poniedziałek, Grudzień 17, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "social media"

social media

Obecnie na rynku w wielu branżach jest znaczna konkurencja. Przedsiębiorstwa robią co mogą, by być lepszymi od innych. W rozwoju i ulepszaniu firmy warto wykorzystywać najnowsze technologie i narzędzia internetowe, których umiejętne użycie daje sporą przewagę na rynku.

Reklama internetowa

Do podniesienia poziomu sprzedaży w dużej mierze przyczynia się reklama w Internecie. Dzięki sieci można dotrzeć do szerokiego grona potencjalnych odbiorców, co nie byłoby możliwe bez użycia Internetu. Korzystając z tego kanału komunikacji, trzeba umiejętnie przygotować przekaz. Spoty internetowe muszą być krótkie, ale treściwe. Najlepiej wykorzystać element zaskoczenia. Zainteresowanie czymś użytkownika nie jest wcale proste, ale przemyślany przekaz może poruszyć miliony potencjalnych klientów. Ponad to, Internet daje możliwość docierania do osób, które są realnie zainteresowane kupnem usługi, albo produktu. Efekt ten jest osiągalny, dzięki personalizowaniu wyświetlanych treści.

Chmura

W dużym stopniu pracę w przedsiębiorstwie ułatwia też usługa chmury. Daje ona możliwość korzystania z  danych firmy wielu osobom jednocześnie. Dzięki temu nawet cały zespół może od razu pracować razem nad projektem. Poza tym, chmura umożliwia pracę zdalną, z każdego miejsca, gdzie mamy dostęp do Internetu. Firmy jak np.: host-exchange.pl , oferują całe zestawy usług usprawniających funkcjonowanie przedsiębiorstwa. Dzięki hostingowi, czyli korzystaniu z udostępnionego miejsca na serwerze wykonywanie prac trwa o wiele krócej. Przygotowywanie projektów, analiz jest efektywniejsze. Dzięki takim rozwiązaniom można owocnie wykorzystać czas i sprawić, że firma będzie się rozwijać.

Strona internetowa i fanpage

Obecnie rozwój przedsiębiorstw w wielu przypadkach związany jest również z obecnością w social mediach. Konto na Facebooku czy Twitterze, a także na Instagramie, to już nie tylko możliwość, ale raczej konieczność. Dzięki nim firmy komunikują się ze swoimi potencjalnymi odbiorcami i reklamują swoje produkty. Media społecznościowe to ogromne narzędzie, które trzeba odpowiednio wykorzystywać. Posty muszą być publikowane regularnie, poza tym, w wielu przypadkach najlepiej jeśli będą aktywizowały one odbiorców. Efektywne prowadzenie kont, opiera się na rozumieniu algorytmów rządzących social mediami. Dodatkowo, każde przedsiębiorstwo, które chce być konkurencyjne na rynku musi posiadać profesjonalną stronę internetową. Witryna również powinna być stworzona zgodnie z obowiązującymi trendami, by zachęcała użytkownika do odwiedzenia i polecenia kolejnym potencjalnym odbiorcom. Najlepiej jeśli projekt strony będzie opierał się na prostocie, która jest aktualnie najmodniejsza w web designie.

Jak widać Internet daje ogromne możliwości rozwoju firmy. Chcąc utrzymać się w czołówce najlepszych w branży trzeba korzystać z nowych technologii i narzędzi, które oferują.

Najbardziej mobilnymi konsumentami są osoby zainteresowane pożyczkami i wymianą walut. Zainteresowanie bankowością mobilną jest stabilne od dłuższego czasu – kolejne wyniki insightu IRCenter nt. obecności banków, pożyczkodawców, ubezpieczycieli i kantorów w internecie.

Celem badania było sprawdzenie, jak poszczególne podmioty radzą sobie w kontekście działań online – o których firmach dyskutuje się najwięcej, które są najczęściej wyszukiwane przez internautów i przy użyciu jakich urządzeń. Dodatkowo przeanalizowano, w jaki sposób odbywa się ruch na ich stronach internetowych oraz jaka jest popularność ich aplikacji mobilnych.

Widoczna w wielu branżach tendencja ”szybciej, lepiej, online” jest zauważalna również w bankowości i u pożyczkodawców. Internauci bardzo chętnie korzystają z możliwości internetowego dostępu do swoich kont i zależy im na szybkości pozyskania dodatkowych pieniędzy.

Trend ten nie ma jednak dużego znaczenia w przypadku ubezpieczycieli – konsumenci w Internecie zainteresowani są przede wszystkim konkretnymi produktami i poszukują opinii oraz rekomendacji. Jest to związane z faktem, iż wybór ubezpieczyciela odbywa się w sposób bardziej precyzyjny, ostrożny i z uwzględnieniem oszczędności pieniędzy. Potwierdza to częste korzystanie z porównywarek ofert.

Z jednej strony internauci nie szukają coraz częściej informacji o bankowości mobilnej, ale z drugiej – dla wielu banków mobile jest już powszechnym kanałem komunikacji z klientem. Najczęściej używanymi obecnie aplikacjami bankowymi są produkty mBanku, BZ WBK i ING Banku. Co ciekawe, w przypadku dwóch ostatnich podmiotów rozwiązania na smartfony są częściej używane są przez kobiety.

Najbardziej digitalowymi bankami (patrząc na zachowania internautów) są mBank, INGBank, Alior Bank i Bank Millennium. Użytkownicy zainteresowani tymi podmiotami często korzystają z nowych technologii, używają wyszukiwarek na smartfonach i tabletach oraz odwiedzają strony banków. W dużej mierze trafiają na nie przez domeny pośredników transakcji finansowych, jak np. PayU, co świadczy o wyróżniającej się intensywności zakupów dokonywanych przez Internet.

Wśród ubezpieczycieli i pożyczkodawców najczęściej wyszukiwanymi podmiotami są Vivus (200 tyś. wyszukań miesięcznie) i PZU (135 tyś. wyszukań miesięcznie) (dla porównania – mBank jest wyszukiwany średnio miesięcznie 2240 tyś. razy miesięcznie). Wśród ubezpieczycieli, elementami zwiększającymi zainteresowanie poszczególnymi firmami są informacje giełdowe i kampanie marketingowe (prawie połowa wszystkich treści wygenerowanych w mediach społecznościowych w ciągu ostatniego roku dotyczyła tej marki). PZU jest najczęściej wyszukiwanym ubezpieczycielem w Google, a jego strona internetowa jest najchętniej odwiedzaną domeną w kategorii. Na strony internetowe ubezpieczycieli użytkownicy głównie kierują się z portali informacyjnych, porównywarek ofert oraz z innych domen powiązanych z daną firmą.

Pożyczkodawcy są częściej wyszukiwani na urządzeniach mobilnych i tabletach, niż ubezpieczyciele (co sugeruje, iż zainteresowani takimi ofertami należą do młodszej grupy klientów). Dodatkowo są to osoby, które chętnie klikają w banery reklamowe, linki sponsorowane i zwracają uwagę na maile ofertowe. Potwierdzają to źródła ruchu na stronach internetowych pożyczkodawców. Informacją określającą tą grupę konsumentów jest też fakt, iż część przekierowań na stronę konkretnej firmy ma miejsce z portali o charakterze tabloidowym.

Kantory internetowe to kategoria, która ma największy potencjał dla działań mobilnych (wyszukiwanie informacji o poszczególnych markach kantorów w Google. Na zainteresowanie kantorami online najbardziej wpływają zmiany kursów walut, wpisy na blogach finansowych i portalach internetowych. W tej kategorii zdecydowanym liderem jest Cinkciarz.pl.

Kiedy i gdzie internauci zaczynają wzajemnie ze sobą dyskutować w efekcie postów marek i mediów na Facebooku? 

W założeniu marki w social media mają wywoływać rozmowy – sytuacje, w których wielu ludzi rozmawia ze sobą. Ale czy marki wywołują dyskusje bezpośrednio pod swoimi postami? Czy w odpowiedzi na post marki ludzie rzeczywiście zaczynają ze sobą rozmawiać?

Marki żyją obecnie w komunikacyjnym paradygmacie „jeden do wielu” – jeden post jest skierowany od pojedynczych osób, a te mają odpowiadać bezpośrednio marce. To znaczy, że jest wiele bezpośrednich mikro rozmów, a ludzie nie mają się „skrzykiwać” między sobą. Marce tak jest lepiej – łatwiej jest zarządzać wieloma mikrodyskusjami, niż większymi debatami internautów.

Na ten model pomiaru nastawione są narzędzia do analityki social media – porównują fanpage pod względem liczy komentarzy pod postami lub czasy odpowiedzi marek na posty odwiedzających fanpage. Nie prezentują jednak wskaźników wielkości i jakości dyskusji – mówiących o tym, jak wiele osób zaczyna ze sobą dyskutować w efekcie treści opublikowanych przez markę.

To nie jest gra dla początkujących social media managerów. Pozytywne scenariuszejakościowej dyskusji dla marki, to zbiorowe konkursy, w których odbiorcy postów są proszeni o wzajemne interakcje – mówią coś do siebie (łańcuszki) lub kreatywne pytania, które powodują, że odbiorcy odwołują się do wzajemnych doświadczeń. Negatywne scenariusze, to kiedy użytkownicy Facebooka skrzykują się między sobą i amplifikują negatywne emocje lub oceny. Warto pamiętać, że pozytywne emocje mogą się rozprzestrzeniać tak samo szybko, jak negatywne (chociaż rzadziej, bo bądź co bądź jesteśmy narzekającym społeczeństwem).

Najmniej wzajemnych dyskusji wywołują treści publikowane przez sportowców (Łukasza Piszczka i Roberta Lewandowskiego) i PlayStation Polska. Chociaż sport to najlepszy przykład zbiorowych emocji, to jak się okazuje, odbiorcy postów wcale ze sobą nie rozmawiają, tylko każdy krzyczy coś oddzielnie.

Użytkownicy Facebooka najczęściej zaczynają wzajemnie dyskutować – w efekcie komunikacji marek i mediów – reagując na wydarzenia. Telewizja wpisuje się tutaj w tradycyjną rolę – na video internauci najrzadziej reagują spontaniczną / wzajemną dyskusję.

Spadek zasięgów organicznych na Facebooku jest cały czas gorącym tematem w branży marketingowej. W ostatnim czasie platforma testowała rozwiązanie, w którym posty publikowane przez strony zostały przeniesione do nowego feedu. Jak wygląda sytuacja spadających zasięgów w Polsce? 

Globane testy Facebooka

W październiku branżą social media wstrząsnął artykuł opublikowany przez Słowacką firmę, która opisała skutki, jakie przyniosło eksperymentalne wprowadzenie w kilku krajach zmian w wyświetlaniu postów stron na Facebooku. Serwis testował rozwiązanie, w którym wszystkie posty publikowane przez strony, zostały przeniesione z głównego feedu do osobnego, nazwanego „Explore Feed”. W efekcie nastąpił drastyczny spadek zasięgów organicznych postów publikowanych przez strony. Facebook dosyć szybko odniósł się do tych danych informując, iż był to tylko jeden z wielu testów różnych rozwiązań, które firma stale prowadzi i w najbliższym czasie nie planują wdrożenia takiego rozwiązania.

Sytuacja w Polsce

NapoleonCat poddał analizie 100 największych stron facebookowych polskich blogów i blogerów w okresie od 2 sierpnia do 19 listopada. W tym czasie na badanych stronach opublikowanych zostało 15 673 postów, które zgromadziły 2 176 872 interakcji (reakcje, komentarze i udostępnienia). W pierwszym dniu analizy łączna liczba fanów tych stron wynosiła niemal 32,8 miliona fanów, zaś w ostatnim – 33,1 miliona. Zanotowały więc łącznie 1-procentowy wzrost liczby fanów. Największa z badanych stron miała niemal 2 miliony fanów, a najmniejsza – nieco ponad 100 tysięcy.

Analiza, podobnie jak ta wspomniana wcześniej, wykonana dla stron słowackich została oparta na liczbie interakcji do postów, które są bezpośrednio skorelowane z ich zasięgiem. Już w 2014 roku firma NapoleonCat przeprowadziła badanie, które wykazało silną korelację pomiędzy tymi dwoma danymi, a zatem bezpiecznie można założyć, iż większa liczba interakcji oznacza większy zasięg organiczny i odwrotnie. W obecnej analizie pod lupę została wzięta średnia liczba interakcji na post dzień po dniu, od sierpnia do połowy listopada bieżącego roku.

Niestety, wyniki nie napawają optymizmem. Jak pokazuje powyższy wykres, średnia liczba interakcji na post systematycznie spada, co potwierdza stały i systematyczny spadek zasięgów organicznych postów publikowanych przez strony na Facebooku. Nawet jeśli publikowane są one przez strony blogów, które przecież mają bardzo liczne i zaangażowane społeczności.

O ile w pierwszym tygodniu, poddana analizie średnia liczba interakcji na post wynosiła 1 439, o tyle w ostatnim tygodniu już tylko 1 009. Oznacza to 30-procentowy spadek średniej liczby interakcji, a zatem także zasięgów. I to tylko na przestrzeni trzech i pół miesiąca. Warto przypomnieć, że w tym okresie liczba fanów badanych stron wzrosła o 1%.

Trzeba się pogodzić z dalszym spadkiem zasięgów organicznych stron. O uwagę wciąż rosnącej, choć już nie tak dynamicznie jak wcześniej, rzeszy użytkowników Facebooka konkuruje bowiem coraz większa liczba stron zakładanych przez marki, wydawców i inne podmioty. Co więcej, wydatki reklamowe na Facebooku rosną bardzo szybko, a to oznacza duży wzrost liczby postów sponsorowanych (reklam). Wypierają one siłą rzeczy treści publikowane organicznie. Jak pokazuje badanie, ofiarami stają się nie tylko właściciele facebookowych stron komercyjnych, lecz także blogerzy i inni prywatni twórcy treści.

Jak co roku, branża marketingowa staje przed wyzwaniem planowania świątecznych działań dla marek. W każdym sezonie chce to zrobić lepiej niż w poprzednim, a w dodatku lepiej niż konkurencja. Co zrobić, żeby kampania przyniosła oczekiwany wynik? 

Artykuł nie będzie zawierać tricków ani złotych środków, bo ich po prostu nie ma. Wskażę natomiast, jak na co dzień mierzyć się z takimi zadaniami.

  1. Wyznacz cele

Aby osiągnąć zamierzone cele, to najpierw należy je określić. Im precyzyjniej to zrobisz, tym jaśniejsza droga będzie się przed Tobą rysować. Ponieważ podejmiesz inne działania gdy cele są czysto sprzedażowe, a inne gdy działasz wizerunkowo. Chcesz by klienci przyszli i kupili, czy by mówili o Twojej akcji przez całe święta? Określ jaki ma być efekt kampanii. Jak chcesz by postrzegali Cię klienci? Jeśli cel będzie sprzedażowy, to koniecznie musisz pójść o krok dalej, aby impulsywny świąteczny zakup zmienić docelowo w regularne zakupy.

  1. Analiza wcześniejszych działań

Przygotuj się odpowiednio. Sprawdź, co robiłeś w latach ubiegłych i jakie były tego rezultaty. Przeanalizuj jakie były słabe, a jakie mocne strony poprzednich działań. Zweryfikuj co można było zrobić lepiej. Czasem nie warto zwalczać dobrej idei, a zrobić ją po prostu lepiej. Pamiętaj, że marka posiada fanów, bo dostarcza im od lat pewne wartości. I to ta przewidywalność jest jej mocną stroną. Dla jednego z naszych klientów, co roku organizujemy akcję w której realizujemy życzenia dzieci i za każdym razem mamy większe zaangażowanie. Fani wiedzą bowiem, jakie wartości są ważne dla marki, którą śledzą. Sprawdź też co zrobiła konkurencja i jak zareagowali na to jej fani. Jakie były komentarze, Jak dużo osób wzięło udział. Spisz to wszystko i wyciągnij wnioski. Być może właśnie teraz w Twojej głowie powstaje zarys kampanii? Aby wybrać ten najlepszy, musisz pamiętać jeszcze o kilku rzeczach:

  1. Social media żyją emocjami

Jeśli dostarczysz odbiorcom odpowiedniej dawki emocji, to zyskasz ich uwagę. W 2016 roku królował filmik Allegro – „Czego szukasz w Święta?”. Na pozór zwykła historia użytkownika serwisu, ale opowiedziana w zupełnie nowej formie. Działając w mediach społecznościowych najlepiej wsłuchać się w wypowiedzi klientów. A przy okazji Świąt może uda się komuś pomóc lub zrealizować czyjeś marzenie. Jedno jest pewne – Twoja kampania zdecydowanie powinna posiadać świątecznego ducha.

  1. Branding

Pamiętaj o brandingu. Świąteczne działania powinny sprawić by użytkownicy mediów społecznościowych mogli być dumni z marki i przekazywali content, który będzie krążył w sieci promując konkretną firmę. Tylko nie rób tego nachalnie. Pamiętaj, że media społecznościowe to przede wszystkim użytkownicy, tym bardziej planując działania z okazji Świąt warto świadomie oddać je w ich ręce. Właśnie wtedy mają szansę okazać się najbardziej skuteczne.

  1. Szerowalność

Zadbaj o to, by użytkownicy mogli i chcieli udostępniać Twój content. Jeśli to osiągniesz, zasięg działań może przerosnąć Twoje oczekiwania. Będzie też miernikiem efektywności kampanii. Warto więc pochylić się wcześniej nad tym elementem. Jeśli odpowiednio zaplanujesz dany mechanizm działań i dobrze trafisz w oczekiwania klientów, to dotrzesz do większej liczby odbiorców. W innym przypadku, konieczne będzie większe wsparcie mediowe.

Także do pracy! Niedługo bowiem okaże się, kto w tym roku wygra świąteczne Internety.

A na koniec nie zapomnijcie zmierzyć wyników!

 

Autor: Michał Chrościcki, Analyst & Strategy Planner Mint Media.

Sztuczna inteligencja (AI) jest już dziś częścią rzeczywistości biznesowej, a w najbliższych latach należy spodziewać się, że w znaczącym stopniu będzie decydować o konkurencyjności firm. Aż 37 proc. przedsiębiorstw już w tej chwili wykorzystuje sztuczną inteligencję dzięki dostępnym na rynku rozwiązaniom jak np. CRM. Kolejnych 22 proc. planuje zrobić to w najbliższym czasie.

Przełom w technologii cloud, social media oraz mobile dały klientom dostęp do informacji oraz możliwości wyboru, a także elastyczność większą niż kiedykolwiek wcześniej. W rezultacie ponad połowa konsumentów (58 proc.) przyznaje, że technologia znacząco zmieniła ich oczekiwania wobec tego jak przedsiębiorstwa powinny się z nimi komunikować – 55 proc. z nich liczy na personalizację oferty. Co piąty klient oczekuje, że do 2020 roku, firmy będę wyprzedać jego potrzeby i zgodnie z nimi sugerować odpowiedni produkt. Co więcej, ponad połowa klientów deklaruje, że zmieni markę, jeśli ta nie spełni ich potrzeb.

Big data odpowiedzią na personalizację

Personalizacja nie jest możliwa bez danych dotyczących zachowań i wyborów klientów. Samodzielnie nie da się przeanalizować wszystkich dostępnych danych oraz wyciągnąć na ich podstawie odpowiednich wniosków – szczególnie przy ogromnej liczbie klientów. Według badania Salesforce tylko 12 proc. działów obsługi klienta oraz 18 proc. z działów sprzedaży ocenia swoje umiejętności do gromadzenia wiedzy na temat cyklu życia klienta, jako doskonałe bądź wybitne.

Tutaj z pomocą przychodzi sztuczna inteligencja. Na rynku pojawiają się systemy, które dzięki rozwiązaniom oferującym zaawansowane mechanizmy analityczne, nie tylko podpowiadają określone rozwiązania w oparciu o analizę danych, ale także pokazują prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu przy zastosowaniu zaproponowanych rozwiązań. Przykładem jest np. system Einstein – szuka on wzorców w posiadanych danych oraz rekomenduje kolejne kroki, jakie powinniśmy podjąć – mówi Jan Michalski, Lider Salesforce w Deloitte Digital

Korzyść dla konsumentów

Inteligentna sprzedaż zwiększa wydajność i skraca czas pracy zespołom ds. sprzedaży i obsługi klienta. 80 proc. oddziałów korzystających z metod opartych na AI, przyznaje, że ma ona pozytywny wpływ na produktywność ich przedstawicieli handlowych, a 74 proc. z nich odnotowuje wzrost sprzedaży. Co jednak ważniejsze, sztuczna inteligencja pozwala firmom, budować trwałą i pogłębioną relację z konsumentami. Jest to możliwe, bo systemy oparte o AI mogą czasie rzeczywistym gromadzić informacje o klientach i podejmować z nimi indywidualny dialog – na masową skalę. 83 proc. sprzedawców, którzy korzystają z inteligentnej sprzedaży, odnotowało, iż pozwoliła im ona „zatrzymać klientów”. Natomiast 80 proc. przyznało, że umożliwiło im pielęgnowanie relacji z klientami (również tymi potencjalnymi).

AI zabierze miejsca pracy?

Często się mówi, że sztuczna inteligencja zastąpi pracowników, chociaż już w tym roku Gartner powiedział, że wcale tak nie będzie. Sztuczna inteligencja tak jak maszyny parowe albo Windows spowoduje wybuch kolejnych miejsc pracy i jej nowych rodzajów, o których dzisiaj jeszcze nie wiemy. Na przykład osoby, które będą trenować sztuczną inteligencję albo wymyślać nowe sposoby ich użycia. AI nie zastąpi sprzedawców, a e wspomagać sprzedaż podpowiadając np. jaki następny produkt mogą zaproponować klientowi i jak go przedstawić w sposób bardziej interesujący – mówił w newsrm.tv Jan Michalski.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Promocja biur rachunkowych w social media, kontrowersyjne zmiany w prawie podatkowym czy praktyczne warsztaty z obsługi najnowszych funkcji aplikacji wspierającej nowoczesną księgowość. Tak wyglądała pierwsza odsłona cyklu konferencji zorganizowanych przez SaldeoSMART, przeznaczona dla księgowych i osób związanych z branżą finansowo-rachunkową.

Żyjemy w zdigitalizowanym społeczeństwie i jako producent aplikacji księgowej zdajemy sobie sprawę z tego, że zmiany zachodzące w branży księgowości są coraz bardziej dynamiczne i wymagają odpowiednich rozwiązań systemowych. Konferencje były odpowiedzią na rosnącą potrzebę wymiany doświadczeń na temat naszego oprogramowania, a także wskazania na obszary, które warto rozwijać, aby w pełni sprostać rosnącym wymaganiom wobec biur rachunkowych. Chcieliśmy również opowiedzieć o planach na przyszłość i nowych funkcjach, o które już wkrótce poszerzymy ofertę – mówi Edyta Wojtas, wiceprezes zarządu i analityk biznesowy w BrainSHARE IT.

Twarzą w twarz z cyfryzacją

Każde z konferencyjnych wydarzeń zainaugurowało podsumowanie głównych zmian w aplikacji SaldeoSMART połączone z praktycznymi warsztatami doskonalenia ich obsługi. Uczestnicy poznawali tajniki nowoczesnego prowadzenia firmowej kasy oraz efektywnego przekazywania informacji klientom biur rachunkowych.

Takie spotkania są znakomitą okazją do zgłębienia wiedzy na temat oferowanych przez SaldeoSMART funkcjonalności. Z doświadczenia wiemy, że mimo częstych komunikatów o dostępnych aktualizacjach i rozszerzeniach nasi klienci nie zawsze mają czas na dokładnie zapoznanie się z nowymi możliwościami aplikacji – podkreśla Krzysztof Wojtas, prezes zarządu i architekt systemu SaldeoSMART w BrainSHARE IT.

– Bardzo udana konferencja. W trakcie jej trwania w bardzo przystępny sposób zostały zaprezentowane funkcjonalności SaldeoSMART. Konferencja stała się też dobrą okazją do wymiany doświadczeń z innymi użytkownikami programu. Polecam uczestnictwo w kolejnych edycjach – podsumowuje Mariusz Raszczyk z Kancelarii Doradców Podatkowych „Verum” s.c.

Podczas konferencji uczestnicy wzięli również udział w szkoleniu z obecności i promocji biura rachunkowego w mediach społecznościowych oraz panelu dyskusyjnym poświęconym Jednolitemu Plikowi Kontrolnemu i planowanym zmianom w VAT.

Ważnym punktem programu była prezentacja poświęcona ułożeniu współpracy z dużą spółką i wymagającym klientem, a także przedstawienie planów rozwojowych systemu SaldeoSMART.

– Od początku zależy nam przede wszystkim na tym, aby system spełniał realne potrzeby naszych klientów. Dyskusja, która towarzyszyła prezentacji dotyczącej zastosowaniu elektronicznego obiegu dokumentów, pozwoliła nam nie tylko lepiej poznać oczekiwania użytkowników wobec aplikacji SaldeoSMART, ale też ustalić priorytety we wdrażaniu planowanych nowości w programie – tłumaczy Edyta Wojtas.

– Spotkanie się i podsumowanie zmian w programie było bardzo cenne. To było dla mnie okazja, żeby dowiedzieć czegoś nowego – nie tylko o nowościach, ale także o funkcjach, z których korzystamy już od dawna – ocenia Piotr Cybula z Kancelarii Biegłego Rewidenta „PC – PARTNER”.

 

Źródło:  materiały prasowe firmy

W związku ze stale rosnącą liczbą firm w internecie wydawać by się mogło, że prowadzenie biznesu online to przyjemny i stabilny sposób na zarabianie pieniędzy. Jedynie ten, kto ma praktycznie doświadczenie w tym temacie i sam próbował „rozkręcić” firmę s internecie wie, ile pułapek kryje w sobie takie myślenie. Prowadzenie działalności online to nie tylko założenie strony internetowej. To przede wszystkim  marketing  w sieci, dbanie o widoczność witryny i pozyskiwanie nowych klientów, jednak  w gąszczu wielu spraw, które spoczywają na właścicielu firmy, nie trudno jest o tym zapomnieć i  popełnić błąd. O błędach w marketingu internetowym, jakie czyhają na właścicieli firm opowiemy w dzisiejszym artykule.

Brak zdefiniowanych celów działania

Brak jasno postawionych celów to jeden z podstawowych i największych błędów marketingu internetowego. Zanim rozpoczniesz promocję swojej firmy w sieci, musisz ustalić jakie są Twoje cele i dobrać zestaw wymiernych wskaźników, które pomogą Ci w śledzeniu postępów w ich realizacji. Bez tego nigdy nie będziesz w stanie zmierzyć osiąganych wyników i określić obszarów, w których Twoje kampanie marketingowe wymagają wsparcia lub zmiany strategii.

Brak zdefiniowanej grupy docelowej

Nawet jeśli stworzysz wartościową treść, nie zwiększysz zaangażowania ani świadomości marki wśród użytkowników, nie mówiąc już o pozyskaniu klientów, jeśli nie wypromujesz jej wśród właściwych odbiorców. Aby dotrzeć do właściwej grupy docelowej, musisz ją najpierw zdefiniować. Nie opieraj się tylko na swoich przekonaniach, ale na realnych zachowaniach Twoich odbiorców. Śledź użytkowników, którzy odwiedzili Twoją stronę i zbieraj informacje o ich zachowaniach. Możesz również wykorzystać narzędzia na portalach społecznościowych, które dostarczają informacji demograficznych o Twoich odbiorcach, dzięki czemu możesz kierować reklamy według wieku, płci i zainteresowań.

Brak personalizacji w działaniach marketingowych

Brak personalizacji lub niewłaściwa personalizacja to błąd, którego marketing nie wybacza. Obecny sposób konsumowania treści w internecie przez użytkowników zwyczajnie wymaga od nas personalizacji. Dzięki zastosowaniu jej w swoich komunikatach, sprawiasz, że użytkownik w czasach, gdy liczba docierających do niego treści rośnie, ma poczucie, że te są  stworzone z myślą o nim i zgodne z jego zainteresowaniami. Pomagasz mu w ten sposób podjąć decyzję i wybrać spośród wielu napływających działań właśnie Twoje. Według badań marketerzy odnotowują około 20% wzrost dzięki personalizacji.

Brak aktualizacji strony

Brak aktualizacji strony wpływa nie tylko na brak zainteresowania nią użytkowników, ale także na spadek jej pozycji w wynikach wyszukiwania.  Podstawą jeśli chodzi o pozycjonowanie stron jest aktualizacja treści na stronie jak i podążanie za wszelkimi innowacjami technicznymi, czyniącymi strony szybszymi i bardziej przyjaznymi użytkownikowi. Wyobraź sobie, że wchodzisz na stronę sklepu, w którym na stronie głównej widnieje informacja o zeszłorocznej kolekcji czy promocji aktywnej trzy miesiące temu. Dam sobie rękę uciąć, że wzbudzi to Twoją podejrzliwość i spowoduje brak zaufania.

Ignorowanie SEO

Wielu właścicieli szczególnie małych firm ignoruje SEO wychodząc z błędnego założenia, że pozycjonowanie działa tylko w przypadku dużych firm i ogromnych nakładów finansowych. Tymczasem jedna z najpopularniejszych wyszukiwarek na świecie – Google, cały czas dostarcza nowe narzędzia do promowania i pozycjonowania firm lokalnych. Wysoka widoczność w wyszukiwarce to skuteczny sposób na wzrost ruchu na Twojej stronie i pozyskanie klientów.  Niektóre działania SEO jesteś w stanie z powodzeniem przeprowadzić sam, jednak całościowe pozycjonowanie to proces wymagający regularnych działań, monitorowania i analizy wyników, dlatego najlepszym rozwiązaniem jest powierzenie tego doświadczonej agencji marketingu internetowego.

Niedocenianie znaczenia mobile

Kiedy dookoła każdy ekspert z dziedziny marketingu krzyczy, że dostosowanie działań pod użytkowników urządzeń przenośnych to obowiązek, aż trudno uwierzyć, że są jeszcze firmy, które to ignorują. Nadal się jednak tak zdarza i jest to olbrzymi błąd. Przede wszystkim dlatego, że są branże, w których ruch na stronę z urządzeń przenośnych wynosi nawet 50%. Nieprzystosowanie do tego typu urządzeń oznacza wykluczenie wielu potencjalnych klientów.

Bycie antyspołecznym w mediach społecznościowych

Bardzo często zdarza się, że marketingowcy zapominają o tym, że social media to miejsce na dialog i interakcję, a nie jedynie emitowanie komunikatów. Media społecznościowe jak sama nazwa wskazuje to dynamiczne platformy do socjalizowania. Jeśli jednak firma wykorzystuje je tylko do publikowania treści, to nie ma szans na osiągnięcie celów, do których social media zostały stworzone. Wchodząc w interakcję ze swoją społecznością, angażujesz ich i zachęcasz do powrotu na Twój profil i przede wszystkim możesz dowiedzieć się więcej o ich oczekiwaniach. Social media są doskonałym sposobem na pogłębienie relacji z potencjalnymi i obecnymi klientami i wzbudzenie w nich zaufania oraz zbudowanie lojalności wobec Twojej marki.

Niemierzenie efektów

Chcąc prowadzić skutecznie działania, sformułowanie „niemierzenie efektów” nie istnieje. Wszelkie prowadzone kampanie i akcje wymagają regularnej kontroli i mierzenia efektów. Tylko na tej podstawie jesteśmy w stanie zweryfikować, co przyniosło oczekiwane rezultaty i dzięki temu planować skuteczne kampanie w przyszłości.

 

 

materiał partnera

Konsumenci coraz częściej są skłonni wydawać pieniądze na transmisję wideo online. Jak pokazuje badanie Deloitte „Digital Democracy Survey”, prawie połowa (49 proc.) konsumentów w Stanach Zjednoczonych subskrybuje płatne usługi transmisji strumieniowej. Co trzeci przedstawiciel pokolenia Z i Y (milenialsi) przyznaje, że serwisy społecznościowe są dla nich głównym źródłem informacji, a 70 proc. milenialsów używa ich do komunikacji z markami. Wraz z nowymi formatami, rozwijają się nowe sposoby konsumpcji treści. Jednym z nich jest binge-watching, czyli oglądanie serialu lub programu po kilka odcinków z rzędu lub cały sezon na raz. Prawie trzy czwarte (73 proc.) badanych zadeklarowało, że ogląda treści wideo w ten sposób.

Jak pokazuje badanie Deloitte, 40 proc. milenialsów (dzisiejsi 20- oraz 30- latkowie) oraz pokolenia Z (urodzeni po 2000 roku) regularnie ogląda seriale oraz programy telewizyjny „seryjnie”. W praktyce oznacza to, że oglądają oni średnio sześć odcinków (około 5 godzin) jednorazowo. Ponieważ binge-watching staje się coraz popularniejsze, reklamodawcy i marketerzy stają przed wyzwaniem, jak dotrzeć do swoich odbiorców, wykorzystując ten trend. – Jednym z wielu rozwiązań jest bardziej strategiczne lokowanie produktów w treściach, które są oglądane „seryjnie”, a które często są pozbawione reklam. Innym jest wypuszczenie pełnometrażowych filmów jako mini-seriali, aby uczynić je bardziej atrakcyjnymi – mówi Krzysztof Przybysławski, Digital Media Director z Deloitte Digital. – Oczywiście, pozostaje również rozwijanie nowych platform, które umożliwią zarabianie na fenomenie zjawiska binge-watching – dodaje. Mainstreamowe social media? Co wpływa na podejmowanie decyzji zakupowych konsumentów dotyczących różnego rodzaju dóbr i usług? Według badania Deloitte, dla pokoleń Z i Y kluczowe znaczenie mają rekomendacje w portalach społecznościowych. Tym samym ich wpływ jest dużo większy niż reklam telewizyjnych. 27 proc. przedstawicieli pokolenia Z przyznaje, że polecenie online przez osobę z kręgu jej znajomych w social mediach, w wysokim stopniu pomaga podjąć im decyzje o kupnie danego produktu lub usługi. Dla porównania, w przypadku reklam telewizyjnych, takiego zdania jest jedynie 18 proc. ankietowanych.

W przypadku telewizyjnych spotów reklamowych, dodatkowym wyzwaniem jest sam sposób ich oglądania. Mianowicie, blisko 99 proc. ankietowanych z pokolenia Z oraz milenialsów przyznaje, że w trakcie oglądania telewizji wykonuje inne czynności. Jak pokazuje badanie Deloitte, patrząc w ekran, średnio zajmujemy się czterema innymi rzeczami. – Gdy firmy decydują się na tę formę reklamy, muszą mieć świadomość, że wskaźniki oglądalności to nie wszystko. Włączony telewizor nie gwarantuje uwagi widza. Planując kampanię reklamową, marki muszą uwzględnić siłę rekomendacji w social mediach – mówi Michał Owczarek, Creative+Strategy Director w Deloitte Digital.

Portale społecznościowe jako źródło informacji

Jak wynika z badania Deloitte, 84 proc. konsumentów w Stanach Zjednoczonych korzysta z portali społecznościowych (ponad 90 proc. z pokolenia Z oraz milenialsów). Wykorzystują oni social media do odkrywania nowych programów – pokolenie Z i milenialsi wskazują, że portale społecznościowe są do tego bardziej skutecznym narzędziem niż reklamy telewizyjne. Co więcej, co trzeci z nich przyznaje, że serwisy społecznościowe traktuje jako główne źródło informacji, podczas gdy telewizję wskazało 21 proc. badanych w tej grupie wiekowej. Natomiast biorąc pod uwagę wszystkich respondentów, dla 40 proc. jest ona najpopularniejszą platformą informacyjną. Portale społecznościowe dają okazje markom do bezpośredniego komunikowania się ze swoimi klientami. Według badania Deloitte, blisko połowa (45 proc.) konsumentów w USA deklaruje, że czuje się bardziej związana z firmą i brandem, jeżeli angażuje się w sieci społecznościowe. 70 proc. milenialsów porozumiewa się z korporacjami za pomocą mediów społecznościowych. Prawie trzy czwarte z nich uważa, że jest to bardziej efektywny sposób niż rozmowa telefoniczna. – Pokolenie wychowane w świecie nowych technologii świetnie wykorzystuje je, aby osiągnąć swoje cele. Media społecznościowe przynoszą korzyści obu stronom – zarówno markom, jak i odbiorcom. Natomiast nieodpowiednio stosowane mogą zrodzić wiele pytań i wątpliwości. Gdy firmy nie odpowiadają na potrzeby klienta, ten ma narzędzie, by podzielić się swoim niezadowoleniem z potencjalnymi konsumentami. Dlatego w świecie nowych mediów, dbanie o satysfakcję swoich odbiorców musi być priorytetem dla firm – mówi Olgierd Cygan, Deloitte Digital CE leader.  Reklama online? Tak, ale nie każda. Obecnie trudno wyobrazić sobie, aby firma nie była dostępna ze swoim przekazem w Internecie. Jednak mimo popularności social mediów i potencjale reklamowym, który oferują, dotarcie do odbiorców może być wyzwaniem. Szczególnie że prawie połowa (45 proc.) milenialsów używa oprogramowania blokującego reklamy, a 85 proc. tej grupy twierdzi, że robi to, aby poprawić szybkość i wydajność korzystania z Internetu. Około 40 proc. z nich blokuje reklamy również na swoich smartfonach. Jak zatem stworzyć opłacalny komunikat reklamowy w Internecie? Ponad połowa konsumentów chciałaby otrzymać reklamę w oparciu o lokalizację. Co więcej, 46 proc. deklaruje, że zwraca większą uwagę na reklamę, którą mogą pominąć w stosunku do tej, której nie można pominąć. – Internet nie różni się w tej dziedzinie od innych środków przekazu – odbiorcy nie chcą nachalnej i nieprzemyślanej reklamy. Natomiast w stosunku do mediów tradycyjnych daje dodatkowe możliwości, takie jak chociażby geolokalizacja – podsumowuje Michał Owczarek.

 

Źródło: Deloitte Digital

Blog i towarzyszące mu kanały w mediach społecznościowych, najczęściej na Facebooku i Instagramie, to sposób na przedstawienie siebie, zaprezentowanie swoich pasji, wiedzy, opinii czy umiejętności. Dla większości jest to dodatkowe zajęcie, realizowane obok regularnej aktywności zawodowej. Blog może być także sposobem na biznes i dodatkowy zarobek. Bardzo pomocne w tym zakresie może okazać się dołączenie do programów afiliacyjnych, które w łatwy sposób pozwoli zarabiać na blogu.

Blogerzy coraz częściej wykorzystywani są w działaniach promocyjnych marek i stają się dla reklamodawców atrakcyjnymi wydawcami. Dzieje się tak, ponieważ rośnie świadomość potencjału, jaki się za nimi kryje. To setki, tysiące, a czasem nawet dziesiątki tysięcy osób, które każdego dnia śledzą poczynania blogera w jego kanałach społecznościowych. Dlatego też promocja w internecie coraz częściej wykracza poza mailingi czy bannery reklamowe w serwisach internetowych i przenosi się na blogi, vlogi czy odpowiadające im social media.

Wielu twórców jest zdania, że nie mają szans, aby zarabiać na swoim blogu. Uważają, że nie są wystarczająco atrakcyjni dla reklamodawców, ponieważ ich blog jest za mały albo zbyt niszowy, a zarabiać mogą tylko najwięksi i najbardziej znani. Nic bardziej mylnego. Największe zarobki odnotowują wprawdzie topowi twórcy, których działalność już dawno wyszła poza sam blog, jednak potencjał dla reklamodawcy może mieć każdy twórca, który dociera do określonych odbiorców odzwierciedlających z kolei grupę docelową danego produktu lub usługi – wyjaśnia Mateusz Łukianiuk, Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału Awin.

Jak budować markę bloga w oczach reklamodawcy?

By blog był atrakcyjny dla reklamodawcy, przede wszystkim musi budzić zainteresowanie potencjalnych klientów. Liczy się ciekawy i unikatowy content, który przyciągnie ich na bloga, ale przede wszystkim zachęci, aby na niego powracali. Blogowanie to tworzenie unikatowej więzi między twórcą, a odbiorcą.

Trzeba pamiętać, że blog musi być autentyczny i po prostu ciekawy, aby przyciągnął czytelników. Warto zaznaczyć, że nie chodzi tu tylko o statystyki, a więc liczby fanów i followersów w social mediach oraz unikalnych użytkowników na stronie. Bardzo ważne, aby budować zaangażowaną społeczność, która jest aktywna. Tylko taki odbiorca będzie naprawdę zainteresowany prezentowanym contentem, a więc także treściami reklamowymi – podkreśla Mateusz Łukianiuk.

Zaangażowani czytelnicy będą śledzić polecenia blogera, ufać im, a co za tym idzie, chętniej sprawdzą prezentowane przez niego produkty, a w konsekwencji je kupią.

Kogo reklamować?

Podobnie jak reklamodawcy nie powinni patrzeć tylko na listy TOP blogerów, tak również oni w ramach swojej działalności nie powinni ulegać wyłącznie magii dużych marek. Warto skierować swoją uwagę w kierunku mniejszych, krajowych czy lokalnych sklepów, ponieważ coraz więcej konsumentów szuka właśnie unikatowych ofert i produktów. Według badania e-Commerce Polska 2015, aż 64% respondentów deklaruje, że łatwość znalezienia rzadkich i specjalistycznych produktów motywuje ich do kupowania online. Poszukują ich właśnie w sieci, a niemal jedna trzecia deklaruje, że regularnie przegląda blogi.

Jak dobierać promowane produkty?

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że wybór promowanych produktów nie powinien być kwestią przypadku, a efektem dokładnej znajomości profilu czytelników. Tylko produkt dopasowany do ich potrzeb ma szansę wzbudzić zainteresowanie, które przełoży się na późniejszy zakup.

Rekomendacje blogera powinny być wiarygodne, dlatego też warto by decydował się na współpracę z takimi markami, którym sam by zaufał i za ambasadora których chciałby uchodzić. Po prostu to, co promuje, powinno pasować do profilu bloga, który prowadzi. Nie ma sensu na siłę pisać o kuchni, jeśli do tej pory nasza uwaga skupiała się na modzie i właśnie wokół takiej tematyki zbudowaliśmy społeczność naszych fanów.

Dlaczego warto postawić na afiliację?

Twórcy blogów czy vlogów to coraz prężniej rozwijająca się grupa wśród wydawców w sieciach afiliacyjnych.

Ostatnie 2-3 lata to znaczny wzrost aktywności blogerów w ramach programów afiliacyjnych i zainteresowania ich działalnością ze strony reklamodawców. Obie strony coraz chętniej nawiązują współpracę, rośnie też świadomość możliwości – komentuje Mateusz Łukianiuk. Na ten moment w sieci Awin działa ponad 200 blogerów i z naszych obserwacji wynika, że bardzo dobrze radzą sobie w zarządzaniu swoją obecnością w programach afiliacyjnych – podkreśla Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału Awin.

Zapisanie się do programów afiliacyjnych to duża korzyść dla blogera. Przede wszystkim może on elastycznie dobierać promowane produkty, mając dostęp do setek możliwości.

Program nie obliguje do konkretnej częstotliwości umieszczania reklam. Jeśli akurat nic nie pasuje do nowego wpisu, po prostu z niego nie korzystamy. Tym samym bloger może dobierać promowane produkty do tworzonych przez siebie treści, a nie tworzyć je pod określone marki.

Afiliacja to także łatwy sposób działania, który ogranicza zaangażowanie po stronie blogera. Do programu można dołączyć w zaledwie kilka minut, wypełniając formularz online, a następnie wybierając już interesujący nas produkt i generując link afiliacyjny – podkreśla Mateusz Łukianiuk. W sytuacji, gdy bloger angażuje się w promocję kilku marek, formalności związane z płatnościami załatwia za niego sieć. Gdyby z każdą z tych marek działał indywidualnie, byłby to długi proces związany z umowami i ustalaniem warunków. Tu wystarczy tylko kilka kliknięć na dedykowanej platformie – dodaje.

Afiliacja to zerowe ryzyko dla blogera i brak kosztów po jego stronie. Wystarczy tylko, że w ramach opisywanego produktu wstawi link afiliacyjny, przekierowujący na stronę sklepu lub doda baner. Jeśli czytelnicy będą korzystać z linku i wygenerują sprzedaż, bloger zarobi prowizję. Jeśli nie, niczego nie straci, ponieważ nie był do niczego zobligowany, a rozliczenia odbywają się najczęściej na zasadzie CPS, czyli prowizji od sprzedaży.

W kontekście blogerów warto zaznaczyć, ze należą oni do tzw. wydawców contentowych. Pełnią bardzo ważną rolę w ścieżce zakupowej klienta, ponieważ dostarczają mu wiedzy o produkcie, jednak konwersja w ich przypadku pozostaje na niskim poziomie. Dlatego też sieci takie jak nasza wprowadzają tzw. asysty sprzedaży, czyli możliwości sprawdzenia nie tylko, którzy wydawcy w programie partnerskim doprowadzili do zakończenia transakcji, ale też którzy asystowali przy niej, będąc jednym z punktów na ścieżce konwersji. Narzędzie Assists pozwala na mierzenie wpływu wszystkich wydawców i wynagradzanie także tych partycypujących w sprzedaży – wyjaśnia Mateusz Łukianiuk.

Działając w afiliacji nie warto ograniczać się tylko do jednego programu, ale działać jednocześnie w kilku, aby móc w pełni wykorzystać ich potencjał i elastycznie dobierać odpowiednie do swojego bloga marki.

 

Źródło: Awin

W ostatnim czasie widoczny jest wzrost konkurencji na rynku sieci detalicznej. Wielu przedsiębiorców obawia się spadku poziomu sprzedaży oraz utraty klientów. Wynika to z rosnącej popularności showroomingu, gdy klienci oglądają i testują produkty w sklepie stacjonarnym, ale kupują go w sklepie internetowym. Z pewnością, mobilne zakupy stanowią zagrożenie dla tradycyjnych sklepów i butików, gdyż dają klientom więcej możliwości. Działające całą dobę sklepy internetowe i platformy e-commerce gwarantują bogactwo asortymentu, a zdarza się, że i korzystniejsze ceny, liczne promocje oraz rabaty. Dodatkowo klientów przyciąga możliwość szybkiej dostawy, opcja realizacji płatności za pomocą jednego kliknięcia oraz wygodna polityka zwrotu towaru. Zakupy bez wychodzenia z domu są coraz szybsze i komfortowe.

Skutki rozwoju sprzedaży internetowej

Rozwój sprzedaży internetowej wymusił na właścicielach stacjonarnych sklepów potrzebę poszukiwania nowych pomysłów na przyciągnięcie klientów. Detaliści opracowują innowacyjne techniki sprzedażowe i korzystają z różnych narzędzi marketingowych, dzięki którym zatrzymają także obecnych klientów i zachęcą ich do zakupu większej ilości produktów, niż początkowo planowali.

Współczesny rynek znacząco się zmienił. Rozwój nowych technologii daje przedsiębiorcom szereg nowych możliwości, z których klienci chcą korzystać, a przedsiębiorcy muszą się do nich przekonać. I innym razie przegrają z silną konkurencją, która wykorzysta każdy ich błąd – mówi Daria Widerowska, Marketing Manager, IT.integro – Wielokanałowość, aplikacje mobilne, programy lojalnościowe, indywidualne oferty, spersonalizowany przekaz, czy w końcu analityka zakupów i klientów stają się nieodzownymi elementami procesu sprzedażowego, które pozwalają efektywnie zarządzać działalnością oraz zaspokajać rosnące wymagania klientów.

Najczęściej wykorzystywane strategie sklepów stacjonarnych, których celem jest wzrost liczby klientów

  • Personalizacja doświadczeń zakupowych konsumentów. Z badań przeprowadzonych przez VoucherCodes.co.uk i Centre for Retail Research wynika, że klienci mogą wydawać więcej, jeśli otrzymają spersonalizowaną ofertę, która dopasowana jest do ich potrzeb i zainteresowań.
  • Wykorzystanie social media w budowaniu wizerunku marki.
  • Wykorzystywanie modelu zakupowego Kliknij i odbierz – po złożeniu zamówienia w sklepie internetowym konsument odwiedza sklep stacjonarny w celu odbioru.
  •  Sprzedaż części produktów z asortymentu wyłącznie w sklepie stacjonarnym.
  • Aktywacja usługi wyszukiwania produktów na podstawie lokalizacji klienta. Oznacza to, że korzystając z aplikacji mobilnej klient sprawdza, w którym najbliższym sklepie jest dostępny poszukiwany przez niego towar.
  • Cyfryzacja procesów sprzedażowych, usprawniająca obsługę zakupów i płatności w sklepach tradycyjnych.
  •  Reorganizacja metod sprzedaży i rozszerzenie działalności o uzupełniające się bądź niepowiązane ze sobą obszary biznesowe, aby przyciągnąć zróżnicowaną grupę nabywców.

Dynamiczny wzrost firm, które łączą sprzedaż detaliczną z usługami hotelarsko-gastronomicznymi

Coraz częściej zdarza się, że przedsiębiorstwa, które specjalizują się w danej dziedzinie biznesowej (branży hotelarsko-gastronomicznej, sprzedaży detalicznej, działalności usługowej) decydują się na łączenie kilku aktywności w obszarze jednej marki. Nie jest to oczywiście nowe zjawisko. Już od początków XX wieku wiele domów towarowych prowadziło w swoich obiektach restauracje czy herbaciarnie. Nowością jest wysoki poziom integracji działań i usług gdzie jedna marka zarządza centralnie wszystkimi procesami, dbając jednocześnie o zapewnienie klientom kompleksowej usługi i niezapomnianego doświadczenia marki.

Działania tego typu są opłacalne. Amerykański kanał informacyjny ABC news poinformował, że IKEA – potentat branży meblowej, obsługuje każdego roku ponad 600 milionów klientów w swoich restauracjach. Znakiem firmowym sieci, najbardziej znanej ze sprzedaży mebli oraz artykułów wyposażenia domu, stały się również klopsiki z sosem borówkowym, które serwowane są przez restauracje IKEA już w ilości ponad 1 miliarda rocznie. Według portalu „First We Feast”, nawet znane restauracje, które wyróżnione są gwiazdkami Michelin, otwierają swoje stoiska gastronomiczne w supermarketach i centach handlowych.

Środowisko pełne wyzwań

Idea połączenia sprzedaży detalicznej z usługami gastronomicznymi wydaje się być trafiony – ale nie jest łatwy w realizacji. Przed detalistami, chcącymi spróbować stoi trudne zadanie – opracowania strategii działania, która zagwarantuje firmie odnieść sukces.

JAK ZATEM STWORZYĆ MARKĘ, KTÓRA DZIAŁA Z POWODZENIEM W WIELU OBSZARACH BIZNESOWYCH I PRZYCIĄGNIE KLIENTÓW?

Według badań przeprowadzonych przez ekspertów firmy badawczej NPD Group, jednym z szybko rozwijających się segmentów branży hotelarsko-gastronomicznej jest prowadzenie działalności usługowej o charakterze restauracyjnym w obiektach handlowych. Restauracje i kawiarnie pojawiają się także w nietypowych miejscach jak na przykład luksusowe butiki projektantów mody, takich jak Ralph Lauren. W przypadku niektórych sklepów, działalność gastronomiczna zaczęła przynosić sporo dochody. Według Roba Goldberga, wiceprezesa firmy Tommy Bahama, producenta odzieży sportowej, sklepy, które posiadają wydzieloną część restauracyjną generują ponad dwukrotnie większe przychody niż te zajmujące się wyłącznie sprzedażą.

Rozwiązaniem stworzonym z myślą o firmach, które łączą różne sfery działalności jest LS Retail – system, który pozwala efektywnie zarządzać sprzedażą produktów i usług. Wszystkie dane są ze sobą powiązane i znajdują się w jednym, spójnym systemie, dzięki czemu kierownictwo ma wgląd w aktualną sytuację swojej firmy.

Źródło: IT.integro

Promocja sprzedaży to niezwykle istotny element działań marketingowych. Może nie tylko dostarczyć szybkich i mierzalnych wyników, ale również długofalowo wzmocnić świadomość oraz pozycję marki. Jest tylko jeden warunek – musi emocjonalnie zaangażować konsumenta. Tym sposobem wpłyniemy na lojalność wobec produktu i trwale zwiększymy udziały w rynku.

Współcześnie coraz trudniej docierać do konsumentów z informacją o produkcie, zarówno z uwagi na rosnącą konkurencję, jak i rosnące wymagania odbiorców. Właśnie dlatego należy zadbać o jego dodatkowe wyróżnienie. W tym celu organizuje się loterie, konkursy, akcje rabatowe czy samplingi, a więc różnego rodzaju promocje sprzedaży. Planując je należy jednak pamiętać, że konsumenci zobojętnieli na klasyczne promocje czające się na nich niemalże na każdym rogu. Oferty z gratisem już nie wystarczają, a nawet jeśli generują zainteresowanie, to wiążą się zazwyczaj ze spontaniczną, jednorazową decyzją o zakupie. Nie chodzi również o to, żeby generować popyt na towar po prostu rozdając nagrody, chociaż w większości przypadków na rynku tak to niestety wygląda. Funkcjonujące mechanizmy są często tak banalne i tak do siebie podobne, że bez problemu w dane ramy można wpisać jakąkolwiek markę. Tymczasem jeśli schemat jest zbyt uniwersalny to znaczy, że jest po prostu zły. Efektywna promocja sprzedaży musi oferować emocjonalną wartość dodaną, gdyż tylko wówczas zaangażuje konsumenta. Dzięki temu zyska i on, otrzymując ofertę bardziej odpowiadającą jego oczekiwaniom i marka, która wyróżni się przekazem, a co za tym idzie, zjedna sobie lojalnego nabywcę. Właśnie w tym momencie promocje sprzedaży przestają być tylko okresowymi kampaniami, a stają się narzędziami pomagającymi długofalowo zwiększać udziały w rynku.

Konsumenckie aspiracje, a brand story marki

Według Setha Godina, jednego z autorytetów w branży marketingu, konsumenci nie kupują przedmiotów, tylko realizację swoich potrzeb. Do ich serc można zatem trafić opowiadając im bardziej aspiracyjne historie o nich samych oraz pokazując, że to oni są podmiotem wszystkich działań, że ważni i wyjątkowy oraz nade wszystko stawiani na pierwszym miejscu. Jeśli do tego zadbamy o angażującą formułę, a następnie o nagrody i odpowiednią komunikację namawiającą do zakupu, możemy znacząco podnieść efektywność (czyli sprzedaż krótko i długookresową) prowadzonych działań. Przykładem może być akcja konkursowa dla marki Fit&Easy nastawiona nie tylko na jednorazowe podniesienie sprzedaży, ale związanie marki z konsumentkami poprzez odpowiedź na ich potrzeby emocjonalne.

W naszym założeniu promocja tak jak kobieta, miała być wyjątkowa i wyróżniać się z tłumu. Miała również w określony sposób pozycjonować brand, utożsamiając go ze zdrowym i modnym stylem życia, do którego furtką były produkty i unikalne nagrody – kultowe torby oBag projektowane przez same uczestniczki akcji. Kobiety dobierały kolor, wnętrze oraz rączki toreb, dzięki czemu tworzyły coś niepowtarzalnego, coś  całkowicie w swoim stylu – wyjaśnia Paweł Antkowiak, współzałożyciel Albedo Marketing, agencji odpowiedzialnej za przeprowadzenie akcji. Do zaangażowania się w zabawę zachęcała wielopłaszczyznowa komunikacja, począwszy od strony internetowej, przez działania w social mediach po kampanię banerową oraz outdoor skoncentrowany na billboardach i citilightach w największych polskich miastach. W efekcie napłynęło 1150 zgłoszeń konkursowych, a wzrost sprzedaży w okresie promocji wzrósł o 40% w stosunku do roku ubiegłego – dodaje Antkowiak.

Najlepsza promocja to angażująca promocja

Emocjonalne zaangażowanie konsumenta w świat marki to fundamentalny wyznacznik sukcesu kampanii. Według danych Rosetta Consulting, konsumenci zaangażowani w relację z marką kupują nawet o 90% częściej, jednorazowo na zakupy wydają aż o 60% więcej (w skali roku nawet 300% więcej niż pozostali konsumenci), a do tego pięciokrotnie chętniej wskazują daną markę jako tę, z której usług i produktów w przyszłości ponownie skorzystają.

Na etapie opracowywania strategii promocji sprzedaży, należy naprawdę mocno skupić się na konsumenckim insight’cie. Im trafniej określimy, czym konsument się interesuje, jakie ma potrzeby i oczekiwania, tym łatwiej będzie go zaangażować w kontakt z naszą marką. Jeśli uwzględnimy do tego miłościwie panujące trendy, jak np. personalizację czy grywalizację,  unikalny mechanizm  i atrakcyjne nagrody, możemy liczyć na sukces – mówi Maciej Szaroleta, Dyrektor Strategii w Albedo Marketing.

Przykładem takich praktyk może być promocja sprzedaży marki Nałęczowianka również przygotowana przez Albedo. Jej hasło przewodnie „Znajdź własną drogę do witalności” motywowało do zmiany stylu życia, do aktywności fizycznej, ale równocześnie podkreślało indywidualizm każdego uczestnika. Ponadto było osią komunikacyjną towarzyszących jej eventów, podczas których aktywizowano uczestników do wyzbycia się lenistwa, a czego symbolem miało być porzucenie starych kapci i pokonanie jednej z czterech tras do „witalności”. Team marki Nałęczowianka pokazywał również, jak wytrwać przy zmianie i jak pomogą w tym nawet małe, ale codzienne aktywności. W zamian za czynny udział w akcji uczestnicy otrzymywali buty New Balance. Wybrane obuwie wraz z oryginalnymi sznurówkami (symbolem kampanii) oraz możliwość spotkania z gwiazdami – Filipem Chajzerem lub Barbarą Kurdej Szatan, można było również zdobyć w drodze losowania, w nagrodę za zakup wody w okresie trwania promocji.

W Albedo staramy się tak organizować promocje, żeby te nie tylko zwiększały sprzedaż, ale też budowały brand marki i emocjonalnie angażowały konsumenta. Wyniki akcji z całą pewnością to potwierdzają. Wzięło w niej udział ponad 67 tys. osób. Wpłynęła ona na wzrost spontanicznej świadomości marki o 33% oraz przyniosła wzrost udziałów rynkowych w ujęciu wolumenowym o 16% w stosunku do tego samego okresu w roku ubiegłym. Ponadto kampania pozwoliła umocnić budowany już wcześniej wizerunek Nałęczowianki, jako marki wspierającej aktywny i zdrowy styl życia – podsumowuje Szaroleta.

Wyzwanie, które warto podjąć

W dobie dostępu do niezliczonej wręcz ilości narzędzi, marketerzy są w stanie tworzyć naprawdę angażujące i efektywne promocje sprzedaży. Niestety nie wystarczy postawić na przystępny mechanizm i wartościowe nagrody. Jeśli komunikacja będzie wyłącznie odwoływać się bieżącego celu sprzedażowego, to poza jednorazowym zwiększeniem przychodów, marka nie odczuje większych korzyści. Jeśli natomiast poza skupieniem się na celach i efektach krótkoterminowych, będziemy spójnie wspierać inne działania komunikacyjne oraz promować konkretny wizerunek marki, a przy tym zadbamy o emocjonalne zaangażowanie konsumentów, możemy liczyć na poprawę kluczowych wskaźników marki, wyróżnienie się jej na rynku oraz wzrost lojalności klientów. Są to działania, które wymagają wiedzy, czasu i zasobów, ale które naprawdę się opłacają.

 

Źródło: Albedo

PINy do karty kredytowej i urządzeń mobilnych, dane do logowania w bankowości elektronicznej, skrzynce mailowej i social mediach – to tylko niektóre hasła, z których na co dzień korzystamy. Bardzo trudno je zapamiętać, dlatego zapisujemy je np. na telefonach lub karteczkach oraz wykorzystujemy funkcję zapamiętywania haseł na komputerach. Niesie to jednak za sobą wiele niebezpieczeństw. Jak się przed nimi uchronić?

Nie zapisuj haseł na karteczkach

Często notujemy różnego rodzaju hasła w notesach, na karteczkach, a także w telefonach nie zdając sobie sprawy, jakie może mieć to konsekwencje. Mogą one łatwo wpaść w niepowołane ręce. Wystarczy, że zostawimy je np. na biurku w pracy lub w kawiarni, a nawet na chwilę spuścimy je z oczu. W bardzo prosty sposób nasze hasła mogą zostać poznane i wykorzystane przez niepowołane osoby.

Z raportu Związku Banków Polskich na temat bezpieczeństwa korzystania z instrumentów finansowych wynika, że aż 12% mężczyzn i 29% kobiet nosi ze sobą zapisany na kartce numer PIN. Jest to bardzo niebezpieczne działanie. Osoby, które postępują w ten sposób narażają się na utratę swoich pieniędzy. Przestępca kradnąc portfel takiej osobie przejmuje bowiem nie tylko jej kartę kredytową, ale także dane potrzebne do skorzystania z bankomatu i wyciągnięcia środków finansowych z konta – mówi Maciej Jurczyk, inżynier ds. bezpieczeństwa informacji, ODO 24.

…ani w pamięci komputera

Równie niebezpieczne jest korzystanie z funkcji zapamiętywania danych dostępowych oferowanej zarówno przez wyszukiwarki, jak i witryny internetowe. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie, zwłaszcza dla osób, którym trudno zapamiętać używane hasła. Warto jednak pamiętać, że decydując się na nie, godzimy się także na to, że do naszych zasobów będą miały dostęp inne osoby korzystające z komputera, na którym zapisaliśmy hasła – dodaje Maciej Jurczyk z ODO 24. Będą one mogły nie tylko zalogować się na nasze konta w social media czy w e-sklepach, ale także np. do poczty elektronicznej.

Coraz więcej osób wykorzystuje również funkcję zapamiętywania haseł w aplikacjach na smartphonach lub całkowicie z nich rezygnuje. Takie postępowanie może przysporzyć wielu problemów związanych zarówno z kwestiami wizerunkowymi jak i finansowymi. Jeśli nasze urządzenie mobilne trafi w niepowołane ręce to np. znajdujące się na nimi dane mogą zostać wykorzystane do podszycia się pod nas i zakupu różnych dodatków do aplikacji.

Skorzystaj z managera haseł

Najlepszą formą zabezpieczenia, która pozwala ograniczyć dostęp do naszych haseł osobom postronnym jest po prostu ich pamiętanie. Można wesprzeć się także programami, które pozwalają na bezpieczne przechowywanie używanych przez nas kodów.  Managery haseł to aplikacje, w których możemy zapisać używane przez nas na co dzień dane dostępowe, np. do serwisów internetowych. Są one chronione jednym głównym kodem zabezpieczającym. Korzystając z takich programów musimy tak naprawdę zapamiętać tylko jedno hasło – wyjaśnia ekspert ODO 24.

Obecnie na rynku dostępnych jest wiele zarówno płatnych, jak i bezpłatnych programów, które pomagają zwiększać bezpieczeństwo naszych haseł. Najpopularniejsze z nich to m.in.: dodatek do przeglądarek internetowych LastPass oraz KeePass Password Safe – darmowe narzędzie nie tylko do przechowywania haseł, ale także poufnych danych.

 

Źródło:  ODO 24

Dzięki infrastrukturze IoT, drużyny w USA i w Europie oraz ich sponsorzy dynamicznie pomnażają swoje zyski. Komunikaty, wysyłane w trakcie meczu na aplikacje klubowe, znacznie zwiększają wpływy z reklam oraz sprzedaży gadżetów. W Polsce, jako pierwszy obiekt sportowy, wdrożył to rozwiązanie INEA Stadion w Poznaniu.

Według Raportu Proxbook Q2, obecnie istnieje około 8,2 miliona czujników zbliżeniowych rozmieszczonych na całym świecie. W sprawozdaniu podano też prognozy, które sygnalizują, że do 2020 roku na poziomie globalnym zostanie wdrożonych ok. 400 milionów beaconów. Zdaniem Krzysztofa Łuczaka, eksperta z firmy technologicznej Proxi.cloud, za 5 lat w Polsce będzie co najmniej milion tego typu nadajników. Znajdą się na stadionach, lotniskach, dworcach, a także w sklepach, galeriach handlowych i restauracjach.

– Nowy kanał komunikacji interaktywnej daje specjalistom z zakresu marketingu szerokie pole do działania. Ograniczona zostanie rola statycznych banerów reklamowych, ponieważ nie pozwalają one na bezpośredni i spersonalizowany kontakt z klientami. A trzeba zauważyć, że obecnie konsumenci bardzo chętnie nawiązują relacje z markami. Angażują się w konkursy i akcje rabatowe, np. firm odzieżowych. W zamian za „dodatkową wartość”, udostępniają ich statusy na swoich profilach w social mediach. To ogromny potencjał do wykorzystania, przy użyciu infrastruktury IoT – mówi Krzysztof Łuczak.

Milionowe zyski

W USA beacony ma już 93% stadionów baseballowych, 75% – futbolowych, 53% – do gry w koszykówkę i 46% – hokejowych. Zespoły, które je zaimplementowały na swoich obiektach sportowych, osiągnęły zwrot z inwestycji nawet o 40% od przyrostowych przychodów ze sprzedaży już w pierwszym sezonie. Przykładem tego są drużyny NBA, m.in. Cleveland Cavaliers czy Golden State Warriors. Równocześnie z klubami zyski odnotowują ich partnerzy biznesowi, np. McDondald’s jako sponsor aplikacji Milwaukee Bucks. Kanały nawigacyjne otworzyły bowiem zupełnie nowe możliwości zarabiania pieniędzy, poza sprzedażą towarów i biletów, łącząc fanów ze sponsorowanymi treściami.

– Dzięki rozmieszczeniu beaconów na stadionie, amerykański Orlando Magic podniósł zasięg aplikacji aż o 30%, podczas gdy średnia branżowa wynosiła 5%. Klub zwiększył tym samym sprzedaż biletów o przeszło milion dolarów. Obecnie ponad 80% posiadaczy karnetów tej drużyny korzysta z jej aplikacji. Popularność takiego oprogramowania w połączeniu z sygnałem Bluetooth pomnaża przychody z reklam w dniu meczu. Marki docierają ze spersonalizowaną wiadomością do fanów danego klubu. To podnosi efektywność komunikacji i ogranicza inne, zbędne już wydatki reklamowe – zapewnia Krzysztof Łuczak.

W Europie infrastrukturę IoT posiada m.in. FC PORTO i FC Barcelona. Gdy zawodnik hiszpańskiego klubu strzela bramkę, kibice na stadionie niemal od razu dostają powiadomienia o rabatach na akcesoria klubowe. To zachęca ich do zakupów po zakończonym meczu i zwiększa zaangażowanie użytkowników aplikacji. Takie rozwiązanie marketingowe z powodzeniem można wdrożyć na naszym „podwórku”. Jesteśmy narodem otwartym na innowacje, zwłaszcza te, które podnoszą komfort życiowy. Według eksperta, świadczy o tym fakt, że jako jeden z dwóch krajów na świecie, obok Turcji, chętnie korzystamy z płatności zbliżeniowych.

Na naszym „podwórku”

– INEA Stadion to pierwszy obiekt sportowy w Polsce, który posiada infrastrukturę IoT. Rozmieszczono tam 54 nadajniki tak, by sygnał Bluetooth docierał do kas, bramek wejściowych i trybun. Użytkownicy aplikacji Lecha Poznań, przychodząc na mecz, dostaną np. powiadomienia powitalne z aktualnymi informacjami o drużynie. W trakcie gry mogą odebrać komunikat o rabacie na koszulki, jak hiszpańscy kibice. Telewidzowie nie będą mieli tej opcji. A zgromadzeni na stadionie fani dodatkowo otrzymają prośbę o wystawienie opinii na temat rozgrywki. To będzie budowało ich więź z klubem – przewiduje Krzysztof Łuczak.

Dzięki nowemu narzędziu, aplikacja drużyny z pewnością będzie częściej pobierana przez fanów „Kolejorza”. Wpłyną na to m.in. specjalne oferty klubowe dla użytkowników. W dalszej perspektywie, zarząd drużyny powinien zaangażować swoich sponsorów i partnerów biznesowych do szerszego wykorzystania infrastruktury beaconowej. Można bowiem podłączyć do niej wiele różnych aplikacji mobilnych. Koszt zainstalowania nadajników, liczony w tysiącach złotych, jest niewspółmiernie niski w porównaniu do szeregu korzyści, jakie oferuje.

– Inwestycja poznańskiego obiektu ma szansę zwrócić się już po pół roku. W najbardziej pesymistycznym wariancie, może to nastąpić po 18 miesiącach. Takie obliczenia poczynili partnerzy biznesowi, mający swój udział w projekcie. W dłuższej perspektywie infrastruktura IoT powinna też zwiększyć przychody z dnia meczu i zakupu gadżetów klubowych, podobnie jak w przypadku amerykańskich drużyn. Oczywiście skala sukcesu będzie zależeć od skutecznej strategii marketingowej. Jej najważniejszym elementem będzie budowanie interakcji z kibicami – zapewnia ekspert z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Wachlarz możliwości

Poza INEA Stadionem, beacony zostały zamontowane również w 7 sklepach Lecha Poznań. Mogą wysyłać do klientów komunikaty, brzmiące np. w ten sposób, „tylko dziś otrzymujesz 20% rabatu na akcesoria klubowe”. Jeśli kibic dostanie tego typu powiadomienie, będąc blisko danej placówki „Kolejorza”, to możliwość zrealizowania zakupu z pewnością wzrośnie kilkakrotnie. Takie właśnie wyniki osiągają kampanie realizowane w Stanach Zjednoczonych. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że okażą się skuteczne również w Polsce.

– Przechodząc obok sklepu klubowego lub stadionu piłkarskiego, kibic powinien otrzymywać wiadomości np. o najświeższym transferze piłkarskim lub nadchodzącym meczu. Dzięki takim komunikatom, nie zapomni np. o planowanej rozgrywce. Co więcej, może otrzymać powiadomienie o treści, np. zrób selfie z lokomotywą i wrzuć na Facebooka z tagiem #LechPoznan, a wygrasz szalik z nowej kolekcji. Taka forma grywalizacji szerzej angażuje użytkowników aplikacji do udzielania się w social mediach, a to podnosi rozpoznawalność klubu – przekonuje Krzysztof Łuczak.

Co ciekawe, kibice będą odbierać powiadomienia, znajdując się też poza strefą beaconów. Działanie systemu uzupełni wówczas geofencing. Ta technologia polega na określaniu wirtualnych granic obszaru geograficznego, w którym odbiorca, z zainstalowaną aplikacją, może dostać wiadomość. Jak zapewnia ekspert, to bezpieczne rozwiązanie, a także takie, które nie powoduje większej konsumpcji baterii w telefonie. Okaże się pomocne również na stadionie, gdy fan piłki nożnej zapomni włączyć Bluetooth. Oczywiście usługa zadziała, jeśli wcześniej użytkownik wyrazi zgodę na wykorzystywanie sygnału GPS przez aplikację.

Szansa do wykorzystania

– W mojej opinii, rodzimi konsumenci wyjątkowo szybko adoptują innowacje marketingowe. Może o tym świadczyć np. poziom zaangażowania klientów Biedronki w ostatnią kampanię reklamową z wykorzystaniem aplikacji do skanowania kart ze zwierzętami. Polacy uwielbiają promocje i akcje rabatowe. Perspektywa dodatkowych korzyści dla użytkowników aplikacji ulubionej drużyny powinna być dla nich również atrakcyjna. Dlatego, warto aby za poznańskim przykładem poszły kolejne obiekty sportowe w naszym kraju – stwierdza ekspert z Proxi.cloud.

Montując infrastrukturę IoT na stadionach sportowych w kolejnych miastach, możemy wyróżniać się na tle sąsiednich krajów, którzy często wolniej adoptują nowinki technologiczne. Co więcej, na arenie międzynarodowej Polska zdobyła już mocną pozycję jako producent beaconów. Zatem nie powinno być problemów z wdrożeniem samych nadajników na terenie naszych obiektów. Jednak istnieje inna bariera w rozwoju rodzimego marketingu sportowego. Podstawą interaktywnego kanału komunikacji jest bowiem aplikacja mobilna, której wiele klubów piłkarskich jeszcze nie wdrożyła.

– Koszt stworzenia tego typu aplikacji sukcesywnie spada i przestaje być przeszkodą, tym bardziej dla dużych i średnich klubów. Warto pamiętać o tym, że korzyści płynące z komunikacji interaktywnej z kibicami są nie tylko liczone w pieniądzach. Uruchomienie tego kanału pozwala na lepsze poznanie oczekiwań konsumentów, choćby za pomocą udzielanych przez nich opinii. Oczywiście w dalszej perspektywie to również przekłada się na zyski finansowe, ponieważ zdobyta wiedza pozwala całkowicie spełniać potrzeby klientów – podsumowuje Krzysztof Łuczak.

Źródło: MondayNews

Jedynie co czwarty rodzic rozmawia z dzieckiem na temat właściwego korzystania z internetu – taki wniosek płynie z badania Kapitalni.org. Wraz z rozwojem sieci www zwiększa się liczba i rodzaje zagrożeń, na które narażone są w świecie wirtualnym młode osoby. Tymczasem ponad 27 proc. uczniów szkół podstawowych nie potrafi sobie wyobrazić niebezpieczeństw związanych z korzystaniem z sieci. Eksperci Kapitalni.org podpowiadają, jak dorośli mogą wspierać dzieci w odkrywaniu zasobów internetu i chronić je przed zagrożeniami.

Jak wynika z raportu Gemius/PBI, w Polsce w grudniu 2016 r. było już 27,5 mln internautów. Co ciekawe, aż 97,7 proc. gospodarstw domowych, w których mieszkają dzieci, ma dostęp do internetu. Tymczasem wskaźnik ten dla gospodarstw, które tworzą sami dorośli, jest o ponad 25 p.p. niższy. Rozwój cyfryzacji jest na tyle dynamiczny, że zgodnie z prognozami McKinsey Global Institute do 2020 r. wszyscy Polacy będą mieć bezpośredni dostęp do sieci. Wobec tak szybkiego postępu technologicznego ważnym aspektem staje się ochrona młodych użytkowników internetu. Zwłaszcza, że jak wynika z raportu „Cybernauci – diagnoza wiedzy, umiejętności i kompetencji”, co trzeci uczeń szkoły podstawowej nie potrafi wskazać potencjalnych zagrożeń czyhających w internecie.

Jak polscy rodzice dbają o ochronę dziecka w sieci?

Jak wynika z badania Kapitalni.org, tylko co czwarty rodzic uczula swoje pociechy na niebezpieczeństwa, na jakie mogą być narażone w sieci. Taki sam odsetek badanych chroni dziecko przed zagrożeniami w internecie, np. poprzez zezwolenie na korzystanie z sieci tylko w obecności dorosłego.

Niestety, trudno jest kontrolować dzieci cały czas, dlatego przekonanie, że nasze pociechy korzystają z sieci tylko w naszej obecności, jest złudne. Obecnie dostęp do internetu jest wszędzie – na dworcu, w szkole, sklepie. Dlatego należy stosować także inne formy ochrony przez zagrożeniami płynącymi z sieci, np. rozmawiać z dziećmi czy też ustawić blokadę rodzicielską na niektórych stronach – mówi Tomasz Jaroszek, ekspert portalu Kapitalni.org.

Jak wynika z badania Kapitalni.org, 12 proc. rodziców sprawdza historię przeglądarki na urządzeniach, z których korzystają najmłodsi. Taki sam odsetek badanych twierdzi, że ufa swojemu dziecku i nic nie robi, aby zabezpieczyć je przed zagrożeniami z sieci. Jak pokazało badanie Kapitalni.org występują też pewne różnice pomiędzy metodami ochrony najmłodszych w internecie wybieranymi przez matki i ojców. Najwięcej kobiet decyduje się na towarzyszenie dziecku podczas surfowania po sieci, tymczasem mężczyźni preferują ustawienie kontroli rodzicielskiej. – Co ciekawe, ponad 16 proc. ojców ufa swoim dzieciom i nie podejmuje żadnej aktywności w celu ochrony ich przed ewentualnymi zagrożeniami. Wśród kobiet odsetek ten jest znacznie niższy i wynosi blisko 8 proc. – mówi Tomasz Jaroszek, ekspert Kapitalni.org.

Mali internauci nie zawsze zdają sobie sprawę z zagrożeń związanych z wykorzystywaniem sieci, dlatego warto, by dorośli pomogli im w zdobyciu tej wiedzy. Pierwszym krokiem zawsze jest szczera rozmowa z dzieckiem. – Warto wspólnie z nim odkrywać zasoby internetu, ale też uświadamiać, że w sieci mogą nas spotkać również różne zagrożenia. Dzieci powinny wiedzieć, na jakie rodzaje niebezpieczeństw są narażone oraz w jaki sposób mogą minimalizować ryzyko ich napotkania – dodaje Tomasz Jaroszek.

Ustal zasady korzystania z internetu

Dobrze mieć kontrolę nad tym, o jakiej porze i ile czasu dziecko poświęca na surfowanie po sieci. Ustalmy wspólnie liczbę godzin, jaką może przeznaczyć na używanie komputera i przestrzegajmy tej zasady. Unikajmy też pozostawiania dziecka samego w trakcie korzystania z internetu. Możemy ustawić komputer w salonie, gdzie najczęściej domownicy spędzają wspólnie czas. Wówczas będziemy mogli na bieżąco reagować w sytuacji zagrożenia.

– Jeżeli z tego samego komputera korzystają zarówno dzieci, jak i rodzice, dobrze założyć osobne konto dla najmłodszych bez uprawnień administratora. Warto też wykorzystać programy czy filtry blokujące strony ze szkodliwymi treściami, np. promującymi przemoc czy nietolerancję. Natomiast gdy młody użytkownik posiada własny komputer, sprawdzajmy od czasu do czasu, czy są na nim zaktualizowane programy antywirusowe i funkcjonujące zabezpieczenia – radzi Tomasz Jaroszek, ekspert platformy edukacyjnej Kapitalni.org.

Ochrona prywatności to podstawa

Wraz z rozwojem mediów społecznościowych, z których, jak wynika z badania instytutu NASK, codziennie korzysta aż 78 proc. nastolatków, wzrosło ryzyko związane z upublicznianiem wrażliwych danych. Ich ochrona to podstawa, dlatego warto uczulić dziecko, że takie informacje jak imię i nazwisko, adres czy numer telefonu nie powinny być udostępniane przez małych internautów. Należy też uświadomić podopiecznym, że za każdym razem, kiedy odchodzą od komputera, powinni wylogować się z własnego konta, a także jak ważne jest stosowanie haseł i nieudostępnianie ich innym osobom.

(Nie)bezpieczne media społecznościowe

Internet to w dużej mierze narzędzie służące do komunikacji. Nastolatki aktywnie wykorzystują serwisy, zamieszczając posty i komentując aktywności kolegów czy koleżanek. Social media mogą być pomocne w codziennym życiu, ale także być źródłem zagrożeń.

– Coraz częściej słyszy się o zjawisku przemocy rówieśniczej w internecie. Dlatego warto uczulić nasze dzieci, że profil społecznościowy nie może być wykorzystywany do zamieszczania niewłaściwych treści, np. złośliwych komentarzy ośmieszających innych. Warto, aby dziecko wiedziało, że w sytuacji, gdy samo doświadcza bądź jest świadkiem obrażania przez innych użytkowników sieci, powinno poinformować o tym fakcie rodziców – podkreśla Tomasz Jaroszek z Kapitalni.org.

Znajomości zawarte online

Wraz z rozwojem internetu, coraz częściej spędzamy czas online. Jak wynika z  raportu „Cyfrowi Polacy” McKinsey & Company, Polacy są podłączeni do sieci przez średnio 6 godzin dziennie. Dostęp do internetu umożliwia nam nawiązywanie nowych przyjaźni. Z tej możliwości korzystają również dzieci. Dobrze jednak, aby kierowały się zasadą ograniczonego zaufania, zarówno co do osób poznanych w sieci, jak i co do treści w niej zmieszczonych. Jeżeli dziecko będzie planowało spotkać się z nowym kolegą, z którym jak dotąd miało kontakt jedynie wirtualny, niech towarzyszy mu osoba dorosła.

Warto pamiętać, że samo stosowanie blokad rodzicielskich i programów filtrujących nie wystarczy, szczególnie że wraz z wiekiem dziecko będzie korzystać z internetu za pomocą własnego telefonu komórkowego i do tego, często poza domem. Dlatego należy mieć na uwadze, że żadne zabezpieczenia nie zwalniają rodziców od rozmowy z dzieckiem na temat niebezpieczeństw, jakie czyhają w sieci oraz metod ich przeciwdziałania. Tylko tłumacząc zagrożenia i ustalając pewne zasady korzystania z internetu, zwiększamy bezpieczeństwo naszych dzieci –  konkluduje Tomasz Jaroszek, ekspert portalu Kapitalni.org.

 

Źródło:Kapitalni.org

Przez ostatni miesiące nie było tygodnia bez doniesień na temat cyberataków. Hakerzy do ataków wykorzystują również ruch szyfrowany. Nie zraża to firm, które cały czas chcą inwestować w cyfrową transformację, ale teraz  większą uwagę zwracają na bezpieczeństwo. Po raz pierwszy w historii szybkość wdrożenia aplikacji oraz dostępność do nich zostały uznane za mniej istotne niż ogólne bezpieczeństwo – pokazują najnowsze badania F5 Networks.

– Ostatnie zagrożenia spowodowały, że tak zwany „time to market”, czyli czas wdrożenia aplikacji na rynek, zszedł na plan dalszy a na pierwszym miejscu jest  ich bezpieczeństwo. Ostatnie ataki wcale nie spowodowały spowolnienia procesu transformacji cyfrowej. Większość respondentów mówi, że w 2017 roku średnio firma planuje wdrożyć 17 usług aplikacyjnych. W zeszłym roku planowano ich wdrożyć zaledwie 12 – mówi Ireneusz Wiśniewski, Country Manager F5 Networks w Polsce.

Wyzwania dotyczące bezpieczeństwa, na które wskazują badania to:
•    większe wyrafinowanie ataków (64%),
•    niedocenianie następstw ataku i niestosowanie się do przyjętych dobrych praktyk (53%).

Co ciekawe, pomimo iż ponad połowa badanych wskazuje, że wyzwaniem są pracownicy i ich zachowania, jedna trzecia z nich (32%) przyznaje, że problemem jest niedostateczny poziom kompetencji w zakresie bezpieczeństwa IT, jak również niedostateczna liczba szkoleń w tym zakresie.

– Obecnie ok. 60 proc. ruchu internetowego jest szyfrowana i ten proces cały czas rośnie. To dobrze ale z drugiej strony niesie to ze sobą kolejne zagrożenie. Hakerzy za pośrednictwem zaszyfrowanego ruchu mogą przemycić złośliwe oprogramowanie. Wynika to z tego, że wiele obecnych na rynku rozwiązań nie może poradzić sobie z deszyfracją ruchu, są po prostu bezradne – wyjaśnia Ireneusz Wiśniewski.

Ochrona danych klientów wymaga pełnego wglądu w ruch aplikacyjny i zachowania użytkowników. Im więcej tego ruchu szyfrowane jest za pomocą SSL (np. w social media czy bankowość), tym bardziej bezradne stają się dotychczasowe rozwiązania w zakresie bezpieczeństwa, których zadaniem jest wychwytywanie malware oraz innego, potencjalnie złośliwego oprogramowania

Jak oceniają eksperci F5 Networks kluczowe jest posiadanie zarówno pełnego wglądu w bieżącą sytuację, jak również zaawansowanej strategii na wypadek wystąpienia zagrożenia, przy jednoczesnej prostej kontroli dostępu do aplikacji i danych.

– Z tego powodu postanowiliśmy wyjść naprzeciw temu wyzwaniu. Zaprojektowaliśmy od początku nową rodzinę produktów do zabezpieczeń o nazwie Herculon. To nowe rozwiązanie w zaledwie ułamkach sekund potrafi dokonać głębokiej analizy szyfrowanego ruchu tak aby zapobiec ewentualnym zagrożeniom – wyjaśnia Ireneusz Wiśniewski.

Wypowiedź: Ireneusz Wiśniewski, Country Manager F5 Networks w Polsce.

 Foresight kulturowy to przewidywanie nadchodzących zmian w wartościach, aspiracjach oraz wzorcach konsumpcji związanych z kulturą dnia codziennego. Jak wynika z najnowszego raportu „Foresight Kulturowy 2025”, przygotowanego przez zespół Stratosfera by Deloitte, w przeciągu najbliższych 5-10 lat najmocniejszy wpływ na przekaz marketingowy i relacje z konsumentami będą miały: akcentowanie dbałości o środowisko, potrzeba autentyczności oraz wspólnotowości.

„Wartości i aspiracje, które analizujemy w raporcie są istotne dlatego, że to właśnie od nich zależy, co konsumenci będą chcieli kupować i za co gotowi będą płacić wyższą cenę. Znajdują się one pod stałym wpływem trendów kulturowo-rynkowych i zmieniają się dynamicznie w czasie” – mówi Krzysztof Najder, Senior Advisor w Deloitte.

To, co dzieje się i zmienia w marketingu, odzwierciedla procesy i przemiany zachodzące w szeroko rozumianej kulturze, a nawet w życiu społecznym. „Foresight kulturowy powinien zatem odgrywać kluczową rolę w każdym procesie marketingu strategicznego i być elementem budowy silnych marek” – mówi Patrycja Venulet, Dyrektor w Deloitte.

Według ekspertów Deloitte, od pewnego czasu wyłaniają się trzy główne supertrendy, które bezpośrednio oddziałują na aspiracje i zachowania konsumenckie.

Pierwszy z nich to Zrównoważenie, zgodnie z którym odpowiedzialność za środowisko jest ważną wartością dla klientów, która przejawia się m.in. w wyborze nabywanych i konsumowanych przez nich dóbr oraz usług. W marketingu zrównoważenie objawia się poprzez pojawianie się marek, które, obok zapewnienia oczekiwanych przez odbiorców korzyści, wykazują się wrażliwością środowiskową. Może to być związana z marką własność produktowa (jak napęd elektryczny czy użycie w produkcji surowców wtórnych) lub proekologiczne działanie, do którego marka się zobowiązuje.

Drugi trend to Autentyczność, związany ze światem wartości prostoty i naturalności. Jest ona odpowiedzią na zbytnie uzależnienie społeczeństwa od technologii. Przykładowo autentyczność może być widoczna poprzez uwypuklanie w przekazie marketingowym niskiego przetworzenia użytych składników czy materiałów oraz prostoty receptur i metod produkcji. Efekt ten osiągany może być zarówno przez związanie z nią odpowiednich własności produktowych, jak i elementów symbolicznych, jak na przykład odpowiednio skonstruowanego mitu założycielskiego wiążącego markę z dawnymi, „autentycznymi” recepturami czy metodami produkcji.

Trzeci trend, dotyczący bardziej życia społecznego niż dóbr i konsumpcji, to Wspólnotowość, zgodnie z którą przynależenie do grupy społecznej nie powinno być okupywane rezygnacją z własnej niezależności i indywidualności. Ujawniła się ona w ciągu ostatnich paru lat jako reakcja na dwa różne zjawiska: kryzys ekonomiczny i dynamiczny wzrost platform społecznościowych (social media, crowdfunding i crowdsourcing).

Kryzys podkopał wiarę w stabilność i autorytet zinstytucjonalizowanego świata państw i korporacji, a upowszechniające się platformy społecznościowe pokazały, że możliwe jest funkcjonowanie społeczne i ekonomiczne niezależne od tradycyjnych instytucji i nieoddające im części naszej indywidualności i swobody wyboru. Na poziomie zjawisk rynkowych namacalnym rezultatem wspólnotowości jest gwałtowny spadek wiary konsumentów w instytucjonalną, scentralizowaną i ekspercką komunikację reklamową, typową dla marketingu konsumpcyjnego i politycznego ostatnich kilkudziesięciu lat. Towarzyszy temu proporcjonalny wzrost zaufania do komunikacji, której nadawcą jest własna, na ogół internetowa, wspólnota danej osoby. „Spektakularny przykład tego zjawiska widzieliśmy w czasie niedawnych wyborów prezydenckich w USA. Marketing nie ma wyjścia – musi się do niego przystosować lub zginie w obecnej formie” – komentuje Krzysztof Najder.

W raporcie wyodrębniono pięć obszarów życia codziennego, w stosunku do których opisano przewidywania i trendy, które będą decydować w kolejnych latach o rozwoju marketingu.

  1. Jedzenie: żywność jako taka oraz miejsca i sposoby konsumpcji.
  2. Wygląd: postrzeganie ciała i płci, dbanie o siebie.
  3. Rodzina: związki i role społeczne oparte na pokrewieństwie i bliskości, wychowywanie dzieci.
  4. Praca: wzorce wypełniania obowiązków zawodowych, kariera, relacja pomiędzy czasem pracy a czasem wolnym.
  5. Rzeczy: przedmioty, które wytwarzamy i którymi się otaczamy oraz formy ich posiadania.

„Raport wykorzystuje stworzoną przez Stratosferę i rozwijaną w kolejnych edycjach koncepcję Kompromisu Kulturowego, zgodnie z którą trendy pojawiające się w kulturze i na rynku oparte są na kompromisach pomiędzy codziennymi potrzebami konsumentów, takimi jak przyjemność, doskonałość, przynależność, a ich kulturowymi aspiracjami, przede wszystkim odpowiedzialności za świat, naturalności i indywidualności” – mówi Jan Kisielewski, Dyrektor w Deloitte.

Raport jest praktycznym źródłem wiedzy i inspiracji przydatnym zarówno w procesach tworzenia innowacji produktowych, jak i w pracy nad pozycjonowaniem i komunikacją marek. Najnowsza edycja jest już trzecią tego typu publikacją stworzoną przez zespół.

Źródło: Deloitte Polska

88 proc. Polaków choć raz realizowało przelew bankowy online, a 65 proc. korzystało z szybkich płatności internetowych – wynika z najnowszego badania platformy edukacyjnej Kapitalni.org. W związku z Europejskim Dniem Ochrony Danych Osobowych, eksperci Kapitalni.org przypominają 7 zasad, których powinniśmy przestrzegać, aby w sieci odpowiednio chronić nasze dane wrażliwe.

Dostęp do internetu wg danych GUS ma już 80 proc. polskich gospodarstw domowych. Badanie zrealizowane przez Ipsos na zlecenie portalu Kapitalni.org pokazuje, że chętnie wykorzystujemy idące za tym możliwości. Prawie 9 na 10 Polaków chociaż raz w życiu robiło przelew internetowy, a 65 proc. korzystało z szybkich płatności online. Co trzeci badany kupował ubezpieczenie w internecie, a co czwarty – zaciągał pożyczkę. Co zrobić, by korzystając z dobrodziejstw internetu, nie narazić się na niebezpieczeństwa i należycie strzec wrażliwe dane? Z okazji Europejskiego Dnia Ochrony Danych Osobowych, który przypada 28 stycznia, eksperci Kapitalni.org podpowiadają, jak zadbać o swoje bezpieczeństwo w sieci.

  1. Uważaj, co zamieszczasz w sieci

Jak wynika z raportu We Are Social, w Polsce liczba aktywnych użytkowników social mediów wynosi 14 mln. Wielu skrzętnie korzysta z możliwości, jakie dają takie serwisy, jednak często zapomina o tym, jak ważny jest dobór publikowanych w nich treści.

– Social media to nie tylko źródło informacji dla naszych znajomych czy potencjalnych pracodawców, ale także przestępców czyhających na nasze dane. Dlatego nie powinniśmy umieszczać na swoich profilach informacji, które mogą narazić nas na straty finansowe, czy utratę dobrego imienia – mówi Tomasz Jaroszek, ekspert portalu Kapitalni.org.

O jakie informacje chodzi? Przykładowo, zdjęcie dowodu, prawa jazdy czy karty kredytowej. Przestępcy mogą wykorzystać widniejące na fotografii dane, aby zrobić na nasze konto np. zakupy lub do wyłudzenia kredytu. Aby chronić się przed takimi sytuacjami, zawsze możemy odpowiednio skonfigurować ustawienia prywatności naszego konta, dzięki czemu osoby z zewnątrz nie będą miały do nich dostępu. Jednak przede wszystkim zanim opublikujemy daną informację w internecie, najpierw warto się dobrze zastanowić się, czy jest to niezbędne.

  1. Antywirus to podstawa

Nasz komputer to najczęstszy cel internetowych przestępców. Jak wynika z danych Kaspersky Lab, w III kwartale 2016 r. rozwiązania firmy wykryły i odparły ponad 171 mln ataków przy użyciu szkodliwego oprogramowania, przeprowadzonych z zasobów online zlokalizowanych na całym świecie. Mając na uwadze te dane, należy pamiętać o bieżącym aktualizowaniu systemu operacyjnego i wszystkich zainstalowanych programów, a zwłaszcza o korzystaniu z antywirusa, który ochroni nas przed potencjalnymi zagrożeniami.

  1. Chroń swoją przeglądarkę

Codziennie za pomocą przeglądarki odwiedzamy wiele stron internetowych. Jest to podstawowe narzędzie, za pomocą którego korzystamy z sieci. Dlatego powinniśmy szczególnie dbać o jego bezpieczeństwo. Możemy to zrobić, instalując wtyczkę usuwającą reklamy. To właśnie poprzez reklamy włamywacze często próbują dostać się do naszego komputera, w celu kradzieży danych. Zalecane jest również wyłączenie tych wtyczek, z których nie korzystamy.

  1. Uważaj na maile

Pomyśl, zanim otworzysz załącznik lub klikniesz w linka. Poczta elektroniczna to jeden z najczęstszych sposobów dystrybucji złośliwego oprogramowania. Dlatego warto przyglądać się krytycznie każdej wiadomości e-mail, zwłaszcza tej zawierającej załącznik lub link. Może bowiem pochodzić od przestępców, którzy podszywając się pod zaufanego nadawcę, chcą przechwycić nasze dane osobiste.

  1. Używaj różnych i „silnych” haseł

Polacy niestety nadal nie przykładają należytej wagi do ochrony swoich danych, korzystając z prostych do złamania haseł. Jak wynika z analiz firmy Keeper Security, w 2016 r. najpopularniejszym hasłem, którym posługiwali się internauci, był ciąg cyfr „123456”, natomiast na drugim miejscu znalazła się jego rozszerzona wersja – „123456789”. Korzystając z prostych do złamania haseł, narażamy się na utratę naszych danych.

– Hasło do konta bankowego, poczty czy też profili w serwisach społecznościowych powinno należycie chronić nas przed atakami cyberprzestępców. Dlatego warto zadbać, aby było odpowiednio silne. Dobrze, aby zawierało duże i małe litery oraz cyfry i znaki specjalne. Nie należy ustawiać tego samego hasła na wszystkich stronach, z których korzystamy, ponieważ w przypadku ich kradzieży – przestępcy będą mieli łatwy dostęp nie tylko do naszej poczty, ale też bankowości – przestrzega Tomasz Jaroszek, ekspert platformy edukacyjnej Kapitalni.org.

  1. Miej na oku telefon

Pilnuj swojego telefonu, przecież znajduje się na nim mnóstwo informacji na Twój temat. Dlatego dostęp do naszego smartfona powinniśmy zabezpieczyć przed niepowołanymi osobami, ustawiając silne hasło. Dodatkowo, należy instalować tylko aplikacje z zaufanych źródeł, np. sklepów producenta systemu operacyjnego.

  1. Dbaj o swoje dane

Podstawową rzeczą, na którą należy zwracać uwagę, jest ochrona i dbanie o nasze dane, nie tylko w internecie, ale także codziennym życiu, ponieważ możliwości pozyskania ich przez nieuprawnione osoby jest wiele. – Zdarzają się sytuacje, w których tak naprawdę sami podsuwamy je złodziejom, m.in. wyrzucając na śmietnik niezniszczone dokumenty lub nośniki danych – pendrivy, płyty CD, czy też logując się do naszego konta bankowego w miejscu publicznym. Podczas korzystania z internetu również pozostawiamy nasze dane w wielu miejscach, np. subskrybując portal czy wypełniając ankiety. Dlatego zawsze należy zachować ostrożność i czujność jeśli chodzi o udostępnianie danych wrażliwych – zauważa Tomasz Jaroszek.

Nie powinniśmy też okazywać dowodu instytucjom i osobom, które nie mają do tego prawa. Warto pamiętać, że dokumentu tożsamości może od nas wymagać jedynie: policja, pracownicy inspekcji handlowej i ZUS-u w ramach kontroli, pracownicy kontroli skarbowej w ramach kontroli skarbowej, funkcjonariusze Straży Granicznej, BOR-u i Służby Więziennej, pracownicy ochrony osób i mienia, sprzedawcy alkoholu, strażnicy leśni, osoby działające w imieniu zarządcy drogi oraz pracownicy hoteli.

Źródło: Kapitalni.org

Dzięki prowadzeniu oficjalnego profilu firmy w mediach społecznościowych, z jednej strony marka może nawiązać długoterminową relację z klientem, zyskać jego sympatię, a nawet zmienić go w ambasadora marki. Z drugiej, musi być przygotowana na możliwe trudne sytuacje lub nawet kryzys wizerunkowy. Eksperci wyjaśniają jak uchronić się przed nimi lub zminimalizować ryzyko ich wystąpienia w social media.

Prowadzone w mediach społecznościowych profile to miejsca ukierunkowane na interakcje z użytkownikami. Jak podkreślają Praktycy, owa interaktywność oznacza także otwartość na dialog w przypadku skarg i zażaleń konsumentów oraz radzenie sobie z kryzysowymi sytuacjami. Firma musi być gotowa przyjąć ewentualną krytykę. Nie może np. się zdarzyć, że „wywołany do tablicy” po przeczytaniu negatywnej uwagi odnośnie czasu realizacji zamówienia, reaguje złością i wdaje się z klientem w przepychankę słowną. W ten sposób jeden krytyczny post, na który można było szybko odpowiedzieć rzeczowym komentarzem, zamienia się w sytuację kryzysową. Tymczasem dobrze potraktowany użytkownik może odzyskać sympatię do firmy i pomimo problematycznej sytuacji, w dalszym ciągu pozostać jej klientem. Eksperci z Praktycy.com wskazują, o czym muszą pamiętać przedsiębiorcy chcący najlepiej wykorzystać obecność w social media.

Czy to już kryzys?

Zdarza się, że firmy popadają w przesadę i każdy negatywny komentarz traktują jako zapowiedź nadchodzących problemów. Nie zawsze krytyczna uwaga stanowi powód, aby powoływać sztab antykryzysowy w firmie. Negatywny odbiór może wynikać np. z czystej złośliwości, czyli tzw. hejtu. Zwolniony pracownik restauracji może zamieścić na fanpage’u złośliwy komentarz zniechęcający do odwiedzenia lokalu z powodu np. nieświeżego jedzenia, choć taka sytuacja niekoniecznie miała miejsce. Podobny post może zamieścić również osoba pracująca w konkurencyjnej restauracji, chcąc zaszkodzić rywalowi. Czasem krytykę prowokuje sama firma, np. zamieszczając wpis z rażącym błędem językowym lub popełniając faux-pas w komunikacji. O kryzysie można mówić w przypadku zdarzenia o większym znaczeniu, będącym już poważnym zagrożeniem dla wizerunku marki.

Przykładem może być nietrafiony post na fanpage’u marki Gold’s Gym przestawiający zdjęcie gruszki z podpisem „To nie jest kształt dla kobiety”. Po fali protestów użytkowników, marka opublikowała na międzynarodowym profilu oficjalne przeprosiny i poinformowała o wszczęciu wewnętrznej procedury w celu zbadania sprawy i aby zapobiec wystąpieniu podobnych sytuacji w przyszłości. Eksperci z Praktycy.com zwracają uwagę na fakt, że sytuacje kryzysowe najczęściej zdarzają się jednak offline, a przenoszą do środowiska mediów społecznościowych, ponieważ jest ono doskonałym miejscem do wyrażania opinii i dawania upustu nagromadzonym emocjom. Bez wątpienia żadnej z takich sytuacji, bez względu na ocenę jej zagrożenia, nie wolno ignorować.

Kryzys w social media – czy można się do niego przygotować?

Nagłego kryzysu nie da się nigdy w 100 proc. przewidzieć. Trudna sytuacja zazwyczaj rozwija się niespodziewanie i jak zwykli mawiać niektórzy praktycy – kryzysy najczęściej wybuchają w weekendy. Nie oznacza to jednak, że ewentualna trudna sytuacja ma firmę zaskoczyć – warto wcześniej przedsięwziąć kroki, które szybko i sprawnie pozwolą „ugasić” pożar i wyjść z całego zdarzenia bez uszczerbku na wizerunku marki. Po pierwsze, dobrze jest wcześniej dokładnie przeanalizować wszystkie potencjalne zagrożenia, które mogą wywołać realny kryzys. Wadliwy produkt? Użytkownicy na pewno to zauważą i często prędzej wyrażą swoje niezadowolenie na firmowym Fanpage’u niż dzwoniąc na infolinię. W końcu na profilu w social media mogą jednocześnie liczyć na reakcję i wsparcie innych klientów marki. Zła obsługa klienta? Nawet jeśli firma spełnia wysokie standardy w zakresie obsługi klienta, to zawsze może pojawić się wyjątek od tej reguły, który wystarczająco zaszkodzi marce. Na tego rodzaju zarzut firma zawsze musi być przygotowana.

Po drugie, po przeprowadzeniu analizy potencjalnych zagrożeń dobrze, aby firma ustaliła odpowiednie procedury, tj. przygotowała scenariusz komunikacji w sytuacji kryzysowej. Kryzys może wybuchnąć z najbardziej błahego powodu, ale osoba lub zespół odpowiadający za prowadzenie profilu w mediach społecznościowych, musi wiedzieć jak na niego zareagować, do kogo się zwrócić z prośbą o szybkie wyjaśnienie lub komentarz dla klientów, które osoby zaangażować w rozwiązywanie sprawy itd.

Po trzecie, kluczową kwestią jest również powierzenie prowadzenia działań społecznościowych osobom z doświadczeniem, odpornym na stres i… kreatywnym. Zamiast wpadać w panikę, zespół powinien zastanowić się nie tylko jak załagodzić całą sytuację, ale wręcz czy można ją wykorzystać na korzyść firmy. W odpowiedzi na post rozżalonego na markę Bodyform użytkownika z powodu „nierealistycznego obrazu kobiet będących w czasie menstruacji”, firma opublikowała film na YouTube, w którym dyrektor generalna w sarkastycznym tonie przeprasza mężczyznę – video obejrzało ponad 5 mln ludzi.

W przypadku rozwiązywania kryzysów w social media, warto także podać przykład rzecznika Play, który zareagował na opublikowane w mediach społecznościowych zdjęcie, na którym para niezadowolonych klientów stoi przed salonem operatora z napisem „Nie przenoś numeru do Play. Czekamy już 4 dni”. Rzecznik odpowiedział im na profilu również poprzez publikację zdjęcia, na którym stoi przed salonem Play z przepraszającym napisem oraz informacją o rozwiązaniu trudności z aktywacją karty.

Eksperci z Praktycy.com podkreślają, że kryzys wizerunkowy w social media, może dotknąć nawet najlepszych. Prawdziwą sztuką jest wyjść z tej próby zwycięsko, a nawet poprzez dobre zarządzanie komunikacją w trakcie kryzysowej sytuacji, pokazać jak rozwiązać skutecznie problem. Dzięki czemu fani oraz opinia publiczna uznają firmę za odpowiedzialną i właściwie traktującą swoich klientów, także w trudnych chwilach. A od tego już o krok od sytuacji, w której taka firma przekuje swoją wizerunkową porażkę w… marketingowy sukces.

 

Praktycy.com

Chcąc osiągnąć sukces w biznesie, musisz być o krok przed innymi i stosować rozwiązania, które wyróżnią Cię na konkurencyjnym rynku oraz sprawią, że to właśnie Twoja oferta zostanie wybrana przez klienta. Jedną z biznesowych przewag mogą dać Ci technologie kryjące się pod akronimem, który już na stałe zagościł w świecie biznesu, czyli SMAC – nazywane również trzecią platformą.

SMAC (Social, Mobile, Analytics, Cloud) tworzy ekosystem rozwiązań, który pozwala przedsiębiorcom rozwijać swoją działalność i być „bliżej klienta”, przy minimalnych nakładach finansowych i maksymalnym zasięgu. Stale rosnąca ilość danych, które są dostarczane przez urządzenia mobilne, platformy społecznościowe, przeglądarki internetowe i programy lojalnościowe, tworzy nowy model biznesu oparty na informacjach generowanych przez klienta. Odpowiednie przetworzenie tych informacji jest warunkiem koniecznym do osiągnięcia biznesowego sukcesu.

Jak SMAC wpływa na biznes?

SMAC to nowa generacja trendów technologicznych, które pojedynczo mają potencjał do przynoszenia korzyści, a razem mogą tworzyć zupełnie nowy model biznesu – do niedawna zupełnie niewyobrażalny. SMAC opiera się na czterech filarach:

Social – sieci społecznościowe przełamują bariery przepływu informacji między ludźmi i stają się platformami, dzięki którym szybka wymiana wiedzy jest coraz bardziej efektywna. Komunikacja w ramach platform społecznościowych bardzo mocno wypiera komunikację telefoniczną czy mailową. Zjawisko to ma miejsce również w obszarze biznesowym, gdzie szybka wymiana informacji jest niezwykle ważna. Wykorzystanie sieci społecznościowych pozwala na uzyskanie lepszej interakcji z klientami, dzięki czemu możliwe staje się szybsze reagowanie na problemy i budowanie bazy wiedzy na podstawie preferencji i zachowań użytkowników. Platformy social wkraczają także coraz śmielej do firm. Pracownicy zrzeszeni w społeczność mogą dużo łatwiej i szybciej wymieniać doświadczenia, interesujące treści i przyspieszać rozwiązywanie problemów.

M obile – urządzenia mobilne, takie jak smartfony i tablety, na stałe zagościły już w naszym życiu. Zwiększyły również możliwość dotarcia firm do klientów, którzy korzystając z urządzeń mobilnych, przyzwyczaili się do robienia zakupów i używania różnego rodzaju serwisów i aplikacji w każdym czasie i w każdym miejscu. Wzrost popularności zakupów mobilnych jednocześnie wymógł na przedsiębiorcach konieczność rozwijania swoich kanałów marketingu internetowego oraz udostępniania klientom kanałów mobilnych. W tych warunkach prezentowanie oferty na urządzeniach mobilnych jest podstawą do zdobycia lub utrzymania wysokiej pozycji rynkowej.

A nalytics – zrozumienie zachowań i preferencji klientów jest jedną z największych zalet korzystania z narządzi analitycznych. Z zebranych danych, analizowanych przez zaawansowane algorytmy, przedsiębiorcy są w stanie wywnioskować, jak zadbać o lojalność klientów, ulepszyć kampanie marketingowe, usprawnić procesy rozwoju produktów i świadczyć usługi, które pasują do preferencji i wymagań klientów. Dzięki poznaniu upodobań użytkowników przedsiębiorcy są w stanie m.in. prezentować treści zgodne z ich oczekiwaniami. Nadrzędnym celem wykorzystania narzędzi analitycznych w prowadzeniu biznesu jest zatem podejmowanie prawidłowych decyzji, w oparciu o aktualne i zagregowane informacje.

C loud – technologia chmury obliczeniowej oferuje narzędzia umożliwiające sprawne gromadzenie informacji i skuteczne zarządzanie przedsiębiorstwem. Korzystanie z narzędzi dostępnych w chmurze pozwala przedsiębiorcom na obniżenie kosztów przeznaczanych na IT, przełamanie barier geograficznych i posiadanie dostępu do danych w dowolnym czasie i miejscu. Chmura jest czynnikiem, który spaja pozostałe elementy składające się na SMAC.

 Siła synergii

Wiele przedsiębiorstw wdraża rozmaite systemy informatyczne, które ostatecznie nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Przyczyną takiego efektu jest brak współpracy pomiędzy wdrażanymi rozwiązaniami. Kluczem do odniesienia sukcesu przy zastosowaniu technologii SMAC jest połączenie czterech elementów, które komunikując się między sobą, pozwalają firmie na rozwój. Żadna z tych czterech technologii nie daje pełnego efektu samodzielnie. Jedynie synergia wytworzona przez wszystkie elementy SMAC pracujące wspólnie pozwala na stworzenie przewagi konkurencyjnej. Firmy inwestowały do tej pory w mobilność, chmurę, analitykę biznesową oraz wykorzystanie w biznesie mediów społecznościowych, tworząc samodzielne, najczęściej niewspółpracujące rozwiązania. Połączenie ich w ramach trzeciej platformy umożliwia tworzenie nowych usług generujących przychody, pogłębiających relację z klientami, a także poprawiających efektywność funkcjonowania przedsiębiorstwa.

 Z czego wynika efektywność SMAC?

Dzięki rozwojowi chmury obliczeniowej i technologii mobilnej przeszliśmy od zamkniętych systemów komunikacji do platform społecznościowych. Głęboko i trwale zmieniło to system pracy i komunikację biznesową. Kanały społecznościowe umożliwiły szybkie tworzenie i udostępnianie treści, szerszą dystrybucję informacji, a także lepszą współpracę i interakcję z klientami. Technologie mobilne pozwoliły na uzyskanie łatwego dostępu do informacji poprzez nieustanne połączenie z Internetem. Analizy danych są wykorzystywane w celu optymalizacji zarządzania relacjami z klientami oraz zwiększania efektywności kanałów sprzedaży. Chmura jest natomiast w wielu przedsiębiorstwach podstawą systemów IT, zwiększającą ich elastyczność, skalowalność i wpływającą na redukcję kosztów. Przedsiębiorstwa chcące utrzymać swoją pozycję na rynku, muszą być gotowe na dostarczenie klientom usług w pełni dostosowanych do ich potrzeb. Dzięki rozwojowi SMAC technologia informatyczna nie jest już tylko wsparciem i pomocą w rozwijaniu biznesu, ale punktem zwrotnym, który daje przewagę przedsiębiorstwom i pozwala im wyróżnić się na tle konkurencji. SMAC dostarcza odpowiednie informacje w odpowiednim czasie, co umożliwia podejmowanie właściwych decyzji i efektywną współpracę zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz przedsiębiorstwa.

Autor: Jacek Słowik – Comarch

Eksperci

Idą smutne święta… dla inwestorów

Jak na razie nie zanosi się, aby w te święta na inwestorów czekały prezenty. Globalna karuzela rozte...

Prognozy na 2019 rok – w gospodarce osłabienie, nerwowo na rynkach

Rok 2019 bez wątpienia będzie okresem globalnego spowolnienia wzrostu gospodarczego. Nie powinno ono...

Inwestorzy widzą tylko to, co chcą zobaczyć

Wygląda na to, że przed obawami o globalne spowolnienie rynki finansowe mogą uratować... skutki obaw...

PPK to nie nowe OFE, dajmy im szansę

Proces legislacyjny w Polsce od dawna budzi niemałe kontrowersje, ale pomysłodawcom ustawy o Pracown...

Koniec jednego, początek drugiego

Koniec miesiąca i start szczytu G20 nakładają się na siebie, co może przynieść wszystko i nic w kwes...

AKTUALNOŚCI

Koniec nadwyżki w handlu zagranicznym

Od 2015 r. Polska utrzymywała nadwyżkę w wymianie międzynarodowej. Rok 2018 polski handel zagraniczn...

Historyczny moment: Ameryka niezależna energetycznie

Gdy wszyscy oczekiwali na komunikat OPEC na temat redukcji podaży ropy naftowej, pojawiła się znaczn...

Co nam zostanie po COP 24?

 Od kilku dni w Katowicach goście z całego świata dyskutują o możliwościach i regułach wdrożenia por...

Będą kolejne referenda w sprawie opuszczenia UE? Nie Polska i Węgry, ale…

Nie Polska czy Węgry, ale Włochy i Grecja są najbliższej wyjścia z Unii Europejskiej. Londyński bukm...

Elektroniczne faktury zdominują wkrótce rynek rozliczeń

Elektroniczne faktury mają za kilka lat zdominować rynek rozliczeń. Polscy przedsiębiorcy jednak do ...