poniedziałek, Wrzesień 24, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "sprzedaż"

sprzedaż

Wartość publicznych emisji obligacji przeprowadzanych na podstawie prospektów po raz pierwszy w historii przekroczy 2 mld zł, ale hitem sprzedaży okażą się papiery skarbowe. Nie zabraknie też ofert dla ryzykantów – oto najważniejsze prognozy dla rynku obligacji w nadchodzącym roku.

Publicznych emisji obligacji, które mogą być realizowane w 2018 r. publicznie zapowiedziało piętnastu emitentów, a łączna wartość obowiązujących lub deklarowanych prospektów emisyjnych przekracza 4,9 mld zł. Nigdy wcześniej wartość ta nie była tak wysoka. Oczywiście nie wszystkie programy zostaną zrealizowane w całości (a niektóre pozostaną nietknięte), ale łączna wartość publicznych emisji może przekroczyć 2 mld zł – wynika z szacunków serwisu Obligacje.pl. Oznaczałoby to, że na rynku padnie nowy rekord, ponieważ w 2017 r. wartość przeprowadzonych emisji obligacji na podstawie prospektów sięgnęła 1,85 mld zł i była to wartość rekordowa.

Finansowi emitenci w natarciu

Najwięcej środków może pozyskać Alior Bank, którego prospekt pozwala na uplasowanie 1,2 mld zł, z czego dotąd bank wykorzystał 150 mln zł. Przedstawiciele banku zapowiedzieli już, że nie planują kolejnych emisji obligacji podporządkowanych. W grę wchodzą więc emisje zwykłych papierów, co byłoby pewnego rodzaju nowością. W dziewięcioletniej historii Catalyst dotąd mieliśmy do czynienia z tylko jedną emisją obligacji senioralnych przez bank, którą skierowano do inwestorów indywidualnych – Getin Noble Bank pozyskał w ten sposób 40 mln zł.

Banki nie są jedynymi przedstawicielami sektora finansowego, które sięgną w przyszłym roku po finansowanie z obligacji. Best, GetBack i Kredyt Inkaso dysponują ważnymi prospektami finansowymi, a Kruk złożył wniosek o zatwierdzenie prospektu wartego 500 mln zł. Na zatwierdzenie prospektu czeka także Pragma Faktoring, choć w tym wypadku jego wartość to skromne 50 mln zł.

Największym niewywodzącym się z branży finansowej emitentem będzie PKN Orlen, którego prospekt pozwala płockiemu koncernowi uplasować jeszcze 600 mln zł. Stawkę uzupełniają emisje PCC Rokita i PCC Exol, które ostatnio pojawiają się regularnie, oraz MCI.PrivateVentures i MCI Capital.

Oprocentowanie w górę

Po latach obniżania wysokości marży (ponad WIBOR) i wydłużania okresu spłaty, nadejdą wreszcie lepsze czasy dla posiadaczy obligacji. Im dłużej Rada Polityki Pieniężnej zwleka z podwyżkami stóp, tym bardziej pozwala inflacji rosnąć, co w końcu spowoduje konieczność podnoszenia stóp procentowych, które WIBOR naśladuje (a dokładniej – wyprzedza). Część ekonomistów uważa, że do podwyżek dojdzie jeszcze w pierwszej połowie roku, część, że dopiero pod koniec roku, ale sam kierunek wydaje się przesądzony.

Po drugie wyższe kupony mogą oferować sami emitenci. Wyniki emisji Kredyt Inkaso (uplasowano mniej niż połowę oferty), Bestu (93 proc. oferty) czy wcześniej MCI.PV i PCC Exol zamknięte z nieznaczną przewagą popytu, wskazują, że inwestorzy indywidualni nie są już tak entuzjastycznie nastawieni do emisji obligacji korporacyjnych, jeśli nie oferuje im się lepszych warunków niż te dostępne na rynku wtórnym. A płynność emisji obligacji pochodzących z publicznych emisji stale rośnie na Catalyst (wolumen przekracza 600 mln zł rocznie) – tu można coraz łatwiej zaopatrzyć się w papiery o wyższej rentowności i krótszym okresie do wykupu niż te oferowane w emisjach.

Tego typu sytuacja jest wyzwaniem dla emitentów, ponieważ będą oni musieli albo zrezygnować z planów emisji, albo podwyższyć kupony. Być może część z nich zdecyduje się na wyczekanie na bardziej odpowiedni moment.

Obligacje inflacyjne hitem

W listopadzie po raz pierwszy w tym roku sprzedaż czteroletnich detalicznych obligacji czteroletnich przekroczyła wartość sprzedaży obligacji dwuletnich. W ujęciu rocznym z taką sytuacją nie mieliśmy do czynienia co najmniej od 2007 r. – wynika z danych publikowanych przez Ministerstwo Finansów.

Przyczyna rosnącej popularności obligacji czteroletnich jest prosta – inflacja. Są to obligacje, których oprocentowanie (od drugiego roku) jest wprost zależne od inflacji, powiększonej o marżę. Ktoś, kto kupił je przed rokiem może cieszyć się odsetkami na poziomie 3,75 proc. w skali roku. I choć Rada Polityki Pieniężnej utrzymuje, że tzw. inflacja bazowa nie stwarza zagrożenia dla stabilności cen, to inflacja mierzona przez GUS rośnie coraz szybciej, a bez podwyżek stóp (które oddziałują wszak na gospodarkę z opóźnieniem kilku kwartałów) może rosnąć nadal. Dlatego można się spodziewać, że inwestorzy zainteresowani ochroną oszczędności przed skutkami inflacji jeszcze chętniej niż do tej pory będą kupować obligacje, których oprocentowanie uzależnione jest od inflacji.

Więcej ryzykownych ofert

Według planów Ministerstwa Finansów jeszcze przed końcem półrocza ma wejść w życie rozporządzenie, na podstawie którego emitenci będą mogli sami – bez obowiązku sporządzania memorandum czy prospektu i bez wsparcia licencjonowanej firmy inwestycyjnej – przeprowadzać publiczne emisje obligacji o wartości do 1 mln EUR (4,2 mln zł). Może to spowodować, że na rynek trafi więcej tzw. małych emisji publicznych, których częstą cechą jest podwyższone ryzyko (i oprocentowanie). Warto więc pamiętać, że statystycznie 20-25 proc. emisji obligacji o wartości do 10 mln zł, które trafiły do obrotu na Catalyst, nie zostało wykupionych (za Obligacje.pl).

Wygląda więc na to, że podobnie jak w 2017 r. inwestorzy indywidualni nie będą mogli narzekać na brak ofert publicznych, a przecież do części z nich dotrą także informacje o emisjach prywatnych. Przy tak dużym wyborze oferowanym przez rynek warto poświęcić nieco czasu na analizę propozycji i skorzystać tylko z najlepszych z nich.

 

Autor: Jan Karczewski, analityk, Michael/Ström Dom Maklerski

 

Miniony rok był jednym z przełomowych w sektorze odzieżowym. Moda zmienia się w zawrotnym tempie, a nie wszystkim podmiotom udaje się dostosować do potrzeb rynku i zareagować na czas. W 2017 roku mieliśmy do czynienia z falą bankructw— m.in. BCBG Maxazria, BEBE, czy American Apparel. Sytuacja polityczna i wstrząsy w showbiznesie z aferami seksualnymi w tle zostawiły swój ślad na wybiegach w postaci głośnych haseł na ubraniach.

Serwis „Edited” obsługujący marki modowe zajrzał do swoich statystyk w celu przeanalizowania przeszłych wydarzeń i wysnucia wniosków w retailu na 2018 rok. Okazuje się, że ten rok będzie również pełen kontrastów i nie rozstaniemy się tak szybko z sentymentem do lat 80-tych. Oto najważniejsze trendy w handlu na 2018 rok.

1. Na popularności zyskują ubrania dziecięce

W związku z ponownym zainteresowaniem trendami w odzieży dziecięcej, Instagrama od jakiegoś czasu zalewają fale zdjęć miniaturowych wersji rodziców. Co na ten temat mówią dane? Z analizy rynku brytyjskiego i amerykańskiego wynika, że wśród 56 retailerów  odzież dziecięca stanowiła 4% całego rynku odzieży i obuwia na przestrzeni 4 lat. Największy wzrost jej sprzedaży nastąpił w 2015 roku.

2. Nie wszystkie kategorie wzrastają w jednakowym tempie

Sprzedaż internetowa wciąż przybiera na sile – w 2017 wzrosła ona o około 14% w porównaniu do 2014. Nie wszystko rozwija się jednak w takim samym rytmie. Edited przygotował wykres kwartalny sprzedaży „Wielkiej Trójki”, czyli wiodących retailowych kategorii – koszulek, akcesoriów oraz butów.

Wzrost sprzedaży koszulek wyprzedza pozostałe dwie kategorie, zwiększając się o 47% w trzecim kwartale bieżącego roku w porównaniu do pierwszego kwartału 2014 roku. Sprzedaż akcesoriów podniosła się o 43%, a obuwia o 18%. Tego typu informacje są niezbędne w wiarygodnej analizie danych.

3. Sprzedawcy wycofują się ze sprzedaży produktów niektórych kategorii

Jeśli dokładnie przeanalizujemy wskaźniki wzrostu i spadku sprzedaży, zauważymy, że amerykańskie domy handlowe wycofują się ze sprzedaży produktów niektórych kategorii. Edited wybrał trzy największe – Macy’s, Neiman Marcus i Nordstrom, aby zobaczyć, jak zmieniały się w nich poziomy SKU.

Z dokonanych obserwacji wynika, że sprzedawcy detaliczni konsekwentnie rezygnowali z pewnych kategorii od 2014. Mowa przede wszystkim o obuwiu – jego procentowy udział w asortymencie zmniejszył się o 7,4% w Macy’s, 6% w Neimann Marcus oraz 3,2% w Nordstrom. Podobnie sprawa ma się z akcesoriami w Neiman Marcus (spadek z 30,3% do 25,6%) oraz Nordstrom (z 24,3% do 21,3%). W Macy’s natomiast nastąpił w tej kategorii wyraźny wzrost – z 18,2% do 32,3%. Taktyka ta prawdopodobnie ma pomóc detalistom w bezpiecznym nabyciu cen wejścia, jednak z pewnością nie posłuży ona długoterminowo.

4. Dżins przechodzi przemianę

Bez wątpienia swój udział w rynku tracą spodnie typu rurki, ale – podobnie jak w przypadku każdego innego trendu, który utrzymywał się na nim przez 10 lat – proces ten nie nastąpi z dnia na dzień. Jak donosi Edited, pozycję rurek częściowo zastąpiły dzwony i inne rodzaje dżinsów, takie jak te o krótszych nogawkach, z dziurami czy typu patchwork.

5. Fast-fashion stawia na ciemniejsze kolory kolekcji

Edited przyjrzało się również, jakie zmiany kolorów odzieży zaszły w magazynach wybranych czterech sklepów fast-fashion między trzecim kwartałem 2014 a 2017. Okazało się, że udział produktów o czarnej barwie zasadniczo wzrósł – o 269% w Boohoo, 145% w Zarze, 114% w H&M i 89% w Forever 21. Należy wziąć pod uwagę sezon jesienny, jednak zasadniczą kwestią jest tu ewolucja w podejściu producentów. Rozszerzenie gamy produktów o odzież codziennego użytku spowodowało, że klienci zaopatrują się w sklepach sieciowych w ubrania na każdą okazję, co z kolei wymaga uniwersalnej palety barw.

6. Ceny idą w górę

Ostatni punkt nie powinien zaskoczyć nikogo, kto pracuje w branży produkcyjnej – produkty stają się coraz droższe. Szczególnie szybko ceny zmieniają się w segmencie luksusowym – tutaj średnia wartość przeciętnego koszyka wzrosła aż o 15,4% od 2014 roku. Dla porównania na rynku masowym jest to 4,5%.

 

źródło: fashionbiznes.pl

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w październiku 2017 r. o 12,3 proc. r/r (ceny stałe). Produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 20,3 proc. – podał GUS.

Wzrost produkcji sprzedanej przemysłu w październiku o 12,3 proc. r/r to bardzo dobra zapowiedź 4. kwartału br. Szczególnie, że o 14 proc. wrosła produkcja sprzedana w przetwórstwie przemysłowym. Październikowy PMI na to nie wskazywał (53,4). Takiej dynamiki produkcji sprzedanej przemysłu nie było od sierpnia 2010 r. To też najlepszy wynik w 2017 r.

Na tak dobre wyniki przemysłu złożyły się wszystkie działy gospodarki (32 na 34), poza wydobywaniem węgla kamiennego i brunatnego, gdzie odnotowano ponad 13. proc. spadek r/r. W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. produkcja sprzedana w tym sektorze gospodarki spadła o 14,2 proc. Przy takich spadkach niepokoją zapowiedzi górników dotyczące wypłaty 14 pensji w 2017 r. W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. wynagrodzenia w sekcji wydobywanie węgla kamiennego i brunatnego wzrosły co prawda wolniej niż średnio w sektorze przedsiębiorstw, bo o 2,9 proc. wobec wzrostu o 5,3 proc. w sektorze firm. Jednak wzrost wynagrodzeń odbywał się mimo silnych spadków wydobycia i sprzedaży. Domaganie się wypłaty 14. pensji przez górników oznacza, że kopalnie, które na to się zgodzą, będą miały jeszcze gorsze niż zakładano wyniki finansowe, a tym samym znowu będziemy je ratować z naszych podatków. I zamiast przeznaczać je na dekarbonizację naszej gospodarki, a także na budowanie nowych kompetencji pracowników górnictwa, pieniądze dalej będziemy wkładać w tą część gospodarki, która niestety nie ma przyszłości.

Dobrze, że inne branże radzą sobie świetnie. Produkcja sprzedana w większości branż przetwórstwa przemysłowego rosła w tempie dwucyfrowym: produkcja maszyn i urządzeń, produkcja metali i wyrobów z metali, wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych, urządzeń elektrycznych, wyrobów farmaceutycznych. Są to branże eksportowe, a więc ciągle jeszcze mają potencjał do korzystania z szans jakie daje rosnący przemysł na rynkach krajów UE, czyli u naszych głównych partnerów handlowych. Pytanie jak długo, bowiem na wyczerpaniu jest zasób bez którego zwiększanie produkcji będzie trudne, a często niemożliwe – ludzie. Stopa bezrobocia we wrześniu wyniosła już 4,6 proc. Teraz zapewne jest jeszcze niższa.

Ratunkiem mogą być tylko inwestycje. Tu dobrym sygnałem jest wzrost produkcji maszyn i urządzeń o 23,8 proc. r/r. Część tego wzrostu to bez wątpienia inwestycje krajowe. Jeśli tak, to możemy trochę bardziej optymistycznie patrzeć na szanse polskiej gospodarki na rozwój w średnim okresie.

Jeśli przedsiębiorcy uznają, że znacznie większym zagrożeniem dla nich jest brak pracowników niż ryzyka związane z decyzjami inwestycyjnymi i ich realizacją, to inwestycje te będą też coraz bardziej związane z robotyzacją i cyfrową gospodarką. Oby.

autor: dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

 

Prowadzenie dużej organizacji, bez korzystania z usług firm zewnętrznych, to dziś duże wyzwanie. Outsourcing stał się dziś wszechobecny i oferuje firmom znacznie więcej, niż tylko proste narzędzia do optymalizacji kosztów. Przedsiębiorstwa współpracują z firmami outsourcingowymi, aby zwiększyć swoją konkurencyjność.

Model outsourcingu dość mocno się upowszechnił, zwłaszcza wśród dużych organizacji i to w wielu obszarach ich działalności. Jak podaje ICAN Research, trzy na cztery badane przedsiębiorstwa zlecają na zewnątrz utrzymanie i obsługę biura, a prawie połowa – IT i marketing. Co trzecia firma korzysta z outsourcingu w finansach, co czwarta – w HR, a co piąta – w call center lub przy obsłudze floty.

– Oczywiście outsourcing przynosi największe efekty w większych organizacjach, w których można osiągnąć znaczącą redukcję kosztów oraz zoptymalizować procesy biznesowe i kadrowe związane z bezpośrednimi kosztami operacyjnymi prowadzenia działalności gospodarczej – powiedział Grzegorz Lewandowski, Prezes Sales Group, dostawcy usług outsourcingu.

Jak firmy outsourcingowe mogą budować wartość dodaną?

Aby zadbać o to, żeby firma była jak najbardziej konkurencyjna na rynku, musi się wciąż dostosowywać do potrzeb swoich klientów. Natomiast aby nadążyć za oczekiwaniami odbiorców, czasem lepszym rozwiązaniem dla firmy jest przekazanie wyodrębnionej części działalności innemu podmiotowi. Dlatego outsourcing jest na stałe wpisany w strategię rozwoju organizacji. To narzędzie, które pozwala pozyskać zasoby, których firma nie ma lub wymagają one szybkiego rozwoju i uruchomienia.

– Dla przykładu, jeśli firma potrzebuje zbudować lub też poszerzyć struktury sprzedaży, może liczyć na to, że zewnętrzny dostawca nie tylko stworzy system prowizyjny, mechanizmy kontroli i system raportowania, ale też będzie zarządzał sprzedażą, biorąc odpowiedzialność za wynik sprzedażowy. W razie potrzeby firma outsourcingowa może też uruchomić call center i contact center, a następnie zorganizować kampanię telemarketingową. Dodatkowo pomoże wdrożyć obsługę klientów przez telefon, zrekrutuje i przeszkoli pracowników oraz będzie zarządzała flotą samochodowątłumaczy Paweł Wrzos z Sales Group.

Tak kompleksowe samodzielne wdrożenie przez firmę sił sprzedaży byłoby skomplikowane i kosztowne. Dlatego zewnętrzne usługi wsparcia sprzedaży stają się uzupełnieniem procesów biznesowych przedsiębiorstw z wielu branż, w szczególności z branży bankowej i FMCGdodaje.

Jak wyodrębnić obszary działalności do outsourcingu?

Przede wszystkim potrzebna jest merytoryczna analiza, która odpowie na pytanie, czy potrzebujemy zlecać wykonanie danych zadań na zewnątrz. Ich obszar może być bardzo różny: sprzedaż, kadry i procesy, call center, szkolenia, procesy rekrutacyjne, administracja, IT. Często współpraca odbywa się w kilku obszarach jednocześnie. Jeśli już posiadamy taką wiedzę, warto sprawdzić rynkową wiarygodność dostawcy, określić model finansowy i prawny nowej usługi oraz zaplanować jej wdrożenie.

Przedsiębiorstwo we własnym zakresie realizuje procesy, które kreują największą wartość, a pozostałe powierza wyspecjalizowanym firmom. Trzeba jednak pamiętać, że efektywna i przynosząca satysfakcjonujące rezultaty współpraca między dostawcą i odbiorcą usług outsourcingowych wymaga równocześnie zaufania i ustalenia parametrów, charakteryzujących jej skuteczność.

 

 

 

źródło: materiały prasowe firmy

Eksport po 8 miesiącach 2017 r. był wyższy r/r o 9,5 proc. (w euro), a import o 11,4 proc. Saldo obrotów towarowych handlu zagranicznego było dodatnie i wyniosło 866,3 mln euro – podał GUS.

Obroty towarowe handlu zagranicznego rosną w 2017 r. znacznie szybciej niż w 2016 r. Po 8 miesiącach ubr. eksport był wyższy r/r jedynie o 1,5 proc. (w euro), a import był niższy niż w tym samym okresie w 2015 r. W ciągu 8. miesięcy 2017 r. nasi eksporterzy zwiększyli  sprzedaż r/r o 9,5 proc., a import wzrósł o 11,4 proc. Dobra koniunktura u naszych głównych partnerów handlowych, czyli w krajach UE, gdzie lokujemy prawie 80 proc. swojej sprzedaży, a także systematyczna odbudowa eksportu do Rosji, daje pozytywne efekty.

Na liście 10 największych importerów produktów z Polski znalazły się w 2017 r. Stany Zjednoczone – w pierwszej połowie roku na 9. lub 10. pozycji (poza lutym), od lipca na 8. pozycji, w tym po sierpniu już z 2,8 proc. udziałem w polskim eksporcie. Można powiedzieć, że odkryliśmy Amerykę. To bardzo dobre informacje, bo rynek USA nie jest łatwy, szczególnie po deklaracji prezydenta D. Trumpa, że amerykańska gospodarka powinna w jak największym stopniu bazować na towarach wytwarzanych u siebie.

Jeśli polscy eksporterzy są tak świetni, to pytanie, dlaczego tak słabo radzą sobie na rynkach krajów rozwijających się. W okresie styczeń-sierpień 2017 r. eksport do tej grupy krajów wzrósł jedynie o 2,2 proc., a udział tego eksportu w eksporcie ogółem obniżył się z 8,2 proc. w tym samym okresie 2016 r. do 7,7 proc. Myślę, że ten słaby trend wzrostu eksportu na rynki krajów rozwijających się rozważać należy w kontekście wysokiej dynamiki konsumpcji na polskim rynku. Możliwe bowiem, że popyt krajowy ogranicza skłonność firm do eksportu na rynki rozwijające się. Pośrednio dowodem jest tu dynamicznie rosnący import. Od początku 2017 r. import nie tylko rośnie znacznie szybciej niż w 2016 r., ale przede wszystkim szybciej niż eksport. A dzieje się tak zapewne z powodu silnie rosnącego w Polsce spożycia indywidualnego (4,8 proc. w 1. połowie 2017 r.). Przedsiębiorcy mają w bardzo wysokim stopniu wykorzystane moce wytwórcze, nie zwiększają inwestycji ze względu na niestabilność regulacyjną i polityczną, a przede wszystkim z powodu braku pracowników. W efekcie nie są w stanie zaspokoić  rosnącej konsumpcji gospodarstw domowych, co kompensowane jest importem towarów. W efekcie eksport netto zmniejsza wzrost polskiej gospodarki – w 2. kwartale 2017 r. aż o 1,5 puntu procentowego.

Dane dotyczące obrotów towarowych handlu zagranicznego wydają się być bardzo dobre – wysoka dynamika eksportu, dodatnie saldo handlowe. Ale jednocześnie pokazują one narastające problemy w innych obszarach – budowanie wzrostu gospodarczego na konsumpcji, słabość inwestycji przedsiębiorstw i jej przyczyny, problemy na rynku pracy. Może warto, aby politycy i rząd przyjrzeli się tym tendencjom, bo szkoda, aby pieniądze z budżetu państwa przeznaczane na cele społeczne zasilały inne gospodarki przez import.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Sprzedaż to gwarancja powodzenia działalności w firmie zarówno oferującej towary, ale też usługi.

Okazuje się, że można ją zautomatyzować, nawet nie dysponując maszynami, które za nas niczym roboty wykonają całą pracę. Tak to nie działa, no przynajmniej nie w branży usługowe, ale już sama możliwość ustawienia sobie automatycznej obsługi klienta, to już coś co może znacznie odciążyć prowadzących firmę jedno, albo kilkuosobową.

Na czym to polega?

Na wprowadzaniu danych do bazy klientów, odbiorców towarów lub usług, część pracy z tym związanej można, a nawet trzeba wykonać ręcznie, ale tylko jeden raz 🙂 W dodatku można także ustawić formularz do zapisu, a dodatkowo dodać całą grupę informacji na tematy związane z wykonywaną działalnością.

Raz ustawione działa zawsze

Taki automat do sprzedaży, to jakby mechanizm, sprawia że pozostajemy w kontakcie z naszym odbiorcom. Czyli utrzymujemy z nim relację, ma od numer i adres do firmy, który może łatwo znaleźć.

Wsparcie i szkolenie

Wsparcie polega na instrukcjach, które wskazują, jak co ustawić, ale na uwagę zasługuje także panel szkoleń między innymi sprzedażowych. Większość osób prowadzących biznesy wie, że sprzedaż, to jest coś czego trzeba się stale uczyć i udoskonalać swoje, być może nieco przestarzałe już techniki.

Automatyzacja, to przyszłość

Osobom, którym wydaje się, że automatyzacja ich nie dotyczy, albo jest nie możliwa do wprowadzenia w ich firmie, czas uświadomić, że to już się dzieje. Prawdopodobnie sami już są w bazach klientów niektórych firm, które działają już w taki sam sposób, tylko nie do końca zdają sobie z tego sprawę. Poza tym, każdy z nas lubi automaty, zwłaszcza takie które nauczył się samodzielnie obsługiwać.

 

Autor: Anita Zielke

Brexit nie budzi już takiego strachu. Dla polskich firm nie jest przeszkodą w podbijaniu zagranicznych rynków. Tylko 13 proc. obawia się tendencji protekcjonistycznych na rynkach europejskich, w tym w Wielkiej Brytanii. Ponad 70 proc. nie postrzega tego jako istotne zagrożenie do rozwoju na rynkach zagranicznych. Aż 73% właścicieli firm twierdzi, że działalność zagraniczna jest bardziej rentowna, niż sprzedaż w Polsce – wynika z badania przeprowadzonego przez Fundację Kronenberga przy Citi Handlowy. Jak polskie firmy podbijają zagraniczne rynki, czym różnią się w swoich strategiach ?

– Obserwujemy coraz większe grono mniejszych firm  , które wchodzą na rynki zagraniczne poprzez sprzedaż swoich produktów, czyli eksport. Większa skala działalności  a tym samym większe zasoby finansowe zmieniają formułę ekspansji –  tu dominuje tendencja do inwestowania np. poprzez budowanie własnej sieci dystrybucji, budowę fabryk lub przez akwizycje podmiotów na tamtych rynkach. Szczególnie to zróżnicowanie strategii powiązane z profilem przedsiębiorstwa widać  przy selekcji metod pozyskiwana klientów. Dynamiczny rozwój internetu  dał  mniejszym firmom z branży eCommerce możliwość tańszego i bardziej skutecznego dotarcia do ostatecznego klienta i otworzył przed nimi drzwi do domów zagranicznych konsumentów. Firmy produkcyjne wciąż inwestują głównie w innowacje technologiczne i park maszyn, jeśli chodzi o komunikację, to króluje klasyka, czyli bezpośredni kontakt z  klientem. W segmencie B2B jest to szczególnie istotne, stąd niegasnąca popularność targów i konferencji branżowych  – mówi Sebastian Perczak, dyrektor Biura Klientów Strategicznych w Citi Handlowy.
 
O ile w Polsce jednym z ważniejszych i skuteczniejszych me­chanizmów zaistnienia w świadomości konsumentów jest obecność marki w tradycyjnych mediach, to poza krajem jedynie co trzeci ankietowany (31proc) dostrzega skuteczność takiej strategii. Dla osiągnięcia pożądanych wolumenów sprzedaży ważne jest oswojenie regionalnych nowych mediów, czyli obecność  w lokalnej sieci www.
W budowaniu lojalności prym wiedzie klasyka. Prawie wszystkie badane firmy deklarują, że klientów przy jej marce trzyma klasyczny duet, czyli połączenie wysokiej jakości z atrakcyjną  ceną. Zdecydowanie rzadziej firmy sięgają po nowoczesne narzędzia umożliwiające szczegółową pracę z danymi dotyczącymi klientów jak np. analizy big data – wskazuje je jedynie 35% respondentów, bądź oferowanie programów lojalnościowych poprzez urządzenia mobilne – 28%., co może potwierdzać wciąż sporą lukę edukacyjną na tym polu wśród lokalnego środowiska biznesowego.

Pozytywnym akcentem jest wykorzystanie internetu jako zasobu cennych dla przedsiębiorstwa informacji – dla ponad 83 proc. firm to analiza działań konkurencji w sieci www jest kluczowym narzędziem przy dostosowywaniu oferty sprzedażowej . Ten sposób monitoringu preferują mniejsze przedsiębiorstwa, operujące na jednym, dwóch, maksymalnie trzech rynkach. Im większa skala działania, tym większą rolę odgrywają badania konsumenckie, co ewidentnie wiąże dobór metody z zasobami budżetowymi.  Blisko połowa (46 proc.) firm, które sprzedają w 7 krajach korzysta z badań konsumenckich, względem 27 proc. w grupie działającej w 3 krajach.

– Rejon centralnej i wschodniej Europy nieustannie pozostaje głównym celem ekspansji polskich firm. Nowoczesne kanały dystrybucji i komunikacji poszerzają te horyzonty. Pozwalają przedsiębiorstwom na dotarcie do klientów na innych rynkach. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się rynki azjatyckie, co w kontekście inicjatywy Belt & Road pokazuje, że nasi przedsiębiorcy sprawnie wpisują się w globalne trendy. Dostrzegamy także zainteresowanie regionem Ameryki Północnej i Ameryki Południowej. W tym przypadku częściej mówimy o bezpośrednich inwestycjach, a nie dotarciu do klienta poprzez sprzedaż – dodaje Sebastian Perczak.

To, jak firma sprzedaje ściśle wynika z charakteru jej działalności  – wśród firm produkcyjnych dominuje budowa własnych sieci sprzedażowych (64 proc), a sprzedaż przez internet funkcjonuje u co 3 respondenta. (ok 30 proc). W przypadku firm z branży handlowo-usługowej podejście jest bardziej zróżnicowane, tu proporcje sprzedaży i dystrybucji są na podobnym poziomie, mniej więcej po połowie.

 

Wypowiedź: Sebastian Perczak, dyrektor Biura Klientów Strategicznych w Citi Handlowy.

Polscy przedsiębiorcy jako jedyni w Europie pozytywnie oceniają szansę na poprawę swojej sytuacji gospodarczej w najbliższym czasie – wynika z badania Global Business Monitor opracowanego na zlecenie firmy faktoringowej Bibby Financial Services. Ponad połowa (55%) z nich uważa, że ​​rodzimy rynek pozostanie w dobrej kondycji. W ubiegłym roku optymizm wykazywało 47% badanych. Aż 45% ankietowanych sądzi, iż w ciągu najbliższych 12 miesięcy kondycja kraju nie zmieni się.

Z wyników Global Business Monitora wynika, że polscy przedsiębiorcy z sektora MŚP są zaniepokojeni stanem globalnej gospodarki i wykazują mniejszy optymizm w jej ocenie niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, obecnie jedynie jedna trzecia badanych uważa, że funkcjonuje ona poprawnie.

Wskaźnik aktywności gospodarczej w sektorze produkcyjnym Polski (PMI) wzrósł w sierpniu do 52,5 (z 52,3 w lipcu). Odnotowano wzrost produkcji i nowych zamówień oraz poprawę nastrojów biznesowych, które osiągnęły najwyższy poziom w ciągu czterech miesięcy.

Bank Światowy przewiduje, że w perspektywie dwóch najbliższych lat poprawa sytuacji na polskim rynku utrzyma się na stałym poziomie 3,2% w skali roku. Głównymi czynnikami przyspieszenia gospodarczego w bieżącym roku są nowe inwestycje w kraju oraz wsparcie Unii Europejskiej. Przez zwyżkę spożycia indywidualnego, z uwagi na stabilną sytuację panującą na rynku pracy odnotowano wzrost dynamiki rynkowej odnotowano również komentuje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny Bibby Financial Services specjalizującej się w faktoringu.

Produkcja mebli wciąż ma znaczący wpływ na dynamiczny rozwój gospodarki. Warto zwrócić uwagę, że w lipcu obrót z eksportu wyniósł 14,4 mld euro, czyli ponad 2 mld euro mniej niż w poprzednim miesiącu. W ostatnim czasie eksport wzrósł na wszystkich rynkach, z wyjątkiem Polski i Irlandii. Odnotowano również zmniejszenie obrotów w imporcie o ponad 1 mld euro w porównaniu do poprzedniego miesiąca.

Za poprawę koniunktury gospodarczej w ciągu ostatnich 12 miesięcy odpowiadają również produkcja, budownictwo i usługi. W omawianym okresie nastąpiło zwolnienie dynamizmu rozwoju w handlu i transporcie. W Polsce zauważalna jest również zwyżka wskaźnika CPI, który określa zakres cen towarów i usług konsumpcyjnych, w sierpniu 2017 r. wyniósł 1,8%. Odnotowano wzrost cen mieszkań i transportu.

Ponad połowa badanych (52%) twierdzi, że wzrosła sprzedaż, w porównaniu z ubiegłym rokiem, liczba respondentów podzielających to zdanie podniosła się o 11%. Optymizm Polaków jest odczuwalny również w ocenie sprzedaży, która przekracza średnią z badania Global Business Monitor wynoszącą 49%. Zaledwie jeden na pięciu badanych w Polsce uważa, że sprzedaż spadła.

Należy pamiętać, że wpływ na koniunkturę gospodarczą Polski, podobnie jak w innych krajach europejskich ma szereg czynników zewnętrznych w tym Brexit i zmiany w strefie euro. Przedsiębiorcy specjalizujący się w eksporcie obawiają się zmian w przepisach prawnych, w tym w prawie podatkowym, które mogłyby utrudnić ich pracę w najbliższych miesiącach a nawet latach. Te same zmiany mogą negatywnie wpłynąć na gospodarkę, zmniejszając poziom inwestycji, a tym samym rzutuje na zmniejszenie dynamiki wzrostu dodaje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.

Prawie połowa badanych (47%) przewiduje, że w nadchodzącym roku ich sprzedaż wzrośnie. Jednak szacuje się, ze rozwój tego typu transakcji w Polsce nie przekroczy średniej wynoszącej 55% wyliczonej na podstawie analizy wyników Global Business Monitor z jedenastu państw biorących udział w badaniu.

 

Źródło: Bibby Financial Services

Dziś wielu potencjalnych klientów nie chce już rozmawiać z telemarketerami, natomiast ci, którzy zgadzają się na rozmowę, stają się coraz bardziej wymagający. Skuteczna sprzedaż lub „dosprzedawanie” produktów przez telefon wymaga zespołu, w którym poza kompetencjami, ważne jest również wzajemne wsparcie.

Na pytanie o to, jak skutecznie sprzedawać przez telefon, nie ma jednej, uniwersalnej odpowiedzi. Inne metody sprzedaży będą właściwe wówczas, gdy firma korzysta z własnej bazy klientów, którzy znają już produkty marki i darzą ją zaufaniem, inne wówczas, gdy marketer wykonuje tzw. „zimne telefony” do osób, które nigdy nie zetknęły się z ofertą danej firmy.

Telemarketer powinien wierzyć w produkt

Jako klienci, wszyscy jesteśmy zmęczeni telefonami, których sobie nie życzymy. Mamy też coraz większą świadomość tego, jak pewne zwroty używane przez marketera powinny na nas zadziałać, przez co czujemy się manipulowani. A to oznacza, że zarówno sprzedawcy, jak i ich przełożeni, stają przed problemem – w jaki sposób przyciągnąć uwagę klientów, którzy żyją w ciągłym pośpiechu, a do tego jeszcze czują się zasypywani ofertami?

Sztuką staje się już samo skłonienie klientów do podjęcia dialogu. Dlatego coraz więcej firm odchodzi od systemu, zgodnie z którym pracownik call center próbuje prowadzić rozmowy według gotowych skryptów, co w skrajnych sytuacjach przyjmowało groteskową postać odczytywania komunikatów i braku jakiejkolwiek elastyczności w kontakcie z klientem. Obecnie firmy stale szukają inspiracji i rozwiązań, które pozwolą rozmawiać z klientem w sposób bardziej naturalny i tak, aby poznanie autentycznych potrzeb klienta było stawiane na pierwszym miejscu, wyżej nawet niż sama sprzedaż.

Dziś najlepsze efekty w sprzedaży przez telefon osiągać można wówczas, gdy do zakupu przekonywane są osoby, które już miały pozytywny kontakt z daną marką. Jeśli marketer posiada dużą wiedzę na temat prezentowanej oferty i sam jest przekonany do jej mocnych stron, jego autentyczny entuzjazm może przełożyć się także na zadowolenie klienta. Osoby zarządzające działami sprzedaży świetnie zdają sobie sprawę, że celem nie jest samo przedstawienie produktu, ale zaprezentowanie go w taki sposób, aby klient poczuł się oczarowany nowymi możliwościami i perspektywami. Klient, dzięki kontaktowi ze sprzedawcą, który potrafi „zarazić” swoim autentycznym, pozytywnym stosunkiem do danego produktu, może okazać się aktywnym ambasadorem marki.

– To kompletnie inna perspektywa i podejście niż sprzedaż, z jaką mieliśmy do czynienia jeszcze kilka lat temu. Każdy z nas życzyłby sobie, aby podczas rozmowy odczuwać prawdziwą przyjemność konwersacji, odkrywać niezauważone dotąd korzyści czy otwierać się na nowe doznania. Telesprzedawca, który to wie i potrafi z tej wiedzy skorzystać, prawdopodobnie osiągać będzie doskonałe wyniki – uważa Agata Rajchel, trenerka Effect Group, m.in. autorka szkoleń dotyczących telesprzedaży.

Warto przy tym pamiętać, że w profesjonalnie zorganizowanej firmie telemarketing powinien stanowić tylko jedno z ogniw w łańcuchu rozmaitych działań marketingowych. Nie może on być jedynym narzędziem, na którym opiera się cała sprzedaż.

Telesprzedawca potrzebuje wsparcia

To, co najtrudniejsze podczas telesprzedaży z punktu widzenia pracownika, to nieustanne odmowy. Zanim telemarketer zetknie się z przychylną reakcją, musi przebić się przez dziesiątki odmów, czasem bardzo nieprzyjemnych. Obecnie uważa się nawet, że praca telemarketera jest jednym z najbardziej stresujących zawodów.

Ale skuteczna sprzedaż zależeć będzie nie tylko od indywidualnych umiejętności, predyspozycji, w tym od odporności na stres konkretnego pracownika, ale także od wsparcia, jakie będzie on otrzymywał od pozostałych członków zespołu.

Biorąc to pod uwagę, rozsądnie zarządzany zespół telesprzedaży powinien mieć coachów, którzy profesjonalnie przygotują pracowników chociażby na częste odmowy. Istnieją metody, dzięki którym telemarketerzy mogą nauczyć się aktywnie i z wysokim zaangażowaniem prowadzić kolejne rozmowy, nawet jeśli większość z nich kończy się przysłowiowym „rzuceniem słuchawką” przez klienta.

– Oczywiście zawsze znajdzie się osoba „diament”, która potrafi niewiarygodnie skutecznie sprzedawać przez telefon. Największa siła tkwi jednak w zbiorowym uczeniu się i wspieraniu. To zespół buduje takie relacje, które pozwalają odreagować we właściwy sposób, zregenerować się, mieć inne atrakcyjne zajęcia po pracy, czy wreszcie uczyć się nawzajem na własnych wpadkach i błędach. Profesjonalny menadżer zna te zasady, dlatego regularnie pracuje na konkretnych przykładach i z całym zespołem. To przynosi wymierne korzyści – przekonuje Agata Rajchel.

Na rynku nie ma już miejsca dla nieskutecznych zespołów. Ten, który odnosi słabe wyniki, najczęściej szybko zostanie zmieniony, ponieważ względy biznesowe narzucą redukcję kosztów lub wykażą nierentowność przedsięwzięcia. Skuteczny zespół to taki, który aktywnie realizuje cele biznesowe, ale równocześnie tworzą go ludzie, którzy się po prostu lubią.

Odpowiednie predyspozycje osobiste mogą ułatwiać lub utrudniać odnalezienie się w takiej pracy, jednak większość ludzi przy odpowiedniej motywacji i prowadzeniu za pomocą dobrze dobranych szkoleń, może pracować na stanowisku telesprzedawcy i osiągać poprawne wyniki.

– Jest jednak kilka warunków brzegowych – zauważa Agata Rajchel. – Osoba rozmawiająca przez telefon powinna wyzbyć się wszelkich negatywnych skojarzeń związanych z telesprzedażą. To zaś będzie tym łatwiejsze, im większa będzie wiara pracownika w jakość prezentowanej oferty. Ważna jest również umiejętność oddzielenia życia zawodowego od osobistego oraz radzenia sobie z negatywnymi emocjami, które w tego typu pracy mogą się pojawiać – podkreśla ekspertka.

Kluczem do sukcesu call center jest jednak dobrze zmotywowany i zgrany zespół. Najlepsze firmy tego typu w Polsce realnie zmieniają wizerunek osoby, która pracuje z klientami przez telefon. Niech do lamusa odejdą skojarzenia z pracą marnie płatną, lekko wstydliwą czy też wybieraną tylko w ostateczności.

– Najnowsze badania wskazują, że wielu z nas wyżej ceni towarzystwo, w którym przebywa, niż rodzaj spędzania czasu. Jeśli więc praca w call center będzie umożliwiała kontakt z fajnymi ludźmi oraz podejmowanie nowych wyzwań, ale w miłej atmosferze, wówczas motywacja do sprzedaży będzie rosła, a wraz z nią poprawiać się będą także wyniki sprzedaży – mówi trenerka Effect Group.

 

W ubiegłym tygodniu rząd przyjął wstępnie projekt budżetu na rok 2018. Zakłada on m.in. wzrost PKB o 3,8% i deficyt budżetu na poziomie 2,7% PKB.

Do budżetu państwa powinniśmy podchodzić podobnie jak do budżetów rodzinnych. Kilkanaście lat temu moi sąsiedzi postanowili w finansach rodzinnych wzorować się na polityce kolejnych polskich rządów, które od 20 lat wydają średnio rocznie o 10 procent więcej niż wynoszą przychody budżetu. On prowadził z sukcesem firmę, ona miała stabilną i dobrze płatną pracę, a dwoje dzieci chodziło do szkoły. Zaciągane kredyty przeznaczyli na rozsądne cele: wyposażenie firmy, rozbudowę domu, większy samochód, dodatkowe zajęcia dla dzieci, atrakcyjne wakacje. Kilka lat temu pogorszyła się jednak koniunktura w branży, w której sąsiad działał, a wkrótce potem jego żona straciła pracę i choć szybko znalazła następną, to jednak znacznie gorzej płatną. Nie byli w stanie spłacać kredytów. Ich standard życia wyraźnie się obniżył. Ostatnio wystawili dom na sprzedaż.

Jeżeli w okresie wyjątkowo dobrej koniunktury, z którą obecnie mamy do czynienia, rząd wydaje o 10 procent więcej niż wynoszą przychody, to co się stanie w czasie pogorszenia koniunktury, kiedy wydatki na bezrobotnych będą rosły a wpływy podatkowe będą malały? Wyhamujemy inwestycje publiczne wysyłając setki tysięcy pracowników na bruk i prowadząc do bankructwa wielu firm? Obetniemy wydatki na opiekę zdrowotną, edukację, świadczenia socjalne? Przyspieszymy zadłużanie państwa wpadając w spiralę podobnie jak Grecy?

W czasie dobrej koniunktury powinniśmy gromadzić oszczędności na czarną godzinę, czyli wypracować nadwyżkę przychodów nad wydatkami. Jeżeli tego nie robimy, to zwiększamy ryzyko kryzysu przy najbliższym spowolnieniu gospodarki. Już to przerabialiśmy, a mimo to niczego się nie nauczyliśmy. Dlatego deficyt finansów publicznych w czasie dobrej koniunktury, nawet mniejszy od założonego, nie jest powodem do dumy, lecz wyrazem krótkowzroczności i braku poczucia odpowiedzialności.

Szkoda, że politycy, którzy zazwyczaj dbają o zrównoważenie budżetów własnych rodzin, nie podchodzą podobnie do budżetu państwa.

Rządy Niemiec i Czech utrzymują w pełni zrównoważone finanse publiczne, uznając, że deficyt jest dopuszczalny jedynie w sytuacji silnego spowolnienia gospodarki, a w czasie dobrej koniunktury należy gromadzić oszczędności na złą godzinę. Polski rząd mimo wyjątkowo dobrej koniunktury wydaje znacznie więcej niż wpływa do kasy państwa. Kto postępuje słusznie?

 

Komentarz Jeremiego Mordasewicza, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

We wrześniu 2015 r. niemiecką motoryzacją wstrząsnął skandal związany z zaniżaniem emisji spalin przez popularne silniki diesla TDI. Kiedyś znane z niezawodności i trwałości ewoluowały, stając się skomplikowanymi konstrukcjami. Okazało się, że aby spełniały wyśrubowane normy, montowano w nich specjalne oprogramowanie oszukujące podczas testów laboratoryjnych. Na nieszczęście Volkswagena, ujawnione zostało to w USA, za co koncernowi grożą olbrzymie kary. To jednak tylko jedna strona medalu – procesy trwają i nie wiadomo, jak się zakończą. Natomiast koszty działań serwisowych rzędu 7,3 mld USD zostały przez koncern ogłoszone. Do tego trzeba jeszcze doliczyć trwałą utratę reputacji. Giełda potraktowała VW w 2015 r. bardzo ostro – kurs z poziomów ponad 200 EUR przepołowił się. Mimo dobrej koniunktury w sektorze motoryzacyjnym i wzroście sprzedaży aut w 2016 r. o 2,8% r/r, kurs akcji VW nie powrócił do cen sprzed ujawnienia afery (aktualny kurs to 130 EUR). Afera odbiła się też negatywnie na kursach innych niemieckich producentów – BMW i Daimlera, ale nie w aż tak dużej skali.

W tym roku do problemów marki Volkswagen doliczyć należy też należące do Grupy Audi i Porsche, a wg portalu Spiegel Online, chodzi o silniki montowane w SUV-ach Porsche Cayenne i Audi Q7. Przed tymi informacjami uważano, że silniki Audi, z których korzysta też Porsche, są wolne od manipulacji. Jak sprawa się rozwinie – nie wiadomo, jednak pokazuje to, że wcale nie odkryto jeszcze wszystkiego, a skala zjawiska może być naprawdę ogromna.

Problem afery spalinowej dla niemieckiej gospodarki zdaje się być na tyle znaczący, że o jej skutkach wspominają najwyżsi rangą urzędnicy. Wolfgang Schaeuble, niemiecki minister finansów, wskazał skutki tej afery jako największe zagrożenie dla niemieckiej gospodarki (chociaż wciąż, m. in. ze względu na wskazane wyżej powody, nie można dokładnie określić potencjalnej wysokości strat), obok ryzyka związanego z Brexitem oraz prowadzenia przyszłej polityki handlowej w USA. Czy rzeczywiście? Zależy jak na to spojrzeć. Faktycznie, niemiecka branża motoryzacyjna to jeden z koni pociągowych tamtejszego eksportu. Niemcy, z udziałem 7,2% w światowej produkcji aut, są na 4 miejscu, po Chinach, USA i Japonii, a obroty tej branży to prawie 370 mld EUR rocznie. Auta zza naszej zachodniej granicy powszechnie cieszą się uznaniem i postrzegane są jako wyróżniające się jakością wykonania. Afera spalinowa może nadszarpnąć dobrą reputację niemieckich koncernów, ale nie powinna pogrążyć całej branży, która co chwila ma różnego rodzaju wpadki, a to związane z silnikami, a to z bezpieczeństwem. Są to problemy i koszty nie do uniknięcia, aczkolwiek wygląda na to, że koszty afery spalinowej mogą być naprawdę znaczące. Co więcej, kondycja tej branży ma duży związek z polską gospodarką, która sporo sprzedaje do przemysłu motoryzacyjnego, a Niemcy są naszym największym partnerem. Jako przykład negatywnego wpływu afery spalinowej można podać zmniejszenie produkcji diesli, co m. in. przełożyło się na gorszą sprzedaż giełdowego Alumetalu w II kw. bieżącego roku.

Poważniejszym problemem dla całej niemieckiej motoryzacji mogą być zmiany technologiczne zachodzące na rynku. Nie jest to przykład ekwiwalentny, ale można nawiązać do historii fińskiej Nokii, która zbyt późno weszła na rynek smartfonów, co okazało się dla niej gwoździem do trumny. Proces zmiany modeli telefonów był jednak bardzo dynamiczny, w motoryzacji zmiana odbywa się znacznie wolniej, a projektanci i inżynierowie myślą z kilku albo i kilkunastoletnim wyprzedzeniem. Dostrzega się jednak wyraźne odejście od diesli na rzecz małych turbodoładowanych silników benzynowych, jednak prawdziwym wyzwaniem są auta elektryczne. Wygląda na to, że tak będzie wyglądała przyszłość motoryzacji, a powoli zaczyna się już rozgrywka o dominację w tym segmencie. Długoterminowo ewolucja napędu spalinowego w elektryczny może być głównym game changerem na rynku motoryzacyjnym.

 

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

1 sierpnia 2017 roku Szymon Sołtysik objął funkcję dyrektora PR Mazda Polska.
W ramach swojego stanowiska będzie odpowiedzialny za opracowanie i wdrożenie strategii PR marki w Polsce, relacje z mediami, komunikację wewnętrzną oraz koordynację projektów specjalnych.

Szymon Sołtysik jest absolwentem dziennikarstwa na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach i już podczas studiów podjął pracę w regionalnym Radiu Flash FM. W swojej dwudziestoletniej karierze dziennikarza motoryzacyjnego może pochwalić się pracą w tygodniku „Motor”, „Wysokich Obrotach” – cotygodniowym dodatku motoryzacyjnym do „Gazety Wyborczej”, „Auto-Moto” oraz polskiej edycji miesięcznika „TopGear”, którego był redaktorem naczelnym w latach 2011-2016. Jak mówi, od dzieciństwa jest zakochany w samochodach, uzależniony od prędkości i dobrych aut, więc podjęcie nowych wyzwań w strukturach Mazda Polska jest dla niego kontynuacją życiowych pasji i przestrzenią do wykorzystania zawodowych kompetencji.

Szymon Sołtysik zastępuje na stanowisku Magdalenę Węglewską, która wiosną dołączyła do zespołu marki w regionie Europa Środkowa i Południowo-Wschodnia. Jako Marketing Communications & PR Director koordynuje działania 17 rynków.

Od momentu rozpoczęcia działalności w czerwcu 2008 r., polski oddział Mazdy wydał klientom ponad 52,5 tys. samochodów, a marka ugruntowała swoją pozycję na rynku, dzięki modelom 6. generacji, opartych na technologiach  SKYACTIV i wzornictwie KODO: Dusza Ruchu. W 2017 roku Mazda wprowadziła do sprzedaży dwa premierowe modele samochodów: MX-5 RF oraz nową Mazdę CX-5. Mazda dynamicznie rozwija się na polskim rynku, obecnie sieć sprzedaży obejmuje 31 salonów i 42 serwisy.

 

Źródło: Mazda Polska

Większość miłośników samochodów wie, że Mini należy do BMW, a Dacia znajduje się w portfolio Renault. Jest jednak taki segment motoryzacji, który w Polsce pozostaje mało rozpoznany. To potężny na świecie, ale rosnący także w naszym kraju rynek pojazdów turystycznych – kamperów oraz przyczep campingowych. Odpowiedzmy więc sobie na pytanie „who is who” w świecie caravaningu.

Rynek nowych kamperów rośnie w siłę na całym świecie, a  trend ten możemy zauważyć także w Polsce. Salon Caravaningowy w Poznaniu organizowany w ramach targów Motor Show z roku na rok zajmuje coraz większą powierzchnię, przyciąga więcej wystawców oraz zwiedzających. Warto też odnotować, że w tym roku w targowym plebiscycie dziennikarze motoryzacyjni nagrodzili aż dwa pojazdy z kategorii pojazdów turystycznych (Włodzimierz Zientarski – przyczepę Caretta, a Piotr  Kozłowski kampera marki Le Voyageur). Również pytani o to dystrybutorzy i producenci przyznają, że zainteresowanie nowymi pojazdami campingowymi w Polsce rośnie.

Niemcy rosną, Polska raczkuje

Niestety, brakuje w naszym kraju oficjalnych statystyk dotyczących rynku caravaningowego. Nie dysponujemy dokładnymi liczbami dla nowych rejestracji pojazdów rekreacyjnych w Polsce, a wszelkie szacunki byłyby mało wiarygodne, jako że opierałyby się na deklaracjach sprzedawców i nie uwzględniałyby importu prywatnego. Poza tym w Polsce kampery rejestrowane są jako pojazdy specjalne, a więc nie ma dla nich odrębnej kategorii urzędowej.

– Możemy założyć, że Polsce bliżej do Portugalii, gdzie w 2016 roku zarejestrowano 80 sztuk pojazdów turystycznych niż do Niemiec – mówi Maciej Kinal z portalu Camprest.com – Rynek jednak rośnie, a coraz więcej europejskich graczy chciałoby ukroić dla siebie polski kawałek tortu – podkreśla.

Według najnowszych szacunków, u naszych zachodnich sąsiadów zarejestrowanych jest już blisko 460.000 samych tylko kamperów (a więc bez przyczep). Najnowsze dane opublikowane przez European Caravan Federation pokazują, że wzrost liczby rejestracji nowych pojazdów turystycznych (przyczep i kamperów), jeśli porównamy go rok do roku, wyrażany jest już w wartościach dwucyfrowych. Nawet rynki, które w ostatnich latach wykazywały zadyszkę i osłabienie, w 2016 roku zanotowały wzrosty (np. Włochy, Hiszpania).

Wiele marek, ale kilku właścicieli

Odwiedzając salony sprzedaży kamperów czy targi pokroju Caravan Salon w Düsseldorfie wielu pasjonatów caravaningu traci głowę w gąszczu marek i producentów, nie zdając sobie sprawy z ich wzajemnych powiązań. Warto więc uporządkować informacje i podobnie jak w przypadku marek aut osobowych, posiąść orientację, kto jest kim w tym segmencie motoryzacji.

Pierwsze skrzypce na większości zachodnioeuropejskich rynków od dziesięcioleci gra niemiecka grupa producencka Erwin Hymer Group, która górowała nad konkurentami w wynikach sprzedaży. Ale w ostatnich latach musiała ona stawić czoła producentom z południowej Europy, którzy postawili na międzynarodową ekspansję.

Na przełomie roku 2016 i 2017 francuska  grupa Trigano przejęła słoweńską Adrię, a ruch ten zbliżył grupę do niemieckiego giganta. Tym bardziej, że wcześniej wcieliła ona już w swoje struktury włoskie marki, takie jak McLouis, Mobilvetta czy Rimor. Na chwilę obecną koncern podzielony zostaje na dwie „odnogi” – włoską (Trigano SpA, zbudowaną głównie wokół marek Caravan International oraz Roller Team) oraz francuską (VDL skoncentrowaną na markach Chausson i Challenger).

Hymer chyba zdał sobie sprawę z rosnącej w siłę konkurencji, co potwierdzają decyzje o przejęciu kanadyjskiej marki Roadtrek czy brytyjskiej grupy The Explorer Group, liczącego się gracza na rynku przyczep campingowych na wyspach – rynku o olbrzymim potencjale, co potwierdza liczba rejestracji w tym segmencie.

Jedna fabryka – wiele marek

Konsolidacja marek ma oczywiście swoje odzwierciedlenie w optymalizacji kosztów i łączeniu zakładów produkcyjnych. Nikogo obeznanego z branżą nie dziwi już fakt, że pojazdy różnych marek powstają w tych samych zakładach.

I tak w Tournon (południowa Francja) w największym zakładzie produkcyjnym Trigano zjeżdżają z taśmy zarówno kampery Chausson i Challenger, jak i przyczepy Sterckeman oraz Caravelair. W Font Vendome natomiast powstają „blaszaki” Karmann Mobil, Autostar buduje zintegrowane pojazdy marki Challenger, montownie Chausson i McLouis niejako „przy okazji” zaangażowane są także w budowę pojazdów nowej marki Forster.

Wszelkie budżetowe „klony” wielkich marek z grupy Erwin Hymer także składane są w jednej fabryce w Neustadt w niemieckiej Saksonii (fabryka Capron zajmuje się produkcją kamperów marek Sunlight i Carado).  Alkowy Bürstner powstają w fabryce Dethleffsa, przyczepy Eriba w montowni LMC, a „blaszaki” Hymer Car w zakładach należących do marki Laika we Włoszech.

– Co ciekawe, nowa inwestycja o wartości 18 milionów euro w rozbudowę montowni LMC w niemieckim Sassenberg (z początkiem roku 2018 przybędzie tu 17.500 m kw. powierzchni) ma zwiększyć możliwości produkcyjne z 7.500 do 13.500 przyczep koncernu rocznie. Sama marka LMC zarzeka się jednak, że produkcji kamperów pod własną marką nie zaprzestanie i będzie ją sukcesywnie rozwijać – mówi Maciej Kinal.

Zrównoważony wzrost i… domki holenderskie

Marka Hobby (oraz należąca do niej firma Fendt) w dalszym ciągu wiedzie prym w kategorii przyczep campingowych. Jednak z racji tego, że przyczepy co do zasady są tańsze, nawet ich duża sprzedaż i znaczący udział w rynku nie pozwalają na osiągnięcie obrotów porównywalnych z tymi, jakie notują czołowi producenci kamperów.

Marka Knaus Tabbert po załamaniu rynku w latach 2008/2009 została przejęta przez holenderską grupę HTP (posiadającą także udziały w firmie Morelo, produkującej olbrzymie i luksusowe pojazdy turystyczne). Nowy inwestor kontynuuje tzw. strategię zrównoważonego wzrostu, co do tej pory się sprawdza i ma się przełożyć na zwiększenie obrotu o kolejne 100 milionów euro w roku 2017. Firma zainwestowała w nowe fabryki na Węgrzech, a w jej portfolio znajdują się m.in. marki T@B (tzw. Tabbert dla młodych) oraz Weinsberg.

Spółka Rapido, zrzeszająca marki Rapido, Dreamer, Fleurette, PLA, Westfalia czy Itineo, obok kamperów skupia się ostatnio także na produkcji domków holenderskich na potrzeby ośrodków wypoczynkowych, a jej przychody wyniosły w 2016 roku 350 mln euro.

Obcemu kapitałowi czoło stawia jak na razie niemieckie Carthago, które od czasu produkcji pierwszych „blaszaków” na bazie Volkswagena nie tylko rozwinęło się, ale także zachowało charakter „rodzinnego” biznesu. Na własnym know-how i doświadczeniu Carthago stworzyło tańszą markę Malibu, oczywiście nie oddając jej wszystkich atrybutów technicznych z droższych modeli.

„Szpagat” polegający na promowaniu dwóch podobnych marek, jednak skoncentrowanych na różnej grupie docelowej na razie się marce udaje. Większość modeli Malibu, jak i tańszych modeli Carthago powstaje w specjalnie wybudowanej w tym celu fabryce w Słowenii, w Niemczech natomiast pozostaje produkcja najdroższych modeli, w tym tzw. linerów.

Mniejsi także rosną

Najmniejszą z ujmowanych w zestawieniach grupą producencką jest francuska grupa Pilote, na którą składają się marki Le Voyageur, Bavaria, Frankia, RMB czy Hanroad. Kampery tych marek szturmem zdobywają kolejne rynki europejskie, przez co w najbliższych latach możemy spodziewać ich wzrostów.

– Obok wielkich koncernów zrzeszających liczące się marki, na rynku znajdziemy także wiele godnych podziwu „samotnych wilków” – marek, które już osiągają, lub za chwilę osiągać będą obroty powyżej 100 mln euro. Wystarczy wymienić tu takie marki jak Pössl, Globecar, czy Vario Mobil – dodaje przedstawiciel portalu Camprest.com.

Rynek, szczególnie ten zachodnioeuropejski kwitnie, ale świadomy klient powinien zdawać sobie sprawę, że czasem konkurencja między markami jest pozorna. Coraz częściej walka o klienta odbywa się pomiędzy dealerami różnych marek należących do tego samego koncernu, nierzadko produkujących swe pojazdy w tej samej fabryce. Pod tym względem rynek pojazdów turystycznych nie różni się znacznie od całego rynku samochodowego.

 

Źródło: Camprest.com

Czy niespotykane dotąd tempo sprzedaży mieszkań deweloperskich pociągnie za sobą podwyżki cen? Co za tym przemawia?

Sprzedaż nowych mieszkań nigdy jeszcze w Polsce nie szła tak dobrze. Kolejne raporty mówią o sukcesach firm i przynoszą następne rekordy. Popyt na mieszkania jest tak duży, że pomimo rekordowo wysokiej ilości wprowadzanych na rynek mieszkań i rozpoczynanych inwestycji, oferta deweloperów w sześciu największych miastach w Polsce w ostatnim kwartale, nie tylko nie wzrosła, ale jeszcze się skurczyła. Sprzedaż przerosła nową podaż. I już dziś prognozowany jest najlepszy, roczny wynik pod względem ilości sprzedanych mieszkań w całej historii rynku deweloperskiego.

Utrzymujący się od dawna duży apetyt na nowe mieszkania sprawia, że w ostatnich latach mogliśmy obserwować zjawisko powolnego, ale wyraźnego wzrostu cen. Najnowsze raporty mówią, że średnia cena mieszkań wprowadzonych do sprzedaży na sześciu głównych rynkach nieruchomości w kraju w drugim kwartale br. była o ponad 8 proc. wyższa niż lokali, które trafiły do oferty w poprzednich trzech miesiącach i o prawie 6 proc. wyższa od stawek ofertowych sprzed roku. Czy możemy się spodziewać dalszych wzrostów cen? Jakie czynniki mogą o tym zdecydować?

Zmiana struktury oferty mieszkaniowej

Obecny wzrost cen ofertowych mieszkań może być wynikiem zmiany struktury lokali, które w ostatnich miesiącach weszły do oferty. Dobra sytuacja gospodarcza w kraju i wzrost dochodów Polaków powoduje, że większym zainteresowaniem cieszą się mieszkania w wyższym standardzie, dlatego deweloperzy wprowadzają teraz więcej takich inwestycji. Poza tym, w nowej ofercie pojawiło się mniej mieszkań z segmentu popularnego, co można czytać jako odpowiedź firm na wyczerpujące się źródło dopłat w programie MdM i spadek popularności najtańszych ofert.

W najbliższym czasie możemy jednak być świadkami kolejnych wzrostów cen, na które wpływ będzie miała, już nie tylko jakość rozpoczynanych projektów, ale wyższe koszty budowy. W związku z przygotowywanymi na szeroką skalę inwestycjami infrastrukturalnymi w przyszłym roku najwyższe wzrosty mogą notować przede wszystkim koszty robocizny. Ponadto, jak informują deweloperzy, stale rosną ceny gruntów i zmniejsza się dostępność atrakcyjnych działek inwestycyjnych. Do tego dojdą jeszcze wyższe koszty finansowania projektów z uwagi na obciążenia nakładane na banki.

Lokata w nieruchomości

Ponadto, niezwykle znaczący wpływ na rozwój sytuacji na rynku mieszkaniowym, jak zauważa Tomasza Sadłocha z firmy Ochnik Development, ma poziom stóp procentowych. – Stopy referencyjne NBP utrzymują się obecnie na bardzo niskim poziomie 1,5 proc., a inflacja ustabilizowała się w granicach 2 proc. Oznacza to że mamy teraz ujemne realne stopy procentowe. To właśnie powód dla, którego kapitał gromadzony przez Polaków nie trafia na lokaty do banków, ale na rynek mieszkaniowy – informuje Tomasz Sadłocha. – Nic nie wskazuje jednak na to, żeby w najbliższym czasie miało się coś w tym względzie zmienić i spowodować osłabienie aktywności inwestorów indywidualnych – dodaje. Zdaniem przedstawiciela Ochnik Development, utrzymujący się na tak dużym poziomie popyt na mieszkania może stymulować wzrost cen w dłuższej perspektywie czasu.

Względne ryzyko dla komercyjnego rynku mieszkań niesie natomiast rządowy program Mieszkanie Plus. Projekt zakłada budowę tanich lokali z przeznaczeniem na wynajem, które mają powstawać także na terenach należących do PKP. Przedsięwzięcie jest jednak dopiero przygotowywane do realizacji, pierwsze budynki staną nie wcześniej niż pod koniec przyszłego roku, a w zaawansowaną fazę projekt ma wejść dopiero za kilka lat. Ponadto, program skierowany jest do grupy osób, które nie mogą sobie pozwolić na zakup mieszkań oferowanych na rynku.

Warszawskie mieszkania o 10 proc. droższe niż przed rokiem

Na największym rynku deweloperskim w kraju ceny ofertowe w ostatnich miesiącach wzrosły bardzo wyraźnie. Mieszkania wprowadzone do sprzedaży w Warszawie w drugim kwartale tego roku były o prawie 5 proc. droższe od tych, które weszły na rynek w poprzednich trzech miesiącach, a w porównaniu z lokalami oferowanymi przed rokiem zdrożały niemal o 10 proc. Według danych Reas, między kwietniem a czerwcem br. na warszawskim rynku nowych mieszkań wzrosła też o kilka procent średnia cena transakcyjna.

Przyczynę zwyżki cen transakcyjnych Tomasz Sadłocha upatruje w rosnącej fali zakupów inwestycyjnych, którą można obserwować również w inwestycjach Studio Centrum i Dzielna 64 prowadzonych przez Ochnik Development na warszawskim Muranowie. – Znaczący wpływ na kształtowanie się cen mają preferencje zakupowe nabywców mieszkań. Potęgujące się zainteresowanie zakupem dobrze zlokalizowanych, niewielkich mieszkań ze strony inwestorów indywidualnych przynosi wzrost średniej ceny sprzedawanych mieszkań, ponieważ stawka za metr w przypadku lokali kompaktowych jest wyższa. Podobne oddziaływanie na statystyki ma zakup mieszkań o podwyższonym standardzie i apartamentów, które także pozostają w sferze zainteresowania klientów inwestycyjnych – informuje Tomasz Sadłocha.

Ostatnie analizy dotyczące warszawskiego rynku wtórnego także mówią o wzroście średnich cen transakcyjnych. W połowie bieżącego roku przeciętna cena kupowanych w Warszawie mieszkań z drugiej ręki wzrosła do ponad 7700 zł za mkw. Analitycy przyznają, że z takimi cenami zakupu nie spotykali się w stolicy już od dawna, w ostatnich kilkunastu miesiącach średnie stawki wahały się od 7200 zł do 7500 zł/mkw.

 

 

Autor: Ochnik Development

Niesłabnący od kilku kwartałów popyt sprawił, że deweloperzy śmiało rozpoczynają nowe inwestycje. W II kwartale 2017 r. na 6 największych rynkach mieszkaniowych w Polsce do sprzedaży trafiło 33,4 tys. nowych mieszkań i rekordowa liczba 441 nowych etapów inwestycji. Choć spadło znaczenie nabywców MdM-owych, nie odbiło się to na sprzedaży, która wyniosła 17,6 tys. (wzrost o 16,6% rdr) – czytamy w najnowszym raporcie REAS „Rynek mieszkaniowy w Polsce – II kwartał 2017r.”

Na rynku deweloperskim dominuje optymizm. Najlepiej ilustruje to wzrost liczby rozpoczynanych budów. W I połowie 2017 roku na 6 największych rynkach w kraju deweloperzy wprowadzili do sprzedaży 33,4 tys. mieszkań i rekordową liczbę 441 nowych etapów inwestycji. – Jeśli tempo z pierwszego półrocza się utrzyma, można spodziewać się, że w całym 2017 roku deweloperzy rozpoczną budowę rekordowej liczby ponad 100 tysięcy mieszkań. – przewiduje Katarzyna Kuniewicz, partner w REAS kierująca Działem Badań i Analiz Rynku.

Bez MdM ceny rosną

Na uwagę zasługuje fakt, że wraz z kurczącą się w kolejnych miesiącach 2017 roku pulą środków dedykowanych programowi MdM, wśród mieszkań wprowadzanych do sprzedaży systematycznie spadał udział mieszkań najtańszych. W efekcie indeks zmiany cen na 6 rynkach powoli ale systematycznie rośnie. Tendencję tę potwierdziły wyniki monitoringu REAS z II kwartału 2017 roku, które wskazały na wyraźny wzrost cen w porównaniu do poziomu z poprzedniego kwartału.

Ten systematyczny wzrost podaży i cen możliwy był dzięki nie notowanemu dotychczas wzrostowi popytu. Choć w II kwartale 2017 roku liczba transakcji wyniosła „zaledwie” 17,6 tys. i była o ok. 6,5% niższa niż w pierwszym kwartale roku, to całe półrocze zamknęło się wynikiem o 24% lepszym niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Od stycznia do końca czerwca na 6 monitorowanych przez REAS rynkach (Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań, Łódź) sprzedano 36,4 tys. nowych mieszkań.

Nic nie wskazuje na to, by w najbliższych miesiącach popyt miał wyraźnie osłabnąć. Wobec ujemnych realnych stóp procentowych napędzające sprzedaż zakupy inwestorów indywidualnych, pozostaną do końca roku jednym z najsilniejszych czynników stymulujących rynek – nawet wówczas, gdy przy wysokich cenach zakupu rentowność najmu zacznie wyraźnie maleć. W efekcie wyniki sprzedaży w całym 2017 roku powinny okazać się porównywalne, a może nawet lepsze niż w 2016 roku. – komentuje Katarzyna Kuniewicz, partner w REAS kierująca Działem Badań i Analiz Rynku.

Przebudzenie w Łodzi

Na uwagę zasługuje wyraźne ożywienie jakie odnotowane został w minionym kwartale w Łodzi. Rekordowo wysoka jak dla tego miasta sprzedaż spotkała się z wyjątkowo wysoką podażą. W samym II kwartale deweloperzy wprowadzili tam na rynek ponad 1,3 tysiąca mieszkań, co sprawiło, że oferta osiągnęła tam najwyższy poziom w historii lokalnego rynku: 3,3 tys. lokali.

 

Źródło:  REAS

Mimo powtarzających się coraz częściej głosów, że dobra passa musi się kiedyś skończyć, deweloperzy nie spuszczają z tonu. Jak wynika z danych GUS, działające na polskim rynku firmy zanotowały w ostatnich 12 miesiącach rekordy we wszystkich statystykach.

81,1 tys. mieszkań oddanych do użytkowania, 96,6 tys. rozpoczętych nowych budów i 128,9 tys. pozwoleń na kolejne – to podsumowanie działalności deweloperów za ostatni rok. Jak wynika z obliczeń Home Brokera przeprowadzonych na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego, są to rekordowe wyniki w historii.

Już rezultaty samego czerwca mogą imponować. GUS odnotował 7765 lokali mieszkalnych oddanych do użytkowania, 11952 rozpoczętych budów (rekord) oraz 13164 pozwolenia na budowę (jeden z kilku najwyższych wyników w historii). Na tego rodzaju dane zwykle staramy się jednak patrzeć w dłuższym terminie, by nie dać się zwieść sezonowości, czy przypadkowym zbiegom okoliczności. Ale analiza wyników 12-miesięcznych nie pozostawia wątpliwości: deweloperzy budują jak szaleni.

Roczna liczba lokali oddanych do użytkowania wzrosła w ciągu 12 miesięcy o 11 proc., rozpoczętych nowych budów o 9 proc., a uzyskanych pozwoleń na budowę – o 25 proc.

Aktywność deweloperów jest symulowana przez cały czas rosnącą sprzedaż. Nie ma nic dziwnego w tym, że firmy budują mieszkania, skoro bez problemów znajdują na nie nabywców. Dane publikowane przez deweloperów notowanych na giełdzie są bardzo pozytywne – sprzedaż w pierwszym półroczu 2017 r. była o prawie jedną czwartą wyższa niż przed rokiem, a niektóre firmy zanotowały skok o 40-50 proc., z rekordzistą (Echo Investment), którego wyniki poprawiły się o niemal 80 proc. Liderami rynku pozostają Dom Development, Murapol i Robyg, które w pierwszym półroczu sprzedały po 1600-1700 lokali mieszkalnych.

Nie tylko za gotówkę
Oprócz stałej aktywności osób kupujących mieszkania za gotówkę, w statystykach widać wzrost aktywności kredytobiorców. Od początku roku rośnie liczba chętnych na zakup mieszkania za pieniądze banku, częściowo stoi za tym popularność programu Mieszkanie dla Młodych.

Co dalej z rynkiem mieszkaniowym?
Brak szalonych wahań cen i zróżnicowanie źródeł finansowania zakupów (gotówka vs kredyt hipoteczny) pozwalają oceniać rynek jako stabilny, ale pojawia się coraz więcej sygnałów o tym, że może dojść do przegrzania. Ze względu na stabilizację cen raczej nie grozi nam jednak spektakularna klęska i obniżki o 30 czy 40 procent. Na dziś bardziej prawdopodobne wydają się mniejsze spadki.

 

Źródło: Home Broker

W czerwcu 2017 r. sprzedaż detaliczna wzrosła o 5,8 proc. r/r (w cenach stałych), a o 1,6 proc. w stosunku do maja br. – podał GUS.

Sprzedaż detaliczna, chociaż nieco słabiej niż w pozostałych (poza kwietniem) miesiącach 1. połowy 2017 r., ale ciągle rośnie. Konsumenci, jak widać, nie są znudzeni zakupami. Szczególnie kosmetykami oraz odzieżą i obuwiem. Sprzedaż detaliczna tych grup produktów niezmiennie od początku roku rośnie w dwucyfrowym tempie.

W sytuacji, gdy nasze dochody nie są wysokie, ograniczamy wydatki na odzież, kosmetyki, czy obuwie. Wzrost ich sprzedaży wskazuje nie tylko na to, że zasobność Polaków rośnie, ale także, że nie obawiamy się o pracę. Potwierdził to wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej w czerwcu br., którego komponent – ocena trendów poziomu bezrobocia – był najlepszy w historii (w lipcu był on ciągle wysoki, ale nieco niższy niż w czerwcu). Tak było także w 2016 r., gdy część gospodarstw domowych otrzymała zasilenie pieniędzmi publicznymi w ramach programu Rodzina 500+. Tylko, że w zeszłym roku na tej liście zakupowej były w większym stopniu niż dzisiaj samochody.  Ale ile samochodów rodzina może kupić? Aczkolwiek ciągle popyt na nie jest zdecydowanie silniejszy niż na żywność.

Wydaje się, że wzrost sprzedaży żywności, napojów i wyrobów tytoniowych osiąga swoje maksima – w czerwcu wyniósł on 3,8 proc., a w 1. półroczu 2017 r. – 3 proc. W 2016 r. wzrost ten wyniósł natomiast 6,4 proc. Widać wyraźnie nasycenie. Producenci i sprzedawcy produktów żywnościowych „ratują” się zatem silnym wzrostem cen – w czerwcu br. ceny żywności wzrosły o 3,9 proc., a w ciągu pierwszych 6. miesięcy 2017 r. – o 3,7 proc. Tylko ceny paliwa wzrosły w tym okresie w większym stopniu. Doskonałym przykładem jest masło, którego cena prawie podwoiła się w ciągu roku. Ale też tłuszcze zwierzęce, ryż, mięso, wędliny, pieczywo, czekolada, ……

Wzrost sprzedaży detalicznej był w 2. kwartale 2017 r. nieco niższy niż w pierwszym kwartale (w pierwszym kwartale wyniósł 7,1 proc., a po 6. miesiącach – 6,9 proc.). Konsumpcja prywatna nadal zatem wspiera wzrost gospodarczy, ale już w mniejszym stopniu niż w ciągu pierwszych 3. miesięcy tego roku. Trudno oczekiwać, aby dynamika spożycia indywidulanego była w 2. kwartale na poziomie bliskim 5 proc. Jeśli nie ruszyły zdecydowanie inwestycje, to wzrost PKB będzie bliższy 3,5-3,6 proc. niż 4 proc. osiągniętym w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2017 r.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Jak wynika z najnowszych danych GUS, deweloperzy nie zwalniają tempa i budują coraz więcej. Liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto w maju, wzrosła rok do roku o 56,2%. Nadal wysoki procent sprzedaży stanowią transakcje gotówkowe. Popyt jest w dużej mierze napędzany przez obcokrajowców.

Od początku roku wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym na budowę 106 841 mieszkań, co oznacza 38,3 proc. wzrost w stosunku do 2016 r. Liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, też jest imponująca. Liczba oddanych do użytku mieszkań wyniosła 63 903 lokali, a udział deweloperów jest znaczący w tej puli i wynosi 29 658 tysięcy mieszkań. Rynek deweloperski jest nadal w fazie ożywienia i mimo głosów, że koniec MdM osłabi koniunkturę na rynku, a Mieszkanie Plus zabierze klientów, nic takiego póki co nie ma miejsca.

– Podobnie jak w poprzednich latach, które charakteryzowały się historycznie dobrymi wynikami, tak i w tym roku ostrożnie podchodzimy do wieszczenia kolejnych rekordów, jednak dane GUS nastrajają nas bardzo pozytywnie i z dużą uwagą przyglądamy się kolejnym raportom o stanie branży – mówi Konrad Płochocki, Dyrektor Generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Dobrą sytuację potwierdza również francuski deweloper z ugruntowaną pozycją na rynku polskim, firma Bougues Immobilier Polska.

– Widzimy w naszych biurach sprzedaży, że popyt na mieszkania nie słabnie. Mamy inwestycje, które niemal w połowie wyprzedają się na etapie przedsprzedaży. Z naszych obserwacji wynika, że nadal znaczna część zakupów to transakcje gotówkowe, w II kwartale 2017 stanowiły one 43%. Oznacza to, że mieszkania nadal stanowią preferowaną formę inwestycji kapitału, przez co popyt nie ulega większym wahaniom – mówi Krzysztof Foder, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska.

Jeżeli chodzi o powody tego stanu rzeczy, to z pewnością możemy wymienić wśród nich bardzo dobrą, dającą poczucie bezpieczeństwa sytuację na rynku pracy oraz niskie stopy procentowe, które zachęcają ludzi zarówno do zakupu mieszkań pod inwestycje, jak i zapewniają łatwiejszy dostęp do kredytów hipotecznych.

– Znaczenie będą miały także zmiany wprowadzone przez rząd w programie Mieszkanie dla Młodych, które sprawiły, że już w sierpniu będzie możliwe złożenie wniosku i uzyskanie dopłaty do mieszkania z puli 100 milionów złotych. Dzięki temu kolejne rodziny będą miały możliwość skorzystania ze wsparcia. Popularność programu pokazuje, że Rząd powinien rozważyć jego przedłużenie – dodaje Płochocki.

Wysoka sprzedaż napędzana przez obcokrajowców

Nie ulega wątpliwości, że wysoką sprzedaż mieszkań deweloperzy zawdzięczają w dużej mierze obcokrajowcom. Ukraińcy, Niemcy i Brytyjczycy coraz częściej inwestują w nieruchomości w Polsce. W ubiegłym roku kupili aż 6,4 tys. lokali w największych polskich aglomeracjach. W odniesieniu do województw, prym wiedzie: mazowieckie (blisko 294 tys. mkw. kupionej powierzchni), małopolskie (99,2 tys. mkw.) oraz dolnośląskie (57,2 tys. mkw.). Z wstępnych szacunków wynika, że ten trend będzie się utrzymywał i nowe mieszkania nie będą długo czekały na nabywców. Popyt stymulowany przez zagranicznych nabywców z pewnością będzie miał przełożenie nie tylko na podaż, ale też podejście do potencjalnych klientów.

– Większość deweloperów już od dawna zdaje sobie sprawę, że dużą grupę nabywców stanowią osoby z zagranicy. W związku z tym strony internetowe w języku angielskim czy odpowiednio dostosowane działania marketingowe, stają się powoli standardem. W naszym centralnym Biurze Sprzedaży jest interaktywny ekran, na którym można zobaczyć inwestycje mieszkaniowe w formie 3D. Istnieje możliwość obracania bryłą budynku, sprawdzania ekspozycji mieszkania na światło dzienne i widoku z balkonu. Posługiwanie się obrazami
i intuicyjny interfejs sprawiają, że to narzędzie jest dużo bardziej przyjazne obcokrajowcom, niż tradycyjny folder – dodaje Foder.

Inwestorzy obserwują rynek i dostosowują się do jego wymagań, dzięki czemu rynek deweloperski jest stabilny – nie ma galopujących cen ani zakupów spekulacyjnych. Wszystko wskazuje na to, że ten rok będzie dla branży równie dobry, jak ubiegły.

 

Źródło: Bougues Immobilier Polska

Wszystko wskazuje na to, że dwie konkurencyjne marki mody męskiej znajdą się w jednej grupie kapitałowej. W czerwcu spółki Vistula Group i Bytom ogłosiły zamiar połączenia się. Podmiotem przejmującym ma być pierwsza z nich.

Cały majątek spółki Bytom ma być przeniesiony na Vistula Group w zamian za akcje tej ostatniej. Firmy wybiorą wspólnego doradcę w procesie przygotowania planu połączenia wraz z niezbędną dokumentacją. 5 czerwca 2017 r. spółki podpisały porozumienie dotyczące współdziałania w czynnościach związanych z przygotowaniem procesu połączenia oraz zobowiązania do niepodejmowania czynności przekraczających zwykły zarząd w okresie do dnia połączenia lub do dnia odstąpienia przez którąkolwiek ze stron od zamiaru połączenia.

Vistula Group uzasadnia  planowane połączenie realizacją strategii rozwoju przewidującej stworzenie dynamicznie rosnącej grupy kapitałowej, konsolidującej rozpoznawalne marki detaliczne o uznanej pozycji rynkowej. Firma pisze w swym komunikacie, iż  połączenie przyniesie wymierne korzyści łączącym się spółkom w postaci efektów synergii osiąganych głównie w obszarze kosztów ogólnych, kosztów prowadzonej działalności operacyjnej, optymalizacji kosztów pozyskiwania towarów, a także lepsze wykorzystanie zasobów ludzkich i koordynację polityki marketingowej. Długoterminowym celem planowanego połączenia jest wzrost wartości łączących się spółek.

W portfolio Vistula Group znajdują się obecnie marka odzieży męskiej Vistula, koszulowa Wólczanka, biżuteryjna W.Kruk oraz damska Deni Cler Milano. W sumie grupa  ma ponad 370 sklepów. W zeszłym roku jej przychody ze sprzedaży wyniosły 598 602 tys. zł. Bytom natomiast w 2016 roku odnotował wyniki ze sprzedaży na poziomie 152 911 tys zł. Spółka prowadzi sprzedaż detaliczną w ponad stu sklepach marki  Bytom oraz sprzedaż hurtową pod marką Intermoda.

 

Źródło: fashionbusiness.pl

Przedsiębiorca, który rozlicza swoją sprzedaż na zasadzie odwrotnego obciążenia, nadal może odliczać VAT od firmowych zakupów. Obowiązują go też standardowe zasady otrzymywania zwrotów różnicy VAT.

Jeśli usługa, którą sprzedaje przedsiębiorca, jest objęta mechanizmem odwrotnego obciążenia, wówczas przedsiębiorca nie nalicza i nie płaci z tytułu tej sprzedaży VAT należnego. Te obowiązki przechodzą na kupującego (art. 17 ust. 1 pkt 8 ustawy o VAT).

Odwrotnym obciążeniem objęte są tylko transakcje pomiędzy przedsiębiorcami, którzy są VAT-owcami i tylko dotyczące świadczenia i sprzedaży konkretnych usług i towarów. Lista usług ma 49 pozycji i zawiera ją załącznik nr 14 do ustawy o VAT. Pozycje 2 – 48 dotyczą poszczególnych usług budowlanych i zostały dodane wraz z początkiem tego roku. Z kolei towary, których sprzedaż musi być rozliczana w formie odwrotnego obciążenia, zawiera załącznik nr 11 do ww. ustawy. Należą do nich m.in. złom, złoto, metale szlachetne, biżuteria, procesory, laptopy, tablety i telefony komórkowe. Wszystkich pozycji w tym załączniku jest 57.

Jeśli zatem przedsiębiorca sprzedaje przykładowo tablety lub jako podwykonawca świadczy usługę budowlaną, na fakturze sprzedażowej dotyczącej takiej transakcji ujmuje tylko wartość netto sprzedaży bez stawek i kwot podatku od towarów i usług. Dodaje też w jej treści informację „odwrotne obciążenie”.

Nadal można odliczać VAT

Wystawianie przez VAT-owca faktur sprzedażowych z „odwrotnym obciążeniem” nie wpływa na rozliczenia na gruncie VAT faktur zakupowych.

Przedsiębiorca prawo do odliczenia VAT naliczonego wynikającego z zakupów nabywa niejako automatycznie, w momencie pierwszych inwestycji, które mają związek z działalnością gospodarczą. Dokładnie, przedsiębiorca nabywa to prawo w zakresie, w jakim towary i usługi, którymi obraca, wykorzystuje do wykonywania czynności opodatkowanych, a zatem gdy mają one związek z bieżącą lub przyszłą działalnością gospodarczą. Dopełnieniem nabycia prawa do odliczenia jest rejestracja w urzędzie skarbowym jako VAT-owiec. Nabycie prawa do odliczania VAT nie jest zatem powiązane z rodzajem faktur, jakie wystawił przedsiębiorca, np. jako podwykonawca usług budowlanych – może on odliczać VAT na ogólnych zasadach.

I występować o jego zwrot

Odwrotne obciążenie nie pozbawia również przedsiębiorcy prawa do ubiegania się o zwrot różnicy między VAT wynikającym ze sprzedaży, a VAT wynikającym z zakupów. Nie obowiązuje też w jego przypadku niestandardowy czas oczekiwania na zwrot. Generalnie fiskus na zwrot przedsiębiorcy różnicy VAT ma 60 dni od momentu złożenia deklaracji VAT, a jeśli przedsiębiorca spełni pewne warunki, może wnioskować o skrócenie tego terminu do 25 dni (art. 87 ust. 6 ustawy o VAT).

Sprzedaż rozliczana przez sprzedającego w cenie netto nie oznacza, że sprzedaż nie występuje w ogóle. W przypadku odwrotnego obciążenia nie będą miały zatem zastosowania przepisy wydłużające czas oczekiwania na zwrot do 180 dni w przypadku, kiedy VAT-owiec w danym miesiącu, za który składa deklarację VAT, nie dokonał żadnej sprzedaży (art. 87 ust. 5a ustawy o VAT).

 

Źródło; Tax Care

Eksperci

Pistolet przystawiony do głowy, czyli walutowe zawirowania kluczowych rynków

Globalny rynek finansowy pozostaje obciążony asymetrią ryzyk, gdyż najwyraźniej w temacie wojen hand...

Turek: 10 lat po upadku Lehman Brothers ceny znowu są rekordowe

Gwałtowne przeceny, a potem ożywienie na rynkach mieszkaniowych – tak prosto można podsumować ostatn...

Przasnyski: Praca jest, ale brakuje pracowników

Firmy nadal tworzą sporo nowych miejsc pracy, ale wciąż mają kłopoty z ich obsadzeniem. Problem ten ...

Kondycje gospodarek wschodzących, przyszłość wojen handlowych i odczyty infacji – zobacz n

Chociaż niepokoje o kondycję gospodarek wschodzących i przyszłość wojen handlowych powinny skraść gł...

Raport, który znaczy coraz mniej

Moment uspokojenia objął waluty rynków wschodzących, ale spadające kolejny dzień indeksy w Azji nie ...

AKTUALNOŚCI

Juncker o UE: potrzebujemy silnej i zjednoczonej Europy

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker w swoim dorocznym przemówieniu do Parlamentu...

Podatek dochodowy i kryptowaluty – co zmienią nowe przepisy?

Od 2019 r. w polskim systemie podatkowym obowiązywać mają nowe przepisy dotyczące podatku dochodoweg...

Jak wzrost stóp procentowych i wynagrodzeń wpłynie na zdolność kredytową Polaków?

Rada Polityki Pieniężnej nie spieszy się z podwyższaniem stóp procentowych. Niemniej jednak z uwagi ...

Eksporterom coraz trudniej

Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury (WWK), informujący z wyprzedzeniem o przyszłych tendencjach w gos...

Innovation Box – ulga podatkowa z tytułu sprzedaży innowacyjnych rozwiązań

W dniu 24 sierpnia 2018 r. Rząd opublikował projekt ustawy zakładającej szereg zmian w podatkach doc...