Home Tagi Wpis otagowany "przedsiębiorstwa"

przedsiębiorstwa

Zaoszczędzić wiele wysiłku, pieniędzy, ale przede wszystkim czasu w codziennej pracy. Mikro oraz małe i średnie firmy, czyli dominujący sektor przedsiębiorstw w Polsce, aby zapewnić jeszcze bardziej sprawne funkcjonowanie swojego biznesu, coraz częściej szukają alternatywy dla tradycyjnych usług i przenoszą je w online.

Usługi elektroniczne mogą być kluczem do sukcesu niezależnie od profilu działalności firmy. Warto zapoznać się z listą rzeczy, które można zrealizować przez internet, a które ułatwią i przyspieszą  pracę i poprawią efektywność działalności.

E-księgowość

Na rynku są dostępne usługi księgowości internetowej, które umożliwiają prowadzenie tego obszaru dla małej, zwykle 1-osobowej firmy za pomocą aplikacji. Obsługa programu jest zazwyczaj bardzo prosta, dostępna również z poziomu smartfona czy tabletu. – Do księgowości internetowej przekonuje się coraz więcej polskich przedsiębiorców, ponieważ zachowuje ona wszystkie funkcje tradycyjnych, papierowych rozliczeń, ale dodatkowo wprowadza wiele ułatwień – mówi  Paweł Wrzos, Prezes Zarządu Finup Księgowość sp. z o.o., właściciela marki AIOBiznes, platformy usług dla firm. Wszystkie dane klientów, które wprowadzane są do systemu e-księgowości są gromadzone, a także archiwizowane, dlatego też ponowne wystawienie faktur na takie same dane jest proste, a samo użytkowanie tego programu – bezpieczne. Najczęstsze funkcje e-księgowości z jakich może skorzystać firma:

  • generowanie niezbędnych zestawień finansowych (np. miesięcznych),
  • wystawianie i ewidencja faktur,
  • wystawianie wezwań do zapłaty,
  • wypełnianie formularzy do Zakładów Ubezpieczeń Społecznych,
  • wypełnianie rocznych deklaracji podatkowych dla Urzędu Skarbowego,
  • baza towarów i usług

Wirtualne biuro

Wirtualnym biurem jest realnie istniejąca firma, która udostępnia adres potrzebny do rejestracji działalności oraz do korespondencji. Przedsiębiorca otrzymuje prestiżowy adres, pozwalający na skuteczne kreowanie wizerunku marki, bez ponoszenia ogromnych kosztów najmu. Usługa daje możliwość przekazania całej administracji w ręce specjalistycznej firmy, w tym m.in. zarządzanie obiegiem korespondencji i prowadzenie elektronicznego  biura podawczego, co pozwala na skoncentrowanie się na kluczowych sprawach przedsiębiorstwa.

Internetowe multiplatformy

Mikro i małe firmy mogą również korzystać z rozbudowanych platform online, dających dostęp do wielu usług jednocześnie w jednym miejscu, które są niezbędne do prowadzenia biznesu. Oprócz elektronicznej księgowości  i wirtualnego biura przedsiębiorca może m.in.:

  • Zamówić usługę kurierską
  • Zyskać wsparcie prawne
  • Zrobić zakupy w sklepie internetowym z artykułami biurowymi
  • Skorzystać z outsourcingu sił sprzedaży lub zamówić kampanię realizowaną przez call center
  • Wziąć udział w szkoleniu e-learningowym lub wycenić bądź zamówić szkolenie stacjonarne
  • Wynająć samochód na potrzeby firmy
  • Uzyskać finansowanie w postaci kredytu bankowego

Poprzez zaawansowane technologicznie rozwiązania dana platforma daje właścicielom firm najważniejsze narzędzia do prowadzenia działalności praktycznie od ręki, po zalogowaniu się do konta, do których ma szybki dostęp z dowolnego miejsca – mówi Paweł Wrzos Prezes Zarządu Finup Księgowość sp. z o.o., właściciela marki AIOBiznes.

Elektroniczna administracja publiczna

ePUAP

Elektroniczna Platforma Usług Administracji Publicznej (epuap.gov.pl) to serwis internetowy, który umożliwia obywatelom załatwienie wielu spraw administracyjnych przez Internet. W Katalogu Spraw znajduje się udostępnionych przez urzędy kilka usług dla przedsiębiorców. Zgromadzono je w kategorii Przedsiębiorczość i dotyczą m.in. prowadzenia firmy, rejestracji przedsiębiorców czy wydawania zezwoleń i koncesji. Więcej spraw można znaleźć w kategoriach Infrastruktura, Statystyka i Dofinansowanie z funduszy UE.

Potwierdzenie tożsamości odbywa się za pomocą Profilu Zaufanego (PZ) obsługiwanego w ramach platformy ePUAP. PZ wykorzystywany jest do składania podpisu na wniosku i stanowi alternatywę dla bezpiecznego podpisu elektronicznego z certyfikatem kwalifikowanym. Warto go posiadać, ponieważ stanowi podstawową metodę potwierdzania tożsamości w wielu usługach elektronicznej administracji.

PUE

Platforma Usług Elektronicznych ZUS (PUE – pue.zys.pl) daje wgląd w dane zapisane na kontach w ZUS, pozwala wysłać drogą elektroniczną dokumenty zgłoszeniowe i rozliczeniowe oraz innego rodzaju wnioski. Przedsiębiorcy – płatnicy składek mogą sprawdzić dane osób zgłoszonych do ubezpieczeń, uzyskać wniosek o niezaleganiu z opłatami czy przejrzeć zestawienia złożonych deklaracji. Płatnicy składek do 100 ubezpieczonych mogą dodatkowo za pośrednictwem PUE ZUS wygenerować i wysłać dokumenty rozliczeniowe, dokonać zgłoszenia lub wyrejestrować ubezpieczonych, a lekarze – wystawiać także niektóre zaświadczenia lekarskie.

 

Źródło: AIOBiznes

Działalność eksportową w Polsce prowadzi ponad jedna piąta (22%) ankietowanych przedsiębiorstw podczas 13. fali badania Bibby MSP Index, które cyklicznie przeprowadza firma faktoringowa Bibby Financial Services. W porównaniu do 12. fali badania Bibby MSP Index prawie 24% eksportujących firm odczuło wzrost eksportu (spadek o 4,8 pkt. proc.), u ponad 60% badanych poziom eksportu się nie zmienił, zaś u zaledwie 14% eksporterów zmalał. W związku ze zmianą koniunktury gospodarczej tylko 10,9% przedstawicieli sektora MŚP zastanawia się nad rozszerzeniem prowadzonej działalności o eksport, a ponad 8% deklaruje, że nie jest pewne, czy podjęłoby to ryzyko.

Niższy niż przy 12. fali badania Bibby MSP Index jest również odsetek osób, które uważają, że w najbliższym czasie prowadzone przez nich działania eksportowe pozostaną na tym samym poziomie. Zwiększył się za to odsetek niezdecydowanych, co potwierdza panujący stan niepewności związany z ogólną sytuacją gospodarczą w Unii Europejskiej, a zwłaszcza donoszący się do nowych warunków handlowych związanych z wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii – komentuje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.

Ponad połowa przebadanych przedsiębiorców z sektora MŚP uważa, że najważniejszymi czynnikami, które wpływają na osiągniecie sukcesu w branży eksportowej jest jakość oferowanych usług lub produktów oraz dobre relacje z kontrahentami. Prawie 40% respondentów stwierdziła, że na osiągniecie sukcesu w tej branży ma wpływ konkurencyjność ceny. Zaledwie 7,9% ankietowanych wskazuje dostęp do finansowania jako czynnik, który może pomóc w osiągnięciu sukcesu na rynku eksportowym.

Przedsiębiorcy z sektora MŚP szukając odpowiednich partnerów biznesowych muszą zweryfikować historię działalności firmy oraz zmniejszyć ryzyko potencjalnej starty. Ankietowani, którzy zajmują  się eksportem w prawie 55% pozyskują informacje o potencjalnych odbiorcach swoich usług lub produktów zza granicy przez uczestnictwo w wydarzeniach branżowych zarówno w Polsce jak i w innych krajach. Prawie 26% badanych szuka informacji przez działające na danym rynku izby branżowe i stowarzyszenia, a prawie 16% korzysta z lokalnych wywiadów gospodarczych. Blisko 8% przedsiębiorców przy weryfikacji potencjalnego partnera biznesowego korzysta z pomocy partnera finansowego – faktora.

Ponad 60% przedstawicieli sektora MŚP finansuje swoją działalność eksportową za pomocą linii kredytowej oraz wchodzenia na debet. Na podstawie analizy ostatnich wyników Polskiego Związku Faktorów, możemy zauważyć, że faktoring eksportowy rośniej najszybciej wśród usług faktoringowych. W I kwartale 2017 r. odnotowano wzrost obrotów w faktoringu pełnym eksportowym o 16% w porównaniu do analogicznego okresu 2016 r.  Zmiany wskazują, że przedsiębiorcy coraz częściej widzą w faktoringu rozwiązanie dla swojego przedsiębiorstwa i pozwala im to nie tylko poprawić płynność finansową, ale również zoptymalizować obroty firmy. Faktoring eksportowy jest narzędziem skrojonym na miarę przedsiębiorców, którzy współpracują z kontrahentami zagranicznymi lub planują podjąć taką współpracę. Oprócz finansowania, przedsiębiorca może również liczyć na wsparcie w zakresie weryfikacji kondycji zagranicznego partnera, a także informacje dotyczące prawa i zwyczajów handlowych panujących w danym kraju, które znacznie ułatwiają początek współpracy. Głównymi korzyściami, które płyną z faktoringu eksportowego są stosunkowo szybki dostęp do elastycznego źródła finansowania, obniżenie ryzyka kursowego oraz podniesienie poziomu konkurencyjności eksportera dodaje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny Bibby Financial Services

Ponad 71% ankietowanych, którzy deklarują, że chcieliby zająć się eksportem planuje pozyskać informację o potencjalnych odbiorcach zagranicznych za pomocą Internetu, zaś prawie połowa badanych wskazuje, że preferuje bezpośrednie spotkania na targach branżowych w Polsce i zagranicą. Mniej niż 20% badanych odpowiedziało, że szukając informacji skorzystałoby z izb branżowych i stowarzyszeń przedsiębiorców lub  misji gospodarczych organizowanych przez instytucje rządowe i izby gospodarcze. Ponad 13% deklaruje, że przy weryfikacji potencjalnych kontrahentów skorzystałoby z wiedzy partnera finansowego.

Źródło: Bibby Financial Services

Po nieco mniej udanych odczytach makroekonomicznych w kwietniu br., maj przyniósł nadzieję na wysoki wzrost PKB także w drugim kwartale 2017 r. Wysokie jednocyfrowe dynamiki wzrostu odnotowano w majowych danych dotyczących produkcji przemysłowej, produkcji budowlano-montażowej czy też sprzedaży detalicznej. Jeszcze lepsze dane napłynęły z rynku deweloperskiego, gdzie narastająca liczba oddanych mieszkań wyszła „na plus”, a tempo rozpoczętych budów i wydanych pozwoleń na budowę (lub zgłoszeń z projektem budowlanym) z optymizmem pozwala patrzeć w przyszłość, przynajmniej tę krótkoterminową. Rosnące wynagrodzenie w tempie ponad 5 proc. rocznie może mieć naszym zdaniem wpływ na podnoszenie cen towarów i usług przez przedsiębiorstwa, co może spowodować wzrost inflacji.

Produkcja przemysłowa (odczyt w cenach stałych niewyrównany sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) w maju 2017 r. wyniosła +9,1 proc. r/r, tj. o 0,6 pkt. proc. powyżej oczekiwań rynkowych. W minionym miesiącu wzrost produkcji odnotowano w 29 z 34 działów przemysłu, z czego największy wzrost miał miejsce w produkcji metali (+16,8 proc. r/r), podczas gdy największy spadek odnotowano w naprawie, konserwacji i instalowaniu maszyn i urządzeń (-7,5 proc. r/r). Po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych produkcja w minionym miesiącu była o 6,5 proc. wyższa niż przed rokiem.

W maju br. wysokie dynamiki wzrostowe odnotowano także w produkcji budowlano-montażowej. Tempo produkcji (wyrażone w cenach stałych niewyrównane sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) wyniosło 8,4 proc. w skali roku. Wynik ten jest co prawda gorszy od tego, czego spodziewał się rynek (+14,5 proc. r/r), ale niemniej jednak i tak cieszy fakt wysokiej jednocyfrowej liczby. Gdyby wyeliminować wpływ czynników o charakterze sezonowym, to tempo wzrostu produkcji budowlano-montażowej wyniosłoby +6,2 proc. w skali roku.

Miniony miesiąc był bardzo dobry dla budownictwa mieszkaniowego. Oddanych zostało ogółem 12 725 mieszkań (+16,7 proc. r/r), co pozwoliło osiągnąć dodatnią dynamikę przekazanych lokali w okresie styczeń-maj 2017 r. (+3,0 proc. r/r). W maju rozpoczęto budowę 21 826 lokali mieszkalnych (+56,2 proc. r/r), a od początku roku liczba ta wyniosła 83 672 (+21,7 proc. r/r). Bardzo wysoka dynamika miała również miejsce w przypadku mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym. W maju wyniosła ona +43,6 proc. r/r (23 401 pozwoleń/zgłoszeń), podczas gdy narastająco była równa +38,3 proc. r/r (106 841).

Majowe dane dla wyłącznie deweloperów mieszkaniowych okazały się jeszcze lepsze niż w przypadku całego rynku. Deweloperzy oddali w maju br. 6 256 mieszkań (+20,1 proc. r/r), podczas gdy od początku roku przekazali 29 658 lokali (+0,1 proc. r/r). Liczba rozpoczętych budów przez deweloperów osiągnęła ponad 75 proc. dynamikę wzrostu w skali roku, co przełożyło się na 10 676 nowych budów. Z kolei w okresie styczeń-maj br. deweloperzy rozpoczęli budowę 41 834 mieszkań, co oznacza 25 proc. poprawę r/r. Najwyższa dynamika miała natomiast miejsce w ilości wydanych pozwoleń lub dokonanych zgłoszeń. W maju ich liczba wzrosła o 55,1 proc. r/r do 11 865, podczas gdy narastająco dynamika wyniosła +50,4 proc. r/r (58 216 pozwoleń/zgłoszeń).

W maju br. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, w których liczba pracujących przekracza 9 osób wyniosło 5 990,4 tys. osób, co oznacza wzrost o 4,5 proc. w skali roku. Natomiast przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło do 4 390,99 zł miesięcznie, tj. o 5,4 proc. r/r, podczas gdy konsensus rynkowy był o 0,5 pkt. proc. niższy.

Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł w maju 2017 r. o 1,9 proc. r/r, tj. zgodnie z oczekiwaniami rynkowymi. Kolejny miesiąc z rzędu największy wzrost w skali roku zanotowały ceny paliw (+7,6 proc.), których dynamika zmian ma tendencję spadkową, co może się utrzymać w kolejnych miesiącach tego roku. Z kolei tempo wzrostu cen żywności nieoczekiwanie przyspieszyło i majowy odczyt był o 3,9 proc. wyższy niż przed rokiem. Były to dwie kategorie, które w minionym miesiącu zanotowały największe wzrosty r/r. Natomiast jedyną kategorią, której ceny uległy obniżce była „odzież i obuwie” (-5,1 proc. r/r).

W maju br. odnotowano również wysokie tempo wzrostu sprzedaży detalicznej. Jej dynamika w cenach stałych wzrosła o 7,4 proc. r/r. Sprzedaż rosła we wszystkich grupach, natomiast spośród kategorii o znaczącym udziale największy wzrost w skali roku odnotowano w przedsiębiorstwach sprzedających paliwa (+8,1 proc.) oraz jednostkach zajmujących się handlem samochodami, motocyklami i częściami (+6,0 proc.). Gdyby wziąć pod uwagę sprzedaż detaliczną w cenach bieżących to roczna dynamika za maj 2017 r. wyniosła +8,4 proc., co było wynikiem o 0,7 pkt. proc. niższym od zbyt ambitnych prognoz rynkowych.

 

Autor: Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael/Ström

Ile piłek zmieści się w autobusie? Proszę zaśpiewać? – to jedne z przykładowych zadań jakie pojawiają się w trakcie rozmów o pracę. Rekruterzy mogą poprosić o rozwiązanie zadania matematycznego lub sprawdzą nasz poziom stresu. Jak z takich nietypowych pytań na rozmowie kwalifikacyjnej wybrnąć?

Trafny dobór kadr to jedno z kluczowych zadań działów HR, wspomaganych często przez zewnętrzne firmy. Przedsiębiorstwa w ramach kilkuetapowych procesów rekrutacji i selekcji korzystają z wielu metod służących ocenie kandydatów, by jak najlepiej poznać ich kompetencje i potencjał. Stosują różnorodne techniki wywiadów, wykorzystują przygotowane wcześniej zadania czy testy, odgrywają z potencjalnymi pracownikami scenki. Niejednokrotnie potrafią też zaskoczyć kandydatów. W jaki sposób?

Piłki i autobusy

Przykładem nieoczywistych działań rekrutera może być pytanie o liczbę piłek, jaka zmieści się w autobusie. Bada ono sposób myślenia, i kreatywność kandydata. Innymi często wykorzystywanymi zadaniami, szczególnie w branży technicznej czy w obszarze nowoczesnych technologii, są zagadki, które testują umiejętność logicznego myślenia i podejście do rozwiązywania problemów – przykładowo: „Masz osiem piłek, których wielkość jest taka sama. Waga siedmiu z nich jest równa, jedna natomiast jest cięższa. Jak ją znajdziesz, mając do dyspozycji wagę szalkową i możliwość dwukrotnego ważenia?”. Potencjalni pracownicy mogą też zostać postawieni w niekomfortowej pozycji. Na przykład reakcja na hipotetyczne zdarzenie: „Załóżmy, że jesteś w trakcie ważnego spotkania. Jesteś pewien, że wyciszyłeś telefon. Pomimo tego nagle głośno dzwoni. Co robisz?” pozwala zaobserwować sposób radzenia sobie w sytuacji trudnej, stresującej. Odwagę, przebojowość czy gotowość do podejmowania nowych wyzwań lub odwrotnie – asertywność i umiejętność wyrażenia sprzeciwu może natomiast testować prośba o zaśpiewanie ulubionej piosenki w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej na stanowisko nie związane z występami muzycznymi.

Dlaczego jeszcze masz śpiewać?

– Nietypowe pytania mają na celu sprawdzenie, jak kandydat z nich wybrnie, w jaki sposób sobie poradzi. Testują między innymi otwartość, kreatywność, asertywność czy zdolność logicznego myślenia. Z jednej strony mogą być sprawdzianem pewności siebie czy wręcz umiejętności odmowy wykonania jakiegoś zadania z konkretnych powodów, z drugiej zaś zachowania dystansu do siebie – cech przydatnych chociażby w przypadku pracy zespołowej – mówi Katarzyna Wojaczyk, kierownik działu rekrutacji firmy doradczo-szkoleniowej Integra Consulting Poland. – Należy zauważyć, że w przypadku takich niestandardowych zadań rekrutacyjnych zwykle nie ma jednej słusznej odpowiedzi – nawet rozwiązanie matematycznej zagadki często można znaleźć na kilka sposobów – dodaje. Rekruter zadając te same pytania wszystkim kandydatom, zyskuje przekrojowy obraz umiejętności i cech wyróżniających osoby zainteresowane danym stanowiskiem. Dostrzega różnice w poziomie otwartości, sposobie myślenia, podejściu do rozwiązywania problemów, kreatywności czy innowacyjności. Obserwuje także odmienny sposób reagowania w niecodziennej sytuacji. To wszystko jest dla niego bardzo istotne, ponieważ może pomóc w podjęciu decyzji o zatrudnieniu.

Bądź sobą i daj się poznać

Przed rozpoczęciem procesu selekcji rekruter każdorazowo dobiera adekwatnie do potrzeb i celu narzędzia wspomagające ocenę kandydatów. Wiele zależy od tego, jakie kompetencje chce sprawdzić, czego wymaga dane stanowisko, rola bądź organizacja. Czasem pracodawca szuka osoby potrafiącej myśleć nieszablonowo lub w ciekawy, niekonwencjonalny sposób wybrnąć z danej sytuacji, zachowując się inaczej, niż pozostali. – Próba znalezienia uniwersalnego klucza odpowiedzi na różnego rodzaju zadania rekrutacyjne jest więc bezzasadna. Zamiast ujawnić indywidualny potencjał kandydata, może jedynie ograniczyć jego kreatywność – zauważa Katarzyna Wojaczyk. W trakcie udziału w procesie rekrutacyjnym lepiej zachowywać się więc naturalnie i korzystać z posiadanych zasobów – własnych kompetencji, wiedzy i umiejętności. Niezmiennie pomocne pozostaje też przygotowanie się do rozmowy poprzez zdobycie informacji o firmie, stanowisku oraz kulturze organizacyjnej. Na stronach wielu przedsiębiorstw dostępne są również zakładki „Kariera” z wartościowymi informacjami w tym zakresie. – Ważne jest także zadbanie o profesjonalizm w prezentowaniu swojej osoby – zabranie kompletu dokumentów aplikacyjnych, odpowiedni strój, punktualność. Zamiast potęgować stres, szukając odpowiedzi na pytanie, czym rekruter może zaskoczyć na rozmowie, lepiej przypomnieć sobie swoje doświadczenia – przykłady, na które można się powołać. To uwiarygodni naszą kandydaturę i pozwoli poczuć się pewniej – podpowiada Katarzyna Wojaczyk.

 

Wypowiedź: Katarzyna Wojaczyk, kierownik działu rekrutacji firmy doradczo-szkoleniowej Integra Consulting Poland.

 

Gwałtownie rosnący popyt na pracowników IT sprawia, że rozwój informatyczny firm staje się coraz droższy i coraz trudniejszy w realizacji. Body leasing to system, który już od wielu lat wykorzystywany jest przez firmy z sektora prywatnego. Dlaczego? To oszczędność pieniędzy, czasu i zasobów. Zamiast zlecać firmom IT cały projekt budowy, czy wdrożenia oprogramowania zatrudnia się pojedynczych programistów lub specjalnie oddelegowany zespół. Na to rozwiązanie zdecydował się Centralny Ośrodek Informatyki, podlegający Ministerstwu Cyfryzacji, który podpisze umowy z firmami specjalizującymi się w wynajmie zespołów informatycznych, outsourcingu i budowie systemów IT. W czym tkwi sekret body leasingu? Jak skorzysta na tym COI?

Centralny Ośrodek Informatyki (COI) poszukiwał około 500 pracowników IT, w tym programistów Java i testerów oprogramowania. Na ich wynajęcie przeznaczył ponad 100 mln zł. Największy wpływ na wynik postępowania miała cena, czyli wynagrodzenie wydzierżawionego informatyka. Godzinowa stawka wahała się od 119 zł do 180 zł. Zamawiającemu zależało również, by firma wykonawcza posiadała możliwie dużą liczbę rekruterów oraz obszerną bazę danych programistów i testerów. COI wyłonił pięciu, z którymi będzie współpracować. Wśród zwycięzców jest Devonshire (który właśnie zmienił nazwę na devire), Britenet, SII, Transition Technologies i Cube.ITG.

Jak korzystać z body leasingu najtaniej?

Przede wszystkim należy dobrze określić na wstępie rzeczywiste potrzeby firmy. Body leasing jest jednak sam w sobie rozwiązaniem, które może znacznie obniżyć koszty pracodawcy w długim terminie. Przedsiębiorstwa nie tracą czasu na poszukiwanie specjalistów na rynku, a tym samym unikają związanych z tym nakładów finansowych. To firmy dostawcze mają bazy danych, w których znajdują się eksperci IT z różnych obszarów, a także zespoły rekruterów IT, którzy dedykowani są wyłącznie do pozyskiwania specjalistów z rynku. Klient nie ponosi też kosztów utrzymania pracownika etatowego i oszczędza na obsłudze kadrowo-administracyjno-księgowej. Rozwiązanie to pozwala też zaoszczędzić na inwestycjach w sprzęt, licencje, a często też powierzchnię biurową. Pamiętajmy, że body leasing umożliwia zaangażowanie konsultantów na krótki okres. Bywa, że klient potrzebuje takiego wsparcia na kilka godzin, co kilka dni. W takich sytuacjach brak sztywnych kosztów związanych z tradycyjną formą zatrudnienia jest dużym udogodnieniem dla firmy.

Wynajem pracowników dotarł do sektora publicznego

Wśród zwycięzców postępowania dominują firmy, które specjalizują się w outsourcingu i wynajmowaniu zespołów informatycznych do konkretnych projektów. Jak przyznaje COI samodzielne poszukiwanie i zatrudnianie takich pracowników byłoby dla instytucji kłopotliwe i kosztowne. Zwłaszcza, że nadzór nad projektami i tak będą pełnić pracownicy COI. Podlegająca Ministerstwu Cyfryzacji jednostka nie jest jedyną, która wynajmie pracowników IT. W podobny sposób działają również: Ministerstwo Finansów, Agencja Rynku Rolnego czy Komenda Główna Policji.

– Body leasing, czyli wynajem pracowników na godziny, projekty lub kilkuletnie kontrakty, zyskuje na popularności nie tylko w sektorze prywatnym, ale również publicznym. Taki model działania, o ile jest dobrze zarządzany, może okazać się dużo bardziej efektywny cenowo niż zakup kompletnego oprogramowania i jego budowa przez firmę zewnętrzną – mówi Michał Młynarczyk, Prezes devire, jedynej firmy z zapleczem rekrutacyjnym, która znalazła się w gronie zwycięzców. Zarządzana przez niego instytucja zatrudnia blisko 100 konsultantów w biurach w Polsce i Niemczech. Posiada również ponad 450 pracowników biurowych oddelegowanych do klientów, realizujących między innymi projekty IT w modelu IT Contracting. – W ostatnim roku zmieniliśmy strukturę i uruchomiliśmy cztery nowe dywizje, w tym IT Contracting. Jesteśmy dumni, że zmiany, które wprowadziliśmy w firmie pozwolą nam realizować najbardziej skomplikowane i wymagające projekty dla największych firm – dodaje Piotr Święcki, Senior Account Manager z devire.

Zmiany na rynku IT

Rynek usług IT już od kilku lat przechodzi diametralne zmiany. Na rynku obok klasycznych graczy IT, takich jak IBM, Comarch czy Asseco, którzy oferują body leasing jako dodatkowy produkt, powstało też kilkaset podmiotów świadczących tylko tego rodzaju usługi. Od kilku lat usługi body leasingu najszybciej rozwijają jednak firmy rekrutacyjne takie jak Devonshire/devire, Antal czy HAYS. Posiadają one ogromne bazy danych i oddelegowują pracowników IT na kilkuletnie kontrakty. Powód? Coraz więcej instytucji dostrzega, że tradycyjny model realizacji złożonych projektów IT przestał się sprawdzać, chociażby ze względu na koszty, czy opóźnienia. Najpierw zauważył to biznes, dziś dostrzega także sektor publiczny.

 

Źródło: Devonshire/devire

Większe obiekty budowlane przeważnie zostają zaprojektowane w sposób zawiły. Duża liczba pomieszczeń, korytarzy, wyjść niejednokrotnie przysparza problemów. Nie tylko komunikacyjnych ale i związanych z bezpieczeństwem pracowników oraz produktów, urządzeń znajdujących się w budynku.

Istnieją hale produkcyjne, w których wtargnięcie osoby nieupoważnionej może być bardzo niebezpieczne. Żeby zminimalizować ilość nielegalnych wejść, powinno zastosować się profesjonalne systemy ochrony, np. firmy Konsalnet. Dobry system monitoringu zmniejsza szansę wizyty osoby nieupoważnionej w budynku, tym samym podnosi bezpieczeństwo wytwarzanych w budynku produktów.

Profesjonalny monitoring obiektu najlepiej ochroni budynek znajdujący się w sporym oddaleniu od miasta. Przedsiębiorstwa znajdujące się poza zabudową miasta często bywają przedmiotem kradzieży, włamań.

Konsalnet proponuje 3 modele ochrony obiektów przemysłowych:

  • Wartowniczy (posterunki przy bramach i wejściach osobowych – kontrola ruchu osobowego i pojazdów, kontrola zgodności ładunków z dokumentacją, plomb mb na ładunkach, kontrole alkomatem etc)
  • wartowniczo-patrolowy (posterunki jak wyżej, z dodatkowymi patrolami mobilnymi na terenie zakładu)
  • wartowniczo-patrolowy, z uwzględnieniem bezpieczeństwa logistyczno-magazynowego (dodatkowa kontrola stref załadunku / wyładunku, stref konfekcjonowania dostaw etc.)

W przypadku zagrożenia, w pogotowiu czekają również zawsze grupy interwencyjne.

Profesjonalna ochrona to gwarancja bezpieczeństwa każdego większego obiektu. Dzięki dokładnym, skutecznym i skrupulatnie przestrzeganym procedurom działania firma Konsalnet zapewni bezpieczeństwo przedsiębiorstwom każdej wielkości.

 

 

 

 

Niedawno niemiecki rząd wyraził obawy, że technologie, nad którymi pracowano latami, sukcesywnie przechodzą w ręce Chińczyków. Z kolei, Francuzi sądzą, iż kapitał Państwa Środka zbyt głęboko wchodzi w ich gospodarkę. O zawężeniu współpracy z tymi krajami może świadczyć zwiększona aktywność chińskich inwestorów u nas.

Jak zauważa Bartosz Michalak, prezes Polsko-Chińskiego Forum Współpracy, niemiecki rząd wstrzymał chińskie inwestycje w obszarze energetyki i robotyki. Zdaniem eksperta, podjął tę decyzję polityczną po to, aby uchronić dodatnie saldo wymiany handlowej między Niemcami a Chinami. Warto też podkreślić, że nasz zachodni sąsiad jest jedynym krajem Unii Europejskiej, który posiada w tym zakresie znaczące nadwyżki. Eksportuje on bowiem ponad 20 mld dolarów, przy imporcie 15 mld dolarów. Z drugiej strony, niemiecki biznes chce pozyskiwać zagraniczny kapitał. Przedsiębiorców właściwie nie interesuje to, z jakiego państwa on pochodzi. Oni chcą sprzedawać swoje przedsiębiorstwa, w tym rozwiązania i technologie w jak najlepszych cenach. Ekspert wskazuje więc na sporą rozbieżność pomiędzy interesami politycznymi i prywatnymi Niemców.

– Chińscy przedsiębiorcy głównie wybierają zagraniczne inwestycje, które mają znaczenie dla rozwoju Nowego Jedwabnego Szlaku. W ramach tego projektu, wielu z nich wykazuje ogromną aktywność we wszystkich europejskich państwach. Jeżeli ją ograniczą w Niemczech czy we Francji, to w naturalny sposób zintensyfikują swoje działania w Polsce i w innych krajach UE. Inwestorom będzie wówczas zależało na czasie. Muszą przecież zdążyć z realizacją swoich planów, które wiążą z naszym kontynentem. Ich budżety są rozliczane w typowych dla chińskiej gospodarki, rocznych raportach, w ramach 5-letnich planów rozwoju – mówi Mariusz Sperczyński, szef zespołu Inicjatywy 51GoShanghai.

Natomiast, Bartosz Michalak przypomina, że chińskie inwestycje w Europie możemy podzielić na dwa obszary. Jedne należą do spółek Skarbu Państwa i obejmują strategiczne obszary zainteresowania tamtejszego rządu. Przykładem tego był w zeszłym roku największy na świecie projekt inwestycyjny, czyli zakup firmy Syngeta, produkującej nawozy. Jego wartość wyniosła 43 mld dolarów. Drugi typ zaangażowania kapitałowego dotyczy inwestycji realizowanych przez prywatnych przedsiębiorców. Są oni zainteresowani wejściem na rynki globalne, takie jak Unia Europejska. Zależy im także na pozyskaniu nowoczesnych technologii po to, by potem szybko i sprawnie transferować je do Chin.

– Nasze przedsiębiorstwa mogą bardzo skorzystać na ograniczeniu aktywności chińskich inwestorów we Francji i w Niemczech, jeśli wesprze je w tym Ministerstwo Rozwoju. Moim zdaniem, resort powinien przede wszystkim szczegółowo przedstawić, na ile współpraca polskich firm z chińskim biznesem jest zgodna z linią rozwoju strategicznego na najbliższe lata. Dotyczy to zwłaszcza infrastruktury krytycznej, ponieważ Chińczycy chętnie inwestują w energetykę i transport. Następnie wskazane by było, aby rząd wydał oficjalny komunikat na ten temat – zaznacza Mariusz Sperczyński.

Jak wyjaśnia Bartosz Michalak, chińscy inwestorzy raczej nie chcą tworzyć nowych projektów, tzw. greenfield, w Europie i czekać 5-10 lat na ich niepewne efekty. Mając ogromne nadwyżki finansowe, chcą kupować gotowe rozwiązania, technologię, wiedzę i rozpoznawalne brandy. Największe wrażenie robią na nich mocne marki francuskie oraz niemieckie. Dlatego, firmy z ChRL w dalszym ciągu będą chciały w nie inwestować. Przedsiębiorcy z Państwa Środka są głównie zainteresowani firmami o zaawansowanych technologiach, m.in. w obszarze chemii, robotyki, produkcji i nowoczesnych materiałów. Zamierzają przenieść je na swój potężny rynek. Pamiętajmy o tym, że w Chinach żyje ponad 1 mld 300 mln ludzi, czyli 2 razy więcej, niż w całej UE. Wykorzystanie rozwiązań, sprawdzonych na mniejszej skali, ma prowadzić do niesamowitego rozwoju biznesu na dużo większym obszarze.

– Polskie przedsiębiorstwa z obszarów infrastruktury mogłyby skorzystać na chińskim kapitale, podobnie jak do tej pory firmy niemieckie czy francuskie. Oczywiście rozpoczęcie międzynarodowej współpracy, w zakresie Nowego Jedwabnego Szlaku, może też zawierać element ryzyka, jak każda podejmowana działalność. Wobec czego, Polacy oczekują jasnej odpowiedzi na pytanie, czy rząd będzie wspierał ich kooperację z Chińczykami. Jeżeli Ministerstwo Rozwoju uzna na przykład, że prowadziłoby to do uzależnienia krajowej gospodarki od interesów Państwa Środka, to polscy przedsiębiorcy powinni zostać już o tym powiadomieni – uważa Mariusz Sperczyński.

Tymczasem prezes Polsko-Chińskiego Forum Współpracy przypomina, że w Polsce mamy również ciekawe firmy, które odgrywają znaczącą rolę w kraju oraz regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Jednak do tej pory nie były jeszcze zaangażowane w globalną ekspansję. Właśnie dlatego Chińczycy wolą najpierw sięgnąć po rozwiązania z Europy Zachodniej, które są już rozpoznawalne na całym świecie. Nasze firmy, poszukujące kapitału i inwestora strategicznego, powinny przede wszystkim pokazać, że ich sukces w rodzimym kraju może być przeniesiony do Azji i tam przeskalowany. To jest bardzo ważne dla inwestorów z Chin.

– Chcąc zachęcić Chińczyków do inwestowania w naszym kraju, podobnie jak we Francji czy w Niemczech, trzeba ich do nas stale zapraszać i pokazywać im nasz potencjał. Spotkania polskich przedsiębiorców ze stroną chińską odbywają się zdecydowanie zbyt rzadko. Natomiast, właśnie bezpośrednie rozmowy na polskim gruncie dają największe szanse na sukces, zarówno tym, którzy chcą sprzedawać swoje produkty, usługi, jak i dosłownie całe biznesy. Oczywiście taka wizyta musi być doskonale zorganizowana i dość dobrze przemyślana. Wymaga też inwestycji sporych środków finansowych – przyznaje Mariusz Sperczyński.

Z kolei, Bartosz Michalak stwierdza, że każdy z krajów Unii Europejskiej ma różne doświadczenia we współpracy z Chińczykami. Dotyczą one m.in. nieudanych przejęć firm przez tamtejszy kapitał. I właśnie to ryzyko należy mieć szczególnie na uwadze. Trzeba pamiętać o tym, że przedsiębiorcy z Państwa Środka dopiero uczą się wchodzenia na obce rynki. W latach 90. ubiegłego wieku preferowali zakup udziałów mniejszościowych, korzystanie z licencji na określone technologie oraz współpracę na zasadzie wspólnych projektów, tzw. joint-venture. Po 2000 roku chiński rząd w obawie, iż ich firmy na zawsze pozostaną tylko podwykonawcami, postanowił zmienić politykę. Odtąd Chińczycy zaczęli przejmować całe przedsiębiorstwa i sprawować nad nimi pełną kontrolę. Prowadzący z nimi interesy, Polacy powinni być świadomi zarówno ich mocnych, jak i słabych stron.

– Oficjalne stanowisko rządu pomogłoby naszym przedsiębiorcom w podejmowaniu bardziej śmiałych decyzji biznesowych. Dotychczas otrzymali oni już wiele interesujących ofert od chińskich inwestorów i przeprowadzili z nimi mnóstwo rozmów, które obecnie niestety pozostają w zawieszeniu. Wszyscy obserwujemy to, co się dzieje we Francji czy w Niemczech. I widzimy, że w tamtych krajach dyskusja polityków i biznesmenów na temat współpracy z Chińczykami weszła w kolejną fazę. A my cały czas jeszcze nie znamy strategii działania swojego rządu – ubolewa szef zespołu Inicjatywy 51GoShanghai.

Jak podsumowuje Bartosz Michalak, chcąc wykorzystać to, że Francuzi i Niemcy w części rezygnują z chińskiego kapitału, Polska musi w jasny sposób określić, w jakich obszarach chce współpracować z Państwem Środka. Zarówno nasz rząd, jak i rodzimi przedsiębiorcy powinni przedstawiać konkretne oczekiwania Chińczykom. Wiadomo, że oni chcieliby u nas budować kolej szybkich prędkości. Ostatnio dużo mówi się też o chińskim zaangażowaniu w pomysł centralnego lotniska, modernizację portów morskich czy rozbudowę żeglugi śródlądowej. Natomiast, polskim firmom zależy na ekspansji na rynek chiński. W przypadku eksportu, obszarem o znacznym potencjale rozwoju jest sprzedaż towarów za pośrednictwem Internetu, czyli e-commerce. Choć nasze interesy wydają się rozbieżne, możemy znaleźć wspólną płaszczyznę do tego, by oba kraje rozszerzały wymianę handlową.

 

Źródło: MondayNews.pl

Sześciokrotny wzrost sprzedaży – tak wyglądała ostatnia dekada dla rynku otwartych technologii. O jego dotychczasowym rozwoju i perspektywach na przyszłość dyskutowało ponad 800 uczestników 10. konferencji Open Source Day. 17 maja w Warszawie odbyła się jubileuszowa edycja jednego z największych europejskich wydarzeń poświęconych otwartemu oprogramowaniu. Spotkanie zostało zorganizowane pod patronatem Ministerstwa Cyfryzacji i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Tegoroczna konferencja Open Source Day zgromadziła 800 uczestników i ok. 3000 widzów relacji online, m.in. specjalistów IT i przedstawicieli biznesu. W czasie wydarzenia spotkali się reprezentanci wiodących globalnych marek technologicznych – zarówno tych, opierających swoje działania na technologiach otwartych, jak i tych, które kojarzone są przede wszystkim z rozwiązaniami zamkniętymi, a które w coraz większym stopniu wykazują zainteresowanie open source.

Otwarte technologie są dziś wykorzystywane w 4 na 5 przedsiębiorstw, a można się pokusić o stwierdzenie, że w życiu codziennym korzysta z nich niemal każdy z nas. Czyni to open source jedną z najszybciej rozwijających się dziedzin współczesnego IT, której nie może ignorować żaden z rynkowych graczy. Liczby mówią same za siebie. Sprzedaż tego typu oprogramowania w ciągu ostatniej dekady wzrosła sześciokrotnie. O sile tych technologii świadczą także przykłady biznesowego sukcesu firm opierających swoją działalność wyłącznie na rozwiązaniach open source. 10. edycja konferencji była doskonałą okazją, żeby podsumować niezwykle dynamiczny rozwój tego rynku w Polsce – mówi Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska, organizator konferencji Open Source Day.

Gościem specjalnym tegorocznej edycji był Dariusz Jemielniak, ekspert w zakresie otwartej współpracy, pierwszy członek Rady Powierniczej Wikimedia Foundation wybrany spoza USA i Europy Zachodniej. Tematem jego wystąpienia były mechanizmy, które napędzają i regulują działanie społeczności skupionych wokół ruchów open source czy open content.

Wystąpienia w ramach sesji głównych koncentrowały się m.in. na rosnącym znaczeniu technologii dla rozwoju przedsiębiorstw i tego, w jaki sposób stają się one integralną i kluczową częścią produktów i usług oferowanych przez różne gałęzie gospodarki. Według danych IDC, do 2020 r. połowa firm z listy Global 2000 będzie uzależniała swój sukces biznesowy od technologii. Dodatkowo, jak zauważyli prelegenci, nowoczesne rozwiązania IT, bez których dziś nie wyobrażamy sobie biznesu – np. rozwiązania chmurowe – działają w znacznym stopniu właśnie w oparciu o open souce. W czasie konferencji nie zabrakło również wątków związanych z bezpieczeństwem IT i tego w jaki sposób wdrożenie rozwiązań otwartych pozwala na zwiększenie poziomu kontroli nad firmowymi zasobami.

Ważną częścią agendy wydarzenia były warsztaty technologiczne. W sesjach nakierowanych na kształtowanie praktycznych umiejętności pracy z rozwiązaniami otwartymi wzięło udział łącznie ponad 200 osób.

Patronat honorowy nad konferencją objęło Ministerstwo Cyfryzacji, a także Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Platynowym Partnerem wydarzenia była firma Red Hat, a Partnerem Technologicznym Google. Do Złotych Partnerów należeli Docker, EDB, Microsoft i Suse, a do Srebrnych MySQL, Zabbix, IT EMCA, Zextras i Intalio. Wśród patronów medialnych znalazły się redakcje PC Format, Warsaw Business Journal, eGospodarka.pl, Linux.pl, OSworld.pl, ITwiz, Mamstartup.pl i Magazynu Programista.

 

Źródło: Open Source Day

Nowe dane o rekordowo niskim bezrobociu i silnym popycie na pracowników zaburzają obraz poważnych problemów strukturalnych dotyczących zatrudnienia i aktywności zawodowej Polaków – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Według opublikowanych w środę kwietniowych danych Eurostatu bezrobocie w Polsce spadło do poziomu 4,8 proc. Tylko pięć krajów ma niższą wartość tego wskaźnika. Wyższy jest m.in. w Holandii (5,1 proc.), Danii (5,7 proc.) czy Szwecji (6,6 proc.). Paradoksalnie jednak tak niski poziom bezrobocia może zacząć bardziej martwić niż cieszyć, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę bardzo niskie wskaźniki zatrudnienia i aktywności zawodowej Polaków.

Różnica między bezrobociem a biernością

Przede wszystkim warto zwrócić uwagę, że o kondycji gospodarki nie świadczy sam wskaźnik bezrobocia. Zdecydowanie ważniejsze są: współczynnik zatrudnienia i skala bierności zawodowej. W tym drugim wypadku chodzi o ludzi, którzy nie mają pracy i jej nie szukają. Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL) GUS-u pokazuje, że w pierwszym kwartale 2017 r. pracy szukało 926 tys. bezrobotnych (5,4 proc.), co oznacza spadek o ponad 500 tys. (z 8,6 proc.) z notowanych dwa lata temu niespełna 1,5 mln.

Te dane oczywiście cieszą. Wynika z nich, że ludzie, którzy szukają płatnego zajęcia, znajdują zatrudnienie. Z drugiej strony spadek liczby bezrobotnych rzędu kilkuset tys. przy skali biernych zawodowo na poziomie 13,4 mln (dla populacji powyżej 15. roku życia) nie jest już tak spektakularny. Nawet gdy wyłączymy z grupy biernych zawodowo osoby starsze niż 64 lata i młodsze niż 25 lat, to liczba osób, które nie szukają i nie mają pracy, jest bardzo duża i wynosiła według danych Eurstotatu na koniec 2016 r. ponad 5 mln osób.

Bierność zawodowa wyższa niż w Grecji

Eurostat podaje, że stosunek biernych zawodowo do populacji w przedziale 25-64 lata wynosi w Polsce 24,5 proc. To piąty najgorszy wynik w Unii. Mniejszy odsetek osób, które nie szukają i nie mają pracy, jest m.in. w zmagającej się z kryzysem gospodarczym Grecji (23,9 proc.). Natomiast średnia na obszarze wspólnej waluty wynosi 20,1 proc., a w Czechach czy na Litwie jest to ok. 17 proc. Obniżenie wskaźnika bierności w przedziale 25-64 lata o 1 pkt proc. oznacza, że do grupy aktywnych zawodowo (mających pracę lub jej poszukujących) trafia 200 tys. osób.

Z wysokiego poziomu bierności bezpośrednio wynika niski współczynnik aktywności zawodowej. Odsetek osób pracujących lub szukających pracy do populacji 25-64 lata wynosi 75,5 proc. i jest o 0,6 pkt proc. niższy niż w Grecji.

Olbrzymie dysproporcje zatrudnienia w zależności od wykształcenia

Dodatkowo warto zauważyć olbrzymie dysproporcje w aktywności zawodowej w relacji do wykształcenia. Wśród tych, którzy mają wyższe wykształcenie, wynosi on 90,2 proc. Jest to rezultat bliski Danii (90,3 proc.) oraz Niemiec (90,4 proc.), a także powyżej unijnej średniej (89,1 proc) . Wysokiej aktywności towarzyszy także bardzo dobry wskaźnik zatrudnienia Polaków legitymujących się przynajmniej licencjatem. Wynosi on 87,4 proc. i jest nieco niższy niż w Niemczech (88,4 proc.), ale wyższy niż np. w Danii (86,2 proc.). Bezrobocie Polaków z wyższym wykształceniem w wieku 25-64 lata wynosi 2,8 proc. i jest nawet niższy niż w Szwajcarii – 3 proc.

Warto jednak podkreślić, że dyplomem wyższej uczelni legitymuje się tylko 6 z ponad 20 mln Polaków w wieku 25-64 lata. Sytuacja zdecydowanie się pogarsza, gdy spojrzymy na niespełna 13 mln osób, które Eurostat kwalifikuje na poziomach edukacji trzecim i czwartym (policealne, średnie ogólnokształcące i zawodowe oraz zasadnicze zawodowe). Współczynnik aktywności zawodowej w tej grupie to tylko 72,7 proc. Jest to drugi najniższy wynik w UE po Chorwacji (72,3 proc.). Średnia dla Wspólnoty to 80,3 proc., w Czechach jest to 83,4 proc., a w Niemczech 84 proc.

W tej grupie osób także dobrze widać, jak mylący jest wskaźnik bezrobocia. Dla osób z wykształceniem na poziomie trzecim i czwartym wynosi on 5,8 proc. (667 tys.) i jest niższy niż średnia unijna (7,8 proc.) oraz przeciętna dla strefy euro (8,9 proc.). Współczynnik bierności ma wartość natomiast 27,3 proc. (3,5 mln). Towarzyszy temu również bardzo niski wskaźnik zatrudnienia. Wynosił on w 2016 r. 68,5 proc. To jest trzeci najgorszy wynik w UE przy średniej na poziomie 75 proc. W Czechach czy w Niemczech wartości oscylowały blisko 81 proc.

Różnica we wskaźniku zatrudnienia do populacji (25-64 lata) na poziomie 20 pkt proc. pomiędzy osobami z wyższym wykształceniem a tymi, którzy nie legitymują się dyplomem uczelni, jest nie tylko najwyższa w całej Unii (średnio 10 pkt proc.), ale również największa wśród wszystkich państw OECD (dane za 2015 r. – średnio również 10 pkt proc.). Świadczy to o bardzo poważnych problemach strukturalnych polskiego rynku pracy. Szczególnie niepokoić może fakt, że mimo wielu przemian ta sytuacja przez ostatnią dekadę nie uległa poprawie.

Konieczne reformy strukturalne
Rekordowo niski poziom bezrobocia w Polsce może sprawiać wrażenie, że polski rynek pracy jest w bardzo dobrej kondycji. Faktycznie jednak jego słabości ukryte są w bardzo wysokim wskaźniku bierności i niskim aktywności zawodowej. Krajowy rynek pracy pozostanie w słabej formie, jeśli nie dojdzie do poważnych reform strukturalnych – z jednej strony stymulujących znaczne grupy społeczne do poprawy kwalifikacji, a z drugiej strony zachęcających przedsiębiorstwa do zatrudniania osób z wykształceniem poniżej wyższego.

 

Autor: Marcin Lipka

Wraz z początkiem czerwca ogłoszenia dotyczące pracy sezonowej zaczynają pojawiać się praktycznie wszędzie. Najczęściej dotyczą one pracy w takich branżach jak: zakwaterowanie, gastronomia oraz rolnictwo. Biorąc pod uwagę krótki okres zatrudnienia, następuje ono najczęściej na podstawie umów cywilnoprawnych. Czy to oznacza, że sezonowi pracujący nie podlegają ochronie zasad BHP?

Kwestią, o której należy pamiętać w kontekście BHP i pracy sezonowej, jest fakt że branżami, które najczęściej zatrudniają sezonowych pracowników są: zakwaterowanie, gastronomia oraz rolnictwo. Jak się okazuje, wypadki przy pracy w przedsiębiorstwach tych segmentów stanowiły w 2016 roku według GUS niemal co 6 odnotowane zdarzenie (ponad 14 proc. wszystkich odnotowanych przez GUS wypadków przy pracy). Oznacza to, że prawdopodobieństwo ulegnięcia wypadkowi przy wykonywaniu sezonowej pracy jest stosunkowo wysokie. Jak zadbać o zgodne z przepisami BHP stanowisko pracy sezonowej?

Zgodnie z polskim prawem to na zatrudniającym ciąży obowiązek zapewniania zgodnych z zasadami bezpieczeństwa i higieny pracy warunków wykonywania obowiązków wynikających z zawartej umowy.
Przedsiębiorca, który zatrudnia osoby na podstawie umów cywilnoprawnych nadal jest zobowiązany przez prawo do  zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy osobom wykonującym ją we wskazanym przez niego miejscu. Oznacza to, że musi zorganizować pracę zgodnie z BHP, zapewnić przestrzeganie tych przepisów i zasad, a także wprowadzać zmiany zgodne z nowymi wytycznymi organów nadzoru  –  mówi Hubert Miłosz Wawrzyniak, członek zarządu W&W Consulting i dodaje – Warto jednak pamiętać, że także osoby zatrudnione na podstawie umów cywilnoprawnych mają swoje obowiązki wynikające z zasad BHP.

Po pierwsze, osoby wykonujące pracę sezonową mają obowiązek przestrzegać zasad BHP. Oznacza to, że powinny znać przepisy oraz zasady bezpieczeństwa i higieny pracy, a także brać udział w szkoleniu i instruktażu wykonywania pracy na danym stanowisku. Kolejną kwestią jest także przestrzeganie tych zasad w czynnościach zawodowych, a także stosowanie się do poleceń przełożonych, które dotyczą bezpiecznej pracy. Warto także podkreślić, że po stronie zatrudnionego także leży kwestia dbania o odpowiedni stan sprzętu, przy którym pracuje oraz o zachowanie porządku i ładu w miejscu pracy.

Niestety, pomimo, że osoby zatrudnione na podstawie umówi cywilnoprawnych są zobowiązane do przestrzegania i znajomości BHP,  przepisy nie precyzują zasad poddawania ich szkoleniom i badaniom – konstatuje Hubert Miłosz Wawrzyniak. – Część interpretacji prawnych wręcz wskazuje, że to osoba zatrudniona powinna samodzielnie zadbać o te kwestie. Jednak z punktu widzenia przedsiębiorstwa warto zadbać o podstawowe przeszkolenie i wyjaśnienie kluczowych zasad podczas wykonywania danej pracy. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że prace sezonowe są ściśle powiązane z właściwą porą roku. Oznacza to, że znalezienie odpowiedniego zastępstwa w określonym czasie może stanowić wyzwanie i doprowadzić do utraty potencjalnych zysków.

 

Warto pamiętać:

  1. Niezależnie od formy zatrudnienia, to przedsiębiorca odpowiada za zapewnienie zgodnych z zasadami BHP warunków pracy.
  2. Osoby pracujące w oparciu o umowy cywilnoprawne mają obowiązek znajomości i przestrzegania zasad BHP w czasie wykonywania pracy.
  3. Niemal co 6 wypadek przy pracy miał miejsce w firmach, które działają w branżach, które najczęściej zatrudniają sezonowych pracowników.

Źródło: W&W Consulting

Zagadnienia i dyskusje związane ze stażami i praktykami przewijają się w naszym codziennym życiu każdego dnia. To właśnie staż ma przygotować studenta do praktycznego wykorzystania swojej wiedzy czy osobę dorosłą do jej poszerzenia. Aby rozwinąć swoje umiejętności wiele osób decyduje się na odbycie stażu, a duża liczba firm prowadzi programy stażowe i praktyki. To czy staż nam się opłaci zależy nie tylko od nas, ale także od firmy i osoby, która nas podczas niego poprowadzi. Jaką więc rolę odgrywają staże w firmach i czy rzeczywiście odpowiadają na potrzeby dzisiejszego biznesu?

Rynek stażysty

Pracodawcy zdają sobie sprawę z korzyści jakie płyną z organizacji stażów i praktyk, upatrując w nich sposób na znalezienie utalentowanych kandydatów. Staże stały się środkiem do realizacji konkretnych potrzeb oraz nieodzownym elementem strategii zatrudniania.  Według raportu opublikowanego przez Hays aż 87% ze 115 firm objętych badaniem posiada doświadczenia w rekrutacji stażystów. Odpowiednie zaplecze kadrowe jest niezbędne do realizacji strategii biznesowej. A w czym przedsiębiorstwa upatrują swoją szansę na sukcesywny rozwój? W stażystach. Dlaczego? Ponieważ na niezwykle konkurencyjnym rynku trudno pozyskać doświadczonego specjalistę, dlatego firmy zaczęły stawiać na ludzi z potencjałem do rozwoju i nauki. Poświęcenie uwagi zaangażowanemu stażyście w konsekwencji pozwoli na zatrudnienie zmotywowanego pracownika identyfikującego się z firmą.

Jak się okazuje firmy zatrudniają jednocześnie kilku praktykantów, a te większe przedsiębiorstwa nawet od 20 do 30 stażystów jednocześnie. W rekrutacji stażystów najbardziej pomocne i skuteczne okazują się kampanie employer brandingowe, w które warto zainwestować, a także spotkania ze studentami czy targi pracy.

Czy warto odbyć staż?

Popularność programów stażowych rośnie, a dla wielu studentów i absolwentów okres wakacyjny jest czasem zdobywania pierwszych zawodowych doświadczeń. Zamiast pracy zarobkowej, młodzi ludzie chętniej wybierają staże, które umożliwią im zdobycie cennych umiejętności. Katarzyna Postek, HR Manager w Baltic Ground Services jest zdania, że praktyki dają szansę wyprzedzenia przyszłej konkurencji już w trakcie studiów. Jednocześnie coraz więcej firm realizuje programy stażowe, aby wyłonić spośród stażystów potencjalnych pracowników i zatrzymać ich w organizacji. Znaczenie stażu rośnie, a pracodawcy tym samym wymagają coraz więcej. Dzięki stażom podnosimy swoje kwalifikacje niezbędne do objęcia samodzielnych stanowisk. Tym samym oczekujemy, aby odbywane praktyki miały profesjonalną i uporządkowaną strukturę. Warto pamiętać, że staż nie jest tylko dla studentów i absolwentów. Praktyki są znakomitym rozwiązaniem dla osób, które próbują swoich sił w różnych branżach.

Korzyści dla przedsiębiorców

Co prawda program stażowy wymaga dużych nakładów pracy i czasu od organizacji. Niełatwo również wykorzystać korzyści, jakie oferuje staż w trakcie jego trwania, ale również po zakończeniu. Przy odpowiednio przeprowadzonym stażu pracodawca zyskuje wykwalifikowanego pracownika, który znakomicie zna specyfikę i kulturę organizacyjną firmy. Oczywiste jest, że pracownik doskonale znający zasady i procedury panujące w danym przedsiębiorstwie może pochwalić się sprawniejszym wykonywaniem zadań. Oprócz tego staż jest dla firmy szansą na ocenę kompetencji pracownika, szybkiego przyswajania wiedzy czy radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Wielką stratą dla pracodawcy jest brak kontynuacji współpracy z efektywnymi stażystami z różnych powodów. Niestety wpływa to na wizerunek firmy jako pracodawcy, a dobrze potraktowany stażysta w przyszłości może stać się cennym ambasadorem firmy.

Pojawiają się głosy, że stażyści są wyzyskiwani, a firmy ich zatrudniające nie dbają o ich rozwój. Z badania Hays wynika, że tylko 46% firm określa jasną ścieżkę rozwoju dla stażystów, a 69% przedsiębiorstw przyznaje, że głównym powodem zakończenia współpracy z praktykantem jest brak wystarczającej liczby wakatów. Czasem rotacja stażystów jest tak duża, że zaczynamy się zastanawiać czy nie jest to tylko dobry sposób na optymalizację kosztów pracowniczych. Dzisiejszy rynek wymaga odbycia stażu, ale niestety firmy bardzo często tego nadużywają. Mimo wszystko jako niepoprawni optymiści popieramy odbywanie stażu. Jest on szansą na rozwój naszej wiedzy i zdobycie nowych doświadczeń. Tylko od nas zależy ile z niego wyniesiemy. Staż daje szansę wyprzedzenia przyszłej konkurencji. Jest to nie tylko cenna pozycja w CV, ale również możliwość zweryfikowania swojego wyobrażenia na temat danej firmy czy branży.

Źródło: fashionbiznes.pl

Najważniejszym priorytetem dla dyrektorów działu zakupów jest redukcja kosztów oraz zarządzanie ryzykiem. W czasach gospodarczej niepewności rola zespołów, które zajmują się konsolidacją wydatków, stale rośnie. Aż trzy czwarte menedżerów kierujących działami zakupów uważa, że ich szefowie wspierają rozwój tego obszaru. Jak wynika z badania firmy doradczej Deloitte „Growth: the cost and digital imperative. The Deloitte Global Chief Procurement Officer Survey 2017” pod wpływem nowoczesnych technologii tradycyjny model zakupów przechodzi intensywny okres zmian. Największą rolę w tej rewolucji odgrywa analityka danych.

Badanie zostało przeprowadzone wśród menedżerów kierujących działem zakupów (CPO) z 480 firm, mających siedzibę w 36 krajach. Łączne obroty tych przedsiębiorstw wynoszą 4,9 biliona dolarów.

Działy zakupów zdobywają coraz silniejszą pozycję w wielu firmach. – Odpowiadają za to, w jaki sposób i w oparciu o jakie kryteria przeprowadzane są zakupy w danej organizacji. Oznacza to, że działy zakupów nie zajmują się wyłącznie negocjowaniem najniższych cen. Ich zadaniem jest dopilnować, aby zakupy, których dokonuje firma, miały właściwe przełożenie na realizację jej celów, zachowując jednocześnie kontrolę nad kosztami i wydatkami – wyjaśnia Jakub Rosiecki, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Dla 79 proc. badanych CPO najważniejszym priorytetem w tym roku będzie redukcja kosztów. Na drugim miejscu na liście priorytetów znalazło się zarządzanie ryzykiem zakupowym (57 proc.), a na trzecim wprowadzenie nowych produktów, usług lub poszukiwanie dostawców na nowym rynku (52 proc.).

Menedżerowie kierujący działem zakupów byli również pytani o to, jak radzą sobie z zarządzaniem oszczędnościami. Okazuje się, że 58 proc. badanych zadeklarowało, że w ciągu ostatniego roku udało się im osiągnąć lepszy poziom oszczędności niż rok wcześniej. Co dziesiąty badany przyznał, że wynik ten był gorszy, a w ocenie 30 proc. poziom oszczędności był taki sam.

W ciągu następnych dwunastu miesięcy szefowie działów zakupów chcą szukać wzrostu wartości, koncentrując się przede wszystkim na konsolidacji kosztów (40 proc.), korzystając z rosnącej konkurencji na rynku (35 proc.) oraz poprawiając specyfikację przedmiotu zamówienia (28 proc.).

Przedsiębiorstwa muszą dostosować się do nowego środowiska niepewności gospodarczej. Respondenci wskazali na niewielki wzrost ogólnego poziomu ryzyka biznesowego. Kluczowe globalne zagrożenia obejmowały słabość i zmienność na rynkach wschodzących, rosnące ryzyko geopolityczne, możliwość ponownego kryzysu w strefie euro oraz skutki spowolnienia w Chinach. – Z punktu widzenia CPO niepewność ekonomiczna ma swoje zalety, bo pozwala wynegocjować lepsze warunki z dostawcami i zapewnić wartość firmie. Jest to jeden z elementów, który może zapewnić przedsiębiorstwom przewagę konkurencyjną na rynku. Rosnącą rolę działów zakupów potwierdza fakt, że aż trzy czwarte badanych ma poczucie, że ich przełożeni wspierają rozwój kierowanych przez nich zespołów – tłumaczy Jakub Rosiecki. – Ponadto ponad 85 proc. CPO aspiruje do bycia jednym z najważniejszych partnerów biznesowych działów merytorycznych – dodaje.

Ważną częścią pracy działu zakupów są relacje z dostawcami. Aż 87 proc. badanych doświadczyło incydentu zaburzającego ciągłość dostaw w ciągu ostatnich 2-3 lat. Ryzyko związane z zakupami wzrosło ich zdaniem do poziomu 50 proc. Jest to najwyższy wynik w historii badania. Jednocześnie jednak współpraca z dostawcami spadła na liście priorytetów (z 39 do 26 proc.), co może oznaczać, że działy zakupów będą dążyć do wykorzystywania rosnącej konkurencji pomiędzy nimi.

Wysoko na liście priorytetów CPO znajdują się za to nowoczesne technologie. Digitalizacja nie tylko nie  omija działu zakupów, ale staje się podstawą jego działania. Jej rola jest podwójna. Z jednej strony aż 75 proc. badanych CPO wierzy, że rola zakupów w dostarczaniu innowacyjnych technologii dla ich firm będzie rosła, z drugiej strony wewnętrznie również wykorzystują je, by usprawnić proces zakupowy.

Które technologie będą miały największy wpływ na działy zakupów? Zdaniem 65 proc. ankietowanych w ciągu najbliższych dwóch lat będzie to analityka, a w perspektywie pięciu lat należy spodziewać się wzrostu znaczenia automatyki i robotyki procesowej (wzrost z obecnych 50 do 88 proc.). Zdaniem CPO nowoczesne technologie pozwolą bardziej efektywnie zarządzać procesem zamówień i eliminować ograniczenia. Analityka pomaga w procesie negocjacji (58 proc.), uzyskaniu efektywności procesów (57 proc.), analizie rynku (44 proc.) oraz w optymalizacji portfela dostawców (40 proc.). Główne przeszkody w implementacji nowoczesnych technologii w obszarze zakupów to jakość danych (49 proc.), brak ich zintegrowania (42 proc.) oraz brak odpowiednich kompetencji analitycznych (29 proc.). – Cyfryzacja stała się zarówno ogromnym wyzwaniem jak i szansą dla działów zakupów na całym świecie, tym bardziej, że w sytuacji niepewności gospodarczej ich głównym zadaniem, zarówno w krótszej, jak i dłuższej perspektywie jest zapewnienie organizacji oszczędności kosztów przy jednoczesnym dostarczeniu wartości – mówi Jakub Rosiecki.

Źródło: Deoitte

Dla milionów pracujących Polaków średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw za 2016 r. w wysokości 4277 zł brutto, mocno różni się od rzeczywistości. Połowa zatrudnionych nie zarabia na rękę nawet 2,5 tys. zł, a pracownicy małych firm najczęściej muszą się godzić na pensję niższą niż 2 tys. zł netto – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Średnia ma to do siebie, że jest zniekształcona w przez wartości skrajne, a w przypadku wynagrodzeń najbardziej przez te najwyższe wielkości. Publikowane co miesiąc informacje GUS o średniej krajowej dodatkowo zaburza dobór danych do próby, ponieważ obejmuje wyłącznie przedsiębiorstwa zatrudniające powyżej 9 osób.

Takie przedsiębiorstwa, często z udziałem kapitału zagranicznego lub publicznego, zwykle działają w dobrze prosperujących miastach i rekrutują osoby z ponadprzeciętnym wykształceniem. Zatrudnienie w nich wynosi jednak tylko 6 mln pracowników, podczas gdy według danych GUS, w Polsce na umowach pracuje niemal 13 mln ludzi, a niespełna 3 mln prowadzi działalność na własny rachunek.

Dodatkowo tylko w samej Warszawie, gdzie przeciętne wynagrodzenie brutto w 2016 r. wynosiło 5537 zł, zatrudnionych było milion osób z około 6 milionów zaliczanych do badania. W rezultacie stolica, której udział wśród gospodarstw domowych wynosi w Polsce nieco ponad 5 proc., ma więcej niż 15-procentowy wkład w krajową średnią. W Łodzi natomiast, trzecim co do wielkości mieście Polski, w sektorze przedsiębiorstw pracuje 120 tys. osób, czyli zaledwie 12 proc. tego co w Warszawie.

Małe firmy to niskie zarobki

Więcej informacji dają kwartalne raporty GUS na temat „Zatrudnienie i wynagrodzenia w gospodarce narodowej”. Praktycznie jednak są one rozszerzone przede wszystkim o sektor publiczny, zatrudniający (dane z 30 września 2016 r.) niemal 3 miliony osób z przeciętnym miesięcznym wynagrodzeniem na poziomie 4545 zł brutto (w tym w administracji 4971 zł). Z raportów dowiadujemy się również, że średnio w całym sektorze prywatnym wynagrodzenie brutto wynosi 3880 zł. Akurat ta wartość obejmuje także miejsca pracy z mniej niż 9 pracownikami.

Co dwa lata GUS publikuje wyniki badania struktury wynagrodzeń (ostatnie za październik 2014 r. jest datowane na 11 grudnia 2015 r.). Tutaj możemy przeczytać, że przeciętne wynagrodzenie brutto w październiku 2014 r., w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób, wynosiło 4107 zł, ale już mediana tam pracujących to jedynie 3291 zł brutto. Oznaczało to, że połowa otrzymywała wynagrodzenie powyżej tej wartości, a połowa poniżej. Stanowiła ona także 80 proc. przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. Nadal jednak, również w tym zestawieniu, nie ma informacji, jak wygląda rozkład zarobków w najmniejszych firmach.

Kluczowym elementem tego raportu jest natomiast fakt, że aż 37,1 proc. pracowników sektora prywatnego otrzymywało wynagrodzenia poniżej 2469 zł brutto. Było to więc zaledwie 60 proc. średniej krajowej. Statystyka ta cały czas nie obejmuje pracowników w firmach zatrudniających poniżej 9 osób. Szerzej dochody tych osób opisuje dopiero coroczne opracowanie GUS o mikroprzedsiębiorstwach. Według informacji za 2015 r. małe firmy dawały zatrudnienie 3,74 mln osób, w tym 1,31 mln jako pracownikom, których przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto wynosiło 2397 zł. To 58 proc. średniej w przedsiębiorstwach mających powyżej 9 pracowników w 2015 r.

Miliony Polaków zarabiają mniej niż 2 tys.

Biorąc pod uwagę, że trendy w dochodach dla danej grupy pracowników się nie zmieniały, to dla wielu Polaków średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw za 2016 r. (4277 zł brutto) miało niewiele wspólnego z rzeczywistością.
Prawdopodobnie połowa zatrudnionych otrzymała wynagrodzenie bez potrącenia podatku i składek na ubezpieczenie emerytalne i zdrowotne poniżej 3420 zł. Przy umowie o pracę netto było to 2450 zł. Dodatkowo około 40 proc. zatrudnionych w sektorze prywatnym nadal zarabia na rękę mniej niż 2000 zł, co jeszcze wyraźniej pokazuje różnice pomiędzy popularną średnią krajową, a faktycznymi płacami znacznej części Polaków.

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

 

Poszukujący zysków posiadacze oszczędności coraz wyraźniej kierują swoje zainteresowanie na rynek obligacji. Oprócz papierów skarbowych, dostrzegają zalety obligacji firm, oferujących znacznie wyższe oprocentowania, ale także i zdecydowanie większe możliwości wyboru.

Wszystko wskazuje na to, że coraz większe grono posiadaczy oszczędności skłania się do poszukiwania lepszych możliwości niż oferowane przez banki na lokatach. Najbardziej odważni szukają szansy na giełdzie, dysponujący większymi zasobami korzystają z rynku nieruchomości, ale dynamicznie rośnie także zainteresowanie rynkiem papierów dłużnych. W ciągu pierwszych trzech miesięcy roku Polacy kupili obligacje skarbowe za prawie 1,4 mld zł, co stanowi wynik najwyższy od 2008 r. Zachęca do nich niskie ryzyko, ale odsetki są niewiele wyższe niż w przypadku bankowej oferty. O tym, że oczekiwania są większe, świadczy sięgający w pierwszym kwartale aż 1,2 mld zł napływ kapitału do funduszy inwestycyjnych, specjalizujących się w obligacjach przedsiębiorstw. Według Analiz Online, firmy monitorującej rynek funduszy, to o 100 mln zł więcej niż w całym ubiegłym roku. Tak duża dynamika z pewnością nie jest dziełem przypadku i wskazuje na wzrost aktywności oszczędzających, zniecierpliwionych utrzymującymi się na rekordowo niskim poziomie stopami procentowymi i symbolicznymi odsetkami w bankach, które nie są w stanie ochronić kapitału przed powracającą inflacją. Najlepsze fundusze papierów korporacyjnych w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy osiągnęły stopy zwrotu przekraczające 4 proc., a wyniki powyżej 3 proc. to bardziej reguła niż wyjątek. Wartość aktywów zgromadzonych w tego typu funduszach sięgała na koniec marca prawie 19 mld zł, a w ciągu dwunastu miesięcy zwiększyły się one o blisko 19 proc. Na tę kwotę składają się także kapitały instytucji finansowych, ale do tej formy przekonują się coraz liczniej także posiadacze oszczędności. Fundusze mają znacznie większe niż inwestorzy indywidualni możliwości skonstruowania zdywersyfikowanego portfela papierów dłużnych oraz zarządzania nim, odpowiednio do zmian warunków rynkowych. Ich zaletą jest obniżenie poziomu ryzyka, ale odbywa się to kosztem ograniczenia wysokości osiąganych zysków. Wynika to także z faktu, że fundusze dysponujące znacznymi kapitałami nie interesują się z reguły emisjami wysokodochodowych obligacji mniejszych firm, choć w tym gronie można znaleźć wiele interesujących możliwości. Na rynku ofert publicznych dominują obligacje deweloperów, firm windykacyjnych oraz banków i instytucji świadczących usługi finansowe (firmy pożyczkowe, zajmujące się faktoringiem itp.). Wbrew pozorom, indywidualni inwestorzy także mają spore możliwości samodzielnego skonstruowania zróżnicowanego portfela obligacji korporacyjnych, nie posiadając ograniczeń typowych dla funduszy. To właśnie wśród małych ofert można znaleźć firmy z różnych branż i o różnym profilu ryzyka. Ograniczając się tylko do ostatnich miesięcy, można wymienić choćby emisję Uniserv-Piecbud, specjalistycznej firmy budowlanej, producenta i dystrybutora gier komputerowych Vivid Games, Columbus Energy, specjalizującą się w montaży ogniw fotowoltaicznych, dystrybutora sprzętu sportowego Bikershop, czy świadczącej usługi kadrowe i outsourcingu procesów biznesowych spółki Loyd. W przypadku każdej z nich można liczyć na odsetki sięgające 8-9 proc. Tego typu ofert z pewnością nie zabraknie w przyszłości i mogą cieszyć się dużą popularnością, tym bardziej, że wciąż brakuje dużych ofert publicznych.

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Przedsiębiorstwa potrafią włożyć wiele wysiłku w budowanie swojego wizerunku. Jeśli za deklaracjami, że firma działa etycznie, faktycznie idą działania mające na celu eliminowanie nieprawidłowości, wizerunek ten może być spójny z rzeczywistością. Gorzej, gdy dbałość o dobre wrażenie koncentruje się raczej na ukrywaniu tego, co niewygodne…

„Kadra kierownicza i przedsiębiorcy udają, że kierują się zasadami etyki, a pracownicy udają, że w to wierzą” – te przykre słowa wypowiedział podczas konferencji „Firma z duszą” prof. Bolesław Rok  z Akademii Leona Koźmińskiego.

Niestety, choć wiele firm chętnie włącza się w działania, które dają okazję do wzmocnienia ich wizerunku jako przedsiębiorstw etycznych, promujących uczciwe zasady pracy oraz dobre relacje z pracownikami, nie zawsze przekłada się to na codzienną praktykę.

Procedury reagowania na zgłoszone nieprawidłowości albo w ogóle nie istnieją, albo pozostają martwe. Sami zainteresowani obawiają się, że zgłaszając np. przypadki mobbingu lub łamania prawa, ściągną na siebie dodatkowe nieprzyjemności, a może nawet stracą pracę. Czasem można mieć nawet wrażenie, że menedżerowie wolą „nie widzieć” nieprawidłowości niż eliminować je, choć właśnie to drugie mogliby przekuć w swój zawodowy sukces.

Czym jest Speak Up Line?

Na szczęście nie dotyczy to wszystkich firm i także w Polsce coraz więcej przedsiębiorstw chce wdrażać u siebie takie standardy, które pozwalają poprawić nie tylko wrażenie, ale także komunikację i kulturę organizacyjną w firmie. Trend ten przychodzi do nas z zachodu – przedsiębiorstwa takie jak PepsiCo, Nestle, Akzo, Nobel, Toyota czy BMW od lat wykazują żywe zainteresowanie, by kodeksy etyczne nie stanowiły jedynie zestawów ładnych regułek, ale by naprawdę obowiązywały.

Aby było to możliwe, przedsiębiorstwa te współpracują z partnerami, dzięki którym komunikacja pomiędzy pokrzywdzonymi lub zauważającymi nieprawidłowości pracownikami a firmą, może być skuteczniejsza. Dlaczego tak duże przedsiębiorstwa, o rozbudowanych strukturach własnych, nie walczą z problemami samodzielnie?

– Wielu pracowników nie zgłasza zdarzeń swojemu pracodawcy w obawie o konsekwencje, nawet jeśli system zapobiegania nadużyciom wydaje się bezpieczny (skrzynka na listy, anonimowy e-mail). Boją się, że ktoś ich zauważy lub wyśledzi, a oni w konsekwencji stracą pracę lub dopadnie ich ostracyzm środowiska – mówi Anna Grzywaczyk, reprezentująca Ogólnopolskie Centrum Interwencyjne (OCI).

OCI, to polski system wykorzystujący sprawdzony już na świecie mechanizm Speak Up Line, zapewniający pracownikom firmy możliwość bezpiecznego zgłoszenia (drogą telefoniczną, mailową lub internetową) wszelkich nieprawidłowości w firmie.

Dla pracownika zaletą jest fakt, że zyskuje możliwość anonimowego zgłoszenia problemów, jakich doświadcza w pracy lub nieetycznych (a czasem nawet bezprawnych) zachowań, których jest świadkiem. Następnie zgłoszenie takie jest przekazywane pracodawcy z prośbą o wszczęcie procedury wyjaśniającej.

Firma współpracująca z OCI zobowiązuje się do zareagowania na wniosek – może np. przeprowadzić postępowanie kontrolne, wprowadzić procedury naprawcze, czy nawet zwolnić osobę, która stosuje mobbing lub dopuszcza się nadużyć finansowych. OCI nie wpływa na wynik rozstrzygnięcia, pilnuje jednak, by każda zgłoszona sprawa została rzetelnie zbadana i wyjaśniona.

Etyka się opłaca

Dlaczego firmy miałyby przystępować do OCI lub podobnych systemów? Ponieważ to im dbałość o etykę i przestrzeganie ustalonych procedur najbardziej się opłaca. Żadne przedsiębiorstwo nie odniesie korzyści „chowając głowę w piasek”, a więc odcinając się od możliwych do uzyskania informacji na temat problemów, które trawią je od wewnątrz.

Takie zachowanie można by wręcz porównać do postępowania pacjenta, który unika badań, by nie podważać swojej niezachwianej wiary w doskonałą kondycję zdrowotną. Tymczasem badanie może co prawda popsuć jego dobre samopoczucie, ale zarazem umożliwi skuteczne leczenie.

Mechanizm typu Speak Up Line stanowi formę zewnętrznej, dobrowolnej kontroli, która pozwala na bieżąco monitorować problemy i reagować na nie. Co ważne, mechanizm ten jest bezpieczny tak dla pracowników, jak i dla samych przedsiębiorstw. Pracodawcy zyskują szansę, by zareagować na nieprawidłowości zaobserwowane przez pracowników, zanim poniosą duże straty spowodowane nadużyciami finansowymi, czy też zanim wytoczone przez mobbingowanych pracowników procesy zaczną odbijać się wizerunkową „czkawką”.

Co za tym idzie, przedsiębiorstwo, które dokłada starań, by poważnie przestrzegać zasad etycznych, zwiększa szanse na skuteczne wykrywanie przypadków oszustw, korupcji oraz na zapobieganie tego typu zdarzeniom. Jeśli stara się, by pracownicy traktowali siebie nawzajem z należytym szacunkiem, zwiększa ich zaangażowanie i zadowolenie z pracy.

Nie bez znaczenia jest także fakt, że pracodawca, który prowadzi aktywną politykę antymobbingową, zmniejszy ryzyko rozstrzygania tego typu spraw na drodze sądowej, a gdy mimo wszystko do takiego procesu dojdzie, sąd będzie musiał uwzględnić także zaangażowanie pracodawcy w zapobieganie podobnym problemom.

I w końcu – etyczne środowisko pracy sprzyja większym przychodom. Wysokiej klasy pracownicy będą bardziej zainteresowani pracą w firmie, która autentycznie dba o etykę i uczciwe zasady, a sprawnie działające procedury zapobiegające nadużyciom finansowym będą odstraszały przed próbami nieuczciwych zachowań.

– Jeśli chodzi o nadużycia finansowe, jedno z niedawnych zgłoszeń do OCI dotyczyło kierownika, który jako podwykonawcę wybierał ciągle tę samą firmę, przepłacając za usługi. Mało tego, zlecona praca była źle wykonana i pracownicy firmy musieli ją poprawiać. Ta frustracja spowodowała, że sprawa została zgłoszona do OCI. Osoba zgłaszająca zaraportowała również konsekwencje dla firmy w postaci utraty klientów, a co za tym idzie, spadek przychodów. W ramach reakcji, firma przeprowadziła audyt wewnętrzny, który potwierdził ten proceder. Finałem sprawy było zwolnienie kierownika – mówi Anna Grzywaczyk.

Uczciwy układ pracodawcy z pracownikami

Niektóre przedsiębiorstwa mogą obawiać się, że przystępując do systemu typu Speak Up Line, otworzą przysłowiową „puszkę Pandory”. Jednak statystyki nie potwierdzają, by w jakiejkolwiek firmie tak właśnie się stało. Owszem, można się spodziewać, że na pierwszym etapie, gdy pracownicy zostaną poinformowani o tym, że firma rozpoczyna wykorzystywać ten mechanizm, liczba zgłoszeń może być większa niż później. Wiele z nich może jednak dotyczyć spraw nieaktualnych, niewyjaśnionych w przeszłości. Później zainteresowanie systemem przeważnie spada, a pracownicy korzystają z niego tylko w sytuacjach, które są dla nich ważne i zarazem aktualne.

Nie sprawdzają się również obawy, jakoby pracownicy dokonywali fałszywych zgłoszeń np. w celu pozbycia się wymagającego kierownika. Tego typu sytuacje mogą mieć miejsce raczej w ramach systemów wewnętrznych, opartych na anonimowych skargach. Doświadczenie pokazuje, że jeśli pracownik ma zgłosić problem w OCI, zazwyczaj jest to decyzja poważna, dobrze przemyślana i oparta na wiarygodnych informacjach.

Warto podkreślić, że wdrożenie Speak Up Line może być dla pracodawcy wyjątkowo skutecznym elementem employer brandingu. Pracodawca buduje wizerunek przedsiębiorstwa autentycznie zainteresowanego problemami pracowników i nie są to jedynie puste deklaracje. Pracownicy otrzymują konkretne narzędzia na wypadek, gdyby pracodawca nie wywiązywał się należycie ze swoich zobowiązań.

W ten sposób podkreśla on, że jakość współpracy, efektywność i uczciwość są dla niego ważniejsze od utrzymywania zarządu w dobrym samopoczuciu. Zapewnia też, że problemy zauważane przez pracowników nie będą pozostawiane bez wyjaśnienia, bowiem obydwie strony traktują siebie nawzajem uczciwie i poważnie.

I nie musi przy tym udawać, że robi to bezinteresownie. Wg firmy doradczej Willis Towers Watson, przedsiębiorstwa, które cieszą się zaufaniem pracowników, notują o 200% wyższe wyniki finansowe niż te, które nie przykładają szczególnej wagi do etyki.

 

Źródło: Empemedia

Pierwszy kwartał zakończył się rewelacyjnymi odczytami z polskiej gospodarki. Zdecydowanie powyżej oczekiwań rynkowych okazały się dynamiki produkcji przemysłowej, budowlano-montażowej czy też sprzedaży detalicznej. Pozytywnie zaskoczyły również dane dotyczące przeciętnego wynagrodzenia oraz odbiła dynamika oddawanych mieszkań. Nieco poniżej konsensusu okazał się odczyt inflacyjny, ale mimo wszystko 2 proc. w skali roku, to i tak sporo w porównaniu z jeszcze niedawno obserwowaną deflacją.

W marcu br. produkcja sprzedana przemysłu (odczyt w cenach stałych niewyrównany sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) wzrosła aż o 11,1 proc. w skali roku oraz 17,6 proc. w porównaniu z lutym 2017 r. Dynamika roczna była wyższa od konsensusu rynkowego o 4 pkt. proc.! W skali roku wzrost produkcji odnotowano w 29 spośród 34 działów przemysłu. Największą dynamikę zaobserwowano w produkcji: maszyn i urządzeń (+22,9 proc.) oraz wyrobów z pozostałych mineralnych surowców niemetalicznych (+21,9 proc.). Natomiast największy spadek miał miejsce w wydobywaniu węgla kamiennego i brunatnego (-7,9 proc.) oraz produkcji koksu i produktów rafinacji ropy naftowej (-5,0 proc.). Gdyby natomiast wyeliminować wpływ czynników o charakterze sezonowym, to dynamika produkcji przemysłowej wyniosła odpowiednio +8,1 proc. r/r oraz +2,1 proc. m/m.

Największe zaskoczenie miało miejsce w przypadku produkcji budowlano-montażowej, której dynamika (wyrażona w cenach stałych niewyrównana sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) wyniosła 17,2 proc. w skali roku. Konsensus rynkowy zakładał natomiast… spadek o 0,5 proc. Z kolei w skali miesiąca mieliśmy do czynienia ze wzrostem rzędu 49,4 proc. Po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 10,2 proc. r/r oraz 9,7 proc. m/m.

W skali całego rynku pierwszy kwartał przyniósł 7,8 proc. wzrost oddanych do użytkowania mieszkań. W tym okresie oddano łącznie 40 344 lokale. Z kolei liczba rozpoczętych budów w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2017 r. wyniosła 44 206, tj. o 28,9 proc. więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Natomiast ilość wydanych pozwoleń na budowę lub dokonanych zgłoszeń z projektem budowlanym, wzrosła do 60 234, czyli o 42,8 proc. w porównaniu z pierwszym kwartałem minionego roku.

W przypadku danych dotyczących wyłącznie deweloperów mieszkaniowych dalej mamy do czynienia z bardzo wysokimi dynamikami w przypadku rozpoczętych budów oraz otrzymanych pozwoleń na budowę. W okresie styczeń-marzec 2017 r. deweloperzy rozpoczęli budowę 23 191 mieszkań, tj. o 40,7 proc. więcej r/r. W tym czasie liczba otrzymanych pozwoleń wzrosła aż o 54,8 proc. r/r do 33 165. Z kolei liczba oddanych przez deweloperów mieszkań do użytku wzrosła do 18 954 (+9,4 proc. r/r).

W marcu br. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, w których liczba pracujących przekracza 9 osób wyniosło 5 981,7 tys. osób, co oznacza wzrost o 4,5 proc. w skali roku. Natomiast przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło do 4 577,86 zł miesięcznie, tj. o 5,2 proc. r/r, podczas gdy konsensus rynkowy był o 1 pkt. proc. niższy.

W minionym miesiącu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 2,0 proc. r/r (prognozy analityków zakładały +2,2 proc.). W skali roku największy wzrost zanotowały ceny paliw (+18,1 proc.) oraz żywności (+3,4 proc.). Natomiast największe spadki cen miały miejsce w przypadku odzieży i obuwia (-5,5 proc. r/r).

Sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła w marcu 2017 r. o 7,9 proc. r/r, podczas gdy w skali miesiąca wzrost wyniósł 16,5 proc. Największy wzrost sprzedaży w skali roku nadal jest obserwowany w tekstyliach, odzieży i obuwiu (26,9 proc.). Z kolei sprzedaż detaliczna w cenach bieżących wzrosła o 9,7 proc. r/r, tj. aż o 1,5 pkt. proc. wyżej aniżeli zakładał konsensus rynkowy.

Autor: Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael/Ström

Presja wywierana na pracowników sprawia, że są oni skłonni do nieetycznych działań. Dla osiągnięcia celów osobistych lub firmy wciąż, co dziesiąty (10%), byłby skłonny oferować gotówkę. W Europie Wschodniej takiej odpowiedzi udzieliło aż 19% ankietowanych – wynika z Badania Nadużyć Gospodarczych EY „Ludzki instynkt czy logika maszyn – czemu ufasz bardziej w walce z korupcją i nadużyciami.”

W Polsce maleje odsetek osób postrzegających korupcję jako poważny problem biznesowy. W 2013 roku uważało tak 59%, w 2015 r. 43%, obecnie zaś takiego zdania jest 38% ankietowanych. To plasuje Polskę zdecydowanie bliżej Europy Zachodniej (36%) niż Wschodniej (64%).

Percepcja korupcji, jako poważnego problemu, jest największa na Ukrainie (88%), Cyprze (82%), w Grecji (81%), Słowacji (81%) i Chorwacji (79%). Co ciekawe, dopiero na dalszych miejscach znalazły się kraje afrykańskie.  – Dzisiaj przedsiębiorstwa funkcjonują w warunkach niepewności związanej z globalizacją i niestabilnością gospodarczą. Wolniejszy od oczekiwanego wzrost sprawia, że firmy mogą poszukiwać innych, szybszych sposobów na osiągnięcie oczekiwanych celów finansowych – mówi Mariusz Witalis, partner w Zespole Zarządzania Ryzykiem Nadużyć EY. Na wyzwania związane ze wzrostem wskazuje 63% ogółu ankietowanych z rynków rozwijających się, w Polsce – 51%. – Polska gospodarka stabilnie się rozwija, co sprawia, że zmniejsza się odsetek osób, które postrzegają korupcję jako poważny problem biznesowy – tłumaczy Mariusz Witalis.

Etyczne wybory

Co siódmy respondent w Polsce (14%) zaksięgowałoby przychody wcześniej, żeby osiągnąć zakładane cele biznesowe, a 9% przekazałoby fałszywe informacje zarządowi, by zapewnić sobie awans lub podwyżkę. Ogółem, co czwarty ankietowany w tej sytuacji mógłby zachować się nieetycznie.

Z drugiej strony przyjęte w firmach standardy etyczne mają znaczenie dla pracowników w Polsce. W wątpliwej moralnie sytuacji, łącznie ponad połowa z nich zrezygnowałaby (13%) lub rozważała odejście (48%) z pracy.

Pokolenie Y

Zdecydowanie najbardziej skłonne „przymykać oko” na działania nieetyczne mające na celu poprawę sytuacji firmy lub zapewnienie sobie awansu jest pokolenie Y (25-34 lata). Aż jeden na czterech ankietowanych w tym wieku mógłby usprawiedliwić wręczenie gotówki, gdy na szali byłby wynik firmy. Dla porównania takiej odpowiedzi udzielił zaledwie 1 na 10 badanych powyżej 45. roku życia. Pokolenie Y także zdecydowanie częściej niż inne generacje posądziłoby swoich kolegów z pracy o nieetyczne postępowanie w celu osiągnięcia korzyści. Ponadto, 2/3 ankietowanych bez trudu uwierzyłoby, że zarząd podjął działania niezgodne ze standardami moralnymi dla dobra firmy.

Ludzki instynkt czy logika maszyn

Istnieje wiele narzędzi walki z korupcją i nadużyciami, choć pracownicy niekoniecznie chcą być przedmiotem wyrafinowanych kontroli. Ankietowani w Polsce są najbardziej skłonni poddać się sprawdzeniu swoich danych w Krajowym Rejestrze Karnym (43%) oraz weryfikacji komunikatów z systemów bezpieczeństwa (34%). Natomiast tylko 10% wyraziłoby zgodę na monitorowanie ich profilów w mediach społecznościowych. Ponad połowa badanych uważa monitorowanie przez pracodawcę rozmów telefonicznych, maili, komunikatorów i mediów społecznościowych za naruszenie prywatności. – Obecnie możemy wykorzystywać szerokie spektrum rozwiązań w walce z korupcją i nadużyciami. Z jednej strony mamy nowe technologie, które pozwalają na sprawdzanie pracowników i podejmowanych przez nich działań za pośrednictwem różnych systemów. Z drugiej mamy czynnik ludzki, czyli sygnalistów, którzy mogą zgłaszać nieprawidłowości. W Polsce to ostatnie źródło wiedzy o nadużyciach wykorzystywane jest wciąż relatywnie rzadko, choć powoli za sprawą regulatorów to się zmienia. Przykładowo, 1 maja wchodzi w życie rozporządzenie, nakładające na banki obowiązek wprowadzania systemów zgłaszania naruszeń i ochronę sygnalistów. Kwestia uregulowania statusu sygnalistów pojawiła się również w zapowiedziach legislacyjnych rządu – podsumowuje Mariusz Witalis.

Badanie przeprowadzone było od listopada 2016 do stycznia 2017 w 41 krajach regionu Europy, Bliskiego Wschodu oraz Afryki (EMEIA), w tym z Polski. Wzięło w nim udział ponad 4100 respondentów z kadry zarządzającej i pracowników.

 

Wypowiedź: Mariusz Witalis, partner w Zespole Zarządzania Ryzykiem Nadużyć EY

Zaniepokojenie działaniami rządu wyraża 100 proc. firm z sektora działalność profesjonalna, naukowa i techniczna, ponad 90 proc. z branży informacja i komunikacja oraz 86 proc. firm budowlanych – wynika z badania nastrojów przedsiębiorców zrealizowanego na zlecenie Konfederacji Lewiatan.

Przedsiębiorstwa we wszystkich sektorach polskiej gospodarki odczuwają niepewność związaną z działaniami rządu. Wyraźnie o tym mówi 76 proc. firm. Największe obawy działania rządu budzą jednak wśród firm działających w sektorze działalność profesjonalna, naukowa i techniczna (100 proc.). Trudno się dziwić, bo to w dużej mierze działalność doradcza – prawna, rachunkowo-księgowa, podatkowa, badania rynku. Kto lepiej niż ludzie tam pracujący rozumie możliwe konsekwencje regulacyjnych i pozaregulacyjnych działań rządu dla całego biznesu.

Bardzo silnie zaniepokojone są działaniami rządu także firmy z sektora informacja i komunikacja. To działalność związana m.in. z przetwarzaniem danych, tworzeniem i nadawaniem programów radiowych i telewizyjnych, produkcją filmów, wydawaniem książek, telekomunikacja. Tu niepewność wynika zapewne nie tylko z wprowadzonych już regulacji, ale z planowanych regulacji (chociażby wprowadzenia obowiązku dla dostawców usług telewizji płatnej zbierania od klientów oświadczeń o zarejestrowaniu telewizora oraz przekazania tego oświadczenia Poczcie Polskiej, co umożliwia przedsiębiorstwu państwowemu korzystanie z baz danych innych prywatnych firm). Przede wszystkim jednak obawy budzi ciągłe kontestowanie przez decydentów niezależności informacyjnej podmiotów działających w tym sektorze (nie tylko mediów „tradycyjnych”, ale także tych zbudowanych na bazie nowych technologii).

Te dwa sektory gospodarki to ok. 10 proc. polskiego PKB. Ich obawy wynikające z działań rządu i administracji publicznej, regulacji – tych już wprowadzonych i tych planowanych, mają i będą miały wpływ nie tylko na ich działalność, ale także na aktywność firm z innych sektorów gospodarki. Tym bardziej, że te inne sektory także obawiają się tego, co jeszcze biznes może czekać.

Chociażby firmy budowlane – 86 proc. przedsiębiorców działających w tym sektorze gospodarki odczuwa niepewność związaną z działaniami rządu, a tylko 9 proc. takiej niepewności nie widzi. A budownictwo to w 2015 r. prawie 8 proc. polskiego PKB. A przede wszystkim fundament dużej części inwestycji w gospodarce. W 2016 r. wkład budownictwa w tworzenie wartości dodaje brutto spadł z prawe 8 proc. w latach poprzednich do 6,8 proc.  Trudno się zatem dziwić, że budowlańcy oceniając rząd i administrację publiczną dają im żółtą kartkę za niepewność, którą ich działania tworzą.

Także w handlu hurtowym i detalicznym, który tworzy ok. 18 proc. naszego PKB i w którym pracuje ponad 22 proc. wszystkich zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw poczucie niepewności jest ponadprzeciętne, bowiem 79 proc. przedsiębiorców tam działających tej niepewności się obawia. I także 79 proc. jest przekonana, że w podatkach zbyt wiele zależy od uznaniowych decyzji urzędników.

Tak silnego odczuwania niepewności związanej z działaniami rządu i administracji publicznej nigdy jeszcze nie było. I nie obejmowała ona na raz wszystkich sektorów gospodarki. Trudno w takich warunkach prowadzić normalnie działalność gospodarczą, a przede wszystkim trudno podejmować decyzje inwestycyjne.

Badanie zrealizowała firma SMARTSCOPE w lutym br., na reprezentatywnej grupie 300 małych, średnich i dużych przedsiębiorców, zatrudniających przynajmniej 10 pracowników, metodą CATI.

 

Autor: Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

54 proc. dużych firm i 41 proc. średnich planuje w tym roku wzrost inwestycji. Nieco bardziej ostrożne są małe przedsiębiorstwa – wzrost inwestycji deklaruje  33 proc.  –  wynika z badania nastrojów przedsiębiorców zrealizowanego na zlecenie Konfederacji Lewiatan.

Przedsiębiorstwa zapowiadają też w tym roku zwiększenie zatrudnienia. Jest o tym przekonanych 36 proc. dużych firm, 31 proc. średnich i 24 proc. małych.

21 proc. średnich firm, 14 proc. dużych i 13 proc. małych uważa, że w ciągu ostatniego roku poprawiły się warunki prowadzenia biznesu.

Tylko 18 proc. firm dużych, 19 proc.  średnich i 11 proc. małych uważa, że zapowiadane przez rząd zmiany w prawie pozytywnie wpłyną na ich działalność.

Niewielki jest odsetek firm, które są przekonane, że urzędy państwowe realnie angażują się we wsparcie przedsiębiorstw. W przypadku firm dużych wynosi on 20 proc., średnich 18 proc., a małych 12 proc.

Przedsiębiorcy są dobrego zdania o tym, jak organizacje pracodawców reprezentują ich interesy. Dobrze ocenia ich działalność 48 proc. dużych firm, 39 proc. średnich i 37 proc. małych.

Badanie zrealizowała firma SMARTSCOPE w lutym br., na reprezentatywnej grupie 300 małych, średnich i dużych przedsiębiorców, zatrudniających przynajmniej 10 pracowników, metodą CATI.

Źródło: Konfederacja Lewiatan

W 4. kwartale 2016 r. liczba pracowników najemnych wzrosła o 109 tys. w stosunku do 4. kwartału 2015 r., spadła natomiast – o 63 tys. liczba pracodawców i pracujących na własny rachunek oraz pomagających im członków rodzin – wynika z danych GUS.

W ciągu ostatniego roku (4. kwartał 2016 r. do 4. kwartału 2015 r.) liczba osób zatrudnionych na umowy o pracę (na czas nieokreślony i czas określony) wzrosła o 109 tys., tj. o 0,8 proc. W tym samym czasie liczba pracujących wzrosła jedynie o 0,3 proc.

Taką tendencję – do szybszego wzrostu liczby pracowników zatrudnianych na umowy kodeksowe niż wzrostu liczby osób pracujących widać co najmniej od 2010 r. (uwaga: taki okres przeanalizowałam). W 4. kwartale 2016 r. pracowników zatrudnionych na umowy o pracę było więcej o prawie 1 mln, czyli o ponad 8 proc. niż w 4. kwartale 2010 r. Jednocześnie w ciągu tych 6 lat liczba pracujących wzrosła „jedynie” o 5 proc.

Widać zatem wyraźnie, że przedsiębiorstwa są coraz bardziej nastawione na budowanie trwałych relacji z pracownikami. Potwierdzają to także dane dotyczące zatrudnienia na czas nieokreślony i czas określony. W ciągu ostatnich 6 lat zatrudnienie na czas nieokreślony wzrosło o ponad 9,5 proc., a zatrudnienie na czas określony – o 4,2 proc., czyli w mniejszym stopniu. Przy czym od 2014 r. liczba zatrudnionych na czas określony maleje (spadła o ponad 180 tys.).

Pracowników i związki zawodowe powinna ucieszyć ta tendencja. A ponieważ jest ona efektem decyzji przedsiębiorców, to zapewne także im służy. Oczywiście zmniejsza to elastyczność na rynku pracy, ale widocznie przedsiębiorcy widzą większe ryzyko w braku pracowników niż w obniżeniu elastyczności zatrudnienia.

Dane GUS pozwalają także na obserwację innej tendencji – malejącej liczby pracodawców i pracujących na własny rachunek. W 4. kwartale 2016 r. była ona niższa niż w 4. kwartale 2015 r. o 24 tys., a w stosunku do 2010 r. – o 35 tys. Jednocześnie maleje liczba członków rodzin, którzy pomagają przedsiębiorcom. W tym przypadku spadek jest znaczący, bo w ciągu 6 lat o 166 tys. osób. Łącznie zatem liczba przedsiębiorców i pracujących z nimi członków rodzin spadła w ciągu 6 lat o ponad 200 tys.

Trudno oceniać tę tendencję. Zapewne poprawa sytuacji  w polskiej gospodarce powoduje, że część osób prowadzących samodzielną działalność gospodarczą rezygnuje z niej i znajduje pracę najemną. Podobnie jest z członkami rodzin przedsiębiorców, którzy znajdują płatną pracę u innych przedsiębiorców (praca na rzecz przedsiębiorcy z którym jest się powiązanym rodzinnie jest w przypadku firm osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą pracą bez wynagrodzenia). Jeśli przyczyną tych zmian są atrakcyjne oferty na rynku pracy, które zachęcają przedsiębiorców do decyzji o zmianie „pracy”, to z jednej strony szkoda ich wiedzy i doświadczenia, ale z drugiej strony pozwala to może na wzrost efektywności w naszej gospodarce. Jeśli spadek liczby przedsiębiorców jest efektem ograniczania „sztucznej” przedsiębiorczości wynikającej z konieczności czy chęci ograniczenia kosztów pracy i „wypychania” pracowników do samodzielnej działalności gospodarczej, to taką zmianę należy przyjąć pozytywnie.

Widać wyraźnie, że polski rynek pracy zmienia się. Pytanie jak sobie on poradzi ze zmianami, które wynikają z robotyzacji i cyfryzacji, która coraz bardziej przyspiesza na świecie, pozostaje na razie bez odpowiedzi.

 

Autor: Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek,  główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

Eksperci

Masalski: Play wybiera giełdę w najlepszym możliwym momencie

Play, drugi największy operator komórkowy w Polsce pojawi się wkrótce na warszawskim parkiecie. O po...

Ludwiczak: Nadzieja na wysoki wzrost PKB

Po nieco mniej udanych odczytach makroekonomicznych w kwietniu br., maj przyniósł nadzieję na wysoki...

Glonek: Czy można ogłosić upadłość konsumencką dwa razy?

Jednym ze skutków przeprowadzenia postępowania upadłościowego może być umorzenie zobowiązań upadłego...

Rozbicki: Powrót polskiego żubra – repolonizacja stała się faktem

Siódmego czerwca zakończył się kolejny etap repolonizacji polskiego sektora bankowego. Pekao nie jes...

Gontarek: Będzie trudniej o pracowników sezonowych

Wynagrodzenie w maju br. wzrosło o  5,4% r/r. – podał GUS. Niższy od oczekiwanego wzrost zatrudnieni...

WIADOMOŚCI

Lato sprzyja kredytom?

Coraz lepsze nastroje polskich konsumentów przekładają się na rosnące zapotrzebowanie na kredyty kon...

Dynamika lokalnego PKB

Wrocław, Rzeszów i Lublin to najszybciej rozwijające się miasta na przestrzeni ostatnich lat - wynik...

Najbardziej rzetelni finansowo są…

Spośród wszystkich  polskich województw, to mieszkańcy Podkarpacia są najbardziej rzetelni finansowo...

Dowód osobisty online

Ministerstwa: Cyfryzacji oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji udostępniły drugą wersję zmienioneg...

500 plus do oceny zdolności czynszowej Mieszkania plus

Planujemy włączyć 500 plus do oceny zdolności czynszowej najemców mieszkań realizowanych w ramach pi...