Home Tagi Wpis otagowany "przedsiębiorcy"

przedsiębiorcy

O własnej firmie myśli wiele osób. Coraz więcej podejmuje też odważną decyzję, by spróbować swoich sił w roli przedsiębiorcy. Niestety jednak, nie wszystkim wystarcza wytrwałości, np. od stycznia do czerwca 2017 roku (wg systemu REGON) zamknięto blisko 136 tys. firm. Co sprawia, że nie każdy przedsiębiorca odnosi sukces?

Z pewnością na decyzję o zakończeniu działalności gospodarczej wpływ może mieć mnóstwo czynników – od złej koniunktury w danej branży, po opóźnienia kontrahentów w płatnościach. Nie bez znaczenia jednak są także pewne indywidualne cechy i umiejętności, które bardzo przydają się we własnym biznesie, ale nie każdy je posiada.

O ile samo założenie firmy od strony organizacyjnej jest dziś bardzo proste, o tyle do stworzenia, prowadzenia i rozwijania biznesu, który przez kolejne lata będzie w stabilny sposób generował przychody, nie wystarczy spełnienie z góry ustalonych procedur. Tu potrzebna jest już biznesowa intuicja oraz zestaw specyficznych predyspozycji.

Nie ma biznesu bez sprzedaży

Choć każdy biznes ma swoją specyfikę i wymaga innego zarządzania, to można wyodrębnić pewne cechy, ułatwiające odniesienie sukcesu – mówi Marta Bober-Lal, która w firmie szkoleniowej Effect Group prowadzi szkolenia z zarządzania, komunikacji oraz sprzedaży. – Np. wg Leszka Czarneckiego, biznesmena i autora książki „Biznes po prostu”, przedsiębiorca powinien być przede wszystkim sprzedawcą w szerokim tego słowa znaczeniu – dodaje trenerka.

Bez względu na to, czym zajmuje się dana firma, zawsze oferuje ona produkty lub usługi, które trzeba sprzedać. Przedsiębiorca musi więc powiązać swoją ofertę z odpowiednią grupą docelową i skutecznie przekonać ją do zakupu.

Produkty czy usługi zawsze są sprzedawane ludziom, a kontakt z nimi to podstawa każdego biznesu. Z tego zaś wynika kolejna ważna cecha, jaką jest umiejętność budowania relacji z Klientami a także odpowiednia komunikacja. Przedsiębiorca, który chce osiągać sukcesy, powinien wyróżniać się także pewnością siebie, a cecha ta przyda mu się już na starcie.

– Osoba świadoma własnych możliwości i zalet dążyć będzie do zrealizowania swojego pomysłu, pokonując trudności, a nie uginając się pod nimi. Także w kontaktach z kontrahentami, klientami czy konkurencją pewność siebie pozwala prowadzić efektywniejsze rozmowy i negocjacje – podkreśla Marta Bober-Lal.

Z energią do przodu!

Choć przedsiębiorca nie może być nadmiernym ryzykantem, który traktuje biznes niczym grę hazardową, to jednak umiarkowana skłonność do ryzyka może być już cechą bardzo pożądaną. Osoba prowadząca własną firmę, jeśli chce być o krok przed konkurencją, musi podejmować odważne decyzje. Powinna je jednak poprzedzać analizą rynku, badaniem szans powodzenia oraz oszacowaniem ewentualnych strat w przypadku porażki. Optymizm i determinacja nie powinny wykluczać posiadania planu B na wypadek ewentualnego niepowodzenia.

No właśnie – determinacja! Ci, którzy odnoszą duże sukcesy, wcześniej muszą zazwyczaj pokonać mnóstwo niepowodzeń. Czasem potrzebna jest ogromna wewnętrzna siła, by nie zawrócić w połowie drogi i by doprowadzić dany projekt do końca.

– Wytrwałość i wysiłek to podstawa sukcesu. „Sukces” przed „wysiłkiem” występuje jedynie w słowniku. Jeśli przedsiębiorca chce osiągnąć powodzenie w biznesie, musi się liczyć z ciężką pracą – zauważa trenerka Effect Group.

Na tym jednak nie koniec, ponieważ sam upór i pozytywna energia nie zastąpią np. kreatywności. To ona stoi za tzw. duchem inicjatywy, czy innowacyjności. Przedsiębiorca musi być człowiekiem pomysłowym, chętnym do tworzenia czegoś nowego. Taka osoba nie boi się zmian i nawet jeśli akurat nie próbuje zrewolucjonizować całej branży, to i tak każdego dnia stara się wprowadzać choćby drobne usprawnienia w swojej firmie. Sukces odnosi ten, kto jest otwarty na nowe doświadczenia i gotowy do akceptacji zachodzących zmian.

Prowadzenie firmy jak gra w szachy

Warto zauważyć, że najlepsi biznesmeni są zarazem nieprzeciętnymi przywódcami. Swoją ideą i zaangażowaniem potrafią porywać za sobą pracowników i klientów. Dobry przywódca stanowi inspirację i motywuje innych do pracy nad wspólnym celem.

Jeśli za awers uznamy skuteczne liderowanie, to rewersem tej samej monety będzie codzienne, skuteczne zarządzanie firmą. Do tego zaś przydaje się umiejętność planowania i przewidywania.

Prowadząc własną firmę przedsiębiorca musi być niczym szachista: przewidywać kilka ruchów do przodu. Nie da się prowadzić firmy nie wybiegając w przyszłość. Wizja rozwoju to podstawa, zaś umiejętność przewidywania ryzyka oraz zagrożeń w realizacji założonych celów to bardzo istotna cecha dobrego biznesmena – uważa Marta Bober-Lal.

Jest też umiejętność, która na znaczeniu zyskała w ostatnich kilkunastu latach, a jej waga nieustannie rośnie. To umiejętność selekcji informacji. Ludzie bombardowani są niezliczoną ilością danych z różnych źródeł, a więc dostęp do nich jest niezwykle łatwy. Trudnością staje się natomiast wybieranie tych, które mogą się przydać. Przedsiębiorca to człowiek, który w informacyjnej dżungli potrafi zauważyć to, co niedostrzegalne dla innych, a następnie wykorzystać w swojej firmie.

Dobra wiadomość jest taka, że wymienione powyżej wyróżniki dobrego przedsiębiorcy nie należą do cech wrodzonych. Można oczywiście zakładać, że pewne naturalne predyspozycje ułatwiają lub utrudniają skuteczne prowadzenie biznesu, nie są to jednak cechy, których nie można rozwijać.

Korzystając z profesjonalnych kursów, szkoleń, a także wyciągając wnioski z własnych doświadczeń, można skutecznie kształtować w sobie cechy przydatne liderowi i człowiekowi sukcesu. Warto pamiętać, że być przedsiębiorcą to dosłownie „przedsięwziąć” pewne działania, by osiągnąć sukces – to zaś oznacza konieczność ciągłego doskonalenia się.

Źródło: Effect Group

W 2013 roku chiński prezydent Xi Jinping zapowiedział utworzenie Nowego Jedwabnego Szlaku, łączącego Chiny z europejskimi wybrzeżami Atlantyku. Wrota do Europy Zachodniej mają znajdować się w Polsce. Polska ma być jednym z kluczowych węzłów Nowego Jedwabnego Szlaku. To szansa dla  przedsiębiorstw, nie tylko tych największych. Tym bardziej, że jeszcze we wrześniu zostanie uruchomiony korytarz, umożliwiający im dokonywanie szybkich, bezpiecznych przelewów z Krajem Środka.

Chińskie produkty już nie tylko na Allegro

Gigantyczne, międzynarodowe przedsięwzięcie, o łącznym budżecie setek miliardów dolarów. Chiny stają się coraz bardziej dostępne, już nie tylko dla dużych koncernów, ale także dla drobnych przedsiębiorców. Do tej pory, ci najmniejsi skupiali się głównie na sprowadzaniu pochodzącego z Azji towaru, który następnie sprzedawali chociażby na Allegro. Coraz większa liczba polskich przedsiębiorców znajduje dostawców towarów i półproduktów.

Niewątpliwie, Chiny odciskają swoje piętno w biznesowym krajobrazie Europy. Już teraz produkty produkowane w tym kraju stanowią największe źródło importowanych dóbr dla Unii Europejskiej. Są ważne także dla Polski: zajmują drugie, po Niemczech, miejsce na liście źródeł importu (24 mld dolarów w 2016) – niestety – pierwsze pod względem deficytu w handlu zagranicznym. Nowy Jedwabny Szlak może jednak już wkrótce zrównoważyć te proporcje. Z pewnością nie stanie się to jednak z dnia na dzień.

Będzie taniej

Konkurencyjność wiąże się z jak najbardziej bezpośrednim sposobem dotarcia na nowy rynek. Aby zwiększyć konkurencyjność cenową swojej oferty należy omijać pośredników  – dotyczy to także przelewów międzynarodowych.

Zacieśnianie biznesowych relacji i wzrost liczby transakcji niesie ze sobą konieczność ich bezproblemowej obsługi. Zwiększenie się wolumenu transakcji finansowych pomiędzy polskimi i chińskimi przedsiębiorcami to wyzwanie, dlatego tak ważne jest wsparcie oraz wprowadzenie różnego rodzaju ułatwień. To się już dzieje. Kolejny krok w tym kierunku, pod koniec września, wykona TransferGo. Firma zajmuje się dostarczaniem rozwiązań technologicznych wspierającym usługi finansowe w 45 krajach na świecie. Dla przedsiębiorców wykonujących zagraniczne operacje oznacza to spore oszczędności

Chiny to kolejny kraj w którym uruchamiamy usługę szybkich i bezpiecznych przelewów transgranicznych. Dla przedsiębiorców oznacza to duże oszczędności, bowiem w przypadku firm zajmujących się eksportem i importem towarów, koszt przewalutowania transakcji może znacząco wpłynąć na rentowność przedsięwzięcia. Nasza propozycja to koszty zdecydowanie niższe niż usługi świadczone za pośrednictwem banków. Ponadto, cały koszt operacji znany jest na samym początku – nie ma ukrytych kosztów – Magdalena Gołębiewska, country manager TransferGo

Rosnąca wymiana handlowa to pole do zagospodarowania dla firm i instytucji oferujących usługi finansowe, chociażby te najbardziej podstawowe – przelewy międzynarodowe. TransferGo ostatnio pojawił się w Indiach – ogromnym rynku rozwijającym się w tempie ponad 7% rocznie. Teraz przyszedł czas na Chiny. Z możliwości dokonywania tanich połączeń, przedsiębiorcy, prowadzący interesy w Państwie Środka będą mogli skorzystać pod koniec września.

Źródło: transfergo

Najlepszym rozwiązaniem byłoby przejście do systemu elektronicznego przekazywania danych do Urzędu Komunikacji Elektronicznej z zapewnieniem alternatywnych form dostarczania formularzy, w przypadku wystąpienia nieprzewidzianych zdarzeń – postuluje Konfederacja Lewiatan, oceniając propozycje UKE dotyczące odświeżenia i ujednolicenia formularzy składanych przez przedsiębiorców.

W Urzędzie Komunikacji Elektronicznej, od kilku miesięcy, trwają prace nad realizacją założeń inicjatywy „e-sprawozdawczość” w ramach projektu pn. „Od papierowej do cyfrowej Polski”. Działania Urzędu koncentrują się wokół odświeżenia oraz ujednolicenia formularzy składanych przez przedsiębiorców do Urzędu w ramach obowiązków sprawozdawczych. Obejmują one również prace nad przejściem do systemu przekazywania danych wyłącznie w formie elektronicznej Ta druga kwestia jest szczególnie istotna dla przedsiębiorców, którzy w sposób łatwy i szybki chcą realizować nałożone na nich obowiązki.

UKE ujawnił szczegóły dotyczące funkcjonowania systemu. Idea nowego projektu informatycznego, przeznaczonego wyłącznie do celów sprawozdawczości, spotkała się z dobrym przyjęciem firm. Przedsiębiorcy, opierając się na wcześniejszych doświadczeniach związanych z funkcjonowaniem systemu SIIS (System Informacyjny o Infrastrukturze Szerokopasmowej), zgłosili jednak szereg uwag.

– Naszym zasadniczym postulatem jest przejście do systemu elektronicznego przekazywania danych z zapewnieniem alternatywnych form dostarczania formularzy, w przypadku wystąpienia nieprzewidzianych zdarzeń. Dla firm istotne jest również pozostawienie w rękach UKE kontroli nad tempem wdrażania nowego systemu, w tym ustalenie daty początkowej jego wdrażania. Przedsiębiorcy są zdania, że wdrożenie nowego systemu powinno być rozłożone w czasie, zaś rynek powinien znać harmonogram wprowadzenia systemu z rocznym wyprzedzeniem. Istotne jest też zapewnienie przedsiębiorcom możliwości testowania nowego systemu i długiego okresu przejściowego – mówi dr Aleksandra Musielak, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Aktualny pozostaje też postulat, zgłaszany przez Konfederację Lewiatan w ubiegłym roku, aby dane przekazywane do UKE stanowiły źródło/rejestr referencyjny dla innych urzędów, w tym GUS oraz UOKIK.

Przedsiębiorcy mają też wątpliwości co do tego, czy rozszerzenie zakresu podmiotów zobowiązanych do sprawozdawczości, a co się z tym wiąże zwiększenie liczby interakcji pomiędzy UKE i nowymi podmiotami, w ramach nowego systemu, będzie miało wpływ na wydajność systemu ds. sprawozdawczości.

 

Źródło; Konfederacja Lewiatan

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude  Juncker wygłosił dziś rano w Strasburgu orędzie o stanie Unii, które można określić jako projekt dla UE-27 na najbliższe lata. Sporo miejsca w swoim wystąpieniu poświęcił unijnej strategii przemysłowej, o co organizacje pracodawców zrzeszone w BusinessEurope, w tym Konfederacja Lewiatan, zabiegały od dawna.

– Cieszymy się z zapowiedzi pogłębiania jednolitego rynku, który jest kluczowy dla rozwoju Unii. Dobrze, że przewodniczący KE podkreślił znaczenie nowej unijnej strategii przemysłowej, a także wagę zaangażowania Europy w promowanie wolnego handlu – finisz negocjacji z Japonią oraz zaawansowany etap negocjacji z Meksykiem i krajami Ameryki Południowej. Ważne, aby był to także sprawiedliwy handel i aby firmy europejskie pozostały konkurencyjne wobec firm spoza UE. Cieszy także pozostawienie otwartych drzwi dla państw, które chcą dołączyć do Wspólnoty, choć obecnie nie dla Turcji – mówi Kinga Grafa,  dyrektorka biura Konfederacji Lewiatan w Brukseli.

W dzisiejszym orędziu, Jean-Claude Juncker  przedstawił także nowy scenariusz dla przyszłości Europy, w wielu punktach zbieżny ze stanowiskiem  BusinessEurope. Jego realizacja zdaniem przewodniczącego KE jest możliwa dzięki coraz lepszej sytuacji gospodarczej UE i powracającej wiary obywateli Unii w sens integracji. Według Junckera, Europa musi dążyć do głębszej integracji, w oparciu o europejskie wartości, takie jak wolność, o którą trzeba stale zabiegać, równość wszystkich obywateli, bez względu na kraj pochodzenia i poszanowanie prawa w państwach członkowskich. Głębsza integracja ma polegać ma m. in. na wejściu wszystkich państw członkowskich (z wyłączeniem Danii) do strefy euro i unii bankowej, powołaniu unijnego ministra gospodarki i finansów oraz powierzenia Parlamentowi Europejskiemu także roli parlamentu strefy euro, bez tworzenia równoległych struktur, o co apelował prezydent Macron. Warto przypomnieć, że Polska jest zobowiązana do przyjęcia euro traktatem akcesyjnym.

Stanowisko BusinessEurope na temat przyszłości Europy, oprócz odniesienia do scenariuszy, mówi o priorytetach dla biznesu. Po pierwsze, konieczność pogłębiania jednolitego rynku i niwelowania istniejących barier. Przedsiębiorcy potrzebują pewności, dlatego konieczna jest właściwa implementacja legislacji unijnej, a następnie stosowanie i egzekwowanie zasad. Po drugie, wspieranie przedsiębiorstw europejskich w globalnych relacjach handlowych. Musimy modernizować instrumenty ochrony handlu i dążyć do tworzenia wzajemnych, korzystnych ram w handlu i inwestycjach. Po trzecie, potraktowanie zmian, które zapoczątkowała 4. rewolucja przemysłowa, jako szansy – dla firm i dla pracowników. Temu służyć ma nowa unijna strategia przemysłowa oraz instrumenty finansowe.  – Cieszymy się, że wiele z tych priorytetów znalazło się w orędziu szefa KE – podkreśla Kinga Grafa.

Przesłanie Junckera miało mieć wydźwięk pozytywny, stąd być może niewiele uwagi poświęcił decyzji Wielkiej Brytanii o opuszczeniu Unii i konsekwencji Brexitu. Jest to temat ważny dla europejskich przedsiębiorców, w tym polskich, którzy chcą uniknąć tzw. twardego Brexitu, bez okresów przejściowych.

 

Źródło; Konfederacja Lewiatan

 

Projekt ustawy dotyczącej przeciwdziałania wykorzystywaniu sektora finansowego do wyłudzeń skarbowych zawiera represyjne przepisy, które będą mogły być stosowane do szerokiego grona podatników. Wątpliwości budzą kryteria uwzględniane w ustaleniu wskaźnika ryzyka oraz nadanie szefowi Krajowej Administracji Skarbowej uprawnienia do blokowania rachunku bankowego przedsiębiorcy na okres 72 godzin z możliwością wydłużenia do 3 miesięcy – uważa Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan.

Projekt ustawy upoważnia szefa Krajowej Administracji Skarbowej do prowadzenia analizy ryzyka wykorzystywania banków i spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych do popełniania wyłudzeń skarbowych, w szczególności w zakresie VAT, na podstawie danych o rachunkach przedsiębiorców oraz o transakcjach między przedsiębiorcami, a także na podstawie wskaźnika ryzyka ustalonego przez izbę rozliczeniową.

Szef KAS będzie też miał prawo do zarządzenia blokady na 72 godziny rachunków bankowych lub rachunków prowadzonych przez SKOK z możliwością przedłużenia tego okresu do 3 miesięcy.

– Wątpliwości budzą kryteria uwzględniane przy ustaleniu wskaźnika ryzyka. Kryteria ekonomiczne, geograficzne czy behawioralne w swej istocie oparte są na subiektywnych przesłankach, których ocena zależy w dużym stopniu od doświadczenia w biznesie. Tym samym operacje niestandardowe, związane z zaangażowaniem znacznych środków pieniężnych
w ryzykowne inwestycje gospodarcze mogą zostać zidentyfikowane przez szefa KAS jako działania niosące ryzyko wyłudzeń skarbowych. Co w konsekwencji może wywołać negatywne skutki nawet w stosunku do uczciwych podmiotów gospodarczych – ostrzega Przemysław  Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Sprzeczne z zasadą zaufania do państwa jest nadanie szefowi KAS uprawnienia do automatycznego blokowania rachunku bankowego przedsiębiorcy na okres 72 godzin z możliwością wydłużenia do 3 miesięcy. Jedyną przesłanką uprawniającą szefa KAS do takiego działania jest posiadanie informacji, że wyniki analizy ryzyka, wskazują, że przedsiębiorca może wykorzystywać działalność banków lub spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych do celów mających związek z wyłudzeniami skarbowymi lub do czynności zmierzających do wyłudzenia skarbowego, a blokada rachunku jest konieczna, aby temu przeciwdziałać.
W konsekwencji szef KAS w oparciu o swoje statystyczne założenia wynikające z abstrakcyjnych – niejednoznacznych kryteriów – będzie dysponował możliwością blokowania rachunków bankowych przedsiębiorcy.

Środek ten może dotknie nawet te podmioty, które są tylko współwłaścicielem blokowanego rachunku. Regulacja ta jest wadliwa z powodu daleko idącej uznaniowości, która w swej istocie będzie przyczynkiem wielu ludzkich dramatów. Rada Podatkowa postuluje usunięcie z projektu ustawy uprawnień szefa KAS związanych z blokowaniem rachunków bankowych.

 

Źródło; Konfederacja Lewiatan

Już za dziewięć miesięcy – 25 maja 2018 r. zaczną obowiązywać przepisy europejskiego rozporządzenia o ochronie danych osobowych – RODO. Wprowadza ono zmiany, które dotyczą funkcjonowania wielu aspektów organizacji, dlatego warto odpowiednio wcześnie przygotować się do ich wdrożenia – wskazuje Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo. Jak to zrobić i kiedy warto skorzystać z pomocy zewnętrznej firmy?

Do dnia wejścia w życie europejskiego rozporządzenia o ochronie danych osobowych każda organizacja pozyskująca i przetwarzająca dane swoich klientów lub współpracowników musi dostosować się do nowych przepisów. Konsekwencją niedostosowania się do zmian mogą być nie tylko kary pieniężne, ale także negatywne konsekwencje prawne i wizerunkowe.  Można ich uniknąć odpowiednio implementując przepisy RODO.

Sposoby na wdrożenie RODO

Podmioty zobowiązane do wdrożenia RODO mogą samodzielnie przygotować się na wejście w życie nowych regulacji wykorzystując własne zasoby kadrowe. Jeśli w organizacji funkcjonuje biuro bezpieczeństwa lub system, którego celem jest zapewnianie zgodności działania z prawem (compliance) proces implementacji przepisów powinien już przebiegać.

Inną możliwością jest zatrudnienie firmy wyspecjalizowanej w ochronie danych osobowych.

Skorzystanie z podmiotu, który posiada wypracowaną metodologię wdrażania nowego aktu prawnego może znacząco usprawnić cały proces oraz zagwarantować większą obiektywność działań. Należy pamiętać o tym, aby wybrać taką firmę, która oferuje wsparcie również po zakończeniu procesu wdrożenia RODO w formie, np. audytów kontrolnych lub pakietu szkoleń dla pracowników – wskazuje Tomasz Ochocki z Fundacji Wiedza To Bezpieczeństwo.

Dopasowanie do potrzeb organizacji

Jednym z głównych założeń RODO jest to, aby organizacja zbudowała własny, adekwatny do profilu swojej działalności, system ochrony danych osobowych. Oznacza to, że we wszystkich etapach wdrożenia nowych przepisów powinny brać udział osoby, odpowiedzialne za dany obszar funkcjonowania firmy.

Zewnętrzni eksperci mogą wspomóc organizacje w dopasowaniu do wymogów RODO zachodzących w niej procesów. Z ich specjalistycznego wsparcia powinni skorzystać zwłaszcza właściciele firm, kadra zarządzająca oraz Administratorzy Bezpieczeństwa Informacji.

Wdrożenie RODO to złożony i wieloetapowy proces, który wymaga określenia przez administratora danych, czyli przedsiębiorcy, zakresu prac, przewidywanych kosztów, czasu realizacji oraz niezbędnych zasobów. Ze względu na jego interdyscyplinarny charakter – połączenia wiedzy m.in. z dziedziny prawa, informatyki, ciągłości działania czy zarządzania kryzysowego często okazuje się, że posiadane zasoby ludzkie nie gwarantują sukcesu planowanego projektu i warto zwrócić się do eksperta w tej dziedzinie. Przed podjęciem decyzji o współpracy należy jednak precyzyjnie określić zakres współpracy – mówi Tomasz Ochocki.

Porównując oferty zewnętrznych konsultantów należy sprawdzić, jakie elementy wdrożenia objęte są zaproponowaną ceną oraz czy nie zawiera ona ukrytych kosztów. Korzystna propozycja współpracy powinna obejmować dostosowanie wszystkich realizowanych przez organizację procesów przetwarzania danych osobowych.

 

Źródło: Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo

Według ekonomisty Łukasza Komudy, dobra koniunktura na rynku sprzyja teraz podwyżkom, bo duża część pracodawców ma na nie środki. Jednak zatrudnieni muszą nauczyć się negocjować lepsze warunki pracy. Powinni zwiększyć swoją świadomość w zakresie wysokości zarobków w danej branży i zbiorowo bronić wspólnych interesów. Jeśli pracują w małej, kilkuosobowej firmie, która ma problem z utrzymaniem się na rynku, to faktycznie mogą niczego nie osiągnąć. Wówczas, zdaniem eksperta, warto pomyśleć o zmianie pracy na bardziej atrakcyjną.

Jak twierdzi przedstawiciel Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, właśnie teraz pracodawcy mogą być skłonni do tego, żeby dzielić się z pracownikami wypracowaną wartością dodaną. Stanowi ona nadwyżkę przychodów nad ponoszonymi przez firmę kosztami. Z perspektywy udziałowców, inwestycje w kadry zwykle są postrzegane jako marnowanie pieniędzy. Jednak, jak zaznacza Łukasz Komuda, zarząd firmy lub jej właściciel może zgodzić się na podwyżki, gdy zyska świadomość, że w przeciwnym razie straci dużą część kadry. To wiąże się z podniesieniem wydatków na rekrutację i przeszkolenie nowych osób w firmie. Ekspert dodaje, że pracownicy mogą też zagrozić pracodawcy akcją protestacyjną, strajkiem lub nagłośnieniem problemu zaniżonych pensji.

– Oczywiście nie wszyscy przedsiębiorcy mają środki na podwyżki płac. Należy wiedzieć, że ponad połowa polskich pracowników najemnych przypada na firmy zatrudniające do 9 osób. Tam, przez niewielką skalę działalności i obecność silnej konkurencji, marże są niskie, więc wartość dodana okazuje się niezbyt wysoka. Trudno oferować ludziom dobre warunki pracy, gdy problemem jest utrzymanie stanu posiadania, np. lokalu czy maszyn – mówi Łukasz Komuda.

Ekspert zwraca uwagę na to, że wzrost gospodarczy to suma wartości dodanych na rynku. To znaczy, że jedne firmy radzą sobie lepiej, a inne gorzej. Zwiększenie zamówień na usługi i produkty oznacza wyższe przychody przedsiębiorstwa, a przy założeniu kosztów stałych na określonym poziomie, również większe zyski. W ocenie Komudy, sytuacja ekonomiczna sprzyjająca podwyżkom z dużym prawdopodobieństwem potrwa przynajmniej do końca 2017 roku i nie dłużej, niż do połowy 2019 roku. To wynika z charakterystycznej zmienności 12-miesięcznej dynamiki stopy bezrobocia rejestrowanego.

– Zatrudnieni muszą jednak zwiększyć swoją siłę negocjacyjną w relacji z przedsiębiorcami tak, aby jak najwięcej skorzystać na obecnym wzroście gospodarczym. Będą mieli większą siłę przebicia, gdy zaczną grupowo reprezentować swoje interesy, najlepiej w ramach związku zawodowego. Będą poważniej traktowani, niż niezorganizowana grupa ludzi. Wygrają tylko wtedy, gdy nikt nie zgodzi się na wykonywanie pracy za określoną, niższą stawkę – zauważa Łukasz Komuda.

Ekonomista podpowiada, że punktem odniesienia dla pracowników może być wzrost wynagrodzeń w firmach zatrudniających powyżej 10 osób. Aktualnie wynosi on ok. 5%. Zatrudnieni powinni zdobyć wiedzę o płacach w swojej branży i na podobnych stanowiskach do tych, które wykonują. To pozwoli im stwierdzić, czy mają podstawy do starania się o podwyżki lub o pracę u konkurencji. Jak podkreśla Łukasz Komuda, zmiana pracodawcy to zwykle najprostszy sposób na poprawę warunków finansowych w Polsce.

– Na naszym rynku pracy bezrobocie utrzymywało się na dość wysokim poziomie przez ponad 20 ostatnich lat. To spowodowało, że wynagrodzenia zostały sprowadzone do relatywnie niskich stawek. Niektórzy eksperci twierdzą, że zatrudnionym płaci się tak mało, jak tylko jest to możliwe, zgodnie z prawem Davida Ricardo. Gdy zwiększyło się zapotrzebowanie na pracowników, przedsiębiorcy zaczęli zatrudniać więcej Ukraińców, którzy są gotowi pracować za stawki minimalne – zwraca uwagę ekspert z Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.

Zdaniem Komudy, pracodawcy uznają, że taniej i lepiej jest ściągnąć pracowników z kraju, gdzie płaci się 4-krotnie mniej, niż u nas. W związku z tym, można zaproponować przyjezdnym gorsze warunki. Długoterminowo to oczywiście nie służy naszej gospodarce, bo utrzymuje niskie wynagrodzenia na rynku. A taki trend zachęca kolejne rzesze Polaków do emigracji na Zachód. Ponadto, powstrzymanie wzrostu płac jest równoznaczne z zahamowaniem konsumpcji. Ekonomista przypomina, że odpowiada ona za 60% naszej gospodarki na rynku wewnętrznym.

– W 2016 roku przybyło oświadczeń pracodawców o przyjęciu do pracy cudzoziemców z Ukrainy o ok. 65%. Liczba tych deklaracji w całej Polsce wyniosła ponad 1,2 mln. W pierwszym półroczu br. wzrost przyniósł kolejne 47%, w ilości 905 tys. Ze strony urzędów pracy pojawiają się sygnały, że jesteśmy blisko szczytu fali napływu osób z Ukrainy. Wraz ze spadkiem bezrobocia w naszym kraju, Ukraińcy zaczęli działać w usługach, np. fryzjerskich i kosmetycznych. Ponadto pracują jako taksówkarze, sprzedawcy, kasjerzy, magazynierzy, pakowacze i kierowcy – informuje Łukasz Komuda.

Jak wyjaśnia ekspert, Ukraińcy wolą przyjechać do nas, niż do Niemiec czy Francji, m.in. ze względu na mniejszą barierę językową i kulturową. Tutaj mają mnóstwo znajomych, więc mogą łatwo znaleźć kogoś, kto wskaże im tani pokój do wynajęcia oraz uczciwego pracodawcę. Plusem jest także bliskość geograficzna. Mogą tu przyjechać autobusem i wrócić do rodziny np. na święta. O wyjeździe dalej na Zachód myślą ci, którzy znają dobrze język angielski lub niemiecki, mają mniej kontaktów w Polsce i są bardziej skłonni do ryzyka.

– Tymczasem, część pracodawców w dużych polskich miastach narzeka na wymagania finansowe młodych pracowników. Jednak kandydaci do pracy mają do nich prawo, podobnie jak firmy do tego, żeby zaczynać rozmowę o wysokości pensji od kwoty tak niskiej, jak tylko się da. W małych miejscowościach wybór pracy jest bardziej ograniczony, co drastycznie pogarsza pozycję negocjacyjną  kandydatów na pracowników. Osoby, które wyjeżdżają z takich miejsc, początkowo mają często skromniejsze aspiracje finansowe i dopiero z czasem oczekują więcej – podsumowuje Łukasz Komuda.

 

Źródło: MondayNews.pl

W ocenie sytuacji na rynku pracy wciąż jeszcze przeważa zdecydowany optymizm, jednak coraz głośniej mówi się także o pojawiających się negatywnych konsekwencjach narastającej nierównowagi, wynikającej z niedoboru pracowników.

W pierwszych trzech miesiącach 2017 r. powstało 225,5 tys. nowych miejsc pracy, najwięcej od dziesięciu lat. Drugi kwartał przyniósł kontynuację pozytywnej tendencji, a osiągnięty wynik był najwyższy od siedmiu lat. Jest też jednak w tym obrazie druga strona medalu. To sięgająca około 120 tys. liczba etatów czekających na pracowników. Tak dużego deficytu rąk do pracy nie notowano od 2008 r. Zjawisko to nasiliło się bardzo wyraźnie w tym roku. W drugim kwartale nieobsadzonych było 122 tys. etatów, o prawie 30 proc. więcej niż rok wcześniej i aż o dwie trzecie więcej niż w drugim kwartale 2015 r. Jednocześnie nieobsadzonych było 24,7 tys. nowo utworzonych miejsc pracy. Wraz z poprawiającą się koniunkturą firmy coraz chętniej więc powiększają swój potencjał produkcyjny, ale coraz poważniejeszą barierą staje się brak kandydatów do pracy. W ostatnich latach liczba bezrobotnych spadła do poziomu najniższego w historii, a aktywizacja osób niepracujących dokonuje się w skali daleko niewystarczającej i raczej symbolicznej. Receptą na rozwiązanie kłopotów przedsiębiorców jedynie w niewielkim stopniu może stać się podwyższanie wynagrodzeń. Problem leży bardziej w niedopasowaniu popytu i podaży na rynku pracy, wynikającym zarówno z kwalifikacji i kompetencji, jak i nadążaniu za szybkimi zmianami koniunktury.

Najmocniej nierównowaga ujawnia się w głównych sektorach gospodarki. W przetwórstwie przemysłowym liczba wolnych etatów przekroczyła w drugim kwartale 32 tys., co w porównaniu do ubiegłego roku stanowi wzrost o 46 proc. W 2015 r. wakatów było zaledwie 16,9 tys., czyli o niemal połowę mniej niż obecnie. Z rosnącymi kłopotami ze znalezieniem pracowników od trzech lat boryka się handel. Niedobór przekracza 18 tys. osób i utrzymuje się na tym poziomie już od połowy ubiegłego roku. Największy skok liczby nieobsadzonych miejsc pracy ma jednak miejsce w budownictwie. W 2015 r. wynosił on niewiele ponad 7 tys., a obecnie sięga prawie 19 tys., czyli wzrósł prawie trzykrotnie. W większości pozostałych sektorów gospodarki sytuacja jest znacznie bardziej ustabilizowana i nie widać większych zmian. Utrzymuje się w nich niewielka, sięgająca po kilka tysięcy liczba wolnych miejsc pracy, a więc można mówić o względnej równowadze, choć przedsiębiorcy sygnalizują także trudności z pozyskaniem głównie wysoko wykwalifikowanych pracowników o specyficznych kompetencjach.

Autor: Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

 

Chmura obliczeniowa stała się powszechnym elementem naszego biznesowego krajobrazu. Przestała być obcym zjawiskiem, budzącym lęk przedsiębiorców. Cloud computing znalazł swoich entuzjastów, którzy doceniają niemalże nieograniczone możliwości – także dla firm.

Wzrost świadomości oraz poziomu wiedzy na temat chmury spowodował zmianę sposobu myślenia. Przedsiębiorcy przestali zastanawiać się czy migrować do chmury, a coraz częściej zadają pytanie, kiedy należy to zrobić.

Dlaczego warto migrować do chmury?

Korzyści związane z przeniesieniem firmy do chmury można rozpatrywać w trzech aspektach, dotyczących finansów firmy, elastyczności rozwiązania oraz bezpieczeństwa danych.

Chmura pełna oszczędności

Decydując się na migrację lub zakup usług chmurowych, przedsiębiorca jest w stanie osiągnąć spore oszczędności. Nie musi inwestować w drogą infrastrukturę, serwery, sprzęt czy oprogramowanie. Nie martwi się kosztami amortyzacji czy zużycia prądu. Oszczędza także czas pracowników IT, którzy mogą skupić się na innych zadaniach.

Korzystając z infrastruktury chmurowej, użytkownicy płacą jedynie za wykorzystane zasoby, nie nadwyrężając firmowego budżetu. Dodatkowo posiadają pełną kontrolę nad zużyciem, skalując zasoby według aktualnych potrzeb.

Chmura jest doskonałym rozwiązaniem dla początkujących firm. Jeszcze niedawno nie mogły one korzystać z nowoczesnego, wysokiej klasy oprogramowania. Teraz jest to możliwe. Doskonałym przykładem jest NAV 365. Jest to pakiet rozwiązań biznesowych, w skład którego wchodzi między innymi system ERP – Microsoft Dynamics NAV, który był niedostępny dla firm o niskim budżecie. Jego integracja z chmurą oraz dostępność w abonamencie pozwoliły znacząco obniżyć koszty oprogramowania.

Gwarancja elastyczności

Elastyczność oraz dostępność zasobów jest ogromną zaletą modelu chmurowego. Jest doceniana przede wszystkim przez organizacje, które doświadczają sezonowych wzrostów produkcji i sprzedaży. Chmura zapewnia usługobiorcom skalowalność, która połączona jest z możliwością alokacji zasobów w momencie, kiedy pojawi się zapotrzebowanie. Dzięki temu przedsiębiorstwo może bez problemu sprostać nawet gwałtownym wzrostom popytu, uruchamiając nowe zasoby.

Wyższy poziom bezpieczeństwa

Kwestia bezpieczeństwa jeszcze do niedawna nurtowała przedsiębiorców. Ulokowanie danych firmowych w abstrakcyjnej chmurze budziło niepokój. Jednak niepotrzebnie. Dla przykładu, chmura Microsoft jest obecnie najbezpieczniejszym z dostępnych rozwiązań. Posiada najszerszą zgodność z przepisami spośród wszystkich dostawców chmury. Użytkownicy mogą się cieszyć najwyższym poziomem zabezpieczeń przed cyberatakami.

Rozważając wybór chmury, warto również wziąć pod uwagę odporność na wszelkiego typu katastrofy, pożary czy powodzie. Dane, bez względu na zaistniałe okoliczności, są w chmurze bezpieczne i nie znikną wraz z kradzieżą komputera.

Jak rozpoznać najlepszy moment na migrację do chmury?

Decyzja o przejściu do chmury jest trudna. W szczególności, jeśli firma zainwestowała wcześniej w drogi sprzęt, serwery i oprogramowanie. Wówczas, mimo potencjalnych korzyści, nie podejmuje tego kroku ze względu na poniesione inwestycje.

Zmiany warto wprowadzić, gdy dotychczasowe rozwiązanie przestaje spełniać wymagania organizacji. Blokuje jej szybki rozwój, generuje niepotrzebnie koszty, ogranicza możliwości, a wady zaczynają przerastać korzyści.

Obecna infrastruktura blokuje rozwój firmy

Wraz z szybkim rozwojem, zwiększoną sprzedażą czy produkcją pojawia się potrzeba wprowadzenia nowych rozwiązań, dopasowanych do tempa wzrostu. Brak decyzji może skutecznie zahamować rozwój przedsiębiorstwa, narażając je na straty oraz upadek.

Serwerownia wymaga modernizacji oraz inwestycji

Do niedawna modernizacja infrastruktury w firmach wiązała się z potrzebą zakupu nowych serwerów czy infrastruktury sieciowej. Obecnie przedsiębiorcy może zadecydować o wymianie serwerów stacjonarnych na serwery w chmurze, które nie wymagają zakupu nowego sprzętu, oprogramowania czy kosztownej obsługi działu IT.

Pojawiają się problemy z funkcjonowaniem firmy w „gorących okresach”

Gdy organizacja straciła swoją efektywność w momentach wzmożonej sprzedaży (np. w okresie przedświątecznym), a posiadane zasoby nie wystarczają, należy poszukać rozwiązania bardziej elastycznego, pozwalającego na skalowanie potrzeb. Chmura pozwala w „gorących momentach” podnieść zapotrzebowanie, a po ich zakończeniu przywrócić je do poziomu standardowego.

Firma szuka oszczędności

Zakup i utrzymanie serwerów stacjonarnych wiąże się z dużymi kosztami stałymi. Jeśli firma wymaga oszczędności, inwestycja w infrastrukturę chmurową jest dobrym rozwiązaniem, gdyż nie wymaga dodatkowych nakładów na serwery bądź oprogramowanie.

Wybór serwerów chmurowych zamiast serwerów lokalnych wymaga sporej wiedzy i świadomości przedsiębiorców. Warto jednak zapoznać się z możliwościami, jakie daje migracja, by nie ograniczyć rozwoju swojej firmy, bazując na niesprawdzonych informacjach czy irracjonalnym strachu przed chmurą.

Rynkowy lider – chmura Microsoft Azure

Jedną z najpopularniejszych platform chmurowych na świecie jest Microsoft Azure. Wg danych podanych przez korporację, aż 90% firm z listy Fortune 500 korzysta z Microsoft Cloud, a miesięcznie liczba zakupionych subskrypcji wzrasta o 120 000. Microsoft świadczy usługi w 42 regionach świata. To więcej niż u dowolnego innego dostawcy chmury.

Firma Microsoft, udostępnia model Cloud Computing skierowany zarówno do rynku konsumenckiego, jak również do rynku komercyjnego we wszystkich najbardziej popularnych obszarach tj. IaaS (Microsoft Azure Platform), PaaS (Microsoft Azure Platform), SaaS (Office 365, Intune). Takie podejście oferuje przede wszystkim konsystentne i spójne środowisko, które jest fundamentem na bazie którego możemy budować elastyczna organizację czy infrastrukturę IT.

Platforma Cloud Computing od Microsoft otwarta jest również dla innych dostawców technologii, przykładowo platforma Microsoft Azure oprócz wsparcia dla rozwiązań ASP.Net posiada również wsparcie dla Java czy PHP, pakietów Joomla lub WordPress, a także wspiera system operacyjny Linux. Wydaje się, że zakres funkcjonalny jest bardzo istotnym wyróżnikiem oferty na tle konkurencji w szczególności, kiedy mamy do czynienia ze wsparciem z odpowiednio zdefiniowanym i gwarantowanym poziomem SLA.

 

Źródło: IT.integro.

Dane publikowane na Portalu Statystycznym ZUS pokazują, że w 2016 r. liczba wystawianych w IV kwartale zwolnień lekarskich wzrosła o 24% w porównaniu z okresem lipiec-wrzesień i wyniosła ponad 5,2 mln dokumentów. O 10% zwiększyła się również łączna suma dni absencji chorobowej. Średni czas nieobecności wyniósł z kolei 12 dni. Wśród całkowitej liczby osób przebywających w tym czasie na zwolnieniu lekarskim 55% stanowiły kobiety.

Bezpośredni wpływ na finanse firmy

Absencja chorobowa może mieć znaczący wpływ na funkcjonowanie przedsiębiorstwa. Nie tylko w wymiarze organizacyjnym, ale również kosztowym. Dotyczy to w szczególności przedstawicieli sektora MSP, gdzie nieobecność nawet jednego pracownika może nieść za sobą spore konsekwencje dla firmy. Może zaburzyć pracę całego zespołu oraz spowodować wzrost kosztów wynikających z konieczności zatrudnienia zastępstwa lub przekazania realizacji najpilniejszych zadań podmiotom zewnętrznym. Skala problemu wzrasta równomiernie z zakresem kompetencji i wiedzy specjalistycznej zatrudnionego. Sposobem na zminimalizowanie ilości i długości absencji chorobowej pracowników jest zapewnienie im prywatnej opieki medycznej w postaci, np. grupowej polisy zdrowotnej.

Dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne oferowane przez pracodawców są w znacznej mierze postrzegane jako element budowania wizerunku przyjaznego przedsiębiorstwa. Nie należy jednak zapominać, że zapewnienie pracownikom sprawnej pomocy lekarskiej ma duży wpływ na finanse firmy. Podkreślają to pracownicy działów HR, z którymi mieliśmy okazję rozmawiać. Jednoznacznie wskazywali, że korzystanie z niepublicznej opieki zdrowotnej skraca czas otrzymania pomocy i ma wpływ na krótszą nieobecność pracownika w firmie, co przekłada się na wysokość dodatkowych kosztów. Jedną z przyczyn jest możliwość lepszego dopasowania terminu wizyty do potrzeb pracownika, w szczególności w zakresie wizyt specjalistycznych, na które w ramach NFZ trzeba czekać nawet kilka tygodni, a w ramach ubezpieczenia tylko kilka dni – wskazuje Małgorzata Jackiewicz, Dyrektor Sprzedaży Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia.

Pomocne ubezpieczenie

O rosnącej popularności grupowych ubezpieczeń zdrowotnych świadczą również statystyki prezentowane przez Polską Izbę Ubezpieczeń. Według ostatnich danych z ubezpieczeń zdrowotnych korzysta ponad 2 mln Polaków, przy czym polisami grupowymi objętych jest 77% z nich. W związku z tym sprostanie oczekiwaniom firm i pracowników stanowi istotny element strategii firm ubezpieczeniowych oferujących te produkty. Starają się dostosować ofertę do oczekiwań firm, m.in. poprzez rozwijanie sieci placówek, w których ubezpieczeni mogą skorzystać z pomocy czy narzędzi zdalnych pomagających umówić wizytę.

Przedsiębiorcy, analizując oferty poszczególnych towarzystw ubezpieczeniowych dużo uwagi poświęcają, nie tylko zakresowi konsultacji lekarskich i badań diagnostycznych dostępnych w ramach polisy, ale równie wnikliwie sprawdzają listę placówek, w których pracownicy będą mogli skorzystać z pomocy. Ważnymi dla nich są renoma poszczególnych przychodni, a także ich lokalizacja. Oczekują możliwości skorzystania z najwyższej jakości pomocy w pobliżu siedziby firmy oraz miejsca zamieszkania pracowników – dodaje Małgorzata Jackiewicz z SALTUS Ubezpieczenia.

Wpływ na ocenę jakości usług oferowanych przez ubezpieczyciela ma również sprawny kontakt z rejestracją badań i wizyt lekarskich. Pracownicy oczekują, że konsultanci infolinii będą w stanie doradzić w wyborze odpowiedniego specjalisty oraz placówki. Doceniają również możliwość korzystania z narzędzi zdalnych, jak platforma internetowa czy aplikacja mobilna. Dodatkowym atutem jest możliwość odbycia konsultacji lekarskich bez wychodzenia z domu czy pracy – za pośrednictwem telefonu czy komunikatorów internetowych.

 

Źródło: Brandscope

Rozwój przedsiębiorstwa i rosnąca liczba wystawianych faktur przychodowych oznacza też zwiększone zapotrzebowanie na bieżące środki i gotówkę. Kiedy jej brakuje firma wpada w kłopoty i wstrzymuje inwestycje, a czasem nawet wypłaty, chyba że zna sposoby zamiany należności na gotówkę.

Połowa firm w Polsce otrzymuje zapłatę za towar lub usługi z ponad 60-dniowym opóźnieniem (dokładnie 48 proc. wg badania Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor). Przedsiębiorcy w dodatku nie są nastawieni optymistycznie co do zmiany tej sytuacji w niedalekiej przyszłości.

Dla wielu małych i średnich firm dwa miesiące oczekiwania na własne, zarobione już pieniądze to horyzont czasowy niemożliwy do zaakceptowania. To skłania je do szukania rozwiązań pośrednich. Na szczęście, z roku na rok, dostęp małych i średnich przedsiębiorstw borykających się z brakiem płynności finansowej, do różnych form finansowania jest coraz szerszy, a możliwości coraz większe.

Bank (czasem) pomoże

Sposobów pozyskania gotówki odpowiadającej należnościom na papierze jest kilka. Najlepiej znanym i najszerzej stosowanym jest kredyt na rachunku bieżącym służący do finansowania kapitału obrotowego. Szeroka dostępność usług bankowych i możliwość przebierania w ofertach to plusy takiego rozwiązania, ale są też wady. Taki kredyt jest dość drogi, a trzeba też pamiętać, że zmniejsza zdolność przedsiębiorcy do zaciągania kolejnych zobowiązań. W dodatku nie każda firma kredyt dostanie, dotyczy to szczególnie tych, rozpoczynających swoją biznesową drogę.

Innym rozwiązaniem jest kredyt ratalny, odpowiedni w przypadku inwestycji gwarantującej stabilne wpływy gotówkowe. Chociaż wady są podobne, jak przy większości innych form zaciągania zobowiązania kredytowego w instytucji finansowej, kredytem posiłkuje się ponad połowa  przedsiębiorców.

Gotówka za 3 miesiące… lub jutro

Dla firm, które mają dosyć regularne i przewidywalne spłaty należności oraz solidnych kontrahentów, korzystniejszym rozwiązaniem jest faktoring. To usługa polegająca na wykupie od przedsiębiorstwa przez wyspecjalizowaną instytucję finansową należności z tytułu sprzedaży towarów lub usług. Dzięki temu faktorant (czyli firma) otrzymuje gotówkę na poczet swoich faktur zaraz po ich wystawieniu – zazwyczaj w ciągu doby. Przy faktoringu najważniejszy jest kontrahent, więc to dobre rozwiązanie dla firm, które posiadają już stałych odbiorców (usług bądź produktów), a nie chcą wiązać się kredytami kupieckimi.

– To rozwiązanie pozwala na szybkie odzyskanie gotówki przedsiębiorcy zamrożonej u kontrahenta. Blokowanie jej na 60 czy 90 dni jest dla wielu firm nieakceptowalne ze względu na ryzyko utraty  płynności. Ostatecznie każdy prowadzący działalność gospodarczą sam wie najlepiej, jak najskuteczniej obracać własnymi pieniędzmi, tak aby zapewnić firmie stabilność i zyski. Przy faktoringu przedsiębiorca otrzymuje gotówkę za fakturę z odległym terminem zapłaty i w zasadzie dla niego temat się kończy, gdyż to faktor nadzoruje spłatę i przelew od kontrahenta. Instrumenty, takie jak możliwość kilkukrotnej zmiany wysokości limitu finansowania w trakcie trwania umowy pozwalają na dostosowanie produktu do potrzeb konkretnego klienta i dodatkowo zwiększają komfort – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor S.A.

Dzięki usłudze faktoringu, pieniądze z wystawionych przez firmę faktur z odroczonymi terminami, trafiają na jej konto, nawet w ciągu 24 godzin. Z usług faktorów korzysta już co dziesiąty przedsiębiorca z sektora MŚP, a rynek usług faktoringowych ma duży potencjał i eksperci spodziewają się, że coraz więcej przedsiębiorców będzie się do tej formy finansowania przekonywało.

Dobra koniunktura gospodarcza przyczynia się do wzrostu zainteresowania usługami faktoringowymi, a korzystanie z nich to dla wielu przedsiębiorców to wyraz dalekowzroczności w rozwoju własnego biznesu – ocenia Piotr Gąsiorowski z eFaktor.

Instrumenty pozwalające na zamianę należności na gotówkę są dostępne na rynku, ale mały i średni biznes wpada w spiralę zadłużenia z powodu braku wiedzy na temat finansowania inwestycji. Przedsiębiorca skupiony na zasadniczej części swojego biznesu nie zawsze ma czas i energię, żeby przeanalizować możliwości finansowania. Najważniejsza jest właściwa ocena instrumentu finansowego pod względem zyskowności planowanych inwestycji lub możliwości spłaty rat w późniejszym terminie.

Źródło: Brandscope

We wrześniu br. przedsiębiorcy, w ramach krajowych i regionalnych programów operacyjnych,  będą mogli złożyć wnioski o dofinansowanie projektów rozwojowych w kilkudziesięciu konkursach. Aż w dwudziestu siedmiu firmy mogą starać się o dofinansowanie inwestycji w innowacje lub badania i rozwój. W dwóch konkursach można pozyskać pomoc w wejściu firmy na rynki zagraniczne – wynika z zestawienia przygotowanego przez Konfederację Lewiatan.

W ramach programu krajowego Inteligentny Rozwój będzie można, na przykład, wziąć udział w konkursach dotyczących przedsięwzięć B+R realizowanych przez przedsiębiorstwa w zakresie badań przemysłowych i prac rozwojowych (50 mln zł), wsparcia usług proinnowacyjnych związanych z aktywnością badawczo-rozwojową lub innowacyjną małych i średnich przedsiębiorstw, świadczonych przez akredytowane instytucje otoczenia biznesu (45 mln zł) czy wsparcia MŚP w dostępie do rynku kapitałowego (14,3 mln zł).

W Programie Operacyjnym Polska Wschodnia przedsiębiorcy będą mogli liczyć na wsparcie w ramach projektów dotyczących np. internacjonalizacji MŚP (30 mln zł), czy przeprowadzenia audytów wzorniczych oraz opracowania strategii wzorniczych (5 mln zł).

„Duże” pieniądze czekają na przedsiębiorców również w programach regionalnych. Na przykład, w Regionalnym Programie Województwa Dolnośląskiego, małe i średnie firmy, z wyłączeniem mikroprzedsiębiorstw działających do 2 lat, mogą wystartować w konkursie dotyczącym rozwoju produktów i usług w MŚP (11,8 mln zł). W Regionalnym Programie Operacyjnym Województwa Podlaskiego są pieniądze  na wspieranie inwestycji w ekoinnowacje (20 mln zł) oraz na projekty B+R i infrastrukturę badawczą przedsiębiorstw (75 mln).

– W zestawieniu wskazujemy konkursy, które w naszej ocenie są najciekawsze dla firm, ponieważ pozwalają na sfinansowanie inwestycji w prace badawczo – rozwojowe, wdrożenie innowacji lub pomagają w wejściu na rynki zagraniczne. Dwa pierwsze obszary, tj. B+R i innowacje są priorytetem  w latach 2014-2020 i jest na nie najwięcej pieniędzy. Stają się też coraz bardziej popularne wśród firm – mówi Marzena Chmielewska, dyrektorka departamentu funduszy europejskich Konfederacji Lewiatan.

Liczba firm, które z sukcesem zrealizują projekty B+R i wdrożą innowacje zależy jednak nie tylko od tego czy pieniądze na ten cel są dostępne, ale też od działań promujących i wspierających uczestnictwo w konkursach, zwłaszcza w przypadku najmniejszych firm, które mogą mieć świetne pomysły, ale niekoniecznie potrafią przełożyć je na specyficzny język funduszy unijnych.

– Wymagania stawiane w konkursach są wysokie, dlatego instytucje je organizujące  powinny oferować firmom realne wsparcie w przygotowaniu wniosku, np. organizując warsztaty informacyjne czy proponując kontakt z doradcą czy ekspertem, który ma doświadczenie w ocenie podobnych przedsięwzięć. O ile wcześniej popyt na środki unijne praktycznie nie stanowił problemu, bo możliwe było wspieranie prostszych projektów inwestycyjnych, o tyle teraz często przygotowanie i pozyskanie dobrych projektów badawczo- rozwojowych i innowacyjnych staje się wyzwaniem. W tym kontekście niezwykle ważne są współpraca i dobre relacje pomiędzy firmami, organizacjami reprezentującymi przedsiębiorców a administracją – dodaje Marzena Chmielewska.

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

W 1. kwartale 2017 r. liczba pracujących wzrosła o 269 tys. r/r, w tym kobiet o 115 tys. Jednocześnie inwestycje przedsiębiorstw spadły w 1. kwartale o 0,4 proc. – podał GUS.

Badania koniunktury gospodarczej prowadzone przez GUS, wskazują co miesiąc od początku roku, że wszystkie sektory gospodarki, poza firmami działającymi na rynku finansowym i ubezpieczeniowym, przewidują dalszy wzrost zatrudnienia. Przetwórstwo przemysłowe, budownictwo, handel hurtowy i detaliczny, transport i gospodarka magazynowa hotele i restauracje, informacja i komunikacja – wszystkie potrzebują pracowników. Jednocześnie we wszystkich tych sektorach coraz poważniejszą barierą rozwoju jest niedobór pracowników, szczególnie niedobór wykwalifikowanych pracowników. Także wskaźniki PMI co miesiąc potwierdzają zainteresowanie firm z sektora przemysłowego wzrostem zatrudnienia. Cały czas zatem utrzymuje się popyt na pracę.

Rynek na razie jeszcze na ten popyt odpowiada, co cieszy. Ale za chwilę chętnych do pracy zacznie realnie brakować. Bez inwestycji gospodarka zacznie hamować, nie mówiąc o budowaniu potencjału wzrostu na kolejne lata. Co prawda w 1. kwartale 2017 r. kilka branż przemysłowych silnie zwiększyło nakłady na inwestycje (np. producenci koksu i produktów rafinacji ropy naftowej – o ok. 25 proc. r/r, producenci farmaceutyków – o ponad 60 proc., czy producenci urządzeń elektrycznych – o prawie 45 proc.), jednak inwestycje w sektorze przedsiębiorstw spadły łącznie o 0,4 proc. r/r. W 2. kwartale br. nakłady inwestycyjne prawdopodobnie były większe, ale mamy dużo do nadrobienia po 2016 r., gdy inwestycje przedsiębiorstw spadły o ponad 13 proc. r/r. I nie wiemy, czy i jak na skłonność firm do inwestowania wpłyną zmiany w prawie dotyczące systemu sądownictwa.

Dane dotyczące rynku pracy i inwestycji wskazują, że przedsiębiorcy, nawet ci inwestujący, ciągle opierają swoje możliwości zwiększania produkcji przede wszystkim na wzroście zatrudnienia. W 1. kwartale 2017 r. liczba pracujących wzrosła o 269 tys. w stosunku do 1. kwartału 2016 r. Z jednej strony to bardzo cieszy, bo aktywność zawodowa w Polsce jest ciągle bardzo niska – pracuje lub szuka pracy jedynie nieco ponad 56 proc. ludności w wieku produkcyjnym. Z drugiej strony wskazuje to, że wzrost produkcji odbywa się ciągle przede wszystkim metodami ekstensywnymi, czyli przez wzrost zatrudnienia, co już nie jest tak pozytywne.

Plusem tego „modelu” wzrostu możliwości produkcyjnych są naprawdę ciekawe zmiany na rynku pracy:

  • przede wszystkim zaktywizowały się kobiety – w 1. kwartale 2017 r. do pracujących prawie 7,3 mln kobiet dołączyło 115 tys. kolejnych pań (tych wcześniej poszukujących pracy, ale także tych wcześniej biernych zawodowo),
  • liczba biernych zawodowo generalnie spada, a w największym stopniu w grupie 45-59/64 lata, a także w grupie niepełnosprawnych (o prawie 5 proc.),
  • przemysł i usługi zaczęły „wysysać” pracowników z niskoefektywnego obszaru naszej gospodarki, czyli z rolnictwa, gdzie zatrudnienie spadło (o 26 tys. osób), a prawdopodobnie także spośród członków rodzin pomagających przedsiębiorcom prowadzącym działalność gospodarczą (spadek niewielki, bo o 5 tys., ale jednak spadek),
  • zmienia się struktura zatrudnienia – zdecydowanie rośnie zatrudnienie na czas nieokreślony (wzrost o ponad 350 tys.), a maleje zatrudnieni na czas określony (spadek o 111 tys.).

To naprawdę zmiany na rynku pracy, które mogą cieszyć. A wszystko to dzieje się przy spadku liczby osób poszukujących pracy innej niż obecnie z powodu poszukiwania lepszych warunków finansowych. Oznacza to, że istniejące warunki finansowe, a zapewne także istniejące perspektywy ich poprawy u danego pracodawcy są dla coraz większej części pracowników satysfakcjonujące. Jest to także sygnał, że przedsiębiorstwa poszukujące pracowników mogą mieć problem z ich „podkupowaniem” na rynku.

Jedyne co w tym pozytywnym obrazie rynku pracy martwi, to wzrost liczby biernych zawodowo z powodu obowiązków rodzinnych i związanych z prowadzaniem domu (o 90 tys.). Pokazuje to, że program Rodzina 500+ jest ciągle dla części gospodarstw domowych atrakcyjniejszy niż rynek pracy. Ale przede wszystkim pokazuje, że infrastruktura opieki nad dziećmi i nad osobami starszymi jest w Polsce niewystarczająca. Zatem w nią także warto i należy zainwestować. Będziemy mieć wtedy dwa tego pozytywne skutki – wzrosną inwestycje wspierając wzrost gospodarczy, a także zwiększy się liczba osób aktywnych zawodowo. Gra jest warta świeczki.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Zarówno handel internetowy, jak i tradycyjna forma sprzedaży, wymagają wsparcia dodatkowych narzędzi i odpowiedniego kontaktu z klientem. Bez względu na to, czy transakcje odbywają się realnie czy wirtualnie, przedsiębiorcy powinni stale dbać o relacje z obecnymi, a także potencjalnymi nabywcami.

Współcześnie coraz trudniej docierać z informacją o produkcie czy usłudze, zarówno z uwagi na większą konkurencję, jak i natłok podobnych komunikatów ofertowych. Licząc na sukces należy więc koniecznie zadbać o jej wyróżnienie, czytelny przekaz, szybkość dotarcia i odpowiedni dobór kanałów do kontaktu z konsumentami. Trzeba mieć również na uwadze rosnące wymagania klientów, którzy oczekują, że w parze z wysokiej jakości zakupami, mogą liczyć na taki sam poziom obsługi i komunikacji oraz indywidualne traktowanie. Jakie narzędzia warto wobec tego wykorzystywać w działalności handlowej?

Stary ale jary e-mail marketing

E-mail marketing to najstarsza, mająca około 40 lat metoda marketingu internetowego. Pomimo zapowiadanej raz po raz śmierci e-maili trzeba obiektywnie stwierdzić, iż poczta elektroniczna ma się dobrze i nadal spełnia swoją rolę, konkurując jednocześnie z bardziej nowoczesnymi formami. Według aktualnych danych GUS, aż 58% internautów sprawdzenie maila traktuje jako najważniejszy cel w korzystaniu z internetu (to najczęściej wskazywana odpowiedź). Nic więc dziwnego, że dla e-marketerów jest to wciąż jeden z istotniejszych kanałów. Według szacunków prawie połowa z nich zaplanowała na 2017 rok wzrost budżetu na e-mail marketing.

Właściwie prowadzone kampanie e-mail mogą przynieść satysfakcjonujące rezultaty np. przy pozyskiwaniu leadów i budowaniu bazy odbiorców przyszłych komunikatów. Korzystając dodatkowo z nowoczesnych narzędzi, jak np. serwer SMTP w chmurze, możemy zapewnić dostarczalność e-maili na poziomie 99,8%, a do tego jeszcze uzyskać dostęp do zaawansowanych danych statystycznych – mówi Michał Walachowski Managing DirectorEmailLabs – Pamiętajmy jednak, że dobry wynik i zaangażowanie odbiorców można osiągnąć przede wszystkim poprzez wysyłkę wartościowych komunikatów, do odpowiednich osób, w odpowiednim czasie. Przed wysłaniem newslettera należy zatem zastanowić się, czy niesie on za sobą wartość dla czytelnika- dodaje Walachowski.

SMS – skuteczność w swej prostocie

SMS to prosty, szybki i tani sposób dotarcia z informacją do nieograniczonej liczby odbiorców. To obok MMS-ów i wiadomości głosowych jedno z podstawowych narzędzi marketingu mobilnego. Wg ostatniego badania „Komunikacja SMS w Polsce. Suplement dla biznesu” Ci, którzy marketing mobilny wykorzystują w swojej działalności w 93,7% potwierdzają, że SMS-y odgrywają istotną rolę w ich procesie komunikacji, 91,2% uważa, że to naprawdę skuteczne narzędzie wspierające handel, a więcej niż połowa (55,7%) ocenia ich konwersję sprzedażową na poziomie bardzo dobrym lub dobrym. Na pewno nie bez znaczenia jest też opcja brandingu SMS, możliwości otrzymywania wiadomości zwrotnych oraz wykorzystania elementów flash, vCard czy WapPush.

Krótka wiadomość tekstowa ma istotne znaczenie dla sektora e-commerce: pomaga autoryzować transakcje, szybko i łatwo powiadamia klientów o statusie zamówienia, czy przekazuje inne informacje niezbędne do sprawnego dostarczenia przesyłki – mówi Edyta Godziek, Marketing & PR Manager w SerwerSMS.pl. – Badania pokazują, że prawie wszystkie dostarczone SMS-y są w całości czytane przez odbiorców i to przeważnie w ciągu kilku minut od ich wysłania. Dzięki temu ten krótki, ale treściwy komunikat, może stać się impulsem do zakupu – dodaje Edyta Godziek.

Notyfikacje Web Push

To stosunkowo nowy kanał promocji i generowania sprzedaży, jednak już teraz można zauważyć jego zalety. Powiadomienia Web Push zawierają krótki, liczący kilkadziesiąt znaków komunikat w formie pop-upu, wzbogaconego małą grafiką i linkiem do strony internetowej. Dzięki temu, że komunikat jest zwięzły, odbiorca nie zastanawia się, czy go przeczytać, tylko po prostu to robi. Notyfikacje pozwalają ponadto na kontakt z potencjalnym klientem także wtedy, gdy ten nie odwiedza sklepu internetowego, a nawet nie ma otwartej przeglądarki. W ten sposób można informować o rozpoczęciu wyprzedaży, ostatnich sztukach towaru czy limitowanej ofercie, a klient zyskuje świadomość, że nie umykają mu najlepsze promocje.

Konsultacje na chacie lub przez Messenger

Fachowa porada i rozwianie istniejących obaw to dla wielu klientów podstawa udanych zakupów bez względu na ich formę. Co więcej, odpowiednio obsłużony klient zyskuje pozytywne doświadczenia i chętniej wróci do sklepu ponownie – czy to do tradycyjnego czy internetowego. Chcąc usprawnić kontakt i potencjalnych klientów zmienić w lojalnych, do ich dyspozycji warto pozostawić aktywnego konsultanta. Można to zrobić dzięki wykorzystaniu chatu lub aplikacji Messenger i to właśnie tą drogą, bieżącym trybem odpowiadać pytania konsumentów.

Zarządzanie relacjami z klientami w CRM

Na efektywność działań handlowych i obsługę klienta wpływać może również CRM, który pozwala gromadzić i analizować w centralnym miejscu informacje o kliencie. CRM informuje, kiedy użytkownik loguje się w sklepie, jakie produkty przegląda, z jakiego urządzenia korzysta i jakie są jego preferencje. Dzięki temu możliwa jest segmentacja klientów czy asortymentu. CRM może także rejestrować i udostępniać stany magazynowe, prowadzić politykę rabatową, pomagać kontrolować wyniki sprzedaży, a nawet zarządzać zespołem handlowym. Tego typu funkcjonalności pozwalają dopasowywać działania sklepu do indywidualnych potrzeb klientów, zwiększając tym samym ich sympatie i przywiązanie do marki.

Wsparcie działań w przestrzeni online i mobile jest niezwykle ważne nie tylko z uwagi na podniesienie sprzedaży w sklepach internetowych, ale również na efekt ROPO (Research Online Purchase Offline), czyli finalizowanie przez konsumentów transakcji stacjonarnie, na podstawie informacji znalezionych w sieci. Dzięki nowoczesnym narzędziom przedsiębiorca może zatem nie tylko budować świadomość marki, ale i usprawnić komunikację z klientem, a także zwiększać konwersję prowadzonych działań marketingowych, co z pewnością przełoży się na sprzedaż.

 

Źródło: dotPR

Reforma 100 zmian dla firm dobiega końca. Większość nowych, upraszczających prowadzenie działalności gospodarczej przepisów obowiązuje od początku roku. Teraz trwają konsultacje społeczne dotyczące ustawy o sukcesji firm oraz prace nad skróceniem okresu przechowywania akt pracowniczych i możliwości ich przechowywania w formie elektronicznej – to ostatnie zmiany wchodzące w skład zapowiedzianego pakietu.

Reformę 100 zmian dla firm trzeba ocenić pozytywnie. Patrząc z perspektywy polskiego przedsiębiorcy, nowe przepisy regulują wiele dotychczasowych, newralgicznych punktów. Konieczność zmian została dostrzeżona również przez opozycję, która w grudniu ubiegłego roku w głosowaniu na sali plenarnej opowiedziała się za ich przyjęciem – taka zgodność parlamentu jest u nas zjawiskiem rzadkim. Wszystko wskazuje na to, że na te kluczowe zmiany przedsiębiorcy będą musieli jednak jeszcze trochę poczekać.

Do najważniejszych punktów reformy należy wprowadzenie klauzuli pewności prawa, podwyższenie rocznego limitu przychodów z 1,2 mln euro do 2 mln euro, do którego przedsiębiorcy będą mogli prowadzić księgę przychodów i rozchodów, czy też nowelizację przepisów dotyczących przeprowadzania kontroli. Na szczególną uwagę zasługuje konsultowany obecnie projekt dotyczący sukcesji firm, którego implementacja ma rozwiązać nabierające na sile zjawisko wygaszania działalności jednoosobowych firm wraz ze śmiercią właściciela.

Aktualnie w momencie śmierci przedsiębiorcy wpisanego do CEIDG, majątek firmy jest dziedziczony, jednak umowy z kontrahentami i pracownikami, koncesje, zezwolenia, czy też numer NIP tracą swoją ważność. To sprawia, że w tym trudnym momencie rodzina przedsiębiorcy często rezygnuje z czasochłonnej i trudnej procedury utrzymania działalności firmy. Według szacunków w Polsce funkcjonuje około miliona firm rodzinnych, z czego większość z nich powstała po transformacji ustrojowej. Zatem nie stanowi zaskoczenia fakt, że zjawisko zmiany pokoleniowej przybiera na sile. Oczywiście pewną alternatywą dla tych podmiotów jest zmiana formy działalności gospodarczej np. na spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością ale w rzeczywistości taki zabieg przeprowadzany jest bardzo rzadko.

Zgodnie z nowym prawem, firma będzie mogła kontynuować działalność po śmierci właściciela. Dodatkowo osoba przejmująca stery, niekoniecznie spokrewniona z właścicielem, będzie zwolniona z zapłacenia podatku od spadku, a procedura jego przyjęcia będzie istotnie uproszczona. Takie zmiany mają zapewnić płynną sukcesję jednoosobowych firm, zwłaszcza rodzinnych. To z pewnością dobra zmiana, bo wygaszanie działalności przez spółki jednoosobowe niesie ze sobą liczne koszty dla gospodarki – pracownicy tracą zatrudnienie, dostawcy i odbiorcy swoich kontrahentów oraz klientów, natomiast rodzina źródło dochodu. To bardzo istotne koszty w skali makroekonomicznej.

Mimo tych dobrych propozycji zmian trzeba podkreślić, że nadal wiele problematycznych kwestii związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej w Polsce pozostaje nierozwiązanych. Do tych najważniejszych należy zaliczyć podwyższenie niezgodnej z konstytucją wysokości kwoty wolnej od podatku, czy też niezbędne zmiany w trudno zrozumiałej ordynacji podatkowej, zwłaszcza jeśli chodzi o ustawę o VAT, ta powinna zostać napisana od początku. Do tego należy doliczyć nadmierną zmienność przepisów prawnych, uciążliwą biurokrację oraz nieprzyjazne podejście jednostek kontrolujących do przedsiębiorców. W takich warunkach bardzo trudno o wzrost przedsiębiorczości Polaków, a tymczasem nic nie wskazuje na to, aby te w najbliższej przyszłości miały ulec zmianie.

Polska systematycznie stawia kolejne kroki w kierunku zdobycia tytułu kraju przyjaznego przedsiębiorcom, lecz droga reform nadal pozostaje bardzo długa, zwłaszcza że te najważniejsze, niezbędne a zarazem najtrudniejsze zmiany są permanentnie odraczane w czasie. Dlatego też to wyzwanie ma charakter długoterminowy i wymaga spójnych oraz konsekwentnych działań polskiej władzy, w których nie może zabraknąć miejsca na aktywny dialog rządu z przedsiębiorcami.

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

W lipcu wskaźnik PMI Polskiego Sektora Przemysłowego spadł do poziomu 52,3 z 53,1 w czerwcu – podał Markit.

Trzeci kwartał 2017 r. nie zaczął się w przemyśle z taką dynamiką jaka charakteryzowała go w pierwszej połowie br. – wskaźnik PMI wyniósł 52,3, wobec 53,7 średnio w ciągu pierwszych 6. miesięcy 2017 r. W lipcu PMI był także niższy niż w końcu 2016 r.

Czy to tylko wakacyjne spowolnienie związane z urlopami pracowników, czy też pierwszy sygnał lekkiego słabnięcia polskiej gospodarki?

W lipcu PMI był niższy, mimo że polski przemysł wspierała szybko rosnąca liczba nowych zamówień z zagranicy. A wynikało to zapewne z ciągle bardzo dobrej sytuacji przemysłu w strefie euro (PMI w lipcu na poziomie 56,6), gdzie lokujemy prawie 60 proc. naszego eksportu, w tym w Niemczech (PMI w lipcu na poziomie 58,1). PMI był w lipcu niższy, bowiem zamówienia z polskiej gospodarki rosły wolniej niż wcześniej, i wolniej niż zamówienia eksportowe. To dziwi, bowiem przedsiębiorcy mówią, że popyt rośnie, i że zaspakajają go zwiększeniem zatrudnienia. Sygnalizują także niewystarczającą podaż surowców oraz opóźnienia w dostawach. Produkcja powinna zatem dynamicznie rosnąć, a tymczasem wzrost wielkości produkcji był najwolniejszy od 9. miesięcy.

Popyt konsumpcyjny gospodarstw domowych rzeczywiście rośnie. Widać to chociażby po wzroście sprzedaży detalicznej (w ciągu 6. miesięcy br. o 8,2 proc. w cenach bieżących), a także po doskonałej koniunkturze konsumenckiej. I nie ma zagrożeń dla jego spadku – rosnące zatrudnienie i wynagrodzenia będą spożycie indywidualne podtrzymywać.

Widać jednak, że część popytu konsumpcyjnego zaspakajana jest nie przez produkcję w Polsce, a przez import. Po 5. miesiącach 2017 r. import był wyższy o ponad 10 proc. (w euro) niż rok wcześniej. A to oznacza, że albo towary z importu wypierają towary produkowane w Polsce, albo polski przemysł nie ma potencjału do zagospodarowania całego popytu. Jeśli to drugie, to najgorszy z możliwych sygnałów, bo pokazujący konsekwencje osłabienia skłonności firm do inwestowania – w 2016 r. inwestycje przedsiębiorstw spadły r/r o 13,2 proc. W 1. kwartale 2017 r. co prawda tylko o 0,4 proc., ale to ciągle spadek w stosunku do 2016 i 2015 r. Przyczyną spadku, jak wskazywali przedsiębiorcy w badaniach, była niestabilność regulacyjna i polityczna. Musiało się to odbić na potencjale firm przemysłowych w Polsce.

Istnieje ryzyko, że po nieco większym otwarciu się na inwestycje w 2. kwartale br. przedsiębiorcy po ostatnich (lipiec) szybkich i nocnych procedowaniach ważnych ustaw w Sejmie i Senacie, a także po ciągle pojawiających się propozycjach zmian w ustawach podatkowych, znowu ograniczą nakłady na inwestycje.

Martwi zatem nie najsłabszy od 8. miesięcy PMI, ale informacje które za tym stoją. Na konsumpcji nie zbudujemy trwałych, stabilnych podstaw wzrostu polskiej gospodarki. Do tego potrzebne są inwestycje. A te potrzebują jasności, przewidywalności regulacyjnej i stabilności politycznej. A tego nie ma. W perspektywie dłuższej niż najbliższe miesiące pojawia się zatem pytanie, co przedsiębiorcy uznają za większe ryzyko – brak tej przewidywalności i jednoznaczności, co będzie oznaczać ograniczenie skłonności do inwestowania, czy też zagrożenie powolną utratą rynku, co skłonność do inwestowania powinno zwiększyć. Na to pytanie odpowiedzieć mogą tylko przedsiębiorcy.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Wakacyjny przedsiębiorca nie może narzekać na brak klientów –  prawie ¾ Polaków spędza urlop na bałtyckiej plaży. Wypożyczalnie leżaków, parawanów i sprzętu wodnego, przechowalnie ubrań, transport rikszą na plażę, ale przede wszystkim punkty gastronomiczne, czyli sprzedaż napojów, słodyczy, przekąsek i fast foodów – to najczęściej wybierane i najbardziej rentowne pomysły biznesowe na wakacje. Jak założyć firmę na jeden sezon lub zdobyć zezwolenie na handel na plaży? Dlaczego warto zabezpieczyć się na wypadek kradzieży oraz na co powinien uważać właściciel sezonowej restauracji?

Rozkręcanie sezonowego interesu nie musi być trudne i nieopłacalne. Przedsiębiorca powinien jednak przestrzegać kilku ważnych zasad. Bez zezwolenia na np. sprzedaż alkoholu, czy handel na plaży mogą nam grozić wysokie sankcje. Za handel na ulicy bez zezwolenia zapłacimy 10-krotność stawki wynajmu do czasu zalegalizowania działalności. Jeżeli zdecydujemy się na branżę gastronomiczną warto również pamiętać, że wszelki obrót produktami spożywczymi podlega restrykcyjnym przepisom sanitarnym. Dobrze przygotowany plan z pewnością zapewni przedsiębiorcy sprawny start i szybszy zysk. Biznes sezonowy jest bardzo opłacalny. Z wyliczeń Gazety Prawnej wynika, że posiadając własną budkę z lodami, czy hot-dogami można osiągnąć miesięczny utarg wynoszący od 16-18 tys. zł, przy niewielkiej inwestycji środków.

Zakładamy działalność

Sprzedając lody lub napoje nad morzem musimy być legalnie działającym przedsiębiorcą. Założenie jednoosobowej działalności gospodarczej nie jest trudne ani czasochłonne – można to zrobić przez Internet, wchodząc na stronę www.ceidg.gov.pl i wypełniając wniosek CEIDG-1 lub osobiście w urzędzie gminy. Sezonowy przedsiębiorca ma takie same obowiązki jak każdy inny. Wymagane jest odprowadzanie podatku dochodowego oraz złożenie deklaracji PIT. Do wyboru są cztery formy opodatkowania: na zasadach ogólnych (18 proc. i 32 proc.), podatek liniowy (19 proc.), karta podatkowa i ryczałt ewidencjonowany. Należy również zadbać o zgodę sanitarną, ponieważ w przypadku inspekcji możemy zapłacić naprawdę wysoką grzywnę, lub pożegnać się z naszym biznesem. W ciągu 14 dni od zarejestrowania i rozpoczęcia działalności mamy obowiązek zawiadomienia powiatowej stacji sanitarno-epidemiologicznej. A co z kasą fiskalną? Obowiązek jej posiadania mają ci przedsiębiorcy, których obrót przekracza 20 tysięcy złotych w ciągu roku. Warto również zastanowić się co zrobić z działalnością gospodarczą, gdy sezon letni się skończy, a biznes przestanie się opłacać. W takiej sytuacji najlepszym wyjściem jest zawieszenie działalności, dzięki czemu nie będziemy musieli opłacać składek ZUS, ani składać deklaracji VAT. Dodatkowo, zawieszoną działalność można wznowić w dowolnym momencie. Pamiętajmy jednak, że przywilej ten należy się jedynie przedsiębiorcom, którzy nie zatrudniali pracowników lub zatrudniali ich na umowę o pracę na czas określony lub umowę zlecenie.

Nie każdy pohandluje na bałtyckiej plaży

Podstawą sukcesu biznesu sezonowego jest przede wszystkim dobra lokalizacja, przy czym należy pamiętać, że nie we wszystkich miejscach można handlować. Czasem wymagane jest odpowiednie zezwolenie (np. urzędu miasta czy instytucji, która zarządza plażą czy np. galerią handlową) oraz uiszczenie stosownych opłat. Ich wysokość różni się w poszczególnych miastach i może wynosić od kilkudziesięciu do nawet kilku tysięcy zł miesięcznie. Chcąc sprzedawać przekąski na bałtyckiej plaży zainteresowani muszą wygrać specjalny konkurs lub przetarg, który odbywa się jeszcze przed sezonem. Zasady wykorzystania plaży reguluje ustawa o obszarach morskich RP i administracji morskiej. To właśnie Urząd Morski podejmuje decyzję w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej na tym obszarze. Następnie Urzędy Morskie porozumiewają się z gminami, które przedstawiają projekty, jak również rozpisują przetargi na dzierżawę punktów handlowych na plaży i przy promenadach. Jeśli chcemy otworzyć działalność na jeden lub dwa sezony musimy przystąpić do konkursu, natomiast jeśli chcemy prowadzić działalność dłużej niż 3 lata, musimy wygrać przetarg na dzierżawę. Informację na temat terminów przetargów w konkretnych gminach nadmorskich można uzyskać w Urzędzie Gminy lub Miasta. W Trójmieście, o tym gdzie i czym można handlować decydują przetargi i konkursy organizowane przez Miejskie Ośrodki Sportu i Rekreacji administrujące plażami. Urząd Morski wyznacza punkty gastronomiczne z możliwością sprzedaży alkoholu oraz punkty handlowe, gdzie sprzedaż alkoholu jest zakazana.

Bez ubezpieczenia ani rusz

Oprócz biznesu plażowego, wiele osób decyduje się na założenie baru, czy restauracji. Nie potrzeba lokalu o dużej powierzchni, dzięki czemu możemy oszczędzić na wynajmie. Jednakże taki biznes wiąże się ze sporym ryzykiem, dlatego każdy przedsiębiorca, niezależnie od formy prowadzonego biznesu powinien pomyśleć o ubezpieczeniu. Oszczędzanie na ubezpieczeniu w prowadzeniu firmy jest myśleniem krótkowzrocznym. W przypadku np. nieubezpieczonej restauracji, pożar może być przyczyną jej bankructwa. Jednak faktem jest, że każda branża ma swoją specyfikę. Dlatego polisa powinna być dostosowana do indywidualnych potrzeb przedsiębiorcy. – Ubezpieczenie mienia od szkód będących wynikiem kradzieży z włamaniem jest niezbędne, jeśli prowadzimy działalność, gdzie w sprzedawanych towarach mamy ulokowaną dużą część kapitału. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku specjalistycznych, drogich maszyn i urządzeń, sprzętu sportowego, czy gastronomicznego, których kradzież lub zniszczenie mogą spowodować przerwę w prowadzeniu działalności – mówi Marta Mazaraki, Zastępca Dyrektora Biura Ubezpieczeń Majątkowych w Gothaer TU S.A. Polisa chroni całe mienie przedsiębiorcy, czyli majątek trwały i obrotowy firmy: budynki, budowle, lokale, wszystkie maszyny, urządzenia i wyposażenie oraz środki obrotowe. – Przedsiębiorca, który potrzebuje dodatkowej ochrony może rozszerzyć swoją polisę na wypadek stłuczenia szyb, uszkodzenia mienia własnego w transporcie krajowym (o ile będzie mu to potrzebne), czy ubezpieczenia NNW pracowników, których zatrudnia – dodaje Marta Mazaraki.

Pamiętajmy o OC

Coraz częściej do polisy ubezpieczenia majątku włączana jest odpowiedzialność cywilna związana z prowadzoną działalnością. Klienci są coraz bardziej świadomi swoich praw i domagają się odszkodowań, na które większość przedsiębiorców nie może sobie pozwolić – szczególnie tych inwestujących sezonowo. Należy pamiętać, że w świetle obowiązujących przepisów to restaurator odpowiada za szkody, których goście doznają z jego winy podczas pobytu w lokalu. Jeśli więc nie posiada on polisy OC, wszelkie sytuacje, które zaistniały, począwszy od zniszczenia odzieży gościa, a skończywszy na zatruciu pokarmowym, stanowią dla poszkodowanego podstawę do ubiegania się o odszkodowanie. Sprawa jest o wiele prostsza, gdy lokal posiada OC z tytułu prowadzenia działalności gastronomicznej. Wtedy to ubezpieczyciel odpowiada za wypłatę odszkodowania za wyrządzoną z winy lokalu szkodę. Często możemy też liczyć na wsparcie prawne ze strony ubezpieczyciela. Tak wygląda to np. w Gothaer. Ubezpieczeni w ramach oferty GoBiznes przedsiębiorcy mają do dyspozycji telefoniczną asystę prawną. Na co jeszcze zwrócić uwagę podpisując umowę z towarzystwem ubezpieczeniowym?

Przede wszystkim na sumę gwarancyjną, czyli kwotę do wysokości której towarzystwo ubezpieczeniowe jest odpowiedzialne za szkody. Ustalając ją, trzeba pamiętać o tym, że kwoty odszkodowań przyznawanych przez sądy w Polsce są coraz wyższe i 100 000 zł, która była wystarczająca kilka lat temu, teraz może być zdecydowanie za niska. Na pewno kalkulacja będzie inna w przypadku restauracji, która dziennie przyjmuje średnio 300 gości, a małej kawiarni, która posiada trzy stoliki. Druga kwestia to wykupienie odpowiedniego zakresu ubezpieczenia, tak by być najlepiej i najpełniej zabezpieczonym A przed zawarciem umowy ubezpieczenia należy zawsze zapoznać się szczegółowo z ogólnymi warunkami ubezpieczenia, które określają m.in. prawa i obowiązki stron, zakres ubezpieczenia oraz wyłączenia odpowiedzialności. – radzi Marta Mazaraki z Gothaer.

Dodatek

5 kroków do zezwolenia na handel na plaży w Trójmieście:

  1. Najpierw należy przystąpić do konkursu lub przetargu organizowanego przez Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji (MOSiR).
  2. Następnie powinniśmy podpisać umowę określająca charakter działalności z MOSiR.
  3. Wystąpić o zgodę na rozpoczęcie działalności handlowej na terenie plaży do Urzędu Morskiego.
  4. Wystąpić o zgodę do Urzędu Wojewódzkiego na ustawienie obiektu tymczasowego.
  5. Na koniec potrzebna jest akceptacja wizualizacji obiektu od MOSiR Może warto sprawdzić możliwości w odpowiednim Urzędzie Gminy lub Miasta? Jeśli w tym sezonie jest już za późno (na zdobycie odpowiedniej zgody) zawsze zostaje nam następny sezon lub… inna forma handlu niż ten plażowy! Warto pamiętać, że mandat za nielegalny handel na plaży może wynieść nawet 500 zł a grzywna nawet kilka tysięcy.

Źródło: Grupa Gothaer

Z opublikowanego w lipcu badania Związku Banków Polskich (ZBP) wynika, iż kredyt bankowy jest obecnie najbardziej powszechnym źródłem finansowania dla 48 proc. średnich firm (o rocznych obrotach w wysokości od 3,6 mln do 30 mln zł) oraz dla 37 proc. małych przedsiębiorstw (posiadających obroty do 3,6 mln zł). Odnotowano także 2,5- krotny wzrost liczby kredytów inwestycyjnych w stosunku do 2015 roku. Warto jednak zwrócić uwagę na brak dostępności danych dotyczący liczby przedsiębiorstw, która jest zmuszona spłacić swoje kredyty przed terminem lub na nowych, mniej korzystnych warunkach.

Fakt, iż przedsiębiorcy dużo częściej korzystają z kredytów inwestycyjnych to bardzo pozytywny sygnał ożywienia koniunktury. Pamiętajmy jednak, iż firmy korzystające z tego typu inwestowania muszą zakładać, że przez kilka lat w przód będą miały świetną sytuację. Należy mieć na uwadze fakt, iż w każdej umowie kredytowej jest zapis, który mówi, że jeśli sytuacja kredytobiorcy ulegnie pogorszeniu bank może ją wypowiedzieć, a w konsekwencji czego skrócić czas spłaty. Niestety wciąż większość polskich firm nie przykłada uwagi do wizerunku finansowego, narażając się właśnie na takie ryzyko.

Większość obecnie polskich przedsiębiorców (zarówno z sektora MSP jak i dużych firm) nie zarządza prawidłowo swoją zdolnością kredytową – co prowadzi do pogorszenia kondycji finansowej, która staje się w takiej sytuacji wypadkową zupełnie przypadkowych działań oraz uwarunkowań zewnętrznych. Ten trend potwierdzać mogą dane opublikowane w lipcu przez BIG InfoMonitor i BIK z których wnika, iż  zatory płatnicze to jeden z największych problemów polskiej gospodarki. Zaległości rodzimych firm wobec kontrahentów i banków wynoszą już 19 mld zł. Natomiast dane Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, pokazują, iż blisko połowa przedsiębiorców sięgnęłaby po pieniądze z banku jedynie po to, aby rozwiązać kłopoty finansowe.

Nasze obserwacje dowodzą, iż 3 z 5 rodzimych przedsiębiorców o kondycji finansowej swojej firmy dowiaduje się od analityka bankowego podczas wnioskowania o kredyt. Brak informacji o parametrach finansowych przedsiębiorstwa, nie pozwala świadomie zarządzać zdolnością kredytową firmy. Bieżący monitoring daje szansę obrania kierunku w jakim powinny być skoncentrowane działania, dla osiągnięcia pozytywnych wyników.

Z raportu Związku Banków Polskich wynika także, iż zarządzający finansami firm z sektora MSP najczęściej czerpią informacje o produktach i usługach bankowych bezpośrednio od pracowników banków, za pośrednictwem internetowych stron banków, od znajomych, bądź reklam internetowych. Właśnie dlatego dochodzi do zjawiska korzystania z produktów bankowych niedostosowanych do danego etapu rozwoju firmy.

Przykładem może być sytuacja kiedy firmy, które poczyniły duże nakłady inwestycyjne biorą kredyt obrotowy, tylko dlatego, iż jest wygodniejszy i szybciej dostępny z proceduralnego punktu widzenia. Rezultatem jest pogorszona kondycja finansowa firmy oraz problemy z płynnością. W takich przypadku wcześniej powinna zostać przygotowana analiza finansowa sytuacji danego podmiotu. Nie zawsze najprostsze i najwygodniejsze rozwiązania bywają skuteczne.

Autor: Marek Sagan, Główny Ekonomista, Sagan Consulting.

 

Projekt ustawy o sukcesji firm rodzinnych zakłada umożliwienie kontynuowania działalności po śmierci przedsiębiorcy i ułatwienie formalności spadkowych.

Rozpoczęły się konsultacje publiczne i uzgodnienia międzyresortowe projektu ustawy o sukcesji dla firm – informuje Ministerstwo Rozwoju. 

To kolejna ustawa z pakietu „100 zmian dla firm”, która ma pozytywnie wpłynąć na funkcjonowanie przedsiębiorców prowadzących firmę w formie indywidualnej działalności gospodarczej. Zmiany dotyczą co najmniej 2 mln firm.

Zdecydowana większość polskich przedsiębiorców prowadzi działalność na podstawie wpisu do CEIDG. Ich firmy osiągają coraz większe obroty i często tworzą miejsca pracy dla dziesiątek lub setek osób. Wiele z nich to firmy rodzinne, budowane przez lata staraniami całej rodziny. W przypadku śmierci właściciela taka firma formalnie przestaje istnieć, jej marka przepada, a ludzie tracą pracę. 

„Na te rozwiązania polskie firmy rodzinne czekały nie lata, a co najmniej dwie dekady. Zaproponowane przez nas nowe zasady dotyczące dziedziczenia rodzinnych biznesów są pozytywnym przełomem w stosunku do dzisiejszej trudnej drogi, jaką muszą przebyć najbliżsi, zwłaszcza po nagłej śmierci właściciela firmy” – powiedział Mateusz Morawiecki, wicepremier, minister rozwoju i finansów.

Jak zapowiedział, polskie mikrofirmy oraz firmy z sektora MŚP, których zdecydowaną większość stanowią firmy rodzinne, będą mogły „bezkonfliktowo i płynnie kontynuować swoją działalność z korzyścią dla samej firmy, jej pracowników oraz kontrahentów”. 

Celem ustawy jest umożliwienie kontynuowania działalności firmy po śmierci przedsiębiorcy, w tym ułatwienie przeprowadzenia firmy przez okres formalności spadkowych. Ważną część firm jednoosobowych stanowią firmy rodzinne. Szacuje się, że jest to 36 proc. polskich przedsiębiorstw, które odpowiadają za 10 proc. PKB i dają zatrudnienie dla nawet połowy pracowników w Polsce. 

„CEIDG obecnie otrzymuje średnio ok. 100 zgłoszeń o śmierci przedsiębiorcy na miesiąc, a ta liczba będzie, niestety, z roku na rok coraz większa. Sukcesja zapobiega sytuacji, w której firma +umiera+ wraz ze śmiercią jej właściciela” – dodał Mariusz Haładyj. 

Obecnie prawo reguluje tylko dziedziczenie majątku firmy, bez innych elementów ważnych dla jej funkcjonowania. Wygasają umowy o pracę i kontrakty handlowe, zezwolenia oraz koncesje. Możliwości używania nazwy firmy są ograniczone, nie można też korzystać z numeru NIP zmarłego przedsiębiorcy.

„Projekt zmieni ten stan, ułatwiając budowanie potencjału polskich firm przez kolejne pokolenia. Płynna sukcesja firm leży nie tylko w interesie następców prawnych przedsiębiorców. Przyczyni się wzmocnienia ochrony praw osób trzecich związanych z prowadzeniem przedsiębiorstwa, w tym przede wszystkim kontrahentów, kooperantów i pracowników” – podsumował Mariusz Haładyj.

W projekcie przewidziano zwolnienie z podatku od spadków nabycia przedsiębiorstwa przez osoby, które będą je prowadziły, niezależnie od pokrewieństwa ze zmarłym przedsiębiorcą. Obecnie z takiego zwolnienia korzysta tylko najbliższa rodzina zmarłego. Nowa ulga powinna zachęcać do dalszego prowadzenia przedsiębiorstwa, nawet jeśli wśród najbliższych przedsiębiorcy nie ma osób, które podejmą się dalszego prowadzenia firmy.

Ministerstwo Rozwoju szacuje, że prace nad ustawą na etapie rządowym zakończą się jeszcze w tym roku, by projektowane rozwiązania weszły w życie na początku 2018 r.

Źródło: www.kurier.pap.pl,

 

Z jednej strony trudno ostatnio o stabilne stanowisko rządzących. Z drugiej stabilny i – mimo wprowadzenia podatku bankowego – nadal rentowny jest sektor bankowy, o czym ostatnio poinformował NPB. Stabilna jest też sytuacja najliczniejszej grupy przedsiębiorców, gdyż, jak wynika z danych REGON, czerwiec to kolejny miesiąc, w którym grono jednoosobowych działalności gospodarczych ponownie się powiększyło.

Mimo początku wakacji chętnych do pracy nie ubywa. Na rynku działa najwięcej jednoosobowych działalności gospodarczych od października 2015 r. – wynika z rejestru REGON. Ich ogólna liczba od lutego br. sukcesywnie szybuje w górę. Na koniec czerwca wyniosła ona 2,983 mln, co oznacza, że w pół roku stan rejestru zwiększył się aż o 24 tys. firm. To najlepszy wynik, biorąc pod uwagę pierwsze półrocze 2017, 2016 i 2015 roku.

Co miesiąc rejestruje się średnio 25,2 tys. nowych firm

Pierwsze 6 miesięcy br. należy do wyjątkowo udanych również pod względem uśrednionych danych z rejestru REGON. Jak szacuje Tax Care, w okresie od stycznia do czerwca 2017 r. co miesiąc rejestrowało się średnio 25,2 tys. nowych jednoosobowych firm. To o 1,1 tys. więcej w porównaniu do pierwszego półrocza zeszłego roku, kiedy to na rynku comiesięcznie przybywało średnio 24,1 tys. nowych mikroprzedsiębiorców. Pierwsza połowa tego roku wypadła też lepiej niż analogiczny okres 2015 r.

Wysoki uśredniony wynik nowo zarejestrowanych jednoosobowych firm to zasługa tego, że na przestrzeni jedynie czterech miesięcy padły dwa rekordy. Patrząc przez pryzmat ostatnich 3,5 lat, licząc od początku stycznia 2014 r. do czerwca br., miesięczna liczba nowo zarejestrowanych przedsiębiorców tylko trzy razy przekroczyła 27 tys. Pierwszy raz ta granica pękła w czerwcu 2014 r., natomiast drugi i trzeci miały miejsce w pierwszym półroczu br., tj. w marcu i w czerwcu. Na koniec czerwca w REGON było zarejestrowanych 27,5 tys. nowych firm. To 917 wpisów na dzień.

Przedsiębiorcy nie rezygnują z biznesu

Czerwiec to też trzeci miesiąc z rzędu, w którym utrzymała się niska liczba przedsiębiorców zamykających swój biznes. Pod koniec czerwca odnotowano 19,1 tys. wyrejestrowanych działalności gospodarczych – dokładnie tyle samo co miesiąc wcześniej i o tysiąc mniej niż w marcu br. W ciągu pół roku, tj. od stycznia do czerwca br., w sumie wyrejestrowało się 135,8 tys. firm. Porównując ten okres z analogicznym okresem w 2016 r. i 2015 r., działalność zamknęło odpowiednio o 16,4 tys. i o niespełna tysiąc mniej.

 

Źródło: Tax Care

Eksperci

Rozbicki: Czy polska gospodarka łapie zadyszkę?

Wbrew zapowiedziom agencja Moody’s we wrześniu nie opublikowała aktualizacji ratingu kredytowego dla...

Przasnyski: W inwestycjach lokalne przejaśnienia

Oczekiwane od dawna ożywienie inwestycji wciąż nie nabiera zadowalającego tempa, a sygnały są nadal ...

Lipka: “Opioidowa epidemia” dusi rynek pracy w USA

Mimo silnego popytu na pracę aktywność zawodowa Amerykanów jest niezwykle niska. W niektórych grupac...

Izdebski: Koreańskie ryzyko przyciąga kapitał do Polski

Chociaż pierwszy dzwonek w szkołach już wybrzmiał, wielu inwestorów nie wróciło jeszcze z wakacji. Ś...

Rupiński: Luksus w wydaniu on-line

Polski rynek dóbr luksusowych jest stosunkowo młody, jednak już możemy obserwować zachodzące na nim ...

WIADOMOŚCI

Polacy oczekują cyfrowego urzędu

Czterech na pięciu interesantów, by skorzystać z usług administracji publicznej, musi udać się do ur...

Pracodawcy niezadowoleni z budżetu Funduszu Pracy

Nie można zaakceptować archaicznej, niedostosowanej do wyzwań rynku pracy, formuły wykorzystania śro...

Pytania dotyczące kredytu studenckiego

Tylko do 20 października studenci, doktoranci, a także osoby ubiegające się o przyjęcie na studia mo...

Pracodawcy chcą przekazywać dane elektronicznie, ale mają własne propozycje

Najlepszym rozwiązaniem byłoby przejście do systemu elektronicznego przekazywania danych do Urzędu K...

Rząd zapowiada nowy podatek

Ryczałtowy podatek w wysokości około 300 zł miesięcznie za zatrudnienie pracownika sezonowego - taki...