poniedziałek, Lipiec 23, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "rozwój firmy"

rozwój firmy

Liczba start-upów w Polsce wciąż rośnie, a coraz więcej z nich odnosi globalny sukces. W efekcie, gros młodych przedsiębiorców rezygnuje z garażu czy mieszkania jako miejsca pracy i na siedzibę swojej firmy wybiera centra coworkingowe i nowoczesne biurowce. Tym samym start-upy stają się znaczącą i coraz liczniejszą  grupą najemców na rynku nieruchomości komercyjnych, która podobnie jak wiele firm szukających odpowiedniego biura, w procesie najmu korzysta ze wsparcia profesjonalnej firmy doradczej. W ten sposób są w stanie uzyskać atrakcyjne stawki czynszowe, ale nie tylko…

Warunki finansowe

Bardzo dobra znajomość danego rynku, przegląd transakcji pozwala doradcy wynegocjować  dla klienta  atrakcyjne  warunki finansowe. Często klienci, podchodząc samodzielnie do procesu negocjacji, tracą zbyt wiele zachęt finansowych, które są standardem na danym rynku biurowym. Doświadczenie, jakie posiada doradca pozwala już na etapie wyboru krótkiej listy budynków zasugerować możliwości negocjacyjne z poszczególnymi deweloperami i finalnie osiągnąć cele klienta.

Elastyczne zapisy umowy  

Start-upy bardzo często potrzebują dużej elastyczności w wyborze i modyfikacji wielkości zajmowanej powierzchni biurowej. Wynika to z faktu, że ciężko oszacować, jak szybko ich biznes będzie się rozwijał. Istotnym elementem umowy najmu, są w tym wypadku stosowne zapisy pozwalające na rozwój firmy w wybranej lokalizacji, czy też  takie, które dają możliwość ograniczenia kosztów, związanych z powierzchnią biurową w przypadku, gdy okaże się, że powierzchnia biura jest zbyt duża.

Znajomość projektów

Ważnym atutem doradcy jest także jego wiedza nie tylko o projektach ukończonych, czy w budowie,  ale również tych planowanych. Daje to klientowi dostęp do dużej bazy danych, które mogą zaważyć na jego decyzji i pozwalają być krok przed innymi najemcami. Przykładowo wiedza o unikatowych obiektach, np. o loftowym charakterze, jeszcze przed rozpoczęciem budowy pozwala na zabezpieczenie wymaganej przez klienta powierzchni, zanim zrobi to inna firma. Unikatowe powierzchnie są najbardziej pożądane przez start-upy, a mała podaż takich projektów na rynku sprzyja dużej konkurencji wśród najemców.

 

Autor: Adam Florczyk, koordynator transakcji w biurze regionalnym Colliers International w Krakowie

Połowa małych przedsiębiorców planuje ubiegać się o finansowanie w ciągu najbliższego roku. Dodatkowe fundusze są im potrzebne głównie na zakup nowego sprzętu, poszerzenie zakresu usług, wynajem nieruchomości i reklamę. Przedsiębiorcy nie zawsze wiedzą jak ubiegać się o dofinansowanie. Często spotykają się też z odmową jego udzielenia, jak wynika z badania “Potrzeby mikroprzedsiębiorstw w zakresie finansowania 2017”, zrealizowanego przez instytut Smartscope dla firmy Aasa Polska.

Polska rzeczywistość gospodarcza jest kreowana przez ponad 2 mln mikroprzedsiębiorstw z bardzo różnych branż. Każde z nich musi mierzyć się z podobnymi wyzwaniami. Głównie z pozyskiwaniem środków na bieżącą działalność i rozwój, tak aby zachować płynność finansową i jednocześnie być konkurencyjnym na rynku.

O jakich kwotach mowa? Co dziesiąty właściciel małego biznesu potrzebuje 10 tysięcy złotych na rozwój swojej firmy,  a co piąty od 10 do 49 tysięcy. Połowa tych, którzy zadeklarowali potrzebę uzyskania dofinansowania, zadowoliłaby się także kwotą w wysokości do 5 tysięcy złotych.

Na co  przedsiębiorcy potrzebują finansowania?

Właściciele firm, zapytani o cele, na jakie zamierzają przeznaczyć zewnętrzną pożyczkę, kredyt lub inną formę finansowania, wymieniali najczęściej zakup sprzętu do prowadzenia działalności (68 proc.). Co czwarty chciałby dzięki nim rozwinąć swoją działalność (25 proc.), a wśród tej grupy najwięcej osób deklarowało chęć przeznaczenia uzyskanych środków na poszerzenie zakresu usług firmy (43 proc.), wynajem firmowej nieruchomości (21 proc.), a także jej remont lub działania reklamowe (po 9 proc.). Z kolei 14 proc. wykorzystałoby dodatkowe środki na spłatę bieżących zobowiązań firmowych lub zatrudnienie zespołu.

Porównując te dane z wynikami ubiegłorocznymi widać, że rozwój działalności jest kluczowy dla właścicieli małych firm. Aż 64 proc. rok temu chciało przeznaczyć dodatkowe środki finansowe właśnie na ten cel, podczas gdy pozostali wskazywali spłatę bieżących zobowiązań firmowych czy kredytu bankowego.

Trudności w uzyskaniu finansowania

Potrzeby małych przedsiębiorców zderzają się jednak z rzeczywistością rynkową. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy dopiero startują z działalnością. Najczęściej wskazywanym problemem pojawiającym się przy założeniu firmy, jest konieczność ponoszenia wysokich kosztów jej prowadzenia (40%). Tymczasem wnioski kredytowe takich osób są z góry odrzucane przez większość banków, ze względu na brak historii prowadzonej działalności.

Z odmową finansowania z zewnętrznego źródła spotkał się jak dotąd prawie co trzeci przedsiębiorca. Co ciekawe, aż 31 proc. z nich nie potrafi sprecyzować powodu tej decyzji. W zeszłym roku aż co 10-temu przedsiębiorcy odmówiono finansowania w banku. W tegorocznym badaniu wynik był identyczny. Co więcej, 17 proc. właścicieli firm nie starało się o finansowanie, ponieważ nie wiedziało jak się o nie ubiegać.

Różnorodne źródła finansowania

Mali przedsiębiorcy starają się sięgać po różnorodne źródła finansowania. Najczęściej korzystają ze środków unijnych
i środków z Urzędu Pracy (kolejno 42 proc. i 41 proc.). Z programów dla młodych przedsiębiorców skorzystało w tym roku 18 proc. firm, a z lokalnych programów dla przedsiębiorców 17 proc.

W przypadku usług finansowych polscy przedsiębiorcy stawiali na kredyt bankowy i leasing (po 28 proc.) czy firmową kartę kredytową (18 proc.). Prawie co 10-ty korzystał z firmowej pożyczki pozabankowej, a co piąty uważa tę usługę za interesującą.

 Właściciele małych firm potrzebują przede wszystkim rozwiązań szybkich, niewymagających okazania dużej liczby dokumentów i z elastyczną formą spłaty, która jest indywidualnie dopasowana do ich możliwości. Oferowana przez nas pożyczka „Aasa dla Biznesu” jest odpowiedzią na wszystkie te potrzeby, a dodatkowo może zostać wliczona w koszt prowadzonej działalności – mówi Dominik Ciula, Sales Manager Aasa Polska.

W przypadku pożyczki „Aasa dla Biznesu” proces otrzymania środków trwa do 2 dni i jest wyjątkowo prosty. Sprowadza się on do wybrania potrzebnej kwoty na stronie internetowej aasadlabiznesu.pl (maksymalnie 10 tysięcy zł), określenia terminu spłaty pożyczki oraz wypełnienia wniosku. Po pozytywnym rozpatrzeniu wniosku można podpisać umowę za pośrednictwem kuriera i otrzymać pieniądze w wybrany wcześniej sposób. W przypadku wybrania czeku Giro, dostarczonego przez kuriera, pieniądze będą do natychmiastowego odbioru w najbliższym Banku Pocztowym. Przy wyborze przelewu pojawią się na koncie już następnego dnia od momentu podpisania umowy.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

 

 

Jak wynika z badania „Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa o usługach finansowych”, firmy z sektora MŚP nadal najchętniej korzystają z własnych środków do prowadzenia działalności – aż 89 proc. badanych odpowiedziało, że preferuje właśnie taki sposób finansowania przedsiębiorstwa. Nie zawsze jednak jest to możliwe, zwłaszcza jeśli przedsiębiorca planuje większe inwestycje. Wyniki badania wskazują, że właśnie na taki cel najczęściej brane są kredyty w polskich firmach. Obecnie z kredytu inwestycyjnego korzysta 44 proc. średnich i ok. 1/3 mikro i małych przedsiębiorstw. W celu skorzystania z tego sposobu finansowania, należy jednak spełnić szereg wymogów stawianych przez banki, niektóre mogą w znaczny sposób ograniczyć możliwość wzięcia kredytu.

Strata na koniec ubiegłego roku może przekreślić szanse na kredyt

Jednym z dokumentów wymaganych przez banki do wyliczania zdolności kredytowej przedsiębiorcy, jest jego PIT za ubiegły rok. Jeżeli widnieje na nim strata w przychodzie większa niż 5 proc., to należy się liczyć z odmową udzielenia kredytu. Dla banków finansowanie takiego przedsiębiorstwa jest ryzykowne.

Należy jednak pamiętać, że taka strata nie zawsze spowodowana jest złą kondycją przedsiębiorstwa, a poczynionymi przez nie inwestycjami. Jeżeli przedsiębiorca wytłumaczy, że stratę spowodowały zakupy przeznaczone na rozwój firmy, to nadal ma szansę na pozytywne rozpatrzenie wniosku. Każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie, dobrze jednak wiedzieć, jaką politykę na ogół przyjmują konkretne banki lub skorzystać z wiedzy konsultanta finansowego, który podpowie, w jakim banku mamy szansę na kredyt  – mówi Paweł Mazur z ANG Biznes.

Lepiej nie zawieszać działalności

Chwilowe kłopoty firmy często skłaniają przedsiębiorców do zawieszenia działalności. Dzięki temu nie muszą odprowadzać składek do ZUS i mogą przeczekać niekorzystny okres. Robią tak przede wszystkim firmy, które zajmują się działalnością sezonową, które poza kilkoma miesiącami w roku nie odnotowują większych przychodów. Niestety, okazuje się, że zawieszenie działania firmy w okresie krótszym niż 12 miesięcy przez złożeniem wniosku, może zdyskwalifikować przedsiębiorcę w procesie kredytowym. Banki traktują ponowne rozpoczęcie działalności jako nową datę rozpoczęcia jego funkcjonowania na rynku. W związku z tym staż krótszy niż 12 miesięcy jest uważany przez nie za krótki do prawidłowego wyliczenia zdolności kredytowej przedsiębiorstwa.

Zaległości w ZUS i US niemile widziane w banku

Przedsiębiorcy muszą się liczyć z tym, że podczas weryfikacji kredytowej zostanie również sprawdzona ich rzetelność w płaceniu składek do ZUS i Urzędu Skarbowego. Jeżeli z jakiegoś powodu starający się o kredyt zalega z płatnościami, to aby otrzymać kredyt musi je jak najszybciej spłacić lub dogadać się z instytucjami, żeby zgodziły się rozłożyć należność na raty. W przeciwnym razie bank może wydać negatywną decyzję, szczególnie jeśli przedsiębiorca stara się o wyższą kwotę kredytu.

Niektóre branże mają pod górkę

Może się okazać, że starający się o kredyt przedsiębiorca dostanie odmowę już na samym początku procesu. Niektóre branże nie są przez banki w ogóle obsługiwane, np. hazardowa, zbrojeniowa czy finansowa, a niektóre są bardzo dokładnie przez nie weryfikowane.

– Należą do nich między innymi branża budowlana i transportowa – dodaje Paweł Mazur. – Wiele banków bardzo krytycznie podchodzi również do rolników, zwłaszcza tych, którzy prowadzą działy specjalne produkcji rolnej. Może się okazać, że to, co wpiszemy jako główną działalność podczas procesu rejestracji firmy, wpłynie na późniejsze starania o finansowanie w banku. Wybierając zatem kody PKD, sprawdźmy, jak do danej branży podchodzą banki, aby nie przekreślić już na starcie swoich szans na kredyt.

Przedsiębiorcy na ryczałcie mają mniejsze szanse na kredyt

Jednym z podstawowych czynników wpływających na zdolność kredytowych przedsiębiorstwa jest jego sposób rozliczania się z fiskusem. Okazuje się, że najgorzej traktowanym przez banki jest sposób ryczałtowy. Dzieje się tak, ponieważ w przypadku ryczałtu podatek płacony jest od przychodu. Podstawą wyliczania zdolności kredytowej przez banki jest natomiast dochód przedsiębiorstwa. Banki szacują więc dochód firmy jako 20 – 25 proc. przychodu, co oznacza, że aby dostać kredyt, przedsiębiorca musi mieć bardzo wysoki przychód. W innym przypadku nie ma szans na finansowanie. Niektóre banki ze względu na trudności w obliczaniu dochodu, od razu skreślają taką firmę w procesie starania się o kredyt.

Start-upy stanowią pośrednią formę między prowadzeniem biznesu, a ciągłym wdrażaniem pomysłu na rynek. To rozwiązanie dla osób, które chcą szybko podjąć wyzwanie, ale jednocześnie liczą się z ryzykiem, np. finansowym. Kluczem do sukcesu jest odpowiedni wybór niszy, w której rozpoczynamy działalność. Start-up to stosunkowo nowa forma działalności biznesowej, gdzie kierunek wyznaczają głównie innowacje i nowoczesność. Czy zatem jest dla niej miejsce w tradycyjnych branżach, o których można powiedzieć, że zatrzymały się w czasie?

Obserwacja zmian i trendów

Tradycyjne branże z pozoru nie wydają się zbyt interesującym obszarem do tworzenia nowych form i rozwiązań, jednak z drugiej strony brakuje im nowych kierunków rozwoju.

Sprzątanie, krawiectwo czy opiekę nad dzieckiem postrzegamy jako coś o niezmiennym charakterze. Pomimo ciągłego zapotrzebowania na te usługi, w tradycyjnej formie przestają one odpowiadać zmieniającym się realiom czy modelowi życia. Większa potrzeba dostępności i komfortu sprawia, że warto pomyśleć nad modernizacją ich formy i ułatwieniem realizacji. Takie zmiany dyktują sami użytkownicy internetu. Sklepy internetowe, platformy usługowe i media społecznościowe są dowodem na to, że nie ma żadnych ograniczeń w realizacji pomysłu na biznes – wystarczy trafnie zauważyć coś, czego najbardziej brakuje użytkownikom.

Znaleźć oczywistą lukę

Aby odnieść sukces, trzeba podążać za obecnymi trendami– ludzie potrzebują tradycyjnych usług, ale w nowoczesnej formie. To właśnie jest ta upragniona i poszukiwana przez przedsiębiorców nisza, którą wykorzystać potrafią młodzi przedsiębiorcy.

„W branży usług sprzątających klient chce mieć gwarancję, że posprząta mu ktoś wiarygodny, rzetelny i wcześniej sprawdzony. Wtedy łatwiej decyduje się na skorzystanie z usługi. Sprzątacz przychodzi przecież do naszego domu, więc musimy być pewni, że podczas takiej wizyty nie wydarzy się nic przykrego” – opowiada Jakub Łączkowski, założyciel platformy Pozamiatane.pl. „Dzięki platformie takiej jak nasza, Klient ma gwarancję jakości i bezpieczeństwa, której nie dostanie korzystając np. ze stron z ogłoszeniami prywatnymi” – dodaje.

Przypadkowość w doborze osób i niewielkie możliwości ich weryfikacji w tradycyjnej formule obsługi branży sprzątającej, zdecydowały o powodzeniu platformy Pozamiatane.pl. Gwarancja wykwalifikowanych sprzątaczy i możliwość ich samodzielnego wyboru przed zrealizowaniem usługi sprawiają, że klient czuje się bezpiecznie.

Kolejną luką na rynku był sposób korzystania z takich usług. Ważne, aby klient miał do nich łatwy dostęp, niezależnie od pory dnia i nocy. Zapewniają to takie rozwiązania jak platformy internetowe i aplikacje mobilne. Pozwala to na lepsze dotarcie do klientów indywidualnych, ale także i biznesowych. Ci ostatni coraz częściej decydują się na outsourcing usług sprzątających. Takie rozwiązanie okazuje się dużo korzystniejsze niż zatrudnienie sprzątacza na etat.

Warto działać od razu

Biznesu wcale nie trzeba zbyt długo planować i zwlekać z jego realizacją. Wbrew pozorom, na początku drogi ważne jest, by wykorzystać to, co oczywiste, czyli… internet. Daje on ogromną przewagę, ponieważ pozwala łączyć elementy tradycyjne z nowoczesnymi, odświeżać, eksperymentować.

Start-up oznacza niższe koszty rozpoczęcia działalności, ale wyższe ryzyko niepowodzenia niż w przypadku „standardowych” przedsięwzięć. Należy zatem określić swoją pozycję względem konkurencji i dobrze kalkulować możliwości w określonej fazie rozwoju. Ważne by nie generować dużych nakładów finansowych w walce z gigantem, np. w kwestiach reklamy. Korzystniej będzie skupić się na konkretnych działaniach i celach, zapewniających budowanie renomy w danym środowisku.

Lean start-up

Tradycyjną branżę można udoskonalać i rozwijać za pomocą nowoczesnych narzędzi. Lean start-up to metoda prowadzenia projektów rozwoju biznesu oparta na ciągłych obserwacjach. W internetowym kanale dystrybucji łatwo śledzić zachowania i opinie obecnych lub potencjalnych klientów.

„Ciągły feedback odnośnie podejmowanych i realizowanych działań sprawia, że możemy reagować w każdej chwili, a także na bieżąco wyciągać wnioski. Nagle okazuje się, że to nie my kierujemy e-biznesem, a odbiorcy usługi. W ciągły rozwój i proces budowania marki zaangażowani są klienci, wyrażający swoje opinie i uwagi, z których się uczymy i które wcielamy w życie” – zauważa Jakub Łączkowski.

Dzięki elastyczności rynku e-commerce możliwe jest wprowadzenie biznesu w podstawowej wersji i ciągłe jego przekształcanie zgodnie z otrzymywanymi od użytkowników informacjami i ich oczekiwaniami. Decyzje biznesowe powinny być podparte analizą preferencji klientów, co pozwoli na udoskonalanie i wprowadzanie nowych funkcjonalności.

Działanie w internetowym kanale sprawia, że musimy być nastawieni na dystrybucję naszego produktu lub usługi na większe rynki. Internet trafia do wszystkich, więc usługa może zacząć być pożądana w miejscach, o których do tej pory nawet nie myśleliśmy.

Tradycyjne branże mają duży potencjał – przede wszystkim jest na nie stały popyt. Udoskonalenie ich w połączeniu z nowoczesnym kanałem realizacji przynosi nową jakość. Start-upy to najbezpieczniejsza forma wchodzenia na rynek i eksperymentowania z branżami, które tylko z pozoru wydają się zatrzymane w czasie.

 

Autor: Piotr Michałowski

Wokół świata biznesu i ekonomii przez lata narosło mnóstwo mitów, jednak bycie przedsiębiorcą nagromadziło ich dookoła siebie tyle, jak chyba nic innego. Co dokładnie mamy na myśli? Przyjrzyjmy się najpopularniejszym z nich:

Nieograniczona wolność

Wiele osób pociąga wizja bycia wolnym, która towarzyszy posiadaniu własnej firmy. Nic bardziej mylnego! To prawda, będąc swoim własnym szefem sami wybieramy kierunki w których ma się rozwijać firma, sami ustalamy kalendarz pracy, sami sobie przyznajemy urlopy i pracujemy tam gdzie to się nam podoba. Trzeba jednak pamiętać o tym, że jest się również jedyną osobą od której zależy powodzenie firmy, a to ogromna odpowiedzialność. Bardzo często własnemu biznesowi poświęcamy znacznie więcej czasu niż pracując gdzieś indziej na etacie.

Kiedy pracujemy dla kogoś, zawsze możemy po prostu wstać od biurka i wyjść po zakończeniu zmiany. Kiedy jesteś przedsiębiorcą, firma staje się częścią Twojego życia. Jeśli zatrudniasz pracowników, to Ty jesteś odpowiedzialny za przekucie ich umiejętności w sukces firmy.

Absolutna wolność będąc przedsiębiorcą? Z całą pewnością nie istnieje. Można tylko samemu regulować swój czas pracy.

Własna firma to szybki sposób na dobry zarobek.
Nie ma żadnych ograniczeń w wysokości zarobków kiedy prowadzisz własną firmę, to fakt. Przy odpowiednim zarządzaniu, dobrych pracownikach i marketingu, a także odrobinie szczęścia, zyski mogą być naprawdę pokaźne. Nie od razu jednak Rzym zbudowano. Zanim tak się stanie, trzeba najpierw zainwestować mnóstwo zasobów w rozwój firmy, głównie pieniędzy i własnego czasu.

Impuls do zostania przedsiębiorcą musi pochodzić z zamiaru stworzenia projektu, który sprawia nam osobistą satysfakcję, i dla którego jesteśmy w stanie dużo poświęcić. Biznes powstały z chęci szybkiego zarobku zawsze będzie skazany na porażkę.

Liczy się pomysł
To prawda, że dobry pomysł na biznes będzie bardzo pomocny na starcie (choćby przy poszukiwaniu inwestorów), jednak to nie wszystko. Nawet najlepszy pomysł może zostać zabity przez nieodpowiedzialne zarządzanie, a niewyróżniająca się niczym idea może się okazać biznesowym strzałem w dziesiątkę, jeśli tylko będzie odpowiednio egzekwowana.

Pamiętaj, że trzeba też być elastycznym. Firma musi reagować na zmiany na rynku, więc początkowe założenia i plany być może trzeba będzie zmodyfikować.

Żeby założyć własną firmę, trzeba wcześniej zrobić karierę w biznesie
Kariera w biznesie to tylko jedna ze ścieżek zostania przedsiębiorcą “na swoim”. Prawda jest taka, że CEO najgorętszych firm technologicznych jak Google, Microsoft, Oracle czy StarOfService zakładając swoje firmy nie mieli doświadczenia biznesowego.

Najważniejszym testem podczas zakładania firmy jest umiejętność wynajdywania kreatywnych rozwiązań na powszechne problemy. Do tego nie potrzeba mieć doświadczenia zdobywanego w wielkich firmach. Czasami wystarczy akademickie przygotowanie, lub przebłysk geniuszu zwykłego obywatela.

Żeby zacząć trzeba być ekstrawertykiem i mieć cechy przywódcze
Prawda jest taka, że ile przedsiębiorców, tyle rodzajów osobowości. Każdy temperament czy charakter sprawdzi się doskonale w określonych okolicznościach. Sukces nie zależy od przebojowości szefa, tylko od konsekwencji, dyscypliny i umiejętnego reagowania na zmiany w otaczającym nas świecie. Oczywiście, pewność siebie i otwartość przydają się przy nawiązywaniu relacji biznesowych, co jest konieczne przy prowadzeniu firmy, jednak wrażenie jakie sprawiamy na innych jest powierzchowne, a miarą firmy i sukcesu jest właśnie upór w dążeniu do celu oraz umiejętność realizowania wcześniej określonych założeń.

Źródło: starofservice

Tradycyjnie szkolenia dla firm organizowane są zazwyczaj w tym samym mieście, w którym znajduje się siedziba lub oddział pracodawcy. W przypadku szkoleń wyjazdowych jest inaczej – naukę można połączyć z odwiedzeniem miejsca atrakcyjnego turystycznie, np. Torunia, Sopotu lub Zakopanego.

Szkolenia wyjazdowe to sposób na zamianę „zwykłego” szkolenia w cały pakiet korzyści. Przede wszystkim zajęcia odbywają się w formule otwartej, a więc firmy chcące w nich uczestniczyć, same decydują, czy wyślą na nie jednego pracownika, kilka osób z jednego działu, czy może kilkunastu pracowników z różnych działów.

Połączenie nauki z atrakcyjnym wyjazdem to także szansa na odpoczynek od codziennej rutyny i integrację. Szkolenie wyjazdowe przez wielu pracowników może być odbierane jako forma docenienia ich wkładu w rozwój firmy. A to z kolei może przedkładać się na lepszą motywację do zdobywania nowej wiedzy, a następnie – na większe zaangażowanie w wykorzystywanie jej po powrocie.

Od Sopotu po Zakopane

Dostrzegając unikalne zalety tego typu zajęć, firma Effect Group uczyniła ze szkoleń wyjazdowych niemalże swoją wizytówkę. Choć większość zajęć organizuje w formie warsztatów otwartych i zamkniętych w miastach, w których lokalizację mają jej klienci, już 20 cykli szkoleń odbyło się w formule wyjazdowej. W sumie udział w nich wzięło około 2700 osób.

Tradycją stały się np. letnie szkolenia w Sopocie oraz zimowe w górach (Karpacz, Zakopane) – z roku na rok przyciągają one coraz więcej uczestników, ponieważ pozwalają pracownikom w jednym czasie zdobywać wiedzę  nawet z kilkudziesięciu tematów. Np. w czerwcu, w Sopocie, do wyboru będzie aż 40 rozmaitych obszarów tematycznych.

Dodatkowo, dla uczczenia 10 lat istnienia Effect Group, firma zdecydowała się na organizację specjalnej edycji szkoleń wyjazdowych w Toruniu. W ciągu dwóch dni (15-16 maja) uczestnicy będą mogli wziąć udział w warsztatach dotyczących m.in. psychologii negocjacji i wywierania wpływu, zarządzania stresem i utrzymania „work-life balance”, efektywnej rekrutacji pracowników, zarządzania pracownikami z różnych pokoleń, a nawet planowania produkcji oraz roli brygadzisty i mistrza jako „małego” menedżera. W sumie do wyboru jest 10 tematów, a naukę będzie można połączyć ze zwiedzaniem miasta słynącego ze wspaniałej starówki i pysznych pierników.

– Pomysł, aby ze szkoleniami wyjazdowymi dotrzeć także do Torunia, wyszedł od naszych klientów. To miasto z niezwykłym klimatem, a do tego dogodnie zlokalizowane, ponieważ łatwo do niego dojechać tak z zachodniej, północnej, jak i środkowej części Polski – mówi  Marcin Wrzosek, prezes Effect Group. – Również dobór szkoleń wynika z zainteresowań naszych klientów. Obecnie największą popularnością cieszą się tematy dotyczące human resources, umiejętności interpersonalnych oraz te związane z zarządzaniem produkcją – podkreśla.

Zalety szkoleń wyjazdowych

Na przewagę szkoleń wyjazdowych nad tymi realizowanymi w tradycyjnej formule wpływ ma kilka elementów.

  • Wszyscy szkoleni pracownicy są nieobecni w jednym czasie – owszem, w czasie szkolenia nie ma ich w firmie, co może nieco dezorganizować pracę przedsiębiorstwa. Jest to jednak tylko kilka dni, podczas których wybrani pracownicy są szkoleni jednocześnie z różnych tematów. Nie występuje więc problem wymijania się osób lub działów kolejno korzystających ze szkoleń.
  • Jeden koszt transportu – wystarczy jeden większy samochód lub mały autokar, jeden kierowca i jedno lub dwa tankowania, by „obsłużyć” wyjazd nawet dużej grupy pracowników.
  • Efekt integracyjny – obecnie firmy odchodzą od organizowania typowych imprez integracyjnych, co nie zmienia faktu, że dobra integracja sprzyja dobrej współpracy. W przypadku szkoleń wyjazdowych łatwo można połączyć przyjemne z pożytecznym – pracownicy w dzień poszerzają swoje kompetencje, a wieczorami mogą wspólnie spędzić czas we własnym gronie. I co ważne, dla pracodawcy taka integracja nie wiąże się z dodatkowymi kosztami.

– Podczas każdego wyjazdu pierwszego dnia szkolenia organizujemy kolację, podczas której można swobodnie porozmawiać z trenerami przy smacznym jedzeniu i lampce winie. Takich atrakcji nie planujemy podczas regularnych szkoleń w Warszawie – podkreśla wiceprezes Effect Group, Jacek Zaborowski.

Istotną, choć nie zawsze docenianą zaletą szkoleń otwartych, a szczególnie tych realizowanych w formule wyjazdowej, jest też możliwość zawarcia przez uczestników nowych znajomości oraz spojrzenia na omawiane sytuacje zawodowe z szerszej perspektywy, nie ograniczonej do własnego miejsca pracy. Jeśli uczestnicy będą dzielili się doświadczeniami zdobytymi w różnych przedsiębiorstwach, sprzyjać to będzie pojawianiu się nowych pomysłów, możliwych do natychmiastowego wdrożenia lub choćby przedyskutowania po szkoleniu.

Źródło: Empemedia

Z raportu Banku Zachodniego WBK i PI Research „Prognoza majątku – jak demografia zmieni aktywa Polaków” wynika, że jednym z największych wyzwań nadchodzącej rewolucji majątkowej będzie sukcesja w firmach rodzinnych.

W wyniku rewolucji majątkowej, w ciągu kilkunastu najbliższych lat, pokolenie starszych Polaków, którzy wzbogacili się podczas transformacji gospodarczej, będzie przekazywało zgromadzony majątek swoim dzieciom. Pokolenie dzisiejszych 25-55-latków stanie się bogatsze od swoich rodziców średnio o kilkaset tysięcy złotych. Szacunki wskazują ponadto, że do 2040 r. całkowity majątek Polaków wzrośnie o 70 proc., a wartość wszystkich zgromadzonych aktywów przekroczy kwotę 20 bln zł.

Dane te w zestawieniu z wynikami badań Instytutu Biznesu Rodzinnego wskazującymi, że ponad 36 proc. wszystkich firm w Polsce, to zdeklarowane firmy rodzinne, jasno pokazują, że kluczowym problemem w obliczu rewolucji majątkowej stanie się sukcesja w firmach rodzinnych.

Udział dziedziczonego majątku ulokowanego w przedsiębiorstwach wzrośnie ponad dwukrotnie z 5,5 do 11,4 proc. całości spadku. Co prawda, częściowo sukcesja nastąpi już w momencie przechodzenia na emeryturę pokolenia nestorów rodzin, założycieli firm i będzie elementem darowizny poprzedzającej spadek, ale sytuacja wymusi na spadkobiercach podjęcie decyzji czy kontynuować działalność rodziców. W sumie problem ten będzie dotyczył firm wycenianych na 223 mld zł –  mówi Adam Czerniak, główny ekonomista PI Research.

Niestety tylko w co trzeciej firmie rodzinnej sukcesja się udaje, a zaledwie 15 proc. firm trafia w ręce trzeciego pokolenia. W dodatku jest to trend malejący – mówi prof. Izabela Koładkiewicz z Katedry Przedsiębiorczości Akademii Leona Koźmińskiego, powołując się na badania Instytutu Biznesu Rodzinnego. Wynika z nich, że zaledwie 6,3 proc. dzieci przedsiębiorców chce w przyszłości poprowadzić firmy rodziców.

Podczas ostatniej konferencji „Firmo Rodzinna – Quo Vadis?” zorganizowanej w ramach programu Santander Universidades przez Bank Zachodni WBK wraz z Akademią Leona Koźmińskiego, właściciele czołowych firm rodzinnych w Polsce wraz z ekspertami rynkowymi wskazali, że główne zagrożenie dla procesu przekazania firmy w ręce następców leży w braku przygotowania i weryfikacji oczekiwań nestora względem możliwych scenariuszy. A tych, jak podkreśla Małgorzata Nesterowicz, dyrektor Programu Firm Rodzinnych w Banku Zachodnim WBK, jest kilka. – Przekazanie firmy sukcesorom to tylko jedna z kilku możliwych dróg. Alternatywą może być sprzedaż przedsiębiorstwa inwestorowi finansowemu lub branżowemu. Istnieją także scenariusze pośrednie. Wielu inwestorów finansowych zainteresowanych jest dokapitalizowaniem firmy, w której dostrzega atrakcyjny potencjał wzrostu wartości. Taka inwestycja pozwala właścicielom na udział w rozwoju firmy. Inną drogą na pozyskanie kapitału jest upublicznienie spółki. Stąd ważne jest aby nestorzy (właściciele), podejmując decyzje o przyszłości firmy dostrzegali jak najszerszą gamę możliwych scenariuszy i wybrali ten, który w największym stopniu będzie odpowiadał ich osobistym celom i potrzebom.

Wiele firm rodzinnych zatrudnia doradców biznesowych, prawników, a powinny przede wszystkim zatrudniać psychologów – uważa prof. Krzysztof Safin, badacz firm rodzinnych z WSB we Wrocławiu. Profesor zauważył, że w wielu badanych przez niego firmach rodzinnych z Dolnego Śląska i Wielkopolski na drodze do zakończenia z powodzeniem procesu sukcesji, staje silny konflikt pomiędzy rodzicami a dziećmi o podłożu psychologicznym.

Jak potwierdzają badania, tylko 26 proc. osób w swoich planach finansowych uwzględnia spadek lub darowiznę od członka rodziny. Z tego dużą część stanowić będzie w przyszłości majątek firmowy, czyli również ten przekazywany w wyniku sukcesji. Biorąc pod uwagę, że jedynie 6,3% przedstawicieli młodszego pokolenia – dzieci właścicieli firm rodzinnych, wyraża zainteresowanie przejęciem rodzinnego biznesu, a 40% właścicieli przedsiębiorstw powyżej 65 roku życia nadal jedynie planuje sukcesję firmy rodzinne powinny jak najszybciej przystąpić do działań związanych z zabezpieczeniem prawnym przyszłości swojego biznesu np. w formie Konstytucji rodzinnej, tak by konsekwencje rewolucji majątkowej, która nastąpi wg. szacunków w 2030 roku, ich nie zaskoczyły.

Źródło: Bank Zachodni WBK

Ze względu na swoją firmę pragniemy zatrudniać wartościowych ludzi, utalentowanych pracowników, takich, których zatrudnienie przyniesie nam wiele korzyści. Tak, jak w przypadku rozsławionych słów Mirandy Priestly z filmu Diabeł ubiera się u Prady: zawsze zatrudniam ten sam typ dziewczyn: stylowe, smukłe, uwielbiające magazyn. Ale często okazują się one rozczarowujące, tak w życiu nie zawsze trafimy na takiego pracownika, jakim mógłby się wydawać. Znalezienie Asów w swojej branży jest bardzo trudne, ponieważ najlepsi pracownicy nie są długo dostępni na rynku pracy. Po czym więc rozpoznać na rozmowie kwalifikacyjnej, że trafił nam się A-player?

A-player to osoba niezwykle pracowita i ambitna, lubiana oraz szanowana, a przede wszystkim szybko pnąca się po szczeblach kariery. A-player jest osobą inteligentną i nastawioną na sukces. Inteligentni liderzy otaczają się właśnie takimi pracownikami, zdając sobie sprawę, że zatrudnienie pierwszej lepszej osoby może wiele kosztować. Niech nas nie zwiedzie doświadczenie wpisane w CV czy śnieżnobiały uśmiech kandydata, ponieważ dobry pracownik to skupisko różnych cech, a nie tylko osiągnięć wypisanych na papierze. Jakie więc zadawać pytania na rozmowie kwalifikacyjnej, a tym samym rozpoznać, że mamy do czynienia z A-playerem?

Czy kandydat przynajmniej raz dostał awans w poprzedniej pracy?

A-playersi są dobrzy w tym co robią, a dobrzy menedżerowie szybko to dostrzegają, powierzając im bardziej odpowiedzialne zadania i oferując przy tym bardziej wymagające role.

Czy kandydat miał okazję prowadzić duży projekt? Jeśli tak to jak sobie z tym poradził?

Tego typu pracownicy lubią brać na siebie większą odpowiedzialność, ponieważ idzie to w parze z ich rozwojem. Warto o to zapytać, aby zobaczyć czy ich menedżer im ufał na tyle, aby powierzyć im ważny projekt.

Czy kandydat pełnił takie same obowiązki w poprzedniej pracy czy te oferowane przez Twoją firmę są nieco inne?

A-playersi uwielbiają wyzwania. Tego typu pracownicy nie zmieniają pracy tak często jak zmieniają role i obowiązki, ponieważ uczą się przy tym nowych rzeczy, w tym odnajdywania się w różnych sytuacjach.

Czy kandydat potrafi powiedzieć co mu się podoba w Twojej firmie, a co ewentualnie by zmienił?

Dobrze przygotowany kandydat nie tylko zrobi research na temat Twojej firmy, ale postara się zrozumieć i przeanalizować jej strategię. Jeśli niewiele wie o firmie, w której ubiega się o stanowisko jest to dla Ciebie sygnał ostrzegawczy.

Czy kandydat jest pewny siebie nie będąc przy tym zarozumiałym?

Między tymi dwiema cechami istnieje cienka granica. Chcemy zatrudnić osobę wygadaną i komunikatywną, ale nie taką, która ciągle mówi „ja, ja, ja”.

Czy kandydat stawia na ciągły rozwój i jest w stanie to udowodnić?

A-playersi uwielbiają nabywać nowe umiejętności. Zapytaj ich czego się nauczyli w swojej poprzedniej pracy, jakie książki czytają i czego chcą się nauczyć w najbliższym czasie.

Zatrudnienie odpowiedniego pracownika to nie nauka ścisła. Zadawanie odpowiednich pytań jest ważne, jednak warto również zaufać swoim przeczuciom, sprawdzić referencje i zastanowić się czy właśnie ta osoba będzie pasowała do kultury firmy i wartości przez nią wyznawanych, a co najważniejsze czy sprawi, że Twoja firma również będzie się rozwijać.

Źródło: fashionbiznes.pl

Firma Porsche została najnowszym partnerem platformy innowacji „Startup Autobahn” w Stuttgarcie, gdzie nowo powstałe firmy z całego świata rozwijają pomysły na mobilność jutra. Platforma koncentruje się na opracowywaniu technologii od etapu koncepcyjnego aż po zaawansowaną fazę projektu. Porsche wspiera założycieli firm, zapewniając im opiekę doświadczonego zespołu mentorów.

To dodatkowy impuls dla naszej kultury innowacji” – mówi Oliver Blume, prezes zarządu Porsche. „Cyfryzacja, elektryfikacja i łączność rewolucjonizują branżę motoryzacyjną. Postrzegamy to jako szansę i chcemy ją maksymalnie wykorzystać. Czołowe talenty z międzynarodowej sceny start-upów służą nam jako zewnętrzne źródło inspiracji napędzającej nasz postęp. Aby to wszystko było możliwe, zapewniamy start-upom środowisko, w którym mogą osiągać pełen potencjał i skupić na swojej pracy. A ponieważ Stuttgart jest jednym z wiodących na świecie regionów w branży motoryzacyjnej i wysokich technologii, stanowi idealne miejsce dla tego projektu„.

W ramach platformy innowacji „Startup Autobahn”, pod hasłem „Duch Doliny Krzemowej. W centrum inżynierii mobilności”, Porsche będzie współpracować z innymi partnerami korporacyjnymi – firmami Daimler, Hewlett Packard Enterprise, ZF Friedrichshafen, BASF oraz Murata. Nadrzędnym celem projektu jest rozwój Stuttgartu jako centrum technologicznego. Projekt ruszył w 2016 r. z inicjatywy amerykańskiego akceleratora Plug and Play oraz Daimlera, Uniwersytetu Stuttgarckiego i kampusu badawczego Arena2036. Plug and Play to jeden z największych inwestorów technologicznych oraz funduszy venture capital (inwestycje w przedsiębiorstwa we wczesnych fazach rozwoju) w Dolinie Krzemowej, Berlinie, Hiszpanii, Singapurze i Brazylii. Od 2006 r. akcelerator wsparł ponad 2000 start-upów, a dziś dysponuje globalną siecią około 300 partnerów korporacyjnych. Co roku Plug and Play organizuje na całym świecie około 400 wydarzeń scalających środowisko start-upów i inwestorów. Sam również działa jako inwestor.

Rygorystyczny proces selekcji zakończony „Dniem Expo”
Kandydaci do projektu „Startup Autobahn” muszą przejść rygorystyczny proces selekcji. Po wstępnej selekcji pierwsze poważne wyzwanie stanowi dla nich „Dzień Selekcji”. Jeśli wnioskodawca zaproponuje pomysł, który zyska uznanie jury, przez trzy miesiące będzie mógł uczestniczyć w specjalnych sesjach coachingowych wraz z mentorami i firmami partnerskimi, obejmujących tygodnie koncentracji oraz comiesięczne spotkania sieci. Start-upy mogą w tym czasie korzystać ze wspólnej przestrzeni roboczej oraz sprzętu w laboratorium Arena2036. Mają też dostęp do globalnej sieci Plug and Play. Nazwa „Arena” wywodzi się od słów „Active Research Environment for the Next Generation of Automobiles” – co oznacza aktywne środowisko badawcze na potrzeby kolejnej generacji samochodów; w 2036 r. samochód będzie świętował bowiem swoje 150. urodziny. Rozbudowany i zaawansowany zakład oferuje wartą miliony technologię, w tym narzędzia, maszyny produkcyjne, drukarki 3D, roboty i oprogramowanie do konstruowania prototypów oraz produkcji niskoseryjnej. Zakres usług obejmuje kontakt ze sferami biznesu, badań i polityki, a także z inżynierami, potencjalnymi klientami oraz mentorami. Proces rozwoju wspiera gama usług dodatkowych, od doradztwa prawnego i podatkowego aż po profesjonalną pomoc w planowaniu wydatków oraz zarządzaniu projektem. Całemu procesowi przyświeca jeden główny cel – aplikanci mają zainspirować potencjalnych inwestorów w finałowym „Dniu Expo”. Typ uzyskanego finansowania start-upu bazuje na stopniu rozwoju firmy. Fundusze mogą przybrać postać udziałów w firmie lub indywidualnej umowy. Spośród 300 początkowych zgłoszeń do finału – który odbył się 9 lutego w Stuttgarcie – dotarło 13 firm. Udział w „Dniu Expo” wzięło około 1000 zaproszonych gości.

„Startup Autobahn” skupia się na znajdowaniu i wspieraniu „start-upów hard tech” (dosłownie – twardych technologii), oferujących inteligentne rozwiązania w zakresie interfejsu pomiędzy sprzętem a oprogramowaniem. Społeczność start-upów z Niemiec i Kanady zaprezentowała rozwiązania z dziedziny uczenia maszynowego. Jeden ze start-upów w Tel Awiwie opracował technologię projekcji na szkle, która zamienia przednią szybę w samochodu w przestrzeń reklamową. W gronie finalistów byli również pochodzący z Kolonii założyciele firmy Evopark. Ten start-up stworzył aplikację, która wskazuje kierowcy wolne miejsce parkingowe, a następnie wyznacza do niego trasę. Elektroniczny bilet parkingowy zwalnia z potrzeby pobierania klasycznego, papierowego paragonu, a rachunek za parkowanie kierowca otrzymuje na koniec miesiąca.

Zamiana wizji w rzeczywistość
Porsche ma udziały w Evopark dzięki nowej spółce Porsche Digital GmbH, stanowiącej łącznik pomiędzy Porsche a innowatorami z całego świata. Spółka ta identyfikuje, a następnie udoskonala cyfrowe doświadczenia użytkownika, produkty, obszary biznesowe i procesy. Ponadto testuje i wdraża nowe modele tworzenia wartości oraz innowacyjne produkty w ścisłej współpracy ze wszystkimi oddziałami firmy.

Cyfrowe Laboratorium w Berlinie reprezentuje kolejny krok, jaki podejmuje Porsche w kierunku cyfrowej transformacji. Jego celem jest identyfikacja i testowanie innowacyjnych rozwiązań informatycznych. Kilka zespołów pracuje tu nad odpowiedzią na pytanie, w jaki sposób Porsche może korzystać z innowacji z dziedziny big data oraz uczenia maszynowego, mikrousług, chmur obliczeniowych, przemysłu 4.0 i internetu rzeczy, a później przekształcać je w praktyczne rozwiązania komercyjne. Startup Autobahn stanowi kontynuację innowacyjnej kampanii Porsche. „Fantastyczne pomysły, sieć i partnerstwa są siła napędową tej konkurencji” – mówi Oliver Blume. „Łączymy przyszłościowe technologie i innowacyjne modele biznesowe. Dzięki pilotażowym projektom powstają prototypy do wykorzystania w konkretnych zastosowaniach. Celem naszej kampanii jest rozwój Porsche jako wiodącego dostawcy rozwiązań w zakresie cyfrowej mobilności w segmencie aut premium”.

Źródło: Porsche Polska

Każdy skuteczny biznes zaczyna się od zatrudnienia dobrych pracowników. To oni przyciągają klientów, nigdy odwrotnie. Zdaniem eksperta GoWork.pl, firma, która myśli o rozwoju, powinna zrobić wszystko, by zatrudniać najlepszych pracowników jakich  uda jej się pozyskać. Na co zwrócić uwagę zatrudniając ludzi. Jak wyłowić najlepszych? Oto kilka wskazówek:

Przyciągnij najlepszych pracowników

Na początku należy zrozumieć , że pracownicy są punktem podparcia – mają olbrzymi wpływ zarówno na wizerunek jak i rentowność całego przedsiębiorstwa. Wpływ ten może być oczywiście pozytywny lub negatywny. Jeden dobry pracownik może przyciągnąć stu zwolenników, jeden zły pracownik może zdyskredytować całą firmę.

Pracodawcy zaczynają dostrzegać że dobry pracownik może mieć ogromny wpływ na zyski i coraz częściej zabiegają o wyłowienie talentów z rynku – mówi Michał Środa z GoWork.pl. – Konkurencja w pozyskaniu takich pracowników staje się równie zacięta jak walka o wartościowych klientów. Głównym orężem w tej walce jest wizerunek, tworzenie organizacji, marki dla której świetni pracownicy będą chcieli pracować –  dodaje.

Dobrych pracowników nie ma wielu – zazwyczaj są oni „zarezerwowani” przez pracodawców, którzy w zamian za dobrą pracę oferują konkurencyjne warunki i stabilność zatrudnienia. Aby ich pozyskać nie wystarczy wyższa pensja, trzeba zaoferować coś, czego nie mają inni. Najlepsi pracownicy na brak ofert z pewnością nie narzekają, będą więc sprawdzać który pracodawca ma dla nich najciekawszą propozycję. Aby ich przyciągnąć warto więc przeanalizować ich potrzeby – które benefity są przez nich najbardziej pożądane, jaki pakiet szkoleń i możliwości rozwoju mogą ich przyciągnąć. Jeżeli będziesz w stanie dostarczyć im przynajmniej część tego czego oczekują, twoja firma automatycznie wiele zyska w ich oczach.

Pracowników przyciągnąć można nie tylko poprzez ogłoszenia – warto dbać o zadowolenie pracowników, którzy już dla nas pracują. Wielu z nich może znać specjalistów, którzy doskonale odnajdą się w naszej firmie. Ich opinia może przesądzić o tym, że dana osoba zdecyduje się pracować właśnie dla nas – zmiana pracy dla każdego wiąże się z pewnym ryzykiem, a świadomość tego, że nasi znajomi są zadowoleni zawsze to ryzyko nieco minimalizuje.

Zatrudnij najlepszych pracowników

Proces rekrutacji jest jak finalizowanie sprzedaży. Kiedy więc już sprawdzisz umiejętności kandydatów, ustalisz jakie korzyści mogą przynieść twojej firmie, sprawdzasz ich oczekiwania i to, czy jesteś w stanie je zaspokoić .

Zatrudniając nowego pracownika należy pamiętać, by wybrać osobę, która najlepiej wpasowuje się w oczekiwania i  to jej zaproponować oferowane stanowisko.

Staraj się utrzymać dobrych pracowników

Korzyści wynikające z dobrze wykonanej pracy nowego pracownika widoczne będą dopiero po jakimś czasie, więc choćby z tego powodu warto zabiegać o to, by zatrudnieni przez firmę specjaliści świadczyli swoje usługi jak najdłużej. Aby zmaksymalizować wydajność, zarówno ekspertów, jak i pozostałych członków zespołu, należy dbać o aktualizację i rozwój ich umiejętności – zapewniać szkolenia podnoszące kwalifikacje i wydobywające najmocniejsze zalety pracowników, które będą mogli wykorzystać na korzyść firmy.

Pamiętajmy, że dobrzy pracownicy chcą pracować z najlepszymi. Zależy im na tym, żeby być częścią zespołu, który wzajemnie się inspiruje i rozwija. Jeżeli jedna z osób straci motywację, jej emocje i ocena wpłynie na motywację pozostałych – zauważa Michał Środa.

Warto także dbać o więzi pomiędzy pracownikami i zespołami pracowników, ponieważ zgrany zespół może być jednym z czynników dla których najlepsi nie przejdą do konkurencji.

 

 

Na rynku mamy prawdziwe zatrzęsienie aplikacji internetowych skierowanych do osób rozpoczynających swoją przygodę z biznesem – czy to samodzielnie, czy to w ramach tworzenia większej organizacji, np. startupu. Wybierać należy je jednak raczej ostrożnie, szczególnie jeśli spodziewamy się, że nasza firma będzie się dynamicznie rozwijała.

W pierwszej fazie rozwijania firmy, niezwykle istotna jest kwestia skalowalności biznesu, a więc tego, jak dużego przyrostu klientów się spodziewamy i czy wzrost ich liczby o 100, 1000 lub kilka tysięcy procent, nie spowoduje trudności organizacyjnych oraz kosztów nie do udźwignięcia.

Wzrost liczby klientów – i co dalej?

Z punktu widzenia inwestora najlepszy będzie taki pomysł na biznes, który zapewnia dużą skalowalność. Na przykład w firmie, w której trener personalny udziela wskazówek pojedynczym klientom podczas indywidualnych spotkań, wzrost skali biznesu nie sprawi, że koszty jednostkowej obsługi klienta ulegną radykalnemu obniżeniu. Bez względu na to, czy klientów będzie 100, czy 100 tysięcy, firma będzie musiała zapłacić trenerowi za każde spotkanie.

Na przeciwnym krańcu skali możemy wyobrazić sobie sprzedaż produktów wirtualnych, np. e-booków lub gier komputerowych dostępnych on-line, gdzie gwałtowny wzrost sprzedaży może oznaczać zwiększenie przychodów prawie bez ponoszenia dodatkowych kosztów. Prawie, ponieważ zaksięgowanie np. 100 tys. wpłat w miesiącu zamiast wcześniejszych 100 może wymagać albo zatrudnienie dodatkowych osób do „papierkowej roboty” albo zmiany systemu informatycznego na taki, który pozwali uprościć lub zautomatyzować księgowanie oraz inne procesy firmowe.

Problem w tym, że niewielu początkujących przedsiębiorców zastanawia się nad tym, jak zorganizują firmę, gdy wielokrotnie zwiększą jej skalę. Gdyby pomyśleli o tym wcześniej, uniknęliby później wielu trudności.

Drobne aplikacje – duży problem

Wyraźnie widać to w kontekście wykorzystywanych aplikacji biznesowych. Przedstawiciele raczkujących firm, nawet jeśli realizują ambitne projekty o dużym potencjale wzrostu, często nie zastanawiają się nad tym, czy programy, z których korzystają, będzie można w przyszłości rozwinąć lub zintegrować ze sobą.

Program księgowy wykorzystywany przez firmy stosujące uproszczoną księgowość, może nie obsługiwać pełnej księgowości. Program do prowadzenia sklepu internetowego może być niemożliwy do zintegrowania z używanym programem do wystawiania faktur i drukowania paragonów fiskalnych.

Gdy patrzymy na te aplikacje oddzielnie, same w sobie mogą być dopracowane i wygodne, ale ich zalety zdadzą się na nic, jeśli nie da się ich połączyć ze sobą w jeden spójny system. Przeskakiwanie pomiędzy poszczególnymi aplikacjami, a tym bardziej przenoszenie danych między nimi, można zaakceptować w bardzo małej organizacji. Ale gdy startup coraz prężniej radzi sobie na rynku, wówczas brak współpracy pomiędzy używanymi programami może doprowadzić do niedowładu organizacyjnego.

Kosztowna integracja lub gotowa hybryda

W takiej sytuacji rozwiązania są dwa. Pierwszy, nie zawsze możliwy do zastosowania, to zlecenie przygotowania tzw. „wtyczek”, czyli informatycznego połączenia ze sobą niektórych programów w celu wymiany danych między nimi. Drugi – zamiana wielu drobnych programów na jeden system firmowy, przygotowywany albo na indywidualne zamówienie, albo dostępny na rynku jako system łączący ze sobą szeroki zakres funkcjonalności (wtedy trzeba będzie przenieść do niego wszystkie dane ze starych programów). Niestety, jedno i drugie rozwiązanie oznacza koszty, którym można by było zapobiec, decydując się na hybrydę już na samym początku prowadzenia biznesu.

W przypadku programów, które wiążą ze sobą rozmaite funkcje, największą wadą jest ich… niewielki wybór. Jednym z nielicznych na polskim rynku programów on-line (o ile nie jedynym), który w ramach jednego systemu on-line umożliwia obsługę wszystkich procesów zachodzących w większości firm, jest Systim.pl.

Program od dawna już oferuje takie funkcjonalności jak prowadzenie uproszczonej księgowości, wystawianie faktur i paragonów (także we współpracy z drukarką fiskalną), zarządzanie firmą (poprzez moduł CRM), obsługa umów kadrowo-płacowych, czy też automatyzowanie księgowania w podłączonym do programu sklepie internetowym. Niedawno pojawiły się także dwa nowe moduły. Pierwszy z nich pozwala na prowadzenie on-line pełnej księgowości, drugi – umożliwia założenie i prowadzenie samodzielnego sklepu internetowego bez konieczności zakupu innego rozwiązania niż Systim.pl.

– Nie znamy obecnie żadnego produktu on-line ani off-line na polskim rynku, który łączyłby ze sobą tak dużo możliwości potrzebnych firmom. Istnieją programy, które umożliwiają fakturowanie, wystawianie paragonów fiskalnych, obsługę płatności, prowadzenie księgowości w każdej formie, prowadzenie sklepu internetowego czy obsługę zamówień, ale żaden z nich nie umożliwia tego wszystkiego na raz – mówi Maciej Blajer, prezes firmy Enadis, będącej autorem tego rozwiązania.

Podstawową zaletą stosowania rozwiązań hybrydowych jest oszczędność czasu i energii pracowników. Jeśli wszystkie procesy odbywają się w ramach tego samego programu, a wiele działań korzysta z tych samych danych i można je zautomatyzować, praca idzie znacznie szybciej i może się odbywać przy zaangażowaniu mniejszej liczby osób. Poza tym szybciej można uzyskać wgląd do wybranych danych i przeanalizować je w szerszym zakresie. Problemem przestaje być także skala, bo bez względu na to, o jak dużej bazie zamówień mówimy, wszystkie je możemy przetworzyć – od początku do końca – w tym samym programie.

A co z małymi aplikacjami o ograniczonej funkcjonalności? One także się sprawdzą, ale przede wszystkim w najmniejszych firmach, w których pełnić będą funkcję wspierającą w sprzedaży produktów lub świadczeniu usług na bardzo niewielką skalę. Gdy więc firma nie ma dużego potencjału wzrostu, wystarczą jej drobne aplikacje. Jeśli jednak zamierza znacznie zwiększyć swoją skalę, od początku powinna poszukiwać dla siebie programów o jak największych możliwościach lub decydować się na rozwiązania projektowane na indywidualne zamówienie.

 

 

Enadis

Eksperci

Ludwiczak: Majowe spowolnienie na rynku mieszkaniowym

Odczyty makroekonomiczne za maj 2018 r. można by uznać za bardzo dobre, gdyby nie spowolnienie na ry...

Przasnyski: Stopy procentowe niskie, ale kredyty drożeją

Rada Polityki Pieniężnej od ponad trzech lat utrzymuje stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie...

Sawicki: Nowy tydzień, nowe szanse

Ubiegły tydzień inwestorzy zaczynali we wręcz szampańskich nastrojach, ale kończyli go w minorowych....

Lipka: Znów fatalne wieści dla frankowiczów

Za szwajcarską walutę trzeba płacić już ok. 3,70 zł, to ponad 20 gr więcej niż jeszcze miesiąc temu....

Bugaj: Pogarszające się inwestycyjne warunki

Po względnie stabilnym kwietniu drugi tydzień maja przyniósł dość zaskakującą poprawę koniunktury, k...

AKTUALNOŚCI

Czy rośnie skala wyłudzeń i nadużyć w sektorze finansowym?

W 2017 roku ataki hakerskie dotknęły połowy polskich instytucji finansowych, przynosząc wielomiliono...

Nowy podatek solidarnościowy dla najbogatszych oraz nowe obciążenie ZUS – co to oznacza w prakt

Na stronie internetowej Rządowego Centrum Legislacji opublikowano projekt ustawy wprowadzającej nową...

Letnie ożywienie w przemyśle i budownictwie

Czerwiec przyniósł wyraźnie wyższą dynamikę produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej, potwierdz...

Na „Dostępność+” rząd przeznaczy 23,2 mld zł

Rada Ministrów przyjęła uchwałę w sprawie ustanowienia rządowego programu „Dostępność+” dla osób nie...

5 lipca Sejm przyjął ustawę o inwestycjach mieszkaniowych

Przedstawiony 15 marca bieżącego roku pierwszy projekt specustawy mieszkaniowej, wprowadzający rewol...