niedziela, Październik 21, 2018
Facebook
Home Tagi Wpis otagowany "podstawową stopą procentową NBP"

podstawową stopą procentową NBP

Rada Polityki Pieniężnej od ponad trzech lat utrzymuje stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie i zapowiada, że nieprędko zmieni ich wysokość. Tymczasem oprocentowanie kredytów idzie w górę.

Podstawowa stopa procentowa NBP pozostaje na rekordowo niskim poziomie 1,5 proc. od marca 2015 r., a więc od ponad trzech lat. Z zapowiedzi Rady Polityki Pieniężnej wynika, że może utrzymać się  na nim nawet do 2020 r. Deklaracja ta zapewne zostanie potwierdzona na najbliższym posiedzeniu RPP. Taka sytuacja sprzyja oczywiście kredytobiorcom, którzy mogą liczyć na niskie odsetki i koszty pożyczanych w bankach pieniędzy. Tymczasem, jak wynika z najnowszych danych NBP, średnie oprocentowanie kredytów na cele konsumpcyjne idzie w górę. W przypadku nowych umów, dla kredytów do trzech miesięcy wzrosło ono w kwietniu z 8,5 do 8,6 proc. Zmiana nie jest więc zbyt wielka, a poprzednio odsetki w tej wysokości trzeba było płacić przy umowach zwieranych w lutym. Znacznie bardziej odczuwalna jest zmiana w przypadku kredytów o nieco dłuższym terminie spłaty. Oprocentowanie dla kredytów na okres od trzech miesięcy do roku zwiększyło się ono z 3,4 do 3,6 proc., choć i ta zmiana nie wydaje się drastyczna, to jednak trzeba zauważyć, że poprzednio tak wysokie odsetki obowiązywały w umowach podpisywanych we wrześniu ubiegłego roku, a więc siedem miesięcy temu, gdy perspektywa utrzymywania się niskich stóp procentowych przez RPP przez dłuższy czas wcale nie była taka pewna. A do tego, jeszcze w pierwszych miesiącach obecnego roku oprocentowanie kredytów na ten okres sięgało średnio jedynie 2,8-2,9 proc. Najmocniej, z 5,8 do 6,6 proc., poszły w górę odsetki od kredytów zaciąganych na okres od roku do pięciu lat. Wcześniej tak wysokie oprocentowanie klienci widzieli w lutym 2017 r., a więc ponad rok temu. Od kilku miesięcy na niezmienionym, ale dość wysokim poziome 8,7 proc. utrzymuje się oprocentowanie kredytów zaciąganych na okres powyżej pięciu lat. W kwietniu z 13,7 do 13,8 proc. zwiększyła się także rzeczywista roczna stopa oprocentowania (RRSO), uwzględniająca pozaodsetkowe koszty kredytu, a więc różnego rodzaju opłaty i prowizje.

Odpowiedzi na pytanie, dlaczego przy wciąż niskiej podstawowej stopie NBP oprocentowanie i koszty kredytów idą w górę, należy szukać w polityce biznesowej banków. Według informacji Komisji Nadzoru Finansowego, banki planują zwiększyć w tym roku zyski o 5,2 proc., w tym wynik z tytułu odsetek wzrosnąć ma o 6,3 proc. Przy mocno ograniczonych możliwościach dalszego obniżania oprocentowania lokat, które i tak w większości przypadków jest rekordowo niskie, środkiem do powiększenia zysków jest podnoszenie oprocentowania kredytów, wspomagane planowanym wzrostem o 2,1 proc. wyniku z prowizji i opłat. Banki chcą ratować się w ten sposób przed trwającą od kilku lat tendencją malejącej zyskowności swej działalności, będąc dodatkowo pod presją wprowadzonego w 2016 r. podatku od aktywów, który w ciągu niecałych dwóch lat obowiązywania (do końca 2017 r.) „kosztował” je prawie ponad 6,5 mld zł.

Od kilkunastu miesięcy zmianom nie ulega natomiast średnie oprocentowanie kredytów na zakup nieruchomości mieszkaniowych, które w kwietniu wynosiło 4,3 proc., przy rzeczywistej stopie oprocentowania sięgającej 4,6 proc. Co ciekawe, RRSO dla hipotek utrzymuje się na niemal identycznym poziomie od czerwca 2015 r., czyli od trzech lat. W przypadku kredytów hipotecznych banki mogą „pozwolić sobie” na niepodwyższanie oprocentowania, gdyż korzystają z dynamicznego wzrostu ich wartości i w ten sposób osiągając wyższy zysk. W przypadku kredytów konsumpcyjnych na razie na taki efekt nie mogą liczyć, a przynajmniej nie w takiej skali, jak w dla hipotek. Banki spodziewają się w tym roku wzrostu wartości kredytów konsumpcyjnych o 5,5 proc., tymczasem w 2017 r. wartość nowo udzielonych kredytów hipotecznych zwiększyła się o prawie 13 proc. i wszystko wskazuje na to, że w tym roku tempo ich wzrostu będzie także bardzo wysokie.

Autor: Roman Przasnyski

We wrześniu ceny żywności były wyższe niż rok wcześniej aż o 5 proc. To najmocniejszy wzrost od pięciu lat. Od grudnia dynamika tej tendencji będzie mniejsza, ale będzie to tylko efekt statystyczny, nie oznaczający końca drożyzny. Presję inflacyjną sygnalizuje już nie tylko wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych, ale także wskaźnik inflacji bazowej, co może stać się powodem rozpoczęcia dyskusji o podwyżce stóp procentowych.

Najnowsze dane GUS potwierdzają tendencję widoczną wyraźnie już od kilku miesięcy. Wzrost cen żywności, rozpoczęty w listopadzie ubiegłego roku przybiera na sile i staje się główną przyczyną inflacji, która we wrześniu ponownie podskoczyła do 2,2 proc. Żywność była we wrześniu o 5,3 proc. droższa niż przed rokiem, a łącznie z napojami bezalkoholowymi wzrost wyniósł 5 proc. Poprzednio z tak silną zwyżką cen tej kategorii towarów konsumpcyjnych mieliśmy do czynienia we wrześniu 2012 r., czyli równo pięć lat temu. Wówczas także drożyzna ujawniła się z największą siłą w nietypowym okresie od czerwca do września i podobnie jak obecnie, jedną z głównych jej przyczyn były warunki atmosferyczne (straty w uprawach związane z bardzo mroźną i bezśnieżną pogodą w pierwszych miesiącach 2012 r. były wyjątkowo duże). Jeszcze większy, sięgający 7-8,8 proc. skok cen żywności miał miejsce wiosną 2011 r. (wówczas po wyjątkowo ciepłej końcówce zimy, maj przyniósł śnieżyce i rekordowo niskie temperatury). Analogii, nie tylko meteorologicznych, jest zresztą więcej. Lata 2010-2011 to okres sięgającej 4,1-4,7 proc. dynamiki PKB i stosunkowo wysokiego tempa wzrostu płac, utrzymującego się jeszcze na początku 2012 r., gdy gospodarka wchodziła w fazę ostrego spowolnienia. I wówczas i obecnie mamy więc do czynienia ze splotem czynników z jednej strony ograniczających podaż produktów rolnych, a z drugiej powodujących poprawę sytuacji materialnej (rekordowo niskie bezrobocie, wysoka dynamika wzrostu wynagrodzeń), korzystnie oddziałujących na utrzymanie wysokiego popytu na żywność i ułatwiających „akceptację” wyższych cen przez konsumentów.

W takich warunkach należy się liczyć z utrzymywaniem się presji inflacyjnej, którą łagodzić może jedynie efekt statystyczny, polegający na niskiej bazie odniesienia, bowiem do października ubiegłego roku mieliśmy do czynienia z deflacją, czyli spadkiem wskaźnika cen towarów i usług oraz nieznacznym, sięgającym 0,4 proc. wzrostem cen żywności. W listopadzie 2016 r. ceny żywności podskoczyły już o 1,2 proc. a miesiąc później o 2,5 proc., więc w ostatnich miesiącach obecnego roku ich dynamika nie będzie już tak wysoka wcześniej. Dla konsumentów to jednak dość marne pocieszenie, bo ceny będą rosły nadal, tyle że nieco mniej. Z wcześniejszych szacunków Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej wynika, że w grudniu ceny żywności będą wyższe o 4 proc. niż rok wcześniej.

Inflacja zyskuje jednak coraz to nowych „sojuszników”. Tempo wzrostu kosztów związanych z użytkowaniem mieszkania i nośnikami energii przyspieszyło we wrześniu do 2,3 proc. z 2 proc. miesiąc wcześniej, a jest to druga po żywności, najmocniej ważąca na domowych budżetach kategoria, stanowiąca nieco ponad jedną piątą wydatków ogółem. Poprzednio tak duży wzrost notowano przed trzema laty. W tym przypadku należy się spodziewać dalszego wzrostu, choćby w związku z mocno zwyżkującymi cenami węgla i jego niedoborami, w kontekście zbliżającego się sezonu grzewczego. Swoje robią także utrzymujące się wysokie notowania ropy naftowej, które podbiły we wrześniu ceny paliw o 3,6 proc. O 2,2 proc. więcej niż rok wcześniej płaciliśmy we wrześniu w hotelach i restauracjach, o 2 proc. więcej kosztowały nas wydatki na zdrowie, o 1,9 proc. na rekreację i kulturę, a usługi związane z łącznością podrożały o 1,7 proc.

Zwiększającą się presję inflacyjną sygnalizuje także wskaźnik inflacji bazowej, czyli nie uwzględniający cen żywności i energii. Wzrósł on we wrześniu do 1 proc. wobec 0,7 proc. miesiąc wcześniej. To najwyższy jego poziom od marca 2014 r. Na jego kształtowanie się warto zwrócić baczniejszą uwagę, ponieważ to właśnie jego zachowanie się może stanowić istotną przesłankę decyzji Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. Choć jego poziom nie jest jeszcze specjalnie niepokojący, to różnica między nim a poziomem stopy referencyjnej, sięgająca 0,5 punktu procentowego, jest najniższa w historii. Świadczy ona o tym, że obecną politykę pieniężną można uznać za wyjątkowo łagodną, szczególnie w kontekście wysokiego tempa wzrostu gospodarczego. Z podobnie niską różnicą między podstawową stopą procentową NBP a inflacją bazową, mieliśmy do czynienia jedynie przez kilka miesięcy 2009 r., czyli w okresie największego nasilenia skutków globalnego kryzysu finansowego (wówczas wynosiła ona 0,6 proc.). O ile utrzymującej się od początku roku ujemnej realnej stopie procentowej (różnica między podstawową stopą procentową a wskaźnikiem cen towarów i usług konsumpcyjnych) towarzyszyła bagatelizująca ten stan rzeczy argumentacja RPP, a szczególnie jej przewodniczącego, to dalsze zmniejszanie się różnicy między stopą referencyjną a inflacją bazową może już skłonić do dyskusji o podwyżce stóp procentowych. Tym bardziej, że niektórzy przedstawiciele Rady już od kilku miesięcy podnoszą kwestię konsekwencji ujemnej realnej stopy procentowej. Nie można więc wykluczyć, że wkrótce stanie się ona przedmiotem głosowania, choć nie wcześniej niż w listopadzie, gdy opublikowana zostanie projekcja inflacji.

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Eksperci

Niewiele potrzeba, by zburzyć spokój

Rynkowi z łatwością przychodzą zmiany kierunku, co podkreśla, z jak niskim przekonaniem odbywa się h...

Inflacja nie odpuszcza

We wrześniu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 1,9 proc., a więc tylko minimalnie ...

Moryc: Podatek Exit Tax wejdzie w życie choć jest krytykowany nawet przez członków rządu

Nowy podatek tzw. “exit tax”, który ma zostać wprowadzony do końca tego roku wzbudza kontrowersje ni...

Pistolet przystawiony do głowy, czyli walutowe zawirowania kluczowych rynków

Globalny rynek finansowy pozostaje obciążony asymetrią ryzyk, gdyż najwyraźniej w temacie wojen hand...

Turek: 10 lat po upadku Lehman Brothers ceny znowu są rekordowe

Gwałtowne przeceny, a potem ożywienie na rynkach mieszkaniowych – tak prosto można podsumować ostatn...

AKTUALNOŚCI

Jesienne spowolnienie dynamiki PKB

Wyraźnie niższe niż się spodziewano okazały się wrześniowe dane o produkcji przemysłowej i budowlano...

Polskie startupy coraz śmielej zdobywają zagranicę

45 proc. właścicieli startupów chce rozwijać swoją działalność nie tylko na rodzimym rynku, ale takż...

Minister Finansów chce dłużej potrzymać pieniądze inwestorów

Zakup obligacji o 50 groszy taniej – to nowy pomysł Ministra Finansów, aby Polacy na dłużej zainwest...

POLAND THE CAN-DO NATION

4 października br. w Nowym Jorku, z inicjatywy PZU, odbędzie się jedno z największych spotkań lideró...

Od 2019 roku nowe przepisy podatkowe dotyczące kryptowalut

W 2019 r. w życie wejść ma pakiet nowych przepisów podatkowych dotyczących walut wirtualnych. Projek...