wtorek, Listopad 20, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "Roman Przasnyski"

Roman Przasnyski

Potwierdziły się wstępne szacunki GUS dotyczące polskiej gospodarki. PKB wzrósł w czwartym kwartale 2017 r. o 5,1 proc., a więc najmocniej od sześciu lat. Po raz pierwszy od dłuższego czasu przyczyniły się do tego inwestycje, których wzrost sięgnął aż 11,3 proc. i była to dynamika najwyższa od prawie czterech lat. Mocna w dalszym ciągu pozostawała konsumpcja gospodarstw domowych, która wzrosła o 4,9 proc.

Po wielu kwartałach wsparcia dla dynamiki PKB, ostatnie trzy miesiące ubiegłego roku przyniosły negatywny wpływ wyników handlu zagranicznego. Eksport wzrósł co prawda o przyzwoite 6,8 proc., ale przekraczający 9 proc. skok importu przełożył się na deficyt handlowy, który odjął od dynamiki PKB 0,8 punktu procentowego.

Dane za czwarty kwartał są bardzo optymistyczne, szczególnie z uwagi na długo oczekiwane ożywienie inwestycyjne. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że ten doskonały wynik to w znacznej mierze zasługa efektów sezonowych. Po ich wyeliminowaniu PKB wzrósł jedynie o 4,3 proc., a więc był to wzrost słabszy niż osiągnięty w trzecim kwartale 2017 r. Perspektywy na obecny rok rysują się optymistycznie, jednak tempo wzrostu gospodarczego będzie niższe niż w 2017 r. Wiele zależeć będzie od inwestycji oraz koniunktury w gospodarce europejskiej i światowej. O ile wszystko wskazuje, że możemy liczyć na utrzymanie inwestycyjnego przyspieszenie, to dynamik konsumpcji już tak mocna nie będzie, a do tego należy się liczyć z dalszym negatywnym lub w najlepszym przypadku neutralnym wpływem wyników handlu zagranicznego, głównie ze względu na prawdopodobny silniejszy wzrost importu.

Autor: Roman Przasnyski,  Główny Analityk GERDA BROKER

 

O wpływie światowych tendencji na krajowe ceny żywności mogliśmy się boleśnie przekonać w ostatnich kilkunastu miesiącach w przypadku masła i jaj, choć przykładów może być znacznie więcej. W styczniu liczony przez FAO indeks cen żywności spadł o prawie 3 proc. Wkrótce przekonamy się, czy ta tendencja dotrze także do nas i czy odczujemy ją w naszych portfelach.

Ubiegły rok zafundował nam mocne zwyżki cen sporej części artykułów spożywczych. Przyczyniły się do tego zarówno lokalne warunki, głównie o charakterze pogodowym, jak i tendencje na rynkach światowych. Te pierwsze skutkowały skokiem cen owoców i warzyw, sięgających w niektórych przypadkach kilkudziesięciu procent. Czynniki światowe wpłynęły zaś przede wszystkim na szalejące ceny masła i niektórych przetworów mleczarskich, a pod koniec ubiegłego roku także jaj. W efekcie wzrost cen żywności w październiku 2017 r. przekroczył 5 proc., a w listopadzie sięgnął 6 proc. Wcześniej eksperci spodziewali się zwyżki o około 4 proc. Obecnie także przewidują wolniejszy wzrost cen. Wiele wskazuje na to, że o ile nie dojdzie znów do meteorologicznych anomalii, tym razem mogą mieć rację.

Świadczą o tym tendencje na rynkach światowych. Wyliczany przez działającą przy ONZ agendę FAO (Food and Agricullture Organisation) indeks cen żywności obniżył swoją wartość w grudniu ubiegłego roku o 0,6 proc., a w styczniu spadł już o 2,9 proc. Być może wpływ tej tendencji odczujemy także w kraju. Choć trudno liczyć na spadek ogólnego wskaźnika cen żywności, to przynajmniej powinna wyraźnie spowolnić dynamika jego wzrostu, a ceny niektórych produktów, szczególnie tych, które wcześniej mocno poszły w górę, mogą być niższe. Warto bowiem zauważyć, że w przeszłości z pewnym opóźnieniem, wskaźnik krajowych cen podążał za indeksem światowym. Na przełomie lat 2014-2015, a więc w czasie gdy w Polsce notowaliśmy największe nasilenie deflacji, a ceny żywności spadały o 3-4 proc., indeks FAO zniżkował nawet o ponad 20 proc. Późniejszemu wzrostowi cen produktów żywnościowych i powrotowi inflacji w latach 2016-2017 towarzyszyła zwyżka indeksu cen światowych o 10 do 17 proc. Po raz ostatni jego 10 proc. zwyżkę notowano w lipcu ubiegłego roku, po czym jej skala systematycznie się zmniejszała, w odróżnieniu od wskaźnika krajowych cen żywności.

Za co możemy w tym roku płacić mniej? Sądząc po zmianach poszczególnych składowych indeksu FAO, mocno potanieć powinien cukier. Wskaźnik jego światowych cen zniżkuje już od połowy ubiegłego roku o około 30 proc. W styczniu o ponad 12 proc. spadał też indeks cen olejów i tłuszczy, a o prawie 7 proc. w dół idzie ostatnio indeks cen produktów mleczarskich i nabiału. A więc potanieć powinny masło i jaja. Niestety nie mamy raczej co liczyć na niższe ceny mięsa i przetworów zbożowych. Indeks światowych cen mięsa był styczniu o 7,4 proc. wyższy niż przed rokiem, a podobny wskaźnik dla zbóż rósł o 6,3 proc. Te tendencje znajdują też potwierdzenie w obserwacji sytuacji na światowych giełdach towarowych, na których w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy notowania cukru spadają o ponad 30 proc., a mleka o ponad 20 proc., pszenica jest droższa o 7 proc., a wołowina o ponad 20 proc.

W podobnym kierunku idą także prognozy ekspertów z Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Zakładają one że w czerwcu ceny pszenicy i żyta będą wyższe niż pod koniec ubiegłego roku od 4 do 12 proc., żywiec wieprzowy może zdrożeć od 3 do 10 proc., ceny żywca drobiowego mają zaś pozostać na podobnym poziomie jak w listopadzie 2017 r., czyli około 3,4 zł za kilogram. Z prawie 24 do 18,4-19,8 zł za kilogram, czyli o 17-23 proc. potanieć powinno masło. W porównaniu do czerwca 2017 r., w połowie obecnego roku ceny pszenicy i żyta mogą być wyższe o maksymalnie 2-4 proc., a mleka o 6 proc. Żywiec wieprzowy powinien być tańszy o 9-14 proc., a masło w blokach od 7 do 14 proc. Nadal należy się liczyć z utrzymywaniem się wysokich cen warzyw i owoców, co wiąże się z kłopotami z przechowywaniem zbiorów, które w wyniku niekorzystnych warunków pogodowych charakteryzowały się niższą jakością.

 

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Po kilku miesiącach wzrostu, wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu obniżył w styczniu swoją wartość z 55 do 54,6 punktu. Koniunktura i jej perspektywy wciąż pozostają dobre, ale coraz większym problemem staje się nadążanie z produkcją i terminowa realizacja dostaw, a także rosnąca presja cen surowców.

Rosnący od sierpnia 2017 r. wskaźnik koniunktury w polskim przemyśle zanotował w styczniu spadek wartości do 54,6 punktu, nadal sygnalizując dobre nastroje przedsiębiorców oraz sugerując kontynuację pozytywnych tendencji w przemyśle i całej gospodarce. Coraz mocniej zaczynają dawać znać o sobie ograniczenia wynikające z szybkiego tempa wzrostu gospodarczego. Zamówienia zwiększają się bardzo szybko, w styczniu ich wzrost był najmocniejszy od trzech lat, co wskazuje na utrzymujący się wysoki popyt zarówno w kraju, jak i u odbiorców zagranicznych. Firmy radzą sobie ze sprostaniem tej tendencji zwiększając zatrudnienie, ale jednocześnie ponosząc wyższe koszty płac. Przedsiębiorcy sygnalizują, że coraz mocniej odczuwają także wzrost kosztów zakupu surowców i materiałów, ale też udaje się im rekompensować skutki tego zjawiska, podnosząc ceny swoich wyrobów. To sygnał prawdopodobnego zwiększenia się presji inflacyjnej w najbliższych miesiącach, która może być widoczna także we wzroście inflacji bazowej. Gdyby tak się stało, byłby to czynnik skłaniający Radę Polityki Pieniężnej do przyspieszenia decyzji o podwyżce stóp procentowych, choć nadal trudno spodziewać się, by nastąpiło to przed końcem roku.

Wszystko wskazuje na to, że coraz mocniej daje znać o sobie wcześniejsza powściągliwość firm w inwestowaniu w rozwój mocy produkcyjnych. Świadczą o tym wyraźnie sygnalizowane opóźnienia w realizacji dostaw i zaległości w realizacji zamówień. Jednocześnie może to być sygnał, że wkrótce mocniej przyspieszą inwestycje przedsiębiorstw, poprawiając strukturę wzrostu gospodarczego.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Ponad 60 dolarów za baryłkę – cena ropy idzie na rekord. Paliwo ostatnio tak drogie było w 2014 roku, czyli prawie cztery lata temu.

– Złożyła się na to sytuacja bieżąca. Bardzo niekorzystne warunki pogodowe w Stanach Zjednoczonych, czyli silne mrozy. Mamy cały czas do czynienia z trendem wzrostowym spowodowanym limitowaniem produkcji przez OPEC i kraje, które przystąpiły do porozumienia. Ten drugi czynnik działa bardziej długofalowo – mówi Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker i dodaje. – Jeżeli chodzi o prognozy to należałoby się spodziewać, że poziomy, które są obecnie raczej nie zostaną przekroczone. Raczej ceny będą w ciągu roku niższe. Prognozy zazwyczaj są zróżnicowane ale większość przewidywań widzi notowania ropy naftowej w przedziale od 40 do 60 dolarów. Natomiast pod koniec może zadziałać istotny czynnik w postaci zakończenia porozumienia dotyczącego limitowania wydobycia. Jeżeli nie zostanie przedłużony, jeżeli już wygaśnie to w tym przypadku można liczyć się z niższymi cenami pod koniec roku.

 

Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych w grudniu 2017 r. wzrósł o 2,1 proc. w porównaniu do grudnia 2016 r., a więc inflacja okazała się jednak nieco wyższa, niż wcześniej szacowano. Jej wzrost znów zawdzięczamy przede wszystkim mocno drożejącej żywności. W całym 2017 r. inflacja wyniosła 2 proc.

Po raz pierwszy od dłuższego czasu mamy do czynienia z sytuacją, w której GUS koryguje w górę podany przez siebie szacunkowy miesięczny odczyt, według którego inflacja miała w grudniu obniżyć się z 2,5 do 2 proc. Okazała się nieznacznie, ale jednak wyższa, sięgając 2,1 proc. Ceny żywności poszły w górę o 5,8 proc. i choć to znacznie mniej niż zanotowane w listopadzie 6,5 proc., wciąż można mówić o zaskakująco wysokiej dynamice. Wystarczyła ona do podbicia ogólnego wskaźnika inflacji, mimo że paliwa dość nieoczekiwanie staniały o 1,3 proc. W przypadku paliw można mówić o przyjemnej niespodziance, szczególnie jeśli spojrzeć na grudniowe notowania ropy naftowej na giełdach, przekraczające 65 dolarów za baryłkę i sięgające obecnie prawie 70 dolarów. Skutki tej zwyżki złagodził mocny spadek kursu dolara.

Nadal utrzymuje się wysoka, sięgająca 2,6 proc. dynamika cen związanych z użytkowaniem mieszkania, w tym cen nośników energii. Tu wzrost był co prawda nieznacznie niższy niż w listopadzie, gdy sięgał 2,7 proc., ale to tylko efekt statystyczny, wynikający z wyższego punktu odniesienia w listopadzie 2016 r. W podobnie silnym jak miesiąc wcześniej tempie rosły ceny produktów i usług związanych ze zdrowiem (wzrost o 1,8 proc.), rekreacją i kulturą (zwyżka o 1,7 proc.) oraz płacone w hotelach i restauracjach (wzrost o 2,8 proc.). Tradycyjnie już mocno taniały odzież i obuwie, których ceny były niższe w porównaniu do grudnia 2016 r. o 4,8 proc.

Tempo wzrostu cen w całym 2017 r. sięgnęło 2 proc., a więc było wyraźnie wyższe niż się spodziewano. Złożył się na to wynoszący 4,6 proc. wzrost cen żywności oraz sięgająca 3,8 proc. zwyżka cen związanych z transportem (a więc uwzględniająca koszty paliwa). Spośród artykułów żywnościowych największy, wynoszący 31 proc. skok miał miejsce w przypadku cen masła. Jaja podrożały o 12,9 proc., owoce o 8 proc. O 5,5 proc. droższy był cukier, a mięso o 4,8 proc., w tym najbardziej popularne wieprzowe zdrożało o 8,6 proc. Tańsza o 5,9 proc. była odzież, a obuwie o 4,1 proc.

 

autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

 

 

Powrót kursu franka do poziomu sprzed trzech lat, czyli pamiętnego skoku ze stycznia 2015 r., nie tylko cieszy posiadaczy kredytu w tej walucie, ale także skłania do zastanawiania się nad tym, co zrobić z pozostałą do spłaty resztą.

Przewalutowanie po obecnym kursie franka zdjęłoby z zadłużonego ryzyko ponownego jego wzrostu, ale jednocześnie wiązałoby się z wyższymi kosztami odsetek z tytułu kredytu w złotych oraz rosnącym zagrożeniem ich dalszego wzrostu, gdy stopy procentowe w Polsce pójdą w górę. Tak radykalna zmiana nie byłaby więc prawdopodobnie ani zbyt korzystna, ani tym bardziej bezpieczna, z punktu widzenia możliwości spłaty zobowiązania zamienionego na złote. Według różnych szacunków, operacja taka prowadziłaby do natychmiastowego zwiększenia obciążenia posiadacza kredytu o kwotę od stu kilkudziesięciu do kilkuset złotych miesięcznie, w zależności od daty zaciągnięcia kredytu we frankach. Dodatkowo wiązałaby się z ryzykiem wzrostu wysokości raty w perspektywie najbliższych kilkunastu miesięcy, przyjmując za dobrą monetę obecne deklaracje Rady Polityki Pieniężnej, mówiące o tym, że stopy procentowe w Polsce pozostaną na dotychczasowym, rekordowo niskim poziomie prawdopodobnie jeszcze co najmniej do końca 2018 r. W rzeczywistości raty mogą wzrosnąć wcześniej, gdyż stawki WIBOR, od których zależy wysokość odsetek, mogą zacząć iść w górę na długo przed samą decyzją o podwyżce stóp przez RPP, wystarczy że uczestnicy rynku finansowego będą się spodziewać takiego ruchu.

Sytuacja posiadaczy kredytów we franku nie jest jednak zero-jedynkowa i wbrew pozorom, nie znajdują się oni między przysłowiowym młotem (możliwy wzrost kursu franka) a kowadłem (wzrost obciążeń w złotych). Dobrym wyjściem, zmniejszającym ryzyko przy niezbyt wielkim wzroście kosztów, jest nadpłacanie frankowych rat, w momencie gdy szwajcarska waluta tanieje. Dodatkową zaletą takiego rozwiązania jest pozostawienie „otwartej szansy” na scenariusz, w którym frank okaże się jeszcze tańszy, którą stracilibyśmy bezpowrotnie w przypadku całkowitego przewalutowania kredytu. Pomijając skrajną i raczej mało prawdopodobną sytuację, że osoba, której do spłaty zostało na przykład 50 tys. franków, ma jednocześnie 180 tys. zł oszczędności, a więc mogłaby w każdej chwili pozbyć się walutowego kredytu, pozostaje pytanie, jak zdobyć pieniądze na częściową spłatę frankowego zobowiązania i czy taka skala spłaty byłaby opłacalna. To oczywiście zależy od indywidualnej sytuacji każdego zadłużonego. Opłaca się wykorzystanie do tego celu każdej pojawiającej się nadwyżki finansowej w domowym budżecie, a sytuacja na rynku pracy zdecydowanie sprzyja możliwości jej wygospodarowania. Wydaje się, że w większości przypadków mógłby być realny plan minimum w postaci przeznaczania na ten cel około 360 zł miesięcznie, co przekłada się na 100 franków, czyli 1200 franków rocznie. W tym przypadku „kosztem” jest ograniczenie bieżących wydatków lub ich nie zwiększanie w przypadku wzrostu przychodów (podwyżka płacy, premia, zwrot podatku z rocznego rozliczenia PIT, itp.). Porównując kurs franka, wynoszący 4,08 zł w styczniu 2017 r., z obecnym, sięgającym 3,53 zł, oznaczałoby to oszczędność rzędu 55 groszy na każdym franku, czyli ponad 13 proc., nie licząc korzyści wynikających z obniżenia wartości kapitału, będącego podstawą obliczania kolejnych rat.

Spora część zadłużonych prawdopodobnie ma możliwość korzystania z mniejszego lub większego limitu kredytowego w rachunku bieżącym lub mogłaby z takiego rozwiązania skorzystać. Nierzadko jest to kwota rzędu kilku tysięcy złotych, umożliwiająca kupno 1-2 tys. franków jednorazowo, w przypadku takiej „okazji” z jaką mamy obecnie do czynienia na rynku walutowym, czyli spadku kursu franka lub rozłożenia takiej operacji w czasie, licząc na dalszy jego spadek. Podobnych sposobów można by wymienić więcej, w zależności od możliwości i pomysłowości oraz determinacji każdego posiadacza kredytu, a z pewnością każdy z nich warto wykorzystać. Rzecz jasna byłoby idealnie, gdyby zadłużeni we frankach mogli w tego typu inicjatywach liczyć na wsparcie swoich banków. Choć trudno na to liczyć, dopóki nie zostaną one zmuszone do takich działań, przez odpowiednie regulacje, to jednak warto także próbować negocjacji na własną rękę, licząc choćby na zwiększenie wspomnianego limitu w rachunku bieżącym, pod warunkiem przeznaczenia uzyskanych środków na nadpłatę frankowego zobowiązania.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

 

Środowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej z pewnością nie przyniesie zmiany stóp procentowych, a z dużym prawdopodobieństwem także nowych sygnałów w tej kwestii. Choć nadal obowiązuje deklaracja o utrzymaniu stóp na dotychczasowym poziomie do końca roku, opinie i oczekiwania ekonomistów są dość zróżnicowane.

Z opublikowanej w pierwszych dniach stycznia przez Reuters ankiety wynika, że uczestniczący w niej analitycy spodziewają się wzrostu stóp procentowych do 2 proc. na koniec pierwszego kwartału 2019 r. i oceniają, że do pierwszej podwyżki dojdzie w czwartym kwartale 2018 r. Z kolei eksperci Goldman Sachs, po zaskakującym dla nich grudniowym spadku inflacji do 2 proc., szacują, że RPP zdecyduje się na podwyżkę stóp dopiero w pierwszym kwartale przyszłego roku. Część ekonomistów wskazuje jednak, że do pierwszej podwyżki mogłoby dojść już w trzecim kwartale 2018 r., ale są oni w zdecydowanej mniejszości. Morgan Stanley przewiduje, że na koniec 2018 r. stopa referencyjna NBP będzie wynosiła 2 proc., a na koniec 2019 r. wzrośnie do 2,5 proc. Najbardziej radykalne stanowisko, zakładające rozpoczęcie cyklu podwyżek stóp już na początku 2018 r, zaprezentowali ekonomiści OECD, podwyższając pod koniec listopada ubiegłego roku prognozy dla polskiej gospodarki.

Szczególnie interesujące, ze względu na wpływ na zachowania inwestorów, mogą być opinie agencji ratingowych. W komunikacie po grudniowej aktualizacji ratingu Fitch ujawniła, że spodziewa się rozpoczęcia cyklu podwyżek stóp procentowych w 2018 r., w wyniku czego stopa referencyjna dojdzie w 2019 r. do poziomu 3 proc. Oznaczałoby to sześć podwyżek po 0,25 punktu w ciągu dwóch lat. Biorąc pod uwagę prognozowane spowolnienie dynamiki PKB do 3,6 proc. w 2018 r. i 3,2 proc. w 2019 r., podwyżki stóp powinny rozpocząć się stosunkowo szybko i koncentrować się w 2018 r., osiągając poziom 2,5 proc., co wyraźnie kontrastuje z deklaracjami RPP. Analitycy Standard & Poor’s w trakcie grudniowej prezentacji ocenili, że polska gospodarka weszła w fazę przegrzewania się, a mocny wzrost oparty jest głównie na konsumpcji. Choć nie pojawiły się prognozy dotyczące stóp procentowych, konstatacja mówiąca o przegrzaniu sugeruje możliwość ich podniesienia. Już w październiku 2017 r., przy okazji przeglądu ratingu, agencja zwracała uwagę na ryzyko nadmiernego stymulowania polskiej gospodarki w wyniku utrzymywania realnie ujemnych stóp procentowych, szczególnie w kontekście szybkiego wzrostu płac.

Rada Polityki Pieniężnej nie kwapi się do podwyższania stóp. Jej przewodniczący, prezes NBP Adam Glapiński od dłuższego czasu deklaruje, że nie widzi potrzeby, by podejmować taką decyzję w 2018 r. Pogląd ten podziela większość przedstawicieli Rady, a niektórzy idą nawet dalej, sugerując że byliby skłonni poczekać nawet do połowy 2019 r., ale stanowisko części z nich ulega zmianom, pod wpływem danych makroekonomicznych. Łatwiej określić warunki, których wystąpienie mogłoby doprowadzić do sytuacji, że wniosek o podwyżkę stóp poparłaby wymagana większość. Przede wszystkim, inflacja musiałaby w sposób trwały zbliżyć się do celu, przyjętego przez NBP na poziomie 2,5 proc., z możliwością odchylenia o 1 punkt procentowy w górę lub w dół. W praktyce, musiałaby ona zbliżyć się do górnej granicy tego celu, czyli 3,5 proc. Zazwyczaj władze monetarne decydują się na podwyżkę wcześniej, starając się nie dopuścić by inflacja przekroczyła wspomniany cel. Jednak jak wynika z licznych wypowiedzi, przedstawiciele RPP nie widzą zagrożenia inflacją, a zdaniem Kamila Zubelewicza, w Radzie panuje „duża tolerancja” wobec inflacji, co sugeruje, że stopy mogą pozostać na niezmienionym poziomie nawet do końca 2019 r. Na razie nic nie wskazuje bowiem na to, by inflacja podskoczyła do 3,5 proc. w dającej się przewidzieć przyszłości. Drugim warunkiem jest utrzymanie się wysokiego tempa wzrostu gospodarczego, przez co należy rozumieć dynamikę PKB powyżej 3,5 proc. Biorąc pod uwagę nastawienie większości członków RPP, mało prawdopodobna wydaje się podwyżka stóp w warunkach wzrostu inflacji i jednoczesnego słabnięcia dynamiki PKB, a więc uwzględniając prognozy wzrostu gospodarczego, trudno się spodziewać podwyżki stóp nawet w 2019 r., chyba że inflacja wyraźnie przekroczyłaby górne ograniczenie celu lub takie zagrożenie byłoby realne. Czynnikami dodatkowymi, mogącymi skłonić RPP do podwyżki stóp, mogą być wyraźne osłabienie złotego, na co się na razie nie zanosi oraz postępujące zaostrzanie polityki pieniężnej przez główne banki centralne świata, a w szczególności przez Europejski Bank Centralny. Według obecnych szacunków, EBC gotów byłby podnieść stopy procentowe prawdopodobnie około połowy 2019 r.

Perspektywa kolejnych kilkunastu miesięcy rekordowo niskich stóp procentowych cieszyłaby posiadaczy kredytów i skłaniałaby do ich zaciągania, podtrzymując jednocześnie boom na rynku mieszkaniowym. Z punktu widzenia posiadaczy oszczędności oznaczałaby kontynuację „ciężkich czasów”, charakteryzujących się niskimi odsetkami i inflacyjną erozją realnej wartości kapitału oraz konieczność poszukiwania bardziej atrakcyjnych sposobów jego inwestowania.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Ubiegłoroczny wzrost PKB do 4,6 proc. to wynik najlepszy od 2011 r., gdy tempo wzrostu wyniosło 5 proc. Jednocześnie oznacza to bardzo wyraźne przyspieszenie po nieco rozczarowującym 2016 r., gdy polskiej gospodarce udało się pójść w górę jedynie o 2,9 proc., choć na tle państw Unii Europejskiej było to i tak całkiem dobre osiągnięcie.

Wstępny odczyt dynamiki PKB podany przez GUS nie stanowi zaskoczenia, choć jest nieco wyższy niż konsensus ekonomistów, szczególnie jeśli spojrzeć na przyspieszenie zanotowane w trzecim kwartale. Bardzo pozytywną niespodzianką jest sięgający 5,4 proc. wzrost nakładów na środki trwałe, wskazujący na zdecydowaną poprawę sytuacji w inwestycjach. Biorąc pod uwagę, że w pierwszych trzech kwartałach ubiegłego roku rosły one bardzo wolno, sięgając w trzecim kwartale 3,3 proc., można wnioskować, że ostatnie miesiące 2017 r. przyniosły zdecydowane przyspieszenie. To dobrze rokuje na najbliższą przyszłość, dając szansę że wzrost gospodarczy będzie miał jeszcze bardziej solidne podstawy. W poprzednim, rekordowym 2011 r. nakłady na środki trwałe wzrosły o 8,8 proc., w 2018 r. możliwe jest przynajmniej zbliżenie się do tej skali dynamiki, choć raczej należy się spodziewać wzrostu inwestycji o około 7 proc. W ubiegłym roku z 18,1 do 18 proc. obniżyła się jednak stopa inwestycji, czyli relacja nakładów na środki trwałe do PKB, co jest tendencją niekorzystną, jednak odzwierciedla strukturę wzrostu, bazującą w 2017 r. głównie na konsumpcji gospodarstw domowych. Spożycie indywidualne przyspieszyło z 3,9 proc. w 2016 r. do 4,8 proc. Warto przypomnieć, że w 2011 r. tempo jego wzrostu sięgało jedynie 3,3 proc.

Porównując ubiegły rok z 2011r., warto także zwrócić uwagę na słabszy niż wówczas wzrost wartości dodanej w przemyśle i budownictwie. Sześć lat temu w przemyśle wzrosła ona o 7,9 proc., a w budownictwie o 13,5 proc. W ubiegłym roku jej wzrost wynosił odpowiednio 6,2 i 11,5 proc. W 2017 r. znacznie niższa byłą także wartość dodana w transporcie i gospodarce magazynowej, sięgając 10,9 proc., podczas gdy w 2011 r. wyniosła ona aż 15,5 proc.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Najnowsze dane GUS dotyczące nakładów i wyników przemysłu po trzech kwartałach 2017 r. dają mocno zróżnicowany obraz inwestycyjnego ożywienia. Biorąc pod uwagę przemysł ogółem, nakłady były niższe niż po trzech kwartałach ubiegłego roku o 4,6 proc.

Na ten słaby wynik istotny wpływ miał jednak sięgający aż 19,6 proc. spadek inwestycji w górnictwie oraz 18,1 proc. w energetyce. W przetwórstwie przemysłowym, gdzie koncentruje się dwie trzecie inwestycji przemysłu, nakłady zwiększyły się o 3,3 proc. Nie jest to dynamika imponująca, ale stanowi wyraźną oznakę poprawy sytuacji.

Najmocniej, bo o 26,5 proc. zwiększyły się inwestycje w sektorze produkcji komputerów i wyrobów elektronicznych oraz optycznych, o 22,3 proc. wzrosły nakłady firm produkujących sprzęt transportowy, o 17,4 proc. w górę poszły inwestycje podmiotów zajmujących się naprawą, konserwacją i instalowaniem maszyn i urządzeń, a o 11,2 proc. więcej niż przed rokiem na inwestycje wydały firmy produkujące urządzenia elektryczne.

Trzeba jednak pamiętać, że prezentowane dane dotyczą jedynie firm przemysłowych zatrudniających powyżej 49 pracowników, a więc nie dają pełnego obrazu inwestycji w tym segmencie, a w szczególności mniejszych podmiotów, których aktywność także ma spore znaczenie dla gospodarki.

autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Potwierdziły się wstępne szacunki GUS, mówiące o 2,5 proc. wzroście cen towarów i usług konsumpcyjnych w listopadzie. Tym samym po raz pierwszy od pięciu lat inflacja osiągnęła poziom określany przez NBP jako cel inflacyjny.

Nadal głównym czynnikiem napędzającym inflację była żywność, której ceny wzrosły aż o 6,5 proc. (żywność i napoje bezalkoholowe podrożały o 6 proc.). To największy wzrost od połowy 2011 r. Tym razem dołączyły do niej paliwa, których ceny w listopadzie były wyższe niż przed rokiem o 4,7 proc., podczas gdy w październiku ich wzrost sięgał jedynie 1,6 proc. To efekt drożejącej ropy naftowej, której notowania w listopadzie sięgały 62-64 dolarów za baryłkę, wobec 44-49 dolarów rok wcześniej.

Według najnowszych prognoz Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, w pierwszej połowie 2018 r. średnie tempo wzrostu cen żywności i napojów bezalkoholowych powinno wynieść 3 proc. Przewidywania ekonomistów NBP mówią zaś o sięgającym średnio 2,8 proc. wzroście cen żywności w całym przyszłym roku.

Poza najpilniej obserwowanymi zmianami cen żywności i paliw, warto jednak zwrócić uwagę na coraz mocniej rosnące koszty użytkowania mieszkania i nośników energii. Idą one w górę od początku roku, ale tendencja ta przyspieszyła wyraźnie już we wrześniu i październiku, sięgając 2,3-2,6 proc., a w listopadzie wyniosła 2,7 proc. Poprzednio z tak silnymi zwyżkami w tej grupie, stanowiącej ponad jedną piątą wydatków gospodarstw domowych, mieliśmy do czynienia w 2012 r. i na początku 2013 r. Ze względu na sytuację na rynku węgla oraz regulacje dotyczące czystości powietrza, gospodarki wodnej i energetyki, należy się spodziewać utrzymania presji na wzrost cen dotyczących użytkowania mieszkania, choć eksperci NBP przewidują obniżenie się dynamiki wzrostu cen energii z tegorocznych 3 proc. do 2,7 proc. w 2018 r. Od trzech miesięcy utrzymuje się sięgająca 1,9-2 proc., najwyższa od drugiej połowy 2015 r. dynamika wzrostu cen wydatków związanych ze zdrowiem. Już w październiku zanotowano największy od 2013 r., sięgający 1,8 proc. wzrost kosztów związanych z edukacją. W listopadzie ich dynamika utrzymała się na takim samym poziomie.

Najbliższe miesiące powinny przynieść niewielki spadek inflacji, wynikający głównie z efektu statystycznego. Wyższy będzie bowiem punkt odniesienia, przyjmowany do wyliczenia wzrostu cen. W styczniu inflacja wyniosła 1,7 proc., w lutym 2,2 proc. a w marcu i kwietniu po 2 proc. W tych miesiącach w przyszłym roku dynamika inflacji może więc być nieco niższa i sięgać około 2 proc. Wiele zależeć będzie jednak od trudno przewidywalnych cen żywności i notowań ropy naftowej. Rada Polityki Pieniężnej w swych decyzjach dotyczących stóp procentowych, będzie się kierowała raczej obserwacją zmian inflacji bazowej, czyli miary nie uwzględniającej cen żywności i paliw. Ta zaś na razie pozostaje niska, nie przekraczając 1 proc.

autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

 

Prognozy ekspertów wskazują, że w 2018 r. żywność będzie drożała znacznie słabiej niż w tym roku. To oznacza nie tylko, że jej ceny mniej „uderzą nas po kieszeni”, ale także nie spowodują znaczącego wzrostu inflacji.

Według najnowszych szacunków Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, w czerwcu 2018 r. ceny żywności i napojów bezalkoholowych będą o 2,5-3 proc. wyższe niż w grudniu obecnego roku, a ich przeciętny poziom w pierwszych sześciu miesiącach 2018 r. będzie wyższy o 3 proc. Od stycznia do czerwca obecnego roku żywność drożała w poszczególnych miesiącach w tempie od 2,8 do 3,9 proc., a więc pierwsza połowa przyszłego roku będzie tylko nieznacznie bardziej łaskawa dla konsumentów. To oczywiście tylko wstępne prognozy, nie uwzględniające trudno obecnie przewidywalnych warunków pogodowych, które mogą mieć istotny wpływ na ceny wielu produktów spożywczych oraz sytuacji na rynkach światowych, które w przypadku wielu artykułów również determinują wysokość ich cen w kraju.

Z prognoz ekspertów wynika, że w kolejnych miesiącach w górę będą szły nadal ceny produktów, które w tym roku budziły najwięcej emocji. Według ocen Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa na koniec pierwszego kwartału 2018 r. ceny skupu mleka mogą być wyższe niż obecnie nawet o 10 proc. a masła o 17-26 proc. To przeczy wcześniejszym prognozom, mówiącym że ceny masła będą stopniowo się obniżać. Powodem drożyzny ma być wciąż zwiększony popyt na masło na świecie. Nic nie wskazuje także na to, by spadły ceny jaj. Wyliczany przez BGŻ BNP Paribas indeks cen jaj był pod koniec listopada o 45 proc. wyższy niż przed rokiem, a analitycy tej instytucji spodziewają się utrzymania tej tendencji w pierwszych miesiącach przyszłego roku, także głównie wskutek dużego popytu z zagranicy. Według ministerstwa rolnictwa jaja konsumpcyjne były w listopadzie droższe o 38 proc. niż rok wcześniej, a przetwórcy musieli płacić za nie aż 2,5 krotnie więcej. Możemy za to liczyć na niższe ceny cukru, co wynika zarówno z sytuacji na rynku światowym, jak i decyzji o zniesieniu od października obecnego roku limitów produkcji w Unii Europejskiej. Na światowych giełdach notowania cukru od początku roku poszły w dół o około jedną czwartą. IERiGŻ spodziewa się także spadku cen mięsa drobiowego w przyszłym roku.

Fakt, że ceny żywności będą prawdopodobnie rosły wolniej, nie oznacza jednak niższej inflacji. Według prognoz NBP, średni jej poziom w 2018 r. wyniesie 2,3 proc. Należy się więc spodziewać znaczącego wzrostu cen także w innych kategoriach towarów niż żywność.

autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Mimo niespodziewanie wysokiej dynamiki gospodarki oraz równie nieoczekiwanie silnego wzrostu inflacji, Rada Polityki Pieniężnej na grudniowym posiedzeniu nie zmieni dotychczasowej retoryki. Co najwyżej lekko zmodyfikuje komunikat, sygnalizując możliwość bardziej elastycznego reagowania, gdyby wspomniane zjawiska nadal się utrzymywały.

Najnowsze dane dotyczące polskiej gospodarki, z pewnością staną się impulsem ożywiającym dyskusję w trakcie grudniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. Sięgająca 4,9 proc, a więc najwyższa od końca 2011 r. dynamika wzrostu PKB w trzecim kwartale, zdecydowanie w górę przesuwa oczekiwany wynik całego mijającego roku i stanowi pozytywną niespodziankę. Nie będzie jednak wystarczającym argumentem do przybliżenia perspektywy podwyżki stóp procentowych z trzech powodów. Po pierwsze, jest bardzo prawdopodobne, że był to najlepszy wynik w obecnym cyklu koniunktury i jego powtórzenie będzie bardzo trudne. Po drugie, istnieje duże ryzyko, że tempo wzrostu w całym przyszłym roku będzie niższe niż w 2017 r. Trudno więc będzie znaleźć przekonujące argumenty za podwyżką stóp procentowych w warunkach słabnącej dynamiki PKB. Po trzecie, choć dynamika wzrostu była w trzecim kwartale imponująca, to jego struktura pozostawia wiele do życzenia, przede wszystkim ze względu na rozczarowujące tempo inwestycji. To właśnie słabość inwestycji będzie jedną z kluczowych przesłanek za pozostawieniem stóp procentowych na obecnym, rekordowo niskim poziomie jak długo się da.

Drugą będzie kształtowanie się procesów inflacyjnych. Listopadowy skok inflacji do 2,5 proc., czyli poziomu najwyższego od pięciu lat i jednocześnie stanowiącego środek celu inflacyjnego NBP, niewątpliwie można traktować jako sygnał ostrzegawczy, przemawiający za wzmożoną czujnością za strony RPP. Jego znaczenia nie można jednak przeceniać. Po pierwsze, wynikał on prawdopodobnie z utrzymania się wysokiego tempa wzrostu cen żywności oraz paliwa, a więc czynników, które pozostają poza wpływem narzędzi polityki pieniężnej. Po drugie, biorąc pod uwagę punkt odniesienia zarówno w przypadku żywności (w grudniu 2016 r. podrożała o 2,5 proc., a w następnych miesiącach jej ceny rosły o 3,1-3,9 proc. więc osiągnięcie wysokiej dynamiki będzie w najbliższym czasie mało prawdopodobne), jak i notowań ropy naftowej, od grudnia obecnego roku do marca 2018 r. można spodziewać się znacznie niższego tempa inflacji, zbliżonego prawdopodobnie do 2 proc., czyli poniżej celu inflacyjnego. Kluczową przesłanką w ocenie zjawisk inflacyjnych dla RPP będzie więc dopiero marcowa projekcja inflacyjna. Jeśli po raz kolejny z analiz ekonomistów banku centralnego wynikać będzie przyspieszenie ścieżki inflacji w dłuższym terminie, będzie mogła pojawić się „poważna” dyskusja dotycząca podwyżki stóp procentowych, mogąca zakończyć się skutecznym przegłosowaniem takiej decyzji. W marcu będzie też można znacznie więcej powiedzieć w kwestii inwestycji oraz perspektyw koniunktury gospodarczej w 2018 r. Wszystko więc wskazuje na to, że do marca sprawa podwyżki stóp procentowych pozostanie jedynie w sferze domysłów, zmieniających się w rytm napływających danych.

autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

W listopadzie wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wzrósł z 53,4 do 54,2 punktu, osiągając wartość najwyższą od stycznia i wyrównując wynik z lutego. Trudno wciąż mówić o euforycznych nastrojach przedsiębiorców, szczególnie w porównaniu do bardzo dobrych danych płynących z realnej gospodarki, ale poprawa jest wyraźnie widoczna. Przedstawiciele ankietowanych firm sygnalizują znaczący wzrost produkcji, zamówień i kosztów. Jednocześnie zwraca uwagę nasilające się zjawisko opóźnień w realizacji dostaw, co świadczy o rosnącym niedostosowaniu możliwości podaży do potrzeb po stronie popytu. Z jednej strony ten czynnik może zwiastować narastające kłopoty i napięcia, z drugiej zaś sygnalizuje potrzebę zwiększenia inwestycji, którego wszyscy usilnie od dłuższego czasu wypatrują. Problem w tym, że na efekty trzeba będzie trochę poczekać. Tymczasem rosnące koszty produkcji, w tym surowców i pracy, przekładają się, choć w mniejszym stopniu na wzrost cen. Widoczna już spora presja inflacyjna może więc jeszcze bardziej się zwiększyć.

autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Dynamika PKB w trzecim kwartale wyniosła 4,9 proc. i okazała się wyższa niż oczekiwane przez ekonomistów 4,7 proc. Był to jednocześnie wynik najlepszy od czwartego kwartału 2011 r., czyli od sześciu lat, gdy sięgnął 5,3 proc. Wzrost utrzymuje się nadal głównie dzięki konsumpcji gospodarstw domowych, której wzrost co prawda obniżył się z 4,9 do 4,8 proc. ale wciąż pozostaje na bardzo wysokim poziomie. Wzrost nakładów brutto na środki trwałe, mimo przyspieszenia z 0,8 proc. w drugim kwartale do 3,3 proc., można wciąż uznać za niezbyt zadowalający. Ekonomiści liczyli w tym przypadku na wzrost przekraczający 5 proc. Pocieszające jest jednak to, że postęp jest jednak wyraźnie widoczny. Inwestycje powinny mocniej przyspieszyć w ostatnich trzech miesiącach roku, a jednocześnie wciąż będzie można liczyć na utrzymanie się wysokiej dynamiki konsumpcji. Wbrew wcześniejszym obawom, do wzrostu gospodarczego wciąż przyczynia się dodatnie saldo handlu zagranicznego. Mimo korzystnych tendencji, utrzymanie tak wysokiej dynamiki wzrostu gospodarczego w czwartym kwartale może być trudne, ale już widać, że wynik całego roku będzie znacznie lepszy niż spodziewali się najwięksi optymiści i może sięgnąć 4,5 proc. Po trzech kwartałach wynosi już 4,4 proc.

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

 

We wrześniu ponownie zanotowano nadwyżkę w handlu zagranicznym. Eksport wzrósł o prawie 6 proc., do 73,4 mld zł, a import zwiększył się jedynie o 2,8 proc., sięgając 50,6 mld zł. Według GUS, po dziewięciu miesiącach wartość eksportu wyniosła 640,6 mld zł, a import sięgnął 632,6 mld zł, co oznacza nadwyżkę eksportu w wysokości nieco ponad 8 mld zł, podczas gdy w tym samym okresie rok wcześniej przekraczała ona 13 mld zł. Z kolei z danych NBP wynika, że we wrześniu najmocniej rósł eksport żywności, samochodów ciężarowych i produktów przemysłu chemicznego, w tym głównie leków. Największy wzrost importu zanotowano w przypadku paliw i surowców.

Pod koniec listopada Ministerstwo Rozwoju podniosło prognozę eksportu na 2017 r. ze 198,7 mld euro do 200,9 mld euro, a prognozę importu ze 197,2 do 197,7 mld euro. Oznaczałoby to, że rok zakończy się sięgającą 3,2 mld euro nadwyżką w handlu zagranicznym, a więc tylko nieznacznie niższą niż w 2016 r., gdy wyniosła 3,9 mld euro. Takiemu wynikowi sprzyja utrzymująca się bardzo dobra koniunktura gospodarcza w strefie euro i całej Unii Europejskiej, do której trafia 79,5 proc. polskiego eksportu. Po dziewięciu miesiącach 2017 r. zanotowano niewielki spadek udziału krajów rozwiniętych oraz Unii Europejskiej w eksporcie i imporcie. Na niezmienionym poziomie pozostał udział Niemiec w eksporcie, zaś w imporcie zmniejszył się o 0,7 punktu procentowego, do 23 proc., a dodatnie saldo handlowe sięgnęło 30,2 mld zł i było wyższe niż w 2016 r. o prawie 5 mld zł. Wzrost eksportu zanotowano w przypadku wszystkich dziesięciu największych partnerów handlowych, zaś import obniżył się jedynie w przypadku Wielkiej Brytanii.

Źródło: GUS, Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyśle i budownictwie. Wciąż utrzymuje się bardzo wysoka dynamika sprzedaży detalicznej, potwierdzająca siłę konsumpcji, prawdopodobnie daleką jeszcze od wyczerpania potencjału.

Sięgający 12,3 proc. wzrost produkcji przemysłowej okazał się silniejszy niż się spodziewano i był najwyższy od lipca 2010 r. Nieco niższą od oczekiwanej dynamikę zanotowano w przypadku produkcji budowlano-montażowej, która poszła w górę o 20,3 proc., potwierdzając jednak tezę o przyspieszeniu w inwestycjach.

Wzrost produkcji przemysłowej wpisuje się w trwającą od ponad roku tendencję wyraźnej poprawy kondycji polskiego przemysłu i pozwala oczekiwać jej kontynuacji oraz dalszego niewielkiego wzrostu dynamiki. Trzeba jednak zauważyć, że październikowy skok to w dużej mierze efekt niskiej bazy porównawczej z ubiegłego roku, gdy w październiku produkcja spadła o 1,3 proc. oraz większej liczby dni roboczych. Do optymizmu skłania wysoki popyt na wyroby przemysłowe zarówno w kraju, jak i za granicą, co sygnalizują zgodnie wskazania PMI oraz utrzymujące się od prawie dwóch lat na wysokim poziomie zamówienia. W poprzednich okresach boomu gospodarczego z lat 2006-2008 i 2010-2011 dynamika wzrostu produkcji przemysłowej przez wiele miesięcy przekraczała 10 proc. W obecnym cyklu z taką sytuacją mieliśmy do czynienia jedynie w marcu. Warto jednak pamiętać, że hamująco na tę tendencję mogą zacząć wpływać sygnalizowane już od dłuższego czasu ograniczenia związane z sytuacją na rynku pracy oraz wysoki stopień wykorzystania mocy produkcyjnych, powodujące już teraz wzrost zaległości w realizacji zamówień, spadek poziomu zapasów oraz wydłużanie się czasu dostaw. Podobnie jest w budownictwie, gdzie dynamika produkcji zbliżyła się już do poziomów z poprzednich okresów szczytu koniunktury, a problemy z brakiem pracowników i zdolności produkcyjnych oraz rosnącymi cenami materiałów są coraz mocniej odczuwalne. To może prowadzić do spadku rentowności firm oraz opóźnień realizacji projektów.

Utrzymujący się od prawie pięciu lat wzrost konsumpcji, jedna z najbardziej trwałych tendencji w naszej gospodarce, nie zawiódł także w październiku. Sięgający 8 proc. wzrost sprzedaży detalicznej okazał się minimalnie niższy niż się spodziewano i słabszy niż miesiąc wcześniej, ale nadal wpisuje się w pozytywną tendencję, panującą już od dłuższego czasu. Konsumpcji sprzyja sytuacja na rynku pracy, a w szczególności wysoka dynamika wzrostu wynagrodzeń, która w październiku sięgnęła 7,4 proc., a więc poziomu najwyższego od prawie sześciu lat. Nic nie wskazuje na to, by ta tendencja miała się w przyszłości w odczuwalny sposób zmienić, jednak czynnikiem mogącym wpłynąć nieco hamująco na konsumpcję jest narastająca presja inflacyjna, która powoduje, że realne płace nie rosną w tak szybkim tempie, jak nominalne. Pod tym względem lepsze z punktu widzenia konsumentów były lata 2014-2016, gdy mieliśmy do czynienia z deflacją, która rekompensowała niezbyt wielką dynamikę wynagrodzeń nominalnych.

autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk  GERDA BROKER

 

Październik był pierwszym miesiącem sprzedaży przez Ministerstwo Finansów nowych obligacji o zaledwie trzymiesięcznym terminie wykupu. Mimo skromnego, wynoszącego 1,5 proc. oprocentowania, posiadacze oszczędności wydali na zakup tych papierów aż 313,5 mln zł.

Bardzo udany debiut nowych, nietypowych ze względu na krótki termin wykupu obligacji skarbowych, pokazuje jak bardzo posiadacze oszczędności nie lubią zamrażać pieniędzy na dłużej, godząc się nawet na niezbyt atrakcyjne oprocentowanie w przypadku krótkoterminowych okazji. Tak jest w przypadku lokat bankowych i te preferencje potwierdziły się w przypadku obligacji. Oprocentowanie obligacji trzymiesięcznych wynosi 1,5 proc. w skali rocznej, co przy inflacji przekraczającej 2 proc. powoduje, że odsetki nie kompensują utraty realnej wartości oszczędności, tym bardziej jeśli uwzględnić podatek od dochodów kapitałowych. Okazuje się jednak, że nie zraziło to aż tak bardzo klientów, którzy doszli do wniosku, że dobre i to. Spora część oferty banków nie oferuje nawet tyle, a wielu posiadaczy wolnych środków nie decyduje się na „polowanie” na promocje lub wyszukiwanie bardziej atrakcyjnego oprocentowania, proponowanego przez nieliczne instytucje finansowe, najczęściej te mniejsze i mniej znane.

W efekcie w październiku Ministerstwo Finansów sprzedało obligacje o wartości 902,4 mln zł, co jest jednym z najlepszych miesięcznych wyników w historii (poprzednio więcej papierów sprzedano w listopadzie 2015 r., także wówczas zaoferowano jednorazowo dodatkową pulę obligacji o krótszym, jedenastomiesięcznym terminie wykupu). Aż 34,7 proc. z tej kwoty przypadło na obligacje trzymiesięczne, co dało im niekwestionowane pierwsze miejsce na podium. Udział najbardziej dotąd popularnych papierów dwuletnich wyniósł 29,1 proc.

Od początku roku oszczędzający kupili obligacje skarbowe o wartości ponad 5,4 mld zł i jeśli zainteresowanie papierami trzymiesięcznymi utrzyma się w kolejnych miesiącach, niemal na pewno zostanie pobity dotychczasowy rekord z 2009 r., gdy Polacy na obligacje skarbowe wydali prawie 6,2 mld zł.

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

GUS potwierdził swój wstępny szacunek, według którego inflacja w październiku wyniosła 2,1 proc. Lekki spadek wskaźnika po osiągnięciu we wrześniu poziomu 2,2 proc. zawdzięczamy głównie mniejszej niż poprzednio zwyżce cen paliwa. Wciąż jednak mocno drożeje żywność, której ceny poszły w górę aż o 5,8 proc., a w kategorii żywność i napoje bezalkoholowe o 5,4 proc. (we wrześniu wzrost wyniósł odpowiednio 5,3 i 5 proc.). Mocniej niż we wrześniu wzrosły koszty związane z mieszkaniem, bo aż o 2 proc., wobec 1,8 miesiąc wcześniej, z 2,3 do 2,6 proc. zwiększyły się koszty utrzymania mieszkania i nośników energii.

W najbliższych miesiącach można się spodziewać dalszego niewielkiego obniżenia się wskaźnika inflacji, jednak będzie to głównie efekt statystyczny, wynikający z wyższej bazy odniesienia. W listopadzie ubiegłego roku pożegnaliśmy się z deflacją i ceny przestały spadać. W grudniu wzrosły już o 0,8 proc., a pierwsze miesiące obecnego roku przyniosły jej skok od 1,7 w styczniu do 2,2 proc. w marcu. Presja inflacyjna będzie jednak nadal odczuwalna, między innymi w związku z sytuacją na rynku pracy, napędzającą i tak już silny popyt konsumpcyjny, ale także rosnącymi cenami surowców, w tym energetycznych oraz wyższymi kosztami produkcji, zarówno w rolnictwie, jak i w przemyśle.

Do rosnącej inflacji musimy się przyzwyczaić, dostosowując do niej swoje nawyki konsumpcyjne oraz preferencje w inwestowaniu i lokowaniu oszczędności. Według najnowszej prognozy NBP, w przyszłym roku inflacja wyniesie średnio 2,3 proc., a w 2019 r. może podskoczyć do 2,7 proc. Te przewidywania należy wziąć pod uwagę w swoich kalkulacjach. Dla konsumentów dobrą wiadomością jest to, że zmniejszyć się ma w kolejnych latach dynamika cen żywności. O ile w tym roku sięgnie ona 4 proc. to w przyszłym wyniesie już tylko 2,8 proc., a w 2019 r. o 2,9 proc. Taniej więc nie będzie, ale przynajmniej ceny nie będą rosły tak mocno jak w tym roku, choć wiele będzie zależeć także od warunków pogodowych. Eksperci banku centralnego przewidują też nieco wolniejszy wzrost cen energii, których dynamika ma obniżyć się z tegorocznych 3 proc. do 2,7 proc. w przyszłym roku i 2,1 proc. w 2019 r.

 

 

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Mimo bardzo dobrej sytuacji w gospodarce i na rynku pracy oraz deklaracji RPP utrzymania stóp procentowych na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie, banki zapowiadają zaostrzenie swej polityki kredytowej. Ta ostrożność wskazuje na lekki wzrost obaw bankowców dotyczących rozwoju sytuacji.

Z okresowego badania sytuacji na rynku kredytowym przeprowadzanego przez NBP wynika, że doskonała koniunktura gospodarcza, wzrost dochodów gospodarstw domowych oraz rekordowo niskie stopy procentowe nie usypiają czujności bankowców w kwestii kryteriów i warunków udzielania kredytów. Dotyczy to zarówno przedsiębiorców, jak i konsumentów. Ostrożna postawa wynika częściowo z obaw związanych z rozwojem sytuacji w gospodarce, a przynajmniej w niektórych jej sektorach, po części zaś z chęci ustrzeżenia się przed konsekwencjami nadmiernego optymizmu kredytobiorców, choć jednocześnie ankietowani bankowcy nie dostrzegają niebezpiecznego wzrostu popytu na kredyty.

Banki po raz pierwszy od ponad półtora roku dostrzegły poprawę koniunktury w gospodarce jako bodziec do nieznacznego złagodzenia kryteriów udzielania kredytów firmom, ale jednocześnie znalazły powody, by nadmiernie nie zachęcać przedsiębiorców do zadłużania się. O ile deklarowane przez część banków zwiększanie wysokości marży można uznać za działanie podyktowane chęcią zwiększenia swoich zysków, o tyle podwyższone wymogi dotyczące wkładu własnego, czy skracanie okresu kredytowania, to wyraźne przejawy ostrożności w finansowaniu. Można przypuszczać, że podyktowana jest ona niepewnością w kwestii utrzymania się dobrej koniunktury i możliwości pojawienia się kłopotów, szczególnie w niektórych branżach. Dość wspomnieć o widocznych już wzroście kosztów, czy trudnościach w pozyskiwaniu przez firmy pracowników, a więc i ograniczonych możliwościach wzrostu produkcji, a nawet realizacji bieżących zamówień. Pod tym względem szczególne obawy bankowców dotyczą przedsiębiorstw budowlanych, najbardziej wrażliwych na tego typu zjawiska. Co więcej, przewidują oni dalsze zaostrzenie polityki kredytowej w kolejnych miesiącach, głównie wobec małych i średnich przedsiębiorstw. Może to mieć również związek z oczekiwaniem wcześniejszego niż dotąd zapowiadanego podwyższenia stóp przez Radę Polityki Pieniężnej, co spowodowałoby zwiększenie kosztów finansowania i mogłoby niekorzystnie odbić się na zdolności części firm do jego spłaty.

Już w trzecim kwartale część banków zaostrzyła kryteria udzielania kredytów mieszkaniowych, ale jednocześnie złagodziła niektóre warunki klientom, spełniającym stawiane wymagania, między innymi obniżając poza odsetkowe koszty finansowania. Bardzo podobnie postępowały wobec najbardziej wiarygodnych klientów ubiegających się o kredyt konsumpcyjny, obniżając także marże, godząc się na dłuższy okres kredytowania i wyższe kwoty zobowiązań. O ile bankowcy nie zamierzają w najbliższej przyszłości podwyższać wymagań dla kredytów hipotecznych, to planują zaostrzenie polityki w przypadku finansowania potrzeb konsumpcyjnych, najwyraźniej dostrzegając w tej kwestii pewne ryzyko, związane z rosnącym prawdopodobieństwem wcześniejszej podwyżki stóp procentowych.

 

 

Komentarz: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

We wrześniu stopa bezrobocia obniżyła się z 7 do 6,8 proc., a więc znacznie mocniej niż się spodziewano. To efekt zarówno mniejszej liczby osób rejestrujących się jako bezrobotne, jak i ubytku już wcześniej znajdujących się w ewidencji urzędów pracy. W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy obecnego roku liczba bezrobotnych zmniejszyła się o 218 tys. osób. To spadek nieco mniejszy niż rok wcześniej, gdy ubyło ich 239 tys., ale wciąż świadczy o zdecydowanej poprawie sytuacji. W ciągu pierwszych trzech kwartałów zarejestrowano  1 426 tys. nowych bezrobotnych, a 1 644 tys. skreślono z list bezrobotnych, z czego prawie 795 tys. z powodu podjęcia pracy. W tym samym czasie w 2016 r. pracę zdobyło 915 tys. bezrobotnych. Pracodawcy od początku roku zgłosili  ponad 1 314 tys. ofert zatrudnienia, o prawie 12 proc. więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie 543 firmy zgłosiły zamiar przeprowadzenia zwolnień grupowych, choć dotyczyło to jedynie 19,3 tys. osób. Skala zwolnień grupowych była znacznie mniejsza niż rok wcześniej.

Stopa bezrobocia znalazła się we wrześniu po raz kolejny na rekordowo niskim poziomie, tym razem sięgając 6,8 proc. W kolejnych miesiącach prawdopodobnie pójdzie jeszcze nieco w dół, przed sezonowym pogorszeniem. Rok ma szansę zakończyć poniżej 7 proc. Stopa bezrobocia to jeden z ważnych parametrów, opisujących nie tylko sytuację na rynku pracy, ale i charakteryzujący tendencje w całej gospodarce. Ale nie jedyny, bo na ocenę rynku pracy składa się znacznie więcej elementów i nie wszystkie pokazują jednoznacznie optymistyczny obraz. Sama stopa bezrobocia wykazuje spore zróżnicowanie, zarówno w odniesieniu do różnych grup społecznych, jak i w ujęciu regionalnym. Sytuację trudno uznać za zadowalającą choćby w kategorii ludzi młodych i o niższym poziomie wykształcenia, a w niektórych miejscowościach stopa bezrobocia sięga wciąż kilkanaście procent. Nadal są spore problemy z osobami długotrwale pozostającymi bez pracy, niedostosowaniem podaży pracy i popytu na nią, niewystarczającym stopniem mobilności, czy występowaniem z jednej strony niedoborów pracowników, a z drugiej sporej rzeszy osób nieaktywnych zawodowo. Coraz większą bolączką dla firm oraz czynnikiem mogącym hamować w dłuższej perspektywie wzrost gospodarczy jest rosnący niedobór pracowników.

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Eksperci

Bugaj: Kolejne ciosy w GPW

Polska transformacja ustrojowa stawiana jest za wzór innym krajom. Do pewnego czasu jednym z symboli...

Co łączy Włochy, Turcję i Rumunię?

Coraz gorsze perspektywy dla włoskiej gospodarki wyłaniają się z jesiennych prognoz Komisji Europejs...

Ten tydzień pod znakiem USA, Wielkiej Brytanii oraz Chin

W przyszłym tygodniu uwaga rynków najpierw skupi się na wynikach wyborów do Kongresu USA, gdzie wiel...

Niewiele potrzeba, by zburzyć spokój

Rynkowi z łatwością przychodzą zmiany kierunku, co podkreśla, z jak niskim przekonaniem odbywa się h...

Inflacja nie odpuszcza

We wrześniu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 1,9 proc., a więc tylko minimalnie ...

AKTUALNOŚCI

Zniesienia górnego limitu składek na ZUS nie będzie

14 listopada 2018 r. Trybunał Konstytucyjny wydał długo oczekiwany wyrok w zakresie zgodności z Kons...

Wtorek, 12 listopada w PE: debata o wieloletnich ramach finansowych, wystąpienie kanclerz Niemiec A

We wtorek 12 listopada w Parlamencie Europejskim odbędzie się debata na temat wieloletnich ram finan...

Przedsiębiorcy przeciwni zmianom w ordynacji podatkowej

W dniu 23 października 2018 roku Sejm RP przegłosował rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o poda...

Eksport to jeden z motorów polskiej gospodarki

Po I półroczu 2018 r. eksport osiągnął wartość 107,6 mld EUR, poziom o 5,7% wyższy niż przed rokiem ...

Tauron i KGHM łączą siły na rzecz rozwoju elektromobilności

TAURON i KGHM Polska Miedź rozpoczną współpracę w obszarze budowania infrastruktury ładowania pojazd...