywność. W efekcie mógłby on jeszcze lepiej służyć przyszłym emerytom oraz polskiej gospodarce – komentuje Małgorzata Rusewicz, prezes IGTE.

Powoli zbliżamy się do końca roku, który na krajowym parkiecie zapisze się jako okres dużych kontrastów. O ile bowiem duże spółki utrzymują swoją drugą lokatę pod względem wygenerowanych stóp zwrotu w całym spektrum rynków wschodzących (mierzonej dla indeksu MSCI Poland w dolarach), o tyle rynek szeroki znalazł się pod sporą presją, którą dobrze oddaje wciąż ujemna stopa zwrotu indeksu cenowego całego rynku. Ten ostatni indeks od początku roku traci 8%, podczas gdy WIG20 zyskuje 25%. Dodając do tego słabszego dolara oraz dobre zachowanie wybranych większych spółek średnich otrzymujemy stopę zwrotu indeksu MSCI Poland na poziomie 50%. Lekko lepszy okazał się tylko indeks MSCI China.

Oznacza to, że ten rok był bardzo udany przede wszystkim dla operujących na naszym parkiecie inwestorów zagranicznych. Oni zarobili najwięcej. Środowisko było z kolei najgorsze dla krajowych inwestorów indywidulanych, którzy działają głównie w spektrum spółek mniejszych, czyli w tym roku najsłabszych. Wydaje się, że powoli fortuna może się zmieniać i teraz duże spółki złapać mogą zadyszkę, a obraz poturbowanych mniejszych podmiotów może ulec poprawie. Sprzyjać temu będą efekty kalendarzowe. Koniec roku powinien stać pod znakiem wstępnego przygotowywania portfeli na kolejny rok, co sprowadzać się może do redukcji zaangażowania w silniejszych dotychczas blue chipach i budowania pozycji w przecenionych maluchach. Sam początek roku wraz z tzw. efektem stycznia powinien faworyzować rynek szeroki, który przecież na samym początku tego roku też radził sobie bardzo dobrze. Dopiero w drugim kwartale publikowane przez spółki słabsze wyniki podcięły mu skrzydła.

Podawane aktualnie wyniki za III kw. na przełom jeszcze nie wskazują, ale można znaleźć pozytywne zaskoczenia, które podchwytywane są przez inwestorów. To dobry znak, gdy dobre informacje nie są ignorowane, ale wykorzystywane do zakupów. Sam indeks sWIG80 w połowie miesiąca spadł do najniższych poziomów od ubiegłego lata i naruszył istotne wsparcie przebiegające na wysokości maksimów z maja 2016 roku oraz minimów sprzed dokładnie roku. Nasz rynek znany jest jednak z wysyłania fałszywych sygnałów technicznych. Naruszone wsparcie uruchomiło bowiem pokłady popytu, a nie podaży. Ponowne wejście we wzrostową fazę nie będzie jednak łatwe, co pokazuje indeks cenowy całego rynku, który równie sprawnie nie odbija, a na dniach nawet poprawił tegoroczne minima. Warto jednak pamiętać, że w nowy rok mniejsze podmioty wejdą z pomocną niższą bazą wynikową. Podobne szczęście w tym roku miały blue chipy, które jednocześnie ten atut zaczynają tracić.

Autor: Łukasz Bugaj, CFA,  Analityk Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

Wzrost gospodarczy w Polsce w III kwartale br. przyspieszył do 4,7% rok do roku – wynika ze wstępnych obliczeń GUS. Dzięki tak imponującej koniunkturze znaleźliśmy się wśród najszybciej rozwijających się gospodarek Unii Europejskiej. Za rozpędzoną gospodarką nie podąża niestety warszawska giełda. Tu podczas ostatnich sesji nastąpiło dość wyraźne ochłodzenie inwestycyjnego klimatu. Korekcie poddał się nawet indeks WIG20, który w tym roku dzielnie broni honoru warszawskiej giełdy w obliczu słabości mniejszych polskich spółek.

Czy w tych okolicznościach warto pozostać na rynku akcji? Otoczenie makroekonomiczne wskazuje, że zdecydowanie tak. Globalna gospodarka się rozwija, wskaźniki PMI są imponujące, bezrobocie jest rekordowo niskie, a inflacja stabilna.

W USA gospodarka rozwija się systematycznie już od dłuższego czasu, uzasadniając podwyżki stóp procentowych dokonywane przez tamtejszy bank centralny. Inwestorzy liczą też na zastrzyk dla gospodarki i rynku finansowego w postaci reformy podatkowej proponowanej przez Republikanów. W Japonii ostatni odczyt PKB przyniósł pozytywne zaskoczenie, a szef Banku Japonii zapowiedział, że luźna polityka monetarna będzie tam kontynuowana niezależnie od ostatnich, nieco lepszych odczytów inflacji. W strefie euro w październiku PMI dla przemysłu osiągnął siedmioletnie maksimum (wartość 58,6 pkt.). Z kolei w największych gospodarkach Unii Europejskiej (w Niemczech i Francji) obserwujemy najszybszy od kryzysu wzrost zatrudnienia.

Potencjał w akcjach rynków rozwiniętych

Inwestując na GPW warto się skupić przede wszystkim na największych spółkach lub (w przypadku osób inwestujących w TFI) na funduszach akcji uniwersalnych. Wobec gorszego sentymentu panującego na giełdzie w Warszawie, obecnie preferujemy jednak akcje z rynków rozwiniętych. Zwłaszcza amerykańskie, japońskie i – bardziej selektywnie – europejskie.

Sytuacja na rozwiniętych rynkach akcji daje inwestorom zdecydowanie większy komfort i potencjał. W odróżnieniu od Polski, gdzie inwestorzy są bombardowani gorszymi informacjami ze spółek (głównie mniejszych), na rynkach developed spółki raportują lepsze, bijące oczekiwania analityków, wyniki finansowe.

Warto też mieć z tyłu głowy, że już w grudniu Fed najprawdopodobniej podniesie stopy procentowe. To może umocnić dolara, a w rezultacie wywołać odpływ części kapitału z rynków wschodzących. A rynki rozwinięte wydają się jednym z bardziej racjonalnych miejsc, w których kapitał będzie szukał zysków.

 

Autor: Marek Straszak z Union Investment TFI.

 

 

Tegoroczna siła blue chipów jest imponująca. Pomimo delikatnych spadków obserwowanych we wrześniu, WIG20 wciąż jest na solidnym plusie. Ostatnio zauważyliśmy jednak istotną zmianę jakościową. Inwestorzy stali się bardziej wybredni. Nie kupują już hurtem wszystkich spółek z WIG20 tylko dlatego, że charakteryzują się wysoką płynnością. Zaczynają coraz uważniej patrzeć na fundamenty – wyniki raportowane przez poszczególne blue chipy oraz perspektywy dla poszczególnych sektorów. Obrazują to notowania z ostatniego miesiąca. Podczas gdy rafinerie i spółki chemiczne były mocne, energetyka i banki już nie.

W najbliższym czasie trzeba się nastawić na bardziej selektywne podejście do inwestowania w WIG20, chociaż w dalszym ciągu przeważają argumenty za wzrostami. Gospodarka jest na fali wznoszącej, a akcje dużych spółek nie są jeszcze drogie. W USA osiągamy kolejne szczyty na giełdowych indeksach. Ostatnio poprawił się także sentyment na giełdach w Europie .

Wybrane „misie” pokażą pazur

Indeks WIG20 od początku roku wciąż prezentuje się znacznie lepiej niż indeksy grupujące średnie i małe spółki. Natomiast już w końcówce roku giełdowe „misie” mogą odzyskać nieco blasku. Sygnał do odbicia powinny dać lepsze wyniki finansowe za trzeci kwartał. Oczywiście ich poprawa będzie dla spółek sporym wyzwaniem – nie tak łatwo w ciągu zaledwie kilku miesięcy uporać się z rosnącymi kosztami pracy czy surowców i zwiększyć zyskowność biznesu. Z rozmów ze spółkami wiemy jednak, że w wielu z nich trwają intensywne prace, które mają dostosować ceny towarów i usług do nowych warunków. Na korzyść mniejszych firm przemawia też stabilizacja kursów walutowych. Z pewnością cieszy ona eksporterów i spółki osiągające przychody w innych walutach,

Odbicie w segmencie średnich i małych spółek powinna dodatkowo wesprzeć gra inwestorów pod tzw. efekt stycznia. W styczniu wielu inwestorów, szczególnie instytucjonalnych, wdraża w życie nowe strategie inwestycyjne i uzupełnia swoje portfele akcjami perspektywicznych spółek. Zwiększony popyt skumulowany w krótkim czasie potrafi wywołać dynamiczne wzrosty cen i giełdowych indeksów.

Jest jeden warunek – spółki będą musiały spełnić swoje obietnice dotyczące zysków i udowodnić, że potrafią się dostosować do trudniejszego otoczenia rynkowego. Trzeba mieć świadomość, że ta sztuka nie uda się wszystkim. Dlatego, podobnie jak w segmencie blue chipów, należy postawić na dokładną selekcję.

 

Autor: Tomasz Matras, zastępca dyrektora inwestycyjnego ds. akcji Union Investment TFI

W bankach szybko przybywa pieniędzy, ale głównie na nieoprocentowanych kontach osobistych. Wartość depozytów nie tylko nie rośnie, ale zaczyna spadać.

Przybywa pieniędzy na kontach bankowych i to w dużym tempie. Eksperci BGŻOptima przeanalizowali raporty półroczne 11 banków giełdowych o największym udziale w rynku depozytów. Wynika z nich, że na koniec czerwca tego roku wartość oszczędności Polaków na kontach i rachunkach osobistych wyniosła 564 042 mld zł. Sześć miesięcy temu, 31 grudnia 2016 r., te same banki miały na bilansach 556 061 mld zł należących do klientów detalicznych.

Rachunki górą

Wzrost wartości wkładów powierzanych bankom nie jest niczym nowym, bo dodatnia dynamika wpływów na konta i rachunki to zjawisko notowane od dawna. W pierwszym półroczu tego roku doszło jednak do sytuacji wcześniej niespotykanej. Chodzi o stały wzrost wartości pieniędzy przetrzymywanych na nieoprocentowanych rachunkach osobistych, kosztem lokat terminowych, gwarantujących określoną premię za złożenie depozytu. Proces ten zaczął się w 2014 r. i znacząco nasilił w 2016 r. W tym roku doszło jednak do kulminacji.

Według obliczeń BGŻOptima, w czerwcu tego roku na kontach bieżących spoczywało więcej pieniędzy niż na lokatach terminowych. W 11 analizowanych bankach wartość rachunków osobistych wyniosła 295 278 mld zł, podczas gdy stan depozytów wynosił 268 764 mld zł. Dla porównania, na koniec roku klienci tych banków na nieoprocentowanych kontach trzymali 273 862 mld zł, a na lokatach 283 099 mld zł.

Odpływ depozytów

Wśród analizowanych banków, tylko w dwóch wartość depozytów była wyższa niż rachunków bieżących. Znamienne jest to, że również w największym banku depozytowym w kraju w pierwszej połowie roku doszło do przełamania wieloletniego prymatu lokat nad rachunkami osobistymi i podobnie jak w całym sektorze bankowym, konta osobiste cieszą się większym zainteresowaniem niż produkty oszczędnościowe.

Jak wspomniano przyrost „osadów”, czyli nieoprocentowanych środków na rachunkach rozliczeniowych, jest zjawiskiem obserwowanym od wielu kwartałów. Od tego roku rysuje się jednak jeszcze jeden, niepokojący trend na rynku oszczędności detalicznych. Otóż wzrost wartości rachunków bieżących odbywa się kosztem depozytów. Wygląda na to, że klienci są w mniejszym stopniu niż kiedyś zainteresowani odnawianiem zapadających lokat. Dane z sektora bankowego sugerują, że po wygaśnięciu depozytu, pieniądze wracają na rachunek osobisty i już tam zostają. Właściciel środków nie zakłada nowego depozytu i środki „leżą” na nieoprocentowanym koncie.

Środowisko niskich stóp skutecznie zniechęca osoby indywidualne do otwierania depozytów. Rzeczywiście oprocentowanie w bankach jest niskie, jednak trzeba pamiętać, że w tym roku, w przeciwieństwie do roku ubiegłego, mamy wzrost inflacji, zatem pieniądze trzymane na rachunku bieżącym nie tylko „nie zarabiają” dla posiadacza konta, ale realnie tracą na wartości.

Warto pamiętać przy tym, że jak na razie nic nie wskazuje na możliwość zmiany na rynku stóp procentowych i najbliższe podwyżki spodziewane są w najlepszym razie za rok. Nie jest to zresztą cecha charakterystyczna tylko dla polskiego rynku, ponieważ w całej Europie stopy są rekordowo niskie, a perspektywy rychłej zmiany tego stanu niewielkie. W innych krajach, pomimo historycznie niskiego oprocentowania poziom oszczędności systematycznie rośnie. Być może wynika to z faktu, że na bardziej dojrzałych, stabilnych rynkach, oszczędzający są przyzwyczajeni do niskich odsetek. W Polsce jeszcze kilka lat temu na półrocznym depozycie można było dostać 5 proc. w skali roku.

Spadek oprocentowania w bankach w ostatnich latach nie oznacza, że należy rezygnować z aktywnego zarządzania oszczędnościami. Rezygnacja z otrzymywania  odsetek, tylko dlatego że są one niewysokie, nie jest optymalną strategią dbania o finanse. Najgorszą jest nieprzechowywanie środków na nieoprocentowanym koncie osobistym. W rzeczywistości  to zgoda na pomniejszanie naszego kapitału, ‘zjadanego’ powoli przez inflację. Osoby, które chciałyby uzyskać wyższą stopę zwrotu niż oferują banki, powinny zainteresować się rynkiem kapitałowym lub funduszami inwestycyjnymi, które w tym roku notują dobre wyniki w związku z koniunkturą na światowych giełdach.

Bardzo dobre wyniki notują fundusze akcji polskich oraz globalnych i europejskich rynków wschodzących ( 16,9 proc., 11,3 proc., 12,8 proc. YTD na koniec sierpnia). Średnia stopa zwrotu 60 funduszy polskich akcji uniwersalnych od stycznia do końca sierpnia wyniosła 16,22 proc. Od początku roku mocno w górę idą giełdowe indeksy. WIG20 wzrósł w ciągu ośmiu miesięcy o 29 proc., a WIG o 25 proc. Bierne przetrzymywanie pieniędzy na nieoprocentowanych kontach osobistych jest więc niewykorzystaną szansę na regularne pomnażanie oszczędności.

 

Autor: Dorota Seń, ekspertka BGŻOptima

 

W tym roku nasz rynek wyróżnia się bardzo pozytywnie, głównie z perspektywy inwestorów zagranicznych, dla których najbardziej liczy się mierzona w dolarach stopa zwrotu z akcji dużych spółek. Indeks MSCI Poland od początku roku zyskał już ponad 50% i jak na razie deklasuje pozostałe kraje rozwijające się. Z takiego stanu rzeczy można się oczywiście bardzo cieszyć, ale po bliższej analizie przyczyn tak dobrego zachowania można wątpić w płynną kontynuację dobrej passy. Wysoka stopa zwrotu wynika z dwóch czynników. Pierwszy wiąże się z istotnym umocnieniem złotego względem dolara, a drugi wysoką stopą zwrotu indeksu WIG20, która od początku roku sięga 30%. Jednakże zarówno krajowa waluta, jak i indeks blue chipów głównie odbijają po bardzo słabym okresie z przełomu 2015 i 2016 roku. Nałożyła się na to słabość dolara do większości walut, która może się już powoli kończyć. W przypadku istotniejszej dla naszej gospodarki pary walutowej EUR/PLN złoty jedynie wrócił do przedziału wahań z 2013/2014 roku, co trudno uznać za spektakularne umocnienie. Z kolei indeks WIG20 w tym tygodniu otarł się o poziom 2550 pkt., który mniej więcej pokrywa się z lokalnymi maksimami z maja 2015 roku, czyli okresu pamiętnych wyborów prezydenckich, po których rozpoczęła się potężna przecena prowadząca do spadkowych dziewięciu miesięcy z rzędu. Siła naszego rynku wynika więc głównie z odreagowywania poprzedniej jego słabości. Tak jak kilka kwartałów temu inwestorzy zagraniczni wyprzedawali polskie akcje, gdyż duże spółki miały stać się „nieinwestowalne”, tak w tym roku na nasz parkiet wrócili. Jednakże wraz z pełnym odrobieniem pamiętnych powyborczych strat skończył się okres „łatwych” zwyżek i kontynuacja dobrej passy będzie wymagała czegoś więcej niż tylko powrotu do znanego z wcześniejszego okresu status quo dla krajowych dużych spółek. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że indeks WIG20 ostatni raz handlowany był na poziomach przekraczających 2600 pkt. w pierwszej połowie 2011 roku, a w żadnym miesiącu konsolidacji z lat 2013-2015 nie zamknął się powyżej tej granicy. Oczywiście po uwzględnieniu dywidend ten obraz nieco się zmienia, ale stała pozostaje bliskość oporu, tym razem w postaci historycznego maksimum z 2007 roku, którego przekroczenie niekoniecznie będzie przysłowiową bułką z masłem. Jeżeli dodamy do tego rozpoczęcie jesiennego okresu handlu, który w swej pierwszej fazie znany jest z podwyższonej zmienności i raczej gorszej koniunktury, to okazać się może, że dla byków na horyzoncie mogą się pojawić pierwsze poważniejsze przeszkody.

Autor: Łukasz Bugaj, CFA, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

Pomimo ponownego wzrostu napięcia na linii Stany Zjednoczone – Korea Północna inwestorzy nie zaniechali zakupów na rynku akcji. Niewykluczone, że rynek powoli przyzwyczaja się do powtarzających się incydentów zbrojnych oraz gróźb wojennych. W skali całego ubiegłego tygodnia NASDAQ wzrósł o 2,7%, S&P500 umocnił się o 1,4%, a DJI zyskał 0,8%. W Europie sentyment rynkowy był nieco mniej byczy niż za oceanem – brytyjski FTSE250 wzrósł o 0,6%, francuski CAC40 o 0,4%, a niemiecki DAX stracił 0,2%. W centrum uwagi rynku znalazły się najnowsze dane makroekonomiczne, zwłaszcza że niedawno zakończone sympozjum w Jackson Hole nie przyniosło odpowiedzi na pytania rynku związane z polityką monetarną najważniejszych banków centralnych. Dane z amerykańskiego rynku pracy były nieco rozczarowujące – zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym wyniosła 156 tys. wobec prognoz na poziomie 182 tys. Zawiodły również dane dotyczące płacy godzinowej, a stopa bezrobocia wzrosła do 4,4%. Dodatkowo biorąc pod uwagę słabnącą inflację w Stanach nie można wykluczyć, że postawa Fed będzie nieco łagodniejsza. Tymczasem sytuacja w strefie euro wydaje się być nieco odmienna – zarówno inflacja, jak i gospodarka Eurolandu wyraźnie przyspieszają. Postawa EBC może niebawem się zaostrzyć, co też dostrzega rynek, który już od dłuższego czasu gra na umocnienie euro.

Sentyment rynkowy sprzyja także inwestorom z Książęcej. Niemniej o ile w przypadku blue chipów można mówić o wyraźnych wzrostach, o tyle postawa małych i średnich spółek nadal pozostawia wiele do życzenia. W ubiegłym tygodniu WIG20 wzrósł o 2,3%, mWIG40 zyskał 0,7%, a sWIG80 umocnił się o symboliczne 0,02%. Nie najlepsza postawa ,,misiów’’ to być może efekt m.in. kolejnych niepokojących danych z przemysłu – odczyt sierpniowego indeksu PMI wyniósł 52,5 pkt wobec prognoz na poziomie 53 pkt. To nadal wartość potwierdzająca dobrą koniunkturę w tym sektorze, lecz tendencja wskaźnika jest wyraźnie spadkowa. Na GPW w Warszawie trwa sezon wynikowy. W ubiegłym tygodniu nie zawiodły raporty finansowe spółek z sektora handlowego – solidne wyniki były wsparciem dla kursów akcji CCC, LPP oraz Dino Polska. Miniony tydzień był udany również dla akcjonariuszy PKO BP i PZU. Obie spółki opublikowały półroczne wyniki finansowe, które były bliskie konsensusu rynkowego.

Najważniejszym wydarzeniem bieżącego tygodnia będzie niezaprzeczalnie posiedzenie Rady Prezesów EBC. Niemniej decyzję ws. polityki monetarnej podejmie także RPP. W tym tygodniu odbędzie się również kolejne, coroczne Forum Ekonomiczne w Krynicy. Ponadto warto zwrócić uwagę na najnowsze dane makroekonomiczne m.in. na usługowe indeksy PMI dla strefy euro oraz Stanów. Co więcej, za oceanem zostanie opublikowana Beżowa Księga.

Analiza techniczna

Ostatni tydzień sierpnia był kolejnym bardzo udanym tygodniem dla indeksu największych polskich spółek. W efekcie WIG20 zakończył miniony tydzień na poziomie 2527 pkt. Na uwagę zasługuje podwyższony wolumen handlu, który potwierdził siłę popytu. Zatem po okresie konsolidacji rynek rozpoczął kolejną fazę hossy. Za opór należy uznać okolicę psychologicznego poziomu 2600 pkt, która w latach 2012 – 2015 była zbyt wymagającą barierą dla rynku. Jednak póki co nie można wykluczyć korekty, którą sygnalizuje wykupiony oscylator RSI.

Tym razem warto zawrócić uwagę na walory spółki CCC, które w ubiegłym tygodniu podrożały o 6,5%. To niewątpliwie efekt publikacji bardzo dobrych wyników finansowych. Mimo wszystko warto podkreślić, że nieco wcześniej, po przełamaniu oporu na poziomie 250 PLN kurs akcji zakończył korektę oraz rozpoczął nową falę wzrostów, której towarzyszy rosnący wolumen handlu. Obecna cena akcji (271 PLN) stanowi historyczny szczyt. Niemniej oscylatory techniczne znajdują się w pobliżu poziomu wykupienia, toteż w najbliższym czasie część rynku może zdecydować się na realizację zysków. Jednak mimo wszystko długoterminowy układ wzrostowy wydaje się mieć solidne fundamenty – spółka prężnie się rozwija i nie zamierza zwalniać tempa.

Autorzy: Zespół Zarządzający MM Prime TFI S.A.

W okresie od listopada 2016 roku do połowy lipca 2017 roku indeks największych spółek notowanych na GPW – WIG20 – wzrósł o ponad 30 proc., jednak w ciągu najbliższych kilku miesięcy dla inwestorów bardziej atrakcyjne mogą okazać się mniejsze spółki. Ich wyceny są obecnie poniżej średnich (mierzone wskaźnikiem P/E), dlatego to w tym segmencie rynku inwestorzy powinni szukać ciekawych możliwości inwestycyjnych.

Od listopada 2016 roku, kiedy Donald Trump został prezydentem USA, do połowy lipca 2017 roku, dobre wyniki finansowe największych spółek notowanych na GPW przełożyły się na wyraźny wzrost zainteresowania wśród inwestorów. Wartość indeksu WIG20 zwiększyła się o ponad 30 proc. i obecnie wyceny są  powyżej swojej średniej z ostatnich 5 lat. Dla poprawy nastrojów panujących wśród krajowych inwestorów znaczenie miał również napływ na polski rynek kapitału z zagranicy.

Jednocześnie czynnikami wpływającymi na niepewność co do dalszych wzrostów indeksu tzw. blue chipów są przede wszystkim zmiany kadrowe w spółkach z udziałem Skarbu Państwa. Zmiany personalne w zarządach Alior Banku czy Banku Pekao SA spotkały się z negatywnym odbiorem rynku. Należy pamiętać, że tego typu zawirowania nie pozostają bez wpływu na realizowaną strategię i plany spółek. Oddala się również perspektywa podwyżek stóp procentowych, co było wcześniej przyczynkiem do hossy w sektorze bankowym, który stanowi istotną składową indeksu WIG20. Pozostają natomiast ryzyka regulacyjne, zmiany prawne i księgowe oraz nierozwiązana kwestia kredytów frankowych, co mocno ogranicza potencjał banków.

Wyniki małych i średnich spółek były natomiast w ostatnim czasie słabsze, niż oczekiwali tego inwestorzy. Dostrzegamy jednak potencjał wzrostów wśród „misiów”. Indeksy małych i średnich spółek rosły od listopada 2016 roku w wolniejszym tempie: mWIG40 o 22 proc., a sWIG80 o blisko 14 proc. Ich wyceny również nie wzrastały, przez co stały się bardziej atrakcyjne dla kupujących.

sWIG80 na tle pozostałych indeksów warszawskiej giełdy

Obserwujemy intensywny napływ środków do polskich, aktywnie zarządzanych funduszy akcyjnych. Znaczącą rolę zaczyna odgrywać rodzimy kapitał, który w największym stopniu wspiera klasę małych i średnich spółek. Bazując na analizie fundamentalnej i selektywnej strategii, będziemy poszukiwać okazji inwestycyjnych wśród takich podmiotów i rozbudowywać portfele funduszy absolute return o perspektywiczne spółki z tego sektora.

Autor: Robert Burdach, współzarządzający UniAbsolute Return Akcyjny FIZ

„Jesteśmy optymistycznie nastawieni do akcji małych i średnich spółek. W drugiej połowie roku dadzą zarobić inwestorom”.

Banki nie będą motorem WIG20

Jednym z wiodących trendów I połowy 2017 r. było oczekiwanie na informacje związane z podwyżkami stóp procentowych w Polsce. Scenariusz ten jednak się oddalił nie dając wsparcia bankom, które obecnie nie są najmocniejszym ogniwem warszawskiego parkietu. Obciążają je niepewność sektora finansowego, na którą wpływ mają zmiany prawne, ryzyka regulacyjne oraz kwestie kredytów frankowych.

Duży potencjał akcji małych i średnich spółek

Dobra sytuacja w gospodarce, na rynku pracy oraz silna pozycja konsumenta wspierają mniejsze spółki, których wyceny już teraz są korzystne. Jesteśmy optymistycznie nastawieni do akcji, na drugą połowę roku dużo bardziej na małe i średnie spółki. Można powiedzieć, że mWIG40 już teraz rokuje lepiej niż WIG 20.

Obecnie mamy do czynienia z kumulacją potencjalnie sporych ofert – IPO GetBacku oraz book building Play. Okres wakacyjny przynosi uspokojenie nastrojów oraz częściową nieobecność inwestorów na rynku, co prowadzi do swego rodzaju marazmu. Wraca pozytywny sentyment do rynków wschodzących (emerging markets). Chiny poluzowały swoją politykę, dzięki czemu znacząco wzrósł popyt na surowce, m.in. na stal. Wciąż trwa pozytywne nastawienie do rynku tureckiego. Czy możemy więc założyć, że WIG20 będzie teraz spokojny, a prym będą wiodły małe i średnie spółki? Uważamy, że tak właśnie będzie.

 

Autor: Maciej Kik, zarządzający subfunduszem UniAkcje Małych i Średnich Spółek Union Investment TFI

Siódmego czerwca zakończył się kolejny etap repolonizacji polskiego sektora bankowego. Pekao nie jest już częścią włoskiej Grupy UniCredit. Teraz pieczę nad bankiem sprawuje Skarb Państwa, za pośrednictwem PZU oraz Polskiego Funduszu Rozwoju, które zostały głównymi akcjonariuszami drugiego największego banku nad Wisłą. Dzięki transakcji sektor bankowy w 52% tworzy kapitał krajowy. Polityka repolonizacji jest konsekwentnie realizowana, jednak mimo wszystko taki sposób „udomowienia” budzi wiele kontrowersji, natomiast PR – owe hasła polityków wydają się zniekształcać prawdziwy obraz i sens tego procesu.

Repolonizacja to powrót polskiego kapitału do sektora bankowego, choć nie tylko do niego, bo rząd planuje też objąć tym procesem chociażby media. Cały szkopuł tkwi w tym, że w tym przypadku polski kapitał tożsamy jest z kapitałem Skarbu Państwa. Klienci Pekao najprawdopodobniej nie odczują żadnych zmian związanych z roszadami w akcjonariacie, co najwyżej będą musieli przyzwyczaić się do rebrandingu swojego banku tzn. do powrotu polskiego żubra. Takie przejęcie rodzi jednak wiele istotnych czynników ryzyka i zachęca do zadania pytania: czy to udomowienie, czy też nacjonalizacja?

Pekao to kolejna spółka giełdowa, a zarazem kolejny bank z indeksu WIG20 zależny od decyzji politycznych. To oznacza, że inwestorzy będą musieli na przykład przyzwyczaić się do częstych karuzel stanowisk. Nie to jednak budzi największe obawy. Banki pełnią niezmiernie ważną rolę w gospodarce i państwo może chcieć wykorzystać swoje w nich udziały do realizacji polityki gospodarczej. To nie wzrost wartości przedsiębiorstwa może być celem numer jeden, a realizacja politycznych celów gospodarczych np. tak jak jest w przypadku spółek energetycznych, które w efekcie dużo straciły na swojej atrakcyjności inwestycyjnej.

Warto pamiętać również o tym, że główną motywacją do repolonizacji banków było przeniesienie ich ośrodków decyzyjnych do Polski i zwiększenie udziału polskiego kapitału w całym sektorze. Taki zabieg ma zwiększyć stabilność i bezpieczeństwo polskiego systemu finansowego. Często podkreśla się, że w dobie kryzysu z lat 2007 – 2009 spółki – matki wymuszały zatrzymanie akcji kredytowej w Polsce, pomimo że nad Wisłą skutki kryzysu nie były tak dotkliwe jak na Zachodzie. Łatwo oceniać decyzje z perspektywy ex post. Tymczasem nie da się ukryć, że takie działanie nie powinno stanowić zaskoczenia z perspektywy prowadzenia biznesu. Inną kwestię, często pomijaną, stanowi fakt, że KNF czuwa nad sektorem i systematycznie aktualizuje wymagania kapitałowe dla danych podmiotów. W efekcie zagraniczne spółki – matki w razie takiej potrzeby są zmuszone dokapitalizować swoje córki. Pytanie brzmi, czy w razie sytuacji kryzysowej państwo byłoby w stanie wyłożyć tak ogromne pieniądze? Co więcej, skupienie tak istotnego udziału rynkowego w jednym podmiocie zwiększa ryzyko systematyczne.

Mimo wszystko nie da się ukryć, że PZU (czyt. Skarb Państwa) dobił świetnego targu. Cena kupna udziałów w Pekao wydaje się atrakcyjna, tym bardziej że bank jest naprawdę solidny pod względem jakościowym. Nie najlepsza sytuacja UniCredit, która doprowadziła do wzrostu popytu Grupy na kapitał oraz wcześniejsza dekoniunktura na warszawskim parkiecie sprawiły, że wycena Pekao nie była wymagająca, choć transakcja opiewająca na kwotę kilkunastu miliardów złotych niewątpliwie robi wrażenie. W efekcie Grupa PZU zasługuje nie tylko na miano giganta ubezpieczeniowego, ale również i bankowego. Ponadto, Pekao to spółka zyskowna i wypłacająca sowitą dywidendę. Zatem z czysto biznesowego punktu widzenia niniejsze przejęcie wydaje się trafną decyzją.

Podsumowując, należy podkreślić, że obecna repolonizacja przypomina nacjonalizację i niekoniecznie prowadzi do wzrostu bezpieczeństwa systemu finansowego, tym bardziej że kryzysy bankowe bardzo często mają charakter egzogeniczny i globalny. To bezpieczeństwo zależy od dywersyfikacji właścicielskiej branży, od jakości zarządzania oraz od odpowiedniej polityki ostrożnościowej i działań nadzorcy. Zwiększenie roli państwa w sektorze bankowym generuje ryzyko realizacji polityki gospodarczej poprzez realną działalność gospodarczą banków zależnych od Skarbu Państwa i może negatywnie wpłynąć na całą branżę. Znacznie bardziej efektywnym rozwiązaniem i bliższym definicji „udomowienia” byłoby wykorzystanie polskiego kapitału prywatnego, choć istnieje ryzyko, że takiego kapitału nie udałoby się znaleźć. Dlatego też obecny kształt repolonizacji wydaje się jedynym realnym sposobem na jej przeprowadzenie, choć nie należy bezkrytycznie wierzyć PR – owym hasłom wielu polityków, którzy aktualną repolonizację banków utożsamiają z gwarantem wzrostu bezpieczeństwa systemu finansowego i z pozytywnym bodźcem dla gospodarki.

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Wczoraj zakończył się miesiąc maj, co wymuszała pewne podsumowania. Na arenie globalnej miniony miesiąc zapisał się nadzwyczaj spokojnie i wzrostowo. Zyskało zarówno spektrum rynków rozwiniętych, jak i rozwijających się. Zwyżka była nawet większa w przypadku parkietów z krajów wschodzących, do czego po części przyczynił się słabszy dolar. Uwagę z pewnością zwracała niska zmienność, którą zakłóciły nieliczne politycznie inspirowane wyjątki, które swoje źródło miały w Brazylii i USA. Na tym froncie nową oazą stabilności okazała się kontynentalna Europa, której animuszu dodał przyjęty z dużą ulgą wynik wyborów prezydenckich we Francji. Na tle gospodarczym wiele się nie zmieniło i wiara w globalne ożywienie pozostaje w mocy, choć pojawiły się na niej pierwsze, jak na razie ignorowane, rysy. Chodzi głównie o reflację, którą coraz bardziej kwestionują napływające dane. Warto spojrzeć na podane jedynie w tym tygodniu dane odnośnie do inflacji, które jednym chórem obniżają loty, i to nierzadko w tempie większym od oczekiwań. Jeżeli dodamy do tego zadyszkę cen surowców, to może się okazać, że inflacyjna historia najlepsze dni może mieć już za sobą. W tym kontekście piąty z rzędu wzrostowy miesiąc dla rynków wschodzących i aż siódmy dla giełd rozwiniętych można uznać za zaawansowany etap dyskontowania dobrze już rozpoznanych i nazwanych trendów w gospodarce. Tak długa wzrostowa seria nie była obserwowana od ponad dekady, co samo w sobie powinno dawać do myślenia. Niejako pod prąd tym globalnym trendom szła GPW. Na rynku szerokim dalej postępowała korekta, która rozpoczęła się de facto już w marcu. Indeks cenowy całego rynku od szczytu z początku marca skorygował się o 6% i oddał dokładnie połowę wzrostów rozpoczętych z końcem minionego roku. Publikowane przez spółki wyniki niejako już tradycyjnie były bardzo zróżnicowane, ale co do zasady nie można je podsumować określeniem boomu gospodarczego, do czego wzrost PKB o 4% może zachęcać. Lepiej na wynikowym froncie poradziły sobie największe spółki, ale one miały w tym względzie łatwiej z uwagi na nisko zawieszoną poprzeczkę sprzed roku. Zresztą sam WIG20 z pewnym opóźnieniem do rynku szerokiego również wszedł w korektę i pod tym względem negatywnie wyróżniał się na tle koszyka rynków wschodzących. Symptomatyczne było to, że w tym tygodniu JP Morgan zweryfikował swoje wcześniejsze negatywne nastawienie do polski akcji, a te najwyraźniej zakończyły już etap nadrabiania wcześniejszych zaległości wobec innych rozwijających się parkietów.    

Autor: Łukasz Bugaj, CFA, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

Niewielkie spadki, które obserwowaliśmy na rynkach w zeszłym tygodniu, nie powinny zmieniać pozytywnego nastawienia do akcji w tym roku. Korzystny trend na światowych giełdach, który trwa od wyborów w USA, cały czas jest silny. Wzmacniają go dobre dane makroekonomiczne ze strefy euro i słabnące ryzyka polityczne w Europie. Inwestorzy powinni za to bacznie obserwować sytuację w USA oraz ostatnie niepowodzenie Donalda Trumpa w sprawie zniesienia ustawy „Obamacare”. Stawia to pod znakiem zapytania jego zdolności do przeprowadzenia zapowiadanych reform i inwestycji, które miały być fiskalnym impulsem dla gospodarki.

Wszystkie oczy patrzą na Francję

Wybory w Holandii zakończyły się zwycięstwem partii premiera Marka Ruttego (VVD). To przełożyło się na wzrosty na europejskich giełdach. Skorzystał na tym także nasz WIG20. Wynik wyborów ucieszył inwestorów, ponieważ ewentualne zwycięstwo Partii Wolności (której liderem jest Geert Wilders) było postrzegane jako jeden z ważnych elementów na tegorocznej mapie ryzyk. Czynnikiem ryzyka pozostają wciąż wybory we Francji. Ostatnie sondaże wskazują jednak, że poparcie dla Marine Le Pen spada. Liderka Frontu Narodowego może nie wygrać nawet pierwszej tury. W drugiej – zgodnie z francuskimi badaniami – przegra z Emmanuelem Macronem. Tak więc już za niecały miesiąc oczy wszystkich europejskich inwestorów zwrócą się na Francję, gdzie rozpocznie się pierwsza tura wyborów prezydenckich (23 kwietnia). Dopiero wynik francuskich wyborów da nam odpowiedź jak silny jest ruch populistyczny w Europie.

Euroland zaczyna się rozkręcać

Coraz lepiej wyglądają perspektywy wzrostu gospodarczego w eurolandzie. Swoje prognozy w marcu podniósł Europejski Bank Centralny (EBC). Zdaniem EBC gospodarka strefy euro urośnie w tym roku o 1,8%. Z kolei analitycy agencji ratingowej Fitch w swojej najnowszej prognozie szacują, że wzrost PKB w strefie euro wyniesie 1,7%.To wzrost o 0,2 pkt. proc. względem poprzedniej prognozy. Natomiast z marcowego odczytu wskaźnika PMI wynika, że gospodarka strefy euro rozwija się najszybciej od 6 lat.

Źródło: Marek Straszak, zarządzający portfelami inwestycyjnymi Union Investment TFI

Od kilku lat na rynkach finansowych mamy do czynienia ze zmiennością, która nie ułatwia inwestowania. Mam tutaj na myśli inwestorów, którzy chcieliby się „podłączyć” do trendu wzrostowego i widzieć nawet niewielkie, ale za to systematyczne zyski. Oczywiście, nie zawsze rynki rosną, dlatego w idealnym świecie można by przeczekać bessę i wejść na rynek, gdy „dołek” będzie za nami. Jednak wskazanie momentu, gdy ceny osiągają najniższy (i najwyższy) poziom jest wysoce nieprawdopodobne, dlatego inwestowanie jest szczególnie trudne w trendzie bocznym, ponieważ takie poziomy trzeba by wielokrotnie trafnie wskazywać. Na polskim rynku akcyjnym od jakiegoś czasu mamy do czynienia z trendem bocznym, ale czy to oznacza, że nie można było na nim zarobić? A jak wyglądała sytuacja na rynku światowym do którego polscy inwestorzy mają coraz łatwiejszy dostęp?

Do porównywania stóp zwrotu niejednokrotnie będę brał wartość indeksów giełdowych, dlatego warto przypomnieć, że niektóre indeksy są dochodowe (np. WIG, WIG20TR, S&P 500 TR), a inne cenowe (np. WIG20, mWIG40, sWIG80, S&P 500). Indeksy dochodowe uwzględniają zarówno ceny zawartych w nim akcji, jak i dochody z dywidend i praw poboru. Natomiast w indeksach cenowych nie uwzględnia się dochodów z dywidend i praw poboru. Z uwagi na ww. różnice porównywanie indeksów dochodowych z cenowymi nieco zaburza wyniki na korzyść dochodowych. Dodatkowo, trzeba mieć świadomość, że składy indeksów na przestrzeni czasu ulegają zmianom, co także nieco zaburza analizę. Niemniej jednak wydaje się, że porównywanie wartości indeksów w długim terminie jest relatywnie dokładne i obiektywne.

Na początku przyjrzyjmy się średniorocznym (geometrycznym) stopom zwrotu indeksów giełdowych na rynku polskim w okresie 5, 10 i 15 lat. Biorąc pod uwagę indeksy dochodowe, WIG w okresie 5 lat średniorocznie rósł o 4 proc., 10 lat – 0 proc., a 15 lat – 9 proc. Natomiast WIG20TR spadał o odpowiednio 1 proc. i 1 proc. (brak danych za okres 15 lat) rocznie. Przechodząc do indeksów cenowych, to najgorsze wyniki generował WIG20 (odpowiednio -5 proc., -5 proc. oraz 3 proc. rocznie). Porównanie WIG20TR oraz WIG20 pokazuje jak duże różnice mogą wynikać z powodu uwzględniania (bądź też nie) dochodów z tytułu dywidend i praw poboru. Bezapelacyjnym zwycięzcą w długim terminie okazał się sWIG80, który ww. okresach zyskiwał średniorocznie 9 proc., 2 proc. oraz 15 proc. Natomiast w najkrótszym analizowanym terminie (5 lat) najwięcej zyskiwał mWIG40 (12 proc. rocznie), a w okresie 10-15 lat stopa zwrotu wynosiła średniorocznie 2 proc. oraz 10 proc.

Pozostając na polskim „podwórku”, inwestorzy zniechęceni sytuacją na krajowym rynku kapitałowym lub chcący zdywersyfikować swoje aktywa niejednokrotnie kupowali nieruchomości, w tym szczególności mieszkania, licząc na wzrost ich cen oraz dochody z tytułu najmu. Dochód mógł sięgać kilku procent w skali roku, a jak wyglądała średnioroczna zmiana cen mieszkań? Warto w tym miejscu posłużyć się danymi publikowanymi przez Narodowy Bank Polski dotyczącymi cen transakcyjnych na rynku pierwotnym za 1 m2. Dane porównawcze będą dotyczyły średniorocznych zmian cen w okresie 5 oraz 9,75 lat (10 lat bez jednego kwartału). Ceny transakcyjne w Warszawie w ciągu 5 lat utrzymywały się na podobnym poziomie, natomiast w okresie niespełna 10 lat rosły średniorocznie o 3 proc. Zgoła inaczej wyglądała sytuacja w Krakowie, gdzie wg danych NBP ceny spadały średniorocznie o 2 proc. oraz 1 proc. Natomiast w takich miastach jak Łódź, Wrocław i Poznań ceny w okresie niespełna 10 lat rosły średniorocznie o odpowiednio 5, 7 oraz 6 proc., podczas gdy w okresie 5 lat zmieniały się średniorocznie o -2, +1 oraz -1 proc.

Inwestować w nieruchomości można także poprzez nabywanie certyfikatów REIT. O ile w Polsce ta forma inwestycji jest w trakcie tworzenia, o tyle na Zachodzie zyskała już swoją popularność. REIT (ang. Real Estate Investment Trust) to inaczej fundusz inwestycyjny zarabiający na czynszach z nieruchomości, których jest właścicielem. Certyfikaty inwestycyjne REIT notowane są na giełdach. Przykładami takich funduszy o ponad piętnastoletniej historii notowań jest m.in. Simon Property Group (kapitalizacja ok. 65 mld USD) oraz Equity Residential (kapitalizacja ok. 23 mld USD). Średnioroczna stopa zwrotu w Simon Property Group w okresie 5, 10, 15 lat wynosiła w dolarach 11, 8 oraz 16 proc., a w złotówkach 16, 11 oraz 15 proc. Analizując historię notowań Equity Residential można stwierdzić, że średnioroczna stopa zwrotu w certyfikaty tego funduszy wynosiła 8, 5 oraz 9 proc., a uwzględniając zmiany kursu walutowego USDPLN: 13, 7 oraz 9 proc.

Wracając do akcji, ale tym razem na rynku amerykańskim, S&P 500 TR w okresie 5, 10, 15 lat średniorocznie rósł o odpowiednio 14, 7 oraz 7 proc. Po przeliczeniu na złotówki, polski inwestor w tych okresach mógł średniorocznie zarobić odpowiednio 19, 10 oraz 7 proc.

Przejdźmy teraz do najcenniejszego kruszcu, tj. złota, którego niektórzy inwestorzy nazywają także „bezpieczną przystanią”. Wydawać by się mogło, że skoro na akcjach notowanych przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych można było przyzwoicie zarobić, to już na złocie niekoniecznie. Nic bardziej mylnego. Notowania złota co prawda w ciągu 5 lat średniorocznie spadały o 6 proc. (-1 proc. w PLN), natomiast w okresie 10-15 lat średniorocznie rosły one o 8 proc. (11 proc. w PLN) oraz 11 proc. (10 proc.).

Popularną klasą aktywów są także obligacje. O ile przy obecnych rentownościach obligacji skarbowych trudno oczekiwać zadawalających wyników w przyszłości o tyle obligacje korporacyjne mogą dalej zyskiwać na znaczeniu. No właśnie, w Polsce nie doczekały się one jeszcze żadnego oficjalnego indeksu, a sam rynek obligacji korporacyjnych (Catalyst) istnieje zaledwie 7 lat. Natomiast na bardziej rozwiniętych rynkach, obligacje korporacyjne mają duże większe znaczenie. Opierając się na części indeksów obligacji korporacyjnych przygotowanych przez Bank of America Merrill Lynch można stwierdzić, że w analizowanych okresach na obligacjach spółek z krajów rozwijających się (tzw. Emerging Markets) można było średniorocznie zarabiać ok. 6 proc., z tym że obligacje typu High Yield dawały średniorocznie zysk o ok. 2 pkt. proc. wyższy, podczas gdy obligacje z ratingiem na poziomie inwestycyjnym o ok. 1 pkt. proc. niższy.

Biorąc pod uwagę analizowane klasy aktywów i ich długoterminowe (15 lat) stopy zwrotu można dojść do wniosku, że wspomniane inwestycje dały zarobić. Wśród liderów znajdują się certyfikaty ww. REIT-ów, indeksy cenowe mWIG40 czy też sWIG80 oraz złoto. Otrzymane wyniki pokazały, że w długim terminie, nawet przy „chwilowo” (tj. w okresie nawet kilku lat) niesprzyjających warunkach, warto było inwestować. Gdyby analizować stopy zwrotu za okres 5 lat, to nie wszystkie inwestycje okazałyby się trafne, co może skłaniać do wniosku, że cierpliwość i dywersyfikacja popłacają, a przynajmniej zdały egzamin w przeszłości.

 

Autor: Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael / Ström

Wiele wskazuje na to, że dobiega końca dywidendowe eldorado, fundowane w ostatnich latach przez spółki notowane na warszawskiej giełdzie. Inwestorzy będą musieli liczyć w większym stopniu na niepewne zyski ze wzrostu cen akcji. Zwolennicy systematycznych wypłat mogą zwrócić się ku obligacjom firm.

W ciągu kilku poprzednich lat, inwestorzy przyzwyczaili się już do tego, że coraz większa liczba giełdowych spółek systematycznie dzieli się z nimi wypracowanymi zyskami. Spory w tym udział miały spółki z udziałem Skarbu Państwa. Będący wiecznie w potrzebie budżet łakomym wzrokiem spoglądał na dodatkowe przychody z dywidend, a przedstawiciele resortów, sprawujących właścicielski nadzór, chętnie podnosili rękę w głosowaniach dotyczących podziału zysków. Rosło też grono firm, które przyjmowały jasną i przewidywalną politykę dywidendową, deklarując jaka część zysku zostanie przeznaczona do podziału między akcjonariuszy.

Od pewnego czasu ten sielankowy obraz ulega wyraźnej zmianie. Choć budżet nadal jest nienasycony, stosunek przedstawicieli rządu do dywidend jest ambiwalentny, a deklaracje zarówno ogólne, jak i dotyczące konkretnych przypadków poszczególnych spółek, a nawet całych branż, niezbyt klarowne, a na dodatek zmienne. W efekcie inwestorzy niczego nie mogą być pewni, a każdy zawód lub choćby zapowiedź dotycząca pozostawienia zysku w spółce, skutkują znaczącym spadkiem notowań akcji. Rosnąca awersja do dzielenia się zyskami jest już wyraźnie widoczna w statystykach. W 2014 r. aż siedemnaście, spośród dwudziestu największych spółek warszawskiego parkietu, wypłaciło dywidendy z zysku wypracowanego w 2013 r. Rok później z tego grona odpadła kolejna firma, a w 2016 r. zyskiem podzieliło się już tylko trzynaście spółek, wchodzących w skład WIG20. Wiele wskazuje na to, że w tym roku ta tendencja będzie kontynuowana. Kilka dni temu zarząd Orange poinformował, że będzie rekomendował walnemu zgromadzeniu akcjonariuszy podjęcie uchwały o nie wypłacaniu dywidendy za ubiegły rok, a przedstawiciel spółki nie wykluczył, że taka sytuacja może się powtórzyć także w kolejnych latach. Do sporego zamieszania doszło też w ubiegłym roku w przypadku Synthosu, drugiej po Orange prywatnej spółki, od lat słynącej z regularnych i hojnych wypłat dywidendy. Pojawiały się bowiem skrajnie sprzeczne deklaracje dotyczące podziału zysku, od dowołania dywidendowej strategii, do przeznaczenia na ten cel pokaźnej, przekraczającej 700 mln zł kwoty. Te perturbacje stawiają pod znakiem zapytania perspektywę na kolejne lata.

Dywidendowe rozterki i niepewność, to jednak głównie domena spółek z udziałem Skarbu Państwa. Największy kłopot dotyczy koncernów energetycznych, w przypadku których chęć dostarczenia pieniędzy budżetowi konkuruje z planami wspomagania spółek górniczych oraz koniecznością dokonywania potężnych inwestycji w moce wytwórcze w najbliższych latach. Z grona dywidendowych pewniaków wykruszają się też banki. To z kolei efekt splotu kilku niekorzystnych czynników, które powodują, że zyski nie pójdą do podziału, lecz pozostaną w księgach, wzmacniając kapitały własne.

Choć stopa dywidendy, czyli stosunek wypłaconego zysku na akcję do zaangażowanego przez inwestora kapitału, liczona dla całego giełdowego rynku, wynosiła w ostatnich latach od 3,1 do 3,9 proc., to w przypadku sporej części dużych firm nie należały do rzadkości dywidendy sięgające 5-8 proc., nie mówiąc o rekordzistach, oferujących incydentalnie nawet kilkunastoprocentową stopę dywidendy.

Paradoksalnie, posiadaczom akcji, liczącym na dywidendy, nie będzie sprzyjała spodziewana poprawa koniunktury gospodarczej. W jej obliczu firmy będą zwiększać wydatki inwestycyjne, a tym samym mniej pieniędzy będą skłonne przeznaczać do podziału. Czas wzmożonych wydatków inwestycyjnych, a więc i zwiększonego zapotrzebowania ze strony firm na kapitał, to jednak doskonała okazja do zarabiania na odsetkach od obligacji korporacyjnych. Wśród emitentów tego typu papierów znajduje się spora grupa firm znanych z giełdowego parkietu, jak również jeszcze bardziej liczne grono spółek, które drogę na rynek kapitałowy zaczynają od emisji obligacji. W tym przypadku zaś odsetki wypłacane są niezależnie od woli spółek, czy ich akcjonariuszy lub udziałowców, a ich wysokość nie jest związana z wypracowywanymi zyskami, lecz zależna między innymi od oceny wiarygodności emitenta i jego determinacji w dążeniu do pozyskania kapitału oraz oczywiście od warunków rynkowych. W zależności od tych czynników, oprocentowanie obligacji waha się od 3 do 9 proc., a najczęściej zawiera się w przedziale 4-6 proc. Jednoczesna obecność kilku firm jednocześnie i na giełdzie i na Catalyst, pozwala na bezpośrednie porównanie oferowanych przez nie stóp dywidendy z wysokością odsetek. Na przykład stopa dywidendy za 2015 r. w przypadku CCC wyniosła około 1,2 proc., zaś odsetki od obligacji tej spółki sięgają 3,3 proc. Dla Eurocash to odpowiednio 1,9 i 3,2 proc. Mniejsze różnice są w przypadku PGE, gdzie stopa dywidendy to około 2,2 proc., a odsetki od obligacji 2,5 proc. Oczywiście można znaleźć także przykłady odwrotnych proporcji, jak w przypadku BZ WBK, oferującego 4,5 proc. stopę dywidendy, a zaledwie 2,8-2,9 proc. odsetek, czy Energi z dywidendą stanowiącą prawie 5 proc. i odsetkami wynoszącymi 3,4 proc. W tych porównaniach należy jednak pamiętać wspomnianych wcześniej uwagach, dotyczących niepewności towarzyszącej wypłacie i wysokości dywidend oraz dużej zmienności notowań akcji spółek na giełdzie, a z drugiej strony o niewielkich wahaniach cen obligacji oraz gwarancji wypłaty odsetek w ustalonej wysokości lub według ściśle określonej formuły.

Źródło: Roman Przasnyski, Główny Analityk Gerda Broker

Inwestorzy weszli w nowy rok w szampańskich nastrojach. W przypadku indeksu WIG20, który na warszawskiej giełdzie grupuje dwadzieścia największych spółek, możemy mówić o hossie. Od dołka w lipcu 2016 roku WIG20 wzrósł już o ok. 20%. Duża w tym zasługa inwestorów zagranicznych, którzy po wielomiesięcznej nieobecności rozpoczęli szturm na warszawską giełdę. Tradycyjnie kupują akcje największych spółek – banków, a także PKN Orlen i KGHM.

Skąd takie zainteresowanie inwestorów zagranicznych akurat tymi spółkami? To efekt globalnego trendu. Inwestorzy giełdowi rozgrywają obecnie scenariusz, w którym surowce nadal drożeją, inflacja rośnie, a bank centralny USA kontynuuje cykl podwyżek stóp procentowych. Wzrost cen surowców energetycznych (ropa naftowa, gaz, węgiel) oraz metali przemysłowych to dobra wiadomość dla spółek, których zyski są od nich uzależnione. Perspektywa podwyżek stóp procentowych to z kolei dobra wiadomość dla banków. Te zaś mają silną reprezentację w WIG20.

Czy potencjał „maluchów” się wyczerpał?

Podczas gdy duże spółki błyszczą, wzrosty w segmencie małych i średnich spółek wyhamowały. Gorzej zachowuje się szczególnie indeks giełdowych „maluchów” – sWIG80. To ewenement, ponieważ w ostatnich latach styczeń był bardzo udanym miesiącem dla mniejszych spółek. Nie oznacza to, że potencjał „misiów” się wyczerpał. Oczekujemy jednak, że w tym roku prosta gra – duże spółki versus małe i średnie spółki – nie będzie już tak dochodowa. W celu uzyskania jak najwyższych stóp zwrotu konieczne będzie poszerzenie spektrum inwestycyjnego do szerokiego rynku, tj. indeksu WIG.

Jaką strategię przyjąć, lokując kapitał w funduszach akcji polskich? Prognozujemy, że w krótkim terminie duże spółki pozostaną silniejsze względem mniejszych. To będzie sprzyjało funduszom akcji, które inwestują część portfela w spółki z WIG20 lub funduszom aktywnie zarządzanym, które w okresie lepszej koniunktury mogą przeważać akcje największych spółek. W dalszej części roku sytuacja może być mniej klarowna. Wówczas możliwość selekcji przez fundusz dużych i małych spółek jeszcze bardziej zyska na znaczeniu. Mimo to uważamy, że będzie to dobry rok dla akcji. Oczekujemy, że fundusze akcji polskich – uniwersalne, ale także małych i średnich spółek – zyskają nawet 10-12%.

Autor: Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Na początku nowego roku nastroje na światowych rynkach finansowych są bardzo dobre, toteż najważniejsze indeksy giełdowe zakończyły miniony tydzień w kolorze zielonym. W Stanach, NASDAQ wzrósł o 2,6%, S&P500 umocnił się o 1,7%, a DJI o 1%. Z kolei w Europie, brytyjski FTSE250 wzrósł o 1,5%, a niemiecki DAX oraz francuski CAC40 zwyżkowały o 1%. Pierwszy tydzień 2017 r. przyniósł przede wszystkim solidną dawkę najnowszych danych makroekonomicznych. Większość odczytów z Eurolandu przewyższyło oczekiwania rynku m.in. usługowy indeks PMI (53,7 pkt), dynamika sprzedaży detalicznej (2,3% rdr), czy też niemal wszystkie indeksy zaufania. Ponadto, nie zawiodły indeksy PMI dla Chin. Niemniej, w centrum uwagi inwestorów znalazły się liczne publikacje z amerykańskiej gospodarki. Odczyty indeksów ISM oraz PMI były wyższe od prognoz rynkowych. Z drugiej strony, grudniowe payrollsy okazały się nieco rozczarowujące. Stopa bezrobocia wzrosła z 4,6% do 4,7%, natomiast zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym wyniosła 156 tys. względem konsensusu na poziomie 170 tys. Mimo wszystko słabsze dane z amerykańskiego rynku pracy nie przyczyniły się do deprecjacji dolara, ale w skali całego tygodnia osłabił się on względem euro oraz złotego. Inwestorzy poznali również protokół z ostatniego posiedzenia FOMC. Ten potwierdził jastrzębie nastawienie Fed oraz podtrzymał oczekiwania rynku co do stopniowego zaostrzania polityki monetarnej.

Miniony tydzień był także pomyślny dla inwestorów z Książęcej. Pomimo tego, że handel trwał zaledwie cztery dni (w piątek giełda była zamknięta ze względu na święto Trzech Króli), indeksy giełdowe poruszały się w kierunku północnym. W skali całego tygodnia, WIG20 wzrósł o 2,6%, mWIG40 o 0,2%, a sWIG80 o 1,1%. Pierwsze dni nowego roku były szczególnie udane dla banków i spółek z sektora paliwowego, których walory mocno zyskiwały na wartości. Z całą pewnością wsparciem dla indeksów okazała się publikacja przemysłowego indeksu PMI. Odczyt na poziomie 54,3 pkt był o 1,9 pkt wyższy od prognoz rynkowych. Co więcej, w ubiegłym tygodniu została dokonana zmiana na stanowisku prezesa GPW w Warszawie. Po roku pracy została odwołana Małgorzata Zaleska, którą zastąpił Rafał Antczak.

W bieżącym tygodniu na uwagę zasługują dane z Chin: inflacja PPI i CPI, bilans płatniczy oraz dynamika PKB w IV kwartale 2016 r. Ponadto, inwestorzy poznają dane dotyczące amerykańskiej sprzedaży detalicznej. W strefie euro odbędzie się publikacja stopy bezrobocia, indeksu Sentix, dynamiki produkcji przemysłowej oraz protokołu z ostatniego posiedzenia EBC. W Polsce RPP podejmie decyzję ws. stóp procentowych. Rynek nie spodziewa się zmian. Z kolei w piątek agencje ratingowe Fitch i Moody’s opublikują przeglądy ratingu kredytowego dla Polski.

Ubiegły tydzień przyniósł kontynuację wzrostów indeksu największych polskich spółek. W efekcie WIG20, pomimo nieco mniejszego wolumenu handlu, testował psychologiczną granicę 2000 pkt. Tym niemniej, starania rynku okazały się niewystarczające, toteż indeks blue chipów zakończył miniony tydzień na poziomie 1998 pkt. Warto zwrócić uwagę na oscylator RSI oraz oscylator stochastyczny – oba wskaźniki są mocno wykupione. Niewykluczone, że nadchodzące dni przyniosą korektę, która najprawdopodobniej zakończy niniejszą falę wzrostów. Najbliższe wsparcie znajduje się na poziomie 1957 pkt.

Tym razem warto zwrócić uwagę na układ techniczny walorów PKO BP. W skali całego tygodnia, cena akcji tegoż banku wzrosła o 7,7%. Kurs akcji w drugiej połowie 2016 r. rozpoczął pierwszą falę wzrostów, po której nastąpiła faza konsolidacji. Niemniej, początek 2017 r. przyniósł znaczące ruchy w kierunku północnym, które doprowadziły do przełamania oporu na poziomie 28,4 zł. Kolejna bariera znajduje się w okolicy 31,5 zł. Jednak należy podkreślić, że oscylator RSI jest mocno wykupiony, toteż w najbliższym czasie nie można wykluczyć korekty.

Autorzy: Zespół Zarządzający MM Prime TFI S.A.

Zdecydowana większość osób patrzy na rynek przez pryzmat blue chipów i indeksu WIG20. Wydaje się to jednak nieuzasadnione, gdyż od dłuższego już czasu de facto możemy mówić o dwóch parkietach przy Książęcej. Pierwszy, odznaczający się większą kapitalizacją, pogrążony jest we własnych długoterminowych problemach. Drugi, związany z mniejszą wartością notowanych spółek, ale zdecydowanie większą ich liczbą, konsekwentnie rośnie.

Mowa o małych i średnich spółkach, a w uproszczeniu o wszystkich podmiotach poza dwudziestoma największymi. W samym indeksie WIG komponentów jest niemalże 400, które jako całość radzą sobie całkiem nieźle. Wystarczy spojrzeć na nieważony indeks cenowy całego rynku, który przez ostatnie trzy lata wzrósł o 60%, co jest wynikiem dwukrotnie lepszym od amerykańskiego indeksu S&P500. W tym roku schemat się powtarza, jako że Wall Street zyskała 6%, a szeroki rynek GPW ponad 16%. Nie można więc mówić o słabości GPW, ale raczej nie najlepszej kondycji jej części w postaci blue chipów.

Problem ma głębszą naturę, którą w skrócie nazywam „fatum WIG20”. Polega on na tym, że spółki dołączające do indeksu z reguły mu ciążą, a te z niego wypadające potrafią radzić sobie zdecydowanie lepiej. Warto prześledzić historię ostatnich trzech lat, kiedy ta kwestia była aż nadto widoczna. W marcu 2014 roku główny indeks zasiliły dwie spółki: Alior i LPP. Obie przed wejściem do indeksu radziły sobie nieźle lub bardzo dobrze, jak to miało miejsce w drugim przypadku. W ramach WIG20 było już zdecydowanie gorzej i przyniosły one inwestorom straty odpowiednio 28% i aż 51%.

Spółki, które indeks opuściły, radziły sobie lepiej, choć nie fenomenalnie. GTC dało zarobić 10%, a Bank Handlowy bez dywidend przyniósł stratę 30% (13% z uwzględnieniem dywidend). Rok później indeks zasiliły trzy spółki: Enea, Energa i Cyfrowy Polsat. Zgodnie z wspomnianym fatum wszystkie od tego czasu przyniosły negatywną stopę zwrotu, odpowiednio 38%, 66% i 1%. Zastąpiły one spółki: Kernel, JSW i Lotos. Ta ostatnia w szeregi blue chipów wróciła z początkiem 2016 roku i podczas swojej nieobecności zyskała 4%. Dwie pozostałe usunięto trwale i wsparły one indeks mWIG40 zwyżkami swoich akcji o odpowiednio 55% i spektakularne 144%. Ten sam schemat powtarza się z dwoma kolejnymi zmianami. Spółka CCC co prawda przełamała spadkową passę wchodzących podmiotów, ale dała zarobić 48 pkt. proc. mniej niż wypadająca Bogdanka. Powracający w tym roku Lotos również zyskał, ale odchodzący Synthos okazał się dla akcjonariuszy nieco łaskawszy. Wnioski nasuwają się same. Praktycznie wszystkie wspomniane zmiany działały na niekorzyść głównego indeksu i pogłębiały jego niezadowalające zachowanie.

                                                                                                                  

Lukasz_BŁukasz Bugaj, CFA, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

W minionym tygodniu to nie dane makro (chociaż wcale nie było ich tak mało), ale sympozjum w Jackson Hole było najważniejszym wydarzeniem tygodnia, a może nawet miesiąca. Kulminacyjny jego punkt, czyli wystąpienie szefowej Fed J. Yellen, wywołało dużą zmienność i silny spadek przede wszystkim na eurodolarze. W przypadku rynków giełdowych dużej reakcji nie obserwowaliśmy – w Europie w piątek najważniejsze giełdy kończyły nawet sesję na plusie, a Wall Street notowała tylko delikatne spadki. W wypowiedzi Yellen zwracały przede wszystkim frazy o dobrej sytuacji gospodarczej w USA – na tyle korzystnej, aby myśleć o kolejnej podwyżce stóp procentowych, do której przesłanki uległy wzmocnieniu. Z kolei inny członek władz Fed, J. Powell obawia się szybkiego dojścia inflacji do poziomu 2%. Zdaniem S. Fishera z kolei dane są mocne, ale niejednoznaczne i scenariuszy polityki pieniężnej może być kilka.

W przekroju całego tygodnia tym razem ruch korekcyjny obecny był za Oceanem – S&P500 stracił 0,6%, a DJIA zniżkował o 0,8%. W Europie lekka zieleń – DAX urósł o 0,56%, a CAC40 o 1%. Teoretycznie neutralnie zachował się WIG, który spadł o 0,1%, ale był to ruch wykonany znów za sprawą dużych spółek – WIG20 spadł o 1,33%. Za to na szerokim rynku mamy kontynuację hossy, na której czele stoją średnie spółki z mWIG40, tym razem z tygodniowym wzrostem o 2%. Gonią je małe spółki – sWIG80 zwyżkował o 1,5%. Gwiazdą zeszłego tygodnia były walory CD Projekt – deweloper gier pozytywnie zaskoczył wynikami, a plany na przyszłość zarysowane na konferencji po wynikach również spodobały się inwestorom, w efekcie czego kurs przełamał kolejną psychologiczną barierę – jest już powyżej 40 PLN. Trend wzrostowy po wynikach kontynuuje Uniwheeels. Po pełnym zrozumieniu raportu Grajewa rynek kupuje także ten papier, efektem czego jest przełamanie najwyższych poziomów z 2013 i 2014 r.

Możliwe, że potencjalna zmiana nastawienie Fed w kwestii obniżek (chociaż sygnalizowana w kolejnych wypowiedziach już od kilkunastu dni) będzie rozgrywana na początku bieżącego tygodnia. Póki co jednak optymizm widać w Azji, gdzie Nikkei zwyżkuje o ponad 2%. Inwestorzy są psychicznie nastawieni na podwyżki stóp procentowych i rynki rozwinięte tego tak bardzo nie odczują. Gorzej może wyglądać sytuacja na rynkach wschodzących, w tym na warszawskim parkiecie. Złoty już negatywnie reagował i na słabe dane makro i na napięty projekt budżetu na 2017 r., ze sporym ryzykiem przekroczenia poziomu 3% deficytu PKB. W tym tygodniu danych mamy sporo – europejskie indeksy PMI dla przemysłu, ISM z USA, ale aktywność inwestorów największa będzie w piątek, kiedy to poznamy sierpniowe dane o zmianie zatrudnienia w USA.

Analiza techniczna

29.08Wykres 1. WIG20 w interwale dziennym. Źródło: Stooq

WIG20 zaliczył kolejny spadkowy tydzień i jego sytuacja techniczna staje się coraz trudniejsza, gdyż wygenerowany wcześniej sygnał kupna powoli przestaje być aktywny. Korekta spadkowa, z którą aktualnie mamy do czynienia spowodowała już spadek poniżej linii trendu spadkowego. Co prawda jest ona budowana na małym wolumenie, ale to także można niekorzystnie interpretować – jako brak zainteresowania polskimi dużymi spółkami większego kapitału. Jeśli spadki będą postępować to scenariuszem bazowym na kolejne tygodnie stanie się test wsparcia na 1640 pkt. Aby mówić o możliwości kontynuacji wzrostów indeks musi uporać się z oporem na 1880 pkt.

29.08.16Wykres 2. CD Projekt w interwale dziennym. Źródło: Stooq

Na spółkę tygodnia wybieramy tym razem dewelopera gier komputerowych CD Projekt, który po opublikowaniu wyników za I półrocze zakończył ubiegły tydzień wzrostem o 12,6%, wyznaczając nowe historyczne maksima na poziomach powyżej 40 PLN. Co ważne, za aprecjacją kursu poszła też zwyżka wolumenu, potwierdzając nieprzypadkowość ruchu. Trend wzrostowy jest bardzo wyraźny, ale oddalenie od linii tego trendu jest już spore, co połączone z wykupieniem na oscylatorze RSI może skłaniać do korekty. Kluczowym wsparciem jest wcześnie wybite maksimum na poziomie 35,45 PLN, ale możliwe, że korekta przybierze też łagodną formę konsolidacji przy 40 PLN.

 

Autorzy: Zespół Zarządzający MM Prime TFI S.A.

W ostatnim tygodniu czerwca sentyment rynkowy sprzyjał najważniejszym indeksom giełdowym. W Europie, francuski CAC40 wzrósł o 4,1%, brytyjski FTSE250 o 2,4%, a niemiecki DAX o 2,3%. W Stanach, NASDAQ umocnił się o 3,3%, natomiast S&P500 i DJI wzrosły o 3,2%. W efekcie, w ciągu pięciu dni indeksy odrobiły straty, jakie przyniósł ,,czarny piątek”. Wsparciem dla rynków giełdowych okazały się najnowsze dane makroekonomiczne. W Stanach, wzrost PKB w pierwszym kwartale 2016 roku wyniósł 2,1% rdr oraz 1,1% kdk. Niniejsze wyniki były wyższe od oczekiwań inwestorów. Ponadto, nie zawiodły odczyty indeksów: Conference Board (98 pkt), Chicago PMI (56,8 pkt) oraz ISM dla przemysłu (53,2 pkt). Co więcej, pozytywnie zaskoczyły publikacje przemysłowych indeksów PMI dla czołowych gospodarek strefy euro. Wskaźnik dla całego Eurolandu osiągnął wartość 52,8 pkt wobec konsensusu na poziomie 52,5 pkt. Niemniej jednak, rozczarowujący okazał się odczyt przemysłowego indeksu PMI dla Chin – 48,6 pkt wobec oczekiwań na poziomie 50 pkt. Mimo wszystko ten nie wpłynął na sentyment rynkowy. Warto również zwrócić uwagę na gołębią wypowiedź jednego z przedstawicieli Fed. Niewykluczone, że Brexit okaże się kluczowym argumentem na rzecz odroczenia długo zapowiadanej podwyżki stóp procentowych w Stanach.

W minionym tygodniu istotne wzrosty odnotowały również polskie indeksy giełdowe małych i średnich przedsiębiorstw. W skali tygodnia mWIG40 wzrósł o 1,6%, a sWIG80 o 3,2%. W przeciwieństwie do nich zawiodły największe spółki – WIG20 zniżkował o 1,4%. Poza najważniejszym dla Polaków wydarzeniem, czyli ćwierćfinałowym spotkaniem Polski z Portugalią, inwestorzy poznali także wartość przemysłowego indeksu PMI – 51,8 pkt w czerwcu wobec 52,1 pkt w maju. Ponadto, w piątek odbyła się prezentacja przeglądu ratingów kredytowych dla Polski przez S&P. Tym razem agencja nie dokonała żadnych zmian, jednakże nie powstrzymała się od kolejnych ostrzeżeń. S&P podkreśliła swoje obawy dotyczące niezależności NBP oraz Trybunału Konstytucyjnego. Decyzja agencji nie wpłynęła istotnie na sytuację rynkową. Taki wpływ może mieć jednak sprawa OFE, której szczegóły poznajemy w poniedziałek rano.

W obecnym tygodniu warto zwrócić uwagę na dane ze strefy euro: indeksy PMI dla sektora usługowego, dynamikę sprzedaży detalicznej oraz inflację PPI. W Stanach odbędzie się publikacja danych z rynku pracy oraz protokołu z ostatniego posiedzenia FOMC. W Polsce RPP podejmie decyzję dotyczącą wysokości stóp procentowych. Będą to pierwsze obrady pod przewodnictwem Adama Glapińskiego, nowego prezesa NBP. W piątek rozpocznie się szczyt NATO w Warszawie.

Analiza techniczna

4.07

Wykres 1. WIG20 w interwale dziennym. Źródło: Stooq

W minionym tygodniu WIG20 próbował odrobić ostatnie straty, które były efektem reakcji inwestorów na wyniki brytyjskiego referendum. W efekcie na rynku odnotowano wyższy wolumen obrotów, jednakże niedźwiedzie nie dały za wygraną. W rezultacie indeks blue chipów zakończył tydzień na poziomie 1744 pkt. Oscylator RSI pozostał neutralny. Warto zwrócić uwagę, że indeks oscyluje w rejonach poziomu 1738 pkt, który stanowi 76,4% wzniesienia Fibonacciego. Nie można wykluczyć, że niniejsze wsparcie okaże się istotną barierą dla rynku. Potencjalnym oporem jest psychologiczna granica 1800 pkt.

4.07.16

Wykres 2. Alumetalw interwale dziennym. Źródło: Stooq

Tym razem na spółkę tygodnia wybraliśmy Alumetal, którego walory w skali całego tygodnia podrożały o 6,6%. Spółka zaliczana jest do grona tych, które mogą zyskać na Brexicie tzn. na osłabieniu polskiej waluty. Cena akcji polskiego eksportera znajduje się w kanale wzrostowym i zbliża się do swoich historycznych szczytów tj. 58,2 zł. Oscylator RSI zwyżkuje i niebawem może wskazać sygnał sprzedaży. Nie można wykluczyć, że najbliższy opór zakończy okres dominacji byków. Z drugiej strony, ostatnim wzrostom towarzyszył bardzo wysoki wolumen obrotów, który może być zapowiedzią dalszych wzrostów.

Autorzy: Zespół Zarządzający MM Prime TFI S.A.

 

Eksperci

Lipka: Znów fatalne wieści dla frankowiczów

Za szwajcarską walutę trzeba płacić już ok. 3,70 zł, to ponad 20 gr więcej niż jeszcze miesiąc temu....

Bugaj: Pogarszające się inwestycyjne warunki

Po względnie stabilnym kwietniu drugi tydzień maja przyniósł dość zaskakującą poprawę koniunktury, k...

Przasnyski: Płacowa zadyszka. Górnicy, handlowcy, lekarze i budowlańcy mogą się jednak cieszyć

W pierwszym kwartale 2018 roku tempo wzrostu wynagrodzeń nieznacznie spadło. To prawdopodobnie jedyn...

Dzień Wolności Hipotecznej: od dziś nie pracujesz już na kredyt

128 dni zajęło w bieżącym roku zarabianie na 12 rat kredytu hipotecznego – wynika z szacunków Open F...

Moryc: Wyższa kwota wolna od podatku w Wielkiej Brytanii i nowe progi podatkowe

Początek kwietnia to w brytyjskim systemie podatkowym czas, od którego obowiązują nowe ustalenia pod...

AKTUALNOŚCI

Czy rynek nieruchomości znów doprowadzi do kryzysu?

W ciągu ostatnich 12 miesięcy na sześciu głównych rynkach nieruchomości w kraju cena metra kwadratow...

Przez 5 ostatnich lat zadłużenie Polaków wzrosło niemal dwukrotnie

Z roku na rok wzrasta wartość zaległości Polaków. Jak wynika z najnowszych danych Grupy KRUK łączne ...

Dzień Matki: na prezenty wydamy przynajmniej 750 milionów złotych

Na przeciętny upominek dla mamy Polacy wydają w bieżącym roku 67 złotych - wynika z danych zebranych...

Niespokojnie na rynku walutowym

Po kilku dniach spokoju i próbie wyhamowania aprecjacji dolara nadchodzi najważniejszy tym tygodniu ...

Ponad 27 miliardów złotych zostało w portfelach Polaków

Od ponad trzech lat Rada Polityki Pieniężnej utrzymuje stopy procentowe na najniższych poziomach w h...