piątek, Grudzień 15, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "przedsiębiorstwa"

przedsiębiorstwa

Nadchodzący rok może okazać się korzystny dla MŚP i dużych przedsiębiorstw, starających się o fundusze unijne – do wydania wciąż pozostaje ponad 54 proc. z puli przeznaczonych środków. W ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój zagospodarowano zaledwie 16 proc. dostępnych środków. Dotychczasowe konkursy charakteryzowały się niskim wskaźnikiem sukcesu. Jakie były najczęstsze przyczyny odrzucania wniosków w POIR i co planuje Ministerstwo Rozwoju, aby zwiększyć skuteczność wnioskodawców i przyspieszyć wydatkowanie?

W ramach unijnej polityki spójności i perspektywy finansowej na lata 2014-2020 Polska otrzymała do wykorzystania 82,5 mld euro. Tymczasem z danych Ministerstwa Rozwoju wynika, że po trzech latach wydatkowania, we wszystkich programach operacyjnych do rozdysponowania pozostaje ponad 54 proc. środków. Od 2014 r. uruchomiono 3,8 tys. konkursów, w których złożono ponad 68 tys. wniosków o dofinansowanie w łącznej wysokości ok. 421 mld zł. Do tej pory podpisano 25 tys. umów na ponad 225 mld zł, a średni poziom dofinansowania wszystkich projektów (realizowanych przez przedsiębiorców i instytucje publiczne) wyniósł 77 proc.

Największym zainteresowaniem wśród przedsiębiorców cieszy się Program Operacyjny Inteligentny Rozwój (POIR), którego celem jest wzrost innowacji i działań badawczych. W ramach POIR wykorzystanie alokacji wzrosło do poziomu 5 903,96 mld zł, co stanowi zaledwie ok. 16 proc. środków dostępnych w programie. Ministerstwo Rozwoju już zapowiedziało liczne uproszczenia proceduralne, zarówno na etapie oceny formalnej, jak i merytorycznej, co powinno przełożyć się na zwiększenie skuteczności wnioskodawców i przyspieszenie wydatkowania z POIR. Z doświadczenia Ayming Polska wynika, że dotychczas na etapie oceny merytorycznej wnioski najczęściej były odrzucane z pięciu powodów.

  1. Rozpoczęcie realizacji projektu przed złożeniem wniosku o dofinansowanie

Najczęstszym błędem popełnianym przez wnioskodawców POIR jest rozpoczęcie realizacji projektu przed złożeniem wniosku o dofinansowanie. Jest nim podpisanie umowy z wykonawcą lub dostawcą (np. maszyn, materiałów), czy dokonanie płatności (nawet w formie zaliczki) na poczet projektu.

Z założenia dotację powinny uzyskać firmy, które nie są w stanie samodzielnie przeprowadzić projektu w kształcie przedstawionym we wniosku. Jeśli więc przedsiębiorstwo rozpoczęło realizację projektu jeszcze przed złożeniem wniosku, jest to sygnał dla instytucji finansującej, że dysponuje ono zapleczem finansowym, a dotacja nie jest niezbędna do realizacji projektu. Przed złożeniem wniosku o dofinansowanie, przedsiębiorstwo potencjalnie może podpisać umowę warunkową zawierającą klauzulę, która zastrzega, że umowa wejdzie w życie dopiero po otrzymaniu przez firmę dofinansowania. Umowy takie nie mogą być wiążące – komentuje Magdalena Burzyńska, Dyrektor Zarządzająca w Ayming Polska.

  1. Brak stabilności finansowej przedsiębiorstwa

Fundusze unijne są przeznaczone dla rozwijających się podmiotów, które potrzebują wsparcia, by przyśpieszać rozwój. Przedsiębiorstwa starające się o dotacje muszą udowodnić, że są w stanie sfinansować tę część projektu, która nie jest objęta dofinansowaniem ze środków UE (minimum 20 proc. kosztów całej inwestycji). W związku z tym, na etapie oceny merytorycznej, weryfikowana jest sytuacja finansowa przedsiębiorstwa w okresie trzech ostatnich lat obrachunkowych. Przed złożeniem aplikacji o dofinansowanie należy przeanalizować, czy firma będzie w stanie ponieść koszty realizacji projektu w czasie jego trwania oraz w okresie trwałości, który wynosi od 3 do 5 lat. Warto także rozważyć złożenie wniosku w konsorcjum – w takim wypadku kluczowe jest prawidłowe sformułowanie zapisów umowy.

  1. Brak weryfikacji poziomu innowacyjności projektu

W przypadku projektów badawczo-rozwojowych zazwyczaj głównym kryterium oceny jest innowacyjność, rozumiana jako stopień zaawansowania technologicznego produktu lub technologii końcowej w projekcie, osiągany na drodze prac badawczo-rozwojowych. Prawidłowe określenie poziomu innowacyjności projektu przysparza firmom wiele trudności i często decyduje o odrzuceniu wniosku o dofinansowanie. Tymczasem poziom innowacyjności projektu najlepiej określić jeszcze przed podjęciem decyzji o złożeniu wniosku, w oparciu o bazy danych, np. patentową. Pozwoli to na uzyskanie informacji, czy rozwiązanie, które ma być wynikiem realizacji projektu, istnieje już na rynku lub ma na nim swój odpowiednik. W zależności od wyniku weryfikacji, kolejnym etapem może być uzyskanie opinii o innowacyjności projektu od wykwalifikowanej jednostki naukowej.

  1. Nieprawidłowe przyporządkowanie kosztów projektu

Dla wielu przedsiębiorstw starających się o dofinansowanie wyzwaniem jest prawidłowe przyporządkowanie kosztów projektu. Dotyczy to w szczególności projektów badawczo-rozwojowych i przypisywania kosztów do poszczególnych etapów prac B+R. W tym wypadku głównym problemem wnioskodawców jest rozróżnienie badań przemysłowych od prac rozwojowych. To istotna kwestia, ponieważ dla różnego rodzaju prac B+R przewidziany jest różny poziom dofinansowania.

Rozwiązaniem jest przyporządkowanie odpowiedniego poziomu TRL (Technology Readiness Level) dla poszczególnych etapów projektu. TRL to dziewięciostopniowa skala określająca poziom gotowości technologicznej danego rozwiązania. Można ją rozumieć jako etap rozwoju projektu badawczo-rozwojowego. Przykładowo, do poziomu TRL 6 występują wyłącznie badania przemysłowe. Najlepiej więc już na początku zdefiniować na jakim poziomie TRL będą kończyć się kolejne etapy projektu i dopiero na tej podstawie kategoryzować koszty – komentuje Beata Maczyszyn, Manager ds. Projektów Inwestycyjnych w Dziale Dotacji i Ulg B+R w Ayming Polska.

  1. Brak odpowiednich zasobów do realizacji projektu

Przedsiębiorstwa starające się o dofinansowanie muszą udowodnić, że posiadają kadrę i zasoby techniczne niezbędne do realizacji projektu. Jeśli w momencie składania wniosku, w przedsiębiorstwie nie ma odpowiednio wykwalifikowanego personelu, firma może wykazać umowy warunkowe podpisane z kadrą, która przystąpi do pracy po otrzymaniu dofinansowania na projekt. W przypadku zasobów technicznych, najlepiej gdy przedsiębiorstwo już fizycznie dysponuje sprzętem niezbędnym do przeprowadzenia projektu. W innym wypadku może starać się o zakup lub wynajem środków trwałych i dofinansować ich amortyzację lub wynajem. Istotne jest, aby określić środki trwałe potrzebne do realizacji projektu i taką informację zawrzeć we wniosku.

Od 2018 r. ułatwienie dla wnioskodawców POIR

We wrześniu, w ramach Ustawy o zasadach realizacji programów w zakresie polityki spójności finansowanych w perspektywie finansowej 2014-2020, Ministerstwo Rozwoju zatwierdziło korzystne dla przedsiębiorstw zmiany w procesie oceny wniosków. Będą one obowiązywać od 2018 r., a w przypadku konkursu 2.1 „Wsparcie inwestycji B+R” już od 20 listopada b.r. Ocena formalna wniosku będzie prostsza i szybsza. Do tej pory uzyskanie pozytywnej oceny formalnej wymagało spełnienia wszystkich kryteriów. Teraz komisja będzie weryfikować, czy wniosek został złożony we właściwym formularzu i terminie, jest wypełniony przynajmniej w dwóch trzecich punktów i posiada niezbędne załączniki. Nowością będzie także możliwość wniesienia poprawek do wniosku na etapie oceny merytorycznej. Wnioskodawca otrzyma od oceniających ekspertów kompleksowy zestaw uwag do wniosku, na podstawie których w ciągu 14 dni będzie mógł zaproponować zmiany w aplikacji o dofinansowanie. Poprawek nie będzie można wprowadzać jedynie w odniesieniu do oceny zdolności finansowej wnioskodawcy i zakwalifikowania projektu jako noszącego znamiona Centrum Badawczo-Rozwojowego. Inną pozytywną zmianą jest dopuszczenie udziału firm doradczych w panelu ekspertów oceniających składane aplikacje. Nowością będzie także wprowadzenie tzw. wizji lokalnej jeszcze przed podpisaniem umowy. Po opublikowaniu listy rankingowej, wnioskodawcy ubiegający się o dotacje dla projektów obarczonych dużym ryzykiem oraz  ci o mniejszej wiarygodności finansowej czy merytorycznej, będą podlegać kontroli ze strony jednostki przyznającej dofinansowanie.

 

Już 20 listopada 2017 r. ruszył prawdopodobnie ostatni nabór do wiodącego konkursu POIR: 2.1 „Wsparcie inwestycji B+R” (kolejny odbędzie się tylko, jeśli pozostaną środki do wykorzystania), a 15 lutego  2018 r. po raz ostatni odbędzie się konkurs w ramach 3.2.2 „Kredyt na innowacje technologiczne”. Teraz, gdy wydatkowanie środków unijnych nabiera rozpędu, szansa na uzyskanie środków jest jeszcze większa – warto więc ją wykorzystać.

 

Źródło; Ayming

Dużo mówi się w ostatnim czasie o stwarzaniu pracownikom możliwości samodzielnego rozporządzania własnym czasem pracy. Według badań to właśnie elastyczność, zaraz po prywatnej opiece medycznej, jest obecnie drugim najważniejszym benefitem, stanowiącym o atrakcyjności oferty pracy. Coraz większa popularnością cieszą się koncepcje aranżacji biur sprzyjające nowym modelom zarządzania w firmach.

Zamykamy się na otwarte przestrzenie

Ładnie zaaranżowany open space, jako odpowiedź na wszystkie potrzeby firmy, niezależnie od charakteru prowadzonej działalności, rodzaju wykonywanych zadań czy indywidualnych cech osobowych pracowników, przestał już być synonimem nowoczesności. Co więcej, jak wskazują ostatnie badania brytyjskich naukowców  z Uniwersytetu Exeter, ulokowanie pracowników w przestrzeniach typu open space, może przynosić firmie poważne straty finansowe, co spowodowane jest trudnościami w zachowaniu koncentracji i tym samym marnotrawieniem czasu.

– Pracodawcy i specjaliści ds. kadrowych zaczęli zauważać, że na naszą codzienną listę obowiązków składają się rozmaite czynności, czasem wykonywane indywidualnie a innym razem zespołowo, wymagające różnego poziomu koncentracji. Tej rewolucji w rozumieniu pojęcia „pracy” przegapić nie można. Nastały czasy pracownika, i teraz to firmy muszą zabiegać o wykwalifikowaną kadrę tworząc swoim zespołom sprzyjające warunki – mówi Marcin Powierza, członek zarządu Forbis Group.

Zespoły do zadań specjalnych

Każde nowe zjawisko rodzi potrzebę wypracowania nowych rozwiązań i tym samym nowych pojęć. Nie inaczej jest w tym przypadku. W odpowiedzi na zmieniające się modele pracy zaczęto tworzyć interdyscyplinarne zespoły złożone ze specjalistów ds. HR, psychologii, biznesu i architektury wnętrz, którzy wypracowują wielopłaszczyznowe rozwiązania z zakresu tak zwanego „workplace consulting”.  Ich zadaniem jest dogłębna analiza potrzeb konkretnej organizacji i wypracowanie strategii, która pomoże zbudować w danej firmie dobrze funkcjonujący ekosystem. Ma to na celu maksymalne wykorzystanie potencjału zasobów ludzkich, przy jednoczesnym zachowaniu satysfakcji pracowników. W ten sposób powstały nowe koncepcje aranżowania przestrzeni, które cieszą się coraz większą popularnością także wśród polskich pracodawców.

Praca oparta na aktywności

Jedną z takich koncepcji jest „Activity Based Working”. W skrócie polega ona na dostosowaniu rozwiązań projektowych do charakteru zadań, wykonywanych przez pracowników.

Należy pamiętać, że zmiana aranżacji biura nie jest tu celem samym w sobie, ale stanowi narzędzie do przeobrażenia kultury pracy w firmie. Wydzielenie oddzielnych stref np. do pracy w skupieniu, pobudzających kreatywność przestrzeni, sprzyjających zespołowym „burzom mózgu”, czy też sfer relaksu sprzyja indywidualnemu rozwojowi pracowników i pełnemu wykorzystaniu ich potencjału – mówi Marcin Powierza. Jak wskazują badania, w niektórych firmach blisko 50 % czasu pracownik spędza poza swoim przypisanym stanowiskiem pracy.

W takich sytuacjach, warto rozważyć możliwość wprowadzenia tzw. „desk sharingu”.

Nieposiadanie własnego, przypisanego stanowiska pracy z początku budzi obawy, bo jest czymś zupełnie innym od tego, do czego przywykliśmy niemalże od szkolnej ławy. A jednak takie rozwiązanie nie tylko pozwala zoptymalizować przestrzeń biurową, ale także korzystnie wpływa na relacje międzyludzkie, wymianę myśli i budowanie zespołu, w którym każdy ma szansę podjąć interakcję z każdym, nie tylko w obrębie swojego działu, a wyzwolenie z tzw. strefy komfortu, stymuluje nas do działania – mówi ekspert Forbis Group.

Aby jednak nauczyć się czerpać z takiego rozwiązania zalety i nie przestraszyć pracowników, ważny jest dobry plan wdrożenia i wsparcie ze strony kadry zarządzającej.

Wsłuchać się w firmę

Należy pamiętać, że Activity Based Working nie jest uniwersalną receptą, która w przypadku każdego przedsiębiorstwa przełoży się na sukces. Jeżeli zadania wykonywane przez pracowników danej firmy nie są różnorodne, nie wymagają mobilności, a nieposiadanie swojego przypisanego stanowiska pracy to tylko kłopot – nie powinniśmy ślepo podążać za trendami i inwestować w aranżacje przestrzeni, z których nikt nigdy nie skorzysta. Jak podkreślają eksperci, dialog z pracownikami oraz ich obserwacja są kluczem do stworzenia rozwiązań, uszytych na miarę danej organizacji.

Sztuczna inteligencja (AI) jest już dziś częścią rzeczywistości biznesowej, a w najbliższych latach należy spodziewać się, że w znaczącym stopniu będzie decydować o konkurencyjności firm. Aż 37 proc. przedsiębiorstw już w tej chwili wykorzystuje sztuczną inteligencję dzięki dostępnym na rynku rozwiązaniom jak np. CRM. Kolejnych 22 proc. planuje zrobić to w najbliższym czasie.

Przełom w technologii cloud, social media oraz mobile dały klientom dostęp do informacji oraz możliwości wyboru, a także elastyczność większą niż kiedykolwiek wcześniej. W rezultacie ponad połowa konsumentów (58 proc.) przyznaje, że technologia znacząco zmieniła ich oczekiwania wobec tego jak przedsiębiorstwa powinny się z nimi komunikować – 55 proc. z nich liczy na personalizację oferty. Co piąty klient oczekuje, że do 2020 roku, firmy będę wyprzedać jego potrzeby i zgodnie z nimi sugerować odpowiedni produkt. Co więcej, ponad połowa klientów deklaruje, że zmieni markę, jeśli ta nie spełni ich potrzeb.

Big data odpowiedzią na personalizację

Personalizacja nie jest możliwa bez danych dotyczących zachowań i wyborów klientów. Samodzielnie nie da się przeanalizować wszystkich dostępnych danych oraz wyciągnąć na ich podstawie odpowiednich wniosków – szczególnie przy ogromnej liczbie klientów. Według badania Salesforce tylko 12 proc. działów obsługi klienta oraz 18 proc. z działów sprzedaży ocenia swoje umiejętności do gromadzenia wiedzy na temat cyklu życia klienta, jako doskonałe bądź wybitne.

Tutaj z pomocą przychodzi sztuczna inteligencja. Na rynku pojawiają się systemy, które dzięki rozwiązaniom oferującym zaawansowane mechanizmy analityczne, nie tylko podpowiadają określone rozwiązania w oparciu o analizę danych, ale także pokazują prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu przy zastosowaniu zaproponowanych rozwiązań. Przykładem jest np. system Einstein – szuka on wzorców w posiadanych danych oraz rekomenduje kolejne kroki, jakie powinniśmy podjąć – mówi Jan Michalski, Lider Salesforce w Deloitte Digital

Korzyść dla konsumentów

Inteligentna sprzedaż zwiększa wydajność i skraca czas pracy zespołom ds. sprzedaży i obsługi klienta. 80 proc. oddziałów korzystających z metod opartych na AI, przyznaje, że ma ona pozytywny wpływ na produktywność ich przedstawicieli handlowych, a 74 proc. z nich odnotowuje wzrost sprzedaży. Co jednak ważniejsze, sztuczna inteligencja pozwala firmom, budować trwałą i pogłębioną relację z konsumentami. Jest to możliwe, bo systemy oparte o AI mogą czasie rzeczywistym gromadzić informacje o klientach i podejmować z nimi indywidualny dialog – na masową skalę. 83 proc. sprzedawców, którzy korzystają z inteligentnej sprzedaży, odnotowało, iż pozwoliła im ona „zatrzymać klientów”. Natomiast 80 proc. przyznało, że umożliwiło im pielęgnowanie relacji z klientami (również tymi potencjalnymi).

AI zabierze miejsca pracy?

Często się mówi, że sztuczna inteligencja zastąpi pracowników, chociaż już w tym roku Gartner powiedział, że wcale tak nie będzie. Sztuczna inteligencja tak jak maszyny parowe albo Windows spowoduje wybuch kolejnych miejsc pracy i jej nowych rodzajów, o których dzisiaj jeszcze nie wiemy. Na przykład osoby, które będą trenować sztuczną inteligencję albo wymyślać nowe sposoby ich użycia. AI nie zastąpi sprzedawców, a e wspomagać sprzedaż podpowiadając np. jaki następny produkt mogą zaproponować klientowi i jak go przedstawić w sposób bardziej interesujący – mówił w newsrm.tv Jan Michalski.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Prawie 70% polskich przedsiębiorców z sektora MŚP nie otrzymuje płatności za wystawione faktury w terminie. Ponad 13% respondentów 14. fali badania Bibby MSP Index czeka na uregulowanie należności od 3 do 7 miesięcy. Problem tzw. zatorów płatniczych jest szczególnie dotkliwy dla  przedsiębiorców z sektora MŚP – to właśnie z myślą o nich ruszyła kampania „Płacę faktury – jestem gospodarczo odpowiedzialny”.

Jako firma faktoringowa na co dzień widzimy, jak dużym wyzwaniem dla wielu firm jest brak płatności na czas. A jego skalę można porównać do efektu domina – brak płynności finansowej u jednego przedsiębiorcy rzutuje na sytuację finansową współpracujących z nim firm.  „Płacę faktury – jestem gospodarczo odpowiedzialny” to kampania, która ma uświadomić przedsiębiorcom, jak duże znaczenie ma regulowanie swoich zależności w terminie dla całego ekosystemu gospodarczego, w ramach których dana firma funkcjonuje. Celem akcji jest promowanie dobrych praktyk, w tym opłacanie faktur na czas oraz edukacja, jak radzić sobie z brakiem płynności finansowej – komentuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.

Według 14. fali badania Bibby MŚP Index co czwarty mały i średni przedsiębiorcy nie otrzymuje płatności na czas od 2 do 5 razy w miesiącu. W przypadku mikro firm nawet jedna nieopłacana faktura od kluczowego klienta może spowodować problemy z płynnością finansową.

Podmioty gospodarcze tworzą łańcuch wzajemnych zależności. Gdy jedna firma nie otrzyma środków w terminie, nie jest w stanie uregulować swoich płatności wobec partnerów finansowych
i podwykonawców, w konsekwencji powstają zatory płatnicze. Ich skutkiem są nie tylko problemy z regulowaniem własnych zobowiązań, dodatkowe koszty, jakie musi ponosić firma, ale również czynniki niewymierne takie jak czas, zwiększone ryzyko prowadzenia biznesu, ale również ograniczone możliwości rozwoju i nakłady na inwestycję.

– Płynność finansowa jest ważna w przedsiębiorstwach ze wszystkich branż na rynku, ponieważ zapewnia prawidłowe funkcjonowanie. Ważne są działania prewencyjne, jak sprawdzanie wiarygodności kontrahentów, ale również aktywne wychodzenie z tego typu kryzysów przy wsparciu partnera finansowego, jakim jest firma faktoringowa. Jednym z narzędzi umożliwiających faktoring jako regularny przepływ należności jest faktoring. Według Bibby MŚP Index prawie co 10 firma wskazuje jako sposób na zabezpieczenie się przed niewypłacalnymi kontrahentamidodaje Jerzy Dąbrowski.

– Dobre praktyki wszystkich stron zaangażowanych w rynek – przedsiębiorców, instytucji finansowych czy branżowych oraz gospodarcza odpowiedzialność są kluczem do poprawy sytuacji wszystkich firm działających na rynku – komentuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services. W działaniach prowadzonych w ramach kampanii „Płacę Faktury – jestem gospodarczo odpowiedzialny skupiamy się na edukacji przedsiębiorców. Zależy nam na tym, aby wypracowali dobre nawyki biznesowe w interesie nie tylko własnym, ale również innych podmiotów – dodaje Jerzy Dąbrowski.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Wraz z początkiem nowego roku firmy czekają zmiany. Powodem jest prawo unijne, które nakłada obowiązek na część pracodawców raportowania danych niefinansowych. Dotyczy to dużych firm działających na terenie Unii Europejskiej, także z sektora HR. Wśród nich Work Service jest jedyną agencją zatrudnienia w Polsce, która dotychczas stawiała na społeczną odpowiedzialność biznesu. Od dziś jest dostępny nowy raport CSR, w którym Grupa wskazuje na swój wpływ na otoczenie i podejmowane działania, m.in. z zakresu aktywizacji osób długotrwale bezrobotnych i niepełnosprawnych.

Od początku 2017 roku duże firmy będące jednostkami zainteresowania publicznego (JZP), w tym emitenci giełdowi, obejmuje nowy, wymagany przez Unię Europejską, obowiązek informacyjny. Wdrożona przez Parlament Europejski Dyrektywa 2014/95/UE mówiąca o ujawnianiu informacji niefinansowych spowodowała zmiany w ustawie o rachunkowości. Implementacja przepisów unijnych oznacza, że polscy przedsiębiorcy powinni być w trakcie przygotowań do raportowania danych niefinansowych za 2017 rok i ujawnienia ich w pierwszym kwartale 2018 roku.

Nowy obowiązek dotyczy nie tylko największych spółek notowanych na giełdzie. Obejmuje on firmy z kategorii tzw. jednostek zainteresowania publicznego (JZP), które spełniają określone w ustawie o rachunkowości kryteria finansowe oraz wielkości zatrudnienia. Zaliczane są do nich m.in. banki, zakłady ubezpieczeń, krajowe instytucje płatnicze, instytucje pieniądza elektronicznego, fundusze inwestycyjne i emerytalne. Ujawniać informacje niefinansowe będą musiały te podmioty, które mają w raportowanym i poprzednim roku obrotowym średnioroczne zatrudnienie przekraczające 500 osób w przeliczeniu na pełne etaty oraz osiągają wyniki 85 mln zł w przypadku sumy aktywów bilansu na koniec roku obrotowego lub 170 mln zł  w przypadku przychodów netto ze sprzedaży towarów i produktów za rok obrotowy – mówi Ewa Zamościńska, menedżer projektów i konsultant CSR z firmy edukacyjno-doradczej CSRinfo.

Przedsiębiorstwa objęte nowym obowiązkiem powinny raportować informacje o modelu biznesowym, związanych ze swoją działalnością ryzykach z obszarów wskazanych w ustawie, o stosowanych politykach dotyczących tych obszarów oraz wynikach ich wdrażania. Ustawa wymaga także zaraportowania kluczowych niefinansowych wskaźników efektywności związanych z działalnością jednostki. Polityki, efekty ich wdrażania i ryzyka dotyczą zagadnień pracowniczych, społecznych, środowiska naturalnego, poszanowania praw człowieka oraz przeciwdziałania korupcji.

Jeżeli raportująca firma nie wdraża polityk odnoszących do wyżej wymienionych zagadnień, powinna zastosować zasadę „zaraportuj lub wyjaśnij dlaczego tego nie raportujesz”. Wówczas należy przedstawić wyjaśnienie dlaczego pewnych wypracowanych praktyk w firmie nie ma. – Szacuje się, że w Polsce zagadnienia niefinansowe będzie musiało raportować prawie 300 dużych firm. W całej Unii Europejskiej jest ich kilka tysięcy. Jeżeli tak liczne grono znaczących graczy rynkowych – dużych klientów i pracodawców – jest pytane np. o zarządzanie ryzykiem łamania praw człowieka w miejscu pracy i szerzej, w całej strefie wpływu swojej działalności, to może to wpłynąć na tempo włączania tych kwestii w polityki doboru dostawców. Dostawcy B2B mogą się zatem spodziewać większego zainteresowania ich podejściem do kwestii pracowniczych, społecznych czy środowiskowych, nawet  jeżeli oni sami nie są objęci obowiązkiem raportowania – dodaje Ewa Zamościńska.

CSR na rynku agencji zatrudnienia

Z ubiegłorocznego raportu „Społeczna odpowiedzialność biznesu w polskich realiach. Teoria i praktyka” wynika, że na rynku agencji zatrudnienia, obejmującym obecnie ponad 7 tysięcy firm, tylko jedna przygotowuje raport społeczny. Wobec nowych wyzwań formalnych dla wielu podmiotów może to stanowić duże wyzwanie.

Jesteśmy przygotowani na nowe regulacje. Już w 2015 roku podjęliśmy decyzję, że będziemy raportować naszą działalność niefinansową i będziemy się dzielić naszymi doświadczeniami z interesariuszami. Dziś oddajemy nowy dwuletni raport, który przygotowany jest w standardzie GRI G4 – podkreśla Iwona Szmitkowska, Wiceprezes Zarządu Work Service S.A.

Aktywizacja zawodowa dla tysięcy Polaków

W swojej polityce odpowiedzialnego biznesu Grupa Work Service stawia przede wszystkim na wykorzystanie synergii pomiędzy oczekiwaniami otoczenia, a działalnością i kompetencjami. W efekcie realizowanych jest szereg aktywności nastawionych na aktywizację zawodową, edukację rynku i pracowników, a także na działalność charytatywną i społeczną.

Nasza bieżąca działalność ma wyraźny wpływ na życie wielu ludzi. W prowadzonych przez nas projektach aktywizacyjnych wzięło udział 6,5 tys. osób długotrwale bezrobotnych. W wyniku podjętych działań z tej grupy 4 tys. osób podjęło lub wkrótce podejmie pracę. Jednocześnie działamy na rzecz zwiększania zatrudnienia wśród kandydatów z niepełnosprawnością. Z jednej strony pomagamy osobom niepełnosprawnym w znalezieniu satysfakcjonującego zatrudnienia, z drugiej strony edukujemy naszych klientów w zakresie: korzyści płynących z ich zatrudnienia oraz odpowiedniego przystosowania miejsca pracy. Dzięki tym aktywnościom pomagamy znaleźć zatrudnienie dla ponad 500 osób rocznie – podsumowuje Iwona Szmitkowska.

 

Źródło:  Work Service

Odsetek mikro, małych i średnich firm, które deklarują, że do finansowania bieżącej działalności wykorzystują faktoring podwoił się w ciągu zaledwie jednego roku – wynika z badań przeprowadzonych przez Keralla Research na zlecenie NFG SA. Warto też podkreślić, że przedsiębiorstwa z sektora MŚP faktoring wykorzystują nie tylko jako wsparcie codziennej działalności, ale również finansują w ten sposób inwestycje.

Z raportu „Finansowanie działalności przez MŚP w Polsce” przygotowanego na zlecenie NFG SA wynika, że najpopularniejszym sposobem finansowania bieżącej działalności przez mikro, małe i średnie firmy jest kredyt bankowy i limit na koncie firmowym. Z tych rozwiązań korzysta odpowiednio 20,6 oraz 11,4 procent ankietowanych przedsiębiorców. Po faktoring sięga natomiast 5,6 procent badanych firm z sektora MSP.

Dla porównania, z badania przeprowadzonego w sierpniu 2016 roku również przez Keralla Research wynika, że firmy z sektora MŚP poszukując kapitału na wsparcie codziennej działalności najczęściej decydowały się na kredyt obrotowy (27,2%) oraz limit na koncie firmowym (18,2%). Korzystanie z faktoringu deklarowało wówczas zaledwie 2,8% ankietowanych.

– Coraz więcej firm, w tym także tych najmniejszych, zauważa, że kredyt w banku czy limit na koncie to nie są jedyne opcje, jakie mają do dyspozycji. Kierunek zmian jeśli chodzi o finansowanie działalności przez MŚP nie jest więc dużym zaskoczeniem. Zaskakiwać może natomiast skala wzrostu popularności faktoringu. Dwukrotny wzrost zainteresowania tym rozwiązaniem wśród mikro, małych i średnich firm w ciągu zaledwie roku to znakomity rezultat – ocenia Jacek Obłękowski, prezes NFG SA, a wcześniej wieloletni wiceprezes PKO BP.

Jednocześnie warto zauważyć, że w ciągu roku wyraźnie wzrosła liczba firm, które deklarują, iż prowadząc bieżącą działalność nie wspierają się żadnymi zewnętrznymi środkami. Przed rokiem taką odpowiedź zaznaczyła co druga badana firma z sektora MŚP. Obecnie taką deklarację składa siedem z dziesięciu ankietowanych firm. To z jednej strony efekt dobrej koniunktury w polskiej gospodarce, ale również skutek ogólnej niechęci części przedsiębiorców do pożyczania pieniędzy.

Co jednak byłoby w sytuacji pojawienia się konieczności sięgnięcia po zewnętrze środki na bieżące potrzeby? Spośród firm, które obecnie finansują codzienną działalność wyłącznie zyskami, aż 44 proc. zdecydowałoby się wówczas na kredyt w banku, a niemal 18 proc. skorzystałoby z limitu w koncie firmowym. Kolejne odpowiedzi to dotacja (4,8%), faktoring (4%) oraz pożyczka od znajomych bądź rodziny (4%). Co ciekawe, aż 22,5% firm zaznaczyło odpowiedź „nie wiem, trudno powiedzieć”.

– Wśród najmniejszych firm w Polsce wciąż jest wiele takich, które swoją działalność prowadzą i rozwijają wyłącznie przy wykorzystaniu wypracowanych zysków. Często wręcz chronią się przed zewnętrznym finansowaniem. Najlepiej podsumowuje to opinia jednego z przedsiębiorców, który w trakcie badania zadeklarował „jakbym musiał sięgnąć po kredyt, to wolałbym przyjąć więcej zleceń, aby go nie brać” – wyjaśnia Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

Własne środki służą przedsiębiorcom nie tylko do prowadzenia codziennej działalności. Około 2/3 firm z sektora MŚP deklaruje, że wyłącznie z wypracowanych zysków finansuje nawet inwestycje firmy. Te, które wykorzystują zewnętrzne środki, najczęściej stawiają na leasing (21,4% wszystkich ankietowanych firm), kredyt bankowy (20%), faktoring (4%), dotacje (3,8%) oraz pożyczki od innych spółek (1,8%).

– Faktoring, szczególnie ten oferowany przez Internet, to nie tylko opcja na krótkoterminowe problemy z płynnością, kiedy kluczowe dla przedsiębiorcy są jego główne cechy, czyli szybkość pozyskania pieniędzy, minimum formalności i atrakcyjna cena. To również rozwiązanie, które może być wykorzystywane do rozwijania biznesu. Myślę, że liczba firm stosujących je w celach inwestycyjnych będzie w najbliższych latach rosła – uważa Jacek Obłękowski.

Raport „Finansowanie działalności przez MŚP w Polsce” powstał na podstawie badań przeprowadzonych w lipcu i sierpniu 2017 roku na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 500 aktywnych firm zatrudniających 1-9 (mikro), 10-49 (małe) i 50-249 osób (średnie) w proporcjach oddających strukturę krajowego rynku firm segmentu MŚP. Respondentami byli właściciele, współwłaściciele oraz osoby współzarządzające firmami. Powyższa informacja jest pierwszą z cyklu publikacji dotyczącego finansowania działalności przez mikro, małe i średnie firmy w Polsce.

 

Źródło; KRD

Z jednej strony, pojęcie HR Business Partneringu stało się po prostu modne. Z drugiej, pojawiają się głosy, że model ten w wielu polskich firmach się nie sprawdził. Czy można jednak ocenić skuteczność systemu, który w wielu przedsiębiorstwach wprowadzony został jedynie „na papierze”?

Być HR biznes partnerem – to brzmi dumnie. I faktycznie, może być powodem do zawodowej satysfakcji, jeśli menedżer odpowiedzialny za zarządzanie zasobami ludzkimi stał się autentycznym partnerem dla zarządu, a nie jedynie zmienił nazwę stanowiska na swojej wizytówce… Ale po kolei.

Co naprawdę oznacza HR biznes partner?

Model HR Business Partneringu narodził się w USA a największą karierę zrobił w firmach międzynarodowych. Najbardziej znanym entuzjastą i promotorem tego pojęcia był David Ulrich – profesor i autor książek z dziedziny zarządzania zasobami ludzkimi. U podstaw jego idei leży założenie, że działy HR powinny dążyć do jak najściślejszej współpracy z zarządem oraz menedżerami odpowiedzialnymi za pracę poszczególnych jednostek biznesowych, a także zapewnić efektywną obsługę wszystkich procesów związanych z zarządzaniem zasobami ludzkimi.

Najważniejsze wnioski z teorii Ulricha są takie, że współpraca HR biznes partnera z kadrą zarządzającą musi mieć na celu realizację wskaźników biznesowych decydujących o pozycji firmy na rynku. Administrowanie procesami HR powinno natomiast zapewnić optymalizację kosztów związanych z zarządzaniem kadrami. W ujęciu Dave’a Ulricha, HR biznes partner powinien być partnerem strategicznym i agentem zmian, rzecznikiem pracowników, ekspertem oraz animatorem rozwoju kapitału ludzkiego.

– Model ten przywędrował do Polski wraz z zagranicznymi korporacjami lokującymi swoje oddziały w Polsce, a także wraz z menedżerami z międzynarodowym doświadczeniem – mówi Anna Grzywaczyk, dyrektor w firmie doradczej WNCL. – Wysoka efektywność tego rozwiązania spowodowała, że wdrożeniem usług HR biznes partnera coraz częściej zaczęły się interesować także firmy o polskich korzeniach, choć niestety często wprowadzenie tego modelu odbywało się z pominięciem zmian w dotychczasowej strukturze organizacyjnej przedsiębiorstwa. W efekcie, zamiast rewolucji w systemie zarządzania, wprowadzano zmiany kosmetyczne, mające wpływ co najwyżej na wizerunek firmy – podkreśla.

Efekty wypaczenia idei

W praktyce, rozwój HR Business Partneringu w Polsce oddalił się od założeń, na których bazował. Na przykład uczelnie kształcące specjalistów w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi nie poszły za trendem łączenia HR-u z biznesem, w efekcie czego studia zazwyczaj nie przygotowują przyszłych specjalistów do wiązania efektywności HR z wynikami biznesowymi.

Upowszechniło się natomiast samo pojęcie HR biznes partnera. Wiele przedsiębiorstw, redukując etaty, podjęło współpracę z byłym pracownikiem lub nowym menedżerem jako z zewnętrznym specjalistą, pracującym na własny rachunek. A etykietka HR biznes partnera zaczęła oznaczać po prostu „haerowca” z outsourcingu. W ostatnich latach wiele firm zmieniło także nazwy etatów związanych z zarządzaniem ludźmi, korzystając z mody na HR biznes partnera.

Nie trzeba chyba wyjaśniać, że zmiana wizytówki jest łatwiejsza niż wprowadzenie głębokich zmian w strukturze i sposobach zarządzania firmą. Pozorne zmiany są łatwiejsze, wygodniejsze, można je przeprowadzić szybciej i nie trzeba przy tym mierzyć się z nieodzownym zjawiskiem, jakim jest opór pracowników przed poważnymi zmianami.

Jednak w firmach, które dokonały jedynie pozornych zmian, trudno mówić o jakichkolwiek korzyściach z wdrożenia HR Business Partneringu, ponieważ w praktyce model ten w ogóle nie został zastosowany. W efekcie menedżerowie i członkowie zarządów nadal nie liczą się ze zdaniem menedżerów HR-u, a ci drudzy skarżą się na niezrozumienie ze strony zarządu.

– Dzieje się tak trochę na własne życzenie, ponieważ „haerowcy” nie chcą „nauczyć się liczyć”, tzn. nie posługują się wskaźnikami biznesowymi, a tym bardziej finansowymi. A ponieważ nie potrafią operować na liczbach, nie są w stanie rozmawiać z zarządem językiem korzyści, który byłby zrozumiały na najwyższych szczeblach. „Haerowcy” wiedzą oczywiście, że działania HR mają wpływ na wynik firmy, ale uzasadnianie tego własną intuicją nie wystarczy. Jeśli nie będąc autentycznymi HR biznes partnerami, nie umiemy poprzeć naszych argumentów profesjonalnymi wskaźnikami, nie dziwmy się, gdy zarząd nie traktuje nas wystarczająco poważnie – mówi Anna Grzywaczyk.

Dlaczego warto to zmienić?

Wprowadzenie modelu HR Biznes Partneringu, podobnie jak wdrożenie innych poważnych zmian w firmie wymaga czasu, może wiązać się z kosztami i wywoływać lęk przed zmianami. Ostatecznie jednak warto brać pod uwagę korzyści, jakie może przynieść przedsiębiorstwu, tych zaś trudno nie docenić.

– Największa korzyścią z wdrożenia modelu HR Business Partneringu jest lepsze zrozumienie biznesu, które daje przewagę nad konkurencją – wyjaśnia Iwona Wencel, prezes WNCL. – Zarządy doceniają przedstawianie rezultatów miękkich działań HR za pomocą twardych wskaźników. Bliska współpraca partnera z wszystkimi działami w firmie wpływa też na wzrost zaangażowania poszczególnych menedżerów w tworzenie nowych procesów zarządzania zasobami ludzkimi i postrzeganie ich jako istotnych dla całej firmy – dodaje.

Co jednak bardzo ważne z punktu widzenia efektywności i opłacalności całego modelu, HR biznes partner jest w stanie przygotować dla firmy takie rozwiązania systemowe, które będą miały wpływ nawet na strategię firmy.

– Wysokie kompetencje HR biznes partnera pozwalają mu na wykazanie skuteczności i efektywności pracy za pomocą twardych danych liczbowych oraz wskaźników, które są wykorzystywane przy obliczaniu rentowności oraz mierzeniu efektywności biznesowej przedsiębiorstwa – podkreśla Iwona Wencel.

Dzięki wspólnemu zrozumieniu biznesu, menedżer operacyjny lub zarząd zauważy, jak duże wsparcie zapewnia mu dział HR. To z kolei pomoże nawiązać bliższą współpracę i wspólnie realizować podobnie rozumianą strategię.

Czy więc jest szansa, że model HR Business Partneringu będzie w Polsce stosowany bardziej powszechnie i obejmie zmiany na głębszym poziomie niż dzieje się to obecnie? Są na to szanse, tym bardziej, że przybywa przedsiębiorstw, które decydują się na profesjonalne wdrożenie całego modelu. W dużym stopniu jest to wynikiem potrzeb. Firmy, które chcą być naprawdę konkurencyjne, muszą dążyć do udoskonalania wszystkich swoich procesów biznesowych – a trudno przecież pominąć jeden z najważniejszych kapitałów, jakim dysponuje przedsiębiorstwo: kapitał ludzki.

Na każde 5 ataków, które zostaną zidentyfikowane jako phishing, przypada 20, które ominęły zabezpieczenia – wynika z danych Ironscale. W 95% przypadków, złodzieje wysyłają indywidualne wiadomości, które do złudzenia przypominają codzienną korespondencję.

Phishing to w głównej mierze próba przejęcia informacji wrażliwych, czyli haseł lub tajemnic handlowych, których posiadanie pozwala m.in. na kradzież pieniędzy. Już teraz niemal 95% prób phishingu jest wysoce celowanych. Złodzieje atakują pojedyncze skrzynki odbiorcze, wcześniej zbierając szczegółowe informacje o właścicielu danego adresu e-mail. I tak w przypadku odbiorców usług takich jak telewizja czy internet, złodzieje wiedzą doskonalone z jakiej firmy korzysta dana osoba i w którym dniu otrzymuje fakturę. Natomiast w przypadku pracowników, przestępcy podszywają się pod zespół komunikacji wewnętrznej czy przełożonego. Co ważne, wiadomości do złudzenia przypominają codzienne e-maile. Złodzieje powielają już nie tylko styl i szablony językowe powszechnie używane w danej branży, lecz także coraz częściej korzystają z rzeczywistych szczegółów wyróżniających daną firmę – kopiują stopki mailowe, logotypy, a także dbają o wiarygodne tematy e-maili, zgodne z profilem działalności firmy. Przestępcy załączają też pliki czy linki chronione hasłem. Tym samym podkreślają ich znaczenie i poufność. Tak podrobione wiadomości rozsyłane są nie tylko wewnątrz przedsiębiorstwa lecz także do aktualnych i potencjalnych partnerów.

– Wykorzystanie wizerunku znanych firm w atakach phishingowych to częsta praktyka. Bez podszycia się pod instytucje wzbudzające zaufanie, ataki tego typu nie byłyby skuteczne. Dlatego tak istotne jest, aby przedsiębiorcy zadbali o własne bezpieczeństwo i wdrożyli odpowiednie zabezpieczenia. Firmy mogą m.in. włączyć funkcję, która spowoduje, że przy każdym e-mailu pojawi się specjalny znaczek uwierzytelniający – mówi Michał Walachowski, dyrektor zarządzający z EmailLabs.

Cyberprzestępcy doskonale wiedzą, iż najsłabszym ogniwem w łańcuchu bezpieczeństwa internetowego jest człowiek. W danej firmie wystarczy kilku nieświadomych zagrożenia pracowników, którzy klikną na zainfekowany link, aby zdobyć dane wrażliwe. Co istotne, wirusy są instalowane na komputerach na długi okres. Jak podaje Ironscale, czas od naruszenia do wykrycia niebezpieczeństwa wynosi średnio 146 dni.

– Newralgicznym punktem dla cyberbezpieczeństwa jest moment podejmowania decyzji przez pracownika czy otworzyć zawartość danego e-maila. Osobę świadomą zagrożenia trudniej będzie oszukać, dlatego tak istotna jest ciągła edukacja w tym zakresie. Nie można jednak pomijać znaczenia odpowiednich rozwiązań systemowych. To właśnie one są w stanie ochronić najważniejsze dane przed wyciekiem. Trzymając kluczowe informacje w chmurze możemy spać spokojnie, bo skompresowane i zaszyfrowane kopie dokumentów, umieszczane są w różnych lokalizacjach geograficznych. Dzięki temu są bezpieczne. Warto też oczywiście regularnie aktualizować oprogramowanie – podsumowuje Jakub Hryciuk, dyrektor zarządzający Onex Group.

Wypowiedź: Rafał Suchożebrski, dyrektor sprzedaży Onex Group.

Bieżący rok w branży budowlanej to prawdziwa huśtawka nastrojów. W styczniu rynek zmroziły fatalne dane za 2016 rok z dużym spadkami wartości produkcji budowlanej i ogólną wartością najniższą od dziewięciu lat. W lipcu, dla odmiany wzrost produkcji budowlano-montażowej, rok do roku, wyniósł niemal 20 proc. Paliwo do takich wyników dały inwestycje samorządowe i ożywienie na rynku dużych inwestycji infrastrukturalnych. Fachowcy, którzy wieszczyli, że szykuje się trwała poprawa sytuacji w budowlance i dobra koniunktura na kilka lat musieli zweryfikować prognozy, bo opublikowane aktualnie dane dotyczące zadłużenia branży podnoszą temperaturę wczesną jesienią. Zaległości branży wobec instytucji finansowych wynoszą już 4,06 mld zł, a w pierwszym półroczu tego roku zwiększyły się o 259 mln zł czyli 6,8 proc.* Chodzi tu m.in. o niespłacone w terminie kredyty oraz zobowiązania za usługi czy zakupiony towar, dla których opóźnienie wynosiło minimum 60 dni, na kwotę co najmniej 500 zł.

W opublikowanych danych zwraca uwagę też fakt, że zadłużonych jest aż ponad 25 tys. podmiotów budowlanych funkcjonujących jako działalność gospodarcza. Choć to nieco mniej niż w poprzednim okresie liczba i tak robi wrażenie. To właśnie te, średniej wielkości lub małe przedsiębiorstwa mają największy problem z płynnością i pozyskiwaniem kapitału na rozwój i inwestycje.

…i na czarnej liście w bankach.

Huśtawka nastrojów, w nie mniejszym stopniu niż złe dane, ogranicza zaufanie instytucji finansowych do branży budowlanej. Nic dziwnego, bo budowlanka od dłuższego czasu znajduje się na czarnej liście ryzykownych działalności w bankach. Udzielanie im kredytów uważane jest za obarczone dużym ryzykiem.

– Banki solidność branży czy ryzyko związane z kredytowaniem konkretnego przedsiębiorstwa rozpatrują w dłuższej perspektywie czasowej. Niemniej wahania nastrojów w budowlance trwają od dłuższego już czasu, co bardzo utrudnia firmom budowlanym przekonanie banków do udzielenia im finansowania. Łatwiej im przekonać do siebie instytucje, które oceniają aktualnych kontrahentów budowlańców, jak to ma miejsce w faktoringu – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor S.A., firmy zajmującej się finansowaniem przedsiębiorstw.

Obecności budowlanki na nieformalnej czarnej liście trudno się dziwić, skoro dane pokazują, że opóźnione płatności ma na koncie niemal co siódme działające na większą skalę, jako spółka prawa handlowego, przedsiębiorstwo budowlane. Wśród tych firm problemy kontrahentom i bankom sprawia 15 proc.

Według BIG stosunkowo najwięcej niesolidnych płatników znajduje się wśród firm budowlanych zajmujących się robotami inżynieryjnymi, czyli reprezentującymi najmniejszą część produkcji budowlanej (24 proc.).

Lepiej szukać finansowania zanim sytuacja stanie się krytyczna

Nie znaczy to jednak, że budowlańcy są zupełnie bez szans na wsparcie finansowaniem zewnętrznym, muszą go jednak po pierwsze zazwyczaj szukać poza bankami, a po drugie zanim ich długi wzrosną na tyle, aby negatywnie wpłynąć na ocenę zdolności finansowych.

– Większe szanse na pieniądze budowlańcy mają u faktorów, którzy mniej patrzą wstecz, a bardziej do przodu. Przed podjęciem decyzji o finansowaniu analizują to, z kim przedsiębiorca kooperuje, komu wystawia faktury i czy realizowane przez niego zlecenia mają dobre perspektywy. Niemniej także wśród faktorów są firmy mające wykluczenia branżowe, wśród których niemal zawsze jest budowlanka. My takiego ograniczenia nie wprowadziliśmy i choć wymaga to od nas większej ostrożności w ich ocenie, cały czas udzielamy finansowania firmom budowlanym – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor.

Oczywiście sięgając po finansowanie zewnętrzne przedsiębiorca musi sprawdzić i przeanalizować koszty takiej usługi. Pożyczki pozabankowe są dość drogie, natomiast konkurencja na rynku faktoringowym czyni tę usługę coraz bardziej dostępną.

 

 

W 2016 r. o 5 proc. wzrosła liczba mikrofirm. Działalność gospodarczą prowadziło nieco ponad 2 mln przedsiębiorstw zatrudniających  do 9 osób. 

Jak podaje GUS od 2010 r. oznacza to wzrost liczby mikroprzedsiębiorstw aż o 16,8 proc.  Jednocześnie przychody tych firm zwiększyły się o 7,1 proc. r/r (w latach 2010-2016 wzrosły o 37,4 proc.), a liczba pracujących wzrosła o 5,1 proc. r/r (w latach 2010-2016 o 13,7 proc.), tj. o 193,0 tys. osób.

Z raportu wynika, że największy odsetek mikrofirm stanowiły jednostki z sekcji handel i naprawa pojazdów samochodowych (24 proc.) oraz działalność profesjonalna, naukowa i techniczna (13,2 proc.).

Po obserwowanym w latach 2011-2014 zmniejszeniu udziału jednostek budowlanych wśród mikroprzedsiębiorstw, w ostatnich dwóch latach zanotowano wzrost udziału tych podmiotów – w 2015 roku odsetek ten wyniósł 12,3 proc., a w 2016 roku – 12,7 proc.

W 2016 r. przedsiębiorstwa o liczbie pracujących do 9 osób uzyskały 1045,8 mld zł przychodów (co oznacza 7,1 proc. wzrostu w skali roku). Najwyższy udział w przychodach miały przedsiębiorstwa prowadzące działalność handlową i naprawę pojazdów samochodowych (41,3 proc.), przy czym w stosunku do roku 2010 zaobserwowano spadek tego udziału o 3,8 p. proc.

W tym samym okresie zmniejszył się również udział przedsiębiorstw budowlanych w generowaniu przychodów podmiotów najmniejszych – o 1,6 p. proc., do 10,5 proc. w roku 2016.

Przychody w przeliczeniu na jeden podmiot w 2016 r. kształtowały się od 94 tys. zł (w mikroprzedsiębiorstwach prowadzących pozostałą działalność usługową) do 1835,4 tys. zł (w jednostkach z sekcji działalność finansowa i ubezpieczeniowa).

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Brexit nie budzi już takiego strachu. Dla polskich firm nie jest przeszkodą w podbijaniu zagranicznych rynków. Tylko 13 proc. obawia się tendencji protekcjonistycznych na rynkach europejskich, w tym w Wielkiej Brytanii. Ponad 70 proc. nie postrzega tego jako istotne zagrożenie do rozwoju na rynkach zagranicznych. Aż 73% właścicieli firm twierdzi, że działalność zagraniczna jest bardziej rentowna, niż sprzedaż w Polsce – wynika z badania przeprowadzonego przez Fundację Kronenberga przy Citi Handlowy. Jak polskie firmy podbijają zagraniczne rynki, czym różnią się w swoich strategiach ?

– Obserwujemy coraz większe grono mniejszych firm  , które wchodzą na rynki zagraniczne poprzez sprzedaż swoich produktów, czyli eksport. Większa skala działalności  a tym samym większe zasoby finansowe zmieniają formułę ekspansji –  tu dominuje tendencja do inwestowania np. poprzez budowanie własnej sieci dystrybucji, budowę fabryk lub przez akwizycje podmiotów na tamtych rynkach. Szczególnie to zróżnicowanie strategii powiązane z profilem przedsiębiorstwa widać  przy selekcji metod pozyskiwana klientów. Dynamiczny rozwój internetu  dał  mniejszym firmom z branży eCommerce możliwość tańszego i bardziej skutecznego dotarcia do ostatecznego klienta i otworzył przed nimi drzwi do domów zagranicznych konsumentów. Firmy produkcyjne wciąż inwestują głównie w innowacje technologiczne i park maszyn, jeśli chodzi o komunikację, to króluje klasyka, czyli bezpośredni kontakt z  klientem. W segmencie B2B jest to szczególnie istotne, stąd niegasnąca popularność targów i konferencji branżowych  – mówi Sebastian Perczak, dyrektor Biura Klientów Strategicznych w Citi Handlowy.
 
O ile w Polsce jednym z ważniejszych i skuteczniejszych me­chanizmów zaistnienia w świadomości konsumentów jest obecność marki w tradycyjnych mediach, to poza krajem jedynie co trzeci ankietowany (31proc) dostrzega skuteczność takiej strategii. Dla osiągnięcia pożądanych wolumenów sprzedaży ważne jest oswojenie regionalnych nowych mediów, czyli obecność  w lokalnej sieci www.
W budowaniu lojalności prym wiedzie klasyka. Prawie wszystkie badane firmy deklarują, że klientów przy jej marce trzyma klasyczny duet, czyli połączenie wysokiej jakości z atrakcyjną  ceną. Zdecydowanie rzadziej firmy sięgają po nowoczesne narzędzia umożliwiające szczegółową pracę z danymi dotyczącymi klientów jak np. analizy big data – wskazuje je jedynie 35% respondentów, bądź oferowanie programów lojalnościowych poprzez urządzenia mobilne – 28%., co może potwierdzać wciąż sporą lukę edukacyjną na tym polu wśród lokalnego środowiska biznesowego.

Pozytywnym akcentem jest wykorzystanie internetu jako zasobu cennych dla przedsiębiorstwa informacji – dla ponad 83 proc. firm to analiza działań konkurencji w sieci www jest kluczowym narzędziem przy dostosowywaniu oferty sprzedażowej . Ten sposób monitoringu preferują mniejsze przedsiębiorstwa, operujące na jednym, dwóch, maksymalnie trzech rynkach. Im większa skala działania, tym większą rolę odgrywają badania konsumenckie, co ewidentnie wiąże dobór metody z zasobami budżetowymi.  Blisko połowa (46 proc.) firm, które sprzedają w 7 krajach korzysta z badań konsumenckich, względem 27 proc. w grupie działającej w 3 krajach.

– Rejon centralnej i wschodniej Europy nieustannie pozostaje głównym celem ekspansji polskich firm. Nowoczesne kanały dystrybucji i komunikacji poszerzają te horyzonty. Pozwalają przedsiębiorstwom na dotarcie do klientów na innych rynkach. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się rynki azjatyckie, co w kontekście inicjatywy Belt & Road pokazuje, że nasi przedsiębiorcy sprawnie wpisują się w globalne trendy. Dostrzegamy także zainteresowanie regionem Ameryki Północnej i Ameryki Południowej. W tym przypadku częściej mówimy o bezpośrednich inwestycjach, a nie dotarciu do klienta poprzez sprzedaż – dodaje Sebastian Perczak.

To, jak firma sprzedaje ściśle wynika z charakteru jej działalności  – wśród firm produkcyjnych dominuje budowa własnych sieci sprzedażowych (64 proc), a sprzedaż przez internet funkcjonuje u co 3 respondenta. (ok 30 proc). W przypadku firm z branży handlowo-usługowej podejście jest bardziej zróżnicowane, tu proporcje sprzedaży i dystrybucji są na podobnym poziomie, mniej więcej po połowie.

 

Wypowiedź: Sebastian Perczak, dyrektor Biura Klientów Strategicznych w Citi Handlowy.

Przyspieszający proces cyfrowej transformacji sprawia, że firmy praktycznie w każdej branży rokrocznie generują coraz więcej danych. O uzyskaniu przewagi biznesowej decyduje dziś nie tylko zdolność organizacji do zagwarantowania wysokiej dostępności danych ale także do wykorzystania ukrytego w nich potencjału. Dlatego firmy coraz częściej decydują się sięgnąć po bardziej zaawansowane rozwiązania do analizy danych niż arkusz kalkulacyjny. Małe i średnie organizacje mogą skorzystać np. z analityki biznesowej opartej na chmurze. Jakie argumenty skłaniają je do wdrożenia takich rozwiązań?

Big Data, Bug Data – ogrom danych stanowi wyzwanie dla współczesnych firm

Tak jak dotychczas ropa naftowa, tak dziś dane zaczynają stanowić główną siłę napędową światowej gospodarki. Proces cyfryzacji obejmuje już nie tylko najbardziej rozwinięte rynki ale także te wschodzące. Organizacje powszechnie wykorzystujące komputery, aplikacje, a od niedawna także sensory Internetu rzeczy, zainicjowały wzrost ilości danych, jakiego nie obserwowaliśmy nigdy wcześniej. Analitycy IDC przewidują, że do 2025 roku cyfrowy wszechświat osiągnie wielkość 180 zetabajtów (tj. 180 i 21 zer). To oznacza, że przez 10 lat ilość danych wzrośnie ponad 18-krotnie. Skąd takie liczby? Wystarczy wspomnieć, że nowoczesny samochód może mieć kilkadziesiąt sensorów IoT i mikroprocesorów generujących nawet 100 GB danych na godzinę. Z kolei według szefa Intela, tylko jeden autonomiczny pojazd będzie wytwarzać lub zużywać około 4 tysięcy GB w ciągu doby. Danych przybywa w ogromnym tempie a organizacje mają coraz większy problem z wykorzystaniem ich potencjału. Firmy przechowują na serwerach także coraz więcej bezużytecznych, przeterminowanych informacji (tzw. Bug Data), które straciły wartość biznesową. Przewagę konkurencyjną osiągają dziś te przedsiębiorstwa, które potrafią szybko i skutecznie przeanalizować posiadane dane, odrzucić zbędne informacje, a z tych wartościowych wyciągnąć wnioski usprawniające pracę i planowanie działań.

Coraz więcej organizacji używa chmury do usprawnienia analityki biznesowej

Firma analityczna Gartner przewiduje, że do 2020 roku niewykorzystywanie chmury będzie w przedsiębiorstwach zjawiskiem tak rzadkim, jak obecnie brak dostępu do Internetu. W ramach usługowego IT firmy mogą skorzystać z najróżniejszych rozwiązań, począwszy od samej infrastruktury w chmurze aż po rozmaite aplikacje w modelu SaaS. Spośród nich firmy i instytucje coraz częściej wdrażają aplikacje typu BIaaS (Business Intelligence as a service, czyli analityka biznesowa w oparciu o chmurę). Według niedawnego badania firm Vanson Bourne i Barracuda, w regionie EMEA już 51 proc. organizacji korzysta z usług analityki danych w chmurze publicznej. Z kolei raport agencji badawczych BARC i Eckerson mówi, że w ciągu najbliższego roku 78 proc. przedsiębiorstw planuje zwiększyć wykorzystanie chmury do analityki biznesowej i zarządzania danymi. Prognozy MarketsandMarkets mówią, że wartość całego rynku Business Intelligence wzrośnie z 17 mld dol. w 2016 roku do blisko 27 mld dol. w 2021 roku. Co istotne, jednym z głównych bodźców rozwoju tego rynku będzie coraz powszechniejsze wykorzystywanie chmury obliczeniowej oraz rosnąca popularność urządzeń w ramach Internetu rzeczy.

Dzięki chmurze analityka danych wychodzi poza krąg wielkiego biznesu

Do niedawna grupa użytkowników rozwiązań Business Intelligence ograniczała się do największych organizacji, szczególnie tych z sektora bankowego, ubezpieczeniowego czy telekomunikacyjnego. Tylko te największe podmioty stać było na przeprowadzenie skomplikowanych i kosztownych wdrożeń, czasem jedynie pilotażowych. Duże przedsiębiorstwa z tych branż dostrzegały też największe korzyści z inwestycji w systemy BI, ponieważ odkrycie trendów związanych np. z zachowaniami klientów pozwala im optymalizować działania marketingowe i sprzedażowe. Obecnie także średnie i małe firmy mogą, m.in. dzięki aplikacjom BIaaS, przekonać się o atutach analityki biznesowej, a chęć uzyskania przewagi rynkowej sprawia, że tego typu rozwiązania stają się wręcz nieodzowne.

Model cloud pozwala MŚP uniknąć wysokich kosztów wdrożenia analityki biznesowej

Na korzyść sektora MŚP przemawia widoczny w ostatnich latach rozwój narzędzi BI udostępnianych w chmurze. Zazwyczaj są one uproszczone względem tych on-premise dla sektora korporacyjnego, jednak z reguły w pełni zaspokajają potrzeby MŚP. Co najważniejsze, zastępują nieadekwatne już do dzisiejszych realiów biznesowych, a wciąż najbardziej rozpowszechnione narzędzie do analityki w Polsce, czyli arkusze kalkulacyjne. Dla małych i średnich firm częstym wyzwaniem są koszty inwestycyjne nowych projektów, w tym opłaty za licencje. Analityka w chmurze ma tę zaletę, że zakup narzędzia w modelu cloud pozwala uniknąć wysokich kosztów wstępnych, ponieważ firma uiszcza opłatę za usługę w postaci comiesięcznego abonamentu. Raport BARC i Eckerson pokazuje, że mniejsze organizacje są bardziej skłonne wdrażać narzędzia BI lub hurtownie danych w chmurze niż sektor dużych przedsiębiorstw. Jedną z przyczyn takiego trendu jest fakt, że mniejsze firmy z reguły nie mają rozbudowanej infrastruktury IT starszej generacji ani działu IT, który niejednokrotnie spowalnia proces migracji do chmury. To pozwala sektorowi MŚP przeskoczyć bezpośrednio z ery arkusza kalkulacyjnego do zaawansowanego narzędzia analitycznego w chmurze, z pominięciem pośrednich etapów.

Moduły Cloud BI skutecznie wspierają inne narzędzia do zarządzania działalnością firmy

Wiele organizacji korzysta z popularnych narzędzi zarządzania danymi i procesami w firmie. Wśród najbardziej rozpowszechnionych są systemy CRM (zarządzanie relacjami z klientami), ERP (planowanie zasobów przedsiębiorstwa), czy oprogramowanie finansowe. W przypadku specyficznych branż mogą to być też systemy zarządzania magazynem (WMS) lub produkcją (MES). Każde z tych narzędzi spełnia swoją funkcję, jednak dopiero uzupełnienie go modułem analitycznym pozwala wykorzystać pełny potencjał danych, które nieustannie gromadzi i przetwarza dany system. Stąd coraz więcej firm skłania się do zainwestowania w dodatkowy moduł analityczny bazujący na chmurze, szczególnie że zastosowanie modelu usługowego znosi wiele barier związanych z wdrożeniem i uruchomieniem usługi. Przejście od rozwiązań lokalnych do chmurowych sprzyja też rozwojowi analityki mobilnej, gdzie przedsiębiorca może monitorować dane, procesy i trendy za pośrednictwem urządzeń przenośnych.

Analityka w chmurze a kwestia bezpieczeństwa danych

Jednym z czynników spowalniających wykorzystanie chmury w analityce biznesowej, ale też innych obszarach, jest obawa o bezpieczeństwo danych. Wiele polskich firm i instytucji wciąż boi się wyprowadzać dane na zewnątrz – poza swoją organizację, a w przypadku chęci migracji do chmury lub zewnętrznego centrum danych, poza obszar kraju. W Aruba Cloud zauważamy ten problem i między innymi dlatego postanowiliśmy rozszerzyć europejską sieć chmurowych centrów danych o kolejny obiekt, który jeszcze w tym roku zostanie uruchomiony w Polsce. To szczególnie ważne dla tych podmiotów, które chciałby np. ulokować aplikacje do analityki biznesowej w naszej infrastrukturze IaaS, ale zależy im na przechowywaniu danych wyłącznie w Polsce.

Co więcej, praktyka pokazuje, że większość nowoczesnych organizacji wykonuje zdecydowany zwrot ku chmurze m.in. właśnie w celu lepszej ochrony zasobów IT. Niedawne badanie firmy NetApp, technologicznego partnera Aruba Cloud, pokazało, że główną motywacją przedsiębiorstw z regionu EMEA przy wdrażaniu chmury jest chęć zwiększenia poziomu bezpieczeństwa. 60 proc. dyrektorów ds. IT z tego regionu dostrzega możliwość usprawnienia ochrony zasobów informatycznych poprzez wykorzystanie modelu cloud.

Chmura, Cloud BI i perspektywa wejścia w życie RODO

Warto też zwrócić uwagę na to, jakie korzyści oferuje chmura w kontekście RODO, czyli rozporządzenia ogólnego o ochronie danych osobowych (ang. GDPR), które zacznie obowiązywać 25 maja 2018 roku. Jedną z nich jest możliwość przeniesienia części obowiązków i odpowiedzialności na dostawcę usług w modelu IaaS. Sprawdzony usługodawca posiada zarówno certyfikowaną infrastrukturę jak też rygorystyczne procedury, które pozwalają zachować bezpieczeństwo danych i zgodność z wymogami prawa. Warto wspomnieć, że dostawcy usług w chmurze od samego początku śledzili unijną inicjatywę RODO, a niektórzy z nich byli zaangażowani w jej rozwój. Bezpieczeństwo danych powierzonych przez klientów, to absolutny priorytet dla naszej branży. Dlatego Aruba Cloud wspólnie z koalicją ponad 20 dostawców usług infrastruktury chmurowej w Europie (CISPE) wprowadziła kodeks postępowania w dziedzinie ochrony danych. Zgodnie z nim dostawcy usług IaaS nie mogą eksplorować danych ani profilować danych osobowych klientów na potrzeby marketingu, reklamy lub podobnych działań. Nie mogą tego czynić ani na potrzeby własne ani w celu odsprzedaży stronom trzecim. To tylko jedno z wielu obostrzeń, jakie nałożyli na siebie usługodawcy. Istotnym faktem jest to, że kodeks CISPE wyprzedził wprowadzenie RODO i jest on zgodny z wymaganiami określonymi w unijnym rozporządzeniu, które zacznie obowiązywać w 2018 roku.

Autor: Marcin Zmaczyński, dyrektor regionalny Aruba Cloud w Europie Środkowo-Wschodniej

Stopa bezrobocia w sierpniu br. wyniosła 7 proc., wobec 7,1 proc. w lipcu br. – podał GUS.

Dobre dane z rynku pracy potwierdzają informacje, które płyną od pracodawców o coraz większym zapotrzebowaniu na pracowników. O braku kandydatów do pracy mówią głównie firmy z sektora handlowego . Podobne problemy zgłaszają też przedsiębiorstwa produkcyjne, dla których największym wyzwaniem staje się rekrutacja pracowników. Kandydaci albo rezygnują z zatrudnienia w trakcie procesu rekrutacji albo  nie zgłaszają się do pracy, gdyż w międzyczasie znaleźli ciekawszą ofertę.

Nadal pracodawcy zgłaszają niedobór kompetencji u kandydatów, co tłumaczy małą presję na wzrost wynagrodzeń. Przeciętnie w ostatnich miesiącach utrzymywały się one na podobnym poziomie i oscylowały pomiędzy 4.400 – 4.500zł, choć rok do roku wzrosły o 280zł. Potwierdza to gotowość firm do i zwiększenia płac, za którą musi iść wzrost kwalifikacji pracowników. Bez inwestycji w kadry wiele firm nie może rozwijać się na nowych rynkach i inwestować. Rozwiązaniem może być aktywizacja młodych między 20 a 24 rokiem życia, z których prawie 17% nie uczy się ani nie pracuje.

Dlatego dla stabilnego rozwoju polskich firm niezwykle ważne jest odpowiedzialne wydatkowanie środków z Funduszu Pracy. Zgodnie z założeniami na 2018 zmniejszone zostaną, prawie o połowę środki  na Krajowy Fundusz Szkoleniowy. Jest to narzędzie pozwalające sfinansować większość – 80 procent – kosztów kształcenia ustawicznego pracowników, a w przypadku małych firm 100%. Decyzja o zmniejszeniu budżetu KFS- u budzi kontrowersję tym bardziej, że środki często kończą się już w pierwszych dniach naboru. Dlatego zarówno pracodawcy, jak i związki zawodowe krytycznie ocenili ograniczenie wydatków z Funduszu Pracy na inwestycje w szkolenia pracowników.

 

Komentarz  Jakuba Gontarka, eksperta Konfederacji Lewiatan

Jak wynika z badania „Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa o usługach finansowych”, firmy z sektora MŚP nadal najchętniej korzystają z własnych środków do prowadzenia działalności – aż 89 proc. badanych odpowiedziało, że preferuje właśnie taki sposób finansowania przedsiębiorstwa. Nie zawsze jednak jest to możliwe, zwłaszcza jeśli przedsiębiorca planuje większe inwestycje. Wyniki badania wskazują, że właśnie na taki cel najczęściej brane są kredyty w polskich firmach. Obecnie z kredytu inwestycyjnego korzysta 44 proc. średnich i ok. 1/3 mikro i małych przedsiębiorstw. W celu skorzystania z tego sposobu finansowania, należy jednak spełnić szereg wymogów stawianych przez banki, niektóre mogą w znaczny sposób ograniczyć możliwość wzięcia kredytu.

Strata na koniec ubiegłego roku może przekreślić szanse na kredyt

Jednym z dokumentów wymaganych przez banki do wyliczania zdolności kredytowej przedsiębiorcy, jest jego PIT za ubiegły rok. Jeżeli widnieje na nim strata w przychodzie większa niż 5 proc., to należy się liczyć z odmową udzielenia kredytu. Dla banków finansowanie takiego przedsiębiorstwa jest ryzykowne.

Należy jednak pamiętać, że taka strata nie zawsze spowodowana jest złą kondycją przedsiębiorstwa, a poczynionymi przez nie inwestycjami. Jeżeli przedsiębiorca wytłumaczy, że stratę spowodowały zakupy przeznaczone na rozwój firmy, to nadal ma szansę na pozytywne rozpatrzenie wniosku. Każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie, dobrze jednak wiedzieć, jaką politykę na ogół przyjmują konkretne banki lub skorzystać z wiedzy konsultanta finansowego, który podpowie, w jakim banku mamy szansę na kredyt  – mówi Paweł Mazur z ANG Biznes.

Lepiej nie zawieszać działalności

Chwilowe kłopoty firmy często skłaniają przedsiębiorców do zawieszenia działalności. Dzięki temu nie muszą odprowadzać składek do ZUS i mogą przeczekać niekorzystny okres. Robią tak przede wszystkim firmy, które zajmują się działalnością sezonową, które poza kilkoma miesiącami w roku nie odnotowują większych przychodów. Niestety, okazuje się, że zawieszenie działania firmy w okresie krótszym niż 12 miesięcy przez złożeniem wniosku, może zdyskwalifikować przedsiębiorcę w procesie kredytowym. Banki traktują ponowne rozpoczęcie działalności jako nową datę rozpoczęcia jego funkcjonowania na rynku. W związku z tym staż krótszy niż 12 miesięcy jest uważany przez nie za krótki do prawidłowego wyliczenia zdolności kredytowej przedsiębiorstwa.

Zaległości w ZUS i US niemile widziane w banku

Przedsiębiorcy muszą się liczyć z tym, że podczas weryfikacji kredytowej zostanie również sprawdzona ich rzetelność w płaceniu składek do ZUS i Urzędu Skarbowego. Jeżeli z jakiegoś powodu starający się o kredyt zalega z płatnościami, to aby otrzymać kredyt musi je jak najszybciej spłacić lub dogadać się z instytucjami, żeby zgodziły się rozłożyć należność na raty. W przeciwnym razie bank może wydać negatywną decyzję, szczególnie jeśli przedsiębiorca stara się o wyższą kwotę kredytu.

Niektóre branże mają pod górkę

Może się okazać, że starający się o kredyt przedsiębiorca dostanie odmowę już na samym początku procesu. Niektóre branże nie są przez banki w ogóle obsługiwane, np. hazardowa, zbrojeniowa czy finansowa, a niektóre są bardzo dokładnie przez nie weryfikowane.

– Należą do nich między innymi branża budowlana i transportowa – dodaje Paweł Mazur. – Wiele banków bardzo krytycznie podchodzi również do rolników, zwłaszcza tych, którzy prowadzą działy specjalne produkcji rolnej. Może się okazać, że to, co wpiszemy jako główną działalność podczas procesu rejestracji firmy, wpłynie na późniejsze starania o finansowanie w banku. Wybierając zatem kody PKD, sprawdźmy, jak do danej branży podchodzą banki, aby nie przekreślić już na starcie swoich szans na kredyt.

Przedsiębiorcy na ryczałcie mają mniejsze szanse na kredyt

Jednym z podstawowych czynników wpływających na zdolność kredytowych przedsiębiorstwa jest jego sposób rozliczania się z fiskusem. Okazuje się, że najgorzej traktowanym przez banki jest sposób ryczałtowy. Dzieje się tak, ponieważ w przypadku ryczałtu podatek płacony jest od przychodu. Podstawą wyliczania zdolności kredytowej przez banki jest natomiast dochód przedsiębiorstwa. Banki szacują więc dochód firmy jako 20 – 25 proc. przychodu, co oznacza, że aby dostać kredyt, przedsiębiorca musi mieć bardzo wysoki przychód. W innym przypadku nie ma szans na finansowanie. Niektóre banki ze względu na trudności w obliczaniu dochodu, od razu skreślają taką firmę w procesie starania się o kredyt.

61 proc. posiadaczy smartfonów zagląda do swojego urządzenia w 5 minut po przebudzeniu — wynika z badania Deloitte Global Mobile Consumer Survey. Nasze urządzenia mobilne stały się źródłem anonimowych informacji o naszym życiu, zainteresowaniach czy geolokalizacji, a ilość generowanych przez nie danych ma do 2021 roku przekroczyć połowę zettabajta rocznie – twierdzą analitycy z Cisco.  Z badań IAB wynika, że w Polsce aż 79 proc. internautów w wieku 15+ korzysta ze smartfonów. Nie dziwi więc fakt, że marketerzy widzą w nich szansę na dotarcie do precyzyjnie stargowanej grupy docelowej. 

Według badania Kantar Public, w Polsce dostęp do Internetu ma 63 proc. społeczeństwa. To o 15 proc. mniej niż w Czechach i o 18 proc. mniej niż w Niemczech. Z kolei raport McKinsey & Company donosi, że 8 na 10 internautów nad Wisłą jest w posiadaniu smartfona. Urządzenia mobilne zadomowiły się u nas na dobre i wszystko wskazuje na to, że ich popularność będzie nadal rosnąć. O tym, jak ważną rolę odgrywają one w naszym życiu świadczy chociażby fakt, że aż 61 proc. użytkowników smartfonów aktywne korzysta z nich w 5 minut po przebudzeniu, 88 proc. w ciągu 30 minut, a 96 proc. w ciągu godziny — wynika z badania Deloitte Global Mobile Consumer Survey. Z urządzeń mobilnych korzystamy nie tylko do komunikacji z bliskimi, lecz również do obsługi mediów społecznościowych, robienia zdjęć, oglądania filmów czy słuchania muzyki. Niezliczone aplikacje oferują nam szybki dostęp do informacji i szereg funkcjonalności, o których śnili autorzy literatury science fiction 20 wieku. Nic więc dziwnego, że nasza więź z tą technologią — szczególnie widoczna u Millenialsów i pokolenia Z — jest aż tak mocna.

Apetyt na dane

Dane o życiu i zainteresowaniach użytkowników smartfonów to smakowity kąsek, szczególnie jeśli połączy się je z informacjami zebranymi z komputerów stacjonarnych, laptopów oraz z danymi demograficznymi. Gromadzeniem tego typu informacji trudnią się hurtownie danych i firmy zajmujące się analityką Big Data, będącej jedną z najszybciej rozwijających się gałęzi IT. —Wielkie, nieustrukturyzowane zbiory szczegółowych danych o internautach są nieustannie badane przez inteligentne algorytmy platform DMP (Data Management Platform). Data Scientists, czyli badacze danych, czuwają nad całym procesem, tworząc anonimowe profile Internautów i analizując cechy, które udało się wyodrębnić dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji, a dokładnie uczenia maszynowego — tłumaczy Piotr Prajsnar, prezes Cloud Technologies, polskiego lidera Big Data marketingu, do którego należy największa hurtownia danych w Europie. W jej ofercie znajdują się od niedawna także dane mobilne z 30 krajów, w tym 50 mln anonimowych profili polskich internautów korzystających ze smartfonów i tabletów.

Danymi tego typu w szczególności interesują się marketerzy, którzy uzależniają skuteczność reklamy mobilnej od precyzyjnego targowania. Według badania Salesforce, aż 71 proc. z nich uznaje mobile za kluczowy kanał marketingowy. Potwierdza to raport Marketing Land, z którego wynika, że w Stanach Zjednoczonych do roku 2019 aż 71 proc. wydatków na digital dotyczyć będzie reklamy mobilnej. W Europie sytuacja wygląda podobnie. O tym, że firmy coraz chętniej reklamują się na urządzeniach mobilnych informuje Związek Pracodawców Branży Internetowej w badaniu IAB AdEx Benchmark Report (Europe). Dowiadujemy się z niego, że wydatki na reklamę mobilną wzrosły w 2016 r. o 52,9 proc. w porównaniu do 2015 roku, osiągając kwotę 5,4 mld euro. Według analityków, już w najbliższej przyszłości wydatki na kampanie na smartfonach i tabletach mają przewyższyć budżety na reklamę desktopową.

Badania na wyciągnięcie ręki

Jeszcze 15 lat temu, by przeprowadzić badania opinii publicznej firmy musiały słono zapłacić, a cały proces odbywał się według starych, często analogowych metod.  Dziś nawet przedsiębiorstwa z sektora MŚP stać na analitykę Big Data, a rynek narzędzi i usług oferowanych w modelu BDaaS (Big Data as a Service) rośnie w błyskawicznym tempie 31 proc. rdr, by — jak prognozują eksperci z MarketsandMarkets — do 2020 roku osiągnąć wartość ponad 7 mld dolarów. Ogólnodostępność takich rozwiązań to prawdziwy krok milowy w dziedzinie analityki danych. Dostarczają one wartościowych informacji w czasie rzeczywistym, bez potrzeby prowadzenia badań, wypełniania formularzy czy zadawania pytań. Istotny jest również fakt, że ogrom przetwarzanych przez platformy informacji nigdy wcześniej nie podlegał żadnym analizom. Oznacza to, że firmy zyskały wgląd w życie, poglądy, zainteresowania czy nawyki internautów na zupełnie nowym, pogłębionym poziomie. Kluczową rolę odgrywają tu dane z urządzeń mobilnych, trudniejsze do pozyskania niż te, gromadzone za pośrednictwem plików cookies.

Mobile to nowy król

Zainteresowanie danymi generowanymi przez użytkowników smartfonów rośnie w gigantycznym tempie, tak samo jak liczba osób będących w posiadaniu takich telefonów i tabletów. Do roku 2021 na świecie ma być ponad 11,6 miliardów podłączonych do sieci urządzeń mobilnych. Prognoza obejmuje również urządzenia działające w trybie M2M (machine-to-machine) oraz te, korzystające z technologii Internetu Rzeczy. Oznacza to, że już wkrótce ich liczba przekroczy światową populację. Globalny przepływ danych z urządzeń mobilnych ma zwiększyć się siedmiokrotnie, przekraczając 49 eksabajtów miesięcznie i ponad połowę zettabajta rocznie – podaje raport „Cisco Visual Networking Index: Global Mobile Data Traffic Forecast Update, 2016–2021”. Firmy świadome rosnącej roli danych mobilnych chętnie wykorzystują je do skutecznego targetowania reklam i profilowania swoich klientów. Wśród nich przodują te, działające w branży e-commerce. Mobile jest dla nich najszybciej rosnącym kanałem, a już niebawem, za jego pośrednictwem dokonywanych będzie większość transakcji. — Dane ze smartfonów i tabletów dają niespotykany dotychczas wgląd w zachowanie internautów, pomagają zmierzyć poziom ich lojalności względem marki i zbadać nawyki zakupowe. Jeśli zestawimy dane z aplikacji mobilnych i przeglądanych stron internetowych z pozostałymi informacjami dostępnymi w hurtowniach danych, to można uzyskać 360 stopniowy profil klienta i dopasować ofertę do jego indywidualnych potrzeb, zainteresowań i ważnych życiowych wydarzeń. Po raz pierwszy w historii, firmy mają szansę stać się prawdziwymi partnerami konsumentów, doradzając im w prozaicznych czynnościach i zaznaczając odpowiednio swoją obecność, gdy w ich życiu dzieje się coś szczególnego. Marketerzy, korzystający z tej technologii z odpowiednią wrażliwością i wyczuciem mają szansę utworzyć zupełnie nową, niemal intymną więź z klientem — uważa Piotr Prajsnar z Cloud Technologies. Analityka Big Data ma też zastosowanie wśród sprzedawców detalicznych. Korzystając z danych mobilnych można ustalić, jak kształtuje się ruch potencjalnych klientów na wyznaczonym obszarze i na tej podstawie zdecydować, czy jest to dobre miejsce na otwarcie placówki handlowej.

W dobie rozwoju zaawansowanych narzędzi analitycznych prognoza ekspertów z IDC zdaje się być bardziej realna niż kiedykolwiek wcześniej. Uważają oni, że w zmieniającej się gospodarce sukces odniosą te firmy, które nie tylko stworzą skuteczne kanały przepływu cyfrowych informacji, lecz również nauczą się te informacje monetyzować. Wyścig po dane trwa więc w najlepsze, pozostaje jednak pytanie, które przedsiębiorstwa zrobią z nich najlepszy użytek?

 

Źródło: Cloud Technologies

O rozwoju myślą przede wszystkim towarzystwa ubezpieczeniowe, branża IT oraz bankowość i firmy z sektora produkcyjnego – wynika z najnowszego badania firmy rekrutacyjnej Antal wraz firmą doradczą  CBRE. Aż 60% badanych decydentów biznesowych ma w planach inwestycje w kadry.

Jakiego rodzaju inwestycji możemy się spodziewać na polskim rynku? Główne gałęzie inwestycji to nakłady na: technologie, kapitał ludzki, ofertę produktową i usługową oraz rozwój geograficzny. Według raportu „Plany inwestycyjne firm 2017”  – opracowanego  przez Antal i CBRE, we współpracy z Adaptive, APIRE oraz BPCC – przedsiębiorcy planują przeznaczyć najwięcej środków na swoich pracowników.

Nakłady na rozwój kadr, podwyżki i premie, szkolenia, ale też atrakcyjniejszą powierzchnię biurową czy niestandardowe benefity są w planach 60% badanych przedsiębiorstw. „To ważny sygnał dla rynku. Nie tylko pokazuje, że to kompetencje decydują o sukcesie i przewadze konkurencyjnej firm, ale też – że zarządzający mają tego pełną świadomość i będą podejmowali odpowiednie kroki, aby pozyskać i utrzymać w strukturach najlepszych pracowników” – zauważa Artur Skiba, prezes Antal. W ramach szeroko pojętych inwestycji w HR 78% decydentów planuje stworzenie nowych wakatów.  W tym aspekcie do liderów należą branże nowych technologii (IT – 91%, Internet, nowe media, e-commerce – 89%) oraz centra usług wspólnych – 87%.

Ponad połowa badanych decydentów biznesowych (58%) podejmuje kroki w kierunku wzbogacenia oferty o nowe produkty lub usługi. W technologię z kolei planują inwestować przede wszystkim przedsiębiorstwa zajmujące się produkcją przemysłową. „Rola polskiego przemysłu produkcyjnego wobec nasycenia rynku niemieckiego, czeskiego i słowackiego staje się kluczowa w regionie CEE. Zaczynają powstawać u nas centra badawczo-rozwojowe, inwestuje się także w nowoczesne parki maszynowe” – wyjaśnia Roman Zabłocki, menedżer działu Engineering & Operations w Antal.

Tylko 16% firm planuje rozwój geograficzny, jednak to właśnie ten typ inwestycji wzbudza zazwyczaj najwięcej emocji, tak wśród samorządów lokalnych, jak i mieszkańców konkretnych regionów. Powody do radości mają tym razem Warszawa, Wrocław, Poznań oraz Łódź – respondenci badania wskazali jej jako najbardziej atrakcyjne lokalizacje dla rozwoju swoich struktur.

W których miastach firmy najchętniej lokowałyby inwestycje:

Poznanie korporacyjnych planów inwestycyjnych jest ważne dla oceny kondycji ekonomicznej państwa i nastrojów przedsiębiorców” – mówi Daniel Bienias, dyrektor zarządzający CBRE, partnera badawczego Antal. „Inwestorzy tworzą miejsca pracy, edukują pracowników, przynoszą najnowsze trendy, wpływają na rozwój miast, sektorów biznesu i przemysłu, podnoszą konkurencyjność i atrakcyjność ekonomiczną i społeczną kraju” – dodaje. Aby zaprezentować pełny obraz planów inwestycyjnych nie można pominąć żadnego z przedstawionych wyżej elementów. Dlatego autorzy raportu opracowali wskaźnik inwestycji, na który składają się wymienione typy inwestycyjne.

Antal Investment Index, na podstawie stosunku firm do różnych dziedzin inwestycji, pokazuje uśredniony poziom inwestycyjny, na jakim znajdują się poszczególne regiony czy branże. Dzięki uwzględnieniu kluczowych aspektów, jakimi są: nowe technologie, kapitał ludzki, rozwój geograficzny i rozwój produktów i usług, wskaźnik w sposób kompleksowy pozwala ocenić oraz porównać realny potencjał rozwojowy danych regionów czy branż. W tegorocznej, pierwszej edycji raportu AII wyniósł 45%. Najwyższym wskaźnikiem Antal Investment Index, przewyższającym średnią ogólnopolską, cechują się branże: Ubezpieczenia (56%), IT i Telekomunikacja (55%), Bankowość (53%), Produkcja przemysłowa (53%), Internet, nowe media, e-commerce, (53%), FMCG (50%), Handel detaliczny (48%). Badanie przeprowadzono także w sąsiednich krajach Europy Centralnej.

„Antal Investment Index dla Czech wynosi 49%, dla Słowacji 39%, dla Węgier 44%. Pokazuje to, że region Europy Centralnej dynamicznie się rozwija, a Polska ma w tym rozwoju istotne miejsce. Jesteśmy jednym z najbardziej atrakcyjnych rynków w oczach zagranicznych inwestorów. Brexit, poszukiwanie nowych rynków, ekspansja na Wschód – wszystkie te powody wymiernie przekładają się wysoką ocenę Polski w kontekście otwierania nowych oddziałów w oczach inwestorów zagranicznych” – podkreśla Daria Stefańska, menedżer Antal SSC/BPO.

 

Źródło: Antal

 

Dane publikowane na Portalu Statystycznym ZUS pokazują, że w 2016 r. liczba wystawianych w IV kwartale zwolnień lekarskich wzrosła o 24% w porównaniu z okresem lipiec-wrzesień i wyniosła ponad 5,2 mln dokumentów. O 10% zwiększyła się również łączna suma dni absencji chorobowej. Średni czas nieobecności wyniósł z kolei 12 dni. Wśród całkowitej liczby osób przebywających w tym czasie na zwolnieniu lekarskim 55% stanowiły kobiety.

Bezpośredni wpływ na finanse firmy

Absencja chorobowa może mieć znaczący wpływ na funkcjonowanie przedsiębiorstwa. Nie tylko w wymiarze organizacyjnym, ale również kosztowym. Dotyczy to w szczególności przedstawicieli sektora MSP, gdzie nieobecność nawet jednego pracownika może nieść za sobą spore konsekwencje dla firmy. Może zaburzyć pracę całego zespołu oraz spowodować wzrost kosztów wynikających z konieczności zatrudnienia zastępstwa lub przekazania realizacji najpilniejszych zadań podmiotom zewnętrznym. Skala problemu wzrasta równomiernie z zakresem kompetencji i wiedzy specjalistycznej zatrudnionego. Sposobem na zminimalizowanie ilości i długości absencji chorobowej pracowników jest zapewnienie im prywatnej opieki medycznej w postaci, np. grupowej polisy zdrowotnej.

Dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne oferowane przez pracodawców są w znacznej mierze postrzegane jako element budowania wizerunku przyjaznego przedsiębiorstwa. Nie należy jednak zapominać, że zapewnienie pracownikom sprawnej pomocy lekarskiej ma duży wpływ na finanse firmy. Podkreślają to pracownicy działów HR, z którymi mieliśmy okazję rozmawiać. Jednoznacznie wskazywali, że korzystanie z niepublicznej opieki zdrowotnej skraca czas otrzymania pomocy i ma wpływ na krótszą nieobecność pracownika w firmie, co przekłada się na wysokość dodatkowych kosztów. Jedną z przyczyn jest możliwość lepszego dopasowania terminu wizyty do potrzeb pracownika, w szczególności w zakresie wizyt specjalistycznych, na które w ramach NFZ trzeba czekać nawet kilka tygodni, a w ramach ubezpieczenia tylko kilka dni – wskazuje Małgorzata Jackiewicz, Dyrektor Sprzedaży Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia.

Pomocne ubezpieczenie

O rosnącej popularności grupowych ubezpieczeń zdrowotnych świadczą również statystyki prezentowane przez Polską Izbę Ubezpieczeń. Według ostatnich danych z ubezpieczeń zdrowotnych korzysta ponad 2 mln Polaków, przy czym polisami grupowymi objętych jest 77% z nich. W związku z tym sprostanie oczekiwaniom firm i pracowników stanowi istotny element strategii firm ubezpieczeniowych oferujących te produkty. Starają się dostosować ofertę do oczekiwań firm, m.in. poprzez rozwijanie sieci placówek, w których ubezpieczeni mogą skorzystać z pomocy czy narzędzi zdalnych pomagających umówić wizytę.

Przedsiębiorcy, analizując oferty poszczególnych towarzystw ubezpieczeniowych dużo uwagi poświęcają, nie tylko zakresowi konsultacji lekarskich i badań diagnostycznych dostępnych w ramach polisy, ale równie wnikliwie sprawdzają listę placówek, w których pracownicy będą mogli skorzystać z pomocy. Ważnymi dla nich są renoma poszczególnych przychodni, a także ich lokalizacja. Oczekują możliwości skorzystania z najwyższej jakości pomocy w pobliżu siedziby firmy oraz miejsca zamieszkania pracowników – dodaje Małgorzata Jackiewicz z SALTUS Ubezpieczenia.

Wpływ na ocenę jakości usług oferowanych przez ubezpieczyciela ma również sprawny kontakt z rejestracją badań i wizyt lekarskich. Pracownicy oczekują, że konsultanci infolinii będą w stanie doradzić w wyborze odpowiedniego specjalisty oraz placówki. Doceniają również możliwość korzystania z narzędzi zdalnych, jak platforma internetowa czy aplikacja mobilna. Dodatkowym atutem jest możliwość odbycia konsultacji lekarskich bez wychodzenia z domu czy pracy – za pośrednictwem telefonu czy komunikatorów internetowych.

 

Źródło: Brandscope

Rozwój przedsiębiorstwa i rosnąca liczba wystawianych faktur przychodowych oznacza też zwiększone zapotrzebowanie na bieżące środki i gotówkę. Kiedy jej brakuje firma wpada w kłopoty i wstrzymuje inwestycje, a czasem nawet wypłaty, chyba że zna sposoby zamiany należności na gotówkę.

Połowa firm w Polsce otrzymuje zapłatę za towar lub usługi z ponad 60-dniowym opóźnieniem (dokładnie 48 proc. wg badania Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor). Przedsiębiorcy w dodatku nie są nastawieni optymistycznie co do zmiany tej sytuacji w niedalekiej przyszłości.

Dla wielu małych i średnich firm dwa miesiące oczekiwania na własne, zarobione już pieniądze to horyzont czasowy niemożliwy do zaakceptowania. To skłania je do szukania rozwiązań pośrednich. Na szczęście, z roku na rok, dostęp małych i średnich przedsiębiorstw borykających się z brakiem płynności finansowej, do różnych form finansowania jest coraz szerszy, a możliwości coraz większe.

Bank (czasem) pomoże

Sposobów pozyskania gotówki odpowiadającej należnościom na papierze jest kilka. Najlepiej znanym i najszerzej stosowanym jest kredyt na rachunku bieżącym służący do finansowania kapitału obrotowego. Szeroka dostępność usług bankowych i możliwość przebierania w ofertach to plusy takiego rozwiązania, ale są też wady. Taki kredyt jest dość drogi, a trzeba też pamiętać, że zmniejsza zdolność przedsiębiorcy do zaciągania kolejnych zobowiązań. W dodatku nie każda firma kredyt dostanie, dotyczy to szczególnie tych, rozpoczynających swoją biznesową drogę.

Innym rozwiązaniem jest kredyt ratalny, odpowiedni w przypadku inwestycji gwarantującej stabilne wpływy gotówkowe. Chociaż wady są podobne, jak przy większości innych form zaciągania zobowiązania kredytowego w instytucji finansowej, kredytem posiłkuje się ponad połowa  przedsiębiorców.

Gotówka za 3 miesiące… lub jutro

Dla firm, które mają dosyć regularne i przewidywalne spłaty należności oraz solidnych kontrahentów, korzystniejszym rozwiązaniem jest faktoring. To usługa polegająca na wykupie od przedsiębiorstwa przez wyspecjalizowaną instytucję finansową należności z tytułu sprzedaży towarów lub usług. Dzięki temu faktorant (czyli firma) otrzymuje gotówkę na poczet swoich faktur zaraz po ich wystawieniu – zazwyczaj w ciągu doby. Przy faktoringu najważniejszy jest kontrahent, więc to dobre rozwiązanie dla firm, które posiadają już stałych odbiorców (usług bądź produktów), a nie chcą wiązać się kredytami kupieckimi.

– To rozwiązanie pozwala na szybkie odzyskanie gotówki przedsiębiorcy zamrożonej u kontrahenta. Blokowanie jej na 60 czy 90 dni jest dla wielu firm nieakceptowalne ze względu na ryzyko utraty  płynności. Ostatecznie każdy prowadzący działalność gospodarczą sam wie najlepiej, jak najskuteczniej obracać własnymi pieniędzmi, tak aby zapewnić firmie stabilność i zyski. Przy faktoringu przedsiębiorca otrzymuje gotówkę za fakturę z odległym terminem zapłaty i w zasadzie dla niego temat się kończy, gdyż to faktor nadzoruje spłatę i przelew od kontrahenta. Instrumenty, takie jak możliwość kilkukrotnej zmiany wysokości limitu finansowania w trakcie trwania umowy pozwalają na dostosowanie produktu do potrzeb konkretnego klienta i dodatkowo zwiększają komfort – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor S.A.

Dzięki usłudze faktoringu, pieniądze z wystawionych przez firmę faktur z odroczonymi terminami, trafiają na jej konto, nawet w ciągu 24 godzin. Z usług faktorów korzysta już co dziesiąty przedsiębiorca z sektora MŚP, a rynek usług faktoringowych ma duży potencjał i eksperci spodziewają się, że coraz więcej przedsiębiorców będzie się do tej formy finansowania przekonywało.

Dobra koniunktura gospodarcza przyczynia się do wzrostu zainteresowania usługami faktoringowymi, a korzystanie z nich to dla wielu przedsiębiorców to wyraz dalekowzroczności w rozwoju własnego biznesu – ocenia Piotr Gąsiorowski z eFaktor.

Instrumenty pozwalające na zamianę należności na gotówkę są dostępne na rynku, ale mały i średni biznes wpada w spiralę zadłużenia z powodu braku wiedzy na temat finansowania inwestycji. Przedsiębiorca skupiony na zasadniczej części swojego biznesu nie zawsze ma czas i energię, żeby przeanalizować możliwości finansowania. Najważniejsza jest właściwa ocena instrumentu finansowego pod względem zyskowności planowanych inwestycji lub możliwości spłaty rat w późniejszym terminie.

Źródło: Brandscope

W sierpniu wskaźnik PMI Sektora Przemysłowego w strefie euro wzrósł do poziomu 57,4 z 56,6 w lipcu. Natomiast wskaźnik PMI Polskiego Sektora Przemysłowego wzrósł do poziomu 52,5 z 52,3 w lipcu.– podał Markit.

Lipiec i sierpień w polskim sektorze przemysłowym był słabszy niż w 1. połowie 2017 r. Co prawda rosła wielkość produkcji, rosły zamówienia – i z rynku polskiego, i z rynków zewnętrznych. Rosło też zatrudnienie, ale wolniej niż w poprzednich miesiącach. Ale rosły też koszty surowców, aczkolwiek nie powinno to obciążać rentowności firm, bo „producenci przenieśli część obciążeń na klientów, podwyższając ceny wyrobów gotowych”.

Ocena warunków gospodarczych w sektorze przemysłowym nie jest zła, ale daleko nam do pozytywnych ocen menedżerów przemysłu w krajach strefy euro. Tu sierpniowy wskaźnik PMI wzrósł do poziomu 57,4 z 56,6 w lipcu br. Poza Hiszpanią wszystkie badane kraje osiągały kolejne wielomiesięczne szczyty (np. w Austrii PMI osiągnął poziom 61,1, najwyższy od 78 miesięcy, w Niemczech – 59,3, we Włoszech – 56,3). Ocena kondycji polskiego sektora przemysłowego przez naszych menedżerów plasuje się nieco powyżej poziomu Hiszpanii i Grecji, krajów w którym PMI zamyka listę strefy euro (odpowiednio 52,4 i 52,2). Firmy przemysłowe w strefie euro sygnalizują silny wzrost popytu krajowego i bardzo silny wzrost zamówień eksportowych.

Jeśli w krajach strefy euro, gdzie trafia prawie 60 proc. polskiego eksportu, przemysł ma się tak dobrze, to dlaczego oceny warunków gospodarczych w polskim przemyśle są owszem dobre, ale słabsze niż u naszych głównych partnerów biznesowych, i słabsze niż w 1. połowie roku. Część problemu wyjaśnia sierpniowy PMI – „najnowsze dane wykazały wzrost zaległości produkcyjnych (…) jako przyczynę opóźnień w realizacji zamówień firmy podawały braki personelu oraz niewystarczającą podaż surowców”. Co to oznacza? Popyt na rynku polskim i na rynkach zewnętrznych rośnie, ale polskie firmy nie mają zdolności do jego pełnego zaspakajania. Brakuje pracowników, brakuje surowców.

Tym samym stale wraca problem inwestycji. Firmy nie zwiększały w 2016 r. inwestycji. Także w 1. połowie 2017 r. ich inwestycje nie rosły. To wyhamowanie nie było spowodowane złymi prognozami gospodarczymi. Te były dobre, a nawet bardzo dobre. Było ono spowodowane obawami o znaczne zmiany w warunkach gospodarowania, przede wszystkim obawami o wzrost opodatkowania i innych pozapodatkowych obciążeń. Dlatego rosnący popyt krajowy i zagraniczny przedsiębiorcy zaspakajali ekstensywnymi metodami – coraz większym zatrudnieniem i większym wykorzystaniem posiadanych mocy wytwórczych. Ale oba te zasoby się wyczerpują.  Stopa bezrobocia wyniosła w lipcu br. 4,8 proc. (BAEL). Wykorzystanie aparatu wytwórczego w niektórych branżach przekroczyło 80 proc. Bez inwestycji rynek krajowy będzie zaspakajany w coraz większym stopniu przez import, a na rynkach zagranicznych miejsce polskich firm z radością zajmować będą przedsiębiorstwa z innych krajów. A to oznacza, że eksport netto będzie w coraz większym stopniu obniżał wzrost PKB. Tak działo się już w 2. kwartale br., gdy PKB wzrósł o 3,9 proc., ale jego dynamika została pomniejszona o 1,5 punktu procentowego właśnie o eksport netto, bowiem import rósł zdecydowanie szybciej niż eksport.

Mamy coraz poważniejszy problem. Dzisiaj jeszcze przedsiębiorstwa uruchamiają wszystkie możliwe zasoby i starają się ostrożnie inwestować. Ale gospodarce potrzebne są inwestycje na znacznie większą skalę. A te wymagają pracowników, których już właściwie nie ma. Wpadliśmy w ślepą uliczkę, co będziemy coraz lepiej widzieć z każdym kolejnym miesiącem.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Kierowców będą pilnować tzw. inteligentne tachografy. Nowe urządzenia będą wyposażone m.in. w lokalizację GPS, dzięki czemu rejestrowane będzie dokładne położenie pojazdu w momencie rozpoczęcia oraz zakończenia jazdy, a także co 3h jazdy. Ponadto, pojawi się możliwość szybszego i bezprzewodowego odczytu niektórych danych przez służby kontrolne. Od czerwca 2019 r. każdy nowy pojazd wykonujący usługi transportowe na terenie UE będzie musiał być wyposażony w tzw. inteligentny tachograf.

W związku z różnorodnością oraz rosnącą częstotliwością manipulacji stosowanych przez kierowców zawodowych, Komisja Europejska opracowała załącznik IC do Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) Nr 165/2014, który szczegółowo określa budowę i użytkowanie tzw. inteligentnych tachografów. Jak zapowiada organ unijny, proponowane zmiany mają ograniczyć możliwości ingerowania w pracę urządzeń, a jednocześnie zwiększyć wykrywalność manipulacji w czasie kontroli. Obowiązek montowania inteligentnych tachografów we wszystkich nowych pojazdach zostanie wprowadzony od 15 czerwca 2019 r. Jednak firmy transportowe, które w najbliższym czasie planują zmianę bądź zakup nowych samochodów ciężarowych, już teraz powinny szczegółowo zapoznać się z propozycjami Komisji Europejskiej. Znajomość planowanych poprawek do Rozporządzenia 165/2014 może uchronić przedsiębiorstwa przed poniesieniem dodatkowych kosztów, związanych z wymianą tachografów w dopiero co zakupionych pojazdach.

– Zminimalizowanie manipulacji jest jednym z najważniejszych wyzwań, przed którym stoi branża transportowa. Wprowadzenie tachografów cyfrowych w 2006 r. miało zapobiec nielegalnym praktykom. Okazało się jednak, że urządzenia cyfrowe, podobnie jak analogowe, są narażone na zewnętrzną ingerencję. Potwierdzają to dane opublikowane w 2014 r. przez Komisję Europejską, z których wynika, że w co trzecim pojeździe dochodzi do oszustw dotyczących rejestrowania czasu pracy oraz odpoczynku – zauważa Małgorzata Stocerz,  Kierownik ds. Kluczowych Klientów i Obsługi Służb Kontrolnych INELO, która uczestniczy w konsultacjach KE dotyczących załącznika IC.

Lokalizowanie pojazdu

Inteligentne tachografy mają być następnym krokiem w walce z manipulacjami. Wszelkie ingerencje w pracę urządzeń nie tylko mają wpływ na branżę przewozów oraz rynkową pozycję uczciwych przewoźników, ale stwarzają także zagrożenie dla bezpieczeństwa innych uczestników ruchu. Dotychczasowe doświadczenie inspekcji i służb kontrolnych pokazało, że w celu zapewnienia skuteczności i sprawności tachografów, należy wprowadzić́ kolejne poprawki do pewnych elementów technicznych i samych procedur kontroli.

– Nowe urządzenia będą wyposażone m.in. w lokalizację GPS, dzięki czemu rejestrowane będzie dokładne położenie pojazdu w momencie rozpoczęcia oraz zakończenia jazdy, a także co 3h jazdy. Ponadto, pojawi się możliwość szybszego i bezprzewodowego odczytu niektórych danych, poprzez wbudowany model Bluetooth. Co więcej, przesyłanie informacji będzie dostępne także poprzez systemy ITS, czyli Inteligentne Systemy Transportowe. Nowoczesne urządzenia są elementem tworzenia bardziej zrównoważonego, bezpiecznego, innowacyjnego i konkurencyjnego europejskiego sektora drogowego  – mówi Małgorzata Stocerz.

Tachografy nowej generacji mają także zwiększyć skuteczność kontroli drogowych. Do dyspozycji inspekcji i służb kontrolnych zostanie oddane narzędzie, które pozwoli na zdalne sprawdzanie kierowców, bez konieczności zatrzymywania pojazdu.

– Poprzez urządzenia stosujące mikrofale, podobne do dzisiejszych systemów poboru opłat, możliwe będzie odczytywanie niezbędnych danych z tachografów, bez konieczności zatrzymywania ciężarówki. Ponadto nowe, inteligentne urządzenia umożliwią inspekcjom sprawdzenie masy całego zespołu pojazdów. Dzięki temu łatwiejsze będzie wykrycie zbyt dużego obciążenia, które w istotny sposób wpływa na stan dróg oraz zagraża bezpieczeństwu w ruchu drogowym. W tachografach zmieni się także struktura zapisywanych danych, a także pojawią się nowe certyfikaty, które tym razem będą wydawane na określony czas – 15 lat. Zmusi to firmy transportowe do wymiany tachografów w samochodach ciężarowych właśnie w takim okresie – podsumowuje Małgorzata Stocerz.

Jak wskazuje ekspert, zdalna kontrola nie będzie jednak równoznaczna z nałożeniem mandatu lub grzywny na kierowcę czy przedsiębiorstwo transportowe w momencie wykrycia nieprawidłowości. Na podstawie tak pozyskanych danych, właściwy organ kontrolny będzie mógł efektywniej i bardziej szczegółowo sprawdzić pojazd i dopiero wtedy rozpocząć procedury związane z nałożeniem  odpowiednich kar finansowych.

Wypowiedź: Małgorzata Stocerz, kierownik ds. Kluczowych Klientów i Obsługi Służb Kontrolnych INELO.

Eksperci

Bugaj: Obniżka podatków niekoniecznie korzystna

W minionym miesiącu, a szczególnie w jego drugiej połowie, globalny kapitał zaczął ponownie preferow...

Kowalski: To Rząd a nie ZUS powinien rozwiązać kwestię ozusowania umów zleceń

Ozusowanie umów zleceń zawieranych przed 2016 rokiem pozostaje kwestią sporną pomiędzy przedsiębiorc...

Przasnyski: Zróżnicowane tempo inwestycji w przemyśle

Najnowsze dane GUS dotyczące nakładów i wyników przemysłu po trzech kwartałach 2017 r. dają mocno zr...

Sawicki: Inflacja bazowa obojętna na pędzącą gospodarkę

W listopadzie dynamika inflacji bazowej podniosła się z 0,8 do 0,9 proc. r/r. To wartość minimalnie ...

Lipka: Jak w Polsce marnotrawiony jest kapitał ludzki

Co sprawia, że znakomite wyniki polskiej młodzieży w badaniach kapitału ludzkiego nie przekładają si...

AKTUALNOŚCI

Bruksela zatwierdziła polski program dotyczący energii odnawialnej o wartości 40 mld zł

Na mocy przepisów UE w dziedzinie pomocy państwa Komisja Europejska zatwierdziła polski program doty...

Wirtualne „waluty”, takie jak bitcoin, litecoin czy ether nie są emitowane i gwarantowane p

Czym są wirtualne „waluty" Organizatorzy akcji przypominają, że kryptowaluty nie są ani emitowane, a...

Polskie instytucje finansowe pozytywnie oceniają swój stopień przygotowania do RODO

3 na 4 przedstawicieli polskiego sektora bankowego biorących udział w najnowszym badaniu Linux Polsk...

Trendy sprzedaży w sklepach małoformatowych w listopadzie 2017

Jak wynika z danych CMR, w listopadzie 2017 r. obroty sklepów małoformatowych do 300 m2 były o 9,0% ...

Przełomu w służbie zdrowia raczej nie będzie

Służba zdrowia jest pierwszym najważniejszym zadaniem – stwierdził premier Mateusz Morawiecki w expo...