sobota, Listopad 25, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "rodzice"

rodzice

31 maja weszły w życie zaostrzone przepisy Kodeksu Karnego przewidujące surowsze kary dla dłużników alimentacyjnych. Po 4 miesiącach obowiązywania znowelizowanych przepisów wyraźnie zmniejszyła się liczba niepłacących rodziców, którzy trafiają do Krajowego Rejestru Długów. O ile np. w marcu wpisano do rejestru blisko 2,5 tysiąca nowych dłużników, to we wrześniu niespełna 600. Zmalała też kwota dopisywanego długu.

Od 31 maja w Kodeksie Karnym nie znajdziemy już zapisu o „uporczywym” uchylaniu się od płacenie alimentów. Do tej pory pozwalał on na unikanie odpowiedzialności karnej za niełożenie na dzieci. Wystarczyło bowiem wpłacić symboliczną kwotę na rzecz potomka, aby wybronić się od kary. Teraz rodzic, który nie płaci na dziecko przez trzy miesiące, trafia przed oblicze prokuratora. Jeśli po takim spotkaniu w ciągu miesiąca nie ureguluje długu, do sądu wpływa akt oskarżenia w jego sprawie. Z kolei ten może ukarać dłużnika alimentacyjnego karą więzienia lub dozorem elektronicznym.

A, jak pokazują dane Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, w Polsce zasądzonych alimentów nie płaci 324 tys. opiekunów. W sumie długi alimentacyjne wynoszą ponad 11,7 mld złotych. Średnio niesolidny rodzic zalega ze spłatą przeszło 36,3 tys. złotych. Najczęściej jest nim mężczyzna – 95 proc. wszystkich dłużników alimentacyjnych to panowie. Tym niesumiennym ojcom uzbierał się dług w wysokości 11, 35 mld złotych, co stanowi 96 proc. łącznego zadłużenia wszystkich dłużników alimentacyjnych, którzy trafili do KRD.

Nie wiemy, ilu niepłacących rodziców dostało wezwania do prokuratury, ale od 3 miesięcy obserwujemy wyraźny spadek liczby nowych wpisów z tego tytułu. O ile jeszcze w pierwszej połowie roku do Krajowego Rejestru Długów trafiało miesięcznie do 1,5 do 2,5 tys. nowych dłużników alimentacyjnych z długiem sięgającym od 150 do 180 mln złotych, to w ostatnim kwartale mamy 450-650 nowych wpisów miesięcznie na kwotę 90-106 mln złotych. Jeśli ten trend się utrzyma, to pod koniec roku możemy się spodziewać, że długi alimentacyjne zaczną w końcu spadać – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Jak podkreśla prezes KRD BIG, ważne jest, aby wobec dłużników alimentacyjnych stosować jednocześnie wszelkie przewidziane prawem środki dyscyplinujące, a nie tylko wybiórczo pojedyncze, co jest niestety powszechną praktyką. Jeśli alimenciarz w krótkim czasie dostanie wezwanie do prokuratora, gmina skieruje go na roboty publiczne, wydział komunikacji odbierze prawo jazdy, a bank odmówi kredytu z powodu wpisu do Krajowego Rejestru Długów, wówczas skuteczność takich skumulowanych działań będzie większa.

Ostrożną optymistką jest także Dorota Herman ze Stowarzyszenia „Dla naszych dzieci”.

Jak na razie nie możemy mówić o spektakularnych efektach, jakie przyniosła nowelizacja Kodeksu Karnego. Nie mniej jednak, zaczynają do nas docierać sygnały od samotnych matek, które mówią o ojcach spłacających drobne kwoty. Zapewne wynika to z tego, że ci panowie, w obawie przed grzywną, opaską elektroniczną lub więzieniem, nie chcą dopuścić do „uzbierania się” zaległości wobec dzieci, których równowartość mogłyby wynieść co najmniej trzech świadczeń okresowych. Pomimo, że te sygnały są sporadyczne, to i każda taka wiadomość jest dla nas krzepiąca. W końcu do dzieci trafiają należne im środki na życie, nawet jeśli są to drobne kwoty – tłumaczy Dorota Herman.

Na mapie Polski w trzech województwach zadłużenie niesolidnych rodziców przekracza miliard złotych. Niechlubną trójkę regionów z największym długiem alimentacyjnym otwiera Mazowsze, gdzie 38,7 tys. opiekunów ma do oddania swoim dzieciom 1,53 mld złotych. Na drugim miejscu są rodzice z województwa śląskiego. Ich zadłużenie wynosi 1,32 mld złotych, a na tę kwotę uzbierało się 38,9 tys. dłużników. Podium zamykają nierzetelni opiekunowie z Dolnego Śląska, których dług przekracza 1,10 mld złotych. W tym regionie 32,6 tys. osób wymiguje się od łożenia na swoje dzieci. Z kolei najlepiej w regulowaniu alimentów wypadają rodzice z województwa opolskiego. W bazie danych KRD widnieje 7 778 niesolidnych opiekunów z tego regionu, a ich dług wynosi 1,53 mln złotych.

Z kolei najbardziej zadłużony rodzic, który nie wywiązuje się z obowiązku alimentacyjnego, to 50-letni mężczyzna z powiatu legionowskiego na Mazowszu. Rekordziście uzbierał się dług przekraczający 585 tys. złotych. Mimo, że ta kwota wydaje się być wręcz nierealna, jest efektem długoletniego uchylania się od płacenia na kilkoro dzieci. Jak łatwo się domyślić, to nieuregulowane alimenty z co najmniej kilkunastu lat – dodaje Adam Łącki.

 

Źródło; Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej SA

Oszczędzaj i ucz oszczędzać” – dzisiejsi trzydziesto- i czterdziestolatkowie mogą pamiętać to hasło ze szkoły, gdy odkładali pieniądze w Szkolnych Kasach Oszczędności. Kiedyś była to właściwie jedyna forma edukacji finansowej kierowana do dzieci. Dziś tych możliwości jest już znacznie więcej. Ale co właściwie nasze zieci wiedzą o finansach i czy rodzice są dla nich odpowiednim źródłem wiedzy? Z badania Nationale-Nederlanden wynika, że 63 proc. Polaków uważa swoją wiedzę finansową za wystarczającą, ale jednocześnie wielu z nas nie potrafi realnie oszacować kosztów wynikających z różnych sytuacji życiowych.

Co trzeci Polak (37 proc.) rozmawia z dziećmi o finansach, a 58 proc. zachęca je do oszczędzania. Jedna piąta nie robi jednak zupełnie nic w kwestii edukacji finansowej swoich pociech. Te wyniki nie napawają optymizmem, a piętnaście-dwadzieścia lat temu było jeszcze gorzej. Jedynie 18 proc. z nas pamięta, że rodzice rozmawiali z nami o finansach, a 41 proc. było przez nich zachęcanych do oszczędzania. Jedna czwarta w ogóle nie poruszała kwestii pieniędzy z rozmowach z rodzicami. – Te deklaracje pokazują, że zarówno w przeszłości, jak i obecnie rodzice chcieliby, by ich dzieci odkładały pieniądze, ale znacznie mniej osób zdobywa się na wysiłek, by edukować je w zakresie finansów. Wygląda więc na to, że oczekujemy od najmłodszych racjonalnych postaw, ale jednocześnie nie dajemy im chociażby teoretycznej podstawy – mówi Michał Nestorowicz, Dyrektor ds. Badań i Analiz w Nationale-Nederlanden.

Co ciekawe, rodzice w wieku 40-50 lat, z uwagi na to, że posiadają starsze dzieci, bardziej angażują je w sprawy finansowe, zachęcają do oszczędzania i regularnie dają im kieszonkowe. Z kolei rodzice z pokolenia trzydziestolatków nieco częściej niż w pozostałych grupach wiekowych rozmawiają z dziećmi na tematy związane z finansami i budżetem domowym.

Nie jest tak dobrze, jak myślimy

Ciekawe jest również to, jak Polacy oceniają swoją wiedzę finansową. Za wystarczającą uważa ją prawie dwie trzecie respondentów (63 proc.). Najlepiej w tym względzie postrzegają siebie trzydziesto- i czterdziestolatkowie, częściej mężczyźni niż kobiety. A jak wygląda rzeczywistość? W obejmującym trzydzieści krajów badaniu poziomu świadomości finansowej przygotowanym przez OECD Polacy znaleźli się na ostatnim miejscu. Tylko 32 proc. ustawia sobie długoterminowe cele finansowe i dąży do ich realizacji.

Potwierdza to badanie Nationale-Nederlanden. Jedna czwarta Polaków uważa, że ogólne koszty (wydatki na prywatną opiekę medyczną, koszty leków, rehabilitacja, ewentualne utracone dochody), jakie pociąga zachorowanie na raka mieszczą się w kwocie do tysiąca złotych. Tę samą sumę wskazało 15 proc. badanych pytanych o wydatki związane z wystąpieniem zawału serca. – Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna. Wizyta prywatna u specjalisty to koszt od 150 do 250 zł, nie wspominając o kosztach badań, jak chociażby tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny – mówi Michał Nestorowicz. Suma łącznych wydatków ponoszonych w przypadku zachorowania na nowotwór to według Polaków średnio 5 tys. zł. Jednocześnie koszty, które trzeba ponieść w przypadku uszkodzenia samochodu w wypadku samochodowym, wyceniają średnio na 10 tys. zł. Z kolei ich zdaniem start dziecka w dorosłość, bez kosztów edukacji, to wydatek rzędu średnio 15 tys. zł, a przeciętne wydatki na emeryturze zamykają się według Polaków w sumie 2 tys. zł miesięcznie.

Przykład idzie z góry

Polacy posługują się mitami w swoich opiniach o ubezpieczeniu. Pytani o to, jaką część budżetu domowego może pochłonąć indywidualne ubezpieczenie na życie, około 25 proc. respondentów odpowiedziało, że składka musi być droga i wynosić ponad 100 zł miesięcznie. Z kolei jedna trzecia ankietowanych w ogóle nie potrafi określić jej wysokości. – Polacy są wciąż przekonani, że takie ubezpieczenie jest drogie i się nie opłaca lub po prostu nie myślą o tym. Ich wiedza na temat ubezpieczeń jest ciągle bardzo mała. Nie wiemy więc nie tylko ile ubezpieczenia kosztują, ale też co można na nich zyskać – mówi Anna Hełka, Psycholog społeczna z SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego.

Przykład ubezpieczeń pokazuje, że z edukacją finansową Polaków nie jest więc najlepiej. Tymczasem pozwala nam ona nie tylko na co dzień w lepszy sposób gospodarować domowym budżetem, ale również zabezpieczyć się przed nieprzewidzianymi sytuacjami losowymi. Podnoszenie poziomu edukacji finansowej jest nie tylko w naszym interesie, ale również najmłodszych. Zdaniem specjalistów powielają one bowiem zazwyczaj w dorosłym życiu model, który znają z domu. – Gdy rodzice nadmiernie zadłużają się, wielce prawdopodobne jest, że dzieci będą robić to samo. Jeżeli jednak zadbamy o przyszłość najbliższych, chociażby poprzez oszczędzanie czy też wykupienie ubezpieczenia, które wesprze naszą rodzinę na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń, to pokażemy dzieciom, że nasza edukacja finansowa to nie tylko deklaracje – podsumowuje Michał Nestorowicz.

Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Fundacji mBanku, blisko 95 proc.  rodziców pomaga dzieciom w nauce, z czego najwięcej czasu (aż 40 proc.) poświęcają na  matematykę.  

Najnowsze badanie „Wsparcie rodziców w nauce matematyki”, przeprowadzonego przez Kantar MillwardBrown na zlecenie mFundacji (lipiec 2017 r.)wykazało, że polskie rodziny mają dużo obowiązków związanych z pracami domowymi dzieci. Aż 95 proc. rodziców pomaga swoim pociechom w odrabianiu lekcji lub uczeniu się nowych zagadnień. Taką postawę rodzice uważają za naturalną – 83 proc. uważa, że pomoc w nauce jest ich obowiązkiem. Tylko 28 proc. rodziców uważa, że za wykształcenie dziecka odpowiadać powinna wyłącznie placówka edukacyjna.

Przekonanie o obowiązku pomocy dzieciom zmniejsza się nieco,  gdy  dzieci są starsze ( z 87 proc. wśród rodziców dzieci najmłodszych do 77 proc. rodziców dzieci w wieku 10-12) i coraz więcej czasu przeznaczają na naukę w domu (z 1 godziny w wieku 5-6 do prawie 2 godzin w wieku 10-12).

Matematyka traktowana priorytetowo

Dzieci i rodzice spędzają średnio na odrabianiu lekcji i dalszej nauce ponad 1,5 godziny dziennie, z czego najwięcej, bo prawie 40 minut, poświęcają matematyce. Polscy rodzice mają bardzo pozytywny stosunek do królowej nauk. Prawie ¾ wszystkich przebadanych rodziców uważa matematykę za jeden z najważniejszych przedmiotów w szkole. Matematyka zajmuje też wysokie miejsce w kategorii „Przedmioty, do których rodzice przykładają szczególną wagę”. Na pierwszym miejscu wymienia ją aż 61 proc. ankietowanych.

Im starsze dziecko, tym ważniejsza jest dla rodziców matematyka. Jej naukę przedkłada się nawet ponad języki obce. Odsetek rodziców stawiających matematykę na pierwszym miejscu rośnie wraz z wiekiem dziecka i w grupie rodziców dzieci 10 – 12-letnich osiąga poziom 65 proc.

W matematyce rodzice pomagają sami

Poza szkołą dzieci uczą się matematyki przede wszystkim w domu, pod okiem rodziców. Wraz z wiekiem dziecka zmienia się model tej dodatkowej pracy. W najstarszej grupie dzieci (10-12 lat) da się zaobserwować wzrost znaczenia zajęć dodatkowych u korepetytorów (z 6 proc. u dzieci w wieku 5-6 do 18 proc. u najstarszych) i zmniejszenie częstotliwości udzielania pomocy w domu.

Wciąż jednak dominujące  pozostaje uczenie się w domu. Być może dlatego, że rodzice  bardzo dobrze oceniają swoje umiejętności matematyczne: aż 62 proc. z nich uważa, że matematyka jest dla nich łatwa. Ciekawe jest natomiast zestawienie oceny umiejętności rodzica z tym, czy ich dziecko lubi matematykę. Dla przykładu, rodzice najstarszych dzieci czują się najpewniej w tej dziedzinie (najwięcej, bo aż 65 proc. uważa, że matematyka jest łatwa), ale ich dzieci… najmniej lubią ten przedmiot.

Ale nie są na tym polu zbyt kreatywni

Podejście rodziców do nauki matematyki jest tradycyjne. Brakuje im wiedzy i wyobraźni, jak można niestandardowo podejść do nauczania matematyki. W większości nie czują też takiej potrzeby – uważają matematykę za łatwy do opanowania przedmiot i kopiują schematy znane im doskonale z okresu własnych doświadczeń szkolnych.

Stosunkowo największą kreatywnością wykazują się rodzice dzieci najmłodszych (5-6 lat). Do nauki wykorzystują gry i zabawki edukacyjne czy wspólne zabawy mające ułatwić naukę matematyki – narzędzia te stosuje prawie 2 razy liczniejsza grupa rodziców niż w pozostałych kategoriach wiekowych.

Od 7 roku życia dziecka wśród rodziców dominują tradycyjne metody nauki: tłumaczenie zasad matematyki (85 proc. w grupie 10-12), sprawdzanie odrobionych lekcji (80 proc.), wspólne rozwiązywanie zadań z książki (77 proc.) i przepytywanie dziecka (np. z tabliczki mnożenia).

Co ciekawe, choć sami nie jesteśmy zbyt postępowi, szkole stawiamy wysokie wymagania odnośnie metod nauczania. Z badania mFundacji wynika, że rodzice chcieliby, aby szkoła bardziej kreatywnie podchodziła do nauczania dzieci matematyki – uważa tak 80 proc. ankietowanych. Tylko co czwarty rodzic uważa, że współczesna szkoła dobrze radzi sobie z uczeniem dzieci.

Metody rodziców rozmijają się z oczekiwaniami dzieci

Rodzice usilnie trzymają się metod nauczania, które sami pamiętają, podczas gdy ich dzieci – pokolenie urodzone w dobie wszechobecnego Internetu – naturalnie wybierają aplikacje mobilne czy platformy internetowe.

Najczęściej wykorzystywana w pomocy dzieciom jest wiedza własna rodzica (88 proc. w grupie najstarszych dzieci, 79 proc. wśród dzieci 7-9) oraz podręczniki i ćwiczenia szkolne dziecka (ok. 75 proc. w obu starszych grupach, tylko 47 proc. wśród młodszych). Rodzice starszych dzieci przestają tłumaczyć dziecku praktyczność matematyki, skupiając się na jej abstrakcyjności – z 50 proc. do 30 proc. spada wykorzystywanie przedmiotów z otoczenia dziecka do tłumaczenia zagadnień matematycznych. Podobnie w przypadku gier planszowych – korzysta z nich dwa razy mniej rodziców dzieci starszych (30 proc.) niż najmłodszych (62 proc.).

Do Internetu rodzice sięgają dopiero na późniejszym etapie nauki oraz głównie po to, by znaleźć zestawy zadań matematycznych i ich rozwiązania (44 proc. rodziców dzieci najstarszych vs. 22 proc. rodziców dzieci najmłodszych). Gry komputerowe czy aplikacje akceptowane są przez rodziców wyłącznie jako uzupełnienie, dodatkowa zabawa. Rodzice nie sądzą, aby mogły one być podstawowym narzędziem pomocy w nauce.

A co wybierają dzieci? Mają zupełnie odmienne preferencje od rodziców. Najbardziej lubią gry planszowe (46 proc. odpowiedzi; wykorzystywane tylko przez 24 proc. rodziców), matematyczne gry na komputerze (43 proc. odpowiedzi; wykorzystanie przez rodziców: 12 proc.) czy aplikacje i programy na tablet/telefon (32 proc. odpowiedzi; wykorzystanie przez rodziców: 9 proc.).
Im starsze dziecko, tym bardziej preferuje cyfrowe formy, łącznie z YouTube.

 A dzieci im starsze, tym mniej lubią matematykę

Wbrew  preferencjom dzieci, które – im starsze, tym bardziej wolałyby cyfrowe formy wsparcia – rodzice coraz częściej wykorzystują tradycyjne metody nauczania. Choć dopuszczają włączenie do nauki Internetu, koncentrują się głównie na powtarzaniu treści z podręczników.

Towarzyszy temu wyraźny regres w postrzeganiu matematyki przez dzieci.
Z przedmiotu najbardziej lubianego (71 proc. dzieci w wieku 5-6) staje się przedmiotem lubianym coraz mniej. Z 3 do 16 proc. wzrasta grupa dzieci zdecydowanie nie lubiących matematyki (dzieci w wieku 5-6 vs. dzieci 10-12). W konsekwencji wzrasta też poczucie, że matematyka jest trudna. Tylko 9 proc. dzieci w wieku 5-6 uważa matematykę za trudną lub raczej trudną. Wśród dzieci 10-12 odsetek ten wzrasta dwukrotnie.

Podsumowanie

Polscy rodzice dostrzegli, że matematyka jest szansą na lepszą przyszłość dla ich dzieci. Zdają sobie sprawę, że wiele zawodów przyszłości opiera się na dobrej znajomości matematyki. Dlatego przykładają do jej nauczania dużą wagę i poświęcają jej czas.

Robią to jednak tradycyjnymi metodami, kopiując schematy nauczania ze swoich szkolnych czasów.  Dość wcześnie przestają uczyć dzieci matematycznego sposobu patrzenia na otaczający świat, wykorzystywania codziennych przedmiotów do nauki matematyki. Zagadnienia tłumaczone są w abstrakcyjny sposób – podobnie jak w szkole – z wykorzystaniem tradycyjnych narzędzi jak np. podręczniki czy zestawy zadań matematycznych. W zakresie nauczania, polskich rodziców ominęła również cyfrowa rewolucja. Narzędzia internetowe i mobilne uważają jedynie za dodatkowe wsparcie nauki, nie widzą ich potencjału w przyswajaniu wiedzy. To znacząco rozmija się z oczekiwaniami dzieci, które dodatkowo postrzegają matematykę jako zbyt abstrakcyjną – bo tłumaczoną na obcych wzorach – i wskutek tego nie dostrzegają jej obecności w realnym świecie.

 

Źródło: MSL

 

 

 

 

 

 

 

Wsparciem z rządowego programu „Rodzina 500 plus” w czerwcu objęto już ponad 3,98 mln dzieci do 18 lat – przekazało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Do ponad 2,6 mln rodzin trafiło 29,2 mld zł.

Z informacji resortu wynika, że w całej Polsce programem „Rodzina 500 plus” jest objętych prawie 58 proc. wszystkich dzieci do 18 lat. Wsparcie trafia do ponad 2,6 mln rodzin, w tym ok. 380,5 tys. to rodziny wielodzietne.
„Świadczenie otrzymuje już ponad 726 tys. rodzin z jednym dzieckiem do 18 roku życia. Rodzin pobierających świadczenia z dwójką dzieci jest ponad 1,5 mln; z trojgiem dzieci – 305 tys., z czworgiem – 56 tys., z pięciorgiem ponad 13 tys., z sześciorgiem 6 tys.” – podkreślono w komunikacie resortu.

Według ministerstwa programem „Rodzina 500 plus” jest objętych 115,5 tys. rodzin wychowujących dziecko niepełnosprawne. Prawie 60 proc. rodzin otrzymuje świadczenie po uwzględnieniu kryterium dochodowego na pierwsze lub jedyne dziecko

Od początku trwania programu do rodzin trafiło ponad 29,2 mld zł.

Program „Rodzina 500 plus” ruszył 1 kwietnia w całej Polsce. Świadczenie wychowawcze w wysokości 500 zł rodzice otrzymają niezależnie od dochodu na drugie i kolejne dzieci do ukończenia przez nie 18 roku życia. W przypadku rodzin z dochodem poniżej 800 zł netto na osobę (lub 1200 zł netto w przypadku wychowywania w rodzinie dziecka niepełnosprawnego) wsparcie można otrzymać także na pierwsze lub jedyne dziecko.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Polska znajduje się w czołówce państw Unii Europejskiej pod względem odsetka gospodarstw domowych zamieszkujących z dziećmi.

Z opublikowanych w 2015 r. badań Eurostatu wynika, że w 38,4 proc. gospodarstw domowych w Polsce znajduje się co najmniej jedno dziecko. To znacznie większy odsetek niż średnia dla Unii Europejskiej, która wynosi 29,8 proc. Polska plasuje się pod tym względem w ścisłej czołówce Europy ustępując miejsca tylko Cyprowi (38,9 proc.) oraz Irlandii (41,5 proc.). Wśród państw spoza Unii Europejskiej wyższe statystyki mają też Macedonia (49,4 proc.) i Turcja (54,3 proc.). Średnią europejską zaniżają natomiast Szwedzi i Niemcy (poniżej 22 proc.). – Unia Europejska na potrzeby badań definiuje „dziecko” jako członka gospodarstwa domowego w wieku poniżej 25 lat, całkowicie zależnego finansowo od innych dorosłych członków gospodarstwa domowego, mówi Marcin Jańczuk z sieci biur nieruchomości Metrohouse. – Jednak mimo to, nasz kraj wyróżnia się w tych statystykach, co powinno dać wiele do myślenia całej branży nieruchomości –od architektów, projektantów aż do deweloperów.

Co jest ważne dla rodzin?

Rodziny posiadające dzieci są bardzo atrakcyjną grupą klientów dla deweloperów. Są jednak dość wymagającymi nabywcami. Poza tak istotnymi czynnikami jak cena, lokalizacja i standard inwestycji poszukują rozwiązań, które sprawią, że ich dzieci będą mieć zapewnioną co najmniej bezpieczną aktywność na pobliskim placu zabaw. – Z przeprowadzonych niegdyś w Metrohouse badań ankietowych wynikało, że rodzice pytają doradców o bliskość szkół i przedszkoli, ale także o place zabaw, windę, czy pomieszczenia takie jak wózkownia, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse. Z kolei 58 proc. ankietowanych deweloperów przyznało, że jeżeli klientem jest osoba posiadająca już dziecko, w wyborze inwestycji kieruje się także udogodnieniami dla dzieci. Prawie wszyscy deweloperzy twierdzą, że takie udogodnienia można spotkać na budowanych przez nie osiedlach. Rzeczywistość jest jednak nieco inna. Jak wynika z danych portalu RynekPierwotny.pl, w zależności od województwa, tylko od 30 do 50 proc. inwestycji posiada własny plac zabaw.

Nie tylko mieszkania

Wraz z powiększaniem się rodzin pojawia się pytanie o zakup większego lokum. W największych polskich miastach zakup domu wolnostojącego pozostaje poza zasięgiem portfela większości rodzin, ale w sukurs przychodzą inne rozwiązania. Coraz popularniejszym kompromisem dla rodzin stają się segmenty pod miastem, których ceny mogą śmiało konkurować z kosztami jakie należałoby ponieść kupując duże 3-4 pokojowe mieszkanie w mieście. W zeszłorocznej ankiecie Metrohouse przeprowadzonej przez klientów posiadających dzieci 63 proc. ankietowanych odpowiedziało, że najkorzystniejszą lokalizacją dla rodzin są obrzeża miast. – Przykładowo, w promieniu 40 km od centrum Warszawy można kupić nowy segment w cenie do 500 tys. zł. podczas gdy w stolicy taka kwota wystarczy na niewiele więcej niż 60 m kw. mieszkania, mówi Marcin Jańczuk. Lokalni przedsiębiorcy budujący tego rodzaju inwestycje zdają sobie sprawę z tych dysproporcji i silnie zabiegają o rodziny. Ma to odzwierciedlenie w prowadzonych działaniach marketingowych, które są ukierunkowane właśnie do tej grupy potencjalnych nabywców.

 

Źródło: Metrohouse

Już prawie połowa polskich rodziców deklaruje, że odkłada pieniądze na przyszłość swoich dzieci – wynika z badania „Dojrzałość Finansowa Polaków 2017”. Co ciekawe, duża część z nich robi to już od chwili narodzin pierwszego potomka. Dzieci dają nam więc impuls do oszczędzania. Dodatkowo, blisko 80 proc. Polaków uważa, że z dziećmi warto rozmawiać o finansach już od najmłodszych lat.

Większość Polaków uważa się za osoby dojrzałe i odpowiedzialne. Z raportu „Dojrzałość Finansowa Polaków 2017” Nationale-Nederlanden wynika, że gdy zostajemy rodzicami, finansowe zabezpieczenie przyszłości zaczyna być dla nas ważniejsze niż dotychczas.

Oszczędności od narodzin

Blisko 2/3 Polaków, niezależnie od wieku, deklaruje, że posiada jakiekolwiek fundusze odłożone z myślą o przyszłości. Jeśli chodzi o odkładanie dla dzieci, to na ten cel oszczędza około 48 proc. badanych. Szczególnie interesujące jest podejście do zabezpieczenia przyszłości u młodych. Już 3/4 osób w wieku 20-29 lat, które mają oszczędności dla swych pociech, deklaruje, że rozpoczęło odkładać pieniądze w momencie narodzenia dziecka. Wśród obecnych 30-latków tę odpowiedź wybrało 59 proc. badanych. Dzięki takiej postawie rodzice mogą być przygotowani zarówno na sporadyczne wydatki, jak i na długoterminowe plany związane z przyszłością dziecka.

Ważna edukacja

81 proc. społeczeństwa zgadza się ze stwierdzeniem, że można być osobą odpowiedzialną za rodzinę i jednocześnie realizować swoje pasje i marzenia. Równocześnie blisko 80 proc. osób uważa, że o finansach warto rozmawiać z dziećmi od najmłodszych lat. Coraz częściej troszczymy się więc o tak ważne aspekty edukacji naszych pociech jak umiejętność zarządzania swoim budżetem.

Badanie Nationale-Nederlanden dotyczące dojrzałości finansowej Polaków pokazuje, że spośród osób, które mają dzieci, a wciąż nie odkładają z myślą o ich przyszłości, aż 40 proc. ma zamiar zacząć w ciągu najbliższego roku. To bardzo pozytywny wynik, który daje nadzieję, że a kilkanaście lat Polacy osiągną pełną dojrzałość, nie tylko jako społeczeństwo, ale również w sferze finansów osobistych.

Realne zabezpieczenie

Choć celem rodziców jest ochrona swojego dziecka przed trudnymi sytuacjami, nie można wykluczyć niespodziewanych zdarzeń. Można jednak zabezpieczyć się na taką okoliczność, aby mieć pod ręką dodatkowe pieniądze, dzięki którym otoczymy dziecko kompleksową opieką. Z myślą o dzieciach powstał również produkt „Strażnik Przyszłości”. Jest to ubezpieczenie ochronno-inwestycyjne dla całej rodziny z gwarancją ochrony kapitału. „Strażnik” oferuje także dodatkowy bonus finansowy w wysokości do 500 zł rocznie, który można przeznaczyć na dowolny cel.

Nasze wieloletnie doświadczenie pokazuje, że klienci na pierwszym miejscu stawiają rodzinę i przyszłość dzieci. Strażnik Przyszłości pozwoli rodzicom zadbać o przyszłość finansową ich dzieci i spokojnie myśleć o ich wejściu w dorosłość. Niebagatelne znaczenie ma również edukacyjny aspekt naszej oferty, która przekonuje, że oszczędzając, uczymy najmłodszych czym jest odpowiedzialność finansowa – mówi Edyta Fundowicz, Dyrektor Portfolio Produktowego w Nationale-Nederlanden.

Choć nigdy nie będziemy w stanie zaplanować całego naszego życia, możemy podjąć wiele działań aby czuć się bezpiecznie. Warto więc przy okazji Dnia Dziecka, zastanowić się nad przyszłością naszych pociech i umożliwić im spełnianie marzeń na progu dorosłości.

 

Źródło: Nationale-Nederlanden

Skrócenie o godzinę czasu pracy jednemu z rodziców dzieci do 10 roku życia nie przyczyni się do lepszego godzenia życia zawodowego z rodzinnym, wpłynie natomiast negatywnie na organizację pracy – uważa Konfederacja Lewiatan, oceniając poselski projekt zmian Kodeksu pracy.

Projekt zakłada, iż czas pracy pracownika, będącego rodzicem lub opiekunem dziecka do ukończenia przez nie 10 lat, nie będzie mógł przekraczać 7 godzin. Pracownik zachowa prawo do wynagrodzenia za czas nieprzepracowany. Ponadto, jeżeli oboje rodzice lub opiekunowie dziecka są zatrudnieni, z takiego uprawnienia będzie mogło korzystać jedno z nich.

Autorzy projektu nie analizują skutków takiej zmiany dla organizacji pracy oraz innych pracowników (bezdzietnych albo posiadających dzieci starsze niż 10 lat). Nowe przepisy dotyczyłyby potencjalnie ok. 1,157 mln osób. W stosunku do nich, pracodawcy będą zmuszeni do wprowadzenia szczególnych rozkładów czasu pracy. Nie będzie ich obejmował  system równoważnego czasu pracy,  a praca zmianowa straci sens. Powstaje pytanie jak mają zorganizować pracę pracodawcy, u których praca odbywa się w systemie pracy wielobrygadowej (ośmio i dwunastogodzinny cykl pracy)? W praktyce pracodawcy będą często zmuszeni do organizowania odrębnych zespołów złożonych z pracowników-rodziców dzieci do 10 roku życia.

– Nowe przepisy doprowadzą do „rozregulowania” organizacji pracy u poszczególnych pracodawców. Rzesza osób korzystających z obniżonej normy czasu pracy, podlegającej ciągłej rotacji, będzie wynosiła kilkaset tysięcy. W skali tygodnia, pracownik objęty proponowaną regulacją  przepracuje 5 godzin mniej, a w skali miesiąca przeciętnie 20-22 godziny. Pracodawcy ze względu na „sztywną” dobową normę (czyli zawsze brak jednej godziny) nie będą mieli innej możliwości jej uzupełnienia, jak nadgodziny innych pracowników. W praktyce nowe rozwiązanie wymusi na innych pracownikach konieczność realizacji zadań, których nie zdoła zrealizować pracownik z obniżoną normą czasu pracy. Zmiana organizacji pracy wynikająca z obniżenia norm czasu pracy odbije się na współpracownikach. Wpłynie to na atmosferę w zakładach pracy i stosunki pomiędzy pracownikami – mówi Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Konfederacja Lewiatan promuje i wspiera rozwiązania umożliwiające lepsze godzenie życia zawodowego z rodzinnym. Już obecnie rodzice mają prawo korzystać z rocznych płatnych urlopów  (macierzyński i rodzicielski), okres ten może być wydłużony o kolejne 32 tygodnie w przypadku łączenia urlopu rodzicielskiego z pracą, część urlopu rodzicielskiego może być wykorzystana do końca roku kalendarzowego, w którym dziecko kończy 6 lat. Rozszerzono katalog osób, które w określonych okolicznościach mogą korzystać z uprawnień rodzicielskich – inny najbliższy członek rodziny.

Ojcowie mają prawo do 2 tygodniowego urlopu ojcowskiego.  Wykorzystanie przez pracownicę, pracownika uprawnień rodzicielskich wraz z urlopem wychowawczym może skutkować nabyciem dodatkowo 104 dni urlopu wypoczynkowego (przy stażu ponad 10 letnim). Niezależnie od powyższego wzmacnia się infrastrukturę opieki nad dziećmi.

Kodeks pracy przewiduje także możliwość zatrudniania pracowników w ramach telepracy. W zakresie regulacji czasu pracy już mamy rozwiązania umożliwiające godzenie życia zawodowego z rodzinnym m.in. tzw. ruchomy czas pracy, indywidualny rozkład czasu pracy, ograniczenia w pracy w porze nocnej, w godzinach nadliczbowych w przypadku pracowników opiekujących się dzieckiem w  wieku do ukończenia 4 lata, czy prawo do zwolnienia od pracy w wymiarze 16 godzin albo 2 dni, z zachowaniem prawa do wynagrodzenia w przypadku pracownika wychowującego przynajmniej jedno dziecko w wieku do 14 lat.

Źródło: Konfederacja Lewiatan

 

Drugi rok z rzędu Deutsche Bank zapytał Polaków, jakie są największe marzenia związane z zawodowo-materialną przyszłością ich dzieci. O ile przed rokiem rodzice najczęściej wskazywali, że zależy im przede wszystkim, aby dziecko mogło sobie pozwolić na zakup własnego mieszkania, o tyle w tym roku na pierwszym miejscu znalazła się praca w firmie o stabilnej pozycji (54 proc. wskazań). Własne cztery kąty  są na miejscu drugim (48 proc.). Wśród najczęściej wskazywanych odpowiedzi były również kwestie związane z edukacją – co trzeci rodzic życzyłby sobie, aby ich potomek skończył wyższe studia na polskiej uczelni.

Mija właśnie rok od startu rządowego programu Rodzina 500+, którego deklarowanym, podstawowym celem był aspekt demograficzny, czyli zachęcenie Polaków do powiększania rodziny. Nawiązując do pierwszej rocznicy wprowadzenia programu, Deutsche Bank postanowił sprawdzić, jak w ciągu ostatniego roku zmieniły się poglądy Polaków dotyczące materialnej i zawodowej przyszłości ich dzieci. Przed rokiem prym wiodły kwestie mieszkaniowe, jednak tym razem największy odsetek badanych (54 proc.) odpowiedział, że chciałby, aby ich dziecko znalazło dobrą pracę w stabilnej firmie. Przed rokiem odsetek wskazań był tu znacząco niższy i wyniósł 37 proc.

Zdaniem Moniki Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej w Deutsche Bank, trudno myśleć o pomyślnej przyszłości młodego pokolenia, pomijając aspekt wyboru ścieżki kariery zawodowej. – Satysfakcja z aktywności zawodowej w dużej mierze przekłada się na zadowolenie z życia – mówi ekspertka. – Dobra praca gwarantuje powodzenie materialne, dlatego zrozumiałym jest, że rodzice chcieliby przede wszystkim, by ich potomek został zatrudniony i otrzymywał wynagrodzenie w stabilnej firmie.

Warto zauważyć, że odpowiedź ta była wybierana znacznie częściej przez matki niż ojców – różnica między nimi wyniosła ponad 20 pp.. Marzenie to jest też szczególnie popularne wśród rodziców z pokolenia 45-55 lat, co nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę, że to rodzice młodych ludzi stawiających obecnie swoje pierwsze kroki na rynku pracy. Na przeciwnym biegunie znalazły się wskazania ludzi najmłodszych, wśród których jedynie co trzeci deklarował, że najważniejsza jest dobra praca dla dziecka.

Etat lepszy niż własna firma?

Interesujące jest również zestawienie tak dużego wzrostu liczby wskazań dotyczących pracy w dobrze funkcjonującym przedsiębiorstwie, z tymi odnoszącymi się do założenia przez dorosłego już potomka własnego biznesu.  O ile w 2016 r. ponad jedna trzecia badanych (34 proc.) życzyłaby sobie, aby ich dziecko  zostało rzutkim biznesmenem, to w najnowszym sondażu było to już tylko 25 proc. ankietowanych.

– Każdego miesiąca powstaje w Polsce około 25 tys. nowych firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw i jak pokazują statystyki,  blisko trzy czwarte z nich upada w pierwszych latach działalności. Prowadzenie własnego biznesu wiąże się z ryzykiem i wieloma wyzwaniami. Można zatem wnioskować, że rodzice woleliby, żeby ich dzieci miały zapewnioną stabilizację zawodową, a tę dostrzegają w zatrudnieniu na umowie o pracę – mówi Monika Szlosek. – Z drugiej strony osiągnięcie sukcesu w biznesie może przynieść satysfakcję i duże pieniądze, raczej nieosiągalne w przypadku pracy na etacie – zaznacza.

Jeszcze w 2016 roku założenie firmy przez potomka było marzeniem dwóch na trzech ojców, natomiast wśród matek taką odpowiedź wskazało jedynie 14 proc. W tym roku role się odwróciły i to kobiety częściej życzyły sobie, by ich dorosłe dziecko prowadziło firmę.

Dziecko na swoim

W badaniu przeprowadzonym w 2016 r. najwięcej respondentów (ponad 55 proc.) wskazywało, że chcieliby, aby ich dziecko nie miało w dorosłym życiu problemu z kupnem mieszkania. Obecnie odsetek ten spadł do poziomu 48 proc.

Z danych Eurostatu wynika, że  ponad 83 proc. Polaków posiada własnościowe mieszkanie lub dom, co stawia nasz kraj w ścisłej europejskiej czołówce. – Posiadanie własnego kąta jest traktowane przez Polaków jako synonim bezpieczeństwa i stabilizacji. Ma to swoje ekonomiczne uzasadnienie, ponieważ ceny wynajmu w zestawieniu z kosztem miesięcznej raty często są porównywalne lub nawet wyższe. Zdaniem analityków kupno mieszkania może być tańsze niż jego długotrwały wynajem nawet o 20-30 proc. – zauważa Monika Szlosek z Deutsche Bank.

Warto zwrócić uwagę, że kwestia mieszkania jest zdecydowanie częściej podnoszona wśród osób, które nie mogą liczyć na wsparcie w ramach programu 500+ (wśród beneficjentów programu o stabilnej sytuacji mieszkaniowej dzieci marzy 36 proc., a wśród pozostałych – 50 proc. badanych).  Ciekawe jest również spojrzenie na odpowiedzi, mając na uwadze poziom dochodów badanych. Odpowiedź tę wybrało aż dwie trzecie najmniej zamożnych (66 proc.) i tylko 18 proc. respondentów, których można zakwalifikować do wyższej klasy średniej.

Taki rozkład wskazań nie jest zaskoczeniem – mówi Monika Szlosek. – Wsparcie dzieci w zakupie nieruchomości jest ogromnym wyzwaniem, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę ich ceny w największych polskich miastach – komentuje. – Osoby  zamożne kwestię tę często traktują jako oczywisty element wsparcia swoich dzieci wkraczających w dorosłość.

Mniejszy nacisk na edukację

W porównaniu z rokiem ubiegłym bardzo widoczny jest też spadek liczby respondentów, dla których wymarzonym elementem przyszłości ich dzieci jest ukończenie przez nie studiów wyższych. Liczba odpowiedzi zmniejszyła się aż o 17 pp. (z 49 do 33 proc.). Nie zmienił się natomiast odsetek rodziców, których pragnieniem byłoby zapewnienie dziecku możliwości ukończenia studiów za granicą (13 proc.).

– Spadek ten może być wynikiem rosnącego, choć nie do końca uzasadnionego przekonania, że tytuł magistra nie jest wcale gwarantem lepiej wynagradzanej pracy – mówi Monika Szlosek. – Owszem, takiej gwarancji nie ma, jeśli jednak zestawi się  dane na temat zarobków osób z wykształceniem wyższym z tymi, którzy swoją edukację zakończyli na wcześniejszym etapie, widać wyraźnie, że studia zwiększają w istotny sposób prawdopodobieństwo lepszych zarobków..

Równocześnie do 19 proc. zmalała też liczba dorosłych, którym zależy, by ich dzieci potrafiły płynnie mówić choć w jednym języku obcym. Posługiwanie się językiem obcym jest oczekiwane przede wszystkim przez osoby zamożniejsze. Wśród tej grupy rodziców było to najczęściej wskazywane pragnienie. Niemal dwóch na trzech dorosłych zarabiających ponad 7 500 zł miesięcznie życzyłoby sobie, aby ich dziecko potrafiło komunikować się w języku innym niż ojczysty.

Nie samą pracą żyje człowiek

Marzenie, by potomek realizował własne pasje, takie jak uprawianie sportu, gra na instrumencie czy podróżowanie, jest istotne dla jednej trzeciej rodziców (32 proc.). Odsetek powyższych wskazań znacznie odbiega jednak od zeszłorocznych odpowiedzi, kiedy na rozwijanie własnych zainteresowań dzieci zwracał uwagę co drugi rodzic.

W tym roku pragnienie, by dzieci spełniały się realizując swoje pasje, ustąpiło miejsca bardziej praktycznym życzeniom dorosłych. Warto odnotować, że odpowiedź ta padała częściej ze strony ojców (wskazało ją 41 proc. z nich).

Wydaje się, że w minionym roku obserwowaliśmy powrót do pragmatyzmu ekonomicznego na poziomie jednostek i ich rodzin. – To realistyczny  scenariusz funkcjonowania konsumentów „tu i teraz”. Rzecz jasna, może być postrzegany zarówno od strony ogromnych korzyści sporej części beneficjentów 500+, którzy zyskali możliwość spłacenia ciążących na nich zobowiązań lub też zakupów ze sfery potrzeb dotychczas nieistniejących lub niezaspokojonych. Jest też grupa starająca się potraktować dodatkowe środki jako zaczątek kapitału na start dla swoich dzieci – komentuje prof. Małgorzata Bombol ze Szkoły Głównej Handlowej.  

Prywatne leczenie, samochód, zdolność kredytowa – luksus, czy norma?

Niecałe 14 proc. rodziców życzyłoby sobie, by dziecko posiadało w przyszłości własny samochód. Niewiele mniej badanych (12 proc.) chciałoby, aby ich dzieci mogły sobie pozwolić na korzystanie z prywatnej  opieki medycznej.

Zestawienie marzeń rodziców – identycznie jak przed rokiem – zamyka życzenie, by dzieci posiadały zdolność kredytową. Jest to ważne dla 8,2 proc. respondentów.  – Mimo że nadal jest to ostatnie marzenie na liście TOP10 rodziców, to jednak w ujęciu rocznym obserwujemy, że więcej osób zwraca na nie uwagę. Odsetek ten wzrósł o blisko 6 pp. – mówi Monika Szlosek.

Zdaniem prof. Małgorzaty Bombol z SGH, ekspertki Deutsche Bank, otoczenie, w jakim funkcjonują na co dzień konsumenci, sprzyja wykształceniu szeregu postaw konsumpcyjnych. Mogą być one wynikiem chęci demonstrowania swojego statusu – stąd marzenia o posiadaniu samochodu przez dzieci wśród gorzej sytuowanych rodziców, czy zdolności kredytowej będącej swoistą „przepustką” do świata marzeń o produktach lub usługach.  – Problemy z dostępem do wysokiej jakości usług edukacyjnych czy zdrowotnych odzwierciedlają marzenia rodziców o zagranicznych uczelniach dla ich dzieci czy też o bezproblemowej prywatnej służbie zdrowia – tłumaczy prof. Małgorzata Bombol. – W tym wypadku chodzi bardziej o inwestycję w wykształcenie lub dobre zdrowie niż o efekt demonstracji statusu.

 

Źródło: Deutsche Bank

 

Eksperci

Lipka: Młodzi Polacy nie garną się do pracy. To problem

Tylko 10 procent młodych Polaków, którzy kształcą się po 18. roku życia, decyduje się na łączenie na...

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

AKTUALNOŚCI

Getec gotowy na czas – Nowoczesna ciepłownia dla miasta Turek.

Firma Getec Polska poinformowała na piątkowej konferencji prasowej o zakończeniu prac w obiekcie Cie...

Firmy szkoleniowe apelują o VAT bez wad

Firmy muszą pokrywać koszty VAT na usługi doradcze finansowane z funduszy europejskich. Tracą na tym...

Apel do Szydło i Kaczyńskiego w sprawie limitu składek na ZUS

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje...

Konsumpcja dalej będzie ciągnęła gospodarkę

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wy...

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...