piątek, Grudzień 14, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "rynek walutowy"

rynek walutowy

Rynkowi z łatwością przychodzą zmiany kierunku, co podkreśla, z jak niskim przekonaniem odbywa się handel i jak kruche są podstawy każdego zawiązującego się trendu. Dyskusje krążą wokół starych tematów – Chiny i handel, Włochy, Brexit – w obliczu których na rynkach pojawiają się wątpliwości, czy nie zapędziliśmy się za daleko. Cierpią na tym rynki wschodzące, choć dziś chińskie władze starają się ratować sytuację.

Kierunek dla rynków jest podyktowany chwilą, choć w nocy dominowała ucieczka od ryzyka z głównym naciskiem na rynki wschodzące (silne przeceny TRY, ZAR i MXN). Złoty również znalazł się pod presją i EUR/PLN podszedł pod 4,31, aczkolwiek zmiany tutaj ostatnio są mocno ograniczone, co podkreśla odporność złotego i mniejszą wrażliwość na sprawy Chin, czy wyższe rentowności obligacji USA. Inna sprawa, że polska gospodarka i sprawy z nią związane są najzwyczajniej nudne dla inwestorów, więc mało kto to przychodzi (i mało kto później stąd ucieka). Na wielkim rynku jednak nie jest spokojnie.

Zobacz też:

Co pogrąża polskie mikrofirmy – raport

Za czasu sesji azjatyckiej uwaga była na Chinach. Rozczarowujący okazał się raport o wzroście gospodarczym Chin, który w III kw. spowolnił do 6,5 proc. r/r z 6,7 proc., a w kolejnych kwartałach hamowanie może być kontynuowane. Chiński rynek akcji wstępnie spadał, ale nastroje starały się uspokoić chińskie władze. Wysocy rangą przedstawiciele banku centralnego i nadzoru zapowiedzieli wspieranie finansowania firm prywatnych z problemami płynnościowymi, nakłanianie publicznych funduszy inwestycyjnych do inwestowania w akcje, a firmy ubezpieczeniowe mają uruchamiać produkty zaprojektowane w celu zmniejszenia ryzyka związanego z inwestycjami w akcje. Rząd w Pekinie zdaje sobie sprawę z podwójnego uderzenia osłabienia wymiany handlowej i delewarowania przedsiębiorstw i musi przeciwdziałać. Stąd nie obawiam się gwałtownego hamowania Chin. Centralnie planowana gospodarka ma swoje zalety – kiedy chcesz, aby PKB rosło, po prostu doprowadzasz do wzrostu PKB. Mimo to rynek może panikować jednego dnia, a drugiego nie widzieć powodów do niepokoju. Na koniec tygodnia otrzymaliśmy powód do odetchnięcia z ulgą.

Jednakże EUR ma swoje własne źródła negatywnej presji – Włochy. Wczoraj Bruksela oficjalnie odpowiedziała na przesłanie projektu włoskiego budżet, gdzie Komisja Europejska przestrzega, że projekt budżetu na 2019 r. zawiera „oczywiste znaczne odchylenie” od przepisów UE. Chodzi o wzrost wydatków budżetowych o 2,7 proc., podczas gdy zasady unijne zezwalają tylko a 0,1 proc. Deficyt strukturalny ma się pogłębić o 0,8 proc., natomiast wcześniejsze plany zakładały jego skurczenie o 0,6 proc. KE prosi o wyjaśnienia dotyczące budżetu i daje czas na odpowiedź do południa w poniedziałek 22 października. Oczekiwania KE nie są niczym nowym, ale wczoraj był dzień przejmowania się wszystkim, więc rentowości włoskich 10-latek są już o 336 pb powyżej swoich niemieckich odpowiedników – najwyżej od 2013 r. i znak podwyższonego ryzyka kredytowego. Jakkolwiek nie ma pewności, czy Włochy szykują nam powtórkę kryzysu zadłużenia Eurolandu, ale na obecnym etapie nie można całkowicie wykluczyć tego scenariusza – tak bywa, kiedy populiści nie umieją liczyć. Na EUR nie widać paniki (60 pipsów spadku EUR/USD to żółwie tempo przeceny), co oferuje pocieszenie, że nie każdy wierzy w czarny scenariusz.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Globalny rynek finansowy pozostaje obciążony asymetrią ryzyk, gdyż najwyraźniej w temacie wojen handlowych częściej sprawy mogą pójść gorzej niż lepiej. Jeszcze dziś USA mogą ogłosić nowe cła na chińskie towary, a Chiny odmawiają rozmów z „pistoletem przystawionym do głowy”. Rynek akcji w Azji wrócił do spadków, ale na FX inwestorzy przyjęli postawę wyczekującą, ale nie zanosi się na podtrzymanie apetytu na ryzykowne aktywa.

Prezydent Trump najwyraźniej stara się ugasić płomyk nadziei, jaki w ubiegłym tygodniu zaczął się tlić w związku z potencjalnym powrotem do rozmów handlowych między USA i Chinami. W trakcie weekendu dowiedzieliśmy się, że Biały Dom dziś lub jutro przedstawi listę wartych 200 mld USD chińskich towarów, których obejma nowe cła. USA mają wystartować z opłatą 10 proc., choć wcześniej dyskutowano o 25 proc. A jeśli dyskutowano, to nie jest wykluczone, że podwyższenie ceł pozostaje w odwodzie jako dodatkowe narzędzie presji na Chiny. Pekinowi ta strategia się oczywiście nie podoba i prasa donosi, że Chińczycy nie przystąpią do nowej rundy rozmów negocjacyjnych, za to gotowi są odpowiedzieć na politykę celną USA.
Wojna handlowa może wejść na nowy poziom. Biorąc pod uwagę, że import USA z Chin jest większy niż w handel w drugą stronę, lista towarowych mogących zostać objętych chińskimi cłami jest krótsza. Spekuluje się, że Pekin może przejść do ograniczania eksportu niektórych towarów i surowców, które są ważnym elementem łańcucha dostaw amerykańskich firm. USA nie pozostaną dłużne i odpowiedzą na odpowiedź na własne działania. Z jednej strony można stwierdzić, że to wszystko już słyszeliśmy wcześniej w tej lub innej formie, więc nie ma tutaj efektu zaskoczenia. Z drugiej – potwierdzona zostaje asymetria ryzyk wokół wojen handlowych i prędzej coś może się zepsuć niż poprawić. I będzie tak dopóki Chiny nie ulegną, albo prezydent Trump nie zostanie zmuszony do zmiany strategii (np. po klęsce Republikanów w wyborach do Kongresu).
Inwestorzy na rynku FX przyjęli postawę wyczekującą, gdyż 1) cła na towary warte 200 mld USD nie są nową informacją, 2) często groźby werbalne nie znajdują odzwierciedlenia w faktycznych działaniach i 3) po gospodarce globalnej nie widać istotnego wpływu wojen handlowych, mimo że ten temat jest obecny do miesięcy. Nie mniej jednak nie jest to klimat, w którym łatwo przyjdzie budować apetyt na ryzyko. Wręcz przeciwnie, biorąc pod uwagę zeszłotygodniowe nadzieje na szybsze zakończenie sporu USA-Chiny, efekt rozczarowana może uderzyć mocniej w ryzykowne aktywa. Po ostatniej korekcie długie pozycje w USD nie są już tak „zatłoczone” i będzie łatwiej odnowić rajd. Podobnie sprawa tyczy się np. krótkich pozycji w AUD i NZD. EUR/USD kolejny raz zmarnował okazję, by wyrwać się z konsolidacji 1,15-1,1750 i teraz czeka go powrót do dolnej bandy. Za to JPY nie musi szczególnie zyskiwać na pogorszeniu sentymentu, jeśli będzie brał wskazówki z solidnej postawy indeksów na Wall Street (pozytywna korelacja USD/JPY z S&P500). Zamyka się też furtka dla zejścia EUR/PLN pod 4,30.
By w jakiś sposób odmienić klimat na rynkach, przydałyby się dowody poprawy globalnej aktywności gospodarczej. Pod tym kątem w tym tygodniu rynek będzie analizował odczyty indeksów PMI z Eurolandu i USA, indeksy koniunktury z USA oraz liczne raporty o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Posiedzenia odbędą banki centralne Japonii, Szwajcarii i Norwegii, ale tylko w tym ostatnim powinniśmy dostać wyczekiwaną podwyżkę stóp procentowych. Kalendarz na dobre rozkręca się niestety dopiero od środy. Dziś jedynie warty uwagi będzie indeks aktywności NY Empire State.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dolar w poprzednim tygodniu został wyraźnie przeceniony. Stoją za tym dwie ważne osoby. Najpierw Donald Trump skrytykował Fed za podnoszenie stóp. Potem stojący na czele Rezerwy Federalnej Powell nie dostarczył rynkowi powodów by kupować dolara podczas sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole przyczyniając się tym samym do dalszego wypłaszczania się przebiegu krzywej rentowności długu. A to buduje w części inwestorów oczekiwania, że Fed może nie dokonać pięciu zapowiadanych do końca 2019 roku podwyżek stóp.

Skorzystało na tym przede wszystkim euro, kurs EUR/USD w ubiegłym tygodniu podniósł się o 1,6 proc. a dziś w nocy rósł do 1,1650. Tym samym została wymazana przecena, którą napędzał turecki kryzys i obawy o jego rozlanie się na sektor bankowy Starego Kontynentu.

W krótkim terminie i z obecnych pułapów nie widzimy jednak znacznej przestrzeni do zwyżki i spodziewamy się prób wygaszania tego ruchu. Nastroje pozostają pozytywne Wall Street piątkową sesję kończyło najwyżej w historii, a poniedziałkowa sesja to silne zwyżki także chińskich indeksów. W takim środowisku do dolara mogą zyskiwać bardziej ryzykowni przedstawiciele G-10, m.in. mający co odrabiać po zawirowaniach na scenie politycznej AUD. EUR/PLN tydzień zaczyna pod 4,28,ale nie widzimy podstaw by oczekiwać wyraźnego umocnienia rodzimej waluty. W poniedziałek w Wielkiej Brytanii wypada Święto Bankowe, co powinno skutkować spokojnym przebiegiem sesji i ograniczonymi zmianami wartości walut i instrumentów finansowych. Odczyt dnia to niemiecki indeks Ifo. A co interesującego czeka nas w całym tygodniu?

W USA kalendarz oferuje indeks zaufania konsumentów (wt), rewizje PKB za II kw. (śr), raport o dochodach i wydatkach Amerykanów oraz PCE Core (czw) oraz indeksy nastrojów Chicago PMI i Uniwersytetu Michigan (pt). Wskaźniki sentymentu gospodarstw domowych i biznesu wybijają się na pierwszy plan, gdyż pozwolą ocenić, czy ostatnie decyzje w sprawie ceł importowych odciskają piętno na gospodarce. Rozczarowujące odczyty będą mieć większy wpływ na USD niż w przeciwnym wypadku.

Ze strefy euro otrzymamy niemiecki Ifo (pon) i wstępny szacunek CPI (pt). Po odczytach PMI w tym tygodniu szanse na solidny wzrost Ifo spadły, choć jakiekolwiek przerwanie serii ośmiu miesięcy spadków z rzędu może wlać nieco optymizmu w perspektywy ożywienia w największej gospodarce Eurolandu. W kwestii inflacji wysokie ceny energii powinny utrzymać ogólny wskaźnik ponad 2 proc., ale na poziomie bazowym utrzymanie 1,1 proc. będzie hamulcem dla fundamentalnego odbicia EUR. Mimo to na rynku pozostaje wciąż sporo krótkich pozycji, które w ostatnim tygodniu zaczęły przynosić straty i presja na ich domykanie może stać się dźwignią do krótkoterminowych wzrostów.

Przyszły tydzień przynosi pusty kalendarz z Wielkiej Brytanii oraz święto bankowe w poniedziałek. Oznacza to, że funt będzie na pastwie prasowych relacji wokół negocjacji Brexitu, a te w ostatnim czasie są niekorzystne. To z jednej strony ułatwia deprecjację GBP wobec USD i EUR, ale też spłyca korekty. Jednak bez zaskakujących rewelacji w stronę braku porozumienia lub miękkiego Brexitu, GBP pozostanie niechcianym aktywem, a jego notowania będą pozbawione kierunku.

Jest mało prawdopodobne, aby sierpniowy CPI oraz szczegółowy raport o PKB za II kwartał z Polski (pt) stały się pretekstem do zwiększenia zmienności na złotym. EUR/PLN pozostaje bez wyraźnego trendu, przeważnie targany przetasowaniami pozycji, niekiedy nawet nie zważając na aktualnie panujący klimat inwestycyjny (risk-on, risk-off). Mamy szeroki korytarz wahań 4,26-4,32 z przejściowymi wybiciami i późniejszym powrotem. Pocieszające jest to, że złoty dość łagodnie przechodzi przez okresy nerwowości związane z rynkami wschodzącymi (Turcja).

W Azji inwestorzy będą przyglądać się odczytom PMI z chińskiego przemysłu (pt), gdyż sierpień był pierwszym miesiącem, kiedy wojna celna z USA obowiązywała a w pełni. Obniżenie wskaźnika pod 51 będzie niepokojącym sygnałem podsycającym spekulacje o spowolnieniu gospodarczym i zaciąży na sentymencie rynkowym.

W Australii mamy kwartalny raport o inwestycjach prywatnych przedsiębiorstw (CAPEX) oraz pozwolenia na budowę domów (oba w czwartek). Odbicie, szczególnie w przemyśle wydobywczym, przekłada się na wydatki w maszyny i inne aktywa trwałe, co stanowi solidny wkład do PKB. Dane z rynku nieruchomości będą za to istotnym testem kondycji sektora w obliczu narastających obaw o nadmierne zadłużenie gospodarstw domowych. Dobre dane wystarczą raczej na przejściowe wsparcie dla AUD, gdyż szum polityczny i ogólny obraz fundamentów w większym stopniu przemawiają za osłabieniem AUD. Z Nowej Zelandii także otrzymamy dane o pozwoleniach na budowę (czw), które jednak nie zdominują trendu dyktowanego przez nastawienie do USD i ogólny apetyt na ryzyko. Dodatkowe paliwo dla kiwi może pojawić się z różnicowania z aussie, jeśli w Australii rozgorzeje polityczna burza.

Z Kanady otrzymamy odczyt PKB za czerwiec i cały drugi kwartał (śr). Dane cząstkowe za kwiecień i maj oraz odczyt sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej pozwalają zakładać solidny odczyt. Tło fundamentalne pozostaje dobre, choć na razie z Banku Kanady nie słychać głosów sugerujących kolejną podwyżkę we wrześniu i październik wydaje się bardziej prawdopodobny. Mimo to, jeśli w ten weekend na sympozjum w Jackson Hole prezes Poloz pokusi się o jastrzębie wzmianki, możemy wówczas liczyć na rajd CAD. Poza tym negocjacje NAFTA zdają się iść pomyślnie, ale wciąż jesteśmy bez konkretów, które mogłyby ożywić handel na FX.

Bartosz Sawicki, Departament Analiz, DM TMS Brokers S.A.

W nowy tydzień EUR/USD wchodzi przy 1,1420. Czyli niemal dokładnie z połowy nowego przedziału zamian 1,13 – 1,1510. Widzimy nieco wyższe prawdopodobieństwo, że w jego obrębie kolejny ruch będzie w dół. Kupowanie dolara jest w tej chwili najbardziej oczywistą strategią dla inwestorów, a duże pole do osłabienia względem USD ma m.in. frank szwajcarski.

Z kolei EUR/PLN po środowym wystrzale przy płytkim rynku do 4,34, zdołał jeszcze w ubiegłym tygodniu powrócić pod 4,30. W okolicach 4,29 powstrzymano jednak zniżkę i oczekujemy, że z obecnych pułapów 4,30 odnotujemy kilkugroszowy, umiarkowany wzrost powodowany nasileniem się awersji do ryzyka na rynkach bazowych. Lekki pod kątem wydarzeń makro początek przyszłego tygodnia sugeruje, że rynek walutowy pozostanie pod wpływem wahań sentymentu i śledzenia informacji wokół Turcji. W drugiej części tygodnia pod lupą znajdą się najnowsze odczyty aktywności biznesu w Eurolandzie i USA oraz zapiski z posiedzeń FOMC i EBC.

Protokół FOMC (śr) raczej nie przyniesie przełomowych informacji – Fed jest zadowolony z kondycji gospodarki i pozostaje na kursie ku podwyżkom we wrześniu i grudniu. Indeksy PMI (czw) i zamówienia na dobra trwałe (pt) raczej będą tłem, choć negatywne zaskoczenia będą miały większą siłę rażenia niż pozytywne niespodzianki. W międzyczasie USD pozostaje wsparty przez awersję do ryzyka rozkręcającą się wokół rynków wschodzących (Turcja), nawet jeśli obawy o „efekt zarażenia” są bezpodstawne.
W strefie euro warte wyróżnienia są wstępne szacunki PMI i minutki EBC (czw). Wzrost wskaźników jest konieczny, aby wlać nadzieję odnośnie perspektyw ożywienia, choć jeden odczyt z pewnością nie wystarczy, by przebudzić spekulacje dotyczące szybszej zmiany polityki EBC. Protokół z posiedzenia banku prawdopodobnie wskaże na stanowisko wait-and-see po tym, jak w czerwcu nakreślono ścieżkę do końca roku. Poza tym euro pozostaje wrażliwe na skoki awersji do ryzyka związane z Turcją i Włochami, podczas gdy na EUR/USD po wyłamaniu 1,15 optymizm byków prysł i teraz martwią się o swoje długie pozycje budowane w czasie rajdu 1,05-1,21.
W Wielkiej Brytanii nie zaplanowano żadnych kluczowych publikacji, co jednak w niczym nie zmienia pozycji funta. Bieżąca sytuacja gospodarki jest dobra, ale niepewność wokół Brexitu ciąży na GBP i hamuje wszelkie formy odreagowania słabości, o co szczególnie trudno, kiedy mocno wyglądają USD, albo JPY.

Jen japoński nie otrzyma wskazówek z lokalnego podwórka i USD/JPY pozostanie pod wpływem wahań apetytu na ryzyko. Co ciekawe skok awersji do ryzyka spotyka się ze zrozumiałą, negatywną reakcją USD/JPY, za to poprawa sentymentu przynosi niewspółmiernie mniejsze odbicia. Jest to niepokojący obraz od strony popytu, gdzie odbicia są słabsze niż wcześniejsze spadki i pokazuje, która strona ma przewagę. Możliwe też, że duża partycypacja sprzedających na crossach, np. EUR/JPY, AUD/JPY, ale też TRY/JPY i trzymanie się tych pozycji hamuje wzrosty USD/JPY.
Na Antypodach kalendarz z Australii jest prawie pusty, za to z Nowej Zelandii otrzymamy kwartalne dane o sprzedaży detalicznej (śr) i bilans handlowy (czw). Prognozowany wzrost sprzedaży o 0,4 proc. nie świadczy o tym, że konsumpcja wyraźnie się nasila, więc dane mogą być słabym sygnałem dla RBNZ. Ogólnie bardziej niż lokalne czynniki dla AUD i NZD ważniejszy będzie globalny apetyt na ryzyko i przy ostatniej nerwowości i negatywnym wpływie geopolityki obie waluty są zagrożone nagłą przeceną.

Z Kanady otrzymamy dane o lipcowej sprzedaży detalicznej, które będą przedostatnim ważnym raportem (PKB 30 VIII) przed posiedzeniem Banku Kanady 5 września. Sprzedaż jest silnie zmiennym wskaźnikiem i po sporym, pozytywnym zaskoczeniu w danych za czerwiec ( 2 proc.) teraz szanse są po stronie odreagowania. Wycena podwyżki stopy procentowej jest dość nisko (33 proc.), ale po silnym wyskoku lipcowej inflacji szanse na ruch w październiku skoczyły do 80 proc., zatem dobre dane mogą dać impuls do jastrzębich oczekiwań. Poza tym CAD pozostaje zdany na sentyment rynkowy (który nie sprzyja) i przy dominacji USD będzie trudno o trwały popyt na kanadyjską walutę.

Bartosz Sawicki, Departament Analiz, DM TMS Brokers S.A.

Dolar w dwa dni podrożał o 10 groszy. Za euro podczas pierwszomajowego handlu trzeba było zapłacić nawet 4,30 zł. Dlaczego polska waluta w ostatnich dniach była najsłabsza na świecie i czy ma to związek z długim weekendem? 

Gdy mieszkańcy większości krajów w Europie odpoczywali podczas święta pracy, walutowi spekulanci w Londynie oraz w Nowym Jorku nie próżnowali. Brytyjscy i amerykańscy traderzy wykorzystali niewielką płynność na niektórych walutach i spowodowali ich poważną przecenę. Dramatyczne spadki wartości były zauważalne nie tylko na złotym. Silnie ucierpiała szwedzka oraz czeska korona, a także południowoafrykański rand.

Złoty najsłabszą walutą na świecie

Spekulanci walutowi bardzo sprytnie wybrali moment swojego zagrania. Od dobrych kilku dni mamy do czynienia z gorszymi nastrojami na rynkach krajów rozwijających się, a w niektórych państwach (np. w Szwecji) maleje prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych. Z kolei amerykański Fed prawdopodobnie przyspieszy zacieśnianie polityki pieniężnej, co oznacza zwykle powrót do USA zainwestowanego poza Stanami Zjednoczonymi kapitału.

Osłabienie walut typu południowoafrykański rand czy złoty było więc względnie naturalną reakcją na wydarzenia globalne. Nienaturalna natomiast była skala tych zmian. W porównaniu do piątkowego zamknięcia złoty stracił 2,64 proc. do dolara i był nie tylko najsłabszy wśród walut krajów rozwijających się, ale także najgorszy wśród 150 walut świata oprócz wenezuelskiego boliwara.

Długi weekend nie dla spekulantów

Paniczna wyprzedaż złotego podczas pierwszych godzin maja była z jednej strony efektem obserwowanego od kilku dni odpływu kapitału z rynków wschodzących, ale z drugiej bardzo małej płynności podczas handlu tego dnia. Zostało to wykorzystane przez spekulantów do gry przeciwko polskiej walucie, próbie aktywacji zleceń typu stop loss (automatyczna redukcja straty) na złotym i tym samym kupna złotego pod niskim kursie.

Bardzo podobna strategia została zastosowana na szwedzkiej oraz czeskiej koronie, a także południowoafrykańskim randzie. W tych krajach handel również był ograniczony (święto pracy), a dodatkowo nastawienie do nich było negatywne (w Szwecji oraz w Czechach prawdopodobnie podwyżki stóp procentowych będą później niż oczekiwano). Wszystkie te waluty straciły od piątku ponad 2 proc. w stosunku do dolara.

Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że wyprzedaż nie miała charakteru globalnego. Znaczna część walut azjatyckich oraz latynoamerykańskich zachowywała się standardowo, a zmiany na nich nie przekraczały 1 proc. To potwierdza, że zmiany kursów na złotym czy na czeskiej koronie miały znamiona silnie spekulacyjne, a nie fundamentalne, czyli związane z kondycją gospodarki.

Co dalej ze złotym?

Sytuacja na polskiej walucie powinna się poprawiać, a kurs stabilizować w kolejnych dniach. Prawdopodobnie na początku przyszłego tygodnia euro będzie o kilka groszy tańsze, a ruch spekulacyjny powinien wygasać, gdy większość uczestników rynku wróci do pracy po majowej przerwie. Jednak w kolejnych tygodniach perspektywy złotego oraz innych walut krajów rozwijających się mogą pozostawać słabe ze względu na przyspieszenie tempa podwyżek stóp procentowych przez amerykańską Rezerwę Federalną.

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

 

Szybko rosnący PKB i niski poziom długu sektora finansów publicznych sugerują, że turecka gospodarka ma się świetnie. Tymczasem Moody’s właśnie obciął rating tego kraju, a lira osiągnęła historyczne minima w relacji do euro. 

Wzrost gospodarczy w granicach 7 proc., a zadłużenie do PKB na poziomie 27,5 proc. Tak wyglądają szacunki podstawowych wskaźników makroekonomicznych przedstawione przez S&P Global Ratings w lutowym przeglądzie ratingu Turcji. To nie wystarczyło, by choć minimalnie poprawić rating Turcji. Agencja utrzymała wiarygodność tego kraju na poziomie śmieciowym (BB) z perspektywą negatywną.

Moody’s z kolei w środę obciął rating Turcji z poziomu Ba1 do Ba2. Jest on obecnie na analogicznym poziomie co w przypadku S&P, czyli dwa stopnie poniżej granicy inwestycyjnej. W czwartek lira (TRY) osiągnęła historyczne rekordy słabości do euro. Jeszcze pięć lat temu za europejską walutę trzeba było płacić 2,30 TRY. Teraz jest to ponad dwa razy więcej, czyli ok. 4,70. Czym spowodowane są tak surowe oceny wiodących agencji ratingowych i dramatyczna przecena tureckiej waluty?

Pierwszy winowajca – inflacja

Względnie szybko można jednak się zorientować, że w tureckiej gospodarce brakuje równowagi. Według cokwartalnego Raportu o Inflacji banku centralnego ceny w 2017 r. wzrosły o niemal 12 proc. O niespełna 14 proc. podniosły się koszty żywności, o 27 proc. zdrożały np. samochody. Również inflacja bazowa (z wyłączeniem paliw i żywności) jest bardzo wysoka – w lutym 12 proc. r/r.

Niepokojąco wygląda także fakt, że wcześniejsze prognozy inflacji banku centralnego zostały znacznie przekroczone. To może sugerować, że polityka pieniężna władz monetarnych jest zbyt łagodna i zamiast ograniczać wzrost cen i sprzyjać powrotowi inflacji do celu zbyt mocno stymuluje gospodarkę.

Potwierdzają to chociażby dane o wzroście udzielanych kredytów – w stosunku rocznym o ok. 20 proc. To prawdopodobnie silnie pomaga konsumpcji oraz inwestycjom, ale powoduje również bardzo wysoką inflację. Gospodarce grozi więc przegrzanie i znaczny spadek aktywności w kolejnych latach.

Zewnętrzna nierównowaga

Poza zbyt dużą stymulacją monetarną czy fiskalną mamy także do czynienia w Turcji ze znaczną zewnętrzną nierównowagą. Deficyt na rachunku obrotów bieżących (przede wszystkim spowodowany wyższym importem od eksportu) przekroczył w zeszłym roku 47 mld dol., co stanowi ok. 5 proc. PKB. W porównaniu do 2016 r. deficyt zwiększył się o 14 mld dol. i to mimo lepszej kondycji sektora usług (wyższe przychody z turystyki).

Finansowanie deficytu może odbywać się albo poprzez inwestycje bezpośrednie (lepsze rozwiązanie) lub przez kapitał portfelowy. Jak zwraca uwagę S&P, do 2015 r. finansowanie odbywało się przede wszystkim tą pierwszą metodą. Teraz jednak trend się zmienił i deficyt jest finansowany przez bardziej zmienne inwestycje portfelowe, które są wrażliwe chociażby na sentyment globalny. Gdyby on uległ pogorszeniu, to koszty obsługi tej zewnętrznej nierównowagi (np. poprzez rynek długu) mogą znacznie wzrosnąć. To poważne ryzyko zarówno dla waluty, jak i dla stabilności gospodarki.

Problemy instytucjonalne

Poza silną stymulacją gospodarczą i poważna zewnętrzną nierównowagą Turcja zmaga się z innym problemem. Są to szeroko pojęte kwestie instytucjonalne, częściowo związane z sytuacją z połowy 2016 r. oraz sytuacją geopolityczną.

Według Moody’s wydarzenia, które nastąpiły po „nieudanym zamach stanu z lipca 2016 r. negatywnie wpływają na klimat inwestycyjny oraz relacje Turcji ze Stanami Zjednoczonymi oraz z Unią Europejską”.

Szeroko kwestie instytucjonalne opisuje także S&P. Agencja ratingowa uważa, że „Stany Zjednoczone mogą rozważyć wprowadzenie grzywien lub innych kar na jedną bądź więcej tureckich instytucji finansowych, włączając w to jednostki publiczne, i potencjalnie firmy z innych sektorów, rzekomo umożliwiające Iranowi uniknięcie amerykańskich sankcji. Eskalacja napięć ze Stanami Zjednoczonymi może mieć poważne konsekwencje finansowe i gospodarcze dla Turcji, biorąc pod uwagę, że tureckie banki korzystają z zewnętrznego finansowania”.

To rynek walutowy mówi prawdę

Przykład Turcji dobrze pokazuje, że niska relacja długu do PKB i wysoki wzrost gospodarczy mogą wysyłać złudne sygnały o bardzo dobrej kondycji ekonomicznej kraju. W tym przypadku wielość i kompleksowość ryzyk prawdopodobnie względnie dobrze wycenia rynek walutowy, który w tym tygodniu sprowadził lirę do historycznych minimów.

 

Autor: Marcin Lipka

Silne korekty cen metali przemysłowych i surowców energetycznych odgrywają istotną rolę w widocznym już na pierwszy rzut oka pogorszeniu się sentymentu, także na rynkach akcji. Widzimy pole do głębszego cofnięcia się rozgrzanych w poprzednich miesiącach do czerwoności rynków ryzykownych aktywów.

Ostatnie fazy wzrostów cen miedzi i ropy były oderwane od fundamentów. W przypadku metali przemysłowych skrajny optymizm rynków nie wytrzymuje konfrontacji z obawą, ze po zjeździe Komunistycznej Partii Chin przyjdzie czas na kontrolowane schłodzenie rozgrzanego rynku nieruchomości i zacieśnienie warunków monetarnych. W przypadku ropy entuzjazm dotyczący zbliżającego się posiedzenia OPEC przyćmił rosnącą aktywność wydobywczą w USA i zbyt optymistyczną wizję siły popytu na surowiec w 2018 roku. Warto mieć na uwadze, że w ostatnim tygodniu zaangażowanie inwestorów na rynku surowców było najwyższe w historii. Tymczasem wartości oddającego popyt na nisko przetworzone towary wskaźnika z rodziny CRB dość wyraźnie zawróciły i bliżej im do tegorocznych dołków niż maksimów. Zresztą można zauważyć, że indeks ten wielokrotnie wyprzedzał zachowanie szerszych miar koniunktury na rynkach surowcowych. W tym świetle należy naszym zdaniem oczekiwać kontynuacji słabości miedzi i ropy naftowej, tym bardziej, że pozytywny dla cen wynik posiedzenia OPEC jest już dawno zdyskontowany.

Ma to spore reperkusje dla rynku walutowego. W obecnym położeniu istnieje znaczne pole do kontynuacji zniżek przez AUD/USD oraz NZD/USD. Uważamy, że jesteśmy w fazie przesilenia na rynku złotego i EUR/PLN będzie dryfował na nieco wyższe pułapy. Waluty defensywne z euro i jenem na czele powinny krótkim terminie radzić sobie dobrze, zwłaszcza, że wzbiera niepewność dotycząca losów reformy systemu podatkowego. Dziś w centrum uwagi będą dane o inflacji z USA. W sześciu na siedem ostatnich przypadkach inflacja bazowa rozczarowała (co było przecież kluczem do słabości dolara w tym roku). Dane za październik mają jednak szanse by pozytywnie zaskoczyć za sprawą m.in. mniejszej podaży używanych aut, czy stopniowego „przegryzania się” wyższych cen importowanych dóbr. Po poprzednich huraganach trajektoria cen również podnosiła się z minimum miesięcznym opóźnieniem. Wyższe ceny bazowe w USA zderzone z rozczarowaniami inflacją w innych gospodarkach byłyby oczywiście pozytywne dla dolara, lecz przy przesądzonej podwyżce w grudniu ważniejsze są losy reformy systemu podatkowego.

Główny wskaźnik inflacji konsumenckiej powinien natomiast wyhamować z 2,2 do 2,0 proc. rok do roku za sprawą normalizacji cen paliw po wrześniowym wystrzale spowodowanym przez huragany. Bazowy wskaźnik (również dziś publikowanej) sprzedaży detalicznej powinien przybrać solidną dynamikę – przy dobrych nastrojach gospodarstw domowych i rozpędzonym rynku pracy nie ma podstaw by obawiać się o siłę konsumpcji w USA. Na froncie danych warto też zwrócić uwagę na informacje z brytyjskiego rynku pracy. Pomimo dość słabej inflacji (dane wczorajsze) funt odrabia straty na fali słabości dolara – GBP/USD powraca w kierunku 1,32. Biorąc pod uwagę słabnącą pozycję premier May oraz oczekiwane przez nas schłodzenie koniunktury odsuwające lutową podwyżkę stóp przez Bank Anglii nie widzimy podstaw by obecne poziomy zostały w kolejnych tygodniach utrzymane.

 

Autor: Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Pierwsza połowa roku przyniosła na rynku walutowym wiele niespodzianek. Według prognoz dolar miał być najmocniejszy od 15 lat, a stracił najwięcej od 2002 r. Spodziewany był parytet na parze EUR/USD, tymczasem wspólna waluta wystrzeliła w górę i przebiła od dawna niewidziany kurs 1,18. Złotemu wróżono kolejny słaby rok, a stał się jedną z najsilniejszych walut świata. Co nas może jeszcze spotkać do końca roku?

W pierwszym kwartale nie brakowało głosów, że pod koniec 2017 r. dolar może zbliżyć się do parytetu z euro, czyli osiągnąć punkt wymiany 1:1. „Zielony” miał za sobą doskonały 2016 r., szczególnie końcówkę, kiedy dał się ponieść fali entuzjazmu wywołanego wygraną w wyborach prezydenckich Donalda Trumpa.  Wydawało się, że 2017 r. zapowiada się wyjątkowo dobrze dla amerykańskiej waluty. Fundamenty gospodarki USA były coraz mocniejsze, co przekładało się na wzrost dynamiki PKB, rosła inflacja, co sugerowało kolejne podwyżki stóp w FED, a na dodatek rosła wiara w reformy ekonomiczne nowego prezydenta. Jesienią 2016 r. prognozowano, że w 2017 r. dolar może być najdroższy od 15 lat.

Wystarczyło kilka miesięcy, aby zweryfikować wcześniejsze szacunki. Od początku roku dolar osłabł o 7 proc. względem koszyka 10 głównych walut i był to największy spadek od 2002 r. W ankiecie przeprowadzonej przez agencję Reutera pod koniec lipca ani jeden z 71 pytanych analityków nie wspomniał o możliwości osiągnięcia parytetu na parze USD/EUR. Od stycznia euro umocniło się wobec amerykańskiego odpowiednika o niemal 12 proc., do 1,178 dolara za euro, osiągając najwyższy poziom od początku 2015 r. Teraz euro przekroczyło kurs 1,18, zyskując w relacji do dolara ponad 0,4 proc. To poziom ceny niewidzianej na rynku od połowy 2014 r.

Silny jak złoty

Inaczej niż prognozowała część analityków zachowuje się też w tym roku złoty. Miał on za sobą słaby 2016 r. i pomimo korzystnych wyników naszej gospodarki znalazł się wśród najbardziej niedowartościowanych walut świata. Jeszcze pół roku temu niewiele wskazywało na odmianę tej sytuacji. Kondycja złotego była pochodną sytuacji rynków wschodzących, od których inwestorzy odwrócili się, skuszeni wizją zysków na coraz bardziej rozgrzanym rynku USA. Prognozy dla wszystkich emerging markets na ten rok nie były pozytywne. Możliwa premia za dodatkowe ryzyko przestawała być atrakcyjna w obliczu rosnących stóp i koniunktury za oceanem. Od początku roku powoli poprawiała się też kondycja gospodarki euro strefy, co dodatkowo osłabiało sentyment wobec rynków wschodzących.

Prognoza dla złotego ponownie okazała się nietrafiona. W maju, po kilku miesiącach wzrostów, PLN stał się najmocniejszą walutą na świecie. W czerwcu wyprzedzał go tylko meksykański peso, jeszcze bardziej przeceniony w 2016 r. niż złoty.

Europejski Bank Centralny wspiera euro

Przyczyną słabości dolara są niespełnione oczekiwana co do dalszego wzrostu stóp w FED. Inflacja jak na razie znajduje się poniżej celu, co powstrzymuje radę gubernatorów Rezerwy Federalnej przed dalszymi podwyżkami. Cena dolara spada też w związku z brakiem skuteczności administracji Donalda Trumpa, która próbuje przeforsować reformę systemu ubezpieczeń zdrowotnych. Walucie nie sprzyjają wciąż pojawiające się informacje o kontaktach osób z bliskiego otoczenia prezydenta z przedstawicielami Rosji w czasie kampanii prezydenckiej oraz kolejne śledztwa w tej sprawie.

Czynniki polityczne są natomiast siłą napędową euro. Paradoksalnie, bo wedle zapowiedzi z początku roku, to właśnie polityka miała pogrążyć wspólną walutę. Kolejne wybory: w Holandii, Francji i jesienią w Niemczech generowały potężne ryzyko wygranej partii populistycznych, a co za tym idzie widmo chaosu i braku przewidywalności. Ten scenariusz jednak się nie spełnił. W Holandii i Francji wyborcy odprawili populistów z kwitkiem. W Niemczech, choć do wyborów zostały dwa miesiące, mało kto dzisiaj wątpi w sukces partii Angeli Merkel.

Wsparciem dla kursu euro są też dobre informacje z gospodarki strefy euro, która powoli zaczyna się odbijać od dołka, a wzrost wydaje się mieć trwałe podstawy. Znaczącą rolę pełni również Europejski Bank Centralny. Co prawda nadal nie wspomina o podwyżkach stóp i nie rezygnuje z polityki luzowania ilościowego, ale zapowiedział, że nie będzie już ciął stóp.

Euro po 4,15-4,30 zł

Umocnienie złotego do koszyka głównych walut wynika przede wszystkim ze zmiany sentymentu do rynków wschodzących. Otwarte jest pytanie o granicę wzrostu kursu PLN. W lipcu obserwowaliśmy konsolidację w granicach 4,25 PLN/EUR. Złoty nieco osłabł w związku z wydarzeniami wokół głosowania nad ustawami zmieniającymi ustrój sądów. Jednak zdaniem części analityków, wyhamowanie kursu ma źródło w fundamentach, limitujących dalsze wzrosty. W związku ze stanowczym stanowiskiem NBP w sprawie polityki pieniężnej, zakładającej utrzymanie stóp na niezmienionym poziomie, paliwo do dalszego umacniania złotego wyczerpuje się. Prognozy na koniec roku zakładają cenę euro w granicach 4,15-4,30 zł i 3,65-3,91 zł za dolara.

Dolar może się odbić

Dużo zależy od zachowania pary EUR/USD. Analitycy zwracają uwagę, że najważniejsze ustawy z pakietu reform Donalda Trumpa będą głosowane jesienią. Nie dotyczą kwestii tak dzielących partię Republikańską jak Obamacare, mogą zostać zatem gładko przyjęte. To powinno umocnić dolara.

Nie wiadomo jak długo będzie trwała hossa na euro. Dane ze strefy euro za letnie miesiące, wskazują na lekkie wyhamowanie dynamiki wzrostu. Cała UE pozostaje też w cieniu potężnych wyzwań politycznych, z negocjacjami w sprawie Brexitu na czele. W przyszłym roku odbędą się też wybory we Włoszech, gdzie dekompozycja sceny politycznej jest tak duża, że wszystkie rysujące się scenariusze są negatywne. Nawet jeśli nie wygra populistyczny Ruch Pięciu Gwiazd, to słabe tradycyjne partie nie będą w stanie zbudować trwałej większości.

W kontrze do main streamu

Pierwsza połowa roku potwierdziła stara prawdę, że nie ma nic mniej pewnego niż prognoza zachowań rynków, szczególnie walutowych. Przesłanki do tworzenia modeli predykcyjnych, które jeszcze w styczniu można było uznać za w miarę pewne, bardzo szybko przestały być aktualne. Jeszcze jedna zasada znalazła potwierdzenie w ostatnich miesiącach, że planując inwestycję nie należy podążać w kierunku, w którym zmierza main stream, lecz warto budować alternatywne strategie inwestycyjne, bo mogą okazać się znacznie bardziej zyskowne niż polecane przez wszystkich aktywa.

 

Autor: Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima

Popularny inwestor Michael Cogswell, prowadzący profil InvestPower na eToro, zauważył kolejny błąd występujący na rynku. Zazwyczaj indeksy giełdowe i obligacje przemieszczają się w przeciwnych wobec siebie kierunkach, ale teraz rosną równocześnie. To pokazuje nam, że inwestorzy niechętnie dzielą się swoimi akcjami, a inwestorzy obracający obligacjami unikają ryzyka. Wydaje się, że indeks zmienności notowany blisko swojego najniższego poziomu sprawia, że wszyscy czują się nieco zdezorientowani w tej sytuacji.

Wielkim wydarzeniem jest spotkanie indyjskiego premiera Narendra Modi z Donaldem Trumpem w Białym Domu. Zaplanowano również przedstawienie Theresy May dotyczące dalszych szczegółów praw mieszkańców UE w Wielkiej Brytanii po Brexicie, pomimo tego, iż May nie doszła jeszcze do porozumienia z Partią Demokratycznych Unionistów. Wisienką na torcie jest otwarcie ceremonii forum ds. Bankowości Centralnej w Portugalii przez Mario Draghiego.

Choć indeksy giełdowe i indeks VIX są stosunkowo cicho, ostatnio na rynku walutowym dużo się dzieje, a szczególnie na rynku kryptowalut. Ci, którzy inwestują w drugą co do wielkości kryptowalutę na świecie, już odczuwają jej niestabilność i wiele osób zaczyna z tego powodu panikować. Powodem tego jest fakt, iż gdy dany składnik aktywów szybko wzrasta, nie ma czasu na zbudowanie własnych wzorów cenowych lub znaczących poziomów wsparcia. Zauważalne obciążenia sieci podczas niedawnych ICO spowodowało, że alternatywni inwestorzy zaczęli kwestionować stabilność blockchainów Ethereum i nie ma wątpliwości, że niektórzy zaczną się rozglądać za innymi opcjami wdrażania decentralizacji i inteligentnych umów.

Ethereum przeszło długą drogę od 11 dolarów w lutym do swojego rekordowego notowania na poziomie 425 dolarów w czerwcu. W tej chwili możemy tylko zgadnąć, w którą stronę los tej kryptowaluty się odwróci. Analiza techniczna i fundamentalna nie będzie tu za bardzo pomocna. Musimy myśleć o poziomach psychologicznych.  Może być tak, że Ethereum będzie się trzymać poziomu 250 dolarów a potem wystrzeli szybko w górę. Powinniśmy też być również przygotowani na możliwość spadku do 200, 150 lub nawet 100 dolarów. Najlepszym sposobem na przygotowanie się do tego rodzaju ruchów jest analiza portfela oraz jego dywersyfikacja.

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Wahania kursowe są zmorą polskich przedsiębiorców od wielu lat. Rynek walutowy charakteryzuje się w ostatnim czasie dużą nieprzewidywalnością, co czyni działalność importerów i eksporterów jeszcze trudniejszą i bardziej ryzykowną. Zmiany kursu walut mogą doprowadzić nawet do upadku firm.

– Genezą kryzysu zabezpieczeń walutowych z przed dekady były źle dopasowane transakcje do potrzeb przedsiębiorców, większość tych transakcji było zdecydowanie zbyt agresywnych, niż to czego potrzebowali przedsiębiorcy – mówi newsm.tv Szymon Konarski, Corporate Hedging Manager Western Union International Bank.

Obecnie Unia Europejska narzuca regulację, które nakazują instytucją działającym na rynku finansowym prowadzenie działań sprzedażowych lub promocyjnych w sposób bardziej konserwatywny. Aktualne tendencje na rynku zabezpieczeń zmierzają do odpowiedzialnej sprzedaży, która ma zapewnić bezpieczeństwo polskich przedsiębiorstw. – Banki muszą bardzo dokładnie wyjaśnić transakcje zabezpieczające, a cały ten proces musi być udokumentowany. Po stronie klienta leży potwierdzenie zrozumienia transakcji co zawsze kończy się podpisem. – dodaje Szymon Konarski.

Każda transakcja wykonywana w obcej walucie niesie ze sobą ryzyko. Przykład? Po ogłoszeniu wyników referendum w Wielkiej Brytanii dotyczącego Brexitu funt zaczął tracić na wartości. Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w USA. Analitycy przewidywali, że w razie wygranej Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich, notowania dolara będą spadać. Tymczasem jest odwrotnie. Cena dolara wzrosła i utrzymuje się na poziomie przekraczającym 4 zł. Czy jest szansa na to, że rok 2017 będzie spokojniejszy na rynku walutowym? Wszystko wskazuje na to, że nie.

W 2017 odbędą się wybory prezydenckie we Francji. Wśród faworytów znajduje się eurosceptyczna kandydatka Marine Le Pen. Jej zwycięstwo oznacza spore kłopoty dla całej Unii Europejskiej i zawirowania notowań euro. Na kurs tej waluty wpływ będą też mieć wyniki wyborów w Niemczech i Holandii oraz sytuacja w cały czas niestabilnej Grecji. Nie wiadomo też, jak ostatecznie będzie wyglądał Brexit. Szczegóły tej operacji będą miały niewątpliwie wpływ na kondycję funta. Zawirowania sytuacji politycznej w Europie i na świecie, to niestety niejedyne zmartwienia polskich przedsiębiorców.

Rodzimi biznesmeni robiący interesy z zagranicą muszą pamiętać o drugiej stronie medalu, tj. notowaniach PLN. Z perspektywy zagranicznych inwestorów sytuacja polityczna w Polsce stała się w przez ostatnie półtora roku mniej stabilna, co może powodować zmniejszone zaufanie do naszej waluty, a więc spadek jej cen, np. w sytuacji, gdy dane dotyczące polskiej gospodarki zaczną się z różnych przyczyn pogarszać. Jeżeli więc nie jesteśmy w stanie sensownie prognozować ruchów po obu stronach walutowego równania, kluczową sprawą dla przedsiębiorców powinno być odpowiednie zabezpieczenie swoich interesów. Rozwiązaniem może być korzystanie opcji walutowych. Jest to instrument, z którego korzystają firmy na całym świecie.

Opcja walutowa to instrument finansowy, dzięki któremu jego nabywca może w z góry ustalonym czasie kupić lub sprzedać daną walutę po umówionej cenie (w przypadku transakcji typu forward jest to nie możliwość, a obowiązek). Według badania przeprowadzonego w kwietniu 2016 roku przez Bank for International Settlements opcje stanowią 5% dziennego obrotu walutowego w Wielkiej Brytanii oraz 2% we Francji i Czechach. Jakie przedsiębiorstwa korzystają z nich najczęściej? Według badań analityków z East & Partners, które przeprowadzono na 2 200 firmach brytyjskich, w 2016 roku 100% małych korporacji (20-100 mln funtów rocznego obrotu) stosowało strategie opcyjne, a 95% korzystało z kontraktów forward. Wśród mikro przedsiębiorców i w sektorze MŚP (1-10 mln funtów rocznego obrotu) jedynie 20% korzystało ze strategii opcyjnych, a 25% z kontraktów terminowych forward. To właśnie małe i średnie firmy, które wykonują tylko transakcje na rynku bieżącym, z reguły najgorzej radzą sobie z identyfikowaniem ryzyka walutowego występującego w czasach dużej zmienności. To one powinny być więc w największym stopniu zainteresowane tego typu instrumentami finansowymi.

Jak sytuacja w tym zakresie wygląda w naszym kraju?

W Polsce opcje stanowią jedynie 0,07% dziennego obrotu walutowego. Należy się więc spodziewać, że instrument ten będzie zyskiwał na popularności i jego udział w rynku będzie docelowo zbliżony chociażby do naszych południowych sąsiadów. Co powinien zrobić przedsiębiorca, który jest zainteresowany tego typu zabezpieczeniem swojej działalności?

Pierwszym krokiem jest dokładna analiza cashflow firmy, by jak najlepiej określić swoje potrzeby. Drugi etap to ustalenie celu działania. Na rynku dostępne są bezpieczne produkty mające na celu minimalizację ryzyka wahań kursów (protect), średnio ryzykowne instrumenty dające szanse na partycypację w korzyściach płynących ze zmian na rynkach walutowych (participate) oraz produkty wysokiego ryzyka, pozwalające uzyskać najlepsze kursy wymiany, ale za cenę najwyższego ryzyka wahań cashflow (enhance). Trzeci krok to utrzymywanie dyscypliny w zawieraniu transakcji. Korzystanie z opcji walutowych ma bowiem największy sens, gdy są one nabywane regularnie. Jakie konkretnie rozwiązania w tym zakresie wybierając polscy przedsiębiorcy?

Istnieje wiele różnych strategii (ponad 25), które muszą być dopasowane do celów i stanu firmy. Eksporterzy wybierają z reguły tzw. korytarze, knock-iny czy forwardy, natomiast importerzy decydują się na forwardy i opcje zwykłe. Każda firma jest jednak inna i to, że jakiś instrument czy strategia odpowiada potrzebom jednej z nich, nie znaczy, że będzie dobra dla innej. Dlatego tak ważny jest wybór właściwego dostawcy usług, który będzie jednocześnie doradcą i pomocnikiem w budowaniu szytej na miarę strategii zabezpieczania przed ryzykiem walutowym. Warto także pamiętać, że rzetelny partner starannie poinformuje klienta o ryzykach każdego z instrumentów oraz o tym, jak zmiany rynku mogą wpływać na jego finanse.

Wypowiedź: Szymon Konarski, Corporate Hedging Manager Western Union International Bank.

Pomimo zimowej aury, na rynku walutowym panuje prawdziwy upał. Większość kluczowych wydarzeń ekonomicznych ma charakter globalny, co sprawia, że złoty pozostaje bezbronny wobec niesprzyjającego mu sentymentu rynkowego. Dlatego też w ostatnim czasie polska waluta wyraźnie traciła względem dolara, euro czy też franka szwajcarskiego. Mimo wszystko wiele wskazuje na to, że grudzień może okazać się nieco bardziej pomyślnym miesiącem dla złotego niż ostatnie tygodnie.

Wzmożone problemy złotego rozpoczęły się w październiku. Rosnąca niepewność związana z wyborami w Stanach Zjednoczonych zaczęła znacząco ciążyć polskiej walucie. Zwycięstwo Donalda Trumpa wpłynęło na wzrost globalnej awersji do ryzyka, co szczególnie uderzyło w waluty emerging markets, w tym w złotego. Poziom tej awersji jeszcze długo pozostanie na wysokim poziomie, bowiem kontrowersyjny miliarder dopiero w styczniu rozpocznie swoją prezydencką kadencję. Warto pamiętać, że odbudowa zaufania inwestorów jest znacznie dłuższym procesem niż jego utrata.

Ryzyko polityczne nie ogranicza się jedynie do wyników amerykańskich wyborów oraz jego potencjalnych następstw. W tym tygodniu w centrum uwagi znalazło się włoskie referendum. Niemniej, wszystko wskazuje na to, że Matteo Renzi (pomimo niekorzystnych dla niego wyników) pozostanie premierem do czasu uporządkowania sytuacji w państwie oraz powołania przez prezydenta rządu tymczasowego. Z jednej strony to dobra wiadomość dla rynku, bowiem wzrost niestabilności politycznej we Włoszech jest ostatnią rzeczą jaką potrzebują tamtejsze banki – ich trudna sytuacja stanowi zagrożenie dla europejskiego systemu bankowego. Z drugiej strony, temat prędzej czy później powróci. Póki co, to rozwiązanie nieco uspokaja nastroje rynkowe.

Warto również zwrócić uwagę na fakt, że polska gospodarka wyraźnie spowalnia, co potwierdzają wyraźnie słabsze od prognoz odczyty dynamiki PKB, sprzedaży detalicznej czy produkcji przemysłowej. Krajową piętą achillesową pozostają inwestycje, których poziom systematycznie się kurczy. Z kolei RPP pozostaje bierna i nie dokonuje żadnych zmian w polityce monetarnej. Kontrowersyjne decyzje polityków nie pozwalają też spoglądać w przyszłość z optymizmem, zwłaszcza gdy na przekór wszystkim trendom został obniżony wiek emerytalny. Dlatego też inwestorzy nie kryli swojego zaskoczenia, kiedy to agencja S&P podniosła perspektywę polskiego ratingu kredytowego z ,,negatywnej” na ,,stabilną”.

Tymczasem amerykańska gospodarka jest naprawdę solidna, co potwierdzają najnowsze dane makroekonomiczne m.in. dynamika PKB, payrollsy oraz indeksy PMI. W efekcie Fed najprawdopodobniej już 14 grudnia podniesie stopy procentowe. Z kolei w Europie najnowsze dane ekonomiczne wskazują na niski, lecz stabilny wzrost gospodarczy, kluczowym aspektem pozostaje dalszy kształt programu QE. Rynek wydaje się grać na EUR/USD pod decyzję o stopniowym wygaszaniu skupu europejskich aktywów. Tymczasem obecne czynniki geopolityczne oraz ekonomiczne nadal stanowią silny bodziec do kontynuacji QE. W związku z tym, bardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się decyzja o przedłużeniu programu skupu obligacji. Niewykluczone, że część inwestorów postanowiła wykorzystać okres oczekiwania pozostałych uczestników rynku na decyzję EBC, realizując swoje zyski – korekta po dynamicznych spadkach.

Reasumując, niesprzyjający polskiej walucie globalny sentyment rynkowy nie ulegnie rychłej poprawie. Istnieje kilka przesłanek intensyfikujących oczekiwania co do grudniowego wzmocnienia złotego, które pozwoli odrobić chociażby część strat. Po pierwsze, podwyżka stóp procentowych w Stanach została już zdyskontowana a co więcej wiele wskazuje na to, że proces zacieśniania polityki pieniężnej przez Fed będzie stopniowy. Po drugie, potencjalne wydłużenie programu QE przez EBC będzie czynnikiem ograniczającym siłę europejskiej waluty. Co więcej, druga połowa grudnia na rynku finansowym będzie okresem znacznie spokojniejszym, co może okazać się okolicznością sprzyjającą złotemu.

Potencjał korekty na EUR/PLN wydaje się relatywnie istotny, jednakże w gruncie rzeczy złoty nadal pozostanie słaby. Na koniec roku eurozłoty powinien znaleźć się poniżej granicy 4,40 – wsparcie znajduje się w okolicy 4,38. Przy założeniu stabilizacji eurodolara w rejonie 1,07 crossowy kurs USD/PLN powinien oscylować w okolicy 4,10. Frank szwajcarski, czyli bezpieczna przystań, wraz z nieco spokojniejszą atmosferą rynkową również powinien stracić na wartości – niewykluczone, że CHF/PLN zakończy bieżący rok w pobliżu psychologicznej granicy 4,0.

 

Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Dolar miał ponad dwa dni na zaliczenie technicznej korekty, na która jednak nie było chętnych, więc po chwilowym przystanku wrócił do okazywania dominacji nad innymi walutami. Dane z USA rysują pozytywny obraz na przyszłość, co nie umknie wzrokowi Fed. Dziś Święto Dziękczynienia, więc po publikacji Ifo z Niemiec rynek prawdopodobnie przejdzie w stan uśpienia.

USD pozostaje królem, a rynek nie zamierza tego kwestionować. Na liście powodów za aprecjacją dolara odznaczone są dobre bieżące dane makro, optymistyczne perspektywy na przyszłość, wysokie rentowności obligacji skarbowych i zaostrzająca się retoryka Fed. W tym ostatnim przypadku opublikowane wczoraj minutki z listopadowego posiedzenia FOMC potwierdziły rynkowe oczekiwania, że Fed podniesie stopy procentowe w grudniu (rynek stopy procentowej wycenia 100 proc. prawdopodobieństwa). Członkowie FOMC generalnie zgodzili się, że „argumenty za podwyżką dalej się wzmacniały”, choć większość stwierdziła, że Komitet powinien poczekać na kolejne dowody progresu w stronę celów Fed. Tak było 2 listopada, a do tego czasu sprzedaż detaliczna pokazała kontynuowane wzmocnienia konsumpcji, inwestycje na rynku nieruchomości zanotowały zaskakujący skok, a przemysł daje sygnały rodzącego się odbicia z ostatnim dowodem w postaci silnego wzrostu zamówień na dobra trwałe. Osobiście jestem zadania, że Fed może zaburzyć ten idealny obraz i po posiedzeniu w grudniu może nie dać sygnałów, że zamierza przyspieszyć z tempem podwyżek. Ale do tego czasu ciężko przeciwstawiać się panowaniu USD.

Święto Dziękczynienia oznacza, że rynki w USA są zamknięte, a sama Europa po porannym rozruchu nie będzie skora do dalszego pobudzania aktywności. W kalendarzu godny uwagi jest jedynie niemiecki indeks Ifo, od którego oczekuje się tych samych poziomów, co przed miesiącem. Wczoraj wstępne szacunki PMI dla niemieckiego przemysłu wypadły nieco słabiej od oczekiwań, więc ryzyka dziś są po negatywnej stronie, ale wątpliwe, aby miało to rozgrzać rynek EUR. Na EUR/USD spadki zatrzymały się na minimach z grudnia 2015 r. blisko 1,0520, ale rynek może mieć apetyt na ruch w stronę 1,0457 – dołek z marca ubiegłego roku. USD/JPY gładko przechodzi przez 113 z drogą praktycznie otwartą do 114,50. Na krajowym podwórku reaktywacja wyprzedaży obligacji w USA pociągnęła za sobą ucieczkę kapitału z polskiego rynku długu i złoty odczuł to osłabieniem o 2 grosze ponad 4,43 za euro. Wstrzymany handel na papierach USA (święto) powinie przynieść moment ulgi z cementowaniem konsolidacji 4,40-4,45.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dolar pozostaje mocny. Pomimo całego wysypu danych makro, dziś w centrum uwagi będzie Janet Yellen, która przed Kongresem naświetli swój pogląd na perspektywach amerykańskiej gospodarki. Rynek przyjął za pewnik prowzrostową politykę fiskalną prezydenta elekta Trumpa. Należy jednak pamiętać, że Fed wielokrotnie udowadniał, że woli reagować na twarde dowody zmian w gospodarce, niż działać wyprzedzająco na samych przypuszczeniach. Od strony sytuacji makro w USA Fed może nie wycofać się z podwyżki w grudniu, ale jest mało realne, by deklarował zaostrzenie przyszłej ścieżki.

Pomijając skutki wyborów prezydenckich, sytuacja makro w USA w dalszym ciągu przemawia za podwyżką stopy Fed w grudniu. Dane z rynku pracy wskazują na kontynuowany przyrost zatrudnienia, inflacja odbija, a wtorkowe dane o sprzedaży detalicznej sugerują ożywienie konsumpcji w czwartym kwartale. Wygrana Donalda Trumpa jest realną postawą do pobudzenia niepewności, która mogłaby skłaniać Fed do odroczenia podwyżki, ale jak na razie rynki finansowe z przedwyborczych wypowiedzi wyciągają jedynie pozytywny dla perspektywy gospodarczych USA, napędzając wzrosty na giełdzie i umocnienie USD. W naszej opinii prawdopodobieństwo podwyżki w grudniu jest mniejsze niż było przed wyborami, ale póki rynki finansowy zachowują się we względnie uporządkowany sposób, szanse na ruch Fed dalej są powyżej 50 proc.

Rynkowa wycena prawdopodobieństwa grudniowej podwyżki jest bliska 100 proc. i nie może być wyższa, zakładając że ruch o 50 pb jest wykluczony. Jednakże dla perspektywy USD dużo większe znaczenie ma przyszłość polityki monetarnej Fed w 2017 r. i dalej. Generalne założenie, na którym bazują rynki finansowe, to ekspansja fiskalna podnosząca w górę inflację, co zmusi Fed do szybszego zacieśniania polityki pieniężnej. W ciągu tygodnia rynek przeszedł z oczekiwania mniej niż jednej podwyżki w 2017 r. do ponad dwóch. Wystromienie ścieżki podwyżek stopy Fed prowadzi do wyprzedaży obligacji skarbowych USA i pchnęło rentowności 10-latek z 1,80 proc. do 2,25 proc. Pogłębienie różnicy między rynkowymi stopami procentowymi wspiera USD na takich parach, jak USD/JPY, EUR/USD, czy USD/CAD.

Kluczową kwestią jest, na ile Fed jest zainteresowany podsycaniem rynkowych oczekiwań? Wypowiedzi przedstawicieli Fed w tym tygodniu jak na razie prezentują wyważone stanowisko, choć wyróżniły się dwa o gołębim akcencie. Dziś rano James Bullard z Fed w St. Louis podtrzymał swoje gołębie nastawienie i stwierdził, że „jedna podwyżka, prawdopodobnie w grudniu, powinna wystarczyć, by sprowadzić politykę monetarną do poziomu równowagi”, a wynik wyborów nie wpłynął na jego prognozy gospodarcze. Członek zarządu Fed Daniel Tarullo przestrzegł, że Fed nie będzie reagował na programy Trumpa dopóki nie zostaną zatwierdzone. Optujący za podwyżką Eric Rosengren to gołąb przestraszony groźbą destabilizacji systemu finansowego, nie będzie dążył do zdecydowanej kontynuacji cyklu. Kolejne przykłady można mnożyć, ale patrząc na postawę USD w ostatnich dniach nie widać, aby rynek przejął się tymi wypowiedziami i być może czeka na komentarze głównych rozgrywających w Fed – przede wszystkim wystąpienie prezes Fed Janet Yellen o 14:00, ale także szefa oddziału Fed w Nowym Jorku Billa Dudleya i członkini zarządu Lael Brainard. Uważamy, że polityce Fed nie jest po drodze z podsycaniem wygórowanych oczekiwań rynkowych i realne jest ostudzenie jastrzębiego zapału.

Podsumowując, Fed może być skłonny, by nie podsycać oczekiwań rynkowych oczekiwań. Interpretując ceny rynkowych aktywów (USD, obligacje skarbowe), sytuacja wygląda tak, jakby Fed już dokonał podwyżki o 50 pb! Takie zaostrzenie warunków finansowych stanowi zagrożenie przyduszenia ożywienia gospodarczego i w rezultacie może prowadzić do odwlekania faktycznej normalizacji polityki monetarnej. Jest to jedno z podstawowych ryzyk, które jest obecne w rozważaniach Fed, stąd realna jest zachowawczość w komentarzach oraz odżegnywanie się od wyciągania pochopnych wniosków z ostatnich wydarzeń i chłodzenie oczekiwań na szybkie podwyżki. W rezultacie dzisiejsze wystąpienie może stać się katalizatorem korekty na rynku obligacji, która pociągnie w dół również amerykańskiego dolara.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

W układance pojawił się nowy element: zapowiedź poluzowania fiskalnego w USA. Powoduje on rajd cen surowców przemysłowych, podniesienie się wyceny przyszłej ścieżki inflacji i wywołało gigantyczny odpływ kapitału z rynku długu. Rentowność amerykańskich dziesięciolatek przekraczająca 2,20 proc. nie jest jednak możliwa do uzasadnienia nawet przy przyśpieszeniu wzrostu gospodarczego o połowę. Papiery skarbowe USA ( a także m.in. Niemiec) były ekstremalnie drogie pod wpływem braku presji inflacyjnej i ultra łagodnej polityki monetarnej w USA. Pojawienie się nowego elementu, fiskalnego poluzowania pasa, wywołało dynamiczną i lawionową reakcję – naszym zdaniem jest nieco za wcześnie  by wygaszać ten ruch i powątpiewać w siłę dolara.

Jego efekt to także umocnienie dolara, w tym gigantyczna presja na waluty gospodarek wschodzących. Dramatyczna przecena złotego wpisuje się w tę tendencję. O ile fundamentalnie kierunek ruchu jest uzasadniony, to jego skala to przede wszystkim pochodna niskiej płynności w okresie świątecznym. Dlatego też, uważamy, że wraz ze stabilizowaniem się sytuacji, kurs EUR/PLN będzie schodził na nieco niższe pułapy. Pierwsza fala tej tendencji ma szansę objawić się już dzisiaj i część uczestników rynku wykorzysta obecne pułapy do kupna złotego, co kurs EUR/PLN powinno spychać poniżej 4,40.

Podnoszenie się rentowności krzywej długu USA wypycha też dochodowość obligacji w strefie euro. Skala ruchu jest wyraźnie mniejsza, a dodatkowo ECB może pojawić się na nowych segmentach krzywej, które wcześniej były niedostępne ze względu na rentowność papierów poniżej stopy depozytowej ECB (wymóg formalny). Z drugiej strony, wybór Trumpa na prezydenta rozbudził obawy o wynik włoskiego referendum konstytucyjnego, które jest kolejnym ważnym punktem w politycznym kalendarzu na ten rok i odbędzie się 4 grudnia. Pojawia się zatem także dawno nieobserwowany czynnik pod postacią ryzyka kredytowego (wyraźnie rozszerza się spread włoskich i niemieckich obligacji). Główne powody słabości euro to jednak oczekiwanie, że Rada Prezesów wydłuży program skupu aktywów w obawie o odpływ kapitału inwestycyjnego i potencjalny wzrost niepewności politycznej. Spodziewamy się utrzymania słabości wspólnej waluty. Ważnych wskazówek odnośnie do perspektyw polityki ECB może dostarczyć dzisiejsze wystąpienie Mario Draghiego, które zaplanowane jest na 16:00/

Nie bez znaczenia dla układu sił na rynku jest też drastyczny zwrot w notowaniach EUR/GBP, który przyczynił się do silnego umocnienia funta do innych walut. Ryzyko „twardego brexitu” nadal pozostaje jednak wysokie i kurs GBP/USD powinien schodzić na niższe pułapy. W gronie walut surowcowych najgorzej rysują się perspektywy NZD a najkorzystniej AUD. Wynika to z bardzo silnego wzrostu cen metali przemysłowych, który poprawia sytuację Australii w bilansie płatniczym (korzystniejsze terms of trade).

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Program Trumpa ma dwa oblicza. Jedno z nich to deregulacja, postawienie na poluzowanie fiskalne. To oblicze, pozytywne dla wzrostu i inflacji widzieliśmy wczoraj i widzimy dziś. Przeniosło się ono na rajd cen surowców przemysłowych, indeksów giełdowych i umocnienie dolara pomimo faktu, że pod znakiem zapytania stoi grudniowa podwyżka stóp przez Fed.

Druga strona medalu jest taka, że Trump to ryzyko zerwania porozumień dotyczących handlu zagranicznego i bezpieczeństwa międzynarodowego. Ta twarz na razie jest skrywana, ale nie można o niej zapominać. Niepewność polityczna w USA będzie na podwyższonym pułapie przez najbliższe miesiące. Zwycięstwo Trumpa i kontrola Kongresu przez Republikanów otwiera szeroki wachlarz zmian w polityce gospodarczej USA. Z punktu, w którym się znajdujemy dla rynków finansowych może rozwinąć się zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym kierunku. Większy nacisk na ekspansję fiskalną z odroczeniem negocjacji umów handlowych będzie dobry dla globalnego ożywienia. Z drugiej strony Trump z zaostrzenia polityki handlowej uczynił ważny element swojej kampanii. Pytaniem też pozostaje, ile z kontrowersyjnych projektów poprze Kongres?

Przywołując analogię z czerwcowym referendum w Wielkiej Brytanii: co innego reakcja rynków na Brexit, a co innego na tzw. twardy Brexit. Możliwe, że dziś rynek dyskontuje zwycięstwo Trumpa w tempie przyspieszonym to, co po Brexicie zajęło dwa tygodnie. W tym kontekście wynik wyborów może być już zdyskontowany w 80-90 proc. Jednak podobnie, jak w październiku przesłanki twardego Brexitu „złamały” funta, tak powrót twardej retoryki Trumpa ponownie wstrząśnie rynkami. To jest teraz największe ryzyko dla USD i sentymentu rynkowego.

Bank Rezerwy Nowej Zelandii znów ma problemy z komunikacją. Ścięciu stóp towarzyszył raczej jastrzębi komunikat (m.in. usuniecie zagrożeń dla oczekiwań inflacyjnych, porzucenie bezpośredniego akcentu na luzowanie). W rezultacie NZD/USD podniósł się chwilowo do 0,7360, rosły również rentowności lokalnego długu. Potrzeba było komentarzy prasowych wicegubernatora McDermotta (na granicy interwencji słownych) dotyczących przewartościowania waluty i realnej możliwości prowadzenia interwencji walutowych by NZD/USD znalazł się pod presją.

Prawda jest jednak taka, że RBNZ nie widzi znacznego pola do obniżenia atrakcyjności realnych rentowności poprzez dalsze cięcie stóp. Interwencje w przeszłości były skromne nawet biorąc pod uwagę małą wielkość rynku. Dlatego straszenie pojawieniem się RBNZ na rynku może wywołać krótkoterminowe załamanie kursu, ale nie powinno być w stanie ostudzić popytu na inwestycje denominowane w NZD. Spychanie kursu może być postrzegane jako dobry punkt wejścia do odnawiania długoterminowej i średnioterminowej ekspozycji i dobrą okazją do sprzedaży EUR/NZD, GBP/NZD, czy też zakupu NZD/JPY.

Wydaje nam się także, że AUD/NZD nadal ma potencjał do kontynuowania zwyżek, głównie za sprawą korzystnego dla australijskiej waluty rajdu cen surowców, m.in. miedzi, rud żelaza. Kanałem wzrostów powinna być zatem relatywna poprawa terms of trade a nie kanał stóp procentowych.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

USD/CAD przebił kluczową barierę w okolicach 1,33. Za ruchem stoi zmiana stanowiska przez Bank Kanady na bardziej gołębie i załamanie się impetu wzrostów cen ropy. W rezultacie inwestorzy zostają zmuszeni do zmiany oceny perspektyw kanadyjskiej waluty i ze strategii wygaszania odbić przechodzą do kupowania korekcyjnych spadków. Takie przebiegunowanie, równoznaczne często ze zmianą średnioterminowej tendencji ma szansę dokonać się także w przypadku szeregu innych walut i ważnych instrumentów.

W przypadku dolara kanadyjskiego katalizatorem wyprzedaży może być załamanie się cen ropy WTI. Rekordowa długa pozycja w notowaniach surowca jest wystawiona na ciężką próbę. Uważamy, że przed spotkaniem OPEC 30 listopada będzie ona znacząco redukowana. Jak duża nerwowość panuje na rynku widzieliśmy chociażby wczoraj, gdy ceny runęły w kilka minut o pół dolara bez żadnej przesłanki fundamentalnej. Prawdziwą lawinę redukcji długich pozycji wywołałoby sforsowanie wczorajszego minimum usytuowanego przy dołkach z połowy miesiąca (49,50 USD).

Dalej w kolejce jest dolar australijski. Po słabych danych z rynku pracy kurs zawrócił z impetem z okolic 0,77 a w części inwestorów zaczęło odżywać przekonanie, że w przyszłym tygodniu RBA zetnie stopy. Taki krok jest obecnie wyceniony w niespełna 20 proc., zatem istnieje pole do dalszej przeceny AUD. Sytuację rozstrzygnie dzisiejszy, nocny odczyt inflacji za III kwartał. Trajektoria cen w Australii jest zbliżona do ścieżki inflacji w Nowej Zelandii. Publikacja z tego kraju pozytywnie zaskoczyła, co może nieco uśpić czujność inwestorów. Miesięczne szacunki CPI Melbourne Institute są natomiast złą wróżbą. Podobnie należy postrzegać fakt, że rynek ma tendencję do niedoszacowywania prawdopodobieństwa wystąpienia bardzo wysokiego lub bardzo niskiego odczytu.

Układ sił powinien ulec zmianie także w przypadku EUR/SEK po czwartkowym posiedzeniu Riksbanku. Rynek przystępuje z gołębim nastawieniem do czwartkowej decyzji, co oznacza, że do tego czasu korona pozostanie pod presją. Jednak sądzimy, że brak luzowania, lub skromne wydłużenie QE nie spełnią wygórowanych oczekiwań uczestników rynku. W końcu część z nich oczekuje nawet cięcia stóp. Choć negatywna rewizja prognoz inflacji i komunikat pozostawiający otwartą furtkę dla luzowania w grudniu zapewnią gołębi wydźwięk posiedzenia, redukcja nagromadzonych krótkich pozycji w koronie otwiera drogę do spadków EUR/SEK w dalszym horyzoncie.

Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Rynek finansowy jest miejscem gdzie, w oparciu o instrumenty finansowe, zawierane są na różne terminy transakcje kupna i sprzedaży różnych form kapitału pieniężnego. Bez względu na stopień zamożności i skłonność do akceptacji ryzyka każdy może znaleźć na nim swoje miejsce.Odgrywa on istotną rolę w gospodarce i społeczeństwie. Składa się z pięciu segmentów, każdy o swoistej specyfice. Dzięki temu zwiększa się efektywność wykorzystania zasobów w gospodarce.

Rynek finansowy. Czym jest?

„Rynek” – słowo, które od zawsze kojarzy się z handlem. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że handel jest tak stary jak historia cywilizacji. Od kiedy tylko człowiek zaczął posiadać jakiekolwiek użyteczne dobra – dzielił się nimi. Początkowo tylko je wymieniał, a potem kupował i sprzedawał, zastawiał, czy licytował. Krótko mówiąc – handlował.

Wyobraź sobie, że jesteś właścicielem firmy i chcesz sfinansować nowy, ciekawy projekt, który rozwinie firmę. Rozejrzyj się – zobaczysz, że masz wiele możliwości pozyskania kapitału. Rynek finansowy – bo o nim mowa – dzięki bogatej ofercie, daje szansę na zebranie pieniędzy na sfinansowanie projektów umożliwiających rozwój przedsiębiorstwa, a w efekcie podniesienia jego wartości. Banki, fundusze inwestycyjne, inwestorzy – ci wszyscy, którzy posiadają nadwyżkę kapitału mogą być Twoim wsparciem. Oczywiście nie za darmo. Obszar, w którym spotykają się podmioty, takie jak Twoja firma – potrzebujące finansowania, oraz takie, które poszukują możliwości zainwestowania w zyskowne przedsięwzięcia – to właśnie rynek finansowy. A handel, który się tam odbywa, kieruje się jak zawsze – obietnicą zysku.

To zagadnienie można przedstawić też inaczej.…Wyobraź sobie, że jesteś inwestorem i poszukujesz ciekawego projektu, w który mógłbyś zainwestować by z czasem na nim zarobić…

…i masz wiele instrumentów do wyboru

Bo jak każdy klient, cenisz sobie możliwość wyboru. I chodzi nie tylko o wybór konkretnej spółki czy tego jedynego przedsięwzięcia, ale też o wybór najlepszego dla Ciebie narzędzia – czyli instrumentu finansowego.

Przez pojęcie instrumentu finansowego należy rozumieć umowę, która reguluje wzajemne relacje finansowe pomiędzy stronami, w jakich będą one pozostawać od chwili jej zawarcia. Warunki takiej umowy są wystandaryzowane, co ułatwia zawieranie transakcji i są obowiązujące dla wszystkich instrumentów danej emisji bądź serii. Dzięki temu nie ma potrzeby by każdorazowo podpisywać najeżone paragrafami dokumenty. Postanowienia takiej umowy, czyli zasady na jakich funkcjonuje dany instrument finansowy, określa odpowiedni dokument, np. prospekt emisyjny czy warunki emisji. Instrumenty finansowe opiewają na różne formy kapitału, o zróżnicowanych terminach zapadalności i kosztach, i dlatego pozwalają na zaspokajanie potrzeb różnych podmiotów gospodarczych, zarówno małych, średnich jak też korporacji. Dzięki rynkowi finansowemu Twoja firma będzie mogła zbudować optymalną strukturę finansowania, a innowacyjny projekt uzyska szansę realizacji. Z drugiej strony inwestorzy będą mogli lokować wolne środki przy akceptowanym ze swego punktu widzenia poziomie ryzyka i oczekiwanej stopie zwrotu. Czy obdarzenie zaufaniem Twojej firmy będzie słuszną decyzją? Będzie to zależeć, jak zagospodarujesz powierzone Ci środki.

Świat finansów staje się coraz bardziej skomplikowany i dzisiejszy rynek finansowy jest wypełniony gąszczem instrumentów finansowych. Dzielą się one na następujące kategorie:

  • papiery wartościowe (akcje, obligacje, certyfikaty inwestycyjne, kwity depozytowe, warranty subskrypcyjne)
  • jednostki uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych otwartych,
  • instrumenty rynku pieniężnego,
  • instrumenty pochodne.

Na rynek finansowy składa się pięć segmentów. Każdy zaspokaja inne potrzeby przedsiębiorców i inwestorów. Jest więc w czym wybierać:

  • rynek pieniężny,
  • rynek kapitałowy,
  • rynek terminowy,
  • rynek walutowy,
  • rynek depozytowo-kredytowy.

Rynek pieniężny

Kto zamierza pozyskać kapitał lub zainwestować oszczędności na krótki okres może skorzystać z oferty rynku pieniężnego. Na tym rynku są zawierane transakcje na instrumentach finansowych o okresie zapadalności nie dłuższym niż rok. Do instrumentów rynku pieniężnego należą krótkoterminowe papiery dłużne – idealne dla Twego przedsiębiorstwa aby zwiększyć kapitał obrotowy i pobudzić sprzedaż. Swapy walutowe pozwolą Ci zabezpieczyć się przed ryzykiem, jeżeli eksportujesz lub importujesz. Bonami skarbowymi będą zainteresowani inwestorzy lokujący na krótko i stroniący od ryzyka akceptujący niskie zyski. Kupują je też fundusze inwestycyjne i ubezpieczyciele. Inne instrumenty, jak pożyczki i depozyty na rynku międzybankowym czy operacje otwartego rynku są domeną sektora bankowego.

Uczestnikami polskiego rynku pieniężnego są: Skarb Państwa, Narodowy Bank Polski, banki komercyjne i spółdzielcze, przedsiębiorstwa, domy maklerskie, fundusze, ubezpieczyciele, inwestorzy instytucjonalni oraz indywidualni.

Rynek kapitałowy

Większe możliwości finansowania i inwestowania oferuje rynek kapitałowy. Jest on segmentem rynku finansowego, na którym są zawierane transakcje instrumentami o okresie zapadalności dłuższym niż jeden rok. Należą do nich udziałowe papiery wartościowe (akcje, certyfikaty inwestycyjne) oraz dłużne papiery wartościowe (obligacje, listy zastawne). Racjonalnie postępujący przedsiębiorca dokonując emisji obligacji może dać szansę dla realizacji projektu, który podniesie jego firmę na wyższy poziom, dystansując w ten sposób konkurencję, która pozostała przy tradycyjnym finansowaniu bankowym.

Coraz częściej z rynku kapitałowego korzystają przedsiębiorstwa, pozyskując w ten sposób środki w średnim i długim terminie. Nic w tym dziwnego, bowiem dzięki dużemu zasięgowi i rozbudowanej strukturze rynek ten daje możliwość zmobilizowania dużego kapitału w stosunkowo krótkim czasie. Z kolei dla inwestorów rynek kapitałowy jest miejscem szczególnym, gdzie mogą oni lokować oszczędności w wybrane papiery wartościowe zgodnie z własnymi preferencjami i możliwościami przy akceptowalnym poziomie ryzyka.

Rynek terminowy

Jeżeli ktoś lubi szybkie, ryzykowne inwestowanie, zainteresuje go rynek terminowy. Tu można szybko zarobić i również szybko stracić, a to przez wysoką dźwignię finansową. Na rynku terminowym odbywa się obrót instrumentami pochodnymi (derywatami), tj. takimi, których ceny zależą bezpośrednio od notowań aktywów bazowych, którymi mogą być akcje, obligacje, indeksy giełdowe, towary, energię, waluty czy stopy procentowe. Do instrumentów pochodnych należą kontrakty terminowe futures i forward, opcje, swapy, transakcje terminowe FRA (ang. Forward Rate Agreement) oraz  outright-forward. Zarabiać można bez względu na kierunek zmian notowań aktywów bazowych. Kwestią pozostaje tylko trafne przewidzenie tych zmian i zajecie odpowiedniej pozycji – kupna lub sprzedaży odpowiedniego instrumentu pochodnego. Ale te instrumenty mogą uchronić Twoją firmę przed stratą, jaką może przynieść niekorzystna zmiana cen, kursów walut czy stóp procentowych.

Instrumenty pochodne są notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie oraz Towarowej Giełdzie Energii. Są to kontrakty terminowe i opcje na indeksy, akcje, obligacje, waluty i stopy procentowe i energię.

Rynek walutowy

Kolejnym miejscem dla osób nie stroniących od ryzyka jest rynek walutowy (ang. forex), gdzie odbywa się wymiana jednej waluty na drugą po bieżącym kursie rynkowym. Nie ustala go żadna instytucja finansowa, ani rząd, lecz wolny rynek, na którym spotykają się kupujący i sprzedający waluty – nieprzerwanie z wyjątkiem weekendów i dni świątecznych. Miejscem spotkań spekulujących są internetowe platformy transakcyjne, więc nie ma dla tego rynku granic.

Siła forexu jest wielka, gdyż jest wzmocniona dźwignią finansową. Można na nim szybko i dużo zarobić ale jednocześnie stracić, nawet więcej niż początkowy kapitał. Zarobić można zarówno na wzrostach jak też spadkach notowań walut, a sukces zależy od trafności przewidzenia kierunku zamiany kursu i wyboru czasu wejścia lub wyjścia z inwestycji.  Głównymi uczestnikami rynku walutowego są spekulujący na zmianach kursów walut i właśnie oni generują zdecydowaną większość obrotów. Ponadto transakcje zawierają przedsiębiorstwa dokonujące zakupu lub sprzedaży walut lub fundusze inwestycyjne, banki komercyjne i banki centralne zabezpieczające się przed niekorzystnymi zmianami kursów walutowych (ang. hedging).

W Polsce transakcje na walutowych instrumentach pochodnych (kontraktach terminowych i opcjach) można zawierać na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. a także w bankach oraz internetowych platformach transakcyjnych.

Rynek depozytowo-kredytowy

A jeżeli uznałeś, że powyższe rynki nie są odpowiednie dla Ciebie, pozostaje Ci rynek depozytowo-kredytowy. Jest on miejscem funkcjonowania instytucji finansowych, do których podstawowych zadań należy przyjmowanie depozytów oraz udzielanie kredytów i pożyczek. Mowa o bankach, spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych, a także innych podmiotach świadczących usługi w tym zakresie. Transakcje zawierane na rynku depozytowo-kredytowym opierają się na instrumentach o niższej płynności, mniejszym poziomie skomplikowania i ryzyka niż na pozostałych segmentach rynku finansowego.

 

 

Podsumowanie
Na rynek finansowy składa się pięć segmentów: pieniężny, kapitałowy, terminowy, walutowy, depozytowo-kredytowy.
Rynek finansowy zapewnia obrót pieniężny niezbędny dla prawidłowego funkcjonowania gospodarki.
Rynek finansowy pozwala na efektywne wycenę różnych form kapitału i oszacowanie ryzyka.
Kondycja rynku finansowego świadczy o  stanie  koniunktury w gospodarce i jakości zarządzania nią.
Dziś niemal każdy jest uczestnikiem rynku finansowego, a jak wykorzysta jego możliwości, zależy od niego samego.

 

Jan Mazurek, ekspert Domu Maklerskiego Michael/Ström

Nastroje na rynkach są chimeryczne, inwestorzy nie są wierni jednemu motywowi przewodniemu. Spodziewamy się utrzymania nerwowości, co będzie wyznaczać układ sił w gronie głównych walut. O ile dolar nadal pozostanie silny, to nie widzimy znaczącej przestrzeni do kontynuacji aprecjacji względem walut defensywnych (EUR, JPY, CHF).

Brak dyskusji o wydłużaniu, ale też o wygaszaniu programu skupu aktywów na wczorajszym posiedzeniu ECB pokazuje, że wszelkie decyzje zostały odłożone do grudnia, kiedy Rada Prezesów będzie uzbrojona w nowe prognozy i wyniki prac zespołów analizujących skutki QE. Informacje dotyczące wydłużania lub wygaszania ilościowego luzowania nie padały z ust Draghiego jednocześnie, EUR/USD miał swój moment wzlotu i upadku. Finalny wydźwięk jest jednak neutralny. Konferencja Draghiego nie dostarcza argumentów by wywołać całą falę wyprzedaży wspólnej waluty i stać się podstawą do wykrystalizowania się nowej odsłony tendencji spadkowej. W przypadku eurodolara kluczowe będzie zatem zamknięcie tygodnia. Jeśli kurs będzie na koniec dnia powyżej poreferendalnego minimum (1,0910), to będzie można spodziewać się powolnego odreagowania. Warto przy tym odnotować, że modelowy zasięg ruchu (wynika z rozpiętości uprzednio dominującego przedziału wahań) wypada tuż pod 1,09 i został właściwie osiągnięty. W przypadku USD/JPY obniżające się dochodowości obligacji USA i nerwowa atmosfera na Wall Street będą głównymi hamulcami zwyżek. W tym kontekście spodziewamy się, że w okolicach 104,20 powinien aktywizować się popyt na jena.

Zupełnie inaczej wyglądają perspektywy bardziej ryzykownych walut. Po wczorajszym, fatalnym odczycie z rynku pracy, AUD/USD ostro zawrócił, co powinno skierować kurs w głąb przedziału wahań i w kierunku październikowego dołka w okolicach 0,75. Presję z waluty będzie mógł zdjąć dopiero odczyt inflacji za III kwartał, który zaplanowany jest na 26 października. Dolar nowozelandzki pomimo odbicia dynamiki cen konsumenckich powinien być słaby. Tendencja ta powinna być stosunkowo najtrwalsza, ponieważ RBNZ pomimo ostatnich danych nie zrezygnuje z obniżki stóp a korekcyjny wzrost jest wykorzystywany do odnowienia krótkich pozycji. Losy USD/CAD zależą w znacznym stopniu od koniunktury na rynku ropy. Dziś poznamy jednak również ważne dane dotyczące inflacji i sprzedaży detalicznej. Reakcja na rozczarowanie będzie silniejsza za sprawą gołębiego zwrotu w retoryce dokonanego na środowym posiedzeniu Banku Kanady. Wyprzedaż USD/CAD nabierze impetu dopiero w przypadku przełamania 1,33 – kluczowej w krótkim terminie bariery. Złoty jest w tym tygodniu najsłabszą z walut gospodarek wschodzących. Uważamy, że słabość będzie podtrzymana, ale jednocześnie nie zakładamy wyjścia EUR/PLN ponad 4,35.

 

Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Obie waluty z Antypodów są silniejsze po nocy, ale jesteśmy optymistycznie nastawieni tylko do AUD, gdyż znad NZD nie znika widmo cięcia stóp przez RBNZ. Na szerszym ryku USD jest w korekcie, choć widać pierwsze oznaki szukania okazji do kupna. Dziś inflacja z Wielkiej Brytanii i USA oraz rynek pracy z Polski.

Byłoby zbyt mocnym stwierdzenie, że słabość USD z nocy to wynik rozczarowujących danych z USA w poniedziałek. Gorszy od prognoz odczyt indeksu NY Empire State jest dyskredytowany za swoją nadmierną zmienność, z kolei ślamazarny wzrost produkcji przemysłowej to wina spadku produkcji w sektorze użyteczności publicznej, tj. mniej zużycia energii przez wyższe temperatury we wrześniu. Pomimo to rynek czeka na ciekawsze wydarzenia w dalszej części tygodnia (debata prezydencka USA, PKB Chin, decyzja ECB), więc techniczne odreagowanie ostatniej aprecjacji dolara jest normalną sprawą. Jednocześnie widać pierwsze próby odnowienia pozycji na EUR/USD i USD/JPY.

Zdecydowanie więcej atrakcji jest na rynku walut z Antypodów z AUD i NZD na topie walut G10. W III kw. inflacja CPI w Nowej Zelandii wyniosła 0,2 proc. k/k i 0,2 proc. r/r (prog. odpowiednio 0 proc. i 0,1 proc.). Wynik roczny był zgodny z prognoza RBNZ, a kwartalny lepszy o 0,1 pkt proc. Rynek (ale też i autor) nastawiał się słabszy odczyt po tym, jak w zeszłym tygodniu wiceprezes RBNZ McDermott zasygnalizował pesymistyczne nastawienie banku do wskaźnika. Lepszy od konsensusu odczyt zapewnił pożywkę dla krótkoterminowego rajdu kiwi. Jednak jeśli trendy inflacyjne pozostają blisko oczekiwań gołębio nastawionego RBNZ, to bynajmniej taki wynik nie stanie bankowi na drodze od obniżki stopy OCR w listopadzie. Pozostaję negatywnie nastawiony do NZD, ale chwilowo trzeba rynkowi „dać się wyszumieć” szczególnie, że pęd aprecjacyjny USD także na moment wyhamował.

W przypadku AUD prezes RBA Phillip Lowe miał swoje pierwsze oficjalne wystąpienie i wydźwięk był mniej gołębi. Brakowało bezpośredniego odniesienia do przyszłych decyzji na polu stóp procentowych, ale stanowisko w odniesieniu do inflacji pokazało, że w RBA nie ma silnych obaw o jej przyszła ścieżkę. Bazą dla oczekiwań, że inflacja z czasem powróci do celu jest powrót do wzrostów cen niektórych surowców, hamowanie spadku inwestycji w sektorze wydobywczym, wysokie wskaźniki zaufania konsumentów i biznesu oraz słabnięcie presji na spadki płac. Lowe widzi też malejące korzyści z dalszego luzowania, co łącznie ustawia wysoko poprzeczkę dla kolejnej obniżki stóp procentowych. Naturalnie przyszłotygodniowy odczyt CPI za III kwartał może odwrócić sytuację o 180 stopni, ale lepsze wyniki z Nowej Zelandii dziś w nocy umniejszają szanse rozczarowania w Australii. Dalej widzimy relatywną przewagę AUD względem pozostałych walut surowcowych.

W Wielkiej Brytanii inflacja CPI ma wzrosnąć we wrześniu do 0,9 proc. r/r z 0,6 proc. w sierpniu i silniejszy odczyt obudzi spekulacje, czy deprecjacja funta nie przywiedzie spirali inflacyjnej i jastrzębi zwrot Banku Anglii nie nastąpi szybciej. Mimo to byłby to impuls do chwilowego umocnienia funta niż odwrócenia trendu, gdyż to czynniki polityczne zapewniają czarne chmury nad GBP. W USA CPI ma przyspieszyć do 1,5 proc. r/r z 1,1 proc. Wzrost CPI wynika z wyższej bazy cen paliw sprzed roku, stąd inflacja bazowa ma się utrzymać na 2,3 proc. Potwierdzenie odbicia inflacji jest ważne pod kątem osłabienia niechęci gołębi w Fed do podwyżki stóp procentowych. Ponadto mamy dane z rynku pracy z Polski, ale złoty tradycyjnie przyjmie je neutralnie. W nocy trzeba pamiętać o odczycie PKB z Chin za III kw. Konsensus zakłada 6,7 proc. r/r w trzecim kwartale po takich samych wynikach w pierwszym i drugim kwartale. Słabe dane o wrześniowym bilansie handlowym podnoszą ryzyko gorszego odczytu wzrostu gospodarczego, które może wzniecić wątpliwości o siłę ożywienia. Może to być cios dla apetytu na ryzyko i aktywów rynków wschodzących.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Po okołoweekendowym przestoju rynki wybrały śledzenie trendów, które dominowały w ubiegłym tygodniu, co oznacza umocnienie dolara przy akompaniamencie silnej ropy naftowej. W kalendarzu wyróżnia się niemiecki ZEW, inflacja z Polski i Szwecji oraz kilka przemówień bankierów centralnych.

Wzrosty rentowności obligacji skarbowych USA po jednodniowej przerwie oraz jastrzębie komentarze z Fed wpisują się w schemat umacniania USD. Oprocentowanie 10-latek rośnie dziś o 4 pb do 1,76 proc. (najwyżej od 2 czerwca), sugerując, że rynek nie porzuca nadziei na podwyżkę Fed w grudniu. W nocy usłyszeliśmy, że nawet gołębi Evans z Fed w Chicago dopuszcza taką możliwość (choć prawo głosu na posiedzeniach FOMC uzyska dopiero w przyszłym roku). Obawy przed zaostrzeniem rywalizacji w kampanii prezydenckiej okazały się nieuzasadnione, gdyż Trump przygrywa sam ze sobą. Wyższe rentowności i spokojny optymizm rynku akcji to dwa czynniki, które dają paliwo do wzrostów USD/JPY, choć prawdziwy test dopiero przy 104,30. Wygasająca paplanina na temat redukcji programu QE przez ECB odbiera moce unijnej walucie i EUR/USD przymierza się do kolejnego ataku na 1,11. W nocy NZD/USD zanurkował w reakcji na komentarz wiceprezesa RBNZ McDermotta, którym powiedział, że „nasze obecne projekcje i założenia sugerują, że dalsze luzowanie polityki będzie konieczne dla zapewnienia ustabilizowania się inflacji blisko celu”. Zakładana przez nas obniżka stopy OCR w listopadzie jest coraz bliżej i pozostajemy negatywnie nastawieni do NZD.

Poniedziałek byłby nudny, gdyby nie ożywione wzrosty ropy naftowej z WTI najwyżej od czerwca, a Brent sięgającym 12-miesięcznych szczytów. Producenci ropy robią wszystko, by budować wrażenie, że są gotowi do porozumienia o zamrożeniu poziomów wydobycia, a rynek to „kupuje”. Wczoraj zanętą były komentarze z Arabii Saudyjskiej, że rajd ropy do 60 USD za baryłkę „nie jest nie do pomyślenia”, a także wypowiedź samego prezydenta Rosji Putina, że Rosja jest gotowa do przyłączenia się do porozumienia. Muszą Państwo zrozumieć sceptycyzm autora, ale w przypadku OPEC jest ogromna różnica miedzy słownymi deklaracjami, a ostatecznymi postanowieniami i w przeszłości mogliśmy się o tym wielokrotnie przekonać. Rynek buduje oczekiwania przed środowym nieformalnym spotkaniem państw OPEC i spoza OPEC w Stambule, nawet pomimo tego, że Irak i Iran będą nieobecne. Obecnie OPEC wydobywa o 1 mln baryłek/dzień więcej niż wynosi zapotrzebowanie, co opóźni zrównoważenie rynku o rok. Nic nie słyszymy o zainteresowaniu zamrożeniem poziomów wydobycia ze strony USA, które wyłączone z negocjacji prędko wskoczą w miejsce brakującej produkcji. Warto o tym pamiętać w dłuższym horyzoncie, ale na razie nie da się walczyć z kapitałem spekulacyjnym, który wyraźnie gra na wzrosty – długa pozycja netto w kontraktach na giełdzie CME na wzrosty WTI w ostatnim tygodniu wzrosła do najwyższego poziomu od maja.
Z wtorkowych danych makro największe szanse na rozruszanie rynku ma odczyt inflacji ze Szwecji. Wysoki odczyt (prog. 0,5 proc. m/m) zwiększy szanse na jastrzębi zwrot Riksbanku, co mogłoby pomóc naszemu konstruktywnego poglądowi na SEK. Poza tym po niemieckim indeksie ZEW oczekuje się stabilizacji w ocenie sytuacji bieżącej (55,0), ale poprawę w oczekiwaniach (4,0), choć wpływ danych na decyzje ECB jest niewielki, zatem i reakcja EUR będzie znikoma. Po południu z Polski dostaniemy potwierdzenie słabnięcia deflacji w Polsce do 0,5 proc. Poza tym mamy szereg wystąpień przedstawicieli bankierów centralnych ze Szwecji, Wlk. Brytanii, Norwegii, USA i Eurolandu. Tutaj uwaga rynku może być większa.

 

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Eksperci

Inwestorzy widzą tylko to, co chcą zobaczyć

Wygląda na to, że przed obawami o globalne spowolnienie rynki finansowe mogą uratować... skutki obaw...

PPK to nie nowe OFE, dajmy im szansę

Proces legislacyjny w Polsce od dawna budzi niemałe kontrowersje, ale pomysłodawcom ustawy o Pracown...

Koniec jednego, początek drugiego

Koniec miesiąca i start szczytu G20 nakładają się na siebie, co może przynieść wszystko i nic w kwes...

W ostatnim tygodniu listopada polityka może pozostać ważniejsza niż gospodarka

. Europa będzie śledzić wydarzenia wokół brexitu i Włoch, a w odniesieniu do szczytu G20 tlą się nad...

Najważniejsze zasady budowania portfela inwestycyjnego

Jak zbudować portfel inwestycyjny? Opierać się na funduszach czy inwestować w akcje i nowe, obiecują...

AKTUALNOŚCI

Historyczny moment: Ameryka niezależna energetycznie

Gdy wszyscy oczekiwali na komunikat OPEC na temat redukcji podaży ropy naftowej, pojawiła się znaczn...

Co nam zostanie po COP 24?

 Od kilku dni w Katowicach goście z całego świata dyskutują o możliwościach i regułach wdrożenia por...

Będą kolejne referenda w sprawie opuszczenia UE? Nie Polska i Węgry, ale…

Nie Polska czy Węgry, ale Włochy i Grecja są najbliższej wyjścia z Unii Europejskiej. Londyński bukm...

Elektroniczne faktury zdominują wkrótce rynek rozliczeń

Elektroniczne faktury mają za kilka lat zdominować rynek rozliczeń. Polscy przedsiębiorcy jednak do ...

Black Friday czyli zakupowe szaleństwo nie tylko Amerykanów

Wielka wyprzedaż przypadająca na ostatni piątek listopada i mająca początek swojej tradycji w Stanac...