sobota, Listopad 25, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "RPP"

RPP

W ostatnim komunikacie po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej zabrakło ważnego stwierdzenia: że jej członkowie nie widzą zagrożenia przekroczenia celu inflacyjnego NBP – przedziału, w którym powinien mieścić się wzrost cen dóbr i usług w gospodarce. I chociaż RPP utrzymuje, że w 2018 roku nie będzie podnosiła stóp procentowych, inwestorzy podchodzą do tych zapowiedzi z rezerwą.

Obawy inwestorów o silniejszy wzrost inflacji w Polsce nie są bezpodstawne. Wystarczy spojrzeć, w jakim tempie rozwija się polska gospodarka. Na wzrost cen ropy naftowej, podwyżki płac (rzędu 6-7% rok do roku) i rosnące wykorzystanie mocy produkcyjnych. Pytanie o to, kiedy to wszystko przełoży się na wzrost cen, samo ciśnie się na usta.

Niepewność inwestorów doskonale widać w zachowaniu cen obligacji Skarbu Państwa. O ile rentowność naszych 2-letnich obligacji oscylują w okolicach 1,5 – 1,6%, to w przypadku 10-letnich wzrosły do ok. 3,4 – 3,5%. To wyżej niż w najlepszych momentach tego roku, gdy polskie skarbówki były chętnie kupowane przez inwestorów. Wniosek jest prosty: im dłuższe papiery, tym mniejszy apetyt inwestorów na ryzyko.

Czy faktycznie należy się bać podwyżek stóp procentowych w Polsce?

To, że prędzej czy później do nich dojdzie, nie ulega wątpliwości. Za tym, że może to nastąpić później przemawia to, że w czasach gdy inflacja spadła znacznie poniżej zera, RPP nie dokonała radykalnych obniżek stóp procentowych, podczas gdy inne banki centralne na świecie pobudzały gospodarkę zerowymi, a nawet ujemnymi stopami. Jeśli nawet w najbliższych miesiącach inflacja przekroczy pożądany poziom, Rada jeszcze przez jakiś czas pozostanie w strefie komfortu i będzie w stanie przetrzymać presję ze strony cen. Dopóki to się nie zmieni, stopy procentowe pozostaną na obecnych poziomach.

 

Autor: Krzysztof Izdebski, zarządzający funduszami obligacji Union Investment TFI.

Mimo bardzo dobrej sytuacji w gospodarce i na rynku pracy oraz deklaracji RPP utrzymania stóp procentowych na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie, banki zapowiadają zaostrzenie swej polityki kredytowej. Ta ostrożność wskazuje na lekki wzrost obaw bankowców dotyczących rozwoju sytuacji.

Z okresowego badania sytuacji na rynku kredytowym przeprowadzanego przez NBP wynika, że doskonała koniunktura gospodarcza, wzrost dochodów gospodarstw domowych oraz rekordowo niskie stopy procentowe nie usypiają czujności bankowców w kwestii kryteriów i warunków udzielania kredytów. Dotyczy to zarówno przedsiębiorców, jak i konsumentów. Ostrożna postawa wynika częściowo z obaw związanych z rozwojem sytuacji w gospodarce, a przynajmniej w niektórych jej sektorach, po części zaś z chęci ustrzeżenia się przed konsekwencjami nadmiernego optymizmu kredytobiorców, choć jednocześnie ankietowani bankowcy nie dostrzegają niebezpiecznego wzrostu popytu na kredyty.

Banki po raz pierwszy od ponad półtora roku dostrzegły poprawę koniunktury w gospodarce jako bodziec do nieznacznego złagodzenia kryteriów udzielania kredytów firmom, ale jednocześnie znalazły powody, by nadmiernie nie zachęcać przedsiębiorców do zadłużania się. O ile deklarowane przez część banków zwiększanie wysokości marży można uznać za działanie podyktowane chęcią zwiększenia swoich zysków, o tyle podwyższone wymogi dotyczące wkładu własnego, czy skracanie okresu kredytowania, to wyraźne przejawy ostrożności w finansowaniu. Można przypuszczać, że podyktowana jest ona niepewnością w kwestii utrzymania się dobrej koniunktury i możliwości pojawienia się kłopotów, szczególnie w niektórych branżach. Dość wspomnieć o widocznych już wzroście kosztów, czy trudnościach w pozyskiwaniu przez firmy pracowników, a więc i ograniczonych możliwościach wzrostu produkcji, a nawet realizacji bieżących zamówień. Pod tym względem szczególne obawy bankowców dotyczą przedsiębiorstw budowlanych, najbardziej wrażliwych na tego typu zjawiska. Co więcej, przewidują oni dalsze zaostrzenie polityki kredytowej w kolejnych miesiącach, głównie wobec małych i średnich przedsiębiorstw. Może to mieć również związek z oczekiwaniem wcześniejszego niż dotąd zapowiadanego podwyższenia stóp przez Radę Polityki Pieniężnej, co spowodowałoby zwiększenie kosztów finansowania i mogłoby niekorzystnie odbić się na zdolności części firm do jego spłaty.

Już w trzecim kwartale część banków zaostrzyła kryteria udzielania kredytów mieszkaniowych, ale jednocześnie złagodziła niektóre warunki klientom, spełniającym stawiane wymagania, między innymi obniżając poza odsetkowe koszty finansowania. Bardzo podobnie postępowały wobec najbardziej wiarygodnych klientów ubiegających się o kredyt konsumpcyjny, obniżając także marże, godząc się na dłuższy okres kredytowania i wyższe kwoty zobowiązań. O ile bankowcy nie zamierzają w najbliższej przyszłości podwyższać wymagań dla kredytów hipotecznych, to planują zaostrzenie polityki w przypadku finansowania potrzeb konsumpcyjnych, najwyraźniej dostrzegając w tej kwestii pewne ryzyko, związane z rosnącym prawdopodobieństwem wcześniejszej podwyżki stóp procentowych.

 

 

Komentarz: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Trwająca od połowy kwietnia przecena ropy naftowej to jedna z głównych przyczyn spadku inflacji. Niższa inflacja to z kolei impuls dla utrzymywania stóp procentowych na obecnym poziomie. Coraz bardziej prawdopodobne jest, że RPP nie zmieni ich wysokości do aż końca przyszłego roku. To zła wiadomość dla posiadaczy oszczędności i dobra dla zadłużonych.

Notowania ropy naftowej na giełdach spadają od połowy kwietnia. W tym czasie amerykańska WTI staniała z ponad 53 do 44,5 dolara za baryłkę, a europejska Brent z 56 do 47 dolarów, czyli o 16 proc. Tym samym ceny surowca są niższe o 2-3 dolary niż przed rokiem, co powoduje, że nie wywierają już inflacyjnej presji. I rzeczywiście, po okresie silnego wzrostu, wskaźniki inflacji od trzech miesięcy idą w dół na niemal całym świecie. W Stanach Zjednoczonych spadł on z 2,7 proc. w lutym do 1,9 proc. w maju, a w strefie euro z 2 do 1,4 proc. W Polsce w lutym inflacja sięgała 2,2 proc., a w maju już tylko 1,9 proc. i gdyby nie silny wzrost cen żywności, wynoszący 3,9 proc., byłaby jeszcze niższa. Ministerstwo Rozwoju przewiduje, że w czerwcu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wyniesie już tylko 1,7 proc. Jeśli notowania ropy naftowej nie pójdą zdecydowanie w górę, a żywność, zgodnie z sezonowym schematem zacznie tanieć, inflacja nie tylko nie wzrośnie, ale może się jeszcze nieco obniżyć, sięgając w grudniu 1,4-1,6 proc. Szacuje się, że jej średnioroczny poziom wyniesie poniżej 1,8 proc. Powrotu w okolice 2 proc. można się spodziewać dopiero w przyszłym roku.

To zdecydowanie zbyt mało, by skłonić Radę Polityki Pieniężnej do podwyżek stóp procentowych. Mogłaby ona zacząć zastanawiać się nad taką decyzją, gdyby wskaźnik cen konsumpcyjnych zbliżył się trwale do celu inflacyjnego, czyli do 2,5 proc. i nadal wykazywał tendencję zwyżkową, a jednocześnie tempo wzrostu gospodarczego pozostawałoby wysokie, sięgając 3,8-4 proc. Wszystko więc wskazuje na to że stopy procentowe pozostaną na rekordowo niskim poziomie 1,5 proc. jeszcze przez około półtora roku. Nie jest to dobra informacja dla posiadaczy oszczędności, gdyż nie mają oni raczej co liczyć na to, że banki zaoferują im w tym czasie wyższe oprocentowanie lokat bankowych. Średnio wynosi ono obecnie 1,5 proc. dla lokat o terminie do dwóch lat (od 3 miesięcy do 1 roku sięga ono 1,6 proc.) i trzeba niemało zachodu, by znaleźć bank dający lepsze warunki. Korzyść z niższej inflacji jest taka, że aby ochronić oszczędności przed jej destrukcyjnym wpływem, czyli utrzymać ich realną wartość, wystarczy oprocentowanie rzędu 2-2,3 proc., uwzględniając podatek od dochodów kapitałowych i zakładając inflację sięgającą 1,6-1,8 proc. (do skompensowania inflacji wynoszącej 2 proc., trzeba było znaleźć lokatę na 2,5 proc.). Tego rzędu odsetki można uzyskać kupując obligacje skarbowe, zaś chcąc osiągnąć realny zysk, trzeba myśleć o obligacjach firm, inwestycjach w nieruchomości lub na wciąż niestabilnej giełdzie.

Perspektywa niskich stóp procentowych daje jeszcze przez pewien czas względny komfort zadłużonym. Do końca przyszłego roku mogą oni nie martwić się, że będą płacić wyższe raty kredytu. Niemniej jednak, podejmując decyzje o zadłużeniu się, szczególnie na dłuższy termin, warto mieć na uwadze fakt, że okres rekordowo niskich stóp procentowych nie będzie trwać wiecznie i należy się liczyć z ryzykiem, wynikającym z ich wzrostu w przyszłości.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

 

Według danych GUS, wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych był w lutym wyższy niż przed rokiem o 2,2 proc. Poprzednio mocniejszy, sięgający 2,4 proc. jego wzrost zanotowano w grudniu 2012 r. Wówczas referencyjna stopa procentowa NBP wynosiła 4,25 proc. Pięć lat temu sytuacja była jednak zupełnie inna niż obecnie. Inflacja znajdowała się na ścieżce spadkowej, zniżkując z 5 proc. w maju 2011 r. do 2,4 proc. w grudniu 2012 r., a Rada Polityki Pieniężnej zaczynała trwający aż do dziś cykl łagodzenia warunków monetarnych, obniżając w przyspieszonym tempie stopę referencyjną z 4,75 proc. w październiku do 4 proc. w grudniu 2012 r., a potem sukcesywnie aż do 1,5 proc. w marcu 2015 r. Na przełomie 2012 i 2013 r. dynamika wzrostu gospodarczego obniżyła się do 0,1-0,2 proc., wyznaczając dołek koniunkturalnego spowolnienia. Od początku 2014 r. wzrost PKB przekracza 3 proc., za wyjątkiem ostatnich dwóch kwartałów ubiegłego roku, inflacja rośnie dynamicznie od trzech miesięcy, a stopy procentowe pozostają na historycznie niskim poziomie już od 24 miesięcy, co jest rekordowo długim okresem utrzymywania ich wartości bez zmian. Rada Polityki Pieniężnej sygnalizuje, że ulegnie on przedłużeniu jeszcze co najmniej do końca obecnego roku, a być może oczekiwanie na podwyżkę przeciągnie się do 2018 r.

Sprzyjałoby to podtrzymaniu dobrej koniunktury gospodarczej dzięki korzystnym warunkom finansowania przedsiębiorstw, ale jednocześnie stawiałoby w trudnej sytuacji posiadaczy oszczędności. Nie jest to zaś problem błahy, jeśli wziąć pod uwagę niski poziom krajowych oszczędności oraz fakt, że bez oszczędności nie może być mowy o wzroście inwestycji, chyba, że będziemy finansować je poprzez wzrost zadłużenia i import kapitału z zagranicy. Ale tego drugiego scenariusza z wielu względów warto byłoby uniknąć lub przynajmniej zmniejszyć jego skalę. Już teraz mamy do czynienia z sytuacją, w której stopy procentowe są w ujęciu realnym ujemne, a z punktu widzenia posiadaczy oszczędności, inflacja i podatek od dochodów kapitałowych niweluje z naddatkiem zyski z odsetek od lokat bankowych. Być może więc Rada Polityki Pieniężnej stanie przed dylematem bilansowania nie tylko dynamiki inflacji i tempa wzrostu gospodarczego, ale także konieczności pobudzania wzrostu stopy oszczędności. Z tego punktu widzenia, można by się spodziewać podwyżki stóp procentowych w perspektywie krótszej niż obecnie sygnalizowana.

Z najnowszej projekcji wynika, że NBP spodziewa się przyspieszenia tempa wzrostu PKB do 3,7 proc. w tym roku i ponownego spowolnienia w 2018 r. i kolejnych latach do około 3,2-3,3 proc., w związku z wygasaniem dynamiki popytu krajowego, wspomaganego przez konsumpcję oraz słabszym wpływem transferów socjalnych oraz płynących ze środków unijnych.

Projekcja zakłada także, że w tym i przyszłym roku dynamika wzrostu cen konsumpcyjnych wyniesie średnio 2 proc., a więc choć będzie nieco poniżej celu inflacyjnego, wynoszącego 2,5 proc., to jednak stopy procentowe będą realnie ujemne przez dość długi czas, co w przeszłości się nie zdarzało. Inflacja bazowa, czyli nie uwzględniająca cen energii i żywności, ma wynieść w tym roku 0,9 proc., a w przyszłym 1,5 proc. W poprzednim cyklu przechodzenia od deflacji do inflacji w latach 2006-2007, RPP zaczęła podnosić stopy procentowe w momencie, gdy inflacja bazowa przekroczyła 1 proc., a gospodarka była mocno już rozgrzana. Obecnie z analogiczną sytuacją możemy mieć do czynienia na przełomie lat 2017-2018.

Perspektywy dla inflacji nie są klarowne. Z jednej strony wygasanie efektu statystycznego, związanego z niskim punktem odniesienia dla cen ropy naftowej z ubiegłego roku, będzie w drugiej połowie roku zmniejszało presję inflacyjną, pod warunkiem, że notowania ropy nie pójdą w górę. Drożeją jednak inne surowce, w tym miedź oraz pozostałe metale, przekładając się na wyższe kosztu produkcji, które firmom będzie łatwiej przerzucać na konsumentów. Według Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, ceny żywności w tym roku mają rosnąć w bardzo umiarkowanej skali, jednak dane FAO wskazują na systematyczny wzrost cen wszystkich głównych grup produktów i surowców rolnych na świecie, wchodzących w skład wyliczanego przez tę instytucję indeksu. Jego wartość osiągnęła już w styczniu poziom najwyższy od prawie dwóch lat, a w lutym ta tendencja była kontynuowana. Może się ona, wraz z prawdopodobnym osłabieniem złotego wobec dolara, wynikającym z polityki Fed, przyczynić do wzrostu cen żywności. Jeśli dodać do tego presję płacową, wynikającą z sytuacji na naszym rynku pracy, można spodziewać się utrzymywania inflacji na dość wysokim poziomie, zbliżonym do 2 proc.

W lutym żywność była droższa o 4,3 proc. niż rok wcześniej (łącznie z napojami i wyrobami tytoniowymi wzrost wyniósł 3,3 proc.). O 11,2 proc. zdrożał transport, a ceny paliw poszły w górę w porównaniu do lutego ubiegłego roku aż o  21,2 proc. W przypadku pozostałych kategorii zwyżki były niewielkie, w większości nie przekraczały 1 proc. O 5,5,proc. potaniały odzież i obuwie, a o 1,2 proc. w dół poszły ceny usług związanych z łącznością.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Kończące się w środę posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej z pewnością nie przyniesie zmiany wysokości stóp procentowych. Skok wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych, obserwowany w ostatnich miesiącach skłania jednak do stawiania pytania o prawdopodobny termin takiej decyzji. Kluczowa w tej kwestii będzie nie „zwykła” inflacja, lecz jej wskaźnik bazowy, czyli nie uwzględniający cen żywności i energii. Ten zaś w grudniu ubiegłego roku wyniósł zero i nie wykazuje chęci do szybszego wzrostu.

Nie tylko ekonomiści, ale także posiadacze oszczędności, coraz częściej stawiają sobie pytanie o termin możliwej podwyżki stóp procentowych. Z punktu widzenia tych drugich taka decyzja oznaczałaby wreszcie wzrost oprocentowania depozytów bankowych, najbardziej popularnego sposobu lokowania kapitału. Średnia wysokość odsetek z lokat o terminie do dwóch lat systematycznie idzie w dół już od ponad czterech lat. W październiku 2012 r. sięgało ono 4,9 proc., obecnie wynosi zaledwie 1,7 proc., a więc jest niższe niż wskaźnik inflacji, co oznacza że przynoszą one realną stratę. Z deklaracji przedstawicieli Rady Polityki Pieniężnej wynika, że nad podwyżką stóp zaczną zastanawiać się pod koniec roku, a więc za dziesięć miesięcy. Trudno się więc spodziewać, by banki do tego czasu były skłonne zwiększyć atrakcyjność swej depozytowej oferty, tym bardziej, że klienci wciąż chętnie powierzają im pieniądze, a dynamika wartości lokat jest wyższa niż tempo wzrostu kredytów. Zmiany stanowiska RPP nie należy oczekiwać ani na obecnym, ani na kilku kolejnych posiedzeniach tego gremium. Jest ono niewzruszone dynamicznym wzrostem wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych, który z zera w listopadzie ubiegłego roku skoczył do 1,8 proc. w styczniu 2017 r. i w najbliższym czasie będzie trzymał się tej tendencji. Brak reakcji RPP wynika z faktu, że głównym źródłem inflacji jest wzrost cen surowców, w tym przede wszystkim ropy naftowej, wynikający z niskiej bazy odniesienia sprzed roku, gdy jej notowania osiągały rekordowo niski poziom około 27 dolarów za baryłkę. Ten statystyczny efekt za kilka miesięcy przestanie mieć znaczenie i jeśli ceny ropy nie pójdą w górę, przestaną wywierać presję na wzrost inflacji, a jej wskaźnik obniży się w drugiej połowie roku.

Z uwagi na dużą zmienność cen surowców i żywności, RPP w swych decyzjach o wysokości stóp procentowych kieruje się inflacją bazową, czyli wskaźnikiem nie uwzględniającym zmian wspomnianych składników inflacyjnego koszyka, stanowiących w nim nieco ponad 41 proc. (w tym 24 proc. to ceny żywności, 17,1 proc. ceny energii). Inflacja bazowa utrzymuje się zaś na bardzo niskim poziomie nieprzerwanie od lipca 2014 r. Po trwającym przez niemal cały 2016 r. okresie, w którym osiągała wartości ujemne, dopiero w grudniu wyszła na zero. To zdecydowanie zbyt niski poziom, by skłonić nasze władze monetarne do myślenia o podwyżce stóp procentowych. W przeszłości zaczynały one się nad taką decyzją zastanawiać wówczas, gdy inflacja bazowa zbliżała się do 1 proc., a jednocześnie wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych osiągał cel inflacyjny, czyli 2,5 proc. Taka sytuacja miała miejsce w marcu 2007 r., a w kwietniu RPP podwyższyła stopę referencyjną z 4 do 4,25 proc. Ten przykład może stanowić dobry punkt odniesienia w kontekście obecnej sytuacji, gdyż wówczas wzrost inflacji (i tej „zwykłej” i bazowej) pojawił się po prawie dwóch latach bardzo niskiego tempa wzrostu cen oraz kilkumiesięcznego spadku inflacji bazowej poniżej zera. Wówczas powrót od wartości ujemnych do wzrostu o 1 proc. zajął temu wskaźnikowi dziewięć miesięcy. Warto więc śledzić zachowanie się tego parametru, gdyż jego wzrost może z dużą dokładnością wyznaczyć datę spodziewanej podwyżki głównej stopy procentowej.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Fed zrobił to, czego od niego oczekiwano. Pozytywny aspekt wyższych szans na podwyżkę w grudniu jest neutralizowany przez sugestie ślimaczego tempa normalizacji w kolejnych latach. Polowanie na stopę zwrotu powinno dalej wspierać aktywa ryzykowne, do czasu aż uwaga nie przerzuci się na wybory prezydenckie w USA.

Od Fed nie otrzymaliśmy podwyżki, ale za to dostaliśmy jasny sygnał, żeby takiego kroku oczekiwać przed końcem roku. Zaskakujące było, że aż trzech członków FOMC (George, Mester i Rosengren) oficjalnie zakomunikowało sprzeciw przed dalszym czekaniem z kontynuacją normalizacji. Jednak z drugiej strony Fed złagodził swoje stanowisko dla dalszego tempa podwyżek stóp procentowych. Po jednej podwyżce w tym roku (wcześniej 2), oficjele oczekują dwóch w przyszłym roku (3) i po trzy w 2018 (3) i 2019 r. (pierwsze szacunki), a w dłuższym horyzoncie punkt równowagi obniżył się z 3 proc. do 2,87 proc.

Dla wartości USD mniej znaczy kwestia podwyżki w tym roku, co zaplecza fundamentalnego waluty w dłuższym terminie. Gołębie zmiany w prognozach na kolejne lata oznaczają, że nie ma przesłanek do wzrostów rentowności amerykańskich obligacji. Nie ma też potrzeby wyceniać wyższego prawdopodobieństwa podwyżki w grudniu – na to jest jeszcze dużo czasu, a obecna wyceną ok. 60 proc. jest sprawiedliwa. Warto pamiętać, że do grudnia jeszcze sporo czasu, kiedy i słabsze dane i inne wydarzenia (np. wybory prezydenckie) mogą rozchwiać rynkami/gospodarką i zniechęcić Fed do działania. W rezultacie wrześniowe posiedzenie FOMC nie daje przesłanek, by odmienić obserwowany ostatnio przebieg notowań. Pogoń za stopą zwrotu będzie kontynuowana. Ryzyko nadal jest asymetryczne ryzyko: dolar mało może zyskać, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem Fed, a więcej może stracić, jeśli po drodze gospodarka złapie poważniejszą zadyszkę lub na rynkach wybuchnie zmienność. Na razie rynek akcji ma się dobrze, podobnie jak waluty rynków wschodzących. Nawet złoty może coś ugrać na wzmocnieniu popytu na polskie obligacje skarbowe.

W przestrzeni walut G10 w krótkim terminie redukcja długich pozycji w USD będzie dyktować zachowanie kursów, choć zostawiając w tyle główne czynniki ryzyka związane z bankami centralnymi, uwaga inwestorów przeskoczy do przodu, a tutaj najciekawszy jest wynik wyborów prezydenckich w USA. Przy niejednoznacznych wynikach sondaży wzrost zmienności jest niemal pewna i bynajmniej nie na korzyść apetytu na ryzyko. Wówczas paradoksalnie charakter USD jako bezpiecznej przystani może o sobie przypomnieć.

Kiwi jest słabszy po decyzji RBNZ, który idealnie rozegrał komunikację z rynkiem. Bank zgodnie z oczekiwaniami utrzymał główną stopę procentową OCR na 2 proc., za to w komunikacie mocniej zaakcentował gołębie fragmenty. Przede wszystkim zbagatelizowano ostatnią poprawę w danych makro z gospodarki, a w temacie odbicia cen produktów mlecznych (głównym element eksportu kraju), podkreślając niepewność kondycji sektora w przyszłości. Jednocześnie podtrzymano fragmenty, że „dalsze luzowanie polityki będzie konieczne” i „wysoki NZD wywołuje negatywny wpływ na inflację dóbr wymienialnych”. Niezmienione nastawienie sugeruje, że RBNZ jest na drodze do kolejnej obniżki o 25 pb w listopadzie. Rynek myśli podobnie, gdyż wycena cięcia skoczyła z 56 proc. do 69 proc. NZD może chwilami ratować się pozytywnym sentymentem globalnym i pogonią za stopami zwrotu, ale presja będzie rosnąć, gdyż mamy sygnał, że atrakcyjność odsetkowa waluty wkrótce wyparuje.

Kalendarz makroekonomiczny na dziś jest stosunkowo obfity, ale próżno szukać w nim elektryzujących inwestorów pozycji. Na sesji europejskiej na pewno warto zwrócić uwagę na decyzję Norges Banku. Na ostatnim posiedzeniu trzy miesiące temu Norges Bank zasugerował w prognozach wrześniową obniżkę o 25 pb do 0,25 proc. Jednak na drodze stanęły mu jednak wzrost inflacji do 4 proc. oraz generalna poprawa sytuacji w gospodarce. Z drugiej strony względnie silna korona stanowi ryzyko na przyszłość i jest podstawą do złagodzenia nastawienia. W rezultacie cięcie w przyszłym tygodniu nie jest wykluczone, nawet jeśli rynek wycenia szanse na 14 proc. Przy niskich oczekiwaniach rynkowych gołębie zaskoczenie uderzy w koronę, nawet jeśli decyzja o obniżce wiązałaby się z jednoczesnym zakomunikowaniem końca cyklu. Jeśli Norges Bank powstrzyma się od obniżki, dalej powinien podtrzymać gołębie nastawienie i nowa prognoza ścieżki stóp procentowych powinna dalej uwzględniać prawdopodobieństwo cięcia w kolejnych miesiącach. Wówczas reakcja korony będzie uzależniona od wydźwięku komunikatu. Większa uwaga na sytuacji krajowej gospodarki z bardziej optymistycznym poglądem na przyszłość może przyćmić gołębi wydźwięk ścieżki stopy procentowej. Taki zestaw oferuje umiarkowany impuls do umocnienia korony. Przypisujemy większe szanse właśnie dla tego scenariusza.

Poza tym protokół z posiedzenia RPP powinien potwierdzić, że nie ma apetytu na cięcie stóp. Żadna z dzisiejszych publikacji z USA nie jest w stanie zmienić oceny kondycji gospodarki USA. Mało istotny Kansas Fed może jednak potwierdzić optymistyczne wróżby przed ISM, które płyną z odczytów Philly Fed i NY Empire Stare. W wystąpieniach publicznych przedstawicieli Banku Anglii należy szukać wskazówek, czy możliwa jest obniżka w listopadzie. Jednak fakt, że będą przemawiać na spotkaniu European Systemic Risk Board zmniejsza prawdopodobieństwo wysłania takich sygnałów. Podobnie rzecz ma się z wystąpieniami decydentów z ECB.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Na zakończonym dziś posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej ówczesne stopy procentowe pozostały na dotychczasowym poziomie. Tym samym podstawowa stopa referencyjna będzie wynosiła nadal 1,50 proc.

Decyzje Narodowego Banku Polskiego dotyczące stóp procentowych to jedno z najważniejszych wydarzeń na polskim rynku finansowym. Od wyników głosowania tej instytucji zależy bowiem cena pieniądza na rynku międzybankowym, która ma wpływ na oprocentowanie lokat i kredytów.

Dłużnicy zadowoleni

Niskie oprocentowanie zobowiązań przekłada się na wzrost liczby udzielanych kredytów, ponieważ ich obsługa staje się tańsza dla klienta. Nie jest żadną tajemnicą, że dostęp do taniego pieniądza wpływa pozytywnie na wzrost gospodarczy Polski. Tak też było i w naszym kraju, w którym to w czasie obowiązywania ultra niskich stóp procentowych odnotowano pokaźny wzrost PKB. Odczyt tego parametru za IV kwartał 2015 roku wyniósł 3,9 proc. – Niskie stopy procentowe to nie tylko rosnące PKB, ale także ulga dla wszystkich posiadaczy zobowiązań hipotecznych wyrażonych w polskim złotym. Jeszcze dwa lata temu rata kredytu mieszkaniowego opiewającego na kwotę 300 tys. zł zaciągniętego w styczniu 2009 roku wynosiła 1642 zł, podczas gdy obecnie przyjmuje ona wartość 1481 zł. Tym samym, dzięki niskim stopom procentowym, każdy posiadacz takiego zobowiązania generuje miesięcznie 161 zł oszczędności. – komentuje Jacek Kasperczyk, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl. – Wspomniana oszczędność to efekt spadku oprocentowania nominalnego hipotek w ostatnich latach. Na przykład dla 30-letniego kredytu opiewającego na kwotę 300 tys. zł z 20 proc. wkładem własnym, parametr ten obniżył się z okolic 4,76 proc. (marzec 2014 r.) do obecnych 4,06 proc. – dodaje.

Nie wszyscy mają kolorowo

Niestety prowadzenie ekspansywnej polityki pieniężnej przez NBP wpływa negatywnie na oprocentowanie produktów depozytowych, czyli popularnych lokat i kont oszczędnościowych. – Przykładowo, średnie oprocentowanie tych pierwszych instrumentów nie przekracza obecnie poziomu 1,50 proc. w skali roku (kwartalny depozyt na kwotę 5 tys. zł). W przypadku kont oszczędnościowych, na których ulokowano wspomnianą kwotę, odczyt jest jeszcze gorszy i wynosi 1,39 proc. w skali roku. – mówi Jacek Kasperczyk, Comperia.pl.

Najbliższe kilka miesięcy z pewnością nie przyniesie większych zmian w poziomie stóp procentowych. Za wyciągnięciem takiego wniosku przemawia zupełny brak presji inflacyjnej. Choć trzeba przyznać, że rynek międzybankowy zaczyna „grać” w stronę luzowania polityki pieniężnej – w ostatnich miesiącach stopa rynkowa WIBOR3M spadła bowiem z 1,73 proc. (listopad ub. r.) do 1,67 proc.

 

Źródło: Comperia.pl

Komunikat po posiedzeniu FOMC zawierał to, co było od niego oczekiwane. Fed utrzymuje kurs wybrany w grudniu, pozostawiając sobie otwartą furtkę do podwyżki w marcu, jednocześnie jednak z większą uwagą obserwuje sytuację w gospodarce globalnej. Wyważony przekaz nie wystraszył inwestorów, ale też sentyment nie został wyraźnie podbudowany spokojem Fed.

Zgodnie z oczekiwaniami Fed utrzymał stopy procentowe bez zmian, a komunikat został nieco złagodzony. W najważniejszym elemencie zwrócono uwagę na wzrost ryzyk ze strony globalnej gospodarki i rozwoju sytuacji na rynkach finansowych, które Fed będzie „uważnie monitorował” i oceniał ich wpływ na rynek pracy i inflację. Jednocześnie bank widzi dalszą poprawę wskaźników zatrudnienia i podtrzymuje oczekiwania powrotu inflacji do celu 2 proc. w średnim terminie. W skrócie, Fed jest świadomy, co się zmieniło w ciągu ostatnich sześciu tygodni, ale nie skłania go to jeszcze do zmiany nastawienia i furtka do marcowej podwyżki pozostaje w dalszym ciągu otwarta. Mimo to w obecnym otoczeniu poprzeczka do szybszego zacieśniania zostaje zawieszona wyżej. Rynek pieniężny wycenia szanse ruchu o 25 pb w marcu na 19 proc., co otwiera większe pole do pozytywnych zaskoczeń, ale wiele będzie zależeć od najbliższych odczytów makro z USA.

Na razie USD nie ma mocniejszych powodów do spadków, jak i wzrostów i pozostajemy pod wpływem sentymentu kształtowanego przez rynek akcji i ceny ropy naftowej. Po południu otrzymamy grudniowe dane o zamówieniach na dobra trwałego użytku z USA, które będą ostatnim składnikiem przed jutrzejszym odczytem PKB. Konsensus wskazuje na spadek o 0,7 proc. m/m, co stanowi potencjalne ryzyko dla USD. Cotygodniowe wnioski o zasiłek dla bezrobotnych i indeks podpisanych umów kupna domów powinny być drugorzędne.

Wcześniej z Wielkiej Brytanii dostaniemy wstępny szacunek PKB za IV kwartał. Oczekiwania wskazują na przyspieszenie do 0,5 proc. k/k z 0,4 proc. w III kwartale. Większe ryzyko dla GBP leży w słabszym odczycie, gdyż dobre dane nie wpłyną na zmianę stanowiska Banku Anglii w kwestii pierwszej podwyżki stóp procentowych. Inflacja z Niemiec za styczeń będzie stanowić zapowiedź dla jutrzejszego odczytu ze strefy euro. Dane jeszcze nie uwzględniają ostatnich spadków cen ropy, więc wygasanie efektu wysokiej bazy za koniec 2014 r. powinien wpływać na lekki wzrost HICP do 0,4 proc. r/r z 0,2 proc. Z Polski otrzymamy protokół z posiedzenia RPP z neutralnym przekazem dla PLN.

Sporządził: Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dwukrotny atak na strefę oporu 1,0635-1,0640 to za mało by odstraszyć sprzedających euro. W perspektywie jutrzejszej decyzji ECB ws. stóp procentowych oraz konferencji Mario Draghiego mało prawdopodobne wydaje się wyjście ponad wspominany opór, który jest także bardzo istotny z punktu widzenia analizy technicznej.

Ważne dla EUR/USD będą dwie dzisiejsze publikacje: o godz. 11:00 wstępna odczyt inflacji ze strefy euro za listopad oraz o godz. 14:15 raport ADP. Wydaje się jednak, że w perspektywie dużo ważniejszych wydarzeń w kolejnych dniach (ECB, dane z rynku pracy USA), jedynie bardzo duże odchylenie odczytów od konsensusów mogło by w znaczący sposób wpłynąć na notowania EUR i USD. Oczekiwania co do inflacji w ujęciu rocznym kształtują się na poziomie 0,2 proc. r/r, jednak niewiele mniej prognoz zakłada odczyt na poziomie 0,3 proc. Może to sugerować, że nawet jeżeli tempo wzrostu cen w ujęciu rocznym wyniesie 0,2 proc., to może być to lekkim rozczarowaniem.

Rentowności amerykański 10-latek po wczorajszej zniżce poniżej 2,15 proc., dziś rosną o ponad 2pb, co pozwala im powrócić ponad tę granicę. Jest to jeden z powodów nocnego umocnienia dolara do wszystkich pozostałych walut z grona G-10. Główną przyczyną wczorajszych spadków był najsłabszy od 2009 roku odczyt indeksu ISM dla przemysłu. W tym kontekście bardzo ważne będzie to jak wypadnie ISM dla sektora usługowego, który publikowany jest jutro. Jeżeli także okaże się bardzo słaby, to może to poddać pod wątpliwość grudniową podwyżkę stóp procentowych w USA. Naszym zdaniem nawet w takim wypadku Fed zdecyduje się na zwiększenie kosztu pieniądza, jednak krótkoterminowo może wpłynąć do negatywnie na dolara amerykańskiego.

Moc atrakcji dla CAD

Dziś bardzo ważny dzień dla dolara kanadyjskiego. Jak co tydzień opublikowane zostaną dane dotyczące zapasów ropy w USA. Co ciekawe konsensus DOE jest ujemny po raz pierwszy od 18 września, jednak wczorajsze dane API wskazały na wzrost zapasów o 1,6 mln baryłek. Ważne będzie także to, czy po raz kolejny spadnie produkcja w USA. Uwaga uczestników rynku ropy zaczyna skupiać się na piątkowym spotkaniu OPEC w Wiedniu, przez co dane o zapasach mogą mieć w tym tygodniu nieco mniejsze znaczenie. Ponadto o godz. 16:00 ogłoszona zostanie decyzja ws. stóp procentowych w Kanadzie. Powinny one zostać utrzymane na obecnym poziomie, co będzie neutralne dla CAD.

RPP z ograniczonym znaczeniem

W godzinach wczesno popołudniowych poznamy także decyzję RPP ws. stóp procentowych w Polsce. Jest niemal pewne, że zostaną one utrzymane na obecnym poziomie. Konferencja prasowa odbędzie się o godz. 16:00. Biorąc jednak pod uwagę, że już niedługo dojdzie do zmiany składu RPP (8 z 10 członków w styczniu i lutym), reakcja złotego na te wydarzenia będzie bardzo niewielka. Kurs EUR/PLN cały czas utrzymuje się na wysokim poziomie w okolicach 4,28. Potencjalne dalsze luzowanie monetarne ze strony ECB może pozwolić na spadki pod koniec tygodnia.

Sporządził: Błażej Kiermasz, DM TMS Brokers S.A.

W minionym tygodniu odbyło się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej, na którym znano już nową projekcję inflacji i PKB w Polsce w najbliższych latach. Największą zmianą w stosunku do poprzednich projekcji jest obniżenie prognozy inflacji za 2016 r. Co prawda w styczniu powinniśmy zobaczyć pierwszy od kilkunastu miesięcy dodatni odczyt inflacji, jednak – w perspektywie całego okresu projekcji (do 2017 r.) – będzie się ona znajdowała poniżej celu inflacyjnego NBP. To bardzo ważna informacja w kontekście polskiego rynku obligacji, szczególnie że już na początku przyszłego roku zmieni się cały skład RPP (z wyjątkiem prezesa Marka Belki oraz Jerzego Osiatyńskiego, których kadencja kończy się w czerwcu).

Obniżka stóp procentowych niewykluczona

Inwestorzy oczekują, że nowa rada będzie gołębia. To oznacza, że pomimo prognozowanego wzrostu gospodarczego (PKB) w Polsce na poziomie nieco ponad 3% niska inflacja może skłonić organ Narodowego Banku Polskiego do złagodzenia polityki pieniężnej (wbrew wcześniejszym zapowiedziom, że cykl obniżek stóp dobiegł końca). Rynek wycenia, że w kolejnych miesiącach RPP obniży stopy procentowe o 0,25%, a następnie o kolejne 0,25%, przy czym prawdopodobieństwo tego drugiego ruchu wynosi 50%. W takim scenariuszu stopa referencyjna w Polsce spadłaby z obecnego 1,5% do 1%.

RPP a fundusze obligacyjne

Obniżka stóp procentowych przełożyłaby się pozytywnie na wyniki funduszy obligacji. Obecnie jednak dużą niewiadomą pozostaje przyszła polityka fiskalna w Polsce. To znajduje odzwierciedlenie m.in. w rentowności 10-letnich papierów skarbowych, która wzrosła ostatnio do poziomu ok. 2,93%. Optymistyczne jest to, że choć pewne obietnice, złożone jeszcze przed wyborami, budzą obawy o stabilność finansów państwa i rynku finansowego, to realna polityka okaże się bardziej umiarkowana.

 

autor: Andrzej Czarnecki, zarządzający funduszami obligacji Union Investment TFI

 

Zgodnie z dzisiejszą decyzją Rady Polityki Pieniężnej stopy procentowe zostały utrzymane na tym samym poziomie 1,50 proc. i nic nie wskazuje na to, by miało to się zmienić w najbliższym czasie.

Decyzje Rady Polityki Pieniężnej (RPP) co miesiąc przyciągają uwagę wszystkich kredytobiorców, bowiem dotyczą one poziomu stóp procentowych, a co za tym idzie oprocentowania wszystkich produktów kredytowych i oszczędnościowych oferowanych przez banki. NBP swoich decyzji nie zmienia od marca br., pozostawiając stopy procentowe na poziomie 1,50 proc. Podobną sytuację widać w poziomie stóp obowiązujących na rynku międzybankowym, które również zachowywały się nad wyraz stabilnie. Stopa WIBOR 3M zmieniła się w tym okresie zaledwie o 0,08 pkt. proc. (wzrosła z 1,65 do 1,73 proc.).

Niskie stopy procentowe wpływają pozytywnie na oprocentowanie kredytów hipotecznych. W chwili obecnej średni odczyt tego parametru dla 30-letniego zobowiązania zaciągniętego na kwotę 300 tys. złotych z 20 proc. wkładem własnym wynosi 3,72 proc., podczas gdy jeszcze dwa lata temu (listopad 2013) przyjmował on wartość o 1 pkt. proc. wyższą (4,71 proc.).

Spadek oprocentowania wpłynął pozytywnie na poziom rat płaconych przez kredytobiorców. Dla wspomnianego powyżej kredytu, zaciągniętego w styczniu 2009 r., miesięczne obciążenie związane ze spłatą raty wynosi dziś 1490 zł, podczas gdy w listopadzie 2013 było ono równe 1634 zł – wylicza Jacek Kasperczyk, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl. – Niestety, niskie stopy procentowe wpływają negatywnie na odsetki wypracowywane na produktach oszczędnościowych. Wynika to z faktu, że średnie oprocentowanie tych instrumentów obecnie znajduje się na swoich historycznych minimach. Przykładowo, oprocentowanie rocznej lokaty na kwotę 10 tys. zł wynosi dziś 1,58 proc., a jeszcze rok temu przekraczało poziom 2,10 proc. – dodaje.

Wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie powyższa sytuacja będzie kontynuowana. Świadczy o tym chociażby ostatnia publikacja (na razie wstępna) Głównego Urzędu Statycznego dotycząca październikowego odczytu inflacji, która zdaniem tej instytucji wyniosła -0,8 proc. Warto zauważyć, że zmienna ta już 16 miesiąc z rzędu przyjęła ujemną wartość, co ewidentnie świadczy o tym, iż w naszym kraju na dobre rozgościła się deflacja – mówi Jacek Kasperczyk, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl.

źródło: Comperia.pl

 

Niskie stopy procentowe stanowią zachętę dla potencjalnych kredytobiorców. Na ich obniżce skorzystają także osoby, które już zdążyły zaciągnąć zobowiązania. Wiąże się to z obniżką rat miesięcznych, bądź krótszym okresem ich spłaty, co w konsekwencji niesie za sobą relatywnie oszczędności dla konsumentów. Alternatywą jest zaciągnięcie kredytu refinansowego, który umożliwia sfinansowanie poprzedniego zobowiązania na bardziej korzystnych dla klienta warunkach.

6 maja 2015 odbyło się kolejne spotkanie Rady Polityki Pieniężnej. Tak jak przewidywali analitycy ekonomiczni, jej członkowie podjęli decyzję o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Od marca 2015 roku mamy więc najniższe od transformacji wskaźniki wielkości stóp procentowych: stopa referencyjna 1,50 proc., stopa lombardowa 2,50 proc., stopa depozytowa 0,50 proc. i stopa redyskonta weksli 1,75proc.

Aktualna polityka pieniężna oraz sprzyjająca sytuacja ekonomiczna, czyli wzrost popytu krajowego, a także coraz lepsza kondycja przedsiębiorstw i stabilniejsza sytuacja na rynku pracy zachęcają do zaciągnięcia kredytu. Dzięki niskim stopom procentowym możemy otrzymać wyższą kwotę , nawet jeśli ostatnio nie zmieniła się nasza zdolność kredytowa.

Poza nowymi kredytobiorcami, na niskich stopach procentowych zyskają też osoby, które kilka lat temu zaciągnęły zobowiązanie z możliwością zmiany wysokości rat kredytu. Dzięki obniżce stóp ich aktualna spłata jest niższa o kilkadziesiąt, a nawet kilkaset złotych, w zależności od całkowitej wartości kredytu i daty podpisania umowy z kredytodawcą. Szacuje się, że osoba, która wzięła kredyt na 300 tys. zł w 2014 roku, dziś spłaca ratę ok. 80 zł mniejsza. Gdy weźmiemy pod uwagę kredyt o takiej samej wysokości zaciągnięty w 2012 roku, gdy stopa referencyjna wynosiła 4,75 proc., to oszczędności mogą mieścić się w przedziale 500-600 zł.

Pozornie wydaje się, że na obniżce stóp procentowych nie skorzystają osoby, które z bankiem lub pośrednik kredytowym podpisały umowę o zaciągnięcie kredytu bez możliwości zmiany wysokości rat. Dla takich kredytobiorców dobrą alternatywą jest uzyskanie kredytu refinansowego.

Kredyt refinansowy to kwota zaciągana na spłatę poprzedniego zadłużenia, z wysoką kwotą i długim okresie spłaty. Najczęściej dotyczy on zmianie instytucji udzielającej kredyt hipoteczny, w momencie gdy jest szansa na uzyskanie tańszego kredytu w innym banku lub dzięki znacznemu obniżeniu stóp procentowych czy istotnej zmianie kursu walut, jeśli mamy do czynienia z kredytem zaciągniętym w obcej walucie. Kredyt refinansowy pozwoli na uzyskanie oszczędności poprzez zmniejszenie rat, skrócenie czasu spłacania lub zmianę waluty. Istotą tego kredytu jest przeniesienie zobowiązania z jednej instytucji finansowej do drugiej. Technicznie wygląda to tak, że bank, który udzielił nam kredytu refinansowego spłaca w całości poprzednie zobowiązanie, a my spłacamy raty do drugiego banku na bardziej korzystnych dla nas warunkach.

Zanim zdecydujmy się na zaciągnięcie kredytu refinansowego, warto dokładnie sprawdzić czy rzeczywiście będzie to dla nas opłacalne. Przed udaniem się do drugiego banku należy ponownie przeczytać umowę oraz zweryfikować, czy będzie od nas pobierana prowizja za wcześniejszą spłatę kredytu. Dodatkowe koszty, jakie można ponieść przy ubieganiu się o kredyt refinansowy na spłatę zakupu mieszkania, działki czy budowę domu to opłaty związane ze zmianą wpisu w księgach wieczystych. W przypadku kredytów walutowych należy poddać analizie tzw. spread walutowy, a więc różnicę pomiędzy kursami kupna walut w obu bankach.

W celu uzyskania pewności co do zaoszczędzenia na kredycie refinansowym warto skonsultować się z niezależnym doradcą finansowym lub instytucją pośrednictwa kredytowego. Doświadczeni specjaliści w sposób kompetentny i klarowny wyjaśnią istotę kredytu refinansowego oraz kompleksowo wycenią jego wartość i uzyskane dzięki niemu oszczędności – wyjaśnia Paweł Kosmala, prezes Górnośląskiego Towarzystwa Finansowego.

Eksperci przewidują, że RPP utrzyma niskie stopy procentowe na niezmienionym poziomie do końca roku. Klienci banków mają jeszcze sporo czasu na negocjowanie warunków umów kredytowych, bądź rozpoczęcie starania się o kredyt refinansowy.

źródło: GTF

Marcowa obniżka stóp procentowych przez RPP była pierwszym tego typu ruchem od października poprzedniego roku. Skala cięć dwukrotnie przewyższyła konsensus, a sama decyzja była zakończeniem cyklu łagodzenia polityki pieniężnej.

Główny argument stanowiła projekcja inflacyjna NBP z perspektywą przedłużającej się deflacji oraz większy od wstępnego odczyt PKB. Z punktu widzenia kwietniowego posiedzenia, istotna staje się wzmianka o ewentualnej aprecjacji złotego. Rada zaznaczyła wówczas, że jej celem nie jest konkretny poziom złotego i nie podejmie w tym zakresie żadnych interwencji. Obecnie jedyną wątpliwością jest właśnie możliwe zaniepokojenie RPP spadkiem kursu EUR/PLN poniżej psychologicznej bariery 4 PLN. Poziom stóp procentowych do końca kadencji z dużym prawdopodobieństwem pozostanie stały.

Na konferencji tuż po posiedzeniu RPP Marek Belka wyraźnie zaznaczył, iż luzowanie ilościowe euro powoduje presję aprecjacyjną na waluty krajów takich jak Rumunia, Dania czy Polska. Marcowa obniżka stóp, a przede wszystkim jej skala, może być traktowania jako ruch wyprzedzający efekty QE. W kolejnych dniach marca prezes NBP nie zauważał niczego, co miałoby przyczynić się do zmiany scenariusza bazowego. Zmiany wartości złotego nie były według niego istotne i trwałe, a rynki finansowe momentalnie internalizowały wszelkie wahania.

Szkodliwości umiarkowanego napływu kapitału nie zauważa Adam Glapiński. Podobnie jak Anna Zielińska-Głębocka zaznacza jednak, że w razie nadzwyczajnych okoliczności mogą zostać podjęte adekwatne działania. Jerzy Osiatyński zasugerował z kolei, że dopiero kilka miesięcy pozwoliłoby realnie ocenić zagrożenia stabilności rynku w postaci konsekwencji QE i kwestii pomocy dla Grecji. Andrzej Kaźmierczak, w kontekście potencjalnych obniżek i wzrostów stóp procentowych, zwraca uwagę na zawirowania na Wschodzie, które mogłyby wpłynąć na silną deprecjację złotego. Jednocześnie podważa on pewny wpływ luzowania ilościowego na aprecjację PLN. Andrzej Rzońca chciałby natomiast odbyć dyskusję na temat normalizacji stóp jeszcze przed uwidocznieniem nierównowagi w gospodarce. Wraz ze spadkiem stóp skraca się bowiem okres, w którym mogą ona pozostać na tak niskim poziomie. Aprecjację złotego uważa on za amortyzator wstrząsów, a nie ich generator. Dostosowywanie polityki pieniężnej do kursu walutowego byłoby błędem. Według Andrzeja Bratkowskiego jedynym uzasadnieniem obniżek stóp procentowych stałoby się osłabienie koniunktury w UE ze spowolnieniem inwestycji. Nie stanowi go natomiast ewentualne dalsze umocnienie złotego.

W obecnej sytuacji trudno spodziewać się jakichkolwiek gwałtownych ruchów RPP. Rynki  skutecznie odzwierciedlają fundamenty, a aprecjacja złotego nie wydaje się być gwałtowna na tyle, by przekonać do wyraźnego przekazu część powściągliwych członków Rady.

Adrian Apanel1autor: Adrian Apanel, MM Prime TFI S.A.

Obniżka stóp procentowych, dokonana przez Radę Polityki Pieniężnej, na pewno ucieszyła osoby spłacające kredyty. Jednak dla spóźniających się z płaceniem podatków nie ma ona już znaczenia – odsetki karne za zwłokę wynoszą obecnie tyle samo, co po poprzedniej obniżce, czyli 8%.

Do niedawna obniżki stóp procentowych cieszyły w takim samym stopniu osoby spłacające kredyty i tych, którzy spóźniają się z płaceniem podatków. Tych ostatnich dlatego, że od wysokości jednej ze stóp NBP – stopy lombardowej – uzależniona jest wysokość odsetek karnych za zwłokę. Jednak ostatnia redukcja stóp dla niesolidnych płatników nie miała już znaczenia. Wprawdzie stopa lombardowa spadła do 2,5% z 3% poprzednio, ale mimo to nie zmieniła się wysokość odsetek za zwłokę.

W Ordynacji podatkowej zapisano bowiem, że wysokość odsetek za zwłokę równa jest dwukrotności stopy lombardowej powiększonej o 2%. Po wczorajszej obniżce tak liczone odsetki karne wyniosłyby 7%. Tyle, że art. 56 Ordynacji podatkowej głosi, że odsetki karne nie mogą być niższe niż 8%. Taki właśnie poziom osiągnęły po obniżce w październiku i ostatnia redukcja nic już tutaj nie zmienia.

Ale wysokość odsetek za zwłokę może obniżyć sam podatnik. Jeśli bowiem – co wynika również z art. 56 Ordynacji – podatnik złoży prawnie skuteczną korektę deklaracji, uzasadni przyczyny jej złożenia i w ciągu 7 dni od chwili złożenia wpłaci całą kwotę zaległości podatkowej, wówczas może naliczyć sobie odsetki karne w wysokości 75% stawki podstawowej. To oznacza, że będzie musiał zapłacić odsetki w wysokości 6%, a nie 8%.

autor: Marek Siudaj, Tax Care

Jak podał dziś Bank Centralny, Rada Polityki Pieniężnej – RPP obniżyła stopy procentowe o 50 pb. Główna stopa procentowa będzie wynosiła od czwartku 1,50 proc. Jest to pierwsza redukcja stóp w tym roku i dzięki niej osoby posiadające kredyty w złotych, będą płaciły mniejsze raty.

Decyzja Rady nie zaskoczyła ekonomistów, choć większość uważała, że obniżka wyniesie tylko 25 pkt bazowych.

Ostatnia taka obniżka miała miejsce w ubiegłym roku, w październiku.

 

Obniżenie oprocentowania kredytu o 0,5 pkt. proc. oznacza ratę niższą o około 25-30 zł miesięcznie w przeliczeniu na każde pożyczone 100 tys. zł. Dziś Rada Polityki Pieniężnej już po raz 10 od listopada 2012 roku ulżyła kredytobiorcom zadłużonym w rodzimej walucie.

Oczekiwania graczy rynkowych sprowadzały dzisiejszą decyzję o obniżeniu stóp procentowych do zwykłej formalności. Rada poszła jednak dalej niż się spodziewano i obniżyła stopy procentowe nie o 25 punktów, ale o 50. Tym samym za jednym razem obniżono koszt pieniądza do poziomu, którego rynek spodziewał się dopiero za kilka miesięcy. W efekcie od 5 marca 2015 r. cieszyć będziemy się najniższym poziomem oprocentowania kredytów w historii, czego ceną będzie jednak też znacznie niższe oprocentowanie lokat. Istnieje bowiem silne połączenie pomiędzy stopą referencyjną ustalaną przez RPP, a stawką WIBOR od której zależy oprocentowanie produktów bankowych.

2015 03 04 wykres 2Odsetki w dół

Jak to wygląda na liczbach? Przyjmijmy, że dług na zakup mieszkania w kwocie 300 tys. zł został zaciągnięty na 30 lat i doszło do tego przed rozpoczęciem przez RPP cyklu obniżek stóp procentowych (np. w sierpniu 2012 r.), kiedy przeciętna marża kredytowa wynosiła 1,5% (dziś jest to już około 1,8 – 1,9%). Wtedy rata modelowego kredytu wynosiła 1918 zł. Do 4 marca br. oprocentowanie długu zmalało niemal o połowę (z około 6,6% do niespełna 3,7%), a wraz z nim rata modelowego kredytu zmalała do 1369 zł, a więc aż o 549 zł.

Bardziej uniwersalnym wynikiem jest przeliczenie miesięcznej raty na 100 tys. zł pożyczonego kapitału. Taka informacja pozwala potencjalnemu kredytobiorcy łatwo obliczyć z jaką ratą powinien się liczyć zadłużając się na zakup mieszkania. Pożyczając 200 tysięcy musi bowiem taki wynik pomnożyć razy 2, a pożyczając 450 tysięcy zastosować mnożnik 4,5. Zadłużając się przed rozpoczęciem przez RPP cyklu obniżek stóp procentowych, trzeba było się liczyć z ratą na poziomie 639,3 zł na każde pożyczone 100 tys. zł na 30 lat. Dziś miesięczna rata takiego długu wynosi 456,3 zł na każde pożyczone 100 tys. zł. Gdy rynek zdyskontuje dzisiejszą decyzję Rady, wartość ta zmaleje jeszcze w okolice 440 zł.

Gdyby jednak odwrócić sytuację i przyjąć, że Kowalski zanosi do banku 10 tys. zł w celu ulokowania ich na rocznej lokacie (wg NBP oprocentowanej w styczniu br. na 2,3%), to spadek oprocentowania o 50 pkt. bazowych skutkowałby zmniejszeniem się odsetek z poziomu 230 zł (186,3 zł po uwzględnieniu podatku) do 180 zł (145,80 zł po uwzględnieniu podatku).

Raty mogą zmieniać się szybciej niż stopy

W praktyce sytuacja jest jednak trochę bardziej skomplikowana. Trzeba bowiem pamiętać, że oprocentowanie kredytów i lokat jest tylko pośrednio związane z poziomem stóp procentowych. Aby to wytłumaczyć skupmy się na przykładzie kredytów hipotecznych. Oprocentowanie długu jest przeważnie zależne od marży banku i stawki WIBOR (np. trzymiesięcznej czyli 3M). Stawka ta co prawda jest przeważnie trochę wyższa niż podstawowa stopa procentowa, ale zmienia się szybciej niż ta ustalana przez RPP, bo jest efektem toczącej się na bieżąco gry między uczestnikami rynku międzybankowego. Koszt kredytu może więc maleć zanim Rada zdecyduje o cięciu stóp. Przykładem mogą być ostatnie tygodnie. Pod koniec stycznia 2015 r. WIBOR 3M był na poziomie 2%. W przeddzień ogłoszenia decyzji przez RPP (3 marca 2015 r.) notowania tej stawki stopniały do poziomu 1,81%, a przypomnijmy, że podstawowa stopa procentowa w tym czasie nie zmieniła się i była na poziomie 2%.

Teoretycznie więc kredytobiorca mógłby już odczuć zmiany stawki WIBOR spowodowane oczekiwaniami co do obniżki stóp. W modelowym przykładzie (30 letni kredyt na 300 tys. zł z marżą 1,82%), rata pod koniec stycznia mogła wynosić 1401,29 zł, a w przeddzień marcowej decyzji Rady 1369 zł, czyli o 32,3 zł mniej. W praktyce jednak banki nie zmieniają oprocentowania kredytów poprzez codzienne aktualizowanie stawki WIBOR. Dochodzi do tego przeważnie co pewien okres (np. co kilka miesięcy) lub dopiero gdy WIBOR zmieni się o np. 10 czy 25 punktów bazowych od ostatnio przyjętego poziomu.

2015 03 04 wykres 1

fota (300 DPI, 1024 PNG)autor: Bartosz Turek, Lion’s Bank

Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopy na najniższym poziomie w historii. Tym samym stopa referencyjna nadal wynosi 2%, depozytowa 1%, redyskontowa weksli 2,25%, a lombardowa 3%. Ruch ten odzwierciedla konsensus rynkowy, zakładający obniżkę dopiero w marcu, kiedy do argumentów gołębi dołączyć mogłaby projekcja inflacyjna z perspektywą przedłużającej się deflacji. W styczniu wypowiedzi w takim tonie utrzymywała większość członków RPP, przez co szeroki indeks WIG zareagował na informację neutralnie.

Pierwszą część komunikatu poświęcono sytuacji na świecie – zróżnicowanej kondycji gospodarczej poszczególnych krajów i umiarkowanemu wzrostowi aktywności gospodarczej. Wstępne dane o dynamice polskiego PKB w okolicach 3% są w tym kontekście bardzo korzystne. Zagrożeniem jest z kolei potencjalne ograniczenie konsumpcji wynikające ze wzrostu zadłużenia gospodarstw domowych po silnym umocnieniu franka szwajcarskiego. Jako kluczowy czynnik decyzji wymieniona została wysoka zmienność na rynkach finansowych. Nie wykluczono natomiast dostosowywania polityki, szczególnie w przypadku wydłużenia oczekiwanego okresu deflacji po marcowej projekcji NBP.

Na konferencji prasowej po decyzji dowiedzieliśmy się natomiast, że znajdujemy się dużo bliżej obniżki, niż jeszcze przed miesiącem. Możliwe jest także zwiększenie jej skali w stosunku do oczekiwań. Uniknięto jednak spekulacji, czy bylibyśmy jej świadkiem już teraz w przypadku braku zawirowań na rynkach walutowych. Jerzy Osiatyński zwrócił uwagę na reakcję rynków finansowych na rezultat rozmów po wyborach w Grecji. W kwestii PKB potwierdzono umiarkowany optymizm. Interes frankowiczów nie będzie przedkładany ponad stabilność całego systemu finansowego.

Póki co rynek złotego odebrał decyzję i komunikat dosyć spokojnie. Niemniej, wobec wcześniejszego sporego umocnienia polskiej waluty, trudno oczekiwać, aby złagodzenie stanowiska RPP i wysokie prawdopodobieństwo kolejnej obniżki były argumentem za dalszymi wzrostami wartości złotego. Takim jest natomiast dobra sytuacja gospodarcza Polski oraz potencjalny napływ kapitału wynikający z programu QE. W krótkim terminie jednak wzrasta w tym momencie ryzyko korekty wzrostowej na parach złotowych.

 

autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI S.A.

Choć od dłuższego czasu dość powszechne są oczekiwania na kolejną obniżkę stóp procentowych, w styczniu Rada Polityki Pieniężnej na taki ruch się nie zdecydowała.  Do niedawna marcowe posiedzenie uznawano za termin najbardziej prawdopodobny. Niedawna decyzja szwajcarskiego banku centralnego sytuację bardzo jednak skomplikowała.

Rada Polityki Pieniężnej znalazła się w niemałym kłopocie. Z jednej strony mamy bowiem całkiem nieźle radzącą sobie gospodarkę, z drugiej zaś niespotykany wcześniej w naszej historii okres spadku cen, czyli deflacji. Biorąc pod uwagę główny cel Narodowego Banku Polskiego, zakładający utrzymanie inflacji w okolicach 2,5 proc., Rada nie powinna wahać się ani chwili i stopy obniżyć. Problem w tym, czy takie posunięcie byłoby skuteczne.

W normalnych warunkach obniżenie kosztu pieniądza wpływa pobudzająco zarówno na gospodarkę, jak i na wzrost cen. Obecnie jednak mamy do czynienia z sytuacją, gdy deflacja, czyli spadek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych, spowodowany jest czynnikami zewnętrznymi, których przyczyny leżą poza naszym krajem, a więc na które nasza polityka pieniężna nie ma wpływu, lub jest on bardzo mocno ograniczony.

W szczególności dotyczy to cen żywności, które poszły w dół w wyniku nadwyżki podaży, spowodowanej rosyjskim embargiem oraz paliw, wywołanej przeceną ropy naftowej. Sam spadek cen jest czynnikiem skłaniających konsumentów do większych zakupów, nie ma więc sensu zachęcać ich do tego jeszcze bardziej obniżając stopy procentowe. Poza tym Rada Polityki Pieniężnej musi patrzeć nie tylko na sytuację bieżącą, ale przede wszystkim brać pod uwagę możliwy rozwój przyszłych wydarzeń. Tym bardziej, że efekty decyzji w sprawie stóp procentowych nie następują natychmiast, lecz z dość dużym opóźnieniem. Co prawda koszt kredytu zmienia się niemal od razu, ale konsekwencje tych zmian są rozłożone w czasie. Mogą się więc ujawnić w pełni, gdy warunki będą już zupełnie inne.

Niedawno prezes NBP wyraźnie zadeklarował uzależnienie decyzji w sprawie stóp procentowych od kondycji i perspektyw gospodarki. Warto zauważyć, że wcześniej przez wiele lat Rada Polityki Pieniężnej raczej dystansowała się od tak bezpośrednich deklaracji, koncentrując się przede wszystkim na celu inflacyjnym, stabilności wartości pieniądza, biorąc pod uwagę ewentualnie sytuację na rynku pracy. Obecnie gospodarka ma się całkiem nieźle, a w każdym razie nie wymaga wspomagania ze strony polityki pieniężnej. RPP może wręcz mieć pewne obawy, że nadmierne obniżenie stóp procentowych w przyszłości mogłoby stwarzać pewne problemy. Mogłyby one pojawić się, gdyby tempo wzrostu gospodarczego nadal się zwiększało, a jednocześnie nastąpiłby powrót inflacji. Wówczas konieczne stałoby się podniesienie stóp procentowych, co postawiłoby w trudnej sytuacji firmy i gospodarstwa domowe, posiadające zadłużenie. Polityka pieniężna musi więc być prowadzona rozważnie, by nie doprowadzić do perturbacji. Trudno się więc dziwić, że Rada Polityki Pieniężnej postanowiła wstrzymać się z decyzjami, do czasu wyklarowania sytuacji. W marcu dysponować będzie ona zarówno wiedzą na temat gospodarki i tendencji na rynkach surowcowych, jak i otrzyma najnowsze prognozy dotyczące inflacji oraz wzrostu PKB. Na tej podstawie będzie mogła podejmować racjonalne decyzje.

Sytuację jednak nieoczekiwanie skomplikowała niedawna decyzja szwajcarskiego banku centralnego. Rezygnacja z utrzymywania kursu franka na niskim poziomie wobec euro, spowodowała poważne perturbacje na rynku walutowym. W szczególności doszło do skokowego na rzadko spotykaną skalę wzrostu kursu szwajcarskiej waluty wobec złotego, stawiając w niełatwej sytuacji zarówno posiadaczy kredytów we frankach, jak i banki, które tych kredytów udzielały. Obecnie trudno oszacować konsekwencje tego stanu rzeczy. Wiele zależeć będzie od tego, co będzie się działo na światowym rynku walutowym, czyli jak się będzie zachowywał kurs franka do euro i dolara.

Obniżka stóp procentowych mogłaby wpłynąć na osłabienie się złotego, co w obecnej sytuacji byłoby ryzykowne, a w przypadku franka, wręcz niewskazane. Z kolei podwyższenie stóp procentowych wzmocniłoby z pewnością złotego, ale wiązałoby się z ryzykiem niekorzystnego wpływu na gospodarkę. Przed Radą staje więc niełatwe zadanie zbilansowania korzyści i zagrożeń, związanych z poziomem stóp procentowych i ich ewentualnymi zmianami.

Z tego punktu widzenia szczególne znaczenie będą miały decyzje Europejskiego Banku Centralnego w sprawie skupu obligacji państw strefy euro oraz konsekwencje tego posunięcia na rynkach długu i walutowym. Z pewnością przed marcowym posiedzeniem Rada będzie mogła je ocenić. O wiele większa będzie też jasność co do posunięć amerykańskiej rezerwy federalnej w kwestii terminu rozpoczęcia podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Globalizacja rynków finansowych powoduje, że bardzo często decyzje głównych banków centralnych świata oddziałują na sytuację w poszczególnych krajach znacznie silniej, niż decyzje lokalnych władz monetarnych. Takie zjawiska obserwowaliśmy już wielokrotnie w przeszłości i tak może być i tym razem.

Łukasz Lefanowicz, Prezes GERDA BROKER

Na pierwszym w tym roku posiedzeniu RPP nie obniżyła stóp procentowych, pozostawiając główną stopę referencyjną na poziomie 2%. Taka decyzja była oczekiwana, niedopuszczalna była podwyżka stóp procentowych, natomiast możliwe było zaskoczenie rynku w drugą stronę – obniżką stóp. Z treści komunikatu po posiedzeniu wynika jednak, że nie jest on zbyt gołębi, bowiem znowu definiuje się obniżki stóp w kategorii większego ryzyka pozostawania inflacji poniżej celu. Tymczasem na wcześniejszych posiedzeniach padały stwierdzenia, że nie ma już takiego ryzyka, a jest właściwie pewność. Można więc mocno dziwić się tej argumentacji, zwłaszcza, że w komunikacie większość treści zajmują czynniki, które mogłyby zostać zinterpretowane jako argumenty za obniżką stóp procentowych, w tym akomodacyjna polityka EBC, ryzyko słabszego wzrostu gospodarczego, wspomniana wcześniej deflacja. Dopiero w odpowiedziach na pytania padały sformułowania dotyczące podażowego charakteru inflacji, a także dbania o stabilność finansową państwa. Niezbyt komfortowo odpowiadając na te pytania mógł się czuć prezes Belka, który sam jest gołębiem, ale ostatnio regularnie przegłosowywanym w Radzie. Perspektywa obniżek na kolejnym posiedzeniu nie jest bliższa po tej konferencji, chociaż M. Belka podkreśla, że widzi wciąż przestrzeń do obniżek.

Właśnie w tym tonie decyzję i konferencję RPP ocenia rynek walutowy. Złoty na samą decyzję nie zareagował, ale tłumaczenie się z komunikatu inwestorzy zinterpretowali bardziej jako zaostrzenie komunikatu, tym bardziej, że niepewne środowisko (destabilizacja rynków finansowych) to zdaniem Rady nie jest odpowiedni moment na zmiany stóp. Dlatego też obserwujemy ponad dwugroszowe umocnienie złotego względem euro, które obecnie wyceniane jest na ok. 4,26. Dolar pozostaje wciąż powyżej 3,60, a aktualny range to 3,60-3,65. Jutro poznamy dane o inflacji CPI za grudzień, ale po wydźwięku komunikatu rynek niekoniecznie musi uznać, że pogłębienie deflacji będzie dla RPP wystarczającym powodem do ścięcia stóp procentowych.

Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI S.A.

Choć Rada Polityki Pieniężnej nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa w kwestii ewentualnych obniżek stóp procentowych, można pokusić się o przybliżoną prognozę wyników funduszy pieniężnych i dłużnych w 2015 r. Uwzględniając obecny poziom stóp procentowych, WIBOR oraz rentowności obligacji, wyniki funduszy pieniężnych będą najprawdopodobniej nieco niższe niż w tym roku. Na chwilę obecną wydaje się, że może to być przedział ok. 2,5–3%. W przypadku funduszy obligacji wyższą stopę zwrotu ponad tę wartość mają szansę przynieść strategie aktywnie zarządzane – szczególnie te, które obejmują swoim spektrum inwestycyjnym także rynki zagraniczne, np. Turcję, Węgry.

Z czynników zewnętrznych, ważnych dla polskiego oraz światowych rynków obligacji w kolejnym roku warto wymienić przede wszystkim rozbieżną politykę pieniężną na rynkach bazowych. Z jednej strony oczekujemy silnej stymulacji ze strony Europejskiego Banku Centralnego, z drugiej strony podwyżek stóp procentowych przez amerykański Fed od drugiej połowy przyszłego roku. Z czynników wewnętrznych istotny będzie poziom wzrostu gospodarczego oraz inflacji w Polsce. Nie spodziewam się natomiast wzrostu inflacji ponad cel inflacyjny NBP. To pozytywna informacja dla polskiego rynku długu, gdyż inflacja nie będzie wywierała presji na podwyżkę stóp procentowych przez RPP.

Andrzej Czarnecki, zarządzający funduszami obligacji Union Investment TFI

Eksperci

Lipka: Młodzi Polacy nie garną się do pracy. To problem

Tylko 10 procent młodych Polaków, którzy kształcą się po 18. roku życia, decyduje się na łączenie na...

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

AKTUALNOŚCI

Firmy szkoleniowe apelują o VAT bez wad

Firmy muszą pokrywać koszty VAT na usługi doradcze finansowane z funduszy europejskich. Tracą na tym...

Apel do Szydło i Kaczyńskiego w sprawie limitu składek na ZUS

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje...

Konsumpcja dalej będzie ciągnęła gospodarkę

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wy...

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...

Inwestycje firm spadają siódmy kwartał z rzędu

W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. przychody przedsiębiorstw średnich i dużych wzrosły o 9,4 proc., ...