sobota, Listopad 25, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "polityka pieniężna"

polityka pieniężna

Tempo wzrostu szwajcarskiej gospodarki jest najniższe od apogeum kryzysu finansowego. Chociaż słabe dane o PKB wynikają częściowo z czynników przejściowych, to mogą przedłużyć okres ekstremalnie niskich stóp procentowych, a także przyczynić się do dalszego spadku wartości franka – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Publikacja szwajcarskiego PKB zaskoczyła prawdopodobnie większość ekonomistów na świecie. Wzrost tej gospodarki w drugim kwartale wyniósł tylko 0.3 proc. rok do roku (r/r). To nie tylko wyraźnie poniżej oczekiwań ekonomistów, którzy spodziewali się wyniku na poziomie 1.0 proc. r/r.  Był to również jeden z najsłabszych odczytów w ostatnich dekadach i równy temu obserwowanemu w czwartym kwartale 2008 r., czyli w szczycie kryzysu finansowego. Co jednak spowodowało tak słabe wyniki jednego z najbogatszych krajów świata?

Skąd tak fatalne wyniki?

Przy wzroście gospodarczym strefy euro w granicach 2 proc. i rosnącemu prawdopodobieństwu osiągnięcia przez obszar wspólnej waluty wyniku najlepszego od dekady, tak niskie tempo przyrostu PKB w silnie uzależnionej od koniunktury zewnętrznej Szwajcarii może dziwić. Warto jednak zauważyć, że na zły rezultat złożyło się kilka czynników.

Po pierwsze, Sekretariat Stanu do Spraw Gospodarczych (SECO) zrewidował dane za poprzednie lata, co zmieniło punkt odniesienia dla ostatniej publikacji. Drugą ważną kwestią jest dość silna zmienność w wynikach szwajcarskiego handlu zagranicznego. W 2016 r. eksport usług wzrósł o 7.9 proc., w tym w czwartym kwartale aż o 13.3 proc. r/r. Z kolei w okresie marzec-czerwiec br. było to już tylko 0.4 proc. r/r. Natomiast import usług zwiększył się zdecydowanie bardziej niż eksport i wyniósł +4.1 proc. Z kolei zapotrzebowanie na szwajcarskie towary za granicą zmniejszyło się w porównaniu do drugiego kwartału 2016 r. o 1.3 proc., podczas gdy import podniósł się o 2.5 proc. W rezultacie handel zagraniczny miał silny, negatywny wpływ na PKB w ostatnim odczycie, chociaż prawdopodobnie jest to efekt krótkotrwały.

Pomijając jednak kwestie wymiany handlowej czy rewizji danych, pojawiają się także sygnały nieco gorszej wewnętrznej kondycji gospodarki. W porównaniu do pierwszego kwartału spada tempo wzrostu konsumpcji gospodarstw domowych (z 1.5 do 1.3 proc r/r) oraz wydatków sektora publicznego (z 1.7 do 1.6 proc. r/r.). Zauważalnie obniżyło się również tempo przyrostu inwestycji. Jeszcze w czwartym kwartale 2016 r. wynosiło ono 4.4 proc., a obecnie już tylko 1.9 proc.

Stopy procentowe bez zmian i tańszy frank

Mimo że wyraźne spowolnienie wzrostu PKB jest prawdopodobnie przejściowe, to jednak powinno ono wpłynąć na decyzje Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB). Jeszcze w czerwcu br. władze monetarne oczekiwały, że gospodarka urośnie w 2017 r. o 1.5 proc. W ciągu dwóch pierwszych kwartałów wzrost wyniósł około 0.5 proc r/r. Jest więc niezwykle mało prawdopodobne, by kolejne miesiące odrobiły straty z pierwszej połowy roku zwłaszcza, że np. sprzedaż detaliczna w lipcu spadła o 0.7 proc. r/r.

Dotychczasowe wyniki prawdopodobnie sprawią, że SNB zrewiduje w dół szacunki wzrostu PKB na 2017 r. podczas zaplanowanego na 14 września posiedzenia. Ponieważ również nie ma poważniejszego przyspieszenia inflacji (0.5 proc r/r), to niewykluczone, że władze monetarne jasno dadzą do zrozumienia, że stopy procentowe pozostaną na ujemnym poziomie (-0.75 proc.) dłużej niż wcześniej oczekiwano. Biorąc pod uwagę wpływ części odsetkowej na wysokość ich raty, jest to pozytywna informacja dla tych którzy spłacają kredyty frankowe.

Bardziej łagodna polityka pieniężna może być także korzystna w kontekście samej wyceny franka. Dobra kondycja gospodarcza strefy euro, a także innych wiodących gospodarek świata połączona z rosnącą inflacją na obszarze wspólnej waluty oraz prawdopodobnym wychodzeniem z łagodnej polityki monetarnej przez Europejski Bank Centralny powinny zmniejszać atrakcyjność franka w relacji do zagranicznych walut, w tym do złotego.

W rezultacie więc zaburzenie w odczytach szwajcarskiego PKB może przedłużyć trend ekstremalnie niskich stóp procentowych oraz słabość franka. Jest to więc idealny scenariusz dla spłacających kredyty denominowane w tej walucie, zwłaszcza że stosunkowo dobra kondycja gospodarcza w Polsce podtrzymuje także perspektywę względnie silnego złotego. Niewykluczone więc, że niedługo frank powróci do ok. 3.50 zł, czyli do poziomu sprzed tzw. „czarnego czwartku”.

 

Autor:  Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Przedstawiciele funduszy private equity oceniają sytuację ekonomiczną w Europie Środkowej coraz bardziej optymistycznie. W ciągu pół roku odsetek osób uważających, że się ona poprawi wzrósł ponad dwukrotnie. Najbliższe sześć miesięcy niemal 70 proc. reprezentantów PE chce poświęcić na poszukiwanie nowych inwestycji, a prawie dwie trzecie deklaruje, że w tym czasie więcej kupi niż sprzeda. Coraz większym zainteresowaniem funduszy private equity cieszą się firmy średniej wielkości. To najważniejsze wnioski z kolejnej edycji badania Deloitte „Great Expectations.Central Europe Private Equity Confidence Survey”.

Wcześniejsze edycje badania udowodniły, że opinie inwestorów związanych z funduszami private equity obecnych w Europie Środkowej dobrze odzwierciedlają nastroje dominujące na rynku. Tak było również i tym razem. Bieżąca edycja pokazała, że dobre nastroje, co do sytuacji gospodarczej są coraz silniej odczuwane. Potwierdza to wysokość tzw. indeksu optymizmu (CE Private Equity Confidence Index), który wynosi obecnie 113 punkty. Jeszcze sześć miesięcy wcześniej wskazywał on 109.

W obecnej edycji badania jedynie 10 proc. przedstawicieli funduszy private equity spodziewa się, że warunki gospodarcze w ciągu najbliższych sześciu miesięcy pogorszą się. To trzy razy mniej respondentów niż jesienią 2016 roku. Z kolei z 7 do 16 proc. wzrósł odsetek ankietowanych, którzy spodziewają się poprawienia sytuacji ekonomicznej. Natomiast 74 proc. badanych przewiduje, że sytuacja gospodarcza się nie zmieni, co wskazuje na wysoki poziom stabilizacji. – Wzrost popytu na rynku pracy i poluzowanie polityki pieniężnej spowodowały ożywienie gospodarcze. Widać także, że inwestorzy oswoili się z myślą o opuszczeniu przez Wielką Brytanię struktur Unii Europejskiej i wydarzenie to nie będzie miało większego wpływu na ich działalność inwestycyjną w perspektywie średnioterminowej – mówi Mark Jung, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego w Deloitte, Lider Private Equity w Europie Środkowej.

Aż 69 proc. respondentów w okresie najbliższych sześciu miesięcy poświęci się nowym inwestycjom. Pół roku wcześniej taką odpowiedź wskazywało 70 proc. przedstawicieli funduszy private equity. Oznacza to, że już od półtora roku utrzymuje się zainteresowanie funduszy inwestycjami kapitałowymi. To potwierdza przekonanie respondentów, co do pozytywnych prognoz ekonomicznych dla Europy Środkowej. Odsetek ankietowanych, którzy będą koncentrować się zarządzaniu portfelem wynosi 20 proc., a na zbieraniu nowych funduszy 10 proc.

Fundusze będą znacznie częściej kupować, niż sprzedawać

Większość ankietowanych (59 proc.) nie prognozuje żadnych istotnych zmian w wielkości średnich transakcji. Pół roku wcześniej było to 67 proc. Z 13 do 20 proc. wzrosła liczba osób, które uważają, że rozmiar tych transakcji spadnie. Co ciekawe, zwiększa się również udział respondentów oczekujących, że aktywność na rynku spadnie, a jednocześnie niemal połowa (47 proc.) spodziewa się ożywienia. W poprzednim badaniu taką opinię wyrażała tylko jedna trzecia.  Po raz pierwszy od roku 2014 aż tylu respondentów prognozuje aktywizację rynku. – Może to mieć związek z wysokim poziomem płynności, umożliwiającym dostęp do taniego finansowania transakcji i w konsekwencji oferowanie atrakcyjniejszych warunków. Warto wspomnieć, że Europa Środkowa w obszarze aktywności na rynku fuzji i przejęć wypada korzystniej niż reszta kontynentu. W 2016 roku wartość transakcji M&A w tym regionie wyniosła 55,7 mld euro. Do tych największych doszło w czwartym kwartale ubiegłego roku w Polsce – mówi Katarzyna Sermanowicz-Giza, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Przez ostatnie kilkanaście miesięcy fundusze private equity koncentrowały się na gromadzeniu funduszy. Teraz przyszedł czas na ich spożytkowanie. Aż 63 proc. ankietowanych prognozuje, że w najbliższych miesiącach więcej kupi niż sprzeda, podczas gdy pół roku rok temu taką deklarację złożyło 47 proc. To najlepszy wynik od jesieni 2011 roku. Jedynie 14 proc. wyraziło przeciwną opinię. Z kolei 22 proc. inwestorów deklaruje, że w ich inwestycyjnym portfelu poziomy sprzedaży i kupna będą się równoważyć. Pół roku wcześniej było to 40 proc.

Firmy średniej wielkości w centrum uwagi

Aż 42 proc. badanych uważa, że firmy średniej wielkości będą najbardziej łakomym kąskiem dla inwestorów. Jest to ponad dwa razy więcej niż w poprzednim badaniu (20 proc.). Wzrost ten zawdzięczają one niższemu zainteresowaniu funduszy liderami rynkowymi, którzy jednak nadal stanowią przedmiot zainteresowania większości (54 proc.) ankietowanych. To, że firmy średniej wielkości zaczynają się cieszyć dużym zainteresowaniem funduszy jest zjawiskiem zupełnie naturalnym. Liderów rynkowych na sprzedaż jest już niewielu. Poza tym, inwestorzy wierzą, że zakupione przez nich średnie firmy w przyszłości z powodzeniem mogą konkurować z największymi – tłumaczy Katarzyna Sermanowicz-Giza. Tylko 4 proc. badanych uważa, że start-upy będą stanowić przedmiot największej konkurencji wśród inwestorów.

W orbicie zainteresowania inwestorów z PE tradycyjnie, jest produkcja i przemysł ze względu na historyczną stabilność i wysoką wartość aktywów, które są atrakcyjnym zabezpieczeniem kredytów oraz sektor produktów spożywczych. Sektor produktów spożywczych i napojów jest również jednym z najpopularniejszych wśród respondentów. Powodem tego zainteresowania może być wzrost dochodów pozostających do dyspozycji i odnotowany ostatnio wzrost poziomu konsumpcji w Europie Środkowej. Na trzecim miejscu znalazły się spółki z branży internetowej.

Region Europy Środkowej pozostaje obszarem oferującym inwestorom private equity szerokie możliwości inwestycyjne. Wskazują na to duże transakcje zawarte przez nie w ostatnich miesiącach.
Na poprawę nastrojów wpływają m.in. dobre prognozy gospodarcze dla regionu, które w momencie przygotowywania badania przewidywały w pierwszym kwartale tego roku wzrost PKB w wysokości 3 proc.– podsumowuje Mark Jung.

 

Źródło: Deloitte

Większość członków Fed przewiduje w tym roku 3 podwyżki stóp procentowych. To działanie obciąży samych Amerykanów, dla których zdrożeją pożyczki i obsługa kredytów. Dla Polaków dalsze umacnianie dolara będzie oznaczało przede wszystkim coraz mniej opłacalny import towarów, m.in. nabywanej w tej walucie ropy czy gazu.

Należy wyraźnie podkreślić, że dobro gospodarki amerykańskiej to dla Systemu Rezerwy Federalnej co najwyżej sprawa drugorzędna. Może, lecz nie musi, być ona zbieżna z celem głównym, a tym jest zapewnienie zysków właścicielom Fed. Dla wyjaśnienia, jednym z akcjonariuszy banku centralnego w USA, który oficjalnie to potwierdził, jest Citigroup (15% udziałów), kontrolowany przez rodzinę Rockefellerów. Ponadto, w gronie znanych posiadaczy znajduje się Chase Bank (14%), JP Morgan Trust Bank Limited (9%), Chemical Bank (8%) i Hanover Bank, podległy rodzinie Rothschildów (7%).

Trzeba być świadomym tego, że tak naprawdę od interesów właścicieli Systemu Rezerwy Federalnej zależy cała strategia Fed, m.in. w kwestii podnoszenia poziomu stóp procentowych. Akcjonariusze są ze sobą mocno powiązani i działają w różnych przedsięwzięciach finansowych, a także politycznych na skalę światową. Prywatne instytucje bankowe wpływają więc na sytuację w całych Stanach Zjednoczonych, ale i na świecie, w tym oczywiście również w Polsce.

Oficjalna wersja

Według średniej prognozy Fed, podwyżka stóp procentowych do grudnia 2017 roku będzie wynosiła 1,375 proc. (na początku 2016 roku przewidywano 1,125 proc.) i wskazuje na co najmniej 3 wzrosty w obecnym roku. Pierwszego z nich można spodziewać się w marcu lub kwietniu. Natomiast przeciętna przewidywań względem podwyżek stóp procentowych na koniec 2018 roku wskazuje na 2,125 proc. (na początku 2016 roku zakładano 1,875 proc.). To również powinno oznaczać minimum trzy podwyżki w przeszłym roku.

Większość członków Systemu Rezerwy Federalnej potwierdza, że gdy gospodarka amerykańska zacznie rosnąć w szybszym tempie, podwyżki stóp procentowych staną się konieczne. Dzięki temu, bank centralny Stanów Zjednoczonych będzie kontrolował inflację. Według prognoz Fed, ma ona wzrosnąć z 1,5% w 2016 roku do 1,9 proc. i 2 proc. w latach 2017 i 2018. Spodziewane, w związku z tym, wzrosty stóp procentowych wpłyną na sytuację milionów Amerykanów, w tym nabywców domów, oszczędzających i inwestorów.

Oszczędności Amerykanów

Kredyty mieszkaniowe ze zmienną stopą procentową są aktualizowane raz w roku. Jeśli Fed podniesie stopy 3 lub nawet 4 razy przed następnym dostosowaniem wysokości kredytów, zadłużeni zauważą znaczny wzrost stóp procentowych, przy spłatach rat kredytu mieszkaniowego. W przypadku, gdy rosnące stopy procentowe nie spowodują recesji, to koszty pożyczek na mieszkania i zakup samochodów mogą znacznie wzrosnąć, co z pewnością będzie stanowić dodatkowe obciążenie dla amerykańskich konsumentów.

Od wysokości stóp procentowych zależy m.in. wielkość oprocentowania kredytów i depozytów w bankach. Dlatego właśnie, zmianę poziomu stóp procentowych odczują przede wszystkim przeciętni Amerykanie, dla których droższe będą pożyczki oraz bieżąca obsługa ich zobowiązań finansowych. Ponadto, przedsiębiorstwom w Stanach Zjednoczonych może być znacznie trudniej zdobyć finansowanie dla nowych inwestycji. Z drugiej strony, łatwiej będzie im oszczędzać, bo oprocentowanie na lokatach bankowych wzrośnie.

Korzyści powinni odnosić wszyscy, którzy trzymają swoje pieniądze na rachunku bankowym. Zgodnie z danymi Fed, amerykańskie gospodarstwa domowe i organizacje non-profit łącznie posiadają niewiele ponad 8,3 bln dolarów na rachunkach oszczędnościowych. Sam wzrost stóp procentowych w grudniu 2016 roku o 0,25% mógł im przynieść dodatkowe 21 mld dolarów w odsetkach lub ok. 163 dolary na gospodarstwo domowe w skali roku. Nie jest jednak pewne, czy banki rzeczywiście przekażą te dodatkowe odsetki oszczędzającym w nich klientom.

Mocny dolar dla Polaków

Wyższe stopy procentowe w USA zwiększają atrakcyjność dolara dla inwestorów. Taka reakcja rynkowa jest też uzasadniona w świetle spodziewanej strategii nowej administracji amerykańskiej. Wszystko wskazuje na to, że będzie ona polegać na rozluźnieniu strategii fiskalnej w połączeniu z bardziej restrykcyjną polityką pieniężną. Dzięki temu, dolar wciąż będzie zyskiwał na wartości. Obecnie kurs wymienny euro do amerykańskiej waluty jest najniższy od 14 lat i bliski parytetowi, czyli 1 do 1. Ten zaś może wystąpić w II kwartale 2017 roku. W związku z tym, złoty znacznie straci względem dolara, ale też wobec euro.

Przez długie lata panował pogląd, że słaba złotówka jest dla nas korzystna ekonomicznie, bo dobrze wpływa na sprzedaż polskich produktów za granicę. Oczywiście eksporterzy będą dostawali więcej pieniędzy za swoje towary na „dolarowych” rynkach. Ale znaczna część tych produktów należy do zagranicznych firm, które mają swoje filie w Polsce. Jednak przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że cała nasza gospodarka jest istotnie otwarta na import surowców, ropy, gazu i komponentów do dalszej produkcji, które często sprowadzamy z Dalekiego Wschodu, więc płacimy w dolarach.

Ponadto, podwyżki stóp procentowych w USA, odczują polscy importerzy sprzętu elektronicznego, odzieży czy kosmetyków, a także wszyscy kupujący produkty, np. na amerykańskich portalach aukcyjnych. Będziemy płacić więcej, niż dotychczas, za artykuły nabywane w dolarach. Według wielu prognoz, do połowy 2017 roku amerykańska waluta podrożeje nawet do 4,45 zł. To oznacza, że ceny paliw na rynkach będą rosły, co z pewnością przełoży się na koszty ponoszone przez przeciętnych konsumentów.

Europa straci 

Wzrost wartości dolara może trwać długo. Przewiduje się dużą zmienność kursów walutowych, załamanie rynków finansowych, a w konsekwencji nawet światowy kryzys. To ryzyko potęguje niepewna obecnie sytuacja w Europie. Unii Europejskiej brakuje jedności w wielu kwestiach społeczno-gospodarczych. Ponadto, nie wiadomo, co przyniesie Brexit. Na to i wiele innych pytań dotyczących przyszłości samej UE nie ma konkretnych odpowiedzi. Dlatego, USA zyskują na inwestycyjnej atrakcyjności, a Stary Kontynent wyraźnie straci.

Co ciekawe, Fed do tej pory podnosił stopy procentowe w momencie, gdy bank centralny w Europie obniżał je, aby pobudzić swoje gospodarki. System Rezerwy Federalnej raczej będzie kontynuował tę politykę, kierując się interesami swoich akcjonariuszy i przesłankami politycznymi. Wówczas sytuacja na rynku stanie się jeszcze bardziej niestabilna. Europejski Bank Centralny może wykorzystać osłabienie własnej waluty, aby usprawnić swoje wiodące gospodarki i podbić krajowe inflacje. Ale to wzmocniłoby asymetrię w światowych kursach walut, prowadząc do dalszego wzrostu siły dolara amerykańskiego.

Zagrożone gospodarki

Przewidywane wzrosty stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych będą miały znaczący wpływ na globalną gospodarkę. Przypomną słabym gospodarkom wschodzącym, szczególnie zadłużonym w dolarze, że ich pole manewru zmniejsza się coraz bardziej. Jednym z najbardziej wrażliwych na działania Systemu Rezerwy Federalnej, rynków jest pogrążona w kryzysie Brazylia. Tamtejsze firmy w ostatniej dekadzie pożyczyły miliardy dolarów. I jeśli amerykańska waluta zyska na wartości, to ich długi oczywiście się drastycznie zwiększą.

Zagrożona działaniami Fed jest też Turcja, ponieważ znacznie więcej importuje, niż eksportuje. Droższy dolar będzie dla niej oznaczał zwiększenie kosztów zakupu towarów poza granicami kraju. Warto pamiętać o tym, że gospodarki Rosji, Wenezueli, RPA czy Nigerii również zależą od wywozu surowców. To stanowi znaczącą część ich dochodów budżetowych. W związku z tym, że handel międzynarodowy odbywa się w amerykańskiej walucie, ceny ich produktów mogą spaść jeszcze bardziej, gdy dolar się umocni.

Podsumowując, w przypadku gospodarek wschodzących, poprawną reakcją na podwyższanie stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych nie jest dostosowywanie do nich polityki pieniężnej. Nie powinno się również nakładać ograniczeń w przepływie kapitału w celu zapobiegania niestabilności. Właściwe jest za to wprowadzenie zmian na rynku finansowym w taki sposób, aby poprawić alokację środków. Należy też wdrażać reformy po stronie podażowej, w celu zwiększania jej wydajności i promowania zrównoważonego wzrostu.

Źródło: mondaynews.pl

Na kończącym się w środę posiedzeniu, Rada Polityki Pieniężnej z pewnością nie zmieni wysokości stóp procentowych i prawdopodobnie nie zmieni nic albo niewiele w swym komunikacie. O ile tego typu przekonanie w perspektywie najbliższych miesięcy jest jak najbardziej uzasadnione, to jednak wraz z wydłużaniem horyzontu, obraz staje się coraz bardziej niepewny. Część ekonomistów sądzi, że do podwyżki stóp procentowych może dojść już w drugiej połowie roku, z kolei liczna grupa analityków uważa, że takiego kroku można się spodziewać nie wcześniej niż w 2018 r. Poglądy Rady Polityki Pieniężnej w tej sprawie lokują się bliżej tej drugiej opcji, sugerując lekkie zacieśnienie monetarne pod koniec roku. Przy podejmowaniu decyzji RPP będzie kierowała się dynamiką inflacji oraz tempem wzrostu gospodarczego. Od kształtowania się tych dwóch parametrów będzie więc zależeć termin ewentualnej podwyżki stóp. Choć nieco trudniej przewidzieć przebieg zjawisk inflacyjnych, to można mieć niemal pewność, że nie będą one wywierały na Radę presji skłaniającej do działania jeszcze przez długi czas. Do celu, wynoszącego 2,5 proc., inflacja ma jeszcze bardzo odległą drogę. Przyjmując, że w tym roku dojdzie do 1,5 proc., nie będzie więc zupełnie niepokoić. Powodów do myślenia o podwyższeniu stóp nie da prawdopodobnie nawet wówczas, gdy dotrze do celu, a nawet zacznie zbliżać się do jego górnej granicy, czyli 3,5 proc., chyba że Rada uzna, że presja inflacyjna ma charakter trwały, wykazuje tendencję do nasilania się i wynika nie tylko ze wzrostu cen surowców. Można oczekiwać, że taki scenariusz będzie aktualny nie wcześniej niż pod koniec 2018 r.

Rada Polityki Pieniężnej nie musi się też martwić o drugi czynnik, czyli dynamikę wzrostu PKB. Na razie pozostawia ona wiele do życzenia i skłaniać by mogła raczej do łagodzenia polityki pieniężnej. Rada nie musi tego robić, bowiem tę kwestię „załatwia” za nią inflacja. Na oficjalne stopy procentowe należy bowiem patrzeć nie tylko w ujęciu nominalnym, ale również realnym. Przy niezmienionej wysokości nominalnej i postępującej inflacji, stopa realna obniża się. Zakładając 1,5 proc. inflację, zmniejsza się do zera, wpływając pobudzająco na gospodarkę. Dość odległa jest także perspektywa osiągnięcia przez PKB takiej dynamiki, która groziłaby przegrzaniem gospodarki i narastaniem nierównowagi makroekonomicznej. Choć najbardziej optymistycznie nastawieni ekonomiści uważają, że już w czwartym kwartale tempo wzrostu PKB może sięgnąć 4 proc., to jednak taki scenariusz nie jest bardzo prawdopodobny, a nawet jeśli miałby miejsce, to oznaczałby dojście gospodarki do stanu pożądanego z punktu widzenia większości decydentów. Dopiero jego trwałe osiągnięcie oraz perspektywa dalszego przyspieszenia, mogłaby uzasadniać rozpoczęcie lekkiego schładzania gospodarki. Choć w obecnym świecie sytuacja potrafi zmieniać się dość szybko, to jednak można zakładać, że Rada Polityki Pieniężnej nie zdecyduje się na ewentualne podwyższenie stóp procentowych wcześniej, jak pod koniec pierwszego kwartału 2018 r.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Nawet 17 tys. zł więcej na lokacie mogła zarobić osoba, która aktywnie reagowała na zmiany w polityce pieniężnej prowadzonej przez RPP – wynika z analizy przygotowanej przez Open Finance. Szukając dziś lokat należy skupić się na produktach krótkoterminowych omijając te długoterminowe.

W ostatnich latach najlepsze wyniki inwestycyjne osiągali ci, którzy zakładali lokaty na krótkie okresy. Mamy więc tu do czynienia z pewnego rodzaju paradoksem. Wydaje się bowiem, że za oddanie pieniędzy do banku na dłużej instytucja ta powinna zapłacić więcej. Po prostu lokaty na dłuższe okresy – roku czy dwóch – powinny być oprocentowane wyżej niż depozyty trzymiesięczne. Praktyka pokazuje jednak coś zupełnie innego.

Z danych publikowanych przez NBP wynika, że to lokaty trzymiesięczne są w bankach produktami najwyżej oprocentowanymi. Odpowiednie statystyki NBP publikuje od początku 2004 roku. Wynika z nich, że przeciętne oprocentowanie produktów maksymalnie trzymiesięcznych (od ponad jednego miesiąca do trzech) wynosiło w tym czasie 4%. Dla porównania produkty wybitnie krótkoterminowe – nie dłuższe niż miesięczne – oferowały przeciętnie 3,2%. Na lokacie rocznej można było natomiast zarobić około 3,7%. Co niemniej ciekawe, w przypadku jeszcze dłuższych umów, banki oferowały niższe wynagrodzenie w postaci oprocentowania na poziomie 3,6%.

Najgorsze są lokaty miesięczne i dwuletnie

Zobaczmy więc na jakie zyski mógłby liczyć inwestor, który na początku 2004 roku decydował się zakładać jedynie lokaty i ciągle odnawiać je na dokładnie taki sam okres. Załóżmy, że startujemy z kapitałem na poziomie 100 tys. zł i oczywiście uwzględniamy podatek od zysków kapitałowych (19%). Przyjęliśmy ponadto, że zakończenie jednej lokaty skutkuje od razu otwarciem kolejnej, czyli pieniądze pracują cały czas. Modelowy inwestor, który wybrałby produkty miesięczne na koniec 2016 roku miałby na koncie 140,2 tys. zł, czyli zrealizowałby zysk po opodatkowaniu na poziomie 40,2 tys. zł. Nie jest to zły wynik, bo oznacza, że bankowe lokaty ustrzegłyby kapitał przed inflacją (w badanym okresie wyniosła ona około 31,1%). Przeciętnie rzecz ujmując, zyski inwestora przekraczały co roku inflację o około 0,5%.

Wyraźnie lepsze wyniki zanotowaliby inwestorzy, którzy wybraliby lokaty dwuletnie, roczne lub chociaż sześciomiesięczne. W ich przypadku zysk wyniósłby odpowiednio 45,6 tys. zł., 48,1 tys. zł i 50,6 tys. zł. Największe powody do zadowolenia miałby jednak ten inwestor, który od początku 2004 roku regularnie deponowałby swoje pieniądze na lokatach trzymiesięcznych. Jego wynik z inwestycji można bowiem oszacować na 51,3 tys. zł i  mówimy tu już o zysku po opodatkowaniu.

W praktyce wyniki te mogłyby być wyższe, o ile inwestor za każdym razem szukałby najlepszej oferty rynkowej, a nie tylko przeciętnej – jak w przyjętym przykładzie. Na przykład w listopadzie 2016 roku najlepsze trzymiesięczne lokaty, które można było założyć bez żadnych dodatkowych produktów, oferowały oprocentowanie na poziomie 2%. Dane NBP sugerują, że w tym okresie przeciętne oprocentowanie lokaty trzymiesięcznej było niższe niż 1,8%.

W wyborze lokaty pomogą specjaliści

Wiemy już, że co do zasady najlepiej oprocentowane są lokaty zakładane na więcej niż miesiąc, ale nie dłużej niż trzy miesiące. Praktyka pokazuje jednak, że ciągłe odnawianie lokaty cztery razy do roku nie jest idealnym rozwiązaniem. Wszystko dlatego, że w międzyczasie Rada Polityki Pieniężnej zmienia stopy procentowe. Jeśli mamy do czynienia z cyklem podwyżek, to z pewnym opóźnieniem przekłada się to na wzrost oprocentowania lokat. Odwrotnie jest w przypadku obniżania stóp procentowych. Takie ruchy skutkują z czasem coraz mniej atrakcyjnymi ofertami bankowych depozytów.

Jeśli więc spodziewane są obniżki stóp procentowych, wypadałoby przestać zakładać lokaty trzymiesięczne, a poszukać ofert na znacznie dłuższy okres – roku czy dwóch. Pozwoli nam to dłużej cieszyć się wyższym oprocentowaniem. Skąd jednak wiedzieć, że stopy procentowe będą obniżane? Pewności co do takich ruchów nigdy nie ma, a prognozy są często bardzo zmienne. Jest jednak sposób na wskazanie takich okresów z dużym prawdopodobieństwem. Trzeba obserwować notowania stawek WIBOR. Są one bezpłatnie odstępne na portalach internetowych zajmujących się tematyką finansową. Stawka WIBOR to w uproszczeniu oprocentowanie, po którym banki pożyczają sobie pieniądze. W ustalaniu tej stawki biorą więc pośrednio udział całe rzesze wykwalifikowanych pracowników banków. Z ich wiedzy i umiejętności bezpłatnie może korzystać każdy, kto chciałby jak najwięcej zarobić na lokatach.

W Jaki sposób? Gdy przyjdzie akurat czas odnowienia lokaty, wystarczy sprawdzić czy w ostatnich dniach stawka WIBOR 1Y (roczna) była niższa niż WIBOR 3M (trzymiesięczna). Jeśli tak było, to oznacza, że banki pożyczają sobie na rok pieniądze taniej niż na trzy miesiące. Dziwne prawda? Przecież pożyczając na dłużej ponoszą wyższe ryzyko, a więc powinny chcieć wyższego wynagrodzenia. Taka „inwersja” oprocentowania, to z dużym prawdopodobieństwem sygnał, że banki spodziewają się spadku stóp procentowych. Dla kogoś kto chce zdeponować pieniądze w banku jest to sygnał, że tym razem nie należy szukać lokaty trzymiesięcznej, ale przede wszystkim zainteresować się ofertą produktów na dłuższy okres.

Jakie wyniki dałaby ta strategia w ostatnich latach? Znowu przyjmijmy, że modelowy inwestor zaczyna swoją przygodę z bankowymi depozytami na początku 2004 roku i ma 100 tys. zł. Z szacunków Open Finance wynika, że wsłuchiwanie się w doniesienia rynkowe ma sens. Zakładanie lokat rocznych w momentach, gdy bankowcy spodziewali się spadków stóp procentowych pozwoliłoby w modelowym przypadku zrealizować zysk po podatkowaniu na poziomie 53,4 tys. zł. Jeszcze lepiej byłoby gdyby zamiast lokat rocznych w newralgicznych momentach (gdy WIBOR 1Y notowany jest niżej niż WIBOR 3M) zakładać depozyty dwuletnie. Pozwoliłoby to na dłużej zarezerwować atrakcyjne oprocentowanie, a zysk naszego inwestora wzrósłby do 57,3 tys. zł. To ponad 17 tys. zł więcej niż przy wyborze lokat miesięcznych oraz o ponad 6 tys. zł więcej niż zarobił inwestor lokujący swoje pieniądze tylko na produktach trzymiesięcznych.

Lokata ma być bezpieczna

Jak na tym tle wypadają inne sposoby lokowania kapitału? Jeśli ktoś zainwestowałby na giełdzie, mógłby liczyć na zyski wyraźnie wyższe niż na lokatach. Indeks WIG uwzględniający zmiany notowań wszystkich giełdowych spółek oraz dodatkowe dochody akcjonariuszy (np. dywidendy) był na koniec 2016 roku na poziomie o 148,6% wyższym niż na początku 2004 roku. Jest to prawie 3-krotnie wyższy wynik niż na lokatach, choć warto dodać, że bierzemy pod uwagę specyficzny okres. Rok 2004 to wciąż okres przed jednymi z najdynamiczniejszych wzrostów na rodzimym parkiecie.

Podobnie byłoby ze złotem. Żółty kruszec na początku 2004 roku kosztował 1548 zł za uncję (31,1 gramów). Pod koniec 2016 roku za taką ilość złota trzeba było płacić 4845 zł. To nawet po zapłaceniu 2-proc. prowizji przy sprzedaży oznacza wynik na poziomie niemal 207%. Atrakcyjną stopę zwrotu w badanym okresie można też było osiągnąć kupując mieszkanie na wynajem. W 2004 roku 50-metrowe mieszkanie można było kupić za około 210 tys. zł. Po uwzględnieniu kosztów transakcyjnych i wykończenia cała operacja powinna zamknąć się w budżecie na poziomie 250 tys. zł. Dziś za 50 m kw. przeciętnego używanego „M” w stolicy można otrzymać około 350 tys. zł. Gdyby tego było mało, właściciel mógł w międzyczasie liczyć też na zyski z wynajmu. Licząc zachowawczo można przyjąć, że z tego tytułu przez 13 lat zainkasował około 110 – 120 tys. zł. To w sumie oznacza około 80 – 90% zysku.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Po złożeniu przysięgi przed Sejmem RP, które odbyło się 21 czerwca 2016 r., prof. Adam Glapiński, objął stanowisko prezesa NBP. Tym samym rozpoczęła się sześcioletnia kadencja nowego prezesa banku centralnego – podało biuro prasowe NBP.

Prof. Adam Glapiński, nowo powołany prezes NBP, jest ekonomistą, byłym członkiem Rady Polityki Pieniężnej. W ramach RPP przez 6 lat uczestniczył w podejmowaniu istotnych dla przedsiębiorstw i gospodarki decyzji i mógł obserwować ich skutki. Przedsiębiorcy liczą, że wiedzę tę wykorzysta dla utrzymania stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP. Przedsiębiorcy liczą na stabilność i przewidywalność polityki pieniężnej.

Zgodnie z ustawą o NBP celem jego działalności jest bowiem „…utrzymanie stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP”. Prezes NBP przewodniczy zarządowi NBP, Radzie Polityki Pieniężnej, jest też członkiem Komitetu Stabilności Finansowej. Ma zatem wszystkie instrumenty do realizacji celu działania NBP. Od niego w dużej mierze zależy kształt polityki pieniężnej w Polsce, stabilność złotego, a także postrzeganie polskiej gospodarki przez inwestorów. Jego decyzje i współdecyzje wpływają na koszt, a pośrednio także  dostępność kapitału na polskim rynku, a także oddziałują na kurs złotego do innych walut, a przede wszystkim jego stabilność.

Koszt oraz dostępność kapitału, a także stabilność złotego są jednymi z najważniejszych parametrów działania przedsiębiorstw. A ponieważ przedsiębiorstwa wytwarzają ponad 70 proc. PKB, to czynniki wpływające na ich działanie i decyzje, wpływają także na potencjał rozwojowy polskiej gospodarki, m.in. na inwestycje firm, eksport oraz skłonność do importu.

Prof. Adam Glapiński, nowo powołany prezes NBP, doskonale zna te wszystkie uwarunkowania. Dlatego przedsiębiorcy liczą na stabilną i przewidywalną politykę pieniężną.

 

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek22Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Poprzedni tydzień po raz kolejny przyniósł dużą zmienność na rynkach finansowych. Po początkowych wzrostach, które prawdopodobnie były następstwem nieznacznie gorszych od oczekiwań danych z chińskiej gospodarki, na giełdy powróciły spadki. Niemniej jednak, druga część tygodnia została zdominowała przez byki, dzięki którym najważniejsze rynki giełdowe zdołały zakończyć tydzień nad kreską. NASDAQ wzrósł o 2,3%, S&P500 o 1,4%, a DJI zanotował wzrost na poziomie 0,7%. Również giełdy europejskie zakończyły tydzień na zielono – francuski CAC40 wzrósł o 3,0%,a  niemiecki DAX o 2,3%. Jedynie brytyjski FTSE250 zniżkował o 0,2%. Sentyment rynkowy prawdopodobnie poprawił się nie tylko dzięki nie najgorszym danym z gospodarki Państwa Środka, ale także za sprawą konferencji Mario Draghiego. Prezes ECB zaznaczył, że najbliższe posiedzenie, tj. 10 marca, może przynieść gołębią korektę polityki pieniężnej. Informacja ta została odebrana przez inwestorów pozytywnie. Ponadto, istotnym czynnikiem, który napędzał wzrosty, zwłaszcza w Stanach, była drożejąca ropa naftowa. Jeśli się przyjrzeć cenie czarnego złota oraz notowaniom najważniejszych indeksów, zobaczyć można niemal identyczne ruchy. Niemniej jednak, nie należy oczekiwać, że cena ropy na trwale zmieniła trend, gdyż z najnowszych danych wynika, że na rynku wciąż występuje znaczna nadpodaż.

Polski parkiet ponownie podążał swoją, niezależną ścieżką, kończąc tydzień w kolorze czerwonym. Co prawda WIG20 zniżkował zaledwie o 0,4%, ale małe i średnie spółki po raz kolejny dynamicznie poruszały się w kierunku południowym – mWIG40 stracił 4,0%, a sWIG80 2,8%. Największym przedsiębiorstwom pomogły spekulacje, dotyczące polityki dywidendowej spółek energetycznych oraz wzrosty w wyprzedanym sektorze bankowym. Ponadto, nie zawiodły dane ekonomiczne z kraju za miesiąc grudzień: produkcja przemysłowa wzrosła o 6,5% R/R, a dynamika sprzedaży detalicznej wyniosła 4,9% R/R. Warto zwrócić uwagę także na znaczny wzrost przeciętnego wynagrodzenia, które w grudniu wzrosło o 3,1% R/R. Dane te jednak nie okazały się wystarczające, aby pomoc małym i średnim spółkom.

Nadchodzący tydzień przyniesie wiele ważnych odczytów danych ekonomicznych. Do najważniejszych można zaliczyć odczyt niemieckiego indeksu Ifo oraz publikację indeksów zaufania dla strefy euro. W Polsce natomiast poznamy stopę bezrobocia za grudzień. Niemniej jednak, uwaga inwestorów zostanie zwrócona przede wszystkim na Stany, w których to zapadnie decyzja, dotycząca stopy procentowej – najprawdopodobniej nie zostanie zmieniona. Ponadto, w USA zostaną opublikowane indeksy Conference Board oraz Chicago PMI.

Analiza techniczna

25.01Wykres 1. WIG20 w interwale dziennym. Źródło: Stooq

W minionym tygodniu indeks największych spółek ustanowił 7 – letnie minimum na poziomie 1657 pkt. Niemniej jednak, WIG20 odbił się i testował psychologiczną granicę 1700 pkt., która została nieznacznie przebita. Warto zwrócić również uwagę na wysoki poziom obrotów, który może świadczyć o powracających na polską giełdę bykach. Oscylator RSI po wskazaniu sygnału kupna zaczął rosnąć. W najbliższym tygodniu WIG20 będzie nadal bronił poziomu 1700 pkt. Jeżeli jednak próba ta zakończy się niepowodzeniem, to może być ona sygnałem do kontynuacji spadków.

25.01.16Wykres 2. Orbis w interwale dziennym. Źródło: Stooq

W ostatnim czasie spółką, która wyróżniała się na warszawskiej giełdzie jest Orbis. Cena akcji firmy zarządzającej siecią hoteli znajduje się w długoterminowym trendzie wzrostowym. Ponadto, kurs pokonał opór na poziomie 63 zł, dając sygnał do dalszych zakupów, które mogą ustanowić historyczne maksimum. Należy jednak zwrócić uwagę, że oscylator RSI znajduje się na wysokim poziomie i może wskazać sygnał sprzedaży. Z drugiej strony, oscylatory MACD oraz ATR wskazały sygnał kupna. Jeżeli przyniosą one przebicie granicy 65 zł, kurs akcji prawdopodobnie będzie kontynuował trend wzrostowy. W przeciwnym razie, można spodziewać się korekty.

Autorzy: Zespół Zarządzający MM Prime TFI S.A.

Eksperci

Lipka: Młodzi Polacy nie garną się do pracy. To problem

Tylko 10 procent młodych Polaków, którzy kształcą się po 18. roku życia, decyduje się na łączenie na...

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

AKTUALNOŚCI

Firmy szkoleniowe apelują o VAT bez wad

Firmy muszą pokrywać koszty VAT na usługi doradcze finansowane z funduszy europejskich. Tracą na tym...

Apel do Szydło i Kaczyńskiego w sprawie limitu składek na ZUS

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje...

Konsumpcja dalej będzie ciągnęła gospodarkę

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wy...

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...

Inwestycje firm spadają siódmy kwartał z rzędu

W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. przychody przedsiębiorstw średnich i dużych wzrosły o 9,4 proc., ...