wtorek, Kwiecień 23, 2019
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "Roman Przasnycki"

Roman Przasnycki

Dane GUS, sygnalizujące wzrost sprzedaży detalicznej w marcu o zaledwie 3,1 proc., na pierwszy rzut oka wydają się mocno rozczarowujące. Choć faktycznie mocne nie są, nie powinny jednak stanowić powodu do niepokoju, bowiem w dużej mierze wynikają z czynników sezonowych.

Według najnowszych danych GUS, w marcu sprzedaż detaliczna była o zaledwie 3,1 proc. wyższa niż rok wcześniej, a licząc w cenach stałych, czyli po wyeliminowaniu wpływu inflacji, wzrost wyniósł jedynie 1,8 proc. Ekonomiści spodziewali się mniejszej dynamiki, ale ich zdaniem powinna ona wynieść 3,9 proc. Jeśli spojrzeć na „suche” liczby, to dane najgorsze od marca 2016 r., czyli od trzech lat. Marcowe dane nie powinny być jednak traktowane jako w pełni miarodajny sygnał ostrzegający przed pogorszeniem się sytuacji. Należy patrzeć na nie z perspektywy wahań sezonowych, związanych głównie z ruchomą datą Wielkiej Nocy. To święto tradycyjnie pobudza Polaków do zdecydowanie zwiększonych wydatków. W ubiegłym roku przypadało ono 1 kwietnia, a więc zakupy koncentrowały się w marcu i wrosły one wówczas aż o 7,9 proc., a licząc w cenach stałych o 8,8 proc. Statystyczna baza odniesienia do tegorocznych danych marcowych była więc bardzo mocno wyśrubowana. Dodatkowo warto zwrócić uwagę, że marcowe wydatki konsumentów były aż o 13,5 proc. wyższe niż w lutym. Te obserwacje sugerują, że dane za kwiecień pokażą ponownie spory wzrost sprzedaży detalicznej i uspokoją obawy przed większą wstrzemięźliwością polskich konsumentów.

Rodzaje „kredytów frankowych”, czyli ile franka jest we franku?

W związku ze wspomnianym przesunięciem świątecznych zakupów, w marcu obniżyła się aż o 10,4 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem sprzedaż żywności i napojów. O 11,3 proc. wzrosła liczona w cenach stałych sprzedaż samochodów i motocykli oraz części do nich, a aż o 20,5 proc. więcej konsumenci wydali na artykuły z kategorii meble oraz sprzęt RTV, AGD. Tendencja silnego wzrostu zakupów towarów trwałego użytku utrzymuje się już od kilku miesięcy, a w marcu uległa wyraźnemu przyspieszeniu.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Po styczniowym osłabieniu, w lutym produkcja budowlana wyraźnie poszła w górę. Dynamika sprzedaży detalicznej wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie, potwierdzając siłę konsumentów.

Najnowsze dane GUS przynoszą kolejne optymistyczne wiadomości. Produkcja budowlano-montażowa w lutym była o 15,1 proc. wyższa niż rok w wcześniej. Wszystko więc wskazuje na to, że styczniowe osłabienie aktywności w tej branży, gdy wzrost produkcji sięgnął zaledwie 3,2 proc. był tylko jednorazowym incydentem. W dalszej części roku należy spodziewać się lekkiego osłabienia tempa wzrostu, bowiem należy pamiętać, że trudno będzie poprawić bardzo dobre wyniki, osiągane w 2018 r. Tym bardziej, że wciąż są sygnały utrzymujących się kłopotów z mocami wykonawczymi i mocno rosnącymi kosztami surowców i materiałów oraz robocizny. W lutowych danych należy zwrócić uwagę na bardzo wysoką, sięgającą aż 27,9 proc. dynamikę wzrostu produkcji w firmach realizujących budowę budynków. Można się domyślać, że chodzi tu głównie o budynki mieszkalne, co potwierdzałoby tezę o bardzo dobrej wciąż koniunkturze w tym segmencie. Z kolei wynoszący 16,3 proc. wzrost produkcji w sektorze obiektów inżynieryjnych wskazuje na utrzymującą się dobrą sytuację w zakresie inwestycji infrastrukturalnych. Optymizm w kwestii inwestycji potwierdzają też inne dane GUS, mówiące że wartość robót tego typu wzrosła o 18 proc., podczas gdy wartość prac remontowych w już istniejących obiektach zwiększyła się jedynie o 10,1 proc.

Zobacz też:

Od kiedy można przystąpić do PPK?

Optymistyczne dla gospodarki sygnały płyną też z danych dotyczących konsumpcji. W lutym sprzedaż detaliczna w cenach bieżących była wyższa niż w lutym ubiegłego roku o 6,5 proc. To wzrost jedynie minimalnie niższy od zanotowanego w styczniu (wówczas wyniósł 6,6 proc.) oraz lepszy od oczekiwań analityków, którzy spodziewali się wzrostu o 6,3 proc.  Podobnie było w przypadku sprzedaży liczonej w cenach stałych, eliminujących wpływ inflacji. Tu wzrost wyniósł 5,6 proc., a więc być wyraźnie wyższy niż w styczniu (5,2 proc.) i niż spodziewali się analitycy (5,3 proc.). Z danych wynika, że wzrost konsumpcji nadal koncentruje się na artykułach szybkozbywalnych, o czym świadczy sięgający 13,5 proc. wzrost sprzedaży w niewyspecjalizowanych sklepach, czyli głównie w marketach, ale jednocześnie zaczyna przesuwać się w kierunku dóbr bardziej trwałych. Aż o 13,8 proc. zwiększyła się bowiem w lutym sprzedaż w kategorii meble oraz sprzęt RTV i AGD. Coraz więcej konsumenci wydają też na kosmetyki i wyroby farmaceutyczne, w przypadku których sprzedaż w cenach stałych zwiększyła się o 8,2 proc. Dynamika wzrostu sprzedaży żywności wyniosła jedynie 1,6 proc.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

O GERDA BROKER

GERDA BROKER specjalizuje się w doradztwie w zakresie identyfikacji optymalnych źródeł pozyskania przez przedsiębiorców finansowania, jak również w przygotowaniu formalnych aspektów związanych z organizacją kapitału niezbędnego do realizacji celów biznesowych. Obejmuje opieką doradczą małe, średnie oraz duże przedsiębiorstwa i doradza im w procesie pozyskiwania dodatkowych środków na realizację celów związanych z bieżącą działalnością operacyjną, ale także celów rozwojowych oraz inwestycyjnych. Gerda Broker powstała w 2013 roku z inicjatywy twórcy i głównego udziałowca firmy GERDA, której Polacy od 28 lat powierzają bezpieczeństwo swojego życia i mienia. Jest firmą niezależną, niepowiązaną z żadną grupą finansową, co pozwala na w pełni obiektywną ocenę potrzeb i sytuacji klientów i dobór odpowiednio dopasowanych produktów. W obliczu spadku atrakcyjności tradycyjnych form lokowania kapitału, siłą oferty Gerda Broker jest również możliwość inwestowania w nieruchomości – m.in. condohotele i zmodernizowane kamienice oraz w grunty o wysokim potencjale wzrostu wartości.

Najnowsze badania koniunktury w przemyśle przynoszą niekorzystne wskazania. W lutym indeks PMI nieoczekiwanie obniżył swoją wartość, a większość jego składowych sygnalizuje pogarszanie się sytuacji.

W lutym indeks PMI dla polskiego przemysłu obniżył swoją wartość z 48,2 do 47,6 punktu, powracając do ustanowionego w grudniu ubiegłego roku minimum. Poziom poniżej 50 punktów sygnalizuje pogarszanie się koniunktury. Styczniowa niewielka poprawa wskaźnika okazała się zjawiskiem nietrwałym. Analitycy IHS Markit podkreślają, że produkcja obniża się w tempie najszybszym od prawie dziesięciu lat. Główne powody to spadek liczby nowych zamówień. Dotyczy to głównie zamówień eksportowych, co wynika z pogorszenia się popytu z Niemiec. Wcześniejszy optymizm polskich firm skutkuje obecnie najmocniejszym od 20 lat wzrostem zapasów wyrobów gotowych. Tak szybkie narastanie zapasów to zjawisko groźne z punktu widzenia kondycji finansowej naszych firm.

Zobacz też:

Jakie konto firmowe wybrać? Miniporadnik dla przedsiębiorcy

Spadek zamówień i wzrost zapasów doprowadził do obniżenia się poziomu produkcji, a tendencja ta utrzymuje się już czwarty miesiąc z rzędu. Managerowie ankietowanych firm sygnalizują także zmniejszenie się zaległości produkcyjnych, które jeszcze kilka miesięcy wcześniej były zjawiskiem niemal powszechnym. Od kilku miesięcy obniża się liczba zatrudnionych. To wszystko wskazuje, że polskie firmy mogą mieć coraz większe kłopoty, a w największym stopniu dotyczy to eksporterów. Przedsiębiorstwa nastawione na konsumentów krajowych mogą z kolei liczyć na podtrzymanie popytu w drugiej części roku, dzięki zapowiedzianym transferom socjalnym.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Rok 2019 bez wątpienia będzie okresem globalnego spowolnienia wzrostu gospodarczego. Nie powinno ono być jednak zbyt głębokie, pod warunkiem że nie dojdzie do eskalacji napięć i konfliktów geopolitycznych.

Czynnikiem ryzyka, głównie dla rynków finansowych, może być polityka banków centralnych, przede wszystkim Fed. Inwestorzy nie powinni oczekiwać wysokich zysków i bardziej koncentrować się na ochronie kapitału.

Polska gospodarka ma szanse na czwórkę

Mimo niekorzystnych warunków zewnętrznych, doskonale widocznych już pod koniec 2018 r., polska gospodarka doskonale dawała sobie radę, rosnąć w tempie lekko przekraczającym 5 proc., przy jednocześnie niskiej inflacji. Połączenie obu tych czynników świadczy o równowadze makroekonomicznej, która dodatkowo wspierana była bardzo dobrą kondycją finansów państwa. W 2019 r. sytuacja nie będzie już tak komfortowa. Zagrożeń dla budżetu co prawda nie widać, ale tempo wzrostu gospodarczego będzie słabsze. Większość prognoz zakłada jego spowolnienie do 3,5-3,8 proc. Pesymiści obawiają się zejścia do nieco ponad 3 proc., zaś optymiści mają nadzieję na dynamikę PKB zbliżoną do 4 proc. Wydaje się, że ta druga grupa może być bliższa prawdy. Lokalne i globalne otoczenie nadal nie będzie nam pomagać, ale bilans czynników wewnętrznych nie musi być tak niekorzystny, jak się tego obawia większość ekonomistów. Przede wszystkim nadal silny powinien być popyt wewnętrzny, zarówno w przypadku konsumpcji gospodarstw domowych, jak i wydatków publicznych. Pozytywnie mogą też zaskoczyć inwestycje. Mimo zagrożeń, można też liczyć na neutralny lub nawet lekko korzystny wpływ bilansu handlowego na PKB. Warto zwrócić uwagę, że według większości renomowanych światowych ośrodków analitycznych, Polska należy do nielicznych krajów, dla których prognozy wzrostu gospodarczego są podwyższane względem wcześniejszych przewidywań. Nawet spowolnienie dynamiki PKB do 3-3,5 proc. stawiałoby nas w czołówce najszybciej rozwijających się krajów.

Zobacz też:

OEES: Pracodawcy RP wspierają ekonomię… wartości

Inflacja może nam dokuczyć

Tym, co najbardziej martwi zarówno konsumentów, jak i posiadaczy oszczędności oraz inwestorów, jest perspektywa wzrostu inflacji. Pod tym względem 2018 r. był wyjątkowo łaskawy. W kolejnych miesiącach, a szczególnie w drugiej połowie 2019 r. na taryfę ulgową raczej nie ma co liczyć. Niemal wszyscy ekonomiści spodziewają się wyraźnego przyspieszenia tempa wzrostu cen. Jednak co ciekawe, największym pesymizmem wykazują się eksperci Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP, prognozując możliwość wzrostu inflacji nawet do 3,2 proc. Jednocześnie Rada Polityki Pieniężnej nadal konsekwentnie deklaruje utrzymywanie stóp procentowych na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie. Takie zestawienie zdecydowanie niekorzystnie wróży posiadaczom oszczędności. Oprocentowanie lokat bankowych i tak już dramatycznie niskie, nie pójdzie w górę, co przy zwiększonej inflacji będzie powodować silniejszą niż dotąd erozję realnej wartości odkładanych pieniędzy i kapitału lokowanego w najbardziej bezpiecznych instrumentach finansowych. W tej materii widoczne wyraźnie od kilkunastu miesięcy preferencje oszczędzających i inwestorów raczej nie ulegną zmianie. Nie sprzyja temu zresztą niepewność warunków na rynkach finansowych, której sygnały pojawiły się już w 2018 r., a szczególnie w jego ostatnich miesiącach. Nawet gdyby inflacja okazała się niższa, niż szacuje NBP, większość bezpiecznych instrumentów nie będzie w stanie ochronić realnej wartości kapitału. Wyjątkiem będą obligacje skarbowe indeksowane wskaźnikiem inflacji oraz nieruchomości. W obu tych przypadkach obserwowany jest silny wzrost zainteresowania ze strony posiadaczy oszczędności.

Silny wzrost inflacji nie jest jednak przesądzony. U podstaw takiego scenariusza leży bowiem założenie wzrostu cen energii. Według najnowszych zapowiedzi przedstawicieli rządu, prąd dla gospodarstw domowych nie powinien podrożeć. Gdyby tak się stało, efekt inflacyjny miałby charakter pośredni, związany jedynie z podwyżkami cen wynikającymi z wyższych kosztów energii dla firm. Niewiadomą pozostaje wpływ ceny ropy naftowej i żywności.

Niepewnie na rynkach finansowych

Rok 2018 okazał się zdecydowanie niepomyślny dla inwestorów. Indeksy na większości giełd poszły mocno w dół, a straty sięgały w wielu przypadkach po kilkanaście procent. W ostatnich miesiącach zaczęła się także wyraźnie chwiać hossa na Wall Street. Perspektywy na 2019 r. także nie wyglądają najlepiej. Trudno spodziewać się wzrostów, gdy koniunktura w globalnej gospodarce słabnie, a groźba eskalacji, a co najmniej utrzymywania się konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, wykraczającego poza relacje handlowe, wciąż jest aktualna. Jednak biorąc pod uwagę skalę spadków, przekraczającą 20 proc. na giełdzie w Szanghaju, sięgającą 17 proc. we Frankfurcie, można zakładać, że spowolnienie gospodarcze w większości zostało już przez inwestorów zdyskontowane. Gdyby więc okazało się, że nie będzie ono zbyt głębokie i długotrwałe, można oczekiwać poprawy sytuacji na giełdach w drugiej połowie 2019 r. Nastroje na rynkach finansowych może jednak psuć obawa o kondycję gospodarki amerykańskiej, która dopiero zacznie spowalniać, a pesymiści przewidują, że w 2020 r. może nawet wejść w fazę recesji. W takiej sytuacji pogłębienie spadkowej tendencji na Wall Street byłoby bardzo prawdopodobne, a to niekorzystnie wpływałoby na pozostałe światowe parkiety.

Jednym z kluczowych czynników, od których zależeć będą tendencje na rynkach finansowych, są działania Fed. Jeśli będzie kontynuował cykl zaostrzania polityki pieniężnej, należy się spodziewać gorszej koniunktury na giełdach, umocnienia dolara oraz wzrostu rentowności amerykańskich obligacji skarbowych. Mocny dolar to czynnik niekorzystny dla rynków wschodzących i notowań surowców. Ewentualne pogorszenie się koniunktury w Stanach Zjednoczonych powinno jednak powstrzymać rezerwę federalną przed podwyżkami stóp procentowych. Do tej pory Fed zapowiadał trzy podwyżki w 2109 r., jednak ten scenariusz wydaje się coraz mniej prawdopodobny, co sugerował w niedawnych wypowiedziach Jerome Powell, deklarując uzależnienie ścieżki podwyżek stóp od danych makroekonomicznych.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

 

We wrześniu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 1,9 proc., a więc tylko minimalnie mniej niż miesiąc wcześniej. Mocniej niż poprzednio drożała żywność, nadal mocno rosną ceny paliwa.

Wrześniowy wskaźnik inflacji okazał się wyższy niż się spodziewano i wyższy niż wynikało to z wcześniejszego szybkiego szacunku GUS. Powszechnie oczekiwano znacznie łagodniejszego tempa wzrostu cen, co miało wynikać głównie z wysokiej bazy porównawczej z września ubiegłego roku, gdy inflacja sięgała 2,2 proc. Te rachuby pokrzyżowały jednak bardzo wysokie notowana ropy naftowej, które przełożyły się na 12 proc. wzrost cen paliw na stacjach (olej podrożał o 15,6 proc., a benzyna o 10,5 proc.). Niespodziewanie mocniej w górę poszły ceny żywności, zwyżkując o 2,3 proc. (w sierpniu wzrost sięgał 2,1 proc.) To jednak dynamika znacznie mniejsza niż rok wcześniej, gdy sięgała aż 5 proc. Niewielkie to jednak pocieszenie, bo tendencja wzrostowa wciąż trwa, choć eksperci spodziewają się mniejszej presji na wzrost cen pod koniec roku.

Potwierdzają się obawy o wzrost cen pieczywa, choć rzeczywistość nie jest aż tak źle, jak alarmowały media. Pieczywo średnio było we wrześniu droższe o 5,9 proc. niż przed rokiem. Niewiele mniej, bo o 5,4 proc. zdrożało coraz bardziej popularne mięso drobiowe. O 4,9 proc. w górę poszły mleko, sery i jaja (te ostatnie są aż o 21,9 proc. droższe niż rok temu). Nie potwierdzają się z kolei doniesienia o dynamicznym wzroście cen masła. Według GUS we wrześniu było ono droższe o 2,5 proc. w porównaniu do września ubiegłego roku. Najmocniej, bo aż o 10,2 proc. podrożały warzywa. O prawie 6 proc. staniały za to owoce. Najwięcej powodów do zadowolenia mają amatorzy słodyczy, bowiem cukier jest tańszy niż rok temu o prawie 30 proc.

Choć koszty użytkowania mieszkania i nośników energii rosły nieco wolniej niż miesiąc wcześniej, bo o 2,2 proc. (w sierpniu wzrost sięgał 2,4 proc.), to wciąż mocno drożeje opał. We wrześniu jego cena poszła w górę o 5,6 proc. (miesiąc wcześniej o 7,7, proc.). O 1,8 proc. więcej trzeba płacić za gaz. Ceny energii, której nieuchronnym wzrostem straszą nie tylko media, na razie trzymane są w ryzach i nie idą w górę, choć koszty wytwarzania prądu idą w górę bardzo dynamicznie. O 4,2 proc. wyższe niż przed rokiem są koszty usług związanych z prowadzeniem gospodarstwa domowego. Spośród usług szczególnie istotnych warto zwrócić uwagę na 3,5 proc. wzrost cen usług lekarskich oraz 2,6 proc. cen związanych z edukacją i opieką społeczną (wzrost o 3,7 proc.).

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Eksperci

Wierzyciel nie musi spłacać w całości swego długu upadłemu, aby móc samemu zaspokoić się z

Z chwilą ogłoszenia upadłości majątek upadłego staje się masą upadłości i służy zaspokojeniu wszystk...

Inflacja rośnie zgodnie z planem – mocniej w górę poszły ceny żywności oraz paliw

Potwierdziły się wstępne szacunki GUS, zakładające wzrost inflacji w marcu do 1,7 proc. Mocniej w gó...

Jak jest dobrze, to trzeba korzystać

Rynki podtrzymują pozytywny nastrój, o co nie jest zbyt trudno, biorąc pod uwagę stały przepływ pozy...

Grejner – Co się porobiło – bitcoin oazą stabilności

Polityka monetarna Rezerwy Federalnej, globalne spowolnienie gospodarcze, brexit, negocjacje handlow...

Program 500 plus najhojniejszym programem na świecie

Rozszerzenie programu Rodzina 500 plus na każde dziecko pochłonie dodatkowo ok. 20 mld zł rocznie. W...

AKTUALNOŚCI

Przejściowe załamanie wzrostu sprzedaży detalicznej

Dane GUS, sygnalizujące wzrost sprzedaży detalicznej w marcu o zaledwie 3,1 proc., na pierwszy rzut ...

Strajk nauczycieli, czyli dlaczego porozumienia branżowe ważne dla gospodarki

Federacja Przedsiębiorców Polskich wskazuje, że układy zbiorowe i porozumienia branżowe – także w se...

Polacy coraz chętniej stawiają na własny biznes

Polska mikroprzedsiębiorczość intensywnie się rozwija. Na koniec 2018 r. liczba nowo zarejestrowanyc...

Dlaczego taksówkarze walczą o taksometry, skoro używają aplikacji?

FPP: Dlaczego taksówkarze walczą o taksometry, skoro używają aplikacji? Ustalenie ceny kursu z góry ...

Czy globalne spowolnienie przerodzi się w recesję?

Prognozy inwestycyjne na drugi kwartał 2019 Pierwsze trzy miesiące 2019 roku były dla rynków finanso...