Home Tagi Wpis otagowany "sprzedaż detaliczna"

sprzedaż detaliczna

Tempo wzrostu szwajcarskiej gospodarki jest najniższe od apogeum kryzysu finansowego. Chociaż słabe dane o PKB wynikają częściowo z czynników przejściowych, to mogą przedłużyć okres ekstremalnie niskich stóp procentowych, a także przyczynić się do dalszego spadku wartości franka – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Publikacja szwajcarskiego PKB zaskoczyła prawdopodobnie większość ekonomistów na świecie. Wzrost tej gospodarki w drugim kwartale wyniósł tylko 0.3 proc. rok do roku (r/r). To nie tylko wyraźnie poniżej oczekiwań ekonomistów, którzy spodziewali się wyniku na poziomie 1.0 proc. r/r.  Był to również jeden z najsłabszych odczytów w ostatnich dekadach i równy temu obserwowanemu w czwartym kwartale 2008 r., czyli w szczycie kryzysu finansowego. Co jednak spowodowało tak słabe wyniki jednego z najbogatszych krajów świata?

Skąd tak fatalne wyniki?

Przy wzroście gospodarczym strefy euro w granicach 2 proc. i rosnącemu prawdopodobieństwu osiągnięcia przez obszar wspólnej waluty wyniku najlepszego od dekady, tak niskie tempo przyrostu PKB w silnie uzależnionej od koniunktury zewnętrznej Szwajcarii może dziwić. Warto jednak zauważyć, że na zły rezultat złożyło się kilka czynników.

Po pierwsze, Sekretariat Stanu do Spraw Gospodarczych (SECO) zrewidował dane za poprzednie lata, co zmieniło punkt odniesienia dla ostatniej publikacji. Drugą ważną kwestią jest dość silna zmienność w wynikach szwajcarskiego handlu zagranicznego. W 2016 r. eksport usług wzrósł o 7.9 proc., w tym w czwartym kwartale aż o 13.3 proc. r/r. Z kolei w okresie marzec-czerwiec br. było to już tylko 0.4 proc. r/r. Natomiast import usług zwiększył się zdecydowanie bardziej niż eksport i wyniósł +4.1 proc. Z kolei zapotrzebowanie na szwajcarskie towary za granicą zmniejszyło się w porównaniu do drugiego kwartału 2016 r. o 1.3 proc., podczas gdy import podniósł się o 2.5 proc. W rezultacie handel zagraniczny miał silny, negatywny wpływ na PKB w ostatnim odczycie, chociaż prawdopodobnie jest to efekt krótkotrwały.

Pomijając jednak kwestie wymiany handlowej czy rewizji danych, pojawiają się także sygnały nieco gorszej wewnętrznej kondycji gospodarki. W porównaniu do pierwszego kwartału spada tempo wzrostu konsumpcji gospodarstw domowych (z 1.5 do 1.3 proc r/r) oraz wydatków sektora publicznego (z 1.7 do 1.6 proc. r/r.). Zauważalnie obniżyło się również tempo przyrostu inwestycji. Jeszcze w czwartym kwartale 2016 r. wynosiło ono 4.4 proc., a obecnie już tylko 1.9 proc.

Stopy procentowe bez zmian i tańszy frank

Mimo że wyraźne spowolnienie wzrostu PKB jest prawdopodobnie przejściowe, to jednak powinno ono wpłynąć na decyzje Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB). Jeszcze w czerwcu br. władze monetarne oczekiwały, że gospodarka urośnie w 2017 r. o 1.5 proc. W ciągu dwóch pierwszych kwartałów wzrost wyniósł około 0.5 proc r/r. Jest więc niezwykle mało prawdopodobne, by kolejne miesiące odrobiły straty z pierwszej połowy roku zwłaszcza, że np. sprzedaż detaliczna w lipcu spadła o 0.7 proc. r/r.

Dotychczasowe wyniki prawdopodobnie sprawią, że SNB zrewiduje w dół szacunki wzrostu PKB na 2017 r. podczas zaplanowanego na 14 września posiedzenia. Ponieważ również nie ma poważniejszego przyspieszenia inflacji (0.5 proc r/r), to niewykluczone, że władze monetarne jasno dadzą do zrozumienia, że stopy procentowe pozostaną na ujemnym poziomie (-0.75 proc.) dłużej niż wcześniej oczekiwano. Biorąc pod uwagę wpływ części odsetkowej na wysokość ich raty, jest to pozytywna informacja dla tych którzy spłacają kredyty frankowe.

Bardziej łagodna polityka pieniężna może być także korzystna w kontekście samej wyceny franka. Dobra kondycja gospodarcza strefy euro, a także innych wiodących gospodarek świata połączona z rosnącą inflacją na obszarze wspólnej waluty oraz prawdopodobnym wychodzeniem z łagodnej polityki monetarnej przez Europejski Bank Centralny powinny zmniejszać atrakcyjność franka w relacji do zagranicznych walut, w tym do złotego.

W rezultacie więc zaburzenie w odczytach szwajcarskiego PKB może przedłużyć trend ekstremalnie niskich stóp procentowych oraz słabość franka. Jest to więc idealny scenariusz dla spłacających kredyty denominowane w tej walucie, zwłaszcza że stosunkowo dobra kondycja gospodarcza w Polsce podtrzymuje także perspektywę względnie silnego złotego. Niewykluczone więc, że niedługo frank powróci do ok. 3.50 zł, czyli do poziomu sprzed tzw. „czarnego czwartku”.

 

Autor:  Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

W lipcu 2017 r. sprzedaż detaliczna wzrosła o 6,8 proc. r/r (w cenach stałych), a o 1,2 proc. w stosunku do czerwca br. – podał GUS.

Sprzedaż detaliczna rosła w lipcu 2017 r. nieco wolniej od oczekiwań. Co prawda jej wzrost na poziomie 6,8 proc. r/r (w cenach stałych) to utrzymanie średniej dynamiki z 1. połowy roku, jednak przy tak pozytywnych zmianach na rynku pracy, które powodują, że do gospodarstw domowych trafia co miesiąc znacznie więcej pieniędzy niż rok wcześniej, wzrost sprzedaży detalicznej jest umiarkowany. To zapewne efekt wygaszenia wpływu na konsumpcję dochodów z programu Rodzina 500+. Do gospodarstw domowych co prawda w dalszym ciągu trafia co miesiąc ok. 2 mld zł, ale nie traktują one już tych pieniędzy jako dodatkowego dochodu. Dlatego te ponad 23 mld zł, które wydajemy z budżetu państwa na program Rodzina 500+ nie będą się już przekładać na wzrost konsumpcji. Dawały one wzrost w 2. połowie 2016 r. i przez pierwsze miesiące br. Czerwiec i lipiec wskazują, że tego efektu już praktycznie nie ma.

Na szczęście dla wzrostu PKB i spożycia indywidualnego sytuacja na rynku pracy stale się poprawia. Gospodarstwa domowe, których członkowie pracują w przedsiębiorstwach zatrudniających co najmniej 10 pracowników (ponad 6 mln pracowników), miały w lipcu 2017 r. do dyspozycji o prawie 10 proc. więcej pieniędzy niż rok wcześniej – wzrost zatrudnienia i wynagrodzeń dał bowiem wzrost funduszu płac o prawie 2,5 mld zł, czyli 9,6 proc. r/r. Z tego co prawda część (1,7 proc.) „zjadła” inflacja, zatem realnie fundusz płac wzrósł o niespełna 8 proc., ale to właśnie wzrost zatrudnienia i wzrost wynagrodzeń są w tej chwili motorem rosnącego popytu konsumpcyjnego gospodarstw domowych. Dobre dane dotyczące przemysłu, budownictwa, branż eksportowych, prawdopodobnego wzrostu nakładów inwestycyjnych, a tym samym utrzymanie się trendów na rynku pracy, wskazują że możemy oczekiwać wzrostu sprzedaży detalicznej także w sierpniu i wrześniu br. Spożycie indywidualne powinno zatem w trzecim kwartale 2017 r. wspierać wzrost gospodarczy w stopniu porównywalnym do 2. kwartału br. (ok. ¾ wzrostu PKB) i wraz z inwestycjami dać efekt w postaci wzrostu PKB na poziomie ok. 4 proc.

Sytuacja może się zmienić w 4. kwartale 2017 r., gdy zgodnie z prognozami ZUS na emeryturę (w wyniku obniżenia wieku emerytalnego kobiet do 60 lat i mężczyzn do 65 lat) przejdzie dodatkowo ok. 330 tys. osób. Dochody tych osób będą zdecydowanie niższe niż ich dzisiejsze wynagrodzenia, co nie pozostanie bez wpływu na obniżenie ich skłonności do konsumpcji. Możemy nie zobaczyć tego jeszcze w 4. kwartale 2017 r., ale w 2018 r. na pewno sprzedaż detaliczna i spożycie indywidualne, a tym samym PKB – to odczuje.

Na razie cieszmy się wynikami sprzedaży detalicznej w lipcu 2017 r., które wskazują że Polacy wrócili do zakupów samochodów (wzrost o 10 proc. r/r; ceny stałe), a także do zakupów dóbr trwałego użytku (meble, rtv, agd – wzrost o prawie 9 proc.). Ciągle cieszą ich zakupy odzieży i obuwia (wzrost o 16,7 proc.) i kosmetyków. Przyszli, październikowi, młodzi 60-65 letni emeryci mogą za chwilę nie móc pozwolić sobie na takie „szaleństwa”.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

 

W czerwcu 2017 r. sprzedaż detaliczna wzrosła o 5,8 proc. r/r (w cenach stałych), a o 1,6 proc. w stosunku do maja br. – podał GUS.

Sprzedaż detaliczna, chociaż nieco słabiej niż w pozostałych (poza kwietniem) miesiącach 1. połowy 2017 r., ale ciągle rośnie. Konsumenci, jak widać, nie są znudzeni zakupami. Szczególnie kosmetykami oraz odzieżą i obuwiem. Sprzedaż detaliczna tych grup produktów niezmiennie od początku roku rośnie w dwucyfrowym tempie.

W sytuacji, gdy nasze dochody nie są wysokie, ograniczamy wydatki na odzież, kosmetyki, czy obuwie. Wzrost ich sprzedaży wskazuje nie tylko na to, że zasobność Polaków rośnie, ale także, że nie obawiamy się o pracę. Potwierdził to wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej w czerwcu br., którego komponent – ocena trendów poziomu bezrobocia – był najlepszy w historii (w lipcu był on ciągle wysoki, ale nieco niższy niż w czerwcu). Tak było także w 2016 r., gdy część gospodarstw domowych otrzymała zasilenie pieniędzmi publicznymi w ramach programu Rodzina 500+. Tylko, że w zeszłym roku na tej liście zakupowej były w większym stopniu niż dzisiaj samochody.  Ale ile samochodów rodzina może kupić? Aczkolwiek ciągle popyt na nie jest zdecydowanie silniejszy niż na żywność.

Wydaje się, że wzrost sprzedaży żywności, napojów i wyrobów tytoniowych osiąga swoje maksima – w czerwcu wyniósł on 3,8 proc., a w 1. półroczu 2017 r. – 3 proc. W 2016 r. wzrost ten wyniósł natomiast 6,4 proc. Widać wyraźnie nasycenie. Producenci i sprzedawcy produktów żywnościowych „ratują” się zatem silnym wzrostem cen – w czerwcu br. ceny żywności wzrosły o 3,9 proc., a w ciągu pierwszych 6. miesięcy 2017 r. – o 3,7 proc. Tylko ceny paliwa wzrosły w tym okresie w większym stopniu. Doskonałym przykładem jest masło, którego cena prawie podwoiła się w ciągu roku. Ale też tłuszcze zwierzęce, ryż, mięso, wędliny, pieczywo, czekolada, ……

Wzrost sprzedaży detalicznej był w 2. kwartale 2017 r. nieco niższy niż w pierwszym kwartale (w pierwszym kwartale wyniósł 7,1 proc., a po 6. miesiącach – 6,9 proc.). Konsumpcja prywatna nadal zatem wspiera wzrost gospodarczy, ale już w mniejszym stopniu niż w ciągu pierwszych 3. miesięcy tego roku. Trudno oczekiwać, aby dynamika spożycia indywidulanego była w 2. kwartale na poziomie bliskim 5 proc. Jeśli nie ruszyły zdecydowanie inwestycje, to wzrost PKB będzie bliższy 3,5-3,6 proc. niż 4 proc. osiągniętym w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2017 r.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

W marcu 2017 r. sprzedaż detaliczna wzrosła o 7,9 proc. r/r (w cenach stałych), a o 16,5 proc. w stosunku do lutego br. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej wyniósł w kwietniu 2017 r. minus 0,8, a wyprzedzający – minus 3,1- podał GUS.

Konsumenci, po nieco słabszym lutym, gdy wzrost sprzedaży detalicznej wyniósł 5,2 proc. (proszę zauważyć, że już za słabszy uważamy wzrost sprzedaży detalicznej na poziomie ok. 5 proc.), w marcu ponownie ruszyli do sklepów. Kupowali wszystkiego znacznie więcej niż rok wcześniej, oprócz żywności, napojów i wyrobów tytoniowych. Ale też za większość produktów płacili więcej niż w zeszłym roku.

Największy wzrost odnotowała sprzedaż odzieży i obuwia – prawie 27 proc. r/r (w cenach stałych). Wpłynęły na to w części wyprzedaże. Ale tak wysokich wzrostów sprzedaży tych dóbr w okresach wyprzedażowych dawno nie było. W marcu Polacy kupowali także meble, sprzęt rtv i agd (wzrost o 17,7 proc.). I to mimo, że ceny na te produkty wzrosły. A może dlatego, że zaczęły rosnąć i obawiamy się ich dalszego wzrostu. Nieustająco nie mogą narzekać na popyt producenci kosmetyków i  farmaceutyków. I nie jest to już efekt szminki, czyli poprawiania sobie nastroju zakupami kosmetyków. Mimo wzrostu cen i kończenia się okresu wyprzedaży roczników 2016 dalej kupowaliśmy samochody.

Generalnie w marcu konsumenci nie wychodzili ze sklepów oferujących dobra trwałego użytku.

Gorzej miała się sprzedaż żywności, napojów i wyrobów tytoniowych – spadła w marcu o 3,4 proc. A sprzedaż w niewyspecjalizowanych sklepach wzrosła „jedynie” o 3,7 proc. „Jedynie” w porównaniu z dynamiką sprzedaży dóbr trwałego użytku.

Porównanie wzrostu sprzedaży dóbr trwałego użytku i dóbr podstawowych (zakupy w niewyspecjalizowanych sklepach w dużej części taki mają charakter, podobnie jak sprzedaż żywności) wskazuje na to, że sytuacja finansowa gospodarstw domowych ma się naprawdę dobrze. Konsumenci nie pozwoliliby sobie na takie wzrosty wydatków, gdyby nie czuli bezpieczeństwa finansowego.

Potwierdzają to badania koniunktury konsumenckiej zrealizowane w kwietniu 2017 r. – tak dobrych ocen gospodarstwa domowe nie formułowały już dawno. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej pokazuje, że więcej jest gospodarstw domowych oceniających pozytywnie zmiany swojej sytuacji finansowej w ostatnich 12 miesiącach niż oceniających je negatywnie, a jeszcze więcej – gdy oceny dotyczą najbliższych 12 miesięcy. Efekt – gospodarstwa domowe zwiększają dokonywanie „ważnych zakupów”, co pokazały wyraźnie dane dotyczące sprzedaży detalicznej.

Wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej pokazuje poprawę nastrojów konsumenckich w najbliższych 12 miesiącach. Gospodarstwa domowe zdecydowanie przestały się bać bezrobocia. Trudno się dziwić, gdy stopa bezrobocia nieco tylko przekracza 5 proc. (BAEL). Co prawda nie wszystkie gospodarstwa domowe widzą szanse na oszczędzanie pieniędzy, ale trudno się dziwić, jeśli nie wychodzą ze sklepów.

Wszystko wskazuje na to, że w 1. kwartale 2017 r. konsumpcja mocno wspierała wzrost gospodarczy. A optymistyczne oceny gospodarstw domowych dotyczące najbliższego roku pozwalaj prognozować wysoką dynamikę konsumpcji także w kolejnych kwartałach, a tym samym także wzrost gospodarczy na poziomie znacznie wyższym niż w 2016 r.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Pierwszy kwartał zakończył się rewelacyjnymi odczytami z polskiej gospodarki. Zdecydowanie powyżej oczekiwań rynkowych okazały się dynamiki produkcji przemysłowej, budowlano-montażowej czy też sprzedaży detalicznej. Pozytywnie zaskoczyły również dane dotyczące przeciętnego wynagrodzenia oraz odbiła dynamika oddawanych mieszkań. Nieco poniżej konsensusu okazał się odczyt inflacyjny, ale mimo wszystko 2 proc. w skali roku, to i tak sporo w porównaniu z jeszcze niedawno obserwowaną deflacją.

W marcu br. produkcja sprzedana przemysłu (odczyt w cenach stałych niewyrównany sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) wzrosła aż o 11,1 proc. w skali roku oraz 17,6 proc. w porównaniu z lutym 2017 r. Dynamika roczna była wyższa od konsensusu rynkowego o 4 pkt. proc.! W skali roku wzrost produkcji odnotowano w 29 spośród 34 działów przemysłu. Największą dynamikę zaobserwowano w produkcji: maszyn i urządzeń (+22,9 proc.) oraz wyrobów z pozostałych mineralnych surowców niemetalicznych (+21,9 proc.). Natomiast największy spadek miał miejsce w wydobywaniu węgla kamiennego i brunatnego (-7,9 proc.) oraz produkcji koksu i produktów rafinacji ropy naftowej (-5,0 proc.). Gdyby natomiast wyeliminować wpływ czynników o charakterze sezonowym, to dynamika produkcji przemysłowej wyniosła odpowiednio +8,1 proc. r/r oraz +2,1 proc. m/m.

Największe zaskoczenie miało miejsce w przypadku produkcji budowlano-montażowej, której dynamika (wyrażona w cenach stałych niewyrównana sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) wyniosła 17,2 proc. w skali roku. Konsensus rynkowy zakładał natomiast… spadek o 0,5 proc. Z kolei w skali miesiąca mieliśmy do czynienia ze wzrostem rzędu 49,4 proc. Po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 10,2 proc. r/r oraz 9,7 proc. m/m.

W skali całego rynku pierwszy kwartał przyniósł 7,8 proc. wzrost oddanych do użytkowania mieszkań. W tym okresie oddano łącznie 40 344 lokale. Z kolei liczba rozpoczętych budów w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2017 r. wyniosła 44 206, tj. o 28,9 proc. więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Natomiast ilość wydanych pozwoleń na budowę lub dokonanych zgłoszeń z projektem budowlanym, wzrosła do 60 234, czyli o 42,8 proc. w porównaniu z pierwszym kwartałem minionego roku.

W przypadku danych dotyczących wyłącznie deweloperów mieszkaniowych dalej mamy do czynienia z bardzo wysokimi dynamikami w przypadku rozpoczętych budów oraz otrzymanych pozwoleń na budowę. W okresie styczeń-marzec 2017 r. deweloperzy rozpoczęli budowę 23 191 mieszkań, tj. o 40,7 proc. więcej r/r. W tym czasie liczba otrzymanych pozwoleń wzrosła aż o 54,8 proc. r/r do 33 165. Z kolei liczba oddanych przez deweloperów mieszkań do użytku wzrosła do 18 954 (+9,4 proc. r/r).

W marcu br. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, w których liczba pracujących przekracza 9 osób wyniosło 5 981,7 tys. osób, co oznacza wzrost o 4,5 proc. w skali roku. Natomiast przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło do 4 577,86 zł miesięcznie, tj. o 5,2 proc. r/r, podczas gdy konsensus rynkowy był o 1 pkt. proc. niższy.

W minionym miesiącu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 2,0 proc. r/r (prognozy analityków zakładały +2,2 proc.). W skali roku największy wzrost zanotowały ceny paliw (+18,1 proc.) oraz żywności (+3,4 proc.). Natomiast największe spadki cen miały miejsce w przypadku odzieży i obuwia (-5,5 proc. r/r).

Sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła w marcu 2017 r. o 7,9 proc. r/r, podczas gdy w skali miesiąca wzrost wyniósł 16,5 proc. Największy wzrost sprzedaży w skali roku nadal jest obserwowany w tekstyliach, odzieży i obuwiu (26,9 proc.). Z kolei sprzedaż detaliczna w cenach bieżących wzrosła o 9,7 proc. r/r, tj. aż o 1,5 pkt. proc. wyżej aniżeli zakładał konsensus rynkowy.

Autor: Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael/Ström

Eksport wzrósł w styczniu i lutym 2017 r. o 4,0 proc. r/r w euro, a import o 7,8 proc. Saldo było dodatnie i wyniosło 30,2 mln euro – padał GUS

Eksport w okresie styczeń-luty 2017 r. był wyższy o ponad 1,8 mld euro niż rok wcześniej, natomiast import był wyższy o ponad 3 mld euro. Dynamika importu wyraźnie przyspiesza (7,8 proc. wobec 6,6 proc. w styczniu br.), a dynamika eksportu – słabnie (4 proc. wobec 5,3 proc. w styczniu br.). To co prawda dopiero pierwsze dwa miesiące 2017 r., ale saldo obrotów handlu zagranicznego zbliża się już do zera (30,2 mln euro). Przy takiej tendencji wzrostu eksportu i importu, już za styczeń-marzec zobaczymy deficyt po dwóch latach dodatniego salda handlowego. A możemy mieć pewność, że taka tendencja – szybszego wzrostu importu niż eksportu – utrzyma się. Rosnące spożycie indywidualne w wyniku dobrej sytuacji na rynku pracy, wzrostu zatrudnienia i wzrostu wynagrodzeń, a także dopływu do gospodarstw domowych środków z programu Rodzina 500+ zachęca bowiem do konsumpcji. Widać to po dynamice sprzedaży detalicznej, która wzrosła w ciągu 2. miesięcy br. o 9 proc. W tym jest także sprzedaż produktów z importu.

Na wysoką dynamikę importu wpływ mogą mieć, ale dopiero w 2. połowie roku, rosnące (miejmy nadzieję) inwestycje. Czeka nas zatem rok wyraźnego wzrostu popytu na towary i usługi z importu.

W tym kontekście bardzo ważne jest, aby eksporterzy nie koncentrowali się tylko na rynkach krajów UE, gdzie lokują ponad 80 proc. swojej sprzedaży. I tak się dzieje. Widać tu już pierwsze bardzo pozytywne sygnały, bowiem eksport do krajów rozwijających się jest r/r po 2 miesiącach 2017 r. wyższy o 9,4 proc. A eksport do krajów Europy Środkowo-Wschodniej – o prawie 25 proc. To głównie zasługa odbudowującego się eksportu do Rosji. W ciągu 2. miesięcy br. wyniósł on 804 mln euro. To ciągle mniej niż w tym samym czasie  w 2014 r. (1122 mln euro), ale już więcej niż w styczniu-lutym 2015 r. i 2016 r. To bardzo ważne, aby polscy eksporterzy byli na rynku rosyjskim obecni, gdy powoli wracają na ten rynek także nasi konkurenci.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Eksport wzrósł w styczniu o 5,5 proc. r/r w euro, a import o 6,6 proc. Saldo było dodatnie i wyniosło 462 mln euro – padał GUS

Eksport w styczniu 2017 r. był wyższy o ponad 1 mld euro niż rok wcześniej, natomiast import był wyższy o 1,3 mld euro. To co prawda dopiero pierwszy miesiąc 2017 r., ale dane za styczeń wskazują, że rosnąca konsumpcja gospodarstw domowych może mieć w tym roku silny wpływ na import. Dobra sytuacja na rynku pracy, rosnące wynagrodzenia, program Rodzina 500+ tworzą ku temu warunki. „Kowalscy” zwiększają zainteresowanie zakupami – sprzedaż detaliczna wzrosła w styczniu br. o ponad 11 proc. Sprzedaż produktów z import musiała mieć też w tym swój udział.

Na razie mamy dodatnie saldo obrotów handlu zagranicznego, ale jest ono niższe o ponad 1/3 niż w styczniu 2016 r. Jeśli takie zapotrzebowanie na produkty z importu utrzyma się, to nawet przy ciągle poprawiającej się koniunkturze gospodarczej u naszych głównych partnerów biznesowych w UE28 wzrost eksportu, mimo dobrej dynamiki, nie będzie w stanie kompensować szybkiego wzrostu importu. A to oznacza, że wkład eksportu netto do PKB może być w 2017 r. ujemny, czyli obniżający tempo wzrostu gospodarczego w Polsce.

Szansą może być eksport do krajów rozwijających się, który wzrósł w styczniu br. o 17,6 proc. (r/r; euro). A także eksport do krajów Europy Środkowo-Wschodniej (wzrost o ponad 26 proc.). Powoli odbudowuje się eksport do Rosji (wzrost o prawie 15 proc.) i Ukrainy. Jednak tak silne wzrosty eksportu do obu tych grup krajów są w części wynikiem bardzo niskiej bazy w styczniu 2016 r. Czy rzeczywiście skuteczność polskich firm działających na rynkach krajów rozwijających się rośnie można będzie potwierdzić po kilku miesiącach utrzymywania się tak wysokiej dynamiki eksportu. Byłaby to wielka szansa tak dla firm, jak i dla gospodarki.

Co do poprawy wyników eksportu na rynki krajów Europy Środkowo-Wschodniej, to także ciągle znak zapytania.

Po styczniowych wynikach obrotów handlu zagranicznego wiemy jednak, że eksporterzy jak zwykle będą mieli lepsze wyniki finansowe niż firmy nieobecne na rynkach zewnętrznych. Może skłoni to eksporterów do wzrostu inwestycji, co zapewne i im, i całej gospodarce jest bardzo potrzebne. I wpłynie na przedsiębiorstwa kooperujące z eksporterami zwiększając także ich skłonność do inwestycji. Może rosnącemu zewnętrznemu popytowi na polskie produkty uda się to, co nie udaje się decydentom – zwiększenie skłonności do inwestycji w sektorze przedsiębiorstw. Oby.

Autor: dr Małgorzata Starczewska- Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

W trakcie prezentacji półrocznego raportu o polityce monetarnej Fed, przekaz Janet Yellen był zdecydowanie jastrzębi. Takowe nastawienie było również odczuwalne w wypowiedziach innych członków FOMC. Co więcej, odczyty inflacji PPI (1,6% rdr) oraz CPI (2,5% rdr) okazały się wyższe od oczekiwań. Dodatkowo nie zawiodła dynamika sprzedaży detalicznej (5,6% rdr), czy też publikacja indeksu Fed z Filadelfii (43,3 pkt). Zarówno wypowiedzi przedstawicieli Fed, jak i dane gospodarcze wskazują, że kolejna podwyżka stóp procentowych w Stanach jest coraz bliżej. Tymczasem wczoraj eurodolar odbił się od poziomu 1,052 i zaczął zmierzać na północ. Ruch ten jest dość zaskakujący. Faktycznie zawiodła dynamika produkcji przemysłowej (-0,3% mdm), jednakże to mało prawdopodobne, aby ta w istotny sposób mogła decydować o losach głównej pary walutowej. Niewykluczone, że rynek nadal bardzo ostrożnie podchodzi do kwestii zacieśniania monetarnego. Przyczyna być może tkwi w polityce, a dokładniej w oczekiwaniach co do zapowiedzi wyborczych Donalda Trumpa, który niebawem ma zaprezentować reformę podatkową. Niepewność związana z jakością zmian, czy też z obawami co do faktycznego terminu ich prezentacji może ograniczać siłę dolara, bowiem to właśnie plany nowego prezydenta dotychczasowo potęgowały oczekiwania co do dalszego rozwoju amerykańskiej gospodarki. Jednak mimo wszystko skala korekty wydaje się przesadna. Póki co, eurodolar oscyluje w rejonach 1,067, czyli w pobliżu wczorajszych szczytów.

Inflacja na dobre zadomowiła się także w Polsce. Odczyt wskaźnika CPI na poziomie 1,8% nie tylko okazał się wyższy od prognoz rynku, ale także od projekcji NBP. Tym niemniej, RPP systematycznie powtarza, że nie widzi perspektyw do podwyższenia stóp procentowych. Co więcej, dotychczasowe dane makroekonomiczne sygnalizujące ożywienie znalazły swoje odzwierciedlenie w dynamice PKB w czwartym kwartale 2016 r. (2,7% wobec prognoz na poziomie 2,5%). W rzeczywistości rok 2016 był znacznie słabszy niż pierwotnie się spodziewano, ale oczekiwania co do 2017 r. wyraźnie rosną. Nie zawiódł również wzrost poziomu wynagrodzeń, którego styczniowe tempo wyniosło 4,5% rdr. Tym niemniej, polska waluta złapała lekką zadyszkę. Para EUR/PLN w dalszym ciągu nie poradziła sobie z granicą 4,30. Obecnie eurozłoty znajduje nieco powyżej 4,31. Obecny układ techniczny przypomina konsolidację o górnym ograniczeniu na poziomie 4,325 i dolnym w rejonach 4,29 – 4,30. Z kolei para USD/PLN znajduje się w okolicy 4,04. Najbliższe wsparcia to 4,036 i 4,015. Za opór należy uznać poziom 4,088.

Niewykluczone, że dzisiejsze odczyty makroekonomiczne okażą się nowym paliwem dla złotego. Inwestorzy poznają dynamikę sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej, oraz inflację PPI. Ponadto, warto zwrócić uwagę na amerykański indeks wskaźników wyprzedzających oraz tempo wzrostu sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii.

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

 

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w grudniu 2016 r. o 0,8 proc. r/r, a w stosunku do listopada o 0,7 proc. – podał GUS.

Dwa lata, a właściwie więcej, bo 28 miesięcy deflacji za nami. W 2015 r. ceny spadły w skali roku o 0,9 proc. r/r, w 2016 r. – o 0,6 proc. (w 2014 r. ceny nie zmieniły się r/r). Na tym tle zmiany cen dóbr i usług konsumpcyjnych w grudniu są spektakularne, bowiem wzrosły one o 0,8 proc. r/r.

Patrząc na strukturę zmian cen w grudniu można postawić tezę, że wszyscy postanowili być beneficjentami programu Rodzina 500+. To, że są nimi wszystkie rodziny z co najmniej dwójką dzieci oraz rodziny o niskich dochodach z jednym dzieckiem, to oczywiste. Teraz wyraźnie widać, że do grupy beneficjentów postanowili dołączyć przedsiębiorcy oraz rząd. Przedsiębiorcy to przede wszystkim producenci i sprzedawcy produktów żywnościowych i napojów bezalkoholowych. Ceny żywności wzrosły bowiem w ostatnim miesiącu 2016 r. o 2,7 proc. r/r. Tak silnego wzrostu tej grupy produktów nie obserwowaliśmy od stycznia 2013 r. Ceny żywności rosły już co prawda od października 2015 r., ale w żadnym momencie tych 15 miesięcy wzrost cen nie przekroczył 1,4 proc. Najwidoczniej w grudniu uznano, biorąc pod uwagę także okres świąteczny i zwyczajowo wyższe wydatki Polaków na konsumpcję, że jest to dobry moment do odważniejszego podnoszenia cen.

Dlaczego ceny żywności? Są to dobra podstawowe, które charakteryzują się niską cenową elastycznością popytu, czyli wzrost ich cen wpływa w niewielkim stopniu na spadek popytu na te dobra.

W grudniu 2016 r. zobaczyliśmy zatem w praktyce, co może się wydarzyć, gdy wejdzie w życie podatek od sprzedaży detalicznej, którego wprowadzenie zatrzymała (do wyjaśnienia, czy jest on zgodny z prawem UE), Komisja Europejska. Handel przynajmniej część tego dodatkowego obciążenia podatkowego przerzuci na konsumentów, i to konsumentów dóbr podstawowych. A należy pamiętać, że w koszyku dóbr kupowanych przez gospodarstwa domowe o niskich dochodach udział żywności jest znacznie większy niż w koszyku dóbr kupowanych przez rodziny o wyższych dochodach. I to te słabsze dochodowo gospodarstwa domowe będą płacić, przynajmniej w części, podatek od sprzedaży detalicznej.

Drugim „dodatkowym” beneficjentem programu Rodzina 500+ jest budżet państwa, czyli rząd. Wyższe ceny to bowiem także wyższe wpływy z podatku VAT. GUS podał, że w 2016 r. cukier podrożał o prawie 27 proc. Oznacza to, że tylko z VAT od sprzedaży cukru do budżetu państwa wypłynęło dodatkowo ok. 85 mln zł. Do tego wyższe wpływ z VAT zapewniła m.in. konsumpcja owoców i warzyw, mięsa wieprzowego, wołowego i cielęcego, pieczywa, makaronów, herbaty, kawy, soków owocowych. Sądząc po poziomie wzrostu cen żywności w grudniu 2016 r., wpływy z VAT do budżetu państwa w ostatnim miesiącu ubr. powinny być wysokie.

Należy zakładać, że tendencja ta, tj. wzrostu cen żywności, utrzyma się w 2017 r.

W grudniu bardzo silnie wzrosły również ceny paliw. W tym przypadku mieliśmy do czynienia z połączonym efektem – wzrostu cen ropy naftowej na rynkach światowych oraz większym popytem wynikającym z wyższych dochodów ludności (większe zatrudnienie, wyższe wynagrodzenia, ale także dochody z programu 500+, które wielu rodzinom umożliwiły kupno samochodów, głównie używanych). Producenci paliwa oraz jego dystrybutorzy skorzystali z rosnących cen ropy na rynku globalnym i postanowili zapewne podnieść ceny paliwa nieco bardziej niż to wynikało ze zmiany cen ropy na świecie. Tu także przedsiębiorcy – producenci i dystrybutorzy paliwa, a także budżet państwa stali się pośrednio beneficjentami programu Rodzina 500+.

Nie ma wątpliwości, że proces wzrostu cen rozpoczął się. Do jakiego poziomu wzrosną one w 2017 r. trudno w tej chwili prognozować. Rząd założył w budżecie wzrost CPI o 1,3 proc. Jeszcze niedawno wszystko wskazywało, że poziom ten trudno będzie osiągnąć i wzrost cen nie przekroczy 1,0-1,1 proc. w skali roku. Siła wzrostu cen żywności w końcu 2016 r. wskazuje, że przedsiębiorcy mogą być zdeterminowani, aby podnosić ceny także innych dóbr. Szczególnie, że badania pokazują, że w 2017 r. planują wyższe wzrosty wynagrodzeń dla pracowników niż było to w 2016 r. (nominalnie o 4 proc. a realnie o ponad 4,5 proc.). A to oznacza wyższe koszty działalności.

Drugi czynnik, który może wpływać na inflację w 2017 r. to ceny paliwa. Nie należy spodziewać się istotnego wzrostu cen ropy na rynku światowym, ale baza z 2016 r. jest bardzo niska, i to efekt niskiej bazy może nakręcać inflację.

Możemy zatem mieć w 2017 r. inflację tak na poziomie 1,0-1,1 proc., jak i na poziomie powyżej założonych w budżecie państwa 1,3 proc.

Autor: Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Na początku nowego roku nastroje na światowych rynkach finansowych są bardzo dobre, toteż najważniejsze indeksy giełdowe zakończyły miniony tydzień w kolorze zielonym. W Stanach, NASDAQ wzrósł o 2,6%, S&P500 umocnił się o 1,7%, a DJI o 1%. Z kolei w Europie, brytyjski FTSE250 wzrósł o 1,5%, a niemiecki DAX oraz francuski CAC40 zwyżkowały o 1%. Pierwszy tydzień 2017 r. przyniósł przede wszystkim solidną dawkę najnowszych danych makroekonomicznych. Większość odczytów z Eurolandu przewyższyło oczekiwania rynku m.in. usługowy indeks PMI (53,7 pkt), dynamika sprzedaży detalicznej (2,3% rdr), czy też niemal wszystkie indeksy zaufania. Ponadto, nie zawiodły indeksy PMI dla Chin. Niemniej, w centrum uwagi inwestorów znalazły się liczne publikacje z amerykańskiej gospodarki. Odczyty indeksów ISM oraz PMI były wyższe od prognoz rynkowych. Z drugiej strony, grudniowe payrollsy okazały się nieco rozczarowujące. Stopa bezrobocia wzrosła z 4,6% do 4,7%, natomiast zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym wyniosła 156 tys. względem konsensusu na poziomie 170 tys. Mimo wszystko słabsze dane z amerykańskiego rynku pracy nie przyczyniły się do deprecjacji dolara, ale w skali całego tygodnia osłabił się on względem euro oraz złotego. Inwestorzy poznali również protokół z ostatniego posiedzenia FOMC. Ten potwierdził jastrzębie nastawienie Fed oraz podtrzymał oczekiwania rynku co do stopniowego zaostrzania polityki monetarnej.

Miniony tydzień był także pomyślny dla inwestorów z Książęcej. Pomimo tego, że handel trwał zaledwie cztery dni (w piątek giełda była zamknięta ze względu na święto Trzech Króli), indeksy giełdowe poruszały się w kierunku północnym. W skali całego tygodnia, WIG20 wzrósł o 2,6%, mWIG40 o 0,2%, a sWIG80 o 1,1%. Pierwsze dni nowego roku były szczególnie udane dla banków i spółek z sektora paliwowego, których walory mocno zyskiwały na wartości. Z całą pewnością wsparciem dla indeksów okazała się publikacja przemysłowego indeksu PMI. Odczyt na poziomie 54,3 pkt był o 1,9 pkt wyższy od prognoz rynkowych. Co więcej, w ubiegłym tygodniu została dokonana zmiana na stanowisku prezesa GPW w Warszawie. Po roku pracy została odwołana Małgorzata Zaleska, którą zastąpił Rafał Antczak.

W bieżącym tygodniu na uwagę zasługują dane z Chin: inflacja PPI i CPI, bilans płatniczy oraz dynamika PKB w IV kwartale 2016 r. Ponadto, inwestorzy poznają dane dotyczące amerykańskiej sprzedaży detalicznej. W strefie euro odbędzie się publikacja stopy bezrobocia, indeksu Sentix, dynamiki produkcji przemysłowej oraz protokołu z ostatniego posiedzenia EBC. W Polsce RPP podejmie decyzję ws. stóp procentowych. Rynek nie spodziewa się zmian. Z kolei w piątek agencje ratingowe Fitch i Moody’s opublikują przeglądy ratingu kredytowego dla Polski.

Ubiegły tydzień przyniósł kontynuację wzrostów indeksu największych polskich spółek. W efekcie WIG20, pomimo nieco mniejszego wolumenu handlu, testował psychologiczną granicę 2000 pkt. Tym niemniej, starania rynku okazały się niewystarczające, toteż indeks blue chipów zakończył miniony tydzień na poziomie 1998 pkt. Warto zwrócić uwagę na oscylator RSI oraz oscylator stochastyczny – oba wskaźniki są mocno wykupione. Niewykluczone, że nadchodzące dni przyniosą korektę, która najprawdopodobniej zakończy niniejszą falę wzrostów. Najbliższe wsparcie znajduje się na poziomie 1957 pkt.

Tym razem warto zwrócić uwagę na układ techniczny walorów PKO BP. W skali całego tygodnia, cena akcji tegoż banku wzrosła o 7,7%. Kurs akcji w drugiej połowie 2016 r. rozpoczął pierwszą falę wzrostów, po której nastąpiła faza konsolidacji. Niemniej, początek 2017 r. przyniósł znaczące ruchy w kierunku północnym, które doprowadziły do przełamania oporu na poziomie 28,4 zł. Kolejna bariera znajduje się w okolicy 31,5 zł. Jednak należy podkreślić, że oscylator RSI jest mocno wykupiony, toteż w najbliższym czasie nie można wykluczyć korekty.

Autorzy: Zespół Zarządzający MM Prime TFI S.A.

Sprzedaż detaliczna wzrosła w czerwcu 2016 r. o 6,5 proc. r/r w cenach stałych, a o 4,6 proc. w cenach bieżących – podał GUS.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej podało, że od kwietnia 2016 r., gdy ruszył program 500+, do rodzin z dziećmi trafiło już 5 mld zł. Dane dotyczące sprzedaży detalicznej – te za czerwiec, a także te dotyczące 1. I 2. kwartału br. – pozwalają na wstępne wskazanie, na co te pieniądze zostały przez gospodarstwa domowe wydane.

Można mówić o dwóch grupach gospodarstw domowych korzystających z programu 500+. Pierwsza, zapewne o najniższym poziomie dochodów rozporządzalnych, zdecydowanie zwiększyła swoje wydatki w niewyspecjalizowanych sklepach, czyli głównie w super i hipermarketach. To efekt nie tylko potrzeb tych gospodarstw domowych, ale także profesjonalnego działania dużych firm handlowych, które polityką cenową (obniżaniem cen), a także nasiloną komunikacją skierowaną do klientów, zwiększyły swoją sprzedaż.

Druga grupa koncentrowała swoje wydatki na zakupie mebli, sprzętu RTV i AGD – w ciągu 1. kwartału sprzedaż detaliczna tych produktów wzrosła o 6,9 proc., a po 6 miesiącach wzrost ten wynosił już prawie 10 proc., a w samym czerwcu – ponad 14 proc. To zapewne grupa o nieco wyższych dochodach, która wykorzystała dostępne jej środki finansowe z programu 500+ na uzupełnienie lub wymianę dóbr trwałego użytku.

Wydatki realizowane przez gospodarstwa domowe w ciągu 3 miesięcy trwania programu 500+ pokazują „pierwsze” potrzeby rodzin z dziećmi. Nie mówią na razie, co oczywiste, nic o tym, czy i jak te środki będą inwestowane bezpośrednio w dzieci. A także o tym, czy będą wpływać pozytywnie na demografię. Bez wątpienia w kolejnych 3 miesiącach (lipiec-wrzesień) zwiększą się wydatki gospodarstw domowych na wakacje, a także na książki i przybory szkolne. Interesujące jest jednak to, co będzie dalej, jak będą lokowane pieniądze z programu 500+, gdy rodziny z dziećmi zaspokoją swoje „pierwsze” potrzeby. Czy uda się te pieniądze przekształcić w inwestycje, w edukację dzieci i czy będą zachętą do zwiększania dzietności. Warto, aby tak się stało.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Minister Finansów przekazał do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów projekt Ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej wraz z prośbą o procedowanie jej zgodnie z paragrafem 99 Regulaminu pracy Rady Ministrów w trybie odrębnym.

Nowy podatek od sprzedaży detalicznej jest realizacją zapowiedzi programowych Prawa i Sprawiedliwości sprzed wyborów. Zgodnie z nimi projekt Ustawy jest przedstawiany po konsultacjach, w których wzięli udział przedstawiciele branży handlowej. Wszystkie zgłoszone opinie zostały rozważone w trakcie konsultacji.

Podatnikami nowej daniny będą wszystkie sieci handlowe oraz sprzedawcy detaliczni. Przedmiotem opodatkowania będzie miesięczny przychód ze sprzedaży towarów. Kwota wolna od opodatkowania to 1,5 mln zł netto miesięcznie. Podatnicy, którzy nie przekroczą tej kwoty będą zwolnieni z podatku i nie będą obowiązani do składania deklaracji podatkowych.

Zgodnie z postanowieniami projektu podatek od sprzedaży detalicznej będzie podatkiem progresywnym ze stawką 0,7% obciążającą przychód nieprzekraczający w danym miesiącu kwoty 300 mln złotych oraz stawką 1,3% od nadwyżki przychodu ponad 300 mln złotych w tym miesiącu. Projekt przewiduje również stawkę – 1,9 % od przychodów ze sprzedaży detalicznej prowadzonej w soboty, niedziele i inne dni ustawowe wolne od pracy (to ostatnie kryterium odnosić się będzie do tych sprzedawców detalicznych, którzy na mocy przepisów będą prowadzili sprzedaż w takie dni).

Nie będą natomiast opodatkowane przychody z tytułu sprzedaży leków i wyrobów medycznych refundowanych. Definicją towaru nie zostaną również objęte posiłki przygotowywane przez zbywcę, gaz ziemny, woda, ciepło systemowe oraz energia elektryczna.

Spodziewane dochody budżetu państwa z tytułu nowej daniny to około 2 miliardów złotych w perspektywie 2016 roku. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami wpływy z tytułu podatku będą jednym ze źródeł finansowania programu „500 plus”, który przewiduje wypłatę świadczenia w wysokości 500 zł na drugie i każde kolejne dziecko.

Ministerstwo Finansów przewiduje także, iż wprowadzenie podatku spowoduje wzrost konkurencji na rynku handlu detalicznego. Odrzuca tym samym hipotezy o możliwości przerzucenia kosztów podatku na klientów sklepu. – Rynek handlu detalicznego jest tak nasycony, że podniesienie cen przez jednego przedsiębiorcę spowodowałby odpływ klientów do drugiego. Nie spodziewamy się zatem zbiorowego podniesienia cen – tłumaczy Paweł Szałamacha, Minister Finansów. Należy zauważyć, że stawka podstawowa 0,7% jest bardzo umiarkowana.

Przyjęty w projekcie model równego opodatkowania wszystkich sprzedawców detalicznych jest zgodny z prawem unijnym. Sama proponowana danina nie podlega Dyrektywie 2006/112/WE Rady z dnia 28.11.2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej, nie spełniając cech tego podatku.

Ustawa wejdzie w życie w ciągu 14 dni od ogłoszenia.

 

źródło: Ministerstwo Finansów

O 3 proc. (w cenach bieżących) wzrosła w marcu sprzedaż detaliczna w porównaniu do tego samego miesiąca ubiegłego roku, a w cenach stałych o 6,6 proc. – podał GUS.

Od maja 2014 r. wzrost sprzedaży detalicznej (w cenach bieżących) nie przekroczył 3 proc. r/r, a w cenach stałych od kwietnia 2014 r. nie przekroczył 6 proc. Dlatego marcowe dane są dobrym prognostykiem. Nawet uwzględniając fakt, że część wzrostu do efekt zakupów na święta Wielkanocne, które w tym roku wypadły na początku kwietnia.

Największą dynamikę wzrostu ,w cenach bieżących, wykazała sprzedaż żywności. Świetnie radziły sobie niewyspecjalizowane sklepy, czyli hiper i supermarkety. Gospodarstwa domowe robiły przedświąteczne zakupy już w marcu. Zapewne cześć tego popytu przełoży się pozytywnie również na wyniki sprzedaży detalicznej w kwietniu.

Mocno przyspieszyła, po dość słabym wzroście od początku 2014 roku (z wyjątkiem sierpnia) sprzedaż mebli, rtv i agd. Marcowy wzrost o 9,3 proc. w cenach bieżących i 10 proc. w cenach stałych sugeruje, że Polacy zaczynają chętniej niż dotychczas wydawać pieniądze i to wcale nie dlatego, że ceny  spadają.

Ciągle wysoką dynamikę sprzedaży wykazują branża tekstylna, odzieżowa i obuwnicza. Ale jest to okupione silnymi obniżkami cen, co już przekłada się na kondycję niektórych firm. Spadek sprzedaży samochodów wyhamował (nieznacznie zmniejszyła się baza). Może jeszcze nie w kwietniu, ale już w maju powinniśmy zobaczyć silniejsze wzrosty sprzedaży samochodów.

Jeśli marzec pokazał  wzrost skłonności do konsumpcji gospodarstw domowych, a nie jedynie  świąteczną aktywność, to spożycie indywidualne w tym roku będzie mocno wspierało wzrost PKB.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

EUR/USD nie zdołał obronić 1,06 i obecnie jest przy 1,0550. Silniejszy od euro jest funt, który stoi przed danymi o inflacji. Wejście w deflację na poziomie CPI zachwiałoby wiarą w tezę z Raportu Inflacyjnego, że kolejnym ruchem będzie podwyżka stóp.

USD/JPY po komentarzach stawiających pod znakiem zapytania sens kontynuacji luzowania jest pod 120,00. Waluty Antypodów są słabe przed danymi o tempie wzrostu Chin, które zostaną opublikowane w nocy (4:00 czasu polskiego).Złoty pozostaje silny, EUR/PLN jest jak przyklejony od 4,0, ale zagrożeniem jest potencjalne zaniepokojenie RPP jego aprecjacją i wzrost zmienności na giełdach, który wywołać mogą słabe wyniki amerykańskich spółek.

Publikacja dynamiki sprzedaży detalicznej w USA dawno nie budziła takich emocji jak dzisiejszy odczyt Po kilku słabych miesiącach konsensus zakłada dynamikę 1,1 proc. m/m. Od początku recesji jedynie dwukrotnie spodziewano się takiej lub wyższej wartości wskaźnika, i co ciekawe – w obu przypadkach publikacja z nawiązką pokonywała wysoko postawioną poprzeczkę oczekiwań. Za wysoką wartością publikacji przemawiają: wyśmienite nastroje gospodarstw domowych, wzrost cen paliw (ich dynamika winduje wskaźnik, ale poziom jest nadal niski, co sprzyja konsumpcji), wzrost przychodów Amerykanów oraz przede wszystkim wyjście spod wpływu zimy, która w lutym skłoniła część gospodarstw domowych do zmniejszenia wydatków w niektórych kategoriach. Dlatego też na poziomie „bazowym”, czyli z wyłączeniem aut i paliw również oczekiwana jest wysoka, 0,6 – proc. dynamika. Dlaczego dzisiejsze odczyty są tak istotne i budzą zainteresowanie, które porównać można jedynie z danymi z rynku pracy?

Rynek stopy procentowej wycenia, że prawdopodobieństwo pierwszej podwyżki stóp procentowych w czerwcu wynosi zaledwie 7 proc. Na początku tego roku kształtowało się ono na poziomie ponad 20 proc. Nie uważamy wprawdzie, że dojdzie do podniesienia kosztu pieniądza w czerwcu, lecz rynek zacznie się w większym stopniu liczyć z takim scenariuszem. Przypomnijmy, że dane makro zaskakują negatywnie najsilniej od dna recesji, więc seria dobrych odczytów trafi na podatny grunt i wywoła silną reakcję: umocni dolara wypychając rentowność dziesięciolatek ponad 2 proc. W tym samym czasie nieustannie i niejako wbrew polepszającej się sytuacji makro, a za sprawą QE spada rentowność długu państw strefy euro. W takim otoczeniu w średnim terminie trudno oczekiwać czegoś innego niż kontynuacji zniżek EUR/USD. Należy jednak zastrzec, że po spadkach w tempie „centa na dzień”, jedynie bardzo wysoka wartość wskaźnika będzie w stanie zepchnąć eurodolara do strefy wsparcia 1,0450 – 1,0470.

Sporządził: Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS Brokers

Według danych Polskiej Izby Handlu sprzedaż detaliczna w lutym 2015 roku w stosunku do lutego 2014 spadła o 2,5% , w stosunku do stycznia 2015 spadła o 3,8% – podała Joanna Chilicka, rzecznik prasowy Polskiej Izby Handlu.

Podane dane są szacunkowe i  opierają się na sondażu przeprowadzonym wśród właścicieli handlowych sieci detalicznych FMCG małego i średniego formatu, członków PIH (z wyłączeniem dyskontów i hipermarketów), stanowiących łącznie ok. 20 proc. rynku.

źródło: Polska Izba Handlu

Eksperci

Rozbicki: Czy polska gospodarka łapie zadyszkę?

Wbrew zapowiedziom agencja Moody’s we wrześniu nie opublikowała aktualizacji ratingu kredytowego dla...

Przasnyski: W inwestycjach lokalne przejaśnienia

Oczekiwane od dawna ożywienie inwestycji wciąż nie nabiera zadowalającego tempa, a sygnały są nadal ...

Lipka: “Opioidowa epidemia” dusi rynek pracy w USA

Mimo silnego popytu na pracę aktywność zawodowa Amerykanów jest niezwykle niska. W niektórych grupac...

Izdebski: Koreańskie ryzyko przyciąga kapitał do Polski

Chociaż pierwszy dzwonek w szkołach już wybrzmiał, wielu inwestorów nie wróciło jeszcze z wakacji. Ś...

Rupiński: Luksus w wydaniu on-line

Polski rynek dóbr luksusowych jest stosunkowo młody, jednak już możemy obserwować zachodzące na nim ...

WIADOMOŚCI

Polacy oczekują cyfrowego urzędu

Czterech na pięciu interesantów, by skorzystać z usług administracji publicznej, musi udać się do ur...

Pracodawcy niezadowoleni z budżetu Funduszu Pracy

Nie można zaakceptować archaicznej, niedostosowanej do wyzwań rynku pracy, formuły wykorzystania śro...

Pytania dotyczące kredytu studenckiego

Tylko do 20 października studenci, doktoranci, a także osoby ubiegające się o przyjęcie na studia mo...

Pracodawcy chcą przekazywać dane elektronicznie, ale mają własne propozycje

Najlepszym rozwiązaniem byłoby przejście do systemu elektronicznego przekazywania danych do Urzędu K...

Rząd zapowiada nowy podatek

Ryczałtowy podatek w wysokości około 300 zł miesięcznie za zatrudnienie pracownika sezonowego - taki...