piątek, Kwiecień 20, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "upadłość firm"

upadłość firm

Do bankructwa firm prowadzą przede wszystkim nietrafione inwestycje, ale także długotrwałe zatory płatnicze i upadłość kontrahenta – wynika z badania zrealizowanego dla BIG InfoMonitor. Ostrożność w relacjach biznesowych jest wskazana, bo mimo poprawiającej się sytuacji ekonomicznej liczba upadłości firm w Polsce rośnie. W ubiegłym roku sądy gospodarcze ogłosiły bankructwo 889 przedsiębiorstw. Według wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska, w tym roku liczba ta może zwiększyć się o kilkanaście procent.

Zdaniem ankietowanych menedżerów sektora MŚP zatory płatnicze są drugą, po nietrafionych inwestycjach przyczyną bankructw przedsiębiorstw. Wielu przedsiębiorców dostrzega także ryzyko jakie niesie współpraca z bankrutem, który nie płacąc może pociągnąć za sobą swoich dostawców. Dopiero na kolejnych miejscach jako powód upadłości wymieniana jest zaniżająca ceny, nieuczciwa konkurencja oraz błędy osób zarządzających.

Z analiz wynika, że problemy z płatnościami opóźnianymi o co najmniej 60 dni, cały czas zgłasza połowa firm. Jednocześnie, przedsiębiorcy często nie zdają sobie sprawy, że do upadłości mogą doprowadzić nieuregulowane należności wynoszące 20-30 procent rocznego przychodu – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Nawet ci kontrahenci, którzy wydają się wiarygodni i wypłacalni, w rzeczywistości mogą mieć kłopoty finansowe i od dawna widnieć w rejestrach dłużników – dodaje.

Okazuje się, że przedsiębiorstwom, które mają problemy z zatorami płatniczymi znacznie częściej zdarzało się współpracować z partnerami biznesowymi, którzy ogłosili upadłość. Z badania BIG InfoMonitor wynika, że dotyczyło to 65 proc. firm. Tymczasem w grupie firm, które nie mają problemów z zatorami, relacje z bankrutami ma za sobą 38 proc. Zjawisko współpracy z podmiotami ogłaszającymi upadłość znane jest szczególnie w sektorze budowlanym (72 proc.) i produkcyjnym (70 proc.).

Najbardziej ryzykowne branże

W bazach BIG InfoMonitor i BIK liczba firm nieregulujących terminowo zobowiązań wobec kontrahentów i banków przekracza obecnie 264 tys. Ich łączne zaległości wynoszą prawie 25,2 mld zł. Ryzyko współpracy z poszczególnymi przedsiębiorstwami w dużym stopniu zależy od sektora i branży w jakich działa przedsiębiorstwo. Z danych BIG InfoMonitor oraz BIK wynika, że jeśli chodzi o wartość największe zaległości mają firmy handlowe, budowlane i przetwórcze, dalej jest HoReCa (hotele, restauracje, catering) i obsługa rynku nieruchomości. Pod względem odsetka firm z problemami w terminowym regulowaniu zobowiązań najgorzej wypadają natomiast: górnictwo, transport, HoReCa i budownictwo. Udział przedsiębiorstw zajmujących się daną działalnością waha się tu od 5,1 do 7,5 proc. Odsetek firm płacących z opóźnieniem lub wcale wśród ogółu przedsiębiorstw wynosi 5,4 proc.

O ile jednak w całym sektorze przetwórstwa odsetek firm z opóźnieniami w płatnościach wynosi 4,9 proc. to są tam też branże jak produkcja napojów, wyrobów tytoniowych czy gospodarka odpadami, gdzie co najmniej co dziesiąta firma jest niesolidnym płatnikiem.

Liczba upadłości firm rośnie

Z danych wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska wynika, że w ubiegłym roku sądy ogłosiły upadłość 889 firm. Co oznacza wzrost o 15 proc. w porównaniu do 2016 r. W ubiegłym roku, najwięcej upadłości odnotowano w sektorze produkcyjnym, gdzie zbankrutowało blisko 250 firm (wzrost o 9 proc. r/r), czyli niemal 30 proc. wszystkich zeszłorocznych upadłości. W liczbie bankructw przodują w tej kategorii firmy z branży obróbki metalu i części metalowych oraz producenci artykułów spożywczych. Jednocześnie, w tym samym czasie odnotowano 220 upadłości firm handlowych, 136 upadłości firm z branży budowlanej i 42 bankructwa firm transportowych.

Analizując dane z pierwszych dwóch miesięcy bieżącego roku można prognozować, że liczba upadłości w tym roku będzie jeszcze wyższa. Z wyliczeń Bisnode wynika, że prawdopodobnie przekroczy tysiąc, co oznacza wzrost o co najmniej 12 proc.

Dłużnicy nie są bezkarni

Wielu z tych bankructw można by uniknąć, gdyby firmy dokładniej przyglądały się swoim kontrahentom. – Przedsiębiorcy powinni weryfikować dosłownie każdy podmiot, z którym współpracują lub zamierzają współpracować. Tym bardziej, że narzędzia do tego są i proste, i tanie. W biurach informacji gospodarczej znajduje się sporo danych o aktualnym stanie finansowym wielu potencjalnych partnerów biznesowych – mówi Sławomir Grzelczak. – Sprawdzać trzeba, bo żadne przedsiębiorstwo, które ma kłopoty finansowe, nie będzie się tym chwalić. Tymczasem monitorując firmę w BIG InfoMonitor, widać od razu jakie zaległości i jakie kwoty ją obciążają – dodaje.

BIG InfoMonitor tylko w zeszłym roku udostępnił prawie 3 mln raportów o przedsiębiorcach. Z każdym rokiem liczba ta znacząco rośnie. Jakie są konsekwencje obecności przedsiębiorcy w rejestrze dłużników? W grę wchodzi zablokowanie wszelkich możliwości finansowania – nikt nie udzieli pożyczki, kredytu czy leasingu firmie, która nie płaci należności i widnieje w związku z tym w BIG InfoMonitor. Z tego rejestru na co dzień korzystają banki, firmy pożyczkowe i leasingowe, dla których weryfikacja wiarygodności finansowej klientów jest standardową procedurą. Obecność w BIG, z informacją o długach, może również przeszkodzić w podpisaniu biznesowych kontraktów.

W ciągu ostatnich dwóch lat zanotowano wyraźny wzrost liczby przypadków, w których firmy mające poważne problemy z wypłacalnością decydują się na postępowanie restrukturyzacyjne. Jednocześnie spada popularność postępowań upadłościowych. Jak tłumaczą eksperci, nowy trend to bezpośredni efekt wprowadzonych zmian w prawie.

Najnowsze dane pokazują dalszy spadek liczby postępowań upadłościowych oraz wzrost popularności postępowań restrukturyzacyjnych. Z informacji zebranych przez specjalizującą się w ubezpieczeniach należności firmę Coface wynika, że między styczniem a grudniem 2017 r. łączna liczba upadłości i restrukturyzacji polskich przedsiębiorstw wyniosła 885, co oznacza wzrost o 16 proc. w skali roku.

Z roku na rok rośnie popularność postępowań restrukturyzacyjnych. W 2016 r. stanowiły one 27 proc. ogółu postępowań, a w 2017 r. ich udział sięgnął już 39 proc.

Jak wyjaśnia Rafał Kufieta, prawnik z Kancelarii Prawnej Rafał Kufieta, trend wzrostu liczby prowadzonych postępowań upadłościowych to bezpośredni efekt wdrożonych w 2016 r. zmian w prawie.

– Z początkiem 2016 r. obowiązywać zaczęło nowe Prawo restrukturyzacyjne. Ustawę oparto na założeniu, zgodnie z którym postępowanie restrukturyzacyjne może przeprowadzić w zasadzie każdy podmiot gospodarczy. W efekcie dostęp do postępowań restrukturyzacyjnych stał się powszechny, co przekłada się też na popularność konkretnych rodzajów postępowań – mówi Rafał Kufieta.

Więcej możliwości

W obecnym systemie prawnym postępowanie restrukturyzacyjne może dotyczyć nie tylko firm niewypłacalnych, ale także przedsiębiorstw zagrożonych niewypłacalnością. Aktualnie funkcjonują cztery różne formy: – postępowanie o zatwierdzenie układu; – przyśpieszone postępowanie układowe; – postępowanie układowe; – postępowanie sanacyjne.

– Obowiązujące zasady sprzyjają działaniom restrukturyzacyjnym. Jeśli np. złożone zostaną jednocześnie wnioski o ogłoszenie upadłości i o otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego, to najpierw rozpatrzony zostanie ten drugi wniosek. Wprowadzone już w 2016 r. regulacje mają na celu zmniejszenie prawdopodobieństwa ogłoszenia upadłości. Co warte podkreślenia, zmiana podejścia wpłynęła także bezpośrednio na warunki prowadzenia biznesu – dodaje Rafał Kufieta.

Obecne Prawo restrukturyzacyjne zapewnia dłużnikom szerszą ochronę na kilku różnych poziomach. Dłużnik może liczyć m.in. na zawieszenie terminów płatności, które są objęte układem, oraz na odebranie prawa do ustanowienia przez wierzyciela hipoteki czy zastawu. Równocześnie ograniczeniu podlega możliwość dochodzenia przez wierzyciela roszczeń.

– Prawo daje ciekawe możliwości dłużnikom, ponieważ restrukturyzacja to w gruncie rzeczy szansa na uratowanie biznesu. Restrukturyzacja jest obecnie łatwiejszym procesem względem stanu sprzed kilku lat. Przedsiębiorca musi jednak pamiętać m.in. o tym, że jeśli sytuacja jest poważna, to nie ma sensu zwlekać z podjęciem odpowiednich kroków – podsumowuje Rafał Kufieta.

W 2017 roku upadło w Polsce o 15 proc. przedsiębiorstw więcej niż w ubiegłym roku. Szacuje się, że w 2018 nastąpi dalszy, choć mniej dynamiczny wzrost i będzie to około 5 proc. więcej upadłości niż obecnie.

Podstawowym problemem przedsiębiorców są wydłużające się terminy płatności i rosnące zatory płatnicze. Wielu firmom w Polsce nie udało się wytworzyć wystarczającej poduszki finansowej, by móc przetrwać ewentualne problemy. Istnieją branże, w których zatory te są mniejsze. Należy do nich sektor dóbr szybko zbywalnych – żywność, chemia gospodarcza, kosmetyki – powiedział serwisowi  Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes – Są to towary dostarczane do sklepów, gdzie sprzedaż detaliczna odbywa się szybko. Zatory są więc krótsze, ponieważ wszyscy płacą wcześniej, zwłaszcza w przypadku obrotu produktami szybko psującym się. W branżach tych marże w znacznej części są też niższe i zarabiają je głównie duzi, mocno skoncentrowani detaliści. Producenci jak i dystrybutorzy w tym sektorze muszą odpowiadać im rozmiarem, aby stanowić dla nich przeciwwagę lub rezygnować z części swojej marży, żeby w ogóle móc istnieć na rynku. Z tego powodu mogą mieć problemy z płynnością finansową – dodał Starus.

 

Źródło:  Euler Hermes

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku liczba upadłości wzrosła o 15% r/r i wyniosła 418 przypadków. W czerwcu najwyższe natężenie upadłości wystąpiło w województwie zachodniopomorskim, natomiast najniższe w województwie łódzkim i kujawsko-pomorskim.

Rok temu w czerwcu i lipcu upadło 138 firm, czyli o 23 mniej niż w tym roku (161). Powodem znacznej części upadłości jest nie zła sytuacja gospodarcza, lecz powszechny w Polsce zwyczaj wystawiania faktur z długimi terminami zapłaty lub przeciąganie płatności i regulowanie ich po terminie. Wystawienie przez przedsiębiorcę faktury wiąże się z potencjalnym wpływem należności. Problemy zaczynają się jednak, jeśli firma ma wiele wystawionych faktur, ale rośnie liczba tych niezapłaconych. Wg danych Krajowego Rejestru Długów przeciętnie na zapłatę faktury firmy muszą czekać ponad 3 miesiące. W takiej sytuacji udzielony kredyt kupiecki zamienia się w zator płatniczy. Na nieterminowe płatności skarży się 86,7% przedsiębiorców. Co ciekawe, te „przedłużane” terminy wynikają głównie z oczekiwań dużych firm. Kiedy liczba wystawionych, lecz nie opłaconych faktur w przedsiębiorstwie rośnie, księgowym i właścicielowi powinna zapalić się lampka ostrzegawcza.

– Nie istnieje zdefiniowany współczynnik faktur niezapłaconych do wystawionych, wskazujący na niebezpieczeństwo utraty płynności. Każda branża, a nawet firma, ma swoją własną wrażliwość na ryzyko. Jeśli jednak wystawianie faktur odbywa się szybciej niż wpływ należności na konto, każdy przedsiębiorca powinien zastanowić się, czy w jego biznesie wszystko jest w porządku. Problem sam się nie rozwiąże, w pewnym momencie zaległości w płatnościach stają się niebezpieczne i w praktyce podnoszą koszty działania firmy. W najgorszym scenariuszu może to doprowadzić do upadku przedsiębiorstwa – ocenia Piotr Gąsiorowski – Prezes Zarządu eFaktor S.A.

Pogorszenie sytuacji w budownictwie

W czerwcu wyraźny wzrost liczby niewypłacalności spowodował wzrost ich liczby w budownictwie. Przedsiębiorca budowlany, któremu kontrahenci zalegają z zapłatą faktur, odczuwa trudności z kontynuowaniem bieżącej działalności. Musi zapłacić pracownikom, bo przy nasilającym się braku wykwalifikowanych ludzi do pracy staje się to dużym problemem. Pracownicy muszą mieć zajęcie, a firma zyski, przedsiębiorca rozpoczyna więc nową inwestycję. Jednak na drodze do rozwoju stają niezapłacone faktury – kupno materiałów budowlanych na kredyt u niektórych dostawców jest możliwe, ale po wyższych cenach lub bez rabatów. To pogarsza opłacalność biznesu. Jeśli taki stan trwa dłuższy czas, sytuacja może zrobić się niebezpieczna dla dalszego funkcjonowania firmy. Wielu przedsiębiorców w odpowiednim czasie stara się temu zaradzić, idąc po zewnętrzne finansowanie. Dzięki temu, otrzymuje środki wcześniej i może przeznaczyć je na rozwój działalności.

– Cały czas udzielamy finansowania przedsiębiorcom, których firmy cierpią na odsuwaniu przez kontrahentów terminów płatności. Nie powinna to być jednak sytuacja beznadziejna, kiedy firma ma gruby pakiet niezapłaconych i w dodatku przeterminowanych faktur, może być już za późno. Po zabezpieczenie płynności finansowaniem zewnętrznym, np. faktoringiem trzeba udać się wcześniej – mówi Piotr Gąsiorowski.

Nie odpuszczać większemu

Brak przelewów za wystawione faktury, to jednak często nie kwestia gapiostwa czy braku kompetentnego doradztwa księgowego, a wynik nierównomiernych relacji biznesowych. Mała firma, podwykonawca większego podmiotu, może odczuwać barierę przed zbyt częstym i – w jego mniemaniu – nachalnym upominaniem się o przelew za fakturę.

– Przedsiębiorcy zgłaszają trudności w monitorowaniu wpłat od partnerów biznesowych. Bywa, że wynika to z skali firmy i braku możliwości poświęcania dużego wymiaru czasu na weryfikowanie płatności. Czasem rzeczywiście chodzi też o relacje partnerskie – przedsiębiorca w obawie przed ich zepsuciem nie jest wystarczająco kategoryczny w domaganiu się zapłaty faktury. Dlatego często taką rolę przejmują na siebie pośredniczące instytucje finansowe, jak firmy faktoringowe – mówi Piotr Gąsiorowski.

W rzeczywistości biznesowej, w której wiele firm traktuje termin płatności na fakturach jako niezobowiązującą datę, do której spokojnie można doliczyć kilka tygodni czy miesięcy, brak działań zaradczych może przedsiębiorcę kosztować bardzo dużo, włącznie z utratą biznesu. Innym sposobem na walkę z zatorami jest współpraca tylko ze sprawdzonymi kontrahentami, choć w ten sposób firmy mogą ograniczyć swój rozwój i stracić możliwość rynkowej ekspansji.

Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej bez umowy o wolnym handlu (FTA) może doprowadzić do gwałtownego wzrostu liczby upadłości zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w wielu innych krajach, będących jej kluczowymi europejskimi partnerami. Najnowsza analiza Euler Hermes Brexit: co oznacza dla Europy? nakreśla dwa scenariusze pozwalające ocenić wpływ Brexitu na Wielką Brytanię i jej głównych partnerów handlowych w UE.

–  Brexit na pewno obije się negatywnie na firmach w Wielkiej Brytanii. W zależności od tego czy kraj, po swoim wyjściu z UE, wynegocjuje mowę o wolnym handlu straty mogą sięgać między 17 a 30 mld funtów w latach 2017-2019 – mówi newsrm.tv Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes.

Nawet w optymistycznym scenariuszu – po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE z wynegocjowaną umową o wolnym handlu, jej PKB w latach 2017-2019 może spaść o 2.8pp w ujęciu realnym. Ponadto, w ciągu najbliższych trzech lat, liczba upadłości wzrośnie o około 1500 przedsiębiorstw w stosunku do obecnie prognozowanej średniej 20.300 bankructw rocznie. W scenariuszu pesymistycznym, bez nowej umowy o wolnym handlu, wpływ Brexitu będzie znacznie bardziej dotkliwy. Do roku 2019 brytyjskie PKB spadnie o -4.3% w ujęciu realnym, a liczba bankructw zwiększy się o dodatkowe 1700 przedsiębiorstw względem obecnie prognozowanej.

Ludovic Subran, główny ekonomista Euler Hermes, nie ma wątpliwości, że Brexit pogrąży brytyjską gospodarkę. – Bez uzgodnienia umowy o wolnym handlu podczas negocjacji w sprawie wyjścia spodziewamy się, że po 2019 roku Wielka Brytania znajdzie się w recesji, doświadczając istotnego spadku PKB i kursu funta, co z kolei negatywnie wpłynie na obroty i marże brytyjskich przedsiębiorstw. Nawet jeśli nowa umowa handlowa z Europą zostanie podpisana, to z pewnością się źródłem wielu wyzwań w otoczeniu biznesowym będą wyższe koszty finansowania, odpływ inwestycji i załamanie eksportu. – powiedział Subran.

Szacuje się, że Brexit największy wpływ wywrze na Holandię, Irlandię i Belgię, które mają silne powiązania eksportowe i inwestycyjne z Wielką Brytanią. Bez nowej umowy o wolnym handlu z UE do roku 2019 wskaźniki upadłości w tych krajach mają wzrosnąć odpowiednio o 2,%, 2%i 1,5%. Francja, Niemcy i USA również odczują skutki tego.

Z raportu wyraźnie wynika, że spadek wartości funta i niższy wzrost PKB, będący konsekwencją wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, spowoduje ograniczenie brytyjskiego importu z całej strefy euro. W rezultacie braku nowej umowy o wolnym handlu z Wielką Brytanią skumulowany spadek eksportu towarów i usług z obszaru jednolitego rynku UE może sięgnąć w latach 2017-2019 kwoty 23,5 mld EUR. Również mocno ucierpi na tym niemiecki eksport, tracąc w omawianym  okresie łącznie 6,8 mld EUR z tytułu eksportu samych towarów, z czego aż 2 mld EUR wynosić będą potencjalne straty samych producentów z branży samochodowej.

Nawet po zawarciu nowej umowy o wolnym handlu pomiędzy Wielką Brytanią, a UE straty członków wspólnoty europejskiej z tytułu zmniejszenia się brytyjskiego popytu na towary i usługi szacowane są na kwotę 17,4 mld €.

Bez nowej umowy o wolnym handlu do roku 2019 straty eksportowe Wielkiej Brytanii mogą sięgnąć kwoty 30 mld GBP lub 8% całkowitej wartości eksportu towarów. Wypełnienie tej luki może zająć nawet 10 lat,  mimo podejmowanych prób skompensowania tej straty intensyfikacją wymiany handlowej z krajami Commonwealth – Brytyjskiej Wspólnoty Narodów.

Brexit – konsekwencje dla Polski

W Polsce Brexit postrzegany jest głównie przez pryzmat społeczny. Pracę straci przynajmniej połowa Polaków pracujących w Wielkiej Brytanii.  Rzadziej mówi się o potencjalnych stratach dla polskiej gospodarki, choć te są jak najbardziej realne. Według szacunków, straty w eksporcie polskich towarów spożywczych mogą osiągnąć niebagatelną kwotę 100 mln Euro rocznie.

Wydaje się, że w nowej sytuacji geopolitycznej najmniejsze straty mogą ponieść eksporterzy wyrobów mięsnych – konkurencyjnych cenowo i jakościowo w skali całej Europy. Większość z nich jest nie do zastąpienia przez import zamienny z krajów brytyjskiej wspólnoty narodów (m.in. Nowej Zelandii) z powodu odmiennej oferty. Mniej pewna jest sytuacja eksporterów nabiału, słodyczy i innych produktów FMCG – oni zapewne stracą dużo więcej. Istotnym czynnikiem warunkujący poziom tych strat będą oczywiście nowe ustalenia w handlu Wielkiej Brytanii z krajami europejskimi po ewentualnym opuszczeniu przez nią UE. Oprócz kwestii potencjalnych uregulowań prawno-skarbowych, o przyszłym imporcie polskich towarów spożywczych do Wielkiej Brytanii decydować będą sami importerzy. Przede wszystkim brytyjskie sieci handlowe, albowiem to one odpowiadają za dużą część tej wymiany. Utrzymanie ich dotychczasowego zaangażowania na rynku polskim mogłoby skutkować stałym, niezmiennym poziomem ich zakupów w Polsce.

 

Newsrm.tv

Eksperci

Bugaj: GPW z deficytem kapitału

W ostatnich dniach nastroje na giełdowych parkietach zauważalnie się poprawiły. Na dalszy plan odsun...

Przasnyski: Inflacja słabsza, ale nie wszędzie

Główny Urząd Statystyczny potwierdził swoje wcześniejsze szacunki, według których inflacja w marcu w...

Bałazy: Dyrektywa RODO – czyli unijne przepisy dot. ochrony danych osobowych w sieci

Coraz większa ilość danych, w tym danych poufnych, umieszczanych w sieci, wymaga od jej administrato...

Lipka: Wojna handlowa- Polska znowu zieloną wyspą?

Prawdziwa wojna handlowa może zagrozić gospodarce całego świata. Niewykluczone jednak, że z wyraźneg...

Bugaj: Czekając na odreagowanie

Ostatnie tygodnie to pasmo rynkowych porażek. Na inwestorów niczym grom z jasnego nieba spadła całki...

AKTUALNOŚCI

Coraz więcej kupujemy przez smartfony

Według badań europejskiego rynku e-commerce „Barometr E-shopper 2017” przeprowadzonego przez TNS Kan...

Nowe miejsca pracy w Małopolsce

Produkcja przemysłowa w Małopolsce przyspieszyła na wiosnę, szczególnie w branży spożywczej i motory...

Łatwiej o pracę, wynagrodzenia dalej będą rosły

Średnio 2,5 miesiąca zajmuje obecnie Polakom znalezienie nowej pracy - tak wynika analizy Instytutu ...

Inflacja wyhamowuje

Inflacja w marcu br., w ujęciu rocznym wyniosła 1,3 proc. W lutym wzrost cen towarów i usług konsump...

Frank najtańszy od „czarnego czwartku”

Szwajcarska waluta w relacji do euro jest najtańsza od połowy stycznia 2015 r. Analogiczną sytuację ...