sobota, Listopad 25, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "przedsiębiorca"

przedsiębiorca

Fiskus udostępni przedsiębiorcy informacje o nieuczciwym kontrahencie, jak wynika z nowelizacji Ordynacji podatkowej. Za jej sprawą w ustawie pojawia się też nowa definicja tego, co może być dowodem podczas kontroli podatkowej. Nowela czeka na podpis prezydenta.

Tax Care podejmował tematykę projektu zmiany ustawy Ordynacji podatkowej w maju br., kiedy projekt ujrzał światło dzienne. W zeszłym tygodniu projekt został przyjęty przez Senat i teraz czeka na podpis prezydenta. Wykreślono z niego nowe obowiązki sprawozdawcze dużych, średnich i małych firm. W życie wejdą jednak pozostałe przepisy, które dotykają wszystkich przedsiębiorców. Celem modyfikacji Ordynacji podatkowej jest stworzenie mechanizmu ochrony podatników przed poniesieniem konsekwencji nieuczciwości kontrahentów, choć tezę tę można poddać w wątpliwość.

Nowa definicja dowodu w postępowaniu podatkowym

Aktualnie w art. 181 Ordynacji podatkowej znajduje się otwarty katalog materiałów, które mogą w szczególności stanowić dowód w postępowaniu podatkowym. To m.in. księgi podatkowe, złożone deklaracje podatkowe, zeznania świadków, opinie biegłych czy dokumenty zgromadzone podczas kontroli w firmie.

Wprowadzana nowelizacja dodaje, że dowodem w postępowaniu podatkowym mogą być również dokumenty zgromadzone w toku działalności analitycznej Krajowej Administracji Skarbowej. Jak czytamy w uzasadnieniu do noweli, rozszerzenie definicji dowodu ma na celuwyeliminowanie wątpliwości i negowania przez podatników wykorzystywania przez organy skarbowe dokumentów zgromadzonych w ramach czynności analitycznych.” Co ważne, powyższa zmiana przepisów nie wpływa na obowiązującą zasadę, że jako dowód należy dopuścić wszystko, co może przyczynić się do wyjaśnienia sprawy, a nie jest sprzeczne z prawem (art. 180 § 1 ww. ustawy).

Ochrona przed nieuczciwymi kontrahentami

Zmiana ustawy Ordynacja podatkowa wprowadza także wyłączenie stosowania tajemnicy skarbowej do udostępniania kontrahentowi przedsiębiorcy trzech informacji, zgodnie z nowym art. 293 § 3 ustawy. Są to informacje o:

  1. niezłożeniu lub złożeniu przez przedsiębiorcę deklaracji lub innego dokumentu, do złożenia których był obowiązany,
  2. nieujęciu lub ujęciu przez przedsiębiorcę w tych deklaracjach lub dokumentach czynności, do których był obowiązany,
  3. zaleganiu lub niezaleganiu przez przedsiębiorcę w podatkach wynikających ze deklaracji lub innych dokumentów.

Co ważne, użyty zwrot „niezłożenie deklaracji” nie dotyczy przypadków, gdy przedsiębiorca faktycznie nie złożył deklaracji, ale nie upłynął jeszcze termin jej złożenia.

Obecnie indywidualne dane podatnika zawarte m.in. w składanych przez niego deklaracjach podatkowych są objęte tajemnicą skarbową. Nowy przepis Ordynacji podatkowej daje możliwość uzyskania przez podatnika informacji objętej tajemnicą skarbową, która świadczy o sytuacji podatkowej jego kontrahenta (np. faktu niezłożenia deklaracji).

Odpłatny tryb udostępniania informacji o kontrahencie

Nowe przepisy wskazują też, że fiskus będzie powyższe informacje udostępniać w formie zaświadczenia. Wydanie zaświadczenia będzie możliwe na wniosek kontrahenta przedsiębiorcy i będzie podlegać opłacie skarbowej w wysokości 17 zł.

Kto może uzyskać tajne dane?

Niestety nowe rozwiązaniu mające chronić przedsiębiorcę przed nieuczciwymi kontrahentami ma duży minus. Podmiotem uprawnionym do ubiegania się o zaświadczenie z danymi dotyczącymi sytuacji podatkowej danego przedsiębiorcy może być każdy, kto już jest jego kontrahentem. Kontrahentem podatnika mogą być wszystkie podmioty, które są stroną transakcji finansowej, która ma na celu wymianę towaru lub usługi. Z powyższego wynika, że fiskus udzieli informacji o aktualnym, a nie potencjalnym kontrahencie.

Jak wierzy resort finansów – autor modyfikacji w Ordynacji podatkowej – dzięki wprowadzeniu możliwości sprawdzenia sytuacji podatkowej kontrahenta przedsiębiorca ma zyskać możliwość rzetelnej oceny kontrahentów. W efekcie, może się to przyczynić się do budowania pewności obrotu gospodarczego i eliminacji nieuczciwych przedsiębiorców. Ustawa ma wejść w życie po 30 dniach od jej ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

 

autor: Katarzyna Miazek, Tax Care

Przedsiębiorca, któremu kontrahent nie płaci na czas, odzyska zapłacony podatek dochodowy, a dłużnik zapłaci podatek za generowanie długu – m.in. takie rozwiązanie wprowadza kolejna, duża paczka nowelizacji przepisów pod nazwą „50 uproszczeń dla biznesu”. O ile projekt podyktowany jest faktycznymi problemami firm, przedsiębiorców może niepokoić ilość zmian wdrażanych obecnie w prawie, które rewolucjonizują prowadzenie biznesu.

M.in. do ustawy o PIT, ustawy o VAT czy Ordynacji podatkowej ma trafić część z 50 zmodyfikowanych uprawnień, zwolnień podatkowych i odciążeń biurokratycznych – rozwiązań konkretnych problemów, z jakimi na co dzień borykają się firmy. Tak wynika z projektu resortu rozwoju o uproszczeniach w prawie podatkowym i gospodarczym. Większość rozwiązań miałaby wejść w życie 1 stycznia 2018 r.

Propozycje zmian same w sobie można oceniać pozytywnie, choć niektórym z nich brakuje doprecyzowania.

Ulga na „złe długi” w PIT

Wraz z nowym rokiem miałaby się polepszyć sytuacja wierzycieli, którzy od dawna zgłaszają problem nieterminowego regulowania płatności przez kontrahentów. Prawo skonstruowane jest tak, że podatek dochodowy płaci się od wystawionej faktury, choćby nawet nie została uregulowana. Z kolei dłużnik taką nieopłaconą fakturę może wrzucić w koszty.

Jak czytamy w uzasadnieniu do omawianego projektu, „zaistniała potrzeba dokonania zmian w celu poprawy płynności przedsiębiorstw i zmniejszenia zatorów płatniczych”. Zgodnie z projektem, wierzyciele mogliby odejmować od podstawy opodatkowania wartość długu, jeśli w ciągu 120 dni od ustalonego na fakturze czy w umowie terminu jej płatności dłużnik go nie spłaci, a sam wierzyciel nie dokona jego zbycia. Jednocześnie dłużnik musiałby powiększyć podstawę opodatkowania. Modyfikacja podstawy opodatkowania miałaby się odbywać za okres rozliczeniowy, w którym minął 120 dzień od dnia upływu terminu płatności.

Takie rozwiązanie przyjęło się nazywać ulgą na „złe długi” i od lat jest stosowane w podatku VAT – to możliwość odzyskania VAT od faktury nieuregulowanej przez kontrahenta przez co najmniej 150 dni. Również ten zapis resort rozwoju chce zmodyfikować, tj. skrócić okres rozliczania ulgi na złe długi w podatku VAT do 120 dni.

Więcej interpretacji ogólnych

Jednym z uproszczeń kierowanych do właścicieli firm w ramach projektu jest też uporządkowanie interpretacji podatkowych. W tej chwili można natrafić na interpretacje indywidualne sprzeczne z orzecznictwem. Od nowego roku minister finansów miałby wydawać interpretację ogólną, w sytuacji, kiedy pojawi się interpretacja indywidualna uwzględniająca wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego, która jednocześnie zawiera stanowisko rozbieżne z dotychczasowym zdaniem fiskusa.

Interpretacja ogólna to wydawana z inicjatywy ministra finansów informacja dla wszystkich podatników oraz urzędów skarbowych, która rozwiązuje kontrowersyjne zagadnienia podatkowe i daje pełną ochronę wszystkim, którzy się do niej zastosują. Nowe zastosowanie interpretacji ogólnej w praktyce jest jednak niepewne. Po pierwsze dlatego, że w projekcie brakuje zapisu, że ta interpretacja ogólna miałaby uwzględniać treść wyroku. Po drugie, minister finansów interpretacje ogólne wydaje ostatnio niechętnie – na dzień dzisiejszy, od początku roku wydał ich jedynie 4 (www.sip.mf.gov.pl). Co więcej, minister finansów może od tego roku wydawać objaśnienia podatkowe, wyjaśniając w nich skomplikowane przepisy prawa podatkowego. Zastosowanie się przez przedsiębiorcę do takiego objaśnienia chroni podobnie jak interpretacja podatkowa. To narzędzie wprowadził „Pakiet 100 zmian dla firm”. Do tej pory jednak objaśnienie podatkowe pojawiło się całe jedno (www.mf.gov.pl).

Zwrot VAT bez wniosku

Jak wynika z projektu „50 uproszczeń dla biznesu”, ułatwić prowadzenie działalności gospodarczej miałoby także zniesienie obowiązku składania wraz z deklaracją VAT wniosku o zwrot podatku. Obecnie taki wniosek muszą składać m.in. ci, którzy ubiegają się o zwrot w trybie przyspieszonym, tj. 25 dniowym. Niestety ci przedsiębiorcy muszą od tego roku spełniać szereg innych dodatkowych obowiązków, m.in. dostarczać fiskusowi potwierdzenie zapłaty podatku przelewem.

W kosztach wartość pracy małżonka i strata w całości

Projekt nowelizacji upraszcza także proces rozliczania przez przedsiębiorcę straty (obniżania o jej wartość dochodu) oraz zatrudniania małżonków, choć obydwie zmiany miałyby wejść w życie dopiero 1 stycznia 2019 r. Dziś, jeśli przedsiębiorca wykaże w danym roku (np. 2013) stratę z działalności, w praktyce nie może jej rozliczyć wcześniej niż w ciągu dwóch lat, a strata nierozliczona przez 5 lat (tj. 2014-2018) przepada. Według projektu, przedsiębiorca uzyska możliwość rozliczenia poniesionej straty jednorazowo (do wysokości 5 mln zł). Resort rozwoju wierzy, że w efekcie wzmocni się pewność zwłaszcza świeżo upieczonych przedsiębiorców, którzy uzyskają możliwość wcześniejszego niż dotychczas „odzyskania” zainwestowanych w firmę środków.

Bez ograniczenia w poczet kosztów przedsiębiorca mógłby również zaliczać wartość pracy zatrudnionego przez siebie małżonka czy małoletniego dziecka, a także małżonków i małoletnich dzieci wspólników bez względu na formę ich zatrudnienia. Aktualnie, przepisy tego wyraźnie zabraniają. Ministerstwo rozwoju oceniło, że to rozwiązanie pozwoliłoby przedsiębiorcy zaoszczędzić ponad 15 tys. zł przy rocznej pensji małżonka na poziomie 104 tys. zł (tj. mniej więcej dwukrotności przeciętnego wynagrodzenia w I kwartale 2017 r., czyli 4355 zł miesięcznie).

Nowelizację się piętrzą

Powyższe modyfikacje przepisów to tylko część zapowiadanych zmian w ramach projektu. Projekt zakłada nowelizację aż 19-stu ustaw i to ustaw regulujących wyjątkowo różnorodną tematykę, bo poza podatkami zmienia m.in. relację pracodawca-pracownik, sposób funkcjonowania spółek prawa handlowego, obrót alkoholem czy nawet definicję motocyklu. Projektowi zarzuca się więc, że objęcie tak szerokiej tematyki jedną ustawą nowelizującą kłóci się z ogólnym celu projektu, jakim jest wprowadzenie uproszczeń dla przedsiębiorców. Prawo powinno być uchwalane w sposób spójny i nie podlegać częstym zmianom, na co opiniując projekt, zwróciła uwagę Krajowa Rada Sądownictwa.

Trudno się z powyższym stanowiskiem nie zgodzić, zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę pozostałe projekty, którymi obecnie zajmują się rządzący, a które rewolucjonizują życie przedsiębiorców. Przede wszystkim warto wspomnieć o zaakceptowaniu w zeszłym tygodniu przez rząd Prawa przedsiębiorców – ustawy zmieniającej rdzeń przepisów o prowadzeniu działalności. W międzyczasie Sejm uchwalił nowelizację przepisów o podatku dochodowym, wprowadzając m.in. wyższy próg braku amortyzacji, o czym Tax Care sygnalizował na początku listopada. Teraz parlament zajmuje się jeszcze nowatorskimi ustawami o split paymencie czy STIR, które również były przedmiotem analizy Tax Care.

Pakiet „50 uproszczeń” poznaliśmy pod koniec września br. i jest on obecnie opiniowany. To naprawdę dużo radykalnych zmian na raz i przez to, mimo, że wszystkie z założenia mają ułatwić przedsiębiorcom życie, w rzeczywistości mogą utrudnić przedsiębiorcom prowadzenie biznesu.

Organizacja przewozów jest niezwykle złożonym procesem. Składa się na nią cały szereg czynności, takich jak m.in. przyjęcie zlecenia od klienta, zaplanowanie trasy przewozu, uzgodnienie wartości transportu. To bardzo trudny proces wymagający dużej odpowiedzialności. Na szczęście jest taka firmy jak Konsalnet, która oferuje systemy zapewniające bezpieczeństwo transportu, takie jak monitoring pojazdów gps — kontrola i rozliczanie realizacji zadań, śledzenie pojazdów, kontrola paliwa oraz raporty stylu jazdy.

Poznaj 6 korzyści i oszczędności wynikające ze współpracy z Konsalnet.

Rozliczanie paliwa

Przede wszystkim dotyczą rozliczania paliwa. Jest to możliwe dzięki temu, że Konsalet udostępnia pełną informację na jego temat poprzez integrację z magistralą CAN (zużycie paliwa przez silnik), monitorowanie poziomu paliwa w zbiornikach z dokładnością nawet 1% (stosują sondy poziomu paliwa uznanych i sprawdzonych producentów) i import danych o tankowaniach z kart paliwowych.

Rozliczenie czasu pracy kierowców

Dzięki systemowi DDD jest możliwe pobieranie plików DDD z kart kierowcy i tachografów cyfrowych. Dzięki temu przedsiębiorca oszczędza czas i pieniądze.

Optymalizacja tras

Odbywa się poprzez analizę raportów przebytych tras, historię przebiegów i dane zawarte w systemie mapowym.

Kontrola przebiegów

Możliwość rozliczania kosztów tras na podstawie przejechanego dystansu. Dane są czytane z magistrali CAN pojazdu bądź uzyskiwanie na bazie systemu GPS. Ten system umożliwia również uzyskanie raportu „jazdy bez licznika”.

Planowanie pracy

Planowanie zadań poprzez monitoring pojazdów Konsalnet GPS System jest szybkie i łatwe. Umożliwia import listy punktów — stref i obszarów ze źródeł zewnętrznych. Kontrola realizacji zadań handlowców, serwisantów i innych pracowników firmy polega na analizie porównawczej zaplanowanych punktów z danymi zebranymi przez system lokalizacji pojazdów GPS.

Wyznaczanie stref i korytarzy przejazdu

Umożliwia kontrolę prawidłowość wykonywania zadań i użytkowania pojazdów, na podstawie zdefiniowanych stref i korytarzy przejazdu. Natomiast monitoring pojazdów Konsalnet GPS automatycznie powiadomi wybranych użytkowników, o każdym wjeździe lub wyjeździe z obszaru określonego w systemie.

 

 

Więcej na konsalnet.pl

 

 

 

 

Ponad jedna czwarta polskich przedsiębiorców deklaruje, że zatory płatnicze są jedną z najistotniejszych barier hamujących wzrost inwestycji – wynika z raportu Forum Obywatelskiego Rozwoju. Powstają one wskutek opóźnień w płatnościach między przedsiębiorcą a jego klientami, podwykonawcami czy partnerami. Konsekwencje zatorów płatniczych to przede wszystkim brak płynności finansowej, a co za tym idzie problemy z uregulowaniem należności wynikających z istnienia firmy takich jak: podatki, ubezpieczenie czy pensje klientów. Jak poradzić sobie z zaburzeniami w przypływie należności i usprawnić płynność finansową firmy?

3 sposoby na uniknięcie zatorów płatniczych:

Uważaj na kredyt kupiecki

Aż 11% respondentów 14. fali badania Bibby MSP Index deklaruje, że korzysta z kredytu kupieckiego jako źródła finansowania swojej firmy. Ten środek to nic innego jak należność z odroczonym terminem płatności bez dodatkowych odsetek. Narzędzie w przeciwieństwie do pożyczki nie wymaga szeregu formalności wynikających z pożyczki. Dlatego jest często praktykowane przez firmy, które z różnych powodów nie otrzymały standardowego kredytu. Niestety ta metoda jest bardzo ryzykowana z punktu widzenia firmy udzielającej pożyczki. Nieterminowe uregulowanie należności wiąże się z zatorem płatniczym firmy, zaburzeniami w płynności finansowej i szeregiem negatywnych konsekwencji dla biznesu.

– Długie terminy są z jednej strony korzystnym rozwiązaniem dla przedsiębiorców, którzy z różnych przyczyn nie mają środków na uregulowanie konkretnej faktury, zaś z drugiej strony należy pamiętać o firmie udzielającej kredytu kupieckiego, która nigdy nie ma stuprocentowej gwarancji, że otrzyma środki w terminie. Na polskim rynku wyznaczane są różne terminy płatności, które sięgają od 30 do nawet 180 dni roboczych. Zdarzają się sytuacje, w których długie terminy płatności oraz nieuiszczenie należności na czas jednej faktury, doprowadziły do bankructwa firmy – komentuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services w Polsce.

Opłacaj swoje należności w terminie

Warto zwrócić uwagę, że firmy funkcjonujące na rynku gospodarczym tworzą łańcuch wzajemnych zależności. W sytuacji, gdy przedsiębiorca nie otrzyma swoich należności w terminie, nie może uregulować zobowiązań względem innych ogniw łańcucha, czyli firm, które czekają na środki. Płatnik, który nie wywiązuje się z terminu płatności faktur, sprowadza szereg negatywnych konsekwencji na inne przedsiębiorstwo, które również nie może uregulować swoich zobowiązań wobec partnerów czy podwykonawców. Terminowe opłacanie należności świadczy o gospodarczej odpowiedzialności firmy oraz o rzetelnym podejściu do potrzeb innych przedsiębiorców. Warto pamiętać, że opłacając faktury w terminie, ryzyko zerwania łańcucha płatności zostanie zminimalizowane, zmniejsza się wtedy również prawdopodobieństwo, że problem niewypłacalnego kontrahenta dotknie nas w przyszłości.

Zadbaj o płynność finansową

Narzędziem zapewniającym płynność finansową jest faktoring, dzięki niemu firmy otrzymują swoje należności niemal natychmiast, przez co nie dotykają ich długie terminy płatności. Faktoring gwarantuje regularny i systematyczny nadzór nad kontrahentami, a także możliwość przejęcia ryzyka niewypłacalności partnera. Dzięki niemu przedsiębiorstwa łatwiej mogą zapewnić sobie płynność finansową.

Decydując się na tę opcję finansowania, można liczyć na poprawę swojej sytuacji na rynku. Firma korzystająca z faktoringu oddaje swoje należności w ręce specjalistów, którzy profesjonalnie dbają o to, by kontrahenci terminowo płacili za wystawione faktury. W ten sposób przedsiębiorca gwarantuje sobie stały dopływ gotówki, który pozwala mu terminowo regulować zobowiązania wobec swoich odbiorców i pracowników. Oprócz tego uzyskuje wsparcie w procesie zarządzania należnościami – dodaje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services w Polsce.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Firmy w Polsce chcą się rozwijać a koniunktura gospodarcza sprzyja inwestycjom. Jak pokazują dane
z raportu „Nowoczesne IT w MŚP 2017”, aż 73% właścicieli i pracowników z tego sektora czuje się spokojna o swoją przyszłość. Przedsiębiorcy planują również zwiększenie wydatków na elementy funkcjonowania firmy, które zwiększą jej konkurencyjność – we wspomnianym badaniu, np. dodatkowy zastrzyk gotówki na nowe technologie zadeklarowała bowiem aż połowa respondentów. Tylko czym mogą sfinansować swój rozwój, jeśli nie posiadają na to własnych środków? Eksperci Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) wskazują trzy popularne produkty kredytowe dla firm i radzą, kiedy warto z nich skorzystać.

Kredyt „w koncie”, gdy nie wiemy, ile środków dokładnie wykorzystamy

Podstawowym rozwiązaniem dla chcących rozwijać swoją firmę, jest zwykle kredyt w rachunku bieżącym. To stosunkowo wygodne rozwiązanie, bowiem przyznane środki można przeznaczyć na dowolny cel związany z prowadzeniem działalności. Od typowego kredytu, produkt ten różni się tym, że odsetki naliczane są nie za dostępną kwotę, a tą faktycznie wykorzystaną. Debet zostaje automatycznie spłacany przy wpływie nowych środków.

– Te cechy sprawiają, że kredyt na rachunku bieżącym jest dobrym rozwiązaniem dla młodych przedsiębiorstw, którym przyznane środki mogą być potrzebne np. do utrzymania płynności finansowej, gdy muszą podjąć pewne inwestycje do realizacji kontraktu, a nie mają jeszcze niezbędnej do tego poduszki finansowej – wskazuje Monika Mojzesowicz, ekspert ZFPF, Expander Advisors. – Taki produkt może również służyć jako wsparcie finansowe w niespodziewanych sytuacjach – samo przyznanie środków nie oznacza bowiem rozpoczęcia naliczania odsetek – mówi Mojzesowicz, ZFPF.

Kredyt obrotowy, gdy potrzebujemy większego zastrzyku gotówki

 Kredyt obrotowy to produkt stworzony do finansowania bieżącej działalności przedsiębiorstwa. Biznesmeni korzystający z tego rozwiązania mogą więc przeznaczyć przyznane środki np. na pensje dla pracowników, zakup towarów czy opłacenie podwykonawców. Ten produkt znacznie różni się jednak od kredytu na rachunku bieżącym. Odsetki są bowiem naliczane od całej kwoty, a spłata zobowiązania rozłożona na równe raty płacone przez 3-6 miesięcy bądź rok. O ten rodzaj finansowania mogą starać właściciele firm już z pewną renomą na rynku, posiadający dobrą historię kredytową.

– Dzięki kredytowi obrotowemu, przedsiębiorca zdobywa środki na pokrycie bieżących wydatków związanych z prowadzeniem interesu. Nie jest to produkt przeznaczony wyłącznie dla przedsiębiorstw, które borykają się z problemami finansowymi, ale także dla tych, które w związku z profilem swojej działalności nie mogą liczyć na regularne dochody lub są w trakcie rozwoju firmy – zaznacza Ewa Kozłowska, ZFPF, Gold Finance.

Kredyt inwestycyjny, na sfinansowanie rozwoju biznesu

Jeśli firma ma już ugruntowaną pozycję na rynku i szuka środków na dalszy rozwój, może skorzystać z kredytu inwestycyjnego. W porównaniu do kredytu obrotowego, jego spłata może być rozłożona na dużo dłuższy okres, nawet na 15-20 lat, a wysokość sięgać nawet kilku milionów złotych. Pieniądze otrzymane w ramach kredytu inwestycyjnego można jednak przeznaczyć wyłącznie na ściśle określony cel, ustalony z bankiem w momencie udzielania wsparcia. Może być to zakup środków trwałych, czyli np. sprzętu niezbędnego w prowadzeniu firmy lub remont czy budowa siedziby przedsiębiorstwa. Kredyt inwestycyjny może także pomóc w rozwinięciu bądź zmodernizowaniu procesu produkcyjnego.

– Przedsiębiorca, który jest zainteresowany tym rodzajem finansowania, będzie musiał wykazać przed bankiem, np. przedstawiając biznesplan, że planowana przez niego inwestycja się opłaci, czyli przyczyni do zwiększenia zysków firmy. Co więcej, musi liczyć się z dodatkowymi zabezpieczeniami ze strony kredytodawcy – dodaje Monika Mojzesowicz, ekspert ZFPF, Expander.

Często stosowanym rozwiązaniem jest np. przekazywanie przez bank środków z kredytu bezpośrednio na konto sprzedawców czy kontrahentów biorących udział w danej inwestycji, zamiast na konto kredytobiorcy. W ten sposób bank zyskuje pewność, że kredyt zostanie spożytkowany wyłącznie na ustalone cele.

Obecna koniunktura gospodarcza sprawia, że zaciąganie zobowiązań jest stosunkowo tanim i opłacalnym rozwiązaniem, pomocnym, gdy chcemy rozwinąć swoją działalność gospodarczą. Pamiętajmy jednak, że każdy kredyt to dług, który będziemy musieli spłacić – w dłuższym bądź krótszym terminie. Jego wysokość i rodzaj warto więc dostosować zarówno do obecnej kondycji firmy, jak również planów na jej rozwój.

 

 

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Przedsiębiorcy nie będą wpłacać zaliczek na PIT, jeśli te nie przekroczą 1 tys. zł, nie będą też musieli amortyzować środka trwałego tańszego niż 10 tys. zł – m.in. takie uproszczenia wprowadza nowelizacja przepisów o podatku dochodowym, którą właśnie przyjął Sejm. To dobra wiadomość dla właścicieli najmniejszych firm.

Modyfikacje obowiązujących zasad rozliczania działalności gospodarczej to część dużej noweli zmieniającej ustawę o PIT, ustawę o CIT oraz ustawę o zryczałtowanym podatku dochodowym. Nowelizację przedstawił w lipcu br. resort rozwoju, a w zeszłym tygodniu została przegłosowa przez Sejm. Teraz zajmie się nią Senat. Przedsiębiorcy mają odczuć zmiany już od 1 stycznia 2018 r.

Mniej przelewów do fiskusa z tytułu PIT

Patrząc przez pryzmat mikroprzedsiębiorców, na uwagę zasługują dwie modyfikacje. Przede wszystkim właściciele firm mają być zwolnieni z obowiązku wpłacania zaliczek na podatek dochodowy w ciągu roku, jeśli należna fiskusowi zaliczka (lub suma zaliczek liczona narastająco od początku roku) nie przekroczy 1 tys. zł.

Załóżmy, że zobowiązanie przedsiębiorcy z tytułu PIT za styczeń 2018 r. wyniesie 600 zł. Według przepisów obowiązujących obecnie, przedsiębiorca musiałby wpłacić tę kwotę na konto fiskusa. Od nowego roku natomiast, zgodnie z nowelizacją przepisów, nie zapłaciłby nic.

Obliczanie zaliczek na PIT w kolejnych miesiącach ma wyglądać następująco. Jeśli zobowiązanie z tytułu PIT za luty 2018 r., wyniesie np. 100 zł, suma zaliczek liczona od początku roku będzie równa 700 zł. Przedsiębiorca nadal nie wpłacałby kwoty do urzędu skarbowego.

Natomiast, jeżeli zaliczka za luty 2018 r. wyniesie np. 600 zł, suma zaliczek liczona od początku roku wzrośnie do 1200 zł i dokładnie tyle przedsiębiorca będzie musiał przekazać fiskusowi.

Od strony technicznej limit 1 tys. zł należy odnosić do różnicy między zaliczkami należnymi, a wpłaconymi.

Powyższą zmianę należy oceniać pozytywnie, zwłaszcza z punktu widzenia przedsiębiorców o niższych dochodach. Termin płatności zaliczek na PIT będzie odroczony, więc w efekcie przedsiębiorcy po pierwsze wykonają mniej przelewów do urzędu skarbowego w ciągu roku, po drugie będą mogli przeznaczyć na inny cel zaliczki należne, ale nieprzelane na rachunek fiskusa.

Zaktualizowany limit braku amortyzacji

Drugim, ważnym doprecyzowaniem przepisów z punktu widzenia najdrobniejszych firm jest aktualizacja ulgi, która pozwala przedsiębiorcy nie amortyzować zakupionej na firmę rzeczy (środka trwałego czy wartości niematerialnej i prawnej), jeśli jej wartość nie przekracza 3,5 tys. zł. Taka rzecz trafia od razu i bezpośrednio do kosztów firmowych – z pominięciem trwającego kilka lat procesu rozpisywania jej wartości w czasie. Nic więc dziwnego, że właściciele firm często po nią sięgają.

Wraz z nowym rokiem wartość tej ulgi ma wzrosnąć z obecnych – nieaktualizowanych od kilkunastu lat – 3,5 tys. zł do 10 tys. zł. To podwyżka powyżej czynnika skumulowanej inflacji, która przez te kilkanaście lat wyniosła 42%. Zatem wszystko wskazuje na to, że przedsiębiorcy doczekają się wreszcie urealnienia bardzo popularnej ulgi. Kwota 10 tys. zł ma dotyczyć składników majątku przyjętych do używania po dniu 31 grudnia 2017 r.

Przyjęcie przez Sejm podwyżki cieszy podwójnie, bo to już trzecia w tym roku – tym razem udana – próba waloryzacji jednorazowego rozliczenia w kosztach rzeczy z pominięciem jej amortyzacji. W marcu br. bowiem Sejm odrzucił projekt poselski, który miał zaktualizować limit do 10 tys. zł. Z kolei jeszcze przed wakacjami rządzący nie przychylili się do stanowiska Stowarzyszenia Księgowych w Polsce, które również sugerowało podwyżkę limitu do 10 tys. (te kwestie były poruszane przez Tax Care w czerwcu br.).

Autorzy projektu przekonują, że „korzystny wpływ na warunki funkcjonowania i rozwoju mikroprzedsiębiorców” mają mieć także pozostałe przewidziane w nowelizacji zmiany, które to z kolei mają ograniczyć agresywną optymalizację podatkową stosowaną przez „dużych” podatników.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Ponad połowa Polaków (51,3 proc.) deklaruje wysoki lub bardzo wysoki poziom zaufania do rodzinnych firm. To ponad dwa razy więcej niż wobec księdza (25,2 proc.), czy bankiera (23,6 proc.) – wynika z raportu firmy doradczej Grant Thornton.

Raport „Polacy o firmach rodzinnych IV. Firmy zbudowane na zaufaniu” przygotowała Fundacja Firmy Rodzinne, której partnerem jest Grant Thornton. W zestawieniu zawodów zaprezentowanych w badaniu respondentom przedsiębiorca zebrał najwięcej odpowiedzi pozytywnych. Łącznie wysoki i bardzo wysoki poziom zaufania do rodzinnego przedsiębiorcy zadeklarowało 51,3 proc. ankietowanych Polaków.

„Wyjątkowo zaskakujące jest to, że więcej Polaków ufa przedsiębiorcom niż urzędnikom państwowym, bankierom, czy nawet księżom i dziennikarzom. Widzimy więc, że prawdziwie uczciwa postawa przedsiębiorców, a także ich działalność społeczna w regionach przekłada się na otwartą postawę społeczeństwa wobec nich” – komentuje cytowana w raporcie prezes Fundacji Firmy Rodzinne Katarzyna Gierczak Grupińska.

„To, z kolei wiąże się z rekomendacjami, jakich udzielamy zarówno produktom i usługom, jak i samym firmom, w tym również sklepom prowadzonym przez rodziny. Polacy zwracają już uwagę nie tylko na to, co kupują, ale także od kogo kupują. Rodzinny charakter producenta lub sklepu jest ważnym argumentem przy rekomendacjach dla ponad połowy Polaków” – dodała.

Zgodnie z raportem, „rodzinność” firmy jest ważnym argumentem branym pod uwagę przy rekomendacjach zakupowych. Ponad 97 proc. Polaków poleca swoim znajomym produkty i usługi, z których są zadowoleni. W tym połowa twierdzi, że robi to zawsze. Dodatkowe znaczenie przy poleceniach ma „rodzinny” charakter producenta – to zdanie przeważającej części rekomendujących. Zauważono, że choć to kobiety częściej wydają rekomendacje, to dla mężczyzn rodzinny charakter producenta ma większe znaczenie.

„Fakt, że sklep jest prowadzony przez rodzinę jest istotną zachętą do częstszych zakupów w takim miejscu. Z takim stwierdzeniem zgadza się bezwarunkowo 47,9 proc. Polaków, a negatywnie odnosi się do niego zaledwie 13 proc. Jest to dodatkowa zachęta bardziej dla młodych osób niż starszych” – napisano w raporcie.

Według raportu, jesteśmy skłonni kupić droższy z dwóch produktów, jeśli będzie on pochodził z firmy rodzinnej. To opinia prawie 38 proc. Polaków. Niemal połowa z tej grupy (49,7 proc.) deklaruje możliwość dopłaty w kwocie 5-10 proc. Jednocześnie powiększa się grono osób zdecydowanych na dopłatę ponad 10 proc. do ceny porównywalnego produktu w przypadku zakupu produktu z firmy rodzinnej.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Bieżący rok w branży budowlanej to prawdziwa huśtawka nastrojów. W styczniu rynek zmroziły fatalne dane za 2016 rok z dużym spadkami wartości produkcji budowlanej i ogólną wartością najniższą od dziewięciu lat. W lipcu, dla odmiany wzrost produkcji budowlano-montażowej, rok do roku, wyniósł niemal 20 proc. Paliwo do takich wyników dały inwestycje samorządowe i ożywienie na rynku dużych inwestycji infrastrukturalnych. Fachowcy, którzy wieszczyli, że szykuje się trwała poprawa sytuacji w budowlance i dobra koniunktura na kilka lat musieli zweryfikować prognozy, bo opublikowane aktualnie dane dotyczące zadłużenia branży podnoszą temperaturę wczesną jesienią. Zaległości branży wobec instytucji finansowych wynoszą już 4,06 mld zł, a w pierwszym półroczu tego roku zwiększyły się o 259 mln zł czyli 6,8 proc.* Chodzi tu m.in. o niespłacone w terminie kredyty oraz zobowiązania za usługi czy zakupiony towar, dla których opóźnienie wynosiło minimum 60 dni, na kwotę co najmniej 500 zł.

W opublikowanych danych zwraca uwagę też fakt, że zadłużonych jest aż ponad 25 tys. podmiotów budowlanych funkcjonujących jako działalność gospodarcza. Choć to nieco mniej niż w poprzednim okresie liczba i tak robi wrażenie. To właśnie te, średniej wielkości lub małe przedsiębiorstwa mają największy problem z płynnością i pozyskiwaniem kapitału na rozwój i inwestycje.

…i na czarnej liście w bankach.

Huśtawka nastrojów, w nie mniejszym stopniu niż złe dane, ogranicza zaufanie instytucji finansowych do branży budowlanej. Nic dziwnego, bo budowlanka od dłuższego czasu znajduje się na czarnej liście ryzykownych działalności w bankach. Udzielanie im kredytów uważane jest za obarczone dużym ryzykiem.

– Banki solidność branży czy ryzyko związane z kredytowaniem konkretnego przedsiębiorstwa rozpatrują w dłuższej perspektywie czasowej. Niemniej wahania nastrojów w budowlance trwają od dłuższego już czasu, co bardzo utrudnia firmom budowlanym przekonanie banków do udzielenia im finansowania. Łatwiej im przekonać do siebie instytucje, które oceniają aktualnych kontrahentów budowlańców, jak to ma miejsce w faktoringu – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor S.A., firmy zajmującej się finansowaniem przedsiębiorstw.

Obecności budowlanki na nieformalnej czarnej liście trudno się dziwić, skoro dane pokazują, że opóźnione płatności ma na koncie niemal co siódme działające na większą skalę, jako spółka prawa handlowego, przedsiębiorstwo budowlane. Wśród tych firm problemy kontrahentom i bankom sprawia 15 proc.

Według BIG stosunkowo najwięcej niesolidnych płatników znajduje się wśród firm budowlanych zajmujących się robotami inżynieryjnymi, czyli reprezentującymi najmniejszą część produkcji budowlanej (24 proc.).

Lepiej szukać finansowania zanim sytuacja stanie się krytyczna

Nie znaczy to jednak, że budowlańcy są zupełnie bez szans na wsparcie finansowaniem zewnętrznym, muszą go jednak po pierwsze zazwyczaj szukać poza bankami, a po drugie zanim ich długi wzrosną na tyle, aby negatywnie wpłynąć na ocenę zdolności finansowych.

– Większe szanse na pieniądze budowlańcy mają u faktorów, którzy mniej patrzą wstecz, a bardziej do przodu. Przed podjęciem decyzji o finansowaniu analizują to, z kim przedsiębiorca kooperuje, komu wystawia faktury i czy realizowane przez niego zlecenia mają dobre perspektywy. Niemniej także wśród faktorów są firmy mające wykluczenia branżowe, wśród których niemal zawsze jest budowlanka. My takiego ograniczenia nie wprowadziliśmy i choć wymaga to od nas większej ostrożności w ich ocenie, cały czas udzielamy finansowania firmom budowlanym – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor.

Oczywiście sięgając po finansowanie zewnętrzne przedsiębiorca musi sprawdzić i przeanalizować koszty takiej usługi. Pożyczki pozabankowe są dość drogie, natomiast konkurencja na rynku faktoringowym czyni tę usługę coraz bardziej dostępną.

 

 

Brak płynności finansowej jest jednym z największych problemów, z którym spotykają się firmy z sektora MŚP. Każdy przedsiębiorca tworzy własny łańcuch zobowiązań, budują go należności wobec partnerów, podatki, ZUS oraz inne opłaty. W ekosystemie finansowym firmy wystarczy jedna nieopłacona faktura, aby pojawiły się zatory płatnicze, które mogą utrudnić prawidłowe funkcjonowanie przedsiębiorstwa na rynku.

Coraz więcej przedsiębiorców spotyka się z problemem niepłacących w terminie kontrahentów. Właściciele firm powinni pamiętać, że mają prawo ubiegać się o swoje należności, bez względu na przedawnienie terminu płatności – komentuje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services.

Istnieje klika sposobów na odzyskanie należności przedsiębiorstwa oraz zmobilizowanie dłużników do uregulowania płatności, oto cztery z nich:

  • Samodzielna windykacja przedsiębiorstwa zarówno przez oddzielny dedykowany dział w firmie, jak i indywidualne działania jej właściciela. Są to najpopularniejsze metody na odzyskanie zaległych należności oraz monitorowanie bieżących wpływów na konto organizacji. Według 14. fali Bibby MSP Index ponad 65% respondentów wykorzystuje do windykacji dział księgowy, który na bieżąco stara się monitorować wszystkie płatności, ponad 10% nadanych korzysta z działu kontrolingu, a prawie 9% ankietowanych wskazuje, że w ich przypadku to prezes samodzielnie nie kontaktuje się z kontrahentami opóźniającymi płatności. Firma, który decyduje się na własny odział windykacji, godzi się na koszty związane z utrzymaniem jego pracowników. Niestety nie zawsze są to eksperci w dziedzinie windykacji, co może wpływać na zmniejszenie  efektywności prowadzonych działań – dodaje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.
  • Windykacja przez zewnętrzną firmę. Jest praktykowana przez właścicieli firm, którzy chcą szybko odzyskać zaległe środki od dłużników. Taka współpraca przy egzekucji długu nie zapewnia jednak stałej płynności finansowej, ale jednorazowy zastrzyk gotówki/środków z zaległych faktur. Warto dodać, że tego typu działanie może prowadzić do zaburzenia dobrych relacji z klientami. To rozwiązanie jest praktykowane przez prawie 6% respondentów badania Bibby MSP Index.
  • Wpis do informatora gospodarczego. Dla wielu przedsiębiorców jest najbardziej inwazyjną formą mobilizacji dłużników do uregulowania zaległych należności. Wpis do informatora gospodarczego wiąże się z szeregiem negatywnych konsekwencji dla biznesu. Jeżeli przedsiębiorstwo znajdzie się w rejestrze będzie miało problem nie tylko z pozyskaniem kredytu, ale również nawiązaniem nowych relacji biznesowych, ponieważ potencjalny klient nie będzie chciał zaczynać współpracy z dłużnikiem. Jeżeli firma ureguluje swoje należności, może wnieść o usunięcie adnotacji w informatorze, jednak wymaga to czasu.
  • Narzędzie nie tylko od odzyskiwania długów, również do zapewnienia firmie płynności finansowej, niezbędnej do prawidłowego funkcjonowania biznesu.

Rozpoczynając współpracę z firmą faktoringową przedsiębiorstwo może zapewnić sobie nie tylko systematyczny wpływ środków z wystawionych faktur, ale również odzyskanie zaległych należności. Dzięki faktoringowi przedsiębiorca ma możliwość elastycznego dopasowania swoich terminów płatności do wymagań i potrzeb kontrahentów – komentuje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services.

 

Źródło: Bibby Financial Services

Zgodnie z nowym prawem restrukturyzacyjnym każdy przedsiębiorca, którego firma znalazła się w trudnej sytuacji, może wnioskować do sądu gospodarczego o ochronę przed egzekucjami komorniczymi, sądowymi i innymi działaniami wierzycieli, np. blokowaniem pieniędzy przez banki, aby przywrócić normalne funkcjonowanie firmy i ją uzdrowić. Warunkiem jest jednak wykazanie sensowności restrukturyzacji firmy poprzez plan, który musi być przedstawiony w ciągu… 30 dni.

Czy to możliwe, praktyczne i odpowiedzialne – pytamy doświadczonych doradców PMR Restrukturyzacje SA.

– Tak naprawdę warunków jest nieco więcej – mówi Sławomir Anisimowicz, dyrektor zarządzający PMR Restrukturyzacje SA. – Firma musi rokować, jej działalność musi mieć sens i przyszłość ekonomiczną, tak aby mogła spłacać należności wszystkich wierzycieli, a także posiadać zdolność do regulowania bieżących kosztów funkcjonowania z aktualnych przychodów po dacie otwarcia postępowania. Dopiero w takiej sytuacji przedsiębiorca powinien złożyć wniosek o sanację do wydziału gospodarczego właściwego sądu rejonowego. Jeśli jego wniosek wraz z uzasadnieniami, wstępnym przedstawieniem sytuacji, wierzytelności etc. zostanie pozytywnie rozpoznany i sąd uwzględni wniosek restrukturyzacyjny, wyznaczając nadzorcę sądowego lub zarządcę, rozpoczyna się wyścig z czasem. W ciągu 30 dni nadzorca lub zarządca musi dostarczyć gotowy, szczegółowy plan restrukturyzacyjny. Muszą w nim znaleźć się zarówno opis przedsiębiorstwa, w tym sytuacji finansowej firmy, jak i analiza przyczyn zaistnienia potrzeby jej restrukturyzacji. Kluczowe elementy planu restrukturyzacyjnego to również opis i harmonogram wdrożenia środków restrukturyzacyjnych, opis źródeł finansowania czy też informacja o zdolnościach produkcyjnych. Plan restrukturyzacyjny jest zatem swoistym kompendium na temat przedsiębiorstwa oraz planem działań, które dadzą szansę na funkcjonowanie firmy i spłatę zobowiązań na rzecz wierzycieli. Spłata może być i zwykle jest rozłożona w czasie i zależna od skutecznego wdrożenia planu restrukturyzacyjnego i dalszego sprawnego zarządzania firmą.

Okres 30 dni to faktycznie bardzo niewiele, ale gdy firma jest w kryzysie, czas jest bezcenny i trzeba działać bardzo sprawnie. Dodatkowo ustawodawcy zależało, aby ta szczególna ochrona prawna nie była nadużywana jako sposób odwlekania płatności wierzycielom w nieskończoność.

Co to oznacza dla zarządcy wyznaczonego przez sąd? Czy jedna osoba jest w stanie przygotować taki plan w tak krótkim czasie?

To moment, w którym odsiewa się ziarna od plew. Moment prawdy, czy dany zarządca dysponuje odpowiednim zespołem ludzkim o odpowiednich kompetencjach, doświadczeniu i mocach przerobowych, aby pozyskać odpowiednie dane, przeanalizować sytuację oraz zaproponować rozwiązanie. To nie zadanie ani dla jednej osoby, ani dla małej kancelarii prawnej. Liczebność zespołu to również niejedyny klucz do sukcesu. W zależności od rodzaju kryzysu potrzebne są bardzo różne kompetencje i doświadczenie. Genezą problemów nie zawsze są finanse, czasami chodzi o walkę o udziały w firmie, czasami firmę blokują niesłuszne roszczenia urzędów skarbowych, czasami związki zawodowe i problemy pracownicze. Niezależnie od tego, co leży u podstaw kryzysu, te 30 dni musi wystarczyć na wszystko.

Co jest najtrudniejsze w tym procesie?

Zebranie wiarygodnych informacji. Mamy większą kontrolę nad metodami działań, samą metodologią analizy problemów, ale dotarcie do informacji, które są wiarygodne, kompletne, pochodzą niejednokrotnie z różnych źródeł, stanowi największe wyzwanie czasowe. Zwykle przedsiębiorcy wiedzą, co jest źródłem problemu, ale czasami się mylą, a czasami nie potrafią znaleźć wyraźnych przyczyn. Zdarzają się również wrogie działania konkurencji czy też działania wątpliwe pod względem prawnym, przy których analiza problemu musi oprzeć się na dokumentach zewnętrznych, sądowych, notarialnych, bankowych, czasami międzynarodowych. To oczywiście bardzo złożone problemy, ale przy drobiazgowej organizacji pracy, doświadczeniu i odpowiednich zasobach ludzkich 30 dni wystarcza.

Przedsiębiorca, wybierając swojego zarządcę, o którego prosi we wniosku do sądu, powinien być pewien, że jego reprezentant nie będzie uczył się na żywym organizmie, ponieważ stawką jest być lub nie być firmy. Przy wyborze odpowiedniej firmy, osoby, kancelarii warto kierować się jej doświadczeniem i zadawać pytania związane z kompetencjami, portfolio uratowanych firm i liczebnością zespołu, który zajmie się tą sprawą. Przedsiębiorcom w sytuacji kryzysowej trudno jest podjąć racjonalne decyzje nieoparte wyłącznie na cenie usługi. Przestrzegałbym również przed zbyt pozytywnymi scenariuszami przedstawianymi na pierwszym spotkaniu. Przedsiębiorca chce oczywiście usłyszeć, że jego firmę można uratować, i zwykle przychodzi do nas w stanie psychicznym, który wymaga wsparcia i zachęty, ale na tym etapie trzeba jak najwięcej pytać, mniej obiecywać.

Jeżeli trudno ocenić faktyczne osiągnięcia zarządcy, warto przynajmniej odbyć kilka spotkań z różnymi firmami, zanim podejmiemy ostateczną decyzję. Ten dodatkowy dzień lub dwa mogą okazać się kluczowe na początku procesu wychodzenia z problemów.

 

Źródło; PMR Restrukturyzacje S.A.

Ich pomysł na biznes upraszcza do minimum procesy związane z wysyłaniem paczek. Aplikacja Mitto+, którą stworzyli samodzielnie od podstaw, to pierwsze tego typu rozwiązanie na rynku KEP. Teraz chcą zdobywać klientów w Polsce i zagranicą, argumentując, że ich narzędzie pozwoli firmom uzyskiwać najbardziej konkurencyjne ceny za usługi przewozowe.

Z raportu PWC wynika, że Polacy wysyłają 300 mln paczek rocznie. W 2018 roku liczba ta ma wynieść 440 mln, a wartość rynku osiągnąć zawrotne 6,4 mld zł. Jednocześnie przedsiębiorcy oczekują od firm kurierskich szybkiej obsługi, jakości i wygody dostaw. Odpowiedzą ma być Mitto+, aplikacja służąca do wysyłania przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych, która pozwala na optymalizowanie procesów logistycznych w firmie. W skrócie polega to na tym, że użytkownik – przedsiębiorca, logistyk czy każda inna osoba, także prywatna, za darmo instaluje aplikację, za pośrednictwem której zleca wysyłkę przesyłek – detalicznych (paczki, palety i listy) oraz masowych. Po wpisaniu podstawowych danych dotyczących zlecenia lub zaimportowaniu listy, może wybrać jedną lub kilka firm kurierskich, bez konieczności podpisywania umów z przewoźnikami. Minimalizuje w ten sposób formalności oraz oszczędza czas i pieniądze, ponieważ dzięki algorytmom Mitto+ podpowiada, które firmy mają najwyższe wskaźniki doręczeń i jak kształtują się ceny za usługę u wszystkich kurierów.

Czym Mitto+ różni się od innych rozwiązań na rynku

Oczywiście, rozwiązania służące do porównywania cen za usługi przewozowe i nadawania paczek są już na rynku. Czym różni się od nich Mitto+? Tym, że aplikacja daje nie tylko informacje o cenach, ale przede wszystkim dostarcza za darmo profesjonalne doradztwo oraz algorytmy sztucznej inteligencji. Jak tłumaczy Łukasz Konopacki, współtwórca Mitto+: – Badając zapotrzebowanie na rynku KEP zauważyliśmy, że brakuje łatwego w obsłudze, a przy tym kompleksowego narzędzia, które pozwoli poprawiać i ulepszać łańcuchy dostaw oraz procesy dystrybucji. Wszystkie dostępne rozwiązania okazywały się być dedykowanymi klientom konkretnego przewoźnika, a nie ogółowi klientów korzystających z usług kurierskich lub oferowały jedynie możliwość nadania przesyłki, bez profesjonalnego doradztwa i audytów.

Jak dodaje Rafał Kasprzak, współzałożyciel Mitto+: – Poza tym aplikacja jest tak skonstruowana, aby rozwiać się razem z biznesem użytkownika. Im więcej paczek jest wysyłanych, tym koszty za przesyłki są niższe.

Ruszają na podbój Europy

O sukcesie Mitto+ może zaważyć specyfika działania rynku KEP. Każdy przewoźnik oferuje jakąś topową usługę: jeden gwarantuje dostawy w 24 godziny, drugi daje konkurencyjne ceny na duże gabaryty, jeszcze inny specjalizuje się w wysyłce produktów wymagających szczególnych warunków w czasie transportu. Przy tak szerokiej ofercie potrzebne jest profesjonalne doradztwo, aby móc optymalizować koszty przy współpracy z różnymi kurierami. Właśnie takie usługi oferuje zespół Mitto+. Każdy użytkownik po zainstalowaniu aplikacji otrzymuje dostęp do indywidualnego opiekuna, który przeprowadza w pełni bezpłatny audyt transportu, aby znaleźć optymalne rozwiązanie na wysyłkę przesyłek. Samo narzędzie Mitto+, opierając się na algorytmach sztucznej inteligencji, sugeruje odpowiedniego przewoźnika dla wprowadzonej w systemie przesyłki. To ważne, ponieważ dla różnych firm znaczenie mają inne aspekty – dla przykładu przedsiębiorstwa produkcyjne wymagają terminowości dostaw, a sklepom internetowym zależy na uzyskiwaniu możliwie najniższych kosztów wysyłki.

Mitto+ ruszyło na początku września 2017 roku. W ciągu czterech tygodni od wystartowania, przy nakładzie 100 zł na reklamę, pozyskało pięciu dużych klientów, a łączna suma przesyłek wyniosła 10 tys. To bardzo dobry wynik, szczególnie że wersja webowa dedykowana klientowi indywidualnemu ruszy dopiero z początkiem października. W kolejnych planach zespół Mitto+ uruchomi aplikację na platformy mobilne, która umożliwi dostarczanie przesyłki w miejsce aktualnego pobytu odbiorcy, co będzie rewolucją w przesyłkach indywidualnych. – Od samego początku stawiamy na rozwój. Dlatego na tę chwilę opieramy się już nie tylko na rynku krajowym, ale rozszerzamy działalność także na całą Europę – podsumowuje Łukasz Konopacki.

 

Źródło: www.mittoplus.pl

W ubiegłym roku do urzędów pracy wpłynęła rekordowa liczba ofert – zgłoszono 1 494 895 wolnych miejsc pracy, czyli o 215,9 tys. (16,9 proc.) więcej niż rok wcześniej. Ponadto, na przełomie 2016 i 2017 prawdopodobieństwo znalezienia pracy przez osoby bezrobotne wyniosło 20 proc. Oznacza to, że co piąty bezrobotny dostał pracę (w ciągu kwartału). Z danych wynika również, że Polska znalazła się w grupie 8 krajów, które mają najniższą stopę bezrobocia w Unii Europejskiej. Rośnie wskaźnik zatrudnienia, spada bierność zawodowa, cały czas odnotowujemy przyspieszenie wzrostu płac, ale także coraz chętniej zmieniamy pracę i kwalifikacje. Na co zwrócić uwagę, gdy staramy się o nową pracę? O co warto zapytać przyszłego pracodawcę? Jak negocjować warunki umowy?

Podobnie jak w poprzednich miesiącach, w firmach coraz częściej tworzy się nowe miejsca pracy, aniżeli je likwiduje. Z jednej strony bezrobocie spada, z drugiej – coraz częściej brakuje wykwalifikowanych pracowników. Według danych pracuj.pl, w I kwartale 2017 r. największe zapotrzebowanie na pracowników obejmowało branże: finansów, bankowości i ubezpieczeń, handlu i sprzedaży oraz przemysłu ciężkiego. – To pracodawcy coraz częściej walczą o kandydatów, kusząc ich atrakcyjnym wynagrodzeniem i warunkami zatrudnienia. Zanim jednak zdecydujemy się na podjęcie nowej pracy powinniśmy się odpowiednio przygotować. Jest to najlepszy moment, by ustalić kluczowe dla nas kwestie: poznać wymogi pracodawcy, ale także warunki naszego zatrudnienia oraz ubezpieczenia – mówi Anna Materny, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Detalicznych w Gothaer TU S.A.

Rodzaj umowy

Pracodawca może zawrzeć z pracownikiem umowę cywilnoprawną lub umowę regulowaną w Kodeksie Pracy. Najpopularniejsze umowy cywilno–prawne to: umowa o dzieło oraz umowa zlecenie, które w przeciwieństwie do umowy o pracę nie są objęte Kodeksem Pracy oraz nie gwarantują wielu uprawnień. Celem umowy o dzieło jest wykonanie konkretnego zadania, czyli dzieła. Od umowy o dzieło pracodawca nie odprowadza składki ZUS, ale od umowy zlecenie – już tak.

W przypadku umowy o pracę powinniśmy zwrócić uwagę na czas zawarcia umowy. Pracodawca może podpisać z pracownikiem umowę: na czas nieokreślony, na czas określony lub na czas wykonywania określonej pracy. Kodeks pracy wyróżnia również umowę na czas zastępstwa innego pracownika. Z perspektywy kandydatów, najbardziej korzystna jest właśnie umowa o pracę, gwarantuje ona minimalne wynagrodzenie, zapewnia m.in. urlop wypoczynkowy oraz cechuje się większą stabilnością zatrudnienia. Ponadto, pracodawca odprowadza składki do ZUS.

Składki do ZUS i kwestie BHP

Rozpoczynając pracę w nowym miejscu, pracownik musi obowiązkowo zapoznać się z przepisami i zasadami bezpieczeństwa i higieny pracy, czyli przejść szkolenie BHP. Szkolenie to nie jest wymagane w przypadku umowy cywilno-prawnej oraz wtedy, gdy pracownik podejmuje pracę na tym samym stanowisku, które zajmował u danego pracodawcy przed podpisaniem z nim kolejnej umowy o pracę lub gdy przerwa pomiędzy tymi umowami nie przekroczyła 30 dni. Kolejną ważną kwestią jest zgłoszenie pracownika do ZUS-u w terminie do siedmiu dni od daty podpisania umowy. Takie zgłoszenie obejmuje: ubezpieczenie społeczne (emerytalne, rentowe, chorobowe i wypadkowe), ubezpieczenie zdrowotne, Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Wypadek przy pracy – kto za to zapłaci?

Pomimo tego, że świadomość Polaków dotycząca praw i obowiązków pracowników oraz pracodawców w zakresie bezpieczeństwa jest coraz większa, nadal odnotowuje się wzrost wypadków przy pracy. W 2016 r. liczba poszkodowanych wyniosła 87 886 osób, czyli o 0,3 proc. więcej niż rok wcześniej – w tym 239 osób zginęło a 464 doznało wypadku z ciężkim obrażeniem ciała. Przepisy prawa nakładają na pracodawcę szereg obowiązków. W sytuacji, gdy pracownik uległ wypadkowi przy pracy, obowiązkiem pracodawcy jest (oprócz udzielania pomocy rannemu pracownikowi oraz zabezpieczenia miejsca zdarzania) powołanie zespołu powypadkowego w celu ustalenia okoliczności i przyczyn wypadku oraz ustalenia, czy wypadek pozostaje w związku z pracą. Zespół powypadkowy sporządza protokół, który stanowi podstawę do ustalenia świadczeń dla pracownika lub jego rodziny. Gdy konsekwencją wypadku jest stały lub długotrwały uszczerbek na zdrowiu pracownika, przysługuje mu możliwość uzyskania jednorazowego odszkodowania, którego wysokość ustalana jest każdorazowo na podstawie orzeczenia komisji lekarskiej powołanej przez ZUS.

– Pamiętajmy, że odszkodowanie zazwyczaj wypłacane jest ze składek odprowadzanych przez pracodawcę do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Niestety, gdy do wypadku doszło z winy pracownika to zgodnie z ustawą o ubezpieczeniu społecznym z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych z 2002 r. poszkodowany w wypadku przy pracy nie uzyska nic, jeśli zdarzenie jest skutkiem złamania przez niego przepisów o ochronie życia i zdrowia. Zwłaszcza, gdy nastąpiło to umyślnie lub z powodu jego rażącego niedbalstwa – podkreśla Anna Materny, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Detalicznych w Gothaer TU S.A.

Dodatkowe ubezpieczenie

Niezależnie od możliwości uzyskania świadczeń z ZUS pracownik lub przedsiębiorca, który uległ wypadkowi przy pracy będzie mógł otrzymać także dodatkowe świadczenie z tytułu dobrowolnego ubezpieczenia NNW – pod warunkiem, że wykupił tego typu polisę. Pracownik może przystąpić do grupowego programu ubezpieczeniowego, który bardzo często dostępny jest w zakładzie pracy lub ubezpieczyć się we własnym zakresie. Rozważając te dwie możliwości, należy mieć na uwadze fakt, że niestety, grupowe ubezpieczenia mają swoje wady – często niska składka ubezpieczenia przekłada się na relatywnie niskie świadczenia. Ubezpieczenia grupowe charakteryzuje też mała elastyczność – polisa nie jest dostosowana do indywidualnych potrzeb ubezpieczonych. Dodatkowe ubezpieczenia następstw nieszczęśliwych wypadków zarówno dla pracowników, jak i przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą mogą być dobrym uzupełnieniem tzw. ubezpieczenia wypadkowego.

– Ochrona ubezpieczeniowa nie musi obejmować tylko zdarzeń mających miejsce w trakcie wykonywania pracy, lecz również w czasie wolnym, czy w podróży. Co więcej, zakres ubezpieczenia oprócz podstawowego ryzyka doznania uszczerbku na zdrowiu w związku z nieszczęśliwym wypadkiem, może dotyczyć także szeregu innych zdarzeń ubezpieczeniowych tj.: zwrotu kosztów nabycia protez i środków ortopedycznych oraz kosztów odbudowy stomatologicznej zębów, zasiłku dziennego za pobyt w szpitalu lub okres niezdolności do pracy, zwrotu kosztów ratownictwa, zwrotu niezbędnych z medycznego punktu widzenia kosztów leczenia, czy świadczeń powypadkowych typu assistance – podsumowuje Anna Materny, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Detalicznych Gothaer TU S.A.

 

 

Źródło; Grupa Gothaer

Wzrost ryzyka kredytowania małego biznesu

Z najnowszej ankiety Narodowego Banku Polskiego (NBP) wynika, że w drugim kwartale tego roku zaostrzeniu uległy warunki udzielania krótkoterminowych pożyczek dla małych i średnich przedsiębiorstw. Z jednej strony wzrosły pozaodsetkowe koszty kredytu, a z drugiej skróceniu uległ maksymalny możliwy czas kredytowania. Banki zaostrzenie wymagań tłumaczą wzrostem ryzyka związanego z kredytowaniem małego biznesu, w szczególności kilku branż. Tradycyjnie do tych szczególnie mocno prześwietlanych przez instytucje finansowe należą budowlanka, transport, ostatnio także IT. Zawieszanie działalności, księgowość prowadzona w formule ryczałtu, a przede wszystkim strata na koniec roku zazwyczaj dyskwalifikują w oczach bankowców przedsiębiorców starających się o finansowanie.

Gdzie bank nie może…

Z tej samej ankiety NBP wynika, że banki odczuły zwiększenie się popytu na kredyty dla firm. Korzystają na tym inne instytucje finansowe, do których przedsiębiorcy zwracają się po środki na bieżącą działalność lub inwestycje. Niepokoju wyrażonego przez banki w ankiecie nie odczuwa branża faktoringowa, również zajmująca się finansowaniem działalności MSP.

– Nie podzielam obaw banków, my aktualnie nie wprowadzamy żadnych zaostrzeń warunków finansowania przedsiębiorstw. Oczywiście spośród zgłaszających się do nas są firmy mniej i bardziej stabilne, ale przy rzetelnej ocenie można zminimalizować ryzyko i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy finansowanie takiego podmiotu będzie rodziło problemy. Niezależnie od reakcji banków na bieżącą sytuację, firmy faktoringowe, takie jak nasza, zawsze w większym stopniu zwracają uwagę na kontrahentów naszego klienta i zawarte kontrakty, niż na bieżące zadłużenie w ZUS lub US, czy też krótki okres działalności przedsiębiorstwa – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor S.A.

Pieniądze pożyczone vs własne zarobione

Inny system oceny czy przedsiębiorca zasługuje na finansowanie i czy jego wsparcie nie niesie ryzyka, przynosi korzyści branży faktoringowej, która z roku na roku ma większy udział w finansowaniu firm. Jeszcze 10 lat temu udział był śladowy i niemal niezauważalny. Obecnie z takiej formy finansowania korzysta nawet 10% przedsiębiorców, a wzrost obrotów branży faktoringowej osiąga dwucyfrowe wskaźniki. Od stycznia do czerwca 2017 branża faktoringowa sfinansowała wierzytelności przedsiębiorców o łącznej wartości 83,6 mld zł. To wzrost o 13,6% w stosunku do analogicznego okresu 2016 roku (dane Polski Związek Faktorów – PZF).

– Obawy banków przed finansowaniem MSP zmuszają przedsiębiorców do poszukiwania innych źródeł finansowania. Naturalnym wyborem stają się firmy faktoringowe, które są relatywnie tańsze od firm pożyczkowych, a jednocześnie bardziej elastyczne w analizie, oczekiwanych zabezpieczeniach, a także już na etapie wykonywania umowy (finansowania konkretnych faktur). Właśnie elastyczność na każdym etapie współpracy z klientem uważam za nasz największy atut. Jednocześnie ciągle pracujemy nad tym, aby nasza oferta była jeszcze lepiej dopasowana do potrzeb i możliwości MSP. Od kilku lat intensywnie rozwijamy również siły sprzedażowe i analityczne, żeby nadążyć za potrzebami przedsiębiorców z grupy MSP – Piotr Gąsiorowski z eFaktor S.A.

W przypadku finansowania za pomocą faktoringu wypłacane są środki, które przedsiębiorca już zarobił i wystawił na nie niekwestionowaną przez odbiorcę fakturę, jednak zmuszony jest długo czekać na przelew. Faktoring zmniejsza ten czas do kilkudziesięciu godzin.

Jak wynika z badania „Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa o usługach finansowych”, firmy z sektora MŚP nadal najchętniej korzystają z własnych środków do prowadzenia działalności – aż 89 proc. badanych odpowiedziało, że preferuje właśnie taki sposób finansowania przedsiębiorstwa. Nie zawsze jednak jest to możliwe, zwłaszcza jeśli przedsiębiorca planuje większe inwestycje. Wyniki badania wskazują, że właśnie na taki cel najczęściej brane są kredyty w polskich firmach. Obecnie z kredytu inwestycyjnego korzysta 44 proc. średnich i ok. 1/3 mikro i małych przedsiębiorstw. W celu skorzystania z tego sposobu finansowania, należy jednak spełnić szereg wymogów stawianych przez banki, niektóre mogą w znaczny sposób ograniczyć możliwość wzięcia kredytu.

Strata na koniec ubiegłego roku może przekreślić szanse na kredyt

Jednym z dokumentów wymaganych przez banki do wyliczania zdolności kredytowej przedsiębiorcy, jest jego PIT za ubiegły rok. Jeżeli widnieje na nim strata w przychodzie większa niż 5 proc., to należy się liczyć z odmową udzielenia kredytu. Dla banków finansowanie takiego przedsiębiorstwa jest ryzykowne.

Należy jednak pamiętać, że taka strata nie zawsze spowodowana jest złą kondycją przedsiębiorstwa, a poczynionymi przez nie inwestycjami. Jeżeli przedsiębiorca wytłumaczy, że stratę spowodowały zakupy przeznaczone na rozwój firmy, to nadal ma szansę na pozytywne rozpatrzenie wniosku. Każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie, dobrze jednak wiedzieć, jaką politykę na ogół przyjmują konkretne banki lub skorzystać z wiedzy konsultanta finansowego, który podpowie, w jakim banku mamy szansę na kredyt  – mówi Paweł Mazur z ANG Biznes.

Lepiej nie zawieszać działalności

Chwilowe kłopoty firmy często skłaniają przedsiębiorców do zawieszenia działalności. Dzięki temu nie muszą odprowadzać składek do ZUS i mogą przeczekać niekorzystny okres. Robią tak przede wszystkim firmy, które zajmują się działalnością sezonową, które poza kilkoma miesiącami w roku nie odnotowują większych przychodów. Niestety, okazuje się, że zawieszenie działania firmy w okresie krótszym niż 12 miesięcy przez złożeniem wniosku, może zdyskwalifikować przedsiębiorcę w procesie kredytowym. Banki traktują ponowne rozpoczęcie działalności jako nową datę rozpoczęcia jego funkcjonowania na rynku. W związku z tym staż krótszy niż 12 miesięcy jest uważany przez nie za krótki do prawidłowego wyliczenia zdolności kredytowej przedsiębiorstwa.

Zaległości w ZUS i US niemile widziane w banku

Przedsiębiorcy muszą się liczyć z tym, że podczas weryfikacji kredytowej zostanie również sprawdzona ich rzetelność w płaceniu składek do ZUS i Urzędu Skarbowego. Jeżeli z jakiegoś powodu starający się o kredyt zalega z płatnościami, to aby otrzymać kredyt musi je jak najszybciej spłacić lub dogadać się z instytucjami, żeby zgodziły się rozłożyć należność na raty. W przeciwnym razie bank może wydać negatywną decyzję, szczególnie jeśli przedsiębiorca stara się o wyższą kwotę kredytu.

Niektóre branże mają pod górkę

Może się okazać, że starający się o kredyt przedsiębiorca dostanie odmowę już na samym początku procesu. Niektóre branże nie są przez banki w ogóle obsługiwane, np. hazardowa, zbrojeniowa czy finansowa, a niektóre są bardzo dokładnie przez nie weryfikowane.

– Należą do nich między innymi branża budowlana i transportowa – dodaje Paweł Mazur. – Wiele banków bardzo krytycznie podchodzi również do rolników, zwłaszcza tych, którzy prowadzą działy specjalne produkcji rolnej. Może się okazać, że to, co wpiszemy jako główną działalność podczas procesu rejestracji firmy, wpłynie na późniejsze starania o finansowanie w banku. Wybierając zatem kody PKD, sprawdźmy, jak do danej branży podchodzą banki, aby nie przekreślić już na starcie swoich szans na kredyt.

Przedsiębiorcy na ryczałcie mają mniejsze szanse na kredyt

Jednym z podstawowych czynników wpływających na zdolność kredytowych przedsiębiorstwa jest jego sposób rozliczania się z fiskusem. Okazuje się, że najgorzej traktowanym przez banki jest sposób ryczałtowy. Dzieje się tak, ponieważ w przypadku ryczałtu podatek płacony jest od przychodu. Podstawą wyliczania zdolności kredytowej przez banki jest natomiast dochód przedsiębiorstwa. Banki szacują więc dochód firmy jako 20 – 25 proc. przychodu, co oznacza, że aby dostać kredyt, przedsiębiorca musi mieć bardzo wysoki przychód. W innym przypadku nie ma szans na finansowanie. Niektóre banki ze względu na trudności w obliczaniu dochodu, od razu skreślają taką firmę w procesie starania się o kredyt.

Płaca minimalna w 2018 r. wzrośnie do 2 100 zł – a co za tym idzie, wzrośnie do prawie 500 zł miesięczna składka ZUS dla przedsiębiorców ze stażem krótszym niż 2 lata. Póki co jest to jedyna pewna wiadomość płynąca ze strony rządu, czego nie można powiedzieć o kolejnej propozycji dotyczącej obniżek składek ZUS.

Poznaliśmy ostateczną decyzję Rady Ministrów co do wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę w 2018 r. – wyniesie ono 2 100 zł. Oznacza to wzrost o 5% w stosunku do 2017 r. oraz utrzymanie płacy minimalnej na dotychczasowym poziomie 47 proc. w stosunku do średniego krajowego wynagrodzenia, wynoszącego obecnie ok. 4,5 tys. zł.

Jeszcze na początku czerwca rząd proponował, aby minimalne wynagrodzenie za pracę w 2018 r. wynosiło 2 080 zł. Decyzja o podniesieniu jego poziomu do 2 100 zł uargumentowana została wzrostem gospodarczym i dobrą sytuacją na rynku pracy, choć spotkała się z krytyką pracodawców, którzy brali udział w konsultacjach dotyczących minimalnego wynagrodzenia. Ich zdaniem kwota pensji minimalnej rośnie szybciej niż wydajność pracy, która wzrasta 3-4% w skali roku.

Co ważne z punktu widzenia nie tylko pracodawców, ale i właścicieli najmniejszych firm, wzrost płacy minimalnej obok wzrostu pensji dla pracowników pociąga za sobą także wzrost składek społecznych opłacanych na preferencyjnych zasadach. W skrócie oznacza, że rośnie tzw. mały ZUS

Preferencyjny ZUS w górę o 114 zł

Wysokość składek społecznych, jakie każdy przedsiębiorca zobowiązany jest co miesiąc wpłacać na konto ZUS, kształtują prognozowane przeciętne miesięczne wynagrodzenie (60% to minimalna podstawa wymiaru składek społecznych przedsiębiorcy z ponad 2-letnim stażem) i pensja minimalna (30% to minimalna podstawa wymiaru składek społecznych w pierwszych 24 miesiącach życia firmy).

Od 2018 r. najniższa podstawa wymiaru składek na ubezpieczenie społeczne w przypadku przedsiębiorców korzystających z „małego ZUSu” będzie wynosić 630 zł, tj. o 30 zł więcej niż obecnie. Od tej kwoty przedsiębiorca będzie obliczał składkę emerytalną, rentową, wypadkową i dobrowolną chorobową. W efekcie w nowym roku co miesiąc młody przedsiębiorca – przyjmując do obliczeń wysokość tegorocznej składki zdrowotnej – zapłaci nie 487,90 zł jak dziś, a 497,43 zł, co w skali roku daje 114,36 zł podwyżki. Na wysokość ostatecznych bieżących kosztów ZUS ponoszonych przez przedsiębiorców wpłynie też aktualizacja wysokości składki zdrowotnej, którą poznamy dopiero na początku przyszłego roku. Wysokość ubezpieczenia „zdrowotnego” zależy bowiem od przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw z ostatniego kwartału.

Podwyżka „małego ZUS” dla istniejących firm, propozycja obniżki dla nieistniejących

Na początku września na drogę konsultacji społecznych trafił kolejny pomysł na zrewolucjonizowanie wysokości składek ZUS dla przedsiębiorców. Tym razem autorem jest resort pracy, który proponuje, by okres preferencyjnego opłacania składek na ubezpieczenie społeczne wydłużyć o rok, tj. do okresu 3-letniego.

Jednocześnie jednak w tym trzecim roku przedsiębiorca miałby płacić składki wyższe niż przez pierwsze dwa lata, choć nadal niższe niż ogólne – dokładnie 697,58 zł miesięcznie, jeśli przyjąć do obliczeń niezmieniony poziom składki zdrowotnej. Podstawą do wyliczenia składek firmy, która skończyła dwa lata, przez rok byłoby bowiem 60% minimalnej pensji. Takie rozwiązanie, zdaniem ministra pracy, ma zwiększyć wskaźnik przeżywalności najmniejszych firm.

Działające już firmy obejdą się smakiem

Niestety powyższa propozycja wydłużenia okresu tzw. małego ZUS-u jest skierowana jedynie do przyszłych przedsiębiorców, którzy założą firmę w 2018 r., co z pewnością może nie spodobać się właścicielom już istniejących firm, zwłaszcza tych starszych. A te stanowią zdecydowaną większość. W samym uzasadnieniu do projektu czytamy, że zgodnie ze stanem na dzień 19 czerwca 2017 r. wśród ok. 1,4 mln ubezpieczonych przedsiębiorców (osób fizycznych) aż czterech na pięciu wpłaca co miesiąc do ZUS niecałe 1 200 zł (tzw. pełny ZUS), a jedyne 18% stanowią ci, którzy opłacają „mały ZUS”. Poza tym wydłużenie okresu preferencji do 3 lat, przy jednoczesnym wprowadzaniu kolejnej, innej budowy składki komplikuje i tak już skomplikowane zasady obliczania składek.

Autorzy projektu uważają, że zmiany w nim przewidziane mają szansę obowiązywać od 1 stycznia 2018 r.

Projekty się piętrzą, ale nie dochodzą do skutku

Powyższy projekt resortu pracy ma status otwartego. Taki sam status przypisany jest też projektowi resortu finansów, który był już przedmiotem analizy Tax Care, a który zakładał wprowadzenie niższych i progresywnych składek ZUS dla przedsiębiorców osiągających roczny zarobek rzędu 60 tys. zł.

Warto też pamiętać, że w cały czas w poczekalni znajduje się jeszcze ustawa Prawo przedsiębiorców, która z kolei przewiduje, że przedsiębiorca przez pierwszych 6 miesięcy po założeniu działalności nie płaciłby składek ZUS w ogóle. W międzyczasie pojawił się też pomysł na stworzenie swego rodzaju mikroskładki zdrowotnej. Wrześniowy projekt resortu pracy to zatem kolejna idea mająca służyć przedsiębiorcom, o jakiej mówi się w przeciągu ostatnich miesięcy.

Na to, czy i które z propozycji obniżenia zobowiązania przedsiębiorcy z tytułu ubezpieczenia społecznego i zdrowotnego właściciele firm odczują na własnej skórze, przyjdzie nam poczekać. Póki co pewna jest przyszłoroczna podwyżka preferencyjnych składek ZUS.

 

Źródło; Tax Care

Projekt ustawy dotyczącej przeciwdziałania wykorzystywaniu sektora finansowego do wyłudzeń skarbowych zawiera represyjne przepisy, które będą mogły być stosowane do szerokiego grona podatników. Wątpliwości budzą kryteria uwzględniane w ustaleniu wskaźnika ryzyka oraz nadanie szefowi Krajowej Administracji Skarbowej uprawnienia do blokowania rachunku bankowego przedsiębiorcy na okres 72 godzin z możliwością wydłużenia do 3 miesięcy – uważa Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan.

Projekt ustawy upoważnia szefa Krajowej Administracji Skarbowej do prowadzenia analizy ryzyka wykorzystywania banków i spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych do popełniania wyłudzeń skarbowych, w szczególności w zakresie VAT, na podstawie danych o rachunkach przedsiębiorców oraz o transakcjach między przedsiębiorcami, a także na podstawie wskaźnika ryzyka ustalonego przez izbę rozliczeniową.

Szef KAS będzie też miał prawo do zarządzenia blokady na 72 godziny rachunków bankowych lub rachunków prowadzonych przez SKOK z możliwością przedłużenia tego okresu do 3 miesięcy.

– Wątpliwości budzą kryteria uwzględniane przy ustaleniu wskaźnika ryzyka. Kryteria ekonomiczne, geograficzne czy behawioralne w swej istocie oparte są na subiektywnych przesłankach, których ocena zależy w dużym stopniu od doświadczenia w biznesie. Tym samym operacje niestandardowe, związane z zaangażowaniem znacznych środków pieniężnych
w ryzykowne inwestycje gospodarcze mogą zostać zidentyfikowane przez szefa KAS jako działania niosące ryzyko wyłudzeń skarbowych. Co w konsekwencji może wywołać negatywne skutki nawet w stosunku do uczciwych podmiotów gospodarczych – ostrzega Przemysław  Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Sprzeczne z zasadą zaufania do państwa jest nadanie szefowi KAS uprawnienia do automatycznego blokowania rachunku bankowego przedsiębiorcy na okres 72 godzin z możliwością wydłużenia do 3 miesięcy. Jedyną przesłanką uprawniającą szefa KAS do takiego działania jest posiadanie informacji, że wyniki analizy ryzyka, wskazują, że przedsiębiorca może wykorzystywać działalność banków lub spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych do celów mających związek z wyłudzeniami skarbowymi lub do czynności zmierzających do wyłudzenia skarbowego, a blokada rachunku jest konieczna, aby temu przeciwdziałać.
W konsekwencji szef KAS w oparciu o swoje statystyczne założenia wynikające z abstrakcyjnych – niejednoznacznych kryteriów – będzie dysponował możliwością blokowania rachunków bankowych przedsiębiorcy.

Środek ten może dotknie nawet te podmioty, które są tylko współwłaścicielem blokowanego rachunku. Regulacja ta jest wadliwa z powodu daleko idącej uznaniowości, która w swej istocie będzie przyczynkiem wielu ludzkich dramatów. Rada Podatkowa postuluje usunięcie z projektu ustawy uprawnień szefa KAS związanych z blokowaniem rachunków bankowych.

 

Źródło; Konfederacja Lewiatan

Pracodawca nie może wymagać od zatrudnionego, aby ten założył konto bankowe, na które będzie wpływało wynagrodzenie. Nalegając na to, łamie prawo. Wówczas poszkodowany może zgłosić sprawę Państwowej Inspekcji Pracy i ubiegać się o odszkodowanie. W wyjątkowych sytuacjach za uporczywość grozi szefowi nawet sprawa karna.

Pensja może być wpłacana na rachunek bankowy tylko wtedy, gdy pracownik uprzednio i pisemnie wyrazi na to zgodę. To wynika z art. 86 § 3 kodeksu pracy, przepisów dotyczących ochrony wynagrodzenia za pracę, jak również z regulacji międzynarodowej organizacji pracy, art. 5 Konwencji nr 95. Gdyby przekonywanie pracownika do założenia konta w banku było uporczywe, pracodawcy grozi nawet odpowiedzialność karna. Zgodnie z art. 218 § 1a kodeksu karnego, czyn ten zagrożony jest karą grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3. To jednak musiałaby być szczególna sytuacja, polegająca np. na złośliwym naruszaniu praw pracownika. Ponadto, jeśli zatrudniony uzna, że w wyniku wywieranych nacisków poniósł szkodę, może żądać odszkodowania. Jednak w toku postępowania sądowego musiałby wykazać winę pracodawcy, wysokość rzeczywistego uszczerbku majątkowego lub utraconych korzyści oraz związek przyczynowy między działaniem sprawcy a szkodą.

– Jeżeli pracodawca chce wysłać pensję przekazem pocztowym, to również musi najpierw uzyskać pisemną zgodę pracownika na taką formę rozliczenia. Wynagrodzenie powinno być nadane na ostatni podany przez zatrudnionego adres. Jeżeli pracobiorca by się przeprowadził i nie poinformował o tym fakcie firmy, to obowiązek zakładu pracy zostaje uznany za spełniony. Natomiast zawsze oczywiście warto zapytać o aktualne miejsce zamieszkania, przed przesłaniem pieniędzy, aby uniknąć sporów w tym zakresie i ewentualnych przyszłych trudności dowodowych – doradza adwokat Waldemar Gujski z Kancelarii Adwokacko-Radcowskiej Gujski, Zdebiak.

Gdyby jednak okazało się, że pracodawca wysłał przekaz pocztowy, bez pisemnej i wcześniej wyrażonej zgody, a pensję odebrałaby osoba nieuprawniona nawet będąca członkiem rodziny i nie przekazała pracownikowi lub się nie rozliczyła, to firma musiałaby jeszcze raz wypłacić wynagrodzenie. Zdaniem prawnika, w przeciwnym wypadku zakład pracy naraziłby się na proces odszkodowawczy. Jak podkreśla wykładowca z Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie, jeśli przedsiębiorca uzyskał tylko ustną zgodę pracownika na przesłanie wynagrodzenia przekazem pocztowym, to znaczy, że właściwie nie dostał akceptacji, wymaganej przepisami prawa. Zgodnie z art. 86 § 3 kodeksu pracy, musi być ona wyrażona na piśmie.

– Pracownik może wycofać swoją zgodę na przesyłanie pensji na konto bankowe lub adres domowy. Jeśli zmieni zdanie, to absolutnie ma prawo zgłosić to służbom kadrowym, a pracodawca musi temu zadośćuczynić. Potwierdził to Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 21 lutego 2002 roku w sprawie I PKN 917/00. To znaczy, zakład pracy powinien od razu zacząć wypłacać należne wynagrodzenie bezpośrednio do rąk zatrudnionego. Nie istnieje bowiem żadna zgoda wyrażana bezwarunkowo, raz na zawsze. Co do zasady, zatrudniony nie może ponosić ujemnych konsekwencji tego, że zmienia zdanie w zakresie formy przekazywania mu wynagrodzenia za pracę – mówi Waldemar Gujski.

Natomiast, gdyby pracownik zmieniał zdanie dosyć często, np. raz w miesiącu, i tym samym dezorganizował pracę służb księgowych, to mogłoby się to dla niego zakończyć nawet zwolnieniem. Powodem takiej decyzji byłyby konkretne straty, ponoszone przez pracodawcę, z uwagi na niestabilne stanowisko zatrudnionego i wywoływany tym chaos. Według eksperta, to może być uzasadnioną przyczyną wypowiedzenia umowy o pracę. W takiej sytuacji pracownik ma prawo odwołać się do sądu, który będzie badał wszystkie okoliczności i wyda wyrok, po kontradyktoryjnym procesie.

 

Źródło: MondayNews

Mikroprzedsiębiorcy z branży budowlanej mogą nieco odetchnąć – zwrot z tytułu VAT otrzymają nawet półtora miesiąca wcześniej niż pozostali podatnicy, o ile prześlą fiskusowi plik JPK_VAT. Jedyny możliwy sposób wysyłki tych plików nakłada na właściciela firmy obowiązek opatrywania ich podpisem elektronicznym.

Od początku tego roku przedsiębiorca, który w roli podwykonawcy świadczy określone usługi budowalne, nie otrzymuje od ich nabywcy kwoty VAT, co za tym idzie, nie odprowadza VAT do urzędu skarbowego. Jednocześnie jednak płaci VAT przy zakupach i ten VAT może nadal odliczać lub występować o jego zwrot.

Powyższa regulacja wynika z objęcia usług budowlanych z dniem 1 stycznia 2017 r. mechanizmem odwrotnego obciążenia. Niestety już pod koniec zeszłego roku, w momencie jej zapowiedzi, zgłaszano wątpliwości, które po wejściu w życie nowelizacji ustawy o VAT przerodziły się w realne problemy przedsiębiorców z branży budowlanej. Chodzi nie tylko o wątpliwości interpretacyjne (o których świadczy m.in. liczba wydanych interpretacji indywidualnych w kwestii odwrotnego obciążenia, poruszanych niedawno przez Tax Care), ale i zaburzenia płynności finansowej podwykonawców, zwłaszcza tych najmniejszych, dla których budowlanka to jedyne źródło utrzymania. Problem tkwi bowiem w tym, że taki przedsiębiorca nie otrzymuje VAT-u od kontrahentów, a równolegle może czekać aż dwa miesiące na zwrot VAT-u zapłaconego przez samego siebie.

VAT na koncie w ciągu 15 dni

Resort finansów podał ostatnio szczegóły nowego przywileju związanego z podatkiem od towarów i usług, jaki przygotował specjalnie i wyłącznie dla mikrofirm z branży budowlanej. Jak wynika z komunikatu zamieszczonego na stronie Ministerstwa Finansów, zwroty VAT zadeklarowane przez mikroprzedsiębiorców świadczących usługi budowlane urzędnicy mogą realizować szybciej, tj. nawet do 15 dni od wpływu deklaracji VAT (co do zasady mają na to do 60 dni lub 25 dni). Warunkiem jest, że taki mikroprzedsiębiorca wraz z deklaracją VAT przekaże fiskusowi plik JPK_VAT za okres, z którego wynika zwrot podatku.

Potrzebny podpis elektroniczny

Plik JPK_VAT zawiera ewidencję sprzedaży i zakupu VAT. Jego wygenerowanie nie wymaga zmiany sposobu, w jaki właściciel firmy prowadzi ewidencję VAT, ale konieczne jest sporządzenie go w określonym przez Ministerstwo Finansów schemacie oraz opatrzenie podpisem elektronicznym. Pliki JPK przekazuje się do urzędu skarbowego wyłącznie w wersji elektronicznej i wyłącznie po potwierdzeniu zawartych w nich danych, a takie potwierdzenie zapewnia e-podpis.

Na wygenerowanie, wysyłkę i podpisanie JPK_VAT pozwalają profesjonalne oprogramowania księgowe, z jakich korzystają biura rachunkowe. Jeśli przedsiębiorca przekazywałby JPK na własną rękę, musiałby pobrać oprogramowanie ze strony ministerstwa oraz nabyć płatny e-podpis albo udać się do urzędu po jego bezpłatną alternatywę.

Wysyłka JPK_VAT na własną rękę

Od 25 marca br. pliki JPK można podpisywać na dwa sposoby (wynika to ze zmienionego rozporządzenia ministra finansów w sprawie sposobu przesyłania za pomocą środków komunikacji elektronicznej ksiąg podatkowych oraz wymagań technicznych dla informatycznych nośników danych, na których te księgi mogą być zapisane i przekazywane, Dz.U. z 2017 r., poz. 632). Po pierwsze można to zrobić przy pomocy płatnego elektronicznego podpisu kwalifikowanego, którego bezpieczeństwo zapewnia wykupiony certyfikat (przykładowy koszt to ok. 360 zł/rok). Drugą opcją, wprowadzoną właśnie w marcu, jest skorzystanie z bezpłatnego e-podpisu – tzw. profilu zaufanego –  dostarczanego przez platformę ePUAP.

Samodzielne przygotowanie pliku JPK może chwilę potrwać. Aby stworzyć bezpłatny e-podpis, trzeba w pierwszej kolejności zarejestrować się na stronie www.pz.gov.pl. Następnym krokiem, na którym zaczynają się schody, jest potwierdzenie danych wpisanych we wniosku. Zakończyć proces online mogą bowiem tylko właściciele wybranych banków, konta w Envelo lub posiadacze… płatnego podpisu kwalifikowanego. Pozostali muszą potwierdzić wniosek osobiście w jednym z tzw. punktów potwierdzających. Z kolei narzędzie do stworzenia JPK_VAT oraz aplikacja do jego wysłania udostępnione są do pobrania na stronie www.mf.gov.pl w zakładce „Krajowa Administracja Skarbowa”, „Jednolity Plik Kontrolny”.

Marchewka na kiju

Przyspieszony zwrot VAT będzie możliwy tylko, gdy w ciągu wspomnianych 15 dni zostanie zweryfikowana jego prawidłowość. Niemniej jednak, jak się okazuje, resort finansów nie rzucił słów na wiatr, bo pracownicy izb administracji skarbowej informują, że faktycznie stosują nowy wariant zwrotu.

Z drugiej strony warto pamiętać, że przesyłanie przez mikroprzedsiębiorcę plików JPK_VAT jest obecnie dobrowolnie. Mikrofirmy będą zobowiązane wysyłać JPK_VAT dopiero od 1 stycznia 2018 r. Jak widać zatem, fiskus, pomagając właścicielom najdrobniejszych firm budowlanych, równocześnie pomógł sam sobie. Może bowiem na kilka miesięcy wcześniej dysponować niemałą ilością danych podatników – jak podawał resort finansów, za sam kwiecień 2017 r. organy podatkowe przyjęły w sumie około 10 tys. deklaracji VAT-7 z wykazaną kwotą do zwrotu w związku z zastosowaniem odwrotnego obciążenia na usługi budowlane.

 

 

Źródło: Tax Care

Prowadzenie biznesu wymaga od nas rzetelnej i wnikliwej weryfikacji wszystkich partnerów, z którymi podejmujemy współpracę. Jeżeli sami nie dysponujemy narzędziami do sprawdzania kontrahentów, pomocna okaże się firma scoringowa. Świadomy wybór partnera biznesowego, oparty na komplecie informacji o jego działalności, zminimalizuje ryzyko wystąpienia ewentualnych kłopotów finansowych firmy w przyszłości. Mateusz Panek, ekspert i B2B&Leasing Unit Manager Lindorff SA, radzi na co zwracać uwagę przy wyborze usług scoringowych.

Scoring to metoda weryfikacji kontrahenta przed podpisaniem umowy lub w trakcie jej trwania. Stosuje się ją m. in. do sprawdzenia zdolności kredytowej klienta czy całościowej oceny potencjalnego ryzyka, które może wynikać z podjętej współpracy. W celu uzyskania takich informacji stosuje się badania behawioralne, które weryfikują zachowania finansowe podmiotu, bądź aplikacyjne, w których określane są jego dane majątkowe. Ze względu na wagę uzyskanych informacji, scoring potencjalnych partnerów może okazać się kluczowym elementem zachowania płynności finansowej naszej firmy. W zależności od oczekiwań, profilu działalności przedsiębiorstwa, jak i stopnia zaufania wobec partnera biznesowego, możemy wybrać konkretną, dopasowaną do naszych potrzeb, formę weryfikacji.

Przede wszystkim powinniśmy zastanowić się, jak wnikliwa analiza działalności potencjalnego partnera biznesowego jest nam potrzebna – zaznacza Mateusz Panek, ekspert i B2B&Leasing Unit Manager Lindorff SA. – Możemy zdecydować się na wizję lokalną jawną lub niejawną. W przypadku tej pierwszej kontrahent będzie wiedział, że zbieramy o nim informacje, umożliwi to poznanie większej ilości szczegółów na temat jego działalności. Kolejna pozwala zachować proces weryfikacji w tajemnicy przed drugą stroną – dodaje Mateusz Panek.

Biznesowy detektyw

Niejawna wizja lokalna polega na sprawdzeniu kontrahenta bez jego uczestnictwa i wiedzy. Ta metoda jest skoncentrowana przede wszystkim na potwierdzeniu danych adresowych potencjalnego partnera, głównie lokalizacji prowadzonej przez niego działalności gospodarczej. Dodatkową korzyścią z takiego działania są informacje pozyskane przy okazji przeprowadzania wywiadów terenowych, niezbędnych do realizacji całej procedury.

Informacje zebrane podczas wywiadów środowiskowych są równie ważne, jak oficjalne dane przekazywane za pomocą dokumentów. Niekiedy mogą być nawet dokładniejszą wskazówką dotyczącą kultury prowadzenia biznesu naszego potencjalnego partnera. Dzięki temu możemy dowiedzieć się np. jaką opinią cieszy się dany przedsiębiorca na rynku lokalnym. Dobrze, jeśli firma, z usług której korzystamy, zaprezentuje nam wszystkie zebrane w ten sposób informacje, w postaci przejrzystego raportu – podsumowującego wszystkie konkluzje oraz sugerującego ocenę kontrahenta – komentuje Mateusz Panek.

Karty na stół

Jawna wizja lokalna umożliwia potwierdzenie faktu prowadzenia działalności gospodarczej oraz weryfikację prawidłowości danych przekazanych przez potencjalnych lub obecnych klientów i dostawców. Weryfikacja odbywa się dzięki danym potwierdzonym podczas bezpośredniego spotkania z przedstawicielem firmy. Jawny scoring pomaga również określić, czy zasoby posiadane przez przedsiębiorcę są wystarczające do prowadzenia danego typu działalności.

Na tym etapie narzędzia oraz styl działania, wybierane przez firmę oferującą usługę scoringu, są mocno uzależnione od know-how oraz portfolio firmy. W dużej mierze może potwierdzić to skuteczność analizy podmiotu. Firma wyręczająca nas w weryfikacji przedsiębiorstwa powinna nawiązać kontakt z jego przedstawicielem oraz doprowadzić do realnego spotkania. Podczas takiej „konfrontacji” należy sprawdzić dane dotyczące prowadzonej przez weryfikowanego działalności gospodarczej oraz istnienie sprzętu. Wtedy też należy dostarczyć wszystkie niezbędne do procedury dokumenty. To najlepsza okazja do ustalenia zbieżności dostarczonych nam danych ze stanem faktycznym. Pozwala to również ocenić aktualne miejsce prowadzonej działalności gospodarczej (jakość siedziby, dopasowanie do profilu prowadzonej działalności, wygląd pomieszczeń, wyposażenie, liczba pracowników) oraz pozyskać informacje na temat aktualnej sytuacji podmiotu – podsumowuje Mateusz Panek.

Scoring ma charakter zapobiegawczy i pozwala zminimalizować ryzyko pojawienia się kłopotów z wypłacalnością kontrahenta czy jego szeroko pojętą nierzetelnością (np. brakiem dotrzymywania warunków umowy czy próbami forsowania zobowiązań w niej niezawartych). Większa pewność płynności finansowej pozwoli naszej firmie na szybszy i dynamiczny rozwój. Ponadto reputacja partnera biznesowego wpływa na wizerunek powiązanych z nią firm. Dzięki współpracy z zaufanymi i rzetelnymi podmiotami sami stajemy się bardziej wiarygodni w naszych działaniach.

 

Źródło: Grupa Lindorff

Wakacyjny przedsiębiorca nie może narzekać na brak klientów –  prawie ¾ Polaków spędza urlop na bałtyckiej plaży. Wypożyczalnie leżaków, parawanów i sprzętu wodnego, przechowalnie ubrań, transport rikszą na plażę, ale przede wszystkim punkty gastronomiczne, czyli sprzedaż napojów, słodyczy, przekąsek i fast foodów – to najczęściej wybierane i najbardziej rentowne pomysły biznesowe na wakacje. Jak założyć firmę na jeden sezon lub zdobyć zezwolenie na handel na plaży? Dlaczego warto zabezpieczyć się na wypadek kradzieży oraz na co powinien uważać właściciel sezonowej restauracji?

Rozkręcanie sezonowego interesu nie musi być trudne i nieopłacalne. Przedsiębiorca powinien jednak przestrzegać kilku ważnych zasad. Bez zezwolenia na np. sprzedaż alkoholu, czy handel na plaży mogą nam grozić wysokie sankcje. Za handel na ulicy bez zezwolenia zapłacimy 10-krotność stawki wynajmu do czasu zalegalizowania działalności. Jeżeli zdecydujemy się na branżę gastronomiczną warto również pamiętać, że wszelki obrót produktami spożywczymi podlega restrykcyjnym przepisom sanitarnym. Dobrze przygotowany plan z pewnością zapewni przedsiębiorcy sprawny start i szybszy zysk. Biznes sezonowy jest bardzo opłacalny. Z wyliczeń Gazety Prawnej wynika, że posiadając własną budkę z lodami, czy hot-dogami można osiągnąć miesięczny utarg wynoszący od 16-18 tys. zł, przy niewielkiej inwestycji środków.

Zakładamy działalność

Sprzedając lody lub napoje nad morzem musimy być legalnie działającym przedsiębiorcą. Założenie jednoosobowej działalności gospodarczej nie jest trudne ani czasochłonne – można to zrobić przez Internet, wchodząc na stronę www.ceidg.gov.pl i wypełniając wniosek CEIDG-1 lub osobiście w urzędzie gminy. Sezonowy przedsiębiorca ma takie same obowiązki jak każdy inny. Wymagane jest odprowadzanie podatku dochodowego oraz złożenie deklaracji PIT. Do wyboru są cztery formy opodatkowania: na zasadach ogólnych (18 proc. i 32 proc.), podatek liniowy (19 proc.), karta podatkowa i ryczałt ewidencjonowany. Należy również zadbać o zgodę sanitarną, ponieważ w przypadku inspekcji możemy zapłacić naprawdę wysoką grzywnę, lub pożegnać się z naszym biznesem. W ciągu 14 dni od zarejestrowania i rozpoczęcia działalności mamy obowiązek zawiadomienia powiatowej stacji sanitarno-epidemiologicznej. A co z kasą fiskalną? Obowiązek jej posiadania mają ci przedsiębiorcy, których obrót przekracza 20 tysięcy złotych w ciągu roku. Warto również zastanowić się co zrobić z działalnością gospodarczą, gdy sezon letni się skończy, a biznes przestanie się opłacać. W takiej sytuacji najlepszym wyjściem jest zawieszenie działalności, dzięki czemu nie będziemy musieli opłacać składek ZUS, ani składać deklaracji VAT. Dodatkowo, zawieszoną działalność można wznowić w dowolnym momencie. Pamiętajmy jednak, że przywilej ten należy się jedynie przedsiębiorcom, którzy nie zatrudniali pracowników lub zatrudniali ich na umowę o pracę na czas określony lub umowę zlecenie.

Nie każdy pohandluje na bałtyckiej plaży

Podstawą sukcesu biznesu sezonowego jest przede wszystkim dobra lokalizacja, przy czym należy pamiętać, że nie we wszystkich miejscach można handlować. Czasem wymagane jest odpowiednie zezwolenie (np. urzędu miasta czy instytucji, która zarządza plażą czy np. galerią handlową) oraz uiszczenie stosownych opłat. Ich wysokość różni się w poszczególnych miastach i może wynosić od kilkudziesięciu do nawet kilku tysięcy zł miesięcznie. Chcąc sprzedawać przekąski na bałtyckiej plaży zainteresowani muszą wygrać specjalny konkurs lub przetarg, który odbywa się jeszcze przed sezonem. Zasady wykorzystania plaży reguluje ustawa o obszarach morskich RP i administracji morskiej. To właśnie Urząd Morski podejmuje decyzję w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej na tym obszarze. Następnie Urzędy Morskie porozumiewają się z gminami, które przedstawiają projekty, jak również rozpisują przetargi na dzierżawę punktów handlowych na plaży i przy promenadach. Jeśli chcemy otworzyć działalność na jeden lub dwa sezony musimy przystąpić do konkursu, natomiast jeśli chcemy prowadzić działalność dłużej niż 3 lata, musimy wygrać przetarg na dzierżawę. Informację na temat terminów przetargów w konkretnych gminach nadmorskich można uzyskać w Urzędzie Gminy lub Miasta. W Trójmieście, o tym gdzie i czym można handlować decydują przetargi i konkursy organizowane przez Miejskie Ośrodki Sportu i Rekreacji administrujące plażami. Urząd Morski wyznacza punkty gastronomiczne z możliwością sprzedaży alkoholu oraz punkty handlowe, gdzie sprzedaż alkoholu jest zakazana.

Bez ubezpieczenia ani rusz

Oprócz biznesu plażowego, wiele osób decyduje się na założenie baru, czy restauracji. Nie potrzeba lokalu o dużej powierzchni, dzięki czemu możemy oszczędzić na wynajmie. Jednakże taki biznes wiąże się ze sporym ryzykiem, dlatego każdy przedsiębiorca, niezależnie od formy prowadzonego biznesu powinien pomyśleć o ubezpieczeniu. Oszczędzanie na ubezpieczeniu w prowadzeniu firmy jest myśleniem krótkowzrocznym. W przypadku np. nieubezpieczonej restauracji, pożar może być przyczyną jej bankructwa. Jednak faktem jest, że każda branża ma swoją specyfikę. Dlatego polisa powinna być dostosowana do indywidualnych potrzeb przedsiębiorcy. – Ubezpieczenie mienia od szkód będących wynikiem kradzieży z włamaniem jest niezbędne, jeśli prowadzimy działalność, gdzie w sprzedawanych towarach mamy ulokowaną dużą część kapitału. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku specjalistycznych, drogich maszyn i urządzeń, sprzętu sportowego, czy gastronomicznego, których kradzież lub zniszczenie mogą spowodować przerwę w prowadzeniu działalności – mówi Marta Mazaraki, Zastępca Dyrektora Biura Ubezpieczeń Majątkowych w Gothaer TU S.A. Polisa chroni całe mienie przedsiębiorcy, czyli majątek trwały i obrotowy firmy: budynki, budowle, lokale, wszystkie maszyny, urządzenia i wyposażenie oraz środki obrotowe. – Przedsiębiorca, który potrzebuje dodatkowej ochrony może rozszerzyć swoją polisę na wypadek stłuczenia szyb, uszkodzenia mienia własnego w transporcie krajowym (o ile będzie mu to potrzebne), czy ubezpieczenia NNW pracowników, których zatrudnia – dodaje Marta Mazaraki.

Pamiętajmy o OC

Coraz częściej do polisy ubezpieczenia majątku włączana jest odpowiedzialność cywilna związana z prowadzoną działalnością. Klienci są coraz bardziej świadomi swoich praw i domagają się odszkodowań, na które większość przedsiębiorców nie może sobie pozwolić – szczególnie tych inwestujących sezonowo. Należy pamiętać, że w świetle obowiązujących przepisów to restaurator odpowiada za szkody, których goście doznają z jego winy podczas pobytu w lokalu. Jeśli więc nie posiada on polisy OC, wszelkie sytuacje, które zaistniały, począwszy od zniszczenia odzieży gościa, a skończywszy na zatruciu pokarmowym, stanowią dla poszkodowanego podstawę do ubiegania się o odszkodowanie. Sprawa jest o wiele prostsza, gdy lokal posiada OC z tytułu prowadzenia działalności gastronomicznej. Wtedy to ubezpieczyciel odpowiada za wypłatę odszkodowania za wyrządzoną z winy lokalu szkodę. Często możemy też liczyć na wsparcie prawne ze strony ubezpieczyciela. Tak wygląda to np. w Gothaer. Ubezpieczeni w ramach oferty GoBiznes przedsiębiorcy mają do dyspozycji telefoniczną asystę prawną. Na co jeszcze zwrócić uwagę podpisując umowę z towarzystwem ubezpieczeniowym?

Przede wszystkim na sumę gwarancyjną, czyli kwotę do wysokości której towarzystwo ubezpieczeniowe jest odpowiedzialne za szkody. Ustalając ją, trzeba pamiętać o tym, że kwoty odszkodowań przyznawanych przez sądy w Polsce są coraz wyższe i 100 000 zł, która była wystarczająca kilka lat temu, teraz może być zdecydowanie za niska. Na pewno kalkulacja będzie inna w przypadku restauracji, która dziennie przyjmuje średnio 300 gości, a małej kawiarni, która posiada trzy stoliki. Druga kwestia to wykupienie odpowiedniego zakresu ubezpieczenia, tak by być najlepiej i najpełniej zabezpieczonym A przed zawarciem umowy ubezpieczenia należy zawsze zapoznać się szczegółowo z ogólnymi warunkami ubezpieczenia, które określają m.in. prawa i obowiązki stron, zakres ubezpieczenia oraz wyłączenia odpowiedzialności. – radzi Marta Mazaraki z Gothaer.

Dodatek

5 kroków do zezwolenia na handel na plaży w Trójmieście:

  1. Najpierw należy przystąpić do konkursu lub przetargu organizowanego przez Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji (MOSiR).
  2. Następnie powinniśmy podpisać umowę określająca charakter działalności z MOSiR.
  3. Wystąpić o zgodę na rozpoczęcie działalności handlowej na terenie plaży do Urzędu Morskiego.
  4. Wystąpić o zgodę do Urzędu Wojewódzkiego na ustawienie obiektu tymczasowego.
  5. Na koniec potrzebna jest akceptacja wizualizacji obiektu od MOSiR Może warto sprawdzić możliwości w odpowiednim Urzędzie Gminy lub Miasta? Jeśli w tym sezonie jest już za późno (na zdobycie odpowiedniej zgody) zawsze zostaje nam następny sezon lub… inna forma handlu niż ten plażowy! Warto pamiętać, że mandat za nielegalny handel na plaży może wynieść nawet 500 zł a grzywna nawet kilka tysięcy.

Źródło: Grupa Gothaer

Eksperci

Lipka: Młodzi Polacy nie garną się do pracy. To problem

Tylko 10 procent młodych Polaków, którzy kształcą się po 18. roku życia, decyduje się na łączenie na...

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

AKTUALNOŚCI

Firmy szkoleniowe apelują o VAT bez wad

Firmy muszą pokrywać koszty VAT na usługi doradcze finansowane z funduszy europejskich. Tracą na tym...

Apel do Szydło i Kaczyńskiego w sprawie limitu składek na ZUS

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje...

Konsumpcja dalej będzie ciągnęła gospodarkę

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wy...

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...

Inwestycje firm spadają siódmy kwartał z rzędu

W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. przychody przedsiębiorstw średnich i dużych wzrosły o 9,4 proc., ...