sobota, Listopad 25, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "reklama"

reklama

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Bain & Company, nawet połowa reklam wyświetlanych w smartfonach wpływa na to co kupujemy. Co więcej, jak pokazują dane zebrane przez firmę, na każde 100 dolarów wydanych w kanale mobilnym przypada 90 dolarów wydanych w inny sposób, ale pod wpływem reklam mobilnych. Choć te nie zawsze prowadzą do sfinalizowania transakcji za pośrednictwem telefonu, to jednak reklamy mobilne  odgrywają znaczącą rolę w całym procesie zakupowym, a przede wszystkim stanowią początek interakcji konsumenta z marką. Według Google, 70 proc. użytkowników smartfonów korzysta ze swoich telefonów, by znaleźć informacje o danym produkcie, zanim kupi go sklepie stacjonarnym.

Po telefon komórkowy sięgamy średnio 13 razy na godzinę, co oznacza, że korzystamy z niego ok. 200 razy w ciągu dnia.[ Według raportu Yieldbot i Kantar Retail, szukając informacji o produktach, które chcemy kupić, najczęściej konsultujemy się z rodziną, przyjaciółmi i… naszymi smartfonami. Wszechobecność tych urządzeń – ponad 2,5 mld użytkowników smartfonów na świecie i ok. 20 mln Polsce – przyczyniła się do tego, że reklama mobilna odgrywa coraz ważniejszą rolę nie tylko
w e-commerce, ale i w sprzedaży tradycyjnej. Jak pokazują bowiem dane zebrane przez Bain & Company, połowa reklam wyświetlanych w smartfonach wpływa na decyzje zakupowe konsumentów. Firma szacuje, że na każde 100 dolarów wydanych w kanale mobilnym, przypada prawie drugie tyle wydawanych w innym miejscu, np. w sklepach stacjonarnych, ale w powiązaniu z treściami mobile.

– Marketingowa siła reklamy mobilnej nie polega tylko na tym, że jej odbiorca zaraz po wyświetleniu treści na swoim smartfonie dokona zakupów np. w sklepie internetowym, a również na tym, że posiada ogromny wpływ na to, co kupujemy także poza kanałem mobile. Reklama mobilna jest obecna na każdym etapie consumer journey, czyli złożonego procesu zakupowego, do którego coraz więcej konsumentów podchodzi w świadomy sposób. Moment zakupu, to ostatni elementem tej drogi. Jest on poprzedzony np. zdobyciem wiedzy o specyfikacji danego produktu czy informacji, który sprzedawca oferuje go po najatrakcyjniejszej cenie. Podczas podejmowania tych kroków reklama mobilna jest niezwykle istotna, jednak skala jej oddziaływania powinna być mierzona inaczej niż w przypadku pozostałych działań marketingowych. W przeciwnym razie możemy przegapić potencjał tkwiący w tym naprawdę wartościowym narzędziu – wyjaśnia Grzegorz Chyliński, CEO Adrino, największej sieci reklamy mobilnej w Polsce.

Inwestuj nie tylko w reklamę

 Tylko w Stanach Zjednoczonych w całym 2017 r. wydatki na reklamę mobilną wyniosą 40 mld dolarów, a jak szacuje branża, do 2020 r. będzie to już 65 mld dolarów. W zeszłym roku inwestycje w reklamę mobilną wzrosły także w Polsce aż o 65 proc. Jednak, aby treści reklamowe wyświetlane w smartfonach czy tabletach odnosiły skutek, czyli sprzedawały, marki nie mogą zapominać o ciągłym rozwoju kanału mobile. Chodzi m.in. o zadbanie o to, aby strona internetowa danej firmy była kompatybilna z urządzeniem mobilnym, a aplikacja e-sklepu była przyjazna użytkownikowi i skłaniała do tego, aby klient zachęcony reklamą mobilną dokonał w niej zakupu. O tym, jak jest to ważne przekonują szacunki firmy Zenith –  do końca 2017 r. już 3/4 konsumpcji treści online będzie odbywać się w urządzeniach mobilnych. 20 mln z 26,7 mln wszystkich polskich internautów korzysta z sieci na smartfonach i tabletach.

– Kanał mobilny może wspierać również sprzedaż stacjonarną. Połowa konsumentów biorących udział w badaniu Yieldbot i Kantar Retail przyznaje, że wyszłoby ze sklepu, gdyby na zakupy zapomniało zabrać ze sobą smartfona. Konsumenci podczas zakupów w sklepach tradycyjnych używają  telefonów, by ukończyć dany odcinek procesu zakupowego. Może chodzić np. o porównywanie cen – jest to ważne aż dla 75 proc. konsumentów zainteresowanych elektroniką, czy korzystanie z kuponów zniżkowych, które konsumenci mogą znaleźć w aplikacjach mobilnych (55 proc. wszystkich ankietowanych). Zrezygnowanie z kanału mobile, nawet wtedy, gdy dana marka chce, by jej produkty były dostępne głównie stacjonarnie, nie tylko oznacza, że skazuje się na brak napływu nowych klientów, ale także nie daje sobie szansy, by zatrzymać na dłużej dotychczas lojalnych konsumentów – zaznacza Dariusz Werelich, Head of Sales, Adrino.

Uwaga na millenialsów

O millenialsach, czyli o osobach urodzonych w latach 80 i 90. ubiegłego stulecia mówi się, że stanowią pierwszą generację digital natives, czyli należą do tego pokolenia, które w dużej mierze jest ukształtowane przez nowe technologie i środki komunikacji. Są jednymi z najważniejszych odbiorców reklam mobilnych nie tylko ze względu na to, że praktycznie nie rozstają się ze swoimi smartfonami w ciągu dnia, ale także na łatwość, z jaką poruszają się w cyberprzestrzeni. Co nie mniej ważne, millenialsi odpowiadają za decyzje zakupowe w swoich rodzinach.

– Ponad połowa millenialsów (52 proc.) traktuje reklamy widoczne w smartfonach jako przydatne  źródło informacji o interesujących ich produktach, a z kolei dla 48 proc. mobilna reklama wideo stanowi najbardziej znaczącą pomoc w czasie podejmowania decyzji, o tym, co kupić. Mimo że millenialsi nie są tą grupą społeczną, która statystycznie dysponuje największymi dochodami, wręcz przeciwnie, ci nie zawsze posiadają stałe źródło utrzymania, stanowią znaczącą siłę nabywczą, kształtującą trendy na rynku. Za kilka lat millenialsi będą głównym segmentem kupujących, m.in. dlatego, że jak podaje Deloitte, w ciągu dekady globalnie będą stanowić 75 proc. osób aktywnych zawodowo – komentuje Dariusz Werelich, Adrino.

Coraz ważniejszą grupą klientów będzie się stawać także pokolenie Z (osoby urodzone po 1995 r.), które w przeciwieństwie do starszych kolegów, w ogóle nie zna rzeczywistości pozbawionej Internetu czy smart-technologii. Według szacunków EY siła nabywcza Zetek już teraz szacowana jest na 44 mld dolarów i każdym rokiem będzie się zwiększać. Firmy, które nie chcą stracić tej biznesowej szansy i uczynić z pokolenia Z lojalnych klientów, muszą zacząć komunikować się z nim w sposób dla nich znajomy i zrozumiały.

Jak sprzedawać za pomocą reklamy mobilnej

W skali globalnej, ale również i w Polsce ruch internetowy generowany przez urządzenia mobilne przewyższył już ruch z urządzeń desktopowych i szacuje się, że ta różnica będzie się zwiększać na korzyść smartfonów czy tabletów. Dlatego, jak zaznacza Grzegorz Chyliński, marki planujące kampanie mobilne powinny pamiętać o kilku zasadach.

Pierwszym krokiem podczas przygotowania każdej kampanii reklamowej, także tej na urządzenia mobilne, powinno być określenie, do jakiej grupy odbiorców kierowany będzie przekaz. Innych treści na swoich komórkach szukają bowiem millenialsi, a inne wymagania przez markami stawiają użytkownicy smartfonów w wieku 55+. Ważne jest zweryfikowaniem kiedy, jak często i w jaki sposób nasza grupa docelowa korzysta ze smartfonów. Dzięki temu marka może uchwycić dokładny moment, w którym klient-użytkownik smartfona podejmuje decyzje, że jest gotowy nabyć dany produkt.

– O tym, że takie podejście się sprawdza, przekonała się amerykańska firma oferująca zdrowe przekąski. Marka opracowała mobilną strategię dotarcia do konsumentów – młodych, aktywnych kobiet – by nie przegapić ‘mikro-momentu’, w którym będą chciały sięgnąć po coś do jedzenia. W efekcie wybrane osoby znajdujące się w pobliżu punktów sprzedaży w weekendy, otrzymywały reklamę mobilną z ofertą. Aby podobne działanie było możliwe, marki powinny wdrożyć rozwiązania pozwalające na gromadzenie i analizę danych przestrzennych. Przykładowo, dzięki informacjom zebranym dzięki geotargetowaniu, dana marka może prawie bezbłędnie dopasować swoją ofertę do potrzeb potencjalnych klientów, kierując się pozostawianymi przez nich śladami w sieci, np. internetową historią zakupów lub listą odwiedzanych miejsc. Dodatkowo, dzięki odpowiedniemu wyborowi materiałów użytych w kampanii, m.in. krótkim spotom video, które były kierowane do wyselekcjonowanej grupy odbiorców, firma odnotowała wzrost sprzedaży o 25 proc.– wyjaśnia Grzegorz Chyliński, Adrino.

 

Źródło: materiały prasowe firmy.

 

Znacznie wzrósł na polskim rynku średni czas kontaktu z reklamą (do 27,5 sekundy). Średnia widoczność reklam natomiast zmniejszyła się nieznacznie (do 55 proc.). Po raz pierwszy w raporcie pojawiły się dane dotyczące średniej widoczności reklam (Viewability) wideo w Polsce. 

Meetrics jest dostawcą rozwiązań do weryfikacji i poprawy widoczności, jakości oraz skuteczności kampanii reklamowych. Firma publikuje swoje raporty dotyczące wybranych krajów europejskich od 2016 roku. Polska dołączyła do tego grona w II kwartale br., kiedy w czerwcu Meetrics uruchomiła w naszym kraju swój oddział i po raz pierwszy uwzględniła w swoim raporcie „Viewability Benchmark Report” polski rynek. Z raportu „Viewability Benchmark Report” za III kwartał wynika, że średni czas kontaktu z reklamą w Polsce wzrósł (w porównaniu z poprzednim kwartałem) z 17,4 sek. do 27,5 sek.

– Przyczynami są: mniejsze niż w poprzednim kwartale obłożenie wydawców, mocniejsze wykorzystywanie przez marketerów jakościowych powierzchni reklamowych oraz bardziej widocznych formatów reklamowych. Taki wysoki czas kontaktu z reklamą może wydawać się zaskakujący, ale trzeba pamiętać, że jest to średnia dla wielu formatów reklamowych, także tych wyświetlanych na stałe w danym okresie – komentuje Tomasz Piątkowski, Country Manager Meetrics w Polsce.

Dane dowodzą, że w zakresie reklamy typu display polski rynek reklamowy szybko dojrzewa i nadrabia zaległości względem standardów europejskich. Widzialność utrzymuje się na solidnym poziomie, a wyraźnie rosnący średni czas kontaktu wskazuje, że klienci i marketerzy bardziej starannie dobierają media i miejsca emisji swoich reklam. Walutą powoli przestaje być CPM wypierany przez vCPM. To z kolei mobilizuje wydawców do pracy nad jakością powierzchni reklamowej i w efekcie powoduje, że średnia skuteczność kampanii realizowanych w Internecie poprawia się – mówi Maciej Szymczak, Head of Campaign Management w Ströer Digital Media.

W obecnym raporcie po raz pierwszy pojawiły się również dane dotyczące kategorii video na wybranych rynkach, w tym także po raz pierwszy w Polsce.

Średnia widoczność reklam (Viewability) w tej kategorii w Polsce wyniosła 47 proc. natomiast średni czas kontaktu z reklamą wideo wyniósł 15,1 sekundy.

– W tym obszarze z kolei widać, że przewaga popytu na jakościowe video nad jego dostępnością na rynku powoduje, że klienci wyżej od jakości stawiają dostęp do powierzchni. Reklama video jest bardziej angażująca i teoretycznie czas kontaktu z reklamą powinien być wyższy niż w przypadku displayu. Dzieje się inaczej i te dane powinny stanowić mały sygnał ostrzegawczy dla wszystkich uczestników rynku – przekonuje Maciej Szymczak.

Jeśli chodzi o formaty reklamowe to najlepsze wskaźniki jeśli chodzi o średnią widoczność reklam osiągnęły na polskim rynku reklamy: Halfpage (62 proc.) i Skyscraper (58 proc.). Reklamy Billboard i Superbanner osiągnęły poziom po 50 proc., a reklamy Medium Rectangle 40 proc.

Z kolei w przypadku średniego czasu kontaktu z reklamą najlepiej wypadły formaty: Skyscraper (49,4 sek.) i Halfpage (30,5 sek.). Dalsze w kolejności były reklamy: Superbanner (27,2 sek.) oraz Medium Rectangle (22,6 sek.). Najniższymi wskaźnikami charakteryzował się format Billboard (12,7 sek.).

W III kwartale Polska znalazła się w środku stawki jeśli chodzi o wskaźnik Viewability, który plasuje się na naszym rynku na poziomie 55 proc. W Niemczech ten wskaźnik wynosi 58 proc. a we Francji 59 proc. Najniższy poziom Viewability wynoszący 52 proc. jest notowany na rynku brytyjskim, a najwyższy we Włoszech – 68 proc. i w Austrii – 67 proc.

– Viewability na poziomie 55 proc. oznacza, że 45 proc. budżetów digital jest wydawana nieefektywnie. Dlatego właśnie Viewability, czyli widoczność reklam online, jest od pewnego czasu ważnym tematem dyskusji na rynkach digital na całym świecie. W czerwcu br. organizacja IAB na poziomie międzynarodowym opublikowała projekt standardu viewability, w którym definiuje termin viewability i ustandaryzowane pomiary tego wskaźnika. Kilka dni temu standard widoczności reklam ogłosiła także IAB Polska – dodaje Tomasz Piątkowski.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

 

Z badania firmy Kantar Millward Brown wynika, że zaledwie 15% reklam komunikuje przekaz, który odbiorcy mogą sobie szybko i łatwo przyswoić. Marketerzy muszą proponować takie kreacje reklamowe, które wywołają trwałe wrażenie na konsumentach, w mniejszym stopniu skupiając się na przekazie czysto funkcjonalnym.

Wprawdzie kampanie reklamowe silnie bazujące na przekazie emocjonalnym i angażującej kreacji przynoszą wzrost sprzedaży, to najnowszy raport firmy Kantar Millward Brown wskazuje, że mniej niż co siódma reklama jest w stanie zapewnić na tyle silny przekaz emocjonalny, aby był szybko przyswojony przez konsumentów.

Nowy raport, zatytułowany Make a Lasting Impression (Jak wywrzeć trwałe wrażenie), opiera się na analizach przeprowadzonych przez firmę badawczą Kantar Millward Brown na podstawie bazy danych liczącej 160 tys. zbadanych reklam. Z analiz tych wynika, że reklamy mogą być bardziej skuteczne, jeśli ich twórcy rozumieją czynniki warunkujące zaangażowanie widza. Reklama o dużym ładunku kreatywnym – bazującym na zaangażowaniu emocjonalnym widza – przynosi znaczną poprawę przewidywanego udziału rynkowego marki w krótkim okresie. Badacze Kantar Millward Brown przyjrzeli się także wynikom sprzedaży osiągniętym w następstwie 1700 kampanii reklamowych i stwierdzili, że silnie wyrażone, bliskie odbiorcy emocje oraz angażująca kreacja reklamowa to czynniki, które przynoszą wzrost sprzedaży.

Analogiczne wyniki uzyskano w badaniach polegających na kodowaniu mimiki twarzy (facial coding) – podejście korzystające z dorobku neuroscience. W ten sposób oceniano reakcje konsumentów na reklamy ponad 9 tys. marek o średnim i wysokim poziomie znajomości wśród konsumentów. Reklamy plasujące się w czołówce pod względem generowanej mimiki twarzy znacznie lepiej przekładają się na wyniki sprzedaży. Jednocześnie w raporcie opisano reklamy w różnych mediach (telewizja, filmiki przed materiałami w Internecie, reklamy w mediach społecznościowych) pojawiające się w okresie jednego tygodnia. Okazało się, że zaledwie 15% reklam bazowało w całości na przekazie wyrażonym nie wprost, lecz zrozumiałym dla odbiorców.

Daren Poole zajmujący stanowisko Global Brand Director/Creative Development w firmie Kantar Millward Brown, skomentował te wyniki następująco: „Marketerzy powinni wyjść poza czyste informacje na temat swojej marki i skupić się na wrażeniu, jakie chcą wywołać dzięki reklamie. Chodzi tu o pomysł kreatywny, o treści reklamy, sposób jej wyrażenia oraz o wydźwięk emocjonalny. Minęły już czasy, kiedy można było sprzedawać wyłącznie cechy produktowe, bo to rzadko się sprawdza. Lepiej coś pokazać, zamiast tylko opowiadać”.

W raporcie podkreślono pięć głównych obszarów, na których warto się koncentrować, żeby tworzyć nośne kreacje reklamowe:

  1. Wywołaj wrażenie, które będzie niosło treść: Prowadzone przez wiele dziesięcioleci badania firmy Kantar Millward Brown oraz analizy marek wskazują, jak ważne jest, aby marka wyróżniała się w oczach konsumenta i robiła to w sposób, który jest dla niego znaczący. Reklama musi w formie historii przekazać cel i wartości marki oraz związany z nią punkt widzenia. Kampanie takie jak #likeagirl marki Always nie tylko zawierają angażujące treści, ale także budują w umysłach konsumentów wrażenia, które będą wspierały markę w długim okresie.
  1. Oddziałuj na mózg zamiast go pomijać: Reklamy, które angażują widzów dzięki kreatywności i wymowie emocjonalnej, sprawdzają się lepiej niż reklamy przekazujące coś wprost, ponieważ te ostatnie są zwykle odfiltrowywane przez widzów. Prace nad odtworzeniem procesów zachodzących w mózgu odbiorcy sugerują, że należy ograniczyć liczbę komunikowanych kluczowych przekazów. Analiza ponad 1000 reklam pokazała, że jeśli w reklamie zawarty jest pojedynczy przekaz, to zazwyczaj dotrze on do 30% odbiorców, natomiast jeśli kampania zawiera trzy główne przekazy, to pierwszy z nich odbierze zwykle tylko 14% konsumentów.
  1. Dobry storytelling pozostawia wrażenie na odbiorcach: Opowiadanie historii to zasadnicza strategia angażowania konsumentów i pokazywania im, że marka ma realną siłę. Mimo to nadal zbyt mało marek korzysta z tej metody. Badania zrealizowane przez Kantar Millward Brown na 14 rynkach wykazały, że „gorącymi punktami” na mapie są kraje takie jak Kenia, USA i Indie, gdzie ponad 50% reklam zawierało elementy narracyjne. Nawet jednak jeśli w reklamie opowiadano jakąś historię, to nadal ponad połowa reklam zawierała przekazaną wprost informację na temat produktu lub usługi.
  1. Bez marki nie ma wrażenia: Nawet emocjonalnie angażującym reklamom potrzebny jest branding, zwłaszcza w środowisku cyfrowym – reklamy pomijalne (skippable) mają dosłownie parę sekund na wywołanie wrażenia u odbiorcy. Dane zbierane przez Kantar Millward Brown od 25 lat wskazują, że reklamy z silnym brandingiem zwykle przekładają się na dobre wyniki sprzedaży – 68% z nich przynosi krótkoterminowy skok sprzedaży, natomiast wśród reklam o słabym brandingu taki efekt ma 53%.
  1. Wybierz właściwy kanał komunikacji: Wybór właściwego kanału komunikacji to coś więcej niż tylko ustalenie, gdzie nasi docelowi konsumenci oglądają różne treści. Musimy także ustalić, w jakich miejscach konsumenci są najbardziej otwarci na przekaz reklamowy oraz jakie formaty reklam najchętniej akceptują. Przeprowadzone przez Kantar Millward Brown badanie pokolenia X, Y i Z wskazuje, że młodsi konsumenci oglądają mniej telewizji, ale są z kolei bardziej otwarci na reklamy telewizyjne niż na te, które napotykają w środowisku cyfrowym.

 

Źródło: fashionbusiness.pl

Konsumpcja wideo w Internecie rośnie. Jak wynika z badania Wideo mobile 2016, aż 41 proc. ankietowanych deklaruje, że ogląda materiały wideo online na smartfonie bądź tablecie. Wśród nich 62 proc. robi to codziennie. Popularność filmów wykorzystuje branża marketingowa i reklamowa, dla których jest to jeden z najważniejszych i najszybciej rozwijających się formatów digital. Jak zauważają eksperci Deloitte Digital, zwrócenie uwagi widza to jedno z największych wyzwań branży wideo. 

Według badania „Wideo mobile” nieco mniej respondentów ogląda wideo online stacjonarnie. 38 proc. osób wyświetla je na ekranie komputera lub laptopa, a 10 proc. – na telewizorze z dostępem do Internetu. Aż połowa badanych zadeklarowała, że ogląda jeden lub kilka materiałów wideo dziennie, 12 proc. odpowiedziało, że kilkanaście.

Jak pokazuje badanie gemiusAdReal, najpopularniejszą reklamę w kwietniu br. w Polsce – ShowMax.pl – obejrzało ponad 3,4 miliona internautów. YouTube stale utrzymuje się jako druga najpopularniejsza wśród internautów aplikacja – wynika z comiesięcznych badań Gemius/PBI. A tych, które umożliwiają oglądanie i nagrywanie filmów, ciągle przybywa.

– Niewątpliwym potencjałem reklamowym wideo jest to, że ma ono grono „lojalnych” odbiorców, którzy subskrybują szereg kanałów na YouTube. Młode pokolenia wychowały się na filmach dostępnych w Internecie i jest to dla nich źródło pierwszego wyboru. Mogą je oglądać, kiedy chcą i gdzie chcą na urządzeniach mobilnych. Jest to przewaga Internetu nad tradycyjną telewizją – mówi Piotr Podgajny, Social Media Manager z Deloitte Digital.

Serwisy VOD jako źródło reklam

Według badania Gemius z maja br., wśród serwisów VOD, liderem na polskim rynku pod względem zasięgu pozostaje serwis VoD.pl, a pod względem liczby odsłon i średniego czasu korzystania – Player.pl.

Jak pokazuje badanie MEC z maja br. czas bloków reklamowych w serwisach VOD największych nadawców stanowi już ponad połowę tego, który główne stacje poświęcają na reklamy w swoim czasie antenowym. Serwisy VOD związane z największymi nadawcami pokazują średnio ok. 7 minut reklam na godzinę – przed oraz w trakcie programów emitowanych online. Mimo dużego obłożenia reklamowego, serwisy te tworzą czołówkę rynku wideo pod względem wskaźnika viewability, czyli obecności reklam wideo w polu widzenia użytkowników.

Liczy się historia

Wideo w Internecie ma ogromny potencjał, jednak jego twórcy stają przed wieloma dylematami. Tylko nieliczne filmy przyciągają miliony widzów. Jak podkreślają eksperci Deloitte Digital, zwrócenie uwagi widza to jedno z największych wyzwań branży wideo. Tym bardziej, że w przepełnionym treścią Internecie, coraz trudniej pozyskać zaangażowanego odbiorcę. Jak zauważa Bartosz Fiszer, Senior Performance Specialist w Deloitte Digital, uwagę użytkownika zdobywa się często w ciągu dwóch pierwszych sekund.  – Mniej więcej tyle post jest widoczny podczas przeglądania news feed’u Facebooka na telefonie. Zatem już dwie pierwsze sekundy muszą przykuć uwagę użytkownika i zatrzymać go – tłumaczy.

Zarówno marketerzy, jak i twórcy internetowi poszukują coraz bardziej wymyślnych sposobów na podtrzymanie zainteresowania widzów. Ze względu na powszechność treści, jest to nie lada wyzwanie. Na co zwrócić uwagę planując produkcję? Jak podkreślają eksperci Deloitte Digital, najważniejszy jest pomysł i wartość dodana dla widza, czyli to, co z niego wyniesie po obejrzeniu.  – Wykorzystując wszelkie innowacje, warto jednak pamiętać o sprawdzonych rozwiązaniach, nawet gdy mówimy o filmie reklamowym. Ludzie kochają historie, dlatego wideo z wplecioną narracją ma zdecydowanie większą szansę na zaabsorbowanie widza – mówi Adrian Kwiatkowski, Senior Social Media Executive, Deloitte Digital.

Reklama – przed, w trakcie czy po filmie?

Za reklamami w formie wideo on-line przemawia wiele argumentów. Są dużo mniej kosztowne niż te w telewizji, a ich mierzalność jest wyższa. Dodatkowo za ich pomocą można skuteczniej dotrzeć do grupy docelowej. Wraz ze wzrostem ich skuteczności i popularności, zmienia się sposób ich dystrybucji – pojawiają się przed filmami, w trakcie, pod koniec, a także w formie zawoalowanego product placement. W świecie reklamy, trwa dyskusja, który sposób jest najbardziej skuteczny.

Jak zauważają eksperci Deloitte Digital, sposób dystrybucji reklam wideo w Internecie naśladuje metody obecne w telewizji. Prezentowanie reklam w środku materiału wideo jest kontynuacją tradycji reklamy telewizyjnej, która wyświetlana jest w odpowiednich blokach podczas różnego rodzaju programów. Ten sposób dotarcia do odbiorcy jest powszechny od dekad i teraz coraz częściej adaptowany także w marketingu internetowym. Taki rodzaj komunikatu otwiera szansę na zapoznanie się z fragmentem docelowo oglądanego materiału i powrót do niego po kontakcie z reklamą – zakładając, że był interesujący. – Uważam, że jest tym samym bardziej uczciwy niż reklamy typu pre-roll. Użytkownik decydując się na poświecenie uwagi na docelowy materiał, nie jest natychmiast przekierowywany do innej treści, na oglądanie której nie był przygotowany. Z jednej strony można rozpatrywać to jako element zaskoczenia, który może, choć nie musi, przełożyć się na korzystne statystyki oglądalności. Z drugiej jednak strony, oglądający może poczuć dyskomfort – mówi Łukasz Korczewski, Senior Social Media Executive, Deloitte Digital.

– Najlepszym rozwiązaniem w tej kwestii byłoby dostosowanie lokowania produktu do oczekiwań użytkownika. Reklama nie może ingerować w content, a jeżeli już to robi – musi być jak najmniej inwazyjna – dodaje Bartosz Fiszer.

Amatorskie wideo gratką dla reklamodawców

Eksperci Deloitte Digital podkreślają również rolę filmów „amatorskich” – ulotnych, nagrywanych „tu i teraz”, nieperfekcyjnych, ale dzięki temu autentycznych. Pojawia się coraz więcej możliwości transmisji na żywo, a pożądane przez rynek wideo to takie, które jest dostosowane do wyświetlania na urządzeniach mobilnych. Co więcej, możemy spodziewać się dalszych rozwiązań, które umożliwią zarówno użytkownikom, jak i markom korzystanie z tego trendu. – Wszyscy zachwycaliśmy się Snapchatem, a teraz zachwycamy się Instagramem. W kilka sekund można opowiedzieć ciekawą historię, a co dopiero zainteresować użytkownika swoim pomysłem czy produktem. Wierzę, że filmy nagrywane telefonem i livestreaming staną się kluczowymi elementami stosowanymi do budowania historii wokół marki – podsumowuje Bartosz Fiszer.

 

 

Źródło: Deloitte Digital

Polski rynek dóbr luksusowych jest stosunkowo młody, jednak już możemy obserwować zachodzące na nim zmiany i tendencje. Jedną z nich jest chociażby fakt, że coraz więcej produktów luksusowych kupujemy przez Internet – a to oznacza coraz większe wyzwanie dla ich producentów, a przede wszystkim… marketerów.

Jakość i bycie zauważonym

Luksus to cały czas synonim niezawodności i wysokiej jakości. Jak wskazuje Raport KPMG ‘Rynek dóbr luksusowych w Polsce w 2016’ w taki sposób myśli o nim 84% respondentów, przy czym odsetek ten jest większy (94%) wśród osób, których miesięczne dochody przekraczają 20 tys. zł brutto. Z kolei zdaniem ankietowanych o dochodach powyżej 7,1 tys. zł brutto luksus umożliwia sprawianie sobie lub innym przyjemności oraz wyróżnienie się z tłumu.

Warto zwrócić uwagę również na miejsce dokonywania zakupu. Jak wynika ze wspomnianego raportu, już ponad 69% respondentów dokonuje zakupów przez Internet. To o 26% więcej zakupów produktów premium w tym kanale niż w roku 2015. Choć cały czas najwięcej konsumentów deklaruje, że dobra luksusowe nabywa w sklepach stacjonarnych, to jednak można przypuszczać, że odsetek respondentów wskazujących kanał on-line będzie wzrastał – a to oznacza, że marketerzy marek premium i dóbr luksusowych już dziś powinni stawiać na ten kanał sprzedaży. Jak w takim razie najlepiej promować luksus on-line?

Luksus online

W sieci bardzo łatwo można dotrzeć do potencjalnego klienta. Dzięki zastosowaniu różnych technik marketingu online, istnieje możliwość precyzyjnego dotarcia do nawet bardzo wąskiej grupy docelowej. Stąd też tak duża aktywność marek premium w Internecie, które coraz częściej poza luksusowymi butikami w największych miastach w Polsce, otwierają również swoje sklepy w wydaniu on-line.

Tak samo jak istotna jest stojąca za produktem „historia”, która daje nam poczucie wyjątkowości, tak istotna jest wysokiej jakości kreacja oraz doskonale dobrane miejsce „umieszczenia” (ekspozycji). To, gdzie docieramy do użytkownika w dużej mierze wpływa na wizerunek danej firmy czy usługi. Dlatego kluczowe jest tutaj pojawienie się na serwisach, których treści skierowane są do ludzi zamożnych.

Jak skutecznie reklamować luksus?

Reklama produktów i usług premium powinna wyróżniać się na tle innych przekazów reklamowych.  Najważniejszym czynnikiem, który ma wpływ zarówno na wizerunek marki, jak i na jej ofertę jest jakość. I to właśnie jakość produktu powinna iść w parze z jakością kreacji. Podstawą jest stonowany i unikający kontrowersji przekaz. Dodatkowo sporo uwagi trzeba poświęcić „odnalezieniu” żądanej grupy docelowej, co nie jest prostym zadaniem. Ludzie majętni cenią sobie anonimowość, zwłaszcza w Internecie. Z pomocą przychodzą sieci, które kierują reklamę na wąsko targetowane witryny np. organizacje biznesowe (Business Center Club), witryny poświęcone inwestowaniu (Artinfo.pl, Analizy.pl), czy drogie hobby (motorowy.pl, galopuje.pl). Należy pamiętać, iż w przypadku produktów luksusowych kontekst (precyzyjne dotarcie do żądanej grupy docelowej) ma kluczowe znaczenie, wszak dotarcie z przekazem zbyt szeroko (poza żądaną grupę docelową) może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego – obniżenie wizerunku produktu w oczach właściwej grupy docelowej.

Odbiorcy marek luksusowych zwracają szczególną uwagę na jakość usług. Dlatego też reklama, która zachęci ich do kupna powinna wyróżniać się estetyką, miejscem występowania, wyglądem i przede wszystkim prestiżem. Jest to ogromne wyzwanie dla marketerów. Wyzwanie, ponieważ obecnie otacza nas wiele kreacji niekoniecznie marek luksusowych, które cechują się szczególną dbałością o szczegóły. Dlatego też niezwykle trudne jest stworzenie reklamy szytej na miarę luksusu. Jednak obserwując rynek i prognozy warto skupić swoje działania na promocji luksusu w Internecie.

Autor: Marcin Rupiński, CEO Royal Ad

Przedsiębiorcy w pogoni za sukcesem stale szukają skutecznych sposobów by go osiągnąć. Na te potrzeby odpowiada również marketing i narzędzia, jakimi operuje. W odpowiedzi na nowe wyzwania do łask wraca marketing szeptany w nowoczesnej odsłonie – jako micro digital influence. Czym różni się od klasycznego marketingu szeptanego?

Marketing szeptany nie cieszy się najlepszą opinią. Bardzo często jest błędnie kojarzony z nachalnym spamem, który zalewa rozmaite fora i grupy dyskusyjne. Na czym tak naprawdę on polega? Domorosły freelancer bez chociażby podstawowej wiedzy marketingowej rejestruje się na wielu forach i zaczyna prowadzić „marketing szeptany” – czyli zakładanie tematów, często niepowiązanych z tematyką forum i rozpoczynanie dyskusji z samym sobą, która zazwyczaj obfituje w takie banały, jak „najlepsza jest marka X” lub „nie uwierzycie – kupiłem laptopa na tej stronie za X”. Tego typu działania naturalnie są bardzo negatywnie odbierane przez użytkowników forów oraz ich administratorów. Działania takich niewyedukowanych marketingowo freelancerów  są całkowicie nieskuteczne, a wręcz szkodliwe, co poskutkowało zepsuciem rynku i negatywnym odbiorem marketingu szeptanego.

Jednak marketing szeptany to coś zgoła innego niż pospolity spam. Biznes powoli odzyskuje zaufanie do WoMM, podejście zmieniają również rozmaite agencje i domy mediowe. Coraz częściej marketing szeptany staje się integralnym elementem kampanii marketingowych. Jest wykorzystywany w działaniach content marketingowych, a w przypadku SEO jest jednym z podstawowych narzędzi, za pomocą których jest prowadzona kampania. Co interesujące, klienci, zlecając działania SEO, nie zdają sobie sprawy z tego, że jest w nich wykorzystywany marketing szeptany. Najczęściej nie mają też świadomości, że kampanie content marketingowe również skutecznie wykorzystują to narzędzie. WoMM stał się swego rodzaju ofiarą nieumiejętnie prowadzonych kampanii, których podstawowym założeniem było to, by była zrobiona „po kosztach”. A jak powszechnie wiadomo, jakość ma swoją cenę.

Nowoczesne działania WoMM ewoluują obecnie w micro digital influencing. Co się kryje pod tą nazwą? Obecnie użytkownicy internetu są wyedukowani i mają świadomość istnienia i działania takich narzędzi jak SEM czy SEO.  Szukając produktu i chcąc poznać opinię innych o danej marce, starają się unikać przekazu reklamowego. Pomijają więc strony dobrze pozycjonowane i płatnie rekomendowane przez Google. Jak więc dotrzeć z przekazem do świadomych użytkowników internetu? Na pewno nie korzystając ze spamu i nachalnej reklamy.

Do takich świadomych użytkowników można dotrzeć właśnie za sprawą micro digital influencingu. To działania precyzyjnie targetowane bezpośrednio do wąskiej grupy docelowej zainteresowanej produktem lub usługą. Świadomy internauta wchodzi na wybrane forum, rejestruje się i szuka porady i opinii innych użytkowników. Jest zdecydowany na zakup, posiada już środki – na podstawie rekomendacji chce podjąć jak najlepszą decyzję. Korzystając z profesjonalnych aplikacji do monitoringu, kompetentni marketerzy są w stanie praktycznie natychmiast odnaleźć osoby, które poszukują konkretnego produktu, np. najlepszej pralki. Dzięki temu marketer może nawiązać z nim dialog i spróbować go przekonać, że to jego produkt najlepiej spełni potrzeby klienta.

Dzięki tak precyzyjnemu dotarciu do użytkowników wykazujących potrzebę zakupu możemy wpłynąć na ich decyzje. Oczywiście nie banalnym „marka X jest najlepsza”, tylko rzeczywistym dialogiem. Marketer podejmuje temat, ustala, jakie rozwiązania są najlepsze dla tej osoby – przeprowadza swoisty wywiad. Dzięki temu może przedstawić argumenty, które przekonają potencjalnego klienta do zakupu. Działania micro digital influence można określić jako działania prosprzedażowe i są one skuteczniejsze niż wiele innych narzędzi marketingowych. Efekty dobrze poprowadzonych działań mogą być spektakularne, ponieważ propozycja każdorazowo jest przygotowana z uwzględnieniem indywidualnych potrzeb użytkownika przez eksperta.

 

Źródło: Content Organica

W ciągu ostatnich lat zmieniły się zarówno sposoby promowania inwestycji mieszkaniowych przez deweloperów, jak i źródła gdzie klienci poszukują ofert.

Jeszcze nie tak dawno deweloperzy reklamowali swoje inwestycje na ulotkach i folderach, które najczęściej rozdawane były na targach. W biurach sprzedaży klienci mogli obejrzeć makiety przedstawiające osiedla. A podstawowym kanałem dotarcia z informacją o projektach były teksty i reklama zamieszczane w lokalnych dziennikach i magazynach, które wydawały dodatki mieszkaniowe. Powierzchnia była w nich często rezerwowana na rok do przodu. Firmy wykorzystywały także outdoor, radio i telewizję oraz w ograniczonym stopniu promowały się w sieci.

Dziś wszystko się zmieniło. Podstawowym i bezkonkurencyjnym źródłem informacji o ofercie rynkowej jest internet. Klienci deweloperów przede wszystkim w nim poszukują mieszkań. Mimo to, wydaje się, że branża nie wykorzystuje jeszcze w pełni możliwości, jakie daje globalna sieć. Firmy deweloperskie stale rozszerzają aktywność w internecie, ale swoje plany marketingowe opierają wciąż jeszcze mocno na tradycyjnych kanałach komunikacji, jak prasa, radio, czy imprezy branżowe, których znaczenie słabnie. Nabywcy zaś poszukują promocji nie na targach, na których z roku na rok frekwencja jest coraz mniejsza, ale podczas dni otwartych i eventów organizowanych przez firmy na terenie inwestycji, albo przychodzą negocjować indywidualnie.

Przede wszystkim sieć

Największa grupa osób (w wieku 30+), która zainteresowana jest zakupem mieszkań w określonej lokalizacji czerpie informacje z sieci, gdzie wszystkie propozycje rynkowe najłatwiej znaleźć w serwisach ofertowych. Z portali nieruchomościowych potencjalni nabywcy przechodzą na dedykowane inwestycjom strony deweloperów pełne nie tylko szczegółowych informacji o projektach, ale także wzbogacone różnego rodzaju elementami call to action, które ułatwiają kontakt ze sprzedawcą.

Dzisiejsi klienci deweloperów należą do generacji wychowanej w dobie komunikacji mobilnej, zapewniającej szybki dostęp do wszelkich informacji. Dlatego dysponują zdecydowanie większą znajomością rynku nieruchomości niż wcześniejsze pokolenia. Pracują, komunikują się i surfują zdobywając wiedzę w przestrzeni wirtualnej. Z sieci trafiają do deweloperskich biur sprzedaży, a opinie o firmach i inwestycjach wymieniają na forach. I to właśnie w miejscu, gdzie młodzi ludzie najszerzej zaznaczają swoją obecność deweloperzy powinni szukać klientów.

Social media ważne, ale nie najważniejsze

Trzeba przyznać, że branża coraz więcej uwagi poświęca obecności w sieci. Przedstawiciele firm przyznają, że prowadzą profile na Facebooku i w innych serwisach społecznościowych. Moderują fanpages, na których pokazują inwestycje, radzą jak wykończyć wnętrza, zamieszczają informacje lifestylowe związane z nieruchomościami, czy publikują wiadomości biznesowe. Prowadzą blogi firmowe. W kanale YouTube prezentują filmy, a na Instagramie i Pintereście zdjęcia z inwestycji.

Tymczasem analizy wykazują, że osoby poszukujące mieszkań nie traktują social mediów jako podstawowego źródła wiedzy o ofercie. Wykorzystują w tym celu głównie wyszukiwarki ofertowe, serwisy agencji nieruchomościowych i strony firmowe deweloperów oraz kontent dostępny na portalach branżowych. Z drugiej strony jednak celnie trafiają do konkretnej grupy odbiorców reklamy Google Ads, poparte obserwacjami zachowań użytkowników w sieci. Coraz większe znaczenie dla promocji nieruchomości ma także wykorzystywanie urządzeń mobilnych, za pośrednictwem których przesyłane są informacje o mieszkaniach.

Klient z ulicy

Silnym kanałem komunikacji wciąż jest outdoor. Firmy staranniej wybierają jednak teraz nośniki reklamowe. Inwestują w billboardy położone w prestiżowych lokalizacjach lub przy węzłach komunikacyjnych w pobliżu inwestycji. W bardziej kreatywny sposób niż wcześniej wykorzystują także ogrodzenia wokół budowy. Wciąż aranżują też mieszkania pokazowe, które niezmiennie działają na wyobraźnię kupujących.

Tomasz Sadłocha, członek zarządu Ochnik Developmet przyznaje, że zmienił się także sposób reklamowania projektów. – Coraz lepsza jakość mieszkań i coraz bardziej rozbudowana infrastruktura i system udogodnień dla mieszkańców pozwalają deweloperom promować, nie tylko same mieszkania, ale także komfortowy sposób życia w danej inwestycji – informuje Tomasz Sadłocha. – W przypadku naszych projektów, które realizujemy w Warszawie przy Dzielnej i Pawiej, jakość zamieszkania poprawiają zielone dziedzińce i tarasy, lobby recepcyjne, czy bezpośredni dostęp do pasażu handlowo-usługowego – wylicza.

Skuteczne polecenie

Przedstawiciel Ochnik Development wspomina także o jednej z efektywniejszych form zdobywania przez klientów informacji o inwestycjach mieszkaniowych, jakim jest polecenie. – Mieszkania w naszych inwestycjach wybierane są często z polecenia osób, które kupiły już u nas lokale. To bardzo skuteczny, premiowany przez wiele firm sposób na zdobywanie klientów – przyznaje Tomasz Sadłocha. – Zdarza się też, że osoby, które kupiły już u nas mieszkanie wracają po kolejne albo decydują się na zakup lokalu handlowego. Dotyczy to głównie nabywców inwestycyjnych. Trafiają do nas również okoliczni mieszkańcy, którzy na Muranowie poszukują mieszkań dla rodziców lub rodzice dla dzieci, bo w tym rejonie niewiele się buduje – wyjaśnia.

Nowe osiedle pojawiające się w pobliżu domu to dla niektórych osób wystarczający impuls do podjęcia decyzji o zainwestowaniu w nieruchomość. Takich klientów do biura sprzedaży ściąga reklama umieszczona przy budynku lub na ogrodzeniu placu budowy.

Wyczekujący inwestorzy

Osoby kupujące inwestycyjnie natomiast bacznie obserwują rynek. Kupują w czasie przedsprzedaży, na których zazwyczaj obowiązują niższe ceny. Wybierają najlepsze mieszkania, a ich decyzję poprzedza dogłębna analiza. Ta grupa klientów śledzi informacje o nowych inwestycjach, a kiedy pojawia się odpowiednia oferta ekspresowo podpisuje umowę. Inwestorzy często kupują mieszkania u tego samego dewelopera, prosząc o wcześniejszą rezerwację określonych typów lokali zanim nowy projekt lub kolejny etap budowy inwestycji pojawi się na rynku.

Żeby skutecznie dotrzeć z informacją o nowej inwestycji do wszystkich grup klientów deweloperzy powinni korzystać z kilku różnych kanałów komunikacji. Przy czym, skala działań marketingowych i dobór sposobu promocji powinny być zróżnicowane w zależności od konkretnego projektu. Wyjątkiem są tu najbardziej prestiżowe inwestycje, które wykorzystują zupełnie inne formy komunikacji. Chcąc zaznaczyć wyjątkowość projektu i stworzyć poczucie niedostępności, w precyzyjnie sprofilowana oferta kierowana jest do konkretnych grup osób, najczęściej podczas nieformalnych spotkań.

Nowe technologie

Forma prezentacji oferty deweloperskiej podążać będzie teraz zapewne za ogólnymi trendami rysującymi się w sieci. Ewolucja prowadzić będzie do zwiększenia udziału content video w komunikacji z klientami. Deweloperzy, którzy śledzą trendy wprowadzać będą animacje, nagrania z dronów i wykorzystywać takie technologie typu VR, by w wirtualnej rzeczywistości pokazywać inwestycje zanim powstaną.

 

Autor: Ochnik Development

Ubiegły rok był rekordowym dla naszych rodzimych lotnisk. Ruch w całym kraju wyniósł 30,58 mln pasażerów, co daje wynik o 12,5% wyższy niż w 2014 roku. Ogrom podróżujących codziennie pasażerów i osób im towarzyszących prowadzi do wzrostu zainteresowania reklamą właśnie na portach lotniczych.

Emocje biorą górę

Podekscytowanie przed wylotem na wakacje, radość z powrotu po wielu latach do rodzinnego kraju, smutne pożegnania przed wyjazdem na emigrację, stres przed biznesową podróżą. Na lotniskach ludziom towarzyszą często zupełnie skrajne emocje. Także to, co otacza ich w tych szczególnych momentach potęguje te doznania. Ze względu na to nie ma chyba drugiej równie silnej wizerunkowo lokalizacji dla działań out-of-home jak porty lotnicze. Dlatego też przekazy reklamowe tam lokowane mogą w tak silny sposób oddziaływać.

Jak pokazują przykłady kampanii realizowanych przez firmę Synergic – koordynującą działania reklamowe na wszystkich lotniskach w Polsce, w tym obsługującą na wyłączność Modlin, Wrocław, Poznań i Katowice -niezwykle skuteczne będą tu wszelkiego typu akcje niestandardowe, które zaangażują pasażera. Wprowadzenie gości lotniska w inny wymiar reklamy, wciągnięcie ich w jej świat pozwoli im na dłużej zachować w pamięci markę. Koncepcje reklam w naszym kraju dorównują w pełni tym, realizowanym w wielu europejskich stolicach. Ma na to wpływ zarówno zwiększająca się liczba osób wybierających właśnie samolot jako środek transportu w podróżach prywatnych i zawodowych, wzrost zamożności naszych rodaków, a co za tym idzie – większy potencjał zakupowy, co marki skrzętnie wykorzystują.

Wśród ciekawych kampanii, oddziałujących na pasażerów, można wymienić chociażby zeszłoroczną akcję  wizerunkowo-promocyjną biura podróży Itaka zorganizowaną w kolaboracji z Portem Lotniczym Okęcie. Z okazji dnia dziecka został zorganizowany ambient, podczas którego na specjalnie przygotowanej wyspie, prowadzone były animacje dla dzieci. Niecodzienna, zaskakująca forma marketingowa, imitująca swym wyglądem prawdziwą wyspę, przyciągała uwagę rodziców z dziećmi. Prowadzone animacje dawały podróżnym spontaniczną radość, uchwyconą w starannie zaaranżowanej scenerii tropików. Każdy kto odwiedził wyspę mógł też wziąć udział w konkursach, grach i zabawach, gdzie nagrodami były firmowe gadżety, co pozwalało na dalszą, fizyczną interakcję z marką, także po powrocie do domu.

Nie ukryjesz się

Reklamy otaczają nas niemalże na każdym kroku. Z czasem nauczyliśmy się część z nich po prostu pomijać – czy to wychodząc do innego pomieszczenia podczas emisji reklam w tv, instalując na komputerach oprogramowanie blokujące tego typu treści, czy zwyczajnie ucząc się niereagowania na nośniki w naszej najbliższej okolicy. Są jednak takie miejsca, w których przekazy reklamowe docierają do naszej świadomości mimochodem. Można tu wymienić właśnie porty lotnicze, gdzie zarówno podróżujący, jak i osoby oczekujące na swoich bliskich spędzają wiele czasu.

Lotniska to miejsca bardzo specyficzne. Oczekując na lot chętnie rozglądamy się dookoła, wędrujemy po określonym terenie. Przy tym jesteśmy dużo bardziej czujni, gdyż nie chcemy przeoczyć istotnych z puntu widzenia podróży informacji. Gwarantuje to lepszą przyswajalność treści przez odbiorców. Ważne przy tym, by kampanie były zarazem atrakcyjne graficznie, jak i miały ciekawą, rzucającą się w oczy formę, by wypełnić czas oczekiwania – mówi Joanna Szlemińska, Wiceprezes Zarządu Synergic.

Nie można jednak zapominać, iż eksponowany przekaz musi być dla pasażerów atrakcyjny na tyle, by każdy czuł się komfortowo będąc w ten sposób otoczony. Rozsądne podejście przełoży się na wzmożoną identyfikację z marką, a co za tym idzie wzrost poziomu sprzedaży.

Różnorodność nośników, wielorakość możliwości

Myśląc o reklamie na lotniskach warto też pamiętać o wielu możliwościach, jakie daje nam ta przestrzeń. Citylight, Backlight, drzwi wejściowe do terminali, gate’y, szyby wind, pasy bagażowe, proporce, czy wyspy marketingowe są dla przedstawicieli branży reklamowej doskonałym polem do pracy. Ważne jednak, by był on dobrze dobrany do przekazu z jakim firma chce dotrzeć do potencjalnych klientów, oraz jaki wizerunek własny chce wykreować.

Przy planowaniu kampanii na lotniskach konieczna jest spora wiedza, która pozwala zastosować rozwiązania kontekstowo wpisujące się w architekturę lotniska. Mamy tutaj bardzo wiele możliwości i warto wykorzystywać je jak najoptymalniej, pamiętając przy tym z jakiego powodu odbiorca przekazu znalazł się w tym miejscu – komentuje Piotr Gajek, Prezes Zarządu Synergic.

Nośnik i kreacja powinny być tak dobrane, aby zaskoczyć i zaciekawić odbiorców marki, wyjść na wprost jego oczekiwaniom i potrzebom. Tak właśnie wpasowała się międzynarodowa sieć komórkowa Lycamobile, oferująca bardzo tanie połączenia telefoniczne z Polski do Azji, Europy, USA, Ameryki Południowej. Na terenie Portu Lotniczego Warszawa – Modlin obrandowana została szklana winda. Kampania cieszyła się dużym powodzeniem i przyciągała uwagę dużej ilości pasażerów (miesięcznie jest ok. 210 tys. osób) ze względu właśnie na doskonałe dopasowanie się w tym konkretnie momencie do ich potrzeb.

Porty lotnicze to doskonałe miejsca styku na linii marka – klient. Dotyczy to promocji kierowanych zarówno do potencjalnych klientów narodowości polskiej jak i zagranicznych turystów. Liczne nośniki pozwalają na wdrażanie kreatywnych kampanii, doskonale dobranych do grupy docelowej i promowanych produktów czy usług. Patrząc na procentowy wzrost pasażerów polskich lotnisk można pokusić się o stwierdzenie, iż to właśnie tam lokowane nośniki w ciągu najbliższych lat staną się tymi najbardziej pożądanymi z punktu widzenia reklamodawców.

 

Synergic

 

Omnichannel, Crosschanel, Moments of truth – to nazwy różnych podejść do zrozumienia ścieżek przepływów klientów w kanałach offline i online. Fizyczne punkty sprzedaży i różne kanały internetowe przenikają się i uzupełniają w całościowym procesie pozyskiwania klientów, sprzedaży i lojalizacji. W Polsce niemal wszystkie firmy stoją przed wyzwaniem – jak połączyć sprzedaż offline z online, tak aby uzyskać najlepszy możliwy efekt.

Opisujemy, jakie są kluczowe wyzwania w tworzeniu systemu sprzedaży wielokanałowej na przykładzie największych marek odzieżowych znanych przede wszystkim z sieci fizycznych punktów sprzedaży. Opisaliśmy użytkowników omnichannelowych badając ich wraz z LeadR – przeprowadziliśmy łącznie 1792 użytkowników tych marek.

wykres2

Elementy kluczowe w myśleniu o Omnichannel

Jeśli klienci mają wybór, to kiedy i dlaczego wybierają zakupy online i offline? W wielu różnych kategoriach najczęściej wskazywanym (deklarowanym) powodem wyboru e-commerce jest niższa cena (np. leki i suplementy diety). Dla marek odzieżowych kluczowe jest zaoszczędzenie czasu (nie muszę iść do sklepu, mogę to kupić online – sklep i tak będzie trzymał „mój rozmiar”). Tutaj kluczowe jest, że wiem, co kupuję, ponieważ znam to z fizycznego punktu sprzedaży (podobnie, jak w FMCG), więc wolę to kupić w internecie, bo jest taniej i szybciej. Ważne jest też dowiedzieć się, czy te same osoby kupują online i offline.

Ścieżki zakupowe – mogą się różnić w zależności od kontekstu, oferty i sytuacji. W kategorii odzieżowej zakupy offline są bardziej spontaniczne (na wizytę w sklepie mogła ew. wpłynąć poprzednia wizyta lub newsletter), a zakupy online – bardziej przemyślane (poprzedzone poszukiwaniem produktów w wielu różnych miejscach w internecie). Czasami to różne osoby mogą wybierać różne ścieżki, a czasami – o wszystkim decyduje kontakt z poszczególnymi touchpointami. W Omnichannel niezbędne jest mapowanie ścieżek zachowań klientów i identyfikacja tych, które przynoszą najwięcej obrotów i tych, które mają przed sobą największy potencjał.

Touchpointy – reklamy w różnych miejscach wpływają na wybór różnych ścieżek zakupów. Różne touchpointy mają różną efektywność w zależności od ścieżek. Dla marek odzieżowych wystawa sklepowa to jednocześnie najbardziej zapamiętywany rodzaj reklamy – wpływa zarówno na zakup online, jak i offline, jednak przy tym ostatnim gra kluczową rolę. Dla zakupów online kluczową reklamą są informacje o produkcie na stronie marki i newslettery. Mailingi są kluczowe do lojalizacji klienta online i najczęściej powodują powrót klienta na stronę sklepu.

CRM i lista mailingowa – kluczowe elementy w tworzeniu Omnichannelu. Nawet jeśli marka nie sprzedaje swoich produktów bezpośrednio klientom końcowym, to nie znaczy, że nie może tworzyć digitalowej bazy danych tych osób. Mailingi są kluczowe dla lojalizacji marek odzieżowych – wpływają na powrót klienta na stronę WWW sklepu i powodują ponowne odwiedzenie fizycznego punktu sprzedaży.

Z doświadczeniem Omnichannelu związane jest też zadowolenie klienta – poczucie, czy proces zakupu w ogóle mu się podobał i dlaczego. Przed porównywaniem zadowolenia offline i online jeszcze wiele wyzwań. I tak dla sklepów odzieżowych najbardziej na zadowolenie wpływa:

  • online – zgodność zamówionych produktów z opisem i opakowanie przesyłki
  • offline – czystość i porządek w sklepie

te dwa aspekty trudno ze sobą porównywać; a to, co można mierzyć to ew. zmianę w czasie – w efekcie działań reklamowych lub zmian w systemie zakupów. No, oczywiście można skorzystać z Net Promoter Score, jednak warto pamiętać o ograniczeniach tego wskaźnika.

Odpowiedzi na te pytania pozwalają rozpocząć myślenie o wdrożeniu Omnichannelu w firmie, niezależnie od tego czy jest B2C czy B2B.

Albert Hupa, Prezes IRCenter

Od chwili powstania cyfrowej reklamy, marketerzy stoją przed wyzwaniem – jak znaleźć skuteczną strategię marketingową pozwalającą zmaksymalizować efekty przy określonych kosztach? Z pomocą przychodzą im dopasowane modele atrybucji. Pozwalają one efektywnie wydatkować budżety reklamowe w celu realizacji planowanych wyników sprzedaży.

Model atrybucji w marketingu definiuje się jako zbiór zasad, które określają sposób przypisywania sprzedaży i konwersji do punktów styczności, tj. kliknięć w reklamę na ścieżce zakupowej konsumenta prowadzącej do konwersji. Innymi słowy, chodzi o to, komu i w jakim stopniu zostanie przypisany sukces w postaci nakłonienia klienta do wykonania pożądanej czynności (uzyskanie konwersji), czyli najczęściej zakupu produktu lub usługi. Do najpopularniejszych modeli atrybucji w e-reklamie zaliczał się dotąd model „ostatniego kliknięcia”. 100 proc. udziału w sprzedaży przypisuje się w nim ostatniemu „kliknięciu w reklamę”, podczas gdy wcześniejsze działania reklamodawców nie są premiowane i rozliczane. Eksperci Sociomantic Labs wyjaśniają, dlaczego wspomniany model nie jest idealny oraz jaką inną strategię warto przyjąć, aby zmaksymalizować wyniki kampanii reklamowych w internecie.

Na sprzedaż pracują wszyscy

Przeanalizujmy przykład – internauta, jadąc do pracy i korzystając ze smartfona, wpisuje w wyszukiwarce hasło „okulary przeciwsłoneczne”. Pierwsze kliknięcie na stronę e-sklepu zostaje wygenerowane dzięki działaniom SEO. Konsument ogląda produkty z kategorii „okulary przeciwsłoneczne”, jednak nie składa zamówienia i opuszcza stronę. Tego dnia, przeglądając różne strony internetowe, widzi spersonalizowany banner przedstawiający wspomniane modele okularów przeciwsłonecznych. Niedługo potem, otrzymuje wyczekiwaną premię i postanawia wydać ją na planowany zakup. Przeglądając internet, napotyka na spersonalizowany banner z oglądanym wcześniej modelem okularów przeciwsłonecznych wraz z informacją o limitowanej czasowo promocji. Dysponując gotówką i mając już upatrzony konkretny produkt, konsument klika w reklamę i zostaje przekierowany do sklepu internetowego, gdzie dokonuje zakupu. Zgodnie z modelem atrybucyjnym „ostatnie kliknięcie” w tym przypadku cały zysk z reklamy np. 20 złotych, przypadnie dostawcy ostatniej reklamy bannerowej, po której kliknięciu klient przeszedł na stronę e-sklepu i finalnie nabył produkt. Eksperci z Sociomantic Labs podkreślają, że do sprzedażowego sukcesu przyczyniły się jednak, w różnym stopniu, wszystkie działania promocyjne i reklamowe, które klient napotkał w trakcie całego procesu zakupowego. W złożonym modelu atrybucji udział w sprzedaży zostaje rozłożony na poszczególne kliknięcia, przy czym firmy mogą samodzielnie wycenić każdy etap np. – 40 proc. kwoty (8 zł) przypadnie za pierwsze kliknięcie w wynikach wyszukiwania (działania SEO), 20 proc. kwoty (4 zł) zostanie przeznaczony na kliknięcia w bannery z prowadzonych kampanii remarketingowych, i wreszcie 40 proc. kwoty z przyjętego budżetu (8 zł) otrzyma dostawca ostatniego banneru reklamowego, który okazał się ostatnim kliknięciem, po którym nastąpiła konwersja. W złożonych modelach atrybucji nie chodzi tylko o sprawiedliwszy podział udziałów w sprzedaży i konwersji między często różnymi podmiotami reklamowymi – e-sklep może bowiem współpracować z wieloma agencjami reklamowymi jednocześnie. Sklep internetowy, przypisując któryś raz z kolei 100 proc. udziału w sprzedaży za ostatnie kliknięcie w reklamę może dojść do wniosku, że inne działania marketingowe się nie sprawdzają, więc nie warto przykładać do nich większej wagi. Takie założenie jest bardzo niebezpieczne – w końcu bez „zachęcenia” klienta do oferty poprzez różne działania pośrednie, do zakupu mogłoby nigdy nie dojść. Na ostateczny sukces tj. zakup okularów przeciwsłonecznych, pracowali zarówno specjaliści od SEO (pierwsze kliknięcie), jak i marketerzy (możliwe, że nawet z różnych agencji reklamowych), prowadząc kampanie reklamowe programmatic (spersonalizowane bannery) czy działania e-mailingowe. Każdy z nich powinien mieć swój udział w sukcesie.

Uniwersalna strategia sukcesu nie istnieje

W marketingu nie ma jednego uniwersalnego rozwiązania sprawdzającego się w każdej kampanii reklamowej. Kluczową kwestią jest przypisywanie tzw. wag dla kliknięć. Każdy marketer bazując na posiadanej wiedzy i doświadczeniach, zdobytych w toku przeprowadzania kolejnych kampanii reklamowych, powinien wypracować swój „złoty środek” w ich ustanawianiu. W każdej firmie może sprawdzać się inne rozwiązanie. Przypisywanie wag dla kliknięć pozwala lepiej poznać klientów, dowiedzieć się jakie czynności wykonują i premiować te, które prowadzą do oczekiwanego rezultatu w postaci finalizacji transakcji. Ważne, aby nie przeznaczać budżetów marketingowych wyłącznie na krótkoterminowe transakcje, jak zdobycie jednorazowego kliknięcia. Zamiast tego, lepiej planować długofalowo, biorąc pod uwagę m.in. „całościową wartość  klienta” (Customer Lifetime Value – CLV). Biorąc pod uwagę CLV, można zidentyfikować najważniejszych klientów i reaktywować ich, aby uczynić ich jeszcze bardziej cennymi w miarę upływu czasu. W tym celu można prowadzić m.in. takie działania jak śledzenie identyfikatora klienta na różnych urządzeniach, badania nad efektem ROPO, czy mierzenie efektów kampanii e-mailingowych. Wykorzystanie CLV to dla marketerów spore wyzwanie, które stale zyskuje na aktualności, sprawiając, że zmiany w kontekście stosowanych modeli atrybucyjnych, stają się koniecznością.

Gdy model atrybucji będzie odpowiednio dobrany do danego biznesu, to wysiłki marketerów przyniosą oczekiwane efekty. Dobre poznanie konsumenta pozwoli dostosować marketingowe inwestycje, aby osiągnąć maksymalny efekt odpowiednim, niezawyżonym kosztem. A to już prosta recepta na sukces kampanii reklamowej.

 

Sociomantic Labs

Przychody ze sprzedaży części ekranu w programie na telefony i tablety można rozliczać podobnie jak wpływy ze sprzedaży powierzchni na stronie internetowej – czyli jak przychody z najmu. A to pozwala na objęcie tej części wpływów ryczałtem o stawce 8,5%.

Nowe technologie powodują, że co jakiś czas organy skarbowe stają przed decyzją, jak opodatkować związane z nimi przychody. Nie tak dawno fiskus uznał, że przychody wynikające z oddania części strony internetowej pod reklamę można potraktować jak przychody z najmu. Teraz pojawiło się pytanie o to, jak potraktować wpływy ze sprzedaży części ekranu telefonu lub tabletu, na którym wyświetlają się reklamy, kiedy użytkownik urządzenia korzysta z aplikacji.

Reklamodawca korzysta z części ekranu

Z takim pytaniem zwrócił się do izby skarbowej podatnik, który stworzył program na tablety i smartfony. Przychody z jego sprzedaży generowane są dwojako – część z nich pochodzi ze sprzedaży licencję na aplikację poprzez sklep internetowy, prowadzony przez pośrednika (który za to inkasuje część wpływów), a część to wpływy z reklam.

Reklamy są wyświetlane na wydzielonej części ekranu w czasie, kiedy użytkownik używa aplikacji. Podatnik oddaje część miejsca w aplikacji firmie, która kontroluje liczbę kliknięć i w zależności od niej wysyła co miesiąc odpowiednią kwotę na rachunek.

Podatnik zadał pytanie, jak należy potraktować przychody z tej działalności? Jego zdaniem, można je zaliczyć do źródła wskazanego w art. 10 ust. 1 pkt 6 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, tj. do przychodów z tytułu najmu, dzierżawy lub innych umów o podobnym charakterze. To zaś pozwala objąć je zryczałtowanym podatkiem od przychodów ewidencjonowanych i objąć stawką 8,5%.

Nie rzecz, nie prawo, ale dzierżawić można

Do tej opinii przychyliła się Izba Skarbowa w Łodzi w interpretacji z 22 grudnia 2015 r. (IPTPB1/4511-590/15-5/MD). Urzędnicy wprawdzie stwierdzili, że na podstawie art. 693 § 1 Kodeksu cywilnego w dzierżawę można oddać rzecz, a zgodnie z art. 709 Kodeksu cywilnego – umowa może obejmować także prawa, tymczasem „internetowa powierzchnia ekranowa” nie jest ani prawem, ani rzeczą, ale dodali zaraz, że mimo to tak wynajem tej powierzchni można traktować.

„W związku z powyższym, wynagrodzenie otrzymywane przez osobę fizyczną z tytułu udostępniania strony internetowej, pod warunkiem że nie jest to czynione w ramach działalności gospodarczej, należy zakwalifikować do źródła przychodów, najem, dzierżawa lub inne umowy o podobnym charakterze, o którym mowa w art. 10 ust. 1 pkt 6 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych” – napisali w interpretacji. Podatnik, jak zaznaczył, nie prowadzi działalności gospodarczej.

To zaś, jak przypomnieli urzędnicy, daje podatnikowi prawo do skorzystania z art. 2 ust. 1a ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym, a więc opłacania podatku w formie ryczałtu. Stawka ryczałtu od wpływów z najmu wynosi zaś 8,5%.

Z reklamą na stronach w sieci jest podobnie

Stanowisko Izby Skarbowej jest bardzo zbliżone do opinii fiskusa na temat opodatkowania przychodów z wynajmu części strony internetowej, również na potrzeby reklamy. W tym przypadku również mamy do czynienia z umową dzierżawy, co również pozwala na objęcie wpływów podatkiem zryczałtowanym.

Marek Siudaj, Tax Care

Od 1 stycznia 2016 roku na zachodniej elewacji Dworca Centralnego w Warszawie pojawi się wielkoformatowa reklama o powierzchni 420 mkw. Tym samym PKP wraca do wynajmu ściany od strony al. Jana Pawła II, która ma być jedyną tak dużą formą reklamy zewnętrznej dostępnej w ofercie komercyjnej dworca. Mimo kontrowersji towarzyszących reklamom na tym budynku, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Reklamy Wielkoformatowej zapewnia, że zarówno działania PKP, jak najemców są zgodne z polskim prawem.

Siatka, która z początkiem nowego roku powróci na elewację Dworca Centralnego od strony al. Jana Pawła II będzie miała 51 na 8,25 m. Na wielkim formacie pojawi się reklama jednej z firm telekomunikacyjnych, ale już w lutym zostanie zastąpiona inną grafiką. Ściana jest póki co zarezerwowana na cały pierwszy kwartał 2016, a wynajem ma być dostępny dla klientów przez cały rok.

Kiedy w 2011 roku znacznie większa siatka zasłoniła ścianę od strony Al. Jerozolimskich w mediach wybuchła dyskusja na temat estetycznych walorów reklamy na dworcu, zaśmiecaniu przez nią przestrzeni publicznej i psuciu wizerunku miasta. Swój sprzeciw zgłaszały ówcześnie środowiska architektoniczne i mieszkańcy, przede wszystkim jednak twórcy projektu estetyzacji dworca przed Euro 2012. W dyskusji nie zabrakło także zarzutów co do zgodności reklamy z właściwymi przepisami. Zarząd PKP zapewniał jednak, że wszelkie działania reklamowe są w całości zgodne z prawem, co miała potwierdzić kontrola przeprowadzona przez Wojewódzkiego Inspektora Budowlanego. Kontrola WIB nie wykazała jednak uchybień i ostatecznie nie nakazano usunięcia siatek. Nigdy później dworzec nie otrzymał takiego nakazu.

 Łamania prawa, które ma wynikać z działań reklamowych na budynku Dworca Centralnego w Warszawie nie dostrzega  także Joanna Szlemińska z Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Reklamy Wielkoformatowej, a jednocześnie Wiceprezes Synergic Sp. z o.o. – spółki pośredniczącej w zakupach powierzchni pod wielki format, także na budynku dworca. To do IGRW zwracają się samorządy poszukujące konsultacji przy wdrażaniu polityki reklamowej na swoim terenie. Po wejściu w życie ustawy krajobrazowej do Izby zgłaszają się także gminy przygotowujące własne kodeksy reklamowe.

Rzeczywiście, temat świeżo wyremontowanego budynku całkowicie zasłoniętego przez reklamy może wzbudzać kontrowersje, ale powtarzany jak mantra argument łamania prawa jest w tym wypadku nieprawdziwy. Wiele środowisk nadal twierdzi, że umieszczenie reklamy wielkoformatowej na budynku dworca jest naruszeniem przepisów miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, a co za tym idzie naruszeniem prawa w ogóle. Jednak zgodnie z decyzją Ministra Infrastruktury i Rozwoju z marca ubiegłego roku teren, na którym znajduje się dworzec jest tzw. terenem zamkniętym, wyłączonym spod władztwa planistycznego gminy. Oznacza to w tym wypadku, że miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego nie obejmuje terenów dworca, z zabudowaniami włącznie. Właściwą instytucją do uzyskania zgody na powieszenie siatki jest tu wojewoda i taką zgodę PKP uzyskało w 2009 roku, kiedy dokonywano zgłoszenia remontu budynku przed Euro 2012. ­­W związku z tym zarzut bezprawnego działania jest nieuzasadniony i wprowadza opinię publiczną w błąd, z największa szkodą dla PKP. Natomiast to, że w opinii niektórych osób lub środowisk, reklamy nie spełniały ich oczekiwań estetycznych nie może dyskwalifikować możliwości wynajmu powierzchni przez niezależny podmiot – mówi Joanna Szlemińska z Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Reklamy Wielkoformatowej.

Po 2011 roku kolejarze obiecywali znaczne ograniczenie miejsca przeznaczonego pod siatki, zapowiadając jednocześnie, że z elewacji całkowicie znikną naklejki reklamowe. Reklamę można więc oglądać jedynie na wąskim pasku pod dachem wzdłuż Al. Jerozolimskich, a od nowego roku także na ścianie od strony al. Jana Pawła II. PKP wielokrotnie podkreślało, że pieniądze z wynajmu ściany są przeznaczane na bieżące utrzymanie budynku i czystości dworca, a także poprawę bezpieczeństwa i komfortu podróżnych.

autor: Krzysztof Oflakowski, przedsiębiorca, ekspert ds. komunikacji dla firm

 

Dróg do osiągnięcia sukcesu w biznesie online jest wiele. Które strategie pozwolą, w ciągu najbliższych 18 miesięcy, osiągnąć cele szybciej i zdeklasować konkurencję? Sprawdź, które z czynników będą odgrywały kluczową rolę i muszą być uwzględniane przez firmy, zarówno te duże, jak i małe.

Klienci, zwłaszcza młodsi, zaczynają postrzegać świat jako jeden ekosystem złożony z wielu kanałów komunikacji. Zacierają się tym samym granice między rzeczywistością online i offline. W Polsce aż 77 proc. osób do 25 roku życia, w trakcie oglądania TV, jest dostępnych online przez różne urządzenia mobilne (dla porównania w Wielkiej Brytanii – 74 proc.). Eksperci branżowi dostrzegają rosnące znaczenie omnichannel. Dobrym przykładem jest chociażby Allegro, które w ciągu ostatnich lat zainwestowało znaczne środki na reklamę TV. Marketerzy zauważyli bowiem, że odbiorcy siedzący przed telewizorami zaraz po obejrzeniu ich reklamy, bardzo często sięgali do urządzeń mobilnych czy do laptopa w celu sprawdzenia aktualnej oferty serwisu. Skuteczność takich działań potwierdziły rosnące współczynniki klikalności kampanii reklamowych.

Wzrost znaczenia reklamy osobistej

Według IAB w Polsce aż 89 proc. reklamodawców korzysta już z modelu programmatic w e-reklamie. 48 proc. z nich uważa je za skuteczniejsze narzędzie niż tradycyjna kampania w internecie. Programmatic to nie tylko reklama desktopowa, ale także mobilna. W 2015 roku w USA wydatki programmatic na sektor mobile wyniosą 8,36 mld dolarów i po raz pierwszy przekroczą nakłady na reklamę desktopową – 6,52 mld dolarów. Jak podkreślają eksperci, siła programmatic tkwi w tym, że wszystkie strony zaangażowane w proces zakupu reklamy w tym modelu tj. wydawcy, reklamodawcy i  podmioty kupujące przestrzeń reklamową, odnoszą korzyści. Jak wynika z badania Sociomantic Labs, wartość rynku reklamy programmatic w 2015 roku w Polsce wzrośnie aż o 120 proc., osiągając poziom 250 mln złotych, co przełoży się na zwiększenie jego udziału w wydatkach na reklamę online do ok. 10 proc.

Poznaj swoich klientów, albo zgiń

CRM umożliwia skuteczną identyfikację klientów i ich potrzeb, a przez to zapewnia im satysfakcję z oferowanych produktów i usług, natomiast firmom pozwala osiągać założone cele. CRM spotyka się z cyfrową reklamą  w e-mail marketingu, analityce biznesowej oraz w reklamie osobistej (online, mobile, video, czy OOH). Zdaniem ekspertów sam CRM na przestrzeni lat mocno ewoluował –  od zwykłej reklamy w różnych kanałach, przez pierwsze segmentacje kampanii reklamowych (nowi vs obecni klienci), po podziały klientów posiadanych w systemie CRM na odpowiednio wyselekcjonowane grupy pod kątem różnych kampanii. Kolejnym etapem wykorzystania CRM w marketingu będzie segmentacja jednego użytkownika pod wybrane kampanie.

Synergia mobile i reklamy natywnej

Polski m-commerce jest najdynamiczniej rozwijającym się rynkiem mobile w Europie. W 2014 roku dynamika wzrostu wyniosła 113 proc., natomiast na ten rok eksperci szacują wzrost na poziomie 150 proc. Nic więc dziwnego, że zagadnienie mobile staje się jednym z kluczowych w reklamie online. Badania pokazują, że użytkownicy za pomocą urządzeń mobilnych najchętniej korzystają z aplikacji związanymi z mediami społecznościowymi (np. według badań Mobience, 60 proc. użytkowników smartfonów z systemem Android korzysta z aplikacji Facebooka). Okazuje się, że w przestrzeni mobilnej, zwłaszcza w kanałach social media najlepiej sprawdza się reklama natywna, stanowiąca przekaz reklamowy dopasowujący się do przestrzeni, w której zostaje umieszczony. Nawet 79 proc. reklam w Audience Network (jednym z trzech systemów reklamowych działających w obrębie Facebooka czyli Atlasu, LiveRaila i Audience Network) jest natywna. Takie kampanie reklamowe w przestrzeni mediów społecznościowych docierają aż do 88 proc. użytkowników i są co najmniej dwa razy skuteczniejsze od kampanii prowadzonych poza kanałami social media.

Personalizacja lekiem na całe zło

Badania pokazują, że reklamy „skierowane do każdego” nie cieszą się uznaniem klientów – irytują nawet 72 proc. konsumentów. Co więcej, rośnie grono internautów, którzy korzystają z programów blokujących reklamy – w Polsce na taki krok decyduje się aż 34,9 proc. użytkowników, co plasuje nas w ścisłej czołówce na rynku europejskim, zaraz po Grecji. To wszystko sprawia, że do grona najważniejszych e-marketingowych trendów zaliczamy personalizację, na którą według eMarketera planuje zwiększyć budżety nawet 49 proc. marketerów. Indywidualizowane powoli staje się wszystko: od produktów i ich opakowań, usług, mailingów i e-mailingów, sms-ów, aż po wyniki na stronach www, w wyszukiwarkach internetowych oraz serwisach społecznościowych. Warto zwrócić jednak uwagę, że aby personalizacja okazała się skuteczna, trzeba odpowiednio korzystać z zasobów Big Data. Tymczasem okazuje się to wciąż być problemem dla specjalistów od reklamy online. Jak podaje eMarketer, z takich danych jak informacje o prowadzonym przez użytkownika stylu życia korzysta zaledwie 15 proc. marketerów, a na profil osobowościowy użytkownika zwraca uwagę jedynie 8 proc.

W dzisiejszych czasach jedyną pewną rzeczą jest zmiana. Firmy muszą być elastyczne i posiadać umiejętność szybkiej adaptacji do stale zmieniającego się ekosystemu. Jednak zdaniem ekspertów, którzy wystąpili na konferencji „Digital Marketing Heroes 2015”, zorganizowanej przez Sociomantic Labs, wśród kluczowych czynników decydujących o sukcesie w e-biznesie są: personalizacja, mobile marketing, reklama natywna, innowacyjny CRM, a także strategia omnichannel.

źródło: Sociomantic Labs

 

Trend video to kolejne po roku mobile hasło odbijające się szerokim echem wśród reklamodawców, nadawców telewizyjnych i dostawców contentu. Eksperci z agencji badawczej IRCenter dzielą się wnioskami z analizy kluczowych zmian w korzystaniu z mediów przez konsumentów w kontekście rosnącej roli treści video.

Video jest już coraz częściej oglądane na urządzeniach mobilnych. Rośnie liczba młodych osób oglądających treści video na smartfonach i tabletach (każde urządzenie służy do czego innego). Nie są to zresztą tylko najmłodsi. Z biegiem czasu konsumenci coraz bardziej będą się przyzwyczajać do oglądania treści zmieniając przy tym ekrany. Wydawcy będą musieli zatem publikować content video wielokanałowo (przez strony WWW, aplikacje mobilne, TV i inne).

Zaciera się różnica pomiędzy wydawcami telewizyjnymi i internetowymi. Content video publikują i telewizje i wydawcy internetowi; jedni i drudzy publikują go zarówno online jak i offline. W praktyce oznacza to wzrost produkcji video dedykowanych do internetu i podniesienie ich jakości. W dalekiej konsekwencji zrobienie dobrego video dalej będzie bardzo drogie.

Podstawowym źródłem publikowanych treści video są i pozostaną platformy VoD, które sprofesjonalizują się w przeciągu najbliższych lat. Zaczynają się wokół nich pojawiać kolejne systemy analityczne (tak jak ostatnio do Facebooka; Youtube także udostępnia coraz więcej danych). Rynek obecnie zaczyna uczyć się tych platform i myśleć o tym, jak włączyć je w całościową strategię mediową.

Włączenie contentu video do pomiaru mierzonego zachowaniem w ramach kampanii (CTR, sprzedaż itp.). W działaniach digitalowych kluczowym problemem jest przełożenie oglądalności video na bezpośrednie efekty (kliki, wypełnienia formularzy, zakupy). Dotychczasowe powszechnie stosowane modele ekonometryczne są niewystarczająco precyzyjne do tego zadania. Niektórzy na pewno będą śledzić efektywność video zwykłymi CTRami. W efekcie rozwiną się systemy do analityki reklamowej video.

Profesjonalizacja vlogosfery. Teraz każdy może być nadawcą video: od nastolatka po prezydenta. Młodzi twórcy video już się zrzeszyli wobec reklamodawców i nauczyli, czym jest dla nich efektywność. W rezultacie będą coraz bardziej profesjonalizować swoje produkcje, za które częściowo zapłacą reklamodawcy. Dla twórców rynek bardzo szybko stanie się bardzo ciasny.

Wzrost znaczenia formatów video w reklamie banerowej – na serwisach i portalach będzie się pojawiać coraz więcej displayowych reklam video (o wiele więcej niż teraz), które będą rozliczane bezpośrednio za obejrzenia do końca. Agencje reklamowe zacierają ręce, pojawią się nowe miejsca w budżetach dużych kampanii.

Telewizyjna reklama video zacznie się uczyć od internetowej – wydawcy video już wiedzą, że do internetu trzeba puszczać dedykowany materiał (np.unboxing). Niedługo uświadomią sobie, że tradycyjna reklama telewizyjna też będzie się musiała zmienić. Na zachodzie „na dużym telewizorze” już są emitowane unboxingi z Youtube’a, a u nas w takich reklamach występuje Radek Kotarski.

Do spójnego pomiaru video jeszcze bardzo daleka droga. Na razie nie widać sensownego rozwiązania do mierzenia oglądalności tego samego contentu video na telewizorze i online. Rozwiązania oferowane przez największych dostawców z rynku paneli badawczych opierają się wciąż na bardzo dużych estymacjach. Nie ma również przejrzystych danych na temat popularności contentu video na platformach VoD; powszechnie dostępne są tylko dane z Megapanelu, które o poszczególnych tytułach nic nie mówią.

Big Data w video jeszcze przed nami. Tak naprawdę powszechnie dostępne są już zaawansowane systemy do pomiaru popularności treści video mierzące atrakcyjność sekunda po sekundzie, analizujące wzorce zachowań i atrybuty filmów. Tego typu systemy zostały m.in. wykorzystane do stworzenia serialu Netflixa „House of Cards” i mogą być stosowane przez każdego polskiego wydawcę. Są jednak na tyle drogie, że ich integracja w pozostałe systemy analityczne jeszcze przez jakiś czas nie będzie się nikomu w Polsce opłacała.

Wygrają ci, którzy będą potrafili zintegrować video ze swoimi pozostałymi kanałami komunikacji i stworzyć przy tym spójną strategię, gdzie video będzie rozliczane na równi z innymi mediami. Na razie wiadomo, że w miarę rzetelny pomiar efektywności można przeprowadzić przede wszystkim wewnątrz ekosystemu cyfrowego. Sensownie będą mogły do tego podejść podmioty stricte internetowe (głównie e-commerce), dla których video to jeden z kilku różnych sposobów komunikacji. Telewizje natomiast zaczną uczyć się digitalu.

 

źródło: IRCenter

O zaletach spersonalizowanych reklam, kupowanych w czasie rzeczywistym i skierowanych do odpowiednio wyselekcjonowanych klientów, raczej nie trzeba nikogo przekonywać. Klikalność reklamy bannerowej w modelu programmatic jest ponad dwukrotnie większa od „zwykłej” e-reklamy. Jej zastosowanie pozwala imponująco zwiększyć współczynnik konwersji i lepiej spożytkować budżet reklamowy. Co każdy marketer powinien wiedzieć o programmatic?

Programmatic buying zdobywa rynek reklamy internetowej w zawrotnym tempie. W USA stanowi już 25 proc. wydatków na e-reklamę, w Polsce 10 proc. Także na największym rynku internetowym świata – w Chinach – radzi sobie coraz lepiej, zwłaszcza w wersji mobilnej. Spersonalizowana reklama, pojęcie o którym polski marketer już coś słyszał, ale wciąż niezbyt wiele wie, przez co nie jest w stanie w pełni wykorzystać jego możliwości. Oto 5 faktów, dla których warto szybko uzupełnić swoją wiedzę.

1. Programmatic to nie tylko kupowanie odsłon reklamowych

RTB, czyli model aukcyjny zakupu reklam w czasie rzeczywistym, to tylko mała część potencjału technologii programmatic. W celu zamieszczenia inteligentnej, zindywidualizowanej reklamy skierowanej do konkretnego użytkownika, marketerzy muszą wziąć pod uwagę tysiące danych: od zachowań internauty na stronie internetowej, historii jego wirtualnych zakupów aż po aktualną pogodę za oknem! – Warto pamiętać, że rolą programmatic nie jest tylko i wyłącznie sprzedaż reklam. Technologia umożliwia również dynamiczną optymalizację kreacji reklamowych – od call to action (CTA) do modyfikacji banneru. A zatem poza zautomatyzowanym sposobem emisji reklam pozwala również czynić je coraz lepszymi i lepiej dopracowanymi – mówi Maciej Wyszyński z Sociomantic Labs.

2. Analiza Big Data kluczem do programmatic

Z badania przeprowadzonego przez Millward Brown wynika, że trzecim co do znaczenia obszarem, który marketerzy chcą usprawnić w 2015 roku jest zastosowanie Big Data na potrzeby marketingu. Programmatic opiera się na analizie danych. Jednak zanim z ogromu zbiorów Big Data powstanie materiał użyteczny do celów marketingowych, trzeba wykonać sporą pracę. Wielu marketerów pracuje już na przetworzonych i ustrukturyzowanych danych, które zostają wykorzystane w reklamach typu programmatic. Jednak często posiadane informacje, są jedynie wycinkiem wiedzy, którą dałoby się uzyskać z pełnych zasobów Big Data. Warto zatem najpierw sięgnąć do źródeł i zdobyć jak najwięcej użytecznych danych, aby naprawdę dobrze wykorzystać potencjał posiadanej wiedzy. Marketerzy często nie zdają sobie sprawy jak wiele informacji posiadają!

3. Segmentacja klientów zwiększa efektywność reklamy programmatic

Reklama typu programmatic jest dwukrotnie skuteczniejsza niż „zwykła” e-reklama wysyłana masowo do konsumentów. Marketerzy mogą uczynić ją jeszcze bardziej efektywną stosując segmentację, która umożliwia podział bazy klientów na grupy i dostosowanie ich pod konkretne cele wydajności kampanii np. według współczynnika CPA albo ROI. Najbardziej podstawowa segmentacja to podział na nowych i już istniejących klientów. Wielu reklamodawców jest skłonnych zainwestować więcej środków na pozyskanie nowego klienta i w tym celu najczęściej wykorzystują spersonalizowane reklamy wysyłane do użytkownika w czasie rzeczywistym. Do drugiej grupy z kolei mogą iść najczęściej spersonalizowane kampanie e-mailingowe. Bardziej zaawansowanym sposobem wykorzystania segmentacji jest Streaming CRM czyli personalizacja zawartości reklamy, czasu emisji oraz kanału zgodnie z danymi o kliencie pochodzącymi i aktualizowanymi w czasie rzeczywistym z narzędzia CRM.

4. Reklamy programmatic przyjazne na smartfony

Według eMarketera, liczba posiadaczy smarfonów wzrośnie do 2 miliardów w 2016 roku. Nic dziwnego, że m-commerce z każdym rokiem zyskuje na znaczeniu, a marketerzy poświęcają wiele uwagi reklamie mobilnej. Jeżeli reklama programmatic ma być skuteczna, to warto, aby była dostosowana do urządzeń mobilnych. Przez ostatnią dekadę wiele bannerów reklamowych było stworzonych we Flashu, co stanowiło spore ograniczenie dla działań marketingowych. Strony internetowe wykonane tą metodą okazały się niekompatybilne do urządzeń z systemem iOS marki Apple. Branża reklamowa, nauczona tym doświadczeniem, zaczęła tworzyć kreacje reklamowe na bazie HTML5. Dlatego jeżeli mobilny klient ma znaczenie w danej kampanii – a zważywszy na zawrotnie rosnące liczby posiadaczy mobilnych urządzeń na świecie, powinno tak być – spersonalizowane reklamy, aby osiągnąć największą skuteczność, muszą uwzględniać również techniczne parametry dla kreacji w m-commerce.

5. Programmatic koncentruje się na indywidualnym kliencie

Przy całej automatyzacji procesu dostosowywania reklam pod konsumenta, wyświetlaniu mu kreacji w czasie rzeczywistym, nie wolno całkowicie poddać się mechanicznemu ustawianiu kampanii reklamowej. – Po pierwsze, zawsze najważniejszy jest użytkownik. Po drugie, jeśli zapomnimy o obranym celu, ustaleniu kolejnych kroków oraz analizie obecnych działań, pojawia się ryzyko, że stracimy najbardziej wartościowych, potencjalnych lub obecnych klientów – tłumaczy Maciej Wyszyński z Sociomantic Labs. – Dlatego takie funkcje jak „capping”, które pozwalają na limitowane ilości ukazujących się indywidualnemu użytkownikowi reklam w określonym przedziale czasowym, są potrzebne w reklamie programmatic. Bez podejścia zorientowanego na użytkownika możemy zniechęcić do siebie najlepszego klienta – dodaje Wyszyński.

Nawet najbardziej inteligentna platforma do tworzenia spersonalizowanych reklam okaże się bezużyteczna bez wiedzy o tym, jak z niej odpowiednio korzystać. Dlatego też pójście w kierunku automatyzacji i nowych technologii w świecie reklamy nie oznacza końca inwestowania w ludzi. Specjaliści zawsze będą potrzebni, wzrośnie natomiast stopień ich specjalistycznej wiedzy o narzędziach opierających się o nowe technologie. Powyższe zagadnienie będzie szerzej podejmowane na wrześniowej konferencji Digital Marketing Heroes 2015.

źródło: materiały prasowe

Uruchomienie sklepu internetowego wcale nie jest trudnym zadaniem. Kwestie techniczne zwykle wykonuje zewnętrzna firma, a właściciele dbają o wyposażenie i logistykę sklepu. Wielu firmom wydaje się, że szeroka oferta i ładna szata graficzna przyciągną klienta i zagwarantują powodzenie biznesu. Nic bardziej mylnego. Aby wykreować zarabiającą na siebie markę trzeba pamiętać o stałym pozyskiwaniu ruchu na stronie, a do tego potrzeba wielu aktywnych działań. Z jakich promocji marketingowych warto skorzystać, kiedy budżet jest ograniczony?

Google AdWords

Jeżeli zależy nam na wysokiej skuteczności, szybkich efektach i dokładnych raportach z przebiegu działań reklamowych prowadzonych w Internecie, warto skorzystać z możliwości kampanii linków sponsorowanych (reklamy AdWords). Linki sponsorowane pojawiają się w wyszukiwarce wraz z naturalnymi wynikami, po wpisaniu przez klienta określonych haseł czy fraz. Kampania AdWords jest zatem najmniej inwazyjną formą kontekstowej reklamy internetowej i kieruje na stronę użytkowników zainteresowanych konkretną ofertą. Daje to gwarancję, że na stronę trafią potencjalni klienci, a nie ­­przypadkowi obserwatorzy, którzy nie są zainteresowani zakupem. Ponadto w ramach systemu Google AdWords istnieje możliwość emisji linków sponsorowanych w sieci reklamowej Google, w skład której wchodzą tysiące stron internetowych, w tym bardzo znane portale o wysokiej oglądalności. Warto pamiętać też o okresowych kampaniach związanych ze świętami czy wyprzedażami, wówczas, kiedy ruch w Internecie jest większy i wzrasta też szansa zakupów.

Najważniejsze zalety:

  • Natychmiastowe pojawienie sie reklamy w wyszukiwarce
  • Opłata tylko za kliknięcie w sponsorowany link i wejście potencjalnego klienta na swoją stronę, a nie za samo wyświetlenie reklamy AdWords,
  • Możliwość modyfikacji kampanii linków sponsorowanych podczas jej trwania – zmiana treści linków reklamowych, dodawanie lub usuwanie hasła czy na nowo dostosowanie kampanii do aktualnych możliwości budżetowych
  • Możliwość prowadzenia okresowych kampanii Adwords związanych ze świętami, wyprzedażami itp.

Remarketing

Remarketing to forma kampanii AdWords, pozwalająca na dotarcie do użytkowników, którzy już odwiedzili dany e-sklep. To reklama, która “chodzi” za klientem po różnych stronach internetowych. W tej kampanii bardzo ważne jest zarządzanie listami remarketingowymi, czyli zestawieniem użytkowników, którzy odwiedzili daną stronę. Częstym błędem popełnianym przez przedsiębiorców, którzy sami próbują stworzyć dla siebie kampanię remarketingową jest zapisywanie użytkowników do tej samej, ogólnej listy remarketingowej. W przypadku sklepu internetowego można oprócz ogólnej listy remarketingowej, na którą zapisani będą wszyscy użytkownicy, utworzyć osobne zestawienie, na które zapisywani będą tylko ci klienci, którzy dokonali zakup. Promocję można wtedy skierować np. do różnicy tych list, a więc do osób, które były na stronie, ale nie dokonały zakupu, odpowiednio dla tej grupy dobierając przekaz reklamowy. Kampania będzie wtedy znacznie efektywniejsza, a równocześnie tańsza.

Najważniejsze zalety:

  • Wzrost świadomości marki
  • Wzrost wiarygodności firmy
  • Powrót klienta, który zamierzał dokonać zakupu wcześniej i ostateczna finalizacja konwersji
  • Informacja dla klienta o aktualnych promocjach, rabatach, wyprzedażach

Google Merchant Center

Kolejnym nowoczesnym narzędziem dedykowanym sklepom internetowym jest Google Merchant Center. Dzięki tej usłudze właściciele e-sklepów mają możliwość przesyłania do bazy Google informacji o oferowanych przez nich produktach. Dostępny asortyment może zostać  wyświetlony za pomocą np. Google AdWords. W wynikach wyszukiwania potencjalnemu kupcowi przedstawiane są zdjęcia, nazwy oraz ceny towarów. Praktyka pokazuje, że reklama graficzna szybciej przyciąga wzrok, wzbudza ciekawość i zainteresowanie klienta. To doskonały bodziec do kliknięcia w ofertę i duże prawdopodobieństwo dokonania zakupu.

Najważniejsze zalety:

  • Reklama graficzna przyciągająca wzrok klienta
  • Potencjalny klient ma możliwość szybkiego podglądu zdjęcia oraz informacji dotyczących ceny i nazwy oferowanego przez wybrany sklep produktu
  • Sugestia w przypadku wyszukiwania przez klienta ogólnej grupy produktów np. dla frazy „sukienki na wesele”

Pozycjonowanie

Pozycjonowanie (ang. SEO – Search Engine Optimization) to długotrwały proces, którego celem jest jak najwyższa pozycja strony w wyszukiwarkach internetowych na odpowiednie dla danej witryny słowa kluczowe. Pozycjonować stronę można na dwa sposoby: poprzez optymalizacje lub linki odsyłające do promowanej strony. Jednym z głównych źródeł pozyskiwania ruchu jest tzw. search engine results page. Użytkownicy trafiają do sklepu poprzez wpisywanie fraz, związanych z nazwą marki lub nazwą produktów. Warto starannie i ostrożnie dobierać frazy  tak, by wyświetlać się jak najdłużej i najtrafniej. Liczy się długotrwały efekt, dlatego spośród wielu dostępnych metod pozycjonowania stron internetowych należy wybrać najbardziej skuteczne i jednocześnie bezpieczne. Dzięki temu uzyskane wyniki są stabilniejsze, a rezultaty pozycjonowania – trwalsze.

Najważniejsze zalety:

  • Działanie stricte wspierające sprzedaż
  • Pozycjonując stronę firma łatwiej dotrze z ofertą do klienta, który jej aktualnie szuka, co w rezultacie może przełożyć sie na sprzedaż produktów i usług
  • Budowanie i umocnienie pozytywnego wizerunku firmy w sieci

Facebook

Nie powinniśmy lekceważyć promocji w mediach społecznościowych –  jednym z najpotężniejszych narzędzi marketingowych. Właściwie wykorzystywane pomagają stworzyć pozytywny i silny wizerunek firmy i marki, prowadząc w prostej linii do zwiększenia sprzedaży. Przedstawmy przykład Facebooka, czyli doskonałego źródła wiedzy na temat obecnych i potencjalnych klientów, a także poznania  ich oczekiwań oraz wymagań. To także sposób na śledzenie trendów rynkowych oraz działań konkurencji. Co najważniejsze, kampanie w mediach społecznościowych nie wymagają dużych nakładów finansowych, aby firma zyskała wizerunkowo i sprzedażowo oraz dotarła do nowych klientów, którzy pragną identyfikować się z marką. Do najpopularniejszych reklam należy promocja postu bądź strony. W łatwy sposób możemy określać przekaz na podstawie: płci, wieku , lokalizacji , zainteresowań itp. Częstą formą jest także przeprowadzanie konkursów. O sukcesie decyduje pomysł, konsekwencja w działaniu, regularna aktywność, umiejętność prowadzenia dyskusji i zjednywanie sobie ludzi, czyli fanów, a przede wszystkim – wyciąganie wniosków z prowadzonych działań.

Najważniejsze zalety:

  • Niskie koszty reklamy
  • Tworzenie konkretnej grupy odbiorców
  • Szybkie odesłanie na stronę e-sklepu

A może „długi ogon”?

W przypadku sklepów prowadzących sprzedaż w branży, gdzie konkurencja jest duża warto pomyśleć o long-tail, czyli tzw. długim ogonie. Ta forma pozycjonowania opiera się na promowaniu wielu fraz (nawet do kilkuset), a także fraz składających się z kilku wyrazów. Słowa kluczowe są rozbudowane, a więc wzrasta prawdopodobieństwo, że klient trafi właśnie na naszą stronę. Ta forma promocji często jest tańsza i daje bardziej opłacalne efekty, niż pozycjonowanie na frazy ogólne.

Z przedstawionych sposobów promocji sklepy mogą skorzystać nawet przy ograniczonym budżecie, szczególnie jeśli we współpracy z firmą, wynegocjują model rozliczenia za efekt. Najważniejsze to, by klient zauważył ofertę i najlepiej od razu dokonał zakupu. Do mierzalności rezultatów i badania źródła konwersji warto skorzystać np. z Google Analytics, które pomoże w ocenie konkretnych metod i wybraniu tych najbardziej skutecznych.

autor: Łukasz Iwanek, Internetica.pl

Coraz częściej można odnieść wrażenie, że w internecie jest mniej reklam, a te, które widzimy,  trafiają w nasze gusta lub pokazują nam akurat to, czym jesteśmy zainteresowani i czego szukamy. Skąd reklamodawcy wiedzą czego właśnie potrzebujemy? Jak wygląda reklama osobista od kuchni?

Każdy użytkownik sieci pozostawia po sobie ślad w internecie. Nie jest dokładnie wiadomo kim jesteśmy, ale rozpoznawane jest urządzenie, na którym działamy. Wiadomo również na jakie strony internetowe wchodzimy, jakich informacji szukamy oraz jakie produkty oglądamy i kupujemy. Wszystko to zapisywane jest w ogromny zbiór danych tzw. Big Data.

Ciasteczkowy zawrót głowy

Mechanizmem, który umożliwia pokazanie naszej „wędrówki” po sieci, są tzw. ciasteczka, czyli pliki cookies. Wchodząc na każdą stronę internetową, widzimy informacje o ich wykorzystaniu w danej witrynie. To one zapamiętują dane działania na tej stronie –  o której godzinie był tu użytkownik, ile czasu spędził na stronie, które artykuły oglądał, jak długo i co czytał, jakich produktów szukał, co kupił, a z czego zrezygnował. Wchodząc po raz kolejny na dany serwis, dzięki cookies, zapamiętane są  takie same ustawienia, jak podczas ostatniej wizyty. Firmy wiedzą, że te dane to skarbnica wiedzy o zachowaniach i potrzebach konkretnych użytkowników w sieci.

Dlaczego kiedy kupuję sportowy T-shirt, widzę pasujące do niego buty?

Przeglądając strony w internecie, coraz częściej wyświetlają się nam reklamy produktów podobnych do tych, których wcześniej szukaliśmy albo im komplementarne. To zasługa reklamy osobistej, czyli programmatic marketing, który bazując na danych zostawianych przez internautów w sieci pozwala wyświetlać im reklamy produktów, którymi są zainteresowani oraz tych, którymi mogą być zainteresowani dodatkowo. – Jeśli okaże się, że internauta szukał wcześniej butów do biegania określonej marki, to system wyświetli mu propozycje szukanych przez niego butów. Dodatkowo zobaczymy reklamę produktów komplementarnych, tj. koszulek, dresów, a także siłowni i klubów fitness, które znajdują się w jego okolicy mówi Maciej Wyszyński, dyrektor zarządzający na Europę Centralną i Wschodnią z Sociomantic Labs.

Kto wie o tym, że właśnie kupujemy  w internecie?

Oprócz e-sprzedawcy czy właściciela platformy e-commerce informacje na nasz temat trafiają do reklamodawców. Tradycyjna reklama internetowa wyświetlana jest zazwyczaj każdemu użytkownikowi sieci. Inaczej jest w przypadku reklamy osobistej. Model zakupu reklamy oparty na systemie aukcyjnym, czyli Real-Time Bidding oznacza, że reklama dociera w czasie rzeczywistym do konkretnego internauty. – W tym modelu stronami zaangażowanymi w cały proces są cztery podmioty, które wymieniają się informacjami na nasz temat, a skutkiem tej transakcji jest reklama odzwierciedlająca nasze zainteresowania.  Są to: reklamodawca, który zleca daną reklamę do emisji, wydawca – właściciel serwisów i powierzchni reklamowych, dostawca, czyli platforma zrzeszająca konkretnych wydawców (tzw. SSP) oraz DSP – platforma, która zakupuje powierzchnie reklamowe od SSP – wyjaśnia Maciej Wyszyński z Sociomantic Labs.

Real-Time Bidding w praktyce

  • Użytkownik wchodzi na stronę internetową, a jej właściciel informuje współpracujących z nim reklamodawców, że ma dostępną odsłonę reklamy na sprzedaż.
  • W tym momencie wysyłane jest zapytanie licytacyjne do wszystkich partnerów, które zawiera informacje pochodzące z plików cookies.
  • Reklamodawcy na podstawie otrzymanych danych o użytkowniku szacuje, czy to właściwy odbiorca dla jego produktu lub usługi i w zależności od tego, przesyła swoją propozycję ceny za wyświetlenie jego reklamy do właściciela strony internetowej.
  • Ten wybiera najwyższą ze wszystkich ofertę i to reklama zwycięskiej w tej licytacji firmy pojawia na powierzchni reklamowej. Zwycięzca licytacji zapłaci nie najwyższą kwotę, ale drugą najwyższą (jest to tzw. aukcja Vickrey’a drugiej najwyższej wartości). Mechanizm ten powoduje, że oferenci kierują się uczciwą wyceną, bo nie znają wycen konkurentów.

Cały ten proces – od identyfikacji potrzeb użytkownika po emisję konkretnej reklamy – trwa zaledwie 0,12 sekundy. Czyli krócej niż mrugnięcie oka.

Dzięki wykorzystaniu innowacyjnej technologii w reklamie spersonalizowanej, reklamodawcy wiedzą co robimy i czym się interesujemy. Dzięki przekazom, dostosowanym do aktualnych potrzeb, internauci przestają traktować promocję jako SPAM, która przestaje nim być. Dostają właśnie to czego szukają. To implikuje wyższe konwersje, które przekładają się na zwiększenie sprzedaży. W efekcie zarówno reklamodawcy, jak i internauci zyskują.

źródło: Sociomantic Labs

Ponad 1 100 wejść na stronę www – to wynik, który może osiągnąć poznański warsztat samochodowy inwestujący w reklamę ok. 50 zł dziennie. Każde kliknięcie zostanie wygenerowane przez osoby bezpośrednio zainteresowane promowanymi usługami, np. wymianą oleju czy regeneracją turbosprężarki. Raport Blink.pl ujawnia, jakie marki i usługi są najczęściej wyszukiwane oraz analizuje wybrane trendy sezonowe w branży motoryzacyjnej.

56 proc. wzrostu!

Zgodnie z raportem Starlink podsumowującym rynek reklamy i mediów w 2014 roku, wydatki na promocję w sieci wzrosły o 6,4 proc. w stosunku do roku poprzedniego. W których branżach ulokowano dodatkowe 70,1 mln złotych? Największe wzrosty odnotowało dziesięć sektorów, a motoryzacja stanowiła jeden z nich. Trend ten potwierdził się w raporcie domu mediowego Value Media, zgodnie z którym wydatki na reklamę w internecie rosną najbardziej dynamicznie (56 proc. wzrost w stosunku do roku 2013).

20 tysięcy reklamodawców

Branża motoryzacyjna to nie tylko salony i komisy samochodowe, ale także – warsztaty naprawcze, których w Polsce jest ok. 20 tys. Symulacja przeprowadzona przez Blink.pl, agencję specjalizującą się w hostingu oraz kampaniach SEM i SEO, pokazała jak właściciele tych ostatnich mogą wykorzystać reklamę w wyszukiwarce Google do zwiększania widoczności oraz pozyskiwania nowych klientów. Specjaliści sprawdzili, serwisy których marek są najczęściej wyszukiwane (w skali miesiąca) oraz jak wygląda przybliżony koszt kliknięcia w reklamę danego zakładu (CPC). Niniejszy raport stanowi interesującą bazę wiedzy przydatną zarówno menadżerowi sieci, jak i właścicielowi warsztatu niezależnego.

Musisz znać swojego klienta

Aby mówić o sukcesie kampanii w wyszukiwarce, reklama musi trafiać do odpowiedniej grupy docelowej realizując ustalone cele. Założenia te, w uproszczeniu, mogą być wizerunkowe, ale też „prosprzedażowe”. Te drugie łatwiej zmierzyć, analizując tzw. konwersję, czyli pożądane zachowania użytkownika strony www. Może być to wysłanie zapytania, dokonanie zakupu online, albo choćby zadzwonienie do warsztatu. – W pierwszej fazie rozważamy, czego mogą szukać użytkownicy oraz zapewniamy im widoczność reklamy dokładnie odpowiadającej na te potrzeby. Innymi słowy: szukającym wymiany oleju wyświetlamy reklamę związaną z tą usługą, nie proponując na przykład naprawy skrzyni biegów. Co więcej, możemy skierować użytkownika albo na stronę główną warsztatu, albo dokładnie w to miejsce, z którego zasięgnie więcej informacji na temat interesującej go usługi lub uzyska np. obiecany w reklamie rabat. Naturalnie przygotowanie kampanii oraz takiej strony jest pracochłonne i wymaga nieco więcej umiejętności, dlatego najczęściej lepiej jest powierzyć działania agencji niż wykonywać je samodzielnie – mówi Artur Pajkert, ekspert z Blink.pl.

Naprawiasz samochody tej marki?

Na potrzeby badania specjaliści zdefiniowali listę reprezentatywnych fraz branżowych wykorzystywanych w czasie szukania usług serwisowych w internecie. Nie jest zaskoczeniem, że największy potencjał zapytań krył się w wyrażeniach „warsztat samochodowy” (ponad 133 tys. wyświetleń reklamy/m-c) oraz „serwis samochodowy” (ponad 121 tys. wyświetleń/m-c). Co więcej, analiza liczby wyszukiwań po wpisaniu kombinacji składającej się z frazy „serwis” oraz marki samochodu, pokazała, że  serwisy takich marek, jak: Opel, Ford, Toyota generują aż 36 tys. wyszukiwań miesięcznie. Rekordowo niski wynik notuje natomiast Fiat – zaledwie 4,5 tys. W markach premium stawkę otwiera fraza „serwis Audi” – ok. 30 tys. wyszukiwań, następnie jest BMW – 24 tys. oraz Mercedes – 18 tys.

wykres_1_markiTych usług sprzedasz najwięcej

Autorzy badania sprawdzili także, które usługi serwisowe są najczęściej wyszukiwane przez internatów. Popularne okazały się zapytania o „wymianę oleju” (189 452 wyświetleń oraz 19 748 prognozowanych kliknięć w skali miesiąca) oraz „wymianę rozrządu” (148 998 wyświetleń i 17 944 prognozowanych kliknięć/m-c). Analiza pokazała także, że wiele z usług serwisowych ma charakter sezonowy, a potencjał innych -systematycznie rośnie. Dla przykładu fraza „wymiana oleju” najczęściej wyszukiwana jest w miesiącach marzec oraz kwiecień, natomiast fraza „wymiana rozrządu”, choć notuje mniejsze wahania sezonowe, najczęściej wpisywana jest w wyszukiwarkę w miesiącach wiosennych – marzec/kwiecień oraz letnich – lipiec/sierpień. Co ciekawe, począwszy od 2008 do początku 2015 roku zainteresowanie internatów właśnie tą usługą systematycznie rośnie.

wykres_2_wymiana-oleju

wykres_3_wymiana-rozrzadu

Poznanie trendów sezonowych w obrębie wszystkich fraz kluczowych dla danego przedsiębiorstwa jest bardzo ważne dla prowadzenia skutecznych działań reklamowych w internecie. Dzięki takiej wiedzy reklamodawca ma gwarancję, że jego przekaz będzie dostosowany zarówno treścią, jak i czasem emisji do aktualnego zapotrzebowania jego klientów – tłumaczy Jakub Dwernicki, prezes Blink.pl.

Sprawdź jak reklamować w twoim mieście

Na potrzeby badania specjaliści przeanalizowali zbiór fraz związanych z merytoryką usług serwisowych. Dzięki temu oszacowano orientacyjną liczbę kliknięć, na które mogą liczyć właściciele warsztatów z dużych miast Polski – Gdańska, Krakowa, Poznania, Warszawy i Wrocławia. Do tej analizy przyjęto budżet na reklamę w wyszukiwarce w wysokości 50 zł/dzień.

Jak przedstawiają się prognozowane rezultaty? Największe zainteresowanie usługą „wymiana oleju” jest we Wrocławiu (353 kliknięcia w reklamę) oraz Warszawie (257 kliknięć). Fraza „wymiana rozrządu” najlepsze wyniki odnotuje w Poznaniu (490 kliknięć) oraz Krakowie (396 kliknięć). Na pewno warto promować „naprawę silnika” w Gdańsku (146 kliknięć), „naprawę turbosprężarki” w Poznaniu (159 kliknięć) oraz „lakierowanie samochodu” w Warszawie (102 kliknięcia).

wykres_4_miastaWarsztaty jeszcze niemobilne

Analizując wyszukania na terenie całego kraju stwierdziliśmy, że najwięcej klientów warsztatów samochodowych wyszukuje frazy przy użyciu komputerów stacjonarnych – 84 proc. osób, a najmniej – korzysta w tym celu ze smartfonów (4 proc.). Trendy mobilne nie są zatem tak silne, jak w innych branżach, choć z pewnością sytuacja ta będzie ulegać zmianie. Już teraz w wielu analizowanych przez nas gałęziach gospodarki odnotowujemy odsetek osób wyszukujących informacji na smartfonach jako przekraczający 20 proc. – zauważa Jakub Dwernicki.

wykres_5_urzadzenia

Podsumowując prognozy reklamowe w wyszukiwarce dla warsztatów samochodowych, jaki budżet trzeba przeznaczyć, aby osiągnąć wysokie wyniki? Symulacja przeprowadzona za pomocą narzędzi Google Planer Słów Kluczowych oraz Google Trends pokazała, że inwestycja wymaga nakładu ok. 50 zł dziennie (1 500 zł netto w skali miesiąca). Zakładając 2,75 zł jako cenę maksymalną za kliknięcie, reklama warsztatu samochodowego wyświetlona zostanie 12-46 tys. internatom oraz spowoduje ok. 700-1 200 kliknięć. Wysokie wyniki można osiągać także przy niższym budżecie. W jaki sposób? – Rezygnując z kampanii ogólnopolskiej na rzecz reklamy w określonej lokalizacji, co jest dobrym krokiem w momencie, gdy promujemy warsztat działający lokalnie. Drugim sposobem jest ograniczenie merytoryczne, czyli reklamowanie przy pomocy ściśle zdefiniowanych fraz. Możemy w ten sposób wypromować konkretne usługi. Ostatnim sposobem jest zmniejszenie budżetu dziennego, w wyniku czego reklama będzie wyświetlana nieco rzadziej i z mniejszą liczbą kliknięć – podsumowuje Artur Pajkert.

źródło: Blink.pl

 

Końcówka starego i początek nowego roku zawsze stanowi dobry czas na podsumowania oraz prognozy na przyszłość. Na rynku reklamy cyfrowej rok 2014 przyniósł zmiany przede wszystkim w trendach związanych z marketingiem w wyszukiwarkach.

W dobie coraz łatwiejszego dostępu do Sieci i urządzeń takich jak laptopy, tablety czy smartfony, sprawne korzystanie z nowoczesnych form marketingu internetowego stało się dla firm koniecznością. Jest to jednak dynamiczna branża, wymagająca ciągłego śledzenia i reagowania na zmieniające się trendy. O ile znaczenie reklamy graficznej, ogłoszeń czy e-mailingu od lat utrzymuje się w Polsce na względnie stałym poziomie, marketing w wyszukiwarkach rośnie szybciej niż cały rynek reklamy on-line. Według danych IAB za pierwszy kwartał 2014 roku, SEM zajmuje 37% rynku reklamy online, plasując się zaraz za reklamą display (42%), zaś jego dynamika wzrostu wynosi 5,8% rok do roku. Badanie przeprowadzone w trzecim kwartale tego roku pokazało, że jest to stały trend, który powinien utrzymać się również w 2015 roku.

Na branżę marketingu w wyszukiwarkach wpłynęły przede wszystkim aktualizacje algorytmów wyszukiwarki Google. Celem Pandy 4.1 było wyczyszczenie wyników ze stron o niskiej jakości i wartości dla użytkownika, Gołąb skupił się na Google Maps i dopasowaniu wyszukiwania do lokalizacji użytkownika, zaś Pingwin 3.0 uderzył przede wszystkim w strony stawiające na ilość, nie zaś na jakość, promując jednocześnie witryny zoptymalizowane, których właściciele dbają o nowe wartościowe treści i generują sporo linków w mediach społecznościowych.

Ponadto nacisk ze strony Google sprawił, że coraz większe znaczenie mają mobilne wersje stron internetowych. Posiadanie witryny dopasowanej do urządzeń mobilnych pozytywnie wpływa na CTR (ang. click-through rate), czyli tzw. „klikalność” strony widocznej w wynikach wyszukiwania. Brak mobilnej wersji witryny może skutecznie odstraszyć część użytkowników, obniżając tym samym efekt wynikający z zajmowania wysokiej pozycji w wyszukiwarce. W 2014 roku mogliśmy również zaobserwować update http/ssl, który wyniósł na wyższe pozycje strony zabezpieczone tym protokołem, oraz rezygnację ze wsparcia dla Google Authorship, skutkujące usunięciem z wyników wyszukiwania zdjęć autorów i informacji o nich.

Przede wszystkim mogliśmy zaobserwować wzrost znaczenia content marketingu i social media. Ze względu na aktualizacje algorytmów Google, takie jak wspominany Pingwin, właściciele firm i marketingowcy powinny koncentrować się na tworzeniu wysokiej jakości treści na stronach oraz dbać o polubienia, komentarze, udostępnienia, a także liczbę fanów i followersów. Umożliwia to nie tylko budowanie pozytywnego wizerunku marki, ale także polepszenie wyników w wyszukiwarce.

Osoby zajmujące się marketingiem internetowym muszą z uwagą śledzić bieżące trendy i odpowiednio na nie reagować. Powinny również dbać o aktualność, przejrzystość oraz atrakcyjną zawartość witryn internetowych. Tylko wtedy SEM będzie bardzo wartościowym narzędziem prowadzenia działań promocyjnych w Sieci.

autor: Łukasz Iwanek, Internetica.

Nadchodzący rok przyniesie spore zmiany na rynku reklamy. Najwięcej zyska reklama internetowa, której wartość zwiększy się o 14 proc. Stanie się tak m.in. za sprawą reklamy osobistej (ang. programmatic), która obok Big Data oraz automatyzacji działań marketingowych, jest jednym z najczęściej wymienianych przez ekspertów trendów na nadchodzący rok. Wydatki na personalizację treści mogą wzrosnąć nawet o 120 proc. Jak będzie wyglądać rynek reklamy internetowej AD 2015?

Jeszcze nigdy nie można było obserwować tak dużej ilości nowych technologii, które zmieniają sposób, w jaki konsumenci i firmy postrzegają przekazy reklamowe. Mimo, że obecnie wartość polskiego rynku reklamy jest już ustabilizowana i według szacunków wynosi około 6,5 mld zł, wciąż jesteśmy świadkami dużych zmian w tym sektorze. Na uwagę zasługuje zwłaszcza fakt malejącego znaczenia reklamy telewizyjnej, która w ciągu najbliższych 3-4 lat odda prowadzenie na tym polu reklamie internetowej. Już dziś wydatki na promocję w internecie, według IAB, wynoszą 2,43-miliarda zł. – W 2015 roku wartość tego rynku wzrośnie o około 14 procent. Największą dynamikę wzrostu w tym segmencie będzie miała reklama osobista (ang. programatic) – prognozuje Maciej Wyszyński, Managing Director CEE w Sociomantic Labs.  – Wartość tego sektora w 2015 r. wzrośnie aż o 120 proc., co przełoży się na zwiększenie jego udziału w wydatkach na reklamę display do ok. 10 proc. – dodaje Wyszyński z Sociomantic. Nadchodzący rok przyniesie więc duże zmiany w reklamie internetowej. Oto 5 trendów w e-reklamie na 2015 rok.

Big Data kluczem do poznania użytkownika

Nadchodzący rok upłynie pod znakiem analizy dużej ilości danych, które do tej pory były przechowywane głównie w systemach CRM przedsiębiorstw. Już dziś na ich gromadzenie i obróbkę mogą pozwolić sobie również mniejsze firmy. Jednak polski rynek nie jest jeszcze do końca przygotowany do korzystania z nich  na większą skalę. Krzysztof Sobieszek, Chief Strategy Officer w ZenithOptimedia Group, twierdzi, że firmy jeszcze nie do końca radzą sobie z ich gromadzeniem, posiadają ich zbyt małą ilość. Utrudnia to transformację Big Data w Smart Data, czyli w dane, które pozwalają stworzyć pełen obraz użytkownika, z uwzględnieniem jego potrzeb i upodobań.

Jednym z głównych wyzwań na nadchodzący rok jest zwiększenie kontroli nad danymi oraz optymalizacja już posiadanych zbiorów. Zdaniem prezesa Onetu, Roberta Bednarskiego, Big Data są krytyczne z perspektywy przyszłości. Zwraca on jednak uwagę na kwestię odpowiedzialnego podejścia do ochrony danych osobowych. Dodaje również, że w niektórych przypadkach,  oprócz własnych technologii, konieczne może być skorzystanie ze wsparcia partnerów zewnętrznych. Urszula Szymczyk, Marketing Activation Manager My Cooke Teens w Coca-Cola, zwraca natomiast uwagę na to, że bez dokładnych danych na temat klientów, podejmowanie decyzji marketingowych jest bardzo utrudnione lub wręcz niemożliwe.

Personalizacja, czyli one-to-one marketing

Paweł Ostrowski, Digital Projects & E-commerce Director w NC+ zwraca z kolei uwagę na ważny aspekt użycia Big Data, jakim jest personalizacja. Dzięki analizie dużej ilości danych, marketerzy będą mogli wykorzystać reklamę osobistą (ang. programmatic) i z jej pomocą realizować ideę one-to-one marketingu, czyli precyzyjnie dobierać przekaz reklamowy do konkretnego klienta. Nie będzie już potrzeby dzielenia ich na określone grupy, a reklama będzie dopasowana do zainteresowań i faktycznych potrzeb konkretnego konsumenta. Reklama osobista pozwoli również na zwiększanie lojalności obecnych klientów. Jego zdaniem, firmy mogą w ten sposób nie tylko zwiększać sprzedaż, ale również budować lojalność obecnych klientów. Przykładem mogą być kampanie kierowane do nowych klientów, uświadamiające im korzyści wynikające z właśnie dokonanego zakupu. Zdaniem Macieja Wyszyńskiego z Sociomantic Labs, reklama osobista pomaga realizować długofalowe strategie utrzymania klientów. Podkreśla, że taki przekaz cechuje się 2-krotnie większą skutecznością niż standardowe reklamy.

Automatyzacja wreszcie pozwoli zająć się tym, co naprawdę ważne

Wspomniane wyżej trendy wiążą się z ogromną liczbą działań operacyjnych, czyli względnie łatwych czynności, które musieliby wykonywać pracownicy działów marketingu, np. o tworzeniu kreacji reklamowych, dla każdego klienta z osobna. Z pomocą przychodzi automatyzacja działań marketingowych. Pozwoli ona nie tylko na szybką i efektywną analizę dużej ilości danych, ale również na tworzenie w czasie rzeczywistym kreacji reklamowych dla konkretnych odbiorców. Zdaniem Krzysztofa Sobieszka, w najbliższym czasie rola marketerów ulegnie zmianie. Automatyzacja pozwoli uwolnić zasoby ludzkie i umożliwi im skupienie się na strategicznym aspekcie planowania oraz realizacji kampanii w internecie. Mniej obowiązków związanych z wykonywaniem zadań operacyjnych pozwoli również na zwiększenie kreatywności i umożliwi wprowadzanie innowacji, na które do tej pory nie było czasu. Zdaniem Roberta Boscha, Chief Sales Officera w Sociomantic Labs, dzięki wykorzystaniu narzędzi analitycznych, marketerzy będą mogli lepiej planować swoje budżety i reagować na bieżąco, uwzględniając przy tym czynniki zewnętrzne. Dlatego w marketingu coraz większą rolę będzie odgrywało wykorzystanie nowoczesnych technologii, w tym systemów, które potrafią same podejmować decyzje w oparciu o analizę Big Data.

Nie urządzenia mobilne, nie komputery. Ważny jest użytkownik

Marketerzy doszli też do kolejnego ważnego wniosku. Dzisiejsze kampanie cechuje podział na te skierowane do użytkowników komputerów oraz te skierowane do użytkowników mobilnych. To jednak błąd. Dziś, zgodnie z ideą one-to-one marketingu, należy skupić się na kliencie. Zdaniem Roberta Bednarskiego, ważna jest umiejętność łączenia wiedzy o użytkowniku, który tylko w ciągu jednego dnia korzysta z różnych urządzeń i platform. Bednarski podkreśla również stale rosnące znaczenie urządzeń mobilnych. Widać więc, jak ważne jest uwzględnienie w działaniach marketingowych tego, że użytkownicy płynnie przechodzą między różnymi urządzeniami. I właśnie do marketerów będzie należało zbudowanie spójnego przekazu reklamowego dla każdego z nich, niezależnie od urządzenia, z jakiego będą korzystać.

Przyszłość to synergia offline i online

Jednak sama personalizacja i automatyzacja to jeszcze nie wszystko. Aby móc panować nad całością działań marketingowych, konieczne jest ich skoordynowanie zarówno w internecie, jak i w środowisku tradycyjnym. Maciej Wyszyński uważa, że dopiero połączenie danych na temat zachowań klientów w sklepach tradycyjnych, z tymi w sklepach internetowych, da pełen obraz konsumenta. Jest to jednak obecnie najtrudniejsze wyzwanie, przed jakim stoją marketerzy. Dylan Slaney, Head of Brand UK & Tesco Markets w dunnhumby podkreśla, że gromadzenie dużych ilości danych, pozyskanych w internecie oraz w sklepach tradycyjnych, jest konieczne i bez tego nie da się zrozumieć zachowań klientów oraz zwiększać ich lojalności wobec firm i ich produktów.

Według ekspertów, którzy wystąpili na pierwszej konferencji „Digital Marketing Heroes”, zorganizowanej przez Sociomantic Labs, nadchodzący rok upłynie przede wszystkim pod znakiem nowoczesnych technologii. Jednak nie chodzi tu o klasyczną reklamę internetową, a o wykorzystanie zaawansowanych systemów informatycznych, które będą potrafiły analizować duże ilości danych i samodzielnie podejmować decyzje dotyczące przebiegu kampanii reklamowych. Oczywiście, klasyczne kampanie zasięgowe pozostaną w użyciu jeszcze przez długi czas, jednak kluczem do sukcesu będzie umiejętne użycie starych i nowych narzędzi.

źródło: Sociomantic

Eksperci

Lipka: Młodzi Polacy nie garną się do pracy. To problem

Tylko 10 procent młodych Polaków, którzy kształcą się po 18. roku życia, decyduje się na łączenie na...

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

AKTUALNOŚCI

Firmy szkoleniowe apelują o VAT bez wad

Firmy muszą pokrywać koszty VAT na usługi doradcze finansowane z funduszy europejskich. Tracą na tym...

Apel do Szydło i Kaczyńskiego w sprawie limitu składek na ZUS

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje...

Konsumpcja dalej będzie ciągnęła gospodarkę

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wy...

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...

Inwestycje firm spadają siódmy kwartał z rzędu

W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. przychody przedsiębiorstw średnich i dużych wzrosły o 9,4 proc., ...