niedziela, Październik 21, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "waluta"

waluta

Globalny rynek finansowy pozostaje obciążony asymetrią ryzyk, gdyż najwyraźniej w temacie wojen handlowych częściej sprawy mogą pójść gorzej niż lepiej. Jeszcze dziś USA mogą ogłosić nowe cła na chińskie towary, a Chiny odmawiają rozmów z „pistoletem przystawionym do głowy”. Rynek akcji w Azji wrócił do spadków, ale na FX inwestorzy przyjęli postawę wyczekującą, ale nie zanosi się na podtrzymanie apetytu na ryzykowne aktywa.

Prezydent Trump najwyraźniej stara się ugasić płomyk nadziei, jaki w ubiegłym tygodniu zaczął się tlić w związku z potencjalnym powrotem do rozmów handlowych między USA i Chinami. W trakcie weekendu dowiedzieliśmy się, że Biały Dom dziś lub jutro przedstawi listę wartych 200 mld USD chińskich towarów, których obejma nowe cła. USA mają wystartować z opłatą 10 proc., choć wcześniej dyskutowano o 25 proc. A jeśli dyskutowano, to nie jest wykluczone, że podwyższenie ceł pozostaje w odwodzie jako dodatkowe narzędzie presji na Chiny. Pekinowi ta strategia się oczywiście nie podoba i prasa donosi, że Chińczycy nie przystąpią do nowej rundy rozmów negocjacyjnych, za to gotowi są odpowiedzieć na politykę celną USA.
Wojna handlowa może wejść na nowy poziom. Biorąc pod uwagę, że import USA z Chin jest większy niż w handel w drugą stronę, lista towarowych mogących zostać objętych chińskimi cłami jest krótsza. Spekuluje się, że Pekin może przejść do ograniczania eksportu niektórych towarów i surowców, które są ważnym elementem łańcucha dostaw amerykańskich firm. USA nie pozostaną dłużne i odpowiedzą na odpowiedź na własne działania. Z jednej strony można stwierdzić, że to wszystko już słyszeliśmy wcześniej w tej lub innej formie, więc nie ma tutaj efektu zaskoczenia. Z drugiej – potwierdzona zostaje asymetria ryzyk wokół wojen handlowych i prędzej coś może się zepsuć niż poprawić. I będzie tak dopóki Chiny nie ulegną, albo prezydent Trump nie zostanie zmuszony do zmiany strategii (np. po klęsce Republikanów w wyborach do Kongresu).
Inwestorzy na rynku FX przyjęli postawę wyczekującą, gdyż 1) cła na towary warte 200 mld USD nie są nową informacją, 2) często groźby werbalne nie znajdują odzwierciedlenia w faktycznych działaniach i 3) po gospodarce globalnej nie widać istotnego wpływu wojen handlowych, mimo że ten temat jest obecny do miesięcy. Nie mniej jednak nie jest to klimat, w którym łatwo przyjdzie budować apetyt na ryzyko. Wręcz przeciwnie, biorąc pod uwagę zeszłotygodniowe nadzieje na szybsze zakończenie sporu USA-Chiny, efekt rozczarowana może uderzyć mocniej w ryzykowne aktywa. Po ostatniej korekcie długie pozycje w USD nie są już tak „zatłoczone” i będzie łatwiej odnowić rajd. Podobnie sprawa tyczy się np. krótkich pozycji w AUD i NZD. EUR/USD kolejny raz zmarnował okazję, by wyrwać się z konsolidacji 1,15-1,1750 i teraz czeka go powrót do dolnej bandy. Za to JPY nie musi szczególnie zyskiwać na pogorszeniu sentymentu, jeśli będzie brał wskazówki z solidnej postawy indeksów na Wall Street (pozytywna korelacja USD/JPY z S&P500). Zamyka się też furtka dla zejścia EUR/PLN pod 4,30.
By w jakiś sposób odmienić klimat na rynkach, przydałyby się dowody poprawy globalnej aktywności gospodarczej. Pod tym kątem w tym tygodniu rynek będzie analizował odczyty indeksów PMI z Eurolandu i USA, indeksy koniunktury z USA oraz liczne raporty o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Posiedzenia odbędą banki centralne Japonii, Szwajcarii i Norwegii, ale tylko w tym ostatnim powinniśmy dostać wyczekiwaną podwyżkę stóp procentowych. Kalendarz na dobre rozkręca się niestety dopiero od środy. Dziś jedynie warty uwagi będzie indeks aktywności NY Empire State.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dyskusja o przyszłości Brexitu zepchnęła w cień rozterki rynku związane z kondycją gospodarek wschodzących i wojnami handlowymi. Funt odbija, a zanim euro; lepiej mają się aktywa ryzykowne. Problemy jednak nie wyparowały, więc nie można tracić czujności.

Handel na funcie odbywa się według jednego schematu – waluta albo pozostaje na smyczy zmian sentymentu wobec EUR i USD, albo dostajemy zaskakującą informację dotyczącą Brexitu. Reszta się nie liczy, co mogliśmy doświadczyć przy wczorajszej publikacji danych z brytyjskiego przemysłu. Podziałały za to słowa unijnego negocjatora Barniera, że porozumienie z Wielką Brytanią jest „realistyczne” w ciągu 6-8 tygodni, co automatycznie podsuwa termin zaplanowanego na 18 października szczytu UE. To nie pierwszy raz w ostatnich dniach, kiedy Barnier pokazuje inwestorom światełko nadziei z przekazem, że Brexit nie będzie katastrofą.

Wcześniej mogliśmy usłyszeć, że Wielka Brytania i Niemcy są gotowe odpuścić (na pewien czas) negocjacje części z postulatów, albo że UE27 chce dać większe uprawnienia Barnierowi, by miał on większą elastyczność w uzgadnianiu warunków Brexitu. Obserwujemy istotną zmianę nastawienia Barniera, który wcześniej przedstawiał twarde i surowe stanowisko, jakby chciał ukarać Wielką Brytanię za jej decyzję. Jednak szczerze mówiąc, we wczorajszych doniesieniach nie widzę przełomowej informacji. Termin finalizacji rozmów najdalej w listopadzie pojawiał się we wcześniejszych dyskusjach. Scena polityczna w Wielkiej Brytanii pozostaje źródłem niepewności z dużą krytyką May nawet przez własną partię. Krótkoterminowo pozostajemy na łasce niezaplanowanych komentarzy. Dane z rynku pracy Wielkiej Brytanii są na drugim planie, choć pozytywne niespodzianki będą podsycać rajd funta.

Informacje dotyczące Brexitu rozlały się po innych walutach. EUR/USD zostało pociągnięte w ślad za GBP/USD, gdyż jaśniejsze perspektywy Brexitu to także dobra wiadomość dla UE. Dodatkowo kolejna porażka w złamaniu 1,1530 się zemściła. Widać też zainteresowanie w kupowaniu GBP/JPY, a dzisiejsze bardziej optymistyczne otwarcie handlu na europejskich giełdach premiuje odchodzenie od jena. Dyskutowanie o przyszłości Wielkiej Brytanii zepchnęło w cień rozterki o stan gospodarek wschodzących, co także pozwala odetchnąć ryzykownym aktywom, a EUR/PLN zbliżył się do 4,30. Nie dajmy się jednak zwieść – te problemy nie zniknęły na dobre. Ani obawy o Turcję, Argentynę czy RPA, ani kwestia wojen handlowych. Może dostać jeden dzień beztroski, ale bądźmy czujni.

Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zobacz też:

Przasnyski: Praca jest, ale brakuje pracowników

Bitcoin, kryptowaluty – te słowa budzą wiele emocji wśród inwestorów szukających alternatywnych form pomnażania pieniędzy. Co dalej czeka kryptowaluty i czy ich kurs będzie rósł dalej? Co stanie się gdy trend się odwróci?

– Kryptowaluty miały i powinny wręcz zastąpić pieniądz tradycyjny. Obecnie padły łupem spekulantów. Kursy większości kryptowalut nieustannie rosną. Zgodnie z prawem Kopernika-Greshama jeśli waluta jest niestabilna i tak naprawdę nie można być pewnym ile będzie warta za chwilę nie specjalnie nadaje się do płacenia – mówi newsrm.tv Michał Legumina, ekspert ds. blockchain Atende.

Dzisiaj mało kto powie, że bitcoinem, czy inną kryptowalutą zastąpimy tradycyjne pieniądz. Kurs kryptowalut cały czas rośnie i jak zauważa ekspert ds. blockchain wiele osób zastanawia się jak długo jeszcze może rosnąć. – Co się stanie kiedy np. ten rynek się załamie? Ktoś w pewnym momencie stwierdzi, że już stop. To jest zbyt drogie. Wtedy może ucierpieć cały rynek finansowy, bo technologia blockchain wkroczyła już dość poważnie w rynek finansowy czy ubezpieczeniowy. Coraz więcej banków i innych instytucji się tym interesuje, myślą o cyfrowych pieniądzach i innych rozwiązaniach. Chcą je robić właśnie na blockchainie a słowo blockchain może się po prostu źle zacząć kojarzyć kiedy bitcoiny po prostu pękną – dodaje Michał Legumina.

Amerykańska waluta odreagowała ostatnie spadki, w relacji do złotego odrabiając wczoraj wszystkie straty dnia poprzedniego. Dolar znów zyskuje w relacji do euro – w dniu dzisiejszym umocnił się do najwyższego poziomu od połowy sierpnia. W końcówce tygodnia warto będzie obserwować publikację szczegółowych danych z amerykańskiego rynku pracy we wrześniu (NFP). Dzisiejsze informacje są najistotniejszą “paczką” danych z USA i mają spore znaczenie dla kształtowania się kursu EUR/USD oraz tym samym – mogą mieć wpływ na kurs złotego w relacji do głównych walut.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek umocnił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,29 – 4,31. Wspólna waluta była wczoraj dosyć słaba i znacząco traciła w relacji do dolara amerykańskiego. W parze ze złotym, euro odrobiło z kolei jedynie niewielką część strat z ostatniego dnia. Wczorajsza publikacja “minutek” z ostatniego spotkania Europejskiego Banku Centralnego nie przyniosła zbyt wielu nowych informacji, komunikat nie wspierał euro. Dokument potwierdził, że członkowie EBC przeprowadzają wstępne dyskusje na temat kalibracji programu QE, co istotne – wyrażają jednak również obawy o siłę euro.

Z uwagi na brak istotnych informacji ze strefy euro oraz wagę publikacji z USA, uwaga inwestorów w dniu dzisiejszym skupi się na danych z amerykańskiego rynku pracy.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek osłabił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,81 – 4,85. Funt zdaje się negatywnie reagować na spekulacje dotyczące potencjalnych roszad na najwyższych szczeblach władzy w Wielkiej Brytanii – w następstwie nieudanego wystąpienia Theresy May na kongresie Partii Konserwatywnej ponownie pojawiły się informacje o tym, iż część obozu Torysów chce ustąpienia premier.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek umocnił się o 0,6%, wahając się w widełkach 3,65 – 3,68. Dolar amerykański zyskiwał w relacji do głównych walut, pozytywnie reagując na dane gospodarcze i jastrzębie przemówienia członków komitetu decyzyjnego Rezerwy Federalnej.

Co tyczy się danych – wczorajszy odczyt pokazał spadek krajowego deficytu w handlu do najniższego poziomu od początku roku. Tygodniowe dane dotyczące liczba zadeklarowanych bezrobotnych również były lepsze od oczekiwań – liczba wniosków spadła z poziomu 272 tys. do 260 tys. Co zaś tyczy się kwestii przemówień – w ujęciu ogólnym uzasadniały wzrost optymizmu wśród inwestorów. Zarówno Patrick Harker, jak i John Williams w swoich wystąpieniach dosyć optymistycznie wyrażali się o bieżącej sytuacji i zwrócili uwagę na poprawiające się warunki gospodarcze. Konsensus FOMC zakłada jeszcze jedną podwyżkę stóp procentowych do końca roku, a rynek – zgodnie z naszymi oczekiwaniami – również się do tego powoli przekonuje. Szacowane przez rynki prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych do końca bieżącego roku wzrosło i wynosi obecnie około 80%.

W dniu dzisiejszym warto zwrócić uwagę przede wszystkim na najważniejszy, bieżący odczyt makroekonomiczny ze świata, czyli amerykańskie NFP. Inwestorzy spodziewają się, że wzrost zatrudnienia w sektorach pozarolniczych będzie o około połowę niższy niż średnia z ostatnich miesięcy i wyniesie 90 tys. Niektórzy spekulują, że odczyt może nawet być ujemny – ostatni raz z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w 2010 r. Tak niskie oczekiwania spowodowane są faktem, iż w okresie pomiarów Stany Zjednoczone nawiedziła seria huraganów, które miały negatywny wpływ na rynek pracy w krótkim terminie, co widać było zwłaszcza po danych dotyczących wzrostu tygodniowej liczby zadeklarowanych bezrobotnych. W kontekście tego, iż odczyt najprawdopodobniej pokaże jednorazową zmianę i nie powie zbyt wiele, inwestorzy mogą zwracać większą uwagę na pozostałe dane, zwłaszcza na dynamikę płac, która – w kontekście m.in. niskiego bezrobocia – zdaniem części ekonomistów ma potencjał do wzrostu i wspierania dynamiki cen. Pozytywne informacje w tym zakresie mogłyby przyczynić się do silniejszego dolara. Sam wzrost prawdopodobieństwa tego, że ceny będą rosły powinien wspierać rynkowe oczekiwania co do podwyżek stóp procentowych.

 

Autor: Roman Ziruk, analityk Ebury

Szwajcarska waluta sukcesywnie traci na wartości do większości walut w innych krajach. W relacji do forinta czy czeskiej korony frank spadł już do strefy notowań sprzed „czarnego czwartku”. Niestety, złoty ostatnio także boryka się z problemami – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Od 24 kwietnia, czyli od otwarcia notowań po pierwszej turze francuskich wyborów, frank sukcesywnie traci na wartości. Zmniejszenie ryzyk politycznych w strefie euro oraz wyraźna redukcja ryzyka rozpadu strefy euro to główny powód lepszej kondycji europejskiej waluty i gorszej szwajcarskiej.

Mniejsza atrakcyjność franka jako „bezpiecznej przystani” wynika także z faktu lepszych perspektyw wzrostu gospodarczego w Unii Europejskiej oraz w krajach rozwijających się. Te rynki stają się coraz bardziej atrakcyjne dla inwestorów zagranicznych, co przekłada się także na odpływ kapitału z m.in. Szwajcarii.

Wyższy wzrost PKB zwykle wspiera nieco wyższą inflację oraz mniej łagodną politykę pieniężną. Europejski Bank Centralny prawdopodobnie niedługo zacznie się wycofywać ze skupu aktywów z rynku, a po tym rozpocznie podnoszenie stóp procentowych. W Szwajcarii natomiast, według ostatnich projekcji SNB, wzrost cen nie powinien przekroczyć 0,5 proc. r/r do końca 2018 r. Przy braku presji inflacyjnej szanse na jakiekolwiek sugestie zmiany polityki pieniężnej są bardzo ograniczone w najbliższych kwartałach.

Złoty korzysta, ale nie tyle, ile forint czy korona

Poza lepszą koniunkturą na świecie oraz malejącą atrakcyjnością szwajcarskiej waluty jako „bezpiecznej przystani” bank centralny cały czas stara się osłabiać franka. Thomas Jordan, przewodniczący SNB, powiedział w wywiadzie dla “Le Temps” 24 lipca, że „…frank nadal jest wyraźnie przewartościowany według naszych modeli oraz wskaźników. Dlatego utrzymujemy negatywne stropy procentowe oraz przeprowadzamy interwencje gdy jest to konieczne”.

Globalne osłabienie się franka przekłada się także na spadki CHF/PLN, którego notowania pod koniec lipca obniżyły się do przedziału 3,75-3,8 zł . Cały czas jednak frank jest ok. 6 proc. powyżej poziomów (3,55 zł) zanotowanych 14 stycznia 2015 r., czyli w przeddzień uwolnienia kursu EUR/CHF.

Dużo lepiej od złotego radzą sobie natomiast czeska (CZK) oraz węgierska waluta (HUF). Para CHF/CZK jest obecnie notowana blisko poziomu 23,00, co oznacza, że frank do korony jest już minimalnie tańszy niż przed „czarnym czwartkiem”.

Tylko nieco gorzej od korony w relacji do franka radzi sobie forint. Para CHF/HUF spadła pod koniec lipca do granicy 270. To tylko 1 proc. więcej niż wynosiło zamknięcie notowań 14 stycznia 2015 r. Gdyby kondycja złotego była analogiczna do zachowania się forinta na rynku globalnym, to frank – zamiast 3,75 zł – kosztowałby poniżej 3,6 zł.

Gdyby tak inwestorzy znów masowo pożyczali we frankach

Na rynku walutowym trudno zidentyfikować dokładne powody lepszej kondycji jednej czy drugiej waluty. Natomiast mimo bardzo silnych ruchów obserwowanych po „czarnym czwartku” do sierpnia 2015 r. notowania CHF/HUF oraz CHF/PLN praktycznie się pokrywały.

Druga połowa 2015 r. była już gorsza dla złotego, ale dopiero moment obniżenia wiarygodności kredytowej przez S&P Global Ratings prawdopodobnie stał się przełomowym momentem dla znacznie bardziej sceptycznego podejścia do złotego. I choć w tym roku ten element zaczął już wyraźnie wygasać, to złotemu nie udało się dogonić forinta.

Również wydarzenia polityczne w ostatnich dniach wpływają negatywnie na krajową walutę. Złoty stracił mniej więcej 1,5 proc. w relacji do forinta w związku z sytuacją w Polsce. Gdyby nie ta strata, to prawdopodobnie frank byłyby już poniżej 3,7 zł.

Pomijając jednak kwestie lokalne, cały czas najważniejszym elementem w dłuższym terminie są wydarzenia globalne. Jeżeli dobra koniunktura w strefie euro będzie się utrzymywać, a SNB nie zmieni swojego podejścia do polityki pieniężnej, to frank powinien pozostawać słaby.

Prawdziwym przełomem byłaby jednak sytuacja, w której inwestorzy globalni, korzystając z ekstremalnie niskich stóp procentowych, zaczęliby masowo pożyczać franki i inwestować poza Szwajcarią (strategia carry trade). Gdyby taki scenariusz przeważył, moglibyśmy mieć do czynienia z długotrwałym obniżeniem się wartości CHF i spadkiem jego notowań wyraźnie poniżej poziomów sprzed „czarnego czwartku”, również w relacji do złotego.

 

Źródło: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Od ostatniego komentarza sytuacja na parkietach wiele się nie zmieniła. Nastroje wciąż można uznać za bardzo dobre, nawet wyraźnie w czerwcu słabszy technologiczny Nasdaq przełamał słabość i wzniósł się na nowe historyczne maksima. Utrzymuje się jednak dość zauważalne zróżnicowanie, gdyż opisana wcześniej „pełzająca letnia hossa” tyczy się głównie parkietów azjatyckich, amerykańskich oraz szeroko pojętego spektrum rynków wschodzących. Europa pozostaje w wyraźnym tyle, na co pewien wpływ może mieć silniejsze euro ograniczające konkurencyjność spółek ze Starego Kontynentu. Wydaje się jednak, że to zaledwie część historii. Z ostatniego odczytu indeksu Ifo wynika bowiem dość wyraźnie, że nastroje w nastawionym na eksport niemieckim biznesie są wyśmienite i silniejsza waluta wspólnotowa pozostaje tutaj bez większego wpływu. Ekonomista instytutu określił klimat wśród przedsiębiorców jako „euforyczny”, co przy podejściu kontrariańskim może budzić pewien niepokój i to z dwóch powodów. Po pierwsze, jeżeli koniunktura gospodarcza jest wyśmienita, podobnie jak klimat inwestycyjny, to dlaczego europejskie parkiety są słabe? Po drugie, gdzie się podziały te wszystkie zagrożenia, których lista jeszcze niedawno była całkiem długa. Przypomnę, że obawiano się Brexitu, protekcjonizmu Trumpa, ale wspominano też o potencjalnych zagrożeniach płynących z Chin. Aktualnie ta lista wydaje się pusta, a opublikowana półtora tygodnia temu seria dobrych danych z Państwa Środka stała się zarzewiem wzrostu cen surowców, szczególnie metali przemysłowych. Co interesujące, procykliczny sektor bankowy radzi sobie lepiej od głównych europejskich indeksów, choć pozostaje poniżej maksimów z początku maja. Być może inwestorzy wciąż muszą zmierzyć się z wówczas wygenerowanym optymizmem po zwycięstwie Emanuela Macrona, który z perspektywy czasu okazał się zbyt duży i musi zostać przetrawiony. Szkoda tylko, że w ten sposób marnowany jest czas dobrej letniej koniunktury, co nie pozostaje bez wpływu na GPW. Nasz rynek wydaje się znajdować w niejednoznacznym położeniu, gdzie dobre zachowanie rynków wschodzących działa na korzyść parkietu przy Książęcej, ale słabość Eurolandu pozostaje doraźnym hamulcowym. Nie można też zapominać o obserwowanym ostatnio wzroście ryzyka politycznego, które ponownie ujawniło się po kilkumiesięcznej przerwie. Prawdopodobieństwo pewnych sankcji wobec Polski pozostaje co prawda znikome, ale musi być brane pod uwagę, podobnie jak amerykańskie bony skarbowe wyceniają już możliwość technicznego bankructwa w związku z potrzebą podniesienia limitu zadłużenia tej jesieni.

Źródło: Łukasz Bugaj, CFA, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

Frank szwajcarski, waluta niezmiernie ważna z perspektywy wielu polskich kredytobiorców, od początku 2017 r. systematycznie traci na wartości. To bardzo ważna informacja dla frankowiczów, zwłaszcza że obiecana przez rząd pomoc w zakresie kredytów denominowanych w walutach obcych nie spełniła ich oczekiwań. Jednak kluczowym pytaniem pozostaje: jak długo jeszcze potrwa dobra passa polskiej waluty?

Nie da się ukryć, że argumentów na rzecz dalszej aprecjacji złotego względem franka jest naprawdę wiele. Do tych przede wszystkim należy zaliczyć bardzo dobre nastroje na światowych rynkach finansowych, które wynikają z poprawiającej się sytuacji globalnej gospodarki oraz z braku zagrożeń o charakterze geopolitycznym. To sprawia, że poziom awersji do ryzyka inwestorów zniżkuje, toteż ci rezygnują ze swoich pozycji w szwajcarskiej walucie, która traktowana jest jako jedna z bezpiecznych przystani. To bardzo korzystna sytuacja dla walut rynków emerging markets, do których nadal zalicza się m.in. polskiego orła. Z drugiej strony należy podkreślić, że ryzyko geopolityczne nierzadko zaskakuje rynek, dlatego też powyżej przedstawiony obraz w każdej chwili może ulec zmianie np. w przypadku wybuchu konfliktu na półwyspie koreańskim.

Kolejnym istotnym aspektem przemawiającym na korzyść złotego jest aktualna polityka banków centralnych. Polska RPP zamierza kontynuować politykę stabilizacji stóp procentowych, choć w nieco bardziej jastrzębim wariancie nie można wykluczyć pierwszej podwyżki kosztu pieniądza już w 2018 r. Tymczasem przedstawiciele SNB nadal podkreślają, że frank szwajcarski jest przewartościowany, toteż nie należy oczekiwać żadnych jastrzębich ruchów ze strony banku – póki co, stopy procentowe pozostaną ujemne. To sprawia, że na szerszym rynku frank traci względem euro, które z kolei ostatnimi czasy wyraźnie zyskuje również względem dolara – to efekt jastrzębich pogłosek dotyczących nadchodzącej normalizacji polityki pieniężnej EBC oraz bardzo ostrożnej, umiarkowanie jastrzębiej postawy Rezerwy Federalnej. Złoty natomiast umacnia się wobec dolara oraz pozostaje na stabilnym poziomie względem euro, dlatego też spadki na CHF/PLN nie powinny stanowić zaskoczenia.

O sile danej waluty decydują także czynniki makroekonomiczne. Dane ze Szwajcarii faktycznie są coraz lepsze, jednak postawa polskiej gospodarki niewątpliwie jest znacznie bardziej solidna. Tymczasem należy podkreślić, że redystrybucja środków unijnych, która będzie dodatkowym katalizatorem wzrostu gospodarczego Polski dopiero się rozkręca. Stan polskiego budżetu jest zadziwiająco dobry, a agencje ratingowe nieco bardziej przychylnym wzrokiem spoglądają w kierunku Polski. Ponadto, dobra postawa polskiej giełdy, ożywienie na rynku pierwotnym oraz cieszące się sporą popularnością przetargi na obligacje skarbu państwa sprawiają, że inwestorzy zagraniczni chętnie kupują polską walutę.

Warto również zwrócić uwagę na sytuację techniczną CHF/PLN, bowiem niewykluczone, że para znajduje się obecnie w swoim punkcie kulminacyjnym. Po pamiętnym czarnym czwartku w 2015 r. kurs CHF/PLN znalazł się w długoterminowej konsolidacji. Za jej górne ograniczenie należy przyjąć poziom 4,20, natomiast za dolne 3,80. Aktualnie za szwajcarską walutę należy zapłacić nieco ponad 3,81 zł, choć w ostatnich dniach istniała możliwość jej kupna nawet za 3,79 zł. Rynek obecnie testuje bardzo ważne wsparcie na poziomie 3,80. To kluczowym moment, gdyż ewentualna obrona powinna być postrzegana jako potwierdzenie konsolidacji. W takim scenariuszu należy założyć wzrosty CHF/PLN. Niemniej, przełamanie niniejszej bariery otworzy drogą do dalszych spadków – najbliższym wsparciem będzie poziom 3,72. Wydaje się, że sprzyjające polskiej walucie fundamenty nie powinny ulec zmianie w drugiej połowie roku, dlatego też szanse na przełamanie wsparcia na poziomie 3,80 oraz na dalszą aprecjację złotego są naprawdę wysokie. Jednak to nie oznacza, że rynek szybko upora się z powyższą barierą. Być może niezbędny będzie jakiś jednorazowy impuls.

Podsumowując, problemy frankowiczów rozgoryczonych postawą polskiego rządu nadal trwają, choć najprawdopodobniej dzięki solidnej kondycji polskiego złotego raty kredytowe będą nieco mniej dotkliwe dla ich portfeli. Rosnąca skłonność do ryzyka na światowych rynkach, solidne fundamenty polskiej gospodarki oraz dotychczasowa polityka banków centralnych przemawiają na korzyść polskiej waluty, toteż prawdopodobieństwo jej dalszej aprecjacji względem franka szwajcarskiego należy ocenić jako wysokie. Najważniejszym czynnikiem ryzyka wydaje się być trudno przewidywalne ryzyko geopolityczne, które z perspektywy szwajcarskiej waluty – bezpiecznej przystani – w obecnych uwarunkowaniach ekonomicznych wydaje się być największym potencjalnym zagrożeniem dla CHF/PLN.

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

 

Najdroższym miejscem do zakupu waluty na wakacje zwykle są banki. Kupując w ich oddziałach np. euro, koszt ukryty w kursie wyniesie ok. 3% wymienianej kwoty. W przypadku kantoru, będzie to prawie 0,6%. Najtańsze są natomiast kantory internetowe. Tam koszt wymiany jest 10-krotnie niższy niż w bankach i o połowę mniejszy niż w zwykłych kantorach – wynosi ok. 0,3%.  Expander podpowiada, jak znaleźć dobry kantor internetowy i jak dokonać w nim transakcji.

Bezpieczeństwo – kantor kantorowi nierówny

Korzystanie z takich serwisów internetowych jest zwykle bardzo opłacalne, ale trzeba zachować pewne zasady bezpieczeństwa. Zanim zaczniemy z niego korzystać i wpłacimy pieniądze, sprawdźmy o nim opinie. Przestępcy mogą np. stworzyć fałszywy kantor tylko po to, by wyłudzać pieniądze. W przypadku nowych podmiotów na rynku  istnieje ryzyko, że nie zdobędą one odpowiedniej skali działalności i ogłoszą upadłość.  Najbezpieczniej jest więc korzystać z tych cieszących się dużą popularnością, funkcjonujących od kilku lat i mających dobre opinie. Jeśli chodzi o ryzyko upadłości, to zdecydowanie najbezpieczniejszy jest kantor internetowy Alior Banku. Pieniądze tam wpłacone są traktowane tak, jakby trafiły do banku, a więc są objęte gwarancją Bankowego Funduszu Gwarancyjnego do równowartości 100 000 euro. Podobny kantor  prowadzi również Raiffeisen Polbank, ale w tym przypadku jest to odrębna spółka, będąca jego własnością. Taka konstrukcja powoduje, że gwarancje BFG nie działają.

Jak to działa

Aby dokonać wymiany w kantorze internetowym, na początku trzeba podać swoje dane osobowe i numery rachunków bankowych, z których zamierzamy wpłacać i wypłacać złotówki i kupioną walutę. Ustalamy również swój login i hasło do logowania się na stronie www. Gdy wpłacimy jakąś kwotę, to po zalogowaniu będziemy mogli wybrać kiedy i jaką walutę chcemy kupić. Następnie możemy ją przelać na rachunek walutowy w banku i tam np. dokonać wypłaty w kasie. Wyjątkiem są kantory należące do Alior i Raiffeisena, które pozwalają na natychmiastową wypłatę w oddziale banku – matki. Niektóre kantory wydają też walutowe karty płatnicze. Wtedy nie musimy przelewać środków do banku lecz możemy np. płacić nią za granicą czy wypłacać z zagranicznych bankomatów.

Uwaga na koszty przelewów

Oprócz kwestii bezpieczeństwa i tego, jak atrakcyjne są kursy, ważna jest również szybkość i koszty przelewów. Najlepiej jeśli kantor ma konto w tym samym banku co my. Wtedy pieniądze i waluta są przekazywane bardzo sprawnie i zwykle bezpłatnie. Z tego względu kantory często posiadają konta w wielu instytucjach finansowych, ale niestety nie we wszystkich. Najlepiej więc znaleźć taki, który ma je w tym samym banku co my. Jest to szczególnie istotne jeśli zamierzamy kupić, a później przelać do banku, walutę inną niż euro. Takie przelewy mogą być bowiem bardzo drogie. Nawet jeśli kantor nie pobiera prowizji, to mogą je naliczyć tzw. banki pośredniczące, które uczestniczą w przekazaniu takiego przelewu. Nie dotyczy to przelewów w euro i oczywiście w złotych.

 

Źródło: Expander Advisors

Stoisz przed koniecznością wymiany waluty i chcesz wybrać właściwy moment? Niezwykle trudno przewidzieć, kiedy i jak zmienią się kursy. Warto jednak poznać czynniki, które znacząco wpływają na wahania notowań. Wprawdzie wiedza nie gwarantuje zysku, ale chroni przed popełnieniem błędów – pisze Bartosz Grejner, analityk Cinkciarz.pl.

Przez siedem kolejnych miesięcy złoty zyskał do dolara aż 12 proc., a od grudnia 2015 r. funt stracił w relacji do polskiej waluty ok. 21 proc. Te przykłady pokazują, że zmiany bywają istotne, a wartość jednej z walut wyrażamy zwykle w zestawieniu z inną. Dlatego na początek przydatna staje się wiedza, jak układa się relacja inflacji (wzrostu poziomu cen w gospodarce) obu krajów. Wyższy poziom w jednym kraju w stosunku do drugiego wpływa, biorąc pod uwagę tylko ten czynnik, na deprecjację, czyli obniżenie wartości waluty.

Inflacja nie zawsze bywa groźna

Trzeba jednak zaznaczyć, że inflacja sama w sobie nie musi być zła, o ile utrzymuje się na stabilnym i oczekiwanym poziomie. Inflacja nie zawsze musi być też spowodowana czynnikami wewnętrznymi. Na wzrost cen mogą wpływać również czynniki spoza granic kraju. Zewnętrznym źródłem inflacji bywają np. wyższe ceny surowców energetycznych, w szczególności ropy. Ceny surowców energetycznych podlegają historycznie sporym wahaniom, podobnie jak ceny żywności. Dlatego też, aby móc lepiej ocenić zmianę poziomu cen w gospodarce, wyróżnia się inflację bazową, z której wyłączone są ceny produktów energetycznych oraz żywności.

Obecnie przyjmuje się, że inflacja ok. 2 proc. (plus/minus 1 proc.) jest zdrowa dla rozwoju gospodarki, pozwalając osiągać wyższe tempo wzrostu, bliskie potencjalnemu. W ostatnich latach jednak kraje rozwinięte (i nie tylko) borykały się z odwrotnym problemem – spadkiem inflacji, czyli deflacją. Ma ona o tyle negatywny wpływ, że ogranicza rozwój gospodarczy, powodując spadek tempa wzrostu PKB, a gorsza kondycja danego kraju to w efekcie słabsza waluta.

Banki centralne rozdają karty

Aby uniknąć negatywnego wpływu zbyt wysokiej inflacji lub deflacji, banki centralne krajów operują poziomem stóp procentowych w gospodarce. Wyższe stopy procentowe w danym kraju w stosunku do innego mogą powodować wzrost rentowności obligacji skarbowych.

Zachęca to inwestorów do lokowania kapitału w kraju o wyższych stopach procentowych. Efektem tego jest większy popyt na walutę kraju, do którego kapitał ten przypływa. Z podstawowych zasad ekonomii wiemy, że wyższy popyt wiąże się z wyższą ceną, stąd waluta w takim przypadku ulega aprecjacji, czyli wzrostowi wartości. Z kolei zbyt wysoki poziom stóp procentowych może negatywnie wpływać na gospodarkę.

Koszty kredytów stają się wyższe, ograniczając tym samym konsumpcję i inwestycje, a inflacja może być niższa od założonej (w Polsce 2,5 proc. plus/minus 1 proc.), co razem wpływa na ograniczenie rozwoju gospodarki. Z podobnym przypadkiem spotykamy się obecnie na świecie. Kryzys finansowy z 2007/2008 r. z USA spowodował, że tamtejszy bank centralny (Rezerwa Federalna) obniżył stopy procentowe do zera i rozpoczął program skupu obligacji, co w efekcie oznaczało po prostu „wpompowywanie” dolarów, by stymulować gospodarkę i wzrost cen. Obecnie program został zaniechany, a stopy procentowe zostały już dwa razy poniesione.

Ujemne stopy procentowe wprowadziły też bank centralny Japonii oraz Europejski Bank Centralny (EBC), odpowiedzialny za strefę euro i wspólną walutę. Ten drugi zareagował na kryzys kredytowy w strefie euro, który spowodował deflację i załamanie wzrostu gospodarczego. Obserwujemy już pozytywne efekty w postaci wyższej inflacji w strefie euro oraz przyspieszającego tempa wzrostu. Jednak ciągle ujemne stopy procentowe (banki muszą płacić za możliwość pożyczania pieniędzy EBC) oraz łagodna polityka monetarna w postaci programu skupu obligacji, wynoszącym kilkadziesiąt miliardów euro co miesiąc, powodują osłabienie się euro. Ujemne stopy procentowe w strefie euro najprawdopodobniej będą utrzymane do końca 2017 r.

Jaki jest tego efekt? Więcej euro na rynku i większa podaż wywierają presję na spadek wartości waluty. Stąd np. w stosunku do złotego, gdzie stopy procentowe w Polsce są relatywnie wyższe i wynoszą obecnie 1,5 proc., można domniemywać, że euro nie podrożeje w sposób znaczny.

Ważne, na co czekają znawcy rynku

Na wycenę waluty wpływają także oczekiwania co do jej przyszłej wartości. Eksperci opierają się w tej materii na aspektach politycznych i gospodarczych, uwzględniają zapowiedzi o zmianach stóp procentowych czy poziomu inflacji. W krótkim okresie to właśnie ten czynnik może decydować o znacznych wahaniach kursów walut.

Przykład z ostatnich miesięcy: wahania kursu dolara po wyborach prezydenckich w USA. Rynki wiązały z wyborem Donalda Trumpa nadzieje na obniżenie podatków, zwiększenie wydatków infrastrukturalnych czy uproszczenie systemu finansowego. Zanim odbyło się zaprzysiężenie nowego prezydenta, nie mówiąc o jakichkolwiek decyzjach, dolar osiągnął 13-letnie szczyty wartości wobec euro oraz 15-letnie w relacji do złotego.

Podobną sytuację można zaobserwować w strefie euro. Europejski Bank Centralny utrzymuje i prawdopodobnie utrzyma przez cały 2017 r. ujemne stopy procentowe oraz łagodną politykę monetarną. To samo w sobie osłabia euro, ale niska oczekiwana inflacja w bieżącym roku oraz kolejnym (poniżej dwuprocentowego celu EBC) uzasadnia rynkowe założenia, że EBC nie zaostrzy polityki monetarnej, gdyż nie będzie ku temu warunków. W efekcie powoduje to, że popyt na euro i potencjał aprecjacyjny są ograniczane.

Wiedza pomaga, gdy ryzyko kusi

Czy to wszystkie czynniki? Odpowiedź brzmi: nie. Istotny jest jeszcze np. bilans handlowy – różnica pomiędzy eksportem a importem. Ew. nadwyżka bilansu powoduje większy popyt na walutę – podmioty zagraniczne (konsumenci i przedsiębiorcy) kupują więcej dóbr w danym kraju. Stąd wynika konieczność wymiany waluty i wpływ na jej aprecjację. Nie mniej ważny wydaje się także dług publiczny państwa – im wyższy, tym większa niepewność inwestorów co do możliwości jego spłaty przez państwo.

Efektem tego może być wyprzedawanie aktywów danego kraju, w tym waluty, której wartość będzie spadała. Z długiem kraju wiąże się także rating nadawany przez agencje ratingowe. Daje on inwestorom pogląd na to, jak ryzykowny może być dług danego kraju, czyli jaką premię za ryzyko należy żądać. Odbija się to również na walucie, której wartość jest zmniejszana, aby uwzględnić większe ryzyko.

Składników wpływających na waluty można by znaleźć o wiele więcej, choć ich wpływ na kursy wymiany prawdopodobnie byłyby już nieco mniej istotny. To, jakie czynniki akurat w największym stopniu decydują o wartości danej waluty, może ulegać zmianie, zwłaszcza w krótkim okresie czasu. Dlatego ważne wydaje się przeanalizowanie wymienionych elementów nie tylko w przypadku dwóch krajów, których waluty zamierzamy wymieniać, ale także zapoznanie się ze stanem największych gospodarek na świecie, ponieważ mogą one decydować o globalnej sytuacji na rynkach.

Świadomość czynników, które w największym stopniu mogą wpływać na kursy walut, nie da gwarancji wymiany po najkorzystniejszym kursie. Jednakże, uwzględniając ostatnie wydarzenia na rynkach światowych i wahania kursów walut, znajomość tych elementów może pomóc podjęciu optymalnej decyzji o wyborze momentu wymiany waluty, a tym samym ograniczyć ryzyko straty.

 

Autor: Bartosz Grejner, analityk Cinkciarz.pl

 

Według agencji Bloomberg w rankingu za czwarty kwartał 2016 r. spółka Cinkciarz.pl zajęła pierwsze miejsce w trafności typowań kursów na parze USD/PLN. Analitycy lidera rynku wymiany walut osiągnęli również trzecie miejsce dla zbiorczego rankingu walut Ameryki Łacińskiej.

Typowania pary dolar amerykański / złoty przygotowane przez Cinkciarz.pl znalazły się na pierwszym miejscu prestiżowego notowania Bloomberg Ranks. Prognozy autorstwa analityków serwisu wymiany walut zostały wyróżnione spośród typowań z całego świata. Spółka wyprzedziła tak znane marki, jak Wells Fargo czy Raiffeisen.

W czwartym kwartale 2016 r. dolar w relacji do złotego podrożał o ok. 40 groszy. – Było to spowodowane ogólnym wzrostem wartości amerykańskiej waluty na rynku na świecie. Dolar zaczął zyskiwać po wyborach w USA. Wygrana Donalda Trumpa oraz utrzymanie przez Republikanów większości głosów w obu izbach Kongresu urealniły plany gospodarcze prezydenta elekta – wyjaśnia Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Jak tłumaczy, inwestorzy stopniowo zaczęli wyceniać możliwość redukcji podatków dla przedsiębiorstw oraz gospodarstw domowych, zmniejszenie regulacji dla firm oraz inwestycje publiczne w infrastrukturę. Wprowadzenie tych inicjatyw zwiększa z jednej strony szansę na szybszy wzrost gospodarczy w przyszłości, ale również podnosi ryzyko przegrzania się gospodarki.

– Niezależnie jednak od finalnego scenariusza gospodarczego dla USA, w perspektywie najbliższych kwartałów zarówno PKB, jak i inflacja powinny przyspieszyć. To zmotywowałoby Rezerwę Federalną do szybszego od oczekiwań podniesienia stóp procentowych. Wyższe stopy procentowe w USA w relacji do innych gospodarek rozwiniętych stymulują przepływ kapitału do Stanów Zjednoczonych, powodując wzrost wartości dolara – dodaje analityk.

Zdaniem ekspertów spółki, kolejny pozytywny impuls dla dolara może pojawić się już w pierwszej połowie roku, kiedy rozpocznie się wprowadzanie reform przygotowanych przez nową amerykańską administrację. Niewykluczone więc, że jeszcze przed wakacjami dolar będzie kosztował ponad 4.50 zł, a przy kulminacji dobrych danych z USA i rosnących oczekiwań dotyczących wzrostu wysokości stóp procentowych jest prawdopodobne, że w     2017 r. trzeba będzie za niego płacić nawet ponad 4.70 zł. Oznaczałoby to, że amerykańska waluta w relacji do polskiej będzie najdroższa w historii.

Trafne typowania dla dolara i złotego to nie jedyne zwycięskie miejsce na podium dla Cinkciarz.pl. Pierwszą lokatę przyznano także wskazaniu ekspertów walutowych spółki dla pary euro / ukraińska hrywna. Drugie miejsce w rankingu zajęły prognozy dla par walutowych: dolar amerykański i peso chilijskie, a także dolar amerykański i sol peruwiański.

Trzecie miejsca również należą do serwisu wymiany walut. Te pozycje wypracowały dla niego prognozy dla pary dolar amerykański / koreański won oraz zbiorczy ranking dla walut Ameryki Łacińskiej.

 

Źródło: cinkciarz.pl

 

Po Panicznym Poniedziałku i Wtorku Odwrotu przyszedł czas na Kończącą Kwartał Środę, zatem możemy obserwować ruchy rynku trudne do wytłumaczenia w konwencjonalny sposób. FX dalej pozostaje zapatrzony w rynek akcji, a Azja oferuje dziś pozytywne wibracje.
Płaskie sesje w Europie i USA pozwoliły na uspokojenie nastrojów. Japoński Nikkei odbił po solidnej wyprzedaży we wtorek, choć wypadałoby to odbierać na zasadzie: brak złej wiadomości, to dobra wiadomość. Mam tutaj na myśli sytuację globalną, gdyż na własnym podwórku Japonia przypomina o swoich problemach. Dane o sierpniowej produkcji przemysłowej (-0,5 proc. m/m, prog. 1 proc.) i sprzedaży detalicznej (0 proc., prog. 0,5 proc.) dziś w nocy były rozczarowujące. Pojawiły się także komentarze że strony doradców premiera Abe (Hamada, Takenaka), że gospodarka potrzebuje dodatkowego wsparcia fiskalnego i monetarnego. Presja na Bank Japonii, by dołożył więcej starań, rośnie, a punktem przegięcia mogą być jutrzejsze wyniki kwartalnej ankiety Tankan mierzącej nastroje przedsiębiorców. Prezes BoJ Kuroda wskazywał dobre nastroje biznesu i jego solidne zyski jako podstawę swojego optymizmu względem perspektyw gospodarki. Jeśli jutrzejsze dane będą słabe, wymusi to rewizję poglądów Kurody, a może i całego BoJ. W październiku mamy dwa posiedzenia decyzyjne banku, więc jest sporo okazji do dyskontowania rozszerzenia QE. To będzie zła wiadomość dla JPY, choć obecnie chroni go pozytywna korelacja że spadkami na giełdach.
Spokojna sesja przyniosła utrzymanie ostatnich zakresów wahań na głównych parach przy lekkim odwrocie w stronę ryzyka. EUR/USD 1,12 i USD/JPY 120 to obecnie poziomy, które zatrzymują dolara przed większym umocnieniem. Ale nikt na koniec kwartału nie zamierza bez silnego impulsu otwierać ekspozycję, kiedy zmienność z rynku akcji może wszystko zaprzepaścić. Przedstawiciele Fed (Dudley, Bullard, Yellen) raczej niczym nowym nie zaskoczą – tak, wiemy, że chcą podwyżki przed końcem roku, gospodarka USA ma się dobrze, ale otoczenie rynkowe utrudnia decyzję. Więcej uwagi może skupić raport ADP (14:15, prog. 190 tys.), który pozwoli ustawić sentyment przed rządowym raportem z rynku pracy w piątek. Chicago PMI (15:45) zwykle jest istotny, ale dzień przed odczytem ISM traci na znaczeniu.
W Europie główne zainteresowanie będzie dotyczyć wstępnego odczytu inflacji ze strefy euro (11:00). Konsensus na poziomie 0 proc. r/r od wczoraj jest nieaktualny ze względu na negatywne zaskoczenia w danych z Hiszpanii i Niemiec. -0,1 proc. jest teraz scenariuszem bazowym, ale wciąż może zaciążyć na wartości euro. W Polsce GUS pierwszy raz poda wstępny szacunek CPI (14:00), gdzie konsensus zakłada pogłębienie deflacji do -0,7 proc. r/r z -0,6 proc. My szacujemy wzrost do -0,5 proc., ale biorąc pod uwagę rezultaty ze strefy euro, widzimy ryzyka dla naszej prognozy. Jeśli mamy rację, to jednak nawet tak pozytywna niespodzianka ma nikłe szanse na wsparcie kursu złotego, biorąc pod uwagę niepewność na rynkach zewnętrznych. EUR/PLN zatrzymał się wczoraj przed 4,25, ale na powrót do 4,20 jeszcze za wcześnie.
Z innych danych finalna rewizja PKB z Wielkiej Brytanii (10:30) jest nierealnym impulsem dla funta. Z Kanady otrzymamy PKB za lipiec, gdzie wrażliwość rynku będzie większa w przypadku słabszego odczytu (prog. 0,2 proc. m/m), biorąc pod uwagę pozytywną niespodziankę w danych za czerwiec (0,5 proc.).

Sporządził: Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Na pierwszym w tym roku posiedzeniu RPP nie obniżyła stóp procentowych, pozostawiając główną stopę referencyjną na poziomie 2%. Taka decyzja była oczekiwana, niedopuszczalna była podwyżka stóp procentowych, natomiast możliwe było zaskoczenie rynku w drugą stronę – obniżką stóp. Z treści komunikatu po posiedzeniu wynika jednak, że nie jest on zbyt gołębi, bowiem znowu definiuje się obniżki stóp w kategorii większego ryzyka pozostawania inflacji poniżej celu. Tymczasem na wcześniejszych posiedzeniach padały stwierdzenia, że nie ma już takiego ryzyka, a jest właściwie pewność. Można więc mocno dziwić się tej argumentacji, zwłaszcza, że w komunikacie większość treści zajmują czynniki, które mogłyby zostać zinterpretowane jako argumenty za obniżką stóp procentowych, w tym akomodacyjna polityka EBC, ryzyko słabszego wzrostu gospodarczego, wspomniana wcześniej deflacja. Dopiero w odpowiedziach na pytania padały sformułowania dotyczące podażowego charakteru inflacji, a także dbania o stabilność finansową państwa. Niezbyt komfortowo odpowiadając na te pytania mógł się czuć prezes Belka, który sam jest gołębiem, ale ostatnio regularnie przegłosowywanym w Radzie. Perspektywa obniżek na kolejnym posiedzeniu nie jest bliższa po tej konferencji, chociaż M. Belka podkreśla, że widzi wciąż przestrzeń do obniżek.

Właśnie w tym tonie decyzję i konferencję RPP ocenia rynek walutowy. Złoty na samą decyzję nie zareagował, ale tłumaczenie się z komunikatu inwestorzy zinterpretowali bardziej jako zaostrzenie komunikatu, tym bardziej, że niepewne środowisko (destabilizacja rynków finansowych) to zdaniem Rady nie jest odpowiedni moment na zmiany stóp. Dlatego też obserwujemy ponad dwugroszowe umocnienie złotego względem euro, które obecnie wyceniane jest na ok. 4,26. Dolar pozostaje wciąż powyżej 3,60, a aktualny range to 3,60-3,65. Jutro poznamy dane o inflacji CPI za grudzień, ale po wydźwięku komunikatu rynek niekoniecznie musi uznać, że pogłębienie deflacji będzie dla RPP wystarczającym powodem do ścięcia stóp procentowych.

Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI S.A.

W okresie od połowy września do końcówki października spośród walut rynków wschodzących trzema najbardziej przecenionymi walutami były rosyjski rubel, brazylijski real oraz kolumbijskie peso. O ile jednak kolumbijskie peso, przecenione zresztą „tylko” o 4% to nawet w ramach rynków wschodzących mało znacząca waluta, pozostałe dwie mają już dużą wagę w całym koszyku. I straty poziom przeceny tych walut był zupełnie inny – real stracił ponad 7%, a rubel aż ponad 9% (w obu przypadkach liczone względem dolara). Mimo dużego oddalenia geograficznego Brazylii i Rosji można wskazać, że opisywanym okresie sytuacja tych krajów była w dużej mierze ze sobą zbieżna i to na kilku płaszczyznach.

Poczynając wydaje się od najważniejszej, stricte rynkowej  – chodzi o sytuację na rynku surowców przemysłowych i towarów rolnych. Oba kraje dużo wydobywają ropy naftowej, której cena (gatunki Brent, WTI, Ural) w okresie od połowy września spadła o kilkanaście procent. I coraz więcej wskazuje na to, że niska cena ropy może się utrzymać przez kolejne miesiące. Brazylia produkuje jednak głównie na własne potrzeby, a w tym roku ma osiągnąć dopiero niewielką nadwyżkę eksportu. Z kolei Rosja aż ok. 50% przychodów z eksportu w ogóle czerpie ze sprzedaży ropy i produktów ropopochodnych. Zbiegło się to też z nadzwyczajnym urodzajem na rynku towarów rolnych – Rosja to duży eksporter pszenicy i kukurydzy, z kolei Brazylia to jeden z największych na świecie eksporterów soi i duży eksporter kukurydzy. Ceny wszystkich trzech towarów są w tym sezonie na bardzo niskich poziomach. Jednak tutaj akurat nie ma sensu robić bardziej długoterminowych prognoz – kolejny sezon może przynieść odwrócenie się tendencji cenowych z racji nieprzewidywalności pogody (najważniejszy czynnik) i prawdopodobnego samoograniczania podaży przez farmerów, chcących uzyskać wyższe ceny zbóż czy oleistych. Faktem jest jednak, że dochody budżetowe z tych źródeł maleją, a gospodarki obu krajów nie należą do zbyt innowacyjnych. Dobitnym dowodem problemów na rynku rosyjskim może być fakt, że tamtejsze Ministerstwo Finansów proponuje przygotowanie zapasowego wariantu budżetu na rok 2015 i okres planowy 2016-17, przewidującego 10-procentową redukcję wydatków w latach 2016-17.

Drugą płaszczyzną podobieństw są problemy natury politycznej, które przekładają się na ekonomię. W Brazylii słabą opinią rynku finansowego cieszy się urzędująca prezydent Dilma Rousseff, która preferuje interwencjonistyczną politykę wpływającą na ceny ropy w sposób nierynkowy i utrzymującą wysokie podatki i sam skomplikowany system podatkowy. Zwyciężyła właśnie w wyborach prezydenckich i będzie urzędować przez kolejną kadencję. Taki wynik wyborów był wcześniej dyskontowany spadkami na giełdach i utratą wartości brazylijskiej waluty. Z kolei Rosja ma problemy związane z jej bardzo złym postrzeganiem na międzynarodowej scenie politycznej przez interwencję na Ukrainie. Oprócz nałożonych na ten kraj sankcji, które już szeroko były opisywane, Rosji grozi także otrzymanie od jednej z czołowych agencji ratingowych oceny nieinwestycyjnej  (tzw. rating śmieciowy). Wcześniej po przeglądzie ocenę obniżyła agencja Moody’s, ale wciąż jest ona powyżej śmieciowej. Natomiast ostatnio agencja S&P pozostawiła rating na poziomie BBB-, ale jest to tylko jeden próg powyżej śmieciowego, ale jednocześnie utrzymuje jego negatywną perspektywę. Gdyby któraś z agencji nadała Rosji ocenę nieinwestycyjną, wiązałoby się to z dalszą, nawet bardziej zmasowaną wyprzedażą rosyjskich aktywów, gdyż duża część globalnych funduszy w swojej polityce inwestycyjnej ma zapisy o pomijaniu aktywów z takim ratingiem. Czyli dalsze deprecjacja rubla byłaby przesądzona. W przypadku Brazylii sytuacja jest lepsza, ale niewiele. Ratingi są 2-3 stopnie powyżej śmieciowego, ale znowu sytuacja budżetowa wygląda nawet jeszcze gorzej. Pogłębiający się deficyt na rachunku obrotów bieżących oraz coraz większy deficyt budżetowy nie napawają optymizmem i wskazują, że krajowi potrzebne są reformy, do których obecna władza wydaje się być raczej niezdolna. Tymczasem przed Brazylią jeszcze spore wyzwanie inwestycyjne – olimpiada w Rio w 2016 r.

Kraje te mają ślamazarne wzrosty PKB (konsensus prognoz na ten rok dla obu to 0,3%) przy rosnącej inflacji (Brazylia 6,3%, Rosja aż 7,4% w bieżącym roku). Zatem kolejną płaszczyzną wspólną dla Rosji i Brazylii jest ryzyko wpadnięcia w stagflację, czyli współwystępowania stagnacji gospodarczej wraz z wysokim poziomem inflacji.

Brazylijskiego reala i rosyjskiego rubla łączy zatem nie tylko fakt, że w okresie ostatniego półtora miesiąca były najsłabszymi walutami spośród walut rynków wschodzących, ale z punktu widzenia fundamentalnego także przyczyny tej słabości, które są poważne i pokazują, że rynek bardzo wyraźnie dostrzega ryzyka związane z obiema gospodarkami.

Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI S.A.

 

Ostatnie dwa lata przyzwyczaiły nas do słabości amerykańskiej waluty. Jednak od kilku miesięcy ta tendencja ulega wyraźnemu odwróceniu. Dolar idzie w górę i wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze droższy. Oznacza to spore zmiany dla wszystkich, od konsumentów, poprzez inwestorów, na firmach i gospodarkach kończąc.

Poprzedni szczyt siły amerykańska waluta osiągnęła w połowie 2012 r. Wówczas kurs euro wynosił 1,2 dolara, a na naszym rynku trzeba było za niego płacić 3,55 zł. Dollar Index, obrazujący moc dolara wobec sześciu głównych walut świata, osiągnął wartość 63 punktów dopiero w połowie 2013 r. W maju 2014 r., był o 16 proc. słabszy wobec europejskiej waluty, której kurs skoczył do 1,39 dolara, u nas staniał do 3 zł., czyli o 15 proc., a dolarowy indeks spadł o prawie 10 proc., do nieco poniżej 57 punktów.

Dolar długo pozostawał obojętny zarówno na sugestie dotyczące zakończenia ilościowego luzowania polityki pieniężnej przez Fed, które pojawiły się w wypowiedziach Bena Bernanke w połowie 2013 r., jak i na rozpoczęcie tego procesu. Dopiero coraz bardziej wyraźnie rysująca się perspektywa rozpoczęcia przez amerykańską rezerwę federalną cyklu podwyżek stóp procentowych spowodowała, że dolar zaczął dynamicznie zyskiwać na wartości. Do tej pory wobec euro i złotego umocnił się o 10 proc., a Dollar Index wzrósł o 7 proc.

Za kontynuacją tej tendencji przemawia nie tylko dążenie Fed do normalizacji polityki pieniężnej, możliwej wskutek poprawy kondycji amerykańskiej gospodarki, ale także przeciwstawne działania między innymi Banku Japonii i Europejskiego Banku Centralnego, które poprzez nadzwyczajne łagodzenie swej polityki zmierzają do pobudzenia swych gospodarek i uniknięcia deflacji, a w przypadku złotego, także Rady Polityki Pieniężnej. Nie oznacza to jednak, że dolar będzie szedł w górę nieprzerwanie, z taką dynamiką, jak w ostatnich miesiącach. Z pewnością będą zdarzały się w tej tendencji korekty, podobne do rozpoczętej w drugiej dekadzie października, jednak trzeba się przyzwyczaić do tego, że amerykańska waluta będzie jeszcze droższa.

Zmiany kursu dolara do złotego (w zł. za dolara) i kursu euro do dolara (w dol. za euro)

trzeba_przywnyknac_do_dolaraŹródło: Stooq.pl.

Trudno prognozować, do jakiego poziomu dotrze dolar, ale przesłanki, stojące za jego umocnieniem są na tyle poważne, że można oczekiwać sporego ruchu w górę. Poprzedni szczyt z połowy 2012 r., czy w przypadku Dollar Index, z połowy 2013 r., wydają się jedynie najbliższym punktem docelowym. Jego osiągnięcie oznaczałoby w przypadku złotego wzrost kursu o 7,5 proc., a w całym, trwającym od połowy czerwca cyklu, dolar umocniłby się wobec naszej waluty o 18 proc. Choć skala ruchu wydaje się duża, nie byłaby niczym nadzwyczajnym. W przeszłości wielokrotnie byliśmy świadkami podobnych, a nawet większych zmian. O 10 proc. dolar podrożał w okresie od lutego 2013 r. do końca czerwca 2013 r. Od lutego do czerwca 2012 r., a więc w ciągu zaledwie kilku miesięcy kurs dolara skoczył o ponad 15 proc., niemal taki sam ruch miał miejsce od listopada 2011 r. do pierwszych dni 2012 r. Warto przy tym zwrócić uwagę, że od czterech lat zwyżka kursu amerykańskiej waluty kończyła się w okolicach 3,5 zł (od 3,47 do 3,55 zł). W trakcie ostatnich dziesięciu lat dolar znalazł się wyżej tylko raz, w lutym 2009 r., czyli w czasie największego nasilenia globalnego kryzysu na rynkach finansowych. Wówczas dotarł do pułapu 3,91 zł., jednak powyżej wspomnianego maksimum (3,5 zł) przebywał zaledwie kilkanaście dni. W tej chwili dotarcie do tego kryzysowego poziomu wydaje się mało prawdopodobne, podobnie jak trwały powrót do wahań w przedziale 3,6-4,3 zł, w ramach których kurs dolara poruszał się od 2001 do połowy 2004 r., choć wśród obecnych prognoz można spotkać i takie jak sporządzona przez Barclays, zakładająca zwyżkę do 3,9 zł. do końca 2015 r.

Umacnianie dolara z punktu widzenia polskiego konsumenta oznacza presję na wzrost cen części importowanych dóbr konsumpcyjnych, w tym także trwałego użytku. Przykładem mogą być paliwa, w przypadku których spadek notowań ropy naftowej w sporej części będzie niwelowany właśnie przez wzrost cen sprowadzonego surowca, spowodowany zwyżką kursu dolara. Wzrost cen elektroniki, której większość importu rozliczna jest w dolarach, hamować może jedynie konkurencja między dystrybutorami. Generalnie droższy dolar będzie wpływał na ogólny wzrost cen, czyli będzie sprzyjał pobudzeniu inflacji, co powinno powstrzymać Radę Polityki Pieniężnej przez zbyt agresywnym obniżaniem stóp procentowych.

Perspektywa wzrostu notowań dolara powinna skłaniać inwestorów do większego zainteresowania kupnem instrumentów finansowych nominowanych w tej walucie. W ten sposób mogą korzystać nie tylko na zwyżce ich notowań, ale także osiągać zysk z różnic kursu walutowego. Sprzedając w przyszłości te aktywa, uzyskają z tego tytułu wyższą kwotę wyrażoną w złotych. Działanie tego mechanizmu widać bardzo dobrze na przykładzie złota. Od czerwca notowania kruszcu na giełdach obniżyły się 1245 do 1223 dolarów za uncję, czyli o prawie 2 proc. Jednocześnie licząc w złotych jego cena zwiększyła się o 8 proc., właśnie wskutek osłabienia się naszej waluty wobec dolara.

W przypadku firm korzyści z umacniającego się dolara powinni osiągnąć eksporterzy. Tu najlepszym przykładem może być KGHM, sprzedający miedź i srebro, rozliczane w amerykańskiej walucie. Mimo spadku cen tych surowców, wyższy kurs dolara powoduje, że w wyniki księgowane w złotych, mogą się poprawiać. Dotyczy to również wielu innych firm, eksportujących nie tylko surowce, ale wszelkie inne wyroby i usługi. Oczywiście w gorszej sytuacji znajdą się przedsiębiorcy importujący towary i komponenty za dolary. Według podobnego schematu na mocniejszym dolarze skorzystać może cała nasza gospodarka, poprzez wzrost konkurencyjności eksportu, wspierającego dynamikę PKB.

Roman Przasnyski

Roman Przasnyski, Open Finance

Wspólny Rynek uruchamia nową sesję – Notowania FX, na której firmy mogą dokonywać transakcji walutowych po ustalonym przez siebie kursie, 24 godziny na dobę. Rozszerzona zostaje także lista walut, które można wymieniać na platformie.

Sesja Notowania FX umożliwia wymianę walut w dowolnie wybranym przez klienta momencie, przez całą dobę, po ustalonym przez niego kursie albo po kursie innego uczestnika lub animatora Wspólnego Rynku. Klient sam decyduje, z których rozwiązań chce skorzystać i po jakim kursie dokona wymiany. Jedno zlecenie może dzielić tak by zyskać jak najwięcej.

Pracując nad rozszerzeniem oferty bazowaliśmy na naszych dotychczasowych doświadczeniach oraz potrzebach, jakie zgłaszają nam importerzy i eksporterzy, z którymi na co dzień pracujemy. Postawiliśmy na elastyczność. Sesja Notowania FX zapewnia klientom bardzo dużą swobodę wyboru kursu, po jakim będą wymieniać waluty oraz możliwość szybkiego reagowania na zmiany zachodzące na rynku. Pozwala korzystać z kilku rozwiązań równocześnie, co gwarantuje efektowaną wymianę całości środków – mówi Mirosław Boniecki, Prezes Zarządu Wspólnego Rynku. – Ponadto, udostępniliśmy to rozwiązanie przez całą dobę i rozszerzyliśmy listę par walutowych wymienianych na naszej platformie, która obecnie jest dostępna dla wszystkich firm, bez względu na to, w jakim banku posiadają rachunki – dodaje.

Nowa sesja dostępna na platformie wspolnyrynek.pl umożliwia uczestnikom m.in. wystawianie w ramach jednego zlecenia wielu własnych ofert, w których określają oni graniczny kurs transakcji oraz jej maksymalną wartość. Aktywni uczestnicy mogą liczyć nie tylko na korzyści finansowe wynikające ze zrealizowania transakcji po ustalonym przez siebie kursie, ale także na dodatkowe oszczędności, dzięki niższej opłacie transakcyjnej.

Zależy nam by Notowania FX były dynamiczną sesją giełdową, dlatego obniżając opłaty od transakcji zawieranych na podstawie własnych kwotowań nagradzamy aktywność uczestników, którzy wystawiają swoje oferty – wyjaśnia Mirosław Boniecki.

Dodatkowym atutem nowej sesji jest możliwość realizowania transakcji po kursach niedostępnych w godzinach aktywności europejskiego rynku międzybankowego. Jeśli klient złoży ofertę z kursem, który zostanie osiągnięty w czasie pracy amerykańskiego lub azjatyckiego rynku walutowego, jego transakcja zostanie zrealizowana.

Obecnie na każdej sesji Wspólnego Rynku Walutowego przedsiębiorstwa mogą wymieniać EUR, USD, GBP, CHF za PLN oraz EUR za USD. Firma zapewnia dostawę walut we wszystkich bankach w Polsce, dzięki czemu klienci dodatkowo zyskują możliwość efektywnego zarządzania płynnością na rachunkach posiadanych w różnych bankach.

Wspólny Rynek działa według modelu giełdowego. Wymiana walut odbywa się w dni robocze, na sesjach Wspólnego Rynku Walutowego, gdzie łączone są zlecenia kupna i sprzedaży eksporterów, importerów oraz animatorów. W zależności od preferencji uczestnika, może on wybrać rodzaj sesji, różniących się kursem transakcji i momentem jej realizacji.

Poza nowym rozwiązaniem, Wspólny Rynek umożliwia także wymianę walut według średniego kursu Narodowego Banku Polskiego (ustalanego o 11:00), na sesjach Fixing FX, które odbywają się codziennie, również o godzinie 11.00. Na zlecenie klientów zainteresowanych wymianą wysokich kwot (do 10 mln EUR), firma organizuje także sesje Private FX, na których wymiana odbywa się po aktualnym średnim kursie z rynku międzybankowego lub po kursie rynkowym ustalonym przez strony transakcji (z innym uczestnikiem lub animatorem Wspólnego Rynku). Kolejnym rozwiązaniem jest specjalna oferta dla grup kapitałowych – Grupa FX, które pozwala znacznie obniżyć koszty, dzięki wspólnemu planowaniu transakcji i wymianie walut pomiędzy spółkami jednej grupy kapitałowej po ustalonym przez nie kursie rynkowym i w dogodnym dla nich terminie.

Z usług Wspólnego Rynku mogą korzystać przedsiębiorstwa (spółki handlowe, spółki cywilne, spółdzielnie) oraz osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą w Polsce. Warunkiem jest rejestracja na stronie wspolnyrynek.pl i podpisanie umowy ramowej o współpracy.

Przedsiębiorstwa mogą składać zlecenia online (poprzez platformę) lub telefonicznie. Realizacja zlecenia wymaga dokonania przelewu aktywującego na rachunek rozliczeniowy Wspólnego Rynku. Najprostszym sposobem złożenia zlecenia i jednoczesnej aktywacji jest dokonanie odpowiedniego przelewu. W zależności od godziny zawarcia transakcji i wymienianej waluty, transakcje są rozliczane w dniu sesji lub innym dniu roboczym.

Rejestracja i korzystanie z platformy wspolnyrynek.pl są bezpłatne. Firma pobiera jedynie opłatę od przeprowadzonych transakcji wymiany. Jej wysokość jest uzależniona od wolumenu transakcji zawieranych na platformie (w początkowym etapie szacowanych, później rzeczywistych). Opłata od transakcji pobierana przez Wspólny Rynek jest średnio o połowę niższa od kosztów realizacji takiej samej transakcji w banku.

źródło: Wspólny Rynek

Eksperci

Niewiele potrzeba, by zburzyć spokój

Rynkowi z łatwością przychodzą zmiany kierunku, co podkreśla, z jak niskim przekonaniem odbywa się h...

Inflacja nie odpuszcza

We wrześniu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 1,9 proc., a więc tylko minimalnie ...

Moryc: Podatek Exit Tax wejdzie w życie choć jest krytykowany nawet przez członków rządu

Nowy podatek tzw. “exit tax”, który ma zostać wprowadzony do końca tego roku wzbudza kontrowersje ni...

Pistolet przystawiony do głowy, czyli walutowe zawirowania kluczowych rynków

Globalny rynek finansowy pozostaje obciążony asymetrią ryzyk, gdyż najwyraźniej w temacie wojen hand...

Turek: 10 lat po upadku Lehman Brothers ceny znowu są rekordowe

Gwałtowne przeceny, a potem ożywienie na rynkach mieszkaniowych – tak prosto można podsumować ostatn...

AKTUALNOŚCI

Jesienne spowolnienie dynamiki PKB

Wyraźnie niższe niż się spodziewano okazały się wrześniowe dane o produkcji przemysłowej i budowlano...

Polskie startupy coraz śmielej zdobywają zagranicę

45 proc. właścicieli startupów chce rozwijać swoją działalność nie tylko na rodzimym rynku, ale takż...

Minister Finansów chce dłużej potrzymać pieniądze inwestorów

Zakup obligacji o 50 groszy taniej – to nowy pomysł Ministra Finansów, aby Polacy na dłużej zainwest...

POLAND THE CAN-DO NATION

4 października br. w Nowym Jorku, z inicjatywy PZU, odbędzie się jedno z największych spotkań lideró...

Od 2019 roku nowe przepisy podatkowe dotyczące kryptowalut

W 2019 r. w życie wejść ma pakiet nowych przepisów podatkowych dotyczących walut wirtualnych. Projek...