niedziela, Październik 21, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "światowe rynki finansowe"

światowe rynki finansowe

Gwałtowne przeceny, a potem ożywienie na rynkach mieszkaniowych – tak prosto można podsumować ostatnią dekadę. W ciągu 10 lat w większości krajów ceny nieruchomości śrubują kolejne historyczne maksima, co sugeruje pęcznienie baniek spekulacyjnych – przestrzega Open Finance.

15 września 2008 roku, czyli 10 lat temu, upadł bank inwestycyjny Lehman Brothers. Moment ten to symboliczny początek kryzysu, który wybuchł na amerykańskim rynku nieruchomości. Stamtąd rozlał się on na większość krajów świata wywołując kryzys zaufania i m.in. przeceny mieszkań i domów. Dotknięte zostały prawie wszystkie kraje, które badają i udostępniają dane na temat zmian cen nieruchomości. Jedne poradziły sobie z zawirowaniami bardzo szybko i zostały uznane przez inwestorów za bezpieczną przystań dla kapitału (np. centrum Londynu, Szwajcaria czy Australia) podczas gdy w innych problemy trwały latami (USA, Hiszpania, Grecja, Bułgaria).

Ceny są już wyższe

Uśredniając zmiany, poważne przeceny nieruchomości rozpoczęły się w 2008 roku i trwały mniej więcej cztery lata – wynika z indeksu stworzonego przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Ożywienie, które przyszło później, trwa do dziś. Efekt? Do końca 2017 roku doprowadziło ono do znacznych podwyżek cen mieszkań dzięki którym przeciętne „cztery kąty” są już dziś droższe niż u szczytu ostatniej hossy. Nie jest więc zaskoczeniem, że MFW przestrzega wiele krajów przed nadmiernie rozdmuchanymi wycenami mieszkań i domów (np. kraje skandynawskie czy Australię).

Największe wzrosty w Indiach

Jak sytuacja wygląda dziś? W większości krajów świata (40 na 57 badanych przez Bank Rozrachunków Międzynarodowych) ceny domów i mieszkań są dziś wyższe niż dekadę temu. To sugeruje, że w przynajmniej części z nich kolejne lata mogą przynieść poważne zawirowania i przeceny domów lub mieszkań. Spójrzmy na najbardziej jaskrawe przykłady bardzo dynamicznych wzrostów cen. Są aż trzy miejsca na świecie (Indie, Hongkong, Peru), w których ceny nieruchomości są dziś przynajmniej trzykrotnie wyższe niż w cenowym dołku, do którego doprowadził ostatni kryzys. Jest ponadto 8 krajów, w których nieruchomości podrożały od kryzysu o przynajmniej 100%. Są to Turcja, Brazylia, Kolumbia, Izrael, Filipiny, Malezja, Estonia czy Islandia. Powodów tak dynamicznych zmian jest wiele. Często można szukać ich na rynku kredytowym – wiele banków centralnych prowadzi ultraliberalną politykę monetarną, co powoduje, że kredyty są bardzo tanie, a lokaty mało atrakcyjne. Stan taki kusi posiadaczy kapitału do angażowania oszczędności na bardziej ryzykownych rynkach – na przykład poprzez zakup nieruchomości na wynajem. To jednak nie wyczerpuje powodów, dla których we wspomnianych krajach, mieszkania szybko drożeją. Znaczenie może mieć na przykład gwałtowne ożywienie gospodarki czy sektora turystycznego (np. Islandia, Kolumbia). Z drugiej strony Brazylia jest przykładem kraju, na który amerykański kryzys hipoteczny się nie rozlał, a ceny nieprzerwanie rosły od lat, przy czym dziś wszystko wskazuje na to, że osiągnięty został szczyt.

Polska wciąż nie przekroczyła granicy

Nie powinno ulegać wątpliwości, że tam gdzie dziś ceny śrubują nienotowane nigdy wcześniej rekordy ryzyko korekty jest wysokie. Całe szczęście w gronie tych krajów wciąż nie ma Polski. Choć trzeba podkreślić, że zarówno granica jest tu umowna, jak i leżymy dosłownie tuż obok niej. Ceny mieszkań w największych polskich miastach są tylko nieznacznie niższe niż tuż przed rozpoczęciem przecen (o 1%). Z drugiej strony od dołka cenowego z 2013 roku w ciągu 5 lat mieszkania zdrożały o ponad 20% – wynika z danych NBP. I choć jest to dość skromny wynik na tle 57 badanych krajów, to nie znaczy to wcale, że „nad Wisłą” ceny mieszkań nie zaczną kiedyś spadać. Do przecen z łatwością mogłyby doprowadzić podwyżki stóp procentowych, ale też gwałtowne pogorszenie na rynku pracy lub w gospodarce. Poważnym zagrożeniem jest też ryzyko nasycenia się rynku najmu. Po prostu wzrost podaży mieszkań na wynajem – wywołany masowymi zakupami przez inwestorów indywidualnych czy budowami prowadzonymi w ramach programu Mieszkanie + – może w końcu doprowadzić do sytuacji ,w której najemców będzie za mało, aby zapełnić wszystkie dostępne na rynku lokale. To spowodowałoby korektę cen i spadek atrakcyjności tego rynku z punktu widzenia inwestorów.

Z drugiej strony oliwy do rozpalonego rynku mieszkaniowego może dolać Prezydent. Przypomnijmy, że wciąż parlament pracuje nad pomysłem głowy państwa nad nowelizacją ustawy o funduszu wsparcia kredytobiorców. W skrajnym przypadku ten akt prawny mógłby narzucić na banki dodatkowe koszty w kwocie nawet około 3 miliardów złotych rocznie. Te koszty banki najpewniej przerzuciłyby na swoich klientów. Gdyby zadziałał mechanizm analogiczny do tego, który obserwowaliśmy przy okazji wprowadzenia podatku bankowego, to znowu mogłoby dojść do cięcia oprocentowania lokat. To w prostej linii prowadziłoby do wzrostu popytu inwestycyjnego na rynku mieszkaniowym.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Po kilku dniach spokoju i próbie wyhamowania aprecjacji dolara nadchodzi najważniejszy tym tygodniu dzień, który rozpoczyna się przy słabych nastrojach inwestycyjnych wywołanych groźbą fiaska spotkania Trump – Kim w Singapurze.

Dane z Eurolandu w ostatnich kilku tygodniach wypadały blado, a na tle oczekiwań wręcz fatalnie (najgorzej od 3,5 lat). Dlatego też dzisiejsza seria PMI z gospodarek strefy euro udzieli odpowiedzi na pytanie czy spowolnienie koniunktury jest trwałe i głębokie. Oczywiście tempo wzrostu nadal pozostanie bardziej niż przyzwoite, ale bez poprawy w danych dającej podstawę by ECB wróciło do odważniejszej retoryki i przy negatywnych sygnałach z włoskiej sceny politycznej trudno będzie o poprawę sentymentu wokół wspólnej waluty. EUR/USD próbuje co prawda odnaleźć dołek przy 1,1720, ale fiasko próby trwałego wyjścia nad 1,18 każe zachować daleko idącą ostrożność. Z kolei schłodzenie sentymentu inwestycyjnego spycha USD/JPY w kierunku 110,00, jeśli szybko nie dojdzie do powrotu na wyższe pułapy, to scenariusz ataku na 112,20 trzeba będzie nieco odłożyć. Rynek nadal kupować chce dolara, więc w dzisiejszym protokole z majowego posiedzenia FOMC inwestorzy będą starali się szukać pozytywnych smaczków i jastrzębich sygnałów.

Nadal fatalnie radzi sobie funt szterling. GBP/USD ponownie znalazł się pod 1,34 na niespełna kilka godzin przed publikacją inflacji. Po gołębim wstrzymaniu się przez Bank Anglii od podwyżki w maju zagrożony staje się także sierpniowy, w tej chwili najbliższy realny termin zacieśnienia parametrów polityki. Ruch ze strony MPC jest na tyle mocno uwzględniony w cenach, że w przypadku rozczarowania i przy chaosie na scenie politycznej oraz słabnącej pozycji Theresy May funt nadal powinien pozostawać rażąco słaby względem innych walut z przestrzeni G-10. Spodziewamy się spadku GBP/USD w kierunku 1,31.

Pod presją znalazły się mocne ostatnio waluty surowcowe. Należy jednak pamiętać, że w notowaniach (zwłaszcza) AUD/USD i NZD/USD doszło ostatnio do odbicia na tyle mocnego, że bezpośredni deprecjacyjny potencjał stał się mocno dyskusyjny. W perspektywie półrocznej nie ma szans ani na podwyżkę przez RBA, ani przez RBNZ. Nie jest ona też obecnie w żadnym stopniu wyceniona, więc obie waluty będą podążać za szerszym rynkowym sentymentem. NZD jawi się jako mniej atrakcyjny. Cierpi przez fatalny odczyt sprzedaży detalicznej, który odciśnie się mocnym piętnem także na publikacji dynamiki PKB. Znakiem ostrzegawczym jest też presja po publikacji przez RBNZ opracowania, w którym stwierdzono, że bank w przypadku kryzysu jest gotowy do sięgnięcia po skup aktywów. Dlatego też wydaje się, że w tej chwili rynek faworyzować powinien on dolara australijskiego, zresztą AUD/NZD powrócił ostatnio nad 200 sesyjną średnią i powinien kontynuować zwyżkę.

Autor: Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS Brokers

W 2016 roku wiele inwestorów zidentyfikowało dwa niebezpieczne zjawiska dla światowej gospodarki oraz rynków finansowych. Chodziło o wzrost populizmu na globalnej scenie politycznej oraz nasilający się protekcjonizm, który notabene łatwo powiązać z pierwszym zjawiskiem.

Miniony rok przyniósł zaskakujące uspokojenie w przypadku obu wspomnianych zagrożeń. Przyczyniła się do tego seria dobrze przyjętych wyników wyborów na Starym Kontynencie. Jednakże strukturalne trendy mają to do siebie, że rozwijają się bardzo powoli, ale za to konsekwentnie.

Ostatnie dni bardzo dobitnie to pokazują. Ukryte na wiele miesięcy demony zaczynają bowiem wracać i to z zaskakującą siłą. Wszystko zaczęło się w miniony czwartek, kiedy Donald Trump oświadczył, że zamierza wprowadzić cła na import stali oraz aluminium. Wywołało to niemałe poruszenie, gdyż oznaczało powrót do przedwyborczej protekcjonistycznej retoryki, której tak wiele osób obawiało się jeszcze przed wyborami prezydenckimi w USA. Po wygranej administracja nowego prezydenta skupiła się jednak na innych kwestiach.

Początkowo chciano zlikwidować Obamacare. To się nie udało, więc skoncentrowano uwagę na obniżce podatków, którą przyjęto z końcem minionego roku. W tym roku probiznesowa agenda miała w teorii skoncentrować się na programie pobudzenia inwestycji infrastrukturalnych. Do tego potrzeba jednak pieniędzy, a tych po obniżce podatków w budżecie nie będzie. Nie udaje się również wyraźnie ograniczyć imigracji, nie mówiąc już o wciąż trudnych do zrealizowania planach budowy muru na granicy USA z Meksykiem. W konsekwencji Donald Trump wydaje się wracać do tematu ograniczenia potężnego deficytu handlowego, a cel chce osiągnąć w najgorszy możliwy sposób, czyli poprzez możliwe wojny handlowe.

Po pierwszych perturbacjach na początku tego tygodnia rynki finansowe uspokoiły się, co tłumaczono ogromnym sprzeciwem, jaki wywołał pomysł Trumpa. Uznano go również za negocjacyjną technikę, by wymusić na innych krajach ustępstwa w umowach handlowych. Po wtorkowym odejściu głównego doradcy gospodarczego i orędownika globalizmu Gary’ego Cohna wydaje się jednak, że powrót protekcjonizmu może być realnym zagrożeniem.

Niejako w tle tych wydarzeń miały miejsce wybory parlamentarne we Włoszech, w których najlepszy wynik zdobyły partie populistyczne. Oczywiście włoska polityka ma swoją specyfikę, ale również może sygnalizować, że miniony spokojny rok przyniósł jedynie przerwę, a nie zakończenie niekorzystnych strukturalnych trendów populizmu i protekcjonizmu.

 

Autor: Łukasz Bugaj

Będą upadać rządy, muzea, szpitale i nie będzie sposobu, żeby temu zapobiec. Jim Rogers twierdzi, że jesteśmy w przededniu kryzysu gospodarczego jakiego jeszcze świat nie widział. Porównywalny do katastrofy kryzys może przyjść już w 2017 roku, najpóźniej w 2018 roku.

Jim Rogers zaryzykował nawet stwierdzenie, że upadku może doznać cała zachodnia cywilizacja. Twierdzi, że oznak kryzysu należy szukać w miejsca, na które dziś nikt nie zwraca uwagi. Przytacza przykład z roku 2007, kiedy zbankrutowała Islandia, upadł bank Lehman Brothers, a później zaczął się efekt domina. Czy rzeczywiście przewidywania Jima Rogersa mogą się sprawdzić?

– Dzisiaj mamy hossę, która dwukrotnie przekracza średnią z 17 ostatnich cykli. Mamy do czynienia z rynkiem niskich stóp procentowych. Brak jest narzędzia do tego by przeciwdziałać kryzysowi. W roku 2008 Chińczycy posiadali bardzo duże oszczędności, które również wpływały na ratowanie sytuacji na rynku. Dzisiaj Chińczycy są potężnie zadłużeni. Wskaźniki na Wall Street są podobne do tych z roku 1929, czyli czasu przed wielkim kryzysem. Wskaźniki są już są już powyżej poziomu z roku 2000 czy 2008 – mówi newsrm.tv Robert Śniegocki, ekspert Grupy Goldenmark.

Światem kryzys wstrząsały już wiele razy. Ostatni z nich, kryzys z 2008 roku, przewidział Robert J. Shiller. Laureat nagrody Nobala twierdził, że bańka rynku nieruchomości i rynek przeżyje 40 procentową recesję. Czy teraz sprawdzą się proroctwa Jima Rogersa? Tego nikt nie może być pewien, bo kryzys finansowy zapewne prędzej czy później przyjdzie. Nie znana jest tylko jego skala. Czy można się na to przygotować?

– Tak – odpowiada Robert Śniegocki i wyjaśnia – Przede wszystkim powinniśmy racjonalnie dywersyfikować środków i ograniczać się to tych bezpieczniejszych, które będą ograniczały potencjalne ryzyko straty. Zachęcamy, żeby w tych instrumentach uwzględnić również fizyczne złoto. Od zawsze złoto traktowane jest jako bezpieczna przystań. W roku 2000 czy w roku 2008 gdy na rynkach finansowych działo się źle złoto zyskiwało na wartości. Dzięki temu możemy mocno ograniczać potencjalne straty.

Średnio na świecie zdarzają się dwa kryzysy na dekadę.

 

Autor: Robert Śniegocki, ekspert Grupy Goldenmark.

 

Brexit, zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach. Rok 2016 jest dla inwestorów pełen zaskakujących wydarzeń. Efekty widać na rynkach finansowych. Wzmocnienie dolara amerykańskiego, początkowy odwrót kapitału z giełd – tak zareagował rynek na ogłoszenie wyników wyborów w USA. Na wartości straciło także złoto. Czy kruszec odzyska siłę?
– Zaraz po ogłoszeniu wyników wyborów zaczął się lekki odwrót kapitału z rynków finansowych i dynamiczny wzrost wartości złota na giełdzie. Natomiast trwało to krócej niż wszyscy się spodziewali. Po kilkudziesięciu godzinach sytuacja wróciła do poprzedniego stanu. Następnie dolar amerykański umacnia się w stosunku do wszystkich kluczowych walut, a rynki finansowe zaczynają przeżywać renesans. Złoto zaczyna być w odwrocie – mówi Robert Śniegocki, wiceprezes Mennicy Wrocławskiej, Grupa Goldenmark.
Na początku roku złoto zyskiwało na wartości, cena kruszcu wzrosła o 20 proc. Później nastąpiło lekkie wyhamowanie. We wrześniu kurs złota sięgał poziomu 1350 dolarów za uncję. Obecnie drożejący dolar amerykański i oczekiwanie na decyzję Rezerwy Federalnej w sprawie stóp procentowych powodują, że złoto na świecie traci na wartości. Natomiast jak zauważa Robert Śniegocki w Polsce sytuacja wygląda inaczej. – Z punktu widzenia polskiego inwestora po raz kolejny okazało się, że posiadacz złota jest w pewnym sensie wygranym. Polski złoty osłabia się w stosunku do głównych walut, także do dolara amerykańskiego, w którym złoto jest notowane na giełdzie. Okazuje się, że ten który ma część swoich aktywów ulokowanych w złocie, ogranicza stratę na ewentualnej wymianie kursowej między złotówką a dolarem amerykańskim – wyjaśnia Robert Śniegocki. – Zwróćmy uwagę, że złoto już wielokrotnie pokazało, że doskonale spełnia się jako aktywo, które zabezpiecza wypracowany kapitał, czy nasze oszczędności, w bardzo dynamicznie zmieniającym się otoczeniu.
Obecny rok pokazał jak zmieniać mogą się notowania także złota i dlatego każda osoba, która rozważa taką inwestycje powinna ją dobrze przemyśleć i odnieść do aktualnej sytuacji rynkowej.

Wypowiedź: Robert Śniegocki, wiceprezes Mennicy Wrocławskiej, Grupa Goldenmark.

Eksperci

Niewiele potrzeba, by zburzyć spokój

Rynkowi z łatwością przychodzą zmiany kierunku, co podkreśla, z jak niskim przekonaniem odbywa się h...

Inflacja nie odpuszcza

We wrześniu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 1,9 proc., a więc tylko minimalnie ...

Moryc: Podatek Exit Tax wejdzie w życie choć jest krytykowany nawet przez członków rządu

Nowy podatek tzw. “exit tax”, który ma zostać wprowadzony do końca tego roku wzbudza kontrowersje ni...

Pistolet przystawiony do głowy, czyli walutowe zawirowania kluczowych rynków

Globalny rynek finansowy pozostaje obciążony asymetrią ryzyk, gdyż najwyraźniej w temacie wojen hand...

Turek: 10 lat po upadku Lehman Brothers ceny znowu są rekordowe

Gwałtowne przeceny, a potem ożywienie na rynkach mieszkaniowych – tak prosto można podsumować ostatn...

AKTUALNOŚCI

Jesienne spowolnienie dynamiki PKB

Wyraźnie niższe niż się spodziewano okazały się wrześniowe dane o produkcji przemysłowej i budowlano...

Polskie startupy coraz śmielej zdobywają zagranicę

45 proc. właścicieli startupów chce rozwijać swoją działalność nie tylko na rodzimym rynku, ale takż...

Minister Finansów chce dłużej potrzymać pieniądze inwestorów

Zakup obligacji o 50 groszy taniej – to nowy pomysł Ministra Finansów, aby Polacy na dłużej zainwest...

POLAND THE CAN-DO NATION

4 października br. w Nowym Jorku, z inicjatywy PZU, odbędzie się jedno z największych spotkań lideró...

Od 2019 roku nowe przepisy podatkowe dotyczące kryptowalut

W 2019 r. w życie wejść ma pakiet nowych przepisów podatkowych dotyczących walut wirtualnych. Projek...