piątek, Grudzień 14, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "przedsiębiorcy"

przedsiębiorcy

Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury (WWK), informujący z wyprzedzeniem o przyszłych tendencjach w gospodarce w lutym 2018 roku spadł o 0,8 punktu w stosunku do notowań z poprzedniego miesiąca. Nie jest to spadek znaczący, jeśli wziąć pod uwagę wzrosty z ostatnich kilku miesięcy. Większość danych wskazuje na utrzymanie się w najbliższych miesiącach przyzwoitego tempa wzrostu gospodarki, najprawdopodobniej jednak nie tak wysokiego jak w ostatnim kwartale ubiegłego roku. Wzrost ten wspomagany będzie głównie produkcją kierowaną na eksport oraz stopniowo słabnącym spożyciem indywidulanym. Niewiele przemawia za ożywieniem inwestycji sektora prywatnego, choć napływ środków unijnych zapewne ożywi nieco inwestycje finansowane ze środków publicznych. 

Spośród ośmiu składowych wskaźnika w lutym br. trzy uległy poprawie w porównaniu z sytuacją sprzed miesiąca, jedna nie zmieniła się, a cztery uległy pogorszeniu.

Największą poprawę odnotowano wśród składowych reprezentujących nastroje przedsiębiorców na temat ogólnej sytuacji w ich firmach oraz opinie na temat tempa napływu nowych zamówień.

Zamówienia do przedsiębiorstw napływają szerszym strumieniem od jesieni 2016, jednak szczególnie korzystne dla firm było pod tym względem ostatnie półrocze. Zdecydowanie lepiej kształtuje się portfel zamówień w przypadku firm dużych, zaś skala poprawy jest znacznie mniejsza w przypadku firm małych, zatrudniających mniej niż 50 pracowników. W układzie branżowym najkorzystniej sytuacja przedstawia się w przemyśle przetwórstwa ropy naftowej oraz w branży metalowej. Nadzieją napawa szerszy napływ  zamówień trafiających do przedsiębiorstw produkujących dobra inwestycyjne. Natomiast o słabnącej roli popytu konsumpcyjnego świadczyć może wyraźnie wolniejszy w stosunku do jesieni ubiegłego roku napływ nowych zamówień do firm produkujących trwałe dobra konsumpcyjne.

W konsekwencji poprawiającej się sytuacji w zamówieniach, przedsiębiorcy coraz korzystniej oceniają swą sytuację finansową. O ile jeszcze w grudniu ubiegłego roku nieznacznie przeważał odsetek firm odczuwających pogarszanie się stanu finansów nad tymi, którzy uważali, że następuje poprawa, o tyle obecnie zdecydowanie przeważają firmy oceniające, że ich sytuacja finansowa poprawiła się w ostatnim czasie.

Nieznacznie wzrósł w stosunku do miesiąca ubiegłego stan zapasów wyrobów gotowych w magazynach przedsiębiorstw. Wydaje się, iż może to wynikać z zapobiegliwości przedsiębiorców, którzy uzupełniają zapasy w odpowiedzi na rosnący popyt i zamówienia, aby zagwarantować ciągłość i terminowość dostaw.

Do negatywnych zjawisk w gospodarce zaliczyć należy spadek wydajności pracy w sektorze przedsiębiorstw. Jej poprawa w ubiegłym miesiącu okazała się jednorazowa i wynikała z mniejszej liczby dni roboczych a nieco wyższej produkcji przeznaczanej na poczet świątecznych zakupów. Obecnie wydajność pracy powróciła do swej długookresowej tendencji spadkowej, która trwa od końca 2016 roku. Spadek wydajności pracy wyraźnie związany jest z niskim poziomem inwestycji w maszyny i urządzenia, czyli słabym technicznym uzbrojeniem siły roboczej.

Wg. szacunków doradców restrukturyzacyjnych PMR Restrukturyzacje S.A. nawet kilkadziesiąt tysięcy firm w Polsce rocznie podejmuje wewnętrzne działania naprawcze, ratunkowe, jednak zaledwie kilka procent z nich korzysta z ochrony prawnej i narzędzi jakie daje im do dyspozycji nowe Prawo Restrukturyzacyjne. Dlaczego? 

Polscy przedsiębiorcy nadal bardzo rzadko korzystają z takiej pomocy. Zgodnie z danymi przytaczanymi przez Coface „Upadłości i restrukturyzacje firm w Polsce w 2017 r.” w ubiegłym roku odnotowano 537 upadłości oraz 348 restrukturyzacje firm, w sumie 885 rozpoczętych postępowań, co stanowi zaledwie 16 proc. wzrost w stosunku do roku 2016.

To bardzo niewielki wzrost nawet biorąc pod uwagę, że liczba samych restrukturyzacji rośnie szybciej niż upadłości – w 2016 r. z ogólnej liczby postępowań 27 proc. to restrukturyzacje, a w 2017 r. – 39 proc.  Wśród postępowań restrukturyzacyjnych najwięcej pojawia się przyspieszonych postępowań układowych (209), a najmniej postępowań o zatwierdzenie układu (11).

– Przedsiębiorcy najczęściej sięgają do przyspieszonych postępowań układowych, ponieważ umożliwiają one możliwie szybkie wypracowanie układu z wierzycielami w przypadku jeżeli kryzys nie jest w zaawansowanej fazie, a zasadnicze problemy sprowadzają się do zachwiania płynności – mówi Sławomir Anisimowicz, dyrektor zarządzający PMR Restrukturyzacje S.A. – Drugie najczęściej wykorzystywane narzędzie to postępowanie sanacyjne, które z kolei umożliwia przeprowadzenie głębokich zmian w zakresie prowadzonej działalności operacyjnej, praktycznie w każdym aspekcie, włącznie z przemodelowaniem lub wręcz zmianą istotnych kierunków prowadzenia działalności – dodaje Sławomir Anisimowicz.

Dlaczego tych postępowań jest w Polsce tak mało, skoro eksperci szacują, że aż kilkadziesiąt tysięcy firm w Polce co roku wprowadza różne wewnętrzne działania restrukturyzacyjne, a kilka tysięcy ma poważne przejściowe kłopoty?

– Bardzo niska liczba restrukturyzacji to wynik ciągle znikomej wiedzy przedsiębiorców – mówi dyrektor zarządzający PMR Restrukturyzacje S.A. – W Polsce dodatkowo, w odróżnieniu od krajów zachodnich, mamy do czynienia ze strachem przed przyznaniem się do problemów. Wprowadzanie przez firmę otwartych działań restrukturyzacyjnych dla wielu przedsiębiorców oraz ich partnerów biznesowych, instytucji finansowych, a także klientów jest często sygnałem negatywnym, wręcz zapowiedzią bankructwa. W takiej sytuacji wiele firm aż do końca nie przyznaje się do problemów, nie szuka pomocy zewnętrznej i nie korzysta z narzędzi jakie przygotował dla nich ustawodawca – tłumaczy Sławomir Anisimowicz.

W sektorze finansowym od wielu lat znany jest mechanizm tzw. paniki bankowej ang. bank run. Polega on na tym, że klienci banku wypłacają wszystkie swoje pieniądze w tym samym krótkim czasie w obawie przed bankructwem banku. Niezależnie od tego, czy panika wywołana jest nieuprawnioną plotką, czy wiarygodnymi informacjami finansowymi, jej bezpośrednim efektem jest upadek banku, a więc mechanizm działa jak samospełniające się proroctwo. W dzisiejszym systemie bankowym istnieją rozbudowane narzędzia gwarancji, zabezpieczeń, depozytów w bankach centralnych, aby do takiej sytuacji nie dochodziło. Inne firmy jednak takimi gwarancjami nie są objęte o czym przekonało się i przekonuje nadal wielu klientów tzw. firm krzaków, a także przypadkowych firm, które upadają.

 

Tylko 27 proc. przedsiębiorców jest konsekwentnych w stosowaniu sankcji wobec firm, które nie płacą im za towary i usługi. Mimo że zapowiadają podjęcie różnorodnych działań zmierzających do odzyskania pieniędzy, to z ich wdrażaniem w życie jest gorzej. Jeszcze dwa lata wcześniej prawie połowa przedsiębiorców deklarowała żelazną konsekwencję w dochodzeniu zapłaty za wystawione faktury.

Połowa przedsiębiorców sprawdza wpływy na konto codziennie. 15 proc. robi to raz na tydzień, a 11 proc. tylko raz w miesiącu. Aż 81 proc. firm ma problemy z uzyskaniem zapłaty za sprzedane towary i usługi, co oznacza 10 proc. wzrost w stosunku do poprzedniego badania. Z tego grona niemal 60 proc. przedsiębiorstw skarży się, że co 10. faktura wystawiana przez nich każdego miesiąca pozostaje nieopłacona. Jedna trzecia firm potwierdza, że przeterminowane płatności to 11-50 proc. ich wszystkich faktur. A środki na rachunku są niezbędne, aby wypłacić wynagrodzenia pracownikom, czy pokryć podatki i składki ZUS, ale też zapłacić własnym dostawcom.

Rzadziej do sądu, częściej negocjacje

Jak zatem radzą sobie firmy, kiedy minął akceptowalny termin oczekiwania na zapłatę i mimo wcześniejszych działań motywujących kontrahenci nadal nie przelewają pieniędzy za faktury?

Zmalał odsetek firm, które decydują się na korzystanie z radykalnych rozwiązań, jak zaangażowanie kancelarii prawnych czy skierowanie sprawy do sądu. Teraz na drogę sądową występuje co piąty przedsiębiorca, podczas kiedy wcześniej opcję tę wybierało 22 proc. badanych. W 2015 r. dochodzenie należności kancelariom prawnym zlecało 26 proc. firm, obecnie niecałe 20 proc.

Od 2015 roku zwiększył się natomiast odsetek firm korzystających z polubownych sposobów dochodzenia płatności za sprzedane towary i usługi. Przedsiębiorcy częściej niż poprzednio powierzają odzyskanie długu firmom windykacyjnym. Decyduje się na to ponad 13 proc. firm (wobec 11 proc. wcześniej). Poza tym jedna trzecia dzwoni do partnerów i negocjuje warunki spłaty (poprzednio metodę tę wykorzystywało 26 proc.). Więcej firm wysyła też wezwanie do zapłaty – obecnie robi to 57 proc., a w badaniu przeprowadzonym w 2015 r. wskazała tak połowa z nich.

Przedsiębiorcy preferują także „miękkie” metody prewencyjne. Już w momencie wystawiania faktury ponad 11 proc. umieszcza na niej pieczęć informującą o przekazywaniu niezapłaconych należności do firmy windykacyjnej. Wcześniej robiło tak  tylko niecałe 2 proc. Zwiększyło się także grono tych, którzy na fakturze uprzedzają kontrahentów, że jeśli nie zapłacą oni za towar lub usługę, zostaną wpisani do biura informacji gospodarczej, np. Krajowego Rejestru Długów. Rozwiązanie to wykorzystuje teraz prawie co dziesiąta firma, a poprzednio tylko 6 proc.

Na dobrych chęciach się kończy 

Badanie pokazuje, że znacznie mniej firm jest konsekwentnych w realizacji swoich zapowiedzi i deklaracji. W 2015 r. niemal połowa, jeśli uprzedziła kontrahenta, że podejmie działania zmierzające do odzyskania należności, rzeczywiście to robiła. Aktualnie taki plan realizuje tylko niespełna 27 proc.

– Dobra koniunktura rozleniwiła wiele firm. Zwiększają one przychody i zyski, nie narzekają na brak zamówień, więc uważają, że niepłacący kontrahenci nie są dla nich poważnym zagrożeniem. Pogorszenie koniunktury, a często nawet chwilowa zadyszka, może sprawić, że takie podejście mocno odbije się na koncie firmy. Dlatego na kwestie płynności trzeba patrzeć w długoterminowej perspektywie. Jeśli kontrahent odwleka płatności, a próby polubownego nakłonienia do zapłaty nie przynoszą efektu, warto rozważyć wpisanie jego zobowiązania do biura informacji gospodarczej. To efektywny sposób na odzyskanie należności – ocenia Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów.

 

 

 

 

 

 

 

Projekt ustawy dotyczący wad z tytułu rękojmi zamiast wzmocnić pozycję konsumentów, czego chcieliby jego autorzy, może pogorszyć ich sytuację, ponieważ przedsiębiorcy będą starali się unikać wymiany towaru, dokonując w pierwszej kolejności napraw – uważa Konfederacja Lewiatan.

Projekt ustawy dotyczy zmiany uregulowań dotyczących wad z tytułu rękojmi, w szczególności odnoszących się do terminów odpowiedzialności sprzedawcy z tytułu rękojmi.

Brakuje w nim kompleksowego uregulowania zmiany niektórych przepisów dotyczących rękojmi, które pozwoliłyby przedsiębiorcy zakończyć na pewnym etapie proces wielokrotnego wymieniania towaru. Chodzi np. o umożliwienie odstąpienia od umowy i zwrotu konsumentowi wpłaconej należności – przekonuje dr Aleksandra Musielak, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Można wyobrazić sobie sytuację, w której rzecz o nietypowych właściwościach (wykazująca pewną wadliwość po krótkim czasie np. 5 miesięcy) jest wymieniana przez konsumenta cyklicznie, gdyż jest on zainteresowany krótkotrwałym jej użytkowaniem i ponowną wymianą.

Konieczne jest również doprecyzowanie, w jaki sposób na wydłużenie odpowiedzialności z tytułu rękojmi ma wpływ wymiana rzeczy na wolną od wad przez gwaranta (w ramach gwarancji). Możliwe jest bowiem, że gwarant realizuje zupełnie odmienną (bardziej liberalną) politykę konsumencką aniżeli sprzedawca, a co za tym idzie sprzedawca nie powinien ponosić odpowiedzialności związanej z ewentualną wymianą towaru przez gwaranta. Już choćby z tego względu przepis wymaga doprecyzowania.

Przedsiębiorcy będą starali się unikać wymiany towaru, dokonując w pierwszej kolejności napraw. Konsument ma prawo żądania innego niż zaproponowany przez sprzedawcę sposobu usunięcia wady, ale sprzedawca będzie podnosił, że doprowadzenie rzeczy do zgodności z umową w sposób wybrany przez kupującego jest niemożliwe albo wymagałoby nadmiernych kosztów.

Konfederacja Lewiatan widzi ryzyko, iż uprawnienie przyznane konsumentom będzie prowadziło do nadużyć. W konsekwencji  może zostać zachwiana zasada pewności obrotu gospodarczego, która w prawie odgrywa doniosłą rolę w obrocie profesjonalnym, z uwagi właśnie na wzmocnienie ochrony konsumentów kosztem pewności obrotu w sferze stosunków konsumenckich.

Projektujący wskazują, iż z punktu widzenia podmiotów gospodarczych – producentów towarów nabywanych przez konsumentów, ustawa może mieć niewielki ujemny wpływ na ich przychody lub koszty, w sytuacji gdy byliby oni zobowiązani do kilkukrotnych wymian towaru na wolny od wad na żądanie tego samego konsumenta.

– W naszej opinii takie stanowisko jest uzasadnione, jednakże wyłącznie w stosunku do dużych przedsiębiorców. W odniesieniu zaś do mikro  oraz małych i średnich  zmiana może mieć poważne ujemne skutki.  Będzie bowiem powodować zachwianie pewności obrotu po stronie takich przedsiębiorców – dodaje Aleksandra Musielak.

 

 

Polscy przedsiębiorcy, kiedy wydają prywatne pieniądze, sprawdzają dewelopera, u którego chcą kupić mieszkanie lub internetowego sprzedawcę. Kiedy jednak w grę wchodzą firmowe finanse, na weryfikację przymykają oko – wynika z badania „Biznesowy savoir-vivre” przeprowadzonego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów i Rzetelnej Firmy.

43 proc. firm z sektora MŚP nie sprawdza wiarygodności finansowej kontrahenta, z którym chcą podjąć współpracę biznesową. Powody są różne. Dwóch na trzech przedsiębiorców tłumaczy, że nie musi weryfikować partnera, ponieważ ma stałych klientów. Z kolei w 24 proc. firm za towary lub usługi płaci się zazwyczaj gotówką. Niewiele mniej, bo 23 proc. ankietowanych ufa, że kontrahent zapłaci – wynika ze wspólnego badania Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej i Rzetelnej Firmy „Biznesowy savoir-vivre”, przeprowadzonego przez Keralla Research wśród przedsiębiorców z sektora MŚP. Jednak wielokrotnie to zaufanie zostaje nadszarpnięte, a przedsiębiorca zamiast pieniędzy zostaje z niczym.

 – Skalę problemu najlepiej pokazują liczby. Zadłużenie wszystkich firm notowanych w Krajowym Rejestrze Długów wynosi prawie 9 mld złotych. Na tę kwotę składa się ponad 945 tys. zobowiązań niespłaconych w terminie. Ponadto, jak wynika z naszego cyklicznego badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” aż 85 proc. firm wskazuje na kłopoty z otrzymaniem zapłaty od kontrahentów w umówionym terminie. Części problemów można byłoby uniknąć, ale wciąż mało firm ma w zwyczaju sprawdzać wiarygodność finansową swoich partnerów – uważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Kiedy jednak tych samych przedsiębiorców zapytano o to, czy przy wydawaniu prywatnych pieniędzy sprawdzają wiarygodność płatniczą rozmaitych dostawców, ich odsetek znacznie wzrósł. Aż 92 proc. ankietowanych w życiu prywatnym weryfikuje dewelopera przed kupnem mieszkania. 76 proc. robiąc zakupy w Internecie ma zwyczaj sprawdzania sprzedawcy. Najczęściej szukają opinii oraz komentarzy dotychczasowych klientów o usługach czy produktach.

Dlaczego zatem weryfikując prywatnie, nie robią tego zawodowo w firmie? Przedsiębiorcy ufają, że kontrahent zapłaci – w ten sposób odpowiedziało 16 proc. badanych. Co ciekawe, co czwarty ankietowany nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Istotnym aspektem jest również fakt, że dla wielu przedsiębiorców wartość własnych pieniędzy jest zupełnie inna niż wartość finansów należących do firmy. 14 proc. badanych dba bardziej o swoje prywatne finanse niż te służbowe.

– To naprawdę zaskakujące. Tacy przedsiębiorcy żyją w nieświadomości, że to system naczyń połączonych. Kiedy firma straci pieniądze, straci na tym zarówno jej właściciel, jak i jej pracownicy. Dlatego również oni powinni wykazać zainteresowanie i zaszczepić w firmie nawyk sprawdzania. Jak wiadomo: przezorny zawsze ubezpieczony – uważa Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy.

Przedsiębiorcy tłumaczą też, że nie mają czasu na przyjrzenie się sytuacji finansowej partnera biznesowego, z którym przyjdzie im współpracować. Niektórzy mówią wprost: lenistwo, a jeszcze inni, że po prostu nie opłaca się im sprawdzać kontrahentów, gdy transakcja dotyczy małej kwoty. Co ciekawe, wśród 92 proc. badanych, którzy prywatnie sprawdzają dewelopera, tylko 58 proc. sprawdza służbowo kontrahentów. Natomiast ci, którzy pozazawodowo szukają informacji o internetowym sprzedawcy, tylko w 62 proc. decydują się zweryfikować partnera.

– W życiu prywatnym panuje większa nieufność i ostrożność niż w życiu zawodowym. Jak pokazują wyniki badań, przedsiębiorcy mają w sobie wyrobiony nawyk sprawdzania, ale najczęściej wtedy, kiedy wydają prywatne pieniądze. W jednej sytuacji mówią „sprawdzam”, w drugiej pozostawiają sprawy swojemu biegowi. To paradoks, bo przecież w obu przypadkach w grę wchodzą ich pieniądze – dodaje prezes Rzetelnej Firmy.

 

 

 

Badanie „Biznesowy savoir-vivre” zostało przeprowadzone przez Keralla Research w grudniu 2017 roku. Badanie zrealizowano na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej i Rzetelnej Firmy.

41 proc. firm nie chce współpracować z dłużnikami, a 45 proc. gotowa jest im cokolwiek sprzedać tylko za gotówkę. Jednocześnie prawie 50 proc. firm nie sprawdza kontrahentów przed zawarciem transakcji. W efekcie aż 8 na 10 ma kłopoty z odzyskiwaniem należności. Jakby tego było mało połowa przedsiębiorców nie posiada awaryjnych planów działania w przypadku, gdy klient nie płaci. Najczęściej czekają tydzień i dzwonią do niego lub wysyłają sms-y z przypomnieniem. Z różnym skutkiem.

Dyplomacja na kredyt

– Wśród wielu przedsiębiorców utarło się przekonanie, że klienta sprawdzać po prostu nie wypada. I mówią to także ci, którzy wielokrotnie mieli kłopoty z późniejszym odzyskaniem pieniędzy. Weryfikowanie kontrahenta nie oznacza braku zaufania w relacjach handlowych, lecz świadczy o odpowiedzialności za własną firmę. Tak samo, jak automatyczne uruchamianie procedury windykacyjnej, gdy pieniądze nie wpłyną na konto. To sygnał dla klientów, że działamy profesjonalnie i pilnujemy finansów. Jesteśmy więc też wiarygodnym partnerem biznesowym – mówi Jakub Kostecki, prezes Kaczmarski Inkasso.

Przedsiębiorcy szukają potwierdzenia wiarygodności firm w trzech miejscach. 31 proc. badanych analizuje dostępne dane finansowe, np. KRS i jest to metoda, która bardzo zyskała na popularności, ponieważ w tym samym badaniu przeprowadzonym w 2015 r. wskazało tak niespełna 5 proc. ankietowanych. Drugi sposób to sprawdzanie kontrahentów w biurach informacji gospodarczej, np. Krajowym Rejestrze Długów (25 proc. obecnie i 24,4 proc. i dwa lata temu). Zmalał natomiast odsetek firm, które poszukują opinii o partnerach wśród innych firm lub klientów mających doświadczenie we współpracy z danym podmiotem. Obecnie korzysta z niego jedna czwarta firm (wobec 39 proc. dwa lata wcześniej). Mniej przedsiębiorców sięga też po informacje dostępne w Internecie, jak fora dyskusyjne czy giełdy wierzytelności (16 proc. i blisko 35 proc. poprzednio). Ponadto firmy proszą partnerów o dostarczenie zaświadczeń o niezaleganiu ze składkami w ZUS i z podatkami w urzędzie skarbowym (13 proc. i 18,5 proc w 2015 r.). 14 proc. firm zamawia raport w wywiadowni gospodarczej (poprzednio było to 15,5 proc. badanych).

– Charakterystyczne jest to, że przedsiębiorcy szukając opinii o potencjalnych klientach coraz rzadziej korzystają z Internetu. To wymaga czasu i nie zawsze daje wiarygodne dane. Raport z biura informacji gospodarczej potrafi rozwiać wątpliwości w kilkadziesiąt sekund – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Kontrahentów trzeba motywować do zapłaty

– Przedsiębiorcy powinni wykazywać się większą determinacją w motywowaniu kontrahentów do spłaty zobowiązań. Zwłaszcza że obecnie mają do wyboru wiele pomocnych rozwiązań. Najprościej jest zadzwonić i wyjaśnić, że my też musimy uregulować płatności wobec swoich kontrahentów, a do tego są nam potrzebne pieniądze. Bezpośredni kontakt buduje relację, a zarazem pozwala trzymać rękę na pulsie. Jeśli partner ociąga się i widzimy, że nasze argumenty nie działają, warto poinformować go, że podejmiemy bardziej zdecydowane kroki, np. przekażemy faktury do windykacji. Firmy windykacyjne działając w oparciu o doświadczenie dysponują profesjonalnymi narzędziami umożliwiającymi odzyskanie długu i zdejmują z przedsiębiorcy ciężar prowadzenia negocjacji. Dzięki temu może on  skoncentrować się na bieżących sprawach firmy i rozwijaniu biznesu – wyjaśnia Jakub Kostecki.

Porównując wnioski z badania „Audyt windykacyjny” z 2015 r. z najnowszymi z 2017 r. widać, że o 10 proc. wzrósł odsetek firm, które mają problemy z uzyskaniem zapłaty za sprzedane towary i wykonane usługi. Obecnie już 81 proc. firm boryka się z tym problemem. Z tego w prawie 60 proc. przedsiębiorstw przeterminowane płatności stanowią 10 proc. faktur wystawianych każdego miesiąca. Dla jednej trzeciej firm zaległości ze strony kontrahentów to 11-50 proc. faktur.

Czekają tydzień albo miesiąc i… dopiero dzwonią

Obecnie połowa przedsiębiorców deklaruje, że posiada plany działania  w przypadku, gdy klient nie zapłaci. W 2015 r. miało je niecałe 40 proc. firm.

Przedsiębiorcy, którzy opracowali awaryjne scenariusze, podejmują różnorodne działania dopingujące kontrahentów. Prawie 79 proc. dzwoni do partnerów i przekonuje ich do wykonania przelewu. Ponad połowa wysyła e-mail lub sms z przypomnieniem. Z kolei 11 proc. zabezpiecza się umieszczając na fakturze pieczęć z informacją, że w przypadku braku zapłaty sprawa zostanie skierowana do windykacji. Rola firm windykacyjnych w ostatnich dwóch latach bardzo wzrosła.  W 2015 r. jedynie niecałe 2 proc. badanych podmiotów stosowało takie rozwiązanie. Poza tym co 10. firma ostrzega, że wpisze dłużnika do biura informacji gospodarczej (poprzednio było to 6 proc.).

Posiadanie planu kryzysowego to dopiero połowa sukcesu. Trzeba go jeszcze konsekwentnie stosować. Z tym jednak bywa nie najlepiej. Z badania wynika, że przedsiębiorcy są cierpliwi w oczekiwaniu na zapłatę. Tylko 4 proc. firm reaguje już następnego dnia po upływie terminu płatności. Najczęściej firmy upominają się o swoje należności po tygodniu (40 proc.). Wiele wykazuje się jeszcze większą  wytrwałością, potrafiąc czekać aż miesiąc (13 proc., jeszcze dwa lata postępowała tak aż co czwarta firma), a nawet trzy miesiące (prawie 6 proc., wcześniej niemal 3 proc.).

– Przedsiębiorcy są bardzo powściągliwi w podejmowaniu działań dyscyplinujących klientów. Wykazując się nadmierną wyrozumiałością niestety uchylają drzwi do tworzenia się zatorów płatniczych. Brak asertywności ze strony przedsiębiorców i społeczne przyzwolenie na przeciąganie płatności to zastawianie pułapki na samego siebie. Jeśli firma nie otrzyma płatności, nie będzie mogła pokryć także swoich zobowiązań – podsumowuje Jakub Kostecki.

Co ciekawe, 2 proc. badanych bez żadnego wahania nawiązałoby relacje biznesowe z  kontrahentem, który już kiedyś im nie zapłacił. Z kolei 45 proc. sprzedałoby towar lub usługę nieuczciwemu podmiotowi, gdyby ten zapłacił im z góry na konto lub gotówką.

PARP rozstrzygnęła II etap konkursu nr 4 dedykowanego miastom średnim w poddziałaniu 3.2.1 POIR Badania na rynek, w którym przedsiębiorcy złożyli 10 wniosków na ponad 87,5 mln zł. 5 projektów (2 z Chełma i po jednym z Mielca, Zawiercia i Łukowa) otrzymają 52 559 415,00 zł wsparcia z puli 400 mln zł.

Dzięki wdrożeniu prac B+R powstanie m.in. interoperacyjne, trzyfunkcyjne urządzenie biletowe o nowych parametrach użytkowych dla komunikacji zbiorowej, zostanie wdrożone obuwie specjalistyczne o podniesionych parametrach wytwarzanego w zasobooszczędnej technologii sieciowania wykorzytującej recykling kopolimerów EVA i innowacyjny dodatek stabilizujący do mieszanek asfaltowych pozyskiwany dzięki racyklingowi zużytych opon.

Program zapewnia środki na realizację wdrożeń wyników projektów badawczych, zgodnie z hasłem: „od pomysłu do rynku”. Żeby stworzyć innowację, konieczne jest przeprowadzenie lub zlecenie prac badawczo-rozwojowych (B+R). Ich efektem musi być wprowadzenie na rynek nowych bądź znacząco ulepszonych produktów (towarów, usług). Dotacje PARP można wykorzystać np. na zakup maszyn i urządzeń niezbędnych do uruchomienia produkcji nowych produktów, a także na zakup nieruchomości lub budowę nowej linii produkcyjnej oraz hal. Przedstawiciele MŚP mogą także otrzymać dofinansowanie na eksperymentalne prace rozwojowe oraz doradztwo.

Nabór wniosków dla firm z miast średnich w konkursie Badania na rynek trwa do 28 lutego 2018 r. Przedsiębiorcy mogą starać się nawet o 20 mln zł przy poziomie dofinansowania do 70%.

Ułatwienia dla przedsiębiorców

W kryteriach oceny projektów w tym działaniu wprowadzono zmiany, które powinny ułatwić aplikowanie, szczególnie mikro i małym przedsiębiorcom, dla których:

  • obniżono minimalną wartość kosztów kwalifikowanych do poziomu 5 mln zł,
  • obniżono do 600 tys. zł wymaganą kwotę przychodów ze sprzedaży przynajmniej w jednym zamkniętym roku obrotowym (trwającym min.12 m-cy) w okresie 3 lat poprzedzających rok, w którym wnioskodawca złożył wniosek o udzielenie wsparcia,
  • zastosowano preferencje (w miejsce obowiązku) dla projektów pozytywnie oddziałujących na zrównoważony rozwój,
  • zmieniono punktację w kryterium „Przygotowanie projektu do realizacji”, w którym aż 2 dodatkowe punkty mogą uzyskać projekty, które są w pełni przygotowane do wdrażania już w momencie aplikowania, tj. posiadają pozwolenie na inwestycję lub decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach albo zaświadczenie o braku konieczności uzyskania takich decyzji czy pozwoleń.

 

 

Źródło: poir.parp.gov.pl

Zgodnie z art. 10 ust. 1 ustawy z dnia 8 marca 2013 roku o terminach zapłaty w transakcjach handlowych, przedsiębiorcy mogą żądać równowartości 40 euro za opóźnienie w płatności choćby o jeden dzień. Kara jest niezależna od odsetek za zwłokę i innych sankcji. Jednak w praktyce firmy niezwykle rzadko po nią sięgają.

Jak zauważa dr Marcin Radwan-Röhrenschef, wierzyciele walczą w ten sposób tylko z istotnymi opóźnieniami w zapłacie, w incydentalnej wymianie towarowej, a także w relatywnie drobnym obrocie. Zwykle nie chcą narażać się na pogorszenie relacji biznesowych czy nawet posądzenie o nadużycie prawa w przypadku drobnych kwot.

Przedsiębiorcy masowo nie korzystają z uprawnienia do żądania taksy, przewidzianej w przepisach o terminach zapłaty za transakcje handlowe. W ocenie eksperta z Kancelarii Rö Radwan-Röhrenschef Petruczenko Piechota, część z nich może oczywiście nie wiedzieć o tej możliwości. I jak dodaje, ta sytuacja głównie wynika z tego, że w razie sporu sądowego mogą oni uzyskać większe zadośćuczynienie. Koszty wynagrodzenia pełnomocnika, już przy wartości przedmiotu sporu powyżej 500 zł, nawet w postępowaniu nakazowym, wynoszą 180 zł, czyli więcej, niż równowartość 40 euro. Tymczasem, w doktrynie i w orzecznictwie wskazuje się, że można dochodzić tej kwoty tylko wtedy, gdy strona wykaże, że podjęła jakiekolwiek czynności, zmierzające w zakresie odzyskania długu. Dla przykładu, wysłała wezwanie przedsądowe do zapłaty lub złożyła wniosek o zawezwanie do próby ugodowej.

– Należy pamiętać o tym, że nie jest to kwota automatycznie doliczana do należności z transakcji handlowej. Dotyczy tylko rekompensaty kosztów, związanych z dochodzeniem wierzytelności przy opóźnieniu płatności, czyli m.in. wezwań do zapłaty i zaangażowania prawnika. Może to być zatem mechanizm dyscyplinujący raczej w przypadku relacji incydentalnych i drobnych faktur. Wtedy 40 euro rzeczywiście będzie adekwatne do wysokości dochodzonego roszczenia i do realnie poniesionych wydatków na odzyskiwanie długu – mówi dr Marcin Radwan-Röhrenschef.

Z drugiej strony, ekspert zaznacza, że przy umowach ramowych możemy naliczyć 40 euro nie tyle od każdej faktury, ile od wszystkich świadczeń, które są zdefiniowane w konkretnych zapisach. Liczy się konstrukcja umowna i to, jak zostały określone terminy płatności. Jeżeli umowa definiuje świadczenia jako poszczególne zamówienia, to wtedy faktycznie będziemy mogli dochodzić rekompensaty od każdej wartości zamówienia przy opóźnieniu w płatności. Wówczas kwota dochodzonego roszczenia może wynosić w sumie nawet kilka milionów złotych.

– Warto przywołać wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu z dnia 12 maja 2017, o sygn. IX GC 1174/16. Powód walczył o należności z 229 faktur. Według Sądu, nie było to nadużyciem prawa podmiotowego. Pozwany nie opłacił swojego zobowiązania na czas. Natomiast poszkodowany próbował rozwiązać spór polubownie. Ponadto, jako profesjonalny uczestnik obrotu gospodarczego, reprezentowany przez pełnomocnika, niewątpliwie poniósł koszty windykacyjne. Wobec powyższego, jeśli świadczenia są objęte jedną umową i z nich wynika ilość wystawionych faktur, to można naliczyć 40 euro od każdej z nich – zapewnia ekspert.

Naliczanie kary jest możliwe od pierwszego dnia po upływie terminu zapłaty, niezależnie od wysokości roszczenia. Kwota należności głównej może być nawet niższa, niż 40 euro. Ale, jeśli koszty jej odzyskania przekraczają wysokość stałej rekompensaty, wierzyciel ma prawo wystąpić na drogę sądową. Wtedy będzie mógł uzyskać zwrot poniesionych wydatków. Ekspert powołuje się przy tym na wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 12 maja 2016 roku, o sygn. I ACa 110/16. Zgodnie z art. 10 ust. 1 ustawy o terminach zapłaty w transakcjach handlowych, orzeczono, że bez wezwania wierzyciel jest uprawniony do żądania od dłużnika wyłącznie 40 euro. Art. 10 ust. 2 nie zwalnia z obowiązku wezwania zadłużonego do spełnienia świadczenia. Jeśli więc koszty windykacyjne przekroczą 40 euro, to jest on zobowiązany wezwać dłużnika do zapłaty, na podstawie art. 455 kodeku cywilnego.

– Co do zasady, wierzyciel może dochodzić rekompensaty od każdej zdefiniowanej, niezapłaconej transakcji handlowej. Przedsiębiorca ma do tego pełne prawo, dopóki nie nastąpi przedawnienie roszczenia. Jest to typowe świadczenie uboczne, więc będzie traciło na ważności w terminach przewidzianych dla należności głównej. Ten czas będzie oczywiście zależał od rodzaju transakcji. Zwykle to są 2-3 lata. Ale nawet, jeżeli dłużnik ureguluje zobowiązanie po okresie przedawnienia, to 40 euro również powinno zostać zapłacone – tłumaczy dr Radwan-Röhrenschef.

Jednak egzekwowanie tej kwoty w pewnych wypadkach tak, jak korzystanie z każdego uprawnienia, może być traktowane jako szykana. Ekspert traktowałby w taki sposób sytuację, w której żądanie zostało wystosowane w dzień po upływie terminu, dotyczy kwoty bardzo niskiej, np. 50 groszy, a świadczenie zostało niezwłocznie spełnione. W tym momencie rzeczywiście można uznać, że doszło do nadużycia prawa, w rozumieniu art. 5 KC. Tak też widzą to sędziowie, o czym może świadczyć Wyrok Sądu Okręgowego w Rzeszowie z dnia 24 listopada 2016 roku, o sygn. VI Ga 346/16.

13% przedsiębiorców, którzy planują rozwój geograficzny swoich firm, jako miejsce rozważane pod nową lokalizację wskazało Trójmiasto. Najbardziej do Gdańska, Gdyni i Sopotu przyciąga ich atrakcyjność miejsca do życia oraz dostępność pracowników w przyszłości  – wynika z badania  „Potencjał inwestycyjny Trójmiasta”. 

– Trójmiasto coraz częściej znajduje się na radarze nie tylko inwestorów, którzy otwierają nową działalność w Polsce, ale również tych, którzy zainwestowali już w innych lokalizacjach i szukają drugiej „nogi” dla swojej siedziby. Pozytywny wizerunek regionu w kraju i za granicą, proaktywna postawa administracji publicznej czy bardzo dobra infrastruktura transportowa powodują, że miasto stało się kluczową lokalizacją rozważaną przez inwestorów z sektora SSC/BPO, IT oraz odbudowującego się po kryzysie sektora stoczniowego. Świetnie wykształcona kadra przyciąga coraz bardziej zaawansowane procesy biznesowe do Trójmiasta, co z kolei wpływa na tworzenie się nowych miejsc pracy, które zachęcają specjalistów i menedżerów z całej Polski do wyboru Gdańska, Gdyni lub Sopotu jako miejsca zamieszkania – mówi Daria Stefańska, Menedżer Antal SSC/BPO.

Respondentów raportu „Potencjał inwestycyjny Trójmiasta” (który jest częścią projektu „Business Environment Assessment Study”) poproszono o ocenę otoczenia biznesowego w Trójmieście biorąc pod uwagę główne aspekty wpływające na ich decyzje inwestycyjne. Dzięki zestawieniu kilku wskaźników, dla każdego z obszarów w raporcie została przedstawiona kompleksowa ocena wyrażona w skali 0-10, gdzie 0 oznacza najgorszą możliwą ocenę, a 10 najlepszą możliwą ocenę. Średnia ocena wszystkich czynników dla Trójmiasta wyniosła aż 7,4 pkt. w 10-stopniowej skali.

Trójmiasto najlepszym miejscem do życia dla przyszłych kadr?

W opinii zapytanych przedsiębiorców, Trójmiasto to przede wszystkim doskonałe miejsce do życia. Ten aspekt został oceniony najwyżej – aż 8,1 pkt. w 10-stopniowej skali. Wśród sześciu wskaźników składających się na obszar, najwyższe noty zebrały jakość środowiska naturalnego (8,7 pkt.), bezpieczeństwo (8,2 pkt.) oraz oferta handlowa (8,2 pkt.). Jak wskazuje Piotr Pikiewicz z CBRE, ta ocena jest jak najbardziej uzasadniona.

– Szeroka oferta kulturalna, akademicka i handlowa, a przede wszystkim położenie bezpośrednio na wybrzeżu daje aglomeracji bezsprzeczne atuty, które przyciągają nie tylko nowych mieszkańców, ale również wielu międzynarodowych inwestorów. Ponadto, jako jedyna tak duża aglomeracja na północy Polski – prawie 750 tys. mieszkańców – jest bezkonkurencyjnym liderem w całym regionie – wskazuje Piotr Pikiewicz, Starszy Konsultant Research & Consultancy CBRE.

Przedsiębiorcy nie obawiają się również o brak odpowiednich kadr w przyszłości, jeśli zdecydują się na inwestycję w Trójmieście. Potencjał edukacyjny rozumiany jako dostępność przyszłych pracowników zajął drugie miejsce wśród ocenianych aspektów (7,9 pkt.). Złożyły się na to dwa wskaźniki –  zaplecze edukacji zawodowej/szkół średnich (8,1 pkt.) oraz zaplecze edukacji wyższej (7,8 pkt.). Warto dodać, że w województwie pomorskim na 23 uczelniach studiuje niemal 90 tys. studentów (źródło: GUS).

Do biura samolotem, pociągiem lub … rowerem

Trzecim czynnikiem, który przedsiębiorcy uważają za najkorzystniejszy w odniesieniu do Trójmiasta, jest świetnie rozwinięta infrastruktura transportowa. Badani przyznali mu aż 7,4 pkt. Najlepiej został oceniony wskaźnik transportu lotniczego – 8,4 pkt., a drugie miejsce ex aequo zajęły transport kolejowy oraz infrastruktura rowerowa (po 8,3 pkt.). Nic dziwnego, gdyż trójmiejski rynek może pochwalić się trzecim co do wielkości lotniskiem w kraju z jedną z największych siatek połączeń oraz bardzo dobrze rozwiniętą infrastrukturą kolejową z pociągami dużych prędkości Pendolino. Ważnym wyróżnikiem Trójmiasta w porównaniu do pozostałych ośrodków miejskich w Polsce jest z pewnością bezpośrednia dostępność do największego w Polsce portu morskiego.

Coraz więcej firm przyznaje, że zapłatę za sprzedane towary i usługi dostaje po terminie, a mimo to połowa z nich nie ma opracowanego scenariusza, co robić, kiedy klient nie płaci – taki obraz rodzimego biznesu przedstawia najnowsze badanie „Audyt windykacyjny”, przeprowadzone przez Keralla Research na zlecenie Kaczmarski Inkasso. Optymistyczne jest jednak to, że w stosunku do badania z 2015 r. wzrósł odsetek firm, które plany awaryjne posiadają.

To już druga edycja „Audytu windykacyjnego”. Pierwsza została przeprowadzona w II połowie 2015 r. O ile dwa lata temu brak terminowej zapłaty był bolączką 71 proc. przedsiębiorstw, to teraz problem dotyka już ponad 81 proc. firm Badaniem zostały objęte małe i średnie przedsiębiorstwa. To właśnie dla tej grupy firm kłopoty z płatnościami są najbardziej dotkliwe. Przy ich skali działalności, znacznie mniejszej niż w przypadku dużych korporacji, brak płynności finansowej może skutecznie sparaliżować funkcjonowanie firmy.

– Chodzi tu zarówno o regulowanie należności wobec kontrahentów, jak i wypłatę wynagrodzeń dla pracowników oraz spłacanie kredytów czy leasingu. Puste konto sprawia, że firma dostaje zadyszki, a związane z tym straty wizerunkowe to tylko czubek góry lodowej. Brak zaufania ze strony otoczenia oznacza początek poważnych perturbacji biznesowych, które nie zawsze udaje się pokonać bez nadszarpnięcia kondycji firmy – mówi Jakub Kostecki, prezes Kaczmarski Inkasso.

Opóźnione płatności osłabiają firmy

Ponad 18 proc. podmiotów z sektora MSP przyznaje, że klienci płacą im z opóźnieniem bardzo często. W poprzednim badaniu wskazało tak prawie 24 proc. ankietowanych. Z kolei 63 proc. firm potwierdza, że spotykają się z tym problemem sporadycznie lub czasami. Dwa lata temu odpowiedzi takiej udzieliło 48 proc. przedsiębiorstw. To oznacza, że choć samo zjawisko opóźnień w płatnościach się nasiliło i dotyka większej liczby firm, to jego dokuczliwość zmalała.

– To bez wątpienia wpływ dobrej koniunktury. Kiedy gospodarka się rozwija, przedsiębiorcy płacą chętniej. Ale z drugiej strony jeśli ktoś w tak komfortowych warunkach pozwala sobie na to, aby nie płacić w terminie, to gdy tylko pojawi się choćby niewielki kryzys, nie zapłaci na pewno. Dlatego niepokojące jest to, że nadal połowa firm z sektora MSP nie ma opracowanego scenariusza działania, gdy klient im nie płaci. Postępują w myśl zasady „Jak będzie problem, to się będziemy martwić”. Tyle, że to już za późno – przekonuje Jakub Kostecki.

W 4,4 proc. firm do kasy wpływa z opóźnieniem ponad połowa należnych pieniędzy, a 11,8 proc. przedsiębiorców dostaje po terminie od 25 proc. do 50 proc. zapłaty. To znacznie mniej niż w 2015 r., kiedy ten odsetek wynosił odpowiednio 12,6 proc. i 14,2 proc., ale nadal bardzo dużo. Oznacza to, że co 6 polska firma z sektora MSP tak naprawdę co miesiąc walczy o przeżycie, często kredytując się kosztem innych, którym też nie płaci w terminie. Brak pieniędzy na koncie sprawia też, że te przedsiębiorstwa nie rozwijają się, bo nie mają wystarczających środków na inwestycje.

Ręczne sterowanie księgowością

Aby zapobiegać zaległościom, przedsiębiorcy starają się kontrolować stan wpływów na konto. Wykorzystują do tego różne narzędzia. Niemal połowa samodzielnie sprawdza na koncie płatności od kontrahentów lub wspomaga się programem księgowym do monitorowania spływu należności (prawie 40 proc.). Ci, którzy preferują bezpośredni nadzór, codziennie sami logują się na konto bankowe i sprawdzają wpływy (30 proc.) lub zlecają to pracownikom działu księgowości (46 proc.).

– Zadziwiające jest to, że choć zjawisko płacenia po terminie jest powszechne i mocno zakorzenione w rynkowej mentalności, co druga firma nie ma opracowanego planu działania. Zabezpieczenie się na taką okoliczność to przejaw odpowiedzialności za firmę, pracowników i kontrahentów. W biznesie, jak w medycynie, profilaktyka jest zawsze tańsza od leczenia – tłumaczy Jakub Kostecki.

W stosunku do badania sprzed dwóch lat zwiększyła się liczba firm, które opracowały scenariusze działania na wypadek odwlekania zapłaty faktur przez kontrahentów. Aktualnie połowa przedsiębiorców deklaruje, że posiada kryzysowe plany działania w zakresie odzyskiwania należności. W 2015 r. zabezpieczało się niecałe 40 proc. firm.

Dlatego tak ważne jest zarówno sprawdzanie kontrahentów przed zawarciem transakcji, jak i monitorowanie tego, co dzieje się z należnościami. Płynność finansowa stanowi fundament sprawnej gospodarki, a wpływ na to ma każdy, nawet najmniejszy, przedsiębiorca.

 

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w październiku 2017 r. o 12,3 proc. r/r (ceny stałe). Produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 20,3 proc. – podał GUS.

Wzrost produkcji sprzedanej przemysłu w październiku o 12,3 proc. r/r to bardzo dobra zapowiedź 4. kwartału br. Szczególnie, że o 14 proc. wrosła produkcja sprzedana w przetwórstwie przemysłowym. Październikowy PMI na to nie wskazywał (53,4). Takiej dynamiki produkcji sprzedanej przemysłu nie było od sierpnia 2010 r. To też najlepszy wynik w 2017 r.

Na tak dobre wyniki przemysłu złożyły się wszystkie działy gospodarki (32 na 34), poza wydobywaniem węgla kamiennego i brunatnego, gdzie odnotowano ponad 13. proc. spadek r/r. W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. produkcja sprzedana w tym sektorze gospodarki spadła o 14,2 proc. Przy takich spadkach niepokoją zapowiedzi górników dotyczące wypłaty 14 pensji w 2017 r. W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. wynagrodzenia w sekcji wydobywanie węgla kamiennego i brunatnego wzrosły co prawda wolniej niż średnio w sektorze przedsiębiorstw, bo o 2,9 proc. wobec wzrostu o 5,3 proc. w sektorze firm. Jednak wzrost wynagrodzeń odbywał się mimo silnych spadków wydobycia i sprzedaży. Domaganie się wypłaty 14. pensji przez górników oznacza, że kopalnie, które na to się zgodzą, będą miały jeszcze gorsze niż zakładano wyniki finansowe, a tym samym znowu będziemy je ratować z naszych podatków. I zamiast przeznaczać je na dekarbonizację naszej gospodarki, a także na budowanie nowych kompetencji pracowników górnictwa, pieniądze dalej będziemy wkładać w tą część gospodarki, która niestety nie ma przyszłości.

Dobrze, że inne branże radzą sobie świetnie. Produkcja sprzedana w większości branż przetwórstwa przemysłowego rosła w tempie dwucyfrowym: produkcja maszyn i urządzeń, produkcja metali i wyrobów z metali, wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych, urządzeń elektrycznych, wyrobów farmaceutycznych. Są to branże eksportowe, a więc ciągle jeszcze mają potencjał do korzystania z szans jakie daje rosnący przemysł na rynkach krajów UE, czyli u naszych głównych partnerów handlowych. Pytanie jak długo, bowiem na wyczerpaniu jest zasób bez którego zwiększanie produkcji będzie trudne, a często niemożliwe – ludzie. Stopa bezrobocia we wrześniu wyniosła już 4,6 proc. Teraz zapewne jest jeszcze niższa.

Ratunkiem mogą być tylko inwestycje. Tu dobrym sygnałem jest wzrost produkcji maszyn i urządzeń o 23,8 proc. r/r. Część tego wzrostu to bez wątpienia inwestycje krajowe. Jeśli tak, to możemy trochę bardziej optymistycznie patrzeć na szanse polskiej gospodarki na rozwój w średnim okresie.

Jeśli przedsiębiorcy uznają, że znacznie większym zagrożeniem dla nich jest brak pracowników niż ryzyka związane z decyzjami inwestycyjnymi i ich realizacją, to inwestycje te będą też coraz bardziej związane z robotyzacją i cyfrową gospodarką. Oby.

autor: dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

 

Polscy przedsiębiorcy finansują już za pomocą leasingu aktywa o wartości 47,9 mld zł – wynika z raportu przygotowanego przez Związek Polskiego Leasingu. To o ponad 10 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2016 roku. Dlaczego ta forma finansowania zyskuje taką popularność i kto może z niej skorzystać?

W ostatnich dniach Związek Polskiego Leasingu zaprezentował dane, z których wynika, że coraz więcej polskich firm korzysta z takiej formy finansowania. Zdaniem ekspertów Związku, popularność tego rozwiązania rośnie zwłaszcza wśród mikro i małych przedsiębiorstw. Wyniki raportu wskazują, że aż 71 proc. usług firm leasingowych, jest kierowana do firm z tego sektora.

Dlaczego leasing się opłaca?

Powodem, dla którego przedsiębiorcy decydują się na wzięcie leasingu jest mała ilość związanych z tym formalności oraz znacznie niższe – w porównaniu do kredytu bankowego – wymagania dotyczące zabezpieczenia transakcji (najczęściej sam przedmiot leasingu jest wystarczającym zabezpieczeniem). Ponadto, firmy leasingowe często nie wymagają opłaty wstępnej nawet przy dużych i skomplikowanych projektach finansowania. – Przedsiębiorstwo, które na przykład chce zakupić nowe maszyny nie musi angażować własnych środków. To leasingodawca, po akceptacji wniosku i podpisaniu umowy leasingowej, wpłaca za nie zaliczkę dostawcy – wyjaśnia Jarosław Kubiszewski, dyrektor sprzedaży bezpośredniej z firmy Siemens Finance, specjalizującej się w leasingu maszyn i urządzeń.

Co ważne, samo złożenie wniosku jest bardzo łatwe. Przedsiębiorca dostarcza leasingodawcy wymagane dokumenty – często wystarczają tylko dane firmy wyciąg z KRS lub CEIDG, podstawowe dokumenty finansowe, dowód tożsamości oraz 3-4 stronicowy wniosek leasingowy. Po przeanalizowaniu tych wszystkich informacji wniosek jest weryfikowany (decyzja wstępna jest znana nawet w ciągu kilkunastu minut). Cała procedura, w zależności od wolumenu transakcji, trwa od jednego do maksymalnie kilku dni.

Niewątpliwą korzyścią wynikającą z leasingu jest możliwość wliczenia całej raty leasingowej w koszty uzyskania przychodu. W efekcie leasingobiorca pomniejsza koszty prowadzonej działalności. W przypadku oferty większości firm leasingowych dodatkowym atutem jest elastyczność tego rozwiązania. Przedsiębiorcy mogą sami wybrać wysokość opłaty wstępnej oraz wartość końcową przedmiotu leasingu. Co istotne, w przypadków kłopotów finansowych, leasing można “przekazać”. Każdy kto podpisuje umowę leasingową, może przepisać ją na inny podmiot przy zachowaniu takich samych warunków. W takim przypadku jedynym warunkiem jest pozytywna weryfikacja „nowego” leasingobiorcy, która odbywa się analogicznie do podmiotu, który „przekazuje” leasing.

Co można sfinansować za pomocą  leasingu?

Choć wciąż dominującym segmentem rynku jest finansowanie pojazdów, to według danych ZPL w trzecim kwartale 2017 roku największy – bo sięgający niemal 20 proc. wzrost – zanotował sektor maszyn i urządzeń. Jak podkreślają eksperci Związku Polskiego Leasingu, w dużej mierze wynika to z dostępności funduszy unijnych pochodzących z nowej perspektywy finansowej, która zastała uruchomiona na początku bieżącego roku.

Według Jarosława Kubiszewskiego, wpływ na zwiększone zainteresowanie leasingiem wśród przedstawicieli sektora MŚP ma też sytuacja gospodarcza Polski. Małe i średnie firmy od wielu lat stanowią siłę polskiej gospodarki. Rosnące możliwości eksportowe, ale także coraz większa konkurencja wpływa na fakt, że muszą one inwestować pieniądze w nowe technologie produkcyjne. A leasing jest do tego idealnym narzędziem –zaznacza ekspert.

 Co wybrać – kredyt czy leasing?

Przedsiębiorcy mają obecnie do dyspozycji wiele zróżnicowanych produktów finansowych. Według raportu NFG „Finansowanie działalności przez MŚP w Polsce”, ze wszystkich zewnętrznych narzędzi, firmy do finansowania swoich inwestycji wybierają przede wszystkim kredyt bankowy oraz właśnie leasing. Odpowiedź na pytanie, które z nich jest bardziej korzystne zależy jednak od indywidualnych potrzeb klienta.

Przy wyborze rozwiązania należy wziąć pod uwagę specyfikę naszego biznesu. Jeśli potrzebujemy szybko sfinansować zakup nowych maszyn, jednocześnie nie angażując środków własnych, to leasing jest najlepszym wyjściem – zaznacza Jarosław Kubiszewski. Ten instrument finansowy jest też bardzo korzystny ze względu na przepisy podatkowe. W przeciwieństwie do kredytu, w którym w koszty prowadzonej działalności możemy wliczyć jedynie odsetki oraz amortyzację, w przypadku leasingu istnieje możliwość zmniejszenia podatku CIT lub PIT o całą wartość raty – co przy umowach na krótkie okresy pozwala zaliczyć maszynę w koszty np. dwa razy szybciej niż przy zakupie w kredycie.

Firmy leasingowe starają się być partnerem dla leasingobiorców. Na przykład oferują między innymi pomoc w negocjacjach warunków szczegółowych umów z dostawcami, jak również mogą uzależnić wysokość rat od sezonowości branży – podsumowuje ekspert Siemens Finance.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

35 tys. m2 – właśnie tyle przestrzeni potrzeba, aby ponad 6 tys. uczestników z ponad 30 krajów mogło rozmawiać o sektorze MŚP i współpracy na linii biznes – nauka – samorząd. Zakończył się pierwszy dzień Europejskiego Kongresu MŚP.  

Wśród zaproszonych gości najbardziej rozchwytywany był Wicepremier i Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Jarosław Gowin, który podkreślał rolę małych i średnich przedsiębiorstw: To one zatrudniają blisko 70% ogółu pracowników, one wytwarzają ponad połowę polskiego PKB. Małe i średnie firmy coraz częściej stają się firmami innowacyjnymi, angażują się we współpracę z uczelniami i instytutami badawczymi.

Podczas inauguracji Jarosław Gowin wraz z Gubernatorem Stanu Nevada Brianem Sandovalem podpisali list intencyjny o współpracy. Będzie stanowił podstawę do stworzenia programu, dzięki któremu możliwe będzie rozpoczęcie kooperacji pomiędzy firmami i instytucjami z Polski i Nevady w szeroko rozumianym obszarze innowacyjności, w tym komercjalizacji oferowanych rozwiązań technologicznych oraz wspierania kooperacyjnych form działalności badawczo-rozwojowej. Początki nawiązanej współpracy dodatkowo podkreśliły hasło tegorocznego Kongresu: „Uwolnić biznes”.

Obecny wśród gości specjalnych Jerzy Buzek mówił o MŚP w kontekście wejścia do Unii Europejskiej i ogromnej pracy, jaką firmy musiały wykonać: Są dwa środowiska w naszej ojczyźnie, które naprawdę zrobiły ogromny skok do przodu w przeciągu ostatnich kilkunastu lat. Pamiętam, jak to było pod koniec lat 90., ile wysiłku te dwa środowiska włożyły w to, aby wygrać na członkostwie Unii Europejskiej. Jednym z nich są rolnicy – mniejsi i więksi – oraz Wy, przedsiębiorcy z małych i średnich firm. Dzisiaj nasze małe i średnie firmy są obecne wszędzie, nie tylko w Unii Europejskiej, ale także na całym świecie.

Natomiast do dyskusji o projektach skierowanych do MŚP zapraszał Janusz Michałek, Prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, która została uznana za najlepszą strefę ekonomiczną w Europie.

Uwolnić biznes!

Po wystąpieniu Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” gości powitał Tadeusz Donocik, Prezes Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach i Przewodniczący Rady Programowej VII EKMŚP. – Rozwój sektora małej i średniej przedsiębiorczości był, jest i będzie pewną metodą, aby wypełniać lukę pomiędzy światem biedy i bogactwa. Tworzyć średnią warstwę społeczną, która nie tylko niweluje różnicę, ale również uwzględnia różne elementy sprawiedliwości społecznej – stwierdził.

Podczas inauguracji głos zabrali Przewodniczący Zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Małgorzata Mańka-Szulik mówiła o konsekwentnej pracy, której wyrazem jest województwo śląskie: Do niedawna nieduży związek, który reprezentuje 14 prezydentów miast śląskich przeobraził się w ogromną metropolię. Mam nadzieję, że w silną metropolię. Kazimierz Karolczak dodał: Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia to olbrzymi potencjał w regionie: 2,3 mln mieszkańców, 2000 kilometrów kwadratowych, wielki potencjał możliwości, który stawia na potencjał MŚP.

O rozwoju, konsekwencji i wyobrażeniach na to, co na nas czeka mówił także Prezydent Miasta Katowice i Współgospodarz EKMŚP, Marcin Krupa: Kto by przypuszczał 7 lat temu, że Europejski Kongres Małych i Średnich Przedsiębiorstw tak pięknie się rozwinie. Kto by przypuszczał 7 lat temu, że w Katowicach powstanie nowa gałąź przemysłu – przemysłu spotkań. Kto by pomyślał, że będzie taka wspaniała fabryka do tworzenia przemysłu spotkań, w której powstaje dobra myśl. Myśl oparta na wiedzy, współpracy i doświadczeniu.

Praktyczna wiedza

Międzynarodowy wymiar Kongresu podkreśliły dyskusje odbywające się pierwszego dnia. Uczestnicy rozmawiali m.in. o tym czy Polska powinna wejść do strefy EURO i jakie są tego skutki dla gospodarki opartej na eksporcie. Zdania w tym zakresie były mocno podzielone. Henryk Siodmok, Prezes Zarządu Grupy Atlas zobrazował swoje zdanie przedstawiając wyścig rowerowy. – Ci, którzy jadą z przerzutkami należą do wspólnego obszaru walutowego. Ci, którzy mają wysoką wydajność, są silni, przejadą te wszystkie obszary i dojadą do mety. Ci, którzy mają niską wydajność, jak Grecja i Portugalia, zostaną na trasie i nigdy do mety nie dojadą. Ci, którzy mają przerzutki, czyli swoje waluty krajowe będą dostosowywać kurs przełożenia, aby poszczególne trudności przejechać. I oni wszyscy dojadą do mety, a odstępy między nimi będą mniejsze niż w tej pierwszej grupie.

Kolejny ciekawy temat poruszono podczas panelu poświęconego Nowemu Jedwabnemu Szlakowi, rozpatrywanemu jako szansa dla europejskich MŚP. Rozmawiano tu m.in. o roli Polski w budowaniu szlaku i o tym, jak europejskie MSP mogą wykorzystać projekt.

Pierwszy dzień Kongresu stał się kluczowym momentem dla przyszłości Metropolii Śląskiej. Swoje stanowisko przedstawili zarówno członkowie Zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, jak również Prezydent Miasta Katowice Marcin Krupa, Marszałek Województwa Śląskiego Wojciech Saługa i Wojewoda Śląski Jarosław Wieczorek. Mówiono o metropolii w kontekście wysokiej jakości życia i korzyści dla mieszkańców, ale również jako o miejscu dobrym dla biznesu.

Podczas popołudniowych sesji rozmawiano o nowoczesnych strategiach zdobywania przewagi konkurencyjnej MŚP. Postawiono tezę, że tradycyjne źródła, takie jak ekonomia skali, kanały dystrybucji czy kapitał, nie są wystarczające, a wręcz już się wyczerpały.

Dla efektywnego prowadzenia biznesu ważne jest nieustanne kształcenie się i poznawanie coraz to nowszych i szybciej powstających narzędzi, które mogą pomóc rozwijać działalność. W dzisiejszej dynamicznie zmieniającej się gospodarce, ci, którzy stoją w miejscu, zostają w tyle – powiedział Jarosław Gowin podczas sesji „Jak Facebook wspiera małą i średnią przedsiębiorczość”.

Czwartek, drugi dzień Kongresu, będzie obfitował w wydarzenia warsztatowe i sesyjne, które rozpoczną się o godzinie 9.00 i potrwają do 16.30. Pełny program EKMSP: ekmsp.eu/pl/program/program-kongresu/

 

Szanse na umorzenie swoich zobowiązań w wyniku przeprowadzonego postępowania upadłościowego mają także przedsiębiorcy, a dokładnie osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą oraz inne osoby fizyczne, których upadłość prowadzona jest przy zastosowaniu przepisów o upadłości przedsiębiorców (np. wspólnicy spółek jawnych i partnerskich). Instytucja umorzenia zobowiązań nie dotyczy innych kategorii przedsiębiorców – osób prawnych (np. spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, spółek akcyjnych). Oddłużenie nie następuje też automatycznie – musi zostać poprzedzone ustaleniem przez Sąd i wykonaniem przez dłużnika tzw. planu spłaty wierzycieli.

Oddłużenie osób fizycznych posiadających status przedsiębiorcy dopuszczalne jest po zakończeniu postępowania, gdy w ramach postępowania przeprowadzono likwidację całego majątku upadłego, a jednocześnie nie udało się zaspokoić wszystkich zobowiązań dłużnika. Sposób regulacji i ukształtowania przesłanek umorzenia zobowiązań upadłego przedsiębiorcy nadaje tej instytucji charakter wyjątkowy, w tym znaczeniu, iż z jej dobrodziejstwa skorzystać mogą tylko rzetelni dłużnicy. Podobnie, jak w przypadku upadłości konsumenckiej, ocena postępowania dłużnika na użytek zasadności orzekania o umorzeniu zobowiązań dotyczy okresu zarówno przed ogłoszeniem upadłości, jak i w trakcie postępowania.

Cała procedura prowadząca do umorzenia zobowiązań upadłego jest w znacznej mierze zbliżona bądź nawet analogiczna do tej, z jaką mamy do czynienia w przypadku upadłości konsumenckiej. Wszczynana jest z inicjatywy dłużnika, na jego wniosek złożony w określonym w ustawie terminie (trzydzieści dni) po zakończeniu postępowania upadłościowego i obejmuje w pierwszym etapie ustalenie przez sąd planu spłaty wierzycieli. Plan spłaty określa w jakim zakresie i w jakim czasie (nie dłuższym niż trzy lata) dłużnik ma spłacać zobowiązania uznane na liście wierzytelności w postępowaniu upadłościowym, a jednocześnie niezaspokojone na skutek nie uzyskania wystarczających środków z likwidacji majątku upadłego.

Ustawodawca sformułował kilka przesłanek wyłączających możliwość oddłużenia przedsiębiorcy, a więc wskazał na okoliczności (zdarzenia), które powodować będą, że wniosek upadłego przedsiębiorcy nie będzie mógł być uwzględniony:

  • Po pierwsze, w sytuacji gdy stwierdzone zostanie istnienie podstaw do zastosowania wobec upadłego, przewidzianej przepisami ustawy prawo upadłościowe szczególnej sankcji w postaci czasowego zakazu prowadzenia działalności gospodarczej na własny rachunek oraz pełnienia funkcji reprezentanta lub pełnomocnika w spółce handlowej, przedsiębiorstwie państwowym, spółdzielni, fundacji lub stowarzyszeniu. Sankcja ta jest nakładana przez sąd upadłościowy, w szczególności w sytuacjach gdy upadłemu można przypisać zawinione i jednoznacznie naganne zachowania polegające np. na niszczeniu bądź ukrywaniu swojego majątku. Niemniej jednak może być także orzeczona w przypadku, gdy zostanie wykazane, iż upadły nie bez swej winy nie zgłosił w ustawowym terminie wniosku o ogłoszenie upadłości.
  • Po drugie, ustawodawca zadbał o to aby niewypłacalni przedsiębiorcy nie korzystali z instytucji umorzenia zobowiązań jako stałego elementu swojej działalności. Stąd wyłączono możliwość oddłużenia przedsiębiorcy, jeżeli w ciągu ostatnich 10 lat przed dniem złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości, w której mają być umarzane zobowiązania upadłego, zostało wobec danego dłużnika przeprowadzone postępowanie upadłościowe, w którym umorzono jego zobowiązania bądź też nie doszło do umorzenia zobowiązań na skutek niewykonywania przez upadłego i uchylenia ustalonego planu spłaty.
  • Po trzecie, ustawodawca odmawia prawa oddłużenia tym przedsiębiorcom, których czynności (w okresie 10 lat przed dniem złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości) zostały zaskarżone przez wierzycieli i prawomocnie uznane przez sąd za dokonane z pokrzywdzeniem wierzycieli.
  • Po czwarte, na oddłużenie nie mogą liczyć przedsiębiorcy, którzy nie wykonywali rzetelnie obowiązków nałożonych na nich w postępowaniu upadłościowym.

Co istotne, ustawodawca przewidział jednak, iż w wyjątkowych sytuacjach, nawet pomimo zaistnienia wyżej wymienionych negatywnych przesłanek oddłużenie może nastąpić, gdy sąd uzna że umorzenie pozostałej części zobowiązań upadłego jest uzasadnione względami słuszności lub względami humanitarnymi.

Umorzenie nie obejmuje też wszystkich rodzajowo zobowiązań upadłego przedsiębiorcy. Z zakresu objętego umorzeniem wyłączono należności, którym generalnie na gruncie ustawy Prawo upadłościowe przyznaje się status uprzywilejowanych, np. należności alimentacyjne, zobowiązania wynikające z renty z tytułu odszkodowania za wywołanie choroby, niezdolności do pracy, kalectwa lub śmierci, itp. Umorzenie nie będzie obejmować także tych zobowiązań, których upadły umyślnie nie ujawnił, jeżeli wierzyciel nie brał udziału w postępowaniu upadłościowym. Skutkiem materialnoprawnym uprawomocnienia się wydanego przez sąd orzeczenia, jest wygaśnięcie zobowiązań upadłego objętych zakresem umorzenia.

Jednym ze skutków przeprowadzenia postępowania upadłościowego może być umorzenie niezaspokojonych w postępowaniu zobowiązań upadłego. Funkcja oddłużeniowa postępowania upadłościowego szczególnie akcentowana jest w przypadku tzw. upadłości konsumenckiej, których liczba znacznie zwiększyła się po dokonanej z początkiem 2015 roku i liberalizacji zasad ogłaszanie tego rodzaju upadłości.

 

 

Autorem artykułu jest radca prawny Piotr Glonek z kancelarii Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni

Zaciągnięcie pożyczki czy kredytu gotówkowego jest obecnie bardzo łatwe. Jeśli dysponujemy dokumentami potwierdzającymi nasze zarobki oraz dane osobowe, uzyskanie dodatkowej gotówki bywa bardzo szybkie. Niestety nadmierny pośpiech czasem sprawia, że zapomnimy o szczegółach, które w późniejszym czasie mogą okazać się kłopotliwe. Eksperci MEDFinance wskazują, na co warto zwrócić uwagę przy podpisywaniu umowy.

Zajrzyj do tabeli opłat

Zarówno podczas poszukiwania ofert pożyczki, jak i przy samej finalizacji umowy warto dokładnie przeanalizować tabelę opłat i prowizji. Znajdziemy w niej informacje nie tylko dotyczące oprocentowania czy marży, ale również prowizji związanych z obsługą zobowiązania. Są w niej także opisane koszty, które będziemy musieli ponieść, jeśli dojdzie do opóźnienia w spłacie zobowiązania.
– Warto zwrócić uwagę na to, czy koszty te mają postać konkretnej sumy czy procentu od pewnej wartości, jak ma to miejsce np. przy nadpłacie pożyczki –
wskazuje Krzysztof Rabe, analityk firmy MEDFinance. – Jeśli dodatkowo zauważymy w tabeli lub całej umowie jakieś zapisy, których rozumienia nie jesteśmy pewni, warto jeszcze raz poprosić o ich wyjaśnienie, tak aby uniknąć nieporozumień. Takie wątpliwości powinniśmy rozwiać przed podpisaniem umowy, w przeciwny razie narażamy się bowiem na nadmierne koszty. Możemy również spróbować negocjować wysokość niektórych stawek.

Elastyczność oferty

Przedsiębiorcy, w tym również lekarze, prowadzący własną działalność gospodarczą wiedzą, że popyt na ich usługi zmienia się w czasie. Miesiące, w których osiągają oni ponadprzeciętne zarobki przeplatają się z tymi mniej zyskownymi. Nierzadko pojawiają się też niespodziewane wydatki, które dodatkowo odbiją się na kondycji finansowej. W związku z tym, decydując się na zaciągnięcie pożyczki warto zwrócić uwagę na rozwiązania, dzięki którym łatwiej poradzimy sobie ze spłatą. Z jednej strony chodzi o możliwość wcześniejszej spłaty czy nadpłaty pożyczki. Dzięki niej szybciej pozbędziemy się zobowiązania, choć zwykle będzie to też oznaczało konieczność poniesienia pewnym dodatkowych kosztów. Z drugiej strony przydatną opcją są też tzw. wakacje kredytowe. W tym przypadku mamy możliwość zawieszenia spłaty rat lub ich części na pewien czas, co pozwala poradzić sobie np. z przejściowymi problemami finansowymi bez konieczności zaciągania kolejnej pożyczki.
Okres, na jaki spłata zostaje zawieszona bywa różny, w zależności od warunków oferty i sytuacji klienta – wyjaśnia Krzysztof Rabe. – W tym czasie klient może być zwolniony z całej raty lub np. tylko z części kapitałowej, co oznacza, że regularnie trzeba będzie opłacać jedynie odsetki.  

Dwa razy sprawdźmy swoje dane

Kolejną bardzo ważną czynnością, którą powinniśmy wykonać przed podpisaniem umowy, jest sprawdzenie poprawności zawartych w niej danych. Chodzi nie tylko o te, dotyczące naszej tożsamości, ale też np. adresu do korespondencji. To właśnie za jego pośrednictwem pożyczkodawcy kontaktują się z nami, jeśli np. dojdzie do opóźnienia w spłacie rat lub gdy pojawią się jakieś nieścisłości. – Gdy np. wysłaliśmy przelew z ratą, który z jakiegoś powodu utknął w systemie i nie dotarł do odbiorcy, ten będzie szukał kontaktu właśnie pod wskazanym w umowie adresem. Jeśli będzie błędny, wyjaśnienie sytuacji zajmie więcej czasu i będzie trudniejsze – mówi ekspert MEDFinance.

Z tego samego powodu powinniśmy informować pożyczkodawcę o każdej zmianie adresu, numeru telefonu czy adresu mailowego, poprzez które może się on z nami kontaktować. Nie zajmuje to wiele czasu, a może pozwolić nam uniknąć problemów.

Zapoznajmy się także z harmonogramem spłat, a zwłaszcza terminami opłacenia kolejnych rat. O ile kilkudniowe opóźnienie wiąże się tylko z naliczeniem niewielkich odsetek karnych, o tyle dłuższa zwłoka może już skutkować np. wezwaniem do zapłaty. – Gdybyśmy nie płacili dłużej, umowa pożyczki może zostać wypowiedziana, co prowadzi do obowiązku całkowitej spłaty, na co nie zawsze możemy sobie pozwolić. W takim wypadku sprawa może trafić na drogę sądową. Aby uniknąć takich przykrych konsekwencji niektóre instytucje stosują rozwiązania przypominające o obowiązku zapłaty. Przykładowo dzień przed upłynięciem terminu opłacenia raty wysyłany jest sms z odpowiednią informacją – wyjaśnia analityk firmy MEDFinance.

Jeśli mimo takich ułatwień, nadal mamy problem z terminowym regulowaniem zobowiązań, możemy skorzystać z rozwiązań oferowanych przez banki, takich jak polecenie przelewu. W określony dzień instytucja automatycznie wykona przelew na wskazane konto. My musimy zadbać jedynie o to, żeby na rachunku znajdywała się odpowiednia suma.

 

Źródło: Medfinance

Na każde 5 ataków, które zostaną zidentyfikowane jako phishing, przypada 20, które ominęły zabezpieczenia – wynika z danych Ironscale. W 95% przypadków, złodzieje wysyłają indywidualne wiadomości, które do złudzenia przypominają codzienną korespondencję.

Phishing to w głównej mierze próba przejęcia informacji wrażliwych, czyli haseł lub tajemnic handlowych, których posiadanie pozwala m.in. na kradzież pieniędzy. Już teraz niemal 95% prób phishingu jest wysoce celowanych. Złodzieje atakują pojedyncze skrzynki odbiorcze, wcześniej zbierając szczegółowe informacje o właścicielu danego adresu e-mail. I tak w przypadku odbiorców usług takich jak telewizja czy internet, złodzieje wiedzą doskonalone z jakiej firmy korzysta dana osoba i w którym dniu otrzymuje fakturę. Natomiast w przypadku pracowników, przestępcy podszywają się pod zespół komunikacji wewnętrznej czy przełożonego. Co ważne, wiadomości do złudzenia przypominają codzienne e-maile. Złodzieje powielają już nie tylko styl i szablony językowe powszechnie używane w danej branży, lecz także coraz częściej korzystają z rzeczywistych szczegółów wyróżniających daną firmę – kopiują stopki mailowe, logotypy, a także dbają o wiarygodne tematy e-maili, zgodne z profilem działalności firmy. Przestępcy załączają też pliki czy linki chronione hasłem. Tym samym podkreślają ich znaczenie i poufność. Tak podrobione wiadomości rozsyłane są nie tylko wewnątrz przedsiębiorstwa lecz także do aktualnych i potencjalnych partnerów.

– Wykorzystanie wizerunku znanych firm w atakach phishingowych to częsta praktyka. Bez podszycia się pod instytucje wzbudzające zaufanie, ataki tego typu nie byłyby skuteczne. Dlatego tak istotne jest, aby przedsiębiorcy zadbali o własne bezpieczeństwo i wdrożyli odpowiednie zabezpieczenia. Firmy mogą m.in. włączyć funkcję, która spowoduje, że przy każdym e-mailu pojawi się specjalny znaczek uwierzytelniający – mówi Michał Walachowski, dyrektor zarządzający z EmailLabs.

Cyberprzestępcy doskonale wiedzą, iż najsłabszym ogniwem w łańcuchu bezpieczeństwa internetowego jest człowiek. W danej firmie wystarczy kilku nieświadomych zagrożenia pracowników, którzy klikną na zainfekowany link, aby zdobyć dane wrażliwe. Co istotne, wirusy są instalowane na komputerach na długi okres. Jak podaje Ironscale, czas od naruszenia do wykrycia niebezpieczeństwa wynosi średnio 146 dni.

– Newralgicznym punktem dla cyberbezpieczeństwa jest moment podejmowania decyzji przez pracownika czy otworzyć zawartość danego e-maila. Osobę świadomą zagrożenia trudniej będzie oszukać, dlatego tak istotna jest ciągła edukacja w tym zakresie. Nie można jednak pomijać znaczenia odpowiednich rozwiązań systemowych. To właśnie one są w stanie ochronić najważniejsze dane przed wyciekiem. Trzymając kluczowe informacje w chmurze możemy spać spokojnie, bo skompresowane i zaszyfrowane kopie dokumentów, umieszczane są w różnych lokalizacjach geograficznych. Dzięki temu są bezpieczne. Warto też oczywiście regularnie aktualizować oprogramowanie – podsumowuje Jakub Hryciuk, dyrektor zarządzający Onex Group.

Wypowiedź: Rafał Suchożebrski, dyrektor sprzedaży Onex Group.

Według badań NBP, dwie trzecie Polaków uważa, że płatności kartą i smartfonem są wygodniejsze niż gotówką. Głównie ze względu na szybkość i bezpieczeństwo. Transakcja bezgotówkowa zajmuje zaledwie kilka sekund. Kto na zakupach w pierwszej kolejności sięga po banknoty i monety, powinien dokładnie przeczytać ten artykuł. Na jednej transakcji zbliżeniowej można zaoszczędzić 22 sekundy w porównaniu z płaceniem gotówką. Przy 1000 transakcji oszczędność czasu to zatem już 6 godzin – wyliczają eksperci kampanii społecznej „Warto bezgotówkowo”.    

Na zakupach Polacy coraz częściej korzystają z kart płatniczych i smartfonów. Według danych NBP 66 proc. Polaków uważa, że płatności bezgotówkowe jest wygodniejsze od gotówki, przeciwnego zdania jest 27 proc. badanych.

Płacenie kartą jest przede wszystkim szybsze niż inne formy płatności. Jak wynika z danych Barcleycard, brytyjskiego wydawcy kart, przeciętny czas trwania transakcji gotówkowej to 34 sekundy. Tymczasem zapłata np. kartą z wprowadzeniem kodu PIN trwa 27 sekund, a płatność zbliżeniowa to tylko 12,5 sekundy. Wydaje się, że to nieznaczne różnice, ale każdy, kto stał w kolejce do kasy, doceni tę oszczędność czasu.

– Z badań wynika, że aż 79 proc. Polaków reaguje pozytywnie na osoby płacące kartą. Regulując swoje wydatki bezgotówkowo redukujemy kolejki, gdyż takie transakcje są po prostu szybsze niż gotówkowe. Zdarza nam się też oddawać nietrafione zakupy i tu także zwrot na kartę odbywa się sprawniej niż wypłata gotówki. Ponadto, dla przedsiębiorcy koszt obsługi gotówki jest wyższy niż ten wynikający z przyjmowania transakcji bezgotówkowych – mówi Dariusz Marcjasz, Wiceprezes Zarządu KIR.

Zakupy bez portfela

Bezgotówkowe formy płatności nie wymagają też wcześniejszego planowania, ile dokładnie chcemy wydać. Aby mieć ze sobą odpowiednią kwotę gotówki, trzeba się przygotować, zabierając ją z domu lub wypłacić z bankomatu. Płacąc kartą lub telefonem, mamy dostęp do pełnego stanu naszego konta. Gdy więc zdecydujemy się kupić coś droższego niż początkowo planowaliśmy, albo trafi nam się super okazja na zakup kilku rzeczy zamiast jednej, nie musimy marnować czasu na szukanie bankomatu.

– Wiele osób płacących gotówką uważa, że dzięki temu wydaje mniej i ma większą kontrolę nad swoimi finansami. Jednak płacąc bezgotówkowo, wiemy znacznie więcej o swoich nawykach i tym, gdzie wydajemy pieniądze. Wszystkie informacje o wydatkach znajdziemy w aplikacji mobilnej banku lub w historii rachunku w bankowości internetowej. Płacąc kartą lub smartfonem, możemy ustalić sobie limity wydatków, aby kontrolować i ograniczać wydatki – mówi Włodzimierz Kiciński, Przewodniczący Koalicji na Rzecz Obrotu Bezgotówkowego i Mikropłatności.

Na zakupach nie tylko gotówki staje się zbędna, ale nawet portfel z kartami płatniczymi. Obecnie aż 4,5 mln Polaków korzysta z systemu BLIK, który pozwala na płacenie za zakupy smartfonem. Prawie 500 tys. osób korzysta też z technologii HCE oraz Android Pay, w przypadku której dane karty przechowywane w systemie płatniczym, a zapłata nią następuje poprzez zbliżenie telefonu do terminala.

Bezpieczniej bez gotówki

Brak gotówki oznacza także większe bezpieczeństwo zakupów. Szczególnie kiedy chcemy wydać większą kwotę. Zgubiony portfel prawie w każdym wypadku równa się utracie wszystkich zgromadzonych w nim pieniędzy. W przypadku korzystania z kart czy smartfona strata jakichkolwiek pieniędzy z konta to sytuacja zupełnie wyjątkowa. Jeśli zgłosimy do banku utratę karty, to od tego momentu nie ponosimy odpowiedzialności za ewentualne transakcje wykonane przez inne osoby. Gdyby okazało się, że ktoś zrealizował transakcję przed zastrzeżeniem karty, wtedy odpowiedzialność posiadacza ogranicza się do równowartości 150 euro (ok. 640 zł) dla transakcji tradycyjnych i 50 euro (ok. 210 zł) dla transakcji zbliżeniowych.

– Niedawno Sąd Najwyższy uznał, że użycie karty zbliżeniowej przez osobę trzecią wbrew woli właściciela wypełnia znamiona przestępstwa kradzieży z włamaniem. A to oznacza wyższe, niż w wypadku zwykłej kradzieży, zagrożenie karą dla przestępcy. Zatem można stwierdzić, że karta płatnicza przez prawo karne jest lepiej chroniona niż gotówka w portfelu – mówi dr Przemysław Barbrich, ekspert kampanii „Warto bezgotówkowo”.

Coraz częściej robimy także zakupy w internecie. Według danych Izby Gospodarki Elektronicznej bezgotówkowe formy płatności wybiera 56 proc. polskich e-konsumentów. Są to w 28 proc. transakcje kartą, 19 proc. przelewem i 10 proc. BLIKIEM. Zapłatę gotówką przy odbiorze wybiera mniejszość – 27 proc. kupujących – i wynika to zwykle z braku zaufania do e-sklepu, w którym klient kupuje pierwszy raz.

 

Źródło: NBP

Każdemu przedsiębiorcy przyświeca jeden cel. Jest nim generowanie przychodów, by móc realizować misję i wizję prowadzonej firmy. Niestety polskie przedsiębiorstwa coraz częściej dosięga problem braku płynności finansowej. Jak zatem zadbać o firmowe finanse?

Z Europejskiego Raportu Płatności 2017, przeprowadzonego przez Intrum Justitia, wynika, że 52 proc. polskich firm zostało zmuszonych do akceptacji dłuższych terminów płatności. Konsekwencją takich sytuacji jest zachwianie firmowego budżetu. Podpowiadamy, jak odpowiednio zarządzać finansami w przedsiębiorstwie oraz w jaki sposób uchronić się przed niewypłacalnością kontrahentów.

Dokumentacja i archiwizacja

Podstawą zarządzania firmowymi finansami jest odpowiednie udokumentowanie nawet najmniejszego wydatku lub przychodu. To pozwala na odpowiednie przygotowanie zestawienia zysków i strat. Istotne jest również odpowiednie zarchiwizowanie tych dokumentów. Szczegółowe opisanie i skatalogowanie wszelkich faktur to podstawa dobrze funkcjonującego biznesu. Dzięki temu nie będziemy mieć problemu z odnalezieniem odpowiednich dokumentów w przypadku kontroli czy tworzenia np. rocznych bilansów. Ułatwia to również sprawdzenie, ile na danym projekcie zarobiliśmy. To z kolei pozwala określić rentowność podobnych zleceń, które możemy otrzymać w przyszłości.

Analiza, analiza, analiza…

Prowadząc własną działalność nie możemy zapomnieć o wyciąganiu wniosków ze spływających do nas raportów. – Prezes choćby nawet najmniejszego przedsiębiorstwa nie może skupiać się jedynie na stanie firmowego konta. Przede wszystkim powinien zwrócić uwagę na raporty dotyczące sprzedaży. To na ich podstawie możemy określić dynamikę finansową firmy, która jasno określa czy nasz biznes przynosi zyski, czy zaczyna generować straty – radzi Agnieszka Surowiec, ekspert z firmy Intrum Justitia, specjalizującej się w dostarczaniu usług poprawiających płynność finansową przedsiębiorstwa. Warto również poddać analizie rentowność naszej firmy. Przyjrzyjmy się więc po kolei – rentowności danego projektu, poszczególnych działów oraz całej spółki. To najłatwiejszy sposób na ochronę przed finansowym kryzysem.

Zabezpieczenie finansów gwarancją sukcesu

Przedsiębiorcy mogą chronić finanse firmy na wiele sposobów. Jednym z podstawowych zabezpieczeń jest stosowanie przedpłaty. Takie rozwiązanie pozwala na znaczne ograniczenie strat związanych z nieotrzymaniem na czas zapłaty za wykonaną usługę czy wysłany produkt. Wśród innych zabezpieczeń można wymienić takie środki, jak: faktoring, gwarancje bankowe czy ubezpieczenie wierzytelności. Przydatne jest również wdrożenie systemu monitoringu faktur. Polega to na stałej kontroli stanu należności, jak również na przypominaniu klientom o zbliżającym się terminie zapłaty za fakturę. – Bez względu na stosowane zabezpieczenia każdy przedsiębiorca powinien pamiętać, że podstawą jest określenie jasnych zasad dotyczących płatności i egzekwowania należności. Przed podpisaniem umowy porozmawiajmy z naszym klientem. W przypadku, gdy będzie deklarował, że podany termin płatności jest dla niego zbyt krótki zastanówmy się nad jego wydłużeniem – wyjaśnia Agnieszka Surowiec. W przypadku, gdy mimo takich działań prewencyjnych nie otrzymamy na czas należnej zapłaty nie warto zwlekać z rozpoczęciem procesu windykacji. Szybka reakcja pozwala na skuteczne odzyskanie należności.

Zwrot kosztów dochodzenia należności

Zgodnie z obowiązującą dyrektywą Unii Europejskiej w sprawie nieterminowych płatności możemy ubiegać się o zwrot kosztów dochodzenia należności. – Według unijnej dyrektywy wierzyciel ma prawo do naliczenia tzw. rekompensaty za koszty odzyskiwania należności. Rekompensata jest to ryczałtowa kwota, która stanowi równowartość 40 euro. W celu dochodzenia rekompensaty, wierzyciel nie musi wykazywać, że poniósł faktycznie jakiekolwiek koszty dochodzenia należności – wyjaśnia ekspert Intrum Justitia. Należy również podkreślić, że możemy starać się o wyższą rekompensatę. – W przypadku, gdy koszty odzyskania należności przekroczą kwotę stałej rekompensaty, wierzyciel ma możliwość uzyskania na drodze sądowej zwrotu wydatków. Musi jedynie przedstawić odpowiednie dokumenty, które potwierdzą, że proces odzyskania należności przewyższył wysokość ustalonej rekompensaty – dodaje Agnieszka Surowiec.

Dbając o odpowiedni przepływ funduszy w naszej firmie powinniśmy przede wszystkim poddać szczegółowej analizie wszelkie spływające do nas raporty finansowe. Nie możemy również zapomnieć o odpowiednim udokumentowaniu wszelkich wpływów i wydatków. W przypadku, gdy kontrahenci zalegają z płatnością za wystawioną fakturę, należy jak najszybciej podjąć odpowiednie kroki. Pamiętajmy, że zbyt długie oczekiwanie na dokonanie płatności znacząco zmniejsza szanse na otrzymanie całej należnej nam kwoty.

 

Źródło; Intrum Justitia,

Nowelizacja ustawy Prawo farmaceutyczne, która weszła w życie 25 czerwca br., zwana potocznie „apteką dla aptekarza” (AdA), wprowadziła najbardziej przeregulowany i restrykcyjny model rynku aptecznego, niespotykany w rozwiniętych krajach Zachodu, zabetonowała rynek aptek i zaczyna wpływać na spadek ich liczby oraz wzrost cen leków. Nie przyniosła natomiast żadnego z efektów, zapisanych w projekcie nowelizacji.

Przyjęta 25 czerwca nowelizacja Prawa farmaceutycznego wprowadziła w Polsce model apteczny poczwórnie zamknięty. Z typowego europejskiego systemu otwartego (wg raportu UOKiK z 2015 r.) zmieniła go w jeden z najostrzejszych, najbardziej restrykcyjnych systemów zamkniętych w Europie, w którym łącznie obowiązują restrykcyjne ograniczenia właścicielskie (apteka dla aptekarza), ilościowe (maksymalnie cztery apteki oraz regulacja „1%”), geograficzne i demograficzne (bez żadnych wyjątków, takich jak szpitale, dworce czy centra handlowe, co jest standardem w krajach, gdzie takie ograniczenia obowiązują) oraz zakaz reklamy aptek, który w praktyce jest zakazem jakiejkolwiek komunikacji apteki i farmaceuty z pacjentami.

Po 25 czerwca br. właścicielem apteki może zostać jedynie farmaceuta posiadający jednocześnie prawo wykonywania zawodu (a więc nie każdy farmaceuta). Dodatkowo wprowadzono maksymalnie limit czterech aptek dla jednego farmaceuty, spełniającego wymogi ustawy. Oznacza to, że możliwość nabycia lub otwarcia apteki przysługiwać będzie jedynie wąskiej grupie członków korporacji zawodowej, wobec blisko 40 mln Polaków, którzy mogli być dotychczas właścicielami aptek. Ustawa zastopuje również możliwość rozwoju polskim przedsiębiorcom, niebędącym farmaceutami, gdyż zamyka im drogę do rozwoju firm. Przedsiębiorcy tacy mogą aptekę jedynie stracić, a nowej nie będą już w stanie otworzyć. Na nowe restrykcje własnościowe nakłada się stara regulacja, mówiąca o tym, że przedsiębiorca, posiadający powyżej 1 proc. ogólnej liczby aptek w danym województwie nie może otrzymać zezwolenia na otwarcie nowej apteki, co w dzisiejszym stanie prawnym stało się zapisem kuriozalnym.

25 czerwca wprowadzono także regulacje demograficzno-geograficzne polegające na tym, że nową aptekę można uruchomić jedynie wtedy, gdy na nową placówkę przypadnie co najmniej 3 tys. mieszkańców, a żadna inna apteka nie znajduje się bliżej niż 500 m. Regulacje te praktycznie uniemożliwiają otwieranie w największych polskich miastach nowych aptek. Dotyczy to przede wszystkim miejsc najbardziej dogodnych dla pacjentów tj. w centrów miast i miasteczek, szpitali, przychodni, dworców, lotnisk czy centrów handlowych.

– Polski rynek apteczny to dziś twór niespotykany nigdzie w rozwiniętym świecie. Co gorsza, idziemy w kierunku odwrotnym, niż nowoczesny świat – mówi Marcin Piskorski, prezes zarządu Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET. – W rozwiniętych krajach Europy od lat obserwujemy tendencję liberalizowania rynku aptecznego. Wynika to m.in. z faktu, że systemy zamknięte są drogie dla płatnika publicznego i prywatnego. Tworząc bowiem pozbawione ryzyka środowisko biznesowe dla właścicieli aptek, którymi z reguły są w tych systemach członkowie korporacji aptekarskiej, znoszą jakiekolwiek mechanizmy konkurencyjne, co szybko przekłada się na wzrost cen i spadek dostępności – dodaje.

W ostatnich 20 latach doszło do zauważalnego złagodzenia przepisów dotyczących aptek w 15 państwach Europy. Na szczególną uwagę zasługuje zauważalny odwrót od zasady „apteka dla farmaceuty”. W sierpniu br. zrezygnowano z niej np. we Włoszech.

Liczba aptek w dół

W pracach nad regulacją ostrzegaliśmy, że przyniesie ona spadek liczby aptek, a więc spadek dostępności leków dla pacjentów oraz wzrost cen leków. Pierwsze tego oznaki już się pojawiają – powiedział Marcin Nowacki, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Według najnowszych danych Centrum Systemów Informatycznych Ochrony Zdrowia we wrześniu liczba aptek w Polsce nieznacznie spadła. Spadek liczby aptek w sierpniu raportował zaś PEX Pharma Sequence. Co ważniejsze, w lipcu do wojewódzkich inspekcji farmaceutycznych złożono tylko jeden (sic!) na całą Polskę wniosek o otwarcie nowej apteki, wobec średnio 105 wniosków miesięcznie składanych przed wejściem w życie regulacji. Jeśli dodamy do tego fakt, że średnio w Polsce zamyka się 82 aptek miesięcznie a liczba nowych wniosków dramatycznie spadła, spadek liczby aptek w Polsce rozpocznie się na dobre za ok. 2 – 3 miesiące. W tym czasie inspekcja farmaceutyczna zakończy „przerabiać” zwiększoną liczbę (ok. 500) wniosków, które wpłynęły do niej w czerwcu, tuz przed zamknięciem rynku.

Powyższa sytuacja oznacza zabetonowanie rynku. Ci, którzy apteki mają, modlą się, żeby ich nie stracić z własnej winy lub przyczyn losowych – co już miało miejsce w Poznaniu, gdzie najemca wypowiedział umowę najmu aptece działającej od ponad 50 lat na Starym Mieście. Z powodu kryteriów geografoczno-demograficznych, nie można jej było odtworzyć w nowym lokalu. Na rynek nie wejdą nowi przedsiębiorcy i farmaceuci, gdyż nie przeskoczą zapisów ustawy. Nawet, jeśli posiadają tytuł magistra farmacji, zablokuje ich regulacja geograficzno-demograficzna, chyba, że zdecydują o otwarciu apteki na Pustyni Błędowskiej – dodał Marcin Nowacki.

Ceny w górę

Z danych PEX Pharma Sequence wynika, że w okresie czerwiec – sierpień 2017 ceny leków OTC (bez recepty) wzrosły o 4,1 proc. w stosunku do analogicznego okresu roku 2016, a leków nierefundowanych wydawanych na receptę o rekordowe 6,4 proc. (także w okresie czerwiec – sierpień 2017 w stosunku do analogicznego okresu roku 2016). To niezwykle istotne, gdyż te dwie kategorie stanowią około 60% leków nabywanych przez Polaków w aptece. – Ten wzrost, choć bardzo wysoki, byłby jeszcze wyższy, gdyby nie był amortyzowany zwiększoną liczbą otwarć aptek w połowie roku, związaną ze spodziewanym zabetonowaniem rynku, ale z czasem ten bodziec ulegnie osłabieniu. Pojawią się wtedy lub umocnią lokalne monopole, które wezmą w posiadanie lokalne rynki i będą z tego faktu czerpać pełnymi garściami – dotyczy to zwłaszcza mniejszych miejscowości – powiedziała dr Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Należy także zauważyć, że wśród wskazanych wyżej skutków regulacji, przed którymi ostrzegali przedstawiciele organizacji pracodawczych w trakcie prac nad ustawą, nie ma żadnych efektów, dla których ustawa została uchwalona, na które wskazywali jej projektodawcy. Motywacją dla uchwalenia zmian w prawie było zapewnienie powstawiania nowych aptek na terenach słabiej zaludnionych. Jak wskazują dane o liczbie wniosków o wydanie nowych zezwoleń, efekt ten najprawdopodobniej nie zostanie osiągnięty. Niektóre z postulatów twórców nowelizacji były niewykonalne już w chwili ich zapisania. Cel w postaci repolonizacji aptek i wyrwania ich z rąk obcego kapitału od początku brzmiał demagogicznie. Już przed uchwaleniem zmian w prawie, 96% aptek w kraju należało do polskich przedsiębiorców. Teraz mogą oni stracić placówki na rzecz niemieckich aptekarzy, którzy znacznie łatwiej niż ich polscy koledzy po fachu, zbiorą setki tysięcy złotych potrzebnych na zakup apteki.

Źródło:  Konfederacja Lewiatan.

Polscy przedsiębiorcy jako jedyni w Europie pozytywnie oceniają szansę na poprawę swojej sytuacji gospodarczej w najbliższym czasie – wynika z badania Global Business Monitor opracowanego na zlecenie firmy faktoringowej Bibby Financial Services. Ponad połowa (55%) z nich uważa, że ​​rodzimy rynek pozostanie w dobrej kondycji. W ubiegłym roku optymizm wykazywało 47% badanych. Aż 45% ankietowanych sądzi, iż w ciągu najbliższych 12 miesięcy kondycja kraju nie zmieni się.

Z wyników Global Business Monitora wynika, że polscy przedsiębiorcy z sektora MŚP są zaniepokojeni stanem globalnej gospodarki i wykazują mniejszy optymizm w jej ocenie niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, obecnie jedynie jedna trzecia badanych uważa, że funkcjonuje ona poprawnie.

Wskaźnik aktywności gospodarczej w sektorze produkcyjnym Polski (PMI) wzrósł w sierpniu do 52,5 (z 52,3 w lipcu). Odnotowano wzrost produkcji i nowych zamówień oraz poprawę nastrojów biznesowych, które osiągnęły najwyższy poziom w ciągu czterech miesięcy.

Bank Światowy przewiduje, że w perspektywie dwóch najbliższych lat poprawa sytuacji na polskim rynku utrzyma się na stałym poziomie 3,2% w skali roku. Głównymi czynnikami przyspieszenia gospodarczego w bieżącym roku są nowe inwestycje w kraju oraz wsparcie Unii Europejskiej. Przez zwyżkę spożycia indywidualnego, z uwagi na stabilną sytuację panującą na rynku pracy odnotowano wzrost dynamiki rynkowej odnotowano również komentuje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny Bibby Financial Services specjalizującej się w faktoringu.

Produkcja mebli wciąż ma znaczący wpływ na dynamiczny rozwój gospodarki. Warto zwrócić uwagę, że w lipcu obrót z eksportu wyniósł 14,4 mld euro, czyli ponad 2 mld euro mniej niż w poprzednim miesiącu. W ostatnim czasie eksport wzrósł na wszystkich rynkach, z wyjątkiem Polski i Irlandii. Odnotowano również zmniejszenie obrotów w imporcie o ponad 1 mld euro w porównaniu do poprzedniego miesiąca.

Za poprawę koniunktury gospodarczej w ciągu ostatnich 12 miesięcy odpowiadają również produkcja, budownictwo i usługi. W omawianym okresie nastąpiło zwolnienie dynamizmu rozwoju w handlu i transporcie. W Polsce zauważalna jest również zwyżka wskaźnika CPI, który określa zakres cen towarów i usług konsumpcyjnych, w sierpniu 2017 r. wyniósł 1,8%. Odnotowano wzrost cen mieszkań i transportu.

Ponad połowa badanych (52%) twierdzi, że wzrosła sprzedaż, w porównaniu z ubiegłym rokiem, liczba respondentów podzielających to zdanie podniosła się o 11%. Optymizm Polaków jest odczuwalny również w ocenie sprzedaży, która przekracza średnią z badania Global Business Monitor wynoszącą 49%. Zaledwie jeden na pięciu badanych w Polsce uważa, że sprzedaż spadła.

Należy pamiętać, że wpływ na koniunkturę gospodarczą Polski, podobnie jak w innych krajach europejskich ma szereg czynników zewnętrznych w tym Brexit i zmiany w strefie euro. Przedsiębiorcy specjalizujący się w eksporcie obawiają się zmian w przepisach prawnych, w tym w prawie podatkowym, które mogłyby utrudnić ich pracę w najbliższych miesiącach a nawet latach. Te same zmiany mogą negatywnie wpłynąć na gospodarkę, zmniejszając poziom inwestycji, a tym samym rzutuje na zmniejszenie dynamiki wzrostu dodaje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.

Prawie połowa badanych (47%) przewiduje, że w nadchodzącym roku ich sprzedaż wzrośnie. Jednak szacuje się, ze rozwój tego typu transakcji w Polsce nie przekroczy średniej wynoszącej 55% wyliczonej na podstawie analizy wyników Global Business Monitor z jedenastu państw biorących udział w badaniu.

 

Źródło: Bibby Financial Services

Eksperci

Inwestorzy widzą tylko to, co chcą zobaczyć

Wygląda na to, że przed obawami o globalne spowolnienie rynki finansowe mogą uratować... skutki obaw...

PPK to nie nowe OFE, dajmy im szansę

Proces legislacyjny w Polsce od dawna budzi niemałe kontrowersje, ale pomysłodawcom ustawy o Pracown...

Koniec jednego, początek drugiego

Koniec miesiąca i start szczytu G20 nakładają się na siebie, co może przynieść wszystko i nic w kwes...

W ostatnim tygodniu listopada polityka może pozostać ważniejsza niż gospodarka

. Europa będzie śledzić wydarzenia wokół brexitu i Włoch, a w odniesieniu do szczytu G20 tlą się nad...

Najważniejsze zasady budowania portfela inwestycyjnego

Jak zbudować portfel inwestycyjny? Opierać się na funduszach czy inwestować w akcje i nowe, obiecują...

AKTUALNOŚCI

Historyczny moment: Ameryka niezależna energetycznie

Gdy wszyscy oczekiwali na komunikat OPEC na temat redukcji podaży ropy naftowej, pojawiła się znaczn...

Co nam zostanie po COP 24?

 Od kilku dni w Katowicach goście z całego świata dyskutują o możliwościach i regułach wdrożenia por...

Będą kolejne referenda w sprawie opuszczenia UE? Nie Polska i Węgry, ale…

Nie Polska czy Węgry, ale Włochy i Grecja są najbliższej wyjścia z Unii Europejskiej. Londyński bukm...

Elektroniczne faktury zdominują wkrótce rynek rozliczeń

Elektroniczne faktury mają za kilka lat zdominować rynek rozliczeń. Polscy przedsiębiorcy jednak do ...

Black Friday czyli zakupowe szaleństwo nie tylko Amerykanów

Wielka wyprzedaż przypadająca na ostatni piątek listopada i mająca początek swojej tradycji w Stanac...