Home Tagi Wpis otagowany "waluty"

waluty

Dla jednych zaczęła się dekada handlu na rynkach wschodzących. Inni uważają, że kraje rozwijające są dla inwestorów największym źródłem ryzyka. Podczas gdy ETF odwzorowujące zachowanie spółek emerging markets są blisko rekordowych poziomów, indeks ryzyka dla aktywów z tego obszaru wzrósł dwukrotnie od początku roku. W jakim kierunki zmierzają rynki wschodzące?

16 sierpnia br., po 21 tygodniach nieprzerwanego napływu pieniędzy do funduszy inwestujących w akcje rynków wschodzących i po 28 tygodniach rosnącego zaangażowania inwestorów w rynek długu gospodarek rozwijających się, po raz pierwszy odnotowano odpływ środków z tych aktywów. Z funduszy akcyjnych ubyło 1,6 mld dolarów, a funduszy instrumentów dłużnych – 2,3 mld USD. Przerwana passa dla jednych oznacza koniec byczej szarży na rynkach wschodzących, dla innych jest oznaką typowej dla tych gospodarek niestabilności.

Największe ryzyko na świecie         

Pesymiści uważają, że rynek długu w krajach wschodzących (emerging markets – EM) jest już przegrzany. Julian Brigden z funduszu hedgingowego Macro Intelligence2 Partners doradził w sierpniu swoim klientom sprzedaż obligacji rynków rozwijających się, bo jak stwierdził, są przewartościowane i stwarzają obecnie „największe ryzyko na świecie” dla inwestorów.

John-Paul Smith, założyciel Ecstrat Ltd, jeden z niewielu strategów, którzy przewidzieli czteroletnie załamanie EM, jakie zaczęło się na początku 2011 r., w raporcie z lipca napisał, że dług i waluty krajów rozwijających się należą do trzech najgorętszych aktywów, obok euro i akcji spółek technologicznych.

Obydwaj menedżerowie należą do niewielkiej wciąż grupy inwestorów obstawiających spadki na rynkach wschodzących. Choć są to głosy mniejszości, nie brak im argumentów na rzecz tezy, że emerging markets są przewartościowane. Ich siła wynika częściowo ze słabości rynków rozwiniętych. Rynki wschodzące korzystają na deprecjacji dolara w tym roku. Dług wielu krajów rozwijających się jest denominowany w amerykańskiej walucie i tańszy dolar zmniejsza koszt obsługi zadłużenia. Kij ma jednak dwa końce. Dolar był w centrum zainteresowania inwestorów pod koniec 2016 i na początku tego roku, w związku z dużymi oczekiwaniami co do szybkiego wzrostu stóp w FED.

Wolniejsze tempo podwyżek spowodowało odwrót od amerykańskiej waluty i napływ środków do EM. Niedźwiedzie przekonują, że stabilizacja dolara negatywnie odbije się na rynkach wschodzących. Jeśli do tego w górę pójdą ceny obligacji krajów rozwiniętych, wtedy dług na emerging markets może znaleźć się w poważnych opałach.

Obligacje zaś drożeją od amerykańskich, po niemieckie bundy. Zdaniem części analityków, efekt może być równie dotkliwy jak skutki pamiętnego „taper tantrum” z 2013 r. Chodzi o panikę jaka ogarnęła rynek długu po tym jak Ben Bernanke, ówczesny szef FED, zapowiedział stopniowe wycofywanie się z luzowania ilościowego. Rynek wpadł w histerię i zaczęła się wyprzedaż obligacji EM co pociągnęło za sobą zjazd rynku FX. Waluty krajów wschodzących, jak obliczyła agencja Bloomberg, straciły 14 proc. , natomiast obligacje 7,3 proc.

Inwestycje w rozwój

Optymiści przekonują, że ostatnie spadki mają charakter przejściowy, są motywowane zdarzeniami politycznymi i nie mają związku z fundamentami. Odwrót inwestorów od bardziej ryzykownych aktywów nastąpił w związku ze wzrostem napięcia wokół Korei Północnej oraz niepokojami wewnętrznymi w USA po zamieszkach w Charlottesville i przewrotnych działaniach prezydenta Trumpa. Na początku 2016 r. fundusz Pacific Investment Management ogłosił, że nadciąga „dekada handlu” dla aktywów emerging markets.

Rzeczywiście, ostatnie kilka miesięcy to pasmo sukcesów na tych rynkach. W tygodniu poprzedzającym odpływ pieniędzy z funduszy inwestujących w dług i aktywa rynków wschodzących, indeks IShares MSCI Emerging Markets ETF (EEM) osiągnął najwyższy poziom od 2014 r., a w relacji do notowań S&P500 odnotował najwyższy kurs od dwóch lat. Od początku roku do 1 września indeks EEM zyskał już 28,22 proc. i jest to najwyższa dynamika od 2009 r. Z drugiej strony do historycznych maksimów z 2007 r. brakuje mu jeszcze 25 proc.

Zdaniem byczo nastawionych inwestorów, akcje EM są gotowe do szybkiego wzrostu. Fundamenty gospodarek wschodzących są o wiele zdrowsze niż z czasów turbulencji rynkowych z 2013 r., inna jest też ich struktura. UBS w nocie wysłanej do inwestorów na początku sierpnia wskazuje na istotną zmianę w zachowaniach rynków rozwijających się w czasach słabości dolara. W 2017 r. doszło jednak do przełamania tego wzorca. Słabość dolara jest tylko czynnikiem wspierającym, natomiast motorem wzrostu jest sektor IT. O ile indeks EEM wzrósł o około 25 proc. to akcje spółek technologicznych na tych rynkach zyskały 43 proc.

Konkluzja jest taka, że kraje rozwijające się dużo inwestowały w ostatnich latach w rozwój technologii i na zasadzie efektu tzw. żabiego skoku, mocno unowocześniły swoje gospodarki. Nie są one już, jak w poprzednich latach, uzależnione od cen na rynku surowców.

Indeks ryzyka w górę

Ostatnie lata to wreszcie czas istotnych zmian na poszczególnych rynkach emerging markets. W 2013 r. JP Morgan ukuł termin „fragile five” (tzw. „wrażliwa piątka”) odnoszący się do Brazylii, Indii, Indonezji, RPA i Turcji. Obecnie za słabe ogniwa uważana jest Korea Południowa, ze względu na ryzyka polityczne oraz RPA z powodu słabości politycznej i ekonomicznej. Analitycy Renaissance Capital uważają, że od 2013 r. wzrosła wrażliwość na wstrząsy takich krajów jak Egipt, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Bahrajn i Oman. RBC Capital Market na liście „kruchej piątki” umieścił Irak, Libię, Nigerię, Algierię i Wenezuelę, czyli kraje mocno związane z rynkiem ropy.

Niezależnie od różnic, wszystkie kraje rozwijające się uważane są za rynki podwyższonego ryzyka. Globalny indeks ryzyka, mierzony przez firmę doradczą CrossBorder Capital, wzrósł z 32,1 na koniec roku do 67,9 obecnie, osiągając najwyższy poziom od przeszło roku. Jednym z głównych czynników ryzyka jest bardzo duża liczba takich samych pozycji zajmowanych przez inwestorów, oczekujących wzrostów cen.

Wyceny, zdaniem JP Morgan, mogą jednak iść w górę, bo według ich prognoz, zyski spółek z EM (ponad 1 tys. analizowanych firm) wzrosną w tym roku o 20 proc., a w przyszłym o ponad 11 proc.

Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima

Tempo wzrostu szwajcarskiej gospodarki jest najniższe od apogeum kryzysu finansowego. Chociaż słabe dane o PKB wynikają częściowo z czynników przejściowych, to mogą przedłużyć okres ekstremalnie niskich stóp procentowych, a także przyczynić się do dalszego spadku wartości franka – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Publikacja szwajcarskiego PKB zaskoczyła prawdopodobnie większość ekonomistów na świecie. Wzrost tej gospodarki w drugim kwartale wyniósł tylko 0.3 proc. rok do roku (r/r). To nie tylko wyraźnie poniżej oczekiwań ekonomistów, którzy spodziewali się wyniku na poziomie 1.0 proc. r/r.  Był to również jeden z najsłabszych odczytów w ostatnich dekadach i równy temu obserwowanemu w czwartym kwartale 2008 r., czyli w szczycie kryzysu finansowego. Co jednak spowodowało tak słabe wyniki jednego z najbogatszych krajów świata?

Skąd tak fatalne wyniki?

Przy wzroście gospodarczym strefy euro w granicach 2 proc. i rosnącemu prawdopodobieństwu osiągnięcia przez obszar wspólnej waluty wyniku najlepszego od dekady, tak niskie tempo przyrostu PKB w silnie uzależnionej od koniunktury zewnętrznej Szwajcarii może dziwić. Warto jednak zauważyć, że na zły rezultat złożyło się kilka czynników.

Po pierwsze, Sekretariat Stanu do Spraw Gospodarczych (SECO) zrewidował dane za poprzednie lata, co zmieniło punkt odniesienia dla ostatniej publikacji. Drugą ważną kwestią jest dość silna zmienność w wynikach szwajcarskiego handlu zagranicznego. W 2016 r. eksport usług wzrósł o 7.9 proc., w tym w czwartym kwartale aż o 13.3 proc. r/r. Z kolei w okresie marzec-czerwiec br. było to już tylko 0.4 proc. r/r. Natomiast import usług zwiększył się zdecydowanie bardziej niż eksport i wyniósł +4.1 proc. Z kolei zapotrzebowanie na szwajcarskie towary za granicą zmniejszyło się w porównaniu do drugiego kwartału 2016 r. o 1.3 proc., podczas gdy import podniósł się o 2.5 proc. W rezultacie handel zagraniczny miał silny, negatywny wpływ na PKB w ostatnim odczycie, chociaż prawdopodobnie jest to efekt krótkotrwały.

Pomijając jednak kwestie wymiany handlowej czy rewizji danych, pojawiają się także sygnały nieco gorszej wewnętrznej kondycji gospodarki. W porównaniu do pierwszego kwartału spada tempo wzrostu konsumpcji gospodarstw domowych (z 1.5 do 1.3 proc r/r) oraz wydatków sektora publicznego (z 1.7 do 1.6 proc. r/r.). Zauważalnie obniżyło się również tempo przyrostu inwestycji. Jeszcze w czwartym kwartale 2016 r. wynosiło ono 4.4 proc., a obecnie już tylko 1.9 proc.

Stopy procentowe bez zmian i tańszy frank

Mimo że wyraźne spowolnienie wzrostu PKB jest prawdopodobnie przejściowe, to jednak powinno ono wpłynąć na decyzje Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB). Jeszcze w czerwcu br. władze monetarne oczekiwały, że gospodarka urośnie w 2017 r. o 1.5 proc. W ciągu dwóch pierwszych kwartałów wzrost wyniósł około 0.5 proc r/r. Jest więc niezwykle mało prawdopodobne, by kolejne miesiące odrobiły straty z pierwszej połowy roku zwłaszcza, że np. sprzedaż detaliczna w lipcu spadła o 0.7 proc. r/r.

Dotychczasowe wyniki prawdopodobnie sprawią, że SNB zrewiduje w dół szacunki wzrostu PKB na 2017 r. podczas zaplanowanego na 14 września posiedzenia. Ponieważ również nie ma poważniejszego przyspieszenia inflacji (0.5 proc r/r), to niewykluczone, że władze monetarne jasno dadzą do zrozumienia, że stopy procentowe pozostaną na ujemnym poziomie (-0.75 proc.) dłużej niż wcześniej oczekiwano. Biorąc pod uwagę wpływ części odsetkowej na wysokość ich raty, jest to pozytywna informacja dla tych którzy spłacają kredyty frankowe.

Bardziej łagodna polityka pieniężna może być także korzystna w kontekście samej wyceny franka. Dobra kondycja gospodarcza strefy euro, a także innych wiodących gospodarek świata połączona z rosnącą inflacją na obszarze wspólnej waluty oraz prawdopodobnym wychodzeniem z łagodnej polityki monetarnej przez Europejski Bank Centralny powinny zmniejszać atrakcyjność franka w relacji do zagranicznych walut, w tym do złotego.

W rezultacie więc zaburzenie w odczytach szwajcarskiego PKB może przedłużyć trend ekstremalnie niskich stóp procentowych oraz słabość franka. Jest to więc idealny scenariusz dla spłacających kredyty denominowane w tej walucie, zwłaszcza że stosunkowo dobra kondycja gospodarcza w Polsce podtrzymuje także perspektywę względnie silnego złotego. Niewykluczone więc, że niedługo frank powróci do ok. 3.50 zł, czyli do poziomu sprzed tzw. „czarnego czwartku”.

 

Autor:  Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Polacy z roku na rok wymieniają coraz więcej walut. Mogłoby się wydawać, że największe kwoty wymieniamy w okresie wiosenno – letnim z powodu zbliżających się wakacji. Okazuje się jednak, że kantory, zarówno te stacjonarne, jak i internetowe mają najwięcej pracy w grudniu. Dlaczego? KantorBox.pl przyjrzał się poniżej tematowi.

Kto i jak wymienia waluty w Polsce?

Zanim ustalimy, dlaczego w grudniu przeprowadzamy najwięcej transakcji, zwróćmy uwagę na to, kto i dlaczego wymienia waluty w Polsce. Część z nas wyjeżdża na wakacje, spłaca kredyty czy robi zakupy w sieci. Cały czas największy odsetek osób wymieniających waluty są ci, których bliscy pracują za granicą. Jak wskazują statystyki, wielu emigrantów regularnie przesyła swoim bliskim pieniądze. Ci natomiast najchętniej wymieniają obcą walutę na złotówki w grudniu. W szale przygotowań do świąt oraz bożonarodzeniowych prezentów zawsze przydaje się większa ilość pieniędzy, więc waluty wymieniamy wtedy znacznie częściej.

Osoby pracujące poza granicami kraju przesyłają do Polski od 500 do nawet 2000 złotych miesięcznie. Niezależnie od tego, w jaki sposób przekazywane są pieniądze, czy za pośrednictwem, transferów, np. Western Union czy za pośrednictwem systemów przesyłania pieniędzy takich jak PayPal, zawsze ponosimy dodatkowe koszty przekazu. Najczęściej wysokość prowizji uzależniona jest od wartości transakcji. Nie dziwi więc fakt, że emigranci coraz częściej przesyłają pieniądze za pośrednictwem kantorów internetowych. Czas realizacji jest podobny, natomiast całkowite koszty przewalutowania znacznie są znacznie niższe niż np. prowizje bankowe.

Tańsze zakupy w Polsce

Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że pracując na zachodzie Europy, bardzo często możemy pozwolić sobie na znacznie lepszą jakość życia niż w Polsce. Jeśli jednak przyjrzymy się cenom konkretnych produktów to bardzo szybko zauważymy, że sprzęt RTV, książki, kosmetyki czy np. płyty są w Polsce znacznie tańsze. Oczywiście za wiele produktów musimy zapłacić nieco więcej (np. perfumy lub ubrania). Pamiętajmy jednak, że kupując je na miejscu nie musimy martwić się o sposób ich przewiezienia, czy opłaty za dodatkowy bagaż. Jest to kolejny czynnik wpływający na dużą ilość transakcji wymiany walut w grudniu. Osoby pracujące za granicą przyjeżdżają na święta i wymieniają pieniądze, aby móc kupić prezenty dla bliskich.

Grudzień – czas częstych i wysokich transakcji

Koniec roku to również czas, w którym firmy zamykają swoje budżety i finalizują większość rozpoczętych transakcji. To okres, w którym więcej eksportujemy oraz znacznie więcej importujemy, a co za tym idzie częściej wymieniamy waluty. Ponadto firmy zamykają okresy rozliczeniowe, spłacają zadłużenia i rozliczają się ze swoimi kontrahentami. Jest to okres bardzo intensywnej pracy dla wszystkich branż. Szybka i tania wymiana walut jest w tym czasie szczególnie istotna. Z początkiem roku stan ten znacznie się uspokaja. Wiele firm decyduje się na przerwę noworoczną, wstrzymywane są produkcje a nowe rozmowy handlowe dopiero się rozpoczną. W związku z tym początek roku to również spokój i stabilizacja na rynku wymiany walut.

Czy w grudniu za wymianę walut płacimy więcej?

Można spodziewać się, że każdy, kto przeczytał powyższy artykuł, szuka odpowiedzi na to pytanie. Zwiększone zapotrzebowanie na wymianę walut oczywiście może mieć znaczny wpływ na koszty transakcji. Pamiętajmy jednak, że na wysokość danego kursu wpływa wiele czynników, a nie tylko ilość przeprowadzanych transakcji. Zarówno w grudniu, jak również przez cały rok musimy regularnie obserwować rynki i porównywać kursy. Dzięki temu będziemy pewni, że zawsze za wymianę walut ponosimy najmniejsze możliwe koszty.

Końcówka 2017 roku będzie bardzo intensywnym okresem w polityce pieniężnej. W tym samym czasie gdy ECB zacznie wygaszać program ilościowego luzowania, Rezerwa Federalna rozpocznie proces stopniowego ograniczania sumy bilansowej. Pomimo tak istotnych kroków i bezprecedensowych wydarzeń na bardzo bliskim horyzoncie, na corocznym sympozjum w Jackson Hole, Yellen i Draghi nabrali wody w usta i nie odnosili się do perspektyw polityki monetarnej.

Oboje wzięli za to na celownik zamierzenia Donalda Trumpa i podkreślali znaczenie i pozytywny wpływ rozbudowanych regulacji sektora finansowego na stabilność sektora. Po stronie dolara za rozczarowanie zostało uznane podkreślanie przez Yellen, że przy właściwych regulacjach i narzędziach makroostrożnościowych, Fed nie musi brać pod uwagę wyceny aktywów przy ustalaniu głównych parametrów polityki. Jednoczesny brak nawiązania do rekordowo luźnych warunków finansowych został zinterpretowany jako niema deklaracja, że FOMC nie przyśpieszy cyklu zacieśniania ze względu na sytuację na tym polu. Zabrakło „mięsa”, więc inwestorzy skupili się na niuansach.

Eurodolar wyszedł najpierw z przedziału wahań 1,1680 – 1,1850, a następnie ponad 1,19. Już na dzisiejszej sesji azjatyckiej kurs ustanawiał maksima ponad 1,1950. Wyjście ponad szczyt z początku sierpnia otworzyło drogę w kierunku 1,20. W tych okolicach wypada modelowy zasięg ruchu po opuszczeniu dominującego przez kilka tygodni przedziału wahań.

Reakcja inwestorów doskonale oddaje sentyment panujący względem głównych walut. Brak nowych informacji to zła informacja dla dolara. Brak nowych informacji to dobra informacja dla euro. Rada Prezesów ECB nie gasi (naszym zdaniem zbyt wielkiego) entuzjazmu panującego wokół perspektyw wspólnej waluty wynikającego z silnego wzrostu i nieodzownej zmiany kursu w polityce monetarnej. Zachowanie euro to także dobitny sygnał dla decydentów, że jeśli faktycznie są zaniepokojeni siłą waluty, to sama wstrzemięźliwość w komunikacji z rynkiem to za mało by zatrzymać aprecjacyjny trend.

Wracając do dolara: informacje z sympozjum w Jackson Hole nie stanowią naszym zdaniem jakiejkolwiek przesłanki by sprzedawać amerykańską walutę. W przestrzeni G-10 znaczny potencjał do zniżek widzimy w przypadku GBP/USD. Funt pozostanie słaby pod wpływem napięć na scenie politycznej i tarć na linii Londyn – Bruksela. USD/JPY pozostaje w przedziale wahań ponad kluczowym wsparciem 108,80. W tym tygodniu uwaga uczestników rynku będzie skierowana nie tylko na dane (przede wszystkim wstępna inflacja z Eurolandu za sierpień i amerykański rynek pracy), ale również na amerykańską politykę. Kongres musi w ekspresowym tempie podwyższyć limit zadłużenia i umożliwić pozyskanie finansowania administracji rządowej. Kongres zbiera się po wakacyjnej przerwie po raz pierwszy 5 września i ma czas na wdrożenie nowej legislacji tylko do końca przyszłego miesiąca. Jakiekolwiek oznaki pogłębiania się podziałów i niezgody pomiędzy republikańskimi kongresmenami a administracją Trumpa będą negatywnym sygnałem dal ryzykownych aktywów i USD.

 

Raport opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Jeszcze do niedawna akcje spółek notowanych na giełdach Europy Zachodniej cieszyły się dużym zainteresowaniem inwestorów. Układ sił na inwestycyjnej mapie świata zmieniło nagłe umocnienie euro do dolara i wzrost kursu EUR/USD powyżej 1,15 (najwyższego poziomu od dwóch lat). Inwestorzy zaczęli wycofywać kapitał z europejskich akcji, ponieważ mocne euro szkodzi europejskim eksporterom, a szczególnie Niemcom – gospodarczej potędze strefy euro.

W obliczu silnej aprecjacji wspólnej waluty, argumenty przemawiające za inwestowaniem w zachodnioeuropejskie akcje zeszły na drugi plan. Inwestorów nie przekonują obecnie ani rosnące zyski wielu spółek notowanych w indeksie STOXX Europe 600, ani świetna – najlepsza od kilku lat – sytuacja gospodarcza w krajach strefy euro. Nakazuje to ostrożniejsze niż dotychczas podejście do inwestycji w akcje spółek notowanych na giełdach Europy Zachodniej. Przynajmniej na jakiś czas.

Burzę w strefie euro można przeczekać na giełdach w „Nowej Europie”

Podczas gdy zachodnioeuropejskie indeksy giełdowe zmagają się z przeceną, bardzo dobrze radzą sobie giełdy w krajach „Nowej Europy” – szczególnie giełda turecka. W tym roku fundusze akcji tureckich zyskały już średnio kilkanaście procent. A ich zyski byłyby jeszcze wyższe, gdyby nie postępująca erozja tureckiej waluty. Od stycznia lira osłabiła się do złotego o prawie 14,5% proc. W efekcie, chociaż w lokalnej walucie indeks BIST 100 zyskał około 37 proc., po przeliczeniu na złote wzrósł „tylko” o około 17,5 proc. To jednak i tak dużo, a dopóki globalny sentyment do rynków wschodzących będzie się utrzymywał, dopóty tureckie akcje powinny dalej rosnąć. Jest tylko jeden haczyk – Turcja jest rynkiem bardzo ryzykownym.

Jeśli inwestujemy w akcje i zdecydujemy się przeczekać burzę w strefie euro na rynkach naszego regionu, warto rozważyć stabilniejsze opcje. Takim rozwiązaniem będą fundusze akcji „Nowej Europy”. Mają one tę zaletę, że łączą w sobie inwestycje na kilku giełdach, takich jak Polska, Turcja czy Węgry. Dobrą alternatywą mogą być również fundusze akcji polskich. Polska giełda, podobnie jak turecka, jest w tym roku bardzo mocna. Do końca lipca indeks WIG wzrósł już o 20,9 proc., do czego przyczyniła się świetna dyspozycja największych polskich spółek. Co jednak istotniejsze – polskie akcje wciąż mają potencjał do wzrostów.

 

Autor: Tomasz Matras, zastępca dyrektora inwestycyjnego ds. akcji Union Investment TFI

 

 

Dlaczego nagle inwestorzy odwrócili się od waluty, której siła zaskakiwała przez ostatnie lata? Od 24 lipca frank szwajcarski (CHF) jest najsłabszą walutą na świecie wśród 31 gospodarek krajów rozwiniętych oraz rozwijających się – pisze 

W kilkanaście dni frank bardzo wyraźnie stracił na wartości: 4 proc. w relacji do euro oraz do złotego, 5 proc. do forinta. Jakie są przyczyny tendencji spadkowej i czy to już kres obniżek?

Specyficzna pozycja

Szwajcarska waluta od lat uchodziła za „bezpieczną przystań”, a takie określenie wynikało z mocnej pozycji gospodarczej alpejskiego kraju, widzianej głównie poprzez bilans rachunku obrotów bieżących. Szwajcarską gospodarkę praktycznie co roku cechowała nadwyżka w wymianie towarów i usług oraz w bilansie zysków z inwestycji zagranicznych.

W ciągu ostatnich 20 lat owa nadwyżka wynosiła średnio ok. 10 proc. PKB rocznie, co z jednej strony oznacza najwyższe poziomy na świecie, a z drugiej stałą, fundamentalną przewagę popytu na franka nad jego podażą.

Minione dwie dekady składały się jednak nie tylko z samych wzrostów szwajcarskiej waluty. Na początku bieżącego millenium kończył się bowiem 6-letni trend słabego franka, gdy przez sześć lat CHF stracił do dolara aż 40 proc. wartości, a w połowie 2001 r. kosztował zaledwie 2,2 zł.

Drugi, już szerzej znany, trend osłabiający franka zbiegł się w czasie z wysypem kredytów denominowanych w szwajcarskiej walucie i sprowadził CHF z ponad 3 zł do 2 zł. Ponieważ jednak w tym czasie nadwyżka na rachunku obrotów bieżących Szwajcarii była nadal bardzo wysoka, nasuwa się wniosek, że dużo większy wpływ na walutę wywierają inne czynniki niż wymiana handlowa czy zyski przedsiębiorstw osiągane za granicą.

Przepływu kapitału uzależnione od koniunktury

Skoro saldo rachunku bieżącego nie tłumaczy w pełni zachowania się waluty, warto zwrócić uwagę na przepływy finansowe. Zyski wypracowane przez szwajcarskie przedsiębiorstwa albo wracają do kraju, albo są reinwestowane zagranicą. Ten drugi przypadek zachodzi wtedy, gdy koniunktura globalna jest względnie dobra. Dlatego właśnie w latach 1996-2001 oraz 2004-2008 frank się osłabiał – zgromadzony wcześniej kapitał wypływał wtedy z kraju.

Po światowym kryzysie finansowym z końca minionej dekady do wcześniejszych przepływów szwajcarskiego kapitału dołączyły również te związane z obawami o kondycję strefy euro. Przez kilka lat nie tylko zagraniczne inwestycje Szwajcarii zostały ograniczone, ale również napłynął obcy kapitał (także spekulacyjny). To ten element stał się główną przyczyną rezygnacji SNB z utrzymywania stałego kursu wymiany EUR/CHF – w połowie stycznia 2015 r.

Jednak SNB nie skapitulował całkowicie. Władze monetarne zdecydowały się obniżyć stopy procentowe do minus 0,75 proc., by zniechęcać do nabywania franka. Nadal trwały także interwencje walutowe w olbrzymiej skali, które zmniejszały presję wzrostową na CHF.

W ciągu ostatnich siedmiu lat rezerwy walutowe Szwajcarii zwiększyły się o ponad 600 mld franków (ze 100 do 720 mld). W tym samym okresie udało się wygenerować nadwyżkę na rachunku obrotów bieżących na poziomie w sumie 450 mld franków. W rezultacie, aktywa nabywane przez SNB za granicą (obligacje oraz akcje) niwelowały nie tylko dodatni rachunek obrotów bieżących, ale również przynajmniej częściowo napływ kapitału z zagranicy.

Teraz już nikt nie chce franka?

Połączenie interwencji walutowych z ujemnymi stopami procentowymi w Szwajcarii oraz malejące zagrożenie poważniejszymi problemami strefy euro po wyborach we Francji przyczyniły się do osłabienia franka pod koniec pierwszej połowy roku.

Silne spadki kursu CHF w minionych dwóch tygodniach to już jednak efekt rosnącego strachu. Zgromadzony w franku kapitał wyraźnie zaczął tracić na wartości. Tworzy się sytuacja, w której inwestorzy lokujący środki w szwajcarskiej walucie nie tylko ponoszą straty na ujemnym oprocentowaniu, ale wartość ich aktywów staje się coraz niższa ze względu na słabszego franka.

W rezultacie, doprowadziło to do paniki, która przeceniła franka o ponad 4 proc. w ciągu ledwie dwóch tygodni. Do bieżących trendów również może dołączyć większa chęć sprzedaży franka i inwestycji poza granicami Szwajcarii przez lokalne przedsiębiorstwa. One także mogą się bać, że przy dalszym osłabieniu się CHF przyszłe zagraniczne inwestycje staną się droższe.

Obecny trend może być także wspomagany przez zachowanie się kapitału portfelowego. Więksi inwestorzy mogą w pewnym momencie uznać, że frank stanie się jeszcze słabszy niż obecnie. W powiązaniu z utrzymaniem ujemnych stóp procentowych będzie to wspierać strategię carry trade, gdzie pożyczone i wymienione na lokalne waluty franki będą inwestowane w obligacje skarbowe krajów rozwijających się. Konsekwencją takiego podejścia będzie dalsze obniżenie się wartości CHF.

Utrzymanie się bieżących tendencji oraz zwiększenie się popularności carry trade finansowanego we franku może doprowadzić do scenariusza, w którym szwajcarska waluta zmieni status z bezpiecznej przystani, oferującej ochronę kapitału, na gorącego kartofla, którego nikt nie będzie chciał trzymać ze względu na spodziewane straty. Mogłoby to również doprowadzić do sytuacji, że frank w relacji do złotego będzie notowany w kolejnych kwartałach bliżej granicy 3 niż 4 zł.

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Trwający w najlepsze sezon zarobkowy spowodował, że w piątek sprzedawcy doprowadzili Dow Jones do najwyższego dotychczas wyniku. Przetasowania w administracji Donalda Trumpa, nieudana próba reformy systemu opieki zdrowotnej, nowe sankcje rosyjskie czy udane testy rakietowe w Korei Północnej nie zdołały doprowadzić do spadku kursów akcji.

Dziś rano rynki wydają się grać stosunkowo bezpiecznie. Z kolei na rynkach walutowych możemy zobaczyć, że trzy główne waluty są na czele. Wygląda na to, że nawet dolar, który ostatnio ciągle spadał, dostał chwilowe wsparcie. Również ostatnia bezpieczna przystań, złoto, pomnaża swoje zyski z ostatnich kilku tygodni i jest na dobrej drodze do mocnego zakończenie lipca. Kolejną rzeczą, która może napawać inwestorów optymizmem jest cena ropy naftowej, która dzisiejszego ranka opornie przekroczyła cenę 50 dolarów.

Gdy czekamy na decyzję, czy nastąpi raczej hard fork czy soft fork dla Bitcoina, w brytyjskim parlamencie łagodny Brexit jest teraz zagrożony. Partia Konserwatywna premier May jest podzielona w temacie imigracji i tego jak Wielka Brytania będzie wyglądać po Brexicie. Kanclerz Philip Hammond i jego sojusznicy są za tym by granice zostały stosunkowo otwarte, a ich przeciwnicy twierdzą, że to właśnie otwartość Wielkiej Brytanii na migracje była głównym czynnikiem przemawiającym za opuszczeniem Unii Europejskiej. Jak dotąd nie poznaliśmy stanowiska Premier w tej spornej kwestii. Tymczasem silne euro prześciga brytyjskiego funta, a część ekspertów przewiduje, że parytet (1.0000) może się znajdować daleko od pary walutowej EUR/GBP.

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Słabość dolara jest podtrzymywana, co obrazuje indeks dolarowy na pułapie najniższym od ponad roku. Jednocześnie wnioskując po zawartości kalendarza makroekonomicznego wtorkowa sesja powinna być najspokojniejsza w całym tygodniu, co w obliczu jutrzejszego posiedzenia FOMC sugeruje utrzymanie przez główne pary walutowe przedziałów wahań.

Kryzys polityczny i fala społecznych protestów dotyczących reformy sądownictwa unaoczniły inwestorom dobitnie, że w przypadku polskiej waluty zbyt szybko zapomniano o ryzyku politycznym. Poniedziałkowe spadki EUR/PLN są dowodem pewnej ulgi, ale uczestnicy rynku będą przez dłuższy czas kryzys polityczny utrzymywać w świadomości. Będzie on pretekstem by nad złotego faworyzować inne waluty regionu (już ostatnio złoty pozostawał w tyle za koroną czeską i forintem), lub też stanie się przesłanką do mocniejszego przeceniania rodzimej waluty, gdy globalne otoczenie zmieni się na mniej sprzyjające. Przed wybuchem ostatniego widzieliśmy ograniczony potencjał do umocnienia złotego. Teraz scenariusz zakładający utrzymanie aprecjacyjnej tendencji staje się w naszych oczach oczywiście jeszcze mniej prawdopodobny. Przy znanych perspektywach krajowej polityki pieniężnej zachowanie złotego jest pochodną tendencji globalnych, w tym
w znacznym stopniu odzwierciedleniem siły europejskiej (a zwłaszcza niemieckiej) gospodarki. Wczorajsze odczyty indeksów PMI wysyłają jasny sygnał, że choć nie ma powodów do zmartwień (w II kwartale dynamika PKB Eurolandu wyniosła naszym zdaniem przyzwoite 2 proc. rok do roku), to w drugiej połowie roku ożywienie w strefie euro nieco przygaśnie. W przypadku Niemiec indeksy PMI sugerują m.in. najsłabszą produkcję i najniższy wolumen nowych zamówień w przemyśle od stycznia. Nowe zamówienia w niemieckich usługach są na najniższym pułapie od niemal roku. Dzisiejszy odczyt Ifo, a zwłaszcza komponenta oczekiwań ma w tym świetle potencjał by przynieść spore rozczarowanie (a rynek oczekuje stabilizacji na bardzo wysokim poziomie). Pogorszenie danych byłoby impulsem do mniej optymistycznego spojrzenia na perspektywy nie tylko złotego, ale również wspólnej waluty i europejskich indeksów giełdowych, które już ostatnio zostały w tyle za innymi rynkami rozwiniętymi.

Przy bardzo optymistycznym podejściu ECB do perspektyw inflacji uczestnicy rynku powinni z założenia wykazać powinni dość daleko idącą cierpliwość względem informacji z gospodarki Eurolandu, ale wczorajsza dość nerwowa reakcja na rynku obligacji Niemiec po rozczarowującym PMI nie może przejść niezauważona.
W przestrzeni G-10 negatywnie postrzegamy perspektywy funta. Aprecjacyjne trendy AUD, CAD i NZD wypchnęły kursy na poziomy oderwane od fundamentów, co zagraża mocnymi korektami.

 

Materiał opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

 

Reakcja rynków po przemówieniu Mario Draghi była zaskoczeniem chyba nawet dla niego. Pomimo starań, aby trzymać swoje karty blisko i nie dać poznać swoich przyszłych ruchów, inwestorzy przejrzeli jego pokerową twarz. Jego wystąpienie potwierdziło teorie, że Europejski Bank Centralny jest w samym centrum zwężenia, ale się do tego nie przyznaje. Draghi dołożył wszelkich starań, aby przedstawić EBC jako instytucję, która nie ma żadnych planów likwidacyjnych ogromnego pakietu stymulacyjnego, a nawet pozostawił sobie otwarte drzwi, aby później je zwiększyć, ale nie zdołał ukryć faktu, że gospodarka rzeczywiście idzie coraz mocniej w dół.

Dzisiejsza walka pomiędzy walutami większości gospodarek, w tym euro, stara się utrzymać słabe waluty w celu promowania eksportu. Napływ euro w ciągu ostatnich 24 godzin prawie na pewno nie był tym, co pan Draghi chciał osiągnąć. Kurs pary walutowej EUR/USD jest notowany obecnie o 60 punktów niżej od swojego najwyższego poziomu w styczniu 2015. Z drugiej strony, Mario prawdopodobnie nie powinien zdobyć całego uznania za ten ruch. Do silnego euro przyczynił się także  prezydent Trumpa, który załamał dolara. W tym momencie dolar potrzebuje wzmocnienia.

Krypotwalutowi górnicy bardzo silnie zasygnalizowali wdrożenie SegWit. Dzisiejsze nagłówki pokazują, że BIP91 został zablokowany. Ta aktualizacja oznacza, że BIP148 stał się znacznie mniej prawdopodobny. Stąd możliwe są dwa wyjść: aby wdrożyć SegWit za pomocą Soft Fork lub wdrożyć SegWit2x za pomocą Hard Forka, aby zwiększyć rozmiary bloków. To, że  górnicy wskazują na  BIP91 nadal nie oznacza, że to się zadzieje. Po drodze czyha wiele przeszkód, a jest ona wciąż daleka od bycia klarowną. Jednak w tym momencie mamy o wiele większą jasność niż mieliśmy 24 godziny temu.

Wpływ na cenę jest dość jasny. Bitcoin wykorzystał te wiadomości i zbliżył się do swojego najwyższego poziomu. W rzeczywistości, w ciągu ostatniego tygodnia, Bitcoin zniwelował niemal wszystkie straty, które osiągnął od swojego szczytu 12 czerwca. I to właśnie jest magią kryptowalut.

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

 

Niespodziewanie nudny występ Janet Yellen w Waszyngtonie spowodował wzrost akcji, ale nie na długo. Dow Jones wzrósł w sumie o 25 punktów z zyskiem wynoszącym 0,1%. Azjatyckie akcje też dziś idą wzwyż na podobnym poziomie. Nie ma tu nic ciekawego do zaobserwowania. Z całego tego podekscytowania warto wyciągnąć, że zmienność notowana jest blisko najniższych poziomów, gdyż środek lata wyssał życie z tego rynku. Waluty i towary notowane są w linii płaskiej. Złoto i olej kształtują się bez określonego celu. Poza 20-punktowym ruchem na dolarze australijskim naprawdę nie ma o czym mówić.

Szukający dreszczyku emocji  traderzy handlujący na wysokich poziomach ryzyka powinni spojrzeć na kryptowaluty. Nawet w tym nudnym dniu, Bitcoin poruszył się o 1,39%, a Ethereum – 4,58%. Niestety, ogólny kierunek jest niekorzystny. Z 10 najlepszych kryptowalut, 9 jest notowanych na czerwono. Tylko Ethereum Classic idzie w górę, jeśli można tak nazwać ruch na poziomie 0,09% zysku.

Pomimo dużej korekty, jaką zaobserwowaliśmy w ciągu ostatnich kilku tygodni i niewielkiej poprawy wczoraj, spadki te wydają się być nieco wyciszone. Jeżeli całkowita kapitalizacja rynkowa spadnie znacznie poniżej 80 miliardów dolarów lub jeśli przekroczy poziom 91 miliardów dolarów, możemy się spodziewać kolejnego impetu wzrostów.

Jedną z rzeczy, które kocham w polityce brytyjskiej są tamtejsi ministrowie gabinetu cienia. Dla każdego sekretarza rządu, partia opozycyjna tworzy swojego własnego delegata, który nie ma absolutnie żadnej władzy, ale którego głównym zadaniem jest atakowanie ich odpowiednika. Jeremy Corbyn spotka się dzisiaj z europejskim negocjatorem Brexitu i poinformuje go, że jest gotowy przejąć negocjacje w przypadku, gdy rząd Theresy May upadnie. Corbyn depcze po piętach May od nocy wyborów, ale jest to zupełnie nowy poziom zuchwałości, który dodaje złożoności już i tak zaciekłym negocjacjom. Biorąc pod uwagę wszystkie ruchy polityczne oraz na rynkach, od czasu referendum w sprawie Brexitu w czerwcu 2016 r., para walutowa EUR/GBP pozostała niewiarygodnie stabilna.

 

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Pomimo zimowej aury, na rynku walutowym panuje prawdziwy upał. Większość kluczowych wydarzeń ekonomicznych ma charakter globalny, co sprawia, że złoty pozostaje bezbronny wobec niesprzyjającego mu sentymentu rynkowego. Dlatego też w ostatnim czasie polska waluta wyraźnie traciła względem dolara, euro czy też franka szwajcarskiego. Mimo wszystko wiele wskazuje na to, że grudzień może okazać się nieco bardziej pomyślnym miesiącem dla złotego niż ostatnie tygodnie.

Wzmożone problemy złotego rozpoczęły się w październiku. Rosnąca niepewność związana z wyborami w Stanach Zjednoczonych zaczęła znacząco ciążyć polskiej walucie. Zwycięstwo Donalda Trumpa wpłynęło na wzrost globalnej awersji do ryzyka, co szczególnie uderzyło w waluty emerging markets, w tym w złotego. Poziom tej awersji jeszcze długo pozostanie na wysokim poziomie, bowiem kontrowersyjny miliarder dopiero w styczniu rozpocznie swoją prezydencką kadencję. Warto pamiętać, że odbudowa zaufania inwestorów jest znacznie dłuższym procesem niż jego utrata.

Ryzyko polityczne nie ogranicza się jedynie do wyników amerykańskich wyborów oraz jego potencjalnych następstw. W tym tygodniu w centrum uwagi znalazło się włoskie referendum. Niemniej, wszystko wskazuje na to, że Matteo Renzi (pomimo niekorzystnych dla niego wyników) pozostanie premierem do czasu uporządkowania sytuacji w państwie oraz powołania przez prezydenta rządu tymczasowego. Z jednej strony to dobra wiadomość dla rynku, bowiem wzrost niestabilności politycznej we Włoszech jest ostatnią rzeczą jaką potrzebują tamtejsze banki – ich trudna sytuacja stanowi zagrożenie dla europejskiego systemu bankowego. Z drugiej strony, temat prędzej czy później powróci. Póki co, to rozwiązanie nieco uspokaja nastroje rynkowe.

Warto również zwrócić uwagę na fakt, że polska gospodarka wyraźnie spowalnia, co potwierdzają wyraźnie słabsze od prognoz odczyty dynamiki PKB, sprzedaży detalicznej czy produkcji przemysłowej. Krajową piętą achillesową pozostają inwestycje, których poziom systematycznie się kurczy. Z kolei RPP pozostaje bierna i nie dokonuje żadnych zmian w polityce monetarnej. Kontrowersyjne decyzje polityków nie pozwalają też spoglądać w przyszłość z optymizmem, zwłaszcza gdy na przekór wszystkim trendom został obniżony wiek emerytalny. Dlatego też inwestorzy nie kryli swojego zaskoczenia, kiedy to agencja S&P podniosła perspektywę polskiego ratingu kredytowego z ,,negatywnej” na ,,stabilną”.

Tymczasem amerykańska gospodarka jest naprawdę solidna, co potwierdzają najnowsze dane makroekonomiczne m.in. dynamika PKB, payrollsy oraz indeksy PMI. W efekcie Fed najprawdopodobniej już 14 grudnia podniesie stopy procentowe. Z kolei w Europie najnowsze dane ekonomiczne wskazują na niski, lecz stabilny wzrost gospodarczy, kluczowym aspektem pozostaje dalszy kształt programu QE. Rynek wydaje się grać na EUR/USD pod decyzję o stopniowym wygaszaniu skupu europejskich aktywów. Tymczasem obecne czynniki geopolityczne oraz ekonomiczne nadal stanowią silny bodziec do kontynuacji QE. W związku z tym, bardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się decyzja o przedłużeniu programu skupu obligacji. Niewykluczone, że część inwestorów postanowiła wykorzystać okres oczekiwania pozostałych uczestników rynku na decyzję EBC, realizując swoje zyski – korekta po dynamicznych spadkach.

Reasumując, niesprzyjający polskiej walucie globalny sentyment rynkowy nie ulegnie rychłej poprawie. Istnieje kilka przesłanek intensyfikujących oczekiwania co do grudniowego wzmocnienia złotego, które pozwoli odrobić chociażby część strat. Po pierwsze, podwyżka stóp procentowych w Stanach została już zdyskontowana a co więcej wiele wskazuje na to, że proces zacieśniania polityki pieniężnej przez Fed będzie stopniowy. Po drugie, potencjalne wydłużenie programu QE przez EBC będzie czynnikiem ograniczającym siłę europejskiej waluty. Co więcej, druga połowa grudnia na rynku finansowym będzie okresem znacznie spokojniejszym, co może okazać się okolicznością sprzyjającą złotemu.

Potencjał korekty na EUR/PLN wydaje się relatywnie istotny, jednakże w gruncie rzeczy złoty nadal pozostanie słaby. Na koniec roku eurozłoty powinien znaleźć się poniżej granicy 4,40 – wsparcie znajduje się w okolicy 4,38. Przy założeniu stabilizacji eurodolara w rejonie 1,07 crossowy kurs USD/PLN powinien oscylować w okolicy 4,10. Frank szwajcarski, czyli bezpieczna przystań, wraz z nieco spokojniejszą atmosferą rynkową również powinien stracić na wartości – niewykluczone, że CHF/PLN zakończy bieżący rok w pobliżu psychologicznej granicy 4,0.

 

Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Dolar miał ponad dwa dni na zaliczenie technicznej korekty, na która jednak nie było chętnych, więc po chwilowym przystanku wrócił do okazywania dominacji nad innymi walutami. Dane z USA rysują pozytywny obraz na przyszłość, co nie umknie wzrokowi Fed. Dziś Święto Dziękczynienia, więc po publikacji Ifo z Niemiec rynek prawdopodobnie przejdzie w stan uśpienia.

USD pozostaje królem, a rynek nie zamierza tego kwestionować. Na liście powodów za aprecjacją dolara odznaczone są dobre bieżące dane makro, optymistyczne perspektywy na przyszłość, wysokie rentowności obligacji skarbowych i zaostrzająca się retoryka Fed. W tym ostatnim przypadku opublikowane wczoraj minutki z listopadowego posiedzenia FOMC potwierdziły rynkowe oczekiwania, że Fed podniesie stopy procentowe w grudniu (rynek stopy procentowej wycenia 100 proc. prawdopodobieństwa). Członkowie FOMC generalnie zgodzili się, że „argumenty za podwyżką dalej się wzmacniały”, choć większość stwierdziła, że Komitet powinien poczekać na kolejne dowody progresu w stronę celów Fed. Tak było 2 listopada, a do tego czasu sprzedaż detaliczna pokazała kontynuowane wzmocnienia konsumpcji, inwestycje na rynku nieruchomości zanotowały zaskakujący skok, a przemysł daje sygnały rodzącego się odbicia z ostatnim dowodem w postaci silnego wzrostu zamówień na dobra trwałe. Osobiście jestem zadania, że Fed może zaburzyć ten idealny obraz i po posiedzeniu w grudniu może nie dać sygnałów, że zamierza przyspieszyć z tempem podwyżek. Ale do tego czasu ciężko przeciwstawiać się panowaniu USD.

Święto Dziękczynienia oznacza, że rynki w USA są zamknięte, a sama Europa po porannym rozruchu nie będzie skora do dalszego pobudzania aktywności. W kalendarzu godny uwagi jest jedynie niemiecki indeks Ifo, od którego oczekuje się tych samych poziomów, co przed miesiącem. Wczoraj wstępne szacunki PMI dla niemieckiego przemysłu wypadły nieco słabiej od oczekiwań, więc ryzyka dziś są po negatywnej stronie, ale wątpliwe, aby miało to rozgrzać rynek EUR. Na EUR/USD spadki zatrzymały się na minimach z grudnia 2015 r. blisko 1,0520, ale rynek może mieć apetyt na ruch w stronę 1,0457 – dołek z marca ubiegłego roku. USD/JPY gładko przechodzi przez 113 z drogą praktycznie otwartą do 114,50. Na krajowym podwórku reaktywacja wyprzedaży obligacji w USA pociągnęła za sobą ucieczkę kapitału z polskiego rynku długu i złoty odczuł to osłabieniem o 2 grosze ponad 4,43 za euro. Wstrzymany handel na papierach USA (święto) powinie przynieść moment ulgi z cementowaniem konsolidacji 4,40-4,45.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dolar pozostaje mocny. Pomimo całego wysypu danych makro, dziś w centrum uwagi będzie Janet Yellen, która przed Kongresem naświetli swój pogląd na perspektywach amerykańskiej gospodarki. Rynek przyjął za pewnik prowzrostową politykę fiskalną prezydenta elekta Trumpa. Należy jednak pamiętać, że Fed wielokrotnie udowadniał, że woli reagować na twarde dowody zmian w gospodarce, niż działać wyprzedzająco na samych przypuszczeniach. Od strony sytuacji makro w USA Fed może nie wycofać się z podwyżki w grudniu, ale jest mało realne, by deklarował zaostrzenie przyszłej ścieżki.

Pomijając skutki wyborów prezydenckich, sytuacja makro w USA w dalszym ciągu przemawia za podwyżką stopy Fed w grudniu. Dane z rynku pracy wskazują na kontynuowany przyrost zatrudnienia, inflacja odbija, a wtorkowe dane o sprzedaży detalicznej sugerują ożywienie konsumpcji w czwartym kwartale. Wygrana Donalda Trumpa jest realną postawą do pobudzenia niepewności, która mogłaby skłaniać Fed do odroczenia podwyżki, ale jak na razie rynki finansowe z przedwyborczych wypowiedzi wyciągają jedynie pozytywny dla perspektywy gospodarczych USA, napędzając wzrosty na giełdzie i umocnienie USD. W naszej opinii prawdopodobieństwo podwyżki w grudniu jest mniejsze niż było przed wyborami, ale póki rynki finansowy zachowują się we względnie uporządkowany sposób, szanse na ruch Fed dalej są powyżej 50 proc.

Rynkowa wycena prawdopodobieństwa grudniowej podwyżki jest bliska 100 proc. i nie może być wyższa, zakładając że ruch o 50 pb jest wykluczony. Jednakże dla perspektywy USD dużo większe znaczenie ma przyszłość polityki monetarnej Fed w 2017 r. i dalej. Generalne założenie, na którym bazują rynki finansowe, to ekspansja fiskalna podnosząca w górę inflację, co zmusi Fed do szybszego zacieśniania polityki pieniężnej. W ciągu tygodnia rynek przeszedł z oczekiwania mniej niż jednej podwyżki w 2017 r. do ponad dwóch. Wystromienie ścieżki podwyżek stopy Fed prowadzi do wyprzedaży obligacji skarbowych USA i pchnęło rentowności 10-latek z 1,80 proc. do 2,25 proc. Pogłębienie różnicy między rynkowymi stopami procentowymi wspiera USD na takich parach, jak USD/JPY, EUR/USD, czy USD/CAD.

Kluczową kwestią jest, na ile Fed jest zainteresowany podsycaniem rynkowych oczekiwań? Wypowiedzi przedstawicieli Fed w tym tygodniu jak na razie prezentują wyważone stanowisko, choć wyróżniły się dwa o gołębim akcencie. Dziś rano James Bullard z Fed w St. Louis podtrzymał swoje gołębie nastawienie i stwierdził, że „jedna podwyżka, prawdopodobnie w grudniu, powinna wystarczyć, by sprowadzić politykę monetarną do poziomu równowagi”, a wynik wyborów nie wpłynął na jego prognozy gospodarcze. Członek zarządu Fed Daniel Tarullo przestrzegł, że Fed nie będzie reagował na programy Trumpa dopóki nie zostaną zatwierdzone. Optujący za podwyżką Eric Rosengren to gołąb przestraszony groźbą destabilizacji systemu finansowego, nie będzie dążył do zdecydowanej kontynuacji cyklu. Kolejne przykłady można mnożyć, ale patrząc na postawę USD w ostatnich dniach nie widać, aby rynek przejął się tymi wypowiedziami i być może czeka na komentarze głównych rozgrywających w Fed – przede wszystkim wystąpienie prezes Fed Janet Yellen o 14:00, ale także szefa oddziału Fed w Nowym Jorku Billa Dudleya i członkini zarządu Lael Brainard. Uważamy, że polityce Fed nie jest po drodze z podsycaniem wygórowanych oczekiwań rynkowych i realne jest ostudzenie jastrzębiego zapału.

Podsumowując, Fed może być skłonny, by nie podsycać oczekiwań rynkowych oczekiwań. Interpretując ceny rynkowych aktywów (USD, obligacje skarbowe), sytuacja wygląda tak, jakby Fed już dokonał podwyżki o 50 pb! Takie zaostrzenie warunków finansowych stanowi zagrożenie przyduszenia ożywienia gospodarczego i w rezultacie może prowadzić do odwlekania faktycznej normalizacji polityki monetarnej. Jest to jedno z podstawowych ryzyk, które jest obecne w rozważaniach Fed, stąd realna jest zachowawczość w komentarzach oraz odżegnywanie się od wyciągania pochopnych wniosków z ostatnich wydarzeń i chłodzenie oczekiwań na szybkie podwyżki. W rezultacie dzisiejsze wystąpienie może stać się katalizatorem korekty na rynku obligacji, która pociągnie w dół również amerykańskiego dolara.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

W układance pojawił się nowy element: zapowiedź poluzowania fiskalnego w USA. Powoduje on rajd cen surowców przemysłowych, podniesienie się wyceny przyszłej ścieżki inflacji i wywołało gigantyczny odpływ kapitału z rynku długu. Rentowność amerykańskich dziesięciolatek przekraczająca 2,20 proc. nie jest jednak możliwa do uzasadnienia nawet przy przyśpieszeniu wzrostu gospodarczego o połowę. Papiery skarbowe USA ( a także m.in. Niemiec) były ekstremalnie drogie pod wpływem braku presji inflacyjnej i ultra łagodnej polityki monetarnej w USA. Pojawienie się nowego elementu, fiskalnego poluzowania pasa, wywołało dynamiczną i lawionową reakcję – naszym zdaniem jest nieco za wcześnie  by wygaszać ten ruch i powątpiewać w siłę dolara.

Jego efekt to także umocnienie dolara, w tym gigantyczna presja na waluty gospodarek wschodzących. Dramatyczna przecena złotego wpisuje się w tę tendencję. O ile fundamentalnie kierunek ruchu jest uzasadniony, to jego skala to przede wszystkim pochodna niskiej płynności w okresie świątecznym. Dlatego też, uważamy, że wraz ze stabilizowaniem się sytuacji, kurs EUR/PLN będzie schodził na nieco niższe pułapy. Pierwsza fala tej tendencji ma szansę objawić się już dzisiaj i część uczestników rynku wykorzysta obecne pułapy do kupna złotego, co kurs EUR/PLN powinno spychać poniżej 4,40.

Podnoszenie się rentowności krzywej długu USA wypycha też dochodowość obligacji w strefie euro. Skala ruchu jest wyraźnie mniejsza, a dodatkowo ECB może pojawić się na nowych segmentach krzywej, które wcześniej były niedostępne ze względu na rentowność papierów poniżej stopy depozytowej ECB (wymóg formalny). Z drugiej strony, wybór Trumpa na prezydenta rozbudził obawy o wynik włoskiego referendum konstytucyjnego, które jest kolejnym ważnym punktem w politycznym kalendarzu na ten rok i odbędzie się 4 grudnia. Pojawia się zatem także dawno nieobserwowany czynnik pod postacią ryzyka kredytowego (wyraźnie rozszerza się spread włoskich i niemieckich obligacji). Główne powody słabości euro to jednak oczekiwanie, że Rada Prezesów wydłuży program skupu aktywów w obawie o odpływ kapitału inwestycyjnego i potencjalny wzrost niepewności politycznej. Spodziewamy się utrzymania słabości wspólnej waluty. Ważnych wskazówek odnośnie do perspektyw polityki ECB może dostarczyć dzisiejsze wystąpienie Mario Draghiego, które zaplanowane jest na 16:00/

Nie bez znaczenia dla układu sił na rynku jest też drastyczny zwrot w notowaniach EUR/GBP, który przyczynił się do silnego umocnienia funta do innych walut. Ryzyko „twardego brexitu” nadal pozostaje jednak wysokie i kurs GBP/USD powinien schodzić na niższe pułapy. W gronie walut surowcowych najgorzej rysują się perspektywy NZD a najkorzystniej AUD. Wynika to z bardzo silnego wzrostu cen metali przemysłowych, który poprawia sytuację Australii w bilansie płatniczym (korzystniejsze terms of trade).

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Donald Trump zdobył ponad 270 głosów elektorskich, co oznacza, że powinien zostać prezydentem USA. Jednak już w nocy rosnące szanse na zwycięstwo kandydata Republikanów powodowały spadki na giełdach w okolicach 5 proc., osłabienie meksykańskiego peso o ponad 10 proc. i ogólne obniżenie wartości dolara amerykańskiego. W tym kontekście bardzo stabilnie zachowuje się złoty.

Jak zareagowały rynki w pierwszych godzinach po zamknięciu lokali wyborczych – wyjaśnia Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Po godzinie trzeciej w nocy polskiego czasu, gdy coraz więcej wskazywało, że kluczowe „wahające się” stany zostały zdobyte przez Donalda Trumpa, rynek zaczął wyceniać zwycięstwo kandydata Republikanów. Praktycznie od razu meksykańskie peso straciło 6-7 proc. wartości do dolara, a po kolejnych kilkudziesięciu minutach przecena sięgnęła ponad 10 proc.  Strach było widać także na giełdach. Kontrakty terminowe na amerykańskie indeksy traciły 5 proc. wartości, co spowodowało uruchomienie czasowego ograniczenia ich handlu na chicagowskiej giełdzie CME. Podobna skala spadków dotknęła również giełdę japońską.

Wygranymi na rynku były euro i jen, które zyskiwały do dolara odpowiednio 2 i 3 proc. wartości. Pewnym zaskoczeniem jest natomiast bardzo stabilne zachowanie się franka, a nawet jego niewielkie osłabienie w stosunku do euro. Co prawda Szwajcarski Bank Narodowy ostrzegał, że będzie interweniował, gdyby zaszła taka potrzeba, ale jednak pamiętając o doświadczeniach z Brexitu można było oczekiwać przynajmniej chwilowego wzrostu wartości tej waluty.

Dramatyczne spadki liry i spokój na złotym

Wśród walut rynków wschodzących nie tylko na meksykańskim peso widać było paniczną reakcję i spadek do historycznych minimów. Turecka lira traciła w pewnym momencie 5 proc. wartości w relacji do dolara i prawie 7 proc. w stosunku do euro. Są to najniższe poziomy tej waluty w historii. Bardzo podobnie zachowywał się także południowoafrykański rand. Znacznie mniejsza przecena dotknęła natomiast koreańskiego wona, choć w tym przypadku, według doniesień Reutersa, mogło dojść do interwencji banku centralnego, co mogło zmniejszyć chęć sprzedaży tej waluty.

Na tle światowych rynków bardzo spokojnie zachowuje się polski złoty. Co prawda za euro trzeba płacić rano ponad 4.35 zł, czyli najwięcej od połowy września, ale biorąc pod uwagę notowania innych walut krajów rozwijających się, można powiedzieć, że złoty jest bardzo stabilny. Ograniczone globalne zmiany na franku powodują również, że kosztuje on niewiele ponad 4 zł.

Nieznaczne zmiany złotego w relacji do euro i silna przecena dolara w porównaniu do europejskiej waluty powodują, że kurs dolara spadał w nocy do ok. 3.85 zł. Później nastąpiło odreagowanie tego ruchu i teraz jest blisko wczorajszych notowań.

Jak mogą wyglądać następne dni?

 Reakcja rynku na wygraną Trumpa nie jest zaskakująca. Największa przecena dotknęła te waluty, których kraje mogą wyraźnie stracić na bardziej protekcjonistycznym podejściu Stanów Zjednoczonych. Można było natomiast oczekiwać minimalnie większego osłabienia się złotego w relacji do euro i przynajmniej krótkoterminowego wzmocnienia się franka.

Zgodnie z naszymi wcześniejszymi szacunkami, złoty jest zdecydowanie bardziej stabilny, niż inne waluty krajów rozwijających się. Wydaje się, że ta sytuacja nie powinna ulec drastycznej zmianie. Przemawiają za tym przede wszystkim ograniczone kontakty handlowe z USA. Zagadką natomiast pozostaje polityka monetarna. Pierwsze reakcje rynku potwierdziły przypuszczenia, że może ona być łagodniejsza, niż w sytuacji, gdyby wybory wygrała Clinton. Z drugiej strony silny nacisk w zwycięskim przemówieniu Trumpa na wydatki infrastrukturalne może zwiększyć ryzyko wyższej inflacji. To z kolei spowodowałoby wzrost oczekiwań dotyczących podwyżki stóp procentowych w USA i jednak mniejsze prawdopodobieństwo spadku dolara.

Zagrożeniem dla stabilizacji złotego może być natomiast pogłębienie spadków na zagranicznych giełdach. Gdyby do nich doszło, to prawdopodobnie polska waluta również zacznie tracić na wartości. Wciąż jednak oczekiwane zmiany powinny być znacznie mniejsze, niż w przypadku wielu innych walut gospodarek rozwijających się.

 

Marcin_LipkaMarcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

 

 

fot. absfreepic.com

Wypowiedź: Marek Rogalski, główny analityk walutowy, Dom Maklerski BOŚ.

Wygrana Hillary Clinton dla rynków to status quo – mówi newsrm.tv Marek Rogalski, główny analityk walutowy, Dom Maklerski BOŚ i dodaje. – Natomiast jeżeli wygra Donald Trump to w pierwszym momencie następuje silny skok ryzyka na świecie. Jest strach o to, co ta prezydentura ze sobą przyniesie.

Jak zauważa analityk, Kongres będzie mógł blokować część pomysłów Donalda Trumpa i jego prezydentura nie musi być dla rynków zła. Natomiast, w krótkim okresie strach na rynkach może się pojawić. – W takim układzie giełdy idą w dół. Dolar zyskuje na wartości. Moim zdaniem nie ma innej alternatywy dla bezpiecznej przystani jak amerykańska waluta – prognozuje Marek Rogalski.

Jak sytuacja wpłynie na naszą walutę? Analityk ocenił, że PLN/USD wróci do poziomu sprzed dwóch tygodni, czyli 3,98-4,00. Sam złoty też może się osłabić do euro. Co z frankiem? – Jeżeli patrzymy na franka to warto powiedzieć o sytuacji, która była 24 czerwca po referendum w Wielkiej Brytanii, gdy poznaliśmy wyniki już o 6-7 rano interweniował Bank Szwajcarii – mówi ekspert rynku walut.

 

źródło: Newsrm.tv

USD/CAD przebił kluczową barierę w okolicach 1,33. Za ruchem stoi zmiana stanowiska przez Bank Kanady na bardziej gołębie i załamanie się impetu wzrostów cen ropy. W rezultacie inwestorzy zostają zmuszeni do zmiany oceny perspektyw kanadyjskiej waluty i ze strategii wygaszania odbić przechodzą do kupowania korekcyjnych spadków. Takie przebiegunowanie, równoznaczne często ze zmianą średnioterminowej tendencji ma szansę dokonać się także w przypadku szeregu innych walut i ważnych instrumentów.

W przypadku dolara kanadyjskiego katalizatorem wyprzedaży może być załamanie się cen ropy WTI. Rekordowa długa pozycja w notowaniach surowca jest wystawiona na ciężką próbę. Uważamy, że przed spotkaniem OPEC 30 listopada będzie ona znacząco redukowana. Jak duża nerwowość panuje na rynku widzieliśmy chociażby wczoraj, gdy ceny runęły w kilka minut o pół dolara bez żadnej przesłanki fundamentalnej. Prawdziwą lawinę redukcji długich pozycji wywołałoby sforsowanie wczorajszego minimum usytuowanego przy dołkach z połowy miesiąca (49,50 USD).

Dalej w kolejce jest dolar australijski. Po słabych danych z rynku pracy kurs zawrócił z impetem z okolic 0,77 a w części inwestorów zaczęło odżywać przekonanie, że w przyszłym tygodniu RBA zetnie stopy. Taki krok jest obecnie wyceniony w niespełna 20 proc., zatem istnieje pole do dalszej przeceny AUD. Sytuację rozstrzygnie dzisiejszy, nocny odczyt inflacji za III kwartał. Trajektoria cen w Australii jest zbliżona do ścieżki inflacji w Nowej Zelandii. Publikacja z tego kraju pozytywnie zaskoczyła, co może nieco uśpić czujność inwestorów. Miesięczne szacunki CPI Melbourne Institute są natomiast złą wróżbą. Podobnie należy postrzegać fakt, że rynek ma tendencję do niedoszacowywania prawdopodobieństwa wystąpienia bardzo wysokiego lub bardzo niskiego odczytu.

Układ sił powinien ulec zmianie także w przypadku EUR/SEK po czwartkowym posiedzeniu Riksbanku. Rynek przystępuje z gołębim nastawieniem do czwartkowej decyzji, co oznacza, że do tego czasu korona pozostanie pod presją. Jednak sądzimy, że brak luzowania, lub skromne wydłużenie QE nie spełnią wygórowanych oczekiwań uczestników rynku. W końcu część z nich oczekuje nawet cięcia stóp. Choć negatywna rewizja prognoz inflacji i komunikat pozostawiający otwartą furtkę dla luzowania w grudniu zapewnią gołębi wydźwięk posiedzenia, redukcja nagromadzonych krótkich pozycji w koronie otwiera drogę do spadków EUR/SEK w dalszym horyzoncie.

Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Nastroje na rynkach są chimeryczne, inwestorzy nie są wierni jednemu motywowi przewodniemu. Spodziewamy się utrzymania nerwowości, co będzie wyznaczać układ sił w gronie głównych walut. O ile dolar nadal pozostanie silny, to nie widzimy znaczącej przestrzeni do kontynuacji aprecjacji względem walut defensywnych (EUR, JPY, CHF).

Brak dyskusji o wydłużaniu, ale też o wygaszaniu programu skupu aktywów na wczorajszym posiedzeniu ECB pokazuje, że wszelkie decyzje zostały odłożone do grudnia, kiedy Rada Prezesów będzie uzbrojona w nowe prognozy i wyniki prac zespołów analizujących skutki QE. Informacje dotyczące wydłużania lub wygaszania ilościowego luzowania nie padały z ust Draghiego jednocześnie, EUR/USD miał swój moment wzlotu i upadku. Finalny wydźwięk jest jednak neutralny. Konferencja Draghiego nie dostarcza argumentów by wywołać całą falę wyprzedaży wspólnej waluty i stać się podstawą do wykrystalizowania się nowej odsłony tendencji spadkowej. W przypadku eurodolara kluczowe będzie zatem zamknięcie tygodnia. Jeśli kurs będzie na koniec dnia powyżej poreferendalnego minimum (1,0910), to będzie można spodziewać się powolnego odreagowania. Warto przy tym odnotować, że modelowy zasięg ruchu (wynika z rozpiętości uprzednio dominującego przedziału wahań) wypada tuż pod 1,09 i został właściwie osiągnięty. W przypadku USD/JPY obniżające się dochodowości obligacji USA i nerwowa atmosfera na Wall Street będą głównymi hamulcami zwyżek. W tym kontekście spodziewamy się, że w okolicach 104,20 powinien aktywizować się popyt na jena.

Zupełnie inaczej wyglądają perspektywy bardziej ryzykownych walut. Po wczorajszym, fatalnym odczycie z rynku pracy, AUD/USD ostro zawrócił, co powinno skierować kurs w głąb przedziału wahań i w kierunku październikowego dołka w okolicach 0,75. Presję z waluty będzie mógł zdjąć dopiero odczyt inflacji za III kwartał, który zaplanowany jest na 26 października. Dolar nowozelandzki pomimo odbicia dynamiki cen konsumenckich powinien być słaby. Tendencja ta powinna być stosunkowo najtrwalsza, ponieważ RBNZ pomimo ostatnich danych nie zrezygnuje z obniżki stóp a korekcyjny wzrost jest wykorzystywany do odnowienia krótkich pozycji. Losy USD/CAD zależą w znacznym stopniu od koniunktury na rynku ropy. Dziś poznamy jednak również ważne dane dotyczące inflacji i sprzedaży detalicznej. Reakcja na rozczarowanie będzie silniejsza za sprawą gołębiego zwrotu w retoryce dokonanego na środowym posiedzeniu Banku Kanady. Wyprzedaż USD/CAD nabierze impetu dopiero w przypadku przełamania 1,33 – kluczowej w krótkim terminie bariery. Złoty jest w tym tygodniu najsłabszą z walut gospodarek wschodzących. Uważamy, że słabość będzie podtrzymana, ale jednocześnie nie zakładamy wyjścia EUR/PLN ponad 4,35.

 

Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Obie waluty z Antypodów są silniejsze po nocy, ale jesteśmy optymistycznie nastawieni tylko do AUD, gdyż znad NZD nie znika widmo cięcia stóp przez RBNZ. Na szerszym ryku USD jest w korekcie, choć widać pierwsze oznaki szukania okazji do kupna. Dziś inflacja z Wielkiej Brytanii i USA oraz rynek pracy z Polski.

Byłoby zbyt mocnym stwierdzenie, że słabość USD z nocy to wynik rozczarowujących danych z USA w poniedziałek. Gorszy od prognoz odczyt indeksu NY Empire State jest dyskredytowany za swoją nadmierną zmienność, z kolei ślamazarny wzrost produkcji przemysłowej to wina spadku produkcji w sektorze użyteczności publicznej, tj. mniej zużycia energii przez wyższe temperatury we wrześniu. Pomimo to rynek czeka na ciekawsze wydarzenia w dalszej części tygodnia (debata prezydencka USA, PKB Chin, decyzja ECB), więc techniczne odreagowanie ostatniej aprecjacji dolara jest normalną sprawą. Jednocześnie widać pierwsze próby odnowienia pozycji na EUR/USD i USD/JPY.

Zdecydowanie więcej atrakcji jest na rynku walut z Antypodów z AUD i NZD na topie walut G10. W III kw. inflacja CPI w Nowej Zelandii wyniosła 0,2 proc. k/k i 0,2 proc. r/r (prog. odpowiednio 0 proc. i 0,1 proc.). Wynik roczny był zgodny z prognoza RBNZ, a kwartalny lepszy o 0,1 pkt proc. Rynek (ale też i autor) nastawiał się słabszy odczyt po tym, jak w zeszłym tygodniu wiceprezes RBNZ McDermott zasygnalizował pesymistyczne nastawienie banku do wskaźnika. Lepszy od konsensusu odczyt zapewnił pożywkę dla krótkoterminowego rajdu kiwi. Jednak jeśli trendy inflacyjne pozostają blisko oczekiwań gołębio nastawionego RBNZ, to bynajmniej taki wynik nie stanie bankowi na drodze od obniżki stopy OCR w listopadzie. Pozostaję negatywnie nastawiony do NZD, ale chwilowo trzeba rynkowi „dać się wyszumieć” szczególnie, że pęd aprecjacyjny USD także na moment wyhamował.

W przypadku AUD prezes RBA Phillip Lowe miał swoje pierwsze oficjalne wystąpienie i wydźwięk był mniej gołębi. Brakowało bezpośredniego odniesienia do przyszłych decyzji na polu stóp procentowych, ale stanowisko w odniesieniu do inflacji pokazało, że w RBA nie ma silnych obaw o jej przyszła ścieżkę. Bazą dla oczekiwań, że inflacja z czasem powróci do celu jest powrót do wzrostów cen niektórych surowców, hamowanie spadku inwestycji w sektorze wydobywczym, wysokie wskaźniki zaufania konsumentów i biznesu oraz słabnięcie presji na spadki płac. Lowe widzi też malejące korzyści z dalszego luzowania, co łącznie ustawia wysoko poprzeczkę dla kolejnej obniżki stóp procentowych. Naturalnie przyszłotygodniowy odczyt CPI za III kwartał może odwrócić sytuację o 180 stopni, ale lepsze wyniki z Nowej Zelandii dziś w nocy umniejszają szanse rozczarowania w Australii. Dalej widzimy relatywną przewagę AUD względem pozostałych walut surowcowych.

W Wielkiej Brytanii inflacja CPI ma wzrosnąć we wrześniu do 0,9 proc. r/r z 0,6 proc. w sierpniu i silniejszy odczyt obudzi spekulacje, czy deprecjacja funta nie przywiedzie spirali inflacyjnej i jastrzębi zwrot Banku Anglii nie nastąpi szybciej. Mimo to byłby to impuls do chwilowego umocnienia funta niż odwrócenia trendu, gdyż to czynniki polityczne zapewniają czarne chmury nad GBP. W USA CPI ma przyspieszyć do 1,5 proc. r/r z 1,1 proc. Wzrost CPI wynika z wyższej bazy cen paliw sprzed roku, stąd inflacja bazowa ma się utrzymać na 2,3 proc. Potwierdzenie odbicia inflacji jest ważne pod kątem osłabienia niechęci gołębi w Fed do podwyżki stóp procentowych. Ponadto mamy dane z rynku pracy z Polski, ale złoty tradycyjnie przyjmie je neutralnie. W nocy trzeba pamiętać o odczycie PKB z Chin za III kw. Konsensus zakłada 6,7 proc. r/r w trzecim kwartale po takich samych wynikach w pierwszym i drugim kwartale. Słabe dane o wrześniowym bilansie handlowym podnoszą ryzyko gorszego odczytu wzrostu gospodarczego, które może wzniecić wątpliwości o siłę ożywienia. Może to być cios dla apetytu na ryzyko i aktywów rynków wschodzących.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Po okołoweekendowym przestoju rynki wybrały śledzenie trendów, które dominowały w ubiegłym tygodniu, co oznacza umocnienie dolara przy akompaniamencie silnej ropy naftowej. W kalendarzu wyróżnia się niemiecki ZEW, inflacja z Polski i Szwecji oraz kilka przemówień bankierów centralnych.

Wzrosty rentowności obligacji skarbowych USA po jednodniowej przerwie oraz jastrzębie komentarze z Fed wpisują się w schemat umacniania USD. Oprocentowanie 10-latek rośnie dziś o 4 pb do 1,76 proc. (najwyżej od 2 czerwca), sugerując, że rynek nie porzuca nadziei na podwyżkę Fed w grudniu. W nocy usłyszeliśmy, że nawet gołębi Evans z Fed w Chicago dopuszcza taką możliwość (choć prawo głosu na posiedzeniach FOMC uzyska dopiero w przyszłym roku). Obawy przed zaostrzeniem rywalizacji w kampanii prezydenckiej okazały się nieuzasadnione, gdyż Trump przygrywa sam ze sobą. Wyższe rentowności i spokojny optymizm rynku akcji to dwa czynniki, które dają paliwo do wzrostów USD/JPY, choć prawdziwy test dopiero przy 104,30. Wygasająca paplanina na temat redukcji programu QE przez ECB odbiera moce unijnej walucie i EUR/USD przymierza się do kolejnego ataku na 1,11. W nocy NZD/USD zanurkował w reakcji na komentarz wiceprezesa RBNZ McDermotta, którym powiedział, że „nasze obecne projekcje i założenia sugerują, że dalsze luzowanie polityki będzie konieczne dla zapewnienia ustabilizowania się inflacji blisko celu”. Zakładana przez nas obniżka stopy OCR w listopadzie jest coraz bliżej i pozostajemy negatywnie nastawieni do NZD.

Poniedziałek byłby nudny, gdyby nie ożywione wzrosty ropy naftowej z WTI najwyżej od czerwca, a Brent sięgającym 12-miesięcznych szczytów. Producenci ropy robią wszystko, by budować wrażenie, że są gotowi do porozumienia o zamrożeniu poziomów wydobycia, a rynek to „kupuje”. Wczoraj zanętą były komentarze z Arabii Saudyjskiej, że rajd ropy do 60 USD za baryłkę „nie jest nie do pomyślenia”, a także wypowiedź samego prezydenta Rosji Putina, że Rosja jest gotowa do przyłączenia się do porozumienia. Muszą Państwo zrozumieć sceptycyzm autora, ale w przypadku OPEC jest ogromna różnica miedzy słownymi deklaracjami, a ostatecznymi postanowieniami i w przeszłości mogliśmy się o tym wielokrotnie przekonać. Rynek buduje oczekiwania przed środowym nieformalnym spotkaniem państw OPEC i spoza OPEC w Stambule, nawet pomimo tego, że Irak i Iran będą nieobecne. Obecnie OPEC wydobywa o 1 mln baryłek/dzień więcej niż wynosi zapotrzebowanie, co opóźni zrównoważenie rynku o rok. Nic nie słyszymy o zainteresowaniu zamrożeniem poziomów wydobycia ze strony USA, które wyłączone z negocjacji prędko wskoczą w miejsce brakującej produkcji. Warto o tym pamiętać w dłuższym horyzoncie, ale na razie nie da się walczyć z kapitałem spekulacyjnym, który wyraźnie gra na wzrosty – długa pozycja netto w kontraktach na giełdzie CME na wzrosty WTI w ostatnim tygodniu wzrosła do najwyższego poziomu od maja.
Z wtorkowych danych makro największe szanse na rozruszanie rynku ma odczyt inflacji ze Szwecji. Wysoki odczyt (prog. 0,5 proc. m/m) zwiększy szanse na jastrzębi zwrot Riksbanku, co mogłoby pomóc naszemu konstruktywnego poglądowi na SEK. Poza tym po niemieckim indeksie ZEW oczekuje się stabilizacji w ocenie sytuacji bieżącej (55,0), ale poprawę w oczekiwaniach (4,0), choć wpływ danych na decyzje ECB jest niewielki, zatem i reakcja EUR będzie znikoma. Po południu z Polski dostaniemy potwierdzenie słabnięcia deflacji w Polsce do 0,5 proc. Poza tym mamy szereg wystąpień przedstawicieli bankierów centralnych ze Szwecji, Wlk. Brytanii, Norwegii, USA i Eurolandu. Tutaj uwaga rynku może być większa.

 

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Eksperci

Rozbicki: Czy polska gospodarka łapie zadyszkę?

Wbrew zapowiedziom agencja Moody’s we wrześniu nie opublikowała aktualizacji ratingu kredytowego dla...

Przasnyski: W inwestycjach lokalne przejaśnienia

Oczekiwane od dawna ożywienie inwestycji wciąż nie nabiera zadowalającego tempa, a sygnały są nadal ...

Lipka: “Opioidowa epidemia” dusi rynek pracy w USA

Mimo silnego popytu na pracę aktywność zawodowa Amerykanów jest niezwykle niska. W niektórych grupac...

Izdebski: Koreańskie ryzyko przyciąga kapitał do Polski

Chociaż pierwszy dzwonek w szkołach już wybrzmiał, wielu inwestorów nie wróciło jeszcze z wakacji. Ś...

Rupiński: Luksus w wydaniu on-line

Polski rynek dóbr luksusowych jest stosunkowo młody, jednak już możemy obserwować zachodzące na nim ...

WIADOMOŚCI

Polacy oczekują cyfrowego urzędu

Czterech na pięciu interesantów, by skorzystać z usług administracji publicznej, musi udać się do ur...

Pracodawcy niezadowoleni z budżetu Funduszu Pracy

Nie można zaakceptować archaicznej, niedostosowanej do wyzwań rynku pracy, formuły wykorzystania śro...

Pytania dotyczące kredytu studenckiego

Tylko do 20 października studenci, doktoranci, a także osoby ubiegające się o przyjęcie na studia mo...

Pracodawcy chcą przekazywać dane elektronicznie, ale mają własne propozycje

Najlepszym rozwiązaniem byłoby przejście do systemu elektronicznego przekazywania danych do Urzędu K...

Rząd zapowiada nowy podatek

Ryczałtowy podatek w wysokości około 300 zł miesięcznie za zatrudnienie pracownika sezonowego - taki...