Home Tagi Wpis otagowany "przedsiębiorstwa"

przedsiębiorstwa

Prowadzenie biznesu wymaga od nas rzetelnej i wnikliwej weryfikacji wszystkich partnerów, z którymi podejmujemy współpracę. Jeżeli sami nie dysponujemy narzędziami do sprawdzania kontrahentów, pomocna okaże się firma scoringowa. Świadomy wybór partnera biznesowego, oparty na komplecie informacji o jego działalności, zminimalizuje ryzyko wystąpienia ewentualnych kłopotów finansowych firmy w przyszłości. Mateusz Panek, ekspert i B2B&Leasing Unit Manager Lindorff SA, radzi na co zwracać uwagę przy wyborze usług scoringowych.

Scoring to metoda weryfikacji kontrahenta przed podpisaniem umowy lub w trakcie jej trwania. Stosuje się ją m. in. do sprawdzenia zdolności kredytowej klienta czy całościowej oceny potencjalnego ryzyka, które może wynikać z podjętej współpracy. W celu uzyskania takich informacji stosuje się badania behawioralne, które weryfikują zachowania finansowe podmiotu, bądź aplikacyjne, w których określane są jego dane majątkowe. Ze względu na wagę uzyskanych informacji, scoring potencjalnych partnerów może okazać się kluczowym elementem zachowania płynności finansowej naszej firmy. W zależności od oczekiwań, profilu działalności przedsiębiorstwa, jak i stopnia zaufania wobec partnera biznesowego, możemy wybrać konkretną, dopasowaną do naszych potrzeb, formę weryfikacji.

Przede wszystkim powinniśmy zastanowić się, jak wnikliwa analiza działalności potencjalnego partnera biznesowego jest nam potrzebna – zaznacza Mateusz Panek, ekspert i B2B&Leasing Unit Manager Lindorff SA. – Możemy zdecydować się na wizję lokalną jawną lub niejawną. W przypadku tej pierwszej kontrahent będzie wiedział, że zbieramy o nim informacje, umożliwi to poznanie większej ilości szczegółów na temat jego działalności. Kolejna pozwala zachować proces weryfikacji w tajemnicy przed drugą stroną – dodaje Mateusz Panek.

Biznesowy detektyw

Niejawna wizja lokalna polega na sprawdzeniu kontrahenta bez jego uczestnictwa i wiedzy. Ta metoda jest skoncentrowana przede wszystkim na potwierdzeniu danych adresowych potencjalnego partnera, głównie lokalizacji prowadzonej przez niego działalności gospodarczej. Dodatkową korzyścią z takiego działania są informacje pozyskane przy okazji przeprowadzania wywiadów terenowych, niezbędnych do realizacji całej procedury.

Informacje zebrane podczas wywiadów środowiskowych są równie ważne, jak oficjalne dane przekazywane za pomocą dokumentów. Niekiedy mogą być nawet dokładniejszą wskazówką dotyczącą kultury prowadzenia biznesu naszego potencjalnego partnera. Dzięki temu możemy dowiedzieć się np. jaką opinią cieszy się dany przedsiębiorca na rynku lokalnym. Dobrze, jeśli firma, z usług której korzystamy, zaprezentuje nam wszystkie zebrane w ten sposób informacje, w postaci przejrzystego raportu – podsumowującego wszystkie konkluzje oraz sugerującego ocenę kontrahenta – komentuje Mateusz Panek.

Karty na stół

Jawna wizja lokalna umożliwia potwierdzenie faktu prowadzenia działalności gospodarczej oraz weryfikację prawidłowości danych przekazanych przez potencjalnych lub obecnych klientów i dostawców. Weryfikacja odbywa się dzięki danym potwierdzonym podczas bezpośredniego spotkania z przedstawicielem firmy. Jawny scoring pomaga również określić, czy zasoby posiadane przez przedsiębiorcę są wystarczające do prowadzenia danego typu działalności.

Na tym etapie narzędzia oraz styl działania, wybierane przez firmę oferującą usługę scoringu, są mocno uzależnione od know-how oraz portfolio firmy. W dużej mierze może potwierdzić to skuteczność analizy podmiotu. Firma wyręczająca nas w weryfikacji przedsiębiorstwa powinna nawiązać kontakt z jego przedstawicielem oraz doprowadzić do realnego spotkania. Podczas takiej „konfrontacji” należy sprawdzić dane dotyczące prowadzonej przez weryfikowanego działalności gospodarczej oraz istnienie sprzętu. Wtedy też należy dostarczyć wszystkie niezbędne do procedury dokumenty. To najlepsza okazja do ustalenia zbieżności dostarczonych nam danych ze stanem faktycznym. Pozwala to również ocenić aktualne miejsce prowadzonej działalności gospodarczej (jakość siedziby, dopasowanie do profilu prowadzonej działalności, wygląd pomieszczeń, wyposażenie, liczba pracowników) oraz pozyskać informacje na temat aktualnej sytuacji podmiotu – podsumowuje Mateusz Panek.

Scoring ma charakter zapobiegawczy i pozwala zminimalizować ryzyko pojawienia się kłopotów z wypłacalnością kontrahenta czy jego szeroko pojętą nierzetelnością (np. brakiem dotrzymywania warunków umowy czy próbami forsowania zobowiązań w niej niezawartych). Większa pewność płynności finansowej pozwoli naszej firmie na szybszy i dynamiczny rozwój. Ponadto reputacja partnera biznesowego wpływa na wizerunek powiązanych z nią firm. Dzięki współpracy z zaufanymi i rzetelnymi podmiotami sami stajemy się bardziej wiarygodni w naszych działaniach.

 

Źródło: Grupa Lindorff

Założenia makroekonomiczne do budżetu na 2018 r. są osiągalne, aczkolwiek obarczone wieloma ryzykami – tak wewnętrznymi, jak i zewnętrznymi. Do prognoz wzrostu PKB, cen, a także dynamiki spożycia indywidualnego i wzrostu importu, trzeba podchodzić ostrożnie – napisała Konfederacja Lewiatan w uwagach do założeń projektu budżetu na 2018 rok.

Przyszły rok będzie, według prognoz Ministerstwa Finansów, kolejnym rokiem wysokiego tempa wzrostu gospodarczego (3,6% w 2017 r. oraz 3,8% w 2018 r.). Przy takim tempie rozwoju powinniśmy założyć znacznie niższy poziom deficytu finansów publicznych niż 3% PKB. W założeniach budżetu państwa na rok 2018 takiej deklaracji nie ma. Tymczasem w Wieloletnim Planie Finansowym Państwa na lata 2017-2020 (WPFP) takie zapisy są: planowany deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych ma wynieść w 2018 r. 2,5% PKB, a sam deficyt budżetowy – 2,2% PKB. Pojawia się więc pytanie, dlaczego takie parametry nie zostały zapisane w budżecie na 2018 r. Wymaga to wyjaśnienia przed przedstawieniem przez rząd we wrześniu br. projektu budżetu państwa na 2018 r. – mówi dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Inwestycje

Zdaniem Konfederacji Lewiatan w założeniach do budżetu na 2018 r. powinna się znaleźć pogłębiona, rzetelna analiza ryzyk związanych z prognozowanym wzrostem inwestycji w 2017 oraz 2018 r. Bez niej wiarygodność założonego wzrostu nakładów brutto na środki trwałe (na poziomie 7,2 % w 2017 r. oraz 7,6% w 2018 r.) będzie niska. Osiągnięcie wzrostu inwestycji w 2017 r. na poziomie 7,2 proc., gdy w 1. kwartale br. inwestycje w dalszym ciągu spadały (o 0,4 proc.  r/r) wymagałoby bardzo silnego ich wzrostu w kolejnych kwartałach, a nic na to nie wskazuje.

Rynek pracy

Konfederacja Lewiatan zwraca uwagę, że poprawa sytuacji na rynku pracy została przedstawiona  tylko z jednego punktu widzenia – gospodarstw domowych i spożycia indywidualnego. Autorzy nie dostrzegają w ogóle problemu braku pracowników i jego wpływu na decyzje rozwojowe, w tym inwestycyjne przedsiębiorstw. Potrzebna jest analiza sytuacji na rynku pracy, w tym po wejściu w życie ustawy obniżającej wiek emerytalny, z punktu widzenia nie tylko wpływu na spożycie indywidualne, ale także z punktu widzenia wpływu na skłonność przedsiębiorstw do inwestowania. Tym bardziej, że inwestycje to tworzenie warunków dla wzrostu gospodarczego w średnim i długim okresie. Konsumpcja to wzrost bieżący.

Konsumpcja

Wzrost konsumpcji prywatnej o 3,5% w 2018 r., który ma być efektem poprawy sytuacji na rynku pracy, wymaga pogłębionej analizy. Autorzy założeń w ogóle nie odnoszą się do możliwego negatywnego wpływu na dynamikę spożycia indywidualnego zmniejszenia się liczby osób aktywnych zawodowo w wyniku obniżenia od października 2017 r. wieku emerytalnego. ZUS szacuje, że prawa do emerytury nabędzie w ten sposób jeszcze w 2017 r. ok. 330 tys. osób. A to oznacza, że dochody tych osób ulegną istotnemu obniżeniu, co nie pozostanie w 2018 r. bez wpływu na skłonność do konsumpcji. Nie ma analizy potencjalnego wpływu obniżenia wieku emerytalnego na konsumpcję prywatną, a jest ona niezbędna. w 2018 r.

Handel zagraniczny

– Konkurencyjność firm działających w Polsce, przede wszystkim firm z kapitałem zagranicznym, które w największym stopniu wpływają na wzrost eksportu, daje podstawy do prognoz wzrostu eksportu na poziomie 7,1% w 2017 r. i 6,4% w 2018 r. Tym bardziej, że sytuacja gospodarcza u głównych partnerów biznesowych w Europie, a także w krajach rozwijających się, poprawia się i jest szansa na utrzymanie wysokiej dynamiki sprzedaży poza granice Polski. Dyskusyjna jest natomiast prognoza wzrostu importu – 7,7% w 2017 r. oraz 6,9% w 2018 r. Rosnący popyt konsumpcyjny (nawet, jeśli wzrost w 2018 r. będzie niższy od zakładanego), przy niedostatecznych inwestycjach, będzie wpływał na silniejszy wzrost importu. A to oznacza, że wpływ eksportu netto na wzrost PKB może być w 2018 r. ujemny. W założeniach do budżetu na 2018 r. nie ma odniesienia się do możliwych konsekwencji dla wzrostu importu utrzymywania się ograniczonej skłonności przedsiębiorstw do inwestowania – dodaje dr Małgorzata Starczewska- Krzysztoszek.

Inflacja

Wątpliwości budzi także założenie dotyczące inflacji na poziomie 2,3% w 2018 r. Obserwacja dotychczasowych trendów w gospodarce światowej nie wskazuje na istotne przyspieszenie wzrostu gospodarczego na świecie, a tym samym
nie należy zakładać istotnego wzrostu cen paliwa i surowców. Nie widać także presji płacowej w polskiej gospodarce – przedsiębiorstwa podnoszą wynagrodzenia nie w wyniku nacisku pracowników, a w wyniku niewystarczającej podaży pracy. Nie jest zatem jasne, jakie czynniki zdecydowały o prognozie inflacji na 2018 r. na poziomie 2,3%.

Konfederacja Lewiatan postuluje zatem o uzupełnienie założeń do budżetu państwa na rok 2018 o analizę ryzyk, które mogą wystąpić w 2018 r. i mieć wpływ na finanse publiczne, w tym na możliwość zrealizowania planowanych wpływów budżetowych (które zostaną przedstawione w projekcie budżetu na 2018 r. we wrześniu br.).

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

 

Z opublikowanego w lipcu badania Związku Banków Polskich (ZBP) wynika, iż kredyt bankowy jest obecnie najbardziej powszechnym źródłem finansowania dla 48 proc. średnich firm (o rocznych obrotach w wysokości od 3,6 mln do 30 mln zł) oraz dla 37 proc. małych przedsiębiorstw (posiadających obroty do 3,6 mln zł). Odnotowano także 2,5- krotny wzrost liczby kredytów inwestycyjnych w stosunku do 2015 roku. Warto jednak zwrócić uwagę na brak dostępności danych dotyczący liczby przedsiębiorstw, która jest zmuszona spłacić swoje kredyty przed terminem lub na nowych, mniej korzystnych warunkach.

Fakt, iż przedsiębiorcy dużo częściej korzystają z kredytów inwestycyjnych to bardzo pozytywny sygnał ożywienia koniunktury. Pamiętajmy jednak, iż firmy korzystające z tego typu inwestowania muszą zakładać, że przez kilka lat w przód będą miały świetną sytuację. Należy mieć na uwadze fakt, iż w każdej umowie kredytowej jest zapis, który mówi, że jeśli sytuacja kredytobiorcy ulegnie pogorszeniu bank może ją wypowiedzieć, a w konsekwencji czego skrócić czas spłaty. Niestety wciąż większość polskich firm nie przykłada uwagi do wizerunku finansowego, narażając się właśnie na takie ryzyko.

Większość obecnie polskich przedsiębiorców (zarówno z sektora MSP jak i dużych firm) nie zarządza prawidłowo swoją zdolnością kredytową – co prowadzi do pogorszenia kondycji finansowej, która staje się w takiej sytuacji wypadkową zupełnie przypadkowych działań oraz uwarunkowań zewnętrznych. Ten trend potwierdzać mogą dane opublikowane w lipcu przez BIG InfoMonitor i BIK z których wnika, iż  zatory płatnicze to jeden z największych problemów polskiej gospodarki. Zaległości rodzimych firm wobec kontrahentów i banków wynoszą już 19 mld zł. Natomiast dane Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, pokazują, iż blisko połowa przedsiębiorców sięgnęłaby po pieniądze z banku jedynie po to, aby rozwiązać kłopoty finansowe.

Nasze obserwacje dowodzą, iż 3 z 5 rodzimych przedsiębiorców o kondycji finansowej swojej firmy dowiaduje się od analityka bankowego podczas wnioskowania o kredyt. Brak informacji o parametrach finansowych przedsiębiorstwa, nie pozwala świadomie zarządzać zdolnością kredytową firmy. Bieżący monitoring daje szansę obrania kierunku w jakim powinny być skoncentrowane działania, dla osiągnięcia pozytywnych wyników.

Z raportu Związku Banków Polskich wynika także, iż zarządzający finansami firm z sektora MSP najczęściej czerpią informacje o produktach i usługach bankowych bezpośrednio od pracowników banków, za pośrednictwem internetowych stron banków, od znajomych, bądź reklam internetowych. Właśnie dlatego dochodzi do zjawiska korzystania z produktów bankowych niedostosowanych do danego etapu rozwoju firmy.

Przykładem może być sytuacja kiedy firmy, które poczyniły duże nakłady inwestycyjne biorą kredyt obrotowy, tylko dlatego, iż jest wygodniejszy i szybciej dostępny z proceduralnego punktu widzenia. Rezultatem jest pogorszona kondycja finansowa firmy oraz problemy z płynnością. W takich przypadku wcześniej powinna zostać przygotowana analiza finansowa sytuacji danego podmiotu. Nie zawsze najprostsze i najwygodniejsze rozwiązania bywają skuteczne.

Autor: Marek Sagan, Główny Ekonomista, Sagan Consulting.

 

Koniunktura gospodarcza w lipcu 2017 r. oceniana jest przez przedsiębiorców pozytywnie. W większości sekcji lepiej niż miesiąc wcześniej, a także lepiej niż w lipcu w latach poprzednich – podał GUS.

Przedsiębiorstwa oceniły koniunkturę gospodarczą w lipcu 2017 r. pozytywnie, podobnie jak w czerwcu. W części sektorów gospodarki sytuacja jest najlepsza od 8-9 lat. Oceny portfela zamówień są pozytywne – nawet w budownictwie, które od wielu miesięcy było w koniunkturalnym dołku. Oceny sytuacji finansowej także (poza budownictwem). Są jednak dwa „ale”.

Pierwsze, to informacja, że wszystkie sektory gospodarki przewidują dalszy wzrost zatrudnienia. Przetwórstwo przemysłowe przewiduje wzrost zatrudnienia większy od planowanego w czerwcu, budownictwo – niewielki, ale wzrost zatrudnienia, handel hurtowy i detaliczny, transport i gospodarka magazynowa – podobnie, hotele i restauracje – mniejszy niż w czerwcu, ale wzrost zatrudnienia, informacja i komunikacja – wzrost zatrudnienia. Jedynie firmy działające na rynku finansowym i ubezpieczeniowym zapowiadają redukcje zatrudnienia. Jednocześnie we wszystkich tych sektorach (poza finansami i ubezpieczeniami) za coraz większą, coraz poważniejszą barierę uznają firmy niedobór pracowników, a w jeszcze większym stopniu niedobór wykwalifikowanych pracowników. W największym stopniu problem niedoboru wykwalifikowanych pracowników odczuwany jest w budownictwie. A przed nami okres rosnących inwestycji infrastrukturalnych finansowanych z funduszy unijnych. Rośnie też budownictwo mieszkaniowe. Firmy budowlane chcąc wykorzystać szanse, które tworzy i będzie tworzył rynek muszą w pierwszej kolejności rozwiązać problem dostępu do pracowników.

Wyraźnie rosną także problemy z zatrudnieniem w przetwórstwie przemysłowym, zakwaterowaniu i gastronomii, a także w transporcie.

Przy bezrobociu rejestrowanym na poziomie 7,2 proc. (czerwiec br.) i bezrobociu wg BAEL na poziomie 4,8 proc. (maj br.) nie ma wielkich „rezerw” pracowników na polskim rynku. Szczególnie trudno liczyć na możliwość znalezienia pracowników wykwalifikowanych. A przed nami jeszcze, od października, ubytek ponad 300 tys. osób z rynku pracy w wyniku obniżenia wieku emerytalnego. Podnoszenie wynagrodzeń nic tu nie pomoże, nie zwiększy bowiem podaży pracy na rynku. Pozostaje zatrudnianie cudzoziemców. I tu pojawia się problem, bowiem przedsiębiorcy coraz częściej i coraz silniej sygnalizują, że proces legalizacji zatrudnienia cudzoziemców wydłuża się i staje się poważna barierą.

Nie ma czasu, administracja lokalna powinna usprawnić i przyspieszyć proces legalizacji zatrudniania cudzoziemców, bo inaczej cała gospodarka będzie mieć problem nie tylko z możliwością zaspakajania rosnącego popytu, ale także z inwestycjami.

I właśnie inwestycje, to drugie „ale”. Bowiem do problemu niestabilności otoczenia prawnego, które nasila się w ostatnim czasie, dochodzi właśnie problem z brakiem pracowników. Przedsiębiorcy gotowi do podjęcia inwestycji wstrzymują się z nimi także w wyniku braku pracowników.

Sami sobie zgotowaliśmy ten los zmniejszając zainteresowanie kobiet pracą (należy przypomnieć, że w 4. kwartale 2016 r. liczba osób pracujących była wyższa w stosunku do 4. kwartału 2015 r. o 45 tys., w tym pracujących mężczyzn było o 51 tys. więcej, ale ubyło 6 tys. kobiet). A teraz już totalnie destrukcyjnie wpłynie na sytuację w całej gospodarce obniżenie wieku emerytalnego. Popyt zaspakajać będzie import, a polskie przedsiębiorstwa będą na to patrzeć z coraz większym niepokojem.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Po dobrych danych makroekonomicznych za maj br. czerwiec przyniósł kolejną falę optymizmu – przynajmniej w perspektywie krótkoterminowej. Wysokie dynamiki wzrostu zanotowano zarówno w produkcji przemysłowej, jak i sprzedaży detalicznej. Tempo wzrostu produkcji budowlano-montażowej sięgnęło dwucyfrowego odczytu. Jeszcze lepsze dane napłynęły z rynku deweloperskiego, gdzie zarówno wzrost mieszkań oddanych do użytku, rozpoczętych budów oraz wydanych pozwoleń odnotowały dwucyfrowe dynamiki wzrostu. Rosnące wynagrodzenie w tempie 6 proc. względem czerwca ubiegłego roku może mieć naszym zdaniem wpływ na podnoszenie cen towarów i usług przez przedsiębiorstwa, co może spowodować wzrost inflacji.

Produkcja przemysłowa (odczyt w cenach stałych niewyrównany sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) w czerwcu 2017 r. wyniosła +4,5 proc. r/r, tj. o 0,7 pkt. proc. powyżej oczekiwań rynkowych. W minionym miesiącu wzrost produkcji odnotowano w 24 z 34 działów przemysłu, z czego największy wzrost miał miejsce w produkcji maszyn i urządzeń (+29,8 proc. r/r), podczas gdy największy spadek odnotowano w produkcji pozostałego sprzętu transportowego (-5,8 proc. r/r) oraz w wydobyciu węgla (-5,8 proc. r/r). Po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych produkcja w minionym miesiącu była o 6,7 proc. wyższa niż przed rokiem.

W maju br. wysokie dynamiki wzrostowe odnotowano także w produkcji budowlano-montażowej. Tempo produkcji (wyrażone w cenach stałych niewyrównane sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) wyniosło 11,6 proc. w skali roku, co było wynikiem istotnie wyższym od oczekiwań rynkowych na poziomie 9,7 proc.. Gdyby wyeliminować wpływ czynników o charakterze sezonowym, to tempo wzrostu produkcji budowlano-montażowej byłoby jeszcze wyższe i wyniosłoby +12,9 proc. w skali roku.

Miniony miesiąc był kolejnym dobrym miesiącem dla budownictwa mieszkaniowego. Oddanych zostało ogółem 14 373 mieszkań (+22,8 proc. r/r), co pozwoliło osiągnąć dodatnią dynamikę przekazanych lokali w okresie styczeń-czerwiec 2017 r. (+6,1 proc. r/r). W czerwcu rozpoczęto budowę 22 364 lokali mieszkalnych (+27,3 proc. r/r), a od początku roku liczba ta wyniosła 106 036 (+22,9 proc. r/r). Wysoka dynamika miała również miejsce w przypadku mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym. W czerwcu wyniosła ona +15,2 proc. r/r (24 028 pozwoleń/zgłoszeń), podczas gdy narastająco była równa +33,2 proc. r/r (130 687).

Czerwcowe dane wyłącznie dla deweloperów mieszkaniowych okazały się jeszcze lepsze niż w przypadku całego rynku. Deweloperzy oddali w czerwcu br. 7 765 mieszkań (+50,9 proc. r/r), podczas gdy od początku roku przekazali 37 423 lokali (+7,6 proc. r/r). Liczba rozpoczętych budów przez deweloperów osiągnęła blisko 30 proc. dynamikę wzrostu w skali roku, co przełożyło się na 11 952 nowych budów. Z kolei w okresie styczeń-maj br. deweloperzy rozpoczęli budowę 53 786 mieszkań, co oznacza 26,1 proc. poprawę r/r. Dynamika liczby wydanych pozwoleń lub dokonanych zgłoszeń w czerwcu wyniosła 24,8 proc. (13 164 pozwoleń/zgłoszeń), podczas gdy narastająco dynamika wyniosła +44,5 proc. r/r (71 198 pozwoleń/zgłoszeń).

W maju br. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, w których liczba pracujących przekracza 9 osób wyniosło 6001,5 tys. osób, co oznacza wzrost o 4,3 proc. w skali roku. Natomiast przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło do 4 508,08 zł miesięcznie, tj. o 6,0 proc. r/r, podczas gdy konsensus rynkowy oczekiwał 5,0 proc. wzrostu.

Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł w czerwcu 2017 r. o 1,5 proc. r/r, wobec oczekiwań rynkowych na poziomie 1,7 proc.. Największy wzrost w skali roku zanotowały ceny żywności (+3,9 proc.), w porównaniu z majem ceny wzrosły o 0,1 proc. Największy spadek w ujęciu r/r odnotowały ceny odzieży i obuwia (-5,4 proc.) pogłębiając spadki cen o kolejny 1 proc. w ujęciu m/m. W porównaniu do poprzedniego miesiąca największy wzrost zaobserwowano na cenach rekreacji i kultury (+1,1 proc.), natomiast największy spadek cen na paliwach (-4,1 proc).

W maju br. odnotowano również wysokie tempo wzrostu sprzedaży detalicznej. Jej dynamika w cenach stałych wyniosła 5,8 proc. r/r. Sprzedaż rosła we wszystkich grupach, natomiast spośród kategorii o znaczącym udziale największy wzrost w skali roku odnotowano w przedsiębiorstwach sprzedających paliwa (+7,0 proc.). Gdyby wziąć pod uwagę sprzedaż detaliczną w cenach bieżących to roczna dynamika za czerwiec 2017 r. wyniosła +6,0 proc., co było wynikiem o 0,9 pkt. proc. niższym od zbyt ambitnych prognoz rynkowych.

 

Autor: Michał Mordel, Analityk, Dom Maklerski Michael/Ström

Największe wyzwania w pracy specjalistów kadrowo-płacowych to rekrutacja odpowiednio wykwalifikowanych kadr. Tak uważa połowa respondentów badania przeprowadzonego przez Sage w Polsce oraz 88% HR-owców w USA i Wielkiej Brytanii . Czy pozyskanie pracownika na polskim rynku będzie coraz trudniejsze?
Zjawisko ma charakter globalny. Umacniający się rynek pracownika i presja płacowa jest wyzwaniem dla 40 proc. badanych. IT wspiera już zarządzanie produkcją, sprzedażą, księgowością, logistyką czy marketingiem. HR to obszar, który wciąż czeka na cyfrową rewolucję.

Nowy pracownik szuka ludzkiej firmy
Młodsze pokolenia obeznane z technologią stają się coraz bardziej wymagające, preferując na przykład elastyczne formy zatrudnienia, czasu i miejsca pracy. Co więcej, osoby wykonujące pracę dla biznesu nie są przywiązane do biurka i etatu. Przewiduje się , że w ciągu najbliższych 25 lat maszyny zastąpią ludzi w wielu dziedzinach – automatyzacja i digitalizacja gospodarki może usunąć z rynku 47 proc. zawodów wykonywanych przez ludzi. Ponad połowa Polaków będzie utrzymywać się z pracy w kilku zawodach, pojawią się nowe profesje z najbardziej wiedzochłonnego obszaru IT oraz analityki. Wysokie, zróżnicowane kompetencje pozostaną w cenie, dlatego starsze pokolenia także będą zwiększać swoje wymagania wobec pracodawców. Wszyscy chcą czerpać z pracy satysfakcję.
Big Shift, czyli czwarta rewolucja przemysłowa, tworzy nowe środowisko dla ludzi i biznesu, w którym mają uzyskać przewagę konkurencyjną. Cyfryzacja procesów kadrowo-płacowych może wesprzeć firmy w pozyskiwaniu i utrzymaniu zasobów ludzkich niezbędnych do realizacji działań przedsiębiorstwa, a więc bytu i rozwoju.

Automatyzacja i projektowanie zadowolenia z pracy
Badania Sage People wskazują, że aż 84 proc. działów kadrowych z USA i Wielkiej Brytanii ma kłopot z rekrutacją talentów, zaś 70 proc. z zatrzymaniem najlepszych pracowników. Ankietowani podkreślają, że 40 proc. swojego czasu przeznaczają na prace administracyjne, czyli wypełnianie tabelek i formularzy.
Jednocześnie aż 87 proc. badanych czuje potrzebę skupienia się na utrzymaniu własnych pracowników. Składa się na to badanie potrzeb, budowanie ścieżek kariery, czyli szukanie i wdrażanie rozwiązań podnoszących poziom zadowolenia ludzi z pracy, tzw. positive work experience. Wprowadzanie automatyzacji procesów kadrowo-płacowych pozwala służbom HR zyskać czas na pracę z człowiekiem i budowanie jego zadowolenia z pracy – w efekcie podnosząc efektywność biznesu. Wyniki badania Sage People pokazują, że 80 proc. najszybciej rozwijających się firm korzysta ze zautomatyzowanych procesów HR.

Nauki społeczne i szkolenia w cenie
Badania polskiego oddziału Sage wskazują, że 77 proc. specjalistów czuje silną potrzebę rozwoju kompetencji i dodatkowe środki finansowe przeznaczyłaby na rozwój osobisty oraz szkolenia. Wynika to z rosnących oczekiwań wobec zawodu oraz bardzo zmiennego środowiska prawnego i rynku pracy, które zwiększają ilość pracy. Przedsiębiorcy stawiający na rozwój swoich działów HR, w tym szkolenia w obszarze nauk społecznych, jak psychologia biznesu, czy socjologia wygrywają rywalizacjęo nowego pracownika, do którego trzeba mieć wielowymiarowe podejście.

Rozwiązania on-demand
Polscy specjaliści ds. kadr i płac są zapracowani, potrzebują wsparcia. Niemal 1/3 z badanych przeznaczyłoby dodatkowe środki na nowe etaty w dziale zaś 38 proc, na dodatkowe lub nowe oprogramowanie. Rozwiązania chmurowe tzw. on-demand poprawiają efektywność pracy na linii kadrowiec – pracownik, a pozyskiwanie danych, ich weryfikacja i aktualizacja mogą przebiegać w dowolnym czasie, z dowolnego miejsca globu. Daje to pracownikom swobodę realizacji zadań w dogodnym dla nich momencie. Biznes ma w czym wybierać.
– Wsparcie w systemach IT obsługujących obszar HR dla przedsiębiorców jest dostępne. Można skorzystać z rozwiązań, które już na etapie rekrutacji sprawdzą kwalifikacje kandydatów. Budują one, wraz z innymi narzędziami, markę pracodawcy i pozytywne warunki pracy i rozwoju tzw. employee experience. Platformy analizują dane pracowników, proponują szkolenia zmniejszając lukę kompetencyjną i pomagają budować dziś ścieżki kariery tak, aby pracownik wiedział, jak pracodawca widzi jego rolę w firmie i co może mu zaoferować w przyszłości. Ze względu na trend odchodzenia od biurka i etatu, w utrzymaniu pracownika sprawdzają się rozwiązania chmurowe. Umożliwiają one dostęp do danych i wymianę informacji wewnątrz firmy z każdego miejsca, o dowolnej porze, a także obsługują legislacje różnych krajów – w zglobalizowanej gospodarce coraz więcej pracowników to obcokrajowcy. Rozwiązania HR, które są rzeczywistą inwestycją w biznes, mogą także monitorować czas pracy oraz analizować adekwatność wynagrodzenia do umiejętności, dają więc policzalne wskaźniki zwrotu z inwestycji w kadry – mówi Cezary Karolczyk, ekspert obszaru kadr i płac w Sage w Polsce.

Pracownik jak klient
Nowy pracownik jest wymagający. Aż 44,2 proc. badanych w Polsce specjalistów uważa, że w obliczu zmian prawa i sytuacji na rynku pracy rozwój osobisty i zawodowy stanowi największe wyzwanie. Rekrutujący nie różnią się bardzo od rekrutowanych. Stawiają na siebie, czują się ważni w organizacji, mają świadomość istotności swojego zawodu i służby HR dla biznesu.
Trend konsumeryzacji rynku pracy zakłada przełożenie stosowanych w marketingu sprzedaży praktyk na procesy rekrutacji i utrzymania pracownika. Odpowiednia dbałość o markę pracodawcy przekłada się na łatwość pozyskiwania zasobów ludzkich. Informowanie zespołu o wydarzeniach w firmie, jej celach, zmianach w biznesie to jedynie połowa sukcesu. Dziś na rynku sprzedaży produktów i usług standardem jest dialog z klientem i indywidualizacja kontaktów, także przez media społecznościowe. Podobnie warto podejść do kontaktów z zatrudnionymi i potencjalnymi pracownikami. Sprzyja temu spłaszczenie struktury organizacyjnej przedsiębiorstwa i idący w ślad za rozluźnieniem hierarchii, nieustanny dialog. Ważne jest w takich przypadkach monitorowanie zadowolenia z pracy i szukanie rozwiązań. Bez podobnych działań, wprowadzane zmiany mogą okazać się pozorne. Ponad połowa managerów wyższego szczebla w badaniu Sage People uznała, że reprezentują firmę o kulturze „People Company”, ale mniej niż ¼ pracowników tych przedsiębiorstw się z nimi zgodziła. Uważne wsłuchanie się w głos pracowników działu HR z pewnością wesprze firmę w budowaniu kultury organizacji dla nowego pracownika.

 

Źródło: Sage

Wybór kontrahenta to niezbędny element prowadzenia działalności gospodarczej. Ta kwestia jest szczególnie ważna, gdy stawiamy pierwsze kroki w biznesie i zależy nam na zdobyciu dobrej opinii. Jeżeli okaże się, że przedsiębiorca, z którym zaczęliśmy robić interesy, jest np. niewypłacalny lub nie działa legalnie, taka współpraca może rzutować nie tylko na dochody naszej firmy, ale także na budowaną reputację. Ekspert Tax Care podpowiada, jak sprawdzić kontrahenta, by nie stracić na takiej kooperacji.

Nawet jeżeli dobrze znamy środowisko biznesowe, w którym działamy, i nie dotarły do nas jakiekolwiek negatywne komentarze na temat danego przedsiębiorcy, zawsze warto sprawdzić wiarygodność firmy, z którą chcemy podpisać umowę. W tym zadaniu mogą nam pomóc specjalnie powołane do tego celu instytucje, ale pierwszy etap analizy warto wykonać samodzielnie.

1. Internet – przydane źródło

Praktycznie nieograniczony dostęp w korzystaniu z sieci powoduje, że z rezerwą powinniśmy podchodzić do informacji i komentarzy zamieszczanych w Internecie. Nie mniej jednak od nich powinniśmy zacząć weryfikowanie wiarygodności przyszłego kontrahenta. – Sprawdźmy, czy w sieci znajdziemy opinie na temat przedsiębiorstwa, z którym chcemy nawiązać współpracę. Naszą uwagę zwróćmy przede wszystkim na portale branżowe. Pamiętajmy jednak, że w ocenie potencjalnego „partnera” nie powinniśmy kierować się wyłącznie liczbą komentarzy na jego temat, bo im bardziej niszowa branża, tym mniej działających w niej podmiotów. Bądźmy świadomi, że nie wszystkie opinie zostawiane w Internecie są rzetelne. Za znaczną część negatywnych wpisów na temat firmy, może być odpowiedzialna np. konkurencja. Bądźmy także czujni, jeżeli zauważymy, że w krótkim czasie w sieci zaczynają się pojawiać wyłącznie pozytywne komentarze odnośnie przedsiębiorstwa X, bo ich autorami mogą być jego pracownicy, a nie klienci – podpowiada Tomasz Pandel, Progress Biuro Usług Finansowych z Olkusza, Partner Tax Care.

Ważnym źródłem informacji jest również strona internetowa firmy, z którą chcemy zacząć współpracować. Przyjętym już standardem jest, że przedsiębiorstwa posiadają profesjonalne serwisy www, więc brak witryny w takim przypadku powinien budzić nasze wątpliwości. Oficjalna strona jest nie tylko wizytówką firmy, ale także pierwszym miejscem, w którym potencjalni klienci mogą zapoznać się z ofertą przedsiębiorstwa. Zwróćmy zatem uwagę, czy potencjalny kontrahent przyłożył się do właściwego przedstawienia tych informacji.

2. CEIDG I KRS, czyli sprawdź podmiotowość kontrahenta

Następnym krokiem powinno być sprawdzenie podmiotowości prawnej przyszłego kontrahenta. Dowiemy się, czy dana firma działa legalnie, czyli czy jest zarejestrowana, ile funkcjonuje na rynku, kto jest jej właścicielem, a kto podejmuje w niej kluczowe decyzje. – Odpowiedzi na te pytania można uzyskać na stronie Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG), gdzie umieszczona jest baza wszystkich osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą. Po wpisaniu np. NIP, REGONU czy po prostu adresu firmy, zdobędziemy bardziej szczegółowe informacje. Z kolei jeżeli chcemy zdobyć informacje na temat osoby prawnej, prowadzącej spółkę, zajrzyjmy do Krajowego Rejestru Sądowego, który jest dostępny w serwisie internetowym Ministerstwa Finansów. Nie zapominajmy, że dane o wszystkich przedsiębiorcach można także zweryfikować w bazie statystycznej REGON, prowadzonej przez GUS – zaznacza Tomasz Pandel, Partner Tax Care.

3. Sprawdź czy nie chcesz się związać z dłużnikiem

Odwiedzając stronę Ministerstwa Finansów, możemy także sprawdzić, czy firma, z którą chcemy współpracować, jest wypłacalna albo czy nie zalega z płatnościami. Do tego celu służy Rejestr Dłużników Niewypłacalnych (RDN). Na tej liście widnieją zarówno podmioty prawne, jak i osoby prywatne, które  np.  otrzymały sądowy zakaz prowadzenia działalności gospodarczej. – Informacje o dłużnikach udostępnia także Biuro Informacji Gospodarczej, ale nie za darmo, bo przedsiębiorca, który chce skorzystać z tej opcji, musi ponieść koszt rzędu kilkuset złotych miesięcznie. Za opłatą , może jednak sam zgłaszać do BIG nierzetelnych kontrahentów, jeżeli będzie miał nieszczęście takich spotkać – wyjaśnia Tomasz Pandel, Partner Tax Care. Należy pamiętać o tym, że BIG w gruncie rzeczy to kilka instytucji, które przechowują i udostępniają informacje na temat niewypłacalnych firm. W tym kontekście najważniejszym jest KRD, czyli Krajowy Rejestr Długów, który zajmuje się także publikacją statystyk na temat zadłużenia w poszczególnych branżach oraz sektorach naszej gospodarki.

Jeżeli chcemy sprawdzić, czy przedsiębiorstwo, z którym planujemy nawiązać kontakty biznesowe terminowo reguluje swoje zobowiązania, możemy skorzystać także z innych rozwiązań. Po pierwsze, możemy zgłosić się do Urzędu Skarbowego, by sprawdzić, czy dana firma nie zalega z płaceniem podatków. – Pamiętajmy jednak, że nie będziemy mogli samodzielnie wnioskować o uzyskanie takiego potwierdzenia. Jest ono wydawane odpłatnie (koszt 21 zł) na prośbę podmiotu, którego dotyczy informacja. Taka sama sytuacja ma miejsce w przypadku zaświadczenia z ZUS-u, które potwierdza, że przedsiębiorca opłaca terminowo składki na ubezpieczenia społeczne, z tą różnicą, że ten dokument wydawany jest bezpłatnie – mówi Tomasz Pandel, Parter Tax Care. Zanim zaczniemy współpracę kontrahentem, warto poprosić go o przekazanie nam takich zaświadczeń, które mogą stać się załącznikami dołączanymi do podpisywanej umowy.

Sprawdzenie wiarygodności kontrahenta nie zawsze jest łatwym zadaniem. Warto jednak wykonać je rzetelnie i bez pośpiechu, jeszcze przed podjęciem współpracy. Będziemy mieli wtedy pewność, że firma, która pomaga nam dostarczać na rynek najwyższej klasy produkty i usługi, nie tylko wywiąże się ze swojego zadania, ale także stanie się lojalnym partnerem na wiele lat.

 

Źródło: Lightcape

Okres wakacyjny ma swoje prawa na rynku kapitałowym. Aktywność inwestorów jest mniejsza, co przekłada się na względną łatwość w wygenerowaniu przesunięć indeksów. Z drugiej jednak strony inwestorzy otrzymują mniej impulsów i z czysto informacyjnego punktu widzenia nierzadko doświadczyć można niemałej posuchy.

W otoczeniu okres spokoju będzie przerwany wynikami spółek za kończący się w tym tygodniu II kw., ale lokalnie po ostatnich zmianach w terminach publikacji raportów okresowych uzbroić się będzie trzeba w większą cierpliwość. Zresztą ostatnie sesje dość wyraźnie pokazują, że uwaga przesunęła się nieco z parkietów akcyjnych na rynki walutowe i obligacyjne.

Pierwsze skrzypce wciąż grają słowa bankierów centralnych, spośród których najbardziej wypatrywane są te tyczące się ograniczenia europejskiego stymulusu monetarnego. Wpływa to na względną siłę waluty wspólnotowej, co lekko ogranicza konkurencyjność europejskich przedsiębiorstw, a to one miały być wynikowym prymusem w tym roku. Z kolei w przypadku obligacji głośno zrobiło się o wypłaszczeniu amerykańskiej krzywej rentowności. Na jej krótki koniec wpływają zwyżki stóp procentowych aplikowane przez FOMC, ale długi koniec pozostaje zakotwiczony przez powracający niczym bumerang paradygmat sekularnej stagnacji.

To bardzo istotna zmiana, gdyż jeszcze nie tak dawno inwestorzy wierzyli w możliwość wejścia globalnej gospodarki w długotrwały okres wzrostu, co wywierałoby odpowiednią presją na oczekiwania inflacyjne. Teraz jednak ta nadzieja przemija, co jest dość silnie skorelowane z kolejnymi porażkami Donalda Trumpa. Warto w tym miejscu wspomnieć, że we wtorek przesunięte zostało głosowanie nad kluczową dla republikanów ustawą o ubezpieczaniach zdrowotnych. Nakłada się na to fakt kontynuacji słabości sektora spółek technologicznych oraz pewne przesunięcie popytu w stronę defensywnych sektorów.

Sumarycznie rzecz biorąc każe to zachować długoterminową ostrożność wobec ryzykownych aktywów, choćby dlatego, że ostatni raz amerykańska krzywa rentowności była tak płaska w grudniu 2007 roku, czyli w okresie końca poprzedniej hossy. Oczywiście nie oznacza to, że już zaraz zacznie się okres dekoniunktury.
Wprost przeciwnie, z sezonowego punktu widzenia wakacyjny okres jest całkiem niezły, tyle że służy mu wiosenna korekta. W tym roku maj i czerwiec nie przyniosły jednak większych spadków, co może ograniczać potencjał letnich wzrostów. Tych wykluczyć jednak nie można i wydaje się, że do jesieni globalna koniunktura powinna się utrzymać na dobrym poziomie.

 

Autor: Łukasz Bugaj, CFA

Cyfrowa transformacja to znak rozpoznawczy naszych czasów. Dziś przedsiębiorstwa muszą otworzyć się na rzeczywistość zdominowaną przez nowe technologie, gdzie w centrum uwagi zamiast produktu znajduje się konsument. Zmiany te nie ominęły polskiego rynku faktoringu.

Przedsiębiorcy faktoring doceniają przede wszystkim za możliwość zabezpieczenia stałych przepływów finansowych w firmie. Jednak dziś to nie tylko wsparcie dla biznesu, ale także alternatywne źródło inwestowania. Skąd te zmiany na rynku faktoringu?

Cyfrowa transformacja branży

Postępujący rozwój technologiczny wpływa na coraz częstszą wymianę dóbr i usług za pomocą specjalnych serwisów internetowych. W zakresie ekonomii proces ten nazywany jest uberyzacją. Określenie to pochodzi od firmy, która stworzyła aplikację kojarzącą klientów i ludzi oferujących usługi taksówkarskie. Mimo niechęci wielu osób, takie inicjatywy to nasza przyszłość, ponieważ innowacyjne rozwiązania i technologie stają się kluczem do osiągnięcia celów biznesowych. – Należy pamiętać, że jednym z najważniejszych elementów uberyzacji jest znalezienie swojej niszy i odpowiednie uzupełnienie braków w systemie gospodarczym. Idąc w ślady amerykańskiego przedsiębiorstwa postanowiliśmy wprowadzić nowe na polskim rynku, a odnoszące sukces poza granicami naszego kraju, rozwiązanie. Utworzyliśmy więc serwis, który traktuje faktury jako solidny papier wartościowy i w ten sposób rozpoczęliśmy proces uberyzacji polskiego rynku faktoringu –  komentuje Jakub Ananicz, wiceprezes zarządu Faktoramy, pierwszej na polskim rynku platformy umożliwiającej inwestowanie w faktury.

Pomagać i jednocześnie zarabiać

Według danych Polskiego Związku Faktorów w pierwszym kwartale 2017 roku obroty firm z branży faktoringu wyniosły blisko 46 mld zł. Systematycznie zwiększa się również liczba sfinansowanych faktur. Od 2012 roku liczba ta wzrasta o blisko milion w każdym roku. Ostatnie dane potwierdzają więc, że rynek faktoringu w Polsce prężnie się rozwija. To z kolei sprzyja jego uberyzacji i dziś faktoring to już nie tylko jeden z instrumentów służących do zabezpieczenia płynności finansowej przedsiębiorstwa. Obecnie to także alternatywne źródło pomnażania kapitału, które przynosi ponadprzeciętne zyski. – Decydując się na zakup faktur, możemy w bezpieczny sposób pomnożyć swój kapitał. Dodatkowo też wspomagamy tym samym firmy, które mogłyby popaść w kłopoty finansowe. Warto zaznaczyć, że inwestorzy, który zdecydowali się w ten sposób zainwestować fundusze, w ubiegłym roku uzyskali zyski w wysokości 24,5 proc. w skali roku – komentuje wiceprezes zarządu Faktoramy.

Jak to działa?

Faktorem może zostać każdy, kto chce pomnożyć swój kapitał, czyli zarówno osoba fizyczna, jak i przedsiębiorstwo. Wystarczy skorzystać z usług platform aukcyjnych, które umożliwiają sprzedaż faktur. Przed wyborem platformy inwestor powinien jednak sprawdzić, czy umożliwia ona zakup faktur bezspornych. Tylko takie aktywa niwelują ryzyko związane z reklamacjami, potrąceniami za uszkodzony towar czy zwrotem zakupionych artykułów. To z kolei sprawia, że ryzyko związane z inwestowaniem w faktury porównywalne jest do poziomu obligacji korporacyjnych i sprowadza się do ryzyka kredytowego.  –  Istotny jest również fakt, że w przypadku takich inwestycji nie musimy decydować się na zakup od razu całego pakietu faktur. Możemy na początek zakupić jedną fakturę i na podstawie odnotowanych zysków podjąć decyzję, czy dalej chcemy inwestować swoje fundusze w ten sposób – dodaje Jakub Ananicz z Faktoramy.

Inwestowanie w faktury to obecnie jeden z najbezpieczniejszych i najrentowniejszych sposobów pomnażania kapitału. Wysokie, roczne zyski oraz minimalne ryzyko sprawiają, że coraz więcej osób decyduje się na ulokowanie funduszy właśnie w faktury.

 

Źródło: Faktorama

Przemysł 4.0 to wizja w pełni zinformatyzowanych i zautomatyzowanych fabryk, które oswoiły najnowsze technologie.  Przyświeca ona wytwórcom przemysłowym na całym świecie. W wyścigu cyfryzacji biorą udział nie tylko najwięksi producenci, ale również średnie przedsiębiorstwa, wypatrując w nim szansę na rozwój i zdobycie przewagi nad konkurencją. W ciągu 5 ostatnich lat, globalne wydatki firm na digitalizację fabryk sięgnęły 100 miliardów dolarów. Niestety, mimo bajońskich inwestycji, większość projektów wciąż pozostaje w powijakach.

100 miliardów dolarów przez ostatnie 5 lat wydano na cyfryzację fabryk na całym świecie — donosi raport Capgemini „Smart Factories: How can manufacturers realize the potential of digital industrial revolution”. Na liście wydatków znalazły się m.in. nowoczesne systemy IT, narzędzia do analityki danych oraz IIoT, czyli przemysłowy internet rzeczy. Do czego wytwórcy potrzebują nowych technologii? Zdaniem Piotra Rojka z firmy DSR, specjalizującej się w dostarczaniu zaawansowanych rozwiązań IT dla produkcji, firmy inwestują głównie po to, by poprawić funkcjonowanie fabryki i zredukować wiele cyklicznych kosztów związanych jej utrzymaniem. — Istnieje jeden wspólny kierunek inwestycji: wykorzystanie olbrzymich ilości danych, które w sferze produkcji gromadzone są od dawna, a obecnie ich zbieranie jest coraz tańsze i prostsze, do skutecznego podejmowania decyzji biznesowych, optymalizacji produkcji i lepszego zarządzania fabryką, magazynami czy łańcuchem dostaw. Jednym z dominujących trendów wśród inwestycji w IIoT jest predictive maintenance (konserwacja predykcyjna – przyp. red.). Czujniki wykrywają odstępstwa od normy w pracy maszyn, dzięki czemu można poddać je konserwacji zanim dojdzie do awarii, utrzymać płynność na linii produkcyjnej i dzięki temu zaoszczędzić znaczące kwoty — wyjaśnia Rojek.

Wielu jest powołanych, lecz niewielu dojrzałych

Cyfrowa fabryka, w której wszystkie procesy znajdują się pod baczną kontrolą nowoczesnych systemów komputerowych i dzięki temu są regularnie analizowane oraz optymalizowane, to kierunek rozwoju całej branży produkcyjnej. Mimo, że firmy przeznaczają niebagatelne kwoty na digitalizację fabryk, to póki co trudno mówić o spektakularnych efektach – zwracają uwagę autorzy raportu.

Eksperci wyróżniają 4 kategorie cyfrowej dojrzałości. Pierwsza to Digital Beginners (Cyfrowi Początkujący). Należą do niej organizacje znajdujące się w początkującym stadium digitalizacji, rozpoczęły wdrażanie odpowiednich technologii, ale nie czerpią z nich jeszcze korzyści. Brakuje im spójnej wizji przemian, odpowiednio przeszkolonej i świadomej kadry oraz znaczących zmian w sposobie funkcjonowania. Według Capgemini, na tym etapie znajduje się aż 78 proc. firm produkcyjnych. Kolejna kategoria to Digital Fashionists (Cyfrowi Feszioniści). Należą do niej przedsiębiorstwa, które wdrożyły nowe technologie, ale nie wykorzystują ich możliwości i siłą rzeczy nie czerpią z nich biznesowych korzyści. Za modą bez wymiernych efektów i zmian w sposobie zarządzania podąża tylko 1 proc. objętych badaniem producentów. Digital Conservatives (Cyfrowi Konserwatyści) to kolejna kategoria. Znajdują się w niej firmy, które ze sporym dystansem i opieszałością podchodzą do wdrażania cyfrowych rozwiązań, ale gdy już podejmują się wybranego wdrożenia to robią to dobrze na każdej płaszczyźnie. Ich pracownicy posiadają odpowiednie cyfrowe umiejętności, a digitalizcja obejmuje sposób zarządzania i wewnętrzne procesy w przedsiębiorstwie. Według analityków z Capgemini, firm produkcyjnych o takiej charakterystyce jest 15 proc. W mniejszości znaleźli się Digital Masters (Cyfrowi Mistrzowie), producenci, którzy przeszli proces cyfrowej transformacji i w zaawansowany sposób korzystają z nowych technologii, czerpiąc z nich znaczące korzyści biznesowe. Liderów digitalizacji wśród światowych producentów jest zaledwie 6 proc.

Dni małych początków

Na wdrożenie technologii Przemysłu 4.0 przeznaczono astronomiczne kwoty. Nasuwa się wiec pytanie, skąd tak niski poziom cyfrowej dojrzałości wśród wytwórców przemysłowych? Aż 78 proc. z nich znajduje się dopiero na początku drogi i nie czerpie żadnych korzyści z podjętych kroków. Zdaniem Piotra Rojka z DSR obszar produkcji jest najtrudniejszy do zinformatyzowania. — Proces digitalizacji przedsiębiorstw, szczególnie tych produkcyjnych, jest żmudny i złożony. Bez odpowiedniego know-how i wsparcia wysoko wykwalifikowanych specjalistów można narobić więcej szkód niż korzyści — tłumaczy Rojek. Według eksperta, cyfrowa transformacja dopiero się zaczęła, a w pełnej chwale i okazałości zobaczymy ją może za 10 lat, kiedy obejmie nie tylko największych graczy na rynku, lecz również firmy z sektora MŚP.

 

Źródło: inPlus Media

Zaoszczędzić wiele wysiłku, pieniędzy, ale przede wszystkim czasu w codziennej pracy. Mikro oraz małe i średnie firmy, czyli dominujący sektor przedsiębiorstw w Polsce, aby zapewnić jeszcze bardziej sprawne funkcjonowanie swojego biznesu, coraz częściej szukają alternatywy dla tradycyjnych usług i przenoszą je w online.

Usługi elektroniczne mogą być kluczem do sukcesu niezależnie od profilu działalności firmy. Warto zapoznać się z listą rzeczy, które można zrealizować przez internet, a które ułatwią i przyspieszą  pracę i poprawią efektywność działalności.

E-księgowość

Na rynku są dostępne usługi księgowości internetowej, które umożliwiają prowadzenie tego obszaru dla małej, zwykle 1-osobowej firmy za pomocą aplikacji. Obsługa programu jest zazwyczaj bardzo prosta, dostępna również z poziomu smartfona czy tabletu. – Do księgowości internetowej przekonuje się coraz więcej polskich przedsiębiorców, ponieważ zachowuje ona wszystkie funkcje tradycyjnych, papierowych rozliczeń, ale dodatkowo wprowadza wiele ułatwień – mówi  Paweł Wrzos, Prezes Zarządu Finup Księgowość sp. z o.o., właściciela marki AIOBiznes, platformy usług dla firm. Wszystkie dane klientów, które wprowadzane są do systemu e-księgowości są gromadzone, a także archiwizowane, dlatego też ponowne wystawienie faktur na takie same dane jest proste, a samo użytkowanie tego programu – bezpieczne. Najczęstsze funkcje e-księgowości z jakich może skorzystać firma:

  • generowanie niezbędnych zestawień finansowych (np. miesięcznych),
  • wystawianie i ewidencja faktur,
  • wystawianie wezwań do zapłaty,
  • wypełnianie formularzy do Zakładów Ubezpieczeń Społecznych,
  • wypełnianie rocznych deklaracji podatkowych dla Urzędu Skarbowego,
  • baza towarów i usług

Wirtualne biuro

Wirtualnym biurem jest realnie istniejąca firma, która udostępnia adres potrzebny do rejestracji działalności oraz do korespondencji. Przedsiębiorca otrzymuje prestiżowy adres, pozwalający na skuteczne kreowanie wizerunku marki, bez ponoszenia ogromnych kosztów najmu. Usługa daje możliwość przekazania całej administracji w ręce specjalistycznej firmy, w tym m.in. zarządzanie obiegiem korespondencji i prowadzenie elektronicznego  biura podawczego, co pozwala na skoncentrowanie się na kluczowych sprawach przedsiębiorstwa.

Internetowe multiplatformy

Mikro i małe firmy mogą również korzystać z rozbudowanych platform online, dających dostęp do wielu usług jednocześnie w jednym miejscu, które są niezbędne do prowadzenia biznesu. Oprócz elektronicznej księgowości  i wirtualnego biura przedsiębiorca może m.in.:

  • Zamówić usługę kurierską
  • Zyskać wsparcie prawne
  • Zrobić zakupy w sklepie internetowym z artykułami biurowymi
  • Skorzystać z outsourcingu sił sprzedaży lub zamówić kampanię realizowaną przez call center
  • Wziąć udział w szkoleniu e-learningowym lub wycenić bądź zamówić szkolenie stacjonarne
  • Wynająć samochód na potrzeby firmy
  • Uzyskać finansowanie w postaci kredytu bankowego

Poprzez zaawansowane technologicznie rozwiązania dana platforma daje właścicielom firm najważniejsze narzędzia do prowadzenia działalności praktycznie od ręki, po zalogowaniu się do konta, do których ma szybki dostęp z dowolnego miejsca – mówi Paweł Wrzos Prezes Zarządu Finup Księgowość sp. z o.o., właściciela marki AIOBiznes.

Elektroniczna administracja publiczna

ePUAP

Elektroniczna Platforma Usług Administracji Publicznej (epuap.gov.pl) to serwis internetowy, który umożliwia obywatelom załatwienie wielu spraw administracyjnych przez Internet. W Katalogu Spraw znajduje się udostępnionych przez urzędy kilka usług dla przedsiębiorców. Zgromadzono je w kategorii Przedsiębiorczość i dotyczą m.in. prowadzenia firmy, rejestracji przedsiębiorców czy wydawania zezwoleń i koncesji. Więcej spraw można znaleźć w kategoriach Infrastruktura, Statystyka i Dofinansowanie z funduszy UE.

Potwierdzenie tożsamości odbywa się za pomocą Profilu Zaufanego (PZ) obsługiwanego w ramach platformy ePUAP. PZ wykorzystywany jest do składania podpisu na wniosku i stanowi alternatywę dla bezpiecznego podpisu elektronicznego z certyfikatem kwalifikowanym. Warto go posiadać, ponieważ stanowi podstawową metodę potwierdzania tożsamości w wielu usługach elektronicznej administracji.

PUE

Platforma Usług Elektronicznych ZUS (PUE – pue.zys.pl) daje wgląd w dane zapisane na kontach w ZUS, pozwala wysłać drogą elektroniczną dokumenty zgłoszeniowe i rozliczeniowe oraz innego rodzaju wnioski. Przedsiębiorcy – płatnicy składek mogą sprawdzić dane osób zgłoszonych do ubezpieczeń, uzyskać wniosek o niezaleganiu z opłatami czy przejrzeć zestawienia złożonych deklaracji. Płatnicy składek do 100 ubezpieczonych mogą dodatkowo za pośrednictwem PUE ZUS wygenerować i wysłać dokumenty rozliczeniowe, dokonać zgłoszenia lub wyrejestrować ubezpieczonych, a lekarze – wystawiać także niektóre zaświadczenia lekarskie.

 

Źródło: AIOBiznes

Działalność eksportową w Polsce prowadzi ponad jedna piąta (22%) ankietowanych przedsiębiorstw podczas 13. fali badania Bibby MSP Index, które cyklicznie przeprowadza firma faktoringowa Bibby Financial Services. W porównaniu do 12. fali badania Bibby MSP Index prawie 24% eksportujących firm odczuło wzrost eksportu (spadek o 4,8 pkt. proc.), u ponad 60% badanych poziom eksportu się nie zmienił, zaś u zaledwie 14% eksporterów zmalał. W związku ze zmianą koniunktury gospodarczej tylko 10,9% przedstawicieli sektora MŚP zastanawia się nad rozszerzeniem prowadzonej działalności o eksport, a ponad 8% deklaruje, że nie jest pewne, czy podjęłoby to ryzyko.

Niższy niż przy 12. fali badania Bibby MSP Index jest również odsetek osób, które uważają, że w najbliższym czasie prowadzone przez nich działania eksportowe pozostaną na tym samym poziomie. Zwiększył się za to odsetek niezdecydowanych, co potwierdza panujący stan niepewności związany z ogólną sytuacją gospodarczą w Unii Europejskiej, a zwłaszcza donoszący się do nowych warunków handlowych związanych z wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii – komentuje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.

Ponad połowa przebadanych przedsiębiorców z sektora MŚP uważa, że najważniejszymi czynnikami, które wpływają na osiągniecie sukcesu w branży eksportowej jest jakość oferowanych usług lub produktów oraz dobre relacje z kontrahentami. Prawie 40% respondentów stwierdziła, że na osiągniecie sukcesu w tej branży ma wpływ konkurencyjność ceny. Zaledwie 7,9% ankietowanych wskazuje dostęp do finansowania jako czynnik, który może pomóc w osiągnięciu sukcesu na rynku eksportowym.

Przedsiębiorcy z sektora MŚP szukając odpowiednich partnerów biznesowych muszą zweryfikować historię działalności firmy oraz zmniejszyć ryzyko potencjalnej starty. Ankietowani, którzy zajmują  się eksportem w prawie 55% pozyskują informacje o potencjalnych odbiorcach swoich usług lub produktów zza granicy przez uczestnictwo w wydarzeniach branżowych zarówno w Polsce jak i w innych krajach. Prawie 26% badanych szuka informacji przez działające na danym rynku izby branżowe i stowarzyszenia, a prawie 16% korzysta z lokalnych wywiadów gospodarczych. Blisko 8% przedsiębiorców przy weryfikacji potencjalnego partnera biznesowego korzysta z pomocy partnera finansowego – faktora.

Ponad 60% przedstawicieli sektora MŚP finansuje swoją działalność eksportową za pomocą linii kredytowej oraz wchodzenia na debet. Na podstawie analizy ostatnich wyników Polskiego Związku Faktorów, możemy zauważyć, że faktoring eksportowy rośniej najszybciej wśród usług faktoringowych. W I kwartale 2017 r. odnotowano wzrost obrotów w faktoringu pełnym eksportowym o 16% w porównaniu do analogicznego okresu 2016 r.  Zmiany wskazują, że przedsiębiorcy coraz częściej widzą w faktoringu rozwiązanie dla swojego przedsiębiorstwa i pozwala im to nie tylko poprawić płynność finansową, ale również zoptymalizować obroty firmy. Faktoring eksportowy jest narzędziem skrojonym na miarę przedsiębiorców, którzy współpracują z kontrahentami zagranicznymi lub planują podjąć taką współpracę. Oprócz finansowania, przedsiębiorca może również liczyć na wsparcie w zakresie weryfikacji kondycji zagranicznego partnera, a także informacje dotyczące prawa i zwyczajów handlowych panujących w danym kraju, które znacznie ułatwiają początek współpracy. Głównymi korzyściami, które płyną z faktoringu eksportowego są stosunkowo szybki dostęp do elastycznego źródła finansowania, obniżenie ryzyka kursowego oraz podniesienie poziomu konkurencyjności eksportera dodaje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny Bibby Financial Services

Ponad 71% ankietowanych, którzy deklarują, że chcieliby zająć się eksportem planuje pozyskać informację o potencjalnych odbiorcach zagranicznych za pomocą Internetu, zaś prawie połowa badanych wskazuje, że preferuje bezpośrednie spotkania na targach branżowych w Polsce i zagranicą. Mniej niż 20% badanych odpowiedziało, że szukając informacji skorzystałoby z izb branżowych i stowarzyszeń przedsiębiorców lub  misji gospodarczych organizowanych przez instytucje rządowe i izby gospodarcze. Ponad 13% deklaruje, że przy weryfikacji potencjalnych kontrahentów skorzystałoby z wiedzy partnera finansowego.

Źródło: Bibby Financial Services

Po nieco mniej udanych odczytach makroekonomicznych w kwietniu br., maj przyniósł nadzieję na wysoki wzrost PKB także w drugim kwartale 2017 r. Wysokie jednocyfrowe dynamiki wzrostu odnotowano w majowych danych dotyczących produkcji przemysłowej, produkcji budowlano-montażowej czy też sprzedaży detalicznej. Jeszcze lepsze dane napłynęły z rynku deweloperskiego, gdzie narastająca liczba oddanych mieszkań wyszła „na plus”, a tempo rozpoczętych budów i wydanych pozwoleń na budowę (lub zgłoszeń z projektem budowlanym) z optymizmem pozwala patrzeć w przyszłość, przynajmniej tę krótkoterminową. Rosnące wynagrodzenie w tempie ponad 5 proc. rocznie może mieć naszym zdaniem wpływ na podnoszenie cen towarów i usług przez przedsiębiorstwa, co może spowodować wzrost inflacji.

Produkcja przemysłowa (odczyt w cenach stałych niewyrównany sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) w maju 2017 r. wyniosła +9,1 proc. r/r, tj. o 0,6 pkt. proc. powyżej oczekiwań rynkowych. W minionym miesiącu wzrost produkcji odnotowano w 29 z 34 działów przemysłu, z czego największy wzrost miał miejsce w produkcji metali (+16,8 proc. r/r), podczas gdy największy spadek odnotowano w naprawie, konserwacji i instalowaniu maszyn i urządzeń (-7,5 proc. r/r). Po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych produkcja w minionym miesiącu była o 6,5 proc. wyższa niż przed rokiem.

W maju br. wysokie dynamiki wzrostowe odnotowano także w produkcji budowlano-montażowej. Tempo produkcji (wyrażone w cenach stałych niewyrównane sezonowo w przedsiębiorstwach o liczbie pracujących powyżej 9 osób) wyniosło 8,4 proc. w skali roku. Wynik ten jest co prawda gorszy od tego, czego spodziewał się rynek (+14,5 proc. r/r), ale niemniej jednak i tak cieszy fakt wysokiej jednocyfrowej liczby. Gdyby wyeliminować wpływ czynników o charakterze sezonowym, to tempo wzrostu produkcji budowlano-montażowej wyniosłoby +6,2 proc. w skali roku.

Miniony miesiąc był bardzo dobry dla budownictwa mieszkaniowego. Oddanych zostało ogółem 12 725 mieszkań (+16,7 proc. r/r), co pozwoliło osiągnąć dodatnią dynamikę przekazanych lokali w okresie styczeń-maj 2017 r. (+3,0 proc. r/r). W maju rozpoczęto budowę 21 826 lokali mieszkalnych (+56,2 proc. r/r), a od początku roku liczba ta wyniosła 83 672 (+21,7 proc. r/r). Bardzo wysoka dynamika miała również miejsce w przypadku mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym. W maju wyniosła ona +43,6 proc. r/r (23 401 pozwoleń/zgłoszeń), podczas gdy narastająco była równa +38,3 proc. r/r (106 841).

Majowe dane dla wyłącznie deweloperów mieszkaniowych okazały się jeszcze lepsze niż w przypadku całego rynku. Deweloperzy oddali w maju br. 6 256 mieszkań (+20,1 proc. r/r), podczas gdy od początku roku przekazali 29 658 lokali (+0,1 proc. r/r). Liczba rozpoczętych budów przez deweloperów osiągnęła ponad 75 proc. dynamikę wzrostu w skali roku, co przełożyło się na 10 676 nowych budów. Z kolei w okresie styczeń-maj br. deweloperzy rozpoczęli budowę 41 834 mieszkań, co oznacza 25 proc. poprawę r/r. Najwyższa dynamika miała natomiast miejsce w ilości wydanych pozwoleń lub dokonanych zgłoszeń. W maju ich liczba wzrosła o 55,1 proc. r/r do 11 865, podczas gdy narastająco dynamika wyniosła +50,4 proc. r/r (58 216 pozwoleń/zgłoszeń).

W maju br. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, w których liczba pracujących przekracza 9 osób wyniosło 5 990,4 tys. osób, co oznacza wzrost o 4,5 proc. w skali roku. Natomiast przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło do 4 390,99 zł miesięcznie, tj. o 5,4 proc. r/r, podczas gdy konsensus rynkowy był o 0,5 pkt. proc. niższy.

Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł w maju 2017 r. o 1,9 proc. r/r, tj. zgodnie z oczekiwaniami rynkowymi. Kolejny miesiąc z rzędu największy wzrost w skali roku zanotowały ceny paliw (+7,6 proc.), których dynamika zmian ma tendencję spadkową, co może się utrzymać w kolejnych miesiącach tego roku. Z kolei tempo wzrostu cen żywności nieoczekiwanie przyspieszyło i majowy odczyt był o 3,9 proc. wyższy niż przed rokiem. Były to dwie kategorie, które w minionym miesiącu zanotowały największe wzrosty r/r. Natomiast jedyną kategorią, której ceny uległy obniżce była „odzież i obuwie” (-5,1 proc. r/r).

W maju br. odnotowano również wysokie tempo wzrostu sprzedaży detalicznej. Jej dynamika w cenach stałych wzrosła o 7,4 proc. r/r. Sprzedaż rosła we wszystkich grupach, natomiast spośród kategorii o znaczącym udziale największy wzrost w skali roku odnotowano w przedsiębiorstwach sprzedających paliwa (+8,1 proc.) oraz jednostkach zajmujących się handlem samochodami, motocyklami i częściami (+6,0 proc.). Gdyby wziąć pod uwagę sprzedaż detaliczną w cenach bieżących to roczna dynamika za maj 2017 r. wyniosła +8,4 proc., co było wynikiem o 0,7 pkt. proc. niższym od zbyt ambitnych prognoz rynkowych.

 

Autor: Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael/Ström

Ile piłek zmieści się w autobusie? Proszę zaśpiewać? – to jedne z przykładowych zadań jakie pojawiają się w trakcie rozmów o pracę. Rekruterzy mogą poprosić o rozwiązanie zadania matematycznego lub sprawdzą nasz poziom stresu. Jak z takich nietypowych pytań na rozmowie kwalifikacyjnej wybrnąć?

Trafny dobór kadr to jedno z kluczowych zadań działów HR, wspomaganych często przez zewnętrzne firmy. Przedsiębiorstwa w ramach kilkuetapowych procesów rekrutacji i selekcji korzystają z wielu metod służących ocenie kandydatów, by jak najlepiej poznać ich kompetencje i potencjał. Stosują różnorodne techniki wywiadów, wykorzystują przygotowane wcześniej zadania czy testy, odgrywają z potencjalnymi pracownikami scenki. Niejednokrotnie potrafią też zaskoczyć kandydatów. W jaki sposób?

Piłki i autobusy

Przykładem nieoczywistych działań rekrutera może być pytanie o liczbę piłek, jaka zmieści się w autobusie. Bada ono sposób myślenia, i kreatywność kandydata. Innymi często wykorzystywanymi zadaniami, szczególnie w branży technicznej czy w obszarze nowoczesnych technologii, są zagadki, które testują umiejętność logicznego myślenia i podejście do rozwiązywania problemów – przykładowo: „Masz osiem piłek, których wielkość jest taka sama. Waga siedmiu z nich jest równa, jedna natomiast jest cięższa. Jak ją znajdziesz, mając do dyspozycji wagę szalkową i możliwość dwukrotnego ważenia?”. Potencjalni pracownicy mogą też zostać postawieni w niekomfortowej pozycji. Na przykład reakcja na hipotetyczne zdarzenie: „Załóżmy, że jesteś w trakcie ważnego spotkania. Jesteś pewien, że wyciszyłeś telefon. Pomimo tego nagle głośno dzwoni. Co robisz?” pozwala zaobserwować sposób radzenia sobie w sytuacji trudnej, stresującej. Odwagę, przebojowość czy gotowość do podejmowania nowych wyzwań lub odwrotnie – asertywność i umiejętność wyrażenia sprzeciwu może natomiast testować prośba o zaśpiewanie ulubionej piosenki w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej na stanowisko nie związane z występami muzycznymi.

Dlaczego jeszcze masz śpiewać?

– Nietypowe pytania mają na celu sprawdzenie, jak kandydat z nich wybrnie, w jaki sposób sobie poradzi. Testują między innymi otwartość, kreatywność, asertywność czy zdolność logicznego myślenia. Z jednej strony mogą być sprawdzianem pewności siebie czy wręcz umiejętności odmowy wykonania jakiegoś zadania z konkretnych powodów, z drugiej zaś zachowania dystansu do siebie – cech przydatnych chociażby w przypadku pracy zespołowej – mówi Katarzyna Wojaczyk, kierownik działu rekrutacji firmy doradczo-szkoleniowej Integra Consulting Poland. – Należy zauważyć, że w przypadku takich niestandardowych zadań rekrutacyjnych zwykle nie ma jednej słusznej odpowiedzi – nawet rozwiązanie matematycznej zagadki często można znaleźć na kilka sposobów – dodaje. Rekruter zadając te same pytania wszystkim kandydatom, zyskuje przekrojowy obraz umiejętności i cech wyróżniających osoby zainteresowane danym stanowiskiem. Dostrzega różnice w poziomie otwartości, sposobie myślenia, podejściu do rozwiązywania problemów, kreatywności czy innowacyjności. Obserwuje także odmienny sposób reagowania w niecodziennej sytuacji. To wszystko jest dla niego bardzo istotne, ponieważ może pomóc w podjęciu decyzji o zatrudnieniu.

Bądź sobą i daj się poznać

Przed rozpoczęciem procesu selekcji rekruter każdorazowo dobiera adekwatnie do potrzeb i celu narzędzia wspomagające ocenę kandydatów. Wiele zależy od tego, jakie kompetencje chce sprawdzić, czego wymaga dane stanowisko, rola bądź organizacja. Czasem pracodawca szuka osoby potrafiącej myśleć nieszablonowo lub w ciekawy, niekonwencjonalny sposób wybrnąć z danej sytuacji, zachowując się inaczej, niż pozostali. – Próba znalezienia uniwersalnego klucza odpowiedzi na różnego rodzaju zadania rekrutacyjne jest więc bezzasadna. Zamiast ujawnić indywidualny potencjał kandydata, może jedynie ograniczyć jego kreatywność – zauważa Katarzyna Wojaczyk. W trakcie udziału w procesie rekrutacyjnym lepiej zachowywać się więc naturalnie i korzystać z posiadanych zasobów – własnych kompetencji, wiedzy i umiejętności. Niezmiennie pomocne pozostaje też przygotowanie się do rozmowy poprzez zdobycie informacji o firmie, stanowisku oraz kulturze organizacyjnej. Na stronach wielu przedsiębiorstw dostępne są również zakładki „Kariera” z wartościowymi informacjami w tym zakresie. – Ważne jest także zadbanie o profesjonalizm w prezentowaniu swojej osoby – zabranie kompletu dokumentów aplikacyjnych, odpowiedni strój, punktualność. Zamiast potęgować stres, szukając odpowiedzi na pytanie, czym rekruter może zaskoczyć na rozmowie, lepiej przypomnieć sobie swoje doświadczenia – przykłady, na które można się powołać. To uwiarygodni naszą kandydaturę i pozwoli poczuć się pewniej – podpowiada Katarzyna Wojaczyk.

 

Wypowiedź: Katarzyna Wojaczyk, kierownik działu rekrutacji firmy doradczo-szkoleniowej Integra Consulting Poland.

 

Gwałtownie rosnący popyt na pracowników IT sprawia, że rozwój informatyczny firm staje się coraz droższy i coraz trudniejszy w realizacji. Body leasing to system, który już od wielu lat wykorzystywany jest przez firmy z sektora prywatnego. Dlaczego? To oszczędność pieniędzy, czasu i zasobów. Zamiast zlecać firmom IT cały projekt budowy, czy wdrożenia oprogramowania zatrudnia się pojedynczych programistów lub specjalnie oddelegowany zespół. Na to rozwiązanie zdecydował się Centralny Ośrodek Informatyki, podlegający Ministerstwu Cyfryzacji, który podpisze umowy z firmami specjalizującymi się w wynajmie zespołów informatycznych, outsourcingu i budowie systemów IT. W czym tkwi sekret body leasingu? Jak skorzysta na tym COI?

Centralny Ośrodek Informatyki (COI) poszukiwał około 500 pracowników IT, w tym programistów Java i testerów oprogramowania. Na ich wynajęcie przeznaczył ponad 100 mln zł. Największy wpływ na wynik postępowania miała cena, czyli wynagrodzenie wydzierżawionego informatyka. Godzinowa stawka wahała się od 119 zł do 180 zł. Zamawiającemu zależało również, by firma wykonawcza posiadała możliwie dużą liczbę rekruterów oraz obszerną bazę danych programistów i testerów. COI wyłonił pięciu, z którymi będzie współpracować. Wśród zwycięzców jest Devonshire (który właśnie zmienił nazwę na devire), Britenet, SII, Transition Technologies i Cube.ITG.

Jak korzystać z body leasingu najtaniej?

Przede wszystkim należy dobrze określić na wstępie rzeczywiste potrzeby firmy. Body leasing jest jednak sam w sobie rozwiązaniem, które może znacznie obniżyć koszty pracodawcy w długim terminie. Przedsiębiorstwa nie tracą czasu na poszukiwanie specjalistów na rynku, a tym samym unikają związanych z tym nakładów finansowych. To firmy dostawcze mają bazy danych, w których znajdują się eksperci IT z różnych obszarów, a także zespoły rekruterów IT, którzy dedykowani są wyłącznie do pozyskiwania specjalistów z rynku. Klient nie ponosi też kosztów utrzymania pracownika etatowego i oszczędza na obsłudze kadrowo-administracyjno-księgowej. Rozwiązanie to pozwala też zaoszczędzić na inwestycjach w sprzęt, licencje, a często też powierzchnię biurową. Pamiętajmy, że body leasing umożliwia zaangażowanie konsultantów na krótki okres. Bywa, że klient potrzebuje takiego wsparcia na kilka godzin, co kilka dni. W takich sytuacjach brak sztywnych kosztów związanych z tradycyjną formą zatrudnienia jest dużym udogodnieniem dla firmy.

Wynajem pracowników dotarł do sektora publicznego

Wśród zwycięzców postępowania dominują firmy, które specjalizują się w outsourcingu i wynajmowaniu zespołów informatycznych do konkretnych projektów. Jak przyznaje COI samodzielne poszukiwanie i zatrudnianie takich pracowników byłoby dla instytucji kłopotliwe i kosztowne. Zwłaszcza, że nadzór nad projektami i tak będą pełnić pracownicy COI. Podlegająca Ministerstwu Cyfryzacji jednostka nie jest jedyną, która wynajmie pracowników IT. W podobny sposób działają również: Ministerstwo Finansów, Agencja Rynku Rolnego czy Komenda Główna Policji.

– Body leasing, czyli wynajem pracowników na godziny, projekty lub kilkuletnie kontrakty, zyskuje na popularności nie tylko w sektorze prywatnym, ale również publicznym. Taki model działania, o ile jest dobrze zarządzany, może okazać się dużo bardziej efektywny cenowo niż zakup kompletnego oprogramowania i jego budowa przez firmę zewnętrzną – mówi Michał Młynarczyk, Prezes devire, jedynej firmy z zapleczem rekrutacyjnym, która znalazła się w gronie zwycięzców. Zarządzana przez niego instytucja zatrudnia blisko 100 konsultantów w biurach w Polsce i Niemczech. Posiada również ponad 450 pracowników biurowych oddelegowanych do klientów, realizujących między innymi projekty IT w modelu IT Contracting. – W ostatnim roku zmieniliśmy strukturę i uruchomiliśmy cztery nowe dywizje, w tym IT Contracting. Jesteśmy dumni, że zmiany, które wprowadziliśmy w firmie pozwolą nam realizować najbardziej skomplikowane i wymagające projekty dla największych firm – dodaje Piotr Święcki, Senior Account Manager z devire.

Zmiany na rynku IT

Rynek usług IT już od kilku lat przechodzi diametralne zmiany. Na rynku obok klasycznych graczy IT, takich jak IBM, Comarch czy Asseco, którzy oferują body leasing jako dodatkowy produkt, powstało też kilkaset podmiotów świadczących tylko tego rodzaju usługi. Od kilku lat usługi body leasingu najszybciej rozwijają jednak firmy rekrutacyjne takie jak Devonshire/devire, Antal czy HAYS. Posiadają one ogromne bazy danych i oddelegowują pracowników IT na kilkuletnie kontrakty. Powód? Coraz więcej instytucji dostrzega, że tradycyjny model realizacji złożonych projektów IT przestał się sprawdzać, chociażby ze względu na koszty, czy opóźnienia. Najpierw zauważył to biznes, dziś dostrzega także sektor publiczny.

 

Źródło: Devonshire/devire

Większe obiekty budowlane przeważnie zostają zaprojektowane w sposób zawiły. Duża liczba pomieszczeń, korytarzy, wyjść niejednokrotnie przysparza problemów. Nie tylko komunikacyjnych ale i związanych z bezpieczeństwem pracowników oraz produktów, urządzeń znajdujących się w budynku.

Istnieją hale produkcyjne, w których wtargnięcie osoby nieupoważnionej może być bardzo niebezpieczne. Żeby zminimalizować ilość nielegalnych wejść, powinno zastosować się profesjonalne systemy ochrony, np. firmy Konsalnet. Dobry system monitoringu zmniejsza szansę wizyty osoby nieupoważnionej w budynku, tym samym podnosi bezpieczeństwo wytwarzanych w budynku produktów.

Profesjonalny monitoring obiektu najlepiej ochroni budynek znajdujący się w sporym oddaleniu od miasta. Przedsiębiorstwa znajdujące się poza zabudową miasta często bywają przedmiotem kradzieży, włamań.

Konsalnet proponuje 3 modele ochrony obiektów przemysłowych:

  • Wartowniczy (posterunki przy bramach i wejściach osobowych – kontrola ruchu osobowego i pojazdów, kontrola zgodności ładunków z dokumentacją, plomb mb na ładunkach, kontrole alkomatem etc)
  • wartowniczo-patrolowy (posterunki jak wyżej, z dodatkowymi patrolami mobilnymi na terenie zakładu)
  • wartowniczo-patrolowy, z uwzględnieniem bezpieczeństwa logistyczno-magazynowego (dodatkowa kontrola stref załadunku / wyładunku, stref konfekcjonowania dostaw etc.)

W przypadku zagrożenia, w pogotowiu czekają również zawsze grupy interwencyjne.

Profesjonalna ochrona to gwarancja bezpieczeństwa każdego większego obiektu. Dzięki dokładnym, skutecznym i skrupulatnie przestrzeganym procedurom działania firma Konsalnet zapewni bezpieczeństwo przedsiębiorstwom każdej wielkości.

 

 

 

 

Niedawno niemiecki rząd wyraził obawy, że technologie, nad którymi pracowano latami, sukcesywnie przechodzą w ręce Chińczyków. Z kolei, Francuzi sądzą, iż kapitał Państwa Środka zbyt głęboko wchodzi w ich gospodarkę. O zawężeniu współpracy z tymi krajami może świadczyć zwiększona aktywność chińskich inwestorów u nas.

Jak zauważa Bartosz Michalak, prezes Polsko-Chińskiego Forum Współpracy, niemiecki rząd wstrzymał chińskie inwestycje w obszarze energetyki i robotyki. Zdaniem eksperta, podjął tę decyzję polityczną po to, aby uchronić dodatnie saldo wymiany handlowej między Niemcami a Chinami. Warto też podkreślić, że nasz zachodni sąsiad jest jedynym krajem Unii Europejskiej, który posiada w tym zakresie znaczące nadwyżki. Eksportuje on bowiem ponad 20 mld dolarów, przy imporcie 15 mld dolarów. Z drugiej strony, niemiecki biznes chce pozyskiwać zagraniczny kapitał. Przedsiębiorców właściwie nie interesuje to, z jakiego państwa on pochodzi. Oni chcą sprzedawać swoje przedsiębiorstwa, w tym rozwiązania i technologie w jak najlepszych cenach. Ekspert wskazuje więc na sporą rozbieżność pomiędzy interesami politycznymi i prywatnymi Niemców.

– Chińscy przedsiębiorcy głównie wybierają zagraniczne inwestycje, które mają znaczenie dla rozwoju Nowego Jedwabnego Szlaku. W ramach tego projektu, wielu z nich wykazuje ogromną aktywność we wszystkich europejskich państwach. Jeżeli ją ograniczą w Niemczech czy we Francji, to w naturalny sposób zintensyfikują swoje działania w Polsce i w innych krajach UE. Inwestorom będzie wówczas zależało na czasie. Muszą przecież zdążyć z realizacją swoich planów, które wiążą z naszym kontynentem. Ich budżety są rozliczane w typowych dla chińskiej gospodarki, rocznych raportach, w ramach 5-letnich planów rozwoju – mówi Mariusz Sperczyński, szef zespołu Inicjatywy 51GoShanghai.

Natomiast, Bartosz Michalak przypomina, że chińskie inwestycje w Europie możemy podzielić na dwa obszary. Jedne należą do spółek Skarbu Państwa i obejmują strategiczne obszary zainteresowania tamtejszego rządu. Przykładem tego był w zeszłym roku największy na świecie projekt inwestycyjny, czyli zakup firmy Syngeta, produkującej nawozy. Jego wartość wyniosła 43 mld dolarów. Drugi typ zaangażowania kapitałowego dotyczy inwestycji realizowanych przez prywatnych przedsiębiorców. Są oni zainteresowani wejściem na rynki globalne, takie jak Unia Europejska. Zależy im także na pozyskaniu nowoczesnych technologii po to, by potem szybko i sprawnie transferować je do Chin.

– Nasze przedsiębiorstwa mogą bardzo skorzystać na ograniczeniu aktywności chińskich inwestorów we Francji i w Niemczech, jeśli wesprze je w tym Ministerstwo Rozwoju. Moim zdaniem, resort powinien przede wszystkim szczegółowo przedstawić, na ile współpraca polskich firm z chińskim biznesem jest zgodna z linią rozwoju strategicznego na najbliższe lata. Dotyczy to zwłaszcza infrastruktury krytycznej, ponieważ Chińczycy chętnie inwestują w energetykę i transport. Następnie wskazane by było, aby rząd wydał oficjalny komunikat na ten temat – zaznacza Mariusz Sperczyński.

Jak wyjaśnia Bartosz Michalak, chińscy inwestorzy raczej nie chcą tworzyć nowych projektów, tzw. greenfield, w Europie i czekać 5-10 lat na ich niepewne efekty. Mając ogromne nadwyżki finansowe, chcą kupować gotowe rozwiązania, technologię, wiedzę i rozpoznawalne brandy. Największe wrażenie robią na nich mocne marki francuskie oraz niemieckie. Dlatego, firmy z ChRL w dalszym ciągu będą chciały w nie inwestować. Przedsiębiorcy z Państwa Środka są głównie zainteresowani firmami o zaawansowanych technologiach, m.in. w obszarze chemii, robotyki, produkcji i nowoczesnych materiałów. Zamierzają przenieść je na swój potężny rynek. Pamiętajmy o tym, że w Chinach żyje ponad 1 mld 300 mln ludzi, czyli 2 razy więcej, niż w całej UE. Wykorzystanie rozwiązań, sprawdzonych na mniejszej skali, ma prowadzić do niesamowitego rozwoju biznesu na dużo większym obszarze.

– Polskie przedsiębiorstwa z obszarów infrastruktury mogłyby skorzystać na chińskim kapitale, podobnie jak do tej pory firmy niemieckie czy francuskie. Oczywiście rozpoczęcie międzynarodowej współpracy, w zakresie Nowego Jedwabnego Szlaku, może też zawierać element ryzyka, jak każda podejmowana działalność. Wobec czego, Polacy oczekują jasnej odpowiedzi na pytanie, czy rząd będzie wspierał ich kooperację z Chińczykami. Jeżeli Ministerstwo Rozwoju uzna na przykład, że prowadziłoby to do uzależnienia krajowej gospodarki od interesów Państwa Środka, to polscy przedsiębiorcy powinni zostać już o tym powiadomieni – uważa Mariusz Sperczyński.

Tymczasem prezes Polsko-Chińskiego Forum Współpracy przypomina, że w Polsce mamy również ciekawe firmy, które odgrywają znaczącą rolę w kraju oraz regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Jednak do tej pory nie były jeszcze zaangażowane w globalną ekspansję. Właśnie dlatego Chińczycy wolą najpierw sięgnąć po rozwiązania z Europy Zachodniej, które są już rozpoznawalne na całym świecie. Nasze firmy, poszukujące kapitału i inwestora strategicznego, powinny przede wszystkim pokazać, że ich sukces w rodzimym kraju może być przeniesiony do Azji i tam przeskalowany. To jest bardzo ważne dla inwestorów z Chin.

– Chcąc zachęcić Chińczyków do inwestowania w naszym kraju, podobnie jak we Francji czy w Niemczech, trzeba ich do nas stale zapraszać i pokazywać im nasz potencjał. Spotkania polskich przedsiębiorców ze stroną chińską odbywają się zdecydowanie zbyt rzadko. Natomiast, właśnie bezpośrednie rozmowy na polskim gruncie dają największe szanse na sukces, zarówno tym, którzy chcą sprzedawać swoje produkty, usługi, jak i dosłownie całe biznesy. Oczywiście taka wizyta musi być doskonale zorganizowana i dość dobrze przemyślana. Wymaga też inwestycji sporych środków finansowych – przyznaje Mariusz Sperczyński.

Z kolei, Bartosz Michalak stwierdza, że każdy z krajów Unii Europejskiej ma różne doświadczenia we współpracy z Chińczykami. Dotyczą one m.in. nieudanych przejęć firm przez tamtejszy kapitał. I właśnie to ryzyko należy mieć szczególnie na uwadze. Trzeba pamiętać o tym, że przedsiębiorcy z Państwa Środka dopiero uczą się wchodzenia na obce rynki. W latach 90. ubiegłego wieku preferowali zakup udziałów mniejszościowych, korzystanie z licencji na określone technologie oraz współpracę na zasadzie wspólnych projektów, tzw. joint-venture. Po 2000 roku chiński rząd w obawie, iż ich firmy na zawsze pozostaną tylko podwykonawcami, postanowił zmienić politykę. Odtąd Chińczycy zaczęli przejmować całe przedsiębiorstwa i sprawować nad nimi pełną kontrolę. Prowadzący z nimi interesy, Polacy powinni być świadomi zarówno ich mocnych, jak i słabych stron.

– Oficjalne stanowisko rządu pomogłoby naszym przedsiębiorcom w podejmowaniu bardziej śmiałych decyzji biznesowych. Dotychczas otrzymali oni już wiele interesujących ofert od chińskich inwestorów i przeprowadzili z nimi mnóstwo rozmów, które obecnie niestety pozostają w zawieszeniu. Wszyscy obserwujemy to, co się dzieje we Francji czy w Niemczech. I widzimy, że w tamtych krajach dyskusja polityków i biznesmenów na temat współpracy z Chińczykami weszła w kolejną fazę. A my cały czas jeszcze nie znamy strategii działania swojego rządu – ubolewa szef zespołu Inicjatywy 51GoShanghai.

Jak podsumowuje Bartosz Michalak, chcąc wykorzystać to, że Francuzi i Niemcy w części rezygnują z chińskiego kapitału, Polska musi w jasny sposób określić, w jakich obszarach chce współpracować z Państwem Środka. Zarówno nasz rząd, jak i rodzimi przedsiębiorcy powinni przedstawiać konkretne oczekiwania Chińczykom. Wiadomo, że oni chcieliby u nas budować kolej szybkich prędkości. Ostatnio dużo mówi się też o chińskim zaangażowaniu w pomysł centralnego lotniska, modernizację portów morskich czy rozbudowę żeglugi śródlądowej. Natomiast, polskim firmom zależy na ekspansji na rynek chiński. W przypadku eksportu, obszarem o znacznym potencjale rozwoju jest sprzedaż towarów za pośrednictwem Internetu, czyli e-commerce. Choć nasze interesy wydają się rozbieżne, możemy znaleźć wspólną płaszczyznę do tego, by oba kraje rozszerzały wymianę handlową.

 

Źródło: MondayNews.pl

Sześciokrotny wzrost sprzedaży – tak wyglądała ostatnia dekada dla rynku otwartych technologii. O jego dotychczasowym rozwoju i perspektywach na przyszłość dyskutowało ponad 800 uczestników 10. konferencji Open Source Day. 17 maja w Warszawie odbyła się jubileuszowa edycja jednego z największych europejskich wydarzeń poświęconych otwartemu oprogramowaniu. Spotkanie zostało zorganizowane pod patronatem Ministerstwa Cyfryzacji i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Tegoroczna konferencja Open Source Day zgromadziła 800 uczestników i ok. 3000 widzów relacji online, m.in. specjalistów IT i przedstawicieli biznesu. W czasie wydarzenia spotkali się reprezentanci wiodących globalnych marek technologicznych – zarówno tych, opierających swoje działania na technologiach otwartych, jak i tych, które kojarzone są przede wszystkim z rozwiązaniami zamkniętymi, a które w coraz większym stopniu wykazują zainteresowanie open source.

Otwarte technologie są dziś wykorzystywane w 4 na 5 przedsiębiorstw, a można się pokusić o stwierdzenie, że w życiu codziennym korzysta z nich niemal każdy z nas. Czyni to open source jedną z najszybciej rozwijających się dziedzin współczesnego IT, której nie może ignorować żaden z rynkowych graczy. Liczby mówią same za siebie. Sprzedaż tego typu oprogramowania w ciągu ostatniej dekady wzrosła sześciokrotnie. O sile tych technologii świadczą także przykłady biznesowego sukcesu firm opierających swoją działalność wyłącznie na rozwiązaniach open source. 10. edycja konferencji była doskonałą okazją, żeby podsumować niezwykle dynamiczny rozwój tego rynku w Polsce – mówi Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska, organizator konferencji Open Source Day.

Gościem specjalnym tegorocznej edycji był Dariusz Jemielniak, ekspert w zakresie otwartej współpracy, pierwszy członek Rady Powierniczej Wikimedia Foundation wybrany spoza USA i Europy Zachodniej. Tematem jego wystąpienia były mechanizmy, które napędzają i regulują działanie społeczności skupionych wokół ruchów open source czy open content.

Wystąpienia w ramach sesji głównych koncentrowały się m.in. na rosnącym znaczeniu technologii dla rozwoju przedsiębiorstw i tego, w jaki sposób stają się one integralną i kluczową częścią produktów i usług oferowanych przez różne gałęzie gospodarki. Według danych IDC, do 2020 r. połowa firm z listy Global 2000 będzie uzależniała swój sukces biznesowy od technologii. Dodatkowo, jak zauważyli prelegenci, nowoczesne rozwiązania IT, bez których dziś nie wyobrażamy sobie biznesu – np. rozwiązania chmurowe – działają w znacznym stopniu właśnie w oparciu o open souce. W czasie konferencji nie zabrakło również wątków związanych z bezpieczeństwem IT i tego w jaki sposób wdrożenie rozwiązań otwartych pozwala na zwiększenie poziomu kontroli nad firmowymi zasobami.

Ważną częścią agendy wydarzenia były warsztaty technologiczne. W sesjach nakierowanych na kształtowanie praktycznych umiejętności pracy z rozwiązaniami otwartymi wzięło udział łącznie ponad 200 osób.

Patronat honorowy nad konferencją objęło Ministerstwo Cyfryzacji, a także Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Platynowym Partnerem wydarzenia była firma Red Hat, a Partnerem Technologicznym Google. Do Złotych Partnerów należeli Docker, EDB, Microsoft i Suse, a do Srebrnych MySQL, Zabbix, IT EMCA, Zextras i Intalio. Wśród patronów medialnych znalazły się redakcje PC Format, Warsaw Business Journal, eGospodarka.pl, Linux.pl, OSworld.pl, ITwiz, Mamstartup.pl i Magazynu Programista.

 

Źródło: Open Source Day

Nowe dane o rekordowo niskim bezrobociu i silnym popycie na pracowników zaburzają obraz poważnych problemów strukturalnych dotyczących zatrudnienia i aktywności zawodowej Polaków – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Według opublikowanych w środę kwietniowych danych Eurostatu bezrobocie w Polsce spadło do poziomu 4,8 proc. Tylko pięć krajów ma niższą wartość tego wskaźnika. Wyższy jest m.in. w Holandii (5,1 proc.), Danii (5,7 proc.) czy Szwecji (6,6 proc.). Paradoksalnie jednak tak niski poziom bezrobocia może zacząć bardziej martwić niż cieszyć, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę bardzo niskie wskaźniki zatrudnienia i aktywności zawodowej Polaków.

Różnica między bezrobociem a biernością

Przede wszystkim warto zwrócić uwagę, że o kondycji gospodarki nie świadczy sam wskaźnik bezrobocia. Zdecydowanie ważniejsze są: współczynnik zatrudnienia i skala bierności zawodowej. W tym drugim wypadku chodzi o ludzi, którzy nie mają pracy i jej nie szukają. Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL) GUS-u pokazuje, że w pierwszym kwartale 2017 r. pracy szukało 926 tys. bezrobotnych (5,4 proc.), co oznacza spadek o ponad 500 tys. (z 8,6 proc.) z notowanych dwa lata temu niespełna 1,5 mln.

Te dane oczywiście cieszą. Wynika z nich, że ludzie, którzy szukają płatnego zajęcia, znajdują zatrudnienie. Z drugiej strony spadek liczby bezrobotnych rzędu kilkuset tys. przy skali biernych zawodowo na poziomie 13,4 mln (dla populacji powyżej 15. roku życia) nie jest już tak spektakularny. Nawet gdy wyłączymy z grupy biernych zawodowo osoby starsze niż 64 lata i młodsze niż 25 lat, to liczba osób, które nie szukają i nie mają pracy, jest bardzo duża i wynosiła według danych Eurstotatu na koniec 2016 r. ponad 5 mln osób.

Bierność zawodowa wyższa niż w Grecji

Eurostat podaje, że stosunek biernych zawodowo do populacji w przedziale 25-64 lata wynosi w Polsce 24,5 proc. To piąty najgorszy wynik w Unii. Mniejszy odsetek osób, które nie szukają i nie mają pracy, jest m.in. w zmagającej się z kryzysem gospodarczym Grecji (23,9 proc.). Natomiast średnia na obszarze wspólnej waluty wynosi 20,1 proc., a w Czechach czy na Litwie jest to ok. 17 proc. Obniżenie wskaźnika bierności w przedziale 25-64 lata o 1 pkt proc. oznacza, że do grupy aktywnych zawodowo (mających pracę lub jej poszukujących) trafia 200 tys. osób.

Z wysokiego poziomu bierności bezpośrednio wynika niski współczynnik aktywności zawodowej. Odsetek osób pracujących lub szukających pracy do populacji 25-64 lata wynosi 75,5 proc. i jest o 0,6 pkt proc. niższy niż w Grecji.

Olbrzymie dysproporcje zatrudnienia w zależności od wykształcenia

Dodatkowo warto zauważyć olbrzymie dysproporcje w aktywności zawodowej w relacji do wykształcenia. Wśród tych, którzy mają wyższe wykształcenie, wynosi on 90,2 proc. Jest to rezultat bliski Danii (90,3 proc.) oraz Niemiec (90,4 proc.), a także powyżej unijnej średniej (89,1 proc) . Wysokiej aktywności towarzyszy także bardzo dobry wskaźnik zatrudnienia Polaków legitymujących się przynajmniej licencjatem. Wynosi on 87,4 proc. i jest nieco niższy niż w Niemczech (88,4 proc.), ale wyższy niż np. w Danii (86,2 proc.). Bezrobocie Polaków z wyższym wykształceniem w wieku 25-64 lata wynosi 2,8 proc. i jest nawet niższy niż w Szwajcarii – 3 proc.

Warto jednak podkreślić, że dyplomem wyższej uczelni legitymuje się tylko 6 z ponad 20 mln Polaków w wieku 25-64 lata. Sytuacja zdecydowanie się pogarsza, gdy spojrzymy na niespełna 13 mln osób, które Eurostat kwalifikuje na poziomach edukacji trzecim i czwartym (policealne, średnie ogólnokształcące i zawodowe oraz zasadnicze zawodowe). Współczynnik aktywności zawodowej w tej grupie to tylko 72,7 proc. Jest to drugi najniższy wynik w UE po Chorwacji (72,3 proc.). Średnia dla Wspólnoty to 80,3 proc., w Czechach jest to 83,4 proc., a w Niemczech 84 proc.

W tej grupie osób także dobrze widać, jak mylący jest wskaźnik bezrobocia. Dla osób z wykształceniem na poziomie trzecim i czwartym wynosi on 5,8 proc. (667 tys.) i jest niższy niż średnia unijna (7,8 proc.) oraz przeciętna dla strefy euro (8,9 proc.). Współczynnik bierności ma wartość natomiast 27,3 proc. (3,5 mln). Towarzyszy temu również bardzo niski wskaźnik zatrudnienia. Wynosił on w 2016 r. 68,5 proc. To jest trzeci najgorszy wynik w UE przy średniej na poziomie 75 proc. W Czechach czy w Niemczech wartości oscylowały blisko 81 proc.

Różnica we wskaźniku zatrudnienia do populacji (25-64 lata) na poziomie 20 pkt proc. pomiędzy osobami z wyższym wykształceniem a tymi, którzy nie legitymują się dyplomem uczelni, jest nie tylko najwyższa w całej Unii (średnio 10 pkt proc.), ale również największa wśród wszystkich państw OECD (dane za 2015 r. – średnio również 10 pkt proc.). Świadczy to o bardzo poważnych problemach strukturalnych polskiego rynku pracy. Szczególnie niepokoić może fakt, że mimo wielu przemian ta sytuacja przez ostatnią dekadę nie uległa poprawie.

Konieczne reformy strukturalne
Rekordowo niski poziom bezrobocia w Polsce może sprawiać wrażenie, że polski rynek pracy jest w bardzo dobrej kondycji. Faktycznie jednak jego słabości ukryte są w bardzo wysokim wskaźniku bierności i niskim aktywności zawodowej. Krajowy rynek pracy pozostanie w słabej formie, jeśli nie dojdzie do poważnych reform strukturalnych – z jednej strony stymulujących znaczne grupy społeczne do poprawy kwalifikacji, a z drugiej strony zachęcających przedsiębiorstwa do zatrudniania osób z wykształceniem poniżej wyższego.

 

Autor: Marcin Lipka

Wraz z początkiem czerwca ogłoszenia dotyczące pracy sezonowej zaczynają pojawiać się praktycznie wszędzie. Najczęściej dotyczą one pracy w takich branżach jak: zakwaterowanie, gastronomia oraz rolnictwo. Biorąc pod uwagę krótki okres zatrudnienia, następuje ono najczęściej na podstawie umów cywilnoprawnych. Czy to oznacza, że sezonowi pracujący nie podlegają ochronie zasad BHP?

Kwestią, o której należy pamiętać w kontekście BHP i pracy sezonowej, jest fakt że branżami, które najczęściej zatrudniają sezonowych pracowników są: zakwaterowanie, gastronomia oraz rolnictwo. Jak się okazuje, wypadki przy pracy w przedsiębiorstwach tych segmentów stanowiły w 2016 roku według GUS niemal co 6 odnotowane zdarzenie (ponad 14 proc. wszystkich odnotowanych przez GUS wypadków przy pracy). Oznacza to, że prawdopodobieństwo ulegnięcia wypadkowi przy wykonywaniu sezonowej pracy jest stosunkowo wysokie. Jak zadbać o zgodne z przepisami BHP stanowisko pracy sezonowej?

Zgodnie z polskim prawem to na zatrudniającym ciąży obowiązek zapewniania zgodnych z zasadami bezpieczeństwa i higieny pracy warunków wykonywania obowiązków wynikających z zawartej umowy.
Przedsiębiorca, który zatrudnia osoby na podstawie umów cywilnoprawnych nadal jest zobowiązany przez prawo do  zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy osobom wykonującym ją we wskazanym przez niego miejscu. Oznacza to, że musi zorganizować pracę zgodnie z BHP, zapewnić przestrzeganie tych przepisów i zasad, a także wprowadzać zmiany zgodne z nowymi wytycznymi organów nadzoru  –  mówi Hubert Miłosz Wawrzyniak, członek zarządu W&W Consulting i dodaje – Warto jednak pamiętać, że także osoby zatrudnione na podstawie umów cywilnoprawnych mają swoje obowiązki wynikające z zasad BHP.

Po pierwsze, osoby wykonujące pracę sezonową mają obowiązek przestrzegać zasad BHP. Oznacza to, że powinny znać przepisy oraz zasady bezpieczeństwa i higieny pracy, a także brać udział w szkoleniu i instruktażu wykonywania pracy na danym stanowisku. Kolejną kwestią jest także przestrzeganie tych zasad w czynnościach zawodowych, a także stosowanie się do poleceń przełożonych, które dotyczą bezpiecznej pracy. Warto także podkreślić, że po stronie zatrudnionego także leży kwestia dbania o odpowiedni stan sprzętu, przy którym pracuje oraz o zachowanie porządku i ładu w miejscu pracy.

Niestety, pomimo, że osoby zatrudnione na podstawie umówi cywilnoprawnych są zobowiązane do przestrzegania i znajomości BHP,  przepisy nie precyzują zasad poddawania ich szkoleniom i badaniom – konstatuje Hubert Miłosz Wawrzyniak. – Część interpretacji prawnych wręcz wskazuje, że to osoba zatrudniona powinna samodzielnie zadbać o te kwestie. Jednak z punktu widzenia przedsiębiorstwa warto zadbać o podstawowe przeszkolenie i wyjaśnienie kluczowych zasad podczas wykonywania danej pracy. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że prace sezonowe są ściśle powiązane z właściwą porą roku. Oznacza to, że znalezienie odpowiedniego zastępstwa w określonym czasie może stanowić wyzwanie i doprowadzić do utraty potencjalnych zysków.

 

Warto pamiętać:

  1. Niezależnie od formy zatrudnienia, to przedsiębiorca odpowiada za zapewnienie zgodnych z zasadami BHP warunków pracy.
  2. Osoby pracujące w oparciu o umowy cywilnoprawne mają obowiązek znajomości i przestrzegania zasad BHP w czasie wykonywania pracy.
  3. Niemal co 6 wypadek przy pracy miał miejsce w firmach, które działają w branżach, które najczęściej zatrudniają sezonowych pracowników.

Źródło: W&W Consulting

Eksperci

Greenspan: Bitcoin osiągnął rekord

Wszyscy mówią o rekordowej cenie Bitcoina, która ciągle rośnie i w trakcie weekendu udało jej się po...

Rozbicki: Sezon wynikowy na GPW nabiera tempa

Wakacje w pełni, a na warszawskim parkiecie wakacyjną nudę powoli zaczyna przerywać sezon publikacji...

Lipka: Przed nami ostatnie kwartały szybkiego wzrostu PKB?

16 sierpnia GUS ogłosi wstępne dane o PKB za drugi kwartał. Z dużym prawdopodobieństwem dowiemy się,...

Bugaj: Coraz mniej rosnących spółek

W połowie tygodnia indeks MSCI World wyznaczył nowe historyczne rekordy i gdyby udało mu się utrzyma...

Ludwiczak: Dokąd zmierza rynek mieszkaniowy w Polsce

Temat rynku mieszkaniowego w Polsce jest ostatnio niezwykle popularny. Wynika to m.in. z najwyższej ...

WIADOMOŚCI

Aplikacje pomogą przetrwać burze

Afrykański skwar a później burze, grad i ulewny deszcz - pogoda w najbliższych dniach ma być niebezp...

Opóźnienia w wydawaniu funduszy unijnych

Wykorzystanie funduszy unijnych utrzymuje się na wysokim poziomie, nadal jednak niektóre regiony - j...

Zmiany w stosowaniu stawek VAT na żywność

MF nie wyklucza zmian w stosowaniu obniżonych stawek VAT na żywność, weźmie pod uwagę propozycję sta...

„500 plus” nie wpływa na zwiększenie liczby kobiet biernych zawodowo

„Ten, kto twierdzi, że kobiety rezygnują z pracy zawodowej z powodu wsparcia otrzymanego na dzieci, ...

Unikalna technologia marketingu transakcyjnego

Na terminalach płatniczych firmy eService została uruchomiona unikatowa technologia ZenCard 2.0 – na...