sobota, Listopad 25, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "rząd"

rząd

Rada Ministrów przyjęła 5 projektów ustaw składających się na „Konstytucję Biznesu”. Są to projekty: Prawa przedsiębiorców, o Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców, o Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej i Punkcie Informacji dla Przedsiębiorcy, o zasadach uczestnictwa przedsiębiorców zagranicznych i innych osób zagranicznych w obrocie gospodarczym na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz Przepisów wprowadzających ustawę Prawo przedsiębiorców oraz inne ustawy dotyczące działalności gospodarczej.

W projekcie Prawa przedsiębiorców wyraźnie podkreślono zasadę: „co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone”, która jest rozwinięciem fundamentalnej zasady wolności działalności gospodarczej.

Nowe przepisy tworzą korzystne i stabilne warunki do wykonywania działalności gospodarczej oraz wzmacniają gwarancje wolności i praw przedsiębiorców. Zmniejszają także ryzyko biznesowe oraz zwiększają chęć przedsiębiorców do podejmowania i wykonywania działalności gospodarczej, w tym także chęć do ponoszenia ryzyka technologicznego związanego z realizacją innowacyjnych projektów („Konstytucja Biznesu”).

Przepisy przewidują powołanie Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców – instytucji, o charakterze gwaranta instytucjonalnego zasad i praw wyrażonych w Prawie przedsiębiorców.

Wśród najważniejszych propozycji są też m.in. ustanowienie podstawowych zasad prawnych dotyczących relacji przedsiębiorca – administracja, bardziej przyjazna i partnerska relacja między administracją a przedsiębiorcami, wprowadzenie instytucji działalności nierejestrowej i tzw. „ulgi na start”.

Projekt ustawy o Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej i Punkcie Informacji dla Przedsiębiorcy wprowadza regulacje, które usprawnią funkcjonowanie CEIDG oraz Pojedynczego Punktu Kontaktowego, który zostanie zastąpiony przez Punkt Informacji dla Przedsiębiorcy (PIP).

Ułatwi to podejmowanie i prowadzenie działalności gospodarczej – obsługa przedsiębiorców będzie sprawniejsza – uproszczony zostanie proces rejestracji oraz dokonywania zmiany danych wpisywanych do CEIDG.

Na podstawie nowych przepisów możliwe będzie udostępnianie przez przedsiębiorcę online w CEIDG informacji o udzielonych przez niego pełnomocnictwach i ustanowionych prokurentach. Opublikowanie przez przedsiębiorcę w CEIDG informacji o pełnomocniku będzie równoznaczne z udzieleniem pełnomocnictwa na piśmie.

Rząd przyjął też projekt ustawy o zasadach uczestnictwa przedsiębiorców zagranicznych i innych osób zagranicznych w obrocie gospodarczym na terytorium RP oraz projekt przepisów wprowadzających ustawę Prawo przedsiębiorców oraz inne ustawy dotyczące działalności gospodarczej.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Komisja Europejska opublikowała szóstą edycję Monitora Kształcenia i Szkolenia przedstawiając  m.in. zmiany w systemach kształcenia w krajach UE28, jakie dokonały się w ostatnich latach.

Wydatki publiczne na edukację stanowiły w Polsce w 2015 r. 5,2 proc. PKB, a 12,6 proc. całości wydatków publicznych. Średnio w krajach UE było to 4,9 proc. PKB i 10,3 proc. wydatków publicznych. Wskaźniki te wskazują, że w Polsce jest pod względem publicznego finansowania edukacji nieco lepiej niż w całej UE. Pytanie tylko, czy środki te są efektywnie wykorzystywane. I tu także teoretycznie możemy mówić o lepszych wynikach niż średnia dla UE, bowiem w Polsce 14,4 proc. 15-latków miało braki w umiejętnościach w czytaniu i interpretacji, podczas gdy w UE było to średnio 19,7 proc. Problem w tym, że w 2015 r. odsetek ten był w Polsce istotnie wyższy niż w 2012 r. (o ponad 1/3). Podobnie negatywny trend obserwujemy w znajomości matematyki i rozumowaniu w naukach przyrodniczych. To, że średnio w UE jest gorzej nie powinno nas usypiać. Jeżeli bowiem rośnie odsetek młodych ludzi, którzy mają problemy z czytaniem ze zrozumieniem, z matematyką i naukami przyrodniczymi, to już należy działać, aby te niepokojące zjawiska zahamować. Nie wiem, czy reforma edukacji, którą rząd wprowadził od września 2017 r. pozwoli na to. Ale 15-latkowie mają jeszcze szanse na uzupełnienie swoich umiejętności i doskonalenie wiedzy tak, aby w bardzo szybko zmieniającej się, coraz więcej wymagającej gospodarce znaleźć dla siebie miejsce. Gorzej z osobami dorosłymi.

W Polsce tylko 3,7 proc. osób dorosłych bierze udział w kształceniu ustawicznym. W krajach UE jest to średnio 3-krotnie więcej. Ponadto w Polsce i tak niewielki odsetek osób dorosłych biorących udział w kształceniu ustawicznym zmalał w 2016 r. w stosunku do 2013 r. o prawie 15 proc. Możliwe, że jest to w części efekt sytuacji na rynku pracy, która w 2013 r. była znacznie gorsza (stopa bezrobocia 9,8 proc.) niż w 2016 r. (5,5 proc.). Ponadto w 2013 r. bezrobotnych poszukujących pracy dłużej niż 6 miesięcy było prawie 1 milion. W 2016 r. już tylko 420 tys. Może nie znajdujemy w sobie motywacji do kształcenia przez całe życie, a może nie ma oferty skierowanej do osób dorosłych, która pozwalałaby im w takim procesie świadomie uczestniczyć. Zapewne działają tu obie przyczyny. Świadomości nie da się szybko zmienić, ale można na tę zmianę oddziaływać  poprzez odpowiednie impulsy. Na pewno takim impulsem mogłoby być przemyślane, dostosowane do potrzeb cyfryzującego i robotyzującego się świata i gospodarki, dofinansowywanie kształcenia ustawicznego Polaków. Dzisiaj większość osób które chcą pracować, mogą pracę znaleźć, ale „jutro” będzie to coraz trudniejsze. Przede wszystkim ze względu na brak odpowiednich umiejętności i kompetencji. A do ich budowania potrzebny jest lifelong learing.

Tymczasem rząd planując budżet państwa na 2018 r. zakłada w planie finansowym Funduszu Pracy, który ma dysponować prawie 12 mld zł, że wydatki z niego wyniosą 8,2 mld zł. Mając „rezerwę” 3,6 mld zł rząd jednocześnie obniża o 50 proc. i tak bardzo niskie wydatki na Krajowy Fundusz Szkoleniowy (z 200 mln zł do 100 mln zł). Rząd nie ma też w planach żadnego systemowego programu zapewniającego Polakom kształcenie ustawiczne. Już dzisiaj w Polsce zaczynają działać przedsiębiorstwa, w których na 1 zatrudnionego przypadają 3 roboty.  Może lepiej zamiast zwiększać wydatki społeczne do 75 mld zł zacząć znacznie więcej przeznaczać na kształcenie ustawiczne.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Rząd przyjął projekt ustawy skracający z 50 do 10 lat okres obowiązkowego przechowywania akt pracowniczych.  To dobre rozwiązanie.  Konfederacja Lewiatan od dawna postulowała zmniejszenie obowiązków pracodawców związanych z prowadzeniem i przechowywaniem akt pracowniczych.

– Skrócenie okresu przechowywania akt pracowniczych spowoduje znaczące zmniejszenie obciążeń i kosztów pracodawców. Na tle innych krajów Unii Europejskiej w Polsce mamy do czynienia z bardzo długim – 50 letnim, obowiązkiem przechowywania, archiwizowania akt pracowniczych przez pracodawców w formie papierowej. Dlatego dobrze się stało, że ten stan rzeczy ulegnie zmianie. Nowe regulacje mają wejść w życie z dniem 1 stycznia 2019 r.   – mówi Robert Lisicki, radca prawny, dyrektor departamentu pracy, dialogu i spraw społecznych Konfederacji Lewiatan.

Pracodawcy popierają też zmianę, która umożliwi firmom przechowywanie akt pracowniczych także w wersji elektronicznej.

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

Płaca minimalna w 2018 r. wzrośnie do 2 100 zł – a co za tym idzie, wzrośnie do prawie 500 zł miesięczna składka ZUS dla przedsiębiorców ze stażem krótszym niż 2 lata. Póki co jest to jedyna pewna wiadomość płynąca ze strony rządu, czego nie można powiedzieć o kolejnej propozycji dotyczącej obniżek składek ZUS.

Poznaliśmy ostateczną decyzję Rady Ministrów co do wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę w 2018 r. – wyniesie ono 2 100 zł. Oznacza to wzrost o 5% w stosunku do 2017 r. oraz utrzymanie płacy minimalnej na dotychczasowym poziomie 47 proc. w stosunku do średniego krajowego wynagrodzenia, wynoszącego obecnie ok. 4,5 tys. zł.

Jeszcze na początku czerwca rząd proponował, aby minimalne wynagrodzenie za pracę w 2018 r. wynosiło 2 080 zł. Decyzja o podniesieniu jego poziomu do 2 100 zł uargumentowana została wzrostem gospodarczym i dobrą sytuacją na rynku pracy, choć spotkała się z krytyką pracodawców, którzy brali udział w konsultacjach dotyczących minimalnego wynagrodzenia. Ich zdaniem kwota pensji minimalnej rośnie szybciej niż wydajność pracy, która wzrasta 3-4% w skali roku.

Co ważne z punktu widzenia nie tylko pracodawców, ale i właścicieli najmniejszych firm, wzrost płacy minimalnej obok wzrostu pensji dla pracowników pociąga za sobą także wzrost składek społecznych opłacanych na preferencyjnych zasadach. W skrócie oznacza, że rośnie tzw. mały ZUS

Preferencyjny ZUS w górę o 114 zł

Wysokość składek społecznych, jakie każdy przedsiębiorca zobowiązany jest co miesiąc wpłacać na konto ZUS, kształtują prognozowane przeciętne miesięczne wynagrodzenie (60% to minimalna podstawa wymiaru składek społecznych przedsiębiorcy z ponad 2-letnim stażem) i pensja minimalna (30% to minimalna podstawa wymiaru składek społecznych w pierwszych 24 miesiącach życia firmy).

Od 2018 r. najniższa podstawa wymiaru składek na ubezpieczenie społeczne w przypadku przedsiębiorców korzystających z „małego ZUSu” będzie wynosić 630 zł, tj. o 30 zł więcej niż obecnie. Od tej kwoty przedsiębiorca będzie obliczał składkę emerytalną, rentową, wypadkową i dobrowolną chorobową. W efekcie w nowym roku co miesiąc młody przedsiębiorca – przyjmując do obliczeń wysokość tegorocznej składki zdrowotnej – zapłaci nie 487,90 zł jak dziś, a 497,43 zł, co w skali roku daje 114,36 zł podwyżki. Na wysokość ostatecznych bieżących kosztów ZUS ponoszonych przez przedsiębiorców wpłynie też aktualizacja wysokości składki zdrowotnej, którą poznamy dopiero na początku przyszłego roku. Wysokość ubezpieczenia „zdrowotnego” zależy bowiem od przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw z ostatniego kwartału.

Podwyżka „małego ZUS” dla istniejących firm, propozycja obniżki dla nieistniejących

Na początku września na drogę konsultacji społecznych trafił kolejny pomysł na zrewolucjonizowanie wysokości składek ZUS dla przedsiębiorców. Tym razem autorem jest resort pracy, który proponuje, by okres preferencyjnego opłacania składek na ubezpieczenie społeczne wydłużyć o rok, tj. do okresu 3-letniego.

Jednocześnie jednak w tym trzecim roku przedsiębiorca miałby płacić składki wyższe niż przez pierwsze dwa lata, choć nadal niższe niż ogólne – dokładnie 697,58 zł miesięcznie, jeśli przyjąć do obliczeń niezmieniony poziom składki zdrowotnej. Podstawą do wyliczenia składek firmy, która skończyła dwa lata, przez rok byłoby bowiem 60% minimalnej pensji. Takie rozwiązanie, zdaniem ministra pracy, ma zwiększyć wskaźnik przeżywalności najmniejszych firm.

Działające już firmy obejdą się smakiem

Niestety powyższa propozycja wydłużenia okresu tzw. małego ZUS-u jest skierowana jedynie do przyszłych przedsiębiorców, którzy założą firmę w 2018 r., co z pewnością może nie spodobać się właścicielom już istniejących firm, zwłaszcza tych starszych. A te stanowią zdecydowaną większość. W samym uzasadnieniu do projektu czytamy, że zgodnie ze stanem na dzień 19 czerwca 2017 r. wśród ok. 1,4 mln ubezpieczonych przedsiębiorców (osób fizycznych) aż czterech na pięciu wpłaca co miesiąc do ZUS niecałe 1 200 zł (tzw. pełny ZUS), a jedyne 18% stanowią ci, którzy opłacają „mały ZUS”. Poza tym wydłużenie okresu preferencji do 3 lat, przy jednoczesnym wprowadzaniu kolejnej, innej budowy składki komplikuje i tak już skomplikowane zasady obliczania składek.

Autorzy projektu uważają, że zmiany w nim przewidziane mają szansę obowiązywać od 1 stycznia 2018 r.

Projekty się piętrzą, ale nie dochodzą do skutku

Powyższy projekt resortu pracy ma status otwartego. Taki sam status przypisany jest też projektowi resortu finansów, który był już przedmiotem analizy Tax Care, a który zakładał wprowadzenie niższych i progresywnych składek ZUS dla przedsiębiorców osiągających roczny zarobek rzędu 60 tys. zł.

Warto też pamiętać, że w cały czas w poczekalni znajduje się jeszcze ustawa Prawo przedsiębiorców, która z kolei przewiduje, że przedsiębiorca przez pierwszych 6 miesięcy po założeniu działalności nie płaciłby składek ZUS w ogóle. W międzyczasie pojawił się też pomysł na stworzenie swego rodzaju mikroskładki zdrowotnej. Wrześniowy projekt resortu pracy to zatem kolejna idea mająca służyć przedsiębiorcom, o jakiej mówi się w przeciągu ostatnich miesięcy.

Na to, czy i które z propozycji obniżenia zobowiązania przedsiębiorcy z tytułu ubezpieczenia społecznego i zdrowotnego właściciele firm odczują na własnej skórze, przyjdzie nam poczekać. Póki co pewna jest przyszłoroczna podwyżka preferencyjnych składek ZUS.

 

Źródło; Tax Care

W ubiegłym tygodniu rząd przyjął wstępnie projekt budżetu na rok 2018. Zakłada on m.in. wzrost PKB o 3,8% i deficyt budżetu na poziomie 2,7% PKB.

Do budżetu państwa powinniśmy podchodzić podobnie jak do budżetów rodzinnych. Kilkanaście lat temu moi sąsiedzi postanowili w finansach rodzinnych wzorować się na polityce kolejnych polskich rządów, które od 20 lat wydają średnio rocznie o 10 procent więcej niż wynoszą przychody budżetu. On prowadził z sukcesem firmę, ona miała stabilną i dobrze płatną pracę, a dwoje dzieci chodziło do szkoły. Zaciągane kredyty przeznaczyli na rozsądne cele: wyposażenie firmy, rozbudowę domu, większy samochód, dodatkowe zajęcia dla dzieci, atrakcyjne wakacje. Kilka lat temu pogorszyła się jednak koniunktura w branży, w której sąsiad działał, a wkrótce potem jego żona straciła pracę i choć szybko znalazła następną, to jednak znacznie gorzej płatną. Nie byli w stanie spłacać kredytów. Ich standard życia wyraźnie się obniżył. Ostatnio wystawili dom na sprzedaż.

Jeżeli w okresie wyjątkowo dobrej koniunktury, z którą obecnie mamy do czynienia, rząd wydaje o 10 procent więcej niż wynoszą przychody, to co się stanie w czasie pogorszenia koniunktury, kiedy wydatki na bezrobotnych będą rosły a wpływy podatkowe będą malały? Wyhamujemy inwestycje publiczne wysyłając setki tysięcy pracowników na bruk i prowadząc do bankructwa wielu firm? Obetniemy wydatki na opiekę zdrowotną, edukację, świadczenia socjalne? Przyspieszymy zadłużanie państwa wpadając w spiralę podobnie jak Grecy?

W czasie dobrej koniunktury powinniśmy gromadzić oszczędności na czarną godzinę, czyli wypracować nadwyżkę przychodów nad wydatkami. Jeżeli tego nie robimy, to zwiększamy ryzyko kryzysu przy najbliższym spowolnieniu gospodarki. Już to przerabialiśmy, a mimo to niczego się nie nauczyliśmy. Dlatego deficyt finansów publicznych w czasie dobrej koniunktury, nawet mniejszy od założonego, nie jest powodem do dumy, lecz wyrazem krótkowzroczności i braku poczucia odpowiedzialności.

Szkoda, że politycy, którzy zazwyczaj dbają o zrównoważenie budżetów własnych rodzin, nie podchodzą podobnie do budżetu państwa.

Rządy Niemiec i Czech utrzymują w pełni zrównoważone finanse publiczne, uznając, że deficyt jest dopuszczalny jedynie w sytuacji silnego spowolnienia gospodarki, a w czasie dobrej koniunktury należy gromadzić oszczędności na złą godzinę. Polski rząd mimo wyjątkowo dobrej koniunktury wydaje znacznie więcej niż wpływa do kasy państwa. Kto postępuje słusznie?

 

Komentarz Jeremiego Mordasewicza, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w czerwcu br. o 6% r/r., zatrudnienie było wyższe o 4,3% r/r  – podał GUS.

Dobra koniunktura gospodarcza przy narastającym niżu demograficznym to przepis na kłopoty ze znalezieniem pracowników. Problem potęguje decyzja o obniżeniu wieku emerytalnego. O braku pracowników otwarcie mówią już przedstawiciele wielu branż m.in. odzieżowej, transportu i logistyki, czy motoryzacji. Firmy starają się częściowo kompensować braki kadrowe pracownikami z Ukrainy. Jednak zasoby te nie są wystarczające, a informacje płynące z rynku pracy nie nastrajają optymizmem. Niski współczynnik aktywności zawodowej – 56,1% jest wyzwaniem, z którym będzie musiał się zmierzyć rząd. Bez kompleksowej strategii aktywizacji zawodowej nawet rosnące pensje nie zachęcą do powrotu na rynek pracy.

Program 500+ zmniejszył zagrożenie ubóstwem i wykluczeniem do poziomu niższego niż w Unii Europejskiej. I dane te należy oceniać pozytywnie, tym bardziej, że obecnie tylko 23,4 % ludzi jest zagrożonych ubóstwem wobec 45,3% w 2005. Takie dane publikuje Komisja Europejska. Niestety „Program 500+” wypchnął też poza rynek pracy wiele osób, które teraz trzeba zaaktywizować. Wstrzymano też programy aktywizacji długotrwale bezrobotnych realizowanych w partnerstwie z agencjami zatrudnienia. Potrzebne są programy aktywizujące młode matki – rozwijające zorganizowaną opiekę przedszkolną, czy elastyczne kontrakty zatrudnienia, które pozwalają godzić życie zawodowe z rodzinnym. Jednak głównym wyzwaniem dla rządu są działania zachęcające młodych do szybszego wchodzenia na rynek pracy i łączenia edukacji ze zdobywaniem praktycznego doświadczenia zawodowego. Mamy nadzieję, że planowana reforma edukacji, poza przywróceniem 8-letniej szkoły podstawowej, odbuduje pozycje kształcenia zawodowego i zagwarantuje kompleksowe i wczesne doradztwo zawodowe, które jest kluczowe dla odpowiedzialnego planowania rozwoju zawodowego.

Bolączką polskiego rynku pracy jest również brak długofalowej polityki migracyjnej, która powoli staje się koniecznością. Pracownicy z Ukrainy, o ile ratują bieżące braki kadrowe w wielu branżach, nie są jednak w stanie rozwiązać problemów w długim terminie. Rząd powinien opracować kompleksową, a przede wszystkim odpowiedzialną strategię włączania cudzoziemców w polskie społeczeństwo. Idealnym obszarem asymilacji dla obcokrajowców jest właśnie rynek pracy. To w firmach cudzoziemcy mogą poznać kulturę, wartości i ludzi, stając się częścią społeczeństwa kraju, do którego przyjeżdżają.

Komentarz  Jakuba Gontarka, eksperta Konfederacji Lewiatan

Piotr Wroński, wiceprezes zarządu Medcom, podkreśla, że firma, tak jak i przemysł w Polsce, jest gotowa na wprowadzenie elektromobilności. Największe wyzwania, związane z regulacjami i promocją nowej strategii wśród społeczeństwa, stoją przed rządem.
– Jeśli coś nie działa dzisiaj, to zapewne ktoś jest w stanie wymyślić, żeby działało w niedalekiej przyszłości – tak mówił Piotr Wroński, wiceprezes zarządu firmy Medcom, w czasie debaty zatytułowanej: „Czy energetyka, przemysł i nauka są gotowe na strategię elektromobilności?”, która odbyła się w Warszawie w ramach Okrągłego Stołu Energetycznego – konferencji zorganizowanej przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR i Ministerstwo Energii.

Wroński podkreślał, że Medcom od czterech lat przygotowuje się do wprowadzenia rozwiązań elektromobilnych jeśli chodzi o technologię. Wcześniejsze doświadczenia zgromadzone w branży kolejowej dają dobre rezultaty przy pracy nad autobusami. Współpraca z Solarisem już do końca tego roku zaowocuje produkcją stu pojazdów. Medcom dba również o zaplecze naukowe – w październiku ruszą zorganizowane wspólnie z Politechniką Warszawską dedykowane elektromobilności studia podyplomowe.

Wiceprezes Medcom wielokrotnie podczas debaty zwracał uwagę, że przemysł i nauka są w stanie odpowiedzieć na popyt w dziedzinie elektromobilności. Problemem nie są rozwiązania techniczne, tylko stworzenie korzystnego środowiska biznesowego. Dużą rolę odegrać powinien na tym polu rząd, poprzez pracę nad regulacjami, a także za pomocą odpowiedniej promocji elektromobilności wśród społeczeństwa (między innymi przez system zachęt finansowych). Jeśli uda się skoordynować prace administracji i biznesu, zagadnienia takie jak stworzenie odpowiedniej infrastruktury energetycznej, czy opracowanie bardziej pojemnych, lżejszych i tańszych ogniw paliwowych nie będą stanowiły problemu.

Źródło: rynekinfrastruktury.pl

Siódmego czerwca zakończył się kolejny etap repolonizacji polskiego sektora bankowego. Pekao nie jest już częścią włoskiej Grupy UniCredit. Teraz pieczę nad bankiem sprawuje Skarb Państwa, za pośrednictwem PZU oraz Polskiego Funduszu Rozwoju, które zostały głównymi akcjonariuszami drugiego największego banku nad Wisłą. Dzięki transakcji sektor bankowy w 52% tworzy kapitał krajowy. Polityka repolonizacji jest konsekwentnie realizowana, jednak mimo wszystko taki sposób „udomowienia” budzi wiele kontrowersji, natomiast PR – owe hasła polityków wydają się zniekształcać prawdziwy obraz i sens tego procesu.

Repolonizacja to powrót polskiego kapitału do sektora bankowego, choć nie tylko do niego, bo rząd planuje też objąć tym procesem chociażby media. Cały szkopuł tkwi w tym, że w tym przypadku polski kapitał tożsamy jest z kapitałem Skarbu Państwa. Klienci Pekao najprawdopodobniej nie odczują żadnych zmian związanych z roszadami w akcjonariacie, co najwyżej będą musieli przyzwyczaić się do rebrandingu swojego banku tzn. do powrotu polskiego żubra. Takie przejęcie rodzi jednak wiele istotnych czynników ryzyka i zachęca do zadania pytania: czy to udomowienie, czy też nacjonalizacja?

Pekao to kolejna spółka giełdowa, a zarazem kolejny bank z indeksu WIG20 zależny od decyzji politycznych. To oznacza, że inwestorzy będą musieli na przykład przyzwyczaić się do częstych karuzel stanowisk. Nie to jednak budzi największe obawy. Banki pełnią niezmiernie ważną rolę w gospodarce i państwo może chcieć wykorzystać swoje w nich udziały do realizacji polityki gospodarczej. To nie wzrost wartości przedsiębiorstwa może być celem numer jeden, a realizacja politycznych celów gospodarczych np. tak jak jest w przypadku spółek energetycznych, które w efekcie dużo straciły na swojej atrakcyjności inwestycyjnej.

Warto pamiętać również o tym, że główną motywacją do repolonizacji banków było przeniesienie ich ośrodków decyzyjnych do Polski i zwiększenie udziału polskiego kapitału w całym sektorze. Taki zabieg ma zwiększyć stabilność i bezpieczeństwo polskiego systemu finansowego. Często podkreśla się, że w dobie kryzysu z lat 2007 – 2009 spółki – matki wymuszały zatrzymanie akcji kredytowej w Polsce, pomimo że nad Wisłą skutki kryzysu nie były tak dotkliwe jak na Zachodzie. Łatwo oceniać decyzje z perspektywy ex post. Tymczasem nie da się ukryć, że takie działanie nie powinno stanowić zaskoczenia z perspektywy prowadzenia biznesu. Inną kwestię, często pomijaną, stanowi fakt, że KNF czuwa nad sektorem i systematycznie aktualizuje wymagania kapitałowe dla danych podmiotów. W efekcie zagraniczne spółki – matki w razie takiej potrzeby są zmuszone dokapitalizować swoje córki. Pytanie brzmi, czy w razie sytuacji kryzysowej państwo byłoby w stanie wyłożyć tak ogromne pieniądze? Co więcej, skupienie tak istotnego udziału rynkowego w jednym podmiocie zwiększa ryzyko systematyczne.

Mimo wszystko nie da się ukryć, że PZU (czyt. Skarb Państwa) dobił świetnego targu. Cena kupna udziałów w Pekao wydaje się atrakcyjna, tym bardziej że bank jest naprawdę solidny pod względem jakościowym. Nie najlepsza sytuacja UniCredit, która doprowadziła do wzrostu popytu Grupy na kapitał oraz wcześniejsza dekoniunktura na warszawskim parkiecie sprawiły, że wycena Pekao nie była wymagająca, choć transakcja opiewająca na kwotę kilkunastu miliardów złotych niewątpliwie robi wrażenie. W efekcie Grupa PZU zasługuje nie tylko na miano giganta ubezpieczeniowego, ale również i bankowego. Ponadto, Pekao to spółka zyskowna i wypłacająca sowitą dywidendę. Zatem z czysto biznesowego punktu widzenia niniejsze przejęcie wydaje się trafną decyzją.

Podsumowując, należy podkreślić, że obecna repolonizacja przypomina nacjonalizację i niekoniecznie prowadzi do wzrostu bezpieczeństwa systemu finansowego, tym bardziej że kryzysy bankowe bardzo często mają charakter egzogeniczny i globalny. To bezpieczeństwo zależy od dywersyfikacji właścicielskiej branży, od jakości zarządzania oraz od odpowiedniej polityki ostrożnościowej i działań nadzorcy. Zwiększenie roli państwa w sektorze bankowym generuje ryzyko realizacji polityki gospodarczej poprzez realną działalność gospodarczą banków zależnych od Skarbu Państwa i może negatywnie wpłynąć na całą branżę. Znacznie bardziej efektywnym rozwiązaniem i bliższym definicji „udomowienia” byłoby wykorzystanie polskiego kapitału prywatnego, choć istnieje ryzyko, że takiego kapitału nie udałoby się znaleźć. Dlatego też obecny kształt repolonizacji wydaje się jedynym realnym sposobem na jej przeprowadzenie, choć nie należy bezkrytycznie wierzyć PR – owym hasłom wielu polityków, którzy aktualną repolonizację banków utożsamiają z gwarantem wzrostu bezpieczeństwa systemu finansowego i z pozytywnym bodźcem dla gospodarki.

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Rząd przyjął dokument „Przegląd systemów wsparcia rodzin”, dotyczący m.in. programu „Rodzina 500 plus”. Inwestycja w dzieci daje dobre rezultaty – oceniła premier. Szefowa MRPiPS zapewniła, że fundamenty programu się nie zmienią, będzie uszczelnienie systemu.
„Przegląd systemów wsparcia rodzin” to dokument, do przygotowania którego zobowiązała MRPiPS ustawa wprowadzająca program „Rodzina 500 plus”. Zawiera ocenę i propozycje zmian w polityce rodzinnej – w obszarze świadczenia wychowawczego, świadczeń rodzinnych, ściągalności alimentów, opieki nad dziećmi do lat 3 oraz Karty Dużej Rodziny.
„Będziemy kontynuowali projekty, które będą realizowały z jednej strony politykę obliczoną na rozwój, wpisującą się w Plan Odpowiedzialnego Rozwoju; z drugiej strony będziemy cały czas myśleli, żeby wspierać polskie rodziny” – powiedziała na wtorkowej konferencji po posiedzeniu rządu premier Beata Szydło.
Podkreślała, że wspieranie rodzin to priorytet rządu. „Uważamy, że jest to najlepsza inwestycja w przyszłość – inwestycja w dzieci, inwestycja w rodzinę. To jest inwestycja, która daje Polsce już dzisiaj dobre rezultaty” – oceniła. Zapowiedziała, że w przyszłości będą one jeszcze bardziej widoczne i pokażą, że kierunek przyjęty przez rząd jest dobry. „Myślimy oczywiście o nowych kierunkach, o nowych projektach i nowych programach” – dodała.
Podkreśliła, że program 500 plus przynosi „oczekiwane i zakładane rezultaty”. „Po pierwsze zmniejszyło się ubóstwo wśród dzieci, program daje realne, bardzo wyraźne wsparcie finansowe dla rodzin, jest dedykowany w te miejsca, które rzeczywiście wymagają takiej pomocy i wyraźnie poprawił się status polskich rodzin” – podkreśliła Szydło.
„Ale też przynosi rezultaty, o których mówiliśmy, a w które niewielu wierzyło (…) czyli wzrost dzietności w Polsce” – dodała.
Minister Elżbieta Rafalska przypomniała, że 55 proc. polskich dzieci jest objętych programem 500 plus.
Zapewniła, że pieniądze na program 500 plus są i będą. „Mówię to do tych, którzy zawsze wyrażają zaniepokojenie finansowaniem tego programu” – powiedziała.
„Rządowy program został wprowadzony w przyjaznym otoczeniu, w dobrych warunkach. Mówię to w odniesieniu do rynku pracy, bo nie bez znaczenia było to, że malało nam bezrobocie i rosły wynagrodzenia. Wtedy efekt świadczenia 500 zł został jeszcze dodatkowo wzmocniony wynagrodzeniami” – dodała.
Zauważyła też, że nie sprawdziły się obawy samorządów związane z krótkim okresem vacatio legis przy wprowadzaniu programu 500 plus, jakoby za zadaniem zleconym przez rząd nie miały pójść pieniądze. „Miesięczny okres na wdrożenie tego programu był wystarczający, a samorządy dostały wynagrodzenia, o jakich jeszcze jakiś czas temu nie mogły marzyć” – powiedziała Rafalska.
Podkreśliła, że fundamenty programu zostaną bez zmian – brak kryterium dochodowego przy wypłacie świadczenia na drugie i każde kolejne dziecko oraz kryteria wynoszące 800 zł (przy zdrowym dziecku) i 1200 zł (w rodzinach z dzieckiem z niepełnosprawnością) w przypadku pierwszego dziecka; nie zmieni się wysokość świadczenia, przysługiwać będzie do ukończenia przez dziecko 18 lat.
W przeglądzie zaproponowano pewne zmiany w programie; według Rafalskiej mają one na celu przede wszystkim uszczelnienie systemu oraz ułatwienia dla rodzin przy składaniu wniosków.
„Chcemy jasnych, jednoznacznych przepisów, które nie będą nastręczały samorządom trudności przy wydawaniu decyzji. Wiemy, że jest niejednolite orzecznictwo organów odwoławczych, chcemy, by przepisy były jasne, precyzyjne jednoznaczne” – wyjaśniła.
Doprecyzowany ma być m.in. sposób ustalania dochodu z działalności gospodarczej, opodatkowanej w formach ryczałtowych (karta podatkowa, ryczałt od przychodów ewidencjonowanych). W założeniu ministerstwa rodziny ma to wyeliminować przypadki zaniżania dochodu z tego tytułu, aby spełnić kryterium dochodowe na pierwsze dziecko. Zmienią się też przepisy regulujące utratę i uzyskanie dochodu. Według MRPiPS ma to „wyeliminować nadużycia polegające na sztucznym dopasowywaniu sytuacji zawodowej do kryterium dochodowego na pierwsze dziecko”.
Doprecyzowaniu mają też ulec przepisy regulujące przyznawanie świadczenia wychowawczego osobom deklarującym samotne wychowywanie dziecka, co ma pozwolić wyeliminować deklarowanie samotnego wychowywania jedynie po to, aby uzyskać świadczenie na pierwsze dziecko bez wliczania dochodu drugiego z rodziców dziecka. Doprecyzowane mają też zostać przepisy regulujące przyznawanie świadczenia wychowawczego na dzieci objęte opieką naprzemienną obojga rodziców rozwiedzionych, żyjących w separacji lub żyjących osobno.
Ponadto starający się o wypłatę 500 plus mają mieć możliwość składania wniosków o świadczenie wychowawcze na nowy okres już od lipca, ale tylko przez internet. Wnioski drogą tradycyjną – bez zmian – mają być przyjmowane od 1 sierpnia. Dodatkowo planowane jest ujednolicenie terminów składania wniosków o świadczenia rodzinne i świadczenia z funduszu alimentacyjnego na nowy okres zasiłkowy z terminami składania wniosków o świadczenie wychowawcze.
Źródło: www.kurier.pap.pl,

Ten, kto nie przejdzie na emeryturę po osiągnięciu ustawowego wieku i przepracuje jeszcze minimum dwa lat dostanie ekstra 10 tys. zł. Takim bonusem rząd chce zachęcić do pozostania na rynku pracy.

 

Ta propozycja narusza podstawową zasadę obecnego systemu emerytalnego, zgodnie z którą osoba, która przechodzi na emeryturę otrzymuje świadczenie w wysokości uzależnionej od kwoty zgromadzonych, przez lata, składek.

Wypłacanie ekstra bonusu zwiększy wydatki i pogłębi deficyt finansów publicznych. Za dodatkową premię zapłacą wszyscy podatnicy.

Najbardziej na tym rozwiązaniu skorzystają ci, którzy i tak pozostaliby dłużej na rynku pracy, a więc osoby z wyższym wykształceniem, wykonujące prace umysłowe.

Rząd nie chce przyznać się do błędu, jakim było obniżenie wieku emerytalnego i próbuje teraz za wszelką cenę zniechęcić ludzi do przechodzenia na emeryturę i zatrzymać ich na rynku pracy. Ale to nie rozwiąże problemu. Spowoduje tylko wzrost wydatków publicznych.

Autor: Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan

W 4. kwartale 2016 r. PKB (wyrównany sezonowo) w krajach UE28 wzrósł r/r o 1,9 proc., a w krajach strefy euro o 1,7 proc.        W Polsce ten wzrost wyniósł 3,1 proc. – podał Eurostat.

Eurostat podał dane dotyczące wzrostu gospodarczego w krajach UE28 i wszyscy wpadli w zachwyt. W 4. kwartale 2016 r. PKB w Polsce wzrosło w relacji do 4. kwartału 2015 r. o 3,1 proc., co daje nam 5. miejsce w UE28, po Rumunii (4,8 proc.), Słowenii (3,6 proc.), Chorwacji (3,5 proc.) oraz Bułgarii (3,4 proc.). A w stosunku do 3. kwartału 2016 r. wzrost PKB daje nam 2. miejsce w UE po Estonii.

Miejsca na podium się liczą, ale sportowcy gdy tylko z podium schodzą, myślą nie o fanfarach, które były ich udziałem przed chwilą, a ale o tym jak poprawiać wyniki i znajdować się ciągle na podium. I tu mamy z dobrym wynikiem polskiej gospodarki w 4. Kwartale 2016 r. problem. W krajach UE 28 na wzrost PKB w 4. kwartale 2016 r. pracowała nie tylko konsumpcja, ale także inwestycje, które wzrosły o 0,9 proc. r/r. Tymczasem w Polsce inwestycje w 4. kwartale 2016 r. były r/r o 6,4 proc. niższe niż w 4. kwartale 2015 r. (dane odsezonowane). Nasz wzrost bazował na konsumpcji i … zapasach. W EU28 na konsumpcji i inwestycjach. A to ogromna różnica z punktu widzenia zdolności do poprawiania wyników i bycia ciągle w czołówce najdynamiczniej rozwijających się gospodarek w Europie. Przedsiębiorstwa działające w Polsce potencjał ku temu mają. Ale rząd i politycy tak ich wystraszyli w 2016 r., że obawy zmniejszyły skłonność firm do inwestycji. Bez inwestycji nie ma rozwoju, nie ma szans na utrzymanie zdolności do konkurowania, tak na własnym rynku, jak na rynkach zewnętrznych.

Badania nastrojów przedsiębiorców, które zostały zrealizowane na zlecenie Konfederacji Lewiatan pokazują, że w 2017 r. 54 proc. dużych firm planuje wzrost inwestycji, 41 proc. firm średnich i 33 proc. firm małych. Tylko tyle przedsiębiorstw. Tylko, bowiem jesteśmy po roku wstrzemięźliwości inwestycyjnej, mamy wysoki poziom wykorzystania mocy produkcyjnych, a cały rozwinięty świat inwestuje w cyfryzację i robotyzację. My teoretycznie też –  rząd planuje rozbudowywać branżę motoryzacyjną tworząc spółkę, w której udziałowcami są 4 firmy z udziałem skarbu państwa, i której kapitał zakładowy wynosi 10 mln zł. Dla porównania –  jeden z dużych, ale nie największych koncernów samochodowych zainwestował ok. 10 mld euro w konstrukcję własnej platformy modularnej, nowoczesnych silników. Jedna firma, 10 mld euro, a nie 10 mln zł.

Inwestycje w Polsce w branżę motoryzacyjną to naprawdę bardzo dobra decyzja. Jednak jej materializacja nie może bazować na wyjściowym finansowaniu na poziomie 10 mln zł dostarczanym przez podmioty, w których decyzje podejmują politycy i urzędnicy.

Jeśli tak chcemy pobudzać inwestycje, to utracimy nie tylko miejsce na podium, ale będziemy dobiegać do mety na ostatnich miejscach, z dużą zadyszką.

Autor: dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

 

Swoją wizytą w Warszawie kanclerz Angela Merkel sygnalizuje, że zależy jej na poprawie relacji z Polską. Ociepleniem stosunków zainteresowany jest też rząd w Warszawie. Berlin uważa, że wobec licznych światowych zagrożeń Polska może być ważnym partnerem w UE.

Decyzja Wielkiej Brytanii o wyjściu ze Wspólnoty, zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA, interwencja Rosji w wojnie w Syrii i trwający konflikt na Ukrainie zawęziły pole manewru kanclerz Niemiec. Wobec rosnących zagrożeń z zewnątrz i niepewnej sytuacji w wielu krajach europejskich, przede wszystkim we Francji, obwołana „liderką wolnego świata” Merkel dąży do utrzymania jedności i wzmocnienia Unii Europejskiej. W Polsce, pomimo tarć, do jakich dochodziło w minionym roku, niemiecka kanclerz widzi jednego z potencjalnych partnerów.

W stosunkach polsko-niemieckich ubiegły rok przebiegał pod znakiem obchodów 25. rocznicy podpisania Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 17 czerwca 1991 roku, uznawanego za początek nowego rozdziału w relacjach między Polakami i Niemcami po zakończeniu zimnej wojny.

Prezydenci obu krajów, Andrzej Duda i Joachim Gauck, wykazywali w tym czasie dużą aktywność, zabiegając o nadanie jubileuszowi specjalnego znaczenia.

W ramach obchodów prezydent Duda 16 czerwca złożył wizytę w Berlinie, a dzień później obaj prezydenci świętowali rocznicę podpisania traktatu w Warszawie. Z ich inicjatywy powstała polsko-niemiecka grupa refleksyjna do spraw polityki zagranicznej. Pod koniec listopada Gauck odwiedził kwaterę główną Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego w Szczecinie, a w grudniu prezydent Polski gościł w Berlinie na koncercie zamykającym rocznicowe obchody.

„Gdyby relacje polityczne między Polską a Niemcami wyglądały tak, jak stosunki między Dudą i Gauckiem, to moglibyśmy mówić o aktywnej i owocnej współpracy w pozytywnej atmosferze” – ocenia Kai-Olaf Lang z Fundacji Nauka i Polityka (SWP). Niemiecki analityk podkreśla, że między prezydentami powstała „płaszczyzna konstruktywnej komunikacji”. Jego zdaniem pełnią oni rolę „stabilizatorów”.

Lang zaznacza, że prezydent Duda traktuje Niemcy jako partnera, podczas gdy polski rząd wykazuje w tej kwestii „ambiwalentność”. „Rząd dostrzega obszary współpracy, ale w innych sprawach nie dowierza Berlinowi, a nawet stara się ograniczać jego wpływy” – wyjaśnia w rozmowie z PAP Lang.

Wizyta Merkel – uważa Lang – to czytelny sygnał, świadczący o tym, że Niemcy pragną, aby w tych niespokojnych dla Unii Europejskiej i świata czasach Polska „pozostała na pokładzie”. „Rząd Merkel wysyła nie tylko Polsce, ale także Niemcom oraz Brukseli sygnał: chcemy z Polską współpracować, niezależnie od problemów występujących w minionym roku” – podkreśla ekspert.

Agnieszka Łada z Instytutu Spraw Publicznych w Warszawie przypomina, że rok temu „to Wielka Brytania nazywana była głównym partnerem Polski, a nie Niemcy”. Ekspertka do spraw polsko-niemieckich wspomina też wizytę premier Beaty Szydło w lutym 2016 roku w Berlinie, przyjętą jej zdaniem przez stronę niemiecką „raczej chłodno”.

Cieniem na stosunkach między Berlinem a Warszawą kładł się przede wszystkim kryzys migracyjny. Forsowany przez Niemcy plan rozdziału imigrantów między państwa UE spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem Warszawy i innych środkowoeuropejskich stolic, co prowokowało z kolei polityków i media nad Sprewą do ataków na polskie władze, a nawet do grożenia Polsce finansowymi konsekwencjami.

Polska wytykała Niemcom udział w kierowanym przez Gazprom projekcie Nord Stream 2, uważanym w Warszawie za zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. Polski rząd twierdził ponadto, że Niemcy są przeciwne powstaniu stałych baz NATO na wschodnich rubieżach Sojuszu.

„W czasach rosnących niepewności i pogłębiających się problemów telefon między urzędem kanclerskim a kancelarią premier milczy” – pisała w maju Łada w analizie dla Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich w Darmstadt. „Brakuje zaufania” – twierdzi ekspertka oceniając, że po stronie polskiej sygnalizowana jest „niechęć do budowania silnych relacji” z Niemcami, a po stronie niemieckiej widać „rosnące zniechęcenie i niecierpliwość”.

Od końca 2015 roku sytuacja polityczna w Polsce była stałym przedmiotem zainteresowania niemieckich mediów, komentujących bardzo krytycznie spór o Trybunał Konstytucyjny, co dodatkowo wpływało negatywnie na klimat między Warszawą a Berlinem.

Jak podkreśla Lang, część punktów spornych zdołano w ciągu roku wyjaśnić, a inne straciły „destrukcyjną siłę”. Szczyt NATO w Warszawie potwierdził zaangażowanie Bundeswehry na Wschodzie, a kryzys migracyjny został ze względu na spadającą liczbę uchodźców „zamrożony”.

„Wielkie wstrząsy w UE i poza Wspólnotą – Brexit, Trump plus trwająca cały czas wojna na Ukrainie i konflikt w Syrii – odsunęły na drugi plan inne spory” – podkreśla Lang. „Po decyzji o Brexicie stało się jasne, że wybiła godzina zbliżenia Polski i Niemiec w celu zachowania integracji europejskiej” – powiedział analityk fundacji SWP. „I Polska, i Niemcy poszukują solidnych partnerów” – dodaje Lang.

Źródło: www.kurier.pap.pl

Blisko połowa małych i mikroprzedsiębiorstw nie ma zaufania do decyzji prezydenta Andrzeja Dudy. Równie sceptycznie przedsiębiorcy podchodzą do ewentualnej zmiany partii rządzącej w jesiennych wyborach parlamentarnych – nie wierzą w poprawę swojej sytuacji, ale jednocześnie równie krytycznie oceniają obecny rząd. To wnioski z badania Instytutu Badań i Analiz OSB oraz portalu Firmy.net.

 Firmy.net zaprezentował wnioski z piątego badania polskich mikro- i małych firm w raporcie „Jak w Polsce prowadzi się własny biznes”. Oprócz badania dot. poziomu ich zaufania do polityków, zawiera on także m.in. ocenę minionego półrocza przez przedsiębiorców oraz prognozy na drugą połowę 2015 roku.

Brak zaufania przedsiębiorców do nowo wybranego prezydenta

W badaniu przedsiębiorcy odpowiadali na pytanie, czy wybór nowej głowy państwa spotkał się z ich aprobatą i czy ufają jego decyzjom związanym z funkcjonowaniem polskiej gospodarki i ich wpływu na prowadzenie własnej firmy. Blisko połowa przedsiębiorców (47,2 proc.) z sektora MMŚP zadeklarowała brak zaufania do nowo wybranego prezydenta. Tylko niespełna co piąty badany nie ma zastrzeżeń do decyzji nowej głowy państwa związanych z warunkami prowadzenia biznesu (17,9 proc.).

Rys_1_Zaufanie_przedsiebiorcow_do_prezydenta_Andrzeja_Dudy

Przyszłe wybory parlamentarne oczami przedsiębiorców

Sytuacja przedstawia się podobnie, jeśli chodzi o ewentualne zmiany w sejmie, obejmujące wybór nowej partii rządzącej w jesiennych wyborach parlamentarnych. Przedsiębiorcy odpowiadali na pytanie, czy ewentualna zmiana w obozie władzy wpłynie pozytywnie na warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce oraz funkcjonowanie polskiej gospodarki. Negatywnego zdania była ponad połowa respondentów (52,7 proc.), w tym co piąty był zdecydowanie pewny swojej opinii (21,1 proc.), w stosunku do grupy zwolenników zmian (30,1 proc.).

Rys_2_Czy_ewentualna_zmiana_partii_rzadzacej_w_wyborach_wplynie_pozytywn...

Warto jednak przypomnieć, że i obecny rząd nie cieszy się zaufaniem ze strony małych przedsiębiorstw. W badaniu z grudnia 2014 roku ponad połowa z nich (53,1 proc.) zadeklarowała brak zaufania do decyzji, jakie rząd podjął w sprawach związanych z ich działalnością w II połowie 2014 r. Tylko co dziesiąty przedsiębiorca był zadowolony z decyzji władz rządowych. Trudność w ocenie działań rządu miało 37 proc. firm.

 

Komentarz:

„Budowanie konkurencyjności przedsiębiorstw jest procesem złożonym. Uczestnikami tego procesu są nie tylko przedsiębiorstwa, lecz również ich otoczenie, w tym także instytucje państwa. Państwo swoimi decyzjami może zlikwidować lub ograniczyć wiele barier utrudniających małym firmom funkcjonowanie na rynku, w tym przede wszystkim duże obciążenia finansowe związane z ZUS i podatkami. Niestety do tej pory żadnej pomocy ze strony Państwa mali przedsiębiorcy nie zauważyli, pomimo wielu wcześniejszych obietnic. Dlatego teraz nie wierzą w to, co mówią politycy w kampanii wyborczej. Przedsiębiorcy nie ufają partii rządzącej, niczego dobrego nie spodziewają się też po głównej partii opozycyjnej i prezydencie. Ten brak zaufania mogą zmienić tylko konkretne działania, nie słowa” – komentuje Michał Kurczycki z portalu Firmy.net.

 

Informacje o badaniu

Badanie nastrojów gospodarczych zostało przeprowadzone po raz piąty w czerwcu 2015 r. z zastosowaniem techniki CAWI przez Instytut Badań i Analiz OSB. W badaniu wzięło udział 1419 przedstawicieli małych firm (50,3 proc. firm jednoosobowych, 43,2 proc. mikro firm, zatrudniających od 1 do 9 pracowników, oraz 6,5 proc. małych firm, zatrudniających od 10 do 49 osób), które są zarejestrowane w wyszukiwarce firm Firmy.net. Wśród ankietowanych większość zajmuje się działalnością usługową (68,1 proc.), 19,6 proc. – handlową, 6,8 proc. – budowlaną, 5 proc. – przemysłowo-produkcyjną, a około 0,5 proc. działa w branży rolnej. Z uwagi na liczbę i strukturę respondentów wyniki badania mają charakter reprezentatywny.

źródło: materiały prasowe

Od wielu lat kwota wolna od podatku (3091 złotych) nie uległa zmianie. De facto, uwzględniając inflację, oznacza iż następuje realny wzrost dolegliwości podatkowej zwłaszcza dla osób biednych i niezamożnych.

25 listopada 2014 r. Stowarzyszenie Interesu Społecznego WIECZYSTE wystąpiło z postulatem podniesienia kwoty wolnej do 12 krotności najniższej emerytury. Kwota  ta byłaby wciąż kilkakrotnie niższa niż w krajach zachodnich.

Oczywiście podwyższenie kwoty wolnej do tej wysokości następowałby stopniowo. Resort finansów jednak odmówił jakichkolwiek rozmów w sprawie podwyższenia kwoty wolnej. Jak stwierdza podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów Jarosław Neneman w piśmie z dn. 22.12.2014 r. proponowane rozwiązanie oznaczałoby podwyższenie kwoty zmniejszającej podatek do wysokości 1824,01 zł. Wprowadzenie takiego rozwiązania spowodowałoby zmniejszenie dochodów sektora finansów publicznych z tytułu PDOF o kwotę 23.6 mld zł … stanowiłoby spadek tych dochodów o 32% w stosunku do dochodów uzyskanych w 2013 roku. Przy okazji dowiedzieliśmy się, iż przyjęty przez Radę Ministrów w dniu 22 kwietnia 2014 r. Wieloletni Plan Finansowy Państwa na lata 2014-2017 przewiduje utrzymanie na obecnym poziomie: kwoty zmniejszającej podatek (556,02 zł), progu podatkowego (855218 zł) oraz pracowniczych kosztów uzyskania przychodu. Innymi słowy nie będzie żadnego zmniejszenia dolegliwości podatkowej dla najsłabszych i najuboższych. Jak wynika ze statystyk w Polsce ludzie żyjący poniżej minimum egzystencji, poniżej relatywnej granicy ubóstwa czy minimum socjalnego muszą płacić podatek dochodowy (poniżej dane za 2011 rok)

Przy okazji nie da się nie zauważyć, iż całe rozumowanie MF opiera się na błędnych obliczeniach. Abstrahując już od całkowicie nieprawdziwych wskaźników efektywnych stawek obciążeń podatkowych 8,24% (jest to stawka po potrąceniu ubezpieczenia zdrowotnego, która przecież nie jest żadną ulgą jak wmawiają przepisy, ale zwykłym podatkiem), należy zauważyć iż w wyliczeniach nie uwzględnia się faktu, iż ubytek dochodowy PDOF będzie przynajmniej w części skompensowany innymi wpływami. Wzrost kwoty wolnej oznacza bowiem, iż obywatele mając więcej pieniędzy w portfelu albo przeznaczą je na konsumpcję. W pierwszym przypadku oznacza to zatem dodatkowe wpływy z podatku VAT. Innymi słowy wpływy z VATu mogą sięgnąć nawet 4-5 mld złotych dodatkowo. Wzrost konsumpcji oznacza także dodatkowe dochody dla przedsiębiorców, co przełoży się z powrotem w formie wpływów z podatku dochodowego od osób fizycznych i prawnych. Ponadto można się spodziewać większego zatrudnienia czyli dodatkowe wpływy podatkowe i do ZUSu. W ekonomii znane są przecież efekty mnożnikowe (ale najwyraźniej nie są znane w Ministerstwie Finansów, tak jak nie jest chyba im znana Krzywa Laffera). W efekcie wzrost kwoty wolnej i spadek dochodów z tytułu podatku dochodowego od osób fizycznych będzie statycznie i dynamicznie kompensowany innymi wpływami.

Dodatkowo warto zauważyć, iż wzrost kwoty wolnej od podatku może przełożyć na zmniejszenie niektórych wydatków. Po pierwsze mniej będzie PITów do rozliczenia (zwłaszcza tych o niskich dochodach i wymiarach podatkowych). Ponadto w wyniku podniesienia kwoty wolnej, spadną wydatki socjalne, albowiem przyznawanie świadczeń np. z pomocy społecznej uzależnione jest od wysokości dochodu, automatycznie wyższego w związku ze zmnieszeniem lub zanikiem podatku.

Zatem dlaczego Rząd i Ministerstwo Finansów upiera się, by nie waloryzować kwoty wolnej? Wcale nie z powodów ekonomicznych, bo jak wykazałem powyżej skutki zmniejszenia obciążeń podatkowych nie byłyby wcale tak dolegliwe, jak próbują to wykazać urzędnicy. W rzeczywistości decydują o tym względy czyste biurokratyczne.

autor: dr Daniel Alain Korona

Zbudowanie spójnego systemu wspierania innowacyjności, ułatwienie uzyskania zwrotu VAT, likwidację nadmiernych ograniczeń i obowiązków związanych z zatrudnianiem pracowników, czy umożliwienie pacjentom dopłat do świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych, rekomenduje rządowi na ostatni rok działalności Konfederacja Lewiatan.

Rekomendacje zostały przedstawione na konferencji „Polska 2015-2025. Zadania na rok i kolejne 10 lat”, która odbyła się w warszawskim hotelu Sheraton, z udziałem blisko 500 przedsiębiorców, ekonomistów, polityków, liderów opinii. Jej organizatorem był Lewiatan, a partnerem strategicznym PZU SA.

Na spotkanie z przedsiębiorcami nie przyszła, mimo, że była zaproszona, premier Ewa Kopacz. Za nieobecność szefowej przepraszał  wiceminister  spraw zagranicznych Rafał Trzaskowski. – Wasze propozycje nie trafią do kosza – zapewniał. Przeczytał też list od premier Ewy Kopacz, w którym stwierdziła, że dobre wyniki polskiej gospodarki to w dużej mierze zasługa przedsiębiorców.
W specjalnej publikacji „Biała Księga bis” Konfederacja Lewiatan przedstawiła 13 rekomendacji dla rządu Ewy Kopacz, na ostatni rok działalności. – Nie mają one charakteru systemowych, trudnych w realizacji projektów, ale zadań, które przy sprawnym zarządzaniu i jasno określonych priorytetach, rząd współpracując z parlamentem, jest w stanie podjąć i zrealizować. Powinien on skoncentrować się na zwiększeniu efektywności instytucji publicznych, natomiast w działalności legislacyjnej na dokończeniu już rozpoczętych i pożądanych przez przedsiębiorców projektów – mówiła Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan.

W rozmowach, które odbyły się w ramach debaty „Jaka Polska za 10 lat” udział wzięli: Mateusz Szczurek, minister finansów, Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki społecznej, Rafał Trzaskowski, wiceminister spraw zagranicznych oraz Maciej H. Grabowski, minister środowiska. Rozmówcami ministrów byli przedsiębiorcy: Andrzej Klesyk, prezes PZU SA, Jacek Kowalski, członek zarządu Orange Polska i Janusz Moroz, członek zarządu RWE Polska.
W „Białej Księdze bis” Lewiatan za ambitne a jednocześnie realistyczne zadania do realizacji w ciągu roku uznaje:

– Zbudowanie spójnego systemu wspierania innowacyjności, bo obecnie mamy kilka niezależnych instrumentów o małej sile oddziaływania. To stworzy podwaliny pod budowę konkurencyjności w przyszłych latach.

– Wprowadzenie nowej ordynacji podatkowej opartej na zasadzie, że wątpliwości są rozstrzygane na korzyść podatnika. Proponowana przez Ministerstwo Finansów klauzula obejścia prawa jest z tą zasadą sprzeczna.

– Ułatwienie uzyskania zwrotu VAT, aby poprawić płynność finansową przedsiębiorstw.

– Likwidację nadmiernych ograniczeń i obowiązków związanych z zatrudnianiem pracowników, jak np. przechowywania dokumentacji pracowniczej w formie papierowej przez 50 lat.

– Przygotowanie strategii przekształceń sektora energetycznego odpowiadającej na wyzwania stawiane przez Unię Europejską w zakresie klimatu i środowiska. Tym bardziej, że po akceptacji pakietu 2030 pojawia się szansa uzyskania dużych środków na inwestycje w tym sektorze.

– Stworzenie warunków rozwoju konkurencji na rynku gazu.

– Zatwierdzenie programów operacyjnych na lata 2014-2020 i uruchomienie wsparcia dla firm. Kluczowe jest, aby od stycznia 2015 r. pierwsze konkursy kierowane do  przedsiębiorców na wsparcie ich działań, zostały ogłoszone i jak najszybciej rozstrzygnięte.

–  Umożliwienie pacjentom dopłat do świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych, tak, aby nie zmniejszać dopływu środków do systemu ochrony zdrowia, przy braku rozwiązań dotyczących np. dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych.

Konfederacja Lewiatan nie rezygnuje z rekomendacji przekazanych rządowi w 2011 roku, jak: poprawa systemu stanowienia prawa, uproszczenie przepisów podatkowych, likwidacja przywilejów emerytalnych i rentowych, wprowadzenie dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, skrócenie procesu dochodzenia należności, zwiększenie efektywności zamówień publicznych, czy równouprawnienie publicznego i niepublicznego szkolnictwa wyższego. Ma jednak świadomość, że na ich realizację nie możemy liczyć przed wyborami parlamentarnymi.

13rekomendacji

13rekomendacji2

źródło: Konfederacja Lewiatan

 

Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy w okresie powodzi nasz rząd podejmuje decyzję, że pomaga tylko tym poszkodowanym, którzy mieszkają po prawej stronie Wisły. Absurd? Taki sam, jak wybranie przez rząd spośród 1,7 mln kredytobiorców hipotecznych tylko tych frankowych, aby nieść im pomoc, jeśli nie są w stanie regulować rat. Czy osoba, która ma problem ze spłatą kredytu złotówkowego lub w EURO nie zasługuje na wsparcie?

Pamiętajmy też, że nie wszyscy frankowicze tej pomocy potrzebują. Jeśli dana osoba brała kredyt pod koniec 2008 roku, kiedy frank był po 3 złote i udało się jeszcze uzyskać niską marżę – nie ma powodu narzekania na posiadany kredyt.

Nie wiemy także, co kryje się za pi-arowym hasłem, że rząd frankowiczom chce pomagać. Czy mają to być budżetowe dopłaty dla poszkodowanych przez kredyty walutowe? Czyli kolejna forma rozdawnictwa publicznych środków, aby przypodobać się pewnej grupie wyborców?

Powyższy wstęp wcale nie oznacza, że uważam – jak część naszych rodaków – iż frankowicze sami są sobie winni i nie należy im się żadna pomoc. Wręcz przeciwnie. Bowiem głównym winowajcą w problemach wynikłych przy umowach kredytowych w CHF są twórcy tego trefnego produktu. Czyli nasze banki. Bankowcy przed oczywistymi zarzutami bronią się dość nieporadnie, twierdząc, że przecież „widziały gały co brały”. W ten sam sposób może się bronić jednak każdy producent felernych towarów. Przykładowo autosalon sprzedający samochody z lipnymi hamulcami może się tłumaczyć, że wiadome jest, że przecież nie ma aut bezawaryjnych i każde może się czasem zepsuć: kupujący powinien więc całość ryzyka wziąć na siebie. Albo jeździć autobusem.

I tu dochodzimy do sedna problemu. Zamiast stwarzać pozory troski o los wybranej grupy kredytobiorców, powinniśmy iść w kierunku zmiany prawa lub zmian w jego interpretacji. Mam na myśli m.in. tworzenie takich narzędzi prawnych, które w podobnych sytuacjach ewidentnej winy banku w relacjach z klientem (np. w sytuacji strat przedsiębiorców poniesionych na opcjach walutowych), dawało by poszkodowanym skuteczną możliwość obrony w sądzie własnych interesów.

Jest dla mnie zadziwiające, jak mocno uwierzyliśmy, że obowiązujące w naszych kraju akty prawne nie dotyczą banków.

Mamy na przykład Ustawę o ogólnym bezpieczeństwie produktów z 12 grudnia 2003 roku: dlaczego nie uwzględnia ona produktów bankowych? Mamy Ustawę z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, którą niektóre banki kompletnie ignorują; mam na uwadze stosowanie nieuczciwej reklamy. Niedowiarkom polecam lekturę strony www wybranego banku w zestawieniu z działaniem tej instytucji w realu…

W kwietniu 2013 roku Związek Banków Polskich wydał bardzo rzetelne opracowanie pod nazwą „Kodeks Etyki Bankowej”, w którym to już pierwszym akapicie znajdziemy co następuje:

„Mechanizmy rynkowe są koniecznymi, lecz niewystarczającymi wyznacznikami działalności banków. Stąd niezbędne jest uwzględnienie także wartości etycznych w procesie podejmowania decyzji ekonomicznych”. Proszę wskazać choćby jeden bank, dla którego te piękne słowa są wyznacznikiem działania w każdej sytuacji, kiedy kredytobiorca ma problem ze spłatą zobowiązania.

Wystarczy, że zaczniemy egzekwować od banków obowiązujące prawo, skutecznie domagać się stosowania zasad zapisanych w Kodeksie Etyki Bankowi oraz surowo karać za nieprzestrzeganie tychże, a natychmiast zginie problem z kredytami we frankach, czy opcjami walutowymi.

W jaki sposób? Twórca felernego produktu weźmie na siebie odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez swój wynalazek. Bo przecież odpowiedzialność to nic innego jak ponoszenie konsekwencji za swoje działania i zaniechania. Także za popełnione błędy. Skoro powyższe jest standardem w zawodzie lekarza, dlaczego bankowcy – także przedstawiciele zawodu publicznego zaufania – pozostają bezkarni za negatywne skutki swoich czynów?

KrzysztofOppenheim - FOTO

autor: Krzysztof Oppenheim, Nieruchomości Boża Krówka

 

Eksperci

Lipka: Młodzi Polacy nie garną się do pracy. To problem

Tylko 10 procent młodych Polaków, którzy kształcą się po 18. roku życia, decyduje się na łączenie na...

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

AKTUALNOŚCI

Firmy szkoleniowe apelują o VAT bez wad

Firmy muszą pokrywać koszty VAT na usługi doradcze finansowane z funduszy europejskich. Tracą na tym...

Apel do Szydło i Kaczyńskiego w sprawie limitu składek na ZUS

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje...

Konsumpcja dalej będzie ciągnęła gospodarkę

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wy...

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...

Inwestycje firm spadają siódmy kwartał z rzędu

W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. przychody przedsiębiorstw średnich i dużych wzrosły o 9,4 proc., ...