sobota, Listopad 25, 2017
Home Tagi Wpis otagowany "Polacy"

Polacy

Już w 2025 r. 4 na 10 Polaków będzie miało ponad 50 lat. Z kolei w 2050 r. 1/3 społeczeństwa będzie mieć więcej niż 65 lat. W dobie starzenia się populacji, seniorzy, nazywani także pokoleniem Silver będą stanowić ważną grupę zawodową. Wymusza to na pracodawcach obowiązek zadbania o potrzeby starszej generacji pracowników, a te nie są mniejsze niż potrzeby Millenialsów czy Zetek. Zachowanie work-life balance, by móc łączyć pracę z rozwijaniem nowych zainteresowań, podnoszeniem kompetencji, opieką nad wnukami czy chęć pracy według elastycznego grafiku to coraz częściej wymieniane przez pracowników 50+ potrzeby.

 Senior znaczy aktywny

Polacy nie tylko coraz dłużej żyją, ale także znacznie dłużej pozostają aktywni zawodowo i prywatnie. Jak podaje GUS, bezrobocie w grupie wiekowej 55-64 lat na koniec 2016 roku wynosiło tylko 4,3 proc. Każde następujące po sobie pokolenie seniorów będzie się starzeć w zupełnie inny sposób, znacznie dłużej pozostając aktywnym zawodowo, a co za tym idzie – będzie miało inne potrzeby i wymagania związane między innymi z wykonywaną pracą.

Jak szacują eksperci NBP, w nadchodzących latach polski rynek pracy będzie borykał się z luką kadrową, którą mogą zapełnić m.in. seniorzy. Już teraz pracodawcy widzą potrzebę zatrudniania osób starszych. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Work Service, na początku 2016 r. 76 proc. firm zatrudniało pracowników w wieku 50+. Obecnie jest to już aż 86 proc. i wiele wskazuje na to, że ta liczba będzie wzrastać. 27 proc. firm zapowiada, że na przestrzeni 12 miesięcy będzie zwiększać zatrudnienie w tej grupie wiekowej. Co więcej, jak podaje Eurostat, w ciągu dekady odsetek zatrudnionych seniorów zwiększył się w naszym kraju z 28,5 proc. do 47,4 proc. Pod względem dynamiki wzrostu daje to Polsce 2. miejsce wśród innych państw Unii Europejskiej.

 Powyższe statystyki motywują coraz większą grupę pracodawców do przyjrzenia się potrzebom pracowników z grupy wiekowej 50+.

– Wiele się mówi o wymaganiach i potrzebach pracowników z pokolenia Y. Tymczasem, jak pokazują najnowsze analizy na temat demografii, firmy nie powinny zapominać o potrzebach starszego pokolenia. Osoby w wieku 50+ już teraz są ważną grupą pracujących, a za dziesięć, dwadzieścia lat ich rola dodatkowo wzrośnie. Dlatego też, przy współpracy z ABSL przygotowujemy raport na temat potrzeb i wymagań pracowników biurowych 50+, który pozwoli lepiej przygotować miejsce pracy do oczekiwań tej grupy zawodowej – mówi Filip Szklarz, Smart Workplace Consultant, Mikomax Smart Office.

Praca na elastycznych warunkach

Wśród wielu rozwiązań, z których mogą skorzystać pracodawcy, by nadążyć za zmianami na rynku pracy jest smart working, czyli model pracy, który dopasowuje się do potrzeb pracowników różnych generacji. Zakłada m.in. ewaluację zatrudnionego nie przez pryzmat godzin spędzonych w biurze, ale osiągniętych efektów. To z kolei otwiera drogę do umożliwienia pracownikom wykonywania części obowiązków poza biurem, np. w zaciszu domowym. Pracy zdalnej sprzyja obecnie rozwój nowoczesnych technologii, a także takie miejsca jak przestrzenie co-workingowe, które mogą stanowić alternatywę dla biur bardziej tradycyjnych.

Założenia smart workingu doskonale wpisują się w wymagania osób po 50. roku życia, które są gotowe pozostać dłużej na rynku pracy, ale na własnych warunkach. Z danych Hays Poland wynika, że wśród dodatkowych korzyści, którą chcę zyskać pracownicy w wieku 50+ w zamian za przesunięcie w czasie momentu przejścia na emeryturę, na pierwszym miejscu pojawia się praca elastyczna, czyli taka, która nie zakłada konieczności spędzania całego dnia pracy za biurkiem.

­­– Mimo że o zaletach płynących z większej elastyczności w miejscu pracy najwięcej mówi się zazwyczaj w kontekście młodszej generacji pracowników, to smart working daje także wiele korzyści pokoleniu Silver. Najważniejsza z nich to zachowanie równowagi między pracą a sferą prywatną. To, że osoby po 50. roku życia zazwyczaj nie są już ograniczone obowiązkami domowymi w takim stopniu jak 30-latkowie, nie znaczy, że chcą poświęcić swój wolny czas obowiązkom zawodowym. Wręcz przeciwnie, dla wielu z nich to pierwszy moment w życiu, kiedy mogą zająć się w pełni rozwijaniem własnych pasji, czy nauką nowych rzeczy. Smart working daje pracownikom większą autonomię w zakresie organizacji pracy. Z doświadczenia firm, z którymi współpracował Mikomax Smart Office wynika, że taką samodzielność bardzo cenią sobie także osoby z pokolenia Silver. Co więcej, jak pokazują wyniki naszego raportu ‘Smart Working Guidebook for Poland’, na wdrożeniu smart workingu korzysta także druga strona, czyli pracodawcy. Ci, którzy postawili na takie rozwiązanie, zaobserwowali wzrost zaangażowania pracowników w wykonywanie obowiązków, co przyczyniło się do ogólnego wzrostu ich efektywności oraz kreatywności – zaznacza Zuzanna Mikołajczyk, Dyrektor ds. Handlu i Marketingu, Członek Zarządu Mikomax Smart Office.

 

Jak pokazuje dwudziesta edycja międzynarodowego badania „Zakupy świąteczne 2017”  (Deloitte), w tym roku wśród Polaków zwycięży rozsądek. Na prezenty, jedzenie oraz spotkania z najbliższymi zamierzamy wydać średnio 882 zł, czyli tylko o 2 proc. więcej niż wydaliśmy rok temu.

Najbardziej spodziewanym prezentem są kosmetyki i perfumy, natomiast najchętniej obdarowywać bliskich będziemy książkami. Aż 42 proc. pieniędzy przeznaczonych na prezenty pozostawimy w sklepach internetowych. Z roku na rok rośnie również udział kupowanych prezentów w kanałach mobilnych.

Polacy deklarują, że na tegoroczne wydatki związane z Bożym Narodzeniem przeznaczą o 2 proc. więcej niż rok temu. W 2017 roku suma, którą planują wydać na bożonarodzeniowe prezenty, jedzenie oraz spotkania z najbliższymi wyniesie średnio 882 zł (209 euro). Jednocześnie jest to mniej niż deklarowali w 2016 roku, kiedy zamierzali wydać średnio 1 121 zł.

– Spośród wszystkich ankietowanych krajów Polacy przewidują, że wydadzą najmniej. Oprócz nas równie oszczędni będą Holendrzy, którzy chcą wydać średnio niespełna 240 euro. Na drugim biegunie znajdują się Hiszpanie i Brytyjczycy, którzy zadeklarowali, że wydadzą odpowiednio 526 i 550 euro. W tym porównaniu trzeba brać jednak pod uwagę poziom PKB danego kraju, średnie dochody, siłę nabywczą, ale też tradycję świąteczną – mówi Magdalena Jończak, Lider Zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich, Partner w dziale Konsultingu Deloitte.

Średnia dla wszystkich ankietowanych krajów wyniosła 368 euro. W tym roku Polacy deklarują, że na prezenty przeznaczą więcej niż na jedzenie. Pierwsza kategoria pochłonie ok. 51 proc. bożonarodzeniowego budżetu (451 zł), a druga około 39 proc. (342 zł). Na spotkania towarzyskie planują natomiast wydać 89 zł.

Polacy, po raz pierwszy od dwóch lat, pozytywnie oceniają obecną sytuację gospodarczą. Odsetek zadowolonych z niej ankietowanych wzrósł z 15,6 proc. w 2016 r. do 32,7 proc. w 2017 r. Również mieszkańcy Europy wyrażają mniejszy pesymizm w porównaniu z rokiem poprzednim. Spośród nich obecną sytuację gospodarczą najbardziej pozytywnie postrzegają Niemcy i Portugalczycy. Polacy równie optymistycznie myślą o sytuacji gospodarczej w przyszłości.

Europejczycy nie chcą już pod choinką gotówki

Jaki prezent chcielibyśmy i spodziewamy się zobaczyć pod choinką? W tym roku, podobnie jak rok wcześniej, są to przede wszystkim kosmetyki i perfumy. Na podium znalazły się również książki i słodycze. Wśród mieszkańców badanych krajów nastąpiła zmiana oczekiwań, jeśli chodzi o wymarzone prezenty. Jako spełnienie marzeń coraz rzadziej wskazywane są pieniądze. W tym roku gotówka na pierwszym miejscu znalazła się tylko w Belgii, podczas gdy rok temu królowała w czterech z dziewięciu badanych krajów.

A jakimi prezentami zamierzamy obdarować naszych najbliższych? Przede wszystkim książkami, które powróciły na pozycję lidera. Tuż za nimi znalazły się kosmetyki i perfumy (ubiegłoroczny zwycięzca) oraz słodycze. Książki królują w sześciu z dziesięciu badanych krajów. W pierwszej dziesiątce prezentów, którymi zamierzamy obdarować najbliższych po raz pierwszy znalazły się suplementy diety. Wśród prezentów kupowanych nastolatkom dominują słodycze, gry komputerowe oraz książki. Z kolei najmłodszym w tym roku najchętniej kupimy zabawki kreatywne i artystyczne, które z pierwszego miejsca zepchnęły dotychczasowego lidera, czyli klocki. Na drugim miejscu znalazły się książki.

– Z roku na rok Polacy coraz wcześniej zaczynają przygotowania do świąt. I tak 23 proc. badanych deklaruje, że prezenty kupi już w listopadzie, a 39 proc. wybierze się na zakupy w pierwszej połowie grudnia. To o kilka punktów procentowych więcej niż rok wcześniej. Do ostatnich dni przed świętami z zakupem prezentów zamierza czekać 21 proc. Polaków, czyli o 6 pp. mniej niż w 2016 roku. Jest to już stała tendencja, że z roku na rok liczba takich osób systematycznie spada – wyjaśnia Mariusz Chmurzyński, Dyrektor w dziale Konsultingu, członek Zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich Deloitte.

 Prezentów szukamy w sieci

Prezenty Polacy w tym roku kupią przede wszystkim w tradycyjnych lokalnych sklepach. Gdy jednak rozważamy zakup multimediów, to stawiamy na sklepy internetowe. Z roku na rok udział e-commerce w handlu rośnie. Nie omija to również zakupów robionych z myślą o Bożym Narodzeniu. Analiza Deloitte pokazała, że aż 42 proc. budżetu przeznaczonego na prezenty zostawimy w tym roku w sklepach internetowych.

– To o 5 p.p. więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie Polska znajduje się w czołówce krajów, w których konsumenci będą kupować prezenty w Internecie. Wyższy odsetek uzyskały Holandia, Niemcy i Wielka Brytania. W tym ostatnim kraju klienci wydadzą ponad 50 proc. budżetu na prezenty w kanałach online – mówi Wojciech Górniak, Dyrektor w dziale Konsultingu, Lider obszaru Strategii i Transformacji Cyfrowych Deloitte.

Według danych NBP w II kwartale liczba bankomatów w Polsce spadła o 223 maszyny. Expander zwraca uwagę, że jest to o tyle niezwykłe, że od wielu lat ich liczba rosła. Przestało ich przybywać zapewne dlatego, że coraz rzadziej z nich korzystamy – już od 2014 r. spada liczby dokonywanych z nich wypłat. Jednocześnie, gwałtownie rośnie liczba sklepów akceptujących płatności kartami i dokonywanych kartami transakcji. Bankomaty będą więc  cieszyły się coraz mniejszą popularnością i będzie ich zapewne coraz mniej.

Z bankomatów najchętniej korzystaliśmy w 2013 r. kiedy wykonaliśmy w nich aż 778 mln operacji.  Od tego czasu zainteresowanie systematycznie spada.  Mimo tego, ilość  takich urządzeń dotychczas rosła o 1-2 tysiące rocznie. Najnowsze dane NBP pokazują jednak, że w II kwartale w Polsce zainstalowane były 23 528 bankomaty, czyli o 223 mniej niż w I kwartale. Spadek jest więc niewielki, ale w połączeniu z innymi informacjami sugeruje, że właśnie obserwujemy początek istotnych zmianami na naszym rynku.

Bankomat coraz częściej jest też wpłatomatem

W najbliższych kilku latach na korzyść bankomatów będzie działało wprowadzanie nowoczesnych maszyn, które potrafią nie tylko wypłacać pieniądze, ale także przyjmować wpłaty.  Ta druga funkcja szybko zyskuje na popularności. Jeszcze w 2014 r. wartość wpłat stanowiła zaledwie 3,5% wszystkich operacji. W pierwszej połowie tego roku było to już 19%, co oznacza że Polacy zdeponowali w bankach za pośrednictwem bankomatów aż 105 mld zł.

Bankomatów będzie coraz mniej

Mimo upowszechniania się nowej funkcji bankomatów, w dłuższej perspektywie ich liczba będzie spadała. Gotówka, w coraz większym stopniu jest bowiem zastępowana przez płatności bezgotówkowe. Łączna wartość wypłat z bankomatów w pierwszym półroczu 2017 r. to 156 mld zł, a płatności kartą wykonaliśmy w tym okresie na kwotę 122 mld zł. Wciąż króluje więc fizyczna waluta, ale to już nie potrwa długo.  Wartość płatności kartą przyrasta bowiem w tempie około 20% rocznie. Wartość wypłat również rośnie, ale znacznie wolniej – o ok. 7% rocznie. Jeśli taki stan się utrzyma, to w 2021 r. wartość dokonanych płatności kartą przewyższy wypłaty gotówki. Później gotówka będzie systematycznie traciła na znaczeniu. W rezultacie bankomaty, nawet te z funkcją wpłat, będą coraz rzadziej wykorzystywane i duża ich część będzie musiało zniknąć  z naszych ulic.

 

 

 

Autor: Jarosław Sadowski, Główny analityk Expander Advisors

Co piąty konsument w Europie płaci faktury po terminie, a 3 proc. – nie płaci wcale. W Polsce, w ponad połowie przypadków, powodem opóźnienia jest po prostu zapominanie o terminie płatności. 

Aż 41 proc. Polaków ma zobowiązania do spłacenia (rachunki czy raty różnych kredytów). Jednocześnie aż 2,3 mln naszych rodaków ma kłopoty z ich terminowym regulowaniem. Z badania „Europejskie Praktyki Płatnicze”, przeprowadzonego w 2017 r. przez Kantar TNS dla firmy EOS Group wynika, że w połowie przypadków powodem opóźnień jest po prostu przeoczenie terminu spłaty.

Jednakże roztargnienie to nie jedyna przyczyna – niemal 3/4 polskich konsumentów zdarzają się chwilowe problemy finansowe, powodujące zaległości w spłacaniu zobowiązań.

Niemniej zdecydowana większość Polaków – aż 97 proc. – jest zdania, że swoje długi należy spłacać. Nietrudno jest przejść od deklaracji do czynów, wystarczy zadbać o porządek w rachunkach i nieco dokładniej zaplanować domowy budżet.

Problem z terminowym regulowaniem należności to nie tylko nasza domena, choć zajmujemy niechlubne trzecie miejsce na europejskiej liście nierzetelnych dłużników. Na kiepską pamięć swoich klientów najrzadziej żalą się firmy z Chorwacji (38 proc.), a najczęściej te z Rumunii (61 proc.). Polska jest w najgorszej trójce wśród dziewięciu krajów Europy Wschodniej. Aż 52 proc. polskich przedsiębiorców deklaruje, że ich klientom zdarza się po prostu zapomnieć o uregulowaniu płatności.

 

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

3/4 Polaków chce wolnych niedziel dla pracowników, bez wprowadzania zakazu handlu. Tyko 36 proc. chciałoby wprowadzenia zakazu handlu we wszystkie niedziele – wynika z badania Kantar TNS.

W dniach 20 – 23 października Kantar TNS zapytał reprezentatywną próbę mieszkańców Polski, która z proponowanych obecnie opcji dotyczących zakazu handlu w niedziele jest ich zdaniem najlepsza. Największe poparcie – 76 proc. ankietowanych – uzyskała propozycja zagwarantowania co najmniej dwóch wolnych niedziel w miesiącu pracownikom, bez konieczności wprowadzania zakazu handlu w niedziele. Zakaz handlu we wszystkie niedziele poparło jedynie 36 proc. badanych.

– Polacy popierają kompromisowe rozwiązanie, czyli propozycję polegającą na zagwarantowaniu pracownikom handlu co najmniej dwóch wolnych niedziel w miesiącu. Taka regulacja pozwala osiągnąć ten sam cel, co wprowadzenie zakazu handlu w dwie niedziele w miesiącu bez potrzeby zamykania sklepów i wprowadzania skomplikowanych oraz trudnych do wyegzekwowania regulacji prawnych, które negatywnie odbiją się przede wszystkim na konsumentach. Co ważne gwarancja dwóch wolnych niedziel dotyczy zarówno pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę, jak i osób wykonujących zadania na podstawie umowy prawa cywilnego – mówi Krzysztof Kajda, dyrektor departamentu prawnego Konfederacji Lewiatan.

Co ciekawe, propozycja wprowadzenia minimum dwóch wolnych niedziel w miesiącu, bez konieczności zamykania sklepów, cieszy się większym poparciem wśród kobiet niż mężczyzn (80 proc. vs. 72 proc.).

Propozycją, która ma najmniejsze poparcie społeczne, jest zagwarantowanie pracownikom wolnych niedziel, poprzez wprowadzenie zakazu handlu we wszystkie niedziele w miesiącu – na takie rozwiązanie zgadza się jedynie 36 proc. badanych.

Rozwiązanie w postaci wprowadzenia zakazu handlu w co drugą niedzielę w miesiącu, ma więcej przeciwników niż zwolenników (50 proc. vs. 48 proc.), natomiast różnice nie są tak skrajne jak w przypadku opcji wolnych niedziel dla pracowników bez konieczności zamykania sklepów i opcji zupełnego zakazu handlu w niedziele.

 

 

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

 

 

88% Polaków uważa, że dobre wynagrodzenie pomaga w byciu szczęśliwym, 47% twierdzi, że miejsce wykonywania pracy ma równie duże znaczenie jak praca, którą się w nim wykonuje, a aż 63% deklaruje chęć zmiany miejsca zamieszkania na rzecz lepszej pracy. Jednak swoją pracę zdecydowanie poleciłoby znajomym tylko 29% badanych – tak wynika z badań „Szczęście w pracy Polaków” przeprowadzonych na zlecenie agencji rekrutacyjnej Jobhouse.

Praca jest ważną częścią naszego życia, spędzamy w niej przeciętnie 40 godzin tygodniowo, doskonalimy swoje umiejętności, by awansować i piąć się po szczeblach kariery, a korzyści finansowe, które dzięki niej uzyskujemy, określają nasz poziom dobrobytu. Pojawia się jednak pytanie, czy praca, którą wykonujemy daje nam szczęście?

Dobre wynagrodzenie, współpracownicy, na których można liczyć, możliwości rozwoju, zachowanie równowagi pomiędzy pracą, a życiem prywatnym oraz czas dojazdu do pracy – to najważniejsze czynniki, które sprawiają, że ludzie czują się szczęśliwi w pracy. I choć z badania wynika, iż Polacy są w swoich miejscach pracy umiarkowanie szczęśliwi (6,3 w skali od 1 do 10), zdecydowanie bardziej zadowoleni są Ci, którzy w tej chwili nie planują jej zmienić.

– Wysokość wynagrodzenia od lat utrzymuje się jako główny czynnik wpływający na satysfakcję z wykonywanej pracy. Natomiast warto zauważyć, iż możliwości rozwoju oraz realizacji pasji w pracy odgrywają coraz większą rolę. Podnoszenie swoich kompetencji pośrednio wpływa na lepsze wynagrodzenie, czego pracownicy są świadomi. Firmy, które umożliwiają pracownikom rozwój, zdobywają przewagę konkurencyjną. – komentuje wyniki Marcin Potkański, ekspert ds. Employer Brandingu.

Na poczucie szczęścia w pracy wpływa nie tylko sama praca, ale też miejsce pracy – miasto, miejscowość i dzielnica, w których się tę pracę wykonuje. Uważa tak prawie co drugi badany. Tylko 11% badanych twierdzi, iż najpierw wybiera miejsce zamieszkania, a dopiero potem pracę, którą chce wykonywać. 42% ankietowanych za najważniejszą uważa samą pracę, a miejsce, gdzie ją wykonują, nie ma dla nich tak dużego znaczenia. Aż 63% badanych rozważyłoby zmianę miejsca zamieszkania w poszukiwaniu lepszej pracy.

– Zależało nam, by zachęcić uczestników badania oraz osoby, które zapoznają się z wynikami do zastanowienia się, czy praca, którą aktualnie wykonują daje im satysfakcję i czy świadomie budują swoją karierę zawodową. Na podstawie wyników, chcieliśmy także przekazać pracodawcom wskazówki, jak tworzyć zadowolony, a dzięki temu efektywny zespół. – podsumowuje Natalia Bogdan, prezes Jobhouse.

Marta Pawlak-Dobrzańska z Great Digital, odpowiedzialna za przygotowanie badania, dodaje: Mam nadzieję, że wyniki badania sprawią, że pracodawcy zaczną zastanawiać się, na ile szczęśliwi w pracy są ich pracownicy. Szczęśliwi pracownicy są zdecydowanie mniej skłonni rozważać odejście do innego pracodawcy, warto zadbać o ich poczucie szczęścia.

 

Wypowiedź: Natalia Bogdan, prezes zarządu Jobhouse.

19 października b.r. po raz pierwszy obchodziliśmy Dzień Płatności Bezgotówkowych, mający na celu upowszechnianie obrotu bezgotówkowego w Polsce. Według ekspertów Polskich ePłatności i Ingenico, Polacy coraz chętniej korzystają z płatności kartą, choć jednocześnie całkowity udział transakcji gotówkowych w obrocie gospodarczym nadal pozostaje na relatywnie wysokim poziomie.  

Najnowszy raport Narodowego Banku Polskiego podaje, że w czerwcu 2017 r. na rynku znajdowało się już niemal 38 mln kart płatniczych, co stanowi wzrost o 5,6 proc. w stosunku do roku poprzedniego.
O tym, że Polacy coraz chętniej sięgają po wygodne i bezpieczne sposoby płatności, świadczą również dane udostępnione w ramach Dnia Płatności Bezgotówkowych, przez jednego z czołowych agentów rozliczeniowych – Polskie ePłatności S.A. Z tej okazji zestawiono ze sobą liczbę transakcji wykonanych w dniach 16-20 października, a więc w tygodniu w którym wypada tegoroczne święto, z analogicznymi okresami w poprzednich latach.

Według danych Polskich ePłatności S.A., w 2014 r. liczba transakcji wykonywanych na terminalach obsługiwanych przez agenta rozliczeniowego wynosiła 1 694 503, w 2015 – 2 196 388, w 2016 – 2 581 524, natomiast w 2017 aż 3 201 388. Oznacza to, że tylko na przestrzeni trzech lat klienci Polskich ePłatności S.A. zintensyfikowali częstotliwość korzystania z karty niemal dwukrotnie. Zdaniem ekspertów PeP i Ingenico, rosnąca popularność transakcji bezgotówkowych związana jest z coraz większą dostępnością nowoczesnych terminali, ułatwiających bezproblemowe płatności. Z informacji opublikowanych przez NBP w lipcu b.r. wynika, że ich ogólna liczba w pierwszym kwartale 2017 r. to 563 374.

„Rosnąca liczba terminali to dla nas sygnał, że Polacy oczekują szybkich oraz bezproblemowych płatności kartą. Ingenico od lat wspiera ich w tej dziedzinie, udostępniając najnowocześniejsze i jednocześnie bezpieczne rozwiązania technologiczne.” – mówi Piotr Waś, Dyrektor Zarządzający na Europę Wschodnią z Ingenico, lidera na rynku terminali płatniczych w dziedzinie bezproblemowych płatności.

Główną ideą Dnia Płatności Bezgotówkowych jest przede wszystkim ugruntowanie pozytywnego nastawienia społeczeństwa do obrotu bezgotówkowego. Według raportu NBP z lutego 2017, co piąty Polak nadal nie ma konta w banku, a 28 proc. respondentów wybiera płatność gotówką jako preferencyjną. Tymczasem wybór karty płatniczej lub coraz popularniejszych płatności mobilnych, pozwala nie tylko na skrócenie czasu, ale także na maksymalne uproszczenie całego procesu transakcji.

„Polskie ePłatności od lat przyczyniają się do dynamicznego rozwoju obrotu bezgotówkowego w kraju. Aby sprostać oczekiwaniom zarówno przedsiębiorców, jak i ich klientów, dbamy o innowacyjność oraz niezawodność naszych usług. Korzyści, jakie płyną z wykorzystania ich potencjału, to dowód na to, że zdecydowanie warto otworzyć się na nowe technologie w zakresie transakcji bezgotówkowych.” – dodaje Janusz Diemko, Prezes Zarządu CRE Polskie ePłatności S.A.

Dzień Płatności Bezgotówkowych zainicjowany został przez Koalicję na Rzecz Obrotu Bezgotówkowego i Mikropłatności. Po raz pierwszy obchodzony był 19 października b.r.

 

Źródło: Grupa  Ingenico

Ponad połowa Polaków (51,3 proc.) deklaruje wysoki lub bardzo wysoki poziom zaufania do rodzinnych firm. To ponad dwa razy więcej niż wobec księdza (25,2 proc.), czy bankiera (23,6 proc.) – wynika z raportu firmy doradczej Grant Thornton.

Raport „Polacy o firmach rodzinnych IV. Firmy zbudowane na zaufaniu” przygotowała Fundacja Firmy Rodzinne, której partnerem jest Grant Thornton. W zestawieniu zawodów zaprezentowanych w badaniu respondentom przedsiębiorca zebrał najwięcej odpowiedzi pozytywnych. Łącznie wysoki i bardzo wysoki poziom zaufania do rodzinnego przedsiębiorcy zadeklarowało 51,3 proc. ankietowanych Polaków.

„Wyjątkowo zaskakujące jest to, że więcej Polaków ufa przedsiębiorcom niż urzędnikom państwowym, bankierom, czy nawet księżom i dziennikarzom. Widzimy więc, że prawdziwie uczciwa postawa przedsiębiorców, a także ich działalność społeczna w regionach przekłada się na otwartą postawę społeczeństwa wobec nich” – komentuje cytowana w raporcie prezes Fundacji Firmy Rodzinne Katarzyna Gierczak Grupińska.

„To, z kolei wiąże się z rekomendacjami, jakich udzielamy zarówno produktom i usługom, jak i samym firmom, w tym również sklepom prowadzonym przez rodziny. Polacy zwracają już uwagę nie tylko na to, co kupują, ale także od kogo kupują. Rodzinny charakter producenta lub sklepu jest ważnym argumentem przy rekomendacjach dla ponad połowy Polaków” – dodała.

Zgodnie z raportem, „rodzinność” firmy jest ważnym argumentem branym pod uwagę przy rekomendacjach zakupowych. Ponad 97 proc. Polaków poleca swoim znajomym produkty i usługi, z których są zadowoleni. W tym połowa twierdzi, że robi to zawsze. Dodatkowe znaczenie przy poleceniach ma „rodzinny” charakter producenta – to zdanie przeważającej części rekomendujących. Zauważono, że choć to kobiety częściej wydają rekomendacje, to dla mężczyzn rodzinny charakter producenta ma większe znaczenie.

„Fakt, że sklep jest prowadzony przez rodzinę jest istotną zachętą do częstszych zakupów w takim miejscu. Z takim stwierdzeniem zgadza się bezwarunkowo 47,9 proc. Polaków, a negatywnie odnosi się do niego zaledwie 13 proc. Jest to dodatkowa zachęta bardziej dla młodych osób niż starszych” – napisano w raporcie.

Według raportu, jesteśmy skłonni kupić droższy z dwóch produktów, jeśli będzie on pochodził z firmy rodzinnej. To opinia prawie 38 proc. Polaków. Niemal połowa z tej grupy (49,7 proc.) deklaruje możliwość dopłaty w kwocie 5-10 proc. Jednocześnie powiększa się grono osób zdecydowanych na dopłatę ponad 10 proc. do ceny porównywalnego produktu w przypadku zakupu produktu z firmy rodzinnej.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Podwyżki cen opału to główny powód wrześniowych podwyżek kosztu utrzymania mieszkania i jego wyposażenia. Statystyczna para wydaje na ten cel średnio 568 złotych, a do tego często doliczyć trzeba jeszcze czynsz najmu lub ratę kredytu– wynika z szacunków Open Finance opartych o dane GUS.

Deflację pożegnaliśmy już prawię rok temu i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie miała wrócić. Jej miejsce na dobre zajęła inflacja, czyli wzrost ogólnego poziomu cen dóbr i usług. Póki co nie mamy do czynienia ze skokowymi podwyżkami, ale i tak nasze koszty życia z miesiąca na miesiąc rosną.

Inflację napędzamy sami

Prognozy NBP sugerują, że w najbliższym czasie presja inflacyjna odrobinę spadnie, a w perspektywie 2019 roku zbliżymy się do poziomu 2,5%. Gwałtownych zmian nie sugeruje też wskaźnik przyszłej inflacji (autorstwa BIEC). We wrześniu zanotował on wzrost głównie za sprawą rosnących wynagrodzeń i zatrudnienia, a więc obaw o presję popytową. Póki co sytuacja rozwija się powoli. Kredytobiorcy powinni przygotować się na ewentualne zmiany i okres niskiego oprocentowania długu wykorzystać do nadpłacania swoich zobowiązań lub tworzenia funduszy na przyszłość. Z drugiej posiadacze kapitału powoli odczuwają już, że banki zaczynają bardziej dbać o ich względy. Co prawda podwyżki oprocentowania lokat są skromne, ale od lipca br. na rynku pojawiają się coraz lepsze oferty.

Za mieszkanie płacimy coraz więcej

W przypadku kosztów składających się na utrzymanie dachu nad głową urząd uwzględnia koszty ogrzewania i nośników energii (odpowiadają za 40% kosztów związanych z mieszkaniem), a ponadto m.in. wydatki na dostarczenie mediów, odprowadzenie nieczystości, zakup mebli, AGD, środków czystości czy remontów. We wrześniu najmocniej zdrożał opał – przeciętnie o 2,5%, choć dynamika wzrostu cen niektórych sortymentów węgla była nawet kilkukrotnie wyższa.

Od połowy 2016 roku przeciętny koszt związany z „dachem nad głową” znowu zaczął rosnąć. W tym czasie wydatki per capita podniosły się z poziomu 271,7 zł do 284,2 zł ustanawiając tym samym historyczny rekord. To znaczy, że dwuosobowa rodzina musi wydać na mieszkanie średnio trochę ponad 568 zł miesięcznie. Warto przy tym dodać, że gwałtowny wzrost tych szacunków w połowie 2016 roku wynika z aktualizacji danych na podstawie badania GUS „Warunki Życia”. Wynika z niego, że przeciętne wydatki na utrzymanie mieszkania wynosiły w 2016 roku 221,35 zł (per capita), a na wyposażenie i prowadzenie domu Polacy wydawali przeciętnie po 57,73 zł miesięcznie. Dla porównania w 2015 roku było to odpowiednio 219,48 zł i 54,47 zł.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Według badań NBP, dwie trzecie Polaków uważa, że płatności kartą i smartfonem są wygodniejsze niż gotówką. Głównie ze względu na szybkość i bezpieczeństwo. Transakcja bezgotówkowa zajmuje zaledwie kilka sekund. Kto na zakupach w pierwszej kolejności sięga po banknoty i monety, powinien dokładnie przeczytać ten artykuł. Na jednej transakcji zbliżeniowej można zaoszczędzić 22 sekundy w porównaniu z płaceniem gotówką. Przy 1000 transakcji oszczędność czasu to zatem już 6 godzin – wyliczają eksperci kampanii społecznej „Warto bezgotówkowo”.    

Na zakupach Polacy coraz częściej korzystają z kart płatniczych i smartfonów. Według danych NBP 66 proc. Polaków uważa, że płatności bezgotówkowe jest wygodniejsze od gotówki, przeciwnego zdania jest 27 proc. badanych.

Płacenie kartą jest przede wszystkim szybsze niż inne formy płatności. Jak wynika z danych Barcleycard, brytyjskiego wydawcy kart, przeciętny czas trwania transakcji gotówkowej to 34 sekundy. Tymczasem zapłata np. kartą z wprowadzeniem kodu PIN trwa 27 sekund, a płatność zbliżeniowa to tylko 12,5 sekundy. Wydaje się, że to nieznaczne różnice, ale każdy, kto stał w kolejce do kasy, doceni tę oszczędność czasu.

– Z badań wynika, że aż 79 proc. Polaków reaguje pozytywnie na osoby płacące kartą. Regulując swoje wydatki bezgotówkowo redukujemy kolejki, gdyż takie transakcje są po prostu szybsze niż gotówkowe. Zdarza nam się też oddawać nietrafione zakupy i tu także zwrot na kartę odbywa się sprawniej niż wypłata gotówki. Ponadto, dla przedsiębiorcy koszt obsługi gotówki jest wyższy niż ten wynikający z przyjmowania transakcji bezgotówkowych – mówi Dariusz Marcjasz, Wiceprezes Zarządu KIR.

Zakupy bez portfela

Bezgotówkowe formy płatności nie wymagają też wcześniejszego planowania, ile dokładnie chcemy wydać. Aby mieć ze sobą odpowiednią kwotę gotówki, trzeba się przygotować, zabierając ją z domu lub wypłacić z bankomatu. Płacąc kartą lub telefonem, mamy dostęp do pełnego stanu naszego konta. Gdy więc zdecydujemy się kupić coś droższego niż początkowo planowaliśmy, albo trafi nam się super okazja na zakup kilku rzeczy zamiast jednej, nie musimy marnować czasu na szukanie bankomatu.

– Wiele osób płacących gotówką uważa, że dzięki temu wydaje mniej i ma większą kontrolę nad swoimi finansami. Jednak płacąc bezgotówkowo, wiemy znacznie więcej o swoich nawykach i tym, gdzie wydajemy pieniądze. Wszystkie informacje o wydatkach znajdziemy w aplikacji mobilnej banku lub w historii rachunku w bankowości internetowej. Płacąc kartą lub smartfonem, możemy ustalić sobie limity wydatków, aby kontrolować i ograniczać wydatki – mówi Włodzimierz Kiciński, Przewodniczący Koalicji na Rzecz Obrotu Bezgotówkowego i Mikropłatności.

Na zakupach nie tylko gotówki staje się zbędna, ale nawet portfel z kartami płatniczymi. Obecnie aż 4,5 mln Polaków korzysta z systemu BLIK, który pozwala na płacenie za zakupy smartfonem. Prawie 500 tys. osób korzysta też z technologii HCE oraz Android Pay, w przypadku której dane karty przechowywane w systemie płatniczym, a zapłata nią następuje poprzez zbliżenie telefonu do terminala.

Bezpieczniej bez gotówki

Brak gotówki oznacza także większe bezpieczeństwo zakupów. Szczególnie kiedy chcemy wydać większą kwotę. Zgubiony portfel prawie w każdym wypadku równa się utracie wszystkich zgromadzonych w nim pieniędzy. W przypadku korzystania z kart czy smartfona strata jakichkolwiek pieniędzy z konta to sytuacja zupełnie wyjątkowa. Jeśli zgłosimy do banku utratę karty, to od tego momentu nie ponosimy odpowiedzialności za ewentualne transakcje wykonane przez inne osoby. Gdyby okazało się, że ktoś zrealizował transakcję przed zastrzeżeniem karty, wtedy odpowiedzialność posiadacza ogranicza się do równowartości 150 euro (ok. 640 zł) dla transakcji tradycyjnych i 50 euro (ok. 210 zł) dla transakcji zbliżeniowych.

– Niedawno Sąd Najwyższy uznał, że użycie karty zbliżeniowej przez osobę trzecią wbrew woli właściciela wypełnia znamiona przestępstwa kradzieży z włamaniem. A to oznacza wyższe, niż w wypadku zwykłej kradzieży, zagrożenie karą dla przestępcy. Zatem można stwierdzić, że karta płatnicza przez prawo karne jest lepiej chroniona niż gotówka w portfelu – mówi dr Przemysław Barbrich, ekspert kampanii „Warto bezgotówkowo”.

Coraz częściej robimy także zakupy w internecie. Według danych Izby Gospodarki Elektronicznej bezgotówkowe formy płatności wybiera 56 proc. polskich e-konsumentów. Są to w 28 proc. transakcje kartą, 19 proc. przelewem i 10 proc. BLIKIEM. Zapłatę gotówką przy odbiorze wybiera mniejszość – 27 proc. kupujących – i wynika to zwykle z braku zaufania do e-sklepu, w którym klient kupuje pierwszy raz.

 

Źródło: NBP

Szef mnie zwolni? Nie ma powodów do lęku – odpowiadają najczęściej Polacy. Ponad 3/4 ankietowanych nie boi się utraty pracy, 16% deklaruje umiarkowaną obawę, a jedynie 7% odczuwa duży lęk – pokazują wyniki badania „Monitor Rynku Pracy”.

Zaledwie 23% ankietowanych Polaków obawia się utraty dotychczasowego stanowiska. Jednocześnie rzadziej niż do niedawna respondenci mówią o zmianach zawodowych w ich życiu. Jeśli już się takie pojawiają, to z własnej inicjatywy i dlatego, że oferta nowego pracodawcy była lepsza. Już co drugi badany Polak podaje właśnie taki powód rotacji.

Co piąty badany zmienił w ostatnim kwartale pracę. Tak niskiego poziomu rotacji na rynku pracy nie notowaliśmy w badaniu od blisko 4 lat. W stosunku do poprzedniego kwartału ten odsetek zmniejszył się o 7 p.p. – był to największy spadek w historii Monitora Rynku Pracy.

Dotychczas Polska przodowała w Europie pod względem rotacji. W najnowszej edycji badania, po raz pierwszy od czterech lat, wskaźnik rotacji był niższy niż europejska średnia. Najczęściej pracę zmieniali w ostatnim czasie Francuzi (23%), Brytyjczycy (22%) i Szwajcarzy (22%), najrzadziej – mieszkańcy Luksemburga (8%), Austrii (13%) i Danii (16%).

Od czterech lat jako główny powód rotacji Polacy wskazują lepsze warunki pracy w nowym miejscu zatrudnienia. Od tego też czasu dynamicznie maleje odsetek osób, które pracę zmieniły ze względu na zmiany struktury firmy, co na ogół ma związek ze zwolnieniem.

W najnowszym badaniu co drugi pracownik deklarował, że o zmianie pracy zdecydowała lepsza oferta – jest to najwyższy wynik w historii. Jeszcze cztery lata temu deklarowało tak 30% respondentów. Na osobiste pragnienie zmiany w najnowszej edycji wskazało 29% ankietowanych, a zmiana struktury firmy była powodem rotacji dla 14% uczestników badania (dla porównania cztery lata temu, gdy był to dominujący czynnik, odsetek ten sięgał 30%).

– W wynikach badania widać najdobitniej odwrócenie ról. Pracownik coraz śmielej bierze swoją karierę we własne ręce i podejmuje świadome decyzje, kierując się swoim interesem. Jest coraz bardziej aktywnym uczestnikiem rynku pracy – negocjuje warunki, szuka miejsca pracy, w którym otrzyma coś więcej. Baczniej też obserwuje propozycje pracodawców, bo nie musi już korzystać z pierwszej lepszej. – wyjaśnia Monika Hryniszyn, Członek Zarządu i Dyrektor Personalna w Randstad Polska. Jak dodaje, efektem jest coraz większa liczba pracowników, którzy przekonali się o tym, że taka postawa procentuje. Potwierdza to też wyhamowanie rotacji na rynku pracy – wielu kandydatów już trafiło do firmy, która zaproponowała im dobre warunki.

Od trzech edycji badania maleje liczba respondentów, którzy poszukują nowego zatrudnienia. W tej kategorii notujemy najniższy wynik od wielu lat. Aktywnie nowej pracy szuka 9% ankietowanych, rozgląda się za nowym zajęciem 18% uczestników badania.

W siedmioletniej historii badania Monitor Rynku Pracy jeszcze nigdy Polacy tak rzadko nie przejawiali obaw o utratę pracy. Ponad 3/4 ankietowanych w ogóle nie dostrzega takiego ryzyka, 16% deklaruje umiarkowaną obawę, a 7% – odczuwa duży lęk. Grupą wiekową, która najbardziej boi się utraty pracy są ludzie w wieku od 18 do 24 lat (39%, w tym 13% czuje się silną obawę).

– Pracodawcy muszą przykładać większa troskę do jakości zatrudnienia, bo to chęć poprawy warunków pracy i płacy będzie dominującym powodem zmiany pracodawcy. Względna równowaga na rynku pracy wpływa ogólnie na większe poczucie bezpieczeństwa pracowników. Dzisiejsi pracownicy są bardziej świadomi swojej kariery zawodowej i lepiej ją planują, są nastawieni na podnoszenie kwalifikacji i rozwój zawodowy, a to dobrze wróży polskiemu rynkowi pracy na przyszłość – ocenia prof. dr hab. Jacek Męcina, dyrektor Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego i doradca Konfederacji Lewiatan.

Kolejny raz z rzędu z wynikiem 76% Polacy zajmują miejsce w europejskiej czołówce najbardziej usatysfakcjonowanych pracowników. Tradycyjnie wyprzedzają nas kraje nordyckie – w tym kwartale Dania (83%) i Norwegia (78%). Co ważniejsze, wyniki w Polsce nie różnią się znacząco w zależności od płci czy wieku. Bardziej zadowoleni z pracy są mężczyźni (76%) niż kobiety (74%). Najczęściej satysfakcję zawodową deklarują osoby w wieku od 25 do 34 lat (79%), najrzadziej – respondenci w wieku od 45 do 54 lat (71%). Europejska średnia sięga 70%, a najmniej satysfakcji z pracy czerpią Włosi (65%), Grecy (63%) i Węgrzy (58%).

Wypowiedź: Katarzyna Gurszyńska, dyrektor Instytut Badawczego Randstad, Łukasz Komuda, ekspert Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, redaktor portalu Rynekpracy.org.

Według części ekspertów, za 5-10 lat znikną z rynku sklepy, które nie zdołają dostarczyć klientom żywności w ciągu 1-2 godzin. Polacy będą zamawiać produkty w drodze do pracy i odbierać je po powrocie do domu, tak jak robią to już Amerykanie. Realizację masowych, szybkich i tanich dostaw umożliwi ekonomia współpracy. Dzięki rozładowaniu tzw. peaków sprzedażowych, sieci handlowe obniżą koszty dystrybucji. E-klienci otrzymają swoje artykuły na czas, a odwiedzający placówki zarobią dodatkowe pieniądze.   

W opinii Sebastiana Starzyńskiego, prezesa platformy TakeTask i współautora raportu „Ekonomia Współpracy w Polsce 2016”, w tzw. uberyzacji handlu kluczowe jest wykorzystanie tego, że większość klientów przychodzi do sklepu po pracy. Właśnie wtedy jest największe zapotrzebowanie na dostawy zakupów z e-commerce. Zatem popyt i niewykorzystane dotąd możliwości logistyczne bardzo dobrze się uzupełnią. Oczywiście ekonomia współpracy nie zastąpi całkowicie tradycyjnych usług kurierskich, które wciąż będą potrzebne. Natomiast, na nowym rozwiązaniu skorzystają zarówno zamawiający, jak i klienci w sklepach stacjonarnych, którzy zyskają dodatkowe źródło dochodu, przy okazji własnych zakupów. Taka możliwość zapewne przyciągnie do marketów sporo młodych, przedsiębiorczych osób, np. studentów.

– Współcześni konsumenci rzeczywiście oczekują dostaw w dogodnym dla siebie czasie. Dostęp do towaru stał się ważniejszy, niż samo jego posiadanie. Kiedyś dzielenie się lub wspólne korzystanie z produktu było ryzykowne. Obecnie, dzięki technologiom mobilnym i digitalizacji zaufania, jest to dużo prostsze. Opracowane systemy reputacji i zabezpieczenia płatności podniosły poziom łatwości porozumiewania się stron uczestniczących w ekonomii współpracy, czyli dostarczycieli i klientów – mówi Michał Malanowski, Dyrektor Działu Informatyki w Carrefour Polska.

– Amazon wprowadził m.in. w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Japonii usługę Prime, tzn. dostawy w 2 godziny, a w samym USA – także Amazon Prime Now, realizację zamówień w 60 minut. Gdy potentat e-handlu wejdzie z takimi ofertami do Polski, inni gracze będą musieli mu dorównać. Sklepy, które nie zaczną dostarczać zakupów spożywczych w ciągu 1-2 godzin, upadną za 5-10 lat. Amazon Prime działa już w Niemczech, a więc blisko nas. Warto też dodać, że kilka miesięcy temu gigant kupił Whole Foods Market, amerykańskie supermarkety ze zdrową żywnością. Tym samym zainwestował w fizyczne sklepy prawie 14 mld dolarów. A teraz, jak podejrzewa francuski biznes, Amazon stara się przejąć sieć Carrefour, aby zwiększyć swoje wpływy na naszym kontynencie – informuje Sebastian Starzyński.

– Uberyzacja to nowomodny slogan, który nie określa żadnego nowego trendu. Znana od dawna usługa click and collect, czyli zamów i odbierz, nie musi być przecież realizowana przez zamawiającego, lecz przez jego znajomych czy sąsiadów. Warunkiem tego jest dobrze zorganizowana społeczność lokalna. Inna forma zaangażowania konsumentów to zrodzony w USA ruch prosumencki. Polega on na tym, że konsument staje się również producentem, handlowcem czy nawet współwłaścicielem sieci handlowej. Dzięki temu, korzysta z tańszych zakupów – dodaje Andrzej Wojciechowicz.

Jak zmieni się handel?

Natomiast Sebastian Starzyński podkreśla, że ekonomia współpracy zwiastuje początek transformacji handlu. Poprzez tzw. systemy mikropracy, klienci sklepów zaczynają doręczać innym konsumentom zakupy. W przyszłości dostawy pod dom, będą realizować autonomiczne pojazdy – paczkomaty mobilne. Po dokonanej autoryzacji, klient otworzy jedną ze skrytek i odbierze swoje zakupy. Wtedy udział ludzi zapewne ograniczy się do wnoszenia zakupów po schodach, do mieszkań. W opinii eksperta, powstanie zupełnie nowa rzeczywistość, czego wiele osób jeszcze nie rozumie. Z uwagi na szybki rozwój technologii, pierwsze rozwiązania oparte na inteligentnych pojazdach mogą pojawić się nawet w perspektywie 3-5 lat. Jednak trudno jest przewidzieć tempo zmian legislacyjnych, koniecznych do dopuszczenia takich maszyn do ruchu drogowego.

– Świat postępuje tak szybko, że trudno prognozować, jak ekonomia współpracy zmieni oblicze handlu w perspektywie 5 czy 10 lat. Wiadomo, że dziś Polacy żyją szybko, pracują dużo i są mocno zdigitalizowani. Dlatego, boom na rynku e-commerce wybuchnie, wzmocniony nowymi formami biznesu i konsumowania. E-rynek szybko wzrośnie, a w związku z tym sklepy zyskają nieklasyczne funkcje. Wśród nich będą m.in. platformy dostarczania i odbierania towarów czy też przechowalnie zamówionych zakupów. Szykuje się na tym tle jakościowa zmiana. I handel o tym wie, nie tylko firma Amazon –­ podsumowuje dr Maria Andrzej Faliński.

Według badań aż 55 proc. Polaków deklaruje, otwartość na nowinki technologiczne w zakresie płatności i aktywnie z nich korzysta. Potwierdzaniem tego jest duża popularność płatności zbliżeniowych w naszym kraju. Zawsze byliśmy w tym zakresie pionierem, a dziś już 64,4 proc. transakcji kartami to płatności zbliżeniowe. Nie byłoby to możliwe, gdyby Polacy nie uznawali płatności bezgotówkowych nie tylko za wygodniejsze, ale i za bezpieczniejsze niż gotówkowe – uważają eksperci akcji „Warto bezgotówkowo”.

Karty zbliżeniowe pojawiły się w Polsce, jako w jednym z pierwszych krajów na świecie, w 2008 roku. Dziś mamy ich już 29,4 mln., a płatności nimi stanowią aż 64,4 proc. wszystkich transakcji kartami. W tym zakresie wyprzedziliśmy inne nacje – również te z większymi niż nasz sektorami bankowymi –  które dopiero teraz nadrabiają do nas dystans. Na przykład w Wielkiej Brytanii która stanowi jeden z najważniejszych rynków kartowych w Europie płatności zbliżeniowe w czerwcu br. stanowiły tylko 34 proc. wszystkich płatności kartami, choć karty takie zadebiutowały tam rok wcześniej niż w Polsce.

– 46 proc. Polaków uważa, że gdyby od jutra nie było możliwości płacenia gotówką, a jedynie kartą zbliżeniową, to byłoby to dla nich wygodne. Karty zbliżeniowe osiągnęły w naszym kraju ogromny sukces, co przyczyniło się do zmiany przyzwyczajeń i szybkiego wzrostu segmentu płatności bezgotówkowych. A to jeszcze nie koniec wzrostu, bo wciąż spora liczba Polaków nie ma konta w banku lub karty z funkcja zbliżeniową – mówi Włodzimierz Kiciński, Przewodniczący Koalicji na Rzecz Obrotu Bezgotówkowego i Mikropłatności.

Jesteśmy gotowi na nowoczesność

W badaniu przeprowadzonym przez ING, aż 40 proc. Polaków zadeklarowało, że gdyby to zależało od nich, to już dziś płaciliby tylko bezgotówkowo. Okazuje się, że w Europie jesteśmy na trzecim miejscu, a więc w czołówce jeśli chodzi o rezygnację z gotówki. Jeszcze bardziej  nastawieni na bezgotówkowe płatności są tylko Włosi i Turcy. Mniejszą od nas chęć na zmiany w tym kierunku przejawiają Brytyjczycy, Niemcy, Czesi, Hiszpanie, a nawet mieszkańcy Stanów Zjednoczonych.

– Na razie tylko 8 proc. Polaków stwierdza, że chciałoby, aby już dziś z gotówka została wycofana z obrotu. Dla wielu z nas jest to jeszcze trudne do wyobrażenia. Jednak kolejne lata przyniosą ekspansje płatności bezgotówkowych w obszarach, gdzie wcześniej był z tym problem. Szerokie wprowadzenie takich płatności,  na przykład w urzędach i administracji spowoduje, że scenariusz rezygnacji z gotówki stanie się bardziej realny – mówi Dariusz Marcjasz, Wiceprezes Zarządu KIR.

Po bezgotówkowej stronie mocy

Ostatnie lata upłynęły pod znakiem popularyzacji wszystkich bezgotówkowych form rozliczeń. Jeszcze w 2009 roku aż 64 proc. Polaków jako ulubiony sposób płatności wskazywało gotówkę, płatność kartą wybierało 36 proc. 7 lat później tendencja się odwróciła i płatność kartą preferuje 61 proc. badanych, a gotówką już tylko 39 proc. Podobne zmiany dotknęły sposobu płacenia za rachunki. W roku 2009 opłacało je gotówką 72 proc. badanych, podczas gdy bezgotówkowo robiło to 28 proc. Obecnie 57 proc. wybiera formy bezgotówkowe, a 43 proc. gotówkę.

Jednym z elementów który wpłynęły na te zmiany, jest mocne poczucie Polaków, że rozliczenia bezgotówkowe są bardziej bezpiecznie – za takie uważa je 65 proc. z nas, podczas gdy płatności gotówkowe 55 proc. W Europie trend jest odwrotny i większym zaufaniem cieszy się gotówka (59 proc. vs 55 proc.).

– Ogromnym sukcesem banków i instytucji finansowych jest to, że odsetek Polaków określających płatności bezgotówkowe jako bezpieczne jest wyższy niż w przypadku gotówki. Dowodzi to, że bezgotówkową gospodarkę budujemy na bardzo mocnym fundamencie jakim jest zaufanie. W Europie tylko Hiszpanie mają większe zaufanie do płatności bezgotówkowych – podkreśla dr Przemysław Barbrich ze Związku Banków Polskich, ekspert akcji „Warto Bezgotówkowo”.

 

W ciągu ostatnich dziesięciu lat odsetek Polaków mieszkających w domach wzrósł z 49,7 do 57,4 proc. Więcej osób przenosi się do domów wolnostojących niż do szeregowców lub bliźniaków.

42,5 proc. Polaków mieszka w domach wielorodzinnych – wynika z danych Eurostatu przeanalizowanych przez Home Brokera. Zdecydowana większość z nich, bo niemal ośmiu na dziesięciu, zamieszkuje w budynku z 10 lub więcej lokalami mieszkalnymi. Na przestrzeni lat można jednak zaobserwować tendencję do przenosin z mieszkań do domów, w blokach mieszka coraz mniej ludzi. Jeszcze dziesięć lat temu było to ponad 50 procent.

Mniej ludzi w polskich miastach

W ostatnich latach liczba miast liczących powyżej 100 tys. mieszkańców spadła w Polsce z 41 do 39, jednocześnie zmniejsza się odsetek ludności żyjącej w miastach. Wg Eurostatu, od 2005 do 2016 r. obniżył się on z 40,9 do 32,6 proc. Co ciekawe, odsetek ludzi żyjących na wsi również spadł (z 46,2 do 42,6 proc.). Dwukrotnie za to wzrosła liczba osób, które mieszkają w małych miastach i na przedmieściach. W 2005 było to 12,9 proc., a w 2016 – 24,9 proc.

Wiele osób rezygnuje z życia w dużym mieście i przeprowadza się poza jego granice, za cenę mieszkania kupując dom. Mimo że deweloperzy budują w ostatnich latach w Polsce sporo osiedli szeregowców i bliźniaków, to odsetek osób mieszkających w domach wolnostojących rośnie szybciej. Od 2005 do 2016 r. zwiększył się z 44,4 do 51,9 proc., podczas gdy w przypadku szeregowców i bliźniaków zmiana była kosmetyczna (wzrost z 5,1 do 5,4 proc.). Te liczby oznaczają, że dziewięciu na dziesięciu Polaków mieszkających w domu, mieszka w domu wolnostojącym.

Z danych Eurostatu można tez wyciągnąć wnioski o strukturze zabudowy wielorodzinnej. Spośród Polaków mieszkających w tego typu nieruchomościach (42,5 proc.), prawie 80 proc. mieszka w budynku, w którym jest 10 lub więcej lokali. Wartość ta od lat utrzymuje się na podobnym poziomie.

Polska na tle innych krajów UE

Łączny odsetek osób mieszkających w domach w Polsce (57,4 proc.) jest podobny jak w całej Unii (57,3 proc.), acz zróżnicowanie jest spore. W domach mieszka 34 proc. Hiszpanów i 92,5 proc. Irlandczyków.

Także podział pomiędzy domy wolnostojące i segmenty jest wewnątrz Unii bardzo różny. Najwięcej wolnostojących domów jest na Bałkanach, mieszka w nich ponad 70 proc. Chorwatów i 65 proc. Serbów i Słoweńców. Z kolei jak na lekarstwo budynków tego typu znajdziemy na Malcie (ok. 5 proc.), niewiele jest też w Hiszpanii (12 proc.). Szeregowce i bliźniaki to zaś domena Wielkiej Brytanii, Irlandii i Holandii. W budynkach tego typu mieszka 50-60 proc. obywateli. Prawie nie występują one za to w Rumunii i na Słowacji (poniżej 2 proc.).

W całej Unii w budynkach wielorodzinnych mieszka ok. 42 proc. ludzi. Najwięcej, bo ponad 60 proc. w Hiszpanii, Łotwie, Estonii i Szwajcarii, najmniej zaś w Irlandii, zaledwie 7,4 proc. 15-20 proc. ludzi mieszka w budynkach wielorodzinnych w Holandii, Chorwacji, Norwegii i Wielkiej Brytanii. Na Malcie dziewięciu na dziesięciu mieszkańców budynku wielorodzinnego mieszka w budynku niewielkim (do 10 lokali). Odwrotna sytuacja jest w Finlandii, gdzie ponad 95 proc. mieszkańców bloków mieszka w budynkach z 10 lub więcej lokalami.

Zaobserwowany w Polsce trend przenoszenia się do małych miast i na przedmieścia aglomeracji jest widoczny w całej Unii. Odsetek osób, które żyją w takich miejscach rośnie m.in. w Wielkiej Brytanii, Skandynawii, Czechach czy Niemczech, a największy (prawie 50 proc. lub więcej) jest we Włoszech, Belgii i Szwajcarii.

 

Źródło; Home Broker

Obecnie jesteśmy bardziej skłonni do poszukiwania nowej pracy. Sprzyja temu nie tylko niskie bezrobocie, ale także zmiana mentalności pracowników, którzy nie przywiązują się do jednego pracodawcy. Jakimi czynnikami poza wynagrodzeniem kierują się Polacy przy poszukiwaniu nowej posady? Atmosfera w firmie, a także możliwości rozwoju i benefity – to trzy główne czynniki, na które zwracają uwagę – wynika z badania Ipsos wykonanego dla firmy finansowej Wonga.

Prawie 80 proc. Polaków deklaruje, że jest usatysfakcjonowana wykonywaniem obecnej pracy. Z kolei 27 proc. zmieniło miejsce zatrudnienia bądź stanowisko w ciągu pierwszych sześciu miesięcy roku. To najwyższy wynik spośród innych krajów europejskich biorących udział w badaniu „Monitor Rynku Pracy” firmy Randstad.  Zmianie miejsca zatrudnienia sprzyja sytuacja na polskim rynku – stopa bezrobocia w naszym kraju jest na rekordowo niskim poziomie. Jej szacunkowa wartość w sierpniu br. wyniosła 7,1 proc. Niskie bezrobocie sprawia, że pracownicy mogą wybierać spośród wielu ofert pracy. Ta sytuacja jest dla firm nie lada problemem. Dlatego prześcigają się w pomysłach, jak przyciągnąć lub zatrzymać u siebie najlepszych specjalistów. W obecnych czasach konkurencyjne wynagrodzenie już nie wystarczy. Na co poza aspektem finansowym zwracają uwagę Polacy podczas poszukiwania nowego miejsca pracy? Ipsos na zlecenie firmy finansowej Wonga zapytał o to Polaków.

To jest ważne

Jak wynika z badania, ponad 60 proc. respondentów zwracałoby uwagę na atmosferę, jaka panuje w firmie. To czynnik najczęściej wskazywany przez ankietowanych. Z kolei dla 41 proc. Polaków ma znaczenie to, czy firma troszczy się o rozwój pracowników. Kursy, szkolenia czy udział w konferencjach i seminariach to podstawowe środki stosowane przez pracodawców w celu podniesienia kwalifikacji swojej kadry. Natomiast, jak wynika z badania Wonga, 35 proc. ankietowanych przy zmianie miejsca pracy, poza finansami, uwzględni także to, czy firma oferuje benefity dla swoich pracowników, takie jak opieka medyczna czy karnety na siłownię lub basen.

– W dzisiejszych czasach nie da się konkurować o pracownika jedynie atrakcyjnym wynagrodzeniem. Atmosfera, możliwość rozwoju, a także benefity – to trzy najważniejsze czynniki brane pod uwagę przez Polaków przy zmianie pracy.  Zapewnienie opieki medycznej i inne liczne korzyści to w większości firm standard. Jednak kluczowym elementem staje się atmosfera. Obecnie pracownicy poszukują przedsiębiorstw, w których nie tylko mogą liczyć na godziwe wynagrodzenia, ale także, gdzie pracuje się dobrze, gdzie panuje przyjacielska atmosfera. Wiemy, jak jest to istotne. Dlatego stworzyliśmy firmę, w której każdy jest ważny i do której chce się przychodzić – wskazuje Anna Fiejko, dyrektor ds. Personalnych Wonga w Polsce.

Poza aspektami dotyczącymi ściśle samego pracownika, Polacy przy zmianie zatrudnienia zwracają uwagę także na renomę firmy. Co piąty ankietowany patrzy na markę przedsiębiorstwa lub opinie na jego temat w kanałach social media. Prestiżowa pozycja potencjalnego pracodawcy, a także sposób komunikowania się ze społeczeństwem to czynniki, coraz częściej rozważane przy poszukiwaniu pracy. Są one istotne zwłaszcza dla młodego pokolenia, tzw. generacji Y. Ponad 25 proc. młodych deklaruje, że jest to dla nich ważna kwestia. Jednocześnie w gronie osób w wieku 35-44 zdanie to podziela tylko 12 proc. Jedynie 18 proc. badanych uważa, że historia firmy oraz jej ugruntowana pozycja na rynku to element istotny przy wyborze nowego zatrudnienia. Z kolei 14 proc. respondentów będzie kierować się reputacją potencjalnego przełożonego.

Kobieta i mężczyzna szukają pracy

Praca zawodowa kobiet i mężczyzn różni się na wielu płaszczyznach – m.in. w sposobie myślenia i podejmowania decyzji. Zróżnicowanie możemy również zauważyć, jeżeli chodzi o czynniki brane pod uwagę przy wyborze nowego miejsca pracy.

Jak wynika z badania Wonga, na atmosferę w pracy wskazywały najczęściej kobiety (63 proc. vs. 60 proc. ). To, czy firma dba o rozwój swojej kadry, jest ważne dla 44 proc. pań, w porównaniu do 38 proc. panów.  Podobnie sytuacja wygląda, jeżeli chodzi o ofertę dodatkowych benefitów. Jest to istotny element dla 38 proc. kobiet oraz 33 proc. mężczyzn. Jak pokazują badania, dla pań nieznacznie bardziej liczy się nie tylko pozycja firmy, ale przede wszystkim to, co może dodatkowo zaoferować pracownikom prócz oczywistych elementów, takich jak wynagrodzenie.

Co ciekawe, Polacy częściej niż Polki wskazują na takie aspekty, jak marka firmy (25 proc. vs. 13 proc.). Możemy zauważyć, że dla mężczyzn ważna jest nie tylko atmosfera w pracy, ale także prestiż oraz konkurencyjność na rynku w porównaniu do innych firm.

 Źródło; Wonga

Ich pomysł na biznes upraszcza do minimum procesy związane z wysyłaniem paczek. Aplikacja Mitto+, którą stworzyli samodzielnie od podstaw, to pierwsze tego typu rozwiązanie na rynku KEP. Teraz chcą zdobywać klientów w Polsce i zagranicą, argumentując, że ich narzędzie pozwoli firmom uzyskiwać najbardziej konkurencyjne ceny za usługi przewozowe.

Z raportu PWC wynika, że Polacy wysyłają 300 mln paczek rocznie. W 2018 roku liczba ta ma wynieść 440 mln, a wartość rynku osiągnąć zawrotne 6,4 mld zł. Jednocześnie przedsiębiorcy oczekują od firm kurierskich szybkiej obsługi, jakości i wygody dostaw. Odpowiedzą ma być Mitto+, aplikacja służąca do wysyłania przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych, która pozwala na optymalizowanie procesów logistycznych w firmie. W skrócie polega to na tym, że użytkownik – przedsiębiorca, logistyk czy każda inna osoba, także prywatna, za darmo instaluje aplikację, za pośrednictwem której zleca wysyłkę przesyłek – detalicznych (paczki, palety i listy) oraz masowych. Po wpisaniu podstawowych danych dotyczących zlecenia lub zaimportowaniu listy, może wybrać jedną lub kilka firm kurierskich, bez konieczności podpisywania umów z przewoźnikami. Minimalizuje w ten sposób formalności oraz oszczędza czas i pieniądze, ponieważ dzięki algorytmom Mitto+ podpowiada, które firmy mają najwyższe wskaźniki doręczeń i jak kształtują się ceny za usługę u wszystkich kurierów.

Czym Mitto+ różni się od innych rozwiązań na rynku

Oczywiście, rozwiązania służące do porównywania cen za usługi przewozowe i nadawania paczek są już na rynku. Czym różni się od nich Mitto+? Tym, że aplikacja daje nie tylko informacje o cenach, ale przede wszystkim dostarcza za darmo profesjonalne doradztwo oraz algorytmy sztucznej inteligencji. Jak tłumaczy Łukasz Konopacki, współtwórca Mitto+: – Badając zapotrzebowanie na rynku KEP zauważyliśmy, że brakuje łatwego w obsłudze, a przy tym kompleksowego narzędzia, które pozwoli poprawiać i ulepszać łańcuchy dostaw oraz procesy dystrybucji. Wszystkie dostępne rozwiązania okazywały się być dedykowanymi klientom konkretnego przewoźnika, a nie ogółowi klientów korzystających z usług kurierskich lub oferowały jedynie możliwość nadania przesyłki, bez profesjonalnego doradztwa i audytów.

Jak dodaje Rafał Kasprzak, współzałożyciel Mitto+: – Poza tym aplikacja jest tak skonstruowana, aby rozwiać się razem z biznesem użytkownika. Im więcej paczek jest wysyłanych, tym koszty za przesyłki są niższe.

Ruszają na podbój Europy

O sukcesie Mitto+ może zaważyć specyfika działania rynku KEP. Każdy przewoźnik oferuje jakąś topową usługę: jeden gwarantuje dostawy w 24 godziny, drugi daje konkurencyjne ceny na duże gabaryty, jeszcze inny specjalizuje się w wysyłce produktów wymagających szczególnych warunków w czasie transportu. Przy tak szerokiej ofercie potrzebne jest profesjonalne doradztwo, aby móc optymalizować koszty przy współpracy z różnymi kurierami. Właśnie takie usługi oferuje zespół Mitto+. Każdy użytkownik po zainstalowaniu aplikacji otrzymuje dostęp do indywidualnego opiekuna, który przeprowadza w pełni bezpłatny audyt transportu, aby znaleźć optymalne rozwiązanie na wysyłkę przesyłek. Samo narzędzie Mitto+, opierając się na algorytmach sztucznej inteligencji, sugeruje odpowiedniego przewoźnika dla wprowadzonej w systemie przesyłki. To ważne, ponieważ dla różnych firm znaczenie mają inne aspekty – dla przykładu przedsiębiorstwa produkcyjne wymagają terminowości dostaw, a sklepom internetowym zależy na uzyskiwaniu możliwie najniższych kosztów wysyłki.

Mitto+ ruszyło na początku września 2017 roku. W ciągu czterech tygodni od wystartowania, przy nakładzie 100 zł na reklamę, pozyskało pięciu dużych klientów, a łączna suma przesyłek wyniosła 10 tys. To bardzo dobry wynik, szczególnie że wersja webowa dedykowana klientowi indywidualnemu ruszy dopiero z początkiem października. W kolejnych planach zespół Mitto+ uruchomi aplikację na platformy mobilne, która umożliwi dostarczanie przesyłki w miejsce aktualnego pobytu odbiorcy, co będzie rewolucją w przesyłkach indywidualnych. – Od samego początku stawiamy na rozwój. Dlatego na tę chwilę opieramy się już nie tylko na rynku krajowym, ale rozszerzamy działalność także na całą Europę – podsumowuje Łukasz Konopacki.

 

Źródło: www.mittoplus.pl

Najnowsze dane GUS pokazują, że inflacja wzrosła do 2,2%. Przy takim poziomie zdecydowana większość lokat bankowych przynosi straty w ujęciu realnym. Z wyliczeń Expandera wynika, że aby zarabiać, ich oprocentowanie musi wynieść przynajmniej 2,72%. Tymczasem banki oferują średnio 1,47%. Nie powinno więc dziwić, że Polacy wypłacili z banków już 9% (26 mld zł) swoich oszczędności, a firmy aż 17% (16 mld zł).

Ze wstępnych danych GUS wynika, że wyraźnie przyspieszył wzrost cen w Polsce – we wrześniu były one 2,2% wyższe niż przed rokiem. To nie tylko oznacza, że musimy wydawać więcej na życie. Dodatkową konsekwencją jest również to, że pieniądze, które nie pracują, szybciej tracą na wartości. Przy wyższej inflacji rosną również wymagania w stosunku do lokat bankowych. Ich oprocentowanie musi wynieść teraz przynajmniej 2,72%, żeby zapewnić nam choćby utrzymanie realnej wartości posiadanych oszczędności.

Na przeciętnej lokacie tracimy 100 zł

Wzrost cen sprawia, że co prawda po zakończeniu lokaty otrzymujemy więcej pieniędzy niż na nią wpłaciliśmy, ale i tak możemy za te środki kupić mniej niż na początku. Dla przykładu, deponując 10 000 na lokacie rocznej z oprocentowaniem 1,5%, po roku otrzymamy 10 122 zł (odliczając podatek). Jednak ze względu na wzrost cen, za towary, które wcześniej kosztowały 10 000 zł, trzeba będzie zapłacić 10 220 zł. W rezultacie, tak naprawdę zakładając taką lokatę tracimy w ujęciu realnym prawie 100 zł.

Nie powinno więc dziwić, że Polacy wypłacają pieniądze z lokat. W sierpniu wycofali kolejny już miliard złotych, a od lutego 2016 r. – 26,6 mld zł. Firmy wypłaciły natomiast 16,2 mld zł. W ich przypadku relatywne wypłaty były jednak nawet większe w porównaniu do gospodarstw domowych, gdyż 16,2 mld zł oznacza spadek aż o 17%. Warto jednak dodać, że nie ma w tym nic złego, jeśli ktoś wypłaca pieniądze z lokaty i inwestuje je efektywniej. Niestety w wielu przypadkach zniechęcenie do lokat objawia się tym, że oszczędności trzymane są na zwykłych, nieoprocentowanych rachunkach bankowych. W takiej sytuacji tracą na wartości jeszcze bardziej.

Nowe obligacje skarbowe na 1,5%

Co ciekawe, mimo że Polacy zniechęcili się do niskiego oprocentowania, Ministerstwo Finansów zdecydowało się wprowadzić 3-miesięczne obligacje skarbowe z oprocentowaniem 1,5% w skali roku. Taki poziom jest zbliżony do przeciętnego oprocentowania w bankowych i również nie daje szansy na zysk wyższy od inflacji. Na tą ofertę powinni jednak zwrócić uwagę klienci PKO BP. Bank ten na 3-miesiecznej lokacie oferuje im bowiem 0,5%-0,8% zysku. Tymczasem, za pośrednictwem jego systemu obsługi elektronicznej, w kilka chwil można skorzystać z obligacji dającej 1,5% zarobku. Oczywiście obligacje te bez problemu mogą kupić także klienci innych banków.

Warto też dodać, że dużo wyższe oprocentowanie uzyskamy inwestując w obligacje przedsiębiorstw. Dla przykładu PKN Orlen niedawno oferował 2,81% w skali roku. Bez problemu znajdziemy też inne firmy zachęcające do swoich obligacji z oprocentowaniem 5%-6%. W przypadku tego rodzaju inwestycji trzeba jednak pamiętać, że ryzyko jest znacznie większe niż w przypadku lokat bankowych czy obligacji skarbowych. W sytuacji upadłości przedsiębiorstwa oferującego swoje obligacje, możemy nie odzyskać części lub nawet całości zainwestowanej kwoty.

 

Źródło : Jarosław SadowskiGłówny analityk Expander Advisors

Eko-żywność, produkty rzemieślnicze, wsparcie młodych artystów… Na co Polacy coraz chętniej wydają swoje oszczędności? Zdecydowanie częściej przy zakupach biorą pod uwagę dobro środowiska i swoje zdrowie oraz szukają produktów dobrych jakościowo. Sprawdź, na co nie szkoda nam gotówki – niektóre wybory mogą okazać się zaskoczeniem!

Poniżej prezentujemy listę 5 grup produktów i usług, na które nasi rodacy nie żałują pieniędzy.

Domowe przetwórstwo

Domowe przetwory z owoców i warzyw znów stały się modne. Polacy coraz chętniej decydują się na wekowanie czy pasteryzację owoców, warzyw oraz gotowych potraw. W tym celu zaopatrują się w sezonowe produkty, z których później przygotowują kompoty, dżemy czy sałatki. Wszystko to po to, aby móc cieszyć się smakiem rodzimych przetworów przez cały rok.

Żywność ekologiczna

Polacy coraz większą wagę przykładają do jakości żywności. Zależy im, aby warzywa, owoce czy produkty odzwierzęce pochodziły ze sprawdzonego źródła, a ich produkcja przebiegała naturalnie i ekologicznie. Dlatego też coraz chętniej sięgają po żywność organiczną – produkty bez dodatków chemicznych, czyli pestycydów i nawozów sztucznych.

Produkty regionalne i dzieła rzemieślników

Na fali ekologii, fair trade, ruchów zero waste i powrotu do tradycji Polacy doceniają także polskie, rzemieślnicze produkty. Ubrania od projektantów w całości wyprodukowane w Polsce, meble i sprzęty wykonane na zamówienie przez regionalnych rzemieślników są unikatowe, wytrzymałe i dobrej jakości, a ich zakup wspiera krajową gospodarkę i pomaga w rozwoju rodzimego designu.

Crowdfunding

Wspieranie projektów młodych artystów, wynalazców czy inżynierów pozwala odkryć nowatorskie rozwiązania oraz rozpowszechnić unikatowe dzieła sztuki. Wszystko to za sprawą działań crowdfundingowych – czyli finansowego wsparcia danego pomysłu przez internautów w zamian za określone korzyści. Polacy chętnie pomagają artystom (coraz częściej także blogerom) w realizacji ich projektów, a dzięki temu sami stają się współtwórcami danej inicjatywy.

Akcje charytatywne

Wspieranie akcji charytatywnych staje się coraz bardziej powszechne wśród Polaków. Mowa tutaj nie tylko o wpłatach finansowych, ale również udziale w maratonach, wolontariatach, zbiórkach czy organizowaniu własnych inicjatyw. Polacy dbają o promowanie takich akcji i aktywnie zachęcają znajomych i rodzinę do pomocy.

 

Źródło; HRS

Powrót do wieku emerytalnego w postaci 60 i 65 lat stało się faktem. Nie oznacza to jednak, że wszyscy, którzy nabyli i w przyszłości nabędą uprawnienia do świadczeń zrezygnują z aktywności zawodowej. Z danych Kantar Millward Brown dla Work Service wynika, że blisko 54% Polaków planuje po przejściu na emeryturę dalej pracować. Powody? Przeważają te finansowe. Polacy pozostając na rynku pracy chcą albo otrzymać wyższe świadczenie albo dorobić do już otrzymywanego. Blisko 18% kieruje się jednak innymi przesłankami niż pieniądze. To dobra informacja dla pracodawców, bo masowy odpływ pracowników mógłby mocno odbić się na ich bieżącej działalności.

Od 1 października wszyscy mężczyźni, którzy mają 65 lat i kobiety, które osiągnęły wiek 60 mogą przejść na emeryturę. To efekt obniżenia wieku emerytalnego z 67 lat dla obu płci. Z szacunków Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że po zmianach prawo do świadczeń uzyska dodatkowo ponad 330 tys. osób. Istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że część tych osób pozostanie na rynku pracy. Podobnie będzie w przyszłości, kiedy uprawnienia będą nabywać kolejne roczniki. Potwierdzają to dane Work Service, z których wynika, że 53,7% Polaków planuje pozostać na rynku pracy po osiągnięciu wieku emerytalnego.

Nasze dane pokazują, że 36% osób pracujących kieruje się względami finansowymi. Chodzi o wyższe świadczenie i dorobienie do emerytury. W obu przypadkach dłuższa aktywność zawodowa ma się przełożyć na lepszy poziom życia. Dzisiejsze świadczenie, które wynosi średnio ok. 1780 zł netto wielokrotnie nie zaspokaja potrzeb osób starszych. Tym bardziej, że mediana jest o blisko 200 zł niższa. Jednocześnie to, że Polacy chcą pracować na emeryturze jest dobrą informacją dla pracodawców. Tym bardziej, że wobec rosnących niedoborów kadrowych, każdy odpływ pracowników to dla firm ogromny kłopot – komentuje Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Najbardziej chętni do pracy są seniorzy

Patrząc na kategorie wiekowe to największy odsetek deklarujących aktywność zawodową po przejściu na emeryturę znajduje się wśród osób powyżej 60 roku życia i wynosi 60,2%. W tej grupie 15,4% badanych uznaje potrzebę dalszej pracy, aby opóźnić pobieranie świadczenia emerytalnego i tym samym zwiększyć jego wartość. Z kolei niemal co trzecia osoba (30,3%) kieruje się dorobieniem do otrzymywanego świadczenia. Natomiast wśród Polaków między 18 a 24 rokiem życia chęć do pracy po wejściu w wiek emerytalny jest jedna z najmniejszych i wynosi 49,8%. Jest to spowodowane m.in. oddaloną perspektywą emerytury, która może nie być poważnie brana pod uwagę przez osoby dopiero rozpoczynające swoją przygodę z rynkiem pracy.

W kontekście wchodzących w życie zmian wieku emerytalnego powinna cieszyć informacja, że w grupie 60+ występuje tak duża chęć pozostania na rynku pracy. Bliska perspektywa emerytury i świadomość wysokości świadczeń na pewno działa mobilizująco, ale jest z pewnością skorelowana z większą dostępnością miejsc zatrudnienia – dodaje Maciej Witucki.

Etat i niskie zarobki zachęcają do emerytury

Polacy pracujący na pełny etat (49,3%) rzadziej myślą o aktywności zawodowej na emeryturze niż osoby, które mają inne formy zatrudnienia (60,7%). Co ciekawe jeśli przeanalizuje się deklaracje badanych pod względem płac, to najrzadziej aktywność zawodową deklarują ci, którzy zarabiają co miesiąc poniżej 2000 zł (49,3%). W ich przypadku różnica w miesięcznych dochodach z pracy i emerytury byłaby niewielka. Inaczej jest w grupach lepiej zarabiających, w których skłonność do pozostania na rynku pracy jest wyraźnie większa. W przypadku osób otrzymujących co miesiąc między 2000 a 2999 zł odsetek ten wynosi 60,3%, a wśród ludzi, których pensja przekracza 3000 zł 60,5%.

 

Źródło: Grupa Kapitałowa Work Service

Zainteresowanie promocjami wśród Polaków utrzymuje się na stałym poziomie, chociaż konsumenci dostrzegają też ciemne strony akcji promocyjnych, jak zawyżanie cen sprzed promocji czy niską atrakcyjność gadżetów. Mimo to Polacy deklarują, że w kolejnych miesiącach będą częściej korzystać z promocji niż dotychczas. Nadal to obniżki cen produktów czy usług są najbardziej atrakcyjnym typem promocji, jednak ich atrakcyjność spadła w porównaniu z ubiegłym rokiem o 10 punktów procentowych. Z kolei na atrakcyjności najbardziej zyskuje testowanie produktów i usług – wynika z Monitora Promocji 2017 ARC Rynek i Opinia.

Wzrasta znajomość różnych form promocji – więcej osób niż jeszcze przed rokiem zna promocje polegające na zaproszeniach na imprezy, jak również wydarzenia sponsorowane, konkursy czy loterie.  Największy wzrost znajomości wspomaganej odnotowany został przy degustacjach, z którymi spotkało się 2/3 badanych, a także przy zwrocie pieniędzy w przypadku braku efektów oraz testowaniu produktów, na które wskazała połowa respondentów.

Zdecydowanie najbardziej atrakcyjną promocją w opinii Polek i Polaków są obniżki cenowe. Niemniej odsetek klientów uznających je za najbardziej atrakcyjne jest niższy niż w roku ubiegłym. Konsumenci deklarują też rzadsze korzystanie z tego typu promocji (83% w 2016 roku versus 79% w 2017 roku).

Tegoroczny wzrost znajomości większości typów promocji może z jednej strony świadczyć o wysokiej intensywności działań promocyjnych producentów, dystrybutorów, sieci handlowych czy usługodawców, z drugiej zaś o coraz większej świadomości konsumenckiej w tym zakresie. To powoduje, że konsumenci są bardziej ostrożni w stosunku do promocji i mają narzędzia, aby sprawdzić, czy dana promocja jest rzeczywiście opłacalna. Wielu z nich, będąc jeszcze w sklepie, sprawdza na smartfonie, czy oferowana atrakcyjna cena rzeczywiście jest najniższa na rynku. Ponadto, konsumenci wymieniają się w mediach społecznościowych oraz na różnych forach bieżącymi informacjami na temat aktualnych promocji. Tak więc wymiana informacji jest błyskawiczna. – komentuje dr Adam Czarnecki z ARC Rynek i Opinia

W 2017 roku niemal co ósmy respondent zrezygnował z korzystania promocji polegającej na obniżce ceny produktu lub usługi, a co dziesiąty z degustacji produktów i loterii.

Respondenci jako powody rezygnacji z różnych typów promocji twierdzili, że ich zdaniem ceny są zawyżane przed promocją, a na przykład gratisy są mało atrakcyjne lub nieprzydatne. Ponadto, konsumenci wskazywali, że wydawali pieniądze na rzeczy, których nie potrzebują, tylko dlatego, że mieli do wykorzystania kupon.

  • Najczęściej wskazywane problemy związane z promocjami:
    • Zawyżanie ceny przed wprowadzeniem promocji – kupiony produkt kosztuje
      w efekcie więcej lub tyle samo co tuż przed wprowadzeniem promocji.
    • Niejasne zasady promocji – np. skomplikowane regulaminy konkursów albo brak jednoznacznej informacji, które produkty danej marki są objęte promocją.
    • Niedostępność produktów objętych promocją – dotyczy  to zwłaszcza produktów FMCG, ograniczonej ofercie czasowej czy geograficznej.
    • Niewywiązywanie się organizatorów promocji ze zobowiązań – zwłaszcza w kontekście konkursów i loterii, ale także sytuacji, kiedy rabat naliczany jest przy kasie.

Promocje, mimo iż pozytywnie odbierane przez zdecydowaną większość społeczeństwa, mają swoje ciemne strony. Jest grupa klientów, którzy mają poczucie, że są oszukiwani poprzez zawyżanie cen sprzed promocji czy też naciągani na rzeczy, których nie potrzebują. Na razie jest to niski odsetek, który w porównaniu z ubiegłymi latami nie rośnie. Dlatego tak ważne jest, aby producenci, handlowcy i usługodawcy organizowali promocje tak, by ich uczciwość nie budziła wątpliwości. Polski konsument, mający duży wybór, coraz baczniej przygląda się miejscom, w których wydaje pieniądze – dodaje dr Adam Czarnecki z ARC Rynek i Opinia.

 

Źródło: ARC Rynek i Opinia

Eksperci

Lipka: Młodzi Polacy nie garną się do pracy. To problem

Tylko 10 procent młodych Polaków, którzy kształcą się po 18. roku życia, decyduje się na łączenie na...

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

AKTUALNOŚCI

Firmy szkoleniowe apelują o VAT bez wad

Firmy muszą pokrywać koszty VAT na usługi doradcze finansowane z funduszy europejskich. Tracą na tym...

Apel do Szydło i Kaczyńskiego w sprawie limitu składek na ZUS

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje...

Konsumpcja dalej będzie ciągnęła gospodarkę

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wy...

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...

Inwestycje firm spadają siódmy kwartał z rzędu

W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. przychody przedsiębiorstw średnich i dużych wzrosły o 9,4 proc., ...